Skocz do zawartości

Paweł Baran

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    26921
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    62

Odpowiedzi dodane przez Paweł Baran

  1. Sektor kosmiczny 15 – 31 sierpnia 2022
    2022-08-15. Redakcja
    Zapraszamy do relacji z sektora kosmicznego z dni 15 – 31 sierpnia 2022.
    NASA prezentuje plan misji Artemis I
    Więcej: https://kosmonauta.net/2022/08/nasa-prezentuje-plan-misji-artemis-i/

    Cygnus na Falconach 9?
    https://www.youtube.com/watch?v=rWo4ebOUOAI

    W pełni amerykański stopnień Antaresa

    Rozbłysk klasy X1.5 - 5 maja 2022
    https://www.youtube.com/watch?v=6RAspeZ4t3g

    Rozbłysk klasy X2.2 - 20 kwietnia 2022
    https://www.youtube.com/watch?v=6UCzef2FgB0

    Plan misji Artemis I
    Prezentacja i konferencja prasowa z 3 sierpnia 2022.
    https://www.youtube.com/watch?v=37tnhg4H5Xo

    Artemis I - czy start w sierpniu?
    Przed końcem sierpnia powinno dojść do startu misji Artemis I.
    https://www.youtube.com/watch?v=s3gt0mGwke8

    Witamy w relacji!
    Witamy w ostatniej wakacyjnej relacji na Kosmonauta.net, która będzie trwać do 31 sierpnia 2022. Dużo się wydarzy!

    https://www.youtube.com/watch?v=2Sar5WT76kE

    https://kosmonauta.net/2022/08/sektor-kosmiczny-15-31-sierpnia-2022/

    Sektor kosmiczny 15 – 31 sierpnia 2022.jpg

  2. Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! "6EQUJ5"
    2022-08-15. Andrzej
    Dziś tj. 15 sierpnia 2022 roku mija dokładnie 45 lat od odebrania tajemniczego Sygnału Wow!. W 1977 roku dr Jerry R. Ehman za pomocą radioteleskopu Big Ear należącego do Uniwersytetu Stanu Ohio odebrał silny sygnał radiowy uznany jako potencjalnie sztucznie wytworzony i pochodzący spoza Układu Słonecznego. Sygnał z sekwencją "6EQUJ5" trwał przez 72 sekundy i nigdy później nie udało się już go zaobserwować. Przez lata Sygnał Wow! stał się obiektem wielu badań i analiz, jak również obiektem powstania wielu teorii spiskowych.
    Dr Jerry Ehman od 1973 roku prowadził nasłuch nieba w ramach programu poszukiwania inteligencji pozaziemskiej SETI. Jego zadaniem było namierzenie sygnałów radiowych i świetlnych sztucznie wytworzonych, pochodzących z przestrzeni kosmicznej, a niebędących dziełem człowieka.
    16 sierpnia 1977 roku późnym wieczorem dr Ehman czytał wyniki obserwacji z dnia poprzedniego. Gdy zobaczył na wydruku anomalny zapis sygnału postanowił wyróżnić go komentarzem "Wow!" podkreślając jego wyjątkowość i idealne dopasowanie do charakterystyki sygnału od obcych inteligentnych form życia. Od tego momentu sekwencja "6EQUJ5" i wydarzenie z tym związane znane jest pod nazwą "Sygnał Wow!".
    Sekwencja "6EQUJ5" wskazuje na wzrost trwający 36 sekund, a następnie spadek odbieranej intensywności sygnału. Sygnał został odebrany na założonej częstotliwości bliskiej linii wodoru (21 cm) i miał wąskie pasmo (poniżej 10 kHz). Czas odbierania sygnału wynikał z konstrukcji radioteleskopu, który omiatał kolejne obszary nieba w miarę ruchu obrotowego Ziemi. Każdy obszar mógł być obserwowany tylko przez 72 sekundy.
    Radioteleskop Big Ear wyposażony był w dwie anteny odbiorcze obserwujące obszary nieba odległe od siebie o 3/4°. Sygnały ich były od siebie odejmowane, aby usunąć "tło", czyli emisję ze strony ziemskiej atmosfery i innych ziemskich obiektów. Punktowe źródło na niebie powinno przejść przez pola widzenia obydwu anten w odstępie około trzech minut. Jak wiemy w przypadku Sygnału Wow! emisja została zarejestrowana tylko przez jedną z anten. Oznacza to, że emisja albo rozpoczęła się po przejściu przez pole widzenia pierwszej anteny albo zakończyła przed wejściem w pole widzenia drugiej. Ponieważ zapisywana była tylko wartość bezwzględna różnicy sygnałów to do dziś nie wiadomo, która z anten zarejestrowała sygnał. Brak możliwości ustalenia, która z anten odebrała sygnał powoduje, że nie da się jednoznacznie ustalić położenia jego źródła.
    Na temat źródła sygnału wiemy, że pochodził z konstelacji Strzelca, około 2,5 stopnia na południe od grupy gwiazd Chi Sagittarii. Tau Sagittarii odległa o 122 lata świetlne od Słońca jest najbliższą dobrze widoczną gwiazdą w tym obszarze. W latach 90 wielokrotnie próbowano ponownie odebrać sygnał z wykorzystaniem wielu radioteleskopów na świecie, jednak próby zawsze kończyły się niepowodzeniem.
    Przez 45 lat wielokrotnie mogliśmy usłyszeć o różnych hipotezach pochodzenia Sygnału Wow!. W 2016 roku prof. Antonio Paris i dr Evan Davies, uczeni z St. Petersburg College poinformowali, że według nich przyczyną powstania sygnału były chmury wodoru otaczające obie bądź jedną z komet: 266P/Christensen lub 335P/Gibbs, które nie były odkryte w 1977 roku, a które w tym okresie znajdowały się w rejonie nieba skąd dotarł sygnał. Warto zaznaczyć, że nigdy wcześniej, ani nigdy później radioteleskopy nie odebrały podobnego sygnału pochodzącego od komet. Teoria ta spotkała się również z krytyką samego odkrywcy sygnału. W 2017 roku dr Ehman w wywiadzie stwierdził, że jest wysoce nieprawdopodobne, aby komety były źródłem sygnału, co potwierdzili również naukowcy z programu SETI.
    Warto również wspomnieć o publikacji autorstwa Alberto Caballero w czasopiśmie naukowym International Journal of Astrobiology, który zaproponował przegląd potencjalnych miejsc, z których Sygnał Wow! mógł nadejść. W tym celu autor publikacji skorzystał z danych sondy Gaia (bezzałogowa sonda kosmiczna ESA, przeznaczona do wykonania precyzyjnych pomiarów astrometrycznych), czego efektem było wytypowanie łącznie 66 gwiazd typu G i K, lecz tylko jedna wydawała się być podobna do naszego Słońca. Według autora to właśnie z gwiazdy o oznaczeniu 2MASS 19281982-2640123 odległej o 1,8 tysiąca lat świetlnych od Ziemi pochodził tajemniczy sygnał. Żeby ustalić czy gwiazda 2MASS 19281982-2640123 jest faktycznie gwiazdą podobną do Słońca potrzeba jednak znaczniej więcej informacji takich jak metaliczność i wiek. Nie jest również wykluczone, że sygnał mógł pochodzić od innej gwiazdy, więc na ten moment wracamy do punktu wyjścia.

    Od 1977 roku wszystkie dotychczasowe próby wyjaśnienia sygnału nie przyniosły skutku co sprawia, że Sygnał Wow! wciąż budzi emocje i jest jedną z nierozwiązanych tajemniczych zagadek astronomii. Czy kiedyś doczekamy się rozwiązania zagadki? Patrząc na obecne postępy w tej sprawie wydaje się to mało prawdopodobne.

    Radioteleskop Big Ear, Ohio State University Radio Observatory
    Obserwatorium działało w latach 1963-1998. Widok na północ od północnego zachodu.
    fot. Bigear.org / NAAPO Rok 1995.

    Fragment wydruku Sygnału Wow! z sekwencją „6EQUJ5” i notatką J.R. Ehmana.
    fot. Big Ear Radio Observatory and North American AstroPhysical Observatory (NAAPO)

    Radioteleskop Big Ear, Ohio State University Radio Observatory
    Obserwatorium działało w latach 1963-1998. Widok na północ od północnego zachodu.
    fot. Bigear.org / NAAPO Rok 1995.

    Możliwe lokalizacje źródła Sygnału Wow! na mapie nieba.
    Źródło sygnału może leżeć gdziekolwiek w obszarze czerwonych pasm.
    Autor. Philip Terry Graham

    15 sierpnia 1977 roku, okresowe komety 266P/Christensen i 335P/Gibbs były bardzo blisko wąskiego pasa nieba na południe od grupy gwiazd Chi Sagittarii skąd Sygnał Wow! został odebrany.
    Diagram: Bob King

    WOW Signal recieved at SETI on Aug 15 1977
    https://www.youtube.com/watch?v=ZAKy_08klrg
    Sygnał Wow! odebrany przez SETI 15 sierpnia 1977 roku.
    Autor: CosmicScale

    Zdjęcie lotnicze radioteleskopu „Big Ear” pokazuje widok na wschód od północnego wschodu.
    fot. Ohio State University Radio Observatory and North American AstroPhysical Observatory.
    bigear.org Rok 1995.

    Zdjęcie przedstawia odbłyśnik paraboloidalny (zakrzywiony) po lewej stronie i odchylany płaski odbłyśnik po prawej stronie oraz pokrytą aluminium płaszczyznę uziemienia pomiędzy nimi.
    Widok na zachód.
    fot. Ohio State University Radio Observatory and North American AstroPhysical Observatory.
    bigear.org Rok 1995.

    Obraz pełnej strony wydruku komputerowego z komentarzem „Wow!”.
    fot. Ohio State University Radio Observatory and North American AstroPhysical Observatory.
    bigear.org
    Radioteleskop Big Ear na mapach satelitarnych z 1988 roku.
    fot. Google Earth Lokalizacja: 40°15'4"N, 83°2'57"W
    Klub golfowy Delaware na mapach satelitarnych z 2002 roku.
    Radioteleskop Big Ear został zdemontowany w 1998 roku.
    Teren został sprzedany i wykorzystany do rozbudowy pobliskiego pola golfowego.
    fot. Google Earth Lokalizacja: 40°15'4"N, 83°2'57"W
    Jedne z ostatnich zdjęć radioteleskopu Big Ear przed zdemontowaniem. Rok 1997.
    fot. w1ghz.org

    Science Channel
    What Was The Wow! Signal? | NASA's Unexplained Files
    https://www.youtube.com/watch?v=zWDsDFz_TLw

    What Was The Wow! Signal? | NASA's Unexplained Files
    Źródło: seti.org, wikipedia.org, phys.org. bigear.org
    https://www.astronomia24.com/news.php?readmore=1229

    Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ5.jpg

    Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ52.jpg

    Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ53.jpg

    Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ54.jpg

    Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ55.jpg

    Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ56.jpg

    Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ57.jpg

    Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ58.jpg

    Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ59.jpg

    Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ510.jpg

    Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ511.jpg

    Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ512.jpg

  3. Jak rosną galaktyki podobne do Drogi Mlecznej?
    2022-08-14.
    Galaktyk podobnych do Drogi Mlecznej jest we Wszechświecie mnóstwo. Niedawno opublikowano wyniki badań astronomicznych pomagające zrozumieć, jak te znane nam galaktyki spiralne rosną przez miliardy lat.
    Jak rośnie Twoja Galaktyka?
    W ciągu pierwszych miliardów lat po Wielkim Wybuchu zaczęły powstawać galaktyki. Jednak to, w jaki sposób najwcześniejsze galaktyki przekształciły się w te, które widzimy dzisiaj w lokalnym Wszechświecie, jest nadal przedmiotem dyskusji. Jednym z aspektów tego pytania jest wzrost masy gwiazdowej galaktyk – ilość masy zawartej w gwiazdach, w przeciwieństwie do obłoków gazu czy ciemnej materii. Masa gwiazdowa galaktyki rośnie z czasem, gdy obłoki gazu zapadają się, tworząc gwiazdy, ale nie jest jeszcze jasne, jak przebiega ten wzrost; czy centra galaktyk są wczesnymi ośrodkami powstawania gwiazd, czy w zewnętrznych obszarach dzieje się to wcześniej, czy też wszystkie regiony zyskują masę gwiazdową w podobnym tempie?

    W najnowszym badaniu zespół kierowany przez Maryam Hasheminia (Uniwersytet w Shiraz i Instytut Zaawansowanych Studiów w Naukach Podstawowych) wykorzystał dane z badań, aby zrozumieć, jak Droga Mleczna i galaktyki jej podobne urosły do galaktyk, którymi są dzisiaj.

    Szukanie sobowtórów
    Kiedy obserwujemy galaktyki takie, jakie istniały miliardy lat temu, skąd wiemy, które z nich wyrosną, by wyglądać, jak Droga Mleczna? Hasheminia i współpracownicy użyli dwóch metod, aby wybrać galaktyki podobne do Drogi Mlecznej z przeglądów Cosmic Assembly Near-infrared Deep Extragalactic Legacy Survey (CANDELS) i 3D-Hubble Space Telescope.

    W pierwszej metodzie zespół założył, że galaktyki typu Drogi Mlecznej podążają za obserwowaną relacją pomiędzy masą gwiazdową galaktyki a tempem formowania się gwiazd dla galaktyk aktywnie formujących gwiazdy, a autorzy wybrali galaktyki z danych przeglądowych, które podążały za tą relacją. W drugiej metodzie zespół dopasował masy gwiazdowe i wiek galaktyk w danych z przeglądu do historii wzrostu gwiazd w Drodze Mlecznej, uzyskanej z modeli ewolucji chemicznej.

    Hasheminia i współpracownicy zbadali następnie, w jaki sposób masy gwiazdowe wybranych galaktyk ewoluowały w czasie, i porównali swoje odkrycia z wynikami symulacji kosmologicznych. Obie metody wykazały, że promień połowy masy – promień, w którym mieści się połowa gwiazd galaktyki (pod względem masy) – galaktyk podobnych do Drogi Mlecznej zmienił się niewiele w ciągu ostatnich 10 miliardów lat.

    Wyniki wskazują, że wszystkie części tych galaktyk uzyskują masę gwiazdową w podobnym tempie. Kontrastuje to z hipotezą o wzroście od wewnątrz, zgodnie z którym formowanie się gwiazd następuje najpierw w centrum galaktyki, zanim rozprzestrzeni się na zewnętrzne regiony, jak również z wynikami symulacji kosmologicznych; symulacje odpowiadały odkryciom zespołu dotyczącym początku historii Wszechświata, ale rozeszły się około 6 miliardów lat temu.

    Zespół sugeruje, że ich odkrycia są zgodne z wcześniejszymi scenariuszami ewolucji Drogi Mlecznej, w których gruby dysk gwiazd uformował się, gdy Wszechświat miał około 6 miliardów lat, zanim proces formowania się gwiazd ustał, a w centrum galaktyki uformowała się poprzeczka gwiazd. Aby w pełni rozwikłać historię rozwoju Drogi Mlecznej i podobnych jej galaktyk spiralnych, będziemy potrzebowali wysokiej rozdzielczości obserwacji galaktyk z odległej przeszłości – a dzięki JWST takie obserwacje są w naszej przyszłości!

    Opracowanie:
    Agnieszka Nowak

    Źródło:
    AAS

    Urania
    Galaktyka spiralna NGC 6744. Źródło: ESO
    https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2022/08/jak-rosna-galaktyki-podobne-do-drogi.html

    Jak rosną galaktyki podobne do Drogi Mlecznej.jpg

  4. Skryci towarzysze kształtują ostatnie dni umierających gwiazd
    2022-08-14.
    Miliardy lat od teraz, gdy będzie już zbliżać się do końca swego życia, a jądra helu zaczną się łączyć w jego jądrze, Słońce dość gwałtownie rozrośnie się i przekształci w tak zwanego czerwonego olbrzyma. Po pochłonięciu Merkurego, Wenus i Ziemi stanie się tak duże, że nie będzie już dłużej mogło utrzymać swoich zewnętrznych warstw z gazu i pyłu. Warstwy te zaczną się wówczas rozpraszać w przestrzeni kosmicznej, tworząc piękną powłokę światła, świecącą niczym neon jeszcze przez tysiące lat.
    W galaktyce jest wiele takich pozostałości po gwiazdach. Astronomowie nazywają je mgławicami planetarnymi. Stanowią one typowy etap życia gwiazd od połowy masy Słońca do ośmiu jego mas. Gwiazdy o większych masach umierają znacznie bardziej gwałtownie – w wybuchach supernowych.
    Mgławice planetarne miewają rozmaite kształty. Widać to w ich fantazyjnych nazwach: Motyl, Kocie Oko, Południowy Krab... Oprócz tego są wciąż zagadkowe z punktu widzenia nauki. Nie wiemy na przykład, jak kosmiczny „motyl” powstał z dość gładkiego, okrągłego gwiezdnego kokonu wokół czerwonego olbrzyma. Obserwacje i modele komputerowe wskazują nam jednak w tym przypadku pewne wyjaśnienie: większość czerwonych olbrzymów ma mniejsze, gwiazdowe towarzyszki: składniki układów podwójnych. Wówczas druga gwiazda układu może kształtować proces przemiany olbrzyma w mgławicę planetarną, podobnie jak garncarz formujący gliniane naczynie na kole garncarskim.
    Jak dotąd najlepsza teoria powstawania mgławic planetarnych dotyczyła tylko pojedynczej gwiazdy – czerwonego olbrzyma. Ponieważ jej zewnętrzne warstwy są słabo związane grawitacją, pod koniec życia bardzo szybko traci ona masę, w tempie nawet o 1 procent na stulecie. Ponadto pod powierzchnią gwiazdy plazma ciągle wrze, powodując pulsowanie jej bardziej zewnętrznych warstw. Astronomowie przypuszczają, że to właśnie te pulsacje wytwarzają fale uderzeniowe, które wyrzucają gaz i pył w przestrzeń, wytwarzając tak zwany wiatr gwiazdowy. Potrzeba jednak ogromnej ilości energii, aby wyrzucić ten materiał w całości i by nie opadł on z powrotem na gwiazdę. Wiatr ten nie może być zatem delikatnym zefirkiem; musi mieć raczej moc przypominającą odrzut rakiety.
    Gdy już zewnętrzna warstwa gwiazdy zostanie uwolniona, jej znacznie skromniejsze warstwy wewnętrzne zapadają się do postaci białego karła. Taka gwiazda jest gorętsza i jaśniejsza niż czerwony olbrzym, z którego pochodzi; rozświetla przy tym i ogrzewa uciekający gaz, aż ten zaczyna świecić sam z siebie, a wówczas my widzimy mgławicę planetarną. Cały proces jest bardzo szybki jak na astronomiczne standardy: zazwyczaj trwa od wieków do tysiącleci.
    – Do czasu uruchomienia Kosmicznego Teleskopu Hubble'a w 1990 roku byliśmy przekonani, że jesteśmy na dobrej drodze do zrozumienia tego procesu – mówi Bruce Balick z Uniwersytetu w Waszyngtonie. Następnie wraz z kolegą, Adamem Frankiem z University of Rochester w Nowym Jorku, uczestniczyli w konferencji w Austrii, gdzie zobaczyli pierwsze zdjęcia mgławic planetarnych wykonane przez Teleskop Hubble'a. – Poszliśmy na kawę, zobaczyliśmy zdjęcia i wiedzieliśmy, że wszystko się zmieniło – wspomina Balick. Astronomowie zakładali wcześniej, że czerwone olbrzymy są sferycznie symetryczne, a okrągła gwiazda powinna dawać okrągłą mgławicę planetarną. Jednak Hubble wcale nie pokazywał tego, nawet w przybliżeniu. Stało się oczywiste, że wiele mgławic planetarnych ma egzotyczne struktury osiowo symetryczne. Hubble ujawnił fantastyczne płaty, skrzydła i inne struktury, które nie były okrągłe, ale wykazywały symetrię względem głównej osi mgławicy, jak gdyby zostały wytoczone na kole garncarskim.
    Artykuł Balicka i Franka z 2002 roku zamieszczony w Annual Review of Astronomy and Astrophysics przedstawia ówczesną debatę na temat pochodzenia tych struktur. Niektórzy naukowcy sugerowali, że osiowa symetria wynika z tego, jak obraca się czerwony olbrzym lub jak zachowują się jego pola magnetyczne, ale oba te pomysły nie przeszły pewnych fundamentalnych testów. Druga możliwość zakładała, że większość mgławic planetarnych jest tworzona nie przez jedną gwiazdę, ale przez ich parę. Orsola De Marco z Macquarie University w Sydney nazywa to „hipotezą układu podwójnego". W tym scenariuszu druga gwiazda jest znacznie mniejsza i tysiące razy słabsza od czerwonego olbrzyma, i może znajdować się tak daleko od niego, jak Jowisz od Słońca. Pozwoliłoby to na zaburzenia odrzucanych warstw czerwonego olbrzyma, a jednocześnie druga gwiazda pozostawałaby na tyle daleko, że nie zostałaby przez niego połknięta.
    Istnieją również inne możliwości, takie jak orbita typu dive-bombing, w której druga gwiazda zbliżałaby się do czerwonego olbrzyma co kilkaset lat, zdzierając z niego poszczególne warstwy. Hipoteza układu podwójnego bardzo dobrze wyjaśnia jednak pierwszy etap metamorfozy umierającej gwiazdy. Gdy towarzyszka odciąga pył i gaz od gwiazdy pierwotnej, nie zostają one natychmiast przez nią wessane, ale tworzą wirujący dysk materiału znany jako dysk akrecyjny, leżący w płaszczyźnie orbitalnej towarzyszki. Ten dysk akrecyjny to nasze koło garncarskie. Jeśli ma on pole magnetyczne, będzie ono wypychać wszelkie naładowane gazy z płaszczyzny dysku w kierunku osi obrotu. Natomiast nawet bez pola magnetycznego materiał w dysku utrudnia przepływ gazu na zewnątrz w płaszczyźnie orbitalnej, więc gaz przybiera strukturę dwuboczną, z szybszym przepływem w kierunku biegunów. I najprawdopodobniej to właśnie zobaczył Hubble, fotografując mgławice planetarne.
     
    Czytaj więcej:
    •    Cały artykuł
    •    Mgławice planetarne - odcinek Astronarium 140
     
    Źródło: Astronomy.com
    Opracowanie: Elżbieta Kuligowska
    Ilustracja: Mgławica Motyl, znajdująca się niecałe 4000 lat świetlnych od Ziemi w gwiazdozbiorze Skorpiona, jest efektownym przykładem mgławicy planetarnej, końcowego etapu ewolucji stosunkowo małomasywnej gwiazdy. Miękkie skrzydła motyla składają się z gazu i pyłu, które zostały wyrzucone z umierającej gwiazdy i oświetlone od wewnątrz przez jej pozostałe jądro. Symetryczny, podwójny kształt mgławicy jest oznaką, że to właśnie gwiazda-towarzyszka pomogła ukształtować wypływający gaz. Zarówno gwiazda główna, jak i drugi składnik układu są zasłonięte przez pył znajdujący się w centrum mgławicy. Źródło: NASA / ESA / Hubble
    Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba ujawnił niezwykłe szczegóły Mgławicy Pierścień Południowy, położonej około 2500 lat świetlnych od nas w granicach gwiazdozbioru Żagla. Po lewej stronie widzimy zdjęcie w bliskiej podczerwieni, przedstawiające spektakularne, koncentryczne powłoki gazu, które stanowią zapis historii końca życia gwiazdy. Po prawej: obraz w średniej podczerwieni z łatwością umożliwia nam odróżnienie umierającej gwiazdy w centrum mgławicy (kolor czerwony) od jej towarzyszki (niebieski). Cały gaz i pył w mgławicy został odrzucony przez czerwoną gwiazdę. Źródło: NASA, ESA, CSA, AND STSCI

    https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/skryci-towarzysze-ksztaltuja-ostatnie-dni-umierajacych-gwiazd

    Skryci towarzysze kształtują ostatnie dni umierających gwiazd.jpg

    Skryci towarzysze kształtują ostatnie dni umierających gwiazd2.jpg

  5. Artemis I: powrót człowieka na Księżyc coraz bliżej
    2022-08-14.
    29 sierpnia br. planowany jest start misji Artemis I. To jedno z najważniejszych wydarzeń w historii światowego kosmosu od czasu ostatnich misji księżycowych. Celem programu Artemis, w którym bierze udział również Polska, jest długotrwała i zrównoważona eksploracja na orbicie i powierzchni Księżyca, jak również przygotowanie do przyszłej eksploracji Marsa.
    Artemis, czyli Artemida była w mitologii greckiej bliźniaczą siostrą Apollo. Dlatego nieprzypadkowo NASA tak nazwała program powrotu człowieka na Księżyc i dalszych misji w stronę Marsa. Pierwszym krokiem na tej drodze jest misja Artemis I.  Jej celem jest przetestowanie kluczowych systemów programu Artemis, w tym rakiety SLS (Space Launch System), najpotężniejszej od czasów wahadłowców oraz statku Orion, który w niedalekiej przyszłości ma zabrać astronautów na Księżyc. Działanie wybranych urządzeń służących ochronie i podtrzymywaniu życia uczestników kolejnych misji zostanie zweryfikowane z użyciem Moonikina –- księżycowego manekina o imieniu Campos, umieszczonego w fotelu dowódcy. Campos został nazwany na cześć inżyniera Arturo Camposa, który w znaczący sposób przyczynił się do sukcesu programu Apollo, czyli pierwszego lądowania człowieka na Księżycu. Campos wspierany będzie przez dwa inne manekiny -Helgę i Zohara
    Artemis I zakłada lot Oriona wokół Księżyca. Misja będzie trwać kilka tygodni, a kapsuła zbliży się na odległość około 100 km do powierzchni naszego naturalnego satelity. Jeśli wszystko się uda, to kolejny start w programie Artemis planowany jest na rok 2024. Będzie to już lot załogowy, ale jeszcze bez lądowania na Księżycu. Lot astronautów jest zaplanowany na 2025 rok z udziałem pierwszej kobiety. Jak w przypadku każdego tego typu przedsięwzięcia, ze względu na poziom skomplikowania, konieczność zachowania najwyższych standardów oraz minimalizacji ryzyka, daty rozpoczęcia następnych etapów mogą ulegać przesunięciom.
    Przygotowywana do startu misja, podobnie jak cały program Artemis, realizowane są w międzynarodowej kooperacji. Szczególny wymiar ma współpraca NASA z Europejską Agencją Kosmiczną ESA, odpowiedzialną m.in. za moduł serwisowy Oriona. Wśród 20 państw, które są sygnatariuszami Artemis Accords, umożliwiającego aktywny udział w programie, jest także Polska. 26 października 2021 r. prezes POLSA Grzegorz Wrochna podpisał deklarację AA podczas International Astronautical Congress w Dubaju.
    Udział Polski w programie Artemis otwiera nowe pole dla rozwoju rodzimego sektora kosmicznego. Niezbędne bowiem będzie stworzenie bazy księżycowej, aparatury do jej funkcjonowania oraz zapewniającej warunki do przebywania w niej ludzi. Polski sektor kosmiczny może dostarczyć m.in. instrumenty badawcze, aparaturę pomiarową, elementy robotyki i sterowania, także przy pomocy sztucznej inteligencji. Szczególnie potrzebne będą możliwości poszukiwania, pozyskiwania i przetwarzania miejscowych surowców do budowy baz. Będą to początki tzw. górnictwa kosmicznego, które może stać się nową polską specjalnością. Polskie uczelnie już rozpoczynają kształcenie ekspertów w tym zakresie.
    Przypomnijmy: Program Apollo, w ramach którego łącznie 12 osób postawiło stopę na srebrnym globie, zakończył się w 1972 r. Od tego czasu badania Srebrnego Globu  odbywały się z użyciem orbiterów, próbników czy łazików, a fizyczna obecność człowieka w przestrzeni kosmicznej ograniczała się do niskiej orbity okołoziemskiej, czego przykładem jest Międzynarodowa Stacja Kosmiczna ISS. Po blisko pięciu dekadach stworzono koncepcję i przystąpiono do realizacji powrotu do lotów załogowych na Księżyc w ramach programu Artemis.
    W imieniu Polskiej Agencji Kosmicznej zapraszamy do kontaktu z ekspertami POLSA w przypadku chęci uzyskania komentarza, opinii, wyjaśnienia aspektów technicznych związanych z  programem Artemis.

    Czytaj więcej:
    •    Cały artykuł
    •    Więcej na temat misji
     
    Źródło: POLSA
    Opracowanie: Przemysław Rudź
    Ilustracja:. Źródło: NASA / ESA / Hubble
    Państwa-sygnatariusze Artemis Accords
    https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/artemis-i-powrot-czlowieka-na-ksiezyc-coraz-blizej

    Artemis I powrót człowieka na Księżyc coraz bliżej.jpg

    Artemis I powrót człowieka na Księżyc coraz bliżej2.jpg

  6. Rocket Lab wkrótce znów będzie łapał helikopterem spadające rakiety
    2022-08-14. Radek Kosarzycki
    W maju 2022 r. amerykańska firma Rocket Lab podjęła próbę odzyskania pierwszego stopnia rakiety, który po wykonaniu swojej misji opadał ku powierzchni ziemi na spadochronie. Wszystko wskazuje na to, że pierwszy test pod wieloma względami był sukcesem.
    Pod koniec 2022 r. firma planuje ponowną próbę przechwycenia za pomocą helikoptera pierwszego stopnia rakiety Electron. Takie informacje przedstawiciele firmy Rocket Lab przekazali podczas spotkania z udziałowcami, które miało miejsce 11 sierpnia.
    Warto tutaj przypomnieć, że pomimo tego, iż rakietę udało się złapać, piloci helikoptera ostatecznie upuścili ją na powierzchnię wody ze względu na nieprawidłowe zachowanie helikoptera z podczepionym ładunkiem.
    Docelowo Rocket Lab chce dopracować technologię przechwytywania pierwszych członów rakiety, aby helikoptery mogły dostarczać je bezpośrednio na ląd, gdzie byłyby poddawane serwisowi i przygotowane do kolejnych lotów. W ten sposób Electron mógłby stworzyć konkurencję dla rakiet Falcon 9, które etap dopracowywania technologii mają już dawno za sobą i rutynowo dostarczają ładunki na orbitę nawet po kilkanaście razy.
    Neutron – nowa rakieta od Rocket Lab
    W międzyczasie inni specjaliści z Rocket Lab zajmują się opracowywaniem Neutrona, rakiety kolejnej generacji. Według planów Neutron będzie w stanie wynosić większe ładunki na orbitę, dzięki czemu będzie mógł wynosić pakiety satelitów tworzących całe megakonstelacje satelitów. O rakiecie tej więcej szczegółów dowiemy się jednak dopiero 21 września.
    Electron zaledwie kilka tygodni temu wszedł na rynek lotów międzyplanetarnych wysyłając satelitę CAPSTONE w kierunku Księżyca. W przyszłym roku natomiast inny Electron wyniesie pierwszą prywatnie finansowaną misję badawczą do Wenus.
    Rocket Lab catches, drops rocket using a helicopter
    https://www.youtube.com/watch?v=vhW2GASlBtM

    Neutron Rocket | Development Update
    https://www.youtube.com/watch?v=7kwAPr5G6WA

    https://www.pulskosmosu.pl/2022/08/14/rocket-lab-przechwytywanie-rakiety-electron/

    Rocket Lab wkrótce znów będzie łapał helikopterem spadające rakiety.jpg

  7. Zdjęcie dnia: Kosmiczny Teleskop Hubble'a obserwuje fascynującą Mgławicę Oriona
    2022-08-14. Radek Kosarzycki
    Już pod koniec sierpnia tuż przed wschodem Słońca nad wschodnim horyzontem będzie unosił się gwiazdozbiór Oriona, który już kilka miesięcy później będzie dominował zimowe niebo. Tak się akurat składa, że zupełnie niedawno w kierunku Oriona spoglądał Kosmiczny Teleskop Hubble’a.
    Rozległy gwiazdozbiór Oriona to wyjątkowy układ niezwykle ciekawych obiektów nocnego nieba. W górnym lewym jego ramieniu znajdziemy czerwoną Betelgezę, która już za kilkaset tysięcy lat eksploduje jako supernowa, w dolnym prawym rogu mamy natomiast Rigela, potężnego biało-błękitnego nadolbrzyma, który świeci 120 000 razy jaśniej niż Słońce. W środku gwiazdozbioru znajdziemy natomiast bardzo charakterystyczny „pas Oriona” czyli trzy gwiazdy ustawione niemalże w linii prostej: Alnitak, Alnilam i Mintaka.
    Kosmiczny Teleskop Hubble’a spojrzał jednak nie na gwiazdy, a na Wielką Mgławicę w Orionie. To jedna z najjaśniejszych mgławic, które w odpowiednich warunkach pogodowych możemy dostrzec gołym okiem, bez pomocy jakiegokolwiek instrumentu astronomicznego. Mgławica znajduje się tuż pod „pasem Oriona”.
    Choć na pierwszy rzut oka mgławica nie wygląda imponująco, to jest to naprawdę niesamowite miejsce. Potężny obłok gazu i pyłu jest miejscem narodzin nowych gwiazd, które powstają tam w lokalnych zagęszczeniach gazu i pyłu. To właśnie na tej mgławicy astronomowie starają się zrozumieć procesy powstawania nowych gwiazd.
    Mgławica Oriona znajduje się ok. 1344 lat świetlnych od Ziemi i od jednego końca do drugiego sama rozciąga się na 24 lata świetlne. To naprawdę imponujące rozmiary, zważając na fakt, że od Słońca do najbliższej nam gwiazdy Proximy Centauri odległość wynosi zaledwie 4,26 roku świetlnego.
    Fascynujący obiekt Herbiga-Haro w Mgławicy Oriona
    Na pierwszy rzut oka Mgławica Oriona wygląda jak delikatny welon gazu otaczający rozległy obszar nieba. W welonie tym można dostrzec różne struktury, zagęszczenia czy bąble. Wśród nich znajdują się jednak naprawdę wyjątkowe i fascynujące obiekty kosmiczne. Spójrzmy na fragment zdjęcia poniżej.
    Tutaj potrzeba kilku informacji. Młoda gwiazda formuje się z materii w lokalnym zagęszczeniu zimnego gazu i pyłu. Gdy najgęstszy fragment takiego zagęszczenia zapada się pod własną grawitacją, zaczyna wirować. Na taką wirującą protogwiazdę zaczynają opadać dalsze ilości gazu i pyłu z obłoku molekularnego, dzięki czemu protogwiazda rośnie, a wraz z jej masą rośnie ciśnienie i temperatura w jej wnętrzu. Materia w otoczeniu młodej gwiazdy zaczyna poruszać się wzdłuż linii pola magnetycznego gwiazdy i dociera do jej biegunów. Owe linie przyspieszają materię niczym akcelerator cząstek. W efekcie, gdy materia dociera do biegunów, jest z nich emitowana z olbrzymimi prędkościami. Gdy taki dżet materii uderza z pełną mocą w otaczający gwiazdę gaz, powstaje obiekt Herbiga-Haro. Dżety skutecznie wywiewają nadmiar pyłu i gazu z otoczenia formującej się jeszcze gwiazdy. To jak skutecznie ten proces zachodzi ostatecznie decyduje o tym jak duża będzie gwiazda. Im proces jest wydajniejszy, tym mniej materii zdąży opaść na gwiazdę i powiększyć jej masę.
    Warto tutaj dodać, że dostrzeżenie obiektu Herbiga-Haro nie należy do łatwych rzeczy, głównie z tego powodu, że jest to jedynie etap przejściowy w ewolucji młodej gwiazdy. Zazwyczaj gwiazda znajduje się w tym stanie zaledwie przez kilkadziesiąt tysięcy lat. Potrzeba zatem sporego zbiegu okoliczności, aby akurat być na świecie, żeby dostrzec taki obiekt na niebie.
    Wielka Mgławica Oriona

    Video of A Celestial Cloudscape in the Orion Nebula
    https://www.youtube.com/watch?v=ykuUzKDUq1E

    HH 505
    https://spidersweb.pl/2022/08/hubble-hh-505-herbig-haro.html

    Zdjęcie dnia Kosmiczny Teleskop Hubble'a obserwuje fascynującą Mgławicę Oriona.jpg

    Zdjęcie dnia Kosmiczny Teleskop Hubble'a obserwuje fascynującą Mgławicę Oriona2.jpg

    Zdjęcie dnia Kosmiczny Teleskop Hubble'a obserwuje fascynującą Mgławicę Oriona3.jpg

  8. Rosjanie mówią o UFO. Szef agencji kosmicznej potwierdza istnienie zjawiska

    2022-08-13. Robert Bernatowicz

    Już nie tylko Pentagon potwierdza istnienie UFO, ale także rosyjski Roskosmos. Obcy mają badać życie na Ziemi tak, jak badamy bakterie. Z dystansem i z daleka.


    Wypowiedź szefa rosyjskiej agencji kosmicznej Roskosmos Dmitrija Rogozina dla kanału Rossija24 dla wielu osób była szokiem. W pewnym momencie Rogozin został zapytany przez dziennikarza, czy wierzy w UFO. Bez cienia uśmiechu na twarzy odpowiedział, że absolutnie jest przekonany, że naszą planetę odwiedzają kosmici. Jego zdaniem wystarczy chwilę logicznie pomyśleć i wyobrazić sobie wielkość wszechświata. W sposób oczywisty życie mogło powstać na wielu planetach, a nie tylko na Ziemi.

    Mogą istnieć inne światy i jest nieskończenie wiele elementów, które mogły się przyczynić do powstania życia we wszechświecie, w tym inteligentnego jak na Ziemi.
    szef rosyjskiej agencji kosmicznej Dmitrij Rogozin dla kanału Rossija24
    Rogozin dodał, że ludzkość ma bardzo ograniczone możliwości badania wszechświata, gdyż może jedynie go obserwować za pomocą coraz bardziej doskonałych teleskopów. Ale chwilę później w czasie wywiadu zrobiło się naprawdę ciekawie.

    Oni tu przylatują - mamy raporty!
    Dziennikarz prowadzący wywiad z szefem rosyjskiej agencji kosmicznej Roskosmos zapytał wprost, czy trafiają do jego agencji relacje od pilotów o obserwacjach Niezidentyfikowanych Obiektów Latających. Dmitrij Rogozin potwierdził, że takie raporty jak najbardziej istnieją. Pojawiają się najczęściej po lotach testowych, kiedy Rosjanie sprawdzają nowe modele samolotów czy innych statków powietrznych. Po takich lotach piloci rysują, jak wyglądały te obiekty. Wygląda to tak, jakby "ktoś" bardzo interesował się nowymi technologiami testowanymi przez Rosjan. Rogozin dodał, że większość tych informacji jest wyjaśnianych zwykłymi zjawiskami atmosferycznymi.

    99,9% wszystkich doniesień zostało później zidentyfikowanych jako "zjawiska atmosferyczne i inne zjawiska fizyczne", ale i tak uważam, że możemy być przedmiotem zewnętrznej obserwacji
    szef rosyjskiej agencji kosmicznej Roskosmos Dmitrij Rogozin dla kanału Rossija24

     
    Szef Roskosmosu nie wyklucza, że Ziemia może być regularnie odwiedzana przez pozaziemskie cywilizacje, choć nie widzi z ich strony zagrożenia. Jego zdaniem kosmici jedynie nas uważnie obserwują.
    Możemy badać bakterie, ale my możemy też być badani tak jak bakterie
    szef rosyjskiej agencji kosmicznej Roskosmos Dmitrij Rogozin dla kanału Rossija24

    To pierwsza wypowiedź o UFO rosyjskiego urzędnika na tak wysokim szczeblu. Dmitrij Rogozin w czasie wywiadu ujawnił jeszcze jedną, intrygującą informację. Przyznał, że w sprawie UFO kontaktował się z amerykańską agencją kosmiczną NASA i dostał od niej także raporty potwierdzające istnienie Niezidentyfikowanych Obiektów Latających. Można się jedynie domyślać, że podobne materiały o UFO mają inne agencje kosmiczne takich mocarstw jak np. Chiny czy Indie, które prowadzą własne programy kosmiczne.


    Szef rosyjskiego Roskosmosu nie wyklucza, że Ziemia jest odwiedzana przez obce cywilizacje /materiały prasowe

    INTERIA

    https://geekweek.interia.pl/styl-zycia/ciekawostki/news-rosjanie-mowia-o-ufo-szef-agencji-kosmicznej-potwierdza-istn,nId,6216132

    Rosjanie mówią o UFO. Szef agencji kosmicznej potwierdza istnienie zjawiska.jpg

  9. Potężny grzmot niewiadomego pochodzenia. Usłyszeli go mieszkańcy stanów Utah i Idaho
    2022-08-14. Autor: anw Źródło CNN, PAP, cbsnews.com

    W sobotę mieszkańcy północnej części stanu Utah usłyszeli potężny grzmot. Huk ten przypominał dźwięk wytwarzany przez samolot przekraczający barierę dźwięku, a nawet znacznie silniejszy. Zdaniem władz był to wchodzący w atmosferę ziemską meteor.
    Jak przekazał amerykański dziennik "Salt Lake Tribune", grzmot słychać było nie tylko w Utah, ale też i w sąsiednim stanie Idaho.
    Gubernator Utah Spencer Cox poinformował na Twitterze, że podległe mu służby potwierdziły, iż zjawisko nie było związane z żadną aktywnością sejsmiczną ani działaniami wojskowymi.
    Meteor przeciął atmosferę


    Krajowa Służba Pogodowa (NWS) podała na Twitterze, że wykryto ślady przelotu w atmosferze obiektu poruszającego się z wielką prędkością, najprawdopodobniej meteoru.

    : Mieszkanka Salt Lake City Wendi Melling określiła dźwięk jako przypominający ten, który wytwarza samolot przekraczający barierę dźwięku, a nawet znacznie silniejszy, po którym dał się słyszeć odgłos jakby dalekiego uderzenia pioruna.

    Zaznaczone na poniższej mapie satelitarnej punkty nie są związane z aktywnością burzową, ale są prawdopodobnie wynikiem śladu meteoru i rozbłysku.
    Autor:anw
    Źródło: CNN, PAP, cbsnews.com
    Źródło zdjęcia głównego: NWS, GOES-17 Lightning Mapper
    https://tvn24.pl/tvnmeteo/swiat/usa-potezny-grzmot-niewiadomego-pochodzenia-uslyszeli-go-mieszkancy-stanow-utah-i-idaho-6068535

    Potężny grzmot niewiadomego pochodzenia. Usłyszeli go mieszkańcy stanów Utah i Idaho.jpg

    Potężny grzmot niewiadomego pochodzenia. Usłyszeli go mieszkańcy stanów Utah i Idaho2.jpg

  10. Kosmiczne Obserwatorium Fermiego przygląda się szczątkom gwiazdy, która eksplodowała jako supernowa
    2022-08-14. Radek Kosarzycki
    Od wielu lat astronomowie poszukiwali miejsc we wszechświecie, które mogłyby być źródłem jednych z najbardziej energetycznych protonów w naszej galaktyce. Dwanaście lat pracy Kosmicznego Teleskopu Promieniowania Gamma Fermi pozwoliło odkryć, że takim źródłem może być jedna z pozostałości po supernowych.
    Dane z Fermiego jednoznacznie wskazują, że fale uderzeniowe powstałe w eksplozjach supernowych mogą przyspieszać część cząstek do prędkości bliskich prędkości światła. Takie promienie kosmiczne zazwyczaj przyjmują formę protonów (aczkolwiek mogą to być też jądra atomowe lub elektrony). Przemierzając przestrzenie międzygwiezdne, często zmieniają one kierunek lotu, bowiem posiadają własny ładunek elektryczny, a tym samym reagują na galaktyczne pole magnetyczne. Efekt tego jednak jest taki, że bardzo ciężko jest stwierdzić skąd takie cząstki do nas przyleciały skoro zanim do nas dotarły wielokrotnie zmieniły kierunek lotu. Naukowcy zwracają jednak uwagę, że gdy takie cząstki zderzają się z gazem międzygwiezdnym w bezpośrednim otoczeniu pozostałości po supernowej, emitują one charakterystyczne promieniowanie gamma.
    Uwięzione przez chaotyczne pole magnetyczne, cząstki takie wielokrotnie przecinają falę uderzeniową supernowej, za każdym razem zyskując prędkość i energię. W końcu szczątki po eksplozji nie mogą już ich utrzymać i odlatują w przestrzeń międzygwiezdną.
    Astronomowie zidentyfikowali kilka podejrzanych PeVatronów (źródeł protonów o energii rzędu milionów miliardów elektronowoltów), w tym jedno w centrum naszej galaktyki. Oczywiście na szczycie listy kandydatów znajdują się pozostałości po supernowych. Jednak spośród około 300 znanych szczątków po takich eksplozjach, tylko kilka emituje promieniowanie gamma o wystarczająco wysokich energiach.
    G106.3+2.7, to przypominający kształtem kometę obłok znajdujący się ok. 2600 lat świetlnych od Ziemi w kierunku gwiazdozbioru Cefeusza. Na północnej granicy obłoku znajduje się jasny pulsar, pozostałość po supernowej. Astronomowie podejrzewają, że oba te obiekty powstały w wyniku tej samej eksplozji.
    Fermi odkrył w tej pozostałości po supernowej promienie gamma o energii rzędu miliarda elektronowoltów. Sieć teleskopów VERITAS z Obserwatorium Freda Lawrence’a Whipple w Arizonie zarejestrował w tym samym miejscu nawet bardziej energetyczne promieniowanie gamma.
    Pulsar, J2229+6114, podczas wirowania emituje własne promienie gamma niczym latarnia morska. Jego poświata dominuje cały region promieniowaniem o energii kilku miliardów elektronowoltów.
    „Jak dotąd G106.3+2.7 wydaje się wyjątkowa, ale może okazać się, że jest po prostu najjaśniejszym członkiem całej nowej populacji pozostałości po supernowych, które emitują promienie gamma osiągające energię TeV” – przekonują naukowcy. „Kolejne mogą zostać odkryte w przyszłości za pomocą Fermiego oraz innych obserwatoriów poszukujących wysokoenergetycznego promieniowania gamma”.
    Found: A PeVatron
    https://www.youtube.com/watch?v=oYm-0MX_3HE

    Fermi telescope confirms star wreck as source of extreme cosmic particles
    https://www.youtube.com/watch?v=1XkQ5KJD25A

    https://www.pulskosmosu.pl/2022/08/14/fermi-pozostalosc-po-supernowej/

    Kosmiczne Obserwatorium Fermiego przygląda się szczątkom gwiazdy, która eksplodowała jako supernowa.jpg

  11. Mars: naukowców zaskakuje mała ilość wody
    2022-08-13.
    W pobliżu miejsca lądowania sondy InSight, w warstwach sięgających na głębokość 300 metrów znajduje się niewiele wody. Brakuje nie tylko lodu, ale nawet zawierających wodę minerałów.
    Nowa analiza informacji nadesłanych przez lądownik InSight "przyniosła spore zaskoczenie" - twierdzą planetolodzy z University of California, San Diego. Pierwsza jest taka, że w rejonie działania sondy, w warstwach sięgających na głębokość 300 metrów praktycznie nie ma lodu. Tymczasem naukowcy spodziewali się jego dużych ilości.
    „Dowiadujemy się, że skorupa Marsa jest delikatna i porowata. Osady nie są dobrze scementowane. W obecnych porach nie ma jednak wiele lodu" - mówi prof. Vashan Wright, jeden z autorów opracowania, które ukazało się na łamach pisma „Geophysical Research Letter". - „Wyniki te nie wykluczają obecności ziaren lub małych skupisk lodu, które nie spajają razem różnych minerałów. Pytanie jednak, jak prawdopodobne jest występowanie lodu w tej właśnie postaci".
    Druga niespodziana dotyczy tego, co z marsjańską wodą się mogło stać. Mars mógł bowiem, w dalekiej przeszłości mieć oceany i według wielu ekspertów woda miała stać się częścią minerałów tworzących podpowierzchniowe, skalne spoiwo. „Jeśli woda wejdzie w kontakt ze skałami, powstają nowe minerały, takie jak glina, więc woda przestaje być ciekła. Staje się częścią mineralnej struktury. W badanym rejonie znajduje się trochę takiego lepiszcza, ale nie jest go wiele" - zwraca uwagę jeden z autorów publikacji, prof. Michael Manga.
    „Woda może także wniknąć w minerały, które nie działają, jak tego typu spoiwo. Takiej, pozbawionej lepiszcza, podpowierzchniowej warstwie brakuje jednego sposobu na zachowanie śladów życia" - wyjaśnia prof. Wright. Powstające w obecności wody spoiwo chroni bowiem miejscowe minerały przed erozją. „Jako naukowcy konfrontujemy się teraz z najlepszej jakości danymi z najdokładniejszych obserwacji. Nasze modele przewidywały obecność na tej szerokości geograficznej zamarzniętej ziemi oraz warstw wodonośnych pod nią" - podkreśla prof. Manga.
    Próbnik InSight wylądował w 2018 roku, na terenie Elysium Planitia - gładkiej równiny w pobliżu marsjańskiego równika. Na jego pokładzie działa m.in. sejsmometr, który mierzy wibracje powstające w czasie marsjańskich trzęsień ziemi i upadków meteorytów. Na podstawie tych pomiarów specjaliści mogą wydobyć ogromne ilości informacji na temat powierzchni planety, w tym znajdujących się na niej form czy temperatury. Dane wskazują na obecność skał osadowych i pozostałości po płynącej lawie.
    Mimo pewnej, możliwej niedokładności wyników odnośnie struktur ukrytych pod powierzchnią, fale sejsmiczne mogą też wiele powiedzieć o znajdujących się tam minerałach. Nowe wyniki powstały dzięki pracy złożonego, symulacyjnego programu komputerowego, który analizował sejsmiczne dane. „Każdy z naszych modeli uruchomiliśmy 10 tys. razy, aby wydobyć ewentualne niepewności" - podkreśla jeden z badaczy Richard Kilburn.
    Badanie warstw pod powierzchnią planety jest istotne m.in. dlatego, że jeśli na Marsie istniało życie, to jego ślady można znaleźć właśnie w tym obszarze, gdzie były chronione np. przed promieniowaniem. Po planowanym przywiezieniu próbki marsjańskiej powierzchni na Ziemię, w następnej dekadzie NASA może zrealizować misję Mars Life Explorer, w której próbnik wwierci się na głębokość dwóch metrów na wysokiej szerokości geograficznej - w miejscu, gdzie spotykają się lód, skały i atmosfera.
    Rozważana jest już także Mars Ice Mapper Mission, w której mają być analizowane naukowe cele ewentualnej podróży ludzi na Czerwoną Planetę. „Przez cały czas dorastania słyszałem, że Ziemia może stać się niezdatna do życia na niej. Teraz jestem w wieku, kiedy mogę pomóc w zrozumieniu podobnych procesów, które zaszły na innej planecie" - mówi Jhardel Dasent, jeden z badaczy.
    Źródło: PAP

    Fot. Europejska Agencja Kosmiczna

    SPACE24

    https://space24.pl/nauka-i-edukacja/mars-naukowcow-zaskakuje-mala-ilosc-wody

    Mars naukowców zaskakuje mała ilość wody.jpg

  12. Tak młodej planety wcześniej nie odkryto. To prawdziwy kosmiczny noworodek
    2022-08-13. Radek Kosarzycki
    Międzynarodowy zespół astronomów ogłosił właśnie odkrycie bardzo nietypowej planety. Wróć, planeta może jest i typowa, ale zdecydowanie tak młodej planety jeszcze nie widzieliśmy.
    W najnowszym artykule naukowym opublikowanym na łamach periodyku naukowego Astrophysical Journal Letters astronomowie poinformowali o odkryciu planety pozasłonecznej, której wiek szacuje się na zaledwie 1,5 mln lat. W skali życia ludzkiego to 1,5 mln lat to szmat czasu. W skali kosmicznej jednak jest to tak naprawdę noworodek. Dla porównania można powiedzieć, że Ziemia i planety Układu Słonecznego mają ponad 4500 mln lat i wciąż nawet nie osiągnęły połowy swojego docelowego wieku.
    Warto tutaj zwrócić uwagę na to, jaką unikalną szansę daje obserwowanie tak młodej planety. Badacze podkreślają, że planeta dopiero co się uformowała, przez co wciąż jest jeszcze otoczona gęstą otoczką pyłową, tudzież pozostałościami materii, z której się formowała. Obserwacje takiej planety mogą nie tylko powiedzieć nam wiele o niej samie, ale także o wczesnych etapach ewolucji planet takich jak nasze. O ile obecne modele przewidują jak wyglądały kolejne kroki ewolucji, to jednak dane obserwacyjne pozwalają sprawdzać, czy modele te są właściwe.
    ALMA - The Rebirth of a Giant
    https://www.youtube.com/watch?v=WzBTRDxb-OQ

    https://spidersweb.pl/2022/08/as-209-najmlodsza-planeta-w-galaktyce.html

    Tak młodej planety wcześniej nie odkryto. To prawdziwy kosmiczny noworodek.jpg

    Tak młodej planety wcześniej nie odkryto. To prawdziwy kosmiczny noworodek2.jpg

  13. Na Betelgezie doszło do powierzchniowego wyrzutu masy
    2022-08-13. Radek Kosarzycki
    Pamiętacie zapewne jak w 2019 roku cały świat astronomii (i nie tylko) z zaskoczeniem obserwował jak Betelgeza, jedna z najciekawszych gwiazd nocnego zimowego nieba, traci z dnia na dzień na blasku. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział co się dzieje.
    Wielu obserwatorów, którzy doskonale wiedzieli, że ów czerwony olbrzym jest gwiazdą, której czas życia dobiega już końca, zastanawiało się, czy jesteśmy świadkami ostatnich chwil jej życia i doczekamy się w najbliższym czasie potężnej eksplozji supernowej. Wizja była fantastyczna. Jakby nie patrzeć, Betelgeza znajduje się zaledwie 500 lat świetlnych od Ziemi, a więc jej ewentualna eksplozja sprawiłaby, że gwiazda stałaby się absolutnie najjaśniejszym obiektem nocnego nieba. Po kilku jednak miesiącach entuzjazm i oczekiwanie straciły na impecie, bowiem gwiazda jak gdyby nigdy nic wróciła do swojej dawnej jasności.
    Supernowej raczej nie doczekamy, ale też będzie ciekawie
    Najnowsze dane z Kosmicznego Teleskopu Hubble’a wskazują, że na powierzchni gwiazdy doszło do powierzchniowego wyrzutu masy (SME, surface mass ejection). To zjawisko dotąd nieobserwowane na tak bliskiej nam gwieździe. W przeciwieństwie do koronalnych wyrzutów masy, które znamy z naszego Słońca, a które mają miejsce w najbardziej zewnętrznej warstwie atmosfery naszej gwiazdy dziennej, na Betelgezie doszło do wyrzutu masy bezpośrednio z powierzchni gwiazdy. Różnica jest taka, że na Betelgezie doszło do wyrzutu 400 miliardów razy większej ilości masy.
    Naukowcy wskazują, że do wyrzutu doszło wtedy, gdy z wnętrza gwiazdy do powierzchni dotarł bąbel materii o średnicy ponad 1,5 miliona kilometrów. Dla porównania całe Słońce ma średnicę 1,3 mln km. Z drugiej strony jednak należy pamiętać, że jak na Betelgezę nie jest to dużo, bowiem gwiazda ta ma średnicę ponad miliarda kilometrów. Gdyby umieścić ją w tym samym miejscu, w którym znajduje się Słońce, to Merkury, Wenus, Mars i Ziemia znalazłyby się we wnętrzu gwiazdy, a Jowisz ocierałby się niemalże o jej powierzchnię.
    Wyrzucona z powierzchni gwiazdy materia, oddalając się od gwiazdy uległa ochłodzeniu i zamieniła się w gęsty obłok pyłu, który przypadkiem znalazł się dokładnie między Betelgezą a Słońcem i tym samym przesłonił nam część jej tarczy. To z kolei spowodowało, że z naszej perspektywy jasność gwiazdy po prostu spadła.
    Od tego czasu obłok jednak się rozproszył i ponownie zaczął przepuszczać promieniowanie emitowane przez gwiazdę. Z tego też powodu na Ziemi mogliśmy obserwować powrót do pierwotnej jasności gwiazdy.
    Najnowsze badania wskazują, że faktycznie gwiazda galopem goni do końca swojego życia, ale na supernową możemy poczekać jeszcze jakieś 100 000 lat.
    Źródło: 1
    Zooming in on Betelgeuse
    https://www.youtube.com/watch?v=MXh7n7Dhvbk

    https://www.pulskosmosu.pl/2022/08/13/betelgeza-powierzchniowy-wyrzut-masy/

    Na Betelgezie doszło do powierzchniowego wyrzutu masy.jpg

    Na Betelgezie doszło do powierzchniowego wyrzutu masy2.jpg

    Na Betelgezie doszło do powierzchniowego wyrzutu masy3.jpg

  14. Kolejne Starlinki na orbicie biegunowej. Dziesiąty lot tego samego Falcona 9
    2022-08-13. Radek Kosarzycki
    O godzinie 23:40 polskiego czasu w piątek 13 sierpnia z Bazy Sił Kosmicznych Vandenberg w Kalifornii na szczycie rakiety Falcon 9 wystartowała kolejna paczka satelitów megakonstelacji Starlink. Satelity poleciały na orbitę biegunową.
    Dziewięć minut po starcie pierwszy człon rakiety stał już na platformie oceanicznej na Pacyfiku, a drugi człon sześćdziesiąt trzy minuty po starcie zwolnił zaczepy i wypuścił wszystkie 46 satelitów na orbicie. Warto tutaj zauważyć, że satelity te nie będą miały lekko, bowiem znajdują się na orbicie przecinającej tor lotu odłamków powstałych w listopadzie 2021 roku wskutek zniszczenia przez Rosjan własnego satelity.
    Jak niedawno poinformowała firma COMSPOC monitorująca aktywność na orbicie okołoziemskiej w ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy ponad 6000 razy dochodziło do zbliżenia szczątków satelity z 841 satelitami Starlink. Inaczej mówiąc, aż 30 proc. wszystkich satelitów Starlink spotkało w ostatnim roku na swojej drodze odłamki z rozwalonego przez Rosjan satelity. W każdym z takich zbliżeń odłamki znajdowały się w odległości mniejszej niż 10 km od satelity.
    Wysłane w piątek na orbitę satelity docelowo trafią na wysokość 560 km nad powierzchnią Ziemi i będą poruszały się po orbicie nachylonej do równika pod kątem 97,6 stopni. Na tej orbicie znajdują się już satelity wysłane także 10 i 22 lipca br.
    Warto zwrócić uwagę na to, że pierwszy człon rakiety Falcon 9, który wyniósł wczoraj satelity na orbitę odbył tym samym swój dziesiąty lot na orbitę.
    Starlink Mission
    https://www.youtube.com/watch?v=SU5FbiCbjic&t=289s

    https://www.pulskosmosu.pl/2022/08/13/starlinki-grupa-3-3-na-orbicie/

    Kolejne Starlinki na orbicie biegunowej. Dziesiąty lot tego samego Falcona 9.jpg

  15. Najjaśniejsze gwiazdy mogą odzierać planety do ich skalistych rdzeni
    2022-08-13.
    Czy gazowe planety wielkości Jowisza, krążące wokół masywnych gwiazd są w stanie utrzymać swoją atmosferę?
    W ciągu ostatnich 25 lat astronomowie znaleźli tysiące egzoplanet krążących wokół gwiazd w naszej Galaktyce, ale ponad 99% z nich krąży wokół mniejszych gwiazd – od czerwonych karłów do gwiazd nieco masywniejszych od naszego Słońca, które jest uważane za gwiazdę średniej wielkości.

    Niewiele z nich odkryto wokół jeszcze masywniejszych gwiazd, takich jak gwiazdy typu A – jasne białe gwiazdy dwukrotnie większe od Słońca – a większość zaobserwowanych egzoplanet jest wielkości Jowisza lub większe. Niektóre z najjaśniejszych gwiazd na nocnym niebie, takie jak Syriusz i Wega, są gwiazdami typu A.

    Astronomowie z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley odkryli nową planetę wielkości Neptuna – HD 56414 b – wokół jednej z tych gorących, lecz krótko żyjących gwiazd typu A i podpowiedzieli, dlaczego tak niewiele gazowych olbrzymów mniejszych od Jowisza zostało zaobserwowanych wokół najjaśniejszego 1% gwiazd w naszej Galaktyce.

    Obecne metody wykrywania egzoplanet najłatwiej odnajdują planety o krótkich, szybkich okresach obiegu wokół swoich gwiazd, ale ta nowo odkryta planeta ma dłuższy okres orbitalny niż większość odkrytych do tej pory. Naukowcy sugerują, że łatwiejsza do znalezienia planeta wielkości Neptuna, znajdująca się bliżej jasnej gwiazdy typu A, zostałaby szybko pozbawiona gazu przez ostre promieniowanie gwiazdy i zredukowana do niewykrywalnego jądra.

    Chociaż zaproponowano tę teorię w celu wyjaśnienia tak zwanej pustyni gorących neptunów, wokół bardziej czerwonych gwiazd, to, czy rozszerzyło się to na gorętsze gwiazdy – gwiazdy typu A są około 1,5 do 2 razy gorętsze niż Słońce – było niewiadomą z powodu braku znanych planet wokół niektórych z najjaśniejszych gwiazd galaktyki.

    To jedna z najmniejszych planet, jakie znamy wokół tych naprawdę masywnych gwiazd – powiedział absolwent UC Berkeley Steven Giacalone. W rzeczywistości jest to najgorętsza znana nam gwiazda z planetą mniejszą niż Jowisz. Ta egzoplaneta jest interesująca przede wszystkim dlatego, że tego typu planety są naprawdę trudne do znalezienia i prawdopodobnie nie znajdziemy wielu takich w przewidywalnej przyszłości.

    Pustynia gorących neptunów
    Odkrycie czegoś, co badacze określają mianem „ciepłego neptuna” tuż poza sferą, w której planeta zostałaby pozbawiona gazu, sugeruje, że jasne gwiazdy typu A mogą mieć liczne niewidoczne rdzenie w strefie gorących neptunów, które czekają na odkrycie dzięki bardziej czułym technikom.

    Możemy się spodziewać, że w krótkich okresach orbitalnych zobaczymy spiętrzenie resztkowych rdzeni planet neptunowych wokół takich gwiazd – podsumowali naukowcy w swojej pracy.

    Odkrycie dodaje również do naszego zrozumienia, jak atmosfery planet ewoluują, powiedziała Courtney Dressing, asystentka profesora astronomii UC Berkeley.

    Istnieje pytanie dotyczące tego, jak planety zachowują swoje atmosfery w czasie – powiedziała Dressing. Kiedy patrzymy na mniejsze planety, czy patrzymy na atmosferę, z którą została uformowana, kiedy pierwotnie utworzyła się z dysku akrecyjnego? Czy patrzymy na atmosferę, która została odgazowana od planety w czasie? Jeżeli jesteśmy w stanie spojrzeć na planety otrzymujące różne ilości promieniowania od swojej gwiazdy, zwłaszcza różne długości fali, na co pozwalają nam gwiazdy typu A – pozwala to na zmianę stosunku promieniowania rentgenowskiego do UV – wtedy możemy spróbować zobaczyć, jak dokładnie planeta utrzymuje swoją atmosferę w czasie.

    Według Dressing, dobrze wiadomo, że wysoko napromieniowane planety wielkości Neptuna krążące wokół mniej masywnych, podobnych do Słońca gwiazd są rzadsze niż się spodziewamy. Nie wiadomo jednak, czy dotyczy to planet krążących wokół gwiazd typu A, ponieważ są one trudne do wykrycia.

    A gwiazda typu A to inny obiekt niż mniejsze karły typu F, G, K i M. Planety krążące blisko gwiazd podobnych do Słońca otrzymują duże ilości zarówno promieniowania X, jak i UV, ale planety krążące blisko gwiazd typu A otrzymują znacznie więcej promieniowania bliskiego UV niż promieniowania X czy ekstremalnego UV.

    Ustalenie, czy pustynia gorących neptunów rozciąga się również na gwiazdy typu A zapewnia spojrzenie w znaczenie promieniowania bliskiego UV w zarządzaniu ucieczką atmosferyczną – powiedziała. Ten wynik jest ważny dla zrozumienia fizyki utraty masy atmosfery oraz badania powstawania i ewolucji małych planet.

    Planeta HD 56414 b została wykryta przez misję TESS, gdy okrążała swoją gwiazdę, HD 56414. Dressing, Giacalone i ich koledzy potwierdzili, że HD 56414 była gwiazdą typu A, uzyskując widma za pomocą 1,5-metrowego teleskopu obsługiwanego przez konsorcjum Small and Moderate Aperture Research Telescope System (SMARTS) w Cerro Tololo w Chile.

    Planeta ma promień 3,7 razy większy niż Ziemia i okrąża gwiazdę raz na 29 ziemskich dni w odległości ¼ odległości między Ziemią a Słońcem. Układ ma około 420 milionów lat, czyli jest znacznie młodszy od Słońca, które ma 4,5 miliarda lat.

    Naukowcy wymodelowali wpływ promieniowania gwiazdy na planetę i doszli do wniosku, że podczas gdy gwiazda może powoli niszczyć jej atmosferę, prawdopodobnie przetrwałaby miliard lat – poza punktem, w którym oczekuje się, że gwiazda wypali się i zapadnie, wytwarzając supernową.

    Giacalone powiedział, że planety wielkości Jowisza są mniej podatne na fotoodparowanie, ponieważ ich jądra są wystarczająco masywne, aby utrzymać wodór w stanie gazowym.

    Istnieje równowaga między centralną masą planety a nadętą atmosferą – powiedział. W przypadku planet wielkości Jowisza lub większych, planeta jest wystarczająco masywna, aby grawitacyjnie utrzymać swoją atmosferę. Kiedy schodzimy do planet wielkości Neptuna, atmosfera jest nadal spuchnięta, ale planeta nie jest tak masywna, więc może łatwiej stracić atmosferę.

    Giacalone i Dressing kontynuują poszukiwanie egzoplanet wielkości Neptuna wokół gwiazd typu A, w nadziei na znalezienie innych pustyni gorących neptunów lub w ich pobliżu, aby zrozumieć, gdzie te planety formują się w dysku akrecyjnym podczas tworzenia się gwiazd, niezależnie od tego, czy poruszają się do wewnątrz, czy na zewnątrz w czasie i jak ewoluują ich atmosfery.

    Opracowanie:
    Agnieszka Nowak

    Źródło:
    Uniwersytet Kalifornijski

    Urania
    Wizja artystyczna planety wielkości Neptuna krążącej wokół gwiazdy typu A. Źródło: Steven Giacalone, UC Berkeley.

    https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2022/08/najjasniejsze-gwiazdy-moga-odzierac.html

    Najjaśniejsze gwiazdy mogą odzierać planety do ich skalistych rdzeni.jpg

  16. Czerwony nadolbrzym regeneruje się po eksplozji
    2022-08-12.
    Teleskop Hubble’a dostarcza nowych informacji na temat losów czerwonego nadolbrzyma po eksplozji.
    Analizując dane z Kosmicznego Teleskopu Hubble’a, astronomowie odkryli, że w 2019 roku doszło do silnej eksplozji na powierzchni Betelgezy – jednej z najjaśniejszych gwiazd w naszej Galaktyce. W wyniku zdarzenia, czerwony nadolbrzym stracił znaczną część swojej powierzchni. Eksplozja spowodowała potężny wyrzut masy gwiazdy w przestrzeń kosmiczną.
    ,, Nigdy wcześniej nie zaobserwowaliśmy tak ogromnego wyrzutu masy z powierzchni gwiazdy.
    Andrea Dupree, Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics
    Dzięki danym zgromadzonym przez Teleskop Hubble’a, naukowcy mogą po raz pierwszy obserwować, w jaki sposób czerwone nadolbrzymy tracą masę w późniejszym okresie swojego życia. Z biegiem czasu paliwo w gwiazdach kończy się i ustają reakcje termojądrowe w ich jądrze. Najbardziej masywne masy kończą życie w wyniku eksplozji jako supernowe.
    Zdaniem astronomów utrata masy może istotnie wpłynąć na los gwiazdy. Jednak nic nie wskazuje na to, aby Betelgeza miała wkrótce eksplodować. Wręcz przeciwnie – astronomowie sądzą, że gwiazda ,,wraca do zdrowia’’. Obserwacje czerwonego nadolbrzyma mogą wykazać, że utrata znacznej części masy gwiazdy niekoniecznie prowadzi do jej wybuchu.
    Jak doszło do eksplozji na powierzchni Betelgezy?
    Wybuch zaobserwowany w 2019 roku był prawdopodobnie spowodowany aktywnością materii w głębi gwiazdy. To doprowadziło do wyrzutu fragmentów fotosfery - najbardziej wewnętrznej części atmosfery gwiazdy. W konsekwencji, na powierzchni Betelgezy powstał obszar o znacznie niższej temperaturze.
    Ważący kilka razy więcej niż Księżyc fragment fotosfery został wyrzucony w przestrzeń kosmiczną. Obiekt ochłodził się tworząc obłok pyłu, który stanowił barierę dla światła emitowanego przez gwiazdę. Dzięki temu astronomowie zauważyli zmiany w jasności Betelgezy. ,,Ściemnienie’’ gwiazdy trwało przez kilka miesięcy. Zaobserwowano je pod koniec 2019 roku. Naukowcy byli świadkami rytmicznych pulsacji czerwonego nadolbrzyma, które trwały około 400 dni. Zdaniem astronomów, w ten sposób gwiazda regeneruje się i powoli odbudowuje brakujący fragment fotosfery.
    ,, Obserwujemy gwiezdną ewolucję w czasie rzeczywistym.
    Andrea Dupree, Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics
    - To zupełnie nowe zjawisko, które możemy obserwować bezpośrednio i rozwiązywać szczegóły powierzchni za pomocą danych Teleskopu Hubble'a – dodaje Dupree.
    Betelgeza znajduje się w gwiazdozbiorze Oriona. Gdyby gwiazda zastąpiła Słońce w centrum Układu Słonecznego to jej powierzchnia wykroczyłaby poza orbitę Jowisza. Obserwacje czerwonego nadolbrzyma umożliwiły dane obserwatorium STELLA, teleskopu Tillinghast Reflector Echelle Spectrograph (TRES), obserwatorium kosmicznego NASA STEREO-A, Kosmicznego Teleskopu Hubble'a oraz AAVSO. Dupree podkreśla, że dane Teleskopu Hubble'a miały kluczowe znaczenie dla badań Betelgezy.
    źródło: NASA
    Betelgeza to jedna z najjaśniejszych gwiazd w Drodze Mlecznej. Fot. ESA/Herschel/PACS/L. Decin et al.
    https://nauka.tvp.pl/61803001/czerwony-nadolbrzym-regeneruje-sie-po-eksplozji

     

    Czerwony nadolbrzym regeneruje się po eksplozji.jpg

  17. Dostrzeżono kandydata na dysk okołoplanetarny
    2022-08-12.
    Astronomowie być może znaleźli gazowy dysk wokół planety okrążającej młodą gwiazdę AS 209. Jest to jeden z zaledwie czterech odkrytych do tej pory kandydatów na dysk okołoplanetarny, a obserwacje te pozwalają na pierwsze oszacowanie masy gazu w dysku okołoplanetarnym.

    Dyski w dyskach
    Dyski gazu i pyłu, które gromadzą się wokół młodych gwiazd są miejscem powstawania planet. Dzięki wysokiej rozdzielczości obserwacjom radiowym prowadzonym przez instrumenty takie jak Atacama Large Millimeter/submillimeter Array (ALMA), możemy badać te dyski w niesamowitych szczegółach i próbować złapać formowanie się planet na gorącym uczynku.

    Ostatnio naukowcy wykorzystali ALMA do obserwacji pięciu pobliskich dysków okołogwiazdowych w wysokiej rozdzielczości w ramach programu obserwacyjnego Molecules with ALMA at Planet-forming Scales (MAPS). Korzystając z danych MAPS, zespół kierowany przez Jaehana Bae (University of Florida) znalazł dowody na to, że gwiazda mająca 1,6 miliona lat, AS 209, posiada dysk w dysku – dysk okołoplanetarny wokół ukrytej planety krążącej daleko od gwiazdy centralnej.

    Może planeta?
    Bae i współpracownicy przeanalizowali nowe obserwacje ALMA emisji radiowej trzech form tlenku węgla oraz archiwalne obserwacje 1,25-milimetrowej emisji pyłu. Kilka dowodów sugeruje, zespół wykrył gazowy tlenek węgla należący do dysku okołoplanetarnego w obrębie większego dysku otaczającego AS 209:

    1.    Obserwacje tlenku węgla (12CO) ujawniają lukę o szerokości 78 jednostek astronomicznych w gazie dysku AS 209 w odległości 200 j.a. od gwiazdy centralnej, w tym samym miejscu, co luka widoczna na obrazach dysku w świetle rozproszonym. To sugeruje, że młoda planeta rzeźbi lukę w dysku;
    2.    Dane 12CO pokazują zlokalizowane zmiany prędkości gazu w pobliżu tej luki, które mogą wynikać z osadzonej planety zaburzającej gaz w dysku;
    3.    Obserwacje 13CO pokazują punktowe źródła 206 j.a. od gwiazdy centralnej – dokładnie w środku luki 12CO i blisko zaburzeń prędkości. Biorąc pod uwagę zdolność rozdzielczą ALMA, punktowa natura obiektu wskazuje, że jego średnica nie przekracza 14 j.a.
    Możliwe źródło punktowe
    Na podstawie tych obserwacji Bae i współpracownicy oszacowali, że dysk okołoplanetarny zawiera około 30 mas Ziemi gazu i tylko 2,2 masy księżycowej pyłu, co sugeruje niski stosunek pyłu do gazu, wynoszący 0,0009. Przy temperaturze 35K gaz jest około 13K cieplejszy niż oczekiwano, biorąc pod uwagę odległość od gwiazdy centralnej. To prawdopodobnie oznacza, że w pobliżu dysku okołoplanetarnego znajduje się dodatkowe źródło ciepła, takie jak akrecja przez planetę lub turbulencje wewnątrz dysku.

    AS 209 jest gospodarzem dopiero czwartego kandydata na dysk okołoplanetarny, jakiego kiedykolwiek znaleziono, a ta praca oznacza, że badacze po raz pierwszy wykryli gaz wewnątrz dysku okołoplanetarnego i oszacowali jego masę. Przyszłe obserwacje przy użyciu ALMA i JWST powinny pomóc odpowiedzieć na nurtujące pytania dotyczące struktury materii okołoplanetarnej, masy i wieku młodej planety oraz tego, jak planeta uformowała się w tak dużej odległości od swojej gwiazdy macierzystej.

    Opracowanie:
    Agnieszka Nowak

    Źródło:
    AAS

    Urania
    Obraz dysku protoplanetarnego AS 209 na długości fali 1,25 milimetra pokazuje emisję termiczną z pyłu. Biała linia na dole po prawej to pasek skali 10 j.a., a białe kółko w lewym dolnym rogu to rozmiar wiązki dla obserwacji.
    Źródło: Na podstawie Andrews i inni 2018.
    https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2022/08/dostrzezono-kandydata-na-dysk.html

    Dostrzeżono kandydata na dysk okołoplanetarny.jpg

  18. Planetoidy wielkości miasta waliły w Ziemię jak oszalałe. Jedne niosły życie inne je zabierały
    2022-08-12. Radek Kosarzycki
    Ziemia nie była spokojnym miejscem. W naszą planetę regularnie uderzały planetoidy. Bombardowania miały potężne skutki.
    Astronomowie zaglądają dosłownie na granice obserwowalnego wszechświata, sięgają niemalże do samego początku wszechświata, odkrywają nowe planety krążące wokół innych gwiazd, a także i takie, które nie krążą wokół niczego. Tymczasem niewiele wiemy o swoim własnym domu.
    Spójrzmy uczciwie. Jak przekonują naukowcy dzięki licznym sondom kosmicznym, lepiej znamy powierzchnię Księżyca i Marsa niż dno oceaniczne na Ziemi. Warto przy tym pamiętać, że oceany zajmują ponad 70 proc. powierzchni naszej planety.
    Poziom naszej wiedzy jest zatem zawstydzający. Nie lepiej jest w wymiarze czasowym. Owszem, bezustannie poznajemy losy Ziemi na przestrzeni dziejów, ale dzięki temu, że na Ziemi zachodzą aktywne procesy tektoniczne, które niejako regularnie czyszczą powierzchnię Ziemi ze śladów jej odległej historii, to wielu rzeczy o naszej planecie nie jesteśmy się w stanie dowiedzieć - szczególnie o jej wczesnym rozwoju, kilku miliardów lat temu.
    Ziemia była regularnie bombardowana przez planetoidy
    Najnowsze analizy przeprowadzone przez naukowców z Southwest Research Institute w Stanach Zjednoczonych wskazują, że 2,5-3,5 mld lat temu Ziemia była regularnie bombardowana planetoidami o rozmiarach przeciętnego współczesnego miasta.
    Teoretycznie, naukowcy wiedzieli o tym, że taki okres w historii Ziemi był, ale naukowcy teraz wskazują, że do uderzeń mogło dochodzić nawet dziesięć razy częściej niż dotychczas przyjmowano. Wyobraźmy sobie takie planetoidy o rozmiarach dużego miasta czy województwa. Wszystko wskazuje, że takie głazy uderzały w Ziemię średnio co 15 mln lat. Mogłoby się wydawać, że to nie jest żadne bombardowanie. W rzeczywistości jednak dotychczas przyjmowano, że tak duże obiekty trafiały w naszą planetę co 100-150 mln lat, a to już robi ogromną różnicę.
    Jakie to ma znaczenie?
    Najprościej mówiąc: istotne dla historii ewolucji Ziemi, jej składu chemicznego oraz… cóż, ewolucji życia na Ziemi. Jakby nie patrzeć mowa tutaj o planetoidach rozmiarami przypominających lub przewyższających planetoidę, która usunęła dinozaury z powierzchni Ziemi 65 mln lat temu.
    Nie chodzi tutaj jednak jedynie o niszczenie przez takie obiekty życia już na Ziemi istniejącego, ale także - paradoksalnie - o to, że takie planetoidy mogły przyczynić się do powstania życia na Ziemi. Zderzenia Ziemi z dużymi obiektami kosmicznymi mogły prowadzić do zmian obfitości tlenu w atmosferze naszej planety, a zważając na to, jak obecne życie na Ziemi polega na tlenie, mogły być one decydujące dla toku wydarzeń, które doprowadziły do powstania nas samych.
    Do tych informacji należy dodać jeszcze jeden wymiar: badania planetoid zbliżających się do Ziemi wskazują, że wiele obiektów tego typu może posiadać na swojej powierzchni związki chemiczne, które mogły stanowić podstawowy budulec życia. Oznacza to, że być może powstanie życia na Ziemi zostało sprowokowane w jakiś sposób przez którąś z masywnych planetoid, które miały to wątpliwe szczęście zderzyć się z naszą planetą.
    Prawdziwą ironią losu byłoby, gdyby okazało się, że za powstanie życia na Ziemi odpowiada planetoida, której dawno już nie ma i co więcej, dawno na Ziemi nie ma śladów po jej uderzeniu. Tego jednak raczej nigdy się nie dowiemy. Nauka też ma swoje granice.
    Jeżeli jednak tak było…
    To już tylko taka dodatkowa myśl: zważając, że związki chemiczne w całym wszechświecie są takie same. Gwiazdy i planety obserwowane w naszej galaktyce niczym się zasadniczo nie różnią od Słońca i naszych planet, to można zakładać, że takie same procesy, jakie doprowadziły do powstania życia na Ziemi (przy pomocy planetoid czy też bez ich pomocy) zapewne zachodzą także przy innych gwiazdach, na innych planetach. Dodajmy do tego standardowe szacunki: 200 mld gwiazd w Drodze Mlecznej, ok. 1000 mld planet w Drodze Mlecznej i wychodzi na to, że skoro na Ziemi się udało, to pewnie gdzie indziej też. Pozostaje zatem tylko jedno pytanie, jakie zadał sobie dekady temu Enrico Fermi: gdzie oni są?
    https://spidersweb.pl/2022/08/planetoidy-bombardowaly-ziemie.html

     

    Planetoidy wielkości miasta waliły w Ziemię jak oszalałe. Jedne niosły życie inne je zabierały.jpg

  19. Dziś noc Perseidów. Zapraszamy na transmisję [WIDEO]
    2022-08-12.ŁZ.TS.
    W nocy z 12 na 13 sierpnia przypadnie tegoroczne maksimum roju meteorów Perseidy, czyli „noc spadających gwiazd". W różnych miejscach Polski organizowane są wówczas pikniki astronomiczne. Perseidy w mniejszym natężeniu można obserwować już wcześniej. Transmisję przeprowadzi TVP Nauka.
    Aktywność roju Perseidów rozciąga się na zdecydowanie dłuższy okres, od połowy lipca do 24 sierpnia. Latem aktywne są też inne roje meteorów.
    Astronomowie przyznają, że w tym roku warunki do obserwacji Perseidów nie będą sprzyjające, ponieważ na 12 sierpnia przypada pełnia Księżyca. Jego blask zdecydowanie ograniczy liczbę spadających gwiazd, którą będziemy w stanie dostrzec. Tymczasem w idealnych warunkach w maksimum można dostrzec nawet do około 100 meteorów w ciągu godziny, w tym roku zobaczymy tylko te najjaśniejsze.
    Perseidy: jak oglądać?
    Do obserwacji meteorów nie potrzeba teleskopów ani lornetek; wystarczy nieuzbrojone oko. Najlepiej wybrać miejsce, z którego widzimy spory obszar nieba, a lampy nie świecą w oczy (w tym przypadku im ciemniejsza okolica, tym lepiej).
    Radiant Perseidów – punkt, z którego wydają się wybiegać, gdybyśmy przedłużyli ich trasy po niebie – będzie znajdował się w gwiazdozbiorze Perseusza. Jednak obiekty te „rozbiegają się” po całym niebie i najlepiej jest patrzeć kilkadziesiąt stopni do radiantu – a nie na sam radiant. Nie musimy również wstawać nad ranem w momencie maksimum aktywności roju, gdyż możemy wypatrywać Perseidów o dowolnej porze nocy, a także w trakcie sąsiednich nocy wokół maksimum.
    Perseidy są znane od starożytności. Są szybkimi meteorami, pozostawiającymi po sobie na krótko ślady na niebie. Potrafią padać pęczkami po 6-15 meteorów w kilka minut. Ich radiant przesuwa się w trakcie aktywności roju pomiędzy konstelacjami Kasjopei, Perseusza i Żyrafy. W trakcie maksimum znajduje się w Perseuszu. Z rojem związana jest kometa 109P/Swift-Tuttle.
    Meteory, potocznie zwane spadającymi gwiazdami, to świetlne zjawiska powstające podczas przelotu przez atmosferę drobin skalnych przybyłych do nas z przestrzeni kosmicznej, a zwanych meteoroidami. Zdecydowana ich większość ulega zniszczeniu w atmosferze. Wyjątkowo jasne meteory zwane są bolidami, a jeśli skała, która wleciała w atmosferę, zdołała przetrwać i dotrzeć do powierzchni Ziemi, to będziemy mieć do czynienia z meteorytem.
    Saturn i Jowisz
    Przy okazji wypatrywania meteorów można spróbować odszukać na niebie jasne planety. Od 12 do 14 sierpnia pomiędzy Saturnem a Jowiszem będzie przemieszczał się Księżyc, tworząc ciekawy widok nad południowo-wschodnim horyzontem od około godziny 22 (w kolejnych godzinach nocy obiekty te będą widoczne wyżej na niebie).
    Jasny świetlny punkt po lewej stronie od Księżyca to planeta Jowisz, a nieco słabsze „światełko” po prawej to Saturn. W drugiej połowie nocy wschodzi także Mars, a przed wschodem Słońca możemy zobaczyć Wenus.
    Noc Perseidów będzie można oglądać od godziny 20 w serwisie tvp.pl. Będzie to pierwsza transmisja serwisu TVP Nauka, który stanie się programem telewizyjnym już 3 października. Relacja będzie prowadzona z Obserwatorium Astronomicznego w Truszczynach. Prof. Andrzej Niedzielski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, odkrywca planet poza Układem Słonecznym, przybliży widzom nierozwikłane zagadki odległych planet krążących wokół innych gwiazd oraz pasjonujące wyzwania czekające na naukowców badających Kosmos. Prof. Łukasz Wyrzykowski z Uniwersytetu Warszawskiego ujawni tajniki misji Gaia – bezzałogowej sondy kosmicznej Europejskiej Agencji Kosmicznej, która dostarczyła informacji o ponad 1,8 mld gwiazd w Drodze Mlecznej.
    Gośćmi w Truszczynach będą także: Magdalena Pilska-Piotrowska z Obserwatorium Astronomicznego w Olsztynie i Jacek Drążkowski z Gwiazdopatrzni w Lidzbarku Warmińskim. Oboje zaprezentują meteoryty, które dotarły na Ziemię z różnych części naszego Układu Słonecznego. O ostatnich odkryciach naukowych będących m.in. wynikiem pracy najnowszego kosmicznego teleskopu opowie dr hab. Maciej Mikołajewski. W studiu gościć będą także popularyzatorzy nauki: Przemysław Rudź przedstawi najnowsze plany podboju Kosmosu przez człowieka i udziału w nim polskiego sektora kosmicznego oraz Michał Juszczakiewicz – znawca życia Mikołaja Kopernika, który zaprezentuje nieznane powszechnie postulaty astronoma w zakresie ekonomii.
    Nasza pierwsza transmisja pokaże charakter anteny, jaką staniemy się 3 października – mówi Robert Szaj, dyrektor TVP Nauka. – To dzięki nam widzowie będą mogli na żywo uczestniczyć w ważnych wydarzeniach naukowych, prezentujących dorobek polskich i światowych naukowców. Na telewizyjnej antenie oraz na naszej stronie w Internecie przybliżać będziemy także pasjonujące zagadnienia, z jakimi mierzą się badacze w dziedzinach nauk ścisłych, przyrodniczych, technicznych, technologii, ekologii, medycyny, nauk o ziemi i nauk społecznych. Będziemy także aktywnymi uczestnikami debaty naukowej. Na antenie TVP Nauka znajdą się filmy dokumentalne, programy popularyzujące wiedzę, będzie też emocjonujący teleturniej naukowy. Już dziś zapraszamy do naszego serwisu nauka.tvp.pl – mówi Robert Szaj, dyrektor TVP Nauka.
    źródło: PAP, TVP Nauka, portal tvp.info
    https://www.tvp.info/61801056/noc-perseidow-w-tvp-nauka-gdzie-ogladac-transmisja-live

    Dziś noc Perseidów. Zapraszamy na transmisję [WIDEO].jpg

  20. Będzie lepszy od Webba! Prace nad Ogromnym Teleskopem Magellana przyspieszają...

    2022-08-12. Sławomir Matz

    Prace nad budową Olbrzymiego Teleskopu Magellana przyspieszają. Projekt otrzymał zastrzyk finansowy w wysokości 205 milionów dolarów, który pozwoli na przyspieszenie budowy. Po ukończeniu, teleskop będzie czterokrotnie silniejszy od Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba.

    Podczas, gdy wszyscy zachwycają się niezwykłymi fotografiami tworzonymi za sprawą Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba, po cichu w Obserwatorium Las Campanas w Chile powstaje coś potężniejszego. Mowa oczywiście o Olbrzymim Teleskopie Magellana, który jest w trakcie budowy i wiele wskazuje na to, że za kilka lat zostanie ukończony.
    Z informacji udostępnionych przez Giant Magellan Telescope Organization wynika, że projekt otrzymał zastrzyk finansowy w wysokości 205 milionów dolarów na przyspieszenie prac budowlanych. Gdy budowa zostanie sfinalizowana, możliwości teleskopu będą znacznie większe niż w przypadku Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba.

    Webb przy nim to gwizdek u lokomotywy
    Ogromny Teleskop Magellana już teraz uważany jest za przyszłość eksploracji kosmosu. Będzie dysponował układem siedmiu zwierciadeł o łącznej średnicy 25,4 metrów. Każdy z segmentów głównego zwierciadła ma 8,4 metra średnicy i waży około 18 ton.
    Takie połączenie pozwoli wykonywać najdokładniejsze obrazy wszechświata, których jakość może przewyższać możliwości Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba. Całkowity obszar zbierania światła, wynoszący 368 metrów kwadratowych, pozwoli naukowcom wykonywać fotografie z ostrością pozwalającą odczytać rok produkcji na 20-groszowej monecie z odległości 160 kilometrów.

     To prawdziwy cud techniki
    Teleskop Magellana będzie zawieszony na montażu o wysokości 39 metrów, który waży 2100 ton i jest ukryty w 65-metrowej obudowie. W tej konfiguracji urządzenie naukowe będzie mogło wykonywać pełny obrót w ciągu trzech minut.
    Ponadto Ogromny Teleskop Magellana będzie zdolny do korygowania zniekształceń obrazu wynikających z turbulencji powietrza w atmosferze. To za sprawą siedmiu adaptacyjnych luster wtórnych, które będą zmieniały kształt powierzchni do 2000 razy w ciągu sekundy.
    Już teraz naukowcy nazywają go cudem technologii, choć Ogromny Teleskop Magellana nadal jest w budowie. Nie podano jeszcze konkretnej daty ukończenia prac budowlanych, lecz optymistyczne prognozy zakładają, że już pod koniec lat 20 XXI wieku, złapie on swoje pierwsze światło.

     Fotografia 20-groszowej monety z odległości 160 kilometrów? Nie ma sprawy. /Sławomir Matz /123RF/PICSEL

     
     $205 Million Investment Accelerates Construction of the Giant Magellan Telescope

    https://www.youtube.com/watch?v=5ojBvga3ado

    INTERIA


    https://geekweek.interia.pl/nauka/news-bedzie-lepszy-od-webba-prace-nad-ogromnym-teleskopem-magella,nId,6216595

    Będzie lepszy od Webba! Prace nad Ogromnym Teleskopem Magellana przyspieszają....jpg

  21. Co Wojsko Polskie zyska posiadając satelity optoelektroniczne? [ANALIZA]
    2022-08-12. Kacper Bakuła
    Zbliża się Święto Wojska Polskiego, a zatem jeden z najważniejszych dni w roku dla każdego żołnierza. Jest to też okazja do wielu przemyśleń nad dalszym kształtem, wyglądem i drogą, jaką podąży polska armia, która stoi u progu wprowadzenia nowoczesnych narzędzi i zdolności. Jednym z takich elementów jest zapowiedziana kilka miesięcy temu umowa na dwa francuskie satelity optoelektroniczne. Jej podpisanie spodziewane jest na najbliższy czas. Zanim do tego nadejdzie, warto się pokrótce zastanowić, co tak naprawdę zyska Wojsko Polskie dysponując własną konstelacją satelitarną.
    Minister i wicepremier Mariusz Błaszczak pod koniec marca ogłosił, że w pierwszym półroczu zostanie podpisana ze stroną francuską umowa na dwa satelity obserwacji Ziemi. Jak czytaliśmy w twitter'owym wpisie dzięki tej inicjatywie miałyby zostać wzmocnione państwowe zdolności rozpoznawcze, które na chwilę obecną w domenie kosmicznej opierają się głównie na uczestnictwie Polski w projekcie COSMO SkyMed. Planowany zakup miałby być składnikiem szerszej konstelacji rozpoznania optoelektronicznego. Minęło pierwsze półrocze, jednakże zamiast umowy na satelity pojawiły się inne kontrakty dot. pozyskania nowych koreańskich czołgów i armatohaubic.
    Polski resort obrony od dłuższego czasu zapowiadał, że jest zainteresowany tym, aby Siły Zbrojne RP miały dostęp do własnych satelitów. W lutym 2019 r. wiceszef MON Wojciech Skurkiewicz przyznał na posiedzeniu senackiej komisji obrony, że Polska poszukuje możliwości takiego dostępu we współpracy z sojusznikami. Jednoczenie zaznaczył, że ten obszar zainteresowań jest "po części" informacją niejawną, jednakże co pewien czas obywatele są informowani o poczynaniach resortu w tej materii, tak jak też było to z ministerialną zapowiedzią z marca.
    Wspominając bieżące zakupy, w ostatnim czasie Ministerstwo Obrony Narodowej zawarło wiele umów ramowych z zagranicznymi partnerami. Dotyczyły one pozyskania czołgów K2, armatohaubic K9 i większej ilości czołgów Abrams. Tuż po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie w polu zainteresowań ponownie pojawiły się satelity obserwacyjne, które jak się okazało w kontekście owego konfliktu, stanowią bardzo cenne źródło pozyskiwania informacji na temat ruchów Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej. Trzeba mieć na uwadze, że wzrost zainteresowania nie był spowodowany wojną - gdyż zdolności satelitarnej obserwacji były rozwijane przez państwa europejskie na długi czas przed 24 lutego, niemniej w naszym przypadku ta data była wręcz katalizatorem przyśpieszającym do podjęcia ważnej, "męskiej" decyzji w tej sprawie.
    Posiadanie sieci urządzeń optoelektronicznych pozwoli na wejście państwa polskiego w grono państw, tych mniejszych i większych, które te zdolności posiadają. Polska, jako kraj, który jest liczącym się graczem w regionie, z rozbudowywaną armią nie może wobec tego pozostawać w tyle w domenie kosmicznej. Dzięki zakupionym satelitom Wojsko Polskie wyraźniej zaistnieje w tej przestrzeni, będzie to symboliczne wkroczenie Sił Zbrojnych RP do kluczowej domeny. Do tej pory dostęp ten jest tak na dobrą sprawę "gościnny" - SZ RP w dalszym ciągu pozyskują dane obrazowe w oparciu o krajowe spółki joint venture lub zagranicznych partnerów.
    Zakupiona konstelacja urządzeń będzie oznaczała przede wszystkim posiadanie niezależnych, samodzielnych zdolności obserwacji powierzchni Ziemi, co jest niezwykle ważne z uwagi na to, jak dość krytyczną usługą jest satelitarna obserwacja Ziemi. Ma ona pośredni wpływ na zapewnienie odpowiedniego i należytego bezpieczeństwa kraju, granic, obywateli, pomyślności prowadzonych operacji i interesów Polski. Wszakże budowa narodowej sieci obserwacyjnej była poruszana wielokrotnie: w Polskiej Strategii Kosmicznej, we wciąż nieprzyjętym Krajowym Programie Kosmicznym (program "Mikroglob") i w Planie Modernizacji Technicznej (program "Obserwator") oraz jest na ustach wielu polityków, szczególnie po 24 lutego bieżącego roku jako przyczynek do wzmocnienia obrazu sytuacyjnego Wojska Polskiego.
    W nawiązaniu do przysłowiowej "gościnnej" obecności Sił Zbrojnych RP, to od kilku lat Polska współuczestniczy w programie COSMO SkyMed. Rozmowy w tej sprawie były prowadzone już na początku drugiej dekady XXI wieku, gdyż od 2011 roku. Wówczas rozpoczął się dialog ze stroną włoską w zakresie polskiego partnerstwa w wyżej wymienionym programie. W 2014 roku nastąpiło udostępnienie łącza satelitarnego z dwóch generacji satelitów (CSK i CSG). Umowa zakłada nieograniczone korzystanie z danych dostarczanych przez urządzenia programu.
    Pomimo tego, że jest to dość owocna współpraca, to nie realizuje ona w pełni zapisów powyższych dokumentów. Po pierwsze jest to system współdzielony i zarządzany m.in. przez włoskie ministerstwo obrony. Ponadto projekt SkyMed jest także wykorzystywany do celów cywilnych, a zatem jednostek naukowych, uczelni i resortów. Oznacza to, że system niekiedy może być "zajęty" z powodu wzmożonego wykorzystania i realizacji innych zadań, z priorytetem dla strony włoskiej, z możliwością naruszenia pewnej swobody w korzystaniu z danych satelitarnych przez WP. Ponadto satelity konstelacji COSMO SkyMed cechują się nie do końca zadowalającą rozdzielczością, gdyż urządzenia oferują ją na poziomie jednego metra. To z kolei jest wartością dobrą na rzecz zastosowań cywilnych, lecz ze strony wojskowej może być to niewystarczające, a mówi się nawet o potrzebie posiadania optoelektroniki o rozdzielczości submetrowych, nawet na poziomie 30 centymetrów, co jest wartością popularnie wykorzystywaną przez armie na świecie i dającą dokładny obraz sytuacyjny z orbity tego, co się dzieje tutaj, na Ziemi.
    Taka dokładność sensorów pozwoli na lepsze rozeznanie i ocenę zagrożenia. Też taką dokładność zapewniają chociażby satelity Pléiades Neo firmy Airbus, co zdaniem redakcji Space24 może być celem najbliższych zakupów polskiego resortu obrony narodowej. Warto też dodać, że start dwóch kolejnych Pléiades Neo 5 i 6 planowany jest jeszcze na 2022 rok.
    Dość istotnym aspektem jest sposób pozyskiwania zobrazowań satelitarnych. Urządzenia włoskiego MON są wyposażone w radarową aperturę, która świetnie sprawdza się w warunkach nocnej obserwacji i wysokiego zachmurzenia. Jednakże te instrumenty, jak było napisane, cechują się niższą rozdzielczością niż planowane optyczne i pozwalają na szersze ujęcie interesującego nas terenu. Z kolei zdjęcia optyczne z uwagi na "naturalny" ich charakter są łatwiejsze i szybsze do analizy, co w warunkach działań wojennych miałoby istotne znaczenie. Dają możliwość bliższemu się przyjrzeniu np. technice nieprzyjaciela, pozwolenia na identyfikację uzbrojenia, a zarazem zagrożenia i przygotowania się na symetryczne kontruderzenie. Nie znaczy to oczywiście, że satelity optoelektroniczne są lepsze od radaru - te techniki się wzajemnie uzupełniają w różnych warunkach, więc kluczem do zwiększenia świadomości sytuacyjnej jest dbanie o dwa typy źródeł obrazowych.
    Dzięki własnym satelitom może zostać ujednolicone źródło pozyskiwania optycznych danych satelitarnych. Nawiązując do szerokiej kooperacji z włoskim partnerem ws. satelitów SAR COSMO SkyMed, to Wojsko Polskie na drodze przetargu okresowo kupuje zdjęcia od innych partnerów tj. Astri Polska (joint venture Airbus Defence and Space i CBK PAN) pochodzące z instrumentów optycznych. W tym konkretnie wypadku nasze Siły Zbrojne uzyskały dostęp do kilkudziesięciu kompletów danych obrazowych (a dokładniej 38) pochodzących z konstelacji Pléiades (1A i 1B).
    Jednakże tego typu droga jest niesatysfakcjonująca z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa i uzależnia oraz ogranicza zdolności wywiadowcze w perspektywie długoterminowej, uzależniając zakup zdjęć od procedur przetargowych. Nowe satelity mogłyby oznaczać większą świadomość sytuacyjną i szybszą możliwość reagowania na zagrożenia. Umocnieniu zostałyby zdolności planowania i dowodzenia poszczególnymi komponentami SZ RP, a także zwiększona zostałaby baza źródłowa, na której wojsko mogłoby opierać swoje dane wywiadowcze, co w potencjalnym konflikcie zbrojnym zmniejszyłoby szansę na odcięcie Polski od tych cennych danych.
    Zakup francuskich (oraz w przyszłości także i innych) satelitów daje także szansę na dalszą rozbudowę segmentu naziemnego w postaci Ośrodka Rozpoznania Obrazowego w Białobrzegach. Ponadto idąc w ślad za słowami wicepremiera Błaszczaka, wspólnie z francuskimi partnerami będzie wybudowana stacja odbiorcza, która najpewniej odciąży powyższy ośrodek, który teoretycznie będzie mógł wziąć odpowiedzialność za przetwarzanie zobrazowań radarowych. Same urządzenia to nie wszystko - należy zadbać o infrastrukturę naziemną, czyli nawet nie tylko stacje odbiorcze, ale również m.in. także o łączność, centra danych, personel i odpowiednie zabezpieczenie. Polski sektor kosmiczny rozwija się dość dynamiczne, a zatem w kwestii firm działających w tzw. downstreamie byłaby to wręcz idealna okazja do nawiązania współpracy z MON, WP, francuskim partnerem celem rozwijania infrastruktury naziemnej, która jest równie istotna jak wspomniane satelity.
    Podsumowując, do tej pory Polska pozyskiwała dane z cywilno-wojskowego projektu włoskiego rządu i drogą przetargu kupowała pakiety zdjęć od podmiotów-operatorów satelitarnych. Teraz w dobie wzmożonych zakupów pojawia się okazja o uzyskanie wyczekiwanych od lat urządzeń. Jak przed laty mówił gen. Andrzejczak - Wojsko Polskie powinno dążyć do tego, żeby zdolności satelitarne, z uwzględnieniem łączności i obserwacji winny być integralną, zespoloną częścią sił zbrojnych.
    Fot. Airbus
    SPACE24
    https://space24.pl/satelity/obserwacja-ziemi/co-wojsko-polskie-zyska-posiadajac-satelity-optoelektroniczne-analiza

    Co Wojsko Polskie zyska posiadając satelity optoelektroniczne [ANALIZA].jpg

    Co Wojsko Polskie zyska posiadając satelity optoelektroniczne [ANALIZA]2.jpg

  22. Iran oferuje Rosji kolejne satelity
    2022-08-12.
    W ostatnim czasie na orbitę za pomocą rakiety Sojuz 2.1b trafił irański satelita teledetekcyjny. Nie minęło dużo czasu, a strona rosyjska poinformowała o tym, że Iran "stworzy" dla Federacji Rosyjskiej kolejne trzy urządzenia. Według zapewnień władz wszystkie z nich będą użytkowane dla obserwacji powierzchni kraju i testowania łączności, jednakże nie można wykluczyć wojskowego zastosowania.
    Jak poinformowała rosyjska agencja prasowa TASS, Federacja Rosyjska mogłaby pozyskać niedługo kolejne trzy urządzenia obserwacyjne irańskiego pochodzenia. Należy jednak do tej informacji podchodzić z pewnym dystansem, gdyż satelity te są opracowywane w oparciu o rosyjską myśl techniczną z pewnym współudziałem irańskich instytucji naukowych.
    Kilka dni temu na orbitę trafił satelita o nazwie Chajjam, który był pierwszym efektem kilkuletniej i zarazem tajnej współpracy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej z rosyjskimi rządowymi i wojskowymi podmiotami. Według danych zebranych przez amerykański wywiad wynika, że posłuży on do zbierania wojskowych danych wywiadowczych na temat Ukrainy, lecz Rosja podtrzymuje stanowisko, że będzie on wykorzystywany do celów naukowych oraz m.in. monitorowania irańskich pól uprawnych.
    W przypadku kolejnych urządzeń, które mają zostać dostarczone przez Iran, czytamy, że ich przeznaczenie będzie przede wszystkim powiązane z nauką, włączając także obserwację Ziemi, monitorowanie środowiska naturalnego oraz weryfikowanie sprawności kanałów łączności satelitarnej. Ma to być realizacja wieloletnich planów Federacji Rosyjskiej we współpracy z irańskimi naukowcami. Nowe urządzenia będą najprawdopodobniej również wyposażone w kamery wielospektralne produkcji NPK Barl o rozdzielczości przestrzennej 1,2 m.
    Niewykluczone jest to, że także i nowe instrumenty będą wykorzystywane do rozpoznania pozycji ukraińskich wojsk i sprzętu celem próby uzyskania przewagi informacyjnej nad Kijowem.
    Niedawny start systemu nośnego Sojuz 2.1b z irańskim satelitą na pokładzie odbył się 9 sierpnia br. z kosmodromu Bajkonur o godz. 7:52 czasu lokalnego. Pojazd został wzbogacony o stopień wyższy Fregat, a wewnątrz owiewki znalazło się także siedemnaście innych satelitów, w większości będących projektami naukowo-badawczymi rosyjskich uniwersytetów. Ładunki zostały umieszczone na niesprecyzowanej orbicie (najpewniej LEO). Agencja prasowa IRNA (Islamic Republic News Agency) niedługo po przeprowadzeniu startu misji poinformowała o otrzymaniu pierwszych danych telemetrycznych przez irańskie naziemne stacje odbiorcze.

    Źródło: TASS/Space24.pl
    Fot. Roskosmos/Flickr
    SPACE24
    https://space24.pl/satelity/obserwacja-ziemi/iran-oferuje-rosji-kolejne-satelity

    Iran oferuje Rosji kolejne satelity.jpg

  23. Niesamowite tempo Chińczyków. Za kilka lat to może być jedyna stacja na orbicie
    2022-08-12. Radek Kosarzycki
    Zaledwie kilka tygodni temu mogliśmy obserwować start rakiety Długi Marsz 5B, która na orbitę wyniosła Wentian, drugi moduł chińskiej stacji kosmicznej Tiangong. Dzięki niemu stacja w ciągu kilku dni podwoiła swoją objętość. Teraz na scenę wkracza Mengtian.
    Chińska stacja kosmiczna Tiangong dwa lata temu istniała tylko na papierze. Pierwszy moduł stacji - Tianhe - trafił na orbitę okołoziemską w kwietniu 2021 roku.
    To było przełomowe osiągnięcie dla Chin, które od teraz miały własne lokum na orbicie dla własnych astronautów. Wkrótce potem na stację poleciała pierwsza, potem druga, a potem trzecia załoga.
    Od samego początku jednak mówiło się, że docelowo stacja będzie składała się z trzech modułów, które zostaną zbudowane, wyniesione na orbitę i połączone ze sobą do końca 2022 roku. Trzeba było przyznać, że brzmiało to niezwykle ambitnie i chyba każdy spodziewał się poważnych opóźnień w tym harmonogramie. Cóż, mylić się jest rzeczą ludzką.
    Pod koniec lipca na orbitę okołoziemską poleciał drugi moduł stacji kosmicznej - Wentian. Po zaledwie dobie lotu dotarł on w okolice stacji kosmicznej Tiangong, został przechwycony za pomocą specjalnego ramienia robotycznego, przypominającego ramię Canadarm na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, a następnie w ciągu zaledwie kilkudziesięciu godzin został z nią połączony.
    Mengtian dołączy do Tianhe i Wentiana
    Nie minął nawet miesiąc odkąd astronauci przebywający na pokładzie stacji Tiangong dostali nową kwaterę mieszkalną, a już teraz chińska prasa donosi, że 9 sierpnia do portu kosmicznego Wenchang w południowych Chinach dotarł właśnie Mengtian - trzeci i ostatni moduł stacji kosmicznej. Teraz moduł zostanie złożony i pieczołowicie przetestowany. Jeżeli jednak wszystkie testy przebiegną prawidłowo, Mengtian może spodziewać się wycieczki na orbitę już w październiku.
    Wszystko zatem wskazuje, że Chińczycy po raz kolejny dotrzymają terminu i budowa chińskiej stacji kosmicznej Tiangong zakończy się jeszcze przed końcem roku. Dzięki temu w grudniu, kiedy obecna załoga stacji będzie zbierała się do domu, po raz pierwszy w historii dojdzie do przekazania dowództwa stacji już na jej pokładzie. To znaczy, że przez kilka dni na pokładzie Tiangong będzie znajdowało się sześcioro astronautów, trzy osoby starej i trzy osoby z nowej załogi.
    Według planów ukończona stacja kosmiczna Tiangong będzie pracowała na orbicie co najmniej przez dekadę. Pracy na jej pokładzie będzie mnóstwo, bowiem Chiny planują zapraszać na jej pokład astronautów także z innych przyjaznych im krajów, a z czasem będą także wykorzystywali ją do obsługi chińskiego kosmicznego ruchu turystycznego.
    Zważając na obecny harmonogram prac na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej i zakończenie jej misji do 2030 roku istnieje realne ryzyko tego, że stacja Tiangong już za 8 lat będzie jedyną aktywną stacją kosmiczną na orbicie okołoziemskiej. Byłoby to bezprecedensowe wydarzenie pokazujące ostatecznie, że układ sił w przestrzeni kosmicznej zmienił się na dobre.
    Ureal Engineering, How China Builds Space Station in 2 Years, The ISS vs China Tiangong
    https://www.youtube.com/watch?v=9wNPwYXHJok

    https://spidersweb.pl/2022/08/chinska-stacja-kosmiczna-tiangong-trzeci-modul-mengtian.html

    Niesamowite tempo Chińczyków. Za kilka lat to może być jedyna stacja na orbicie.jpg

  24. Rosyjskie śmieci zagrażają satelitom. Test broni spowodował problemy na lata
    2022-08-12. Radek Kosarzycki
    Tego naprawdę można było się spodziewać. Po tym jak Rosja przeprowadziła w listopadzie 2021 r. test broni antysatelitarnej, w którym zamieniła swojego nieaktywnego satelitę w chmurę odłamków, operatorzy satelitów znajdujących się na orbicie bezustannie muszą wykonywać manewry pozwalające uniknąć zderzenia z nimi.
    Kilka dni temu na orbitę trafiła kolejna paczka satelitów Starlink. Od początku budowy przez Elona Muska megakonstelacji Starlink na orbitę trafiło już ponad 3000 satelitów. Część z nich zakończyła już swoją pracę, ale ponad 2500 aktywnie dostarcza internet na powierzchnię Ziemi.
    Jak jednak donosi portal SpaceNews szczątki rosyjskiego satelity KOSMOS powstałe w wyniku rosyjskiego testu broni antysatelitarnej bezustannie zagrażają satelitom megakonstelacji. W efekcie operatorzy muszą bezustannie śledzić trajektorię lotu znanych odłamków i korygować trajektorię lotu Starlinków tak, aby nie doszło do zderzenia.
    Jak wiadomo szczątkami satelity nie można sterować, bo nie mają one własnych systemów napędowych, więc jedyną możliwością jest manewrowanie aktywnymi satelitami i schodzenie szczątkom z drogi.
    Jak donosi COMSPOC, firma zajmująca się oceną sytuacji na orbicie, w ciągu ostatnich 9 miesięcy aż 30 proc. wszystkich aktywnych satelitów konstelacji Starlink doświadczyło bliskiego przelotu odłamków z rosyjskiego testu.
    Inaczej mówiąc, aż 841 satelitów wysłanych przez SpaceX w ciągu ostatnich 9 miesięcy przynajmniej raz przeleciało niebezpiecznie blisko rosyjskich odłamków. Łącznie odnotowano ponad 6000 takich zdarzeń.
    Najgorsze w tym wszystkim jest to, że odłamki pozostawione po zniszczeniu rosyjskiego satelity będą utrzymywały się na orbicie jeszcze przez długie lata, a więc sytuacja nie będzie zdążała ku jakiejkolwiek poprawie.
    Jeżeli SpaceX będzie kontynuował budowę konstelacji, która obecnie składa się z 2500 satelitów, a docelowo ma składać się nawet z 40 000 satelitów, to problem ten będzie coraz poważniejszy. Większa liczba satelitów automatycznie będzie oznaczała większą liczbę niebezpiecznych bliskich przelotów i większą liczbę koniecznych manewrów orbitalnych.
    Warto pamiętać jednak, że rosyjskie śmieci kosmiczne zagrażają nie tylko Starlinkom, ale także i innym satelitom, które znajdują się na orbicie, oraz Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, na której przebywają przecież nie tylko amerykańscy, ale i także rosyjscy astronauci. Chociaż z drugiej strony ostatnie miesiące nauczyły nas wszystkich, że dla Rosjan życie innych ludzi - także Rosjan - nie ma większej wartości.
    Russia ASAT Test (15/11/21) debris visualisation
    https://www.youtube.com/watch?v=fDBN1qBBvK8

    https://spidersweb.pl/2022/08/rosyjski-test-asat-a-starlink.html

    Rosyjskie śmieci zagrażają satelitom. Test broni spowodował problemy na lata.jpg

  25. To była ostatnia superpełnia roku. Księżyc Jesiotrów w obiektywie Reporterów 24
    2022-08-12. Autor: kw,ps,as Źródło: accuweather.com, space.com, NASA, tvnmeteo.pl, Kontakt 24


    W nocy z czwartku na piątek Księżyc wszedł w fazę pełni i znalazł się szczególnie blisko Ziemi. Dzięki temu na niebie mogliśmy obserwować zjawisko superksiężyca, a nasz naturalny satelita wyglądał szczególnie efektownie. Oto, jak prezentował się on w obiektywach Reporterów 24.

    Podczas sierpniowej pełni Księżyc znalazł się w odległości 367 779 kilometrów od Ziemi. W Polsce kulminacyjny moment zjawiska nastąpił w nocy z czwartku na piątek o godzinie 3.36 czasu lokalnego, a satelita zbliżył się do Ziemi na tyle blisko, że na niebie dało się zaobserwować superpełnię - tarcza Srebrnego Globu wydawała się większa i jaśniejsza niż zwykle. W tym roku była to ostatnia okazja do uwiecznienia superksiężyca.
    Superksiężyc w obiektywach Reporterów 24
    Na Kontakt 24 otrzymaliśmy zdjęcia spektakularnie wyglądającego Srebrnego Globu.
    Superksiężyc w Pełni Jesiotrów
    Pojęcie superksiężyca lub superpełni funkcjonuje od 1979 roku i zostało wprowadzone przez astrologa Richarda Nollego.
    Sierpniową pełnię nazywa się tradycyjnie Pełnią Księżyca Jesiotrów. Nazwę zawdzięczamy rdzennym Amerykanom, którzy czerpali inspirację z wegetacji roślin, zachowań zwierząt lub zjawisk pogodowych w danych miesiącach. W sierpniu, szczególnie w Wielkich Jeziorach i jeziorze Champlain, połowy jesiotrów bywały najbardziej obfite.
    Inne nazwy sierpniowej pełni to Kukurydziany Księżyc, Zbożowy Księżyc i Czerwony Księżyc.
    Maksimum roju Perseidów
    Pełnia Księżyca zbiega się w tym roku z innym fascynującym zjawiskiem, a mianowicie ze zwiększoną aktywnością roju Perseidów. Maksimum zjawiska wystąpi w nocy z piątku na sobotę. To jeden z największych deszczy meteorów, który co roku pojawia się w okolicach połowy drugiego miesiąca lata. Niestety jasne światło odbijane przez naszego naturalnego satelitę tuż po pełni rozświetli niebo, co utrudni zaobserwowanie meteorów.
    Eksperci są jednak zdania, żeby się nie poddawać i spróbować poszukać meteorów. Zalecili, by do obserwacji wybrać miejsca oddalone od kolejnych niepotrzebnych źródeł światła, takich jak billboardy czy lampy uliczne, a swój wzrok kierować na ciemniejsze obszary nieba.
    Autor:kw,ps,as
    Źródło: accuweather.com, space.com, NASA, tvnmeteo.pl, Kontakt 24
    Źródło zdjęcia głównego: kontakt24UsersMaterials
    Fazy Księżyca NASA/Bill Dunford

    Nocne niebo w sierpniu - gdzie szukać roju PerseidówMarta Sitkiewicz - PAP / DPA
    https://tvn24.pl/tvnmeteo/polska/superpelnia-ksiezyca-sierpien-2022-ostatnie-takie-zjawisko-w-tym-roku-superpelnia-w-waszych-obiektywach-6064016

     

     

     

     

     

     

    To była ostatnia superpełnia roku. Księżyc Jesiotrów w obiektywie Reporterów 24.4.jpg

    To była ostatnia superpełnia roku. Księżyc Jesiotrów w obiektywie Reporterów 24.5.jpg

    To była ostatnia superpełnia roku. Księżyc Jesiotrów w obiektywie Reporterów 24.3.jpg

    To była ostatnia superpełnia roku. Księżyc Jesiotrów w obiektywie Reporterów 24.jpg

    To była ostatnia superpełnia roku. Księżyc Jesiotrów w obiektywie Reporterów 24.2.jpg

    To była ostatnia superpełnia roku. Księżyc Jesiotrów w obiektywie Reporterów 24.6.jpg

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)