Skocz do zawartości

Ranking


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją od 17.05.2019 uwzględniając wszystkie działy

  1. 32 punktów
    Dawno mnie tu nie było, zdecydowanie za dawno. No, nawet jeśli już się czasem pojawiałam, to tylko na chwilę, przelotem. O napisaniu nowego odcinka Obiektu Tygodnia nie było co myśleć... Co tu dużo mówić - ten semestr zdecydowanie nie sprzyja mi w astronomii obserwacyjnej, w udzielaniu się na Forum bądź chociaż jego czytaniu również. Oj dobrze, że przynajmniej na zlot udało mi się przyjechać... (...) Takie astronomiczne wyrzuty sumienia zaczęły we mnie szczególnie wzbierać jakoś końcem kwietnia, miałam jednak wielką nadzieję na zneutralizowanie ich podczas przerwy majowej. Niestety cudowna polska pogoda doszczętnie zrównała ją z ziemią, zsyłając mi deszcz i chmury. Fakt ten bolał tym bardziej, że chciałam wtedy w końcu pokazać Filipowi co potrafi taka niepozorna "lorneteczka" jak APM 25x100... I tak sobie wzbierało we mnie jakieś astronomiczne rozgoryczenie, aż końcem tego tygodnia meteogramy ukazały mi jakieś światełko, dziurę w chmurach pełną nadziei - okienko w sobotę nad ranem. Szybko sprawdziłam tylko fazę naszego satelity. No to będzie sobie Księżyc. Poniżej widzicie szkic Księżyca z ostatniej nocy, wydarty spośród przewalających się chmur, jednych bardziej przeźroczystych, innych mniej (na tych bardziej przejrzystych miałam nawet możliwość ujrzeć muniowe halo, a nawet delikatny górny łuk styczny!). Przyznam, że nie zdążyłam się nim zająć całkowicie w ciągu nocy (zmęczenie wygrało koło 3:30), dlatego ostatnie poprawki nanosiłam już rano, mam tu na myśli głównie zwiększenie kontrastu na poszczególnych elementach tarczy, zaznaczonych wcześniej nad ranem delikatniejszym odcieniem. Pierwszy raz szkicowałam coś astronomicznie w takim rozmiarze - mój Księżyc ma ok. 10 cm średnicy. Dla ukazania skali naniosłam granicę pola widzenia okularu - to ten fragment łuku wokół tarczy. Wiem, że nie jest to jakoś szczególnie porywający obraz, w okolicy pełni próżno szukać ciekawie oświetlonych formacji i struktur, jednak tworzenie go dało mi dużo radości, naładowało trochę akumulatorów, no i jednak taki okrąglutki Księżyc, zwłaszcza okrywający się raz po raz cienkim chmurwnym welonem, potrafi być hipnotyzujący. A, jeszcze jedno. Za miesiąc mam sesję, więc do tego czasu pewnie nie będę pojawiać się tu szczególnie często, ale obiecuję, że we wakacje przynajmniej kilka obiektów tygodnia wyjdzie spod mojej ręki
  2. 31 punktów
    Ostatnie trzy noce pracowałem nad jednym obiektem wybitnie nadającym się do astrofoto krótkoczasowego - mowa oczywiście o NGC 6210 zwanej też Mgławicą Żółw (Turtle Nebula). Dlaczego tak? Myślę, że nie trudno znaleźć podobieństwo Obiekt ma ogromną jasność powierzchniową - 8mag przy rozmiarze około 15'' (centralna część) i około 40'' razem z dużo słabszą turkusową otoczka. Mgławicę paliłem dwuetapowo - najpierw centrum na krótkich czasach po 300ms a później otoczkę po 1s i 2s. Inaczej się nie da bo przy dużym gainie brakuje rozpiętości tonalnej (pracujemy na 7 bitach per klatka). Sama mgławica jest dość prosta do odnalezienia poniżej charakterystycznego czworoboku Herkulesa. W okularze w powiększeniu 40x będzie wyglądać jak jasna, wściekle zielona gwiazdka. Obiekt składa się w większości ze zjonizowanego tlenu - dlatego mocno świeci w zieleni i w niebieskim. Dodatkowo jest tam też trochę zjonizowanego azotu który łapie się w okolice linii emisyjnych Ha (czyli czerwień) - stąd ta delikatna czerwona poświata w tle wyłapana na dłuższych ekspozycjach (tu do lepszego efektu przydałby się wąskopasmowy filtr NII) Newton 250/1250 na NEQ-6 + ASI 178MM-C + Baader LRGB Kompozycja LRGB x2 środek: L - 22000 x 300 ms (gain 84%), nieguidowane RGB - 8000 x 400 ms (gain 86%) na kanał Offset - 50, bez kalibracji otoczka: L - 5000 x 1s (gain 84%), nieguidowane RGB - 2000 x 2s (gain 86%) na kanał Offset - 50, bez kalibracji skala natywna setupu - 0,41''/pix, zdjęcie to upsize 4,5x do skali 0,09''/pix (!) wersja kolor, bw, bw samo centrum oraz porównanie z HST w weekend wrzucę jeszcze mgławicę w szerszym polu
  3. 22 punktów
    Ostatni tydzień spędziłem w Łebie, kilka zachodów "na matrycy", ale taki od zawsze chciałem zrobić. Łeba, 04 czerwca 2019, G2104
  4. 21 punktów
    Chciałbym mieć to już za sobą. Nie to, że nie sprawia mi to przyjemności, ale przez cały ten proces wracam wiele razy do tekstu i opis staje się czasem mdły, prawie denerwujący. Dobrze jest zostawić coś na wiele dni, czasem miesięcy i wtedy do tego wrócić, ale w przypadku relacji z obserwacji, a przynajmniej typowej relacji, jest to niewskazane, choćby z tego względu, że emocje, jakie towarzyszyły widokom, szybko wyparowują. Owszem, pozostaje główny obraz w pamięci, ale jest on, jakby wyprany z wrażeń. Ponad tydzień temu byłem zachwycony widokami z mojego teleskopu 12" i już czuję ten spadek podniecenia. Mam jednak ponad trzygodzinne nagranie z dyktafonu, na którym – wierzcie lub nie – jest cała gama moich emocji i krzyków. Niekiedy brzmiało to, jakby dziecko odpakowywało prezenty – efekt wywołany czysto wzrokowo. Domyślacie się pewnie, że chodzi o jakieś szlagiery, ale nie tylko; padł jeden obiekt ekstremalnie słaby i ekstremalnie mały. I też krzyczałem. Wysoko w górze połyskiwały gromady M13 i M3. Nad zachodnim horyzontem wisiał pomarańczowy sierp Księżyca, który po pewnym czasie zaplątał się w gąszcz niedalekiego drzewa i znikł mi z oczu. Teleskop ustawiłem nisko, celując w Kruka. Sombrero było niezłe, ale bez rewelacji. Coś ciemniejszego zalegało na jednej połowie. Mając okular 25mm, namierzyłem gromadę M3, chcąc sprawdzić, czy to ona jest widoczna gołym okiem. W teleskopie wyglądała pięknie. Następnie, idąc po łuku gwiazd do NGC 5466, przypadkiem trafiłem na jakąś małą galaktykę - prawdopodobnie NGC 5475. Do gromady Wolarza trzeba było wykonać jeszcze drugi łuk i oto była, pięknie skrząca drobinkami niezbyt jasnych gwiazd niczym okruchy szkła w nocnym blasku Księżyca. Spodobała mi się na tyle mocno, że poczułem zainteresowanie tym co robię. Dziwne, lecz prawdziwe. Bowiem poczułem to tutaj, nie przy jasnej M3, czy choćby Sombrero, które przypomina latający spodek. To dobry początek. W powiększeniu 107-krotnym ukazało się mnóstwo gwiazd, choć były one dość ciemne. Byłem ciekaw powiększeń 200-250 razy, ale mam tylko 319; początkowo myślałem, że gromada rozpłynęła się w ciemności, lecz po chwili ją znalazłem. Cóż, gwiazdki były, ale widoku nie określiłbym, jako zapierający dech. M3 w Esie 14mm wyglądała wspaniale. Wróciłem do M104. Galaktyka dziwnie się rozciągnęła i zamiast owalną bułkę, przypominała bardziej igłę. Kruk, którego bardziej kojarzę z tym obiektem, zmierzał nieubłaganie w kierunku łuny od Lublina oddalonego o ponad 60 kilometrów, chyba największej z kilku łun, jakie widziałem tej nocy. Droga Mleczna zaczynała nabrzmiewać i gęstnieć, wisiała ciężko niczym burzowa chmura nad północno-wschodnim niebem. Tymczasem ja wypatrywałem gdzieś w zakątku Cefeusza gromadę kulistą Palomar 1, której nie udało mi się ostatecznie zobaczyć, jak i nie udało się także dostrzec Palomara 4 w Wielkiej Niedźwiedzicy - w jego miejscu przemknął tylko jakiś satelita i to było wszystko. W okolicy Pal 1 złowiłem jedynie galaktykę NGC 1184, stosunkowo wyraźną i niewielką smużkę niby ziarno owsa. O ile Pal 4, to była dla mnie nowość i nie wiedziałem czy jest trudny, to numer 1 kiedyś już raz widziałem. Jedyne co mi się nasuwa, to to, że obiekt teraz dołował, był około 40 stopni nad horyzontem - to wciąż sporo, ale kiedy góruję, jest to ponad 60 stopni. To była trzecia porażka tej wiosny i moja wiara w sens posiadania teleskopu powoli podupadała. Miałem obawy, że coś się kończy; Synta płowieje i traci zasięg, oczy się psują, rzadko obserwuję marnotrawiąc pogodę, więc nie trafiam na dobrą przejrzystość, albo do Ziemi z każdym dniem dociera coraz mniej fotonów z Kosmosu, na rzecz rozrastającego się, wszędobylskiego smogu świetlnego (to ostatnie pewnikiem się dzieje, tak czy inaczej). Jak się miało okazać później w nocy, wygląda na to, że wszystko jest w porządku, i mimo iż Palomar wciąż pozostawał nieuchwytny, byłem z każdą minutą coraz bardziej szczęśliwy. Przebywałem w Warkoczu Bereniki. W domu pobieżnie zapamiętałem położenie pewnej grupy i teraz, gdy w okularze ukazała się mała galaktyka, pomyślałem, że pewnie nie odnajdę mojego celu. Lecz już po chwili okazało się, że wcale nie ma tam jednej galaktyki, ale cztery. Lukost niejednokrotnie wspominał o Hicksonie 61 zwanym The Box. Cieszę się, że w końcu go zobaczyłem, to świetny cel. W 60 razach widać było upakowane na niewielkiej przestrzeni cztery galaktyki, choć w pierwszych chwilach nie byłem jeszcze tego pewny w stu procentach, bo dopiero się pojawiały. Sprawdziłem wszystko w okularze 14mm. Tak, to one. Na górze, po lewej, widniała najjaśniejsza z całej czwórki - NGC 4169. Po prawo, idąc zgodnie ze wskazówkami zegara, była słabsza NGC 4174, poniżej zaś jeszcze słabsza NGC 4175. Najsłabiej świeciła ta po lewej na dole - NGC 4173, która była mocno rozciągnięta, o słabej jasności powierzchniowej. Pan "kitowiec" 10mm także pokazał cztery składniki (to wcale nie żart). Załadowałem 4,7mm; wszystkie były widoczne, wraz z najsłabszą, tą podłużną. Wróciłem do 60 razy i teraz NGC 4173 było widać z łatwością. Będąc w okolicy Melotte 111, gdzie zaraz na prawo znajduje się ów pudełkowaty Hickson 61, skręciłem do NGC 4565. W 60 razy widać było obecność ciemnego pasa. Tuż obok świeciła słabo niewielka, blada poświata NGC 4562. W Esie 14mm dysk Igły rozciągał się pięknie na boki, wystrzeliwując strumienie światła na daleką odległość. Ciemna smuga pyłu była widoczna głównie w okolicy centrum. NGC 4562 wciąż mieściła się z zapasem w jednym polu widzenia. W okularze 4,7mm Igła nie była galaktyką, jaką miałem nadzieję zobaczyć, ale i nie dałem jej dużo czasu. Następnie odnalazłem parę galaktyk: NGC 4298 oraz nieco słabszą NGC 4302. Sądziłem, że obiekty te mają ze sobą coś wspólnego, ale Wikipedia podaje, że chyba nie. Wizualnie znajdują się bardzo blisko siebie i ze względu na ustawienie, wyglądają ciekawie - jedna okrągława, druga widoczna krawędzią dysku w kierunku Ziemi, co sprawia, że obie przypominają porzucone w zapomnieniu ziemskie przedmioty. W Esie 14mm widok był bardzo dobry. Widziałem szkice, które ukazują ciemne pasmo w NGC 4302, ale pochodziły one z większych instrumentów. Przeskoczyłem następnie do asteryzmu Y w Pannie i tuż przy nim podejrzałem małą galaktykę NGC 4596 i jeszcze mniejszą, niemal gwiazdową NGC 4608. Następnie zobaczyłem Łańcuch Markariana, rozpoczynając standardowo od M84, M86 i podłużnej NGC 4388, dopełniającej z nimi trójkąt. Wewnątrz owego trójkąta świeciła malutka NGC 4387. Następnie dostrzegłem NGC 4413 a nad Messierami NGC 4402. Ruszyłem szlakiem, który stanowiły "Oczy" czyli NGC 4438 i NGC 4435, dalej NGC 4461 oraz NGC 4458, następnie minąłem NGC 4473, a po niej NGC 4477, wraz z niewielką i słabą towarzyszką NGC 4479. Jeszcze wyżej zobaczyłem, tuż za gwiazdą, NGC 4459 i nieco w bok, i trochę dalej, NGC 4474. Przypuszczam, że mogłem widzieć jeszcze NGC 4468 i wziąć ją za gwiazdę. Potem zerknąłem na M87 i jakąś jeszcze galaktykę obok, po czym skończyłem krótki rekonesans w tym rejonie nieba. Adaptacja wzroku była w bardzo dobrym stadium, toteż zalegająca nisko nad odległym o niecały kilometr lasem łuna od Lublina wydawała się teraz bardzo silna, spowijając ów las koszmarnym całunem. Zorientowałem się, że Kruk począł już tonąć z wolna w tej świetlistej mgle. Spojrzałem na Skorpiona; było go widać rewelacyjnie jak na tę wysokość i nie mogłem się doczekać gromady M4. Tymczasem skierowałem jeszcze teleskop na prostokąt Małej Niedźwiedzicy, gdzie odnalazłem dwie maleńkie galaktyki - eliptyczną NGC 5912 (13.8mag) oraz spiralną NGC 5909 (14mag). Nie wiem, czy są ze sobą powiązane, ale wyglądają, jakby były parą. W okularze 14mm widoczne bez kłopotu, NGC 5909 trochę słabsza. W powiększeniu 60 razy to były dwa naprawdę maleńkie obiekty niczym gwiazda podwójna, oddzielone od siebie niemal na styk. Wykonałem skok do gromady otwartej NGC 188 i uznałem, że nie widziałem jej chyba nigdy wcześniej tak dobrze rozbitej na gwiazdy. Mnogość bardzo wyraźnych światełek prezentowała się bardzo dobrze w 60-krotnym powiększeniu. W 107 razach gromada stała się chyba już zbyt rozległa. Droga Mleczna przemieszczała się ciężko, coraz bardziej górując nad polami swym ramieniem. Wycelowałem wylot tuby nisko na południe – ku Skorpionowi. M4 była wyraźna w szukaczu. W okularze natomiast ujrzałem piękną gromadę o dziwnym kształcie, odmienną niż inne gromady kuliste. Zerkaniem była bardzo ostra i mocno rozbijała się na mnóstwo składników. Gwiazdy lśniły w bladej poświacie. Wyjąłem okular 25mm i wsadziłem 14mm. Rdzeń gromady, ów charakterystyczny sznureczek, składał się z maleńkich jak grudki soli gwiazdek i nie był żadnym zamglonym słupkiem. Skusiłem się na absurdalne jak na tę wysokość powiększenie 319-krotne; gromada była spora, ale gwiazdy już nieostre. Wróciłem do okularu 25mm, gdzie pomimo bladego w tamtym rejonie tła, M4 wyglądała przecudnie. Antares migotał na pomarańczowo i żółto. Nieopodal odnalazłem niewielką poświatę gromady kulistej NGC 6144, do której było niemal przyklejone jakieś słońce. Spojrzałem jeszcze na M80, która rozpadała się na obrzeżach, ukazując gwiezdne drobinki, a następnie zahaczyłem o gwiazdę Acrab, wyraźnie odseparowaną od swojej towarzyszki i jeszcze szerszą Jabbah. Kolory gwiazd były jakby wyprane, białawe. W okolicy świecił bardzo jasno Jowisz. Głodny widoków, sprawdziłem M92, która okazała się wspaniała, bardzo ostra i wyrazista. Następna była widowiskowa M13, choć przyznam, że bardziej oczarowała mnie ta pierwsza. Spróbowałem jeszcze raz sił z Palomarem 1, ale nie było nic. Chwilę później namierzyłem galaktykę M51. W 60 razach świeciła niewiarygodnie jasno i mając wyraźnie odsłonięte ramiona, wyglądała jak namalowana. Pomiędzy jej centrum a NGC 5195, widać było jakiś skrawek ramienia, który nad wyraz jasno świecił, a po przeciwnej stronie jądra, ramię spiralne wybiegało w przestrzeń, jakby chciało opuścić galaktykę. Załadowałem 14mm i cudowny widok trwał, ramiona zaś pięknie zawijały się dookoła. NGC 5195 była trochę niesymetryczna, nieregularna. W 319 razy M51 powoli odsłaniała gigantyczne skrawki ramion. Wróciłem do 60 razy, gdzie świeciła niczym żarnik wolframowy. Z pobliskiego lasu co chwilę odzywał się puszczyk niby jakiś duch. Jego głos od czasu do czasu wpadał w lekkie drżenie. Złożyłem wizytę NGC 4244 w Psach Gończych, która wyglądała całkiem nieźle, a następnie odwiedziłem parę galaktyk NGC 4490 i NGC 4485. Widać było jak zwężona końcówka NGC 4490, skręca w kierunku mniejszej towarzyszki. Potem padła NGC 4656 zwaną Motyką czy też Kijem hokejowym, która prezentowała jaśniejsze miejsce z jednej i zagiętą końcówkę z drugiej strony, a chwilę później w okularze pojawiła się NGC 4631 czyli Wieloryb. W okolicy centrum świeciła gwiazdka, a nieco dalej NGC 4627 – Wielorybiątko. Nagle przypomniałem sobie o jeszcze jednym celu, który zaplanowałem. Bez większych nadziei ustawiłem teleskop na gwiazdy Giausar (lambda Draconis) oraz 2 Draconis, które stanowią koniuszek ogona Smoka. Odrobinę na północ odnalazłem stosunkowo jasną galaktykę NGC 3735 i minąwszy ją, przesunąłem się nieco dalej. Byłem pewny, że jedyną szansą jest okular 4,7mm i powiększenie 319-krotne. Jednak po wielu minutach wpatrywania w mętną otchłań, ogłosiłem porażkę. Nie ma Hicksona 55. A potem zmieniłem okular na Es 14mm i po chwili krzyknąłem. Jest! Ku...., jest! Ja p......ę, chyba jest! Zerwałem się z krzesła, by po chwili ponownie na nie wrócić i ponownie spojrzałem w okular. Muszę nabrać powietrza. Dotlenić mózg. Co najmniej pięć oddechów. Byłem podekscytowany patrząc na maleńki paproch, który zmaterializował się w okularze mojego teleskopu. Chwilowo przerwałem i odwróciłem instynktownie głowę na południe, by zobaczyć tam niezwykle gęsty i wielki obłok w Tarczy, a potem znowu przytknąłem oko do okularu. W miarę upływu minut, w 14mm Hickson 55 stawał się coraz łatwiejszy. Ku mojemu zaskoczeniu, było go również widać w okularze 25mm. Raz znikł na moment i już prawie zacząłem się niepokoić, ale po chwili znów się pojawił. Był jak delikatne, przypadkowe dotknięcie kartki koniuszkiem ołówka. W rzeczywistości Hickson 55 (alias Arp 329), to maleńki łańcuch galaktyk, pasmo odległych wysp przypominające na zdjęciach gąsienicę. Mimo że wychwytywałem tylko słabe, pojedyncze – być może lekko podłużne, ale nie w sposób było tego określić – światełko, byłem zachwycony. Z tego, co udało mi się ustalić później w domu, ten galaktyczny robak znajduje się jakieś 700 milionów lat świetlnych od Ziemi. Oto odnalazłem zagubiony sens mojego teleskopu. Poczułem w tamtym momencie obserwacyjne spełnienie. Hickson 55 to jeden z tych celów, które z jakiegoś powodu stają się obserwacyjnymi pragnieniami i właściwie to mogłem już wtedy spakować sprzęt i wracać do domu. Na szczęście tego nie zrobiłem. Już wcześniej, w trakcie sesji, zorientowałem się, że chyba będę tej nocy oglądał Strzelca. Nie spodziewałem się jednak, że obiekty, które już znałem, zobaczę inaczej, że zobaczę je tak dobrze, jakby to były jakieś obrazy. Euforia zaczęła się już gołym okiem. W ogóle, to było czad; widać było masakryczną Drogę Mleczną; wielka chmura w Tarczy, potem jeszcze jedna chmura jakaś, potem... chmura, no, jakaś jeszcze jedna, to chyba, nie wiem, M24, i potem jeszcze jedna chmurka - to M8. Skierowałem teleskop na M8. Mgławica Laguna składała się z kilku intensywnych pojaśnień i grupy słońc NGC 6530, w której naliczyłem około dwóch tuzinów gwiazd. Nieregularna była także M20 Trójlistna Koniczyna, która była dwoma okrągłymi poświatami – jeden większy, drugi mniejszy jak bezgłowy bałwan. Przez tą większą poświatę przechodziły chyba jakieś ciemne pasma, choć jeszcze wtedy, w okularze 25mm, nie byłem tego pewny. Poczułem burczenie w brzuchu i wyjąłem z kieszeni kanapkę z masłem orzechowym. Tak, ewidentnie ma na sobie jakieś pasemka – powiedziałem przeżuwając powoli, by masło nie zalepiło mi gęby. Nie chciało mi się popijać teraz wodą, tym bardziej, że otwarcie drzwi samochodu oznaczało zapalenie się na chwilę lampki, a tego nie chciałem. Nieczęsto zdarza mi się obserwować Strzelca i okoliczne rejony po dwóch godzinach adaptacji wzroku na odludziu. Co do gromady M21, to nie była szczególnie efektowna – ot niewielka grupka jasnych słońc, może tuzin. Chwilę później oniemiałem. To było coś niesamowitego. Przemierzałem zwykłe pole gwiazdowe i nagle wpadłem do ogromnego skarbca. W okularze lśniła niezliczona ilość słońc. Patrzyłem na nieprzebrane bogactwo gwiazd M24, które mieniło się teraz w okularze. W całym tym królestwie odnalazłem piękny klejnot – NGC 6603. Zauważyłem, że rozbija się na gwiazdy, co w Esie 14mm widać było wyraźnie. W środku znajdował się jakiś sznureczek słońc, podobny trochę do tego, jaki ciągnie się przez gromadę kulistą Messier 4. I ujrzałem ogromne kłęby Laguny, i Trójlistną Koniczynę, a przecinały ją wyraźne linie, które wiły się niby ciemny strumyk albo jaki wąż. Nigdy wcześniej jej takiej nie widziałem. I pomyśleć, że nie chciało mi się jechać, pakować sprzętu, rozkładać i składać. Koniczyna była wspaniała, M24 była wspaniała, M8 była wspaniała i... Gdzie jest M17? Łoo, a to co? Szukacz już dawno zaparował, toteż początkowo, przy niektórych obiektach, nie bardzo wiedziałem z czym mam do czynienia. W okularze ukazała się teraz jakaś wielka, bardzo wyraźna mgławica, przyozdobiona w słońca. Co to jest? M16? A potem wreszcie trafiłem na M17 i wciągnąłem raptownie powietrze. O, w dupę! O ile Strzelec był punktem kulminacyjnym tej sesji, o tyle mgławica Omega była punktem kulminacyjnym Strzelca. Łabędź świecił niezwykle jasno, po zachodniej stronie zaś roztaczała się wielka mgławica. Owszem, była nieporównywalnie słabsza, ale widoczna pewnie. Pod szyją owego łabędzia mgławica była tak mocno odcięta, iż w miejscu tym widniała jakby dziura. W 14mm widać było wyraźnie, że po prawo, za łabędzim kuprem rozciągała się jeszcze jedna partia mgławicowa. Ale czad! Mgławica Orzeł była teraz niezwykle wyraźna. Pomyślałem o filarach stworzenia. Może gdybym znał lokalizację, to kto wie. Potem natknąłem się jasną gromadę – pewno M25. Następnie spędziłem trochę czasu na poszukiwaniu M22. W końcu się udało. Była wcale niezła, przejawiała obfitość i bogactwo gwiazd, które, gdyby świeciły wyżej, pokazałyby z pewnością pazur. Obok M22 złapałem coś jeszcze, może M28, a może jakąś inną kulistą, niemniej również bardzo jasną. Przeskoczyłem do Wagi i odnalazłem po raz pierwszy NGC 5897. Spodziewałem się małej, jasnej kulki, tymczasem zastałem dosyć sporą i niezbyt jasną plamę. W okolicy centrum jawił się jakby jaśniejszy obszar. Padło również coś, co mogło być M26, a potem widowiskowa M11, która miała na sobie dziury i była jakaś taka prostokątna. Robiło się zimno. Łabędź i Orzeł wznosiły się coraz wyżej. Lutnia zbliżała się do szczytu firmamentu, więc zobaczyłem jeszcze M57. Mgławica Pierścień była bardzo jasna, a w 319 razy, świecąc przepięknie, jak zwykle sprawiała wrażenie bardzo delikatnego koloru świecącej figurki. W pewnym momencie dostrzegłem nad południowo-zachodnim horyzontem jakąś ciemną smugę na niebie, która wyglądała jak chmura szarańczy na filmach. Wróciłem do M20 i powiększyłem Koniczynę 319 razy. Nawet w tym powiększeniu widać było ciemne szczeliny. Szaleństwo czy nie, nie zamierzałem się tym przejmować. Sprawdziłem M17 w tej skali i był to jak najbardziej słuszny eksperyment. Potem zasłoniłem oczy i wyjąłem z samochodu Nikona 10/50. Musiałem to zrobić, czy tego chciałem czy nie. Poza tym, chciałem posmakować jeszcze odrobinę Strzelca z perspektywy obserwatora całego lasu, a nie pojedynczych drzew. Było to osobliwie piękne, jak spojrzenie na pasące się stado jeleni na polanie przy strumieniu, coś innego niż bliska obserwacja pojedynczego osobnika. Na tle chmury gwiazd M24, rysowały się sylwetki ciemnych mgławic, a za M17 i M16 widać było ślad NGC 6604. Gromada M4 była całkiem spora jak na 10-krotne powiększenie. Pod koniec wycelowałem teleskop w Jowisza, ale nie ukazał on nic, poza dwoma pasami i czterema księżycami. Chłód zamieniał się powoli w lodowaty uścisk. Jeszcze raz zobaczyłem Omegę w teleskopie. Niebo na północnym wschodzie wyraźnie zbladło i pojaśniało.
  5. 20 punktów
  6. 18 punktów
    Przed północą 14 czerwca 2019, nad Jeziorem Żnińskim Dużym
  7. 17 punktów
    Pięknie zapozowały nad Toruniem W tym roku jeszcze nie widziałem tak wyrazistej struktury i tak dużej jasności NLC... Wieczorny show 14 czerwca trwał ledwie jakieś trzy kwadranse (22:15 - 23:00), ale warto było...
  8. 17 punktów
    Obiekt nisko nad horyzontem a do tego białe noce.... w pierwszym tygodniu czerwca okres widoczności M20 zgrał się idealnie z krótkim okresem ciemności. Setup galaktyczny: FS 128, ATIK ONE 6.0 na ASA DDM 60 L:36x600 sekund, RGB: 12x600 sekund na kanał. Brok n/Bugiem.
  9. 17 punktów
    9 czerwca, od 1.30 do świtu
  10. 17 punktów
    Dość rzadko zamieszczam relacje "lornetkowe" – ale cóż, niebo było, a ja miałem do dyspozycji tylko dwururkę. Na szczęście był to Argus, którego stumilimetrowe obiektywy i spore jak na bino powiększenie pozwalają sięgnąć naprawdę głęboko w otchłań Wszechświata. Tak, otchłań, bo to przecież końcówka wiosny, czyli szeroko otwarte okno w kierunku galaktycznego bieguna. Po północy na scenę bezpardonowo wchodzi już letnia Droga Mleczna, zatem - parafrazując księdza Twardowskiego – spieszmy się kochać galaktyki, tak szybko odchodzą. Panas zwrócił swego czasu uwagę, że lornetka i galaktyczki mogą być wybitnie frajdogennym połączeniem. Potwierdzam w całej rozciągłości – to faktycznie wciąga. Duża lorneta każdorazowo potrafi zaskoczyć ilością możliwych do wyciągnięcia kłaczków. Obiekty do 11.5-12mag nie stanowią zwykle dla niej wielkiego wyzwania, to zaś oznacza, że liczba dostępnych celów idzie w setki, jeśli nie tysiące. A gdy jeszcze trafimy na kapitalne warunki (ależ była wczoraj przejrzystość!), to pełnia szczęścia jest na wyciągnięcie ręki. Ale do rzeczy – na miejsce dotarłem około 22.30. Północny i częściowo zachodni nieboskłon okupowały chmury, wiec koledzy z okolic Krakowa i Bielska mieli pewnie powody do narzekań. Reszta nieba była czysta jak łza. Na szczęście południe Polski nie doświadcza mąk białonocnych, więc sesyjkę zacząłem z marszu, od kulek (tych mniej znanych, a jakże), by już w okolicy 23 na dobre wziąć się za galaktyczne słabizny. Na pierwszy ogień poszła NGC 4147, zlokalizowana pomiędzy Lwim zadem a gromadą Melotte 111. Jest malutka, ale oczywista – w lornecie wygląda na nieco rozogniskowaną gwiazdkę, już na pierwszy rzut oka różniącą się od sąsiednich słońc. W ogóle ładnie się to prezentuje w szerszym polu, jako całość – gromadka znajduje się po zachodniej stronie niewielkiego asteryzmu w kształcie litery Y, zaś symetrycznie, po jego lewej, wschodniej stronie lśni gwiazdka HD 105865 o jasności ok. 8mag. Następnie, zahaczając o żelazny punkt wiosennego programu, czyli parkę M53/NGC 5053 i mijając Messiera 3, zawędrowałem do Wolarza, gdzie kryje się nieco zapomniana NGC 5466. To ciekawy cel – spory i stosunkowo jasny, lecz o niskiej koncentracji gwiazd w kierunku centrum. Nawet w dużym teleskopie ta gromada to rozmyty, blady, owalny placek, o dość równomiernej jasności; próby jej rozbicia jakimkolwiek sprzętem (choć oczywiście się da) nie spowodują raczej efektu WOW. Obserwując na miejscówce z odsłoniętym południem (choć obciętym do wysokości ok. 3 stopni przez Tatry) grzechem byłoby nie zahaczyć o południowe rejony Hydry, tudzież północne rubieże Wilka i Centaura. Galaktyczny Messier 83 był na miejscu, zaskakując mnie jak zwykle in plus swą rozległością (choć jasnością powierzchniowa już niekoniecznie). Schodzimy więc niżej: Menkent (theta Centauri) – obecna, ale ψ Cen już nie widać… I to na tyle, bo w polu widzenia pojawiły się (wciąż) pobielone tatrzańskie turnie. Niemniej, stąd już zaledwie 10 stopni do omegi Centauri, a jeszcze bliżej do galaktyki Centaurus A… Ładnie zaprezentowały się za to kuliste NGC 5694 (niewielka, „doklejona” do zgrupowania kilku stosunkowo jasnych gwiazdek) i NGC 5824 (łatwa, choć nieco już przygaszona przez ekstynkcję atmosferyczną; to w końcu 33 stopnie na minusie w deklinacji). W tak zwanym międzyczasie ściemniło się na dobre i obiektywy powędrowały sporo wyżej, w kierunku Psów Gończych i NGC 4395. Nigdy wcześniej nie łapałem jej w lornecie, a z moich doświadczeń „teleskopowych” wynikało, iż jest celem mocno nieoczywistym. Tym razem przejrzystość atmosfery okazała się głównym sprzymierzeńcem i rozlazły, całkiem spory, wkomponowany między dwie gwiazdy tła „glut” wyskoczył niemal od razu, bez potrzeby odwoływania się do techniki zerkania. Pamiętam, że obserwował ją też Maras (chyba w Zatomiu, bodajże przez 22x85) – więc mniejszymi aperturami też się da. Trochę tak dla jaj sprawdziłem czy w lornecie widać mgławicę planetarną LoTr 5. Rezultat - do przewidzenia… Dalej był czysty relaks, czyli wszelkiej maści klasyki; Wieloryb, Motyka, Słonecznik czy Wir zawsze dają radę. Błądząc beztrosko po tym galaktycznym eldorado, przypomniałem sobie o niedawnym obiekcie tygodnia - Arpie 286. Jaśniejszy składnik, czyli NGC 5566 okazał się być widoczny bez najmniejszego problemu – ot, owalna plamka, jakich wiele w konstelacji Panny, za to sąsiednia NGC 5560 napsuła mi już nieco krwi. Podłużna, ulotna smużka światła wyskakiwała jedynie chwilami, ale po solidnym przyssaniu się do okularów nie miałem wątpliwości, że ją widzę. Złapałem też (aż) 1/3 drugiego tripletu dostępnego w tym samym polu widzenia, czyli NGC 5576 (łatwa); pobliska NGC 5577 okazała się być poza zasięgiem (chyba, bo momentami wydawało mi się, że coś tam majaczy, z naciskiem na „wydawało” i „majaczy”), podobnie jak NGC 5574. Reszta sesji to już czysta przyjemność obcowania z galaktyczni „igiełkami” – NGC 5907 (Drzazgi), 4565 (Igły) czy NGC 4244 reklamować nie trzeba, a umieszczenie ich w szerszym, gwiazdowym kontekście – co oferuje lorneta – tylko dodaje im uroku. A później? Później przyszło lato, ale to już temat na inny wpis… A, zapomniałbym o NGC 4236 w Smoku – ogromnej, choć subtelnie zarysowanej świetlistej szramie, w dodatku w ładnym, gwiezdnym otoczeniu. Jest świetna, choć pod gorszym niebem może okazać się wymagająca. Po mocno nieciekawym pogodowo maju wreszcie czuję, że żyję.
  11. 17 punktów
    Katalog gromad otwartych King zawiera 27 obiektów, z których tylko jeden - King 3 alias NGC 609 - został odkryty wizualnie. Pozostałe wytropiono na kliszach i płytach fotograficznych w latach 1949 - 1966. To przeważnie gromady bogate w słabe gwiazdy i nawet w większych aperturach teleskopów rzadko pokazują pojedyncze składniki. Piękne opracowanie na temat katalogu King zamieścił na swojej stronie Uwe Glahn ( www.deepsky-visuell.de ), gdzie poza wrażeniami obserwacyjnymi każdą gromadę ilustruje zdjęcie z Deep Sky Survey. 11 "kingów" leży w Kasjopei, 4 w Cefeuszu, 3 w Woźnicy, po 2 w Perseuszu i w Orle i po 1 w Żyrafie, Jaszczurce, Małym Psie, Rufie i Lisku. Zbliżają się letnie noce, Cefeusz coraz wyżej wznosi się na wieczornym niebie i właśnie ku tej konstelacji proponuję skierować lornety i teleskopy, by zapolować na jasną i łatwą gromadę King 10. To niewielka gromadka, zajmująca na niebie raptem 4 minuty kątowe średnicy i zawierająca około 40 gwiazd odległych od nas o mniej więcej 11 000 lat świetlnych. Nie udało mi się znaleźć w sieci informacji o jasności wizualnej tej gromady, ale z własnych wrażeń obserwacyjnych dałbym jej ok. 10.0 mag. Poszukiwania na niebie warto rozpocząć od słynnej gwiazdy zmiennej Delta Cephei, która leży w wierzchołku trójkąta dopełnionego przez Epsilon i Zeta Cephei. Na przedłużeniu trójkąta szukamy sześciu dość jasnych gwiazd układających się w powichrowaną linię: Między pierwszą a drugą gwiazdką od prawej w tej linii świeci duża i luźna gromada otwarta NGC 7429 której nie znajdziecie w Stellarium, ale zaznaczona jest w Interstellarum Deep Sky Atlas: W dużej lornecie to luźne, trudne do odróżnienia od tła skupisko gwiazd. Teraz już blisko. Od NGC 7429 schodzimy "w dół" i szukamy fajnego asteryzmu - 5 gwiazd o jasności 8-9 mag układa się w równiutki i duży znak X. Od prawej górnej gwiazdki owego X odchodzi łuk 4 słabych gwiazdek i dalej widzimy kolejny ładny asteryzm - gwiazdki 9-10 mag układają się w kształt przypominający złożony wachlarz, 3 gwiazdki w środku tego wachlarza to taki mini pas Oriona. Gromada King 10 to ta mała, ulotna mgiełka leżąca pomiędzy ostatnią z wspomnianego łuku 4 gwiazd i tym mini pasem Oriona. Tak to wygląda na moim nieudolnym szkicu z obserwacji lornetą 45x141: Tak na szkicu Uwe Glahna z 4" bino (55x pod ciemnym niebem): http://www.deepsky-visuell.de/Zeichnungen/King10.htm - tutaj widać tylko część wspomnianego X, 3 gwiazdki Tak na zdjęciu DSS (tu z kolei nie widać w ogóle X, tylko 2 ostatnie gwiazdki z łuku 4, ale za to King 10 pięknie rozbita na pojedyncze gwiazdki): Na gromadę spoglądałem początkiem maja przez lornetę 45x141 pod przyzwoitym niebem SQM-L 21.19 mag /s2. Gromadka jest bardzo fajna, łatwa do zidentyfikowania, smaczku dodają opisane wyżej asteryzmy. Wybaczcie przepisywane z dziennika obserwacyjnego określenia typu "u góry", "na prawo" i podobne. Obserwuję lornetą, obraz mam nieodwrócony. Jeżeli skierujesz ku Cefeuszowi teleskop Newtona, kierunki się pomieszają. Ale w szukaczu 8x50 bez problemu powinieneś przejść przez proponowany wyżej star-hopping aż do namierzenia asteryzmu X, potem będzie już łatwo upolować Kinga 10 w okularze teleskopu. Przypuszczam, że użycie powiększenia 100x pozwoli rozbić gromadę na pojedyncze gwiazdki. Gromady otwarte to popularne cele obserwacyjne na letnie noce. Szczerze polecam wyjść poza katalogi Messiera i NGC. Gromada King 10 i jej otoczenie to naprawdę piękny kawałek nieba. Więc na najbliższą pogodną i bezksiężycową noc przygotuj sobie mapki, spróbuj i daj znać, jak poszło!
  12. 17 punktów
    Zdjęcie wykonane w całości z Warszawy-Wesołej. Obiekt znany skupię się więc na technikaliach : FS 128 i ATIK 6.0 na ASA DDM 60. L:70x300 sekund, RGB : 12x300 sekund.
  13. 16 punktów
    Canon 6d, Newton 200/1000, 30 x 3 minuty.
  14. 16 punktów
    Tylko 10 klatek po 4 minuty. Canon 6d, Newton 200/1000.
  15. 16 punktów
    Witam Pokazuję pierwsze światło z nowego nabytku. Gromada znana, nie potrzebuje opisu. TLAPO804, ASI071, 2h materiału. Wczorajszej nocy zobaczyłem dwa razy Starlinka (jeśli to było to). Kreseczka z gwiazdek przeleciała przez całe niebo, coś niesamowitego. Uwagi na temat zdjęcia mile widziane. Gdyby ktoś z was mi podpowiedział, co zrobić z odległością matryca - flatener, to będę wdzięczy (zwiększyć czy zmniejszyć?).
  16. 15 punktów
    Moje pierwsze w życiu... Niestety miałem tylko telefon przy sobie.
  17. 15 punktów
    Na zakończenie wczorajszej wkurzającej całonocnej stójki w oczekiwaniu na NLC, zaliczyłem takiego wschoda słońca. Eos80D+jupiter 135mm (bez żadych filtrów!)
  18. 15 punktów
    Są takie obiekty, do których obserwatorzy wracają chętnie choćby na nie patrzyli kilka nocy wcześniej, albo nawet wczoraj. Podobnie jest z astrofotografią, a u mnie jednym z takich obiektów jest Pierścionek M57. Praktycznie każdej wiosny kieruję tam teleskop, żeby łapnąć kilka albo kilkadziesiąt klatek - chyba tylko po to, żeby sprawdzić czy wciąż tam jest Tej wiosny sprawdziłem czy M57 jest na miejscu zbierając fotony wąskopasmowe, i tak to wyszło - M57 AD2019 18-20.04.2019, Meade ACF 10" f/10, AP CCDT67, EQ6, QHY163M, Ha 120x2 minuty, Oiii 90x2 minuty, gain=100, niebo podmiejskie. Przejrzystość średnia, seeing dobry, częściowo Księżyc. I oba kanały osobno:
  19. 14 punktów
    A tak się chmury produkuje 😎 Cumulus mediocris homogenitus made by Bełchatów.
  20. 14 punktów
    Tak się składa, że kolejne Obiekty Tygodnia stają się coraz trudniejsze. Czyżby łatwiejsze cele obserwacyjne się wyczerpały? Niekoniecznie, nieboskłon jest tak bogaty, że zawsze da się znaleźć coś ciekawego i niekoniecznie trudnego. Zresztą, trudność to pojęcie względne – zależy i od umiejętności obserwatora, i od sprzętu, od warunków, no i jeszcze od samej dogłębności obserwacji. Wydaje mi się, że znalazłem obiekt, który zadowoli jeśli nie wszystkich, to wielu astroamatorów, także w te nadchodzące majowo-czerwcowe białe noce. Dosłownie każdy widział dyszel Wielkiego Wozu z jego charakterystycznym przegięciem (w naturze takie dyszle nie występują). W zgięciu znajduje się gwiazda oznaczona przez Bayera Zeta Wielkiej Niedźwiedzicy (ζ UMa). Wielki Wóz (Sky-Map.org) Jednak nawet gołym okiem, nawet w marnych warunkach obserwacyjnych da się wypatrzyć, że jest tam także druga, słabsza gwiazda. Ma jasność 4 mag i nosi nazwę Alkor (inaczej 80 UMa). Według Wikipedii nazwa ta pochodzi z arabskiego i oznacza czarnego konia. Stąd już blisko do tego, by parę Mizar-Alkor nazwać Koniem i Jeźdźcem. Dzieli je niemal 12 minut kątowych, więc nie trzeba nadzwyczajnego wzroku, by obie widzieć bez jakiegokolwiek sprzętu. Niewielka lornetka pozwoli dostrzec pomiędzy nimi trzecią, jeszcze słabszą gwiazdkę (7,6 mag) tworzącą z Mizarem i Alkorem nieco rozwarty trójkąt. Wbrew oczekiwaniom, nadano jej nazwę własną. Bodajże drugi jej obserwator, którego nazwisko zostało zapomniane, nazwał ją Sidus Ludoviciana (Gwiazda Ludwika) na cześć swojego protektora landgrafa Hesji. Źródło: http://dosiegnacgwiazd1.blogspot.com/2017/06/mizar-i-alkor-ukad-szesciokrotny.html Jeśli jednak dysponujemy lornetką o powiększeniu 20 razy, sprawa zaczyna być jeszcze ciekawsza. Z łatwością dostrzeżemy, że sam Mizar zawiera dwa składniki. Źródło: https://www.cloudynights.com/topic/428082-mizar-alcor/ Jaśniejszy z nich, Mizar A ma jasność 2,3 mag, słabszy podobnie jak Alkor ma 4 mag. Wszystkie te gwiazdy są zbliżonego typu widmowego A, można więc powiedzieć, że są białe. Obserwowałem je ostatnio niemal w zenicie, więc jeszcze przez lornetę kątową 45° na statywie dawało mi się jakoś patrzeć. Spróbowałem także przez prostą lornetkę 15x56, jednak postawa była na tyle niekomfortowa, że rozdziału składników Mizara nie dostrzegłem. Zapewne jest to jednak możliwe przy powiększeniach 15-16x dla obserwatora dysponującego dobrym wzrokiem i żurawiem lornetkowym oraz rozkładanym fotelem umożliwiającym komfortowe patrzenie w zenit. Mniejszym powiększeniom raczej nie daję szans czystego rozdziału, choć dobra optycznie lornetka 12x może ukazać nieco rozciągnięty kształt gwiazdy, wskazujący na podwójność. Mizar był pierwszym rozdzielonym teleskopowo układem, był także pierwszym układem sfotografowanym. Jednak to jeszcze nie wszystko. Gdy rozpoczęto badania spektroskopowe światła gwiazd, okazało się, że widma jego składników są jakieś dziwne. Już w 1889 r. Pickering stwierdził, że Mizar A jest w rzeczywistości układem podwójnym. Był to więc pierwszy układ podwójny odkryty spektroskopowo (za The Photographic Atlas of the Stars (HJP. Arnold, P. Dorothy, P. Moore). To samo wykryto wkrótce dla Mizara B – też jest ciasnym układem podwójnym. Sam Mizar jest więc układem poczwórnym. Jednak po wielu dyskusjach przyjmuje się obecnie, że Mizar i Alkor, pomimo znacznej odległości kątowej na nieboskłonie są związane grawitacyjnie i krążą wokół wspólnego środka ciężkości z okresem obiegu, bagatela, 750 tysięcy lat. Gwiazda tworząca z nimi wspomniany wcześniej trójkąt jest jednak niezwiązaną gwiazdą tła. Jeśli dodamy do tego niedawne odkrycie podwójności samego Alkora, będziemy mieć całkiem egzotyczny układ sześciokrotny. I cóż nam się zrobiło z banalnego, w dodatku krzywego dyszla czy też niedźwiedziego ogona? Pędźmy więc pod wieczorne niebo, choćby zaświetlone i niekoniecznie czyste, z naszym sprzętem lub nawet bez niego. Popatrzmy na banalną niebanalną gwiazdę ζ UMa a następnie jak zwykle dajmy znać, jak poszło.
  21. 14 punktów
  22. 14 punktów
    Z wczorajszych wojaży. Okolice ... Mosty. SQM 21,89 mag./ars sec2
  23. 13 punktów
    Takie teraz z mojego balkonu na północnym zachodzie, tylko jasno jak cholerka, białe nocki i Munio Ale się załapały
  24. 13 punktów
    Świeżutkie. 10 czerwca 2019 godz. 2:00 I nieco później 2:20
  25. 13 punktów
    Z wczorajszego wieczora.
  26. 13 punktów
    Zaczynam realizację dość dużego projektu obserwacji mgławic planetarnych na podstawie publikacji Observing Planetary Nebulae Alvina Huey z faintfuzzies.com Sama publikacja jest dość obfita i zawiera 335 stron. Z podanych przykładów część odpada z powodu zbyt niskiego położenia (są one niewidoczne w Polsce), a część z powodu zbyt małej jasności. Ograniczyłem zasięg do +14 mag. dla dobsona 12". Wyszło 160 obiektów. Zrobiłem też listę obiektów do pobrania dla Sky Safari. A więc 3 Czerwca był wyjątkowo gorący. Było tak ciepło, że obserwowałem w klapkach i w podkoszulku. Temperatura około 20 stopni, białe noce niestety dają się we znaki. Seeing i ogólne warunki bardzo dobre. Zasięg około +5 mag. Czas 22:45 – 00:15 Sprzęt: Dobson 12", okulary ES 14 mm, SP 10 mm, TS 7 mm. Niestety brak ES 4.7 dał mi się bardzo we znaki. To jest okular, którego najbardziej potrzebowałem. Ale nic to. Trzeba walczyć tym, co się ma na pokładzie. NGC 6058 Mgławice planetarna 12.9 mag. W Herkulesie o rozmiarach 0.4 X 0.3'. Widoczna na wprost przez ES 14 mm jako mała rozmyta plama. Widoczna w środku trzech gwiazd asteryzmu trójkąta. Przez SP 10 mm plamka jest wyraźniej widoczna i większa. Obiekt łatwy. NGC 6210 mgławica "Żółw" Mgławica PN 8.8 mag. W Herkulesie. Rozmiary 0.3 X 0.2' Bardzo jasna, aż razi po oczach. Mała zwarta otoczona dobrze widoczną otoczką. Bardzo dobrze widoczna w ES 14 mm, a także SP 10 mm i w TS 7 mm. W tym ostatnim jest największa rozmiarowo." Nogi żółwia" są rozmyte i widoczne niejednoznacznie. M 57 "Pierścień" Mgławica PL 8.8 mag. w Lutni. Przepiękna! Jasny wyraźny duży owal z dziurą w środku. Moja ulubiona! Dobrze widoczna przez wszystkie okulary, a także przez lornetę TS 25X100. Klasyka! Minkowski 1-64 Mgławica planetarna 12.9 mag. W Lutni. Rozmiar 0.3' W ES 14 mm praktycznie niewidoczna. W SP 10 mm widoczna przez cały czas zerkaniem jako ulotna mgiełka. Widoczna na końcu takiego łuku złożonego z 3 gwiazd. NGC 6765 Mgławica PN +13.1 mag. W lutni. Rozmiar 0.6 '. Bardzo trudno ją odnaleźć w mrowiu gwiazd. Słaba, mała i widoczna jak gwiazda. Może z ES 4.7 mm bym powalczył o rozmiar, ale SP 10 mm jest trochę za słaby. Na początek to tyle! Są to trudne obiekty, nawet z DSC. Bardzo małe rozmiary, mrowie gwiazd i niekiedy mała jasność mocno utrudniają wyszukiwanie. Wiele z tych mgławic już widziałem, ale licznik startuję od zera. Wynik 5/160 Wiecej tutaj.
  27. 12 punktów
    Wreszcie pierwsze moje porządne w tym roku Jakieś pół godziny temu.
  28. 12 punktów
    noc z 12/13 nad trójmiastem była bardzo nie spokojna , a ja tam lubię takie nocki
  29. 12 punktów
    Apeniny. Stack z około 3000 klatek, obróbka w AS3! oraz Registax5. SCT11, ZWO ASI 178MM, filtr Ir-pass Baader. Seeing 4/10 trochę wiało.
  30. 12 punktów
    tuż przed burzą .
  31. 11 punktów
    Mazury rano na rybach. Ryby nie brały.
  32. 11 punktów
    Nisko położona mgławica emisyjna, ładnie świeci w Ha. To jeszcze przede mną , na razie wersja LRGB. Setup: FSQ 106N, FLI ML 8300 na EM -11 Z. Guider Lodestar SX i Orion Mini Guidescope. L: 36x600, RGB 12x300 na kanał. Brok nad Bugiem, czerwiec 2019
  33. 11 punktów
    Świetliste kłaki sprzed chwili.
  34. 11 punktów
    Przyłapany o świcie przy pracy.
  35. 11 punktów
    Piękny i bardzo wczesny początek sezonu, 20 km na pd od Bydgoszczy, godz. 2.30-2.40
  36. 11 punktów
    Takie teraz nad Ustką
  37. 11 punktów
    Atmosferyczne "Filary Stworzenia"
  38. 11 punktów
    Kolejny jasny szlagier - M106 z gwiazdozbioru Psów Gończych. Obiekt zbierany na raty podczas kilku sesji w trakcie ostatnich tygodni. Przy czym luminancja była zbierana w dobrych warunkach seeingowych a kolor w losowych Ledwo upchnąłem ją w kadr Galaktyka charakteryzuje się bardzo jasnym jądrem względem otaczających ją, bardziej subtelnych obszarów. Dlatego też jest to dość ciężki obiekt do astrofoto krótkoczasowego - centrum wyjdzie zawsze super, ale zewnętrzne obszary trzeba bardzo ciągnąć za uszy i wyłazi szum. Zresztą tego szumu też nie mogłem za bardzo usunąć bo nie chciałem ubić detalu galaktyki która wypełnia praktycznie cały kadr. Zostawiłem ten obiekt na koniec ponieważ myślałem, że materiał jest słaby ale wyszło całkiem nieźle. Dopaliłem tez kilkaset klatek H-alhpa (na szeroko 35nm) żeby zobaczyć czy coś wyjdzie z tych czerwonych języków wodorowych - okazało się, że trochę majaczą i dodatkowo ładnie podbiły się wszystkie wodorówki w ramionach - jak będę miał czas to dopalę jeszcze trochę wodoru żeby mocniej zaakcentować te obszary. Newton 250/1250 na NEQ-6 + ASI 178MM-C + Baader LRGB L - 1200 x 11s (gain 82%) RGB - 400 x 15s (gain 86%) na kanał Ha35nm - 200 x 30s (gain 88%) Kompozycja LRGB + Ha Dwie wersje - kolor i b/w (zdjęcie to resize do 80%) skala natywna zestawu przed resize - 0,41''/pix
  39. 11 punktów
  40. 10 punktów
    Sezon się zaczyna Dziś czyli 3.06. o 2:30. Obserwacje z Broku nad Bugiem, 52° 42′ 0″ N, 21° 51′ 35″ E
  41. 10 punktów
    Wczorajszy Księżyc po stackowaniu - ze 167 zdjęć wybrałem 30 najlepszych + lekkie wyostrzenie: Porównując do fotki bezpośrednio z aparatu (3 posty wyżej) to niebo a ziemia - A wszystko dzięki:
  42. 10 punktów
    Mało brakowało i katastrofa Canonkiem 550D i kiciakem uchwycony przed chwilką.
  43. 10 punktów
    Chmury na wieczornym niebie. Nikon D70s.
  44. 10 punktów
    Dzisiejszy Księżyc złapany przed chwilą w okolicach Gdyni: SW 120ED (f/7.5) + Canon EOS 450D (1/125 sec; ISO 200; jpeg bez obróbki) To moja pierwsza astro-fotka. Zebrałem trochę materiału i spróbuje go zestackować - zobaczymy jak wyjdzie.
  45. 10 punktów
    Słonko dopiero co zaszło a niedługo ta Chudzina
  46. 10 punktów
    U Jacka zachód pomarańczowy a u mnie widać jakby siłę fotonów.
  47. 10 punktów
    Przed chwileczką w Ustce, tuz po zachodzie A po paru minutach.....
  48. 10 punktów
    Wczorajszy Jowisz w towarzystwie trzech księżyców.
  49. 10 punktów
    W prezencie na urodziny syn zabrał mnie na wystawę Space Adventure Jest to głównie kolekcja amerykańskich i radzieckich eksponatów wprost z US Space Rocket Center i NASA Visitor Center. Wszystko dotyczy ekspansji przestrzeni kosmicznej. Wystawa jest ułożona historycznie od czasów Juliusza Vernea. Ekspozycja przede wszystkim ukazuje techniczne i naukowe aspekty podróży w kosmos, historię misji kosmicznych, przedstawia przedmioty związane z codziennym życiem kosmonautów na orbicie okołoziemskiej. Składa się z modeli i makiet, ale także z autentycznych maszyn i sprzętów, które były wykorzystywane do misji w przestrzeń galaktyczną przez USA i Związek Radziecki ( programy: Mercury, Gemini, Apollo, Skylab, Sojuz-Apollo, STS, Shuttle-Mir i ISS.) Jest bardzo dużo szczegółowych opisów wszystkich eksponatów, są monitory, na których można obejrzeć filmy dokumentalne z wydarzeń oraz salka kinowa. Widziałam m.in. Lunar Rover – łazik księżycowy który uczestniczył w misjach Apollo, satelitę Sputnik 1, załogowy statek kosmiczny Orion, międzynarodową stację kosmiczną ISS, kapsułę Apollo, modele rakiet m.in. Saturn, Sojuz, SLS, Ares 2, Liberty, autentyczne kokpity i elementy maszyn kosmicznych, oryginalne skafandry kosmonautów. Dotknęłam kamienia księżycowego 😁 Są też symulatory lotów i stanów nieważkości. Dla dorosłych – sporo wiedzy i sporo do oglądania. Dla dzieci wystawa będzie atrakcyjna tylko wtedy, jeśli rodzice będą wspólnie z nimi oglądać i przeżywać, jeśli będą razem zainteresowani tematem. Jest bardzo dużo do czytania i wiele eksponatów trzeba objaśniać. W necie sporo filmików z tej wystawy, więc wklejam tylko parę zdjęć
  50. 10 punktów
    Dzisiaj miałem lepsze światło do chmur.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)