Skocz do zawartości

Ranking


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 03.05.2019 uwzględniając wszystkie działy

  1. 20 punktów
    Prawdopodobnie niektórzy z Was wiedzą, że w galaktyce Messier 100 pojawiła się supernowa oznaczona symbolem SN 2019ehk. Supernowe w M-kach nie są odkrywane zbyt często, średnio 1 na rok - pełna lista dotychczasowych supernowych w galaktykach z katalogu Messiera. Tak się też przypadkowo złożyło, że miałem przyjemność odkryć tę supernową. Słowo "przypadkowo" nie jest ani przesadą, ani kokieterią z mojej strony. Po prostu pewne zdarzenia z tej nocy skłaniają mnie do wniosku, że bardzo niewiele brakowało, aby odkrycie SN 2019ehk trafiło gdzie indziej. Początkowo chciałem pisać w tym wątku, jednak uznałem, że supernowa w M-ce zasługuje na odrębny temat. Pierwsza moja rejestracja 2019ehk (16.5m) nastąpiła 2019-04-29 o 22:27UT i po rozwianiu pewnych wątpliwości 1,5 godziny później zgłosiłem odkrycie do TNS. Obserwacje potwierdzające spłynęły dosyć szybko następnego dnia. Wykonane przez ATLAS, Grzegorza Duszanowicza, włoskich oraz hiszpańskich obserwatorów, oraz moje zdjęcie wykonane za pomocą teleskopu iTelescope.net T24 w Sierra Nevada. Bardzo szybko wykonane zostały już dwie obserwacje spektroskopowe (ATEL12707, ATEL12714). Mimo iż wskazują one obiekt jako supernową, to jej bardzo wczesny etap (jeszcze brak wyraźnych linii widmowych) powoduje, że bardziej precyzyjne określenie typu będzie możliwe dopiero w późniejszych obserwacjach. Aktualnie jest mowa o zgodności widma z profilem kolapsującej, masywnej gwiazdy na bardzo wczesnym etapie zjawiska. Przypuszczalnie będzie to więc supernowa typu II. Zachęcam Was do wybrania M100 jako astrofotograficznego celu najbliższym czasie. Jest też całkiem prawdopodobne, że za kilka lub kilkanaście dni SN2019ehk będzie też w zasięgu obserwacji wizualnej dla posiadaczy grubych newtonów. Warto, biorąc pod uwagę fakt, że supernowa w Messierze to niecodzienny widok, jak i ze względu na niewątpliwą urodę samej M100.
  2. 8 punktów
    Na NEQ6 zamiast 80ED pojawił się zupełnie standardowy newton 8". Dokładnie 200/1000 SkyWatcher. Teleskop używany, głównie parkujący w garażu kumpla. Toteż pomyślałem sobie - może by tak popróbować większej skali? Udało mi się zebrać 32 klatki po 300 sek z iso 800 rejestrując je Canonem 1100D mod. Uzbierało się tego 2h 40 min. Do obróbki zacząłem używać jakiś czas temu Astro Pixel Processora i powiem szczerze, jeszcze się w tym programie nie odnajduję. Szczególnie jeśli chodzi o kolory. Ale łącząc siły APP i PS powstało coś takiego jak w załączniku. Powstaje w mojej głowie pytanie, jak to wygląda na Waszych monitorach. Bo ja już małego kręćka dostaję i potrzebuję od tego materiału odpocząć Nie wrzucam pełnej rozdzielczości bo jakieś dziwne artefakty trzeba zamaskować Aa no i skopałem flata, także nie do końca udało mi się poukrywać paprochy ;/ Jeszcze trochę testy 8" i APP potrwają.
  3. 7 punktów
    Bez komentarza Brawo Jarek! Setup: FS 128 i ATIK 6.0 na ASA DDM 60. L: 15x600, RGB: 7x300 na kanał.
  4. 4 punkty
    Przegapiłem zachód Ale widok tuż po też chyba ładny Canonkiem 550D z kiciakiem złapany.
  5. 4 punkty
    O dziwo od rana, wbrew wszelkim zapowiedzią w Ustce piękne Słonko do 17 świeciło. Ludziska na plaży - choć tylko 10*C się opalali. A teraz takie baranki złapane Canonkiem 550D z kiciakiem automatycznie
  6. 4 punkty
    Miała być majówka z gwiazdami, a jest majówka z chmurami. Sytuacja jest rozwojowa... Wczoraj: Dzisiaj:
  7. 3 punkty
    Hej. Od prawie dwóch miesięcy posiadam lornetę kątową marki APM, model Semi Apo 100mm/90 stopni. Jestem po dwóch właściwych obserwacjach terenowych i kilku akcji „patrzających”. Jak to zwykle bywa po zakupie przeważnie nie ma długo nieba….u mnie było trochę inaczej. Połowa Marca i pierwsza połowa Kwietnia były ogólnie z ładną pogodą, jednak nie mogłem sprawdzić nowego zakupu bo nie miałem na czym go postawić. Długo zbierałem się za projektem łączki/adaptera aby zamocować montaż SkyTee ze słupem rodem z Uniwersala. W końcu się udało – aczkolwiek nie jestem w 100% zadowolony z projektu i na pewno podejdę do niego jeszcze raz. Po 1,5 miesiąca mogłem połączyć wszystko i zacząć próby obserwacyjne. Sama lorneta jest oczywiście pokaźnych rozmiarów (jak na lornetę) i słusznej wagi, która wynosi 7,5kg netto (bez uzbrojenia). Jednocześnie porównując ją do jakiegokolwiek Newtona 8” wzwyż czy refraktora 6”, APM jest bardzo kompaktowym sprzętem. Lorneta składa się z dwóch refraktorów achromatycznych (faunhoffer) i wg opisu producenta posiada 3 soczewki – jedna korygująca (nie za bardzo wiem co, ale uznaję prywatnie że to taki „Bresser” z wsadzonym Petzwallem w środku). Ogniskowa wynosi 550mm czyli światłosiła to F5,5. W zestawie dostajemy parkę okularów APM Ultra Flat Field o ogniskowej 18mm, co daje nam powiększenie x30,5 i źrenicę około 3,3mm.Lornetka przyszła zapakowana w sztywny karton, owinięta folią bąbelkową i wsadzona w obudowę z grubej sztywnej pianki – aktualnie szukam plecaka abym mógł sobie nią nosić na plecach, co jest najbardziej komfortowe i najmniej obciążające (masa rozkłada się na dużej powierzchni). Sama lorneta jest bardzo dobrze wykonana, wszystko jest idealnie spasowanie – nie wykazuje luzów, wszystko jest z metalu (podobno jakiś stop magnezu), nawet wysuwane odrośniki są metalowe. Pierwsze obserwacje po zakupie odbywały się z ręki, podpierając przód tubusów na barierce balkonowej lub krześle. Położony nisko Księżyc był niesamowicie plastyczny i wyraźny, Nie omieszkałem zerknąć na zachodzącego już Oriona i M42 celem porównania do niedawno posiadanego refraktora 6” – widok bardzo podobny, przy okazji sprawdziłem zasięg próbując złapać z mojego podmiejskiego nieba M78, którą refraktorem przy bardzo czystym niebie też wyciągałem z tła, tutaj lorneta mnie zaskoczyła – niebo było w miarę ale nie idealne, a M78 złapałem praktycznie od razu – oczywiście jako mgiełka ale od razu wyskoczyła z tła mimo że Orion chylił się ku Zachodowi a ja obserwowałem z podparcia drgających rąk. Od tego momentu z niecierpliwością czekałem na poskładanie montażu do kupy i wypad w ciemną miejscówkę. Aha…. Jeszcze przy okazji sprawdziłem aberrację – Księżyc coś koło 58-60% i Syriusz. Oczywiście aberracja była i jest. Na Księżycu patrząc w osi widać żółtą tarczę dookoła a jak tylko zejdziemy z osi zmienia się kolor na fiolet. Jest to o tyle ciekawe, że jako były posiadacz refraktora 6” F8 mam odniesienie i nauczyłem się patrzeć z aberracją. Ciekawe jest to, że w refraktorze zawsze widziałem fiolet tylko po zewnętrznej stronie globu, a tutaj mam żółtą ramkę dookoła tego co aktualnie widać i przy ruchu zmienia się w fiolet na zewnętrznej tarczy i żółta cześć jest po stronie terminatora. Na Syriuszu czy jakiejkolwiek innej jasnej gwieździe (Wega, Arktur, Denebola itp.) aberracja występuje ale ma inny charakter niż w moim byłym refraktorze. Refraktor na Ksieżycu czy Syriuszu dawał takie równe fioletowe halo, jakby dodatkową atmosferę dookoła obiektu. W lornecie nazwanej „Semi Apo” Aberracja pojawia się jako mocniejsza (jaśniejsza) obwódka ale zdecydowanie cieńsza – konkretniejsza, nie ma tutaj halo jest po prostu kólko przyklejone do tarczy obiektu o określonej szerokości, zdecydowanie mniejszej niż w refraktorze ale też bardziej intensywnie świecące fioletem - przynajmniej ja to tak widzę. Aberracja, aberracją ale sprzęt kupiłem do oglądania DS-ów i tutaj jest naprawdę bardzo dobrze. Szczerze powiem, że pierwszy wypad tydzień temu jakoś nie zrobił na mnie dużego wrażenia – owszem złapałem sporo klasyków ale jakoś nie pamiętam abym zrobił WOW. Bardziej spodobał mi się stojący obok ED80, który mimo że mały jak na teleskop bardzo pozytywnie mnie zaskoczył obrazami DS.-ów jakie wyciągał z tła. Pamiętam, że nie udało mi się namierzyć Łańcucha Markariana. Drugie podejście, bardzo spontaniczne bo w tygodniu pracy – wypadło rewelacyjnie i na nim się skupię opisowo. To był ostatni Czwartek – nadchodził wieczór i wracając do domu już wiedziałem, ze szykuje się bardzo ładne niebo. Byłem się z myślami czy wystawiać się na balkonie i zrobić pierwszą porządną sesję balkonową (w końcu jednym z zamysłów zakupu lornety były szybkie obserwacje balkonowe), czy brać tobołek i ruszac 20km. Na Południe pod ciemniejsze niebo, decyzje pomógł mi podjąć kolega Daniel, który niespodziewanie zadzwonił z propozycją szybkiego wypadu pod miejscówkę. Decyzja zapadła – jadę, ale najpierw i tak się rozłożę na balkonie – przynajmniej sprawdzę warunki naocznie i schłodzę już bino. Test wypadł pozytywnie – z balkonu złapałem M65 i M66, wiem że górną NGC3628 też jestem w stanie złapać ale musiałyby zgasnąć lampy dookoła Biedronki a to dopiero gdzieś po 23. Jadę. Dotarłem pierwszy, postanowiłem sprawdzić ile się będę rozkładał – wyszło mi coś koło 3,5 minuty, rewelacja, Wcześniej rozkładając CG5 GT i refraktor często do pełni obserwacji uciekało mi więcej niż pół godziny. Niebo było bardzo czyste, nie takie jakie się zdarza kilka razy w roku ale też jedno z lepszych. Na pierwszy ogień Triplet Lwa. Cała trójka bez problemu złapana w okularze 18mm. M65 i 66 widoczne z wyraźnym kształtem już nie jako mgiełki ale jako wyraźnie mgławicowe obiekty na niebie, poprzeczna NGC3638 też widoczna na wprost bardziej jako mgiełka, przy zerkaniu już można była złapać wyraźniejszy charakterystyczny podłużny kształt. Szybko przerzuciłem się na pozostałe obiekty w tej konstelacji. Oprócz M95,M96 i M105 złapałem jeszcze kilka innych mgiełek (tak na oko) z 7 -8 łącznie. Przy okazji przypomniałem sobie o jeszcze jednym obiekcie, który kiedyś udało mi się złapać z balkonu na podmiejskim niebie to tylko raz (oczywiście 6” refraktorem). Bez problemu została złapana dość duża mgiełka znana jako NGC2903. W międzyczasie przyjechał kolega Daniel i rozstawił się ze swoim 10” dobsonem rodem z GSO. Ja natomiast postanowiłem przerzucić się na obiekty widocznego na zachodniej stronie w Woźnicy. Wpatrywałem się dość długo i to kilkakrotnie w gromady otwarte M36,M37,M38 co ciekawe jakoś bardziej odpowiada mi widok zwartej struktury w okularze 18mm, niż bardziej rozbita w okularze 12mm - BST ED. To samo wrażenie mam na chichotkach, które wywołał Daniel swoimi 10”. Od tego momentu zaczęły się częste porównania pomiędzy 4” lornetą a 10” Dobsonem. Bezpośrednie porównanie kulki M13 wygrało 10”, z tym że źrenice były nierówne bo Daniel zapowerował okularem Meade 8,8mm co dało mu powiększenie X150 i źrenicę 1,66 (idealna do rozbijania gromad) ja musiałem się zatrzymać na moich 12-tkach dających powiększenie X46 i źrenicę 2,2. Zrobiliśmy też porównanie z Dobsonem uzbrojonym w Meade 14mm. Ale tutaj też gromada kulista była mocniej rozbita. Co do widoku samej M13 w APMie, widoczna struktura kuli zwartej w od środka do połowy średnicy, później widoczne robicie które postępuje i jest coraz bardziej wyraźne aż do brzegów umownej struktury „kuli”. Szybki przeskok na M57 no i tutaj APM wygrywa, wielkość podobna widok też podobny ale jednak kontrast robi swoje „obwarzanek” bardziej wyraźny i kontrastowy, przypominał mi widok z 6” refraktora z tym, że chyba jeszcze trochę większy. Przyszła pora na Wielką Niedźdzwiedzicę i jej skarby. M81 i M82 – tutaj postawiłbym na remis, zarówno 10” jak i APM 4” pokazały bardzo zbliżony detal, galaktyki bardzo wyraźnie z doskonale widocznym kształtem zewnętrznym – co prawda Daniel gdy zerknął APMem stwierdził, że takie widoki pamięta ze swoje dawnej Synty 12”, ale to chyba bardziej komplement, że 4” bino może tak pokazać DS.-y. Nadszedł czas na „gwiazdę programu” a raczej galaktykę M51. Jak zawsze miałem problem z jej namierzeniem, więc najpierw w ruch poszła przeglądówka nieba Vortex Kaibab 18x56. Już widok w Vortexie był rewelacyjny - mały bałwanek z widocznym spiralnym ułożeniem ramion, widok ze 100mm bino był kumulacją dzisiejszych obserwacji. Widok właściwie jak ze zdjęć na forum tylko, że czarno-biały. Doskonale widoczne dwie galaktyki z pasem łączącym, w M51 po chwili wpatrywania uwidoczniły się ramiona spiralne w kształcie jaśniejszych i ciemniejszych fragmentów układających się w całość spirali, nie widziałem jeszcze takiej galaktyki….nigdy. Tutaj 10” nie było w stanie złapać takiego detalu jak moje bino. Na koniec postanowiłem zapolować na gromady galaktyk w Pannie i w Warkoczu Bereniki. Jakoś ciężko mi było złapać te ulotne mgiełki, czasami patrzałem i ciężko mi było określić czy to co widzę to galaktyka czy bardziej jakaś rozmyta gwiazda. Znowu sięgnąłem po Vortexa, widok taki sobie, przynajmniej dla mnie po prostu parę rozmytych punktów bardzo małych i tyle. APM wszedł trochę głębiej i najjaśniejsze obiekty w tym rejonie były już wyraźnymi galaktykami z jakimiś tam szczegółami kształtów ale jakoś słabo mi się ten rejon obserwuje – teraz pisząc tą recenzję wiem, że do tych gromad galaktyk trzeba być przygotowanym – powtórzyłem obserwacje kilka dni później z balkonu mieszkania ale na spokojnie z mapą nieba w ręku, ale o tym w następnej recenzji. Wzeszedł Jowisz….kierując się w jego stronę po drodze złapałem jeszcze gromadę M5, ładniutka kuleczka z porozrywanymi na punkty brzegami. W końcu Jowisz, był nisko może z 10 stopni nad horyzontem, aby go złapać musieliśmy stanąć na foteliku dziecięcym, zresztą fotelik odegrał znaczącą rolę w obserwacjach w szczególności około zenitalnych (Bode i M51), aby było wygodnie klęczeliśmy na nim – wyglądało komicznie, jak do modlitwy ale było miękko i stabilnie. Wracając do Jowisza…..przede wszystkim wielki, największy jaki do tej pory widziałem, ale to wynikało z tego ze był nisko i atmosfera go powiększyła. Ładna pomarańczowo/ żółta kula z widocznymi bardzo wyraźnie czterema Księżycami, aberracji brak. Daniel jeszcze pokazał mi w dobbsie obiekty których nigdy nie widziałem – Planetarkę „Sowa” i coś jeszcze powyżej niej chyba M100 lub M101 ale już nie pamiętam. Na samiuśki koniec znowu spojrzenie na Jowisza, który już wychodził z pasa rozmycia atmosferycznego, kulka już była bardziej biała i mniejsza – taka podobna jak w refraktorze z powiększeniem maksymalnym (przynajmniej dla mnie) który stosowałem na planety x218. Jednakże widok tarczy bez żadnych szczegółów, za jasny obiekt dla tego powiększenia. Skończyliśmy koło 01:20 obserwacje zajęły około 2,5 godziny. Po raz pierwszy spakowałem sprzęt mniej więcej w tym samym czasie co Daniel rozłożył i zapakował Dobsona – cholera jestem zadowolony. Podsumowując wrażenia obserwacyjno-sprzętowe. 1. APM100mm – bardzo szybki i mobilny sprzęt do obserwacji – przygotowanie do obserwacji zajmuje kilka minut, wychłodzenie średnio 15 minut. 2. Widoki DSów w porównaniu do 10” newtona. - gromady kuliste – tutaj trochę brakuje, są mniej rozbite aczkolwiek i tak wyglądają spektakularnie. - gromady otwarte – widok podobny jednak kontrast i punktowość gwiazd oraz przestrzeń jakie daje lorneta przemawiają za obrazem z APMa. 3. Galaktyki – tutaj detal porównywalny albo nawet w pojedynczych przypadkach lepszy niż w 10” newtone. 4. Inne – co do mgławic jeszcze nie wiem, co do planetarek widok podobny ale jak przy gromadach otwartych – obraz jest o większym kontraście i bardziej przestrzenny. Długo szukałem swojego docelowego sprzętu, teraz po kilku obserwacjach wiem ze na DS.-y mam już dedykowany sprzęt. W porównaniu do 6” refraktora o ogniskowej 1200mm widzę, że zmieniło się jedno. Dużo chętniej i bez oporów lecę do piwnicy po „zestaw obserwacyjny”, z refraktorem mój głód obserwacyjny musiał się „nazbierać” i wiele fajnych czystych nocek olewałem – nawet na balkonie. Wiedząc, że newton 10” będzie za duży na obserwacje balkonowe i zbyt krowiasty na taszczenie go po bloku, wpadłem na pomysł użycia dużego bino. Tutaj muszę podziękować sobie i innym za udział w zlocie Zatom 2017 (wiosna), dużo mi to dało, a niektóre widoki zostaną na zawsze w pamięci. Jednym z nich jest widok ze 100mm bino kątowego skierowanego na galaktykę Bodego, obserwacje w różnych sprzętach pozwala na samoocenę wg własnych upodobań. Co teraz…..brakuje mi teleskopu planetarnego, mam prawie wszystko do jego budowy – będzie to odrestaurowanie Uniwersała S.C. 150/2800. Powyższe dedykuję tym co nadal szukają….w szczególności Jackowi_2, który sprzedaje swojego Dobsona 14” i pewnie szuka czegoś bardziej mobilnego i do użycia na balkonie i na co dzień – zastanów się 10tka nadal będzie wielka. Aha, przypomniało mi się, że M51 widziałem taką (nawet większą) wcześniej – właśnie z 14tki Jacka_2 na zlocie w Zatomiu. CDN….. Parę zdjęć na koniec.
  8. 3 punkty
    Tak słonko po chmurach dzisaj o zachodzie pojechało.Chmury na przeróżnych pułapach to i odcieni bez liku,ale telefoniczna matryca i fotograf zbyt cienki by to wszystko pokazać jak widać było na żywo. Smartfon Sony Xperia XZ1 czas 1/250,F 2, ISO 40,ekwiwalent 16mm. Bristol,Anglia Pozdrawiam
  9. 2 punkty
    Funkcja pozwala usunąć z obrazu niechciane elementy - np. ślady przelotu samolotów, ale jak się okazało nie tylko. Otóż pozwala także na ...poszukiwania planetoid. Włączamy ją przy okazji składania obrazka czyli Process>Image Integration. Screen poniżej pokazuje ustawienia defoltowe i te całkiem nieźle działają. Usuwając ślady samolotów używamy opcji HIGH. Jeden z plików generowanych po zakończeniu procesu to plik Rejection_high na którym widać pięknie to co usuwamy w tym najprawdopodobniej przelot planetoidy . Koordynaty poniżej - może któryś z kolegów od latającego drobiazgu napisze co zarejestrowałem?
  10. 2 punkty
    Czy jury to puści? Paaanie, to jest na tyle ciekawe, że jury dopisało se ją na sam szczyt listy celów na najbliższą sesyjkę z czternastocalowcem. Jury jej nie widziało i się napaliło, gdy obejrzało szkic z szesnastki:
  11. 2 punkty
    Ja proponuję 5. NGC 2859 - galaktyka soczewkowata z poprzeczką i pierścieniem w Małym Lwie. Jestem ciekaw czy szanowne Jury ten obiekt zaakceptuje. Nie jest oklepany, bo chyba nie ma ani jednego zdjęcia na forum, a opisów z obserwacji jest malutko. Obiekt jest widoczny nawet w 4" teleskopie. Przypomina w małych aperturach gromadę kulistą. Często opisywany jako kulka z delikatnym halo. Żeby dostrzec wyraźnie pierścień trzeba już dużej armaty i wprawnego oka. Zaczerpnięty szkic z astropołudnie.pl wykonany na podstawie widoku z 27" teleskopu wyrazie pokazuje pierścień i poprzeczkę: Obiekt ma poprzeczkę typu "ansae" i drugą poprzeczkę prostopadłą do pierwszej. Te struktury otoczone są delikatnym pierścieniem wewnętrznym. Następnie jest wyraźny pierścień zewnętrzny. Mamy tu wyraźne i jasne elementy, które kontrastują z delikatnymi i ulotnimi. Podejrzewa się, że galaktyki pierścieniowe powstają, gdy duża galaktyka spiralna zderzy się z mniejszą. Ciekawe co się wydarzyło, że mamy aż dwa pierścienie i dwie poprzeczki prostopadłe do siebie w tej galaktyce. Czy ktoś będzie wstanie pokazać wszystkie detale powstałe w wyniku dramatycznej kolizji? Foto Challenge to pokazanie delikatnych i ulotnych szczegółów nie prześwietlając jądra.
  12. 2 punkty
    Aby nie tworzyć specjalnego wątku - ostatnie wypociny: M53 i M4 (u góry zdjęcia, na środku jest Antares ) - Canon 550D+EQ3-2+Tair 3R. Szału nie ma, ale to dość spontaniczny wyjazd na DSy po długiej przerwie i jak isę okazało na padającej baterii. Stack i obróbka DSS, Pixinsight i Irfanview . Obszerniejsza relacja na blogu:
  13. 2 punkty
    Coś temat ucichł, a czasu na zgłoszenia wiele nie zostało. Zatem wrzucam pokłosie wczorajszej sesji: 4. Leo III, alias Leo A - karłowata galaktyka nieregularna, taki mniej znany członek Grupy Lokalnej. Zainspirował mnie ten artykuł Phila Harringtona na astronoce.pl. Nie będę powielał zawartych tam informacji i mapek, a podzielę się tylko swoimi spostrzeżeniami. Udało mi się wczoraj wstrzelić w dwugodzinną dziurę w chmurach - pomiędzy 23 a 1 testowałem zakupionego ostatnio Syriusza 350/1500 made by Astrokrak (dobra optyka, sensowny dobson i beznadziejny wyciąg; ze względu na wagę i gabaryty zostanie przerobiony na trussa). W użyciu był stustopniowy ES 14 mm; sesję zacząłem od Hicksona 44 (najsłabszy, czwarty składnik znacznie łatwiej dostrzegalny niż w dwunastocalowcu), płynnie zaliczyłem Leo I (blada poświata, pławiąca się w blasku Regulusa), by dotrzeć nad grzbiet Lwa, gdzie czekała NGC 3344, ujawniająca nieśmiało zarysy spiralnej struktury. Stamtąd już tylko rzut beretem nad Lwi łeb, gdzie chowa się Leo A. Spodziewałem się nieco większego wyzwania, bo jakość nieba pozostawiała sporo do życzenia, ale poszło gładko: w okularze niemal natychmiast wyskoczył wydłużony, ulotny duszek, najlepiej widoczny zerkaniem, o rozmytych, trudno definiowalnych krawędziach, na obrzeżach miękko rozmywający się w czerni nieba. Całość ładnie obramowana przez kilka słabych (11-14mag) gwiazdek, ułożonych w kształt litery L. Fajny cel dla większych luster. Obiekt chyba rzadko obserwowany (i równie sporadycznie fotografowany). A, zapomnianym: po EGB 6 nie było śladu (Astronomik OIII, Asferyk 31 mm), poległem też na Leo II.
  14. 2 punkty
    Pisałem w statusach, ale tu jest temat, więc: probowałem ją złapać wczoraj wizualnie w 16". Niestety jeszcze jest za wcześnie. Pod niebem 5.8mag nie widoczna pomimo powiekszenia ok 450x.
  15. 2 punkty
    Japoński Vixen to znany i ceniony gracz na rynku akcesoriów astronomicznych. Moje dotychczasowe wrażenia z użytkowania sprzętu produkowanego przez tą firmę każdorazowo były pozytywne, a słowo – klucz przy ich ocenie brzmiało: jakość. Tu po prostu nie ma miejsca na niechlujne wykonanie i niedoróbki. Zastanawiała mnie tylko jedna rzecz, mianowicie pewne, hmm, zacofanie czy może luka w ofercie, jeśli chodzi o szerokokątne okulary. W ciągu ostatnich kilkunastu lat konstrukcje o polu widzenia 82 i więcej stopni stały się normą, co więcej - normą dostępną niemal dla każdego miłośnika astronomii. Niebagatelny udział w tej okularowej rewolucji mieli (i mają) Chińczycy, którzy zalali rynek tanimi, a mimo to naprawdę przyzwoitymi okularami z brandem Explore Scientific. Na tym polu Vixen pozostał daleko w tyle, bo najszersze produkowane okulary oferowały pole widzenia zaledwie sześćdziesięciopięciostopniowe (seria LVW). Nie jest to oczywiście wartość dramatycznie mała, niemniej na tle doskonale skorygowanych, stustopniowych okularów oferowanych przez konkurencję szału nie było... Nowa seria SSW zdaje się wychodzić naprzeciw oczekiwaniom tych użytkowników, którzy cenią sobie wrażenia obserwacyjne zapewniane przez nowoczesne szkła, pozwalające podziwiać nie tylko dany obiekt, ale także cieszyć się widokiem jego otoczenia. Taaak, odczucie zanurzenia w przestrzeni kosmicznej jest warte, by dorzucić parę złotych za kilka dodatkowych stopni pola... Dzięki uprzejmości firmy Delta Optical na kilka tygodni trafiła do mnie (prawie) cała seria SSW. Z tego co wiem, okulary te nie są zbyt popularne w kraju nad Wisłą. Dlaczego? Ano, zapewne wielu miłośników astronomii waha się, czy wydanie prawie półtora tysiąca złotych na coś, o czym niewiele wiadomo, ma sens – tym bardziej, że w polskojęzycznym zakątku Internetu faktycznie nie znajdziemy zbyt wielu informacji na ich temat. Zadaniem tej minirecenzji jest zmienić ów przykry stan rzeczy. Nie będę silił się fachowość, bo moja wiedza optyczna jest mocno ograniczona, natomiast postaram się opisać co i jak przez nie widać - z perspektywy obserwatora z jakimś tam doświadczeniem. Przechodząc do konkretów: dotarły do mnie ogniskowe 3.5, 5, 7 i 10 mm. Niestety, Delta nie miała na stanie magazynowym "czternastki", na której najbardziej mi zależało. Szkoda, bo okulary średnioogniskowe są najbardziej uniwersalne – w tym sensie, że zwykle najczęściej lądują w wyciągu podczas obserwacji obiektów głębokiego nieba. Testowe obserwy przeprowadzałem z użyciem teleskopu newtona, zbudowanego przez chłopaków z podkrakowskich Myślenic, czyli kultowego Taurusa. Teleskop został wyposażony w seryjne lustro GSO, o średnicy 300 mm i ogniskowej 1500 mm. Jak łatwo policzyć, to f/5, czyli światłosiła dość wymagająca dla okularów. Niestety, nie wiem jaka jest dokładność wykonania lustra, niemniej obrazy generuje zadowalające (tym bardziej, że na potrzeby testowych sesji umyłem lustro główne i wyjątkowo dokładnie skolimowałem teleskop ). Testowe obiekty to Księżyc w fazie 25%, Jowisz tuż po opozycji (szkoda, że w niekorzystnym położeniu, bo zawieszony dość nisko nad horyzontem) i przede wszystkim wszelkiej maści deeski, z naciskiem na wiosenne galaktyki i gromady kuliste. Od razu zaznaczam, że obserwacje plenetarno – księżycowe potraktowałem nieco po macoszemu, bo po pierwsze seeing nie dopisywał, a po drugie nie są one moją domeną... Okularu 3.5 mm nawet nie włożyłem do wyciągu, uznawszy, że powiększenie 428x, przy źrenicy wyjściowej 0,7 mm, to lekka przesada. Najczęściej wykorzystywałem ogniskowe 7 i 10mm, zaś pięciomilimetrowiec miał kilka okazji wykazania się przy rozbijaniu gromad kulistych. Obserwacje przeprowadziłem w mieście, wśród latarni (gdzie widoczne są tylko zarysy najjaśniejszych konstelacji, plus cień Drogi Mlecznej w zenicie podczas najlepszych nocy), następnie pod wiejskim, przechodzącym w podmiejskie, niebem, przy zasięgu w zenicie ok. 6.5mag i w Bieszczadach, gdzie panujących warunków objaśniać nikomu nie trzeba. Udało się też pozyskać do testów ES-a 6.7 mm, którego skonfrontowałem z siedmiomilimetrowcem, nadto wykorzystałem zooma (brandowanego przez Omegona) o zmiennej ogniskowej 7.5-22.5 mm. Zoomik ten to klon konstrukcji sprzedawanej swego czasu pod marką William Optics – zaskakująco dobrej optycznie i mechanicznie. Porównując okulary uznałem, że różnice ogniskowych rzędu 0.3-0.5 mm są pomijalne i nie wpłyną na zafałszowanie wyników testów. Okulary zapakowano w dość liche, kartonowe pudełka; producent postanowił zaoszczędzić nawet na piankowym wypełnieniu. Kurczę, nie jest to coś, do czego przyzwyczajono nas przy produktach ze średniej i wyższej półeczki... Ogólnie, pierwsze wrażenie raczej rozczarowuje... Na szczęście dalej było już tylko lepiej. Nie będę skupiał się na powielaniu specyfikacji technicznej - bo to można znaleźć na stronie producenta i dystrybutorów, ani też opisie wyglądu okularu; tutaj kawał dobrej roboty odwalił kolega z forum stargazerslongue.com (recenzja pod tym linkiem: https://stargazerslounge.com/topic/255080-vixen-ssw-ultra-wide-angle-eyepieces-review/). Zwrócę natomiast uwagę na kilka fajnych patentów (i jedno dość dziwne dla mnie rozwiązanie). Na plus trzeba zaliczyć: estetyczne wykonanie – te Vixeny są po prostu ładne; wiem, wiem, nie patrzymy na okular, tylko przez niego, ale... wykręcane muszle oczne (typu twist-up); bardzo lubię tego typu patent (stosowany w wielu topowych okularach, jak TV Delos czy Pentax), bo po pierwsze można skutecznie odciąć przeszkadzające światło boczne (znacznie wydajniej niż w przypadku muszli gumowych, zastosowanych w ES-ach), poza tym łatwiej utrzymać osiowość patrzenia i dostosować optymalną odległość oka od soczewki, karbowaną krawędź rzeczonej muszli ocznej, zapewniająca pewny chwyt przy wykręcaniu, dość komfortowy ER (większy niż w ES-ach; producent deklaruje 13 mm i na pewno nie kłamie) oraz spory rozmiar soczewki ocznej, choć – powiedzmy szczerze – Delosy, Pentaxy serii XW czy nowe Baadery Morpheus są lepsze... Jak ważny to parametr w polskich warunkach klimatycznych wie każdy, kto obserwował niebo jesienną nocą, z temperaturą bliską zera stopni i sporą wilgotnością powietrza, dobrej jakości powłoki – bliższe oględziny ujawniają bogaty w odcienie i soczysty fiolet, przełamany głęboką zielenią, parafokalność (naprawdę minimalna korekta ostrości przy zmianie okularu), lekkość i poręczność; podczas sesji w niskiej temperaturze okular bez problemu można umieścić w kieszeni i go ogrzać; posiadany przeze mnie Maxvision 24 mm czy stustopniowy ES 14 mm mogą – prócz obserwacji – służyć do obrony przed nocnymi intruzami. Używając Vixena, żadnego ataku raczej nie odeprzemy... Niewielkie gabaryty i waga predestynują Vixeny do zastosowań w nasadkach bino, niezależnie od wysokości wysunięcia muszli ocznej i odległości oka od soczewki ocznej, nie zauważyłem efektu czarnych "duszków" (blackout), czyli zanikania obrazu, nie miałem też problemu z osiowością patrzenia (a niektóre znane mi okulary, nawet topowych marek, są pod tym względem, hmm, nieco upośledzone), sześciokątny kształt gumowej nakładki na korpus sprawia, że okulary nie stoczą się, gdy położymy je na płaskiej powierzchni, brak pociemnienia brzegowego – obraz jest klarowny do samej krawędzi. Wady to zbyt ściśle spasowane dolne "kapsle" oraz możliwość odkręcenia dolnej tulei od korpusu okularu. Po co to? Ja nie znaju, tylko kurz i paprochy mogą się niepotrzebnie dostać do wnętrza; zdarzyło się też, że wykręcając muszlę oczną, przy okularze mocno zaciśniętym w wyciągu okularowym, niechcący zacząłem wykręcać tuleję... To, co mnie zaintrygowało, to kolory, którymi oznaczone są poszczególne ogniskowe. Nie jest to przypadkowe zestawienie barw, lecz starannie przemyślana koncepcja: okular 3.5mm to fiolet – czyli najkrótsza długość w zakresie promieniowania widzialnego, najdłuższa „czternastka” to czerwień. Oki, czas na relację z użytkowania w warunkach bojowych. Pierwszą sesję zaliczyłem krótko po tym, jak okulary do mnie dotarły. Nie miałem możliwości wyjazdu pod ciemne niebo, więc rozstawiłem Taurusa pod blokiem, skupiając się na jasnych Messierach, a konkretnie klasycznej parce galaktyk M81/82 i jasnej gromadzie kulistej M3. Seeing był tragiczny, po niebie snuł się wysoki cirrus, a i przejrzystość nie dopisywała. W warunkach sporego, miejskiego zaświetlenia nie byłem w stanie wychwycić różnic w jakości obrazów generowanych przez Vixena 7 mm, ES-a 6.7mm i zooma ustawionego na 7.5 mm. Przypatrywałem się dość dokładnie zewnętrznym, rozbitym na pojedyncze gwiazdki partiom M3 i nie dostrzegłem w żadnym z testowanych okularów niczego, czego nie byłoby widać w pozostałych. Również ciemne cętki w M82 prezentowały się podobnie. Trzeba jednak zaznaczyć, że ów detal najszybciej wyłaził w Vixenie, zapewne z uwagi na najskuteczniej odcinającą światło boczne muszlę oczną. Kolejna, istotna sprawa to odblaski, generowane przez jasne obiekty znajdujące się tuż poza krawędzią pola widzenia. Powiecie, że to mało istotny parametr? Nie zgodzę się. Kto próbował wyłuskać Leo I zatopioną w blasku Regulusa czy NGC 2023 (mgławica Płomień) doklejoną do Alnitaka ten wie, że poświata od pobliskiej gwiazdy potrafi stać się prawdziwą zmorą. Vixen ma to pod kontrolą (widać tylko delikatne pojaśnienie części pola widzenia), podczas gdy zerkanie w ES-a przypomina wizytę na wiejskiej dyskotece. Poziom odblasków sprawdzałem przepuszczając Jowisza poza pole widzenia. Tej nocy, z uwagi na ograniczenia seeingowe, nie byłem w stanie łuskać subtelnego detalu na tarczy planety, zatem skupiłem się na zbadaniu jak wygląda Jupek podczas zbliżania się do krawędzi pola widzenia i w którym miejscu degradacja obrazu zaczyna być zauważalna. Wychodzi na to, że problem ten dotyczy ostatnich dziesięciu procent pola, gdzie Jowisz stał się elipsą, obarczoną w dodatku kolorową, wpadającą w fiolet i zieleń obwódką. Efekt ten był zdecydowanie mniej zauważalny chociażby w moim zoomie, że o stustopniowym ES-ie 14 mm nie wspomnę (i to mimo większego pola). Reasumując, po pierwszej, miejskiej sesji nie byłem w stanie wskazać wyraźnego lidera. Trzeba było wybrać się pod ciemniejsze niebo. Sesja 30.04./1.05.2017, Wilczyce Warunki seeingowe znów słabe, lekkie zamglenie nad horyzontem, spora wilgotność, zasięg 6.5mag w zenicie, temperatura ok. 5 stopni Celsjusza. Oglądactwo zacząłem od Księżyca w fazie 25 %, z ładnie widocznym światłem popielatym. Nie jestem znawcą topografii Łysego (z zasady raczej go unikam ), niemniej obraz generowany przez Vixeny SSW 7 i 10 mm oceniam nadzwyczaj wysoko. Na krawędzi tarczy nie dostrzegłem śladów aberracji chromatycznej, nawet przy przesuwaniu jej na skraj pola widzenia i kombinacjach z nieosiowym patrzeniem w okular. Kratery i oświetlone wierzchołki wzniesień na linii terminatora prezentowały się iście bajkowo – obraz był neutralny kolorystycznie, czysty, plastyczny (choć przydałaby się tu nasadka bino...). Spędziłem też chwilkę na podziwianiu Jowisza, bo akurat pojawiła się na tarczy WCP. W momentach, gdy atmosfera nie wariowała, wyraźnie rysował się kremowy, lekko wpadający w żółć czy może lekki pomarańcz (wcale nie czerwony) owal, a krawędzie dwóch głównych pasów były wyraźnie poszarpane i niejednorodne. Przy tego typu obserwacjach zdecydowanie docenia się dobre odwzorowanie barw i kontrast, a testowana "siódemka" mi to zapewniła. Owszem, w apochromacie czy maczku jakość obrazu byłaby lepsza, jednak nie miałem nigdy potrzeby posiadania teleskopu stricte "planetarnego"... Ale ja nie o tym przecież chciałem, bo sesja była poświęcona obiektom głębokiego nieba. Zacząłem od wiszącej w zenicie galaktyki M 51 wraz z towarzyszką, skatalogowaną jako NGC 5195. To najbardziej klasyczny klasyk, ale świetnie sprawdził się jako obiekt testowy, z uwagi na znany wszystkim "pomost" pomiędzy galaktykami, jak i kilka słabych gwiazdek, prześwitujących na tle spiralnych ramion "emki". W każdym z trzech okularów widziałem z grubsza to samo, czyli: pomostu nie było (przyczyna to Łysy i nadmiar wilgoci w atmosferze, skutkujący raczej słabą przejrzystością), wyraźne ramiona spiralne na czarnym tle (spore powiększenie robi jednak swoje), te same gwiazdki wyskoczyły we wszystkich trzech okularach, czyli transmisję, a w konsekwencji zasięg gwazdowy mamy zbliżone; wbrew temu co można nieraz przeczytać na forach, prawie niemożliwe jest wychwycenie w wizualu minimalnych, kilkuprocentowych różnic w transmisji, nawet jeśli one faktycznie występują. Ale, ale... dostrzeżenie detalu z wykorzystaniem Vivena było nieco łatwiejsze, ramiona nieznacznie lepiej skontrastowane z tłem, a rzeczone gwiazdki wyskakiwały jakoś śmielej - szczególnie w porównaniu z zoomem. Zakładam, że to w równej mierze zasługa dobrze odcinającej boczne światło muszli okularowej, jak i bardzo dobrej jakości powłok antyodblaskowych. Kolejny cel to NGC 5053 – słabo skoncentrowana i o niskiej jasności powierzchniowej gromada kulista w Warkoczu Bereniki. Wiem, wiem, w jej przypadku powiększenie ponad 200x, generowane przez SSW 7 mm i ES-a 6.7 mm to stanowczo zbyt wiele, ale udało się – oba okulary pokazały słabiutką poświatę na granicy percepcji oka (zdecydowanie pomagało delikatne poruszanie tubusem teleskopu), z prześwitującymi nieśmiało bardzo słabymi gwiazdkami. Zoom od nich nie odstawał, jednak w szerszym polu łatwiej było mi wyodrębnić granice gromady. Po tym rozlazłym kleksie przypomniałem sobie o kolejnym ciekawym celu, mianowicie grupie galaktyk oznaczonych jako Hickson 44 w Lwie. Ta "kompaktowa" grupa czterech galaktyk (trzech spiralnych i jednej eliptycznej) nie jest specjalnie wymagającym celem, zważywszy, że do dyspozycji miałem dwanaście cali lustra; dobra, wróć – nie jest trudne dostrzeżenie trzech, rozmieszczonych w jednej linii, jaśniejszych składników, czyli NGC 3185, 3190 (będącej "flagowym" członkiem tej uroczej grupki) i 3193. Problematyczna jest NGC 3187 – niewielkich rozmiarów (3.6'x1,7), niezbyt jasna (12.9mag) i o niskiej jasności powierzchniowej (zaledwie 14.7mag/arcmin2). W Maxvisionie 24 mm dostrzegłem tylko trzy składniki grupy, zatem chcąc wyłuskać ostatni, musiałem podbić kontrast, a jedynie słuszną drogą do tego celu było zwiększenie powiększenia. W wyciągu wylądował zatem SSW 10 („siódemkę” odpuściłem, by nie przeginać, bo obiekty o niskiej SB i znaczne powery nie idą w parze); chwila skupienia i bingo – w polu widzenia pojawiła się blada, ulotna smużka, najlepiej widoczna zerkaniem. Jako, że nie miałem jeszcze dość galaktycznych słabizn, ostatnim sprawdzianem wydajności okularu 10 mm na słabych obiektach DS stała się galaktyka spiralna IC 983 ("przyklejona" do gwiazdki 8.8mag), która wraz z IC 982 tworzą parkę skatalogowaną przez pana Haltona Arpa jako galaktyczna osobliwość numer 117. IC-ek 983 ma jasność powierzchniową zaledwie 15.1 mag (dane zaczerpnięte z The Night Sky Observer's Guide), niemniej nie jest jakiś dramatycznie trudny – 300 mm apertury ukazuje wyraźne, gwiazdopodobne jądro, zatopione w niewielkim (ok. 2'), dość słabym halo. Pobliska IC 982 jest malutka i nie do odróżnienia od gwiazdy. Po tym teściku byłem pewien, że zapewnienia producenta o dobrej jakości powłokach i wysokiej transmisji nie są marketingowym bełkotem. Dodatkowo, dłuższy ER Vixenów SSW skutkował tym, iż okulary dzielnie opierały się zaparowaniu; fakt, daleko im pod tym względem do komfortu oferowanego przez Delosy, Pentaxy czy serię LVW, niemniej jest całkiem dobrze. ES-y odpadają w tej kategorii w przedbiegach – po każdej sesji wypadałoby je przeczyścić z naniesionych rzęsami śladów, podczas gdy Vixeny odesłałem do Delty z czystymi soczewkami ocznymi. Oczywiście to nie był koniec sesji, bo – zahaczając o kilkanaście innych galaktyk (lub ich grup), przeniosłem się na letnie niebo, by sprawdzić, co dzieje się na krawędzi pola widzenia podczas obserwacji gromad otwartych. Potrzebowałem czegoś sporego i zasobnego w gwiazdy. Niestety, parki NGC 869/884 akurat nie było pod ręką (a z doświadczenia wiem, że obnaża ona bezwzględnie wszelkie wady optyki), zatem wybór padł na NGC 6940 (6.3mag, 25'), zlokalizowaną niedaleko słynnego Veila i pozostającą w cieniu tego kosmicznego celebryty. Jest dobrze; owszem, kilka ostatnich procent pola widzenia to gwiezdne „przecinki”, ale to przeca „szybki” newton, a je obserwowałem bez korektora komy. Można spokojnie przyjąć, że wady własne okularu w sposób znikomy wpływają na jakość wygenerowanego obrazu. Ostatnia sesja obserwacyjna, przeprowadzona pod perfekcyjnym, bieszczadzkim niebem, potwierdziła to, co wiedziałem już wcześniej – optyczna „wydajność” Vixenów i ES-ów jest zbliżona. Tym razem, niejako na deser, wziąłem na warsztat niewielką galaktyczkę NGC 5263 (13.4mag, 1.6'x0.4'), przyczajoną tuż obok kulistego Messiera numer 3. Zarówno ES 6.7, jak i SSW 7 mm pokazały to samo, tak samo i „z marszu” - znaczy subtelną, mglistą kreseczkę, niewielką, lecz w tej aperturze i pod tym niebem oczywistą. Tutaj problem bocznego światła nie występował, zatem konstrukcja muszli ocznej nie miała żadnego znaczenia. Cóż można powiedzieć tytułem podsumowania? Polubiłem te Vixeny. To perfekcyjnie wykonane, wygodne w użytkowaniu okulary, o ponadprzeciętnie dobrych właściwościach optycznych i z dość komfortowym odsunięciem źrenicy. Gdyby kosztowały kilkaset złotych mniej i/lub nie miały konkurencji ze strony szkieł Explore Scientific, sprzedawałyby się pewnie całkiem dobrze... Moim zdaniem przepaść cenowa między serią SSW a ES-ami nie jest jednak uzasadniona jakością generowanego obrazu; z drugiej strony, jeśli chodzi o komfort użytkowania, Vixeny są bezsprzecznie lepsze, więc każdy z nas sam musi zdecydować, czy jest skłonny za ową wygodę dopłacić. * - bo napisany przez osobnika zafiksowanego na punkcie obserwacji obiektów deep sky.
  16. 2 punkty
    Płyta stratusów na chwilę oświetlona od spodu. Po jakichś 20 minutach zmieniło się to w Płomień w wersji "Terra", który za chwilę się rozszedł.
  17. 2 punkty
    Niewiarygodne, ale po całym bardzo wichrowym i chmurwnym dniu na chwilę się pokazało i.... przed chwilą zaszło Canonkiem 550D z kiciakiem ten moment uchwyciłem
  18. 2 punkty
    Najmniejszym sprzętem, jakim widziałem M101, była lornetka 7/35 niskiej klasy (Tasco), ale jestem niemal przekonany, że można ją dostrzec w mniejszych dwururkach. W 10/50 jest banalna, o ile nie obserwujemy z zaświetlonej miejscówki, a w 15/70, jeżeli niebo jest wystarczająco ciemne, można się pokusić o jej bliską sąsiadkę NGC 5474 należącą do grupy M101, lecz jest to już wyzwanie dla tej apertury; 16-17 marzec 2015 - lornetka SM 15/70. Widoczna gołym okiem gwiazda 7.10mag. "Śmiało rozstawiłem sprzęt i osłaniając się kapturem od bijącego czerwienią światła anten, usiadłem na krzesełku. Żuraw i zenit okazał się zbawienny dla moich celów. Jednym z nich była galaktyka NGC 5474 obok M101, która pojawiła się dość żwawo i bez większych kłopotów. Była słabym, małym, mglistym obiektem widocznym niemal cały czas. Pobliski Messier 101 wyglądał przy niej, jak potężne miasto przy małej wsi." Jakiś rok wcześniej zapisałem, że w 15/70 widać było, jakby jaśniejsze jądro (centrum) w M101 względem całości. Dla tych, którzy widują przez teleskop tylko mglistą plamę światła, dobrym sposobem może być to, aby skupić się nie na głównej galaktyce, ale na jej otoczeniu. M101 ma bardzo bogate towarzystwo, więc jest do tego idealna. Oczywiście główną przyczyną, która sprawia, że widać więcej, jest czas, jaki poświęcimy obiektowi. Niemniej jednak otoczenie sprawia, że skupiamy główną uwagę na maleńkich i słabych celach, tymczasem potężna M101 przechodzi po cichu metamorfozę i rozrasta się jak kwiat. Ciekawostką dla mnie była widoczność tuż przy M101 maleńkiej galaktyki PGC 49919. Choć jej jasność, z tego co gdzieś widziałem, to tylko 14.9 mag, wcale nie była wyzwaniem dla 12". Pewno dlatego, że to zwarta, mała pchełka. Poniżej zapis z mojej najlepszej obserwacji M101. Choć głównie dotyczy on otoczenia, sama M101 odsłoniła wówczas wiele struktury i kilka obszarów H2. Wiosna 2016 - 12" "Messier 101 to bez wątpienia jeden z najefektowniejszych zestawień, jakie miałem przyjemność obserwować podczas całej sesji. Od dawna chciałem się tu rozejrzeć i powiem szczerze, że trochę się tu obłowiłem. Pierwszy przystanek to NGC 5474, należąca do grupy M101. Ta galaktyka, prawdopodobnie przechodząc około 250 milionów lat temu w pobliżu M-ki, namieszała co nieco w Wiatraku, powodując tam wzrost aktywności gwiazdotwórczej, co szczególnie widać po północno-wschodnim ramieniu, bogatszym w młode, błękitne słońca. W 12 cali, NGC 5474 jest jasną okrągłą plamą światła z jądrem widocznym na boku. Czyżby miała z tym coś wspólnego gigantyczna sąsiadka? Następny punkt to magellaniczna galaktyka spiralna NGC 5477, również wchodząca w skład grupy. Jest ona dosyć wymagającym celem. Była widoczna całkiem słabo i nie przez cały czas, a żeby było trudniej, ma przy sobie dwie słabiutkie gwiazdki przeszkadzajki. Trzeba uważać, by nie pomylić ich ze słabym, rozmytym obłoczkiem. Malutkim zaskoczeniem okazała się być leżąca tuż przy Messierze galaktyka PGC 49919. Ile razy spoglądaliście na M101, nie wiedząc, że tak blisko leży mała galaktyczka z katalogu PGC? Ależ oczywiście nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że jest banalnie łatwa. No dobra, przynajmniej w moim teleskopie była widoczna właściwie natychmiast. Nieco na północ od M101, świeciła podłużna NGC 5422, a potem zahaczyłem o jasno świecące i wyraźne dwie wyspy - galaktykę eliptyczną NGC 5473 i soczewkowatą NGC 5485. Tuż przy tej drugiej dało się zobaczyć słabiutką, ale oczywistą NGC 5486. Zaplanowałem tutaj także maleńką NGC 5484, na wypadek, gdyby okazała się być widoczna. Okazała się być widoczna, ale wymaga ona cierpliwości od obserwatora. Słabizna z niej okropna, w końcu jej jasność to tylko 14.7mag, niemniej była dostrzegalna momentami całkowicie pewnie. Nieopodal świeciła oczywista PGC 50395, a w pobliżu M-ki padła PGC 49822, która była z kolei widoczna bardzo słabo, tuż przy gwiazdce. Te kłaki powodują, że M101 to naprawdę wielka i dorodna galaktyka. Widać w niej pełno nieregularności i obszarów H2. Dla przykładu, bardzo wyraźnymi regionami były NGC 5471, NGC 5462 czy też NGC 5461. Po raz pierwszy chyba tak doceniłem widok tej galaktyki. Wielka zasługa w okolicznych skarbach, zdobiących potężny Wiatrak." Źródło - http://www.starkeeper.it/M101WF_Deep_Mid.htm Kwiecień 2017 - 12" "W okularze zaświeciła na moment pięknie skrząca się gromada kulista M53, jasna i znacznie rozbita, a po niej przeskoczyłem do M101; przypominała trochę różę, sprawiała wrażenie mocno porozrywanej. Przy swej szarej i znacznie nieregularnej strukturze, miała bardzo dobrze widoczny zarys spiralny. Widziałem również kilka obszarów H2 tej galaktyki."
  19. 2 punkty
    Po (nie)małych przeróbkach, dorzuceniu większej ilości klatek kalibracyjnych, ponownym stacku w PI...
  20. 1 punkt
    Żeby nie zaśmiecać kolejnymi tematami postanowiłem stworzyć oto taki wątek z moimi wypocinami (na sąsiednim forum taki sam) , w którym będą takie właśnie tytułowe próbne strzały ale i końcowe zdjęcia. Na początek próbny strzał M51 - fotka robiona w zeszły piątek w w bardzo złych warunkach - przez wysokie takie cienkie chmury (może i to były piaski Sahary hehe). Udało się zebrać 9 klatek po 90s każda, Jutro jest szansa na lepsze warunki w Radomiu - więc może i w środę pochwalę się finalnym zdjęciem tego obiektu. A na tę chwilę M51 z 13 minut słabego materiału.
  21. 1 punkt
    Wreszcie udało mi się zebrać trochę materiału a dokładnie 2 godziny 4 minuty i 30 sekund! Zdjęcie jest prawie finalne, bo obecne jest na darkach robionych w temperaturze 18 stopni. A wczorajszą sesje robiłem w temperaturze 8-10 stopni. Rożnica spora i więc darki raczej nie zrobiły swojej roboty - bo troszkę szumu jest..... Ale samo zdjęcie mi się podoba - fajny obiekt z paroma galaktyczkami w tle;) 83 lighty po 90s (temp 8-10 st) masterdark (temp 18 st) EQ6R-Pro, TS APO 100Q, Canon EOS 200D niemod, ISO 1600
  22. 1 punkt
    E, nie jest tak źle. Chociaż łatwo też nie jest. Obserwowałem N4395 wczoraj i udało mi się dostrzec jeden z obszarów HII. Galaktyka była dość wysoko nad horyzontem i akurat skierowałem na nią działko tuż przed nadejściem jakiejś wilgoci, dzięki której łuny porosły pod zenit. Widać ją w okularze przeglądowym jako lekko podłużną, dość sporą plamę światła otoczoną przez cztery gwiazdy. Kluczowe są dwie gwiazdki w środku, które tworzą trójkąt równoboczny z najjaśniejszym obszarem HII. Widziałem go najlepiej w BCO 18mm jako mglistego "gluta", który raz pojawiał się, raz chował przede mną. Też próbowałem UHC w nadziei, że pomoże lepiej wyciągnąć te obszary. Wtedy pojawiają się jakiś mega słabe, mgliste pasma, ale zupełnie nie mogłem się odnaleźć w topografii galaktyki. PS Mam podobny wyciąg swoim Taurusie. To chyba cierny? Trochę czasu zajęło mi jego opanowanie
  23. 1 punkt
  24. 1 punkt
    Gratuluję! Myślę, że ze względu na to, że jest to dość popularny obiekt, na prawdę trzeba szczęścia, ale również sprawności w działaniu ze zgłoszeniem odkrycia do odpowiednich organizacji, żeby nikt Cię nie ubiegł. Życzę dalszych sukcesów.
  25. 1 punkt
    No i skorzystałem z wyprzedaży. Pojechałem po bandzie i do lornety APM 100mm zapodałem SSW 7mm, co daje powiększenie 80x i niewielka źrenicę 1,3mm. No cóż, już raczej skrajne parametry dla tej lornety. Niestety na razie zrobiłem krótki test pod wieczór na właściwie zachmurzonym niebie. Same okularki pięknie wyglądają, zgrabne, nie za wielkie, nie za ciężkie, takie w sam raz do bino, a wykonanie pierwsza klasa, chociaż pudełko to raczej wersja minimalistyczna. Zakręcam okularki do lornety i pojawia się pewien problem, jakoś nie mogę zacisków dokręcić w taki sposób aby okularki były nieruchome, niby pierścienie skręcone, ale czuje, że są jakieś ruchy, tj. okularki lekko się chybocą. Spoglądam przez okulary, łapie ostrość i obraz jest troszkę rozjechany. Odkręcam, popoprawiam, skręcam kilka razy no i obraz dalej się rozdwaja, ale w końcu, po mocniejszym skręceniu, okulary siedzą nieruchomo. Patrze no i teraz ok. Wykręcane muszle oczne w tych okularkach to fantastyczna rzecz, można precyzyjnie sobie ustawić odległość od oka, chociaż na początku trudno było mi znaleźć położenie (odległość) w którym widziałbym całe szerokie 83 stopniowe pole widzenia bez przeszkadzających fasolek, ale po niedługiej chwili można znaleźć dobrą odległość. Muszle do moich oczodołów spasowały bardzo dobrze. Pod względem wygody, dopracowane okulary. A widoki - pierwsze cele poszły na samoloty, ale był już zmrok, mimo wszystko powiększenie 80x na samolotach robi już wrażenie. dzięki szerokiemu polu celowanie nie jest trudne. Okienka samolotów rozdzielone wyraźnie, Smugi samolotów ujawniły wyraźną dystorsję - odchylenie linii na skrajach pola widzenia, było tak wyraźne, że miałem wrażenie że samoloty gwałtownie skręcały, pomagało centrowanie. W TV delos 12mm nie ma takiego zakrzywienia (jest, ale bardzo małe). Ostrość i jakość obrazu w dzisiejszych zmierzchowych warunkach ciężko było ocenić - dopatrywałem się lekkiego iskrzenia gwiazd i na jaśniejszych gwiazdach wychodził lekki filet, TV delos 12mm zdecydowanie lepszy i pod tym względem, ale trzeba pamiętać, że 12 mm daje źrenice 2,2 mm, a Vixeny o ogniskowej 7mm, to zaledwie 1,3mm źrenicy. Mając to na uwadze, jakość obrazu jest niezła. Między chmurami dostrzegłem jakąś pomarańczową gwiazdę, celuje pośpiesznie i próbuję poprawić ostrość bo gwiazda jakoś mało punktowa. Okazuje się, że to mała tarczka Marsa, kolor bardzo bobry, tutaj już nie było żadnego fioletu. Generalnie udało mi się tylko chwilowo zerknąć - pierwsze wrażenia - to Vixeny SSW 7mm, zgrabne, świetnie estetycznie wykonane okulary, bardzo ergonomiczne, po przyłożeniu oka wygodne bardzo wygodne, wprowadzają na jasnych gwiazdach (czy latarniach) wyraźną, ale nieuciążliwą AC, da się wyczuć nutę iskrzenia, pole szerokie i co warto podkreślić w szerokim zakresie pola (jakieś 85% pola) trzyma jednolita dobrą jakość, żeby zobaczyć te pozostałe 15% skrajnego pola trzeba się już rozglądać na boki co generuje przyciemnienia w kształcie fasolek . W lornecie kiedyś miałem zamontowane ES 6,7mm i jakością obrazy, a przede wszystkim wygodą użytkowania moim zdaniem przegrywają z przedmiotowymi Vixenami SSW. Nawet je polubiłem, tylko to mocowanie w lornecie jakieś dziwne i niepewne. Po wykręceniu przyjrzałem się im dokładniej i zauważyłam, że mają takie dość szerokie podcięcie, Może to szerokie podcięcie jest problemem, bo fabryczne okulary nie mają go wcale, a TV Delos mają, ale znacznie krótsze? Chyba przez to niepewne i chybotliwe mocowanie muszę je zwrócić - jeszcze muszę to raz sprawdzić i sie zastanowić bo troch e mi ich szkoda oddawać
  26. 1 punkt
    I takie po zachodzie Słonka zostały Canonek 550D z kiciakiem.
  27. 1 punkt
    Wczorajsze mazurskie zachodzące Słońce w klimatach "górskich". Gołdap, Piękna góra - warto odwiedzić tężnię solankową oraz zjeść zepeliny
  28. 1 punkt
    Takie teraz kłębowicho nad Ustką ale od 00 ma być ładnie i sprzecicho zaraz wystawiam Canonkiem 550D z kiciakiem na automatykę ustawionym.
  29. 1 punkt
    Wiosna przyszła. Definitywnie i na całego. Na razie niebo rozświetla jeszcze Księżyc tuż po pełni, ale już za kilka dni będzie można rozpocząć galaktyczne łowy. Wielu z was zawędruje pewnie w okolice galaktycznego bieguna, do konstelacji Warkocza Bereniki. Ja też zamierzam tam dotrzeć, ale... nie tylko po to, by pogalaktyczyć. Zahaczę o kilka kulek, by ostatecznie ustrzelić jedną taką mniej znaną mgławicę planetarną. Tak, dokładnie tam, w samym środku galaktycznego bogactwa Warkocza. Kto słyszał o LoTr 5? – łapka w górę. Zgłasza się @sferoida, źródło: www.forumastronomiczne.pl/index.php?/topic/10164-ngc-4725-lotr-5-i-niespodzianka pewnie jeszcze kilku innych, ale lasu rąk raczej nie widzę. A szkoda, bo to całkiem łatwy i wdzięczny obiekt, a i sąsiedztwo ma zacne. Wystarczy 10 czy 12 cali lustra, dobry filtr OIII i długoogniskowy okular, generujący sporą źrenicę wyjściową – jakieś 5 czy 6 mm będzie w sam raz; u mnie z tego zadania doskonale wywiązuje się baaderowski Asferyk 31 mm. Z czym mamy do czynienia? Ano, w takiej konfiguracji dostrzeżemy subtelną, okrągłą mgiełkę, rozproszoną wokół jasnej, 8.8 magowej gwiazdki centralnej. Tak naprawdę wewnątrz mgławicy znajduje się układ podwójny – olbrzym typu widmowego G5 i jego niewidoczny towarzysz – gorący biały karzeł odpowiedzialny za jonizację gazu i jego świecenie (heh, za mocno powiedziane – nie świecenie, a raczej delikatny, mdły poblask, coś jak trupia poświata Minas Morgul ). Podejrzewa się istnienie jeszcze trzeciego składnika tego układu, typu widmowego M5. Wracając jednak do naszego celu - obiekt ma ok. 9', więc jest całkiem spory. Mimo to został odkryty stosunkowo późno, bo dopiero w 1980 r. przez Longmore'a i Tritton'a, w drodze analizy fotografii wykonanych przez kamerę Schmidta o średnicy 1.2 metra. O dziwo, to mgławica bipolarna, czego zupełnie nie widać w okularze. Nigdy nie udało mi się też dostrzec śladu jakiegokolwiek detalu; trudno też mówić o wyraziście zarysowanych krawędziach – całość raczej kojarzy się z nieco rozmytą mgławicą refleksyjną. Ze znalezionych w necie raportów obserwacyjnych wynika, że mgławica nienajgorzej reaguje na filtr UHC. Ciekawa jest też relacja Uwe Glahna, który zauważył, że przy (prawie) tej samej źrenicy wyjściowej, filtrze i warunkach łatwiej było dostrzec obiekt w teleskopie dwunastocalowym niż w lustrze 27”. Ciekawe, prawda? A, zapomniałbym – starhopping i otoczenie. Można nawigować od gromady Melotte 111, można od niepozornej bety Warkocza – ważne, by nie przeoczyć jasnej i efektownej NGC 4725, określanej mianem „TIE Fighter”. Skojarzenie trafne, bo obustronne, łukowate pojaśnienia wokół zatopionego w mglistym halo jasnego jądra galaktyki faktycznie upodobniają ją do imperialnego myśliwca. To jak, odpuścicie na moment Markariany i inne cuda, spróbujecie i dacie znać jak poszło? PS Jeśli kogoś wciągną obserwacje rozległych planetarek (a jest nas kilku, prawda?), to wiosenne niebo ma sporo do zaoferowania. Polecam ten artykuł: https://www.skyandtelescope.com/observing/hunting-giant-planetary-nebulae
  30. 1 punkt
    A mi udało mi się uwiecznić jajowaty kształt wieńca pyłkowego nad poznańską starówką. Nie wiem tylko, czy dział jest dobry, ponieważ jest to wprawdzie astrofotografia, bo mamy jedną astrę ale nie do końca ze statywu, bo przy 1/4000s udało mi się zrobić nieporuszoną astrofotkę z ręki. ?
  31. 1 punkt
    Mój najlepszy Mars jaki zrobiłem w życiu:)
  32. 1 punkt
    Zaległy Mars z 29.09.2018. MAK 127, ASI 120MC, barlow 2,5x. Stack 60% z 14000 klatek Oraz krótka animacja z 12 stacków (60% z 14000). 
  33. 1 punkt
    Mgławica Serce. Z Zatomia. Canon 1100d mod, Tair 3S, EQ3-2, 18x 600s ISO800
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)