Welcome to Forum Astronomiczne

Zarejestruj się w naszej astronomicznej społeczności , aby uzyskać dostęp do wszystkich funkcji.

Po zarejestrowaniu i zalogowaniu się, będziesz mogła/mógł:

Tworzyć nowe tematy, pisać w istniejących, oceniać posty innych userów , wysyłać prywatne wiadomości, aktualizować statusy, korzystać z poczty, zarządzać swoim profilem i wiele, wiele więcej!

Ranking


Popularna zawartość

Wyświetla najczęściej polubioną zawartość od 27.04.2017 uwzględniając wszystkie działy

  1. 36 polubień
    Chciałem przedstawić Galaktykę spiralną M106 wszystkim dobrze znaną i wielokrotnie pokazywaną na tym forum. Ja osobiście fotografowałem ją drugi raz, pierwszy raz było to w Stężnicy 2012 roku gdy zaczynałem swoją przygodę w astrofoto. Jak ten czas szybko leci. Materiał zbierałem pod niebem podmiejskim w swoim obserwatorium pod koniec marca i na początku kwietnia za pomocą TSAPO 130 i kamery QHY 9 Mono. Luminancja 06h 30 min i 03 h RGB.
  2. 31 polubień
    Chyba większość osób lubi czas majowego, długiego weekendu. Ja od dziś będę miał jeszcze dodatkowy powód do miłych skojarzeń Nieznany obiekt zauważyłem dziś w nocy o godzinie 2:35, Powieki mi się już same zamykały, ale kiedy wykonałem kolejne zdjęcia potwierdzające, nagle odechciało mi się spać. Około 30 sekund kątowych na północ od centrum galaktyki NGC 5409 dostrzegłem nieznaną możliwą supernową (PSN). Miesiąc temu zmieniłem nieco moją konfigurację sprzętową. Lodestar X2 zamieniłem na chłodzoną ASI290MM-C. Skróciłem też ogniskową o współczynnik 0.83x, dostosowując się do mniejszej matrycy i mniejszego piksela. Nowa kamera dosyć szybko więc "zapracowała" Druga połowa nocy to coraz więcej wilgoci przechodzące w lekką mgłę. Oznacza to narastające problemy w obserwacjach i rejestracji obiektów na niedużej elewacji, objawiające się gorszą jakością zdjęć. Tak było w tym przypadku. Tym bardziej cieszę się, że udało mi się jednak zidentyfikować ten dość słaby obiekt (17.9 mag). https://wis-tns.weizmann.ac.il/object/2017dka Data: 2017 04 30.024 UT; 17.9 mag; Poz: 14h 01m 46.10s +09° 29' 57.4"; Ekspozycja 5 x 10 s; Sprzęt: 0.25m f/3.3; ASI290MM-C bin2 @30dB
  3. 18 polubień
    Właśnie jestem w trakcie pisania postu na bloga. W pierwszej jednak kolejności należy zdjęcie wrzucić na FA. Przeglądając forum nie natknąłem się tu na fotkę tego obiektu. Czyżbym był pierwszy z FA? Jeżeli tak to krótki opis z Wiki. NGC 4449 (również PGC 40973 lub UGC 7592) – nieregularna galaktyka karłowata (IBm), znajdująca się w gwiazdozbiorze Psów Gończych w odległości około 12,5 milionów lat świetlnych od Ziemi. Została odkryta 27 kwietnia 1788 roku przez Williama Herschela. Galaktyka ta należy do grupy galaktyk M94. Średnica NGC 4449 jest mniejsza niż 20 tys. lat świetlnych. W galaktyce tej zaobserwowano około 60 kandydatek na gromady gwiazd oraz liczne obszary gwiazdotwórcze. Za proces formowania nowych gwiazd w tej galaktyce są odpowiedzialne oddziaływania z sąsiednimi galaktykami. Jest to pierwsza galaktyka karłowata, przy której zaobserwowano strumień gwiazd będący pozostałością po kolizji[2] z mniejszą karłowatą galaktyką sferoidalną NGC 4449 CROP Dane: Data: 24,25-03-2017 Obiekt: NGC 4449 Teleskop: SW 150/750 Detektor: Atik 383L+ Mono Czas: L 32x360s; RGB 6x300s (na kanał)
  4. 18 polubień
    Hej, oto obiekt z mojej listy marzeń, jeszcze z czasów kiedy rozdzielczość mojego setupu raczej dyskwalifikowała sensowne robienie tej perełki. Teraz jest trochę lepiej Galaktyka Sombrero leży sobie na skraju gwiazdozbioru Panny, 30 mln lat świetlnych od Ziemi. Ciemny pas pośrodku to pył i zimny wodór. Cały czas nie czuję się pewnie w składaniu materiału LRGB, ale że znalazłem w necie coś co w pewnym stopniu jest podobne do kolorystyki, jaką uzyskałem (http://www.eso.org/public/archives/images/screen/eso0007a.jpg) to uznałem, że mogę zaprezentować efekt swojej pracy. Jak zawsze konstruktywne uwagi mile widziane HEQ5 mod, SW 150/750 f/5.4, QHY9 FOV 1o23 x 1o2, 1,49"/px L: 20 x 600 sek RGB: 5:5:5 x 120 bin2 Po kolei: zdjęcie po resize (lekki crop 3%), opis obiektów na luminancji, crop 1:1 i mały kłaczek jaki wypatrzyłem na zdjęciu z ESO i u siebie
  5. 16 polubień
    10 minut po zachodzie 21:05 słupka se strzeliło a ja strzeliłem fotkę Canonkiem 450D
  6. 16 polubień
    Parę minut temu z okna mojej pracusi zrobiona. Burza piaskowa w Ustce
  7. 16 polubień
    Cześć,Miałem okazję niedawno podróżować przez tydzień po podobno najpiękniejszej z Wysp Kanaryjskich (nie wiem, bo nie byłem na innych) - La Palmie. Z pewnością miejsce jest piękne i w dodatku jest rajem dla astronomów. Moim skromnym zdaniem warunki obserwacyjne są tam ciut lepsze, niż widywałem w Chile i o wiele lepsze niż gdziekolwiek w Polsce, łącznie z Bieszczadami (niestety).Wyjazd był urlopowy, ale połączony z astronomią. Pogoda na wysokości gdzie mieszkaliśmy (600 m npm) była niestety zła, ale wystarczyła godzina jazdy na szczyt Roque de los Muchachos (2 400 m npm), żeby zamiast padającego deszczu zobaczyć nad głową gwiazdy, dużo gwiazd.Chciałbym podzielić się z Wami kilkoma zdjęciami, które wykonałem podczas kilku wypadów na szczyt. Orion, 16x3 min, ISO 1600, Canon 6D, EF50 @ 4.5 Wielki Pies, 25x2 min, ISO 1600 EF50 @ 4.5 Światło zodiakalne, zimowa Droga Mleczna i czerwony air-glow, Canon 6D i Samyang 14/2.8 Światło zodiakalne_2 Światło zodiakalne_3 Wschodząca Droga Mleczna nad ranem + Księżyc w fazie 25% Wschód Słońca nad morzem chmur i wulkanem Teide na Teneryfie Wulkan Teide wystający ponad chmury Green flash podczas zachodu Słońca w Atlantyku Fajnie widoczny cień Ziemi Była też wycieczka po Observatory de Roque de los Muchachos i największym na świecie pojedynczym teleskopie Gran Telescopio Canarias za kilka euro. To w sumie moja szósta wizyta w profesjonalnym obserwatorium Bilety na La Palmę kupiłem za 650 zł/osobę w dwie strony z Berlina (lot bezpośredni EasyJet). Polecam wszystkim taki wyjazd, tam nie jest drogo, tak jak na innych wyspach, a jest co oglądać. W tej części świata to najlepsze miejsce pod kątem astronomii. Leci się niecałe 5 godzin PozdrawiamKuba
  8. 15 polubień
    Cały czas równo dobre warunki . W takim sensie że równikowe chmurki dobrze widoczne , natomiast błyski w postaci dobrego kontrastu na kanale R dochodziły do rzadkości . Seeing powiedzmy dobre 5/10 . Cały czas wiało z kierunku wschodniego . Nie wiem czy to dlatego że Planeta się oddala mimo bezchmurnego nieba musiałem znacznie zwiększyć siłę jasności wartością gain . SW300/1500 F/20 ASI120MM Jowisz 11.05.2017
  9. 14 polubień
    Po obróbce materiał z 9.05.2017. Luminancja : ZWO ASI 120 MM z filtrem ProPlanet 742. 15% z 3000 klatek avi. Kolor: ZWO ASI 120 MC. 10% z 3000 klatek avi. Newton Minimo z Barlowem Baader, ADC ASH, na ASA DDM 60.
  10. 14 polubień
    GSO203/800,QHY163M,EQ-5 L 110x60s , RGB po 18 x 60s, Gain 20, Offset 81, Temp. -20 Obróbka Fitstwork, Pix LE Właściwie wstawiam z nadzieją na konstruktywne komentarze , by kolejna wersja była lepsza.
  11. 14 polubień
    Zorza w towarzystwie słupów świetlnych.
  12. 13 polubień
    Póki co obiektów tematycznych nam dostatek i nie będę zakładał tematu o kolejnej M13 czy innym obiekcie. W temacie będę umieszczał swoje najprościej zarejestrowane i opracowane obiekty. Nie są to na razie arcydzieła konkursowo/apodowe, ale myślę że w miarę upływu czasy poziom się podniesie. Na początek wszystkim bardzo dobrze znana Gromada Kulista Messier 13 leżąca w gwiazdozbiorze Herkulesa. 2017-05-19T23:29:23UT, L33x100s, CT8, Atik 383L, NEQ6
  13. 13 polubień
    Dzisiejszy zachód:
  14. 13 polubień
  15. 13 polubień
  16. 13 polubień
    Przed chwilą, Canon 450D na widoczki.
  17. 13 polubień
    Zachód Księżyca Klatek tyle ile Muńków na zdjęciu. Canon 50d + Tamron 17-50 na statywie stojącym w oknie na strychu
  18. 13 polubień
    Obiecałem Wam parę dni temu no to proszę uprzejmie Canonek 450D o lewą główkę molo oparty pół godzinki temu. Specjalnie pojechałem nad morze, na hulajnodze. .
  19. 12 polubień
    Jak krawiec kraje, tak mu Igła ... O choinka, ale dowcip sobie wymyśliłem Moja wersja Igiełki, na razie półprodukt - b/w, kolor może kiedyś. Dlatego też nie przycinam, tutaj zredukowałem rozmiar do 58%. Ekspozycja miejska: L:45*5min; +hardware: TSAPO906+WOflatIV / f 5.3, Atik383+ mono, Atik Titan mono + Guider 60 , HEQ5Pro SynScan, +software; DSS, Nebulosity, Ps CS6
  20. 12 polubień
    Po dłuższej przerwie coś z wiosny M51 ( NGC 5194 ) Sprzęt b/z 105 L x 180s -Brak klatek kalibracyjnych- kolor jak tylko złapę trochę nieba. Crop Full
  21. 12 polubień
    Gromada kulista M3, moim skromnym zdaniem bardziej urodziwa od M13 Ekspozycja: L:18*5min; RGB 8*5min/kanał. +hardware: TSAPO906+WOflatIV / f 5.3, Atik383+ mono, Atik Titan mono + Guider 60 , HEQ5Pro SynScan, +software; DSS, Nebulosity, Ps CS6 PS. -> Szymek, ten żółty ring w M13 to powstał w wyniku nieumiejętnej pracy nad kolorowaniem gwiazd, rozmyłem wówczas warstwę z kolorem gwiazd i tak zostawiłem. Tutaj trochę popracowałem indywidualnie nad jądrem, myślę, że jest lepiej. Jest Pan zadowolony?
  22. 12 polubień
    Mnie galaktyka przypomina lekko jajko sadzone ale jak się już dowiedziałem ta nazwa jest zarezerwowana dla innej galaktyki z katalogu NGC. To nic, M106 to przecież klasyk więc poszedł na cel kiedy wczesną wiosną rozgryzałem niuanse CT8 z FF tak więc jest to kolejna odsłona uzyskanych wyników. CT8/STL11k - LRGB 5h
  23. 12 polubień
    Zachód z dzisiaj
  24. 12 polubień
    Wczoraj w ramach testów kamerki postanowiłem podjąć wyzwanie i spróbować z Księżycami - na razie z Ganimedesem i Kallisto Setup: Newton 400/1800 + barlow Edmund Scientific 2,5x + ASI 178MM-C + IR 742nm Zrobiłem porównanie z WinJupos żeby potwierdzić detal. Seeing był średni więc odwzorowanie detalu też jest słabe - wg mnie to tak 50/50. Wrzucam bardziej jako materiał do dyskusji i "podgrzania" tematu - mam nadzieję na dalsze bardziej udane próby przy lepszym seeingu. 1) Symulacja z WinJposa - skrajnie na górze i na dole Księżyce tak jak pokazał program - po środku powiększenie i rozmycie detalu blurem Gauusa 2) Real photo w skali tak jak zeszła z matrycy - oczywiście obrobione (powiększenie 200%) 3) Porównanie -> symulacja vs fotografia
  25. 11 polubień
    Sporo wilgoci w powietrzu. 25 maja 2017, godz. 22.42, odległość 425km, -4.0mag 10" / 1200mm, Pentax K-5, barlow TVP 2x, ISO400, 1/500, pojedyncza klatka.
  26. 11 polubień
    Którejś jesienno-zimowo-wiosennej nocy wyniosę teleskop na plażę, póki co pozostaje to.
  27. 11 polubień
    Ponieważ pogoda piękna i niebo bezchmurne, w piątek (19.05) razem z Mateuszem (Alice) po raz kolejny wybraliśmy się do obserwatorium w Niedźwiadach. Dzięki uprzejmości kolegi Karola z PPSAE mieliśmy możliwość skorzystać z tej uroczej miejscówki. Tym razem nie obserwowaliśmy przez 24" Rolanda (no może poza jedną skromną gromadą kulistą M53 w Warkoczu Bereniki). Ta noc należała do lornetek i tak się złożyło, że obie to były Nikony 10x50. Po przybyciu na miejsce ok. 22.30 i po rozstawieniu gratów zaczęliśmy jak się miało okazać bardzo owocne obserwacje. Na dzień dobry (a raczej dobry wieczór) przywitaliśmy się z Jowiszem i jego 4 księżycami. Następne były dobrze znane i bardzo urodziwe w lornetkach: M44 czyli Żłóbek w Raku, Mel 111 w Warkoczu, a także charakterystyczna Albireo wyraźnie rozbita na dwie składowe o odmiennych kolorach. Po takim łagodnym wstępie przyszedł czas na trochę bardziej wymagające obiekty. I tutaj bezcenne, poza wszelkimi mapkami i atlasem, okazały się doświadczenie i wskazówki Mateusza, który raz za razem wskazywał mi gdzie i na co mam patrzeć I jak z rękawa zaczęły wysypywać się kolejne gromady: M13 w Herkulesie, M3 w Psach Gończych i M5 w gwiazdozbiorze Węża. Wszystkie jasne i wyraźne, nie pozostawiające cienia wątpliwości z czym mamy do czynienia. Zaraz potem niedaleki skok do Wężownika i obie M10 i M12 zostały uchwycone w jednym polu widzenia. Następna na odstrzał poszła Dzika Kaczka czyli M11 w gwiazdozbiorze Tarczy. Po spojrzeniu na północ naszym oczom ukazał się bardzo przyjemny widok. Nad dużą brzozą i świerkiem delikatnie podświetlanymi przez latarnię (wcale nie przeszkadzającą) majestatycznie wznosiła się królowa Kasjopeja, a widok gromady podwójnej Perseusza wyraźnie przebijającej się przez gałęzie na długo pozostanie w mojej pamięci. Warto było poświęcić tym widokom kilka dłuższych chwil. Po odwrocie na południe, ukazał nam się charakterystyczny Skorpion (no dobra tylko jego część ) i skrzący się na czerwono Antares. Ale naszą uwagę przykuł dobrze widoczny już Saturn. Po dłuższym wpatrywaniu się, zgodnie orzekliśmy (potwierdził to też Karol), że co jakąś chwilę widoczny jest przy planecie drobniutki punkcik. Po późniejszym sprawdzeniu w Stellarium, zanotowaliśmy udaną obserwację największego z księżyców Saturna czyli Tytana. Będąc już w tych okolicach nieba zabraliśmy się do przeglądu zdaje się niezliczenie wielu plamek, mgiełek i obłoczków w Strzelcu. Widoki mgławicy Laguna (M8) i mgławicy Trójlistna Koniczyna (M20) szczególnie utkwiły mi w pamięci. Na koniec naszych obserwacji jeszcze raz zagłębiliśmy się w gwiezdnych polach drogi mlecznej wyraźnie widocznej w Łabędziu i Orle, bez konkretnego celu przyglądając się tysiącom gwiazd ostrym jak żyletki. Po przerwie na herbatę na sam koniec (jak się nam wtedy wydawało) naszych obserwacji spojrzeliśmy jeszcze raz na Saturna przez 400mm teleskop. Niestety słaby już seeing nie pozwolił na ukazanie całego piękna planety. Około godz. 3 rozjaśniające się niebo dało znak do zakończenia tej nocnej przygody. I wtedy wyjeżdżając z lasu naszym oczom ukazał się wschodzący , pięknie krwistoczerwony księżyc. Nie mogąc odpuścić takiego widoku, zatrzymaliśmy się jeszcze raz, na szybko wyciągnęliśmy lornetki i przez jeszcze 15min napawaliśmy się tym obrazem.
  28. 11 polubień
    i kolejna dawka Jowisza. tym razem z 18.05. Parametry bez zmian. jedynie jakość nieba zdecydowanie lepsza.
  29. 11 polubień
    Rozglądając się za szerokokątnymi lornetkami o małym powiększeniu trafiłem na ciekawą lorneteczkę w idealnym stanie. To Nikon 6x18, rocznik 1967, czyli 50-latek, który mógł być pierwowzorem „twarzy” disnejowskiego Wall-e’go. Niestety, podobnie jak jego minimalnie większy brat z tego okresu – Nikon 7x21 – nie może pochwalić się szerokim polem widzenia, za to ma kilka innych zalet, o których piszę poniżej. Komplet fabryczny: Z lornetką otrzymałem pełny komplet firmowy, czyli kartonowe pudełko, skórzane, miękkie etui na suwak, pasek z grubego rzemyka, kartę kontroli produkcji z autografem Chief Inspectora, ulotkę zapisaną krzaczkami, nikonowski pochłaniacz wilgoci a nawet kartę gwarancyjną z naklejonymi znaczkami. Oznaczenie na obudowie, J-B7, jednoznacznie wskazuje na producenta optyki – Nippon Kogaku. Drugiego oznaczenia (prawdopodobnie producenta obudowy), J-E44 nie udało mi się rozszyfrować. Gabaryty: lornetka jest malutka. Przy tych parametrach spodziewałem się lornetki małej, ale po wyjęciu Nikonka z pudełka wydał mi on się miniaturką lornetki. Porównanie do rosłego, dużo młodszego kuzyna 10x70 jest wymowne. Waga: 224g – jak na swoje gabaryty lornetka jest masywna i w miarę dobrze leży w dłoni. Mechanika lornetki: majstersztyk mechaniki precyzyjnej. Pomimo upływu pół wieku od produkcji regulacja rozstawu okularów chodzi precyzyjnie, z właściwym oporem. Regulacja pokrętłem ostrości jest możliwa do dziesiątych części milimetra, opór jest dobrany idealnie i oczywiście nie słychać żadnego mlaskania smaru. Odstęp źrenicy/odległość oka/ER: 6-8mm – zdecydowanie zbyt mały. Patrzenie przez tego małego Nikona przypomina teleskopowe obserwacje przez krótkoogniskowe okulary ortoskopowe. Z powodu tego małego odstępu źrenicy trzeba opierać oprawy obiektywów o oczodoły, trzepocząc rzęsami po soczewkach obiektywowych. Jest to najzwyczajniej w świecie niewygodne. Diafragma: odcina się ostro i wyraźnie, bez żadnych kolorowych obwódek na krawędzi. Test latarkowy: około 18mm – lornetka korzysta z całej apertury. Rozmiar okularów i obiektywów: Przed 18-milimetrowymi obiektywami są dodatkowe szkiełka o charakterystycznym, nieregularnym kształcie. W obudowach obiektywów o średnicy zaledwie 26 milimetrów mamy 8,5-milimetrowe otwory. Jest tak jak w rosyjskiej lornetce BGSH 2,3x40 – metalowe czarne osłonki; rowkowane i lekko wklęsłe. Brak elastycznych muszli okularowych. Pozorne pole widzenia: lornetka ma AFOV na poziomie około 48 stopni. Dla mnie to graniczne pole, poniżej którego występuje wyraźny „efekt studni”. Na szczęście w trakcie obserwacji nie czuje się klaustrofobicznego dyskomfortu. Rzeczywiste pole widzenia: Pomierzone na gwiazdach wynosi leciutko ponad 8 stopni – w jednym kadrze mieści z małym zapasem cała Lutnia od Vegi po Sulafata oraz „na styk” trapez Herkulesa. Kolor powłok: zarówno na obiektywach jak i na okularach powłoki są w delikatnym kolorze granatowo-fioletowym. W tym samym kolorze mienią się również powłoki na szybkach przed obiektywami. Minimalna odległość ostrego widzenia: 2,2 metra Rozstaw okularów: 60-70mm; jak na dzisiejsze standardy dosyć mały ale typowy w większości lornetek sprzed półwiecza. Brak skali z podziałką. Głębia ostrości: wielka; od 25metrów do ∞, chociaż co jakiś czas dobrze jest dokonać lekkiej korekty pokrętłem ostrości. Wyjście statywowe: brak; przy gabarytach trudno by je było gdzieś umieścić, poza tym zawias lorneteczki ma średnicę gwintu fotograficznego ¼”… Z drugiej strony pomimo powiększenia zaledwie 6x trudno powstrzymać drżenie obrazu np. przy obserwacjach gwiazd czy samolotów na wysokościach przelotowych. Po prostu lornetka jest za lekka i nie tłumi tych minimalnych drgań. Transmisja/wierność kolorów: lornetka wiernie oddaje kolory (prawie jak Nikon EII); niestety mała średnica obiektywów przy 3-milimetrowej źrenicy wyjściowej robi swoje – obraz jest delikatnie poszarzały nawet w słoneczny dzień. Aberracja chromatyczna: od środka pola widzenia po okolice diafragmy występuje na minimalnym poziomie; trzeba się mocno wysilić, żeby zauważyć ją na jakimś kontrastowym obiekcie. Nieostrość brzegowa: to druga bolączka opisywanego Nikonka. W dzień ostro jest do około 75% promienia pola widzenia. Niestety bardziej wymagający test gwiazdowy pokazuje, że gwiazdy zaczynają się zmieniać z idealnych punkcików w kalafiorki po przekroczeniu 65%, przy czym największa degradacja występuje na ostatnich 10-15%. Krzywizna pola: jest zauważalna. W trakcie obserwacji dziennych wystarczy dokonać lekkiej korekty pokrętłem ostrości, żeby uzyskać ostry obraz po diafragmę oczywiście kosztem lekkiego rozogniskowania na środku pola widzenia Dystorsja: obserwując ścianę lasu lub budynki jest zauważalna, ale na nieuciążliwym, w pełni akceptowalnym poziomie. Koma i astygmatyzm: rosną do poziomu dużego na ostatnich 35% pola widzenia przy obserwacjach nocnych; w dzień trudne do zauważenia nawet na reflektorach samochodowych. Odblaski: brak uciążliwych duszków przy jasnych, punktowych źródłach światła tuż za granicą pola widzenia. Obserwacje nocne: ta lornetka nie jest do nich dedykowana. Gwiazdy wydają się przygaszone a zasięg gwiazdowy niewiele większy niż przy obserwacjach gołym okiem. Jednak przy dużym samozaparciu można przez nią zobaczyć: księżyce Jowisza, fazę Wenus, a nawet rozdzielić Albireo na dwa składniki. Podsumowując, Nikon 6x18 to dziarski 50-letni karzełek o unikalnym wyglądzie, wspaniałej mechanice i przeciętnej jak na dzisiejsze standardy optyce.
  30. 11 polubień
    Mniej więcej o to Ci chodziło Fobek ? Efekt kuli na Jowiszu?
  31. 11 polubień
    Porównanie wielkości tarczy Księżyca w okolicach perygeum i apogeum. Pół roku czekałem na drugą część zdjęcia, ale udało się:) Fotka z listopada: GSO 10", Canon 500d, iso100, 150x1/640s Fotka z maja: GSO 10", Canon 50d, iso100, 150x1/640s Dane na zdjęciu spisane z CdC.
  32. 11 polubień
  33. 11 polubień
    Witam , dzięki dobrym radom kolegów po fachu Pmamot, Jacek E. po moim pierwszym avikowaniu mogę się pochwalić takim o to rezultatem- , może nie jest to szał ale jak na pierwszy raz jestem zadowolony. oczywiście mam pytanie który bardziej naturalnie wyglada i co powinienem jeszcze poprawić.
  34. 11 polubień
    Korzystając z braku pogody, powoli nadrabiam obróbkowe zaległości:) Dobrze znana parka - mgławica planetarna M97 (Sowa) i galaktyka M108. Materiał z marca. NEQ6, SW150/750, QHY8L, 50x600s.
  35. 11 polubień
    Promienie gorąca ze Szczecina
  36. 11 polubień
    Kolimacja się rozjechała, bo się poluzował docisk wyciągu. Kosztowało mnie to sporo gimnastyki z materiałem i nie do końca się udało wybronić. Jest jak jest i lepiej nie będzie. Kabelka do zasilania fokusera zapomniałem , ale miałem ze sobą dekoder satelitarny wyposażony w zasilacz 12V to jakoś poszło. FSQ 106N ( 850 mm), ATIK ONE 9M na ASA DDM 60. L: 18x600, RGB: 6x600 na kanał. Brok 1.05.2015. Opis:
  37. 11 polubień
    Dzisiejsze promyki:
  38. 11 polubień
    Kolejna Dawka Jowiszo-wariactwa Tym razem pogoda była taka - se. gwiazdy było widać... Jowisz zachęcał jasnością... ale seeing to 2/10 i to w porywach... Planetę w kadrze telepało jak szatana po święconej wodzie. samo ustawienie ostrości graniczyło z cudem. Widać to po animacji gdzie jakość poszczególnych klatek różni się od siebie bardzo mocno. Bardzo mi się spodobało to, że warto było się pomęczyć mimo nie najlepszej pogody i porannego wstawania do pracy. Złapałem piękny tranzyt księżyca ( Io ) oraz jego cienia i to przy pięknie prezentującej się wielkiej czerwonej plamie. Zmieniłem też troszkę stretegie nagrywania: 30s nagrywania/30s przerwy. Format: Raw8 czas: 25ms gain: 35%
  39. 11 polubień
    Niespodziewanie dziś trafił się przyjemny dla oka zachód Słońca
  40. 10 polubień
    Witam 18 i 19 maja pogoda dopisała. Miałem 2 nieprzespane nocki z rzędu. Pierwszej nocy według mnie były trochę gorsze warunki. 18 maja zdecydowałem się na M63, zebrałem 2,5 godziny materiału. 19 maja pierwsza poszła M13 (1,5 godz. materiału), a następnie M57 (40 minut materiału). Starałem się optymalnie wykorzystać czas krótkiej białej nocy (23 z minutami - 2 nad ranem). Wszystko zbierane na wyjeździe samochodem poza miasto (łączka) newtonem 150/750 i niemod. Canonem 1200D. Do jasnej M57 nie zdecydowałem się na fitr UHC-S (i chyba dobrze). Trzy różne zdjęcia, inaczej obrabiane, inaczej wyglądają, mają inne wady, a przecież ta sama osoba to robiła. Na zdjęciach pasy w tle są różne, raz poziome, raz ukośne, raz ich nie ma. Przypuszczam, że jak mam krótki czas naświetlania, to pasów nie ma. Jak mam średni czas, to pojawiają się poziome, jak dłuższy to ukośne, ale tylko przypuszczam. W trakcje sesji popatrzyłem sobie na Lutnie , Herkulesa, Kasjopeję i inne fragmenty nieba przez starą lornetkę (może nawet z 1950, pewnie bez warstw). To PZO 6x30, źrenica 5mm, pole widzenia 8,5 stopnia. Gwiazdki szpileczki, obraz mógłby być trochę jaśniejszy. Widać prawie całą długość boku "kwadratu" Herkulesa z M13 prawie po środku dwóch jasnych gwiazd. http://forum.optyczne.pl/viewtopic.php?t=30802 Dość pisania, czas na zdjęcia. Zdziwiło mnie to, że jakieś struktury w Pierścionku się uchwyciły. Pozdrawiam
  41. 10 polubień
    Galaktyczkę już widzieliście. Pora umieścić ją w tym dziale. Pierwsza fotka to sam kanał L. 23x480s Mały crop i rsize. Z drugą już nie było tak łatwo. Dołożenie koloru to dla mnie pomimo przestudiowania wielu stron tutoriali nadal wielkie wyzwanie. Na poniższym zdjęciu dodałem RGB 5x300s (na kanał) Także crop i resize. Dane: Data: 18,19-05-2017 Obiekt: Messier 101 Detektor: ATIK 383l+Mono Teleskop: SW 150/750 Czas: L 23x480s; RGB 5x300s (na kanał)
  42. 10 polubień
    Mamy chyba jasną supernową w NGC 6946 (Galaktyka Fajerwerk). AT 2017eaw. Mag 12.8. Odkryta 7 godzin temu przez Patricka Wiggins'a. Obiekt już potwierdziło kilku obserwatorów: NGC 6946 to absolutnie rekordowa pod względem ilości odkrytych superowych galaktyka. Ta byłaby już 10-ta. Jak tam żyć ?
  43. 10 polubień
    Johnson zbliża się do maksimum swojej jasności. 21min. kompozycja wykonana krótko przed wschodem Księżyca przez FSQ106, STL11000M.
  44. 10 polubień
    Takie mi się teraz porobiły
  45. 10 polubień
    Dzisiejszy seeing był genialny! Mogłem spokojnie fotografować na 7 metrach. Pierwszy wynik poniżej- z filtrem ProPlanet 742
  46. 10 polubień
    U mnie dzisiaj było tak
  47. 10 polubień
    Galaktyka M101 to taki kulturysta na niebie, ma małe jądro i bardzo rozwinięte ramiona. Zdjęcie zrobiłem w upalne kwietniowe noce 01-02.04 (na matrycy 24°C). Później dozbierałem jeszcze 14 klatek 20.04 w chłodniejszą noc i tak łącznie uzbierało się 61x480s. Orion Optics VX8 - NEQ-6 - CANON 450D MOD - 61x480s Orion Optics VX8 - NEQ-6 - CANON 450D MOD - 61x480s
  48. 10 polubień
    O takie sobie chmurki z naszym Księżycem. Zrobione 2017-05-06.
  49. 10 polubień
    Jest w kalendarzu wydarzeń na forum, jest i do archiwum Nie mogłem czekać na nockę bo z każdą sekundą warunki padają Ustka 20:01 Canon 450D + Jupiterek 21M ISO 400, 1/160s., przesłona 11. Pojedyncza klatka. Tak się w tali Panny usadowiły
  50. 10 polubień
    Było to w Niedziele Wielkanocną. Dzień rozpoczął się jak co roku, przeszywającą zimnem procesją na rezurekcji, mszą i śniadaniem – tym razem u siostry, jej męża i ich dwóch maluchów z nieprzebraną energią i ciekawością. Wokół stołu działo się sporo, wspomnę jednak tylko, że między innymi siostra znalazła w fotelu kupę pokruszonego ciasta, przypominającą mysie ścinki a cukrowy baranek stracił triumfalnie głowę. To nic, że skwaszona i posępna mina sprawcy, przybrała wyraz niepewności, może nawet rozczarowania tak apetycznie wyglądającym barankiem – ważne, że głowę odgryziono a baranka skosztowano. Niedziela upływała pod znakiem chmur, które nie omieszkały poczęstować także deszczem, a nawet...nawet spadł śnieg, sypał gęsto drobnymi wiórkami przez kilkanaście minut; zjawił się nagle i tak samo szybko zniknął. Zgodnie z zapowiedziami sat24 oraz meteo.pl, wieczór miał przynieść nadzieję na niebo. U schyłku dnia, wiatr, który jeszcze nie dawno nadawał rytm roztańczonym drzewom, ustał całkowicie a chmury zatarły po sobie niemal ślad, snując się leniwie długim językiem, jedynie nad zachodnim horyzontem. Powietrze było ostre i zimne. Błękit nieba z każdą chwilą nabierał ciemniejszego odcieniu. Lada chwila, w górze rozpocznie się coroczny pokaz wspaniałych wiosennych galaktyk. Sprzęt wystawiłem koło ósmej i stojąc nie daleko domu, jeszcze chwilę patrzyłem na sylwetki drzew zarysowane na tle szafirowego nieba; na gałęziach jabłoni sterczały czarne pąki, czubek świerku wystawał szpikulcem pełnym iglastych palców a gęste czupryny wierzb przypominały włochate potwory, zastygłe w bezruchu. Pobliski, brzozowy lasek na zachodzie, wrzynający się soczyście u góry tłumem ciemnych postaci, wyglądał pięknie i zarazem tajemniczo. Nawet linie i słupy energetyczne zostały dotknięte swoistym urokiem tego stanu pomiędzy zachodem Słońca a nocą astronomiczną – stanu, który spowija otoczenie magiczną aurą, podobną do tej, jaka niekiedy zaskakuje nas o świcie i powoli maluje wokół cudowny pejzaż, który chciałoby się zatrzymać lub choćby spowolnić jego odsłonę. Gdy wyszedłem ponownie koło dziewiątej, niosąc w jednej ręce krzesło, do nocy astronomicznej brakowało jakieś pół godziny. Szukałem czegoś, co pozwoliłoby mi dosięgać wyciągu mojej dwunastki na wyżej położonych obiektach, ale znalazłem tylko jeden kawałek styropianu. Kiedy szukałem dalej w garażu zawalonym rupieciami, rzucając światłem latarki to tu, to tam, napotkałem przywalonego gratami brązowego konia, sterczącego tylnymi nogami do góry. Był całkiem spory i wyglądał jak zastygły w bezruchu złodziej, na którego spadło nieszczęsne oko reflektora z wieży strażniczej. Nie czekając, odrzuciłem na bok dwa stare krzesła, siatkę i kilka innych gratów, chwyciłem pluszowe zwierzę za nogę i podniosłem. Gdy trzepnąłem ręką parę razy w jego grzbiet, z konia wydobył się kłąb kurzu. Może być niezły – stwierdziłem, po czym wróciłem na stanowisko i wytrzepałem jeszcze trochę z kurzu mojego nowego przyjaciela. Było jakieś dziesięć po dziewiątej kiedy zgasiłem latarkę. W górze lśniło już mnóstwo gwiazd a lekka poświata na zachodzie zdradzała obecność Słońca schowanego gdzieś za widnokręgiem. Znajdowało się ono jakieś 15-16 stopni pod horyzontem. Wraz z nastaniem ciemności kontury drzew na atramentowym tle stały się całkiem czarne i niemal jednolite; z pogiętych łodyg jabłoni znikły pąki a czubek świerku sterczał jak szpon. Wierzba przy domu stała się nieprzezroczysta, otoczona przerzedzonymi krańcami gałązek, niczym sterczącymi niedbale włosami u starca – druga, obok drogi, zdawała się niemal lewitować nad horyzontem. Zastanawiając się na co wycelować prawie obcy już dla mnie teleskop, patrzyłem na lecący od ruskich samolot. Zmierzał na południowy Zachód, przeleciał właśnie pod gwiazdą polarną, po chwili dotarł do połowy swej drogi po niebie i wtedy dobiegł do mnie jego spóźniony, przeciągły, głęboki, lecz niezbyt donośny huk. Maszyna minęła Polluksa – jednego z Bliźniąt i zbliżała się właśnie do Procjona. Ustawiłem teleskop na lwią galaktykę NGC 2903. W 60-krotnym powiększeniu zobaczyłem jasną, owalną chmurę z jądrem a po chwili stwierdziłem, że jeden kraniec świeci nieco bardziej obwicie. Początkowo obraz trochę śnieżył (czy tak właśnie jest, kiedy nie patrzy się wieki przez jedno oko?), ale wzrok stopniowo przyzwyczajał się, obraz stawał się gładszy a galaktyka z każdą minutą powoli rosła jak drożdżowa bułka. W okularze 14mm zacząłem zauważać pewną nieregularność; tam gdzie w mniejszym powiększeniu świeciła jaśniej, teraz kumulował się jakby oddzielny, mglisty kłębek światła. Dłuższe boki galaktyki stawały się coraz bardziej uboższe w światło względem najbardziej oddalonych krańców. Mały mglisty obiekt, po wielu minutach stał się oczywisty. Wyglądało to tak, jakby galaktyka miała dwa jądra; jedno jasne pośrodku i drugie słabsze, bardziej mętne obok. Owal nabierał coraz bardziej esowaty, jakby lekko haczykowaty kształt. W 319-krotnym powiększeniu na pierwszy rzut oka widać było jasne jądro, ale już po chwili dookoła niego wyłoniło się delikatne halo o nieregularnej jasności. Oddzielny kłębek światła – zapewne chmura gwiazd NGC 2905 – także był teraz widoczny. Zmieniłem okular na 25mm i namierzyłem Triplet Lwa. W okularze ujrzałem ledwo mieszczące się w polu widzenia, trzy piękne i różne galaktyki. NGC 3628 świeciła najjaśniej gdzieś pośrodku, po chwili pojawił się także ciemny pas wzdłuż galaktyki. Zmieniłem okular na 14mm. M66 miała nieregularny, haczykowaty kształt a M65 wyraźnie odznaczające się świecące centrum z wybiegającymi na boki świetlnymi strugami. NGC 3628 była spora, wciąż majaczył ciemny pas a jej krańce były jakby rozmyte. Po chwili wypatrzyłem tuż obok czwartą galaktykę – maleńką IC 2694. Przypominała bardzo słabą gwiazdę, świecącą tylko chwilami. Podczas gdy jej ślad znikał i pojawiał się ponownie, na krawędzi pola widzenia zjawiała się już M65. Tyle o Lwie. Teraz Psy Gończe i duet galaktyk – NGC 4490 i NGC 4485. Przestawiłem krzesło ze styropianowym klockiem, na którym leżał koń ze zwisającymi po bokach kończynami i spojrzałem w okular. NGC 4490 była gruba, otaczała ją mętna ciemniejsza otoczka. Po chwili zauważyłem jak jej węższy kraniec skręca w stronę małej sąsiadki, natomiast cała galaktyka rozszerzała się w drugą stronę jak łopatka śmigła. Stawała się z czasem coraz bardziej napuszona, przy czym NGC 4485, która nie była idealnie okrągła, również zaczęła puchnąć. Wsadziłem okular 25mm i galaktyki, choć w mniejszej skali, zaświeciły chyba wtedy najpiękniej. O krawędź pola widzenia otarła się jasna satelita. NGC 4449 o prostokątnym kształcie już w 60-krotnym powiększeniu była nieregularna a jeden jej róg był bardziej wyciągnięty. Przesunąłem się do jasnej gwiazdy podwójnej, obok której świeciła podłużna NGC 4460 i namierzyłem teraz maleńki kłębek słabego światełka, pomiędzy podwójną a NGC 4449 – tycie galaktyki PGC 40986 i PGC 40984, zlane w jeden obiekt. Zmieniłem okular na 14mm i spojrzałem najpierw na NGC 4449; stała się ona jeszcze bardziej nieregularna a jej wyciągnięty róg zaczął oddzielać się od reszty. Galaktyki PGC świeciły teraz dużo pewniej. Załadowałem 4,7mm i zaraz potem zobaczyłem pierwsze rozdwojenie. Czekałem na to od roku, podkręciłem powiększenie na maksa nie wierząc specjalnie, że się uda, jednak momentami obiekt rozłączał się i pojawiały się dwa oddzielne jądra, dwa kłębki, dwie tycie galaktyki. Cholera, to było niezłe. W polu widzenia świeciły trzy gwiazdki – kątownik. Musiałem co chwilę korygować ostrożnie i z odpowiednim zahamowaniem ręki teleskop by ustawiać ów kątownik na krawędzi pola. Miałem wtedy chwilę na przyjrzenie się memu wyzwaniu, ledwie kilka dobrych sekund, kiedy to ów obiekt płynął przez czarne pole, jak wolno opadający męt w oku na błękitnym niebie. I kiedy docierał do drugiej krawędzi, wówczas ponownie chwytałem zimny, skrzypiący w stawach teleskop, ustawiałem ostrożnie gwiezdny kątownik na krawędzi okręgu i ponownie nastawało to samo skupienie. Lewa ręka, którą zasłaniałem nieużyteczne oko, co jakiś czas drętwiała i musiałem coraz ją opuszczać. Nagle zgubiłem kątownik i obiekt znikł. Teleskop zaskrzypiał kilka razy i w okularze pojawiła się wielka NGC 4449. W 319-krotnym powiększeniu była najciekawsza, nieregularna i porozrywana, świeciły na jej tle jakieś plamy, być może obszary H2, czy też chmury gwiezdne, a także kilka gwiazd Drogi Mlecznej. Oderwany skrawek leżał już całkiem gdzieś z boku, mimo to, dało się zobaczyć, że jest spowity tą samą słabą poświatą, lekkim halo, które łączyło je i spajało z NGC 4449. Powędrowałem krótką trasą do pięknej i bardzo jasnej NGC 4244. Jest świetna w każdym powiększeniu, gruba jasna igła na której tle, po dłuższym wpatrywaniu, pojawia się nieśmiało pewna subtelna nieregularność. Zorientowałem się wtedy, że na moim dyktafonie nie świeci już maleńkie czerwone światełko i dotarło do mnie, że wszystko co notuję przepada i rozpływa się w przestrzeń. No tak – pomyślałem – wspaniale. Skończył pan? Nie, skądże, jeszcze trochę pogadam, może mój pies – o ile nie usnął ze znużenia – posłucha co nieco o Kosmosie. Brawo. Zdając się na swoją pamięć, wycelowałem w kolejną Igłę. NGC 4565 tym razem pobiła konkurencję z Psów Gończych, zachwycając od pierwszego wejrzenia. Ciemny pas przy centrum pojawił się niemal od razu. Ta czarna krecha ma w sobie coś niezwykłego. Podobnie jak przy Sombrero i tutaj czuć tę magię, jakiś szczególny czar, płynący z zawieszonej w przestrzeni osobliwej galaktyki, czar doświadczania prawdziwego widoku czegoś wyjątkowego – nie w telewizji, nie na żadnej, nawet najlepszej fotce. Do diabła z fotkami w takich chwilach. Widok galaktyki Igły w teleskopie ma się do zdjęcia tak, jak podziwianie na żywo zabytkowego samochodu, do oglądania go na plakacie wiszącym nad łóżkiem. Owszem, zdjęcie będzie kolorowe (jak samochód tuż po lakierowaniu) a obraz na żywo szary, ale sęk w tym, że obcowanie na żywo, nawet z zardzewiałym wrakiem klasycznego samochodu, wywoła emocje nieporównywalnie większe i całkiem inne od tych z gapienia się w najpiękniej odrestaurowany wóz na plakacie. Cenię i podziwiam fantastyczne zdjęcia, ale rozumiem także na swój sposób wizual. Czerpię tę – być może czasem dla niektórych naiwną – satysfakcję z obserwacji szarych kształtów nocy. Cieszy mnie szara mgiełka tak, jak gdyby miała w sobie coś więcej niż kolor. Gdy patrzyłem na NGC 4565 w okularach 25 i 14mm, wyglądała naprawdę dobrze. Dało się także bez trudu zobaczyć w jednym polu sąsiednią NGC 4562. Gdy podkręciłem powiększenie do 319 razy, galaktyka Igła rozciągała się przez całe pole widzenia – coś wspaniałego! Wypuszczała na boki długie strugi światła, tak spiczaste, że zerkając, nie można było ujrzeć ich krańców. Nie jest ona w tym powiększeniu co prawda zbyt jasna, ale kiedy damy jej trochę czasu, jej cienkie macki będą wyrastały w czerni jak laserowe strumienie, jak dwa świetliste języki latarni morskich po przeciwległych stronach. Nie dam głowy, czy aby na pewno teraz skierowałem sprzęt na galaktykę Wieloryb (obok której świeciła nieregularna NGC 4656 ze swoją zagiętą końcówką), ale gdzieś w tym momencie za pewne ją widziałem. Przejdę od razu do rzeczy. Zostałem tym razem uwiedziony okazem, który nie mieścił się w polu widzenia okularu 4,7mm. Z początku NGC 4631 nie była zbyt jasna przy tej źrenicy wyjściowej, ale z upływem kolejnych chwil, świeciła coraz wyraźniej. Na jej tle zaczęły pojawiać się jakieś jasne plamki a obok, wciąż z łatwością widać było NGC 4627. W takich chwilach można czasem pozazdrościć tym, którzy mogą skierować na te wszystkie wspaniałe galaktyki, wielkie monstrualne teleskopy. Ich cyklopy, pożerające swymi paszczami całe strumienie światła i do których wyciągu aby się dostać trzeba wspiąć się po drabinie, z pewnością pozwalają na moment zapomnieć o wszelkich niedogodnościach transportu, problemie trzymania pod jednym dachem z rodziną i złotówkach, które pochłonęło lustro. To prawda, że lornetka ma dla mnie nie mniejszą, a może i większą moc, nie tyle zbiorczą ile magiczną, ale wielkie bestie z jednym okiem od zawsze przerażały i zarazem fascynowały. W okularze zaświeciła na moment pięknie skrząca się gromada kulista M53, jasna i znacznie rozbita a po niej przeskoczyłem do M101; przypominała trochę różę, sprawiała wrażenie mocno porozrywanej. Przy swej szarej i znacznie nieregularnej strukturze, miała bardzo dobrze widoczny zarys spiralny. Widziałem również kilka obszarów H2 tej galaktyki. Namierzyłem teraz M81. Zobaczyłem dość łatwo mgliste pojaśnienie z boku – w miejscu gdzie powinno być ramię. Tuż przy wielkiej M81 widziałem także maleńką galaktykę PGC 28505; świeciła jak słaba gwiazda na granicy zasięgu, ale była w idealnej pozycji. M82 prezentowała się wspaniale w każdym okularze. Zawsze gdy warunki są dobre podkręcam powiększenie na maksa. Galaktyka jak zwykle zdawała się mieć ciemną dziurę po środku a także inną, mniejszą z prawej, choć tak naprawdę dziura wcale nie jest w istocie dziurą. Nie przyjrzałem się tym razem zbyt dobrze M82, ale pamiętam, że część galaktyki świeciła bardzo jasno, natomiast inny jej obszar słabiej i bardziej mglisto. Musiałem zobaczyć M51. Struktura spiralna świeciła jak żarówa w 60-krotnym powiększeniu, pięknie pozwijana cienkimi ramionami, nasączonymi gęstym halo. Jej sąsiadka – NGC 5195 – również świeciła jasno, może trochę nieregularnie i jakby w połowie inaczej. W okularze 14mm widok również był świetny a w powiększeniu 319-krotnym galaktyka była jak zwykle ogromna. Wokół jądra roztaczały się przerywane skrawki ramion, mgliste łuki, zdające się układać w koncentryczne kręgi. Szukałem obok IC 4263 – słabiutkiej igły, ale wpadłem najwyraźniej w pułapkę i zmyliłem położenie. Są tam obok siebie dwa podobne układy gwiazd i gapiłem się chyba nie w ten co trzeba. Rok wcześniej widziałem tę galaktykę całkiem pewnie, choć była obiektem dość trudnym przy jasności 14,5mag. Tuż obok, pobliskie trzy galaktyki – NGC 5169, 5173 i 5198 – świeciły bardzo łatwo. Zza świerku rosnącego za oborą wyłonił się Kruk, dając tym samym znak, że widać już Sombrero. Tuba powędrowała nisko i w okularze zaświeciła M104. Może to za sprawą sławy, może przez urok własny, ale płynie z tej galaktyki coś, co przyciąga, nadaje pewną osobliwość. Czasami spotykamy się z obiektem w książce, telewizji a gdy po latach mamy sposobność ujrzenia tego samego obiektu, tej wspaniałej galaktyki o której tylko czytaliśmy wzmiankę pod zdjęciem, albo którą znaliśmy z prezentacji kształtów galaktyk... kiedy widzimy ją na żywo, nabieramy pewnego rodzaju podziw, czerpiemy kojącą magię chwili. Oto prawdziwe Sombrero, słynna galaktyka ze swoim urzekającym pasem, czyż to nie wspaniałe? Co do licha sprawia, że jest tak wyjątkowa? Jest wiele podobnie hipnotyzujących galaktyk, ale ta jest jakby inna. Coś z nią jest nie tak. Patrz na nią, patrz i skup się, co Ci przypomina? Co przypomina ten owal i ten dysk, ta budowa...czyż to...czy nie wygląda jak latający talerz? Jak spodek? Tak, teraz widzę i walnijcie mnie patelnią w łeb, jeśli gadam o rzeczy. Zanim jednak to zrobicie może zdążę krzyknąć: ej, spokojnie, to tylko fantazja. Pewnego wieczoru, gdy patrzyłem na zdjęcia Sombrero, nagle ze zgrozą zobaczyłem statek obcych. To już nie był obiekt oddalony o miliony lat, ale gigantyczna maszyna, zmierzająca prosto w naszym kierunku. Okej, czasem człowiek sobie pobuja. Wystarczy tego. M104 była bardzo ładnie widoczna w powiększeniu 60 razy, z ciemnym pasem pojawiającym się u góry (z tym pasem pełnym okien, zza których świecą pary oczu?) Jak dobrze pamiętam w 14mm było chyba trudniej zobaczyć pas a w 319 razy widoczne było już tylko odcięcie, tam gdzie zaczynała się krawędź ów krechy, od strony centrum. Spędziłem także chwilę przy gromadzie kulistej M3 – bardzo ładnej i rozgromionej w 14mm – a następnie rzuciłem okiem na Łańcuch Markariana, poprzedzony w przelocie M87. Łańcuch widziałem po kawałku a w obrębie M84 i M86, naliczyłem na pierwszy rzut oka, jakieś dziesięć galaktyk w polu widzenia. Na sam koniec w teleskopie zaświecił Jowisz, uderzając swym blaskiem w oko tak, że dało się odczuć lekki ból. W jednej chwili dotychczasową adaptację trafił szlag, ale nie przejmowałem się tym zbytnio – to był już koniec sesji. W 107-krotnym powiększeniu wyglądał bardzo żywo; widoczne było cztery pasy a w jednym z głównych, widać było dwie ciemne dziury. W drugim pasie głównym – jak sobie wtedy nazwałem górnym – widać było jakieś białe plamki a ów pas był trochę poszarpany. Z lewej strony tarczy do krawędzi zbliżał się jakiś pomarańczowy owal. Do wyciągu trafił okular 4,7mm, który pokazał Jowisza również całkiem nieźle, choć przez większość czasu był spowity mglistą zasłoną niestabilnej atmosfery. Czasem jednak pokazywały się wyraźne postrzępione pasy, ciemne dziury i jasne plamy. Gdzieś obok rozpościerał się orszak księżyców galileuszowych. Teleskop spisał się dobrze. Pokazał ciekawie trochę obiektów, zresztą chyba wszystkie znałem już wcześniej, ale odwiedzając je ponownie, mam nieodparte wrażenie, że znowu widziałem coś nowego. Wieloryb pokazał plamki, których wcześniej nie było, dwie małe galaktyki, zagubione w rejonie Psów Gończych rozdzieliły się na moment, a Igła zachwyciła raz jeszcze na inny, odmienny sposób. Także M104, wiszące tuż nad gwiazdozbiorem Kruka, zobaczyłem podobnie a jednak nieco inaczej; nie tylko je widziałem, ale i rozmyślałem o nim. Patrzyłem na niecodzienny widok świecący w okularze. Widok, który sprawia, że przez chwilę zatrzymujemy się, pogrążamy w zadumie, czy nawet lekkim rozmarzeniu, wstrzymując czasem oddech by po chwili znów zaczerpnąć ziemskiego powietrza. Nie chcę zanudzać o tym wszystkim co myślałem bo już wystarczająco przeciągnąłem wstęp i opis kilkunastu klasyków, których nikt już prawie nie opisuje – bo jak to się mówi: ile razy można – poza tym założę się o nowego Fufinona, że miewacie czasami podobne myśli. PS Jeszcze jedno: siedzenie na tym koniu wcale nie należało do najwygodniejszych.