Welcome to Forum Astronomiczne

Zarejestruj się w naszej astronomicznej społeczności , aby uzyskać dostęp do wszystkich funkcji.

Po zarejestrowaniu i zalogowaniu się, będziesz mogła/mógł:

Tworzyć nowe tematy, pisać w istniejących, oceniać posty innych userów , wysyłać prywatne wiadomości, aktualizować statusy, korzystać z poczty, zarządzać swoim profilem i wiele, wiele więcej!

Paweł Baran

Astronomiczne Wiadomości z Internetu

7580 postów w tym temacie

Nowe dane o dwóch odległych planetoidach wskazują na obecność Planety 9
Posted on 23/02/2017 By Radosław Kosarzycki
Właściwości dynamiczne planetoid, obserwowane po raz pierwszy za pomocą Gran Telescopio CANARIAS, wskazują na możliwe wspólne pochodzenie i dają nam pierwsze wskazówki dotyczące istnienia jeszcze jednej planety za orbitą Plutona, tzw. Planety 9.
W 2000 roku odkryto pierwszy obiekt nowej klasy odległych obiektów Układu Słonecznego, krążących wokół Słońca w odległości znacznie większej niż Neptun: to tak zwane ekstremalne obiekty trans-neptunowe (ETNO, ang. extreme trans Neptunian objects). Ziemia krąży wokół Słońca w odległości równej 1 jednostce astronomicznej (1 AU) czyli ok. 150 milionów kilometrów, jednak obiekty klasy ETNO krążą wokół Słońca w odległości ponad 150 AU. Aby uzmysłowić sobie jak duża to odległość wystarczy przypomnieć, że Pluton oddalony jest od Słońca o 40 AU, a w momencie największego zbliżenia do Słońca znajduje się w odległości ok. 30 AU. To odkrycie stanowi swego rodzaju początek nowego podejścia do badania Układu Słonecznego. Jak dotąd udało się zidentyfikować 21 obiektów klasy ETNO.
Od niedawna liczne badania wskazują, że parametry dynamiczne ETNO można wytłumaczyć, jeżeli założy się, że w Układzie Słonecznym istnieje jedna lub więcej planet o masie kilku mas Ziemi, krążących w odległości kilkuset AU. W 2016 roku badacze Brown i Batygin wykorzystali orbity siedmiu ETNO do przewidzenia obecności „superziemi” krążącej wokół Słońca w odległości około 700 AU.  Jednak z uwagi na to, że takie obiekty znajdują się tak daleko od Słońca, bardzo trudno je dostrzec i jak dotąd jedynym z 21 obiektów trans-neptunowych obserwowanych spektroskopowo była Sedna.
Teraz zespół badaczy kierowanych przez naukowców z Instituto de Astrofisica de Canarias (IAC) we współpracy z Complutense University of Madrid wykonał kolejny krok w stronę fizycznego scharakteryzowania tych obiektów i potwierdzenia i obalenia hipotezy Planety 9. Naukowcy wykonali bowiem pierwsze obserwacje spektroskopowe obiektów 2004 VN112 oraz 2013 RF98 – obiektów szczególnie ciekawych pod względem dynamicznym ponieważ ich orbity są niemal identyczne a bieguny ich orbit różnią się o bardzo niewielki kąt. Takie właściwości wskazują na wspólne pochodzenie, a ich obecne orbity mogą być wynikiem przeszłych interakcji z hipotetyczną Planetą 9. Artykuł opublikowany ostatnio w periodyku Monthly Notices of the Royal Astronomical Society wskazuje, że owa para ETNO była kiedyś planetoidą podwójną, której elementy zostały od siebie oderwane wskutek spotkania z planetą znajdującą się poza orbitą Plutona.
Aby dojść do tego wniosku, badacze wykonali pierwsze obserwacje spektroskopowe 2004 VN112 oraz 2013 RF98 w zakresie widzialnym. Spektra wykonano przy wydatnej pomocy astronomów Gianluci Lombardi i Ricardo Scarpa za pomocą spektrografu OSIRIS zainstalowanego na Gran Telescopio CANARIAS (GTC) na szczycie Roque de los Muchachos Observatory w La Palma.  Zidentyfikowanie tych obiektów było nie lada wyzwaniem ponieważ ich duża odległość sprawiała, że ich ruch na niebie był wyjątkowo powolny. Następnie, naukowcy zmierzyli ich jasność widzialną i uściślili orbitę 2013 RF98, która dotąd była dość słabo określona.  Badaczom udało się dojrzeć ten obiekt ponad minutę łuku od miejsca, w którym jego obecność przewidywały efemerydy. Obserwacje pozwoliły poprawić obliczenia orbit i zostały opublikowane przez Minor Planet Center (MPEC 2016-U18: 2013 RF98) – biuro odpowiedzialne za identyfikację obiekt i planetoid oraz pomiary ich parametrów orbitalnych.
Widma w zakresie widzialnym umożliwiają także określenie składu chemicznego. Mierząc nachylenie widma można określić czy na powierzchni obiektu znajduje się czysty lód – jak w przypadku Plutona, lub związki węgla. Widmo może także wskazać obecność amorficznych krzemianów takich jak odkryte chociażby na trojańczykach Jowisza. Wartości uzyskane dla 2004 VN112 i 2013 RF98 są niemal identyczne i podobne  do obserwowanych fotometrycznie w przypadków dwóch innych ETNO – 2000 CR105 oraz 2012 VP113. Co ciekawe, Sedna – jedyny z tych obiektów wcześniej badany spektroskopowo – charakteryzuje się zupełnie innymi wartościami. Powyższe pięć obiektów stanowią część grupy siedmiu obiektów wykorzystanej do przetestowania hipotezy mówiącej o istnieniu Planety 9, która mówi, że wszystkie obiekty -poza Sedną – powinny mieć wspólne pochodzenie. Uważa się, że Sedna jest obiektem pochodzącym z wewnętrznych obszarów Obłoku Oorta.
Podobne gradienty widma obserwowane w przypadku 2004 VN112 – 2013 RF98 wskazują na ich wspólne pochodzenie –  tłumaczy julia de Leon, główna autorka artykułu i astrofizyczka z IAC. Zakładamy możliwość, że w przeszłości oba obiekty stanowiły układ podwójny, który został rozszczepiony wskutek bliskiego spotkania z masywniejszym obiektem. W celu sprawdzenia tej hipotezy, zespół wykonał tysiące symulacji numerycznych, w których sprawdzał jak bieguny orbity rozchodziłyby się w czasie. Wyniki symulacji wskazują, że potencjalna Planeta 9  o masie 10-20 mas Ziemi, krążąca w odległości 300-600 AU od Słońca mogła zaburzyć układ 2004 VN112-2013 RF98 jakieś 5-10 milionów lat temu.
Źródło: IAC
http://www.pulskosmosu.pl/2017/02/23/nowe-dane-o-dwoch-odleglych-planetoidach-wskazuja-na-obecnosc-planety-9/

Nowe dane o dwóch odległych planetoidach wskazują na obecność Planety 9.jpg

Nowe dane o dwóch odległych planetoidach wskazują na obecność Planety 9 2.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

NASA ma dowody na występowanie związków organicznych na Ceres
24.02.2017
W ramach amerykańskiej misji kosmicznej Dawn na planecie karłowatej Ceres natrafiono na związki organiczne. Występują one m.in. w jednym z kraterów na powierzchni obiektu – podała NASA.
Dzięki spektrometrowi sondy Dawn naukowcy wykryli związki organiczne na powierzchni Ceres. Znajdują się one wewnątrz i wokół krateru Ernutet. Związki organiczne to takie, które zawierają węgiel. Są bardzo poszukiwane w kosmosie przez naukowców, bowiem stanowią jeden z niezbędnych składników życia, takiego jakie znamy na Ziemi.
 
Dzięki odkryciu, Ceres trafiła do rosnącej grupy ciał w Układzie Słonecznym, na których występują związki organiczne. Takowe wykryto m.in. w niektórych meteorytach, a także w przypadku obserwacji kilku planetoid. Ceres wykazuje podobieństwa do meteorytów bogatych w wodę i cząsteczki organiczne, szczególnie do meteorytów zwanych chondrytami węglowymi.
 
„To pierwsza wyraźna detekcja cząsteczek organicznych dokonana z orbity wokół obiektu z głównego pasa planetoid” - podkreśliła Maria Cristina De Sanctis z Narodowego Instytutu Astrofizycznego w Rzymie (Włochy), główna autorka publikacji, która ukazała się w czasopiśmie „Science”.
 
Dane zaprezentowane w publikacji są wsparciem dla hipotezy, że materiał organiczny powstał na Ceres, a nie został dostarczony na tę planetę karłowatą z zewnątrz. Naukowcy wskazują, iż węglany i glinki zidentyfikowane wcześniej na Ceres sugerują chemiczną aktywność w obecności wody i ciepła. Uwodnione minerały, węglany, lód wodny i iły amonowane musiały doświadczyć obecności wody. Uważa się, iż sole i węglan sodu odkryte w jasnych obszarach krateru Occator zostały wyniesione na powierzchnię przez ciecz. To wszystko zwiększa prawdopodobieństwo, że związki organiczne wytworzyły się w ciepłym, bogatym w wodę otoczeniu.
 
Obecność materiału organicznego wykryto dzięki obserwacjom w bliskiej podczerwieni. Związki organiczne znajdują się głównie na obszarze obejmującym około 1000 km kw. W szczególności wyraźnie występują na dnie krateru Ernutet, na jego południowym zboczu i na obszarze na południowy-zachód od krateru. Drugi obszar występowania to północno-zachodnia część zbocza krateru i obszar, na który opadła materia wyrzucona podczas powstania krateru. Jest także kilka mniejszych obszarów na wschód i na zachód od krateru. Materiał organiczny znaleziono także w małym obszarze w kraterze Inamahari, który położony jest około 250 km od krateru Ernutet.
 
Sonda Dawn ma już za sobą prawie dwa lata pobytu na orbicie wokół Ceres. Obecnie znajduje się na mocno eliptycznej orbicie przebiegającej od 7520 do 9350 kilometrów nad planetą karłowatą. 23 lutego ma przejść na orbitę o wysokości około 20 tysięcy kilometrów, przebiegającą w innej płaszczyźnie.
 
Dawn jest misją amerykańskiej agencji kosmicznej NASA. Partnerami naukowymi misji jest także kilka instytucji europejskich. Sondę wystrzelono z Ziemi w 2007 roku, a zanim dotarła do Ceres, badała wcześniej planetoidę Westę. (PAP)
 
cza/ mrt/
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,413204,nasa-ma-dowody-na-wystepowanie-zwiazkow-organicznych-na-ceres.html

NASA ma dowody na występowanie związków organicznych na Ceres.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Pierwszy ślad różnic między materią a „zwykłą” antymaterią
24.02.2017
Świat wokół nas jest zbudowany głównie z barionów, cząstek składających się z trzech kwarków. Dlaczego nie ma w nim antybarionów, skoro tuż po Wielkim Wybuchu materia i antymateria powstawały w dokładnie takich samych ilościach? W eksperymencie LHCb przy Wielkim Zderzaczu Hadronów właśnie natrafiono na pierwszy ślad różnic między barionową materią a antymaterią.
W danych zebranych w trakcie pierwszej fazy pracy Wielkiego Zderzacza Hadronów zespół eksperymentu LHCb wykrył interesującą asymetrię. Najnowsza analiza rozpadów barionów pięknych Lambda b, cząstek sześciokrotnie bardziej masywnych od protonu, sugeruje, że rozpadają się one nieco inaczej niż ich antymaterialne odpowiedniki.
 
"Jeśli wynik ten zostanie potwierdzony, będzie można mówić o zaobserwowaniu pierwszej różnicy między antybarionami a barionami, a więc tą rodziną cząstek, która w dominującej części tworzy nasz codzienny świat" - informuje w przesłanym PAP komunikacie Instytut Fizyki Jądrowej PAN (IFJ PAN).
 
Pewne różnice między materią a antymaterią zaobserwowano już wcześniej. W 1964 roku dostrzeżono, że kaony – czyli mezony K, cząstki zbudowane z kwarka dziwnego i antykwarka dolnego albo górnego – czasami rozpadają się nieco inaczej niż antykaony. Za to odkrycie w 1980 roku przyznano Nagrodę Nobla. Z kolei w ostatnich latach pojawiły się doniesienia o wykryciu nieco wyraźniejszych różnic w rozpadach mezonów i antymezonów B różnego typu.
 
"Mezony to pary kwark-antykwark o krótkich czasach życia, dziś pojawiające się we Wszechświecie w niewielkich ilościach, a na Ziemi wytwarzane głównie w wysokoenergetycznych zderzeniach w akceleratorach. Tymczasem materię, z której składają się makroskopowe obiekty naszego świata, tworzą leptony (to do nich należą elektrony) oraz w dominującej części bariony, czyli zlepki trzech kwarków (barionem jest proton, zawierający dwa kwarki górne i jeden dolny, oraz neutron, złożony z dwóch kwarków dolnych i jednego górnego)" - informuje IFJ PAN.
 
Najnowsza analiza danych z eksperymentu LHCb, opublikowana w czasopiśmie „Nature Physics”, a dotycząca rozpadów cząstek Lambda b zbudowanych z kwarków dolnego, górnego i pięknego, jest więc pierwszą wskazówką o możliwych różnicach między materią barionową a jej antymaterialnym odbiciem.
 
"Jeszcze nie możemy mówić o odkryciu. Niemniej mamy do czynienia z czymś, co wydaje się coraz bardziej obiecującą wskazówką obserwacyjną, wychwyconą w danych z pierwszego etapu pracy akceleratora LHC. Na ostateczne potwierdzenie – lub zanegowanie... – obecnego wyniku trzeba będzie jednak poczekać kilkanaście miesięcy, do momentu oficjalnego zakończenia analizy danych z fazy drugiej” - zaznacza dr hab. Marcin Kucharczyk z IFJ PAN w Krakowie, który to instytut jest jednym z uczestników eksperymentu LHCb.
 
Współczesna fizyka cząstek elementarnych oraz modele kosmologiczne sugerują, że antymateria powstawała w dokładnie takich samych ilościach co materia. Z faktem tym wiążą się spektakularne konsekwencje: gdy cząstka napotyka swoją antycząstkę, z dużym prawdopodobieństwem dochodzi do anihilacji, czyli procesu, w którym obie cząstki całkowicie przekształcają się w energię. Mechanizm ten jest niezwykle wydajny. Ilość energii powstająca przy anihilowaniu kilograma antymaterii z dobrym przybliżeniem odpowiada ilości energii, jaka uwalnia się wskutek spalenia rocznej produkcji benzyny silnikowej ze wszystkich polskich rafinerii.
 
Jak czytamy w komunikacie IFJ PAN, gdyby we współczesnym kosmosie istniały planety, gwiazdy czy galaktyki zbudowane z antymaterii, powinny emitować duże ilości promieniowania o bardzo charakterystycznych energiach. Powstawałoby ono wskutek nieuniknionych oddziaływań z materią przeciwnego typu, prowadzących do anihilacji. Tymczasem astronomowie obserwują promieniowanie anihilacyjne tylko gdzieniegdzie i w szczątkowych ilościach, świetnie tłumaczonych zjawiskami fizycznymi, które i dziś odpowiadają za powstawanie niewielkich ilości antymaterii. "Tak rodzi się fundamentalnie ważne pytanie: skoro pierwotnie materia i antymateria wypełniały Wszechświat w dokładnie jednakowych ilościach, dlaczego całkowicie nie zniknęły? Dlaczego niewielka część materii zdołała przetrwać erę anihilacji?" - czytamy w przesłanym komunikacie.
 
W świecie ożywionym wielkie wymierania, prowadzące do wyginięcia gatunków, trwają dziesiątki i setki tysięcy lat. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że anihilująca z materią antymateria zniknęła z naszego wszechświata ułamki sekund po Wielkim Wybuchu. Na każde kilka miliardów cząstek materii ten gigantyczny kataklizm przetrwała zaledwie jedna. Gdyby podobna co do skali zagłada dotknęła ludzki gatunek, w ciągu sekund ze wszystkich ludzi na Ziemi przy życiu pozostałby tylko jeden człowiek.
 
PAP - Nauka w Polsce
 
ekr/ agt/
Tagi: ifj pan , lhc
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,413245,pierwszy-slad-roznic-miedzy-materia-a-zwykla-antymateria.html

Pierwszy ślad różnic między materią.jpg

Pierwszy ślad różnic między materią2.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Pomiary jasności i temperatury pierścieni Saturna
Wysłane przez czart w 2017-02-24

Opracowując dla celów popularyzacji astronomii dane w średniej podczerwieni z japońskiego teleskopu Subaru dokonano przy okazji spostrzeżenia naukowego. Okazało się, że pierścień C i przerwa Cassiniego są w tym zakresie jaśniejsze od pierścieni B i A, czyli dokładnie odwrotnie niż na zdjęciach w zakresie widzialnym.

Dr Hideaki Fujiwara na co dzień zajmuje się popularyzacją astronomii i opracowywał dane uzyskane przez teleskop Subaru w 2008 r., aby uzyskać dla celów edukacyjnych nowe, ostre zdjęcie planety w podczerwieni. Jednak jego uwagę zwrócił odmienny od standardowego wygląd części pierścieni Saturna. Dane poddano analizie naukowej i 23 lutego 2017 r. ukazała się publikacja w czasopiśmie "Astronomy & Astrophysics".

Pierścienie Saturna dzielą na kilka odseparowanych od siebie przerwami. Największa jest przerwa Cassiniego oddzielająca pierścienia B od pierścienia A. Można ją dostrzec nawet przez niewielkie teleskopy. Okazuje się, że na zdjęciach w bliskiej podczerwieni przerwa Cassiniego oraz pierścień C są jaśniejsze od pierścieni B i A, co jest sytuacją odwrotną niż na zdjęciach w zakresie widzialnym.

Teleskopem Subaru obserwowano Saturna w ostatnich latach kilkakrotnie. Dr Hideaki Fujiwara, zajmujący się na co dzień popularyzacją astronomii, przeanalizował ostatnio dane z obserwacji wykonanych w styczniu 2008 roku przy pomocy instrumentu Cooled Mid-Infrared Camera and Spectrometer (COMICS). Celem było opracowanie na ich podstawie zdjęć dla celów edukacyjnych, a przy okazji okazało się, że widok pierścieni Saturna w średniej podczerwieni zdecydowanie różni się od cech znanych ze zdjęć w świetle widzialnym.

Różnica wynika z tego, że w średniej podczerwieni obserwujemy emisję termiczną od cząstek, z których zbudowany jest pierścień, a w zakresie widzialnym dociera do nas odbite światło słoneczne. Na obrazach w podczerwieni cieplejsze fragmenty pierścieni ukazują się jako jaśniejsze.

Dodatkowo okazuje się, że względna różnica jasności nie jest stała. Na zdjęciach w podczerwieni wykonanych teleskopem Subaru przy pomocy instrumentu Cooled Mid-Infrared Camera and Spectrometer (COMICS) w kwietniu 2005 r. i w styczniu 2008 widać. Na wcześniejszych obrazach pierścień C i przerwa Cassiniego były jaśniejsze, a pierścienie B i A słabsze. Na fotografii późniejsze jest odwrotnie. Astronomowie sądzą, że jest to skutek zmian ustawienia kąta pierścieni względem Słońca, następującego z okresem 15-letnim. Planowane są kolejne obserwacje pierścieni Saturna teleskopem Subaru w maju 2017 r., aby dokładniej zbadać ten proces.

Więcej informacji:
•    Saturn's Rings Viewed in the Mid-infrared Show Bright Cassini Division

Źródło: Subaru / NAOJ


Na zdjęciu u góry:
Porównanie zdjęć Saturna w bliskiej podczerwieni i w zakresie widzialnym, wykonanych w 2008 r. teleskopami Subaru i Murikabushi. Źródło: NAOJ.

Na zdjęciu poniżej:
Porównanie widoku Saturna i jego pierścieni 30.04.2005 r. (na górze) i 23.01.2008 r. (na dole). Zdjęcia wykonano w bliskiej podczerwieni przy pomocy teleskopu Subaru. Widać zmiany względnej jasności pomiędzy pierścieniem C i przerwą Cassiniego, a pierścieniami B i A. Źródło: NAOJ.
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/pomiary-jasnosci-temperatury-pierscieni-saturna-3163.html

Pomiary jasności i temperatury pierścieni Saturna.jpg

Pomiary jasności i temperatury pierścieni Saturna2.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Co naukowcy wiedzą już o egzoplanetach TRAPPIST-1?
2017-02-24
Cały świat wciąż żyje sensacyjną informacją o odkryciu układu planetarnego TRAPPIST-1, w którym wokół czerwonego karła krąży aż 7 skalistych globów, a właściwie drugich Ziemi, na których może istnieć życie. Co naukowcy wiedzą już na temat tych odległych światów?
Tuż po ogłoszeniu w środę (22.02) tej wiadomości przez naukowców z NASA, przeprowadzili oni AMA (ask me anything) na popularnym serwisie Reddit. Astronomowie, którzy bezustannie obserwują odkryte egzoplanety, odpowiedzieli tam na najbardziej intrygujące internautów pytania dotyczące tego wydarzenia.
Układ planetarny TRAPPIST-1 rozpalił wyobraźnię wszystkich fanów astronomii i wszystkich tych, którzy uważają, że nie jesteśmy sami (jako inteligentne istoty) we Wszechświecie.
Naukowcy przyznali, że stabilność całego układu jest dla nich nieznana, a wynika to z jego dynamiczności. Nie wiadomo też dokładnie, jakie masy mają poszczególne planety, a ostatniej, czyli siódmej (TRAPPIST-1g), specjaliści nie wiedzą prawie nic. Nie wykluczają jednak, że znajduje się tam więcej planet, które aktualnie ciężko jest im wykryć.
Bezustannie są (od 15 grudnia) i będą prowadzone (do 4 marca) obserwacje tych egzoplanet. Przez 70 dni naukowcy, z pomocą Kosmicznego Teleskopu Kepplera, zbiorą sporo danych, które dadzą nam większą ilość informacji o tych obiektach. Dane mają zostać ujawnione dla wszystkich 6 marca.
Po ogłoszeniu przez naukowców odkrycia skalistych planet krążących bardzo blisko wokół czerwonego karła, natychmiast pojawiły się obawy, że nie może tam przetrwać żadne życie, a to ze względu na duże promieniowanie gwiazdy i potężne oraz częste emisje wiatru słonecznego.
Astronomowie tłumaczą, że karzeł generuje małe rozbłyski raz na tydzień, a większe raz na pół roku. Nie są one jednak tak potężne, że mogłyby unicestwić na którejś z egzoplanetach rozwijające się życie.
Nasze wątpliwości zostaną rozwiane ostatecznie pod koniec 2018 roku i na początku 2019 roku. Wówczas pracę podejmie nowiutki Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba, dzięki któremu będziemy mogli znacznie lepiej przyjrzeć się atmosferom tych obiektów i wykryć w nich wodę, tlen, ozon czy metan.
Odkrycie takich gazów jest niezwykle istotne, gdyż powie nam, czy na skalistych powierzchniach istnieje tam życie. Jeśli je wykryjemy takie gazy, to pojawi się tylko jedno ale, nie będziemy mogli na tej podstawie ustalić, czy egzystuje tam inteligentna rasa Obcych czy np. tylko mikroby.
Najważniejsze, że układ TRAPPIST-1 może być w przyszłości naszym drugim, zapasowym domem, nawet jeśli nie jest tak przyjazny dla nas jak nasza planeta. Ultrazimny czerwony karzeł jest bowiem jednym z najbardziej długowiecznych rodzajów gwiazd we Wszechświecie, więc będzie on funkcjonował o wiele dłużej niż nasze Słońce, bo nawet bilion lat.
Według astrobiologów odpowiedzialnych za to odkrycie, najbardziej obiecującymi, pod względem możliwości egzystencji tam życia, są obiekty e, f i g, ponieważ znajdują się w tzw. ekosferze gwiazdy, czyli w miejscu gdzie mogą występować warunki odpowiednie do rozkwitu życia.
Nie jest tajemnicą i czymś dziwnym, że chodzi tutaj o bogatą w tlen atmosferę, wodę w postaci płynnej i sprzyjające temperatury. Odkrycie układu planetarnego TRAPPIST-1, w którym w jednym miejscu znajduje się tak dużo podobnych do Ziemi planet, a aż trzy z nich znajdują się w ekosferze, w piękny sposób pokazuje nam, że tylko w naszej galaktyce może być ich po prostu od groma, a co dopiero w całym Wszechświecie.
Cieszmy się, że najlepsze odkrycia znajdują jeszcze przed nami, gdy do gry wejdzie Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba, czyli najpotężniejszy i najnowocześniejszy w historii świata teleskop umieszczony na orbicie oraz Ekstremalnie Wielki Teleskop Europejski (E-ELT), czyli największy na świecie teleskop optyczny i na podczerwień opracowany przez Europejskie Obserwatorium Południowe.
Póki co uzbrójmy się w cierpliwość i poczekajmy na nowe dane do 6 marca. Jeśli macie ochotę, to poczytajcie nasze wyobrażenia o tych obiektach... Zobacz cały artykuł
http://www.twojapogoda.pl/wiadomosci/116748,co-naukowcy-wiedza-juz-o-egzoplanetach-trappist-1

Co naukowcy wiedzą już o egzoplanetach TRAPPIST-1 2.jpg

Co naukowcy wiedzą już o egzoplanetach TRAPPIST-1 3.jpg

Co naukowcy wiedzą już o egzoplanetach TRAPPIST-1 4.jpg

Co naukowcy wiedzą już o egzoplanetach TRAPPIST-1 5.jpg

Co naukowcy wiedzą już o egzoplanetach TRAPPIST-1.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

NASA wreszcie gotowa do podboju Wenus?
24 lutego 2017, Kamil Serafin
Podbój i dokładne zbadanie drugiej planety od Słońca, nigdy nie należał do najłatwiejszych celów do zrealizowania. Średnia temperatura powierzchni, sięgająca ponad 460°C oraz niesamowicie wysokie ciśnienie, przekraczające ziemskie ponad 90 razy są tego główną przyczyną. Tak ekstremalne warunki sprawiają, że jakiekolwiek urządzenia wysłane na Wenus, po bardzo krótkim czasie ulegają znacznym uszkodzeniom, uniemożliwiającym dalsze ich użytkowanie. Przez gęste chmury otaczające planetę lądowanie trwa zbyt długo i zajmuje około 100 minut. Dla przykładu, rosyjska sonda Wenera 3 z 1966 roku, straciła zasilanie jeszcze zanim dotknęła powierzchni. Piekielnie wysokie temperatury są natomiast jedną z przyczyn zniszczeń w układach elektronicznych. Przekraczają np. temperatury topnienia cynku oraz ołowiu. Z tych względów, od ponad 30 lat ludzkość nie podjęła kolejnych prób lądowania na Wenus.Teraz jednak, dzięki wysiłkom techników z NASA, ten stan rzeczy może się wreszcie zmienić!
Naukowcy z Glenn Research Center postanowili przyjrzeć się możliwościom zastosowania w układach scalonych węglika krzemu (SiC) – jednemu z najtwardszych materiałów na świecie, odpornego na ekstremalne temperatury. Z ich wykorzystaniem skonstruowano oscylator pierścieniowy, mający hipotetycznie mierzyć ciśnienie i temperaturę. Zdołał on przejść bardzo wymagające testy wytrzymałościowe, symulujące warunki panujące na Wenus. Pracował ponad 500 godzin! To o wiele więcej niż wszystkie poprzednie urządzenia, które trafiły na powierzchnię naszej sąsiadki. Pomysł wykorzystania SiC nie jest nowy – NASA planowała jego wykorzystanie do stworzenia sensorów mogących wytrzymać warunki panujące w… silniku rakiety podczas zapłonu!
Nie oznacza to jednak, że naukowcy natychmiastowo podejmą kolejną misję, mającą na celu wylądowanie na Wenus. Jest to jedynie rozwiązanie jednego z podstawowych problemów, które w niczym nie pomoże, o ile nie znajdą się pieniądze na ewentualną misję kosmiczną. A o nie coraz ciężej…
http://news.astronet.pl/index.php/2017/02/24/nasa-wreszcie-gotowa-do-podboju-wenus/

NASA wreszcie gotowa do podboju Wenus.jpg

NASA wreszcie gotowa do podboju Wenus2.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

W Trójmieście ruszyły studia na kierunku technologie kosmiczne i satelitarne
24 lutego 2017  Redakcja AstroNETu
Na Politechnice Gdańskiej odbyła się we wtorek inauguracja studiów na międzyuczelnianym kierunku technologie kosmiczne i satelitarne. Poza Politechniką w projekcie biorą udział dwie uczelnie z Gdyni – Akademia Morska oraz Akademia Marynarki Wojennej.
W ramach kierunku technologie kosmiczne i satelitarne na wspomnianych trzech uczelniach prowadzone będą cztery specjalności: dwie na Politechnice Gdańskiej (PG) i po jednej w Akademii Morskiej oraz Akademii Marynarki Wojennej.
Jak poinformował prof. Edmund Wittbrodt z Wydziału Mechanicznego PG, który był jednym z inicjatorów utworzenia nowego kierunku, nauka na nim będzie prowadzona w systemie międzyuczelnianym. „Wszyscy studenci będą uczestniczyli w wykładach prowadzonych zarówno na Politechnice Gdańskiej, jak i na obu gdyńskich Akademiach. Będą też mieli możliwość korzystania z laboratoriów istniejących w tych trzech uczelniach, co poszerzy wiedzę i dostęp do różnorodnej aparatury” – wyjaśnił prof. Wittbrodt.
Prof. Andrzej Stepnowski z Wydziału Elektroniki, Telekomunikacji i Informatyki PG, który także uczestniczył w pracach nad utworzeniem nowego kierunku, zaznaczył, że studia związane z inżynierią kosmiczną prowadzone są już w kilku uczelniach w Polsce, w tym Politechnice Warszawskiej, Uniwersytecie Zielonogórskim czy Wojskowej Akademii Technicznej. „W większości są to jednak studia pierwszego stopnia, my mamy studia magisterskie” – powiedział prof. Stepnowski.
Zaznaczył, że Trójmiasto jest pierwszym ośrodkiem, który wprowadził studia o tym kierunku w systemie międzyuczelnianym.
Prof. Wittbrodt dodał z kolei, że w prowadzenie nowego kierunku w dużym stopniu włączą się także pomorskie firmy działające w sektorze kosmicznym. Przypomniał, że nowy kierunek otrzymał z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju nieco ponad dwa miliony złotych dofinansowania, mającego służyć dostosowaniu programu studiów do potrzeb rynku pracy. Wyjaśnił, że dzięki temu grantowi będzie można zapraszać do prowadzenia zajęć kadrę z pomorskich firm sektora kosmicznego. Firmy te zaproszą też studentów do siebie na praktyki czy zajęcia.
„Chcielibyśmy wykorzystać innowacyjne technologie kosmiczne do rozwiązywania problemów nawigacji, obronności, ale też w sprawach cywilnych wiążących się np. z zanieczyszczeniami, ekologią czy kontrolą linii brzegowej Morza Bałtyckiego” – powiedział prof. Wittbrodt.
Jak przypomnieli przedstawiciele PG, w województwie pomorskim działa obecnie ponad 20 firm z sektora kosmiczno-satelitarnego, m.in. Black Pearls VC, Flextronics International Poland, OPEGIEKA, Blue Dot Solutions, Space Forest, SiGarden.
Na Politechnice Gdańskiej nauka na nowym kierunku będzie prowadzona na dwóch wydziałach: Elektroniki, Telekomunikacji i Informatyki (specjalność: technologie informacyjne i telekomunikacyjne w inżynierii kosmicznej i satelitarnej) oraz Mechanicznym (specjalność: technologie mechaniczne i mechatroniczne w inżynierii kosmicznej).
Z kolei Wydział Elektryczny Akademii Morskiej w Gdyni poprowadzi specjalność morskie systemy satelitarne i kosmiczne, a Wydział Dowodzenia i Operacji Morskich Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni – specjalność aplikacje kosmiczne i satelitarne w systemach bezpieczeństwa.
Na wszystkich trzech uczelniach studia potrwają trzy semestry. W sumie naukę podejmie na nich około 120 studentów: po około 30 w każdej specjalności.
Source :
PAP - Nauka w Polsce
http://news.astronet.pl/index.php/2017/02/24/w-trojmiescie-ruszyly-studia-na-kierunku-technologie-kosmiczne-i-satelitarne/

W Trójmieście ruszyły studia na kierunku technologie kosmiczne i satelitarne.jpg

W Trójmieście ruszyły studia na kierunku technologie kosmiczne i satelitarne2.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

W kosmicznym obiektywie: Narodziny gwiazd
24 lutego 2017, Katarzyna Mikulska
Na całym tym obrazie, wykonanym za pomocą Kosmicznego Obserwatorium Herschela, rozrzucone są młode gwiazdy, które dopiero budzą się do życia. Zdjęcie przedstawia wielki obłok pyłu i gazu, oznaczany jako RCW106. Uchwycony na fotografii obszar znajduje się około 12 tysięcy lat świetlnych od nas, w gwiazdozbiorze Węgielnicy.
Kosmiczny pył przenikający naszą Galaktykę świeci jasno w zakresie fal podczerwonych, przez co gwiazdotwórcze obszary są idealnym obiektem badań obserwatorium Herschela, prowadzącego obserwacje w zakresie fal właśnie o takich długościach. W obszarze uchwyconym na zdjęciu znajduje się wiele zagęszczeń gazu i pyłu, z których tworzą się młode gwiazdy. Najgorętsze z nich mają błękitną barwę i są ogrzewane mocnym światłem nowopowstałych gwiazd. Nieco chłodniejsze są regiony o barwie czerwonej.
Łagodne kształty formujące się w obłoku powstają na skutek promieniowania i silnego wiatru gwiazdowego, które tworzą w nim różnorodne zagłębienia. Wydłużone struktury z licznymi jasnymi punktami obejmują obszary o największej gęstości. To właśnie wzdłuż tych włókien powstają największe skupiska młodych gwiazd.
Source :
Star formation on filaments in RCW106
http://news.astronet.pl/index.php/2017/02/24/279734/

W kosmicznym obiektywie Narodziny gwiazd.jpg

W kosmicznym obiektywie Narodziny gwiazd2.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Aktualności z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej #7
Wysłane przez grabianski w 2017-02-24

Mijający tydzień na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej był niemal w całości poświęcony obsłudze przylatujących do stacji statków zaopatrzeniowych. W czwartek do amerykańskiej części stacji przycumował Dragon, w piątek natomiast do rosyjskiego modułu przytwierdził się Progres. W kolejnym odcinku aktualności z ISS piszemy o tych misjach i wspominamy o rozszerzeniu kontraktu NASA na podróże amerykańskich astronautów rosyjskimi statkami Sojuz.
Dragon z eksperymentami cumuje do stacji

Długo wyczekiwana kapsuła zaopatrzeniowa Dragon firmy SpaceX, została przechwycona przez ramię robotyczne stacji w czwartek, 23. lutego. Po anulowanej próbie zbliżenia i cumowania w środę, dzień później wszystko już poszło zgodnie z planem i statek wypełniony masą eksperymentów naukowych, zaopatrzeniem dla załogi i sprzętem konserwacyjnym dla stacji został przytwierdzony o 11:44 polskiego czasu do portu w module Harmony, w amerykańskiej części stacji.

W poprzednim odcinku "Aktualności z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej", pisaliśmy o naukowej zawartości kapsuły.

Dragon został wyniesiony na orbitę przez rakietę Falcon 9 (nasza relacja tutaj), która po raz pierwszy startowała z historycznego kompleksu startowego LC-39A w Kennedy Space Center na Florydzie. Z tego miejsca startowali rakietą Saturn V astronauci misji Apollo czy wszystkie amerykańskie wahadłowce.

Kapsuła pozostanie przytwierdzona do stacji do drugiej połowy marca, następnie odłączy się od portu cumowniczego i wróci na Ziemię, lądując na Oceanie Spokojnym. Następna amerykańska misja zaopatrzeniowa do stacji odbędzie sie 20 marca. Wówczas wyniesiony zostanie statek Cygnus firmy Orbital ATK.
Progress dokuje do ISS dzień po Dragonie

Rosyjski bezzałogowy zaopatrzeniowiec Progress MS-05 zadokował w piątek do portu w module Pirs Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Progress przywiózł na stację prawie 3 tony zapasów żywieniowych, oprzyrządowania koserwacyjnego stacji, ubrań, rosyjskich eksperymentów. W ładunku znalazł się drugi egzemplarz nowego skafandra do rosyjskich spacerów kosmicznych Orlan-MKS. Pierwszy skafander przepadł wraz z katastrofalnym lotem poprzedniego Progresa w grudniu ubiegłego roku.

Kapsułę Progress wyniosła na odpowiednią orbitę rakieta Sojuz U, która zakończyła swoją 44-letnią karierę udanym startem z kosmodromu Bajkonur w środę 22. lutego. Więcej o starcie pisaliśmy tutaj.

Dokowanie, po dwudniowej procedurze lotu do stacji, nastąpiło w piątek, 24. lutego o godzinie 9:30 rano polskiego czasu. Jest to 68. misja zaopatrzeniowego statku Progress do ISS. Do tej pory nie udały się tylko trzy misje, co ciekawe wszystkie katastrofy miały miejsce w bieżącej dekadzie (2011, 2015 i 2016).
Obecny układ statków na ISS

Na załączonej niżej grafice możecie zaobserwować wszystkie przytwierdzone obecnie do ISS statki. Obecnie jest ich w sumie pięć. Dwa załogowe statki Sojuz MS, eksperymentalny moduł dmuchany BEAM oraz zaopatrzeniowce: Dragon i Progress.

https://www.nasa.gov/feature/visiting-vehicle-launches-arrivals-and-departures
Kiedy załogowe loty komercyjne do ISS?

NASA wykupiła właśnie po jednym dodatkowym locie dla swoich astronautów statkiem Sojuz w 2017 o 2018 roku. Tym samym agencja chce zwiększyć czas przeznaczony na badania naukowe prowadzone w orbitalnym laboratorium przez amerykańskich astronautów. Wiąże się to z planem poszerzenia liczebności amerykańskiego segmentu z 3 do 4 osób.

Rozszerzenie kontraktu obejmuje loty dwóch statków Sojuz jesienią tego roku i wiosną przyszłego. W obu tych misjach NASA wykupiła po dwa miejsca dla swoich astronautów.

Rozszerzenie kontraktu wiąże się nie tylko z chęcią rozszerzenia badań na ISS, ale także z obawą opóźnień w rozwoju komercyjnych lotów załogowych i potencjalnych problemów z certyfikacją dla firm SpaceX i Boeing, które rozwijają swój program załogowy dla NASA. Agencja zamówiła od obu firm już po 6 misji załogowych do ISS.

Źródło: NASA

Więcej informacji:
•    Blog NASA dot. działań na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej
•    Strona NASA dot. ISS
•    Informacja o rozszerzeniu konraktu na przewóz astronautów kapsułami Sojuz

http://www.urania.edu.pl/iss/7

Aktualności z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jak formowała się największa z zaobserwowanych „zubożałych” galaktyk?
Wysłane przez kuligowska w 2017-02-24
Astronomowie znają wiele przypadków zlewających się ze sobą galaktyk, w których „brakuje” gwiazd. Ale dlaczego gwiazd jest za mało i skąd właściwie o tym wiadomo? Istnieje na ten temat wiele teorii, a co ciekawsze, dokładne analizy największej z takich ogołoconych z gwiazd galaktyk wyraźnie wskazują na to, że nie powstawała ona w zgodzie z najbardziej popularnymi do niedawna modelami.

Największa taka galaktyka nosi nazwę 2MASX J17222717+3207571 i jest znana również ze względu na swój nietypowy rozmiar, a raczej masę. Masa ta wynosi około 4,44 trylionów mas Słońca, przy czym w samym jej jądrze „brakuje” łącznej masy gwiazd rzędu 175 miliardów mas Słońca. Dla porównania – nasza Droga Mleczna liczy sobie „zaledwie” 60 miliardów mas Słońca. Astronomowie określają jądro galaktyki jako zubożałe wtedy, gdy masa gwiazd w jej ścisłym centrum nie pasuje do ogólnego trendu wyznaczanego przez zewnętrzne obszary materii w galaktyce. W przypadku większości galaktyk gęstość ich gwiazd rośnie systematycznie i gładko, licząc od ich centrów aż do samych krawędzi. Astronomowie mogą wówczas wykonać wykres takiego spadku gęstości, a następnie porównać go ze średnim, przewidywanym dla danego rodzaju galaktyk trendem.

Ale istnieją i takie galaktyki, w których ilość gwiazd w zgrubieniu centralnym jest dramatycznie niższa od tej wartości oczekiwanej! 2MASX J17222717+3207571 to największa z nich.

Astronomowie Graham i Bonfini, autorzy pracy opublikowanej w Astrophysical Journal (Vol. 829, No. 81) i zatytułowanej “The Quest for the Largest Depleted Galaxy Core: Supermassive Black Hole Binaries And Stalled Infalling Satellites”, z końcem ubiegłego roku dokładnie przyjrzeli się dwóch największym tego typu galaktykom. Mniejsza z nich, 2MASX J09194427+5622012, najprawdopodobniej powstała na skutek zlania się ze sobą dwóch galaktyk o zbliżonych rozmiarach. Każda z nich musiała mieć przy tym w swym centrum supermasywną czarną dziurę. Gdy dwa takie podobne pod względem mas centra galaktyk łączyły się, część pochodzących z nich gwiazd została wyrzucona z ich macierzystych układów poprzez uzyskanie dużych prędkości ucieczki na skutek przyśpieszenia - podobnych do tych, jakie w naszym Układzie Słonecznym uzyskają ciała przyspieszane w polu grawitacyjnym Jowisza. To dość oczywisty dla naukowców, znany i powszechnie akceptowany scenariusz.

Inaczej jest jednak w przypadku drugiej, większej z badanych galaktyk. Przede wszystkim nie wykazuje ona obecności czarnej dziury w swym centrum! Jej jądro jest dość równomiernie wypełnione gwiazdami - z wyjątkiem garstki gęstych skupień gwiazd obserwowanych w pobliżu jego krawędzi. Model opisujący taki przypadek istniał już wcześniej, ale nie był traktowany szczególnie poważnie. Wszystko to zmieniło się jednak po zaobserwowaniu rozkładu gwiazd w tej galaktyce. Okazuje się, że pasuje on bardzo dobrze do wyników pewnych symulacji numerycznych.

Gdy obie galaktyki mają w swych centrach czarne dziury, sprawa jest dosyć prosta. Gdy jednak obiektów takich brak, a galaktyki mimo to zlewają się ze sobą, robi się jeszcze ciekawiej. Zdaniem naukowców zanurzanie się jądra galaktycznego zbudowanego z silnie związanych ze sobą gwiazd w obszar drugiej galaktyki z dość jednorodnym rozkładem gwiazd jest procesem o wiele łagodniejszym i przypomina bardziej zapadanie się czekoladki w ciepłym budyniu. Ta obrazowa metafora ma pewna ograniczenia, ale generalnie jest fizycznie poprawna - część gwiazd z zapadającego się jądra może wymieniać energię kinetyczną z otaczającymi je wówczas gwiazdami drugiej galaktyki, przez co niektóre z nich nabierają sporej prędkości orbitalnej i opuszczają układ. A wówczas całkowita gęstość gwiazd maleje.

Naukowcy sądzą, że jądro galaktyki 2MASX J17222717+3207571 mogło rozpocząć swe życie jako zwykła galaktyka z typowym rozkładem gwiazd. Gdy jednak z czasem zaczęła się ona „żywić” mniejszymi galaktykami krążącymi po jej orbicie – tak zwanymi galaktykami satelitarnymi – gęstość gwiazd w jej centrum znacznie spadła.

Graham i Bonfini potwierdzili swe przypuszczenia, przeprowadzając specjalne symulacje komputerowe dla rozkładu gwiazd w galaktykach. Wynikało z nich, że gradient gęstości gwiazd w jądrze galaktyki 2MASX J17222717+3207571 powinien być typowy dla hipotetycznej, dużej galaktyki z w przybliżeniu stałą gęstością w centrum, ale bez masywnej czarnej dziury. Argumenty przemawiające za tym scenariuszem są dosyć przekonujące, jednak istnieją wciąż także inne hipotezy tłumaczące takie a nie inne obserwacje. Do ostatecznego rozstrzygnięcia omawianego tu potrzeba jeszcze zatem wielu niezależnych obserwacji oraz wielu symulacji kontrolnych.

 
Czytaj więcej:
•    Cały artykuł w języku angielskim
•    Oryginalna publikacja w czasopiśmie ApJ


Źródło: Astronomy.com
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/jak-formowala-sie-najwieksza-zaobserwowanych-zubozalych-galaktyk-3158.html

Jak formowała się największa z zaobserwowanych.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Kosmiczny wybuch z przeszłości – SN 1987A trzydzieści lat później
Posted on 24/02/2017 By Radosław Kosarzycki
Trzydzieści lat temu masywna eksplozja wywołała falę uderzeniową nie tylko w przestrzeni lecz także w społeczności astronomicznej. SN 1987A była najbliższą obserwowaną supernową od czasu wynalezienia teleskopu, stała się też zdecydowanie najlepiej zbadaną supernową rewolucjonizując przy tym naszą wiedzę o wybuchowej śmierci masywnych gwiazd.
Znajdująca się w Wielkim Obłoku Magellana (galaktyce satelitarnej Drogi Mlecznej) supernowa 1987A to najbliższa nam eksplozja tego typu od kilkuset lat. Eksplozja oznaczała koniec życia masywnej gwiazdy, która w ostatnim tchnieniu wysłała w przestrzeń falę uderzeniową i wyjątkowo jasne promieniowanie. Światło eksplozji dotarło do Ziemi 23 lutego 1987 roku – niczym wspomnienie z przeszłości.
Dzięki wczesnej detekcji supernowej i jej stosunkowej bliskości do Ziemi, SN 1987A stała się najlepiej zbadaną supernową w historii. Przed eksplozją SN 1987A nasza wiedza o supernowych była bardzo uproszczona i wyidealizowana. Jednak szczegółowo badając ewolucję SN 1987A z supernowej do pozostałości po supernowej za pomocą teleskopów kosmicznych i naziemnych, astronomowie zebrali ogromne ilości informacji o wybuchowej śmierci masywnych gwiazd.
W 1990 roku Kosmiczny Teleskop Hubble’a był pierwszym teleskopem, który wykonał zdjęcie supernowej w wysokiej rozdzielczości, ukazując nam główny pierścień wokół eksplodującej gwiazdy. Na zdjęciach z Hubble’a naukowcy dostrzegli także dwa słabsze pierścienie zewnętrzne, rozciągające się w dwie strony w kształt klepsydry. Nawet dzisiaj pochodzenie tych struktur nie zostało do końca wyjaśnione.
Niemniej jednak obserwując na przestrzeni lat rozszerzającą się otoczkę materii, Hubble pozwolił wykazać, że materia tworząca tę strukturę została odrzucona przez gwiazdę na 20 000 lat przed eksplozją. Jej kształt początkowo zaskoczył astronomów, którzy oczekiwali, że umierająca gwiazda będzie odrzucała materię tworząc sferyczną otoczkę – jednak szybsze wiatry gwiezdne prawdopodobnie sprawiły, że wolniejsza materia skupiła się w swego rodzaju pierścieniach.
Początkowy rozbłysk promieniowania z supernowej oświetlił pierścienie. Z czasem, w pierwszej dekadzie po eksplozji ich jasność spadała, aż do momentu kiedy fala uderzeniowa z supernowej uderzyła w wewnętrzny pierścień w 2001 roku ogrzewając gaz do wysokich temperatur i generując silne promieniowanie rentgenowskie. Obserwacje tego procesu za pomocą Hubble’a rzucają światło na to jak supernowe wpływają na dynamikę i chemię otaczającej ją materii, a tym samym kształtują ewolucję galaktyk.
http://www.pulskosmosu.pl/2017/02/24/kosmiczny-wybuch-z-przeszlosci-sn-1987a-trzydziesci-lat-pozniej/

Kosmiczny wybuch z przeszłości – SN 1987A trzydzieści lat później.jpg

Kosmiczny wybuch z przeszłości – SN 1987A trzydzieści lat później2.jpg

Kosmiczny wybuch z przeszłości – SN 1987A trzydzieści lat później3.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Pogranicze – Pas Kuipera, część I
Posted on 24/02/2017 By Maciej Tadaszak
Kuiper
Wyobraź sobie, że znajdujesz się w skafandrze kosmicznym. Samowystarczalny (przynajmniej na kilkadziesiąt godzin) cud techniki inżynieryjnej pozwala Ci ze spokojem czekać na ekipę ratunkową, która już przeczesuje ten fragment układu, a Twoja wątła sygnatura cieplna pozwoli im odnaleźć Cię, zanim skończy się tlen. Pozwalasz sobie na wyłączenie nadajnika i spokojne rozejrzenie się po okolicy.  Twoim wypadkiem na asteroidzie 2009 KT36 zajmą się już odpowiednie komisje, które zapewne nazwą go „niegroźnym incydentem”. Sama asteroida znajduje się już 400 kilometrów od Ciebie, jednak jej przybliżony rozmiar kątowy wynosi jakieś 5 stopni. Kilkukrotnie większy od Księżyca widzianego z Ziemi obiekt przesuwa się delikatnie w lewo, dzięki czemu dowiadujesz się, że posiadasz lekką rotację. Cóż, przynajmniej w ciągu paru godzin uzyskasz pełen obraz okolicy i względny punkt odniesienia. Oddychasz z ulgą, pełną piersią. Przynajmniej nie zwariujesz, powtarzasz sobie. Granice Układu Słonecznego to nie przelewki. Tutaj, sześćdziesiąt jednostek astronomicznych od Słońca nie ma miejsca na błędy, nie masz prawa pozwolić sobie na zwątpienie, które w tej pustce może przerodzić się w szaleństwo. Widok otwartego Kosmosu nie jest dla Ciebie nowością, jednak dopiero po raz pierwszy spoglądasz na gwiazdy i odkrywasz, że są… po prostu piękne. W przeciwieństwie do Ziemi, posiadającej przecież atmosferę, tutaj gwiazdy tkwią niewzruszone, a atmosfera nie zakłóca światła, które wysyłają. Miliony jasnych punktów przecięte ekliptyką Galaktyki. Wyobrażasz sobie przez chwilę, że to miecz Damoklesa, który przeciął dziesiątki konstelacji. Odrzucasz jednak szybko tę myśl, przecież fatalistyczne podejście nie przyniesie Ci ocalenia. Próbując odgonić myśli przypominasz sobie, że niedaleko Ciebie powinna znajdować się Sedna. Jak na ten rejon układu obiekt naprawdę spory, całe 1100 kilometrów średnicy. Tak, znajomy widok powinien zadziałać jak najlepszy środek uspokajający. Dwie minuty później, przy coraz bardziej narastającym niepokoju włączasz system HUD, który znajduje Sednę za Ciebie. Zielone prowadnice na nałożonej komputerowo siatce równikowej wskazują na pustkę. Jedynie dzięki kilku linijkom informacji w dole ekranu masz pewność, że to faktycznie Sedna. Nie miałeś jednak prawa jej zobaczyć – wielkość obserwacyjna rzędu 15mag. Odległość… 14 AU. Co daje Ci około 2,100,000,000 kilometrów do jakiegokolwiek większego obiektu. Pięknie, po prostu wspaniale. Masz już pewność, że następnym razem poprosisz o przydział w pasie głównym asteroid. Cholerny Kuiper…
 
Wielki rój obiektów rozciągający się poza orbitą Neptuna nazwany został nazwiskiem Gerarda Kuipera – holenderskiego astronoma, którego odkrycia walnie przyczyniły się do poszerzenia naszej wiedzy o zewnętrznych obszarach Układu Słonecznego. To właśnie w Pasie Kuipera „zawracają” komety krótkookresowe, to tam odległości między malutkimi w skali kosmosu obiektami zwiększają się wręcz geometrycznie, niemal jak według zasady odwrotnej proporcjonalności do kwadratu odległości. Ogromna sfera milionów obiektów, która dalej przechodzi w tak zwany Obłok Oorta. Planety naszego układu znajdują się w tej samej linii, czyli w ekliptyce. Odchylenia od niej są tak niewielkie, że w kontekście tego, co dzieje się dalej nie mają żadnego znaczenia. Pas Kuipera zdaje się mówić reszcie układu: „Stary, pokażę Ci, co to prawdziwa entropia!”, dzięki czemu orbity jego składników oplatają gęstą siecią dostojne Słońce i jego lubiące porządek planety. Te zewnętrzne rubieże przypominają trochę pogranicze amerykańskie w XIX wieku, gdzie spekulanci kupczyli bezprawnie ziemiami Indian, a drobne cwaniaczki prowokowały konflikty. Wszystko działo się za cichym przyzwoleniem kolejnych prezydentów, podobnie działa także Pas Kuipera. Wszystko oczywiście podlega podstawowym prawom fizyki, wszystkie obiekty w Kuiperze są grawitacyjnie związane ze Słońcem, jednak poza tymi zasadami panuje absolutna swoboda. Nic dziwnego, ponad pięć miliardów lat temu okolice dzisiejszego Kuipera były jeszcze zewnętrzną chmurą gazu, z której uformowało się Słońce i reszta naszej najbliższej okolicy. Jednak te kilkadziesiąt jednostek astronomicznych od Słońca obłok ten miał zbyt małą gęstość, oddziaływanie grawitacyjne centrum było zbyt słabe, a czas przyrostu (akrecji) był zbyt duży, by uformowały się tam jakiekolwiek większe obiekty o mało ekscentrycznych orbitach, krążące chociaż w pobliżu ekliptyki układu. Słowem: od początku nie było żadnych szans na to, by powstały regularne planety. Mówimy tu co prawda nadal o naszym Układzie Słonecznym, jednak warto uzmysłowić sobie odległości, o których tutaj mowa. Łatwo powiedzieć: „przecież w skali całego Kosmosu, czy nawet odległości do układu Centaura, 60-70 AU to rzut kamieniem”. Faktycznie, na pierwszy rzut oka nie robi to wrażenia. Spójrzmy jednak z na to w ten sposób: światło od Słońca w ciągu jednej doby pokonuje około 170 AU. Przekracza więc heliopauzę, umowną granicę układu. Z tego wynika, że światło, które opuściło Słońce o północy naszego czasu, osiąga perycentrum orbity Sedny (około 70 AU) mniej więcej około godziny jedenastej, gdy u nas leci Agrobiznes, czy powtórka M jak Miłość. Nadal niewzruszeni? Kalkulatory w dłoń. Mnożąc 70 razy wartość jednostki astronomicznej uzyskujemy 10 500 000 000. Dziesięć miliardów pięćset milionów kilometrów. Rzut kamieniem…?
Twoja powolna rotacja wprowadza się niemal w błogostan. Mimo zaawansowania Twojego skafandra zaczynasz żałować, że nie posiada on słuchawek, dzięki którym mógłbyś posłuchać teraz na przykład walca Straussa. Chociaż nie, to zbyt pretensjonalne. Poza tym, chyba już kiedyś widziałeś podobne obrazki. Tak, to chyba był jakiś nudny film z wczesnej epoki kosmicznej. Coś o diabolicznym komputerze z czerwonym oczkiem, właśnie to! Straszna nuda. Stwierdzasz na szczęście, że dzisiejsze filmy pozwalają odczuwać sensorycznie wydarzenia, mając nawet na nie mały wpływ. Kilkadziesiąt godzin w ciszy to nie najlepszy sposób na relaks, postanawiasz więc wykorzystać ten czas na obserwację najbliższej okolicy. Przywołujesz więc na ekranie HUD interfejs Sieci, z której pobierzesz potrzebne Ci do tego informacje. Na Pograniczu nadajniki Sieci są jednak rozmieszczone bardzo rzadko – najbliższy znajduje się na Makemake, która jest teraz 20 AU od Ciebie. Po szybkich obliczeniach daje Ci to 5 godzin na utrzymanie odpowiedzi po zadaniu pytania, postanawiasz więc od razu zawrzeć w nim słowa kluczowe takie jak „Kuiper, pas, charakterystyka”. Masz tylko nadzieję, że bufor odbiornika skafandra wytrzyma całe gigabajty danych. Teoretycznie powinien, w końcu to nowy model rodzimej produkcji. W takim to momentach czujesz wdzięczność dla losu, który umieścił Twoje życie w tych właśnie czasach. Życie obywatela Zjednoczonej Europy nigdy nie było prostsze i dostatniejsze. Pozostaje Ci współczuć Rosjanom. Z drugiej strony jednak, podziwiasz ten dumy naród, który już 30 lat po Ostatniej Wojnie wznowił loty w kosmos, pomimo embarga, które ograniczało ich zasięg do orbity Księżyca. Przypominają Ci się wspomnienia dziadka, który był wtedy nastolatkiem. Do dzisiaj nikt nie wie kto zrzucił pierwszą bombę. Zresztą, od lat trwała wtedy mała panika i dezinformacja. Małe państwa narodowe wymachujące szabelkami w stronę imperiów. Kolejne okrutne oblicze kapitalizmu. Globalne podnoszenie się poziomu wód. I te groteskowe słowa raportu ONZ mówiące: „podnoszenie się poziomu mórz jest efektem topnienia rejonów polarnych”. Jedynie bardzo przenikliwy umysł mógł dojść do takich wniosków, a samo zdanie weszło do języka potocznego jako synonim tautologii.
 
Pas Kuipera jest rejonem niezmiernie ciekawym i istotnym. Nie chodzi tu już o sam chaos w nim panujący i o niezmierzoną liczbę mniejszych i większych obiektów, okrążających Słońce przez setki, czy nawet tysiące lat. Kuiper jest istotny z powodu możliwości badania chemii wczesnego Układu Słonecznego. Przez setki milionów, czy nawet miliardy lat obiekty jego pasa, od najmniejszej asteroidy kilkukilometrowej średnicy, po Eris i Makemake unikały wysokich ciśnień i temperatur, które kształtowały centrum układu. Oczywiście badania te nie są łatwe, mówimy tu w końcu o naprawdę małych ciałach znajdujących się kilkanaście razy dalej, niż powiedzmy Saturn. Musimy się też ograniczać do badania chemicznego składu powierzchni (którego różnice wśród poszczególnych obiektów są większe niż w centrum układu), co nie jest do końca reprezentatywne dla obrazu całości. Jednak już nawet pobieżne badania w Kuiperze będą nam dawać jakiś wgląd w procesy formujące Układ Słoneczny, w jego dynamizm i wielkie tragedie małych ciał.
Sedna była pierwszym obiektem, który odnalazł nasz bohater. Jej średnica szacowana na około 1000 km plasuje ją wśród większych obiektów Kuipera. Odkryta w roku 2003 planeta karłowata (według ostatnich kryteriów) jest jednak szczególna z kilku powodów. Wpierw jednak kilka słów o definicji planety karłowatej, ponieważ klasyfikacja ta potrafi zamącić w głowie, jest jednak naprawdę prosta. Planetą karłowatą jest obiekt nie będący księżycem większego ciała. To po pierwsze i chyba oczywiste. Jest ona też na tyle masywna, by utrzymać równowagę hydrostatyczną. Chodzi tu o utrzymanie równowagi sił grawitacji i ciśnień. Dzięki temu obiekt przyjmuje kształt mniej więcej sferyczny. Ta część definicji jest jednak dość elastyczna. Haumea, która także jest uważana za planetę karłowatą, dzięki swojej dużej rotacji nie posiada do końca regularnego kształtu. Trzecim kryterium jest „oczyszczenie okolicy”, a chodzi tu po prostu o grawitacyjną dominację w okolicy. Na przestrzeni eonów obiekty w przestrzeni zderzają się, czy też są przechwytywane przez przelatujące blisko większe obiekty. W konsekwencji te większe ciała nie mają już z kim „dzielić się” otaczającą ich przestrzenią, oczywiście prócz na przykład własnych satelitów.
Sedna formalnie nie należy do pasa Kuipera (w literaturze zachodniej nazywanego także pasem Edgworthe’a – Kuipera), jednak należy o niej i o klasie obiektów do której należy wspomnieć. Klasa ETNOs – czyli Extreme Trans Neptunian Objects (niekiedy można spotkać się ze wspólną nazwą „Sednitos”, która brzmi trochę jak nazwa latynoskiego gangu z przedmieść Los Angeles) jest czymś pośrednim, „pomostem”, pomiędzy pasem Kuipera a obłokiem Oorta. Ich peryhelia (≥50AU) są zbyt odległe, by były efektem oddziaływania grawitacji Neptuna, a ich półoś wielka (500 – 1500 AU) są zbyt małe, by zaliczyć je do obłoku Oorta. Do rodziny Sednitos należy obecnie 21 takich obiektów, wśród nich 2012 VP113, czy 2000 CR105. Posiadają wiele wspólnych cech, a prócz wymienionych tutaj punktów skrajnych orbit, jest to inklinacja orbity od 10° do 30° i argument peryhelium ω = 340°±55°. Na podstawie tych łączących ich cech można założyć wspólne pochodzenie tych obiektów. Więc jaka mogła być ich historia? Znamy już kilkanaście Sednitos, jest to już grupa, na podstawie której możemy wyciągnąć sensowne wnioski. Od razu nasuwającym się rozwiązaniem jest chaotyczna dyfuzja ciał na przestrzeni milionów lat. Proces podobny do tego, jakim poddawane są cząsteczki gazu. Jednak dla tych odległości skala czasowa dla tego procesu przekracza wiek Układu Słonecznego. Gdyby Sedna krążyła samotnie, takie wyjaśnienie byłoby satysfakcjonujące, jednak nie tłumaczy to zachowania obiektów wewnętrznego obłoku Oorta. Natomiast w modelu Brassera wewnętrzne obiekty Oorta są rozproszone z Kuipera, a ich perycentra zostały przesunięte podczas perturbacji jeszcze w gromadzie narodzin Słońca. Jedną z ciekawszych teorii jest pobliski przelot gwiazdy, jakiś milion lat temu. W tym modelu, który przewiduje obecność około tysiąca tego typu obiektów, ponad 400 z nich zostało przechwyconych do wewnętrznego Oorta z układu innej gwiazdy. Miała być to gwiazda masywniejsza od Słońca, o masie szacowanej na 1.8M⊙. Ich spotkanie było dość bliskie, bo gwiazda ta miała przelecieć około 340 AU od nas, a jej prędkość miała wynosić 4.3 km/s. Nie byłoby to przecież wydarzenie szczególnie dziwne, wszyscy wiemy o tym, że Galaktyka jest układem chaotycznym i wędrówki gwiazd i bliskie spotkania układów nie są niczym szczególnym. Przecież jeszcze nie tak dawno mówiło się o „obcym” pochodzeniu Proximy Centaura.
Do badania tak odległych obiektów jak Sedna niezbędne jest dokładne zmierzenie albedo. Pozwala to ustalić przede wszystkim podstawowy skład powierzchni obiektu (większe albedo = więcej lodu na powierzchni), ale też ich rozmiar. Ustalone parę lat temu albedo Sedny wynosi 0.32, posiada ona jaśniejszą powierzchnię niż wiele obiektów transneptunowych. Nasza bohaterka zbliża się obecnie do peryhelium, więc jeśli jasność powierzchni zmieniałaby się na skutek sublimacji lodu, będzie to wykrywalne podczas najbliższych kilku dekad. Tak, to nie pomyłka, mowa tu o dekadach. Szacowany okres orbitalny Sedny wynosi bowiem około 12 tysięcy lat. Wracając do albedo, gdy dodamy do tego szacowaną temperaturę tam panującą, czyli około 20 K można założyć, że posiada ona pierwiastki, bądź związki o niskiej temperaturze wrzenia. Chodzi tutaj o grupę związków, bądź pierwiastków takich jak amoniak, dwutlenek węgla, azot, czy metan. Występują one dość powszechnie (oczywiście nie każdy i nie wszędzie) na planetach i księżycach. Sedna, co ciekawe, jest drugim najbardziej czerwonym obiektem w naszym układzie, zaraz po Marsie. Może to być efektem jej pochodzenia z innego układu. Kompozycja chemiczna istniejąca w układzie z gwiazdą o innej masie może się lekko różnić. Póki co, czerwony kolor Sedny tłumaczony jest lekko zwiększoną zawartością amoniaku.
C.D.N.
http://www.pulskosmosu.pl/2017/02/24/pogranicze-pas-kuipera-czesc-i/

Pogranicze – Pas Kuipera.jpg

Pogranicze – Pas Kuipera2.jpg

Pogranicze – Pas Kuipera3.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Kometa 45P uwieczniona na zdjęciach
24 lutego 2017, Anna Wizerkaniuk
Choć nie była już widoczna przez lornetkę, to nadal znajdowała się w zasięgu teleskopu w Obserwatorium Arecibo. Naukowcy z Lunar and Planetary Laboratory (LPL) oraz Universities Space Research Association (USRA) obserwowali kometę 45P/ Honda-Mrkos-Pajdusakova, aby zbadać jej jądro oraz komę.
„Komety są pozostałościami po procesie formowania się planet i stanowią grupę obiektów powstałych poza orbitą Neptuna” opowiada Dr Ellen Howell z LPL. „Badanie ich poszerza nasza wiedzę na temat formowania się i ewolucji zewnętrznych rejonów Układu Słonecznego”.
Badanie komety przy pomocy radioteleskopów nie tylko umożliwia precyzyjne określenie orbity, co pozwala na lepsze przewidzenie położenia obiektu w przyszłości, ale daje też wgląd na elementy, których nie widać. Teleskop Arecibo może przebić się przez pył i gaz stanowiący komę, dzięki czemu można zbadać właściwości jądra – jego geologię, rozmiar i kształt. Takie same wyniki można otrzymać wysyłając sondę kosmiczną, ale użycie radio teleskopu jest dużo tańsze.
Nowe obserwacje wykazały, że kometa 45P jest większa niż przypuszczano. Jej szacowany rozmiar to 1,3km. Natomiast okres obrotu wokół własnej osi wynosi 7,6 godzin. Jest to dopiero siódma kometa, którą obserwowano tą techniką. Spowodowane jest to faktem, że komety bardzo rzadko znajdują się na tyle blisko Ziemi, by wykonać dokładne zdjęcia, nawet jeśli należą do rodziny Jowisza – komet krótkookresowych o okresie obiegu ok. 6 lat. Tym razem kometa Honda-Mrkos-Pajdusakova przeleciała w odległości ok.12,3 mln km (32 odległości Ziemia-Ksieżyc), jednak podczas kolejnego obiegu może znaleźć się dużo dalej od naszej planety.
Source :
Arecibo Observatory captures revealing images of Comet 45P/Honda-Mrkos-Pajdusakova
http://news.astronet.pl/index.php/2017/02/24/kometa-45p-uwieczniona-na-zdjeciach/

Kometa 45P uwieczniona na zdjęciach.jpg

Kometa 45P uwieczniona na zdjęciach2.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ciekawe obiekty w pierścieniu F Saturna
Posted on 25/02/2017 By Radosław Kosarzycki
Kontynuując swoje tygodniowe okrążenia wokół Saturna ocierające się o zewnętrzną krawędź pierścieni, sonda Cassini przemyka tuż po zewnętrznej stronie Pierścienia F śledząc przy tym kilka małych obiektów.
Powyższe zdjęcia przedstawiają dwa takie obiekty, które sonda Cassini po raz pierwszy dostrzegła wiosną 2016 roku podczas przechodzenia z orbit równikowych a coraz bardziej nachylone względem równika planety.
Zespół obrazowania misji Cassini badający te obiekty nadał im nieformalne oznaczenia F16QA (po prawej) oraz F16QB (po lewej). Badacze zauważyli, że obiekty te od czasu do czasu przechodzą przez jasne jądro pierścienia F prowadząc do powstania spektakularnych formacji pyłowych (rys. 2), podobnych do tych obserwowanych w 2006 i 2007 roku, a spowodowanych przez obiekt S/2004 S 6 (rys.3).
Choć obiekty te mogą być luźnymi skupiskami cząstek pyłowych pierścienia naukowcy podejrzewają, że wewnątrz każdego obiektu znajdują się stałe jądra – zważając na fakt, że przetrwały one kilka kolizji z pierścieniem od momentu ich odkrycia. Otaczająca je delikatna mgiełka pyłu najprawdopodobniej jest wynikiem ostatnich kolizji, do których doszło tuż przed wykonaniem powyższych zdjęć.
Badacze uważają, że tego typu obiekty pierwotnie powstają jako luźne skupiska w najgęstszej części pierścienia F w wyniku perturbacji wywołanych przez Prometeusza, jednego z księżyców Saturna.  Jeżeli przetrwają kolejne spotkania z Prometeuszem, ich orbity zaczynają ewoluować z czasem prowadząc do powstania przecinających pierścień zagęszczeń, które powodują powstanie tak spektakularnych struktur jak widziane powyżej – mimo że prędkość zderzenia z pierścieniem jest stosunkowo niska.
Zdjęcia wykonane zostały za pomocą wąskokątnej kamery zainstalowanej na pokładzie sondy Cassini w dniu 5 lutego 2017 roku,  z odległości 982 000 km (zdjęcie po lewej) oraz 894 000 km (zdjęcie po prawej) od pierścienia F. Skala zdjęcia to 6 km/piksel.
Źródło: NASA/JPL-Caltech/Space Science Institute
http://www.pulskosmosu.pl/2017/02/25/ciekawe-obiekty-w-pierscieniu-f-saturna/

Ciekawe obiekty w pierścieniu F Saturna.jpg

Ciekawe obiekty w pierścieniu F Saturna2.jpg

Ciekawe obiekty w pierścieniu F Saturna3.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

NASA zastanawia się czy dodać astronautów do pierwszego lotu SLS
Posted on 25/02/2017 By Radosław Kosarzycki
NASA analizuje ryzyko związane z dodaniem astronautów do pierwszego lotu nowej mega-rakiety, która docelowo byłaby w stanie wysłać ludzi na Marsa.
Dyrektor lotów załogowych w NASA powiedział wczoraj, że jego przełożeni wraz z administracją Prezydenta Trumpa poprosili o studium wykonalności. Jego celem jest sprawdzenie co trzeba by było zrobić, aby przyspieszyć misję załogową. W ramach aktualnego planu, astronauci nie znajdą się na pokładzie wcześniej niż w 2021 roku.
Space Launch System, w skrócie SLS, będzie największą i najsilniejszą rakietą w historii.
NASA aktualnie planuje bezzałogowy lot testowy na drugą połowę przyszłego roku. Umieszczenie ludzi na pokładzie opóźniłoby ten lot i wymagałoby dodatkowych środków finansowych. William Gerstenmaier z NASA wskazuje, że jeżeli dodanie astronautów do lotu opóźni pierwszy lot poza 2019 rok, byłoby lepiej pozostać przy pierwotnym planie.
W ramach tego planu, potrzeba prawie 3 lat od przeprowadzenia bezzałogowego lotu testowego do pierwszego lotu załogowego. Czas ten niezbędny jest do wprowadzenia zmian w platformie startowej w Kennedy Space Center.
Rozumiemy, że (dodanie astronautów do lotu) będzie stanowiło dodatkowe ryzyko – mówi Gerstenmaier.
Astronauci także biorą udział w badaniu, w ramach którego rozważane jest dodatkowe ryzyko lotu załogowego.
W czwartek niezależny panel bezpieczeństwa ostrzegł, że NASA będzie potrzebowała przekonującego powodu do umieszczenia astronautów na pokładzie podczas pierwszego lotu. Aerospace Space Advisory Panel powstał po pożarze w kapsule Apollo 1, który zabił trzech astronautów podczas testu realizowanego niemal dokładnie 50 lat temu.
Kapsuła, która miałaby zabrać astronautów – Orion – ma już za sobą pierwszy lot bezzałogowy. Podczas tego lotu, do którego doszło w 2014 roku, kapsuła została wyniesiona w przestrzeń kosmiczną na pokładzie rakiety Delta IV.
Zwyczajowo NASA woli testować swoje rakiety bez załogi, choć podczas inauguracyjnego lotu promu kosmicznego w 1981 na pokładzie znajdowało się dwóch astronautów. Dwuosobowa załoga jest także planowana na 2021 rok, kiedy to SLS ma przelecieć koło Księżyca.
Wiadomo, że inauguracyjny lot z astronautami przykułby większą uwagę opinii publicznej, jednak Gerstenmaier zaznacza, że ten aspekt nie będzie brany pod uwagę. Celem studium wykonalności jest sprawdzenie jakie korzyści naukowe/techniczne może przynieść pierwszy lot załogowy.
Źródło: AP
http://www.pulskosmosu.pl/2017/02/25/nasa-zastanawia-sie-czy-dodac-astronautow-do-pierwszego-lotu-sls/

NASA zastanawia się czy dodać astronautów do pierwszego lotu SLS.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Obserwatorium Astronomiczne UJ i Fundacja „Akademia Astronomii” serdecznie zapraszają do wzięcia udziału w konkursie „Astrolabium”.
2017-02-25
Obserwatorium Astronomiczne Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Fundacja „Akademia Astronomii” serdecznie zapraszają Państwa do wzięcia udziału w konkursie astronomicznym „Astrolabium”.

Celem Konkursu jest propagowanie nauk ścisłych, a szczególnie astronomii i badań kosmicznych, wśród uczniów szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych. Uczestnictwo w konkursie pozwala pogłębiać dotychczasową wiedzę z astronomii, jak również wpływa na rozwój nowych pasji. W poprzedniej edycji konkursu uczestniczyło 924 uczniów ze 177 szkół ze wszystkich województw. Konkurs dedykowany jest dla czterech grup wiekowych (klasy 1-3 szkoły podstawowej, klasy 4-6 szkoły podstawowej, gimnazjum, klasy ponadgimnazjalne) i przeprowadzany jest w dwóch etapach.

Pierwszy etap konkursu polega na wykonaniu przez uczniów ciekawych doświadczeń konkursowych, przygotowanych specjalnie na potrzeby każdej z grup wiekowych. W ramach ich wykonywania, uczniowie zmierzą się ze współczesnymi problemami świata nauki posługując się takimi samymi metodami i narzędziami jakie wykorzystują naukowcy.

Drugi etap konkursu polega na przeprowadzeniu testu w zgłoszonych szkołach, który będzie sprawdzianem umiejętności i wiedzy zdobytych zarówno podczas wykonywania doświadczeń, jak i we własnym zakresie.

Pierwsze doświadczenia konkursowe już widnieją na stronie, zaś test finałowy odbędzie się 26 kwietnia!

Więcej szczegółów znajdą Państwo na stronie http://www.astrolabium.org.
Źródło: Obserwatorium Astronomiczne Uniwersytetu Jagiellońskiego, „Akademia Astronomii”
file:///C:/Users/User/Pictures/Screenpresso/2017-02-26_09h11_52.jpg

Obserwatorium Astronomiczne UJ i Fundacja „Akademia Astronomii.jpg

Obserwatorium Astronomiczne UJ i Fundacja „Akademia Astronomii2.jpg

Obserwatorium Astronomiczne UJ i Fundacja „Akademia Astronomii3.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wyobraźcie sobie, że asteroida uderza w Ziemię. Co nas zabije?
2017-02-26
Uderzenie asteroidy w Ziemię skończyłoby się tragicznie. Jednak rozmiar tragedii zależy od wielu czynników. Naukowcy stworzyli kilka scenariuszy kosmicznego kataklizmu.
Clemens Rumpf, wraz z zespołem naukowców z brytyjskiego University of Southampton, zbadał, w jaki sposób uderzenie asteroidy wpłynie na Ziemię. Wziął pod uwagę różne parametry, takie jak miejsce uderzenia ciała niebieskiego i jego wielkość.
W ocean
Naukowcy prześledzili skutki uderzenia asteroidy w oceany. Prawdopodobieństwo, że obiekt trafi w morze lub ocean jest wyższe niż w stały ląd, ponieważ ponad 70 proc. powierzchni Ziemi to woda. Podczas takiego incydentu pojawiłyby się ogromne fale tsunami, sięgające nawet kilkudziesięciu metrów. Ponadto, jeśli do zderzenia doszłoby daleko od lądów, to skutki uderzenia byłyby jeszcze groźniejsze. Powstałyby wtedy większe fale na wybrzeżu.
- Tsunami ma bardzo dalekosiężne skutki oddziaływania - powiedział Rumpf.
Fala tsunami może przemieszczać się setki kilometrów i niszczyć miejsca znajdujące się daleko od miejsca jej narodzin.
Specjaliści podają przykłady. Tsunami wywołane uderzeniem asteroidy o średnicy 200 metrów, która spadnie 130 kilometrów od wybrzeża Rio de Janeiro, może przynieść śmierć nawet 50 tysiącom ludzi. Stanowiłoby to 75 procent ofiar katastrofy. Pozostałe zginęłyby przez falę uderzeniową, która wywołuje ogromne ciśnienie, znaczny wzrost temperatury i niezwykle silny wiatr.
Naukowcy stwierdzili, że podczas tworzenia się ogromnych fal zbawienny może się okazać szelf kontynentalny. Jest to płytsza część oceanu położona przy kontynencie. Krawędzie szelfu ochraniają wybrzeże, rozpraszając nadciągające fale.
A gdyby trafiła w ląd?
Sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby kosmiczna skała uderzyła w ląd. Eksperci określili dokładnie, co w takim przypadku wpłynęłoby na śmierć tysięcy a nawet milionów ludzi. Kiedy meteoroid wchodzi w atmosferę naszej planety, wytwarza mnóstwo energii, która rozprzestrzenia się pod postacią potężnej fali uderzeniowej, czyli wiatru o sile tornada oraz podmuchów gorąca.
Wróćmy do przykładu Rio de Janeiro. Jeśli asteroida uderzyłaby w miasto, zabiłaby miliony ludzi. Większość zginęłaby na skutek silnego wiatru, bez względu na to, czy ciało niebieskie zetknęłoby się z powierzchnią naszej planety, czy eksplodowało w powietrzu. Około 15 procent ofiar byłoby związanych z uderzeniem ciepła. Okazuje się też, że trzy procent zmarłyby w wyniku bezpośredniego uderzenia oraz powstałych trzęsień ziemi.
Niewielkie ryzyko
Na szczęście duże asteroidy nie uderzają w Ziemię często. Z wyliczeń naukowców wynika, że meteoryt o średnicy 200 metrów spada na Ziemię średnio raz na 40 tysięcy lat.
- Prawdopodobnie ciało niebieskie wpadło by do oceanu, ale istnieje również ryzyko, że zetknęłoby się z lądem. Jednak bardzo mała szansa jest na to, żeby trafił akurat w dużą aglomerację miejską - stwierdził autor badań.
Źródło: newscientist.com
Autor: AD/aw
http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/nauka,2191/wyobrazcie-sobie-ze-asteroida-uderza-w-ziemie-co-nas-zabije,225048,1,0.html

Wyobraźcie sobie że asteroida uderza w Ziemię Co nas zabije.jpg

Wyobraźcie sobie że asteroida uderza w Ziemię Co nas zabije2.jpg

Wyobraźcie sobie że asteroida uderza w Ziemię Co nas zabije3.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jak odległa jest ta galaktyka? Vast Catalog zna odpowiedź
26 lutego 2017, Redakcja AstroNETu
Artykuł napisała Jagienka Naglik.
Zespół badaczy opracował specjalny katalog, aby pomóc astronomom wyznaczyć rzeczywiste odległości dziesiątek tysięcy galaktyk poza naszą Drogą Mleczną.
Katalog, nazwany NED-D, jest istotnym zasobem danych służącym nie tylko do badania galaktyk, ale także do określania ich odległości od miliardów innych galaktyk porozrzucanych po całym wszechświecie. Ponieważ katalog jest nieustannie rozszerzany, astronomowie mogą coraz częściej opierać się na nim i z coraz większą precyzją badać zarówno to jak duży jest nasz wszechświat oraz jak szybko się rozszerza.
„Jesteśmy poruszeni możliwością zaprezentowania wykazu odległości galaktyk jako cennego źródła informacji dla astronomicznej społeczności” – powiedział Ian Steer, członek zespołu NED, kurator NED-D i główny autor nowego raportu o bazie danych, który ukazał się w magazynie The Astronomical Journal . – „Wiedza o odległościach w kosmosie jest kluczem do zrozumienia jego właściwości.”
Projekt został zaprezentowany podczas 229 spotkania Amertkańskiego Towarzystwa Astronomicznego w Grapevine, w stanie Texas.
Jako że inne galaktyki znajdują się bardzo daleko od naszej, nie jesteśmy w stanie zmierzyć tych odległości w żaden namacalny sposób. W zamian za to astronomowie posługują się bardzo jasnymi obiektami jako wskaźnikami odległości, takimi jak supernowe typu Ia czy cefeidy – gwiazdy zmienne pulsujące. Do obliczania, jak daleko znajduje się dana galaktyka, wykorzystuje się znane matematyczne relacje między różnymi właściwościami obiektów, brane są tu pod uwagę między innymi odległości oraz całkowita emitowana energia. W ostatnich latach przybyło parametrów służących do tego typu obliczeń. Zgodnie z NED-D obecnie używanych jest ponad 70 różnych wskaźników tego typu.
Początkowo NED-D stanowiła małą bazę danych zorganizowaną przez Steera w 2005 roku. Rok później naukowiec rozpoczął pracę nad bazą NED poprzez analizę udostępnianych każdego dnia wyników badań astronomicznych oraz klasyfikację zarówno aktualnych przybliżeń odległości, jak i analiz dawniejszych danych.
Pomimo swoich skromnych początków, NED aktualnie zawiera ponad 166 000 szacunkowych odległości dla przeszło 77.000 galaktyk, a także dla niektórych bardzo odległych supernowych i energetycznych błysków gamma. Jak do tej pory setki naukowców powoływały się na NED-D w swoich pracach badawczych.
NED-D oraz NED służą nie tylko jako narzędzia kompleksowej klasyfikacji coraz ściślejszych przybliżeń odległości publikowanych w literaturze astronomicznej, ale stanowią pewnego rodzaju „napęd odkrywczy”. Dzięki gromadzeniu ogromnej ilości danych repozytorium umożliwia naukowcom identyfikację niezbadanych, egzotycznych zjawisk, które w przeciwnym razie mogłyby pozostać niezauważone w natłoku prowadzonych obserwacji. Przykładem tego jest odkrycie „super świecących” galaktyk spiralnych przez członków zespołu NED w zeszłym roku, które zostały zidentyfikowane pośród prawie miliona pojedynczych galaktyk w bazie NED.
„NED oraz powiązane bazy danych, w tym NED-D, są częścią procesu przekształcania serwisów weryfikacji danych w fachowe napędy odkrywcze” – mówi Steer. „Astronomowie, korzystając z zasobów NED, są w stanie przesiać ogromne ilości danych i rzucić nowe światło na nasz wszechświat.”
http://news.astronet.pl/index.php/2017/02/26/jak-odlegla-jest-ta-galaktyka-vast-catalog-zna-odpowiedz/

Jak odległa jest ta galaktyka.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

NGC 5907 X-1: najjaśniejszy ze znanych nam pulsarów
26 lutego 2017, Laura Meissner
Satelita XMM-Newton znalazł nowy pulsar – pozostałość po masywnej gwieździe – którego jasność jest tysiąc razy większa, niż naukowcy uważali za możliwe. Jest on również najdalszym tego rodzaju obiektem, jaki kiedykolwiek został odkryty. Jego światło przebyło odległość 50 milionów lat świetlnych, zanim dotarło do nas.
Pulsary są wirującymi, namagnesowanymi gwiazdami neutronowymi, które regularnie wysyłają w przestrzeń wiązki promieniowania. Przy odpowiednim ułożeniu Ziemia-pulsar możemy obserwować błyski podczas jego rotacji, tak jak w przypadku latarni morskiej. Pulsary były niegdyś masywnymi gwiazdami, które zakończyły swoje życie supernową, przez co stały się małymi, niezwykle gęstymi ciałami.
Opisywane źródło promieniowania rentgenowskiego jest 10 razy jaśniejsze niż pulsar, który dotychczas uważany był za rekordzistę w tej dziedzinie. W ciągu sekundy emituje taką ilość energii, jak nasze Słońce w 3.5 roku. XMM-Newton obserwował ten obiekt kilkakrotnie w ciągu ostatnich 13 lat. W wyniku systematycznych analiz danych archiwalnych zauważono pulsar, którego impulsy promieniowania rejestrowane były co 1.13 sekundy. Jego sygnał rozpoznany został także wśród danych dostarczonych przez satelitę NuSTAR (Nuclear Spectroscopic Telescope Array), co dostarczyło dodatkowych informacji na temat naszego bohatera.
„Sądzono, że jedynie czarne dziury o masie ponad 10 razy większej od masy Słońca, które pochłaniają otaczające je gwiazdy, mogą osiągać takie jasności. Szybkie i regularne pulsacje tego źródła są jednak cechą gwiazd neutronowych, która wyraźnie odróżnia je od czarnych dziur,” opowiada Gian Luca Israel z włoskiego obserwatorium, autor niedawno opublikowanej  pracy opisującej wyniki badań.
Zauważono również, że tempo rotacji pulsara znacznie zmieniło się na przestrzeni 11 lat. W roku 2003 wykonywał obrót w ciągu 1.43 sekundy, natomiast w 2014 roku robił to w zaledwie 1.13 sekundy. Mimo że zmiana szybkości rotacji nie jest zjawiskiem niespotykanym wśród gwiazd neutronowych, to duża wartość tej zmiany w tym przypadku może wskazywać na to, że gwałtownie pochłania ona materię ze swojego gwiezdnego towarzysza.
„Jedynie gwiazda neutronowa jest wystarczająco kompaktowa, aby nie rozpaść się przy tak niewiarygodnie szybkich obrotach” dodaje Gian Luca.
„Obiekt ten jest ogromnym wyzwaniem dla naszego obecnego rozumienia procesów akrecji w pobliżu bardzo jasnych gwiazd” tłumaczy naukowiec. „Jest on 1000 razy jaśniejszy, niż wcześniej uważaliśmy za możliwe w przypadku gwiazd neutronowych. Brakuje w naszych modelach czegoś, co odpowiada za tak olbrzymie ilości emitowanej energii„.
Naukowcy myślą, że bardzo blisko powierzchni ciała musi znajdować się silne pole magnetyczne, takie że proces akrecji może zachodzić równocześnie z generowaniem dużej ilości energii.
„Odkrycie tego nietypowego obiektu, najjaśniejszego i najdalszego ze znanych nam pulsarów, pomoże nam zrozumieć jak one naprawdę funkcjonują” twierdzi Norbert Schartel, który zajmuje się projektem XMM-Newton.
http://news.astronet.pl/index.php/2017/02/26/ngc-5907-x-1-najjasniejszy-ze-znanych-nam-pulsarow/

NGC 5907 X-1 najjaśniejszy ze znanych nam pulsarów.jpg

NGC 5907 X-1 najjaśniejszy ze znanych nam pulsarów2.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Filmowy konkurs portalu Uranii
Wysłane przez czart w 2017-02-26

Od początku tego roku na ekranach polskich kin pokazywane było już kilka filmów, w których można znaleźć nawiązania do astronomii lub kosmosu. W związku z tym ogłaszamy konkurs. Napiszcie w komentarzach na naszym profilu na Facebooku jakie znacie filmy, w których występują nawiązania do astronomii lub kosmosu. Nawiązanie może dotyczyć tematu filmu, scenerii, postaci, dialogów, itp. Mogą to być filmy powstałe w dowolnym roku.


Należy napisać tytuł filmu i krótko wskazać na czym polega nawiązanie do astronomii/kosmosu. Chodzi o filmy (lub seriale) fabularne, a nie o dokumentalne lub popularnonaukowe. Wymieniony film nie może powtarzać z się z tytułami podanymi wcześniej przez inne osoby. Każdy może podać TYLKO JEDEN FILM. Osoby, które wypiszą więcej filmów, zostaną wykluczone z konkursu, a ich odpowiedzi nie będą brane pod uwagę (kolejni uczestnicy mogą ponownie podać te tytuły).


Wśród poprawnych odpowiedzi rozlosujemy piękny kalendarz ścienny ufundowany przez Europejskie Obserwatorium Południowe (ESO). Na odpowiedzi czekamy do niedzieli 5 marca 2017 r.


Więcej informacji:
•    Przejdź do konkursowego posta na Facebooku

•    Regulamin ogólny naszych konkursów
•    Europejskie Obserwatorium Południowe (ESO)
•    ESO na Facebooku
•    Urania na Facebooku

http://www.urania.edu.pl/konkursy/filmowy-konkurs-portalu-uranii-3165.html

Filmowy konkurs portalu Uranii.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Utwórz konto lub zaloguj się, aby skomentować

Musisz być użytkownikiem, aby dodać komentarz

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto na forum. To jest łatwe!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Masz już konto? Zaloguj się.


Zaloguj się

  • Kto przegląda   0 użytkowników

    Brak zalogowanych użytkowników przegląda tę stronę.