Skocz do zawartości

Damian P.

Użytkownik
  • Zawartość

    374
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    6

Ostatnia wygrana Damian P. w Rankingu w dniu 26 Grudzień 2018

Damian P. posiadał najczęściej polubioną zawartość!

Reputacja

805 Excellent

O Damian P.

  • Tytuł
    Wega
  • Urodziny 16.06.1989

Profile Information

  • Płeć
    Male
  • Zamieszkały
    Włodawa

Converted

  • Miejsce zamieszkania
    Włodawa

Ostatnie wizyty

1747 wyświetleń profilu
  1. Damian P.

    Wschody i zachody Słońca

    Nawet Słońce było dziś widać... 2 i 3 z Nikona 10/50.
  2. Damian P.

    Ślad Wiedźmy, czyli polowanie na czarownicę 2

    Nie to, żebym chciał od nowa rozgrzebywać ten temat - powiedzmy, że to taka zabawa detektywistyczna i traktujmy to z dystansem (to tylko nasze hobby) - ale z tego co piszesz w relacji, rozpocząłeś obserwacje jakiś czas po odpaleniu pierwszej części sesji, to jest o 19.30. Mogło być już jak przypuszczam po godzinie 20, gdy skierowałeś lornetkę na Głowę Wiedźmy (a może i później). Wtedy, w niedzielę 13 Marca 2016 roku, Stellarium pokazuję IC 2118 na wysokości nie większej jak 20 stopni nad horyzontem (a może i niższej), ponadto, w odległości około 30 stopni, po prawo, wisi łupina Księżyca w fazie około 28 procent. Twój opis widoczności wydaje się być mocno optymistyczny - zwłaszcza zaintrygowały mnie te dwie wypustki. Jeśli faktycznie widziałeś tę mgławicę, to o jakie wypustki chodziło? Być może byłby to ślad dla innych obserwatorów. Jest jeszcze ten Płomień (NGC 2024), który nie zdradził żadnych szczegółów, ale alibi może być powiększenie 7-krotne, w którym być może pas jest nieuchwytny albo trudny (nie wiem, nie sprawdzałem, może ktoś widział), poza tym nie każdy zawsze się skupia na każdym obiekcie podczas sesji. Niemniej z moich obserwacji wynika, że ciemne pasmo, przykładowo w 10/50, wyskakuję bardzo ochoczo, podczas gdy Wiedźma wciąż stroi sobie żarty, mimo iż wisi niemal nanizana na południk, to jest około 30 stopni górowania, Księżyc jest pod horyzontem, a niebo jest przejrzyste i przypuszczam, że troszkę mniej zaświetlone sztucznym światłem niż w Broku - o ile ten sam Brok mam na myśli. Istnieje szansa, że mogę mieć gorszy wzrok - no i Nikon to nie Fujinon - jednak Księżyc wydaje się być tutaj argumentem, który wprawia mocno w konsternację Jak pisałem; nie czepiam się, tylko rozważam sobie grzecznie - pogoda straszna, to chociaż można podyskutować;) Czytałem kilka wzmianek widoczności IC 2118 polskich obserwatorów, ale nie ma tam za wielu szczegółów.
  3. Damian P.

    Ślad Wiedźmy, czyli polowanie na czarownicę 2

    Coś będę kombinował. Łodyga kukurydzy lekko działała, więc może warto będzie postarać się bardziej;) Przeczytałem (chyba nie pierwszy raz zresztą) i powiem szczerze, że ja chyba jestem jakiś nieufny, co do mgławicy IC 2118. Potrzebuję jeszcze jednej (mam nadzieję) nocy z super przejrzystością. Jeśli się uda, poświęcę jej więcej czasu. Potrafiłem kiedyś ślęczeć przy -18 stopniach, wypatrując przez godzinę mgławicy Jones 1, to czemu nie dać szansy Czarownicy, której wypatrzenie jest dla mnie o wiele bardziej osobliwym i niedającym się zbytnio wytłumaczyć pragnieniem. Tak jakby niektóre obiekty wytwarzały po prostu jakąś swoistą aurę wokół siebie i przyciągały, jak opuszczone domy w horrorach głupców, którzy zawsze chcą tam wejść, mimo iż czują, że to się może źle skończyć. Mam też trochę inne wrażenia odnośnie warunków i widoczności obiektów. Dla przykładu, mgławica Rozeta jest dla mnie zawsze obiektem banalnym bez filtrów (piszę o lornetce) i widzę ją nawet spod domu, jako wyraźną i niemałą poświatę wokół "drabinki". Jednak spod domu nigdy nawet nie śmiałem myśleć poważnie o IC 2118. Jeśli zaś chodzi o Księżyc, to zdaję sobie sprawę, że pewnie był na tyle daleko, by nie wpływać zbytnio na obserwacje, ale ja z kolei, gdy tylko dostrzegłem pierwsze łuny jego brzasku na wschodzie, odpuściłem od razu wszelką dalszą próbę. Może zbytnio idealizuję jej trudność. Mimo to jest coś fajnego w całej tej sprawie z Czarownicą i innymi obiektami, które są trudne. Przynajmniej ja mam jakąś dziwną przyjemność z traktowania trudnych obiektów ze swego rodzaju obserwacyjnym szacunkiem, czy jak to by nazwać. Stąd też cała otoczka z zakrywaniem gwiazd, szukaniem ciemnego nieba pokonując wiele kilometrów, adaptacją, naciąganiem na głowę kapturów, marznięciem, planowaniem w domu, czekaniem miesiącami, a czasem latami na okazję itp, wydaje się być częścią przyjemnej całości wizuala.
  4. Damian P.

    Syriusz i coś 1.1.2019

    Myślę, że nie ma szans, by dostrzec Mewę podczas pierwszych obserwacji, z Warszawy i tym sprzętem.
  5. Damian P.

    Brak pogody

    No nie... Najpierw przez miesiąc deszcz i śnieg nawala, ja od dwóch miesięcy mam przerwę w siłowni itp - w między czasie moja noga, w którą miesiąc temu ugryzła mnie piła, dochodzi do siebie - i teraz, gdy postanawiam wrócić do treningów, będąc przekonany, że ciągle leje, wychodzę szczęśliwy na dwór, do garażu, gdzie mam żelastwo i co widzę? Gwiazdy! Żadnych chmur...a pocałuj mnie pogodo!
  6. Właśnie skończyłem czytać ostatnią relację. Chciałem odświeżyć sobie wszystkie od nowa, niezależnie od tego, czy czytałem wcześniej czy nie. Kilka wczoraj, kilka dziś i poszło. Teraz tylko dylemat, bo zdecydowanie oddałbym więcej niż trzy głosy.
  7. Damian P.

    Ślad Wiedźmy, czyli polowanie na czarownicę 2

    Czyli wychodzi, że nie apertura, ale raczej pole widzenia może okazać się czarnym koniem. Ja następnym razem przygotuję się trochę lepiej. Będę próbował jednak tylko wtedy, kiedy warunki będą odpowiednie. I raczej tym razem z lasu, aby wygasić nieco światła przy horyzoncie. No i tego Rigela jakoś bardziej może uda się przysłonić. Kiedyś czytałem coś o specjalnych przysłonach w okularach; to były chyba takie paski z tektury albo czegoś innego. Może w lornetce też miałoby to jakiś sens.
  8. Damian P.

    Ślad Wiedźmy, czyli polowanie na czarownicę 2

    Właściwie to miałem zamiar obserwować tam, gdzie mnie zatrzymali, czyli na tej drodze, gdzieś w okolicy koniuszka strzałki na screenie. Do Bugu jest stamtąd jakieś 300 metrów. Samo dostrzegłem otwartą przestrzeń na południe i wtedy się zjawili za mną. Musieli siedzieć gdzieś w krzakach albo kamery mają. Powiedzieli, że to trzeba było najpierw zgłosić, a potem dodali, że przedstawić jakieś udokumentowanie, czy coś - w sensie chyba mieć coś na potwierdzenie, po co się tam jest. Nie wiem jak to jest z ludźmi, którzy tam mieszkają. Podejrzewam, że po prostu byłem nietutejszy i może po prostu się bali, że czekam na jakiś przerzut Ogólnie nie chciało mi się spierać z nimi. Najlepiej byłoby znać tam kogoś i korzystać z czyjegoś podwórka, pola. Wracając właśnie zatrzymałem się przy szosie 816, ale nie nadjechali. No to sobie popatrzyłem na szybko Wieloryba;p
  9. Późnym wieczorem, 30 listopada, zabrawszy ze sobą lornetkę 10/50, udałem się w kierunku wioski Zbereże, to jest przy granicy z Ukrainą, aby złowić kilka galaktyk w Wielorybie, a później zawalczyć z mgławicą IC 2118, znaną szerzej jako Głowa Czarownicy. Pamiętałem jednak, że w Zbereżu świeci jednostka straży granicznej, więc skręciłem nieco wcześniej, do wioski Wołczyny. Nie ugrałem jednak nic z tamtych urodzajnych, pod względem obserwacji, miejsc - zostałem bowiem natychmiast odprawiony przez niezwykle czujną straż graniczną. Powiedzieli, że to tereny przygraniczne i powinienem był to zgłosić wcześniej. Sprawdzili bagażnik, ale znaleźli w nim tylko mój stary fotel. Następnie wzięli dokumenty i udali się do swojego samochodu. Czekałem bardzo długo, żegnając się powoli z Wielorybem i zastanawiając się, czy może się zdrzemnąć, ale w końcu przyszli i oznajmili, że nie ma zgody na to, abym tu pozostał. „Niech, pan, sobie jedzie gdzie indziej”, rzekł jeden z nich. No to odjechałem. Wydostałem się na główną szosę i ruszyłem w drogę powrotną, jednak już po kilku kilometrach zatrzymałem się przy małym zajeździe, gdzie była jakaś altanka. Chciałem zdążyć na tego Wieloryba, rozumiecie, no więc ustawiłem samochód przy szosie tak, że miałem go po lewej stronie okna, we wnęce między drzewami nad asfaltówką. Fart- nie fart. Było tam dość mroczno, szosa przez wiele kilometrów przecina lasy. Tylko raz przejechał jakiś samochód. Uchyliłem szybę i wypatrzyłem lornetką kontury Wieloryba. Chodziło mi głównie o cztery jasne gwiazdy, układające się w czworokąt: Baten Kaitos, Al Naymat I, Al Naymat II oraz Dheneb. Po kilkunastu minutach walki, udało mi się wyłuskać niezwykle słabe światełko galaktyki NGC 584, znajdującej się odrobinę na północny wschód od gwiazdy Al Naymat I. Jej jasność to 10.5mag, więc to już niemal kres możliwości lornetki 10/50. Uznaję ją za wyłapaną tylko dlatego, że pomimo ekstremalnej widoczności, pojawiała się wielokrotnie w tym samym miejscu, jako cholernie słaby ślad na granicy dostrzegania. Zaraz obok jest NGC 596, jednak ta galaktyka, o jasności 10.9mag, okazała się dalece poza zasięgiem. Wróciłem do Włodawy, przeciąłem miasto i podjadając resztki czipsów, które zabrałem ze sobą, udałem się w przeciwną stronę, około 20 kilometrów na północny zachód. Wkrótce znalazłem się na odcinku pustej, [prawie] nie uczęszczanej asfaltówki, z dala od okolicznych wiosek pogrążonych w ciemnościach i skręciłem na pole po skoszonej kukurydzy. Współczynnik "Ratio" na mapie zaświetlenia, wynosi tu ponad 0.11, a więc różnica pomiędzy Zbereżem, najlepszym pod tym względem miejscem na Lubelszczyźnie (Ratio 0.093), a tym bardziej Wołczynami (ponad 0.10), jest w zasadzie nieznaczna - i chyba nawet niezauważalna. Początkowo byłem trochę zawiedziony, nie skorzystawszy z nieba nad Bugiem, ale ostatecznie, jadąc do tamtej wsi, chciałem chyba tylko zaspokoić swoją podświadomość. Obie miejscówki dzieliło prawie 40 kilometrów jazdy. Na ziemi walały się łodygi kukurydzy, które w mroku wyglądały trochę jak kości. Nad głową był rój gwiazd. Wielki Pies zdawał się niemal stąpać po polu. Gwiazdy świeciły dość nisko, a gdy popatrzyłem przez lornetkę pod Wielkim Psem, przesuwając na Rufę i Gołębia, zauważyłem, że niektóre z nich prawie ślizgały się po horyzoncie. Przejrzystość musiała być dość niezła. Rozejrzałem się dookoła. Było tutaj naprawdę ciemno, miejsce sprawiało świetne wrażenie. Daleko na południu widać było wieżę - dwa czerwone światełka. Kilkaset metrów na zachód świeciło małe, żółte okno. Dom na farmie. Zastanawiałem się, co też mogą robić teraz mieszkający tam ludzie. Jakieś światełko, jakby częściowo przysłonięte, świeciło również na wschodzie. I to tyle. Jeśli chodzi zaś o łuny, to były one znikome, właściwie w żadnym kierunku nie było widać poważniejszych źródeł cywilizacji. Nawet nie byłem pewny, gdzie jest Włodawa. Jedynie na południowym zachodzie świeciła dość spora, ale za to słaba i mocno rozproszona łuna, którą widywałem już chyba niejednokrotnie z innej miejscówki, oddalonej o jakieś 10 kilometrów w linii prostej w przeciwną stronę do łuny. Jak sprawdziłem później, mniej więcej w kierunku, gdzie była łuna, znajdował się już sam Lublin, oddalony o ponad sześćdziesiąt kilometrów. Wieloryb nurkował w otchłani, schodząc coraz niżej, więc próbowałem jeszcze zawalczyć z jego galaktykami, ale nic z tego nie wyszło. Wiał dość silny wiatr i miałem poważne kłopoty ze skupieniem. W niedalekiej okolicy galaktyki NGC 1052, której nie udało mi się ostatecznie dostrzec, wycelowałem w pewne przypadkowe miejsce na niebie i zobaczyłem bardzo jasną kulę światła. Wówczas nie miałem pojęcia o tym, że jest tam kometa, toteż mocno się zdziwiłem, gdy zobaczyłem tak jasny obiekt, a chwilę później ujrzałem kometę gołym okiem. To było moje pierwsze spotkanie z 46/P Wirtanen. Przez wiele minut próbowałem również wypatrzeć NGC 1055, która powinna być zaraz pod parką słońc i nieco na północny zachód od Messier 77, lecz galaktyka ta nie dawała żadnego znaku swego istnienia. Natomiast M77 była widoczna z łatwością, jako jasny, mglisty obiekt o niezbyt dużych rozmiarach. W pewnym momencie skierowałem dwururkę na Zająca. Gromada kulista M79 była bardzo łatwym celem i jeśli chodzi o 10/50, nie widziałem jej jak dotąd tak wyraźnie. Nigdy wcześniej też nie widziałem chyba tak wielu gwiazd w jej sąsiedztwie. Przeskoczyłem następnie do Pasa Oriona i zobaczyłem przyklejoną do Alnitaka, po stronie północno wschodniej, świetlistą poświatę mgławicy Płomień. Na środku rozdzielał ją niezwykle łatwy i ciemny przedziałek. Wielka mgławica w Orionie, poniżej, była niesamowita. Tuż nad nią widać było oczywiste, połyskujące mgławice NGC 1973-75-77. Następnie odszukałem gołym okiem M31 i zaraz potem dostrzegłem też z łatwością M33, niemniej obie galaktyki dzieliła przepaść pod względem widoczności. Upłynęło sporo czasu, choć teraz już nie pamiętam na czym dokładnie, bo nagranie w tym miejscu milczy. Raz czy dwa, rzuciłem jakieś przekleństwa na parującą optykę. Niemniej musiałem już wtedy przyglądać się od pewnego czasu miejscu na zachód od gwiazdy Rigel (ß Ori) i dostrzegać coś, czego nigdy wcześniej tam nie widziałem. Przytoczę w tym miejscu oryginalną reakcję, która się nagrała. Wykropkowałem tylko niestosowne zwroty: "Ja pie......lę, nie wierzę! Nie wierzę, k.....a, że to czarownica. Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie! Ha, ha, ha! Nie wierzę!" Istotnie, nie uwierzyłem. Ale taka była reakcja, jakkolwiek żałośnie ona brzmi. Śmiałem się sam do siebie, jak szaleniec, siedząc w starym fotelu, w miejscu gdzie diabeł mówi dobranoc, podczas gdy wiatr gnał donikąd, a światełko w oknie domu na farmie wciąż się paliło, przypominając, że tu, niedaleko, żyją jacyś ludzie. Tylko z czego ja się tak cieszyłem? Gapiłem się w pozornie pusty skrawek nieba, uśmiechnięty, jak największy introwertyk na świecie, bo, jak mi się wydawało, zobaczyłem pojaśnienie. Ponadto, gdy dotrę do domu, pokonam łącznie jakieś sto kilometrów. Niemniej jednak coś było na rzeczy i wyglądało jak pionowa, podłużna, owalna poświata, za którą niebo po stronie zachodniej było, jakby nieco ciemniejsze. Pamiętam, że co chwilę miałem kłopoty z parowaniem, niemniej wiedziałem jak wygląda światło, które pochodzi z kosmosu, a jak mgiełka od zaparowanej optyki. Chyba każdy, kto obserwuje niebo już jakiś czas, przyzna, że nie trudno to odgadnąć. W pewnym momencie podniosłem z ziemi zeschłą łodygę kukurydzy i wyciągnąłem ją w kierunku gwiazdy Rigel, na długość ramienia, próbując ugasić jego blask. Gałązka na tle nieba przypominała jakiegoś smoka. Miał on długą, cienką szyję, małą rozczochraną główkę, z której wystawały cztery kosmyki włosów do tyłu, oraz wąski pysk, zakończony niewielkim zgrubieniem. Z pyska wystawał cieniutki, maleńki języczek. Istotnie smok przysłaniał Rigela, lekko go przygasając. Niemniej jednak nie było to coś, co zdawało się wpływać na subtelny ślad, jaki pojawiał się od czasu do czasu po zachodniej stronie, w okolicy pewnego ogonka gwiazd około 10-11 wielkości - oprócz jednej, która ma 8.2mag. Niestety trzymanie łodygi w jednej, a lornetki w drugiej ręce, było okropnie niewygodne i frustrujące, toteż odrzuciłem gałązkę na pole. Maleńkie smoki, całe mnóstwo. Albo kości, jakby dawno temu padł tutaj jakiś legion. Lornetka co chwilę parowała, ale kiedy tylko gwiazdy przestawały generować okrągłą, mglistą otoczkę, wracałem do miejsca za Rigelem i zmagając się z wiatrem, niekiedy ze łzami w oczach (od wiatru, nie ze wzruszenia), momentami widziałem, jak w lornetce ukazywała się jakby pionowa, słaba poświata, zaś po stronie zachodniej, nieco ciemniejsze tło nieba. Od strony wschodniej nie zapamiętałem żadnego gradientu jasności. Być może utrudniał to Rigel. Ale czy ta poświata w ogóle tam była? Jakiś czas później zobaczyłem, że niebo na wschodzie robi się jaśniejsze. Wstawał Księżyc. Przekląłem go z rozczarowaniem. Wówczas pojawiły się światła w oddali, zbliżał się jakiś samochód. Jechał bardzo powoli, co pewien czas zatrzymując się na kilka minut. Gdy zatrzymał się jakieś trzysta metrów ode mnie, wsiadłem do samochodu i patrzyłem przez lornetkę. W kadrze widać było tylko dwa jaskrawe, owadzie oczy samochodu, które unosiły się w matowej czerni i mogły być reflektorami jakiegoś dość nowego Audi. Samochód ruszył. Gdy dotarł na wysokość miejsca, gdzie stałem, kilkadziesiąt metrów od szosy, stało się to, czego się obawiałem. Samochód zwolnił i zatrzymał się. Oparłszy się o dach swojego samochodu, spojrzałem lornetką, ale niczego nie zobaczyłem. W miejscu szyby kierowcy, było zupełnie ciemno. Byłem przekonany, że za chwilę skręci na pole - znów wyjdę przed kimś na skończonego dziwaka - ale po chwili ruszył i odjechał. Księżyc zaczął filować, więc wkrótce i ja opuściłem to odludne miejsce. To chyba pierwszy raz, kiedy byłem [prawie] przekonany, że widzę Głowę Wiedźmy. Jednakże wobec tylu porażek - nie tylko moich, ale i innych obserwatorów - nie byłoby słusznym uznawać obiekt za dostrzeżony na podstawie tylko jednego wrażenia. Nie da się także ukryć, że obserwacje potraktowałem trochę po macoszemu. Wiatr i zimno często krzyżują nam plany. Wiedziałem wszakże jedno: często to właśnie wtedy warunki są odpowiednie i można spotkać rzeczy oraz anomalie, których nie widać w zwykłe noce, podczas przeciętnej przejrzystości. Może wtedy właśnie były? Czekam już wiele dni. Sprawdzam, wypatruję gwiazd za oknem, aby być gotów i kiedy nadarzy się sposobność, znów wyruszyć na polowanie. PS. Zapomniałem wspomnieć o Pętli Barnarda. Pamiętam, że patrzyłem w jej okolice przez krótką chwilę i widziałem dość sporą połać jaśniejszego, nieco zmętnionego nieba w miejscu, gdzie powinna się znajdować. Pamiętam jak minąłem M78 i widziałem także chyba gromadę NGC 2112, niestety patrząc z ręki, obiekt tak słaby i mały był tylko na zasadzie - może to i to. Natomiast pierwsze "polowanie" było prawie cztery lata temu.
  10. Byłem wtedy sam w domu, więc gdy szedłem przez podwórko, niosąc lornetkę i mijając duży biały teleskop, z okien nie sączyła się żadna poświata. Między gałęziami świerków uwięzione niby syriuszowe światło. Szedłem dalej, jasny obiekt wydostał się z drzew i okazał stacją kosmiczną. Chwilę wcześniej widziałem ją w domu, jak wlatuję na karmazynowe niebo Stellarium w trybie nocnym. W lornetce jednak nie rozpoznałem kształtu. Za jasna jak na astronomiczną noc. I za mała jak na rzut z ręki. Dotarłem do płotu od strony południa. Był tam Koziorożec. Oparłszy ręce o słupek drewniany, zlustrowałem gwiazdy i przynależne asteryzmy, po czym wróciłem na podwórko i usadowiłem się fotelu. Stamtąd przyczaiłem się na Koziorożca. Gdzieś z tyłu, na podwórku, jęknął kot, jakby miał do kogoś pretensje za to, że jest zimno. Gwiazdy lśniły daleko na południu. Adaptacja wzroku była coraz lepsza. Kot znów się odezwał, tym razem bliżej - w jego głosie brzmiała nutka ostrożności. W lornetce migotały cztery gwiazdy poziomo - róg Koziorożca. Znów dobiegł mnie głos kota, w którym teraz było coś z płaczącego dziecka. Zbliżał się. W kadrze były Algedi, Prima Giedi, po ich lewej stronie 8 Cap, po prawej zaś gwiazda 3 Cap. Nagle, tuż za moimi plecami, coś zatopiło pazury w oparciu fotela i zaczęło się wspinać ku mnie. Gdy dotarło na górę, usłyszałem króciutkie powitalne miauknięcie. Po prawo od gwiazd Koziorożca, leciał bardzo odległy samolot. Światło zapalało się co kilka sekund i jedynie w momencie rozbłysku można było dostrzec przemieszczenie na tle gwiazd. A może to był satelita. Kot przeszedł za moją głową na lewo i znikł, a obiekt odpłynął poza kadr, gdzieś na północny wschód. Algedi (6 Cap) była odrobinę jaśniejsza i jakby żółciejsza od bledszej Prima Gedi (5 Cap). Gwiazdy 8 Cap i 3 Cap miały barwę zimniejszą. Na południowy wschód świeciła para gwiazd Dabih ß1 i Dabih ß2, które wyraźnie różniły się kolorem. Pierwsza żółta (lub coś z pomarańczowego) druga zaś, tuż obok, o wiele słabsza i niebieskawa (może biaława). Czas wrócić do statywu, westchnąłem, po czym obniżyłem lornetkę nisko nad horyzont, gdzie poprzez gałęzie orzechowego drzewa dostrzegłem ogromny latawiec. Cztery jasne gwiazdy ułożone w deltoid. A były to: Terebellum 1, Terebellum 2, Terebellum 3 i Terebellum 4. Ostatni skrawek Strzelca. Kot znów miauknął, a ja będąc jeszcze chwilę w Strzelcu, przejechałem nieco wyżej, do asteryzmu wózka. Po chwili udało się wyłapać w jego pobliżu bardzo słabe, lecz zerkaniem oczywiste światełko gromady kulistej M75. Następnie minąłem róg Koziorożca i znalazłem się nad jego grzbietem - w Wodniku. Namierzyłem jasne gwiazdy Albulan 1 oraz Albali i odnalazłem cienki diament z gwiazd, przy którym miałem wypatrywać kolejnej gromady. Podczas gdy kot wiercił się tuż za mną i wbijał pazury w poszycie fotela, ja dostrzegłem maleńki, słaby blask kulistej M72, leżącej 55,4 tyś lat świetlnych stąd. Przestań się drapać - rzuciłem. Odbiłem nieco na wschód chcąc odnaleźć M73 – asteryzm z czterech słońc. Mój towarzysz oznajmił coś swoim kocim głosem, a potem odważył się w końcu wejść na mój brzuch, po czym natychmiast zaczął ochoczo mruczeć. Miałem założoną jedną nogę na drugą. Przeszedł na sam jej kraniec i zatrzymał się tam. W kadrze lornetki mignął jakiś cień - pionowy, przeźroczysty słup. Na chwilę znikł, po czym znów się pojawił, wijąc się niczym jakiś wąż. Odsunąłem lornetkę i zobaczyłem tylną część kota i kołyszący się na tle nieba ogon. Po chwili zeskoczył na ziemię. Ręce zaczynały boleć z zimna. W końcu dostrzegłem niezwykle słabą grudkę Messier 73. Mglisty punkt światła. Kot wrócił na brzuch i znów uraczył mnie swym pomrukiem. Miauknął raz, za chwilę drugi i potem trzeci. A potem, po dłuższej chwili, wydał skrzeczący odgłos, podobny do odgłosu żaby. Ja zaś próbowałem zobaczyć mgławicę Saturn, lecz szybko odpuściłem. Może gdyby nie to zimno, dorwałbym ją. Dwururka 10/50 na pewno dałaby radę. A może ją widziałem nieświadomie? Namierzyłem gwiazdę Sadalsuud (22 Aqr) i nieco powyżej, na przedłużeniu linii asteryzmu grotu strzały, odnalazłem jasną gromadę kulistą M2. Tymczasem kot przeszedł na prawo i próbował naburać mi do ucha. Przekroczywszy granice Pegaza namierzyłem jasną gwiazdę Enif. Zaraz obok, po prawo, zobaczyłem połyskującą, jasną M15, która lśniła wśród gwiazd. Kot usadowił się na kolanach, ale zaraz uciekł, a ja w końcu poszedłem nagrzać ręce do domu. * * * Zostawiam lornetkę w kuchni na stole i wychodzę. Teleskop widać bardzo wyraźnie. Biała zjawa w mroku. Wkładam okular Es 14mm i celuję w mgławicę M27 (Hantle). Po ziemi przebiega jakiś czarny cień. Chyba kot. W szukaczu jest bardzo dużo gwiazd. Skrzypienie teleskopu. W okularze pojawia się mgławica Hantle. Wyraźnie widać jasną, środkową część w kształcie klepsydry i otulające słabsze boki, które zamykały okręgi. Chciałbym jakoś skomentować jej widok, ale nic nowego chyba nie padnie. Czasem mam wrażenie, że po prostu warto wynieść to całe ustrojstwo na dwór dla samej M27. Wiatr jest bardzo zimny. Zastanawiam się czy nie odpuścić. Nagle rozlega się jakiś harmider, dźwięk pustego garnka łomoczącego o ziemie. Pies zaczyna szaleć i podrzucać do góry garnek. Widziałem kiedyś jak to robił w dzień - czasem podrzucał go nosem, jak jakaś tresowana foka. Teraz warczy na niego, gryzie, próbuje go schwycić i pożreć. Teleskop wydaje przeciągły jęk. Szukam gromady NGC 6830 w Lisku, którą widziałem nie tak dawno w 10/50 i od której chciałem odbić ku pobliskiej mgławicy Sh2-86. Nie odnajduję gromady. Za zimno. Duży teleskop przegrywa bezlitośnie z małą lornetką. Palce zamarzają. Pies znowu próbuje zjeść garnek. Tłucze nim o ziemię, jakby zwariował. Kot stoi koło teleskopu. Ciemna plama na tle ziemi. U szczytu firmamentu Kasjopeja. Skręcam teleskopem na gwiazdę Caph (beta Cas). Nieopodal trzy jasne gwiazdy. Jest tu mgławica vdB 1. Obok trójkąta słońc dostrzegam mglisty niewielki obiekt – bliski rejon protogwiazdy LkHα 198. Jest tam obiekt Herbiga Haro. Mam za niskie siedzisko i jest zimno. Trójkąt z gwiazd, tuż obok, pokrywa połyskująca świetlista mgiełka. Mr. Van den Berg, nie ma co. Mija sporo czasu i w pewnym momencie, nieopodal, odnajduję chyba galaktykę IC 10. Nie pamiętam jej dokładnego położenia, ale widzę niby mgiełkę na tle słońc, obok niewielkiego trójkąta gwiazd. To chyba tu, myślę. Szuranie garnka. Cisza. Szum wiatru. Długie minuty ciszy. Krótkie, chwilowe szurnięcie i znów dłuższa cisza przy wtórze poszumu lodowatego wiatru. Pies chyba coś wyczuwa na polu, bo zaczyna szczekać, a ja spędzam długi czas przy gwieździe Navi Kasjopei, nie mogąc się upewnić, czy widzę mgławicę Duch (IC 63). Zmieniam na 60 razy, ale zaraz mróz przepędza mnie do domu. Czas w ciemnościach domu mija na podśpiewywaniu i grzaniu rąk. Po wyjściu znów walczę wiele minut z duchem. Dawno go nie widziałem i trochę jestem nieufny. Nagle słyszę, jak coś spada w głąb teleskopu. Dźwięk odbijania się o ściankę wewnętrzną czegoś niewielkiego i metalowego. Nie sprawdzam teraz, ale dopiero potem. Lustro nietknięte. Chwała tubie, której średnica jest dużo większa niż średnica lustra. Po kilku dniach zobaczę, że nie ma czarnej gałki do sterowania tubą. Złapałem tego ducha. Trójkątna poświata. Namierzam jeszcze dwie kuliste, które odwiedziłem wcześniej w lornetce – Messier 2 i Messier 15. Tym razem w powiększeniu 107 razy. Są podobne, obie częściowo rozbite, skrzące się drobnymi gwiazdkami jak diamentowe kule. M15 jakby rozleglejsza i nieco bogatsza w gwiazdy. Wchodzę do domu. * * * Jakiś czas później. Namierzyłem Kaskadę Kemble'a. Gromada NGC 1502. Dwie podwójne w środku. Na razie miałem 60 razy. Ruszyłem szlakiem Kaskady i na jej krańcu skręciłem na północ, do gwiazdy BE Cam. Stąd odbiłem, mijając po drodze dwa jaśniejsze słońca, na wschód ku karłowatej galaktyce nieregularnej NGC 1569. Jednak nie mogłem jej teraz odnaleźć i nie tracąc czasu, wróciłem do BE Cam. Stamtąd, zapamiętaną drogą udałem się do kolejnych celów, a przecinała ona wyspę IC 342. W 60 razach zastałem wyraźne pojaśnienie, lecz teraz nie zatrzymywałem się tu na dłużej i ruszyłem dalej. Wyłapałem najpierw wyraźną i łatwą galaktykę IC 356. Następnie odnalazłem miejsce, gdzie powinna znajdować się galaktyka PGC 13880. Na jej tle leży stosunkowo jasna gwiazda, więc początkowo byłem ostrożny. Tuż obok, malutka i mglista PGC 13943 ukazała się niemal natychmiast, choć w tym powiększeniu świeciła bardzo słabo. Następnie odnalazłem NGC 1485, która jawiła się wyraźnie, ustawiona nieco bokiem do Ziemi. Na koniec odnalazłem galaktykę NGC 1560. Podłużny pas światła, słaby, lecz oczywisty i łatwy. Potem zmieniłem okular na 14mm (107 razy) i powtórzyłem wszystko. Galaktyka NGC 1560 była teraz duża. Ukośna smuga dymu. Nie był to pełny obłok, lecz jakby zanikał i pojawiał się częściowo. Miły widok dla oka. Galaktyka NGC 1485, podobnie jak PGC 13943, świeciły dużo wyraźniej. PGC 13880, po pewnym czasie i w większym powiększeniu, bardzo mocno przekonywała, że to poświata galaktyki leżącej nieporównywalnie dalej niż gwiazda pierwszego planu. Inne gwiazdy nie generowały wówczas takiej poświaty. Potem przeskoczyłem do gromady NGC 1502. Wszystko większe, jakby bliższe. Odnalazłem tę galaktykę, której nie mogłem namierzyć wcześniej. NGC 1569 świeciła bardzo jasno, w towarzystwie gwiazdki. Zobaczyłem, że nie jest zwykłą, okrągłą, jednolitą mgiełką, ale świeci bardziej w jednej części. Potem przesunąłem na IC 342. Ukazało się wielkie i dość wyraźne pojaśnienie. Był tam rządek gwiazd, nad nim zaś pewien trójkąt. Gwiazda najbliżej owego rządka słońc była mglista. Potem, w domu, zobaczyłem, że jest tam jądro galaktyki. Wróciłem do karłowatej NGC 1569 i zdecydowałem się włożyć okular 4,7mm (319 razy). Galaktyka świeciła zdecydowanie jaśniej w jednej części, na krańcu – tam bowiem światło było skupione. Drugi kraniec był słabszy i rozpływał się niczym snop światła. Przypominało to trochę lotkę, albo kometę. Obserwacje (jeśli mnie pamięć nie myli) z wieczoru 29 listopada. Teleskop SW 12", lornetka Nikon 10/50 EX.
  11. Damian P.

    46P Wirtanen

    Też mam Stellarium 0.18.2 i właśnie przed chwilą, za Twoimi wskazówkami załadowałem sobie 46P/Wirtanen (też jej nie było wcześniej). A przebiegało to u mnie tak: Okno konfiguracji ➡️Wtyczki ➡️ Edytor Układu Słonecznego ➡️ Konfiguruj ➡️ Układ Słoneczny ➡️ Zaimportuj elementy orbitalne w formacie MPC ➡️ Komety ➡️ Wyszukiwanie on-line ➡️ Wpisuję nazwę komety w okno i klikam enter (lub szukaj) ➡️ Kiedy znajduję kometę, zaznaczam ją (obok niej jest kwadracik), a następnie klikam dodaj obiekty. I jest:)
  12. Damian P.

    46P/Wirtanen

    No to i ja melduję. Zobaczywszy post Karola, przypomniałem sobie, że idzie niebo i może już jest u mnie. Widziałem kometę przed paroma minutami z pokoju. Niestety mam nogę w gipsie i pozostaje mi tylko okno. Usiadłem na krześle, odsłoniłem firankę i poszukałem w ciemno Nikonem 10/50. Znalazłem ją po chwili nad świerkami. Jasna kula światła - taka napuszona. Spojrzałem też w 15/70 i 7/35, a potem otworzyłem okno i zobaczyłem gołym okiem. Popatrzyłem chwilę w Nikonie i zamknąłem okno, a potem zobaczyłem ją również bez kłopotu gołym okiem przez szybę.
  13. Damian P.

    (Prawie) w środku lasu

    Bardzo dobrze się czytało Uwielbiam opuszczone domy - szczególnie te upiorne. Jestem maniakiem horrorów, stąd pewnie fascynacja pustkowiami i opuszczonymi chatkami. Nie raz jeździłem po różnych odludziach i wsiach zabitych dechami. Znam taką jedną miejscówkę, gdzie jest wielka polana, otoczona dookoła lasami, a w środku niej stoi samotny, opuszczony dom. Nie spotkałem jak dotąd w mojej okolicy piękniejszego miejsca. Czasem mam chęć zaszyć się tam na obserwacje, ale jakoś zawsze wybieram inne miejscówki. Może to z powodu zbyt dużej wyobraźni. Poza tym ostatnio coraz częściej mówi się u nas o wilkach. Ale co zrobić, kiedy mnie też ciągnie do lasu;D
  14. Damian P.

    Wschody i zachody Słońca

    Kolejny zachód - chyba sobotni. Znowu nie mogłem się powstrzymać, ale myślę, by dać już sobie spokój, bo jeszcze mi tylko brakuje kolejnego hobby do kilku innych A czasu na wszystko za mało. Tym razem wziąłem ze sobą Nikona 10/50 i Sky Mastera 15/70, plus telefon. Trzy pierwsze zdjęcia z ręki, kolejne z 10/50 i dwa ostatnie są chyba przez 15/70.
  15. Damian P.

    Wschody i zachody Słońca

    Dzisiaj jeździłem po całej wiosce, jak jakiś szalony kamerzysta weselny, pędząc niekiedy ponad 100 km na godzinę polną drogą i szukając dogodnego miejsca na zachód Słońca. Przekonałem się, że nawet zimą, drogi polne potrafią wzbijać ogromne tumany kurzu za samochodem W między czasie chyba trzy razy wracałem do domu, bo bateria padała w telefonie i co podładowałem na chwilę, gnałem dalej. To mi przypomniało, jak w dzieciństwie, chcąc zostać łowcą tornad, poszukiwałem małych polnych wirów rowerem;p Lubię góry, ale niestety w mojej okolicy nie ma żadnych, więc pomyślałem, że użyję zalegającej na czyimś polu, wielkiej kupy obornika jako wzgórz. Jak się nie ma, co się lubi...
×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2018)