Skocz do zawartości

Ranking użytkowników

Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 21.01.2025 uwzględniając wszystkie miejsca

  1. Szybki i duży wzrost LP niestety zmusił mnie do szukania nowego miejsca obserwacyjnego, z lepszym niebem. Ponad 30 lat człowiek obserwował z podwórka (kiedyś B3/4, obecnie B5), a na starość trzeba ruszyć się w teren. Na szczęście znalazłem fajną miejscówkę, oddaloną o 35 km ode mnie, położoną na niewysokim pagórku (600 m n.p.m.), ze średnim SQM na poziomie 21.0–21.1 mag/arcsec². Od ponad roku przesiadłem się z „deklarowanego pirata” (Newtony 9,5", 14", ref. 6") na dwururkę — lornetkę prostą ATM 10×60 o polu 8° ,z kołami filtrowymi— i nie zamierzam wracać. W planach jest binobox 6", a docelowo, kiedyś, bino-Newton 10–12".Ale dość przynudzania. Końcówka grudnia odbiła się „czkawką mgieł” u wielu obserwatorów, a na mojej nowej miejscówce mgły(zlegające nizej) przez kilka nocy przyczyniły się do znacznej poprawy jakości nieba (SQM pokazało 21.3–21.4 mag/arcsec²). Zaliczyłem kilka fajnych obiektów, wiele zobaczyłem jak nigdy wcześniej — ogólnie uczta dla oczu! Pierwszej nocy SQM wyniosło 21.2 — trochę poszperałem w klasykach i nie tylko. Dopiero jednak dwie kolejne noce, 18 i 19 XII, z SQM 21.3–21.4 i rewelacyjną przejrzystością, dosłownie rozłożyły mnie na łopatki (co akurat nie jest problemem, bo obserwuję z bino-leżaka).Nie będę tego tutaj szczegółowo rozbijał — opiszę ogólnie, co udało się zaliczyć podczas tych dwóch sesji. Na dłuższą rozkminę poszła „Kalifornia” w zenicie, z filtrami Hβ 5.5 nm, choć najjaśniejszy fragment był widoczny także bez żadnych filtrów. Myślę, że szkic mówi sam za siebie i nie wymaga komentarza. Oczywiście jest i reszta klasyków,ale w zupełnie innej odsłonie .Sh2-264 — widoczny cały potężny kompleks (Hβ 5.5 nm), w który „tonęło” trio jasnych gwiazd ze „szczytu” Oriona. Struktura urozmaicona licznymi pojaśnieniami. Pętla Barnarda —pokazała się cała, monumentalna struktura (Hβ 5.5 nm), ciągnąca się w różnych odcieniach szarości od β Ori do γ Ori, stykająca się z Sh2-224. Głowa Czarownicy — obiekt „tabu”, który skutecznie opiera się zwłaszcza dużym aperturom z małym FOV (poniżej 3°). Wyraźnie widoczna, podłużna struktura (Hβ 5.5 nm) o rozmytych krawędziach, uniemożliwiających odczytanie jakiegokolwiek jednoznacznego kształtu czy zarysu. Ciekawość skierowała mnie w stronę Rozety, Cone Nebula oraz „Łuku Jednorożca”, którego pętla SNR G205.5+0.5 łączy te dwie mgławice — a właściwie do całego „ZOO” zróżnicowanych obiektów znajdujących się w ich sąsiedztwie. Na pierwszy ogień poszedł Hu 6 (SNR) — pozostałość po supernowej (OIII 7 nm). Nawet popełniłem szkic, który mówi więcej niż tysiąc słów. Potem przyszła kolej na Pętlę Jednorożca, którą oglądałem już wiele razy, nawet z podwórka — przy arktycznym powietrzu pokazywała się całkiem wyraźnie. Zawsze jednak intrygował mnie sznur mgławic pod Rozetą, tyle że nigdy nie miałem na tyle dokładnej mapy, by je jednoznacznie zidentyfikować. Tym razem było podobnie, z tą różnicą, że niebo nie pozostawiało wątpliwości — trafiłem na obiekt mgławicowy. Okazało się, że była to Sh2-280 (Hβ 5.5 nm).Co do pozostałych „gagatków” nie miałem już pewności — nie wspominając o SNR G213.0-0.6, o której istnieniu wcześniej nie miałem pojęcia DU 6 — przymierzałem się do niej kilka razy, ale zawsze brakowało odpowiedniego nieba, choć w Hβ 5.5 nm coś tam majaczyło… Tutaj, pod SQM 21.4, z filtrami OIII 7 nm, pokazała się wyraźnie (widoczna w obu pasmach: Hβ i OIII). LBN 292 — „wpadłem” na nią przy okazji obserwacji DU 6; wyraźny, jasny placek (OIII 7 nm). Monogem Nebula — podłużna struktura świecąca głównie w paśmie OIII, o długości ponad 10°, ciągnąca się od Polluksa w stronę Małego Psa. W linii pola widzenia świecił Jowisz, przez co, chcąc „wyrzucić” go poza FOV, mogłem złapać jedynie najjaśniejszą, zaznaczoną na mapie część (OIII 7 nm). Celując w zenit, zatopiłem się w Woźnicy i jego okolicach. Sh2-240 – Spaghetti Nebula O ile w małym polu widzenia większych i dużych apertur można „łowić” jedynie pojedyncze włókna, tutaj mgławica pokazała się w całości (OIII 7 nm). Pierwsze wrażenie to kompletny chaos — kłębiące się, niezwykle subtelne pojaśnienia. Czegoś takiego nie dałoby się naszkicować. Przy dłuższej posiadówce zaczęły jednak wyłaniać się grubsze łuki (prawdopodobnie nakładające się wiązki włókien). Nigdy nie widziałem tego obiektu tak wyraźnie jak tej najlepszej nocy, przy SQM 21.4 mag/arcsec². Mgławica świeci również w Hβ — jest widoczna, ale inaczej i wyraźnie trudniej niż w zjonizowanym tlenie. SNR G179.0+2.6-To dość nietypowy przypadek, w którym o wykrywalności decyduje powiększenie — i to w bardzo wąskim zakresie, około 8–12×. Duży binar 6" z filtrami OIII przy powiększeniach powyżej 20× nie był w stanie jej wykryć, nawet przy porównywalnym niebie i identycznym EP. Tymczasem obiekt bez problemu „wyskoczył” w ATM 10×60 (i nie jest to tylko moje doświadczenie).Tutaj kłania się odpowiednie dopasowanie powiększenia do jej częstotliwości CSF (patrz: O możliwościach dostrzegania, cz. 6). Sh2-216-Tutaj OIII 7 nm i duży FOV załatwiają sprawę nawet pod przeciętnym niebem — oczywiście przy bardzo dobrej przejrzystości. Sh2-221-Znacznie trudniejsza i mało czytelna. OIII, duży FOV i dobre niebo — to warunki kluczowe. LBN 755-Przy 10× z filtrami Hβ 5.5 nm — dostrzegalna. W przypadku Sh2-227 i Sh2-224 pewności brak — szukałem trochę „na pałę”, bo jakość mapy była słaba. Na koniec rzuciłem jeszcze okiem na Mewę — w zasadzie na cały ten kompleks. Filtr Hβ 5.5 nm bardzo ładnie wyłuskał całość, ale szczególnie zaskoczyło mnie południowe skrzydło, które wyraźnie schodziło w dół aż do dolnej gwiazdy (γ CMa) „głowy” Wielkiego Psa. Nigdy wcześniej nie widziałem tego w taki sposób. A zupełnie na sam koniec złapałem sporą część gwiazdozbioru Gołębia (Columba) — chyba dopiero drugi raz w życiu… Na tym kończy się kosmiczna opowieść ze spaceru po niebie. Pozdrawiam, Irek!
    30 punktów
  2. Transit ISS w Zatomiu Były momenty 😉 VID-20250327-WA0003_1.mp4
    27 punktów
  3. Z wczorajszego wieczoru, godzina 19:17 - 19:57. Sprzęt: Classical Cassegrain 8" F/12 + AM5 + ASIAIR Mini + CCD x0.67 + Canon 6D + UV/IR Cut Obróbka: SiriL + PS 61 x 30 sekund, ISO 1600, resize 50%
    25 punktów
  4. Jak zwykle pod koniec sezonu zapraszam do publikowania podsumowań Waszych osiągnięć astrofotograficznych mijającego roku. Moje dokonania to 16 projektów, 226 godzin akwizycji. Cztery zdjęcia zostały wyróżnione Top Pics Astrobin, trzy otrzymały status Top Pics Nomination.
    24 punktów
  5. W Szczecinie zorganizowaliśmy wraz z PTMA o,/Szczecin publiczne obserwacje. Przyszło naprawdę sporo ludzi. Zwykle tyle osoby widać tam tylko na imprezach masowych. Nie nastawiałem się jakoś bardzo na fotografowanie. Kilka zdjęć z wydarzenia:
    24 punktów
  6. Kometa wyciągnęła mnie z teleskopem w teren bo z balkonu nie mam na nią widoku. Cztery godziny materiału zbierane 27 września w klatkach po 45 sekund. Zbierane najprostszym Newtonem 150/750 oraz kamerką Qhy183C. Nawet korektora nie zakładałem 🙂
    23 punktów
  7. Przyznam, że chyba pierwszy raz tak bardzo nie wiedziałam jak podejść do napisania relacji, i tak trudno było mi ująć w słowa to, co widziałam. A potem stwierdziłam, że po prostu napiszę wszystko po kolei, i jakoś to poszło. Czas będę podawać w UTC. 😄 Na Islandii spędziliśmy łącznie tydzień - ja, Filip i nasz kolega z dziewczyną - przy czym pogodne nocki były trzy. Spośród nich zaś - dwie wykorzystaliśmy na obserwacje - w jeden wieczór byliśmy tak zmęczeni po całym dniu jeżdżenia i chodzenia, że padliśmy do spania niemal od razu po powrocie. Pierwsze spotkanie miało miejsce wieczorem 28 stycznia na drodze nr 1, gdzieś w połowie odległości między miejscowościami Vík í Mýrdal oraz Kirkjubæjarklaustur. Jak zawsze, praktycznie przez cały czas patrzyłam przez okno - stanowiło to nie tylko profilaktykę przed chorobą lokomocyjną, ale przede wszystkim pozwalało mi podziwiać mijaną okolicę, nawet jeśli było już stosunkowo ciemno. Niedługo przed godziną 19, dostrzegłam na coraz czarniejszym niebie jakieś pojaśnienie… jedno, zaraz potem drugie, oba powoli zmieniające kształt i położenie. Przez chwilę nie byłam pewna czy mi się nie zdaje, ale dosyć szybko wykrzyknęłam - Zorza! W samochodzie zapanowało poruszenie. Przez pewien czas zjawisko, widoczne póki co tylko z mojej części pojazdu, jawiło się niczym kilka łukowatych pojaśnień przesuwających się powoli wokół siebie, jednak w pewnym momencie zorza intensywnie pojaśniała i przybrała formę kilku falujących pasów, w których co jakiś czas rozbłyskiwały jeszcze jaśniejsze filary. Czasem fragment któregoś z pasów ustawiał się do nas krawędzią, co również potęgowało jego intensywność i nadawało mu wygląd ostrej igiełki. Widoczne gołym okiem stało się zielonkawe zabarwienie najjaśniejszych pasm, zaś w miejscach pojawiania się wspomnianych igiełek miałam momentami wrażenie bardziej różanego odcienia. Zorza była widoczna już nie tylko z mojego okna - ku zadowoleniu siedzącego obok mnie Filipa oraz naszych towarzyszy jadących z przodu - rozciągała się ona już w zasadzie na połowę nieba, od zachodu po wschód, przechodząc przez zenit i tańcząc na północnej części firmamentu. Wykonane na szybko zdjęcia telefonem z czasem naświetlania kilku sekund ukazały zielono-purpurowe meandrujące łuki upstrzone jaśniejszymi i ciemniejszymi filarami. Dynamicznie poruszającą się i zmieniającą kształty zorzę podziwialiśmy aż do dotarcia na miejsce noclegu. Przy przenoszeniu bagaży z samochodu do domku trudno było mi się oderwać od tego widoku, mimo że wiedziałam że wrócę do niego jeszcze tej nocy. Niedługo przed 21 wyszliśmy z Filipem na pole. Zorza akurat nie była ta jasna jak wcześniej, ale wciąż stanowiła zadziwiające zjawisko do obserwacji - jaśniejsze pasy falowały na tle delikatnej zorzowej poświaty obejmującej znaczną część nieba. Co jakiś czas trafiał się meteor - szczególnie często przecinając okolice Oriona. Swoją drogą, niebo tutaj było niesamowicie ciemne, znaczy się, tam gdzie akurat nie świeciła zorza. Zdobił je ogrom drobnych gwiazd zagęszczający się w pas zimowej Drogi Mlecznej, leniwie zmierzającej ku zachodowi. Pod tym rozgwieżdżonym niebem i falującą zorzą przyjęłam oświadczyny Filipa. Nie mogłam sobie lepiej wymarzyć tego momentu! Ale o tym może nie będę się rozpisywać. 😄 Około 22 udaliśmy się do domku by uzupełnić nieco zapasy ciepła. Zostawiliśmy jeszcze aparat ustawiony na timelapse, po który wróciliśmy po jakichś 30 minutach, by zagrzać go też nieco i wymienić baterię na naładowaną. Obejrzeliśmy też co zarejestrował w trakcie naszej przerwy - bardzo intensywne pojaśnienie zorzy, najsilniejsze dotąd. Ach, prawo Murphy’ego. No cóż. Wróciliśmy do obserwacji, niedługo później dołączyli też nasi towarzysze. Zorza wciąż była rozległa, zaś jej najjaśniejszy fragment stanowiły niemal równoległe do siebie pasma rozciągające się ze wschodu na zachód i przecinające zenit. Te delikatnie falowały niczym materiał poruszony bardzo delikatnym powiewem, subtelnie. Niezwykła była ta forma, na myśl przywodziła widok pierścieni, gdyby tylko takie posiadała nasza planeta. Kilkanaście minut po 23 zza wschodniego horyzontu wyłoniło się pojaśnienie, które szybko rozprzestrzeniło się ku górze. Pierścienie zafalowały. Wcześniej raczej spokojne pasy zaczęły teraz meandrować, zmieniając się naprawdę dynamicznie. Zorza rozbłysła zielenią. I różem! Szczególnie widowiskowe rzeczy działy się w zenicie, nie skłamię, jeśli powiem, że widok gołym okiem był jak ze zdjęć! Zorza widoczna od spodu w formie korony, szybko zmieniająca kształty, intensywnie zielona z różowymi krawędziami meandrów. Ten widok był absolutnie powalający! Szyja bolała od ciągłego zadzierania głowy ku górze, ale nie dało się oderwać od tego spektaklu. Fala intensywności przesuwała się stopniowo na zachód, i to właśnie tam rozegrała się kolejna część polarnego tańca. W pewnym momencie zorza pojaśniała jeszcze bardziej, do maksimum blasku tej nocy, wijąc się w skomplikowane falbany na zachodnim niebie i dając wrażenie zielonożółtych przebłysków skąpanych w zieleni. Świetliste pasma przechodziły w siebie, łączyły się i rozdzielały, niektóre poboczne znikały i znów się pojawiały. Co któryś moment, szczególnie w północnej części nieba, kolejne losowe filary rozbłyskiwały intensywnym światłem, po czym stopniowo zanikały. Trudno te widoki opisać słowami. Nawet w tamtej chwili nie wiedziałam jak mam wyrazić swój zachwyt - człowiek po prostu stał wpatrzony i nie mógł się oderwać od tego co widział. I to mimo przenikliwego zimna odczuwalnego coraz bardziej. A przynajmniej dla mnie - bo gdy zorza nieco się uspokoiła (choć wciąż była jasna i rozległa) - nasi towarzysze wrócili do ciepła. My zostaliśmy dłużej, choć w końcu i tak Filip musiał mnie niemal zaciągać siłą do domku, haha! Ale w końcu z trudem oderwałam się od zorzy - też byłam zmęczona po całym dniu i tych wszystkich emocjach. Kolejnego wieczoru delikatną zorzę dostrzegłam znowu z okna samochodu, tym razem w drodze powrotnej z Jökulsárlón. Jawiła się w formie bladego pojaśnienia nad północnym horyzontem, trochę jak szeroki i mglisty łuk rozciągający się niewysoko nad nim z zachodu na wschód. Zdjęcie telefonem ujawniło zielonkawe zabarwienie tego pasma. Było około 19:30. Gdy dojechaliśmy do domku, zorza wciąż wyglądała w podobny sposób. Jako że nie była zbyt intensywna, a my byliśmy bardzo zmęczeni, poszliśmy spać bardzo szybko. Trzeciego dnia pogoda miała się popsuć i pozostać taką do końca naszego wyjazdu, i jeszcze dłużej. Pierwotne prognozy w ogóle przekreślały szansę na jakiekolwiek obserwacje zorzy, ale gdy rano sprawdziłam je ponownie, okazało się, że po wietrznym i pochmurnym dniu ma przyjść nocne rozpogodzenie. Jakoś przed 22, czekając aż Filip skończy brać prysznic, uznałam, że co tam - posiedzę przy skierowanym na północ oknie, zobaczę jak tam chmury i a nuż zobaczę jakieś światła zorzy przebijające się zza nich. Już przy pierwszym zerknięciu przez szybę moim oczom ukazały się jasne filary falujące za strzępami ustępującego stratocumulusa. Zmieniały się bardzo dynamicznie, pojawiały się i znikały, rozbłyskiwały intensywną zielenią, a momentami też różem, po czym słaby i jaśniały ponownie. A to wszystko przez szybę! Wyleciałam pod drzwi łazienki, wołając do Filipa, żeby się sprężał i opisując zastane za oknem widoki. Gdy wyszliśmy na pole około 20 minut później, zorza była znacznie mniej intensywna i jawiła się jako zielona wstęga falująca nad północnym horyzontem, w której co jakiś czas rozbłyskiwały filary. Aparat ujawnił dodatkowo czerwone zabarwienie tańczące ponad zielenią. Przez większość czasu zorza była stosunkowo spokojna, a w pewnym momencie wręcz mocno osłabła, chociaż na zdjęciach wciąż było widać, że znaczna część nieba skąpana jest w delikatnej zieleni. A potem najpierw wschodnia część łuku rozjaśniła się nieco, po czym na jego przeciwnym krańcu rozpoczął się zorzowy taniec! Zielona wstęga pojaśniała na zachodzie i podniosła się wyżej ponad horyzont, przybierając kształt meandrującej rzeki, i to rozdzielając się na masę filarów i słupów światła, to łącząc się znowu w bardziej ciągłą strukturę. Wraz z upływem czasu najjaśniejsza część zorzy przesuwała się ku wschodowi, gdzie w pewnej chwili rozświetliła się tak mocno, że zieleń prześwietliła się na zdjęciach, a gołym okiem zaczęła być widoczna czerwień. Jeden z filarów wzniósł się wysoko i przez jakiś czas lśnił jeszcze rubinową barwą, podczas gdy pozostała część polarnych świateł mocno pociemniała. Zorza się uspokoiła i jedynie tuż nad północnym horyzontem jaśniał nisko zielony pas, nad którym aparat rejestrował delikatną czerwień. Momentami zafalowywał on na zachodnim niebie pstrząc się słabymi filarami. Po kilkudziesięciu minutach przerwy na grzanie, a więc jakoś przed północą, wróciliśmy do obserwacji. Zorza znowu zajmowała znaczną część nieba otulając je delikatną poświatą, w sumie podobnie jak pierwszej nocy, była jednak mniej intensywna niż wtedy i w obrębie tej poświaty wykazywała trochę inne kształty. Chooociaż… No dobra, widoczne w zenicie struktury były bardzo zbliżone, po prostu trochę słabsze. W ogóle te okołozenitowe pasma stanowiły jakby granicę zorzy, w kontekście całego zjawiska przywodziły na myśl krawędź jakiejś kopuły czy też po prostu owalu zorzowego. W owalu tym zaś co chwilę rozbłyskiwały smukłe filary jawiące się niczym ostre zielonkawe igiełki. Łączyły się one czasem w intensywne i nieco postrzępione łuki, które rozmywały się następnie w zorzowej poświacie. Cudowne to było! Filip był trochę mniej oczarowany - na nim największe wrażenie wywoływała intensywność i jasność, a pod tym względem zorza z nocy oświadczyn ustawiła poprzeczkę bardzo wysoko. 😄 Fifi wymarznięty zabrał się do ciepła może kilkanaście minut przede mną. Mnie znowu bardzo ciężko było oderwać się od tego zjawiska, zwłaszcza mając świadomość, że pogoda na pozostałe dni naszego wyjazdu nie zapowiadała się zbyt łaskawie. Tak więc stałam tak jeszcze i chłonęłam widok tego owalu zorzowego. Urzekało mnie zwłaszcza to jak wyglądał w zenicie - surrealistycznie! To patrzenie na zorzę całkiem od spodu, możliwość obserwacji jak przestrzennym jest zjawiskiem! Trudno mi opisać emocje, jakie wywoływał we mnie ten widok. A więc stałam tak wpatrzona w górę. Około 00:30 ostatecznie udało mi się oderwać od tego uroku zorzy i wróciłam do domku, a tam do ciepełka, farelki i Filipka.
    23 punktów
  8. Mam i ja 🙂 Wczoraj wieczorem się udało - tej nocki była podobno najbliżej Ziemi, poniżej 90 mln km. 40x30s Sony A7III i refraktor 80mm na AM3.
    22 punktów
  9. W końcu po 6 latach udało mi się zaobserwować zaćmienie. W 2019 chmury skutecznie zakryły niebo. Dzisiaj do 19:00 było podobnie, ale przed 20 niebo znacznie przejrzało. Wziąłem 8x42 oraz Nikona P950. Z podparciem rąk coś się udało zrobić 🙂 A widok w lornetce naprawdę ładny 🙂
    22 punktów
  10. 22 punktów
  11. Dla pełnego zrozumienia ,poruszanego tutaj zagadnienia, niezbędne jest zapoznanie się z cz.1 Obserwacja wizualna słabych, rozciągłych obiektów jest zasadniczo ćwiczeniem w wykrywaniu subtelnych zmian jasności; widzenie słabej plamy światła na ciemnym tle nieba, znane jako wykrywanie kontrastu. Kontrast określamy, przez stosunek jasności obiektu do jasności nieba. Jasność powierzchniowa obiektów rozciągłych i jasność powierzchniowa nieba są addytywne, oznacza to że kontrast między nimi jest określany przez dodanie jasności powierzchniowej obiektu(SBo) i j.pow.nieba(SBs) i porównanie z j.pow.nieba.(SBs).Ponieważ widzimy obiekty DS, patrząc przez atmosferę Ziemi, niebo i obiekt zachodzą na siebie w rezultacie ich jasności powierzchniowe łączą się, aby dać końcową widoczną jasność powierzchniową DSO.To wyjaśnia, dlaczego możliwe jest zobaczenie DSO o niższej jasności powierzchniowej niż niebo.Im ciemniejsze i bardziej przejrzyste jest niebo, tym większy kontrast. Rysunki 1-3 iIlustrują addytywną naturę jasności obiektu i powierzchni nieba. Prostokątne tło to„przestrzeń”. Mniejszy okrąg przedstawia obiekt głębokiego nieba. Większy okrąg przedstawia niebo, na którym obiekt jest obserwowany. Tam, gdzie obiekt i niebo się nakładają, ich jasności są addytywne, co określa kontrast obiektu względem nieba. W miarę wzrostu jasności powierzchni nieba — od lewej do prawej — kontrast się zmniejsza, a obiekt staje się trudniejszy do wykrycia.(Ferris .2005) Czy istnieje jakiś graniczny kontrast, który stanowi barierę wizualną(obiekt nie może być wykryty przez oko). Oczywiście, jest to tzw. kontrast progowy. Przeprowadzone w 1946przez Blackwella dokładne badania laboratoryjne , określiły kontrast progowy dla ludzkiego oka, na ok 2%,poniżej którego szum kwantowy uniemożliwia dostrzeżenie obiektu. W późniejszych latach niektóre doświadczenia określały ten próg na 1,2%-1.6%,ale skala badań i dokładność ,sprawiły że wartość progu kontrastu zmierzonego przez Blackwella wykorzystywana jest nadal w licznych pracach dot. tego zagadnienia. Blackwell stwierdził również ,że rozmiary kątowe obiektu, są ściśle powiązane z jego wykrywalnością. Duże obiekty oko wykrywa łatwiej.Jakie implikacje dla wizualnej astronomii niosą wartości kontrastu progowego? Rozdzielczość skotopowa nieuzbrojonego ludzkiego oka (nocne widzenie), to ok 20'-30',jeżeli rozmiar kątowy DSO jest mniejszy ,nie zostanie wykryty. Przy spełnionym warunku odpowiedniego roz.kątowego,progowa jasność powierzchniowa DSO,pod niebem 22MPAS dla nieuzbrojonego oka to ok .24MPAS.Zastosowanie instrumentów obserwacyjnych, pozwala obniżyć próg kontrastu do ok.26MPAS,i to już koniec ,niezależnie od wielkości używanej apertury. 26MPAS (czli 2%różnica) stanowi próg kontrasu,przy stałym widzeniu.Oznacza to że obiekt widać przez cały czas obserwacji, w przypadku "wyskakiwania" DSO ,doświadczony obserwator może osiągnąć próg do ok 27MPAS(obserwacje gal.Draco Dwarf .SB-26,13MPAS)podobnie zastosowanie filtów mgł.pozwala osiągnąc próg 0,5%-1% .(27MPAS-27.5 MPAS) Drugi istotny parametr to rozmiary kątowe. Ma to bezpośredni związek z budową naszego oka. Żeby można było dostrzec obiekt głębokiego nieba(DSO),musimy oświetlić odpowiednią powierzchnie siatkówki, co jest nieodzowne do pobudzenia odpowiedniej ilości pręcików(odpowiadających za wykrywalność zmian jasności),w innym przypadku sygnał zostanie pominięty "zlekceważony" i nie dotrze do naszego mózgu, obiekt pozostanie niewidoczny. Wielkość minimalna dla obiektów o niskiej jasności pow. to ponad 3*rozmiaru pozornego, widzianego w okularze. Czym mniejsza j.pow. obiektu, tym bardziej musimy zwiększyć jego wymiar. Przykład-włókno SNR o niskiej j.pow.(<25MPAS) ma rozmiar 220'x 4'.O ile jego długość pozwalała by go zobaczyć przy bardzo małych powiększeniach, o tyle szerokość już nie. Aby rozmiar pozorny szerokości wynosił ponad 3*musimy go powiększyć min. 50x(50x4' =200') Rys.4. Możliwości wykrywania, w zależności od pozornych rozmiarów przy różnych j.pow.nieba i obiektu(wg.M.Bartels) Jak widać ,obliczenie minimalnego powiększenia które umożliwi nam dostrzec DSO, uzyskujemy w prosty sposób. Ale co z powiększeniem optymalnym i progowym, po przekroczeniu którego obiekt przestaje być widoczny. Tutaj sprawa nie jest już taka prosta. Roger Clark w swojej przełomowej pracy"Visual Astronomy of the Deep Sky" 1991.zaproponował metodę przewidywania widoczności obiektów niegwiazdowych przy danym teleskopie, a także obliczania optymalnych powiększeń. Metodę oparł na wcześniejszej pracy Blackwella. Stworzył tzw.*Powierzchnie Blackwella/Clarka stanowiącą "tło" wykresów ,z których możemy odczytać przewidywania detekcji DSO dla teleskopów D 1,5"-16".Postaram się to przedstawić w łatwiejszy bardziej uproszczony sposób.Zakres maksymalnej średnicy źrenicy wyjściowej wynosi od 5 do 8 mm, w krokach co 0,5 mm, powinno objąć większość osób(Rys.5). Jeśli znasz maksymalną średnicę źrenicy swoich oczu, wybierz kolumnę, której najwyższa wartość jest najbliższa. Wszystkie wartości średnicy źrenicy wyjściowej zostały zaokrąglone do najbliższej dziesiątej części milimetra. Rys.5(wg.G.LeDrew. Przykład. Załóżmy, że twoja źrenica rozszerza się do 7 mm. Okular, którego używasz daje ci źrenicę wyjściową 2,8 mm. W tabeli pod kolumną oznaczoną „7,0” znajdziesz wartość „2,8” ,w wierszu dla pociemnienia o 2 magnitudo.To co teraz napiszę może szokować ,mnie zszokowało. We wszystkich aperturach przy wszystkich powiększeniach kontrast pozostaje stały. Przypominam że mówimy tutaj o obiektach rozciągłych, który mają swój rozmiar kątowy i j.powierzch. Nie dotyczy obiektów punktowych, które są poza zakresem tego zagadnienia.Niebo jest obiektem rozciągłym ma swoją jasność powierzchniową, jak M31, M33 lub jakikolwiek inny DSO. Bez względu na kombinację użytej apertury i powiększenia, jasność powierzchni nieba i jasność powierzchni obiektu zostaną zmienione w tym samym stopniu. Tak więc stosunek jasności, który określa kontrast, pozostaje niezmieniony. We wszystkich aperturach przy wszystkich powiększeniach kontrast pozostaje stały. Pójdę jeszcze dalej i powiem że teleskopy wręcz przyciemniają obraz w stosunku do tego widzianego nieuzbrojonym okiem. Wiąże się to z transmisją instrumentów, które nie mogą osiągnąć 100% sprawności. Ale przecież czym większa apertura, tym możemy sięgnąć głębiej. Zobaczyć słabsze galaktyki, ich gromady, malutkie mgł. planetarne, szczegóły mgławic, ramiona spiralne itp. Jak???Musimy wrócić do tego co było omawiane nieco wcześniej...ma to bezpośredni związek z budową naszego oka,a dokładnie z wielkością źrenicy wyjściowej(exit pupil-EP). Wartości w wierszach tabel ,zostały zaokrąglone. Myślę że tabele już dużo wyjaśniają. Wzrost powiększenia(tab.1) pozwala na dostrzeganie mniejszych szczegółów, jest to odniesione do DSO o jasnościach pow.>24MPAS, poniżej, rozdzielczość oka drastycznie spada, przez co szczegół wymaga większych wartości powiększeń. Chcąc zyskać rozdz. 17" w teleskopie 8"-powiększenie 86 x, spowoduje redukcję EP z 7mm do 2.3mm i obniży jasność obrazu prawie o 2,5mag.(Rys.5) ,przez co znaczna ich część nie zostanie wykryta. Duże powiększenia umożliwiają dostrzeganie małych DSO i szczegółów, ale przy odpowiedniej jasności obrazu, którą zapewniają duże i średnie apertury. Tabela 2, pokazuje wzrost źrenicy wyjściowej ,wraz ze wzrostem apertury dla powiększenia 160x(EP-1.6mm),które najczęściej używałem do obserwacji galaktyk w 9.5" teleskopie. Skrajna kolumna pokazuje powierzchnie oświetlonej siatkówki, jak wiemy kontrast pozostaje stały ,ale wykrywalność oka zwiększa się wraz ze wzrostem oświetlonej powierzchni siatkówki co przekłada się na zwiększenie ilości pobudzanych pręcików oka. Chcąc uzyskać w 24" teleskopie EP 0.6mm(tab.2).musielibyśmy użyć powiększenia 1000x!.Przy 160x obraz jest o 4mag.ciemniejszy(Rys.5)w 4" niż w 24",można więc śmiało powiedzieć że mało co widać. Wróćmy jeszcze do rzeczonego hipotetycznego włókna SNR (SB-25MPAS) rozmiar 220'x4'.Minimalne pow. umożliwiające wykrycie to około 50x, obiekt ma b.niską j.pow.co wymusza zastosowanie max.źren.wyjściowch 6mm- 7mm i nieba przynajmniej 21.5MPAS(Rys.4) .Jak pokazuje tab.1 optymalne warunki dają teleskopy 12"i większe. Niestety nie dało się krótko, zagadnienie kontrastów progowych wymaga bardziej rozbudowanego tematu. Oczywiście to tylko przykłady, przy niektórych DSO musimy wspierać się różnymi rodzajami filtrów. Słabe niebo znacznie niweluje efekt dużych apertur ,a dobrze radzą sobie lornetki. Przy dużych rozmiarach DSO mała apertura o dużym polu widzenia lepiej pokaże obiekt niż duża, przez którą nie jednokrotnie nawet tego obiektu nie wykryjemy. Te i inne tematy, będą poruszane i rozwijane w kolejnych częściach. Ze względu na dużą ilość zmiennych, w astronomii wizualnej ,wszelkie liczby i wyliczenia należy traktować z pewnym marginesem. Pozdrawiam Irek.
    22 punktów
  12. dało się uchwyć dzisiejsze zbliżenie zanim nadeszły chmury Oczywiście wizualnie przepiękne zjawisko. CC8" + ASI 462MC + UVIR Cut + Reduktor ogniskowej PiPP → AS3! → AstroSurface Stack 880 klatek Druga sekwencja z 2500 klatek
    22 punktów
  13. U mnie też były chmury na wschodzie więc Księżyc udało się dostrzec praktycznie pod koniec fazy całkowitej. Na następne całkowite biorę wolne w pracy, obczajam prognozy pogody i jadę tam gdzie będzie bezchmurnie. Zdjęcia telefonem przyłożonym do okulary MAKa 127. Ostrością nie grzeszą, ale nie było na to czasu.
    21 punktów
  14. Chmury długo wisiały ale w końcu zaczęły znikać, udało się co nieco ustrzelić aż do zejścia cienia. Jedna z klatek:
    21 punktów
  15. 21 punktów
  16. Hej Wrzucam kilka fotek z pola i nie tylko Zlot był super, dzięki i do następnego Ja raczej jestem od astro krajobrazu, ten Orion to tylko tak dla przypomnienia sobie tematu. Super zlot Pozdrawiam
    21 punktów
  17. U mnie lekkie chmurki, ale było widać. Przyszły dzieci z osiedla i były rozmowy o zaćmieniach. Padło pytanie, kiedy u nas będzie w Polsce i wyszukaliśmy, że obrączkowe za jakieś 50 lat. Wtedy dziewczyny zaczęły liczyć i wyszło najstarszej, że będzie miała wtedy 61 lat:) No to mówię, zapamiętaj to, i nie przegap 🙂 ! Smiechu było co nie miara.
    21 punktów
  18. Animacja przebiegu całego zaćmienia ~ 11:45 - 13:15 Niestety nie poradziłem sobie ze stabilizacją, no i drugie niestety moja folia ma już ładnych parę lat i masę plamek i paprochów, co widać na poniższym materiale CC8" + Canon6D + UV/IR Cur + TS 0,67x PiPP -> ImPPG -> WaveSharp2 1100 x 1/500s ISO100 sun-eclipse-anim2.mp4 Sekwencja początku zaćmienia Faza środkowa, fajnie widać zróżnicowanie tarczy Księżyca. Pojedyncze ujęcia z początku i fazy środkowej. I wersja "kolorowa"
    21 punktów
  19. W 1części zajmiemy się jasnością powierzchniową obiektów głębokiego nieba, którego omówienie jest kluczowe do zrozumienia zagadnień kontrastu(cz.2). Obiekty głębokiego nieba różnią się wielkością, więc ich światło może być rozproszone bardziej lub mniej na obszarach o różnych rozmiarach, co sprawia, że są one bardziej lub mniej widoczne dla danej wielkości. Ich widoczność zależy zatem od ich jasności powierzchniowej(SB- surface brightness) a nie od ich całkowitej jasności lub zintegrowanej wielkości. Jasność powierzchniowa jest zatem przybliżonym wyznacznikiem widoczności. Średnia jasność powierzchniowa zależy krytycznie od rozmiaru obiektu, ale niewiele obiektów astronomicznych ma jasno określone granice. W przypadku galaktyk i gromad gwiazd w szczególności ,rozmiar jest bardziej sztuczną konwencją niż wewnętrzną właściwością. W większości katalogów granica rozmiaru jest wyznaczona w momencie kiedy SB obiektu spada poniżej 25(MPAS). Najczęstszym sposobem wyrażania SB jest magnitudo na kwadratową sekundę kątową(mag.per.arc.sec-MPAS), natomiast w katalogach obiektów ,SB podawne jest w mag.na minutę kwadratową(MPAM).Zamiana j.pow.obiektów,jest bardzo prosta. Jeżeli wartość SB podaną w mag.na sek.kw.(MPAS)chcemy przeliczyć na minuty kw. wystarczy odjąć 8,63, w sytuacji odwrotnej,dodać 8,63.W opisach będę podawał j.pow. w obydwu wartościach,np.13,5MPAM(22,13),lub 25MPAS(16.37) Załóżmy że obiekt ma SB-23MPAS,oznacza to że jego każda sekunda kwadratowa świeci z jasnością odpowiadającą gwieździe 23 mag. ,jeżeli SB podajemy w minutach jasność odpowiada minucie kwadr. Zakres j.powierzchniowej dla DS-ów waha się od 14-15MPAS(5,37-6,37)dla najjaśniejszych mgławic planetarnych, i schodzi poniżej granicy wykrywalności oka ;około 27MPAS(18,37) Najczulsze obecnie detektory CCD mogą zarejestrować obiekty o skrajnych 30-31MPAS!(21,37-22,37) Najciemniejsze nocne niebo na Ziemi ma około 22MPAS. Próg wykrywania kolorów przez oko wynosi około 18MPAS, w zależności od długości fali i czystości koloru. Jasność powierzchniową obliczamy ze wzoru *SB = m + 2,5 log(a x b) m-jasność ob.w mag. a i b to osie wielka i mała w minutach *Wzór uproszczony, dla obiektów okrągłych i owalnych stosowane są inne, dokładniejsze . Ten wzór daje średnią wartość SB, podczas gdy obiekt może mieć bardzo znaczące wahania jasności na całej swojej powierzchni. Na przykład galaktyka spiralna widziana z przodu może mieć niezwykle słabe ramiona, co skutkuje bardzo niskim średnim SB, podczas gdy jej małe jasne jądro może mieć SB, powiedzmy, o trzy wielkości jaśniejsze i stąd jest łatwo widoczne, podczas gdy zewnętrzne części są niewidoczne. Przykłady uproszczonych rozkładów j.powierzchniowej w różnych rodzajach galaktyk. (widziane od bieguna, i do około 30% nachylenia) 1-Galaktyki spiralne i spiral. z poprzeczką .Duże, dominujące zgrubienie centralne, słabo zarysowane ramiona, wysoka j.pow 2-Gal.spiral. i z porzeczką ,ze słabo zaznaczonym zgrubieniem z dominacją ramion, niska j.pow. 3-galaktyki eliptyczne i soczewkowe różnych typów. 4.Galaktyki karłowate, głównie eliptyczne. Galaktyki nieregularne ,podobnie jak wszelkiego rodzaju mgławice ,mogą mieć bardzo zróżnicowany i chaotyczny rozkład w takim ujęciu. SB gromad kulistych można porównać do przykł.3(M13,M15,M94) i 4,np-Palomary.Galaktyki spiralne widziane od równika, tzw."kantujące", mają rzeczywiste SB niższe, od podawanego(wyliczonego). Dzieje się tak za sprawą dysku, który tworzy ,w zależności od typu gal. różnej grubości ciemny pas równikowy, przysłaniając znaczną cześć światła emitowanego przez obiekt. Klasyczny przykład NGC891,SB-13,6MPAM(22,23)vs eliptyczna M110 ,SB-14MPAM(22,63)...no i którą lepiej widać.... Galaktyki, mogą być również słabiej widoczne, niż wskazywała by na to ich j.pow . Dlatego że oko ludzkie jest bardziej czułe na światło żółte niż niebieskie, spiralne z dobrze rozwiniętymi ramionami i nieregularne(niebieskie),zobaczymy gorzej niż żółte E,SO,SBO i spiralne z dużymi zgrubieniami. Podobnie wszystkie galaktyki, przysłonięte pasem Drogi Mlecznej, mogą być trudniejsze do zobaczenia niż wskazuje na to ich SB(IC341,Fireworks galaxy-NGC 6946,Barnards galaxy-NGC 6822.itp) Chociaż katalogi podają również jasność powierzchniową dla otwartych gromad gwiazd, nie są one często tak przydatne. Gwiazdy w otwartych gromadach gwiazd różnią się znacznie pod względem rozkładu, liczby i jasności gwiazd, a oko ma tendencję do skupiania się na pojedynczych gwiazdach niż na ogólnym rozkładzie światła. Jasność powierzchniowa jest bardziej przydatna dla gromad kulistych i gromad otwartych, jeśli są odległe i zaczynają przypominać mgławice.Obiekt o wyrazistych granicach(niektóre g.kuliste i mgł.planetarne) ,zauważymy łatwiej niż z rozmytymi, ponieważ oko ludzkie lepiej wykrywa krawędzie. Możemy zobaczyć obiekty o SB mniejszym niż jasność tła,dlatego że ich jasności sumują się. Np.Obserwujemy galaktykę o j.pow.24MPAS ,pod niebem 21MPAS. sumując otrzymujemy 20,93MPAS,czyli galaktyka jest ok.7% jaśniejsza niż tło. Nieuzbrojonym okiem doświadczony obserwator ,potrafi zauważyć obiekt (nie mniejszy niż 0,5*) 15-16% jaśniejszy niż tło nieba .Wszystkie obiekty o jasnościach poniżej 25MPAS(16,37) określane są mianem niskiej jasności powierzchniowej(Low Surface Brightness-LSB).Ponieważ różne źródła podają często mocno różniące się od siebie wartości j.pow,tych samych obiektów, pamiętajmy żeby przy porównywaniu korzystać z jednego źródła. Poruszane zagadnienia jasności pow. obiektów DS, starałem się przedstawić jak najprościej ,ale jednocześnie dosyć dokładnie. Oczywiście SB ,to tylko jeden z parametrów pomocniczych ,resztę postaram się omówić w kolejnych częściach. POZDRAWIAM IREK.
    21 punktów
  20. u mnie na szeroko, crop na 135 mm, 3 ekspozycje żeby uniknąć prześwietlenia łysego, ale jednocześnie zachować gwiazdy na około 🙂
    21 punktów
  21. Z wczorajszego wieczoru, godzina 19:09 - 20:24. Kometa i jej warkocz dobrze widoczne przez lornetkę w warunkach miejskich. Sprzęt: Classical Cassegrain 8" F/12 + AM5 + ASIAIR Mini + CCD x0.67 + Canon 6D + UV/IR Cut Obróbka: SiriL + Fitworks + PS 115 x 30 sekund, ISO 800, resize 50%
    20 punktów
  22. Radar pogodowy pokazywał ,że właściwie to nie ma szans ,ale ruszyłem tyłek i okazało się ,że chumurwy poszły gdzie indziej. Dobrze czasem olać prognozy. Jak zaćmienie Księżyca to tylko na jakimś zadupiu . Czarna gwiaździsta noc podczas pełni. Wg Stellarium jasność Księżyca -1,5 magnitudo Dużo jest zjawisk astro ,ale podczas zaćmień czuje się potęge Kosmosu .Przegonił mnie wystrzał myśliwego i odgłosy psów ,ale dość daleko w bezpiecznej odleglości.
    20 punktów
  23. Samo zaćmienie, piękna pogoda i już był pretekst żeby spotkać się w Niedźwiadach.
    20 punktów
  24. lornetka DO extreme ED 7x50, smartfon Xiaomi 12 Pro+adapter,solar Filter Bresser, ekspozycja auto,zoom x5 😁
    20 punktów
  25. Materiał przerobiony, udało się nawet poskładać stack 20 z 40 szybkich klatek zrobionych gdzieś w połowie sesji. Szkoda tych cienkich chmur ale to i tak cud, że się rozpogodziło na czas zaćmienia bo zaraz potem pogoda się popsuła i zrobiło się strasznie zimno i wietrznie, ten wiatr zaczął już dawać się we znaki podczas sesji. SW ED80/600+ND5+barlow 2x+UV/IR Cut+C60D, PIPP, AS3, Registax6, RawTherapee, GIMP: Stack 20 z 40 klatek: Pojedyncze wybrane klatki po kolei: Animacja gif:
    20 punktów
  26. To ja może wrzucę taki ogryzek ze Szczecina. Fotka z iPhone'a przez Newtona +ND5 i 6,5mm z filtrem Orange #21. Obróbka" soft iOS'a+ Gimp.
    20 punktów
  27. Mnie coś takiego wyszło z przelotu ISS: (sprzęt: SW Esprit 100ED, klin Herschela, ZWO ASI294MCPro) Sun_ISS_2.mp4
    20 punktów
  28. Sprzęt do Słoneczka przygotowany. i efekt (Lunt LS50THa/B600PT z kamerką ZWO ASI220MM Mini):
    20 punktów
  29. Była to jedna z tych styczniowych nocy(19.01.2026), w których mróz szczypie, ale nie odstrasza — przynajmniej tutaj, w Małopolsce, gdzie trzymał się jeszcze w ryzach. Jak zwykle ruszyłem na swoją sprawdzoną miejscówkę w Zalesiu (500 m n.p.m.)*. Panowała inwersja: na miejscu termometr pokazywał −8°C, czyli o trzy stopnie cieplej niż w domu, choć tuż nad ziemią, na wysokości siedziska leżaka, mróz musiał sięgać już około −10°C.W dolinach i wzdłuż całej drogi, którą pokonałem, zalegały mgły przesiąknięte smogiem, ale na miejscu cały ten brudny syf pozostał daleko pode mną. Nad głową rozpostarło się rozgwieżdżone niebo o bardzo dobrej przejrzystości. Nawet jeśli SQM na poziomie 20,80 mag/arcsec² nie rzucał na kolana — śnieg robi swoje — było po prostu super.Wreszcie mogłem zabrać się za swój mały projekt: szkic całego Oriona, wraz z jego subtelnymi „duchami”, mgiełkami i wszystkim tym, co uda się wydobyć z tła. Do gry weszła lornetka ATM 10×60 z kołami filtrowymi, a pierwsze skrzypce zagrały filtry H-beta 5,5 nm. Po adaptacji wzroku rozpocząłem powolne skanowanie nieba — i miałem okazję po raz pierwszy naprawdę sprawdzić nowy sprzęt do szkicowania. Obserwacje rozpocząłem od prawdziwego giganta : Sh2-264. Jest to rozległa mgławica, a właściwie cały kompleks mgławic i ciemnotek otaczających gwiazdę λ Orionis, o średnicy sięgającej niemal 7°. Przy polu widzenia wynoszącym 8° konieczne było ustawienie się na jej zachodniej, najjaśniejszej krawędzi, aby w ogóle zarys obiektu stał się uchwytny. Przy lepszych warunkach nieba taki zabieg nie byłby konieczny. Poza subtelnymi różnicami w jasności struktury mgławicy pozostały w dużej mierze nieuchwytne — obiekt wyraźnie zyskuje wraz z poprawą jakości nieba. Pod ciemniejszym niebem, przy zastosowaniu filtrów H-beta, możliwe są obserwacje już lornetkami 7×50 lub 10×50, a potencjalnie także mniejszymi instrumentami ,ale z większym FOV. Sh2-276 (Pętla Barnarda) — po mgławicy „Kunia” to obiekt najczęściej obserwowany z użyciem filtrów H-beta. Najjaśniejsza jest jej część północno-wschodnia (liczne obiekty LBN), tworząca wyraźny, gruby łuk, który przy dokładnym skanowaniu ujawnia bardzo subtelną, włóknistą strukturę. Jest ona jednak trudna do uchwycenia, zwłaszcza dla mniej doświadczonych obserwatorów. Przy uważnym podążaniu na północ wzdłuż łuku można prześledzić go aż w okolice ω Orionis, gdzie tworzy delikatny pomost łączący się z kompleksem Sh2-264.Tam też "rozpada się "na dwa bardzo subtelne pasma-końcową część LBN 918 i LBN 888/889 które wystają daleko na zachód. Podobnie, rozpoczynając obserwację od najjaśniejszej części łuku i kierując się na południe, dochodzimy w rejon gwiazdy β Orionis (Rigel), gdzie Pętla Barnarda łączy się z kolejnym kompleksem mgławicowym, obejmującym między innymi mgławicę „Głowa Czarownicy”który leży już w gwiazdozbiorze Erydana LBN 959 — delikatny „kleks” widoczny kilka stopni na zachód od Rigela (β Orionis). Sprawia wrażenie przedłużenia mgławicy „Głowa Czarownicy” która stanowi najjaśniejszą część tego kompleksu. LBN 923 — położona na północ od „Czarownicy”, dość ulotna i słabo odcinająca się od tła, przynajmniej przy takich warunkach nieba. IC 2118 – Mgławica Głowa Czarownicy (Witch Head) — obiekt dość kontrowersyjny, przez niektórych uznawany wręcz za „niemożliwy”. Oprócz odpowiednio ciemnego nieba i filtrów H-beta kluczowe znaczenie ma tu szerokie pole widzenia (FOV). W tych warunkach była, jak wspominałem, dość wyraźna — oczywiście jedynie jako delikatnie wygięta struktura, bez uchwytnych detali, ale jednak bardziej kontrastowa niż otaczające ją „duchy”. Trzy powyższe obiekty formalnie należą już do Erydanu, jednak obserwacyjnie tworzą spójną całość z mgławicami Oriona.W samym Pasie Oriona, oprócz klasyków — „Kunia” i „Płomienia” (ten ostatni był widoczny nawet bez filtrów) — można dostrzec również LBN 950 oraz trudniejszą w detekcji LBN 940. W ogóle od rejonu Końskiego Łba aż po Mgławicę Oriona i dalej, w postaci jej przedłużenia, ciągnie się rozległy most mgławicowy. Na południe od M42/43 formuje on subtelną LBN 997, „przyklejoną” do południowej krawędzi Pętli Barnarda. Obiekt ten jest trudny do wyłuskania, ponieważ wchodzi w skład większego kompleksu, a gradienty jasności są bardzo niewielkie. Kilka stopni na zachód od M42, mniej więcej na linii Rigela, znajduje się jeszcze niewielka, ale w miarę „łatwa” do wychwycenia Sh2-278. W planach były jeszcze pyły w Byku — konkretnie w rejonie Hiad i dalej — jednak pod sam koniec obserwacji i szkicowania (około 1,5 godziny) niebo zaczęło wyraźnie jaśnieć. Przejrzystość pozostała bez zmian, co było doskonale widoczne… więc co się właściwie działo?W efekcie most CO 132/134*, SIMG* B 192 oraz VdB 36 — obiekty, które wcześniej udawało mi się obserwować przy lepszym niebie — tym razem nie dały się „złowić”. Z ciekawości wykonałem kilka pomiarów i średnia wartość SQM spadła do 20,60. Jak się później okazało, była to zapowiedź zjawiska, które było na tyle widowiskowe, że w drodze powrotnej, około 100 metrów poniżej miejsca obserwacji, zatrzymałem samochód… dosłownie na środku drogi. Przy zgaszonych światłach, stałem z rozdziawioną gębą i patrzyłem w górę — piękna, cudownie draperiowa, wielobarwna zorza polarna, tańczyła na niebie! * We wcześniejszej relacji podawałem 600mnpm,ale tyle ma szczyt góry, a ja obserwuje z południowego stoku poniżej, czyli ok 500mnpm *CO -oznacza -obłok molekularny, region gwiazdotwórczy. Nie ma jednego spujnego katalogu CO,nazwa może pochodzić z - "Galactic CO Survey"lub/i katalogów obłoków molekularnych (Dame, Solomon, Clemens itd.) *SIMG-oznacza - słabo skatalogowany obłok międzygwiazdowy, fragment większej mgławicy,struktura pyłowa z przeglądu IR/optical, obiekt bez klasycznej nazwy,i jest prefiksem wygenerowanym przez bazę danych SIMBAD POZDRAWIAM IREK!
    19 punktów
  30. Dla pełnego zrozumienia zagadnienia koniecznie przeczytaj części 1-5 Tradycyjna ocena zdolności wzrokowej człowieka opiera się głównie na pomiarze ostrości wzroku, czyli najmniejszego rozdzielanego szczegółu. Jednakże ostrość nie odzwierciedla w pełni jakości widzenia w rzeczywistych warunkach, gdzie obiekty rzadko występują jako ostro zdefiniowane granice o wysokim kontraście. W praktyce percepcja zależy od zdolności układu wzrokowego do wykrywania różnic jasności w przestrzeni – od tej właściwości pochodzi pojęcie przestrzennej czułości na kontrast (ang. Spatial Contrast Sensitivity Function, CSF). Podobnie jak rozdzielczość kątowa określa najmniejsze szczegóły możliwe do rozdzielenia w obserwacjach obiektów punktowych – takich jak gwiazdy wielokrotne czy detale w Układzie Słonecznym – tak funkcja czułości na kontrast (CSF), opisująca zdolność oka do wykrywania określonych częstotliwości przestrzennych (liczby cykli na stopień -cpd), określa jakie szczegóły o danym kontraście możemy dostrzec w obiektach rozciągłych.CSF nie zastępuje rozdzielczości teleskopu – która wyznacza jej fizyczną granicę od strony najmniejszych detali – lecz stanowi jej pełne i niezbędne uzupełnienie, określając, które z tych szczegółów są faktycznie percepcyjnie dostępne przy danej jasności i kontraście obiektu.Czy cpd można powiązać z wykrywalnością?Tak — a nawet bardzo ściśle. To mechanizm decydujący, dlaczego: szczegóły pojawiają się przy pewnym powiększeniu, a znikają przy bardzo wysokim, oraz dlaczego większy teleskop ujawnia szczegóły niewidoczne w mniejszym. W nocy wzrok człowieka lepiej wykrywa duże, rozległe struktury o niskim kontraście, natomiast drobne detale stają się niewidoczne. W warunkach fotopowych typowa funkcja CSF ma kształt dzwonowy – maksymalna czułość przypada na średnie częstotliwości (~4–6 cykli/stopień). Wraz z obniżeniem poziomu oświetlenia krzywa spłaszcza się, a jej maksimum przesuwa ku mniejszym częstotliwościom. W skotopowych warunkach maksymalna czułość występuje dla bardzo niskich częstotliwości (1–2 cykle/stopień), a zdolność do wykrywania drobnych detali praktycznie zanika. To nie jest tak, że oko „odcina” wszystko powyżej np. 2 cpd.W rzeczywistości: czułość maleje,ale nie spada do zera.Krzywa CSF skotopowego widzenia: ma maksimum przy ~1–2 cpd,ale nadal ma jakąś wrażliwość przy 4–8 cpd — po prostu wymaga dużo wyższego kontrastu.Dlatego detale o 6 cpd nie są niewidoczne — są po prostu trudniejsze.Jak wygląda CSF (funkcja czułości kontrastowej) oka w sytuacji obserwacji obiektów o wysokiej jasności powierzchniowej – powyżej ~20 mag/arcsec². Oko przechodzi ze stanu skotopwego widzenia w mezopowy(widzenie barwne) .Widzenie mezopowe nie jest jednym stanem, tylko ciągłym przejściem między skotopowym i fotopowym. Dlatego cpd w zalezności od j.pow. obiektu może osiągać różne maksima. (SB ~20mag/arcsec²) ,stan niskiego widz.mezopowego-max CSF ~1–3cpd (SB ~17–19 mag/arcsec²) stan średni mezopowy- max CSF rośnie do ~4–7 cpd (SB < 14–15 mag/arcsec²) stan wysoki mezopowy-maksimum przesuwa się do 10–12 cpd W obserwacjach astronomicznych obiektów rozciągłych (galaktyki, mgławice):Rozdzielczość ma ograniczone znaczenie.Widoczność zależy głównie od CSF w zakresie niskich częstotliwości i od powierzchniowej jasności obiektu. W praktyce oznacza to, że nawet jeśli detal mieści się w granicach rozdzielczości skotopowej, może pozostać niewidoczny, jeśli jego kontrast lokalny znajduje się poniżej progu czułości CSF. Obiekt może być większy niż granica rozdzielczości, lecz niewidoczny, jeśli jego kontrast znajduje się poniżej progu CSF. Przybliżony przykład kontrastu(A-wysoka j.pow., B-niska j.pow.),w ujęciu jednakowego cpd(cykl/stopień) Dlatego wraz ze spadkiem jasności powierzchniowej obiektu, ilość szczegółów możliwych do detekcji wizualnej drastycznie spada, i przy wartościach progowych(które zależą od jakości/jasności nieba-patrz cz.2)spadają do zera.Przyjrzyjmy sie teraz ,jak wygląda wykrywalność ,obiektów rozciągłych(DS) w zależności od ich morfologii i orientacji względem obserwatora .Przeanalizujemy tutaj kilka schematycznych kształtów -gładki, włóknisty, okrągły/pierścieniowy, podłużny.(odniesienie ,do wszelkiego rodzaju- jasnych i ciemnych obiektów mgławicowych) Obiekt gładki-struktura ma niski gradient jasności i zawiera głównie niskie częstotliwości przestrzenne (0.2–1 cpd). Gładkie, rozmyte obiekty są najlepiej dostrzegalne,o ile mają wystarczającą jasność powierzchniową i duży rozmiar kątowy. Obiekt włóknisty- Struktura zawiera średnie i wysokie częstotliwości przestrzenne (1–8 cpd) – cienkie pasma, włókna, kontrastowe granice między obszarami. Czułość w tym zakresie jest niska; takie detale wymagają dobrego nieba (ciemne tło, duży teleskop, filtr wąskopasmowy). Obiekt okrągły / pierścieniowy -Struktura zawiera komponenty o różnych częstotliwościach: o niskie – duży gradient jasności między wnętrzem a tłem, o średnie – kontur pierścienia, o wysokie – drobne szczegóły wewnętrzne. · najlepiej wykrywalny jest ogólny kształt (duża skala), nie detal. Obiekt o symetrii kołowej może być widoczny łatwiej niż nieregularny, bo wzrok dobrze reaguje na symetryczne zmiany luminancji. Obiekty pierścieniowe są wykrywalne głównie poprzez globalny kontrast i rozkład jasności, nie strukturę wewnętrzną Obiekt podłużny / włóknisty w jednym kierunku Wykrywalność zależy od orientacji względem kierunku największej czułości detekcyjnej (obserwator ma nieco różną czułość na pionowe vs poziome pasy). · Przy niskim kontraście lepiej widoczne są struktury o długości większej niż kilka stopni łuku – pozwalają oku „integrować” sygnał. · Obiekty długie i cienkie mają energię przestrzenną rozłożoną w średnich częstotliwościach (ok. 2–6 cpd) → trudniejsze w widzeniu skotopowym. Wniosek: długie, cienkie struktury są widoczne tylko wtedy, gdy mają wyraźny globalny gradient jasności lub kontrastują z tłem (np. ciemne pasma na tle jasnego obszaru). Anizotropia czułości kontrastowej (Directional Contrast Sensitivity) Ludzki układ wzrokowy nie ma jednakowej czułości na kontrast w każdej orientacji struktur przestrzennych. Badania psychofizyczne pokazują, że:czułość kontrastowa oka jest najwyższa dla struktur ułożonych w orientacji poziomej i pionowej (cardinal orientations), a niższa dla kierunków ukośnych (diagonalnych, 45° i 135°).Zjawisko to nazywamy efektem orientacyjnym ,ma ono źródło zarówno w anatomii siatkówki, jak i w organizacji kory wzrokowej V1. Nieco innaczej kształtuje się CSF ,w przypadku obserwacji gromad otwartych i kulistych ,w których można jeszcze dostrzec gwiady lub "ziarnistość" gromady. Oko przechodzi wtedy do stanu mezopowego(jasne gromady otw.),a rolę dominującą zaczyna odgrywać rozdzielczość a w mniejszym stopniu(g.kuliste) CSF. Tak — w obserwacjach gromad otwartych i kulistych rola funkcji CSF silnie maleje.Widzenie staje się ograniczane przede wszystkim przez rozdzielczość układu optycznego (teleskop + oko), a nie przez czułość kontrastową. Galaktyki i ich różne typy morfologiczne , mają drastycznie różne natywne częstotliwości przestrzenne (cpd). Galaktyki spiralne mają bardzo szerokie pasmo cpd (1–10 cpd). inne typy galaktyk mają znacznie uboższy lub bardziej chaotyczny rozkład cpd. To tłumaczy, dlaczego jedne są „łatwe”, a inne prawie „nieosiągalne” wizualnie. Galaktyki spiralne(S) mają złożony rozkład jasności, który można analizować w dziedzinie częstotliwości przestrzennych. Ich obraz można rozłożyć na dwa zasadnicze pasma: Galaktyki eliptyczne(E) -mają ekstremalnie niskie cpd ,dominujące pasmo cpd: (0.05–0.5 cpd)To najniższe częstotliwości spośród wszystkich typów galaktyk. Jasność powierzchniowa spada gładko zgodnie z profilem de Vaucouleurs’a. To obiekty ultraniskiej częstotliwości , idealnie pasują do skotopowego optimum 1 cpd, dlatego są często łatwe do zobaczenia nawet w małych powiększeniach. Galaktyki soczewkowe (S0) – nieco wyższe cpd, ale nadal ubogie, dominujące cpd: (0.2–1.0 cpd),czasem (rzadko): 1.5–2.5 cpd (jeśli jest słaby pierścień/pasma pyłowe). Galaktyki nieregularne (Irr)- mają najszersze spektrum cpd ze wszystkich galaktyk,dominujące cpd: (0.1–10 cpd), ale bez spójnego pasma, ich widmo cpd jest chaotyczne. A jak zmienia się kształt funkcji CSF przy widzeniu dwuocznym(lornetki,bino-newtony)*?Krzywa CSF przesuwa się w górę (większa czułość) we wszystkich częstotliwościach,maksimum (ok. 0.5–2 cpd) pozostaje w tym samym miejscu,ale stoki spadku dla wysokich częstotliwości są łagodniejsze, czyli wzrok dwuoczny zachowuje nieco lepszą rozdzielczość w słabym świetle. W praktyce: delikatne detale mgławic, włókna, słabe pasma stają się bardziej oczywiste, granice gromad, halo galaktyk i kontrast ramion spiralnych – wyraźniejsze.Efekt subiektywnie większej „jasności” nie wynika z fizycznego zwiększenia ilości światła, lecz ze zwiększenia czułości kontrastowej CSF. *nie dotyczy nasadek bino-gdzie pojedyńcza wiązka światła jest dzielona na dwie oddzielne. Sumowanie dwuoczne(bino factor),będzie omawiane w innych częściach. Zasymulowany tutaj bino-factor 1,4x ,odnosi się do powierzchni apertury i określa dolną granicę sumowania dla DS, w rzeczywistości średni b-factor to 1.6x-1.7x dla obiektów rozciągłych(testy empiryczne ,przeprowadzone w warunkach naturalnych, przez kilku niezależnych obserwatorów) W teleskopowych obserwacjach głębokiego nieba powiększenie jest narzędziem do przesuwania częstotliwości przestrzennych obiektu (cpd) w zakres, który oko potrafi wykryć. Jak powiększenie zmienia cpd? Przy większym powiększeniu cpd rośnie,przy mniejszym powiększeniu cpd maleje. Jeśli powiększenie jest za małe ,struktura ma w okularze 0.1–0.5 cpd ,oko jej nie wykryje — za "mało cykli"/za duże plamy. Jeśli powiększenie jest za duże, struktura ma 5–20 cpd , przestaje być widoczna (krzywa CSF opada).Jeśli powiększenie jest dobrane optymalnie struktura trafia w 1–2 cpd ,maksimum czułości. Wtedy pojawiają się ramiona, pasma pyłowe, asymetrie, jasne zgrubienia, obiekty progowe(j.pow.poniżej-25mpas). CSF tłumaczy, dlaczego różne powiększenia pokazują różne struktury galaktyk. Oko posiada jedno maksimum czułości na kontrast, a po jego przekroczeniu czułość spada o rzędy wielkości. Dlatego w zasadzie nie istnieje jedno powiększenie, które wprowadzi całe pasmo struktur w maksimum krzywej CSF(widoczne wszystkie struktury galaktyki). Oczywiście większy teleskop ma lepszy „start” – wyższą czułość na wszystkie zakresy cpd, a także zapewnia wyższy *lokalny kontrast i jego gradienty (różnice kontrastowe między strukturami). Wyjątkiem są tutaj bardzo duże apertury, rzędu 28"–35", które mogą pokazać pełne pasmo.Z tego samego powodu w przypadku jasnych obiektów (jaśniejszych niż- 25 mpas) teleskop 6" nie pokaże tego, co 12", nawet jeśli oba pracują z takim samym powiększeniem (np. 100×) i osiągnęły maksymalną czułość CSF w zakresie 1–2 cpd. W obiektach progowych (>25 mpas) może wystąpić sytuacja odwrotna: niewielkie powiększenie przy szerokim polu widzenia może trafić idealnie w pasmo częstotliwości obiektu, podczas gdy większa apertura (przy identycznym źrenicy wyjściowej 6–7 mm) przesunie pasmo cpd w wyższe częstotliwości. W efekcie obiekt będzie widoczny słabiej lub w ogóle nie zostanie wykryty (co potwierdzają raporty obserwacyjne i własne doświadczenia).Czy można obliczyć optymalne powiększenie dla danych struktur, znając ich częstotliwość cpd? Tak, ale jest to jedynie przybliżenie. Obliczenie częstotliwości konkretnego detalu jest trudne, ponieważ każdy detal składa się z pewnego zakresu częstotliwości, a nie jednej konkretnej wartości. Z tego powodu w praktyce łatwiej jest dobierać powiększenia metodą prób i błędów. *szczegółowe omówienie w części 7"Luminacja". Niestety musiał być tasiemiec ,ponieważ temat jest mocno rozbudowany i wszystkie ujęte tutaj zagadnienia są kluczowe do zrozumienia działania różnych mechanizmów fizyki i psychofizyki oka ludzkiego. Bibliografia J. Zele et.al. (2015) Vision under mesopic and scotopic illumination A. J. Bartholomew et al. (2016) Individual Differences in Scotopic Visual Acuity and Contrast Sensitivity Pahlberg et al. (2011) Visual threshold is set by linear and nonlinear mechanisms ... Campbell & Kulikowski (1966) Orientational selectivity of the human visual system Maniglia et al. (2015) The spatial range of peripheral collinear facilitation Adamo et al. (2020) Star Clusters Near and Far Barlow, H. B. (1958). Temporal and spatial summation in human vision at different background intensities. Van Nes, F. L., & Bouman, M. A. (1967). Spatial modulation transfer in the human eye. Kelly, D. H. (1977). Visual contrast sensitivity under steady-state and modulated illuminance. Lennie, P., & Fairchild, M. D. (1994). Light adaptation and contrast sensitivity in human vision. Westheimer, G. (2015). Resolution in night vision: thresholds and contrast transfer.
    19 punktów
  31. Z ubiegłej nocy, godz. 2:06 - 3:19. Sprzęt: Classical Cassegrain 8" F/12 + AM5 + ASIAIR Mini + CCD x0.67 + Canon 6D + UV/IR Cut Obróbka: SiriL + Fitworks + PS 120 x 30 sekund, ISO 1600, crop i resize 60%
    19 punktów
  32. W Poznaniu też warunki pozwoliły na obserwację Nikon P900 1x1/500s + ND5
    19 punktów
  33. U mnie przed samym maksimum pojawiły się chmurki, ale udało się uchwycić 🙂 Seestar S50 - PIPP + AS3! + Affinity Photo
    19 punktów
  34. Ja również obserwując ze Szczecina miałem obawy czy w ogóle uda się zarejestrować zjawisko. Na szczęście (jak już koledzy pisali wcześniej) miałem również sporo szczęścia. Sprzęt przygotowany nockę wcześniej (na szczęscie dobra pogoda) więc przed zaćmieniem wystarczyło odpalić i wybrać na pilocie "SUN". Trafił za pierwszym podejściem 🤩 Moje Dzieci i ich koledzy a także sąsiedzi chętnie przychodzili obejrzeć zaćmienie. Finalnie udało mi się zfotografować całość zjawiska. 2025.03.29 Zacmienie slonca.mp4 Trochę problem sprawił mi meridian flip w samym środku zjawiska 😅 Na szczęście nie straciłem dużo klatek.
    19 punktów
  35. Pogoda dopisała, a sprzęt nie zawiódł 😉 Obserwowałem od początku do końca, choć w ostatnich minutach pojawiło się więcej chmur wysokiego piętra. Pamiątkowe zdjęcie z fazy maksymalnej o 12:23.
    19 punktów
  36. I jeszcze klika z obserwacji Słońca i przygotowań do tranzytu ISS.
    19 punktów
  37. Od roku bawię się amatorsko w astrofotografię. Od dawna zastanawiałem się, czy na moim nieco budżetowym sprzęcie, bez prowadzenia, jedynie z silnikiem Ra i dryfem, który pozwala na maksymalnie 2 sekundową ekspozycję (przy 3s gwiazdy już zaczynają być lekko pojechane) da się coś sensownego uwiecznić. Okazuje się, że da: oto efekt mojej ostatniej foto sesji. Wcześniej starałem się znaleźć jakiś wpis gdziekolwiek, który by potwierdził, że taki setup (bez guidingu, bez GOTO) ma w ogóle sens. Okazuje się, że jak najbardziej ma! Może nie da on materiału konkursowego, ale pozwoli liznąć temat, pobawić się w astrofotografa i stworzyć materiał, którym można się pochwalić znajomym 🙂 Może ten mój post pozwoli komuś z podobnym dylematem podjąć decyzję by samemu spróbować. Dodam, że do tej pory udało mi się uwiecznić kilka innych obiektów, w tym M3, C/2025 A6 Lemmon i całkiem przyjemną mgławicę M27. Cały czas się uczę, a efekty są dla mnie zadowalające i dające dużo radochy. Było warto. Trochę szczegółów: ✨ Messier 42 | Wielka Mgławica w Orionie • 📍 Bezrzecze, Polska | 20.01.2026 | -3 °C | Bortle 5+ | Księżyc 3% (poniżej horyzontu) • 🔭 Sky-Watcher Newton 200/1000 na montażu EQ5 + napęd RA (bez guidingu) | Pozycjonuję północ przy użyciu kompasu • 📸 ZWO ASI482MC | Gain 230 | filtr UV/IR Cut | Bahtinov • ⏱️ Zebrany materiał: 2070 × 2 s (przed odrzuceniem poruszonych klatek, satelitów itp.) • 🔧 Ręczna korekta dryfu RA/DEC co 30 s • 📊 Finalny stack (80%): ~2000 × 2 s ≈ 55 min • ⚙️ Kalibracja: 40 darków, 30 flatów, 50 biasów • 💻 Oprogramowanie: ASICap, DeepSkyStacker (DSS wypadł lepiej niż ASIDeepStack i Siril), GIMP
    18 punktów
  38. Na przełomie października i listopada udało mi się troszkę poobserwować z Inwałdu, w zasadzie przez niecałe dwie nocki. Tak się złożyło, że co wieczór niebo zasnuwało się chmurwiem piętra wysokiego, uniemożliwiając obserwacje komety C/2025 A6 Lemmon. Następnie - wraz z obrotem Ziemi i pozornym chowaniem się Słońca coraz głębiej pod horyzontem - chmury zaczynały się przerzedzać (ale tak, żeby czasem nie dało się dostrzec komety 🤪), a w drugiej połowie nocy dziury pomiędzy nimi pozwalały już na dość komfortowe obserwacje, no może z wyjątkiem momentów, gdy zagubiona ławica cirrusów zakrywała akurat gwiazdy i zmuszała albo do zmiany obserwowanego właśnie regionu nieba, albo do zupełnego oderwania się od lornety na pewien czas. 30/31.10.2025 Przy kuchennym oknie rozstawiłam się jakoś przed 2, ale od razu szlag jasny mnie trafił, bo oto sąsiedzi z naprzeciwka nie zgasili na noc lampy na ganku, a ta teraz waliła oślepiającym strumieniem fotonów prosto w moim kierunku. Uklnęłam się niemiłosiernie, dostosowując ułożenie siebie i lornety tak, by schować się przed tym blaskiem, po czym na uspokojenie zaczęłam przesuwać się powoli po niebie tam, gdzie los i ruch ręką poprowadzą. Obkrążyłam tak głównie okolice Jednorożca, a moją uwagę zwrócił układ gwiazdek poniżej i na wschód od Rozety: dwie gęste kreski słońc układające się pod kątem prostym i oddalone nieco od siebie. Na podstawie Interstellarum stwierdziłam, że jedna z nich to chyba po części NGC 2301, zaś druga nie ma imienia. W pobliżu zdążyłam odwiedzić jeszcze gromadkę NGC 2286 i planetarkę NGC 2346, bo gdy skierowałam APM ku niższym wartościom deklinacji, widok w okularze zmętniał. Ach chmury. A takie ładne niebo było, piękna zimowa Droga Mleczna i jej multum gwiazd ukazujących się w dwururce. Cóż, przynajmniej z okna w izbie w kierunku wschodnim te chmury prezentowały się bardzo ciekawie. W ramach przerwy powegetowałam trochę na rogówce, wzięłam prysznic i wypiłam herbatę. Przed 5 niebo stało się znowu zupełnie bezchmurne, a ja postanowiłam zapolować na kometę C/2025 K1 (ATLAS), która gościła akurat w Pannie. Musiałam teraz ułożyć się w ciekawej pozycji tuż przy lodówce, aby z kuchennego okna widzieć niebo w kierunku SEE. Zaczynało już powoli świtać (w zasadzie to szybko, bo minął dopiero nieco ponad miesiąc od równonocy), gdy udało mi się dostrzec rozmytą plamkę. Niedługo później zrobiło się już za jasno, by cokolwiek jeszcze było widać. Zwinęłam sprzęt i przed spaniem zerknęłam jeszcze na wschód Słońca. 31.10/01.11.2025 Około 1 rozchmurzyło się całkowicie i z okna kuchni wypatrzyłam blask zimowych gwiazdozbiorów. Tym razem sąsiedzi zgasili lampę, więc z zadowoleniem rozstawiłam się w swoim stałym miejscu i tradycyjnie na dobry początek pokrążyłam po niebie, tym razem skupiając się na Orionowych klasykach. Po tym wstępie wzięłam Interstellarum i skierowałam się w okolice oglądane poprzedniej nocy, zaczynając od położonej w Orionie gromadki NGC 2184, i dopiero następnie kierując się na wschód do obiektów Jednorożca. Po sznureczku gwiazd przesunęłam się do NGC 2232, która w atlasie ma zaznaczone dwie sąsiadki - jeśli liczyć, że jedno ze słońc w tej okolicy należy to NGC 2250, to technicznie tę towarzyszkę udało mi się zaliczyć. Dalej wyzerkałam maleńką NGC 2311, złapałam drobną Frr 10 i bezowocnie podeszłam do IC 466 - mgławicy refleksyjnej znajdującej się blisko niewielkiej gwiazdki, i to właśnie tę gwiazdkę udało mi się wypatrzeć. Przesunęłam się do przepięknej M50, którą naprawdę bardzo lubię, i właśnie wkraczałam w okolice Mewy, gdy widok w okularach zasnuł się ciemną mgławicą, znaczy się chmurą. Przeczesując leniwie niebo Nikonem 10x50 i następnie Oczami Wyraka, doszłam do wniosku, że wyższe partie firmamentu pozostają wolne od chmurwia. Usiadłam na podłodze z obniżoną bardziej niż zwykle APM i znalazłam się w okolicy 𝛽 CMi znanej też jako Gomeisa. Nieopodal wyzerkałam niewielką i delikatną NGC 2394 jawiącą się w zasadzie jako parę gwiazdek, po czym przeskoczyłam do cudnej NGC 2264. Poprzyglądałam się jej chwilę, zahaczyłam o NGC 2265 i stwierdziłam, że boli mnie szyja. Jednak trzeba iść trochę niżej. Minęłam Bas 8 i chyba NGC 2251, na pewno złapałam też NGC 2236. Jeszcze dalej, już w okolicach Rozety, oprócz samej jej centralnej gromady odwiedziłam okoliczne NGC 2252 i kilka Cr-ek, a tuż za granicą z Orionem - NGC 2186 i 2180. Po drugiej stronie Rozety zajrzałam do ASCC 31, NGC 2319 i NGC 2324, a potem wróciłam do oglądanej już wcześniej M50. Obskoczyłam parę NGC-ek w jej sąsiedztwie i właśnie przymierzałam się do Hełmu Thora, gdy niebo znów zmętniało. Zdążyłam jeszcze pozachwycać się parką M46 i M47, z których szczególnie ta pierwsza zawsze mnie urzeka - ten jej drobny maczek gwiazd mieniący się niczym śnieg w świetle Księżyca jest wprost hipnotyzujący. Chmury zgęstniały jeszcze bardziej i nie odpuściły już do samego końca nocy - obserwacje zakończyłam jakoś przed 4.
    18 punktów
  39. Cześć. Mi też w końcu udało się złapać kometę. Moje pierwsza na fotce. 60x60 WO81 GT IV, ZWO ASI 2600 z filtrem dual band. Mocno cropnietę i resamplowane bo nie zmieniałem kadru ze względu na inny obiekt i zrobione już flaty. Widać jakieś ciemniejsze kwadraty. Nie umiem jeszcze robić komet. Zdjęcie z wczoraj około 19 godziny.
    18 punktów
  40. Kometa fotografowana 22 września nad ranem. Veloce RH200, ASI 2600 MM Pro na ASA DDM 60. Luminancja: 20x150, RGB po 10x120 na kolor. Przydałoby się więcej ale nie starczyło czasu do wschodu Słońca. Kometa niezbyt szybka, nie wymagała śledzenia na kometę przy tych czasach.
    18 punktów
  41. Kilka moich fotek , może niezbyt udanych, ale zawsze coś.
    18 punktów
  42. 18 punktów
  43. Też coś tam złapałem. Telefon, lornetka 10x50 i szkło od maski spawalniczej.
    18 punktów
  44. W Szczecinie cienkie chmury i wiatr ale udało się zrobić całe zjawisko. Klatka ze środka sesji: ED80/600+ND5+barlow 2x+UV/IR Cut+C60D:
    18 punktów
  45. Pogoda do obserwacji Słońca dopisuje
    18 punktów
  46. Podzielę się jeszcze taką sklejką, gdzie do krawędzi cienia dopasowałem jedno ze swoich zdjęć Księżyca w pełni. Struktury wydają się pasować 🙂
    17 punktów
  47. Ja również juź w domu. Dziękuję wszystkim za miłe towarzystwo w środę i czwartek, szczególnie dla @Virus za nieocenioną pomoc w nabyciu i ogarnięciu montażu. Trzymam kciuki za pogodę na zaćmienie.
    17 punktów
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.