Skocz do zawartości

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'obiekt' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Obserwujemy Wszechświat
    • Astronomia dla początkujących
    • Co obserwujemy?
    • Czym obserwujemy?
  • Utrwalamy Wszechświat
    • Astrofotografia
    • Astroszkice
  • Zaplecze sprzętowe
    • ATM
    • Sprzęt do foto
    • Testy i recenzje
    • Moje domowe obserwatorium
  • Astronomia teoretyczna i badanie kosmosu
    • Astronomia ogólna
    • Astriculus
    • Astronautyka
  • Astrospołeczność
    • Konkursy FA
    • Sprawy techniczne F.A.
    • Zloty astromiłośnicze
    • Astro-giełda
    • Serwisy i media partnerskie

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Zamieszkały


Interests


Miejsce zamieszkania

Znaleziono 25 wyników

  1. Patrząc na nocne niebo zachowujemy się często jak ów naukowiec, próbujący zdobyć coraz szerszą wiedzę na coraz węższy temat. Im słabszy, mniejszy, bardziej ulotny obiekt dojrzymy, tym bardziej się cieszymy. Na pewno jest to radość uzasadniona, jednak czy przy takim podejściu coś nam czasem nie umyka? Moim zdaniem tak, nawet wiele. Pomijamy, lekceważymy lub zapominamy o jasnych, rozległych i pięknych układach barwnych gwiazd. Północno-zachodnie skrzydło Łabędzia zawiera właśnie taki spektakularny, choć rzadko odwiedzany układ, a właściwie dwa. Mapa Łabędzia Omikron i omega Cygni Źródło: https://bestdoubles.wordpress.com/2011/08/13/the-omega-%CF%89-and-the-omicron-%CE%BF-of-cygnus-%CE%BF-1-and-%CE%BF-2-and-%CF%89-1-and-%CF%89-2-sh-755-and-sh-756/ Na tylnym skraju północnego skrzydła Łabędzia, 5-6° powyżej Sadra, znajdziemy wyjątkowej urody trójkę barwnych gwiazd o jasności ok.4-5 mag (tutaj na górnym skraju zdjęcia kol. Robsona). Nie sposób ich nie zauważyć błądząc po gwiazdozbiorze a raz zauważywszy – nie wracać do nich wielokrotnie. Intensywnie pomarańczowej ο1 Cyg (31 Cyg, 3,73 - 3,89 mag) towarzyszy w odległości tylko 5’ niebieskawa 30 Cyg (4,8mag), zaś 1° na północ leży także pomarańczowa ο2 (32 Cyg, ok. 4 mag). Dziwnym zbiegiem okoliczności, przypadkowo sąsiadujące na nieboskłonie „omikrony” są do siebie bardzo podobne i to nie tylko z wyglądu. Oba są układami podwójnymi – gwiazdami zaćmieniowymi o małej amplitudzie jasności, typu Algola (β Persei) lub ζ Aurigae. W układzie takim większy, lecz chłodniejszy czerwony olbrzym (tutaj w obu przypadkach typu widmowego K4) przysłania co pewien czas, choćby częściowo, gorącą, jaśniejszą i cięższą chociaż mniejszą gwiazdę typu B. Układy te są ważne z naukowego punktu widzenia. Podczas „zaćmienia”, gdy czerwony olbrzym przesłania gwiazdę typu B, jej światło prześwieca poprzez rozdętą powłokę olbrzyma, pozwalając na dokonanie dokładnych badań spektralnych. W tym samym polu widzenia lornetki, 2° na wschód od ο2 znajdziemy barwną parę gwiazd o jasności ok. 5 mag - ω1 (45 Cyg, niebieska, B2,5 IV) i ω2 (46 Cyg, czerwona, M2 III), otoczoną przez grupę słabszych. Razem tworzą sympatyczny asteryzm na powierzchni ok. 3 stopni kwadratowych, złożony z kilkunastu różnobarwnych gwiazd 5 mag-8 mag. Okolice ω Cyg Źródło: http://www.cieloeterra.it/articoli.cielo/ Szczególnie interesuje astronomów ω2 Cyg, ponieważ ma masę zbliżoną do Słońca. Pozwala to przewidywać losy Słońca za 7,6 miliarda lat - Słońce liczy sobie 4,6 a ω2 Cyg 12,2 miliarda lat. Nadal nie wiadomo, co się tak naprawdę dzieje wewnątrz tej rozdętej, czerwonej gwiazdy. Czy helowy rdzeń kurczy się jeszcze spokojnie, czy też hel uległ zapłonowi i zachodzi tam synteza węgla i tlenu, a może pozostał tylko wciąż jaśniejący, lecz już martwy trzon węglowo-tlenowy? (Jim Kaler: http://stars.astro.illinois.edu/sow/omega2cyg.html) Nie na darmo więc gwiazdy te ściągają nasz wzrok. Mają przecież swoje historie do opowiedzenia. Pomyśl o tym, gdy skierujesz na nie swój sprzęt – nieważne jaki, byle szerokokątny - i będziesz podziwiać ich rzadką urodę. Potem zaś, jak nakazuje tradycja, daj znać, jak poszło.
  2. To, że na punkcie ciemnych mgławic można zbzikować - wiecie doskonale. To, że tymi obiektami można zarazić parę osób - też da się dowieść. Ale jak sprzedać tę kategorię przepięknych przecież, choć nieoczywistych, obiektów szerszemu gronu? Łatwo nie jest. Ale na szczęście niebo ma pewien skrawek, który idealnie się do tego celu nadaje. Wydaje mi się, że tego obiektu przedstawiać nie trzeba, niemniej - w razie, gdyby ktoś go miał jeszcze przed sobą - przedstawiam ciemną smugę o wdzięcznej nazwie Barnard 168. fot. Maciej Kapkowski źródło zdjęcia: http://www.astrofun.pl/images/phocagallery/Nebulas/thumbs/phoca_thumb_l_IC%205146.jpg B168 jest jedną z najłatwiejszych do zaobserwowania i najwdzięczniejszych ciemnych mgławic. Mimo, iż należy do grupy mało obserwowanych obiektów, swą stosunkowo dużą popularność bez wątpienia zawdzięcza położeniu. Jej zachodni kraniec muska gromadę otwartą Messier 39, wschodni zaś wtapia się w ścisłą okolicę mgławicy Kokon (IC 5146). Chociaż większość obserwatorów szuka zwykle jednego lub drugiego ze świecących celów, ciężko choćby mimochodem nie natknąć się na B168 - szczególnie, że jej ciemna wstęga doprowadza do IC 5146 niemal za rączkę. Mimo, iż B168 leży ponad 4° od równika galaktycznego, należy chyba do najwyraźniejszych obiektów w swojej klasie. Zatem jeśli chodzi o sam nalot - po prostu namierz M39 i odbij w lewo i ciut w dół. Jeśli masz do dyspozycji lornetkę o szerokim polu widzenia, tytułowa ciemnotka sama wpadnie Tobie w oko. Barnarda 168 zdarzało mi się obserwować nawet z centrum 20-tysięcznego miasta, przy dobrej klarowności powietrza - Droga Mleczna co prawda zaledwie majaczyła, ale można ją było wyzerkać aż po konstelację Orła, gdzie dało się wyłapać cień Wielkiej Szczeliny. W tych warunkach cieszyłem się namiastką B168, ledwie jednostopniowej długości ciemno-szarą, prostą kreską. Zupełnie inaczej ten obiekt prezentuje się pod smoliście ciemnym niebem - wówczas z tła wychodzi mrowie gwiazd, a pasmo B168 nie jest długim, pozbawionym blasku odległych słońc fragmentem nieba, a mięsistym obiektem ukazującym swój pełen załamań kontur. Dodatkowo wyraźny staje się szeroki, bardziej owalny region zajmujący niemal jeden stopień kwadratowy, z którego Barnard 168 zdaje się wyłaniać na zachodzie. Dla ścisłości dodam, że ów region również może pokazać swoje piękne, nieregularne kontury przy bardzo ciemnym i klarownym niebie oraz starannej adaptacji wzroku. cygnus_BW.pdf Co ciekawe - chociaż wszystkie atlasy zgodnie pokazują B168 jako pas pyłowy długości około półtora stopnia, ciągnący się na zachód od Kokonu, Edward E. Barnard umieścił taki wpis pod pozycją 168: “Mała mgławica na wschodnim końcu ciemnego pasa. Ta mgławica mierzy 10’ średnicy z ponad tuzinem słabych gwiazd różnej wielkości. Nie ma tam żadnego zagęszczenia ku centrum, a mgławica również nie skupia się wokół którejkolwiek z gwiazd. Wewnątrz [mgławicy] są ciemne rysy. Ciemny pas ma 1,7° długości i 9’ szerokości” Tym, co uderza mnie w powyższym opisie jest padające słowo “mgławica” - zwykle Barnard używa określenia “marking” (tu przetłumaczonego jako “rysa”). Z opisu wydaje mi się bardziej prawdopodobne, że pierwotny wpis nr 168 dotyczył nie ciemnego, długiego i wyraźnego pasma pyłowego, a pomniejszych włókien obserwowanych na tle Kokonu - w końcu to tej mgławicy Barnard poświęca większość swojego wpisu. Możliwe też jest, że z tym wpisem powinniśmy kojarzyć zarówno włókna na tle IC 5146, jak i ciemną wstęgę ciągnącą się na w kierunku zachodnim. Jednak za pierwszą interpretacją przemawia jeszcze jedna, być może istotna rzecz - prawdopodobnym odkrywcą IC 5146 był… Edward Emerson Barnard, który zarejestrował tę mgławicę fotograficznie w 1893 roku. Niewykluczone więc, że więcej uwagi poświęcił swojemu “dziecku” niż znacznie wyraźniejszemu pasowi pyłowemu ciągnącemu się daleko na zachód. Niestety, posiadane przeze mnie źródła nie zawierają zdjęcia tego fragmentu nieba ze szkicem profesora z Nashville, co pomogłoby rozwiać wszelkie wątpliwości. Czy powinniśmy więc uznawać to, co rysują atlasy? Czy raczej należałoby uszanować pierwszeństwo pomniejszych smug na tle Kokonu, co zdaje się sugerować wpis Barnarda? Dla dobra obserwacji ciemnych mgławic - myślę, że warto uszanować atlasy. Obiekt, który możemy przypisać do katalogu jest z pewnością traktowany jako poważniejsza zdobycz niż bezpańskie pasmo pyłowe - choćby było ono najpiękniejsze. mapka na podstawie Cartes du Ciel Odległość do B168 nie jest do końca znana. Niemal pewne jest, że ta ciemna wstęga jest związana fizycznie z Mgławicą Kokon, lub raczej - że Kokon jest jej “podświetloną” częścią. Jednakże w oszacowaniu odległości do IC 5146 pojawiają się spore rozbieżności - wartości, na jakie można się natknąć zawierają się w przedziale 900-1400 parseków, jednak najczęściej można się natknąć na okolice jednego kiloparseka, czyli około 3260 lat świetlnych. Sugerując się widocznymi na zdjęciach rozmiarami kątowymi widocznych pasm pyłowych - czyli 2°25’ - można z grubsza oszacować, że Barnard 168 rozciąga się w przestrzeni na jakieś 137 lat świetlnych - i to przy założeniu, że jego oś jest ustawiona do nas prostopadle (w rzeczywistości rozmiary mgławicy mogą być znacznie większe). Badania prowadzone m.in. za pomocą Kosmicznego Teleskopu Spitzera odsłoniły kilkadziesiąt młodych gwiazd skrywanych przez całun Barnarda 168, w tym wyróżniające się dwa ich skupiska, prawdopodobnie zalążki dwóch rodzących się gromad otwartych. źródło: http://www.ifa.hawaii.edu/publications/preprints/08preprints/Herbig_08-203.pdf Wpatrując się w B168 warto odszukać nie tylko samą ciemną smugę czy jej załamania, ale i jej Południową Wstęgę (piszę wielką literą, gdyż jest to oficjalna nazwa fragmentu B168). Ta równoległa smuga pyłowa, krótsza od głównej - Północnej Wstęgi - leży bliżej zachodniej części kompleksu. Warto również zadać sobie trud odszukania prostopadłej, północnej odnogi Północnej Wstęgi, a w niej - LDN 1047 i 1052, widocznych na zdjęciach, dość wyraźnych cypli. Ale pamiętaj - nawet jeśli nie znajdziesz tyle determinacji, by wyodrębniać poszczególne rejony Barnarda 168, naciesz się jego wyraźną sylwetą i wspaniałym polem gwiezdnym, na tle którego leży. Posmakuj uroku ciemnotek - i koniecznie DAJ ZNAĆ, JAK POSZŁO!
  3. Półmetek wiosny to dla lornetkowca szczęśliwy czas (chyba, że nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności mieszka na północy Polski). Galaktyki, z którymi walczy się w lornetach szczególnie ciężko, ustępują miejsca coraz wyżej wznoszącej się Drodze Mlecznej z jej gromadami otwartymi. A w tej kategorii szczególnie wybija się wizualna para takich właśnie obiektów, położona na granicy Wężownika i Ogona Węża - NGC 6633 i IC 4756. Czas na obie gromady otwarte jest naprawdę wyśmienity - w okolicach 1:00 są już na tyle wysoko, by słabsza przejrzystość niżej nad horyzontem nie miała znaczącego wpływu na obserwacje. Zatem, zanim wzejdzie Strzelec ze swymi skarbami w okolicach centrum Drogi Mlecznej, zerknijmy na jej zachodni brzeg, mniej więcej na wysokości Orła. Pas naszej Galaktyki prezentuje się w tym miejscu szczególnie ciekawie - Wielka Szczelina nabiera grubości w miarę osiągania coraz bardziej południowych deklinacji, pochłaniając blask odległych słońc, lecz nabierający grubości dysk galaktyczny zdaje się w tym miejscu walczyć do końca o uwagę obserwatora. W efekcie, ten widzi wyraźną odnogę Drogi Mlecznej, odbijającą od równika galaktycznego pod pewnym kątem, zaczynającą się i kończącą dość niespodziewanie. źródło: Photopic Sky Survey Nalot na NGC 6633 jest dość prosty, szczególnie w lornetce. W zasadzie nie byłoby żadnej złośliwości, gdybym napisał - skierujcie swoje lornetki w stronę owej “odnogi” Drogi Mlecznej i poskanujcie niebo w poszukiwaniu pięknej i wyraźnej gromady. Dwóch moich kolegów (niezależnie od siebie) dokładnie w ten sposób “odkryło” NGC 6633 podczas niedawnej sesji obserwacyjnej. Ale dość tych zgadywanek odnośnie nalotu. Osoby słabiej zorientowane na niebie mogą go rozpocząć od δ Aquillae - “środkowej” gwiazdy Orła. Od niej odbijamy na zachód (w prawo, lekko w górę) o jakieś 7,5° do jasnej Alyi, θ Serpentis. Ostatnim krokiem jest pokonanie na niebie podobnego odcinka z grubsza w tym samym kierunku, z nieco większym odbiciem w górę (przy górującym Ogonie Węża - na godzinę drugą). Obserwujących teleskopem od razu uspokajam - w szukaczu również powinniście zobaczyć NGC 6633 bez większego problemu. źródło: Cartes du Ciel Patrząc na NGC 6633, aż trudno uwierzyć, że Charles Messier ją przegapił. Jasność 4,6mag robi wrażenie; ciężko jest przegapić wyraźny blask gromady, nawet podczas niezbyt uważnego skanowania nieba lornetką. Nasza bohaterka została po raz pierwszy dostrzeżona (przynajmniej jeśli mowa o udokumentowanych obserwacjach) w 1745 roku przez szwajcarskiego astronoma Philippe’a Loys de Chéseaux, a rok później znalazła się w jego katalogu zawierającym 21 obiektów mgławicowych i gromad gwiazd - pod numerem trzecim. Zapewne gdyby w osiemnastym wieku istniał jakiś skuteczniejszy sposób komunikacji, pewnie znalibyśmy NGC 6633 pod jakimś numerem “M”. Lecz z drugiej strony - czyż to nie jasne NGC-ki zaskakują nas najbardziej pozytywnie? Gromada znajduje się stosunkowo nieopodal - nieco ponad tysiąc lat świetlnych od Słońca, w miejscu które określilibyśmy jako wewnętrzny skraj Ramienia Oriona. Wiek gromady jest szacowany na ok 660 milionów lat, czyli jest to - z grubsza rzecz ujmując - równolatka Hiad. Gromadę tworzy około 30 gwiazd 8-11 wielkości, z czego jej trzon tworzy jakiś tuzin gwiazd jaśniejszych niż 9mag. Tym, co rzuca się od razu w oczy, jest dość nietypowy wygląd gromady - jej sylweta, wyciągnięta w osi północny wschód - południowy zachód, ma długość około czterdziestu minut kątowych, natomiast jej szerokość jest o około połowę mniejsza. Lornetka 10x50 pokaże nam około dziesięciu najjaśniejszych słońc gromady, lecz w dobrych warunkach pozwoli wyzerkać drugie tyle. Lornetka 15x70 pokaże dwadzieścia parę gwiazd, w zasadzie rozdzielając gromadę w pełni, bądź niemal w pełni. Co jest warte podkreślenia, obiekt prezentuje się równie wybornie w każdym chyba instrumencie optycznym, o ile nie przesadzimy z powiększeniem i zapewnimy odpowiedni zapas pola. źródło: Cartes du Ciel Jednakże ten już piękny sam w sobie obiekt ma wspaniałą towarzyszkę. Jest nią IC 4756, oddalona o 3° w kierunku ESE (wschód-południowy wschód). Jasność IC-ki to również 4,6mag. Jeśli nie widzieliście tej gromady, możecie pewnie zapytać - jak to możliwe, że dwa tak nieodległe na niebie obiekty o identycznej jasności nie trafiły do New General Catalogue w tym samym czasie? Odpowiedź jest prosta, gdy spojrzycie na nią przez lornetkę lub teleskop o szerokim polu widzenia. IC 4756 jest starą gromadą, której wiek szacuje się na ok. 900 milionów lat - zatem brak młodych i jasnych gwiazd powoduje zlewanie się składników IC 4756 z gwiazdami leżącymi pozornie nieopodal. Kolejnym czynnikiem utrudniajacym dostrzeżenie tego przepięknego klastra jest jej rozmiar kątowy sięgający całego stopnia! A jakby tego było mało, dodatkowo do miejsca, gdzie znajdziemy IC 4756, sięgają obłoki pyłowe Wielkiej Szczeliny, skutecznie blokując część światła gromady. IC 4756 jest typową przedstawicielką wiekowych gromad - świeci równomiernie mało intensywnym blaskiem białych i żółtych słońc ciągu głównego, do tego znajduje się w przestrzeni pomiędzy ramionami Galaktyki (od krawędzi Ramienia Oriona jest oddalona o ok. 300 lat świetlnych), dzięki czemu jest w znacznie mniejszym stopniu narażona na oddziaływanie grawitacyjne innych obiektów, mogących przyczynić się do rozproszenia składników gromady. Wygląd klastra pięknie ubrał w słowa Rony de Laet, opisując go jako delikatną chmurę diamentowego pyłu. Do obserwacji IC 4756 polecam małe i średnie lornetki - większe teleskopy nie dadzą niestety wystarczającego szerokiego zapasu pola, by podziwiać wyodrębnioną z tła gromadę. Co prawda pozwolą na zaobserwowanie większej liczby jej składników, ale pozbawią obserwatora wszelkich ważniejszych doznań estetycznych. źródło: http://www.alsonwongastro.com/ngc66.htm Podczas niedawnej sesji dłuższy czas podziwialiśmy tę parę, która wspaniale prezentuje się w 6,5-stopniowym polu lornetek 10x50, stwierdzając zgodnie, że jest to jeden z najpiękniejszych duetów, jakie oferuje nam nocne niebo. Kontrast w wyglądzie obu klastrów, położenie na tle skraju Wielkiej Szczeliny i blasku dysku galaktycznego zatrzymało nas na długie minuty i prawdę mówiąc - nie znam osoby, która by tego widoku nie doceniła. Zatem - jeśli nie odwiedzałaś/eś jeszcze tego pięknego duetu, wypatruj okna pogodowego, chwytaj lornetkę, pędź pod ciemne niebo - i daj znać, jak poszło!
  4. Musiało to być w okolicach 2009 roku, z pewnością na Warmii. Kwietniowa noc, podskórna bliskość świtu, szybkie łapanie messierów i wrzucanie ich do worka z trofeami. Wtedy zetknąłem się z Messierem 24 po raz pierwszy i było to spotkanie tak przeraźliwie powierzchowne, jak tylko można sobie wyobrazić. Odhaczona luźna grupa kilkunastu, może dwudziestu paru gwiazd, dziękuję bardzo, mogę pędzić dalej. Czas pokazał, że M 24 nie znosi dwóch rzeczy: pośpiechu i powierzchowności. Proponuję go zatem smakować po kawałku. Na to sens także o tyle, że Messier 24, zwany także Małym Obłokiem Gwiezdnym Strzelca, niesłusznie bywa nazywany obiektem - jest to w zasadzie wielowymiarowy kadr. Zanim jednak go obierzemy warstwa po warstwie, zerknijcie na poniższą grafikę przedstawiającą Drogę Mleczną i zapamiętajcie nazwy ramion - bo będzie trochę skakania. źródło: Wikipedia Nalotu specjalnie nie ma jak wyjaśniać: po prostu złap pierwszy wybitny kłak światła w Drodze Mlecznej poniżej (lub na prawo od) ciemnych pyłów Tarczy. fot. Michał Kałużny, źródło: astrofotografia.pl. Jasna przeszkadzajka to Jowisz. Pierwszą, najłatwiejszą do zobaczenia warstwą M 24 jest Nautilus - asteryzm tworzony przez najjaśniejsze gwiazdy widoczne we właściwym polu widzenia. Aby łatwiej wyobrazić sobie okręt kapitana Nemo, warto zacząć od leżącego we wschodniej części trójkąta gwiazd 7. i 8. wielkości, które wyznaczają dziób statku i podążyć wyobraźnią ku leżącym na zachód słońcom rysującym obłą i dość steampunkową bryłę łodzi podwodnej. Choć pozornie blisko siebie, gwiazdy Nautilusa są dość wyraźnie rozrzucone w Galaktyce - odległości między nimi sięgają 6 tys. lat świetlnych. Najciekawsza obserwacyjnie jest HD 168021, południowa gwiazda z trójkąta tworzącego dziób Nautilusa. Jest to gwiazda podwójna o separacji 18”, i jakości składników 6,86 i 7,63 mag. Rozdzielenie obu słońc jest możliwe już w lornetkach powiększających dziesięciokrotnie, ale lepszy efekt osiągniemy w zakresie powiększeń 15-25x. Mapka na podstawie CdC. Drugą warstwą Messiera 24 są jego gromady otwarte. Najbardziej znana z nich, NGC 6603 była swego czasu brana za “właściwą M 24”, choć jej niewielkie rozmiary kątowe - zaledwie 4,2’ - nijak mają się do opisu z paryskiego katalogu. Gromada jest chyba najczęstszym łupem teleskopów w obrębie Dwudziestki Czwórki i długo uchodziła - przynajmniej na forach - za jedyny sensowny cel pomiędzy Messierami 18, 21, 23 i 25. Jasność podawana przez katalogi - 11 mag - nie do końca zgrywa mi się z tym, że widuję gromadę bez większego problemu w lornetkach. Nie sprawia mi ona problemu w 10x50, Phil Harrington pisze o widoczności już w dwururkach powiększających 7x. Co ciekawe, jest to jeden z dalszych planów M 24, gdyż przy odległości ok. 10-12 tysięcy l.ś. należałoby umiejscowić NGC 6603 w Ramieniu Tarczy-Centaura. Pyły osłabiają jasność gromady zaledwie o 1,5 magnitudo, co przy wspomnianej odległości pokazuje, jak fartownie ułożyły się “przejaśnienia” w pełnym ciemnot równiku galaktycznym - bo przecież nakładają się na siebie prześwity w aż trzech ramionach! Druga z gromad to Collinder 469, odległa o 4700 l.ś. (leży więc w Ramieniu Strzelca), zawierająca około 50 gwiazd. Tę niewielką (2,6’) plamkę światła, świecącą jasnością 9,1 mag znajdziemy w górnej części Małego Obłoku, u południowego krańca B 93. Przyznam, że Cr 469 zagościł w moim notatniku tylko raz czy dwa, i - o ile pamiętam - nie sprawił mi większych kłopotów w Oberwerku 15x70. Warto jednak zapamiętać wcześniej położenie gromady, bo ta niespecjalnie rzuca się w oczy. Messier 24. Źródło: Aladin Lite Trzecią warstwą M 24, najcudowniejszą dla mnie, są ciemne mgławice i to właśnie one - przynajmniej w moich oczach - najpiękniej rozgrywają cały kadr. Najbardziej prominentne z nich mają oznaczenia katalogowe - Barnard 92 i Barnard 93. Są to jedne z łatwiejszych ciemnotek do zaobserwowania, ale z jednym paskudnym “ale”: niebo zwyczajnie musi być odpowiedniej jakości. Jeśli tło pod barnardami nie świeci, te zleją się z czernią czy raczej pomarańczową szarością gwiezdnego tła. Jeśli zaś dorwiecie M 24 pod dobrym niebem, obie czarne kropy wyskoczą dość chętnie. Dzieje się to między innymi dlatego, że oba obiekty są wyraźnie zagęszczone (kolaps grawitacyjny jest szczególnie dobrze widoczny w B 92) i leżą stosunkowo blisko, w odległości około 200 parseków - zatem z pewnością jeszcze w “naszym” Ramieniu Oriona. Jeśli trafimy na bardzo dobre warunki, warto poświęcić obu obiektom dłuższą chwilę. Wschodnia krawędź Barnarda 92 powinna być wyraźniej odcięta niż zachodnia, zaś Barnarda 93 kojarzę jako tego, który delikatniej zatapia się w tle. Warto też spróbować teleskopami - wielkość obu ciemnotek powinna sprzyjać mocniejszym powiększeniom. Kolejny Barnard, numer 304, jest zupełnie inny. Tworzą go dwie dość delikatne smugi niemal jednostopniowej długości, odchodzące od B 92 w kierunku południowo-zachodnim. W północno-wschodniej części oba pasma zdają się łączyć ze sobą, zaś na drugim końcu odległość między nimi sięga 15-20’. Mimo swoistej delikatności, obie smugi są dość łatwe do zaobserwowania zarówno przez charakterystyczny kształt, jak i położenie w stosunkowo jasnej części Małego Obłoku Strzelca. Tylko - czy na pewno Barnarda 304 jako pierwszy zaobserwował E.E. Barnard? Notatka Charlesa Messiera z nocy 20/21 czerwca 1764 roku, zaraz po zapisaniu numeru 23 w katalogu, brzmi w pewnym przybliżeniu tak: "Tej samej nocy i na tym samym równoleżniku, co gromada, o której właśnie mówiłem, odkryłem blisko krańca łuku Strzelca, w Drodze Mlecznej, pokaźną mgławicę około półtorastopniowej rozciągłości, w tejże znalazłem kilka gwiazd różnej wielkości; zaś światło pomiędzy tymi gwiazdami jest podzielone na kilka części (...)" Kolejne ciemnotki nie wybaczają jakości nieba - musi być świetne. W podziękowaniu - wyskoczy ich kilka na raz: niewielki Barnard 307, dopełniająca karetę czarnych krop LDN 336 oraz V-kształtna mgławica, której zachodnia część nosi oznaczenie LDN 332. Ostatnią ciemnotką, jaką warto zaobserwować jest LDN 322 - to wielka czarna połać, ograniczająca Mały Obłok Strzelca od południa. LDN 322, wraz z południowo-zachodnimi krawędziami LDN 332 i 336 (i przy pewnej pomocy B 304) tworzy wyraźnie widoczne, kanciaste obramowanie M 24. Ostatnią, czwartą warstwą M 24 jest jego tło. Zwróćcie uwagę na pewien niuans: na zdjęciach Mały Obłok Strzelca ma zwykle wyraźne niebieskawe zabarwienie, w przeciwieństwie do mocno zażółconego Wielkiego Obłoku Strzelca (czy jak kto woli: centrum Galaktyki). Dzieje się tak dlatego, że w ramionach dominują gwiazdy I populacji, podczas gdy w centrum Drogi Mlecznej rezydują raczej staruszki II populacji. Craig Crossen pisze w “Sky Vistas”, że w tym kadrze zaglądamy prawdopodobnie aż do zakręcającego Ramienia Węgielnicy. Kojarzycie inny taki kadr, gdzie można wyróżnić aż cztery ramiona Galaktyki? ... Parę razy widziałem Messiera 24 pod niebem wybitnym. Wtedy okazuje się, że pojaśnienie obłoku nie kończy się gdzieś w okolicach Barnarda 304, ale sięga dobry stopień dalej na zachód. I staje się też jasne, że nie ma sensu podchodzić do obiektu z instrumentem dającym mniej niż 5-6 stopni pola. Inaczej zbyt wiele się traci. Nadchodząca pełnia jest raczej czasem planowania niż obserwowania, ale kolejne miesiące są najlepszym (bo jedynym) okresem obserwacyjnym dzisiejszego OT. Zatem - może jeszcze w maju, a jeśli nie, to podczas ciemnego sierpniowego nowiu koniecznie złap Messiera 24, poświęć mu sesję - i daj znać jak poszło! Messier24.pdf
  5. Nadrabiania wakacyjno - urlopowych zaległości ciąg dalszy. :) Postanowiłem zaszaleć. Bezkompromisowo i na całego. Kilka dni temu Janko zaproponował cel lornetkowy, a w zasadzie gołooczny. Tym razem - dla odmiany - do zabawy zapraszam wyłącznie posiadczy nastocalowych i większych luster, którzy w dodatku mają czas i chęci, by wywieźć je pod naprawdę ciemne niebo. To nie wszystko, bo trzeba będzie jeszcze trafić na noc z dobrą przejrzystością atmosfery – najlepiej tuż po przejściu frontu atmosferycznego i poczekać na górowanie obiektu. Zniechęceni? No to świetnie. Panie i panowie, przed wami IC 1296. Fragment o starhoppingu pomijam – wszyscy wiedzą, gdzie jest M57, a nasz IC-ek przyczaił się jedyne 4 minuty kątowe na północny - zachód od tego klejnotu. Jako rzecze Wikipedia, IC 1296 (skatalogowana również jako UGC 11374 lub PGC 62532) to galaktyka spiralna z poprzeczką, znajdująca się w konstelacji Lutni w odległości około 200 milionów lat świetlnych od Ziemi. Została odkryta 2 października 1893 przez Edwarda Barnarda. Jej jasność to 14,8mag, zaś rozmiary kątowe 1,1' × 0,9'. Wydawać by się mogło, że nie powinno być tak źle – wszak złapanie galaktyczki o jasności 14mag z hakiem w dobrych warunkach nie jest jakimś wielkim wyczynem. Niestety, IC 1296 jest ustawiona "frontem" w naszym kierunku, przez co jej jasność powierzchniowa jest naprawdę niewielka. Nasz cel pojawił się kilka lat temu w oryginalnym cyklu "Object of the Week". Koledzy z deepskyforum piszą tam, że "its condensed star like core should be readily visible with 10”-12” and larger aperture, its spiral arms are the challenge". Moim zdaniem, 10 czy 12 cali to jednak zbyt mało. Udało mi się wyłuskać galaktyczkę dopiero w szesnastocalowcu; lustra 30 i 33 cm nie wystarczyły – podczas sesji z ich użyciem zaliczyłem porażki. Istotne, by dokładnie wiedzieć, gdzie szukać paskudy. Pozwoliłem sobie pomazać po przecudnej urody zdjęciu Marcina Paciorka, w celu pokazania dwóch układów gwiazd, które ułatwią namierzenie galaktyczki. Pierwszy z nich to zaznaczona na czerwono "podkówka", drugi to zielony "diament" (o którym wspomina też P. Harrington w "Cosmic Challenge"), składający się z czterech gwiazdek o jasnościach pomiędzy 11 a 14 mag. Oryginalne zdjęcie znajdziecie tutaj: http://www.astromarcin.pl/pages/M57.html Zdecydowanie warto użyć sporych powiększeń (w okolicy 200-300x lub więcej). U mnie wygenerował je Pentax XW 7 mm. Początkowo w okularze ukazało się... nic - czerń i pustka, nakrapiana gdzieniegdzie słabymi gwiazdkami. Ten obiekt naprawdę wymaga sporej dozy cierpliwości ze strony obserwatora, no i pełnej adaptacji oka do ciemności. Dopiero po kilku minutach udało się wyzerkać słabiutką poświatę ramion galaktyki, z nieco wyraźniej zaznaczonym, gwiazdopodonym jądrem. O śladach spiralnej struktury nie było mowy – nie ta apertura. Tak to wygląda na szkicu sporządzonym przy użyciu teleskopu o aperturze 18"; autor świetnie uchwycił różnicę jasności Messiera 57 i IC 1296. źródło: http://www.deepskyforum.com/attachment.php?attachmentid=1286&d=1404541446 Znudził ci się Pierścionek? Jeśli tak, spróbuj i daj znać, jak poszło!
  6. Są różne dziwadła na nieboskłonie. Obok gromad otwartych tak skoncentrowanych i licznych, że brano je nawet za kuliste, mamy oskubane „kwiatki” w rodzaju gromady Collinder 62, opisywanej niedawno przez Panasamarasa. Obok gwiazdozbiorów wyraźnych i oczywistych, jak Orion czy Lew, są takie, których istnienia można się tylko domyślać – choćby Żyrafa czy Ryś. Takim enigmatycznym, tajemniczym gwiazdozbiorem kryjącym się między jasnymi sąsiadami jest także Jednorożec. Gwiazdozbiór Jednorożca; mapę wytworzył kol. Rokita w oparciu o katalog SAC 8.1. Orientacja w Jednorożcu nie jest łatwa. Najczęściej poruszamy się po nim rozpoczynając wędrówkę od jasnych gwiazd z okolicznych, wyraźniejszych gwiazdozbiorów. Do znajdujących się w górnej, północnej części gromad z mgławicami NGC 2264 (Choinka) i 2244 (Rozeta) startuje się najczęściej od Alheny - γ Biźniąt (γ Gem), kierując się w dół (na południe), poprzez kremowo-pomarańczową parę ξ i 30 Gem. Obiekty leżące niżej, w południowej części gwiazdozbioru, łatwiej namierzyć startując od Wielkiego Psa lub posługując się jak drogowskazem trzema niebieskobiałymi gwiazdami Pasa Oriona – Mintaka (δ Ori), Alnilam (ε Ori) i Alnitak (ζ Ori). Dysponując jednak niebem dobrej jakości, warto nauczyć się rozpoznawać chociaż główne gwiazdy Jednorożca. Około 8⁰ na południowy zachód od Procjona (α Małego Psa), co stanowi 1/3 odległości między Procjonem i Syriuszem, nietrudno znaleźć charakterystyczną parę gwiazd w odległości 12’ od siebie. Ta jaśniejsza (około 4 mag) to δ Mon, zaś słabsza (5,5 mag) - 21 Mon. Stanowią one środek rozciągniętej w poziomie trójramiennej gwiazdy a może pługa z lemieszem, który tworzą linie łączące inne w miarę jasne gwiazdy Jednorożca. Jednorożec jako pług. Źródło: http://gwiazdozbiory.eulersoft.com.pl/Mon2.html Na południowym wschodzie gwiazdozbioru jest pomarańczowa gwiazda α Mon (ok. 4 mag). Na samym skraju wschodnim znajduje się ζ Mon, tworząca wraz z 27 i 28 Mon idealnie równoboczny trójkąt białych gwiazd o jasności około 4,5 mag, nawzajem odległych o 2⁰. Ramię północno-zachodnie (prawe górne) stanowi poprzeczka z gwiazd o podobnej jasności - ε i 13 Mon, znajdująca się mniej-więcej na wysokości czerwonej Betelgezy (α Ori), ok. 7-8⁰ na wschód od niej. Ramię południowo-zachodnie, które łatwo odnaleźć przedłużając linię Pasa Oriona w lewo, zwieńcza pomarańczowa γ Mon (ok. 4 mag) oraz leżąca 3⁰ na wschód od niej najjaśniejsza w gwiazdozbiorze biała β Mon (3,74 mag). W ich okolicy znajdziemy nasz nieco zapomniany, choć całkiem okazały obiekt tygodnia. Otoczenie NGC 2232; mapę wytworzył kol. Rokita w oparciu o katalog SAC 8.1. Dwa stopnie nad β Mon znajduje się gwiazda 10 Mon (5,1 mag,) tworząca wraz z 20 słabszymi gwiazdkami nieregularną, lecz jasną i rozległą gromadę NGC 2232. Jasność gromady opisywana jest zależnie od źródła jako 3,9 do 4,2 mag, zaś typ według klasyfikacji Trumplera to III 2 p (wg. BinoSky) lub IV 3 p (wg polskiej Wikipedii i NSOG). Jest to więc obiekt ubogi w gwiazdy (p jak poor), oraz o umiarkowanym do znacznego zróżnicowaniu jasności gwiazd (typ 2 lub 3). Trudno mi natomiast zgodzić się z tym, że gromada NGC 2232 jest jakoby typu IV, czyli niedającą się wydzielić z otaczającego pola gwiazd. Przecież koń jaki jest, każdy widzi (przynajmniej przez lornetkę oraz gdy nie ma chmur). NGC 2232 Źródło: Wikipedia Gromada świetnie prezentuje się w powiększeniach lornetkowych, ukazując gwiazdy ułożone w kształcie grotu strzały skierowanej na północ, z najjaśniejszą niebieskobiałą gwiazdą 10 Mon na samym ostrzu. Grotowi towarzyszy od północnego zachodu rządek gwiazd o jasności 6-7 mag, według atlasów nieba Pocket Sky Atlas i Sky Atlas 2000.0 oraz Uranometria 2000.0 znajdujący się już poza gromadą, natomiast zaliczany do niej przez zachowujący zdrowy rozsądek, niezastąpiony przewodnik-encyklopedię The Nigt Sky Observers Guide (NSOG). Tak zaczyna się opis gromady w tym ostatnim żródle: Very large, loose cluster, divided into two irregular groups. The SSE group is more concentrated, fanning southwards from the mag 5 star 10 Mon. The NNW group contains a curved row of 7 mag stars flanked by 6 mag stars... W związku z różną kwalifikacją owego rządku gwiezdnego na północny zachód od rdzenia gromady, także jej rozmiar bywa określany rozmaicie – od około 30 do 45 minut kątowych. Przegląd odległości do tych gwiazd wskazuje, że przynajmniej niektóre z nich znajdują się w podobnej odległości jak rdzeń gromady, jednak innych danych potwierdzających lub wykluczających ich przynależność nie znalazłem. Niezależnie od tego, jako całość jest to obiekt ciekawy oraz widoczny nawet pod niebem miejskim. Pełnej krasy nabiera jednak, podobnie jak wszystko inne na nieboskłonie, w warunkach wiejskich, choć nie muszą to być zaraz Roztoki ani Stężnica. Gromadę odkrył niemal 250 lat temu (1784 r.) – no któżby inny niż William Herschel. Dziś wiemy, że jest ona młoda (spotkałem wartości 25 i 41 milionów lat), co widać po niebieskawej barwie większości gwiazd. Umiarkowana odległość - ok. 1200 lat świetlnych – jest podobna do odległości Mgławicy Oriona i związanych z nią gwiazd. Nasuwa to przypuszczenie, iż oba obiekty, pomimo rozdzielającej je odległości 300 lś. mają wspólne pochodzenie. Tę oraz inne informacje zarówno o gromadzie NGC 2232 jak i innych interesujących obiektach Jednorożca można znaleźć w tym źródle: Turn Left at Orion. Jeśli więc którejś nocy stanie się cud i odsłoni się nieboskłon, chwyć za lornetkę, teleskop czy co tam posiadasz i odnajdź tę nieco dziwaczną gromadę, świetnie wyodrębnioną z tła wbrew temu, co o niej piszą. No a potem, zgodnie z tradycją, daj znać, jak poszło ;-)))
  7. Wiedzieliście, że wśród trzech najjaśniejszych galaktyk w Lwie znajdziemy tylko jeden obiekt z Katalogu Messiera? Obstawiam, że na tak postawione pytanie większość czytających zna już odpowiedź: skoro tylko jeden Messier jest na lwim podium, to ten z numerem 66. Jeśli dwie kolejne galaktyki są spoza messierowni, to z pewnością pierwszą jest NGC 2903, a drugą - tytułowa NGC 3521 (gdyby było inaczej, po co o tym wspominać w tym temacie?). O ile jednak NGC 2903 jest dobrze rozpoznawalna, o tyle niewiele mniej jasna i leżąca na uboczu NGC 3521 wydaje się być znacznie rzadziej odwiedzana - a niesłusznie. Źródło: http://www.eso.org/public/poland/images/eso1129a/ Według różnych źródel, NGC 3521 świeci na naszym niebie jasnością 8,9-9,2mag, a jej widome rozmiary to 11,2’×5,4’ (wg seds.org). Według polskiej Wikipedii, tytułowa bohaterka jest sklasyfikowana jako SBbc, a więc galaktyka spiralna z poprzeczką (SB), o umiarkowanie (b) lub słabo (c) wyodrębnionych ramionach. Z kolei anglojęzyczna wersja Wiki podsuwa znacznie ciekawszą klasyfikację morfologiczną - SAB(rs)bc, a więc spiralna z śladową poprzeczką (SAB), z wewnętrznym pierścieniem (rs) i umiarkowanie (b) bądź słabo (c) wykształconych ramionach. Zdjęcia dostarczone przez wielkie teleskopy ukazują gigantyczne kłębowisko ciemnych pyłów i świecących chmur gwiazdowych. Anglicy rezerwują dla takich galaktyk - o niejednolitych i często rozczłonkowanych ramionach, pełnych ciemnych (pyłowych) łat odcinających się od jasnych plam obszarów gwiazdotwórczych - nazwę “flocculent spiral galaxy”. “Prototypową” galaktyką tego rodzaju jest NGC 2841 w Wielkiej Niedźwiedzicy, a do bardziej znanych przykładów należy M63 w Psach Gończych czy M33 w Trójkącie. Szacuje się, że pośród galaktyk spiralnych, jedną trzecią stanowią właśnie galaktyki… ekhm… flokulentne? Kłaczkowate? Puchate? Cóż, do tej pory język polski nie doczekał się oficjalnego przełożenia terminu “flocculent galaxy”, a znajdujące się tu i ówdzie tłumaczenia nie do końca przekonują. NGC 3521 jest otoczona wstęgami i bąblami (świecącej) materii, stwierdzono w niej również obecność strumieni gwiazdowych - co wskazuje jednoznacznie na skanibalizowanie jednej lub kilku galaktyk satelickich w przeszłości. Biorąc pod uwagę mocne rozproszenie materii wokół, mówimy raczej o odległej przeszłości. Źródło: https://apod.nasa.gov/apod/image/1109/ngc3521_gabany2234.jpg Skoro już wiadomo czego szukać, warto dodać - gdzie. NGC 3521 znajduje się w południowej części gwiazdozbioru Lwa, w okolicach pazurów tylnych łap. Nalot nie sprawia większych trudności, gdyż opiera się na dość jasnych bojach nawigacyjnych. Zaczynamy - jeszcze gołoocznie - od odnalezienia Joty i wiszącej poniżej Sigmy Lwa. W odległości ok. 5° na zachód od tej drugiej, schodzimy po łuku gwiazd piątej wielkości, tworzony przez Chi, 59 i 58 Leonis. Kolejnych parę stopni na południowy wschód widoczny jest trójkąt jeszcze słabszych (5,5-6mag) słońc - 65, 69 i 62 Leonis. Na linii łączącej lwią 69 i 62 (bliżej tej drugiej) znajdziemy nasz kłaczkowaty kłaczek. Źródło: Taki Star Atlas Na przyzwoitym wiejskim niebie (ok. 6mag), NGC 3521 jest raczej nietrudnym obiektem dla lornet 70-80 mm, które pokażą ją jako całkiem wyraźną plamkę, wyciągniętą w (nieco skoszonym) pionie. Podejrzewam, że duże lornety pozwolą wyzerkać jaśniejsze jądro zatopione w pojaśnieniu dysku galaktycznego. Dodam jeszcze, że wielokrotnie widywałem tę engieckę w lornetce 10x50, więc obstawiam, że i mniejsze dwururki są w stanie ją wyłapać, szczególnie pod dobrym niebem. Jak podaje NSOG, teleskopy o średnicy 20-25 centymetrów pokażą jaśniejsze jądro otoczone przez halo dysku galaktycznego o rozmiarach ok 2’×5’. Natomiast sporo zabawy czeka właścicieli luster 16-calowych i większych: halo wokół jądra rośnie do rozmiarów 3’×8’, ukazując nieregularne krawędzie. Ponadto zarówno jądro, jak i dysk, zaczynają łapać “cętki”. Możliwy również do wyłapania jest ciemny pas pyłowy wzdłuż zachodniej krawędzi dysku. Prawdę mówiąc, nie zdziwiłoby mnie, gdyby nasi wyjadacze złapali te pyłowe cętki w aperturach rzędu 30 cm. Źródło: https://www.spacetelescope.org/images/potw1538a/ Nie wiem, jakie macie plany na najbliższy nów, ale zanim skarby późnowiosennego i letniego nieba pochłoną Was bez reszty, wykorzystajcie wciąż wysoko wiszącego wieczorami Lwa, wycelujcie w jego pazury w poszukiwaniu cętkowanej NGC 3521 - i koniecznie dajcie znać, jak poszło!
  8. Obserwacje przy użyciu lornetki, bez wątpienia sprzyjają szybkiemu przeskakiwaniu od jednego do drugiego kawałka nieba, a potem jeszcze jednego i kolejnego. Jeśli dodać do tego, że w polskich szerokościach geograficznych, nasz Obiekt Tygodnia nigdy nie chowa się za linią horyzontu, może wyjść na to, że Gromada Podwójna w Perseuszu jest tym co najczęściej „samo” wpada mi w obiektywy. Nie ma się jednak czemu dziwić, bo te dwa skupiska to obiekty wybitnie lornetkowe. I jeśli nawet, parafrazując klasyka: „Gromada Podwójna – jaka jest, każdy widzi”, to czy nie warto poświęcić jej choćby kilku chwil, zawsze gdy tylko jest taka możliwość? A nuż, może przypominając sobie kilka faktów na jej temat, odkryjesz ją na nowo? Zatem właściwie: Co? Gdzie? i Jak? Co? Opierając się na katalogu Caldwella – patrzymy na numer 14. W New General Catalogue są to pozycje 884 oraz 869, które to można również odnaleźć w innych spisach jako (na przykład i odpowiednio): Cr 25, Mel 14, Raab 10 oraz Cr 24, czy też Mel 13.[1] Powołując się zaś na powszechniej używane nazwy, mamy do czynienia z gromadami (NGC 884) oraz h (NGC 869) Persei, często nazywanymi po prostu „Chichotami”. Choć pierwsze wzmianki o gromadach pojawiły się już w pismach starożytnych Greków, to te dwa najbardziej znane oznaczenia literowe wywodzą się ponoć z map nieba epoki renesansu. Nigdzie natomiast nie odnalazłem odpowiedzi na pytanie o przyczynę ich braku na liście pana Messiera. NGC 869 oraz NGC 884.[2] Uważam za coś niesamowitego, że obydwie gromady nie istniały ani przed, ani jeszcze długo po zniknięciu dinozaurów z powierzchni Ziemi. Szacuje się nawet, że początek formowania się NGC 884/869 mógł przebiegać równolegle z kształtowaniem się pierwszych praludzi na naszej planecie! Wszak mamy do czynienia z wiekiem określonym na ok. 5,6 mln (NGC 869) i 3,2 mln lat (NGC 884).[3] Można to z kolei powiązać z niebieskim kolorem, młodych, bardzo gorących i jasnych gwiazd, które stanowią zdecydowaną większość składników obu skupisk. Tuzin najjaśniejszych słońc NGC 884 błyszczy jasnymi, „zimnymi” barwami. Wszystkie one są błękitnymi olbrzymami lub nadolbrzymami typu B. Natomiast 8 z 9 najjaśniejszych gwiazd jej starszej siostry to również święcące jasnym, niebieskawym światłem typy B lub A, ale też kilka czerwonych nadolbrzymów typu widmowego M.[4] Każda z gromad liczy po ok. 200-250 gwiazd, ale ich jasność mogłaby być zrównoważona dopiero przez ok. 160 000 naszych Słońc. Wszystko to sprawia, że z odległości ok. 7,3 tys. lat świetlnych, które nas dzielą, ich światło jest ciągle bardzo wyraźne i na podobnym poziomie percepcji dla obydwu gromad: 4,3-4,4mag, choć jeśli wierzyć źródłom, gdyby nie były one schowane za kurtyną pyłu, to wspomniana jasność byłaby większa o nawet 1,5mag. [3][5] Gdzie Patrząc z iście kosmicznej perspektywy, to oczywiście w naszej galaktyce. Ściślej rzecz ujmując, w jednym z jej ramion – dokładniej w Ramieniu Perseusza. Poniższy rysunek pokazuje wzajemne położenie kilku gromad otwartych widocznych w mniej więcej tym samym rejonie nieba. Czy wspomniana już odległość ok. 7,3 tys. lat świetlnych to daleko jak na gromadę otwartą? Raczej tak. Spośród 250 najbardziej znanych tego typu obiektów ok. 85% znajduje się jednak bliżej Ziemi. [6] Rysunek pokazujący położenie NGC 869/884 w obrębie Galaktyki. [5] Jeśli zaś chodzi o mniejszą skalę i nasz widok na nocne niebo, to bardzo prawdopodobne, że i tak prawie każdy doskonale wie jak odnaleźć ten klasyk, ale może ten tekst czyta też ktoś stawiający pierwsze kroki w astronomii amatorskiej? Jeśli więc chciałbyś, Drogi Czytelniku odnaleźć /h Persei po raz pierwszy, to proponowałbym zacząć od lokalizacji ogromnej litery „W” – czyli konstelacji Kasjopei. Następnie, lokalizując 2 bardzo jasne gwiazdy tego gwiazdozbioru – gamma oraz delta Cassiopeiae, utwórz na ich podstawie linię i idź w kierunku Perseusza. W odległości ok. 2 długości jakie dzielą te gwiazdy możesz spodziewać się dostrzec, nawet gołym okiem, mglistą plamkę światła o dużej wielkości – porównywalnej z tarczą Księżyca. To nasz cel. Położenie NGC 869/884 na nocnym niebie. [7] Jak? Moim zdaniem, najlepiej lornetką. Ale prawda jest taka, że „czymkolwiek”, też może być poprawną odpowiedzią. Przypominam bowiem, że mamy do czynienia z ogromnym (jak na DS-y) obiektem widocznym bez uciekania się do pomocy jakichkolwiek instrumentów optycznych. Nieuzbrojonym okiem, nawet na nienajlepszej jakości niebie, widać właśnie sporą mgiełkę. Jednak teraz, kiedy podczas zimowych wieczorów Perseusz znajduje się naprawdę wysoko, na wiejskim niebie widzę już nie jedną, a dwie wyspy światła. Pozostawiając jednak kwestię granic możliwości ludzkich gałek ocznych okulistom, sięgnijmy po lornetkę. Jeśli będzie to na przykład 10x50, dająca podgląd 6-7 stopni, to nasze bohaterki będziemy mogli wygodnie i bezpośrednio porównać jeszcze z trzema gromadami otwartymi (ech lornetka…)! Dostajemy bowiem gratis: Stock 2 – nieco ponad 2o na północ, NGC 957 – ok. 1,5o na wschód, a w kierunku południowym możemy jeszcze dostrzec gromadkę Trumpler 2. Bez dwóch zdań – ciężko skupić na nich wzrok mając Obiekt Tygodnia tuż obok. Obszar na pograniczu konstelacji Kasjopei i Perseusza wraz z kilkoma gromadami otwartymi. Czerwony okrąg ma średnicę ok. 6,5o. [8] W tym zestawieniu NGC 957 wydaje się być przecinkiem złożonym z kilku punktów. Tr 2 można uznać za układ kilku, mniej – lub bardziej przypadkowych gwiazdek, natomiast Stock, choć sporo większy (i ogólnie bardzo go lubię), sporo odstaje pod względem jasności maczku gwiezdnego jaki go tworzy. oraz h Persei świecą już wtedy wyraziście kilkunastoma gwiazdami każda. Słabsze składniki stanowią natomiast rozmyte w niektórych obszarach tło, tworząc przepiękną, zagadkową poświatę. Całość wygląda trochę jak dwa supły z których wychodzą łańcuchy co wyraźniejszych gwiazd. Zachęcam, w miarę możliwości, do zlokalizowania wszystkich tych gromad w szerokim, lornetkowym kadrze. Pamiętajmy przy tym, że Stock 2 oraz NGC 957 znajdują się bliżej nas – w obrębie ramienia galaktyki w którym jest też nasze Słońce i tworzą pierwszy plan, natomiast „Chichoty” oraz Tr 2 są już zlokalizowane w Ramieniu Perseusza. To może dać też jakiś pogląd na ogromne ilości światła emitowanego przez gwiazdy Gromady Podwójnej. Gdyby nasze Słońce znajdowało się w tym miejscu, byłoby widoczne jako gwiazda o wielkości zaledwie około 16mag. [5] NGC 869/884. Szkic ołówkiem. Widok przez lornetkę 8x56 (FOV : 5,9o). [5] Większa lornetka jest tym, co ja bym uznał za najlepszy instrument do podziwiania naszej uroczej parki. Widok w mojej 15x70 po prostu mnie hipnotyzuje. Pole widzenia w tym przypadku to 4,4o i świetnie wtedy widać, że otoczenie Gromady Podwójnej, na które jest jeszcze sporo zapasu w tego rozmiaru lornetce, też składa się z dość jasnych punktów – samych tylko gwiazd o jasności 5,2 – 8,2mag można naliczyć ok. 30. Nie ma jednak mowy o problemach z określeniem granic obu obiektów. Koncentracja gwiazd wokół środka – węzła, w obu gromadach jest oczywista. W tym wypadku ich widok zawsze przywodzi mi na myśl 2 kupki pokruszonego szkła. Niesamowicie, trochę na zasadzie kontrastu, wygląda wtedy tych kilka jasnych, pomarańczowych punktów. [4] Na koniec wyznanie: naprawdę nie jestem lornetkowym fetyszystą i widok z 10-calowego teleskopu, w szerokokątnym okularze i powiększeniu rzędu ok. 50x naprawdę może się podobać (i bardzo mi się podobał). Liczba „szpileczek” i ich wzorów robi wrażenie. NGC 869 jest przy tym bardziej upakowana. Wszystko to przepięknie, ale… Utarło się już określenie, że lornetka to kosmos w 3D. Cóż, ja oczywiście się z tym zgodzę i gdybym miał wybrać jakiś obiekt jako przykład dla różnicy w obrazie z jednego i obojga oczu (no może prócz Księżyca) - byłaby to właśnie para /h Persei. Jak na moje subiektywne odczucia, 10” lustra przegrywa tu rywalizację z dwiema soczewkami w D.O. Extreme 15x70. Czy więc będziesz zbierać światło za pomocą zwierciadła, soczewek, czy też własnych oczu – spojrzyj na Gromadę Podwójną i daj znać jak poszło! [1] http://www.ngcicproject.org [2] http://aladin.u-strasbg.fr/AladinLite/ [3] http://freestarcharts.com/messier-catalogue/21-guides/ngc/103-ngc-869-and-ngc-884-caldwell-14-the-double-cluster-open-clusters [4] Craig Crossen, Gerald Rhemann, „Sky Vistas. Astronomy for Binoculars and Richest-Field Telescopes”, Springer. [5] Rony De Laet, “The Casual Sky’s Observer’s Guide. Stargazing with Binoculars and Small Teleskopes”, Springer-Verlaq New York Inc. 2012 [6] http://www.atlasoftheuniverse.com/openclus.html [7] Stellarium. [8] Roger W. Sinnott, „Sky & Teleskope’s Pocket Sky Atlas” Cambridge, Massachusetts, USA.
  9. Jest ktoś w stanie to wyjaśnić ? Zdjęcia zrobione 21 marca (środa). Obiekt latał dynamicznie na boki ,oraz synchronicznie znikał . https://imgur.com/a/JKQH4
  10. Obiekty-niespodzianki lubię najbardziej. To te, które same wpadają w oko podczas skanowania nieba lub wyszukiwania innych obiektów. Niektóre z nich wgryzają się naprawdę głęboko i nie pozwalają odpuścić najmniejszej okazji na ponowne widzenie. Jednym z takich obiektów bez wątpienia jest dla mnie gromada NGC 2360 w Wielkim Psie. Odkryłem ją dla siebie podczas najbardziej leniwego z możliwych nalotu na parę Messier 46-47. A nalot zaczyna się od Syriusza i polega na przesunięciu pola widzenia o kilka stopni na wschód (w lewo) - po minięciu jasnych Ioty i Gammy Wielkiego Psa, trafiamy na 5,5-magową HD 56405, przy której znajdziemy naszą bohaterkę. Gromada jest jednym z najbardziej wyrazistych obiektów konstelacji Wielkiego Psa, a jej jasność - 7,2mag - pozwala na dostrzeżenie już w niewielkich instrumentach, na przeciętnym, podmiejskim niebie. Nalot na gromadę. źródło: Taki Star Atlas NGC 2360 została prawdopodobnie pierwszy raz zaobserwowana przez Karolinę Herschel 26 lutego 1783 roku, a więc niecałe 235 lat temu. Odkrywczyni opisała obiekt jako “piękną gromadę dość mocno ściśniętych gwiazd, o średnicy blisko połowy stopnia”. Trzy lata później jej brat, William, umieści klaster w swoim “Katalogu Tysiąca Nowych Mgławic i Gromad Gwiazd”, przypisując siostrze odkrycie. Wielkość obserwowana gromady obecnie oceniana jest na niemal połowę mniej, tj. około 13 minut kątowych, co przy szacowanej odległości w okolicy 3700 lat świetlnych, daje około piętnastu lat świetlnych rzeczywistej średnicy. Zamykając wątek katalogowy wspomnę, że alternatywne oznaczenia gromady to Caldwell 58, Melotte 64, a nazywana bywa także Gromadą Karoliny. Amerykański astronom, Olin Eggen badając gromadę w 1968 roku doszedł do wniosku, że wyglądająca na najjaśniejszą z gwiazd gromady, HD 56847 (którą znajdziemy nieznacznie oddaloną od rdzenia gromady, tuż na wschód od jej północnej części), nie jest rzeczywistym składnikiem NGC 2360. Eggen odkrył również, że w skład gromady wchodzą co najmniej dwaj błękitni maruderzy (do tej pory znamy już cztery takie gwiazdy w NGC 2360) - być może więc w przeszłości gromada była bardzo liczna i gęsta, gdyż o maruderach czyta się raczej przy okazji badań gromad kulistych. Po ponad dwóch miliardach lat od powstania klastra, pozostało w nim kilkadziesiąt dość przeciętnych gwiazd, z nieco wybijającymi się dość jasnymi olbrzymami typu widmowego K. Gromada mogła osiągnąć swój wiek w dobrej “grawitacyjnej kondycji” dzięki swemu położeniu na zewnętrznym skraju Ramienia Oriona lub już w przestrzeni między nim a Ramieniem Perseusza. Tam, pozbawiona bliskości masywnych obiektów, które mogłyby ją rozerwać, będzie sobie dryfować przez kolejne eony. Kolory gwiazd NGC 2360. W środkowej części zdjęcia, blisko lewej krawędzi widać niebieską HD 56847. źródło: https://cseligman.com/text/atlas/ngc23a.htm#2360 Przyznam, że dowiadując się kilku rzeczy o NGC 2360, byłem dość mocno zaskoczony wspomnianym wiekiem gromady - ta zdecydowanie nie wygląda na 2,2 mld lat. Wizualnie prezentuje się bliżej średnio wyewoluowanych klastrów, zwykle “wycenianych” na kilkaset milionów lat, a to dzieki kilku jaśniejszym składnikom, które widać w północnej części skupiska. Lornety o aperturach powyżej 80 mm i powiększeniach ponaddwudziestokrotnych pokazują w tym miejscu kilka wyraźnie jaśniejszych składników, pod którymi obrywa się krystaliczny deszcz słabszych sióstr, zanikający diamentowym gradientem ku południowemu wschodowi. Kolorów gwiazd nigdy nie udało mi się dostrzec, choć zdjęcia pokazują, że teleskopy powinny pozwolić na wyróżnienie kilku pomarańczowych olbrzymów. Mniejsze i średnie lornetki pokażą - w zależności od powiększenia i apertury - miękką, nieco ziarnistą plamkę, nieznacznie jaśniejszą w górnej (północnej) części. Co pokażą teleskopy? To jest pytanie do Was. NGC 2360 w szerokim polu. źródło: Aladin Obecnie Księżyc rośnie, ale już za tydzień zacznie go ubywać - gdyby trafiło się Wam choćby kilka kwadransów czystego nieba, koniecznie skierujcie swoje lornetki i teleskopy na północną część pogranicza Wielkiego Psa i Rufy, odnajdźcie NGC 2360 - i dajcie znać, jak poszło!
  11. Nowa wielka mgławica w Wielkiej Niedźwiedzicy. Podczas oględzin negatywów, które uzyskałem przy pomocy teleskopu Crockera 17 i 20 kwietnia 1898, odkryłem wielką, słabą mgławicę nie zawartą ani w N.G.C., ani w uzupełnieniu N.G.C., ani też nie mogłem znaleźć w żadnym innym spośród niedawno utworzonych katalogów. W nocy 22 kwietnia, profesor Hussey i ja obserwowaliśmy ją przez 12-calowy teleskop i ustaliliśmy pozycję jej najjaśniejszej kondensacji na: α=10h18m7s δ=+69°10’.1 odnoszących się do średniej równonocy 1860.0 Teleskop pokazuje mgławicę jako dużą, nieregularną, bardzo słabą i złożoną z pewnej liczby kondensacji. 19 maja uzyskałem dodatkową fotografię tego regionu, naświetlając go przez cztery godziny. Pokazała ona różne kondensacje połączone słabą mgławicową materią, a całość rozciągała się na przestrzeni pełnych 4’ szerokości i 12’ długości. E. F. Coddington. 25 maj, 1898 Taką notkę wysłał 117 wiosen temu Edward Coddington do Astronomicznego Towarzystwa Pacyficznego. Galaktyka została ujęta w drugim uzupełnieniu do New General Catalogue w 1908 r., zyskując oznaczenie IC 2574. Co ciekawe odnośnie nazewnictwa, chociaż w przypadku wszystkich galaktyk zaprzestano z czasem używać określenia “mgławica”, w tym przypadku historyczna zaszłość utrwaliła się na dobre - naszego IC-ka często znajdziemy pod nazwą Coddington’s Nebula, czyli Mgławica Coddingtona. fot. Łukasz Socha (Jolo), źródło: http://www.forumastronomiczne.pl/index.php?/topic/7277-ic2574/ Bohaterką tygodnia jest nieregularna galaktyka karłowata, oddalona od nas o 12 mln lś, należąca do Grupy M81. Od największej galaktyki swojej grupy jest oddalona zaledwie o nieco ponad 600 tys. lś. - tak więc tworzy dość ciasno upakowany rdzeń galaktycznej grupy wraz ze wspomnianą Galaktyką Bodego i trzema innymi - M82, NGC 3077 i NGC 2976. W przypadku galaktyk nieregularnych dość często można się spotkać z określeniem “żywa skamielina”, co ma wskazywać, że tego rodzaju galaktyki przypominają najwcześniej uformowane wyspy Wszechświata, a ich badania pomagają w opisaniu mechanizmów, dzięki którym owe wyspy mogą ewoluować do form galaktyk spiralnych. Na żywotność owej skamieliny wskazują natomiast aktywne obszary gwiazdotwórcze, w które IC 2574 jest szczególnie obfita. Na zdjęciach dobrze widoczne są połacie chmur wodorowych pobudzanych do świecenia przez młode, masywne gwiazdy. Rozszerzające się z prędkością 25km/s bąble gazowe są szczególnym obiektem zainteresowań astronomów, którzy badają, jak wiatry gwiazdowe i wybuchy supernowych powodują zapłon kolejnych procesów gwiazdotwórczych w innych obszarach galaktyki. Nowe badania sugerują, że IC 2574 miała w niedawnej przeszłości kilka wyżów “demograficznych” - jeden z nich miał miejsce w centrum galaktyki około 100 mln lat temu, a inny - 10 mln lat temu, w odległości 13-26 tys. lś od centrum. źródło zdjęcia i opisu: http://annesastronomynews.com/photo-gallery-ii/galaxies-clusters/ic-2574/ Odkrycie galaktyki pod sam koniec XIX wieku, w dodatku przy pomocy fotografii z pewnością nie wróży łatwego do wyłuskania obiektu - IC 2574 nie zaskoczy tutaj pozytywnie. Jasność obiektu to 10,2mag, a spore rozmiary kątowe skutkują niską jasnością powierzchniową. Jednakże mieszanka tych cech na szczęście nie powoduje, że jest to jakiś ekstremalnie trudny obiekt. Sue French w swojej książce “Deep Sky Wonders” podaje, że widziała tę galaktykę w swoim czterocalowym refraktorze, więc w popularnych reflektorach 8-calowych obiekt nie powinien przysporzyć większych problemów. Na szczęście najazd na galaktykę jest dość łatwy, a samo miejsce, gdzie należy szukać - dość charakterystyczne. Przeważnie swój nalot zaczynam od Dubhe, od której skaczę do asteryzmu, który nazywam “kuszą” (Harrington nazywa go “diamentem”), następnie przedłużam linię łączącą stopkę diamentu/kuszy z gwiazdą 35 Uma, aż dochodzę do słabego łańcuszka gwiazd skierowanego ku północy. Sam jego koniec jest lekko odchylony ku zachodowi i tworzą go dwie gwiazdy podobnej jasności. Ich położenie wskazuje z grubsza dłuższą oś IC 2574, co jest naprawdę sporym ułatwieniem. (obie mapy wygenerowane przy pomocy CdC przez Rokitę) Galaktykę miałem okazję obserwować w teleskopach 10-12” - w przeciętnych warunkach udawało mi się dostrzec słabe, jednorodne, nieco wydłużone pojaśnienie tła o niewyraźnych krawędziach. W dobrych warunkach w teleskopie 12” udało mi się dostrzec pewne niejednorodności, z czego najbardziej zwracały uwagę nieznaczne pojaśnienia na północno-wschodnim i południowo-zachodnim krańcu widocznej części galaktyki. Wielu obserwatorów również raportuje te niejednorodności, z czego częściej wskazywany jest wyraźniejszy, północno-wschodni kraniec. Za większą jasność w tym właśnie miejscu odpowiada największy w galaktyce region gwiazdotwórczy, którego ewolucja jest prawdopodobnie napędzana przez młodą i masywną gromadę gwiazd. Z racji swoich rozmiarów rzędu kilku tysięcy lat świetlnych*, ów region jest określany jako “super giant shell”. Zdjęcia zdają się wskazywać, że to, co przy okularze teleskopu określić można jako dość jasny, południowo-zachodni kraniec galaktyki, jest w rzeczywistości centrum IC 2574. Mając do dyspozycji teleskop 16" czy większy, warto w dobrych warunkach poświęcić dłuższą chwilę na ten obiekt. Realnym wydaje się być wyłapanie kilku innych regionów gwiazdotwórczych, szczególnie tych położonych wzdłuż południowo-wschodniej krawędzi galaktyki. Z racji sporych rozmiarów kątowych i niewielkiej jasności powierzchniowej, przynajmniej przy pierwszym podejściu warto zadbać o w miarę dużą źrenicę wyjściową i stosunkowo niewielkie powiększenie rzędu 40-50x. Jednakże ta galaktyka może zostać złowiona także w średnich i dużych lornetach. O przypadku Sue French już wspomniałem, sądzę więc, że Mgławica Coddingtona nie będzie ekstremalnym wyzwaniem dla dwururek 100 mm. Natomiast może napsuć sporo krwi w lornetach 70 mm, ale radość ze złowienia tego obiektu z pewnością wynagrodzi wszelkie trudy. Tutaj jednak potrzeba naprawdę dobrego nieba (ja potrzebowałem wybitnego). Białe noce coraz bliżej, ale póki jeszcze trwa sezon galaktyczny, a Wielka Niedźwiedzica wisi wysoko nad naszymi głowami, daj szansę Mgławicy Coddingtona i daj znać, jak poszło! _________________________________________________ *dla porównania: wielkość M42 szacuje się na ok. 30 lś
  12. Witam, podczas całkowitego zaćmienia księżyca dn 28.09.2015 r na wschodzie ukazał mi się niebieski obiekt w kształcie kuli i na każdym zdjęciu na środku widoczna była litera G. Co to mogło być? Zdjęcie:http://www.tinypic.pl/xdsy1ldgcksy Proszę o pomoc i serdecznie pozdrawiam :)
  13. Wielka Szczelina to dziwny twór. Niby występuje pod jedną nazwą, ale w rzeczywistości składa się na nią wiele koncentracji pyłowych, które (z naszej perspektywy) zachodzą na siebie, tworząc jedną, nieprzerwaną wyrwę w samym środku Drogi Mlecznej, tam, gdzie spodziewalibyśmy się zobaczyć najwięcej gwiazd, nie mówiąc o naocznym ujrzeniu chociaż części realnej struktury naszej Galaktyki. Jakoś nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że Wielka Szczelina to określenie na jakąś przeszkadzajkę na niebie. Po części jestem w stanie zrozumieć narzekających. Weźmy taką asocjację Vulpecula OB1, czyli wylęgarnię młodych gwiazd w odległości około 2300 pc, którą dojrzymy w konstelacji Liska. Dojrzymy? Większość młodych, niebieskich gwiazd, jakie dostrzeżemy patrząc w tym kierunku leży znacznie bliżej, do samej asocjacji zaś nie należy bodaj żadna z gwiazd, która na naszym niebie wybija się ponad marne 8mag. Co więcej, do asocjacji należy też jedno z okazalszych pociemnień w obrębie Wielkiej Szczeliny. Uważny obserwator zwróci uwagę, że Droga Mleczna zwykle jest wyraźniejsza na wschód od Ciemnej Rzeki (od Strzelca po Strzałę), natomiast od okolic Albireo - wyraźniejsza jest po zachodniej stronie. Oczywiście nic złego nie dzieje się z płaszczyzną Galaktyki, po prostu pyły nie zawsze pokrywają się z galaktycznym równikiem. I tak się składa, że w okolicach Vul OB1 pasma pyłowe “przełamują się” na drugą stronę galaktycznego równika. Międzygwiezdne obłoki molekularne mają w tym rejonie bardzo ciekawy okład - są niesymetrycznie “wygięte” ku południowemu wschodowi, co może sugerować, że w przeszłości w rejonie Vul OB1 miała miejsce eksplozja supernowej (bądź kilku supernowych), co mogło spowodować widoczne półkoliste wygięcie pasm pyłowych. Mocno zauważalna asymetria sugeruje, że taka eksplozja musiałaby mieć miejsce gdzieś na zachodnim skraju asocjacji. Schematyczna mapka rejonów pyłowych wchodzących w skład Vul OB1. S - Sharpless, L - LDN, przerywana linia - równik galaktyczny. Materia międzygwiazdowa zaznaczona w dolnej części prawdopodobnie jednak nie należy do Vul OB1. Przejdźmy jednak do właściwego obiektu. Na samym północnym krańcu pyłów, które astronomowie przypisują asocjacji Vul OB1, znajduje się mały, niepozorny, ciemny obłoczek. Skatalogowania przez E.E.Barnarda się nie doczekał, choć wiele podobnych tworów załapało się na swoją literkę “B”. Obiekt został skatalogowany kilkadziesiąt lat później przez Beverly Lynds, która w swoim katalogu umieściła go pod numerem 810. Starsze szacunki sugerowały odległość rzędu 4500-6500 lś do obiektu, jednakże kilka nowszych podejść sugerują okolice 8100 lś na podstawie badania poczerwienienia gwiazd leżących na tle obiektu. Jest jeszcze inna wskazówka, o której za chwilę. LDN 810 w pełnej krasie. Wewnątrz globuli widać małą mgławicę refleksyjną GN. 19.43.3.01. Źródło: http://afesan.es/Deepspace/slides/LDN 810,SH2-92,Reflection nebula GN 19.43.3.01, YSO CB205YC1 (Vulpecula-Cygnus).html Czym jest LDN 810? Sporą globulą, której rozmiar szacuje się na ok. 11 lś. Jak na globulę przystało, zdjęcia w paśmie dalekiej podczerwieni pokazały rodzące się wewnątrz obłoku młode gwiazdy. W paśmie widzialnym, oprócz regularnego, owalnego kształtu potwierdza to mała mgławica refleksyjna GN 19.43.3.01. widoczna w centrum LDN 810. Idealny kształt naszego obiektu tygodnia jest zaburzony przez ciągnące się od pasmo pyłów “wywiane” z gęstego ośrodka, będące prawdopodobnie śladem fali uderzeniowej, która mogła rozpocząć efekt kolapsu LDN 810. Warto zauważyć, że kierunek rozwiania “warkocza” jest zbieżny z podobną strukturą w pobliskiej mgławicy LDN 812 i jest ułożeniem struktur w obrębie całej asocjacji (jest to ważna wskazówka mocno sugerująca przynależność globuli do Vul OB1). Jak widać, sporo dzieje się w północnej części Vul OB1. Górne zdjęcie w paśmie widzialnym, dolne - w dalekiej podczerwieni (źródło: Aladin). Dlaczego jednak zajmować się małą globulą na krańcu asocjacji, zamiast świetnie widocznymi NGC 6820/6823 czy bardziej rozpoznawalnymi obiektami z katalogów Sharplessa? Dlatego, że owa ciemnotka jest naprawdę wdzięcznym i łatwym obiektem, a i dla astrofotografów może być ciekawym wyzwaniem (ze względu na wspomnianą mgławicę refleksyjną GN 19.43.3.01.). Naszą czarnulkę znajdziemy w ścisłych okolicach łabędziego dziobu, niemal dokładnie 3° na wschód od Albireo. Wśród boi nawigacyjnych wymieniłbym grupę stosunkowo jasnych gwiazd wybijających się na tle kompleksu LDN 799-808 (w kółeczku), jak i trójkącik gwiazd 9-magowych leżących ok. pół stopnia na wschód od ciemnotki. Zachodnia granica LDN 810 jest wtulona w kolejny, mniejszy trójkąt gwiazd, co zdecydowanie ułatwia identyfikację. Dojazd do LDN 810 (źródło: Aladin). Pod przyzwoitym niebem oczy nastawione na łowienie pociemnień i uzbrojone w lornetkę o szerokim polu z pewnością wychwycą nieco wyciągniętą czarną kropę na dość jasnym tle Drogi Mlecznej, na lewo od Albireo. Większe lornety wyciągną z tła również wspomniany “warkocz” pyłowy. Średnie i wielkie lornety pokażą również ciemne sąsiadki - LDN 812 oraz 813. Wielkość kątowa obiektu daje również szanse na wyłowienie mgławicy przy pomocy teleskopu - jak zwykle, warto zadbać o możliwie niewielkie powiększenie i sporą źrenicę wyjściową. A może ktoś zapoluje naprawdę sporym lustrem i pokusi się o wyłowienie GN 19.43.3.01.? Tak czy inaczej, LDN 810 jest naprawdę równie wdzięcznym i wyrazistym obiektem dla instrumentów wszelkiej maści i rozmiarów, warto więc dodać go do swojej listy “must see”. Łabędź jeszcze długo będzie unosił swój dziób wysoko, odwiedź więc LDN 810 - i daj znać jak poszło! ---------------------------------------------------------------------------- PS Autopromocja: dla zainteresowanych, przypominam swoje zmagania z tym rejonem. PPS warto doczytać: http://articles.adsabs.harvard.edu/cgi-bin/nph-iarticle_query?1986A%26A...167..157T&data_type=PDF_HIGH&whole_paper=YES&type=PRINTER&filetype=.pdf http://iopscience.iop.org/article/10.1088/0004-637X/712/2/797/meta;jsessionid=3FDBC92106F1C838896FD04A11ED7492.c3.iopscience.cld.iop.org
  14. Mają smoki swoje tajemnice. Nie tylko te, które występują w bajkach i powieściach fantasy, lecz także te na nieboskłonie. Niebiański Smok, podobnie jak węże, składa się z głowy i z ogona. Jedna z jego tajemnic ukryta jest właśnie w ogonie. Ogon właściwy Smoka to gwiazdy znajdujące się ponad Wielkim Wozem, z grubsza na północ od pomarańczowej Dubhe (α UMa) i białej Megrez (δ UMa). Już sama końcówka ogona, czerwona gwiazda λ Dra – Gianfar, Giansar lub Giausar, rzadkiego typu widmowego M0, warta jest oddzielnego opisu, tym bardziej, że w odległości ok. 20’ towarzyszy jej kolejny, choć nieco słabszy pomarańczowy cukiereczek - 2 Dra. Jednak jeszcze bardziej intryguje gwiazda a właściwie ich grupa stanowiąca przedostatni człon smoczego ogona – κ Dra z ustawionymi w linii prostej trzema towarzyszkami. W dobrych warunkach w rządku dają się zauważyć jeszcze co najmniej dwie słabsze gwiazdki. Tak, tak, nie mylicie się, to jest właśnie niezawodny wskaźnik położenia galaktyki NGC 4236 znajdującej się na nieboskłonie tak blisko, że mogłem „ściągnąć” mapę wygenerowaną przez niezawodnego Rokitę z „Obiektu tygodnia” autorstwa Lukosta. Okolice κ Dra; mapę wytworzył kol. Rokita w oparciu o katalog SAC 8.1. Mapa dobrze oddaje rozmieszczenie gwiazd, jednak nie mówi nic o ich rzeczywistym wyglądzie. Smok ponad Wielkim Wozem. Zdjęcie Gregga Allissa; źródło: http://greggalliss.blogspot.com/2011/06/big-dipper-dominates.html Tymczasem wygląd, barwa gwiazd jest tu bardzo istotna. Mamy do czynienia z zagęszczeniem gwiazd pomarańczowych i czerwonych. Wprawdzie tytułowa kappa Draconis sama jest intensywnie biała, jednak towarzysząca jej od południa (ok. 45 minut kątowych) 4 Dra oraz od północy 6 Dra (ok. 15‘) są wyraźnie czerwonopomarańczowe. Obok 6 Dra, także w odległości 15’, znajduje się kolejna pomarańczowa, choć nieco słabsza gwiazda SAO 7611 (6,5 mag). No dobrze, widok zacny - ktoś powie, ale gdzie tu tajemnica? Otóż jest, nawet niejedna. Gdy zacząłem grzebać w literaturze poszukując danych o κ Dra, w Objects in the Heavens (OITH) Petera Birrena znalazłem nazwę tej grupki gwiazd: Gromada O’Niella (O’Niell’s cluster). Ucieszyłem się, bo co gromada, to nie zwykły asteryzm. Jednak nigdzie więcej nazwa ta nie dała się odnaleźć, a szukałem długo. Napisałem więc e-mail do Petera a on uprzejmie odpowiedział w ciągu paru godzin. Niestety, Peter był w stanie odtworzyć sobie tylko, że nazwa pochodzi z jakiegoś źródła drukowanego nie cytowanego w Internecie. Nota bene, na hasło O’Niell Internet najchętniej wyrzuca łącza do sklepów z odzieżą damską. Więc nadal tajemnica. Biała z niebieskawym odcieniem κ Dra (5 Dra), typu widmowego B6 IIIpe (p jak peculiar – osobliwa) i jasności widomej 3,88 mag (wg Wikipedii), pozornie ciekawa nie jest. Jeśli jednak dowiemy się, że jest to olbrzym odległy o ok. 500 lat świetlnych i 1400 razy jaśniejszy od Słońca, w dodatku dopalający resztki wodoru w swym rdzeniu i mogący lada chwila (czyli w ciągu paru - paruset tysięcy lat) przekształcić się w dwukrotnie jaśniejszego czerwonego olbrzyma – zaczyna nas to intrygować. Atlas Uranometria 2000.0 oznacza κ Dra jako gwiazdę zmienną. Więcej informacji o jej właściwościach znajdziemy tutaj. Może więc warto się zaczaić, a nuż się coś wydarzy? Powyżej, czyli tuż na północ znajduje się pomarańczowa gwiazda 6 Dra, olbrzym, według SIMBAD typu widmowego K3 III. 6 Dra to także potężna i bardzo jasna gwiazda, skoro widać ją jako obiekt 4,96 mag. Leży niewiele dalej od nas niż κ Dra – według cytowanego źródła jej odległość wynosi 546 lat świetlnych. Jednak margines błędu pomiarów jest tak znaczny, że wzajemne oddalenie κ, 6 i 4 Dra może być znacznie mniejsze: κ Dra: szacowana odległość od 459 do 536 lat świetlnych, 6 Dra: szacowana odległość od 476 do 616 lat świetlnych , 4 Dra: szacowana odległość od 533 do 629 lat świetlnych. Pomimo podobnej odległości nie uważa się jednak, by te gwiazdy były fizycznie związane, tworząc gromadę. Ich zgrupowanie jest raczej przypadkowe. Kolejną intensywnie zabarwioną gwiazdę, olbrzyma 4 Dra (typu M3 lub M4) znajdziemy na nieboskłonie trzykrotnie dalej (45’) od κ Dra niż poprzednią. Okazało się, że 4 Dra (inaczej CQ Dra) jest gwiazdą bardzo ciekawą. Najpierw zauważono, że ten czerwony olbrzym jest gwiazdą zmienną o zakresie jasności 4,95-5,04 mag. Z obserwacji satelity International Ultraviolet Explorer wynikło dodatkowo, że posiada on niebieskiego towarzysza. Zaś ten towarzysz sam okazał się układem podwójnym kataklizmicznym, czyli wybuchowym. Oj, musi się tam dziać! Artystyczna wizja układu kataklizmicznego; źródło ; Wikipedia Gwoli kronikarskiej ścisłości, podane przeze mnie (za SIMBAD i in.) typy widmowe gwiazd 4 Dra i 6 Dra opisane zostały odwrotnie przez zasłużonego profesora astronomii z Uniwersytetu Illinois, Jamesa Kalera. Według niego, to 6 Dra jest typu M (chłodniejsza, bardziej czerwona), zaś 4 Dra jest nieco cieplejszą pomarańczową gwiazdą typu K. Czyżby zwykła omyłka? Niekoniecznie, gdy wpatrywałem się przez moją Miyauchi 20x77 w tę barwną grupę, to właśnie 6 Dra, ta położona bliżej białej κ, od północy, rzeczywiście wydawała mi się bardziej czerwona od nieco odleglejszej 4 Dra. Więc może coś jest na rzeczy? W dodatku wszystko, co dzieje się w tej kolorowej grupie gwiazd (no, prawie wszystko ;-), można zobaczyć nawet z miasta już przez niewielką lornetkę. Nie masz więc wymówki, wyjdź jako i ja wychodzę na balkon, podwórko czy pole i potargaj Smoka za ogon. Potem zaś, oczywiście daj znać, jak poszło!
  15. Pewne znaki na ziemi i wszystkie na niebie wskazują, że po zimie, która w moich stronach była nią tylko z nazwy, chyba naprawdę mamy już wiosnę. Bo choć ta pierwsza grupa śladów bywa zwodnicza, to górujący wieczorami Lew nie może pozostawiać wątpliwości. To może jakaś galaktyczka ? NGC 2903 [1] Spośród całego mnóstwa tych odległych, ale często widocznych już w małych aperturach, wysp światła, dziś chciałbym zaproponować przyjrzenie się NGC 2903. Jest to galaktyka spiralna z poprzeczką - podobna do naszej Drogi Mlecznej, choć około 2 razy od niej mniejsza. Odległość do NGC 2903 jest szacowana na 20-25 mln lat świetlnych.[2] A z ziemskiej perspektywy jest widoczna w okolicach lwiego pyska. Jest bardzo łatwa do odnalezienia. Ja zawsze odliczam 4 najjaśniejsze gwiazdy od Algieby i pod ostatnią, odnajdując jeszcze 2 słabsze, już mam nasz Obiekt Tygodnia. Poszukując NGC 2903, skierujmy wzrok ku paszczy Lwa…[3] …gdzie pod gwiazdą lambda Leonis i jeszcze dwiema słabszymi odnajdziemy nasz cel.[3] Sądzę, że bohaterka tego odcinka może być interesująca przynajmniej z dwóch powodów. Pierwszym z nich jest jasność i ogólna łatwość obserwacji tej galaktyki – potwierdzam jej obecność w 50mm lornetce. Jej rozmiar to ok. 13’x6’ i przy jasności powierzchniowej na poziomie 13,6 [mag/arcmin2] śmiało może walczyć o uwagę podczas wyłapywania pobliskich eMek, a moim subiektywnym zdaniem, jest nawet łatwiejsza do zaobserwowania od niektórych z nich (M95/M96).[4] Tym bardziej może dziwić fakt, że nie ma jej na liście francuskiego łowcy komet. To, co przeoczył, czy też z innych powodów nie uwzględnił monsieur Messier, odnalazł jednak w 1784 sir Hershell. Ten ostatni dostrzegł zresztą coś więcej, a było to na tyle dobrze widoczne, że stwierdzając podwójną naturę obiektu, nadał mu również 2 odrębne oznaczenia: H I 56 oraz H I 57. Tam gdzie Hershell widział 2 mgławicowe obiekty, dziś wyodrębniamy wspomnianą NGC 2903 oraz NGC 2905 – jako grupę młodych, jasnych gwiazd w ich macierzystej galaktyce. Mamy tu zatem możliwość zobaczenia w jednym obiekcie również jego część mającą swoje osobne oznaczenie, co nie zdarza się znów zbyt często. NGC 2905 należy wypatrywać w północnej części galaktyki NGC 2903. NGC 2903 oraz NGC 2905. [4] W lornecie 15x70, galaktyka bardzo chętnie zdradza swoje położenie oraz podłużny kształt. Jej środek jest wyraźnie jaśniejszy od obrzeży. Jeśli w danym instrumencie i warunkach jesteś w stanie dostrzec M65/M66, to NGC 2903 również musi być widoczna. Sześciocalowa soczewka achromatu, pokazuje wyraźnie eliptyczny kształt, przy czym światło wzdłuż dłuższej osi symetrii tej elipsy jest jaśniejsze. Nie było to dla mnie oczywiste, ani tym bardziej widoczne na wprost, ale każde nowe podejście i kilka chwil spędzonych nad okularem sugerują, że to poprzeczka, lub jak kto woli „belka” galaktyki subtelnie zdradza swoją obecność. Bardzo dobrze jest widoczne olbrzymie halo tej galaktyki. A czego, oprócz ciemnego nieba, potrzeba do zobaczenia NGC 2905? W internecie można znaleźć rożne informacje. Jeśli wierzyć Phillowi Harringtonowi (a jeśli nie jemu, to komu?), to 30 cm apertury powinno wystarczyć.[5] Korzystając z możliwości zerknięcia przez 14” lustro (dzięki Mateusz) mogę napisać, że to raczej prawda. A zarys ramion też nieśmiało się ujawniał. Wyłuskanie tego świetlnego punkciku nie był jednak bułką z masłem. Brnąc dalej w metafory; jest to raczej czerstwy razowiec - do nadgryzania uważnie i bez pośpiechu z różnych stron. Tamtej nocy, pomimo fantastycznego nieba, mieliśmy jednak olbrzymie problemy z wilgocią i nie wykluczam, że może lustra mogłyby być w lepszym stanie . Niemniej jednak widok był bardzo zbliżony do tego ze szkicu poniżej. NGC 2903 oraz NGC 2905 – poniżej jasnego centrum galaktyki. [6] A jakie są Twoje wrażenia z obserwacji NGC 2903? A może NGC 2905 również była widoczna? Lew będzie jeszcze przez jakiś czas królował na wieczornym niebie, a zatem: Spróbuj i koniecznie daj znać jak poszło! [1] http://www.caelumobservatory.com/gallery/n2903.shtml [2] http://www.theskyscrapers.org/ngc-2903-spiral-galaxy-in-leo [3] Atlas Nieba „Deep Sky Hunter” [4] http://www.ngcicproject.org [5] http://articles.adsabs.harvard.edu//full/1998JRASC..92...48W/0000049.000.html [6] https://stargazerslounge.com/topic/60653-ngc-2903/
  16. Zimowe niebo, ze swym bogactwem gromad otwartych ucieka coraz szybciej. Przy pewnej dozie szczęścia mamy jednak jeszcze szanse poszaleć w zagłębiu lornetkowym i „ufedrować” nieco ze skarbów tam występujących. Myślę o M-kach głównie z serii czterdzieści – od górującego wieczorem Żłóbka (M44) w Raku po świetne gromady w Rufie (M46 i 47). Większość tych obiektów, poza niedaleką, choć z odmiennym numerem gromadą M67 (także w Raku) nie była dotychczas opisywana w ramach „Obiektu tygodnia”. Postanowiłem zająć się dzisiaj leżącą gdzieś pośrodku tego obszaru okazałą gromadą otwartą M48. Okolice M 48; mapę wytworzył kol. Rokita w oparciu o katalog SAC 8.1. Jej lokalizacja nie jest oczywista. Znajduje się na zachodnim skraju wielkiego gwiazdozbioru Hydry, tuż za granicą Jednorożca. Sam Messier pomylił się i błędnie zapisał jej położenie, przez co uchodziła za zaginioną. Dopiero oko Karoliny i ręka Williama Herschelów prawidłowo umiejscowiły i starannie opisały gromadę znaną później jako NGC 2548, co pozwoliło utożsamić ją z enigmatyczną M48. Niemal na samej wschodniej krawędzi Jednorożca świeci ζ Mon, tworząca wraz z 27 i 28 Mon równoboczny trójkąt białych gwiazd, odległych od siebie o 2°. Tylko 3° po lewo (na wschód) od ζ Mon znajdziemy trójkę gwiazd leżących ukośnie tuż obok siebie na linii długości ok. 20’. To 1, C i 2 Hya, znajdujące się już poza skrajem Jednorożca w gwiazdozbiorze Hydry. Pomiędzy C Hya a ζ Mon i nieco poniżej, w odległości 3° od każdej z nich, zobaczyć można jasną, naprawdę rozległą i liczną gromadę otwartą M48 (5,5 mag, 54’ średnicy, 80 gwiazd). Tak przedstawił ją na szkicu kol. Stardust: Źródło: http://stardust-astroszkice.blogspot.com/2015_02_01_archive.html Zaś tak M48 prezentuje się na fotografii Marcina Paciorka: Źródło: http://www.astromarcin.pl/open.html Praktycznie w każdej lornetce można dostrzec przynajmniej kilkanaście jej gwiazd na tle rozległej mgiełki słabszych, zaś w średniej, o powiększeniu 12-15x, widać ich mrowie. Najjaśniejsza osiąga 8 mag zaś aż 50 jest jaśniejsze od 13 mag. Centralna część tej dobrze wyodrębnionej z tła i zagęszczającej się ku środkowi gromady przypomina klin lub literę A złożoną ze stosunkowo jasnych gwiazd. Widok całości przypomina niektórym Gromadę Żłóbek (M44). M48 jest odległa o 1500 lat świetlnych i ma wiek około 300 milionów lat. To niewiele, stąd większość jej gwiazd jest białoniebieska, typu widmowego B. Poświęćmy więcej czasu tej wspaniałej gromadzie i wracajmy do niej wielokrotnie podczas sesji obserwacyjnej, w miarę jak będzie się wznosiła na nieboskłonie. Zauważymy wtedy jak rozjaśnia się i rośnie, a także przybywa w niej dających się dostrzec gwiazd. Przez lornetkę o polu widzenia powyżej 5° warto też obejrzeć położony kilkanaście stopni wyżej od M48 (na północny wschód) wielki asteryzm stanowiący łeb Hydry. Głowa tego morskiego potwora rozmieszczona jest pod gwiazdozbiorem Raka, poniżej α i β Cnc na obszarze 3°x 5°. Znajdują się tam dwie gwiazdy o jasności ok. 3,5 mag, trzy ok. 4,5 mag i dodatkowe osiem powyżej 7 mag. Razem tworzą owalny asteryzm najlepiej wyglądający w lornetce o niewielkim powiększeniu i szerokim polu widzenia, obejmującym wszystkie zgromadzone gwiazdy. Przez lornetkę o polu widzenia ponad 6° zauważymy jak głowa przechodzi na wschodnim skraju w szyję. Większość gwiazd tej grupy jest pomarańczowa lub czerwona, co dodaje urody widokowi. Można go obserwować nawet z miasta, oczywiście jeżeli wszechobecne w tym roku chmury nieco się rozstąpią. Więc jeśli zdarzy się coś takiego, patroluj obszar od Raka do Rufy, zaś a o tym, jak poszło – konieczne daj znać pozostałym astro-forumowiczom. PS Ogólniejsza refleksja: Wygląda na to, że „bohaterowie są zmęczeni”. Po prostu, już trochę wyczerpaliśmy nasze moce twórcze. Bywają trudności z systematycznym zamieszczaniem kolejnych obiektów tygodnia. Sam czuję, że zaczynam powtarzać pewne zwroty i schematy a czasem powątpiewać w sens „misji”, słowem gorzknieć. Jednak ciekawych obiektów nie brakuje, nawet tych znanych i okazałych. Tyle tylko, że „żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało”. Istnieje realne niebezpieczeństwo, że owi nieliczni robotnicy nie podołają dłużej trudom żniwa bez dodatkowej pomocy. Więc niniejszym pytam: koleżanki i koledzy, pomożecie?
  17. Im dłużej obserwuję lornetkami, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że lornetki są dla dziwaków. Ich właściciele w końcu gonią za obiektami niepopularnymi, prześcigają się w poszukiwaniu coraz to dziwniejszych katalogów, a co gorsza - próbują potem te obiekty wciskać innym. Po...szaleli? Nie łudźcie się, że tym razem będzie inaczej - w ramach odkrywania dla siebie nieboskłonu proponuję obiekt wyraźny i niewyraźny zarazem. Łatwy do zlokalizowania, ale ciężki do zidentyfikowania. O jasności 4,2mag - ale wartość ta wywiedzie Was w pole. Jakby mało było udziwnień w samym obiekcie - trzeba będzie się samemu przy okularze (okularach) nagłowić, co autor (Per Collinder) miał na myśli. Jak szaleć - to szaleć. Poznajcie gromadę Collinder 62. mapka na podstawie CdC, położenie gromady wg Uranometrii W północno-zachodniej części konstelacji Woźnicy, nieopodal znanego asteryzmu Koźlęta znajdziemy dość charakterystyczny, nieco odkształcony romb złożony z gwiazd czwartej i piątej wielkości. Jeśli wycelujecie w sam jego środek i powiem Wam - już! - pewnie odpowiecie - a gdzie gromada? (przynajmniej takie pytania słyszałem, pokazując Cr 62). Zacznijmy od tego, że ów klaster najwyraźniej przysparza kłopotów astrokartografom, gdyż różnice w jego lokalizacji na mapach sięgają aż 15-20’. Tak więc niektóre atlasy pokażą nam gromadę skupioną wokół wschodniego wierzchołka rombu - gwiazdy HD34904, podczas gdy inne przyjmują, że lucidą gromady jest HD34557. Jeśli wierzyć atlasom z pierwszej grupy, za gromadę powinniśmy przyjąć (oprócz wspomnianej HD34904) delikatne pojaśnienie słabych gwiazd, których położenie z grubsza pokrywa się z krótszą przekątną rombu. Jednakże czy taka słabizna miałaby jasność 4,2mag? Z pewnością nie. Znacznie bardziej “gromadopodobnie” wyglądają okolice HD34557. Jasność wspomnianej gwiazdy to 5,46mag, a w bezpośredniej okolicy znajduje się kilka gwiazd ósmej wielkości - i to właśnie one miałyby wspólnie być odpowiedzialne za sporą wartość całkowitej jasności gromady. Ale czy to wszystko? Sprawa nie dawała mi spokoju na tyle, że podliczyłem (czytaj: spytałem Piotra Guzika, jak policzyć) jasność gwiazd w interesującym nas rejonie. Poniżej przedstawiam kilka grafik pokazujących sumę jasności gromady w zależności od tego, które z gwiazd weźmiemy za jej składniki. Pierwszy obrazek (A) odnosi się do najczęstszego zaznaczenia gromady (m.in. Pocket Sky Atlas, Interstellarum, Cartes du Ciel): Drugi (B) - do rzadziej spotykanego zaznaczenia astrokartograficznego (Uranometria): Trzecia grafika (C) obejmuje całą przekątną rombu wraz z sąsiedztwem - i w tej sytuacji wyliczenie jest najbliższe katalogowej jasności 4,2mag. Wszystkie trzy mapki na podstawie CdC, zasięg: 11mag Kolejnym problemem jest, czy mamy do czynienia z rzeczywistą gromadą czy tylko przypadkową koncentracją gwiazd na małym kątowym wycinku nieba. O tym, że coś jest na rzeczy, może świadczyć to, że znalezienie w czeluściach internetu odległości do obiektu nie jest łatwe (ile znacie jasnych, ale słabo opisanych gromad, nawet pod względem najbardziej podstawowych parametrów?). Wobec solidarnej ciszy znanych mi źródeł, sprawdziłem ręcznie ile mogłem - HD34557 jest oddalona od nas o 276 lś. Schody zaczynają się przy prześwietlaniu towarzyszek - najjaśniejsze z nich są oddalone o ponad 500, 700, a nawet 1000 lś! Tak więc jeśli wierzyć katalogom z Cartes du Ciel, okazuje się, że jest to jedynie wizualne sąsiedztwo. Pewne nadzieje zdawała się dawać HD34904 (czyli wschodni wierzchołek rombu), bo oddalona od HD34557 o nieco ponad 15 lś i o podobnym typie widmowym, ale... kompletnie różnej prędkości radialnej. Nie wygląda to dobrze. Ale… rozum swoje, a oczy swoje. Podobnie jak w przypadku Cr 65, chciałoby się rzec - gromada czy nie, jest to piękny obiekt dla lornetki (i ogólnie dla małych powiększeń, nawet oglądanych zaledwie jednym okiem). Przejdźmy więc do tego, co widać. Wg klasyfikacji Trumplera (która zapewne dotyczy gromady rozumianej jako opcja A lub B), gromada jest trudna do wydzielenia z otaczającego pola gwiazd, o mocno zróżnicowanej jasności składników i uboga (a więc - IV 3 p). Przewodniki po niebie i raporty również wspominają o obiekcie ubogim, z ledwie paroma wybijającymi się gwiazdami i pewną ilością słabszych słońc. I faktycznie - jeśli wierzyć atlasom, na pierwszy rzut oka widać dosłownie kilka gwiazd. Mniej ostrożny obserwator, który nie zaufa astrokartografom, a zacznie gdybać, co Per Collinder mógł mieć na myśli, stwierdzi, że całe skupisko zawarte z grubsza w krótszej przekątnej rombu przy Koźlętach jest całkiem jasne, piękne i bez wątpienia warte paru minut skupienia i powrotów podczas kolejnych sesji obserwacyjnych. Gdy damy sobie nieco więcej czasu, cała ta okolica zaczyna się dość efektownie “zagęszczać” - pojawiają się słabsze składniki, gromada nabiera ciężaru, niektóre z gwiazd zaczynają wyróżniać się swoją barwą (jak chociażby HD34381). Średniej wielkości lornetka wyłapie co najmniej dwadzieścia gwiazd skupionych w nieco wyciągniętym równoleżnikowo klastrze. Zachodnia część wybija się zdecydowanie bardziej, szczególnie gdy dobrze zaadoptowane oczy zaczną wyłapywać pomniejszą drobnicę pomiędzy gwiazdami ósmej wielkości. Pozornie pustawa część wschodnia (czyli według większości źródeł - ta właściwa) również warta jest dłuższego przystanku, by i słabsze słońca układające się w drobny, złamany łańcuszek, wyskoczyły z tła i pięknie dopełniły dyskretnego uroku gromady Collinder 62. Sprzedam Wam teraz mój własny patent na ten klaster. W trzech słowach streściłbym go jako: wracajcie do niego. Kierujcie swe lornetki i teleskopy zarówno w przeciętną noc, jak i w wybitną. Któregoś razu zobaczycie w tym obiekcie więcej niż zwykle. Mimo skromności, którą obiekt nas raczy przy pierwszym wejrzeniu, nie ulegajmy zniechęceniu. Dajmy czas temu skrawkowi nieba, nie poprzestawajmy na najjaśniejszych gwiazdach, pozwólmy wyjść z tła także tym słabszym - w końcu to one podbijają estetyczne walory Cr 62! W dobrych warunkach ten kawałek nieba naprawdę potrafi pokazać swoje piękno. Ze względu na niezbyt dużą ilość gwiazd, trzymajcie się raczej powiększeń rzędu 10-25x. źródło: Aladin Lite Przyznacie pewnie, że Cr 62 to dziwadło. Cóż, każdy chce sobie uszczknąć nieco nieśmiertelności, wykrawając dla siebie kawałek nieba - tutaj Per Collinder nie należał raczej do wyjątków. Niemniej, to właśnie te niepopularne obiekty potrafią zaskoczyć najmocniej - bo czyż niespodzianka nie jest największa, kiedy się nie spodziewamy niczego? A Wy - napiszcie koniecznie co tam widzicie: gromadę, niepozorne skupisko czy też... nic? Przyjrzyjcie się Collinderowi 62 - i dajcie znać, jak poszło!
  18. Pewne obiekty zaniedbujemy nie dlatego, że są mało znane, lecz wprost przeciwnie - są zbyt oczywiste, by je często obserwować. Wydaje mi się, że należy do nich gromada gwiazd w centrum mgławicy o nazwie Rozeta, znajdującej w północno-zachodnim rejonie gwiazdozbioru Jednorożca. Wspaniałe zdjęcia Rozety zdobią niezliczone albumy i kalendarze astronomiczne, jednak opisów sprawczyni całego zamieszania, okazałej gromady otwartej NGC 2244 jak na lekarstwo. Być może obserwatorzy z góry zakładają, że skoro mgławica nie jest łatwym obiektem wizualnym (ach, ta czerwień Hα!), to i z gromadą podobnie. Nic bardziej błędnego. Gromada jest nieźle widoczna nawet z miasta. Pod wiejskim, ciemnym niebem można ją dostrzec gołym okiem jako plamkę świetlną, jednak nie jest to takie łatwe pomimo sporej jasności (4,8mag). Lepiej posłużyć się lornetką lub okularem o szerokim polu widzenia i długiej ogniskowej w teleskopie, przesuwając pole widzenia ok. 10° na wschód od czerwonej Betelgezy (α Ori). Okolice gromady NGC 2244; mapę wytworzył kol. Rokita w oparciu o katalog SAC 8.1. Najpierw dostrzeżemy ukośną „drabinkę” o szerokości ok. 5’ i wysokości 20’. Staranna obserwacja pozwoli zobaczyć dalszych kilkanaście słabszych gwiazd, także ułożonych głównie na linii północny zachód – południowy wschód. NGC 2244 i mgławica Rozeta; mapę wytworzył kol. Rokita w oparciu o katalog SAC 8.1. Najjaśniejsza gwiazda „drabinki” - 12 Mon (5,9 mag), leżąca w jej południowo wschodnim (lewym dolnym) rogu nie należy do gromady. Przy odpowiednim powiększeniu można to poznać po jej cieplejszej, żółtawej barwie. Gwiazdy właściwej gromady mają znacznie zimniejszy, niebieskawy kolor. Dwie spośród nich (HD 46223 i HD 46150) są rzadko spotykanego typu widmowego O3,5 V, mają ogromną temperaturę rzędu 50 000 kelwinów i emitują wielkie ilości promieniowania ultrafioletowego. Inne niewiele im ustępują, także należąc do typu O, czyli do gwiazd niebieskawych, bardzo gorących. Ich wiatry gwiazdowe i ciśnienie promieniowania oczyściły centrum gromady z macierzystego surowca. Jednak na obrzeżach gromady gaz z dodatkiem pyłu uformował szeroki pierścień, świecący wskutek wzbudzenia wysokoenergetycznym promieniowaniem ultrafioletowym. Pierścień ów to słynna mgławica Rozeta. Marcin był tak uprzejmy, ze nie tylko udostępnił jej zdjęcia, lecz także opisał gwiazdy na jednym z nich. NGC 2244 z mgławicą Rozeta w szerokim kadrze oraz w zbliżeniu Autor: Marcin Paciorek http://astromarcin.pl/images/wide/monocreos/Monocreos_201410_2500.jpg Różne części mgławicy noszą numery NGC 2237-2239 i NGC 2246, jednak często skrótowo całość oznaczana jest tylko jako NGC 2237. Mgławicę można zobaczyć pod ciemnym niebem, choć nie jest to widok imponujący. Lekką mgiełkę łatwo pomylić z zamgleniem optyki. Warto więc przedtem zadbać o czystość soczewek. Jednak na fotografiach Rozeta zajmuje obszar o średnicy ponad 1° i ukazuje bogatą strukturę w postaci pasm i zagęszczeń, w których nadal formują się młode gwiazdy. Łączna masa „surowca” do budowy gwiazd to ponad 10 000 mas Słońca zaś liczba młodych gwiazd już powstałych sięga 2500. Jest to więc obiekt gigantyczny, o średnicy 100 lat świetlnych, przynajmniej trzykrotnie większej niż w przypadku M 42 – Wielkiej Mgławicy w Orionie. Gromada wraz z mgławicą jest całkiem odległa – 5200 lat świetlnych od Ziemi (czterokrotnie dalej niż M42) i tylko jej rozległości i intensywności promieniowania gwiazd zawdzięczamy możliwość tak dokładnych obserwacji. Liczy sobie mniej niż 5 milionów lat. To wiek niemowlęcy w rodzinie gromad. Powstawała przecież w tych samych czasach, co australopiteki – bezpośredni poprzednicy rodzaju Homo. Jednak nie sądzę, by ci nasi odlegli krewni interesowali się wtedy narodzinami gwiazd. Jeśli o czymś myśleli, to zapewne o bezpieczeństwie, jedzeniu i miłości. My jednak możemy pomyśleć, że w subtelnym pojaśnieniu wokół gwiezdnej drabinki ciągle kryje się materiał na tysiące słońc i że one tam nadal się zapalają ze ściśniętych grawitacją gigantycznych mas wodoru powstałego u zarania Wszechświata. Obserwator z lornetką nie jest bez szans w starciu z mgławicą. Należy szukać zerkaniem rozległego pierścienia w pewnej odległości od środka gromady, nie w niej samej. Pomóc może ruch „najeżdżający” i mijający NGC 2244. Niewielkie powiększenie ułatwia obserwacje – obiekt jest rozległy i ma małą jasność powierzchniową. Mgławicę Rozeta widziałem po raz pierwszy przez lornetkę 8,5x44 ze szkłem niskodyspersyjnym w obiektywach. Kluczem do jej dostrzeżenia są warunki obserwacyjne: ciemna miejscówka a przede wszystkim warunki atmosferyczne – przejrzystość powietrza pojawiająca się niekiedy przed przełamaniem pogody lub w mroźne noce. Tak opisuje swoje obserwacje Rozety guru astronomii lornetkowej Phil Harrington: Rozeta ma średnicę ponad jednego stopnia, a jej dostrzeżenie w większości lornetek jest prawdziwym wyzwaniem. Byłem w stanie słabo wychwycić północno-zachodni segment w lornetce 10x50, ale najlepszy widok miałem pewnej szczególnie czystej zimowej nocy kilka lat temu w mojej 16x70. Mgławica wyglądała jak upiorny połamany pierścień całkowicie otaczający gromadę. http://www.astronoce.pl/artykuly.php?id=90 Wszystko przed nami – zarówno przełamania pogody jak i mrozy. Obserwuj więc gromadę NGC 2244 i wypatruj zwiewnej Rozety. Nadejdzie ta magiczna noc, gdy dostrzeżesz jej poświatę a potem, oczywiście – dasz znać jak poszło.
  19. Istnieje wiele typów gwiazd podwójnych i wielokrotnych. Oczywiście najszerzej znane są te jasne i kolorowe, dlatego chciałbym zwrócić uwagę na nieco ciemniejsze i często pomijane, które jednak z równym powodzeniem można obserwować z miasta oraz przy świetle Księżyca. Odbiegnę nieco od standardowej konwencji cyklu O.T. i zaproponuję trzy układy o różnych stopniach trudności (oraz czwarty niewymieniony w tytule, lecz przydatny - o tym w swoim czasie). Jasności wszystkich składników zawierają się w przedziale od około 7.5 mag do 11.5 mag. Niestety ze świecą szukać o nich astrofizycznych ciekawostek, najprawdopodobniej też nie są ze sobą powiązane grawitacyjnie, skupimy się więc po prostu na własnych obserwacjach. Układy znajdują się w raczej zaniedbanym obserwacyjnie gwiazdozbiorze Małej Niedźwiedzicy. Najpierw jednak trzeba je odnaleźć, co nie jest trudne ze względu na bliskość od jednego ze Strażników Bieguna Północnego * - ciepłego olbrzyma o typie widmowym A2III, Pherkada (również gamma UMi, 13 UMi). Namierzywszy Pherkada, pobliska piękna pomarańczowa gwiazda 11 UMi wskaże nam oddaloną o 1.5° nieco ciemniejszą 9 UMi (niektórzy pewnie kojarzą położoną niedaleko niej galaktykę NGC 5832). Następnie od 9 UMi wystarczy skierować się na południe o około 40' do pięciokątnego asteryzmu, który wyrysowałem na mapie pomarańczowymi liniami. Jego dwie zachodnie gwiazdy to właśnie STF 1906 (na północy) i STF 1905 (na południu). Gwiazdy odwiedzimy w kolejności odwrotnej niż wymienionej w tytule, zaczynając od STF 1906 - moim zdaniem najłatwiejszej, a kończąc na STF 1897 - najtrudniejszej. Najpierw dwie pierwsze. Powyżej lewa ogólna mapa zawiera gwiazdy do 7.5 mag, prawa szczegółowa do 10 mag. Jeżeli nie macie atlasu z odpowiednim zasięgiem, to możecie skorzystać z darmowego TriAtlas, najlepiej z mapy nr 4 zestawu B. [oznaczenie układu i składniki: jasność; separacja; kąt pozycyjny - wszystkie dane z bazy WDS] STF 1906 AB: 8.48 + 10.18; 17.1"; 204° RA: 14 58 21.74; Dec: +71 08 26.8 STF 1906 AC: 8.48 + 11.47; 74.5"; 262° STF 1905 AB: 9.05 + 9.43; 2.8"; 160° RA: 14 56 47.88; Dec: +70 49 58.5 STF 1906 to luźny potrójny układ. Z danych WDS wynika, że dla bliższej pary AB różnica jasności wynosi 1.7 mag, a dla szerszej AC aż 3 mag, co oczywiście wpływa na trudność, ale w rzeczywistości różnice są mniejsze. Wartość Vmag z katalogu UCAC4 dla gwiazd A i C wynosi odpowiednio 8.7 oraz 11.24, różnica wynosi więc około 2.5 mag, co w połączeniu z bardzo dużą separacją znacznie ułatwia dostrzeżenie wszystkich gwiazd i naprawdę nie jest specjalnie trudne. Podczas poprzedniej pełni Księżyca na początku lipca, refraktorem ED 120mm nie miałem żadnych problemów z dostrzeżeniem wszystkich gwiazd. Były widoczne już w powiększeniu 26x przy źrenicy wyjściowej 4.7mm, jednak najładniej wyglądały w średnich powiększeniach 75-100x, kiedy można było w tym samym polu cieszyć się również rozbitą parą STF 1905. Układ STF 1905 może i jest ciasny, ale bardzo niewielka różnica jasności sprawia, że jest przyjazny dla niemal każdej apertury oraz dla refraktorów achromatycznych. Na przeszkodzie może stanąć tylko gorszy seeing oraz kiepska kolimacja. W refraktorze ED 120mm być może rozdzieliłem gwiazdy już w powiększeniu 50x, jedynie seeing nie pozwalał mi stwierdzić czy pomiędzy nimi była pełna przerwa czy tylko część. Kilka dni temu walczyłem chwilę refraktorem ED 80mm. Przeszkadzały mi ciągłe bardzo silne podmuchy wiatru i lekkie zachmurzenie, ale chwilami w powiększeniu 68x obie gwiazdy widziałem podobnie jak w większym teleskopie w 50x. 100x powinno wystarczyć do bezproblemowej separacji. Podczas obserwacji większym refraktorem składnik A wydał mi się nie do końca biały, miał jakby lekko cieplejszą barwę - jestem ciekaw czy ktoś to potwierdzi. Interesuje mnie też jak małym teleskopem da się je rozdzielić i w jakim powiększeniu. 70mm? 60mm? Mi osobiście, od jasnych i kolorowych par gwiazd, bardziej podobają się właśnie takie bliskie o jasnościach 8-10mag. Mają w sobie coś uspokajającego. Powyższe dwa układy należą do prostych, poniżej coś trudniejszego. Aczkolwiek jeżeli korzystasz z teleskopu o większej średnicy, sprawa może wyglądać odwrotnie: STF 1905 stanie się najtrudniejszy, a poniżej opisany STF 1897 łatwiejszy. Najłatwiejszym pozostanie STF 1906. By znaleźć STF 1897, należy od STF 1905 zejść na południe i ciut na zachód o 1° do jaśniejszej gwiazdy o jasności 7.6, która jest składnikiem A poszukiwanego układu podwójnego. Kierunek wskaże mniej więcej prosta poprowadzona od dwóch wcześniejszych systemów. Żeby być pewnym znalezienia właściwej gwiazdy, można spróbować dostrzec jeden z dwóch podobnych asteryzmów różniących się wielkością (w zależności od aktualnego powiększenia, pola widzenia i teleskopu, któryś będzie lepiej widoczny). Na swój użytek nazwałem je krótkim łukiem (niebieskie linie ciągłe na mapie) i długim łukiem (linie przerywane). STF 1897 jest ich północnym krańcem. Jedna ze środkowych gwiazd krótkiego łuku - ta naciągająca cięciwę - to szeroki układ podwójny o nazwie PRZ 12. Nie jest tutaj w naszym centrum zainteresowania (co oczywiście nie przeszkadza w cieszeniu się jego widokiem), ale może być pomocny przy odszukiwaniu składnika B STF 1897. STF 1897 AB: 7.61 + 10.99; 34.2"; 320° RA: 14 53 35.35; Dec: +69 45 46.1 PRZ 12 AB: 9.26 + 10.36; 35"; 202° RA: 14 53 22.39; Dec: +69 28 04.4 Jak już zapowiedziałem, STF 1897 jest najtrudniejszy, realna różnica jasności wynosząca prawie 4 mag oraz B o jasności 11.4 mag (Vmag wg UCAC4: 7.6 + 11.4) stanowią spore utrudnienie. Może być tutaj potrzebne wykazanie się cierpliwością. Poszukując towarzysza pamiętajcie o sporej separacji podobnej do Albireo. Czasami, kiedy ma się problemy ze znalezieniem ciemniejszej gwiazdy, mimowolnie szuka się jej coraz bliżej jaśniejszej. Tutaj właśnie pomocą służy PRZ 12, który mając niemal tę samą separację, przypomina nam o właściwej odległości. Nie zdradzę, co przyniosło mi sukces, jakie powiększenia i techniki obserwacyjne. To ma być dla Was małe wyzwanie. Powiem tylko, że ten układ podoba mi się najbardziej ze wszystkich tu wspomnianych. Poniżej dwa kolorowe zdjęcia DSS, które wyeksportowałem za pomocą programu Aladin, ukazujące omawiane obszary. Widać tutaj lepiej niż na mapie podobieństwo obu wyimaginowanych łuków. Koniecznie sprawdźcie jakie najmniejsze powiększenia wystarczą do dostrzeżenia lub rozdzielenia wszystkich poszukiwanych gwiazd, a w jakich wyglądają najprzyjemniej. No i oczywiście... ...dajcie znać jak poszło. Wojtek ----- * Po raz pierwszy zetknąłem się z nazwą The Guardians of the Pole przeglądając stronę Jamesa Kalera i czytając o Kochabie i Pherkadzie (czyli gwiazd, którym ta nazwa jest przypisana). Szukałem następnie czegoś podobnego po polsku, lecz niczego nie odnalazłem. Przy opisie bety Ursae Minoris w Burnham's Celestial Handbook Roberta Burnhama Jr. (tom 3, strona 2025), znalazłem informację, że nazwa jest w użyciu od stuleci. W wydanym w 1844 roku The Bedford Catalogue. From a Cycle of Celestial Object, William H. Smyth używa prostszego określenie Guards i powołując się na niejakiego Hooda (zapewne chodzi o Thomasa Hooda, angielskiego poetę żyjącego w pierwszej połowie XIX wieku) oraz utwór Safegard of Saylers, przytacza pochodzenie nazwy od hiszpańskiego słowa "guardare" i wyjaśnienie, że gwiazdy strzegły bezpieczeństwa żeglarzy, którzy dzięki nim określali swoje położenie na otwartych wodach (a więc miały inne znaczenie niż współcześnie). Dalej jest jeszcze odnotowanie nazwy Guardians obecnej w wydanym, czy też przetłumaczonym z hiszpańskiego na angielski przez Richarda Edena w 1561 roku Arte of Navigation - zainteresowani znajdą to na stronach 331-332 w przedruku pierwszego wydania dostępnego w wydawnictwie Willmann-Bell, lub na stronach 418-420 w drugim wydaniu z 1881 roku, które zostało zeskanowane i jest ogólnodostępne w Internecie na stronie archive.org.
  20. Zimowe niebo wkracza do amfiteatru nocy. Główni bohaterowie coraz wcześniej zaczynają odgrywać swój stały dramat. Orion walczy z Bykiem, splecione Bliźnięta wspinają się na nieboskłon, Jednorożec czai się pomiędzy Wielkim a Małym Psem. Lada dzień zmieni się aura a my drżąc z emocji i chłodu rozstawimy wieczorem swój sprzęt kierując go na odsłonięte nagle bogactwo. Gdy już zaspokoimy pierwszy głód widokiem Plejad i Hiad, Miecza Oriona i skarbów syjamskich braci, proponuję przyjrzeć się obszarowi między rogami Byka. Bliskie (ok.150 lat świetlnych) i rozległe Hiady (Mel 25) stanowią trójkątne centrum gwiazdozbioru. Na ich tle świeci pomarańczowo-czerwonym blaskiem bycze oko – Aldebaran, czerwony olbrzym (typ widmowy K5) znajdujący się znacznie bliżej - w odległości 65 lat świetlnych od nas. Z byczego łba wyrastają w kierunku z grubsza wschodnim potężne rogi, każdy zakończony jasną, białą gwiazdą. Róg górny, północny, zwieńcza najjaśniejsza po Aldebaranie gwiazda w Byku – Elnath czyli β Tau, 8⁰ niżej widać ostrze rogu dolnego – nieco słabszą Alhekę (ζ Tau). Mapa gwiazdozbioru Byka Źródło: Stellarium Byk to nie tylko Plejady i Hiady. Pomiędzy rogami znajdują się dwie ciekawe gromady otwarte. Dziś zajmiemy się tą bliższą centrum gwiazdozbioru. Około trzech stopni na północny wschód od Aldebarana (po lewo), a więc w tym samym polu widzenia większości lornetek, znajdziemy okazałą gromadę NGC 1647. Jest ona rozległa na 45’, jasna (6,4 mag) i łatwa do wypatrzenia przez niewielkie lornetki a w idealnych warunkach także gołym okiem. W lornetce bez trudu widać kilkadziesiąt spośród jej dwustu gwiazd. Tutaj znajdziemy zdjęcie NGC 1647 w szerokim kadrze. Zbliżonego widoku można spodziewać się w szerokokątnej lornetce o małym powiększeniu (autor: Alan Dyer). Gromada wyraźnie wyodrębnia się z gwiezdnego tła. W niewielkim sprzęcie robi wrażenie okrągłej. W nieco silniejszych powiększeniach dostrzec można nierównomierny układ jej gwiazd na obrzeżach, przez co kojarzy się niektórym obserwatorom z galaktyką spiralną. Zdjęcie gromady NGC 1647 Autor: Alson Wong; źródło: http://www.alsonwongastro.com/ngc1647.htm Zdjęcie dość wiernie oddaje barwy gwiazd. W większości są one niebieskawo białe, co wynika ze stosunkowo młodego wieku gromady – około stu pięćdziesięciu milionów lat. Jest to tylko półtora raza więcej, niż mają także niebieskawe Plejady. Jednak odległość do gromady NGC 1647 jest ponad czterokrotnie większa (1800 lat świetlnych), przez co mimo swej liczebności nie rwie ona aż tak oczu. Jeśli jednak zaczniemy się jej wnikliwie przyglądać, dostrzeżemy jej gwiezdne dwójki i trójki, zauważymy kontrast z kremowo-pomarańczową parą na południowym skraju i zadziwimy się rosnącą liczbą „szpileczek” wyskakujących z mglistego początkowo tła. Nie żałuj więc czasu na obserwacje tej uroczej gromady, może nie tak sławnej jak nieodległe sąsiadki, lecz łatwej do odnalezienia i całkiem okazałej. Gdy zaś ją zobaczysz, napisz koleżankom i kolegom jak poszło.
  21. W piątek, 13 listopada obiekt oznaczony jako WT1190F wszedł w ziemską atmosferę, tak jak to przewidywano nad Oceanem Indyjskim, tuż przy południowym krańcu Sri Lanki. Obiekt - najprawdopodobniej będący dziełem człowieka, podróżował w przestrzeni kosmicznej w postaci szczątków jakiejś poprzedniej misji księżycowej lub międzyplanetarnej, spłonął całkowicie podczas wejścia w atmosferę i nie stanowił zagrożenia dla nikogo na Ziemi, ze względu na niską gęstość i mały rozmiar, około 1-2 metrów . Obiekt został wykryty w dniu 3 października, podczas gdy jeszcze znajdował się na wydłużonej orbicie Ziemi, przez program Catalina Sky Survey (CSS), będący finansowanym przez NASA projektem wyszukiwania asteroid, prowadzonym przez uniwesytet University of Arizona i znajdującym się w pobliżu Tucson. Siły Powietrzne USA ponosiły główną odpowiedzialność za śledzenie go, choć także NASA były zainteresowany śledzeniem tego obiektu, ponieważ jego ostateczna trajektoria wejścia w atmosferę ziemską rozpatrywana była pod kątem asteroidy z przestrzeni międzyplanetarnej, bardziej niż typowy kawałek kosmicznego gruzu. To wydarzenie było więc dobre do treningu przestrzegania niektórych procedur, które wprowadził należący NASA program Near Earth Asteroid Tracking (NEAT) , jeśli mała planetoida byłaby na kursie kolizyjnym z Ziemią. Procedury te obejmują wykrywanie i śledzenia obiektu, charakterystyczne parametry fizyczne, obliczenia jego trajektorii z dużą precyzją modelowania i dostarczanie dokładnych prognoz naukowcom, którzy chcieliby obserwować jego wejście w atmosferę ziemską. Zdjęcie przedstawia obiekt oznaczony jako "WT1190F", który wszedł w ziemską atmosferę na południe od Sri Lanki 13 listopada 2015 Fot: IAC/UAE/NASA/ESA Dr Peter Jenniskens z Instytutu SETI, we współpracy z NASA Ames Research Center w Kalifornii, zorganizowanym zespołem amerykańskich i niemieckich obserwatorów do zbierania danych dostarczonych przez samoloty latające w pobliżu Abu Zabi nad Oceanem Indyjskim. Film przypisany do: IAC/UAE/NASA/ESA Źródło: ‘WT1190F’ Safely Reenters Earth’s Atmosphere, Provides Research Opportunity
  22. Witam! Mam na imię Anna, mieszkam w Jaworznie w woj. Śląskim. Dziś (tj 15.09.2015r.) ok godziny 6:23 na niebie widoczny był świecący obiekt. Znajdował się on po wschodniej stronie. Obiekt świecił wyraznie, mimo tego, że świtało i było już jasno. Obiekt był nieruchomy. Zastanawiałam się, czy może być to jakaś planeta oświetlona wschodzącym słońcem. Wątpie żeby była to satelita, ponieważ się nie poruszała. W załączniku dołączę zdjęcie. Niestety strona daje mi limit 5KB, więc na zdjęciu prawie nic nie widać. Jeżeli ktoś z Was będzie chiał to zobaczyć to proszę napisać. Prześlę zdjęcie w wiadomości. Czy ktoś z Was mógłby mi pomóc? Bardzo proszę. Pozdrawiam.
  23. W dyskusji, która wywiązała się na kanwie poprzedniego "Obiektu tygodnia" zasugerowałem, że kolejny odcinek nie będzie przeznaczony dla miłośników obserwacji przez lornety. Co do zasady podtrzymuję to twierdzenie, ale uświadomiłem sobie, że jest przecież w Polsce dwururka, której właściciel może spróbować podejścia do Sekstetu Seyferta – a w zasadzie najjaśniejszego składnika tej grupy. O kim mowa? - oczywiście o Pawle Trybusie i jego przerośniętej nieco Miyauchi BR-141. Zaburzając porządek artykułu zaznaczę od razu, że stosunkowo niewielka apertura użytego sprzętu obserwacyjnego w ogóle nie przeszkadzała niejakiej Sue French, która w oryginalnym cyklu "Object of the Week" pochwaliła się Uwe Glahnowi, że Sekstet to "(...) one lumpy blob in a 105mm or a 130mm. Three objects in a 10-inch. All six in a 14.5-inch." Zanim jednak przejdę do opisu obiektu, warto przypomnieć, kim był Carl Seyfert. Niewątpliwie najbardziej znanym dokonaniem tego amerykańskiego astronoma było zidentyfikowanie klasy galaktyk o niezwykle jasnych jądrach, nazwanych następnie jego nazwiskiem (galaktyki Seyferta). Od 1946 roku pracował on w Vanderbilt University w Nashville, a następnie został dyrektorem wybudowanego w 1953 Arthur J. Dyer Observatory, do którego powstania się zresztą przyczynił. Funkcję tę pełnił aż do śmierci w 1960 roku (zginął w wypadku samochodowym). Był członkiem kilku stowarzyszeń naukowych, m.in. American Astronomical Society i brytyjskiego Royal Astronomical Society, a na jego cześć nazwano krater na Księżycu (informacje biograficzne zaczerpnąłem z Wikipedii). Najlepsza pora na obserwacje Sekstetu Seyferta (skatalogowanego również jako Hickson 79) to późna wiosna i wczesne lato. Poszukiwania zaczynamy od zlokalizowania Głowy Węża, widocznej obecnie wysoko nad południowym horyzontem. Po jej namierzeniu przedłużamy w kierunku północnym linię łączącą gwiazdy β Ser i κ Ser, docierając do gwiazd ρ Ser (4,7mag) i HIP 77902. Wyobraźmy sobie teraz trójkąt równoramienny, z NGC 6027 jako jego wschodnim wierzchołkiem. (mapki wygenerowane w CdC by Rokita) Ściśle rzecz ujmując, Carl Seyfert nie był odkrywcą Sekstetu. Został on po raz pierwszy zaobserwowany przez Edouarda Stephana (dyrektora obserwatorium w Marsylii) za pomocą 31,5 calowego reflektora w czerwcu 1882 roku. Tym samym teleskopem monsieur Stephan odkrył jeszcze słynny galaktyczny kwintet w Pegazie, nazwany jego imieniem. Stephan zanotował jednak jedynie pojedynczy obiekt, z wkomponowanymi weń dwiema bardzo słabymi gwiazdkami. Obserwując Sekstet przez teleskopy o aperturze 12 i 13" miałem bardzo zbliżone odczucia – w dość rozległej, zlewającej się w jedną całość mglistej otoczce również dostrzegłem owe "gwiazdki". W szesnastocalowcu było znaczenie lepiej – mgiełkę udało się rozdzielić na trzy odrębne składniki, czyli NGC 6027, 6027a i 6027b. Galaktyk NGC 6027 "c" i "d" nie dostrzegłem – jakość nieba pozostawiała zbyt wiele do życzenia. Prawdziwą naturę owych pseudogwiazdek (nierozpoznanych przez Stephana jako osobne galaktyki z powodu zbyt małych rozmiarów) odkrył dopiero Seyfert, analizując obrazy zarejestrowane na płytach fotograficznych wykonanych w Obserwatorium Barnarda przy Uniwersytecie Vanderbilt w 1951 roku. Sekstet Seyferta to nic innego jak jedna z wielu zwartych grup galaktyk. W jego skład wchodzą cztery zniekształcone wzajemnymi oddziaływaniami grawitacyjnymi galaktyki spiralne, zajmujące łącznie obszar mniejszy niż Droga Mleczna. Każda z nich ma średnicę około 35 tysięcy lat świetlnych. Piąty składnik (NGC 6027d) to galaktyka tła, znajdująca się prawie pięć razy dalej niż reszta grupy i niepowiązana z nią grawitacyjnie. Z kolei składnik szósty (NGC 6027e) w ogóle nie stanowi odrębnej galaktyki, a jest chmurą gwiazd, rozciągniętą na obszarze około 35 tysięcy lat świetlnych. Prawdopodobnie zostały one "wyrwane" z NGC 6027 około 500 milionów lat temu, na skutek wspomnianych sił pływowych. Widoczne wokół pozostałych członków grupy halo wskazuje, że również z nich są "wyrywane" gwiazdy. Cały ten galaktyczny bałagan znajduje się w odległości 190 milionów lat świetlnych od Ziemi. Ostatecznie poszczególne składniki Sekstetu połączą się, tworząc jedną olbrzymią galaktykę eliptyczną. Tak nasz cel widzi kosmiczny teleskop Hubble'a: źródło: HST, Wikipedia a tak Uwe Glahn, wykorzystujący naziemne teleskopy o aperturach 16 i 27 cali: Źródło szkiców: http://www.deepskyforum.com/showthread.php?154-Object-of-the-week-June-3-2012-Seyfert-s-Sextet-AKA-Hickson-79 O ile trafisz na okienko pogodowe i obserwujesz w regionie, gdzie "białe noce" nie są specjalnie dokuczliwe (znaczy na południu ;) ) spróbuj i daj znać, jak poszło!
  24. Tuż pod gwiazdą η UMa (Alkad – końcówka „dyszla” Wielkiego Wozu) poszukamy najciekawszego obiektu w tej okolicy nieboskłonu - Galaktyki Wirowej (M 51; Wir; Whirlpool). Zacznę od mocnego uderzenia – zdjęć teleskopowych. Pamiętajmy jednak, że fotografie galaktyk nijak się mają do ich obrazów w największych nawet teleskopach amatorskich, nie mówiąc o lornetkach. M 51 + NGC 5195 fotografia z teleskopu Hubble’a Źródło: apod.nasa.gov … i z teleskopu Newtona 10”; autor: Andrzej Brett (Prot) Źródło: http://www.forumastronomiczne.pl/index.php?/topic/7408-M 51/#entry99784 Jeden z najsławniejszych obiektów głębokiego nieba, obserwowany i fotografowany przez wszelkie teleskopy – od Synty po Hubble’a – nie ma wśród lornetkowców dobrej prasy. Rzadko i z pewnym zażenowaniem piszemy o jego obserwacjach, tak jakby były one albo szczególnie trudne albo nieciekawe. Nic bardziej mylnego. Przede wszystkim, ten najokazalszy obiekt gwiazdozbioru Psów Gończych odnaleźć jest bardzo łatwo. Jest to obiekt podwójny, bo spiralnej galaktyce M 51 towarzyszy nieregularna NGC 5195, określana niekiedy jako M 51b. Związane są one grawitacyjnie, ale nie połączone, jakby się mogło wydawać ze zdjęć. Oddziaływania między tymi bliskimi obiektami są jednak bardzo silne, stąd osobliwości w ich strukturze: jasne, podkreślone obszarami gwiazdotwórczymi i dobrze widoczne na zdjęciach ramiona spiralne M 51 oraz całkowicie zniekształcona forma NGC 5195. Galaktyki nie tylko nawzajem wpływają na swoją budowę, lecz także ciążą ku sobie. NGC 5195 spadając na znacznie większą M 51 przeszyła jej dysk, zawróciła ściągnięta grawitacją i ponownie go przeszyła, oddalając się następnie na 2 miliony l. ś. Widoczne na fotografiach wydłużone ramię M 51 z pasmem pyłowym pozornie łączące galaktyki znajduje się co najmniej pół miliona lat świetlnych bliżej nas niż NGC 5195. Terytorialnie galaktyki należą do gwiazdozbioru Psów Gończych, jednak poszukiwanie ich warto rozpoczynać od gwiazdy η UMa (Alkaid). Półtora stopnia na zachód od niej znajduje się dość jasna (ok. 4,5 mag), biała gwiazda 24 CVn a 0,5° ponad nią słabsza (6,5 mag), pomarańczowa. Na linii tej pary, około 2° na południe, widać trójkącik z gwiazd 7 mag na powierzchni 1°x1°. Przyglądając mu się starannie dostrzeżemy jednak, że nie jest to trójkąt, lecz foremny trapez równoramienny z jednym narożnikiem utworzonym przez całkiem wyraźną plamkę świetlną. Okolice M 51; mapy wytworzył kol. Rokita w oparciu o katalog SAC 8.1. Ze względu na charakterystyczne położenie, wielkość i jasność (8,2’x6,9’, 8,4 mag), M 51 można zobaczyć nawet przez lornetkę 8x42. W powiększeniu 10x trudno jest jeszcze cokolwiek wnioskować o jej kształcie. W większych lornetkach, przy powiększeniach 12-20x, plamka rozciąga się nieco na północ, ukazując najpierw rodzaj dziobka na owalu, później zaś ciasno ułożone odrębne obiekty. Nie zawsze można to zauważyć, ponieważ jasność NGC 5195 jest mniejsza o 1 mag od M 51, zaś odległość kątowa między ich środkami wynosi zaledwie 5’. Tak to wygląda naprawdę: szkic z teleskopu 8” ; autor: Marcin G. (McGoris) Źródło: http://astropolis.pl...-kilka-szkicow/ Przez wielką lornetę lub przez teleskop można niekiedy dostrzec subtelny zarys spiralnych ramion galaktyki. Po raz pierwszy dostrzegł to i naszkicował w połowie XIX wieku irlandzki arystokrata William Parson, bardziej znany jako lord Rosse, używając zbudowanego dla siebie największego ówczesnego teleskopu – 72-calowego (183 cm) „Lewiatana z Parsonstown”. Obecnie spiralną strukturę M 51 daje się zobaczyć przez teleskopy amatorskie. Cóż, jakość współczesnej optyki jest nieporównywalnie lepsza a poza tym my już wiemy, czego wypatrywać. Szkic lorda Rosse’a Źródło: www.wsanford.com Lewiatan z Parsonstown Źródło: Wikipedia Odległość do M 51 określa się obecnie na 23 mln l. ś. z dokładnością do 4 mln l. ś. Starsze źródła mówią o odległości większej, nawet ok. 37-40 mln l. ś., podobnie jak w przypadku innych galaktyk należących do grupy M 51. Grupa M 51 składa się z 7-9 galaktyk i zbliżona jest w przestrzeni do grupy M101, której tytułowa przedstawicielka także znajduje się niedaleko na nieboskłonie, tym razem ponad niedźwiedzim ogonem. Z pewnością będziemy świadkami jeszcze wielu korekt zarówno odległości między galaktykami jak ich przynależności do grup czy gromad. Jeśli więc chcesz wyruszyć w podróż na inne wyspy Wszechświata, zaś nasze sąsiadki z Lokalnej Grupy Galaktyk - M31 i M33 są właśnie niedostępne, opatrzyły Ci się lub uważasz, że są zbyt blisko, śmiało kieruj swój wehikuł czasoprzestrzeni w stronę M 51. „Dobra wycieczka” gwarantowana. Tylko nie zapomnij dać znać, jak poszło!
  25. Pogodny wyż szczególnie działa na wyobraźnię obserwatora, jednakże w naszym klimacie łatwiej o wilgotną, mglistą noc. Jeśli spoza mgiełki wychynie kilka-kilkanaście gwiazd - łapiemy pierwszy, najpotrzebniejszy oddech. Jeśli kilkadziesiąt - możemy mówić o jesienno-zimowym szczęściu. I choć nie jest to prawdziwy powód do radości dla obserwatora, warto spędzić chwilę chociaż pod takim niebem, skanując lornetką znajome układy gwiazd. Cóż, warunki jakie są - każdy widzi. Ale przynajmniej początkujący znów będą zadowoleni, bo ponownie trafia się obiekt wręcz wymarzony dla początkujących. A wymarzony z kilku powodów: nie wymaga star-hoppingu, a jedynie namierzenia gwiazdy widocznej gołym okiem, a następnie zerknięcia przez najbardziej intuicyjny przyrząd optyczny, jakim posługują się obserwatorzy - niewielką lornetką (taaaak, wieeem, Plejady też to miały ;)). Co więcej, obiekt jest wyraźny i sam jest świetnym drogowskazem do kolejnych, będących albo w polu widzenia lornetki 10x50, lub niewiele poza nim. Czy to nie jest wymarzona sytuacja dla początkującego? Szczególnie, że nowych obserwatorów przyciąga piękno kosmosu, choć jak przychodzi co do czego, są nierzadko kompletnie zagubieni na nieboskłonie, niczym Alicja w Krainie Czarów. Proszę Państwa, oto… kot! źródło: http://www.deep-sky.co.uk/blogspot/2009archive/SMILEY-DR.JPG - Czy nie zechciałaby mnie pani poinformować - odezwała się Alicja trwożliwym głosikiem, nie była bowiem pewna, czy powinna odzywać się nie pytana - czy nie zechciałaby mnie pani poinformować, dlaczego ten kot tak dziwnie się uśmiecha? - To jest Kot-Dziwak rodem z Cheshire - odpowiedziała Księżna (...) Przyznam, że niespecjalnie lubię asteryzmy, ale ten jeden jest szczególnym wyjątkiem. Tworzy go szeroki na półtora stopnia, wygięty ku południu łańcuszek gwiazd 5-7 wielkości, plus dwie gwiazdki po jego północnej stronie. Zerknijmy na sam asteryzm - mordka jak się patrzy 🙂 A biorąc pod uwagę szerokość uśmiechu, skojarzenie z Kotem z Cheshire było wręcz nieuniknione. źródło: http://pichost.me/1576690/ Ten przypadkowy układ znajdziemy w samym sercu wieloboku Woźnicy, mniej więcej w dwie trzecie drogi, skanując niebo od bardzo jasnej Kapelli (α Aurigae) ku El Nath (β Tauri), często oznaczaną jako “wspólna gwiazda” gwiazdozbiorów Woźnicy i Byka. Jeśli czas obserwacji przypadnie w grudniowy wczesny wieczór, nie musicie przekręcać głowy, by widzieć Kota-Dziwaka we właściwej orientacji. - Nie sądziłam, że koty dziwaki tak się uśmiechają. Nie przypuszczałam, że koty w o g ó l e umieją się uśmiechać. - Umieją doskonale - odparła Księżna. - I większość z nich uśmiecha się. - Nie widziałam nigdy przedtem uśmiechającego się kota - rzekła Alicja, zadowolona z nawiązania rozmowy. - W ogóle mało jeszcze widziałaś - odpowiedziała Księżna. Skoro zatem w widzeniu trzeba od czegoś zacząć, na pierwszy rzut niech pójdzie lewe oko Kota - piękny wizualny układ podwójny. Na naszym nieboskłonie dzieli je na niebie zaledwie 31”, lecz w rzeczywistości są dzieli je odległość 300 lat świetlnych - gdybyśmy więc lecieli do dalszej z gwiazd (słabszej, BD+34 1030, o jasności obserwowanej 8,9mag), mijalibyśmy jaśniejszą HD35295 (5,6mag) nieco za półmetkiem naszej drogi. Warto w tym momencie spojrzeć na odległości dzielące nas od tego asteryzmu. Niby wszyscy wiemy, że asteryzm oznacza zupełnie przypadkowe, pozorne ułożenie gwiazd obok siebie, ale widząc tak piękną, uśmiechającą się do nas mordkę, ciężko mimo wszystko nie zantropomorfizować sobie kawałka nieba i odmówić mu prawa do przypadku. Żeby rozwiać te złudzenia, zerknijcie na małą wizualizację, gdzie znaleźlibyśmy poszczególne gwiazdy, wybierając się w rejs w kierunku uśmiechniętego pyszczka: (skala pionowa potraktowana dowolnie w celu wyraźniejszego zobrazowania położenia gwiazd asteryzmu na osi odległości od Ziemi) Jak pisałem na wstępie, szczęście początkującego nie kończy się jednak na uśmiechu i lornetkowej parce gwiazd. Niebiański kocur jest świetnym drogowskazem do kolejnych obiektów. - Drogi panie Kiciu-Dziwaku - zaczęła raczej nieśmiało, ponieważ nie wiedziała, czy forma ta przypadnie Kotu do gustu. (Kot uśmiechnął się jeszcze szerzej. “Widzę, że mu się spodobało” - pomyślała Alicja) - Czy nie mógłby mnie pan poinformować, którędy powinnam pójść? - mówiła dalej. - To zależy w dużej mierze od tego, dokąd pragnęłabyś zajść - odparł Kot-Dziwak. - Właściwie wszystko mi jedno. - W takim razie również wszystko jedno, którędy pójdziesz. - Chciałabym tylko dostać się dokądś - dodała Alicja w formie wyjaśnienia. - Ach, na pewno się tam dostaniesz, jeśli tylko będziesz szła dość długo. Na szczęście, gwiezdny kocur nie każe daleko szukać obiektów. Jeśli obserwujesz pod małomiejskim niebem, przy odrobinie wysiłku powinieneś wyzerkać lewy policzek kota. To gromada otwarta Messier 38, oddalona od nas o około 4300 lat świetlnych, leżąca blisko zewnętrznej krawędzi Ramienia Oriona. Jeśli obserwujesz pod całkiem ciemnym niebem, M38 powinna być widoczna wyraźnie, być może wyodrębnisz w niej kilka-kilkanaście najjaśniejszych słońc. Jeśli tak jest, spróbuj zmierzyć się z jej sąsiadką - znacznie mniejszą gromadą otwartą NGC 1907. Tę znajdziesz pod lewym okiem Kota, mniej więcej w połowie drogi do “uśmiechu”. Jeśli nie widzisz jej od razu, to po prostu daj sobie na nią czas. Ja też nie od razu ją “odkryłem”, i nie od razu zauważyłem, że jest to obiekt stosunkowo nietrudny dla średnich lornetek. Ale to wciąż nie wszystko - kawałek poniżej lewego kącika ust widać kolejną wyraźną gromadę otwartą, Messier 36, widoczną wyraźnie już na podmiejskim niebie, jako małą mglistą plamkę. Przy niewiele lepszym niebie, wyłapanie przynajmniej kilku jej jaśniejszych składników nie powinno być wyzwaniem dla małej lornetki. A na dobry początek, przynajmniej zauważysz, że zerkaniem wygląd mgiełki zmienił się na ziarnisty. I to dalej nie wszystko - po drugiej, prawej stronie uśmiechu czeka kolejny obiekt - gromada otwarta NGC 1893, widoczna tuż poniżej wyciągniętej grupki dość jasnych gwiazd. Nie jest ona tak oczywista jak wspomniane klastry z katalogu Messiera, ale pod przyzwoitym niebem wyzerkanie jej nie powinno stanowić problemu. Wróćmy jednak do samego uśmiechu. Jeśli masz okazję przyjrzenia się Kotu pod ciemnym niebem, widząc zerkaniem okolice φ Aurigae, najjaśniejszej z gwiazd tworzących usta/pyszczek, odniesiesz może wrażenie, że w jej blasku jest jakby coś więcej niż tylko lśnienie odpowiadające obiektowi 5-tej wielkości, jakby ten blask był ciut znaczniejszy, mimo niezaparowanej optyki. Za ten blask odpowiada kilka drobniejszych gwiazd, rozsianych w promieniu około pięciu minut kątowych od φ Aur. Jednakże pod dobrym niebem, nadal będzie się tam tliła plamka światła - jeśli ją widzisz, patrzysz właśnie na rzadko obserwowaną gromadę otwartą Stock 8. Przez lornetki da się zauważyć jej delikatnie wyciągnięte pojaśnienie, a także kilka najjaśniejszych składników. Właściciele większych teleskopów mogą także spróbować sił z leżącym nieopodal rejonam H II, skatalogowanym jako IC 417 (alternatywnie Sh2-234). Chociaż gromadę i mgławicę dzieli dystans około tysiąca lat świetlnych, przypuszcza się, że najjaśniejsze gwiazdy gromady Stock 8 są odpowiedzialne za jonizowanie wodoru w IC 417. Warto dodać, że w ten rejon jest bardzo bogaty w materiał gwiazdotwórczy i wciąż dochodzi w nim do “zapalania się” kolejnych, młodych gwiazd. Również wiek gwiazd Stocka 8, w większości zawierający się w przedziale od jednego do pięciu milionów lat, może świadczyć o tym, że słońca tej gromady nie powstały dokładnie w tym samym czasie. żródło: sky-map.org Cóż, niby obiekt dla początkujących, ale okazuje się, że i bardziej doświadczeni obserwatorzy mogą znaleźć tu coś dla siebie. Prawdę mówiąc, bardzo często wracam do tego być może najbogatszego w obiekty kadru na zimowym nieboskłonie, ciesząc się nie tylko kilkoma gromadami widocznymi bez najmniejszego ruchu lornetką, czy bogatym gwiezdnym tłem. Czasem po prostu gapię się w ten szeroki uśmiech i cieszę oczy różnymi barwami jego gwiazd. A Ty - niezależnie od własnego doświadczenia - przypatrz się Kotu i podziwiaj. Jeśli dopiero zaczynasz - śmiało, wejdź głębiej w obserwacje, dołącz z uśmiechem do pokręconych jak Ty - i daj znać jak poszło! - Ale ja nie chciałabym mieć do czynienia z wariatami - rzekła Alicja. - O, na to już nie ma rady - odparł Kot. - Wszyscy tutaj mamy bzika. Ja mam bzika, ty masz bzika. - Skąd może pan wiedzieć, że ja mam bzika? - zapytała Alicja. - Musisz mieć. Inaczej nie przyszłabyś tutaj. ------------------------ Fragmenty “Alicji w Krainie Czarów” Lewisa Carolla w tłumaczeniu Antoniego Marianowicza.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)