Skocz do zawartości

daniel.s

Użytkownik
  • Zawartość

    62
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    1

Ostatnia wygrana daniel.s w Rankingu w dniu 2 Kwiecień 2018

daniel.s posiadał najczęściej polubioną zawartość!

Reputacja

168 Excellent

O daniel.s

  • Tytuł
    Regulus

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Zamieszkały
    Ożarów Maz.

Converted

  • Miejsce zamieszkania
    Ożarów Mazowiecki

Ostatnie wizyty

1498 wyświetleń profilu
  1. daniel.s

    Dylemat ED

    Moim zdaniem Bressera 102/460 należy porównywać do achromatów F5-F6, a nie do EDków (nie wiem skąd to oznaczenie ED w nazwie). Choć mechanicznie to troche wyższa liga niż popularne achromaty Sky Watchera, to optycznie nie ma cudów - jako mobilna tubka do szerokich pól jest super, ale na Księżycu fiolet jest bardzo widoczny, nie tylko na krawędzi tarczy, a na każdym kontrastowym detalu. Z wielką ulgą odebrałem obraz, jaki dał stojący obok SCT 5".
  2. Nie o to chodzi, żeby się licytować. Czynników jest tak wiele, że każdy musi znaleźć optymalne rozwiązanie dla siebie - dla mnie kratownica była jedyną możliwością przejścia na większą aperturę, dającego dużego "kopa" obserwacyjnego. Jasne, że taką kratownicę chwilę się rozkłada - pełne przygotowanie do obserwacji to dla mnie około 10-15 minut. Tylko, że teleskop 12" w pełnej tubie to istny koszmar i pewnie nie wytachałbym go z domu częściej niż 2 razy w roku Zgodzę się z jednym - nie mając możliwości wyjazdu poza podmiejskie niebo, zostałbym przy aperturze ~8" jako docelowej.
  3. Powiem tak, jeśli mobilność definiujemy jako możliwość transportu przeciętnym samochodem osobowym, między 8" a 10" różnicy praktycznie nie ma. Jeśli jednak trzeba jeszcze zejść z 4 piętra i przenieść teleskop kilkadziesiąt metrów, każdy kilogram robi różnicę - i ja dlatego przez wiele lat używałem 8". Co do widoków, każdy cal coś wnosi. Ja widzę to tak, że w przypadku DS subtelne detale, na przykład spiralna struktura w M51 czy pasmo pyłu w M104 i "Igle" widoczne są odrobinę łatwiej, szybciej, są trochę bardziej oczywiste. A w przypadku średniego nieba może okazać się że w 10" te szczegóły widać, a w 8" już nie. Również gdzieś na granicy tych apertur będzie granica dostrzegalności jakiejś liczby obiektów. Oczywiście to samo można napisać w odniesieniu do 10 i 12", czy większych, ale powiedzmy że od 12" wchodzimy w inny rodzaj teleskopu: albo stacjonarną kolubrynę, albo fantastyczne, ale drogie kratownice. Stąd pewnie tak częsty dylemat w wyborze między 8" a 10".
  4. Myślę, że na początek dobrym pomysłem są następujące dwa tytuły. 1. Astrofizyka dla zabieganych 2. Wszechświat w twojej dłoni Luźno omawiają najważniejsze wątki współczesnej wiedzy z astrofizyki, kosmologii i fizyki kwantowej, których w bardziej obrazowy sposób chyba nie sposób przedstawić. Obie są bardzo aktualne, wydane w ostatnich latach. Jako klasyczną pozycje łączącą swobodne przemyślenia na temat natury człowieka i jego miejsca we wszechświecie z solidną dawką wiedzy (według stanu z 1994 r., jednak w większości kwestii aktualną), polecam Błękitną Kropkę Carla Sagana. Ja z tej książki wyniosłem sporo wiedzy na temat układu słonecznego i jego eksploracji, więc w pewnym sensie ta książka uzupełnia pierwsze dwie. Bardzo fajny zbiór literatury zebrał autor bloga kwantowo.pl. Dzięki krótkiemu opisowi na pewno znajdziesz coś dla siebie https://www.kwantowo.pl/biblioteczka-popularnonaukowa-ksiazki/
  5. Ciąg dalszy pogotowej passy tej wiosny pozwolił na wygospodarowanie dwóch nocy, łącznie niemal sześciu godzin na bardzo udane obserwacje. Wiosenne obserwacje są dla mnie esencją "wizualowej" części tego hobby. Oczywiście każda pora roku ma coś w sobie - latem zachwyca mnie bogactwo mgławic planetarnych i gromad kulistych, jesienią nasze galaktyczne sąsiadki ze spółką, a zimą z przyjemnością przeglądam szerokie pola gwiezdne z licznymi gromadami otwartymi przez lornetkę. Nie wiem czemu, ale to wiosenny bezmiar galaktyk przyprawia mnie o przyspieszone bicie serca. Nie zawsze ze względu na to jak, ale przez świadomość tego co widać. Szczęście dopełnia jeszcze długa i ciemna noc przy przyzwoitych temperaturach. Przygotowywałem się do nich przez wiele zimowych wieczorów, więc gdy tylko trafiła się szansa na pogodną noc, wyciągałem jedną z przygotowanych list obserwacyjnych z zaznaczoną ścieżką na mapie, aby nie tracić czasu na zbędne wertowanie atlasu na polu obserwacyjnym. Taki pakiet kilkunastu obiektów zawierający jakieś klasyki na rozgrzewkę, listę kilku brakujących ciekawych obiektów z listy H400, którą nadal kompletuję i do tego 1-2 wyzwania z "obiektu tygodnia", czy z innych ulubionych źródeł: The Night Sky Observer's Guide lub z poradników Alvina Huey'a. Ot, taki mój przepis na udaną sesję. Choć zdarza mi się czasem popełnić jakąś relację, przypomnę pod jakim niebem obserwuję. To miejscówka zlokalizowana w wiosce Jasieniec, dosłownie na granicy woj. mazowieckiego i łódzkiego, godzinę drogi od mojego miejsca zamieszkania. Według map LP, 21,32 mag/ arc sek.2 - czyli bez szału, ale lepszego w okolicy nie mam. Pierwsza noc, 22/23 kwietnia, godz. 21:50-00:30 Na rozgrzewkę postanowilem namierzyć dwa klasyki wiosennego nieba, czyli M63 i M51 z towarzyszką. Słonecznik - , ładna galaktyka o eliptycznym kształcie. Centralna część bardzo jasna, halo stopniowo słabnące i rozmywajace sie w przestrzeni. Podświadomość chciała widzieć nierównomierności w jasności ramion ramion, ale sądzę, że to kwestia widoku znanego ze zdjęć. Za to detal widoczny w M51 nie pozostawiał złudzeń. Spiralna struktura widoczna była bardzo dobrze. Dwa ramiona zawijające się wokół jądra kontrastowo odcinały się od tła, a dodatkowo po raz pierwszy dostrzegłem po przeciwnej stronie (w stosunku do galaktyki NGC 5195) jądra M51 słabiutką końcówkę ramienia spiralnego, która zawija się za wewnętrznym ramieniem i niknie w kosmosie. Kolejnymi celami miały być chyba trzy najjaśniejsze i najbardziej znane Hicksony wiosennego nieba. HCG 68, czyli kwintet w Psach Gończych. Podobnie jak NGC 7331 dla Kwintetu Stefana, drogowskazem do odszukania HCG 68 jest jasna galaktyka NGC 5371. Ta jednak położona jest nieco bliżej grupki i widoczna w jednym polu widzenia okularu ES24 z najjaśniejszymi trzema jej składnikami: NGC 5350, NGC 5353, NGC 5354. Po umieszczeniu w wyciągu Morfeszua 12,5 mm (120x) dostrzegłem już bez problemu wszystkie pięć składników grupy: NGC 5350 - największa, o okrągłym kształcie (to spiralka widziana "z góry") NGC 5353 i NGC 5354 - bardzo podobne do siebie - mniejsze od powyższej, ale nieco jaśniejsze, bardziej skoncentrowane. NGC 5355 i NGC 5358 to typowa galaktyczna drobnica, bez widocznego detalu. HCG 61 - "The Box", czyli niedawny obiekt tygodnia. Znacznie trudniejsza grupa, ale z racji upakowania czterech galaktyk na tak niewielkiej powierzchni ciekawsza i sprawiająca wiele satysfakcji z obserwacji. Optymalne powiększenie dał Morfeusz 12,5 mm (eh, prawdziwy wół roboczy w obserwacji DS). NGC 4169 - najjaśniejsza, oczywista i widoczna na pierwszy rzut oka. NGC 4174 i NGC 4175 - mniejsze i słabsze, mają podobną jasność, w pierwszej chwili nieoczywiste, ale po chwili skupienia i obserwacji zerkaniem, stały się łatwo widoczne. NGC 4173, która do grupy nie należy, lecz szczęśliwie napatoczyła się, stając się pozornym jej członkiem, może być już wyzwaniem. Jest dużą, słabą, podłużną plamą, która wyłamuje się z prostokątnego układu galaktyk i rozciąga go na zachód. HCG 44 - znana i lubiana grupka w Lwie, którą obserwowałem wielokrotnie, również w mniejszych teleskopach. Jednak dotychczas bez najsłabszego składnika. tym razem obok jasnych NGC 3193, NGC 3190 i nieco słabszej i bardziej rozmytej NGC 3185, momentami wyskakiwała NGC 3187 - sporo krwi napsuła mi podczas ostatnich obserwacji, choć jej jasność na to nie wskazuje. Być może kwestia średniego nieba. Później był jeszcze rzut oka na Wieloryba - NGC 4631 (ogromna i jasna galaktyka, pokazująca swój charakterystyczny kształt), łatwo widoczne była tuż obok NGC 4627. Obok znacznie mniejsza i słabsza, lecz z wyraźnie zarysowanym kształtem kija hokejowego – galaktyka NGC 4656. Dalsza część obserwacji to galaktyki wewnętrz "wozu" w gwiazdozbiorze Wielkiej Niedźwiedzicy i szybki rzut oka na znane eMki o numerach 97 i 108, których nie ma sensu po raz kolejny opisywać. NGC 3619 - niewielka, okrągła o śladowej koncentracji NGC 3613 - owalny kształt, jasna, z jaśniejszym jądrem w stosunku do peryferiów, ładnie położona między dwiema słabymi gwiazdkami NGC 3610 - okrągła, z gwiazdodopodobnym jądrem. Ot, taka zamglona gwiazdka. NGC 3898 - jasna galaktyka o owalnym kształcie, w jednym polu widzenia pojawiła się także NGC 3888 - słaby, bezkształtny kleks. Do kolejnej trójki obiektów, jak się okazało podszedłem nieprzygotowany. To grupa NGC 3998, która była niedawno obiektem tygodnia na deepskyforum.com. Kierując się atlasem, z zadowoleniem obserwowałem jej 3 najjaśniejsze składniki w szerokim polu, jakie generował ES 24 mm. Okazało się, że pomiędzy nimi czają się jeszcze dwa składniki, które wymagały użycia większego powiększenia i chwili skupienia. No cóż - obiekt do poprawki następnym razem, ale bardzo ciekawy i godny polecenia. A obserwowana trójca prezentowała się tak: NGC 3998 - najjaśniejsza, okrągła NGC 3982 - nieco słabsza, jednorodna jasność, raczej okrągły kształt NGC 3972 - zdecydowanie najsłabsza z trójki, trudno zidentyfikować kształt, raczej jednorodna jasność. Na koniec postanowiłem przyjrzeć się jeszcze galaktyce M101, jak i jej najbliższej okolicy. Przejrzystość tej nocy była dobra, a obiekt znajdował się dokładnie w zenicie. To świetna okazja, aby przyjrzeć mu się nieco dokładniej niż zwykle. Główna bohaterka była ogromna. Trudno powiedzieć, że pokazała wyraźna spiralkę, lecz zerkając w różnych kierunkach pola widzenia, co i rusz wyskakiwały jaśniejsze obszary galaktyki, składając w głowie jeden spójny obraz, w którym dało się rozpoznać zarys kształtu znanego ze zdjęć. Zaobserwowałem też z pewnością trzy jasne obszary wodorowe, tj. NGC 5462, NGC 5461, NGC 5450. Przy ogromie M101, pobliskie galaktyki były prawdziwymi karzełkami i widziałem je tak: NGC 5474 - jasna mgiełka o niewielkiej koncentracji) NGC 5473 - nieco mniejsza od NGC 5474, raczej okrągła, wykazuje subtelną koncentrację NGC 5485 - widoczna w tym samym polu widzenia, znacznie większa, ale wyraźnie od sąsiadki słabsza (sumaryczna jasność identyczna, jednak rozkłada się na znacznie większą powierzchnię). W okolicy jest jeszcze więcej drobnicy, ale zmęczenie i ilość wrażeń z sesji skłoniły mnie do spakowania sprzętu i powrotu do domu. Do samej M101 też chętnie wrócę, tym razem na początku sesji i dokładniejszym materiałem (mapy, zdjęcia) do identyfikacji kolejnych obszarów galaktyki. Druga noc, 25/26 kwietnia, godz. 22:30-01:15 Tym razem rozpocząłem od dwóch osobliwych układów galaktyk, oznaczonych jako Arp 269 i Arp 313. W przypadku pierwszego zapewne więcej powie Wam nazwa Cocoon Galaxy. To znany i piękny duecik, który obserwowałem ostatnio dwa lata temu przez 8". Warto było spojrzeć przez większą aperturę, gdyż w 12" w powiększeniu 120x wyraźny stał się kształt litery "S", czyli dwa lekko skręcone ramiona spiralne wychodzące z jasnej części centralnej. Jej towarzyszka, położona na północ, jest znacznie słabsza, mała o eliptycznym kształcie. Druga grupka, to obiekt tygodnia niedawno opisany przez Pawła. Bardzo ładny triplecik, upakowany na małej przestrzeni, a w dodatku pięknie położony pośród jasnych gwiazd. Jego poszczególne składniki wyglądały następująco: NGC 3995 - największa i najjaśniejsza, jej kształt określiłem jako nieregularny NGC 3994 - wyraźnie mniejsza, nieco słabsza, z nieco jaśniejszym jądrem NGC 3991 - mała, o mocno wydłużonym kształcie, najsłabsza z trójki. Niepowodzeniem skończyło się odszukanie Septetu Copelanda. Wydaje się, że 3 - 4 składniki powinny być bez problemu dostępne, ale coś tym razem nie zagrało – warunki lub brak dokładniejszej mapy. W dalszej części obserwacji, przyglądałem się galaktykom z katalogu Herschela. Wszystkie były piękne, jasne, a niektóre zaskoczyły szczątkowym detalem. NGC 3953 - średniej wielkości, jasna galaktyka, o kształcie średnio spłaszczonej elipsy, posiada jądro o umiarkowanej koncentracji, trochę jaśniejsze od peryferiów NGC 3631 - okrągła i spora galaktyka, jedna z najciekawszych spośród obserwowanych podczas tej sesji. Jej duża jasność (10,4 mag) rozkłada się na znacznej powierzchni. Jest to spiralka widoczna od góry, a w teleskopie prezentuje najjaśniejszą centralną część, otoczoną przez ciemniejszy obszar i widoczny dalej jakby niepełny pierścień, będący zarysem dwóch ramion spiralnych. NGC 3310 – mała, jasna, okrągła galaktyka. Przypominała mi widok gromady kulistej z małego teleskopu. NGC 3729 i 3718 – ładna para galaktyk widoczna w jednym polu widzenia. Pierwsza z nich mała, o eliptycznym kształcie, tuż obok widoczna gwiazdka. Jej sąsiadka jest znacznie większa, trochę słabsza i w okularze teleskopu okrągła, gdyż nie pokazała swoich słabych dwóch ramion spiralnych. NGC 4026 – mała, eliptyczna o dużym spłaszczeniu, z widocznym nieco jaśniejszym jądrem NGC 4157 – trafiłem na nią przypadkiem i było warto. W 120x bardzo ładna igiełka o przeciętnej jasności, lecz rozłożonej nierównomiernie – widoczna jaśniejsza część centralna galaktyki. Kolejna parka tworząca w okularze piękny widoczek – NGC 4085 – malutka i słaba, o eliptycznym kształcie, NGC 4088 – znacznie większa elipsa z subtelną koncentracją NGC 4100 – położona tuż obok powyższej parki, na nią również trafiłem przypadkiem. Mocno spłaszczony, wrzecionowaty kształt i jednorodna na całej powierzchni jasność. To by było na tyle jeśli chodzi o tegoroczną wiosnę. Z uwagi na epidemię przepadł mi tygodniowy wyjazd na Roztocze – moją ulubioną, odludną obserwacyjną miejscówkę, ale przeprowadzone cztery sesje w marcu i kwietniu i tak pozwoliły naładować baterie. Odwiedziłem ponad 40 nowych galaktyk, z czego 23 brakujące Herszele . Tym samym z optymizmem czekam na przełom lipca i sierpnia, kiedy powróci noc astronomiczna. Żona już dała się przekonać, że Bieszczady to dobry kierunek na tegoroczne wakacje w Polsce.
  6. Tak, udało mi się wybrać na dwie sesje poświęcone tym okolicom. Kilka stron notatek czeka na uporządkowanie
  7. Wszystkie sesje tej wiosny poświęciłem w 90% czasu na nadrobienie braków w gwiazdozbiorze Wielkiej Niedźwiedzicy, który zwykle o tej porze roku przegrywał z Panną, Warkoczem, czy Lwem. Jej zasoby galaktyczne są imponujące i już wycieczka po licznych jasnych Herszelach dostarcza fajnych wrażeń estetycznych. Co chwilę w pole widzenia wpadają igiełki, duety i triplety galaktyk, których spora część w średniej wielkości teleskopie pokazuje jakiś szczątkowy detal.
  8. Świetny OT, podczas jednej z dwóch sesji w tym tygodniu poświęciłem mu trochę czasu obserwując niebo lustrem 12". Pod moim niebem, które jednak znacznie odbiega od optymalnego, cała czwórka dała się wychwycić bez większego problemu. Choć dało się coś zobaczyć w ES24 mm (60x), uznałem że ze względu na małe rozmiary obiektu szkoda męczyć wzrok i szybko zaaplikowałem większe powiększenie. Optymalny kontrast z tłem nieba dał Morfeusz 12.5 (120x). NGC 4169 jawiła się jako wyraźnie najjaśniejszy składnik grupy. NGC 4174 i NGC 4175, nieco słabsze od poprzedniej, mają podobną jasność i momentami zdawało mi się, że w przypadku NGC 4175 dostrzegam wydłużony kształt i orientację wschód-zachód. NGC 4173 była zdecydowanie najsłabsza i widoczna jako wydłużone pojaśnienie nieba, wyłamujące się z prostokątnego kształtu, ale raczej zerkaniem i nie przez cały czas. Zwiększenie powiększenia w przypadku pierwszej trójki pozwala potwierdzić obecność tych galaktyk, ale całkowicie zgasiło NGC 4173. Odnośnie porównania z Kwintetem Stefana, "Pudełko" rzeczywiście uważam za trochę łatwiejsze, choć do blasku HCG 44 i HCG 68 sporo tej grupie brakuje
  9. Druga połowa marca to niewątpliwie świetny czas dla naszego hobby. Tydzień bezchmurnych nocy, brak Księżyca, możliwość pożegnania się z perełkami zimowego nieba i mój ulubiony kawałek nieba, obejmujący wiosenne zagłębie galaktyk. W tym czasie udało mi się dwukrotnie wybrać na miejscówkę obserwacyjną w Jasieńcu na granicy województw mazowieckiego i łódzkiego, a Taurus po niespełna pięciu miesiącach mógł zawitać pod ciemnym niebem... ...no właśnie, czy takim ciemnym? Jesienne obserwacje galaktyk, podczas których udało mi się dostrzec kilka ciekawych grup, sięgając z dumą poniżej 14 mag, plany były ambitne. Jednak pierwsza z wiosennych nocy szybko je zweryfikowała. Nie będzie tu zatem opisu wybitnych paskudztw 14.03.2020, sesja 247 I tak, po pierwszych niepowodzeniach uznałem, że szkoda cennych 2 godzin podczas chłodnej nocy, skupiłem się więc na jaśniejszych obiektach, których nie widziałem od roku. Rozpocząłem od pożegnania gwiazdozbioru Bliźniąt, gdzie wypatrzyłem: NGC 2371/2372 – charakterystyczna mgławica planetarna, wyglądająca jak dwie zlepione kulki. Charakterystyczny kształt był widoczny już w ES24, a Morfeusz 12.5 wzmocnił kontrast i pozwolił przyjrzeć się mgławicy. NGC 2420 – bardzo przyjemna gromada otwarta o znacznych rozmiarach. W powiększeniu 62,5x widocznych kilkanaście jasnych gwiazd, a w ich tle mgiełka złożona z gwiazd słabszych, przebłyskujących z drugiego planu patrząc kątem oka. Klasyfikacja Trumplera w pełni oddaje jej charakter: I – silna koncentracja, 2 – średnie zróżnicowanie jasności, r – bogata w gwiazdy. NGC 2355 – mniejsza i wyraźnie słabsza od powyższej. Okular ES24 pokazał dosyć zwartą i liczną grupę gwiazd. Bardzo ładny i estetyczny widok w szerokim, gwiezdnym polu zimowej drogi mlecznej. Te widoki przypomniały jak ciekawą i zróżnicowaną grupą obiektów są pomijane przeze mnie często gromady otwarte. Choć apertura pozwala na zwiększenie powiększenia i rozbicie większej liczby gwiazd przy nadal jasnym obrazie, postanowiłem pozostać przy widoku w szerokim polu. W końcu takie szersze spojrzenie na gromadę otwartą umiejscowioną w gwiezdym tle najlepiej pozwla poczuć charakter tego rodzaju obiektów. Następnie odwiedziłem dwa obiekty, a właściwie ich grupy, będących dla mnie dobrym wyznacznikiem jakości nieba. Nieco bledszy niż w najlepsze noce Triplet Lwa i grupa HCG44, w której nie było szans na dostrzeżenie na czwartego składnika utwierdziły mnie w przekonaniu, że to dobry czas na obejrzenie klasyków wiosennego nieba. Odwiedzłem tym samym fenomenalną Igłę (NGC 4565), która wypełniła niemal połowę pola widzenia Morfeusza 12,5 mm, pokazując zaskakująco wyraźnie pas pyłowy. Kolejnym przystankiem była jasna M64 z subtelnie zarysowanym przecinkiem pod jądrem. Na koniec sesji spojrzałem na piękną M51 z sąsiadką oraz dwa dublety w Wielkiej Niedźwiedzicy: M108 i M97 oraz M81 i M82. 23.03.2020, sesja 248 Na tę noc miałem przygotowaną listę galaktyk z katalogu H400 w zachodniej części Wielkiej Niedźwiedzicy, którą przez lata zaniedbywałem. Będąc w tej okolicy, spojrzałem na rozgrzewkę na M51 z NGC 5195 i przed oczami miałem pięknie widoczne ramiona galaktyki spiralnej, których tak dokładny układ znany był dla mnie dotychczas tylko ze zdjęć. Dalej zahaczyłem o Smoka: NGC 5907 – cudowna igiełka, do której lubię wracać. Wyraźna szrama, o nieco jaśniejszej centralnej części, przecinająca tło nieba. NGC 5866/M 102 – bardzo jasna elipsa, atrakcyjnie położona między dwiema gwiazdami. NGC5985 – spora, średnio skoncentrowana i dosyć obszernym halo, które rosło patrząc kątem oka. NGC 5982 – nieco mniejsza, ale jaśniejsza, o wyraźniej wyodrębnionym jądrze. Niestety NGC 5981 nie udało się dostrzec, co było dla mnie sporym rozczarowaniem. Rozpoczynając właściwą część obserwacji od M81, M82 (widoczny świetny detal), odwiedziłem: NGC 2985 – ładna galaktyka, z jaśniejszym jądrem i słabszym, niewielkim halo. NGC 3077 – jasny, okrągły duszek o jednorodnej jasności. NGC 2976 – galalaktyka średniej wielkości, mająca owalny kształt i bardzo jednorodną jasność na całej powierzchni. Jej zachodnia krawędź styka się z gwiazdką 12,5 mag. Obiekt ciekawy z punktu widzenia skomplikowanych procesów gwiazdotwórczych na skutek grawitacyjnych interakcji z innymi galakaktykami grupy M81, które sporo namieszały w jej strukturze. NGC 2787 – niewielka, okrągła, z wyraźnie jaśniejszym jądrem NGC 2742 – jednorodna, średniej wielkości plamka, bez widocznych różnic w jasności NGC 2786 – widoczna w jednym polu widzenia z NGC 2742, ale zupełnie od niej odmienna – Morfeusz 12,5 mm pokazał owalną mgiełkę z dużą różnicą jasności między jądrem i halo (co jest akurat charakterystyczną cechą fizjonomii galaktyk Seyferta, do których NGC 2742 się zalicza) NGC 2950 – mała, owalna, z bardzo jasnym jądrem NGC 3079 – chyba największa niespodzianka tej nocy. Przepiękny obiekt, galaktyka widoczna bokiem, pokazująca subtelne nierównomierności jasności, a jej kształt wydaje się nieco wygięty w kierunku południowym. Od północno-zachodniej strony z halo galaktyki styka się gwiazdka 13 mag. Uroku galaktyce dodaje położenie tuż obok trójkąta złożonego z gwiazd 8-9 mag, co skłoniło mnie do do napawania się jej widokiem przez większość czasu właśnie w szerszym polu ESa 24 mm. NGC 2841 – dość jasna, średniej wielkości z gwiazdopodobnym jądrem NGC 2681 – nieco mniejsza od powyższej, okrągła, z jasnym, niewielkim jądrem otoczonym subtelnym halo. Ciąg dalszy, miejmy nadzieję, jeszcze nastąpi. To była tylko niewielka część galaktycznego bogactwa Wielkiej Niedźwiedzicy, do której mam nadzieję wrócić jeszcze tej wiosny. Obserwacje bardzo relaksujące, a widoki estetyczne, praktycznie wszystkie powyższe obiekty były jasne, mieściły się w przedziale 9-12 mag. Zdecydowanie potrzeba mi było takiej sesji
  10. I ja takie konkretne i usystematyzowane relacje lubię najbardziej. Świetna robota! Kilka pogodnych nocy i dział wizuala hula aż miło
  11. daniel.s

    Lornetka

    Jeśli lornetka ma być do różnych zastosowań, to jestem zwolennikiem parametrów 8/10x42. Jesli tylko do astro, to raczej obiektywy minimum 50 mm i docelowo jakiś statyw. Lornetka w niskiej cenie, którą mógłbym z czystym sumieniem polecić na początek, to Delta Optical Silver 10x50. Czasem korzystam z niej gościnnie podczas obserwacji i uważam, że może dać sporo satysfakcji. W nieco wyższej cenie przychodzi mi do głowy jeszcze seria Opticron Adventurer WP - ich dostępność jest ograniczona bodajże do jednego sklepu internetowego i nie miałem okazji przez nie popatrzeć, ale wszystkie opinie na polskich forach, które widziałem, są pozytywne.
  12. Jakiś czas temu postawiłem sobie za cel odszukanie jak największej liczby składników "trapezu". Wówczas newton 10" pokazał składniki A-F. Stojące obok lustro 8" również, ale pamiętam, że było nieco trudniej i sukces był w dużej mierze możliwy dzięki wcześniejszemu odnalezieniu składnika F w większym teleskopie i dobrej znajomości jego położenia. Kilka razy kręciłem się w tej okolicy z posiadanym kiedyś SCT5", ale nie pokazał on nigdy nic więcej, niż składniki A-D.
  13. Czy ktoś z Was miał do czynienia z Argusem 12x50? Od premiery serii minęły już cztery lata, ale informacji o nim jak na lekarstwo.
  14. Kiedyś popełniłem kilka wpisów z mojego miejskiego projektu obserwacyjnego przez teleskop SCT 5", są w nim także podwójne z Barana. Tytułowa Lambda to obiekt idealny dla większych lornetek, czy dla krótkich achromatów z powiększeniem kilkanaście razy. Na mnie świetne wrażenie zrobiła wówczas pobliska gamma Ari. Fajny pomysł na OT - chociaż teraz mam fiksację na galaktyczne mgiełki, uważam, że podwójne to bardzo wdzięczna kategoria obiektów
  15. Przez dłuższy czas próbowałem zbadać ten problem. Mimo dokładnych oględzin lornetki w sklepie, gdzie, jak to w centrum miasta, możliwość sprawdzenia na odległych obiektach jest mocno ograniczona i po 2 latach zadowalajacego użytkowania, pewnego dnia dostrzegłem taką "przypadłość" u siebie. Akurat u mnie to przesunięcie jest minimalne (określam na max 5% pola widzenia) i tylko w poziomie. W pierwszej chwili wziąłem to za efekt paralaksy, tzn. zakładałem, że tubusy ustawione są równolegle na nieskończoność, więc naturalnie obserwując obiekty bliższe (pod nieco innym kątem), obraz z dwóch obiektywów nieznacznie musi się różnić. Po skrupulatnym teście pod gwiazdami, z lornetką umieszczoną na statywie, to poziome przesunięcie także byłem w stanie dostrzec. Oddałem lornetkę do sprawdzenia kolimacji w Delcie, ale po powrocie z serwisu ten minimalny "efekt mastercard", jak to nazywają koledzy z CN, jest nadal widoczny. Nie powoduje on bólu głowy, a co najwyżej dyskomfort dla osoby zafiksowanej na punkcie optyki Swoją drogą ciekawy wątek, masa wiedzy dla poszukujących swojej dwururki. Sam od dłuższego czasu choruję na większą lornetę, ale jak na razie żadna opcja mnie nie przekonuje - może zmieni to stacjonarny sklep astroshop Na razie jestem przekonany, że power 8x jest idealny do ręki, do różnych zastosowań (astro, ptaszki, krajobrazy). Rozkminiam, czy kupić lekką 12/15x56 do głębszego sięgania w kosmos z ręki podpartej na leżaku, czy sprawdzoną i ciężką 15x70 na statyw, czy sprzęt jeszcze większy, ale już konkurujący z teleskopem (małe pole widzenia).
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)