Skocz do zawartości

Damian P.

Użytkownik
  • Zawartość

    415
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    6

Ostatnia wygrana Damian P. w Rankingu w dniu 26 Grudzień 2018

Damian P. posiadał najczęściej polubioną zawartość!

Reputacja

974 Excellent

O Damian P.

  • Tytuł
    Wega
  • Urodziny 16.06.1989

Profile Information

  • Płeć
    Male
  • Zamieszkały
    Włodawa

Converted

  • Miejsce zamieszkania
    Włodawa

Ostatnie wizyty

2086 wyświetleń profilu
  1. Ja mieszkam na szerokości ciut poniżej środka kraju (51°34'24.4"N), ale obserwowałem kiedyś niebo w najjaśniejsze noce w roku - w okolicy przesilenia, coś około 18 czerwca oraz 20-21 czerwca, czyli chyba noc przesilenia, a także 3-4 lipca. Słońce w pierwszych dwóch przypadkach schodziło najniżej niewiele ponad 15 stopni pod horyzont, a w lipcową noc było to już praktycznie 16 stopni. Niebo na północy było rozjaśnione, a w pierwszym przypadku wstawał już Księżyc. Jednak obserwacje uważam za bardzo udane i dla mnie sentymentalne. Odpowiadając na pytanie poniższymi, krótkimi relacyjkami, dodam, że dla mnie było jak najbardziej warto, ale zapamiętałem nie tylko same obiekty, lecz także otoczkę. Opisy są sprzed pięciu lat i dotyczą lornetki SM 15/70. Jeszcze wtedy nie patrzyłem nigdy przez teleskop i wcale mi się nie spieszyło do zakupu Obserwacja pośród pól W pogoni za niebem Wyjątkowa kulka i Obłoki srebrzyste
  2. Otóż to. Gdy ja zaczynałem, to było dla mnie nie do pomyślenia, aby zobaczyć te i inne obiekty gołym okiem. Co prawda miałem bardzo słabą - początkowo jednooką - lornetkę, ale M13, M3, M42, to były obiekty, które padły z wielkim trudem w tej lornetce. Teraz myślę, że to może właśnie ten kiepski sprzęt nauczył mnie wtedy najwięcej. Wyciągałem nim od samego początku maksa i cieszyłem się z każdej mikro plamki. Galaktyka M33 padła dopiero chyba za trzecim albo czwartym razem w tym sprzęcie. Nie wyobrażałem sobie nawet, aby móc ją kiedyś dostrzec gołym okiem. Ale przyszedł czas, że tak się właśnie stało i stopniowo stawała się coraz łatwiejsza. Dziś, jeśli na jesiennym niebie nie widzę M33 gołym okiem, to czasem waham się, czy obserwować. Jeśli zaś nie widzę M13, to zazwyczaj rezygnuję. Sam niechybnie narzuciłem sobie takie wymagania, poprzez stawianą poprzeczkę zasięgu i wcale nie chodzi o wybrzydzanie. Obserwuję najczęściej w warunkach, gdy zasięg gołego oka wynosi minimum 6.6 mag. Czasami widuję M92, choć rzadko to sprawdzam. Jeśli nie widzę M13, oznacza to, że zasięg nie przekracza 6mag. Chciałbym jeszcze podziękować wam za miłe słowa. Bardzo się ciesze, że opis się podobał, jest to dla mnie niesamowicie motywujące
  3. Ano, ja też nie wierzyłem, że mogę go dostrzec, ale może jasność jako całości grupy, nie wygląda już tak strasznie. Na pewno sytuację i tak ratuje najjaśniejszy składnik: MCG+12-11-028A. Tutaj jest obserwacja z 12" - jedyna, jaką znalazłem. W większych teleskopach już jest więcej różnych raportów w necie (i trochę szkiców). Jeśli chodzi o widok w dwunastce, w skali nieatrakcyjności dałbym 10/10 (to coś podobnego trochę do HCG 56). Cała satysfakcja z samego wyłapania.
  4. Chciałbym mieć to już za sobą. Nie to, że nie sprawia mi to przyjemności, ale przez cały ten proces wracam wiele razy do tekstu i opis staje się czasem mdły, prawie denerwujący. Dobrze jest zostawić coś na wiele dni, czasem miesięcy i wtedy do tego wrócić, ale w przypadku relacji z obserwacji, a przynajmniej typowej relacji, jest to niewskazane, choćby z tego względu, że emocje, jakie towarzyszyły widokom, szybko wyparowują. Owszem, pozostaje główny obraz w pamięci, ale jest on, jakby wyprany z wrażeń. Ponad tydzień temu byłem zachwycony widokami z mojego teleskopu 12" i już czuję ten spadek podniecenia. Mam jednak ponad trzygodzinne nagranie z dyktafonu, na którym – wierzcie lub nie – jest cała gama moich emocji i krzyków. Niekiedy brzmiało to, jakby dziecko odpakowywało prezenty – efekt wywołany czysto wzrokowo. Domyślacie się pewnie, że chodzi o jakieś szlagiery, ale nie tylko; padł jeden obiekt ekstremalnie słaby i ekstremalnie mały. I też krzyczałem. Wysoko w górze połyskiwały gromady M13 i M3. Nad zachodnim horyzontem wisiał pomarańczowy sierp Księżyca, który po pewnym czasie zaplątał się w gąszcz niedalekiego drzewa i znikł mi z oczu. Teleskop ustawiłem nisko, celując w Kruka. Sombrero było niezłe, ale bez rewelacji. Coś ciemniejszego zalegało na jednej połowie. Mając okular 25mm, namierzyłem gromadę M3, chcąc sprawdzić, czy to ona jest widoczna gołym okiem. W teleskopie wyglądała pięknie. Następnie, idąc po łuku gwiazd do NGC 5466, przypadkiem trafiłem na jakąś małą galaktykę - prawdopodobnie NGC 5475. Do gromady Wolarza trzeba było wykonać jeszcze drugi łuk i oto była, pięknie skrząca drobinkami niezbyt jasnych gwiazd niczym okruchy szkła w nocnym blasku Księżyca. Spodobała mi się na tyle mocno, że poczułem zainteresowanie tym co robię. Dziwne, lecz prawdziwe. Bowiem poczułem to tutaj, nie przy jasnej M3, czy choćby Sombrero, które przypomina latający spodek. To dobry początek. W powiększeniu 107-krotnym ukazało się mnóstwo gwiazd, choć były one dość ciemne. Byłem ciekaw powiększeń 200-250 razy, ale mam tylko 319; początkowo myślałem, że gromada rozpłynęła się w ciemności, lecz po chwili ją znalazłem. Cóż, gwiazdki były, ale widoku nie określiłbym, jako zapierający dech. M3 w Esie 14mm wyglądała wspaniale. Wróciłem do M104. Galaktyka dziwnie się rozciągnęła i zamiast owalną bułkę, przypominała bardziej igłę. Kruk, którego bardziej kojarzę z tym obiektem, zmierzał nieubłaganie w kierunku łuny od Lublina oddalonego o ponad 60 kilometrów, chyba największej z kilku łun, jakie widziałem tej nocy. Droga Mleczna zaczynała nabrzmiewać i gęstnieć, wisiała ciężko niczym burzowa chmura nad północno-wschodnim niebem. Tymczasem ja wypatrywałem gdzieś w zakątku Cefeusza gromadę kulistą Palomar 1, której nie udało mi się ostatecznie zobaczyć, jak i nie udało się także dostrzec Palomara 4 w Wielkiej Niedźwiedzicy - w jego miejscu przemknął tylko jakiś satelita i to było wszystko. W okolicy Pal 1 złowiłem jedynie galaktykę NGC 1184, stosunkowo wyraźną i niewielką smużkę niby ziarno owsa. O ile Pal 4, to była dla mnie nowość i nie wiedziałem czy jest trudny, to numer 1 kiedyś już raz widziałem. Jedyne co mi się nasuwa, to to, że obiekt teraz dołował, był około 40 stopni nad horyzontem - to wciąż sporo, ale kiedy góruję, jest to ponad 60 stopni. To była trzecia porażka tej wiosny i moja wiara w sens posiadania teleskopu powoli podupadała. Miałem obawy, że coś się kończy; Synta płowieje i traci zasięg, oczy się psują, rzadko obserwuję marnotrawiąc pogodę, więc nie trafiam na dobrą przejrzystość, albo do Ziemi z każdym dniem dociera coraz mniej fotonów z Kosmosu, na rzecz rozrastającego się, wszędobylskiego smogu świetlnego (to ostatnie pewnikiem się dzieje, tak czy inaczej). Jak się miało okazać później w nocy, wygląda na to, że wszystko jest w porządku, i mimo iż Palomar wciąż pozostawał nieuchwytny, byłem z każdą minutą coraz bardziej szczęśliwy. Przebywałem w Warkoczu Bereniki. W domu pobieżnie zapamiętałem położenie pewnej grupy i teraz, gdy w okularze ukazała się mała galaktyka, pomyślałem, że pewnie nie odnajdę mojego celu. Lecz już po chwili okazało się, że wcale nie ma tam jednej galaktyki, ale cztery. Lukost niejednokrotnie wspominał o Hicksonie 61 zwanym The Box. Cieszę się, że w końcu go zobaczyłem, to świetny cel. W 60 razach widać było upakowane na niewielkiej przestrzeni cztery galaktyki, choć w pierwszych chwilach nie byłem jeszcze tego pewny w stu procentach, bo dopiero się pojawiały. Sprawdziłem wszystko w okularze 14mm. Tak, to one. Na górze, po lewej, widniała najjaśniejsza z całej czwórki - NGC 4169. Po prawo, idąc zgodnie ze wskazówkami zegara, była słabsza NGC 4174, poniżej zaś jeszcze słabsza NGC 4175. Najsłabiej świeciła ta po lewej na dole - NGC 4173, która była mocno rozciągnięta, o słabej jasności powierzchniowej. Pan "kitowiec" 10mm także pokazał cztery składniki (to wcale nie żart). Załadowałem 4,7mm; wszystkie były widoczne, wraz z najsłabszą, tą podłużną. Wróciłem do 60 razy i teraz NGC 4173 było widać z łatwością. Będąc w okolicy Melotte 111, gdzie zaraz na prawo znajduje się ów pudełkowaty Hickson 61, skręciłem do NGC 4565. W 60 razy widać było obecność ciemnego pasa. Tuż obok świeciła słabo niewielka, blada poświata NGC 4562. W Esie 14mm dysk Igły rozciągał się pięknie na boki, wystrzeliwując strumienie światła na daleką odległość. Ciemna smuga pyłu była widoczna głównie w okolicy centrum. NGC 4562 wciąż mieściła się z zapasem w jednym polu widzenia. W okularze 4,7mm Igła nie była galaktyką, jaką miałem nadzieję zobaczyć, ale i nie dałem jej dużo czasu. Następnie odnalazłem parę galaktyk: NGC 4298 oraz nieco słabszą NGC 4302. Sądziłem, że obiekty te mają ze sobą coś wspólnego, ale Wikipedia podaje, że chyba nie. Wizualnie znajdują się bardzo blisko siebie i ze względu na ustawienie, wyglądają ciekawie - jedna okrągława, druga widoczna krawędzią dysku w kierunku Ziemi, co sprawia, że obie przypominają porzucone w zapomnieniu ziemskie przedmioty. W Esie 14mm widok był bardzo dobry. Widziałem szkice, które ukazują ciemne pasmo w NGC 4302, ale pochodziły one z większych instrumentów. Przeskoczyłem następnie do asteryzmu Y w Pannie i tuż przy nim podejrzałem małą galaktykę NGC 4596 i jeszcze mniejszą, niemal gwiazdową NGC 4608. Następnie zobaczyłem Łańcuch Markariana, rozpoczynając standardowo od M84, M86 i podłużnej NGC 4388, dopełniającej z nimi trójkąt. Wewnątrz owego trójkąta świeciła malutka NGC 4387. Następnie dostrzegłem NGC 4413 a nad Messierami NGC 4402. Ruszyłem szlakiem, który stanowiły "Oczy" czyli NGC 4438 i NGC 4435, dalej NGC 4461 oraz NGC 4458, następnie minąłem NGC 4473, a po niej NGC 4477, wraz z niewielką i słabą towarzyszką NGC 4479. Jeszcze wyżej zobaczyłem, tuż za gwiazdą, NGC 4459 i nieco w bok, i trochę dalej, NGC 4474. Przypuszczam, że mogłem widzieć jeszcze NGC 4468 i wziąć ją za gwiazdę. Potem zerknąłem na M87 i jakąś jeszcze galaktykę obok, po czym skończyłem krótki rekonesans w tym rejonie nieba. Adaptacja wzroku była w bardzo dobrym stadium, toteż zalegająca nisko nad odległym o niecały kilometr lasem łuna od Lublina wydawała się teraz bardzo silna, spowijając ów las koszmarnym całunem. Zorientowałem się, że Kruk począł już tonąć z wolna w tej świetlistej mgle. Spojrzałem na Skorpiona; było go widać rewelacyjnie jak na tę wysokość i nie mogłem się doczekać gromady M4. Tymczasem skierowałem jeszcze teleskop na prostokąt Małej Niedźwiedzicy, gdzie odnalazłem dwie maleńkie galaktyki - eliptyczną NGC 5912 (13.8mag) oraz spiralną NGC 5909 (14mag). Nie wiem, czy są ze sobą powiązane, ale wyglądają, jakby były parą. W okularze 14mm widoczne bez kłopotu, NGC 5909 trochę słabsza. W powiększeniu 60 razy to były dwa naprawdę maleńkie obiekty niczym gwiazda podwójna, oddzielone od siebie niemal na styk. Wykonałem skok do gromady otwartej NGC 188 i uznałem, że nie widziałem jej chyba nigdy wcześniej tak dobrze rozbitej na gwiazdy. Mnogość bardzo wyraźnych światełek prezentowała się bardzo dobrze w 60-krotnym powiększeniu. W 107 razach gromada stała się chyba już zbyt rozległa. Droga Mleczna przemieszczała się ciężko, coraz bardziej górując nad polami swym ramieniem. Wycelowałem wylot tuby nisko na południe – ku Skorpionowi. M4 była wyraźna w szukaczu. W okularze natomiast ujrzałem piękną gromadę o dziwnym kształcie, odmienną niż inne gromady kuliste. Zerkaniem była bardzo ostra i mocno rozbijała się na mnóstwo składników. Gwiazdy lśniły w bladej poświacie. Wyjąłem okular 25mm i wsadziłem 14mm. Rdzeń gromady, ów charakterystyczny sznureczek, składał się z maleńkich jak grudki soli gwiazdek i nie był żadnym zamglonym słupkiem. Skusiłem się na absurdalne jak na tę wysokość powiększenie 319-krotne; gromada była spora, ale gwiazdy już nieostre. Wróciłem do okularu 25mm, gdzie pomimo bladego w tamtym rejonie tła, M4 wyglądała przecudnie. Antares migotał na pomarańczowo i żółto. Nieopodal odnalazłem niewielką poświatę gromady kulistej NGC 6144, do której było niemal przyklejone jakieś słońce. Spojrzałem jeszcze na M80, która rozpadała się na obrzeżach, ukazując gwiezdne drobinki, a następnie zahaczyłem o gwiazdę Acrab, wyraźnie odseparowaną od swojej towarzyszki i jeszcze szerszą Jabbah. Kolory gwiazd były jakby wyprane, białawe. W okolicy świecił bardzo jasno Jowisz. Głodny widoków, sprawdziłem M92, która okazała się wspaniała, bardzo ostra i wyrazista. Następna była widowiskowa M13, choć przyznam, że bardziej oczarowała mnie ta pierwsza. Spróbowałem jeszcze raz sił z Palomarem 1, ale nie było nic. Chwilę później namierzyłem galaktykę M51. W 60 razach świeciła niewiarygodnie jasno i mając wyraźnie odsłonięte ramiona, wyglądała jak namalowana. Pomiędzy jej centrum a NGC 5195, widać było jakiś skrawek ramienia, który nad wyraz jasno świecił, a po przeciwnej stronie jądra, ramię spiralne wybiegało w przestrzeń, jakby chciało opuścić galaktykę. Załadowałem 14mm i cudowny widok trwał, ramiona zaś pięknie zawijały się dookoła. NGC 5195 była trochę niesymetryczna, nieregularna. W 319 razy M51 powoli odsłaniała gigantyczne skrawki ramion. Wróciłem do 60 razy, gdzie świeciła niczym żarnik wolframowy. Z pobliskiego lasu co chwilę odzywał się puszczyk niby jakiś duch. Jego głos od czasu do czasu wpadał w lekkie drżenie. Złożyłem wizytę NGC 4244 w Psach Gończych, która wyglądała całkiem nieźle, a następnie odwiedziłem parę galaktyk NGC 4490 i NGC 4485. Widać było jak zwężona końcówka NGC 4490, skręca w kierunku mniejszej towarzyszki. Potem padła NGC 4656 zwaną Motyką czy też Kijem hokejowym, która prezentowała jaśniejsze miejsce z jednej i zagiętą końcówkę z drugiej strony, a chwilę później w okularze pojawiła się NGC 4631 czyli Wieloryb. W okolicy centrum świeciła gwiazdka, a nieco dalej NGC 4627 – Wielorybiątko. Nagle przypomniałem sobie o jeszcze jednym celu, który zaplanowałem. Bez większych nadziei ustawiłem teleskop na gwiazdy Giausar (lambda Draconis) oraz 2 Draconis, które stanowią koniuszek ogona Smoka. Odrobinę na północ odnalazłem stosunkowo jasną galaktykę NGC 3735 i minąwszy ją, przesunąłem się nieco dalej. Byłem pewny, że jedyną szansą jest okular 4,7mm i powiększenie 319-krotne. Jednak po wielu minutach wpatrywania w mętną otchłań, ogłosiłem porażkę. Nie ma Hicksona 55. A potem zmieniłem okular na Es 14mm i po chwili krzyknąłem. Jest! Ku...., jest! Ja p......ę, chyba jest! Zerwałem się z krzesła, by po chwili ponownie na nie wrócić i ponownie spojrzałem w okular. Muszę nabrać powietrza. Dotlenić mózg. Co najmniej pięć oddechów. Byłem podekscytowany patrząc na maleńki paproch, który zmaterializował się w okularze mojego teleskopu. Chwilowo przerwałem i odwróciłem instynktownie głowę na południe, by zobaczyć tam niezwykle gęsty i wielki obłok w Tarczy, a potem znowu przytknąłem oko do okularu. W miarę upływu minut, w 14mm Hickson 55 stawał się coraz łatwiejszy. Ku mojemu zaskoczeniu, było go również widać w okularze 25mm. Raz znikł na moment i już prawie zacząłem się niepokoić, ale po chwili znów się pojawił. Był jak delikatne, przypadkowe dotknięcie kartki koniuszkiem ołówka. W rzeczywistości Hickson 55 (alias Arp 329), to maleńki łańcuch galaktyk, pasmo odległych wysp przypominające na zdjęciach gąsienicę. Mimo że wychwytywałem tylko słabe, pojedyncze – być może lekko podłużne, ale nie w sposób było tego określić – światełko, byłem zachwycony. Z tego, co udało mi się ustalić później w domu, ten galaktyczny robak znajduje się jakieś 700 milionów lat świetlnych od Ziemi. Oto odnalazłem zagubiony sens mojego teleskopu. Poczułem w tamtym momencie obserwacyjne spełnienie. Hickson 55 to jeden z tych celów, które z jakiegoś powodu stają się obserwacyjnymi pragnieniami i właściwie to mogłem już wtedy spakować sprzęt i wracać do domu. Na szczęście tego nie zrobiłem. Już wcześniej, w trakcie sesji, zorientowałem się, że chyba będę tej nocy oglądał Strzelca. Nie spodziewałem się jednak, że obiekty, które już znałem, zobaczę inaczej, że zobaczę je tak dobrze, jakby to były jakieś obrazy. Euforia zaczęła się już gołym okiem. W ogóle, to było czad; widać było masakryczną Drogę Mleczną; wielka chmura w Tarczy, potem jeszcze jedna chmura jakaś, potem... chmura, no, jakaś jeszcze jedna, to chyba, nie wiem, M24, i potem jeszcze jedna chmurka - to M8. Skierowałem teleskop na M8. Mgławica Laguna składała się z kilku intensywnych pojaśnień i grupy słońc NGC 6530, w której naliczyłem około dwóch tuzinów gwiazd. Nieregularna była także M20 Trójlistna Koniczyna, która była dwoma okrągłymi poświatami – jeden większy, drugi mniejszy jak bezgłowy bałwan. Przez tą większą poświatę przechodziły chyba jakieś ciemne pasma, choć jeszcze wtedy, w okularze 25mm, nie byłem tego pewny. Poczułem burczenie w brzuchu i wyjąłem z kieszeni kanapkę z masłem orzechowym. Tak, ewidentnie ma na sobie jakieś pasemka – powiedziałem przeżuwając powoli, by masło nie zalepiło mi gęby. Nie chciało mi się popijać teraz wodą, tym bardziej, że otwarcie drzwi samochodu oznaczało zapalenie się na chwilę lampki, a tego nie chciałem. Nieczęsto zdarza mi się obserwować Strzelca i okoliczne rejony po dwóch godzinach adaptacji wzroku na odludziu. Co do gromady M21, to nie była szczególnie efektowna – ot niewielka grupka jasnych słońc, może tuzin. Chwilę później oniemiałem. To było coś niesamowitego. Przemierzałem zwykłe pole gwiazdowe i nagle wpadłem do ogromnego skarbca. W okularze lśniła niezliczona ilość słońc. Patrzyłem na nieprzebrane bogactwo gwiazd M24, które mieniło się teraz w okularze. W całym tym królestwie odnalazłem piękny klejnot – NGC 6603. Zauważyłem, że rozbija się na gwiazdy, co w Esie 14mm widać było wyraźnie. W środku znajdował się jakiś sznureczek słońc, podobny trochę do tego, jaki ciągnie się przez gromadę kulistą Messier 4. I ujrzałem ogromne kłęby Laguny, i Trójlistną Koniczynę, a przecinały ją wyraźne linie, które wiły się niby ciemny strumyk albo jaki wąż. Nigdy wcześniej jej takiej nie widziałem. I pomyśleć, że nie chciało mi się jechać, pakować sprzętu, rozkładać i składać. Koniczyna była wspaniała, M24 była wspaniała, M8 była wspaniała i... Gdzie jest M17? Łoo, a to co? Szukacz już dawno zaparował, toteż początkowo, przy niektórych obiektach, nie bardzo wiedziałem z czym mam do czynienia. W okularze ukazała się teraz jakaś wielka, bardzo wyraźna mgławica, przyozdobiona w słońca. Co to jest? M16? A potem wreszcie trafiłem na M17 i wciągnąłem raptownie powietrze. O, w dupę! O ile Strzelec był punktem kulminacyjnym tej sesji, o tyle mgławica Omega była punktem kulminacyjnym Strzelca. Łabędź świecił niezwykle jasno, po zachodniej stronie zaś roztaczała się wielka mgławica. Owszem, była nieporównywalnie słabsza, ale widoczna pewnie. Pod szyją owego łabędzia mgławica była tak mocno odcięta, iż w miejscu tym widniała jakby dziura. W 14mm widać było wyraźnie, że po prawo, za łabędzim kuprem rozciągała się jeszcze jedna partia mgławicowa. Ale czad! Mgławica Orzeł była teraz niezwykle wyraźna. Pomyślałem o filarach stworzenia. Może gdybym znał lokalizację, to kto wie. Potem natknąłem się jasną gromadę – pewno M25. Następnie spędziłem trochę czasu na poszukiwaniu M22. W końcu się udało. Była wcale niezła, przejawiała obfitość i bogactwo gwiazd, które, gdyby świeciły wyżej, pokazałyby z pewnością pazur. Obok M22 złapałem coś jeszcze, może M28, a może jakąś inną kulistą, niemniej również bardzo jasną. Przeskoczyłem do Wagi i odnalazłem po raz pierwszy NGC 5897. Spodziewałem się małej, jasnej kulki, tymczasem zastałem dosyć sporą i niezbyt jasną plamę. W okolicy centrum jawił się jakby jaśniejszy obszar. Padło również coś, co mogło być M26, a potem widowiskowa M11, która miała na sobie dziury i była jakaś taka prostokątna. Robiło się zimno. Łabędź i Orzeł wznosiły się coraz wyżej. Lutnia zbliżała się do szczytu firmamentu, więc zobaczyłem jeszcze M57. Mgławica Pierścień była bardzo jasna, a w 319 razy, świecąc przepięknie, jak zwykle sprawiała wrażenie bardzo delikatnego koloru świecącej figurki. W pewnym momencie dostrzegłem nad południowo-zachodnim horyzontem jakąś ciemną smugę na niebie, która wyglądała jak chmura szarańczy na filmach. Wróciłem do M20 i powiększyłem Koniczynę 319 razy. Nawet w tym powiększeniu widać było ciemne szczeliny. Szaleństwo czy nie, nie zamierzałem się tym przejmować. Sprawdziłem M17 w tej skali i był to jak najbardziej słuszny eksperyment. Potem zasłoniłem oczy i wyjąłem z samochodu Nikona 10/50. Musiałem to zrobić, czy tego chciałem czy nie. Poza tym, chciałem posmakować jeszcze odrobinę Strzelca z perspektywy obserwatora całego lasu, a nie pojedynczych drzew. Było to osobliwie piękne, jak spojrzenie na pasące się stado jeleni na polanie przy strumieniu, coś innego niż bliska obserwacja pojedynczego osobnika. Na tle chmury gwiazd M24, rysowały się sylwetki ciemnych mgławic, a za M17 i M16 widać było ślad NGC 6604. Gromada M4 była całkiem spora jak na 10-krotne powiększenie. Pod koniec wycelowałem teleskop w Jowisza, ale nie ukazał on nic, poza dwoma pasami i czterema księżycami. Chłód zamieniał się powoli w lodowaty uścisk. Jeszcze raz zobaczyłem Omegę w teleskopie. Niebo na północnym wschodzie wyraźnie zbladło i pojaśniało.
  5. Teleskopem tam nie byłem, ale lornetką 15/70 widziałem kiedyś główny składnik czyli NGC 5566. "Trochę na lewo jest inna para* galaktyk, lecz dostrzegłem tylko jedną z nich. NGC 5566 poddaję się w miarę szybko, choć do jasnych z pewnością nie należy w mojej lornetce. NGC 5576 nie upolowałem niestety." * Pisząc o parze galaktyk, oczywiście nie miałem na myśli dwóch głównych składników Arpa 286, ale wizualną sąsiadkę NGC 5576, pozornie dostępną dla bino 70mm.
  6. Wczorajszej nocy nareszcie wybrałem się na odludzie. To była całkiem niezła, trzygodzinna, stricte teleskopowa sesja - zakończyła się o 2.30 i niebo także już jaśniało. Udałem się po to, by odzyskać wiarę w moc oraz sens mojej Synty 12". I udało się.

    1. lukost

      lukost

      Walnij relacją. Dawno nie pisałeś. 

    2. Damian P.

      Damian P.

      Coś tam chyba napiszę :)

  7. Najmniejszym sprzętem, jakim widziałem M101, była lornetka 7/35 niskiej klasy (Tasco), ale jestem niemal przekonany, że można ją dostrzec w mniejszych dwururkach. W 10/50 jest banalna, o ile nie obserwujemy z zaświetlonej miejscówki, a w 15/70, jeżeli niebo jest wystarczająco ciemne, można się pokusić o jej bliską sąsiadkę NGC 5474 należącą do grupy M101, lecz jest to już wyzwanie dla tej apertury; 16-17 marzec 2015 - lornetka SM 15/70. Widoczna gołym okiem gwiazda 7.10mag. "Śmiało rozstawiłem sprzęt i osłaniając się kapturem od bijącego czerwienią światła anten, usiadłem na krzesełku. Żuraw i zenit okazał się zbawienny dla moich celów. Jednym z nich była galaktyka NGC 5474 obok M101, która pojawiła się dość żwawo i bez większych kłopotów. Była słabym, małym, mglistym obiektem widocznym niemal cały czas. Pobliski Messier 101 wyglądał przy niej, jak potężne miasto przy małej wsi." Jakiś rok wcześniej zapisałem, że w 15/70 widać było, jakby jaśniejsze jądro (centrum) w M101 względem całości. Dla tych, którzy widują przez teleskop tylko mglistą plamę światła, dobrym sposobem może być to, aby skupić się nie na głównej galaktyce, ale na jej otoczeniu. M101 ma bardzo bogate towarzystwo, więc jest do tego idealna. Oczywiście główną przyczyną, która sprawia, że widać więcej, jest czas, jaki poświęcimy obiektowi. Niemniej jednak otoczenie sprawia, że skupiamy główną uwagę na maleńkich i słabych celach, tymczasem potężna M101 przechodzi po cichu metamorfozę i rozrasta się jak kwiat. Ciekawostką dla mnie była widoczność tuż przy M101 maleńkiej galaktyki PGC 49919. Choć jej jasność, z tego co gdzieś widziałem, to tylko 14.9 mag, wcale nie była wyzwaniem dla 12". Pewno dlatego, że to zwarta, mała pchełka. Poniżej zapis z mojej najlepszej obserwacji M101. Choć głównie dotyczy on otoczenia, sama M101 odsłoniła wówczas wiele struktury i kilka obszarów H2. Wiosna 2016 - 12" "Messier 101 to bez wątpienia jeden z najefektowniejszych zestawień, jakie miałem przyjemność obserwować podczas całej sesji. Od dawna chciałem się tu rozejrzeć i powiem szczerze, że trochę się tu obłowiłem. Pierwszy przystanek to NGC 5474, należąca do grupy M101. Ta galaktyka, prawdopodobnie przechodząc około 250 milionów lat temu w pobliżu M-ki, namieszała co nieco w Wiatraku, powodując tam wzrost aktywności gwiazdotwórczej, co szczególnie widać po północno-wschodnim ramieniu, bogatszym w młode, błękitne słońca. W 12 cali, NGC 5474 jest jasną okrągłą plamą światła z jądrem widocznym na boku. Czyżby miała z tym coś wspólnego gigantyczna sąsiadka? Następny punkt to magellaniczna galaktyka spiralna NGC 5477, również wchodząca w skład grupy. Jest ona dosyć wymagającym celem. Była widoczna całkiem słabo i nie przez cały czas, a żeby było trudniej, ma przy sobie dwie słabiutkie gwiazdki przeszkadzajki. Trzeba uważać, by nie pomylić ich ze słabym, rozmytym obłoczkiem. Malutkim zaskoczeniem okazała się być leżąca tuż przy Messierze galaktyka PGC 49919. Ile razy spoglądaliście na M101, nie wiedząc, że tak blisko leży mała galaktyczka z katalogu PGC? Ależ oczywiście nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że jest banalnie łatwa. No dobra, przynajmniej w moim teleskopie była widoczna właściwie natychmiast. Nieco na północ od M101, świeciła podłużna NGC 5422, a potem zahaczyłem o jasno świecące i wyraźne dwie wyspy - galaktykę eliptyczną NGC 5473 i soczewkowatą NGC 5485. Tuż przy tej drugiej dało się zobaczyć słabiutką, ale oczywistą NGC 5486. Zaplanowałem tutaj także maleńką NGC 5484, na wypadek, gdyby okazała się być widoczna. Okazała się być widoczna, ale wymaga ona cierpliwości od obserwatora. Słabizna z niej okropna, w końcu jej jasność to tylko 14.7mag, niemniej była dostrzegalna momentami całkowicie pewnie. Nieopodal świeciła oczywista PGC 50395, a w pobliżu M-ki padła PGC 49822, która była z kolei widoczna bardzo słabo, tuż przy gwiazdce. Te kłaki powodują, że M101 to naprawdę wielka i dorodna galaktyka. Widać w niej pełno nieregularności i obszarów H2. Dla przykładu, bardzo wyraźnymi regionami były NGC 5471, NGC 5462 czy też NGC 5461. Po raz pierwszy chyba tak doceniłem widok tej galaktyki. Wielka zasługa w okolicznych skarbach, zdobiących potężny Wiatrak." Źródło - http://www.starkeeper.it/M101WF_Deep_Mid.htm Kwiecień 2017 - 12" "W okularze zaświeciła na moment pięknie skrząca się gromada kulista M53, jasna i znacznie rozbita, a po niej przeskoczyłem do M101; przypominała trochę różę, sprawiała wrażenie mocno porozrywanej. Przy swej szarej i znacznie nieregularnej strukturze, miała bardzo dobrze widoczny zarys spiralny. Widziałem również kilka obszarów H2 tej galaktyki."
  8. Jeżeli ci, którzy już próbowali, też mogą dać znać, to chciałbym wspomnieć o moich wrażeniach, szczególnie, że jedna z tych galaktyk napsuła mi nieco krwi w 15/70 i poddała się dopiero za trzecim podejściem. Poza tym, widzę, że jasności tych galaktyk nie są sztywno określone, co w pewnym sensie wyjaśniło mi dopiero teraz, dlaczego galaktyka, którą brałem za jaśniejszą, była o wiele trudniejsza do wyłapania - sugerowałem się chyba jasnościami z listy deep sky hunter, gdzie dla NGC 4527 jest to 10.5 mag (powierzchniowa 13.1), natomiast dla NGC 4536 jest podane 10.6 mag (powierzchniowa 13.9). Tak więc to, co wspominam w notatce o jasnościach (przynajmniej wizualnych), jest raczej błędem z mojej strony, ale podaję tak, jak to wówczas zapisałem, bo pamiętam, że miałem małą zagwozdkę. Lornetka SM 15/70. 22-23 kwiecień 2014 "Przemieszczając się trochę w prawo, odnajduję dwie blisko położone gwiazdki. To znak, że jestem na miejscu, przy kolejnych dwóch celach, ale okazuję się, że bardzo trudnych. Bardzo długo czekałem, zanim pojawiło się pierwsze światło NGC 4536. Z czasem było dostrzegalne coraz częściej. Wygląda na to, że obiekt się poddał, lecz nieco powyżej, NGC 4527 ciągle nie daje żadnego znaku. Z tego co wyczytałem, jest minimalnie jaśniejsza wizualnie i także jaśniejsza powierzchniowo, mimo tego okazuję się trudniejsza. W pewnym momencie coś ekstremalnie słabego zaczęło tam się pojawiać, lecz sam już nie wiem, chyba najlepiej jak jeszcze tam zajrzę przy okazji." 30 kwiecień - 1 maja 2014 "Przejechałem wtedy do dwóch galaktyk sprzed kilku dni - NGC 4527 oraz NGC 4536. Pierwsza kłopotliwa, ale jakby coś tam jednak było - sam już nie wiem. Druga poniżej, zaś łatwa i pewna." 21-22 maja 2014 "Po długim wpatrywaniu, zerkaniu z każdej strony i coraz lepszej adaptacji, poddała się w końcu galaktyka NGC 4527. To w sumie chyba trzecie podejście do tego obiektu. Jej sąsiadka NGC 4536 padła już dawno temu i wczoraj tez w miarę szybko ją dostrzegłem. To dziwne, bo według danych, ta łatwiejsza jest nieco słabsza wizualnie i powierzchniowo. Obiekty różnią się jeszcze nieco wymiarami i może to jest przyczyną - nie wiem."
  9. Widziałem ostatnio (chyba w tym miesiącu, albo w marcu) NGC 4565 w lornetce 10/50; powiedziałbym, że była obiektem trudnym, lecz nie bardzo trudnym. Ale jak wiadomo, to zależy od warunków, miejscówki i obserwatora - także tego wypoczęcia. Pierwszy raz natomiast złapałem ją w 15/70. Po drodze było też kilka razów z teleskopem 12", w którym bywa obiektem hipnotyzującym i przecudnym. Druga notatka z 15/70 dotyczy okolicy przesilenia letniego. Wtedy Igła wisiała około 30 stopni nad horyzontem, czyli dwukrotnie niżej niż zazwyczaj, gdy jest w okolicy południka, a północne niebo, nie gasnące na noc, zdobiły niskie chmury, podświetlone przez Słońce oraz Kapella i Koźlęta. Postanowiłem wrzucić wszystkie notatki, które znalazłem, bo ukazują one pewną ewolucję, jak wraz z nabywaniem doświadczenia i każdym kolejnym podejściem, dostrzegałem coraz więcej w 12 calowym teleskopie 15/70 21-22/04/2014 "Kieruję się potem na gromadę Melotte 111 i namierzając się od jej jasnych gwiazd, odszukuję bez problemu NGC 4494. Przechodzę nieco obok, by odnaleźć galaktykę chyba najbardziej oczekiwaną tej nocy czyli NGC 4565. Słynna Igła poddaję się od razu, a jej cienki kształt jest oczywisty, choć muszę przyznać, że spodziewałem się, że będzie ciut jaśniejsza." 15/70 21-22/06/2014 "Potem, z ciekawości sprawdziłem, czy widać jeszcze galaktykę NGC 4494 oraz Igłę NGC 4565 w Warkoczu Bereniki. Było widać, a w Pannie majaczyły nisko Messiery." 12" 16-17/02/2015 "Przeskakuję do NGC 4565, galaktyki Igła. W 60 razy ładniutka smużka, ale nie wiem czy to coś, co tam widzę, to ciemne pasmo. W 14mm jeszcze ładniejsza, jakby jedna strona wzdłuż ciemniejsza, a 4.7mm pokazuje już ją w wielkiej skali, choć trochę już była słaba, a pasma nadal nie jestem pewien. Jeśli go widzę, to zlewa się z tłem trochę, przy jednej stronie galaktyki." 12" 10-11/04/2015 "Skoro byłem przy smużkach, odbiłem kawałek do Warkocza Bereniki i przyjrzałem się słynnej Igle z tamtego stogu, która także była na mojej liście. NGC 4565 była smuklejsza i miała wyróżniające się jądro względem boków. Dodatkowo widać było chyba ciemne pasmo wzdłuż, ale jakoś nie potrafię określić jego widoku. Nie wiem czemu, ale miałem wrażenie, że wyskakuje ono całkiem wyraźnie w powiększeniu 60 razy, zaś w większych powerach nie jest już tak dobrze. Igła 4565 w 319 razy świeciła głównie na środku, a zerkaniem widać było, jak na boki wybiegają długaśne krechy." 12" Wiosna 2016 "Następnym przystankiem jest Igła - NGC 4565. Oczywiście aby znaleźć się na liście, najpierw musiała spełnić jeden warunek – bliskie sąsiedztwo obiektu wyzwania. Pobliska NGC 4562, choć świeciła dość słabo, nie stanowiła poważniejszego problemu dla 12 cali lustra. Jej odnalezienie jest banalne, a drogowskazem jest strużka kilku gwiazd, ułożonych niemal w linii. W mniejszych powiększeniach obiekty świeciły razem w jednym polu widzenia, natomiast w większych, najpierw pole okularu przemierzała słabiutka NGC 4562, a po chwili, na dolnej krawędzi wdzierała się wielka N4565, w której dało się zobaczyć ciemne pasmo. NGC 4562 była zauważalnie trudniejsza od galaktyki NGC 5263, wspomnianej przy M3." 12" Niedziela Wielkanocna 2017 "Zdając się na swoją pamięć, wycelowałem w kolejną Igłę. NGC 4565 tym razem pobiła konkurencję z Psów Gończych, zachwycając od pierwszego wejrzenia. Ciemny pas przy centrum pojawił się niemal od razu. Ta czarna krecha ma w sobie coś niezwykłego. Podobnie jak przy Sombrero i tutaj czuć tę magię, jakiś szczególny czar płynący z zawieszonej w przestrzeni osobliwej galaktyki, czar doświadczania prawdziwego widoku czegoś wyjątkowego – nie w telewizji, nie na żadnej, nawet najlepszej fotce. (...) Gdy patrzyłem na NGC 4565 w okularach 25 i 14mm, wyglądała naprawdę dobrze. Dało się także bez trudu zobaczyć w jednym polu sąsiednią NGC 4562. Gdy podkręciłem powiększenie do 319 razy, galaktyka Igła rozciągała się przez całe pole widzenia – coś wspaniałego! Wypuszczała na boki długie strugi światła, tak spiczaste, że zerkając, nie można było ujrzeć ich krańców. Nie jest ona w tym powiększeniu co prawda zbyt jasna, ale kiedy damy jej trochę czasu, jej cienkie macki będą wyrastały w czerni jak laserowe strumienie, jak dwa świetliste języki latarni morskich po przeciwległych stronach."
  10. Damian P.

    Nie tylko Astro...

    Na drugi dzień znów go słyszałem (podobno były dwa), a potem wrócił jeszcze po dwóch dniach, w lany poniedziałek, ale nie zdążyłem zrobić zdjęcia - płochliwy był jakiś. Co do innych ptaków, pamiętam jakieś 4-5 lat temu pewną przygodę z Perkozem Dwuczubym. Spotkałem go na drodze polnej, jadąc samochodem. Wydawał się ranny, w każdym razie nie mógł się wzbić do lotu. Po krótkiej próbie zapoznania się, udało mi się go schwytać (nie zapomnę tego dziobania po rękach ). Nocował w łazience, w misce wody, która okazała się dla niego jedynym dobrym miejscem. Na drugi dzień odwiozłem ptaka do poleskiego parku narodowego, gdzie obiecano go wypuścić na wówczas niezamarźnięte jeszcze jezioro. Droga polna to ewidentnie nie było jego środowisko.
  11. Damian P.

    Nie tylko Astro...

    Dziś nad ranem, po przebudzeniu, dobiegł mnie nieznajomy dźwięk. Mam od kilku dni tymczasowy, pożyczony telefon i myślałem, że w końcu pada bateria i tak właśnie to słychać. Zaraz pewno przestanie, myślę. Czekam, lecz dźwięk powtarza się raz za razem, po trzy sygnały, i krótka dwu-trzy sekundowa przerwa między każdą serią. Co za telefon, chyba oszalał. Biorę go do ręki, przykładam do ucha, ale dźwięk się nie nasila. Myślę: komputer się trochę psuje, więc może to jakiś sygnał, którego jeszcze nie wydawał. Wstaję, przykładam głowę do kompa, ale dźwięk wciąż ten sam. Czyżby na dworze? No to otwieram okno i już wiem, że odgłos nadaje z zewnątrz, a konkretnie z drzew. Po chwili lokalizuję sprawcę i idę po Nikona 10/50. Trzecia fotka w trakcie wydawania odgłosu - dokładnie takiego.
  12. Nie żałowałem, przyznaję, że wyglądał imponująco i widowiskowo. Pomimo niewychłodzonego lustra, obraz był bardzo ładny i ostry. Nie uważam, że Księżyc jest nudny, czy niewarty obserwacji, ale jeśli chodzi o jego szczegółowe podziwianie, śledzenie terminatora, cienie, itp, to jest tak, jak napisał Prestoneq: "to trzeba polubić". Mnie, póki co, najbardziej kręci w obserwacjach głębokie niebo. Księżyc obserwuję bardzo rzadko, jak mnie naleci (podobnie zresztą jak planety) i w zasadzie, to nadaje się on dla mnie zarówno tak samo do podziwiania przez duże powiększenia, jak i w lornetce, jest jak ozdoba nieba. Pamiętam widok, kiedy wisiał zanurzony w lekkich chmurach, pamiętam maleńkiego, odległego Saturna obok i przelatujące ptaki przed tego tarczą, a to wszystko w lornetce. To dla mnie widoki z pewnością nie mniej ciekawe od szczegółów w dużej skali. Lubię również Księżyc do wieczornych czy nocnych spacerów, kiedy oświetla polną drogę i ozdabia niebo. Owszem, czasem żartuję, że jest zły, bo jest jak latarnia dla DS, a pogoda często dopisuje w okolicach pełni (kiedy ja chciałbym łowić mgławice i galaktyki), ale każdy lubi co innego, albo lubi coś mniej lub bardziej. Kiedyś obserwowałem wspaniałego Jowisza przez mój teleskop z masą szczegółów, więc może któregoś razu będę miał naleciałość na dłuższy "spacer po Księżycu"
  13. Nie zdarza mi się wynosić teleskopu, kiedy jest Księżyc całą noc, ale jakoś mnie skusiło wczoraj i spróbowałem coś ustrzelić przez Syntę 12" telefonem:)
  14. W 15/70 się tego nie dopatrzyłem Mam tylko zapisane, że była oczywista.
  15. Od razu mi się przypomniała taka stronka, którą sobie kiedyś zapisałem z ciekawymi wyzwaniami dla dużych luster. Właśnie tam ją widziałem Czwarty obiekt od końca, prawie na samym dole strony - PGC 34279.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)