Skocz do zawartości

Ranking użytkowników

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 15.12.2018 uwzględniając wszystkie miejsca

  1. Udało się :). Na Słowacji trafiliśmy z Mariuszem Świętnickim na piękne ciemne i czyste niebo. Kometa doskonale widoczna gołym okiem, jako duży, okrągły obiekt. Jej jasność oceniłem tej nocy na 3.8 mag, a średnicę jej głowy na 80'. Geminidy pięknie się sypią - choć nie były celem obserwacji, to widziałem ich ponad 40. Przed chwilą przetarło się też niebo w Krośnie i z Krosna też widać ją gołym okiem (choć oczywiście znacznie słabiej). Jeden Geminid złapał się na zdjęciu (Nikon D5200, 6s, Nikkor 35mm f/2.8, ISO 6400) wraz z kometą.
    11 punktów
  2. Dzień 05.12.2018 r był jedynym w okresie +/- 7 dni, kiedy można było coś zobaczyć pomiędzy tymi szarymi i smutnymi dniami polskiej „pseudo” zimy. Postanowiłem więc, stęskniony zarówno jesiennych widoków (bo jesień mi jakoś „uciekła”) jak i zimowych, które już mało pamiętałem wyskoczyć na tzw. szybkie obserwacje. Mówiąc o widokach mam na myśli wypad na jedyną sensowną ciemną miejscówkę o której poniżej, bo obserwacje balkonowe na podmiejskim niebie z ograniczeniem ekspozycji na Południe i odpowiednio Wschód i Zachód południowy, są tylko na chwilowe zaspokojenie głodu astronomicznego bez wnikania w szczegóły tych pięknych i dostępnych obiektów głębokiego nieba i z ominięciem takich perełek jak Perseusz, Kasiopea i wszystko inne w ich linii jak i na Północ. To tytułem wstępu….zaczynamy. Będzie to moje pierwsze opowiadanie, momentami śmieszne (dla niektórych żałosne), aczkolwiek mam nadzieję, że ciekawe, bo pokazuje mnie - takim jakim jestem i nie mam zamiaru się zmieniać. Widząc kilka dni wcześniej prognozy pogody szykowałem się na ten dzień. W południe wysłałem zapytania do kolegów, z którymi coraz rzadziej się spotykam – no cóż życie, każdy idzie w trochę inną stronę. Jedynie Bartek potwierdził że prawdopodobnie przyjedzie na miejscówkę, ale prosto z roboty po 22-giej, bez żadnego sprzętu – dobre i to. Obserwacje zaczęły się dosyć nietypowo, tuż przed wyjściem z żoną i dziećmi na standardowe zakupy „lognąłem” się na Fajsbunia, odpaliłem pierwsze z powiadomień - „astrolife” pisze „dzisiaj przelot ISS” i tabelka w załączniku, patrzę rzeczywiście dzisiaj. Dżizys…. kiedy gdzie, jak wysoko? - start 17:03 na Zachodzie, górowanie 83 stopnie na Południu. Patrzę na zegarek 16:56 „o fuck” szybkie do żony „poczekaj 10minut muszę coś zobaczyć”. Wypad do góry po lornetkę i chwila zawahania, gdzie?…. balkon czy z okna poddaszowego, decyzja – opcja nr 2 - no i wystaję po chwili jak kukiełka z dachu trzymając mojego Vortexa Kaibab 18x56. Czekam…..jest! wyłoniła się dokładnie z zachodniej krawędzi dachu. Bardzo jasny, prostokątny kształt z zarysem skrzydeł paneli słonecznych, reszta niewyraźna bo blask odbitych promieni słonecznych jest zbyt duży. Pierwsze zadanie, całkowicie nieplanowane zaliczone, teraz czas dla żony z dziećmi….ale myślami jestem już na przygotowaniach i tego co mnie czeka dzisiaj późnym wieczorem. MIEJSCÓWKA I PRZYGOTOWANIA Najbliższa sensowna miejscówka znajduje się 20km od mojego miejsca zamieszkania. Wg map Light Pollution może nie jest ideałem (SQM-21,28mag), ale to jedyne ciemne miejsce znajdujące się w odległości pozwalającej na szybki wypad „poza miasto”. Jestem człowiekiem „roztrzepanym” i mającym 1000 myśli na minutę, przeważnie czegoś zapominam albo nie mogę znaleźć. Dla przykładu – montaż GOTO mam od około roku. W pełni wykorzystałem go na miejscówce może z 5 razy bo….a to nie wezmę kabla zasilającego, a to przeciwwag a to czegoś innego i tak w kółko. Tym razem postanowienia miałem dwa. 1. Po raz pierwszy zobaczyć kometę – oczywiście 46/P Wirtanen. 2. Po raz pierwszy porządnie zalign-ować montaż na 3 gwiazdy. Gdy już spakowałem sprzęt, miałem lekki dylemat. Nie za bardzo mogę użyć samochodu służbowego a ma on tą zaletę (w stosunku do prywatnego), że gniazdo zapalniczki ma zasilanie niezależnie od tego czy jest zapłon czy nie. Ale nic, biorę prywatnego Citroena, będzie na przekręconym kluczyku i światłach drogowych. Jadę….jedyna moja obawa, która zaczyna się potwierdzać po kilku dniach „wilgotnej” pogody to mgły, po przejechaniu połowy dystansu do celu gdy, minąłem kilka wiosek i wjechałem w obszar prawie niezamieszkany, pojawiły się gęste jak mleko mgły. Powoli mijałem ściany „białego mleka” poprzeplatane „czyściochą” aż tu nagle na jednej z takich „białych ścian” wyłonił mi się jeleń. Stał centralnie na drodze oświetlony moimi światłami, które dodatkowo podświetlały mgłę naookoło niego i patrzył się na mnie. Nie za bardzo chciał zejść, toczyłem się z 5km/h w jego kierunku, w końcu ruszył powoli zerkając na mnie, zszedł mi z drogi i stanął w przydrożnych krzakach. Powiem Wam…. no to był jeleń-bydlę, tak dużego nigdy nie widziałem, poroże miał chyba na pół swojego ciała – robił wrażenie. Ruszyłem dalej pełen obaw, że mgły zamkną mi szansę na jedyne poważne obserwacje w Grudniu. Dojechałem na miejsce z małą nadzieją, że stanie się to, co kilka razy już w tym miejscu było. I jest!, nie ma mgieł!!!!hurra!!!!. To miejsce jest magiczne, jakby ktoś spojrzał na mnie z góry prawdopodobnie zobaczyłby. że stoję w oku cyklonu. Dosłownie dookoła mnie tak ze 100m wszędzie były gęste, niskie mgły, ale tutaj ideał, nie wiem skąd to się bierze ale już kilka razy tak było. No to czas się wypakować….. PRZYGOTOWANIA DO OBSERWACJI I KOMETA. Wysiadłem i spojrzałem w górę, szybka ocena nieba – jest dobrze, nawet bardzo. Bez adaptacji wzroku widzę postrzępioną Drogę Mleczną. Wyciągam montaż Celestrona CG5-GT, przy okazji utwierdzam się w moim błędzie odnośnie blokowania nóg w tym montażu. Dosłownie parę dni wcześniej przeczytałem całkiem przypadkowo, że nie należy mocno skręcać blokad nóg bo się „jajują”, za późno dla mnie. Żeby wysunąć nogi muszę położyć montaż i użyć siły aby nogi puściły i się wysunęły, no cóż mądry polak po szkodzie i tyle. Montaż rozstawiony, przeciwwagi założone czas na „maleństwo”. Wytargam z auta pokrowiec kryjący refraktor SW 150/1200, zakładam w siodełku i blokuję śrubami. Montuję szukacz kątowy, kątówkę pryzmatyczną z założonym okularem 35mm. Zaczynam wyważanie „maleństwa”, po chwili zrobione. Czas na zasilanie i alignację. Przekręcam lekko kluczyk w stacyjce, zasilanie z zapalniczki jest – pilot GOTO świeci się na czerwono. Stwierdzam że światła drogowe LED za dużo zabierają z ciemności, przekręcam na postojówki – może być lekkie podświetlenie na kilka metrów. Auto stoi przodem na Północ a teleskop z boku drzwi kierowcy, te lekkie światła na dole z przodu nie będą przeszkadzać, w końcu będę obserwował w drugą stronę. No nic, sprawdzam w lunetce polarną, koryguję przestawiając cały montaż a później pokrętełkami w głowicy dokorygowuję. Odpalam telefon komórkowy, aby ściągnąć dane wejściowe do allignu. No i mam pierwszy zonk….24% baterii, nie mam jak podładować, oj chyba znowu będą obserwacje na „pałę” - co złapię to moje. Po chwili „Syn Scan Init” złapał FIXa. Czas na pierwsze moje allignowanie na 3 gwiazdy. Zaczynam przesuwać osie na znaczniki na montażu, oj coś nie tak – chwieje mi się tuba refraktora, „kufa” co jest grane?. Odpalam czołówkę, patrzę z boku, o zgrozo! Zapiąłem dovetail na dolnej krawędzi gniazda mocowania głowicy (od strony śrubek mocujących) a góra oparła się o obudowę gniazda, w ogóle nie siedzi w gnieździe! Jest luzem. Dżizys, że jakimś cudem „maleństwo” nie wypadło i się nie potłukło, cud. No nic, przeżyłem jelenia, przeżyję i to. Zamontowałem poprawnie teleskop w gnieździe montażu, prowadzę na znaczniki, wklepuję dane. Ok, gotowy do pierwszej gwiazdy – Deneb na Zachodzie – OK i ruszyło. Patrzę w szukaczu, jest w polu szukacza ok. dociągam do osi. Czas na okular, no i…..znowu ZONK, wyważyłem teleskop uzbrojony jak należy ale ze schowanym wyciągiem, często mi się to zdarza, jakoś ciągle o tym zapominam, a te 10cm dalej wyciągu robi różnicę. Decyzja – wyjustuję na Denebie i dopiero poprawię wyważenie, w końcu już jest prawie na gwieździe. Wycentrowałem gwiazdę i czas na ponowne wyważenie - trzeba przesunąć tubus w stronę obiektywu, ja to robię dovetaliem, „maleństwo” jest długie i ciężkie, przesuwanie na zluzowanych obejmach jest ryzykowne. Skutkuje to tym że bok deveaila jest jak szwajcarski ser, dużo zagłębień bo trzeba mocno dokręcać kontry gniazda mocowaniac – dwa podejścia i wyważony. Pilot pokazuje drugą gwiazdę – Hamal, jedziemy i nagle słyszę jak mi się teleskop przesuwa na szynie, co znowu?, patrzę, do całkowitego wysunięcia dovetalia z gniazda zabrakło 2 cm, zblokowała wszystko śruba, która zatrzymała się na kolejnej górce pomiędzy dziurkami po śrubach w boku dovetaila. Pewnie dokręciłem śruby w miejscu gdzie jest przejście pomiędzy dołkiem po poprzednim mocowaniu a nieruszoną ścianą dovetaila, po prostu śruba jest na krawędzi – nie łapie całym łbem i puściło, zdarzyło mi się to pierwszy raz. Idzie się wystraszyć, ten dźwięk sunącego dovetaila, gdzie kątem oka widzisz jak ci się tubus przesuwa….pffff, mimo oficjalnie 3-4 stopniowego mrozu wcale mi nie jest zimno. Znowu trzeba wyważać, decyzja tak jak ostatnio – dogrywam Hamala w okularze i dopiero wyważam. Tym razem po skorygowaniu w dovetailu przykręciłem go porządnie (pewnie tworząc nowy krater po śrubie) i postanowiłem wyważyć na obejmach, bo mniej więcej wiem już gdzie przykręcić szynę .Trzecia gwiazda MIZAR – jedziemy. Teleskop obrócił się do góry nogami, ukazując zębatkę wyciągu R&P, jak dobrze że jest szukacz kątowy, przy prostym złapanie obrazu byłoby chyba niemożliwe. Już nic nie ruszam, obejm nie luzuję nie obracam, teleskop jest wyważony i nie dotykam. W szukaczu widoczny ale w okularze nie – coś uciekło. Zawsze po obróceniu szukacza osie na cel z okularem się rozjeżdża ale aż tak?. No nic, trzeba poszukać Mizara w okularze. Naciskam strzałkę napędu osi i….nic, nie jedzie. „kufa” co znowu. Pilot nie ma podświetlenia, sprawdzam kabel, nie wypiął się, patrzę na deskę rozdzielczą w aucie, heh….alarm „ECONOMY MODE” posiadacze aut stajni PSA wiedzą o co chodzi. Auto po pół godziny bez zapłonu, ale na zasilaniu przechodzi w stan „oszczędny”, odcina wszystko. Niestety, nie będzie pierwszego właściwego allignowania na gwiazdy. Pozostaje sterowanie ręczne. Trochę zrezygnowany odpaliłem małego laptopa Made in Poland – Assembled in Chrl, który żyje swoim życiem, coś tam włącza, coś odpala/zamyka itp. Mając tylko kilka procent baterii na smartfonie, laptop stał się jedynym podpowiadaczem nocnego nieba. Ustawiłem go na dachu auta, wcześniej rozkładając jakiś ręcznik z bagażnika,obok stanęła torba z „optyką” do teleskopu. Próbowałem coś podejrzeć w „Stellarium” ale touchpad w tym pseudo laptopiku jest nie do okiełznania, szybko sobie odpuściłem. W międzyczasie dostałem SMS-a od Bartka że już jedzie, zaraz, zaraz, która to godzina jest? - no tak – po 22-giej. Uciekła mi dokładnie godzina gdzie nie zacząłem obserwacji a i sprzęt nie wpełni gotowy…...kurdę kometa! Przecież już po górowaniu, jeszcze chwila i jej nie zobaczę…… OBSERWACJE. Szybko wytargałem lornetkę Vortexa 18x56, pasek na szyję i po zerknięciu na program odpalony w „smartfonie na rezerwie” rozpocząłem namierzanie, dwie minutki i…..jest. Uuuu kawał obiektu, zielona rozproszona kulka z jasnym centrum w środku, bardzo ciekawy widok. Co dalej? map nie mam, więc pozostają klasyki. Szybkie lukanko lornetką na M42 = wyraźnie centrum i górne ramiona przechodzące w lekką mgiełkę tworzącą kontur całej mgławicy. Ok, czas ruszyć teleskop, jak już zatrzymałem się blisko Mizara no to spróbuję złapać Galaktyki M81 i M82. Najpierw namierzanie lornetką, ach jak prosto i to dosłownie, praktycznie cały czas do góry od „Dubhe”, są! W lornetce bez szczegółów po prostu dwa „placki” obok siebie. Czas na teleskop, eh odwrócony do góry nogami – obracam kątówkę w wyciągu, no tak… spadła muszla oczna z eudiascopica Baadera 35mm. Siadam na rozkładanym „biedronkowym” krzesełku i czuję jak zapadam się w grząski grunt, rypnąłem na ziemię. Obok leży krzesełeczko ze skręconymi aluminiowymi nogami. Żona ma rację, przytyłem nie da się ukryć…. Spadająca nakłądana muszla oczna Baadera jest bardzo pomocna, wystarczy do niej przykleić twarz przy oku i mamy stabilną i najlepszą odległość ER dla tego typu okularu, ale muszla jest nakładana i trzeba uważać. Namierzam „Dubhe” i do góry, łatwo się mówi przy paralaktyku, tak do góry to on nie za bardzo chce się prowadzić, lubi uciekać po skosie na bok, przejeżdżam dość wysoko, chyba za wysoko, no to jeszcze raz „Dubhe” i znowu nic, no to jeszcze raz, no jakoś nie mogę się wstrzelić w wektor kierunku ruchu i wysokości. Szukacz niewiele pomaga bo zaparował sobie jak zwykle, widać tylko najjaśniejsze gwiazdy, pozostaje „skakanie po gwiazdach przy pomocy „najdłuższego” okularu. Nic to, szkoda czasu, co następne?….no chyba wypada spojrzeć teleskopem na 46/P Wirtanen, zajęło mi z 5 minut zanim ją w końcu namierzyłem. ale jest dość podobna do widoku w lornetce, jednak kontrast lornetkowy jest lepszy w odbiorze, trochę się zawiodłem – 1:0 dla lornetki. No to czas na króla zimowego nieba – M42. Widoczna „ciapka” gołym okiem nie jest trudna do namierzenia, szybciutko i bezbłędnie. Widok rewelacja, pięknie rozłożone ramiona skręcające na dół od świetlistego centrum, dół mgławicy pełen lekkich kosmyków mgiełki materii tworzący coś jakby w kształt serca. Podobno w 6” refraktorze w bardzo dobrych warunkach (a takie ewidentnie są dzisiaj) i przy użyciu wysokiej klasy filtra można zauważyć mgławicę Koński Łeb, no to próbuję – co prawda mam tylko filtr Orion UB ale co mi tam, spróbować trzeba, zakładam filtr, ustawiam się poniżej gwiazdy Alnitak, aby nie świeciła w okularze i patrzę, raz, drugi, trzeci ech….nic, widzę ciemność nic mi nie zamajaczyło. Oj a jednak coś majaczy! Światła….światła auta, przyjechał Bartek. Wysiadł zrobił WOW, spoglądając w górę, krótka pogawędka i zaczynamy obserwacje. Wracam do M42 ale z filtrem UB, tak z ciekawości, sama mgławica bardzo ładnie i kontrastowo wyciągnięta z tła, gwiazdy przygaszone. Bartek patrzy no i widzę jak mu szczęka opada, posiadacz 10” GSO właśnie stwierdził że, jeszcze nigdy nie widział tak rozbitej M42, gdzie widać pasma i wstęgi materii. Jak dla mnie to raczej nie miał okazji w takich warunkach oglądać swoimi 10”, ale słowa miłe. Jak już mamy Oriona to może złapię M78, którą po raz pierwszy i jedyny jak na razie widziałem rok temu z podmiejskiego balkonu – wyglądała wtedy jak gromada kulista (kulka) ze Skyluxa. Szukam….jadę po linii tworzącej Alnitak/Betelgeza lekko w lewo od niej, no jakoś nie mogę złapać. Kurde – lornetka! chwila wpatrywania i jest słabo odcięta ale widać że coś tam jest. Jeszcze raz teleskop, no coś złapałem, ale to nie wygląda jak gromada kulista jaką sobie zapamiętałem. Jest jakby poprzecinana, taka wstęga przez środek i ścięta od góry – ciekawy obiekt przypomina mi miniaturkę Mgławicy Płomień, zapamiętanej ze zdjęć na forach. Bartek zerknął i pytam się go, „widziałeś kometę?”/ ”nie”. No to lornetka na szyję i heja, pokazuję mu mniej więcej gdzie jest, po chwili ją łapie, coś tam marudzi że mu się ręce trzęsą, sięgam po monopod, szybka instrukcja montażu i obsługi, no i po chwili słyszę i widzę jego zadowolenie, jest lepiej, stabilniej czyli ok. widać więcej. Bartek zaczął odkrywać Vortexa więc ja skierowałem teleskop na gwiazdozbiory do których mam pecha bo, nie widzę ich z balkonu a jak są obserwacje terenowe jakoś nie mogę nic konkretnego złapać, mowa tutaj o Kasiopei i Perseuszu. Problem jest też taki, że jesienią kiedy są w zenicie okular ląduje tak nisko, że musiałbym się właściwie kłaść lub kulić klęcząc na gołej ziemi. Teraz jednak gwiazdozbiory są już przesunięte poza zenit, i lekko chylą się ku Zachodowi – to wystarczy. Szukacz niewiele pomaga, zaszedł lekką mgiełką i widać „,mleko” z rzadkimi punkcikami oznaczającymi najjaśniejsze gwiazdy. Szukam po omacku od gwiazdy do gwiazdy tworzącej „W” Kasiopei (przynajmniej staram się), jakoś nic konkretnego nie mogę znaleźć, samo mrowie gwiazd w tym obszarze urzeka i wciąga ale żadnej plamki, ciapki, jakiejś konkretnej gromady. Pamiętam mniej więcej patrząc jeszcze w ciepłe dni lornetką z okna poddaszowego kilka jaśniejszych obszarów – oznaczających gromady, jakoś teraz znowu nie mogę namierzyć. Laptop zmrożony i do niczego, bateria w komórce „zdycha”, ehh...desperacko robię coraz większe okręgi i zygzaki próbując coś złapać. W końcu jest, ale już te obiekty wiele razy widziałem, to popularne Chihotki – wyglądają jak zawsze z refraktora, urzekająco, szpileczkowato rozdrobnione i tworzące swój kształt, mocno odcięte od ciemnego tła nieba. No nic, czas zaczyna gonić, ustawiony limit to 24:00. Powody są dwa, rano dzieciaki na 8:00 do szkoły i przedszkola a później do pracy a dwa, wg prognozy po północy mają nadejść chmury zwiastujące kolejny front z Zachodu. Jestem blisko i prawie w kierunku M31 – naszej „siostrzanej” galaktyki – więc naturalnie kieruję „maleństwo” w jej stronę. Jest! Wyraźna, nawet bardzo wyraźna, ładna mgiełka z mocnym pojaśnieniem w centrum. Po chwili wpatrywania zauważam obiekt, którego już dawno nie widziałem – z podmiejskiego nieba niezbyt osiągalny. Tak! tuż przy Dysku M31 wyraźnie i bez problemów widoczna jej satelita czyli M32 – wyraźnie i dokładnie oddzielona. Wow, cała trójka robi niesamowity widok. Bartek się zainteresował co tam „przypatrzałem”, wpuściłem kolegę. Patrza, patrza i stwierdza -widać ramię w Andromedzie…...włączyła mi się „analiza” sytuacji i podniosło ciśnienie. Jak to?, nigdy nie spodziewałem się, że zobaczę jakiś szczegół w tym bardzo mocno rozlanym i delikatnym dysku tworzącym swoiste wydłużone jajo. A On (Bartek) twierdzi że widzi ramię?, przecież On ma tak samo „skopany” wzrok jak ja, tylko w drugą stronę, dlatego w ostrzeniu na obiekt totalnie się rozmijamy. Daję Bartkowi lornetkę z poleceniem – luknij teraz na M31 (wiem że nie ma dużej różnicy w stosunku do okularu 35mm w teleskopie). Sam już klękam i wklejam się okiem do ciągle spadającej muszli Baadera. Staram się nie rozpraszać, nie oddychać, po prostu nic nie robić, zamieram jak najdłużej aby to zobaczyć. Czyżby? No chyba jest, taki ciemniejszy pas idący na dole dysku w prawo, jakby przerwa w poświacie. Pytam się Bartka kontrolnie – gdzie widział ramię? - potwierdza na dole i w prawo. Heh….złapałem, jest pierwszy szczegół na M31. Patrzę jeszcze chwilę na całość i….no nie wiem, chyba już wyobraźnia zaczyna działać, ale widzę łukowatą kreskę w połowie od centrum M110, nawet dwie cienkie symetrycznie ustawione względem siebie kreski, czyżby jakieś ramiona? Ta druga kreska widoczna zerkaniem ledwie co i okresowo, ale pierwsza widoczna słabo ale cały czas. Nie wiem do tej pory, czy to już autosugestia po ramieniu na M31?, czy rzeczywiście złapałem szczegół budowy M110. Bartek twierdzi, że w Vortexie też widzi ramię – już nie sprawdzam. Żegnamy Andromedę i jej towarzyszki. Widzę, że Wielka Niedźwiedzica już się dość wysoko wzniosła, a że M81 i M82 są aktualnie jeszcze wyżej więc próbuję, szukacz jest nadal „mleczny” więc paluchem uzbrojonym w rękawiczkę przecieram okular i lekko obiektyw – jest lepiej, zaczynam poszukiwania. Jadę do góry raz i drugi raz – nie znajduję, Bartek chce znaleźć, proszę bardzo, oddaję stanowisko namierzania a sam „lornetkuję” w tym czasie. Pada na Cefeusza – ten gwiazdozbiór jakoś totalnie mi uciekł. Nie miałem pojęcia, że tam się coś znajduje co można zobaczyć, odkryłem go dopiero z 1,5 miesiąca temu podczas obserwacji z okna poddaszowego – tak przy okazji oglądania Kasiopei i Perseusza. Jest więc okazja zajrzeć dalej i lepiej. Kojarzę z „okienkowych” obserwacji, że są tam trzy gromady w linii prostej (jadąc od dołu) i jedna na górze w prawo od nich. Zgadza się, widać wyraźnie posypane drobinkami niebo, no wygląda to w lornetce niesamowicie, jakby mikro brokat ktoś odcisnął palcem na niebie. Szczerze powiem, że jeszcze nie utrwaliłem nazw i dokładnie co oglądam, za świeże obiekty dla mnie (na pewno jakieś NGC) najpierw muszę się napatrzeć. Ok, Bartek znalazł M81 i M82 – jakoś mnie nie urzekły, chyba za dużo oczekuję. Cały czas w głowie mam widok ze zlotu w Zatomiu niespełna 2 lata temu, gdy już schodząc z polanki i żegnając się ze zlotem przy domku jeden z uczestników rozstawił lornetę kątową 100mm. Wycelowana w te DS-y spowodowała opad szczęki, największe jakie do tej pory widziałem i z niesamowitą ilością szczegółów – teraz patrząc przez refraktor widzę małe z rozpoznawalnym kształtem i jakimś tam subtelnym detalem dwie galaktyczki. W okularze 25mm jest słabiej gorszy detal, kontrast- aż Bartek powiedział mi, że chyba z tym symetrykiem jest coś nie tak, bo jeszcze nigdy nie zobaczył przez niego wyraźnie. Tym cosiem jest wilgotność i para, oczyściłem go delikatnie i przerzuciłem teleskop na Cefeusza, aby porównać to co chwilę wcześniej widziałem w lornetce. Wpatrywałem się po kolei w każdą z gromad z okularem 35 i 25mm i po raz drugi stwierdziłem że lepiej mi pasuje widok z lornetki, akurat na tych obiektach i jak na razie jedynie na tych, lornetka pokazuje gromady bardziej zwarte, ładnie skontrastowane z tłem, po prostu bardziej urzekają. Przy okazji celowo założyłem symetryka 25mm aby Bartek mógł się przekonać, że to naprawdę bardzo dobry okular. Przyznał mi rację, pole małe ale detal i jakość się bronią. Zmarzliśmy porządnie zaprosiłem kolegę na herbatę z termosu – najpierw jednak widząc na Zachodzie forpocztę zapowiadanego frontu w postaci poprzerywanych długich pasm chmur zacząłem składać sprzęt, która godzina? kilka minut po północy – więc wszystko się zgadza. Mrozik jest, tuba refraktora, nogi statywu i wszystko inne co metalowe zaszło szronem. Torba z okularami stojąca na ręczniku rozłożonym na dachu auta też w dwóch miejscach na spodzie ma wyraźne ciemne mokre plamy, przy takich warunkach nigdy do końca nie zakrywam „kapslami” okularów, kątówki, i szkła teleskopu wszystko chowam i zamykam w torbach zostawiając uchylony zamek aby był dostęp ciepłego powietrza. Poskładane pochowane więc czas na herbatę w aucie i 15 minutową pogawędkę. Termos, którego chyba pierwszy raz użyłem na taki wewętrzny „click” blokujący. Bartek dostał w kubeczku z termosu a ja postanowiłem napić się bezpośrednio, delikatnie przechylam termos, Bartek coś tam mówi ale jest za późno. Trochu się poparzyłem, herbata nie polała się z „clicka” tylko niżej z uwolnionej szczeliny prosto na dolną wargę i brodę. Przez następny tydzień wyglądałem jak mops z podwójną dolną wargą. Ot takie zakończenie obserwacji. WNIOSKI – mam umiarkowanie pozytywne wrażenia. Po raz kolejny nie udało mi się zobaczyć tych wszystkich małych kłaczków, które nie idą na pierwszy ogień obserwacji. Na dodatek zapomniałem o tak oczywistych obiektach jak M33, która pewnie w tych warunkach pokazałaby się w pełnej krasie (ale ja zawsze o niej zapominam). Znowu Kasiopea jest dla mnie wielką teleskopową niewiadomą, Plejady, Hiady też zostały na następny raz. Z drugiej strony zobaczyłem i odkryłem na nowo obiekty które tak często widuję, ale jakość nieba daje bonusa i rzeczywiście to samo widzi się lepiej i wyraźniej wyciągając subtelne detale. Przekonałem się też, że mój achromat, który nazywam pieszczotliwie „maleństwem” ma duży potencjał i jeszcze dużo mi pokaże i zaskoczy. Dosłownie jeszcze tydzień wcześniej, rozważałem sprzedać wszystko aby kupić Syntę GOTO 12”, ale do bloku to trochę pomysł na wyrost, a refraktor właśnie się obronił w 100%. Wiem już że na pewno zmienię montaż na szybszy i chyba bardziej poręczny. Pozdrawiam Tomek.
    10 punktów
  3. Kometa 14 grudnia o godz. 19:15. Setup: AP 155, QSI 690 WSG na ASA DDM 85. Kometa : L: 18x300 , RGB : 10x 120 sekund na kanał - sekund z prowadzeniem na kometę. Tło: LRGB : 10x120 sekund na kanał. Bolzano, Włochy. Obróbka koloru w drodze
    4 punkty
  4. Cześć, chciałem Wam przedstawić moje zdjęcie mgławicy Rozeta zrobione w całości z warszawy. Kolorystyka SHO. 150x300sek Ha, 148x300sek OIII i 185x300sek SII (bin2, gain 200). Sprzęt: ED80/AZ-EQ6/ASI1600MM-C + filtry narrowband
    3 punkty
  5. Polish Astronomy Picture of the Day - 15 grudnia 2018 Czarodziej - autor Bogdan Jarzyna www.polskiapod.pl 
    3 punkty
  6. Byłem wtedy sam w domu, więc gdy szedłem przez podwórko, niosąc lornetkę i mijając duży biały teleskop, z okien nie sączyła się żadna poświata. Między gałęziami świerków uwięzione niby syriuszowe światło. Szedłem dalej, jasny obiekt wydostał się z drzew i okazał stacją kosmiczną. Chwilę wcześniej widziałem ją w domu, jak wlatuję na karmazynowe niebo Stellarium w trybie nocnym. W lornetce jednak nie rozpoznałem kształtu. Za jasna jak na astronomiczną noc. I za mała jak na rzut z ręki. Dotarłem do płotu od strony południa. Był tam Koziorożec. Oparłszy ręce o słupek drewniany, zlustrowałem gwiazdy i przynależne asteryzmy, po czym wróciłem na podwórko i usadowiłem się fotelu. Stamtąd przyczaiłem się na Koziorożca. Gdzieś z tyłu, na podwórku, jęknął kot, jakby miał do kogoś pretensje za to, że jest zimno. Gwiazdy lśniły daleko na południu. Adaptacja wzroku była coraz lepsza. Kot znów się odezwał, tym razem bliżej - w jego głosie brzmiała nutka ostrożności. W lornetce migotały cztery gwiazdy poziomo - róg Koziorożca. Znów dobiegł mnie głos kota, w którym teraz było coś z płaczącego dziecka. Zbliżał się. W kadrze były Algedi, Prima Giedi, po ich lewej stronie 8 Cap, po prawej zaś gwiazda 3 Cap. Nagle, tuż za moimi plecami, coś zatopiło pazury w oparciu fotela i zaczęło się wspinać ku mnie. Gdy dotarło na górę, usłyszałem króciutkie powitalne miauknięcie. Po prawo od gwiazd Koziorożca, leciał bardzo odległy samolot. Światło zapalało się co kilka sekund i jedynie w momencie rozbłysku można było dostrzec przemieszczenie na tle gwiazd. A może to był satelita. Kot przeszedł za moją głową na lewo i znikł, a obiekt odpłynął poza kadr, gdzieś na północny wschód. Algedi (6 Cap) była odrobinę jaśniejsza i jakby żółciejsza od bledszej Prima Gedi (5 Cap). Gwiazdy 8 Cap i 3 Cap miały barwę zimniejszą. Na południowy wschód świeciła para gwiazd Dabih ß1 i Dabih ß2, które wyraźnie różniły się kolorem. Pierwsza żółta (lub coś z pomarańczowego) druga zaś, tuż obok, o wiele słabsza i niebieskawa (może biaława). Czas wrócić do statywu, westchnąłem, po czym obniżyłem lornetkę nisko nad horyzont, gdzie poprzez gałęzie orzechowego drzewa dostrzegłem ogromny latawiec. Cztery jasne gwiazdy ułożone w deltoid. A były to: Terebellum 1, Terebellum 2, Terebellum 3 i Terebellum 4. Ostatni skrawek Strzelca. Kot znów miauknął, a ja będąc jeszcze chwilę w Strzelcu, przejechałem nieco wyżej, do asteryzmu wózka. Po chwili udało się wyłapać w jego pobliżu bardzo słabe, lecz zerkaniem oczywiste światełko gromady kulistej M75. Następnie minąłem róg Koziorożca i znalazłem się nad jego grzbietem - w Wodniku. Namierzyłem jasne gwiazdy Albulan 1 oraz Albali i odnalazłem cienki diament z gwiazd, przy którym miałem wypatrywać kolejnej gromady. Podczas gdy kot wiercił się tuż za mną i wbijał pazury w poszycie fotela, ja dostrzegłem maleńki, słaby blask kulistej M72, leżącej 55,4 tyś lat świetlnych stąd. Przestań się drapać - rzuciłem. Odbiłem nieco na wschód chcąc odnaleźć M73 – asteryzm z czterech słońc. Mój towarzysz oznajmił coś swoim kocim głosem, a potem odważył się w końcu wejść na mój brzuch, po czym natychmiast zaczął ochoczo mruczeć. Miałem założoną jedną nogę na drugą. Przeszedł na sam jej kraniec i zatrzymał się tam. W kadrze lornetki mignął jakiś cień - pionowy, przeźroczysty słup. Na chwilę znikł, po czym znów się pojawił, wijąc się niczym jakiś wąż. Odsunąłem lornetkę i zobaczyłem tylną część kota i kołyszący się na tle nieba ogon. Po chwili zeskoczył na ziemię. Ręce zaczynały boleć z zimna. W końcu dostrzegłem niezwykle słabą grudkę Messier 73. Mglisty punkt światła. Kot wrócił na brzuch i znów uraczył mnie swym pomrukiem. Miauknął raz, za chwilę drugi i potem trzeci. A potem, po dłuższej chwili, wydał skrzeczący odgłos, podobny do odgłosu żaby. Ja zaś próbowałem zobaczyć mgławicę Saturn, lecz szybko odpuściłem. Może gdyby nie to zimno, dorwałbym ją. Dwururka 10/50 na pewno dałaby radę. A może ją widziałem nieświadomie? Namierzyłem gwiazdę Sadalsuud (22 Aqr) i nieco powyżej, na przedłużeniu linii asteryzmu grotu strzały, odnalazłem jasną gromadę kulistą M2. Tymczasem kot przeszedł na prawo i próbował naburać mi do ucha. Przekroczywszy granice Pegaza namierzyłem jasną gwiazdę Enif. Zaraz obok, po prawo, zobaczyłem połyskującą, jasną M15, która lśniła wśród gwiazd. Kot usadowił się na kolanach, ale zaraz uciekł, a ja w końcu poszedłem nagrzać ręce do domu. * * * Zostawiam lornetkę w kuchni na stole i wychodzę. Teleskop widać bardzo wyraźnie. Biała zjawa w mroku. Wkładam okular Es 14mm i celuję w mgławicę M27 (Hantle). Po ziemi przebiega jakiś czarny cień. Chyba kot. W szukaczu jest bardzo dużo gwiazd. Skrzypienie teleskopu. W okularze pojawia się mgławica Hantle. Wyraźnie widać jasną, środkową część w kształcie klepsydry i otulające słabsze boki, które zamykały okręgi. Chciałbym jakoś skomentować jej widok, ale nic nowego chyba nie padnie. Czasem mam wrażenie, że po prostu warto wynieść to całe ustrojstwo na dwór dla samej M27. Wiatr jest bardzo zimny. Zastanawiam się czy nie odpuścić. Nagle rozlega się jakiś harmider, dźwięk pustego garnka łomoczącego o ziemie. Pies zaczyna szaleć i podrzucać do góry garnek. Widziałem kiedyś jak to robił w dzień - czasem podrzucał go nosem, jak jakaś tresowana foka. Teraz warczy na niego, gryzie, próbuje go schwycić i pożreć. Teleskop wydaje przeciągły jęk. Szukam gromady NGC 6830 w Lisku, którą widziałem nie tak dawno w 10/50 i od której chciałem odbić ku pobliskiej mgławicy Sh2-86. Nie odnajduję gromady. Za zimno. Duży teleskop przegrywa bezlitośnie z małą lornetką. Palce zamarzają. Pies znowu próbuje zjeść garnek. Tłucze nim o ziemię, jakby zwariował. Kot stoi koło teleskopu. Ciemna plama na tle ziemi. U szczytu firmamentu Kasjopeja. Skręcam teleskopem na gwiazdę Caph (beta Cas). Nieopodal trzy jasne gwiazdy. Jest tu mgławica vdB 1. Obok trójkąta słońc dostrzegam mglisty niewielki obiekt – bliski rejon protogwiazdy LkHα 198. Jest tam obiekt Herbiga Haro. Mam za niskie siedzisko i jest zimno. Trójkąt z gwiazd, tuż obok, pokrywa połyskująca świetlista mgiełka. Mr. Van den Berg, nie ma co. Mija sporo czasu i w pewnym momencie, nieopodal, odnajduję chyba galaktykę IC 10. Nie pamiętam jej dokładnego położenia, ale widzę niby mgiełkę na tle słońc, obok niewielkiego trójkąta gwiazd. To chyba tu, myślę. Szuranie garnka. Cisza. Szum wiatru. Długie minuty ciszy. Krótkie, chwilowe szurnięcie i znów dłuższa cisza przy wtórze poszumu lodowatego wiatru. Pies chyba coś wyczuwa na polu, bo zaczyna szczekać, a ja spędzam długi czas przy gwieździe Navi Kasjopei, nie mogąc się upewnić, czy widzę mgławicę Duch (IC 63). Zmieniam na 60 razy, ale zaraz mróz przepędza mnie do domu. Czas w ciemnościach domu mija na podśpiewywaniu i grzaniu rąk. Po wyjściu znów walczę wiele minut z duchem. Dawno go nie widziałem i trochę jestem nieufny. Nagle słyszę, jak coś spada w głąb teleskopu. Dźwięk odbijania się o ściankę wewnętrzną czegoś niewielkiego i metalowego. Nie sprawdzam teraz, ale dopiero potem. Lustro nietknięte. Chwała tubie, której średnica jest dużo większa niż średnica lustra. Po kilku dniach zobaczę, że nie ma czarnej gałki do sterowania tubą. Złapałem tego ducha. Trójkątna poświata. Namierzam jeszcze dwie kuliste, które odwiedziłem wcześniej w lornetce – Messier 2 i Messier 15. Tym razem w powiększeniu 107 razy. Są podobne, obie częściowo rozbite, skrzące się drobnymi gwiazdkami jak diamentowe kule. M15 jakby rozleglejsza i nieco bogatsza w gwiazdy. Wchodzę do domu. * * * Jakiś czas później. Namierzyłem Kaskadę Kemble'a. Gromada NGC 1502. Dwie podwójne w środku. Na razie miałem 60 razy. Ruszyłem szlakiem Kaskady i na jej krańcu skręciłem na północ, do gwiazdy BE Cam. Stąd odbiłem, mijając po drodze dwa jaśniejsze słońca, na wschód ku karłowatej galaktyce nieregularnej NGC 1569. Jednak nie mogłem jej teraz odnaleźć i nie tracąc czasu, wróciłem do BE Cam. Stamtąd, zapamiętaną drogą udałem się do kolejnych celów, a przecinała ona wyspę IC 342. W 60 razach zastałem wyraźne pojaśnienie, lecz teraz nie zatrzymywałem się tu na dłużej i ruszyłem dalej. Wyłapałem najpierw wyraźną i łatwą galaktykę IC 356. Następnie odnalazłem miejsce, gdzie powinna znajdować się galaktyka PGC 13880. Na jej tle leży stosunkowo jasna gwiazda, więc początkowo byłem ostrożny. Tuż obok, malutka i mglista PGC 13943 ukazała się niemal natychmiast, choć w tym powiększeniu świeciła bardzo słabo. Następnie odnalazłem NGC 1485, która jawiła się wyraźnie, ustawiona nieco bokiem do Ziemi. Na koniec odnalazłem galaktykę NGC 1560. Podłużny pas światła, słaby, lecz oczywisty i łatwy. Potem zmieniłem okular na 14mm (107 razy) i powtórzyłem wszystko. Galaktyka NGC 1560 była teraz duża. Ukośna smuga dymu. Nie był to pełny obłok, lecz jakby zanikał i pojawiał się częściowo. Miły widok dla oka. Galaktyka NGC 1485, podobnie jak PGC 13943, świeciły dużo wyraźniej. PGC 13880, po pewnym czasie i w większym powiększeniu, bardzo mocno przekonywała, że to poświata galaktyki leżącej nieporównywalnie dalej niż gwiazda pierwszego planu. Inne gwiazdy nie generowały wówczas takiej poświaty. Potem przeskoczyłem do gromady NGC 1502. Wszystko większe, jakby bliższe. Odnalazłem tę galaktykę, której nie mogłem namierzyć wcześniej. NGC 1569 świeciła bardzo jasno, w towarzystwie gwiazdki. Zobaczyłem, że nie jest zwykłą, okrągłą, jednolitą mgiełką, ale świeci bardziej w jednej części. Potem przesunąłem na IC 342. Ukazało się wielkie i dość wyraźne pojaśnienie. Był tam rządek gwiazd, nad nim zaś pewien trójkąt. Gwiazda najbliżej owego rządka słońc była mglista. Potem, w domu, zobaczyłem, że jest tam jądro galaktyki. Wróciłem do karłowatej NGC 1569 i zdecydowałem się włożyć okular 4,7mm (319 razy). Galaktyka świeciła zdecydowanie jaśniej w jednej części, na krańcu – tam bowiem światło było skupione. Drugi kraniec był słabszy i rozpływał się niczym snop światła. Przypominało to trochę lotkę, albo kometę. Obserwacje (jeśli mnie pamięć nie myli) z wieczoru 29 listopada. Teleskop SW 12", lornetka Nikon 10/50 EX.
    2 punkty
  7. Starzeje sie..... z braku pogody odgrzebalem starego stacka z QHY8L+ED80+NEQ6, grudzien 2015. 45x5min po prawej złapala sie rowniez malutka PGC
    2 punkty
  8. Korzystając z ostatnich, pogodnych nocy (a zwłaszcza nocy 07 sierpnia), natchnienia tym artykułem: i przekonaniem, że wizual not dead, postanowiłem zmierzyć się z planetarkami z katalogu Abella i podzielić się swoimi zapiskami. Co prawda nie lubię szukać obiektów obserwacji tylko "na zaliczenie", ale kilka z tych celów tak właśnie wygląda, co w sumie nie umniejszyło satysfakcji z ich dostrzeżenia. Były to 3 nocki obserwacyjne, w tym jedna z super niebem jak na zaświetlony Dolny Śląsk. Sprzęt to Taurus 16" f4.5 + szkiełka. Ogromną pomocą okazały się dokładne mapki z tego linku: http://www.reinervogel.net/pdf/Abell_PN.pdf bez nich nie byłoby tej relacji . Abell 43 w Wężowniku: Dość szybki łup, łatwa w namierzeniu i widoczna również bez filtra. Dużo lepiej jest w UHC. W okularze przeglądowym (Nagler26) widoczna jako malutka okrągła tarczka. W BCO 18mm najlepszy widok, w środku mgławicy widać stłoczone trzy gwiazdki. Abell 46 w Lutni: Naszukałem się jej. Pełno gwiazd, nie za bardzo wiedziałem czy jestem we właściwym miejscu. Bez filtra nic nie widać. Z UHC widoczna! Najlepiej w BCO 18mm, zerkaniem, chwilami znikała, ale oczywista plamka światła. W odległości ok 30' piękny sznur słabych gwiazdek ciągnący się przez pole widzenia. Abell 50 w Smoku: Widoczna już w okularze przeglądowym bez filtra. Trochę przeszkadza pobliska gwiazda. Ładna idealnie okrągła tarczka.Dobrze reaguje na UHC/OIII i na duże powiększenia, ale lepszy filtr UHC, bo zostawia więcej gwiazd i widok jest przyjemniejszy. Abell 53 w Orle: Ekstremum, dopiero i tylko w D14 z UHC pojawiło się nad pobliską gwiazdką blade kółeczko. Słabsze warunki. Abell 55 w Orle: Najlepiej widoczna w OIII i Delosie 14mm, wtedy jest oczywista, ale widoczna też w okularze przeglądowym. Nie ma równomiernej jasności, lewa, górna strona jaśniejsza. Przez pomyłkę gdzieś jeszcze trafiłem na jedną planetarkę w pobliżu. A i bez filtra nie widać Abell 61 w Łabędziu: Słabiutka i ulotna mgiełka widoczna tylko z filtrami. Tarcza bardziej zarysowana z jednej strony.Dość trudna, ale fajna kulka. Abell 62 w Orle : Obserwacja niepewna. W D14 i OIII coś mignęło ze dwa razy. W czasie obserwacji duża wilgotność powietrza się zrobiła, może to przez to. Abell 65 w Strzelcu: Pomimo, że była już nisko nad horyzontem udało mi się ją dostrzec jako podłużną plamkę światła na tle gwiazd. Zerkaniem oczywista, dość łatwa. Abell 70 w Orle: Bez filtra nic nie widać. Najlepsza w OIII i Delosie 14mm i SSW 10mm. Oczywista plamka światła. W UHC też ją widać, ale tylko zerkaniem. Nie widziałem pojaśnienia w miejscu, gdzie jest galaktyka, ani dziury w środku. Jeszcze tu wrócę Abell 72 w Delfinie: amorficzna i rozlazła, nestety nie przypomina zdjęć DSO. Tylko z filtrami widoczne zerkaniem dwie, półokrągłe części. W pobliżu dość jasna gwiazda. Abell 75 w Cefeuszu: Widoczna też bez filtra. Okrągła z jaśniejszą częścią. W środku widoczna gwiazda centralna i jeszcze 2 gwiazdki. Abell 77 w Cefeuszu: ciężkie cholerstwo. Bardzo ulotna, widoczna tylko chwilami w D14 i BCO18 i filtrami. Spędziłem przy niej ok godzinę próbując różnych kombinacji filtrów i powiększeń, fakt że warunki też były słabsze. Abell 78 w Łabędziu: Bez filtra nic nie widać. Z OIII ulotna, ale oczywista okrągła mgiełka wokół gwiazdy centralnej. Fajne pole gwiazdowe, planetarka widoczna pomiędzy dwiema dość jasnymi gwiazdami. Abell 81 w Cefeuszu: Łatwa, widoczna bez filtrów, od razu rzuca się w oczy w okularze przeglądowym. Mała tarczka o równomiernej jasnośći. Lista nie jest jeszcze kompletna, pozostało parę potencjalnych celów. Może jeszcze zdążę we wrześniu. Mam też pewien niedosyt, bo na kilku planetarkach nie szalałem z powiększeniem, a można było. Mam nadzieję, że zachęcę tym innych obserwatorów do spróbowania. Niektóre cele pokazują, że nie taki Abell straszny jak go malują zdjęcia: http://www.stathis-firstlight.de/deepsky/abell.htm http://www.faint-fuzzies.de/en/observations_abell_pn.html
    1 punkt
  9. Wyglądam po 22 przez okno, a tam brak chmur! Taka niespodzianka! Kometa zaliczona po raz drugi O w tej dziurze na niebie jestem Fart
    1 punkt
  10. Kiedyś ktoś pytał mnie o jakiś gotowy moduł grzałki do kamery AllSky. Ostatnio natknąłem się na takie oto rozwiązanie: https://www.dewcontrol.com/Dew_Heater_Module_-_All_Sky_Camera/p3099125_19045496.aspx Wygląda nieźle, dobra i równomierna dystrybucja ciepła przy ściance kopułki. Moc 2.1 W (mogłaby być trochę większa). Cena też przyzwoita £15.00, a funt brytyjski coraz tańszy
    1 punkt
  11. Postanowiłem zrobić taki kolaż będący podsumowaniem moich tegorocznych zmagań z mgławicami planetarnymi a jednocześnie pokazujący różnice w wielkości kątowe tych obiektów. Wszystkie mgławice na tej składance prezentowałem i opisywałem w formie odrębnych tematów na forum więc nie będę się rozpisywał o każdym obiekcie z osobna - jak ktoś jest zainteresowany szczegółami bez problemu znajdzie fotkę danej mgławicy na forum. Rozmiary mgławic są orientacyjne - różne źródła podają inne w zależności czy są uwzględnione zewnętrzne otoczki, czy nie. Ja starałem się opisać rozmiar tego co widać na zdjęciu w oparciu o katalogi i skalę ze zdjęcia. Zdjęcia zostały wykonane w technice krótkoczasowej przy czym czasy pojedynczej ekspozycji nie przekraczały 12 sekund. Dla chętnych i osób które chciałyby spróbować wrzucam orientacyjne czasy ekspozycji i gainu dla kamery ASI178 MM-C oraz 10-calowego Netwona (f/5) Wszystkie zdjęcia obiektów wykonano w skali 0,41''/pix, przy czym całe zdjęcie zostało zmniejszone tutaj do 80% (czyli efektywna skala to około 0,51''/pix) - skala w przypadku każdej mgławicy została zachowana. Gwiazdki w tle to oczywiście losowa kompozycja utworzona ze zdjęcia M27- nie doszukujcie się żadnych znanych układów Setup w każdym przypadku ten sam: Teleskop Newtona SW 250/1200 + kamera ASI 178 MM-C filtry LRGB Baadera oraz korektor komy Baader MPCC Mark III
    1 punkt
  12. A te notatki pod nim też są elementem nagrody? Tak pytam bo może komuś by się na studiach przydały...
    1 punkt
  13. Nie ma dobrej pogody u nas więc nawet sekundę się nie zastanawiałem jak Maciek ( Naski) zaproponował mi wspólną sesję ze zdalną obsługą jego setupu w Bolzano ( Włochy północne). 12 grudnia pogoda tam była wyśmienita a wieczór Maciek urozmaicał nocnymi widokami Bolzano i okolic z webcamer. Bajka uwierzcie mi!!! Setup Maćka nie za bardzo pasuje do takich dużych obiektów, ale.... nie mieliśmy wyboru. Trochę technikaliów: astrograf AP 155 f7, kamera QSI 690 ( z takim samym chipem jak ATIK ONE 9.0) na montażu ASA DDM 85. Używałem moduł śledzenia komet. Kometa: Luminancja 24x120 sekund, RGB 12x120 na każdy kolor. Tło: 4x(10x120) LRGB. Przy tym f7 ledwo ledwo dopatrzyłem się na zielonym kolorze śladu warkocza. Niebieska najjaśniejsza gwiazdka w prawo od komety to 6 Tau ( 5.7 mag) Bolzano, 12.12.2018 godz. 23:11 CET
    1 punkt
  14. Tak prezentuje się u mnie. Materiał zbierany 4 grudnia 2018 NEQ-6 SYN SCAN, TS TRIPLET APO 90/600, TS 80/330, ALccd 5T, ATIK383L+ 12x300s L 6x120s RGB
    1 punkt
  15. Polish Astronomy Picture of the Day - 8 grudnia 2018 Galaktyka Messier 33 - autor Tomasz "Tayson"Zwoliński www.polskiapod.pl  
    1 punkt
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)