Skocz do zawartości

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie

  1. Z ostatniej godziny
  2. Na upartego można jeszcze kometkę złapać w kadrze :D (Sky Safari)
  3. Dzisiaj
  4. Sprzedajesz komplet, gdzie jedna sztuka ma 11, a druga 14? Czy łącznie 4 muszle?
  5. Witam. Tak jak w temacie, szukam montażu Eq 3-2 oraz kątówki dielektrycznej 2".
  6. Jakaś taka moda się zrobiła na handel meteorytami to ja też chętnie pozbędę się podwójnego okazu meteorytu, który powstał w wyniku upadku na Ziemię materiału wybitego uderzeniem sporego kawałka kosmicznego gruzu w planetoidę, najprawdopodobniej Westę. Ecurite monomict breccia - waga 1.5 grama - fragment NWA 13352 znalezionego w grudniu 2018 roku w Algierii. Cena 250 zł plus KW. Cytuj
  7. Historia lubi się powtarzać. W tym wypadku co 4 lata. Już w przyszłą środę 26.01.2022 wczesnym rankiem pojawi się sposobność wykonania kolejnej fotografii ekstremalnej planetarno-deesowej. Możliwość uwiecznienia tej interesującej koniunkcji będą mieli jedynie mieszkający na południu Polski i podłączeni do zdalnych teleskopów położonych dobrych kilka stopni na południe od Rysów. 🙂 Szczęśliwcy będą mogli liczyć na taki kadr (wizualizacja: SkySafari 6 Pro😞
  8. Planetoida może uderzyć w Ziemię w przyszłoroczne wakacje. „Powtórka z katastrofy tunguskiej” 2022-01-20. Olbrzymia planetoida w przyszłoroczne wakacje może uderzyć w Ziemię doprowadzając do katastrofy porównywalnej z tą sprzed 114 lat nad syberyjską Tunguską. Naukowcy wyliczyli dzień i godzinę potencjalnego upadku kosmicznej skały. Każdego dnia ziemską atmosferę bombarduje setki ton kosmicznego gruzu. Zazwyczaj są to niewielkie skały, które spalają się w całości zanim dotrą do powierzchni ziemi. Raz na wiele lat obiekt jest na tyle duży, aby doprowadzić do poważnych zniszczeń. W lutym 2013 roku po raz pierwszy dowiedzieliśmy się, jak duże zagrożenie stanowią dla nas kamienie przedzierające się przez atmosferę. 20-metrowa planetoida eksplodowała wtedy nad Czelabińskiem w Rosji. Rannych zostało ponad 100 osób, a uszkodzeniu uległo ponad 7,5 tysiąca budynków, z których wypadły szyby. Niewiele brakowało, aby doszło do większej katastrofy. Ta czai się dosłownie za rogiem, ponieważ naukowcy wciąż badają kolejne skały krążące po naszym Układzie Słonecznym, a które przecinają ziemską orbitę. Najnowszym odkryciem jest obiekt o kryptonimie 2022 AE1, który po raz pierwszy zaobserwowany został 6 stycznia z odległości 13 milionów kilometrów. Kilkudniowe pomiary wykazały, że planetoida o średnicy między 54 a 120 metrów przeleci blisko Ziemi, a w najgorszym wypadku w nas uderzy. Mimo, że 13 stycznia Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) przypisała planetoidzie pierwszy stopień w skali Torino, który oznacza, że obiekt nie stanowi większego zagrożenia, to jednak badacze pokusili się o dokładniejsze symulacje. Wynika z nich, że gdyby spełnił się czarny scenariusz, to kosmiczna skała mogłaby uderzyć w Ziemię 4 lipca 2023 roku o godzinie 18:28 czasu polskiego. Zakres błędu jest dość spory i wynosi ± 4 dni licząc od 2 lipca 2023 roku. W przeszłości podobne obiekty, wstępnie uważane za niebezpieczne przestawały być takie na skutek dalszych obserwacji. Obecnie są one utrudnione, ponieważ planetoida znajduje się w pobliżu Księżyca, który ją przysłania swoim blaskiem. Statystyka mówi, że obiekt o średnicy 50 metrów uderza w Ziemię raz na 2 tysiące lat, zaś wielkości 140 metrów raz na 30 tysięcy lat. Skała mogłaby poczynić zniszczenia o skali miasta lub nawet województwa. Jej siła może być porównywalna do wybuchu bomby wodorowej. Gdyby spadła do oceanu wyzwoliłaby olbrzymie fale tsunami o wysokości nawet setek metrów, które obiegłyby całą kulę ziemską czyniąc zniszczenia w nadmorskich miejscowościach. W przypadku uderzenia w ląd wybuchłyby rozległe pożary, doszłoby też do wstrząsów ziemi. Planetoida 2022 AE1 jest porównywalna rozmiarami z obiektem, który eksplodował na wysokości 10 kilometrów nad rzeką Podkamienna Tunguska na Syberii w czerwcu 1908 roku. Fala uderzeniowa na niezamieszkanym obszarze powaliła drzewa w promieniu 50 kilometrów. Kulę ognia można było ujrzeć z odległości 650 km, a grom dźwiękowy usłyszeć z aż tysiąca kilometrów. Pozostaje mieć nadzieję, że dalsze obserwacje 2022 AE1 będą bardziej pomyślne i obiekt przestanie być niebezpieczny. I chociaż kolejna kosmiczna kolizja jest nieunikniona, to jednak dojdzie do niej później, gdy będziemy o wiele lepiej przygotowani. Źródło: TwojaPogoda.pl / ESA / NASA. Planetoida może uderzyć w Ziemię. Fot. Pixabay. Meteorite falling over Russia AMAZING New HQ Footage Compilation Челябинск метеорит https://www.youtube.com/watch?v=f4guQa54iCU&t=5s Skała mogłaby uderzyć w Ziemię 4 lipca 2023 roku o godzinie 18:28 czasu polskiego. Fot. Pixabay. Planetoida ma średnicę między 54 a 120 metrów. Fot. Pixabay. https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2022-01-20/planetoida-moze-uderzyc-w-ziemie-w-przyszloroczne-wakacje-powtorka-z-katastrofy-tunguskiej/
  9. Zaskakujące odkrycie na Marsie. Fala spekulacji 2022-01-19. Joanna Potocka Amerykański łazik Curiosity, przebywający na powierzchni Marsa, natrafił na specyficzną mieszankę izotopów węgla - taką, jaka na Ziemi związana jest z obecnością procesów biologicznych – informuje NASA. Odniesienie się do procesów biologicznych jest jednym z trzech możliwych hipotez, na jakie wskazują eksperci, aby wyjaśnić fakt wytworzenia zaobserwowanych izotopów węgla. Łazik znalazł je w osadach krateru Gale, w próbkach pobranych z wierceń w marsjańskich skałach. Naukowcy tonują jednak sensacyjne domysły. "Znajdujemy na Marsie rzeczy, które są kusząco interesujące. Ale żeby stwierdzić, iż zidentyfikowaliśmy życie, potrzeba więcej dowodów" - wskazuje Paul Mahaffy, który był kierownikiem naukowym automatycznego laboratorium na pokładzie Curiosity, badającego próbki. Próbki zbierane były w okresie od sierpnia 2012 r. do lipca 2021 r. Łącznie zbadano 24 próbki, które Curiosity podgrzał, aby oddzielić poszczególne związki chemiczne. Dzięki temu udało się stwierdzić zróżnicowanie pod względem mieszanki izotopów węgla C12 i C13. Obecność tych dwóch stabilnych izotopów węgla może powiedzieć naukowcom, w jaki sposób obieg węgla, zachodzący w danym miejscu, mógł się zmieniać w czasie. Okazało się, że część próbek zawiera bardzo dużo izotopu węgla C13, zaś inne mają go w sobie niewiele. Takie zróżnicowanie nie jest jednak standardowe dla procesów, wpływających na cykl węgla współcześnie na Ziemi - zauważają badacze. Jak tłumaczą naukowcy, w początkach formowania się Układu Słonecznego istniały w nim pewne ilości węgla C12 i węgla C13. Ponieważ C12 reaguje szybciej, niż C13 - to sprawdzając względne ilości obu izotopów, można zbadać obieg węgla w środowisku. Uzyskane wyniki z Marsa można wyjaśniać na kilka sposobów - twierdzą naukowcy. Jedno z wyjaśnień ma związek z wielkim, molekularnym obłokiem w kosmosie, bogatym w węgiel tego rodzaju, jaki wykryto właśnie dzięki badaniom Curiosity. Układ Słoneczny przechodzi przez takie obłoki co kilkaset milionów lat, a około 1 proc. zawartości takiej chmury stanowi pył. Przejście danego obiektu niebieskiego przez obłok może pozostawiać nietypowe osady węgla (np. na podstawie wcześniejszych badań meteorytu Allende określono, że zawartości węgla C13 w pyle międzygwiazdowym mogą być bardzo niskie). Naukowcy uważają, że to najbardziej prawdopodobny scenariusz. Drugim scenariuszem może być konwersja dwutlenku węgla do składników organicznych (np. do formaldehydów) w efekcie procesów niebiologicznych. W takim wypadku w grę może wchodzić oddziaływanie promieniowania ultrafioletowego, które wzbudzałoby takie procesy. Inspiracją dla trzeciej opcji są procesy, towarzyszące życiu na Ziemi. Być może na powierzchni Marsa istniały kiedyś bakterie, które produkowały metan, uwalniając go do atmosfery - spekulują naukowcy. Już w atmosferze tej planety, na skutek oddziaływania promieniowania ultrafioletowego gaz ten mógł być przekształcany w większe, bardziej złożone cząsteczki, które następnie opadały na powierzchnię, a efekty tego widzimy w nietypowych sygnaturach węgla w marsjańskich skałach. W tym scenariuszu w próbkach zbadanych przez Curiosity byłby więc obecny węgiel wytworzony w efekcie istnienia jakiejś formy życia - dawno temu. Co ciekawe, próbki zawierające ekstremalnie małą zawartość C13 są nieco podobne do próbek pochodzących z Australii, z osadów mających 2,7 mld lat. W przypadku Australii ich obecność jest związana z pradawną aktywnością biologiczną (kiedy metan był konsumowany przez żyjące tam wówczas mikroorganizmy). Takiego wyjaśnienia nie można jednak w prosty sposób przenieść do nowego odkrycia z Marsa, gdyż planeta ta mogła uformować się z nieco innego materiału i w nieco innych procesach niż Ziemia. Krater Gale na Marsie – mozaika ze zdjęć zrobionych przez kamerę na łaziku Curiosity /NASA / https://www.rmf24.pl/nauka/news-zaskakujace-odkrycie-na-marsie-fala-spekulacji,nId,5779479#crp_state=1
  10. Ewolucja galaktyki: kosmiczny romans zapisany w gwiazdach 2022-01-19. Międzynarodowy zespół astronomów wykonał krok naprzód w zrozumieniu ewolucji galaktyk, a tym samym opowiedział historię zapisaną w niebie. Przez długi czas pozostawało tajemnicą, w jaki sposób niektóre galaktyki spiralne pozyskały swoją centralną czarną dziurę. Dzięki połączeniu obserwacji w zakresie promieniowania widzialnego i rentgenowskiego, astronomowie odkryli ślady tego, co prawdopodobnie było kiedyś małą galaktyką w kształcie kuli, która wpadła do galaktyki spiralnej i dostarczyła czarną dziurę mającą rozmiar uważany za odpowiedni. Podobieństwo to nie umknęło uwadze głównego autora nowych badań, profesora Alistera Grahama z Centrum Astrofizyki i Superkomputerów w Swinburne. Galaktyki mogą się wzajemne (grawitacyjnie) do siebie przyciągać. Ciało mniejszej galaktyki może z czasem zanikać, ale jej serce pozostaje nienaruszone, gdy wpada do większej galaktyki i staje się jej partnerem. W tym przypadku sercem jest licząca milion gwiazd gromada, widziana dzięki Kosmicznemu Teleskopowi Hubble’a w pobliżu centrum galaktyki spiralnej NGC 4424. Już wcześniej wiadomo było, że NGC 4424 wykazuje oznaki aktywności związane z minionym zdarzeniem połączenia. Mniej niż 500 milionów lat temu miało tam miejsce zdarzenie formowania się gwiazd. Wydaje się to być ważnym odkryciem dla zrozumienia wspólnej ewolucji czarnych dziur i galaktyk. Jest to pierwsza galaktyka spiralna, w której znaleziono masywną czarną dziurę. Odkrycie to przyczynia się do lepszego zrozumienia, w jaki sposób czarne dziury powstają wewnątrz galaktyk spiralnych. Astronomowie nieformalnie nazwali tę gromadę gwiazd „Nikhuli”. Słowo to pochodzi od plemienia Sumi z indyjskiego stanu Nagaland i oznacza okres świąteczny, w którym potomkowie łowców głów świętują i życzą sobie obfitych zbiorów. Słowo to wydało się astronomom odpowiednie, gdyż przestrzeń kosmiczną nazywają „polem” a ich odkrycie skupia się na tym, jak większa galaktyka zebrała plony z mniejszej galaktyki. Co pokazują nam zdjęcia rentgenowskie Profesor Roberto Soria z Chińskiej Akademii Nauk i współautor pracy, uzyskał zdjęcie z teleskopu Chandra pokazujące wysokoenergetyczne źródło promieniowania rentgenowskiego emanujące z rozciągniętej gromady gwiazd widocznej na zdjęciu z HST. Prawdopodobnie obserwujemy aktywność wokół czarnej dziury w tym, co było centralnie położoną gromadą gwiazd w zapadającej się galaktyce – mówi Soria. Chociaż znajduje się w odległości 50 milionów lat świetlnych, każdy metr kwadratowy Ziemi skąpany jest w promieniach rentgenowskich pochodzących z tej aktywnej czarnej dziury mniej więcej co 80 sekund. Gorący punkt promieniowania X znajduje się zaledwie 1300 lat świetlnych od centrum NGC 4424, galaktyki o średnicy około 60 000 lat świetlnych. Główne ciało mniejszej galaktyki, w którym kiedyś znajdowała się gromada gwiazd, teraz przyczynia się do powstania wewnętrznego „zgrubienia” gwiazd powyżej i poniżej dysku galaktyki spiralnej, które zawiera poprzeczkę i spiralny wzór. Rozszerzanie naszej wiedzy o Wszechświecie Według najlepszych szacunków zespołu, masa czarnej dziury jest siedemdziesiąt tysięcy razy większa od masy naszego Słońca. Taka masa czyni z niej kandydatkę do w dużej mierze brakującej populacji czarnych dziur o masie pośredniej, czyli takich, które mają masy większe niż gwiazdy i mniejsze niż supermasywne czarne dziury znane z rezydowania w centrach olbrzymich galaktyk, takich jak M87, słynącej jako pierwsze w historii zdjęcie czarnej dziury, wykonane przez Teleskop Horyzontu Zdarzeń. To samo w sobie jest ekscytujące – mówi Graham. Co więcej, ta masa jest na równi z tą, której można się spodziewać w centrum NGC 4424. Być może jesteśmy świadkami mechanizmu dostarczania czarnych dziur do galaktyk spiralnych – mówi dr Ben Davis, współautor pracy z kampusu New York University w Abu Dhabi. Co więcej, potencjalne kolizje z innymi czarnymi dziurami sprawiają, że jest to idealne miejsce do emisji fal grawitacyjnych o dużej długości, falujących w przestrzeni kosmicznej – mówi Davis. Następny krok Profesor Graham, profesor Soria i dr Davis są zdeterminowani, aby znaleźć więcej galaktyk zapadających się, które zawierają w swoim wnętrzu czarne dziury, by mogli odpowiedzieć na pytanie, jak czarne dziury powstają w galaktykach spiralnych. Profesor Graham i dr Ben Davis są również członkami konsorcjum LISA (Laser Interferometer Space Antenna), którego anteny, wraz z chińską misją kosmiczną TianQin (天琴计划) pracują nad odkryciem zdarzeń związanych ze zderzeniami dużych czarnych dziur. Opracowanie: Agnieszka Nowak Źródło: Swinburne University Urania Obraz galaktyki spiralnej NGC 4424 z zaznaczoną gromadą Nikhuli. Źródło: NASA/ESA, Or Graur (University of Portsmouth), Adam Riess (Johns Hopkins University), Lisa Frattare (Space Telescope Science Institute)/NASA/ESA, Bogdan Ciambur (Paris Observatory), Alister Graham (Swinburne University of Technology). https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2022/01/ewolucja-galaktyki-kosmiczny-romans.html
  11. Czy satelity Starlink przeszkadzają w obserwacjach kosmosu? 2022-01-19. Międzynarodowy zespół z polskim naukowcem na czele zbadał wpływ obecności satelitów komunikacyjnych Starlink na jakość obserwacji astronomicznych. Obecnie 550 kilometrów nad Ziemią krąży 1,8 tys. satelitów komunikacyjnych Starlink umieszczonych przez amerykańską firmę SpaceX. Docelowa liczba tych obiektów ma wynieść nawet 42 tys. Rozbudowa sieci satelitów budzi jednak kontrowersje. Członkowie społeczności naukowych mają obawy, że utrudnią one obserwacje astronomiczne. Już dziś obecność satelitów Starlink na orbicie Ziemi wpływa na jakość badań kosmosu. Międzynarodowy zespół astronomów sprawdził skalę tego efektu w praktyce. Projektem kierował dr Przemysław Mróz z Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego. Jak rozpoznać satelity na niebie? Na zdjęciach nocnego nieba wykonywanych przez teleskopy astronomiczne satelity wyglądają jak długie, jasne smugi. Znacznie utrudnia to analizę danych, a czasami może ją wręcz uniemożliwić. Aby zbadać wpływ satelitów Starlink na prowadzenie obserwacji kosmosu, naukowcy przeanalizowali archiwalne obrazy wykonane przez przegląd nieba ZTF (ang. Zwicky Transient Facility). Celem projektu jest poszukiwanie kosmicznych obiektów, które zmieniają jasność, poruszają się lub ulegają zmianom w czasie - na przykład planetoid czy wybuchów supernowych. Na niebie będzie coraz więcej smug Od listopada 2019 roku do września 2021 wykryto 5031 smug od satelitów komunikacyjnych. Światło słoneczne odbija się od satelitów Starlink. Z tego powodu większość ze smug była widoczna tuż po zachodzie Słońca lub tuż przed jego wschodem. W 2019 roku satelity Starlink obserwowano jedynie na 0,5 proc. wszystkich obrazów nieba z okresów zmierzchu i świtu. Natomiast obecnie już prawie 20 proc. zdjęć jest zaburzonych w ten sposób. Według szacunków badaczy, do 2027 roku co najmniej jedna smuga będzie widoczna na praktycznie każdym zdjęciu nieba z okresu zmierzchu lub świtu. ,, Obserwacje wykonane w trakcie pozostałych części nocy są mniej podatne na wpływ satelitów Starlink, które chowają się wtedy w cieniu Ziemi. dr Przemysław Mróz, Obserwatorium Astronomiczne Uniwersytetu Warszawskiego - Nie możemy jednak wykluczyć, że w przyszłości inne firmy umieszczą swoje satelity na wyższych orbitach – mogłyby być one widoczne przez całą noc – dodaje dr Mróz. Czy satelity zaburzą obserwacje astronomiczne? Pojedyncza smuga zajmuje mniej niż 0,1 proc. obszaru całego zdjęcia i może sobą zasłonić planetoidę lub inny obiekt. Naukowcy podkreślają jednak, że złe warunki atmosferyczne mogą zaburzyć obserwacje w takim samym stopniu. Problem pojawi się w momencie, kiedy satelitów na orbicie zacznie przybywać. Ich większa ilość spowoduje, że analiza danych będzie trudniejsza. Przez to możliwość wykrycia nowych, interesujących obiektów może być znacznie ograniczona. W badaniu przeanalizowano także wpływ specjalnych osłon, które firma SpaceX zaczęła montować na swoich satelitach od 2020 roku. Dzięki nim satelity są prawie pięciokrotnie słabsze i mają jasność około 6,8 magnitudo (czyli mniej, niż najsłabsze gwiazdy widoczne gołym okiem). Jak rozwiązać problem utrudnionych obserwacji astronomicznych? Specjalne osłony zaczęto instalować dopiero po tym, jak Międzynarodowa Unia Astronomiczną oraz inne organizacje i instytucje astronomiczne zwróciły firmie SpaceX uwagę na problem, który tworzą jej urządzenia. Zdaniem ekspertów, prawo kosmiczne na poziomie ogólnoświatowym nie nadąża za rozwojem technologii satelitarnych i ich coraz większej powszechności. Jedyną możliwością ochrony nocnego nieba jest dobra wola ze strony firm sektora kosmicznego i porozumienie pomiędzy naukowcami i biznesmenami. Wspólnie wypracowane stanowisko może skutkować rozwiązaniami pozwalającymi w jak najmniejszym stopniu zaburzyć prowadzenie badań Wszechświata z powierzchni Ziemi. Zobacz także: Zaśmiecone niebo, czyli tłok na orbicie. źródło: PAP Obecność satelitów Starlink na orbicie Ziemi już dziś wpływa na jakość obserwacji astronomicznych. Fot. Shutterstock https://nauka.tvp.pl/58035655/czy-satelity-starlink-przeszkadzaja-w-obserwacjach-kosmosu
  12. Popiół z erupcji wulkanu Tonga osiąga rekordową wysokość 2022-01-18. Erupcja wulkanu Tonga była najpotężniejszą, jakiej nasza planeta doświadczyła od 30 lat. Satelity pogodowe wykryły chmurę popiołu, która rozprzestrzeniła się nad Australią, na wysokości ponad 39 kilometrów nad powierzchnią Ziemi. To pierwszy przypadek wykrycia pyłu wulkanicznego tak wysoko w atmosferze. Zdaniem ekspertów erupcja wulkanu, która zniszczyła małą wyspę w Polinezji 15 stycznia 2022 r., wyrzuciła ogromną ilość popiołu na rekordową wysokość, ale nie spowoduje to żadnych poważnych zmian w klimacie Ziemi. Pomimo ogromnych rozmiarów wybuchu, który był dokumentowany w czasie rzeczywistym przez kilka satelitów, ilość wyrzuconego w nim popiołu była stosunkowo niewielka w porównaniu do innych kataklizmicznych erupcji wulkanicznych z poprzednich stuleci. Superwulkany takie jak Tonga, które wyrzucają ogromne ilości dwutlenku siarki do wyższych warstw ziemskiej atmosfery, mogą niekiedy powodować wymierny efekt ochłodzenia klimatu naszej planety. Efekt ten został wykryty na przykład po erupcji Mount Pinatubo na Filipinach w 1991 roku. Erupcja ta, będąca drugą najpotężniejszą erupcją wulkaniczną XX wieku, ochłodziła planetę w sposób mierzalny jeszcze przez około dwa lata. Jednak zgodnie z dostępnymi danymi Tonga wdmuchnęła teraz do atmosfery tylko 400 000 ton dwutlenku siarki, czyli jedynie około 2% tej ilości co wcześniej Mount Pinatubo, zatem specjaliści nie spodziewają się znaczącej zmiany globalnej temperatury powierzchni Ziemi. Pióropusz po wybuchu szybko rozprzestrzenił się nad Australią, ponad 4000 km na zachód od Tonga, powodując rekordowe stężenie dwutlenku siarki nad Oceanem Spokojnym. Dane te przekazał 17 stycznia Nowozelandzki Narodowy Instytut Badań Wody i Atmosfery (NIWA). Dwutlenek siarki jest szkodliwy dla zdrowia ludzkiego, powoduje podrażnienie dróg oddechowych i pogarsza stany chorobowe takie jak astma. Gaz ten może również reagować z wodą w atmosferze i powodować kwaśne deszcze, które szkodzą roślinności. Erupcja mająca miejsce w odległej części południowego Pacyfiku została już dobrze udokumentowana dzięki satelitom krążącym wokół Ziemi. Moment samego wybuchu, który wytworzył szybko rozszerzającą się bańkę pyłu i odłamków skalnych, został uchwycony przez trzy satelity meteorologiczne znajdujące się na orbitach geostacjonarnym, na wysokości około 36 000 km, gdzie satelity te wydają się zawieszone nad określonym miejscem na Ziemi. Satelity europejskiego programu monitorowania Ziemi Copernicus sfotografowały wyspę Hunga Tonga-Hunga Ha'apai na krótko przed i już po niszczycielskiej erupcji. Wyspa była na szczęście niezamieszkana. Co więcej, uformowała się dopiero w 2009 roku podczas poprzedniej erupcji wulkanicznej w tym miejscu, która połączyła dwie wcześniej oddzielone od siebie wyspy Hunga Tonga i Hunga Ha'apai w jedną. Pozostałości po tych dwóch wyspach teraz znów pojedynczo wystają z oceanu. Lokalne służby odpowiedzialne za reagowanie w przypadku katastrof obawiają się wpływu tsunami wywołanego erupcją na inne wyspy Królestwa Tonga. To składające się z około 170 wysp na południowym Pacyfiku, polinezyjskie państwo leży na tektonicznie niestabilnej granicy między płytą pacyficzną a australijską. Główna wyspa królestwa, Tongatapu, znajduje się zaledwie 65 kilometrów na południe od wulkanu. Gęsta chmura wulkaniczna powstała w wyniku erupcji ogarnęła cały region natychmiast po wybuchu, ale szkody spowodowane przez następujące po niej tsunami są nadal oceniane, ponieważ katastrofa zakłóciła lokalne sieci komunikacyjne. Obrazy przechwycone przez satelity firmy Maxar Technologies sugerują jednak, że zniszczenia mogą nie być aż tak ekstremalne, jak mogłaby sugerować skala wybuchu. Wulkanolog z Uniwersytetu w Auckland, Shane Cronin, twierdzi, że erupcja Tonga mogła być najpotężniejszą, jakiej Ziemia doświadczyła od czasu wybuchu Mount Pinatubo w 1991 roku. Była to również najpotężniejsza erupcja na Hunga Tonga od około 1100 roku n.e.. Fala uderzeniowa utworzona w wyniku erupcji przemieszczała się przez ziemską atmosferę z prędkością 1100 km/h, czyli prawie z prędkością dźwięku, okrążając planetę dwukrotnie w ciągu jednego dnia. Według Światowej Organizacji Meteorologicznej barometry wykryły w całej Europie zmiany ciśnienia o 2 do 3 milibarów związane z przechodzącą falą uderzeniową. Emily Lane, ekspert w dziedzinie hydrodynamiki z nowozelandzkiego Narodowego Instytutu Badań Wody i Atmosfery, powiedziała nowozelandzkiemu Science Media Center, że sam grzmot soniczny wytworzony przez erupcję był słyszalny aż w Nowej Zelandii, w odległości około 1900 km od samego wulkanu. Tsunami wygenerowane przez erupcję dotarło aż do wybrzeży Japonii, Alaski i Ameryki Południowej. Czytaj więcej: • Cały artykuł • Wybuch wulkanu na Pacyfiku – fala uderzeniowa zarejestrowana w Polsce przez IMGW Źródło: Space.com Opracowanie: Elżbieta Kuligowska Na zdjęciu: Trzy satelity meteorologiczne obserwowały w czasie rzeczywistym kataklizmiczną erupcję wulkanu, która rozerwała wyspę Hunga Tonga-Hunga Ha'apai na Pacyfiku. Źródło obrazu: Simon Proud Na zdjęciu: Pozostałości wyspy Hunga Tonga-Hunga Ha'apai, która została rozsadzona przez potężną erupcję wulkanu 15 stycznia. Źródło: Copernicus/Sentinel Hub Shockwaves of the Submarine Volcano in Tonga https://www.youtube.com/watch?v=zMgvibBP710 https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/popiol-z-erupcji-wulkanu-tonga-osiaga-rekordowa-wysokosc
  13. Wczoraj
  14. Wcale nie, poszukaj regionalnie na forach, nie musi to być oficjalny zlot. Ludzie spotykają się czasem kilka razy w miesiącu na obserwacjach...
  15. Odpowiadając na twoje pytania: nachylenie osi Ziemi i precesja są ze sobą powiązane. Zmiana wartości kąta, jaki oś Ziemi tworzy z normalną do płaszczyzny ekliptyki nie jest konsekwencją precesji. W artykułach, które podesłał kolega jest napisane, że zmiana tego kąta jest niewielka, natomiast nie jest wyjaśniona przyczyna tej zmiany. Sytuacja którą, opisałeś - czyli oś Ziemi prostopadła do eklipytki nie jest możliwa w najbliższej przyszłości - mierzonej w milionach lat. Tak na koniec - "nachylenie Ziemi" to bardzo nieprecyzyjne sformułowanie, którym systematycznie się posługujesz - rozumiem, że za każdym razem chodzi Ci o jej oś obrotu. Pisząc o miesiącach nie miałem na myśli kalendarza, lecz położenie Ziemi na jej orbicie wokół Słońca w momencie równonocy. Słusznie to zauważyłeś.
  16. To chyba czas się zapisać do PTMA, łatwiej bedzie zloty ogarnąć.
  17. 19.01.2022 Czas na gazowe olbrzymy się kończy. Dlatego na pożegnanie Jowisza przydarzyła się szybka sesja na ławeczce obok bloku. Atmosfera falowała ale momentami nowe szkiełko łapało ostrość. Właściwie była to bardziej zabawa Pentaxami niż jakaś próba wyłapania szczegółów planety ( dwa pasy dość wyraźne ). Rozpocząłem za to realizacje planu dla Małego Achro na 2022. Oprócz planetarek postaram się złapać w cztery cale wszystkie księżyce US, które są w zasięgu AR 102/600. Od lewej Kallisto (7 mag) , Europa (6,5 mag), Io (6,3 mag), Ganimedes (5,8 mag) .
  18. Pytałem, bo pierwszy raz takie widziałem... 😁
  19. Wysoce prawdopodobne. W moim TS150F2.8 też takie prążkowane spajki przy podobnym kadrze wyszły.
  20. W tej chwili zwrotniki zbliżają się do równika a koła podbiegunowe zbliżają się do biegunów, bo kąt nachylenia Ziemi maleje. Kiedy ten trend się zatem odwróci i do jakiego momentu zwrotniki będą się zbliżać do równika a koła podbiegunowe do biegunów? Jak to możliwe, że np. równonoc wiosenna przejdzie przez wszystkie miesiące w roku, skoro nasz kalendarz gregoriański późni o jeden dzień raz na 3322 lata? Oznacza to, że jeżeli teraz wiosna zaczyna się 20 lub 21 marca, to dopiero za 3322 lata wiosna będzie się zaczynała 19 lub 20 marca. Jeżeli to tak wolno następuje, to w ciągu 26000 lat punkt równonocy wiosennej, a więc początek astronomicznej wiosny nie zdąży przejść przez wszystkie miesiące. Chyba rozmawiamy o dwóch różnych rzeczach. Ja mówię o roku zwrotnikowym, czyli od jednej równonocy wiosennej do kolejnej, a Ty mówisz o roku gwiazdowym, czyli od momentu, w którym Ziemia jest najbliżej Słońca do następnego takiego momentu. Rok zwrotnikowy od gwiazdowego różni się długością o ok. 20 minut. Szybko licząc po trzech latach jest to już godzina różnicy, więc po 72 latach jest to już dzień (doba różnicy). 72 pomnożyć przez 365,25 dni (tyle trwa jeden obrót Ziemi wokół Słońca) to się równa 26298 lat (tyle trwa rok platoński, a więc jeden obrót precesyjny). To znaczy, jeżeli teraz Ziemia jest najbliżej Słońca ok. 3 stycznia, to za jakieś 13000 lat z kawałkiem Ziemia najbliżej Słońca będzie ok. 3 lipca, a po tych 26298 latach Ziemia znowu będzie najbliżej Słońca 3 stycznia. Przez cały ten czas okresu precesyjnego każda z pór roku będzie się zaczynała w te same dni co teraz (no daty będą się cofać o jeden dzień raz na 3322 lata), ale to nie ma nic wspólnego z precesją tylko z tym, że nie ma idealnych kalendarzy wymyślonych przez człowieka. A ja pytam czy ten obrót precesyjny trwający te ponad 26000 lat ma coś wspólnego ze zmianą nachylenia Ziemi, która następuje, choć bardzo powoli.
  21. To jeszcze jedna rada - weź udział w jakimś zlocie astronomicznym. Jeżeli interesujesz się astronomią i chciałbyś zacząć robić zdjęcia, to taki zlot będzie świetną inwestycją i niezapomnianą przygodą A przy okazji będziesz miał sposobność popatrzeć przez róże sprzęty - jeśli tylko pogoda dopisze.
  22. Kończę z asteofoto, więc powoli wyprzedaje wszystko. 1. ZWO 533MC - 3500 zł Kamera praktycznie nieużywana, kilka testów na balkonie. Cały komplet, stan idealny. Bardzo dobry nowy sensor. 2. ZWO szuflada 2"/M42, łącznie 3 adaptery - 550 zł Nowa wersja, najchętniej komplet. Stan bardzo dobry. Będę rozbijał jak się nie sprzeda. 3. Optolong UV/IR cut - 190 zł Praktycznie nowy. 4. Baader SII 8nm - 470 zł Kupiony na forum, bardzo dobry stan. 5. Flatownica Lacerta Flatbox, max 10" - 620 zł
  23. Najpierw szukałem w internecie ale jak opisy zaczęły mieszać to wolałem dopytać tutaj. Po za tym to forum też jest w internecie 😄 więc jakby nie patrzeć to właśnie tam szukam informacji. To też jest jakiś pomysł, zacząć od aparatu. Porozglądam się zatem. I to jest jedna z tych rad których szukałem. Bardzo dziękuję. A spory dobson to od jakiej apertury się zaczyna? Myślałem kiedyś o Newtonie 8" na dobsonie ale potem skusiły mnie te paralaktyczne statywy i wizje szybszego wejścia w fajne astrofoto. Ale fakt nie mam doświadczenia w obserwacji nieba zaledwie moim leciwym refraktorkiem niedawno pierwszy az oglądałem księzyc i plejady (Refraktor 60/415)
  24. Taka sytuacja nie jest możliwa w ciągu całego roku — oś Ziemi porusza się po stożku wokół prostej prostopadłej do ekliptyki (jak wynika z artykułów podanych w linkach przez kolegę wyżej, tworząca stożka podlega niewielkim odchyleniom od tej prostej rzędu jednego stopnia — czemu trzeba by doczytać, ale być może ma na to wpływ np. Księżyc). W momencie gdy oś obrotu Ziemi znajdzie się w płaszczyźnie prostopadłej do ekliptyki i stycznej do orbity Ziemi, dojdzie do sytuacji, o której piszesz — na obu biegunach jednocześnie Słońce będzie poruszało się po horyzoncie a na równiku po kole wielkim przechodzącym przez zenit. Ta płaszczyzna jednak w ciągu roku wykonuje pełen obrót o 360 st. natomiast oś Ziemi jest w tym czasie praktycznie równolegle przesuwana w przestrzeni, i w takiej pozycji jak to opisałem, znajdzie się tylko 2 razy w roku: (może już zgadłeś) w czasie równonocy wiosennej i jesiennej. Sama precesja osi Ziemi powoduje jedynie przesuwanie się tych punktów na orbicie — tak że w ciągu 26 tysięcy lat wiosna i jesień przejdą przez wszystkie miesiące roku.
  25. Podejżewam że to zasługa hiperbolicznego lustra i dość grubego pająka.
  26. Jak dla mnie na podstawie własnych doświadczeń na pierwszy DS-owy telep to najlepiej spory Dobson, bo dużo większa apertura w tej samej cenie co jakieś EQ czy GOTO. No i mniej nerwów w okiełznaniu niełatwego dla początkującego EQ Astrofoto jak wiadomo od dawna - zaczynać od EQ-3 albo star adventurera czy ATM koziołka z samym body plus obiektywy do max średnich ogniskowych. To są naprawdę szczere rady. Wszelkie przytłaczające kłopoty w tym hobby typu przerośnięta waga zestawu, skomplikowane składanie w terenie, nieradzenie sobie z kolimacją, ustawianiem na polarną, nieumiejętność ręcznego wyszukiwania obiektów na EQ itd. szybko doprowadzą wynikowo do rezygnacji z zainteresowań niebem i skończymy z lornetką albo bywaniem tylko na forach i oglądaniem czyichś astrofotek.
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)