Skocz do zawartości

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'bieszczady' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Obserwujemy Wszechświat
    • Astronomia dla początkujących
    • Co obserwujemy?
    • Czym obserwujemy?
  • Utrwalamy Wszechświat
    • Astrofotografia
    • Astroszkice
  • Zaplecze sprzętowe
    • ATM
    • Sprzęt do foto
    • Testy i recenzje
    • Moje domowe obserwatorium
  • Astronomia teoretyczna i badanie kosmosu
    • Astronomia ogólna
    • Astriculus
    • Astronautyka
  • Astrospołeczność
    • Konkursy FA
    • Sprawy techniczne F.A.
    • Zloty astromiłośnicze
    • Astro-giełda
    • Serwisy i media partnerskie

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Zamieszkały


Interests


Miejsce zamieszkania

Znaleziono 4 wyniki

  1. Do Roztok Górnych dotarłem z córką i jej kuzynką późnym popołudniem w czwartek. Zakwaterowanie w miarę szybkie choć jak się okazało radosny "overbooking" właścicieli nas nie ominął czego doświadczyłem jeszcze kilkukrotnie w piątek kiedy przyjechała kolejna grupka. Każdy jednak znalazł miejsce do spania więc źle nie było Pogoda jak na zamówienie, w drodze jeszcze jakieś chmury były a po przyjeździe właściwie zrobiło się bezchmurnie. Sprzęt rozłożony ok. 21.30, do dyspozycji miałem taurusa 330 i okulary 6, 10, 17 i 31mm oraz lornetkę 10x50. Na pierwszy ogień poleciał obiekt tygodnia. IC4617 jednak nieosiągalny, ale NGC6207 właściwie od strzału. M13 fantastycznie rozbita, niezmiennie królowa kulek północnego nieba. Przy tej eMce zostałem nieco dłużej bo nieastronomiczni goście obiektu zaciekawieni tym co my tam oglądamy podeszli spojrzeć przez teleskop. Wróciłem jeszcze do niej nieco później i na spokojnie wypatrzyłem "mercedesa". Kolejne dwa obiekty również były dla szerszej publiczności: M57 i M27 to hity, które nawet na nieznających zawartości nieba robią ogromne wrażenie. Po raz drugi te dwa obiekty oglądałem tej samej nocki w nasadce bino zainstalowanej w taurusie Łukasza. No co tu napisać...miazga to za mało. Obydwie mgławice jakby wyskakiwały z tła a całość jakbym oglądał w 3D. Trudno to opisać, trzeba zobaczyć! M51 namierzona w piątkowy wieczór fantastycznie wyglądała w 17mm. Wyraźnie widoczne spiralne ramiona a na końcu jednego z nich NGC5194. Wstyd przyznać, ale pierwszy raz ją widziałem. Nawet mimo już dość niskiej pozycji nad horyzontem bardzo ładnie i wyraźnie świeciła. Będąc w Herculesie zajrzałem jeszcze do staruszki czyli M92. Jasna kulka prezentowała się podobnie jak M13, bardzo wyraźna, kilka jasnych gwiazdek wybijało się na pierwszy plan. W piątek chwila wędrówki. Na szlaku mało osób, ale za to co jakiś czas jakiś "lokals" się pokazywał natywny mieszkaniec Bieszczad Pogoda w piątek nie dawała jakichś dużych nadziei na fajne niebo, nawet o zachodzie Słońca nie wyglądało to za ciekawie. Jednak zaraz po zachodzie jak za dotknięciem różdżki z nieba zniknął cały cirrus. zachód Słońca 18.VIII Veil - jeden z hitów wyjazdu. Oglądany w obydwie nocki, ale to w drugą zwalił mnie z nóg. Jak go oglądałem w pierwszą nockę to prawdopodobnie już miałem nieco zaparowane lusterko wtórne, ale dzień później to było to! 31mm + OIII to połączenie, które powodowało kilka niecenzuralnych słów. Oglądaliśmy ten obiekt w kilka osób i każda z nich na swój sposób komentowała to co widzi. Miotła Wiedźmy (NGC 6960) w pobliżu gwiazdy 52 Cygni i Palec Boży (NGC 6992/6995) świciły ekstremalnie wyraźnie. Trójkąt Pickeringa (Simeis 3-188) nie stanowił żadnego problemu a i jeszcze inne kłaczki wychodziły nad Trójkątem i między nim a Palcem. Długo nie zapomnę tego widoku. Plejady (M45) oglądałem w dwie noce przez lornetkę, ale drugiej nocy bonusem była kometa C/2015 ER61 (PANSTARRS) tego dnia dosłownie tuż pod M45. W jakiejś rozmowie w piątek Dominik nam o niej powiedział i udało się ją bez problemu wyłuskać. M81 i M82 widoczne w jednym polu widzenia to magiczny widok. Wyglądały jak w kosmicznym tańcu na tle gwiazd. Co ciekawe dwukrotnie wyszukiwałem te obiekty i za każdym razem jako pierwsza w okularze wyskakiwała galaktyka spiralna NGC2976 oddalona o nieco ponad stopień od M81. Albireo - chyba najładniejszy zółto-niebieski system podwójny (oglądany w nasadce bino). Gdy Kapella już wzniosła się nad zalesiony horyzont to w Woźnicy odhaczyłem trzy eMki: M38 M37 M36 Ostatnim teleskopowym obiektem był Pacman (NGC281). Po jego odnalezieniu wątpliwości współoglądaczy wzbudziła mała jasność, ale jak się okazało rosa pokryła nieodwracalnie LW i trzeba było przesiąść się na lornetkę. Powiem Wam tyle. Gdybym tam mieszkał i miał tylko lornetkę to i tak byłbym szczęśliwy. Pod takim niebem to jest niemal idealny sprzęt obserwacyjny. Padło kilka obiektów: Wieszak (Collinder 399), Chichoty, podwójna gromada w Perseuszu (NGC869 i NGC884), M31 + M110 (Andromeda mimo, że oglądana na zlocie przez 31mm to właśnie w lornetce wyglądała najlepiej). Jednym z ostatnich namierzonych obiektów było "E" Barnarda (Barnard 142 i 143), które swoje ciemne kłaczki miało jeszcze dokoła litery. W międzyczasie kilka metrów obok aparat robił serię ponad 300 30" klatek. Foto bez żadnej obróbki, tylko połączone w jedno. 303 klatki, 30", 24mm Oprócz tego co przez teleskop czy lornetkę to jeszcze było sporo rozmów i znacznie więcej gapienia się po prostu w niebo. Pierwszy raz byłem pod tak ciemnym i razem z córką (która już mi zapowiedziała, że sam tam nie wrócę) nie mogliśmy się napatrzyć Dziękuję wszystkim za wspólne dwa dni oglądania i z pewnością do zobaczenia za rok!
  2. Chcących poczytać o Nibiru i końcu świata właśnie w takim ujęciu, z góry przepraszam za rozczarowanie. Dla mnie koniec świata to niektóre miejsca w Bieszczadach, a że spędziłem tam niedawno 2 noce na gapieniu się w niebo, to znów o tym ponudzę. Z każdym kilometrem bliżej końca świata niebo obiecywało coraz więcej. Kiedy wyjeżdżałem z domu przed południem, ciężkie deszczowe chmury wisiały nad całym widnokręgiem. Na granicy świętokrzyskiego i podkarpackiego walka pomiędzy kolorem szaroburym a błękitnym wyglądała na wyrównaną, a niebo u podnóża Bieszczad zdobiły już tylko pojedyncze niskie chmury, powoli sunące za czysty horyzont. Prognoza okazała się bardzo dokładna i pierwszy wieczór obserwacyjny rozpoczęliśmy jakoś po godzinie 21. Jeśli chodzi o jakość nieba, to najprawdopodobniej nie ma ciemniejszego w granicach Rzeczpospolitej. Koniec kropka. Z tym faktem wiąże się niestety mój „syndrom Bieszczadzki”, mianowicie chodzi o to, że oszołomiony takimi warunkami, odchodzę od wszelkich ambitniejszych planów obserwacyjnych na rzecz klasyków, które po prostu już nie mogą wyglądać lepiej. A co zrobić jeśli do tego obok stoi 12 calowe lustro? A co jeśli to lustro wyewoluowało do lornety? Taurus Łukasza i nasadka bino wraz z parką Panopticów 24mm użyczone przez Dominika rozbiły bank, a rozbijając M 13 dostarczyły mi widoku numer 1 podczas tego spotkania. Niesamowite poczucie przestrzenności i wygoda patrzenia obojgiem oczu plus czerń bieszczadzkiego nieba nikogo nie pozostawiły obojętnym. To samo z M 27 – przepiękny „ogryzek” z ogromem detalu. Był oczywiście i Veil, była M 57 i parę słabszych obiektów, jak np. Róża Karoliny (NGC 7789), była moja ulubiona M 11 (choć tu musi być większe pole) i wiele innych. Już nie pamiętam czy z pomocą nasadki, czy też nie, ale obiekty takie jak Crescent (NGC 6888), niewielka NGC 6520 wraz z Barnardem 86 (Ink Spot), czy Kokon (IC 5146) padały jeden po drugim. Do ideału brakowało tylko suchego powietrza. Niestety, przez całą noc walczyliśmy z wilgocią, która przychodziła jakby falami. Zenit był idealny, ale obiekty tuż nad horyzontem – mocno przygaszone. Przypuszczam, że udając się trochę wyżej nie byłoby tego problemu, ale oprócz gapienia się w niebo lubię czasami piwo w dobrym towarzystwie, więc nie byłem już mobilny. Oczywiście miałem też moją TS 22x85, a obok stała „seta” lukosta. Muszę przyznać, że te 15mm różnicy w aperturze wyraźnie przekładało się na zasięg. A w lornetach podziwialiśmy… mgławice planetarne. Powiedzmy sobie szczerze, większość tych obiektów w lornetce to słabe, co najwyżej gwiazdopodobne obiekty do odhaczenia, ale jest pewna ich grupa oferująca więcej. Taki na przykład Ślimak (NGC 7293), najpierw 100mm i nie dało się jej przeoczyć, piękny duży bąbel z kilkoma gwiazdkami w środku, to samo w 85mm, choć tu obraz troszkę ciemniejszy. No to dalej. Spojrzenie przez dachówkę 12x56 i mgławica widoczna od razu. Lornetka Vortex 10x42 była ostatnim, już najmniejszym przyrządem, jakim dysponowaliśmy, w którym Ślimak był widoczny, bo gdybyśmy mieli mniejszą, to też nie zawahałbym się jej użyć. Mgławica Czaszka (NGC 246) w Wielorybie, to kolejna z listy planetarek dostępnych dla lornetek. Da się ją zidentyfikować już w 15x70, a stumilimetrowe obiektywy pokazały nam wyraźną okrągłą mgiełkę i z tego co pamiętam nawet jakieś gwiazdki na jej tle. Jako następna padła NGC 6781 w konstelacji Orła. Była niewiele mniejsza od poprzedniej i chyba trochę trudniejsza w dostrzeżeniu, ale jej widoczność w TS Marine 22x85 ciągle nie pozostawiała wątpliwości. Mgławica znajduje się powyżej 2 niezbyt jasnych gromadek otwartych NGC 6759 i NGC 6755, które idealnie pasują do trzystopniowego pola lornety. Będąc w tym rejonie nieba, koniecznie zerknijcie na odległą jakieś 7 stopni na zachód przepiękną gromadę IC 4756 oraz nie mniej zjawiskową NGC 6633 – jeszcze ok. 3 stopnie na zachód. Najbardziej podoba mi się w nich zróżnicowanie jasności i kolorów gwiazd. W mojej lornecie dopadłem też wreszcie Galaktykę Barnarda (NGC 6822), której nigdy wcześniej nie widziałem. Resztę nocy spędziłem na gapieniu się na ciemne obłoki w Orle i Łabędziu, których na moim niebie normalnie nie widać aż w takiej okazałości, a także na porównaniach klasyków widzianych w różnym sprzęcie. Zdjęcie z Wielkiej Rawki, najlepiej oddające ducha w jakim upłynął kolejny dzień w Bieszczadach. Prognozy na dugą noc nie były już tak piękne. I rzeczywiście, wysokie chmury – jak na zdjęciu powyżej snuły się przez cały dzień i kiedy zapadała ciemność wciąż nie ustępowały. Wieczorem przysiadłem przy ognisku rozpalonym przez Ignisa i jeszcze przed jedenastą stwierdziłem, że jest jednak lepiej niż jeszcze 2 godziny wcześniej. Rozstawienie się z lornetką zajęło mi mniej niż 2 minuty. To ogromna zaleta tego sprzętu. M 22 zadziwiała ogromem, ponadto upolowałem też kilka innych kulek, które nie są już tak oczywiste lub nawet niedostrzegalne pod moim podkieleckim niebem. Sporo tego było, oprócz oczywistych eMek m.in. NGC 6638, NGC 6642, NGC 6624 a następnie skarby Strzelca, o których można by napisać dużo, ale i ciężko to zrobić bez wyświechtanych frazesów, więc po prostu napiszę, że największe wrażenie wywarły na mnie M17 i Chmura Gwiazd Strzelca a poza tym, to zrobiło mi się po prostu źle na myśl o tym ile zazwyczaj tracę przez LP. Toż to w ogóle inny świat! W Tarczy widziałem wszystkie 6 gromadek gwiazd wyszczególnionych w moim atlasie i spędziłem może 20 minut studiując otoczenie M 11; ciemne niewielkie farfocle na wschód od niej i potężną granicę pomiędzy światłem i ciemnością na zachodzie. Niebo wprost gotowało się w tym rejonie. Żaden teleskop tego nie pokaże w taki sposób. Później był Łabędź i szlagiery oraz mniej znane cele, na przykład NGC 6866, czyli gromada przypominająca obwarzanek, czy NGC 6819. Nieco poniżej od Veila jest chyba trochę zapomniana a naprawdę spora i bogata gromadka otwarta NGC 6940. Warto ją zobaczyć i wcale nie trzeba mieć do niej bieszczadzkich warunków. Barnard 168, i pobliska M 39 to również jeden z moich ulubionych kawałków tego, co latem ponad głową. Gdzieś w okolicach Jaszczurki czy Cefeusza, zamieniłem lornetę na lornetkę i usiadłszy wygodnie na przenośnym krzesełku skierowanym na wschód z puszką czegoś dobrego obok, nadal wędrowałem wzdłuż Drogi Mlecznej. Prawie leżąca pozycja i Vortex Viper HD 10x42 w rękach skierowany w stronę konstelacji niemal doskonałej – Kasjopiei. To było to! Esencja relaksu. Wilgoć nie dokuczała aż tak bardzo jak w podczas pierwszej nocy. Już nawet nie zaglądałem do atlasu. Nieskończona ilość gromad otwartych przewijała się aż do momentu oderwania oczu od sprzętu – raz na jakiś czas – tylko aby sprawdzić dokąd dopłynąłem i skorygować kurs. Ostatnim co pamiętam przed zapadnięciem w drzemkę, były eMki Woźnicy. Kiedy się ocknąłem, Betelgeza wisiała już nad świerkami. Wziąłem łyk wygazowanego trunku i poszedłem do swojego pokoju. Czystego nieba!
  3. Nigdy nie widziałam naprawdę ciemnego nieba. –powyższe zdanie było prawdziwe… aż do wczoraj. Jako dla osoby trochę już zaznajomionej z astronomią amatorską, dla mnie było to dość wstydliwym faktem, no ale jednak… Wiadomo – Małopolska Zachodnia nie rozpieszcza pod tym względem, wyjechać gdzieś trochę dalej nie mam zbytnio możliwości, a nawet na zlocie w Zatomiu jesienią 2015 r. pogoda łaski specjalnie mi nie okazała powodując, że niebo nie było wtedy szczególnie lepsze od tego mojego, inwałdzkiego. Oczywiście na swoje przydomowe warunki aż tak narzekać nie mogę. Drogę Mleczną widać. Inna sprawa to jak widać. No nieźle. Nieźle. No właśnie. To co zobaczyłam tej nocy całkowicie zresetowało moje wyobrażenie o tzw. ciemnym niebie i o dobrych warunkach do obserwacji. Bo oto w końcu, po tylu latach, na własne oczy mogłam ujrzeć obraz cudu niebiańskiego. Prawdziwie rozgwieżdżone niebo. Cały wieczór był pochmurny i nic nie zapowiadało, iż stan ten mógłby ulec zmianie, stąd też moje zdziwienie było jeszcze większe, gdy przed północą zobaczyłam przez okno jakieś świecące punkciki na niebie. Wyszłam z domku i stanęłam. I patrzyłam. Po prostu. W zasadzie na tym mogłabym zakończyć mój opis, ale rozwińmy go troszkę bardziej… Pobiegłam zaraz po lornetkę i udałam się na krótki obchód wśród drzew i innych domków. Cel miałam jasno określony - Chcę spojrzeć w kierunku centrum Galaktyki. Jakieś 20 metrów dalej zatrzymałam się, bo oto przede mną znajdował się Strzelec. Podniosłam lornetkę do oczu i zaczęłam identyfikować usytuowane tam obiekty. Laguna, Koniczyna, Orzeł, Omega… wszystkie o wiele wyraźniejsze od tego, co pamiętałam z Inwałdu, wręcz bijące po oczach. Przesuwając między nimi pole widzenia Nikona, przestało mnie obchodzić gdzie co jak się nazywa. Teraz wędrowałam przez niebo odnajdując kolejne gromady kuliste, otwarte tudzież inne skupiska gwiazd, natrafiając czasem na jakąś mgiełkę. Nie mogę pominąć też ciemnych mgławic, które jawiły się dosłownie wszędzie, nadając niebu mozaikowy wygląd. Pierwszy raz miałam okazję zobaczyć je tak wyraźne i zdecydowane. Tajemnicze ciemne wyrwy pośród kosmicznych łańcuchów gwiazd. Odsunęłam lornetkę od oczu. Ktoś mi kiedyś powiedział, że niebo w Bieszczadach wygląda, jak cukier wysypany na kartkę czarnego papieru. Teraz doskonale zrozumiałam co miał na myśli. Gwiazdy, kosmiczne diamenty, gwiezdny pył, cała materia naszej Galaktyki wręcz wołała do mnie z firmamentu. Ona wyskakiwała ze sfery nieba, wszystkie te struktury były tak trójwymiarowe, przestrzenne, jakby miały się na mnie wysypać. I z każdą chwilą, sekundą, coraz lepszym przystosowaniem wzroku do ciemności, wszystkie te wrażenia stawały się wyraźniejsze i pewniejsze. Nie analizowałam gdzie co było na niebie. Ja je chłonęłam. Stapiałam się z nim. Tylko ja i ciemność, a w niej ogrom Wszechświata. Nie wiem ile czasu tak stałam gapiąc się w górę… Nagle zobaczyłam, jak okolice Wielkiej Niedźwiedzicy przecina meteor. Długi i jasny z delikatnym zielonym odcieniem. Wisienka na torcie. Uśmiechnęłam się do siebie jeszcze bardziej. W domku okazało się, że spędziłam tak około półtorej godziny, bo potem znad Jeziora Solińskiego uniosła się mgła, gęstniejąc coraz bardziej. Tak zakończyło się moje pierwsze spotkanie z niebem bieszczadzkim. Krótkie, ale i tak było niesamowicie… Z natury jestem człowiekiem, który zachwyca się praktycznie wszystkim, co go otacza. Chmurki, ptaszki, drzewka, różne widoczki, nawet stare wioski gdzieś na tzw. zadupiu. Ale niebo zawsze robi na mnie największe wrażenie. Zawsze, gdy widzę gwiazdki odczuwam wewnętrzną potrzebę zatrzymania się i patrzenia w nie. Do tego stopnia, że gdy mam wstać rano do szkoły (przez ostatnie dwa tygodnie także pracy), a jest powiedzmy po północy, wolałabym żeby nagle przyszły chmury. Dlaczego? Mam wyrzuty sumienia, że pójdę spać i nie będę mogła obserwować. A takie sytuacje w ostatnim roku szkolnym zdarzały mi się niestety dość często. Myślę, że ostatnia noc w znacznym stopniu mi to wynagrodziła. Mam nadzieję, że jeszcze przynajmniej parę razy będę mogła popatrzeć na tutejsze niebo, do soboty jakaś pogodna noc powinna się trafić I wtedy pokażę to wszystko rodzicom i siostrze, bo dziś nie chciałam ich już budzić. Może wtedy spojrzę na jakieś konkretne obiekty, w końcu po coś wzięłam ze sobą Interstellarum. Chyba, że ten widok znów mnie obezwładni na tyle, by tylko stać i patrzeć ze szczęką leżącą gdzieś w trawie
  4. Podczas ostatniego zlotu astronomicznego w Stężnicy w Bieszczadach zrobiłem tylko jedną fotkę - centrum naszej galaktyki. Droga Mleczna pod tym smolistym niebem jest niesamowita - aż szyja boli od gapienia się na ten świetlisty szlak. Na matrycy w 3 minuty naświetla się tyle detalu co w 5 minut pod podmiejskim niebem a kontrast jest niesamowity. Canon 500D + Samyang 14/2,8 @3,5 na Vixen Polarie 6 x 180 sekund / ISO1600 PS: ta najjaśniejsza "gwiazda" po prawej to Mars
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.