Skocz do zawartości

Damian P.

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    642
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    13

Zawartość dodana przez Damian P.

  1. Wyszedłem sobie kilkanaście minut temu na drogę, by zobaczyć Księżyc. Od północy słychać żaby. Niby już ciemno, a łuna jeszcze spora. Księżyc znalazłem nisko na zachodzie. Piękny widok przy wtórze odległego rechotu i w dogasającym dniu. Zaraz później, tuż obok Księżyca, po prawej i ciut wyżej, błysnęła jakaś słabiutka gwiazdka. Malutki punkcik. Merkury? Pobiegłem do domu. Stellarium pokazało, że to istotnie Merkury, więc wróciłem na drogę z lornetką 10x50. Razem z Księżycem mieścił się ze sporym zapasem, a tuż po prawej pojawiały się jeszcze chyba słabo Plejady.

    1. Przemek_K

      Przemek_K

      A jaką miałem radochę jak okazało się, że Merkury zmieścił się w jednym ujęciu z sierpem Księżyca w SW80/400, pstryknąłem im kilka fotek 😉

    2. Charon_X

      Charon_X

      W szerszym ujęciu mozna było złapać i Merkurego i Plejady. Też mam zdjęcia, muszę je zgrać. Ale w APO 60/360 Merkury wszedł w kadrze z Księżycem w Canonie. Potem jeszcze Canonem z 50mm łapałem szerzej.

  2. Niecały miesiąc temu przeczytałem kolejną powieść Lema – Fiasko. Muszę przyznać, że w pewnym sensie liczyłem na tę książkę, ponieważ od dawna tytuł ten, zaraz obok Głosu Pana, jakoś szczególnie mnie ciekawił. Lektura niewątpliwie bardzo dobra, ciekawa i, nie odstępując od wcześniejszych, ukazująca geniusz autora. I tak jak po poprzednich, pozostawiła w głowie pewien bardzo pozytywny efekt. Jednak muszę przyznać, że w początkowych rozdziałach miałem troszkę mieszane uczucia. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy opis z tyłu książki na pewno jej dotyczy, ponadto czułem jakby ociupinkę przeładowanie treści, leciutkie dłużyzny. W końcu zacząłem z utęsknieniem sam siebie zapytywać: no dobra, ale gdzie jest temat główny, który miał tutaj być? Na szczęście temat, czyli sprawa kontaktu z odległą planetą Kwintą, wreszcie pojawił się i był już do samego końca i do samego końca było już tylko coraz lepiej. Czytałem więc z coraz większym zaciekawieniem i zarazem coraz większym... smutkiem. Ale nie smutkiem zawodu, lecz wynikającym z samej historii. Bo to prawda, co mówią o tej książce – jest gorzka i smutna, a tuż po skończeniu człowiek siedzi przez chwilę bez ruchu, bez słowa, i gdyby miał na głos wyjawić komuś wrażenia dotyczące tego, czego przed chwilą był świadkiem, nie powiedziałby nic. Książka bardzo na plus. Efekt całościowy może nie był tak "jednolity" jak po poprzednich (Solaris, Głos Pana, Niezwyciężony), była to również lektura nieco cięższa, bardziej hard, jednak ostatecznie jestem na tyle zadowolony, że stawiam Fiasko obok tamtych.
  3. Podjąłem dziś próbę zobaczenia Trumplera 5 przez teleskop 12", ale znowu jakoś nie mogłem ostatecznie powiedzieć, że widziałem to, co powinienem. Zerkaniem ujawniało się jakieś drobne skupisko gwiazd, wyróżniające się od tła i okolicy, i było otulone nieznaczną mgiełką, jednak chyba nie powinno być widać poszczególnych gwiazd tej gromady, więc obstawiam, że to były jakieś inne słońca, które próbowały mnie zmylić, a gromada była albo ową mgiełką, albo pozostała nieuchwytna.
  4. Byłem dziś na spacerze i miałem przyjemność oglądać światło zodiakalne. Jakoś tak zwykle mam z tym zjawiskiem, że zawsze je dostrzegę, jak o nim nie pamiętam, nie planując. Wyszedłem sobie spontanicznie jakoś za dwadzieścia szósta i o. Światło miało swój początek gdzieś w Rybach, pod Pegazem, i wspinało się w górę podobnie jak Droga Mleczna, jednak pod nieco innym kątem, jak gdyby miało swoim torem przeciąć gdzieś dalej, za Plejadami, DM. Smuga wydawała się również nieco intensywniejsza od delikatniej zarysowanej Drogi Mlecznej. Kątem oka było wyraźnie widać, że wciąż świeci na tle Barana, a nawet pnie się wyżej – ostrożnie mówiąc, do około połowy odległości pomiędzy charakterystycznymi gwiazdami Barana a Plejadami. Było to jakoś tuż przed godziną 18.

    1. Alice

      Alice

      Hmm na pewno tuż przed 18 już tak wcześnie widoczne jest Zodiakalne, a nie jeszcze zmierzchowe? Słońce jakieś -9 stopni pod horyzontem

    2. Damian P.

      Damian P.

      Najmocniej przepraszam. Musiałem pomylić się o godzinkę, gdy pisałem tekst, bo po powrocie do domu (tamtego wieczoru) jeszcze sprawdzałem w Stellarium, ile stopni pod horyzontem znajduje się Słońce i do jakiej wysokości określiłem widoczność światła zodiakalnego; pamiętam dokładnie, że Słońce według programu, gdy obserwowałem światło najwnikliwiej, było jakieś 18-19 stopni pod horyzontem, natomiast wysokość światła, czyli to miejsce między gwiazdami Barana a Plejadami, znajdowało się mniej więcej 45 stopni nad horyzontem. Światło widziałem na pewno, bo obserwowałem je nie pierwszy raz, zarówno wiosenne jak i jesienne, i było wtedy już w zasadzie ciemno.
      Bardzo dziękuje za czujność! Oczywiście przy Słońcu schowanym 9 stopni pod horyzontem, nie ma raczej szans na zobaczenie światła zodiakalnego, bo wtedy w niebo bije ogromna, szeroka, pomarańczowa łuna i jest jeszcze stosunkowo niewiele gwiazd. Swoją drogą ta wielka łuna po zachodzie Słońca, gdy jest ono około 8-9 stopni pod horyzontem, jest przecudowna i jest jednym z moich ulubionych widoków. Często w lecie, czy to rowerem, czy podczas biegania, czy idąc sobie zwyczajnie, zatrzymuję się kawałek od domu, wśród pól, i stojąc przed rozległym polem, gapię się na zachodnie niebo.

    3. Alice

      Alice

      tak też lubię światło zmierzchowe przy przejrzystej pogodzie, najlepiej w towarzystwie popielatego Księżyca i planet, a jeszcze lepiej oglądać w taką pogodę zachód słońca będąc na szczycie w górach, szczególnie jesienią

  5. Wiem, że próbowałem ze dwa razy zobaczyć gromadę Trumpler 5 w 12", ale znalazłem jedynie na kompie taką notatkę jak poniżej (kopiuję i wklejam). W sumie niewiele ona mówi, bo nawet nie wiadomo, czy złapałem gromadę czy nie. "30-31 Grudzień 2019. Trumpler 5 chyba widać pojaśnienie stosunkowo rozległe." Natomiast z tego, co jestem w stanie sobie przypomnieć, jak żem wodził teleskopem wte i wewte, to porównanie do Palomara 5 jest dość trafne.
  6. Znalazłem u siebie tylko jedną, króciutką wzmiankę. Obserwowane w 12" siedem lat temu. "Potem padła jej* sąsiadka - NGC 2194. Też bardzo ładna, lecz odmienna, z drobnym makiem." * Wcześniej obserwowałem NGC 2169.
  7. Zbyt wiele nie mam, nic konkretnego, ale zdaje się, że dwa razy ją widziałem teleskopem 12". 14-15/luty/2015 "Moim innym celem w Orionie była mgławica planetarna NGC 2022, położona niedaleko gromady Collinder 69. Znalazłem ją od razu, bo już w 60x zdawała się krzyczeć: ''to ja, zobacz! Ja jestem mgławiczką, a nie gwiazdką:)''. W 107x malutki owal był wyraźny, a w 319x mgławica urosła, a po pewnym czasie miałem wrażenie, że z jednej strony świeci jaśniejszy punkt." 16-17/luty/2015 "Nie zmieniając okularu, przechodzę potem do NGC 2022, mgławicy planetarnej w Orionie. Ładna, owalna, mam wrażenie jak poprzednich nocy, że z jednej strony ma świetlny punkt. Zdjęcia potem pokazały, że tak jest."
  8. Mówiąc o zagęszczeniu gwiazd, chodziło mi oczywiście o Skrzydło Mewy – nie Głowę🙂 Trochę słabo to podkreśliłem, powinienem był może oddzielić zdania kropką w innym miejscu, przykładowo tak: "Osobiście miałem wrażenie, że głowa Mewy jest trudnym celem. Natomiast południowe Skrzydło wychodzi bardzo łatwo – problem w tym, że jest tam pewne zagęszczenie gwiazd (...)" Co do tego, że widziałeś mgławicę w miejscu głowy Mewy, to jak najbardziej może tak być, bo właśnie z filtrami sprawa może wyglądać inaczej. Dzięki nim być może widać głowę Mewy, natomiast to, co wydaje się wyraźnym Skrzydłem południowym bez filtrów, z filtrami gaśnie, ponieważ w rzeczywistości jest to głównie polana gwiazd. I właśnie to mnie zastanawia, jak to jest. W mojej relacji starałem się dobrać takie zdjęcie i je przygasić, aby ukazać, że w miejscu Skrzydeł są gęstsze pola gwiazdowe, które mogą mnie nieco oszukiwać i udawać Skrzydła. Ale różne zdjęcia różnie to pokazują. Tak tylko sobie nad tym rozmyślam, może zupełnie błędnie. Z Kalifornią mam trochę małe jeszcze doświadczenia, ale coś tam chyba widziałem. Obie notatki dotyczą 10x50 bez filtrów. Pierwsza spod mojego domu, druga z odludzia. 23/12/2016 "Zrobiłem dziś pierwsze, normalne przymiarki do Kalifornii. Obiektu jeszcze nigdy wcześniej nie widziałem lub też nie uznałem za wyłapany, ale i nie było jakiś poważniejszych prób. Wiedziałem, gdzie dokładnie leży obiekt, ale nie pamiętałem idealnego położenia krawędzi czy najjaśniejszych fragmentów. Pojaśnienie w Nikonie było (zaryzykuję) w miarę oczywiste. Zapamiętałem dokładnie miejsce, gdzie widziałem najwyraźniej odciętą krawędź. Było to łatwe do zapamiętania, bo leżą tam dwie jaśniejsze gwiazdki plus trzecia słabsza. Krawędź przebiegała niemal na linii tych gwiazd. Po powrocie do domu sprawdziłem, że właśnie tam przebiega krawędź południowa, a raczej południowo-zachodnia. Tylko, czy aby żadna grupka słabych gwiazd w tamtym miejscu nie płatała mi figla? Część wschodnia obiektu jakby rozpływała się razem z tłem, a południowa była ciężka do określenia." 17-18/10/2017 "Kalifornia była trudna. Przynajmniej do tamtej chwili, bo pod koniec nocy, który miał nastąpić niebawem – może raptem za pół godziny – sytuacja nieco się zmieniła." Trochę później, około piątej nad ranem... "Spojrzałem gołym okiem na M33, Kasjopeję, Chichoty, Mel 20, Plejady, Hiady, Oriona i Syriusza, a potem wycelowałem lornetkę w mgławicę Kalifornia i ku mojemu zdziwieniu dostrzegłem wyraźnie grube, podłużne pojaśnienie w odpowiednim miejscu. Kalifornia tam była. Jak skrawek rzeki."
  9. Też czekam na pogodę, bo ostatnio jakoś się to nie zgrywa; a to śnieg leży, a to Księżyc coraz większy, a to inne coś. Tymczasem miło poczytać. Wiem, że widoki, a właściwie ich opisywanie, to sprawa poniekąd subiektywna, ale pewne rzeczy ociupinkę mnie zastanowiły. Płomień jako pociemnienie? Tu pewnie chodzi Ci o detal, ciemne pasmo, które przecina NGC 2024, ale pytam dla formalności, bo opis może być trochę mylący i sam Płomień jako taki jest widoczny jako pojaśnienie. No chyba że po prostu wkradł się błąd wyrazowy. Twój opis Rozety przez 10x50 z filtrami w zasadzie pokrywa się również z moimi spostrzeżeniami, tyle że bez filtrów. Troszkę mnie zdziwiło, że Rozeta była niemożliwa do zobaczenia bez filtrów pod ciemnym niebem z dobrą przejrzystością, zwłaszcza, że dostrzegłeś bez kłopotu Płomień. Rozeta jest według mnie o wiele łatwiejszym celem niż NGC 2024. Zaciekawiła mnie obserwacja Mewy z filtrami (wnioskuję, że obserwowałeś ją właśnie z filtrami). Chciałbym się jakoś odnieść, ale moje doświadczenia tyczą się jedynie podglądania bez filtrów. Pisaliśmy już kiedyś o Mewie pod Twoją relacją sprzed roku. Udało mi się później wrócić do IC 2177 i opisałem swoje spostrzeżenia tutaj: link. Osobiście miałem wrażenie, że głowa Mewy jest trudnym celem, natomiast południowe Skrzydło wychodzi bardzo łatwo. Problem w tym, że jest tam pewne zagęszczenie gwiazd i ostatecznie sam nie byłem pewny, czy widzę mgławicę czy może poświatę gwiazdowej polany. Dlatego ciekawi mnie, jak to wygląda przez lornetkę z filtrami, być może jest całkiem odwrotnie. Jeśli w Skrzydle nie byłoby widać za wiele mgławicowości, to może owe gwiazdy są przez filtry "gaszone", zaś głowa Mewy wychodzi na pierwszy plan.
  10. Tak się czasem zastanawiałem, kiedy znów coś napiszesz. Bo to, że w końcu napiszesz, wydawało mi się pewne. Jak zwykle czytało się z ogromnym zaciekawieniem i pewnego rodzaju zaufaniem, że każde kolejne zdanie będzie przyjemne do samego końca – i tak było.
  11. W ostatnich tygodniach, czy też miesiącach, poznałem trzy takie oto książki SF. Blade runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? – Philip K. Dick. To moje pierwsze spotkanie z autorem i bardzo udane. Książka zaintrygowała mnie na tyle mocno, iż od razu wiedziałem, że będę chciał poznać kolejne tytuły. Na razie kupiłem zbiór opowiadań "Krótki, szczęśliwy żywot brązowego oksforda" i powieść "Ubik". Opowiadań już sporo przeczytałem, niektóre są świetne i bardzo mi się podobały. Na pewno kupię sobie wszystkie pięć tomów. Aleja potępienia – Roger Zelazny. Całkiem fajna, klimatyczna. Lubię między innymi książki z przestrzenią. Może nie jest to jakieś arcydzieło, ale przyjemnie się czytało. Obcy – Allan Dean Foster. To chyba pierwszy raz, kiedy czytałem książkę napisaną na podstawie filmu. Z reguły bywa odwrotnie i to książka jest pierwowzorem. Film "Obcy" kiedyś oglądałem i mniej więcej znałem wydarzenia. Co do książki, to myślę, że taki zabieg wypadł całkiem spoko, czytało się w porządku i czasu nie uważam za stracony. Na początku było co prawda tak sobie, jednak później zrobiło się lepiej, zaczęła się historia, w którą się zagłębiłem i było już ok. Być może sięgnę kiedyś po kolejne części.
  12. Używałem dłuższy czas Sky Mastera 15/70, podobno jest to tej samej lub bardzo podobnej jakości sprzęt co DO Starlight 15/70. Jedna z najsłabszych gwiazd (a może najsłabsza), jaką widziałem tą lornetką, miała 11.75mag, ale zasięg gołego oka raczej na pewno dobijał wtedy do 7mag. Zakładając przykładowo zasięg gołego oka 6mag, nastawiłbym się raczej na 10.5-11mag zasięgu tej lornetki. Jeśli naprawdę wyciągasz maks 4.5mag, to ta lornetka może nie pokazać w takich warunkach gwiazd 10 wielkości.
  13. Dwie godzinki temu spróbowałem zobaczyć Teleskop Jamesa Webba przez mój teleskop 12". Nie udało się, zasięg był zbyt słaby. Może to między innymi przez ten śnieg (noc wcześniej też wynosiłem teleskop i było chyba jeszcze gorzej).
    Do polowania zainspirował mnie pewien live, na którym JWST wydawał się być jaśniejszy niż gwiazdka 14.75mag (15.2mag według Sky-map.org) i pomyślałem, a co tam, spróbuję. Po 15 minutach wstępnej adaptacji wzroku, poświęciłem na obserwacje kolejne prawie 30 minut. Rozpocząłem o 22.50, kiedy to Teleskop miał znajdować się tuż przed linią łączącą dwie gwiazdy 10.1mag i 10.95mag (mniej więcej po środku), o godzinie 23 miał dotrzeć na wysokość owej linii, a po kolejnych dziesięciu minutach miał zauważalnie tę linię minąć. Niestety w tym miejscu nie było widać żadnego przemieszczającego się punktu. Tuż obok świeciła dość słabo gwiazdka 13.35mag (13.75mag wg Sky-map.org). Innej gwiazdy, o jasności 13.9mag wg Stellarium (14.25mag wg Sky-map.org), nie dostrzegłem wcale, więc zasięg, jak na Syntę 12, był bardzo słaby. Nawet gromada otwarta NGC 2112, znajdująca się nieopodal, ukazała zaledwie kilka co jaśniejszych słońc spowitych bardzo subtelną mgiełką. Jedynie M78 była podobna do samej siebie, z kolei Płomień tlił się ledwo ledwo. M42 co prawda ucieszyła oko, ale w Trapezie widać było tylko cztery główne składniki.

  14. Widziałem dziś nad ranem kometę w 10/50, w której wciąż mieściła się jeszcze spokojnie w jednym polu z M3. Od razu zauważyłem, że kometa jest wyraźnie większa od gromady kulistej, lecz troszkę słabsza, a po pewnym czasie dostrzegłem również oczywisty warkocz, skierowany w górę i lekko w lewo (czyli wychodzi chyba mniej więcej na północny zachód). Nie przyjrzałem się, jaki był długi, ale myślę, że widziałem około jednego stopnia. Na niebie wędrowały zdradliwe chmury, przechodząc również przez okolice M3, dlatego trudno było ustalić, czy kometa była widoczna gołym okiem, tym bardziej, że i z M3 był mały kłopot. Z pewnością była widoczna gwiazda obok gromady o jasności 6.2mag. Wydawało mi się kilka razy, że widzę tam dwa obiekty czyli gwiazdę i M3. Gdyby nie chmury, byłoby pewnie ją widać. Z drugiej strony nieba było lepiej i zdaje się, że widziałem gołym okiem M38 i M36.
  15. Dzięki za dobre słowo:) Właściwie to jest jakby część relacji, bo obserwowałem jeszcze dwie kolejne noce, ale ostatecznie postanowiłem opis podzielić. Z tych następnych nocy mam już tylko takie króciuśkie notatki samych galaktyk i jakoś to nie pasowało jedno do drugiego. No i zawsze to krócej, strawniej. Może wrzucę te notki jeszcze, choć to już będą takie suche wyliczanki. Może kiedyś jeszcze wrócisz:) Choć powiadają, że z tamtej strony nie ma już powrotu (albo jest ciężko:p). A tak serio, to wszystkiego trzeba spróbować. W wizualu, jeśli idzie o nastocalowe teleskopy, przeczesałeś niebo jak mało kto i mogę się tylko domyślać, że teraz to chyba tylko takie ponad 20 cali lustro mogłoby Cię zainteresować na poważniej. Tylko że tutaj pojawia się chyba dość istotna sprawa logistyki.
  16. Wizual to wciąż – a może już? – towar deficytowy na forach. Pomyślałem, że nie będę trzymał swoich notatek dla siebie i wrzucę trochę ostatnich widoków z teleskopu 12”. To nie do wiary, ale w październiku wynosiłem teleskop 10 razy – to więcej niż bywało niekiedy w przeciągu całego roku. 25.10.21 Zacznijmy od Sh2-112, mgławicy położonej niedaleko alfy Łabędzia. Widok w moim teleskopie 12" okazał się zaskoczeniem. Mgławica generuje dość oczywistą i sporą poświatę, na dodatek z łatwością dostrzegłem już za pierwszym razem ostre odcięcie światła w miejscu ciemnego pyłu. Myślę, że w wizualu jest to dość ciekawa alternatywa dla powszechnie znanego Pacmana (NGC 281). W moim przypadku detal okazał się o wiele łatwiejszy przy Sh2-112 niż przy NGC 281, gdzie zwykle jakoś trudno mi było zobaczyć paszczę. Jeśli więc znudził się komuś Pacman, niech się nie martwi; są jeszcze inne, ciekawe rzeczy. Źródło zdjęcia. 29.10.21 Gdzieś w Lisku... Najpierw galaktyki NGC 6921 i PGC 64775. Pierwsza z nich jest wyraźna; niewielka, mglista, może nieco owalna. Drugiej nie zobaczyłem. Później udało się odnaleźć NGC 7080, która była niezbyt spora, ale znowu nie całkiem maleńka. Przypominała trochę okrągły placek. Zapisałem również, że jej światło wydawało się chyba niejednorodne. Kolejny cel bardzo mnie ucieszył, był bowiem z rodzaju tych niepopularnych, co do których mam często spore obawy, czy w ogóle cokolwiek będzie widać. A było! Mam na myśli IC 4955-54. Od razu dostrzegłem mglistą, dosyć wyraźną poświatę przy IC 4955. W miejscu, gdzie powinna znajdować się IC 4954 również coś jest, jak gdyby pewna mglistość, jednak w tym przypadku wolałem być ostrożny i zapisałem sobie tylko IC 4955, jako cel z całkowitą pewnością dostrzeżony. Źródło zdjęcia Łabędź. Niedaleko gwiazdy Eta Cygni złowiłem gromadę Berkeley 49. Mała grudka, widoczna łatwo, lekko zamglona przy 107x. Sprawdziłem również w wielkim powiększeniu, ale nie było lepiej. Następny cel, Berkeley 51, okazał się niezłym wyzwaniem. Na pierwszy rzut oka nie było tam ani śladu jakiejkolwiek gromady, jednak po chwili moją uwagę przykuła pewna gwiazda, wokół której zacząłem dostrzegać mniej więcej okrągłą chmurkę. Była to niewielka, słaba poświata, ale zapamiętałem dokładne położenie i okazało się, że właśnie tam jest Berkeley 51. Później złowiłem bardzo jasną i owalną NGC 7013, a następnie odnalazłem malutką NGC 7116 – niezbyt jasna, niemniej oczywista; blask od pobliskiej gwiazdy pozwolił ją zobaczyć. Potem udałem się do pary galaktyk IC 1392 i PGC 67025. Oba cele okazały się być widoczne bez trudu. Galaktyka IC od razu wpadła w oczy, świecąc pomiędzy małą grupką słońc a gwiazdką. Galaktyka PGC również była bardzo łatwa, niemniej trudniejsza od sąsiadki i świeci tuż przy gwiazdce. Gdy uczę się przed obserwacjami położenia jakiegoś celu, zapamiętuje zwykle pierwsze skojarzenia asteryzmów i wzorów gwiazdowych. Jakiś czas temu, gdy planowałem nalot do PK 092+05.1, posiłkując się również trzema gwiazdami, które są drogowskazami do NGC 7008, poznałem asteryzm "Żyrafę". To tylko taki mój roboczy wzorek, przydatny do poruszania się po niebie. I wiecie co? Wszechświat jest naprawdę mały. Planując gromadę Berkeley 53 oraz położoną niedaleko mgławicę otaczającą gwiazdę V1331 Cyg i gromadę NGC 7031, okazało się, że muszę tylko namierzyć kolano owej Żyrafy. Co się tyczy Berkeleya 53, to myślę, że go nie widziałem. Są tam jakieś słońca, ale jednak gromada powinna być nieco z innej strony jasnej gwiazdy. Nie udało się również zobaczyć nic, jeśli chodzi o wspomnianą mgławicę (oznaczoną również jako LkHA 120). Źródło zdjęcia Pocieszyłem się więc gromadą NGC 7031, która była, jak się spodziewałem, łatwa i wyraźna, choć nieco uboga, o charakterystycznym kształcie. Kolejnymi celami były galaktyki IC 1302 oraz IC 1303 (a jeśli dopisze szczęście, również PGC 63299). IC 1302 była widoczna niemal od razu, stosunkowo łatwa, malutka. Z kolei IC 1303 okazała się trudna; zapamiętałem trzy słabe punkty światła i jeden z nich wskazuje na galaktykę, więc chyba to była ona. Trzeciej, z katalogu PGC, nie widziałem. Później miałem do wyłapania NGC 6798, NGC 6801 i PGC 63311. Galaktyka 6798 jest niezbyt jasna w moim teleskopie, ale oczywista, pewna. NGC 6801 zapomniałem zaplanować, a jeśli idzie o PGC 63311, to zamiast niej dostrzegłem najpierw jej malutką towarzyszkę PGC 63313. Jest ona mała i zwarta, więc pewnie dlatego okazała się łatwiejsza. PGC 63311 jest większa i walczyłem z nią bardzo długo. Wydaje mi się, że ją widziałem jako bardzo słabe, okrągławe pojaśnienie w odpowiednim miejscu. Było ono jakby łatwiej dostrzegalne w mniejszych powiększeniach, natomiast maleńka PGC 63313 była najłatwiejsza w mniejszej źrenicy wyjściowej. Odnalazłem następnie jasną i łatwą NGC 6824, a potem szukałem NGC 6916, lecz tej nocy jej nie znalazłem. Próbowałem jeszcze wypatrzeć PGC 64616, ale ostatecznie nie udało mi się jej potwierdzić i będę musiał do niej wrócić. 30/10/21 W Lisku, nieopodal NGC 6885, zaliczyłem niepowodzenie z PK 065-03.1. A gromada była niezbyt widowiskowa – ot taka luźniejsza grupka. Potem jednak znalazłem bardzo fajny obiekt w Łabędziu – planetarną NGC 6894 (Little ring). Mgliste kółko, jak gdyby niejednorodne. W środku było chyba jakieś pociemnienie i ono również wydawało się nieregularne, zaś jedna strona mgławicy przy brzegu sprawiała wrażenie jaśniejszej. Źródło zdjęcia Na południe od gromady Berkeley 49 znalazłem bardzo wyraźny kłębek światła, oznaczony numerem NGC 6857. Zdobycz bardzo mnie ucieszyła, podobnie jak IC 4955. Ponadto dostrzegłem tutaj coś jeszcze. Tuż obok dało się zauważyć pewien obiekt, co do którego natury nie byłem pewny. Zapamiętałem położenie niespodziewanego cosia i po obserwacjach okazało się, ku mojej radości, że przypadkowo znalazłem gromadę otwartą, o niezbyt popularnej nazwie (a właściwie dla mnie nieznanej) Toepler 1. Źródło zdjęcia Z kolei niedaleko Berkeleya 51 odnalazłem gromadę IC 1310. Była to dość malutka mgiełka, nawet w dużym powiększeniu jawiła się jako mglista poświata wokół słońca. Później walczyłem długo z Sh2-106, którą nazywają podobno mgławicą Anioł. Wydaje mi się, że obiekt dostrzegłem, a przynajmniej jego jaśniejszą część. Była to jednak bardzo trudna obserwacja. Mgiełka, lub coś podobnego, pojawiała się co prawda niejednokrotnie, ale wypadałoby jeszcze wrócić do tego extremum. Źródło zdjęcia Tuż na południowy wschód od Anioła, znajduje się pewne pojaśnienie wokół gwiazdy, a właściwie to mgławica vdB 133, lecz niestety trudno mi jest orzec, czy było ją widać. Następnie przeskoczyłem do mgławicy Śmigło (Simeis 57), ale cóż... i tutaj niestety niczego nie zaliczyłem. Odnalazłem jeszcze galaktykę NGC 6916, której nie udało mi się odnaleźć poprzedniej nocy. Jest niezbyt jasna, ale oczywista. Niewielka poświata tuż przy gwiazdce. Jest romb, widać dwa punkty, jedno to chyba jądro. Było widać również jakby owalne halo. Popatrzyłem sobie później trochę na NGC 6946. Po tych wszystkich kłakach ta galaktyka była bardzo duża i bardzo ładna. Jej sąsiadka, NGC 6939, również bardzo mi się podobała – część gromady zdawała się być jak gdyby nieco wygaszona. Źródło zdjęcia To było chyba drugie wyjście tej nocy i gdy wzrok już się nieco zaadaptował do ciemności, wycelowałem w mgławicę IC 5146, czyli osławiony Kokon. Przyznam, że chyba nigdy wcześniej nie zaliczyłem jeszcze tego obiektu, pewne próby jednakże, z tego co pamiętam, poczyniłem. Teraz, nawet gdy wzrok nie był jeszcze dość dobrze zaadaptowany, zobaczyłem, że z pewnością jest tam jakaś mgławica. Był to jednak dopiero początek tej części sesji i postanowiłem wrócić do Kokona na koniec, gdy będę na dworze już długo. No dobra, załatwmy sprawę Kokona od razu. Gdy wróciłem tam później, mając już dobrze zaadaptowany wzrok, nie było zmiłuj. Kokon był bardzo wyraźny, a jego okrągła poświata znajdowała się idealnie tam, gdzie powinna. Źródło zdjęcia Następnie odnalazłem NGC 7128, niewielką gromadę, na którą składało się mniej więcej kilkanaście gwiazd. Potem skoczyłem do domku Cefeusza i namierzyłem gromadę NGC 7142. Klaster jest dość spory i mocno się wyróżnia, widać jego „drobne” gwiazdy. Jednak to NGC 7129, znajdująca się tuż obok, zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Mgławice otulające tamtejsze gwiazdy były uderzająco jasne i silne. Naprawdę świetny widok! Kolejnym celem miała być Sh2-140, jednak nie uświadczyłem tam nic, więc udałem się do następnego obiektu, który sobie zaplanowałem, mianowicie vdB 152. I chociaż nie spodziewałem się wiele, to jednak zobaczyłem wyraźnie, że jedna z gwiazd rozjaśnia się dziwacznie, natomiast inne gwiazdy tuż obok, podobne jasnością, nie rozjaśniają się w taki sposób. Ponadto pojaśnienie było jak gdyby silniejsze z jednej strony gwiazdy. Myślę, że nie mogło to być nic innego. Źródło zdjęcia Później złowiłem dwie galaktyki. Jedna z nich, NGC 6951, była widoczna łatwo; okrągła, o dość rozproszonym halo i jaśniejszym centrum. Druga, IC 1502, była bardzo malutka i dopiero w 319x zauważyłem, że faktycznie leży pomiędzy dwiema tycimi gwiazdkami, jak to miało miejsce na zdjęciach. Potem był Irys (NGC 7023). Z Irysem już się znam. Jednak, mimo że widziałem go już kiedyś bardzo dobrze, tym razem widok pobił na głowę, jak mniemam, wcześniejsze obserwacje. Mgławica była niezwykle silna, gwiazda w centrum wyglądała, jak gdyby wylewała się z niej materia, szczególnie z jednej strony światło zdawało się wypływać jakimś takim dziwacznym wąsem, dalej zaś wokół owej gwiazdy rozlewała się w każdą stronę gęsta jak smoła czerń. Ale tak naprawdę to nie chodziło mi o Irysa. Poczyniłem niegdyś próbne podejście do mgławicy vdB 141, którą nazywam od początku nietoperzem, choć bardziej może być znana jako mgławica Duch. To była dobra okazja, aby wrócić i sprawę rozstrzygnąć. Tym razem poświęciłem nietoperzowi bardzo dużo czasu. Przyglądałem się długo i wnikliwie, zmieniałem okulary wielokrotnie i zerkałem z każdej możliwej strony. I chyba mogę spokojnie sobie zaufać oraz swojemu dotychczasowemu doświadczeniu. Poświata wokół słońca była dość charakterystyczna, ponadto wydawała się momentami jakaś taka inna z jednej strony w powiększeniu 319-krotnym. Porównywałem wiele razy to coś z innymi gwiazdami podobnej wielkości i widok znacząco się różnił. Jestem przekonany, że to był rzeczony Duch-nietoperz. Źródło zdjęcia Później zjawił się Wieloryb, a ja spróbowałem sił z galaktyką IC 1613. Niestety nie udało się jej ostatecznie zaliczyć. Jak również nie udało się dostrzec bardzo cienkiej galaktyki PGC 4063, znajdującej się niedaleko. Zostały mi więc te łatwiejsze cele, jak chociażby NGC 428, która była dość łatwa, mglista i okrągława. Następnie zaliczyłem trójkę NGC 467, NGC 470 i NGC 474 – widać je wszystkie jednocześnie. NGC 474 z wyraźnym jądrem, natomiast NGC 470 jak gdyby pozbawiona była centrum; jednolita, owalna, większa od poprzedniej. NGC 467 zapamiętałem słabo i zapisałem jedynie, że była po prostu jakaś mniejsza. Odhaczyłem jeszcze NGC 520, którą widać było łatwo i która być może miała jakiś nietypowy kształt ciekawy, jednakże niskie położenie nie zachęcało, by się temu bliżej przyjrzeć. Stosunkowo łatwa była również NGC 533, a zaraz obok dostrzegłem sąsiednią NGC 521. Na koniec sprawdziłem wyłapaną już na początku października, bardzo jasną NGC 488 i tej nocy była to ostatnia galaktyka. Źródła niepodpisanych kadrów: Stellarium oraz Aladin Lite.
  17. Dziękuję! Relację pisałem troszkę w formie zabawy, początkowo eksperymentalnie, potem jednak pomyślałem, że może wyjdzie z tego coś względnie strawnego i postanowiłem ją skończyć. Oczywiście wahałem się, czy to wrzucić, bo między innymi jest dość długa, a naprawdę nie czuję się zbyt dobrze wrzucając kilometrowe opisy. Zdaje sobie sprawę, że nie każdy ma czas i ochotę spędzać 40 minut czytając jakieś opisy obserwacji ubrane w wątpliwe formy. Pocieszał mnie jednak fakt, że nie jest to moja najdłuższa relacja oraz to, że udało mi się ją ostatecznie skrócić na tyle, że jest ociupinkę krótsza od najdłuższej relacji Oli (Ciekawskiej)😂. Miło jest pomyśleć, że ktoś inny wstawił coś dłuższego😆. Ponadto opis samych obserwacji i obiektów był na tyle przeważający, iż uznałem, że chyba mogę to dodać. Przyznam się, że napisałem w tym roku już trzy inne relacje, zarówno lornetkowe i teleskopowe, których ostatecznie nie wrzuciłem na forum. Powziąłem wiec, że tym razem już będzie inaczej.
  18. Kiedyś widziałem dość ciekawe szkice z pewnego teleskopu. Chyba szukałem wtedy czegoś o Głowie Wiedźmy (nie pamiętam już), w każdym razie był to jakiś nieduży teleskop, być może ten sam (albo podobny) co w poniższym linku. Poza tym jest na tej stronie właśnie trochę szkiców mgławic IFN, o których wspominałeś - w tym także szkic NGC 7497. Link Szkic NGC 7497
  19. No proszę, nie spodziewałem się, że ktoś to obserwował, a tu niespodzianka - dzięki! Wrzuciłem Twój rysunek na kilka zdjęć tej galaktyki dopasowując kadr i rzeczywiście w tych miejscach są pyły. Na zdjęciach najjaśniej wydaje się świecić cypel, który, jeśli patrzeć na Twój szkic, byłby zaraz za galaktyką od środka kadru, w kierunku tej gwiazdki na krawędzi pola widzenia (na godzinie około 8). Ja zapewne próbowałem wypatrzeć właśnie jego, ale Twoje obserwacje pokazują, że potrzeba tutaj między innymi szerokie pole i wtedy można by dostrzec nie tyle sam cypel, ile większy obszar nieco dalej. Prawdę mówiąc, to zaplanowałem te chmury z ciekawości i bez większych nadziei, sądząc, że jeśli są wyłapywalne, to jest to raczej coś dla naprawdę dużych teleskopów. Jak widać szanse są bliższe niż myślałem.
  20. Guffinie, Nareszcie! Dotarły do mnie fantastyczne wieści, jakoby za kilka dni miało się rozpogodzić. Czyż to nie wspaniałe? Będę miał dla Ciebie mnóstwo zadań do wykonania. Wiem, że jesteś naturą dogłębnie leniwą, więc przygotujesz się do nich tak, jak uznasz za stosowne. Najpierw jednak, nim przystąpisz do owych spraw, miałbym dla Ciebie zadanie następujące: zbudujesz namiot, w którym będziesz mógł przechodzić prosto do kosmosu. Już wyjaśniam. Otóż wiadomo jest, że znajdujemy się już w kosmosie, jednak tkwimy przyklejeni siłą grawitacji do tej kuli, namiot zaś ma sprawić, że oderwiesz się wraz z nim, jak gdyby porwany obcym statkiem i znajdziesz się w próżni wraz ze swoim dwunastocalowym teleskopem. Pozwala się na popełnienie wszelakim błędów, albowiem pewne jest, iż będzie to jedynie prototyp, który posłuży rozeznaniu w celu lepszej budowy namiotu właściwego. Nie sądzisz chyba, że wysłałbym Ciebie, drogi Guffinie, prosto w bezmiar głębokiego kosmosu, nie sprawdziwszy uprzednio, czy cel takiej budowy jest w ogóle pożądany. Życzę powodzenia i czekam na wieści. Drogi Warrenie, Budowla, o którą prosiłeś stoi już na placu, jednakże nie wszystko poszło zgodnie z planem, jak sam zresztą raczyłeś mnie uprzedzić i uspokoić moje poddenerwowanie. Mój kosmiczny namiot wymaga jeszcze dopracowania, nie ulega to wątpliwości. Widziałem wszelako z jego wnętrza trochę kosmosu. Gwoli prawdzie, zdradzę, że na chwilę obecną wszystko jest jeszcze w fazie budowy; mam już konstrukcję, kilka starych firanek, dwa koce i robocze krzesło. Wyłonił się jednak pewien problem, gdyż budowla, którą sporządziłem naprędce, okazała się zbyt wysoka i wczorajszego wieczoru nie udało mi się dotrzeć do granic Strzały, aby zobaczyć znajdującą się tam gromadę M71, nie dotarłem również do gwiazd Delfina, ażeby sprawdzić co z Niebieskim Błyskiem, o który prosiłeś. Jednakże powiodło się z mgławicą Półksiężyc (NGC 6888), NGC 7027 i NGC 7008. Półksiężyc widziałem najlepiej jak dotąd – łuk światła dostrzegłem nie tylko między dwiema gwiazdami rombu, jak to zwykle bywało, lecz także dalej, przez co skrawek mgławicy zwiększył się minimum dwukrotnie. NGC 7027 zdradziła pewien kształt w powiększeniu 319-krotnym i z małej kulki rozciągnęła się była, stając nieco podłużną, jak gdyby trochę prostokątną, lecz wyoblona i nieostra aparycja nie pozwoliła się upewnić co do prawdziwości owych konturów, a nie jest powiedziane, iż nie uległem pewnemu złudzeniu, jakim jest dopisywanie sobie właściwego kształtu, po uprzednim zaznajomieniu się ze zdjęciem obiektu. Co się zaś tyczy mgławicy Płód, widziałem ją dobrze, ale dopiero podczas kolejnych nocy zobaczyłem ją wspaniale! To duża planetarna o ciekawym kształcie i różnych miejscach jaśniejszych i ciemniejszych. Byłem także niedaleko gwiazdy Eta Cygni, chcąc zobaczyć mgławicę Tulipan czyli Sh2-101, lecz w miejscu, gdzie miałaby się znajdować, nie widziałem ani śladu pyłu. Potem zdenerwowały mnie chmury i musiałem przerwać poszukiwania. Co prawda udałem się później ponownie do namiotu i znalazłem w nim mgławicę NGC 40, zwaną Muszką, którą widziałem chyba po raz pierwszy, lecz znów naszły chmury i zarządziłem koniec wędrówki na ten wieczór. Co do mgławicy Muszki, to zarówno tamtym razem jak i podczas innej podróży, zdradzała ona pewien ciekawy detal. Otóż wyglądała jak dysk z dodatkowymi mackami na krawędziach, wkręconymi przy jego obrębie, całość zaś, wraz z dodatkowym słońcem tuż obok, skojarzyła mi się nieco z galaktyką spiralną i to nie byle jaką, a galaktyką M51. Oczywiście przypominała ona zaledwie jakieś bardzo odległe, rzekłbym, pokrewieństwo, lecz owe macki przywodziły niezbicie na myśl zalążek struktury spiralnej. Na dobre rozpogodziło się dopiero później, niestety teleskop był już w domu, a wszelkie płachty, firanki i rozmaite koce, którymi powlekłem niestabilną jeszcze budowlę, zdarłem, pozostawiając konstrukcję na podwórku niczym szkielet objedzony z mięśni i tkanek przez sępy. Na koniec chciałbym zapewnić, iż jestem gotów zbudować teraz prawdziwy kosmiczny namiot, gdyż tego, co sporządziłem w pośpiechu, nie mogę nazwać inaczej, jak tylko koromysło. Guffinie, Przeczytałem uważnie, co napisałeś. Sądzę jednak, że poważny kosmiczny namiot wymaga nieco więcej uwagi i czasu, toteż chciałbym, abyś nie skupiał się teraz na nim, a na obserwacjach, chmury bowiem znikają coraz szybciej, a sam wiesz, jak zawsze zwlekasz do ostatniej chwili z przygotowaniami. A więc znajdź jedynie odpowiednie miejsce, gdzie nie będziesz miał w zasięgu wzroku sztucznego światła i czekaj na dalsze instrukcje. Guffinie, Już czas. Niebo jest czyste i być może pozostanie takie przez kolejne kilka dni, a co nas interesuje o wiele bardziej – nocy. Przygotuj teleskop, sprawdź czy wszystko jest w porządku i rzuć okiem na kilka miejsc. Drogi Warrenie, Spieszę donieść, że zburzyłem ów szkielet namiotu, a części jego złożyłem na stos, gdzie leżały pierwotnie. Masz rację twierdząc, że nie czas, by się tym zajmować i że taki namiot powinien być zbudowany z większą starannością. Porzućmy więc ten temat na czas pewien. Tymczasem mam do zrelacjonowania Tobie moje najnowsze poczynania. Było to chyba we wtorek, ale głowy nie dam. Wycelowałem teleskop w kierunku grupy gwiazd Collinder 399 i przeszedłem szybko do gromady NGC 6802. Nie miałem wówczas jeszcze zbyt dobrze zaadaptowanego wzroku, toteż postanowiłem odczekać trochę, przyglądając się jak gromada nabiera jasności i wyrazistości. Zaiste bardzo przypomina ona kiść winogrona. Następny obiekt był o wiele bardziej widowiskowy, a była nim M71 w Strzale. Była ona dość gęsta, ponadto odniosłem wrażenie, że całość tkwi w jakimś kłębie kurzu. Jednakże to Messier 27, do której udałem się później, wywarł naprawdę kolosalne wrażenie i rozumiem przez to także jej rozmiar, bowiem w powiększeniu 319-krotnym mgławica była olbrzymia i wciąż bardzo jasna. Jedna jej strona była zauważalnie jaśniejsza i intensywniejsza. Jak również miłym dodatkiem są także słabe gwiazdki połyskujące na tle gęstej masy. W mniejszych powiększeniach kształt i granice obiektu były znacznie bardziej zarysowane, niż w monstrualnej skali, w której granice stawały się bardziej rozmyte. Sprawdziłem nareszcie co z Niebieskim Błyskiem, to jest NGC 6905. Cóż, nie mogę powiedzieć nic ciekawego, ale zapamiętałem ją chyba trochę lepiej z dawniejszych czasów, kiedy w dużej skali ukazywała nieco wyraźniejszy detal niż teraz. Pragnąc powtórzyć lornetkowy szlak, jaki poczyniłem nie tak dawno, udałem się do gromady otwartej NGC 6791. Dostrzegłem tam, jak się domyślasz, bez większego trudu poświatę starej gromady. Nie mogę jednak uznać jej za zbyt jasną, jak również nie mam nic na temat poszczególnych gwiazd. Musiałbym odszukać stare zapiski i zobaczyć, o czym były. Znalazłem się później w okolicy gwiazdy Deneb, gdzie widziałem okazyjnie dwie gromady otwarte. Pierwsza z nich, NGC 7062, była wyraźnie odcięta od tła, jakby trochę trójkątna, druga zaś, NGC 7082, sprawiała wrażenie bardzo rozległej i podłużnej. Nie mogłem doprawdy stwierdzić, gdzie też są jej granice. Gromady zaliczyłem w drodze do mgławicy NGC 7048. Niestety zmyliłem położenie i musiałem wrócić tam później. A więc udało się. Mgławica mnie zaskoczyła, gdyż spodziewałem się czegoś jasnego w postaci krążka, zastałem natomiast niezbyt jasną owalną plamę. Nieopodal, przy rządku jaśniejszych gwiazd, miałem kolejne cele, w tym mgławicę NGC 7026. Zrazu nie dostrzegłem jakiegoś innego kształtu oprócz rozmytej kulki, jednak po zmianie okularu na 4.7mm udało mi się zauważyć, że jest nieco podłużna, a pokusiłbym się również o stwierdzenie, iż jest złożona jak gdyby z dwóch segmentów. W okolicy namierzyłem także IC 1369, gromadę otwartą, która była niezbyt jasną grupką gwiazd, lecz wyróżniającą się całkiem nieźle z tła. Tuż obok była jeszcze inna grupka, jakby imitacja gromady, o nieco jaśniejszych słońcach, lecz jest to chyba przypadkowe zgromadzenie. Niemniej można było odnieść wrażenie, że w okularze jest nie jedna, ale dwie gromady. Naprawdę jestem rozczarowany tym, że nie zauważyłem podczas planowania pobliskiej mgławicy planetarnej PK 089-00.1. Musisz mi wierzyć, że byłbym ją dopisał do podróży i sprawdził z największą przyjemnością, czy jest widoczna w moim teleskopie. Jednak spieszę już z innym obiektem, który bardzo mnie uradował, a mam tu na myśli mgławicę refleksyjną IC 5076. Nie miałem zbyt dużych oczekiwań, gdyż mam przeświadczenie, że tego typu obiekty są raczej mało skore do objawienia się obserwatorowi, choć przyznać muszę, że zbyt bogatych łowów nie poczyniłem w tej sprawie jak dotąd. Ale już samo to, że świecą przy gwiazdach, sprawia, że myślimy: och nie, to się nie uda. Jednak gdyby nie te gwiazdy, nie byłoby szans na cokolwiek. Dlatego musisz uwierzyć mi na słowo, że gdy zobaczyłem wyraźną poświatę tylko po jednej stronie gwiazdy, byłem uradowany jak małe dziecko. Buszowałem również po rozciągających się na dużej przestrzeni częściach Veilu. Zarówno część wschodnia jak i zachodnia ukazała się chyba najlepiej jak widziałem kiedykolwiek w swoich ówczesnych podróżach. Łukowata część była widoczna przez kilka dni w szukaczu, w teleskopie zaś wędrowałem po niej napotykając różne słabsze i jaśniejsze fragmenty, jak gdyby porzucono tam dawno jakieś ubranie, czy może folię, a wiatry wiejące przez eony porozrywały później to na strzępy. Szczególnie dwa miejsca są bardzo jasne, jeśli idzie o Welon wschodni. Wspaniałym widokiem był bez wątpienia lej wijący się przy 52 Cygni. Odznaczał się on ostro zarysowanymi krawędziami, które zdawały się świecić dużo jaśniej niż środek, jak gdyby potencjalny rysownik wyraźnie je podkreślił. Musisz mi wybaczyć, ale Trójkąt Pickeringa potraktowałem po macoszemu. Wielokrotnie przyglądałem się także skrytemu w blasku Gammy Cas duchowi czyli mgławicy IC 63. Przez ostatnie noce był on widoczny za każdym razem, choć nie zawsze tak samo, bowiem dwukrotnie był bardzo wyraźny – raz nawet odniosłem wrażenie, że poświata rozciąga się stosunkowo daleko od samej głowy – a bywało, że był trochę słaby. A co z galaktyką M31? Cóż, pewnego wieczoru pokazała bardzo spektakularny widok dwóch czarnych pasów wyraźnie odciętych, sama zaś była na tyle jasna, że włożyłem do wyciągu nawet powiększenie 319-krotne, absurdalne, przyznasz, jak na ten obiekt. Jądro było w tym okularze dosyć punktowe, a poświata wypełniała wszystko wokół. Dostrzegalny był co najmniej jeden szeroki pas. Zobaczyłem wreszcie także dawno upragnionego Saturna. Mimo że widok był trochę degradowany tamtego wieczoru, to i tak bardzo mi się podobał. Widać było ładnie pierścienie i jakiś ciemniejszy pas na planecie. Blisko planety były również cztery obiekty, które wziąłem słusznie za księżyce. A były to, jak później sprawdziłem, Tytan, Rea, Tetyda i Dione. W dalszej odległości od Saturna również było kilka punkcików, ale nie zapamiętałem ich położenia. Na Jowiszu widać było co najmniej dwa pasy, a pod jednym z nich, cieńszym, przyklejona była pomarańczowa, owalna plama. W tym miejscu winien jestem wyjaśnić Tobie, że w okularze plama była przyklejona do górnego pasa i nad nim. Chyba trafiłem na przejście WCP. Obraz w powiększeniu 319x był bardzo degradowany i tylko chwilami widać było plamę, natomiast w 107-krotnym powiększeniu widoczna była cały czas. Upolowałem jeszcze NGC 7497, galaktykę w Pegazie. Wisiała tam, dość słaba, ale oczywista. Kątem oka widać było podłużną smugę jej światła. Szkoda, że nie dostrzegłem w okolicy żadnych pyłów, które tak fajnie widać na zdjęciach, ale to było do przewidzenia. Nie wiem, czy byłoby to możliwe w idealnych warunkach. Być może tylko w ogromnym teleskopie. Drogi Warrenie, Obserwowałem znowu 07/10/21 czyli w czwartek. Czuję, że zapowiada się pogoda. Będzie niebo, jak mawiają. A tymczasem pozwól, że opiszę Ci pokrótce, co widziałem. Mgławica PK 089-02.1 nawet w 319-krotnym powiększeniu nie odróżniała się od gwiazd. A przy PK 086-08.1 musiałem coś pomylić i nie jestem już teraz pewien, czy na nią trafiłem. Ale, jak odgrażała się Buka mieszkańcom domu Muminków – JA TU WRÓCĘ. Później namierzyłem róg domku Cefeusza i skręciłem w kierunku kolejnego zadania. Jednak moja droga prowadziła prosto przez pewne miejsce, gdzie coś jest. Nie ukrywam, że liczyłem, iż znajdę tu ślad niejakiego Czarodzieja. Nie powiem, abym zanadto się tam rozglądał, gdyż spieszno mi było do innych celów, ale na pewno jest tu duża grupa gwiazd NGC 7380, spowita dość wyraźną poświatą. Ile w tym samego Czarodzieja, nie wiem. Sądzę, że i tam warto będzie wrócić, czuję bowiem, że on tam jest. Dotarłem potem do PK 107-02.1. Mgławica była maleńka jak gwiazda, niemniej wydawała się nieco inna, bardziej mdła i szara. Nie wiem, czy to było złudzenie, czy naprawdę widziałem ją jako tycie, gwiazdopodobne kółeczko. Gromada gwiazd NGC 7423 tuż obok okazała się dość słaba, niemniej w powiększeniu 319x widać było chyba jakieś gwiazdki, a później być może również w 107x. Określiłbym ją jako niewielką, ale zwartą i wyróżniającą się łatwo poświatę. Widoczna bez trudu, choć niezbyt jasna, była planetarna IC 1454. Przypominała trochę wyciągnięty, szary język od dwóch gwiazdek, co wydaje się nieco dziwne, bo na zdjęciach jest okrągła. Być może słaba widoczność i te gwiazdki, sprawiły, że było takie wrażenie widoku. Później znalazłem jeszcze dwie planetarne w kwadracie domku Cefeusza. NGC 7139 była okrągła i stosunkowo spora. Odniosłem także wrażenie, że jej jasność jest niejednorodna. NGC 7076 również była widoczna bez trudu, lecz niezbyt jasna. Na jej tle były chyba jakieś gwiazdki. Skusiłem się potem na trochę odmiennych rzeczy, jak przecudna M27, Veil, a także duch Gammy Cassi, M31, M33 oraz Półksiężyc, obok którego natknąłem się na bardzo ładną gromadę otwartą o jaskrawych gwiazdach. Sądzę, że była to NGC 4996. Zobaczyłem jeszcze Pierścień w Lutni i Jowisza, który zaplątał się w gałęziach świerku, niemniej w teleskopie go widziałem. Do falującej tarczy przykleił się jeden z księżyców. Później w nocy wyszedłem znowu. Moim celem była między innymi mgławica PK 081-14.1, lecz nie mogę chyba uznać ją jako zobaczoną. W jej miejscu świeci wyraźnie gwiazda, która jest chyba jej centralną, lecz sama otoczka pozostała niewidoczna. Widziałem również NGC 7762, łatwą gromadę z rozsypanymi gwiazdami. Niedaleko niej jest jeszcze jedna, lecz nie znalazłem ani gromady, ani jej nazwy. Odwiedziłem również NGC 1501, ale wydaje mi się, że widziałem kiedyś już ją lepiej. Za to NGC 281, czyli osławiony Pacman, był widoczny dosyć dobrze i jestem niemal pewien, że tym razem miał otwartą paszczę. Gromada NGC 7789 była jak zawsze pełna gwiazd, M31 zaś piękna, a Chichoty przeogromne. Guffinie, Jestem bardzo rad z tego, że przemogłeś się w końcu i obserwujesz. Dobrze, dobrze! Teleskop wreszcie jest w użyciu i odbiera światło przeszłości. Mam dla Ciebie małą listę zadań na najbliższy wieczór czyli 08/10/21. Jak zdążyłeś zauważyć, niebo jest piękne, a wszyscy dinozaurów potomkowie śpiewają, że ten stan ma się utrzymać dłużej. Oto wspomniana lista. Proszę, nie zwracaj uwagi na pisownię, sporządziłem ją najszybciej, jak się dało. Jestem jednak pewny, że zrozumiesz doskonale, o jakie obiekty chodzi. „NGC 6804 planetarka kula Orzeł Ciemnotka Niedaleko kuli jest ciekaWy obiekt sprawdzić. Mały kokon niedaleko wieszaka Palomar 10 NGC 6842 planetarka na lewo i do góry od Albireo NGC 6834 gromada obok powyższej planetarki Campbell's hydrogen star NGC 6765 planetarka obok M56 Little Rosette nebula Planetarka koło gwiazdy granat PK 081-14.1 Planetarka na końcu lewego skrzydła łabędzia” Drogi Warrenie, Z przyjemnością zmierzyłem się z przedstawioną listą, choć nie wszystko poszło tak, jak bym sobie tego życzył. Jednakże niektóre rzeczy poszły wręcz jeszcze lepiej, niż mógłbym przypuszczać. Ponadto znalazłem sobie idealne miejsce za domem, od strony zachodniej, co bardzo mi odpowiada, gdyż lubię tę stronę najbardziej. Jest tam bardzo dużo odsłoniętego nieba, a zarazem ma się wrażenie, że za ścianą domu nie ma nic więcej oprócz samotnych pól, niewielkiego lasku i kilku drzew zasłaniających niskie południe. Było tam mnóstwo krzaków, ale większość, która zasłaniałaby sporo nieba, wykarczowałem pospiesznie sekatorem tuż przed całkowitym zmrokiem. Ale to nieważne. Nie ma co się rozwodzić nad tym. Oto, jak było. Mgławicę planetarną NGC 6804 w Orle zobaczyłem bez trudu. Była mniej więcej okrągła i być może pojawiały się w niej pewne niejednorodności. Z łatwością namierzyłem również miejsce owej ciemnotki, jaką jest Barnard 335, niestety nie mogę orzec, jakobym widział tam coś jednoznacznie ciemnotkowego. Owszem, miejsce owo było pozbawione gwiazd, ale jestem trochę nieufny w takich sytuacjach, tym bardziej, gdy po wykonaniu kilku ruchów teleskopem, odniosłem wrażenie, że takich miejsc w bliskiej okolicy jest wiele. Mimo że ów Barnard na mapach wydawał się maleńki, wręcz teleskopowy, wydaje mi się, że przydałoby się szersze pole widzenia. Jakże bardzo się cieszę, że w planach znalazł się ten dziwny obiekt bez nazwy, znajdujący się niedaleko kuli. W takich przypadkach nie liczę na sukces, dlatego cieszę się podwójnie, gdy coś widać. Więc tak, jak powiedziałem. Było go widać! Otóż oczywiście, że jest mały, lecz niewątpliwie niegwiazdowy a rozmyty i tkwi dokładnie w tym samym miejscu, co na mapie. Ponadto udało mi się odnaleźć jego nazwę. To Parsamian 21. Przeskoczyłem następnie w okolice Wieszaka i namierzyłem Mały Kokon – Sh2-82. Niestety, ale nie dopatrzyłem się tam niczego. Nie zraziłem się tym jednak i ponownie wróciłem do Cr 399, lecz tym razem udałem się drogą na południowy zachód – ach, ten południowy zachód! – i minąłem znane mi już doskonale drogowskazy, takie jak gwiazdka, średni kątownik, następnie maleńki kątownik, kolejna gwiazdka i wreszcie dotarłem do paseczka słońc i innej gwiazdy wspomagającej około 7.60 wielkości. Droga może wydać Ci się skomplikowana, ale zapewniam Cię, że znam ją aż nadzwyczaj dobrze. Ale skończmy z tymi gwiazdkami i kątownikami! Ileż będę Cię zwodził. Powiem tylko jedno słowo, które zanotowałem przy Palomarze 10 w moim notatniku. Fiasko. Ach, nie chcę już do tego wracać, ale naprawdę czułem, że jestem blisko. I kiedyś czułem, że coś widzę. Ale nie mam w zwyczaju zaliczać nic, czego nie byłbym pewien, bo jak wiesz, w obserwacjach wizualnych oszukać można tylko i wyłącznie siebie. Zapomnijmy o tym. W Łabędziu złowiłem miły obiekt – NGC 6842. Widziałem ją jako niezbyt jasnego, okrągłego duszka światła, zupełnie bez kłopotu, choć w 60x nie tak dobrze jak w powiększeniach 107 i 319x. NGC 6834, gromada otwarta tuż obok, była ładna i rozbita, świeciła w asyście dwóch malutkich grupek gwiazd po obu stronach klastra. Potem odnalazłem PK 64+5.1, gwiazdę wodorową Campbella. Darujmy zbędne wyjaśnienia. Zastanowiłem się chwilę po przybyciu na miejsce, czy przypadkiem nie pomyliłem lokalizacji. Ale wszystko było tak, jak powinno. Trzy gwiazdki. Wiedziałem, że jest maleńka, ale sądziłem, że ugram coś więcej niż tylko jej pomarańczową barwę. Następny obiekt jednak wynagrodził mi wiele. A była nim NGC 6765, planetarka położona niedaleko M56. Swoją drogą M56 wyglądała bardzo ładnie. Ale to planetarna wyglądała super, pomimo znacznie mniejszych rozmiarów, ponieważ nigdy wcześniej jej nie widziałem i z założenia jest to obiekt daleko bardziej wymagający niż M56. NGC 6765 widziałem jako przecinek, a może wykrzyknik. A może chudy płomień, który jak gdyby zastygł w bezruchu bijąc wąskim snopem w niebo? Później udałem się do Małej Rozety, lecz nie znalazłem dość przekonujących śladów mgławicowości. Mój drogi! Czy mówiłem Ci, że obserwacje bywają piękne? Udałem się wreszcie do gwiazdy Granat w Cefeuszu, tej, przy której znajduje się słynna Trąba Słonia. Och, jak strasznie byłem podekscytowany, gdy namierzyłem miejsce tej planetarnej, którą wspólnie żeśmy dołączyli do listy. Czy naprawdę wiesz, że ją widać? Wow! Nazywa się PK 100+04.1. Była dosyć słaba, jednakże cóż to znaczy, wielki Warrenie, cóż to znaczy...Widziałem z całkowitą pewnością rozmyty obiekt o nieokreślonym kształcie i tylko to się liczy! Szczęśliwy udałem się po skrzydle Łabędzia do PK 081-14.1. Znów muszę tutaj zaliczyć niepowodzenie. Nie udało mi się niczego ustalić w sprawie otoczki. W jej miejscu, jak już wspominałem, świeci jedynie malutka, niemniej wyraźna gwiazda, która współtworzy niewielki rozwarty kątownik z innymi dwiema. Później zrobiłem sobie przerwę. Noce bywają już chłodne, jak wiesz, i jeśli nie używa się rękawic, strasznie marzną dłonie. Zwłaszcza lewa dłoń, którą chwyta się lodowatą krawędź teleskopu. Ale wyszedłem później i udało mi się zobaczyć NGC 1 w Pegazie i chyba również NGC 23. Pewnie chciałbyś wiedzieć, czy nie zapomniałem o NGC 2. Nie, nie zapomniałem. Po prostu jej nie widziałem. Guffinie, Cieszą mnie niezmiernie Twoje poczynania. Szczególnie byłem ciekaw tego kłaka w Orle i malutkiej mgławiczki tuż obok gwiazdy Granat. A tu już kolejna czysta noc! Mam taką oto listę zadań. Udanych łowów! W. „Galaktyka koło pierścienia IC 1296 spróbować Lutnia Galaktyka niedaleko pierścienia NGC 6713 Lutnia Minkowski 1-64 Lutnia Galaktyka NGC 6745 Lutnia PK 092+05.1 Łabądź, niedaleko mgławicy 7008 IC 5217 planetarka w jaszczurce Pięć gromad w jaszczurce A raczej sześć Czyli NGC 7296 NGC 7245 Gromada tuż obok powyższej bez imienia IC 1442 IC 1434 Gromada za powyższą, przy trójkącie.” Guffinie, To znowu ja. Jak uporasz się z powyższą listą i zechcesz wyjść ponownie, mam listę dodatkową. Przede wszystkim wrócisz do NGC 1 i sprawdzisz ponownie, czy przypadkiem nie ma jednak NGC 2. Ponadto popraw NGC 23, dodaj numer 16 i wyceluj w NGC 22, bo jest łatwa do zapamiętania. Dopisz trzy maleńkie galaktyki, to jest PGC 63, 58, 54, a potem udaj się na południe i sprawdź PGC 120 i PGC 129. Gdybyś miał ochotę, rzuć okiem na IC 1792 w Trójkącie, IC 179 w Andromedzie oraz NGC 797 i 801. Powodzenia! Drogi Warrenie, Istotnie wciąż jest niebo. Obserwacje z 09/10/21 były równie ekscytujące, a wyglądały one mniej więcej tak. Namierzyłem Pierścień w Lutni, a gdy uznałem, że jestem gotów, próbowałem dostrzec IC 1296. Nie udało się. Ale coś jakby mignęło parę razy. Wiesz jak to jest. Kiedyś ją chyba widziałem, ale jak człowiek wraca do obiektu i go nie może dostrzec ponownie, zaczyna wątpić w to, co sam widział. Musi się trafić naprawdę czysta noc, jaka nieraz bywa po przejściu frontu, a wtedy być może uda się wreszcie, gdyż jest mi skądinąd wiadomo, że to możliwe w trzydziestucentymetrowym zwierciadle. Rozładowałem natomiast gorycz porażki na galaktyce NGC 6713. Jest ona dosyć trudna, lecz w przeciwieństwie do tej z katalogu IC, widoczna bez dwóch zdań. Początkowo oporna, ale po pewnym czasie, mimo że słaba i malutka, widoczna z całą pewnością, o tym Cię mogę zapewnić. A czy wiesz, jak to blisko do Pierścienia? Wystarczyło, że przesunąłem dosłownie odrobinę kadr i pojawiła się M57. Bez IC rzecz jasna. Ale naprawdę brakuje zaledwie ociupinkę pola widzenia, a NGC 6713 byłaby widoczna jednocześnie z M57! Nie sądzisz, że to obraza majestatu dla IC? Może na przyszłość będzie bardziej łaskawa. A Minkowski 1-64 to naprawdę łatwy cel. Zerknąłem w szukacz i zaledwie kilka, może kilkanaście sekund później miałem już go w okularze. Szary okrągły duszek. Dostrzegalna była również słaba gwiazdka doklejona do jego obrzeży jak dziad do sierści. Wiesz co to dziad? Taki rzep, roślina. Można tym rzucić w kogoś i czepia się ubrania. Pomknąłem później do galaktyki NGC 6745. Po pewnym czasie stała się ona dość łatwa i stosunkowo jasna. Zauważyłem także, że jest podłużna, jakby zgrubiona, a po pewnym czasie odniosłem wrażenie, że jest podzielona jakby na dwa segmenty – jeden mały, a drugi wielki. Wybacz, ale nie dotarłem do PK 092+05.1. Zapomniałem i pomyliłem położenie, do tego szukacz parował, a odrośnik leżał w domu. Dobrze jednak, że w pobliżu jest NGC 7008. A wierz mi, tej nocy była naprawdę piękna. No więc pozostała mi jeszcze Jaszczurka. A tfu! To żeś mnie urządził tą Jaszczurką. Była dokładnie nad moją głową i musiałem tańczyć dokoła teleskopu, ażeby namierzyć poszczególne gwiazdy oraz gromady. Ale w końcu usadowiłem się na siedzeniu i złapałem tę malutką mgławicę planetarną IC 5217. Była widoczna zupełnie jak reszta gwiazd. No, a teraz pięć gromad. A raczej sześć. NGC 7296 widziałem dobrze. To niewielka gromada o kształcie przypominającym poniekąd lotkę. Jest tam trochę gwiazd, w miarę ciasno stłoczonych. Już zapomniałem, czy moje liczenie odbywało się właśnie tutaj, ale jeśli tak, było ich mniej więcej kilkanaście. Namierzyłem potem NGC 7245 i była ona widoczna dość dobrze, wyróżniała się, skupisko co prawda niezbyt jasne, ale gromada jak się patrzy. Tuż przy niej usiłowałem wypatrzyć tę słabą gromadę bez imienia, ale naprawdę okazało się to ponad moje siły. Być może coś tam było, nie mówię nie, lecz muszę tam powrócić, bo przyjemnie byłoby ją dorwać. Znalazłem nareszcie jej imię. To King 9. Szukając IC 1442 z kolei napotkałem luźniejsze zagęszczenie gwiazd przy dwóch słońcach. A jeśli chodzi natomiast o IC 1434, to spodobała mi się. Ładna, jakby to był jakiś ludek albo pająk. Albo pająk-ludek. Miała coś w rodzaju odnóg z gwiazd, choć nie jest mi wiadomo, czy aby są one na pewno członkami samej gromady. Niemniej wyglądało to dość przyjemnie, a jej drobne gwiazdy dodawały jeszcze uroku. Sprawdziłem także gromadę znajdującą się zaraz obok IC 1434, która także nie ma imienia, a raczej jest mi ono nieznane, gdyż przepadło mi najlepsze źródło, w jakim mógłbym odnaleźć jej nazwę, mianowicie Triatlas C. Zgoda, Aladinlite też bywa pomocny w takich sytuacjach, ale tym razem milczy. Kliknąłem chyba we wszystkie oznaczenia SIMBAD i nic. Ale ja tu gadam, a przecież na żywo, w teleskopie, było jednoznacznie widać, że istotnie jest tam jakiś klaster! Dopatrzyłem się pojaśnienia, a i samych gwiazd jakby tam gęściej. Zakończyłem moje mocowanie z Jaszczurką i zarządziłem przerwę. Miło było napić się herbaty i zanotować wszystko co widziałem, abym mógł później opisać Ci to w liście oraz zapisać w zeszycie obiektów zobaczonych. Później przygotowałem się nieco na ponowne spotkanie z Pegazem i wyszedłem. Była już głęboka noc. Znów widziałem NGC 1, lecz NGC 2 wciąż trzyma się mocno. Nie mogę z nią. Potwierdziłem za to NGC 23, w pobliżu jedynki zaś odhaczyłem NGC 16. Nie udało mi się jednak zobaczyć NGC 22 oraz nie zaliczyłem nic przy PGC 63, 58 i 54. Żeby tego było mało, pomyliłem miejsce galaktyk PGC 120 i 129. Przeskoczyłem tedy do Trójkąta, gdzie usiłowałem zobaczyć IC 1792, ale i tutaj nic. Jedynie w Andromedzie powiodło mi się z IC 179. Bo NGC 797 oraz NGC 801 także nie widziałem. Guffinie, To wspaniałe, że pogoda obdarowała nas kilkoma nocami z rzędu i że współgra to z twoimi chęciami. Przyznasz, że bywało z tym różnie, prawda? Nie ma co leniwieć. Mam tutaj coś dla Ciebie. Jeśli uporasz się z pierwszą listą, zerknij, proszę, na drugą. A jeśli i z nią się rozprawisz, sprawdź co z IC 1613 i paroma innymi galaktykami w okolicy. To będzie już zapewne późna pora, więc w sama raz jak na takie rzeczy. I jeszcze coś. Nie wiem, czy zauważyłeś, ale wpisałem na listę NGC 6749. Mówi Ci to coś? Tak, to ta gromada kulista, przy której poległeś z kretesem. No, może nie aż tak, ale jak by nie patrzeć nie udało się z nią. Rozumiem to. Jest bardzo trudna. Toteż jestem podwójnie zaintrygowany, jak Ci pójdzie tym razem. Sporo czasu już minęło, co? Zacieram ręce! Aha, po drodze nie zapomnij zerknąć na Sh2-71. Z nią Ci się udało wtedy, ale nie szkodzi sprawdzić, czy jeszcze tam jest. Do usłyszenia. „M26 oraz PK 023-02.1 planetarka obok M26 NGC 6712 kulista w Tarczy IC 1295 planetarka obok powyższej kulistej PK 024-05.1 planetarka poniżej powyższej Ciemna mgławica 7 nad M11 Cr 388 NGC 6781 NGC 6755 i NGC 6756 gromady otwarte na początku drogi PK 035-00.1 NGC 6735 Gromada obok powyższej Mgławica Sh2-71 i gromada kulista NGC 6749 obie okazyjnie, choć tej drugiej chyba nie widziałeś, bo do poprawki była Pojaśnienie małe na lewo od gromady IC 4756 Gromada bez nazwy pod pojaśnieniem owym Minkowski 1-92” „NGC 6852 PK 043+02.1 PK 050+03.1 Sh2-80 NGC 7640. Galaktyka leży niedaleko NGC 7662 czyli niebieskiej kuli śnieżnej. NGC 2 leżącą tuż obok NGC 1. PGC 120, PGC 129.” Drogi Warrenie, Jest 10/10/21, a na niebie nadal ani jednej chmurki. Lista, którą mi dałeś była bardzo ciekawa i sprawiła mi mnóstwo radości! A było tak. Nie wykarczowałem dostatecznie wszystkich krzaków. Tarcza była już częściowo zasłonięta, dlatego czym prędzej rzuciłem się na nią, chcąc jak najszybciej zrobić co się da. Namierzyłem więc M26 i szybko przeszedłem w prawo, w kierunku jasnej gwiazdy. PK 023-02.1 widoczna była bez kłopotu, ale jest to obiekt dosyć słaby i gwiazdopodobny. Następnie odnalazłem gromadę kulistą NGC 6712, którą po raz pierwszy widziałem w 10x50. Jest ładna. Widać chyba nawet jakiś ślad rozbicia w 319x. Już podczas lornetkowych obserwacji wiedziałem, że tuż obok jest planetarna. Nikon mój jednakże nie podołałby, jak sądzę, temu zadaniu. Dlatego z przyjemnością skierowałem teraz teleskop, ażeby zobaczyć cóż to za obiekt. A więc jest, IC 1295 była widoczna jako pojaśnienie, mgiełka, rozumiesz, ale zdecydowanie to coś tam było, niemniej spodziewałem się po niej więcej. Co się tyczy PK 024-05.1, to niestety. Krzaki. Nie było widać absolutnie nic, chyba tylko gałęzie. Ależ ta M11 ma moc! W przeciwieństwie do większości gromad, jakie znam, ma dość raptownie zakończone brzegi, jak gdyby ktoś rozsypał te wszystkie gwiazdy, a potem nieco je podgarnął, aby nie były tak rozproszone na krańcach. Niezwykle widowiskowa gromada. Ciekawiła mnie ta ciemna mgławica w kształcie litery siedem odwróconej do góry nogami. Zdaje się, że to Barnard 104. Ale w okularze rzecz miała się poniekąd podobnie jak w przypadku Barnarda 335. Niby coś, ale jednak nie coś. Collinder 388 natomiast był niewielką, wyróżniającą się grupką gwiazd, choć nie poświęciłem mu dużo czasu, gdyż obawiałem się, że i reszta moich celów zaplącze się w listowiu. Wiesz jak to jest, prawda? Człowiek obserwuje i obserwuje już parę lat, a wciąż nie widział wielu widowiskowych obiektów. Takim szlagierem bez wątpienia jest NGC 6781 w Orle. Przejrzałem niejednokrotnie mój zeszyt i nie znajduję w nim obiektu w Orle o oznaczeniu NGC 6781. I w rzeczy samej widok ten, zapierający niemal dech, wydał mi się czymś nowym, bynajmniej nie przypominam sobie bym go widział. To kawał planetarki! Piękna. Zauważyłem, że z jednej strony jest jakby jaśniejsza, intensywniejsza, z innej zaś słabsza. Odniosłem także wrażenie, że wewnątrz mgławica jest odrobinę ciemniejsza, jakby środek był wygaszony o pewien ton. Przemierzałem więc dalej Orła i wędrowałem po nim, a na moim szlaku były dwie gromady – NGC 6755 i NGC 6756. Pierwsza z nich ukazała się jako większe zbiorowisko, jej gwiazdy były jakoś nieskładnie rozrzucone, a na tle klastra widać było jakieś kupki, większą i małą, wyróżniającą się z ogółu. Z drugą gromadą było znacznie ciekawiej. Jest niewielka, ale w jej wnętrzu znajduje się bardzo ciasno upakowany zlepek gwiazd. Byłem zdziwiony niemało, gdy ów zlepek nawet w powiększeniu 319-krotnym nie chciał się zbytnio rozproszyć. Zadziwiające. Następnie znalazłem PK 035-00.1. Było trudno. Nie z lokalizacją, ta jest względnie łatwa. Ale sama mgławica była dosyć słaba, a w zasadzie to coś, co było w jej miejscu. A był to jakiś mglisty, gwiazdopodobny punkt. Nie od razu się ukazał, lecz musiałem trochę poczekać, niemniej był tam, zapewniam Cię, w idealnym miejscu. Może to jakaś gwiazdka rozświetla tylko część mgławicy. Kolejnym celem była gromada NGC 6735. Stłoczenie, niezbyt zwarte, gnieździło się z jednej strony jasnej gwiazdy, która nie jest mi wiadomo, jakoby należała do grupy. W jednym polu widzenia był mój kolejny cel, który widziałem jako wyraźnie dostrzegalną okrągłą poświatę. Naprawdę fajna rzecz. Długo nie wiedziałem, jak się nazywa, ale już mi wiadomo, że to Berkeley 81. Później było to, na co czekasz. Najpierw jednak oczywiście moja droga biegła przez miejsce, gdzie znajduje się mgławica Sh2-71. Spieszę więc donieść, że wciąż tam jest. Nie zwlekałem jednak i pospieszyłem dalej, bo i ja byłem bardzo ciekaw, co za chwilę zobaczę. Och! Nie mogę, nie mogę! Ona tam jest! Gromada kulista NGC 6749 zaliczona! Zacny Warrenie, musisz mi wybaczyć moje wzruszenie i jeśli najdziesz na kartce gdzieś mały ślad po wilgoci, będą to tylko moje zaschnięte łzy. Nie przejmuj się. Gromady tej nie lubiłem specjalnie, gdy planowałem ją niegdyś i jak się domyślasz, wcale jej nie polubiłem bardziej, gdy nie udało mi się jej zobaczyć. Ale teraz stało się coś niezwykłego. Zobaczyłem bez jakichkolwiek wątpliwości tę jaśniejącą rzecz. Poświata bijąca od gromady była nie do podważenia, a jej niesłychanie trudne do ustalenia centrum zdawało się być umiejscowione dokładnie w pewnym miejscu przy niewielkim rombie z gwiazd. Gromada, jakkolwiek wciąż bardzo słaba i trudna, wydała mi się nawet spora. Ach, było tam pojaśnienie, było, takie dziwaczne, przyjemne na swój sposób, choć osobliwe. Znalazłem później to miejsce, gdzie miała świecić jakaś mała mgiełka bez nazwy. Ach, ileż już tych obiektów bez nazw. Aladinlite nie pomaga, Triatlasu nie ma, same obiekty X. Bądź co bądź, ma to w sobie coś ciekawego. Lecz samo pojaśnienie, które miałoby tkwić w Ogonie Węża, po zachodniej stronie gwiazdy TYC 456-681-1, okazało się chyba zbyt trudne. Nie twierdzę bynajmniej, że nie widać było absolutnie nic. Miałem wrażenie, że jest tam niewielka, słaba poświata i że występuje ona bardziej z jednej tylko strony, ale to zdecydowanie za mało. Jeszcze większe nic dostrzegłem odrobinę niżej, przy tej kolejnej tajemniczej gromadzie. Nic, co miałoby świadczyć o tym, że jest tam gromada. Ale przynajmniej udało mi się odnaleźć jej nazwę. To Czernik 38. Więc został już tylko Minkowski 1-92. Lokalizacja naprawdę łatwa. Znów jestem bardzo szczęśliwy, że obiekt ten trafił na listę celów, bo zaskoczył mnie, a jak wiesz, takie zaskoczenia bywają bardzo przyjemne. Sądziłem, że będzie to tylko gwiazdka, ale nie zgadłbyś. Owszem, był to obiekt po części gwiazdopodobny, lecz z jednej strony miał wypustkę. Jasna, malutka mgławica planetarna, której wyrósł maleńki ogonek. Po przerwie zająłem się drugą listą. Jednakże od pierwszych chwil poniosłem klęskę. Orzeł był już nisko i chował się za krzakami, a wraz z nim obiekty, które chciałem odszukać, czyli NGC 6852, PK 043+02.1 oraz PK 050+03.1. Nawet skierowawszy teleskop w tę ostatnią, wcale nie celowałem w mgławicę, ale w wiszącą belkę na płocie. Udało się za to upolować galaktykę NGC 7640, która była podłużną, trochę jak igła, smugą słabego światła, wpisaną w trójkąt i większy asteryzm. Pobliska NGC 7662, czyli Niebieska Kula Śnieżna, rzeczywiście wyglądała jak kula. Jest przełom. Odniosłem zwycięstwo wreszcie z galaktyką NGC 2. To był trzeci raz, więc to, co powiadają o trzech sztukach, musi niekiedy chyba być prawdą. Z Pegaza upolowałem również PGC 120, lecz położonej tuż przy niej PGC 129 nie widziałem. Położenie mgiełki wskazywało jedynie na tę jaśniejszą. W nocy wyszedłem ponownie, chcąc sprawdzić IC 1613. Najpierw jednak przyjrzałem się planecie Uran. Wiesz, nieczęsto kieruje teleskop na planety dalsze niż Saturn. Jednak Uran był przyjemny. Może nie był to król wielkości, ale w powiększeniu 319-krotnym zdecydowanie różnił się od gwiazd, ukazując wyraźną tarczę. Próbowałem namierzyć również Neptuna, ale nie upewniłem się, czy to był on. Dopiero innym razem namierzyłem go z całą pewnością, gdyż jego aparycja była całkowicie inna niż gwiazdowa nawet w zaledwie 60-krotnym powiększeniu. Nie dopatrzyłem się jednak tarczki, mimo zmiany okularu na inny, bo obiekt stawał się bardzo zdegradowany. Uznałem więc, że najładniejszy obraz Neptuna jest w małej skali, gdzie nie różni się wielkością od gwiazd, lecz różni się wszystkim innym. Później skierowałem się w kierunku IC 1613, ale stało się to, co w końcu musiało się stać. Nadeszły chmury. A żeby było jeszcze ciekawiej, upodobały sobie w największym stopniu Wieloryba, a także Ryby, gdzie miałem kilka ryb – tfu! – galaktyk do złowienia. Poprzez smugi chmur udało się zobaczyć jedynie NGC 488. Drogi Warrenie, Och, cóż za miesiąc! Jest 12/10/21, a niebo po jednym dniu przerwy, znów powróciło. Zrazu uległem pewnym wahaniom, czy nie pozostać jednak w domu, lecz minione noce bardzo mnie nastroiły do obserwacji. Złapałem wiatr w żagle, jak to mówią! Księżyc jest już coraz większy i coraz później idzie spać, więc dopiero około godziny 21 mogłem rozpocząć łowy. Widziałem go jeszcze jak zachodzi, pomarańczowy i nieco ospały. Tym razem Orzeł był jednak nieco wyżej i rzuciłem się na tamte mgławice planetarne. Udało się z łatwością zobaczyć NGC 6852 w postaci szarego, okrągłego duszka. Placuszek ów był dostrzegalny naprawdę bez żadnego kłopotu. Później namierzyłem miejsce położenia mgławicy PK 043+02.1, ale teleskop celował w ten nieszczęsny płot. Po chwili jednak przesunąłem go wraz z płytą, na której stał, i ponownie wycelowałem w to samo miejsce. Niestety, mimo najszczerszych chęci, nie było nic. Nie wiem co z Sh2-80 alias PK 050+03.1. Dała mi ona pewne nadzieje, jednakże zbyt małe, bym mógł ją uznać za widoczną. Ale to pojaśnienie... sam nie wiem. Później wyrwałem się ze szponów Orła, który był już jednak trochę nisko i znalazłszy się w Pegazie, zrozumiałem jak fantastyczna zmiana nastąpiła! Nie wiem już co z tym niebem, ale dzieją się czasami dziwne rzeczy, Warrenie. To jakaś magia. Nie mówiłem Ci, ale próbowałem ostatnio zobaczyć mgławicę planetarną NGC 7094 w Pegazie i niestety zaliczyłem kompletną porażkę. A co się wydarzyło teraz? Cóż, tego nie wiem, lecz ponownie udałem się od gromady M15, przez gwiazdy i asteryzmy, do owego miejsca, gdzie leżą klucze jakieś takie i osłony ze słońc wspomagające. A gdy dotarłem na miejsce, okazało się, że ona tam nie tylko jest, ale jest wyraźnie widoczna! Ach, co za różnica! Była tam, okrągła, wyobraź sobie, że nawet w powiększeniu 319-krotnym było ją widać całkiem nieźle, do tego jest ona naprawdę dość sporym kółkiem. Najlepszy widok jednak chyba miałem w 107x, gdzie było widać oczywiste, choć zdawałoby się przeźroczyste kółko. Super! Gdy jej wypatrywałem dzień wcześniej, musisz mi wierzyć, nie było tam nic! Ale to był początek tego szaleństwa. Dopiero z galaktykami działy się rzeczy niesłychane. NGC 1 świeciła wyraźnie, a ta franca NGC 2 po prostu była łatwa! Moje napięcie rosło, gdy przesuwałem się, mijając jasną NGC 16, w kierunku NGC 22. Przecież dwukrotnie już poległem byłem, a cóż teraz? Otóż jest, pojawiła się i nie tylko to, ale była dostrzegalna bez większego trudu. I pomyśleć, że nie było jej ani śladu. No to nie mogłem już nie zerknąć, co się dzieje z drugiej strony. Są tam trzy galaktyki blisko siebie, znaczy się PGC 63, PGC 58 i PGC 54. Jedno słowo – Wow! Galaktyki się zjawiły, jak gdyby ktoś je nagle tam podrzucił, jedna z nich zaś była dosyć oczywista, a mowa o PGC 63. Nie od razu, ale też niezbyt długo później, dostrzegłem PGC 54, która jest przy samej gwiazdce 11,58mag. Pojawiła się bez szczególnego oporu i widać ją było jako podłużną, niewielką smugę światła, wystającą z gwiazdy w odpowiednim kierunku. Najtrudniej było z PGC 58. To największe wyzwanie z tej trójki i musiałem trochę się z nią pomocować, aby uznać, że tam jest, ale jednak światło pojawiało się bez wątpienia niejednokrotnie obok PGC 63, właśnie w miejscu, w którym i na zdjęciach się znajduje. Ach, jak to teraz łatwo widać, a przecież nie było nic! Kolejne zaskoczenia czekały również przy NGC 23. Nie wiem, co się z nią stało, ale była bardzo jasna, jak gdyby ktoś jej dołożył trochę magów. No, ale ja tu przyszedłem głównie po NGC 26 i, jak się pewnie domyślasz, złowiłem ją bez żadnego trudu. Wcale nawet nie musiałem szukać miejsca, choć znałem je całkiem dobrze. To ona sama się rzucała w oczy. Oczywiście zajrzałem z ciekawości również do PGC 120, którą już udało mi się wcześniej upolować. I tutaj opadła mi nieco szczęka, gdyż zastałem ją w towarzystwie. Tak, właśnie tak było, PGC 120 i PGC 129 świeciły teraz we dwie i obie były zadziwiająco łatwe. Nawet ich kształt, podłużny, nieco łezkowaty, był bardzo wyraźny. Pamiętasz jak pisałem Ci w jednym z listów o Buce z Muminków? A więc tak, wróciłem również do mgławicy PK 086-08.1. Okazało się, że tamtego wieczoru jej nie widziałem, a przynajmniej nie świadomie. Tym razem byłem przygotowany idealnie, nauczyłem się bardzo dokładnego położenia co do najdrobniejszych gwiazd, wskutek czego mgławica nie miała najmniejszych szans! Jednakże dopiero w powiększeniu 319-krotnym widziałem, że jest inna niż gwiazdy, a mianowicie trochę jakby owalna, czy może raczej należałoby powiedzieć dłuższa niż szersza. Niestety nie mogę pochwalić się zdobyczą w postaci PK 089-00.1, która znajduje się zaraz za gromadą otwartą IC 1369. Co prawda miałem wrażenie, a nawet niemal pewność, że tuż przy słabej gwiazdce jest coś malutkiego i rozmytego, coś, co mogłoby być tym jaśniejszym środkiem mgławicy lub też jego kawałkiem, ale dosyć już może tych domysłów. Pewne cele potrzebują czasem zwyczajnie jednej z trzech rzeczy: lepszego nieba, filtra albo większego teleskopu. Och, Warrenie, cóż za trąba ze mnie! Całkiem zapomniałem o mgławicy PK 092+05.1. Co prawda myślę, że cel ten mógłby być jednak poza zasięgiem, ale czyż nie chodzi również o to całe sprawdzanie? Czasem warto, bo zaskoczenia są tutaj jedną z satysfakcji. Drogi Warrenie, Chyba zapowiada się dłuższa przerwa. Teleskop stoi w domu, a ja piszę do Ciebie te listy i zdaję relację. Czuję się wspaniale! Wiesz, z chęcią bym tak pisał i pisał, ale każdy kiedyś w końcu lubi skończyć czytać daną rzecz. Tak samo i Ty, kiedy...ach, jeszcze jedna sprawa. Zauważyłem, że przez te ostatnie noce były bardzo dobre gwiazdy. Nawet w powiększeniu 319-krotnym bywały dosyć punktowe, a nie jak to często bywało, rozciapane i kalafiorowate. Nic o tym nie wiesz? A ten ostatni wieczór. Naprawdę był dziwny. Te wszystkie galaktyki. Nie wiem co się z nimi stało. Boże jedyny, czy wyobrażasz tylko sobie, co by mogło wtedy się wydarzyć z Palomarem 10 w Strzale? Sądzę, że byłby wówczas musiał się poddać i byśmy mogli go dopisać do zeszytu. Tymczasem żegnam się już, zajmijmy się czymś innym, a niebo kiedyś wróci. Zawsze wraca. Do usłyszenia! Twój oddany obserwator. PS Byłbym zapomniał. To były wspaniałe wędrówki i teleskop bywa czasami naprawdę świetny pozwalając buszować po tych nieco głębszych zakamarkach. Ale, jak wiesz, ponad wszystko lubię obserwacje lornetkowe. Zdarzyło mi się pewnej nocy wziąć mojego Nikona i wyjść na dwór. I zobaczyłem wtedy uderzającej piękności Amerykę Północną. Widok niemal przeszył mnie na wylot i nie pamiętam, czy widziałem ją kiedyś podobnie. Gdy raz próbowałem buszować po niej teleskopem, miałem wrażenie, że jestem zagubiony w jakimś dymie. Nie było to złe, jednakże widok całego zarysu mgławicy, który świeci jak namalowany...bywaj! PPS To jeszcze raz ja. Jak wiesz, zawszę muszę Cię powiadomić o wszystkich pomyłkach i zapomnieniach. I tym razem nie obyło się bez takich. Podczas jednej z podróży miałem w planach mgławicę PK 131-05.1. Przejrzałem jeszcze raz moje zapiski i dopatrzyłem się fatalnego gapiostwa – po prostu o niej zapomniałem. Chyba nie skręciłem w jej kierunku ani razu. Musisz mi wybaczyć, ale wiesz doskonale, że moje wędrówki nigdy nie są wspomagane żadnymi mapami. Mam ze sobą jedynie krzesło, ten twardy kawałek styropianu, od którego boli ogon i raz zabrałem też kanapkę. No dobra, przyznaję, że pewnego razu miałem trochę cukierków, ale zaręczam, że nigdy, przenigdy ani skrawka atlasu. No, to teraz już naprawdę mówię Tobie do usłyszenia. I bądź zdrów!
  21. Erik, myślę, że jak już, to prędzej coś z wilgocią albo w samym niebie. Kwestia adaptacji raczej odpada, a kondycja była podobna. Co do parowania, nie wiem tylko, na której optyce miałaby ona być. Najbardziej prawdopodobne jest właśnie chyba lusterko wtórne. LG paruje z reguły rzadko i trudno, aby podobnie parowało przez kilka nocy, a w mglistą noc, żeby było dobrze. LW próbowałem raz ogrzać dłońmi, co jest bardzo skuteczne, ale nie zauważyłem różnicy po kilku minutach. Jednak teleskop nie miał odrośnika (tylko szukacz), a LW potrafi jednak chyba zaparować niepostrzeżenie. Z drugiej strony byłoby to chyba dość zauważalne w obrazie (chyba że parowałoby jakoś częściowo), a te poprzednie podejścia do galaktyk były jednak do siebie dość podobne. Jeszcze łatwiej chyba zauważyć parowanie okularów. Największa zmiana od strony mojej i sprzętu, to to, że w poprzednie noce teleskop był na dworze już dosyć długo (5-6 godzin). Wczoraj, jak wspomniałem, teleskop wyniosłem przed 21, a galaktyki widziałem jakoś nie dłużej niż godzinę, półtorej później. Piotrkusiu, no właśnie samo niebo w dzień było przez ostatnie dni raczej podobne, czyli dość intensywnie niebieskie. Odkąd pamiętam, to zawsze zwracam na to uwagę i jak jest mało błękitne, a wręcz blade, szare, to rzadko wtedy obserwuję. Jednak wczoraj, po dniu przerwy, mogło coś się przetrzeć na noc i być jeszcze lepsze. Tylko że różnica była bardzo duża.
  22. Przekonałem się dziś, jak kolosalne mogą wystąpić różnice w obserwacjach. To, co napisałem w poście powyżej, ma się nijak do tego, co widziałem dzisiaj. Zastanawiam się nad przyczyną i jedyne, co mi przychodzi do głowy, to to, że tamte podejścia robiłem podczas drugiego wyjścia danego wieczoru, kiedy teleskop był już długo na dworze, więc mogło coś parować. Tym razem wyniosłem teleskop dopiero przed 21, bo Księżyc jest coraz bardziej opieszały, ale obserwowałem te galaktyki podczas pierwszego (i jedynego dziś) wyjścia, czyli jakoś między godziną 21 a 22, a więc i tak dużo wcześniej niż ostatnio. Nie wiem, co mogło być inaczej. Pegaz był w innym miejscu, ale na podobnej wysokości. Jedynie dziś było mglisto. Poza tym niebo wydawało się bardzo dobre wtedy jak i teraz. Ale do rzeczy. Galaktyka NGC 1 po prostu sobie świeciła, a NGC 2 była oczywista; o ile dwa dni temu określiłem ją jako bardzo trudna, to dziś określiłem ją jako stosunkowo łatwa. To nie koniec różnic. Dwa dni temu poniosłem drugą już porażkę z NGC 22, tymczasem dzisiaj pojawiła się, jak gdyby nigdy nic i do tego była oczywista. To samo było przy grupie trzech galaktyk nieopodal, mianowicie PGC 63, 58 oraz 54. Nie udało się w ostatnich dniach zaliczyć żadnej z nich, a dzisiaj złowiłem wszystkie trzy! Podobnie rzecz miała się z parą galaktyk PGC 120 i PGC 129. Ostatnio widziałem tam jedynie PGC 120, a dzisiaj obie po prostu świeciły. Absurdalna różnica była również przy NGC 23 i 26. Wcześniej ta pierwsza była dostrzegalna z lekkim oporem, niemniej pewnie, a dziś dosłownie świeciła jak nie ona. Drugiej wcale nie zaliczyłem ostatnio, z kolei teraz sama rzucała się w oczy i była łatwa, choć wyraźnie słabsza od sąsiadki. Nie mam pojęcia skąd aż taka diametralna różnica. Zastanawia mnie, czy ostatnio było coś nie tak, czy dziś było wyjątkowe niebo.
  23. Kilka dni temu wycelowałem swoją dwunastkę w tamten rejon. O ile NGC 1 dostrzegłem w zasadzie od razu, o tyle z NGC 2 było gorzej. Wracałem tam przez kolejne noce i dopiero za trzecim podejściem, wczoraj, przyglądając się długo i wnikliwie, dostrzegłem numer 2. Była ona jednak na tyle słaba, że dla pewności zapamiętałem dokładne położenie pojawiającej się i znikającej galaktyki względem dwóch okolicznych gwiazd. Mglisty obiekt był idealnie tam, gdzie powinien.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.