Welcome to Forum Astronomiczne

Zarejestruj się w naszej astronomicznej społeczności , aby uzyskać dostęp do wszystkich funkcji.

Po zarejestrowaniu i zalogowaniu się, będziesz mogła/mógł:

Tworzyć nowe tematy, pisać w istniejących, oceniać posty innych userów , wysyłać prywatne wiadomości, aktualizować statusy, korzystać z poczty, zarządzać swoim profilem i wiele, wiele więcej!

Ranking


Popularna zawartość

Wyświetla najczęściej polubioną zawartość od 26.06.2017 uwzględniając wszystkie działy

  1. 29 polubień
    Nigdy nie widziałam naprawdę ciemnego nieba. –powyższe zdanie było prawdziwe… aż do wczoraj. Jako dla osoby trochę już zaznajomionej z astronomią amatorską, dla mnie było to dość wstydliwym faktem, no ale jednak… Wiadomo – Małopolska Zachodnia nie rozpieszcza pod tym względem, wyjechać gdzieś trochę dalej nie mam zbytnio możliwości, a nawet na zlocie w Zatomiu jesienią 2015 r. pogoda łaski specjalnie mi nie okazała powodując, że niebo nie było wtedy szczególnie lepsze od tego mojego, inwałdzkiego. Oczywiście na swoje przydomowe warunki aż tak narzekać nie mogę. Drogę Mleczną widać. Inna sprawa to jak widać. No nieźle. Nieźle. No właśnie. To co zobaczyłam tej nocy całkowicie zresetowało moje wyobrażenie o tzw. ciemnym niebie i o dobrych warunkach do obserwacji. Bo oto w końcu, po tylu latach, na własne oczy mogłam ujrzeć obraz cudu niebiańskiego. Prawdziwie rozgwieżdżone niebo. Cały wieczór był pochmurny i nic nie zapowiadało, iż stan ten mógłby ulec zmianie, stąd też moje zdziwienie było jeszcze większe, gdy przed północą zobaczyłam przez okno jakieś świecące punkciki na niebie. Wyszłam z domku i stanęłam. I patrzyłam. Po prostu. W zasadzie na tym mogłabym zakończyć mój opis, ale rozwińmy go troszkę bardziej… Pobiegłam zaraz po lornetkę i udałam się na krótki obchód wśród drzew i innych domków. Cel miałam jasno określony - Chcę spojrzeć w kierunku centrum Galaktyki. Jakieś 20 metrów dalej zatrzymałam się, bo oto przede mną znajdował się Strzelec. Podniosłam lornetkę do oczu i zaczęłam identyfikować usytuowane tam obiekty. Laguna, Koniczyna, Orzeł, Omega… wszystkie o wiele wyraźniejsze od tego, co pamiętałam z Inwałdu, wręcz bijące po oczach. Przesuwając między nimi pole widzenia Nikona, przestało mnie obchodzić gdzie co jak się nazywa. Teraz wędrowałam przez niebo odnajdując kolejne gromady kuliste, otwarte tudzież inne skupiska gwiazd, natrafiając czasem na jakąś mgiełkę. Nie mogę pominąć też ciemnych mgławic, które jawiły się dosłownie wszędzie, nadając niebu mozaikowy wygląd. Pierwszy raz miałam okazję zobaczyć je tak wyraźne i zdecydowane. Tajemnicze ciemne wyrwy pośród kosmicznych łańcuchów gwiazd. Odsunęłam lornetkę od oczu. Ktoś mi kiedyś powiedział, że niebo w Bieszczadach wygląda, jak cukier wysypany na kartkę czarnego papieru. Teraz doskonale zrozumiałam co miał na myśli. Gwiazdy, kosmiczne diamenty, gwiezdny pył, cała materia naszej Galaktyki wręcz wołała do mnie z firmamentu. Ona wyskakiwała ze sfery nieba, wszystkie te struktury były tak trójwymiarowe, przestrzenne, jakby miały się na mnie wysypać. I z każdą chwilą, sekundą, coraz lepszym przystosowaniem wzroku do ciemności, wszystkie te wrażenia stawały się wyraźniejsze i pewniejsze. Nie analizowałam gdzie co było na niebie. Ja je chłonęłam. Stapiałam się z nim. Tylko ja i ciemność, a w niej ogrom Wszechświata. Nie wiem ile czasu tak stałam gapiąc się w górę… Nagle zobaczyłam, jak okolice Wielkiej Niedźwiedzicy przecina meteor. Długi i jasny z delikatnym zielonym odcieniem. Wisienka na torcie. Uśmiechnęłam się do siebie jeszcze bardziej. W domku okazało się, że spędziłam tak około półtorej godziny, bo potem znad Jeziora Solińskiego uniosła się mgła, gęstniejąc coraz bardziej. Tak zakończyło się moje pierwsze spotkanie z niebem bieszczadzkim. Krótkie, ale i tak było niesamowicie… Z natury jestem człowiekiem, który zachwyca się praktycznie wszystkim, co go otacza. Chmurki, ptaszki, drzewka, różne widoczki, nawet stare wioski gdzieś na tzw. zadupiu. Ale niebo zawsze robi na mnie największe wrażenie. Zawsze, gdy widzę gwiazdki odczuwam wewnętrzną potrzebę zatrzymania się i patrzenia w nie. Do tego stopnia, że gdy mam wstać rano do szkoły (przez ostatnie dwa tygodnie także pracy), a jest powiedzmy po północy, wolałabym żeby nagle przyszły chmury. Dlaczego? Mam wyrzuty sumienia, że pójdę spać i nie będę mogła obserwować. A takie sytuacje w ostatnim roku szkolnym zdarzały mi się niestety dość często. Myślę, że ostatnia noc w znacznym stopniu mi to wynagrodziła. Mam nadzieję, że jeszcze przynajmniej parę razy będę mogła popatrzeć na tutejsze niebo, do soboty jakaś pogodna noc powinna się trafić I wtedy pokażę to wszystko rodzicom i siostrze, bo dziś nie chciałam ich już budzić. Może wtedy spojrzę na jakieś konkretne obiekty, w końcu po coś wzięłam ze sobą Interstellarum. Chyba, że ten widok znów mnie obezwładni na tyle, by tylko stać i patrzeć ze szczęką leżącą gdzieś w trawie
  2. 22 polubień
    Co jakiś czas na forach astronomicznych przewija się pytanie o to, skąd się dowiedzieć, jak ciemne jest niebo w danym miejscu. W odpowiedziach mieszają się zwykle źródła (mapy) podające to, jak dużo światła emituje Ziemia z danego miejsca, z modelową jasnością tła nieba w danej miejscówce. Niedawno, na jednej z takich stron: https://www.lightpollutionmap.info pojawiły się fantastyczne dane. Po pierwsze, na mapie tej dostępne są już dane na temat emisji światła z powierzchni Ziemi z 2017 roku (ta warstwa jest chyba automatycznie włączona przy wejściu na stronę). Porównując je z danymi z poprzednich lat, warto zwrócić uwagę na to, że to są dane pochodzące tylko z jednego miesiąca, a fluktuacje (zwiazane między innymi z różnymi warunkami atmosferycznymi) są w znakomitej więszkości miejsc wieloktrotnie większe niż zmiany w oświetleniu. Na mapie tej pojawiła się jednak coś o wiele ciekawszego. Po włączeniu warstwy "WA 2015" zobaczymy mapę modelowej jasności tła nieba w zenicie w danej miejscówce (na podstawie danych z 2015 roku). Mapa ta jest nową wizualizacją danych, które wcześniej pojawiały się między innymi tu: http://www.waarnemen.com/darkskies/, tyle że tu nie dość, że jest w towarzystwie danych "komplementarnych" (pomiary jasności Ziemi z urządzenia VIIRS na satelicie SUOMI oraz pomiary z mierników SQM), to jeszcze dane te są znacznie dokładniejsze niż na wcześniejszych wizualizacjach. Jeśli przy włączonej warstwie "WA 2015" klikniemy w interesującą nas miejscówkę, zobaczymy tabelkę podobną do tego: Zenith sky brightness information Coordinates 49° 33′ 40″ N 21° 20′ 28″ E SQM 21.73 mag./arc sec2 Brightness 0.220 mcd/m2 Artif. bright. 45.4 μcd/m2 Ratio 0.261 Bortle class 1 Elevation 507 m Mamy tu odpowiednio: 1. Współrzędne miejsca 2. Modelową jasność tła nieba (przy założeniu bardzo dobrej przejrzystości oraz naturalnej jasności tła nieba równej 22 mag/"2) w wielkościach gwiazdowych na sekundę łuku do kwadratu 3. Modelową jasność nieba w milikandelach na metr kwadratowy, przy założeniach takich jak powyżej 4. Modelową jasność sztucznego światła (rozproszonego przez atmosferę) przy takich samych założeniach jak powyżej Stosunek 4. do 3. Im większy, tym więcej mamy sztucznego światła w zenicie. Watrość "Ratio" równa 1 oznacza, że w zenicie mamy tyle samo światła sztucznego, co naturalnego, a więc niebo jest dwa razy jaśniejsze niż byłoby w przypadku braku LP. To jest przy założeniu, że przejrzystość jest bardzo dobra, a naturalna jasność nieba wynosi 22 mag/"2. W rzeczywistości zarówno naturalna jasność nieba, jak i ilość LP znacząco się zmieniają. 5. Jakość nieba w skali Bortle'a - tu niestety chyba jest to potraktowane zbyt "liberalnie". Miejscówki, które zgodnie z opisem skali Bortle'a powinno się określić jako 2-3 tu są już oznaczone jako 1. 6. Wysokość miejscówki nad poziomem morza. Z pomiarów SQM-L (których wykonałem już chyba blisko 1000 w kilkuset różnych miejscówkach) wynika, że w najciemniejsze (pod względem naturalnego świecenia nieba), przejrzyste noce w okresie wegetacji roślin jasność nieba odczytywana przez miernik po północy, kiedy część sztucznego oświetlenia gaśnie (przynajmniej w niektórych miejscowościach) jest bardzo bliska tej "prognozowanej". Dla przykładu, w ciemne przejrzyste noce po północy: Kraków: mapa: 18.80, SQM-L: 18.8 - 19.0 Krosno: mapa: 20.42, SQM-L: 20.3 - 20.4 Koskowa Góra: mapa 21.32, SQM-L: 21.2 - 21.3 Czuszów: mapa 21.40, SQM-L: 21.2 - 21.3 To, co pozwoli najłatwiej porównać dwie miejscówki to w tym wypadku parametr podpisany "Ratio". Jak już pisałem wyżej, mówi nam on o tym, jak dużo jest w danej miejscówce w zenicie sztucznego światła w porównaniu do naturalnego. Zwykle miejscówki z mniejszym "Ratio" będą też miały lepszy horyzont. Choć tu oczywiście dużo będzie zależało od rozmieszczenia łun. Można się jednak spodziewać, że tam, gdzie jasność nieba w zenicie jest lepsza, tam i łun przy horyzoncie jest mniej. Po przejrzeniu tej mapy wynotowałem sobie kilka ciekawych wartości tego współczynnika ("Ratio"): Miejscówki na południe od Krakowa: Kudłacze - 1.04 Koskowa Góra - 0.85 Wilczyce - 0.62 Miejscówki na północ od Krakowa: Biórków Mały - 1.82 Czuszów - 0.71 Dosłońce - 0.63 Trzonów - 0.50 Miejscówki w Beskidzie Niskim: Franków - 0.48 Przymiarki - 0.47 Lubatowa, pola - 0.41 Oderne - 0.34 Mszana, skrzyżowanie - 0.26 Tylawa - 0.25 Przełęcz Szklarska - 0.23 góra Tokarnia - 0.18 Radocyna - 0.17 Wyszowatka - 0.16 Moszczaniec, łąka - 0.15 Huta Polańska - 0.15 Ożenna - 0.15 Czeremcha - 0.13 Czystogarb - 0.13 Miejscówki w Bieszczadach: Stężnica - 0.099 Osławica - 0.089 Roztoki Górne - 0.054 Przełęcz Wyżna - 0.046 Przełęcz Wyżniańska - 0.045 Wołosate - 0.045 Inne ciemne miejsca: Gorce ~0.5 Babia Góra ~0.5 Karkonosze ~0.5 Tatry - 0.3 (Tatry Wysokie) Pogórze Przemyskie - 0.18 (kilka km na południe od Birczy) Roztocze - 0.13 (m.in. Puszcza Solska) Drawieński Park Narodowy - 0.12 (okolice Zatomia) Polesie - 0.11 (kilkanaście km na północ i zachód od Włodawy) Puszcza Augustowska - 0.09 Północna część Mazur - 0.09 (przy granicy z Obwodem Kaliningradzkim, na północ od Kętrzyna i Giżycka) Dla porównania jasne miejsca: Centrum Krakowa ~30 Katowice ~30 Centrum Warszawy ~60 Szklarnia w Stężycy okok Dęblina ~200 Warto tutaj zdać sobie sprawę z tego, że wartość 30 dla Krakowa czy Katowic oznacza, że niebo jest tam około 30-krotnie jaśniejsze niż naturalnie. Z drugiej strony wartości ~0.05 w Bieszczadach oznaczają, że niebo jest tam o około 5% jaśniejsze niż naturalne. Innymi słowy, ilość LP w Krakowie czy Katowicach jest jakieś 600 razy większa niż w Bieszczadach. Oczywiście jakość nieba to nie tylko jego jasność w zenicie. Drugim bardzo ważnym czynnikiem jest przejrzystość nieba, która szybko się poprawia wraz z wysokością nad poziomem morza. Dlatego niebo w górach w miejscówce, w której ten współczynnik wynosi 0.5 może sprawiać lepsze wrażenie niż niebo na nizinach w miejscówce, w której wspomniany współczynnik wynosi 0.1. Na koniec warto jeszcze zauważyć, że naturalna zmienność jasności nieba jest całkiem duża i w jasne (pod względem naturalnego świecenia nieba - airglow) noce w Bieszczadach niebo będzie jaśniejsze niż w ciemne (znów pod względem airglow) noce w miejscówkach, w których "Ratio" wynosi 0.5. Pozdrawiam Piotrek
  3. 22 polubień
    Noc z soboty na niedzielę (24/25.06) była jedną z tych kilku(nastu) w roku, gdy wszystko idealnie się dogrywa: weekend, nów Księżyca, dobre warunki atmosferyczne i przyjemna, letnia temperatura. Mimo, że to okolice letniego przesilenia, na południu Polski "białe" noce wcale nie są dokuczliwe – delikatnie rozjaśniony jest jedynie północny horyzont, a do dyspozycji mamy co najmniej dwie godziny dość ciemnego nieba. Sesję zacząłem z opóźnieniem, dopiero około północy; wcześniej przez kilkanaście minut męczyłem się ze śrubą mocującą kratownicę do dolnej klatki Taurusa. Cholera jedna odmówiła posłuszeństwa i za nic nie dawała się wkręcić; czas płynął, późnowiosenne konstelacje nieuchronnie uciekały mi ku zachodowi, a przelatujące nad moją miejscówką (Domański Wierch w rejonie Czarnego Dunajca*) sowy i nietoperze nasłuchały się soczystych i mocno niecenzuralnych wiązanek. Gdy wreszcie udało się opanować sytuację, natychmiast skierowałem teleskop ku konstelacji Wolarza. Piotrek Guzik przypomniał mi ostatnio o kapitalnej parce oddziałujących grawitacyjnie galaktyk, w katalogu NGC oznaczonych numerami 5544 i 5545, a w Atlasie Osobliwych Galaktyk Haltona Arpa umieszczonych pod pozycją 199. Widok przedni, choć to obiekty bardzo słabe i dość wymagające; w wyższych powiększeniach całość nieco przypomina wykrzyknik, na który składa się lekko rozciągła, blada i bardzo ulotna smużka NGC 5545 (15mag, 1.0'x0.3') i gwiazdopodobne, zatopione w subtelnym halo centrum NGC 5544 (13.3mag, 1.1'x1.0'). Buszując w tym rejonie nieba zahaczyłem jeszcze o znacznie jaśniejszą, eliptyczną NGC 5557 (10.9mag, 2.4'x1.9') i całkiem ładną, ułożoną krawędzią w naszą stronę galaktyczną "igiełkę" - NGC 5529 (12.1mag, 6.0'x0.7'). źródło: www.sky-map.org Krótka lustracja południowego horyzontu ujawniła, że położone tuż obok siebie gwiazdy Shaula i Lesath (λ i υ Sco) szorują już po wierzchołkach Tatr, zatem spróbowałem podejścia do planetarnej NGC 6302 (bez powodzenia, ale nic to, bo podziwiałem ją wielokrotnie podczas ubiegłorocznego wypadu do RPA). Udało się za to wyłapać gwiazdę G Scorpii (deklinacja -37º) wraz z "doklejoną" do niej gromadą kulistą NGC 6441 (7.1mag, 9.6'). Kulkę tą również "zaliczyłem" podczas pobytu pod południowym niebem, ale z Polski to był pierwszy raz. Satysfakcja spora, bo – z tego co pamiętam – z naszych szerokości obserwował ją chyba tylko Paweł Trybus. Jeśli się mylę, to niecierpliwie czekam na sprostowanie. Po tych wyzwaniach przyszedł czas na chwilę relaksu, czyli przynależne konstelacji Skorpiona, Strzelca i Tarczy Messiery. Przy emce numer 17 - która z filtrem OIII nie jest żadnym tam Łabędziem, tylko pełnoprawną Ω – przypomniałem sobie o kolejnym, zarekomendowanym przez Piotra (tym razem w czerwcowej "Astronomii") obiekcie, czyli gromadzie otwartej NGC 6645 (8.5mag, 15'). Cel faktycznie ciekawy; w większych powiększeniach w jej centrum widać pozbawiony gwiazd owal o średnicy ok. 2', okolony wianuszkiem słabych gwiazdek – jak gdyby ktoś, precyzyjnie i z rozmysłem, wykroił tam otwór. Zdecydowanie warto! W planach na tę noc miałem jeszcze kilka planetarek z katalogu Minkowskiego, kolejny Obiekt Tygodnia (który, mam nadzieję, uda mi się niebawem opisać) i gromadę kulistą Palomar 7 w Wężu (ogonie). Palomarek (alias IC 1276) to twarda sztuka – niby ma jasność 10.3mag, ale z drugiej strony to XI klasa koncentracji i rozmiary kątowe rzędu 21'. W rezultacie mamy do czynienia z rozlazłym, kaszkowatym kleksem, wrażliwym na warunki (przejrzystość, zaświetlenie nieba) i dość trudnym do wyodrębnienia z tła. Udało mi się go usidlić w stustopniowym ES-ie 14 mm, jednak mimo sporego powiększenia (ponad 100x) gromada nie została rozbita. Mimo wszystko, to nadal jedna z najłatwiejszych gromad z tego katalogu - obok Palomara 9 (NGC 6717), którego również nie omieszkałem odwiedzić. Pod sam koniec sesji do pracy został zaprzęgnięty Astronomik OIII, który pokazał mi świetnego – jak zawsze - Veila oraz mgławice M 1-64 (ostatni Obiekt Tygodnia), M 1-54 w Strzelcu i M 2-51 w Cefeuszu. W dużym lustrze (i przy sporych powiększeniach – od 100x wzwyż) nie są to specjalnie problematyczne obiekty i mimo niewielkich rozmiarów kątowych da się dostrzec ich malutkie tarczki. Przy Minkowskim 1-64 wykręciłem filtr i używając pow. ok. 200x potwierdziłem widoczność słabej gwiazdki przylegającej doń od strony północnej (o trudnościach z jej dostrzeżeniem raportował niedawno kolega Miron). Kilka minut po pierwszej spakowałem teleskop, ale kompletnie nie chciało mi się odjeżdżać z pachnącej sianem łąki. Rozłożyłem sobie karimatę, wyjąłem z bagażnika lornetkę i leżąc na trawie, na luzie i bez specjalnego planu, przez dłuższą chwilę skanowałem letnią Drogę Mleczną. Ciemne Barnardy nad południowym horyzontem tym razem nie rzucały na kolana (w tym kierunku niebo psuje Zakopane), choć od gwiezdnego obłoku Tarczy wzwyż było już w miarę satysfakcjonująco. Niemniej, chyba czas znów uciec w Bieszczady... PS podczas pisania tej relacji, gdzieś w okolicy akapitu o Skorpionie, dostałem wiadomość od Jurka (Kratera) z pozdrowieniami z RPA. Przypadek? * jeśli będziecie na wakacjach w Zakopanem, to olejcie zatłoczone Krupówki i wpadnijcie w ten rejon pojeździć na rowerach; sieć ścieżek po polskiej i słowackiej stronie jest naprawdę imponująca, a widoki - zacne.
  4. 20 polubień
    Cześć! Na początek uświadomię Was, że niestety nie mam talentu do opisywania relacji, a moje pióro nie jest lekkie tak jak innych osób na tym forum. Niemniej jednak chcę się podzielić z Wami krótką relacją z tegorocznej wyprawy do RPA . PS. Jeżeli ktoś chciałby się o coś zapytać lub zwyczajnie o czymś interesującym Was zapomniałem napisać to proszę o komentarz lub wiadomość na priv. Gdzie? Kiedy? Kto? Pogoda i warunki mieszkalne. Farma przesympatycznego Wouter'a, który osoby znane z tego i innych forum gościł nie pierwszy raz. Farma około 3000 ha, oddzielona płotem, tak żeby żadna dzika zwierzyna nie zjadła nas nocą (choć, niektóre zwierzaki i tak potrafią napędzić stracha w nocy ). Lokalizacja farmy to jakieś 30 km nad miastem Modimolle (hehe, sam dokładnie nie wiem, zadupie straszne ) Wylot z Warszawy 19.06.2017 - powrót 28.06.2017. Dla niektórych podróż trwała niecałe 24h, dla innych ponad 30... Pojechaliśmy w pięć osób, jeśli wyrażą zgodę to jak najbardziej przytoczę ich nicki czy imiona . Liczba osób całkowicie maksymalna jak na tamte warunki. Pogoda... Mogę powiedzieć, że nie każdy dzień był w 100% pogodny, ale gdy przychodziła noc... 98% czasu to niebo całkowicie bezchmurne z taką przejrzystością o której możemy zwyczajnie w PL pomarzyć :(. W sumie pogoda przeszkodziła nam łącznie w około 3.5 godzinach podczas całego wyjazdu! Temperatura w dzień osiągała nawet 25*C a w nocy spadała czasami do 5. Rozbieżność duża, choć pierwsze noce były ciepłe. Warunki, w których mieszkaliśmy. Luksusów nie było, ale jak na sawanne było wyśmienicie. Lodówka, prąd, gorąca woda i czynna toaleta - nic więcej nie potrzeba, nie po to tam jechaliśmy, hehe Czym obserwowałem: Do obserwacji południowego nieba zabrałem cztery lornetki: Malutką 2,3x40 - świetna lornetka z gigantycznym powiększeniem, Troszkę większą 7x35 Nikon Action EX, Zwyczajną 10x50 Nikon Action EX, Sporą 100mm kątowe TS Wrażenia z obserwacji lornetkami 2,3x40 ; 7x35 ; 10x50. Może zacznę od tego gdy pierwszy raz zobaczyłem to niebo to z moich ust padły dwa słowa: kur** ma*. Jak ktoś nie był na południu pod ciemnym niebem to nie jest sobie w stanie jasności drogi mlecznej wyobrazić. Ten kto był, wie o czym piszę, hehe. Zacznę może od lornetki nr 1. To małe cudo można porównać do tego jakby nasz znajomy okulista przepisał nam okulary z mocnym powerem :). Z tą różnicą, że te okulary wcale nam nie dokuczają. Człowiek patrząc przez tą lornetkę widział dosłownie 3x więcej gwiazd, a tych było tam mnóstwo... Droga mleczna na leżaku wymiatała :). Jej jasne części przecinały się z kosmatymi czarnymi mgławicami,których specjalistą był jeden z naszych wycieczkowych wariatów . Lornetka nr 2. Generalnie wrażenia podobne: Nadal gigantyczne pole, większe powiększenie i zdecydowanie lepsza jakość obrazu, który od razu powalał. To co mi się wydawało na początku gdy oglądałem niebo przez 2,3x40, za "niesłychane" i "niesamowite" tutaj dopiero okazywało się niesłychanym i niesamowitym. Mnogość gromad otwartych, mnogość gwiazd, a przede wszystkim ta jasna, błyszcząca droga mleczna, poszarpana kosmykami ciemnych mgławic... szkoda, że czasu nie było na zgłębianie ciemnych mgławic, ale na 100% wrócę pod to niebo, więc nic straconego :). Lornetka nr 3. To już całkiem spore powiększenie jak na to niebo i wielu osobom już taka lornetka by wystarczyła w tych warunkach... no ale nie mi . Galaktyki, mgławice, kulki i otwarte wyskakiwały jak nigdzie w Polsce. Drcga mleczna nabierała już zupełnie innych "wymiarów". Czuło się jakby się w nią wchodziło i zgłębiało... Po prostu must have na takiej wyprawie. Jeżeli poprzednie lornetki można przydzielić do zbioru instrumentów, którymi po prostu okalamy przepiękne niebo południowe, tak ta lornetka może służyć już konkretnym celom. Tak też było i u mnie. Stanowiła back up dla mojego głównego instrumentu optycznego.. TS 100mm 45*. Zanim namierzyłem coś moją największą lornetką to na pierwszy ogień leciała właśnie ta lorneteczka. Widoki fenomenalne, super kontrast, mgławice zabijały :). Wrażenia z obserwacji TS 100 mm 45*. Na wstępie powiem, że wiele osób mówiło, że ta lornetka nie przeżyje podróży do RPA, że to moloch, nieporęczne i generalnie lepiej coś sobie wynająć na miejscu. Niestety akurat na tej farmie nie można niczego wynająć, więc determinacja do zabrania czegoś dużego była jeszcze większa. Ba, lornetkę kupiłem specjalnie na ten wyjazd. I chyba moim celem tej krótkiej relacji jest odpowiedzenie ciekawskim ludziom czy opłaca się targać taki sprzęt na drugi koniec świat i czy to możliwe . Jeżeli ktoś doczytał do tego momentu i nie chce mu się dalej a liczy na odpowiedź to odpowiem szybko: TAK! Natomiast Ci, którzy nadal chcą czytać zapraszam do skrolowania w dół Nie żałuję ani złotówki, a jeśli ktoś się zastanawia nad wyjazdem na dalekie południe i zastanawia się czy kupić taką lornetkę to powiem, że bez niej nie wyobrażam sobie tego wyjazdu (a przynajmniej nie wyobrażam sobie, od czasu gdy zobaczyłem nią pierwsze obrazy). Opisywać lornetki nie będę, to łatwo znaleźć w internecie. Ok przejdźmy do meritum czyli opisu kilkudziesięciu obiektów: Zacznę z grubej rury NGC 3372 - Zanim opiszę to co mam zapisane na dyktafonie parę słów… Widziana oczywiście wszystkimi lornetkami i gołym okiem. Potężna mgławica. Jeśli M42 wydaje się duża to powiem Wam, że z powiększeniem 20x i 2x filtr uhc lumicon dała najpiękniejszy widok jaki widziałem w życiu. Jeśli ktoś nie wierzy, to jako dowód dodam, że podczas naszego pobytu odwiedziły nas 4 osoby mieszkające na stałe w RPA, które również interesują się amatorską astronomią. Jedna z nich posiada nawet sct16” (niestety nie było sctka na miejscu), ale nawet według niej takiego obrazu 3D, takiego kontrastu, takiego szerokiego ujęcia a przy okazji tak dokładnego nie widział nigdy i że to zdecydowanie najpiękniejsza rzecz jaką widział jeżeli chodzi o rzeczy astrowizualne. Ehhh i tak faktycznie było. Doszło do tego, że podczas robienia nam zdjęć grupowych następnego dnia na tle drogi mlecznej, ceną było ustawienie lornetki z filtrami na eta carine dla nich i dla ich żon . A w dyktafonie mam nagrane dokładnie to, chociaż tak jak mówię, bardzo słabo opisuję to co widzę: "Nie mieści się w lornetcę, jest tak wielka. Może zacznę ją opisywać od prawej strony, przesunę lornętke. Po prawej od eta cariny to po prostu wygląda jak strumień rzeki wpływający do morza, delta rzeki, która wpływa do czarnego morza. Na prawo trochę dalej widać przy takich dwóch gwiazdkach i chyba gromadzie otwartej widać jakąś mgławiczkę od niej. W lewo przechodząc widzimy centrum eta cariny. Zaczyna się ono tak jakby przy najaśniejszej gwiazde w EC na prawo są znowu 2 jaśniejsze gwiazdki za którymi ciągnie się smuga, która przypomina mi mewę. Przechodzi dalej na prawo, tak daleko, że znowu potrzebny jest ruch lornętką. Trzeba przesunąć znowu trochę w prawo i do góry. Nadal widać mgławicę. Powrót do środka. Pod główną gwiazdką widać pociemnienie, które rozdziela jakby tę górną część EC. Przesuwam lornetkę na lewo. Znowu taki ciemny obszar,przy przypomina deltę tyle, że tutaj jaśniejszy obszar jest w środku tego ciemniejszego morza. Zatopione jest tam wiele gwiazdek. Zwłaszcza zerkaniem. Teraz lornetką na dół cały. Widać dużo poszarpań, które wprost rozrywają mgławicę. Nie jest to do opisania jak wielka jest tutaj ta mgławica. Orion wydaję jakieś 5-7x mniejszy z niewyobrażalnie mniejszą ilością detali. Hmmm starałem się przepisać to co mówiłem na dyktafonie, ale ciężko nadążać :). Czas nagli. Dzisiaj reszta. PS2. Jutro dodam już jakieś zdjęcia. Pozdrawiam, KK
  5. 20 polubień
    Dzisiaj chciałem podzielić się z Wami krótką relacją z niecodziennej sesji obserwacyjnej. Od dłuższego czasu fotografuję Słońce, czasem też je obserwuję. Jednak do tej pory nie próbowałem jeszcze go szkicować. Walczyłem już z ołówkiem przy szkicowaniu DSów ale Słońce i Księżyc to taki "next level" w temacie rysunku. 22 czerwca zauważyłem na stronie projektu GONG, że nad krawędzią Słońca wisi dość spora protuberancja spokojna. Ponieważ akurat tego dnia miałem trochę wolnego to postanowiłem zrobić sobie krótką sesję obserwacyjno-fotograficzną. Dodatkowo zza wschodniej krawędzi dzień wcześniej wyłonił się obszar aktywny (plama słoneczna - obszar o dużo większej aktywności magnetycznej i chłodniejszy niż otaczająca go plazma) co po długim okresie "bezplamowym" było dość sporą atrakcją Jak zwykle więc przygotowałem mój zaprawiony w bojach refraktor TS 102/1100, rozbebeszyłem Lunta 50THaPT i wrzuciłem etalon do TSa. Wszystko zawisło jak zwykle na wysłużonym CG5 od Celestrona. Szybkie celowanko i Słoneczko było już w kadrze kamerki ASI178MM - ale niestety około 14:30 seeing był bardzo przeciętny. Odpuściłem więc chwilowo avikowanie i do wyciągu włożyłem okular - zoom od Lunta 7-21mm. O ile okulary typu zoom w obserwacjach DS nie powalają na kolana ze względu na małe pole, to w przypadku Słońca są wręcz idealnym narzędziem obserwacyjnym dającym ogromny komfort przybliżania i oddalania szczegółów w celu jak najlepszego ich skontrastowania. Wspomniane wcześniej protuberancja spokojna w pobliżu obszaru aktywnego AR 2644 była moim głównym celem obserwacyjnym. Słowem wyjaśnienia - protuberancje tego typu nazywamy spokojnymi ze względu na ich stosunkowo małą dynamikę i długi okres trwania. Potrafią one wisieć nad powierzchnią Słońca przez kilka lub kilkanaście dni (widoczne z góry a nie na krawędzi są nazywane filamentami) wygasając powoli lub mogą też być wyrzucone w przestrzeń w wyniku nagłego zaburzenia magnetycznego (często powiązanego z rozbłyskiem w innej części Słońca) Około godziny 14:50 seeing zaczął się poprawiać więc jak już wcześniej wspomniałem, postanowiłem spróbować swoich sił w szkicu słonecznym. Jednak nie brałem się tym razem za powierzchnię Słońca wraz ze spikulami, filamentami, itd... (level hard) ale postanowiłem naszkicować tylko protuberancję (level beginner). Pierwszy szkic powstał około 14:51 (w jakieś 4-5 minut) a drugi około 30 minut później. Widać było doskonale smugi materii powoli wibrujące w sidłach pola magnetycznego - jedne ze smug układały się bardziej pionowo unosząc się i opadając a w tle (na szkicu po prawej stronie protuberancji głównej) widać było szybsze smugi materii ułożone równolegle do krawędzi tarczy Słońca - prawdopodobnie były one nieco bardziej z tyłu głównej protuberancji wciągane dynamicznie przez linie pola magnetycznego z jakiegoś bardziej aktywnego rejonu. W ciągu 30 minut wyraźnie dały się zauważyć zmiany w kształcie protuberancji jednak nie były one znaczące i tak spektakularne jak w przypadku protuberancji typu surge występujących w bezpośrednim sąsiedztwie obszarów aktywnych. Poniżej wspomniany szkic - na białej kartce czarnym ołówkiem, czerwień dodałem w PS Jak wspomniałem - 30 minut a zmienność niewielka. Zobaczcie jak to wyglądało 4 kwietnia w przypadku protuberancji rozbłyskowej typu surge gdzie Słońce w ciągu kilkunastu minut po prostu eksplodowało w tym rejonie. Dynamika nieporównywalna Na koniec jeszcze taka refleksja - generalnie przy aperturach rzędu 100mm w obserwacje h-alpha nie ustępują wiele fotografii jeśli chodzi o ilość detalu. Powyższy szkic powstał przy powiększeniu około 120x i ilość włókien materii i cieni była naprawdę ogromna. Fotografia daje nam oczywiście większą skalę i może minimalnie więcej detalu ale generalnie jest to dość porównywalne z wizualem. Jedną różnicą na niekorzyść wizuala jest mniejsza liczba szczegółów na tarczy - tutaj żeby wydobyć to samo co na foto potrzeba jednak systemu double-stack. Poniżej jeszcze fotografia omawianej protuberancji wykonana w okresie lepszego seeingu. Na traczy widać mały obszar aktywny wraz z otaczającymi go zafalowaniami materii (spikulami) które są też widoczne na całej krawędzi tarczy jako takie małe "farfocle". W wizualu też można je obserwować ale potrzebny jest dość dobry seeing. Pozdrawiam Łukasz
  6. 19 polubień
    Moje pierwsze i do niedawna ostatnie podejście do Igły było jeszcze w czasach newtonowskich z kamerką Atik314L+, więc tej wiosny postanowiłem sprawdzić jak tam się u niej sprawy mają. I o ile sama NGC4565 była w jak najlepszej kondycji, to warunki w trakcie zbierania materiału (szczególnie koloru) coś wybitnie mi na moim podmiejskim niebie nie spasowały. Straszne męki mnie spotkały przy pracy z tym materiałem, podchodziłem do całości kilka razy, prawie od początku, aż wreszcie jako tako byłem zadowolony z efektu, który wkleiłem poniżej. Materiał zebrany w marcu tego roku z podmiejskiego nieba. Teleskop TS130/910 0.79x, montaż EQ6, luminancja QHY163M 75x3 minuty, kolor QHY163C 40x3 minuty. Poniżej obraz LRGB zmniejszony do 40%, oraz pełna rozdzielczość złożonego kanału L. Nad tym ostatnim zdjęciem jeszcze mam zamiar spędzić trochę czasu w poszukiwaniu odległych światów
  7. 19 polubień
    Dzisiejsze łowy, w zasadzie prosto z karty pamięci
  8. 19 polubień
    Kamerki oparte na matrycy CMOS stają się coraz popularniejsze wśród amatorów astrofotografii głębokiego nieba. Co je różni od kamer z matrycą CCD? Czy umyka nam jakaś rewolucja? Jak z CMOSa wydobyć jak najwięcej? Postaram się podzielić z Wami moimi doświadczeniami z kamerkami CMOS QHY163 mono i kolor. Kiedy spojrzymy na specyfikację techniczną matryc CCD i CMOS są one bardzo podobne. Sprawność kwantowa, czyli czułość, dla obu typów sensorów w sprzęcie amatorskim zawiera się w przedziale 40-70%. Pojemność piksela znormalizowana do tej samej skali jest całkiem podobna, z niewielką przewagą nowych kamerek CMOS. Dla matryc z pikselem o rozmiarze 3-4um można spodziewać się pojemności około 20000 elektronów, dla piksela o rozmiarze 6-7um około 40000 elektronów, i tak dalej. W obu typach kamerek fotony konwertowane są do fotoelektronów na skutek tego samego zjawiska. I tutaj w końcu pojawia się pewna różnica. W matrycach CCD fotoelektrony uwięzione w pikselu odczytywane są za pomocą specjalnego sygnału zegarowego, który przesuwa ładunek poprzez kolejne piksele aż do rejestru wyjściowego kamerki. Następnie ładunek ten jest konwertowany na sygnał elektryczny, wzmacniany i przekształcany w sygnał cyfrowy, który może być przesłany do komputera, albo zapisany w pamięci. W matrycach CMOS wygląda to nieco inaczej. Tam każdy piksel otoczony jest własnym niewielkim obwodem elektronicznym, który jest odpowiedzialny za proces odczytu. Z tej różnicy wynikają dwie rzeczy. Po pierwsze, szum odczytu kamer CMOS jest bardzo mały. A po drugie - kamery CMOS są bardzo szybkie. Proces odczytu jest tak szybki, że dla przykładu kamera QHY163 może odczytać w ciągu sekundy 20 pełnych klatek o rozdzielczości 16 milionów pikseli - czyli 320 milionów pikseli na sekundę. Do obsługi takiej ilości danych potrzebny jest oczywiście szybki interfejs (np USB3.0) oraz wydajny komputer. Gromada Melotte 15 w centrum mgławicy IC1805. Zdjęcie wykonane kamerką QHY163M przez filtry wąskopasmowe oraz RGB A co z szumem odczytu? We współczesnych kamerach CMOS jest on bardzo mały, znacząco mniejszy od tego parametru w matrycach CCD. Nie ma więc potrzeby stosowania długich czasów naświetlania dla osiągnięcia sensownego odstępu sygnału od szumu w pojedynczej klatce. Na tym fakcie często opierany jest jeden z mitów o kamerkach CMOS który mówi, że możemy nimi uzyskać dużo lepsze rezultaty w znacznie krótszym czasie w porównaniu z kamerami CCD. Jest to prawdą jedynie dla krótkich czasów naświetlania rzędu kilku sekund i mniej. W takich warunkach CMOS wygrywa dzięki swojemu małemu szumowi odczytu. Kiedy jednak czas ekspozycji się wydłuża, pozostałe źródła szumu (głównie szum promieniowania tła nieba) odgrywa coraz większą rolę i różnica w obrazie staje się coraz mniejsza, aż w końcu zależy już tylko i wyłącznie od sprawności kwantowej matrycy. Z tego powodu kamery CMOS nadają się dużo bardziej do fotografii planetarnej oraz tak zwanego "lucky imaging", gdzie duża ilość krótko naświetlanych klatek (z czasami ekspozycji od 0.1 do kilku sekund) składana jest w wynikowy obraz. Technika ta pozwala używać dużych teleskopów bez autoguidingu i uzyskiwać bardzo dobre wyniki, ponieważ w pewnym zakresie pozwala walczyć ze złym seeingiem (spośród dużej ilości klatek możemy wybrać tylko te najlepsze). Robiąc to samo z kamerami CCD uzyskalibyśmy dużo gorszy wynik, ponieważ z każdą pojedynczą klatką do materiału wprowadzamy za każdym razem szum odczytu, który dla kamer CCD jest większy. Mgławica M57 w Lutni. Zdjęcie wykonane techniką "lucky imaging" przez teleskop SCT11" bez guidingu. 300 klatek po 3s każda - kamera QHY163C A czy są jeszcze jakieś inne warte uwagi różnice? Właściwie nie. Zazwyczaj kamery CCD wyposażone są w przetworniki analogowo cyfrowe o rozdzielczości 16 bitów, podczas gdy w kamerach CMOS mają one rozdzielczość 12 albo 14 bitów. Nie jest to jednak powód do zmartwień. 16 bitowe przetworniki w większości amatorskich kamer CCD to znaczna przesada. Zakres dynamiki takiej kamery (czyli stosunek pojemności piksela do szumu odczytu) zawiera się w przedziale 10-12 EV i taka rozdzielczość przetwornika jest w zupełności wystarczająca. Dodatkowo fotografując obiekty głębokiego nieba zazwyczaj składamy ze sobą wiele pojedynczych klatek, a technika ta zwiększa przy okazji zakres dynamiki wynikowego obrazu. Znormalizowana pojemność piksela jest również podobna. Pojemność piksela kamerek CMOS jest zazwyczaj niewielka, ale także rozmiar piksela jest mały. Przykładowo porównując popularny sensor CCD Kodaka KAF8300 z matrycą w kamerce CMOS QHY163M okaże się, że oba mają podobny rozmiar fizyczny, CMOS ma większą liczbę pikseli (16Mpx vs 8Mpx), czyli zyskujemy na rozdzielczości, a dodatkowo zyskujemy około 40% na pojemności piksela - w takim samym zestawie po wymianie kamerki na CMOS mniej obszarów będzie prześwietlonych. A jak wygląda sprawa hot pikseli? Współczesne matryce CMOS wypadają bardzo podobnie, jak nowoczesne matryce CCD (np te w kamerkach Atik 460 czy 490EX). Czyli znacznie lepiej, niż w starszych matrycach CCD (jak wspomniany już Kodak 8300 czy seria 11000). Tak więc kamerki CMOS wydają się nadawać do wielu zadań - do fotografii głębokiego nieba, planetarnej i również do wideo astronomii. Oferują też bardzo dobry stosunek ceny do rozmiarów matrycy. Ale na pewno są jakieś minusy - owszem, są. Wcześniej już pisałem o niższej rozdzielczości przetwornika analogowo-cyfrowego. Kolejna sprawa to mały rozmiar piksela w kamerach CMOS - choć tak naprawdę powinniśmy zwracać uwagę na fizyczny rozmiar matrycy i to, czy spełni nasze oczekiwania co do pola widzenia zestawu. Dzięki małemu szumowi odczytu kamerek CMOS mamy bardzo duże pole manewru jeśli chodzi o zmniejszanie zdjęcia i duża rozdzielczość nie powinna być traktowana jako wada. Może ona oczywiście odsłonić wady i niedoskonałości optyki, której używamy, ale te wady istniały wcześniej, a nie powstały dzięki małemu pikselowi kamerki. Ona je tylko pokazała. Innym aspektem pracy z kamerkami CMOS jest fakt, że wymagać one mogą wydajniejszego komputera oraz więcej miejsca do przechowywania danych. Przykładowo pojedyncza klatka z kamerki QHY183C ma rozdzielczość 20Mpx, co po debayeryzacji przekłada się na 120MB plik na dysku twardym. Kolejną rzeczą o której warto wspomnieć jest tak zwany amp glow kamerek CMOS, choć współczesne modele już prawie pozbyły się tego problemu. Amp glow możemy dostrzec po wyciągnięciu zdjęcia i objawi się jako pojaśnienie obrazu w narożnikach albo przy krawędzi. Źródłem tego zjawiska jest pracująca elektronika matrycy CMOS, która generuje niewielką ilość ciepła, a ono z kolei przekłada się na większą ilość niechcianego sygnału zebranego w pikselach. We współczesnych kamerach CMOS amp glow jest już bardzo niewielki, widoczny jedynie na mocno wyciągniętych zdjęciach robionych przez filtry wąskopasmowe. Amp glow jest całkowicie usuwany w procesie kalibracji. Sensory w kamerkach CMOS pochodzą zazwyczaj ze sprzętu codziennego użytku, co niesie za sobą kolejny minus - rozmiar. Matryce stosowane w cywilnych aparatach i kamerach są zazwyczaj niewielkie. Dopiero od niedawna wśród astrokamerek CMOS pojawiły się modele z monochromatycznymi matrycami o przekątnej 4/3 cala. Na horyzoncie widać już matryce mono o formacie APS-C, ale większych póki co brak - dostępne są jedynie kolorowe. Jeśli więc jesteśmy w posiadaniu dużego instrumentu i zależy nam na uzyskaniu sporego pola widzenia wciąż mamy do wyboru jedynie matryce CCD. Zasadnicze pytanie więc brzmi - czy potrzebujemy kamerki CMOS? Nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi, a jedynie pewne wskazówki i podpowedzi. Jeśli posiadamy duży instrument na dobrej jakości montażu i interesuje nas duże pole widzenia, to prawdpopodobnie musimy się rozejrzeć za dużym sensorem CCD. Ale jeśli jesteśmy posiadaczami małego albo średniej wielkości teleskopu to zdecydowanie możemy rozważyć zakup kamerki CMOS. Jeśli chcemy mieć jedną kamerkę do wszystkiego: obiektów DS, fotografii planetarnej i astro wideo - CMOS się nada. Jeśli posiadamy duży instrument bez możliwości guidingu (na przykład newtona na dobsonie z platformą paralaktyczną) dzięki kamerce CMOS możemy uzyskać ciekawe zdjęcia stosując lucky imaging. Ale jeśli używamy zestawu jedynie do długoczasowej fotografii obiektów głębokiego nieba i składamy wiele pojedynczych kilkuminutowych klatek, wtedy pomiędzy 10 godzinami materiału zebranymi kamerkami CMOS i CCD nie będzie wielkiej różnicy. Dla takiego przypadku kluczowa będzie sprawność kwantowa kamerki. Z drugiej strony kamerki CMOS mają zazwyczaj mniejszy piksel, który pozwala uzyskać lepszą rozdzielczość zdjęcia (o ile optyka i warunki na to pozwalają). A dzięki małemu szumowi odczytu pojedyncze klatki mogą mieć krótszy czas naświetlania, a więc wymagania co do jakości prowadzenia montażu i guidingu są mniejsze. No i należy pamiętać, że kamery CMOS mają naprawdę dobry stosunek ceny do wielkości, i z roku na rok będą raczej stawały się coraz tańsze. Centrum konstelacji Woźnicy. Zdjęcie wykonane kamerką QHY163M przez obiektyw Samyang 135/2 i filtr wąskopasmowy Ha. 120 minut. Okolice mgławicy NGC7000. Kamerka QHY163M i obiektyw Samyang 135/2 plus filtr wąskopasmowy Ha. Jedna klatka 10 minut. Jasna gwiazda po prawej to Deneb.
  9. 19 polubień
    Razem z kolegą zastanawialiśmy się nad nazwą obserwatorium ,jedni mają RODOS ja mam ATACAMĘ :-) Nazwa może jest bez sensu , ale jest wesoło :-) Atrakcyjna Tymczasowa Agroturystyczna Całoroczna Amatorska Miejscówka Astronomiczna Budowę zacząłem od postawienia piera. Na początku wykopałem dół 1x1x1m i zalałem go betonem ,a jako formy piera i podstaw pod filary użyłem rury kanalizacyjnej o przekroju 15cm. W sumie zeszło mi 27 worków betonu. Budka jest dość mała , tylko 2x2m więc wystarczyły mi kątówki 8x8cm. Budowę szkieletu zacząłem od skręcenia dolnej ramy i zakotwienia jej do wcześniej zalanych betonem podstaw. Potem dokładałem ścianę tylną i przednią ponieważ jako prowadnic dachu wykorzystałem krokwie dachowe o długości 5m. Długo zastanawiałem się z czego zrobić elewację, czy płyta OSB, czy deski elewacyjne. Wybrałem się do pobliskiego tartaku i zakupiłem zwykłe deski 25cmx2,3cm . Za przysłowiową flaszkę dałem je do oszlifowania. Takie rozwiązanie wyszło najtaniej. Deski elewacyjne kosztują 32zł za m2 , deski surowe 20zł/m2. Do tego oczywiście trzeba doliczyć koszt zakupu farby. Do pokrycia dachu użyłem papy i gontu. Przy takim rozwiązaniu mam pewność że podczas deszczu nie będę miał zalanego sprzętu. Na razie dach jest odsuwany ręcznie. Jeżeli chodzi o zdalne sterowanie sprzętem to używam minikomputera RaspberryPi3 który obsługuje mi cały setup. Z RPi łączę się przez Przeglądarkę Chrome. W planie mam zainstalować kamerki i zdalne odsuwanie dachu, i tutaj prosiłbym o wasze podpowiedzi ,jakie rozwiązanie odsuwania dachu się sprawdza najlepiej.
  10. 18 polubień
    Tegoroczny urlop zaplanowałem w Soblówce, malowniczej wiosce w południowej części Beskidu Żywieckiego, położonej 680m. n.p.m. Skoro miejsce to leży na szerokości geograficznej 49* 25’ N (czyli bardziej na południe niż Nowy Targ czy Ustrzyki Dolne) to podstawowy cel astroamatora może być tylko jeden: zaobserwować i uwiecznić jak najwięcej skarbów południowego nieba w Skorpionie i Strzelcu, nieosiągalnych na co dzień ze środkowej Wielkopolski. Podczas tygodniowego urlopu miałem trzy nocki obserwacyjno-fotograficzne i dodatkowo dwie nocki ze slalomem lornetką pomiędzy chmurami, czyli jak na tegoroczną lipcową aurę całkiem nieźle. W obserwacjach towarzyszyły mi trzy lornetki Nikona: 3x65; 8x30 i 10x70 oraz mobilny teleskopik TSAPO1006 i mobilny zestaw fotograficzny: Astrowalker + Canon 60D + Canon 200/2,8 + Canon 50/1,8 + Samyang 14/2,8. Pierwotnie miałem ambitny plan, żeby jedną z nocy spędzić na jakimś okolicznym szczycie ponad 1200m n.p.m. z panoramą na Tatry i Małą Fatrę. Niestety wyczerpujące wycieczki dzienne z rodzinką sprawiły, że nocami byłem w stanie realizować jedynie „Plan B” - pakowałem cały sprzęt do samochodu i wyjeżdżałem zaledwie kilometr dalej i 140 metrów wyżej na rozłożystą łąkę przy gospodarstwie sołtysa Smerekowa Wielkiego. Według podanej przez Piotra Guzika świetnej symulacji jasności nieba https://www.lightpollutionmap.info/#zoom=6&lat=6675771&lon=2242098&layers=0BFFFTFFFF miejsce to ma w idealne noce w zenicie jasność 21,62 mag./arc sec2. Aż tak dobrego wyniku nie uzyskałem żadnej nocy, ale było całkiem blisko… Horyzont południowy w Smrekowie Wielkim jest odcięty na wysokości około 3 stopni przez grań grzbietów Równego Beskidu oraz Beskidu Bednarów. Grań uniemożliwia z jednej strony obserwacje aż po horyzont ale z drugiej stosunkowo dobrze odcina światła od znajdujących się około 40km na południe słowackich miast: 80-tysięcznej Żiliny i 60-tysięcznego Martina. Pierwsza noc 17/18.07.2017 Tej nocy rozpogodziło się dosyć późno, bo parę minut po północy a ponieważ Księżyc wschodził przed 2.00 miałem mało czasu na fotografowanie i obserwacje. Po przejściu chmur niebo było najciemniejsze, osiągając średnio 21,48 mag./arc sec2. Ponieważ kilka stopni nad samą granią zasłaniały snujące się nad Słowacją chmury skupiłem się na podziwianiu przez lornetki wyżej położonych skarbów najpierw Skorpiona a później Strzelca. Równolegle uwieczniałem Drogę Mleczną od Altaira po horyzont obiektywem szerokokątnym na różnych czasach: 3, 5 i rekordowe (ale już za długie ze względu na łuny) 20 minut. Jeśli ktoś byłby w stanie wyciągnąć przez bardziej zaawansowaną obróbkę szczegóły z dolnej partii 20-minutówki, to służę RAWem, jestem bardzo ciekawy, co udało mi się tam uwiecznić… Dzieląc czas między podziwianie Laguny, Trójlistnej, Mgławicy Orzeł czy Łabędzia i fotografowanie szerokich partii naszej galaktyki widocznej tej nocy jak na dłoni, podpiąłem obiektyw 50mm, żeby uwiecznić Trójkąt Letni. Jako bonus zarejestrowała mi się flara Irydium 37. Druga noc 20/21.07.2017. Tej nocy byłem na łączce już przed 22.00, żeby w pełni wykorzystać czas do wschodu Łysego. Po godzinie 23.30 SQM-L pokazał rekordową średnią z trzech pomiarów 21,52 mag./arc sec2. Przy czym niebo w zenicie było momentami idealne ale nad południowym horyzontem ciągle snuły ograniczające widoczność cirrusy, które w drugiej części nocy zaczęły przetaczać się nade mną, psując okresowo widok nieba na dużych połaciach. Po godzinie 22.15 rozpocząłem polowanie na główny cel mojego letniego pobytu w Beskidzie Sądeckim – na Shaulę i Lesath’a, tworzące Żądło Skorpiona. I pomimo zachmurzenia udało mi się! Zaobserwowałem mój obiekt docelowy najpierw lornetką a później gołym okiem pomiędzy smrekami; zrobiłem też pamiątkową fotkę, której nie pokażę, bo … następnej nocy udało mi się zrobić dużo lepszą. Udało mi się również leżąc na karimacie z lornetką 10x70 nasycić wzrok moimi ulubionymi obiektami letnimi (M4, M22, Laguną, Dziką Kaczką, Ogryzkiem-M27, Veilami, Ameryką Północną, Chichotami czy niezmiennie pięknymi w lornetce M31, M33, M51, M101 oraz M13). Oglądałem i równolegle fotografowałem, tym razem obiektywem 200mm, dochodząc do nieporuszonych i rekordowych dla Astrowalkera ekspozycji 5-minutowych. Fotograficzną gwiazdą wieczoru okazała się parka Laguna-Trójlistna, które przy 4-minutowej ekspozycji na ISO800 prezentują się tak: Kolejny ciekawy kadr to okolice Kaus Borealis z czterema gromadami kulistymi w jednym kadrze. Ładnie prezentował się również chyba najjaśniejszy fragment Drogi Mlecznej w Tarczy – z Dziką Kaczką i dużą ilością ciemnych mgławic na obrzeżach kadru. Przy okazji z dedykacją dla ogólnie znanego „Miłośnika Ciemnotek i Innych LDN-ów” powiększony fragment kadru w okolicy β Sct z „odkrytą” przeze mnie tego wieczoru „Odwróconą Ciemną Siódemką”, która niestety okazała się być już dawno znaną mgławicą pod mało romantyczną nazwą B104 alias LDN 532. Veile wyraźnie widoczne już na 4-minutówce z majaczącym pomiędzy nimi Trójkątem Pickeringa. Kończący te sesję widoczek wschodzącego Księżyca w uroczym towarzystwie Hiad, Plejad i Wenus. Trzecia noc 21/22.07.2017. Tę noc zapamiętam na długo. Była poprzedzona kilkugodzinnym intensywnym, przedpołudniowym deszczem. Nie była najciemniejsza; SQM-L ciągle pokazywał wartości w przedziale 21,35-21,40 mag./arc sec2 – był to wynik snujących się poniżej mgieł, docierających co jakiś czas na wysokość ponad 800m n.p.m. Nie była sucha – po północy cały sprzęt opływał skraplającą się obficie rosą. Ale była to noc prawie idealnie wolna od zachmurzenia nad południowym horyzontem – właśnie na taką noc czekałem! Tej nocy bez najmniejszego problemu widziałem gołym okiem Żądło Skorpiona, a gdy uwieczniałem je na fotce zupełnie „przy okazji” załapała się jeszcze Kocia Łapka (NGC 6334) a nawet zamajaczyły odnóża Homara (NGC 6357) – a przecież są to wybitnie południowe obiekty, których nikt fotograficznie chyba nie próbował uwiecznić z terenu Polski. M7 ( Gromada Ptolemeusza) i M6 (Gromada Motyl) były wyraźnie widoczne gołym okiem i pięknie prezentowały się w jednym polu każdej lornetki. Na fotografii nie są przesłonięte żadną chmurką, a jedynie osłabione przez ekstynkcję atmosferyczną. Wokół Alnasla i Kaus Media zgromadziło się kilka gromad kulistych i niezliczona ilość ciemnych mgławic. Kaus Australis w towarzystwie kolejnych trzech gromad kulistych: M69, M70 i NGC6652. I jedynie zachodzący Antares z kompleksem mgławic rho Ophiuchi nie pokazał występującej tu feerii kolorów (jego czas to jednak maj a nie lipiec). Na pocieszenie w karze zarejestrowały się kolejne trzy gromady kuliste: M4, M80 i NGC 6144. W trakcie przewijania Astrowalkera do pozycji startowej zmieniłem obiektyw ponownie na szerokokątnego Samyanga i wykonałem ekspozycje pięcio- i dziesięciominutową okolic centrum naszej galaktyki. Tej nocy towarzystwa dotrzymywał mi kolega Setaarius ze swoim 10-calowym Newtonem. Widok Saturna i gromad kulistych był świetny. W podsumowaniu mogę napisać, że z jednej strony jestem bardzo zadowolony z możliwości oglądania i uwiecznienia wielu skarbów południowego nieba. Z drugiej strony pozostaje lekki niedosyt, że nie udało mi się wejść z całym sprzętem jeszcze wyżej i spróbować sięgnąć obiektów na granicy horyzontu oraz uwiecznić wschodu Księżyca nad granią Tatr. Ale na to przyjdzie czas następnym razem.
  11. 18 polubień
    Noc z piątku na sobotę spędziłem w towarzystwie Argusa 25x100 w rejonie Domańskiego Wierchu. Podobna cuda się nie zdarzają, ale jak inaczej określić fakt, że znów zgrały się nów, letnia, bezchmurna pogoda i weekend? W dodatku niebo nad horyzontem było ponadprzeciętnie przejrzyste, a snujące się w niżej położonych miejscach gęste mgły niwelowały nieco wpływ LP. Nie mam czasu na pisanie dłuższej relacji, ale sesja była na tyle udana, że muszę się podzielić kilkoma, hm, zaskakującymi nieco spostrzeżeniami odnośnie możliwości dobrej jakości dwururki o aperturze 100 mm. Oglądactwo zacząłem od Laguny i Trójlistnej, tudzież Messierów numer 6 i 7. W miarę postępującej adaptacji oczu do ciemności przerzuciłem się na bardziej ambitne cele, a zasadniczą część sesji poświeciłem na eksplorację Gwiezdnego Obłoku Tarczy, obramowanego kapitalnymi ciemnotkami. Ale ad rem – tym razem warunki pozwoliły na podziwianie Barnarda 289, zawieszonego gdzieś pomiędzy Gromadą Ptolomeusza a Laguną. Widok niesamowity, bo jak inaczej określić dwie ciemne, mięsiste, równoległe, niejednorodne bruzdy, przecinające gęste, usiane milionami gwiazd tło w okolicy centrum Drogi Mlecznej? Duża lorneta to chyba najlepszy możliwy instrument, by w pełni nacieszyć się takimi przestrzennymi, trójwymiarowymi wręcz obrazami. Po prostu zanurzasz się w tej otchłani, czujesz głębię i nie masz wątpliwości co do usytuowania obserwowanych obiektów w przestrzeni. Trudno to ubrać w słowa, ale chyba każdy nieco bardziej zaawansowany lorneciarz wie doskonale, o czym mowa. Niesamowity był też Veil, wiszący dla odmiany prawie w zenicie. Mimo braku filtrów całkiem oczywisty wydał mi się Trójkąt Pickeringa; Miotła Wiedźmy też prezentowała się fajnie (wąskie pasemko ponad 52 Cyg, rozczapierzony, wachlarzowaty kształt poniżej), ale najlepsza była wschodnia część kompleksu – łukowato wygięte, pełne detalu i nieregularności pasmo zajmowało sporą część pola widzenia. Ciekaw jestem widoku tej mgławicy w newtonie 200/800, z dobrym, szerokokątnym okularem i Astronomikiem OIII na pokładzie. Ile jest wart ten zestaw, przekonamy się już w sierpniu, na minizlocie w Roztokach. Następnie na widelec wziąłem dwie mgławice planetarne w Orle; pierwsza z nich, skatalogowana jako NGC 6781 (11.4mag, 1.9') okazała się całkiem łatwym celem. Blade, niewielkie kółeczko było widoczne na wprost i niejako z przyłożenia. Druga z planetarek (NGC 6751, 11.9mag, 0.43') była już znacznie trudniejsza i napsuła mi sporo krwi. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się wiele, niemniej postanowiłem zbadać granice zasięgu mojej lornety. Z początku nie widziałem nic i musiałem posiłkować się zerkaniem, tudzież dokładną mapką. Moje wysiłki zostały nagrodzone, bo po dłuższej chwili w polu widzenia wyskoczyła bardzo ulotna, subtelna plamka, z biegiem czasu nabierająca nieco wyrazistości. Zaskoczenie spore, ale i satysfakcja duża. Zachęcony sukcesem, spróbowałem kolejnego podejścia do IC 1295 – jednak i tym razem bez powodzenia. Kolejny ciekawy kadr to ciemna mgławica i dwie gromady kuliste w jednym polu widzenia, czyli niewielkich rozmiarów Barnard 298 plus przylegająca do niego NGC 6528 (mniejsza, bardziej skondensowana - rozmiar to 3.7', a jasność 9.5mag) oraz zlokalizowana ok. 16' w kierunku zachodnim NGC 6522 (5.6', 8.6mag). B 298 nie jest co prawda nieprzezroczysty w takim stopniu jak chociażby B 86, niemniej wracałem doń kilkakrotnie w ciągu tej krótkiej, letniej nocy. Zanim zabrałem się za Tarczę, zaliczyłem jeszcze rzeczonego Kleksa (B86) oraz Galaktykę Barnarda i położoną na północ od niej planetarną NGC 6818 (9.3mag, 0.77'). Ta ostatnia była jasną, wyraźnie niegwiazdową plamką o ewidentnym, niebieskawym zabarwieniu. To, co najlepsze w Gwiezdnym Obłoku Tarczy, to kontrast pomiędzy intensywną poświatą Drogi Mlecznej a mocno nieprzezroczystymi, ciemnymi obłokami, odcinającymi światło odleglejszych słońc. Ten efekt szczególnie dobrze widoczny jest podczas paczania na okolice żółtawej bety Scuti, obramowanej z trzech stron efektownymi ciemnotkami. Najfajniejszą z nich jest niewątpliwie B104, zawieszona tuż "nad" wspomnianą β Sct. Ma kształt haczyka, na który składa się ciemne, wąskie pasmo (ok. 15'x1') ułożone na linii północ – południe i odbijająca od jego "dolnego" krańca, w kierunku północno – zachodnim krótka (ok. 5') wypustka. Obiekt jest nieco kłopotliwy w obserwacji, bo przeszkadza blask gwiazdy; wystarczy ją jednak zignorować, podobnie jak Alnitaka podczas podziwiania mgławicy Płomień i mamy w polu widzenia naprawdę genialny kadr. Polecam! Godna zainteresowania jest też NGC 6649 (8.9mag, 6'), zlokalizowana w samym centrum ciemnego obłoku, przez co jej otoczenie jest prawie całkowicie pozbawione jaśniejszych gwiazd; z tego samego powodu blask słońc wchodzących w skład gromady jest dość mocno osłabiony (ekstynkcja międzygwiazdowa zmniejsza jej jasność o kilka magnitudo). Widocznej na zdjęciu mgławicy refleksyjnej IC 1287 niestety nie dostrzegłem, ale chyba warto podjąć jeszcze jedną próbę, gdzieś pod bieszczadzkim niebem. Bardzo lubię też przylegającą do α Sct gromadę NGC 6664 (7.8mag, 16'). Podobnie jak poprzedniczka, również i ona leży na ubogim w gwiazdy tle; sama pewnie też jest przygaszona przez materię międzygwiazdową. Duża lorneta ukaże nam dość luźne, spore skupisko gwiazd o jasności ok. 10 mag i słabszych, ładnie skontrastowane z jasną, lekko pomarańczową alfą Tarczy. Jestem naprawdę zadowolony z faktu, że skusiłem się na Argusa 25x100. To stosunkowo lekka lorneta, idealnie współpracująca z widłowym montażem Vixena, oferująca dobry kontrast i odwzorowanie kolorów, przy naprawdę niewielkim astygmatyzmie (sprawdzone na Albireo). Jest idealna do podziwianIa deesków w szerokich kadrach, pozwalając mi na nowo odkryć bogactwo letniej Drogi Mlecznej. PS Wszystkie obrazy wygenerowano z użyciem strony www.sky-map.org
  12. 17 polubień
    Jedna z dzisiejszych chmurek która właśnie przetoczyła się nade mną:)
  13. 16 polubień
    Krótkie testy kamery QHY 163 M wypadły pomyślnie wiec czas coś pokazać już może konkretnie. Wstawiam gromadę gwiazd Cr 399 wykonaną tą kamerą i refraktorem TSAPO 65Q na razie samą Luminancję bez darków, biasów, flatów. Czas jaki stosowałem to 30 x 300 sek. Kolor też mam tylko muszę poskładać.
  14. 16 polubień
    Kilka minut temu obok mnie przechodziła burza z intensywnymi wyładowaniami, niestety widok przysłaniały mi drzewa. Oto dwa najciekawsze zdjęcia które zrobiłem.
  15. 16 polubień
    Łabędź wylazł i kusi jak nie wiem, nawet prawie pełnia mnie nie zniechęciła dwa dni temu do szybkiego wglądu, tym razem w łabędzi kuper. 24 klatki po 5 minut, Samyang 135/2, QHY163M + Baader Ha, Smart EQ.
  16. 16 polubień
    Dzisiejsza chmurka przed zachodowa:)
  17. 15 polubień
    Dane mi było jeszcze raz stanąć pod usianym gwiazdami niebem, zachłysnąć się bogactwem Gromady Podwójnej, podziwiać Serce Łabędzia, zadumać się nad tajemnicą Galaktyki w Andromedzie. Po burzliwym tygodniu wyrywam się w czwartek na wieś. Choć rano leje a w południe mży, prognozy na noc są dobre. Więc może, może. „Daj mi tę noc…” Wieczór rzeczywiście jest już pogodny. Spoglądam na Jowisza, potem Saturna – olbrzymich sąsiadów naszej poczciwej Ziemi. Jest widno, bardzo widno. Robi się późno. Chyba nie doczekam nocy. Po tygodniu, wielu tygodniach wstawania przed 6.00, obolałe od ćwiczeń cielsko ciągnie do poziomu. Jednak nocą budzę się i wyglądam przez okno. Rozpoznaję przez nie Wężownika. Jest dobrze, choć Księżyc III kwadry wylazł już wysoko. Naciągam polary, wkładam gumiaki i czapkę, chwytam torbę z lornetkami i na dwór. Latarnie szczęśliwie już pogasły, przed Księżycem chronię się w cieniu domu. Gwiazdy widać pięknie. Nie tylko gwiazdy. Przez Vortexa 15x56 widzę „kulki Wężownika” – M10 i M12. Tym lepiej świecą „klejnoty rodowe” Herkulesa – całkiem spora i jasna M13 oraz mniejsza lecz intensywna M92. Więc teraz obowiązkowo Perseusz z Kasjopeją. Kontrast „zbryzganego gwiazdami” otoczenia Mirfaka (gromada Melotte 20) i szpileczek Gromady Podwójnej wraz z „Mięśniakiem” (Muscleman lub Fat Man, gromada Stock 2). Źródło: http://www.astro-foto.pl/index.php/galeria/gromady-gwiazd/36-ngc-869-ngc-884-gromada-podwojna-w-perseuszu Szukam kolejnego Obiektu Tygodnia, gromady Collinder 463. Nie ma jej na przedłużeniu lewego ramienia Kasjopei, lecz grupkę gwiazd dostrzegam błądząc nieco wyżej. No tak, wprawdzie nie boli, lecz nachodzić się trzeba . Gwiazdozbiór Andromedy też widać. Czerwony, oj jak czerwony Mirach (β And) niechybnie naprowadza na leżącą powyżej Wielką Galaktykę M31. Jest tajemnicza, rozległa i piękna. Czuję, że żyją tam i patrzą na nas istoty rozumne. Nigdy tego na pewno nie będę jednak wiedzieć. Wyżej ślady Drogi Mlecznej. Tylko ślady, bo tyle widać przy tym wspaniałym skądinąd Księżycu. Jednak Łabędź szybuje wysoko i dostojnie. Widzę jego serce – Sadra (γ Cyg). Wraz z wianuszkiem otaczających gwiazd jest moim stałym celem nawet z miejskiego balkonu. Piękny asteryzm otoczony kłębami mgławic. Warto go szerzej opisać. Może jako Obiekt Tygodnia? Może, może… Źródło: Wikipedia Zaś o poranku słońce i błękitne niebo. Krzyczą żurawie z oddali, gwiżdże wilga. Świat jest cudowny, niebo jest wspaniałe, życie jest piękne!
  18. 15 polubień
    Księżyc nad lasem – 09.07.2017 Wczorajszy zachód Słońca nad Szczecinem był bardzo ładny a na niebie wisiało tylko kilka cienkich chmurek. Rzuciłem okiem na widok z satelity w internecie, z zachodu już płynęły większe chmury ale jeszcze przez dobre pół godziny powinno być czysto. Na wschodzie było czyściutkie niebo nad fragmentem lasu który widać z mojego okna. Zanim jeszcze zaszło Słońce rozstawiłem w oknie sprzęty: statyw z aparatem SL1000 a obok na EQ3-2 powiesiłem poczciwego SW80/400, włożyłem w kątówkę okular GSO 15mm SV z wkręconym filtrem szarym ND 0.9 – byłem gotowy na powitanie wschodzącego Księżyca który powinien się pojawić gdzieś tam nad tym kawałkiem lasu. Pozostało tylko czekać... Stellarium pokazywało, że Księżyc wyjdzie gdzieś ok. 21:40, liczyłem na kilka minut później ze względu na pokaźnie drzewa w lesie. Czas jakby się dłużył i minuty płynęły wolno co jest jakoś nie do pomyślenia w dzisiejszych czasach ale jednak. „No i gdzie ten Łysy?” - pomyślałem sobie, chowa się za lasem i nie chce się pokazać, nieśmiały jakiś czy co? W końcu... jest! Wyłonił się, natychmiast dopadłem aparat i pstryknąłem kilka zdjęć na różnych ustawieniach w trybie manualnym operując zoomem i czasem migawki. Tak ładnie mi się pokazał za drzewami: Teraz co jakiś czas robiłem kolejne zdjęcia i zerkałem przez ustawionego SW80/400. Bardzo lubię widok Księżyca w tym sprzęcie ze wspomnianym okularem i filtrem. Najpierw pomarańczowa a z czasem złota piękna kulka, ostry czyściutki obraz, minimalnie widoczne falowanie ciepłego powietrza na krawędziach tarczy. W powietrzu śmigały jerzyki śmiało popiskując, co jakiś czas przecinały tarczę Księżyca, to bliżej, to dalej. Ale najpiękniejszy moment był jak Księżyc zawisł nad szczeliną drzew i kiedy spojrzałem przez okular w refraktorze zobaczyłem jak w oddali leci na tle tarczy Księżyca grupa ptaków, nieco na ukos w jego kierunku bo robiły się coraz mniejsze by w końcu zniknąć gdzieś w ciemnościach kiedy już przeleciały przez całą widoczną tarczę. Bardzo klimatyczny widok, nie chciałem odrywać oka od okularu więc niestety nie uwieczniłem tego na zdjęciu ale było to mniej więcej w tym momencie: W końcu Księżyc wzbił się ponad drzewa i „wystrzelił” w przestworza. Kilkanaście minut samej przyjemności, niby nic wielkiego ale jednak. Została pamiątka w postaci zdjęć i niezapomniany widok lecących w stronę Księżyca ptaków. Krótka i bardzo udana sesja, na koniec wklejam zmontowane w jeden obraz zdjęcia
  19. 15 polubień
    NGC 6888 - Crescent. Kadr znany chyba wszystkim miłośnikom nieba. Zbieranie materiału 3,4,5-07-2017 a więc przy Księżycu 69-85% Moim zdaniem nie jest źle ale wiadomo - doświadczone oczy widzą więcej. Zapraszam zatem do opiniowania fotografii. Zdjęcie dedykuję wszystkim, którzy ze względu na pogodę nie mogą spojrzeć w niebo. Dane. Data: 3,4,5-07-2017 Obiekt: NGC 6888 Teleskop: SW 150/750 Detektor: Atik 383L+Mono Czas: 34x600s Ha
  20. 15 polubień
    Okolice gwiazdy Sadr w kierunku mgławicy Crescent przez obiektyw 135mm. To owoc moich testów montażu Smart EQ. Niestety tak bardzo się skupiłem na montażu, że nie zauważyłem krzywo skręconego zestawu do wąskich pasm, dlatego w dole klatki wodorowej wyszły mi kalafiory, na szczęście niewielkie Obiektów na zdjęciu załapało się całkiem sporo - kilka Barnardów, kilka mgławic emisyjnych, kilka albo kilkanaście gromad otwartych, a nawet mgławice refleksyjne u góry w okolicy NGC6914. Do tego pewnie z kilkanaście tysięcy gwiazd zmiennych, z których oznaczyłem tylko jedną - KY Cygni (na dole po lewej, pomiędzy 40 Cyg i M29). Ten czerwony nadolbrzym klasy widmowej M3.5Ia jest jedną z największych znanych gwiazd. Jego średnica wg różnych źródeł podawana jest od 6.6 do 13.3 jednostki astronomicznej. Umieszczony w środku Układu Słonecznego sięgałby poza orbitę Jowisza, a nawet Saturna. Jest też jednocześnie jedną z najjaśniejszych gwiazd - promieniuje 300 tysięcy razy więcej energii, niż Słońce. Położony jest około 5000 lat świetlnych od nas, a obserwowana jasność tego potwora waha się pomiędzy 10.6 i 11.7 mag. Obserwowana jasność jest tak niska, ponieważ ogromną część promieniowania pochłania materia międzygwiazdowa. Gdyby pomiędzy KY Cygni i nami jej nie było, jego jasność byłaby o 7.75 mag większa (!). Zdjęcie wykonane z podwórka obiektywem Samyang 135/2 @ f/2.8 na montażu iOptron Smart EQ. RGB to 40x3 minuty kamerką QHY163C. Wodór to 24x5 minut kamerką QHY163M.
  21. 15 polubień
    03.06.2017 - Długie cięcie Widząc ISS ciężko uznać że jest ostra czy choćby smukła, jednak w czerwcu pokazała mi że całkiem nieźle potrafi „przecinać”;) Już od jakiegoś czasu chciałem zrobić szeroki kadr z jakimś spotkaniem ciał niebieskich i przelotem ISS. Kilka razy wstawałem nad ranem, jednak zawsze coś przeszkadzało – zwykle chmurwy. Gdy mamy widoczną Stację Kosmiczną na naszym niebie staram się sprawdzać wszystkie przeloty, nie tylko te wysokie gdy „orbitalny domek” uzyskuje największe rozmiary kątowe. Sprawdzam wszystkie w poszukiwaniu ciekawych spotkań do szerokiego kadru. I tak końcówka maja przyniosła mi nadzieję na złapanie upragnionego zdjęcia. Podczas przeglądu przelotów na heavens-above.com jeden bardzo mnie zaciekawił. Trzeciego czerwca wieczorem mam przelot ISS na wysokości 39 stopni, a nie wiele pod trajektorią lotu, bliskie spotkanie Księżyca z Jowiszem. W wyobraźni od razu zacząłem układać kadr i planować co jak i czym robić by wykorzystać tą okazję. Na ringu była jednak jeszcze prócz mnie pogoda która w każdej chwili mogła dać mi w pysk serią chmurw. Kolejne dni minęły na obserwacji prognoz pogody które z dnia na dzień napawały mnie optymizmem. Gdy wreszcie nadszedł dzień przelotu ( 3 czerwca), prognozy zaczęły się „kiełbasić”. Czy to miała by być zapowiedź kolejnej przegranej walki? Od zachodu nadciągały chmury, w ciągu dnia kilka razy sprawdzałem mapy satelitarne jak daleko są i w jakim tempie się przesuwają. Pozostawałem ostrożnym optymistą. Nadchodził wieczór i godzina „0” czyli 22:50. Niestety musiałem zrewidować swoje zamiary co do kadru w plenerze. Obowiązki w domu nie pozwoliły mi zniknąć na wystarczająco długi czas, więc w życie został wdrożony plan awaryjny – lokalizacja tarasowa. Jako urozmaicenie kadru i modela wykorzystałem setup DS-owy który stał od kilku dni na tarasie. Po 21 wstępnie ustawiłem kadr i dobrałem parametry naświetlania. Koniecznie chciałem złapać końcową fazę przelotu gdy stacja traci blask i znika, jednak mimo użycia obiektywu 14mm to pole widzenia było i tak zbyt małe by złapać całość w jednym kadrze. Stało się jasne że do tak szerokiego ujęcie trzeba będzie złożyć mozaikę. Jednak jak przestawić kadr tak by nie stracić nic z lotu stacji. Uznałem że spróbuję przekręcić głowicę statywu w trakcie klapnięcia lustra między kolejnymi klatkami. Ustawiłem kadr na Księżyc i Jowisza jako cel który musi się udać. A przesunięcie kadru i złapanie końcówki przelotu uznałem za cel dodatkowy, bez pewności wykonalności tego zadania. Wróciłem do domu zająć się obowiązkami, by 10 min przed cięciem nieba przez ISS ponownie wyjść na taras. Chwilę zajęło mi poprawienie kadru oraz sprawdzenie ustawień. Reszta czasu to podekscytowanie i wgapianie się w zachodni horyzont kiedy pojawi się sunący punkt. Jest! Pojawiła się, dość wysoko bo niżej przeszkadzały już chmury. Uruchomiłem pilot od Canona i zdjęcia zaczęły lecieć jedno za drugim. Spokojnie obserwowałem i podziwiałem przelot. Jak tylko stacja minęła lunarno-planetarną parkę, zacząłem przygotowanie do przesunięcia kadru, delikatnie ręka na uchwycie statywu i klika klatek by wczuć się w rytm… raz…..raz….raz (dźwięk opuszczania lustra) i szybko ręką w bok (dźwięk podnoszenia ) wtedy stało się jasne że nie udało mi się odpowiednio daleko przesunąć, czynność powtórzyłem po paru klatkach. Pozostało obserwować dalej mknącą stację która straciła blask i zniknęła z widoku nad Saturnem. Szczęśliwy wykonaną próbą, zebrałem wszystkie graty i wróciłem do domu zerknąć jak to wygląda. Stwierdziłem że jest dobrze i poszedłem spać by w następne dni w wolnym czasie zająć się składaniem panoramy. Trochę gimnastyki podczas składania było, ale efekt mnie zadowala i czekam na kolejną okazję na szeroki kadr z tą „kupą złomu” może tym razem w plenerze Canon 50d, Samyang 14mm f/5.6 iso500, łącznie jest 44 klatki po 4s. Obróbka: Startrails, PS CS5 15.06.2017 – Zbrukane Słońce Kolejna dawka emocji miała nadejść 15 czerwca kiedy to CalSky wyświetliło że będę miał tranzyt ISS na tle Słońca bez ruszania się z placu. Wiedziałem o tym 2 tyg. przed samym zdarzeniem, pozostało obserwowanie czy w tym czasie trajektoria nie zmieni się, a stacja nie ucieknie gdzieś poza tarczę Słońca. Trasa zmieniła się nieznacznie i to na korzyść zbliżając się do środka tarczy. Linia tranzytu.(CalSky.com) Symulacja tranzytu CalSky.com Rozmiar stacji nie był oszałamiający, po godzinie 17 Słońce było już nisko więc i ISS daleko (754km), rozmiar kątowy wynosił 36,7”. Z wyborem setupu czekałem do ostatniego dnia przed przelotem. Wtedy też ku mojej radości zobaczyłem że trasa lotu wiedzie w pobliżu plam słonecznych (jedynych jakie były wtedy widoczne). To ułatwi celowanie i urozmaici kadr dlatego zdecydowałem się łapać fragment Słońca, a nie całą tarczę. Nie chcąc przedobrzyć, nie wybrałem największego kalibru, tylko DSowy setup (newtona SW 150/750). Głównym problemem było dostosowanie filtra ND5 z 10” do zamocowania na 6”. Trzeba było coś prostego wymyślić, ale też na tyle solidnego bym za chwilę nie musiał ścierać z płytek stopionej matrycy kamerki. Przewierciłem boki oprawy i na druciki przykręciłem do teleskopu. Zabieg prosty ale gwarantujący bezpieczeństwo. Niebo niestety nie było wolne od obłoczków więc zapowiadała się loteria. Tranzyt trafił się w dniu wolnym od pracy, więc mogłem wcześnie zacząć przygotowania. Graty już ok 13 wyniosłem na taras wszystko podpiąłem, wycelowałem i przyszła kolej na ustawienie ostrości. Niestety w tym teleskopie nie dorobiłem się jeszcze silniczka do focusera więc trzeba działać ręcznie. Patrzę w ekran laptopa i widzę siebie i wszystko co za mną, a nie to co jest wyświetlane… jak ja kocham błyszczące matryce w słonecznych warunkach. Zaraz przy drzwiach na wieszaku była bluza polarowa więc na szybko złapałem, laptop w jednym ręku, bluza na głowę tak by zakrywała laptop i na ślepo obmacywanie montażu by trafić do interesującego mnie pokrętła. Trwało to tylko chwilę a i tak po skończeniu byłem cały zlany potem. Na koniec przed przerwą puściłem testowe dwa aviki, prędkość nagrywania maksymalna 60kl/s. Zostawiłem wszystko na chodzie i zrobiłem sobie 3 godzinną przerwę. Na stanowisko wróciłem chwilę po 17 ( tranzyt o 17:18:58). Poprawiłem kadr i zacząłem nagranie którego użyję to stacku Słońca, ale zaraz zaraz prędkość nagrywania zaczęła skakać między 20-40 kl/s, wcześniej było przecież 60kl/s. 10 min przed tranzytem zdecydowałem zrobić restart lapka, serce przyśpieszyło rytm. Jest tak wiele rzeczy które mogą zniweczyć wysiłek, np. ta chmurka które właśnie zasłoniła Słońce dobrze że tylko na minutę. Łapaniu tranzytu zawsze towarzyszą mi duże emocje. Wszystko się uruchomiło, krótki avik testowy i było jasne że restart w niczym nie pomógł, a jedynie zabrał czas którego mi zabrakło na sprawdzenie ostrości ustawionej w południe. Nerwowo spoglądam na zegarek by 15s przed tranzytem włączyć nagrywanie. Zrobiłem co mogłem, reszta w rękach ASI. Czas zwolnił, te piętnaście sekund ciągnęło się i ciągnęło a ja wgapiałem się w ekran. I jest! Ciemny punkcik mignął centralnie między grupami plam! Widziałem jak stacja bezwstydnie przeleciała Słońce, niewątpliwe był to bardzo szybki "numerek" Wiedziałem że coś się złapało, ale z jakim efektem to ujawnił dopiero etap obróbki. No to jest 2:1 dla mnie w moich tarasowych tranzytach. Dwa złapane, jeden nie-gdy chmurka chwilę przed lotem zasłoniła Słońce, by kolejną chwilę później lunąć na mnie deszczem dając do zrozumienia że tym razem to nie mój dzień. Oto efekt polowania 15 czerwca:) SW150/750 na NEQ6 +ASI224 z filtrem GSO red. Na zdjęcie składa się stack Słońca z 30 klatek oraz 9 klatek z ISS. Kolor dorzucony w PS.
  22. 15 polubień
    No i hdf założony: W związku z nieciekawą pogodą należało kopułę zabezpieczyć przed deszczem:
  23. 15 polubień
    Końcówka czerwca to czas kiedy tranzyty ISS na tarczy słonecznej są najbardziej efektowne przez potencjalnie największy rozmiar kątowy stacji sięgający a czasem nieznacznie przekraczający 60". 18 czerwca w chmurach mi zwiał tranzyt z rozmiarem stacji 59,54" a dzisiaj miałem najlepszy tegoroczny pod tym względem: 59,84" Wyjechałem z Bochni o 12.20, godzinę przed zdarzeniem. Linia centralna przebiegała niecałe 8km ode mnie, ale w centrum było kiepsko z parkingiem więc zatrzymałem się ok. 500m na północ od centrum. Niestety z zachodu nadciągał front a z nim sporo chmur. Po niecałych 20 minutach byłem na miejscu, rozłożyłem sprzęt, testowo parę zdjęć Słońca - ostrość ok. Na szczęście na powierzchni naszej gwiazdy jest rejon aktywny AR2664, który znacznie ułatwił ustawienie fokusa. Z minuty na minutę coraz większe mleko nadciągało i były chwile kiedy Słońce na chwilę znikało pod grubą pierzyną chmur. 2-3 minuty przed byłem pewien, że tranzyt sfotografuję, ale przez cienką warstwę chmur. Jak zwykle stoper odliczył mi ostatnie 5 sekund, migawka wciśnięta. ISS na tarczy, ja zaś kolejny raz z tarczą 27 czerwca 2017 / G13h20m26,42" 10"/1200mm, Pentax K-5, ISO100, 1/6400, filtr Baader ND3.8, pojedyncze klatki Rozmiar ISS 59,84" Odległość do stacji 465,11km, czas tranzytu: 0,57s
  24. 14 polubień
    W końcu zrealizowałem jeden ze swoich strych pomysłów. Przestawiam wam mój globus Księżyca, a w zasadzie 2, bo jeszcze jest mini wersja z innym odwzorowaniem (na razie bez stojaka). Pomysł zrodził się, ze starego globusa fizycznego Ziemi, który był już w kiepskim stanie (a poza tym mam 2 takie globusy jeszcze w stanie lepszym). Poszukiwanie gotowych mapek podzielonych na paski z podpisaną topografią na internecie było cieżko. Na szczęście znalazłem swego czasu program do robienia globusów - odwzorowania walcowego tworzy niemal dowolną ilość pasków (niestety z "Dosowej" konsoli z wpisywanymi komendami). W końcu się zabrałem - najwięcej czasu zeszło na robienie napisów w gimpie (przy dużej wersji ze 3 dni), potem dzielenie na paski (program nie chciał dzielić na 18 jak chcialem na początku, wiec wziałem 17, ale na koniec zdecydowałem się na 24). Tak wyglądają finałowe mapki: Pierwsza mapka jest bardzo duża i do wydruku na a4 trzeba było ją podzielić na 4 części. Trzeba też było odpowiednio wyskalować do wydruku (to akurat robił kolega, który ma punkt ksero). Na koniec oczywiście wycinanie elementów i naklejanie - trzeba pamiętać, że paski muszą na siebie lekko nachodzić, raczej nie da się idealnie przykleić obok jeden przy drugim, by nie zrobiły się przerwy. Taki właśnie błąd zrobiłem na początku: Musiałem wszystko pozdzierać (a już miałem 3/4) i robić wszystko od nowa. Wtedy też na wszelki wypadek zaczałem od mini wersji - akurat znalazłem jakiś wcześniej odpowiednią kulę: No tym wszystko wyszło w porządku, więc można było zabrać się za duży globus: Wersja gotowa jest na poczatku postu :). Przydało by się pokryć jakaś warstwą zabezpieczajacą (jakiś lakier czy coś). Podsumowując: aby zrobić dowolny globus potrzebujemy: - mapki z odwzorowaniem walcowym - program Gnuwin32 z aplikacją ppmglobe - drukarki lub możliwość wydruku - stary globus lub dowolną inną kulę - nożyczki i klej (ja użyłem modelarskiego) W przypadku Księzyca już dałem mapki gotowe
  25. 14 polubień
    Będzie krótko, ale nie może być przeca tak, żeby nie było nic. Ostatnio w oryginalnym cyklu Object of the Week na deepskyforum.com jeden z kolegów, który zawalił termin publikacji kolejnego odcinka, publicznie się pokajał. Ech, gdyby u nas tak to funkcjonowało... Tym razem schodzimy dość (choć nie przesadnie) nisko, do konstelacji Tarczy. Kiedyś był to polski akcent na firmamencie, ale niestety – wprowadzona przez Jana Heweliusza nazwa Scutum Sobiescianum nie przetrwała próby czasu... Starhopping jest banalny – wystarczy odbić niecałe 3 stopnie na południe od słynnej Dzikiej Kaczki (Messier 11). Nasz cel tworzy z grubsza równoramienny trójkąt z gwiazdami α i β Sct, stanowiąc jego dolny, lewy wierzchołek. IC 1295 została odkryta w 1867 roku przez Trumana Safforda. Pierwszy raz spotkałem się z tym nazwiskiem, a i polska Wiki milczy na jego temat; jak się okazuje, to nietuzinkowa postać – jako dziecko Safford słynął z nieprzeciętnych zdolności matematycznych; w kolejnych latach ukończył astronomię, by w końcu zostać dyrektorem najstarszego w Stanach Zjednoczonych, wyposażonego w siedmiocalowy refraktor Obserwatorium Hopkinsa. Opóźnienie publikacji wyników obserwacji Safforda sprawiło, że obiekt nie załapał się do katalogu NGC i został uwzględniony dopiero w Index Catalogue. Po wklepaniu frazy "IC 1295" Google generuje całkiem sporo wyników, bo mgławica została swego czasu wzięta na warsztat przez astronomów z ESO, którzy sfocili ją z użyciem VLT. IC 1295 leży w odległości szacowanej na 3300 lat świetlnych od Ziemi, a jej rozmiary kątowe to 1.7'x1.4'. Przy jasności 12.7mag nie należy do najłatwiejszych celów, ale jakimś ekstremum też nie jest. W teleskopie dwunastocalowych widać ją nawet bez filtra mgławicowego, jako ulotny, owalny, rozmyty bąbel, zawieszony w przestrzeni wśród mrowia gwiazd Drogi Mlecznej. Obserwując ją miałem wrażenie, że jakieś słabe gwiazdki widać także na jej tle (podobnie jak ma to miejsce w przypadku Messiera 27). Filtr OIII zdecydowanie poprawia widoczność – krawędzie planetarki rysują się wówczas dość kontrastowo, niestety kosztem jej gwiazdowego otoczenia, które jest znacząco wygaszane. Z moich doświadczeń wynika, że najlepiej łapać ją w niskich i średnich powiększeniach, generujących sporą źrenicę wyjściową, bo jasnością powierzchniową raczej nie grzeszy. Tego typu obserwacje mają dodatkową zaletę – w polu widzenia okularu wyskakuje nam wówczas położona niecałe pół stopnia na zachód, całkiem jasna gromada kulista, skatalogowana jako NGC 6712 (8.1mag, 9.8'). Obie tworzą naprawdę fajny duet; u mnie najlepiej prezentowały się przy wykorzystaniu stustopniowego ES-a 14mm (pow. nieco ponad 100x, źrenica ok. 3 mm). Zewnętrzne partie kulki zostały delikatnie rozbite, a gromada jawiła się jako jaśniejsza i zdecydowanie większa powierzchniowo. Wkręcenie filtru OIII sprawiło, że role się odwróciły – z NGC 6712 ostał się tylko jasny rdzeń, z kolei IC-ek mocno pojaśniał, stając się prawie tak samo oczywisty jak kulista sąsiadka. Fajne doświadczenie, ukazujące dobitnie, jak działają O - trójki. Widoczna na zdjęciach zielonkawa barwa zjonizowanego tlenu w wizualu jest nie do wyłapania - obiekt ma zbyt niską jasność, by pobudzić czopki w naszych oczach. The Night Sky Observer's Guide podpowiada mi, że próby dorwania IC1295 mogą z powodzeniem podejmować posiadacze ośmiocalowych tubek. Sprawdziłem też, jak mają się sprawy, gdy korzystamy z dużej lornety. Niestety, w Argusie 25x100 nie było śladu mgławicy, choć pobliska NGC 6712 nie stanowiła dlań najmniejszego problemu. Gdyby jednak użyć nieco większej apertury (28x110) i/lub skorzystać z filtrów mgławicowych, to kto wie? To jak, spróbujecie i dacie znać, jak poszło?
  26. 14 polubień
    Ale Słoneczko dzisiaj przywaliło. Takiej protuberancji chyba jeszcze nie widziałem. Szkoda, że dopiero późnym popołudniem miałem czas, ale lepiej późno niż wcale. Szybki avik 30s z Lunta60
  27. 14 polubień
    Odkąd w zeszłym roku pierwszy raz świadomie na cel obrałem sobie ciemne mgławice z katalogu Barnarda, to można powiedzieć że pokochałem te obiekty. Choć kształty i figury mgławic emisyjnych są może i ciekawsze, to ciemne Barnardy - obłoki pyłu leżące na tle mrowia gwiazd dają mi większe wrażenie przestrzeni - bo można wyróżnić przynajmniej trzy plany. Odległe gwiazdy tła, samą mgławicę oraz gwiazdy położone bliżej nas. W okolicach przesilenia letniego doczekałem się już Łabędzia na tyle wysoko nad łuną pobliskich miast, że mogłem wrócić znowu do Barnardów. Na pierwszy ogień poszedł obiekt umieszczony w katalogu pod numerem 145. Położony jest w miejscu, gdzie łabędzia szyja przechodzi w tułów, niedaleko mgławicy Crescent, i ma kształt klina wskazującego miejsce nieco na południe od NGC6888. Zdjęcie wykonane w dniach pomiędzy 15 i 19 czerwca 2017 z podmiejskiego podwórka. Seeing dobry, przejrzystość dobra. TS 130/910 0.79x, EQ6, luminancja 99x3 minuty QHY163M, kolor 22x3 minuty QHY163C. W kadrze oprócz B145 nie zidentyfikowałem innych obiektów głębokiego nieba, a więc bohater jest tylko jeden. Jeśli oczywiście nie liczyć miriadów gwiazd, przy których krążą miriady planet, i być może w trakcie robienia tego zdjęcia ktoś tam patrzył na nasze Słońce, kto wie. Kiedy my patrzymy w niebo, to niebo patrzy na nas PS - może ktoś się skusi https://www.abebooks.com/servlet/BookDetailsPL?bi=17372979428
  28. 13 polubień
    Witam niestety tylko 1,5 godziny materiału, może dozbieram później. newton 150/750, niemod. Canon 1200D, + filtr UHC-S, 06.07.17
  29. 13 polubień
    Ja mam z 18 lipca ciemne piórka po zachodzie Słońca: I takie coś z 20 lipca:)
  30. 13 polubień
    A oto mrowisko gwiazd a w jego centralnej części skupisko nazywane przez znawców M71. Ten materiał uchował się nietknięty na HDD od września ubiegłego roku. Dziś chwilkę przy nim przysiadłem. Może w tym sezonie uda się dopalić kolor bo w ubiegłym nie miałem jeszcze filtrów RGB. Na razie jednak wersja BW. CROP Dane: Obiekt: Messier 71 Data: 06-09-2016 Teleskop: SW 150/750 Detektor: ATIK 383 L+Mono Czas: 53x180s
  31. 13 polubień
    Nie będę cytował sam siebie ale tak by pasowało to ta sama chmurka co na poprzednim zdjęciu tylko "ciutke" się zbliżyła
  32. 13 polubień
    Mój stosunek do automatyzacji otwierania dachu astrobudki, która stoi 10-20 metrów od domu jeszcze do niedawna można było sparafrazować stwierdzeniem Kazimierza Pawlaka z filmu "Sami swoi": "Wymyślili te durackie maszyny, bo siły w ręcach nie mieli". Teraz jednak muszę to odszczekać, bo w zeszłym roku zrobiłem sobie napęd dachu wykorzystując taki moduł do bram przesuwnych: http://www.amt-alarmy.pl/index.php?t=4995&g=244&q=&r=0&rg=0&sg= Nie wiem jak ten linkowany, ale mój ma elektronikę z "miękkim startem" silnika (na rynku są też starsze modele bez tej funkcji).
  33. 13 polubień
    Tydzien temu zlapalem fajne chmurki podczas dwudniowej wycieczki rowerowej. Pierwsza fotka to panorama.
  34. 13 polubień
    Z reguły wszystkie supernowe, które pokazuję w tym wątku oraz jeszcze większa ich liczba na mojej stronie http://www.supernowe.pl , zarejestrowane zostały "przy okazji", w trakcie normalnych sesji poszukiwawczych. Zdarzają się jednak czasem sytuacje wyjątkowe i pojawiają się obiekty, dla których robię wyjątek i celowo ustawiam program, aby je zarejestrować. Tak też się stało dzisiejszej, wreszcie pogodnej nocy. Uwieczniłem na zdjęciu bardzo ciekawą SN, którą interesuję się od 16 czerwca - daty publikacji ATEL 10498. Uznałem też, że zjawisko to zasługuje na oddzielny wątek na naszym forum. Ostatnio wielu fascynuje jasna supernowa SN 2017eaw. Całkiem słusznie, jednak na północnym niebie od miesiąca świeci obiekt (nieznacznie tylko słabszy), który 10 dni temu okazał się zdecydowanie ciekawszy. Chodzi o SN 2017egm (=Gaia17biu) Odkryty przez sondę Gaia w dniu 26 maja. Pierwsza, niezbyt poprawna identyfikacja spektroskopowa tej PSN z dnia 30 maja (ATEL 10442) mówiła, że jest to typowa, choć jasna supernowa typu II. Bardzo młoda, bo zaledwie 4 dni po wybuchu. Przezornie zwrócono jednak uwagę na jej ponadnormalną jasność i zalecono kolejne obserwacje. Tego samego dnia przeprowadzone zostały obserwacje przez 2.56-metrowy Nordic Optical Telescope (NOT) wyposażony w spektrograf do słabych obiektów (ALFOSC), a następnie 3 czerwca przez 3-metrowy teleskop Shane'a w obserwatorium Lick'a (ten drugi działa od 1959 roku!). Wyniki opublikowano właśnie 16 czerwca. Obie obserwacje okazały się bardzo interesujące. Dzięki identyfikacji szerokiej, absorpcyjnej linii OII, obiekt został sklasyfikowany jako superjasna supernowa o niskiej zawartości wodoru SLSN-I (hydrogen-poor super-luminous supernova). Każdego roku odkrywanych jest kilka hipernowych, ale ta SLSN-I jest najbliższą kiedykolwiek odkrytą. Mechanizm ich powstawania nie jest dokładnie znany, dlatego wywołuje ona tak olbrzymie zainteresowanie badaczy zajmujących się supernowymi. Do jej kolejnych obserwacji od dnia 23 czerwca wykorzystany jest HST. Czekamy zatem na wyniki tych obserwacji. Tymczasem, jeśli ktoś ma ochotę uwiecznić dość rzadkie zjawisko hipernowej, to ma teraz okazję. Przy jasności 14-15 mag. nie powinno to chyba sprawić większych problemów, choć elewacja jest niezbyt wysoka i niebo jasne. Moja wczorajsza rejestracja wygląda tak: Data: 2017 06 26.914UT; Ekspozycja: 5x10s; Mag: 14.8; Sprzęt: 0.25m f/3.3 newt., ASI290MM-C bin2 @30dB, G-40; Poz: 10h 19m 05.63s +46° 27' 14.8"
  35. 12 polubień
    I poniżej słabiej zaznaczony 353. Kadr umiejscowiony na północnych rubieżach mgławicy NGC7000. Na prawo od B353 (tego poniżej) jest podobno gromada gwiazd NGC6996 - ale nie mam pojęcia, które gwiazdy do niej mogą należeć... Materiał zbierany w lipcu tego roku, to w sumie 90x3 minuty luminancji oraz 3x15x3 minuty koloru przez filtry RGB i refraktor 130mm na montażu EQ6, a kamerka to QHY163M. Oraz dodatkowo 2 godziny Ha, których jednak w końcu nie dodałem do materiału LRGB - końcowy efekt mi się nie podobał, wszystko robiło się czerwone i zanikały różne odcienie pośrednie, które wg mnie tworzą bogactwo takich obszarów. A tu osobno 120 minut Ha, które w końcu nie znalazło swojego miejsca w zdjęciu powyżej
  36. 12 polubień
    Na początek jedno ze zdjęć wykonane podczas kilku ostatnich pełni Księżyca - największa gromada kulista nieba północnego, M13 w Herkulesie. Dane zdjęcia: PlaneWave CDK 12.5" f/8, FLI ProLine 16803, Paramount ME, filtry Astrodon L, i', r', g' 50x50 square, skala 0.73"/pix. Wersja 1600x1600 px: Wersja w skali 1:1, gdzie pozostawiłem troszkę szumu. Dzięki zastosowaniu fotometrycznych filtrów SLOAN, moża zarejestrować bardzo ciekawe barwy gwiazd. Wokół gromady jak i na jej obrzeżach jest ich całe mnóstwo Polecam się zagłębić, choć na pewno nie jest to mega głębokie zdjęcie. Kuba
  37. 12 polubień
    Wczoraj od około 23.30 miałem okazję obserwować z daleka piękną burzę. Przez pierwsze 30 minut sceneria była fantastyczna: bez deszczu, bez wiatru. Tylko błyskawice, których nie było słychać (burza była na południe od Krakowa). Stopniowo zbliżając się do mnie zaczął się deszcz, wiatr i pojawił się dźwięk, ale po godzinie zdecydowanie burza straciła na swojej mocy.
  38. 12 polubień
    Dzisiejsze z godz 13.45 N 200/1000,imx249,uv-ir/cut,red gso Grupa 2665-barlow x2,telextender x5
  39. 12 polubień
    Słońcem malowane, podczas dzisiejszego spacerku
  40. 12 polubień
    Od zarania dziejów ludzkość polowała. Z konieczności - by przeżyć czy to z przyjemności - wypełniając wolny czas, realizując siebie w jakiejś dziedzinie. Poluję i ja. Między innymi na Międzynarodową Stację Kosmiczną czyli nieco ponad 400 ton krążące po orbicie okołoziemskiej na wysokości ok. 400km. Dokładnie jutro mijają dwa lata kiedy po raz pierwszy ISS przeciął tarczę Słońca a ja w końcu po niemal dwuletnich próbach torpedowanych pogodą zrobiłem w końcu zdjęcie tego zjawiska. 30 czerwca 2015 roku debiutancki i chyba najlepszy jak do tej pory tranzyt tak bardzo mnie ucieszył, że dzień później zarejestrowałem się na FA by się tym faktem z Wami podzielić W ciągu ostatnich dwóch lat kilka razy polowanie zakończyło się sukcesem, prawdopodobnie podobna ilość prób spaliła na panewce przez pogodę. Przez ostatnie 3 miesiące moim celem było złapanie stacji w każdej możliwej konfiguracji: tranzyt słoneczny i księżycowy oraz przelot solo. 16 KWIETNIA 2017 Efemeryda w dniu 16 kwietnia była dość obiecująca. Było wszystko, Słońce, deszcz, śnieg z deszczem i mocny wiatr. Jak to przeważnie bywa musiałem udać się na miejscówkę, która była oddalona od Bochni o około 30km. Pod Proszowicami pojawiłem się 45 minut przed tranzytem. Zastała mnie piękna pogoda, ale porywisty wiatr nie wróżył niczego dobrego. Kilka testowych klatek i czekam. Chmury z zachodu nadciągały błyskawicznie więc ustawiłem jeszcze raz ostrość, zablokowałem wyciąg i pozostało mi tylko czekać. Stałem na uboczu dość ruchliwej drogi, ale w niedzielę wielkanocną ruch był niezbyt duży jednak wzbudzałem spore zainteresowanie podróżnych. Kwadrans do tranzytu - chmury, 10 minut przed - to samo, 5 minut - wciąż chmury. Czekam twardo bo skoro już przyjechałem to odczekam aż stoper oznajmi mi, że już nie mam po co czekać Minuta do tranzytu - jakieś niewielkie przejaśnienia przez które widać zamglone Słońce. 16 sekund przed tranzytem Słońce było jeszcze schowane za chmurami, wtedy mała dziura odkryła naszą gwiazdę, zwolniłem blokadę wyciągu, szybkie ostrzenie i ostatnie 5 sekund odliczania już w pełnej gotowości. Na matrycy załapało się 5 klatek ze stacją na tarczy razem z przesuwającymi się chmurami. Seeing niestety słaby, wiatr zrobił swoje. Ale warto było czekać! W wyciąg wkręciłem filtr Ha 35nm wobec czego nasza gwiazda jest krwiście czerwona. 10"/1200mm, Pentax K-5 w ognisku głównym, folia Baader ND3.8, wkręcony Baader Ha 35nm, ISO200, 1/2000 godzina 14.08'44,4" rozmiar kątowy ISS: 50,37" odległość 536,4km czas tranzytu 0,82s Jak dynamiczna była pogoda w czasie tranzytu pokazuje gif (9 klatek w tym 5 ze stacją na tarczy): 25 MAJA 2017 Pod koniec maja był okres pojawiania się ISSa na wieczornym niebie w jasnych przelotach. Jako, że Słońce już dość płytko chowa się o tej porze pod horyzont jednej nocy można obserwować nawet trzy jasne przeloty. Pogoda z końcówki maja nie rozpieszczała i w końcu 6 dni przed końcem miesiąca sprzęt po polowaniu na samoloty został w ogrodzie z zamiarem sfotografowania Międzynarodowej Stacji Kosmicznej w przelocie solo. Gdy wyszedłem za dom 20 minut przed przelotem rzuciłem okiem na kilka gwiazd i wiedziałem, że warunki są dość średnie ponieważ nie dało się fajnie wyostrzyć żadnej z nich. Sporo wilgoci w powietrzu, ale co tam, spróbować trzeba. Przeloty na nocnym niebie nieco różnią się od tranzytów, przy których jedynie celuję w Słońce lub Księżyc i czekam na odpowiedni moment. Stacja porusza się bardzo szybko (27600km/h) i wycelowanie szukaczem (tu nie ma problemu) a następnie umiejscownie jej w wizjerze (tu jest problem) nie jest łatwe. Zwłaszcza jak ma się nieco rozregulowany szukacz Nerwowych kilka namierzań i w końcu jest! W wizjerze to już jest walka. ISS zasuwa na tle gwiazd, ja staram się ustabilizować śledzenie i jednocześnie ostrzę. Seria kilkunastu zdjęć, znowu ostrzę i tak kilka razy. Gdy tubus jest już blisko mnie muszę zrobić krok w tył. Oczywiście Stacja na chwilę ucieka z wizjera, ale jej blask jest tak duży, że szybko ją namierzam! Kolejne serie i po około minucie walki obserwuję jak powoli zmierza ku wschodniemu horyzontowi. W 95% przypadków kiedy robię fotografię Stacji solo pot na czole jest obecny, nie inaczej jest i tym razem. Ale walka wygrana! 25 maja 2017, godz. 22.42, odległość 425km, -4.0mag 10"/1200mm, Pentax K-5, barlow TVP 2x, ISO400, 1/500, pojedyncza klatka. 03 CZERWCA 2017 Kolejna okazja do wypełnienia zadania nadarzyła się 3 czerwca kiedy to w nieodległej ode mnie lokalizacji ISS przecinał Księżyc oświetlony prawie w 3/4. Dodatkowym smaczkiem jest fakt, że tranzyt jest tuż po 18. Moja pierwsza okazja złapania Stacji za dnia na Księżycu. Gdy już miałem się pakować nieoczekiwanie żona wkroczyła do akcji i pojechała na spotkanie z koleżanką, o którym przecież "wcześniej mi mówiła" No cóż, zostałem z dwoma córkami. Co zrobić, trzeba fotografować z domu. Wiedziałem, że pas tranzytu nieznacznie mija mój dom, ale bardzo niewiele. Po sprawdzeniu okazało się, że Księżyc i ISS zmieszczą się w jednym kadrze. Pogoda w miarę pewna, w ogrodzie rozłożyłem sprzęt i zrobiłem kilka testowych klatek. Pamiętając, że muszę mieć czas w okolicach co najmniej 1/1600 lub 1/2000 by ISS złapać ostro dostosowałem ISO w aparacie. Na kilka minut przed tranzytem córka koniecznie chciała mi pomóc a jedyną czynność jaką mogła wykonać to trzymanie stopera, który odliczał czas do tranzytu. Z kamieniem na sercu dałem go jej, ale spisała się wzorowo Tradycyjnie 5 ostatnich sekund zostało "wypikane" a ja potraktowałem Ksieżyc serią. Stacji nie zauważyłem w czasie przelotu, ale po sprawdzeniu klatek oczywiście była obecna. Pierwszy dzienny przelot ISS zaliczony! Tym bardziej cieszy, że w doborowym towarzystwie Księżyca. 3 czerwca 2017, G1807 10"/1200mm, Pentax K-5, ISO250, 1/2000 Księżyc: 72,4% ISS: 36,96"; 747,63km 20 CZERWCA 2017 Na tranzyt 20 czerwca nie nastawiałem się za bardzo ponieważ 2 dni wcześniej miałem jeden z najlepszych w tym roku, ale jak to często bywa pogoda storpedowała polowanie. Może to i dobrze bo w niedzielę 18-go żona miała bieg w Niepołomicach i byłem kierowcą gdyby była pogoda ja byłbym pochmurny widząc Słońce i wiedząc, że ISS zaraz przetnie tarczę. Zatem 20-go zaraz po pracy podjechałem 5 km na południe od Bochni i bez jakiejś większej historii tranzyt zaliczyłem. Żałuję, że nie zabrałem żadnego filtra poza folią Baadera. Jedyną "atrakcją" było to, że podczas 30-minutowego oczekiwania nie było kierowcy, który by nie zwolnił na widok betoniarki Stałem przy dość ruchliwej drodze Bochnia-Limanowa i nawet dwóch zatrzymało się zaciekawionych co robię. Kilka minut przed tranzytem spotkałem Kolegę, który mieszka nieopodal a z którym fotografujemy samoloty. Towarzyszył mi do końca, był ciekawy jak to robię. Jak stwierdził "żadnej magii w tym nie ma, ale trzeba być precyzyjnie przygotowanym" Jak zwykle 10"/1200mm, Pentax K-5, ISO100, 1/8000, filtr Baader ND3.8, pojedyncze klatki 20 czerwca 2017 / G16h11m54,08" Rozmiar ISS 45,79" Odległość do stacji 606, 28km, czas tranzytu: 0,89s 27 CZERWCA 2017 Końcówka czerwca to czas kiedy tranzyty ISS na tarczy słonecznej są najbardziej efektowne przez potencjalnie największy rozmiar kątowy stacji sięgający a czasem nieznacznie przekraczający 60". 18.VI w chmurach mi zwiał tranzyt z rozmiarem stacji 59,54" a 27.VI miałem najlepszy tegoroczny pod tym względem: 59,84" Wyjechałem z Bochni o 12.20, godzinę przed zdarzeniem. Linia centralna przebiegała niecałe 8km ode mnie, ale w centrum było kiepsko z parkingiem więc zatrzymałem się ok. 500m na północ od centrum. Niestety z zachodu nadciągał front a z nim sporo chmur. Po niecałych 20 minutach byłem na miejscu, rozłożyłem sprzęt, testowo parę zdjęć Słońca - ostrość ok. Na szczęście na powierzchni naszej gwiazdy jest rejon aktywny AR2664, który znacznie ułatwił ustawienie fokusa. Z minuty na minutę coraz większe mleko nadciągało i były chwile kiedy Słońce na chwilę znikało pod grubą pierzyną chmur. 2-3 minuty przed byłem pewien, że tranzyt sfotografuję, ale przez cienką warstwę chmur. Jak zwykle stoper odliczył mi ostatnie 5 sekund, migawka wciśnięta. ISS na tarczy, ja zaś kolejny raz z tarczą 27 czerwca 2017 / G13h20m26,42" 10"/1200mm, Pentax K-5, ISO100, 1/6400, filtr Baader ND3.8, pojedyncze klatki Rozmiar ISS 59,84" Odległość do stacji 465,11km, czas tranzytu: 0,57s Plany na drugą połowę roku to sfilmowanie tranzytu kamerką, która robi 240 klatek na sekundę (chyba, że znajdę jeszcze lepszą). Zawsze o tym myślałem... No i wciąż niespełnione marzenie, podwójny tranzyt: ISS + samolot. Tak, to marzenie przez wielkie M, chyba największe.
  41. 12 polubień
    Cześć wszystkim, W okresie intensywnej nauki nie mogłem odpuścić sobie gromadzenia materiału. Mimo to dopiero teraz na spokojnie do niego podszedłem. Obiekt raczej każdemu dobrze znany, od zawsze chciałem uchwycić go do swojej galerii. Jest to jedno z pierwszych zdjęć robionych przeze mnie tą kamerą, zgromadzone na początku stycznia - przy pełni księżyca. Zdjęcie z cropem, ale bez resize, także można przyjrzeć się detalom (dla wnikliwych ) T=-30st, szum jest praktycznie nieobecny więc mimo, że chłodzenie w porywach osiągało 20% mocy to nie widziałem sensu schodzić niżej. 30x10min (5h) Ha, próbowałem robić RGB, ale mieszkam niedaleko centrum miasta, więc zmarnowałem 2h materiału. Mimo wszystko na tym polegały robione prze mnie wtedy testy nowego setup' i miejscówki. ASI1600mm-Cool, Esprit 100ED, Heq5 z ASI120mm Pozdrowienia Alan https://www.youtube.com/user/SuperQsaw
  42. 12 polubień
    a mnie dziś nawiedziło to
  43. 11 polubień
    Polish Astronomy Picture of the Day - 8 lipca 2017 Mgławica Półksiężyc - autor Andrzej Fijołek www.polskiapod.pl
  44. 11 polubień
    Coraz rzadziej pisuję na Forum, ale jestem tu niemal codziennym gościem, więc uważam, że trzeba walnąć pięścią w stół. Robert, coś ty zrobił z widokiem Forum? Po jaką cholerę ten czat, który tylko zaśmieca stronę główną, bardzo utrudnia przeglądanie tejże na urządzeniach mobilnych (mam Blackberry Passport i muszę przewijać w nieskończoność, by zobaczyć najnowsze posty...) Chciałeś zrobić ukłon w stronę facebookowo-tweeterowych dzieciaków, którzy nie mogą wytrzymać, jeżeli nie podzielą się najgłupszym nawet zdankiem z innymi? Bądźmy poważni! Apeluję o maksymalne uproszczenie widoku strony głównej, rezygnacji z czata, rezygnacji ze statusów, ograniczenia liczby działów (np. rozbicie działu zlotowego na poszczególne województwa moim zdaniem nie ma sensu). Kiedyś było tu fajnie, jasno i przejrzyście. Teraz przymiotnikiem "przejrzysty" mogę określić tylko Astromaniaka, abstrahując od treści, jakie zawiera. Astropolis ma stronę główną zawaloną obłoszeniami z giełdy, a FA coraz bardziej przypomina groch z kapustą. Jak się za dużo nałoży na talerz, to odechciewa się jeść! Czy nie istnieje prostszy, bardziej przyjazny użytkownikom "layout"???
  45. 11 polubień
  46. 11 polubień
    Przy okazji mozaiki Drogi Mlecznej, która powstała w ramach poprzedniej wyprawy do RPA, zwróciłem uwagę na jednak dość wyraźne pasmo ciemnych mgławic ciągnące się dla obserwatora z Polski od dołu gwiazdozbioru Orła aż praktycznie po górę Skorpiona ( lub odwrotnie ). Dodatkowo na zdjęciach w sieci zobaczyłem ogromną mgławicę wodorową skoncentrowaną wokół gwiazdy Zet Oph. Zanotowałem sobie aby wrócić do tego motywu tym bardziej, że niegdysiejsza panorama DM nie sięgała na tyle daleko od głównego pasa aby to dobrze ukazać. Obszar ten na tyle mnie przyciągnął tym razem, że zrobiłem te okolice w 2 lub 3 sesjach. Poniższy kadr chronologicznie jest pierwszy. Obszar jest dostępny z Polski ale raczej pomijany :raz że nisko, dwa główny pas drogi mlecznej najnormalniej w świecie przyciąga bardziej. Skorpion jest u góry, północ praktycznie na lewo, dla bardziej naturalnej orientacji zdjęcie można obrócić sobie o 90 st w prawo. Canon 6D, Sigma 50mmA, iso1600, ~1.5h, SkyTracker
  47. 11 polubień
    OK lecimy dalej. Słowem wstępu opowiem o dwóch super(?) rzeczach, które udało nam się zaobserwować podczas tego pobytu, a w Polsce zapewne niejednego astroświra by wkurzyły :). Zakrycie centrum drogi mlecznej przez chmurę. Hmmm jakby to opisać. Wyobraźcie sobie, że macie księżyc w zenicie i zachodzi na niego mała chmurka. Wtedy na krawędziach tej chmury byłoby widać takie pojaśnienia... Teraz wyobraźcie sobie, że takich księżyców jest dużo, a tak naprawdę to bardzo jasna droga mleczna. ten widok to kompletny odlot. Zwłaszcza przez małą lornetkę :). Zachodzący księżyc między dzikimi krzewami i trawami.. coś niesamowitego. Aaaa no i ten księżyc jest troszkę krzywy ;), banan tworzy jakby miseczkę. Swoją drogą to był najlepszy księżyc jaki widziałem w historii... Zdjęcie dodaję gdy jest on jeszcze nad drzewami/krzewami bo zwyczajnie wolałem obserwować niż robić zdjęcia. Zdjęcie zrobione przez lornętkę. IC 2488 - w żaglu, luźna gromada otwarta, bardziej skoncentrowana po lewej stronie, po prawej stronie 4 wyraźne gwiazdki układające się w romb. C85 - gromada bardzo luźna, jeszcze luźniejsza niż IC 2488. Składa się z około 8 gwiazdek, nad nią jakby półksiężyc. Gwiazdy bardzo niebieskie. NGC 2547 - Gromada otwarta w żaglu, wygląda jak serce odwrócone na zachodnią stronę w lornetce. Coś na wzór z tych rysowanych w szkole podstawowej. Dwie wyraźniejsze gwiazdki, reszta trochę słabsza, jednak mi to przypomina serce. (Faktycznie na tym zdjęciu też można zauważyć serce odwrócone do góry nogami.) IC - 2395 oraz NGC 2670 - Razem widoczne w jednym polu. IC zdecydowanie jaśniejsze gwiazdki, ale jest ich mniej. NGC jednak słabe, widać, że to gromada otwarta tworząca jakby trójkąt. Potrzebny byłby tutaj teleskop. NGC 5617 - gromada otwarta, niedaleko Alfa centauri (tutaj na nagraniu słychać ruch SCTka obok... ehh). Słabo widoczna, pod nią jeszcze jakby jedna gromada otwarta i na prawo też tak jakby mała gromadka. Coś jak 3 gromadki w jednym polu widzenia między alfa a beta centauri. Po wpatrzeniu się widać 30-40 gwiazd. Ekstra! NGC 4755 - gromada otwarta z 6 jaśniejszymi gwiazdami. U podstawy 3 gwiazdy, a od środka podstawy wychodzi coś na kształt litery Y. ... Mały przerywnik i ciekawsze sprawy. Żyrafa przyszła do nas jeść . Szkoda, że tak zrobiliśmy zdjęcie jak już się oddaliła. Zdjęcie Dominika przez lornetkę: Wszystkie zdjęcia, których nie będę wymieniał osobno są zaczerpnięte ze strony: www.dso-browser.com Jutro sobota, więc znajdę troszkę więcej czasu na resztę. Pozdr!
  48. 11 polubień
  49. 11 polubień
    I moje dzisiejsze plamki... 10.07.2017 godz. 11:29 CEST SW ED 80/600 + barlow Hyperion zoom 2.25x , Nikon D 3200, ND 3,8 + Baader O III ISO 200, czas 1/2500 s. 20 klatek, PIPP, AS 2, FastStone Image Viewer 5.5 i sama grupa w rozmiarze jak schodzi z matrycy: I jeszcze próba z barlowem z przedłużką 10 klatek , czas 1/800 sek. ISO 200 11:42 CEST
  50. 11 polubień
    Południowy zachód. Północny zachód.