Skocz do zawartości

Ranking


Popularna zawartość

Wyświetla najczęściej polubioną zawartość od 25.08.2017 uwzględniając wszystkie działy

  1. 36 punktów
    Wahałem się, czy zamieszczać ten tekst, oryginalnie napisany kiedyś dla miesięcznika Astronomia. Jednak dysponując obecnie genialnymi ilustracjami, w dodatku opisanymi, postanowiłem zaryzykować. Więc przeczytajcie, ku pokrzepieniu serc. Drugim po Wielkim Wozie najłatwiejszym do rozpoznania asteryzmem północnego nieba jest rozległa, trochę niesymetryczna litera W. Widział ją pewnie każdy, choć nie każdy wie, że jest to rdzeń rozległego gwiazdozbioru Kasjopei rozciągającego się wzdłuż Drogi Mlecznej. Składa się na nią pięć gwiazd o jasności w granicach około 2 mag – 3,5 mag leżących w odległości 4 stopni jedna od drugiej. Szósta gwiazda zbliżonej jasności leży na jednej z „kresek” tworzących literę. Będziemy trzymać się porównania do litery W i używać określeń „lewy” i „prawy” względem tak widzianego asteryzmu. Źródło: Wikipedia Lewa, nieco rozciągnięta strona rozpoczyna się zimno białą a dla niektórych obserwatorów nawet niebieskawą gwiazdą ε Cas, inaczej Segin - najsłabszą w asteryzmie (3,35 mag, typ widmowy B3 V). Wszystkie pozostałe gwiazdy składające się na „literę” są układami wielokrotnymi, choć tylko jedną jesteśmy w stanie rozdzielić na dwa składniki z użyciem silnej lornetki. Patrząc w prawo i w dół od ε Cas (4 stopnie na południowy zachód) znajdziemy jaśniejszą także białą gwiazdę δ Cas (Ruchbach (2,26 mag, typ widmowy A5 IV). Środkowa gwiazda litery W - γ Cas (Cih) to najjaśniejszy w asteryzmie niebieski podolbrzym typu widmowego B0,5 IVe (jasność 2,15mag). Kolejna „kreska” doprowadza nas do gwiazdy Schedar (inaczej Schedir) uznanej przez Bayera za najjaśniejszą w gwiazdozbiorze i oznaczonej jako α Cas. Jest ona jednak nieco ciemniejsza niż γ Cas, chociaż bardziej zwraca na siebie uwagę piękną pomarańczową barwą. Ma jasność 2,24 mag i jest typu widmowego K0 III. W 1/3 odległości pomiędzy Schedar (α Cas) i Cih (γ Cas) znajduje się jasna gwiazda oznakowana jako η Cas lub Achird. Jest to gwiazda wielokrotna możliwa do rozdzielenia przy powiększeniu 15x na dwa składniki o jasności 3 mag i 7,5 mag odległe o niemal 13”. Zakończenie prawego ramienia litery W stanowi Caph – β Cas, gwiazda zmienna o niewielkim zakresie zmienności (2,34-2,38 mag), typu widmowego F3 III. Pasmo pyłowe leżące w płaszczyźnie naszej Galaktyki, tak wyraźnie widoczne w gwiazdozbiorze Orła i sięgające Łabędzia, w Kasjopei słabnie i zanika. Patrzymy wprawdzie nadal równolegle do płaszczyzny galaktycznego dysku, ale bardziej „na zewnątrz”. Pył nie przysłania więc gromad otwartych ani mgławic, tak licznych w tym rejonie. Kasjopeja pozostaje jednak niedoceniona. Chętniej patrzymy na Perseusza z jego sercem – wielką asocjacją Melotte 20 i koroną – Gromadą Podwójną (h i χ Per, NGC 869 i NGC 884), czy też na nieodległą M31 – Galaktykę Andromedy. Trochę niesprawiedliwie kojarzymy z Perseuszem gromadę Stock 2, widoczną nad Gromadą Podwójną. Ta rozległa na 60' i jasna (4,4 mag) gromada otwarta o kształcie ludzkiej sylwetki znajduje się przecież już w gwiazdozbiorze Kasjopei. Ze względu na charakterystyczny kształt prężącego muskuły mężczyzny obiekt ten nazwano Muscleman, czyli Mięśniak lub Kulturysta. Gromadę podwójną a ściślej jej zachodni składnik - NGC 869 łączy z gromadą Stock 2 nieco zagięty warkoczyk gwiazd 6-8 mag. Jako całość jest to widok szczególnie odpowiedni dla lornetki niekoniecznie dużej. Najlepiej jeśli ma ona umiarkowane powiększenie (8-12x) a za to szerokie pole widzenia. W lornetce 8x42, dysponującej zazwyczaj polem widzenia ponad 7 stopni, widać jednocześnie nie tylko wspomniane gromady, lecz także nawet jasną Gromadę Pazmina (Stock 23) na granicy z Żyrafą (6 stopni na wschód). Pomiędzy nimi majaczą gromady Melotte 15 (22' średnicy, 6,5 mag) oraz IC 1848 otoczone delikatną poświatą mgławic, nazywanych romantycznie Serce lub Serce i Dusza (IC 1805 otaczająca Mel 15) a czasem mniej romantycznie Zarodek (Embryo – mgławica IC 1848 o rozmiarach 30’x60’ i łącznej jasności 6,2 mag, otaczająca gromadę o tym samym numerze katalogowym)*. Na skrajach mgławicy Serce, odpowiednio 1° na wschód i 1° na południe od rozświetlającej ją gromady Mel 15, znajdziemy kolejne dwie gromady otwarte – NGC 1027 (6' średnicy, 6,7 mag) i Markarian 6 (Mrk 6, 4,5', 7,1mag). O ile w tej pierwszej zerkaniem lub przez dużą lornetę dostrzeżemy poszczególne gwiazdy, to w drugiej szanse są niewielkie – zobaczymy tylko plamkę świetlną. W dobrych warunkach obserwacyjnych próbujmy dostrzec następną mgławicę a właściwie dwie zlewające się – NGC 896 i IC 1795. Leżą one równie blisko gromady Mel 15 lecz na północny zachód od niej, w kierunku gwiazdy ε Cas. Łącznie zajmują obszar ok. 40' średnicy, choć nawet w najlepszych warunkach zobaczymy mgiełkę o połowę mniejszą. Z kolei mgławicy IC 1848 towarzyszą na wschodnim skraju dwie zlewające się z nią i ze sobą gromady Collinder 33 i 34 (Cr 33 i 34). Cały kompleks jest wydłużony i zajmuje powierzchnię ok. 1x2 stopnie. Wszystkie te obiekty można obserwować jednocześnie bez poruszania lornetką, od Kulturysty (Stock 2) i Gromady Podwójnej na zachodzie do gromady Pazmino (Stock 23) na wschodzie. Gwarantuję zawrót głowy od nadmiaru wrażeń. Proponuję teraz skierować lornetkę ok. 7 stopni na zachód, tak, by gwiazdy ε Cas i δ Cas, stanowiące lewe ramię litery W, znalazły się jednocześnie w polu widzenia. Tuż po lewo (na wschód) od ε Cas możemy wtedy wypatrzyć pojaśnienie gromady Stock 5. Nie jest to łatwe, pomimo, ze według OITH** łączny blask jej 25 gwiazd osiąga 7 mag, przy średnicy gromady 15'. Na południe od linii ε Cas - δ Cas, około jednego stopnia poniżej jej środka znajdziemy gromadę NGC 663 o zbliżonej jasności i wielkości kątowej (7,1 mag, 16'), jednak nieporównywalnie łatwiejszą do dostrzeżenia. Zerkaniem przez średnią a bezpośrednio przez dużą lornetkę powinniśmy nawet dostrzec kilka-kilkanaście spośród jej kilkudziesięciu gwiazd. Pół stopnia powyżej, niemal na linii łączącej gwiazdy ε Cas z δ Cas widać gromadę jeszcze jaśniejszą, choć mniejszą – NGC 654. Przy lornetkowych powiększeniach jej ciasno upakowane dość jasne gwiazdy zlewają się w jednolitą plamę świetlną średnicy 5' i jasności aż 6,5 mag. Większy sprzęt ukaże jednak wyraźnie wyodrębnioną z tła grupę gwiazd z jedną najjaśniejszą na południowym skraju. Dociekliwy obserwator przypatrując się starannie dostrzeże jeszcze jedną słabszą gromadę poniżej wspomnianej pary. NGC 659 jest w takiej samej odległości, czyli 0,5 stopnia lecz na południe od leżącej centralnie największej w grupce gromady NGC 663. Jej jasność 7,9 mag i średnica 5' wystarczają, by była nieźle widoczna na wiejskim niebie, jednak o rozdziale na gwiazdy nie możemy marzyć. Najjaśniejsza spośród 40 składowych ma tylko 10,5mag. Dla całej grupy proponuję nazwę Gromada Potrójna, (popularnie Trichotki). Przyjrzyjcie się jej i powiedzcie, czy nie mam racji. Zadziwiające jest, że Pierre Mechain, który odkrył w pobliżu (1,5° na zachód) gromadę otwartą skatalogowana później jako M103, nie dostrzegł opisanej trójki. M103 leży pomiędzy nią a gwiazdą δ Cas i jest nieco większa (6' średnicy) i jaśniejsza (7,4 mag)od najbliższej jej NGC 659 zaś mniejsza i ciemniejsza od dwu pozostałych. Jednak przez średnią lornetkę da się rozpoznać klinowaty kształt, zbliżony do sławnej Choinki (NGC 2247) z gwiazdozbioru Jednorożca, zaś przez większą można dojrzeć poszczególne gwiazdy. Gromadzie M103 i gwieździe δ Cas (Ruchbah) towarzyszy od południa zagęszczenie gwiazd na powierzchni ok. 2,6x3,3 stopnia. Dopatrując się w nim kształtu latawca ukuto nawet nazwę Queen's Kite. By zobaczyć tam latawiec, trzeba było sporej wyobraźni. Jednak i bez tego warto oglądać ten obszar, zwłaszcza przy niezbyt dużym powiększeniu, wyszukując barwne gwiazdy. Sąsiadująca 2-3 stopnie od zachodu okazała gromada otwarta NGC 457 (15’ średnicy, 6,4 mag)jest obiektem znanym pod kilkoma nazwami. Od towarzyszącej najjaśniejszej gwiazdy bywa zwana gromadą φ Cas. Częściej jednak spotyka się nazwę gromada Sowa lub ET (Extra-Terrestial czyli w wolnym tłumaczeniu Kosmitek). Takie nazwy nadano z powodu pary „oczu” - dwóch stosunkowo jasnych gwiazd o kontrastowych barwach żółtej i niebieskiej, towarzyszących gromadzie od południa, choć prawdopodobnie nie związanych z nią fizycznie. Phil Harrington (TUB***) pisze, że jest to φ Cas i HD 7902, zaś NSOG**** twierdzi, że sama φ Cas jest gwiazdą podwójną o jasności składowych 5 mag i 7 mag oraz odstępie 134”. Bez trudu powinniśmy dostrzec także wiele spośród tworzących gromadę gwiazd tworzących nieco podłużny tułów Sowy, rozciągnięty na linii północ-południe. Wędrując dalej w tym samym kierunku, po przesunięciu lornetki o jedno pole widzenia w prawo powinniśmy zobaczyć jasną gwiazdę Schedar (α Cas) z towarzyszącą jej w odległości niecałych 2° z lewej strony nieco słabszą Achird (η Cas). Odmierzając teraz około 1 stopnia od każdej z nich, poniżej η Cas a po lewo od α Cas wypatrzymy małe (4' średnicy) zagęszczenie gwiazd. Przyglądajmy mu się zerkaniem a widoczny jasny obszar wzrośnie wielokrotnie, niemal do średnicy tarczy księżycowej (ok. 30'). Może nawet dostrzeżemy ciemniejsze wcięcie na jego tle. To mgławica Pacman (NGC 281) nazwana tak dzięki podobieństwu do postaci z gry komputerowej. Oświetlająca ją gromada nosi oznakowanie IC 1590. Niekiedy tym symbolem oznaczane są jednak wspólnie mgławica i gromada. Jest to obszar narodzin nowych gwiazd, o czym świadczą widoczne na fotografiach globule Boka i skryte w nich lecz emitujące podczerwień protogwiazdy. Peter Birren zaleca filtry UHC do obserwacji mgławicy, jednak widać ją i bez tego, pod warunkiem czystego, nie zaświetlonego nieba wiejskiego. Gdyby Pacman okazał się dla nas chwilowo niedostrzegalny, możemy pocieszyć się widokiem asocjacji ζ – λ Cas. Znajdziemy ją 2-3° na południe od α Cas. Zawiera kilka młodych, niebieskawych gwiazd, w tym najjaśniejszą ζ Cas ok. 3,5 mag i dwie o jasności 4,5 mag wraz z kilkunastoma ok. 7 mag i słabszymi. Gwiazdy pogrupowane są w pary i półksiężyce. Warto przyjrzeć się im przez dobrze ustabilizowaną lornetkę, by wydobyć wszystkie „smaczki” obrazu. Jeśli już obserwujemy obszar poniżej prawej części wielkiej litery W, przesuńmy pole widzenia w okolice β Cas (Caph). W odległości ok. 1° na prawo od niej zobaczymy parę gwiazd odległych od siebie o ok. 15’, czyli Σ3057 (północna) i Σ3062 (południowa). W rzeczywistości każda z nich jest ciasnym układem podwójnym. Podobną dwójkę - ρ Cas i V373 znajdziemy 2° dalej w tym samym kierunku. Obie są gwiazdami zmiennymi. Następne 2° na południe znajduje się podobnie zwarta grupa kilku gwiazd, z których najjaśniejsza jest σ Cas. Razem widzimy więc kształt trójkąta lub ukośnych skrzydeł odrzutowca złożonych z wymienionych par i grupy. W prawym „skrzydle”, w połowie odległości między ρ Cas i σ Cas znajdziemy Różę Karoliny, jasną i rozległą gromadę otwartą złożoną aż z 300 słabych gwiazd. Najjaśniejsza z nich ma tylko 10,7 mag, więc w lornetce zobaczymy jednolitą, jednak jasną (6,7 mag)i rozległą na 18’ świetlną plamę. Gromada oznakowana jest obecnie jako NGC 7789. Odkryła ją, podobnie jak szereg innych gromad otwartych w gwiazdozbiorze Kasjopei, Karolina Herschel, siostra i często niedoceniana współpracowniczka sławnego Williama. Obszar na północ od prawej części litery W (ponad nią) zawiera w jednym polu widzenia lornetki dwie jasne gromady otwarte. Nieco słabsza (7 mag)i mniejsza (12’) jest NGC 225, dość luźna gromada leżąca 2° w prawo i nieco powyżej (na północny zachód) od γ Cas (Cih). W układzie jej kilkunastu gwiazd widzianych w powiększeniu ponad 15x można dopatrywać się miniaturki gwiazdozbioru – małej litery W. Jaśniejsza i liczniejsza z gromad – NGC 129 (6,5 mag, 21’ średnicy, 35 gwiazd), znajduje się dokładnie w połowie odległości między γ Cas (Cih) i β Cas (Caph). Jej gwiazdy także ułożone są w kształcie dwóch stykających się klinów lub litery W, co widać przez większy sprzęt. W gromadzie tej znajduje się gwiazda zmienna – cefeida DL Cas (8,6 mag - 9,3 mag, okres zmienności 8 dni) a także trzy inne nadolbrzymy. Co ciekawe, DL Cas jest gwiazdą spektroskopowo podwójną i była przedmiotem intensywnych badań astronomów amerykańskich*****. Kasjopeja zawiera jeszcze jedną gromadę otwartą z katalogu Messiera – M52. Znajdziemy ją przedłużając o drugie tyle na północny zachód odcinek łączący gwiazdy α i β Cas. Gromada jest liczna, choć złożona ze słabych gwiazd. Kilka najjaśniejszych da się jednak wypatrzyć przez sporą lornetkę. Z gromadą graniczy od północy trójkątny asteryzm Harrington 12 (Hrr 12), rozległy na ponad 0,5° i zawierający kilkanaście gwiazd, wśród nich najjaśniejszą, pomarańczową gwiazdę zmienną 4 Cas (ok. 5 mag), oraz dwie inne czerwone gwiazdy, także zmienne. Niektórzy doszukują się w nim kształtu samolotu, stąd popularna nazwa Airplane. Z kolei 1° na południe od M51 znajduje się obiekt piękny, lecz trudny do dostrzeżenia nawet przez teleskop - mgławica Bańka (NGC 7635). Jej kulisty kształt podziwiamy często na fotografiach. Posiadacze dużych lornet, zwłaszcza zaopatrzonych w filtr O-III zapewne pokuszą się o jej „wyłuskanie”, jednak średnia lornetka jest raczej bez szans wobec obiektu o jasności ok. 10 mag rozległego na niemal 15’, co oznacza naprawdę niewielką jasność powierzchniową. Co jednak szkodzi spróbować? Bywają przecież cudowne noce, gdy wszystko jest możliwe. Większe szanse mamy na upolowanie kilku spośród aż siedmiu niewielkich gromad otwartych znajdujących się na linii łączącej M52 z β Cas (Caph) lub tuż ponad nią (na północ). Staranna inspekcja tego rejonu przez ustabilizowaną na statywie lornetkę pozwoli pod odpowiednio dobrym niebem wyłapywać kolejne plamki. Nie obejdzie się bez bólu karku, bo głowę trzeba zadzierać wysoko. No, chyba, że obserwujemy z leżaka posiadającego oparcia na łokcie lub zbudowaliśmy sobie fotel obserwacyjny z odchylanym oparciem i uchwytem na lornetkę. Wtedy wszystko wygląda jeszcze piękniej. *Napotkałem tutaj rozbieżność nazewnictwa. Według większości źródeł internetowych Serce to IC 1805 zaś Dusza – IC 1848. Jednak dla Petera Birrena (OITH) IC 1805 to Serce i Dusza (Soul and Heart), zaś IC 1848 to Zarodek (Embryo). **OITH – Peter Birren, Objects in the Heavens ***TUB – Philip S. Harrington, Touring the Universe through Binoculars ****NSOG – George Robert Kepple, Glen W. Sanner, The Night Sky Observer’s Guide, vol.1 ***** http://digitalcommons.unl.edu/cgi/viewcontent.cgi?article=1021&context=physicsschmidt
  2. 27 punktów
    Dziś nad ranem (5 minut przed godziną piątą i 25 minut przed planowanym zamknięciem obserwatorium), przy jaśniejącym już powoli niebie, zauważyłem nieznany obiekt w galaktyce IC 221 (UGC 1835). Nigdzie nie był raportowany. Wykonałem kilka dodatkowych zdjęć i każde z nich potwierdzało, że obiekt faktycznie jest i nie przemieszcza się na tle gwiazd. Jest dosyć trudny, bo trochę blisko jądra niedużej kątowo galaktyki (offset wynosi 10W 0S). Mag: 17.6. Moje 45-sekundowe zdjęcie odkrywcze: Ekspozycja 5 x 9s, Data: 2017 09 16.120 UT, 17.6 mag., pozycja: 02h 22m 40.18s +28° 15' 24.9", 0.25m f/3.3 reflektor; ASI290MM-C bin2 @30dB Zgłosiłem odkrycie do TNS i zostało ono zarejestrowane pod nazwą AT 2017gtd: https://wis-tns.weizmann.ac.il/object/2017gtd/discovery-cert Kiedy wstałem dziś rano (tzn. po godzinie 12-tej ) wykonałem kolejne zdjęcie z 24-calowego teleskopu T24 (obserwatorium iTelescope.net w górach Sierra Nevada), ale przy dużo dłuższym czasie ekspozycji - 300 sekund. Mimo problemu z ostrzeniem na tym teleskopie, PSN jest jednak na tej rejestracji również widoczna. IC 221 to galaktyka spiralna znajdująca się w odległości 240 milionów lat świetlnych (Vr=5085 km/s). Na niebie umiejscowiona jest prawie dokładnie na samej południowej granicy gwiazdozbioru Trójkąt. Jeżeli chodzi o supernowe, to jest bardzo ciekawa. Obserwowano w niej bowiem już dwie supernowe. Jeżeli moje odkrycie zostanie potwierdzone spektroskopią, to będzie i trzecia.
  3. 27 punktów
    W Szkocji się przeczyściło trochę niebo i wyszedłem się przejść do parku i na wszelki wypadek wziąłem aparat i mini statyw. Z początku myślałem, że nic nie będzie, bo Księżyc tuż po pełni. No, ale w parku już lekką łunę zieloną dostrzegłem, aparat to potwiedził.Potem już było coraz lepiej, parę razy pojaśniało i przygasało. Były ze 2 momenty, że dosłownie urywało dupsko (zorza z marca 2015 się chowa, mimo iż wtedy nie było Księżyca), widać było dość szybkie falowanie zorzy. Szczególnie gdzieś ok 1:30 (w PL 2:30) jeden fragment świecił tak jasno, ajkby się niebo zapaliło. Poniżej najciekawsze fotki. Aparat Canon 350D + Kit/rybie oko Samynag 8mm.
  4. 24 punktów
    Ja też już w domku, od godziny 16 Droga powrotna szybka i przyjemna, ale już po drodze zacząłem tęsknić za Zatomiem Dziękuję za kolejny super zlot, pogoda jak na krajową średnią w tych dniach dopisała i tak fenomenalnie. Do zobaczenia w kwietniu! M31, Samyang 135, QHY163M, 2h LRGB, Zatom
  5. 23 punktów
    Cieszą mnie nowe astrozabawki. Tak już mam – lubię testować i sprawdzać możliwości różnych tub, lornet i okularów; czasem zostają ze mną na dłużej, niekiedy pozbywam się ich po kilku obserwacjach. * Niektóre kupuję w konkretnym celu (SCT 8" na wypad pod południowe niebo, do RPA), a część z czystej ciekawości, niekiedy pomieszanej z odrobiną przekory. Taka sytuacja miała miejsce gdy "bawiłem się" achromatem 150/750 – sprzętem raczej niedocenianym, a nawet dyskwalifikowanym (łeee, ten okropny fiolet, kup mniejsze ed/apo albo duże lustro...). Doświadczenia z "szerokopolowymi" obserwacjami (opisane tutaj) były jednak na tyle dobre, że postanowiłem wrócić do tematu, tym razem z niutkiem GSO 200/800. W jego przypadku wątpliwości było więcej – światłosiła f/4 masakrująca okulary, spore LW (obstrukcja), konieczność perfekcyjnej kolimacji i zachowania osiowości układu itd. Zaryzykowałem jednak, a dodatkowym bodźcem była naprawdę okazyjna cena za praktycznie nową i prawie nieużywaną tubę z pełnym osprzętem. Po zakupie doszedł dylemat odnośnie montażu - HDAZ byłby najlepszy, ale szybko zniknął z giełdy, więc może spróbujmy z AZ5? Tak, wiem, stabilność słaba, a drgania przy wyższych powiększeniach mogą doprowadzić do szału, ale ja przeca chcę szerokich pól z minimalnymi powerkami. Więc chyba się nada? Po dwóch sesjach powiem tak: możliwości, wygoda użytkowania, mobilność – w stosunku do zainwestowanych środków – nie do przebicia. Przygotowania do obserwacji to góra 3 minuty, a co potrafi osiem cali pod ciemnym niebem? Nooo, potrafi sporo. Owszem, są wady: "podręcznikowa" koma (szczególnie wyraźna w ES-ie 14 mm o polu 100 stopni – ale zainwestuję w korektor i się zobaczy), trudności w obserwacji okolic zenitu (tuba ociera się o nogi statywu) i tuż nad horyzontem (tu z kolei opiera się o podstawę głowicy montażu), ale generalnie jest dobrze. Wystarczy przecież poczekać chwilę, aż obiekt nieco się podniesie/obniży. First light zestaw zaliczył w Beskidzie Niskim, w okolicy miejscowości Wapienne. To piękna okolica (Magurski Park Narodowy plus urokliwie położone cmentarze wojskowe z I wojny) i fajne niebo, zepsute jedynie od północnego zachodu łuną od Gorlic. Nocka z 26/27 sierpnia według prognoz miała być przyzwoita – i taka też się okazała. Około północy po wieczornych, burzowych chmurach nie został nawet ślad (choć co jakiś czas horyzont rozświetlały odległe błyskawice), wiatr się uspokoił, temperatura oscylowała wokół przyjemnych 15 stopni, a i wilgotność nie była jakaś tragiczna – choć w trakcie trzygodzinnej sesji musiałem "odparować" lusterko wtórne, ogrzewając je dłońmi. No cóż – w końcu ośrodek był położony w dolinie potoku Wapienka... A co wziąłem na warsztat? Ano, obiekty o sporych rozmiarach kątowych (cóż za zaskoczenie, prawda?). Na pierwszy strzał poszła Ameryka Północna (NGC 7000) i Pelikan (IC 5070). W wyciągu wylądował Maxvision 24 mm i Ultrablock; ten zestaw dał mi prawie dwa i pół stopnia nieźle skorygowanego pola widzenia (przy idealnej pod ciemnym niebem źrenicy wyjściowej 6 mm), a stary, dobry Orion (jeszcze made in Japan) kapitalnie wyciągnął obiekty z tła. Owszem, często obserwowałem je z użyciem dużego lustra, ale nigdy w całości, zawsze po kawałku. Nie mówię, że było źle – bo taki Cygnus Wall w dwunastu calach naprawdę daje radę, ale dopiero teraz obie mgławice pokazały swój, hmm, ogrom i majestat. Podobnie rzecz miała się z Veilem – duże apertury ukażą sporo detalu, ale jeszcze fajniej jest widzieć Miotłę Wiedźmy i Trójkąt Pickeringa w jednym polu, a Wschodni Welon z odpowiednim jego zapasem. W ich przypadku zmieniłem oczywiście filtr na jedynie słuszny - czyli Astronomika OIII. Sympatyczny okazał się też Crescent (NGC 6888) – w powiększeniu 33x to malutki łuk, niedomknięty na obwodzie i bez śladu wewnętrznych włókien. Fantastycznie zaprezentowały się ciemne mgławice pomiędzy Denebem a Cefeuszem, z Barnardem 168 na czele. Podążając za tym ciemnym, postrzępionym na krawędziach pasmem, dotarłem do mgławicy Kokon (IC 5146). Nie będę ubarwiał – bez filtra nic nie zobaczyłem; pomógł dopiero niezawodny Ultrablock – po jego wkręceniu wyskoczyła subtelna, owalna mgiełka, wkomponowana pomiędzy dwie słabe gwiazdki. Niestety, polepszenie widoczności mgławicy odbyło się kosztem ciemnotki – obserwacje Barnardów i korzystanie z filtrów mgławicowych nie idą jednak w parze. Filtr UHC (habety chwilowo nie mam) lubi za to Kalifornia (NGC 1499), która koło trzeciej nad ranem wzniosła się już na sensowną wysokość. Taaak, to było to – o ile używając Taurusa musiałem poruszać tubusem, by wyłapać granicę pomiędzy pojaśnieniem NGC 1499 a tłem nieba, to szerokie pole oferowane przez GSO nie pozostawiało wątpliwości, gdzie zaczyna się i kończy mleczna poświata mgławicy. Skoro była Kalifornia, to i pobliskie Plejady (M 45) musiały wpaść w okular. To był dopiero odjazd – gromada wreszcie nie dusiła się we własnym sosie, tylko wraz z mgławicą Merope zmieściła się w polu widzenia z odpowiednim zapasem. Zahaczając o M33 (z widocznym bez problemu zarysem ramion spiralnych) dotarłem do Królowej i jej świty, czyli M 31. To też był strzał w dziesiątkę – emka rozpychała się poza diafragmę okularu, oba ciemne pasy pyłowe były na swoim miejscu (choć ten zewnętrzny dość słabo widoczny), a i pojaśnienie skatalogowane jako NGC 206 nie stanowiło problemu. Co tam jeszcze? No tak, stwierdziłem, że w małych powiększeniach pięknie prezentuje się parka NGC 6939/6946, ulotne, skrzące się delikatnym blaskiem gromady otwarte NGC 6791 w Lutni czy NGC 188 w Cefeuszu i – o dziwo – małe planetarki: dawno nie widziałem tak intensywnego koloru w NGC 7662, a niewielki, choć nader wyraźny Messier 57 wręcz gubił sie w mrowiu gwiazd. To była bardzo udana sesja; co prawda "zaliczyłem" raptem kilkanaście obiektów, za to poświęciłem im naprawdę sporo czasu. Zresztą, ostatnio łapię się na tym, że zamiast uganiać się po niebie za egzotykami, względnie bić rekordy w ilości złapanych deesków, po prostu cieszę się klasykami, przez długie minuty kontemplując ich piękno. Co gorsza, coraz częściej zdarzają się też przestoje, czyli momenty gołoocznego wpatrywania się w niebo... Co tu dużo mówić - starość, kuźwa, starość nadchodzi... * wierny pozostanę tylko Taurusowi 300/1500 (którego nie pozbędę się za żadne skarby)
  6. 21 punktów
    Jedna z najpiękniejszych mgławic z katalogu Van den Bergha oznaczona numerem 141 ( także Sharpless 136) w Cefeuszu. Zwracam Waszą uwagę na globulę Boka w prawym "skrzydle" ducha. Setup: Takahashi FS 128, Atik One 9M na ASA DDM 60 , Nieguidowane. L: 40x600 sekund, kolor 6x600 na każdy kanał . Brok, sierpień 2017.
  7. 20 punktów
    W dniach 16-20 września 2017 roku tuż przed wschodem możemy obserwować kosmiczny taniec Księżyca, Regulusa i trzech planet. Pogoda nie dawała większych nadziei na obserwację, ale czujnym trzeba być Ok. 4 rano padał u mnie jeszcze deszcz i niestety zamknąłem oczy. Niestety, bo kiedy żona obudziła mnie kwadrans po piątej po chmurach śladu nie było a spojrzenie w okno spowodowało szybsze bicie serca. Sprzęt był przygotowany, więc w 4 minuty znalazłem się w samochodzie i podjechałem kilka km za miasto. Już niestety świtało, ale udało się 18 września 2017, godzina 05.33, EOS5D, ISO100, f/4, 0.8s, 73mm
  8. 20 punktów
    Kolejny wakacyjny kadr obejmuje obszar Łabędziego brzucha i szyi - od gwiazdy Sadr do mgławicy Tulipan. W środku błyszczy Crescent. Całość tonie w wodorowej czerwieni, bo oprócz RGB materiał został jeszcze wzbogacony wąskimi pasmami. Nie spodziewałem się zbyt wiele po naświetlaniu Oiii, ale oprócz wyraźnego Crescenta i ledwo widocznego środka Tulipana w paśmie Oiii dodatkowo wyskoczył fajny łuczek słabo widoczny nieco poniżej środka kadru. Żadnej katalogowej mgławicy tam nie zidentyfikowałem, więc najprawdopodobniej skieruję w to miejsce mój pełnowymiarowy zestaw, żeby sprawdzić co to za tlenowiec się tam kryje Materiał zebrany w sierpniu 2017 w miejscowości Anticiana w Toskanii. Samyang 135/2, QHY163M, Smart EQ Pro. Po 150 minut Ha i Oiii w klatkach 5 minut, oraz po 24 minuty RGB w klatkach po 2 minuty. Dodatkowo poświęciłem jeszcze trochę czasu na próbę wymazania gwiazd z kadru, żeby bardziej uwidocznić schowane struktury mgławicowe. Było to dość trudne zadanie, bo gwiazdy dominują w tej części nieba, ale jakoś tam się udało i można zobaczyć jak sobie Crescent wisi wśród morza wodoru i tlenu, a tlenowy szmajs prezentuje się wyraźniej: I jeszcze wersja z wąskopasmowymi białymi gwiazdkami - jest ich mniej i są mniejsze, ale bez koloru. Taki kompromis
  9. 19 punktów
    Dziękuję za świetną atmosferę i fantastyczne niebo!
  10. 19 punktów
    Oto moje zwięzłe zeznania obserwacyjne ze zlotu dla nieobecnych nieszczęśliwców. Czwartkowa przejrzysta nocka była naprawdę fajna. Przejrzystość powietrza jak na Zatom bardzo dobra. Miałem kolejną okazję obejrzeć mgławice w Delcie Extreme 10,5x70 qbanosa z wkręconymi filtrami UHC Lumicona. Najlepiej wyglądał Veil Wschodni. Właściwie dostrzegalne były już pokrzywione krawędzie łuku mgławicy na granicy z tłem nieba - po obwodzie mgławicy, czyli można powiedzieć, że widać już struktury. Veil przy 52Cyg także był widoczny, nawet bez zerkania, tylko że dużo słabiej. Obie części mieściły się jeszcze w polu tej lornetki. Ciemne niebo, bardzo dobra przejrzystość i położenie obiektu blisko zenitu pozwoliły tym filtrom na pokazanie chyba pełnych możliwości. Nie mam pewności tylko czy dostrzegłem Trójkąt Pickeringa, ale też zdawało mi się, że go widziałem. Te filtry i lornetka z dużą źrenicą to idealne połączenie. O tym, że Ameryka i Pelikan świeciły jeszcze bardziej kontrastowo też warto wspomnieć. Kształty mgławic doskonale rysowały się na tle czerni. Ciężko tylko omiatać ten rejon na statywie w zenicie, bo tutaj trzeba już przesuwać lornetką by obejrzeć całość. W każdym razie kontrast jasne/ciemne robił wrażenie. Próbowaliśmy też z Mgławicą Półksiężyc, jednak bez przekonania. Ona potrzebuje OIII jednak, no i ciut większej aperturki. Fajnie wyskakiwała też M57 z tła. Z kolei na M27 jakoś specjalnie nie potrzeba używać tych filtrów, powiedziałbym nawet, że bez nich okolica + mgławica sprawia ładniejsze odczucia wizualne. M27 i tak jest jasna, przygaszenie gwiazd niewiele tutaj daje. Trochę podobnie wg mnie było z mgławicami w Strzelcu. M17 (Łabędź) + M16 (Orzeł) w jednym kadrze i tak bez filtra są bardzo dobrze widoczne. Kształt Łabędzia widać zarówno bez jak i z filtrami. Z kolei M8 (Laguna) już przyjemniej kontrastowała z tłem niż powyższe. Niestety była już nisko i być może nie pokazała pełnej klasy. I dalej M20 (Koniczyna) podobnie jak M17 i M16, zarówno z UHC jak i bez - obraz bardzo fajny. Także dzięki Kuba za udostępnienie lornety, bo w Bieszczadach trochę na wariata oglądaliśmy. Miałem dużo czasu na powolne naświetlanie siatkówy i wyciśnięcie ile można z oczu. Omiatanie nieba moim Nikonem też było. Super widoczny B168 z M39 w zenicie jak zwykle kazał nam się gimnastykować. Paru astrofociarzy też przyznało, że dostrzegalny jest Veil Wschodni bez filtrów w 10x50. Wystarczy na spokojnie podejść, dograć ostrość i rozstaw okularów i chwilę się wpatrzeć. Oglądactwo zakończyłem gdzieś zaraz po północy, jak zwykle skakaliśmy od obiektu do obiektu i sporo eMek padało jedna po drugiej no i to omiatanie Kasjopei, nigdy się nie znudzi. Niestety zapomniałem tej nocy o tym, że miałem przecież spróbować w lornecie qbanosa z Sercem i Duszą, porażka - myślę, bo prognozy nie dawały już specjalnie szans na obserwy na tym zlocie. Jednak w piątek wieczorem stał się cud Na jakieś 2h ciemnej nocy wyczyściło się dokładnie tak samo jak było w czwartek. Z grupką osób, w tym też astrofociarzy jeszcze raz oglądaliśmy mgławice przez Deltę 10,5x70 z Lumiconami. Wszystko jak noc wcześniej, ale nie zapomniałem tym razem o Sercu i Duszy. Mgławica Dusza była w tym zestawie widoczna bez żadnego zerkania jako duże jajowate pojaśnienie, zaś Serce jako kilka pojaśnień o nieregularnym kształcie. Tak więc UHC jak najbardziej dały radę. Po tym pokapowałem się, że przecież jeszcze Packmana można spróbować. Obiekt banalny, co każdy potwierdził. Z łatwością widoczna jasna plama na tle nieba. Szkoda, że Helix był jeszcze za nisko, oglądactwo nie trwało długo, bo przylazła okazała mgła i chmurwy i wszystkie astroludki udały się na ognisko. Może dla kogoś kto nie był wydaje się, że to niemożliwe, że mieliśmy warunki obserwacyjne, a jednak, mało tego przejrzystość była wtedy jak na Zatom naprawdę dobra. Jedynie żałuję, że nie obejrzałem Oriona oraz Kaliforni w Delcie z UHC. Jestem ciekawy czy by pogorszyła, czy polepszyła M78, no i oczywiście co by zrobiła z M42. No i pewnie eksperymentalnie z Płomieniem, Głową Czarownicy, hehe a może i pętlą Barnarda. Jeśli zlot wiosenny by był w marcu to super by było jakbyś Kuba zabrał Deltę i szkiełka. Nie zabrakło też zlotowego chili od kennego, prelekcje ciekawe, dużo grzybów i oczywiście integracja. Szkoda, że trzeba było naprawdę uważać (w przypadku wizualowców) na świecące się całą noc latarnie. O ile jak ktoś obserwował spod Pyry to był zasłonięty, ale na polu, za świetlicą latarnie były widoczne i choćbyś się człowieku pilnował to i tak kątem oka spojrzysz czasem. Byłoby super, gdyby jednak coś w tym temacie podziałać na przyszłość. Na zlocie brakowało też pełnego składu stałej ekipy z Pyry 5, a także Słońca za dnia. Było trochę szaro i ponuro przez to. Mimo to naprawdę można było poobserwować w czwartek i 2h w piątek więc paradoksalnie jak zawsze można stwierdzić, że pogoda dopisała. Do następnego.
  11. 18 punktów
    NGC 6934 Mały Delfin Na południe od konstelacji Łabędzia, pomiędzy Orłem i Pegazem, świeci niewielki, choć charakterystyczny gwiazdozbiór Delfina. Jego najjaśniejsze gwiazdy tworzą kształt, który przy odrobinie wyobraźni możemy skojarzyć z podobizną Ludwika Burbona, delfina Francji, księcia Burgundii zwanego Małym Delfinem[1]. W razie kłopotów, pomocny może okazać się jakiś Anglik ;-). Tymczasem, bądźmy szczerzy, o wiele celniejsze wydaje się wyobrażenie starożytnych Greków, którym wspomniany układ gwiazd przypominał sylwetkę sympatycznego ssaka wyskakującego ponad powierzchnię morskiej toni. Pod delfinim ogonem, w odległości około 4° od gwiazdy epsilon Del, lśni przedstawicielka jednych z najstarszych obiektów Drogi Mlecznej – gromada kulista NGC 6934. Źródło: IAU, https://www.iau.org/static/public/constellations/gif/DEL.gif H I.103 Nocą 24 września 1785 roku niebo nad południową Anglią musiało być względnie wolne od chmur. Na zachód od Londynu, w miasteczku Slough, William Herschel cieszący się już wówczas sławą i uznaniem, które zyskał dzięki odkryciu Urana, prowadził kolejną sesję przeglądu nieba. W okularze bez mała 19-calowego teleskopu, w 157-krotnym powiększeniu[2], dostrzegł światło nieznanego obiektu. Korzystając z odwiecznego przywileju odkrywców, nadał mu nazwę H I.103. Very bright, large, gradually much brighter in the middle. Easily resolvable. Beautiful object.[2] Powyższa, pochodząca z Catalogue of a Second Thousand of new Nebulae and clusters of Stars charakterystyka, sugeruje że Herschel powinien był domyślić się prawdziwej natury odkrytego obiektu. Tymczasem gromada została przypisana do obiektów I klasy – jasnych mgławic – do której zaliczył również część odkrytych przez siebie galaktyk. Wyjaśnienia należy szukać w znaczeniu słowa resolvable, które wówczas było nieco inne niż obecnie – już obserwacja kilku składników uzasadniała taki opis, co najwyraźniej miało miejsce w przypadku H I.103. Mimo tego, Herschel podejrzewał, że w istocie są to gromady gwiazd, które ze względu na ograniczenia ówczesnych instrumentów obserwacyjnych, nie ujawniają prawdziwego oblicza. Obecnie wiemy, że H I.103 to odległa od Słońca o 15.6 kpc[3] (około 51 tyś. lat świetlnych) gromada kulista powszechnie znana jako NGC 6934, ale też Caldwell 47. Gromada jest umiarkowanie skoncentrowana (VIII klasa koncentracji), na niebie zajmuje obszar o średnicy 8.4' i świeci z jasnością 8.83 mag[4]. Ad oculos Odszukanie gromady nie powinno przysporzyć problemów, wszak prowadzi do niej wiele gwiezdnych ścieżek. Sugeruję tę najbardziej oczywistą, z punktem początkowym we wspomnianym już delfinim ogonie – epsilon Del. Podążając w kierunku południowo-zachodnim, po przebyciu 4° 30', natrafimy na dość charakterystyczny układ czterech gwiazd przypominający trapez równoramienny. Nasz cel znajduje się 30' powyżej jego najkrótszego boku, nieopodal gwiazdy o jasności 9.2 mag (mapka). Alternatywnie, gromady należy szukać w rejonie symetralnej odcinka wyznaczonego przez gwiazdy beta Aql oraz theta Agl, w odległości niespełna 9° w kierunku wschodnim. Źródło: Własne; na podstawie Cartes du Ciel NGC 6934 jest dość uniwersalnym obiektem, widocznym w większości instrumentów obserwacyjnych. Poza miastem warto spróbować obserwacji przez lornetkę 10x50 – gromada ukaże się wówczas jako niewielka, okrągła mgiełka przyklejona do pobliskiej gwiazdy. W dobrych warunkach, pod ciemnym, wiejskim niebem powinna być dostrzegalna w jeszcze mniejszych aperturach i powiększeniach. Jak donoszą inni obserwatorzy, kluczowym czynnikiem podczas obserwacji tego obiektu, jest dobra przejrzystość powietrza. W 8-calowym teleskopie, powinniśmy zaobserwować znamiona ziarnistości, jaśniejsze jądro, a także najjaśniejsze składniki, potwierdzające że mamy do czynienia z gromadą gwiazd. W większych aperturach możemy pokusić się o próbę rozbicia centralnej części gromady. Na zakończenie zapraszam do podziwiania NGC 6934 na zdjęciu wykonanym w 2010 roku przez jeden z najpotężniejszych instrumentów obserwacyjnych jakim dysponuje człowiek – Kosmiczny Teleskop Hubble’a. Miriady majestatycznych gwiazd, których widok brutalnie odziera z poczucia wyjątkowości, pozostawiając wrażenie dyskomfortu i pytania, na które nie znamy odpowiedzi. Źródło: HST, https://cdn.spacetelescope.org/archives/images/screen/potw1023a.jpg A zatem, w najbliższą pogodną noc, odszukaj gwiazdozbiór Delfina wraz z gromadą NGC 6934, a następnie daj znać jak poszło! --- [1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Ludwik_Burbon_(książę_Burgundii) [2] https://archive.org/details/scientificpapers032804mbp [3] https://www.physics.mcmaster.ca/~harris/mwgc.dat [4] http://spider.seds.org/spider/MWGC/n6934.html
  12. 18 punktów
  13. 18 punktów
    Pierwszy wieczór był w kratkę, ale to nieważne, bo pierwsza noc jest bombastyczna
  14. 18 punktów
    Obserwacje obserwacjami ale jak jest się na urlopie dobrze jest wstać o 6 i wyruszyć z aparatem na łowy
  15. 18 punktów
    Byłem ciekawy jak wyjdzie ta jedna z najbardziej znanych gwiazd podwójnych przy ogniskowej 3,5 metra i pikselu 2,4um Szału nie ma ale tragedii też nie Niby nic wielkiego ale zdjęcie ma swój urok. Teleskop Quartz D-K 190/3570 na EQ6 Luminancja - ASI 178 MM-C (klatki po 7 sekund) Kolor - ASI 178 MC (klatki po 10 sekund)
  16. 17 punktów
    Potwierdzam. Do 3 było super. Na Plejadach niestety przyparowało szkiełko.
  17. 16 punktów
    I z ostatniej chwili... Padało (żeby w nocy mogły ścwiecić gwiazdy). I nie wszyscy się zmieścili
  18. 16 punktów
    Nocka obserwacyjna udana, liczymy na kolejną
  19. 16 punktów
    Na tegoroczny urlop w Bieszczadach jechałem ze sporymi nadziejami. Liczyłem oczywiście na dobrą pogodę, lepszą niż w ubiegłym roku (gdy właściwie tylko jeden wieczór był „bieszczadzki”) a zwłaszcza na zażegnanie astro-kryzysu, który dopadł mnie jakoś rok temu i nie chciał za żadne skarby odpuścić. Nie będę was trzymał w niepewności i od razu zdradzę, że oba cele udało się osiągnąć. Chcecie wiedzieć jak do tego doszło? Przełęcz Wyżna – 14/15.08 i 15/16.08 Pierwsza okazja do spojrzenia w niebo nadarzyła się w poniedziałek, 14 sierpnia. Księżyc wschodził koło 23, więc czasu na obserwacje było prawie dwie godziny (nazajutrz oczywiście trochę więcej, ale summa summarum zwinąłem się o podobnej godzinie). Jako miejscówkę wybrałem parking na Przełęczy Wyżnej. Co tu wiele mówić – tamtejsze niebo zapiera dech w piersiach. Droga Mleczna rozciąga się od horyzontu do horyzontu, wręcz razi w oczy swoją jasnością. Gdyby jeszcze ktoś wstrzymał ruch drogowy, tudzież zabrał turystom schodzącym po zmroku z Połoniny Wetlińskiej białe latarki byłoby perfekcyjnie Ciemniejące niebo nad Połoniną Wetlińską Warunki podczas obu nocy były bardzo dobre, choć pierwszej przejrzystość powietrza była troszeczkę lepsza, momentami podwiewał też wiatr ze wschodu. Co ważne, nie było absolutnie żadnych problemów z wilgocią (wysokość 872 m.n.p.m. robi jednak swoje). Obserwowałem przez lornetę Leidory 22x100. Co zatem udało mi się zobaczyć podczas tych dwóch nocek? Zacznijmy od północy. Leżąca blisko Polaris stara gromada NGC 188 (C1) zaprezentowała się całkiem przyjemnie – duży, blady placek, z którego wybijały się nieśmiało pojedyncze gwiazdki. Będąc w Cefeuszu nie sposób nie zajrzeć do parki NGC 6939 - NGC 6946. Gromada i galaktyka wyglądały pięknie, NGC 6939 była jasna i wyraźnie mrowiła, leżąca obok Galaktyka Fajerwerk pozostała okrągłą mgiełką. Spojrzałem też na leżącą niedaleko Mgławicę Irys (NGC 7023, C4). Tutaj była widoczna jedynie blada, ulotna poświata dookoła gwiazdki centralnej na prawie bezgwiezdnym tle. Na gorszym niebie może być to dość problematyczny cel. Pogranicze Łabędzia i Cefeusza Prawdziwy opad szczeny powodowały Chichoty, kipiące jasnymi gwiazdkami, do tego na niespotykanie ciemnym tle (cóż, to w końcu Bieszczady). Bardzo ładnie wyglądała też M51 z NGC 5195, zerkaniem dostrzegalny był nawet zarys południowego ramiona eMki i „mostu” łączącego obie galaktyki. Obejrzałem oczywiście także gromady w Kasjopei (tutaj najładniej wyglądała NGC 7789), ogromną M31 z sąsiadkami i M33. Operowanie dużą lornetką na statywie w okolicach zenitu nie należy do przyjemności, dlatego obserwacje w tym rejonie ograniczyłem w zasadzie do wyłapania M57 z majaczącym pociemnieniem centralnym oraz bardzo jasnego i mięsistego wschodniego Veila. Schodząc niżej upolowałem niezbyt efektowną gromadę NGC 6802 (niewielkie pojaśnienie migoczące słabymi gwiazdkami), leżącą przy wschodnim ramieniu widocznego bezproblemowo gołym okiem Wieszaka. Lekki szok przeżyłem kierując lornetkę w stronę „E” Barnarda w Orle (Barnard 142 – 143). Pod tak świetnym niebem w pierwszej chwili nie da się dostrzec znanego kształtu, zamiast tego wychodzi bardzo rozbudowana plątanina ciemnych pasm, najbardziej po północnej, niesamowicie gęstej stronie mgławicy. Coś pięknego! Kilka ciemnotek wyłapałem także w okolicy M11. Od północy bez problemu widoczny był olbrzymi (3 – stopniowe pole widzenia było stanowczo za małe) Barnard 111, centralnie pod gromadą łatwo dało się zauważyć ciemniejszy kleks Barnarda 112. Nieco na lewo od niej świetnie widoczna była pionowa szrama, najwyraźniejsza w północnej części (B115 – B114). Pod charakterystycznym czworobokiem, do którego lewej strony przylega gromada majaczyła dość ulotna pozioma smuga, którą zidentyfikowałem jako B318. źr: Aladin Lite Zjeżdżając niżej wpadały ułożone niemal w rządku: otwarta M26 i nieco mniejsza kulista NGC 6812, dalej mgławicowata M16, następnie ogromna M17 (z dostrzegalnym bez problemu kształtem łabędzia) i prawdziwy hit – M24. Muszę przyznać, że widok gwiezdnej chmury zwalił mnie z nóg, wyglądała całkiem inaczej niż widywałem ją do tej pory. Niesamowicie jasny i rozległy obłok od południa ostro graniczył z ciemnym obszarem, dwa Barnardy tworzące „oczy” (B92 i B92) były bardzo wyraźne, wręcz czarne. Leżący po lewej większy Barnard 307 był nieco bardziej szarawy, świetnie wyglądał też długi i wąski Barnard 304. Wspaniały widok! źr: Aladin Lite Trio M8-M20-M21 było równie fantastyczne. W centrum gigantycznej Laguny świeciła urocza gromada NGC 6530, Trójlistna, już przy patrzeniu na wprost, ukazywała słabszy obłoczek nad główną częścią, jasna gromada M21 pięknie wybijała się z końca łańcuszka kilku gwiazdek. Kontynuowanie jazdy w dół uniemożliwiły rosnące blisko drzewa, ale spokojnie – te rejony też doczekały się na swoją kolej (o czym za chwilę). Kolejna noc również była bezchmurna, jednak zmęczony i lekko przeziębiony zdecydowałem się ją przespać – zwłaszcza, że nazajutrz rozpoczynał się zlot w Roztokach. Roztoki Górne – 17/18.08 i 18/19.08 Czwartkowy wieczór od początku był pogodny, uzasadnione były zatem moje nadzieje, że warunki będą równie dobre jak podczas dwóch pierwszych nocy obserwacyjnych. Jak się jednak okazało masakryczna wilgoć trochę ubiła przejrzystość powietrza (szczególnie w drugiej części nocy), mimo to nie można było za bardzo narzekać – bieszczadzkie niebo i tak zachwycało, nie było to jednak maksimum. Większość wizualowców rozstawiła się przy drodze prowadzącej do ośrodka, na początku padały głównie letnie klasyki (choć wynalazki w stylu Palomara 9 też się pojawiały). Dość szybko problemy zaczęła stwarzać wspomniana już wilgoć, po jakiejś godzinie obiektywy mojej setki był kompletnie zaparowane (później, po odparowaniu w samochodzie, podały się już po… 10 minutach). Nie pozostawało więc nic innego jak tylko przyjęcie taktyki „na sępa”, zwłaszcza że tuż obok stały świetne lornety: TS Marine 22x85 Grześka i Argus 25x100 Łukasza. Niebo nad Cichą Doliną Hitem nocy były zdecydowanie widoki przez nasadkę bino od Denkmeiera (należącą do Dominika) w Taurusie 12”. Trochę zostało już na jej temat powiedziane, więc ograniczę się do stwierdzenia, że na temat widoków M27 czy Dzikiej Kaczki powinno się pisać poematy, okraszone obowiązkowo podwórkowymi zwrotami wyrażającymi zachwyt Kto nie widział – niech żałuje. Ogólnie padało trochę planetarek (mi najbardziej do gustu przypadła NGC 246, bez problemu pokazująca tarczkę w powiększeniu 20x z hakiem), jesienne klasyki w stylu Galaktyki Rzeźbiarza (NGC 253, spaskudzonej jednak nieco przez warunki nisko nad horyzontem), udało mi się także omieść gromady we wschodzącym Woźnicy (wykorzystując chwilę po odparowaniu lornetki). Z czasem z pola walki odchodziło coraz więcej zlotowiczów, najwytrwalsi zwinęli się razem z astrofociarzami koło 3:00, wtedy też i ja odjechałem do Cisnej. ---- Pogoda w piątek była dobra – przez większość czasu było słonecznie, choć po niebie snuło się momentami sporo chmur, głównie cirrusów. Lekki niepokój wzbudzał fakt, że późnym popołudniem i wieczorem niebo było nadal w większości zasnute białym pierzem. Gdy jechałem do Cichej Doliny (koło 19:40) zanosiło się jeszcze na kompletną porażkę. Na szczęście gdy się ściemniło chmury odeszły odsłaniając piękne niebo, dużo bardziej przejrzyste niż w czwartek. Arktur podświetlający rozchodzące się cirrusy Zniechęcony problemami, jakie stwarzała wilgoć poprzedniej nocy, postanowiłem nie wyciągać z samochodu nic poza lustrzanką. Wieczorem koło ośrodka kręciło się naprawdę bardzo dużo postronnych osób, toteż obserwowaliśmy z nieco bardziej ustronnego miejsca, po drugiej stronie budynku. Przez większość czasu spoglądaliśmy przez 13-calowego Taurusa Mirka, o tym co obserwowaliśmy możecie przeczytać w jego relacji. Ze swojej strony dodam, że Veil nokautował każdego kto zbliżył się do okularu, pocętkowana M82 również wyglądała świetnie. Korzystając z Nikonów 10x50 i 8x42 (bardzo fajne powiększenie do długich obserwacji z ręki) omiataliśmy wiele gromad otwartych, zaczynając od wiszących w rejonie Trójkąta Letniego, poprzez bardziej jesienne (NGC 457 czy NGC 7789), na Woźnicy (urocza NGC 1893 pod „drabinką”) i Hiadach kończąc. Bieszczadzkie niebo zachwycało także bez użycia żadnego sprzętu. Wiele Deesów było bez najmniejszego problemu widocznych gołym okiem (np. NGC 7000), jednak bank rozbiła M31, której dysk rozciągał się chyba na ponad dwa stopnie (ciągle mówimy o obserwacjach gołoocznych) – coś fenomenalnego! Przez obie noce pojawiały się także jasne Perseidy (niektóre zostawiały wyraźne ślady). Kolejne dwie noce były pochmurne – w sobotę w ciągu dnia było co prawda bardzo ładnie (prawie bezchmurnie), ale front atmosferyczny, który nadszedł wieczorem pogrzebał wszelkie plany. Pogoda w niedzielę była już fatalna, tak samo noc. Poniedziałek przyniósł znaczącą poprawę – zachmurzenie ciągle spadało, wieczorem było już czysto. Warunki zapowiadały się świetnie, więc koło 20:00 ruszyłem do Roztok, zwłaszcza że zaplanowaliśmy wcześniej z Mateuszem i Przemkiem obserwacje na przełęczy. Przełęcz nad Roztokami – 21/22.08 Nie będę ukrywał, że ostrzyłem sobie zęby na tę miejscówkę od kiedy pierwszy raz o niej usłyszałem. Południowy horyzont z przełęczy (801 m.n.p.m.) jest całkowicie otwarty i zupełnie pozbawiony jakichkolwiek łun, większa wysokość oznacza też lepszą przejrzystość i mniejsze problemy z wilgocią. Przełęcz nad Roztokami - widok na południe Jak wspomniał w swojej relacji Mateusz, oprócz 22x100 zabrałem także SkyMastera 20x80 (jako rodzaj zabezpieczenia gdyby większa lornetka znów zaparowała). Obserwacje zaczęliśmy od Saturna, wiszącego na jeszcze dość jasnym niebie. Stosunkowo mały kontrast między planeta i tłem umożliwił dostrzeżenie przerwy między pierścieniami a tarczą, widoczny był także pomarańczowy Tytan. Po chwili w okulary lornetek wpadły M7 i M6, które najładniej prezentowały się w APMie 16x70 (wysoka jakość obrazu i pasujące jak ulał pole widzenia). Gdy ściemniło się do reszty postanowiłem wyłapać trochę kulek w Strzelcu. Najpierw obejrzałem jasne i przyjemne: M54, M55, M70 i M75. Później złapałem dużo mniejszą, ale również jasną NGC 6522 (trochę podobna do NGC 6812 w Tarczy), koło olbrzymiej M22 wpadła natomiast niepozorna NGC 6642, mocno kontrastująca ze swoją potężną sąsiadką. W międzyczasie wilgoć pokryła obiektywy setki, więc przeładowałem statyw sadzając na nim 20x80. W druga noc zlotową planowaliśmy popatrzeć na Sowę (M97) w dużym Newtonie, ale finalnie jakoś do tego nie doszło (gdy sobie przypomnieliśmy była już za nisko), postanowiłem zatem odwiedzić ten rejon. Planetarka pokazała bez problemu wyraźną, szarą tarczkę, blisko widać też było lekko podłużną galaktykę M108. źr: Aladin Lite Po drugiej stronie Wozu złapałem ulotną i trudniejszą M109, później rzuciliśmy okiem na M51, która pokazała ewidentnie podwójną strukturę już w 10x50. Później wpadły jeszcze kuliste: NGC 6229 w Herkulesie i NGC 6934 (C47) w Delfinie, fenomenalnie prezentowała się M31, której dysk rozciągał się na calutkie pole widzenia lornetki. Wyłaniające się zza drzew Chichoty czy M39 w jednym polu z B168 zapierały dech w piersiach. Gdy centrum Drogi Mlecznej schowało się za pobliski grzbiet górski spakowaliśmy się i zjechaliśmy do Cichej Doliny. W powietrzu wisiały dosłownie hektolitry wody, doskonale dało się to odczuć w oddechu zaraz po wyjściu z samochodu. Obejrzeliśmy w 11-calowym SCT z nasadką Denkmeiera kilka klasyków, później, właściwie na sam koniec, podczas omiatania nieba lornetami, wpadła bardzo wyraźna Mgławica Merope (NGC 1435). ----- Wypadałoby napisać jakieś słowo podsumowania, ale jak sklecić coś sensownego, gdy w głowie wciąż kłębi się tyle myśli, emocji, wciąż świeżych obrazów? Jak wrócić do rzeczywistości, gdzie nocne niebo nie jest czarne tylko szare? Jak wrócić do swoich codziennych zajęć gdy jeszcze tydzień temu było się w tak niesamowitym miejscu? To było pięć wspaniałych nocy. Jeśli jeszcze nie byłeś w Bieszczadach – przyjedź koniecznie. Nie będziesz żałować. Wszystkie zdjęcia: 25s, ISO 3200.
  20. 15 punktów
    17-09 - I zdjęcie zlotowe Tańcząc taniec anty-deszczu czekamy na obserwacje
  21. 15 punktów
    No i jeszcze parę fotek, które dotąd nie trafiły na forum. Fachowcy przy pracy - kamera "all sky" i stacja pogodowa w jednym. Jeden z najskuteczniejszych grzybiarzy zlotowych No i popracować od czasu do czasu ktoś musi Był sobie klon Dyskusje przy sprzęcie... Ostanie chwile przed powrotem. Coraz bardziej pusto - do wiosny
  22. 15 punktów
    No to ode mnie 10 zatomskich minut. Jedna klateczka bez zbędnej obróbki. (IC 1848 - Dusza fragment) Pozdrowionka dla Aliena.
  23. 15 punktów
    Cześć. Przedstawiam dwa materiały jakie udało mi się zebrać podczas urlopu sierpniowego na Mazurach. Miejscówka w miejscowości Śledzie. Gospodarstwo nazywa się Osada Śledzie - łatwo znaleźć w google. Polecam miejsce. Fajni ludzie którzy to prowadzą. Do dyspozycji mamy apartamenty - zależnie od mieszkania bilard. W każdym kominek. Warunki bardzo dobre. Oprócz tego jakby ktoś chciał trochę taniej i tuż nad jeziorem - domki holenderskie ale też jest ciepła woda, prysznic, wc, kuchnia. Oddzielna sypialnia z dwoma łóżkami. W głównym pomieszczeniu przyczep są kanapy więc nawet w 6 osób można zamieszkać. W miarę blisko od centrum Polski. Z Warszawy około 200 km. Do dyspozycji kajaki, łódki w cenie wynajmu. Zestaw: ASI 1600 MMc + TS APO 65Q Guider 160mm + QHY5II iOptron iEQ45 Foto 1 - Irys - NGC 7023 Baader Lrgb L - 70x300s RGB - 30x 120s Foto 2 - M31 Andromeda Baader LRGB L - 110 x 120sek RGB - 30 x 120sek
  24. 15 punktów
  25. 15 punktów
    15 sierpnia minął pod znakiem pięknej pogody, tak więc wieczorem zapowiadał się wyjazd na gwiazdy. Dwa niebezpieczeństwa tylko stały na przeszkodzie. Pierwsze to zbliżający się od zachodu wał chmur, a drugi to wschodzący około północy Księżyc. Jedyną szansą było wstrzelić się jakoś pomiędzy tych dwóch moich wrogów i porozkoszować się pięknym wiejskim niebem. Miejscówka tym razem nie daleko wsi Janków Zaleśny, wśród pół kukurydzy. Jadąc na miejsce widziałem Jowisza, chowającego się za jakieś nisko wiszące nad horyzontem chmury, nie był to zbyt dobry znak. Na samym początku po dotarciu na miejsce, szczekaniem przywitał mnie sarnik. Nie przejąłem się nim zbytnio, załączyłem muzykę z telefonu i rozpakowałem sprzęt. Troszeczkę przeszkadzał intensywny zapach środka, którym została spryskana kukurydza, a który służy do odstraszaniu dzików, które z kolei lubią żerować w kukurydzy. Mimo tego raz po raz przebijał się zapach świeżo skoszonej słomy i zaoranych pół. Bez wątpienia, ewidentny znak nadchodzącej nieubłaganie królowej wszystkich pór roku, jesieni. Jednakże mimo jej powiewów, było dość ciepło, około 15°C. Obserwacje rozpocząłem przed 22, od przeglądu zmiennych gołoocznych. Udało mi się jeszcze wyhaczyć nisko wiszącą nad horyzontem Delta Sco, świecącą nie co słabiej niż 2.1 mag, tak więc bez żadnych rewelacji u niej. Następnie za pomocą Celestrona 15x70 rozpocząłem wędrówkę po mirydach, po raz kolejny odwiedzając w tym sezonie R And, która osłabła już znacznie poniżej 8 mag. Jasno z kolei świeciła R Tri, która blaskiem dochodziła do 6 mag. To nie jest jeszcze szczyt jej możliwości, mimo wszystko bardzo ładnie prezentuje się na ciemnym niebie. Spośród innych miryd wyłapałem jeszcze wychodzące z minimum R Aql, świecącą z jasnością 9.2 mag i wreszcie, co jest też nie lada sukcesem dla mnie, R CVn, której jasność wynosiła tylko 10 mag. Najbardziej zachwyciła mnie jednak chi Cyg, nie tylko tym, że świeciła z jasnością 6.3 mag, ale przede wszystkim swoim otoczeniem, dosłownie istnie mrowie gwiazd, które zapierało dech w piersiach. Przeglądając mapki zmiennych zobaczyłem, że mam jeszcze mapkę, praktycznie nie obserwowanej przeze mnie gwiazdy EG And, zmiennej symbiotycznej typu Z And. Jak później sprawdziłem, do tej pory tylko raz oceniłem tą gwiazdę i to 8 lat temu, całkowicie o niej zapominając. Z czystej ciekawości skierowałem na nią moją lornetkę. Lecę gwiazda po gwieździe, patrzę a tu słynna Galaktyka Andromedy, M 31, a tuż pod nią jak na dłoni bez problemu widoczna wyżej wspomniana zmienna. Zachwyciła mnie tym swoim sąsiedztwem, a także łatwością w obserwacji, tak że myślę, że częściej będę ją obserwował. Poniżej wykres zmienności EG And z naszych polskich, rodzimych obserwacji: Po skończonym przeglądzie zmiennych przyszedł czas na DSy. Zacząłem od Smoka, tam w niedalekim sąsiedztwie M 81 i M 82 znajdowała się ostatnia z galaktyk, które mi zostały w tym gwiazdozbiorze z listy H 400, a mianowicie NGC 3147. Udało mi się ją zlokalizować w miarę szybko. W okularze ES 14 mm widoczna jako dość duża owalna mgiełka, nieco jaśniejsza w centrum. Tuż obok niej zidentyfikowałem jeszcze 2 inne galaktyczki, które nie należą do listy H 400: NGC 2985 i NGC 3027. Ta ostatnia była obiektem dość słabym, zlewającym się z tłem, widoczna dopiero po chwili wpatrywania się. Niedaleko M 52 dotarłem do gromady otwartej NGC 7510. Bardzo dobrze prezentowała się za równo w okularze Scoposie 30 mm i ES 14 mm, w którym to wyraźniej szło dostrzec 2 sznury gwiazd. Będąc w tym rejonie, zobaczyłem na mapie mgławice NGC 7635. Kompletnie nie wiedziałem czego się spodziewać, nawet tego, że to znana Mgławica Bąbel. Patrzę przez ES 14 mm, na parę gwiazd, jedną jaśniejszą drugą słabszą. Zaczyna wydawać się mi, że coś tam delikatnie majaczy, jakby delikatna mgiełka. W pierwszej chwili pomyślałem, że okular zaparował. Ale szybki test na innych układach gwiazd, sprawił, że odrzuciłem tą hipotezę. Im więcej się przyglądałem tej parze gwiazd, tym bardziej byłem pewien, że dostrzegam delikatną mgiełeczkę, bardzo ulotną, która zdaje się być, nieco bardziej rozciągnięta w pobliżu tej słabszej gwiazdy. W domu dopiero ostatecznie potwierdziłem, że udało mi się zaliczyć tą mgławice, a przy okazji obiekt który należy do listy H 400 II. Wędrując dalej przez Cefeusza dotarłem do NGC 7142, gromady otwartej, która nie była zbyt widowiskowa, z powodu wielkiej ilości gwiazd w jej okolicy. Znacznie lepiej zaprezentowała się po sąsiedzku mgławica NGC 7129, widoczna jako niewielka, trójkątna mgiełka, na podstawie którego leżała para gwiazd. Ostatnim moim przystankiem w tym gwiazdozbiorze był obiekt oznaczony na mapie jako NGC 40, ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że to bardzo łatwa i przyjemna w obserwacji mgławica planetarna. Mgławicę już bez problemu dostrzegłem przez Scoposa 30 mm. Jednak najlepszy widok zaprezentował się przez ES 8.8 mm. W centrum widoczna jasna i wyraźna gwiazda, otoczona równomiernie bladym halo. Przemieszczając się jeszcze dalej w kierunku północno wschodnim zawędrowałem do gwiazdozbioru Żyrafy. Trochę te rejony nie napawały mnie optymizmem, ze względu na brak jaśniejszych gwiazd, jak się okazało niepotrzebnie. Najpierw zahaczyłem o Kaskadę Kemble’a, piękny i łatwy w lokalizacji asteryzm, który doprowadziła mnie do gromady otwartej NGC 1502, która pięknie prezentowała się w Scoposie 30 mm. W centrum gromady para jasnych gwiazd, a po ich bokach rozchodzą się w trójkątne kształty słabsze gwiazdy. Całość przypominała mi ptaka w locie, który swoimi ognistymi oczami patrzył na mnie. Tuż obok bez problemu widoczna mgławica planetarna NGC 1501, której blady owal widoczny był już w Scoposie. Bardzo dobrze prezentowała się w większym powiększeniu. Zaskoczyła mnie swoją wielkością. Zbliżając się znowu do Wielkiej Niedźwiedzicy odnalazłem galaktykę NGC 1961, dość duży obiekt, ale słaby i zlewający się z tłem. Widoczna była dopiero po chwili wpatrywania się. Dużo lepiej zaprezentowała się NGC 2655. W ES 14 mm widoczna jako dość duża mgiełka z jasnym i wyraźnym jądrem. Tuż obok niej dostrzegłem z trudem nieco podłużną i zlewającą się z tłem galaktykę NGC 2715. Ostatnim celem w Żyrafie była galaktyka NGC 2403, galaktyka spiralna z poprzeczką, należąca do grupy galaktyk M 81. Bardzo ładna i przyjemna w obserwacji galaktyka, położona między dwoma jaśniejszymi gwiazdami, w centrum wydawała się jaśniejsza. Kasjopeja. Do tego gwiazdozbioru zrobiłem dziś moje 3 podejście, by zaliczyć wszystkie obiekty z listy H400. Za każdym razem okazywało się w domu, że gdzieś przeoczyłem jakąś mapkę i przez to pomijałem którąś z gromad. Taką właśnie gromadą była NGC 1027. Dość duża gromada, luźno rozrzuconych kilkunastu gwiazd. W centrum jasna, niebiesko-biała gwiazda. Bardzo dobrze prezentowała się też w ES 14 mm, chociaż tutaj zlewała się bardziej z otaczającymi ją gwiazdami. Właśnie w momencie obserwacji tej gromady, znad pola kukurydzy wyłonił się Księżyc, tym samym kończąc moje obserwacje DSów tej nocy. Chwilę wcześniej oceniłem jeszcze bardzo ciekawą zmienną R Aqr, która osłabła już po czerwcowy maksimum do jasności poniżej 9.1 mag. R Aqr oprócz tego, że jest mirydą to jeszcze dodatkowo jest gwiazdą symbiotyczną, a są poszlaki wskazujące, że w przeszłości była także gwiazdą Nową. Dodatkowo na stronie AAVSO pojawiła się prośba by w najbliższych miesiącach obserwować tą gwiazdę. Po spakowaniu sprzętu popatrzyłem jeszcze na niebo. Horyzont był wyraźnie już zakryty przez chmury. Miałem nadzieję wyłapać choć parę meteorów, ale tej nocy była chyba dość duża posucha, albo ja nie miałem szczęścia. Przez pół godziny ledwie 2 przeleciały przez moje pole widzenia. Po tej sesji zostało już mi tylko 5 obiektów do zaliczenia z listy H 400, 2 w Rybach i 3 w Rysiu. Jeśli wszystko się uda to we wrześniu myślę, że całą listę będę miał skompletowaną. Powyżej jeszcze wykres zmienności R Aqr z naszych polskich obserwacji
  26. 14 punktów
    Było to tak...poszliśmy nad jezioro, ni cholery nie mogliśmy francy znaleźć, pozostał spacer po lesie i grzybobranie. Kiedy wreszcie dotarliśmy nad wodę, krótkie spojrzenie i myk do domku
  27. 14 punktów
    To jedna fotka ode mnie:-)
  28. 14 punktów
    Klatki zbierane 30.08.2017r. Materiał dość trudny w obróbce ze względu na "paski" po hotpixel'ach. Heq5, Canon 350D, Pentacon 200 mm 25x400s ISO 800 F5.6 (przepalony środek - 17x30s ISO 6400 F5.6 ; Nikon D3200, Nikkor 55-200)
  29. 13 punktów
    Za pierwszy mój zlot 100krotne dzięki, zaprawdę nie spodziewałem się takiej otwartości ludzi i takiego psychicznego wypoczynku. Oby do następnego razu! Powrót do domu trudny, dlatego aby jeszcze myślami zlotu nie opuszczać upubliczniam swoje wypociny. SCT6", 90x 2min, coś trochę darków, coś trochę biasów, Nikon D7100, EQ3-2. Pozostałe dwa zdjęcia z ręki, żadne HEQ, NEQ, 1/100 i 1/400s, bez darków, flatów, biasów. pzdr/Dominik
  30. 13 punktów
    Ja również w domu. Strasznie szybko ten czas zleciał Pozostaje czekać do wiosny Do mnie przykleił się tylko jeden obiekt.... M31 i ta nieszczęsna uliczna lampa
  31. 13 punktów
    Fotek kilka przed kolejną nocką. Jacek twierdzi, że bedzie też udana!
  32. 13 punktów
    Do Roztok Górnych dotarłem z córką i jej kuzynką późnym popołudniem w czwartek. Zakwaterowanie w miarę szybkie choć jak się okazało radosny "overbooking" właścicieli nas nie ominął czego doświadczyłem jeszcze kilkukrotnie w piątek kiedy przyjechała kolejna grupka. Każdy jednak znalazł miejsce do spania więc źle nie było Pogoda jak na zamówienie, w drodze jeszcze jakieś chmury były a po przyjeździe właściwie zrobiło się bezchmurnie. Sprzęt rozłożony ok. 21.30, do dyspozycji miałem taurusa 330 i okulary 6, 10, 17 i 31mm oraz lornetkę 10x50. Na pierwszy ogień poleciał obiekt tygodnia. IC4617 jednak nieosiągalny, ale NGC6207 właściwie od strzału. M13 fantastycznie rozbita, niezmiennie królowa kulek północnego nieba. Przy tej eMce zostałem nieco dłużej bo nieastronomiczni goście obiektu zaciekawieni tym co my tam oglądamy podeszli spojrzeć przez teleskop. Wróciłem jeszcze do niej nieco później i na spokojnie wypatrzyłem "mercedesa". Kolejne dwa obiekty również były dla szerszej publiczności: M57 i M27 to hity, które nawet na nieznających zawartości nieba robią ogromne wrażenie. Po raz drugi te dwa obiekty oglądałem tej samej nocki w nasadce bino zainstalowanej w taurusie Łukasza. No co tu napisać...miazga to za mało. Obydwie mgławice jakby wyskakiwały z tła a całość jakbym oglądał w 3D. Trudno to opisać, trzeba zobaczyć! M51 namierzona w piątkowy wieczór fantastycznie wyglądała w 17mm. Wyraźnie widoczne spiralne ramiona a na końcu jednego z nich NGC5194. Wstyd przyznać, ale pierwszy raz ją widziałem. Nawet mimo już dość niskiej pozycji nad horyzontem bardzo ładnie i wyraźnie świeciła. Będąc w Herculesie zajrzałem jeszcze do staruszki czyli M92. Jasna kulka prezentowała się podobnie jak M13, bardzo wyraźna, kilka jasnych gwiazdek wybijało się na pierwszy plan. W piątek chwila wędrówki. Na szlaku mało osób, ale za to co jakiś czas jakiś "lokals" się pokazywał natywny mieszkaniec Bieszczad Pogoda w piątek nie dawała jakichś dużych nadziei na fajne niebo, nawet o zachodzie Słońca nie wyglądało to za ciekawie. Jednak zaraz po zachodzie jak za dotknięciem różdżki z nieba zniknął cały cirrus. zachód Słońca 18.VIII Veil - jeden z hitów wyjazdu. Oglądany w obydwie nocki, ale to w drugą zwalił mnie z nóg. Jak go oglądałem w pierwszą nockę to prawdopodobnie już miałem nieco zaparowane lusterko wtórne, ale dzień później to było to! 31mm + OIII to połączenie, które powodowało kilka niecenzuralnych słów. Oglądaliśmy ten obiekt w kilka osób i każda z nich na swój sposób komentowała to co widzi. Miotła Wiedźmy (NGC 6960) w pobliżu gwiazdy 52 Cygni i Palec Boży (NGC 6992/6995) świciły ekstremalnie wyraźnie. Trójkąt Pickeringa (Simeis 3-188) nie stanowił żadnego problemu a i jeszcze inne kłaczki wychodziły nad Trójkątem i między nim a Palcem. Długo nie zapomnę tego widoku. Plejady (M45) oglądałem w dwie noce przez lornetkę, ale drugiej nocy bonusem była kometa C/2015 ER61 (PANSTARRS) tego dnia dosłownie tuż pod M45. W jakiejś rozmowie w piątek Dominik nam o niej powiedział i udało się ją bez problemu wyłuskać. M81 i M82 widoczne w jednym polu widzenia to magiczny widok. Wyglądały jak w kosmicznym tańcu na tle gwiazd. Co ciekawe dwukrotnie wyszukiwałem te obiekty i za każdym razem jako pierwsza w okularze wyskakiwała galaktyka spiralna NGC2976 oddalona o nieco ponad stopień od M81. Albireo - chyba najładniejszy zółto-niebieski system podwójny (oglądany w nasadce bino). Gdy Kapella już wzniosła się nad zalesiony horyzont to w Woźnicy odhaczyłem trzy eMki: M38 M37 M36 Ostatnim teleskopowym obiektem był Pacman (NGC281). Po jego odnalezieniu wątpliwości współoglądaczy wzbudziła mała jasność, ale jak się okazało rosa pokryła nieodwracalnie LW i trzeba było przesiąść się na lornetkę. Powiem Wam tyle. Gdybym tam mieszkał i miał tylko lornetkę to i tak byłbym szczęśliwy. Pod takim niebem to jest niemal idealny sprzęt obserwacyjny. Padło kilka obiektów: Wieszak (Collinder 399), Chichoty, podwójna gromada w Perseuszu (NGC869 i NGC884), M31 + M110 (Andromeda mimo, że oglądana na zlocie przez 31mm to właśnie w lornetce wyglądała najlepiej). Jednym z ostatnich namierzonych obiektów było "E" Barnarda (Barnard 142 i 143), które swoje ciemne kłaczki miało jeszcze dokoła litery. W międzyczasie kilka metrów obok aparat robił serię ponad 300 30" klatek. Foto bez żadnej obróbki, tylko połączone w jedno. 303 klatki, 30", 24mm Oprócz tego co przez teleskop czy lornetkę to jeszcze było sporo rozmów i znacznie więcej gapienia się po prostu w niebo. Pierwszy raz byłem pod tak ciemnym i razem z córką (która już mi zapowiedziała, że sam tam nie wrócę) nie mogliśmy się napatrzyć Dziękuję wszystkim za wspólne dwa dni oglądania i z pewnością do zobaczenia za rok!
  33. 13 punktów
  34. 12 punktów
    Piątkowe zdjęcia. Krzyżacki podglądacz w oknie Temperatura o 2:00 w nocy - termometr ewidentnie kłamie Osuszanie sprzętu Panorama polowa Gotowy do obserwacji Zachód Chwila na refleksję nad kiełbaską
  35. 12 punktów
    Wczoraj na początku nocka dała nam dwie godzinki na podziwianie, ale potem niestety zasnuła się chmurami. Odświeżyliśmy biblioteki klatek kalibracyjnych i poszliśmy odpoczywać
  36. 12 punktów
    Ilość użytkowników kamerek z matrycami CMOS ciągle wzrasta, a spora część tych użytkowników operowała wcześniej z kamerami opartymi na sensorach CCD. Z różnych rozmów i korespondencji wynika, że spora część tych ostatnich (łącznie ze mną) zadaje sobie pytanie, czy praca z CMOSem jest taka sama, jak z kamerkami CCD. Otóż generalnie jest bardzo podobna, ale różni się w szczegółach, czyli tam, gdzie zazwyczaj tkwi diabeł Ustawienia W przypadku kamer CMOS mamy do dyspozycji większą ilość ustawień. W sterownikach zazwyczaj mamy trzy parametry, które możemy dostrajać do własnych potrzeb: gain, czyli wzmocnienie. To taki odpowiednik ISO w ustawieniach aparatów cyfrowych. Im większy gain, tym jaśniejszy będzie obraz, ale także wzrastał będzie widoczny szum. Podnoszenie gain powoduje również zmniejszanie zakresu dynamicznego obrazu. Największą dynamikę mamy przy ustawieniu gain na minimum. offset, czyli, hm, ofset. To stała wartość dodawana do każdego odczytanego piksela. W skrócie - ma to na celu wyeliminowanie z obrazu pikseli o wartościach zero, które mogą powodować artefakty w obrazie. USB traffic, czyli obciążenie portu USB przez kamerkę. Im większe ustawienie, tym potencjalnie szybciej materiał będzie przesyłany z kamerki do komputera, ale w zależności od kabelkologii i konfiguracji zbyt duża wartość USB traffic może spowodować niestabilną pracę. Jak ustawiać te nowe parametry? Zaczniemy od najprostszego - USB traffic. Ustawiamy go na najwyższą wartość, przy której cały system nam pracuje stabilnie. Po wybraniu optymalnego ustawienia warto jeszcze zrobić test z klatką BIAS - sprawdzić jak wygląda taka klatka przy danym ustawieniu, a następnie zmniejszyć USB traffic o 1/3 i sprawdzić ponownie. Jeśli na klatce BIAS nie widać wyraźnych różnic w szumie ani w FPN, zostawiamy wyższe ustawienie. Ustawianie offset też jest łatwe - dla każdej kombinacji USB traffic i gain ustawiamy offset na taką wartość, żeby histogram klatki BIAS był wyraźnie odsunięty od lewej części wykresu, i żeby w klatce BIAS nie było pikseli o wartości zero. Czasami przy wysokich wartościach gain nie da się uniknąć takich pikseli - wtedy trudno, trzeba z tym żyć. I sprawiający najwięcej kłopotów gain. W przypadku astrofotografii planetarnej, kiedy naświetlamy klatki z czasami rzędu milisekund ustawiamy gain na wysoką wartość. Na podglądzie obrazu na żywo najlepiej zdecydować na jaką. W przypadku tak zwanego lucky imaging, gdzie czasu naświetlania zawierają się od ułamka sekundy do kilku sekund można wybrać niższy gain, co najmniej unity gain 1), a można 2-3 razy więcej niż wynosi unity gain. Natomiast w przypadku astrofotografii długoczasowej z czasami rzędu minuty i więcej - tutaj jest kilka szkół ustawiamy gain na najmniejszą wartość i naświetlamy klatki z czasami "klasycznymi" jak w przypadku kamer CCD. ustawiamy gain na wartość "gdzieś pomiędzy" wartością minimalną i unity gain, a klatki naświetlamy "trochę krócej" niż w przypadku kamer CCD Teoretycznie ten drugi sposób pozwoli nam na uzyskanie w wynikowym materiale lepszego stosunku sygnału do szumu oraz większej dynamiki. Wynika to z dwóch faktów. Po pierwsze - wzrost gain zmniejsza jednocześnie szum odczytu kamerki CMOS. Na początku jest to wyraźny spadek, ale przy większych wartościach gain szum odczytu już zmniejsza się bardzo powoli. A po drugie zbierając tą samą ilość materiału w krótszych klatkach mamy tych klatek więcej. I to w połączeniu z ograniczoną rozdzielczością przetwornika kamerki (12 lub 14 bit w przypadku CMOS) da nam teoretycznie lepszą dynamikę. W praktyce wygląda to już nieco inaczej. Po pierwsze przy fotografii długoczasowej szum odczytu matrycy CMOS stanowi bardzo niewielki ułamek całkowitego szumu, i jego wzrost czy spadek w wynikowym obrazie nie przełoży się na zauważalne polepszenie stosunku sygnału do szumu. A po drugie wzrost dynamiki w końcowym obrazie nie będzie widoczny, bo choć zakres dynamiki kamerek CMOS (czyli stosunek pojemności piksela do szumu odczytu) często przekracza rozdzielczość zastosowanego przetwornika ADC, to realny zakres dynamiki (czyli stosunek pojemności piksela do całkowitego szumu w obrazie) już w praktyce zawsze jest mniejszy, niż rozdzielczość przetwornika (przy fotografii długoczasowej). Jest jeszcze jeden argument podnoszony na korzyść stosowania większej wartości gain przy fotografii długoczasowej - błąd kwantyzacji. Jeśli piksel kamerki CMOS ma pojemność np 16000e, a przetwornik ma rozdzielczość 12 bitów, czyli 4096 poziomów, to np odczytana wartość 100ADU 2) może odpowiadać zarejestrowanej ilości 400 albo 399 albo 398 albo 401 elektronów. Błąd kwantyzacji może stanowić większy ułamek całkowitego szumu w przypadkach pojedynczych klatek, kiedy jasność tła jest bardzo mała, na przykład przy fotografii przez filtry wąskopasmowe. Ale błąd kwantyzacji nie jest błędem systematycznym, tylko losowym i podczas składania materiału z wielu pojedynczych zdjęć będzie się on również zmniejszał. Bardziej ogólnie rzecz ujmując - im mniej szumu rejestruje matryca (ciemne niebo, filtry, ciemny instrument, krótkie czasy naświetlania), tym bardziej szum odczytu i kwantyzacji będzie wpływał na końcowy efekt. W skrajnym przypadku na przykład może się okazać, że pod bardzo ciemnym niebem fotografując kamerką kolorową (filtry RGB) przez teleskop f/10 już przy czasach 3-5 minut warto będzie nieco zwiększyć gain do uzyskania optymalnego efektu. Albo zwiększyć czas ekspozycji. Tyle teorii, ja sam jakiś czas temu zrobiłem małe porównanie i naświetlałem ten sam kadr przez 50 minut (przez filtr L, refraktor f/5.5). Raz przy ustawieniu gain=0 i w klatkach po 5 minut. Następnie przy gain ustawionym na 10 (to wartość około 3/4 unity gain w mojej kamerce) i w klatkach po 1 minucie. Po złożeniu materiału nie byłem w stanie dostrzec różnicy. Tak że na razie przy fotografii długoczasowej pozostaję przy ustawieniu gain na zero. Jeśli ktoś robił takie albo podobne próby to zachęcam do podzielenia się wynikami, może trzeba będzie zweryfikować poglądy i zmienić przyzwyczajenia. W następnym poście o kalibracji materiału z kamerek CMOS. --------------------------- 1) unity gain, czyli wzmocnienie jednostkowe, to takie ustawienie wartości gain, przy której jeden zarejestrowany elektron zostaje przetworzony w przetworniku na wartość 1ADU. Przy tym ustawieniu efektywna pojemność piksela jest ograniczona do rozdzielczości przetwornika. 2) należy pamiętać, że choć przetworniki w kamerkach CMOS mają rozdzielczość 12 albo 14 bitów, to sygnał przesyłany do komputera jest skalowany do 16 bitów. Czyli np 100ADU odczytane z przetwornika 12 bit w komputerze będzie zapisane jako 1600ADU.
  37. 12 punktów
    Kolejny kolaż do kolekcji - tym razem z obszarem AR2673. Polecam pełną rozdzielczość
  38. 12 punktów
    Barnardowa pętla w Cefeuszu, niedaleko słoniowej trąby - składają się na nią B169, 170 i 171. Trochę zapomniany przeze mnie materiał zebrany pod koniec wakacji w jedną noc. Podczas obróbki martwił mnie trochę ogólnie bury zafarb całego kadru, ale w końcu doszedłem do (może mylnego) wniosku, że tam coś musi wisieć pomiędzy tym obszarem i nami. Gwiazdy w prawym górnym narożniku wg mnie mają prawidłowe zróżnicowanie koloru i kontrast, a praktycznie cała reszta jest jakby przyćmiona, jakby właśnie całość ginęła za jakimś rzadkim obłokiem. Przysadzę się tam z szerokim kątem w ten obszar i zbadam go dokładniej jeszcze, może z Zatomia Czerwień po lewej i u dołu pochodzi natomiast pewnie z jakiś wodorów - też do zbadania przez filtr Ha. QHY163M, TS130/910 0.79x, EQ6, LRGB 80+3x15 x 3 minuty, niebo podmiejskie, warunki dobre. I jeszcze ten fragment anotowany przez Barnarda:
  39. 12 punktów
    Hej. Materiał do zdjęcia zbierałem ponad półtora miesiąca, w bezksiężycowe noce. Jest to składanka z 6paneli, każdy po ok 30szt w 10min klatkach z filtrem Ha 7nm. Poczciwy Fujinon55mm@4 i kamera QHY9 to w dość budżetowe małżeństwo Nie dosc ze to moje pierwsze fotki z QHY9, to jeszcze pierwsza skladanka z paneli. Wiele sie nauczyłem w te noce. Obrobka to kolejna nowość. Strasznie trudno bylo zgrac wszystkie klatki ze soba, w szczegolnosci poprzez gradienty na nich. bez resize http://www.astrozdjecia.pl/wp-content/uploads/2017/09/04c-wodorowy_labedz.jpg
  40. 12 punktów
    W pewnej nienapisanej recenzji, Fujinon FMTR-SX2 10x50 miał być jak Bond, a ja - jak miss Monneypenny, która przy każdym kontakcie wzdycha “Oh, James…”. Taki zresztą miał być tytuł recenzji. Ale nie będzie. Bo mam nowego Bonda, Bourne’a, lub trzymając płeć we właściwym miejscu - nową boginię. Skoro temat pojawia się w wątku Nikona WX, wszystko wiadomo. Co prawda pamięć sprzed trzech miesięcy jest taka, jak moskiewskiego jesiotra, ale spisuję to, co pamiętam. Mamy więc 19 maja 2017, kiedy na zlocie w Stężnicy niejaki Marcin_G, przedstawiciel Nikona, przerywa swą prelekcję przez dzwoniący telefon, a głos w słuchawce mówi mu, że Nikon WX, sprzętowa atrakcja zlotu, jedzie już z Warszawy. Zanim dojedzie, minie trochę czasu, i właśnie czas dotarcia wpłynie na nie do końca pozytywnie na pierwsze wrażenie. Nikon WX ląduje na statywie dobrą chwilę po zachodzie słońca. Wstężniczka (osada domków w ośrodku Natura Park) dobrą godzinę temu zgubiła nasycone słońcem barwy, a teraz przez sepie i ochry zanurza się pochłaniającej świat umbrę. Ostatnie jaśniejsze miejsca do wypatrzenia są już tylko na horyzoncie, reszta gubi kontrast i odchodzi powoli w ciemność. Gabrów Wierch, jedyny sensowny obiekt do obserwacji jest zasłonięty przez domek. Marcin obchodzi się z lornetą jak z jajkiem, a kolejka powoli się przesuwa. - No, fajnie - można usłyszeć raz po raz. Prawdę mówiąc, w tych warunkach niewiele więcej daje się powiedzieć. Widok znad ośrodka na dolinkę Stężniczki, w oddali - Gabrów Wierch. Kiedy kolejka topnieje do końca, dostaję tyleż ostrożne co niechętne pozwolenie na przesunięcie lornety ze statywem na drogę, skąd widać Gabrów Wierch. Teraz jest znacznie lepiej - obraz jest świetny, przestrzenny, ostry po krawędź - jak w Fujinonie, choć oczywiście z większym polem. Wynoszę znacznie lepsze wrażenia, niż z pierwszego spojrzenia, choć niespecjalnie czuję się powalony na kolana. - I jak ten Nikon, Staszku? Bo wiesz, na moje jakoś bardzo dupy nie urywa. Fajny, ale oczekiwałem czegoś więcej. - No ja też jakoś niespecjalnie zauroczony. No właśnie niby fajna lorneta, ale na razie jakoś nie mam na nią ciśnienia. Na szczęście, tak naprawdę Staszek ma ciśnienie, na tyle spore, żeby następnego dnia wyciągnąć WX-a na ekskluzywne macanie koło naszej chatki. Nikon trafia w nasze ręce wczesnym popołudniem, przy dobrym świetle. Przy takim, które mówi o wszystkich lornetkach, że są super. Mamy do porównania Nikona Monarch HG 8x42 i Fujinona FMTR-SX2 10x50, więc może coś da się stwierdzić. Przygotowujemy stanowisko przed domkiem. Kuferek, sugerujący znacznie większy sprzęt, wydaje się dobrze chronić dwururkę. Zanim lorneta wyląduje na statywie, trzaskam jej garść zdjęć. Wzornictwo Nikona jest całkiem niezłym przykładem, że pewne idee nowoczesnego projektowania interface’ów można zastosować w świecie rzeczywistym. Choćby sam uchwyt - potężny, spajający mostek z góry i dołu, od razu mówi wyraźnie użytkownikowi, żeby nie brał sprzętu lekką ręką. W końcu dwadzieścia tysi piechotą nie chodzi. W ogóle, Nikon ładnie połączył pancerność z luksusem - pokazuje, że sprzęt wymaga pewnego chwytu, ale nie zapomina, że ma też cieszyć i oczy, i opuszki palców. Jednocześnie owa pancerność daje nadzieję, że lorneta wiele wytrzyma - bo raczej nie kupimy zamiennika, jak nasz egzemplarz po trzech latach się zmechaci. Korpus jest bardzo przyjemny w dotyku, jego środkowa część pokryta jest jakimś tworzywem(?) z fakturą skóry - cokolwiek to jest, daje pewny chwyt. Bo owszem, w ograniczonym czasie da się tym potworkiem obserwować z ręki. Ponad dwa kilo wagi robią swoje, ale też powiększenie 10x nie wymaga nie wiadomo jakich umiejętności zastygnięcia, by cieszyć się całkiem stabilnym obrazem. Do strony mechanicznej nie można się przyczepić. Opór i gibkość spotkały się w doskonałym punkcie, nie ma więc żadnego siłowania się ze sprzętem, ani żadnych luzów. Okulary wysuwają się płynnie, a w dostosowaniu właściwej pozycji oczu pomagają kilkustopniowe wysuwane muszle oczne (o ile dobrze pamiętam, między maksymalnym i minimalnym wysuwem, są trzy przystanki). Dla mnie, osoby obserwującej bez okularów optymalne jest wysunięcie muszli “o jeden ząbek”, dzięki czemu nie tracę nic pola, a unikam fasolkowania i stresu, że posmyram soczewkę oczną swoimi rzęsami. Sam ER jest komfortowy na tyle, że zapewne obserwatorzy w okularach go docenią. Na czas dziennych testów, do wzrokowej dyspozycji mamy grzbiet z polaną, na której hasają konie. Grzbiet wieńczy grzebień świerków, i na ich gałązkach doszukuję się aberracji chromatycznej, ale z przemizernym skutkiem. Obraz jest niesamowicie ostry, a wady optyczne nie bardzo chcą się ujawnić. Konie, płoty i zagajniki wyglądają niezwykle naturalnie, nie dopatruję się cienia fałszu kolorystycznego w tym obrazie. Dystorsja poduszkowa zdaje się być świetnie kontrolowana, podobnie jest z każdą inną aberracją - bez szukania na siłę tych wad po prostu nie ma. Aberrację testujemy również na innym płocie, w który wplatają się trawy i krzewy podświetlone od tyłu. Obraz jest arcyklarowny, a jedynym rozczarowaniem jest mój wspaniały dotąd Fujinon. Zarówno pod kątem ostrości, jak i aberracji. No dobra, ta druga nigdy nie było najmocniejszą stroną małego Japończyka, ale też nigdy nie dokuczała. W bezpośrednim porównaniu Fuji nie zostaje daleko z tyłu, odstaje wręcz nieznacznie - ale jednak. Największa różnica jest jednak w samej ostrości - Fuji nie daje tej żylety ani na końskich grzbietach, ani na belkach czy świerkach. Niby jest dobrze, ale jednak jakieś szkło po drodze zamula. Co więcej, między Fujinona a Nikona WX wpycha się Monarch HG, któremu bliżej do WX-a. Najpiękniejszy w tym wszystkim jest jednak oddech wielkiego pola. Zanurzenie się w obrazie, w innej rzeczywistości. Niby znam to z Naglerów czy Ethosów, ale jednak jednooczność jest umowna, a dwuoczność przenosi nas w inną rzeczywistość jakby bardziej… prawdziwie. Nadchodzi wieczór i na niebie zapalają się pierwsze gwiazdy. Wysoko świeci Arktur, ale ja celuję w Izara, jasną gwiazdę trzeciej wielkości. Jego jasność zdaje się być idealna o tej porze wieczoru, żeby sprawdzić, czy dumne zapowiedzi “obraz ostry po samą krawędź” dają się obronić. Cóż - dają, bez dwóch zdań. Nie przypomnę już sobie, czy przy samej diafragmie, do której musiałem się odchylać(!), Izar pokazał śladowy astygmatyzm czy nie pokazał go wcale. Zapamiętałem tylko, że "super obraz ostry po same brzegi" przestał być pustym hasłem marketingowym. … Przychodzi w końcu Marcin_G z zamiarem zepsucia zabawy. - Biorę lornetę na przełączkę, będzie tam do dyspozycji. Czas więc się zebrać na obserwacje. Przebieranie w termiczne gatki i pakowanie szpeju do aut zajmuje jakieś dwa kwadranse. Jesteśmy na górze, gdy zmierzch astronomiczny już trwa. Szybko zakręcam się przy Marcinie i dyskretnie porywam WX-a, zanim na dobre kuferek spoczął na stoliku turystycznym. - Marcin, nie mówi nikomu, że ją już wyciągnąłeś, dobra? Wyobrażam sobie, że Marcin uśmiecha się pod nosem, bo przecież nie widzę rysów twarzy w tej ciemnicy, ale z tonu odpowiedzi jasno wnioskuję, że nieco się uśmiał. Zanim ściemni się do końca, wybieram jakiś wygodny asteryzm i wpatruję się w słabe gwiazdki. Przeskakuję do wiszącego obok Fujinona i porównuję. Niby to samo jest w mojej lornetce, ale bez tej ostrości i kontrastu. Niby podobnie, na granicy identyczności (oczywiście oprócz wielkości pola), ale jednak te najsłabsze gwiazdki są bardziej oczywiste w Nikonie, a całość nieco ostrzejsza. Teoretycznie, różni je tylko suma małych detali, ale w praktyce nie mam najmniejszej ochoty mówić nieuniknionego “WX już wisi, kto chce?” - choć Fujinona na wygodnym żurawiu mam przecież na wyłączność. Kilka różnych kadrów potwierdza, że Nikon pokazuje Kosmos bliżej, lepiej, ostrzej, bardziej kontrastowo. Jeśli do tej pory Fujinon dawał mi wrażenie “no-glass” (braku szkła), tak od dziś po raz pierwszy mi go nie dostarcza. 66-stopniowe pole, dotąd spore, od dziś dusi. Nikon ze swoimi 10° pola rzeczywistego trochę przeraża, trochę każe od nowa spojrzeć na pewne kadry, tworzy też zupełnie nowe. No bo czy widział ktoś z Was całą Lutnię w jednym kadrze, od Epsilonów po Sulafat? M10 i M12 w Wężowniku zawsze mieściły się w polu standardowej 10x50, ale teraz mają naprawdę szeroki oddech - i takie oglądanie jest niezwykle komfortowe. Celuję w Tarczę. Kłębowisko pyłów nie ma jeszcze kontrastu głębokiej nocy, ale czuję już posmak, jakie wspaniałe kadry czekają na szczęśliwego obserwatora pod ciemnym niebem. Skaczę chaotycznie od Messiera 24 po Wieszak, łapiąc zupełnie nową perspektywę dla dobrze oswojonego kawałka nieba - wszystko wygląda jak w powiększeniu siedmiokrotnym, bo coś tego zapasu pola zbyt dużo. Minuty w niebie mijają szybko. Pojawiają się pierwsze chmury i z każdą chwilą pochłaniają coraz więcej gwiazd. Prognoza sprawdza się zanadto dobrze, wiem już, że nie będzie mi dane tym razem obejrzeć kłębów pyłowych między Orłem a Jaszczurką. Łapię tylko ślad najwybitniejszych Barnardów - 168, 361 czy pyłów wokół Ameryki Północnej. Ostatnie kadry, jakimi chcę się nacieszyć, to przebogate pola Łabędzia, po obu stronach Sadra. Do takich kadrów został Nikon stworzony. Czuję się jak mały chłopiec, którego wujek Neil zabrał na wycieczkę i pozwolił spojrzeć przez okno zarezerwowane dla najbardziej śmiałych pilotów. Jestem w kosmosie i mogę fruwać między gwiazdami. To jest prawdziwy spacewalk. Czy nie właśnie tego chciałem się spodziewać po Nikonie WX? Podsumowując, Nikon WX 10x50 rozbija bank. Dosłownie i w przenośni. Cena sprawia, że już samo spojrzenie przez wypożyczoną lornetę staje się luksusem, a posiadanie - mrzonką. Sensowność takiego zakupu jest bliska zerowej. Co nie zmienia faktu, że gdybym miał wolne 25000 zł, po prostu bym ją kupił. Być może nie dałaby mi pełnej satysfakcji wiosną, kiedy królestwo galaktyk Lwa i Panny schowa się za ograniczenia apertury i powiększenia. Ale byłbym gotów zapomnieć o wiośnie, jeśli lato i inne pory roku z bogatą Drogą Mleczną miałyby mi wszystko wynagrodzić w takim stopniu, jakiego przedsmak miałem w Bieszczadach. Na koniec dobra rada: jeśli lubicie swoje lornetki, a nie macie luźnych 25000 zł, lepiej zapomnijcie o WX-ie. Sam miałem do tej pory komfort spoglądania przez świetne lornetki, od których mogłem wrócić bez żalu do swoich dwururek. Teraz tego komfortu nie mam. Powiem więcej, wciąż się nie ocknąłem. Wad raz zobaczonych w Fujinonie, nie umiem odzobaczyć. W wąskim polu 66° jest mi duszno i jakoś nie potrafię zapomnieć tamtej przestrzeni. Wciąż twierdzę, że Fujinon to świetna lornetka, ale poza “świetna” już nie wychodzi. I na sam koniec wszystkiego, wciąż jestem jak ta Monneypenny, ale Bonda gra już ktoś inny.
  41. 12 punktów
    Przełęcz Wyżna. 30s, ISO 3200.
  42. 12 punktów
    IC 5146 mgławica emisyjna zwana również jako Kokon oraz Sharpless 125 znajduje się w konstelacji Łabędzia. Mgławica ta położona jest na samym końcu ciemnej mgławicy Barnard 168 ( którą odkrył na fotografii Edward Barnard) w odległości około 3300 lat świetlnych od Ziemi. Średnica jej mierzy około 20 lat świetlnych. Otoczona jest młodą gromadą gwiazd Collinder 470 której promieniowanie jonizuje gaz i pobudza go do świecenia. W jej środku znajduje się gwiazda typu BO. Wiek gromady szacuje sie na kilkaset tysięcy lat. Materiał był zbierany od 02 - 16.08 2017 r. w obserwatorium w Nehrybce za pomocą Refraktora TSAPO130 i kamery QHY 163 ogniskowa 910 mm. Łączny czas LRGB to 488 min.
  43. 12 punktów
    Dołożyłem 3 godziny ( 9x1200 sekund) OIII. Sygnał OIII:
  44. 11 punktów
    Montaże w gotowości zachód słońca inaczej Zacisze Chmurki o zachodzie (później sobie poszły) gwiazdy nie tylko na niebie (czyj to trampek ?) Ukrywa się ale my go znajdziemy...
  45. 11 punktów
    A to dobre. Czyli podsumowując: zobaczyłeś M31, jesteś zawiedziony jej widokiem, a jednocześnie w głębi siebie nie dowierzasz, stąd pytanie "czy coś robię nie tak?". Odpowiedź brzmi: widocznie to nie jest Twoja pasja. Nigdy nie zapomnę jak pierwszy raz w życiu znalazłem M31 w lornetce podczas pełni Księżyca, było widać tylko okrągłe jądro galaktyki i to słabo. Musiałem się powstrzymać od okrzyków radości na ten widok. To jest absolutnie niesamowite, że udało mi się zobaczyć przez zwykłą lornetkę inną galaktykę, dysk miliardów gwiazd odległy o 2,5 mln lat świetlnych! Potem osiągałem coraz lepsze efekty wraz z doświadczeniem, M31 podczas nowiu - bez Księżyca, widać halo i galaktyka jest szeroka i płaska, widoczna również gołym okiem. Natomiast jej widok podczas nowiu w Bieszczadach to kolejny poziom jakości, widać górne pasmo ciemnych pyłów w lornetce 10x50 jako ostrzejsze niż u dołu odcięcie od tła nieba, a sama galaktyka szeroka na ponad 3 stopnie kątowe!
  46. 11 punktów
    Ostatni z obrazków "urlopowych" z tego lata. Kiedyś fotografowałem tą okolicę , ale w szerokim polu. Mało było widać. Setup: FS 128, Atik ONE 9M na ASA DDM 60. L:12x600,RGB: 6x600 sekund na kanał. Skala natywna 0.7 arcsec/piksel. Opis:
  47. 11 punktów
    Ponieważ ostatnio pojawiło sie wiele wersji tego obiektu, nie będę się rozpisywał :-) TS70APO/Atik428ex/Ha26x600 OIII28x600 RGB 12x300bin2
  48. 10 punktów
    No i dzisiaj wynieśliśmy przewietrzyć graty Rykowisko dodawało lokalnego kolorytu "Coś" wisiało w powietrzu ale co sobie pooglądaliśmy to nasze
  49. 10 punktów
    Zdjęcie ze zlotu - materiał zbierany w sobotnią noc między chmurami ale udało się wymęczyć LRGB Odsiałem pojechane klatki i wybrałem tylko te znośne chociaż i tak nie jest idealnie. Następnym razem muszę lepiej montaż ustawić. Była to pierwsza próba nowego zestawu do krótkoczasowego astrofoto. Myślę, że całkiem udana. Materiału mało więc jest sporo szumu ale sporo detalu też wylazło. Nie robiłem "downsizeu". Rozmiar i skala oryginalna. Sprzęt: Newton 254/1200 na EQ6 + ASI178MM-C + ZWO LRGB Ekspozycja: L -> 50 x 4 sekundy RGB -> 50 x 6 sekund na kanał Trzy wersje: z szumem, kiślowata ale odszumiona i crop samej mgławicy
  50. 10 punktów
    Pora wracać do rzeczywistości i swoich zabawek na Mazowsze, w Rewalu nie tylko chmury są groźne. Rewal. wrzesień 2017.
×
© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2017)