Skocz do zawartości

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'ngc 660' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Obserwujemy Wszechświat
    • Astronomia dla początkujących
    • Co obserwujemy?
    • Czym obserwujemy?
  • Utrwalamy Wszechświat
    • Astrofotografia
    • Astroszkice
  • Zaplecze sprzętowe
    • ATM
    • Sprzęt do foto
    • Testy i recenzje
    • Moje domowe obserwatorium
  • Astronomia teoretyczna i badanie kosmosu
    • Astronomia ogólna
    • Astriculus
    • Astronautyka
  • Astrospołeczność
    • Konkursy FA
    • Sprawy techniczne F.A.
    • Zloty astromiłośnicze
    • Astro-giełda
    • Serwisy i media partnerskie

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Zamieszkały


Interests


Miejsce zamieszkania

Znaleziono 1 wynik

  1. Hej – no cóż, postanowiłem jeszcze raz przywrócić bruneta do żywych ;)Ta relacja to taki trochę „odklejony” eksperyment. Wiecie, że takie lubię. Także niektórym może nie przypaść do gustu chociaż mam nadzieję, że trochę Was zaintryguje Trochę przydługie więc od razu ostrzegam. Wszystkie opisy obserwacji z poniższego tekstu są prawdziwe i miały miejsce w czwartek 7 grudnia na moim podwórku. Natomiast miejsca i zdarzenia (choć nie wszystkie ) są fikcyjne. _________________________________ Brunet otworzył oczy. Wszędzie panował lekki półmrok. Siedział na krześle, w niedużym pomieszczeniu pośrodku którego stało stare drewniane biurko. Farba odłaziła od niego płatami od wszechobecnej wilgoci. W rogach pomieszczenia na granicy płytek i starego drewnianego obicia ścian snuły się wstęgi pleśni. Na suficie wisiała stara oprawa z dwiema świetlówkami z których jedna migała uparcie próbując zgasnąć i już się nie zapalić. Pośrodku biurka stała lampka z jedną wielką 150-watową żarówką, ale ta na szczęście była zgaszona. Gdzie ja jestem, co to za miejsce? - pomyślał brunet próbując sobie przypomnieć jak się tu znalazł. Spróbował wstać. Ale nie mógł... Nogi miał przywiązane do krzesła które było przykręcone do podłogi. Co jest do chol.... - zaczął kląć i w tym momencie trzasnęły drzwi. Brunet wzdrygnął się i szybko obejrzał do tyłu. W drzwiach stała duża zwalista postać. Jednak blask wlewający się przez drzwi powodował, że nie można było rozpoznać twarzy. Dopiero po paru chwilach brunet zauważył stary, ponadzierany gdzieniegdzie mundur, zmęczoną pokrytą zarostem twarz i złe oczy. W rękach trzymał teczkę z jakimiś papierami. Na bank jakiś świr, jakiś kurde zły komendant, gdzie ja do cholery jestem... - brunet zaczął panikować Zły Komendant obszedł biurko i usiadł na krześle po jego drugiej stronie. Zapalił lampkę skierowaną w twarz bruneta. Cisnął stos papierów na blat. Oj brunet, brunet. Ty naprawdę myślałeś, że nie wiemy? - powiedział Ale o co chodzi, gdzie jestem, czego chcesz? – brunet pytał krzywiąc się od ostrego światła. Oczy łzawiły mu niemiłosiernie. Myślałeś, że się nie dowiemy? Ale o czym? - krzyknął zniecierpliwiony brunet mając nadzieję na szybkie zakończenie tej dyskusji. No powiedz brunet, kiedy ostatni raz obserwowałeś niebo? - zapytał Zły Komendant i wyciągnął na stół obcinaczki do kopyt które stały ukryte w szafce biurka obok innych dziwnych narzędzi. Brunet przełknął ślinę. Po co Ci to? – zapytał szeptem wystraszony Zadałem Ci pytanie brunet, odpowiedz proszę. To być może pokłapię tylko sobie nimi w powietrzu. W przeciwnym razie... Sam wiesz... Brunet sięgnął do pamięci próbując przypomnieć sobie kiedy prowadził ostatnie obserwacje. I nie mógł. To było tak dawno temu. Trzy tygodnie, cztery tygodnie a może półtora miesiąca. Te pochmurne dni zlewały się już w jedną całość. Masakra. To chyba było jakieś cztery tygodnie temu – powiedział brunet Ooo, cztery tygodnie powiadasz? A dlaczego tak długo? Tylko nie wykręcaj się pogodą, przecież było kilka dziur w chmurach W tym momencie brunet sobie przypomniał, to było jak nagły przypływ świadomości, jakieś olśnienie. I krzyknął: Dzisiaj, to było dzisiaj. Chyba rano, albo w południe, nie pamiętam dokładnie. Obserwowałem Słońce w H-alpha, moim teleskopem. Wiesz takim przerobionym z małego Lunta 50 na dużą 150mm aperturę. Wypuść mnie proszę! O to ciekawe. Opowiedz mi proszę o tym – powiedział Zły Komendant wyraźnie zaintrygowany. A wypuścisz mnie jak Ci powiem? - zapytał brunet Zobaczymy. W Twojej sytuacji raczej bym nie negocjował. Słucham, zaczynaj proszę. Brunet sięgnął do pamięci i zaczął opowiadać. Rano rozeszły się chmury, więc wyszedłem na zewnątrz domu – strasznie wiało ale w sumie przywykłem. Rozstawiłem sprzęt, najpierw małego Lunta, i nakierowałem na Słońce żeby zobaczyć czy warto w ogóle obserwować. Po złapaniu ostrości okazało się, że widać kilka małych protuberancji ale na samej tarczy się nic nie dzieje. Masz kartkę, narysuj co widziałeś – powiedział Zły Komendant Ale ja nie umiem... – powiedział wystraszony brunet Rysuj! Chcę to zobaczyć! Brunet wziął kartkę i ołówek leżący wśród rozrzuconych papierów na stole i zaczął rysować. Dobrze, dobrze – mruknął Zły Komendant – czyli jednak coś widziałeś. No tak, ale potem w 150-tce te protuberancje wyglądały jeszcze lepiej, jak małe mosty z plazmy zawieszone nad kipiącą krawędzią Słońca. Duże i wyraźne – powiedział brunet i nie pytając zaczął szkicować żeby nie drażnić swojego dziwnego rozmówcy. Nieźle. Widzisz, czyli jednak można, ale to jeszcze nie koniec. Tak szybko stąd nie wyjdziesz. Musisz mi jeszcze coś powiedzieć. Ale ja już nic nie wiem, nie pamiętam – krzyknął rozpaczliwie brunet Zły Komendant chwycił szybkim ruchem lampkę i przysunął ją brunetowi do twarzy. Brunet, odwrócił głowę i zamknął oczy... ….................... A po chwili je otworzył... Siedział sobie w swoim rybackim krzesełku na podwórku obok 16'' rozstawionego Cyklopa i 10'' Newtona stojącego obok i cykającego fotki. Ale zryty sen – szepnął do siebie i przeciągnął się zamaszyście. Jak będę spał na tym chłodzie to na pewno długo w zdrowiu nie pociągnę – mruknął i poszedł się rozgrzać gorącą herbatą. Było około 18. Brunet wrócił do teleskopów. W tym czasie akurat fotografował niedużą galaktyczkę w Pegazie o numerze NGC7479. Już nawet na 3 sekundowych klatkach majaczył jej charakterystyczny „esowaty” kształt. Brunet był jednak pewien, że prawdziwe piękno tej galaktyki zobaczy dopiero po połączeniu kilkuset klatek. Swoją drogą ciekawe jak by wyglądała w 16'' – mruknął brunet i wycelował w nią teleskopem z okularem Anteres Speers Waler 14mm co dało mu powiększenie około 115x. Odnalazł ją dość szybko na końcu charakterystycznego łańcuszka gwiazd. Przy źrenicy 3,5mm stanowiła wyraźny lekko podłużny kształt. Po dłuższym wpatrywaniu pojawiała się zerkaniem nieco jaśniejsza część będąca przebłyskiem poprzeczki jednak kręcących się ramion nie zauważył. Pewnie potrzeba ciemniejszego nieba – powiedział do siebie i przesunął teleskop na następny obiekt czyli na NGC7331 NGC 7331to dość jasna galaktyka spiralna leżąca w pobliżu sławnego Kwintetnu Stefana. Brunet wiedział, że na Kwintet tego dnia było za jasno więc jedynie obejrzał NGC7331 przy pomocy 16'' w powiększeniu 115x. Prezentowała się on jako wyraźna podłużna mgiełka z jasnym jądrem jednak tym razem bez zaznaczonych pasów pyłowych. Brunet fotografował ją też jakiś czas temu – wtedy wyszła mu tak na krótkich 6 sekundowych klatkach. Obiecał sobie, że wróci do niej jeszcze pod lepszym niebiem. Co by tu jeszcze zobaczyć – zastanawiał się brunet. Nie miał sprecyzowanego planu. Te obserwacje to był trochę taki spontan przy okazji fotografowania. Chwilę podumał i przypomniał sobie o pewnej galaktyce którą chciał spróbować wyłapać pod swoim niebem. Myślał o dość nietypowym obiekcie. No może inaczej – obiekt był typowy ale jego kształt już mniej Jego jasność wynosi około 10,7mag a numer to NGC660. Galaktyka spiralna z poprzeczką w gwiazdozbiorze Ryb w niedalekiej odległości od M74. Brunet również w tym wypadku użył powiększenia 115x ale okazało się trochę za małe – miał wrażenie zbyt jasnego tła. Dlatego też w wyciągu wylądował również Anaters Speers Waler tyle, że w wersji zoom 5-8mm Przy 200x i źrenicy 2mm tło było już mocno wycięte a galaktyka pokazała jasną poprzeczkę z subtelnymi odnogami które pojawiły się po kilku minutach zerkania. Ładna, ładna – przytaknął brunet No dobra to co teraz? W wyciągu na chwilę zagościł przeglądowy Nagler 22mm a teleskop powędrował w okolice zenitu gdzie królowała między innymi Andromeda ze swoimi skarbami. Bruneta interesowała zwłaszcza jedna galaktyka w tym gwiazdozbiorze – NGC891 Po chwili odnalazł ją w połowie drogi między gammą Andromedy a M34 – długi jasny przecinek którego nie sposób nie zauważyć nawet przy jasnym tle i dużej źrenicy 22mm okularu. Trzeba by ją trochę bardziej skontrastować – mruknął brunet i z powrotem wsadził w wyciąg zooma Antaresa ustawionego na 8mm. Tym razem ukazał mu się ten sam podłużny kształt wypełniający prawie całe pole widzenia. Wokół błyszczało kilka gwiazdek na prawie czarnym tle. Po chwili, bez większego wysiłku brunet zauważył podłużny nieregularny cień przecinający całą galaktykę. Podobna trochę do Sombrero – powiedział do siebie brunet i wykonał szkic. Kolejne klatki schodziły z matrycy a godzina robiła się coraz późniejsza. Zbliżał się czas kiedy Księżyc pojawi się nad horyzontem który już nieznacznie pojaśniał. Brunet zauważył, że Orion wszedł już dość wysoko żeby wykonać kilka próbnych strzałów 10'' Newtonem z kamerką ASI178-MM i przekonać się jak będą rejestrować się mgławice Płomień i Koński Łeb. To była dość spora nowość – brunet jeszcze nie fotografował ciemnych mgławic. Raczej skupiał się na galaktykach. Ciemnotki wymagają dłuższych czasów a porywisty wiatr zadania raczej nie ułatwiał. Oj tam, raz się żyje. Najwyżej nie wyjdzie – powiedział do siebie brunet i wycelował w Alnitaka Odnalezienie B33 czyli Końskiego Łba oraz NGC 2024 nie było szczególnie trudne i już po chwili rejestrowały się klatki. Księżyc już wschodził a od zachodu zaczęły nadciągać chmury. Zbliżał się nieuchronny koniec sesji i obserwacji. Brunet zamknął oczy i wziął głęboki oddech.... …........ I wtedy otworzył oczy. Leżał w łóżko a telefon wybrzmiewał właśnie pobudkowe „Wind of change” Scorpionsów. Ja pierdziu, chyba sobie całkowicie obrzydzę tą piosenkę przez te pobudki – pomyślał Usiadł na brzegu łóżka i zamyślił się. To mi się śniło, czy rzeczywiście zrobiłem tą sesję obserwacyjną ?? Wstał i poszedł się ubrać. Żona zawiozła już dzieci do przedszkola i w domu panowała cisza. Zegar wskazywał 7:30. W kalendarzu widniała informacja - „piątek-spotkanie w Warszawie 10:00”. Zdążę jak wyjadę o ósmej – pomyślał brunet i poszedł zrobić sobie podwójne espresso. Popijając kawę spakował laptopa i portfel do torby. W kuchni na stole leżała dwuzłotówka. Brunet wziął ją w rękę i obrócił kilka razy między pacami a potem zakręcił na stole. Moneta zaczęła wirować. Dochodziła ósma rano. Brunet zawołał psa do domu, założył buty i wyszedł na zewnątrz. Po chwili dało się słyszeć odgłos odpalanego silnika a potem była już cisza. Dwuzłotówka na stole w kuchni ciągle się kręciła... >> KONIEC <<
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)