Skocz do zawartości

daniel.s

Użytkownik
  • Zawartość

    10
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

42 Excellent

O daniel.s

  • Tytuł
    Bellatrix

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Zamieszkały
    Ożarów Maz.

Converted

  • Miejsce zamieszkania
    Ożarów Mazowiecki

Ostatnie wizyty

292 wyświetleń profilu
  1. Okulary es do mojej synty 8

    Mimo, że kilka razy polowałem na ES-y, jakoś nigdy nie złożyło się bym je posiadał. Dlatego nie wypowiem się wprost na temat samych okularów, choć liczba opinii na forach z pewnością pozwoliła wyrobić Ci jakiś pogląd. Obserwowałem natomiast przez dłuższy czas Naglerem 13 T6, który posiada bardzo podobną charakterystykę (pole widzenia, niewielki ER), co okulary ES. Mi duże pole i niewielki ER jak najbardziej odpowiadają, natomiast znam takich, którzy wolą odsunąć oko od okularu nieco dalej, dlatego zwracam na to uwagę. Jeśli nie możesz przetestować przed zakupem, to może warto kupić najpierw jednego ESa i zapoznać się tą z konstrukcją. Generalnie widzę, że odrobiłeś pracę domową z praktyki mogę tylko potwierdzić, że ogniskowe w okolicach 14 mm oraz 7 mm (6 to już moim zdaniem absolutny max) będą bardzo użyteczne w newtonie 8". Do tego później coś szerokokątnego w okolicach 22-30 mm (zależy jakie niebo) i masz docelowy komplet. Myślę, że barlow będzie zbędny.
  2. Cześć, fajne że dzielisz się wnioskami, czasem myślę że brakuje na forach takich bardziej krytycznych opinii. To, co piszesz, potwierdza indywidualny charakter wyboru sprzętu. Też staram się podkreślać, że sprzęt należy wybierać na żywo w sklepie. Po pierwsze aby wybrać pasujący mi model, bo jest wiele czynników które mogą powodować dyskomfort: na przykład po moich ostatnich oględzinach lornetek: krótki ER (DO Entry), zbyt długie muszle oczne (np. w SkyGuide 15x70), niekomfortowo małe pole widzenia (Nikon EX 7x50) czy oczywiście wymienione przez Ciebie wady optyczne. Drugi powód kupowania sprzętu w sklepie to wybór najlepszego egzemplarza spośród kilku, tego samego modelu. Pomijając wady, typu odchodząca guma z tubusa, czy paprochy wewnątrz lornetki, może nam nie pasować zbyt luźno działający mostek, czy brak płynności pokrętła ostrości. Niestety taki brak powtarzalności jest też domeną lornetek za kilkaset złotych. Co do wielkości lornetki. Cóż, rozumiem że polecany jako najbardziej uniwersalny jest model 10x50, bo zwyczajnie przez takie obiektywy można zobaczyć pod ciemnym niebem zaskakująco dużo, a jednak jeszcze da się obserwować z ręki. Jednak też jestem przykładem na to, że 10x50 do ręki to za dużo. Po latach użytkowania zamieniłem ją na 8x42 i jest o niebo lepiej. Teraz mogę obserwować znacznie dłużej. Statyw jak dla mnie nie załatwia sprawy, bo zadzieranie głowy do góry przez kilka minut to też nic przyjemnego. Biję się z myślami czy nie kupić dodatkowo 15x70 jako mobilny sprzęt do obserwacji DSów pod ciemnym niebem, ale nie bardzo mam pomysł jak załatwić sprawę montażu aby było komfortowo.
  3. Podwójne z miasta, czyli nowy plan na nowy rok

    Dzięki Planuję sukcesywnie przez ten rok odhaczać kolejne układy z podlinkowanej listy, jeśli czas pozwoli, to będę dzielił się swoimi notatkami. SCT powiesiłem na AZ4 na aluminiowych nogach. Zestaw miał być mobilny na wyjazdy i poręczny do obserwacji na ciasnym balkonie.
  4. W ostatnich latach częstotliwość moich obserwacji niestety bardzo spadła, ale pasja jest na tyle silna, że postanowiłem coś z tym zrobić Moje obserwacje od lat polegały na odhaczaniu kolejnych obiektów z listy M, potem H400, a podstawową pomocą w obserwacjach są dwa tomy TNSOG-a. To jednak wymaga wcześniejszego zaplanowania obserwacji i przede wszystkim podróży pod ciemniejsze niebo. Postanowiłem znaleźć sposób na częstsze obcowanie z niebem i nieco rozszerzyć krąg obiektów, na które będę celował teleskop. I tak pomyślałem o gwiazdach podwójnych, nie cieszących się dotychczas moją szczególną uwagą. To idealne rozwiązanie, kiedy brakuje czasu, prognozy są mocno niepewne lub po prostu zmęczenie nie pozwala, aby jednak nie ruszając się z domu (balkonu) spędzić rekreacyjnie czas przy teleskopie. Idealne, bo względnie „odporne” na duże zaświetlenie mojego nieba. Jako, że jestem raczej uporządkowanym obserwatorem i lubię mieć konkretną listę obiektów do obserwacji, ucieszyła mnie lista 100 ciekawych gwiazd podwójnych, na którą trafiłem pod linkiem: https://www.astroleague.org/al/obsclubs/dblstar/dblstar1.html Akurat z początkiem roku trafiły się dwie pogodne noce, które postanowiłem wykorzystać na rozpoczęcie realizacji tego planu. 7.01.2018 (sesja nr 213), sprzęt: SCT 5”, Meade 5000 26mm, Meade 5000 14 mm, SW SWA-58 7 mm gamma And – znany i piękny układ o separacji 9,4” i dużej różnicy jasności, charakteryzuje go różnorodność barw składników (żółty i niebieski). Nie warto szaleć z powiększeniem, bo zawieszona w przestrzeni parka, w szerszym kontekście punktowych gwiazd robi świetne wrażenie. 65 Psc – to układ, który tego wieczora zrobił na mnie największe wrażenie. Bardzo lubię, gdy podwójne mają zbliżoną jasność. Wtedy to wrażenie fizycznego związania gwiazd jest jeszcze większe. Uroku dodaje niewielka separacja (4,3”) oraz wyraźna i identyczna u obydwu składników, żółta barwa. Separacja widoczna w 48x, a najlepszy widok dało powiększenie 89x. psi 1 Psc – parka o dużej, wręcz lornetkowej separacji (29,7”). Tworzą ją składniki o identycznej jasności i takiej samej, białej barwie. Przydałoby się mniejsze powiększenie lub średniej wielkości lorneta. alpha Psc – przez niewielką separację (1,7”) to było wyzwanie wieczoru. Co prawda testując kilka miesięcy temu SCT po zakupie schodziłem do takiej separacji, ale z balkonu przy kiepskim seeingu i niskim położeniu ryb właściwie nie dało się dobrze wyostrzyć gwiazd w powiększeniu 179x. Niemniej jednak momentami rozbicie było widoczne, a drugi składnik miał wyraźnie niższą jasność. zeta Psc – luźna para o dużej separacji (22,8”) i dużej różnicy jasności. Oczywiście najlepszy widok przy 48x iota Tri – bardzo ładny, dość ciasny (3,8”) układ. Jaśniejsza gwiazda ma fajną, cytrynowo-żółtą barwę, słabsza jest biała. Tutaj powiększenie 89x było idealne. 8.01.2018 (sesja 214), sprzęt ten sam gamma Ari – atrakcyjna, jasna parka, w której gwiazdy mają identyczną jasność i biało-żółtą barwę. Separacja 7,2”sprawiała, że rozdzielenie nie sprawiło trudności w powiększeniu 48x, piękny widok dawało także powiększenie 89x. lambda Ari – skrajnie inny układ niż powyższy: bardzo duża separacja 37,1” i znaczna różnica jasności (4,8 vs 6,6 mag). Niezbyt atrakcyjny do obserwacji przez teleskop. eta Cas – to znana podwójna z Kasjopei, którą też zdarzyło mi się kiedyś obserwować. Jej widok zahipnotyzował mnie na dobrych kilka minut. Składniki tego układu zdają się być przeciwieństwami: jaśniejsza żółtawa gwiazda przyćmiewa swoim blaskiem czerwonego towarzysza, odległego o 13,2”. To na razie tyle, stan mojej listy na dziś to 9/100.
  5. Teleskop za ok 1400 zł

    Wiadomo, że człowiek wydając niemałe pieniądze na sprzęt rozpatruje wszystkie detale, jednak nie przejmowałbym się tą kwestią lustra. Wątpię by w praktyce dało się dostrzec jakąkolwiek różnicę między pyrexem a bk7, zwłaszcza przy tak wielu innych czynnikach wpływających na jakość obrazu. Przewagę GSO rozpatrywałbym w kwestiach typowo technicznych: płynności działania montażu, przyjemnego wyciągu z microfocuserem i clamping ringiem oraz niezłego na start okularu w zestawie. Za jakiś czas wystarczy dokupić okular 13-14 mm, czyli o najczęściej używanej ogniskowej do większości DS i mamy fajny zestaw, który wystarczy na lata obserwacji.
  6. mobilny sprzęt dla mieszczucha

    Nie tak dawno temu stałem przed podobnym dylematem. Po przeprowadzce musiałem dokupić coś bardziej mobilnego do mojego GSO 8", w podobnym budżecie do 2000 zł. Po zorientowaniu się w ofercie sprzętu astro, wybór należało ograniczyć właściwie do dwóch opcji: refraktor 102/500 lub 120/600 oraz Mak 127, a do tego montaż AZ4. Teleskopy te dają jednak nieco inne możliwości - tam gdzie kończą się użyteczne powiększenia dla krótkiego achromatu, zaczynają się powiększenia maka (mam na myśli problem doboru okularów do teleskopu z tak długą ogniskową). Ostatecznie postanowiłem celować w używane SCT 5", które zdawało się być najbardziej uniwersalnym wyborem i akurat wiosną było kilka takich ofert - wręcz można było przebierać Nieco droższe (od 1500) trafiają się też SCT 6". Ten teleskop nie dość, że jest fantastycznie mobilny, to daje możliwość obserwacji z mojego bardzo małego balkonu dzięki krótkiej tubie. Średnica 5" zadowala mnie przy obserwacjach planetarnych (widać Cassiniego, kontrastowe detale Jowisza, jak WCP, 4 pasy + tranzyty księżyców). Po obserwacjach przez 8" oczywiście musiałem zaakceptować gorsze widoki DS, jednak i na tym polu nie jest źle - bardzo przyjemnie ogląda się wszelkie Messiery i jaśniejsze NGC. W międzyczasie próbowałem z lornetką 15x70 na statywie, jednak o ile nie mogę się obyć bez mojej delty 8x42, to duże lornety na statywie z okularami "na wprost" to dla mnie bardzo niekomfortowe rozwiązanie. Choć bardzo doceniam ich możliwości. A tak się prezentuje mój zestaw:
  7. Nowy smak obserwacji, czyli sesja 1/2 kwietnia

    Dzięki za miłe słowa Jeśli chodzi o moje warunki, te obserwacje były absolutnie wyjątkowe i wygląda na to, że znaleźliśmy fajną i bezpieczną miejscówkę. Sądzę jednak, że takie obserwacje będę mógł prowadzić kilka razy w roku, ale nawet dla nich warto trzymać lustro 8" lub więcej. Jednak obserwacje DS to jest to, co lubię najbardziej Na co dzień mam za miedzą Warszawę i do podtrzymania jakiejś częstotliwości obserwacji właśnie kupiłem mniejszy teleskop o fajnych możliwościach, czyli Sct 5". Pozwala obserwować z balkonu planety i gwiazdy podwójne, a dzięki niemu łatwiej podjąć decyzję o wyjeździe kiedy warunki są niepewne i nie chce się wynosić tuby 8" i dobsa. Co do zwięzłości mojej relacji - fakt, jest krótko, ale tak lubię. Ważne jest dla mnie, aby po prostu opisać jak wygląda obiekt w konkretnym sprzęcie. W rzeczywistości na forum przenoszę moje notatki z tradycyjnego zeszytu, którego prowadzenie jest dla mnie nieodłączną częścią obserwacji - i to od pierwszej sesji kiedy ekscytowałem się rozpoznaniem kilku gwiazdozbiorów i odnalezieniem plejad.
  8. daniel.s

  9. Na forach jest już kilka relacji z tej nocki, a pogoda dopisała też u mnie. Skąd tytuł? Ponieważ przez lata obserwowałem z mojej działkowej podmiejskiej miejscówki i pierwszy raz udało mi się wyjechać z ośmiocalowym lustrem pod dobre (jak na mazowieckie) niebo, trafić na dobre warunki i „odkryć na nowo” wiele obiektów, które znam od dobrych kilku lat. Ale po kolei… Przygotowania rozpocząłem już kilka godzin wcześniej, a z pomocą w zaplanowaniu obserwacji przyszedł mi jak zwykle TNSOG. Plan polegał na odnalezieniu brakujących galaktyk z katalogu Herschela, znajdujących się w Lwie. Cel zrealizowałem częściowo, co wynika tylko z ograniczonego czasu. Opis poszczególnych obiektów ograniczyłem do opisu ich wyglądu w okularze teleskopu, dane na temat wielkości i jasności są łatwo dostępne. Kilka faktów na temat obserwacji: - sesja obserwacyjna nr 201 - czas obserwacji 22:45 - 01:40 - sprzęt: teleskop GSO 8” na dobsie, a na pokładzie głównie Hyperion 21 mm, NPL 15 mm, i SWA58 7 mm oraz synta 10" kolegi Radka przez którą od czasu do czasu także zerkałem - zasięg to okolice 6 mag. - lokalizacja: Jasieniec, gm. Rybno, powiat sochaczewski Rozpocząłem jednak od klasyków… i dobrze Na pierwszy ogień poszedł duet M81 i M82 i pierwszy raz w tej drugiej ciemniejsza przerwa w M82 widoczna była tak wyraźnie. Będąc w pobliżu, postanowiłem także skierować teleskop na M51 z towarzyszką NGC i to był chyba największy pozytyw dzisiejszych obserwacji. Mimo, że często zerkam na te obiekty, dopiero tym razem zobaczyłem je w pełnej krasie. Zaskakująco wyraźny zarys ramion spiralnych, z których jedno subtelnie stykało się z NGC 5195, to chyba jedno z milszych doznań obserwacyjnych. Chyba dlatego, że już dawno pogodziłem się z faktem, że przez 8” nie dostrzegę detali w galaktykach, a ich „prawdziwe obserwacje” zaczynają się od 12”, 14” (…). Podobnie miło odebrałem widok czarnookiej M64, która ukazała delikatny, ciemny „przecinek” pod jasnym jądrem. Fantastycznie! Gdy zobaczyłem jak ucieka czas, postanowiłem przystąpić do realizacji planu i skierowałem teleskop w kierunku Lwa, a konkretnie jego „zadniej” części. Galaktyki części zachodniej gwiazdozbioru planuję odnaleźć na kolejnej sesji.' M66 – najjaśniejsza z tripletu, pięknie prezentującego się w polu Hyperiona. M 65 była tylko nieco słabsza i trochę mniejsza, o bardziej wydłużonym kształcie. Obie mocno świeciły i były doskonale widoczne nawet na wprost. Ich sąsiadka NGC 3628 może wypadła przy nich blado (choć nadal widoczna bardzo dobrze), ale obroniła się bardziej osobliwym charakterem – ma bardzo wydłużony kształt, ale brak zwężenia na końcach i w moim odczuciu niemal jednorodną jasność na całej powierzchni. Następnie teleskop skierowałem w kierunku niepozornej galaktyki NGC 3810. W okularze wyglądała jak mała, słaba elipsa, która patrząc na wprost znikała. Kolejny kadr to dla mnie taki trzeci triplet lwa, który w swojej ulotności wydał mi się na tyle pięknym widokiem, że zatrzymałem się przy nim na dobrych kilka(naście) minut. Składa się z galaktyk NGC 3686, NGC 3684, NGC 3681, ustawionych niemal dokładnie w jednej linii. Obiekty wyglądały dosyć podobnie, choć nieznacznie jasnością i rozmiarem wyróżniła się pierwsza z nich. Generalnie jednak galaktyki nie należą do jasnych i u mnie widoczność ich przez cały czas obserwacji była możliwa tylko dzięki „zerkaniu”. Dalszy przegląd gwiazdozbioru to galaktyka NGC 3626 - niezbyt jasna, mała, o kształcie elipsy. Widać w niej wyraźnie jaśniejsze, gwiazdopodobne jądro, otoczone przez rozmyte i słabnące do zewnątrz halo. Będąc w pobliżu spojrzałem na NGC 3607 i NGC 3608, czyli bardzo atrakcyjną parę galaktyk. Pierwsza z nich jest nieco jaśniejsza, większa i z wyraźniej zaznaczonym jądrem. Obie widocznie bardzo dobrze i bez jakichkolwiek problemów. Do realizacji celu „minimum” odszukałem i nacieszyłem wzrok kilkoma niewielkimi obiektami: NGC 3655 – mała i słaba galaktyka i dopiero powiększenie 80x utwierdziło mnie w przekonaniu, że to na pewno ona. W nim wyglądała na słabą mgiełkę, o jednorodnej jasności i paradoksalnie dobrze odcinającą się od tła. NGC 3489 – również niewielka, ale dosyć jasna i z wyraźnym gwiazdopodobnym jądrem. Bardzo dobrze widoczna w powiększeniu 80x. NGC 3412 – bardzo podobny widok do poprzedniej, wyraźnie widoczny kształt elipsy i nieco jaśniejsze jądro. NGC 3640 - ciekawe maleństwo w południowej części gwiazdozbioru. Dostrzegłem tu niemal idealnie okrągły kształt galaktyki i nieco jaśniejsze jądro od otaczającego go halo. Na tym skończyłem i choć warunki zachęcały do dalszych poszukiwań, obowiązki kolejnego dnia i zmęczenie zdecydowały o spakowaniu sprzętu i odwrocie do domu. Podsumowując, do listy Herschela dopisuję kolejnych 7 obiektów (128/400), a nockę uważam za bardzo udaną. Może to nie za wiele, jednak nie lubię obserwacji, podczas których odhaczam dziesiątki obiektów, by później nawet nie zapamiętać ich wyglądu. Ta sesja przyniosła kilka fajnych zdobyczy, które zapadły w pamięci i do których na pewno chętnie wrócę. Mam nadzieję, że to dopiero przedsmak wiosennych łowów i kolejny nów pozwoli w pełni zrealizować tegoroczny plan na sezon galaktyk.
  10. Witajcie Zachęcony prężnie rozwijającym się działem obserwacyjnym, chciałbym podzielić się notatkami z mojej ostatniej sesji. Niedziela, 7 lutego - sesja nr 194 Słoneczna pogoda w pierwszą niedzielę lutego dawała nadzieję na przeprowadzenie obserwacji. Dodatkowo zachęcały wskazania na termometrze w ciągu dnia i wieczorem oraz – co oczywiste - nów Księżyca. To się musiało udać Czym prędzej przystąpiłem do zaplanowania sesji obserwacyjnej. Podczas moich obserwacji skupiam się na obserwacjach obiektów DS, a z racji tego, że lubię by te były uporządkowane, 3 lata temu postawiłem sobie za cel listę Herschela. Zatem plan sesji skupiał się na brakujących obiektach z katalogu Herschela, znajdujących się w zimowych gwiazdozbiorach, na które podczas ostatnich dwóch zim nie udało mi się zapolować. Plan zawierał wiele obiektów i był nieco na wyrost, jednak postanowiłem doprecyzować go dopiero na miejscu, po zapoznaniu się z warunkami w danym miejscu i czasie. Użyty do obserwacji sprzęt to standardowo Newton GSO 8” z okularami o ogniskowych: 21, 15, 7 mm. Załączone grafiki pochodzą z www.ngcicproject.org. START: 19.30 Zaświetlenie na niebie i ciągnące się dymy z kominów na południowym horyzoncie szybko wyleczyły mnie z pomysłu zapolowania na gromady w Jednorożcu. Wyżej było znacznie lepiej, dlatego postanowiłem skierować lustro w kierunku Byka i Bliźniąt. NGC 1647. Jasna i bogata w gwiazdy gromada, której wielkość zdecydowanie przekracza rozmiar tarczy Księżyca. Powiększenie 57x jest jednak za duże – gromada była mocno rozbita i nieco straciła swój urok. Myślę, że to interesujący obiekt do obserwacji w mniejszym powiększeniu i dużym polu widzenia. Następnie powędrowałem w kierunku dwóch gromad w południowej części gwiazdozbioru, tj. NGC 1807 i NGC 1817. NGC 1807 – skromna i luźna, jasna gromada otwarta. Widziałem tu około 10 gwiazd podobnej jasności, chaotycznie rozmieszczonych, z nieznacznym zagęszczeniem w centrum. Zwiększanie powiększenia nie pozwoliło na dostrzeżenie dodatkowych gwiazd. NGC 1817 – sąsiadka opisanej wyżej gromady. Na pierwszy rzut oka, w powiększeniu 57x sprawiła podobne wrażenie – ot, rozrzuconych kilka jasnych gwiazd, czyli nic specjalnego. Zwiększenie powiększenia do 80x dało zupełnie odmienne wrażenie. Nagle z tła wyłoniła się mgiełka, którą tworzyło kilkadziesiąt słabiutkich słońc, wyskakujących jedno po drugim podczas rozglądania się po okularze. To gromada bardzo bogata w gwiazdy, jednak większość tworzących ją składników świeci słabiej niż gwiazdy sąsiedniej NGC 1807. Jest to spowodowane dużą różnicą odległości tych, pozornie bliskich obiektów. Światło NGC 1817 podążało do nas przez około 6 tys. lat, podczas gdy wyemitowane przez NGC 1807 miało do pokonania dwa razy krótszą drogę. To dobry przykład obiektów na zaobserwowanie skali, a jakiej widzimy poszczególne składniki naszej galaktyki zależnie od odległości. Właściwie mamy analogiczny efekt, jak podczas obserwacji M35 czy M38 z ich pozornymi sąsiadkami, choć w mniej efektownym wydaniu. Następnie skierowałem wzrok w kierunku bliźniąt, odwiedzając przy okazji dobrego znajomego - Eskimosa. Był to przystanek w drodze do kolejnej gromady otwartej – NGC 2420. To niewielka, ale piękna gromada, która przy jasności 8,3 mag. na pierwszy rzut oka była tylko mgiełką, zlepkiem setek słabiutkich gwiazd, których rozdzielenie stało się łatwiejsze po zwiększeniu powiększenia. Ten dosyć odległy obiekt przykuł mój wzrok na dobrych kilka minut. NGC 2266 – kolejna atrakcyjna gromada, przy tym bardzo charakterystyczna. Moją uwagę zwróciła lekko wygięta linia z 5 jasnych gwiazd, a w drugim planie wyraźnie widoczne było skupisko wielu słabszych punkcików. Co ciekawe, to stary obiekt, w którym część gwiazd opuściła ciąg główny, stając się czerwonymi olbrzymami. Jej średnica to około 5', a jasność szacuje się na 9,5 mag. Na koniec odwiedziłem NGC 2129, gromadę położoną w południowej części gwiazdozbioru, blisko M35. To jasna gromada (6,7 mag.), której najjaśniejsze gwiazdy widoczne były już w szukaczu. W okularze dającym powiększenie 57x dostrzegłem pięć jasnych gwiazd, tworzące jakby dwie przecinające się proste. W tle gromady pojawiło się z czasem kilka słabszych gwiazd. Myślę, że to interesujący obiekt dla lornetki, który przy odpowiednim polu widzenia może być fajnie widoczny z sąsiednimi gromadami (M35, NGC2156). Właściwie to nie musiał być koniec obserwacji, zaskakująco wysoka temperatura (5 stopni) i brak chmur pozwoliłyby zostać jeszcze dłużej, jednak niska jakość nieba spowodowana dymem z kominów z pobliskiego osiedla, a przez to zasięg spadający z 5,5 do zaledwie 4 mag na końcu spowodował, że dalsze obserwacje nie miały sensu. Tym samym o 21:15 zakończyłem sesję obserwacyjną, powiększając swój dorobek Herscheli o kolejne 5 obiektów. To może nie jest dużo jak na nieco ponad półtoragodzinna obserwację, ale ostatnio staram się poświęcać każdemu obiektowi więcej czasu. Pozwala zobaczyć więcej i co ważne, zapamiętać wrażenia z obserwacji każdego z nich.
  11. Lornetkowe dylematy

    Witajcie :) To mój pierwszy post na tym forum. Choć na innych bywam od 2007 roku, to z różnych względów przestałem aktywnie w nich uczestniczyć. Śledzenie Waszych relacji z obserwacji (w tym lornetkowych) to wielka przyjemność, stąd pomysł zasięgnięcia porady właśnie tu. Stanąłem przed dylematem (a właściwie dwoma) dotyczącym zakupu lornetki. Rozważam zakup niewielkiej lornetki, której zastosowanie będzie dosyć uniwersalne – sprzęt do szybkich obserwacji, jako pomoc do namierzania obiektów na niebie podczas obserwacji teleskopem, ale też kilka razy w roku jako lornetka turystyczna. Do tej pory, przez 6 lat używałem raczej z zadowoleniem DO Entry 10x50, jednak stwierdziłem, że to nie jest dla mnie optymalny rozmiar. Sprawę przesądził jeden czynnik - powiększenie 10x to dla mnie za dużo do obserwacji z ręki. Mimo, że to dosyć lekka lornetka, obraz za bardzo drga. Z drugiej strony oczekuję od lornetki, że będzie również samodzielnym sprzętem do szybkich, niezaplanowanych obserwacji – taki trawelerek, który sprawi że niebo będę obserwował częściej niż kilka razy w roku. Tutaj średnica 50mm to za mało. Sprostuję, że za mało dla mojego podmiejskiego nieba, bo przekonałem się co taka lornetka potrafi w dobrych, bieszczadzkich warunkach. Stąd pomysł stworzenia zestawu z dwóch „dwururek”: małej i lekkiej o powiększeniu 7-8x oraz większej i posadzonej na statywie 15x70. W pierwszej kolejności chciałbym nabyć tę mniejszą i w zasadzie byłem zdecydowany na model 8x42 lub 8x40 (Titanium vs Nikon EX). Jednak żeby nie było tak prosto, zaczął po głowie chodzić mi model 7x50. Wnioskując z dyskusji na forum takie parametry w obserwacjach astro mają raczej więcej przeciwników, niż zwolenników. Jak to z nimi jest w obserwacjach dziennych i nocnych? Z istotnych informacji z mojej strony - mam 23 lata na karku, a niebo dosyć przeciętne (w porywach do 5,5mag). Mając na uwadze doświadczenie teleskopowe obawiam się, że to jednak nie jest źrenica wyjściowa pod moje niebo, ale gdybym wybrał się gdzieś dalej... Jednocześnie szukam informacji o lornetkach 15x70 z chęcią zakupu takiej na sezon zimowy . Tutaj właściwie mam do wyboru skymastera lub DO starlight, potem przepaść cenową i okolice DO Extreme (czy też inne klony). Sądzę, że zaakceptowałbym optykę Celestrona, ale jednak przerażają mnie opisy wykonania tego sprzętu. Jak wygląda sprawa jego eksploatacji? Właściwie można wiele zaakceptować w tej cenie, ale czy występuje tu problem częstej utraty kolimacji? Czy to jest sprzęt warty uwagi? Będę wdzięczny za każdą uwagę w temacie, pozdrawiam
×
© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2018)