Skocz do zawartości

Ranking


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 02.04.2020 uwzględniając wszystkie działy

  1. 10 punktów
    Obserwacje miały miejsce wczoraj, jednak dopiero teraz skończyłem pisać relację, stąd też użyte zwroty "dzisiaj/ jutro/ wczoraj" są przesunięte w czasie o 1 dzionek. Mam nadzieję, że rozumiecie co chcę powiedzieć Jeszcze wczoraj plan na dzisiejszy (01.04) wieczór był zupełnie inny... Plan na cały dzisiejszy dzień był zupełnie inny... Jednak plany mają to do siebie, że często lubią się zmieniać. Niekoniecznie z naszej inicjatywy. Ten pierwotny zakładał, iż dzisiaj miałem mieć wolne. I kiedy się o tym fakcie dowiedziałem, doskonale wiedziałem jak spożytkuję ten czas. Przez ostatni tydzień nie miałem okazji zmrużyć oczu na dłużej niż 5 godzin. W niektóre nocki sen przeplatał się z koniecznością wstawania. Również nie z mojej inicjatywy Rozsądnym więc wydawało się dzisiaj wyspać do oporu. Początkowy plan zakładał degustację 4 porcji najwyższej jakości szlachetnego alkoholu we wtorkowy wieczór i całodniowy chill w środę. Jeżeli za najwyższej jakości alkohol uznać 4-pak browara, a za degustację jego obalenie, to pierwsza część planu została zrealizowana w 100%. W ramiona Morfeusza wpadłem kilka minut przed północą. Założeniem było tkwić w jego uścisku do godzin późno-porannych w środę. Przez kolejne 6 godzin wszystko szło zgodnie z planem. Wszystko zmieniło się wczesnym rankiem, choć dla mnie to był w zasadzie środek nocy. Równo o godzinie 6:00 błogi sen przerwał świetny utwór Boba Dylana, "All Along the Watchtower" (polecam ). Uwielbiam tą piosenkę, jednak w tym momencie jej brzmienie bardziej przypominało zgrzytanie widelcem po talerzu, niż przyjemną melodię. Okazało się, że dzwoni kierowniczka z propozycją nie do odrzucenia. "Przychodzisz dzisiaj na dobę"- usłyszałem. I rzeczywiście nie mogłem odmówić ? Okazało się, że w związku z kwarantanną kilka osób z mojego miejsca pracy wypadło. "No nic"- pomyślałem w pierwszej chwili po skończeniu rozmowy, na wpół jeszcze niedobudzony. Zwlec się z wyra planowałem nie wcześniej jak w okolicach południa i gdyby ktoś powiedział mi, że rano będę na nogach to pewnie roześmiałbym się temu komuś w twarz i skwitował to słowami "ni chu.. chu". Rzeczywistość jednak okazała się inna. Przed godziną 7:00 kiedy pakowałem się do plecaka, coś mnie tknęło, żeby wrzucić do niego lornetkę. Tak też zrobiłem. I pojechałem do pracy. Przed 14:00 za oknem dostrzegłem Łysego. Niebo czyściutkie, bez żadnej chmurki. I wtedy poczułem ból 4 liter. Gdyby nie fakt, że siedzę w pracy i gdyby nie fakt, że sytuację mamy jaką mamy, to pewnie siedziałbym na miejscówce i spoglądał na Księżyc. I wtedy ból dupy jeszcze mocniej dał o sobie znać. Ale chwila, przecież mam ze sobą 8x30- przypomniałem sobie. A w bagażniku statyw. I tak się dobrze składa, że mam akurat chwilę luzu w tyrce. No ale na zewnątrz wyjść poobserwować nie mogę (tytułowy sokół). I wtedy zdałem sobie sprawę, że na sokoła nie mam co liczyć, ale wróbla już mam Tak więc postanowiłem poobserwować z pokoju przez otwarte okno (tytuowy wróbel). Puryści powiedzą: No, ale wychodzi na to, że można. Opcje były 2. Albo pokurwić w duchu, że trzeba siedzieć w pracy, albo spróbować sobie umilić ten czas spoglądając na Księżyc. Wybrałem opcję drugą. Rozłożyłem statyw, zarzuciłem lornetkę, otworzyłem okno i zacząłem. Szybki strzał w Łysego i jest. Jest też lekkie falowanie obrazu, ale tylko momentami. Trzeba więc spróbować. Pierwsze co rzuciło się w oczy to kratery Aristoteles i Eudoxus. Następnie moją uwagę zwróciły kratery Aristillus i Autolycus, które początkowo "zlewały" się, jednak po drobnej korekcie ostrości rozdzielenie obydwu kraterów nie stanowiło problemu. Idąc kawałek na zachód od drugiego z nich, dostrzec można było Archimedesa wynurzonego stosunkowo niedawno zza linii terminatora. Na wschód zaś od Autolycusa widać oczywiście pokaźny basen Mare Serenitatis (Morze Jasności). Na południu tego obszaru dostrzec można obszar krateru Menelaus. Sam krater niespecjalnie się wyróżniał o ile w ogóle, ale jaśniejszy obszar dookoła już tak. Na zachód od tego miejsca widoczny Manilius. Od północy i wschodu otoczony kompleksem jezior, od strony zachodniej Mare Vaporum (Morze Oparów). Na południe od Maniliusa widać parkę 2 kraterów- Agrippa i Godin. Na wschód od nich Mare Tranquillitatis (Morze Spokoju). Tuż obok jasne miejsce wyraźnie odcinające się od reszty, czyli kolejna parka kraterów, Censorinus i Censorinus A. Oczywiście tych dwóch kraterów nie sposób dostrzec w powiększeniu 8x, gdyż ich rozmiary to ~ 4 km i 7 km. Jednak obszar dokoła nich jak najbardziej. Następnie niewielki krater Delambre i dosyć duży Fracastorius. Pomiędzy nimi dobrze znane trio, czyli Catharina, Cyrillus oraz Theophilus. Wszystkie 3 rozmiarem podobne do poprzednika. I tutaj już zostajemy w wadze ciężkiej, z drobnymi wyjątkami. Przenosimy się na południową półkulę Księżyca i zostajemy na niej do końca, kręcąc się niedaleko terminatora. Zaczynamy od niedużego Herschela, by od razu przejść do olbrzymiego Ptolemaeusa (153 km) w towarzystwie Albategniusa, Alphonsusa oraz Arzachela. Następnie Deslandres (227 km), największy widziany tej sesji w całości krater. Niżej, znacznie bliżej południowej krawędzi, w całości niemalże skąpany w cieniu Clavius (231 km). Jedynie jego wschodnia ściana była już oświetlona przez Słońce. Jeszcze bliżej krawędzi widoczny był Moretus jako podłużna, ciemna plamka. Przy Deslandresie widoczne były również kratery Purbach , Walther oraz Regiomontanus pomiędzy nimi jak również Werner i Aliacensis. Obserwacje Ksieżyca zwieńczył później widok Wenus w sąsiedztwie Plejad. Zacny widoczek. Szkoda, że jutro zapowiada się lipna pogoda, gdyż chętnie bym zerknął na ten mały haremik w jeszcze bliższym złączeniu Obserwacje lornetkowe przez otwarte oknie wcale nie są takie złe. Przez teleskop bym się raczej nie połasił, chyba że w niedużym "lornetkowym" powiększeniu. Masz lornetkę albo małą tubkę? Masz bezchmurne niebo, ale nie możesz wyjść na dwór przez zaistniałą sytuację? Masz w domu okno, które się otwiera? To świetnie się składa. #zostań w domu I daj znać jak poszły domowe obserwy
  2. 8 punktów
  3. 7 punktów
    Wczorajszy fragment Księżyca, prezentował się super :)
  4. 7 punktów
  5. 7 punktów
    Z przed godzinki P900 1/250s
  6. 6 punktów
    No to i ja se go pyknąłem.
  7. 6 punktów
    To i ode mnie pierwsze próby z US. Na pierwszy ogień Wenus. Trochę rozmydlona, brak szczegółów ale jest, Dane Data: 24-03-2020 Obiekt: Wenus Teleskop: Synta 10" + Barlow GSO 2" Detektor: GPCMOS01200KPC Czas: 2630 x 105ms
  8. 5 punktów
    Mozaika (pomniejszona wersja) z 7 zdjęć, miałem ogromny problem z kolorem czarnym (chodzi o wyrównanie z tłem) na granicy terminatora po złożeniu mozaiki SW 100ED + ASI 224MC + Barlow 1,5x ps. Chyba czas na zakup nowego monitora, na moim obrazy są jaśniejsze niż na tablecie itp.
  9. 4 punkty
    Trzeba rejestrować póki widać.
  10. 3 punkty
    Właściwie powinienem założyć nowy temat*, bo to nie jest fota z MiniTracka, tylko SkyTrackera (...). Materiału niewiele, bo jedynie 20 klatek po 1,5 minuty (zebranych jako test nowego montażyku), obróbka szybka i jeszcze mało umiejętna (niesunięte gradienty), do tego tani obiektyw 50 mm (dość mocno zniekształcający gwiazdki na krawędzi pola) - ale w sumie jestem zadowolony. Widzę, że coś z tego będzie. * - co też czynię, żeby nikogo nie wprowadzać w błąd.
  11. 3 punkty
    Na wszelki wypadek jeszcze raz przeczytałem doniesienia płaszczaków i już nieznacznie odrodziłem się moralnie
  12. 3 punkty
    To ewangeliści. Płaskoziemcy wywodzą się z kultury sekt chrześcijańskich w USA, które bardzo ortodoksyjnie i w sposób dosłowny interpretują Biblię. W Biblii, nie ma nic o okrągłej ziemii, jest za to troszkę więcej prawd spisanych przez ludzi natchnionych , na początku naszej ery. Jak wszyscy wiemy pojmowanie rzeczywistości w tamtych czasach było, jakie było. Pisarz natchniony otrzymawszy przesłanie Boga , spisywał przekaz, według dostępnych mu środków wyrazu. Słowa zaś pochodzą od Boga, więc nie można ich w żaden sposób zmieniać a tym bardziej kwestionować. Głosić słowo Boże, to dla nich wręcz zaszczyt. A gdzież trzeba rozpocząć, jak nie w kłębowisku żmij
  13. 3 punkty
    Niedawny zachód - Księżyc 10%. Moon10proc.mp4
  14. 3 punkty
    Mnie też się podoba. Jednak jak zawsze, diabeł tkwi w szczegółach. Taktyka jest zawsze podobna - zacząć dyskusję na jakiś w miarę strawny dla nas temat a potem obsesyjnie drążyć coś, co zdaniem delikwenta może dowodzić jego racji. Rzecz w tym, że początkowo trudno rozpoznać, o co takiemu chodzi. Istnieje także możliwość, że to wraca do nas ten sam osobnik, być może chory, któremu okresowo się pogarsza.
  15. 3 punkty
    Wpisy w ustawieniach są właściwe, a przyczyną tak płaskiego wykresu, były nie zablokowane śruby w głowicy montażu.
  16. 3 punkty
    Nas może nie przekonają, ale tak jak wcześniej wspominał JacekE, ich karmi to, że ktoś im odpowiada i jeśli nawet on nie ma racji to toczy się bitwa na argumenty i to bardziej jeszcze go nakręca. Najlepszym sposobem jest nie odpisywać na ich posty, a zwłaszcza nie pozwolić na takie przepychanki.. pozostaje czekać aż moderacja zajmie się takim delikwentem
  17. 2 punkty
    Teleskop Już po około dwudziestu minutach zorientowałem się, że trzy pary grubych skarpet to za mało, by powstrzymać mróz. Miejsca w gumofilcach zostało jeszcze sporo, ale było za późno – okutany w koc, siedziałem na krześle w miejscu, gdzie diabeł mówi dobranoc i musiałem dotrwać do końca. Z kilkunastu celów dostrzegłem cztery, może pięć, z czego jeden okazał się tylko gwiazdą nawet w dużym powiększeniu 12”. Sesja z 23 marca nie była zbyt udana. Tak więc mgławica Czerwony Czworokąt (HD 44179) w Jednorożcu była gwiazdą i nie sądzę bym pomylił ją z inną. Do Berkeleya 39 nie dotarłem, zgubiłem trop i musiałem ruszać dalej. Posiłkując się gwiazdami Małego Psa, dotarłem do mgławicy Sh2-274 alias Meduza w Bliźniętach, która ukazała się niemal od razu, tląc się słabo, lecz pewnie – szczególnie, gdy przesuwać teleskop wte i wewte. W przerwach między kolejnymi obiektami zrzucałem z siebie koc, kręcąc teleskopem odnajdywałem kolejny obiekt i ponownie zarzucałem koc, machając nim w ciemnościach, jak jakiś szaman albo czarodziej odprawiający czary. Następnie wycelowałem w czerwonawą Alphard Hydry, po czym odnalazłem na zachód odeń galaktykę MCG-01-24-001. Początkowo nie było nic, ale zaraz zaczęło być i potem już zostało i było dalej. Przyklejona do gwiazdy podłużna smuga z każdą chwilą jaśniała coraz mocniej. Porównywałem ten widok do innych gwiazd, ale nie zauważyłem podobnych rzeczy. Stąd ruszyłem na północny wschód, a odnalazłszy właściwe miejsce, na powrót zarzuciłem koc na głowę i w zupełnych ciemnościach skrupulatnie badałem co z mgławicą Abell 33. Długo to trwało, toteż postanowiłem wrócić tu później. Tymczasem ustawiłem teleskop na gromadę M44, która w małym powiększeniu szukacza, na atramentowym niebie, lśniła niby rój świetlików i odbiłem na wschód, do miejsca, gdzie miałem znaleźć swój pierwszy kwazar, tym samym wyznaczając rekord najodleglejszego dostrzeżonego do tej pory obiektu odkąd zobaczyłem grupę Hickson 55, odległą o jakieś 700 milionów lat świetlnych od ziemi. Na wschód od Żłóbka znajduje się jaśniejsza boja nawigacyjna 7.30 wielkości, która wyznacza trójkąt z gwiazdami Asellus Australis i Asellus Borealis, dzięki czemu wstrzelenie się w miejsce jest względnie łatwe. Ale to tylko pierwsza część starhoppingu. Galaktyka aktywna typu lacertyda świeci bardzo słabo nawet dla 12” teleskopu, w towarzystwie równie słabych gwiazd. W pośpiechu poległem byłem i niczego nie ugrałem, choć owe słabe gwiazdy widziałem. Na pocieszenie mignęła mi galaktyka IC 2423. Stąd udałem się do Lwa. Jakiś czas później byłem bliski pewności poświaty Leo 1, jednak Regulus niczym zły chochlik nie dawał za nic tego rozstrzygnąć. Poszedłem więc dalej, zapominając kompletnie o Sekstansie A i o Sekstansie B, które także zaplanowałem na ten wyjazd, i wycelowałem w Warkocz Bereniki wypatrując Myszy. Wydaje mi się, że odniosłem sukces, zobaczyłem dwa małe, zamglone kłębki światła splątanych ze sobą galaktyk, o numerze NGC 4676 A i B bądź też Arp 242. Miał być jeszcze inny Arp, w Wielkiej Niedźwiedzicy, Arp 148, znany też jako obiekt Mayalla, lecz nie podołałem wówczas lokalizacji, którą zbyt krótko studiowałem w domu. Wróciłem jednak do Abella 33 i znów, zerkając długo z każdej strony, próbowałem dostrzec coś nietypowego i innego niż blask gwiazdy. Po długim czasie miałem wrażenie, że istotnie coś tam jest nie w porządku, oczywiście ku mojemu zadowoleniu, jednak wciąż było to bardzo trudne do zdefiniowania. Nie wiem, czy widziałem ślad mgławicy, jednak to, co tam było, choć może u mnie o wiele delikatniejsze, idealnie określił Lukost, opisując: A33 wygląda tak, jakby materia wyciekała z gwiazdki i rozlewała się obok. Chłód całkowicie otoczył moje nogi, wpełzł do butów i lizał stopy. Wyły bezgłośnie coś o kaloryferze, o gorącej wodzie z solą, o kołdrze, o Piotrkusiu z forum, który wspomniał w statusie o tym, że też nie chce się przeziębić, o herbacie (może z cytryną, a może nie), chciały gdziekolwiek, byle dalej stąd. Cała reszta miała się dobrze; kalesony, na to dwie pary spodni, dobra kurtka z kapturem i czerwony koc. Swoją drogą, ów koc wspaniale odcinał mnie od świata zewnętrznego, pozostawiając w niezmąconej czerni tylko bezdenny, idealnie okrągły otwór niczym magiczna studnia, w której skrzyły się gwiazdy i inne cuda. Lornetka Wieczór później zostałem w domu i postanowiłem, że wyjdę na podwórko z moim Nikonem 10/50. Na krótko przed wyjściem sporządziłem listę celów. Chciałem bowiem podejrzeć Jednorożca, który pochylał się już w stronę zachodu, podążając w ślad za Orionem. Rozstawiłem się między świerkami a starą oborą, mając szeroką wnękę na południe. Światła Włodawy skrywały mury, a drzewa stojące szpalerem po prawej starały się zasłonić gałęziami Wenus. I chociaż dom miałem daleko za sobą, spowijały go ciemności. Jedynie słaba poświata sączyła się przez firanki z okna pokoju mojej mamy – gdzieś w środku świeciła lampka skierowana kloszem w podłogę. Ale nie widziałem nawet tego. Myślcie sobie co chcecie, jednak jeśli chodzi o adaptację wzroku, staram się podchodzić do sprawy poważnie. Przynajmniej na tyle, na ile się da. Powyżej linii łączącej Syriusza z Saiphem, widać dwie jaśniejsze gwiazdy – beta oraz gamma Monocerotis. Można przyjąć, ze to kopyta Jednorożca, tak więc NGC 2215 szukałem pomiędzy kopytami Jednorożca. Miała być poniżej linii i w odpowiednim miejscu rzeczywiście dostrzegłem słaby mglisty obiekt. Z każdą chwilą jaśniał, przeobrażając się z małego, szarego kłębka w świecąca całkiem nieźle kulkę, w której coraz wyraźniej zaznaczało się centrum, stając się bardziej punktowe. Najjaśniejsza gwiazda w gromadzie ma ponad 10mag, więc możliwe, że próbowała przebić się na pierwszy plan. Przeskoczyłem nieco wyżej do jasnej gromady NGC 2232. Lekka mleczna poświata otulała dwie grupy słońc. Na pierwszy plan tej po lewej wybijał się czworobok, z którego najjaśniej świeciła 10 Mon, trzy słabsze zaś były podobnej wielkości. Wokół 10 Mon dostrzegłem dwoje, może troje malutkich towarzyszy. Poniżej były jeszcze inne. Grupa na północny zachód wyróżniała się trzeba gwiazdami, ale i tam było ich w rzeczywistości więcej. Po jednej i po drugiej stronie naliczyłem po około 7-8 słońc, co w sumie daje około 15 składników, ale które należały do grupy albo których nie policzyłem, a należałoby policzyć, tego nie wiadomo. Przeskoczyłem potem do Syriusza, przesuwając go nisko w polu widzenia, by jak najkrócej patrzeć i ruszyłem na północ. Mijając niewielki trójkąt dotarłem do pomarańczowej Theta CMa, skąd udałem się na południowy zachód do większego trójkąta. Tu zwróciłem uwagę na grupkę gwiazd po prawej w kształcie małej wieży, która przypominała nieco gromadę Stock 19 z Kasjopei i popłynąłem dalej ku północy. Natknąłem się na kątownik z czterech gwiazd. Tuż przy najwyższej z nich, po wschodniej stronie skrzyła się grupka NGC 2302. Zerkając, można było dostrzec ślady oddzielnych słońc. Od południowego zachodu w kierunku gromady zmierzał jakiś satelita, przeleciał przez nią, po czym pomknął w kierunku północno-wschodnim. Potem wypatrywałem nieco na wschód NGC 2309 i po kilku minutach wydawało mi się, że widzę bardzo słaby, maleńki, mglisty obiekt, pojawiający się raz po raz na ciemnej ścianie nieba, lecz później w domu zobaczyłem, że gromada ta ma 10.5mag jasności i uznałem to za niepowodzenie. Wiem, że obiekty o tej jasności są jak najbardziej możliwe do wyłapania w 10/50, jednak szanowny pan Monoceros nie był na to gotów. Spojrzałem także na miejsce, gdzie znajduje się maleńka mgławica NGC 2316, ale nie było nic. Potem przyglądałem się jasnej i zwartej M50, której wyłuskane zerkaniem gwiazdy połyskiwały w silnym blasku całego klastra. Kątem oka widziałem zaplątaną w świerkach Wenus. Następnie ruszyłem na południowy wschód, gdzie napotkałem oczekiwane trzy jasne gwiazdy około 6 wielkości. Przy środkowej z nich była NGC 2353. Zaraz potem dostrzegłem w polu widzenia także NGC 2343, leżąca blisko Mgławicy Mewa (IC 2177). Poza polem widzenia coś nagle błysnęło i dobiegł mnie dźwięk silnika samochodu. Chcąc uratować adaptację, osłoniłem dłonią w rękawiczce oczy i czekałem aż dźwięk nagle się załamie, gdy mknący polną drogą na południu samochód zniknie za ścianą obory. W gromadzie NGC 2353 błyszczało kilka gwiazd. Wydawało się, że poświata od jasnej gwiazdy, przy której się znajdowała, próbuje pochłonąć tamtejsze słońca. NGC 2343, ta która leży blisko Mewy, była mniejsza i naliczyłem w niej około 4-5 gwiazd. O ile pojaśnienie, które brałem w duchu za głowę Mewy, okazało się fałszywe, o tyle zapamiętałem inną, podłużną smugę światła, która rozciągała się mniej więcej od środkowej gwiazdy V569 Mon na północ, mijając gwiazdkę, potem parkę gwiazd, potem kolejną gwiazdkę i kończąc się gdzieś przy słońcu 7 wielkości. Nie spędziłem tam co prawda dużo czasu, jednak warto to sprawdzić, gdyż później w domu okazało się, że właśnie tak przebiega górne skrzydło Mewy. Od Mewy odbiłem na południowy wschód, gdzie połyskiwało gwiezdne krzesełko, obok niego zaś wypatrzyłem trzy gwiazdki podobnej wielkości. Kątem oka wypatrywałem przy górnej z nich małego mglistego obiektu. Przez dłuższą chwilę nie było nic, ale po chwili z mroku zaczął się wyłaniać Hełm Thora (NGC 2359). Na razie ledwie dostrzegalny, potem wyraźniejszy, by stać się w końcu oczywistym, choć wciąż bardzo słabym kłębem nieokreślonego kształtu. Dalej, na południu, ujrzałem gromadę Karoliny (NGC 2360), niezbyt dużą, acz świecącą całkiem jasno. Nie dostrzegłem jednak pojedynczych słońc. Do tej dwójki przyłączyła się wkrótce NGC 2345, jaśniejąca gdzieś pod Mewą i pod dwoma słońcami ponad 7 wielkości, i trójka połyskiwała teraz w jednym polu, świecąc każde na inny sposób. Najokazalej gromada Karoliny, potem NGC 2345, w końcu blady, trudno dostrzegalny, unoszący się nad gwiazdowym krzesłem Thor. Wreszcie osobliwa trójka znikła, a na jej miejsce pojawiła się przecudowna para lśniących gromad Messiera. Nad M47 połyskiwała NGC 2423, obie gromady zaś zdawał się łączyć sznur z gwiazd. Z północy na południe, tuż obok M47, opadł satelita. W szarej masie M46 pływały dwie, trzy gwiazdy. Ruszyłem na północ, do Melotte 71. Mglisty, okrągławy obłok był wyraźny i oczywisty, jednakże po spektakularnym widoku gromad Rufy, nie wywarł większego wrażenia. Gromada wciąż mieściła się w jednym polu z parą Messierów. Znalazłem się na północno-wschodnim rogu psiego podwórka i zatrzymałem przy NGC 2539. Poznałem ją po tym, że obok gwiazdy wisiała chmura, jak dymek na tekst w komiksach. Kątem oka w owej chmurze widziałem osobne gwiazdy. Udałem się na północ i minąwszy jaśniejsze słońce, skręciłem na zachód, by w końcu natknąć się na NGC 2506. Była to jednolita, nieduża kula mgły, bez śladów gwiazd. Oba obiekty mieściły się razem w kadrze z NGC 2539, ale były na tyle blisko krawędzi, że obraz nie był dobry. Żuraw zaskrzypiał, wygiął się i chwilę później w lornetce świeciła już Rozeta. O, panie i panowie, co to był za widok! Nie mogłem oderwać oczu od Rozety, bowiem mgła tak silnie i tak daleko otulała drabinkę z sześciu gwiazd, że trudno było uwierzyć. Najsilniej poświata kumulowała się na łuku północno-zachodnim. Przepiękny widok! Amazing! Amazing!... wołałem w duchu. Musiałem jednak opuścić Rozetę, na jej miejsce pojawiła się gromada NGC 2301. Sznureczek słońc wił się pionowo, po czym gwiazdy ułożyły się w literkę Y z przegiętym ogonem. Najwięcej działo się jednak w centrum, gdzie było jasne zgrubienie – tkwił tam jakiś zlepieniec z gwiazd. Żuraw znów wydał z siebie cienki skrzek, a w lornetce zobaczyłem NGC 2264 z silnie świecącym korzeniem, to jest gwiazdą S Mon, lub jak kto woli 15 Mon. W ogóle cała Choinka z każdą chwilą jaśniała. Szukałem Zmiennej Mgławicy Hubble'a, ale nie pamiętałem gdzie dokładnie jest, toteż po krótkim rozeznaniu odpuściłem. Żuraw raz jeszcze przeraźliwie zaskrzypiał, a ja przez chwilę, niezupełnie poważnie, patrzyłem w miejsce, gdzie znajduje się Abell 21. Jednak żadnej Meduzy nie było. Chciałem zobaczyć M35, lecz zasłaniały ją gałęzie świerków, więc przeniosłem całe stanowisko kilka metrów dalej i skierowałem dwururkę na plamkę światła. W kadrze rozbłysła róża utkana z mrowia gwiazd. W jej pobliżu świeciły słabo dwie plamki światła, które okazały się być gromadami IC 2157 oraz NGC 2158. Nie zapomniałem też o Głowie Małpy (NGC 2174), której wyraźna poświata otulała gwiazdę. Nisko na zachodzie stał Orion. Skierowałem w tamtą stronę lornetkę, chcąc sprawdzić, czy tli się Płomień. Mgławica M42 wciąż była bardzo piękna, choć nie tak, jak to bywa, gdy jest wysoko. Nad nią widniały słabe ślady mgławic refleksyjnych, wyżej zaś wisiało kilka gwiazd luźnej gromady NGC 1981. Ale przy wschodniej stronie Pasa Oriona nie palił się już żaden Płomień. Jedynie powyżej, gdzieś nad Pasem i w lewo, wisiał malutki kłębek mgławicowości M78. Odwróciłem żurawia i wycelowałem go w całkiem inny rejon nieba, ponad wielkie W Kasjopei, i dalej w prawo, za trzy gwiazdy 42 Cas, 48 Cas i 50 Cas. Była tam rozległa, ale ładnie odróżniająca się od tła, wyraźna gromada Collinder 463. W jej podłużnej sylwetce naliczyłem szybko jakieś dwa tuziny gwiazd. Teleskop Słońce już dawno znikło za horyzontem. Kręcąc lornetką po nieboskłonie, malowałem łuki, zataczałem koła, kreśliłem pasy poziomo i pionowo, chwytałem za krawędź teleskopu i filowałem celownikiem nad zachodnim widnokręgiem, to znowu wyginałem żurawia i obtańcowywałem dookoła jednego i drugiego. W końcu w lornetce pojawił się na chwilę cieniutki jak nitka, ledwie dostrzegalny, blady kosmyk. Za chwilę znikł i znów nie mogłem go odnaleźć. W końcu niebo przygasło na tyle, że przypominający haczyk na ryby Księżyc pozostał już w Nikonie, a potem znalazłem go w teleskopie. Białawy, lekko zarysowany łuk z każdą minutą nabierał kontrastu i w końcu pojawiły się pewne oznaki struktur. W powiększeniach 60 i 107-krotnych wyglądał pięknie, w 319, choć nie mieścił się w kadrze, obraz był słaby. 1.6 procentowy Księżyc wywarł na mnie tak duże wrażenie, że pokazałem go mamie. Łuk w kształcie zęba od zgrabiarki w końcu zawisł w teleskopie tuż nad płotem. Przez pewien czas Księżyc widać było na żywo. Zostawiłem na trawie teleskop i żurawi trójnóg. Wróciłem kilka godzin później, bez lornetki, i obserwowałem parę lwich galaktyk, to jest NGC 3227 i NGC 3226 a także NGC 3222 i NGC 3213. Zorientowałem się nagle, że galaktyki przygasły. Spojrzałem w górę. Po niebie sunęły chmury o jasnobiałych brzuchach, płynąc leniwie jak dym z komina w niemal bezwietrzną noc. Musiałem poczekać, a gdy tylko Lew otrzepał się z białego puchu, ponownie obserwowałem te same galaktyki. NGC 3227 początkowo odsłoniła owalne halo, jednak z czasem owal przestał być owalem i kształt stał się nieco dziwny. Sąsiednią NGC 3226 potraktowałem trochę po macoszemu, właściwie nie zmieniała się ona poza jasnością. Pod koniec obserwacji, gdy miałem powiększenie 319-krotne, NGC 3227 znów się zmieniła. Miałem wrażenie, że po przeciwnej stronie jądra względem eliptycznej N3226 pojawia się poświata. Po powrocie do 14mm ulotna chmurka wciąż tam chyba była. W bliskim sąsiedztwie tych galaktyk całkiem łatwo widoczna była nieduża NGC 3222, a nieco dalej dość słaba NGC 3213, lecz po czasie, jaki tam spędziłem i ona pojawiała się stosunkowo łatwo. Chmury tymczasem odsłoniły gromadę M44. W jej pobliżu odnalazłem galaktykę IC 2423, która świeciła bardzo słabo, lecz pewnie. Pamiętając tym razem dokładnie wzory i inne mikroasteryzmy, odnalazłem maleńki trójkącik z gwiazd, a zaraz po nim inne gwiazdy, wreszcie wzór, na który czekałem. Po chwili zobaczyłem maleńką bladą kropkę. Oto sygnał z galaktyki aktywnej OJ 287. Zaiste dziwna to była chwila. Chciałoby się czegoś doznać, poczuć jakieś emocje. Lecz wydarzenie nie miało w sobie nic głośnego. Ot, błyskające z trudem tycie światełko, które przeleciało niebywałe 3,5 miliarda lat świetlnych bym mógł je zobaczyć. Gdzieś obok płynął maleńki trójkącik z gwiazd. Chmury zjawiały się nie wiadomo skąd i odchodziły. W okularze pojawiła się na krótki moment galaktyka M109, potem NGC 3953. Następnie przyjrzałem się M51 (wraz z NGC 5195), której ramiona pięknie zawijały się wokół jądra w mniejszych powiększeniach, w ponad 300-krotnych zaś rozrywały na strzępy. Chmury pojawiały się to w Lwie, to w Raku, to w okolicach Wielkiego Wozu, to znowu w Pannie. Nisko nad zachodnim horyzontem pulsowała przygaszona Betelgeza. Gdy w Lwie robiło się czysto, walczyłem z Regulusem, który wciąż pilnował Leo 1 niczym warujący pies. Następnie, skryty pod kocem, szukałem w ciemnościach Wielkiej Niedźwiedzicy galaktyk Arp 148, ale nie było nic. Na koniec dostrzegłem nieoczekiwanie trapez Herkulesa wspinający się na wschodzie, co wywołało jakieś przyjemne uczucie, i wycelowałem teleskop w kierunku M13, rozmyślając o tym, że gdzieś tam, między mną a gwiezdnym potworem, mknie w przestrzeni wiadomość, którą wysłano do potencjalnych istot. Wielka Gromada Herkulesa wisiała w ciemności, fotograficznie piękna, rozpryśnięta w drobny mak, lśniąca tysiącem migoczących iskier. Zarzuciłem na siebie koc i odcinając się od świateł ziemi, patrzyłem na bezdenny, idealnie okrągły otwór niczym magiczna studnia, w której skrzyły się gwiazdy i inne cuda.
  18. 2 punkty
    1 kwietnia - i nie jest to prima aprilis...
  19. 2 punkty
    Wyciągi są już zamontowane i przede wszystkim przetestowane na placu boju Osiowość jest zachowana przy skrajnych pozycjach - 12 mm wysuwu, a o wygodzie nie będę wspominał bo komfort obserwacji poprawił się wielokrotnie Na fotce z ATMowymi ( a jakże ) okularami.
  20. 2 punkty
    Właśnie,to jest dla tych delikwentów misja.Gdy takiego wyśmiejesz czuje się jak męczennik co najmniej niosący światło wśród ciemniaków. Dlatego bardzo podoba mnie się to co napisał Perseus.
  21. 2 punkty
    Dokładnie TAK. Nie karmić to u nas zdechnie
  22. 2 punkty
    Wszyscy prawdziwi astro-miłośnicy, gdzieś w duszy, oczekują z zapartym tchem, drugiego słońca na niebie, czyli wybuchu tzw. supernowej. Taki rozbłysk "drugiego Słońca" obserwowali już Chińczycy w 1054r. Najlepszym kandydatem na "drugie Słońce" jest oczywiście czerwony nadolbrzym w gwiazdozbiorze Oriona Betelgeza – , dziewiąta pod względem jasności gwiazda na nocnym niebie. Astronomowie dotychczas uważali, że ma masę równą 15–20 mas Słońca i rozpoczęła życie jako błękitna, gorąca gwiazda typu widmowego, około 8–8,5 miliona lat temu. Uważano też powszechnie, że do czasu przekształcenia w czerwonego nadolbrzyma, straci masę w dużym tempie przez potężny wiatr gwiazdowy. Astronomowie przewidują, że znajdująca się przy końcu ewolucji gwiazda w stosunkowo niedalekiej przyszłości, wybuchnie jako supernowa i osiągnie wówczas blask przekraczający jasność Księżyca w pełni oraz będzie widoczna w dzień, jednak nie zagrozi życiu na Ziemi Mgławica planetarna – to już pewne, los Betelgezy! Niestety najnowsze badania wykazują że Betelgeza jest o wiele bliżej i nie jak wcześniej sądzono, odległa od Słońca o około 640 lat świetlnych a o 130 lat w rzeczywistości. Na domiar złego gaśnie i stąd pochodzi zauważony spadek jej jasności. Niestety po ustaniu reakcji w jądrze helowym, które uległo kontrakcji, pod wpływem własnej grawitacji rozedmie się! To co uznawano dotychczas święcie, przez lata za czerwonego nadolbrzyma, jest tylko ekspansją otoczki, która powoduje znaczne zwiększenie rozmiarów gwiazdy. W skutek tego, moc w gwieździe jest wyświecana ze znacznie większej powierzchni i spada zarazem jej obserwowana temperatura powierzchniowa, tym samym następuje zmiana barwy gwiazdy w kierunku czerwieni. Stąd ten rzekomy czerwony nadolbrzym! Niestety jej masa z powodu znacznej bliskości jest o wiele mniejsza niż sądzono. W rzeczywistości Betelgeza ma masę mniejszą niż 2,5 masy Słońca i jest na tyle chłodna, że temperatura wymagana do zainicjowania reakcji syntezy węgla z helu, może być osiągnięta dopiero przy znacznej kontrakcji jądra. To już się stało - jest już ono tak gęste, że zdążyło ulec degeneracji. Jedynie na co liczyć możemy to tzw. błysk helowy, czyli zapłon reakcji syntezy helu z wodoru. Faza czerwonego olbrzyma trwa już kilka milionów lat i niedługo skończy się, a gwiazda odrzuci otoczkę w postaci mgławicy planetarnej, wewnątrz której pozostanie zdegenerowane jądro – biały karzeł. W rzeczywistości to już miało miejsce jednak fotony do nas jeszcze nie dotarły! I teraz oglądany obraz Betelgezy, zwiększony ok. 200-krotnie, jest podobno czerwonym olbrzymem a wkrótce objawi się nam jako mgławica planetarna, fotony po śmierci Betelgezy lecą do nas z prędkością świata i niedługo zobaczymy słaby błysk helowy i mgławicę planetarną w "tzw. pasze olbrzyma" Mgławicę zaobserwował i sfotografował już położony na Czukotce teleskop Gregoria Pierdopytina z eksperymentalnym lustrem wodnym! Niebawem ją taką ujrzymy! Źródło: Kaszevskij-Termos News Zdjęcie Betelgezy wykonane w 2020 roku Pierdopytin Gregorii observatory ICP©
  23. 2 punkty
    I coś dla widzów w pierwszym rzędzie. Morze Wężowe wraz z przyległościami ? Polecam pełną rozdzielczość - akurat raz trafił mi się w miarę przyzwoity seeing. Z ciekawostek - jest to zrobione ordynarną kamerką za 170 zł.
  24. 2 punkty
    Mam i ja. Coraz bardziej lubię maka 90, bo miałem tylko pół godziny czasu, a się wyrobiłem z szybkim ogladaniem i foto lustrzanką. Stack kilku klatek Canonem 550D:
  25. 2 punkty
    "Mój łysolek" z wczorajszego wieczorka. Zastanawia mnie tylko, czemu wygląda tak samo jak na Waszych fotkach...
  26. 2 punkty
    Może to lekki falstart ale jedna z najefektowniejszych koniunkcji tegorocznych zbliża się wielkimi krokami (a poza tym inni już zaczęli). Wenus wkroczyła raźnie do Byka a jej blask sięga prawie Plejad. Oczywiście 43-procentowy Księżyc w pobliżu bardzo miesza, ale w momencie przechadzki Wenus pomiędzy Siostrami jego blask będzie jeszcze dużo większy. Dwie fotki z dzisiejszej nocy a) spajkowo: C6d+S100-300/4 @300/5 1x60s ISO1600 b) możliwie bezspajkowo: C6d+C200/2,8 @4,0 1x60s ISO1600
  27. 2 punkty
    Jedna klatka 1/125s z ręki. Nikon Coolpix P950 - nowy nabytek na ptaszki i przyrodę głównie
  28. 2 punkty
    Taki teraz mi ,,świeci" i Canonkiem 550D z kiciakiem jego światełko złapałem No i Wenuska na 1:1
  29. 1 punkt
    Można powiedzieć że z miasta obiekt u mnie cały w łunie L 28 x 300 RGB 15 x 300 Asi 1600 mm i ed apo 71 mm .
  30. 1 punkt
    Może można by wspomóc zdychanie. Ja byłbym za tym, żeby przerzucać tematy do właściwych działów. Czyli brak chmur na zdjęciach w Google Earth, to nie są zagadnienia z zakresu zjawisk astronomicznych. Fajnie by było, gdyby takie tematy spadały do Astrokafejki. Druga sprawa to ciekawe, czy można włączyć jakąś opcję ignorowania danego użytkownika. Chciałbym aby tematy danego użytkownika mi się nie wyświetlały. Więc jak dany delikwent sobie zasłuży, to go zaznaczę i jego tematy nie będą mi się wyświetlały i mam nadzieję, że jak zaśmieci czyjś wątek to moderatorzy go szybko odłączą, do oddzielnego wątku i wrócimy do -> jego tematy nie będą mi się wyświetlały. Wracając do "dlaczego u nas piszą ?" - myślę, że część osób robi to z nudów. A inna część może nawet w to wierzy, ale wtedy stosuje metodę - każdy argument można zanegować, podważając wiarygodność danych, przekręcając prawa fizyki czy przez stosowanie nie do końca prze zemnie rozumianych sposobów dowodzenia swoich twierdzeń : https://maxhumor.pl/teksty/Rodzaje_dowodow_matematycznych-13.html.
  31. 1 punkt
    Wenus - Bogini Piękności. Czytaj więcej » Wyświetl pełny artykuł
  32. 1 punkt
    To teraz lepiej przestaw, bo jak Ci ktoś przypadkowo zrobi nalot na chatę, a data nagrania będzie sprzed miesiąca, to powiedzą, że was obrobił golit, tfuuuu bolid
  33. 1 punkt
    Takich nie brak,to trolle i nie ważne Janku czy mniej lub bardziej chory,troll to troll.Wywalisz drzwiami,oknem włazi. I na Tym Forum był kolo co pod innym nickiem wracał. Coś na zasadzie "moje bardziej mojsze" i stąd odporność na jakiekolwiek argumenty...
  34. 1 punkt
    Tak wygląda przeważnie wykres gudingu w PHD 2 z moim setupem. Uważam, że jak na tej "klasy" montaż, to nie jest tragicznie.
  35. 1 punkt
    Hej 14.03.2020, TLAPO804, ASI071, 5h mat Czystego nieba
  36. 1 punkt
    Płaszczaki to jest naprawdę wyjatkowe zjawisko. Część z nich to osoby zaburzeniami psychicznymi, część to trolle, ale według mnie większość to jednak ludzie, którzy są po prostu na bakier z nauką i próbują z jakich dziwnych powodów obalić to czego nie rozumieją. Rozmowa na argumenty nie ma sensu, bo zmieniają temat, kłamią lub uciekają, najlepszą reakcją jest ignorowanie lub wyśmiewanie W celach humorystycznych popatrzcie na tego osobnika: https://www.youtube.com/watch?v=5eTH4AtujPs aż strach pomyśleć jakby przyszedł tutaj
  37. 1 punkt
    Kochani! Najpierw Wenus opasana wstęgą ziemskiej atmosfery, a potem nagusieńka jak ją Pan Bóg stworzył - takie atrakcje funduje nam kwietniowe niebo A.D. 2020 Tej wiosny Wenus jest wręcz olśniewająca, więc nic tylko patrzeć - zwłaszcza, że na początku kwietnia ma towarzystwo w postaci prześlicznych Plejad. Sama zaś planeta świeci tak jasno, że możemy zapolować na rzucany przez nią cień. Wyniki mojego eksperymentu (i nie tylko) do zobaczenia w filmowym kalendarzu astronomicznym. Zapraszam!
  38. 1 punkt
    Po długiej przerwie udało mi się rozstawić teleskop SW 100ED + Barlow 2x
  39. 1 punkt
    meade lx200 8" , canon 600d ,
  40. 1 punkt
    Teleskop: Bresser 127/635, kamera: ZWO ASI 178 mm, filtr: Astronomik zielony, montaż: SW HEQ5. Stack z 4600 klatek, 1/45 sek. Obróbka: AS3!, Registax 5, FastStone Image Viewer. Seeing 4/10.
  41. 1 punkt
    O dziwo nawet Mak 90 coś łapie w UV (materiał z 23 marca) - wersja zwykła i drizzle 1,5x
  42. 1 punkt
    No to zaczynamy polowanie ? Z dzisiaj.
  43. 1 punkt
    Wenus z poniedziałku :), jak na razie najlepszy mój materiał, nie wiem czy więcej z tego zestawu wycisnę. Jak poprzednio SCT8"+Chameleon 2. Wersja normalna i drizzle 1,5x :
  44. 1 punkt
    Wenus już rośnie znacząco z dnia na dzień, jednocześnie staje się coraz cieńsza Faza jest już bliska połówki 52% a rozmiar to prawie 23'' Przy tych "parametrach" to najlepszy okres do łapania detalu w UV.
  45. 1 punkt
    Hardkorowy obiekt tygodnia Satysfakcję dał mi, nie przez to jak wygląda w okularze, ale tym, czym w rzeczywistości jest. Tak jak pisał Łukasz, żeby dorwać paskudę potrzebne jest zgranie wszystkich elementów: przejrzystość, adaptacja, umyte lustro, mocna kawa itp . Jescze raz przytoczę lakoniczny zapisek z obserwacji 16", podczas wyjątkowo dobrego warunu poczyniony w tym wątku: Abell 30 w Raku - kółeczko o średnicy 127" i jasności 13mag. Samo centrum dość łatwe, w wyższym powiększeniu staje się niegwiazdowe tz o nieostrych granicach. Otoczka trudna - wyskakuje momentami, tylko zerkaniem i raz na jakiś czas - najlepiej widoczna w BCO32mm (źrenica 7mm) z OIII. Później jeszcze zastanawiało mnie to, czy to niegwiazdowe centrum, to rzeczywiście przebłyski powtórnie utworzonej mgławicy planetarnej? Czy może obok gwiazdy centralnej jest jakaś słabiutka gwiazdka tła powodująca ten efekt?. Do refleksji zmusiło mnie zdjęcie poniżej w paśmie "Continuum" źródło: https://www.cloudynights.com/topic/571003-abell-30-a-rare-born-again-planetary-nebula/
  46. 1 punkt
    Dzisiejszy cel został niejako „zaanonsowany” całkiem niedawno przez Michała, opisującego swe wrażenia z nadzwyczaj udanych obserwacji na górskiej miejscówce. Zaręczam jednak, że w moim przypadku pomysł „urodził” się niezależnie i to już parę ładnych lat temu, a prób dostrzeżenia obiektu też było kilka – niestety, wszystkie nieudane. Przełom przyniosły dopiero obserwacje 20 lutego tego roku, przy bardzo dobrej przejrzystości atmosfery, po opadach śniegu i przejściu frontu; pomogła też obecność mgieł odcinających LP z miejsc położonych poniżej, no i górowanie obiektu (ok. godz. 22). Porażkę zaliczyłem kilka dni wcześniej, gdy po niebie przewalał się delikatny woal cirrusa. Tu po prostu nie ma miejsca na kompromisy – tak zwane waruny muszą być konkretne i kropka. O inszych oczywistych oczywistościach, czyli niezbędności filtra OIII i konieczności nawet nie dobrej, a pełnej adaptacja oka do ciemności (obiekt zaczął nieśmiało wyskakiwać dopiero po ok. 30 minutach od rozpoczęcia sesji) wspominać chyba nie muszę. Abell 30 (czy raczej miejsce gdzie się schował) jest bardzo łatwy do namierzenia - szukamy go kawałeczek na południowy - wschód od Messiera 44, w okolicy gwiazdki δ Cnc o jasności niecałych 4 magnitudo. Pomocna będzie szczegółowa mapka, na przykład taka ze strony Rainera Vogela: http://www.reinervogel.net/pdf/Abell_PN.pdf By przeprowadzić zakończoną sukcesem obserwację, niezbędne jest wygenerowanie dużej źrenicy wyjściowej; u mnie w użyciu był superplossl Meade 26 mm i wielokrotnie sprawdzony w takich sytuacjach Asferyk 31 mm (oba dają źw w okolicy 6 mm). Najlepszy widok odnotowałem w Meade, niemniej nawet wówczas była to tylko trudna do detekcji poświata, niewielka, o nieokreślonym kształcie, widoczna wyłącznie zerkaniem. Chwilami miałem wrażenie istnienia czegoś malutkiego, nieco jaśniejszego wewnątrz – na granicy zwidów. A30 to kres możliwości lustra 350 mm pod moim niebem. W poprzednio używanym dwunastocalowym Taurusie obiektu nie byłem w stanie wyłapać. Większe apertury – od 16 cali wzwyż – sprawę znacząco ułatwiają, jednak nawet i one nie wybawią nas od konieczności opanowania techniki zerkania. Własnych doświadczeń tutaj akurat nie mam, a posiłkuję się raportem Uwe Glahna z obserwacji newtonem 27”. Zwiększenie powerku do nieco ponad 100x skutkuje zniknięciem zewnętrznej otoczki, natomiast nieco wyraźniej objawia się to „coś” z centrum – taki bardzo delikatny, lecz ewidentnie niegwiazdowy kłębek światła. Podsumowując – to obserwacja pewna, wracałem do obiektu kilka razy, poświęcając mgławicy łącznie ok. 30 minut. Co tam jeszcze? No tak, jej rozmiar to 127”, jasność 13mag, zaś odległość 5500 lat świetlnych od Domańskiego Wierchu. źródło: https://www.esa.int/ESA_Multimedia/Images/2012/11/Abell_30_a_born-again_planetary_nebula Dobra, ale czym różni się ta planetarka od setek innych, niejednokrotnie znacznie efektowniejszych wizualnie? Ano, jest jak Łazarz, bo to mgławica powstała z martwych czy może odrodzona („reborn”). Po uformowaniu pierwotnej, zewnętrznej mgławicy (co nastąpiło jakiś 12.5 tys. lat temu) gwiazda na krótko „odżyła”. Jak to możliwe? W bardzo rzadkich przypadkach reakcje syntezy jądrowej w regionie otaczającym jądro gwiazdy ogrzewają zewnętrzną powłokę gwiazdy tak bardzo, że staje się ona po raz wtóry czerwonym olbrzymem, po czym następuje powtórka sekwencji zdarzeń, lecz wszystko dzieje się już dużo szybciej niż za pierwszym razem. Mamy więc ponowne odrzucenie materii, na którą oddziałuje promieniowanie UV oraz szybki wiatr gwiazdowy i w rezultacie formuje się druga, znacznie mniejsza mgławica – taka „bańka w bańce”. Znanych jest tylko kilka podobnych obiektów (w sieci odnalazłem info, że raptem trzy). Zaintrygowani? Jeśli tak to cóż szkodzi poświecić kawałeczek sesji podczas marcowego nowiu, spróbować i dać znać jak poszło!
  47. 1 punkt
    Pisałem ostatnio w OT o Mgławicy Ostryga i coś mnie chyba te morskie tematy pociągają bo ostatnio spodobała mi się inna mgławica jesienno- zimowego nieba zwana Meduzą. Wizualnie dostępnych pozostałości po wybuchu supernowych można policzyć na palcach dwóch rąk. Pewnie ze względu na szybkość rozszerzania się pozostałości po wybuchu jest to zjawisko dość krótkotrwałe. Także nie czekajcie, obserwujcie https://apod.nasa.gov/apod/ap130109.html Długoczasowe fotografie IC443 zawsze robiły na mnie wrażenie. Mgławica ta przypomia mi płynącego przez bezmiar Kosmosu krabopodobnego stwora. Jednak jest to obiekt dostępny nie tylko astrofotografom. Dzięki filtrom i wizualowcy mogą uszczknąć nieco jego piękna. https://astropolis.pl/topic/24270-ic-443-sharpless-248-supernova-remnant/ Garść informacji o IC443: Data wybuchu supernowej jest mocno niepewna. Mówi się o okresie od 3tys do 30tys lat temu. To samo wydarzenie prawdopodobnie stworzyło gwiazdę neutronową o wdzięcznej nazwie CXOU J061705.3 + 222127. Co ciekawe, gwiazda ta porusza się z prędkością koło 800tys km/h od miejsca swoich narodzin. Sama mgławica jest wyjątkowym przykładem oddziaływania pozostałości po supernowej z obłokiem molekularnym. Po wybuchu masywnej gwiazdy rozgrzany bąbel gazu, rozszerzając się w ośrodku międzygwiezdnym zderzył się z wspomnianym wyżej obłokiem molekularnym. Często pomijany jest fakt, że na zdjęciach istnieją tak naprawdę dwie pozostałości supernowej - dodatkowe włókna w półnonej części należą do znacznie starszej SNR G189.6+3.3, która wybuchła ok 100 000 lat temu. Meduzę znajdziemy w gwiazdozbiorze Bliźniąt, niedaleko Eta Gem: Jasność mgławicy źródła podają na ok 12 magnitudo. Jest spora: 50'x40', jednak część dostępna obserwatorowi jest znacznie mniejsza . Jedni twierdzą, że lepiej ją obserwować z filtrem UHC, inni, że w OIII. To garść moich spostrzeżeń: Mgławica widoczna jest w 7" z filtrem OIII jako podłużne, lekko łukowate pojaśnienie ciągnące się przez pole widzenia okularu ES24mm 68stopni. W 16" z OIII jest tak jasna, że nie sposób jej nie zauważyć, ale fakt, miałem bardzo dobre warunki, zwłaszcza przejrzystość. Długo przekładałem filtry pomiędzy UHC i OIII i trudno mi jest powidzieć, który z nich jest lepszy. Miałem wrażene, że OIII uwypukla najjaśniejszą część, natomiast UHC powoduje, że mgławica nie jest tak jasna, ale bardziej "napuchnięta" Miałem jeszcze sprawdzić jak wygląda ta mgławica w 7" pod lepszym, górskim niebem, ale zapomniałem przesłony na tubus. Tak czy inaczej jest dostępna dla mniejszych apertur, ale tylko z filtrem. Podobno w większych teleskopach i pod lepszym niebem mgławica w swojej północnej części zaczyna przypominać Veila ze swoimi postrzępionymi włóknami : https://jaysastronomicalobservingblog.wordpress.com/2015/08/06/ Jest też coś dla miłośników wyzwań: południowo-zachodnia część mgławicy zaznaczona na zdjęciu poniżej. Na deepsky forum donoszą o dostrzeżeniu tych partii mgławicy pod ciemnym niebem w teleskopie 15" uzbrojonym w filtr UHC i źrenicy 5-6mm. W filtrze OIII ta część jest niewidoczna nawet w 22". Inni obserwatorzy donoszą, że widoczne są i inne części "odnóży" meduzy i włókna odchodzące od najjaśniejszej części mgławicy ale tylko z wykorzystaniem filta NBP i oczywiście pod ciemnym niebem. Próbowałem się zmierzyć z tym tematem, ale do końca nie jestem pewien, czy były to strzępki mgławicy, czy pasemka słabych gwiazd, których tam nie brakuje. http://www.reinervogel.net/pdf/Sharpless.pdf Do studiowania struktury tej mgławicy przydaje się też dobra mapka i zdjęcie. Reiner Vogel odwalił kawał dobrej roboty zamieszczając w pliku pdf wszystkie obiekty z katalogu Sharpless. Na stronie 447 jest i nasza bohaterka: http://www.reinervogel.net/pdf/Sharpless.pdf Polecam również świetny artykuł https://jaysastronomicalobservingblog.wordpress.com/2015/08/06/ dotyczący obserwacji pozostałości po wybuchu supernowych. Spróbujcie i dajcie znać jak poszło!
  48. 1 punkt
    W tym odcinku pozostaniemy przy gwiezdnych żłobkach (jak w grudniu, gdy na warsztat trafiła NGC 1579), a jednocześnie postaram się nawiązać do kapitalnego odcinka sprzed kilku lat, moim zdaniem jednego z najlepszych w historii tego cyklu. Jego autorem jest niejaki Panasmaras, odnośnie którego czekam, aż mu się w końcu odmieni i raczy wrócić do astro. Marek, długo jeszcze? Najpierw może starhopping – znów zaczynamy od litery „L” utworzonej z gwiazd Atik, Menkib i o Per, po czym odbijamy kawałeczek (ok. 3 stopnie) na wschód od tej ostatniej. Po drodze mijamy jakieś tam Barnardy z początkowymi numerami katalogowymi (Marku, widzisz, jak przydałaby się tu twoja obecność? ), o których istnieniu przekonamy się widząc (a raczej nie widząc) ponadnormatywnie mało gwiazd w okularze czy szukaczu. Warto zatrzymać się na chwilę tuż „pod”, czyli na południe od o Per, gdzie przyczaiła się malutka, lecz bardzo wyraźna gromada otwarta, powiązana z mgławicą; to zresztą też rejon gwiazdotwórczy. Nawet w małym teleskopie nie da się przeoczyć mgiełki, którą otulone są nieliczne gwiazdy. Wszystko świetnie widać także w lornecie 100 mm - choć oczywiście apertura i powiększenie są wskazane, bo nie jest to specjalnie rozległy obszar. Większa lorneta wystarcza też do namierzenie naszego aktualnego celu; NGC 1333 przy stumilimetrowych obiektywach nie wypala może oczu, ale pod w miarę sensownym niebem nie sprawia problemów. Dość ulotna i zwiewna mgiełka dotyka „doklejonej” od jej północno – wschodniego krańca gwiazdki TYC 2342-624-1 o jasności 10.6mag – i to tyle. Numer 1333 z pewnością nie jest trudniejszy do wyzerkania od NGC 1579, więc jeśli ktoś podszedł z powodzeniem do tamtej, w tym przypadku także nie powinien napotkać trudności. NGC 1333 została odkryta w 1855 roku przez Eduarda Schönfelda. Zlokalizowana jest w zachodniej części Obłoku Molekularnego Perseusza i aktualnie uznawana za obszar najbardziej aktywny pod względem gwiazdotwórczym w tymże obłoku. Mgławicy towarzyszy ciemny Barnard 205. Masa materii skondensowanej w rejonie NGC 1333 szacowana jest na ok. 450 mas Słońca. Wewnątrz mgławicy (odległej o jakieś 1000 lat świetlnych od Ziemi) znajdują się liczne nowopowstałe gwiazdy, zgrupowane w dwóch klastrach. Rzecz jasna, ich blask w widzialnej części widma jest blokowany przez obszary pyłowe, jednak od czego mamy podczerwień i kosmiczny teleskop Spitzera: źródło: http://www.spitzer.caltech.edu/images/1523-ssc2005-24a1-NGC-1333-in-the-Infrared Generalnie, sporo się tam dzieje, przy czym jak dla mnie najciekawsze są obiekty Herbiga – Haro, będące zjawiskiem zarówno spektakularnym, jak i bardzo krótkotrwałym w kosmicznej skali czasu. Czym są obiekty HH już kiedyś wspominaliśmy, zatem wracamy do przywołanego na wstępie odcinka OT. Od siebie dodam tylko, że obiekt HH został zidentyfikowany po raz pierwszy w XIX stuleciu przez Amerykanina S.W. Burnhama podczas obserwacji gwiazdy T Tauri, jednak ich prawdziwą naturę odkryto dopiero kilkadziesiąt lat później, dzięki badaniom panów George'a Herbiga i Guillermo Haro. Tak widzi je teleskop Hubble'a (w podlinkowanym artykule podano nieco informacji odnośnie HH 7 do 11): źródło: http://www.sci-news.com/astronomy/hubble-herbig-haro-objects-ngc-1333-06773.html Dobra, pora na wrażenia z obserwacji średniodużym, czternastocalowym lustrem. W małych powerkach (50-70x) widać tylko mgiełkę, dość jednolitą - jeno znacznie wyraźniej niż w przypadku lornety. Nie umiałem dostrzec w niej żadnych niejednorodności. Dopiero wzrost powiększenia do stu kilkudziesięciu (APM 12.5 mm), a najlepiej ponad dwustu razy (Pentax XL 7 mm) pozwala ogłosić jakiś tam sukces przedsięwzięcia, a mianowicie pojawienie się detalu. Z góry zaznaczam, że pod moim podmiejsko – kiepskowiejskim niebem za cholerę nie da się wyzerkać tego, czego pożądałem najbardziej, a mianowicie obiektów Herbiga – Haro oznaczonych numerami 7-11 (kompleks) i 12. Z tego co wyczytałem jest to możliwe w teleskopach 16-20” (choć widać je dość słabo), więc będę jeszcze próbował w lepszych warunkach (Bieszczady lub Beskid Niski). Przy powiększeniu dwustukrotnym (źrenica wyjściowa 1.7 mm) w okularze robi się ciemnawo, a sam obszar mgławicowy przestaje być oczywisty, natomiast w rejonie jego południowo – zachodniego krańca wyłazi jedno dość słabe, ale wyraźne pojaśnienie z zatopioną w nim słabiutką gwiazdką; kolejne pojaśnienie, baaardzo malutkie i jeszcze bardziej ulotne, również z towarzyszącą mu gwiazdką (nieco jaśniejszą od poprzedniczki) odnajdziemy bliżej TYC 2342-624-1. Najjaśniejsza wizualnie część mgławicy, owalna, choć o nieco eliptycznym kształcie (rozmiar to jakieś 9x6'), rozciąga się na południowy – zachód od wspomnianej na wstępie gwiazdki 10.6 mag, w kierunku gwiazdy TYC 2342- 234-1 o jasności ok. 10 magnitudo. Filtry w żaden sposób nie pomagają, a wręcz przeciwnie – taki Astronomik UHC na przykład „zarżnął” obraz, no ale tego w przypadku mgławicy refleksyjnej raczej się spodziewałem. Na poniższej focie zaznaczyłem żółtą strzałką to, co udało się wyłuskać, zaś w czarnych ramkach są obiekty HH, których niestety nie zaliczyłem. źródło: www.sky-map.org To jak, spróbujecie i dacie znać jak poszło? Szczególnie zainteresowany byłbym raportami obserwatorów dysponujących lustrami w okolicy dwudziestu cali. Wiem, że takowi są, szkoda, że się ukrywają i rzadko kiedy coś napiszą... Sam przymierzałem się ostatnio do lusterka 500 mm, ale niestety – wyjazdowo raczej bym tego nie ogarnął. Co innego gdyby zamieszkać gdzieś na wsi...
  49. 1 punkt
    To oczywiste, że bez "szaleńców przyszłości" świat nie posuwałby się do przodu. Generalnie podzielam wizje Elona Muska i jego podobnych, ale uważam, że tacy wizjonerzy powinni dostrzegać nie tylko swoje cele, lecz także skutki ich realizacji dla ogółu. Idea dostępu do szerokopasmowego Internetu z każdego zakątka Ziemi jest godna pochwały, ale miejmy świadomość, że Musk nie robi tego z dobrego serca, tylko dla potężnego zysku. Starlink jest dobrze policzonym projektem biznesowym, w ramach którego za dostęp do netu z serca pustyni lub amazońskiej dżungli będzie trzeba słono płacić... Obawiam się, że znacznie większą cenę zapłacimy wszyscy - czy tego chcemy czy nie. Tą ceną jest - nazwijmy - "niebiański dobrostan". I patrzę na to szerzej niż z perspektywy zawodowego astronoma, amatora astrofotografii czy miłośnika nocnych obserwacji - ci powinni bić na alarm już teraz (i niektórzy to robią). Przy okazji - dziwi mnie jak wielu użytkowników forów astro pieje z zachwytu nad projektem Starlink. Idę o zakład, że za 8 lat ci sami ludzie jako pierwsi będą pikietowali siedzibę SpaceX. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że jeśli by zabrać nam widok nieba gwiaździstego w obecnej postaci, to Ziemia straciłaby przynajmniej połowę swojego piękna. Odpowiedz sobie na pytanie: dlaczego lubisz patrzeć w nocne niebo (jeżeli lubisz)? I czy naprawdę chcesz, by Elon Musk zrobił z niego dyskotekę? Jeden Pan Bóg wie jak zareaguje nasza psychofizyka na tak radykalną zmianę w obrazie firmamentu... A całe nasze dziedzictwo kulturowe związane z gwiazdozbiorami, ich historią, itd.? W ciągu kilku lat Elon Musk może skutecznie "zaorać" mapę nieba, którą ludzkość tworzyła od tysiącleci. Na niej zapanuje nowa konstelacja - Starlink, a ludzie na jej widok będą płakać. I raczej nie będą to łzy szczęścia...
  50. 1 punkt
    Hm... Może taki przelot to atrakcyjne dla niektórych zjawisko. Ale dla mnie, to jest tragiczne...Coraz trudniej zrobić kilkuminutową ekspozycję zdjęcia, by nie uwiecznił się na niej, przelatujący satelita. Zakłada się parki ciemnego nieba, walczy z gminą o ustawianie latarni by oświetlały drogi a nie świeciły w niebo. A tu proszę...Leci sobie kilkadziesiąt satelitów jeden za drugim,...A ma ich być jeszcze o wiele, wiele więcej. To jest HORROR !!! Ziemska orbita i tak już przypomina wielki śmietnik, i jak dotąd, nikt jej nie oczyszcza z tego kosmicznego złomu.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)