Welcome to Forum Astronomiczne

Zarejestruj się w naszej astronomicznej społeczności , aby uzyskać dostęp do wszystkich funkcji.

Po zarejestrowaniu i zalogowaniu się, będziesz mogła/mógł:

Tworzyć nowe tematy, pisać w istniejących, oceniać posty innych userów , wysyłać prywatne wiadomości, aktualizować statusy, korzystać z poczty, zarządzać swoim profilem i wiele, wiele więcej!

Paweł Baran

Użytkownik
  • Zawartość

    10036
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    43

Ostatnia wygrana Paweł Baran w Rankingu w dniu 8 Maj

Paweł Baran posiada najczęściej lubianą zawartość!

Reputacja

3220 Excellent

2 obserwujących

O Paweł Baran

  • Tytuł
    Syriusz
  • Urodziny 20.06.1975

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Zamieszkały
    PRZYSIETNICA . PTMA Warszawa

Converted

  • Miejsce zamieszkania
    PRZYSIETNICA

Ostatnie wizyty

2187 wyświetleń profilu
  1. Niebo w ostatnim tygodniu lipca 2017 roku 2017-07-24. Ariel Majcher Powoli kończy się lipiec, a wraz z nim kończy się w Polsce sezon na zjawisko łuku okołohoryzontalnego (opis w linku po angielsku). W północnej części naszego kraju już teraz nie ma nawet teoretycznych (położenie Słońca co najmniej 58° nad widnokręgiem) szans na jego zajście, zaś na południowych krańcach naszego kraju szansa istnieje tylko do końca lipca. Potem Słońce będzie wędrować zbyt nisko i na następny sezon trzeba będzie czekać aż do trzeciej dekady maja przyszłego roku. Oczywiście na południe od Polski sezon ten trwa dłużej. Na południowych krańcach Europy warunki do zajścia łuku okołohoryzontalnego występują aż do końca pierwszej dekady września, a następny sezon zacznie się na początku kwietnia przyszłego roku. W ostatnich dniach lipca Księżyc przejdzie na niebo wieczorne, gdzie spotka się z planetą Jowisz. Nachylenie ekliptyki do wieczornego widnokręgu stale się pogarsza, a wraz z nim pogarszają się warunki widoczności przebywających przy niej ciał niebieskich, w tym Jowisza. W związku z tym Księżyc również nie będzie dobrze widoczny i wyłoni się z zorzy wieczornej dopiero w drugiej części tygodnia, a dobrze widoczny będzie dopiero na początku sierpnia. Zanim Srebrny Glob spotka się z Jowiszem, przejdzie bardzo blisko planety Merkury i gwiazdy Regulus, czyli najjaśniejszej gwiazdy Lwa, które znajdują się niedaleko siebie. Zakrycia najjaśniejszej gwiazdy Lwa nie da się obserwować z terenu Polski, widoczne będzie za to zakrycie Merkurego, lecz zajdzie w dzień naszego czasu. Wieczorem w południowej części nieboskłonu można obserwować planetę Saturn, w drugiej części nocy – kolejne dwie planety: Neptuna i Urana, natomiast nad ranem – ostatnią z widocznych teraz planet – Wenus. W czwartek 27 lipca planeta Mars znajdzie się w koniunkcji ze Słońcem, mijając je w odległości ok. 1° na północ i jeszcze przez ponad miesiąc będzie niewidoczna. Naturalny satelita Ziemi właśnie przeszedł przez nów i w tym tygodniu pojawi się na niebie wieczornym. Niestety nie oznacza to, że – tak jak na przełomie zimy i wiosny – będzie dobrze widoczny już od pierwszego dnia po nowiu. Ekliptyka jest już nachylona niekorzystnie do wieczornego widnokręgu (w następnych dwóch miesiącach nachylenie jeszcze się pogorszy), co spowoduje, że przez cały tydzień Księżyc wędrował będzie nisko nad widnokręgiem. Sytuację ratuje nieco fakt, że Srebrny Glob przebywa teraz na północ od ekliptyki, lecz i tak zacznie się on pojawiać na wieczornym niebie dopiero w drugiej części tygodnia, gdy już nieco oddali się od Słońca, a jego faza urośnie. Zanim się to jednak stanie, we wtorek 25 lipca Księżyc w fazie 5% zbliży się do Regulusa, najjaśniejszej gwiazdy Lwa oraz do przebywającej w jej pobliżu planety Merkury. Tego ranka oba ciała niebieskie oddzieli dystans niewiele przekraczający 1°. Najpierw Księżyc zbliży się do planety, którą minie około godziny 9:48 naszego czasu (w Łodzi brzeg księżycowej tarczy minie planetę w odległości 1′), natomiast niecałe 2 godziny później przejdzie bardzo blisko Regulusa (w Łodzi brzeg księżycowej tarczy minie gwiazdę w odległości 12′). Oba ciała niebieskie znikną na kilkadziesiąt minut za księżycową tarczą, lecz w naszym kraju będzie można obserwować tylko zakrycie Merkurego. Zakrycie planety będzie widoczne m.in. w północnej Polsce, choć najlepiej w Japonii i północno-wschodniej Azji, aby zaś obserwować zakrycie gwiazdy – trzeba się udać na Sumatrę, lub Półwysep Malajski. Południowa granica zakrycia Merkurego przebiegnie na południe od linii, łączącej Kostrzyn nad Odrą na zachodzie Polski, przez Gorzów Wlkp., Bydgoszcz, Toruń, aż po Łomżę i Białystok na wschodzie Polski. Na szczęście oba ciała niebieskie będą wtedy stosunkowo daleko od Słońca. W niedzielę 30 lipca Merkury osiągnie maksymalną elongację wschodnią i to wynoszącą duże w przypadku tej planety 27°. Jednak marne nachylenie ekliptyki sprawi, że tego dnia Merkury zniknie z nieboskłonu niecałe 45 minut po Słońcu i z naszych szerokości geograficznych jest w zasadzie niewidoczny. Jest to jedna z tych rzeczy, które możemy zazdrościć południowcom (inna, to np. fakt, że Mars w momencie tzw. Wielkiej Opozycji znajduje się daleko na południe od równika), gdyż np. w miejscowości Stanley, stolicy Falklandów, położonej na podobnej do naszej szerokości geograficznej, lecz południowej, tego dnia Merkury zajdzie ponad 2,5 godziny po Słońcu i będzie widoczny bardzo dobrze. Kilka dni wcześniej elongacja Merkurego nie będzie dużo różnić się od maksymalnej. Stąd w dniu zakrycia Księżyc z Merkurym trzeba szukać dalej, niż rozpiętość wyciągniętej przed siebie dłoni z rozstawionymi palcami. Podczas samego zjawiska Słońce zajmie pozycję na wysokości około 40° nad wschodnim widnokręgiem, natomiast Merkurego z Księżycem należy szukać właśnie około 27° od Słońca, na godzinie 7 względem niego, a zatem na wysokości około 18° nad wschodnim widnokręgiem. W tym momencie jasność Merkurego wyniesie +0,2 magnitudo, przy tarczy wielkości 7″ i fazie 54%. Szczegółowe czasy zakryć i odkryć dla kilku miast w Polsce przedstawia poniższa tabela, natomiast pod tym linkiem można pobrać schematyczny rysunek przebiegu zjawiska dla tych miast, gdzie cyfry odpowiadają miastom w tabeli: Po spotkaniu z Merkurym i Regulusem Księżyc podąży w kierunku planety Jowisz. Wieczorem 25 lipca, 45 minut po zachodzie Słońca, czyli ok. godz. 21:25, Księżyc zajmie pozycję na wysokości niecałych 3° nad zachodnim widnokręgiem, Regulus znajdzie się 1° niżej, prawie 5° na prawo od Księżyca, natomiast Merkury – kolejny stopień prawie dokładnie pod Regulusem. Do tego czasu oświetlenie księżycowej tarczy urośnie do 8%. Jednak bardzo jasne jeszcze tło nieba i niskie położenie wszystkich trzech ciał spowoduje, że jeśli uda się coś dostrzec, to będzie to Księżyc, a i tak może być to trudne bez lornetki. Dobę później około godziny 22:00, czyli mniej więcej 1,5 godziny po zmierzchu, faza Księżyca urośnie do 15% i zajmie pozycję na wysokości zaledwie 2° nad widnokręgiem. Wskazówką, gdzie szukać Księżyca może być gwiazda Denebola, czyli druga co do jasności gwiazda Lwa, świecąca z jasnością obserwowaną +2,1 wielkości gwiazdowej, która z racji tego, że będzie znacznie wyżej od Księżyca, będzie dużo łatwiejsza do dostrzeżenia. W opisywanym momencie Księżyc znajdzie się około 11° prawie dokładnie pod Denebolą. W czwartek 27 lipca o tej samej porze Srebrny Glob pokaże tarczę w fazie 23% i zajmie pozycję na wysokości około 5° nad zachodnim widnokręgiem. Tego wieczora Denebola widoczna będzie w odległości ponad 14°, na godzinie 2 względem Księżyca, natomiast na lewo od niego znajdą się kolejno: Porrima, Jowisz i Spica, w odległości odpowiednio 8, 14 i 22°. Następnego dnia naturalny satelita Ziemi zbliży się do największej planety Układu Słonecznego na około 2°, zaś w sobotę 29 lipca przejdzie nieco ponad 6° na północ od Spiki. W piątek faza Księżyca wyniesie 32%, dobę później – o 10% więcej. Tydzień Księżyc zakończy w gwiazdozbiorze Wagi, przy granicy z Panną. Wieczorem tarcza Srebrnego Globu pokaże fazę 52% (I kwadra przypada tego samego dnia około godz. 17 naszego czasu). Jowisz znajdzie się już ponad 23° na lewo i w dół od Księżyca, natomiast na lewo od niego widoczne będą jasne gwiazdy konstelacji Wagi: Zuben Elgenubi, w odległości niecałe 7° na godzinie 7 względem Srebrnego Globu oraz Zuben Eschamali, 4 stopnie dalej, na godzinie 10 względem naturalnego Satelity Ziemi. Planeta Jowisz, mimo wciąż dużego oddalenia od Słońca, ponad 70°, z każdym tygodniem coraz wyraźniej zbliża się do widnokręgu. W najbliższych dniach 1,5 godziny po zmierzchu zajmie pozycję na wysokości około 8° nad południowo-zachodnim widnokręgiem, a zniknie za nim mniej niż godzinę później. Oczywiście winowajcą jest tutaj zmniejszające się nachylenie ekliptyki do wieczornego widnokręgu. Bliżej równika i na półkuli południowej planeta wciąż jest dobrze widoczna. Jasność największej planety Układu Słonecznego spadła już do -1,9 wielkości gwiazdowej, natomiast jej tarcza skurczyła się do 35″. W układzie księżyców galileuszowych planety w tym tygodniu będzie można dostrzec następujące zjawiska (na podstawie strony Sky and Telescope oraz programu Starry Night): • 27 lipca, godz. 22:28 – Ganimedes chowa się w cień Jowisza, 23″ na wschód od tarczy planety, • 29 lipca, godz. 21:06 – Io chowa się za tarczę Jowisza (początek zakrycia), • 30 lipca, godz. 20:30 – od zmierzchu cień Io na tarczy Jowisza (w I ćwiartce), • 30 lipca, godz. 21:18 – minięcie się Io (N) i Europy w odległości 12″, 11″ na zachód od tarczy Jowisza, • 30 lipca, godz. 21:42 – zejście cienia Io z tarczy Jowisza, • 30 lipca, godz. 22:22 – Europa chowa się za tarczę Jowisza (początek zakrycia). Warunki obserwacyjne planety Saturn również nie są zbyt dobre, choć zdecydowanie lepsze, niż warunki obserwacyjne planety Jowisz. Saturn dopiero przymierza się do zmiany ruchu z wstecznego na prosty, co uczyni za miesiąc. Na razie góruje jeszcze około godzinę po zachodzie Słońca, a zatem w trakcie zmierzchu żeglarskiego. O tej porze planeta zajmuje pozycję na wysokości około 16° nad południowym widnokręgiem. Natomiast do początku nocy astronomicznej (mniej więcej o godzinie 23:40) planeta przesunie się wyraźnie na południowy zachód i zajmie pozycję na wysokości 12°. Jasność Saturna również się zmniejsza, choć nie tak szybko, jak jasność Jowisza. Na razie blask planety wynosi +0,2 magnitudo, a jej tarcza ma średnicę 18″. Maksymalna elongacja Tytana, tym razem wschodnia, przypada w sobotę 29 lipca. W momencie, gdy Saturn góruje, planeta Neptun dopiero wschodzi, a dwie godziny później – czyli już na całkowicie ciemnym niebie – zajmuje pozycję na wysokości około 15° nad południowo-wschodnim horyzontem. Noc astronomiczna kończy się mniej więcej o godzinie 2, a do tego czasu Neptun wzniesie się na prawie 30°, będąc blisko górowania, które następuje 5 kwadransów później. Lecz wtedy następuje świt żeglarski i planeta może być już trudna do odnalezienia, lub zgoła niewidoczna w teleskopach. Neptun powoli zbliża się do wrześniowej opozycji i porusza się ruchem wstecznym, zbliżając się do dość jasnej gwiazdy λ Aquarii. Obecnie ostatnia planeta Układu Słonecznego znajduje się niewiele ponad 2° na wschód od niej, przemierzając okolice trójkąta, utworzonego z gwiazd 81, 82 i 83 Aquarii. W tym tygodniu Neptun znajdzie się na przedłużeniu linii, łączącej drugą z pierwszą z wymienionych gwiazd, mniej więcej 15′ od drugiej z nich. Jasność Neptuna powoli rośnie i wynosi około +7,8 wielkości gwiazdowej. Druga z planet, Uran, również porusza się już ruchem wstecznym i zbliża do opozycji w drugiej dekadzie października. Uran świeci o 2 magnitudo jaśniej od Neptuna, stąd jest zdecydowanie łatwiejszym celem do odnalezienia, wyraźnie widocznym już w niedużej lornetce. Około godziny 2 Uran znajduje się na wysokości prawie 25° nad wschodnim widnokręgiem, kreśląc swoją pętlę jakiś 1° na północ od gwiazdy 4. wielkości o Psc. Dużo wyżej od obu planet – o godzinie podanej na mapce na wysokości prawie 60° – znajduje się gwiazda zmienna klasy miryd R Andromedae. Gwiazda ta jest stosunkowo łatwa do odnalezienia, ponieważ znajduje się 5° na zachód od widocznej na ciemnym niebie gołym okiem Galaktyki Andromedy, mniej niż 1° na północny wschód od trójkąta, złożonego z gwiazd 4. i 5. wielkości θ, ρ i σ And. Od maksimum blasku tej mirydy minęło już prawie 1,5 miesiąca, stąd jej blask coraz wyraźniej słabnie. Obecne wynosi +7,5 magnitudo, zatem jest porównywalny do blasku Neptuna. Na koniec została planeta Wenus, zbliżająca się powoli do granicy gwiazdozbioru Byka z Bliźniętami. We wtorek 25 lipca planeta przejdzie ponad 7° na południe od drugiej co do jasności gwiazdy Byka, El Nath, czyli północny ró Byka, natomiast 2 dni później w odległości mniejszej niż średnica kątowa tarczy Księżyca minie gwiazdę 3. wielkości ζ Tauri, czyli południowy róg tego zwierzęcia. W niedzielę 30 lipca planeta zawita z 3-dniową wizytą w gwiazdozbiorze Oriona, ale już na początku sierpnia wejdzie do gwiazdozbioru Bliźniąt, w których spędzi prawie cały ten miesiąc. Jasność planety spadła już do -4. wielkości gwiazdowej, jej tarcza zmalała do 15″, czyli jest ponad 2-krotnie mniejsza od tarczy Jowisza, zaś faza urosła do 73%. http://news.astronet.pl/index.php/2017/07/24/niebo-w-ostatnim-tygodniu-lipca-2017-roku/
  2. Silny rozbłysk po drugiej stronie Słońca (23.07.2017) 2017-07-24. Krzysztof Kanawka Dwudziestego trzeciego lipca grupa plam 2665 wyemitowała silny rozbłysk oraz bardzo rozległy koronalny wyrzut masy. Rozbłysk został wyemitowany po niewidocznej z Ziemi stronie Słońca. Rozbudowana grupa plam 2665 zniknęła 19 lipca za zachodnim brzegiem tarczy słonecznej . Przez czas pobytu tej grupy po stronie widocznej z naszej planety ta grupa wyemitowała dwa rozbłyski dolnych stanów klasy M (M1.3 i M2.4). Jak się kilka dni później okazało – nie był to ostatni rozbłysk z grupy 2665. Dwudziestego trzeciego lipca grupa 2665 wyemitowała bez wątpienia swój najsilniejszy rozbłysk. Ten rozbłysk nastąpił około 07:00 CEST i został zarejestrowany przez sondę STEREO-A, która spogląda na Słońce z innej perspektywy niż obserwatoria na Ziemi i w okolicy naszej planety. Rozbłysk wybił potężny koronalny wyrzut masy (CME) typu “full-halo”, które w całości było skierowane w “drugą stronę” Układu Słonecznego. To CME nie dotrze w żadnej części do Ziemi, jednak zostało zarejestrowane przez sondy, takie jak SOHO. Nagranie CME po rozbłysku z 23 lipca / Credits – NASA, ESA, SOHO, Actividad solar Jak potężny był ten rozbłysk? Niestety, precyzyjne wyznaczenie wartości nie jest możliwe, z uwagi na brak odpowiedniego instrumentu pomiarowego na STEREO-A. Jest jednak pewne, że ten rozbłysk był przynajmniej górnych stanów klasy M, a być może nawet i najbardziej energetycznej klasy X. Jeśli był to rozbłysk klasy X, wówczas z dużym prawdopodobieństwem (choć nie pełnym, z uwagi na czasowe ograniczenie obserwacji sond STEREO) był to pierwszy rozbłysk tej klasy od czasów rozbłysku X2.7 z 6 maja 2015. Tymczasem po widocznej z Ziemi stronie Słońca brak obszarów aktywnych. Już niebawem sumaryczna ilość dni bez plam słonecznych w 2017 roku może przekroczyć 50 dni – dla porównania w całym 2016 oku takich dni było łącznie 34. Aktywność słoneczna jest komentowana na Polskim Forum Astronautycznym. Polecamy także listę dni bez plam słonecznych oraz najsilniejszych w całym 24. cyklu aktywności słonecznej. (SH, PFA, SW, SOHO) http://kosmonauta.net/2017/07/silny-rozblysk-po-drugiej-stronie-slonca-23-07-2017/
  3. Astri Polska: w branży kosmicznej liczy się specjalizacja 2017-07-23. Redakcja AstroNETu Astri Polska realizuje projekty dla Europejskiej Agencji Kosmicznej o wartości ok. 30 mln zł, odpowiada mi.in. za systemy wsparcia naziemnego dla satelitów – powiedział PAP szef Astri Polska. Dodał, że w tej branży trzeba wypracować specjalizację i konsekwentnie trzymać się strategii. Według prezesa Astri Polska Jacka Mandasa duże programy kosmiczne owocują w dziesiątki, jak nie setki projektów. „Tu trzeba wypracować swoją specjalizację i trzymać się tej strategii, która podniesie konkurencyjność Polski” – podkreślił rozmówca PAP. I dodał: „Jesteśmy pierwszą polską firmą działającą w obszarze technologii kosmicznych i satelitarnych, której całość przychodu pochodzi z przemysłu kosmicznego” – powiedział PAP prezes Mandas. Firma specjalizuje się w dostarczaniu rozwiązań z zakresu: elektroniki, optomechatroniki oraz aplikacji i usług satelitarnych. Obecnie realizuje kilkanaście projektów związanych z rozwojem technologii kosmicznych i tworzenie systemów czy usług opartych na tychże technologiach dla Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), Komisji Europejskiej i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR). „Od roku 2014 do 2016 podwoiliśmy poziom przychodów firmy. W 2016 r. sięgnął on 13 mln. zł przy 54 procentowym udziale projektów realizowanych dla ESA. W 2017 r. powinniśmy osiągnąć wzrost o minimum 30 proc. do poziomu 17 mln zł przychodu” – ocenił rozmówca PAP. Firma powstała w 2010 r. „Postawiliśmy sobie za cel budowanie biznesu opartego wyłącznie o sektor kosmiczny, co mogło się wówczas wydawać szalone. Branży kosmicznej, w ujęciu biznesowym, w Polsce wtedy nie było” – przypomniał Mandas. Dodał, że Polska jeszcze nie funkcjonowała w strukturach ESA, jej członkiem została w 2012 r. Astri Polska jest spółką joint venture należącą w połowie do Centrum Badań Kosmicznych PAN, a w połowie do Airbus Defence and Space. „To idealne połączenie pod względem know-how. Centrum Badań Kosmicznych jest najbardziej rozpoznawalną i doświadczoną jednostką naukową na rynku polskim. Airbus, z którym realizujemy wiele projektów dla ESA, odpowiada głównie za transfer technologii i wiedzy. To dobre połączenie z punktu widzenia zdobywania doświadczenia” – powiedział Mandas. Dodał, że 99 proc. pracowników firmy to Polacy zatrudnieni i wykształceni w kraju. Jak się robi biznes kosmiczny w Polsce? Kierunek jest jeden. Należy zdobyć zaufanie partnerów poprzez realizowane projekty „Jak się robi biznes kosmiczny w Polsce? Kierunek jest jeden. Należy zdobyć zaufanie partnerów poprzez realizowane projekty. Głównym naszym klientem i jednocześnie partnerem jest ESA. Na rodzimym rynku współpracujemy z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR), Instytutem Lotnictwa, Polskim Instytutem Geologicznym, z Centrum Badań Kosmicznych, z ośrodkami akademickimi: m.in. Politechniką Warszawską, Politechników Łódzką, a także z firmami polskimi, które również zajmują się kosmosem – m.in. EADS PZL Warszawa-Okęcie S.A., Creotech Instruments Sp. z o.o, czy Astronika Sp. z o.o.” – wyliczył Mandas. W Polsce projekty, w których firma bierze udział dotyczą głównie usług satelitarnych związanych np. z przetwarzaniem zobrazowań satelitarnych na cele zarządzania kryzysowego. „Chodzi m.in. o analizy zdjęć satelitarnych czy wykorzystanie produktów satelitarnych w celu symulacji powodzi lub zdarzeń kryzysowych przy jednoczesnej integracji z danymi kluczowych służb, m.in. straży pożarnej czy policji” – wyjaśnił szef Astri Polska. Dodał, że dotyczy to „katastrof o dużym zasięgu” – ponieważ wykorzystanie danych satelitarnych jest w takich sytuacjach priorytetowe. „Dzięki takiemu narzędziu służby dysponują kompleksową informacją przy szerokim zasięgu zdarzenia” – wskazał. Przykładem jest jeden z projektów realizowanych przez Astri Polska z m.in. Szkołą Policji w Szczytnie. „Największą część naszego przychodu stanowią jednak rozwiązania opracowane w działach elektroniki i optomechatroniki. Z tego pierwszego działu pochodziła ponad połowa naszego przychodu w 2016 r. A elektronika łącznie z optomechatroniką przyniosła 66 proc. Pozostała część – z działu aplikacji i usług satelitarnych. Najtrudniejsze jest zrównoważenie wpływów z projektów. Realizacja projektów np. dla ESA z uwagi na zmianę koncepcji w trakcie ich trwania może spowodować przesunięcie w stosunku do pierwotnych założeń nawet o rok” – powiedział rozmówca PAP. Jak wskazał, na rodzimym rynku firma realizuje obecnie dla NCBiR m.in. projekt polegający na testowaniu materiałów za pomocą technologii optycznych w zmiennych środowiskach. „Beneficjentem takiego rozwiązania jest sektor lotniczy, który chciałby wiedzieć, jak zachowa się dany materiał w zmiennej temperaturze, ciśnieniu. Takie technologie optyczne tworzymy w naszej firmie od zera” – zaznaczył Mandas. Jak wyjaśnił, średni koszt projektu w jego firmie to 1 mln. zł. „Największe projekty, które pozyskaliśmy w ubiegłym roku to kwoty do 10 mln zł. Najmniejsze, jakimi się zajmujemy zamykają się sumą ok. 400 tys. zł. W sumie od początku działalności pozyskaliśmy ok. 50 kontraktów” – wyjaśnił. Firma zatrudnia 74 osoby i składa się z trzech działów Firma zatrudnia 74 osoby i składa się z trzech działów: elektroniki (w ramach, którego projektowane są układy elektroniczne i software do symulacji), optomechatroniki (budowa układów optycznych do testowania urządzeń) oraz aplikacji i usług satelitarnych (wykorzystanie technologii satelitarnych – nawigacja, obserwacje Ziemi i telekomunikacja – w produktach i usługach na Ziemi). „Największy w naszej firmie jest dział elektroniki. Głównym jego klientem i partnerem jest ESA. Projektujemy i budujemy na miejscu elektronikę, która jest wykorzystywana do symulacji i testowania elementów np. satelitów. Krótko mówiąc pozorowane jest środowisko orbitalne” – powiedział Mandas. Testowany satelita jest połączony z symulatorem, czyli urządzeniem, które wygląda jak szafa naszpikowana elektroniką. „+Udaje+ ona warunki panujące na orbicie. Pozwala to inżynierom przewidzieć pewne problemy, wprowadzić określone korekty przed wyniesieniem satelity w kosmos, słowem ograniczyć ryzyko ewentualnej awarii. Ryzyko jest tu bardzo ważnym słowem. Na nasze produkty nie można wystawić gwarancji. One nie mogą się zepsuć. Kluczem jest tu zatem skrupulatność i jakość. Gdyby nie to, nie moglibyśmy zdobyć zaufania organizacji takich jak ESA, co oznaczałoby brak kontraktów” – wyjaśnił szef Astri Polska. Dodał, że typowa część elektroniczna stosowana np. w radiu czy zegarku, która kosztuje na rynku ok. 50 gr., gdyby miała polecieć w kosmos musiałaby kosztować ok. 50 euro, ponieważ wytrzyma radiację, jest superprecyzyjna i sprawdzona. Przełom w działalności firmy nastąpił mniej więcej dwa lata temu. „Przeskoczyliśmy wówczas z etapu związanego z obszarem badań i rozwoju do etapu dostarczania konkretnych produktów – głównie zestawów elektronicznych, czyli płytek elektronicznych i modułów, które odpowiadają za testowanie urządzeń” – wskazał. Firma realizuje obecnie na europejskim rynku projekt związany z dostarczaniem ESA urządzeń do testowania satelitów meteorologicznych do misji MetOP. Jak powiedział Mandas, takich szaf z elektroniką firma dostarczy w ramach obecnego projektu kilka. Pierwsze już trafiły do odbiorcy. Astri Polska uczestniczy też w projekcie NEOSAT i JUICE. W tym ostatnim sonda będzie analizowała księżyce Jowisza. „Nasz udział w każdym przypadku polega na budowaniu oprogramowania do symulacji” – powiedział Mandas. Produkty Astri Polska powstają w trzech warszawskich laboratoriach o powierzchni ponad stu metrów kwadratowych Produkty Astri Polska powstają w trzech warszawskich laboratoriach o powierzchni stukilkudziesięciu metrów kwadratowych. „Najmniejsze jest laboratorium optomechatroniczne – ma 30 m. kw. Jego głównym elementem jest stół optyczny, na którym konstruuje się poszczególne elementy. Na pozostałej powierzchni działają dwa laboratoria elektroniczne” – wyliczył. Jak podkreślił prezes Mandas, ponieważ rynek kosmiczny w Polsce dopiero się tworzy opiera się on bardziej na współpracy niż rywalizacji. „Rynek kosmiczny jest rynkiem konsorcjów i współpracy. Nie ma tu projektów jednej firmy. Za całość prac konsorcjum, czyli dostarczenie produktu końcowego, odpowiada lider. Ważnym aspektem współpracy jest wymiana informacji i technologii. Konsorcjum zazwyczaj składa się z partnerów międzynarodowych, co pozwala takim firmom, jak nasza zdobywać doświadczenie” – wyjaśnił. Dodał, że jest to rynek bardzo specjalistycznych technologii i każda z działających na nim firm, zajmuje się określonym fragmentem. Największe konsorcjum współpracujące np. z Komisją Europejską, jak wskazał, liczy 27 firm, najmniejsze – 2. Z kolei w przypadku projektów realizowanych na zlecenie ESA, których budżet sięga 10 mln euro, konsorcjum składa się zwykle z 2-4 firm. Jak podkreślił Mandas, działalność Astri Polska wpisuje się w założenia Polskiej Strategii Kosmicznej, będącej częścią Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju (SOR). Podstawowym założeniem SOR jest stworzenie nowego modelu rozwoju polskiej gospodarki, opartego w większym stopniu na wiedzy, innowacjach, postępie technologicznym niż na niskich kosztach produkcji. Jak podkreśliło Ministerstwo Rozwoju, jedną z branż, która obecnie ma w Polsce charakter niszowy, ale może przyczynić się do osiągnięcia tego celu jest sektor kosmiczny. Tworzone na potrzeby misji kosmicznych nowoczesne technologie znajdują zastosowanie w wielu dziedzinach przemysłu. „Zdecydowana większość technologii, które wypracowujemy ma lub będzie mieć zastosowanie m.in. w sektorze lotniczym czy transportowym, choćby elementy związane z materiałoznawstwem. Kolejna branża to zarządzanie kryzysowe, szeroko pojęta administracja publiczna, której świadomość wykorzystania produktów satelitarnych rośnie, ale też rolnictwo” – wyliczył szef Astri Polska. Astri opracowała np. rozwiązania umożliwiające klasyfikację jakości upraw czy ich zdrowotności. „Te produkty są kierowane głównie do wielkoobszarowych gospodarstw rolnych, których nie ma wiele w Polsce, lub zrzeszeń rolniczych. Każdy rolnik może zamówić zobrazowanie satelitarne swojej okolicy i mieć je u siebie na komputerze. Ale ten obraz dopiero w połączeniu z określonymi danymi, czyli odpowiednim przetworzeniem zobrazowania, dostarcza użytkownikowi niezbędnych informacji. Według szacunków wykorzystanie takich rozwiązań to oszczędności minimum 20 euro/hektar” – wyjaśnił. Tego typu przedsięwzięcia to, jak podkreślił Mandas, mały fragment działalności Astri Polska. „Większe kontrakty realizujemy dla Komisji Europejskiej. Są one związane z zarządzaniem kryzysowym. Uczestniczymy w projekcie EO4EP, którego docelowym użytkownikiem jest Bank Światowy. Użycie zobrazowań satelitarnych i nasza analiza mają zwiększyć wykorzystanie danych satelitarnych w obszarach związanych z rolnictwem, gospodarką wodną w krajach takich jak Gruzja, Armenia, Polska. W dużej mierze to projekty dla administracji publicznej. W Polsce jednym z odbiorców będzie Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej” – wyjaśnił Mandas. Realizując projekty unijne czekamy aż polski rynek nabierze rozpędu I dodał: „Realizując projekty unijne czekamy aż polski rynek nabierze rozpędu. Ale nie czekamy biernie. To bardzo istotne z punktu widzenia SOR. W momencie, gdy będziemy budowali w Polsce satelity, a takie programy wkrótce ruszą, będziemy mogli w nich uczestniczyć, jako firma dostarczająca elementy budowane w Polsce” – podkreślił. Według Mandasa alternatywą jest współpraca z międzynarodowymi podmiotami, która musi nastąpić, bo nie wszystko może być wykonane u nas w kraju. „Ale im większa będzie część tworzona w naszym kraju, tym lepiej dla gospodarki. Zostanie u nas technologia, kadry, rozwinie się rynek” – ocenił. Na początku br. powstała Polska Strategia Kosmiczna. Do końca roku, jak zapowiedziało MR, powinna być ona uściślona przez Krajowy Program Kosmiczny. „Jeżeli ruszy program kosmiczny polskich satelitów, budżet powinien opiewać na co najmniej 1 miliard zł, choć znam różne szacunki. Koszt budowy jednego satelity zależnie od typu – to 200 mln zł w górę. Ponieważ mówimy nie tylko o satelicie, który porusza się nad naszymi głowami, ale o systemie odbierającym, przesyłającym i przetwarzającym dane, a także o obsłudze tego systemu”- powiedział Mandas. Wtedy, jak ocenił, na polskim rynku kosmicznym nastąpi boom. „Musimy się do tego przygotować, żeby być beneficjentem tego rozwoju. Aby Polska mogła korzystać w dużej mierze z usług polskich firm, a nie zagranicznych. Ale współpracy zagranicznej nie można wykluczyć. Jeżeli ktoś dzisiaj twierdzi, że jest w stanie zbudować kompletnego satelitę obserwacyjnego w Polsce, bez współpracy z doświadczonymi graczami światowymi to byłbym, delikatnie mówiąc, mocno sceptyczny w stosunku do takich deklaracji” – zaznaczył. Według MR wdrożenie Polskiej Strategii Kosmicznej sprawi, że w 2030 roku krajowy sektor kosmiczny będzie mógł skutecznie konkurować na europejskim rynku, a jego obroty wyniosą co najmniej 3 proc. ogólnych obrotów unijnego rynku kosmicznego. http://news.astronet.pl/index.php/2017/07/23/astri-polska-w-branzy-kosmicznej-liczy-sie-specjalizacja/
  4. Dżety Enceladusa widoczne z ośmiuset tysięcy kilometrów na nowym zdjęciu! 2017-07-23. Kamil Serafin Cassini pozostało jedynie osiem tygodni do zakończenia misji. Mimo to, efekty jej prac są coraz bardziej spektakularne. W ostatni poniedziałek, NASA opublikowała fotografię, uchwyconą przez wąskokątną kamerę sondy 13 kwietnia bieżącego roku. Możemy na niej dostrzec wydobywające się spod lodowej pokrywy Enceladusa (jednego z księżyców Saturna) dżety, mające swoje źródło w ukrytym pod powierzchnią oceanie. Według wcześniejszych badań, Enceladus wyrzuca mikroskopijne fragmenty lodu, na wysokość około 1500 kilometrów. Część z nich trafia później do pierścieni Saturna. Dżety zlokalizowane są na południowym biegunie księżyca i stanowią bezpośredni dowód na istnienie wody pod jego lodową skorupą, której grubość w tym miejscu wynosi około pięć tysięcy metrów. Więcej o badaniach gejzerów i całego Enceladusa możecie przeczytać w tym artykule. http://news.astronet.pl/index.php/2017/07/23/dzety-enceladusa-widoczne-z-osmiuset-tysiecy-kilometrow-na-nowym-zdjeciu/
  5. Sztuczne sieci neuronowe wykrywają uciekające gwiazdy Wysłane przez kuligowska w 2017-07-23 Astronomowie odkryli sześć oddalających się szybko od centrum Galaktyki gwiazd hiperprędkościowych. Było to możliwe dzięki zastosowaniu sztucznych sieci neuronowych mających zdolność uczenia się. Operowały one na danych zbieranych w ramach misji Gaia Europejskiej Agencji Kosmicznej, której celem jest utworzenie trójwymiarowej mapy miliarda gwiazd znajdujących się w Drodze Mlecznej i jej otoczeniu. Gwiazd w Galaktyce jest tak wiele, że praktycznie nie sposób znaleźć między nimi tych najciekawszych - na przykład tak zwanych gwiazd hiperprędkościowych (ang. hypervelocity stars). Przypominałoby to szukanie igły w stogu siana. Jednak dla odpowiednio zaprogramowanej sieci neuronowej nie jest to szczególnym wyzwaniem. Właśnie dokonali tego europejscy naukowcy: wyszkolili specjalny program tak, by wynajdywał on gwiazdy z bardzo dużym ruchem własnym. Elena Maria Rossi i Tomasso Marchetti ogłosili właśnie odkrycie sześciu gwiazd o ekstremalnie dużych prędkościach. Wszystkie z nich oddalają się od centrum Drogi Mlecznej z szybkością przekraczającą 350 kilometrów na sekundę, a jedna z nich najprawdopodobniej całkowicie opuści w przyszłości naszą Galaktykę. Gwiazdy poruszające się z hiperprędkościami są bardzo interesujące nie tylko ze względu na swepołożenie w obrębie trudnego do obserwacji jądra Galaktyki. Są one również bardzo pomocne w procesie mapowania pola grawitacyjnego Drogi Mlecznej, włączając w to także rozkład ciemnej materii. Poprzednie poszukiwania takich gwiazd koncentrowały się głównie na badaniu widm - wiadomo, że większość gwiazd zgrubienia centralnego naszej Galaktyki to obiekty stosunkowo stare i czerwone, więc każde jaśniejsze, bardziej błękitne gwiazdy leżące w tym obszarze są dobrymi kandydatami na gwiazdy hiperprędkościowe. Jednak w metodzie tej zakłada się, że własności tych gwiazd się są zasadniczo takie same, co niekoniecznie jest zgodne z prawdą. Inni próbowali je z kolei identyfikować na gruncie ich ruchów własnych i odległości, jednak takie pomiary są z kolei obarczone zbyt dużą niepewnością pomiarową. Wszystko zmieniła jednak misja Gaia. Kosmiczny teleskop umieszczony na orbicie w roku 2013 miał za zadanie wykonać największą i najbardziej dokładną, trójwymiarową mapę gwiazd w naszej Galaktyce. Ich ostateczny katalog ma być opublikowany w roku 2022 i zawierać dokładne położenia, paralaksy i ruchy własne ponad miliarda gwiazd. Droga Mleczna składa się z płaskiego dysku i położonego w jego centrum, w przybliżeniu sferycznego zgrubienia centralnego. Posiada również otoczkę zwaną halo, czyli nieco rzadziej upakowany gwiazdami obszar rozciągający się sferycznie wokół systemu dysku. Większość gwiazd w tego typu galaktyce znajduje się właśnie w dysku i zgrubieniu centralnym, gdzie poruszają się one wokół jej centrum z prędkościami rzędu 210 - 240 km/s. Gwiazdy halo są natomiast jeszcze wolniejsze. Wydaje się więc, że mając aż tak kompletny katalog nie będzie trudno wyselekcjonować nieliczne gwiazdy hiperprędkościowe, których szybkości przekraczają 350 km/s. Jednak przy setkach miliardów gwiazd w całej Galaktyce jest to ciągle ogromne wyzwanie. Właśnie dlatego naukowcy angażują w takich projektach tak zwane uczenie maszynowe i algorytmy genetyczne. Rossi i Marchetti stworzyli sztuczną sieć neuronową, czyli program bazujący w swej budowie i działaniu na systemie komunikujących się ze sobą neuronów tkanki mózgowej. Jak takie podejście przyśpiesza jednak wyszukiwanie danego typu gwiazd? W pierwszym kroku naukowcy przygotowują specjalne dane symulacyjne, na których algorytm oparty na sieci neuronowej uczy się rozpoznawać właściwe różnice pomiędzy hiperszybkimi gwiazdami a ich zwykłymi odpowiednikami. Po zakończeniu takiego "treningu" program dostaje do analizy rzeczywiste już dane zebrane przez teleskop Gaia. Pracuje zgodnie z opracowanymi wcześniej strategiami, by z gwiazd będących kandydatkami do tytułu hiperprędkościowych wybrać te, które faktycznie posiadają ich wszystkie cechy. Tym sposobem sieć neuronowa Rossi i Marchetti zdołała poprawnie wskazać sześć takich gwiazd, bazując na zbiorze kilkudziesięciu początkowych gwiazd "najbardziej podejrzanych” z pierwszego katalogu Gaia. Podobne badania będą z pewnością powtórzone w początkach roku 2018, gdy światło dzienne ujrzy druga edycja przeglądu gwiazd misji Gaia. Czytaj więcej: • Cały artykuł • Misja Gaia Źródło: Sky & Telescope Zdjęcie: dwie hiperprędkościowe gwiazdy uciekające z centrum Drogi Mlecznej i zmierzające ku jej peryferiom (wizja artystyczna). Źródło: ESA / CC BY-SA 3.0 IGO http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/sztuczne-sieci-neuronowe-wykrywaja-uciekajace-gwiazdy-3451.html
  6. Satelita TDRS-M uszkodzony podczas przygotowań do startu 2017-07-23. Michał Moroz NASA poinformowała 21 lipca o przesunięciu terminu lotu satelity na 3 sierpnia. Ma on zostać wyniesiony rakietą Atlas 5. Opóźnienie lotu Konstelacja satelitów TDRS (Tracking and Data Relay Satellite) służy do przekazywania informacji między Międzynarodową Stacją Kosmiczną, Teleskopem Hubble’a oraz innymi misjami naukowymi NASA a kontrolą naziemną. Zbudowany przez Boeinga satelita waży wraz z paliwem 3,5 tony. Jest w stanie prowadzić komunikacje w pasmach S, Ku, Ka. W 2015 roku NASA podpisała kontrakt z Boeingiem o wartości 132,4 milionów USD na wyniesie satelity. 14 lipca podczas ostatnich przygotowań do lotu w zakładach Astrotech Space Operations w Titusville na Florydzie doszło do uszkodzenia anteny nadającej w paśmie S. Na przesunięcie terminu startu wpłynęła również niesprecyzowane przez NASA “wyładowanie elektrostatyczne” w aparaturze naziemnej. TDRS-M to trzeci satelita komunikacyjny konstelacji nowej generacji zbudowany przez Boeinga dla NASA. TDRS-K oraz TDRS-L zostały już umieszczone na orbicie w 2013 i 2014 roku. Konstelacja TDRS System TDRS powstał w latach 70-tych ubiegłego wieku w odpowiedzi na rosnącą potrzebę utrzymywania dłuższego kontaktu z misjami załogowymi oraz bezzałogowymi. Pierwotnie kontakt utrzymywany był dzięki wykorzystaniu sieci stacji naziemnych, których utrzymanie pochłaniało jednak sporo pieniędzy (nie wspominając o ich częstym położeniu w bardzo odległych, bezludnych rejonach Ziemi). Pomimo rozwiniętej sieci stacji naziemnych kontakt ze statkami kosmicznymi i satelitami możliwy był jedynie w ciągu 15% czasu trwania ich jednego obiegu. Wykorzystanie już dwóch satelitów geostacjonarnych z rodziny TDRS powiększyło możliwości transmisji danych do 85% czasu trwania jednego obiegu wokół Ziemi danego satelity lub statku z ludźmi na pokładzie. Kiedy system TDRS zaczął być wdrażany w 1983 roku, to w trakcie 10-dniowej misji promu kosmicznego przekazano na Ziemię więcej danych niż łącznie odebrano z 39 wcześniejszych amerykańskich misji załogowych. Pierwsze sześć z siedmiu satelitów przekazu danych pierwszej generacji wynoszono na orbitę za pomocą wahadłowców w latach 1983-1995. Jeden z nich utracony został w katastrofie promu Challenger. (ParabolicArc) http://kosmonauta.net/2017/07/satelita-tdrs-m-uszkodzony-podczas-przygotowan-do-startu/
  7. Dwa niesamowite kosmiczne nagrania 2017-07-23. W ostatnich dniach w sieci pojawiły się dwa niesamowite nagranie, które zdecydowanie trzeba obejrzeć. Polecamy na niedzielne popołudnie. Pierwsze nagranie zostało udostępnione przez spółkę Planet. Nagranie pokazuje pokazuje filmowany z orbity start rakiety Sojuz z 14 lipca, który wyniósł m.in. kolejne 48 satelitów spółki. Nagranie pokazuje niesamowite możliwości śledzenia wydarzeń z Ziemi na żywo. Drugim nagraniem jest animacja wykonana przez Paula Schenka oraz Johna Blackwella z Lunar and Planetary Institute w Houston. Ukazuje ona przelot nad Plutonem w którym wykorzystane zostały numeryczne modele terenu uzyskane z sondy New Horizons. Sonda przeleciała obok tej planety karłowatej w lipcu 2015 roku jednak przesyłanie danych na Ziemię zakończyło się w październiku 2016 roku. Informacje te są cały czas analizowane, zaś efektem analiz naukowych są m.in. takie animacje, jak poniższa. http://kosmonauta.net/2017/07/dwa-niesamowite-kosmiczne-nagrania/
  8. Marsjańscy trojańczycy z Marsa? Krzysztof Kanawka Jest możliwe, że część planetoid trojańskich krążących po orbicie Marsa pochodzi z Czerwonej Planety. W 1990 roku odkryto pierwszą planetoidę trojańską Marsa. Obiektowi nadano numer 5261 oraz nazwę “Eureka”. Jest to planetoida o średnicy około 2-4 km. W 2011 roku zaobserwowano również towarzyszący jej księżyc o średnicy około 450 m. Do dziś odkryto łącznie dziewięć planetoid trojańskich Czerwonej Planety. Co ciekawe, aż siedem z tych dziewięciu obiektów należy do jednej grupy, nazwanej “klastrem Eureki” – główną planetoidą tej grupy jest właśnie 5261 Eureka. Astronomowie uważają, że sześć pozostałych obiektów w przeszłości odłączyło się od Eureki wskutek jednego z mechanizmów, który nawet dziś jest obserwowany w Układzie Słonecznym. Eureka fragmentem Czerwonej Planety? Siedemnastego lipca na łamach czasopisma naukowego Nature została opublikowana praca naukowa dotycząca marsjańskich trojańczyków. Zaprezentowana praca jest wynikiem badań astronomów pod przewodnictwem D. Polishooka z izraelskiego Instytutu Weizmanna w Rehovot. Astronomowie skupili się na składzie kilku planetoid z klastra Eureki – wykazują one szeroką i głęboką absorpcję widma wokół 1 mikrometra. Takie widmo sugeruje obecność oliwinu – minerału, który jest rzadki u planetoid, ale wykryto jego dużą ilość na Czerwonej Planecie. Obecność oliwinu u tych planetoid sugeruje, że Eureka jest raczej fragmentem Marsa, a nie przechwyconą planetoidą. Oznacza to, że niektóre z uderzeń planetoid w Czerwoną Planetę były na tyle potężne, by być w stanie wybić większe elementy. Autorzy omawianej publikacji uważają, że na Marsie jest kilka kraterów, w tym Borealis Basin (prawdopodobny krater, obejmujący ok. 40% powierzchni planety), które podczas powstania mogły wybić właśnie tak wielkie fragmenty. Przez Eurekę do Marsa? Czy Eureka lub inne planetoidy tego klastra mogą być dobrym celem do misji typu “sample return”? Z pewnością dotarcie do takiego obiektu, lądowanie, pobranie próbek i następnie powrót na Ziemię powinno być znacznie prostsze niż dotarcie na powierzchnię Marsa. Jednocześnie, taka wyprawa bezzałogowa byłaby znacznie tańsza, a jej realizacja byłaby możliwa już w przyszłej dekadzie. Aktualnie NASA realizuje program “Flexible Path”, którego celem nadrzędnym ma być załogowy lot człowieka na Marsa. Pierwsza taka misja powinna nastąpić w drugiej połowie lat trzydziestych, aczkolwiek NASA coraz wyraźniej wskazuje, że przy planowanych budżetach nie będzie możliwy rozwój potrzebnych technologii. Pojawia się również dość często propozycja, aby skoncentrować się na naszym Księżycu oraz przestrzeni wokół naszego naturalnego satelity. (Nature) http://kosmonauta.net/2017/07/marsjanscy-trojanczycy-z-marsa/
  9. Ross 128 – prawdopodobne wyjaśnienie 2017-07-23. Krzysztof Kanawka Ponowne obserwacje przyniosły prawdopodobne wyjaśnienie interesującego sygnału z czerwonego karła Ross 128. W zeszłym tygodniu astronomowie z Planetary Habitability Laboratory (PHL) z uniwersytetu Arecibo w Puerto Rico poinformowali o rejestracji ciekawego sygnału od czerwonego karła Ross 128. Nasłuch wykonano w ramach programu badającego spektrum radiowe wybranych czerwonych karłów. Obserwacje wykonano w kwietniu i maju 2017 na radiowym paśmie C, czyli w zakresie pomiędzy 4 a 5 GHz. Do nasłuchu wykorzystano potężny radioteleskop w Arecibo. Naukowcy nazwali te obserwacje “Weird Signal”. Takiej nietypowej charakterystyki sygnału nie odebrano od żadnej z innej gwiazdy nasłuchiwanej w ramach tego programu. Odebrany sygnał miał szerokopasmowe impulsy o “kwazi periodycznej” charakterystyce z “silnymi cechami rozpraszania”. Kolejny nasłuch wykonano w połowie lipca. Dalsza analiza, w tym z wykorzystaniem radioteleskopów Green Bank Telescope oraz Allen Telescope Array, pozwoliła na zrozumienie natury zarejestrowanych sygnałów. Sygnał z orbity GEO! Naukowcy z PHL są teraz przekonani, że podczas nasłuchu Ross 128 odebrano sygnał z jednego lub kilku satelitów, znajdujących się na orbicie geostacjonarnej (GEO). Niestety, Ross 128 leży blisko równika niebieskiego, co oznacza ryzyko bycia “przesłoniętym” przez satelity telekomunikacyjne, a tym samym silne zakłócenia na pasmach radiowych. Pasmo C do dziś jest powszechnie wykorzystywane przez satelity na GEO, choć coraz częściej korzysta się z wyższych pasm, pozwalających na transfer większej ilości danych. Wyniki tych obserwacji Ross 128 pokazują, że coraz trudniej o wysokiej jakości badania naukowe na wielu zakresach radiowych. Optymalnym rozwiązaniem byłoby umieszczenie radioteleskopu poza bezpośrednim otoczeniem Ziemi, np. po drugiej stronie Księżyca lub w punktach L układu Ziemia-Słońce. Niestety, na przeszkodzie stoją wyzwania technologiczne oraz bardzo wysokie koszty. Dlatego też praktycznie całość obserwacji radiowych Wszechświata przynajmniej przez kilka kolejnych dekad będzie prowadzona z powierzchni naszej planety. W tym samym czasie z pewnością dojdzie do jeszcze większych zakłóceń ze strony satelitów, w szczególności satelitów telekomunikacyjnych na GEO. http://kosmonauta.net/2017/07/ross-128-prawdopodobne-wyjasnienie/
  10. Zaskakująca historia materii z Enceladusa Wysłane przez musiuk w 2017-07-23 Niedawne wykrycie metanolu rzuca światło na ewolucję wyrzutów z jednego z księżyców Saturna – Enceladusa. Po raz pierwszy naukowcom udało się zaobserwować cząsteczki pochodzące z tego obiektu za pomocą teleskopu naziemnego. Badania przeprowadzała doktor Emily Drabek-Maunder z Cardiff University, a ich wyniki przedstawiła na początku lipca na National Astronomy Meeting na University of Hull. Już przeszło od dekady wiadomo, że na południowej półkuli Enceladusa znajdują się gejzery, które wyrzucają spod powierzchni wodne pióropusze. Naukowcy uważają, że materia wyrzucana przez gejzery aż poza księżyc, to woda, która wydobywa się z podpowierzchniowego oceanu Enceladusa poprzez pęknięcia w jego pokrywie lodowej. Ostatecznie trafia ona do przedostatniego pierścienia Saturna. “Niedawne odkrycie, że lodowe księżyce w zewnętrznej części naszego Układu Słonecznego mogą kryć pod powierzchnią wodne oceany zapoczątkowało debatę na temat możliwości rozwoju życia w takich warunkach. Jednak w tym przypadku nasze wyniki sugerują, że metanol pochodzi z reakcji chemicznych zachodzących po wyrzuceniu wody w przestrzeń, co w dużym stopniu uniemożliwia uznanie go za oznakę istnienia życia na Enceladusie” twierdzi doktor Drabek-Maunder. Badania Enceladusa były głównie przeprowadzane przez sondę Cassini, która to wykryła takie substancje jak metanol przelatując prosto przez materię wyrzucaną z gejzerów księżyca. Niedawno przeprowadzone obserwacje wykazały, że ilości metanolu z danych otrzymanych z Cassini oraz w oceanach na Ziemi są zbliżone. Badania przeprowadzone przez doktor Jane Greaves z Cardiff University i doktor Helen Fraser z Open University wykryły obecność metanolu przy użyciu 30-metrowego radioteleskopu IRAM znajdującego się w Sierra Nevada. “Wyniki są dość zaskakujące, biorąc pod uwagę to, że metanol nie był głównym celem naszych obserwacji w wyrzutach Enceladusa” mówi doktor Greaves. Naukowcy sugerują, że te dużo wyższe niż przewidywane ilości metanolu mogą mieć dwa możliwe źródła. Według jednego z nich chmura gazu wyrzucona z Enceladusa została uwięziona wewnątrz pola magnetycznego Saturna; druga teoria twierdzi, że gaz został przeniesiony dalej aż do pierścienia E. Bez względu na to, która z nich jest prawdziwa, ilość metanolu jest dużo wyższa niż ta wykryta w wyrzutach na Enceladusie. “To odkrycie potwierdza możliwość wykrywania cząsteczek na Enceladusie z ośrodków na powierzchni Ziemi. Jednak, aby zrozumieć złożoność chemiczną podpowierzchniowych oceanów, będziemy potrzebować dalszych bezpośrednich obserwacji przy pomocy sond, które będą w przyszłości przelatywać przez wyrzuty gejzerów na Enceladusie” podsumowuje doktor Drabek-Maunder. Źródło: Królewskie Towarzystwo Astronomiczne Więcej informacji: • Surprise methanol detection points to an evolving story of Enceladus’s plumes • Enceladus — glob pod oceanem Na zdjęciu: Enceladus i pierścień E Saturna. Źródło: NASA. http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/zaskakujaca-historia-materii-enceladusa-3450.html
  11. NASA zaprezentowała „kosmiczny” łazik. Będzie eksplorował Marsa [WIDEO] adom publikacja: 22.07.2017 Wygląda jak luksusowy samochód terenowy, ale w rzeczywistości jest prototypem marsjańskiego łazika. NASA zaprezentowała nowy pojazd w Muzeum Kosmosu w Waszyngtonie. Fani gatunku science fiction zapewne stwierdziliby, że pojazd zaprojektowany jest co najmniej dla Batmana. Zrobiony głównie z aluminium i włókien węglowych może pomieścić sześć osób. Ma także sześć kół dostosowanych do jazdy po trudnych marsjańskich terenach. Każde ma prawie półtora metra średnicy. W kabinie znajduje się małe laboratorium do wykonywania różnego rodzaju analiz. Ekspert NASA, Therrin Protze mówi, że to tylko prototyp, ale właściwy model będzie podobny. – Oceniali go astronauci. Być może będziemy musieli wykorzystać inne materiały, ale parę koncepcji naukowych jest całkiem solidnych – powiedział. Rozczarowaniem dla entuzjastów może okazać się maksymalna prędkość pojazdu - sześć kilometrów na godzinę - to bowiem tyle, co szybki spacer. IAR https://www.tvp.info/33323097/nasa-zaprezentowala-kosmiczny-lazik-bedzie-eksplorowal-marsa-wideo
  12. Ukryte gwiazdy mogą fałszować rozmiary planet Wysłane przez musiuk w 2017-07-22 Czasami przy obserwacjach odległych obiektów teleskopy nie są w stanie odróżnić układów pojedynczych od podwójnych. Gdy dwie gwiazdy krążą blisko siebie, przypominają one jeden punkt podobny do pojedynczej gwiazdy. Ta niedokładność pomiarowa może mieć duże znaczenie przy określaniu wielkości planet, które orbitują w tego typu układach. Podczas tranzytu, gdy planeta przechodzi przed tarczą swojej gwiazdy, naukowcy mogą określić jej rozmiar dzięki obserwacjom ilości świata, które blokuje. Jednak ta metoda sprawdza się jedynie wtedy, gdy w badanym układzie jest tylko jedna gwiazda. Z ostatnich odkryć astronomów mimo to wiemy, że prawdopodobnie większość układów z planetami, to układy podwójne. W przypadku gdyby badana planeta była rzeczywiście częścią układu podwójnego z dwoma gwiazdami o podobnej jasności, planeta musiałaby być większa, aby zasłonić taką samą ilość światła. Gdyby krążyła wokół mniej jasnej gwiazdy, musiałaby być jeszcze większa, aby osiągnąć ten sam efekt. Najnowsze badania dotyczącego problemu planet z układów podwójnych przeprowadzili Elise Furlan z NASA Exoplanet Science Institute na California Institute of Technology oraz Steve Howell z NASA Ames Research Center. W swoich obserwacjach Furlan i Howell skupili się na 50 planetach w obszarze badanym przez teleskop Keplera, których masy i średnice zostały już wcześniej określone. Wszystkie badane planety orbitują gwiazdy, które mają swojego towarzysza w odległości do 1700 jednostek astronomicznych. Dla 43 z 50 obiektów wcześniejsze analizy nie brały pod uwagę światła z drugiej gwiazdy. W większości przypadków poprawki rozmiarów planet są niewielkie. Poprzednie badania wskazują, że 24 z 50 planet orbituje większe i jaśniejsze gwiazdy z par, a dla 15 innych nie udało się określić, wokół której z gwiazd krążą. Dla 5 planet z 15 naukowcy określili gwiazdy jako podobne w skali jasności, więc bez względu na to, którą z nich okrążają planety, ich gęstość znacznie się zmniejszy. Efekt wywoływany przez towarzyszącą gwiazdę jest ważny dla naukowców szczególnie przy charakteryzowaniu planet odkrytych przez teleskop Keplera, który w ciągu swojej pracy wykrył już tysiące egzoplanet. Będzie to również ważne dla kolejnej misji NASA – TESS (Transiting Exoplanet Survey Satellite), której celem będzie poszukiwanie małych planet krążących wokół dość bliskich, jasnych gwiazd i małych, chłodniejszych gwiazd. “W kolejnych badaniach chcemy mieć pewność, że planety, które obserwujemy są naprawdę tego typu i rozmiaru, które myślimy, że mają” - mówi Howell. “Poprawne określenie wielkości i gęstości planet są kluczowe dla obserwacji potencjalnie istotnych planet przy pomocy teleskopu kosmicznego Jamesa Webba. W ostatecznym rozrachunku wiedza, które planety są małe i skaliste pomoże nam w zrozumieniu jak prawdopodobne jest, że znajdziemy planety o rozmiarach Ziemi w innych miejscach galaktyki.” Wyniki badań naukowców zostaną opublikowane w Astronomical Journal. Źródło: NASA Więcej informacji: • Hidden Stars May Make Planets Appear Smaller • How hidden stars may impact search for Earth-like planets Na zdjęciu: komiks przygotowany przez NASA przedstawiający problem obserwacji tranzytu w układach podwójnych. Źródło: NASA. http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/ukryte-gwiazdy-moga-falszowac-rozmiary-planet-3449.html
  13. NASA zawiesiła komunikację ze swoimi sondami marsjańskimi Wysłane przez czart w 2017-07-22 Agencja kosmiczna NASA wstrzymała dzisiaj przesyłanie poleceń do wszystkich swoich łazików i sond marsjańskich. Winne jest aktualne położenie Marsa na orbicie - jest zbyt blisko Słońca, gdy patrzymy z Ziemi. Komunikacja zostanie wznowiona na początku sierpnia. Potencjalna możliwość zakłóceń w wydawanych marsjańskim próbnikom poleceniom spowodowała, ze na wszelki wypadek NASA ogłosiła wstrzymanie ich przesyłania na ponad tydzień. Winne takiej decyzji agencji kosmicznej jest Słońce i aktualne położenie Marsa na orbicie. Planeta znajduje się obecnie prawie bezpośrednio za Słońcem (gdy patrzymy z Ziemi), a przechodzenie sygnałów przez koronę słoneczną może powodować pogorszenie jakości komunikacji. Lepiej więc nie ryzykować, że któryś z instrumentów błędnie zrozumie jedno z poleceń. Polecenia do sond marsjańskich nie będą wysyłane z Ziemi od 22 lipca do 1 sierpnia 2017 r. Oczywiście zespoły nadzorujące poszczególne misje przygotowały się wcześniej do tej sytuacji i z wyprzedzeniem przesłały odpowiednie zestawy poleceń na okres przerwy w łączności. Natomiast łączność w drugą stronę, czyli dane telemetryczne i przesyłanie danych naukowych z Marsa na Ziemię, będzie kontynuowana. Tutaj w razie problemów zawsze można ponownie retransmitować sygnał później. Takie niekorzystne położenie Marsa na orbicie zachodzi co 26 miesięcy. Ziemia, Słońce i Mars są ustawione w jednej linii, a Mars znajduje się po przeciwnej stronie Słońca niż Ziemia. Astronomowie mówią wtedy o koniunkcji (złączeniu). Zwykle nie jest to sytuacja idealna, w której tarcza słoneczna przesłaniałaby planetę, ale dla łączności radiowej wystarczy, że planeta jest blisko tarczy Słońca, wtedy łączność jest pogorszona przez koronę słoneczną. Nie jest to pierwsza taka sytuacja w historii obecnie trwających misji marsjańskich. Można nawet powiedzieć, że znajdujące się na Marsie i na orbicie wokół niego przyrządy są weteranami takich wydarzeń. W przypadku sondy Mars Odyssey jest to już ósma koniunkcja Marsa ze Słońcem, dla łazika Opportunity siódma, dla sondy Mars Reconnaissance Orbiter szósta, dla łazika Curiosity trzecia, a dla sondy MAVEN druga. Więcej informacji: • For Moratorium on Sending Commands to Mars, Blame the Sun Źródło: NASA Na ilustracji: Pozycja Marsa (po lewej), Ziemi (po prawej) i Słońca (w centrum) w Układzie Słonecznym pod koniec lipca b.r.. Źródło: NASA/JPL-Caltech. http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/nasa-zawiesila-komunikacje-swoimi-sondami-marsjanskimi-3448.html
  14. Turtle Rover – najpierw łaziki marsjańskie, a teraz… ziemskie! 2017-07-22. Julia Liszniańska Grupa studentów, którzy niedawno tworzyli łaziki marsjańskie na Politechnice Wrocławskiej, wypuszcza na rynek pierwszego łazika… ziemskiego! Nowy łazik nazywa się Turtle. To czterokołowy robot, który ma zachęcać do spędzania większej ilości czasu poza domem. Eksploracja kosmosu jest obecnie tak popularnym tematem, że łatwo zapomnieć, jak piękne miejsca kryje nasza planeta Ziemia. Dlatego powstał Turtle – pierwsza na świecie zdalnie sterowana platforma mobilna, zdolna do pracy w trudnym terenie i jednocześnie dostępna w budżecie prywatnego użytkownika. W dobie, gdy coraz mniej czasu spędzamy na dworze, Turtle zachęca do docenienia otaczających nas miejsc. Łazik Turtle posiada kamerę Full HD i manipulator. Robotem steruje się zdalnie za pomocą aplikacji, której wygląd był inspirowany centrami kontroli misji kosmicznych. Łazik daje możliwość nagrywania filmów i robienia zdjęć z obrazu przesyłanego użytkownikowi na bieżąco. Łazik oprócz wbudowanych funkcji daje możliwość podłączenia zewnętrznej elektroniki i edytowania oprogramowania open-source. Dzięki temu jedynym limitem zastosowań jest wyobraźnia użytkownika. Turtle jest też świetnym rozwiązaniem dla modelarzy, elektroników, i programistów, którzy chcą przetestować własne moduły na działającej platformie. Turtle będzie dostępny w sprzedaży od sierpnia 2017. To wtedy zaczyna się kampania na Kickstarterze, która ma na celu ufundowanie pierwszej serii łazików. Twórcy Turtle’a szacują pierwszą produkcję na 40-70 sztuk. Łaziki będą w całości składane we Wrocławiu. http://news.astronet.pl/index.php/2017/07/22/turtle-rover-najpierw-laziki-marsjanskie-a-teraz-ziemskie/
  15. Apollo 11 – 48 lat temu! 2017-07-21. Michał Moroz Lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte to okres szybkiego rozwoju technologii lotniczych i rakietowych, związany z rywalizacją pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim. Te dwa państwa rywalizowały pomiędzy sobą także w przestrzeni kosmicznej. Część ważnych historycznych dokonań, takich jak pierwszy satelita, pierwszy lot załogowy, pierwsze zdjęcie drugiej strony Księżyca, pierwszy spacer kosmiczny czy pierwsze automatyczne lądowanie na Srebrnym Globie to dokonania Rosjan. Stany Zjednoczone jednak były w stanie dogonić ZSRR w tym „wyścigu w kosmos” i druga połowa lat 60. XX wieku przebiegała bardziej pod dyktando Amerykanów. Kulminacja tej rywalizacji przypada na lata 1968 – 1969. W grudniu 1968 roku misja Apollo 8 jako pierwsza w historii zaprowadziła człowieka poza bezpośrednie otoczenie Ziemi. To właśnie w trakcie tej misji zrobiono zdjęcie małej Błękitnej Planety nad krawędzią Księżyca – jeden z symboli XX wieku. Kilka miesięcy później, w nocy (czasu europejskiego) z 20 na 21 lipca 1969 roku, na Księżycu wylądowało dwóch astronautów – Neil Armstrong oraz Edwin „Buzz” Aldrin. Armstrong stanął jako pierwszy na powierzchni Srebrnego Globu, wypowiadając słynne słowa „that’s one small step for (a) man, one giant leap for mankind”. W ramach misji Apollo 11 – 17 (za wyjątkiem Apollo 13) na Księżycu łącznie stanęło dwanaście osób. Poza Neil’em Armstrongiem i Edwinem Aldrinem po Srebrnym Globie chodzili Pete Conrad, Alan Bean, Alan Shepard, Edgar Mitchell, David Scott, James Irwin, John Young, Charles Duke, Eugene Cernan oraz Harrison Schmitt. Ostatnia załogowa misja na Księżyc, Apollo 17, odbyła się w grudniu 1972 roku. Dzisiaj żyje już tylko dwóch z trzech członków załogi Apolla 11. Neil Armstrong zmarł 25 sierpnia 2012 roku. Buzz Aldrin jest mocno zaangażowany w promowanie rozwoju sektora kosmicznego, zaś Michael Collins wiedzie wyciszone życie na emeryturze. Kiedy znów człowiek stanie na Srebrnym Globie? Czy będzie to Amerykanin (w ramach rządowego programu), Rosjanin, Europejczyk czy Chińczyk? A może na Księżycu stanie osoba, która zapłaci za swój lot w ramach komercyjnego kontraktu? Dziś trudno precyzyjnie odpowiedzieć na te pytania, jednak wydaje się, że wskutek ostatniego, znaczącego rozwoju sektora kosmicznego, moment powrotu człowieka na Srebrny Glob się zbliża. Prawdopodobnie nie nastąpi to jednak wcześniej niż w połowie przyszłej dekady a wcześniej będziemy obserwować szereg wypraw bezzałogowych: orbiterów, lądowników, łazików oraz misji typu „sample-return”. http://kosmonauta.net/2017/07/apollo-11-48-lat-temu/