Skocz do zawartości

Ranking


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 17.12.2018 uwzględniając wszystkie działy

  1. 12 punktów
    Już dawno mówili, że taka kometa to nieszczęście zwiastuje.
  2. 10 punktów
    Albo jeszcze dokładniej z danymi technicznymi można sobie Twoją fotkę obejrzeć tutaj: https://en.wikipedia.org/wiki/File:Comet_46P_Wirtanen_on_12_December_2018.png Dlaczego się nie pochwaliłeś że masz taki setup? Comet Wirtanen imaged using a 130P-DS Newtonian telescope on a guided HEQ5 mount and an astro modified and cooled Canon 450D. 45 two-minute images stacked using deep sky stacked to stack comet and stars separately before recombination topo remove blurring.
  3. 10 punktów
    No i dlaczego nie pochwaliłeś się że publikujesz swoje fotki w Polityce? Dokładniej można sobie ją obejrzeć pod tym linkiem : https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1775598,1,kometa-blisko-nas-46pwirtanen-widoczna-na-grudniowym-niebie.read
  4. 8 punktów
    Człowieku, czy ty na prawdę nie masz hamulców? Wciskasz nam tu kity, naruszasz prawa autorskie Stuba Mandrela i jeszcze masz jakieś idiotyczne uwagi?
  5. 5 punktów
    Ręce opadają Po cholerę jątrzyć? Proste pytanie - prosta odpowiedź. Sorki, że papram wątek zjawiskowej kometki ale mój mózg takiej postawy pojąć nie może Over.
  6. 4 punkty
  7. 3 punkty
    Mi nie pozwala niezależnie od stanu spożycia. Tak miałem jeszcze przed pięćdziestką 😎. Musisz dożyć do tego czasu. I tyle nie myśl 🤣
  8. 3 punkty
    Udało się, 46P zaliczona Wcześniej za dzieciaka jedynie widziałem kometę Halleya (tak tata mi mówił, że to ona), ale to było tak dawno, że niewiele z tego pamiętam Dzisiaj pomimo dobrych prognoz na wieczór nic tak na prawdę nic nie wskazywało na to, aby pogoda miała się polepszyć. Od 16:00 do prawie 19:00 chmury, jedynie Księżyc majaczył gdzieś tam wysoko. Około 19:15 odsłoniłem roletę i zobaczyłem Kapellę świecąco wysoko i kilka dużych dziur pomiędzy chmurami. Bez chwili wahania ubrałem pierwszą lepszą kurtkę, stare buty sportowe i wyszedłem na balkon. Z minuty na minutę sytuacja się polepszała, gdy odsłonił się Byk bez trudu w 10x50 znalazłem Plejady zerkam niżej i...nic. Trochę rozczarowany szukam i szukam, coś tam jakby się odcinało od tła, ale pewny nie byłem czy to Wirtannen czy wyobraźnia płata figle. Druga próba w 15x70 opartej na barierce, kilka chwil i znalazłem kometę. U mnie na niebie podmiejskim w 15x70 widoczna jako delikatna szara, okrągła mgiełka, choć po dłuższej adaptacji wzroku i zerkaniem tak jakby jej jądro/środek był trochę jaśniejszy. Później próbowałem jeszcze raz w 10x50 i faktycznie również w niej była widoczna, ale bardzo słabo. Spodnie przemoczone od śniegu, ręce czerwone od mrozu, ale jestem zadowolony z obserwacji, bo 46P spisałem już na straty, a tu proszę cuda się zdarzają ☺️
  9. 2 punkty
    No i się udało. Niebo w Norwegii okazało sie laskawe. Na parę godzin chmury zniknely . Az nie do wiary . Było mało czasu ale się udało. Nie wiem jak dzisiaj przeżyje w pracy do 3 w nocy siedziałem przy kompie. Canon 1100D 75 mm 120x6 sek
  10. 2 punkty
    Hej. Jako że lubię refraktory to miałem w swojej karierze odpowiednio. 1. Popularny Skylux 70/700 - na początek ok. Najlepszy widok Chichotek (nie szczegóły, ale wycagnięcie z tła i twójwymiar). Ale to było w Bieszczdach, co wsyzstko tłumaczy. 2. Celestron 100/660. Najbardziej kompaktowy i mobilny. Dał też " kopa" w obserwacja w stosunku do Skyluxa. 3. SW 120/600. W miarę poręczny. Jeszcze balkonowo/terenowy. Dał kolejnego "kopa" w stosunku do poprzedniej setki (ale już nie taki przeskok jak ze Skyluca na 100tkę). 4. Aktualnie SW 150/1200 - już nie poręczny i kompaktowy 😯😉ale tutaj zaczynają się konkrtetne obserwacje (jest przeskok w stosunku do 120tki i to duzy jeśli chodzi o detal). W każdym z tych refraktorów Aberracja występuje, ale po tylu latach moje oczy nauczyły się ją "ignorować" w jakimś stopniu. Wiem że posiadacz ED czy APO spoglądając na US przez refraktor zrobi krzywą minę (udowodnione) ale cóż jak kupujesz auto, też musisz się nauczyć go obsługiwać i jeżdzić - mimo że prawko masz już wiele lat.
  11. 2 punkty
    To zależy. Pięćdziesiątka bez spożycia pozwala jeszcze na obserwacje bez podpórek. Natomiast w przypadku spożycia nadmiernego nijak się nie da.
  12. 2 punkty
    To źle myślałeś. Albo chcesz coś zobaczyć na niebie albo tylko latające obrazki. A wiek nie ma tu znaczenia.
  13. 2 punkty
    Proszę admina o zamknięcie wątku.
  14. 2 punkty
    - Sąsiedzie, coście wczoraj za święto mieli, żeście tak wszyscy tańczyli na tej waszej działce? - Żadne święto, dziadek ul przewrócił.
  15. 1 punkt
    Ukazał się nowy "Almanach Astronomiczny na rok 2019" mojego autorstwa. Można go znaleźć na stronie Uranii: http://www.urania.edu.pl/almanach Proszę o opinie i uwagi.
  16. 1 punkt
    Ponieważ na swoje pięćdziesiąte urodziny (marzec), zażyczyłem sobie lornetę. SkyMaster Pro 15x70. Będę potrzebował coś, na czym ją zawieszę. W związku z tym pytanie. Czy ktoś ma na zbyciu statyw lub żuraw lornetkowy ? Oczywiście taki który poradzi sobie z takim sprzętem bez wprowadzania niepotrzebnych drgań i pozwoli na komfortowe obserwacje ? Pozdrawiam Jacek
  17. 1 punkt
    Ja też Ciebie nie rozumiem. Dlaczego publikujesz zdjęcie które zostało wykonane 12 grudnia twierdząc że zrobiłeś je wczoraj? Naprawdę uważasz nas za idiotów? Czy teraz będziesz wmawiał że się astrometry.net pomyliło?
  18. 1 punkt
    Odległość od teleskopu to około 80-100 m. Tak, lekki żółtawy kolor wprowadza ale na zdjęciu mniej widać niż w wizualu.
  19. 1 punkt
    A ja myślałem że przy 50tce to jeszcze się utrzyma lornetkę samemu, bez podpórek Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk Pro
  20. 1 punkt
    Przyda się tzw. klucz palcowy do odkrecenia srebrnego pierscienia trzymającego oś RA (choć niektórzy radzą sobie np. rozsuniętą suwmiarką), oaz mały klucz imbusowy do odkręcenia trzech śrubek robaczkowych blokujących ten pierścień na osi. Koniecznie najpierw je poluzuj, bo jak zaczniesz na siłę odkręceć pierścień, to uszkodzisz gwint na osi RA. Tu masz filmik z instrukcją co i jak: A tu jest wątek o wymianie podkładek: https://www.astromaniak.pl/viewtopic.php?f=1&t=29629 U siebie zastosowałem smar Shimano DuraAce (albo jakaś podobna nazwa, jest wymieniony bodajże w tym wątku z AM). Nie wiem, w jakim stanie jest ten Twój EQ3-2, ale w moim przesmarownie, regulacja ślimaka / ślimacznicy i wymiana podkładek niewiele zmieniła - i tak nie miałem prawie żadnych luzów
  21. 1 punkt
    Kometa 14 grudnia o godz. 19:15. Setup: AP 155, QSI 690 WSG na ASA DDM 85. Kometa : L: 18x300 , RGB : 10x 120 sekund na kanał - sekund z prowadzeniem na kometę. Tło: LRGB : 10x120 sekund na kanał. Bolzano, Włochy. Obróbka koloru w drodze
  22. 1 punkt
    Kochani! Kolejny odcinek grudniowego astrokalendarza A.D. 2018 poświęcam komecie roku. 46P/Wirtanen jest w zasięgu nieuzbrojonego oka, a jej wizualny rozmiar przekracza wielkość tarczy Księżyca w pełni. Przed świętami Bożego Narodzenia obiekt porusza się w bardzo malowniczej części wieczornego nieboskłonu, więc zapraszam na krótki poradnik dla początkujących. Czystego nieba!
  23. 1 punkt
    Wczoraj na szczęście zrobiła się dziura pogodowa więc wyskoczyłem szybko w teren i zlapałem kometke również.
  24. 1 punkt
    Pierwsze obserwacje po Zatomiu. Strasznie brakuje mi tamtejszej atmosfery i zlotowiczów. To dziwne poczucie pustki może załagodzić chyba tylko jedna rzecz. A więc teraz tu jestem. Przed domem, na krześle wyniesionym z garażu, z notesem w dłoni i czerwoną latarką w zębach. Przede mną stoi GSO, który koło południa wrócił kurierem z wycieczki przez prawie całą Polskę. Wokół roztacza się słodki zapach winogron, docierający do mnie z drzewa oddalonego o kilka metrów, na twarzy czuję lekki powiew ciepłego wiatru, wszystko w akompaniamencie świerszczy. Tylko jadące co jakiś czas drogą krajową samochody przerywają tę przedziwną atmosferę, tnąc ją hałasem na odrębne fragmenty spokoju. Nade mną rozciąga się czyste niebo. Chociaż… Czy aby na pewno jest czyste? Zanieczyszczają je setki latarni, świecących w promieniu dziesiątek kilometrów. Nie jest całkiem czarne, ale jakby lekko sprane. Niby widzę Drogę Mleczną, ale ona też jest jakaś taka wyblakła… Poniżej Orła zauważam jeden jej jasny obłoczek, trochę wyżej mogę wypatrzeć, że nasza Galaktyka przedzielona jest ciemnym pasmem na dwa jaśniejsze obszary. W Łabędziu i Cefeuszu widzę ją najwyraźniej, ale to moje dzisiejsze „najwyraźniej” jest jedynie lichym cieniem cudownych marmurkowych struktur, które rysując się na firmamencie tworzyły nad Zatomiem bogatą strukturę Drogi Mlecznej. Takie beznadziejne mi się teraz to moje przydomowe niebo wydaje, mimo że w przeszłości tyle razy potrafiłam się nim zachwycać. To pewnie z powodu kontrastu między nim a jakże znakomitymi zatomskimi warunkami. Mam też wrażenie, jakby dzisiaj coś w powietrzu wisiało, taka M31 nieraz wydawała się o wiele lepiej widoczna… Ale trzeba się zadowolić tym co się ma, jednak wciąż lepsze takie niebo z zarysami Drogi Mlecznej, niż pomarańczowa poświata nad najludniejszymi miastami, ledwo pozwalająca przebić się światłu Księżyca, planet czy najjaśniejszych gwiazd… Nie jest źle. Jest dobrze. Ciepło, sucho też, bez porównania z zimnymi i wilgotnymi zlotowymi nocami. Hmm, może wypadałoby zacząć obserwacje? Siedzę i myślę już prawie 20 minut... Ale od czego by tu zacząć? Na początek powinnam chyba zjustować szukacz. Czynność tę wykonałam na Wedze. Przy okazji chyba pierwszy raz gwiazda ta przykuła moją uwagę tak bardzo. Oglądałam ją w różnych powiększeniach, obserwując i analizując otaczające ją słabsze gwiazdki. Potem przeniosłam się do najjaśniejszego w tamtej chwili obiektu na niebie – Mars płonął ciepłym światłem nad beskidzkim szczytem o nazwie Czuby. Gołym okiem prezentował się bardzo ładnie, ale w teleskopie… Niestety – zły seeing i nie najlepsza przejrzystość atmosfery zrobiły swoje. Następny cel nasunął mi się na myśl sam, bez głębszego zastanawiania. Przeniosłam się zatem do Strzały, by schwytać M71. Jednej nocy na zlocie wcelowała w nią moim teleskopem Ewa, by potem wraz z grupką forumowiczów podziwiać jej ładnie rozkładające się w przestrzeni zarysy, utworzone z ogromnej liczby odległych słońc. Poświęciłam jej jeszcze parę minut i po kilku ruchach tubą teleskopu znalazłam się przy M27. Zawsze kierowałam się do niej w dość dziwaczny sposób – przedłużałam linię łączącą M57 z Albireo w kierunku Liska i gdzieś po drodze na Ogryzek natrafiałam. Dopiero kilka dni temu Zielu oświecił mnie, że przecież wystarczy przesunąć się trochę w górę od ostatniej gwiazdy Strzały. Właśnie tę metodę obrałam dzisiejszej nocy, a dotarcie do Hantli poszło mi nadzwyczaj sprawnie. Bardzo lubię widok tej mgławicy, zwłaszcza w szerszym polu okularu 30 mm, ale trzeba przyznać, że jednak w Zatomiu prezentowała się trochę lepiej, jej otoczka była wyraźniejsza względem tła, cały obiekt odcinał się na niebie odrobinę mocniej. Ale i tak jest cudowna! Delikatna, z krawędziami rozpływającymi się w przestrzeni, ale przy tym bardzo zdecydowana. I w koło tyle gwiazd ostrych jak szpileczki i kontrastujących tą swoją ostrością z mydlanym wyglądem mgławicy. Ślicznie! Po raz kolejny pomyślałam mimowolnie o jakimś obiekcie. Tym razem była nim NGC 6826 – Mgławica Mrugająca. Na zlocie oglądaliśmy ją pierwszej nocy z „samo-naprowadzającego-się-na-obiekt” teleskopu Virusa. Ja, mimo naprawdę długiej walki, nie mogłam jej tamtej nocy odnaleźć, chociaż miałam ją już w swoim dorobku obserwacyjnym. Być może, jako dla obserwatora na niezbyt wysokim poziomie wtajemniczenia, gwiazd pod ciemnym zatomskim niebem jest dla mnie za dużo i zaczynam się pośród nich gubić. Bo jednak nie za często zdarzyło mi się w życiu przebywać w tak wolnych od zaświetlenia miejscach, a co dopiero prowadzić tam obserwacje. W każdym razie, dziś Mgławicę Mrugającą udało mi się zobaczyć praktycznie z marszu, co więcej – prezentowała się naprawdę wspaniale. Intensywne szmaragdowe zabarwienie było najlepiej widoczne podczas patrzenia na wprost, podczas gdy zerkaniem stawało się jaśniejsze, bardziej zbliżone do białawej barwy okolicznych gwiazd. Zerkaniem nasza niepozorna zielona gwiazdka wielokrotnie powiększała też swoje rozmiary, w 9-milimetrowym okularze wydawała mi się nawet nie tyle okrągła, co lekko rozciągnięta w jednej osi. Czemu na zlocie nie mogłam jej znaleźć? – Nie mam pojęcia, ale podobnie było z kilkoma innymi planetarkami, np. NGC 6884 czy NGC 7008, a także z NGC 6543. Tej ostatniej, mimo podejmowania wielu prób, jeszcze nigdy nie udało mi się namierzyć. I tutaj znowu na zlocie z pomocą przyszedł Meade Virusa, który również pierwszej nocy pokazał Kocie Oko jako ładne, jaśniejsze w środku i lekko spłaszczone koło o subtelnym niebiesko-zielonym zabarwieniu. A propos mgławic planetarnych, przez wspomniany teleskop oglądaliśmy jeszcze M27 i M57 (z nakładką bino, muszę przyznać, że całkiem inaczej patrzy się obojgiem oczu, jakoś tak przyjemniej) oraz NGC 2392 (Mgławica Eskimos). Ta to była piękna! Jasny środek, wokół słabsza otoczka, ale jednak nie całkiem jednolita, w niektórych miejscach odrobinkę jaśniejsza. Od pierwszej chwili zachwycił mnie ten widok, z mojego podwórka i teleskopu nigdy nie podobała mi się aż tak bardzo. No to się rozpłynęłam we wspomnieniach. Pamiętam jeszcze M57 z 16” Ignisa. Wielkie lustro robi swoje – pierwszy raz widziałam Pierścionek tak duży i jednocześnie tak jasny i wyraźny, budujące go struktury też stały się o wiele lepiej dostrzegalne. O, a Veil z 14” Jacka! Jaka to była potęga. Z moimi „o-czami” (nie mam pojęcia dlaczego tyle osób nazywało mój filtr O-III w ten sposób ) i okularem 31 mm (chyba ES jeśli dobrze pamiętam) wyglądał fenomenalnie! Miotła rozgałęziała się w wielu iteracjach, jak delikatna sieć lub welon. Trójkąt Pickeringa też był mocno postrzępiony, a między nim i Miotłą jakieś farfocle wyskakiwały z tła. Tam w ogóle wszędzie wokół były jakieś farfocle! A Veil wschodni… To dopiero! Na styk prawie się mieścił w polu widzenia, tak niesamowicie rozbudowany, niczym półprzeźroczysta tkanina. Wszędzie odnogi i rozgałęzienia snujące się w przestrzeń. Przecudowny! Veil z tego teleskopu został przez kilka osób okrzyknięty obiektem zlotu, a ja się z nimi zgadzam, aczkolwiek podobne wrażenie wywarł na mnie wschodzący w piątek nad ranem wąziutki sierp Księżyca, obserwowany przez virusowe Meade 10” z nakładką bino, patrząc na niego czułam się jak w kinie 3d albo jak gdybym unosiła się gdzieś blisko na jego orbicie. Jeszcze wracając do zlotowego Veila, widziałam go także przez TS-kę Alicji i tę wielką lornetę kątową Qbanosa. W obu był bezproblemowo zauważalny, chyba pierwszy raz widziałam ten obiekt nie przez teleskop. I to w takim szerokim polu, zacne to było! Na zlocie, pierwszej nocy, patrząc do Interstellarum, chyba pierwszy raz zwróciłam uwagę na obiekt zwany Mirach’s Ghost – NGC 404. Od razu stwierdziłam, że brzmi ciekawie, kojarzyłam też gdzieś z tyłu głowy, że kiedyś musiał się na forum przewinąć. Skierowałam się zatem ku mieniącemu się pomarańczowo-żółtym blaskiem Mirachowi i od razu w oczy rzucił mi się „jego duch”. Był bardzo wyraźny, z jednej strony (dalszej od gwiazdy) troszkę się wyciągał, stając się w tym miejscu ciemniejszym. Także i dzisiaj skierowałam GSO na tę mgławicę, a zastałam tam bardzo podobny widok co na zlocie z tym, że Duch trochę mniej wybijał się z tła. Spojrzałam sobie teraz chwilę na Plejady. Z nimi to bardzo ciekawa sprawa wyszła na zlocie. Nigdy nie mogłam dopatrzeć się na nich Mgławicy Merope. Jednej nocy (nie jestem pewna której ) podczas obserwacji M45 podzieliłam się powyższym faktem z współtowarzyszami (znowu nie jestem w stanie określić z kim konkretnie), a zaraz potem stwierdziłam, że chyba znowu zaparowało mi lustro, chociaż przed chwilą je suszyłam. Wtedy zostałam uświadomiona, że to właśnie ta mgławica. Niezłe zaskoczenie, nie powiem. Od pewnego czasu po niebie zaczęły przewijać się jakieś cienkie chmurki, ale teraz, koło 1, nastąpił atak cirrusów, więc póki co kończą się moje obserwacje tej nocy. Jednak myślę, że skoro zaczęłam już nawiązywać do obserwacji ze zlotu, dokończę ten wątek w poście poniżej, a tymczasem zapodam kilka zdjęć zrobionych jeszcze dziś nad ranem. Bawiłam się trochę nowym nabytkiem, ciekawe wyszły te zdjęcia, a pierwsze w ogóle jest dość przerażające. Gdy tylko zaczęła znikać ciemność, cirrusy także zniknęły...
  25. 1 punkt
    W końcu 12 września wieczorne niebo zrobiło się całkowicie wolne od chmur. Piękny czerwony zachód słońca zwiastował dobre warunki. Mimo środka tygodnia i perspektywy porannej pobudki do pracy postanowiłem czekać na kometę 21P, którą aby zobaczyć w najlepszym przydomowym skrawku nieba musiałem czekać tak do pierwszej w nocy. Jednak widok zachodzącego ok. 20.00 rożka Księżyca z pięknym purpurowym światłem zacienionej części nie pozostawiał nic o dyskusji - warunki są wręcz idealne i nie ma co czekać na pierwszą w nocy i polować tylko na kometę. Tylko w dolinie zbiera się mgiełka, ale spokojnie na szczęście dom 100m w pionie powyżej dna dolin i mgła nic nie popsuje. Więc o 21.00 100mm kątowa lorneta rozstawiona na statywie, a obok krzesełko. Księżyc już pod horyzontem, a na coraz ciemniejszym niebie mrowie gwiazd z wyraźnym zarysem drogi mlecznej. Gwiazdy gołym okiem piękne, punktowe, wyraziste i bogate w kolory. Do tego powietrze bardzo ciepłe i spokojne, a dookoła jeszcze gdzieniegdzie spóźnione świerszcze dają koncert. Tak to wymarzone warunki jak na prawie połowę września, a zasięg gwiazdowy w przydomowych warunkach wręcz rekordowy - nie sprawdzałem dokładnie, ale 5,5 mag gołym okiem widziane na wprost bez wysiłku. Nie czekałem więc dłużej i lornetą uzbrojoną w 12mm TV delosy (powiększenie x 46) wycelowałem na oślep i od razu piękne punktowe mrowie gwiazd ostre po same brzegi pola widzenia. Pierwsze cele to wspomnienie lata - w kierunku dość nisko położonego już Strzelca, w który wplótł się jeszcze Saturn. To on wyznaczał mi cel na pobliską M8 Mgławicę Laguna - piękne zamglenie, ale z racji bliskości horyzontu już nie tak efektowna jak w środku lata. Podobnie M20 Trójlistna Koniczyna, widoczna bez problemu ale, już tak jak gdyby wypłowiała. Za to powyżej M24 spowodowała szeroki uśmiech na mojej twarzy. Jakże wspaniały widok skupiska gwiazd z przyciemnionymi w sąsiedztwie obszarami. Piękny, hipnotyzujący widok, który na liście lornetkowych obserwacji DS-ów powinien moim zdaniem być obowiązkowy. Dalej wycelowałem jeszcze troszkę wyżej w Tarczy w M22 Gromada Dzika Kaczka - piękne skupisko rozsypanych blisko siebie brylancików. Wycentrowana gromada wypełniała jakieś 25-30% pola widzenia i dopisana do listy obowiązkowych i topowych obiektów wśród gromad. Dalej postanowiłem wykorzystać dobre warunki w kierunku południowej części nieba i celować w coś bardziej egzotycznego. Wybrałem będącą u stup Wodnika NGC 7293 Mgławice Ślimak - do tej pory jeszcze nie widzianą przeze mnie. Nie wiedząc czego się spodziewać powoli skanowałem miejsce przewidzianej lokalizacji. Po dość krótkiej chwili jest - okrągłe zamglenie, którego intensywność i przede wszystkim rozmiar mnie zaskoczył. Mgławica bardzo wyrazista z nieco wygaszonym środkiem - dla lornety idealny obiekt. Jako że był to debiut poświęciłem Mgławicy Ślimak dłuższą chwilę i wśród DS jest to naprawdę dla mnie szokujące pozytywnie odkrycie. Uzbroiłem również okulary w filtry UHC. Widok z filtrami znacznie jeszcze lepszy - obrzeże mgławicy wręcz zaświeciło - od razu uruchomiłem wyobraźnie i porównałem ją do M27 Mgławicy Pierścień tyle, że w mega powiększeniu. Rozochocony postanowiłem poszukać następnej dla mnie nowości tj. Mgławicy Kocie Oko (NGC 6543) w Smoku. Cel dość wysoki i mniej wygodny. Szukam, szukam (i już mam nadzieję, że zobaczę coś podobnego na wzór Ślimaka), ale nic z tego. Poza czymś w rodzaju gwiazdki, może lekko rozmytej nic nie zobaczyłem. Uzbroiłem okulary jeszcze w wspomniane wcześniej filtry, ale nic nie pomogły. Lekkie rozczarowanie, ale to chyba jednak DS nie dla lornetki. Na pocieszenie wycelowałem w znaną M31 Galaktykę Andromedy. Nie ściągnąłem jednak filtrów i widok taki sobie -tło wyczernione, ale i obiekt wyraźnie wygasł. wykręciłem więc filtry i czystymi okularami wycelowałem w galaktykę. Od razu znacznie lepiej, a nawet za bardzo, bo obiekt się już zdecydowanie nie mieści w polu widzenia. Postanowiłem wymienić okulary na fabryczne APM 18mm dające mniejsze powiększenie (x30) i szerze pole widzenia. Wymiana okazała się strzałem w dziesiątkę. Nie tylko szersze pole pomogło, ale przede wszystkim zwiększona źrenica spowodowała, że galaktyka znacznie pojaśniała. Mało tego widziany obraz bardzo przypominał widoki 3D jak z fotografii. Galaktyka stała się bardziej dyskiem, a nie tylko owalna gęstniejącą w centrum mgiełką. Oczywiście sąsiadki M110 i M32 widziane wyraźnie. Najbardziej zaskoczyło mnie jednak w M31 owalne przyciemnienie w jej strukturze, które rozbijało ją na dwie części - to było dla mnie zaskoczenie nie mniejsze jak wielkość mgławicy Ślimak. Można powiedzieć, że przy rekordowo dobrych warunkach odkryłem Galaktykę Andromedy na nowo. Jednak warunki robią robotę. Rozochocony wycelowałem poniżej w kierunku M33 Galaktyka Trójkąta, która kiedyś już "zaliczyłem" tyle że w innej lornecie tj. prostej APM MS 25x100, gdzie widoczna była tylko jako ledwie dostrzegalna szeroka plama/mgiełka. Nie robiłem wiec sobie wielkich nadziei na coś więcej. Zostałem przy fabrycznych okularach dających powiększenie x30. M33 zaskakująco łatwo dostrzegalna mgiełka. mało tego lekko postrzępiona mgiełka. Zmieniłem z ciekawości okuary na TV delos (x46) co ty razem poprawiło widok. WOW - M33 nie tylko większa, ale również zerkaniem wychodził zarys głównych ramion. Sam nie wierzyłem, że to możliwe, ale później sprawdziłem w Stellarium i się nie myliłem co do skręcenia ramion. Później celowałem w wiele znanych obiektów. Na wyróżnienie zasłużył Łabędź ze swoimi słynnymi Mgławicami: NGC7000 Ameryka , Wschodni NGC 6992 i Zachodni NGC 6960 Welon. Tutaj najlepszy widok w powiększeniu x30z filtrami UHC, gdzie obiekty widoczne w jednym polu widzenia w całości na styk. Ameryka Północna bardzo wyraźna w całości, a Zatoka Meksykańska to dosłownie świeciła - coś pięknego. Nie gorszy widok Wschodniego Welonu - gdzie słynna "miotła czarownicy" z wyraźnie postrzępionymi końcówkami zrobiła duże wrażenie. Najpiękniejszy widok to jednak Zachodni Welon - podłużna jasna smuga, jak dym z papierosa w przyciemnionym barze - widoki wręcz nierealne, odcinające od rzeczywistości. Na wyróżnienie zasługuje również gromada podwójna w Perseuszu. Obiekt wcześniej znany mi, jednak to co mnie zaskoczyło to mrowie gwiazd w bardzo wyraźnym efektem odczuwania przestrzeni. Patrząc obuocznie przez okulary miałem naprawdę realne wrażenie, że poszczególne gwiazdy lub zgrupowania gwiazd w gromadzie znajdują się w rożnych odległościach od Ziemi. Na koniec wycelowałem w Plejady. W powiększeniu x46 piękne, ale troszkę zbyt szerokie ocierające się o krawędź pola widzenia. W powiększeniu x30 znacznie lepiej, a chyba najlepiej w maleńkim Nikonie EII 8x30. Takim sposobem przechodząc z letnich do zimowych obiektów DS ok. 1.30 w nocy doczekałem się wyjścia komety 21P Giacobini–Zinner. Kometa znajdowała się praktycznie na jednej linii i w połowie drogi między gromadami M37 i M35. Kometa wyraźna z jasną głową i subtelnym warkoczem jako wydłużonym pojaśnieniem. Nawet w Nikonie EII 8x30 widoczna bez problemu. Miałem czekać jeszcze na Oriona, ale jakieś wysokie gęstniejące chmurki nie pozwoliły mi na jego zobaczenie. Generalnie zakończyłem obserwacje na komecie, ale wcześniejsze obiekty DS były bardzo piękne. Wspólnym mianownikiem był charakterystyczny widok z wrażeniem w trzech wymiarach. Do tego idealne warunki jak na przydomowe miejsce obserwacji sprawiły, że niepozorne pierwotnie zamiary tylko upolowania komety przerodziły się w niezapomniane obserwację wielu obiektów, których w większości odkrywałem na nowo. Była więc to spokojna, ciepła, magiczna noc, pewnie ta wyjątkowa w ciągu roku, której miłośnicy obserwacji astronomicznych sobie życzą i która napędza motywację do dalszego zgłębiania nieba. Takiej nocy Wam również życzę, Dziękuję.
×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2018)