Skocz do zawartości

Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla 'taurus'.


Nie znalazłeś tego, czego szukałeś? Spróbuj wyszukać:


Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • Obserwujemy Wszechświat
    • Astronomia dla początkujących
    • Co obserwujemy?
    • Czym obserwujemy?
  • Utrwalamy Wszechświat
    • Astrofotografia
    • Astroszkice
  • Zaplecze sprzętowe
    • ATM
    • Sprzęt do foto
    • Testy i recenzje
    • Moje domowe obserwatorium
  • Astronomia teoretyczna i badanie kosmosu
    • Astronomia ogólna
    • Astriculus
    • Astronautyka
  • Astrospołeczność
    • Konkursy FA
    • Sprawy techniczne F.A.
    • Zloty astromiłośnicze
    • Astro-giełda
    • Serwisy i media partnerskie

Znajdź wyniki...

Znajdź wyniki które...


Data utworzenia

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Grupa podstawowa


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Zamieszkały


Interests


Miejsce zamieszkania

Znaleziono 133 wyników

  1. To był naprawdę fajny wieczór. Chmury okupujące południowe rubieże Rzeczpospolitej w końcu się rozeszły, odsłaniając czyste, ponadprzeciętnie przejrzyste niebo. Jako, że Księżyc zachodzi jeszcze dość wcześnie, kierunek i cel wyjazdu mógł być tylko jeden – deesowe łowy na Przełęczy Knurowskiej. Czasu miałem naprawdę niewiele (rano trza wstać do pracy, a dodatkowe nocne atrakcje zapewnia mi mały synek), więc przygotowałem krótką, lecz treściwą i różnorodną listę celów. Tym razem na warsztat trafiła niewielka konstelacja Delfina (z przyległościami), a w użyciu był wyłącznie Taurus 300. Po początkowych problemach ze zmontowaniem teleskopu (posłuszeństwa odmówiła jedna ze śrub mocujących kratownicę) oraz stwierdzeniu, że zgubiłem gdzieś redukcję okularową (szczęśliwie udało się ją zastąpić elementem konstrukcyjnym soczewki barlowa) reszta poszła już gładko. Zacząłem od dwóch mgławic planetarnych (cóż za zaskoczenie, prawda?), mianowicie znanej i lubianej NGC 6905 (nazywanej Blue Flash) oraz chyba dość rzadko obserwowanej NGC 6891. Nie żałowałem im powiększenia – tym bardziej, że numer 6891 to maleństwo o rozmiarze zaledwie 12". W wyciągu wylądował Pentax XW 7, z którym uzyskuję pow. nieco ponad 200x. Przy takim powerku "Niebieski Błysk" ukazał pewne niejednorodności w strukturze, z kolei NGC 6891 jawiła się jako jasna (10.5mag), zwarta, malutka kuleczka. W ramach rozgrzewki łupnąłem jeszcze dwie przynależne Delfinowi kulki – dość efektowną NGC 6934 (która ładnie "mrowiła" na obrzeżach, ukazując dodatkowo wyraźnie jaśniejszy rdzeń) oraz maleńką (3.6') i bardzo odległą NGC 7006. W przypadku tej ostatniej nawet spore lustro okazało się bezradne – niezależnie od użytego powiększenia w okularze widać było tylko mglistą plamkę. Hasając w okolicy engieca numer 7006 warto zahaczyć o ładny, choć niewielki asteryzm, z racji kształtu zwany Muchomorem. W przeciwieństwie do wielu tego typu celów - najlepiej prezentujących się w lornetach – akurat ten, z racji wymiarów, wymaga zastosowania nieco wyższych powiększeń. Jeśli apertura będzie odpowiednia (myślę, że osiem cali to minimum), to mamy szansę dostrzec niewielką galaktykę NGC 7025 o jasności 12.9mag, przyklejoną do gwiazdki zlokalizowanej u nasady "grzybka". Naprawdę przyjemny widok w szerokim polu Maxvisiona 24 mm (choć do wyłuskania galaktyczki najlepszy okazał się być Delos 10 mm). źródło: www.sky-map.org Nie byłbym sobą, gdybym nie zerknął na mgławicę Abell 72 (PK 59-18.1) o jasności 12.7mag, ukrywającą się nieco na południowy wschód od charakterystycznego rombu tworzącego tułów Delfina. Patent na nią to użycie długoogniskowego okularu. Nie sprawia wówczas obserwatorowi większych kłopotów, a zerkaniem staje się oczywista. Jest dość duża, owalna, o niejednorodnej jasności i strukturze; momentami majaczy delikatnie przy patrzeniu na wprost. O dziwo pobliskie stosunkowo jasne (8-9mag) gwiazdki nie przeszkadzają specjalnie przy jej obserwacji. Filtr OIII jest nieodzowny. Sporo czasu spędziłem na próbie wyłuskania mgławicy określanej jako Merill's Star (Sh2-80). Z czym to się je opisano tutaj: http://www.deepskyforum.com/showthread.php?168-Sh-2-80-quot-Merrill-s-Star-quot. Rezultat? Porażka, ale do mgiełki z pewnością podejdę jeszcze raz, podczas pobytu w Bieszczdach. Na kolejny obiekt poświęciłem najwięcej cennych minut. Mowa o gromadzie kulistej uwzględnionej w katalogu Palomar pod numerem 10 (Sb – raptem 16.2mag, przy rozmiarze ok. 4'). Jak zapewne wiecie, cały problem z palomarskimi kulkami wynika z tego, że są albo bardzo odległe, albo też przesłonięte przez gwiazdy, pyły i gaz. Do paskudy podchodziłem od trzech długich lat, ponosząc pasmo porażek; nawet podczas sesji z użyciem szesnastocalowego niutka nie miałem pewności, czy widzę widmową poświatę gromady, czy też oko płata mi figle. Analizujac relacje obserwatorów, którym się powiodło, dowiedzialem się najważniejszego - istotna jest nie tyle jakość nieba, co jego klarowność. Spróbować nie zaszkodzi, więc przyssałem się do starej, dobrej Ultimy 18 mm, wspomagajac się od czasu do czasu Delosem 10 mm. Pamiętałem z grubsza, gdzie przyczaiła się gromada, jednak celowo nie wydrukowałem dokładnej mapki - chciałem wyłuskać to cholerstwo, sporządzić szkic i porównać z obrazem wygenerowanym przez stronę www.sky-map.org, by mieć pewność, że widziałem to, co trzeba. No i bingo – słaba, widoczna jedynie chwilami i wyłącznie zerkaniem poświata wylazła dokładnie tam, gdzie trzeba! To mocno ekstremalny obiekt, ale satysfakcja z jego dostrzeżenia jest proporcjonalna do ilości włożonego czasu i wysiłku. źrodło: www.sky-map.org Pod koniec sesji przeczesałem okolice znanej gromady kulistej M15 w Pegazie, odnajdując mgławicę planetarną NGC 7094 - widoczną jako dość słabe, okrągłe pojaśnienie (jasność 13.4mag, rozmiar 99"x91"), po czym zawędrowałem do Cefeusza, namierzając kolejne bledziutkie, planetarne kółeczko, skatalogowane jako NGC 7139. Mgławiczka jest stosunkowo niewielka (1.3') i niezbyt jasna (13.3mag), lecz dwanaście cali lustra i filtr OIII robią swoje. Omiotłem też północne rubieże Orła, zaliczając gromady otwarte NGC 6840, 6843 i 6858 (mało efektowne i niewarte raczej dłuższej wzmianki). Spróbowałem jeszcze usidlić kometę C/2015 F4 Jacques, jednak bezskutecznie. Pamiętałem co prawda, że kilka dni temu minęła gromadę otwartą NGC 6791 w Lutni (notabene jedną z moich ulubionych), ale nie miałem mapki z naniesionym jej aktualnym położeniem, więc po dłuższej chwili skanowania nieba temat odpuściłem. To tyle. Podczas pakowania klamotów do auta co rusz zerkałem na wznoszące się coraz wyżej Plejady. Jesień idzie...
  2. Taurus

    Taurus

  3. Wyraźna różnica względem ośmicalowca, do której warto dopłacić, to 12 cali. Od pięciu lat korzystam z lustra 300 mm w wersji truss (Taurus) i nie ma nic lepszego w kontekście gabaryty/możliwości. Jest to zadecydowanie bardziej mobilne i lżejsze od ósemki na dobsie w pełnej tubie. Za jakiś czas (miesiąc?) będę pewnie sprzedawał ten sprzęt, w związku z nabyciem 14 cali. Muszę tylko jeszcze dać lustra do napylenia.
  4. Bazyl

    Dobson kratownicowy

    Po cytowanym przez kolege Pablito moim poście z 2016 r. kupiłem sobie Nexstara 6 (teleskop dla leniwych niedzielnych oglądaczy nieba). Wcześniej miałem GSO 10 i byłem zachwycony możliwościami tego teleskopu, jednak jego gabaryty zdecydowanie nie nadawały się do mojego mieszkania i z ciężkim sercem musialem sie z nim rozstać. Teraz kupiłem działkę pod miastem, zaczynam budowę domu i już odliczam dni kiedy (niestety pewnie dopiero w przyszłym roku) będę mógł wrócić do dużego Newtona (już bez go to, skoro mam travelerka z tym systemem). Na pewno wybiorę coś z wymienionej przeze mnie trójki, choć moimi faworytami są Columbus i Taurus. Z pewnością zjawię się w tym roku na zlocie, mam nadzieję, że będzie okazja spojrzeć sobie przez te szkiełka.
  5. Stare ludowe porzekadło mówi, że każdy kij ma dwa końce. Nie inaczej rzecz ma się z ciemnymi mgławicami, będącymi wizualną emanacją Obłoku Molekularnego Byka. One też mają swoje jaśniejsze strony. ;) Jako, że nie czuję się na siłach konkurować z naczelnym polskim specem od "ciemnotek", zająłem się tym, co dostrzec łatwiej, czyli kilkoma mgławicami refleksyjnymi, skatalogowanymi przez panów Sydneya van den Bergha, Stefana Cederblada oraz – i tu zaskoczenie – E. E. Barnarda. Tak, tak, w spisie Edwarda Emersona też znalazło się pojaśnienie, oznaczone numerem 10. W sieci znajduje się zaskakująco mało informacji o tym obiekcie; czego zatem wypatrywać? Niczego innego jak delikatnego, bladego obłoczka, ulokowanego w ciemnych trzewiach Barnarda 7. Mgławica to owalna, nieco nieregularna plama, o trudnych do zdefiniowania granicach i rozmiarze ok. 8'. Van den Bergh 27, położony około stopień na wschód od B10, to równie ciężki orzech do zgryzienia; pierwsza obserwacja była mocno (baaardzo mocno) niepewna, ale szczęśliwie szybko udało się powtórzyć ją przy lepszych warunkach pogodowych. Vdb 27 jawi się obserwatorowi jako niewielkie pojaśnienie, przylegające do położonej po jego południowej stronie gwiazdki HD 283571 o jasności 10.2mag. Na zdjęciach widoczny jest skomplikowany kształt mgławicy, przypominającej dwa położone tuż obok siebie kometarne warkocze, przedzielone subtelnym, ciemnym pasmem. W dwunastocalowym teleskopie tych szczegółów nie wyłapałem – widać było jedynie jednolitą, bladą, niewielką (ok. 3-4') plamkę; jak już wspomniałem, to obiekt dość trudny, zdecydowanie bardziej wymagający od vdB 29 i 31. Oba obiekty odnajdziemy na pograniczy konstelacji Byka i Woźnicy, a starhopping warto rozpocząć od jasnej gwiazdy ι Aur, odchodząc – odpowiednio – 2.5 stopnia na południe (do vdB 31) i 3 stopnie na południowy zachód (do vdB 29). Obie to łatwizna - niepowtarzalny efekt zaparowanej optyki jest oczywisty. ;) Van den Bergh 29 to mgławica refleksyjna okalająca biało - niebieską gwiazdę HD 30378 o jasności 7.4mag, przy czym najwyraźniej widoczną cześć obszaru mgławicowego odnajdziemy nieco na zachód od tej gwiazdy. HD 30378 najłatwiej namierzyć, odnajdując malutki asteryzm złożony z trzech gwiazdek, układających się w kształt litery "L", przy czym gwiazdka będąca przedmiotem naszego zainteresowania jest położona na północno – zachodnim skraju tej gromadki. Granic Barnardów 26-28, skupionych wokół van den Bergha 31 nie byłem jednak w stanie wyłapać, choć po braku gwiazd dało się stwierdzić, że one tam są. Z kolei sama mgławica okazała się bardzo ładna, będąc widoczna jako wyraźnie pojaśnienie wokół gwiazdki HD 31293 o jasności ok. 7mag, typu widmowego (najprawdopodobniej) A0V. Gwiazda HD 31293 alias (zmienna) AB Aurigae to niewątpliwie ciekawa błyskotka: młoda (ok. 2-4 milionów lat), otoczona potężnym, pyłowo – gazowym dyskiem, w którym rozpoczęło się właśnie formowanie planet. Jako ciekawostkę dodam, że w pobliżu obu tych mgławic refleksyjnych skryła się gromada kulista Palomar 2. W teleskopie dwunastocalowym najlepiej widać ją przy pow. ok. 100-150x, ale i tak możemy spodziewać się tylko bardzo słabego, widocznego zerkaniem "kleksa" o rozmiarze ok. 2' i jasności w okolicy 13mag (przy czym jasność powierzchniowa jest – rzecz jasna – zdecydowanie mniejsza); śladów rozbicia próżno jednak wypatrywać. Czemu o niej piszę? Ano, za osłabienie blasku gromad kulistych z katalogu Palomar odpowiedzialne są dwa czynniki – znaczna odległość lub przesłonięcie przez pyły przynależne naszej Drodze Mlecznej. Tak się jakoś złożyło, że tuż na północ od "dwójki" przyczaił się Barnard 221. Granice tej ciemnotki są równie trudne do wyodrębnienia jak w przypadku kompleksu B26-28, ale ona tam jest – tło jest praktycznie pozbawione gwiazd. Ale ciii... – ponoć Maras jej jeszcze nie widział, a on bardzo nie lubi, gdy pisze się o nieznanych mu rzeczach z katalogu B. ;) Podążając dalej na południowy – zachód, wzdłuż rozległego, ciemnego pasma B19 i 22, docieramy do IC 2087 (w katalogu Barnarda to numer 14). Ta mgławica została odkryta przez Barnarda w dniu 18 stycznia 1892 roku; IC-ek to małe (ok. 4'), lecz niezbyt trudne do wyłapania pojaśnienie pośrodku niczego - znaczy ciemnej pustki, okolonej przez trójkąt złożony z niezbyt jasnych gwiazd. Zaraz, zaraz – czy aby na pewno niczego? W podczerwieni coś tam jednak widać. ;) Co tam jeszcze wynajdziemy? O, jest Cederblad 33 – zatopiony "wewnątrz" Barnarda 17. W jego przypadku zaliczyłem jedną mocno niepewną obserwację (podczas której chyba widziałem jakieś pojaśnienie - z naciskiem na "chyba" i "jakieś") i kolejną, w lepszych warunkach, podczas której potwierdziłem paskudę; to niemal "doklejone" do słabej gwiazdki pojaśnienie, bardzo subtelne i najsłabsze ze wszystkich celów z tej kategorii (nie licząc oczywiście NGC 1555, czyli Zmiennej Mgławicy Hinda, która jest prawdziwym ekstremum). Rzeczoną NGC 1555 można zadawać za karę niegrzecznym obserwatorom. ;) Wyłapałem ją, ale to jedna z najtrudniejszych mgławic, z jakimi miałem do czynienia. Gdybym nie wiedział, że ona tam jest - przeoczyłbym, ale widoczne zerkaniem pojaśnienie (wyglądające w okularze jak delikatny odblask od gwiazdy) pojawiało się tylko z jednej strony. Słabizna to straszna, ale i satysfakcja spora. W użyciu był Nagler 12 mm i Pentax XW 7. Na deser zostawiłem sobie mgławicę Merope – trójkątną, położoną równolegle do warkocza Alkione; mgiełka wygląda jak warkocz pyłowy jakiejś komety – jest piękna! Wyłapałem też całkiem wyraźną mgławicę wokół Mai, natomiast poległem na IC 349 – ale to temat na osobną opowieść. PS To miał być większy projekt obserwacyjny, realizowany wespół z Panasem, opisujący teren starcia sił światła i ciemności ;) - czyli stosunkowo bliski, niespokojny, gwiazdotwórczy region, znany jako Taurus Molecular Cloud. Niestety, brak pogody i dostępu do wystarczająco dobrego nieba nie pozwolił nam na rzetelne podejście do przynależnych Bykowi ciemnych mgławic (pojaśnienia, których wyłuskanie było moim zadaniem, okazały się znacznie łatwiejsze). One tam są – co da się odczuć po wyjątkowo ubogim w gwiazdy tle, ale by zdefiniować ich granice i kształty trzeba naprawdę niezłych warunków obserwacyjnych – lepszych niż moje (z Knurowskiej), Marasowe (blizińskie) i zlotowe (Oderne). Drogą eliminacji pozostały nam Bieszczady, a do tematu pewnie jeszcze wrócimy. Czesaliśmy (z grubsza) ten obszar nieba: Użyty sprzęt to Taurus (a jakże!) 300/1500 i (domyślnie) okular Meade 26 mm. Niniejsza relacja jest pokłosiem kilku sesji z listopada i grudnia 2015 r., a obrazy wygenerowano z użyciem Aladin Lite.
  6. No i pacz pan, jak szybko poszło.... Zastanawiam się teraz, czy na bazie tej optyki zlecić wykonanie teleskopu Taurus, ale z drugiej strony trochę szkoda niszczyć pamiątkę po Astrokraku, tym bardziej, że całość jest w ładnym stanie i działa perfekcyjnie...
  7. Taurus 300/1500. Tylko coś ostatnio chodzi mi po głowie zakup Taurusa 350 mm. Szesnastu cali nie chcę (miałem przez rok), ale ta czternastka mieści się jeszcze w moim pojęciu mobilności...
  8. Wybaczcie, zupełnie zapomniałem napisać na forum o nowym numerze. ---- AUTOSTOPEM PRZEZ GALAKTYKĘ Szóstego lutego 2018 roku doszło do niezwykłego wydarzenia. Rakieta Falcon Heavy została wystrzelona w przestrzeń kosmiczną z wyrzutni LC-39A na Florydzie, wynosząc w swoim pierwszym locie nietypowy ładunek. Elon Musk, założyciel SpaceX, wysłał w Kosmos... samochód Tesla. Teraz mamy na niebie nie tylko mały i duży wóz... Mamy jeszcze Teslę Roadster! DROGA DO ODKRYWANIA GWIAZD ZMIENNYCH Zapraszamy do pierwszej części artykułu Gabriela Murawskiego pt. „Droga do odkrywania gwiazd zmiennych”. Wiosną 2016 roku autor aktywnie uczestniczył w projekcie Zooniverse – Exoplanet Explorers, w którym miał możliwość pracowania na danych uzyskanych przez sondę Kepler. Ogrom danych na temat gwiazd zmieniających swoją jasność zachęcił go do próby odnalezienia takiego obiektu na podstawie obserwacji. Już w sierpniu 2016 odkrył swoją pierwszą gwiazdę zmienną. Chcecie dowiedzieć się, jak odkryć gwiazdę zmienną? Prześledźcie sposób pracy z tego typu obiektami. TAJEMNICE 1I/`Oumuamua W drugiej połowie października 2017 roku astronomów zajmujących się badaniem Układu Słonecznego zelektryzowała niesamowita wiadomość – odkryty kilka dni wcześniej obiekt, zaklasyfikowany początkowo jako nieokresowa kometa okazał się pierwszą w historii astronomii pozasłoneczną planetoidą obserwowaną w Układzie Słonecznym. Odkrycie to otworzyło zupełnie nowy rozdział w historii astronomii – bezpośrednie obserwacje drobnych ciał pochodzących z innych układów planetarnych. O pozasłonecznej planetoidzie opowie Wam Piotr Guzik. WZIĄĆ BYKA ZA ROGI – TEST 16” TELESKOPU FIRMY TAURUS Dobson Taurus T400 Classic to niezwykły teleskop, który otrzymaliśmy do testów od właściciela firmy Taurus – Adama Salawy. Początkowo test miał się ukazać już w lutym, ale materiału i chęci do obserwacji było tak dużo, że chcieliśmy zatrzymać teleskop nieco dłużej! Z niezwykłym polotem przez test teleskopu poprowadzi Was Damian Demendecki. Przyznam, że sam czytałem ten artykuł z wypiekami na twarzy. SPIS TREŚCI • Autostopem przez Galaktykę - udany pierwszy start rakiety Falcon Heavy • Wieści ze świata astronomii i astronautyki // Kosmonauta.net • Astrogastronomia pod polskim niebem • ISS: Jak przetrwać i nie zwariować? // Dominika Jasińska • Tajemnice 1I/`Oumuamua // Piotr Guzik • Początki astronomii // Marta Chajczyk • Orion - Gwiezdny kalejdoskop // Jan Desselberger • Warsztaty młodego astronoma // Wiktor Niedzicki • W zagadkowym świecie gwiazd // Dominika Jasińska • Kalendarium marzec // Maria Pacholak-Cybulska • Luna naszą przewodniczką // Damian Demendecki • Obserwujemy planety // Damian Demendecki • Niebo poranne / niebo wieczorne • Niebo w marcu 2018 • Kalendarz astronomiczny // Piotr Brych • Efemerydy gwiazd zmiennych // Gabriel Murawski • Aktualności ze świata komet // Piotr Guzik • Ciekawe obiekty mgławicowe // Piotr Guzik • Droga do odkrywania gwiazd zmiennych - część pierwsza // Gabriel Murawski • [BIBLIOTECZKA] Moda, wiara i fantazja w nowej fizyce Wszechświata // Maria Pacholak-Cybulska • [FILM/KINO] National Geographic „Mars” // Tomasz Wiśniewski • [GRALNIA] Deluxe Galaga // Tomasz Wiśniewski • Wziąć byka za rogi – test 16” teleskopu firmy Taurus // Damian Demendecki • Astrofotografia Roku 2017 - wyniki IV finału • Astrofotografia Roku 2018 - wyniki etapu styczniowego Pozdrawiam Mariusz Kulma
  9. Tak z czystej ciekawości - czyj jest Taurus?
  10. Zrobiłem wczoraj Abelka 35. Niebo było bardzo dobre, ale nie spodziewałem się, że będzie aż tak łatwo - duża, rozlazła i nieco bezkształtna poświata wokół jasnej gwiazdki wyskoczyła natychmiast. Taurus, Asferyk 31 mm i OIII Astronomika to jednak kapitalny team. PS Prócz numeru 35 zaserwowaliśmy se z Grześkiem @GKG także Abelle 21 i 33. Grzesiek pierwszy raz zahaczył o ten katalog, a mimo to poszło gładko - praktycznie z marszu zobaczył to co trzeba i gdzie trzeba. A, była jeszcze LoTr 5 w Warkoczu Bereniki; w jej przypadku sześciomilimetrowa źrenica (plus warunki) też okazała się kluczem do sukcesu - delikatne halo wokół gwiazdki była dość oczywiste.
  11. jpatka

    Pierwszy teleskop

    Osobiście zawsze początkującym doradzam Dobsona 8" lub ostatecznie 6". Ale tutaj mamy wymóg wyjazdów z rodziną. Dobson zajmuje sporo miejsca - szczególnie już taki 8". Co prawda biorąc składanego Dobsona mamy możliwość upakowania tego dość dobrze, a jeśli samochód to kombi sprawa robi się ciekawsza. Najlepszym rozwiązaniem byłby Taurus, ale to zupełnie inna półka cenowa. Przechodzimy więc w dół i tu zostaje nam manualnie sterowany Dobson i składany co podniesie jego cenę. Ale za 1300 można by szukać na rynku wtórnym takiego do średnicy 150 mm. Niestety nie ma teleskopów do wszystkiego. Do planet konieczna jest duże powiększenie więc i długa ogniskowa. Do mgławic i galaktyk duża jasność więc i duża średnica. I tu warto się zatrzymać, bo duża znaczy naprawdę duża. Dlaczego? Bo przy 8" calach już coś zobaczymy, ale to będą mgiełki. Dobre młode oczy zobaczą więcej, ale w wieku 40-50 lat źrenica ciemniej (robi się brązowa i coraz ciemniejsza) i dostrzegamy coraz mniej. Kiedy pojedziemy na zlot, to zobaczymy tam prawdziwy zlot sprzętu. I to jest najlepsza odpowiedź, czego szukać i jaki wybrać. Dzisiaj już nie chcemy tylko zobaczyć galaktykę tę czy inną, ale chcemy dostrzec jej ramiona itd. Kupujemy filtry, okulary a to i tak tylko półśrodek. Galaktyka to w okularze szara mgiełka, aby zobaczyć więcej szczegółów potrzebujemy maszyny o aperturze 10" i więcej. Nawet 16" co nie jest wcale wygórowany rozmiar. Teraz wyobraź sobie, że masz sprzęt, który używasz raz w roku na wakacje, a to najgorszy czas na obserwacje. Nocne niebo jest jasne i widać znacznie mniej niż zimą czy jesienią. Refraktory nawet przy średnicach 100-150 mm nie poradzą sobie z pokazaniem tego co pokazuje Newton. Przy tej samej cenie Newton będzie znacznie większy - większa średnica i większa jasność. Refraktory to najdroższe konstrukcje. Do obserwacji przyda się, nawet nadziej niż przypuszczasz napęd choć w osi RA. Mała galaktyka dość szybko będzie uciekać z pola widzenia. By dostrzec jej detale, jakie by one nie były widoczne, potrzebujemy czasu i skupienia. Kiedy teleskop nadąża sam za ruchem sfery choć przez kilkanaście minut możemy oko przyzwyczaić do zmiany jasności pola widzenia i dostrzegać tzw zerkaniem więcej niż normalnie. Dobson z platformą, którą można dokupić z czasem lub zrobić samemu, daje więc spore możliwości rozwoju zestawu.
  12. Nie, nie jest to temat do Nibimbrowni, bo tak popularnie nazywa się dzisiejszotygodniowa bohaterka . A, że zima ma się ku końcowi, do wiosny jeszcze chwila, więc dzisiejszy OT to obiekt z pogranicza pór roku. Na naszym niebie jest dość sporo spektakularnych obiektów, które umknęły uwadze Messiera i jemu współczesnych. Jednym z nich jest galaktyka NGC2683 w Rysiu. Jasna na ok 9.7mag i rozległa na prawie 10 minut kątowych. Wzajemne ułożenie Drogi Mlecznej i NGC2683 powoduje, że tę ostatnią widzimy od strony krawędzi. I co warto dodać jest jaśniejsza od takich klasyków jak np. NGC 891. W rzeczywistości Ufo to galaktyka spiralna z poprzeczką, nieco mniejsza od DM, za to z ponad 300 gromadami kulistymi. Znajduje się w odległości ok 20mln lat świetlnych i może dlatego, że znajduje się w dość obskurnym jeśli chodzi o jasne gwiazdy miejscu, jest często omijana. http://www.ptobservatory.com/the-ufo-galaxy-ngc-2683 Nawigacja jest dość prosta. NGC 2683 leży na przedłużeniu "dyszla" Raka, niespełna 5 stopni od Iota Cnc: Podobno pod ciemnym niebem jest do wyłapania w lornetce 10x50, ale tu może poprawią mnie Koledzy lornetkowcy. Natomiast na pewno jest to wdzięczny obiekt dla średniego i dużego Newtona. A powód jest tego taki, że pomijając sporą jasność, w naszych szerokościach geograficznych NGC2683 kulminuje wysoko, bo ok 70 stopni nad horyzontem. Pozwala to wycisnąć maksimum z nieba, pod którym aktualnie obserwujemy. Tak, więc już w 10" - 12" można się pokusić o zaobserwowanie czegoś więcej niż tylko szarej mgiełki i nie trzeba mieć przy tym hawajskiego nieba. Wiem, bo widziałem https://www.cloudynights.com/topic/525750-lynxs-sketches-compilation/ Zapiski, jakie poczyniłem podczas obserwacji: Taurus 270mm, zasięg ok 5.7mag, mała wilgotność, trochę cirrusów: - bardzo jasna galaktyka, szczególnie w centrum, wydłużone symetryczne ramiona, po lewej bliska gwiazda tła. Dobrze przyjmuje powiększenie, najlepszy widok przy pow. 100x, ale i 270x daje radę - chwilami widoczne cętkowanie i jakby ciemny pas biegnący z południowego końca. To nawet w niektórych Messierach mniej widać!!! I rysunek z 16" ,który bardzo mi się spodobał. W średnich warunkach: https://www.astroforum.nl/forum/visueel-waarnemen/schetsen/1366784-schets-ngc-2683-ufo-galaxy Jeśli uważasz, że UFO nie istnieje, to skieruj swój teleskop w kierunku gwiazdozbioru Rysia i daj znać jak poszło!
  13. Low Gravity Show 2018 UWAGA! Promocja tylko do 15 czerwca! Marzyliście kiedyś, aby poznać bliżej Kosmos, ale zabrakło czasu, aby zgłębić temat? A może chcieliście popatrzeć w niebo, ale zabrakło odpowiedniego sprzętu? A może chcecie po prostu wypocząć pod gwiazdami w doborowym towarzystwie? Z nami będziecie mieli niepowtarzalną okazję nadrobić zaległości, przeżyć niezwykłą przygodę i zobaczyć co kryje niebo na własne oczy. W dniach 27-29 lipca odbędzie się pierwszy zlot dla miłośników astronomii Low Gravity Show 2018 organizowany przez magazyn "Astronomia". Do końca rejestracji pozostał niespełna miesiąc. Zapraszamy wszystkich zainteresowanych • Taurus - teleskopy do nocnych obserwacji PATRONI MEDIALNI • Magazyn "Astronomia" – astronomia.media.pl • Astrofaza (Piotr Kosek Kosa) – astrofaza.pl • Statek St - 38 Marta Idczak – martaidczak.com • Apogee Games – apogeegames.pl • Kosmonauta.net – kosmonauta.net • forumastronomiczne.pl – forumastronomiczne.pl SPRZĘT Obserwacje astronomiczne możliwe będą dzięki teleskopom firmy Taurus - składane konstrukcje Dobsona. Szykujemy dla Was też dodatkową niespodziankę http://www.taurustelescopes.com PROGRAM Piątek 27-07-2018 • 14.00 – 16.00 - zameldowanie do hotelu • 16.00 – rejestracja zlotu, powitanie, ogłoszenie konkursu, prezentacja, • 17.00 – 18.30 – Astrofaza, wykład inauguracyjny, • 19.00 – 21.00 – kolacja, • 21.00 – 21.30 – wprowadzenie do obserwacji astronomicznych, • Od 21.00 Strefa VR i gier, • 21.30 – obserwacje nieba: zaćmienie Księżyca, Mars, Saturn, Obiekty głębokiego Kosmosu, Sobota 28-07-2018 • Do 9.30 – śniadanie w formie bufetu, • 9.30 – zdjęcie grupowe, • 10.00 - 12.00 – Wiktor Niedzicki warsztaty – pokaz doświadczeń, • 12.30 – 14.00 – Statek ST-38 – warsztaty dla dzieci: - konstrukcja skafandra kosmicznego, • 12.30 – 14.00 – dorośli - blok wykładów redaktorów magazynu "Astronomia" Na placu przed hotelem i na molo: obserwacje Słońca, obserwacje dzienne. • 12.00 – 14.00 Strefa VR i gier • 14.00 - 15.30 – obiad, • 15.30 – 17.00 – Prezentacja łazika LEGENDARY • 17.30 – 19.00 – Statek ST-38 – warsztaty dla dzieci • 15.30 – 17.00 – dorośli - blok wykładów redaktorów magazynu "Astronomia" • 17.30 – 19.00 – Czas wolny Na placu przed hotelem i na molo: obserwacje Słońca, obserwacje dzienne. • 17.00 – 19.00 Strefa VR i gier, • 19.30 – grill, • 21.30 – obserwacje nieba, Niedziela 29-07-2018 • Do 9:30 – Śniadanie • 9:30 – 10:00 – Zakończenie zlotu i wręczenie nagród • 11:00 – Wymeldowanie Program wstępny, zastrzegamy możliwość zmiany i akutalizacji. OBSERWACJE 27 lipca 2018 to noc niezwykła. Tuż po zachodzie Słońca, przed godziną 21, najbardziej zdeterminowani obserwatorzy powinni dostrzec Wenus nisko nad zachodnim widnokręgiem (8°). Planeta będzie u szczytu swojej jasności widomej -4,3 magnitudo i nie powinna być większym problemem do namierzenia przez bardziej wprawne oko. Powyżej lśni wspaniały Jowisz, który stanie się pierwszym ciekawym celem dla naszych teleskopów. Jednak nie po to tu jesteśmy. Znacznie ciekawsze rzeczy dzieją się właśnie po drugiej stronie nieboskłonu. Na ciemniejącym, wieczornym niebie pojawi się po godzinie 21 Księżyc w pełni, lecz zaraz, zaraz... Gdzież on się podział? A, no tak! To dziś – całkowite zaćmienie naszego naturalnego satelity! Wschodzić będzie nad naszą miejscówką, wkraczając w fazę całkowitego zaćmienia, z tego powodu będzie „niewykrywalny” dla wzroku aż do godziny 22, kiedy to niebo na dobre ściemnieje, a Księżyc uniesie się wyżej nad zadrzewienie. O godzinie 22:28 nastąpi kulminacja, czyli faza maksymalna zaćmienia całkowitego. Księżyc będzie ukryty głęboko w cieniu Ziemi, a astrofotografowie będą mieli wspaniałe warunki aż do 23:13, kiedy nastąpi pierwszy kontakt z fazą półcieniową, i nasz ukochany Księżyc zacznie wychodzić ponownie na światło dzienne. Nie będzie przestojów. Ten czas musimy wykorzystać również na obserwacje pięknego Saturna, który ze swymi okazałymi pierścieniami, niesiony na grzbiecie Strzelca, na krótko wychynie nieco wyżej ponad horyzont pomiędzy godz. 22 a 23. W tym czasie sięgniemy do niego za pomocą dużych teleskopów. Ciężko będzie się na dobre skupić na czymkolwiek podczas tak wspaniałej nocy! Oto właśnie, gdy na niebie brakuje na chwilę jasnej, księżycowej latarni rozświetlającej tło gwiazd, okazała Droga Mleczna podniesie się nad głowami obserwatorów i odkryje na tę ponad godzinę wszystkie swoje skarby! Saturn, czy mgławice blisko centrum galaktyki? Cóż wybrać? Damy radę, pokażemy wszystko! Wielkie teleskopy na polu obserwacyjnym pozwolą wejść głębiej w istotę Wszechświata, ukazując nam mgławice i gromady gwiazd w niej ukryte równie spektakularnie, co Saturna i jego pierścienie. Jednak nie dajmy się zwodzić urokom odległego Wszechświata na długo, gdyż oto bliski Mars wojowniczo daje o sobie znać poniżej zaćmionego Księżyca. Przyćmiewa go swym jasnopomarańczowym blaskiem (-2,8 mag). Oto zbliża się czas jego opozycji przewidziany na godziny poranne, lecz właśnie teraz, blisko północy, staje się dla nas widoczny najlepiej od przeszło 2 lat! Nie umknie on naszym teleskopom, a jego tarcza o rozmiarach 24” powinna ukazać czapy polarne i kontury kontynentów. Po północy będziemy mogli nieco się rozluźnić. Przybierający na sile blask Księżyca i chylący się ku zachodowi Mars oddadzą pola innym obiektom, takim jak jesienne mgławice planetarne oraz odległym planetom Uran i Neptun. 28 lipca przyniesie noc o wiele spokojniejszą, obfitującą w obserwacje Jowisza w godzinach 21-22, Saturna w godzinach 22-23, Marsa w okolicach północy oraz Księżyca, Neptuna i Urana głębiej w nocy. Tej nocy będziemy mogli lepiej skupić się na studiowaniu jesiennych mgławic planetarnych oraz gromad kulistych. Gotowi na obserwacje? Zapraszamy na Low Gravity Show 2018 KOSZT UCZESTNICTWA UWAGA! Tylko do 15 czerwca 7% zniżki! • Całkowity koszt pobytu dla jednej osoby dorosłej i dzieci powyżej 13 roku życia: do 15 czerwca 2018 - 555,00 zł, po 15 czerwca 597 zł • Całkowity koszt pobytu dla jednej osoby w wieku 4-12 lat (nieukończone 13 lat): do 15 czerwca 2018 - 415 zł, po 15 czerwca 447,00 zł • Koszt pobytu dziecka do 3 roku życia (nieukończone 4 lata): gratis! Opłata obejmuje koszty noclegu (2 doby), pełnego wyżywienia (piątek kolacja, sobota 3 posiłki, niedziela śniadanie) oraz koszty organizacji Low Gravity Show 2018. Każdy z uczestników otrzymuje koszulkę zlotową, identyfikator oraz niespodziankę • Dopłata za pokój 1-osobowy +10%. Rejestrację należy opłacić na poniższe konto: Nazwa odbiorcy: APOGEE GAMES Mariusz Kulma Adres odbiorcy: 05-300 Mińsk Mazowiecki, ul. Dąbrówki 33/20 Numer konta bankowego: 39 1950 0001 2006 0024 1781 0003 http://lowgravity.eu/
  14. Następny etap? U mnie było to zejście z 16 cali do trussowej dwunastki (Taurus), uzupełnionej o dużą lornetę i achromat 150 mm do szerokich pól. A, plus nasadka bino, która naprawdę zmienia sporo w odbiorze obiektów (in plus). Gdybym dziś miał zaczynać od zera, kupiłbym SCT8 z rzeczoną nasadką plus lornetkę 15x70. A jeśli wciągną kogoś obserwacje obiektów DS, to tylko lusterko 12-13" w kratownicy. Obejrzyj to kiedyś, naprawdę poręczna i wygodna rzecz. Ktoś kiedyś na zlocie widząc rozmiar Taurusa 300/1500 spytał, czy to ósemka. Ale ile ludzi tyle opinii; nie spodziewaj się jedynie słusznych porad, sam musisz dojść do tego, co preferujesz.
  15. Lorneta powiadasz... Kupiłem MAKa 127, bo mój przedszkolak był zafascynowany kosmosem i chciałem mu pokazać Księżyc i Saturna. Po niecałych dwóch latach mam trzy teleskopy i dwie lornetki. Żadnego zakupu nie żałuję i każdy bardzo dużo mi dał. Nie jestem też w stanie z żadnym sprzętem się rozstać. Ale tak dalej nie mogę tego ciągnąć. Na razie wstrzymuję się z zakupami sprzętu (nie akcesoriów oczywiście ?) do kwietniowego zlotu, który ma mi powiedzieć co dalej. Na potencjalnej liście zakupowej są: Taurus T330 Lorneta minimum 100mm Achromat 150mm Ale w sumie najważniejsze są: czas, pogoda i ciemne niebo. Więc do kwietnia będę próbował tym co mam. Dzięki za podpowiedź - przy lornecie stawiam kolejny plusik na swojej liście.
  16. World Space Week Wrocław 2018 – Tydzień Wydarzeń Kosmicznych 2018-10-23. Redakcja W dniach 5-7 października 2018 roku we Wrocławiu odbyła się druga wrocławska edycja Światowego Tygodnia Przestrzeni Kosmicznej obchodzonego na całym Świecie od 1999 roku. Tegoroczna impreza była największą polską edycją World Space Week, a wydarzenia, które są jego częścią, będą się jeszcze odbywały do końca grudnia. Trzydniowa, główna część obchodów rozpoczęła się w piątek Kosmiczną Grą Miejską, w której udział wzięło ponad 30 kilkuosobowych drużyn. Miały one do pokonania trasę biegnącą w Parku Szczytnickim oraz do wykonania kilkanaście zadań o tematyce astronomicznej i kosmicznej. Zwycięzcy pierwszych miejsc zdobyli teleskopy oraz lornetkę do obserwacji nieba. W tym samym czasie na pozostałych uczestników World Space Week Wrocław 2018 czekały warsztaty zorganizowane przez Instytut Astronomiczny Uniwersytetu Wrocławskiego oraz pokazy w nowo otwartym planetarium. Równolegle z zajęciami w Instytucie Astronomicznym, efekty swojej pracy prezentowało mieszczące się po sąsiedzku, Centrum Badań Kosmicznych PAN (Zakład Fizyki Słońca), gdzie na własne oczy można było zobaczyć przyrządy, które już działały w kosmosie, a które powstały i powstają we Wrocławiu. Można także było posłuchać historii związanych z badaniami bezpośrednio od pracowników CBK. Tam też zakończyła się wspomniana wcześniej gra miejska i miało miejsce uroczyste wręczenie nagród. Piątkowy, bardzo intensywny dzień zakończyły wieczorne obserwacje nieba zorganizowane wspólnie z Polskim Towarzystwem Miłośników Astronomii na terenie Instytutu Astronomicznego. W sobotę organizatorzy przygotowali dzień pełen warsztatów przeznaczonych dla różnych kategorii wiekowych. W Liceum Ogólnokształcącym nr XVII przez cały dzień dzieci mogły np. zbudować rakietę, lunetę, spektroskop, rękę robota, ugotować kometę, stworzyć mgławicę, zaprogramować i prowadzić łazik lub dowiedzieć się dlaczego balon lata, do czego służą mapy nieba. Młodzież i dorośli mogli m.in. skorzystać z rad ekspertów astrofotografii i astronomii lub wspólnie zbudować i uruchomić profesjonalny nadajnik lokalizacyjny do lotów stratosferycznych, zbudować model do detekcji egzoplanet, poznać czym jest schliering, zbadać powierzchnię Marsa, czy przygotować próbki DNA do testów w stratosferze. W sumie odbyło się 60 warsztatów o tematyce astronomicznej, kosmicznej, technicznej i naukowej dla różnych kategorii wiekowych, od najmłodszych do dorosłych uczestników. W warsztatach wzięło udział ok 1000 uczestników, a przygotowało i przeprowadziło je kilkudziesięciu naukowców, nauczycieli, pasjonatów, studentów i popularyzatorów nauki z całego kraju. Podczas całego dnia dzieci mogły skorzystać z pokazów w przenośnym planetarium Bajkonur ustawionym w budynku szkolnym, a także pobawić się z łazikami marsjańskimi studentów UWr i PWr. Dodatkową atrakcją dnia była videokonferencja z Karolem Wójcickim, który przebywał w tym czasie w Islandii, gdzie “polował” na zorzę polarną, ale specjalnie dla uczestników World Space Week Wrocław 2018 przerwał przygodę, aby móc o niej opowiedzieć. Dzień miał również niezwykły finał. Na boisku szkolnym uczestnicy i warsztatowcy utworzyli Żywą Mapę Nieba. Każdy kto wziął udział w jej tworzeniu, włączył latarkę (choćby z telefonu) i zajął pozycję odpowiadającą konkretnemu obiektowi na niebie. Całość została zarejestrowana dronem z wysokości kilkudziesięciu metrów, a film oraz zdjęcia można podziwiać na profilu FB wydarzenia www.facebook.com/wswwroclaw Dzięki dobrej pogodzie sobotni wieczór zakończyły obserwacje astronomiczne nieba przeprowadzone przez Polskie Towarzystwo Miłośników Astronomii oraz przedstawicieli firm Taurus, Nikon i Canon. Po obserwacjach warsztatowcy, organizatorzy, partnerzy oraz prelegenci udali się do Speed Fly na uroczystą kolację, rozmowy oraz wspólne loty w tunelu aerodynamicznym. Trzeci i chyba najważniejszy dzień wrocławskiego Tygodnia Przestrzeni Kosmicznej to niedzielna konferencja popularnonaukowa we Wrocławskim Centrum Konferencyjnym przy Hali Stulecia, z bogatym pakietem atrakcji i imprez towarzyszących. Uroczystego otwarcia dokonał gość honorowy dr hab. Grzegorz Brona, prezes Polskiej Agencji Kosmicznej. Po nim głos zabrał Dyrektor Wydziału Edukacji i Nauki Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego, który wspomniał o polskim kosmonaucie, gen. Hermaszewskim i zaprezentował jego medal. Część oficjalną zakończyła przedstawicielka ESERO, Justyna Średzińska. Prowadzący przedstawili relację z wydarzeń w ramach World Space Week z poprzednich dni, a także przedstawili wszystkich organizatorów, patronów, partnerów i wolontariuszy współtworzących to wydarzenie. Do najważniejszych elementów tego wydarzenia należały bardzo interesujące prelekcje zaproszonych gości. Wśród nich należy wymienić dr Tomasza Rożka znanego choćby z programu SONDA 2, Macieja Jakimca z fundacji Copernicus Project, dr Pawła Presia z Instytutu Astronomicznego UWr, Roberta Lubańskiego z Mars Society Polska, dr Agatę Kołodziejczyk i Matta Harasymczuka, Przemysława Rudzia z Polskiej Agencji Kosmicznej, Piotra Koska z kanału ASTROFAZA, Mateusza Kalisza z projektu ASTOLIFE, dr Macieja Mulaka z Politechniki Wrocławskiej, dr Annę Fogtman z Europejskiej Agencji Kosmicznej, dr Tomasza Mrozka z Centrum Badań Kosmicznych PAN czy studentów PWr z projektu EAGLE. Poruszane tematy to sztuczna inteligencja, misje stratosferyczne, fale grawitacyjne, europejskie zawody łazików marsjańskich, misje analogowe, osiągnięcia Polaków (oraz Wrocławian) w astronomii i astronautyce, przyszłość lotów kosmicznych, misje kosmiczne okiem fizyka, ciekawostki w Układzie Słonecznym, choroby astronautów czy projekt lądownika marsjańskiego. Uczestnicy konferencji popularnonaukowej mieli nieczęstą okazję spotkania się z gośćmi specjalnymi w strefie VIP, gdzie po każdej prelekcji można było zadać pytania, zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia lub uścisnąć dłoń prelegenta. Konferencję prowadziła dr Milena Ratajczak. Prezes POLSA rozpoczął także posiedzenie sekcji biznesowej oraz wziął udział w panelu dyskusyjnym i prezentacji 19 firm, instytucji oraz kół naukowych na co dzień zajmujących się zagadnieniami kosmicznymi. Sekcja biznesowa odbywała się równocześnie z konferencją. Podczas tego spotkania, przedsiębiorcy, studenci, naukowcy i wszyscy zainteresowani mieli niepowtarzalną okazję porozmawiać na temat przyszłości sektora kosmicznego w Polsce, wymienić doświadczenia czy przedyskutować problemy. Udział w tym spotkaniu wzięło kilkudziesięciu przedstawicieli świata nauki, biznesu, studentów i zainteresowanych. Podczas dyskusji uwypuklono rolę edukacji w rozwoju branży kosmicznej. Część tę prowadzili panowie Jędrzej Kowalewski (prezes Scanway) oraz Jędrzej Górski. Przez cały dzień można było również spotkać się z przedsiębiorcami i przedstawicielami placówek naukowych na przygotowanych w tym roku minitargach kosmicznych. Przetestować sprzęt do obserwacji nieba, zobaczyć najnowsze rozwiązania producentów satelitów, obejrzeć aparaturę opracowywaną w Centrum Badań Kosmicznych PAN, poznać ofertę i programy edukacyjne ESERO, czy zobaczyć nad czym obecnie pracują kosmiczne koła naukowe wrocławskich uczelni. Kolejną atrakcją dla odwiedzających w niedzielę World Space Week Wrocław 2018 była galeria astrofotografii znanych polskich fotografów nieba oraz malarstwa (Darii Hlushchenko) inspirowanego przestrzenią kosmiczną. Znalazło się tam wiele interesujących prac, których znakomitym uzupełnieniem była prezentacja anaglifów (zdjęć 3D), które za pomocą okularów 3D można było oglądać podczas wystawy. Duże zainteresowanie wzbudzało stanowisko wirtualnej rzeczywistości Piotra Łoja, gdzie dzięki specjalnym goglom VR360 uczestnicy mogli przenieść się na pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej czy odbyć kosmiczny spacer. We foyer spotkać można było także ulubieńców dzieci i młodzieży – łaziki marsjańskie wrocławskich kół naukowych: Continuum oraz Scorpio. Dla najmłodszych, którzy w towarzystwie swoich rodziców uczestniczyli w wydarzeniu, przygotowano seans filmu “Gwiazda Kopernika”, a dla dorosłych filmy Astronarium o tematyce kosmicznej. Sala kinowa niemal cały czas była pełna. Stowarzyszenie WroSpace, główny organizator World Space Week Wrocław 2018 oraz krótkofalowcy z klubu SP6ZWR przeprowadzili w niedzielę dwie misje balonów stratosferycznych. Pierwszy z nich wyniósł na wysokość 18km cztery nadajniki lokalizacyjne, z których jeden został przygotowany przez uczestników sobotnich warsztatów, nadajnik SSTV nadający specjalnie zaprogramowane zdjęcia, które z tej wysokości były odbierane w kilku krajach Europy, nadajnik telewizji amatorskiej ATV, dzięki któremu mogliśmy śledzić na żywo niemal cały przebieg lotu, oraz próbki DNA opracowane również przez uczestników warsztatów, które po wylądowaniu misji zostały poddane analizie. Kilkanaście minut później wystartowała kolejna misja, tym razem z eksperymentalnym nadajnikiem lokalizacyjnym działającym w systemie LoRa WAN. Celem tego eksperymentu było sprawdzenie realnego maksymalnego zasięgu miniaturowego, ważącego 36 gramów nadajnika. Balon z tym urządzeniem wzniósł się na wysokość ponad 30 km, a sygnał był odbierany ponad 700 km od miejsca, w którym znajdował się balon z nadajnikiem. Dzięki sprawnej ekipie poszukiwawczej krótkofalowców, jeszcze tego samego dnia mogliśmy podziwiać zapierające dech w piersiach widoki zarejestrowane przez kamery zainstalowane na pokładzie kapsuły pierwszego lotu i posłuchać o wyposażeniu i przebiegu obu misji. Tak ciekawy dzień wymagał również odpowiedniego zakończenia. Co prawda ze względu na pogodę, nie udało się przeprowadzić obserwacji nieba, ale dzięki temu mogliśmy na dużym ekranie wspólnie obejrzeć znakomity film polskiego reżysera, Adama Ustynowicza “Chopin The Space Concert” Podczas całego dnia we Wrocławskim Centrum Konferencyjnym przy Hali Stulecia World Space Week Wrocław 2018 odwiedziło około 1000 osób. Organizatorzy w ramach polskiej edycji World Space Week przygotowują jeszcze robotyczny konkurs marsjański dla uczniów szkół podstawowych oraz gimnazjów. Zadaniem uczestników będzie zaplanowanie, opisanie, a w następnym etapie zrealizowanie projektu mini łazika marsjańskiego w oparciu o dostarczone elementy i własne pomysły. W listopadzie World Space Week Wrocław przeszkoli także nauczycieli. Dostrzegając rosnące zainteresowanie tematem kosmosu i jego eksploracji oraz astronomii w szkołach, a także brak doskonalenia w tym obszarze, stowarzyszenie WroSpace wraz z Dolnośląskim Ośrodkiem Szkolenia Nauczycieli przeprowadzi szkolenie w formie warsztatów oraz wykładów dla nauczycieli przedmiotów ścisłych. W planach są między innymi zajęcia dotyczące prowadzenia inspirujących lekcji astronomii w szkole oraz zaprezentowanie ciekawych programów edukacyjnych o tematyce kosmicznej. Należy też wspomnieć, że cała impreza World Space Week Wrocław jest nieodpłatna, tworzona z pasji do astronomii i kosmosu przez grupę wolontariuszy, pasjonatów zrzeszonych w stowarzyszeniu WroSpace, których celem jest popularyzacja wiedzy o kosmosie i astronomii oraz przy współpracy wielu instytucji, placówek naukowych i partnerów. Projekt jest dofinansowany ze środków programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich (FIO) Narodowy Instytut Wolności Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. Organizatorzy pragną podziękować wszystkim patronom honorowym, medialnym, partnerom, współorganizatorom oraz grupie wolontariuszy za pomoc w przygotowaniu imprezy. Relacja foto-video oraz szczegóły znajdują się na stronie www.worldspaceweek.pl oraz profilu FB www.facebook.com/wswwroclaw. Autorzy tekstu: Włodzimierz Tarnowski, Anna Bukiewicz-Szul, Agata Gorwa Serwis Kosmonauta.net jest partnerem wydarzenia. Dziękujemy organizatorom za nadesłanie wiadomości. https://kosmonauta.net/2018/10/world-space-week-wroclaw-2018-tydzien-wydarzen-kosmicznych/
  17. Hymm, ja ze znajomym próbowałem też w 20" tego obiektu. Na pewno był Pentax 5.2 mm czyli około 395x. I nie wiem czemu nie było widać. Obiekt jest w takich powiększeniach bardzo mały ? Może jakieś wskazówki ? Niebo na pewno dobre. Nie wiem co źle było lub co źle zrobiliśmy. U Nas był to Taurus 20" (lustro jednak lepsze niż standardowe) a u Ciebie ?
  18. Witajcie W najbliższą sobote tj 21.04.2018 ok godz. 21 spotykamy się w kilka osób we Wiardunkach na boisku wiejskim : https://www.google.com/maps/@52.7690689,16.8814996,3a,83.4y,252.52h,83.95t/data=!3m6!1e1!3m4!1sj1YpajoxNe-NfaMQT-F5OQ!2e0!7i13312!8i6656 52°46'09.0"N 16°52'50.7"E Na małe obserwacje, będzie Taurus 16", ed80, SW 12", i Maczek 127. Jak ktoś chce się dołączyć może zaczyna przygodę i chce pogadać popatrzeć na inne sprzęty, lub po prostu poobserwować sobie wspólnie - serdecznie zapraszam. Oczywiście jest jeszcze kwestia pogody ale zapowiada sie nieźle .
  19. Mi się marzy Taurus T330. Na wyjazd świetny, ale czy to jest dobry sprzęt na balkon to ja nie wiem. Na balkon to ja bym proponował 8" SCT.
  20. https://www.taurustelescopes.com/pl/taurus-t330-2/
  21. Hubble: Przypadkowe obserwacje enigmatycznego obłoku Napisany przez Radek Kosarzycki dnia 03/09/2018 Mało znana mgławica IRAS 05437+2502 wije się między jasnymi gwiazdami i ciemnymi obłokami pyłowymi, które otaczają ją na powyższym zdumiewającym zdjęciu wykonanym za pomocą Kosmicznego Teleskopu Hubble’a. Mgławicę znajdziemy w gwiazdozbiorze Byka (Taurus), blisko płaszczyzny Drogi Mlecznej. W przeciwieństwie do wielu celów Hubble’a, obiekt ten nie był szczegółowo badany i jego natura pozostaje niejasna. Na pierwszy rzut oka wydaje się być małym, raczej odizolowanym regionem gwiazdotwórczym i można byłoby zakładać, że to silne ultrafioletowe promieniowanie jasnych, młodych gwiazd prawdopodobnie odpowiada za przyciągające oko kształty obłoków gazowych. Niemniej jednak wyraźny, jasny fragment kształtem przypominający bumerang może dowodzić czegoś bardziej dramatycznego. Oddziaływanie młodej gwiazdy poruszającej się z ogromną prędkością z obłokiem gazu i pyłu może odpowiadać za powstanie tego nietypowego jasnego łuku o ostrych krawędziach. Taka osobliwa gwiazda mogła zostać wyrzucona z odległej młodej gromady i przemieszcza się z prędkością co najmniej 200 000 kilometrów na godzinę względem mgławicy. Ten ciemny obłok został pierwotnie odkryty w 1983 roku za pomocą satelity IRAS (Infrared Astronomical Satellite), pierwszego teleskopu kosmicznego obserwującego niebo w podczerwieni. IRAS wykorzystywany był przez USA, Holandię i Wielką Brytanię i odpowiada za odkrycie ogromnej liczby nowych obiektów niewidocznych wcześniej z Ziemi. Zdjęcie zostało wykonano za pomocą kamery WFC ACS (Wide Field Channel Advanced Camera for Surveys) zainstalowanej na pokładzie Kosmicznego Teleskopu Hubble’a. Źródło: ESA https://www.pulskosmosu.pl/2018/09/03/hubble-przypadkowe-obserwacje-enigmatycznego-obloku/
  22. Wychodzi na to że historia zatoczyła koło - przez moje ręce przeszło sporo astro sprzętu a ostatecznie jak zaczynałem od lornetki tak ponownie mam dwururkę. No bądźmy dokładni: dwie lornetki z czego jedna dość przerośnięta. Krótki rys historyczny: SM 15x70, Synta 8, Taurus 380, SM 25x100, TS 102ED, Fujinon 10x70 i APM 100ED APO. Zacząłem chyba dość standardowo - od zachwytu co może pokazać lornetka 15x70. To były chwile które na zawsze zapamiętam, przykładowo ujrzenie pierwszy raz okolic Strzelca na które wyczekiwałem na mrozie do samego rana. Pamiętam ten wypad bardzo dobrze. Potem jak większość z nas marzyłem o czymś większym czyli Syncie ośmio calowej. Apetyt rósł w miarę jedzenia i gdy trafiła się okazja kupiłem 15-calowego Taurusa. Widoki z wielkiego lustra powalały na kolana ale logistyka zaczęła mi dokuczać bo znosiłem sprzęt po schodach z trzeciego piętra przy każdym wypadzie. Gdy już wszystko zniosłem, zawiozłem i porozkładałem często warunki ograniczały znacznie potencjał sprzętu. Zacząłem myśleć o czymś mniejszym na szybkie wypady, wakacje itp. Pojawiła się więc lorneta SM 25x100 - sprzęt o dużych możliwościach ale bogaty w wady optyczne i aperturę ściętą do 88mm. Spojrzałem w refraktor TS102 i to było to. Mobilność i jakość obrazu na zupełnie nowym poziomie. W międzyczasie pojawiła się w walizce też lornetka Fujinon 10x70 i im więcej w nią spoglądałem tym bardziej brakowało mi patrzenia drugim okiem gdy spoglądałem w refraktor. Natura dała parę oczu a ja jedno chowam za opaską, coś nie tak. Apertury mi nie brakowało, uznałem że 100m dla mnie jest najlepszym kompromisem między osiągami a mobilnością. I w ten sposób dotarłem do stanu obecnego - postanowiłem sprzedać wszystko poza Fujinonem i kupić lornetę kątową. Tylko jaką? Mając jako takie doświadczenie w gapieniu się przez różne sprzęty wiedziałem czego szukam: lornetka kątowa, nie musiała być wielka - tak od 80mm w górę ale musiała dawać piękny obraz. Piękny czyli ostrość w dużej części pola widzenia, jak najmniej astygmatyzmu, oddanie barw. Szukałem, czytałem i ostatecznie wybrałem APM 100mm ED APO łamaną pod kątem 45 stopni. Dokładnie tą: http://www.apm-telescopes.de/en/binoculars/giant-binoculars-100mm-aperture-more/apm-100-mm-45-ed-apo-binocular-1-25-eyepiece-sockets2.html?info=9964 Lorneta dotarła do mnie z Niemiec po kilku dniach zapakowana pancernie w dwa kartony, każdy z osobnym piankowym wypełnieniem. Razem z lornetą dostałem: 2 komplety okularów: - TS SWA 70* 20mm (kitowe można powiedzieć) - dające powiększenie 27x, FOV 2,6* - Lunt Engineering HDC 100* 9mm - dające powiększenie 60x, FOV 1,66* oraz certyfikat z Wellenform który potwierdza kolimację lornetki przy powiększeniu 110x. Parametry sprzętu: obiektywy 100mm, szkło FK61, ogniskowa 550mm, przelot optyczny pryzmatów 23mm, waga 6,6kg. Pierwsze wrażenia mam bardzo pozytywne, wszystko wykonane porządnie, wszystko poza szkłem i deklami obiektywów metalowe. Regulacja ostrości chodzi z należytym oporem, bardzo płynnie. Blokowanie okularów w wyciągach zapewniają obrotowe pierścienie. Regulacja odstępu źrenic chodzi dość ciężko ale nie jest to ustawienie które się często zmienia więc to nie kłopot. Stopa mocowania do statywu ma otwory na 3 śruby, dwie 1/4 cala i jedna 3/8 cala. Ja zamocowałem lornetę dwoma śrubami 1/4 cala do uniwersalnego L adaptera a całość wisi na statywie AZ5. Póki co wydaje mi się ten montaż odpowiedni, drgania są szybko tłumione a możliwość użycia mikro ruchów to wielki plus. Lorneta nie zjeżdża w dół nawet gdy spogląda w zenit. Mam za sobą tylko jeden wypad pod gwiazdy, niestety krótki i przy pełni Księżyca. Okulary ostrzą a jakość obrazu zwala wprost z nóg. To nie jest lornetka, to są dwa bardzo dobre refraktory obok siebie. Czytałem bezpośrednie porównanie APMa z jakimś 4-calowym APO Taka. Wg. testujących oba sprzęty dawały tak samo dobre obrazy przy tych samych powiększeniach. Sorry nie mogę teraz znaleźć gdzie to było. Ja w takie APO nie spoglądałem ale nawet w kitowych okularach rzuca się w oczy całkowity brak astygmatyzmu. Gwiazdy są punktami, żadnego skrzenia. Podobnie w okularach 9mm przy powiększeniu 60x. Była pełnia a ja spojrzałem na DSy.. niby głupota ale ilość detalu w M42 widzianej bez filtra mocno mnie zdziwiła. 'Wąsy' mgławicy wprawdzie nie domknięte, widoczne ok 50% ich długości, ale hej, jest pełnia Księżyca. W centrum mgławicy widać wyraźne zróżnicowanie kłaczków, struktura jest oczywista. Wychodzi że APM to jest efektywne 100mm apertury bo takiej M42 nie widziałem w żadnych warunkach bez Księżyca w SM 25x100 który tej apertury miał 88m. Nie mierzyłem efektywnej apertury APMa, czasu nie było ale ten obraz sprawił że nie muszę mierzyć. Rzuciłem oczami (bo już nie okiem) na Kastora, a nóż zobaczę rozbicie tej podwójnej? Nie, nie tego dnia a może powiększenie 60x jest zbyt małe. Czas pokaże. Jeszcze spojrzenie na Jowisza i Księżyc. Ostrość i rozdzielczość obrazu znowu robi piorunujące wrażenie. Jest lepiej niż w EDku 102mm a mój egzemplarz dawał naprawdę niezłe obrazy. Aberracja chromatyczna na niewielkim poziomie, całkiem akceptowalna. Wyraźnie większa na Jowiszu niż na Księżycu i wyraźnie większa w tanich kitowych okularach także zakładam że sporo tej aberracji wniosły same okulary. Ilość widocznych detali w powiększeniu 60x przypominała obrazy z EDka przy powiększeniu ok 100x. W mojej ocenie optyka wysokiej klasy a patrzenie dwuoczne potęguje ilość wyłapywanych detali. Jak na razie tylko tyle mogę powiedzieć bo pogoda jaka jest wszyscy wiemy. Czekam na ciemne niebo ale wiem że się nie zawiodę. Oby chmury łaskawie odsłoniły niebo przy najbliższym nowiu to napiszę więcej. Więcej do poczytania o lornecie APM tu: http://www.binomania.it/recensione-del-binocolo-apm-100-ed-apo-45-osservazione-astronomica-ii-e-ultima-parte/ Przy użyciu translatora Google na język angielski jest całkiem OK, nie wiem jak sobie poradzi na polski. Kilka fotek na koniec:
  23. Obserwowałem wczoraj tę parkę jak i okolice i pomimo słabszych warunków (duża wilgotność i LP) coś było widać. Teleskop Taurus 16"; Delos 14mm i barlow TMB 1.8x .Będąc w tej okolicy od razu rzuca się w oczy jasna N5557 i wyraźna smużka światła N5529, jednak nie przyglądałem im się szczególnie. Po chwili szukania w okularze przeglądowym pojawiła się parka N5544 i N5545. W sumie już przy powiększeniu 135x widać, że coś ciekawego tam się dzieje. Można zauważyć małą kulkę światła z przyklejonym doń przecinkiem. W wyższym powiększeniu (240x) w N5544 widać gwiazdopodobne jądro, a kształt całości jest bardziej oczywisty. Wydawało mi się, że obydwie mają zbliżoną jasność. Parkę tą widać też w bino Denka (105x), ale jest dużo bardziej ulotna. Fajny obiekt.
  24. Czas i miejsce akcji: 6-11 września 2015 r., Wetlina, Przełęcz Wyżna, Czystogarb w roli głównej: lukost w pozostałych rolach: Delta Extreme 15x70, achromat 150/750, nieco szkieł i filtrów gościnnie: Piotrek Guzik i Taurus 330 scenariusz i reżyseria: pogoda, Interstellarum Deep Sky Atlas gatunek: thriller (pogodowy) Skąd ten tytuł? No cóż, tablicę z napisem o takiej treści wywieszono na bramie wjazdowej ośrodka, w którym mieszkałem, a że mianem niebieskiego Zwierzyńca określano niegdyś Zodiak, to skojarzenia astronomiczne są jak najbardziej na miejscu. No i bądźmy szczerzy - ów rozlewany do kufli specjał zwierzynieckiego browaru umilał mi czas po zejściu z połonin i w oczekiwaniu na obserwacje (czasami daremnym). Wieczór pierwszy W niedzielne popołudnie Wetlina powitała mnie solidną burzą z gradem, po której zrobiło się pierońsko zimno. Nie liczyłem na wiele, ale pod wieczór niebo całkowicie się wyczyściło, a warunki okazały się być po prostu genialne; mimo sporej wilgotności powietrze stało się niesamowicie przejrzyste – na tyle, że z okna mojego pokoju bez większego trudu wyzerkałem galaktykę M33. Okienko pogodowe trwało raptem do godziny 22, ale z pomocą lornety 15x70 zdążyłem dobrze wykorzystać dany mi czas. Zacząłem od uciekającego Strzelca – szybko omiotłem zachodzącą pomału, majestatyczną Lagunę (M8), odbijając następnie w kierunku Trójlistnej Koniczyny (widocznej jako spora mgiełka okalająca szczelnie położoną w jej centrum gwiazdę) oraz jasnych emek – kolejno odlicz - numer 17, 16, 26 i 11. Wiem, wiem, to oklepane klasyki, ale zaręczam, że pod dobrym niebem potrafią mocno zaskoczyć obserwatora. Przykładasz lornetę do oczu i od razu wiesz, dlaczego M17 to mgławica Łabędź (kształtu litery omega przez lornetę nie widziałem), a M16 to nie tylko gwiazdy, ale też spora połać otulającego je obszaru mgławicowego. Oki, koniec rozgrzewki - pierwszy poważniejszy cel i pierwsze zaskoczenie to mgławica refleksyjna Irys (NGC 7023) w Cefeuszu, widoczna jako spore pojaśnienie wokół gwiazdy. Obiekt świecił jak miniaturowa lampka na przesłoniętym ciemną mgławicą, praktycznie pozbawionym gwiazd tle. Widok niesamowity – nigdy nie przypuszczałem, że Irysek jest tak efektownym obiektem lornetkowym; oczywiście obserwowałem go wielokrotnie, ale tylko z użyciem teleskopu. Warto też pokombinować trochę z zerkaniem – podświetlony obszar mgławicowy okaże się wówczas zaskakująco rozległy. Na drugi strzał poszły dwie bardzo stare gromady otwarte, czyli NGC 188 w Cefeuszu i NGC 6791 w Lutni. Swego czasu na forum toczyła się dyskusja, która z nich jest obiektem trudniejszym do dostrzeżenia, postanowiłem zatem sprawdzić, jak mają się sprawy pod perfekcyjnym, bieszczadzkim niebem. Wiecie co? - obie to po prostu łatwizny, wyskakujące z tła niemalże z marszu. Oczywiście cały czas mówimy o mglistych plamkach, choć w NGC 188 coś tam nieśmiało mrowiło – w sensie wyskakujących chwilami pojedynczych, słabych gwiazdek. Co dalej? No tak, Ameryka Północna (NGC 7000) i Pelikan (IC 5070) – obie mgławice oczywiste, choć Pelikan świecił zdecydowanie słabiej. Do tych obiektów wracałem zresztą po wielokroć, bo ten obszar nieba – ze świecącą na prawie bezgwiezdnym tle, pomarańczową ξ Cyg – ma w sobie wyjątkową moc przyciągania, hipnotyzując wręcz obserwatora. Wycelowałem też dwururkę w kierunku Pacmana (NGC 281) – tutaj niemal od razu na tle sporego i całkiem jasnego obszaru mgławicowego dało się wyzerkać ciemne wcięcie tworzące jego paszczę; filtry OIII dodatkowo ułatwiły zadanie. A teraz coś dla Panasa – pewnie wiesz, że w Bieszczadach mgławica określana jako "E" Barnarda (B142/143) wcale nie przypomina litery E. Ja nie wiedziałem – skanuję sobie na luzie niebo na północny zachód od kłującego w oczy Altaira, szukając dobrze znanego kształtu, a tymczasem... wyłażą mi jakieś ciemne, mocno rozbudowane zawijasy (które zidentyfikowałem później jako LDN 688). Co więcej, poprzez kompleks B334/336/337 "E" zdaje się płynnie łączyć z położoną na północ (nieco poniżej konstelacji Strzały) ogromną, nieregularną, ciemną plamą, skatalogowaną jako LDN 720. Najlepsze było jednak dopiero przede mną – widok (niby) dobrze znanych, poszarpanych pasm Barnarda 168, skomplikowanych, ciemnych struktur pyłowych otaczających Sadra (γ Cyg) czy mgławicy B361 (z uwagi na liczne "odnóża" budzącej skojarzenia z kałamarnicą) okazał się iście kosmiczny. Po powrocie spod takiego nieba moje gorczańskie obserwacje tracą cały urok i sens... Ale dość marudzenia - mając na widelcu B168 próbowałem wyzerkać bladą poświatę mgławicy Kokon (IC 5146), jednak bez powodzenia. Gdybym dysponował parką filtrów H-beta, to kto wie? Podobnie, porażką zakończyło się starcie z Crescentem (NGC 6888) i nie pomogły tu nawet filtry OIII. Jego czas miał jednak jeszcze nadejść. Kolejny przyprawiający o zawrót głowy widok to Galaktyka Andromedy (M31). Jeśli obserwowałeś ją tylko z podmiejskich miejscówek i uważasz, że to nic szczególnego – ot, jasna plamka zanurzona w mglistej poświacie - koniecznie przyjedź w Bieszczady. Lorneta 15x70 ukaże ci wyraźną, ciągnącą się przez większość pola widzenia mleczną poświatę, układającą się w kształt elipsy, z delikatnie majaczącym ciemnym pasem pyłowym i jasnym jądrem. Bajka! Po czymś takim M33 nie rzucała na kolana, ale nic to – podobnie jak Crescent, doczekała się swoich pięciu minut. Na koniec wrzuciłem na ruszt kompleks B169/170/171 w Cefeuszu – całkiem wyraźny, ogromny, o rozbudowanej, skomplikowanej strukturze. Kierując lornetę na czerwonawą gwiazdę Granat (µ Cep) stwierdziłem, że coś jest mocno nie tak – wokół niej pojawiła się mglista otoczka. Niestety, nie była to żadna nowa mgławica ani nawet zaparowana optyka, tylko koniec obserwacji - niskie chmury zasnuły całe niebo w ciągu kilku minut... Wieczór drugi Poniedziałek okazał się wierną pod względem pogodowym powtórką z niedzieli – po pochmurnym, burzowym dniu (ech, nie ma to jak nawałnica z gradem na Połoninie Wetlińskiej) popołudniowe i wieczorne niebo było wręcz kryształowe. Było to mocno dziwne, zważywszy, ze w powietrzu wisiały hektolitry wody, ochoczo osadzającej się na optyce. Tym razem – prócz lornety – z bagażnika auta wyjąłem refraktor, który posłużył mi do krzewienia wiedzy astronomicznej w społeczeństwie. No dobra, całe to społeczeństwo to tylko sympatyczna parką z (chyba?) Rzeszowa – pozostali z nielicznych, hotelowych gości, choć zaproszeni na mały pokaz nieba, woleli obejrzeć mecz w wykonaniu naszych kopaczy narodowych. Co im pokazałem (parce, nie kopaczom)? - na pierwszy strzał oczywiście kolorowy układ Albireo (ochy i achy w tym wypadku nie były raczej udawane), później kilka gromad otwartych (NGC 457, M11), jakiś tam asteryzm (no pewnie, że Wieszak), nieco kulek (M2, 13 i 15), no i moje ulubione planetarki (tutaj świetnie spisały się niezawodne M27 i M57). Największe wrażenie wywarła jednak na nich Wielka Mgławica w Andromedzie. No jak to – ta chmurka nad drzewami to odległa o miliony lat świetlnych galaktyka? Niemożliwe, łał!!! Całość okrasiłem krótkim wykładem na temat zanieczyszczenia światłem, konieczności ochrony nocnego nieba i parków ciemnego nieba – a nuż ta pani pracuje gdzieś w urzędzie i jest odpowiedzialna za oświetlenie dróg? Albo decyduje o podziale funduszy unijnych? Na wszelki wypadek trza nieść ludowi kaganek oświaty. :) Po odrobieniu pańszczyzny przyszedł czas na przyjemności. Jakie? Zainspirowany zdjęciem Łukasza Sochy, postanowiłem zerknąć na mgławicę emisyjną Sh 2-132 (określaną jako mgławica Lew), zlokalizowaną na pograniczu Cefeusza i Jaszczurki. źródło: http://www.forumastronomiczne.pl/index.php?/topic/8474-sh2-132-lew/ To jeden z niewielu obiektów w tym rejonie nieba, których nigdy wcześniej nie próbowałem wyłapać wizualnie. W użyciu był Maxvision 24 mm plus Orion UB. Efekt? Tam faktycznie coś jest - spora, bezkształtna, bladziutka poświata, zdecydowanie słabsza od mgławic Serce i Dusza (które też wziąłem na warsztat). Wydaje mi się, że widziałem na tle obszaru mgławicowego jakieś ciemne pasemko, ale nader subtelne. A jak wyglądało Serducho (IC 1805) i pobliska Dusza? Fajnie, szczególnie obszar mgławicowy okalający gromadę Melotte 15 okazał się zaskakująco wyraźny. Dzięki filtrowi UHC oba IC-ki wyglądały jak na kiepskiej astrofotce ;) - wylazło sporo pasm i pojaśnień, a cały kompleks nie zmieścił się w prawie trzystopniowym polu widzenia Maxvisiona i trza było oglądać go po kawałku. A, zapomniałbym – jako odrębna, jasna i zwarta plamka jawią się engiec 896 i IC-ek 1795, które w rzeczywistości stanowią cześć kompleksu mgławicy Serce. Dziewiętnastowieczne, mocno jeszcze niedoskonałe techniki obserwacyjno – astrofotograficzne sprawiły, że w katalogu NGC/IC panuje pewien - hmm - delikatny chaos... Reszta sesji to podziwianie rozległej gromady Stock 2 (w której - przy odrobinie wyobraźni - faktycznie można dostrzec sylwetkę przysadzistego osiłka), Gromady Podwójnej w Perseuszu (NGC 869/884) – czyli dziesiątek skrzących się, białoniebieskich gwiazd, z kilkoma wyróżniającymi się pomarańczową barwą, Messiera 34 oraz jednego z moich ulubionych obiektów - galaktyki NGC 891. Ta delikatna, zawieszona wśród gwiazd świetlista smuga jest po prostu piękna. Stupięćdziesięciomilimetrowy refraktor nie zdołał co prawda ukazać ciemnego pasma przecinającego galaktykę (uczynił to dopiero Piotrowy Taurus 330), ale dzięki talentowi niejakiego Ala Naglera miałem okazję podziwiać obiekt w szerokim polu okularu o ogniskowej 12 mm. Coś pięknego! Pod koniec sesji udało mi się jeszcze wyzerkać bladą poświatę mgławicy Czarodziej (Sh 2-142), okalającą gromadę otwartą NGC 7380. O dostrzeżeniu struktury, której obiekt zawdzięcza swą nazwę, nie było oczywiście mowy, ale i tak satysfakcja była spora. Po 22 tradycyjnie naszły chmury, ale nawet gdyby nie one, to i tak masakryczna wilgoć udaremniłaby zapewne dalsze obserwacje. Noc trzecia Najlepsze nadeszło ze środy na czwartek. Mimo mocno niepewnych prognoz umówiliśmy się z Piotrkiem Guzikiem na wspólne obserwacje na położonej pod lasem łącę nad wsią Czystogarb (nieopodal Komańczy). Po przybyciu na miejsce sprawy nie prezentowały się specjalnie dobrze – po niebie snuły się cirrusy, a i niskie chmury też wyłaziły od czasu do czasu. O jakości nieba świadczył jednak fakt, iż były one całkowicie czarne, a przez warstwę cirrusów przebijała się wyraźnie wstęga letniej Drogi Mlecznej. Około północy we wsi wygaszono nieliczne latarnie, a nad północno zachodnim horyzontem widać było jedynie delikatną łunę od odległego Krosna (po rozejściu się chmur prawie zniknęła). Od Komańczy odcinała nas ciemna ściana lasu, ale podejrzewam, że ta "metropolia" i tak nie generuje większego LP. W drugiej części nocy SQM-L wskazywał wyniki przekraczające 21,4mag/arcsec2, a więc bardzo przyzwoite. Było sucho, choć dość chłodno, momentami wiał delikatny wietrzyk – problemów z roszeniem optyki prawie nie było. Zanim przyjechał Piotr, przez łączkę przebiegło stadko jeleni, z pobliskiego drzewa sfrunęła całkiem spora sowa, że o drobiazgu w postaci lisów, kun i diabli wiedzą czym jeszcze nie wspomnę. Doczekaliśmy jakoś do północy, licząc (jak się okazało słusznie), że pojawiające się nad Słowacją dziury w chmurach dotrą i do nas. Sesję rozpoczęliśmy po dwunastej, łowiąc klasyki jesiennego i wczesnozimowego nieba Piotrowym Taurusem i moim achromatem 150 mm. Porównanie widoków generowanych przez dwa tak różne sprzęty samo w sobie było sporą frajdą. Od czasu do czasu wspomagaliśmy się lornetami: 15x70 i Nikonem 10x50. Była też okazja, by skonfrontować widoki z ES-a i Maxvisiona 24 mm (to praktycznie ta sama, wysoka jakość obrazu) oraz filtry OIII Baadera i Lumicona (wygrał rzecz jasna Lumicon, ukazujący zdecydowanie więcej subtelnego detalu w mgławicach). Bezkonkurencyjny był natomiast należący do Piotra Lumicon UHC, choć - gwoli prawdy - orionowski Ultrablock wiele od niego nie odstawał. Z jego pomocą widok Muru Łabędzia czy Pelikana (w Taurusie) powodował objaw zwany fachowo opadem szczęki, na długie chwile przykuwając nas do okularu. Ale do rzeczy – padały głównie klasyki; nie napinaliśmy się specjalnie, ciesząc się po prostu pięknem nocnego nieba. Oczywiście od tej reguły było kilka wyjątków (szczególnie łapane przez Piotra słabe komety), ale o tym już napisze pewnie on sam. Z mojej strony powiem tylko, że nie spodziewałem się, że w ciągu jednej nocy można wyłuskać ich aż tyle. Na pierwszy ogień poszły zanurzone w zawiesistej mgławicy Plejady (M45), fantastycznie prezentujące się w szerokim polu krótkiego refraktora. Piotr stwierdził, że Mgławica Merope mocno przypomina rozległy, pyłowy ogon komety – i trudno się z tym nie zgodzić. Kolejnym celem była widoczna już gołym okiem galaktyka M33 w Trójkącie. Trzydzieści trzy centymetry lustra i ES 14 mm ukazały nam wyraźne, grube ramiona spiralne, a NGC 604, czyli wielki obszar HII stanowiący jej część, wybijał się na pierwszy plan, krzycząc wręcz: tu jestem! Następna w kolejce czekała mgławica planetarna Helix (NGC 7293), pod tak dobrym niebem widoczna już w szukaczu 8x50. Konsumpcję Ślimaczka rozpocząłem od lornety 15x70, zaopatrzonej w filtry OIII. W tej konfiguracji sprzętowej momentalnie ukazała się jej wielka tarcza, z wyraźnie ciemniejszym środkiem. Co tu jednak dużo mówić – lorneta dobra rzecz, ale prawdziwy odlot zafundował nam Taurus, z ES-em 24 mm i Lumiconem UHC na pokładzie. To trzeba samemu zobaczyć – na tle ogromnego, o nierównomiernej jasności owalu mgławicy wyskoczyło sporo gwiazdek. Do numeru 7293 wracaliśmy tej nocy wielokrotnie, podobnie jak do innego jesiennego szlagieru, oznaczonego w katalogu NGC numerem 253. Mowa oczywiście o ogromnej, majestatycznej Galaktyce Rzeźbiarza, wkomponowanej idealnie pomiędzy trzy gwiazdy, układające się w kształt trójkącika. Już w lornecie było fajnie; apetyt wzrósł jeszcze po zerknięciu na nią przez mój achromat, ale to, co pokazał Taurusik z szerokokątnym okularem 8,8 mm, zdeklasowało wszystkie inne widoki z tej nocy. Galaktyka nie mieściła się w polu widzenia, na jej tle majaczyło kilka słabych gwiazdek, a jako bonus wylazło multum ciemniejszych cętek – słowem, obiekt pokazał nam całą skomplikowaną, widoczną na zdjęciach strukturę. Rzuciłem też okiem (przez refraktor) na pobliską, położoną nieco na północ NGC 247 (podłużną, o wyraźnie niższej jasności powierzchniowej, przyklejoną z jednej strony do dość jasnej gwiazdki) oraz zlokalizowaną na południe gromadę kulistą NGC 288. Nagler 12 mm wyłuskał sporą kulkę, z delikatnie rozbitym (wrażenie "mrowienia") obrzeżem. Błądząc w okolicy jasnej gwiazdy Deneb Kaitos (β Cet) można, a w zasadzie należy dopaść kolejną planetarną piękność, oznaczoną w katalogu NGC numerem 246. Mgławica bywa nazywana Czaszką – i coś jest na rzeczy. Newton Piotra pokazał nam spory owal, z widocznymi na jego tle bodajże czterema gwiazdkami i kilkoma pociemnieniami wewnątrz. Ogromną niespodziankę zgotowała nam słaba, rozległa mgławica Jones 1 w Pegazie. Zarówno Piotr, jak i ja obserwowaliśmy ją wcześniej wielokrotnie, ale zawsze z pomocą dużych, kilkunastocalowych luster. Tym razem postanowiłem dopaść ją w refraktorze. W kątówce wylądował Maxvision zaopatrzony w filtr OIII, generując powiększenie nieco ponad 30 x i prawie pięciomilimetrową źrenicę wyjściową. Początkowo nie zobaczyłem nic, prócz osłabionych przez filtr gwiazd; w tym momencie do okularu przyssał się Piotr i oznajmił: popatrz, ona tam jest! Zerkam zatem i faktycznie – świeci, mdło, blado, ale bez cienia wątpliwości, no i z każdą chwilą śmielej; wyraźnie było też widać dwa naprzeciwległe pojaśnienia na obwodzie mgławicy. Przyznam bez bicia, że tego akurat się nie spodziewaliśmy. To znakomita lekcja, że warto czasem przełamać schematy, porzucając myślenie w kategoriach: nie będę próbował, to nie ma sensu, przecież i tak nic nie zobaczę... Ciąg dalszy zabaw z filtrami to dwie mgławice przynależne Woźnicy, a mianowicie IC 405 (Płonąca Gwiazda) oraz IC 410. Pierwsza z nich nie prezentuje się szczególnie okazale – ot, spore, bezkształtne pojaśnienie wokół AE Aurigae, w Ultrablocku ewidentne. Na kolana nie rzuca, d...y nie urywa, niemniej zaliczyć ją warto; swe prawdziwe piękno obiekt ujawnia dopiero na astrofotach. Druga to już inna bajka – numer 410 to spory, jasny łuk, okalający szczelnie gromadę NGC 1893. Sporo czasu przeznaczyliśmy na engieca numer 1360, widocznego już w lornetkach. Jedyny kłopot z tym obiektem to wysokość – zaledwie kilkanaście stopni nad horyzontem, tak więc mgławica praktycznie szorowała po czubkach drzew. 150 mm soczewy i Ultrablock w zupełności wystarczyły, by napawać się widokiem sporej elipsy; po wykręceniu filtra na pierwszy plan wybijała się dość jasna gwiazdka centralna. W międzyczasie zza drzew wylazł Orion, a skoro tak, to postanowiliśmy sprawdzić, czy trzynastocalowiec, ES 24 mm i UHC Lumicona pokażą nam Konika. Pokazały i to całkiem ładnie. Najpierw, po usunięciu z pola widzenia jasnego Alnitaka, wyskoczyła podłużna, blada smuga IC-ka 434. Po dłuższej chwili wpatrywania się, na jej tle, tuż nad charakterystyczną linią ułożona z trzech gwiazdek ukazało się ciemne wcięcie, dość ulotne, lecz wątpliwości nie mieliśmy żadnych. Qń ustrzelony – jak się okazuje, bez filtra H-beta też się da. Piotrek przypomniał mi o Abellu 12 – planetarce przytulonej do jasnej gwiazdy μ Ori i ukrytej w jej blasku. Taurus, Pentax XW 7 mm i OIII Lumicona błyskawicznie się z nią rozprawiły – blade kółeczko z nieco ciemniejszym środkiem było oczywiste. Obiektów padło jeszcze całkiem sporo – z tego, co zapamiętałem, to obserwowaliśmy galaktyczne Messiery numer 74 i 76, mgławicową emkę numer 78, pozycje obowiązkowe, czyli M31 i M42 (z domkniętą od południa pętlą), Crescenta (NGC 6888), Veila, no i prawdziwą ozdobę późnoletniego i jesiennego nieba – wspaniałą parkę składającą się z galaktyki Fajerwerk (NGC 6946) i gromady otwartej NGC 6939, zlokalizowaną na cefeuszowo – łabędzim pograniczu. Dla takich właśnie obiektów stworzono krótkie achromaty – szerokie pole Maxvisiona i Naglera 12 mm pozwoliło cieszyć się oboma obiektami jednocześnie. Szczególnie Nagler świetnie się spisał – przy powiększeniu 62x nie było najmniejszych wątpliwości, która plamka jest galaktyką, a z której wybijają się skrzące jak diamentowy pył gwiazdki. Już nad ranem złapaliśmy kometę 67P/Churyumov-Gerasimenko. Obiekt był dość słaby i rozmyty, ale w tym wypadku liczy się nie to, jak widać, ale na co się patrzy – cały czas towarzyszyła nam myśl o sondzie Rosetta i lądowniku Philae. W pewnym momencie zrobiło się zauważalnie jaśniej – nad wschodnim horyzontem pojawiło się zaskakująco jasne, uformowane w kształt trójkąta światło zodiakalne, stykające się niemalże z zimową Drogą Mleczną. Przed samym świtem zza drzew wyłonił się wąski sierp Księżyca tuż przed nowiem, z pięknie widocznym światłem popielatym, a nieco na południe od niego błyszczała oślepiająco Wenus. To była naprawdę fajna sesja – wbrew początkowym obawom pogoda dopisała, a towarzystwo Piotra jest tym, czego mogę życzyć każdemu obserwatorowi. W drodze powrotnej do Wetliny podziwiałem wyraźnie odcinające się w świetle brzasku szczyty Bieszczad - oczywiście w tych rzadkich chwilach, gdy cokolwiek widziałem (bo przez większość czasu przebijałem się przez masakryczne mgły, zalegające w niżej położonych miejscach). Akumulatory naładowane, a kto wie, jeśli wszystko pójdzie dobrze, to w okolicy październikowego nowiu planuję powtórkę. PS Określenie "wetlińska filia zlotu zatomskiego" to nie żadna figura retoryczna, tylko twarde fakty – o, zerknijcie proszę tutaj: :)
  25. Pojawiła się nowa oferta mobilnych teleskopów w systemie Newtona - 12", 13", 16" i 20". Na stronie dostępne są też akcesoria ATM - wielkiego wyboru nie ma, ale to chyba pierwszy polski sklep oferujący tego typu produkty. Więcej szczegółów na: http://www.teleskopytaurus.pl/
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)