Skocz do zawartości

Ranking


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 06.09.2019 uwzględniając wszystkie działy

  1. 9 punktów
    Wakacje się skończyły, czas wracać do zajęć Po powrocie z urlopów zapakowałem baryłkę z powrotem do szopki i przez trzy nocki postrzelałem w NGC7000. Z polem widzenia mojego zestawu oczywiście załapał się tylko kawałeczek mgławicy, ale za to seeing dopisał i udało się trochę detalu zarejestrować. Nie wyostrzałem przesadnie ani nie kontrastowałem, bo takie półtony jakoś bardziej mi pasują. Zakładając odległość do mgławicy około 2000 lat świetlnych skala na zdjęciu po kliknięci wynosi 180 jednostek astronomicznych na piksel. 28-31.08.2019, Meade ACF 10" f/10, AP CCDT67, EQ6, QHY163M, Ha 200x2 minuty, gain=100, niebo podmiejskie. Przejrzystość średnia i słaba, seeing dobry. Fragment mgławicy NGC7000 w Łabędziu - "Cygnus Wall" Położenie zarejestrowanego obrazu na zdjęciu obiektywu 135mm
  2. 9 punktów
    To już koniec przygody. Siedzę w samolocie z Johannesburga do Doha, przed nami 8 godzin lotu, później pięć godzin oczekiwania na przesiadkę, kolejne pięć godzin lotu, a to dopiero Warszawa. Na Podhale jeszcze kawałek, a na zakopiance pewnie tradycyjne korki... Czy warto tłuc się taki szmat drogi, żeby zobaczyć jakieś plamki i kropki niewidoczne w Polsce? No pewnie! Z drugiej strony, normalni to my przecież nie jesteśmy. Ok, do rzeczy. Przełom sierpnia i września w RPA to koniec zimy. Cały czas jest jeszcze sucho, przez cały pobyt mieliśmy zaledwie jedną noc częściowego zachmurzenia, z którego nad ranem spadło dosłownie kilka kropel deszczu na metr. Tak, kilka, policzyliśmy ilość wgłębień widocznych na czerwonym, afrykańskim pyle. No tak, pył. Słowo klucz. Buty, walizki, sprzęt - wszytko jest nim pokryte. Wystarczy podmuch wiatru, a powiać tu potrafi solidnie. My mieliśmy szczęście - ponoć ten sierpień był bardzo spokojny. Konkretnie dmuchało tylko jednej nocy; fociarze klnęli, z teleskopu trza było zdjąć osłonę kratownicy, przez co na lustrze utworzyła się warstewka kurzu, po której można było pisać. Temperatura w nocy? Komfortowa. Nie spadała poniżej 10 stopni, zwykle oscylowała wokół 15. Dzień to przyjemne 25-30 stopni. Wilgotność? Z punktu widzenia polskiego miłośnika astronomii żadna. Odrobinę rosiło tylko raz, nad samym ranem. Tym razem było nas czterech – po połowie fociarzy i wizualowców. Co mieliśmy do dyspozycji? Solidne 12 cali lustra na platformie paralaktycznej, przywleczone tu przez chłopaków w ubiegłym roku. Komplet filtrów - UHC i habetę Lumicona plus otrójkę Astronomika. Do tego zestawik okularków z zielonym logo pana Ala, no i jego wysokość Denkmeier jako wisienka na optycznym torcie. A, jeszcze lornetki - jakieś tam Fujinony i APMy, do 70 mm włącznie. Zasięg gwiazdowy? Potrafi dobijać do 7 mag. Światło zodiakalne waliło wieczorem aż w pobliże zenitu, prawie do Skorpiona. Łuny od odległego Johannesburga i Pretorii - pomijalne, od pobliskiego Modimolle - również. Problemem bywa zapylenie, wtedy jakość nieba potrafi mocno siąść. Mieliśmy z tym problem bodajże przez dwie nocki, ale nagroda przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Po przejściu chłodnego frontu (to słowo oznacza tu coś innego niż u nas – po prostu pojawia się inna masa powietrza, o deszczu można zapomnieć) przejrzystość zrobiła się fantastyczna, kapitalna i ogólnie urywająca tyłek. Gwiazdy iskrzyły od horyzontu po horyzont, ekstynkcji atmosferycznej po prostu nie było. Tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć samemu. A co na niebie? Samo bogactwo. Notatkami zapełniłem cały zeszyt, obserwujący po sąsiedzku @robert_szteż szukał ciągle nowych wolnych kartek papieru. Nie ma większego sensu wymieniać zaliczonych obiektów – tego jest po prostu za dużo. Popełnię pewnie w najbliższym czasie kilka relacji, w których opiszę co ciekawsze fragmenty sesji. Pomysły są – podróż wokół M 55 na przykład (z mgławicą planetarną od pana Abella, kulkami od Terzana czy kilkoma galaktyczkami), polowanie na gromady kuliste przynależne Karłowi Pieca (mam 4/6 z nich na rozkładzie jako pewne i jedną „suspected”) czy odlot w odmęty gromady galaktyk w Piecu. Niektórych kadrów długo nie zapomnę – wyraźna poprzeczka i ramiona galaktyki NGC 1365, pociemnienia wokół jądra NGC 253 dające mocne wyobrażenie o jej spiralnej strukturze czy rozbudowane, wijące się struktury w mgławicy Tarantula są niesamowite. Dużo wniosła nasadka bino, potęgująca wrażenie trójwymiarowości pewnych obiektów, szczególnie gromad kulistych i jaśniejszych mgławic. Rozbita w diamentowy pył 47 Tuc czy oczywiste niejednorodności w strukturze M 17 (szczególnie w jej jaśniejszej, „łabędziej” części) naprawdę potrafią zachwycić. Sesje zaczynaliśmy zwykle przed 19, wraz z szybkim nastaniem zmroku (to nie to co u nas, tu po prostu ktoś wyłącza światło, a nie stopniowo zmniejsza jego natężenie). Wokół cisza, tak prawdziwa, że słyszysz skrzypienie osi Ziemi. No dobra, nieco mąciły ją afrykańskie pasikoniki (czy inne tutejsze skaczące i podcierające się odnóżami paskudztwo). Siadam wygodnie na krzesełku, na spokojnie. Kolimacja niutka już poprawiona, okulary i atlasy przygotowane. Patrzę w zenit, gdzie jako pierwszy melduje się Jowisz. Po chwili widać już alfę i betę Centaura, Saturna, a za moment wysypuje się cały worek z gwiazdami. Krzyż Południa wisi już dość nisko nad horyzontem, ale gromadka Jewel Box daje radę. Na lekko rozjaśnionym niebie kolorowe gwiazdy – czerwonawa, błękitna i biała po prostu kłują w oczy. Całkiem niedaleko skrywa się Omega Centauri. Zaraz, napisałem, że się skrywa? A skąd, ona zwyczajnie przyciąga wzrok – jasna, rozmyta i wyraźnie niegwiazdowa. Chyba najbardziej podobała się nam w Naglerze 31 mm – już rozbita do cna na gwiezdne szpileczki, a jeszcze zawieszona w dość szerokim, zasobnym w gwiazdki polu. Centaurus A z przecinającym go szerokim, nieregularnym ciemnym pasem czy podłużna, świetlista szrama NGC 4945 też nie dawały zapomnieć o swej obecności. Jak już wspomniałem, wieczorami Jowisz zawisał w samym zenicie, po jakiejś godzince zmieniał go tam Saturn. Nietrudno się domyślić, że przy przyzwoitych warunkach seeingowych ilość detalu bywała naprawdę, hm, interesująca. Cassini czy WCP problematyczne raczej nie bywały, choć Enckego nie widzielim. Zresztą, na planety patrzyłem okazjonalnie, szkoda było psuć adaptację oczu do ciemności. To wieczór; koło północy pas Drogi Mlecznej szerokim łukiem rysował się już na zachodzie, od schodzącego po krótkiej wędrówce po nieboskłonie Łabędzia, aż do nurkującego głową w dół Skorpiona. Swoja drogą widok, gdy nad horyzont wystaje już tylko jego Żądło – bezcenny. Zaraz, wróć, ciemne mgławice. Faja, równolegle pasma B 289 rozwieszone pomiędzy Laguną a Messierem 6 (Marku, są trzy, postrzępione, nieregularne i ogólnie zajefajne) czy ogromna B229 w Wilku – to jest to, szczególnie w Fujinonie 10x50. Genialne są też ciemnoty teleskopowe - malutki Ink Spot z pobliską NGC 6520 (ależ to kadr w nasadce!), Parrot's Head (B87) czy wijący się jak czarna mamba Snake (B72). Z ciemnych obowiązkowym punktem programu był też Koński Łeb, górujący przed świtem na jakichś 60 stopniach. Z filtrem h beta był tak oczywisty, że nawet ci, którzy mieli z nim do czynienia pierwszy raz (pozdrawiamy Roberta) nie mieli większych kłopotów z detekcją tak dobrze znanej ze zdjęć ciemnej wstawki. Po zwiększeniu powerku (Panoptic 24mm) wcięcie robiło się nieregularne (i ciemniejsze tam gdzie kuń ma pysk). Skoro jesteśmy już na porannym niebie, to nie sposób pominąć innego kadru, który Angole określiliby jako „impressive”. Mowa o dyskretnym pasie Drogi Mlecznej, zaczynającej się gdzieś na południu, we wschodzącym Żaglu, przecinającej Rufę i Wielkiego Kundla, by rozmyć się gdzieś w świetle zodiakalnym na wysokości Jednorożca. Ale zanim nastanie ranek sycimy się galaktycznym bogactwem Żurawia, Pieca czy totalnych egzotyków w Sieci czy Pawiu. Do dyspozycji są też oba Magellany – wielkie, oczywiste chmury po południowej stronie nieba. W ich przypadku przymierzałem się do systematycznego podejścia obserwacyjnego, ale o ile z Małym dałem radę, o tyle Wielki zwyczajnie mnie przerósł. Ilość mgławic i gromad w nim zawartych to temat na jakieś dwie pełne nocki obserwacyjne. Szkoda czasu, tym bardziej, że o uwagę proszą ślicznotki pokroju NGC 55 (ogromna, złożona jakby z dwóch segmentów) czy podłużnej, uroczo nienachalnej NGC 247. To, co w Polsce jest wyzwaniem, tu po prostu samo wpada w okular. Ile ja się swego czasu namordowałem z PGC 143 (Wolf-Lundmark-Melotte) czy IC 1613. W Afryce, w zenicie proszę bardzo – podłużne pojaśnienie WLM wyskakuje z marszu (tyle, że w innym ustawieniu – poziomo, a nie pionowo), zaś bezkształtna poświata ICka 1613 jest na tyle oczywista, że można pokazać ją koledze, który akurat foci tą paskudę. A parka NGC 2451/52, czyli malutka planetarka i niewielka gromadka otwarta w Rufie? Na zimowym zlocie w Odernem (ze trzy lata temu) godzinę jej szukałem na trzaskającym mrozie, klnąc na zaparowaną optykę i zmarznięte stopy. Tu namierzyłem ją od ręki, przy komfortowych plus szesnastu. Uff, na razie to tyle, pisanie na komórce w samolocie do łatwych nie należy, a zmęczenie coraz bardziej daje o sobie znać. Jesteśmy gdzieś nad równikiem, ciąg dalszy wkrótce. Acha, zapomniałbym - BBB znaczy Bateleur Baboon's Busters. Sorry za chaos i ewentualne literówki, powtórzenia czy błędy w oznaczeniach – emocje jeszcze buzują, ale notoryczne niewyspanie też robi swoje... Atlas podróżuje w bagażu rejestrowanym, a darmowego netu na pokładzie ni ma... Wrzucę to na forum pewnie dopiero na lotnisku w Doha. * * - co też czynię. PS 1 Wreszcie zobaczyłem strukturę w M16 - z filtrem UHC wylazły ciemne wstawki wewnątrz mgławicy. Drugie postscriptum - gdyby ktoś był zainteresowany relacją z 2016 r., to proszę, pewnych kwestii nie będę powielał.
  3. 6 punktów
  4. 6 punktów
    Cześć, Tym razem zdjęcie zrobione nie z warszawy. Częściowo materiał zbierany na mojej miejscówce a częściowo na RODOS - niestety warunki atmosferyczne nie pozwoliły zebrać ile bym chciał. Luminancji za mało, żeby pokazać pełnego IFN'a, koloru mało i trzeba było uprawiać rzeźbę, żeby coś z tego wyszło a wodoru na lekarstwo. Z tego kotła urodziło się coś takiego. L: 98x300sek R: 24x180sek G: 30x180sek B: 22x180sek Ha: 20x180sek AZEQ6 / Newton 8" f/5 / ASI1600MM-C (skala 0,78"/px)
  5. 4 punkty
    Galaktyka Andromedy. To połączenie zdjęć z tego i ubiegłego roku. Pewne elementy były lepsze na jednym, a inne na drugim zdjęciu. Canon 500d i 650 d, Dublet ED 60/260, Apo 70/347.
  6. 3 punkty
    Jest mi niezmiernie miło powitać długo nieobecną na FA koleżankę Bellatrix*. Bella obiecała opublikować na naszym Forum, serię swoich autorskich artykułów, zwanych "Seria Gwiazdowa" . Może czytaliście już opracowania Bellatrix?... a jeśli nie, będą one dla Was, na pewno miłą niespodzianką, ponieważ są niezwykle ciekawe! No cóż, ufam że nowy dział: Zyska Wasze uznanie i będzie często odwiedzany! Z niecierpliwością czekam na pierwsze odcinki serii, na naszym Forum. Admin
  7. 3 punkty
    W miesiącu sierpniu 2019 roku najlepszą astrofotografią w konkursie dla początkujących wybrana została praca nr. 9 - Messier 8 i Messier 20 której autorem jest Paweł Maroń Paweł Maroń otrzymuje regulaminową nagrodę - bon rabatowy na zakupy w sklepie teleskopy.pl . Otrzymuje także meteoryt z kolekcji Darka Wiosny. Wielkie gratulacje! Miejsce II zajęła fotografia autorstwa Piotra Janucewicza - Welon Wschodni , a miejsce Michała Kwieciaka - Jowisz z Ganimedesem. Wszyscy trzej panowie uzyskali status ZŁOTEGO UCZESTNIKA i zgodnie z regulaminem nie mogą brać udziału w konkursie dla początkujących do końca roku. Zapraszamy do Konkursu Henia!! Gratulujemy i zapraszamy do następnej edycji !
  8. 3 punkty
    (Uprzedzam, że relacja jest długa, dlatego umieszczam ją również w pdfie, jeśli ktoś woli taki format niebo chorwackie.pdf ) Kiedy przychodzi napisać relację, chyba zawsze najtrudniej jest zacząć. Przed takim właśnie problemem stanęłam pewnego wieczoru, kiedy to niebo nad chorwackim wybrzeżem przyodziało się cienkimi chmurkami, a powietrze gwałtownie poruszane wiatrem spływającym znad Gór Dynarskich stało się o wiele bardziej nieprzezroczyste w porównaniu z wcześniejszymi nocami. W prawdzie zamysł na formułę tego opisu pojawił się w mojej głowie niemal od razu po pierwszym zatopieniu się w tutejsze niebo, jednak teraz siedząc na balkonie i patrząc na przebijające się przez mętną atmosferę gwiazdy z trudem próbowałam sklecić jakoś słowa w początek tego mojego zachwytu, który napawa mnie na myśl o tym, co już widziałam i co jeszcze zobaczę. (...) I Dalej niż zawsze. (18)19/20.08.2019 Już w drodze do Chorwacji, gdzieś na terenach Węgier, zaczęłam zwracać uwagę na odrobinę wyższe położenie Strzelca i Skorpiona. Przez lorneteczkę BGSZ namierzyłam M 8, widziałam też słup księżycowy oraz księżyc poboczny, raz ukradkiem mignął mi meteor, a nad ranem ukazały mi się Plejady z Orionem. (…) Siedzę właśnie na balkonie, jest punkt 20:30. Jest jeszcze całkiem jasno, Słońce schowało się dopiero na niecałe 8° poniżej widnokręgu, jednak pierwsze światła już zaczęły uwidaczniać się na ciemniejącym niebie. Przede mną, na wysokość niemal 24°, wznosi się majestatycznie Jowisz, niedaleko pomarańczowym blaskiem zaczyna jaśnieć Antares, jakoś dziwnie daleko od linii widnokręgu. Saturn osiąga właśnie dwudziesty pierwszy stopień elewacji. Wow! W oczekiwaniu na noc astronomiczną kieruję dużą lornetę ku planetom. Jowisz, jako niezwykle wyraźna i ostra kulka w akompaniamencie swoich księżyców prezentuje dwa pasy, które dostrzegam bez problemu. Saturn. O ja cię! Jeszcze nie widziałam, żeby pierścienie z takim zdecydowaniem wyróżniały się od samej planety. Podobnie jak przy poprzedniku urzeka mnie ostrość widzianego obrazu. Na lewo i poniżej zauważam Tytana, a niżej jakąś gwiazdkę, jak się potem okazało, tylko gwiazdkę, a nie kolejny z księżyców gazowego olbrzyma. Nie jest jeszcze zupełnie ciemno, ale coraz to nowsze słońca pojawiające się na niebie sprawiają, że nie mogę dłużej wytrzymać. Najpierw przez BGSZ przeczesuję Strzelca i Skorpiona, zwłaszcza upewniam się, że w przypadku tego drugiego widzę cały odwłok ponad horyzontem. Oooo! Biorę laser i siedzącym obok rodzicom pokazuję kontury gwiazdozbioru objaśniając, których jego części z Polski nie uświadczymy przez najbliższe kilka tysięcy lat. Chwytam APM i na granatowym jeszcze niebie odnajduję piękną parkę µ1 i µ2 Sco, a następnie zjeżdżam do trójki ζ1, ζ2, ζ3 Sco, by powyżej ujrzeć klaster kształtem kojarzący mi się z M 29, a noszący oznaczenie NGC 6231 („Baby Scorpion”). Wędrując dalej w dół mijam jakieś gwiazdki tuż przy horyzoncie, niektóre z nich chyba nawet należą do Węgielnicy! Nagle zawracam w górę. W pole widzenia, wyraźnie jak chyba nigdy w Polsce, wpada mi M 4. Robi się już niemal całkiem ciemno. Mama rzuca z boku, że chce coś zobaczyć. -Spoko. Odnajduję M 7, by za chwilę jej ją pokazać. Wooooo! Ale wielka! Nie wiem czy kiedykolwiek w ogóle widziałam tę gromadę na żywo, chyba nie i na pewno nie spodziewałam się, że jest taka duża! Wypełnia całe pole widzenia, taaki ogrom gwiazd! Wyżej – M 6, Gromada Motyl, którą jako słabiznę wyłapałam kiedyś koło domu niemal szorującą po wierzchołkach gór, tutaj w końcu wygląda tak, jak się nazywa! Jej kształt (dokładnie zapamiętany ze zdjęcia z książki „Astronomia. Przewodnik po Wszechświecie.”, która prowadziła mnie na początku obserwacyjnych przygód dziesięć lat temu) przywołał te wszystkie marzenia małej Oli, która chciała zobaczyć takiego pięknego kosmicznego motyla na własne oczy. A teraz właśnie to wszystko się spełniło. Chcąc pokazać mamie Lagunę udaję się w kierunku Strzelca, a po drodze zahaczam o M 22… a właściwie to ona zahacza o mnie! Bo jak tu nie zwrócić uwagi na duże, jasne, kuliste coś, co przelatuje przez pole widzenia? No nie da się, w takich sytuacjach człowiek zaraz reflektuje się, że coś przegapił i zawraca. I ja też zawróciłam, by zawiesić oko na rozłożystej gromadzie kulistej dumnie rozświetlającej ramię łucznika. Odwiedziłam jeszcze M 28, by po wszystkim zaprezentować mamie Messier 8, który, jako moja ulubiona mgławica dyfuzyjna tego gwiazdozbioru, wywołał u mnie kolejny już dzisiaj okrzyk brzmiący mniej więcej „OoooooOOOooo!”. Jeszcze nigdy nie ukazała mi się tak pięknie jak dzisiaj, mimo że miałam okazję widzieć ją na ciemniejszym niebie. No właśnie. Jakie tu w ogóle są warunki? Teraz mogę określić, bo oto zrobiło się zupełnie ciemno. Zaczynam dostrzegać zarysy Drogi Mlecznej. Zaraz, zarysy? Ona na pierwszy rzut oka po oderwaniu tegoż od okularu wygląda lepiej niż na moim przydomowym niebie. Jest bardzo wyraźna, jej centrum jawi się niczym rozświetlony obłok, kolejne delikatniejsze rozrastają się wzdłuż dysku naszej Galaktyki. Czuję się przytłoczona ogromem tego wszystkiego, w głowie mam milion myśli na raz. Gdzie skierować wzrok? Gołym okiem czy przez którąś z lornetek? Jak ja się zdecyduję na jakieś obiekty? No przecież tego jest za dużo! Ogarniające mnie uczucie było jakoś dziwnie odmienne od przytłoczenia przez po prostu ciemne niebo, jak w Zatomiu czy w Bieszczadach. Tego przytłoczenia nie wywoływało małe zaświetlenie, lecz fakt, że pierwszy raz w życiu widzę te rejony sfery niebieskiej! Przecież tutaj Skorpion jest CAŁY ponad horyzontem! I Strzelec! Nad horyzont wznosi się część Centaura i gwiazdy należące do Węgielnicy! A w obrębie tego wszystkiego skrywa się mnóstwo obiektów, których jeszcze nigdy nie widziałam, i których, jeśli nie zobaczę tutaj, nie będę miała okazji obserwować przez bardzo długi czas. I faktycznie, tutaj zanieczyszczenie światłem jest większe niż w Bieszczadach czy Zatomiu – trochę lamp świeci mi za plecami, a jedna upierdliwa od dołu z wschodniego kierunku, ale od tych pierwszych jestem osłonięta budynkiem, a przed drugą mogę skryć się, rozkładając się w odpowiednim miejscu balkonu. A poza tym niebo wciąż jest tu ciemniejsze niż w rodzinnym Inwałdzie, zwłaszcza w kierunku południowym. Tym pełnym ogromu gwiazd, których blask był dla mnie jak dotąd niedostępny. I to jest jednocześnie zachwycające i przytłaczające. Nie tylko ja, ale także rodzice zachwycili się tym niebem do tego stopnia, że komentując jego uroki tata zawołał moją siostrę, która na oświadczenie, że widzi właśnie światło galaktyki, w której się znajduje, wyraziła ogromne zadziwienie. By to zadziwienie jeszcze pobudzić, pokazałam Madzi, a przy okazji tacie też, to, co wcześniej oglądała mama, a potem wcelowałam gdzieś losowo w Drogę Mleczną… Widok zachwycił nie tylko mnie. Całe pole widzenia lornety kipiało obfitością. Światło tysięcy gwiazd zlane ze sobą, tworząc piękne struktury lśniące diamentowym pyłem wylewało się na mnie z okularów. Spomiędzy nich wyzierały ciemne struktury wżerające się w te puchate rozgwieżdżone łąki, przyciskając je swoimi cielskami do nieboskłonu i nadając trójwymiarowości całemu widokowi. Niesamowite! I tak patrząc w ten cudowny obrazek, przeczesując te zdobne kosmiczne mozaiki, doczekałam do wschodu Księżyca, który po godzinie 22 zakończył na tę noc moją ucztę. Próba uchwycenia Canonem tamtejszego nieba. Nic nadzwyczajnego, ale pierwszy raz udało mi się zarejestrować obłoki naszej Galaktyki na zdjęciu. II Centrum. 20/21.08.2019 Jest już niemal całkiem ciemno, właśnie wróciliśmy do domu (…). Z balkonu już na pierwszy rzut oka widać, że przejrzystość powietrza poprawiła się względem poprzedniej nocy, zauważyli to nawet rodzice. Gwiazdy mienią się bardzo intensywnie, o, w Wężowniku właśnie błysnął meteor! Czas zacząć obserwacje. Chcąc zawalczyć z pokusą bezładnego rzucenia się w wir bogactwa Galaktyki otwarłam Interstellarum. Rozpoczęłam od wcelowania lornety w kierunku µ Sco, by od niej wyruszyć na północny wschód. Nie udało mi się wypatrzeć małej kulki NGC 6256, więc udałam się do delikatnie zlewającej się ze sobą pobliskiej grupki gwiazd – NGC 6281. Spróbowałam dobrać się do planetarki NGC 6302 i podejrzewam, że pewnie ją widziałam, ale nie mam pojęcia pod postacią której gwiazdki się skryła. (…) Leżąca na samiutkim końcu odwłoku Skorpiona Shaula (λ Sco) oraz sąsiednia υ Sco wyglądają cudownie w jednym polu widzenia, a w pobliżu znajduje się delikatna Cr 338. Nieco wyżej w oczy rzuca się – no, może trochę za dużo powiedziane „rzuca się”, ale idzie ją dostrzec bez problemu – uroczo lśniąca mgiełeczka zawieszona tuż nad dwoma małymi słońcami. To gromada NGC 6400. Przy kolejnym obiekcie krzyknęłam coś w stylu „Whoaaaaaa! Aaale zaaacne!”, oto bowiem wcelowałam w niesamowicie piękną parkę, kojarzącą mi się z NGC 404 skrytą w blasku Miracha. W tym przypadku gwiazdą jest pomarańczowy olbrzym G Sco, a zamiast galaktyki mamy jaśniejącą srebrzystym światłem gromadę kulistą, tak kontrastową do ogniście płonącej towarzyszki. Ah, zapomniałabym, ta kulka to NGC 6441 (wg Interstellarum także Silver Nugget Cluster). Jestem zachwycona i swoją drogą chyba właśnie znalazłam kandydata na odcinek OT... Przesuwam pole widzenia ku górze. A co my tu mamy! Poznaną już wczoraj Messier 7, a wokół niej całe mnóstwo rozmaitości w postaci zarówno jasnych, jak i ciemnych struktur. Te drugie atlas określa jako Barnard 283, ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że to wszystko… Tymczasem chyba udało mi się wyzerkać kulkę NGC 6453 usytuowaną na nieboskłonie w obrębie Gromady Ptolemeusza. Dalej celuję w M6, zahaczając obok o klastry skatalogowane jako NGC 6383 oraz Tr 28. Z przeciwnej strony Motyla bez problemu dostrzegam skupisko słońc składających się na następną gromadę – NGC 6416 ładnie prezentującą się w polu widzenia z większą sąsiadką. Jeszcze wyżej, ale wciąż mogąc zmieścić w granicach diafragmy poprzednią dwójkę, zauważam delikatne gwiazdeczki kolejnego klastra – NGC 6425. Dalej, to już niemal Strzelec, w oczy wpada NGC 6451, tutaj też tło nieba wydaje się bardziej jaśnieć blaskiem Galaktyki. Obok widnieje gromadka Bas 5, wokół dostrzegam trochę ciemnych obszarów. Wyżej – Ru 134, w prawo – Ru 131, po obu stronach tej ostatniej – Cr 347 i Cr 351, a wszystko to skrzące się niczym śnieg filigranowe obłoczki. Przesuwam się jeszcze odrobinę na zachód. Zygzakowato ułożone, niezbyt jasne gwiazdki stają się teraz moim drogowskazem, wystarczy tylko pociągnąć linie między odpowiednimi z nich aż się skrzyżują i oto widzę, mam je w samiutkim środku pola widzenia. Niepozorne, zarówno w potężnej lornecie, jak i w malutkiej BGSZ, a gołym okiem to już w ogóle. Chociaż gołym okiem można dostrzec, że wokół gromadzi się wiele galaktycznych obłoków, pojaśnień, pociemnień. Ale ono samo niepozorne. Centrum Drogi Mlecznej. Nierozróżnialny na niebie umowny punkt, zaznaczony w atlasach gdzieś pośród gwiazd Strzelca, blisko granicy z Wężownikiem i Skorpionem. Niczym niewyróżniający się. Ale pomimo tego wszystkiego świadomość na co właśnie kieruję wzrok nie pozwala mi oderwać się od okularów. Gdzieś tam, za chmurami zimnego wodoru i rojem gorących gwiazd kryje się najpotężniejszy olbrzym w całej galaktyce, Sagittarius A*. Niby nic takiego, patrzenie na kilka niepozornych gwiazdek. A jednak coś niesamowitego. (…) Godzina 22:42, niebo robi się jakieś wyblakłe, pewnie Księżyc już przekroczył linię horyzontu i czai się za górami. Droga Mleczna staje się coraz słabiej dostrzegalna, ale ja próbuję na sam koniec uszczknąć jeszcze choć trochę jej bogactwa. Tak udaje mi się zobaczyć kulkę NGC 6522, z planetarką NGC 6563 nie jest już tak kolorowo… O, właśnie Srebrny Glob wyłonił się zza krawędzi Dynarów. Chyba czas iść spać. III Śladami galaktycznego halo. 22/23.08.2019 Po jednej dobie przerwy, kiedy to niebo było otulone cienką pierzyną, nadeszły kolejne obserwacje. Ostatnim razem skończyłam na NGC 6522 okupującej nieboskłon w pobliżu Alnasi – λ Sgr, toteż dzisiaj od niej właśnie zaczynam. Po jej namierzeniu zsuwam się polem widzenia w dół, gdzie może nie udaje mi się wyzerkać NGC 6558, ale za to wypatruję inną kulkę – zanurzoną w cielsku Barnarda 305 NGC 6569. Wracam w okolice Alnasi, w sumie bez żadnego konkretnego powodu, ot tak, trochę z głupoty i nagle dostrzegam nowy, zwarty blask – to NGC 6528, gromada kulista zlokalizowana bardzo blisko obiektu z otwarcia dzisiejszej sesji. Obracam lornetę w lewo, by poniżej δ Sgr namierzyć jaśniejącą delikatnie w pylistym otoczeniu NGC 6624. Skoro już jakoś tak lecę po kulkach, to może zerknę na te w Skorpionie, póki ten wznosi się wysoko. Jak myślę, tak robię i po wcelowaniu w Antaresa zaczynam od największej kątowo w tej okolicy gromady-matki, czyli M 4, by – w przeciwieństwie do pierwszej nocy tutaj – poświęcić jej więcej uwagi. Obiekt, za którym nigdy nie przepadałam – zawsze ledwo go wyłapywałam mimo ogromnego symbolu na mapach nieba – teraz jawił mi się jako wyrazisty i zwracający na siebie uwagę. Zerkaniem wydawał się jeszcze rozleglejszy, a kaszka, z której był zbudowany, wykazywała w swojej strukturze pojedyncze gwiazdki. Chyba zacznę lubić się z tą gromadą. Wyżej mam M 80, gromadę-dziecko, lecz jakże urokliwe jest to dziecko, delikatne (…), ulokowane w urozmaiconym kilkudziesięcioma słońcami otoczeniu. Wędruję dalej do Wężownika i jego M 127, pięknej, wręcz uwodzicielskiej. Szybuję jeszcze wyżej, skaczę po kolejnych gwiazdkach do jasno określonego celu, by w pewnej chwili krzyknąć. Ooo! To M 10! Uuu! M 12! Obie prześwietne, duże, bogate, puchate i bardzo podobne. Bliźniaczki, o! Jeszcze następnie namierzam ulotną NGC 6366. I mam M 14! Jakkolwiek trudno w to uwierzyć, według moich notatek właśnie widzę ją świadomie pierwszy raz. Jakoś tak wyszło… Oh! Wracam w dół (i do normalnej pozycji przy lornecie wygodnie siadając na krzesełku) do M 19, gdzie urzeka mnie szczególnie otoczenie eMki – dostrzegam w nim pięć sznureczków z gwiazd w mniej więcej podobnej odległości od gromady, całkiem regularnie ułożonych. Co ciekawe podobne odbieram rewiry M 62, z tym, że w przypadku tejże gwiazdki te są o wiele słabsze. Niedaleko namierzam trzy eNGieeCe o numerach 6293, 6304 oraz 6316. Czuję, że zaczynam się spieszyć. Tu jest jeszcze tyle do zobaczenia … Ale coś mnie woła z czeluści gwiazdozbioru Strzelca… Przerzucam kartkę w Interstellarum o jedną do tyłu, na arkusz numer 78 i zaczynam od Messier 22. Cóż to jest za bydle! W moim odczuciu prezentuje się lepiej niż M 13 w GSO 10” wyposażonym w okular 30 mm. Noż kurde! Ona jest cała porozbijana na pojedyncze światełka, widzę jak wyciąga nimi macki w kosmiczną otchłań. A ta otchłań wcale nie jest taka pusta, wręcz przeciwnie, mrowi ogromem maleńkich punkcików, których pojawia się coraz więcej z każdą kolejną chwilą, każdym kolejnym omieceniem wzrokiem pola widzenia. I całe to tło jest nierównomiernie upstrzone gwiazdkami. A sama gromada! To jest dopiero statek-matka, M 4 to przy niej maluszek. Ciekawe jakie odczucia na temat M 22 miałabym po spojrzeniu na 47 Tucanae lub ω Centauri (…). Blisko wypatruję NGC 6642, przy okazji zahaczając o „gwiazdkę” nie będącą nią w rzeczywistości – planetarkę NGC 6629. Dalej namierzam M 28 i bezproblemowo zauważam NGC 6638 po przeciwnej stronie λ Sgr. Spoglądam do atlasu, gdzie na mapach widzę jakieś gromady kuliste pozaznaczane pomiędzy mgławicami Strzelca, ale im przyjrzę się przy okazji. W tym momencie woła mnie coś innego. Moimi celami zostają kolejno M 54, M 70 i M 69. Z całej trójki najwyraźniejsza i największa jest ta pierwsza, dwie pozostałe na pierwszy rzut oka sprawiają wręcz gwiazdowe wrażenie i dopiero po chwili ujawniają swoją prawdziwą naturę. W międzyczasie namierzam jeszcze NGC 6652, o wiele bardziej ulotną od poprzedniczek. A dalej, szaleństwo! Proszę państwa, oto NGC 6723, Chandelier Cluster. Jeszcze w Strzelcu, lecz gwiazdy nieśmiało jaśniejące poniżej to już obszar panowania Korony Południowej. I mimo, że w ciągu ostatnich nocy odnotowywałam już niżej położone obiekty, świadomość tego co widzę – słońca należące do gwiazdozbioru, którego wcześniej nigdy nie obserwowałam – nadaje jeszcze większej niezwykłości temu widokowi. (…) Na M 55 trafiłam przypadkiem, przeczesując nie najjaśniejsze gwiazdy wschodniej części Sagittariusa. Jest duża i masywna, ale też nieszczególnie jasna, niemniej jednak zerkaniem odnoszę wrażenie niejednolitości jej struktury oraz delikatnego mrowienia. Nieubłaganie zbliża się wschód Księżyca, a ja dopiero teraz zauważam jak bardzo dysk naszej Galaktyki przewędrował na zachodnie niebo podczas moich dotychczasowych obserwacji. Chcąc do końca wykorzystać tę noc, postanawiam odbyć wędrówkę na wschód. Rozpoczynam ją od podwójnej porażki – nie mogę poradzić sobie z NGC 6818 i NGC 6822 – by następnie pocieszyć się wspaniałym widokiem dwóch najjaśniejszych gwiazd Koziorożca, Algedi i Dabih. Tej pierwszej towarzyszy niezwiązana z nią fizycznie i nieposiadająca swojego imienia sąsiadka, druga natomiast jest prawdziwą gwiazdą podwójną (a w rzeczywistości nawet wielokrotną) tworzoną przez pięknie kontrastujące składniki – jaśniejszy żółtopomarańczowy oraz słabszy o niebieskawej barwie. Wszystkie one otoczone są przez kolejne błyskotki o różnych jasnościach i odcieniach. Cóż za piękny widok dla lornetki! Odnajduję jeszcze M 30 i… właśnie dwa budynki dalej ktoś włącza na balkonie lampę walącą żółtym światłem idealnie w moim kierunku i wywiesza sobie pranie. Kruca fuks, ludzie, jest godzina 23! Bez przystosowania wzroku do ciemności, chyba tylko dla samej zasady, namierzam jeszcze M 72 i zieloną NGC 7009. Idę spać. A lampa dalej świeci. IV Między tym, co wszyscy znają. 25/26, 26/27.08.2019 Wkrótce po zachodzie słońca, podobnie w czasie ostatnich nocy, zerwał się silny wiatr (…). Szczęśliwie tym razem odbyło się to bez akompaniamentu nieproszonych gości na niebie, no – prawie – trochę tego cienkiego chmurwia zaległo nisko nad horyzontem. Nie przeszkadza to jednak zupełnie moim najbliższym planom, oto bowiem wymyśliłam, że w końcu poświęcę więcej czasu pięknym, jasnym i wszystkim dobrze znanym eMkom, które tutaj przecież zajmują wyższe elewacje, a oprócz tego, przesuwając się wzdłuż płaszczyzny Galaktyki, zwrócę wzrok także na to co mniejsze i skryte w blasku wielkich celebrytek. Moja lorneta chyba wiedziała na co się dziś szykuję – pierwszy obiekt pojawił się w polu widzenia sam z siebie zaraz po rozstawieniu sprzętu, jeszcze zanim zdążyłam w cokolwiek intencjonalnie wcelować. W ten sposób zaczęłam od Gromady Ptolemeusza, by następnie przejść do Motyla, a potem przeskoczyć obadane już wcześniej klastry zlokalizowane w pobliżu Centrum, trafiając do nieśmiało migoczącej NGC 6565, która bez problemu dała mi się namierzyć i, niby jaśniejąca zerkaniem gwiazdka, znikała po spojrzeniu weń na wprost. (…) Wyżej rozpoznaję NGC 6553 – delikatną, dość jednolitą kuleczkę wiszącą niczym pomponik wśród tła nierównomiernie rozświetlonego obłokami Drogi Mlecznej. Niecały stopień dalej lokuje się inna gromada kulista – NGC 6544. Wydaje się odrobinę rozleglejsza i o wiele bardziej rozmyta od poprzedniczki, mniej skupiona, ale podobnie jednolita. Wspaniale prezentują się razem w polu widzenia lornety, dodatkowo urozmaicone wspomnianym mozaikowym blaskiem odległych świateł! Ktoś mógłby rzec – Niepozorne! – ale właśnie ta niepozorność składa się w tym przypadku na całe piękno oglądanego widoku – analizując ten obszar minuta po minucie dostrzega się kolejne diamenty rozproszone wszędzie dookoła, z każdą chwilą jest ich więcej. I wtedy zauważa się, że oprócz dwóch siostrzyczek w pięknym otoczeniu, towarzyszy nam coś jeszcze. Oto bowiem, zza diafragmy wyziera następne cudeńko, chce się nawet powiedzieć – POTĘŻNE CUDZISKO! Messier 8! I tu mogłabym wiele opisywać… Ale zamiast tego po prostu Wam pokażę. Ostatecznie podjęłam się próby ubrania w słowa obrazu, który dziś rozłożył mnie wielokrotnie mocniej niż pierwszej nocy. W przerwach między poszczególnymi ruchami ołówka w notatniku umieszczałam kolejne epitety. Trójwymiarowa! Jasna! Ogromna! Cała poprzecinana ciemnymi mgławicami! Gromadka w jej sercu – niesamowita! Bez filtra O-III, a niemal jak z nim! (…) Już chyba niczym dzisiaj nie zachwycę się tak jak nią. W czasie, gdy szkicowałam zadzwonił Filip, który między normalną rozmową co jakiś czas wysłuchiwał moich zachwytów i opisów kolejnych obiektów. M 20 podzielonej na dwa płaty i pięknie komponującej się z powyższą M 21, która jednak po uprzednim obiekcie wydaje się być jakaś taka trochę niemrawa. Gromadek rozrzuconych w okolicy – Cr 367, delikatnej NGC 6546, większej ASCC 93, drobnej vdB 113 i filigranowej NGC 6583. Ulotnej NGC 6568, która skrzy się, przywodząc na myśl niebiańskie płótno pomarszczone przez kogoś w tym właśnie miejscu tak, by widniejące na niej słońca mieniły się jeszcze intensywniej. Planetarki o wdzięcznym imieniu Czerwony Pająk (NGC 6537), która zaskoczyła mnie swoją wyraźnością. Lśniącej i migocącej M23, pełnej zarówno diamentów wyskakujących na pierwszy plan, jak i tych skrzących się nieśmiało w tle. A potem to, co zalegało tuż przy horyzoncie, postanowiło wznieść się ku górze. Dokończę jutro. (…) Dziś niebo chyba jest trochę lepsze niż wczoraj, lecz wiatr wciąż niemiłosiernie dmie w kierunku morza, tuż przy horyzoncie też coś zalega. (…) Przeczesałam już niebo od Kasjopei do Skorpiona przez BGSZ, a teraz zasiadam do APM. Zaczynam od Laguny, porównuję jeszcze raz dla pewności z wczorajszym szkicem i robię powtórkę z ostatniej nocy, odnajdując dodatkowo Ru 139. I chyba mignęła mi NGC 6506. Z akcentem na chyba. Nie wiem czemu, ale nie mogę sobie z tym obiektem poradzić, ciągle mam wrażenie, że widzę go odrobinę na prawo od miejsca zaznaczonego w atlasie. Mam też dwie inne zagwozdki w postaci mgławic o numerach NGC 6526 oraz 6559. Ta pierwsza, według Interstellarum wznosi się niecałe pół stopnia nad Laguną, druga – gdzieś w południowej części Cr 367. Do tego co widzę podchodzę sceptycznie, jednak niezmiennie mam wrażenie, że dostrzegam jakieś pojaśnienia, ruszam lornetą, a one fruwają w polu widzenia zgodnie z resztą firmamentu. Odsuwam oczy od okularów, przykładam znów i dalej to samo. W dodatku późniejszy risercz w Internecie, twierdzi, że NGC 6526 to w rzeczywistości fragment M 8 (…). Na chwilę odskakuję w prawo od głównego szlaku, by ustrzelić gromadę kulistą NGC 6469. Jej okolice wyglądają o wiele mroczniej w porównaniu z rozgwieżdżonymi łąkami otaczającymi poprzednie obiekty. Czuję się, jakby niebo zasnuło się czymś ciężkim. Jeszcze ciemniej okazuje się być wokół bardziej na zachód położonej NGC 6369. Ale czemuż tu się dziwić, skoro ta planetarka piastuje swoje miejsce w obrębie potężnej Mgławicy Fajka? Kolosa, który nie zmieści się nawet w polu widzenia lornetki 10x50, a co dopiero takiej 25x100… W tym instrumencie dostrzegam ją jedynie w postaci czarnej wyrwy w niebie, otchłani, w której bardzo mało gwiazd znalazło swą ostoję… Wracam znów tam, gdzie tło jaśnieje mnóstwem srebrzystych punkcików i po przyjrzeniu się Cr 371 przesuwam lornetę delikatnie ku górze, lecz to na co trafiam wcale takie delikatne nie jest. Wręcz przeciwnie! Oto bowiem zanurzam się w obfitości M 24, znanej też jako Mały Obłok Gwiezdny Strzelca, uf! Czy Wam też nie wydaje się, że ta nazwa jest zbyt toporna? Wielokrotnie bardziej trafia do mnie wersja angielska – Small Sagittarius Star Cloud (…). Po odbiciu w bok bezproblemowo wyzerkuję kulkę NGC 6440, nie mogę jednak poradzić sobie z sąsiednią mgławicą planetarną NGC 6445. Nie wiem co myśleć o NGC 6507, czy mogę uznać ją za zaliczoną, jeśli dojrzałam jedynie dwie najjaśniejsze gwiazdki? A może w ogóle nie trafiłam? Odnajduję za to NGC 6554, 6561, i chyba 6603, a dalej także M 18 i NGC 6596, by wreszcie dotrzeć do Omegi. Ale ta Omega nie jest jeszcze końcem mojej podróży. Przyglądam się uważnie wyraźnemu łabędziowi otulonemu delikatną poświatą, która u jego podstawy zanika, ukazując silny kontrast z otoczeniem. W miejscu tym zauważam małą grupkę gwiazd. Cały Messier 17 mieści się w polu widzenia z dwoma uprzednio wymienionymi gromadami, tworząc bardzo ładny kadr. Zawracam jeszcze na chwilę do przepięknej M 25, ponad nią doświadczam uroków NGC 6645 stanowiącej zachodni koniec sznureczka gwiazd, z którym tworzy niby brelok, spoglądam na łatwo gubiącą się pośród tła NGC 6605. A kolejna jest już M 16. I tutaj muszę przyznać, że jej widok akurat mnie rozczarował. Tak jak zawsze bardzo ją lubiłam, tak tym razem chyba po prostu spodziewałam się czegoś więcej niż tylko gromady gwiazd z rozpościerającą się wokół, niewyraźną mgiełką. A może Orzełek zwyczajnie potrzebuje filtra? Tego nie wiem. Wyżej udaje mi się wypatrzeć NGC 6639 (myślałam, że będzie trudniej) oraz NGC 6625, nie udaje mi się z NGC 6631. Nie zważając na obiekty pomijane po drodze, rzucam się ku zachwycającej M 11 w otoczeniu ciemnych struktur, ale tymi zajmę się dopiero jutro. Na razie podziwiam widok gromady, którą, sama nie wiem dlaczego, zwykle bagatelizowałam jeszcze kilka lat temu. Wracam, by nadrobić to, co mnie ominęło przed chwilą – NGC 6664, jasną M 26, NGC 6712 i NGC 6628, z której wyłuskaniem z gwiezdnego tła na początku musiałam się trochę namordować, ale po wszystkim okazała się całkiem łatwa. Wyżej zdobywam jeszcze planetarkę o numerze 6751 w katalogu NGC. Odpływam trochę, by zlokalizować NGC 6774, 6737, 6716 oraz Cr 394. Pierwszy raz świadomie oglądam M 75 (sic!). A o tym co było dalej opowiem kiedy indziej. (…) V Szlakami pana Barnarda. 27/28.08.2019 Mimo, że tej nocy miało nastąpić moje spotkanie z panem Edwardem i jego katalogiem, obserwacje zaczęłam od czegoś zupełnie innego. Oto bowiem, uzupełniając wieczorem spis obiektów „zaliczonych” zreflektowałam się, że nie ma w nim M 9. Przetrzebiłam swój notatnik, nigdzie jednak nie znalazłam zapisków na temat tej gromady kulistej. A więc ustawiam się na gwieździe o intrygującym imieniu Sabik (η Oph) i… Łapię lornetę w locie! Uh, ale zawał! Coś się musiało obluzować, a może niewystarczająco dokręciłam gałkę w statywie? Musiałam dać sobie chwilę, żeby ręce przestały drżeć. Ustawiam się jeszcze raz. Zjeżdżam w dół i odnajduję zagubioną wcześniej kulkę. Przy okazji namierzam dwa sąsiednie obiekty o podobnej naturze, każdy z osobna mieszczący się z eMką w polu widzenia. To NGC 6342 i 6356. Trochę wyżej wyzerkuję niepozorną „gwiazdkę”, w postaci której skrywa się NGC 6309. Dobra. Czas na ciemne mgławice. I w tym momencie czuję, jak coś na mnie kapie. Fiks Kanada! Klimatyzator, przy którym urządziłam sobie punkt obserwacyjny, postanowił mnie podlać… Odsuwam się trochę tak, by żaden z jego elementów nie znajdował się nade mną. To jeszcze raz. Podróż po ciemnych strukturach zaczynam od okolic M 7, ponad którą ciemnieje poznane mi już wcześniej cielsko B 283, nie prezentujące się jednak szczególnie efektownie – ot rozlewający się na obszarze zbliżonym do wspomnianej gromady brak gwiazd. Nie zauważam B 278 i 275, a przy Motylu nie mam pewności czy faktycznie dostrzegam B 286 i 287. W rejonie LDN 1758 i B 292 po prostu widzę ciemność. Wyżej jest już lepiej. Odnajduję LDN 1788, który jednak w rzeczywistości wydaje się mieć bardziej rozbudowaną strukturę niż wskazywałyby na to rysunki w atlasie. Podobne odczucia towarzyszą mi przy B 289, pięknej i ciemnej wyrwie rozrywającej blask Galaktyki ponad 2 stopnie na wschód od jej centrum. Wokół budują się kolejne mroczne struktury, niestety Interstellarum milczy na ten temat. Blisko Alnasi lokalizuję rozległego Barnarda 295 chyba najwyraźniej odcinającego się od tła w północnozachodniej części. Nie rozpoznaję B 305 wokół NGC 6569, jedynie mogę stwierdzić zmniejszoną liczność gwiazd w tej okolicy. Gdy zmierzając po Barnarda 86 mijam kolejne czarne wyspy na morzu gwiazd, boli mnie, że w atlasie nie ma o nich ani słowa. (…) B 86, kropla czarnego atramentu, która upadła tuż obok świateł gromadki 6520. Z niemal identycznymi rozmiarami jak ona przywodzi na myśl obrazy rodem z fantasy. Są jak dwie siostry, dobra i zła, królowa światła i pani ciemności, splecione razem w tańcu między gwiazdami Galaktyki. Spośród ogromu bezimiennych mgławic, które zarejestrowałam, Interstellarum podał mi B 90 oraz B 299, jednak moją uwagę najbardziej zwróciła plama usytuowana na prawo od tej ostatniej, a powyżej B 86. Ogromna M 8 pozwala mi zobaczyć, jak B 296, 88 i 89 rozdzierają ją na trzy jasne płaty skąpane w blasku otaczającego ją światła. Zniewolona niezwykłym widokiem muszę dać sobie trochę czasu, by przejść do M 21, która trochę bardziej nieśmiało, ale również dzieli się ze mną swoją ciemną składową w postaci B 85. Znowu tyle mrocznych sylwetek pojawia się wokół. Mam B 91! Okolice M 24. Ale tu dzieją się cuda! Nie mogąc zmieścić tego kolosa w APM po kolei staram się analizować strukturę jego i otaczających go mozaik. Chyba najbardziej rzucają się w oczy dwie czarne chmury gaszące gwiazdy w północnowschodniej krawędzi Obłoku Strzelca – B 92 i 93. Trochę mniej nieprzezroczyste, ale wciąż dobrze widoczne są B 307 w północnej części M 24 oraz rozłożysty, przypominający szczypce B 304, zaciskający się między słońcami wzdłuż płaszczyzny Drogi Mlecznej. Jego lewy fragment wcinając się od zachodu w Obłok Gwiazd wyraźniej niż reszta mgławicy wybijał się z bogatego otoczenia. Gdy stając oko w oko (a właściwie obiektywy w pył) z ciemnym cielskiem po przeciwnej stronie M 24 zdaję sobie sprawę, że w Interstellarum ktoś zupełnie olał to miejsce, nie wytrzymuję. Chwytam telefon, na którym szczęśliwie wcześniej włączyłam czerwony filtr i zaczynam przeczesywać folder z mapkami nieba. Gdzieś tu musi być. Jest! Mapka, którą Panasmaras zamieścił kiedyś na Forum. Dzięki niej dowiaduję się, iż imię jego LDN 322, a chwilę później mogę określić, że dwa drobniejsze okazy powyżej noszą w katalogu LDN numery 332 oraz 336. W okolicy dopatruję się B 311, B 312 i B 367, w międzyczasie nie radząc sobie z B 301 oraz B 313. (…) Wokół Omegi znowu rozpoczyna się chmara ciemnotek, których brak w atlasie, ale nie mam już siły się na to denerwować. Zamiast tego po prostu podziwiam roztaczające się przede mną struktury utkane z nieprzezroczystego pyłu, który skrywając w sobie młode gwiazdy jest jednocześnie miejscem ich narodzin. Wreszcie natrafiam na znane wyspy pośród bezimiennego oceanu. Barnard 95. Barnard 97. Ogromne cielsko bez wyraźnych krawędzi. Nie odróżniam B 94 ani B 96, podobnie B 100 i 101, mam też problem z B 314, chociaż możliwe, że identyfikuję jego górne granice… A potem wkraczam na tereny niezwykłe. Oto bowiem, po przekroczeniu α Sct dostrzegam, że królestwo światła skupione wokół M 26 ma tu swoje krańce, za którymi rozpoczyna się panowanie mroku w postaci Barnarda 103. Jak dotąd podchodziłam do niego tylko od strony Dzikiej Kaczki, dlatego dzisiejsza podróż w jego rewiry zaowocowała całkiem innym spojrzeniem na tę mgławicę, która faluje pośród gwiazd niczym czarny, połyskujący materiał, na którym padające nań światło maluje obszary o zróżnicowanej jasności. Widzę jego wschodnią i zachodnią krawędź, z czego za tą drugą roztacza się kolejny, tym razem bezimienny, ciemny płat. Przesuwając się dalej wzdłuż umownej linii wyznaczającej kształt gwiazdozbioru Tarczy docieram do mojego Obiektu Tygodnia. Ponad M 11 rozkładającą się niczym wachlarz wyłaniają się kolejne królestwa cieni. Największe z nich to mroczny półksiężyc znany jako B 111, który wypełnia całe pole widzenia APM. Jego rozbudowana powierzchnia wykazuje zróżnicowanie w jasności czy może raczej ciemności. Kilkukrotnie zdaje mi się, że jedną z tych plam, którymi jest naznaczony, może być B 110, lecz nie umiem stwierdzić tego jednoznacznie. Całkiem pewnie identyfikuję za to dwie gromadki – NGC 6704 oraz Bas 1. Nie udaje mi się dostrzec B 104, ale po drugiej stronie półksiężyca dostrzegam B 119a – nie oddzielam od niego B 117a, za to zauważam B 119. Ten ostatni Barnard stanowi preludium do całej chmary niewielkich wysepek, których nie jestem w stanie klarownie pooddzielać od siebie. Pozostaję przy podziwianiu ich marmurkowej struktury. Przy M 11 namierzam jej kosmiczny cień w postaci B 112, obok dostrzegam cały sznureczek złożony z B 115, 116, 114, 117 i 118, momentami zdaje mi się, że widzę B 108. Leżąca ponad tym wszystkim LDN 582 okazuje się nie być tak łatwa do zidentyfikowania jak mogłoby się wydawać po rysunku w atlasie. Przeciwnie sprawa ma się z B 113. Nie wiem co myśleć w przypadku oznaczonej na mapach szarym kwadracikiem B 134 – w jej miejscu ukazuje mi się dużo ciemności. Wokół 12 Aql kotłują się drobne B 127, 129 i 130. Nie widzę B 327. Uh. Nie widzę B 128-131, 132 i 135. Czyżbym zrobiła się już zbyt śpiąca? Odpowiedź nadchodzi po spojrzeniu w niebo gołym okiem. To rysujący się na firmamencie galaktyczny dysk odpłynął już daleko na zachód, gdzie odległa łuna świateł unosząca się z naprzeciwległej wyspy zaczęła osłabiać jego widoczność. Chyba zrobię sobie przerwę. A potem czas na jesień. (…) VI U wrót jesieni. 26/27, 27/28, 28/29.08.2019 Pierwszy raz do królestwa jesieni zawinęłam na koniec przygody skupionej wokół gromad kulistych, jednak podróż ta okazała się być tak krótka, że zdołałam zawszeć ją w kilku zdaniach w części III. Drugi raz zapuściłam się tutaj 27 sierpnia nad ranem i również nie zabawiłam na długo… Po zabawach z bogactwami jasnych obiektów dysku Drogi Mlecznej coś bardzo nie chciało, by galaktyki skryte pośród gwiazd Koziorożca i Ryby Południowej zbyt łatwo poddały się mojemu wzrokowi. Tej nocy bowiem odnalazłam tylko jedną – NGC 7507, w dodatku świecącą na tle Rzeźbiarza. Udało mi się za to z kilkoma obiektami o zgoła innej naturze – za drugim razem ujawniła mi się Perła – NGC 6818 – mgławica planetarna leżąca jeszcze w granicach Strzelca. Nie, nie dostrzegłam sąsiedniej Galaktyki Barnarda, niby coś mignęło zerkaniem, ale nawet tego mignięcia nie jestem pewna (…). Namierzyłam też gromady Al 10, Str 40, Blanco 1 oraz asteryzm M 73, a potem jeszcze jedną planetarkę – Helixa, którego wcześniej jeszcze nigdy nie ustrzeliłam własnoręcznie, a którego znałam jedynie dzięki Alice sprawnie znajdującemu go na zeszłorocznym zlocie w Zatomiu. Cóż to jest za delikatna, lecz jednocześnie łatwa w zidentyfikowaniu mgławica, zadziwiająco ogromna i o zdecydowanie niejednolitej jasności powierzchniowej. Niczym gruby okrąg, z którego próbuje mi umknąć jego prawa część (…). A potem poszłam spać, ale mimo usilnych chęci nie mogę sobie już przypomnieć dlaczego. Ale powiedziałam sobie, że jeszcze tu wrócę i się poprawię. (…) Powróciłam następnej nocy. Gdy pod wpływem ruchu obrotowego naszej planety wydostałam się spod mrocznego panowania Barnardów, postanowiłam ruszyć ku wschodowi, wcześniej jednak pozwalając sobie na krótką przerwę. Gdy wróciłam, niemal od razu udało mi się odnaleźć galaktykę NGC 6903, która nie chciała mi się dać złapać poprzednim razem. Zaczyna się dobrze. A nawet bardzo dobrze! Aaaaaaaaale meteor! I to nie byle jaki meteor! Oooooo! Może nie najjaśniejszy, lecz imponujący długością – lecąc na południowy wschód przecina kilkadziesiąt stopni nieba, za nic mając sobie granice gwiazdozbiorów Orła, Koziorożca i Ryby Południowej. Sekundę po tym, jak odsunęłam się od okularów i spojrzałam przed siebie. Kurde! No zaczęło się zadziwiająco dobrze! Myśl tę szybko weryfikuje niepowodzenie w przypadku NGC 6907, IC 5193 oraz parki NGC 7173 – 7176, gdzie w przypadku tych ostatnich coś niby wyzerkałam, ale to chyba prędzej było jakaś słabiutkie słońce ulokowane akurat w zbliżonym miejscu co one. Tak mi się przynajmniej wydaje… Swoją drogą pobliska część Ryby Południowej bardzo mi się podoba! Sąsiedztwo τ, µ oraz υ PsA tworzy coś na kształt greckiej litery Σ, która mieni się barwnym światłem budujących ją gwiazd. Jednak nie ma źle – odnajduję NGC 7793. Hm, spodziewałam się czegoś mniejszego, ale nie narzekam. Obok zdobywam Str 88, a potem sunąc między gwiazdami Rzeźbiarza namierzam coś. Nawet całkiem duże, jednolicie jasne i plackowate coś okazuje się być gromadą kulistą znaną jako NGC 288. (…) Srebrna Moneta mnie zachwyca. Bardzo duża, długa, jaśniejsza w części południowozachodniej i w centrum widocznego owalu, z tym że ten najbardziej świetlisty fragment jej środka jest jakby przesunięty trochę we wspomnianym kierunku, w tym miejscu galaktyka ma też minimalnie większą grubość. Prawdziwe cudeńko, nie mogę się napatrzeć! Nie myślałam, że tak pięknie zaprezentuje się w lornecie, zaskoczył mnie zwłaszcza jej rozmiar, chyba zbyt dawno na nią nie patrzyłam. Gdyby nie to, że chcę jeszcze namierzyć więcej obiektów pewnie już bym ją szkicowała… Muszę przyznać, że gdy po NGC 253 przesunęłam pole widzenia na NGC 247 spodziewałam się większych fajerwerków, a tu klops. Owszem, jest duża, ale bardziej delikatna i mimo wszystko mniej efektowna od poprzedniczki. Chociaż w takim razie co powiedzieć o tej całej drobnicy rozsianej wokół, którą po prostu mogę uznać za zaliczoną bądź też nie… Eh, może po prostu trudno znaleźć w tej okolicy galaktykę dorównującą Monecie. Innym zaskoczeniem, tym razem pozytywnym, okazała się być NGC 246. Nie sądziłam, że ta planetarka okaże się tak zdecydowanie wpadająca w oczy i duża! I ma niejednolitą, jakby grudkowato rozłożoną jasność. Piękna! Pierwszy raz ją widzę i naprawdę bardzo mi się podoba. Krążąc po okolicy trafiam na piękną β Cet o żółtokremowym blasku, gromadkę NGC 7826 oraz jeszcze inną kosmiczną wyspę – NGC 720, by zaraz znów pogodzić się z kilkoma kolejnymi galaktycznymi porażkami, głównie w obrębie Wieloryba i Erydanu. Namierzam jeszcze dwie planetarki - NGC 1535 w tym ostatnim gwiazdozbiorze i IC 418 w konstelacji Zająca, kiedy reflektuję się, że po niebie przelatuje coraz więcej stosunkowo jasnych satelitów, a ono samo zaczyna zmieniać barwę z czarnej na granatową. Chwytam BGSZ, by błądząc po niebie uchwycić ostatnie odległe światła dzisiejszej nocy, które należą już bardziej do zimy niż jesieni. Czynność powtarzam z APM, a potem podziwiam piękny wschód cienkiego Księżyca przyozdobionego światłem popielatym, który w akompaniamencie drobnych gwiazdek wokół i niewielkiej chmurki poniżej wychyla się zza Dynarów. Jest magicznie. Kolejna noc nie zaczęła się kolorowo, a pogoda szybko zweryfikowała moje plany. Kilkanaście minut po rozpoczęciu szkicowania M 7 zasłoniły ją chmury, więc udałam się wyżej – do M 22, gdzie sytuacja za chwilę się powtórzyła z tą jedną różnicą, że teraz niemal cały nieboskłon zasłonił się nieprzezroczystą kurtyną. Sprawdzam prognozy. Za parę godzin ma się poprawić. Dobra, czekam do pierwszej. Jestem zmęczona, spałam niecałe 4 godziny, potem na plaży przedrzemałam jedną, a jeszcze potem parę spędziłam na pływaniu i nurkowaniu, ale wszystko wskazuje na to, że kolejnej nocy pogoda już na nic nie pozwoli. A jeszcze kolejnej będę w drodze do Polski. O 1:24 chmury rozpływają się, przynajmniej częściowo. Przed przystąpieniem do jesiennych galaktyk spędzam trochę czasu w okolicach Orła, w zasadzie namierzając każdy rodzaj obiektu jaki mogę. Z ciemnych mgławic obserwuję oczywiście słynne „E” Barnarda, LDNy 688 i 673 oraz Barnarda 340. Nieopodal LDN 669 przy ζ Aql lokalizuję jakąś ciemną mgławicę, której kontury znajduję w atlasie, ale bez podpisu… W międzyczasie pole widzenia lornety przecinają mi dwa meteory, a ja zachwycam się ogromem gwiazd świecących w tle tego wszystkiego. Łapię trochę pobliskich gromad otwartych i kulistych oraz 3 planetarki (…). Wieloryb! Najpierw bardzo szybko w oczy wpada mi NGC 584, potem obok pojawia się również NGC 596. Łapię NGC 1084 i niedaleką NGC 1052, o dziwo nie wyskakuje mi, mimo że jaśniejsza od tej drugiej, NGC 1022. Łatwo idzie mi z NGC 936, potem w okolicy masywnej i jasnej M 77 odnajduję jeszcze kilka kosmicznych wysp. (…) Między NGC 488 a NGC 1302 nie wychodzi mi z kilkoma galaktykami, jedynie planetarka NGC 1306 poddaje się moim oczom. A później spostrzegam, że na niebo znów wkradła się cienka kurtyna. Udaje mi się jeszcze dotrwać do przelotu ISS, którego fragment rejestruję nawet niewyraźnie telefonem, by potem na kolejne cztery godziny zatopić się w błogim śnie. VII Walka. 29/30.08.2019 Zgodnie z wcześniejszymi prognozami ostatnia noc w Chorwacji nie zapowiada się kolorowo. Większość południowego nieba, zwłaszcza bliżej horyzontu, jest pokryta zlewającą się ze sobą ławicą drobniejszych chmurek, dlatego próbuję zawalczyć z tym, co czai się ponad nimi. W ten sposób trafiam w objęcia Wężownika, który raczy mnie przepięknymi gromadami odległych słońc, a ja w każdej odnajduję coś znajomego. Rozkładająca swoje ramiona IC 4665 nieodparcie kojarzy mi się ze „zwichniętym H” gwiazdozbioru Herkulesa, delikatna Cr 350 przywodzi mi na myśl Kaskadę Kemble’a, ale najbardziej zachwyca mnie NGC 6633. Bogata, nieco podłużna, kształtem przypomina wysoki kozaczek. Albo Włochy! O tak, to jest dobre porównanie. Jak się potem okazuje, jeszcze większe wrażenie robi na mnie IC 4756. Ile ona zawiera drobniusieńkich gwiazdek jak igiełki powbijanych w płótno nieboskłonu! Większych, mniejszych, wyskakujących spośród reszty i tych bardziej skrytych. Pomyśleć, że dopiero teraz widzę ją pierwszy raz. Zdecydowanie obiekt wieczoru! (…) Między kilkoma innymi klastrami gwiazd moją uwagę przykuwają dwa układy podwójne. 61 Oph stanowi parę słońc o niemal identycznej jasności i białej barwie, podobnie zresztą jak θ Ser, której oba składniki również są białe i świecą z prawie jednakową siłą. Znajdowanie kolejnych obiektów przestaje sprawiać przyjemność, gdy jestem zmuszona zerkać na nie zza cienkiej zasłony kropelek wody zawieszonych kilka kilometrów nade mną. Jakoś 15 minut przed północą odrywam się od walk z użyciem lornety i rozsiadam się na krześle, w międzyczasie ustawiając telefon na zdjęcie nieba, by skontrolować czy jest sens dalszych obserwacji. Sensu nie ma. Gapię się na porozrzucane po niebie gwiazdy, które podobnie jak ja toczą właśnie bitwę z chmurami, ale które w przeciwieństwie do mnie nie muszą jednocześnie przeciwstawiać się coraz większemu zmęczeniu. Patrzę jak trudzą się, by choć odrobina ich blasku przebiła się przez otulającą je coraz bardziej kołderkę. A czy ja przegrałam już swoją walkę? Z pogodą chyba tak. Bo o ile gwiazdy wciąż mogą próbować wysyłać fotony przez tę zasłonę, cóż mi po tym wątłym świetle? Z zachodu nadchodzi kolejna warstwa mglistej peleryny, tym razem o wiele masywniejsza i bardziej nieprzezroczysta. Tylko pojedyncze słońca dostają przywilej pozostania widocznymi. I Saturn. A co z drugim przeciwnikiem? Gdzieś z tyłu mojej głowy dalej trwa starcie z ogromnym zmęczeniem, które z nocy na noc narastało, gdy do kolejnej doby dorzucałam następne godziny z deficytem snu, pływaniem i wspinaniem się po stromych schodach prowadzących z plaży do domu. Z jednej strony prawie zasypiam, ale z drugiej coś nie pozwala mi oderwać się od widoku coraz bardziej zasnutego nieboskłonu. Niech to wszystko się wreszcie zasunie, bym z czystym sumieniem mogła iść spać. Chwytam BGSZ i kieruję ją tuż nad południowy horyzont, ze złudną nadzieją na wyłapanie jeszcze jakiejś pojedynczej gwiazdy. Nic z tego, nie zobaczę tam nic ani tej nocy, ani przez całe mnóstwo kolejnych. Jutro przemieszczę się na północ, by z równoleżnika o szerokości 43°24′41″ N znaleźć się na swoich 49°51′45″ N, a część sfery niebieskiej, na którą właśnie spoglądam, zostanie zasłonięta przez naszą planetę. Sześć stopni, dwadzieścia siedem minut i trzydzieści sześć sekund różnicy. I tyle więcej nieba wznoszącego się ponad widnokrąg. I tyle więcej gwiazd, tyle więcej obiektów, które chciałoby się zobaczyć. A to jest ostatnia noc tutaj, noc pełna chmur. Nie powinnam narzekać – wykonałam tyle obserwacji na raz w miejscu, które akurat tata obrał jako cel tegorocznych wakacji bez parcia na aspekt astronomiczny. Ponad setka nowych obiektów i całe mnóstwo znanych już wcześniej, lecz teraz dostrzeżonych w zupełnie innej odsłonie. I tyle zachwytu. I zobaczenie wreszcie całego Skorpiona i Strzelca. I pojedyncze gwiazdy należące do Węgielnicy. Nie mam na co narzekać, ale człowiek jednak z natury jest pazerny. Zawsze chciałby więcej. 34 minuty po północy, 30 sierpnia 2019 r. Chmury wygrały już niemal zupełnie, a ja w końcu idę spać. Dobranoc niebo, dobranoc prawie sześć i pół stopnia więcej sfery niebieskiej. Do zobaczenia kiedyś tam, może nawet jeszcze bliżej równika. Dobranoc. Najniżej położonym obiektem głębokiego nieba, który świadomie obserwowałam, była NGC 6231 o deklinacji -41°49′27″ dostrzeżona pierwszej nocy. Wiem, że mogłabym stąd sięgnąć dalej na południe, niestety przejrzystość nisko nad horyzontem pozwalała jedynie na wypatrzenie jaśniejszych gwiazd. Ale dla mnie i to było czymś niezwykłym.
  9. 2 punkty
    Pierwsza fotka moja za granicą... Na wyspie Malta Iso 1600 60x120s Canon 1200d baader mod, Star Adventurer bez guidingu, Sonnar Carl zeiss jena 135mm przymknięty do f4.5
  10. 2 punkty
    Do projektowania używam OpenSCAD ale to dlatego, że głównie zajmuję się oprogramowaniem, a ten program umożliwia właśnie "programowanie" kształtów Do przygotowywania obiektów do wydruku używam obecnie SImplify3D. Wcześniej długo używałem Ultimaker Cura, ale trochę brakowało mi tam kilku rzeczy (m. in. ręcznego dodawania supportu oraz zmieniania ustawień wydruku w zależności od wysokości modelu). Co do modyfikacji to tak jak napisałeś - osłonki, prowadzenie filamentu, mała podstawka pod silnik osi Z. Z większych zmian wymieniłem jakiś czas temu płytę na MKS Gen, ale to bardziej z potrzeby majsterkowania Druga większa zmiana to wymiana hotendu na E3D V6 - to było przygotowanie pod zamontowanie czujnika BLtouch do automatycznego poziomowania. Ale w końcu czujnik dalej leży w szufladzie, bo nie mam potrzeby poziomowania stołu. Po mocniejszym ściśnięciu sprężyn stół powędrował około 5mm niżej i jest wystarczająco stabilny. Poziomuję go tylko po wymianie dyszy, ale BLtouch nic by tu nie pomógł. Patrząc jedynie na jakość druku to na dzień dzisiejszy według mnie żadna z tych zmian nie była Enderowi 3 koniecznie potrzebna. Drukuję na płycie ze szkła hartowanego, którą dostałem z drukarką. Na jej gładkiej stronie. Używam preparatu NeedIt 3D, co kilkanaście wydruków trzeba popsikać szybę, a co kilka psikań warto ją wyciągnąć i umyć pod gorącą wodą. Preparat mocno trzyma wydruk kiedy stół jest ciepły, a po ostygnięciu puszcza i wydruk łatwo jest zdjąć ze stołu. Dopóki tego sam nie zobaczyłem, to nie chciałem uwierzyć w takie cuda
  11. 2 punkty
  12. 2 punkty
    Moja to Creality Ender 3. Zainteresowałem się tematem od kiedy w pracy zainstalowaliśmy drukarkę 3D - model Ultimaker 2. Potem mój entuzjazm trochę przygasł, jak kolega kupił jakąś drukarkę do montażu i po pół roku walki się poddał. Ale po rozeznaniu tematu znowu wróciliśmy do druku 3D i kupiliśmy sobie w trójkę po Enderze 3 W opiniach i recenzjach była opisywana jako prosta w montażu i dająca w swojej klasie cenowej najlepsze efekty zaraz po złożeniu bez żadnych modyfikacji, i o to nam chodziło. Złożenie drukarki trwało u mnie 40 minut, wszystko spasowane i ruszyło od razu. Przez te prawie dwa lata dorobiłem kilka modyfikacji, ale szczerze mówiąc nie wpłynęły one na poprawę druku, który od początku był dobry, tak samo dobry jak wydruki z kilkakrotnie droższego Ultimakera 2. Teraz jest jedynie nieco ciszej, porządek z kablami i rurkami i można drukować i podglądać całość zdalnie (dzięki Octopi). Endera 3 mogę polecić. A patrząc w przyszłość to do astroszopki nie drukowałbym elementów z najbardziej popularnego filamentu PLA, ponieważ już przy 50-55*C on mięknie, a w letnie upalne dni takie temperatury w szopce są jak najbardziej realne i już miałem doświadczenia z rozpłyniętymi elementami z PLA. Z łatwych do druku filamentów i jednocześnie bardziej odpornych na temperaturę mogę polecić Impact PLA albo PETG. Ewentualnie HD PLA, ale ten ostatni potrzebuje wygrzania w piekarniku.
  13. 2 punkty
    Nie robiłem jeszcze takiej wyceny. Dla cywilnych amatorów jedyna dostępna technologia to praktycznie FDM. Najniższe koszty oraz szybki efekt. Inne technologie zapewniają dokładniejsze wydruki, ale ma to swoją cenę. Wydruk FDM wielkości kubka to obecnie koszt kilkudziesięciu PLN i kilka godzin pracy drukarki, w pozostałych technologiach jest to znacznie więcej i czasu i pieniędzy. Kilogram filamentu to koszt rzędu 100zł. Amatorskie drukarki FDM zaczynają się od nieco poniżej 1000zł. W największej cenie jest jednak cierpliwość, bo drukowanie FDM trwa i nie za bardzo da się je znacząco przyspieszyć A jak się zrobi błąd w projekcie i się go dostrzeże po 10 godzinach druku, to zawsze warto mieć walerianę w pudełku obok drukarki Jak zacznę pracę nad spektroskopem będę na pewno pisał i pokazywał postępy. Część elementów już mam zakupione (siatka, szczelina), ale pozostałe trzeba nabyć w Thorlabs. Fajnie że projekt zawiera konkretne elementy optyczne z konkretnego sklepu, ale niestety ma to swoją konkretną cenę
  14. 1 punkt
    Cześć! Nagrałem materiał o księżycach Marsa. Omówiłem w nim historię ich odkrycia, skąd mogą pochodzić,ciekawe zjawiska z nimi związane oraz trochę o ich kraterach mam nadzieję że się spodoba. Jeśli post jest w złym "dziale" proszę o przeniesienie Zapraszam! https://youtu.be/J5YgOBcD0xE
  15. 1 punkt
    Ostatnio przeszukując net trafiłem na taką ciekawostkę: "The Propeller Nebula (Simeis 57, MRSL 497 or incorrectly DWB 111) is a part of the much larger emission nebula complex Cygnus X in the constellation Cygnus. It was catalogued first in the early 1950s by astronomers at the Crimean Astrophysical Observatory at Simeiz, Ukraine, as the 57th object in a catalogue containing 306 HII regions. The Propeller Nebula is often incorrectly referred as DWB 111, but DWB 111 identifies only the southern (lower) arm, while the northern one is DWB 119. The DWB catalog, developed by H. R. Dickel, H. Wendker and J. H. Bieritz in 1969, cataloging 193 distinct objects as part of their study of Hα-emission nebula in the Cygnus X region of the sky" Podał to na swojej stronie www.distant-lights.at niejaki Thomas Henne. Tak więc ja poprawnie sfotografowałem SImeis 57 Propeller Nebula. To oczywiście na razie bikolor Ha OIII. Siarka w drodze. Veloce RH 200, ATIK ONE 6.0 na ASA DDM 60. Ha: 24x1200 sekund bin 1, OIII: 24x1200 sekund bin 2.
  16. 1 punkt
    Spektroskopia jest dziedziną, w której coraz częściej realizują się astroamatorzy. W Europie szczególnie zaawansowani są tu koledzy z Francji oraz UK. My cóż, dopiero nieśmiało próbujemy. Powszechnie używany (bo tani ) jest oczywiście Star Analyser 100 lub 200. Jeżeli chcemy przejść na wyższą półkę, to skok cenowy jest już bardzo duży (Alpy600). A co, jeżeli byłoby możliwe, aby niezły spektroskop można było sobie wydrukować na drukarce 3D ? Oczywiście optykę oraz niektóre części mechaniczne trzeba kupić. Okazuje się, że to możliwe. Dokonał tego Paul Gerlach i co ważne udostępnił wszystkie zasoby projektu LOWSPEC tak, aby każdy mógł go wykonać również. Strona projektu (pliki do druku 3D oraz instrukcja montażu): https://www.thingiverse.com/thing:2455390 Testy i recenzja użytkownika: https://stargazerslounge.com/topic/335568-first-test-of-lowspec2-spectrograph/ Inne linki https://www.meccanismocomplesso.org/en/lowspec-a-3d-printed-spectroscope/ https://www.youtube.com/watch?v=T32eXb0y9zA&feature=youtu.be Sklep z elementami optycznymi do LOWSPEC https://www.thorlabs.com/
  17. 1 punkt
    24 min. ekspozycja wykonana za pomocą astrografu o średnicy 106mm.
  18. 1 punkt
    Po wielu miesiącach posuchy w końcu doczekaliśmy się komety, którą można obserwować z Polski przez małe teleskopy. Aktualnie jest obiektem okołobiegunowym znajdującym się północnej części gwiazdozbioru Perseusza co sprawia, że z Polski można ją fotografować i podziwiać całą noc. Obecnie posiada słabą komę świecącą na zielono. Do jej obserwacji wizualnych potrzeba jednak ciemnego nieba i teleskopu 15-20cm. Natomiast dużo łatwiej jest ją sfotografować. Kompozycja wykonana zdalnie (New Mexico, USA) przez teleskop o średnicy 430 mm i ogniskowej 1939 mm (f/4.5) oraz kamerę CCD, łączny czas ekspozycji to 12min. Pozorna droga komety przecina zespół mgławic gazowo-pyłowych.
  19. 1 punkt
    @Esku1RES Ja mam drukarkę złożoną przez siebie z projektu AM6 (AM8). Pierwotnie miałem drukarkę Anet A6 - jednak jej jakość była dla mnie niezadowalająca. Aktualnie wydruki nie różnią się jakością od Prusy i3. Przy aktualnej cenie Endera gra raczej nie warta świeczki dla kogoś kto nie lubi za bardzo dłubać. Ja składałem gdy ich cena była powyżej 1k pln.
  20. 1 punkt
    Na dzień dzisiejszy AstroLink 4 mini nie ma sterownika INDI, ale prace trwają. Zgrubny plan jest taki, żeby do końca roku był dostępny sterownik INDI do AstroLinka przynajmniej dla głównych funkcjonalności związanych z ustawianiem ostrości oraz włączaniem wyjść.
  21. 1 punkt
    Przepraszam a autor fotografii nr 9 też powinien być na 3 miejscu czy się myle
  22. 1 punkt
    dobrze pokazuje to program do przygotowania druku. podaje wagę wydrukowanych elementów oraz czas druku. na tej podstawie łatwo policzyć koszt druku. @Esku1RES Masz zaklepane
  23. 1 punkt
    Popołudniu wrzucę do programu model i oszacuje ile potrzeba materiału. To da przybliżony koszt. Oczywiście, do tego dochodzi prąd bo taki druk to zapewne 6-15h (tak z monitora mi to wygląda ).
  24. 1 punkt
    Ja również od dłuższego czasu posiadam drukarkę 3D (technologia FDM). Projekt bardzo ciekawy, jednak ze względu na permanentny brak czasu z mojej strony trudny do realizacji. Dla pierwszej chętnej osoby ze Szczecina (lub najbliższych okolic), która zdecydowała by się na zbudowanie tego ustrojstwa to chętnie pomogę w wydruku potrzebnych części po kosztach.
  25. 1 punkt
    Kochani! Zanim zawędrujemy pod wrześniowe gwiazdy, popatrzmy na zachód Słońca - warto!
  26. 1 punkt
    Mnie też udało się ją uwiecznić. Gwiazdy są nie ostre i jajcowate, bo źle ustawiłem odległość korektor - matryca. Do poprawki jak się wypogodzi. Exp 1x180 s, ISO 1600 TS RC 150/900 / Canon 60D
  27. 1 punkt
    Cześć, dzisiaj postanowiłem spróbować narysować kilka moich pierwszych astroszkiców. Proszę o recenzje jak mi to wyszło i czy w ogóle robię to we właściwy sposób.
  28. 1 punkt
    Piękna robota i kilka super rozwiązań, jak na przykład sposób mocowania i obracania dysku ze szczelinami. Chyba się skuszę
  29. 1 punkt
    No to fajne miejsce, bo na południe tylko mało zamieszkały Brac. To zresztą jedyny kierunek w którym można fotografować z miejscówki Seget Donij, bo tam już za dużo dyskotek i port w Trogirze świeci nocą. No i fajny opis jak zwykle Następny wyjazd polecam na południowo-wschodnie wybrzeże Krety okolice Ieratpetra albo dalej na wschód. Tam na południe masz juz 300 km wody tylko Tu masz opis : https://astropolis.pl/topic/41790-astrowczasy-czemu-nie/
  30. 1 punkt
    Ostatniej nocy zasięg naszego teleskopu znacząco wzrósł. Okazuje się, że afrykański kurz osiada wszędzie, mimo dobrego zabezpieczenia sprzętu. Uważny obserwator dopatrzy się specyficznej struktury w tej pyłowej warstwie. Po upgrejdzie (czyli porządnym oczyszczeniu lustra pędzelkiem) zidentyfikowałem 4/6 przynależnych Karłowi Pieca gromad kulistych. Są wyraźnie niegwiazdowe, choć dość słabe. Jedna ma nawet oznaczenie NGC. Dziś nad ranem porządnie przeczeszę Rufę i wschodzącego Żagla. Gołąb, Zając i Wielki Pies już obskoczone. Taka przykładowo Sh 2-308 jest wyraźna i półkoliście oczywista. PS A Głowy Wiedźmy nadal nie ma, mimo usilnych starań przekonującego pojaśnienia brak, tak w lornecie, jak i niutku z Naglerem 31.
  31. 1 punkt
    Kolejne etapy przygotowania do (kolejnej) całonocnej sesji. A tak wyglądamy po kilku godzinach snu. Na więcej szkoda czasu.
  32. 1 punkt
    Są takie obiekty, do których obserwatorzy wracają chętnie choćby na nie patrzyli kilka nocy wcześniej, albo nawet wczoraj. Podobnie jest z astrofotografią, a u mnie jednym z takich obiektów jest Pierścionek M57. Praktycznie każdej wiosny kieruję tam teleskop, żeby łapnąć kilka albo kilkadziesiąt klatek - chyba tylko po to, żeby sprawdzić czy wciąż tam jest Tej wiosny sprawdziłem czy M57 jest na miejscu zbierając fotony wąskopasmowe, i tak to wyszło - M57 AD2019 18-20.04.2019, Meade ACF 10" f/10, AP CCDT67, EQ6, QHY163M, Ha 120x2 minuty, Oiii 90x2 minuty, gain=100, niebo podmiejskie. Przejrzystość średnia, seeing dobry, częściowo Księżyc. I oba kanały osobno:
  33. 1 punkt
    Kolejny obiekt upolowany tej wiosny to wyjątkowy oklepaniec, czyli M51. To chyba najczęściej przeze mnie fotografowana galaktyka (no, może poza M82). M51 wraz z towarzyszką NGC5195 to wyjątkowej urody tandem. Tym razem chciałem się skupić na wydobyciu jak największej ilości detalu z obiektu. W połowie kwietnia zdarzyło się kilka pogodnych nocek z dobrym seeingiem, choć niestety Księżyc królował na niebie przez sporą część nocy. Z tego powodu zdjęcie nie sięga tak "głęboko" jak to sobie wymarzyłem, a zewnętrzne otoczki nie są zbyt rozległe. W tle można znaleźć sporo farfocli. W lewej części kadru, nieco pod trójkątem z jaśniejszych gwiazd stadko słabizn, które wg SDSS odległe są od nas o 3-5 miliardów lat świetlnych. Na prawo od M51 też można znaleźć sporo takich obiektów. 19-21.04.2019, Meade ACF 10" f/10, AP CCDT67, EQ6, QHY163M, LRGB 400:40:30:40x60 sekund, gain=100, niebo podmiejskie. Przejrzystość dobra, seeing dobry, częściowo Księżyc. M51 luminancja M51 LRGB A pod linkiem https://astrojolo.com/tag/m51/ reszta moich wirówek M51
  34. 1 punkt
    Popycham powolutku niedawno zebrany materiał i dziś na monitorze wylądowało Cygaro. Ale po złożeniu 400 klatek po jednej minucie każda, okazało się, że (pozornie) w pobliżu M82 znaleźć można dwie gromadki galaktyk położone jednak znacznie, znacznie dalej. Pierwsza z nich oddalona jest o 2600 milionów lat świetlnych http://simbad.u-strasbg.fr/simbad/sim-id?Ident=%408444694&Name=XMMXCS J0953.7%2b6947 Druga nieco dalej - o 3000 milionów lat świetlnych http://simbad.u-strasbg.fr/simbad/sim-id?Ident=%4010548357&Name=SDSS J095324.38%2b693648.7 Natomiast M82 oddalona jest o 12 milionów lat świetlnych. Ponieważ kocham takie odległe światy, z tej okazji uczyniłem sobie poglądową fotkę Na zdjęciu zarejestrowały się galaktyki do około 22mag. 21-22.04.2019, Meade ACF 10" f/10, AP CCDT67, EQ6, QHY163M, L 400x60 sekund, gain=100, niebo podmiejskie. Przejrzystość dobra, seeing dobry, częściowo Księżyc.
  35. 1 punkt
    Po trzech tygodniach wyczekiwania przyszedł kolorek dla NGC2903. Warunki takie sobie, Księżyc już wschodził. 31.03,01.04.2019, Meade ACF 10" f/10, AP CCDT67, EQ6, QHY163M, L 290x60 sekund, gain=100, niebo podmiejskie. Przejrzystość dobra, seeing dobry. 21.04.2019, Meade ACF 10" f/10, AP CCDT67, EQ6, QHY163M, RGB 40:30:30x60 sekund, gain=100, niebo podmiejskie. Przejrzystość dobra, seeing dobry, Księżyc.
  36. 1 punkt
    NGC2158 - pewnie każdemu ten symbol gdzieś dzwoni w głowie, ale może nie każdy pamięta dokładnie. Choć większość fotografujących ma ten obiekt w swojej kolekcji - niejako przy okazji To ta niepozorna sąsiadka od gromady M35 w Bliźniętach Odkryta przez Herschela (kogóż by innego), położona jest w odległości całkiem sporej, bo około 16500 lat świetlnych od nas. I jest też sporo od M35 starsza, jej wiek ocenia się na około 2 miliardy lat, co jak na gromadę otwartą jest wartością dość znaczną. Stąd też wynika jej barwa - głównie żółta, pochodząca od starych gwiazd, ponieważ błękitne młodziki już dawno się wypaliły. 01.04.2019, Meade ACF 10" f/10, AP CCDT67, EQ6, QHY163M, LRGB 80:40:30:40 x 30 sekund, gain=100, niebo podmiejskie. Przejrzystość dobra, seeing dobry.
  37. 1 punkt
    Pierwszy raz do Pacmana podszedłem ponad cztery lata temu z pomocą blaszanego newtona 6". Jesienią ubiegłego roku korzystając z niezłego seeingu postanowiłem ponownie wycelować teleskop w ten obiekt. Seeing był całkiem dobry, ale przejrzystość powietrza pozostawiała wiele do życzenia, dlatego pomimo ponad 8 godzin naświetlania efekt nie powala. Dodatkowo rozjechał mi się celownik w montażu pomiędzy sesjami i kadr musiał zostać wycięty do około 2/3 pierwotnego rozmiaru. Dlatego z grymasem niezadowolenia materiał odstawiłem na półkę i wróciłem do niego dopiero kilka dni temu. NGC281 Pacman to dobrze znany celebryta. Obłok molekularny zawiera młodą gromadę IC1590, a dodatkowo pewną ilość globul Boka, w których rodzą się nowe gwiazdy. Wizualnie też prezentuje się nieźle - o czym można poczytać w tym wątku. 14,15.10.2018, Meade ACF 10" f/10, AP CCDT67, EQ6, QHY163M, HO 150:100x2 minuty, RGB 50:40:40x30 sekund, gain=100, niebo podmiejskie. Przejrzystość średnia, seeing dobry.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)