Skocz do zawartości

Ranking użytkowników

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 12.01.2026 uwzględniając wszystkie miejsca

  1. Cześć. Pogoda nie rozpieszcza, więc odgrzewa się stare kotlety 😛 Patrzcie co robią prawie 3 lata nauki w obróbce. Ten sam stack i ten sam materiał. 14 godzin z Zatomia. Taka ciekawostka, bo sam się zdziwiłem ile tam było sygnału. 🙂 Nie chciałem wrzucać nowego tematu, a przy okazji można porównać z poprzednimi moimi wypocinami. Pozdrawiam, Stefan
    4 punkty
  2. Z piątkowego niespodziewanego rozpogodzenia. 10% z avika 180s 150kl/s RC8 , Asi 178mc + Barlow ( 2845mm ) Sharpcap, AS3, Astrosurface
    2 punkty
  3. Czas rozpocząć nowy rok jowiszowy 🙂 Ujęcie z wczorajszego wieczora. CC8" + ASI 462MC + Barlow x1.5 +UV/IR Cut AS3! -> WINJUPOS→ WaveSharp2 -> AstroSurface -> PS 18 x 20% z 10.000 klatek
    1 punkt
  4. 1527 Malmquista (1939 UG) 1527 Malmquista to skalista planetoida typu Florian, pochodząca z wewnętrznych rejonów pasa planetoid, o średnicy około 10 kilometrów. Została odkryta 18 października 1939 roku w Obserwatorium Iso-Heikkilä w Turku przez Yrjö Väisälä. Nazwa planetoidy pochodzi od Gunnara Malmquista (1893-1982), szwedzkiego astronoma. Przed nadaniem nazwy planetoida nosiła oznaczenie tymczasowe (1527) 1939 UG. Czytaj dalej... Wyświetl pełny artykuł
    1 punkt
  5. Jak zawsze fajnie Ci wychodzi ten Jupiter. W zasadzie widzę że prawie tylko ty sukcesywnie go obrazujesz :)
    1 punkt
  6. Jeszcze jedno ujęcie z wtorkowej sesji. Tym razem szerszy kadr, razem z Europą, Ganimedesem i Io. CC8" + ASI 462MC + Barlow x1.5 + UV/IR Cut AS3! -> WINJUPOS→ WaveSharp2 -> AstroSurface -> PS 2 x 20% z 10.000 klatek, resize 75%
    1 punkt
  7. Dalsza fotorelacja z budowy budki. Zima nie sprzyja pracom podwórkowym bo szybko ciemno i zimno ale powoli do przodu. Całość jeżdzi na rolkach na płaskowniku, jakbym budował kolejny zrobiłbym to na kątowniku, byłoby łatwiej z montażem i ustawieniem równych odstępów pomiędzy kątownikami.
    1 punkt
  8. Podsumowanie Jowisza z 2025 roku - najlepsze wyszły mi w styczniu i lutym, końcówka roku to niestety słabiutkie warunki były. To najlepsze jakie udało mi się wycisnąć z ED80/600 Canonem 60d. W tym roku spróbuję przejść na jakąś kolorową kamerę planetarną i zrobić porównanie z 15 letnim już sensorem C60d który oferował w trybie kadrowania 640x480 przy 60fps. Sprzętowo zawsze tak samo: SW ED80/600+barlow 3x+UV/IR Cut+Canon 60d, po 20% z 6tys. klatek, PIPP, AS2, Registax6, WinJupos, GIMP: od lewej: 23.01, 18.02, 23.02, 25.02
    1 punkt
  9. Wigilijny Jowisz. 9% z avika 180s 130kl/s warunki średnie RC8 Asi 178mc +Barlow ( ogniskowa 2845 )
    1 punkt
  10. Wczorajszy Jowisz z WCP i mijającymi się blisko Io i Ganimedesem. Warunki na osiedlu w te mroźne noce ciągle takie same czyli słabe, nawet pod koniec sesji jak Jowisz był już wysoko. Może miał ktoś okazję oglądać z dala od miasta i dymiących kominów? SW ED80/600+barlow 3x+UV/IR Cut+Canon 60d, po 20% z 6tys. klatek, PIPP, AS2, Registax6, GIMP:
    1 punkt
  11. Wczoraj zakończyłem sezon łuczniczy. Strzelałem przez dwa kolejne dni na mojej wysuniętej placówce astronomiczno-łuczniczej, lecz nadszedł czas zwinięcia strzelnicy i zabezpieczenia sprzętu na niesprzyjający okres. Sezon był bardzo udany, wielokrotnie wyjeżdżałem na wieś ucząc się tradycyjnej techniki strzelania tzw. chwytem wschodnim, z użyciem pierścienia łuczniczego zakładanego na kciuk. Technikę europejską, z naciąganiem cięciwy tzw. chwytem śródziemnomorskim, miałem opanowaną wcześniej, lecz dysponując łukami typu wschodniego chciałem także strzelać zgodnie z regułami wschodniej sztuki łuczniczej. Nie było łatwo, choć pierwsze kroki zrobiłem już zeszłego lata, do ochrony kciuka używając skórzanych zekierów (pierścieni łuczniczych) wykonanych własnoręcznie. W tym sezonie dysponowałem już zakupionymi dwoma zekierami twardymi. Jeden zrobiony jest z rogu bawołu wodnego, drugi z mosiądzu. Technikę wschodnią opanowałem w zadowalającym mnie stopniu. Miałem więc radość strzelając zarówno chwytem śródziemnomorskim, napinając cięciwę prawą ręką (tzw. ręka cięciwna), jak i chwytem wschodnim, dla odmiany strzelając z lewego kciuka. Bardzo mi to odpowiadało, bo równomiernie ćwiczyłem obie strony ciała. Poniżej parę fotek: - ogólny widok strzelnicy - tarcza na słomiance z wbitymi strzałami (wszystkie wystrzelone, nie oszukuję) - łucznik po oddaniu strzału techniką wschodnią, z lewej ręki - moje łuki - łuk typu hunickiego, kołczan i strzały - akcesoria łucznicze: skórki ochronne do chwytu śródziemnomorskiego, zekiery na kciuk, mankiet chroniący przedramię przed uderzeniem cięciwy
    1 punkt
  12. Przy okazji obróbki ostatniej fotki, zrobiłem sobie podsumowanie sezonu 2024 / 2025. 19 sesji od 13 sierpnia 2024 do 3 kwietnia 2025.
    1 punkt
  13. Z pewnością astronomia to hobby mało przystające do codziennego pędu, któremu w ogromnej większości ulegamy. Niezależnie czy fotografujemy czy obserwujemy, potrzebujemy przystanąć, skupić się i wyciszyć. Nie odpalamy żadnych fajerwerków, które przebiją się przez hałaśliwy świat i przykują uwagę przebodźcowanych osób w naszym otoczeniu. Zawsze ta nasza nisza będzie mniej kolorowa i mniej efekciarska - stąd o poklask będzie trudno. Możemy na chwilę zatrzymać czyjąć uwagę przy okazji jakiegoś zjawiska, najlepiej głośnego medialnie (zorza, zaćmienie, rój meteorów). Ale czasem też musimy pomóc dostrzec to, co dla nas jest oczywistością - jeśli ktoś towarzyszy nam podczas nocy Perseidów, zwróćmy jej/mu uwagę, jak piękne jest rozgwieżdżone niebo. Niech się zachwyci, niech się ten widok wwierci w głowę tak, żeby owa/ów chciał/a wrócić po ten widok. Jeśli spokojne, gwieździste niebo będzie tylko nic nie znaczącym tłem, to znaczy że niczego w tej osobie nie obudziliśmy.
    1 punkt
  14. Mam podobnie. Najbardziej mnie wciągało to, czego akurat nie musiałem robić. I co najdziwniejsze, te oboczne zainteresowania najczęściej bardzo mi się potem przydawały i procentowały, także w pracy zawodowej. Dziwne, ale prawdziwe.
    1 punkt
  15. U mnie w rodzinie największą furorę robi wyjazdowe ciemne niebo i lornetki, najlepiej w lecie, jak nie trzeba marznąć. Dorosłe już dzieci wtedy gapią się równo ze mną. Żonka najbardziej lubi patrzeć gołoocznie. Przy domu informuję, kiedy są bardzo dobre warunki i czasem ktoś przyjdzie popatrzeć na parę minut, i wtedy wszystkie klasyki się bardzo podobają, także Słońce w dzień. Myślę, że moja Rodzinka dobrze rozumie, że to może być świetne hobby, tyle że nie dla nich. I bez żadnego problemu tolerują większe sprzęty rozstawione po domu. A Żonka NIGDY nie pyta co ile kosztuje. To się nazywa prawdziwa miłość, Przy pierwszym kontakcie z teleskopem dalszej rodziny czy znajomych staram się najpierw pokazać Księżyc, bo to zawsze jakoś tam działa. W zależności od reakcji decyduję, czy i co jeszcze pokazać. Może z 10 % osób jest naprawdę zainteresowanych. Ale w przypadku innych hobby pewnie byłoby podobnie: z 10 % chciałoby przyjść jeszcze raz połowić ryby, pooglądać znaczki czy popatrzeć jak jeżdżą modele kolejek.
    1 punkt
  16. Ale ciekawy temat! Na dobre wypracowanie 😉 9 członków rodziny: - 5 letnia siostrzenica była zachwycona wszystkim, nawet najmniej wyraźnym obiektem. A Jowisz i jego księżyce to już zmiótł ją z planszy (Ciekawość świata? Większa wyobraźnia? Zdrowy wzrok?). - Jej 2 lata starsza siostra była zupełnie inna - spojrzała raz i zajęła się czymś innym. - Mój 78 letni ojciec był bardzo zainteresowany, dopytywał co widzi, co to jest, jakie ma właściwości. - Moja 72 letnia Mama bardzo chciała, ale nie mogła sobie poradzić z dojrzeniem czegokolwiek, ustawieniem ostrości. Szybko odpuściła - Mój 38 brat jak i jego żona praktycznie zupełnie nie byli tym zainteresowani. - Moja żona zawsze się zachwyca, ale cierpliwości na obserwację starcza jej na 5-10 min, podobnie 18 letnia córka. Ona natomiast dużo czerpie o kosmosie i wszechświecie z Internetu. - 13 letni syn rzadko kiedy zainteresuje tym, na co ojciec marnuje czas. Choć muszę przyznać, że od czasu do czasu (raz na miesiąc, dwa) ma jakiś przebłysk zainteresowania (choć krótki, 5-10 min). Interesował się Saturnem, Jowiszem, Gwiazdami podwójnymi o różnych kolorach. Namówiłem go też na wspólne lornetkowe oglądanie ostatniej komety i to była nasza najdłuższa sesja (choć tu pewnie chodziło też o nieszablonowo spędzony czas - w plenerze, na polu, w ciemności). Na 10 znajomych, jedna jest zafascynowana, cały czas chciała coś jeszcze zobaczyć, dopytywała o parametry, o budowę obiektu, odległości itp. Nie chciała przestać oglądać. Z pozostałej 9tki może z dwie znajdą się takie, które rzuciły okiem, ale po zobaczeniu co tam widać straciły zainteresowanie i już nigdy tego raczej nie powtórzą. Kolejne dwie chciałyby spróbować, ale do tej pory nie było pogodowej okazji. Reszta zawsze ma na to totalnie wywalone 😉 Co ja na to? Czuję się spełniony! Mam bardzo oryginalne hobby, które sprawia mi ogromną przyjemność. Uspokaja mnie, pozwala na reset głowy, na znalezienie balansu w życiu. A przede wszystkim pozwala zaspokoić moją fascynację otaczającym światem. BTW: Nigdy nie lubiłem mieć, ubierać, lubić, robić, słuchać tego co wszyscy 😉
    1 punkt
  17. Jeśli prowadziłaś przez lata kółka dla dzieci i młodzieży, to chyba doskonale wiesz, że te dzieci i ta młodzież szukają czasem odrobiny inspiracji i popchnięcia w kierunku gwiazd. Nawet jeśli nie wyjdzie, to podejście na zasadzie "Liczcie efemerydy! O nie, nie wyszło? No to żegnam, uczcie się na kucharza" jest czymś, co nie powinno mieć miejsca. Zwłaszcza na forum dla pasjonatów. Dajmy młodej szansę na marzenia. A nuż za kilka lat będzie nas pozdrawiać z tego czy innego Chile, między wodą a kanapką rozwiązując problemy milenijne.
    1 punkt
  18. Bez przesady, dziewczyna jest rok przed maturą i ma mnóstwo czasu, by zrobić w życiu to, czego wielu z nas nie było w stanie. Brian Cox w jej wieku też miał olbrzymie problemy z matematyką i wolał brzdąkać na keyboardzie przed kumplami. @Leon12345 przez ten rok zapisz się na wszystkie kursy dodatkowe, korepetycje, cokolwiek, co wzmocni Cię z matematyki. Licz wszystko, wyprowadzaj zależności w tym, co widzisz wokół siebie, nawet jeśli będzie to ruch gołębi na dachu. Zrób sobie z tej matematyki swoje własne cierpienie, jak to robił Muhammad Ali z treningiem, którego nienawidził ("Muszę cierpieć teraz, by później być zwycięzcą"). Jeśli za kilka miesięcy złapiesz bakcyla, spróbuj, bo może się okazać, że to jednak Twoja ścieżka. Jeśli jednak nie - no cóż, i tak będziesz z siebie dumna, bo jednak spróbowałaś. I nie będziesz tego już nigdy żałować.
    1 punkt
  19. Jeśli astronomia jest Twoją prawdziwą pasją i wiążesz z tym swoją przyszłość to nauczysz się matematyki. Ludzie nie takie trudności pokonują mając pasję. Powodzenia!
    1 punkt
  20. Pękła cięciwa w moim wspaniałym łuku hunickim firmy Grozer! Nic nikomu się nie stało, łuk jest cały i ja cały. Czy to ja byłem taki silny, czy cięciwa taka słaba? Całe szczęście, że moje pozostałe dwa łuki koreańskie są sprawne i pobyt na wsi, gdzie mam własną strzelnicę, nie marnuje się. Muszę zabrać Grozera do Warszawy, gdzie niezawodny p. Pazdyka (Łuksport) dorobi nową cięciwę i wyreguluje łuk. Celny strzał z łuku daje natychmiastową nagrodę - puk!, trafiłem (przynajmniej w słomiankę pod tarczą 🙃). Strzelanie intuicyjne, bez naprowadzania czegokolwiek na cel, to przeżycie kontemplacyjno-mistyczne. Moje ciało opanowuje przestrzeń i siły bez udziału mojej świadomości. Strzelam, by trafić, i trafiam. Reszta jest w moich mięśniach i nerwach, w odległości i wysokości celu, w bezświadomym dostosowaniu jednego do drugiego. Trochę jak obserwacje nocnego nieba przez lornetkę trzymaną w rękach. Co także wczoraj mi się udało. Chichoty i Kaskada Kembley'a, galaktyki w Andromedzie i Trójkącie. Czysta mistyka.
    1 punkt
  21. Kilka zdjęć z ostatniego wyjazdu z tego roku, ku pokrzepieniu serc. Pogoda dopisała ale.....dosłownie przespałem zaćmienie Księżyca 10 stycznia.
    1 punkt
  22. Wątek biegnie już jakiś czas, a ja widzę, że jeszcze nic o sobie nie wrzuciłem Co poza astro? Jest tego trochę... ale staram się ostatnio ograniczać tylko do kilku zajęć: - nurkowanie, zaczynałem rekreacyjnie, ale później to już jakoś tak poszło w techniczne z dekompresją, a nawet na skuterach podwodnych - rajdy samochodowe jako pilot, jak widać z małymi sukcesami pod tytułem Samochodowy Mistrz Białegostoku 2018 - broń palna - członek klubu 9mm czynnie biorący udział w zawodach
    1 punkt
  23. Dzięki wielkie. Żeby dostać się w takie miejsca trzeba czasami wylać wiadro potu, ale i tak warto. Naprawdę. Pozdrawiam.
    1 punkt
  24. Widzę że posiadanie wielu hobby na tym Forum jest normą. No tak z jednego to człowiek nie wyżyje Ja tak jak inni też mam inne zainteresowania. Poza astronomią to wyjazdy w góry-regularnie co 2 tygodnie, malarstwo olejne, fotografika, grafika kom. 3D, no i ruch ponad pół życia ćwiczę AI KI DO. Bolączką osób o wielu zainteresowaniach jest to że życie jest za krótkie i ciągle brakuje czasu na realizację planów, ale Bóg mi świadkiem że wolę to niż kanapę i TV. Pozdrawiam wszystkich ludzi Renesansu:)
    1 punkt
  25. Ostatni instrument pokazany wcześniej na ukończeniu, pozostała regulacja i dostrajanie:
    1 punkt
  26. No tak , wszyscy coś jeszcze mają "na boku " obok astronomii, mam też i ja ;D Lubię wygodną jazdę na rowerze...Tak naprawdę rower poziomy przeniósł mnie w inny wymiar .... Rower może też pełnić inną funkcję....można sobie uciąć drzemkę.. . Po dodaniu lornetki mamy fajną mobilną platformę do obserwacjii ....
    1 punkt
  27. Chwaliłem się już swoim nożoróbstwem a dokładniej - rękojeścio- i pochworóbstwem, więc teraz z okazji ukończenia kolejnego dzieła, parę fotografii: Nr 1 Sowa: klinga - stal Sandvik z odzysku; rękojeść: drewno tekowe z odzysku (listwa regałowa); pochwa-stelaż: brzoza Nr 2 Wenus paleolityczna (lub Syrenka ;-): klinga Helle Folkekniven, stal - Sandvik 12C27 ; rękojeść: drewno tekowe z odzysku; pochwa - skóra z odzysku (stara torba) Nr 3 tradycyjny: klinga Helle Fjellmann, stal laminat trójwarstwowy firmowy; rękojeść: drewno tekowe z odzysku; pochwa - skóra z odzysku Nr 4 tradycyjny: klinga Morakniv Outdoor 2000, stal Sandvik; rękojeść: drewno mesquito; pochwa - skóra z odzysku
    1 punkt
  28. Dziś z racji święta chciałbym wrócić do tematu mojego drugiego hobby jakim jest paleontologia.Napiszę parę słów o tym: Hobby jest o tyle ciekawe, że zahacza o historię naturalną naszej planety , można też powiedzieć, że to historia naszej biosfery (stąd astronomiczne konotacje) Jestem, że tak powiem kolekcjonerem kości i skamielin :) Większość z tych skamielin sam znalazłem na żwirowniach a kości kupuję w Internecie Tak więc mam w kolekcji zciekawszych okazów: Dinozaury: Kości i zęby Edmontozaura Ząb Spinozaura (mój ulubiony) poczytajcie o Spoinozaurze ?był to kawał wielkiego mięsożernego motherfuckera (większego nawet od T-rexa) jako ciekawostkę: zrobiłem mu operację dentystyczną wypełnienia ubytku w kle po stu milionach lat https://www.youtube.com/watch?v=vv9uN7HaCMA Kość Triceratopsa Ząb Mososaura (notabene potwora z Loch Ness ;) ) Skorupka z jaka Oviraptora Z ryb ? odcisk ryby pancernej ? Oraz zęby prehistorycznego rekina (rodem z filmu Szczęki) Z ssaków kopalnych posiadam: Ok. 1 kg kości mamuta włochatego w tym dwa spore kawałki ciosów Sporą kość tura Kość Hypertragulusa- przodka jelenia sięgającego człowiekowi do kolan Frag. szczęki z zębami Mesohippusa ? trójpalczastego przodka konia z Oligocenu też sięgającego człowiekowi do kolan Krąg Oreodonta ?przodka świni domowej z Oligocenu Oraz ząb Titanoterium ? czyli zwierzęcia, które jako pierwowzór Cameron skopiował w Avatarze ?tego nosorożca którego się kule nie imały Bezkręgowce Znalazłem setki rostrum głowonogów z Syluru i Ordowiku - Belemnitów (kamieni piorunowych) - Amonitów - Łodzikowatych Setki ? liliowców porastających dna prehistorycznego oceanu ? myszowiołów ? Koralowców wszelkiej maści: najwięcej denkowów i rugozy ? trylobitów czyli szczątków pradawnych stawonogów ? muszli przeróżnych Ślimaków ? setki odcisków i skamielin ramienionogów Flora przeróżne skamieliny wielkich paproci np. lepidendronu Zachęcam Was do odkrywania tych szczątków przeszłości
    1 punkt
  29. Hobby to dla mnie duże słowo, więc raczej zainteresowania. Uzbierało się tego już wiele, jedne wynikały z innych, niektóre kontynuowane przez kilkadziesiąt lat, inne wznowione po wieloletniej przerwie. Więc te najstarsze i najtrwalsze ? ćwiczenia fizyczne, dbanie o kondycję, zdrowe życie. Jestem z pokolenia, które trafiło w dzieciństwie na początki kulturystyki w Polsce. Książeczka Stanisława Zakrzewskiego ?Jak stać się silnym i sprawnym? była dla mnie olśnieniem a później biblią. Dzięki niej z podrostka - grubasa i słabeusza stałem się w krótkim czasie zgrabnym i całkiem silnym młodzieńcem. Dawno to było, lecz ćwiczenia kontynuuję do dziś, wciągnąłem w nie żonę i synów, oni swoje dziewczyny/żony. Książeczka p. Zakrzewskiego, oklejona folią i zregenerowana nadal jest w rodzinie. Mając 18 lat byłem na wyjeździe w Zakopanem w kilkunastoosobowej grupie rodzinnej. Wcześniejszych doświadczeń górskich w zasadzie nie miałem. Jednak wtedy, po wjeździe kolejką na Kasprowy z rodzicami, braćmi, ciociami, wujkami i ich potomstwem doznałem olśnienia. Tutaj my graćkamy się by wyjrzeć przez okno (nic nie było widać), a tam turyści z plecakami i w pelerynach wyruszają we mgłę i mżawkę. Oh, jak im zazdrościłem! Od tego czasu zdeptałem po wielokroć niemal wszystkie szlaki tatrzańskie. Od niedawna próbuję także górskiej turystyki zimowej. Jak góry, to także narciarstwo. Wchodziłem w nie powoli, już jako całkiem dorosły człowiek, zabierając na oszczędne wczasy zimowe dzieci i żonę. W swoim czasie żona uznała za świetny dowcip zakup okazyjnego sprzętu dla niej, gdy była w 8. miesiącu ciąży. Dziś jeździ lepiej ode mnie i nie zamierza rezygnować. ?Tatry bez słów nic nie znaczą?. Literatura górska, tatrzańska ale także i ta ?wyprawowa?, dotycząca gór najwyższych, jest ciągle moją pasją. Niektórzy ludzie gór piszą świetnie, to prawdziwa literatura, nie tylko pasjonująca, lecz także piękna. W czasie narciarsko-turystycznego wyjazdu sprzed tygodnia przeczytałem chyba po raz piąty ?Przygody ze skałą, dziewczyną i śmiercią? J. A. Szczepańskiego i ciągle jestem pod wrażeniem. A przecież ?Każdemu jego Everest? Mirosława Falco Dąsala, ?W stronę Pysznej? Stanisława Zielińskiego czy ?Spacerkiem po skale? Janusza Oprychał Bojarskiego, to także są perełki języka, humoru i miłości do gór. Fascynacje z dzieciństwa wróciły do mnie, gdy kupiłem sobie łuk. Najpierw był jeden, typu wschodniego (taki powyginany), produkcji koreańskiej. Korea jest potentatem w produkcji łuków. Zaraz potem zapragnąłem tzw. łuku długiego ? takiego typu europejskiego, prostego (już zdążył się rozwarstwić w rękach najsilniejszego z moich potomków). Mój najświeższy nabytek to łuk typu hunnickiego, z dwoma wybitnymi brzuścami, sławnego węgierskiego wytwórcy Grozera. Jest piękny! Wszystkie moje łuki są typu tradycyjnego, bez dodatkowego osprzętu, odwrotnie niż w przypadku łuków sportowych. Strzelam intuicyjnie, dociągając strzałę do kącika oka, bez celowania w ścisłym znaczeniu. Po prostu trzeba tak strzelić, by trafić, podobnie jak to się robi rzucając kamieniem, bez naprowadzania czegokolwiek na cel. Opanowałem strzelanie z obu rąk, techniką śródziemnomorską (?chwytem śródziemnomorskim?), czyli ciągnąc cięciwę trzema palcami, lecz także ?chwytem wschodnim? ? z kciuka. Obecnie zorganizowałem sobie strzelnicę na wsi, wieszając siatkę chwytającą strzały i słomiankę z tarczą na zaimprowizowanym stelażu. Więc także majsterkowanie. Raczej na małą skalę, raczej w drewnie, często po prostu strugając nożem. Fascynacja nożem i drewnem też do mnie powróciła całkiem niedawno. Wystrugałem rękojeści do paru kling, kupionych lub odzyskanych ze zniszczonych noży kuchennych. Dwie rękojeści są całkiem fantazyjne ? sowa z odwróconą na bok głową siedząca na pieńku z brzozy stanowiącym jednocześnie futerał na ostrze i statywik, sylwetka dziewczyny (? Wenus paleolityczna? lub jak kto woli syrenka). Do tego pochwy uszyte ze skóry odzyskanej ze starych toreb. Skóra to także bardzo wdzięczny materiał do obróbki. A tak w ogóle, to fascynuje mnie przyroda, od tej ożywionej ? ptaki obserwowane przez moje piękne lornetki, do tej w największej skali, czyli Wszechświata. Fascynacja astronomią wyrosła właśnie z ciekawości mechanizmu działania rzeczywistości, kosmologii i fizyki w wymiarze książkowym ? popularnonaukowym. Czytać mogę bez przerwy, książki i czasopisma, w domu i w komunikacji. I to chyba jest moje największe hobby, ale także praca, bo należę do tych nielicznych szczęśliwców, którzy robią to, co lubią i lubią to, co robią.
    1 punkt
  30. rower! o tak... głównie dalekie dystanse, prawdopodobnie w tym roku ze śląska nad morze, a w przyszłości europa (a kto wie, może i ganimedes ( ?° ?? ?°) ). góry też może kiedyś, jak odwagi nabiore. do tego uczę sie pogrywać na harnonijce. i to wszystko można połączyć - po 150 km rozkładamy namioty, lato, komary, ognisko, harmoszka no i rozgwieżdżone niebo...
    1 punkt
  31. ...i nie zapomnę widoku gwieździstego nieba w drodze na Szrenicę, kiedy to po zgaszeniu czołówek było tak ciemno, że miejsce, w którym kończy się las wyznaczały tylko gwiazdy bijące po oczach, warunki obserwacyjne wręcz idealne.
    1 punkt
  32. Czytając kolejne posty da się zauważyć, że wielu z nas lubi włóczęgę po górach i kontakt z przyrodą. Ja kocham góry i w sumie zapomniałem napisać, że wycieczki po górskich szklakach z moją drugą połówką to też moje hobby. Chyba jest to jakiś wspólny mianownik związany z astronomią :D
    1 punkt
  33. Tyle jest rzeczy ciekawych na tym świecie, że ciężko wybrać ;). Moim drugim (po astronomii), a może pierwszym hobby są obserwacje przyrody. Przyrodą interesowałem się od kiedy pamiętam - z wielkim zaciekawieniem obserwowałem ptaki i motyle. Przez kilka lat w okresie letnim spędzałem dziesiątki, jeśli nie setki godzin na łąkach, nieużytkach itp. szukając gąsienic ciekawych motyli, które później hodowałem w domu tylko po to, aby zrobić im zdjęcia, kiedy będą już motylami, nacieszyć nimi wzrok i wypuścić je na wolność. Ostatnio na motyle nie mam już za wiele czasu (choć oczywiście nie przejdę obojętnie wokół ciekawej gąsienicy - 3-letniej córce trzeba pokazać piękno przyrody z tak bliska, jak tylko się da ;)), za to bardzo dużo czasu spędzam na wycieczkach ornitologicznych. Tak naprawdę, to konkurują one u mnie o czas wraz z astronomią, szczególnie wiosną i jesienią, kiedy wiele ptaków ma przeloty. Najgorsze jest to, że często dobra pogoda na obserwacje astronomiczne równa się dobrej pogodzie na obserwacje ptaków. Z tego powodu (zwłaszcza w wiosenne weekendy) zdarzało się, że o świcie wstawałem na ptaki, wracałem około południa, o zmierzchu jechałem na całonocne obserwacje astronomiczne, a prosto z obserwacji astronomicznych na podmokłe łąki znów na ptaki ;). Bliski kontakt z przyrodą jest dla mnie jedną z najważniejszych spraw w życiu - jest to coś, czego mocno mi brakuje w mieście. Kolejne hobby, na które ostatnio nie mam za wiele czasu to meteorologia. Sprawa na tyle mnie kiedyś wciągnęła, że byłem o krok od decyzji robienia doktoratu z meteorologii. Jednym z powodów (może nawet najważniejszym), dla którego jednak na to się nie zdecydowałem był fakt, że praca w meteorologii (podobnie zresztą jak w astronomii) oznacza zwykle związanie się na stałe z dużym miastem, a tego pragnę uniknąć. Wracając do obserwacji przyrody, to wiążą się one częściowo z jeszcze jednym moim hobby - włóczeniem się po górach (w szczególności po Beskidzie Niskim) i Pogórzu, pieszo i rowerem, najchętniej w miejscach jak najmniej uczęszczanych. Interesują mnie też statystyka i analiza danych, rynki finansowe, a jeśli znajdę jeszcze trochę czasu, to lubię też czytać książki (choć ostatnio, niestety, zdarza mi się to coraz rzadziej). Na różnych etapach rozwoju miałem jeszcze kilka pomniejszych zainteresowań, które jednak musiałem z braku czasu porzucić, na rzecz innych, które były dla mnie ważniejsze...
    1 punkt
  34. Troszkę się o sobie dowiemy dzięki temu tematowi :) Jeśli chodzi o mnie, to od małego próbowałem wielu hobby. Po prostu lubiłem poznawać nowe rzeczy od podstaw, zagłębiać się w nie, zdobywać o nich wiedzę i próbować w praktyce. Jednak minusem tego było dosyć szybkie "porzucanie" danego hobby w przeciągu praktycznie roku lub dwóch. Znajomi wtedy mówili, że mam słomiany zapał, czasami się śmiali ze mnie, że nie wiem czego chcę. Wkurzało mnie to... Ale po prostu lubiłem taki tryb i miałem w nosie co myślą inni. Nie będę się zagłębiał w te "tymczasowe" hobby, po prostu je wymienię: gra w drużynie w siatkówkę i w piłkę nożną biegi sprinterskie i lekkoatletyka jazda motocyklem (do tego kiedyś na pewno wrócę :) ) Air Soft Gun (piękne czasy to były... ) akrobatyka gry komputerowe/konsole modelarstwo samolotów taekwondo wrestling (oglądanie, nie uprawianie :D ) Gdy uprawiałem dane dyscypliny to zawsze dawałem w nich z siebie wszystko. Zawsze chciałem być najlepszy. Jednak chęci się wypalały bo brakowało tego "czegoś". To coś właśnie dała mi astronomia amatorska ale o niej nie będę pisał, bo miało być o pobocznych zainteresowaniach :) Przyszedł czas, że w końcu znalazłem to, co daje mi pełną satysfakcję i nie porzuciłem tego po roku - jest to gra na gitarze elektrycznej, którą zająłem się jeszcze przed astronomią oraz praca nad sylwetką na siłowni. Ćwiczenia i dieta wpisały się w mój codzienny plan już na dobre i nie wyobrażam sobie życia bez tego. Na siłowni jestem 5-6 razy w tygodniu i daje mi to ogromną satysfakcję. Jednak skupię się na grze. Gram amatorsko od 2,5 roku, a zainspirował mnie były gitarzysta Guns N Roses - Slash. Zawsze lubiłem rocka, ale gdy kilka lat temu poznawałem muzykę Gunsów, a później Velvet Revolver i solowe albumy Slasha, jego styl gry, solówki tak mi się spodobały, że stwierdziłem, że też chcę tak grać :) (dobry żart co nie? :D ). Moją pierwszą gitarą był czarny Cort X2 + multiefekt Zoom G2 i wzmacniacz nieznanej marki o mocy 20W. Pamiętam ból palców zdartych prawie do krwi, łamane akordy i pokraczne dźwięki jakie wydawałem na tej gitarze. Ale dawało mi to tyle frajdy, że się nie poddawałem mimo naprawdę słabych na początku postępów. Uczyłem się wszystkiego sam i pewnie biorąc lekcje byłoby o wiele prościej, ale nie miałem na to pieniędzy. Pamiętam jaką miałem radochę gdy nauczyłem się tych 8 magicznych dźwięków legendarnego Sweet Child O' Mine - grałem je cały wieczór i przez kolejne dni! Oprócz gry Slasha coverowałem sobie Carlosa Santane i po prostu jakieś rockowe kawałki, które wtedy wpadały mi w ucho. Poniżej właśnie ta gitara. W miarę upływu czasu gra szła mi coraz lepiej. Jednak sprzęt już przestał spełniać oczekiwania. Denerwowało mnie to, że mimo multiefektu, który miałem, nie mogłem zbliżyć się dźwiękowo do gitary Slasha. Postanowiłem wymienić gitarę i wzmacniacz. Pod młotek poszedł również multiefekt. Kupiłem sobie wymarzonego Les Paula, również produkcji Corta - model TS250 Lemon. Do tego wzmaczniacz Marshalla V40. Teraz mogę powiedzieć, że brzmienie mi odpowiada - dźwięk jest głęboki i ciepły, bardziej przypomina Gibsona Slasha, który wybrzmiewa z jego "ściany Marshalli". Oczywiści po drodze jest przetwarzany przez różne efekty gitarowe, na które raczej nigdy nie będzie mnie stać. Ale dźwięk zyskał duszę, której szukałem. Pocieszam się, że obecnie multiefekty firmy Boss są w stanie w jednym urządzeniu uzyskać brzmienia przeróżnych gitarzystów. Zawsze to coś. Ja z gitarką: Moje małe studio: Obecnie mimo małej ilości czasu każdą wolną chwilę poświęcam na naukę repertuaru Gunsów i Slasha, bo planuje zagrać jakiś mały coverowy koncert w moim mieście w jednym z klubów. W wakacje zbudowałem sobie małe studio, które jest w 100% wygłuszone tak, że sąsiedzi i rodzina odetchnęli z ulgą. :) Niedawno nawet pokusiłem się o nagranie covery Night Train, jeżeli macię ochotę można sobie obejrzeć. Pozdrawiam!
    1 punkt
  35. A mnie piękne widoki i tajemnice wszechświata zawsze fascynowały i inspirowały w mojej twórczości, przez dobrych naście lat tworzyłem muzykę instrumentalną. Teraz jak jest ciepło ( wiosna, lato ) chęci i środki to buduję sobie różne instrumenty z drewna: Akualnie w trakcie budowy: Poza tym - amatorska fotografia, szczególnie przyroda i chmury a także niezależne projekty multimedialne :)
    1 punkt
  36. Paweł jest sadystą, Robert41 terrorystą, a ja? Hmm, uwielbiam pieszą włóczęgę po górach (tych mniej uczęszczanych), najlepiej poza szlakami... Kocham Gorce, a jeszcze bardziej Słowację - nic nie smakuje lepiej niż piwko spożyte po całym dniu wędrówki, pod wiejskim sklepikiem sieci "Jednota", gdzieś w Wielkiej Fatrze :P
    1 punkt
  37. Bardzo lubię wszelką aktywność fizyczną po której pot leje się strumieniami (spinning, bieganie), piesze wycieczki po nieznanym terenie z mapą (polecam Stawy Milickie, zwłaszcza wiosną i koniecznie z lornetką) i morsowanie. Z racji aktualnej pracy, która przynosi mi niemałą frajdę, to obrazowanie ludzkich wnętrzności za pomocą tomografu i rezonansu magnetycznego. Wyobraźcie sobie, że aby powstał taki obraz, używa się darków, biasów, flatów i innych cydeniek, o których na co dzień piszemy na forum :)
    1 punkt
  38. Gitara. Właśnie skończyłem restaurację gitary Defil Karioka nr. Fabr. 219. Podobno poprzednim właścicielem był Krzysztof Dzikowski, menedżer Czerwonych Gitar.
    1 punkt
  39. U mnie fizyka i historia Polski czasów IIWŚ
    1 punkt
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.