Skocz do zawartości

Damian P.

Użytkownik
  • Zawartość

    424
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    6

Ostatnia wygrana Damian P. w Rankingu w dniu 26 Grudzień 2018

Damian P. posiadał najczęściej polubioną zawartość!

Reputacja

988 Excellent

O Damian P.

  • Tytuł
    Wega
  • Urodziny 16.06.1989

Profile Information

  • Płeć
    Male
  • Zamieszkały
    Włodawa

Converted

  • Miejsce zamieszkania
    Włodawa

Ostatnie wizyty

2199 wyświetleń profilu
  1. Znalazłem swój wpis sprzed pięciu lat, który jest z teleskopu 12". I chyba od tamtej pory jej nie widziałem. "NGC 7662 (Niebieska kula śnieżna) w Andromedzie. W powiększeniu 60 razy rzuciła się w oczy od razu, jako błękitna maleńka kulka. W 107 razy była już nieco większa i także przejawiała piękny kolor, szczególnie na wprost. W powiększeniu 319 razy była dużo większa, okrągła, ale już raczej pozbawiona błękitu."
  2. Kurde, tak to jest, jak się nie bywa codziennie na forum; wystarczy czasem jeden dzień i umyka jakiś temat. Słabo u mnie z czasem ostatnio i dopiero teraz zauważyłem Twój post. Bardzo się cieszę, że skierowałeś tam teleskop. W 12 calach (ES 14mm) ciężko było stwierdzić, czy to coś było podłużne czy nie, bo było zbyt słabe i małe:) Tak czy tak, warto próbować czasem obiekty, które pozornie nie powinny być w zasięgu. Niejednokrotnie się przekonałem, że można się miło zaskoczyć:) PS. Zapomniałem jeszcze o pewnej literówce, którą zauważyłem jakiś czas temu. Na początku relacji wspominam, że wpadłem prawdopodobnie na galaktykę NGC 5475, a powinno być NGC 5375 (lub też NGC 5396).
  3. Ano, zwłaszcza, że tuż nad nim świecą charakterystyczne, jasne gwiazdy - parka i trójkąt, na które często wcześniej wpadałem:)
  4. Widzę, że nie tylko ja ostatnio buszowałem w Wężowniku i okolicach za gromadami kulistymi Byłem dwa razy na polnej drodze, kilka km od domu z moją 10/50 - spontaniczne skoki na kilkanaście minut, może pół godziny i z wnętrza samochodu. Messier 9 i NGC 6356 są fajne, ale tej trzeciej nie znalazłem - zapomniałem położenia, poza tym mogła być zbyt słaba dla Nikona, albo wymagająca super warunków. Oprócz różnych Messierów padła też między innymi NGC 6366 (do której podchodziłem kiedyś w 15/70, co ostatnio odkryłem, ale wtedy się nie udało), a także słabiutka NGC 6293 położona na wschód od M19, oraz NGC 6544 zaraz pod Laguną - tę kulkę, a także NGC 6553 już kiedyś widziałem w 15/70. Z Barnardów też padł nowy łup - numer 312.
  5. Pisząc 13mag, miałem na myśli gromadę NGC 7419. King 10 jest na pewno jaśniejszy.
  6. Wczoraj po północy spróbowałem sił w 10/50 i daję znać, że King 10 się nie poddał. Może warto jednak będzie spróbować w tym sprzęcie za jakiś czas, bo obiekt był dopiero około 40 stopni nad horyzontem, a gdy będzie górował, wzniesie się dwa razy wyżej - no i Słońce teraz było ponad 16 stopni pod horyzontem. Okolica faktycznie ciekawa; znak X rozpoznałem od razu, a miniaturowy "Pas Oriona" zlewał się w jedno i generował silną poświatę, udając jasną gromadę. Próbowałem też obok z NGC 7419, ale także okazała się problemem, choć gwiazdka na jej tle 10.45mag była widoczna (jeśli jasność gromady 13mag jest prawdziwa, nie było nawet szans). NGC 7510 świeciła wyraźnie a dalej M52. Jeśli chodzi o inne obiekty dla porównania, między innymi widoczna była gromada NGC 6939 i galaktyka NGC 6946, a także gromady NGC 7788, NGC 7790 i King 12, NGC 133 i słabiutki King 14. Później, około 1.30 wyszedłem znów, by zobaczyć, czy dla odmiany będzie widać NGC 103, jednak w jej miejscu nie było nic - nie te okoliczności. W pobliżu Kinga 10, po prawo, zobaczyłem jeszcze jedną poświatę i zapamiętałem położenie. W domu okazało się, że dokładnie tam jest mgławica Czarodziej NGC 7380. Czy ktoś wie, czy to mogła być mgławica, czy tylko poświata gromady z nią powiązanej?
  7. Niecałą godzinkę temu zrobiłem mały test widoczności M13 gołym okiem. Byłem na dworze kilkanaście minut i postanowiłem poczekać aż będzie dostrzegalna. Gdy zaczęła majaczyć, sprawdziłem w Stellarium położenie Słońca. Znajdowało się 13 stopni pod horyzontem. Po chwili wyszedłem znowu, już bez adaptacji wzroku, i M13 była dostrzegalna od razu, praktycznie bez kłopotu, choć oczywiście bardzo słabo.
  8. Damian P.

    Nie tylko Astro...

    Wczoraj zapolowałem na bociana:)
  9. Było dziś delikatne.
  10. Ja mieszkam na szerokości ciut poniżej środka kraju (51°34'24.4"N), ale obserwowałem kiedyś niebo w najjaśniejsze noce w roku - w okolicy przesilenia, coś około 18 czerwca oraz 20-21 czerwca, czyli chyba noc przesilenia, a także 3-4 lipca. Słońce w pierwszych dwóch przypadkach schodziło najniżej niewiele ponad 15 stopni pod horyzont, a w lipcową noc było to już praktycznie 16 stopni. Niebo na północy było rozjaśnione, a w pierwszym przypadku wstawał już Księżyc. Jednak obserwacje uważam za bardzo udane i dla mnie sentymentalne. Odpowiadając na pytanie poniższymi, krótkimi relacyjkami, dodam, że dla mnie było jak najbardziej warto, ale zapamiętałem nie tylko same obiekty, lecz także otoczkę. Opisy są sprzed pięciu lat i dotyczą lornetki SM 15/70. Jeszcze wtedy nie patrzyłem nigdy przez teleskop i wcale mi się nie spieszyło do zakupu Obserwacja pośród pól W pogoni za niebem Wyjątkowa kulka i Obłoki srebrzyste
  11. Otóż to. Gdy ja zaczynałem, to było dla mnie nie do pomyślenia, aby zobaczyć te i inne obiekty gołym okiem. Co prawda miałem bardzo słabą - początkowo jednooką - lornetkę, ale M13, M3, M42, to były obiekty, które padły z wielkim trudem w tej lornetce. Teraz myślę, że to może właśnie ten kiepski sprzęt nauczył mnie wtedy najwięcej. Wyciągałem nim od samego początku maksa i cieszyłem się z każdej mikro plamki. Galaktyka M33 padła dopiero chyba za trzecim albo czwartym razem w tym sprzęcie. Nie wyobrażałem sobie nawet, aby móc ją kiedyś dostrzec gołym okiem. Ale przyszedł czas, że tak się właśnie stało i stopniowo stawała się coraz łatwiejsza. Dziś, jeśli na jesiennym niebie nie widzę M33 gołym okiem, to czasem waham się, czy obserwować. Jeśli zaś nie widzę M13, to zazwyczaj rezygnuję. Sam niechybnie narzuciłem sobie takie wymagania, poprzez stawianą poprzeczkę zasięgu i wcale nie chodzi o wybrzydzanie. Obserwuję najczęściej w warunkach, gdy zasięg gołego oka wynosi minimum 6.6 mag. Czasami widuję M92, choć rzadko to sprawdzam. Jeśli nie widzę M13, oznacza to, że zasięg nie przekracza 6mag. Chciałbym jeszcze podziękować wam za miłe słowa. Bardzo się ciesze, że opis się podobał, jest to dla mnie niesamowicie motywujące
  12. Ano, ja też nie wierzyłem, że mogę go dostrzec, ale może jasność jako całości grupy, nie wygląda już tak strasznie. Na pewno sytuację i tak ratuje najjaśniejszy składnik: MCG+12-11-028A. Tutaj jest obserwacja z 12" - jedyna, jaką znalazłem. W większych teleskopach już jest więcej różnych raportów w necie (i trochę szkiców). Jeśli chodzi o widok w dwunastce, w skali nieatrakcyjności dałbym 10/10 (to coś podobnego trochę do HCG 56). Cała satysfakcja z samego wyłapania.
  13. Chciałbym mieć to już za sobą. Nie to, że nie sprawia mi to przyjemności, ale przez cały ten proces wracam wiele razy do tekstu i opis staje się czasem mdły, prawie denerwujący. Dobrze jest zostawić coś na wiele dni, czasem miesięcy i wtedy do tego wrócić, ale w przypadku relacji z obserwacji, a przynajmniej typowej relacji, jest to niewskazane, choćby z tego względu, że emocje, jakie towarzyszyły widokom, szybko wyparowują. Owszem, pozostaje główny obraz w pamięci, ale jest on, jakby wyprany z wrażeń. Ponad tydzień temu byłem zachwycony widokami z mojego teleskopu 12" i już czuję ten spadek podniecenia. Mam jednak ponad trzygodzinne nagranie z dyktafonu, na którym – wierzcie lub nie – jest cała gama moich emocji i krzyków. Niekiedy brzmiało to, jakby dziecko odpakowywało prezenty – efekt wywołany czysto wzrokowo. Domyślacie się pewnie, że chodzi o jakieś szlagiery, ale nie tylko; padł jeden obiekt ekstremalnie słaby i ekstremalnie mały. I też krzyczałem. Wysoko w górze połyskiwały gromady M13 i M3. Nad zachodnim horyzontem wisiał pomarańczowy sierp Księżyca, który po pewnym czasie zaplątał się w gąszcz niedalekiego drzewa i znikł mi z oczu. Teleskop ustawiłem nisko, celując w Kruka. Sombrero było niezłe, ale bez rewelacji. Coś ciemniejszego zalegało na jednej połowie. Mając okular 25mm, namierzyłem gromadę M3, chcąc sprawdzić, czy to ona jest widoczna gołym okiem. W teleskopie wyglądała pięknie. Następnie, idąc po łuku gwiazd do NGC 5466, przypadkiem trafiłem na jakąś małą galaktykę - prawdopodobnie NGC 5475. Do gromady Wolarza trzeba było wykonać jeszcze drugi łuk i oto była, pięknie skrząca drobinkami niezbyt jasnych gwiazd niczym okruchy szkła w nocnym blasku Księżyca. Spodobała mi się na tyle mocno, że poczułem zainteresowanie tym co robię. Dziwne, lecz prawdziwe. Bowiem poczułem to tutaj, nie przy jasnej M3, czy choćby Sombrero, które przypomina latający spodek. To dobry początek. W powiększeniu 107-krotnym ukazało się mnóstwo gwiazd, choć były one dość ciemne. Byłem ciekaw powiększeń 200-250 razy, ale mam tylko 319; początkowo myślałem, że gromada rozpłynęła się w ciemności, lecz po chwili ją znalazłem. Cóż, gwiazdki były, ale widoku nie określiłbym, jako zapierający dech. M3 w Esie 14mm wyglądała wspaniale. Wróciłem do M104. Galaktyka dziwnie się rozciągnęła i zamiast owalną bułkę, przypominała bardziej igłę. Kruk, którego bardziej kojarzę z tym obiektem, zmierzał nieubłaganie w kierunku łuny od Lublina oddalonego o ponad 60 kilometrów, chyba największej z kilku łun, jakie widziałem tej nocy. Droga Mleczna zaczynała nabrzmiewać i gęstnieć, wisiała ciężko niczym burzowa chmura nad północno-wschodnim niebem. Tymczasem ja wypatrywałem gdzieś w zakątku Cefeusza gromadę kulistą Palomar 1, której nie udało mi się ostatecznie zobaczyć, jak i nie udało się także dostrzec Palomara 4 w Wielkiej Niedźwiedzicy - w jego miejscu przemknął tylko jakiś satelita i to było wszystko. W okolicy Pal 1 złowiłem jedynie galaktykę NGC 1184, stosunkowo wyraźną i niewielką smużkę niby ziarno owsa. O ile Pal 4, to była dla mnie nowość i nie wiedziałem czy jest trudny, to numer 1 kiedyś już raz widziałem. Jedyne co mi się nasuwa, to to, że obiekt teraz dołował, był około 40 stopni nad horyzontem - to wciąż sporo, ale kiedy góruję, jest to ponad 60 stopni. To była trzecia porażka tej wiosny i moja wiara w sens posiadania teleskopu powoli podupadała. Miałem obawy, że coś się kończy; Synta płowieje i traci zasięg, oczy się psują, rzadko obserwuję marnotrawiąc pogodę, więc nie trafiam na dobrą przejrzystość, albo do Ziemi z każdym dniem dociera coraz mniej fotonów z Kosmosu, na rzecz rozrastającego się, wszędobylskiego smogu świetlnego (to ostatnie pewnikiem się dzieje, tak czy inaczej). Jak się miało okazać później w nocy, wygląda na to, że wszystko jest w porządku, i mimo iż Palomar wciąż pozostawał nieuchwytny, byłem z każdą minutą coraz bardziej szczęśliwy. Przebywałem w Warkoczu Bereniki. W domu pobieżnie zapamiętałem położenie pewnej grupy i teraz, gdy w okularze ukazała się mała galaktyka, pomyślałem, że pewnie nie odnajdę mojego celu. Lecz już po chwili okazało się, że wcale nie ma tam jednej galaktyki, ale cztery. Lukost niejednokrotnie wspominał o Hicksonie 61 zwanym The Box. Cieszę się, że w końcu go zobaczyłem, to świetny cel. W 60 razach widać było upakowane na niewielkiej przestrzeni cztery galaktyki, choć w pierwszych chwilach nie byłem jeszcze tego pewny w stu procentach, bo dopiero się pojawiały. Sprawdziłem wszystko w okularze 14mm. Tak, to one. Na górze, po lewej, widniała najjaśniejsza z całej czwórki - NGC 4169. Po prawo, idąc zgodnie ze wskazówkami zegara, była słabsza NGC 4174, poniżej zaś jeszcze słabsza NGC 4175. Najsłabiej świeciła ta po lewej na dole - NGC 4173, która była mocno rozciągnięta, o słabej jasności powierzchniowej. Pan "kitowiec" 10mm także pokazał cztery składniki (to wcale nie żart). Załadowałem 4,7mm; wszystkie były widoczne, wraz z najsłabszą, tą podłużną. Wróciłem do 60 razy i teraz NGC 4173 było widać z łatwością. Będąc w okolicy Melotte 111, gdzie zaraz na prawo znajduje się ów pudełkowaty Hickson 61, skręciłem do NGC 4565. W 60 razy widać było obecność ciemnego pasa. Tuż obok świeciła słabo niewielka, blada poświata NGC 4562. W Esie 14mm dysk Igły rozciągał się pięknie na boki, wystrzeliwując strumienie światła na daleką odległość. Ciemna smuga pyłu była widoczna głównie w okolicy centrum. NGC 4562 wciąż mieściła się z zapasem w jednym polu widzenia. W okularze 4,7mm Igła nie była galaktyką, jaką miałem nadzieję zobaczyć, ale i nie dałem jej dużo czasu. Następnie odnalazłem parę galaktyk: NGC 4298 oraz nieco słabszą NGC 4302. Sądziłem, że obiekty te mają ze sobą coś wspólnego, ale Wikipedia podaje, że chyba nie. Wizualnie znajdują się bardzo blisko siebie i ze względu na ustawienie, wyglądają ciekawie - jedna okrągława, druga widoczna krawędzią dysku w kierunku Ziemi, co sprawia, że obie przypominają porzucone w zapomnieniu ziemskie przedmioty. W Esie 14mm widok był bardzo dobry. Widziałem szkice, które ukazują ciemne pasmo w NGC 4302, ale pochodziły one z większych instrumentów. Przeskoczyłem następnie do asteryzmu Y w Pannie i tuż przy nim podejrzałem małą galaktykę NGC 4596 i jeszcze mniejszą, niemal gwiazdową NGC 4608. Następnie zobaczyłem Łańcuch Markariana, rozpoczynając standardowo od M84, M86 i podłużnej NGC 4388, dopełniającej z nimi trójkąt. Wewnątrz owego trójkąta świeciła malutka NGC 4387. Następnie dostrzegłem NGC 4413 a nad Messierami NGC 4402. Ruszyłem szlakiem, który stanowiły "Oczy" czyli NGC 4438 i NGC 4435, dalej NGC 4461 oraz NGC 4458, następnie minąłem NGC 4473, a po niej NGC 4477, wraz z niewielką i słabą towarzyszką NGC 4479. Jeszcze wyżej zobaczyłem, tuż za gwiazdą, NGC 4459 i nieco w bok, i trochę dalej, NGC 4474. Przypuszczam, że mogłem widzieć jeszcze NGC 4468 i wziąć ją za gwiazdę. Potem zerknąłem na M87 i jakąś jeszcze galaktykę obok, po czym skończyłem krótki rekonesans w tym rejonie nieba. Adaptacja wzroku była w bardzo dobrym stadium, toteż zalegająca nisko nad odległym o niecały kilometr lasem łuna od Lublina wydawała się teraz bardzo silna, spowijając ów las koszmarnym całunem. Zorientowałem się, że Kruk począł już tonąć z wolna w tej świetlistej mgle. Spojrzałem na Skorpiona; było go widać rewelacyjnie jak na tę wysokość i nie mogłem się doczekać gromady M4. Tymczasem skierowałem jeszcze teleskop na prostokąt Małej Niedźwiedzicy, gdzie odnalazłem dwie maleńkie galaktyki - eliptyczną NGC 5912 (13.8mag) oraz spiralną NGC 5909 (14mag). Nie wiem, czy są ze sobą powiązane, ale wyglądają, jakby były parą. W okularze 14mm widoczne bez kłopotu, NGC 5909 trochę słabsza. W powiększeniu 60 razy to były dwa naprawdę maleńkie obiekty niczym gwiazda podwójna, oddzielone od siebie niemal na styk. Wykonałem skok do gromady otwartej NGC 188 i uznałem, że nie widziałem jej chyba nigdy wcześniej tak dobrze rozbitej na gwiazdy. Mnogość bardzo wyraźnych światełek prezentowała się bardzo dobrze w 60-krotnym powiększeniu. W 107 razach gromada stała się chyba już zbyt rozległa. Droga Mleczna przemieszczała się ciężko, coraz bardziej górując nad polami swym ramieniem. Wycelowałem wylot tuby nisko na południe – ku Skorpionowi. M4 była wyraźna w szukaczu. W okularze natomiast ujrzałem piękną gromadę o dziwnym kształcie, odmienną niż inne gromady kuliste. Zerkaniem była bardzo ostra i mocno rozbijała się na mnóstwo składników. Gwiazdy lśniły w bladej poświacie. Wyjąłem okular 25mm i wsadziłem 14mm. Rdzeń gromady, ów charakterystyczny sznureczek, składał się z maleńkich jak grudki soli gwiazdek i nie był żadnym zamglonym słupkiem. Skusiłem się na absurdalne jak na tę wysokość powiększenie 319-krotne; gromada była spora, ale gwiazdy już nieostre. Wróciłem do okularu 25mm, gdzie pomimo bladego w tamtym rejonie tła, M4 wyglądała przecudnie. Antares migotał na pomarańczowo i żółto. Nieopodal odnalazłem niewielką poświatę gromady kulistej NGC 6144, do której było niemal przyklejone jakieś słońce. Spojrzałem jeszcze na M80, która rozpadała się na obrzeżach, ukazując gwiezdne drobinki, a następnie zahaczyłem o gwiazdę Acrab, wyraźnie odseparowaną od swojej towarzyszki i jeszcze szerszą Jabbah. Kolory gwiazd były jakby wyprane, białawe. W okolicy świecił bardzo jasno Jowisz. Głodny widoków, sprawdziłem M92, która okazała się wspaniała, bardzo ostra i wyrazista. Następna była widowiskowa M13, choć przyznam, że bardziej oczarowała mnie ta pierwsza. Spróbowałem jeszcze raz sił z Palomarem 1, ale nie było nic. Chwilę później namierzyłem galaktykę M51. W 60 razach świeciła niewiarygodnie jasno i mając wyraźnie odsłonięte ramiona, wyglądała jak namalowana. Pomiędzy jej centrum a NGC 5195, widać było jakiś skrawek ramienia, który nad wyraz jasno świecił, a po przeciwnej stronie jądra, ramię spiralne wybiegało w przestrzeń, jakby chciało opuścić galaktykę. Załadowałem 14mm i cudowny widok trwał, ramiona zaś pięknie zawijały się dookoła. NGC 5195 była trochę niesymetryczna, nieregularna. W 319 razy M51 powoli odsłaniała gigantyczne skrawki ramion. Wróciłem do 60 razy, gdzie świeciła niczym żarnik wolframowy. Z pobliskiego lasu co chwilę odzywał się puszczyk niby jakiś duch. Jego głos od czasu do czasu wpadał w lekkie drżenie. Złożyłem wizytę NGC 4244 w Psach Gończych, która wyglądała całkiem nieźle, a następnie odwiedziłem parę galaktyk NGC 4490 i NGC 4485. Widać było jak zwężona końcówka NGC 4490, skręca w kierunku mniejszej towarzyszki. Potem padła NGC 4656 zwaną Motyką czy też Kijem hokejowym, która prezentowała jaśniejsze miejsce z jednej i zagiętą końcówkę z drugiej strony, a chwilę później w okularze pojawiła się NGC 4631 czyli Wieloryb. W okolicy centrum świeciła gwiazdka, a nieco dalej NGC 4627 – Wielorybiątko. Nagle przypomniałem sobie o jeszcze jednym celu, który zaplanowałem. Bez większych nadziei ustawiłem teleskop na gwiazdy Giausar (lambda Draconis) oraz 2 Draconis, które stanowią koniuszek ogona Smoka. Odrobinę na północ odnalazłem stosunkowo jasną galaktykę NGC 3735 i minąwszy ją, przesunąłem się nieco dalej. Byłem pewny, że jedyną szansą jest okular 4,7mm i powiększenie 319-krotne. Jednak po wielu minutach wpatrywania w mętną otchłań, ogłosiłem porażkę. Nie ma Hicksona 55. A potem zmieniłem okular na Es 14mm i po chwili krzyknąłem. Jest! Ku...., jest! Ja p......ę, chyba jest! Zerwałem się z krzesła, by po chwili ponownie na nie wrócić i ponownie spojrzałem w okular. Muszę nabrać powietrza. Dotlenić mózg. Co najmniej pięć oddechów. Byłem podekscytowany patrząc na maleńki paproch, który zmaterializował się w okularze mojego teleskopu. Chwilowo przerwałem i odwróciłem instynktownie głowę na południe, by zobaczyć tam niezwykle gęsty i wielki obłok w Tarczy, a potem znowu przytknąłem oko do okularu. W miarę upływu minut, w 14mm Hickson 55 stawał się coraz łatwiejszy. Ku mojemu zaskoczeniu, było go również widać w okularze 25mm. Raz znikł na moment i już prawie zacząłem się niepokoić, ale po chwili znów się pojawił. Był jak delikatne, przypadkowe dotknięcie kartki koniuszkiem ołówka. W rzeczywistości Hickson 55 (alias Arp 329), to maleńki łańcuch galaktyk, pasmo odległych wysp przypominające na zdjęciach gąsienicę. Mimo że wychwytywałem tylko słabe, pojedyncze – być może lekko podłużne, ale nie w sposób było tego określić – światełko, byłem zachwycony. Z tego, co udało mi się ustalić później w domu, ten galaktyczny robak znajduje się jakieś 700 milionów lat świetlnych od Ziemi. Oto odnalazłem zagubiony sens mojego teleskopu. Poczułem w tamtym momencie obserwacyjne spełnienie. Hickson 55 to jeden z tych celów, które z jakiegoś powodu stają się obserwacyjnymi pragnieniami i właściwie to mogłem już wtedy spakować sprzęt i wracać do domu. Na szczęście tego nie zrobiłem. Już wcześniej, w trakcie sesji, zorientowałem się, że chyba będę tej nocy oglądał Strzelca. Nie spodziewałem się jednak, że obiekty, które już znałem, zobaczę inaczej, że zobaczę je tak dobrze, jakby to były jakieś obrazy. Euforia zaczęła się już gołym okiem. W ogóle, to było czad; widać było masakryczną Drogę Mleczną; wielka chmura w Tarczy, potem jeszcze jedna chmura jakaś, potem... chmura, no, jakaś jeszcze jedna, to chyba, nie wiem, M24, i potem jeszcze jedna chmurka - to M8. Skierowałem teleskop na M8. Mgławica Laguna składała się z kilku intensywnych pojaśnień i grupy słońc NGC 6530, w której naliczyłem około dwóch tuzinów gwiazd. Nieregularna była także M20 Trójlistna Koniczyna, która była dwoma okrągłymi poświatami – jeden większy, drugi mniejszy jak bezgłowy bałwan. Przez tą większą poświatę przechodziły chyba jakieś ciemne pasma, choć jeszcze wtedy, w okularze 25mm, nie byłem tego pewny. Poczułem burczenie w brzuchu i wyjąłem z kieszeni kanapkę z masłem orzechowym. Tak, ewidentnie ma na sobie jakieś pasemka – powiedziałem przeżuwając powoli, by masło nie zalepiło mi gęby. Nie chciało mi się popijać teraz wodą, tym bardziej, że otwarcie drzwi samochodu oznaczało zapalenie się na chwilę lampki, a tego nie chciałem. Nieczęsto zdarza mi się obserwować Strzelca i okoliczne rejony po dwóch godzinach adaptacji wzroku na odludziu. Co do gromady M21, to nie była szczególnie efektowna – ot niewielka grupka jasnych słońc, może tuzin. Chwilę później oniemiałem. To było coś niesamowitego. Przemierzałem zwykłe pole gwiazdowe i nagle wpadłem do ogromnego skarbca. W okularze lśniła niezliczona ilość słońc. Patrzyłem na nieprzebrane bogactwo gwiazd M24, które mieniło się teraz w okularze. W całym tym królestwie odnalazłem piękny klejnot – NGC 6603. Zauważyłem, że rozbija się na gwiazdy, co w Esie 14mm widać było wyraźnie. W środku znajdował się jakiś sznureczek słońc, podobny trochę do tego, jaki ciągnie się przez gromadę kulistą Messier 4. I ujrzałem ogromne kłęby Laguny, i Trójlistną Koniczynę, a przecinały ją wyraźne linie, które wiły się niby ciemny strumyk albo jaki wąż. Nigdy wcześniej jej takiej nie widziałem. I pomyśleć, że nie chciało mi się jechać, pakować sprzętu, rozkładać i składać. Koniczyna była wspaniała, M24 była wspaniała, M8 była wspaniała i... Gdzie jest M17? Łoo, a to co? Szukacz już dawno zaparował, toteż początkowo, przy niektórych obiektach, nie bardzo wiedziałem z czym mam do czynienia. W okularze ukazała się teraz jakaś wielka, bardzo wyraźna mgławica, przyozdobiona w słońca. Co to jest? M16? A potem wreszcie trafiłem na M17 i wciągnąłem raptownie powietrze. O, w dupę! O ile Strzelec był punktem kulminacyjnym tej sesji, o tyle mgławica Omega była punktem kulminacyjnym Strzelca. Łabędź świecił niezwykle jasno, po zachodniej stronie zaś roztaczała się wielka mgławica. Owszem, była nieporównywalnie słabsza, ale widoczna pewnie. Pod szyją owego łabędzia mgławica była tak mocno odcięta, iż w miejscu tym widniała jakby dziura. W 14mm widać było wyraźnie, że po prawo, za łabędzim kuprem rozciągała się jeszcze jedna partia mgławicowa. Ale czad! Mgławica Orzeł była teraz niezwykle wyraźna. Pomyślałem o filarach stworzenia. Może gdybym znał lokalizację, to kto wie. Potem natknąłem się jasną gromadę – pewno M25. Następnie spędziłem trochę czasu na poszukiwaniu M22. W końcu się udało. Była wcale niezła, przejawiała obfitość i bogactwo gwiazd, które, gdyby świeciły wyżej, pokazałyby z pewnością pazur. Obok M22 złapałem coś jeszcze, może M28, a może jakąś inną kulistą, niemniej również bardzo jasną. Przeskoczyłem do Wagi i odnalazłem po raz pierwszy NGC 5897. Spodziewałem się małej, jasnej kulki, tymczasem zastałem dosyć sporą i niezbyt jasną plamę. W okolicy centrum jawił się jakby jaśniejszy obszar. Padło również coś, co mogło być M26, a potem widowiskowa M11, która miała na sobie dziury i była jakaś taka prostokątna. Robiło się zimno. Łabędź i Orzeł wznosiły się coraz wyżej. Lutnia zbliżała się do szczytu firmamentu, więc zobaczyłem jeszcze M57. Mgławica Pierścień była bardzo jasna, a w 319 razy, świecąc przepięknie, jak zwykle sprawiała wrażenie bardzo delikatnego koloru świecącej figurki. W pewnym momencie dostrzegłem nad południowo-zachodnim horyzontem jakąś ciemną smugę na niebie, która wyglądała jak chmura szarańczy na filmach. Wróciłem do M20 i powiększyłem Koniczynę 319 razy. Nawet w tym powiększeniu widać było ciemne szczeliny. Szaleństwo czy nie, nie zamierzałem się tym przejmować. Sprawdziłem M17 w tej skali i był to jak najbardziej słuszny eksperyment. Potem zasłoniłem oczy i wyjąłem z samochodu Nikona 10/50. Musiałem to zrobić, czy tego chciałem czy nie. Poza tym, chciałem posmakować jeszcze odrobinę Strzelca z perspektywy obserwatora całego lasu, a nie pojedynczych drzew. Było to osobliwie piękne, jak spojrzenie na pasące się stado jeleni na polanie przy strumieniu, coś innego niż bliska obserwacja pojedynczego osobnika. Na tle chmury gwiazd M24, rysowały się sylwetki ciemnych mgławic, a za M17 i M16 widać było ślad NGC 6604. Gromada M4 była całkiem spora jak na 10-krotne powiększenie. Pod koniec wycelowałem teleskop w Jowisza, ale nie ukazał on nic, poza dwoma pasami i czterema księżycami. Chłód zamieniał się powoli w lodowaty uścisk. Jeszcze raz zobaczyłem Omegę w teleskopie. Niebo na północnym wschodzie wyraźnie zbladło i pojaśniało.
  14. Teleskopem tam nie byłem, ale lornetką 15/70 widziałem kiedyś główny składnik czyli NGC 5566. "Trochę na lewo jest inna para* galaktyk, lecz dostrzegłem tylko jedną z nich. NGC 5566 poddaję się w miarę szybko, choć do jasnych z pewnością nie należy w mojej lornetce. NGC 5576 nie upolowałem niestety." * Pisząc o parze galaktyk, oczywiście nie miałem na myśli dwóch głównych składników Arpa 286, ale wizualną sąsiadkę NGC 5576, pozornie dostępną dla bino 70mm.
  15. Wczorajszej nocy nareszcie wybrałem się na odludzie. To była całkiem niezła, trzygodzinna, stricte teleskopowa sesja - zakończyła się o 2.30 i niebo także już jaśniało. Udałem się po to, by odzyskać wiarę w moc oraz sens mojej Synty 12". I udało się.

    1. lukost

      lukost

      Walnij relacją. Dawno nie pisałeś. 

    2. Damian P.

      Damian P.

      Coś tam chyba napiszę :)

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)