Ranking użytkowników
Popularna zawartość
Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 21.04.2025 uwzględniając wszystkie miejsca
-
Szybki i duży wzrost LP niestety zmusił mnie do szukania nowego miejsca obserwacyjnego, z lepszym niebem. Ponad 30 lat człowiek obserwował z podwórka (kiedyś B3/4, obecnie B5), a na starość trzeba ruszyć się w teren. Na szczęście znalazłem fajną miejscówkę, oddaloną o 35 km ode mnie, położoną na niewysokim pagórku (600 m n.p.m.), ze średnim SQM na poziomie 21.0–21.1 mag/arcsec². Od ponad roku przesiadłem się z „deklarowanego pirata” (Newtony 9,5", 14", ref. 6") na dwururkę — lornetkę prostą ATM 10×60 o polu 8° ,z kołami filtrowymi— i nie zamierzam wracać. W planach jest binobox 6", a docelowo, kiedyś, bino-Newton 10–12".Ale dość przynudzania. Końcówka grudnia odbiła się „czkawką mgieł” u wielu obserwatorów, a na mojej nowej miejscówce mgły(zlegające nizej) przez kilka nocy przyczyniły się do znacznej poprawy jakości nieba (SQM pokazało 21.3–21.4 mag/arcsec²). Zaliczyłem kilka fajnych obiektów, wiele zobaczyłem jak nigdy wcześniej — ogólnie uczta dla oczu! Pierwszej nocy SQM wyniosło 21.2 — trochę poszperałem w klasykach i nie tylko. Dopiero jednak dwie kolejne noce, 18 i 19 XII, z SQM 21.3–21.4 i rewelacyjną przejrzystością, dosłownie rozłożyły mnie na łopatki (co akurat nie jest problemem, bo obserwuję z bino-leżaka).Nie będę tego tutaj szczegółowo rozbijał — opiszę ogólnie, co udało się zaliczyć podczas tych dwóch sesji. Na dłuższą rozkminę poszła „Kalifornia” w zenicie, z filtrami Hβ 5.5 nm, choć najjaśniejszy fragment był widoczny także bez żadnych filtrów. Myślę, że szkic mówi sam za siebie i nie wymaga komentarza. Oczywiście jest i reszta klasyków,ale w zupełnie innej odsłonie .Sh2-264 — widoczny cały potężny kompleks (Hβ 5.5 nm), w który „tonęło” trio jasnych gwiazd ze „szczytu” Oriona. Struktura urozmaicona licznymi pojaśnieniami. Pętla Barnarda —pokazała się cała, monumentalna struktura (Hβ 5.5 nm), ciągnąca się w różnych odcieniach szarości od β Ori do γ Ori, stykająca się z Sh2-224. Głowa Czarownicy — obiekt „tabu”, który skutecznie opiera się zwłaszcza dużym aperturom z małym FOV (poniżej 3°). Wyraźnie widoczna, podłużna struktura (Hβ 5.5 nm) o rozmytych krawędziach, uniemożliwiających odczytanie jakiegokolwiek jednoznacznego kształtu czy zarysu. Ciekawość skierowała mnie w stronę Rozety, Cone Nebula oraz „Łuku Jednorożca”, którego pętla SNR G205.5+0.5 łączy te dwie mgławice — a właściwie do całego „ZOO” zróżnicowanych obiektów znajdujących się w ich sąsiedztwie. Na pierwszy ogień poszedł Hu 6 (SNR) — pozostałość po supernowej (OIII 7 nm). Nawet popełniłem szkic, który mówi więcej niż tysiąc słów. Potem przyszła kolej na Pętlę Jednorożca, którą oglądałem już wiele razy, nawet z podwórka — przy arktycznym powietrzu pokazywała się całkiem wyraźnie. Zawsze jednak intrygował mnie sznur mgławic pod Rozetą, tyle że nigdy nie miałem na tyle dokładnej mapy, by je jednoznacznie zidentyfikować. Tym razem było podobnie, z tą różnicą, że niebo nie pozostawiało wątpliwości — trafiłem na obiekt mgławicowy. Okazało się, że była to Sh2-280 (Hβ 5.5 nm).Co do pozostałych „gagatków” nie miałem już pewności — nie wspominając o SNR G213.0-0.6, o której istnieniu wcześniej nie miałem pojęcia DU 6 — przymierzałem się do niej kilka razy, ale zawsze brakowało odpowiedniego nieba, choć w Hβ 5.5 nm coś tam majaczyło… Tutaj, pod SQM 21.4, z filtrami OIII 7 nm, pokazała się wyraźnie (widoczna w obu pasmach: Hβ i OIII). LBN 292 — „wpadłem” na nią przy okazji obserwacji DU 6; wyraźny, jasny placek (OIII 7 nm). Monogem Nebula — podłużna struktura świecąca głównie w paśmie OIII, o długości ponad 10°, ciągnąca się od Polluksa w stronę Małego Psa. W linii pola widzenia świecił Jowisz, przez co, chcąc „wyrzucić” go poza FOV, mogłem złapać jedynie najjaśniejszą, zaznaczoną na mapie część (OIII 7 nm). Celując w zenit, zatopiłem się w Woźnicy i jego okolicach. Sh2-240 – Spaghetti Nebula O ile w małym polu widzenia większych i dużych apertur można „łowić” jedynie pojedyncze włókna, tutaj mgławica pokazała się w całości (OIII 7 nm). Pierwsze wrażenie to kompletny chaos — kłębiące się, niezwykle subtelne pojaśnienia. Czegoś takiego nie dałoby się naszkicować. Przy dłuższej posiadówce zaczęły jednak wyłaniać się grubsze łuki (prawdopodobnie nakładające się wiązki włókien). Nigdy nie widziałem tego obiektu tak wyraźnie jak tej najlepszej nocy, przy SQM 21.4 mag/arcsec². Mgławica świeci również w Hβ — jest widoczna, ale inaczej i wyraźnie trudniej niż w zjonizowanym tlenie. SNR G179.0+2.6-To dość nietypowy przypadek, w którym o wykrywalności decyduje powiększenie — i to w bardzo wąskim zakresie, około 8–12×. Duży binar 6" z filtrami OIII przy powiększeniach powyżej 20× nie był w stanie jej wykryć, nawet przy porównywalnym niebie i identycznym EP. Tymczasem obiekt bez problemu „wyskoczył” w ATM 10×60 (i nie jest to tylko moje doświadczenie).Tutaj kłania się odpowiednie dopasowanie powiększenia do jej częstotliwości CSF (patrz: O możliwościach dostrzegania, cz. 6). Sh2-216-Tutaj OIII 7 nm i duży FOV załatwiają sprawę nawet pod przeciętnym niebem — oczywiście przy bardzo dobrej przejrzystości. Sh2-221-Znacznie trudniejsza i mało czytelna. OIII, duży FOV i dobre niebo — to warunki kluczowe. LBN 755-Przy 10× z filtrami Hβ 5.5 nm — dostrzegalna. W przypadku Sh2-227 i Sh2-224 pewności brak — szukałem trochę „na pałę”, bo jakość mapy była słaba. Na koniec rzuciłem jeszcze okiem na Mewę — w zasadzie na cały ten kompleks. Filtr Hβ 5.5 nm bardzo ładnie wyłuskał całość, ale szczególnie zaskoczyło mnie południowe skrzydło, które wyraźnie schodziło w dół aż do dolnej gwiazdy (γ CMa) „głowy” Wielkiego Psa. Nigdy wcześniej nie widziałem tego w taki sposób. A zupełnie na sam koniec złapałem sporą część gwiazdozbioru Gołębia (Columba) — chyba dopiero drugi raz w życiu… Na tym kończy się kosmiczna opowieść ze spaceru po niebie. Pozdrawiam, Irek!30 punktów
-
25 punktów
-
24 punktów
-
24 punktów
-
23 punktów
-
22 punktów
-
22 punktów
-
22 punktów
-
21 punktów
-
U mnie też były chmury na wschodzie więc Księżyc udało się dostrzec praktycznie pod koniec fazy całkowitej. Na następne całkowite biorę wolne w pracy, obczajam prognozy pogody i jadę tam gdzie będzie bezchmurnie. Zdjęcia telefonem przyłożonym do okulary MAKa 127. Ostrością nie grzeszą, ale nie było na to czasu.21 punktów
-
21 punktów
-
21 punktów
-
Ostatnie dwa razy, kiedy trafiła mi się okazja na popatrzenie trochę w nocne niebo, postanowiłam cosik naszkicować - pierwszy raz od jakichś dwóch lat. Jeszcze w grudniu, pośród przewalających się czasem chmur (i z gorączką) udało mi się uwiecznić NGC 3521, zaś w styczniu, nim niebo pokryły cienkie mątwy, odwzorowałam M51. Tej pierwszej nocy pierwotnie chciałam się wziąć jeszcze za M48, którą uwielbiam, ale chmury akurat stwierdziły, że to dobre miejsce do powiszenia na niebie. 😄 Szkice nie są jakieś bardzo porywające, ot galaktyczne okruszki z lornetki, ale pomyślałam, że w końcu trzeba je obrobić i wrzucić, zwłaszcza, że marne nastroje w kontekście wizuala tu ostatnio. 🙂 Jak zawsze - rysowane w negatywie ołówkiem na papierze, obrócone w negatyw i dogłaskane w programie Krita.20 punktów
-
20 punktów
-
Radar pogodowy pokazywał ,że właściwie to nie ma szans ,ale ruszyłem tyłek i okazało się ,że chumurwy poszły gdzie indziej. Dobrze czasem olać prognozy. Jak zaćmienie Księżyca to tylko na jakimś zadupiu . Czarna gwiaździsta noc podczas pełni. Wg Stellarium jasność Księżyca -1,5 magnitudo Dużo jest zjawisk astro ,ale podczas zaćmień czuje się potęge Kosmosu .Przegonił mnie wystrzał myśliwego i odgłosy psów ,ale dość daleko w bezpiecznej odleglości.20 punktów
-
Planowałem tę sesję już od dłuższego czasu, ale warunki nie zawsze dopisywały albo po prostu „atakowałem” inne rejony nieba. 07.03.2026 to była data ostatecznego podejścia — wóz albo przewóz. Warunki dopisały, choć przy południowym horyzoncie utrzymywały się lekkie poświaty. SQM pokazywał 21,18–21,22 mag/arcsec². Pomimo naporu już letnich gwiazdozbiorów, które w porównaniu do zimowego nieba są znacznie uboższe w jasne gwiazdy, Wielki Pies górował nad południowym horyzontem. W tym kierunku niebo nie było już tak zachęcające (SQM 20,80–20,90 mag/arcsec²), ale szerokie pole widzenia(ATM 10x60) w połączeniu z filtrem H-beta 5,5 nm potrafi zrobić cuda. Czas naglił, dlatego przyjechałem na miejscówkę nieco wcześniej, żeby nie tracić czasu na adaptację wzroku i w momencie górowania obiektu być już w pełni gotowym. Pierwsze testy przeszły obiekty takie jak „Głowa Czarownicy” czy" most"(CO 132/134) łączący Pętlę Barnarda z Betelgezą. Wiedziałem już, że to maksimum, jakie mogę tej nocy wycisnąć, dlatego ostatecznie zaatakowałem Wielkiego Psa (Canis Major). Zawsze trzymam się żelaznej zasady podczas drukowania — nie nanoszę na mapę żadnych obiektów DS, żeby nie ulegać sugestii „dostrzegania” czegoś na siłę. Artefakty nie są aż tak uciążliwe, ponieważ pojawiają się w różnych miejscach — tak działa psychofizyka widzenia i neurodetekcja. Realny obiekt pozostaje natomiast stały i nie zmienia swojego położenia. Nie wspomagam się też żadnymi mapami z zaznaczonymi obiektami. Tym razem jednak, przy kilku przypadkach, złamałem tę zasadę — chciałem upewnić się, czy mam jeszcze do czynienia z obiektem, czy już tylko z łuną znad horyzontu. Nie znam wszystkich tych obiektów — często nawet nie wiem o ich istnieniu. Po prostu nanoszę na szkic to, co uda mi się dostrzec, a dopiero w domu porównuję i identyfikuję z mapami. Zanim jednak coś naszkicuję, muszę mieć 100% pewności, że dany obiekt jest realny, a nie tylko odblaskiem, światłem bocznym albo innym „dziadostwem”. Sh2-308 — w pierwszej kolejności zaatakowałem „Głowę Delfina”, używając filtrów OIII.7nm Niestety obiekt ponownie pozostał niewidoczny. Dlaczego „ponownie”? Bo nigdy jeszcze nie udało mi się go upolować — albo niebo było zbyt słabe, albo sprzęt niewystarczający, albo brakowało odpowiedniego filtra…Przy powiększeniu rzędu 10× wydaje się to zresztą niemal niewykonalne… chociaż… Sh2-303 — w najbliższym sąsiedztwie „Głowy Delfina”. Po zmianie filtrów na H-beta 5,5 nm ukazała się wyraźna plama — obiekt nie należał do trudnych. Sh2-304 — przyglądając się M41, która co jakiś czas właziła mi w pole widzenia, zauważyłem, że ma dość wyraźny „ogon” schodzący na południe, w stronę horyzontu. Kończył się on ledwo dostrzegalną plamą, widoczną dopiero przy przesuwaniu pola.M41 zdawała się łączyć tym subtelnym „mostem” z Sh2-304. Sh2-310 — przesuwając lornetkę na wschód, zwróciłem uwagę na delikatny łuk muskający gwiazdę ο² CMa, który następnie skręcał na południowy wschód. Dokładniejsze skanowanie tylnej części Wielkiego Psa ujawniło kilka subtelnych struktur, które na wschód od δ CMa zaczynały zlewać się w jedną całość. Kompleks zdawał się zamykać w rejonie „ogona” gwiazdozbioru (δ CMa, ω CMa i η CMa). W tym miejscu musiałem jednak posłużyć się mapą — widoczna plama światła znajdowała się na granicy percepcji i była uchwytna właściwie tylko przy przesuwaniu pola, raz w jedną, raz w drugą stronę. Istniało więc ryzyko, że to nie realny obiekt, lecz fragment łuny znad horyzontu. Weryfikacja z mapą potwierdziła jednak, że obserwowany obszar rzeczywiście odpowiada Sh2-310. Na koniec zostawiłem najłatwiejsze (przynajmniej dla H-beta) obiekty: mgławicę Mewa (Sh2-296) oraz Hełm Thora (Sh2-298). I choć ta część „ptaka” jest dość oczywista, to dostrzeżenie całego przyległego kompleksu (GMN 39) — szeroko rozchylonych „skrzydeł” — wymaga już naprawdę dobrego nieba i wysokiej przejrzystości. Tym razem oba warunki były spełnione, dzięki czemu udało się je uchwycić — choć tylko przy aktywnym przesuwaniu pola widzenia. (W styczniu tego roku, przy SQM 21,4 mag/arcsec², były już oczywiste). Jak wspomniałem, miejscami posiłkowałem się mapą. To właśnie na niej zauważyłem łukowato układające się, grubsze włókna „welonu”, ciągnące się przez całą północną część Wielkiego Psa. Niestety-"ciemność widzę!"- do ich detekcji potrzebne jest naprawdę smoliste niebo. Jak się okazało, jest to granica powłoki tzw. Bąbla Eridanus–Orion (Eri–Ori Bubble), w której „zamknięte” są oba gwiazdozbiory oraz spora część Byka. Cieszę się, że udało mi się jeszcze zapolować na te wspaniałe, zimowe obiekty mgławicowe. Teraz na niebie zaczyna już panować wiosna — Królestwo Galaktyk. POZDRAWIAM IREK!19 punktów
-
Była to jedna z tych styczniowych nocy(19.01.2026), w których mróz szczypie, ale nie odstrasza — przynajmniej tutaj, w Małopolsce, gdzie trzymał się jeszcze w ryzach. Jak zwykle ruszyłem na swoją sprawdzoną miejscówkę w Zalesiu (500 m n.p.m.)*. Panowała inwersja: na miejscu termometr pokazywał −8°C, czyli o trzy stopnie cieplej niż w domu, choć tuż nad ziemią, na wysokości siedziska leżaka, mróz musiał sięgać już około −10°C.W dolinach i wzdłuż całej drogi, którą pokonałem, zalegały mgły przesiąknięte smogiem, ale na miejscu cały ten brudny syf pozostał daleko pode mną. Nad głową rozpostarło się rozgwieżdżone niebo o bardzo dobrej przejrzystości. Nawet jeśli SQM na poziomie 20,80 mag/arcsec² nie rzucał na kolana — śnieg robi swoje — było po prostu super.Wreszcie mogłem zabrać się za swój mały projekt: szkic całego Oriona, wraz z jego subtelnymi „duchami”, mgiełkami i wszystkim tym, co uda się wydobyć z tła. Do gry weszła lornetka ATM 10×60 z kołami filtrowymi, a pierwsze skrzypce zagrały filtry H-beta 5,5 nm. Po adaptacji wzroku rozpocząłem powolne skanowanie nieba — i miałem okazję po raz pierwszy naprawdę sprawdzić nowy sprzęt do szkicowania. Obserwacje rozpocząłem od prawdziwego giganta : Sh2-264. Jest to rozległa mgławica, a właściwie cały kompleks mgławic i ciemnotek otaczających gwiazdę λ Orionis, o średnicy sięgającej niemal 7°. Przy polu widzenia wynoszącym 8° konieczne było ustawienie się na jej zachodniej, najjaśniejszej krawędzi, aby w ogóle zarys obiektu stał się uchwytny. Przy lepszych warunkach nieba taki zabieg nie byłby konieczny. Poza subtelnymi różnicami w jasności struktury mgławicy pozostały w dużej mierze nieuchwytne — obiekt wyraźnie zyskuje wraz z poprawą jakości nieba. Pod ciemniejszym niebem, przy zastosowaniu filtrów H-beta, możliwe są obserwacje już lornetkami 7×50 lub 10×50, a potencjalnie także mniejszymi instrumentami ,ale z większym FOV. Sh2-276 (Pętla Barnarda) — po mgławicy „Kunia” to obiekt najczęściej obserwowany z użyciem filtrów H-beta. Najjaśniejsza jest jej część północno-wschodnia (liczne obiekty LBN), tworząca wyraźny, gruby łuk, który przy dokładnym skanowaniu ujawnia bardzo subtelną, włóknistą strukturę. Jest ona jednak trudna do uchwycenia, zwłaszcza dla mniej doświadczonych obserwatorów. Przy uważnym podążaniu na północ wzdłuż łuku można prześledzić go aż w okolice ω Orionis, gdzie tworzy delikatny pomost łączący się z kompleksem Sh2-264.Tam też "rozpada się "na dwa bardzo subtelne pasma-końcową część LBN 918 i LBN 888/889 które wystają daleko na zachód. Podobnie, rozpoczynając obserwację od najjaśniejszej części łuku i kierując się na południe, dochodzimy w rejon gwiazdy β Orionis (Rigel), gdzie Pętla Barnarda łączy się z kolejnym kompleksem mgławicowym, obejmującym między innymi mgławicę „Głowa Czarownicy”który leży już w gwiazdozbiorze Erydana LBN 959 — delikatny „kleks” widoczny kilka stopni na zachód od Rigela (β Orionis). Sprawia wrażenie przedłużenia mgławicy „Głowa Czarownicy” która stanowi najjaśniejszą część tego kompleksu. LBN 923 — położona na północ od „Czarownicy”, dość ulotna i słabo odcinająca się od tła, przynajmniej przy takich warunkach nieba. IC 2118 – Mgławica Głowa Czarownicy (Witch Head) — obiekt dość kontrowersyjny, przez niektórych uznawany wręcz za „niemożliwy”. Oprócz odpowiednio ciemnego nieba i filtrów H-beta kluczowe znaczenie ma tu szerokie pole widzenia (FOV). W tych warunkach była, jak wspominałem, dość wyraźna — oczywiście jedynie jako delikatnie wygięta struktura, bez uchwytnych detali, ale jednak bardziej kontrastowa niż otaczające ją „duchy”. Trzy powyższe obiekty formalnie należą już do Erydanu, jednak obserwacyjnie tworzą spójną całość z mgławicami Oriona.W samym Pasie Oriona, oprócz klasyków — „Kunia” i „Płomienia” (ten ostatni był widoczny nawet bez filtrów) — można dostrzec również LBN 950 oraz trudniejszą w detekcji LBN 940. W ogóle od rejonu Końskiego Łba aż po Mgławicę Oriona i dalej, w postaci jej przedłużenia, ciągnie się rozległy most mgławicowy. Na południe od M42/43 formuje on subtelną LBN 997, „przyklejoną” do południowej krawędzi Pętli Barnarda. Obiekt ten jest trudny do wyłuskania, ponieważ wchodzi w skład większego kompleksu, a gradienty jasności są bardzo niewielkie. Kilka stopni na zachód od M42, mniej więcej na linii Rigela, znajduje się jeszcze niewielka, ale w miarę „łatwa” do wychwycenia Sh2-278. W planach były jeszcze pyły w Byku — konkretnie w rejonie Hiad i dalej — jednak pod sam koniec obserwacji i szkicowania (około 1,5 godziny) niebo zaczęło wyraźnie jaśnieć. Przejrzystość pozostała bez zmian, co było doskonale widoczne… więc co się właściwie działo?W efekcie most CO 132/134*, SIMG* B 192 oraz VdB 36 — obiekty, które wcześniej udawało mi się obserwować przy lepszym niebie — tym razem nie dały się „złowić”. Z ciekawości wykonałem kilka pomiarów i średnia wartość SQM spadła do 20,60. Jak się później okazało, była to zapowiedź zjawiska, które było na tyle widowiskowe, że w drodze powrotnej, około 100 metrów poniżej miejsca obserwacji, zatrzymałem samochód… dosłownie na środku drogi. Przy zgaszonych światłach, stałem z rozdziawioną gębą i patrzyłem w górę — piękna, cudownie draperiowa, wielobarwna zorza polarna, tańczyła na niebie! * We wcześniejszej relacji podawałem 600mnpm,ale tyle ma szczyt góry, a ja obserwuje z południowego stoku poniżej, czyli ok 500mnpm *CO -oznacza -obłok molekularny, region gwiazdotwórczy. Nie ma jednego spujnego katalogu CO,nazwa może pochodzić z - "Galactic CO Survey"lub/i katalogów obłoków molekularnych (Dame, Solomon, Clemens itd.) *SIMG-oznacza - słabo skatalogowany obłok międzygwiazdowy, fragment większej mgławicy,struktura pyłowa z przeglądu IR/optical, obiekt bez klasycznej nazwy,i jest prefiksem wygenerowanym przez bazę danych SIMBAD POZDRAWIAM IREK!19 punktów
-
Dla pełnego zrozumienia zagadnienia koniecznie przeczytaj części 1-5 Tradycyjna ocena zdolności wzrokowej człowieka opiera się głównie na pomiarze ostrości wzroku, czyli najmniejszego rozdzielanego szczegółu. Jednakże ostrość nie odzwierciedla w pełni jakości widzenia w rzeczywistych warunkach, gdzie obiekty rzadko występują jako ostro zdefiniowane granice o wysokim kontraście. W praktyce percepcja zależy od zdolności układu wzrokowego do wykrywania różnic jasności w przestrzeni – od tej właściwości pochodzi pojęcie przestrzennej czułości na kontrast (ang. Spatial Contrast Sensitivity Function, CSF). Podobnie jak rozdzielczość kątowa określa najmniejsze szczegóły możliwe do rozdzielenia w obserwacjach obiektów punktowych – takich jak gwiazdy wielokrotne czy detale w Układzie Słonecznym – tak funkcja czułości na kontrast (CSF), opisująca zdolność oka do wykrywania określonych częstotliwości przestrzennych (liczby cykli na stopień -cpd), określa jakie szczegóły o danym kontraście możemy dostrzec w obiektach rozciągłych.CSF nie zastępuje rozdzielczości teleskopu – która wyznacza jej fizyczną granicę od strony najmniejszych detali – lecz stanowi jej pełne i niezbędne uzupełnienie, określając, które z tych szczegółów są faktycznie percepcyjnie dostępne przy danej jasności i kontraście obiektu.Czy cpd można powiązać z wykrywalnością?Tak — a nawet bardzo ściśle. To mechanizm decydujący, dlaczego: szczegóły pojawiają się przy pewnym powiększeniu, a znikają przy bardzo wysokim, oraz dlaczego większy teleskop ujawnia szczegóły niewidoczne w mniejszym. W nocy wzrok człowieka lepiej wykrywa duże, rozległe struktury o niskim kontraście, natomiast drobne detale stają się niewidoczne. W warunkach fotopowych typowa funkcja CSF ma kształt dzwonowy – maksymalna czułość przypada na średnie częstotliwości (~4–6 cykli/stopień). Wraz z obniżeniem poziomu oświetlenia krzywa spłaszcza się, a jej maksimum przesuwa ku mniejszym częstotliwościom. W skotopowych warunkach maksymalna czułość występuje dla bardzo niskich częstotliwości (1–2 cykle/stopień), a zdolność do wykrywania drobnych detali praktycznie zanika. To nie jest tak, że oko „odcina” wszystko powyżej np. 2 cpd.W rzeczywistości: czułość maleje,ale nie spada do zera.Krzywa CSF skotopowego widzenia: ma maksimum przy ~1–2 cpd,ale nadal ma jakąś wrażliwość przy 4–8 cpd — po prostu wymaga dużo wyższego kontrastu.Dlatego detale o 6 cpd nie są niewidoczne — są po prostu trudniejsze.Jak wygląda CSF (funkcja czułości kontrastowej) oka w sytuacji obserwacji obiektów o wysokiej jasności powierzchniowej – powyżej ~20 mag/arcsec². Oko przechodzi ze stanu skotopwego widzenia w mezopowy(widzenie barwne) .Widzenie mezopowe nie jest jednym stanem, tylko ciągłym przejściem między skotopowym i fotopowym. Dlatego cpd w zalezności od j.pow. obiektu może osiągać różne maksima. (SB ~20mag/arcsec²) ,stan niskiego widz.mezopowego-max CSF ~1–3cpd (SB ~17–19 mag/arcsec²) stan średni mezopowy- max CSF rośnie do ~4–7 cpd (SB < 14–15 mag/arcsec²) stan wysoki mezopowy-maksimum przesuwa się do 10–12 cpd W obserwacjach astronomicznych obiektów rozciągłych (galaktyki, mgławice):Rozdzielczość ma ograniczone znaczenie.Widoczność zależy głównie od CSF w zakresie niskich częstotliwości i od powierzchniowej jasności obiektu. W praktyce oznacza to, że nawet jeśli detal mieści się w granicach rozdzielczości skotopowej, może pozostać niewidoczny, jeśli jego kontrast lokalny znajduje się poniżej progu czułości CSF. Obiekt może być większy niż granica rozdzielczości, lecz niewidoczny, jeśli jego kontrast znajduje się poniżej progu CSF. Przybliżony przykład kontrastu(A-wysoka j.pow., B-niska j.pow.),w ujęciu jednakowego cpd(cykl/stopień) Dlatego wraz ze spadkiem jasności powierzchniowej obiektu, ilość szczegółów możliwych do detekcji wizualnej drastycznie spada, i przy wartościach progowych(które zależą od jakości/jasności nieba-patrz cz.2)spadają do zera.Przyjrzyjmy sie teraz ,jak wygląda wykrywalność ,obiektów rozciągłych(DS) w zależności od ich morfologii i orientacji względem obserwatora .Przeanalizujemy tutaj kilka schematycznych kształtów -gładki, włóknisty, okrągły/pierścieniowy, podłużny.(odniesienie ,do wszelkiego rodzaju- jasnych i ciemnych obiektów mgławicowych) Obiekt gładki-struktura ma niski gradient jasności i zawiera głównie niskie częstotliwości przestrzenne (0.2–1 cpd). Gładkie, rozmyte obiekty są najlepiej dostrzegalne,o ile mają wystarczającą jasność powierzchniową i duży rozmiar kątowy. Obiekt włóknisty- Struktura zawiera średnie i wysokie częstotliwości przestrzenne (1–8 cpd) – cienkie pasma, włókna, kontrastowe granice między obszarami. Czułość w tym zakresie jest niska; takie detale wymagają dobrego nieba (ciemne tło, duży teleskop, filtr wąskopasmowy). Obiekt okrągły / pierścieniowy -Struktura zawiera komponenty o różnych częstotliwościach: o niskie – duży gradient jasności między wnętrzem a tłem, o średnie – kontur pierścienia, o wysokie – drobne szczegóły wewnętrzne. · najlepiej wykrywalny jest ogólny kształt (duża skala), nie detal. Obiekt o symetrii kołowej może być widoczny łatwiej niż nieregularny, bo wzrok dobrze reaguje na symetryczne zmiany luminancji. Obiekty pierścieniowe są wykrywalne głównie poprzez globalny kontrast i rozkład jasności, nie strukturę wewnętrzną Obiekt podłużny / włóknisty w jednym kierunku Wykrywalność zależy od orientacji względem kierunku największej czułości detekcyjnej (obserwator ma nieco różną czułość na pionowe vs poziome pasy). · Przy niskim kontraście lepiej widoczne są struktury o długości większej niż kilka stopni łuku – pozwalają oku „integrować” sygnał. · Obiekty długie i cienkie mają energię przestrzenną rozłożoną w średnich częstotliwościach (ok. 2–6 cpd) → trudniejsze w widzeniu skotopowym. Wniosek: długie, cienkie struktury są widoczne tylko wtedy, gdy mają wyraźny globalny gradient jasności lub kontrastują z tłem (np. ciemne pasma na tle jasnego obszaru). Anizotropia czułości kontrastowej (Directional Contrast Sensitivity) Ludzki układ wzrokowy nie ma jednakowej czułości na kontrast w każdej orientacji struktur przestrzennych. Badania psychofizyczne pokazują, że:czułość kontrastowa oka jest najwyższa dla struktur ułożonych w orientacji poziomej i pionowej (cardinal orientations), a niższa dla kierunków ukośnych (diagonalnych, 45° i 135°).Zjawisko to nazywamy efektem orientacyjnym ,ma ono źródło zarówno w anatomii siatkówki, jak i w organizacji kory wzrokowej V1. Nieco innaczej kształtuje się CSF ,w przypadku obserwacji gromad otwartych i kulistych ,w których można jeszcze dostrzec gwiady lub "ziarnistość" gromady. Oko przechodzi wtedy do stanu mezopowego(jasne gromady otw.),a rolę dominującą zaczyna odgrywać rozdzielczość a w mniejszym stopniu(g.kuliste) CSF. Tak — w obserwacjach gromad otwartych i kulistych rola funkcji CSF silnie maleje.Widzenie staje się ograniczane przede wszystkim przez rozdzielczość układu optycznego (teleskop + oko), a nie przez czułość kontrastową. Galaktyki i ich różne typy morfologiczne , mają drastycznie różne natywne częstotliwości przestrzenne (cpd). Galaktyki spiralne mają bardzo szerokie pasmo cpd (1–10 cpd). inne typy galaktyk mają znacznie uboższy lub bardziej chaotyczny rozkład cpd. To tłumaczy, dlaczego jedne są „łatwe”, a inne prawie „nieosiągalne” wizualnie. Galaktyki spiralne(S) mają złożony rozkład jasności, który można analizować w dziedzinie częstotliwości przestrzennych. Ich obraz można rozłożyć na dwa zasadnicze pasma: Galaktyki eliptyczne(E) -mają ekstremalnie niskie cpd ,dominujące pasmo cpd: (0.05–0.5 cpd)To najniższe częstotliwości spośród wszystkich typów galaktyk. Jasność powierzchniowa spada gładko zgodnie z profilem de Vaucouleurs’a. To obiekty ultraniskiej częstotliwości , idealnie pasują do skotopowego optimum 1 cpd, dlatego są często łatwe do zobaczenia nawet w małych powiększeniach. Galaktyki soczewkowe (S0) – nieco wyższe cpd, ale nadal ubogie, dominujące cpd: (0.2–1.0 cpd),czasem (rzadko): 1.5–2.5 cpd (jeśli jest słaby pierścień/pasma pyłowe). Galaktyki nieregularne (Irr)- mają najszersze spektrum cpd ze wszystkich galaktyk,dominujące cpd: (0.1–10 cpd), ale bez spójnego pasma, ich widmo cpd jest chaotyczne. A jak zmienia się kształt funkcji CSF przy widzeniu dwuocznym(lornetki,bino-newtony)*?Krzywa CSF przesuwa się w górę (większa czułość) we wszystkich częstotliwościach,maksimum (ok. 0.5–2 cpd) pozostaje w tym samym miejscu,ale stoki spadku dla wysokich częstotliwości są łagodniejsze, czyli wzrok dwuoczny zachowuje nieco lepszą rozdzielczość w słabym świetle. W praktyce: delikatne detale mgławic, włókna, słabe pasma stają się bardziej oczywiste, granice gromad, halo galaktyk i kontrast ramion spiralnych – wyraźniejsze.Efekt subiektywnie większej „jasności” nie wynika z fizycznego zwiększenia ilości światła, lecz ze zwiększenia czułości kontrastowej CSF. *nie dotyczy nasadek bino-gdzie pojedyńcza wiązka światła jest dzielona na dwie oddzielne. Sumowanie dwuoczne(bino factor),będzie omawiane w innych częściach. Zasymulowany tutaj bino-factor 1,4x ,odnosi się do powierzchni apertury i określa dolną granicę sumowania dla DS, w rzeczywistości średni b-factor to 1.6x-1.7x dla obiektów rozciągłych(testy empiryczne ,przeprowadzone w warunkach naturalnych, przez kilku niezależnych obserwatorów) W teleskopowych obserwacjach głębokiego nieba powiększenie jest narzędziem do przesuwania częstotliwości przestrzennych obiektu (cpd) w zakres, który oko potrafi wykryć. Jak powiększenie zmienia cpd? Przy większym powiększeniu cpd rośnie,przy mniejszym powiększeniu cpd maleje. Jeśli powiększenie jest za małe ,struktura ma w okularze 0.1–0.5 cpd ,oko jej nie wykryje — za "mało cykli"/za duże plamy. Jeśli powiększenie jest za duże, struktura ma 5–20 cpd , przestaje być widoczna (krzywa CSF opada).Jeśli powiększenie jest dobrane optymalnie struktura trafia w 1–2 cpd ,maksimum czułości. Wtedy pojawiają się ramiona, pasma pyłowe, asymetrie, jasne zgrubienia, obiekty progowe(j.pow.poniżej-25mpas). CSF tłumaczy, dlaczego różne powiększenia pokazują różne struktury galaktyk. Oko posiada jedno maksimum czułości na kontrast, a po jego przekroczeniu czułość spada o rzędy wielkości. Dlatego w zasadzie nie istnieje jedno powiększenie, które wprowadzi całe pasmo struktur w maksimum krzywej CSF(widoczne wszystkie struktury galaktyki). Oczywiście większy teleskop ma lepszy „start” – wyższą czułość na wszystkie zakresy cpd, a także zapewnia wyższy *lokalny kontrast i jego gradienty (różnice kontrastowe między strukturami). Wyjątkiem są tutaj bardzo duże apertury, rzędu 28"–35", które mogą pokazać pełne pasmo.Z tego samego powodu w przypadku jasnych obiektów (jaśniejszych niż- 25 mpas) teleskop 6" nie pokaże tego, co 12", nawet jeśli oba pracują z takim samym powiększeniem (np. 100×) i osiągnęły maksymalną czułość CSF w zakresie 1–2 cpd. W obiektach progowych (>25 mpas) może wystąpić sytuacja odwrotna: niewielkie powiększenie przy szerokim polu widzenia może trafić idealnie w pasmo częstotliwości obiektu, podczas gdy większa apertura (przy identycznym źrenicy wyjściowej 6–7 mm) przesunie pasmo cpd w wyższe częstotliwości. W efekcie obiekt będzie widoczny słabiej lub w ogóle nie zostanie wykryty (co potwierdzają raporty obserwacyjne i własne doświadczenia).Czy można obliczyć optymalne powiększenie dla danych struktur, znając ich częstotliwość cpd? Tak, ale jest to jedynie przybliżenie. Obliczenie częstotliwości konkretnego detalu jest trudne, ponieważ każdy detal składa się z pewnego zakresu częstotliwości, a nie jednej konkretnej wartości. Z tego powodu w praktyce łatwiej jest dobierać powiększenia metodą prób i błędów. *szczegółowe omówienie w części 7"Luminacja". Niestety musiał być tasiemiec ,ponieważ temat jest mocno rozbudowany i wszystkie ujęte tutaj zagadnienia są kluczowe do zrozumienia działania różnych mechanizmów fizyki i psychofizyki oka ludzkiego. Bibliografia J. Zele et.al. (2015) Vision under mesopic and scotopic illumination A. J. Bartholomew et al. (2016) Individual Differences in Scotopic Visual Acuity and Contrast Sensitivity Pahlberg et al. (2011) Visual threshold is set by linear and nonlinear mechanisms ... Campbell & Kulikowski (1966) Orientational selectivity of the human visual system Maniglia et al. (2015) The spatial range of peripheral collinear facilitation Adamo et al. (2020) Star Clusters Near and Far Barlow, H. B. (1958). Temporal and spatial summation in human vision at different background intensities. Van Nes, F. L., & Bouman, M. A. (1967). Spatial modulation transfer in the human eye. Kelly, D. H. (1977). Visual contrast sensitivity under steady-state and modulated illuminance. Lennie, P., & Fairchild, M. D. (1994). Light adaptation and contrast sensitivity in human vision. Westheimer, G. (2015). Resolution in night vision: thresholds and contrast transfer.19 punktów
-
19 punktów
-
18 punktów
-
Miałem nie wrzucać, bo rysowane spontanicznie, na kolanie przy teleskopie, i szkic wyszedł po prostu brzydki, ale chyba bardziej liczy się samo naniesienie obiektu. Dodaję dwa, bo w domu dosmarowałem jeszcze trochę poświaty, a jak zacząłem wycierać gumką jakieś przebarwienie, to w ogóle machnęło się tam, gdzie nie trzeba i przerysowałem nieco inaczej krótsze spajki, ponadto dzięki pierwszemu, łatwiej będzie odnaleźć obiekt na drugim. Ingerencja w programie to usunięcie kilku artefaktów i negatyw, oraz zabranie odrobiny poświaty ze słabej gwiazdy 12.25mag (na samym dole w drugim), aby było ją widać. Resztę brzydoty, włącznie z niezbyt dobrze oddanymi jasnościami gwiazd, postanowiłem zostawić. Już wczoraj gapiłem się na Syriusza, ale tylko tak, nie wiedząc, gdzie może być karzeł, pobliskie gwiazdki wszak wydawały się zbyt łatwe. Odświeżyłem relację Marka (Mareg), która wyjaśniła, że cel jest znacznie bliżej Syriusza A i nie jest to takie proste. Dzisiaj obserwacje rozpocząłem jeszcze zanim zrobiło się na dobre ciemno i zasadziłem się ze świadomością, gdzie ma być obiekt. Powiem szczerze, że stało się to dość szybko. Jak zrozumiałem, że widzę mikroskopijny punkcik światła, zrobiło mi się gorąco i rzuciłem szczęśliwie kilka mniej przykładnych słów. Później patrzyłem i patrzyłem, korygując teleskop, a tycia gwiazdka pojawiała się raz za razem; czasem wyskoczyła tylko na chwilę, czasem jej nie było, a czasem błyszczała słabiutko długo, aż ponownie spowiła ją poświata, spajki, lub po prostu trzeba było przesunąć tubę. Na żywo m.in. intensywność spajków była trochę inna, ale uznałem, że nie będę mocno męczył tego szkicu, gdyż na dobrą sprawę można by zrobić całkiem nowy, domowy rysunek z lepiej oddanymi jasnościami i tłem. Teleskop Synta 12" (taki, jakim go fabryka stworzyła), okular ES 4,7mm. Nieco później obserwowałem również gwiazdę Propus w Bliźniętach, która ukazała "niezbyt czysto" prawie doklejonego, skrzącego towarzysza oraz zerknąłem na Alnitaka, którego widziałem także poprzedniego dnia. Wczoraj było widać nieco lepiej towarzysza Alnitaka, choć i dzisiaj dało się dostrzec, że tam jest.18 punktów
-
Od roku bawię się amatorsko w astrofotografię. Od dawna zastanawiałem się, czy na moim nieco budżetowym sprzęcie, bez prowadzenia, jedynie z silnikiem Ra i dryfem, który pozwala na maksymalnie 2 sekundową ekspozycję (przy 3s gwiazdy już zaczynają być lekko pojechane) da się coś sensownego uwiecznić. Okazuje się, że da: oto efekt mojej ostatniej foto sesji. Wcześniej starałem się znaleźć jakiś wpis gdziekolwiek, który by potwierdził, że taki setup (bez guidingu, bez GOTO) ma w ogóle sens. Okazuje się, że jak najbardziej ma! Może nie da on materiału konkursowego, ale pozwoli liznąć temat, pobawić się w astrofotografa i stworzyć materiał, którym można się pochwalić znajomym 🙂 Może ten mój post pozwoli komuś z podobnym dylematem podjąć decyzję by samemu spróbować. Dodam, że do tej pory udało mi się uwiecznić kilka innych obiektów, w tym M3, C/2025 A6 Lemmon i całkiem przyjemną mgławicę M27. Cały czas się uczę, a efekty są dla mnie zadowalające i dające dużo radochy. Było warto. Trochę szczegółów: ✨ Messier 42 | Wielka Mgławica w Orionie • 📍 Bezrzecze, Polska | 20.01.2026 | -3 °C | Bortle 5+ | Księżyc 3% (poniżej horyzontu) • 🔭 Sky-Watcher Newton 200/1000 na montażu EQ5 + napęd RA (bez guidingu) | Pozycjonuję północ przy użyciu kompasu • 📸 ZWO ASI482MC | Gain 230 | filtr UV/IR Cut | Bahtinov • ⏱️ Zebrany materiał: 2070 × 2 s (przed odrzuceniem poruszonych klatek, satelitów itp.) • 🔧 Ręczna korekta dryfu RA/DEC co 30 s • 📊 Finalny stack (80%): ~2000 × 2 s ≈ 55 min • ⚙️ Kalibracja: 40 darków, 30 flatów, 50 biasów • 💻 Oprogramowanie: ASICap, DeepSkyStacker (DSS wypadł lepiej niż ASIDeepStack i Siril), GIMP18 punktów
-
Na przełomie października i listopada udało mi się troszkę poobserwować z Inwałdu, w zasadzie przez niecałe dwie nocki. Tak się złożyło, że co wieczór niebo zasnuwało się chmurwiem piętra wysokiego, uniemożliwiając obserwacje komety C/2025 A6 Lemmon. Następnie - wraz z obrotem Ziemi i pozornym chowaniem się Słońca coraz głębiej pod horyzontem - chmury zaczynały się przerzedzać (ale tak, żeby czasem nie dało się dostrzec komety 🤪), a w drugiej połowie nocy dziury pomiędzy nimi pozwalały już na dość komfortowe obserwacje, no może z wyjątkiem momentów, gdy zagubiona ławica cirrusów zakrywała akurat gwiazdy i zmuszała albo do zmiany obserwowanego właśnie regionu nieba, albo do zupełnego oderwania się od lornety na pewien czas. 30/31.10.2025 Przy kuchennym oknie rozstawiłam się jakoś przed 2, ale od razu szlag jasny mnie trafił, bo oto sąsiedzi z naprzeciwka nie zgasili na noc lampy na ganku, a ta teraz waliła oślepiającym strumieniem fotonów prosto w moim kierunku. Uklnęłam się niemiłosiernie, dostosowując ułożenie siebie i lornety tak, by schować się przed tym blaskiem, po czym na uspokojenie zaczęłam przesuwać się powoli po niebie tam, gdzie los i ruch ręką poprowadzą. Obkrążyłam tak głównie okolice Jednorożca, a moją uwagę zwrócił układ gwiazdek poniżej i na wschód od Rozety: dwie gęste kreski słońc układające się pod kątem prostym i oddalone nieco od siebie. Na podstawie Interstellarum stwierdziłam, że jedna z nich to chyba po części NGC 2301, zaś druga nie ma imienia. W pobliżu zdążyłam odwiedzić jeszcze gromadkę NGC 2286 i planetarkę NGC 2346, bo gdy skierowałam APM ku niższym wartościom deklinacji, widok w okularze zmętniał. Ach chmury. A takie ładne niebo było, piękna zimowa Droga Mleczna i jej multum gwiazd ukazujących się w dwururce. Cóż, przynajmniej z okna w izbie w kierunku wschodnim te chmury prezentowały się bardzo ciekawie. W ramach przerwy powegetowałam trochę na rogówce, wzięłam prysznic i wypiłam herbatę. Przed 5 niebo stało się znowu zupełnie bezchmurne, a ja postanowiłam zapolować na kometę C/2025 K1 (ATLAS), która gościła akurat w Pannie. Musiałam teraz ułożyć się w ciekawej pozycji tuż przy lodówce, aby z kuchennego okna widzieć niebo w kierunku SEE. Zaczynało już powoli świtać (w zasadzie to szybko, bo minął dopiero nieco ponad miesiąc od równonocy), gdy udało mi się dostrzec rozmytą plamkę. Niedługo później zrobiło się już za jasno, by cokolwiek jeszcze było widać. Zwinęłam sprzęt i przed spaniem zerknęłam jeszcze na wschód Słońca. 31.10/01.11.2025 Około 1 rozchmurzyło się całkowicie i z okna kuchni wypatrzyłam blask zimowych gwiazdozbiorów. Tym razem sąsiedzi zgasili lampę, więc z zadowoleniem rozstawiłam się w swoim stałym miejscu i tradycyjnie na dobry początek pokrążyłam po niebie, tym razem skupiając się na Orionowych klasykach. Po tym wstępie wzięłam Interstellarum i skierowałam się w okolice oglądane poprzedniej nocy, zaczynając od położonej w Orionie gromadki NGC 2184, i dopiero następnie kierując się na wschód do obiektów Jednorożca. Po sznureczku gwiazd przesunęłam się do NGC 2232, która w atlasie ma zaznaczone dwie sąsiadki - jeśli liczyć, że jedno ze słońc w tej okolicy należy to NGC 2250, to technicznie tę towarzyszkę udało mi się zaliczyć. Dalej wyzerkałam maleńką NGC 2311, złapałam drobną Frr 10 i bezowocnie podeszłam do IC 466 - mgławicy refleksyjnej znajdującej się blisko niewielkiej gwiazdki, i to właśnie tę gwiazdkę udało mi się wypatrzeć. Przesunęłam się do przepięknej M50, którą naprawdę bardzo lubię, i właśnie wkraczałam w okolice Mewy, gdy widok w okularach zasnuł się ciemną mgławicą, znaczy się chmurą. Przeczesując leniwie niebo Nikonem 10x50 i następnie Oczami Wyraka, doszłam do wniosku, że wyższe partie firmamentu pozostają wolne od chmurwia. Usiadłam na podłodze z obniżoną bardziej niż zwykle APM i znalazłam się w okolicy 𝛽 CMi znanej też jako Gomeisa. Nieopodal wyzerkałam niewielką i delikatną NGC 2394 jawiącą się w zasadzie jako parę gwiazdek, po czym przeskoczyłam do cudnej NGC 2264. Poprzyglądałam się jej chwilę, zahaczyłam o NGC 2265 i stwierdziłam, że boli mnie szyja. Jednak trzeba iść trochę niżej. Minęłam Bas 8 i chyba NGC 2251, na pewno złapałam też NGC 2236. Jeszcze dalej, już w okolicach Rozety, oprócz samej jej centralnej gromady odwiedziłam okoliczne NGC 2252 i kilka Cr-ek, a tuż za granicą z Orionem - NGC 2186 i 2180. Po drugiej stronie Rozety zajrzałam do ASCC 31, NGC 2319 i NGC 2324, a potem wróciłam do oglądanej już wcześniej M50. Obskoczyłam parę NGC-ek w jej sąsiedztwie i właśnie przymierzałam się do Hełmu Thora, gdy niebo znów zmętniało. Zdążyłam jeszcze pozachwycać się parką M46 i M47, z których szczególnie ta pierwsza zawsze mnie urzeka - ten jej drobny maczek gwiazd mieniący się niczym śnieg w świetle Księżyca jest wprost hipnotyzujący. Chmury zgęstniały jeszcze bardziej i nie odpuściły już do samego końca nocy - obserwacje zakończyłam jakoś przed 4.18 punktów
-
Cześć. Mi też w końcu udało się złapać kometę. Moje pierwsza na fotce. 60x60 WO81 GT IV, ZWO ASI 2600 z filtrem dual band. Mocno cropnietę i resamplowane bo nie zmieniałem kadru ze względu na inny obiekt i zrobione już flaty. Widać jakieś ciemniejsze kwadraty. Nie umiem jeszcze robić komet. Zdjęcie z wczoraj około 19 godziny.18 punktów
-
18 punktów
-
18 punktów
-
18 punktów
-
18 punktów
-
Cześć wszystkim. Jaka pogoda na zlocie była wszyscy wiedzą co byli ale na szczęście trafiła się jedna gwieździsta noc. Krótka już noc. Miałem plan na inny obiekt ale za względu na małą ilość czasu postanowiłem spróbować sił w Cefeuszu. Padło na NGC7023. Nigdy nie robiłem tego obiektu jak i samych pyłów, więc to czysty debiut. 110x180sec Asi 2600MC, WO 81 GT IV, AM5N, AsiAir Składane i obróbka Pixinsight Pozdrawiam, Stefan17 punktów
-
Kilka lat temu próbowałem się zmierzyć z tematem wizualnych obserwacji galaktyk spiralnych w 16". Było to w czasie pandemii , wtedy warunki były wręcz wymarzone do takich obserwacji - nie miałem miernika SQM, ale wielokrotnie doświadczałem wręcz spektakularnych widoków wiosennych galaktyk. Kiedy wróciłem do tematu uzbrojony już w teleskop 22" okazało się ,że często nie mogę się zbliżyć do tego co widziałem kilka lat temu w 16". To zmotywowało mnie do szukania ciemniejszych i wyżej położonych miejscówek. I tak dotarłem w rejony czeskich Jeseników, koło góry Pradziad. Ale do rzeczy. Na tapecie znów spiralki i próby uchwycenia ich spiralnej struktury. Sprzęt to niutek 22" f4, okulary Masuyama 20mm/85, XWA 13mm, Delos 8mm i barlow telecentryk 1.5x. W sumie miałem dwie sesje obserwacyjne, jedną z okolic Strzelina (Sqm 21.3) ,drugą spod Pradziada (Sqm 21.40-50). W sumie te galaktyki poniżej (może oprócz N3359) to klasyki, ale poświęcenie im większej ilości czasu zaowocowało dostrzeżeniem jakiegoś detalu. Na pierszy ogień poszła M109 (10.6mag 7,6' × 4,7') Pierwsze wrażenie? W tej aperturze i pod tym niebem galaktyka jest ogromna. Duży , jajowaty dysk światła z jasnym jądrem i poprzeczką. Uroku dodają jej trzy dość jasne gwiazdy, które jednak nieco przeszkadzają w wyłuskaniu detalu. Co od razu rzuca się w oczy, to lewa strona dysku właśnie w kierunku tych gwiazd. Widać dwa łuki światła - jeden szeroki , drugi wychodzący koło poprzeczki. Po drugiej stronie galaktyki ramiona są słabo zarysowane i mocno rozmyte. Coś tam majaczy , ale trudno o szczegół. W ogóle cała galaktyka momentami ujawnia sporo cętkowania. W każdym razie perełka! Mam wrażenie ,że 16" pod ciemnym niebem tyle mi nie pokazała. NGC 3184 (7.4′ × 6.9′ , 10.4mag) Rozmiarami dorównuje M109 , lecz jest bardziej nienachalna. I też to gwiazdowe otoczenie , które widać w okularze przeglądowym jest magnetyzujące. Zwiększenie pałera do ponad 200x pokazało zerkaniem dwa ramiona o niskim kontraście zatopione w delikatnej mgiełce. Ramiona nie mają równomiernej jasności, jest w nich trochę cętkowania, pojaśnień itp Prawdopodobnie są to rejony HII, których w tej galaktyce nie brakuje. Pojawiają się także ciemniejsze przestrzenie, zwłaszcza w kierunku gwiazdy GP UMa. Muszę wrócić tu z bino 6" , bo takie galaktyki , o niskiej jasności powierzchniowej pięknie się prezentują w szerszym polu widzenia przy patrzeniu obuocznym. NGC 3359 (7,2' × 4,4' 10,3mag) Tutaj spore zaskoczenie. Od razu po dotarciu polem widzenia na miejsce ukazała się jasna i bardzo wydłużona poprzeczka, która zdawała się mieć pewne nieregularności. Z końców poprzeczki wychodzą dwa, łukowato zagięte ramiona, które widać zerkaniem. Są one o niskim kontraście , ale pojawiają się raz za razem. Całość jest toczona zwiewnym halo. Piękna galaktyka! Zdjęcia: Aladin DSS cdn.17 punktów
-
17 punktów
-
Końcówka dzisiejszej nocy. Godzina 4:05. Canon 6d + C200/2,8 @4,5 ISO 800 1x90s wycinek kadru w skali 1:1 Na zdjęciu majaczy postrzępiony warkocz o długości około 1,5 stopnia. Kometa wyraźnie jaśniejsza od sąsiedniej gwiazdy na godzinie 1. o jasności 6,5mag. Być może ma aktualnie około 5,0mag. Wizualnie ładnie prezentowała się w lornetce 12x50 z krótkim fragmentem warkocza. Widziałem ją aż do świtu o 5:00.17 punktów
-
Czesc. Zabawe z foceniem DS zaczalem ok rok temu i jest to moja pierwsza fotka ktora zamieszczam na tym forum. Niestety poprzedniej zimy z roznych wzgledow nie udalo mi sie zrobic Oriona, mojego ulubionego regionu nieba. Tej zimy na okienko z pogoda czekalem od poczatku grudnia. Niestety praca na 4 brygady nie pomaga:/ W koncu po 3 miesiacach wyczekiwan i zrezygnowania pod koniec lutego nadeszlo wymarzone okno. Udalo sie wyskoczyc dwie noce z rzedu. Pierwszej nocy niestety powloka wysokich chmur + ksiezyc ok 70%. Jednym slowem na niebie mleko. Nawet sie mialem nie rozkladac bo ledwo co polarna bylo widac, ale pomyslalem ze przetestuje jak wyjdzie zdjecie w takich warunkach. Nazbieralem ok 100min w klatkach po 20s + 20min w klatkach po 4s dla rdzenia. Drugiej nocy ksiezyc juz ponac 80% ale warunki zyleta, nic tylko focic. Dozbieralem 120min i zakonczylem noc. Jako ze obrobki sie caly czas jeszcze ucze, to nastepny dzien w wiekszosci spedzilem na wielkorotnym obrabianiu materialu. Biorac pod uwage warunki pierwszej nocy to z efektu koncowego jestem zadowolony. Caly czas sie ucze obrobki i z checia przyjme rady co mozna poprawic. Sprzet: Redcat51 wifd, ASI585MC Pro, UV/IR cut, Az Gti(eq), Asiair Klatki: Temp matrycy -10C Gain 200 light-630x20s, 300x4s - razem ok 4h dark-32x20s bias-100x0.001s flat-32x3s Obrobka-Siril, Graxpert, Photoshop17 punktów
-
Coś wkońcu udało się zrobić 🙂 Po prawie ośmiu latach przerwy trzeba było sobie wszystko przypomnieć w obróbce materiału. Dziękuję Gayosowi i Stiopie za pomoc w odzyskaniu pamięci, a StefanowiChm za udostępnienie miejscówki 😉 To tylko 39 po 5 minut klatek light + flaty, biasy i darki. Asi 2600MC pro, TS 80Q, AsiAir Plus, guider +Asi 662MC, SW Wave 150i. Obróbka w Pixie.17 punktów
-
Jakoś tydzień temu przez kilka nocek się trochę rozpogodziło i dzięki temu udało się zakończyć dwa "projekty" (tak się to teraz nazywa podobno). Zakończyć niestety nie z przytupem, bo planowałem więcej, ale część prognoz się nie sprawdziła i spowodowała wywalenie pewnej ilości klatek do kosza. A więc poniżej mamy M42 przez mgły, wysokie chmurki i obok latarni w palecie Foraxx - postanowiłem nie czekać z tym obiektem na zimę, bo ostatnimi laty czekałem i się nie doczekałem. I zbliżenie na Trapez. A jeszcze poniżej mamy M33 ze zbliżeniem na mgławice w jej wnętrzu. Szczególnie okazale ( 😄😝 ) prezentuje się NGC604, która jest chyba największą mgławicą emisyjną w katalogu NGC - jest około 40 razy większa od np M42. M33 TS Photoline 130/910, 0.8x FF/FR, EQ6, QHY268M, LRGB 280:40:40:40 minuty. Niebo podmiejskie, warunki dobre, listopad/grudzień 2025. M42 TS Photoline 130/910, 0.8x FF/FR, EQ6, QHY268M, HSO 240:240:240 minuty. Niebo podmiejskie, warunki średnie, listopad/grudzień 2025.17 punktów
-
Zapraszam na mój najnowszy nocny film z wyprawy do Namibii. Niesamowita przyroda i krajobrazy, ogromne odległości, upał pustyni, spanie na dziko, kilka przebitych kół i ciągłe unikanie skorpionów - to tak w pigułce 🙂 W ciągu 2 tygodni udało się objechać prawie cały kraj. Jeden z najbardziej wyczerpujących, ale i pięknych wyjazdów na jakich byłem. Ostatnie noce chodziłem jak zombiee, ale nie mogłem odpuścić tego nieba 🙂 Praktycznie każde ujęcie to osobna historia do opowiedzenia.17 punktów
-
Cześć wszystkim. Konto na forum założone wiele lat temu, ale teraz wracam do zabawy, więc zacznę się tu udzielać. Na dobry początek podsumowanie moich obserwacji tytułowej komety. Dzisiaj obserwowałem ją po raz drugi i prawdopodobnie niestety ostatni, bo pogoda nie zapowiada się dobrze. Przed tygodniem nie udało mi się jej dostrzec gołym okiem, ale w lornetce 10x50 była wyraźnie widoczna w postaci jasnego jądra z komą wokół. 8" Newton pokazał bardzo wyraźne jądro i asymetryczną komę wokół. Warkocza nie zaobserwowałem. Dzisiaj było już lepiej. Kometa i warkocz widoczne gołym okiem (niebo Bortle 4) i to mimo, że powoli chowała się w łunie nad horyzontem. W lornetce 10x50 naprawdę ładny widok i 8" Newton nie pokazał dużo więcej. Obserwacje lornetką przyjemniejsze. Pamiątkowe zdjęcie: Canon 6D + Tamron 70-200/2.8 Kometa ładna, ale muszę przyznać, że o dziwo bardziej podobała mi się R2 Swan, ale o tym już w odpowiednim wątku 😉17 punktów
-
17 punktów
-
Wrzucam jeszcze zatomskiego Pelikana i Czaszkę. Obydwa obiekty fotografowane tej samej nocy z piątku na sobotę. Odpowiednio 1,5godz i 60min Seestar S50 klatki 20sek na EQ IC5070 Pelikan Nebula NGC246(Skull Nebula) Czaszka powyżej załapały się jeszcze słabe galaktyki górna lewa NGC 255(11,8mag) oraz górna prawa NGC2689 (14,1mag).17 punktów
-
Wczorajszy dzień jak zwykle potwierdził, że astrofotografia to sport ekstremalny. Prognozy pogody dla mazowsza były kiepskie, więc pocisnąłem 250km w okolice Łęcznej. Na szybkości musiałem ogarnąć coś na pierwszy plan bo do wchodu miałem 15 minut. Ostatecznie musiały wystarczyć słupy linii wysokich napięć. Dwie godzinki zdjęć robionych Nikonem D810 pod Newtonem 150/750 oraz Nikone Z6II oraz Sigmą 60-600mm i kolejne 250km do domu.17 punktów
-
W końcu się zebrałem. Ja też dziękuję wszystkim za zlot, super atmosferę - od śmiechu aż brzuch bolał 🤣. Wymiana informacji i doświadczeń bezcenna 👍 Kilka fotek ku pamięci: M101 M102 M13 Astrofotki zrobione na sprzęcie: Celestron XLT 9.25 (ogniskowa 2107mm), ASI294MC-Pro, ASI220 Mini, iOptron CEM40, Baader Neodymium, AsiAir 32GB, WO Mortar 1000 i obróbka oprogramowaniem: Pixinsight Do zobaczenia we wrześniu.16 punktów
-
Jak w temacie, Monkey Head Nebula. Klatek sporo bo aż 180 po 180 sekund czyli 540 minut = 9h materiału. Pierwszy raz poświęciłem tyle czasu na łapanie jednego obiektu. Myśle że można wyciągnąć więcej z takiej ilości materiału. Będę z tym walczył jeszcze raz. Asi 2600MC pro, TS 80Q, AsiAir Plus, guider +Asi 220mini, SW Wave 150i. Obróbka w Pixie.16 punktów
-
Ten obiekt od lat był na mojej liście Todo , a dodatkowo inspirowały mnie prace kolegów @beny ( AP) z 2022 roku, tegoroczna kolegi @Andwal ( AP) no i przede wszystkim praca Masahiro Takahashi z kwietnia 2025. Obiekt położony obok popularnego Serca IC 1805, często zahaczany przy rejestracji, ale pomijany w obróbce i opisach. Tytułowa mgławica to praktycznie cały obszar FOV plus jeszcze trochę więcej, dodatkowo bonusik - maleństwo PNG 132.8+02.0. Setup: Officina Stellare Veloce RH200, ZWO ASI 2600 MM Pro na ASA DDM 60. Filtry Antlia EDGE PRO 4.5 nm i Baader Planetarium . Czasy: Ha: 48x600;OIII:104x600;L:50x300;RGB po 24x300 na kolor. Miejsca rejestracji: Brok n/Bugiem, Oleszyce( RODOS jesień 2025), Dołżyca ( jesienny Astrozlot ), Warszawa.16 punktów
-
16 punktów
-
16 punktów
-
Wczorajsze zaćmienie, okolice Koszalina. Chmury przeszkadzały, na początku były akurat na wschodzie i Księżyc ukazał się znad chmur prawie godzinę po wschodzie jak trwała już faza całkowita. Po kilkunastu minutach znowu naszły chmury jeszcze przed końcem fazy całkowitej i kolejna dziura w chmurach była już w połowie fazy częściowej. Potem między chmurami widać jeszcze było końcówkę fazy częściowej. Canon 550D + APO60/360 na AZ4 (pierwsze zdjęcie) i Canon 550D + ED 102/714 na EQ3-2 (pozostałe zdjęcia).16 punktów
-
16 punktów
-
Niewiele mam ostatnio wolnego czasu, a na astro to już prawie w ogóle... Ale najfajniejszych w roku, sierpniowych nocy nie można przecież ot tak zmarnować. Na początek Sadr i okolice - saute. Czemu tak? Ano samo RGB (bez filtrowej panierki), w dodatku smażone szybko i w wysokiej temperaturze (ciepłe, letnie nocki mają swój urok). 🙂 Obszar znany i lubiany, więc nie ma co się rozpisywać. Askar FRA 400, Canon 6d mod, 50x3 minuty. Plus "sklejka z kawałkiem kadru robionego w ubiegłym roku - niestety musiałem go nieco ciąć, bo odstawał jakością od tegorocznego materiału. I jeszcze widoczek z mojej astrodziałeczki, gdzie owo smażenie miało miejsce - tutaj 30x5s na statywie, Sigma A 50 mm, minimum obróbki. Gdyby jeszcze komary tak nie gryzły... Jakiś czas później powstała fota (jak zwykle na luzie i nie mająca większych ambicji 🙂 ) ukazuje stadko ciemnych Barnardów i LDN-ów na północ od Ameryki Północnej, z wisienką na torcie w postaci małej mgławicy refleksyjnej IC 5076. Wieczór zaczął się magicznie - zachodem cieniutkiego sierpa młodego Księżyca; później też było fajnie, bo ciepło. Pewnym niepokojem napawał jedynie widok wznoszących się coraz wyżej Plejad (co oznacza, że wkrótce przestanie być ciepło). Askar FRA 400, C6d mod, 65x3 minuty. Plus "sklejka" z kadrem sprzed dwóch bodajże lat, niestety tu też trzeba było trochę ciąć.16 punktów
-
16 punktów
-
Ostatecznie udało mi się poobserwować przez noce dwie i kawałeczek, głównie przy pomocy APM 25x100. Kawałeczek miał miejsce 25 sierpnia ok. godziny 1, kiedy to stwierdziłam, że spróbuję coś wypatrzeć przez dziury w chmurach, których na niebie było naprawdę sporo. Pokrążyłam trochę lornetą po niebie, pooglądałam Saturna z Tytanem i pierścieniami jawiącymi się jako cienka kreseczka, odwiedziłam M2, po czym otworzyłam Interstellarum, by zidentyfikować co mogłabym wypatrzeć w sporej dziurze, która pomiędzy chmurami rozwarła się odsłaniając okolice gwiazdy Deneb Kaitos (𝛽 Cet). Udało mi się ledwie zasadzić na NGC 247 (Dusty Spiral), kiedy wspomniana wyrwa zdążyła się zasklepić. Chmury zagęściły się na całym niebie, uniemożliwiając dalsze obserwacje tej nocy. Cóż, przynajmniej udało mi się trochę polizać wizualu po takim czasie. To co udało mi się polizać pierwszej nocy, zasmakowałam wreszcie kolejnej, chociaż moje kubki smakowe zdecydowanie się od tego dania odzwyczaiły. Ok. 23 rozstawiłam się z rzeczami w kuchni. Wpierw z lornetką 10x50 pooglądałam odchodzącą powoli na zachodzie letnią Drogę Mleczną, z 25x100 pokrążyłam trochę po jesiennych gwiazdozbiorach i ponownie odwiedziłam mrowiącą bardzo delikatnie M2, po czym z ciekawości zrobiłam porównanie zdjęć z 4-minutowym naświetlaniem z mojego starego Pixela 4a oraz nowego Pixela 8. Różnica okazała się kolosalna, a niebo na zdjęciach z 8 zaskakująco jasne! Bardzo szczegółowe, ale jasne. Jakoś mnie to podłamało lekko, zwłaszcza że kilka nocy wcześniej byłam na Podhalu robić pomiary zanieczyszczenia światłem z moją promotor. A teraz jestem w Inwałdzie, pod niebem, którego nie widziałam tak dawno, i nie wiem. W mojej pamięci było ono chyba ciemniejsze i bardziej rozgwieżdżone. Może te 10 lat temu faktycznie takie było… Zdjęcia z obu telefonów bez żadnej obróbki - Pixel 4a po lewej, Pixel 8 po prawej. Z tymi rozważaniami przeniosłam się do izby i widoku na wschód. Ponownie wykonałam zdjęcie nowym telefonem, a łuna od kościoła, która zaświetla ten fragment firmamentu, ponownie mnie nieco zasmuciła. Te gorzkie nuty osłodziło jednak spojrzenie przez lornetę, gdzie nawet bez szczególnego przystosowania wzroku do ciemności moje zmysły uraczyły widoki obsypanych gwiazdami Chichot, gromad Kasjopei, czy M31 z towarzyszkami. M33 za to wypadła jakoś tak blado. Otworzyłam Interstellarum i, zaczynając ponownie od okolic Andromedy, odwiedziłam tę galaktykę raz jeszcze, po czym przesunęłam się do Miracha. Jeju, całkiem zapomniałam o towarzyszącej mu na niebie galaktyczce, a przecież Duch Mirach był nawet moim Obiektem Tygodnia lata temu! W ramach odkupienia postanowiłam z nim zawalczyć, choć prawdę mówiąc myślałam, że szyba i mój astygmatyzm skutanie mi to uniemożliwią (tak, do mojej krótkowzroczności dołączył astygmatyzm, ale nie taki zwykły na soczewce, a na rogówce! Nie da się go przeto tak łatwo skorygować, ale na razie też nie jest jakiś gigantyczny, za to dość nieregularny i istnieje ryzyko, że za wiele lat przeistoczy się w stożek rogówki. Wszystko to prawdopodobnie wina wielu alergii i częstego tarcia oczu od dziecka). Tak się jednak nie stało, i po paru minutach intensywnego zerkania dostrzegłam go z całą pewnością. W drodze do M33 nie udało mi się wyłapać paru innych galaktyczek, ale za to sama Galaktyka Trójkąta zaprezentowała się znacznie lepiej. Teraz, z lepszym przystosowaniem wzroku do ciemności, prezentowała się jako bardzo puchaty i nieregularny obłoczek. Poświęciłam jej kilka minut, po czym odniosłam wrażenie, że w niektórych miejscach nieba pojawiły się cienkie chmury. Przeniosłam się więc do wznoszących się powoli Plejad, pokrążyłam losowo po niebie, i przypadkowo natrafiłam na przepiękną gromadkę NGC 752. Swoją drogą zupełnie wyleciało mi z głowy istnienie asteryzmu Kij Golfowy, który jej towarzyszy! Odświeżenie sobie tego teraz odblokowało mi wspomnienia z dawnych obserwacji. Niebo chyba trochę się poprawiło, a ja dostrzegłam NGC 925 i NGC 890. Potem zahaczyłam o gromady ASCC 11 i przeuroczą NGC 1342. Przez chwilę wydawało mi się, że niebo znowu zmętniało, a potem znowu że nie. Nie wiem, coś mi w tym niebie nie pasuje. Poszłam do kuchni, wystawiłam głowę przez okno. Poszłam na górę (piętro domu) spojrzeć przez okno w swoim pokoju, na balkon też wyszłam popatrzeć. Wróciłam na dół, przeniosłam rzeczy z izby do kuchni. Wyszłam przez ganek, wpuściłam do domu Fufę*, spojrzałam na niebo. Wyszłam też na balkon z izby, przy okazji sprawdziłam, czy Kiwi* też nie chce wejść. Wróciłam do kuchni, usiadłam i zaczęłam dumać. Nie wiem czy to ze mną, czy z niebem coś jest nie tak. Gdy patrzę na nie gołym okiem, jakieś takie mdłe i mocno zanieczyszczone światłem mi się wydaje. A może to kwestia tego, że najjaśniejszy obszar Drogi Mlecznej już się schował za horyzont? A może po prostu tak mi się zdaje, bo jesienne niebo aż tyle lornetce zaoferować nie może co letnie i zimowe, głównie galaktyczki, które bardzo lubię, ale do których ten instrument jednak nie jest stworzony, zwłaszcza pod nie całkiem ciemnym niebem. Do tego większość rzeczy, które z tej jakości nieba jestem w stanie dostrzec tą lornetą, już widziałam, często wielokrotnie, a podobne obszary męczyłam nawet niemal dokładnie rok temu. W sumie trochę szkoda, że już mnie tak każda jedna gwiazdka nie ekscytuje jak te kilkanaście lat temu, gdy zaczynałam. 😄 Ale no wtedy wszystko było nowe. Może faktycznie brakuje mi jakiegoś urozmaicenia, jak teleskop na małe galaktyki i planetarki, ale no warunków na razie na to nie mam. Ach, koniec tego lamentowania. Za oknem rozpościera się Wieloryb, spróbuję coś przy nim pogrzebać. Zaczynam tam, gdzie poprzedniej nocy przeszkodziły mi chmury - Deneb Kaitos, kawałek w dół i NGC 247, którą po chwili wyzeruję. Zjeżdżam niżej do Srebrnej Monety - wydaje mi się słabsza niż pamiętałam, ale wciąż pokazuje sporo nieregularności w strukturze. Poniżej szybko łapię NGC 288, która jawi mi się jako jednolicie blada plamka pośród gwiazd, chociaż zerkaniem odnoszę momentami wrażenie subtelnej ziarnistości typowej dla kulek. Trochę wyżej dostrzegam NGC 578, zaś jeszcze dalej - planetarkę NGC 246 - swoją drogą bardzo przyjemny obiekt, dość spory jak na mgławicę planetarną, odniosłam też wrażenie, że składa się z kilku nieregularnych części położonych bardzo blisko siebie. I oto chyba zaczyna świtać, co potwierdza widok z izby. Czas się zwijać do spania. W ogóle ta końcówka w postaci obserwacji z kuchni była bardzo przyjemna, mimo że większość tych obiektów już widziałam, może jednak nie jest ze mną tak źle! Jeszcze kolejnej nocy ponownie udało mi się zasiąść do obserwacji, choć tym razem rozpoczęłam je nieco przed północą. Niebo wydawało mi się jakieś takie przejrzystsze i bardziej rozgwieżdżone niż uprzednio. Rozsiadłam się w kuchni i najpierw pokrążyłam lornetą pośród Ryb, Wodnika i Ryby Południowej, po czym otworzyłam Interstellarum. Zaczynając od 𝛅 i 77 Aqr, po sznureczkach z gwiazd, przez 66 i 𝛎 Aqr, sunęłam do swego pierwszego celu - Helixa. Ten wylazł praktycznie od razu, pokazując swoje cielsko w formie bladego placka, czy może raczej niepełnej oponki. Następnie, trochę z głupoty, skierowałam się do IC 1438. Nie zaskoczę nikogo stwierdzeniem, że jej nie wypatrzyłam, zobaczyłam za to coś innego. Otóż Stellarium, którego wersji na telefon używam czasem do odróżniania w lornecie małych galaktyczek od słabych gwiazdek, pokazało mi tuż obok wspomnianej ICki obiekt o nazwie Lydia. W pierwszej chwili trochę mnie to skonfundowało, ale zaraz zreflektowałam się, że to pewnie jakaś asteroida. I faktycznie tak było - 110 Lydia miała akurat jasność 11.17 mag (wg Stellarium), toteż postanowiłam spróbować, i dość szybko wyzerkałam drobną “gwiazdkę”. Fajna ciekawostka (hehe) mi się trafiła, a swoją drogą to chyba moja pierwsza zaobserwowana asteroida! Po tej niespodziewanej atrakcji udałam się do Ryby Południowej, gdzie na starcie udało mi się wyzerkać NGC 7507, nie dostrzegłam za to chyba NGC 7371. Przez dłuższą chwilę musiałam pomęczyć kulkę NGC 7492, ale bardzo szybko wyskoczyła mi galaktyczna NGC 7727, chyba złapałam też pobliską NGC 7723. Chyba nie wypatrzyłam NGC 7585 ani NGC 63, ale dalej na wschód zaliczyłam NGC 488 wiszącą blisko malutkiej gwiazdki, a także NGC 520. Zmieniłam pozycję przy lornecie i skoczyłam do odwiedzanej w poprzednie dwie noce Dusty Spiral, po czym udałam się jakieś 10° w górę, gdzie wydaje mi się, że wyzerkałam NGC 157, dostrzegłam również NGC 274 (która to oddziałuje grawitacyjnie z NGC 275, jednak w lornecie nie miałam za bardzo jak ich rozdzielić, więc uznałam, że widzę tę jaśniejszą z parki). Po kilkunastu minutach przerwy wymuszonej przez chmurę piętra wysokiego, która akurat zdecydowała się przemknąć przez niebo, wróciłam do obserwacji, tym razem zaczynając od M77. Spędziłam dłuższą chwilę na podziwianiu jej, po czym najpierw tuż obok wyzerkałam NGC 1055, potem mignęła mi NGC 1073, a następnie bardzo sprawnie dała mi się złapać NGC 936. Dalej trochę pokrążyłam po niebie i wylądowałam w okolicy 30 i 77 Cet. Tu wpierw upolowałam NGC 1052, a po dłuższym wyzerkiwaniu kilka razy wyskoczyła mi NGC 1042. Swoją drogą zauważyłam, że czasem w wyzerkiwaniu słabszych obiektów pomaga oderwanie się na chwilę od okularów i popatrzenie w przestrzeń/ciemność - tak jakby wzrok musiał na chwilę odpocząć. Około 4 zaczęło świtać, jednak zanim zwinęłam się całkiem ze sprzętem, zerknęłam jeszcze na okolice Oriona i popodziwiałam M42, która oglądana nad ranem na jaśniejącym stopniowo niebie kojarzy się nieodłącznie z nadchodzącym końcem lata. Przez lornetę zerknęłam jeszcze na Jowisza, przy Wenus za to poprzestałam na patrzeniu gołym okiem (czy może raczej przez swoje okulary) - żarzyła się tak mocno, że uznałam, ze w lornecie i tak nie zobaczę nic więcej jak walącą w oczy gwiazdkę. 😄 I to by było na tyle z moich tegorocznych obserwacji póki co. Trochę dziwne są czasem takie powroty po dłuższej przerwie, ale sumarycznie jestem zadowolona i mam nadzieję, że kolejne obserwacje czekają mnie zdecydowanie szybciej niż za 11 miesięcy. *a to Kiwi i Fufa (Figa) 😄16 punktów