Skocz do zawartości

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'm57' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Obserwujemy Wszechświat
    • Astronomia dla początkujących
    • Co obserwujemy?
    • Czym obserwujemy?
  • Utrwalamy Wszechświat
    • Astrofotografia
    • Astroszkice
  • Zaplecze sprzętowe
    • ATM
    • Sprzęt do foto
    • Testy i recenzje
    • Moje domowe obserwatorium
  • Astronomia teoretyczna i badanie kosmosu
    • Astronomia ogólna
    • Astriculus
    • Astronautyka
  • Astrospołeczność
    • Konkursy FA
    • Sprawy techniczne F.A.
    • Zloty astromiłośnicze
    • Astro-giełda
    • Serwisy i media partnerskie

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Zamieszkały


Interests


Miejsce zamieszkania

Znaleziono 6 wyników

  1. 18.05.2022, Mosina Wiosenne obserwacje przeminęły bez żadnej relacji. Sytuacja sprawiła, że nieustannie brakowało chęci do pisania i pomimo kilku prób okazywało się, że wypalenie było silniejsze. Tymczasem nadszedł maj i ostatnie prognozy po pełni Księżyca wydawały się obiecujące. Spakowany sprzęt już czekał, aby udać się pod wiejskie niebo na Folwark, jednak ostatecznie wszyscy zainteresowani zrezygnowali z wyjazdu i pozostało mi delektować się podmiejskim niebem na miejscu. Uszykowałem lornetę APM 25x100 ED na montażu i wycelowałem w Lutnię. Już po kilku sekundach wiedziałem, że będą to dobre obserwacje. Przejrzystość była znakomita, a warunki lepsze niż mogłem się spodziewać w takiej lokalizacji. Można było tylko pomarzyć co oferowało tej nocy niebo w pobliskim Sulejewie. Było już po godzinie 22. Szybko zamocowałem do okularów dodatkowe odcinające boczne światło muszle oczne Bino Bandit i zacząłem surfowanie po niebie. Na początek Wega i mieszczący się w jednym polu widzenia Double Double. Epsilony w Lutni od czasu do czasu majaczyły ukazując swoje 4 składniki, jednak ich rozdzielenie było na granicy percepcji i lepiej widoczne przy Epsilon-1. Chwilę później byłem już przy gromadzie Stephenson 1 znanej też jako Gromada Delty Lutni. Jej kolory były wyraźne i nasycone. Główny składnik błyszczał w pomarańczowym odcieniu nadając estetyki dla całego obrazka. Obiekt ten nabiera charakteru dopiero w szerszej perspektywie i lornetka jest tu znakomitym instrumentem. Pozostając w Lutni nadszedł czas na M57. Ten niewielki obiekt prezentował się niczym zawieszony w przestrzeni pomiędzy gwiazdami pierścionek, na który spoglądając zerkaniem można było dostrzec przyciemnienie w centralnej części. Tło jak zwykle bogate w niezliczone gwiazdy stanowiące idealne otoczenie. W międzyczasie zawędrowałem jeszcze do gromady kulistej M56, będącej słabym pojaśnieniem. Następnie przyszła pora na przywitanie z gwiazdozbiorem Łabędzia, gdzie skanowałem obszar za obszarem przed dłuższy czas. Była przepiękna gwiazda podwójna Albireo, charakterystyczna gromada M29, czy też dobrze znane Omikron i Omega Cygni. Zerkaniem udało się także wypatrzeć wschodnią część mgławicy Veil, ale był to widok raczej mało spektakularny na granicy jakiejkolwiek widoczności. Odwiedziłem też gromadę M39, po czym skierowałem lornetę bliżej zenitu. Herkules to oczywiście M13 i M92. Obydwie widoczne bardzo dobrze, przy czym pierwsza z nich na obrzeżach miała już zauważalną ziarnistość. Im dłuższe było wpatrywanie i zerkanie tym pojedynczych gwiazd pojawiało się więcej. Nim się obejrzałem była już prawie północ, dwie godziny obserwacji zleciały bardzo szybko. Na zakończenie tej sesji zawędrowałem jeszcze w okolice wschodzącego Orła, a następnie odbiłem do konstelacji Strzały, aby popatrzeć na M71 i M27 - świetnie widocznej Mgławicy Hantle w Lisku, która w lornecie 25x100 prezentowała się jak w niewielkim teleskopie. Powoli zbliżał się czas, aby kończyć obserwacje. Świadomie nie nawigowałem po innych obszarach nieba - na lokalnej miejscówce to właśnie te rejony mam najlepiej widoczne. Z drugiej strony nie miałem nawet chęci na nietuzinkowe obiekty. Spoglądałem po prostu na klasyki, które przypomniały mi jak piękne i na wyciągniecie ręki jest bezkresne nocne niebo nad naszymi głowami. Dzięki temu znów zapaliła się we mnie wewnętrzna iskra, która dała solidnego kopa i motywację, aby korzystać z bezchmurnego nieba tak często jak to tylko możliwe. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - ) ps. zdjęcia pochodzą z marcowej sesji obserwacyjnej do której nie powstała relacja, a szkoda by przepadły 🙂
  2. Odważę się pokazać 3 z 4 zdjątek, jakie popełniłem w czasie sierpniowego urlopu w Roztokach. Czwarte też pewnie się pojawi, ale muszę mieć dobry dzień, by nerwowo wytrzymać podczas obróbki, bo pierwsza wersja nie bardzo mi się udała ? Cele wybrałem znane i w większości oklepane, ale że nie miałem ich w swojej kolekcji (nie licząc pojedynczych, testowych, klatek) więc czemu się nie pobawić ? Pod zdjęciami będzie pytanie, więc jeśli ktoś tak długo wytrzyma i będzie miał coś do powiedzenia w tym temacie to będę wdzięczny. 11. Bąbel z przyległościami Ha: 10x1200s, RGB: po 5x300s, Sky-90/F4,5 + MI G2-4000FW + SW NEQ6 Syntrek. Pierwsze wersja w H-alfa, druga HaRGB. 22. M57 Ewidentnie za mała i za ciemna tuba na zabawę z zewnętrzną częścią mgławicy, ale jak się nie ma co by się chciało... znaczy jak się ma to na co warunki pozwalają, to i tak trzeba walczyć Ha: 10x1800s + 15x60s, L:15x120s + 15x240s, RGB: po 8x180. RC6/F6,75 + MI G2-4000 + SW NEQ6 Syntrek. Wersja pierwsze: Ha + R, Wersja druga: wszystko wymiksowane. Spory crop, resize 150%: 33. M76 L: 15x240s, RGB po 6x180s bin2, RC6/F6,75 + MI G2-4000 + SW NEQ6 Syntrek. Obrabiając M57 z tego samego wypadu byłem prawie pewny, że skopałem kolimacje małego RCeka. Ale przy zdjątku M76 zacząłem się zastanawiać czy aby na pewno? Dwie "integracyjne" noce między zdjęciami, a różnica wg mnie kolosalna w wyglądzie gwiazd. A dodam, że między zdjęciami nic w RCeku nie grzebałem. Czy to możliwe, że warunki (w domyśle seeing i wilgoć) mogą tak drastycznie wpłynąć na jakość zdjęcia przy 150mm lustra? Do tej pory w 95% przypadków fociłem małym refraktorem i w sumie nie bardzo zwracałem uwagi na warunki, bo różnice na zdjęciach były praktycznie pomijalne. RC6” na pewno wymaga jeszcze poprawy kolimacji, ale różnica w jakości na powyższych zdjęciach trochę zabiła mi klina.
  3. Biorę się za planetarki Noce krótkie więc to idealny czas na takie jasne powierzchniowo obiekty. W sumie miałem czas między 23 a 2 w nocy. Na pierwszy ogień idzie jedna z najbardziej znanych choć niekoniecznie najłatwiejsza - czyli pierścionek M57. Wydobyć z niej jakiś detal to nie lada sztuka Kontrast w ciągu nocy był mega kiepski ale za to seeing znośny - materiał jest przyzwoity. Kompozycja LRGB L - 350 x 5s (gain 76%), nieguidowane RGB - 170 x 6,5s (gain 84%) na kanał darki - po 300 dla każdego czasu skala setupu - 0,41''/pix
  4. Po wczorajszej walce z guidingiem zostało kilka minut bezchmurnego nieba. Wykorzystałem je na strzał w tą małą mgiełkę. I jeszcze crop i obraz 200% INFO Messier 57 23x180s SW 150/750 ATIK 383L+
  5. Od Autora: Pamiętacie bruneta : http://www.forumastronomiczne.pl/index.php?/topic/7281-brunet-wieczorowa-pora/?hl=brunet Kolejną relację postanowiłem utrzymać w podobnym „powieściowym” tonie. Zależy mi na poprawności merytorycznej ale również na „lekkostrawności” tekstu. Zapraszam zatem na drugą część opowiadania. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu choć pewnie nie wszystkim ze względu na nieco odmienny styl ;) Sesję obserwacyjną zrealizowałem w nocy z 16 na 17 września. „Cztery alternatywy” Dziesięć….. Zapadał zmierzch. Stworzenie sunęło powoli w stronę dwóch jaskrawo świecących słońc. Nie wiedziało co czai się za ostro odciętą linią horyzontu która majaczyła gdzieś w oddali. Dziewięć… Na grzbiecie ciągnęło swój kościany bagaż. Nie domyślało się jak zakończy się ta podróż ale nie zrażało go to i dzielnie sunęło naprzód zostawiając za sobą mokry śluzowy ślad. Osiem…. Pod stworzeniem przesuwały się kolejne brązowe płyty, niektóre ostro zakończone i poszarpane , niektóre gładkie jak lód. Sprawiały wrażenie jakby były rozdzielone, jakby nie tworzyły wspólnej płaszczyzny, całości. Ale jednak dało się po nich poruszać. Siedem…… Stworzenie sprytnie omijało kolejne pęknięcia i rozpadliny zbliżając się coraz bardziej do celu, do linii horyzontu gdzie czekało nieznane. Sześć…….. Zerwał się wiatr. Zaczął szarpać pobliskimi drzewami przypominającymi nieco ziemskie brzozy ale takimi jakby bardziej karłowatymi, zniekształconymi. Piach smagał wszystko wokół, układał się w wydmy. Pięć…. Zerwane liście poszybowały w górę, oblepiając czułki stworzenia oraz wpadając w rozpadliny brązowej powierzchni roztaczającej się aż po horyzont. Cztery…. Wiatr ucichł. Stworzenie powolnym ruchem oczyściło się z liści, zakręciło głową i ruszyło dalej. Cel był już bliski. Trzy…. Horyzont rysował się już bardzo wyraźnie. Jako ostra niebieska krawędź urwiska. Za nim w oddali kłębiła się feeria kolorów z dominantą zieleni . Jednak trudno było określić co tam jest. Wszystko delikatnie falowało i pływało w nienaturalnym pląsie rozedrganej atmosfery. Dwa… Stworzenie stanęło na krawędzi niebieskiego horyzontu. W lewo i prawo ciągnął się on aż do granic zasięgu wzroku kończąc się po obu stronach dwoma potężnymi wzniesieniami. W dół prowadziła ekstremalnie stroma droga, gładka jak lód i połyskująca w świetle dwóch pobliskich słońc. Stworzenie delikatnie przesunęło się do przodu… Jeden…. Ślimak spadł z krawędzi drewnianego domku i stoczył się po niebieskiej zjeżdżalni upadając w trawę przy dwóch świecących dość mocno lampkach solarnych, tuż przy nodze bruneta. Brunet spojrzał na drewniany domek którego część brązowych desek zdążyła już wypłowieć i zamyślił się. - Trzeba będzie coś z tym zrobić bo się niedługo rozsypie – pomyślał, podniósł ślimaka i wyrzucił go przez płot na zewnątrz w miejsce gdzie nikt nie mógł go rozdeptać. - Ślimak … - szepnął do siebie brunet. Skojarzył, że dawno nie zerkał na ten obiekt w teleskopie. Zwłaszcza w dużym teleskopie. - Czas odkurzyć szesnastkę, zbyt długo nie patrzyła w stronę DSów – zdecydował brunet. W ostatnim czasie koncentrował się głównie na astrofoto słonecznym, również z użyciem dużego dobsona. - Nadszedł czas, żeby wykorzystać Cię do tego do czego zostałeś stworzony – wymruczał i ruszył w stronę domu. Po głowie kołatały mu się myśli . Czy będzie pogoda? Czy będę miał czas? Czy znów ktoś nie rozwali mi planów na wieczór? Czy uda mi się zmobilizować do obserwacji ?... Na te wszystkie pytania nie miał jednoznacznej odpowiedzi. Była środa, około godziny 17. Nad głową wisiała wizja kolejnego dnia w pracy. Zarywanie nocki w środku tygodnia z reguły nie jest najlepszym pomysłem. - Zobaczymy – pomyślał i podreptał w stronę pokoju żeby sprawdzić prognozę na wieczór. Prognoza na Sat24 pokazywała, że zbliża się dość spora dziura w chmurach. Zresztą od zachodu ciągnęły rozpogodzenia. - No dobra, trzeba się zmobilizować – mruknął pod nosem. - Widziałeś moją obrączkę – krzyknęła z drugiego pokoju brunetka - Leży na stole – odpowiedział brunet. – Czemu nie – pomyślał nagle i zdecydował się na następny obiekt. Kolejne podejście do oczywistej M57 i zdecydowanie trudniejszej IC1296. Na kanapie w salonie siedział syn bruneta – Bartek – i grał w jakiegoś tetrisa czy innego pegasusa. Brunet podszedł i zapytał: - W co grasz? - Nie przeszkadzaj tata, kieruję taką paszczą, zbieram takie kwadraciki i uciekam przed duszkami Brunet zerknął na konsolkę – Ta paszcza nazywa się Pac-Man – powiedział do Bartka - Aha, fajnie. Nie przeszkadzaj – rzucił Bartek nerwowo, zirytowany, że ktoś przeszkadza mu we wskoczeniu na kolejny level gry. Pac-Man – pomyślał brunet - To jest zdecydowanie dobry cel. Przy dość sporej jasności powinien być bez problemu widoczny w 16’’ Brunet był zmęczony. Był środek tygodnia. W pracy ogromne ciśnienie. W domu obowiązki. Nie szło mu ustalanie listy obserwacyjnej. Przynajmniej nie szło tak sprawnie jak zwykle. Ślimak, pierścionek, Pac-Man – to był dobry początek. Ale potrzebował jeszcze czwartej alternatywy – tak na wszelki wypadek. Żeby w nocy nie kombinować i po raz kolejny nie katować oklepanych obiektów. Wyszedł na zewnątrz i zaczął spacerować wokół domu. Było ciepło, wręcz gorąco biorąc pod uwagę, że był środek września. Przez ostatnie dwa miesiące padało niewiele, bardzo niewiele. Rośliny usychały. Tylko te podlewane trzymały się jako tako. Brunet podszedł do skalniaka. Iglaste trzymały się nieźle, wrzosy usychały a kępy irysów na boku zaczynały żółknąć. - Muszę je podlać bo na wiosnę nie będzie tych ładnych niebieskich kwiatków – pomyślał. – Irys… w sumie nie muszę czekać do wiosny żeby na niego popatrzeć. Ten na niebie jest równie piękny. Czwarta alternatywa pojawiła się planie obserwacji. Ślimak, Pierścień, Pac-Man, Irys. Całkiem niezła kombinacja – pomyślał brunet i po podlaniu skalniaka poszedł do domu. Dochodziła godzina 21. Brunet i brunetka zabrali dzieci do sypialni i położyli spać. Gdy brzdące leżały już w łóżkach zapadając w sen brunetka rzuciła: - Idę się wcześniej położyć, jestem już dziś wykończona. Brunet też był. Oj jak miło byłoby się już położyć do wyrka i zdrzemnąć. Na samą myśl o tym na twarzy bruneta pojawiał się ogromny uśmiech. Nadeszło zwątpienie… Brunet zerknął na smartfona i stronę sat24. Na razie pogoda była zacna ale od zachodu ciągnęła porcja solidnych chmur. Wyglądało na to, że za około godzinę dobra pogoda i gwieździste niebo będą jedynie wspomnieniem. - Uff… - odetchnął – będę mógł się zdrzemnąć. Jednak astronomiczna przyzwoitość toczyła zaciekły bój z lenistwem. Toczyła na tyle skutecznie, że brunet podniósł się powoli z fotela i z grymasem na twarzy powiedział do brunetki: - Wiesz, ja pójdę jeszcze chwilę poobserwować. Jest teraz godzinka pogody więc ją wykorzystam. Za parę dni Księżyc uniemożliwi jakiekolwiek obserwacje mgiełek więc to ostatnia szansa. Brunetka przytaknęła i położyła się spać. Brunet poczłapał do garażu i wyszedł tylnymi drzwiami na podwórko. Było już ciemno. Przy ulicy świeciły jeszcze lampy, na szczęście dom osłaniał skutecznie pole obserwacyjne. Po południowym horyzoncie w oddali snuły się niegroźne stratocumulusy. Droga Mleczna przecinała niebo wyraźną i nadzwyczaj jasną świetlistą wstęgą. Warunki były wyśmienite. I dodatkowo było bardzo ciepło. Ale prognoza wskazywała, że zostało tylko kilkadziesiąt minut do przyjścia fali chmur. Brunet, zachęcony pięknem nieba, wskoczył z powrotem do garażu i rozpoczął wynoszenie sprzętu na zewnątrz. - Może uda mi się chociaż złapać pierścionek – pomyślał rozkładając 16-calowego Dobsona Po 10 minutach setup był gotowy do obserwacji. Brunet wbiegł jeszcze na chwilę do domu, żeby zmniejszyć ogień na palniku na którym gotował się rosół i wyszedł na dwór. Na stanowisku obserwacyjnym dumnie stał szesnastocalowy Dobson na platformie paralaktycznej a obok na stoliku walizeczka z okularami i szkicownik z kompletem ołówków. - No to zaczynamy – mruknął do siebie brunet i skierował armatę w stronę lutni między betę i gammę gwiazdozbioru gdzie należy szukać M57 czyli popularnej Mgławicy Pierścień. Po wstępnym ustawieniu szukaczem ukazała się od razu w polu widzenia 14 milimetrowego okularu przy powiększeniu 129 razy. - Trochę mała – skrzywił się brunet i sięgnął po swój ulubiony okular czyli bardzo rzadkiego zooma Antares Speers Waler 5-8mm posiadającego 82 stopnie pola przy wszystkich ogniskowych. Przesunął się po całym zakresie i zatrzymał się na 6mm przy powiększeniu 300 razy. Obraz M57 był tutaj najlepiej skontrastowany nie tracąc znacznie na swojej jasności. Kolejne minuty spędził na adaptacji. Na obwodzie mgławicy pojawiały się nieregularności pierścienia aż po kilkunastu minutach zaczęła błyskać gwiazdka centralna mgławicy o jasności 14,5mag. Warunki były wyśmienite. Brunet założył przepaskę na prawe oko którym prowadził obserwacje i odpalił Sky Safari na smartfonie żeby dokładnie określić położenie IC1296. Droga do tej słabiutkiej galaktyczki była prosta i oczywista. Brunet ściągnął przepaskę i wrócił do okularu. Skierował swój wzrok w stronę IC-ka i…. nie zobaczył nic. Podobną historię przerabiał już z 12 calowym dobsem jakiś rok temu. Tyle że wtedy próba obserwacji tego trudnego obiektu zakończyła się fiaskiem. Dziś warunki były idealne – Lutnia prawie w zenicie, doskonała przejrzystość, stabilna atmosfera, duży zasięg NELM. Nie mogło się nie udać… Cierpliwości, bądź cierpliwy – powtarzał do siebie brunet co chwila szturchając teleskop licząc, że mdła mgiełka pojawi się nagle i zacznie poruszać się wraz z pozostałymi obiektami. Ale nic się nie pokazywało. Mijały minuty. Brunet walczył wierząc w końcowy sukces. Po około 20 minutach, będąc już na granicy rezygnacji, nagle coś błysnęło w miejscu gdzie powinna być galaktyka. Taka ledwo widoczna rozmazana gwiazdka. Brunet się uśmiechnął. Gwiazdka znikła, aby po chwili znów mignąć. Brunet zaczął delikatnie krążyć teleskopem wokół tego obszaru. Z tła wyłoniła się bardzo delikatna subtelna poświata z minimalnie jaśniejszym jądrem. Udało się. Cierpliwość się opłaciła. Brunet jeszcze kilka razy szturchnął teleskop aby upewnić się co do trafności obserwacji. Później założył przepaskę na oko i sięgnął po szkicownik. Po powrocie do okularu galaktyczka wciąż tam była. - Adaptacja czyni cuda – szepnął brunet i zaczął szkicować, starając się jak najwierniej oddać wygląd M57 i jej bladej towarzyszki. Najtrudniejszy obiekt tego wieczoru został pokonany. Teraz pozostała śmietanka w postaci kilku bardzo jasnych mgławic z którymi duże lustra radzą sobie bez większych problemów. Brunet spojrzał w górę i skierował swój wzrok w stronę Cefeusza. Za wzrokiem podążył teleskop kierując się w rejon zajmowany przez Mgłąwicę Irys. Odnalezienie Irysa również nie jest trudne – leży na przedłużeniu linii tworzonej przez gwiazdy beta i gamma Cefeusza W wyciągu wylądował Nagler 22mm z filtrem Lumicon UHC. Już po kilkunastu sekundach brunet miał w polu widzenia jasną gwiazdę otoczoną subtelną mgiełką mgławicy. - Dobra, dołóżmy trochę powera – szepnął i przerzucił się na Antaresa Speers Walera 14mm co dało około 130 krotne powiększenie Tło się ściemniło i kontrast się poprawił. Mgławica przestała być jedynie mglistą poświatą i nabrała wyraźnie kwadratowego kształtu ukazując jednocześnie jaśniejsze i ciemniejsze pasma razem z jedną większą ciemniejszą „dziurą” po jednej stronie. Brunet postudiował mgławicę jeszcze kilka minut po czym sięgnął po szkicownik. Do północy pozostało 30 minut. Światła w wiosce bruneta zgasły zalewając całą okolicę mrokiem. Teraz już nic nie przeszkadzało w obserwacjach. Wszystko z wyjątkiem chmur, które miały nadciągnąć… ale nie nadciągnęły. Taki rozwój sytuacji trochę zdziwił bruneta. Założył więc opaskę na „obserwacyjne” oko i odpaliwszy smartfona zaczął studiować obrazy na sat24. Okazało się, że tuż przed centrum Polski wszystkie pasma chmur zaczęły się rozrywać i zanikać przedłużając możliwość obserwacji o kolejne godziny. - Może uda się zrealizować plan – pomyślał brunet. - Może wszystkie cztery alternatywy staną się realne. Nie tracą czasu skierował teleskop w stronę kolejnego obiektu – komputerowej buźki którą ktoś umieścił gdzieś w Kasjopei. W Naglerze 22mm z filtrem UHC Pac-Man pojawił się od razu jako jasna mgiełka o nieregularnym kształcie wypełniająca większość jednostopniowego pola widzenia. Po kilku minutach brunet wyraźnie zarejestrował kształt mgławicy przypominający głowę komputerowego stwora. Jednocześnie zaczęły wyraźnie odcinać się od mgławicy czarne pasma pyłu pochłaniające promieniowanie wodorowego obłoku. Studiując detale obiektu brunet szukał zwłaszcza jednej rzeczy – potężnej globuli Boka odcinającej się od jasnego tła mgławicy - Bingo – szepnął pod nosem po wypatrzeniu ciemnej plamki tuż obok ciemnych pasm pyłu. Pac-Man okazał się obiektem łatwym, lekkim i przyjemnym ale jednocześnie bardzo intrygującym. Brunet obiecał sobie, że jeszcze wróci do tego obszaru aby jeszcze dokładniej przeczesać meandry tej wodorowej chmury. Było już kilkanaście minut po północy kiedy brunet skierował teleskop nisko nad południowy horyzont żeby pogrzebać Wodnikowi w jego dzbanku. No w sumie to bardziej podrapać go po kostce w poszukiwaniu ślimaka. Mgławica znajdowała się już bardzo nisko bo zaledwie 15 stopni nad horyzontem dlatego brunet nie spodziewał się jakiś piorunujących widoków. - Będzie spoko jak zobaczę coś więcej niż wyblakniętą plamkę – mruknął. Chwilę pokrążył teleskopem po okolicy i po chwili Helisa wskoczyła mu w pole widzenia. - O kurczę, nie jest źle – powiedział do siebie. Mgławica była sporych rozmiarów owalem dobrze skontrastowanym przez filtr UHC. Po chwili, wokół centralnej ciemniejszej części mgławicy pojawiły się włókna i zgrubienia gazu układające się w charakterystyczny obraz oka. - Aż strach pomyśleć jak by wyglądała gdyby była wyżej – pomyślał brunet, po czym sięgnął po ołówki aby uwiecznić obraz ostatniego obiektu tego wieczoru. Gdy kończył szkicować, obraz mgławicy i pobliskich gwiazd zaczął słabnąć i zanikać. Zdziwiony podniósł głowę i rozejrzał się po niebie. Nadciągnęły chmury, z ponad dwugodzinnym opóźnieniem zaczęły zasnuwać niebo nad centralną Polską. Jednak nie zdołały zniweczyć planu bruneta. Nie musiał wybierać, wszystkie cztery alternatywy stały się osiągalne i zostały osiągnięte. - Czasem w życiu trafia się trochę farta – mruknął i zwinąwszy sprzęt poszedł do sypialni po drodze wyłączając prawie całkowicie wygotowany rosół. KONIEC …. budzik zadzwonił o 6:30. Zdecydowanie za szybko :(
  6. Wczoraj udało się wbić między chmury. Dosłownie. Na 35 zrobionych zdjęć do obróbki nadawało się tylko 15. Niestety Księżyc utrudniał stąd klatki tylko 180s. No i oto jest, ulubiony obiekt jednego z userów - "pierścionek." Dane: Messier 57 Teleskop: SW 150/750 Detektor: Canon 450D Mod. Czas: 15x180s ISO 800
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)