Welcome to Forum Astronomiczne

Zarejestruj się w naszej astronomicznej społeczności , aby uzyskać dostęp do wszystkich funkcji.

Po zarejestrowaniu i zalogowaniu się, będziesz mogła/mógł:

Tworzyć nowe tematy, pisać w istniejących, oceniać posty innych userów , wysyłać prywatne wiadomości, aktualizować statusy, korzystać z poczty, zarządzać swoim profilem i wiele, wiele więcej!

Energetyk

Użytkownik
  • Postów

    64
  • dołączył

  • Ostatnio

Reputacja

94 Excellent

O Energetyk

  • Ranga
    Regulus
  • Urodziny 01.03.1984

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Zamieszkały
    Żyrardów

Converted

  • Miejsce zamieszkania
    Żyrardów

Ostatnio na profilu byli

395 wyświetleń profilu
  1. Wszystkiego najlepszego!!!
  2. To ja napiszę też coś od siebie. Ja staram się nie komentować zdjęć, bo jestem na forum krótko i nie czuję się władny oceniać lepszych od siebie. Jeśli chodzi o gratulacje to zawsze klikam "Lubię to". Chociaż od dzisiaj będę gratulował postem (w końcu "lubię to" jest "sfejsbuczone" i jakieś takie "bezosobowe"). Staram się także głosować w każdym konkursie. Nawet jeśli nie śledzę relacji/ szkiców/ zdjęć na bieżąco to staram się to nadgonić w trakcie podsumowania miesięcznego/ kwartalnego/ rocznego. Ostatnio wrzuciłem opis mojej sobotniej przygody z polowaniem na kometę. Nie spodziewałem się zachwytów, może bardziej komentarzy w stylu: "następnym razem wyjdzie", "szukałeś nie tam gdzie trzeba", "faktycznie wyglądasz głupio na tej fotce". Jedyny komentarz jaki dostałem to ten w którym lukost potwierdził moje przypuszczenia co do identyfikacji obiektu (dzięki lukost). Poza tym dostałem też całe 7 polubień (także dzięki). Nie żebym się skarżył, ale jest to troszkę zniechęcające do dalszego pisania (no chyba, że to aluzja bym dalej nie pisał). Zgadzam się z Przemkiem, że dużą rolę odgrywa dzisiaj tempo życia i przesyt wszystkiego. Ludzie szybciej niż kiedyś się zniechęcają i próbują czegoś nowego, łatwego, co da efekty bez konieczności wkładu własnego. Bazując na sobie wiem ile trzeba mieć samozaparcia, żeby kontynuować dalszą przygodę z astronomią. Po pierwszych Och! i Ach! zapał maleje i bez wkładu własnego (czytaj: czasu poświęcanego na naukę nieba/ sprzętu/ metod obserwacji) przychodzi moment zniechęcenia. Łatwiej jest poczytać książkę, obejrzeć film, pograć w grę niż wystawić teleskop czy wziąć lornetkę. I efekt ten dotyczy także wielu innych dziedzin. Przemek napisał o twórczości artystycznej. Ja obserwuję to na poziomie sportowym. Dwa, trzy lata temu na cotygodniowe gry w piłkę halową czy siatkówkę przychodziło 12-15 osób. Obecnie chętnych jest 5-6. Na pytanie dlaczego nie grasz? Słyszę odpowiedź: "Nie chcę mi się". No witki opadają Nie zgadzam się natomiast, że wina leży po stronie facebooka. Jestem codziennym użytkownikiem tego medium, ale na stronce forum byłem tylko raz. Dlaczego? Dlatego, że na facebooku przytłacza ilość informacji i merytoryczna treść ginie w natłoku chłamu. 100 razy bardziej wolę wejść na forum. Rozpisałem się za bardzo i zaczynam pisać bez sensu. Na koniec napiszę tylko, że trzeba mieć nadzieję na odwrócenie trendu. Każdy kto patrzy w gwiazdy rozmyśla o tym jacy mali jesteśmy w kosmosie. I ta myśl ciągnie nas do innych, którzy myślą podobnie. I tak w końcu trafią na nasze forum
  3. Tak o nią mi chodziło. Jesteś drugi, który potwierdza, więc musi to być to. Ten gradient to efekt błyskawicznej obróbki w PSie (normalnie zastosowałbym sztucznego flata i go zniwelował). Co do komety to warunki (księżyc) mnie pokonały, ale ostatniego słowa jeszcze nie powiedziałem.
  4. Zrobiłem podejście numer dwa. Ominąłem całą zabawę ze sprzętem, który stał cały dzień na balkonie. Przed wyjściem sprawdziłem dokładnie gdzie jest kometa. Skubana przeleciała już do Korony Północnej. Wytropienie jej nie powinno sprawić problemów. Wystarczyło znaleźć Alfekkę, trzy gwiazdki po koronie. Kometa powinna tworzyć trójkąt prawie równoboczny z 13 i 14 gwiazdą korony. Ustawiłem to miejsce i nic. W okularze widziałem otoczenie zgodne z tym co sugerowało stellarium, komety jednak nie widziałem . Zwalam całą winę na warunki. Wydawało mi się, że jak na pełnię to mam za duże mleko w okularze. Ustawiłem teleskop z aparatem na miejsce w którym 45P miała przelatywać za około godzinę i poszedłem spać. Oto co zobaczyłem rano na zdjęciach. Kometę raczej spisuję na straty. Wątpię czy znajdę czas do końca miesiąca na kolejne obserwacje.
  5. Jest piątek 10 lutego. Budzę się rano, spoglądam za okno i od razu mi się humor poprawia . Niebo kryształ. Jak pogoda się utrzyma zaliczę dzisiaj kolejne zaćmienie księżyca. Co prawda tylko półcieniowe, ale zaćmienie to zawsze zaćmienie. Wyskakuję z łóżka, śniadanko, całusy dla dzieci i żonki, praca. Dzisiaj lekko, więc biorę lutową "Astronomię", żeby nadgonić zaległości w lekturze i dowiedzieć się co ciekawego na niebie w tym miesiącu. Artykuł o kometach przykuwa moją uwagę. Wypada bliski przelot 45P/Honda-Mrkos-Pajdusakovy, odległość 0,083 j.a. robi wrażenie. Rozbudzam swoją fantazję i wyobrażam sobie bryłę lodu przelatującą na tle Ziemi. Ostatnią kometę C2013 US10 Catalina oglądałem rok temu w styczniu i stęskniłem się za kosmicznymi wędrowcami. C2013 US10 Catalina była pierwszą kometą, którą sfotografowałem. Zrobiłem też filmik przedstawiający jej ruch na tle gwiazd (chciałem wrzucić gifa ale mi błąd wyskakuje). Jak na debiut byłem zadowolony z efektów. W podświadomości już kiełkował zamiar sfotografowania 45P. Wracając z pracy nabierałem coraz większej ochoty widząc wyraźnie wieżowce w Warszawie (dystans około 20km). W okresie ostatnich smogów to raczej niecodzienny widok. Swój wkład w to miał dość mocny wiatr, który przypomniał o sobie w nocy. Po wejściu do domu humor trochę opadł, córeczka chodzi marudzi cały dzień przez co żonka też marudzi. Trzeba jakoś łagodzić sytuację i odłożyć na bok przygotowania do astronocy. W międzyczasie przybiega synek i krzyczy TATO, TATO CHODŹ!!! WIDZIAŁEM KSIĘŻYC W KUCHNI!!!. Idę więc posłusznie i oglądamy chwilkę Łysego przez okno dachowe. Nadchodzi w końcu godzina 22, dzieci już śpią. Wyganiam zmęczoną żonę spać, a sam wynoszę teleskop na balkon, żeby się chłodził. Czas zanim kometa pojawi się na niebie umilają mi fotki oglądane na forum. Trafiam na piękny Księżyc Pemo77 i myślę - też taki chcę. Jest tylko jeden problem. Nigdy nie robiłem zdjęć/filmów naszego satelity. Zdarzały się pojedyncze strzały czy film aparatem z zaćmienia w 2016 roku, ale tym razem chciałem mieć fotkę jaką oglądałem na forum. Piszę więc o poradę do Pemo77 i otrzymuję pomoc w postaci ogólnych instrukcji postępowania. Nakręcony łapię za aparat i siup na balkon. Podłączam wszystko, ustawiam na Łyska, klikam nagrywanie na aparacie i .......... nic. Nagrywanie nie włącza się. Próbuję znowu i dalej nic. Wciskam przycisk jeszcze z 5 razy chcąc przekonać aparat do współpracy. Skutek wiadomo jaki. Nic straconego -myślę . Uciekam z powrotem do ciepłego domku. Siadam przed oknem z laptopem, odpalam digiCama i ...... nie mogę znaleźć opcji nagrywania filmów. Po chwili szukania znajduję nagrywanie podczas LiveView. Klikam i bach!. Program się zawiesza. Uruchamiam jeszcze raz i teraz mam problem z komunikacją z aparatem. Brewka zaczyna skakać, ale uspokajam się patrząc na białą kulkę wiszącą za oknem. Szybki wyskok na balkon i restart aparatu. Powtarzam sekwencję i powtórka z rozrywki. Program zawiesza się ponownie. Rezygnuję z kręcenia filmu i robię finalnie około 400 zdjęć. Około pierwszej godziny nachodzi mnie myśl, że sprawdzę gdzie dokładnie pojawi się kometa. I to największy błąd, jaki zrobiłem, że nie sprawdziłem tego wcześniej. Wiedziałem, że 45P ma być pomiędzy Wegą i Arkturem w Herkulesie. Wolarza oglądałem już z mojego balkonu w tym miesiącu i byłem pewien, że jak kometa będzie wysoko to i ją złapię. Nic bardziej mylnego. Okazało się, że owszem jest szansa zobaczyć ją z balkonu, ale około godziny 5. Nie po to moje dzisiejsze starania, żeby się teraz poddawać. Postanawiam przenieść sprzęt na balkon po drugiej stronie domu. Gdybym wiedział jakie będą skutki mojej decyzji, schowałbym sprzęt i oddał we władanie Morfeusza. Nie zrobiłem tego jednak, ubrałem się w zimowy kombinezon i zacząłem rozkręcać zestaw. Przeniosłem statyw i odkręcony od piera montaż razem z lornetką. Przyszła mi myśl, że muszę głupio wyglądać tak latając, więc po drodze zrobiłem sobie fotkę. Posadziłem montaż na statywie i zacząłem ustawianie na polarną. Patrzę przez lunetkę - nic. Zerkam jeszcze raz -nic. Co u licha? Świecę latarką i widzę, że soczewki zaparowały i przymarzły. JASNY GWINT!!! Skoro w lunetce zaparowały to to samo czeka teleskop. Dobrze, że zostawiłem go na koniec. Co tu zrobić? -pomyślałem, ale nic sensownego nie przychodziło mi do głowy o 2 w nocy. Jedyne co mi pozostało to wziąć drabinę i przenieść teleskop na zewnątrz. Całe szczęście, że żaden z sąsiadów nie zadzwonił po policję. Jakbym widział, że ktoś taszczy coś po drabinie o 2 w nocy na pewno bym zadzwonił . Przenosząc sprzęt delektowałem się widokiem na ciemniejszy już z jednej strony Księżyc. Sprzęt zmontowany i gotowy. Pozostało znaleźć kometę. Wega i Arktur są, ale poza nimi ledwo majaczy kilka gwiazdek. Złorzeczę troszkę na przycienionego i sięgam po lornetkę. Szukam, szukam, przerzucam się pomiędzy lornetką i teleskopem, szukam,.................. ...........I szukam tak 1,5 godziny. W okolicy 3.30 zmarznięty, znajduje coś, co wydaje mi się być kometą. Robię próbną fotkę, wychodzi lekki turkus. Ucieszony pakuję się do domu, odpalam sesję 120 fotek po 30 sekund i pakuję się pod koc. Martwię się troszeczkę bateriami od zasilania napędu, bo dioda na zasilaniu dziwnie zaczęła przygasać. Usypiam. Budzę się o 5. Bateria w aparacie zdechła. Chowam aparat (sprzęt zostawiam, może jutro też spróbuje) i idę spać. Zdjęcia obejrzę jak wstanę. Po śniadanku wyjmuję kartę pamięci z aparatu i przenoszę do laptopa. Chwila niepokoju i już wiem, że to co wydawało mi się kometą wcale nią nie było. Nawet nie wiem, jak w nocy mogłem się tak pomylić. Trudno, zostało mi do ustalenia co tak na prawdę jest na zdjęciach. Po godzinie szukania doszedłem do wniosku, że jest to chyba mgławica Żółw NGC 6210. Jest niedaleko trasy komety i kolor się mniej więcej zgadza. Pewności jednak nie mam. Poleci ktoś dobry program do identyfikacji? Poniżej wycinek z nieobrobionej klatki. Podsumowując: Życie amatora zapaleńca jest ciężkie, ale dzięki temu cały czas się uczę. "Nie myli się ten, co nic nie robi". Mam nadzieję, że dzisiaj dane mi będzie ujrzeć ten przeklęty kawałek lodu. W końcu sprzęt marznie od wczoraj. Lecę.... PS. No i są jeszcze fotki Księżyca. Popracuję nad nimi w tygodniu jak znajdę czas.
  6. Polowałem na nią 1,5 godziny. Kiedy na pojedynczych klatkach znalazłem znajomy zielonkawy kolor. Ustawiłem sesję i poszedłem spać. Rano przeglądając zdjęcia okazało się, że niestety chyba mi oczy zamarzły w od mrozu. Faktycznie na zdjęciach jest coś kolorowego, ale kometa to nie jest. Wydaje mi się, że to mgławica Żółw NGC 6210, która jest w pobliżu. Niestety pewności nie mam. Czy może ktoś potwierdzić?
  7. I wszystko jasne 11 listopada tak to wygląda. Mój problem polega na tym, że w listopadzie nie widziałem woźnicy. Ostatnio oglądałem gromady i wożnica była całkiem przekręcona. Stąd moje pytanie.
  8. Sprawdzałem w stellarium i taki widok miałbym w dzień
  9. Fotka świetna. Mam tylko takie małe pytanko? Dlaczego akurat taki kadr. To przez lustrzane odbicie? Jak wychodzę na dwór to woźnicę widzę zawsze odwrotnie? Nie żebym się czepiał
  10. Moje klimaty
  11. Pobawiłem się troszkę. Co do wyrównania tła to jeszcze za ćwiczeń.
  12. Sporo to mało powiedziane. Centralnie pod kadrem jest ulica. Muszę chyba jakiś filtr wycinający zakupić.
  13. Przy okazji instalacji digicamcontrol (nie wiem dlaczego broniłem się przed tym tak długo) oraz względnie dobrej pogody postanowiłem popełnić mój pierwszy startrails. Jeszcze daleko mu do estetycznej fotki, ale jak na pierwszy strzał wystarcza. Teraz tylko ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć....
  14. Od kiepskiej pogody gorsza jest tylko sytuacja kiedy mam piękną pogodę czwarty dzień z rzędu, a po pracy nie mam siły targać sprzętu na balkon
  15. Przekonałeś mnie. Różnica w zdjęciach ogromna. Popatrzyłem jeszcze na swoje pojedyncze klatki i faktycznie widać, że problemem nie są pojechane gwiazdy a właśnie koma.