Skocz do zawartości

Ranking użytkowników

Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 30.11.2021 uwzględniając wszystkie miejsca

  1. Trzynaście lat obserwuję niebo i - przynajmniej przez większość tego czasu - to była moja love story. Trzynaście lat obserwuję niebo, z czego dziesięć krzywiąc się i wyginając we wszelkie strony pod statywem lornetkowym, wskutek czego nabawiłem się zniecierpliwienia każącego skakać od obiektu do obiektu, zaliczać coraz więcej, byle nie zastygać w żadnej pozycji, bo i żadna nie była na tyle wygodna, by chcieć w niej zastygnąć, by podziwiać to, co na niebie, wskutek czego jestem wbrew własnej woli nieopatrzony z obiektami, które niby wszystkie znam, ale których zdaję się nie znać niemal wcale. Trzynaście lat obserwuję niebo, zapominając powoli, co tam jest do zobaczenia. W czwartek miało się wyklarować i się wyklarowało, a ja, ku zdumieniu wszystkich domowników z samym sobą na czele, pojechałem do Blizin. Tak naprawdę miałem wpaść na działkę do Krzyśka dwie wioski obok, ale cóż, sentyment zwyciężył. Na miejscu z ulgą, ale i zadowoleniem stwierdziłem, że niebo jest tu wciąż zupełnie użyteczne, a kiepścizna okołohoryzontalna wynikała może nie tyle z zaśmietlenia, ile z unoszącej się mroźnej wilgoci duszącej wszystko, co nie wychynęło powyżej dwudziestu stopni na sferze niebieskiej. Tego wieczoru miałem przy sobie swój świeży nienabytek, lornetę kątową APM, czyhającą tylko by łapać fotony swymi osiemdziesięciodwumilimetrowymi obiektywami i wypluwać je z drugiej strony przez jedną z pięciu par okularów, jakie miałem do dyspozycji (Plössle 26 mm, Hyperiony 24, APM Ultra Flat Field 18 mm i 15 mm oraz Morfeusze 9 mm). Zaczęło się od M 42, bo tak, jak kawiarnię najlepiej mi oceniać po espresso a pizzerię - po marghericie, tak nową dwururkę najlepiej sprawdzić na czymś znanym i prostym jednocześnie. Bogaty zestaw szkiełek podał na talerzu cały wachlarz tego, czym Wielka Mgławica Oriona uraczyć może lornecistę - od jasnej, ale zwiewnej, rozlanej plamki w Hyperionach (powiększenie 20x) po ciut ciemnawe impasty w powiększeniach 32 i 53x. Najprzyjemniej chyba jednak prezentowała się w APM-ach 18 mm (26x), dając lornetkową, akwarelową lekkość rysunku, ale z dobrym detalem i przede wszystkim - wyraziście świecącą Mgławicą de Mairana tuż powyżej. Leżącym nieco na północ gromadkom zbyt wiele czasu nie poświęciłem, w zasadzie wcale, odnotowując tylko, że pojaśnienie NGC 1977 jest widoczne, a potem z lenistwa zwykłego, bo tak wygodnie sobie już siedziałem naprzeciwko M42, skierowałem lornetę ciut niżej, łapiąc Dziurkę od Klucza (NGC 1999), która łatwa była we wszystkich powiększeniach, najpiękniej zaś prezentowała się w powiększeniu 32x, będąc już czymś więcej niż tylko lekko rozmytą gwiazdką, bo lekko rozciągniętą, rozmytą gwiazdką. Dalej wpadły gromady wielkopsiańskie, wpierw Messier 41 ze swoim esowatym łańcuszkiem, potem dwa Collindery (132 i 140), choć to raczej taka nieudolna próba ich złapania była, próba zakończona wyłowieniem pojedynczych jasnych słońc na wypranym z wszystkiego tle, słońc, które swym wzajemnym położeniem ledwo sugerowały jakąś klastrowatość, ale równie dobrze sugerować jej nie musiały. Teraz sobie myślę, że szkoda, że nie poświęciłem temu regionowi więcej czasu, a najlepiej i całej czasoprzestrzeni, bo tak najbardziej to właściwie szkoda mi tego, że nie mieszkam nieco bardziej na południe, w okolicach zwrotnika najlepiej, bo tam, pod psią piętą kipi całkiem ładne gwiezdne poletko i chyba nawet jakieś ciemnoty dałoby się na jego tle wyłowić, nie wspominając o owych collinderach, które pewnie swoją klastrowatość musiałyby z tych szerokości wykrzykiwać na całe gardło. źródło tego zdjęcia i każdego kolejnego: Aladin Wróciłem do Kanikuły, a od niej odbiłem w lewo natrafiając na wyraźną tym razem gromadę gwiazd, zbyt wyraźną wręcz by jej nie kojarzyć, ale i zbyt rzadko chyba odwiedzaną, by jednak od razu skojarzyć, szczególnie jeśli wraca się pod niebo po wielomiesięcznej przerwie; zostawiłem chwilowo identyfikację na bok, pokręciłem się niecierpliwie szukając pary messierów 46-47, co w kątowej lornecie przychodzi znacznie trudniej niż w lornecie prostej, bo na tę wyraźnie złośliwą geometrię nakłada się przecież jeszcze demencja, skleroza i zwykła, pielęgnowana przez lata niecierpliwość. Ta ostatnia kazała mi szybko przeskoczyć zupełnie gdzie indziej, do Chichotek, które najciekawiej prezentowały się w źrenicach 3-4 mm i powiększeniach 20 i 26x, a gdzie para piętnastek (32x) zbytnio przygaszała tło i pobliskiego Barnarda 201. Za to przyciemnione tło było zupełnie w porządku przy misiowych messierach, pięknie wyodrębniając jądro i halo ramion M 81 i wyciągając bardziej niż zwykle Jej Cygarowatość M 82, nie okraszoną, niestety, pasmem pyłowym, które wychodzi przy większych aperturach, a może i przy tej samej aperturze, ale większej cierpliwości i/lub wyobraźni. Równie przyjemny widok ukazała nie-tak-zaraz-odległa para messierów 97-108, jeszcze wyraźniej kontrastując puchatość Sowy z drzazgowatością stoósemki, choć niestety, najwyraźniejsza w tym wszystkim znów okazała się moja niecierpliwość widzenia kolejnych i kolejnych obiektów; przeskoczyłem więc dalej, zupełnie dalej, do prawej ręki Oriona i mojej ulubionej NGC 2194, którą zawsze łapię namierzając wpierw moją zupełnie nieulubioną NGC 2169, od której idę po łańcuszku gwiazd w lewo w dół, dopóki miękka plamka światła nie zaświeci tam, gdzie powinna. Engiecka bardzo żywo zdawała się reagować na zmianę powiększeń, ukazując swe oblicze od miękkiego w okolicach 20x po ziarniste przy 32x. Najciekawiej jednak działo się pomiędzy, przy 26x, kiedy ziarnistość się zlewała tylko po to, by zaraz znów się rozziarnić w zależności od kąta zerkania, a cała gromada zdawała się przelewać z boku na bok, na przemian pokazując i ukrywając któreś ze swych rubieży. Znów z lenistwa i znów nie idąc bardzo daleko, przeskoczyłem na Lambdę Orionis, od niej zaś w lewo ku parce 7-8-magowych gwiazd, które wskazywały położenie mgławicy planetarnej NGC 2022. Ta, choć ciemna i kapryśnie mrugająca, dała się zobaczyć dość wyraźnie w objęciach Morfeuszy (53x), nieco bardziej zwiewnie zerkaniem w powiększeniach 26 i 32x, przy czym zauważalnie łatwiejsza była w mocniejszym z powiększeń; na koniec zaś załadowałem do wyciągów Hyperiony, ale przy dwudziestu razach sam już nie wiedziałem czy mgławica bardziej wyskakuje zerkaniem czy może jednak raczej zmyślaniem. Nacieszywszy oczy (i wyobraźnię), powędrowałem na wschód do pięknej w każdym powiększeniu Choinki (NGC 2264), a dalej w dół, znów chcąc złapać messiery 46 i 47, a łapiąc w zamian tę znaną-nieznaną gromadę co wcześniej, potem spróbowałem raz jeszcze z Collinderami 132 i 140, i dałem sobie spokój z nimi raz jeszcze; następnie, wspinając się ku Bliźniętom, znów natrafiłem na tę gromadę znaną-nieznaną, którą przechrzciłem na Irytującą i Wszędobylską, i którą zaczynałem brzydko podejrzewać o bycie Messierem Pięćdziesiąt, choć jej położenie na niebie nie do końca mi pasowało. Po krótkim zlustrowaniu Messierów 35-38, wróciłem do Irytującej i Wszędobylskiej, oczywiście wróciłem nie tak gładko, jak bym tego chciał, co wynikało z tej prostej przyczyny, że tym razem jej szukałem. Zapamiętałem okolicę i skorzystałem w końcu z atlasu, potwierdzając swoje wcześniejsze, brzydkie przypuszczenie, dziwiąc się tylko, że albo owa M 50 wygląda inaczej w powiększeniu 26x niż na mojej przetartej kliszy w głowie, albo po prostu w ogóle wygląda, bo przecież zamiast łamać sobie szyję i plecy mocując się z lornetą prostą, siedziałem sobie wygodnie, lekko pochylony nad lornetą kątową i w końcu przyglądałem się gromadzie na spokojnie, do znudzenia, które nie chciało przyjść, więc musiałem się jej przyglądać do upicia błogością i dopiero podpity mogłem pójść dalej, choć dużo dalej iść mi się nie chciało. Rozprostowałem kości, i pomyślałem, że skoro już wyjąłem atlas i zaświeciłem latarką, mogę poszukać czegoś pobliskiego, takiej NGC 2306 na przykład i tych dwóch pobliskich, 2302 i 2309. Po uzgodnieniu pozycji w atlasie z pozycją lornety nieco się zdziwiłem, bo o ile dwie mniejsze gromady pokazały się zerkaniem, a ta po prawej, czyli na zachodzie, czyli NGC 2302, w powiększeniu 32x pokazała nawet parkę najjaśniejszych swoich słońc na tle lekko ziarnistego pojaśnienia, tak niezmiennie NGC 2306 była dziurą pomiędzy dwiema gwiazdami, które miały ją flankować od północy i południa, flankowały zaś tylko puste nic, niezależnie od intensywności i kierunku zerkania. Niemal zupełnie nie pamiętam, co działo się dalej, ale musiały wpadać jeszcze jakieś obiekty, choć to wcale nie o obiekty już chodziło, a raczej o ponowne odkrycie radości z siedzenia w zimnie i ciemnicy, radości z tego, że gwiazdy są na wyciągnięcie ręki a nie na złamanie karku i przykurcz łopatek, radości ze spokojnego wpatrywania się i spokojnego oddychania, z tego, że znów się bawię obserwacjami zmieniając okulary i żonglując powiększeniami, radości, że w pewnym sensie wracam do tego, co było naście lat temu, choć z zupełnie innej odsłonie. W którymś momencie coś blisko zaszurało w krzakach, zaskrzypiało na śniegu, zasapało w mroźnym powietrzu, lecz po chwili nastąpiła taka cisza, jak tylko pod gwiazdami wyciszyć się świat potrafi; nie wiedziałem więc, czy coś faktycznie przemknęło czy może to były tylko omamy słuchowe. Zrobiła się z tego taka trochę zbyt głośna blizińska samotność, samotność nieco nieprzyjemna i każąca zwijać się do domu, choć tak po prawdzie, to mróz zaczął mnie szczypać jeszcze wcześniej a teraz już nie szczypał, a całego przenikał i wprost wyganiał do auta, kończąc przed czasem mój wytęskniony trochę progressus ad originem i regressus ad futurum, które tak pięknie się przez te dwie godziny mieszały. Zacząłem zwijać sprzęt, początkowo w taki sposób, by móc jeszcze zerknąć ostatni raz na ten czy inny obiekt, a potem już zwijając w mroźnym pośpiechu, bo to zerkanie i tak raczej przypominało wyjadanie resztek, w dodatku wyjadanie spomiędzy nadciągających chmur koloru szaropomarańczowego, barwy niezawodnie przypominającej, że wcale daleko od domu i cywilizacji nie ujechałem i nigdzie nie wyrwałem się na dobre - nie licząc głowy. Trzynaście lat obserwuję niebo i - być może wciąż - to jest moja love story.
    36 punktów
  2. Z początkiem roku stary nowy EDek 80 (tutaj więcej o nim https://www.forumastronomiczne.pl/index.php?/topic/37597-wo-zenithstar-ii-ed-80-f68/ ) miał kilka godzin pogody, choć warunki, jak to pod miastem zimą - kiepskie. Na pierwszy ogień poszła M31, chyba nigdy wcześniej nie miałem zestawu, którym bym ją objął w całości (nie licząc Samyanga 135). Teraz też nie do końca się udało, ale pod ciemnym niebem, gdzie rozciąga się na pełne 3 stopnie chyba, puszczę ją bardziej po przekątnej i powinna się idealnie wpasować w pole 3x2 stopnie. A tymczasem nieco ponad dwie godziny spod miasta. WO Zenithstar II ED80 f/6.8, 0.8x FF/FR, iOptron CEM26, QHY247C, 80x2 minuty. Niebo podmiejskie, przejrzystość średnia. I wersja bez gwiazd. Ten mały kłaczek na dole po prawej to UGC394 - Starnet++ nie dał się oszukać ?
    33 punktów
  3. Niedługo minie 100 lat od czasu, kiedy George W. Ritchey i Henri Chrétien zbudowali swój pierwszy teleskop w konfiguracji ochrzczonej później ich nazwiskami. Przez długi czas teleskopy RC były dostępne w dużych rozmiarach i używane głównie przez profesjonalistów, nieco później przez zamożnych amatorów. Teleskop Hubble'a, VLT w Chile i wiele innych współczesnych teleskopów używanych w obserwatoriach jest właśnie tego typu. I jakoś tak może z 10 lat temu pojawiło się sporo mniejszych i przystępnych cenowo konstrukcji, nawet tak niewielkich jak 6 cali. Teleskop RC składa się z dwóch hiperbolicznych luster umieszczonych w odpowiedniej odległości od siebie. Układ taki zapewnia eliminację sporej części wad - nie mamy aberracji chromatycznej, nie mamy komy, zachowanie odpowiedniej odległości pomiędzy lustrami (ważne!) eliminuje aberrację sferyczną. Pozostaje pewna krzywizna pola, oraz niewielki astygmatyzm. Krzywizna pola nie jest wielka, i w praktyce najmniejszy 6 calowy RC potrafi dać płaski obraz na kamerce typu 533, 8 calowy obsłuży na płasko popularne ASI1600 czy QHY163, 10 calowy już da ładne pole na matrycy APSC, a 12 calowy powinien na pełnej klatce dać zadowalający obraz. Do minusów tej konstrukcji należy oczywiście dość spora obstrukcja centralna, która w pewnym stopniu obniża nam rozdzielczość, oraz trochę nietypowa kolimacja - ale o tym później. Jako że nigdy nie miałem w łapkach teleskopu w tym systemie wybrałem na początek 8 calowy model z oferty TS - TS-Optics 8" Ritchey-Chrétien Pro RC Telescope 203/1624 mm OTA. To oczywiście konstrukcja GSO brandowana przez całą masę marek. Postanowiłem poskąpić 2000 zł i wybrałem model z metalową tubą - a co tam ? Kolimacja teleskopów RC nie jest banalna, i wielu na niej poległo. Na forach CN czy SGL można znaleźć sporo wątków opisujących różnego rodzaju problemy, których nie udało się rozwiązać kolimatorami laserowymi za kilkaset euro. Źródłem wielu z tych niepowodzeń jest założenie, że kolimacja na mechanicznych elementach teleskopu jest tożsama z optyczną, a tak nie zawsze jest. Generalnie do zgrubnej kolimacji teleskopu RC wystarczy okular Cheshire, a końcową robimy oczywiście na gwiazdach. Trzeba też pamiętać, że teleskopy tej konstrukcji pod strzechy amatorów trafiły nie tak dawno, i musiało upłynąć trochę czasu, zanim ogarnęliśmy temat na tyle, żeby w amatorskich warunkach poprawnie skolimować taki sprzęt bez użycia magicznej różdżki. Zanim teleskop trafił do mojej szopki, spędziłem sporo godzin na lekturze różnych tekstów, z których niektóre linkuję na końcu tego wpisu. Generalnie ważne jest kilka rzeczy: odległość pomiędzy lustrami jest ważna. Dopóki nie wiemy jak ją poprawnie ustawić bazujemy na odległości danej przez fabrykę i nie ruszamy centralnej śruby LW, oraz nie ruszamy jednej wybranej pary śrub do kolimacji LG (np tej pod wyciągiem), żeby nie zmienić tego dystansu w budżetowych teleskopach RC od GSO wyciąg jest zintegrowany z celą lustra głównego. Kolimując LG ruszamy również wyciąg i całość opiera się na założeniu, że w fabryce oś wyciągu ustawiono równo z osią LG. Można to sprawdzić laserem wymontowując całą celę LG z tubusu. Opisano to np tutaj http://www.hnsky.org/RC_collimation.htm - Step 1, i jeśli ktoś się nie obawia takiej operacji, to na pewno warto to sprawdzić na początek. kolimujemy ostrożnie, nie więcej niż 1/4 obrotu śruby na raz, najlepiej 1/8, a końcowe poprawki już bardzo delikatnie. Optyka RC jest bardzo podatna na kolimację i ćwierć obrotu śruby potrafi całkowicie zrujnować obraz Sama kolimacja jest opisana na wielu stronach na wiele różnych sposobów. Mi dość przypadła do gustu metoda opisana przez Tommy'ego Nawratila na stronie http://interferometer-tests.blogspot.com/2013/06/2542000-10-ritchey-chretien-gso.html . Najpierw ustawiamy LW w stosunku do wyciągu. Następnie ustawiamy LG patrząc na pająki LW i ich odbicie. Cały proces jest iteracyjny, bo zmiana położenia jednego lustra powoduje zazwyczaj konieczność korekty drugiego. Ale proces jest szybko zbieżny i po 2-3 kolejkach mamy na biurku wstępnie skolimowany teleskop RC, który następnie trzeba dostroić na gwiazdach. Tak wygląda obraz z biurka - środek LW jest w środku wyciągu, ramiona pająka są równo z ich odbiciem: Końcowe strojenie robimy na gwiazdach i tutaj już tylko operujemy LG. Na lekko rozogniskowanym obrazie gwiazdy w centrum kadru ustawiamy LG, aby uzyskać prawidłowy obraz: Po takiej operacji o ile wyciąg mamy osiowo z LG, to gwiazdy w narożnikach powinny być proste (jeśli mamy małą matrycę), albo symetrycznie rozjechane przez krzywiznę pola. Jeśli nie ma symetrii a jesteśmy pewni ustawienia LW, to przyczyną będzie nieosiowy montaż wyciągu z LG. Większe i trussowe teleskopy RC umożliwiają niezależną regulację wyciągu względem LG. W mniejszych musimy się albo zaopatrzyć w tilter, albo wymienić wyciąg na umożliwiający regulację, np Baader Steeltrack czy Diamondrack. 2 calowe wyciągi GSO czy to Crayforda czy Monorail mogą trochę dać w kość, dlatego warto rozważyć ich wymianę. I to w sumie tyle - mój RC8 trzyma kolimację całkiem dobrze i kierowanie go w różne części nieba nie powoduje zauważalnych zmian w kształcie gwiazd. A jeśli chcemy używać większej kamerki i pozbyć się krzywizny pola, to musimy się zaopatrzyć w korektor albo korektor z reduktorem, albo w większy RCek, który będzie miał mniejszą krzywiznę ? Jest kilka dedykowanych korektorów do teleskopów RC, ale też jest sporo doniesień o stosowaniu z powodzeniem korektorów/reduktorów krzywizny przeznaczonych do refraktorów. Sam zamontowałem na próbę FF/FR 0.8x do apochromatów 70-100mm i na matrycy APSC sprawuje się bardzo dobrze, ale 2 calowy wyciąg Monorail od GSO zupełnie odmówił już podnoszenia takiego ciężaru - kamera APSC z kołem, OAGiem i sporym korektorem położyły go na łopatki. "Hall of mirrors" - jedna z metod sprawdzania równoległego ustawienia luster Póki co jestem całkiem zadowolony z nowego nabytku, na 60 sekundowych zdjęciach teleskop daje bez problemu gwiazdy o rozmiarze 2", żałuję trochę, że różnica w cenie pomiędzy 8 calowym RCkiem i większymi braćmi jest tak duża ? I jeszcze kilka słów o odległości pomiędzy lustrami. Jest tylko jedna optymalna i nie należy jej zmieniać, chyba że podejrzewamy, że została źle ustawiona fabrycznie. W ocenie tego pomoże nam okular Ronchi https://www.gerdneumann.net/english/ronchi-okular-ronchi-eyepiece.html , którym możemy wykryć aberrację sferyczną. Oznacza ona, że najprawdopodobniej odległość pomiędzy lustrami można poprawić. Zmiana odległości pomiędzy lustrami wpływa na aberrację sferyczną i w pewnym stopniu również na krzywiznę pola. W przybliżeniu zmiana odległości o 1mm zmienia nam ogniskową o 10mm. Ogniskową łatwo sprawdzić za pomocą dowolnego programu do plate solve. Najlepiej skolimować teleskop wstępnie, sprawdzić jego ogniskową fabryczną i sobie zapisać, następnie skolimować go dokładnie i dopiero wtedy okularem Ronchi możemy badać i poprawiać fabrykę. Fotki Księżyca jakieś 30 stopni nad horyzontem. Kamerka ASI290 mono, filtr IR685 w ognisku głównym: M27 - 30x1 minuta luminancji, kamerka QHY268M filtr L w ognisku głównym, cała klatka APSC: Gromada kulista M3 - 30x1 minuta luminancji, kamerka QHY268M filtr L w ognisku głównym, wycinek kadru w skali 1:2, czyli 0.9"/px: Fotki powyżej powstały w nienajlepszych warunkach, białe noce, Łysy w pobliżu pełni - choć nisko. Warunki w sam raz na testy. Jeśli macie jakieś doświadczenia z teleskopami RC to zapraszam do pisania. Sam w miarę poznawania sprzętu też obiecuję coś jeszcze naskrobać. I podziękowania dla @Sebastian Ś. za ciekawe dyskusje i wsparcie na naszym RCkowym czacie ? Wybrana literatura: Metoda DSI kolimacji - chwalona przez wielu http://www.deepskyinstruments.com/truerc/docs/DSI_Collimation_Procedure_Ver_1.0.pdf Kolimacja RC od twórców programu HNSKY - http://www.hnsky.org/RC_collimation.htm I od deepspaceplace - https://deepspaceplace.com/gso8rccollimate.php Instrukcja obsługi i kolimacji od Astro-Tech - https://www.astronomics.com/wp/wp-content/uploads/2017/04/astro-techastro-tech-at8rc-manual-pdf.pdf Kolejny opis https://www.dropbox.com/s/avpu2vn6s3ynsz5/Collimating GSO Ritchey Chretien with a plastic disc V2.pdf?dl=0 I od Tommy'ego Nawratila z Teleskop Austria - http://interferometer-tests.blogspot.com/2013/06/2542000-10-ritchey-chretien-gso.html
    29 punktów
  4. U mnie dziurki w chmurach i trochę nie mam czasu na cykanie - Sony A7II z obiektywem Sigma 100-400mm:
    26 punktów
  5. Czy ja dobrze widzę, że Jupiterius nie ma jeszcze tegorocznego wątku ?
    25 punktów
  6. Koleżanki i Koledzy, czy to możliwe że Saturnin został do tego stopnia zaniedbany, że nie zyskał własnego wątku mimo że można go już obserwować stosunkowo komfortowo jeśli chodzi o porę? To może ja zrucę coś od siebie na dobry początek. Podkręciłem trochę jasność księżyców - od lewej widać Tytana, Rheę, Dione (bardzo słabo, ale jak ktoś się przypatrzy to zobaczy) i Tetydę. Fotka wykonana Newtonem C8-N, zwanym przez co poniektórych Masakratorem Saturna - właśnie zabrałem się za testowanie go. Masakra może nie - ale uważam że całkiem ładnie żre ?
    25 punktów
  7. Tyle udało się dzisiaj zdobyć: pojedyncze zdjęcia z ED80+ND5+barlow 2x, Canon 60D, PIPP, Registax6, RawTherapee. Robione z filtrami UV/IR oraz pomarańczowym #21.
    25 punktów
  8. Hiady - jedna z największych gromad otwartych na naszym niebie, tworząca wraz z gościnnie występującą gwiazdą Aldebaranem charakterystyczny wzór. Duża na tyle, że może stać się tytułowym obiektem w szerokokątnej astrofotografi, czym zasłużyła na moją wdzięczność. Kolejny efekt zeszłorocznej jesiennej wycieczki w Bieszczady. Całość uchwycona Samyangiem 135mm i modyfikowanym Nikonem D610: 96klx120s @iso1600 oraz wersja edukacyjna:
    25 punktów
  9. Część tytułu posta, zapożyczyłem od @lukosta, spodobał mi się i tyle.(i jeszcze się zrymowało) O ile Plejady to obiekt tak oklepany że aż mdły(coroczne sezonowe foto-deja-vu ), to o "bańce Plejad" mało kto słyszał. W roku 1863, Niemiecki astronom Hermann Goldschmitt, jako pierwszy stwierdził gęste pyły okalające gromadę i to przy użyciu 4" teleskopu. Niestety, podobnie jak w przypadku większości mgławic o bardzo niskiej jasności powierzchniowej , zlekceważono ten fakt, zwłaszcza że po wynalezieniu i zastosowaniu fotografii w astronomii, nic takiego nie rejestrowano. Do czasu.... amatorskie zdjęcie . Osobiście dowiedziałem się o tym fenomenie ze strony Mela Bartelsa łowcy IFNów. Tutaj jego szkic. W którąś grudniową kryształową noc, roku 2021, skierowałem w ich stronę 14" newtona ,z 80* okularem 30mm(50x),co dało pole widzenia 1,6*. Oczywiście pomogłem sobie filtrem OIII 3gen.Lumicona.Ciemna przestrzeń pomiędzy gwiazdami Plejad i nieco poza nimi ukazała się bezpośrednim patrzenie ,podobnie jak mgławica wychodząca od Merope. W około gromady można było dostrzec jaśniejszy pył okalający ją, oczywiście trzeba było poruszać teleskopem. Przy dłuższym studiowaniu otoczenia, pokazywały się nierówności (struktury) tła. Szkicu niestety nie zrobiłem przeraziłem się ilością gwiazd i struktur do naniesienia, zważywszy fakt trochę małego pola widzenia ,co naprawdę utrudniało zachowanie proporcji i asteryzmów. Kolejne spotkanie z klejnotami Byka, udało mi się 5 lutego tego roku(2022),tym razem, już z refraktorem 152/763 Bressera, który przy powiększeniu 26x daje mi ponad 3* pole widzenia. Tym razem również wspomogłem się rewelacyjnym OIII 3gen.Oto efekt poskładanego szkicu. Nie wiem jakim najmniejszym sprzętem można dopatrzyć się bańki Plejad i mgławic jej towarzyszących, warunek to niebo min. 6mag+, jak najszersze pole widzenia, źrenica wyjściowa min.6mm.filtr mgławicowy(OIII lub UB/UHC)i doświadczenie w wychwytywaniu słabizn. Przy stosunkowo niskich powerach poniżej 35x, trudniej wyłapać samą bańkę(ciemniejszy obszar wokół M45.) I jeszcze szkic niemieckiego amatora Uwe Glahna 4" bino-neweton 17x(bez filtrów),NELM. 7mag. Panowie, teleskopy ,lornetki w dłoń i do boju....
    24 punktów
  10. Rano Słońce może widziałem przez dwie minuty, o 11:00 deszcze i chmury, ale aplikacja Pogoda&Radar dla Katowic pokazywała okienko od 12:00. Wiadomo jak to z okienkami bywa - czasem są czasem ich nie ma. Była chwila zwątpienia, niemniej jednak spakowałem lornetki i w drogą. Jak się okazało tym razem aplikacja się nie pomyliła i mogłem cieszyć się fazą maksymalną i końcową tego wspaniałego zjawiska 🙂 Chmury nieraz psuły zabawę, ale i dodawały klimatu 🙂 Poniżej 3 fotki cyknięte przez telefon i 15x70.
    23 punktów
  11. Flaczki Welona - jednak ta mgławica jest tak wielka, albo raczej powstała tak dawno, że musiałem ją mozaikować z dwóch kadrów, a i tak końcówki farfocli i najbardziej zewnętrzne części wciąż jeszcze postanowiły wylądować poza kadrem. Dwa panele po 4 godziny naświetlania każdy - tak ze trzy razy więcej powinno pomóc wydobyć lepiej niektóre strukturki. No ale tak jest zawsze w naszym fachu ? Tecnosky 90/540 Owl, 0.8x FF/FR, iOptron CEM26, QHY268M, Ha 2x4h. Niebo podmiejskie, przejrzystość średnia-dobra, Bortle 6, 2022.06.28-07.03
    23 punktów
  12. @polaris już się z Wami podzielił swoją opowieścią z jedynej pogodnej nocy XXIV zatomskiego zlotu, teraz kolej na historię z mojej perspektywy. 🙂 Dla mnie obserwacje zaczęły się od przelotu ISS tuż przed 20, choć po tym zdarzeniu jeszcze przez jakiś czas przeglądałam Interstellarum w poszukiwaniu ciekawych obiektów do obserwacji i gromadziłam ostatnie pokłady ciepła przed wyjściem na zewnątrz, które nastąpiło ok. 20:30. W pierwszej chwili zobaczyłam ciemność. Stojąc przed drzwiami Pyry 2, dostrzegałam jedynie majaczenie najjaśniejszych obiektów obecnych w tamtym momencie na niebie. Wega, Deneb, Altair. Saturn. Jowisz po spojrzeniu w lewo. Jedno mrugnięcie, drugie i trzecie. Źrenice rozszerzają się, rodopsyna w światłoczułych komórkach moich oczu zaczyna się regenerować. Kolejne mrugnięcie i nagle wszystko staje się jaśniejsze. Pojedyncze wcześniej punkty światła mnożą się i zwielokrotniają swój blask, a niebo zostaje przedzielone mleczną smugą, która z każdym kolejnym mrugnięciem staje się bardziej postrzępiona, niczym fraktal w coraz to kolejnych iteracjach. Z Filipem bierzemy lornetę i udajemy się na pole obserwacyjne. Idziemy przez nową furtkę, mijamy nowy płot i ustawiamy się w nowym dla nas miejscu, bo nie jak zwykle koło Virusa, ale tam, gdzie urzędują inni wizualowcy – przy GSO 8” Polarisa. Chwytam dwururkę, żeby wycelować w jakiś obiekt, i w tym momencie już wiem, że nici z planowania, nici z jakiejkolwiek listy obserwacyjnej – APM 25x100 mam od 4 lat, ale pierwszy raz jestem z nią pod tak ciemnym niebem, które przyprawia o szaleństwo i żądzę zobaczenia wszystkiego naraz. Z trudem powstrzymuję się od bezładnego przeczesywania firmamentu. Zamiast tego zaczynam od okolic Strzelca i powoli wspinam się wzdłuż Galaktyki, zatrzymując się na co ciekawszych celach, by pokazać je Filipowi. Mijamy wyraźnie zarysowaną M17, trochę mniej kształtną M16, podziwiamy wachlarzowatą M11 otoczoną świtą Barnardów, a ja stwierdzam, że w tej okolicy przydałaby się lornetka o trochę szerszym polu widzenia. Przesuwam się do Altaira, od którego odbijam do chyba najklasyczniejszej ciemnotki – „E” Barnarda kłębiącego się atramentową czernią. Filip przyzwyczajony do wypatrywania pojaśnień wśród gwiazd, a nie ich przeciwieństw, nie od razu dostrzega o co chodzi z tymi obiektami, ale charakterystyczne „E” dostrzega dosyć szybko. Potem wszystko jest już bardziej chaotyczne. Filip co jakiś czas zagląda do Virusa zobaczyć jak mu idzie focenie, ja czasem zerkam co tam namierzył Polaris. Marcin pokazuje mi chociażby bardzo stare gromady otwarte pokroju NGC 188 czy NGC 6791, na które w zasadzie do tej pory nie zwracałam uwagi w atlasach i których nigdy wcześniej nie próbowałam nawet wyzerkać! W jego teleskopie oglądamy też Amerykę Północną i Pelikana – to chyba moje pierwsze obserwacje tych obiektów z filtrem UHC. Szare amerykańskie cielsko wyraźnie odcina się od otoczenia, szczególnie w rejonie Zatoki Meksykańskiej, a przesuwanie pola widzenia uświadamia jak rozległy jest to obiekt. Do tego samego rejonu podchodzę zaraz też z lornetą, choć w zenicie nie jest łatwo – przerazilibyście się, widząc w jakiej pozycji go obserwuję. Zdecydowanie mniej akrobatyki wymaga za to chociażby Veil, którego części wschodnią i zachodnią bez problemu rejestruję w dwururce. Więcej szczegółów tego kompleksu dostarcza zestaw Polarisa ukazujący też oczywiście Trójkąt Pickeringa. Lornetą kontynuuję wędrówkę wzdłuż Mlecznej Drogi. Niesamowicie urzekają mnie M71 i M27, zwłaszcza ta druga pięknie ukazuje klepsydrowaty kształt skąpany w delikatnym halo i zanurzony w mrowiu gwiazd, do tego krawędzie samego ogryzka wydają się być odrobinę jaśniejsze, co nadaje połysku całemu obiektowi, sprawia, że zyskuje więcej głębi, staje się bardziej świetlisty. Nie jestem pewna czy wiecie co mam na myśli, ale wrażenie podobnego efektu mam często w przypadku M57 oglądanej w niedużych teleskopowych powiększeniach. Dla porównania zaraz zerkamy też na Hantle w 8” i Filip stwierdza, że zdecydowanie woli ten widok, z czym absolutnie się nie zgadzam i wracam do podziwiania ogryzka zawieszonego pośród gwiazd Liska w mojej APM. Kierując się dalej ku bardziej jesiennym częściom Galaktyki mijam Chichoty, których lornetowy urok wszyscy po kolei podziwiamy, wędruję po gromadach Kasjopei, odbijam ku galaktykom Andromedy i Trójkąta. Ktoś mnie woła. To Polaris i Acidtea zasadzili się na planety i zachwycają się ich obrazami. Na polu obserwacyjnym zrobiło się trochę mglisto, ale seeing jest świetny. Uran jawi się jako maleńka tarczka o turkusowym zabarwieniu. Saturn jest tak ostry, że nie potrafię tego chyba dobrze ubrać w słowa. Pociemnienia na tarczy, przerwa Cassiniego, w dodatku jestem przekonana, że widzę nie tylko cień planety na pierścieniach, ale też cień pierścieni na planecie. Spokój bijący od tego widoku rozbraja, to coś niezapomnianego. Najlepszy Saturn w moim życiu, serio! A to jeszcze nie koniec, bo przecież na niebie jest jeszcze Jowisz. W swojej relacji Polaris wspomina o moich opisach barw tej planety, oto i one: Nawiasem mówiąc, w notatniku obok opisu zrobiłam jeszcze taki minirysunek ukazujący rozłożenie tego wszystkiego na tarczy, dodam jeszcze, że księżyce Galileuszowe bardzo ciekawie ułożyły się po jednej stronie planety na kształt takiej jakby fali. W tym momencie zrobiliśmy sobie z Filipem krótką przerwę na dogrzanie się w Pyrlandii, podczas której nie tylko zjedliśmy po rozgrzewającej zupce chińskiej, ale też przede wszystkim byliśmy świadkami droczących i przegadujących się ze sobą w przezabawny sposób @qbanosa, @kenny'ego i @dariusa. 😄 W tym czasie udało mi się też spisać w notesie to, co do tej pory się wydarzyło. Ok. 1:00 wracamy na pole obserwacyjne i od razu wita nas Polaris zachwycający się Marsem. Widok planety jest faktycznie nieziemski, ale nie tylko on, bo oto seeing, który wcześniej określiłam mianem świetnego, teraz stał się po prostu rewelacyjny, choć mam wrażenie, że to określenie i tak za słabo opisuje to, czego doświadczyliśmy. No bo czy to Mars, czy to Jowisz, planeta wyglądała jak z obrazka, nieruchoma, spokojna. Absolutny brak drgań. Jak gdyby ktoś wyświetlił szkic (w przypadku Jowisza) lub zdjęcie (w przypadku Marsa). Czerwona Planeta w 200x była bardzo duża w moim odczuciu, pięknie ukazywała fazę i różnice w albedo różnych fragmentów swojej powierzchni. To chyba najlepszy Mars jakiego widziałam. Jakieś dwie godziny po najlepszym Saturnie w moim życiu. No nieźle! Co do Jowisza, to może i WCP zakończyła już swój tranzyt po jego tarczy, ale widok wciąż był urzekający. Moją uwagę znowu szczególnie zwróciły kolory: Po tym widoku Filip stwierdził, ze zwija się do spania i ciepła, a my z Polarisem niemal równocześnie pomyśleliśmy o Helixie. O ile Marcin stwierdził, że nic nie widzi ani u siebie, ani u mnie, o tyle mi wydawało się, że przy ruszaniu lornetą jest tam jakieś słabe pojaśnienie. Na tym etapie nocy wilgoć była już wszędzie, zamglenie się zagęściło, ale seeing nie odpuszczał, więc Polaris wziął się za gwiazdy podwójne, o których możecie przeczytać w tego relacji. Ja dodam tylko, że wszystkie były idealnie rozdzielone. Potem przewinęło się trochę zimowych gromad pokroju NGC 1664 i NGC 1582, ja zaś zobaczyłam Mgławicę Merope chyba wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej – w oczywisty sposób rozwijała swój wachlarzykowaty kształt od gwiazdy-imienniczki ku ciemnemu otoczeniu. Zahaczyłam jeszcze o M81 i M82, a na koniec skierowałam się ku zimowemu myśliwemu i uchwyciłam koniunkcję M42 z gałęziami świerku i szyszkami – to był naprawdę ciekawy kadr. Po przywitaniu się z Orionem przystąpiliśmy do zwijania sprzętu – wilgoć nie tylko była coraz bardziej uciążliwa, ale zaczęła wręcz powoli zamarzać, do tego niebo coraz bardziej zasnuwało się cienką chmurną kurtyną psującą widoczność. Pokontemplowaliśmy jeszcze tylko dźwięki windowsowych errorów dochodzących z jednego z pobliskich setupów fociarzy i zgarnęliśmy się do Pyrlandii. Było ok. 3:00. Spisałam w notatniku drugą część obserwacji, pogadałam z Dariusem i wyskoczyłam jeszcze na chwilę na pole obserwacyjne zerknąć co tam u @Virusa, ale było już tak zimno, że szybko wróciłam do pokoju. Na odchodne zrobiłam jeszcze tylko zdjęcie telefonem sprzed Pyrlandii. Ah, dobrze było zobaczyć takie niebo pierwszy raz od dwóch lat. I aż tak dobry seeing pierwszy raz w życiu.
    22 punktów
  13. W związku z krótkimi nocami astronomicznymi to pierwsze zdjęcie komety które robiłem dwa dni ? Pierwszego dnia zarejestrowałem luminancję i kolor komety wykorzystując moduł śledzenia komet w montażu ASA DDM , a następnego dnia wróciłem w to samo miejsce nieba aby zarejestrować gwiazdy i tło. Kometa jest dość szybka ( mniej więcej 1 arcsec/minutę w dec i ra). Przy mojej skali ( 0.8 arcsec/pix) i ujęciach po 300 sekund na stacjonarnym obrazku dawało to wyraźny ruch ale moduł śledzenia komet zrobił swoje Na obrazie końcowym jest w pozycji takiej, jak była 10.07.2022 o godzinie 1:00 CET. Seto: FS 128, Atik One 6.0 na ASA DDM 60. Filtry Baader. Fokuser FLI Atlas. Sesja 9-10.07.2022 - Luminancja 12x300 i RGB po 6x300 każdy składnik ( śledzenie na kometę) Sesja 10-11.07.2022 - Luminancja 6x300 i RGB 6x300 na każdy składnik. Ubogo w materiał, ale udało się jakoś to poskładać.
    22 punktów
  14. Cześć, chciałbym się z Wami podzielić zdjęciem z Teneryfy Mgławicy Delfin (Sh2-308), które od dawna było moim celem, jednak wcześniej nigdy aż tak długo na wyspie nie przebywałem. Materiał zacząłem rejestrować 1 marca od tlenu (O3), którego po wielu nocach, udało się zebrać 93 klatki po 300s. Jedną noc przeznaczyłem na wodór (Ha), uzbierałem 38 klatek po 300s. Ostatnie dwie noce przeznaczyłem na RGB, po 30 x 150s na każdą składową koloru. Ostatecznie około 25% materiału musiałem odrzucić, głównie przez niestabilne niebo, czyli zachmurzenie, które pojawiało się dosłownie znikąd, ale też szybko znikało... no i oczywiście podmuchy wiatru.
    22 punktów
  15. Zorza polarna w Niedźwiadach 14/15 stycznia 2022. więcej zdjęć i informacji na www.ppsae.pl
    22 punktów
  16. Jowisz i Io z wczorajszej nocy.
    21 punktów
  17. Wiosna 2021r. 14" f/4.2 Mesner 51 177x Mesner 106 83x Hokej 120x POZDRO!
    21 punktów
  18. Hej Wam, chciałbym się podzielić najnowszym materiałem zebranym w Parku Narodowym Teide na Teneryfie pod koniec kwietnia tego roku. Wyjazd na Teneryfe był bardziej rodzinnym niż astrofotograficznym ale udało mi się wyskoczyć na dwie nocki do Parku Narodowego Teide na wysokości 2400m. Zdjęcie które załączam to materiał z pierwszego dnia. Zebrałem trochę ponad dwie godziny materiału ale niestety okazało się że ze względu na silny wiatr prawie połowa materiału poszła do kosza. Z tego względu trochę martwiłem się co z tego wyjdzie ale ku mojemu zaskoczeniu po złożeniu tego w APP i obróbce w Pixie oraz Photoshopie rezultat bardzo pozytywnie mnie zaskoczył ? Mam nadzieje że Wam też się spodoba ? Muszę też przyznać że warunki do astrofotografii w parku Teide są absolutnie rewelacyjne. Kilkakrotnie zastanawiałem się też czy jest sens tam jechać w nocy ponieważ prognoza pogody nie była zbyt optymistyczna i pokazywała zachmurzenie na wszystkich stacjach i tak też to wyglądało z miejscowości w której byliśmy ( Playa de las americas ) . Natomiast po wjechaniu na wysokość 2400m okazało się że wszystkie chmury zostały poniżej ?. Zdjęcie wykonane Canonem 6D, Samyang 135mm f.2 (f2.8), ISO-800, Lights:45x80s, Bias-70, Darks-45, Flats-30.
    21 punktów
  19. 8/9.09.2021 - Noc Zimowego Nieba Jest około 1:30. Na polu zimno i wilgotno, więc zostaję w domu, ale ponieważ nie mam ochoty na jesienne niebo zza kuchennego okna, przenoszę się pod okno w izbie z widokiem na wschód. Wprawdzie jest tam jakaś łuna od kościoła i tych wszystkich inwałdzkich parków miniatur, ale są też piękne i jasne zimowe gwiazdozbiory, które później wznoszą się już zbyt wysoko, by dostrzec je z kuchni. Rozstawiam APM 25x100 i zaczynam od pięknych i jasnych Plejad, ale zaraz otwieram Interstellarum, żeby rozejrzeć się za czymś konkretnym. Kryształowa Kula brzmi dobrze. Celuję w Do 14, kieruję się po paru gwiazdach na północ i do trafiam do celu ? NGC 1514 od razu widać, jest jaśniejsza od części okolicznych słońc i zachowuje się trochę jak Mgławica Mrugająca, mam też wrażenie niebieskawego odcienia. Przemieszczam się do kolejnego obiektu? i dobra. Możecie mi głowę ukręcić, ale jestem pewna, że widziałam NGC 1579. Nie udało mi się znaleźć jaką ma jasność, ale zerkaniem na pewno wyskoczyła! Jak są te trzy gwiazdy w Perseuszu, 56, 55 Per i ?533, a potem na północny wschód idą w podobnych odstępach podobnej jasności inne gwiazdy, to miedzy trzecią a czwartą z nich, bliżej tej trzeciej i lekko na południe od linii je łączącej widziałam rozmyte pojaśnienie. Upewniałam się kilka razy i za każdym razem ona tam była! Schodzę na chwilę w okolice Hiad nim zdążą schować się za świerk i na wschód od nich napotykam sporą i ładną gromadę NGC 1647. Niżej, przy tarczy Oriona, odnajduję zabawnie wyglądającą, jakby przedzieloną na pół NGC 1662. Z pobliską eNGieeCką o numerze o jeden wyższym jest już trochę gorzej, ale nic dziwnego ? po sprawdzeniu okazało się, że ma ponad 14 mag... Dalej zaliczam przepiękną wielokrotną Sh 49, w której wyłapuję 3 składniki ? pierwszy jest biały, ale z nutką żółci, chociaż może być ona złudzeniem z uwagi na niebieskiego towarzysza. Do tego trzeci składnik ? bladziutki, nieśmiały i delikatny, niestety nie zapisałam jaki dostrzegłam w nim odcień. Niemniej, bardzo piękna gromadka. A propos gromad, zahaczam jeszcze o NGC 1817 i 1807. Przy ? Tau Krab od razu wpada w oko. Z NGC 2026 jest trochę gorzej w obfitym roju gwiazd, ale w końcu identyfikuję, które należą do gromady. Wyżej znajduję nałożone na siebie NGC 1746 i 1750, i chyba także 1758. Przenoszę się do Woźnicy, bo zaraz ucieknie nad okno. Och, ile tam jest gwiazd! Wpierw podziwiam okolice Kapelli, po czym przechodzę ku ? Aur i pobliskiej NGC 1664. Krążę po całym gwiazdozbiorze. Jest cudowny! Przesuwam pole widzenia od ? Aur do ? i ? Aur, między dwoma ostatnimi zauważam strzałkę ułożoną z gwiazd, o, Cr 62 jest jej fragmentem. Niedaleko łapię zagubioną pośród gwiazd i drobną NGC 1857, a kawałek dalej, blisko układu słońc przypominającego ?L?, sięgam po NGC 1778. Niżej wiszą ASCC 15 i wychylająca się zza diafragmy potężna M38! W pobliżu przytula się NGC 1907. Ale tu jest tłoczno! Nieopodal skrzy się mniejsza, ale za to bardziej skondensowana M36. O, chyba mam NGC 1931 (albo St 9), coś tam definitywnie jest, ale nie wiem co. Och, pole widzenia przecina meteor! Potężna Mel 31, to jest coś! Obok kotłują się Teu 89, Do. 18 i NGC 1893. Liczyłam trochę na IC 410, ale nic tam nie wypatrzyłam. Na Płonącą Gwiazdę (IC 405) też chyba nie ma co liczyć, jedyne co tam widzę to zmniejszona liczba gwiazd. Do IC 417 zapewne też trzeba filtra i ciemniejszego nieba, ale przynajmniej na gromadę St 8 wystarczy to co mam. Zsuwam się jeszcze w rejon Oriona i Bliźniąt. Piękna NGC 2169 i okolice 69 Ori, Głowy Małpy niestety nie dostrzegam. Oj czuję się już zmęczona i oczy mi się kleją, ale łapię jeszcze NGC 2281. W kwestii galaktyk NGC 2344 i 2537 nie mam pewności, coś mi mignęło w obu przypadkach, ale podchodzę do tego sceptycznie. Jest po 4, kończę. 9/10.09.2021 Północ, miejscówka jak ostatniej nocy, zaczynam obserwacje. Startuję przy ? Per i pobliskiej gromadce St 23. Niestety w kierunku Mgławicy Serce widzę już tylko górną ramę okna, zmierzam więc w inną stronę ? piękna kaskada Kemble?a nie mieści się w polu widzenia. A na jej terenie ? NGC 1502. O, i chyba wyzerkuję NGC 1501, ledwo, ale coś tam było! Wędruję w dół. Okolice serca Perseusza są takie cudowne i bogate! Krążę po okolicy. Hm, jeśli ?446 należy do gromady NGC 1444, to mogę uznać, że ją widziałam. Zdaje się, że widzę też drobną mgiełkę gromady NGC 1496, zaś za rogiem (diafragmą) czai się potężne cielsko Barnarda 9! Wracam do poprzednich rejonów. Mieszczące się razem w polu widzenia gromady NGC 1528 i 1545 dobitnie ukazują różnice między sobą ? ta druga wydaje się być mniej liczba od pierwszej, ale jednocześnie jej gwiazdy świecą jaśniej i wyraźniej. Przywodzi to na myśl parę M46 i 47. W pobliżu z ciekawości zerkam na okolice mgławicy NGC 1491 i przyznam, że nie wiem co myśleć ? niby widziałam zerkaniem jakieś rozmydlenie tworzące kąt prosty z gwiazdami ? i 43 Per, ale może po prostu jakaś gwiazdka mnie zmyliła? Nieco poniżej wyłapuję jeszcze lekko mrowiącą NGC 1513 i wracam do świecącego i kipiącego serca Perseusza, czyli Mel 20. W pobliżu łapię pięknie ulokowaną przy jaśniejszych gwiazdach i delikatną NGC 1245, a potem niepozorną ASCC 11. Tam, gdzie chciałam się skierować w następnym kroku, była już ściana, więc musiałam zawrócić. W ten sposób spotkałam się z NCG 1342 i, o matko! Ale ona jest piękna! Stingray Cluster! Totalnie wygląda jak płaszczka! Jestem zakochana! Po wielu minutach odsuwam wreszcie oczy od okularów i widoku Płaszczki, i spoglądam w stronę Woźnicy. O, a co to za jasna gwiazda? Ta która się porusza i właśnie zaczęła przygasać? 1:05, zapamiętuję i dzwonię do Filipa. Myślałam, że to może któryś z pozostałych Iridium, ale sprawdził i w sumie nie wiadomo co to było. Po tym wydarzeniu zrobiłam sobie krótką przerwę na przenosiny do kuchni ? za oknem w pokoju zaczęły mi się już przewijać obiekty przerabiane poprzedniej nocy... Krążę po niebie z BGSz i Nikonem, po czym celuję APM we wpadającą od razu w oczy M77. Bez problemu wyzerkuję też sąsiednią NGC 1055. Nie udaje się z NGC 1073 i chyba też 1016, ale za to dość łatwo pojawia się NGC 1052, podobnie NGC 1084 (pominę kilka porażek po drodze). Nie wiem, czy przez chwilę nie mignęła mi NGC 945, zaś jeśli chodzi o kupkę galaktyk zwaną HCG 16 czy też Arp 318, to coś mi tam wyskoczyło, ale nie wiem co konkretnie. ? Zaliczam kilka nieudanych prób w okolicy Rigela, po czym udaje mi się z NGC 1788, nie spodziewałam się, że będzie tak jasna! Kręcę się jeszcze po orionowych klasykach, i wracam jeszcze na chwilę do izby, do UMy. Jest po 3:00. Widzę piękne M81 i 82, dalej NGC 2787 ukazuje się dość szybko i pewnie. Wow! NGC 2403 sama wpada w pole widzenia! Wydaje się też trochę nieregularna, ale może to być wina gwiazdki, która na jej tle widnieje w Interstellarum. Łapię jeszcze NGC 2959 i nie tak małą NGC 2976, którą akurat centralnie przecina meteor. Jest 4:18, powoli robi się jasno. Zmykam do spania. 10/11.09.2021 - Noc Wątpliwości Kolejna noc obserwacji z izby, tym razem zabieram się do tego jeszcze wcześniej niż poprzednio ? przed północą. Zaczynam od ostatnio na nowo ukochanej przeze mnie M33. Znowu tyle nieregularności i pojaśnień widocznych w jej wnętrzu, i to mimo kiepskiego wciąż przystosowania wzroku do ciemności. Okolice Serca i Duszy są już nad sufitem, więc kieruję się trochę niżej, wciąż zostając jednak w okolicy Chichot. Zgarniam St 2 i ASCC 8, NGC 957, ASCC 9 i Tr 2, i w końcu same Chichoty. Meteor przelatuje w polu widzenia. Niżej, do serca Perseusza. Chyba mam NGC 1161, z 1169 się nie udaje. M34. Wygląda jakby jej bardziej skondensowany środek był otoczony kółeczkiem z gwiazd. NGC 891. Oj długo nie mogłam wypatrzeć tej igły, ale w końcu coś mi tam zerkaniem wyskoczyło. Nie wiem czemu sprawiła mi tyle trudności. Na szczęście NGC 1023 dla odmiany jest widoczna od razu, urocza, podłużna i przytulona do gwiazdek. Hm, czy to możliwe, że wymęczyłam IC 239? Eee, chyba nie? A NGC 1058, to ona czy jakaś gwiazdka? NGC 925 coś mi nie chce się pokazać, za to NGC 890 jest mniej uparta. Ale zaraz, przecież NGC 925 jest spora i chyba po prostu jawi się jako takie lekkie pojaśnienie, o teraz chyba jednak ją widzę! NGC 978 i NGC 1060 znowu sprawiają, że zastanawiam się czy to ta galaktyka, czy gwiazdka? Oj chyba zbyt nieufnie podchodzę do galaktyk z lornety. Oj czuć kiedy wchodzi się w rewiry Barnarda 4, oj mglisto jest w tej okolicy. Chwila, Interstellarum tę samą ciemną chmurę oznacza numerem 4 z jednej strony, a 1 z drugiej, o co chodzi? No w każdym razie jakieś czarno cielsko tam zalega. Hm, NGC 1333 serio jest taka łatwa? Jakaś gwiazdka, jakaś taka mglista. Ah, pamiętam, jak wszyscy focili ją na zlocie rok temu? Ale bym sobie pojechała na taki zlot! Ale wracając? Łapię słońca należące do niejakiej Al-Teu 9. O, i chyba także coś z IC 348. Za to Al-Teu 10 zachowuje się jak normalna gromada, jest z nią o wiele łatwiej i pokazuje więcej gwiazdek. Przenoszę się w okolice Umy i od razu celuję w NGC 2403. Oczarowała mnie wczoraj ta galaktyka. Znowu się przenoszę, tym razem do kuchni, i zasadzam się na NGC 63 w Rybach. Długo nic nie widzę i nie widzę, i nie widzę, ale zamykam oczy, rozciągam szyję i oddycham. Otwieram nagle oczy i coś miga. Powtarzam procedurę i znów coś miga. Czy to znaczy, że ją widziałam? Tę samą metodę powtarzam przy NGC 95, tutaj jestem jeszcze pewniejsza, że coś tam kryje się za zasłoną ciemności. O! Tyle wypatrywania i chyba jest NGC 200, możliwe, że też NGC 198. NGC 194! Ta to na pewno mignęła mi 2 czy 3 razy, gdy intensywnie pochłaniałam wzrokiem pobliską gwiazdkę! Z IC 1613 próbuję dla zabawy, ale nie łudzę się, że coś zobaczę, sądząc po rozmiarze to nie ta jasność powierzchniowa, nie ten kaliber. Za to czy istnieje szansa, że mignęła mi NGC 428? Albo 547? Skaczę na chwilę w górę, by złapać NGC 524, nim ta schowa się za ścianą. Udaje mi się też wyzerkać pobliską NGC 502. Po powrocie NGC 488 wyskakuje bardzo szybko i pewnie, piękniutka! Kilka pobliskich galaktyczek nie chce mi się pokazać, dopiero NGC 520 idzie dosyć szybko. Na koniec biorę się jeszcze za NGC 936, jest widoczna od razu! Potem bawię się jeszcze chwilę telefonem i próbuję porobić jakieś ?zdjęcia?. Trochę z głupoty a trochę z ciekawości przykładam mojego Piksela do okularu lornety wcelowanej w M42. Kurde, nie spodziewałam się, że wyjdzie z kolorkami! ?
    21 punktów
  20. Nie, w tytule nie ma literówki. Po prostu pomyślałem sobie, czemu by nie otworzyć roku obserwacyjnego po imieniu, od odwiedzenia NGC 2022? O ile nie macie nic przeciwko tak dosłownej i banalnej inspiracji... Proponowany obiekt jest mgławicą planetarną położoną w północnej części gwiazdozbioru Oriona, w bezpośredniej bliskości (kątowej) Lambdy Orionis, a fizycznie - 8200 lat świetlnych od nas, w Ramieniu Perseusza. Informacji o samym obiekcie jest jak na lekarstwo, pozostaje mi więc kopypasta z angielskiej wiki. Podają tam, że mgławica została po raz pierwszy zaobserwowana przez Williama Herschela w 1785 roku, który opisał ją jako ?znacząco jasną, niemal okrągłą, jak gwiazda o wielkiej średnicy, jak słabo zdefiniowana mgławica planetarna?. Obiekt ma dwie wyraźne warstwy, odpowiadające dwóm kluczowym etapom odrzucania powłok zewnętrznych przez umierającą gwiazdę. Zewnętrzne halo jest pozostałością po ?pierwszej fazie skurczów? - podczas odejścia na asymptotyczną gałąź olbrzymów. Rozproszona z tego okresu materia rozciąga się na przestrzeni około połowy roku świetlnego. Bardziej zwarta warstwa wewnętrzna powstała pod sam koniec życia gwiazdy, nosi też wciąż widoczny ślad ciśnienia ją rozpychającego. Obecny rozmiar tego bąbla wynosi około jedną trzecią roku świetlnego - przekładając to ?na nasze?, materia ta robiłaby przemeblowanie w okolicach wewnętrznego obłoku Oorta. Gwiazda centralna ma jasność 15,9 mag, przy promieniu zaledwie 6.5% promienia Słońca. Sama mgławica jest znacznie jaśniejsza, ale i tu szaleństwa nie ma - 11,6 mag. NGC 2022 z Teleskopu Kosmicznego Hubble'a (źródło: wiki) Nalot na NGC 2022 jest bardzo prosty - przedłużamy linię wyznaczaną przez ?1 i ?2 Orionis (to te jasne południowe słońca w Gromadzie Lambda Orionis) o około półtorakrotność odległości kątowej tych dwóch gwiazd w kierunku wschodnim, lekko odbijając na północ (czytaj: przy górującym Orionie - troszkę w lewo). Znajdziemy tam parkę gwiazd 7 i 8 wielkości, oddalone od siebie o ok 10?. Tę linię znów przedłużamy w kierunku wschodnim mniej więcej o odległość między nimi. Dysponując odpowiednią aperturą i powiększeniem, coś tam powinno już zamajaczyć. W tej okolicy, oprócz szukanego obiektu jest kilka gwiazd 11-13 wielkości, co może delikatnie dezorientować obserwatora podchodzącego do engiecy z powiększeniem 20-krotnym lub mniejszym. Jednak w miarę przyzwoite rozmiary kątowe, sięgające pół minuty łuku, wraz z charakterystycznym mruganiem mgławic planetarnych powinno wystarczyć, by móc skutecznie zidentyfikować obiekt. Z mojego (raczej niewielkiego) doświadczenia z tą planetarką wynika, że 20x wystarczy, ale warto mieć na uwadze, że w tym przypadku więcej znaczy skuteczniej. Od powiększenia 40x wzwyż nie powinniśmy mieć żadnych wątpliwości, która z obserwowanych gwiazd uschnęła z tęsknoty za fiordami. źródło: Taki Star Atlas, wstawki kolorystyczne własne Pozornie, w wizualu szału nie ma. Ot, szarawe kółeczko, niespecjalnie wybijające się jasnością. Jednak wg opisów na CloudyNights, sporo zaczyna się dziać, jeśli do obserwacji zaprzęgniemy lustra 18? (i większe) oraz zapewnimy powiększenia rzędu 200x (i większe): mgławica zaczyna być wyraźnie elipsoidalna, z jaśniejszą krawędzią zachodnią (uwydatniając w widoku literę C), a w lepszych warunkach (lub większym sprzęcie) - z wyraźnie cętkowanym, słabszym wnętrzem i wyrazistymi krawędziami zewnętrznymi. Z pewnością warto wspomóc się filtrem O III, na który mgławica chętnie reaguje. Z dwuocznego punktu widzenia, obiekt daje sporo frajdy z racji samego odszukania, identyfikacji i bycia blisko limitu możliwości obserwacyjnych średnich lornet. NGC 2022 w szerszym polu. Źródło: Aladin Czy NGC 2022 jest do wyłuskania w 15x70 pod dobrym niebem? Czy pokaże coś więcej w szesnastu calach, a może i w czternastu, przy jednym z mroźnych, ale i krystalicznie czystych wyżowych epizodów? Chętnie się dowiem. Księżyc powoli zsuwa się coraz niżej, więc póki Orion wysoko wisi na niebie, wyceluj w jego głowę, spróbuj namierzyć NGC 2022 - i daj znać jak poszło!
    21 punktów
  21. Byłem w domu dosłownie na 5 minut. Pamiątka jest 🙂 25 października 2022, godzina 11.29
    20 punktów
  22. Międzyzdroje, 25.10.2022 godz 12:28. Było wiele chmur ale w kulminacyjnym momencie zaćmienia niebiosa się na chwilę otworzyły...
    20 punktów
  23. Zdjęcia z zrobione telefonem , niestety, warunki nie pozwoliły na ustawianie, aby cyknąć dobre fotki....
    20 punktów
  24. Trzecie obserwacje w tym roku, w końcu. Szaleństwo, nie ma co. Akurat tak się trafiło, że pierwszy raz od kilku miesięcy wróciłam do domu na dłużej i od razu trafiła się pogodna noc, i to pogodna nie byle jak, bo dawno nie widziałam w Inwałdzie takiego nieba. A może po prostu tak dawno mnie tu nie było, że zapomniałam jak normalnie ono wygląda? W każdym razie mimo przeziębienia, które męczyło mnie od kilku dni ciągłym kaszlem i bólem gardła, nie zastanawiałam się czy iść i po prostu to zrobiłam. Jakoś koło północy wyszłam przed dom i już po pierwszym zadarciu głowy ku górze ugięłam się przytłoczona ilością gwiazd. Ostatni raz niebo inne niż z okolic Krakowa/Kalisza widziałam jakoś we wrześniu zeszłego roku i naprawdę zdążyłam zapomnieć jak ładne potrafi być to inwałdzkie. A dziś było ładne wybitnie ? nie pamiętam, kiedy ostatni raz widziałam tyle gwiazd migoczących tuż nad górami. Droga Mleczna jaśniejąca w zenicie ciągnęła się aż do Przełęczy Biadasowskiej pomiędzy Wapiennicą a Czubami, gdzie nisko wisiał Strzelec buchający ze swojego czajniczka parą złożoną z blasku tysięcy odległych słońc. Wyglądało to niesamowicie, a jednocześnie trochę abstrakcyjnie ? naprawdę nie spodziewałam się takiego widoku nad moim domem, praktycznie na skraju Śląska i jakieś 50 m od rozświetlonej latarniami drogi krajowej nr 52. Złapałam APM, wcelowałam w niebo tuż nad wspomnianą przełęczą i zaczęłam przesuwać się między gwiazdami, aż trafiłam do M8 jaśniejącej tuż nad krzewem białego jaśminu. Pobliska M22 wisiała nieco wyżej, bardziej spuchnięta i masywniejsza od kulek nieba północnego. Przesuwałam się powoli (no, tak naprawdę to nie, za bardzo chciałam zobaczyć wszystko na raz) wzdłuż smugi Galaktyki, a pośród rozległych, rozgwieżdżonych pól coraz wyraźniej zaczęły zaznaczać się smoliste kłęby ciemnych mgławic. W niektórych z nich rozpoznałam nawet kształty znane z obserwacji pod mniej zaświetlonym niebem, szczególnie pyły zlokalizowane w okolicy M11. W miarę jak pięłam się po siatce współrzędnych, zmieniał się mój odbiór tego co widzę. Bliżej horyzontu mniej gwiazd wybijało się w jakiś szczególny sposób, zaś zdecydowaną większość pola widzenia wypełniało delikatne mrowienie gwiazdek budujących naszą Galaktykę. Im wyżej jednak spoglądałam, tym więcej słońc wyskakiwało z tła, by w rejonie rządzonym przez Łabędzia całkiem przyćmić ten drobny maczek. Tam to się po prostu gotowało od srebrzystych diamentów upakowanych ciasno koło siebie, a czasem pojawiała się też jakaś gratka w postaci przykładowo M27, która wydawała się wręcz wypalać oczy swym blaskiem. Krążyłam tak po całym niebie, trafiając po drodze na różne obiekty głębokiego nieba, między innymi na poczciwą M57. I w tym miejscu chciałabym się podzielić jedną obserwacją, czy może raczej wrażeniem, a mianowicie wspomniany Pierścionek w lornecie wydawał się wyskakiwać spomiędzy gwiazd, wisieć zdecydowanie bliżej niż one, zaś taka M13 wywoływała całkiem przeciwne odczucie, wyglądała jakby stanowiła tło dla położonych bliżej słońc, rozmywając się przy tym w przestrzeni kosmicznej. Ciekawe. Z innych obiektów ? popodziwiałam Chichoty obsypujące mieniącym się makiem nieboskłon, zawiesiłam oko na E.T., który zwrócił moją uwagę, gdy przebywałam w Kasjopei, odnalazłam Ducha skrywającego się w blasku Miracha, odwiedziłam soczystą Andromedę i wpadłam do pobliskiej M33 pokazującej sporo nieregularności, a także zabawiłam się z oboma Veilami ? spodziewałam się dostrzec tylko część wschodnią, ale i Miotła Wiedźmy zamigotała kilkukrotnie w blasku 52 Cyg. Trochę czasu poświęciłam też na Helixa, nie wiem dlaczego, ale coś mnie tknęło, by pośród jesiennych gwiazdozbiorów poszukać akurat jego ? poszło bardzo łatwo, ale pomogło delikatne trząchanie lornetką. Były też lodowe Plejady na sam koniec nocy astronomicznej. I planety! I Kiwi ocierający się o nogi, kilka meteorów, mnóstwo przelatujących satek i samolot, który wyłonił się znad lasu porastającego Przykaźń i zmylił mnie przez chwilę swoją jasnością. I muzyka w słuchawkach, i tańczenie pod tym rozgwieżdżonym niebem z czerwoną latarką w ręce! PXL_20220725_235439883.NIGHT.mp4 Bardzo dużą część tej nocy poświęciłam na po prostu spoglądanie w niebo tak o, gołym okiem. Było piękne. I piękne było patrzenie na nie w ten sposób, bez pędu za jego konkretnymi obiektami, dostrzeżenie go jako całość. Jeszcze na sam koniec przypomniało mi się o Księżycu. Pobiegłam więc w górę ogrodu, tam gdzie powinien być widoczny między drzewami, i oto ujrzałam. Cieniutki sierp, który dopiero co musiał wzejść nad horyzont, wisiał tuż nad domami, przyozdobiony bardzo subtelnym światłem popielatym i obtulony delikatną warstwą chmur. Wróciłam po lornetkę i poświęciłam mu kilkanaście minut. Mleczna smuga gwiazd nade mną wyraźnie zbladła ? świt żeglarski stawał się coraz jaśniejszy. Zwinęłam się do domu. Ps W czasie tej nocy zdążyły przewalić się przez niebo cienkie chmury, miałam też okazję poprosić sąsiada o zgaszenie światła, które nieopatrznie pozostawił skierowane w moją stronę. Do pełni doświadczeń obserwacyjnych brakowało jedynie postraszenia przez dziki? Choć kot szeleszczący w liściach wziął mnie z zaskoczenia w pewnym momencie ?
    20 punktów
  25. Od dawna korciło mnie napisanie takiego tekstu, jednak długo się przed tym wzbraniałem. Po co pisać rzeczy oczywiste, ogólnie znane lub łatwe do wydedukowania? Jednak sprawy oczywiste nie zawsze są oczywiste dla wszystkich. Ponadto, nawet ci ?wierzący? niekoniecznie są praktykujący a i niedowiarków przecież nie brakuje. Jak znam życie, ci ostatni pewnie się zaraz odezwą, negując jakąś oczywistą oczywistość. Więc piszę, także dla siebie, bo nawet truizmy warto sobie czasem przypomnieć. Od razu też uprzedzam, że nie będzie tu mowy o kolimacji czy innych zabiegach serwisowych wymagających fachowych umiejętności i sprzętu. Więc o czym będzie? Napiszę, przed czym należy chronić lornetki, jak to robić, jak przechowywać sprzęt i jak wykonywać podstawowe zabiegi konserwacyjne: czyszczenie optyki, obudowy i elementów mechanicznych. Przed czym więc (i przed kim) powinniśmy chronić lornetkę? Podstawową a często zaniedbywaną sprawą jest ochrona przed brudem. Dotyczy to zarówno elementów optycznych, jak i obudowy. Przecież cokolwiek znajdzie się na obudowie, trafi w końcu i na soczewki, chyba że to w porę starannie usuniemy. Tak więc, soczewki chronimy przed dotykiem, osadzaniem się pyłu i innych zanieczyszczeń z powietrza. Sprzęt chronimy także przed wilgocią, choćby producent deklarował pełną wodoodporność. Jednak lepiej tego nie sprawdzać, a ponadto krople deszczu czy płatki śniegu niosą ze sobą masę zanieczyszczeń szkodliwych dla optyki i mechaniki. Następne niebezpieczeństwo to ekstremalna temperatura. O ile nie należy się u nas spodziewać mrozów, które by zaszkodziły suchej i czystej lornetce, to już upały niebezpieczne dla sprzętu zdarzają się często. Lornetce nie zaszkodzi temperatura powietrza nawet 40?C, jednak pozostawienie jej w nasłonecznionym samochodzie lub na parapecie okna skutkuje nagrzaniem nawet do 80?C. Pamiętajmy, że lornetki są często czarne lub ciemnozielone. Co to znaczy, wiadomo. Można się nawet oparzyć. Jednak niebezpieczeństwo polega na czymś innym. Lornetka to szkło, metal, guma i różne tworzywa sztuczne. Wszystkie te elementy są ze sobą łączone, uszczelniane, klejone. Zaś każdy materiał rozszerza się pod wpływem ciepła inaczej. Kleje mogą puścić, łączenia rozszczelnić się. Hermetyczne wnętrze przestaje być szczelne, gaz wypchnięty podczas ogrzewania wróci po ochłodzeniu. Nie sam, lecz z dobrodziejstwem inwentarza ? kurzem, wilgocią, drobnoustrojami. Oczywistą sprawą jest ochrona przed uszkodzeniami mechanicznymi ? upadkiem i wibracjami. O to najłatwiej przy transporcie ? noszeniu lub wożeniu bez odpowiedniej ochrony. Chronimy sprzęt także przed naszymi milusińskimi, zarówno dziećmi jak i zwierzętami domowymi. Jeśli coś może zostać ściągnięte z półki, to kiedyś spadnie, jak się uda dopaść ciekawą zabawkę, to nią rzucimy, odkręcimy, pogubimy osłonki, wypalcujemy soczewki a być może nawet obgryziemy. Wiem coś o tym, bo sam w dzieciństwie rozebrałem lornetkę tak gruntownie, że nawet soczewki w obiektywach porozklejałem. No i wreszcie, chronimy lornetkę przed własną nieuwagą. Nie pozostawiamy jej na statywie, nie kładziemy byle gdzie, pilnujemy zwłaszcza zaślepek na okulary i obiektywy oraz kapselka od gniazda statywowego. To ginie wręcz nagminnie. Co ktoś zgubił, można czasem znaleźć. Znalazłem już w dziwnych miejscach dwa kapselki od gniazda statywowego, którymi uszczęśliwiłem dwóch kolegów astroamatorów. Zaślepek okularowych też zdobyłem kilka, bo właściciele się nie odnaleźli. Odpowiedź na pytanie, jak chronić nasz cenny sprzęt, jest stosunkowo prosta. Przechowujemy lornetkę w bezpiecznym miejscu, czystym, suchym i niedostępnym dla dzieci oraz zwierząt. Podczas przechowywania i transportu sprzęt powinien pozostawać w oryginalnym etui. Jeśli etui jest tylko symboliczną osłonką, umieszczamy je dodatkowo w szczelnej torbie lub pudełku. Dobrze jest włożyć do opakowania torebkę środka osuszającego ? żelu krzemionkowego. Obiektywy i okulary należy zamknąć zaślepkami (osłonkami). Robimy to nawet w przerwach obserwacji. Kurz i pył jest zawsze obecny w powietrzu. Oprócz pyłu, na soczewkach osadzają się pary rozmaitych substancji, nie tylko para wodna. Szklane przedmioty matowieją od tego. Zamiast czyścić soczewki, lepiej je chronić. Niektóre lornetki, zwłaszcza mniejsze, sprzedawane są bez osłonek okularowych. Osłonki można dobrać w sklepie z lornetkami. Można je także sporządzić samemu z zakrętek od słoików lub butelek, np. po lekach. .Jest to ważne, bo w przeciwnym razie szkło będzie zakurzone, zmatowiałe i pełne odcisków palców. Dotyczy to także wszelkich filtrów. Je także chronimy ? nie dotykamy palcami, szczelnie zamykamy, chronimy od brudu, wilgoci i intruzów. Jeszcze coś o ochronie sprzętu przed wilgocią. Oprócz osłon i żelu krzemionkowego w opakowaniu, należy zabezpieczać wychłodzony podczas obserwacji sprzęt przed osadzaniem wilgoci po przeniesieniu do mieszkania. Sposób jest prosty. Wychłodzoną lornetkę umieszczamy w foliowej torbie, szczelnie okręcamy i dopiero przenosimy w cieplejsze miejsce. Rozpakowujemy dopiero po wyrównaniu temperatur. Rosa osadzi się na zewnątrz folii a lornetka pozostanie sucha. Jeśli jednak sprzęt zawilgnie w trakcie obserwacji, dobrze będzie mieć ze sobą czystą ścierkę lub mały ręcznik. Wytrzemy nim obudowę po zakryciu soczewek (tych nie wycieramy). Tak osuszony sprzęt wkładamy do foliowej torby i wnosimy do ciepłego pomieszczenia. Jeszcze jedna uwaga co do wilgoci. Lornetki często opisywane są jako wodoodporne lub wodoszczelne. Niech nas nie korci sprawdzanie tego! W najlepszym razie wpuścimy wodę do części mechanicznych lub pod gumę korpusu. W najgorszym ? do wnętrza lornetki. Konserwacja Nawet przy najstaranniejszej obsłudze i przechowywaniu lornetka może niekiedy wymagać oczyszczenia. Części optyczne ? obiektywy i okulary czyścimy jak najrzadziej, tylko w razie prawdziwej potrzeby. Czyszczenie z drobin kurzu i pyłków będzie inne, niż z odcisków palców na szkle. Potrzebna nam będzie gumowa gruszka do odmuchiwania optyki, pędzelek, ściereczka i płyn. Najlepsza gruszka będzie ze sklepu optycznego, jednak zastępczo można używać aptecznej gruszki od lewatywy dla dzieci. Ważne, by ją wstępnie starannie wypłukać i wysuszyć. Niektórzy stosują zamiast tego sprężone powietrze w puszce. Ostrożność nakaże wypróbować dmuchawkę, kierując strumień powietrza na czystą szybę. Soczewki, muszle okularowe, obudowę i zaślepki starannie odmuchujemy. Usuniemy w ten sposób większość kurzu. Zaś kurz zawiera mikroskopijne ziarenka mineralne, czyli piasek, zabójczy dla warstw antyrefleksyjnych. Warstwy te są dość delikatne, stąd nigdy dość ostrożności. Następny przyrząd to pędzelek. Także najlepszy będzie ze sklepu optycznego. Niezłe, bo delikatne są też pędzelki do makijażu, oczywiście takie wcześniej nieużywane. Ja pędzelek trzepię przed użyciem, np. o poparcie drewnianego krzesła. Odmuchane wcześniej soczewki delikatnie pędzlujemy, usuwając silniej przylegające drobiny. Powierzchnię powtórnie odmuchujemy. Dobrze jest robić to przy jaskrawym świetle, np. słonecznym, które ujawnia wszelkie zanieczyszczenia. Często takie zabiegi wystarczają. Jeśli jednak na szkle pozostają zaplamienia, musimy użyć płynu do czyszczenia optyki. Z tym nie eksperymentujemy. Kupujemy oryginalny w specjalistycznym sklepie. Teraz uwaga! Nigdy nie pryskamy płynem na soczewki. Wyłącznie na ściereczkę, także specjalistyczną do optyki. Może być taka od okularów, byle była bardzo czysta, trzepana przed użyciem, nie wymięta palcami. Jeśli ją kiedyś upierzemy, zróbmy to w przegotowanej wodzie z detergentem do szkła (Ludwik), starannie wypłuczmy (polecana woda destylowana) i wysuszmy w czystości. Na taką ściereczkę rozpylamy niewielką ilość płynu i czyścimy soczewkę okrężnymi ruchami. Możemy się posłużyć rożkiem złożonej ściereczki, by dotrzeć do skrajów soczewek. Zabieg powtarzamy w miarę potrzeby. Następnie dosuszamy szkło ściereczką bez płynu. Po oczyszczeniu optykę odmuchujemy z ewentualnych włókienek tkaniny. Zawsze odmuchujemy także osłonki na soczewki przed ich nałożeniem na czyste szkło. Obudowę także odmuchujemy przy zatkanych obiektywach i okularach. Dobrze jest oczyścić zakamarki pędzelkiem, lecz nie tym od optyki! Po kilkuletnim użytkowaniu obudowa może wymagać dokładniejszych zabiegów higienicznych. Można ją przecierać szmatką z odrobiną rozcieńczonego detergentu, oczywiście przy zakrytych obiektywach i okularach. Nigdy nie nakładamy środka czyszczącego bezpośrednio na lornetkę, by nie przedostał się na elementy optyczne. W razie rzeczywistej potrzeby, odstające fragmenty osłony gumowej można przykleić klejem guma-metal. Wskazana jest przy tym najwyższa ostrożność. Niekiedy z ruchomych części mechanicznych, zawiasu tubusów lub gwintu okularów wydostaje się nadmiar smaru. Smar to nasz wróg, tylko czyha, by dostać się na szkło. Usuwamy go więc ostrożnie i starannie zapałką, wykałaczką lub innym odpowiednio zaostrzonym drewienkiem, w razie potrzeby owiniętym watą. Można także zastosować pałeczki do czyszczenia uszu. Nie używamy żadnych rozpuszczalników ani żadnych dodatkowych smarów. Ciężko chodzący zawias tubusów można próbować rozruszać na sucho. No i jeszcze pamiętajmy o pasku. Niestarannie zamocowany spowoduje upuszczenie lornetki, ze wszystkimi konsekwencjami. Małej i ogumowanej, zwłaszcza w pokrowcu, nic się nie stanie. Co jednak będzie, gdy puści klamerka na pasku czterokilogramowego behemota niesionego po betonowych schodach? Tak więc, od czasu do czasu sprawdzajmy zapięcia paska od lornetki i jej futerału, a unikniemy przykrych niespodzianek. Z końcowych porad, ostrzegam przed próbami rozkręcania czegokolwiek. To bardzo ryzykowne a sprzęt nie jest tani. Kolimacją i innymi regulacjami powinien zająć się fachowiec, wyposażony w odpowiednie narzędzia i ławę optyczną. Po zakupie lornetki nie pozbywajmy się też oryginalnych pudełek, paragonów, instrukcji a zwłaszcza gwarancji. Nawet jeśli z niej nie skorzystamy, będzie dokumentem świadczącym o wieku i oryginalności sprzętu. Jeśli zaś będziemy chcieli lornetkę odsprzedać, nowy właściciel doceni dokumenty i firmowe opakowanie.
    20 punktów
  26. Czas wypuścić z rąk najważniejszą dla mnie fotkę wiosennego wypadu w Bieszczady. Ten kadr był dla mnie marzeniem od kilku lat, podobnie jak samo Rho Ophiuchi. Szczęśliwie, w tym roku udało się zarówno uchwycić w rewelacyjnych warunkach wspomnianą Rho Ophiuchi (po prawej) jak i kilka dni później dostrzelić kolejne 2 panele, aby stworzyć pełny kadr z rzadziej fotografowaną mgławicą Zeta Ophiuchi (po lewej). Sama mgławica Zeta Ophiuchi (Sh2-27) to potężne pole zjonizowanego i świecącego na czerwono wodoru, mocno przesłoniętego i przebijającego się swoją poświatą przez pyły Wielkiej Szczeliny - wielkiego pasma pyłu, który zasłania sporą część Drogi Mlecznej na północnym niebie. Zdjęcie składa się z 3 paneli wykonanych w dwie noce pod Bieszczadzkim niebem (jakieś 4h) , za pomocą modyfikowanego Nikona D610 i Samyanga 135mm.
    20 punktów
  27. Tytułowy obiekt pojawia się na naszym forum sporadycznie i podczas jednej z tych prezentacji trafił na moją listę TODO. W skrócie i dla przypomnienia jedna z naszych satelitarnych galaktyk i to tych bardziej odległych od Drogi Mlecznej, być może najmłodsza. Na moją listę obiektów do zrobienia trafiła po zapoznaniu się z faktami, że odkryta została dopiero na fotografiach w 1950r (48calowym teleskopem), wizualnie potwierdzone obserwacje dopiero w 1990r (to za sprawą przeszkadzającego Regulusa). Dziś prezentuję ją z 6"MN i canona 6D, centralna Polska. Materiał zacząłem zbierać w ubiegłym roku, dopalałem w tym roku - razem ok. 8h materiału.
    20 punktów
  28. Jest to także pierwsze zdjęcie jakie wrzucam na Forum Astronomicznym ? . Starałem się tak skomponować kadr , aby złapać najciekawsze fragmenty okolicznego zapylenia , stąd mgławica stanowi jakby dodatek do pyłów. Mgławica Irys jest rezultatem zmagań podczas drugiej pogodnej nocy - teoretycznie lepszej jakościowo . Teoretycznie , ponieważ biorąc pod uwagę możliwości tamtejszego nieba , była co najwyżej średnia . Okresowo przechodziły spore dawki cirrusów , skutecznie rozjaśniając niebo i zmniejszając kontrast, co w przypadku planowanego złapania jak największej ilości pyłów stanowi spory problem. Setup to Redcat 51 na CEM25 , kamera ASI 294 MC-Pro , 70 x 5 min - czyli już całkiem przyzwoicie . Starałem się nie przesadzić z obróbką , choć może potem wrzucę jakąś bardziej pociągniętą wersję "a la Iro" Konstruktywna krytyka mile widziana .
    20 punktów
  29. Mam i ja. 🙂 Hardware: GSO 6" f/4, Celestron Nexstar SE, ZWO ASI294MC, UV-IRcut, Baader ND3.8 Software: Sharpcap, Autostakkert, Registax, PS. Stack z 156 klatek, crop. Data i czas: 25.10.2022r., 12:02.
    19 punktów
  30. 19 punktów
  31. Zatom 22/23.09.2022 20.00 - 3.00 GSO 8" Dob Co tu dużo pisać. Świetna atmosfera, ciemne niebo, niezmiennie wspaniała okolica. XXIV zlot w Zatomiu okazał się zlotem w formacie mini. Prognozy mówiły o jednej pogodnej nocy, z czwartku na piątek, i tak było. Spędziliśmy, z krótką przerwą, siedem (!) godzin pod ciemnym niebem na zatomskim polu obserwacyjnym z dwoma Dobsonami, refraktorem i dużą lornetką. Wilgoć zwalczaliśmy suszarką, po północy rosa zaczęła zamarzać na tubach, a ostatecznie zaczęły nachodzić wysokie chmury, które ogłosiły koniec sesji. Fot. @cyberboss W piątek poszliśmy na standardową wycieczkę pętlą przez jezioro Konotop i jezioro Rokiet (ok. 5 km), a w sobotę zrobiliśmy szeroką pętlę przez Tragankowe Urwisko i Międzybór, a dalej przez wieś Konotop i polami do Zatomia (ok. 9 km). Fot. @qbanos Niemałe wrażenie zrobiły na nas plamy na Słońcu w ED80 Tomka @Thomas z folią Baadera i filtrem pomarańczowym GSO #21. Obraz był ostry i kontrastowy, a grupy plam, pochodnie i granulacja świetnie widoczne. SpaceWeather.com Ja sesję rozpocząłem od mocnego uderzenia, czyli planetarki Minkowski 1-64 (PK 064+15.1, śr. 17", 13vmag) w samym środku Lutni. Starhopping prosty nie jest. Od bety Lyr szedłem na północ według pola widzenia okularu 25mm na mapie SkySafari i kolejnych charakterystycznych grup i par gwiazdek. W końcu dotarłem do małego trapezu z gwiazd 10-12 mag i trójkąta szerokokątnego z gwiazd 10mag. Zdjęcie DSS pomogło mi ustalić dokładne położenie planetarki na przedłużeniu ramienia trapezu. Zmiana okularu na 9mm pozwoliła wyzerkać szarą okrągłą tarczkę mgławicy, a okular 6mm pokazał ją wyraźniej, a nawet mignęła mi przez chwilę gwiazdka GSC 2646-1482 13,92mag. http://indexhamal.pl/astrofotografia/planetary_nebulae/Min-1-64.htm Zdjęcie DSS2 i mapka z MegaStar5 Pod takim niebem nie można nie odwiedzić wspaniałości nieba letniego i jesiennego. W ruch poszły wszelkiej maści mgławice, gromady i jesienne galaktyki. Miałem też okazję wypróbować Pentaksa XW 30mm @Acidtea na szerokich polach. Nie ma sensu rozpisywać się nad pięknem trzech części Veila, stopniem rozbicia M71, czy różnicami w wyglądzie subtelnych gromad otwartych NGC 188 i NGC 6791. Wspomnę tylko o NGC 7000 w polu okularu 25mm z filtrem UHC. Oczywiście pole 1,2 stopnia jest zdecydowanie za wąskie, by objąć całą Amerykę Północną i Pelikana, ale wystarczająco szerokie, by idealnie skadrować Meksyk z Zatoką Meksykańską i asteryzmem Mini Orion. Wspaniały widok, mgławica doskonale widoczna, a przesunięcie na północ odkrywa kolejne obszary Ameryki. Poniżej symulacja tego widoku ze Stellarium, oczywiście kontrast przesadzony. Tej nocy potwierdziłem też widoczność gromady IC 166 w Kasjopei, którą wyłapałem jeszcze u nas na Folwarku. Od NGC 654 na wschód do trójkąta z gwiazd 8-9 mag, dalej do szerokiej gwiazdki podwójnej (9+12 mag) i zaraz za nią majaczy mgiełka gromady IC 166 z przebłyskującymi najjaśniejszymi gwiazdami 11-12 mag. Zainspirowany poszukiwaniami Przemka @Acidtea, poszukałem gromadek w Woźnicy, NGC 1664 i NGC 1582, leżących na zachód od epsilon Aur. NGC 1664 mniejsza, zwarta, z jasną gwiazdką 7,5mag. Gromada jest bardzo malownicza, a jej gwiazdki układają się w ciekawy wzór. NGC 1582 jest większa, luźniejsza, ale tu też gwiazdki tworzą ciekawe łuki. Warto tu dotrzeć! Jednak przebojami tej nocy były planety. Idealnie wychłodzona optyka, stabilny seeing, dobry okular planetarny (LV 6mm) i filtr kontrastujący (svbony Moon) wyczarowały cuda. Saturn pokazał ostro zarysowane pierścienie z przerwą Cassiniego, co najmniej jeden pas na tarczy i cień planety na pierścieniach. Jowisz... no cóż, królował. Nawet nie liczyłem ile widać pasów, wirków, barwnych wstawek i nieregularności. A zgodnie z zasadą, że głupi ma zawsze szczęście, tej nocy mieliśmy tranzyt WCP i to w idealnym okienku czasowym 23-0. Plama wspaniale kontrastowała z pasem chmur, wyraźnie owalna o barwie... ciemnobeżowej? Mam nadzieję, że wkrótce dowiem się więcej o kolorystyce Jowisza z tej nocy od Oli @Ciekawska vel "Ciekawostka". Widoku dopełniały cztery jego księżyce, które przy tym seeingu mogły uchodzić już za zbyt stabilne jak na zwykłe "gwiazdki". Całości wrażeń towarzyszących nam podczas tych obserwacji nie da się opisać, każdy, kto spojrzał przez okular po prostu chłonął widok, raz po raz cedząc mniej lub bardziej artykułowane dźwięki. Wykonanie: Ola @Ciekawska Uran, o średnicy 3,7", był ostrą wyraźną tarczką o niebieskawym zabarwieniu. Chyba pierwszy raz widziałem do tak wyraźnie. Mars, o średnicy 11" w fazie 0,87 też był ostry, choć na niego musieliśmy poczekać nieco dłużej. Widoczna była wyraźna faza i struktury albedo, zapewne Mare Cimmerium lub Mare Sirenum. Na koniec, korzystając z seeingu, rozbiłem kilka wąskich podwójnych: 53 Aqr 6,29 + 6,39 mag, sep. 1,20" HD 215812 7,30 + 7,68 mag, sep. 1,80" HR 9074 6,46 + 6,72 mag, sep. 2,50" HR 1669 6,96 + 6,78 mag, sep. 1,60" Z pola wygoniła nas pogarszająca się przejrzystość i chmury nachodzące od północnego zachodu. Żegnał nas Orion z M42, a my powitaliśmy astronomiczną jesień. Fot. Ola @Ciekawska
    19 punktów
  32. Dwa kadry z testów teleskopu TS Optics RC8 f/8. Bez barlowa, jedynie podpięta kamerka ASI290MM z filtrem IR Pass 685nm. RC to niezbyt planetarny teleskop ze względu na sporej wielkości lustro główne, warunki były średnie i Księżyc nisko, ale coś tam udało mu się wykręcić. Morze Wilgoci i krater Gassendi po prawej. Fajnie wyszedł cień krawędzi krateru Schiller u góry po lewej. Morze Deszczów i krater Plato Zebrane w SharpCap, złożone w AutoStakkert, wyostrzone w Registaxie.
    19 punktów
  33. Sezon na galaktyki w zasadzie w pełni. Ale jakby ktoś chciał złapać coś ciekawego, to w NGC 3367 świeci aktualnie supernova 2022ewj. Polecam, bo rejestruje się ją w bardzo fajnej galaktycznej okolicy. Poniżej foto z 22/03/2022 złapane za pomocą: Canon 2000D mod + SW 200/1000 + NEQ6. 30x240s czyli nie za dużo ?
    19 punktów
  34. Gdyby ktoś sprzedawał dom: piękny, w cichej i urokliwej okolicy, dobrze skomunikowany, a jednocześnie leżący nieco na uboczu, i nadający się dla każdego ? kupilibyście go? A gdyby podobny opis dotyczył obiektu na niebie ? mielibyście ochotę na niego zerknąć? Jeśli tak, to poznajcie gromadę otwartą NGC 2194. Znajduje się ona w północno-wschodniej części Oriona, gdzieś w okolicy prawego łokcia Myśliwego. Z odległości 12 320 lat świetlnych świeci nam jasnością 8,5 mag i zajmuje skromne 10 minut kątowych na niebie. Dwa ostatnie parametry mówią nam, że obiekt będzie w zasięgu małych lornetek, ale i obserwacje teleskopowe są jak najbardziej mile widziane. NGC 2194. Źródło: Astrobin Z ciekawostek historycznych: jako pierwszy klaster ten zaobserwował William Herschel w lutym 1784 r., nadając mu numer VI 5 w swoim wydanym dwa lata później Katalogu Tysiąca Nowych Mgławic i Gromad Gwiazd. Kilkadziesiąt lat później (dokładnie w 1864 r.) obiekt pojawił się w Katalogu Generalnym jako GC 1383, a w kolejnej dekadzie jeszcze raz ? jako zdublowany wpis w Suplemencie Katalogu Generalnego, pod numerem 5380 (wskutek przeoczenia Johna Dreyera, który dopisał gromadę jako niedawne odkrycie Heinricha d?Arrest). Pomyłka została ostatecznie skorygowana 10 lat później, w 1888 r. ? w momencie publikacji Nowego Katalogu Generalnego. Tym, co wyróżnia NGC 2194 spośród podobnych gromad, jest niska metaliczność jej gwiazd. Odpowiedzialna za to jest właściwość mówiąca, że im dalej od centrum Galaktyki, tym większa przewaga procentowa wodoru i helu nad pozostałymi pierwiastkami. Ponieważ mamy do czynienia z obiektem powstałym aż 38 tys. lat świetlnych od środka dysku galaktycznego i, dodatkowo, zawieszonym 600 lat świetlnych nad nim, efektem jest gromada, która mimo stosunkowo młodego wieku ? ok. 400 mln lat ? zawiera gwiazdy o niższej metaliczności niż nasze znacznie starsze Słońce. Mapa na podstawie Taki Star Atlas Nalot w niewielkiej lornecie robi się sam. Wystarczy zgrubnie wycelować w prawy łokieć Oriona, wyłapać jednostopniowy łańcuszek 6- i 7-magowych gwiazdek, biegnący ze wschodu na zachód, a gromada znajdzie się w polu widzenia. Gdybym miał być bardziej precyzyjny, proponowałbym odszukać półmetek odległości między Betelgezą a Alheną (? Geminorum), gdzie znajduje się para gwiazd piątej wielkości (73 i 74 Ori). Mając je w polu widzenia, wystarczy odbić 40? na północny zachód (w prawo do góry przy górującej Betelgezie), aby mieć NGC 2194 w centrum pola widzenia. Co lubię w tej gromadce? To, że odkrywa swoje kolejne i kolejne oblicza w zależności od warunków i użytego sprzętu obserwacyjnego. W niewielkiej lornetce NGC 2194 jest delikatnym duszkiem, miękko wtopionym w tło, kapitalnie komponującym się w bogatym kadrze pełnym gwiazd bliższego planu. Średnie lornety zaczynają do tego widoku nieśmiało wprowadzać ziarnistość gromady, ale tutaj dochodzi do głosu wiek naszej bohaterki ? 400 mln lat zawsze zdąży wygasić najbardziej prominentne słońca. Co prawda w NGC 2194 zidentyfikowano około 20 błękitnych maruderów (i podobną liczbę kandydatów na czerwone olbrzymy), jednak żadna z gwiazd nie wybija się tu szczególną jasnością. NGC 2194 w szerokim polu. Zaznaczyłem co ważniejsze obiekty, w tym wspomniany wcześniej łańcuszek gwiazd. Źródło: Aladin Dysponując lornetą 82 mm lub refraktorem 100 mm i mając możliwość zmiany powiększenia, można przyjemnie bawić się tym, co engiecka pokaże. Wraz ze wzrostem powiększenia przychodzi coraz wyraźniejsza ziarnistość i pierwsze oznaki rozbicia, jednak to wszystko dzieje się bardzo płynnie. Kiedy obserwowałem gromadę w powiększeniach 26?32x, miewałem momenty, w których bardzo wiele zależało od kąta zerkania. Byłem w stanie wyłapać pojedyncze słońca raz z jednej, raz z drugiej strony, ale nigdy w całości. Dodatkowo, widzenie peryferyjne zdradzało obecność kolejnych, słabszych gwiazd oraz tworzonych przez nie ramion, przez co gromada zdawała się tu rosnąć, tam kurczyć, a momentami ? przepływać jak gwiezdna ameba. O rozbiciu mogłem mówić dopiero przy powiększeniu 53x, choć wtedy półtoramilimetrowa źrenica odbierała gromadzie sporo uroku. Doniesienia z Krainy Wielkich Luster mówią o NGC 2194 jako o klastrze bogatym w gwiazdy i chętnie reagującym na powiększenia rzędu 100x. Ja oczywiście i tak wiem swoje. Będę więc uparty w lornetkowaniu i powiększeniach jemu właściwych. W końcu niezaprzeczalnym błogosławieństwem dwuocznych jest oglądanie takich obiektów, jak NGC 2194, w szerokim, bogatym polu zimowej Drogi Mlecznej. Orion wciąż wysoko, więc łap okno pogodowe, spróbuj ? i daj znać, jak poszło!
    19 punktów
  35. U mnie słonecznie Były jeszcze obłoki srebrzyste...ale o nich zapomniałem i już nie będę ich dodawał. W ciągu tego roku udało mi się wycelować teleskop w stronę Słońca 30 razy ( każdy "raz" to inny dzień). Liczę że do końca roku jeszcze choć raz się uda... Jedyny startrails pochodzi z nocy poprzedzającej narodziny syna, nawet nie było kiedy sprzątnąć sprzętu z pola. Po aparat poszedłem w dzień jak wróciłem z transportowania żony do szpitala.
    19 punktów
  36. Zanim nastąpi wysyp, dam swoją NGC 7000, z dzisiejszej nocy. Materiału mało, bo chmury, a później świt. Kiedy znów będzie pogodna noc? A kto to wie... TS 65q, 6d mod i aż dwie godzinki w klatkach po 3 minuty. Czyste RGB. Zastanawiałem się czy upchnąć całego Pelikana w kadrze, ale ostatecznie stwierdziłem, że dopalę drugi panel i oba obiekty będą miały stosowny zapas pola wokół siebie.
    18 punktów
  37. Kilka zdjęć z dzisiejszego zaćmienia. Chwila przerwy między deszczem i chmurami. Zrobione Canonem RP ze starym obiektywem Pentacon 4/200 z filtrem z folii ND
    18 punktów
  38. My z Filipem dotarliśmy po 18 do Krakowa. Dzięki wielkie Wam wszystkim za ten zlot, zwłaszcza @Gayosowi za organizację, @cyberbossowi za podwózkę i @Piotr K. za rady akwarystyczne. ? Fajnie było po 2 latach znów przyjechać, mam nadzieję, że uda się nam wpaść też wiosną i puścić ten balon. ? To ode mnie jeszcze trochę zdjęć, pogonię też Filipa, żeby wrzucił te swoje. Zatomskie kitki: Bardzo piękny kubek: ? Ognisko i pokaz laserów: Nieudane grzybobranie: Odbieranie danych z satelity NOAA 18: Tutaj na nagraniu można posłuchać jak taki satka brzmi (mam nadzieję, że udało się to przesłać): PXL_20220924_204437362.mp4 Groźny Virus: ? A, no i jeszcze Jowisz namalowany dla @cyberboss ? Tak jeszcze poza zlotowo, ale nawiązując do rozmów z ostatniej nocy z @Piotr K. - po powrocie okazało się, że wykluły się małe krewetki. ?
    18 punktów
  39. Ewolucja moich zdjęć Jowisza. Zaczynałem dawno temu od tego zdjęcia (oczywiście na innym sprzęcie): i ostatnie:
    18 punktów
  40. Dwa strzały z 25 i 27 lipca. Różne warunki atmosferyczne - więc różna jakość i nawet wyraźnie różny kolor - mimo że w obu wypadkach rura ta sama: Meade LX200 ACF 8'':
    18 punktów
  41. Od paru dni przy mojej ulicy nie działa oświetlenie, więc bardzo wzrosła determinacja obserwacyjna i dziś w nocy cierpliwie czekałem na jakieś dziury w chmurach. Koło trzeciej rano niebo przetarło się na tyle, że wystawiłem EDka 80. Zenit był czysty, w zenicie Łabędź, w Łabędziu Veil nie widziany od tylu miesięcy, więc od razu w wyciąg poleciał XW 30 i OIII Lumicona i po raz pierwszy pod niebem 20 mag/arcsec^2 spróbowałem uderzyć w Veila małym refraktorkiem. No i od razu pokazały się obie części, których jaśniejsze partie były widoczne nawet na wprost. Jeszcze lepsze obrazy były w APM XWA 20 (x30, źrenica 2.7), bo tło pociemniało i pokazał się lekki detal pomimo tego, że niebo nie było całkowicie czyste i walały się cirrusy. Niestety niebo już jaśniało i w takiej konfiguracji zdążyłem jeszcze tylko zerknąć na M27 i M57. Ale szczęście mi dalej dopisywało, bo chmury od południa zeszły na tyle nisko, że pokazał się Saturn ! Od ostatniego sezonu jego pierścienie się jeszcze bardziej ustawiły do nas bokiem i kulka planety więcej wystaje poza nie od dołu. Na początku obraz bardzo falował i aberka atmosferyczna dokuczała, ale z czasem obraz się wyraźnie poprawiał, tak że w którymś momencie XW 5 (x120) został zamieniony na XW 3.5 (x170). O 4:30, kiedy kończyłem obserwacje Saturn był już 21° nad horyzontem. Do tego czasu dało się wyłuskać pierścienie na tle planety, pas równikowy, namiastki Cassiniego i bardzo wyraźnego Tytana, pomimo jego 9.2 mag i już całkiem jasnego nieba. Konkurencję dla Saturna robił Jowisz, ale że był niżej położony, to niestety jakość jego obrazu była wyraźnie gorsza. Wszystko co dało się wypatrzeć to dwa pasy. Całkiem niedaleko Jowisza był jeszcze Mars, ale jego pomarańczowa tarczka była malusieńka. Pod koniec obserwacji aberka atmosferyczna ustąpiła prawie całkowicie, ale jedyne co można było dostrzec to okrągłą tarczę bez szans na jakikolwiek detal. A na koniec chmury były tak miłe, że odsłoniły Wenus. O 4:30 była tylko 9° stopni nad horyzontem, co przy jej jasności robiło z niej falującą tęczę. Na takie okazje mam czerwony filtr Baadera Longpass 610 nm, który i tym razem nie zawiódł. Dłuższe fale są mniej wrażliwe na działanie atmosfery i Wenus pokazała fazę. Jej obwódka dalej sporo falowała, ale faza była teraz wyraźnie widoczna. Pomiędzy planetami od czasu do czasu spoglądałem na nisko położony Księżyc, także po to aby skorygować ostrość, bo na jego szczegółach dawało się to robić najpewniej.
    18 punktów
  42. W zasadzie to nasza pierwsza forumowa wyprawa za granicę ?. Forum było reprezentowane przez, aż 3 osoby ? ale mam nadzieję, że przetarliśmy chociaż trochę nowy szlak?To będzie dość nietypowa relacja ponieważ postanowiłem dla odmiany trochę więcej czasu poświęcić opisowi samej wyprawy niż obserwacjom, ale będzie też i o nich? Chyba ciężko sobie wyobrazić lepszy czas do dłuższego wyjazdu obserwacyjnego, niż okolice nowiu i długi weekend. Wyjazd z założenia na tylko jedną noc ewoluował kilkukrotnie, w kwestii lokalizacji, do której pojedziemy. Przeglądałem Słowację i Czechy szukając optymalnego rozwiązania od północnych Czech poprzez granicę Czesko-Słowacką, Niżne Tatry, aż do podnóża Słowackich Tatr Wysokich. Wniosek jest jeden, najlepiej pojechać pod Niżne Tatry, w tym wypadku, na przykład w takie miejsce https://www.google.com/maps/@48.7455665,19.8537918,3a,75y,272h,86.46t/data=!3m8!1e1!3m6!1sAF1QipOTuICaw3UjXdPRcEmUd4jRgwgMY9N9_8n9RWAV!2e10!3e11!6shttps:%2F%2Flh5.googleusercontent.com%2Fp%2FAF1QipOTuICaw3UjXdPRcEmUd4jRgwgMY9N9_8n9RWAV%3Dw203-h100-k-no-pi-0-ya252.87692-ro0-fo100!7i8704!8i4352 Gdzie potencjał według LpMap sięga 21,87 mag/arcsecond?, a jeżeli pogoda nie pozwoli to szukamy jakiegokolwiek miejsca z dobrym niebem. Wybór zatem padł na Male Borove, które kiedyś przy okazji urlopu na Słowacji odwiedziłem podczas zmierzchu na próbne 10 minut? Namawiałem kilka osób na wyjazd, ale ostatecznie pojechaliśmy w trzech, czyli po za mną był jeszcze Adam (Midnight9999) i Marek (Soader). Samochód Adama czyli przeogromne ? Renault Megane Hatchback okazał się bardzo pojemny i zmieścił GSO 16 cali, sprzęt foto Marka i Ich Troje czyli nas trzech ? Jestem pełen podziwu dla tego autka i zdolności pakowniczych Adama bo zawsze z tyłu głowy mam jak niektórzy na forach piszą, iż Synta 8 nie wejdzie im do auta? Adam wraz z Markiem wyjechali około 16-tej i tuż po 17-tej przyjechali po mnie. Po spakowaniu ruszyliśmy w drogę do celu. Przed nami było trochę ponad 2 godziny drogi oraz korki związane z długim weekendem i piątkowymi powrotami do domów zarazem. Na szczęście nawigacja poprowadziła nas na tyle dobrze, że nigdzie nie utknęliśmy i po około godzinie przekroczyliśmy granicę w Korbielowie. Słowacja przywitała nas dość szybko niesamowitymi widokami górskimi oraz zaśnieżonymi szczytami panoramy Tatrzańskiej. Wróciły wspomnienia z wycieczek na Słowację i jej pięknej górzystej północnej oraz środkowej części kraju. Wszyscy troje byliśmy zachwyceni przez całą podróż chociaż z pewną dozą rezerwy podchodziliśmy do widocznych w wielu miejscach nawet niższych, ale intensywnie zaśnieżonych szczytów. Adam skwitował to krótko?cyt. ?Dobrze, że nie wymieniłem opon zimowych, a być może i łańcuchy gdzieś mam w aucie?. Na szczęście bez problemu dojechaliśmy na przełęcz ponad wioską Male Borove. Domy prowadzą, aż do samej przełęczy jednak w kierunku południowym prowadzi dość dobrej jakości droga w las, którą planowałem żebyśmy pojechali, jednak trochę zbił nas z tropu znak zakazu. Postanowiliśmy zatem rozdzielić się i Adam zadecydował, iż sam pójdzie spytać miejscowych czy możemy tam pojechać, a ja z Markiem poszedłem tą drogą sprawdzić jak z przejazdem dla osobówki. Z jakichś przyczyn Adam nie chciał nas pokazać miejscowym?chyba wraz z Markiem robimy nie najlepsze wrażenie na otoczeniu ? Po krótkim odcinku przez las doszliśmy na piękną, otwartą i rozległą polanę, a w międzyczasie Adam zadzwonił, że dostał zgodę od miejscowych, żeby wjechać dalej na ich teren i tarczę antypolicyjną ? Droga dojazdowa przez las okazała się bardzo dobra i chociaż nie zdecydowaliśmy się na wyprawę do miejsca, gdzie pierwotnie zakładałem, ponieważ osobówka mogłaby gdzieś się zakopać, w jeszcze dość relatywnie wyglądającym na miękkie podłożu przy kolejnym wzniesieniu, na co miały wpływ jak sądzę wciąż topniejące śniegi, to nie koniecznie będzie sens jechać dalej, ale myślę, że kiedyś jak się uda wybrać w tamte okolice jakimś 4x4 to sprawdzimy tą ewentualność. Łąka okazała się rozległą i piękną polaną z fantastycznym widokiem górskim i dobrze odsłoniętym horyzontem dookoła. Miejsca jest wystarczająco na urządzenie naprawdę dużego zlotu co postaram się pokazać na zamieszczonym filmiku. Pomiar wysokości na miejscu pokazał, iż wjechaliśmy na 1028 m.n.p.m. więc całkiem wysoko, sądzę że biorąc pod uwagę ewentualny błąd pomiaru i spojrzenie na ukształtowanie map terenu to byliśmy minimum, w okolicach 1010 - 1020 m.n.p.m. Dłuższą chwilę zachwycaliśmy się górskim widokiem i wspaniałym, cudownym, wypływającym wprost z przestrzeni, dość mocnym i intensywnym?wiatrem ? (co biorąc pod uwagę wysokość i otwartą przestrzeń było do przewidzenia), który to na szczęście około godziny 23-ciej, a może trochę wcześniej niemal zupełnie odpuścił zostawiając po sobie ledwie delikatny ślad, niemal nie do zauważenia nawet wysoko, w koronach drzew. Pomimo topniejących śniegów i lekkiej wilgotności ziemi jako pozostałości po nich, to noc była w 100% sucha pod względem szronienia sprzętu i sądzę, że na komary również w lecie nie ma co liczyć ? Rozpoczęło się rozstawianie sprzętu. Marek ustawił 2 aparaty, z których mam nadzieję chociaż częściowo uświadczymy jakichś kadrów, a Adam wyjął swoje 16 cali GSO wraz z zamontowanym ATM-owym kołem filtrowym, które naprawdę dobrze działa chociaż nie mieliśmy zbyt wielu okazji, żeby się nim nacieszyć, gdyż wiosna to przecież czas galaktyk. Po rozstawieniu sprzętu, ale również w trakcie trwały rozważania nad miejscówką, czasem dojazdu oraz oczekiwaniami odnośnie jakości nieba. Z wielu pomiarów nasuwa się wniosek, iż wiosna wygląda wszędzie najlepiej pod tym kątem i chociaż wyniki jakie osiągnęliśmy podczas tej nocy https://www.astropoludnie.pl/viewtopic.php?f=52&t=1625 są osiągalne również na naszych stałych miejscówkach w Złatnej lub Smerekowie, jednak tam notujemy takie rezultaty tylko w jednym najciemniejszym dla danej miejscówki kierunku jako potencjał nieba, a tutaj tak jak wspominam w wątku z pomiarów, większa część nieba jest taka. Bardzo dobrze było to widoczne podczas uciekającego blasku Słońca przesuwającego się przez Wielki Wóz, który ustępował nadciągającej nocy. Ten przeskok, nie był jak w naszych stałych miejscach płynnie zmieniającą się jasnością, ale widać było zdecydowany uskok z nocy w dzień. Kolejna zaobserwowana różnica to ogólnie ?większa ciemność? nocy. Było po prostu ciemniej, gdyby nie błyskające diody na aparatach i latarki to na pewno weszłoby się w sprzęt. Jeżeli odeszło się kawałek dalej to postać znikała i ciężko było ją dojrzeć. Na koniec warto wspomnieć o łunach od świateł. Oczywiście one są wszędzie, w naszych warunkach obserwacyjnych, a nawet w Bieszczadach, ale tutaj sięgały dużo niżej, niż w Złatnej i Smerekowie dając nam większą część ?użytecznego? nieba. Reasumując, czy warto było jechać?tak warto, nawet pomimo tego, że później zaczęły bruździć chmury to jednak różnica w odbiorze nieba i obserwacjach jest zauważalna. Nasze stałe miejscówki są dobre i wciąż będziemy na nie jeździć, ale tam po prostu jest lepiej i jeżeli przy weekendzie będzie szansa na dobrą pogodę to wielce prawdopodobnym kierunkiem będzie Słowacja i Male Borove lub następne w kolejności czyli obszary poniżej Niżnych Tatr?a teraz może trochę o obserwacjach ? Jak wyżej wspomniałem warunki są naprawdę dobre do obserwacji zatem korzystając z lepszego miejsca zaliczyliśmy zestaw standardów, żeby na nowo docenić ich piękno: - Na początku jednak zacznę nietypowo ponieważ około godziny 1.00 widzieliśmy UFO ? wiem jak to brzmi, ale dziwny obiekt leciał cały jakby zamglony, najpierw szybciej, a potem wolniej, przez lornetkę jak też teleskop nie można było nic zobaczyć, po za właśnie przemieszczającą się świecącą okrągłą zamgloną plamą. Najciekawsze, że leciała najpierw wyżej i potem zaczęła obniżać lot przemykając pomiędzy drzewami, gdzie nie widzieliśmy żadnych chmur czy mgieł, a gwiazdy były dobrze widoczne. Światło nie mrugało tylko było stałe co, w pewnym stopniu może wykluczać samolot. Może jakiś dron lub inne dziwactwo jednak efekt i wrażenie było przepiękne. Być może ktoś to jeszcze widział na kierunku północno-zachodnim z innego miejsca i nic mu nie przeszkadzało w potwierdzeniu co to było? - Piękna M13 wraz ze śmigłem, które w Pentax 7mm było naprawdę duże i robiące wrażenie. - Ciekawa M92, która jak na gromadę kulistą sprawiała wrażenie dość rozciągniętej, niemal podłużnej. Dziwne, że nigdy wcześniej nie zwróciłem na to uwagi. Być może lepsze niebo sprawiło, że wyskoczyły nowe gwiazdki pokazując jej inny kształt. - Zjawiskowa M51, Adam stwierdził, że widok jest pomiędzy 16, a 24 z wcześniejszych obserwacji w Złatnej co sugeruje, że lepsze niebo dodaje minimum 2-4 cale ? Niesamowite wiry i szczegóły struktury. Ale tak na poważnie, to wszyscy rozczarowani swoim sprzętem obserwacyjnym powinni chociaż raz pojechać pod dobre niebo i odkryć ich teleskopy/lornetki od nowa. - Triplet M81, M82, NGC 3077 czyli Body, Cygaro i Wianek wyglądały jak zawsze rewelacyjnie, Body rysował delikatnie ramiona, Cygaro pokazywało po za oczywistą przerwą przez środek również wspaniałe kłęby swojej struktury, a Wianek lekkie nieregularności i błyszczące centrum. - M108 czyli Deska Surfingowa z delikatnymi strukturami. - M97 (Sowa) ? testowana w różnych filtrach, Adamowi najbardziej przypadła w OIII, a ja wolałem ją bez filtrów w otoczeniu pół gwiezdnych. - M101 wyposażona w piękne ramiona, nie jest to widok z 24 cali, ale już przyjemny w oglądaniu. - NGC 2841 czyli Oko Tygrysa z dużym halo galaktycznym i świecącym jądrem. Widoczna pewna nieregularność struktury, ale ciężko było wyłowić jej dość słabo wyróżniające się ramiona. - M63 (Słonecznik) ? o ile dobrze pamiętam z delikatnie majaczącymi ramionami. - Para NGC 4490 (Cocoon Galaxy) oraz NGC 4485 łączyły się w niesamowity widok. Kokon pokazał zarys nieregularności wraz ze swoim niecodziennym kształtem. - Kolejna piękna para czyli NGC 5005 i NGC 5033 (Waterbug Galaxy). Nieduże, ale intensywne obiekty, w Pentaxie 30mm tworzyły urzekającą parę, a powiększając je w Delosie 17,3mm można było dostrzec zarysy struktury ramion w NGC 5033. - Kolejna kulka czyli M3 również wyglądała pięknie jednak ja wolę poprzedniczki ? - M64 czyli (Czarne Oko) piękne jak zawsze ?podbite? z delikatnym zarysem ramion zewnętrznych. Po prostu obiekt konieczny do obejrzenia. - Igła czyli NGC 4565 z mocnym i wyraźnym pasem pyłowym rozcinającym galaktykę, kolejne UFO widziane tej nocy? - Wspaniałe ?Smocze? Kocie Oko czyli NGC 6543 z piękna gwiazdą centralną i zarysem struktury - Łańcuch Markariana i okolice z kilkudziesięcioma galaktykami, tutaj nic dodać nic ująć, gdzie nie ruszyć teleskopem to wyskakują jakieś perełki. - Wieloryb i Kij Hokejowy lub Śledź i Łom czyli NGC 4631 oraz NGC 4656. Jak wiadomo to jedna z najbardziej urzekających par. Wieloryb pokazał piękną nieregularność pyłową swojej struktury, a Kij Hokejowy wtórował mu z nieregularnością jednak o pyłach nie było mowy. Nie zapomnieliśmy o bliskiej towarzyszce Wieloryba czyli NGC 4627, która dopełnia jego widok. - Dwa Triplety Lwa czyli M66 i sąsiadki oraz M105 i sąsiadki. Niektóre z nich budowały urocze struktury, a każda wyglądała naprawdę dobrze. - Piękne Sombrero czyli M104 rozcięta pyłem. - Supernowa 2022hrs w NGC 4647. - Na koniec M57 czyli Pierścionek z ?wyskakującą zerkaniem gwiazdą centralną?to nasz pierwszy raz z nią i trzeba to koniecznie powtórzyć dla potwierdzenia! Moje obiekty nocy to M51 i gwiazdka centralna w Pierścionku. Mam wrażenie, że część tych obiektów widziałem już podobnej jakości w mojej 14-tce kilka lat temu na Smerekowie, co obecnie ciężko uświadczyć w 16 i 20, w tamtych okolicach, a to potwierdza, iż niebo wciąż słabnie i trzeba jednak z czasem szukać nowych lepszych miejsc. To chyba większość, ale przeglądając Stellarium widzę, że zapomnieliśmy o wielu zjawiskowych wiosennych obiektach. Być może Adam i Marek pamiętają trochę więcej i dopiszą to o czym zapomniałem. Teraz jak zawsze żałuję, że nie przygotowaliśmy skróconych list obserwacyjnych na taki wyjazd ponieważ bardzo dobre listy SkySafari, które są tworzone przez kolegów ciężką pracą https://www.astropoludnie.pl/viewtopic.php?f=25&t=1547&hilit=listy są po prostu nie raz zbyt obszerne na szybką obsługę. Ostateczne podsumowanie?to był naprawdę udany wyjazd i sądzę, że nie ostatni?dzięki Adam i Marek za naprawdę dobrą wyprawę i do następnego? <iframe width="1502" height="870" src=" Jakby ktoś chciał poczytać inne relacje to są głównie tutaj https://www.astropoludnie.pl/viewforum.php?f=13
    18 punktów
  43. Podobnież, że oczopląs jest tam na miejscu niesamowity - tak że nawet strach orbitować... ? Szukam dalej swojego planetarno-księżycowego graala. Teraz na tapetę poszedł C 9,25.
    18 punktów
  44. Posiedziałem wczoraj i popełniłem film poklatkowy ze słupami świetlnymi z czwartku (początkowo myśleliśmy, że to zorza).
    18 punktów
  45. Wieczorem 2 października przez niebo przewalało się trochę chmur, ale prognozy wskazywały na możliwość obserwacji. @Mareg odebrał mnie, Filipa i lornetę z Borku Fałęckiego w Krakowie, a po drodze okazało się, że od kilku dni nie działają latarnie uliczne w Mogilanach, co było kolejną wskazówką, że ta noc może być naprawdę ciekawa. Po przyjeździe zaczęliśmy od planet i lornetek (Nikon EX 7x35, Vortex Viper 8x42, BGSz 2.3x40). Wenus wisiała już za nisko, ale Jowisz i Saturn dopiero zaczynały być widoczne, wznosząc się na południowo wschodnim niebie. Po zaprzęgnięciu do pracy Taurusa 12? i ED 80 mm okazało się, że seeing jest paskudny, ale im wyżej wspinały się gazowe giganty, tym stawał się on coraz bardziej stabilny. Zwłaszcza po kolacji, którą ugościła nas żona Marka, zauważalna była spora zmiana wspomnianego parametru ? Saturn prezentował pas równikowy i przerwę Cassiniego przez jakieś 50% czasu, zaś cień rzucany przez planetę na jej pasy nadawał całemu widokowi trójwymiarowości, której nie powstydziłaby się lornetka. Złapało się też sporo księżyców ?Władcy Pierścieni?. Jowisz pokazał kilka pasów i trochę nieregularności. A potem były już DSy. Veil w zestawie Taurus + platforma paralaktyczna + Pentax XW 30 mm + Lumicon O-III 3 gen. prezentował się rewelacyjnie. Już pomijając niezwykle skomplikowane i rozgałęziające się fraktalnie części zachodnią i wschodnią, wylazło całkiem sporo kłaków pomiędzy nimi a Trójkątem Pickeringa. Aaale, z okularem APM XWA 20 mm 100° było jeszcze lepiej! Ciemniejsze tło lepiej uwydatniło struktury tej pozostałości po supernowej, a kłaków wylazło jeszcze więcej ? posiłkując się poniższą mapką, którą zapisałam kiedyś z wątku Pawła ustaliliśmy, że na pewno mamy NGC 6979 i 6974, E, A, J, I, D. Być może było tego więcej, jednak widok był tak absorbujący, że nie zapisywałam tego na bieżąco. Nawiasem mówiąc, wszystkie notatki z tej nocy sporządziłam między kolejnymi obiektami albo w przerwach na dogrzanie się. Na Kompleks Veila spojrzałam też swoją wierną APM 25x100 ? jak zwykle pokazała mi część wschodnią mieniącą się niczym delikatny łańcuszek zawieszony na szyi. Zachodnia część mignęła mi chyba tylko przez chwilę. W Taurusie kolejnym celem był Crescent. Marek trochę musiał się posiłować z odpowiednią konfiguracją osprzętu, ale ostatecznie O-III z okularem APM 20 mm pokazały nam ładne i nieregularne ? z jaśniejszą dolną częścią. Ciekawie było zobaczyć ten obiekt po raz pierwszy od wielu lat. M57 w 25x100 jawiła się jako maleńkie, zielonkawe kółeczko unoszące się między gwiazdami, za to w 12? była potężna i warstwowa. M27 w lornecie była mglistym ogryzkiem pośród wielu diamentów, zaś w Newtonie ukazywała swój centralny brylant. Helix w Taurusie prezentował się niczym czarnobiałe i nieco rozmyte zdjęcie. W mojej APM dostrzegłam go ledwo, ale ruszając lornetą byłam w stanie stwierdzić ten fakt na pewno. Oj warunki w rejonie Ślimaka nie powalały, zresztą większość czasu po firmamencie przewalały się cienkie chmury, a my tylko celowaliśmy w dziury pomiędzy nimi. Taurusowi Mgławica Mrugająca pokazała na wprost obtulony dwoma warstwami gazu żarzący się rdzeń dawnego słońca, pozbywając się przy tym cechy, od której wzięła się jej nazwa ? w tym powiększeniu (kilkaset razy) nie potrafiła już zamrugać. Największa sąsiadka naszej galaktyki, M31, pochwaliła się dwoma ciemnymi pasmami i parą towarzyszek, jednak to mniejsza M33 wywarła na nas potężniejsze wrażenie ? wielka, i choć początkowo bardzo słaba z uwagi na sunące cirrusy, potem pokazała swój urok i jeden z obłoków wodoru ? prawdopodobnie NGC 604, choć początkowo myśleliśmy, że to NGC 592. A obłok ten przepiękny i rozmyty jaśniał w kilkusetkrotnym powiększeniu w pobliżu drobnej gwiazdki lśniącej na tle galaktyki. O ile sama M33 w tym powiększeniu była już niezbyt widoczna, to jej centrum wciąż świeciło. Po wymienieniu okularu na dłuższy i zastosowaniu Oriona Ultrablock, mieliśmy wrażenie spiralnej struktury, galaktyka była zakręcona w dobrą stronę, więc to chyba to. W czasie, gdy ja i Marek dywagowaliśmy nad opisanymi wyżej celami i ich subtelnymi detalami, Filip zajął się ED 80 i ćwiczył metodę star hoppingu ? podawałam mu nazwę jakiegoś obiektu, a on próbował ustawić na niego teleskop. Dzięki temu uraczyliśmy nasze oczy pięknymi kolorami soczystej żółci i głębokiego błękitu Albireo, a także widokami Epsilonów Lutni, ? Cygni oraz M15. Z Filipem znaleźliśmy też chwilę, by nasycić się szerokimi polami markowych lornetek ? szczególne wrażenie zrobił na nas wspomniany Vortex Viper, a jeszcze większe ? jego cena ? ponad 2000 zł za taką lornetkę to trochę za dużo na studencką kieszeń, ale trzeba mu oddać ? lekki jest i daje piękne widoki. Zrobiło się nam zimno, jednak przed przerwą na ciepłą herbatę wypaliliśmy jeszcze nasze siatkówki Jowiszem. O Bohrze! Wielka Czerwona Plama była cudowna, brzoskwiniowa, odcięta jaśniejszą obwódką od pasa w ciemniejszym, bardziej czerwonobrązowym kolorze, który nawiasem mówiąc sam w sobie miał nieregularną strukturę. Drugi pas równikowy równie piękny, w trochę jaśniejszym odcieniu rdzawego brązu, także przyozdobiony niewielką burzą. Między nimi ? mnóstwo jasnych barw budujących skomplikowaną strukturę wokół równika największej planety. Bliżej biegunów ? ogrom warstw poskładanych z cieniutkich paseczków ułożonych jeden przy drugim. Cudowności! I tutaj może pozachwycam się jeszcze przez chwilę barwami obrazów ukazywanych przez EDka ? wielokrotnie słyszałam ochy i achy na ten temat, ale dopiero tej nocy zobaczyłam i uwierzyłam. Albireo było przepiękne, jednak to, jak pokazał planety, to po prostu mistrzostwo. Podczas gdy odcienie w Newtonie wydawały się wyblakłe i prześwietlone, w ED ociekały wręcz soczystością. Były tak wyraźne! Po powrocie zaczęliśmy od NGC 7331, zarówno w APM, jak i w Taurusie, jednak w obu zaprezentowała się dość podobnie ? ot długa i cienka mgiełka. Marek spróbował zasadzić się na Kwintet Stephana w 12?, ale zakończyło się to klęską ? na pocieszenie była NGC 7217, która sama wpadła mi w oczy w dużej dwururce. Gdzieś po drodze Filip wymiękł i wrócił do grzania się w domu, biedny, zaś ja wyczaiłam jeszcze Gwiazdę Granat. Zasadniczo chyba pierwszy raz ją widziałam, w sumie trochę wstyd, ale jakoś nigdy nie było mi po drodze z Cefeuszem ? zawsze kiedy raczyłam się nim zainteresować, wisiał na niebie za wysoko, by obyło się bez bólu szyi. Wracając jednak do samej gwiazdy ? była piękna i intensywnie pomarańczowa. A potem miała miejsce chyba najlepsza część całej nocy! Snowball Nebula w 430x! Tyle struktur kotłowało się w jej wnętrzu. Jaśniejsze niteczki przecinały ciemniejsze komory, a wszystko było skąpane w niebieskawym odcieniu. NGC 7027! Lekko prostokątna i o nieregularnej jasności. Z wcięciem w jednej z krótszych krawędzi i prostopadle do niego w dwóch trzecich dłuższego boku przecięta całkowicie. Bardzo ciekawa. A potem numerek niżej - NGC 7026 położona bardzo blisko gwiazdki, maleńka, na wprost jednolita, zaś zerkaniem jakby złożona z dwóch części oddzielonych przerwą, część położona bliżej gwiazdki wydawała się jaśniejsza. Dalej NGC 7008, bardzo urocza bladzizna ulokowana w sąsiedztwie dwóch słońc. Byłam przekonana, że ma jakąś strukturę w swoim wnętrzu, jednak nie potrafiłam określić co konkretnie tam widzę. Marek spróbował dołożyć do niej O-III, ale poskutkowało to jedynie obrazem cyt. ?ciemnym jak w dupie/jak z zaślepką?, więc skończyło się na wymianie okularu na dłuższy, dzięki czemu wyraźniej widoczny stał się kształt mgławicy ? jaśniejszy ?pół-owal? od strony gwiazdek, reszta obiektu słabsza, bardzo delikatna. Dla odmiany od planetarek wzięliśmy się za Kraba ? z O-III pokazał w swoim wnętrzu sporo farfocli, zwłaszcza w dłuższym okularze zerkaniem można było dopatrzeć się włóknistych pojaśnień i ciemniejszych komórek pomiędzy nimi. Jasne Plejady otoczone były poświatą, która przy Merope wyglądała na obciętą z jednej strony i jednocześnie rozmywającą się dalej z drugiej. M42. O ja pierdziele. Powiększenia 300x i 430x. Ależ skomplikowane rzeczy dzieją się w jej centrum ? siateczka jaśniejszych struktur przeplata się z ciemnymi mgławicami. Ależ trudno to opisać! W trochę mniejszym powiększeniu jej dwa ramiona oplatają się wokół, tworząc zamkniętą strukturę! Niesamowite! Do tego widoku trzeba było aż zawołać Filipa wegetującego w cieple domu, jego też to kupiło. To naprawdę najlepsza M42 w moim życiu, po 5 latach od tamtego szkicu z GSO 10? i dotychczasowej najlepszej wersji tego obiektu w mojej głowie. Nieziemska. Z ciekawości przyłożyłam swojego Piksela do wyciągu Taurusa, "coś" się nawet złapało. Trudno było pozbierać się po tym widoku, ale w końcu zdołaliśmy oderwać teleskop od drugiej najjaśniejszej mgławicy ziemskiego nieba, by następnie skierować go dalej na wschód, do NGC 2392, która w dużym powiększeniu wykazywała wyraźnie warstwową budowę ? najjaśniejszy obszar znajdował się w środku, zaś wokół niego rozciągała się podwójna otoczka, słabsza w zewnętrznej części. Przy zerkaniu wydawało mi się, że wewnątrz wspomnianego środka wichrowały się jakieś kolejne pojaśnienia. A dalej ? Kocie Oko, ależ z niej jasna franca, i to mimo zalegania nisko w krakowskiej łunie. Zerkaniem wyraźnie ukazała pojaśnienia w swojej strukturze, wyglądała jak kwiatuszek z duża liczbą płatków, widoczne były też te ?dzyndzelki? na obu jej końcach. Wsadziliśmy jeszcze w wyciąg dłuższy okular, żeby spróbować złapać jej halo (btw dzięki za tamten szkic @Erik68). W tych warunkach nieszczególnie spodziewaliśmy się sukcesu, ale kurczę! Zerkaniem ukazało się pojaśnienie wokół oka, i to bardziej podobne do okręgu niż koła ? jego zewnętrzna część była najjaśniejsza. Oboje potwierdziliśmy ten sam widok, więc chyba się udało! Należy oczywiście oddać, że zastosowaliśmy tutaj filtr O-III. Tym niespodziewanym sukcesem zakończyliśmy DSową przygodę tamtej nocy. Na koniec oglądaliśmy jeszcze wąski sierp Księżyca, który wzniósł się ponad horyzont już jakiś czas wcześniej. Po 4 wróciliśmy z Filipem do akademika. I pomijając krótki okienny epizod z końca grudnia to były jak na razie moje ostatnie obserwacje. Trzymajcie kciuki, żeby się to prędko zmieniło! Ps W tytule przezornie pojawia się "część I", bo choć drugich obserwacji jeszcze nie było, to jest jakaś szansa na powtórkę. ?
    18 punktów
  46. U mnie w tym roku też bieda, z różnych powodów, choć z czystym sumieniem mogę większość winy zwalić na pogodę. Całkiem możliwe, że to był najpaskudniejszy pogodowo rok w mojej krótkiej przygodzie z astrofotografią.
    18 punktów
  47. Wczorajszy spektakl na Jowiszu zarejestrowany przez ED80+barlow 5x z C60D, stacki po 20% z ok. 7tys, klatek, PIPP, AS3, Registax6, GIMP, RawTherapee. Przepiękne zjawisko z dwoma cieniami i WCP ze szczególnie fajnym momentem zejścia Europy z tarczy Jowisza. Warunki były trudne ale zrobiłem co mogłem i jak umiałem, z pewnością zapamiętam tę sesję na długo 🙂 Animacja z zebranego materiału:
    17 punktów
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.