Skocz do zawartości

Damian P.

Użytkownik
  • Zawartość

    315
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    4

Ostatnia wygrana Damian P. w Rankingu w dniu 12 Grudzień 2017

Damian P. posiadał najczęściej polubioną zawartość!

Reputacja

600 Excellent

O Damian P.

  • Tytuł
    Kapella
  • Urodziny 16.06.1989

Profile Information

  • Płeć
    Male
  • Zamieszkały
    Włodawa

Ostatnie wizyty

1157 wyświetleń profilu
  1. Wędrówki nocne

    Miło mi to słyszeć Szczerze powiedziawszy zastanawiałem się, czy nie skrócić relacji o połowę - zrobić po prostu obiekt, myślnik i krótki opis. Bardzo często mam tak, że żałuję swoich relacji, tego jak je napisałem, rozpisywania i w ogóle. Czasami hamulców brak a nie potrafię często obcinać tego co zbędne i nudne. Wiem, że tą relacje, jak i wiele innych moich, można było napisać o wiele krócej i bardziej zwięźle, skupiając się na konkretach. Dlatego jeszcze raz dziękuje Tobie i wszystkim za dobre słowa pod relacjami, zarówno moimi, jak i wszystkich piszących - to daje motywację. Ja tam też nie uważam się za jakiegoś obserwatora doświadczonego. Jest jeszcze mnóstwo znanych i średnio znanych obiektów, których nie widziałem. Chociażby taki Ślimak NGC 7293 - jeszcze żem go nie widział, a chyba każdy go już widział oprócz mnie O, szkoda, że nie wiedziałem. Słabo forum przeglądam ostatnio i trochę rzeczy mi umyka. Wiedziałem tylko, że są jakieś komety i że jedna była nie dawno w pobliżu Plejad. Będę musiał uważniej śledzić temat i może wtyczki w Stellarium pouruchamiać.
  2. Sądzę, że każdą, nawet najgorszą noc można jakoś wytrzymać. O ile oczywiście wszystko sobie dobrze rozplanujesz i przygotujesz się jak należy. Ciepłe ubranie, listę obiektów, wygodne siedzenie, przerwy, aby móc odrobinę się ogrzać i napić gorącej herbaty lub coś zjeść, jeśli masz taką ochotę, czy suszarkę, gdy w powietrzu jest dużo wilgoci. Ale ja nie przygotowałem się dobrze. Noc, która trwała jedenaście i pół godziny, astronomiczna noc, noc zimna i mroźna, z niewygodnym siedziskiem w postaci cholernego pluszowego konia (to ostatni raz koleś, kiedy ze mną obserwujesz) i dłońmi odzianymi w dwie pary cienkich rękawic, pozwoliła na wykorzystanie mniej niż połowę czasu w którym na niebie świeciły gwiazdy. Gdy mróz i wiatr połączą siły, wówczas mało które stworzenie ma ochotę wychylać z norki swój łepek czy tyłek – o ile jakieś zwierze wychodzi ze swej kryjówki tylną częścią ciała – i woli pozostać w swoim domu, w ciepłym pokoju, albo nawet pod kołdrą, jeśli tak wolisz. Mróz dziobie jak natrętny ptak, a wiatr tnie po twarzy jak nożem. Krążąc dookoła ciebie jak dwa owady, których wcale nie zaczepiałeś, których nie śmiałbyś przecież denerwować, dziobią i tną, dziobią i tną. Ale choćbyś nie wiem jak był zły, wiec, że ich to nie obchodzi. Natura ma tę przerażającą twarz, oblicze, które wydaje się być obojętne. Jak tornada, huragany, trzęsienia ziemi czy tsunami, kiedy ocean, który nagle dostaje torsji, wyrzyguje na brzeg to, co mu wówczas ciąży. I nie zastanawia się bynajmniej przy tym, gdzie to zrobi. Najważniejsze by to zrobić, podobnie jak pijany mężczyzna (rzadziej kobieta) na dyskotece, który wybiega nagle z sali na dwór, nie bacząc na stłoczoną przy wejściu grupkę imprezowiczów rozmawiających, palących papierosy i trzymających butelki z piwem (albo puszki) i skręca w lewo lub prawo, albo nigdzie nie skręca i biegnie prosto aż dotrze do najbliższego płotu lub upadnie na kolana wcześniej, może w połowie drogi, i zrobi to. Wyrzuci z siebie to, co mu ciąży. Natura czasem zdaje się być całkiem obojętna niczym najzimniejszy morderca. No dobra, już dobrze. Nie było przecież wcale tak źle. Nie było żadnego tornada – co najwyżej w moich snach – nie było powodzi, a mroźne owady nie pogryzły mnie aż tak bardzo. Udało mi się wyrwać cztery, może pięć godzin obserwacji, przebrnąć przez pierwszą cześć listy, którą sporządziłem sobie wstępnie dzień wcześniej, i zaczerpnąć odrobinę drugiej części. Tylko odrobinę, bo zwyczajnie nie miałem ochoty dłużej na harce z mrozem, któremu kompanii dotrzymywał wiatr, a tym bardziej z koniem, który zrzucał mnie ciągle z siodła. Dobra. Już. Przechodzę do rzeczy. Oto jeszcze trochę obiektów. W poniedziałek, 16 Stycznia, o czwartej po południu zaparzyłem herbatę i zrobiłem kanapki, po czym zasiadłem do nauki lokalizacji obiektów z mojej listy. Z przerwami na różne rzeczy, zabrało mi to o wiele więcej czasu niż sądziłem. Wzrok zacząłem adaptować dopiero o osiemnastej czterdzieści, a obserwacje rozpocząłem około dziewiętnastej. Podzieliłem rejony tak, jak sobie to dzieliłem podczas planowania i zapamiętywania lokalizacji. Trzy sprawy w Perseuszu i Andromedzie Takie rzeczy jak Chichoty, Kasjopeja, M31, Almach w Andromedzie i Mirfak w Perseuszu świecą na niebie w pewnym okręgu. Gdzieś niedaleko są również jasny Algol w Perseuszu i wyraźna gwiazda Mirach w Andromedzie. Mniej więcej w środku tego okręgu świecą dwie inne jasne gwiazdy widoczne gołym okiem i wokół których miałem trzy sprawy do załatwienia. Jedna z tych gwiazd to 51 And (Nembus) a druga Phi Per. To właśnie w kierunku Phi Per skierowałem najpierw swój stojący od trzech godzin na dworze teleskop 12". Od niej zrobiłem już tylko maleńki krok do HD 10498 (HIP 8063), obok której świeci mgławica Małe Hantle – Messier 76. W okularze 25mm, w powiększeniu 60-krotnym, zobaczyłem podwójną strukturę. Widok przypominał mi odrobinę mgławicę M27, jaką widywałem w lornetce 15/70. Wzrok początkowo musiał się trochę przyzwyczaić do okularu, ale z każdą chwilą podwójny kształt był coraz lepiej widoczny. Zmieniłem okular na 14mm. Mgławica urosła, obraz stał się ciekawszy. Teraz podwójna struktura była dużo lepiej widoczna. Odniosłem wrażenie, że wokół mgławicy roztacza się delikatne halo. Prawa część mgławicy (to chyba południowo-zachodnia) świeciła jaśniej, natomiast lewa (północno-wschodnia) była bardziej rozmyta. W okularze 10mm obraz pociemniał, a mgławica stała się trochę większa. Teraz wyraźnie było widać, że jest miejsce, które świeci jaśniej na całej mgławicy, z prawej, natomiast lewa strona nadal była bardziej rozmyta. Włożyłem 4,7mm. Jaśniejsze gwiazdy nie wyglądały zbyt dobrze w tym powiększeniu – seeing tej nocy nie był chyba zbyt dobry. Ale detal teraz był najlepiej widoczny. W prawej części, poniżej najjaśniejszego obszaru mgławicy, dostrzegłem przylegającą doń słabiutką gwiazdkę. W lewej części także coś zabłysło kilka razy na tle obiektu – a przynajmniej tak mi się wydawało. Środek mgławicy świecił słabiej, jakby lekko zwężony względem boków, nieco bardziej przeźroczysty. Wróciłem do jasnej gwiazdy Phi Per i wkroczywszy na teren Andromedy, odbiłem na południowy zachód, tworząc trasą od M76 niemal idealny kąt prosty z Phi Per. Odnalazłem dokładnie te same układy gwiazd co na zdjęciu i ujrzałem w pewnym miejscu słabą gwiazdkę. To była mgławica PK 130+11.1 alias Minkowski 1-1. Znajduje się w podobnej odległości od Phi Per co M76. Obiekt zauważyłem od razu w 14mm, lecz nie mogłem odróżnić go od gwiazd. Dopiero w powiększeniu 319-krotnym dało się dostrzec pewną różnicę względem okolicznych słońc, lecz wciąż było to maleństwo. Sprawdziłem potem, czy widać Minkowskiego w 60 razach. Było widać. Przypominał słabą tycią gwiazdkę. Tak się zastanawiam, czy pisząc, że obiekt wyglądał prawie jak gwiazda, ktoś kiedykolwiek jeszcze po tym zechce tam skierować swój teleskop. Mimo wszystko fajnie jest odnajdywać obiekty nawet takie, które ciężko odróżnić od gwiazd. Przecież część frajdy, to właśnie szukanie, planowanie, nauka lokalizacji albo – jak to bywa u większości – oświetlanie w środku nocy bladym czerwonym światłem mapy nieba. Czasami nie rozumiem ludzi, którzy kupują teleskop z Go-To głównie po to, by ów system znajdował za nich wszystkie obiekty. Może dla bajeru; duży, zdalnie sterowany teleskop na podstawie – to jest coś. Niemniej dla osoby, która chciałaby się uczyć nieba, będzie to poniekąd krzywdzące, a w każdym razie nie sprzyjające jego poznaniu. No i zabiera wspomnianą frajdę, satysfakcję. To trochę tak, jakby zamiast wspinać się na szczyt góry, ktoś nas tam podrzucił helikopterem. U celu będzie fajnie, ale ominie nas coś bardzo istotnego. Poza tym - ja jeszcze o tym naprowadzaniu - coś mi mówi, że dla obiektów takich jak PK 130+11.1 powyżej, system Go-To odrobi tylko pierwszą część lekcji. Bo kiedy teleskop się zatrzyma, w okularze wciąż będzie świecić sporo gwiazd. A mgławica będzie jedną z nich. Będzie twarzą, którą szukamy pośród bardzo odległego tłumu. Twarzą Minkowskiego. Albo Kohoutka tudzież Pereka, jeśli wolicie. Obserwator i tak będzie musiał się zapoznać z mapą (zdjęciami) najbliższego regionu. Nawet jeśli ów cel winien znajdować się na środku pola widzenia. No chyba, że będziemy powiększać obraz dopóty, dopóki nie zobaczymy twarzy o trzech nazwiskach. Ale jeśli ktoś woli szukać w taki sposób obiektów i czerpie z tego przyjemność, niechaj to robi. Wszak nie ważne, jak obserwujemy Kosmos – przez lornetkę czy teleskop, z Go-To czy ręcznie, ważne, że nasza pasja daje nam przyjemność. Przejechałem na południowy wschód o podobną odległość, jaka dzieli Minkowskiego i M76 i odnalazłem asteryzm, który jest niemal idealnym równoległobokiem. Tuż przy jego gwiazdach wypatrywałem dwóch galaktyk. Jedną z nich, PGC 6255 o jasności (o ile dobrze podało źródło) 14.6mag, dostrzegłem bez większego problemu w okularze 14mm. Była także słabo widoczna w 319-krotnym powiększeniu. Pozycja idealnie się zgadzała, zarówno przed jak i po obserwacjach. Poległem niestety na PGC 6220 o jasności (o ile dobrze podało źródło) 14.9 mag. W pewnym miejscu, tuż obok, dostrzegłem słabe światło, ale pozycja była minimalnie z boku – nie pomiędzy dwoma słabymi gwiazdkami, jakie zapamiętałem w domu. Potem okazało się, że światełko było zbitką czterech słabych gwiazd. Widać je na poniższym zdjęciu, tuż pod galaktyką. Trzy sprawy w Andromedzie Właściwie to miałem tutaj porachunki z G2 oraz chciałem spróbować sił okazyjnie z galaktyką UGC 338, która chyba przechodzi (obraz do nas dociera) przez inną galaktykę – w każdym bądź razie coś tam się dzieje (albo to taki dziwny błąd mapy). Najpierw jednak przyjrzałem się chwilę G1, która pokazała niby uszy zerkaniem. Potem odnalazłem UGC 330, która świeciła raz lepiej, raz gorzej, ale była obiektem oczywistym – taki słaby owalny duszek. Nie udało się potwierdzić widoczności G2, choć było kilka momentów (a jeden bardzo dobry) w których coś świeciło niby w jej pozycji. Nie wykluczam zarówno gromady jak i autosugestii. Bądź co bądź, nie mogę tego zaliczyć. Skoro galaktyka o jasności 14.9 mag się nie poddaje, mała galaktyka rozmiarowo, to zasięg może być dużo niższy niż jasność G2 (15.8mag). Spędziłem tam bardzo dużo czasu i UGC 338, tuż obok, potraktowałem już trochę po macoszemu. Obraz nie wydawał się dość dobry, co nie dawało mi zbyt dużych nadziei, toteż nic nie zobaczywszy, szybko odpuściłem. Teleskop do tej pory stał na środku podwórka i byłem na odsłoniętym terenie, wystawiony na wiejący z południa wiatr, który ciągle zabierał mi na bok tubę swym niewidzialnym, niezgrabnym paluchem. W końcu nie wytrzymałem i przeniosłem teleskop za północną ścianę domu. Było lepiej. Teraz miałem właściwie na głowie tylko jednego owada - mróz. Na razie mi nie przeszkadzało, że teleskop stał odrobinę krzywo na nierównym podłożu. Sześć spraw w Żyrafie i Kasjopei W zasadzie to pięć w Żyrafie i jedna w Kasjopei. Nalot do pierwszego obiektu, który znajdował się w Kasjopei, rozpocząłem od gromady Pazmina (Stock 23) w Żyrafie – tuż przed granicą do Cassi. Jasne gwiazdy zalśniły na moment w okularze, w oczy rzuciła się parka blisko położonych słońc w gromadzie i pomknąłem chwilę później (po gwiazdkach) do celu. W okularze 25mm ujrzałem maleńkie szare kółeczko, jakim była mgławica planetarna IC 289. W 107-krotnym powiększeniu kółeczko naturalnie urosło. Podczas gdy tak patrzyłem na tę mgławicę otoczoną przez wciąż płonące gwiazdy, pomyślałem, że wygląda jak trup pośród żywych. W powiększeniu 319-krotnym trupia główka już nie sprawiała za bardzo wrażenia okrągłej. Obiekt był jakiś taki dziwny; ni to kartoflany, ni to kanciasty, niemniej widoczny łatwo. Czasem był poniekąd takim trochę łatwiejszym i jaśniejszym Abellem 4. Wróciwszy do Żyrafy, namierzyłem gromadę otwartą Tombaugh 5, posiłkując się dwoma jasnymi gwiazdami CS Cam oraz CE Cam. Potem minąłem kolejne dwie pary słabszych już gwiazd, i pozostawiając za sobą asteryzm z gwiazd w kształcie sierpa, trafiłem do Tombaugh. W powiększeniu 60-krotnym była, trochę bardziej niż otoczenie, zagęszczoną polanką gwiazd. W okularze 14mm gwiazdy gromady zdawały się być spowite bardzo delikatną mgłą, która mogła być poświatą słabych słońc, będących poza zasięgiem mojego teleskopu. Z okularem 25mm namierzyłem Kaskadę Kemble'a. Gwiazdy biegły stróżką w dół, jakby prowadziły do jakiegoś źródła, toteż ruszyłem w ślad za nimi. Zjechawszy po słońcach, jak nurtem rzeki, dotarłem prosto do gromady NGC 1502. Świeciła pięknie. Na jej tle wyróżniała się bardzo ładna podwójna SZ Cam (Σ485). W 107-krotnym powiększeniu gromada nie prezentowała się już tak dobrze jak w 60 razy. Buszując na terytorium Żyrafy, zmieniłem okular na 25mm i powędrowałem zapamiętaną ścieżką do miejsca, gdzie powinna być mgławica planetarna NGC 1501. Obiekt ten, jak i następny, który zobaczę po nim, zaplanowałem po części dzięki Łukaszowi (Lukost), który niejednokrotnie polecał NGC 1501, a także wspominał kiedyś o przyjemnym wizerunku gromady, którą miałem odnaleźć później. Ale na razie o mgławicy. Była ślicznym kółeczkiem o sporej jasności, bardzo ładnym zarówno w okularze 25 jak i 14mm. Czasami odnosiłem wrażenie, że jedna krawędź mgławicy świeci jaśniej. W 319-krotnym powiększeniu była spora i wciąż całkiem jasna. Teraz dostrzegłem bardzo ładnie świecącą w samym centrum okręgu mgławicy gwiazdę. Po zmianie na 14mm okazało się, że gwiazdę także po chwili widać, ale z trudem. Zmieniłem na 60 razy, by zobaczyć jeszcze raz mgławicę przypominającą plasterek w małej skali i ruszyłem dalej. Kolejnym przystankiem była gromada otwarta IC 361, którą podobnie jak mgławicę NGC 1501 widziałem po raz pierwszy. Gromada bardzo mi się spodobała, mimo iż w 60-krotnym powiększeniu była tylko okrągłą poświatą, jakby jaśniejszą ku centrum. Przypominała trochę głowę bardzo rozmytej komety. W 107 razy dostrzegłem słabe iskierki na tle klastra. Początkowo nie byłem pewny, czy to rzeczywiście gwiazdki gromady, ale z upływem czasu pobłyskiwały coraz śmielej niczym zagrzebane w piasku odległe diamenty w blasku słońca. Albo jak promyki na śniegu w słoneczny dzień. Wsadziłem okular 10mm i teraz było niby łatwiej dostrzec maleńkie diamenty, ale szybko zmieniłem na duży kaliber. Jak przyłożyłem gromadzie okularem 4,7mm, to szybko jej się te gwiazdki pokazały. Może to nie powiększenie czy źrenica do tego obiektu, ale czasem ciekawe rzeczy widać w takiej skali. A ja lubię to sprawdzać. Okazało się, że teraz gwiazdki wyskakiwały dość łatwo i jest ich całkiem sporo. Gromada IC361 leży z jednej strony pewnych dwóch jasnych słońc – HD 26755 oraz HD 26553 – przedłużając ich linie na północny wschód o podobną odległość, jaka dzieli te dwie gwiazdy. Przedłużywszy na powrót linię dwóch owych gwiazd, udałem się w przeciwną stronę, na południowy zachód, i również o podobną odległość od gwiazd. Tam odnalazłem mgławicę planetarną PK 147+4.1 alias Minkowski 2-2 (znów ci goście). Obiekt był widoczny w każdym powiększeniu, ale tylko chyba w 319 razy było widać jednoznacznie, że to nie gwiazda; przypominał rozmytą, maleńką kulkę. Jednak wprawny obserwator planetarnych być może zdołałby odróżnić ją już w 14mm. Ja niestety nie wiedząc, że to mgławica, pomyślałbym chyba, że to gwiazda - no może ciut szarawa. Cztery sprawy w Byku i Perseuszu Trzy z czterech obiektów w tym rejonie leżą blisko dwóch jasnych gwiazd między Kalifornią a Plejadami – Zety i Omirkon Persei. Czwarta po drugiej stronie Plejad. Wszystkie są mgławicami planetarnymi. Tu powoli zaczęły się kłopoty. Robiło się zimno i coraz częściej marzyłem, by moja lista planów na tę część dobiegła końca. Mało tego, było nie wygodnie. To chyba koniec epizodu obserwacji z końmi. Nawet chyba kolor zmienił dziad jeden. Na początku wydawał się brązowy, a teraz jest pomarańczowy. A miałem już mu nadać jakieś imię - może Barnard albo Kohoutek. To drugie jakoś bardziej mi odpowiada, ale mniejsza o to. Do IC 351 nie trafiłem. Coś mnie zmyliło i nie odnalazłem jej. Nalot robiłem dobrze. Do pewnego momentu. Ale trzeba było jeszcze ciut przeskoczyć, co mi umknęło, i nie odnalazłem znajomych gwiazd. Jednak później w nocy, choć będzie już nisko, skieruję tam teleskop i zobaczę ją. Kolejna mgławica planetarna okazała się być stosunkowo dość jasna. Już w okularze 14mm odniosłem wrażenie, że widać maleńką tarczkę IC 2003, jako maleńki owal na kształt cytrynki. Jednak nie byłem już tego taki pewien po zmianie okularu na 4,7mm, w którym to planetarna wciąż była bardzo mała, choć wyraźnie odróżniała się od gwiazd. Porażkę zaliczyłem przy mgławicy PK 171-25.1 alias Baade 1 – tej pod Plejadami. Miejsce raczej namierzałem dobrze, ale zwyczajnie nie mogłem się na niej skupić. Teleskop, jak wspomniałem wcześniej, stał ciut krzywo i przy tym obiekcie dało się to we znaki. Miejsce mgławicy ciągle uciekało z pola widzenia. Było zimno a obraz (seeing) sprawiał bardzo słabe wrażenie. Kohoutek zrobił się okropny i ciągle się z niego zsuwałem, a gdy się poprawiałem, uciekał z krzesła na ziemię. Tak czy owak, miejsce musiałem namierzać od nowa setki razy i ani razu spokojnie się nie przyjrzałem. A z tego co mi wiadomo, będzie ona wymagać nieco skupienia. Jej jasność wynosi bodaj około 14mag i chyba nie jest ona z tych gwiazdopodobnych. Ostatnim celem była NGC 1514, leżąca nieco na lewo od Zety i Omirkon Per. W okularze 25mm gwiazda centralna była widoczna wyraźnie, a otulała ją spora otoczka, lecz ta z kolei nie była czymś zanadto wyrazistym – ot przeźroczysta, jak szum, okrągława otulina. Powiększenie 107-krotne nie wiele wniosło. Podobnie w 319 razy. Tu początkowo widoczna była tylko gwiazda centralna, lecz po upływie chwili pojawiła się oczywista, lecz dość słaba otoczka. Było jakoś po dwudziestej drugiej, gdy wróciłem do domu na przerwę. W planach była dalsza część listy, ale byłem zmęczony, a warunki jednoznacznie przemawiały za zwinięciem sprzętu. Oczy chciały spać. Jednakże wyszedłem jeszcze raz, choć na trochę, bo szkoda mi było nocy. Było około pierwszej. Planetarna w Woźnicy "Następnie usiłowałem wypatrzeć mgławicę planetarną IC 2149 w Woźnicy, ale nawet w powiększeniu 319 razy miałem problem i nie byłem w stanie wskazać mgławicy. Jedna gwiazda zdawała się zerkaniem mocno rozświetlać i nieco rosnąć, ale muszę podejść do niej jeszcze raz z dokładnym położeniem." To moja notatka z relacji z przed trzech lat, kiedy na niebie królowała przepiękna kometa C/2014 Q2 (Lovejoy). Teraz postanowiłem wrócić do tej mgławicy i ją zidentyfikować. Teleskop wycelowałem w jasną Betę Aur (Menkalinan), po czym zrobiłem mały krok, około jednego stopnia, do Pi Aur. Tuż obok odnalazłem IC 2149. Tym razem znałem idealnie położenie – wszak nie jest one trudne. Mgławica wyglądała jak gwiazda w mniejszym i średnim powiększeniu. Jedynie w 4,7mm była trochę bardziej rozmyta, przy czym wydawała może ciut większa. Cóż, może wtedy, przed trzema laty, również ją widziałem nieświadomie. Powrót do Perseusza W tym momencie wróciłem do planetarki w Perseuszu, obierając nieco inny nalot. Udało się zobaczyć coś, co chyba było mgławicą, a zdjęcia w domu jakoby potwierdziły położenie. IC 351 nawet w 319 razy była nieostra (jakby któreś gwiazdy w tym powiększeniu były rzeczywiście tej nocy ostre) i gwiazdopodobna. Do tego widok był słaby. Dwie planetarne w Bliźniętach Odnalazłem cukierek. Mgławicę Cukierek a dokładnie NGC 2371. W okularze 25mm od razu zobaczyłem, że jest podłużna. W 14mm widać było już, że świecą dwie części, z czego jedna chyba mocniej. W powiększeniu 319 razy było najlepiej. Wyraźnie świeciły dwa kawałki mgławicy, a czasem przypominały trójkąty świecące naprzeciwko siebie. Potem pojawiło się coś na środku, pomiędzy nimi, coś co mogło być gwiazdą centralną, niemniej było to słabe. Widok w tej skali skojarzył mi się trochę ze szkieletem ryby; z jednej strony głowa z drugiej ogon. Potem namierzyłem mgławicę Eskimos, którą w przeciwieństwie do Cukierka widywałem już wcześniej. W powiększeniu 60-krotnym centralna gwiazda była wyraźna, plus okrągła otoczka. W okularze 14mm w zasadzie było podobnie, poza skalą. W 4,7mm nie upewniłem się tym razem, czy widać dwuczęściowa otoczkę, ale kiedyś już mi się udało ją raz zobaczyć. Dwie przymiarki i dwie galaktyki Jak wspomniałem, nie obserwowało mi się zbyt dobrze i niestety takie rzeczy jak Abel 21 i Jones Emberson 1 zostały tylko poniekąd namierzone. Nie udało mi się nic ujrzeć w obu przypadkach. No, może poza minimalnym wrażeniem pojaśnień, co myślę, że było raczej autosugestią. Brak filtrów, to jednak brak dodatkowych atrakcji. A brak wygodnego siedziska, to obniżenie efektywności w wyłapywaniu słabych rzeczy. Przeniosłem się do Wielkiej Niedźwiedzicy i chcąc odnaleźć IC 2574, wycelowałem w M81 i M82. Spojrzałem na nie tylko w powiększeniu 60-krotnym. Nie upewniłem się tym razem co do ramienia w galaktyce M81. Z kolei M82 pokazywała już jakiś detal. Mijając po drodze mglistą NGC 3077, udałem się w kierunku mgławicy Coddingtona. IC 2574 zaskoczyła mnie tym, jak była słabo widoczna. Co prawda ujrzałem ją natychmiast po najechaniu w ten rejon nieba z okularem 25mm, lecz była ona bardzo słaba. W powiększeniu 107-krotnym wydała mi się gorzej widoczna, toteż zmieniłem z powrotem na okular 25mm. Ogólnie widziałem jedno bardziej zagęszczone miejsce, gdzie znajduje się najjaśniejszy obszar gwiazdotwórczy w całej galaktyce i inne, wyraźnie słabsze miejsce. Pojawiła się także w okolicy słaba gwiazdka, gdzieś pomiędzy obydwoma pojaśnieniami, tylko na boku, jakby po przeciwnej stronie. Na koniec wycelowałem teleskop w galaktykę M51. Nie zawiodła, choć widywałem ją już lepiej widoczną, co tylko mnie utwierdziło, że warunki nie były najlepsze tej nocy. Ramiona bardzo ładnie widoczne, zarówno w 60 jak i 107 razy. W 319-krotnym powiększeniu nie było zbyt dobrze, mimo to ramiona były dostrzegalne. Najładniejszy widok tym razem miałem w okularze Es14mm. I to by było tyle. Zaniosłem teleskop do sieni, gdzie jest cieplej niż na dworze, ale chłodniej niż w domu, wrzuciłem do środka Kohoutka i poszedłem do ciepłego pokoju, gdzie mogłem w spokoju zapisać notatkę. Jakieś trzy godziny przed obserwacjami... Źródła screenów: Stellarium oraz Aladin Lite.
  3. Obiekty, obiekty

    Wybaczcie, że tak post pod postem, ale znalazłem coś o Kijankach w IC 410. Mają swoje osobne oznaczenia - Simeis 130 i Simeis 129. Jedna z nich - ta, którą widziałem, mianowicie Simeis 130 - podobno jest stosunkowo łatwa dla teleskopu 12". Cóż, pozostaje mi się tylko z tym zgodzić. Z moich obserwacji wnioskuję, że warto spróbować także w mniejszych teleskopach. Wspomniane jest, że reagują dobrze na filtry - szczególnie UHC. https://www.cloudynights.com/topic/527497-ic-410-bagging-simeis-129-and-130-the-tadpoles-by-accident/
  4. Znalazłem podobne wizualizacje co na stronie Rony de Laet. Tylko z binodobsona 18". http://www.astronomydrawings.com/Other/

    1. Pokaż poprzednie komentarze  3 więcej
    2. Damian P.

      Damian P.

      Znalazłem więcej, dużo więcej...Poprzewijajcie sobie na dole starsze posty i zobaczcie takie obiekty jak M8, M22, M20, M16, M104, M51, NGC 2359 (Hełm Thora), M42 - szczególnie ten, gdzie jest jej centrum i wiele innych. Brak słów...http://astronomydrawings.blogspot.com/  Na stronie są też ciekawe filmiki z YT, dotyczące tych szkiców/wizualizacji.

    3. Karol_C

      Karol_C

      Że tak głupio zapytam, zachwycasz się szkicami czy aperaturą ?

    4. Damian P.

      Damian P.

      Nie to, że zachwycam jakoś, ale jeśli już, to podobają mi się obrazy z tego sprzętu. Dlaczego miałbym się zachwycać aperturą? Jeśli takie widoki daje ten sprzęt, taki detal na niektórych mgławicach, to jak dla mnie są świetne. Niemniej trochę ciężko uwierzyć w detal na niektórych obiektach, ale to pewnie dlatego, że mało jeszcze widziałem. Kiedyś gdzieś czytałem, że takie bino daje podobny efekt, co pojedynczy teleskop 25", przy czym ma więcej zalet. Chyba tutaj: https://www.cloudynights.com/articles/cat/user-reviews/review-of-the-18”-f5-otte-binodobson-r3071

  5. Dorwałem IC 2574 moją dwunastką wczoraj. Obiekt na początku zaskoczył mnie swą słabą widocznością. Co prawda dostrzegłem ją od razu po najechaniu w ten rejon nieba okularem 25mm, ale nie była czymś, co rzuca się łatwo w oczy. Po zmianie powiększenia z 60 na 107-krotne, wróciłem szybko do okularu 25mm. Po chwili udało mi się wyodrębnić dwa fragmenty galaktyki, jeden punkt, który był chyba gwiazdą i może odrobinę halo. Zaznaczyłem to na poniższym zrzucie ze sky-map-org. Może w lepszych okolicznościach i warunkach udałoby się wyłapać więcej, ja jednak nie poświęciłem jej wczoraj zbyt wiele czasu, ale pewnie jeszcze kiedyś tam wrócę.
  6. Obiekt tygodnia 17.02.2017 NGC 1514

    Widziałem wczoraj NGC 1514 w teleskopie 12". W okularze 25mm jasną gwiazdę centralną otulała okrągła otoczka, lecz ta z kolei nie była czymś bardzo wyraźnym – ot przeźroczysta, jak szum, otulina. Powiększenie 107-krotne nie wiele wniosło. Podobnie w 319 razy; tu początkowo widoczna była tylko gwiazda centralna, lecz po upływie chwili pojawiła się oczywista, spora, choć dość już słaba otoczka.
  7. Obiekty, obiekty

    Dziękuje:) Wczoraj udało mi się wrócić do okolic UGC 330. Było tak, jak podejrzewałem; widziałem wcześniej gwiazdkę - nie gromadę G2. Teraz wiedziałem gdzie dokładnie leży gromada, ale ostatecznie nie udało się jej zobaczyć, choć raz czy dwa odniosłem wrażenie, że coś na chwilę zabłysło w odpowiednim miejscu. Seeing zdawał się być gorszy niż ostatnio. Szczególnie wiatr przeszkadzał.
  8. Obiekt tygodnia 19.11. 2017 Abell 4

    Ehh, tak coś mi kołatało w głowie, ze Abell 4 był chyba obiektem tygodnia. Nie znalazłem go jednak w zestawieniu OT i pomyślałem, że tylko mi się wydawało. A teraz znalazłem go przypadkiem w opcji "szukaj". Wobec tego dorzucę swoje doświadczenia z tą mgławicą. W mojej dwunastce (bez filtra) zobaczyłem ten obiekt chyba dopiero za trzecim podejściem. Przypuszczalnie widziałem go wcześniej, ale był na tyle niepewny, że nie mogłem uznać tego za sukces. Jednak w końcu się udało. Za trzecim razem, kiedy przejrzystość była bardzo dobra, w okularze 14mm pobłyskiwał raz po raz, jako ulotny, krągły, niewielki duch. Podobnie było w okularze kitowym 10mm. Powiększenie 319-krotne, o dziwo, też pokazało Abella 4 w idealnym miejscu. W tym powiększeniu kółeczko zdawało się być mocno niepełne, niemniej wyskakiwało co chwilę. Po powrocie do mniejszych powiększeń, w okularze 14mm obiekt świecił już stosunkowo łatwo i widać go było dość często. To może by tak go wrzucić do zestawienia, by był razem z innymi OT?:)
  9. Obiekty, obiekty

    Dzięki, Adamie:)
  10. Brak pogody

    To na pewno wiarygodna stronka? Na sat 24 wygląda to trochę inaczej - podobnie jak na screenie Jacka. Chyba, że to jakiś inny rodzaj chmur. Ale jeśli sprawdzi się meteo, to w poniedziałek będzie może nawet 11,5 godziny bezchmurnego, bezksiężycowego nieba. Dla Parczewa jest w zasadzie identycznie. Jak to wykorzystać? Co obserwować? Toż to będzie marnotrawstwo...
  11. Obiekty, obiekty

    Dziękuje wam za ciepłe słowa:) Co do NGC 891, to pamiętam, że za pierwszym razem też spodziewałem się trochę jaśniejszej galaktyki, niemniej mam zapisane w starej relacji, że określiłem ją jako spora, bardzo ładna szrama. Teraz, w poniedziałek, warunki dopisały; ciemne pasmo mnie pozytywnie zaskoczyło, bo się na nie wcale nie nastawiałem. Chodziło mi też po głowie (w sumie nie pierwszy raz), aby wyłapać jeszcze tuż obok tycią igiełkę NGC 898, ale nie zaplanowałem, może następnym razem. Może byłaby widoczna w jednym polu z tą większą. Na sky-map-org przypomina ziarenko owsa.
  12. Obiekty, o których chcę powiedzieć, widziałem 8 Stycznia w moim 12” teleskopie. Przejrzystość była wówczas bardzo dobra. W ciągu dnia błękit emanował czystą mocą. Wieczorem, kiedy niebo zaczęło ciemnieć, przechodząc z błękitu w czerń, skropiło się gwiazdami, podobnie jak chodnik podczas pierwszych kropel deszczu, a potem zalśniły, jak nagła krótka ulewa, kiedy krople spadając coraz gęściej, tworzą ciemne krążki wielkości monet. Droga Mleczna, która zwisała nad moim podwórkiem, wyglądała jakby ktoś ją poodkurzał i nawoskował. W planach miałem wyjazd pod lepsze niebo – na jedną z moich miejscówek znajdujących się kilkanaście (i więcej) kilometrów od Włodawy – ale moja mama potrzebowała na wieczór samochodu, więc zostałem u siebie. Teleskop wynoszę na podwórko około szesnastej i pozostawiam, żeby się chłodził. Jakieś dwie godziny później, zaraz po zapadnięciu nocy astronomicznej, rozpoczynam obserwacje, nakierowuję teleskop w okolice zenitu i... Tuż przed obserwacjami Dotykam dłonią pluszowego konia, który służy mi jako podwyższenie siedziska. Jest mokry i pokryty szronem. Leżał na tubie dwie godziny. Idę do domu i w ciemności macam ubrania. Wyczuwam bluzę, cienką kurtkę i coś jeszcze. Wybieram cienką kurtkę roboczą. Wracam na podwórko i układam ubranie na grzbiecie konia, wewnętrzną stroną do góry. Maffei 1 ...namierzam Chichoty. Popatruję osobno to na jedną, to na drugą gromadę. Wygląda to trochę tak, jakby jakieś dziecko zbyt mocno otworzyło paczkę groszków i wszystkie wylądowały na ziemi, a tuż obok drugie dziecko, małpując, otworzyło swoją paczkę z podobnym, nieudanym skutkiem. Wewnątrz jednej z nich patrzę na pewne gwiazdki, które ktoś swego czasu na forum nazwał „kocią łapą”. Chwilę później przestawiam się w okolice mgławic Serce i Dusza i namierzam szukaczem gromady Melotte 15 i NGC 1027, które są tylko drogowskazami do gromady Markarian 6. Spoglądam w okular. Cyklop jest bardzo zimny a ja oczywiście nie mam rękawic. Brzeg wlotu tuby jest wręcz lodowaty. Markarian jest podłużnym mieczykiem z gwiazd. Na pierwszy rzut oka widać kilka jasnych słońc, ale chwilę później naliczę ich więcej. Odbijam na wschód, w stronę pięciu jaśniejszych gwiazd, za którymi dostrzegam galaktykę Maffei 1. Świeci niezbyt mocno na tle pewnej grupy gwiazd, która jest podobno gromadą Czernik 11. W międzyczasie wracam do Markariana i liczę kilkakrotnie do szesnastu, potem siedemnastu, osiemnastu i raz nawet do dziewiętnastu. Nie wiem, które z tych gwiazd należą do gromady, ale niektóre są słabiutkimi punkcikami, pobłyskującymi tu i ówdzie w bliskim obrębie mieczyka, pojawiającymi się coraz liczniej w miarę postępującej adaptacji wzroku. Galaktyka Maffei 1 w powiększeniu 107-krotnym jest nieco słabsza niż w 60-krotnym – jakby łatwiejsza do przeoczenia. Wkładam okular Es 4,7mm i w powiększeniu 319 razy liczę gwiazdy na jej tle, które mogą być składnikami Czernika. W obrębie galaktyki – w tym powiększeniu co prawda samej galaktyki za bardzo nie widzę, ale wiem gdzie mniej więcej ma widoczne granice z mniejszych powiększeń – naliczam osiem, może dziewięć gwiazd. Gdy zmniejszam powiększenie na 107-krotne, galaktyka świeci teraz dość łatwo, a w powiększeniu 60-krotnym jeszcze łatwiej. Abell 4 Przestawiam teleskop na gromadę M34. Jasne gwiazdy gromady świecą pięknie na złotawożółty kolor. Potem, odrobinę na wschód, południowy wschód, odnajduję pewien układ gwiazd i po chwili wychwytuję słabiutkie światło mgławicy planetarnej Abell 4. Podchodzę do niej nie pierwszy raz (trzeci? czwarty?), ale dopiero teraz mogę z całą pewnością zaliczyć obiekt jako dostrzeżony. W okularze 14mm pobłyskuje raz po raz, jak ulotny, krągły, niewielki duch. Podobnie w okularze „kitowiec”10mm (może to zbrodnia, ale to wciąż okular). Powiększenie 319-krotne, o dziwo, też pokazuje Abella 4, jako bliżej nieokreślony „śmieć” w idealnym miejscu – tak przynajmniej mi się skojarzył, bo w tym powiększeniu kółeczko zdawało się być mocno niepełne, niemniej wyskakiwało co chwilę – widać było, że coś (śmieć) tam z pewnością jest. Wracam do coraz mniejszych powiększeń. Teraz w okularze 14mm obiekt jest już stosunkowo łatwy – widać go dość często. To przejrzystość. NGC 891 Przeskakuję kilka stopni na zachód i celuję szukaczem w miejsce, gdzie powinna znajdować się galaktyka NGC 891. Spoglądam w okular 25mm i widzę siwą szramę na tle ciemnego nieba. Jest ładna, ale dopiero w okularze 14mm i powiększeniu 107-krotnym jest tym, co sprawia, że czuję przypływ wielkiej satysfakcji. Widzę ją chyba dopiero drugi raz, ale z pewnością po raz pierwszy dostrzegam ciemne pasmo, które przecina wzdłuż tę cienką galaktykę, i to chyba ono jest głównym powodem owej satysfakcji. Widok jest bardzo przyjemny. A potem zmieniam powiększenie na 319 razy i galaktyka zajmuje chyba całe pole widzenia – ciężko to określić, bo obiekt jest słaby i rozpływa się w czerni, jak smuga dymu w powietrzu. Nagle dostrzegam w tej wielkiej dymnej szczelinie nieba ciemną krechę rozcinającą galaktykę. Zakładam Esa 14mm i teraz pasmo pojawia się już naprawdę często. Momentami jest bardzo dobrze zarysowane i wygląda jak ciemny, idealnie prosty, rów na tle szarej galaktyki. Arp 273 Przestawiam się trzy stopnie na południe od galaktyki NGC 891, gdzie wypatruję pary oddziałujących galaktyk UGC 1810 oraz UGC 1813. Ta pierwsza, jaśniejsza, poddaje się, choć łatwo nie jest, i momentami widać słabo jej jądro. Kiedyś już ją widziałem. Natomiast znów ponoszę porażkę z UGC 1813, choć podobnie jak dwa lata temu, mam wrażenie, że raz czy dwa mignęła mniej więcej tam, gdzie powinna być. Gwiazda HIP 10999 – jasna boja nawigacyjna w bliskim sąsiedztwie i jednocześnie gwiazda podwójna – jest rozdzielona w 107-krotnym powiększeniu (nie pamiętam już niestety czy w 25mm, ale w 14mm na pewno) i pomiędzy składnikami daje się dostrzec cienką, jak włos, przerwę. W 319 razy – tylko w tym powiększeniu wyłapałem UGC 1810 – składniki są wyraźnie oddzielone, choć już trochę iskrzą. Na zdjęciach te galaktyki wyglądają pięknie. Nawet brały udział w zestawieniu najpiękniejszych zdjęć Hubble'a. http://www.astrophoto.net/index.php A w teleskopie 12" wyglądają mniej więcej tak, jak poniżej. Prawda, że też pięknie? Trzy jasne gwiazdy na zdjęciu kolorowym, to te same, które na czarno białym są słabym trójkątem na środku okręgu. To nie jest szkic a jedynie symulacja zrobiona ze zdjęcia, przedstawiająca mniej więcej, jak to widać w teleskopie 12", w powiększeniu około trzystu razy, przy zasięgu gołego oka około 7mag - może ciut mniej. Nasza piękna Róża znajduje się (przynajmniej na moim monitorze) niemal w samym centrum kadru - na linii dwóch (z trzech) słabych gwiazd, zaraz pod tą górną. To jądro galaktyki. No i ten; tę podwójną to musiałem sam rozdzielić w programie, bo była na zdjęciu jako jedna gwiazda, także jej ułożenie (znaczy się oś dwóch słońc) może nie zgadzać się z rzeczywistością. Messier 33 i jej bliska sąsiadka Nakierowuję cyklopią twarz na galaktykę M33, która jest widoczna także gołym okiem. Ustawiam w okularze obszar gwiazdotwórczy NGC 604 i z pomocą gwiazd przesuwam się odrobinę dalej. Zerkając z różnych stron, koncentruje się na pewnym miejscu nieba. Daje sobie dość dużo czasu – zmieniając powiększenia od 60 do 319 razy – aby być całkowicie pewny, że małe światełko, które pojawia się i znika w odpowiednim miejscu, to galaktyka PGC 5899. Galaktyka jest potwornie słaba, lecz światełko ujawnia się wielokrotnie. Co ciekawe, chyba najłatwiej było mi ją dostrzegać w kitowcu 10mm (znów przestępstwo), niemniej galaktyka była widoczna także w 319-krotnym powiększeniu i chyba w Esie 14mm. Sprawdziłem w domu zapamiętane kąty i inne ustawienia względem gwiazd. Poza tym w bardzo bliskim sąsiedztwie galaktyki nie ma żadnej gwiazdy, która byłaby w zasięgu. Jedyne co wydaje się przemawiać za niepowodzeniem dostrzeżenia jej, to jasność wizualna. Jednak nie znam wielu źródeł, więc jak ktoś wie jaką ta galaktyka ma dokładnie jasność, byłym wdzięczny za podzielenie się informacją. http://www.astrophoto.net/index.php Messier 31; dwie gromady kuliste przez duże G Nakierowuję sprzęt w kierunku M31 i spoglądam w okular (w wyciągu jest 14mm). Galaktyka jest bardzo wyraźna. Przyglądam się chwilę i przejeżdżam wzrokiem po dwóch ciemnych pasach, które wyglądają jakby ktoś przesunął dwoma palcami po zaparowanej szybie. Patrzę na subtelną „mgłę” pomiędzy obydwoma pasami, dzięki której widoczny jest drugi (ten dalszy) pas. Gdzieś na chwilę w okularze pojawia się M110. Mijam M32 – w przelocie chyba też NGC 206 – i z pomocą szukacza przeskakuję na pewne gwiazdy, niestety coś mnie myli i wkładam 25mm. Odnajduję, już w okularze, maleńki trójkącik z gwiazd – na jednym z wierzchołków są blisko siebie dwie gwiazdki. Zmieniam na 14mm. Już widać, że na innym z wierzchołków jest coś więcej, coś, co z pewnością jest światłem także od gromady, choć pewnie jej światło widać także i w mniejszych powiększeniach. Zmieniam na 319 razy i tym razem dostaję G1 osobno. Jest, zdaje się, oddzielona od towarzyszącej gwiazdy, momentami zaś widzę drugą gwiazdkę, lecz nie wiem, czy styka się z gromadą czy nie, bo widać ją tylko czasami. Gwiazdki są niekiedy uszami dla G1 (Mayall 2). Przeskoczywszy odrobinę, mijam łuczek słabych gwiazd. Potem łapię razem w kadrze inną jasną gwiazdę, która w tej okolicy jest najjaśniejszą boją nawigacyjną. I po chwili (nie od razu) wyłapuję galaktykę UGC 330. Nie jest trudna (przejrzystość dopisywała), ale wymaga skupienia. Są tu jakieś jeszcze gwiazdy i wiem, gdzie mniej więcej powinna być gromada kulista G2 alias Mayall 3. Niestety brakuje mi pewnej gwiazdki albo...gromady. Zapamiętuje układ trzech gwiazd, które stanowią razem z UGC 330 (to była galaktyka; różniła się od gwiazd; świeciła jako owalna mgiełka i tuż za nią, w stronę jasnej gwiazdy, była jeszcze jedna gwiazdka, którą pamiętałem ze zdjęć) pewny czworokąt. W międzyczasie spoglądam jeszcze kilka razy na gromadę kulistą G1, ciesząc się w duchu, że widzę gwiazdkę (gwiazdki) towarzyszkę minimalnie przy niej a nie zlane do kupy w jeden roziskrzony twór. To świadczy, że oprócz dobrej przejrzystości, tej nocy również dopisuje seeing. Wracam do UGC 330 i układu gwiazd. Koryguję teleskop milion razy i koniec. Albo jedna z gwiazd to G2 albo ta gromada kulista była poza zasięgiem. W domu najpierw bardzo się ucieszyłem, że ułożenie zgadza się ze zdjęciami. A potem, następnego dnia, zadowolenie z wyłapania obiektu odeszło a na jego miejsce pojawiło się uczucie konsternacji. Pobrałem bowiem screen ze strony sky-map.org i wrzuciłem do programu, gdzie przyciemniłem obraz. I wtedy pojawiło się zakłopotanie i zwątpienie. Nie mogłem już przypomnieć sobie, czy pewna gwiazdka, którą widziałem, pasuje bardziej do gromady czy do gwiazdy obok. Wszak obie opcje tworzą razem pewien czworokąt. Poniższa mapka, którą sporządziłem za pomocą sky-map.org, pozwoli zorientować się o co mi chodzi. Teraz, kiedy od obserwacji minęło już trochę czasu i kiedy zwątpienie staje się coraz silniejsze, sądzę iż widziałem szary prostokąt – ten z gwiazdką a nie z gromadą G2. Przy najbliższej okazji muszę tam wrócić i ewentualnie spróbować sił ponownie. Jeśli ta gwiazdka, leżąca między UGC 330 a G2, jest jaśniejsza od gromady (a chyba jest), to raczej nie jest możliwe abym widział gromadę a gwiazdki nie. Poza tym owa gwiazdka była stosunkowo łatwa, natomiast obiekt, choćby niemal punktowy, o jasności 15.8 mag nie mógłby tak łatwo się poddać. Zatem polowanie trwa dalej! IC 410; Kijanka Kijanka to mały twór, toteż dobrze użyć doń większej lupy – ot co. Nie mam więcej planów, jednak niebo jest bardzo czyste i szkoda adaptacji wzroku. Namierzam gromadę NGC 1893 w Woźnicy powiązaną z mgławicą IC 410. Początkowo nie mam orientacji w ustawieniu gromady – kiedyś zapamiętałem wzór latawca, który ułatwia orientację i tak już zostało – więc zmieniam z 14 na 25mm. Już widzę co i jak, widzę latawiec okalający gromadę. Wracam do powiększenia 107-krotnego i sprawdzam czy Kijanka tam jest (o ile to ona). Jedna z dwóch słabych gwiazdeczek jest inna – także względem wielu otaczających gwiazd o podobnej jasności. Hmm... to już widziałem, ostatnio to już... Wkładam „kitowca” 10mm – podobnie. Jak więc mam się dowiedzieć, czy to Kijanka a nie jakieś dwie maciupkie zlepione gwiazdki, mimo iż wyraźnie coś tu nie tak? (później się okaże, że rzeczywiście są tam dwie tycie gwiazdki, niemniej nie zmieni to faktu, że mgiełka była widoczna i nie mogła pochodzić od tych maleństw). Pakuje Esa 4,7mm. I wszystko teraz widać jak na dłoni. Wokół gwiazdki świeci rozciągła mętna otoczka. Przypomina trochę rozmazaną palcem, na kartce papieru, kropkę atramentu lub ołówka. To Kijanka, myślę. Przydałaby się pomoc innych obserwatorów. Ktoś tam spojrzy przy okazji? Namierzam jeszcze Pas Oriona – dokładnie okolice Mintaki. Jasna gwiazda świeci ładnie, z dość oddaloną odeń towarzyszką. Tu, odrobinę na północ, mam pewien cel, który chodzi mi po głowie od dawna – gromadę otwartą Berkeley 20 (czy jak tam się ona nazywa) – ale nie pamiętam zbyt idealnie jej położenia. Nic nie znajduję. Orion wisi jeszcze nad miastem. Mimo wszystko przejrzystość sprawia, że M42 jest już bardzo widowiskowa. Na koniec opuszczam tubę poniżej poziomu i celuję w choinkę oddaloną o kilkaset metrów, może kilometr, od mojego domu. Wyostrzam okular 25mm i w powiększeniu 60 razy widzę dokładnie migoczące na niebiesko i czerwono łańcuszki światełek. Wygląda to ciekawie, bo samego drzewka nie widać, jedynie zawieszone w przestrzeni światełka, układające się w węże koralowe o nieco kanciastych łukach niżeli naturalnych, przypominających serpentyny. Zmieniam okular na 14mm i choinka jest większa, ale obraz nieco mniej wyraźny. Poza tym chyba wstrzelam się doń przez płot oddalony o jakieś dziesięć metrów. Światełka zmieniają sekwencję mrugania a ja próbuję robić zdjęcie telefonem, ale nic prócz czerni nie widać. Dopiero po pewnym czasie orientuje się, że aparat był przełączony na przednią kamerę i cały czas celowałem sam w siebie. Po zmianie na tylni aparat światełka choinki zrobiły sobie chyba odpoczynek; zaczęły to przygasać, to świecić słabym blaskiem. Chwilę później wróciłem do domu. Tej nocy nie wyznaczałem zasięgu gołego oka, ale w NGC 869 – jednej z członkiń Gromady Podwójnej – była widoczna gołym okiem gwiazdka zerkaniem. Nadchodzą chmury To miała być druga część obserwacji i miała dziać się gdzieś na innej miejscówce, ale ostatecznie uznałem, że nie ma już sensu nigdzie jechać przed wschodem Księżyca. Orion co prawda niemal wzywał z nieba, lecz postanowiłem, że zostanę u siebie. Bądź co bądź, wyjazd z teleskopem to ciut zachodu. Zaplanowałem dwie mgławice w Byku i to był cel w który wierzyłem tej nocy, choć z pewnością odludzie byłoby w tym przypadku wskazane. Ale i tak myślałem poważnie o mgławicy Sharpless 2-240 alias Simeis 147 i okazyjnie (startowo) o Sharpless 2-242. Niestety nie dane mi było spróbować, bo gdy zabrałem się w końcu za te obiekty, niespodziewanie z północnego wschodu nadciągnęły chmury, które po kilku minutach spowiły całe niebo, jakby ktoś przykrył ziemię gigantyczną kołdrą. Zanim jednak jeszcze nadeszły owe chmury, zerknąłem w miejsce G1 i G2, chcąc potwierdzić układ gwiazd, ale widok był nieporównywalnie gorszy niż wcześniej, toteż nie było sensu tam cokolwiek dłużej szukać. Gorzej było też przy Kijankach w Woźnicy, więc stanąłem przodem do wylotu tuby, chwyciłem w obie dłonie lusterko wtórne i utuliwszy je szczelnie, stałem w ten sposób kilka dobrych minut – tak na wszelki wypadek. Chcąc nacieszyć oczy czymś widowiskowym, spojrzałem na gromadę M38 razem z NGC 1907 – piękny widok wielkiego klastra i mniejszej gromadki obok w jednym polu, ale nieco później zobaczyłem jeszcze piękniejszy. Tymczasem przejechałem do miejsca, gdzie jest mgławica IC 417, ale nie zabawiłem tam długo i nie upewniłem się czy widziałem jakieś obiekty. Jedynie jedna z jasnych gwiazd zdawała się generować silniejszy blask, ale to widać bardzo dobrze również w lornetce 10/50 i blask ten pochodzi między innymi od słabych słońc gromady Stock 8, jednakże samej gromady tam świadomie nie zlokalizowałem. Skręciłem potem tuż obok w miejsce, gdzie z grubsza pamiętałem, ze zdjęć, że jest tam jakaś niewielka mgławica. Nie musiałem nawet znać dobrze lokalizacji, bo od razu rzuciła się w oczy niewielka krągła mgiełka NGC 1931. Potem przejechałem do kolejnego kadru z wielką gromadą i jej mniejszą sąsiadką – M35 plus NGC 2158. To zestawienie było dla mnie tym razem piękniejsze od M38. Patrząc pomiędzy obie gromady, widok naprawdę był wspaniały. NGC 2158 była piękną, ciasno zbitą kupką drobniutkiego maku a M35 wielką hordą jasnych słońc. Spojrzałem jeszcze na gromadę NGC 2169 w Orionie, której gwiazdy zerkaniem jasno lśniły i potem, kiedy już miałem zabierać się za mgławicę w Byku, nadeszły właśnie chmury. Wycelowałem co prawda w miejsce, gdzie powinna być Sh2-242, ale dymna zasłona z chmur zjawiła się tam pierwsza, toteż nie zdziwiłem się, gdy niczego nie ujrzałem, prócz samych gwiazd. Chmury zasłaniały z wolna coraz więcej nieba, aż w końcu pozostał tylko Wielki Pies unoszący się w powietrzu nad oborą. Spojrzałem chwilę na M41 w szukaczu i w Esie 14mm. Potem, w miarę jak całun nieubłaganie spowijał nieboskłon nad moją wioską, naciągając gigantyczną kołdrę na Wielkiego Psa i zakrywając Syriusza oraz M41, obniżyłem nisko tubę i przykucnąłem obok wyciągu patrząc na jakieś luźno zabłąkane gwiazdy, leżące prawie na horyzoncie południowym. Zupełnie jak ktoś, kto dojada w pośpiechu okruchy z talerza, kiedy już mu go wyrywają.
  13. LORNETKA TENTO BPC 20X60

    Przykładowo: Delta Optical Extreme ED, TS Marine, Oberwerk Ultra. Gdzieś są porównania, ale to w zasadzie te same lornetki pod innym brandem a różnice w obrazach to niuanse.
  14. LORNETKA TENTO BPC 20X60

    Jeśli miałbym tysiaka i chciałbym 15/70, kupiłbym pewnie lornetkę używaną z serii BA8 - chodzą w okolicy tysiąca. Co do mniejszych, to może Nikon 10/50 EX albo alternatywnie Ecotone Kamacura 10/50 - obie nowe są chyba w podobnej cenie 5-7 stów (Nikon chyba ciut droższy od Ecotone). Albo coś innego typu Delta Optical Titanium, ale nie miałem, więc się nie wypowiem. Co do rosyjskich lornetek, to owszem, są dobrej jakości, ale to się głównie tyczy pancernej obudowy i trwałości - przynajmniej w przypadku Tento 12/40. Do obserwacji nieba o wiele lepszym wyborem będą nowsze lornetki. Te stare, ruskie, dają przeważnie zażółcony obraz i optycznie raczej nie mają często polotu do tych współczesnych. Co prawda nie wiem jak jest z tą z linku, tą 20/60, ale mam Tento 12/40 (choć już teraz to tylko wrak, który nie ma nic wspólnego z 12/40, ale obserwowałem nią swego czasu trochę, kiedy jeszcze była na chodzie) i mam Nikona 10/50 EX; o ile nowe często nie znaczy lepsze, to w przypadku tych dwóch sprzętów, jakby jest przepaść. No i jeśli chodzi o 20/60, to źrenica wyjściowa 3mm da już chyba dość ciemny obraz. Mam też SkyMastera 15/70; jeśli ktoś ma przykładowo tylko 3 stówy i chce koniecznie 15/70, to w tej cenie w zasadzie lepszej nie ma, ale jeśli do tysiąca, to są lepsze, zarówno mechanicznie jak i optycznie.
  15. Plejady w małej lornetce

    Z żurawia samoróbki. Siedziałem w fotelu szkicując na kolanach a lornetka wisiała przed oczyma:)
×
© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2018)