Skocz do zawartości

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'szepty kosmosu' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Obserwujemy Wszechświat
    • Astronomia dla początkujących
    • Co obserwujemy?
    • Czym obserwujemy?
  • Utrwalamy Wszechświat
    • Astrofotografia
    • Astroszkice
  • Zaplecze sprzętowe
    • ATM
    • Sprzęt do foto
    • Testy i recenzje
    • Moje domowe obserwatorium
  • Astronomia teoretyczna i badanie kosmosu
    • Astronomia ogólna
    • Astriculus
    • Astronautyka
  • Astrospołeczność
    • Konkursy FA
    • Sprawy techniczne F.A.
    • Zloty astromiłośnicze
    • Astro-giełda
    • Serwisy i media partnerskie

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Zamieszkały


Interests


Miejsce zamieszkania

  1. 05.11.2022, Folwark Sulejewo Spotkanie obserwacyjne dzień przed pełnią to raczej próba spojrzenia na cokolwiek, a nie wyłapywanie delikatnych mgiełek. Jednak co zrobić, gdy bezchmurna pogoda przypada w sobotni wieczór? Na miejscu spotkaliśmy się w kilka osób, a gościnnie towarzyszyła nam para z okolicy, która chętnie odkrywała skarby nocnego nieba z planetami włącznie. Blask Księżyca był na tyle duży, że w zasadzie nie było potrzeby, aby używać dodatkowego roboczego oświetlenia. Obserwacje przeminęły na astronomicznych pogawędkach podczas których od czasu do czasu spoglądaliśmy na gwiazdy podwójne i klasyki z katalogu Messiera. Dodatkowo Thomas dał się poznać jako rasowy audiofil i gratisowo dał nam wykład na temat topowego nagłośnienia, które jak się okazuje jest jeszcze bardziej kosmicznym hobby (szczególnie jeśli chodzi o finanse). Obserwacje zacząłem od spoglądania na Księżyc w lornecie APM 25x100 ED - tym razem użyłem „przyciemniaczy” wydrukowanych w 3D na bazie projektu udostępnionego na forum. Obcinając średnicę obiektywów ze 100 do 50 mm uzyskałem źrenicę wyjściową 2 mm, co dało bardzo przyjemny widok. Rzutem na taśmę spojrzałem również na Saturna, który zniżał się coraz niżej. Tutaj również obraz był bez porównania lepszy niż bez wydrukowanych adapterów. Pierścienie prezentowały się jak w niewielkim teleskopie, a tarcza planety była odpowiednio wygaszona. Najlepiej wypadł Jowisz. Bez „przyciemniaczy” oślepiający olbrzym pozwalał dostrzec tylko jeden majaczący pas, zaś po zmniejszeniu źrenicy wyjściowej oczom ukazała się piękna kula z dwoma wyraźnymi pasami. Jeśli ktoś chce spróbować planet w większej lornecie to szczerze polecam zabawę ze zmniejszeniem ŹW do okolic 1-2 mm. Po obiektach Układu Słonecznego przyszedł czas na namiastkę klasycznych DSów. Kolejno odwiedziłem Chichoty, Stock 2, Hiady, M34, NGC 752, Plejady, czy też gromady kuliste w Woźnicy. Widok był bardzo przeciętny, jednak osoby, które po raz pierwszy mogły spojrzeć na te obiekty w nieco innym wydaniu i tak były zadowolone. Następnie odwiedziłem kilka ciekawszych gwiazd podwójnych po drugiej stronie nieba. Mowa tutaj o Albireo, 61 Cyg, czy też 79 Cyg w Łabędziu. W lornecie 25x100 były znakomicie rozdzielone. Chwilę potem zerknąłem jeszcze na Omikron i Omega w tej samej konstelacji, a po przeskoku do Lutni zaliczyłem Epsilony i gromadę otwartą Stephenson 1. Na zakończenie sesji tchnęło nas, aby odwiedzić nietuzinkowy obiekt M40 w Wielkiej Niedźwiedzicy. Czym jest i jak się prezentuje? Pozostawię to bez komentarza, po prostu sami sprawdźcie przy następnej okazji. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  2. 19.10.2022, Folwark Sulejewo - Mleko już wisi - napisał Polaris. Takim wstępem rozpoczęliśmy kolejne obserwacje na Folwarku zaledwie dwa dni po wcześniejszym spotkaniu. Po przeczytaniu wiadomości wiedziałem co mnie czeka na miejscu. Już w drodze na pole towarzyszył mi blask gwiazd aż po sam horyzont. Żadnych cirrusów ani zamgleń. Po prostu bezkres ciemnego nieba. Na Folwarku pojawiłem się jako ostatni i od razu przystąpiłem do obserwacji. Na polu zawsze można zauważyć brak jednej z kluczowych osób. Wtedy każdy z nas prowadzi obserwacje w samotności nie wyduszając z siebie ani słowa. Rzecz nie do pomyślenia, gdy Thomas ze swoim tabletem nadaje rytm nocy dla całej okolicy. Niestety nie tym razem : - ) Po zapoznaniu się z listą obiektów na Sky Safari wycelowałem lornetą APM 25x100 ED w gwiazdozbiór Koziorożca, aby namierzyć gromadę kulistą M30. Ta oczywiście wskoczyła w pole widzenia bez problemu jako delikatna plamka. Gorzej było z Helixem. NGC 7293, czyli Mgławica Ślimak widoczna była z filtrem w 8 calach Polarisa, ale u mnie owalny i bardzo delikatny kształt (praktycznie niewidoczny) wyskakiwał dopiero, gdy poruszałem lornetą w lewo/prawo. Udało się wówczas wyłapać, że coś w tym miejscu się znajduje, ale niskie położenie obiektu nie dawało szans na więcej. Pozostając w konstelacji Wodnika udałem się do M73. Gromada otwarta uznawana dziś jako asteryzm. W obserwacjach wizualnych po prostu kilka gwiazdek, które może nie są tak efektowne jak gromady w Woźnicy, ale i tak cieszą oko. Ciekawiej jest zaraz obok. Tutaj skrada się gromada kulista M72, która wraz z poprzedniczką mieści się w jednym polu widzenia lornety 25x100. Obiekt dość wyraźny, dostrzegalny jako puchata śnieżka. Skoro o gromadach mowa to lepiej przyjrzeć się M2. Zlokalizowana nieco wyżej pozwala na zupełnie inną jakość obserwacji. Obiekt bardziej wdzięczny, z większą łatwością ukazuje piękno gromady kulistej. Podobnie jest z M15 w Pegazie. Tutaj również dostrzeżemy wyraźną plamkę, która nie będzie stanowiła żadnego wyzwania. Po udanej wędrówce w południowej części nieba odbiłem do konstelacji Trójkąta, aby przyjrzeć się M33. Tej nocy galaktyka pokazała pazur. Jasne, wyraźnie świecące jądro, do tego charakterystyczny ukośny, czy też owalny kształt przechylony na jedną ze stron. Z każdą minutą wpatrywania się w obiekt można było dostrzec coraz więcej detalu. Widok robiący wrażenie, co tylko potwierdziło znakomite warunki na niebie tej nocy. Galaktyka Trójkąta zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, w końcu coś więcej niż wyblakła plama. Po ostatniej udanej sesji w ramach „Grupy Lokalnej Galaktyk” postanowiłem raz jeszcze odwiedzić NGC 185. Skierowałem lornetę 25x100 w okolice zenitu, przez co omal nie połamałem karku, ale wysiłek okazał się warty ryzyka. Galaktyka i tym razem była widoczna jako delikatna chmurka zawieszona pomiędzy charakterystycznym układem gwiazd. Druga udana obserwacja z rzędu potwierdziła mi widoczność tego obiektu w lornecie, niestety NGC 147 nie dostrzegłem. Jak to często bywa nie można mieć wszystkiego. Za przepiękny widok nieba tej nocy musieliśmy zapłacić sporą dawką wilgoci. Nim się obejrzałem moja lorneta zaczęła taplać się w wilgoci. Zresztą nie tylko ja miałem problem, na około z luster w teleskopach zaczęła spływać woda, a żeby tego było mało z dolnej części pola zaczęła się skradać mgła. Szybko spakowałem swój główny sprzęt i czym prędzej na zakończenie wyciągnąłem dwie mniejsze lornetki. Pierwsza to Orion 2x54, w której mogłem podziwiać piękno całych konstelacji w jednym polu widzenia. Widok Perseusza, Kasjopei, czy też Woźnicy to kadr, którego trzeba zawsze zasmakować pod ciemnym niebem w tego typu sprzęcie. Chwilę później wypakowałem jeszcze APM 10x50 ED z filtrami Orion UltraBlock. Zaliczyłem Mgławicę Ameryka oraz cały kompleks Veila. Część zachodnia „Miotła Wiedźmy” rozciągała się niczym ogon komety, a zaraz obok dawał o sobie znać Trójkąt Pickeringa wraz ze wschodnią częścią Mgławicy Welon. I to niestety było na tyle. W końcu dopadła nas mgła, na tyle gęsta, że nawet w zenicie niewiele było widać. Na polu pozostał jedynie nasz lokalny miłośnik astrofotografii, który samotnie i cierpliwie łapał fotony do materiału z M33 w roli głównej. Jak się później okazało, mgła po wypędzeniu teleskopów i lornetek z pola wróciła znów w głąb pola. Jakby chciała na wyłączność tylko towarzystwa Piotra. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  3. 17.10.2022, Folwark Sulejewo „Ale tu ciemno” - takimi słowami rozpocząłem obserwacje po prawie 2 miesięcznej nieobecności na Folwarku. Niezbyt pewna, ale w końcu się pojawiła. Obiecująca prognoza na wieczór. Na miejscu jako pierwszy i w zasadzie jedyny pojawił się Thomas, do którego dołączyłem krótko po godzinie 21. Na miejscu zastały nas snujące się na północy cirrusy, jednak z każdą minutą wytapiały się coraz bardziej ukazując kolejne skarby nocnego nieba. Podczas tych obserwacji miałem w zasadzie jeden cel - sprawdzić, czy lorneta APM 25x100 ED będzie w stanie pokazać nieco mniej znane obiekty z tzw. Grupy Lokalnej Galaktyk. Obserwacje zacząłem od spojrzenia na gazowe olbrzymy. Jowisz był już dość wysoko i pokazał dobrze jeden pas. Drugi coś tam majaczył i od czasu do czasu przebijał się przez oślepiający blask planety. Co ciekawe, po raz kolejny udało mi się wizualnie zidentyfikować bez pomocy aplikacji dwa księżyce - najjaśniejszy Ganimedes i wpadający w nieco pomarańczowy odcień Io. Saturn był nieco niżej, jednak pierścienie nadal robiły wrażenie jak na lornetkę. Zaraz obok migotał jeden z jego księżyców - być może był to Lapetus. Nie mam pewności, gdyż sprawdziłem to dopiero następnego dnia w SkySafari. Skierowałem lornetę na okolice Andromedy, ale cirrusy jeszcze zahaczały o te rejony nieba skutecznie zniechęcając do obserwacji tego obszaru. Spojrzałem, więc na Plejady - widok przyjemny, ale jeszcze nie to. Stłumiony przez mgliste zachmurzenie. W międzyczasie pogadaliśmy z Thomasem trochę o zmianach sprzętowych, po czym w jego Edku 80 spojrzeliśmy na Jowisza. Z niebieskim filtrem planeta wyglądała świetnie. Detal, ostrość i ogólna stabilność atmosfery dawały efekt. Udało się zaliczyć także „Kocie oko”, czyli niewielką, ale jasną planetarkę NGC 6543 w konstelacji Smoka. Ja natomiast z lornetą odbiłem do okolic Koziorożca, aby zapolować na gromadę kulistą M30. Bez problemu udało mi się ją namierzyć. Niestety jakość obrazu pozostawiała wiele do życzenia, gromada była niewielka, a do tego nisko nad horyzontem. Na niczym skończyły się obserwacje Helixa. Mgławica Ślimak NGC 7293 za nic nie miała ochotę wskoczyć w pole widzenia. Pomimo dobrego zlokalizowania widziałem tylko ciemność. Nie ta noc, nie ta jakość nieba. Może następnym razem. Nim się obejrzeliśmy północne niebo praktycznie do zera oczyściło się z cirrusów, a nad południowym horyzontem zaczęły się pojawiać gwiazdy położone bliżej horyzontu. Gwiazda Fomalhaut błyszczała bardzo wyraźnie. Odbiłem znów do Andromedy, aby odbyć wędrówkę po galaktykach będących celem tych obserwacji. Tym razem Galaktyka Andromedy M31 prezentowała się wyśmienicie. Bardzo dobrze widoczne jądro, a całe pojaśnienie rozciągało się po obydwu stronach aż do granic pola widzenia. Bez problemu widoczna była M32 i M110. Obydwie delikatnie świeciły. Zachęcony relacjami innych osób wpatrywałem się w Andromedę przez dłuższy czas chcąc wyłuskać jakiekolwiek majaczące ciemne poszarpanie pasa pyłowego w górnej części galaktyki. Nic z tego. Ciężko było dostrzec jakikolwiek detal w 100 mm. Przeskok do Galaktyki Trójkąta M33. Widoczna była jako obszerna jasną plama, która mimo wszystko nie chciała wskazać swym kształtem kierunku obrotu. Jaśniejsze jądro też było poza zasięgiem, obiekt był raczej jednolitym pojaśnieniem na całym obszarze. Była to po prostu zawieszona chmurka, choć tej nocy wyraźnie jaśniejsza. Przyszedł czas na rozprawienie się z NGC 185 i NGC 147. Gwiazdka po gwiazdce dotarłem bez problemu do dokładnego miejsca ich położenia. Obiekty tej nocy znajdowały się prawie w zenicie, więc operowanie lornetką i statywem to było istną męka. Czego się jednak nie robi, aby choć przez chwilę dostrzec upragniony obiekt. NGC 185 miała znajdować się pomiędzy dwoma gwiazdkami. Po dość długiej adaptacji wzroku i ciągłym wpatrywaniu się w pole widzenia nagle zerkaniem zaczęła się pojawiać niewielka plamka. Poprosiłem Thomasa o weryfikacją - nie potwierdził, ale też nie zaprzeczył. Stwierdził, że „być może” coś tam jest. Ja jeszcze przez dłuższą chwilę męczyłem ten obiekt i finalnie mogę stwierdzić, że zerkaniem galaktyka była widoczna. Inaczej było z NGC 147 - tego obiektu nie widziałem pomimo wielu prób. Chwilę później rzuciłem znów okiem na Plejady. Pamiętam ubiegłoroczny sezon, gdy bez powodzenia wypatrywałem otaczającą ją mgławicę refleksyjną. W tym momencie nagle przy Merope zauważyłem delikatne pojaśnienie. Pierwsze co pomyślałem - krąży jakiś cirrus. Mijały kolejne sekundy, a pojaśnienie stało w tym samym miejscu i nie chciało zniknąć. Rozejrzałem się w całym polu widzenia wędrując do gwiazdy Maia i Taygeta. Wtedy zerkaniem dostrzegłem jeszcze wyraźniejsze pojaśnienie, które rozchodziło się po skosie od Merope. Od razu pomyślałem o mgławicy, jednak nie pamiętałem w którym miejscu dokładnie miała się rozchodzić. Zerknąłem na SkySafari i nagle stało się jasne. W końcu udało mi się dostrzec zarys Mgławicy Merope NGC 1435. To pojaśnienie stanowi dla mnie nie lada zagadkę jeśli chodzi o obserwacje wizualne. Niebo tej nocy nie było idealne, a mimo to mgławica wyłoniła się z tła. Bywały przecież noce z lepszymi warunkami, a pojaśnienia nie było. A może po prostu po czasie nauczyłem się wyłuskiwać z tła takie detale? Czas pokaże przy następnych próbach. Na zakończenie sesji delektowaliśmy się z Thomasem wschodem Księżyca. Usadowił się idealnie - na pierwszym planie od góry otaczała go korona przydrożnego drzewa, a na drugim planie od dołu tło wypełniała ściana pobliskiego lasu. Cokolwiek bym teraz napisał nie oddam uroku tego obrazka. Był to jeden z najlepszych poetyckich wschodów Księżyca jaki kiedykolwiek widziałem. Szkoda, że nie mogliśmy się nim podzielić z innymi obserwatorami, to był po prostu ten moment, ta chwila, której nie da się odtworzyć. Księżyc wędrował coraz wyżej, a ja w międzyczasie spakowałem sprzęt i wróciłem do domu. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  4. 02.10.2022, Mosina Mój tegoroczny wrześniowy kalendarz był tak napięty, że w zasadzie niemożliwe było prowadzenie jakichkolwiek obserwacji. Gdy tylko uwolniłem się od wszystkich obowiązków głód astronomiczny dał o sobie znać, a ja nerwowo wyczekiwałem na okienko pogodowe. Zupełnie niespodziewanie w niedzielny wieczór pojawiła się szansa na kilka przejaśnień, więc po prostu wziąłem w rękę lornetkę 10x50 i poszedłem spontanicznie pod miejskie niebo. Na dzień dobry przywitał mnie Jowisz, przy którym orbitowały cztery galileuszowe księżyce: Ganimedes, Io, Kalisto i Europa. Tutaj chciałbym wspomnieć o pewnym wyzwaniu, które męczyłem przez następne kilka dni. Warto zlokalizować chociażby dwa księżyce bez spoglądania do mapy nieba. Ganimedes jest najjaśniejszy, Io natomiast daje delikatnie pomarańczową barwę. Wbrew pozorom nie jest to takie trudne, a po zweryfikowaniu w Sky Safari okazało się, że dobrze wytypowałem ich położenie. Inspiracją do wyzwania był wątek od @[email protected] Miejskie niebo nie oferuje zbyt wiele, więc skupiłem się na klasykach. Na start wycelowałem w okolice konstelacji Andromedy i od razu w pole widzenia wpadła Galaktyka Trójkąta M33. Pojawiła się jako delikatna, nieco większa plamka. Potem szybki przeskok do Galaktyki Andromedy M31. Tutaj już trochę lepiej - widoczne jądro i pojaśnienie, ale M32 obok bardzo słabo widoczna, podobnie jak malutka M101, która była na granicy dostrzeżenia. Zaświetlenie nieba skutecznie obniżyło jasność tych obiektów, ale i i tak byłem zadowolony - po takiej przerwie w obserwacjach człowiek cieszy się z każdego widoku. Chwilę potem przeskoczyłem do kilku gromad otwartych. Najpierw NGC 752 w Andromedzie - ciekawa gromada z „kijem golfowym”, a zaraz obok M34 - równie jasny i spory obiekt w Perseuszu. Przechodząc przez „Głowę Demona” czyli gwiazdę zmienną Algol dotarłem do NGC 1342. Tutaj już zdecydowanie gorzej. Widać mgiełkę, ale nie jest tak wyraźna jak poprzedniczki. Wycelowałem w środek Perseusza. Melotte 20, czyli Alpha Persei Cluster. Przepięknie wypełniła całe pole widzenia, duża ilość barw, gdzie najjaśniej daje o sobie znać oczywiście gwiazda Mirfak. Widok, który może zapewnić tylko niewielka lornetka o sporym polu widzenia. Będąc w tej okolicy zaliczyłem oczywiście NGC 884 i NGC 869 - gromadę Podwójną w Perseuszu, a także Stock 2. Na niebie coraz wyżej wznosiły się Plejady. Klasyk w postaci M45 zawsze cieszy oko. Siedem sióstr niczym kierunkowskazy wskazały mi drogę do Aldebarana, gdzie przez dłuższą chwilę podziwiałem Hiady. Obiekt równie duży co Alpha Persei Cluster. Tej nocy położony był niestety dość nisko, przez co widok zdawał się być mocno przytłumiony. Spojrzałem w stronę Woźnicy. Niestety zaczęły nadciągać chmury, więc przeskoczyłem na zachodnią cześć nieba - tam podobnie. Szybka weryfikacja na radarze w Sat24 pokazała, że powinna pojawić się jeszcze jedna, chyba ostatnia dziura w chmurach tej nocy. Po 15 minutach pojawiła się iskrząca Kapella, więc szybko wycelowałem lornetką bez zastanowienia w środek konstelacji. Od razu zauważyłem asteryzm „Kot z Cheshire”, a zaraz obok kolejno wyłapałem gromady M38, M36 i M37. Nie były jeszcze wyraźne, ich czas dopiero nadchodzi, ale bez problemu wyłoniły się z tła. Na zakończenie sesji swoim blaskiem przywitał mnie Mars, a atrakcji dźwiękowych dostarczyły skrzeczące nad głową ptaki, które tej nocy zaczęły masowo przemieszczać się w cieplejsze regiony geograficzne. To tylko potwierdziło astronomiczny kalendarz - sezon na Oriona jest już coraz bliżej. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  5. 02.09.2022, Folwark Sulejewo Wakacje przeminęły dość szybko. Niestety sezon nie był najlepszy jeśli chodzi o obserwacje. Pogoda była kapryśna, a jak już były warunki to zazwyczaj nie zgrywały się z innymi planami. Jeszcze dwa lata temu nasze lokalne pole zachwycało co chwilę nowych obserwatorów. Bywały momenty, że co sesję pojawiał się ktoś niezapowiedziany z planami na kolejne miesiące. Czas pokazał, że hobby przetrwało tylko u nielicznych. Mimo wszystko mam nadzieję, że jeszcze nie raz przywitamy w Sulejewie osoby spragnione sięgnięcia gwiazd. Początek września zaoferował nam wyborne niebo, dzięki czemu na Folwarku zawitał stały skład obserwacyjny z najróżniejszym sprzętem. Dla mnie była to okazja do odkurzenia lornety po dłuższej nieobecności. Minusem był fakt, że nie posiadałem tej nocy SkySafari ani żadnego innego atlasu, także mogłem zapomnieć o nietypowych obiektach i skupiłem się na samych klasykach polegając na własnej pamięci. Zacząłem od okolic konstelacji Orła i gromady Dzika Kaczka M11. W lornecie APM 25x100 ED prezentowała się bardzo wyraźnie, rozbita na składniki, a im dłużej się wpatrywałem tym więcej pojedynczych gwiazdek udawało mi się wyłapać. Kaczka migotała w szerokim gwiezdnym polu, a zaraz obok w tej samej konstelacji Tarczy udało mi się dostrzec niewielką gromadę otwartą M26. Cofnąłem się do wyższych obszarów i gwiazdy Altair. Zaraz obok wyłapałem ciemną mgławicę E, czyli Barnard 142 i Barnard 143. Widok nie był spektakularny, ale jednak ciemny obszar był widoczny. Potem Lutnia i Double Double, gdzie niestety dostrzegłem tylko dwie główne gwiazdy. Epsilony w pełnej klasie były poza możliwościami tej nocy. Za to pierścionek M57, wyglądał jak już bardzo fajnie. Niewielki obwarzanek prezentował się bardzo przyzwoicie z widocznym ciemniejszym środkiem. Odbiłem do Andromedy przecinając po drodze Łabędzia, gdzie dostrzegłem bez problemu wschodnią część Veila. Galaktyka Andromedy M31 miała tej nocy zdecydowanie swój dzień. Przepięknie prezentowała się w polu widzenia razem z M110 i delikatną M32, którą łatwo w lornetce pomylić z gwiazdą, czy też niewielką gromadą kulistą. Nieco niżej odnalazłem jeszcze Galaktykę Trójkąta M33, po czym skierowałem obiektywy w stronę Perseusza. Gromada otwarta M34 jak zawsze w lornecie 25x100 ukazała liczne składniki. Zaraz obok widoczna również NGC 1342 - już bardziej delikatna i mniejsza. Klasyk nad klasykami to oczywiście Gromada Podwójna w Perseuszu nad którą rozczulałem się dobre 15 minut. Widziana już tyle razy, a ciągle zachwyca. Potem przeskok do M103 w Kasjopei i M52. Będąc w tej okolicy należy konieczne odwiedzić subtelną Różę Karoliny. Ta zawieszona pośród gwiazd gromada otwarta NGC 7789 to pokaz delikatności w postaci setek rozsypanych gwiezdnych kryształków. Na pierwszy rzut oka w niewielkiej lornetce przypomina chmurkę, jednak przy użyciu parametru 25x100 szybko zauważymy, że to po prostu niezliczone pojedyncze gwiazdy. Nim się obejrzałem Plejady błyszczały już dość wysoko. Dopiero co znikały po zimie za horyzontem, a teraz iskrzą znów na nocnym niebie zwiastując nadchodzący chłód. Na zakończenie sesji skorzystałem z lornetki APM 10x50 ED, którą uzbroiłem w dwa filtry Orion UltraBlock. Tej nocy pokazały pazur. Cały kompleks Veila w Łabędziu był widoczny od razu na wprost. Veil wschodni, fragment Trójkąta Pickeringa i Veil zachodni jako delikatna smuga nachodząca na gwiazdę 52 Cyg. W niewielkim powiększeniu całość widoczna w jednym polu widzenia, co robi wrażenie. Następnie przerzuciłem się na mgławice Serce i Dusza. Również widoczne, ale to już zupełnie inny widok niż w przypadku Veila. Tutaj to szerokie i rozległe pojaśnienia, które zajmują spory kawałek nieba. Serce było bardzo delikatne, niczym zawieszona ledwo widzialna chmura. Dusza natomiast lepiej widoczna, rozciąga się jako charakterystyczny owalny kształt po skosie przez większy fragment pola widzenia. Przemierzając te okolice z lornetką 10x50 z filtrami nie sposób przeoczyć tych mgławic. Charakterystyczne nietypowe pojaśnienia rzucają się od razu w oczy. Nim się obejrzałem część osób zaczęła się pakować kończąc obserwacje. Nie ukrywam, że i mi brakło sił, więc też zacząłem składać statyw z lornetką. Sesja zaliczona, choć szkoda że wyłącznie z klasykami. Z drugiej strony może to i dobrze. Warto od czasu do czasu poskakać lornetką bez wyzwań i większego celu. Najważniejsze, by mieć po prostu nocne niebo na wyciągnięcie ręki przez dłuższą chwilę. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  6. 27.07.2022, Folwark Sulejewo Końcówka lipca minęła wyjątkowo pozytywnie. Trzy sesje obserwacyjne w niewielkich odstępach, przy czym ostatnia z nich nadzwyczaj dobra. Po pierwsze dlatego, że na Folwarku była widoczna Droga Mleczna w jakości jakiej jeszcze nigdy nie widziałem. Po drugie udało mi się w pełnej klasie dostrzec nisko położone gromady otwarte M6 i M7. A po trzecie - zaliczyłem Crescenta w 10x50 z filtrami. Ale wróćmy do początku. Prognozy na środę były bardzo obiecujące. Obserwacje w tygodniu mają niestety tą wadę, że niewiele osób może sobie na nie pozwolić. W Sulejewie pojawiłem się jako ostatni, na miejscu był już Thomas i Acidtea. Po spojrzeniu w górę od razu zauważyłem, że jest lepiej niż poprzednio. Przejrzystość była prawie idealna, do tego po horyzont czysto bez grama chmur. Czym prędzej wycelowałem lornetą w stronę Strzelca i odbiłem do M7. Rozległa gromada otwarta, zwana także Gromadą Ptolemeusza, którą rok wcześniej zaliczyłem w 28x110 pod średnim niebem. Tym razem użyłem lornety APM 25x100 ED i z niedowierzaniem patrzyłem na to skupisko gwiazd. Jedyne co ograniczało jakość obrazu to po prostu niskie położenie obiektu. Na innej szerokości geograficznej widok jest zapewne bogatszy w składniki. Mimo to widoczne gwiazdy były lśniące, wyraźne i ostre jak szpilki. Obrazem podzieliłem się z pozostałymi osobami na miejscu, po czym stwierdziliśmy, że gromada swoim układem mocno przypomina miniaturową wersję konstelacji Łabędzia, a w środku można dostrzec jeszcze malutki Krzyż Południa, czyli łącznie dwie konstelacje w jednej gromadzie. Ze względu na swoje położenie obiekt z każdą chwilą zbliżał się do linii horyzontu, aż po kilku minutach w jednym polu widzenia mogłem zaobserwować pobliską ścianę lasu z gromadą M7 w tle - widok niesamowity. Przestrzenność i efekt 3D dla jakiego warto posiadać dużą lornetę. Po chwili odbiłem do M6, kolejnej gromady otwartej, ale już nie tak dużej. Tutaj również widok nieskazitelny. Gromada prezentowała swoje główne składniki na wyciągnięcie ręki, ale pomimo wdzięcznej nazwy jaką posiada - Gromada Motyl - swoim kształtem nie przypominała mi żadnego latającego owada. Warunki tej nocy były wyśmienite. Pokreślę to raz jeszcze - po sam horyzont nie było widać żadnych chmur, nawet wiszących zazwyczaj w tym miejscu cirrusów tworzących kołderkę. Nie zwlekając ani chwili dłużej skierowałem się w stronę gromady kulistej M4 w Skorpionie. Gromada dość spora, dobrze widoczna. Następnie M80 i kilka gwiazd z podwójną Ro Ophuci na czele. Była też gwiazda wielokrotna Jabbach i układ podwójny Acrab. Same skarby w tej okolicy. Udało się także zaliczyć gromady otwarte M62 i M19 w pobliżu. Potem przeskoczyłem do konstelacji Orła, gdzie udało mi się wyłapać słynną ciemną Mgławicę E, czyli Barnard 142 i Barnard 143. Następnie był Veil wschodni bez filtrów, podwójna Albireo i kolejno M39, NGC 7086, NGC 7209. Nagle pole widzenia przecięła mi dość spora ciemna mgławica Barnard 168. Przyznam szczerze, że wolę ten obiekt w mniejszej lornetce. W 25x100 po prostu nie mieści się w polu widzenia. Nie mniej jednak mgławica ta jest bardzo dobrze widoczna, niczym ciemna wstęga na sporym kawałku nocnego nieba. Mgławica Kokon IC 5146 powiedziała pas - więcej w tym rejonie nie zobaczysz. Przeskoczyłem do kolejnych klasyków, trochę zapomnianych przeze mnie w tym sezonie. Mowa o konstelacji Herkulesa i M13, czy też M92. Dwie gromady kuliste stanowiące prosty cel dla każdego początkującego. W dużej lornecie Gromada Herkulesa M13 jest już pokaźnym obiektem, można dostrzec rozbicie gromady na krawędziach. Skoro o zapomnianych obiektach mowa, to przyszedł czas, aby odwiedzić jeszcze inne perełki. M51 - Galaktyka Wir widoczna jako pojaśnienie, przy której można było zauważyć także NGC 5195. M101 - Galaktyka Wiatraczek, rozległa plama, nie tak oczywista, mniej kontrastowa, ale rzucająca się od razu w oczy w tym rejonie nieba, nie sposób jej pomylić. M32 - Gromada Andromedy wypełniała w 25x100 spory obszar pola widzenia. Była bardzo jasna, wręcz świecąca. Szczerze to już nie pamiętam kiedy się jej przyglądałem przez dłuższy czas. W międzyczasie był jeszcze szereg obiektów w Strzelcu. Nie będę się już rozpisywał nad każdym z nich jak w poprzedniej relacji, jedyne co warto zaznaczyć to fakt, że przy M8, M20, M17 i M16 widoczna była mgławicowa mgiełka. O ile przy Mgławicy Laguna to nic niezwykłego, tak przy Mgławicy Orzeł konieczne są już naprawdę dobre warunki, żeby zobaczyć bez filtrów coś więcej niż kilka gwiazd. Tak właśnie było tej nocy. Obserwacje z APM 25x100 ED zakończyłem na obiektach położonych zdecydowanie bliżej i to w sensie dosłownym. Najpierw kometa C/2017 K2, a potem planety - Jowisz i Saturn. Przy pierwszej z nich ładnie widoczne księżyce galileuszowe Kallisto, Io, Europa i Ganimedes, natomiast przy drugiej poza pierścieniami można było dostrzec wyraźnie księżyce Tytan, Rhea i chyba nieco dalej Japetus. Nim się obejrzałem było po północy. Spojrzałem na Drogę Mleczną, która była wręcz poszarpana na różne obszary, w pewnych miejscach ciemniejsza, w innych jaśniejsza. Niektóre fragmenty były wręcz wyrwane od głównej wstęgi, inne poprzecinane wyraźnymi ciemnymi pasami. Widok niecodzienny. Tak kontrastowej letniej Drogi Mlecznej na Folwarku jeszcze nie widziałem, kto wie czy w ogóle kiedykolwiek i gdziekolwiek indziej. Spojrzałem nieuzbrojonym okiem w stronę Łabędzia i przy Deneb od razu rzucił mi się jasny fragment przecięty ciemniejszym małym paskiem. Nie dowierzając zacząłem podejrzewać, że być może to widoczna Mgławica Ameryka Północna. Chwilę później leżałem już oparty na aucie z lornetką APM 10x50 uzbrojoną w filtry Orion UltraBlock i delektowałem się w odpowiednim powiększeniu mgławicą Ameryka NGC 7000. Tak, była widoczna gołym okiem. Tak, w lornetce wyglądała jak wielka chmura, bardzo kontrastowa. Kształt Zatoki Meksykańskiej świetnie rzucał się w oczy, filtry robiły tutaj robotę wyciągając z nieba wszystko co najlepsze. Pelikan również majaczył. Chwilę później przeskok do Veila. Widoczny fragment wschodni, zachodni i Trójkąt Pickeringa. Tutaj bez niespodzianek, jakkolwiek dziwnie to zabrzmi - spodziewałem się właśnie takiego widoku. Wyzwaniem tej nocy był zupełnie inny obiekt. Malutka Mgławica Crescent, czy też Rożek NGC 6888. Najpierw spojrzenie na dokładne rozmieszczenie gwiazd w SkySafari i polowanie rozpoczęte. Już po chwili w oczy rzuciła mi się delikatna plamka, dość owalna, raczej nie półksiężyc w takiej skali. Zlewała się w jedną całość na tle kilku gwiazdek położonych obok siebie układających się w kształt rombu. Szczerze to sam się zdziwiłem, że ją ujrzałem. Zakładałem raczej, że to niemożliwe dla lornetki 10x50, jednak odpowiednie warunki i filtry wiele pomogły. Na zakończenie rzuciłem okiem jeszcze na Mgławicę Pacman oraz Serce i Dusza. Kolejny letni sezon tylko potwierdził, że obiekty te są w zasięgu dobrej niewielkiej lornetki z filtrami. Obserwacje w środku tygodnia okazały się nadzwyczaj owocne, szczególnie jeśli chodzi o walory estetyczne w postaci Drogi Mlecznej. Widok, który zapadł w pamięci na dobre i który stał się nowym odnośnikiem co do oceny jakości nieba. Po takiej sesji obserwacyjnej wymagania niebezpiecznie wzrastają, żeby nie powiedzieć - w mieście zanika chęć do wyciągania sprzętu. Z jednej strony to niebezpieczne, ale z drugiej motywujące. Nie ma lepszego bodźca, aby na obserwacje jeździć po prostu pod ciemne niebo. Wtedy to i nawet bez sprzętu będzie na co popatrzeć. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - ) ps. jeśli przeczytałeś wpis zostaw jakąś reakcję lub komentarz - to naprawdę motywuje do pisania kolejnych relacji ? Z góry dziękuję!
  7. 22.07.2022, Folwark Sulejewo Minęły zaledwie trzy dni od ostatnich obserwacji i znów odwiedziłem Folwark, gdzie potwierdziła się po raz kolejny zasada, że im gorsze prognozy tym lepsze warunki. Lipiec, ciepły bezchmurny wieczór, do tego piątek i to bez Księżyca. Burzliwa dyskusja kilka godzin wcześniej na "chat" o nadciągającym zachmurzeniu przerodziła się w ?trudne sprawy?, przez co kilka osób zrezygnowało z przyjazdu i finalnie na polu zjawiliśmy się tylko w trzy osoby - Michał, Thomas i ja. Efekt był taki, że mieliśmy chyba jedne z najlepszych warunków od kilku miesięcy. Kto nie był, może tylko żałować. Tym razem tak jak poprzednio rozstawiliśmy się w dolnej części pola, gdzie jest jeszcze więcej miejsca, a do tego o wiele ciemniej. Nie widać świateł pobliskich wiosek, dzięki czemu nad głowami jeszcze wyraźniej rozciąga się Droga Mleczna. Melodią tej nocy były rytmy z pobliskich Manieczek, gdzie ze słynnego (chyba tymczasowo reaktywowanego) klubu Ekwador mogliśmy usłyszeć znany okrzyk ?Jaaazdaaa!?. Nie powiem sam się zdziwiłem, gdyż był to debiut takich klimatów na Folwarku. W rytmie bitów czym prędzej rozstawiłem APM 25x100 ED i od razu wycelowałem w Strzelca, który tej nocy był dobrze widoczny gołym okiem. Gromada M22 wleciała idealnie w pole widzenia. Ogromna, rozbita na obrzeżach. Po takim rozpoczęciu już wiedziałem, że zapowiadają się dobre obserwacje. Przeskok do Mgławicy Laguna M8 i kolejne pozytywne zaskoczenie. Widoczny zarys mgławicy o sporych rozmiarach. Widok, o którym podczas ostatniej sesji mogłem tylko pomarzyć. Wyżej M20, potem M24, M18 i M17, czyli Mgławica Omega, czy też Swan, gdzie charakterystyczny ?łabędź? wybijał się z tła. Wyraźny kształt, widoczny na wprost. Wyżej Mgławica Orzeł M16. Tutaj ku mojemu zdziwieniu również widoczny delikatny zarys mgławicy w lornecie APM 25x100 ED. Zazwyczaj widać same gwiazdki bez otoczki, tym razem przejrzystość znakomita, dzięki czemu efekt gwarantowany. Następnie chwilowy powrót do M25 i przeskok do kilku słabizn - NGC 6604 i NGC 6625. Obiekty niewielkie, raczej potraktowane jako ciekawostka. Przyszedł czas na jaśniejsze obiekty w konstelacji Tarczy. Na start gromada M26, potem NGC 6712 i M11 Dzika Kaczka. Jak zawsze rozbita w delikatne malutkie składniki w APM 25x100 ED pod warunkiem, że mamy do dyspozycji ciemne niebo. Po klasykach razem z Michałem cofnęliśmy się do Strzelca w dolne regiony konstelacji. Najpierw M54 - widoczna bardzo delikatne, potem M70 - tutaj już o wiele gorzej, majaczące ?coś? na skraju możliwości jeśli chodzi o obserwacje. M69 niestety nie udało się zobaczyć. Była zdecydowanie za nisko i wszystko zlewało się z niebem. Lecimy do Wężownika i kolejno M107, M10, M12, a przy okazji wyłapujemy kometę. Dziś widoczna jako niewielka plamka, warunki zdecydowanie lepsze niż ostatnio. Potem jeszcze rajd przez IC 4665, urokliwą planetarkę NGC 6572 i moje dwie ulubione gromady otwarte w tym regionie nieba - NGC 6633 i IC 4756. Szybki przeskok do konstelacji Strzały, gdzie w centrum czekała już M71. Tej nocy prezentowała się wyraźnie, można było dostrzec pojedyncze maleńkie gwiazdki, niczym rozsypane ziarenka piasku. Wyżej rozległa Mgławica Hantle M27 w Lisku. Tradycyjnie w 25x100 widok jak z niewielkiego teleskopu. Ta mgławica planetarna jest jednym z piękniejszych obiektów tego typu dla dużych lornet. Spojrzenie na gwiazdozbiór Lutni i Mgławica Pierścień M57. Zawieszona malutka kulka z ciemniejszym środkiem pośród gwiazd. Widok jak zawsze urzekający. Wycelowałem jeszcze w Veila, a w zasadzie w jego wschodnią część. Już bez filtrów mgławica była widoczna dość wyraźnie, charakterystyczny kształt rozciągał się przez spory obszar pola widzenia. Przyszła pora na APM 10x50 ED z filtrami. O ile ostatnia sesja dała średnie rezultaty, tak tej nocy można było poczuć satysfakcję. Ameryka Północna w Łabędziu kipiała ciemniejszymi i jaśniejszymi obszarami. Widok, o jakim bez filtrów można zapomnieć. Veil wschodni bardzo dobrze widoczny, wyraźny, mgławica lekko poszarpana, a zaraz obok widoczne pojaśnienie będące Trójkątem Pickeringa. Niestety Veila zachodniego nie udało mi się zobaczyć. ?Miotła wiedźmy? musi poczekać na sierpniowe ciemniejsze noce. Obserwacje obserwacjami, ale nagle Thomas z bagażnika wyciągnął blachę sernika i tak oto mieliśmy pauzę operacyjną. Zajadając się słodkościami czekaliśmy nadal na chmury, które ?podobno? nadciągały z zachodu. Nic z tych rzeczy. W międzyczasie ustrzeliłem z telefonu Drogę Mleczną, padło kilka żartów i chyba przez przypadek wypłoszyliśmy jakiegoś dzika, który najwyraźniej chciał nam zawinąć kawałek ciasta domowej roboty. Po krótkim nocnym deserze wróciliśmy do obserwacji nieba, gdzie przywitał nas wschód Księżyca. Co to był za widok. Wznoszący się rogal pośród drzew dał nam wrażenie, jakbyśmy byli co najmniej na jakiejś sawannie w Afryce, brakowało tylko lamparta na drzewie. Widok w EDku 80 z nasadką bino po prostu wgniatał w ziemię. Thomas do końca sesji męczył jeszcze Jowisza i Saturna, które miały co pokazać. Atmosfera nawet nie drgnęła. Obraz stabilny, po prostu żyleta. Można było zachwycać się godzinami, taki seeing to jak wygrana w loterii. Na koniec przez dłuższy czas obserwowałem lornetką APM 10x50 ED, ale już bez filtrów. Skakałem po klasykach, ale jednocześnie urozmaiciłem sobie obserwacje, porównując te same obiekty w lornetce Nikon Action VII CF 10x50 (która jest w zasadzie tym samym co Nikon Aculon 10x50). Widok w APM był bardziej ?czysty?, kontrastowy. Dla przykładu w Chichotkach można było zauważyć więcej gwiazd, które nie dość, że były bardziej ostre, to po prostu miały wyraźną kolorystykę. Widok w Nikonie był tak jakby matowy, brakowało kontrastu, ostrości i ogólnej estetyki. Patrząc jednak na ceny obydwu lornetek nie ma się co dziwić - każda oferuje zupełnie inną jakość. Noc trwała w najlepsze, ale zmęczenie zaczynało wygrywać. Jedno oko odmawiało posłuszeństwa zamykając się samoistnie, co było wystarczającym znakiem, że trzeba kończyć. I tak oto zaliczyliśmy jedną z najcieplejszych wakacyjnych nocy w absolutnie rewelacyjnych warunkach na Folwarku. Wybiła godzina 3, czas spać. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - ) ps. jeśli przeczytałeś wpis zostaw jakąś reakcję lub komentarz - to naprawdę motywuje do pisania kolejnych relacji ?
  8. 19.07.2022, Folwark Sulejewo Sezon urlopowy w pełni, jedni na wakacjach, drudzy przed, a jeszcze inni - w tym ja - już po. Minął miesiąc od ostatnich obserwacji, także przyszedł czas by odkurzyć sprzęt. Białe noce odchodzą w niepamięć i nocne niebo staje się coraz ciemniejsze. Pomimo obiecujących prognoz, tego wieczoru przez cały czas wysoko tliły się cirrusy, które skutecznie ograniczały nam przejrzystość. Na polu pojawiłem się około godziny 23, gdzie czekał już Thomas, Michał i Amigo. Każdy z innym sprzętem, dzięki czemu znów można było oglądać te same obiekty w różnych konfiguracjach. Zaczęliśmy od komety C/2017 K2 zlokalizowanej w Wężowniku. Pomimo wielu prób nie udało mi się jej dostrzec w APM 25x100 ED. To tylko potwierdziło, że tej nocy mamy kiepskie warunki. Po tak nieudanym starcie przeskoczyłem do Strzelca zaliczając kolejno M22, M28, M8, M20, M24, M25, M18, M17, M16 i dalej M11 w Tarczy. Plejada znakomitych obiektów, lecz niestety tej nocy niezbyt urzekających. Potem wróciłem znów do Wężownika, by złapać kilka gromad, po czym przeskoczyłem na drugą stronę nieba do Kasjopei. Nie była to noc dedykowana pod słabe mgiełki, także przez dłuższą chwilę delektowałem się widokiem Gromady Podwójnej w Perseuszu, a potem Stock 2 zlokalizowanej zaraz obok. W międzyczasie przeleciała ISS, którą udało mi się śledzić w lornecie - tutaj widok był o wiele lepszy niż w 28x110, szkła ED spisały się lepiej. Można było zobaczyć charakterystyczny kształt stacji z panelami po bokach, aberracja była znikoma. Następnie przez dobrą godzinę przeglądałem dość sporo najróżniejszych jasnych klasyków, po czym sięgnąłem po lornetkę APM 10x50 ED. Swój debiut miały w końcu adaptery razem z filtrami Orion UltraBlock 2? montowane od strony obiektywów w APM 10x50 ED. Jeszcze rok temu używałem lornetki Delta Optical Extreme 10x50 ED, która ma wbudowane gwinty na filtry, ale od strony okularów co skutecznie zniechęcało do obserwacji. Po pierwsze ze względu na ?szuranie? rzęsami po filtrach, a po drugie ze względu na spore odblaski widoczne nawet na ciemnym polu, gdzie praktycznie nie ma żadnego światła. Teraz postawiłem na komfort. Po wkręceniu filtrów spojrzałem w stronę Łabędzia i na pierwszy rzut poszła Mgławica Ameryka Północna. Wycięta z tła bardzo dobrze, widoczny zarys zatoki, który zauważyłby nawet początkujący obserwator. Widok charakterystyczny, wyraźny. Potem był Veil wschodni, równie zauważalny, ale nie tego efektu oczekiwałem - czas poczekać na lepsze warunki. Na zakończenie spojrzałem jeszcze na Mgławicę Pacman NGC 281, która była także do dostrzeżenia bez problemów. Filtry dały radę, ale tak jak napisałem - trzeba poczekać na lepsze warunki, aby zobaczyć co potrafią. Dobrze pamiętam widoki z obserwacji rok wcześniej i do nich tej nocy było bardzo daleko. Nie minęło sporo czasu, a przywitał nas wschodzący Księżyc, którego podziwialiśmy w każdym ze sprzętów. Od Newtona 8?, poprzez EDka 80 z nasadką bino i kończąc na lornetce Levenhuk 15x70 od Michała, która również tej nocy miała swój debiut na Folwarku. Co ciekawe pozytywnie mnie zaskoczyła. Swoją budową mocno przypominała lornetkę SkyMaster PRO 15x70. Mostek wykonany był tutaj nie z plastiku, ale z aluminium. Muszle regulowane jak w Nikon EX 10x50, a wyczernienie w tubusach wykonane starannie przy użyciu pewnego materiału przypominającego welur. Finalny wniosek jest taki, że lornetka daje przyzwoite widoki jeśli chodzi o stosunek ceny do oferowanej jakości. Skoro pojawił się już Księżyc to rzuciliśmy się jeszcze na planety. Jowisz i Saturn prezentowały się przyzwoicie. Być może cirrus zapewnił nam jakiś filtr gasząc delikatnie ich blask, ale dając za to stabilność obrazu. Najpierw wycelowałem za pomocą APM 25x100 ED w Saturna, gdzie bardzo ładnie prezentowały się pierścienie wyraźnie odcięte od samej planety. Jowisz natomiast ukazał jeden z pasów, podczas gdy drugi delikatnie majaczył. Muszę przyznać, że widok był praktycznie taki sam jak w APM 28x110 (jeśli chodzi o powiększenie), którą miałem rok wcześniej. Szczegółowych detali raczej nie zobaczymy używając lornety, ale o standardy w postaci pierścieni, czy pasów bardzo łatwo. Tego dnia na widoku mieliśmy również Wielką Czerwoną Plamę, która w teleskopach była dość wyraźna i również cieszyła oko. Obserwacje zakończyliśmy dość szybko. Raz że środek tygodnia, a dwa że warunki na DSy były niestety dość kiepskie. Na plus debiut filtrów w APM 10x50 ED i planet w APM 25x100 ED. Kolejne cenne doświadczenie zdobyte. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  9. 21.06.2022, Folwark Sulejewo Noc Kupały, czyli najkrótsza noc w roku i kilku śmiałków pod sulejewskim niebem. Długo nikogo nie trzeba było namawiać. Pomimo dość jasnego nieba wakacyjne obserwacje mają swój klimat, którego na próżno szukać podczas innej pory roku. Zanim dojechałem na miejsce całą drogę towarzyszyły mi snujące się na północy obłoki srebrzyste. No dobra, zaskoczyła mnie jeszcze sarna, która leniwie spoglądała z pobocza, ale całe szczęście zrezygnowała z tej niebezpiecznej przeprawy. Na miejscu był już Thomas, który za swoją frekwencję powinien dawno dostać medal, a także Polaris, który podziwiał pokaz przelatujących Starlinków w okolicy konstelacji Orła. Chwilę później staliśmy już po drugiej stronie pola i wpatrywaliśmy się w obłoki srebrzyste, które w Orionie 2x54 ukazały swoją nietuzinkową strukturę. Samotne drzewa na krańcach horyzontu dodawały klimatu tworząc kadr, na którym jeszcze dwa lata temu podziwialiśmy kometę Neowise. Dziś to jednak to nie ona była atrakcją wieczoru. Tej nocy wypatrywaliśmy C/2017 K2 (Panstarrs), która przemierzała konstelację Wężownika. Zanim rozstawiliśmy sprzęt było już na tyle ciemno, że kometa stanowiła prosty cel do odszukania. Była bardzo dobrze widoczna zarówno w większym powiększeniu 10? Newtona, jak i szerszym polu lornety 25x100. Zlokalizowana obok gromada IC 4665 wypełniała kadr po lewej stronie, natomiast po prawej widoczna była jasna gwiazda Cebalrai. Sama kometa była raczej puszystą kulką, bez widocznego warkocza, czy też wyraźnego jądra. Bardziej przypominała typową gromadę kulistą widzianą w lornecie, no ale jednak widoczna bez konieczności zerkania, od razu na wprost. Dzięki swojemu położeniu tej nocy widok komety zostanie w pamięci już na lata, bo trzeba przyznać - towarzystwo z naszej perspektywy miała wyborowe. Po krótkim skakaniu po pobliskich gromadach typu NGC 6572, NGC 6633, czy też M107, M10 i M12 w okolicy przyszedł czas na wynurzającego się Strzelca. Był już dość wysoko, a horyzont w tym miejscu w nienajgorszej jakości. Na przywitanie zaliczyłem gromadę kulistą M28, a potem olbrzymią gromadę M22, która znakomicie pokazała swoją ziarnistość na obrzeżach, można by rzec że została poniekąd rozbita niczym bank przez APM 25x100 ED. Następnie były klasyki zaczynając od M8, czyli Mgławicy Laguna z widoczną mgiełką między gwiazdami. Widok, na który po zimowym Orionie czeka się z utęsknieniem. Jak dla mnie jest to najlepszy obiekt letniego nieba - znakomicie widoczny, o pokaźnych rozmiarach, z charakterystycznym kształtem, a do tego możliwy do zaobserwowania już w niewielkiej lornetce. Po Lagunie od razu przeskok do Trójlistnej Koniczyny M20, która również nie sprawiała problemów w lornecie, ale dopiero z filtrem UHC Astronomik w 8? u Polarisa był zauważalny jej charakterystyczny podział na ?płatki?. Pozostając przy ośmiu calach nie sposób zapomnieć o Mgławicy Omega M17, która w połączeniu z tym samym filtrem ukazała całą swoją strukturę - widok zapadający w pamięć. M17 i M16 w APM 25x100 również były bardzo dobrze widoczne, ale już w innej perspektywie i powiększeniu. Należy zaznaczyć, że Mgławica Orzeł to już widok bardziej przypominający gromadę otwartą niż mgławicę. Potem były jeszcze m. in. takie obiekty jak M18, M24, czy też M25. Wisienką na torcie była świetnie widoczna gromada otwarta Dzika Kaczka, czyli klasyk w postaci M11 w gwiazdozbiorze Tarczy. Po nocnym przeglądzie nieba z APM 25x100 ED postanowiłem jeszcze na koniec sesji usiąść wygodnie w turystycznym fotelu na środku pola. Trzymając w dłoniach lekkiego Oriona 2x54 skanowałem obszar za obszarem w Drodze Mlecznej. Tak się złożyło, że miałem ze sobą dwie sztuki 2? filtrów Orion UltraBlock i specjalne adaptery, dzięki którym mogłem je zamontować w tej niewielkiej lornetce. Po założeniu filtrów Mgławica Ameryka Północna od razu nabrała kontrastu pokazując swoje jaśniejsze i ciemniejsze obszary. Niestety Veila nie udało mi się dostrzec, może następnym razem. Widok z filtrami jest jednak dość ciemny i nieco ogranicza pole widzenia - ich użycie tutaj proponuję uznać za ciekawostkę - można, ale inwestycja typowo w tym celu raczej nie ma sensu. Dalsze obserwacje prowadziłem już bez filtrów. Dopiero wtedy widoki zaczęły być wręcz poetyckie. Największe wrażenie zrobiła na mnie chmura gwiazd w konstelacji Strzelca, czyli M24. Była widoczna dosłownie jako chmura, duża i wyraźna, niemożliwa do zobaczenia w takiej formie zarówno gołym okiem, jak i w jakimkolwiek innym sprzęcie. Do tego zawieszona obok Mgławica Laguna, widoczna jako jasne, oczywiste pojaśnienie. Teraz wyobraźcie sobie w jednym polu widzenia całą konstelację Strzelca z jasnymi gwiazdami na wyciągnięcie ręki, do tego dużą M24 zaraz powyżej, a na około niewielkie pojaśnienia od M8 po M16. Jeśli dodamy do tego jeszcze widok horyzontu z odcinającą ścianą lasu mamy gotowy przepis na pejzaż. Takie widoku zapewnia właśnie Orion 2x54 pod ciemnym niebem. Nim się obejrzałem była już prawie godzina druga w nocy i zaczęła się środa. Najkrótsza noc w roku pokazała, że może być jedną z lepszych. Pomimo dość niskiej temperatury jak na czerwiec obserwacje minęły w pożądanym klimacie. Starlinki, obłoki srebrzyste, kometa, mgławice w Strzelcu, a na zakończenie wschodzący Saturn. Do tego wszechobecne dźwięki natury letniej nocy? O tak! Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  10. 02.06.2022, Mosina Idealna bezchmurna wakacyjna noc. Do tego bez spuchniętego Księżyca. Szkoda tylko, że akurat w czwartek przez co ilość chętnych na wycieczkę na pobliski Folwark spadła do zera. Nie pozostało mi nic innego jak rozpakować auto i rozstawić się pod domem. Na zachodnim niebie czekał już opadający nad horyzontem księżycowy sierp, który zmierzał powoli do okolic pierwszej kwadry. Widok w lornecie 25x100 był bajeczny. Linia terminatora przebiegała przez zachodnią krawędź Morza Przesileń nadając widokowi niesamowity trójwymiar. Nieco wyżej bogato ozdobiony cieniami krater Cleomedes ukazał swoją ciekawą strukturę, a jeszcze dalej okolicę zdobiły dwa kratery: Burckhardt i Geminus. Księżyc w lornecie to pokaz przestrzenności. To nie studiowanie poszczególnych formacji, a widok z perspektywą na całość. Jeśli dodamy do tego przelatującą od czasu do czasu niewielką chmurkę muskającą naszego satelitę to mamy gwarantowany spektakl emocji, któremu dać upust może nieplanowane ?o ja pier#*&@!?. Tak było i w tym przypadku : - ) (widok Księżyca przez lornetkę APM 25x100 ED - zdjęcie zrobione telefonem przez przyłożenie do okularu lornetki) Kiedy nasyciłem się już widokiem Księżyca skierowałem lornetę na drugą stronę nieba. Wędrowałem od klasyka do klasyka, ale najdłużej penetrowałem okolice Skorpiona. Podczas tych obserwacji zwycięzcą okazała się gwiazda potrójna Ro Ophiuchi, która tak naprawdę znajduje się jeszcze w granicach konstelacji Wężownika. Widok w lornecie znakomity, bardzo dobrze widoczne trzy składniki, rozdzielone w sposób oczywisty. Warunki miejskie pozwoliły mi tylko pomarzyć o dostrzeżeniu znajdującej się tutaj Mgławicy Ro Ophiuchi. Wisienką na torcie był debiut nowego nabytku jakim jest lornetka Orion 2x54. Nad tego typu wynalazkiem zastanawiałem się dość długo. Do finalnej decyzji zmotywował mnie wątek na forum i sporo pozytywnych opinii na Cloudy Nights. Orion w końcu ujrzał nocne niebo i pozwolił mi skanować konstelację za konstelacją. Jeśli macie do dyspozycji nieprzeciętne niebo to powiem jedno - warto. Naprawdę warto mieć pod ręką taki instrument optyczny, bo ilość gwiazd w tak szerokim polu robi wrażenie. Większość niewielkich konstelacji mieści się z zapasem w polu widzenia. Spoglądałem na Lutnię, która wraz z Wegą i innymi gwiazdami niedostrzegalnymi gołym okiem po prostu iskrzyła, był też Łabędź z bogatymi fragmentami Drogi Mlecznej, lecz największe wrażenie zrobił na mnie gwiazdozbiór Skorpiona. Jego widoczny fragment pod względem wielkości idealnie wpasował się w pole widzenia. To tylko i aż powiększenie 2x. Niewiele i tak wiele, by móc na nowo i w zupełnie inny sposób obserwować nocne niebo. Rzecz jasna Orion 2x54 nie pokaże subtelnych DSów, czy też nie rozdzieli gwiazd podwójnych. Pokaże za to konstelacje w szerokim ujęciu pełnym niezliczonych gwiazd o jakim lornetka typu 7-10x może tylko pomarzyć. Oriona zdążyłem już uzbroić w adaptery i filtry by podziwiać Amerykę z Pelikanem, ale na takie widoki muszę jeszcze chwilę poczekać, aż znów uda się dotrzeć na pobliski Folwark. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  11. 27.05.2022, Folwark Sulejewo Im gorsze prognozy tym więcej osób - tak było i tym razem na Folwarku. Do Sulejewa przyjechałem tym razem jako ostatni, a nagrodą za spóźnienie było przywitanie przez sporą liczbę chmur. Te jednak dość szybko przemijały oferując w przerwach nieskazitelne czyste niebo, o którym marzymy prawie codziennie podczas jesiennych deszczowych wieczorów. Tym razem na obserwacje zabrałem wyłącznie lornetkę APM 10x50 ED. Postawiłem na szybki przegląd nieba z ręki co pozwoliło mi na spontaniczne spoglądanie bez planu. Zacząłem od Lutni, gdzie Wega wraz z Double Double wypełniały znakomicie pole widzenia. Zerkaniem było widać także maleńką kropkę w postaci M57, ale z pierścionkiem nie miała ona nic wspólnego. W międzyczasie zerknąłem na ten sam obiekt u Polarisa w jego 8 calowym Newtonie na Dobsonie. Mieliśmy okazję porównać M57 z wykorzystaniem filtra Orion UltraBlock i Astronomik UHC. W tym drugim kontrast był nieco lepszy i mgławica wyglądała po prostu lepiej. Potem spojrzałem jeszcze w teleskopie na Crescent, czyli Mgławicę Rożek (NGC 6888), która dawała obraz pewnego rogalika zawieszonego między gwiazdkami. Widok równie ciekawy, jednak dla małej lornetki niedostępny. Czas wrócić do 10x50. Spojrzałem w stronę Kasjopei, aby namierzyć Gromadę Podwójną w Perseuszu, ale o tej porze roku wygląda ona dość mizernie. Niebo w tej części było zbyt jasne. Za to Galaktyka Bodego (M81) i Cygaro (M82) prezentowały się już całkiem przyzwoicie. Również w kątowej lornecie 100mm, którą przywiózł ze sobą Piotr. Po chwili zauważyłem, że chmury odsłoniły konstelację Skorpiona. Szybko przeskoczyłem w okolice gwiazdy Antares, gdzie bez problemu widoczna była gromada kulista M4 będąca dość sporym powierzchniowo pojaśnieniem, a nieco wyżej M80, która pomimo tego, że jest mniejsza i ciemniejsza to była lepiej widoczna. Potem kolejno padały obiekty takie jak M13 w Herkulesie, M3 w Psach Gończych nieopodal Wolarza, czy też M5 w konstelacji Węża. Trzy bardzo jasne gromady kuliste, które bez problemu pokaże zwykła lornetka 10x50. Widoczne są jako puchate śnieżne kulki, które trudno pominąć. Klasyki, które otwierają drogę do odkrywania kolejnych skarbów nocnego nieba dla każdej początkującej osoby. W Wężowniku zatrzymałem się nieco dłużej. Najpierw była M107, potem M10 i M12. Natomiast w górnej części konstelacji pięknie prezentowała się IC 4665. Jednak najlepszym lornetkowym obiektem w tym rejonie są dwie gromady otwarte - NGC 6633 oraz IC 4756, które mieszczą się w jednym polu widzenia zapewniając niezapomniany widok. Później była też M70 w Strzale i M27 czyli Mgławica Hantle w Lisku, która w 10x50 wyglądała jak specyficzna owalna kulka. Na koniec Polaris pokazał mi swoich 8 calach galaktykę Wieloryb, czyli NGC 4631 razem z NGC 4656. Nieco zmęczony zapamiętałem tylko nazwę Wieloryb, po czym zacząłem szukać na próżno tej konstelacji w SkySafari. Coś jednak mi nie grało, po czym przypomniałem sobie, że przecież Wieloryb jest widoczny dopiero w lipcu, a rok wcześniej polowaliśmy w tym rejonie nawet razem na podwójne podczas pełni. Po powrocie do domu olśniło mnie, że nie chodził mi po głowie żaden Wieloryb, a jedynie Delfin. W każdym razie też ssak, więc było blisko. Tej nocy nie mogłem sobie pozwolić na dłuższe obserwacje i pierwszy wróciłem do domu. Pomimo dość krótkiej sesji przekonałem się po raz kolejny, że dziury między chmurami zapewniają często lepszą przejrzystość niż niejedne bezchmurne noce. Tym bardziej, gdy do pary dodamy dość silny wiatr. Okolice Łabędzia i Lutni aż kipiały niezliczoną ilością gwiazd. To widok dla którego warto zaryzykować wyjazd, nawet gdy prognozy są bardzo niepewne. Kto był na miejscu, na pewno nie żałuje. Do tego w naszym lokalnym gronie powitaliśmy nową osobę, która mam nadzieję zostanie z nami na dłużej. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  12. 22.05.2022, Folwark Sulejewo Wilgoć i chłód. Tak przywitało mnie pole w Sulejewie. Przypominało również, że mimo wszystko zbliża się lato. Niebo o godz. 22 było jeszcze na tyle jasne, że musieliśmy sporo odczekać, by zacząć jakiekolwiek obserwacje. W tym czasie spacerowałem po okolicy robiąc od czasu do czasu zdjęcia i czekając aż zapadnie prawdziwa noc, czy też może już wyłącznie biała noc. Obserwacje zacząłem w momencie, gdy Wężownik znajdował się już dość wysoko na niebie. Na sesję zabrałem wyłącznie APM 25x100 ED, którą wycelowałem na start w IC 4665 - przepiękną i rozległą gromadę otwartą w górnej części konstelacji. Następnie mijając malutką mgławicę planetarną NGC 6572 powędrowałem do NGC 6633, czyli kolejnej ciekawej gromady otwartej, która od zawsze przypominała mi swoim wyglądem meandrującą rzekę. Co ciekawe w literaturze zachodniej nazywana jest ona razem z pobliską IC 4756 jako Tweedledum and Tweedledee (dla niewtajemniczonych są to postacie fikcyjne m. in. z Alicji w Krainie Czarów), jednak dla mnie to skojarzenie jest zupełnie niezrozumiałe. Jako ciekawostkę dodam, że co niektórzy na NGC 6572 mówią jeszcze Captain Hook Cluster. Wracając do widoków - muszę przyznać, że są to obiekty bardzo zjawiskowe, znakomicie widoczne i warto na nie spojrzeć przez każdą lornetkę. Z każdą minutą na niebie Skorpion wznosił się wyżej i wyżej, więc zapolowałem na gromadę kulistą M4, która była widoczna, lecz bez rewelacji. Pojawiła się raczej jako delikatne pojaśnienie wraz z Antaresem w jednym polu widzenia. W pobliżu była jeszcze gromada kulista M80, która z racji tego że jest położona wyżej nad horyzontem zaczęła pokazywać swoją ziarnistość przy krawędzi. Górne części konstelacji Skorpiona to istne bogactwo ciekawych gwiazd. Na początek wystarczy spojrzeć na wysoko zlokalizowaną gwiazdę ? Sco, czyli Acrab. Przepiękna gwiazda podwójna, która w lornecie 25x100 jest do rozdzielenia bez najmniejszego problemu. Zaraz obok mamy ?1 i ?2 Scorpii, które można dostrzec pod dobrym niebem już gołym okiem, a na lewo widoczna jest jeszcze gwiazda Jabbah, która w istocie jest gwiazdą wielokrotną. I te wszystkie wymienione obiekty ujrzymy w jednym polu widzenia lornetki. Czy może być lepszy widok podczas majowych nocy? Warto jeszcze na chwilę wrócić do ostatniej gwiazdy (Jabbah, ? Sco), która w istocie składa się aż z 7 składników, z czego 4 z nich są widoczne w teleskopie, a w niewielkiej lornetce dostrzeżemy 2 gwiazdy - jaśniejsza tworzy w rzeczywistości układ poczwórny, a słabsza układ potrójny. Wszystkie one związane są ze sobą grawitacyjnie. Takie zestawienie robi wrażenie, tym bardziej że wizualnie widok jest naprawdę zjawiskowy. Po Skorpionie powróciłem jeszcze do Wężownika, aby zobaczyć M107, M10 i M12 - trzy dobrze widoczne gromady kuliste, a następnie zainspirowany pewnym wątkiem na forum za cel obrałem sobie porównanie wizualne gromad M5 w Wężu i M13 w Herkulesie. Dane podają, że pierwsza z nich posiada jasność 5,65 mag przy rozmiarze 23 minut kątowych, natomiast druga to odpowiednio 5,78 mag i 20 minut kątowych. Jak to ma się w praktyce podczas obserwacji lornetką? Otóż to Gromada Herkulesa jest zdecydowanie jaśniejsza i sprawia wrażenie większej. Chociaż dane nie kłamią to zapisane w pamięci spostrzeżenia tylko się potwierdziły. Na taki odbiór znaczenie ma też zapewne położenie obiektów, a to Herkules znajduje się o tej porze blisko zenitu. Sesję zakończyłem wędrując bez celu po niebie od Łabędzia po Pannę, po czym obiektywy lornetki zaczęły mocno parować. Wilgoć znów dała o sobie znać i tym razem wygrała, choć może to i dobrze, gdyż zarywanie nocy w niedzielny wieczór to nic dobrego, szczególnie gdy następnego dnia trzeba rano wcześnie wstać. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  13. 18.05.2022, Mosina Wiosenne obserwacje przeminęły bez żadnej relacji. Sytuacja sprawiła, że nieustannie brakowało chęci do pisania i pomimo kilku prób okazywało się, że wypalenie było silniejsze. Tymczasem nadszedł maj i ostatnie prognozy po pełni Księżyca wydawały się obiecujące. Spakowany sprzęt już czekał, aby udać się pod wiejskie niebo na Folwark, jednak ostatecznie wszyscy zainteresowani zrezygnowali z wyjazdu i pozostało mi delektować się podmiejskim niebem na miejscu. Uszykowałem lornetę APM 25x100 ED na montażu i wycelowałem w Lutnię. Już po kilku sekundach wiedziałem, że będą to dobre obserwacje. Przejrzystość była znakomita, a warunki lepsze niż mogłem się spodziewać w takiej lokalizacji. Można było tylko pomarzyć co oferowało tej nocy niebo w pobliskim Sulejewie. Było już po godzinie 22. Szybko zamocowałem do okularów dodatkowe odcinające boczne światło muszle oczne Bino Bandit i zacząłem surfowanie po niebie. Na początek Wega i mieszczący się w jednym polu widzenia Double Double. Epsilony w Lutni od czasu do czasu majaczyły ukazując swoje 4 składniki, jednak ich rozdzielenie było na granicy percepcji i lepiej widoczne przy Epsilon-1. Chwilę później byłem już przy gromadzie Stephenson 1 znanej też jako Gromada Delty Lutni. Jej kolory były wyraźne i nasycone. Główny składnik błyszczał w pomarańczowym odcieniu nadając estetyki dla całego obrazka. Obiekt ten nabiera charakteru dopiero w szerszej perspektywie i lornetka jest tu znakomitym instrumentem. Pozostając w Lutni nadszedł czas na M57. Ten niewielki obiekt prezentował się niczym zawieszony w przestrzeni pomiędzy gwiazdami pierścionek, na który spoglądając zerkaniem można było dostrzec przyciemnienie w centralnej części. Tło jak zwykle bogate w niezliczone gwiazdy stanowiące idealne otoczenie. W międzyczasie zawędrowałem jeszcze do gromady kulistej M56, będącej słabym pojaśnieniem. Następnie przyszła pora na przywitanie z gwiazdozbiorem Łabędzia, gdzie skanowałem obszar za obszarem przed dłuższy czas. Była przepiękna gwiazda podwójna Albireo, charakterystyczna gromada M29, czy też dobrze znane Omikron i Omega Cygni. Zerkaniem udało się także wypatrzeć wschodnią część mgławicy Veil, ale był to widok raczej mało spektakularny na granicy jakiejkolwiek widoczności. Odwiedziłem też gromadę M39, po czym skierowałem lornetę bliżej zenitu. Herkules to oczywiście M13 i M92. Obydwie widoczne bardzo dobrze, przy czym pierwsza z nich na obrzeżach miała już zauważalną ziarnistość. Im dłuższe było wpatrywanie i zerkanie tym pojedynczych gwiazd pojawiało się więcej. Nim się obejrzałem była już prawie północ, dwie godziny obserwacji zleciały bardzo szybko. Na zakończenie tej sesji zawędrowałem jeszcze w okolice wschodzącego Orła, a następnie odbiłem do konstelacji Strzały, aby popatrzeć na M71 i M27 - świetnie widocznej Mgławicy Hantle w Lisku, która w lornecie 25x100 prezentowała się jak w niewielkim teleskopie. Powoli zbliżał się czas, aby kończyć obserwacje. Świadomie nie nawigowałem po innych obszarach nieba - na lokalnej miejscówce to właśnie te rejony mam najlepiej widoczne. Z drugiej strony nie miałem nawet chęci na nietuzinkowe obiekty. Spoglądałem po prostu na klasyki, które przypomniały mi jak piękne i na wyciągniecie ręki jest bezkresne nocne niebo nad naszymi głowami. Dzięki temu znów zapaliła się we mnie wewnętrzna iskra, która dała solidnego kopa i motywację, aby korzystać z bezchmurnego nieba tak często jak to tylko możliwe. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - ) ps. zdjęcia pochodzą z marcowej sesji obserwacyjnej do której nie powstała relacja, a szkoda by przepadły ?
  14. 23.02.2022, Folwark Sulejewo Początek roku to totalna rotacja sprzętowa. Najpierw do rąk wpadła po raz kolejny lorneta APM 28x110, która tym razem została zakupiona na giełdzie niemieckiej. Egzemplarz wyjątkowo udany, bez jakichkolwiek wad, do tego idealna kolimacja. Lornetą cieszyłem się dość krótko, gdyż w międzyczasie pojawiła się na giełdzie APM 25x100 ED, o której zawsze myślałem. I tak chwilę później pod młotek powędrował cały mój posiadany sprzęt, czyli DO Extreme 15x70 ED, DO Extreme 10x50 ED z filtrami OrionUltraBlock 1,25?, APM 28x110 i statyw Slik Pro 700 DX z głowicą Benro S6. W zamian pojawiła się lorneta APM 25x100 ED, a żeby było śmieszniej dołączyła do niej APM 10x50 ED, którą udało mi się kupić na giełdzie dwa dni później. Jeśli chodzi o montaż to wybór padł na statyw Manfrotto 475b z głowicą Manfrotto 502 ah. Niestety musiało minąć trochę czasu zanim udało mi się dotrzeć pod wiejskie niebo i przetestować nowe nabytki. W końcu nastała korzystna aura i tak oto zjawiłem się na lokalnym podpoznańskim folwarku. Obserwacje opierały się w zasadzie tylko na klasykach w 25x100 ED, obcowaniu z nowym polem widzenia i odkrywaniu obiektów w innym, nieznanym dotąd powiększeniu. Do tego miałem dobrze zapisane w pamięci widoki z 28x110, więc był ciekawy punkt odniesienia. Pierwsze co urzeka w lornecie APM 25x100 ED to czystość estetyczna obrazu. Jest on bardzo kontrastowy i czuć tutaj różnicę względem APM 28x110. Pierwsze światło w stronę M42 w Orionie wywołało wewnętrzne ?wow?. Jeśli chodzi o widoki gwiazd to myślę, że zarówno 25x jak i 28x pokazują je na takim samym poziomie jeśli chodzi o punktowość, czy też ogólnie opisywaną ?ostrość?. Kolory są jednak nieco bardziej nasycone w wersji 25x ED. Czy jednak różnica między 25x a 28x w powiększeniu jest zauważalna? Patrząc na liczby to niby niewiele, ale w praktyce to dość sporo. Wystarczy spojrzeć na Plejady. W przypadku 25x mieszczą się one całe w polu widzenia, jest to nadal lornetkowy widok. Spoglądając na nie przez 28x nie widzimy już charakterystycznego kształtu, doświadczamy widoku bardziej teleskopowego, w którym M45 po prostu nie mieści się cała w polu widzenia. Można śmiało napisać, że lorneta 28x110 to widoki zbliżone do niewielkiego teleskopu, podczas gdy 25x100 zapewnia wciąż lornetkową perspektywę. Różnica jest też wyraźna w obserwacji planet i tutaj na korzyść będzie 28x, która pozwoli wyłuskać już więcej detalu i struktury na tarczy planety. Podobnie jeśli chodzi o Księżyc - to w 28x zobaczymy nieco więcej szczegółów, jednak kosztem aberracji chromatycznej, która na krawędziach będzie już zauważalna. Jako ciekawostkę dodam, że jakiś czas wcześniej udało mi się śledzić w APM 28x110 przelatującą ISS - powiększenie było już fajne, niestety jasność stacji spowodowała, że widziałem wyłącznie przelatujący fioletowy placek. Do tego typu obiektów zdecydowanie lepiej sięgnąć po lornetę ED. Gabarytowo lorneta APM 25x100 ED jest wciąż zgrabna i poręczna, czyli po prostu mobilna na zasadzie ?grab & go?. Bardzo łatwo i szybko zamontujemy ją na statywie. Co innego APM 28x110 - to już mały potwór i przez zdecydowanie większe tubusy jej rozmiar robi wrażenie. Co prawda daleko jej do słynnej TS Marine 28x110, ale to wciąż duża lorneta. Co ciekawe wagowo wersja 25x100 ED waży podobnie co jej większa koleżanka APM 28x110. Wersja 25x100 bez ED jest zdecydowanie lżejsza. Kilka słów o montażu. Manfrotto 475b to już pewien luksus. Po pierwsze - wysokość. Blisko 190 cm po rozłożeniu pozwala na stojąco obserwować obiekty na dowolnej wysokości. Po drugie - korba. W końcu nie trzeba ręcznie podnosić, czy też obniżać kolumny centralnej, aby zmienić wysokość położenia lornety. O ile z małym gabarytem typu 10x50 sprawa jest bezproblemowa, tak z wagą 25x100 robi się mała siłownia. Dopełnieniem zestawu jest głowica Manfrotto 502 ah - żadnych luzów, drgań, czy też przeciążenia. Lorneta leży pewnie i stabilnie, operuje się płynnie w dowolnym kierunku, co stanowi niezastąpiony komfort podczas obserwacji. Wracając do obserwacji - jak już wspominałem podczas tej sesji obracałem się głównie po klasykach sprawdzając możliwości sprzętu. Plejady, gromady w Woźnicy, skarby Oriona, gromady w Perseuszu, czy też Kasjopei - to tylko niektóre obszary, po których dane mi było wędrować. Na poszczególne opisy obiektów przyjdzie jeszcze pora. Tym razem po prostu nabywałem wprawy w manewrowaniu i sprawnym celowaniu w obiekty. Tej nocy utwierdziłem się w przekonaniu, że wymiana lornetek Delty Optical Extreme ED na APM ED to był dobry krok na przód. W zasadzie lorneta APM 25x100 ED to już wisienka na torcie i ?chyba? na chwilę obecną w pewien sposób sprzęt docelowy jeśli chodzi o lornety proste. Bo co jak co, ale lepszej jakościowo 25x100 na rynku chyba już nie ma? Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  15. 07.01.2022, Folwark Sulejewo Minęło dokładnie 3 miesiące odkąd po raz ostatni byłem pod ciemnym niebem w Sulejewie. Jesień nie była łaskawa - ciągle chmury, chmury i jeszcze raz chmury. Nadzieja jednak umiera ostatnia i tak oto zjawiliśmy się z kilkoma osobami w czwartkowy wieczór na naszym niezastąpionym polu w towarzystwie zimowych konstelacji. Warto było czekać na takie warunki. Niewielki mróz, delikatny powiew wiatru i przejrzystość po sam horyzont ukazująca kilka gwiazd rzadko spotykanych konstelacji. Na tą noc miałem kilka celów, głównie mgławicowych. Na pierwszy rzut Mgławica Płomień. Skierowałem 15x70 w stronę Pasa Oriona, potem bliżej Alnitak i bach, jest. NGC 2024 widoczna z delikatnym ciemnym przecięciem zaraz na godzinie 10, blisko przy gwieździe. Szybko poszło, pomyślałem. Będąc w tej okolicy zaliczyłem jeszcze M78, która była wyraźną, lecz niewielką puchową poświatą. Chwilę potem wędrowałem już w okolicy Syriusza odwiedzając klasyki takie jak M50, czy też M41, która oferowała jak zawsze pełen kosz wysypujących się gwiazd. Pozostając w konstelacji Wielkiego Psa zjechałem do gwiazdy Wezen, aby potem odbić do NGC 2354 i następnie wyżej do nietuzinkowej pary gwiazd zwanej Zimowe Albireo. Nazwa trafna, gdyż ten układ podwójny bardzo przypomina letnie Albireo z Łabędzia. 145 CMa to obrazek bardzo plastyczny dla oka, także jeśli dysponujecie lornetką 15x70 i większą warto tutaj zajrzeć podczas zimowych obserwacji. Jeszcze niżej odwiedziłem gromady CR 132 i CR 140, a potem odbiłem do Rufy, aby odnotować M93. Niewielka gromada otwarta, która w jednym polu razem z wierzchołkiem konstelacji stanowi bardzo ciekawy kadr. Czas na Plejady. Niestety, tej nocy M45 nadal bez widocznej Mgławicy Merope. Skoro w takich warunkach i na takiej wysokości nie sposób jej dostrzec w 15x70 to chyba jej widoczność zależy jeszcze od innych czynników zwanych po prostu szczęściem. Może następnym razem. Przy okazji odwiedziłem gromady w Woźnicy, a także M33 i M31. Sezon na dobrą widoczność tej ostatniej mamy już za sobą. Pora na lornetkę 10x50 uzbrojoną w filtry Orion UltraBlock. Cel numer jeden - Mgławica Głowa Małpy. No to Orion, Betelgeza, potem wyżej i wyżej aż mgławica sama wpada w pole widzenia. NGC 2174 była bardzo dobrze widoczna, wewnątrz zauważalna na pewno jedna jasna gwiazda. Od razu dodam, że jest ona również do zobaczenia w 10x50 bez filtrów, co potwierdziłem jeszcze tej samej nocy. Przyszła pora na obiekt, który w zeszłym sezonie pozostawał dla mnie nieuchwytny. Mgławica Kalifornia, czyli NGC 1499. Konstelacja Perseusza zlokalizowana była tej nocy dość wysoko, także obserwacje z wykorzystaniem statywu odpadały. Nie pozostało nic innego jak spojrzeć w górę z lornetką w dłoniach i powędrować wśród konkretnych gwiazd, aby po chwili ujrzeć delikatną smugę ciągnącą się przez spory obszar pola widzenia nad gwiazdą Menkib. Kalifornia była dość dobrze widoczna jako subtelne pojaśnienie, podłużny owal wybijający się z tła, z jednej strony zdecydowanie szerszy. Spojrzenie na atlas nieba potwierdziło to co widziałem, rozłożenie gwiazd i mgławicy się zgadzało. W mojej ocenie NGC 1499 była widoczna tej nocy przede wszystkim dzięki swojemu położeniu blisko zenitu, a także za sprawą wyjątkowo dobrych warunków na niebie. Te dwa elementy w połączeniu z dobrą lornetką o sporym polu widzenia i filtrami dały owocne rezultaty. Kolejny obiekt to Mgławica Rozeta w gwiazdozbiorze Jednorożca, która była w zasadzie formalnością. NGC 2237 w polu widzenia lornetki 10x50 aż puchła. Znakomicie widoczna, wyraźna, wręcz jasna chmura. Bez filtrów w takim wydaniu niestety niemożliwa do zobaczenia. Dostrzeżemy wtedy głównie gromadę znajdującą się wewnątrz, czyli NGC 2244 i lekką poświatę mgławicy. Będąc w tych rejonach postanowiłem zapolować jeszcze na Mgławicę Mewa. IC 2177 to dość trudny obiekt, do tego nisko położony. Jednak prosty do zlokalizowania ze względu na bliskość Syriusza. Penetrując ten obszar od razu zauważyłem spore pojaśnienie będące tzw. głową Mewy, a nieco niżej delikatną smugę na granicy percepcji - podłużny obszar był raz lepiej, raz gorzej widoczny, jakby poprzecinany ciemniejszymi obszarami. Co mnie zaskoczyło to wielkość całej mgławicy - zajmowała dość duży fragment pola widzenia. Na zakończenie sesji padło jeszcze sporo klasyków w 10x50. M42 po prostu świeciła, M35 była wypełniona niezliczoną ilością gwiazd, Hiady błyszczały niczym diamenty, a pobliskie NGC 1647 i NGC 1746 nie stanowiły najmniejszego problemu dla lornetki. Również M1, czyli Mgławica Krab dawała o sobie znać jako maleńka kulka wyłaniająca się wśród gwiazd. Wisienką na torcie była konstelacja Raka z gromadą otwartą M44 zwaną Żłobek, czy też Ul. Otoczona przez trzy charakterystycznie ułożone gwiazdy w trójkąt pozwalała cieszyć oko przez dłuższy czas. Noc jakich mało. Poprzeczka postawiona naprawdę wysoko. Nie wiem, czy jeszcze tej zimy ujrzę tak dobre nocne niebo, ale jeśli tylko nadarzy się okazja - znów zagoszczę na Folwarku. W końcu kto nie chciałby po raz drugi zobaczyć Mgławicy Kalifornia? Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  16. 03.12.2021, Mosina Jesień to ciężki czas dla miłośników obserwacji astronomicznych. Permanentne zachmurzenie potrafi mocno zniechęcić, tym bardziej jeśli na horyzoncie brak jakiegokolwiek światełka w tunelu. Tak było przez większość października i w zasadzie cały listopad. Im bliżej grudnia tym na około coraz głośniej było o komecie C/2021 A1, zwanej Leonard. Nad ranem 3 grudnia kometa miała znajdować się w jednym polu widzenia z gromadą kulistą M3, co stanowiło nie lada gratkę dla wszystkich zainteresowanych. Kadr ten był bardzo kuszący gdyby nie dwie istotne kwestie: pogoda i godzina obserwacji. Ku mojemu zdziwieniu już kilka dni wcześniej prognozy dawały nadzieję na niewielkie przejaśnienia 3 grudnia nad ranem, ale ostatecznie było jakieś 50% szans na dobre warunki. Nie pozostawało nic innego jak nastawić budzik na godzinę 3:00 i sprawdzić co się dzieje na niebie. Niestety, gdy się przebudziłem niebo było pokryte po horyzont gęstą warstwą chmur. Kolejna szansa za godzinę? i w zasadzie już nie usłyszałem budzika, tylko sam się ocknąłem kwadrans po 4. Jakaś siła wyższa wiedziała co robi wybudzając mnie leniwie ze snu, niebo było czyste z każdej stron. 10 minut później stałem już z lornetką przy polu i podziwiałem skarby nocnego nieba? Przywitał mnie zjawiskowy bolid, który sunął w dół z okolic gwiazdozbioru Lwa praktycznie po sam horyzont. Do tego przyjemne -5, lekki powiem arktycznego powietrza i ta jedna myśl: udało się, warto było się poświęcić. Niebo było obłędne, krystalicznie czyste, gwiazdy iskrzyły jak opętane, żadnej chmury aż po horyzont. Tylko rozłożenie konstelacji jakieś nietypowe, bardziej wiosenne niż zimowe, gdyż zobaczyć Wolarza w grudniu to już prawdziwe poświęcenie. Pierwsze spojrzenie lornetką 10x50. Wycelowałem w Arktura i powędrowałem wyżej. M3 bez problemu wskoczyła w pole widzenia, a wraz z nią kometa, która prawie zlała się w jedną całość z gromadą kulistą. Muszę szczerze przyznać, że widok w 10x50 nie był spektakularny, kometa była w zasadzie delikatnym pojaśnieniem bez szans na zobaczenie warkocza. Wizualnie była też mniejsza niż sama gromada, więc o obserwacjach nieuzbrojonym okiem można było zapomnieć. Co innego w 15x70, tutaj Leonard nabrał już charakteru, a zerkaniem udało się wydobyć cieniutki ułożony w pion warkocz. Kometa była wyraźnie oddzielona od gromady, ale jej jasność nadal była niewielka. Co ciekawe w ciągu niecałej godziny można było zauważyć jej delikatne przesunięcie względem M3, a cały ten widok w wyjątkowym klimacie. Cisza, spokój i osobiste obcowanie z szeptami kosmosu. Poza kometą spojrzałem jeszcze na triplet Lwa, gdzie udało się zobaczyć M65, M66 oraz NGC 3628. Potem cofnąłem się na chwilę do M53, a przy okazji spojrzałem na rozległą Melotte 111 w gwiazdozbiorze Warkocza Bereniki. Jednak to nie te obiekty wywołały uśmiech od ucha do ucha. Po drugiej stronie nieba czaił się Orion, którego przywitałem po raz pierwszy w tym sezonie. Charakterystyczne pociemnienie przy mgławicy M42 potwierdziło bardzo dobre warunki tej nocy. Podziwiając Trójkąt zimowy spojrzałem na Syriusza, a nad nim na przepiękną gromadę M50. Potem były jeszcze Plejady, gromady w Woźnicy z M36 na czele, przepiękna M35 w Bliźniętach, a wisienką na torcie była Gromada M44 zwana Ul w Raku, którą była bez problemu widoczna gołym okiem, a w 10x50 wręcz wylewała się we wszystkie strony w polu widzenia. Kometa zaliczona, a zimowa aura z Orionem zawitała, w końcu. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  17. 08.10.2021, Folwark Sulejewo Miał być zlot w Zatomiu, a było spotkanie w Sulejewie. Niestety tego wieczoru nie udało mi się dojechać na długo wyczekiwaną forumową nockę. Kilka spraw się skomplikowało i finalnie pojechałem na pobliski Folwark, gdzie ku mojemu zaskoczeniu była naprawdę spora ekipa. Niebo było wyśmienite, widoczna Droga Mleczna, dobra przejrzystość, zero wilgoci. Można było z powodzeniem polować na jesienne smaczki. Moim głównym celem tej nocy były dwie mgławice - Ślimak i Czaszka. Zacząłem jednak od ?słabizn? w okolicy Liska. Najpierw NGC 6830. W lornetce 15x70 to bardzo mała gromada otwarta, wymaga nieco więcej skupienia aby ją namierzyć i zidentyfikować. Trochę lepiej jest z pobliską NGC 6823 - mam wrażenie że była trochę lepiej widoczna, być może przez swój kształt. Po jakimś czasie skierowałem lornetkę w stronę NGC 7293 w konstelacji Wodnika. Odsłonięty horyzont pozwolił z łatwością nawigować po gwiazdach, aż w końcu dotarłem do Helix Nebula lub jak kto woli Mgławicy Ślimak. Była widoczna zerkaniem jako pojaśnienie. Gdy założyłem filtry Orion UltraBlock to wskoczyła od razu w pole widzenia jako dość spora jasna plama. Trudno było wydobyć jej słabszą, kontrastową centralną część, coś tam majaczyło. Niestety to nie ta apertura i powiększenie, aby delektować się strukturami. Nie mniej jednak mgławica z filtrami wyraźnie widoczna. Następnie udałem się do gwiazdozbioru Wieloryba w poszukiwaniu NGC 246. Mgławica Czaszka, czyli Skull Nebula to obiekt dość trudny do zaobserwowania w niewielkiej lornetce. Bez filtrów w zasadzie nie widziałem nic, nawet zerkaniem. Dopiero z filtrami udało się dostrzec bardzo słabą niewielką mgławicę. Zapewne pod bardzo ciemnym niebem obiekt ten jest o wiele łatwiejszy, jednak tej nocy na nic więcej liczyć nie mogłem. Potem było kilka klasyków takich jak m. in. Plejady z wciąż niewidoczną mgławicą Merope, Gromada Podwójna w Perseuszu, czy też Galaktyka Trójkąta M33. W tej okolicy zatrzymałem się na dłużej, gdyż znajduje się tutaj przepiękna gromada otwarta NGC 752. W polu widzenia lornetki 15x70 wypełnia spory obszar, a zlokalizowane na jej krawędzi dwie jasne gwiazdy dodają uroku całemu widokowi. Będąc przy Andromedzie nie sposób pominąć M31. Tej nocy galaktyka wręcz świeciła swoim blaskiem. Pokazała się w pełnej klasie w rozmiarze i jasności na jaki czeka się z utęsknieniem. Bardzo dobrze widoczna była również M110 powyżej, a także M32 zlokalizowana poniżej jądra M31. Tutaj dość łatwo pomylić ją z gwiazdą, ale pomaga atlas - galaktyka jest po środku charakterystycznego trójkąta, którego wierzchołki stanowią widoczne gwiazdy. W międzyczasie spojrzałem jeszcze na Galaktykę Andromedy w stojących obok 10 calach - widok w takiej aperturze to już inny typ obserwacji, szczególnie gdy widać jej ciemniejsze i jaśniejsze obszary przy ramionach spiralnych. Całe obserwacje zleciały dość szybko. Ilość osób na polu, ciekawe rozmowy i interesujące testy sprzętowe to tylko niektóre atuty tego typu spotkań. Łącznie było nas około 10 osób co wcześniej zdarzyło się chyba tylko raz - podczas ubiegłej zimy przy -20 stopniach Celsjusza. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  18. 02.10.2021, Folwark Sulejewo Wyczekiwane pogodne noce w końcu się pojawiły, a razem z nimi nadszedł październik. Tym razem na Folwarku rozstawiliśmy się w głębi pola, a nie jak zazwyczaj przy głównej drodze. Nowa miejscówka położona jest na niewielkim obniżeniu terenu, dzięku czemu udało się wyciąć oślepiające światła z oddali. Dodatkowo zyskaliśmy pełen dostęp do północnej części nieba, co wcześniej stanowiło nie lada wyzwanie ze względu na znajdujące się w pobliżu śródpolne zadrzewienia. W moim odczuciu ta lokalizacja jest znacznie lepsza, nawet pomimo minimalnie gorszego dojazdu. Na obserwacje przyjechałem bez żadnego przygotowania, po prostu chciałem popatrzeć na losowe obiekty, ot tak. Zacząłem od Gromady Dzika Kaczka. Konstelacja Tarczy jest już dość nisko, dlatego M11 specjalnie nie zachwycała. Mimo to w lornetce 15x70 można było dostrzec jej charakterystyczny kształt, była bardzo jasna. Na chwilę odbiłem jeszcze w okolice Wężownika do gromad IC 4665, potem IC 4756 i do mojej ulubionej w tej okolicy NGC 6633 - zawsze urzeka mnie jej nietuzinkowy podłużny kształt. Popatrzyłem jeszcze przez chwilę na okolice gwiazdy Altair i odbiłem na drugą część nieba. Tam ukazały się już dość wysoko Plejady. Powoli zaczyna się sezon na M45, więc chciałem spróbować dostrzec Mgławicę Merope, czyli NGC 1435 w okolicy gwiazdy o tej samej nazwie. Zainspirowany kilkoma postami i doniesieniami na forach, że mgławica jest widoczna nawet w 10x50 postanowiłem na nią zapolować z 15x70. Niestety bezskutecznie. Być może obiekt wciąż jest za nisko? Rok temu również nie udało mi się zobaczyć ani razu mgławicy. Broni nie składam, z pełną adaptacją wzroku będę tu wracać regularnie podczas kolejnych sesji. Skoro Łabędź jeszcze wysoko to wyciągnąłem lornetkę 10x50 z filtrami. Chciałem sprawdzić raz jeszcze, czy aby na pewno widać Trójkąt Pickeringa w Mgławicy Welon. Tym razem obok mnie obserwował Polaris, więc liczyłem rownież na jego potwierdzenie widoczności tej ulotnej mgiełki. Przejrzystość nie była tak dobra jak ostatnio, ale pojaśnienie definitywnie majaczyło w tej lokalizacji. Przy dłuższej adaptacji wzroku wyskakiwał raz po raz nawet podłużny delikatny kształt. Widoczność Trójkąta potwierdził Polaris. Dostrzeżenie tego fragmentu w lornetce 10x50 traktuję jako spore osobiste osiągnięcie w obserwacjach wizualnych niewielką lornetką, gdyż nie oszukujmy się - jest to dość niewielki, a zarazem trudny i wymagający element mgławicy. Dla pewności spojrzałem jeszcze na ten obszar bez filtrów, aby upewnić się czy nie ma tam niczego, co mogłoby zakłócać odbiór - nic z tych rzeczy. Przy okazji wskoczyła mi w pole widzenia dość owalna i charakterystyczna gromada NGC 6940. Potem błąkałem się znów z filtrami, tym razem w okolicy gwiazdy Sadr delektując się jaśniejszymi i ciemniejszymi obszarami, które robiły wyglądały bajkowo. Odbijając do Deneba spojrzałem na Mgławicę Ameryka Północna - ta po raz kolejny prezentowała się jako wyraźnie odcięty od tła obszar. Postanowiłem znów ściągnąć filtry z 10x50. Spojrzałem raz jeszcze w kierunku NGC 7000 i bach! Jest! Delikatny zarys widoczny bez filtrów. Wiedząc czego możemy się spodziewać z filtrami przy tego typu obiektach dość łatwo możemy je dostrzec i bez nich. Choć muszę przyznać, że jeszcze rok temu sprawiało mi to spory kłopot. Na zakończenie sesji spojrzałem jeszcze na Alpha Persei Cluster, Gromadę Podwójną w Persueuszu, Stock 2, czy też przepiękne Hiady, które coraz śmielej wkraczają na nocne niebo zwiastując nadejście chłodniejszych dni. Orion coraz bliżej. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  19. 10.09.2021, Folwark Sulejewo Kolejny piątek z idealną pogodą - lepiej być nie może. Jak tylko dostałem informacje od chłopaków, że na miejscu jest ?igła? zacząłem pakowanie sprzętu. Na miejscu pojawiłem się ostatni i od razu pojawił się problem z zaparkowaniem, gdyż tej nocy było nas na polu naprawdę sporo. Znakomita przejrzystość podpowiedziała mi jedno - czas na noc z 10x50 i filtrami Orion UltraBlock. Lornetki 15x70 nawet nie zabrałem, chciałem na spokojnie pomęczyć przede wszystkim obiekty mgławicowe. Ciepła wrześniowa noc, zero wilgoci i rozgwieżdżone niebo - połączenie wyborne. Zanim zamontowałem filtry spojrzałem na ciemną mgławicę E, czyli Barnard 142 i Barnard 143. Zarys litery był bez problemu widoczny, a lśniący obok Altair dodawał uroku. Potem Barnard 168 w Łabędziu. Widok jeszcze lepszy, mgławica zdecydowanie rzucała się w oczy, a jej podłużny kształt wypełniał spory obszar pola widzenia. Po zamontowaniu filtrów zerknąłem w kierunku NGC 281 i? Wow. Oddałem pokłony pogodzie, dopiero tej nocy zobaczyłem co potrafią filtry w sprzyjających warunkach. Ostatnio również widziałem Pacmana, ale teraz on po prostu świecił. Potem przelot w kierunku IC 1805 i IC 1848. Serce i Dusza widoczne lepiej niż podczas ostatniej sesji - teraz ta para była jeszcze bardziej wyraźna, wręcz oczywista. Chciałem spróbować sił z mgławicą Kalifornia, ale to jednak jeszcze nie ta wysokość na niebie - będę wracać w te okolice w ciągu najbliższych kilku miesięcy, trzeba uzbroić się w cierpliwość. Przyszła pora na mgławicę Welon, ale jej położenie praktycznie w zenicie nie sprzyjało obserwacjom przy pomocy lornetki. Pomęczyłem się chwilę ze statywem, kręgosłup prawie odmówił posłuszeństwa, aż w końcu obecny na miejscu Tomek wpadł na pomysł, aby wykorzystać jego turystyczne krzesełko. Ku mojemu zaskoczeniu podczas siedzenia miało ono zbliżony format do leżaka? Jak zmienił się komfort obserwacji możecie się tylko domyślać. W pozycji pół leżącej spojrzałem na Veila i? O kurde. Czy ja na pewno widzę cały kompleks mgławicy? Pętla Łabędzia w jednym polu widzenia podczas obserwacji wizualnych to dla mnie rzadkość, a raczej coś niespotykanego. Tymczasem poza częścią wschodnią widziałem wyraźne pojaśnienie w centralnej części, a zachodni fragment świecił jako delikatna podłużna nić zahaczająca o gwiazdę 52 Cyg. Trójkąt Pickeringa, czyli centralny obszar mgławicy widziałem jakiś czas temu w Newtonie 8?, także dostrzeżenie tego obszaru jako pojaśnienie w lornetce było dla mnie niemałym zaskoczeniem. Spoglądałem tutaj przez dłuższy czas chcąc nabrać pewności, że nic mi się nie wydaje. W końcu mogłem potwierdzić - widzę część wschodnią, centralną i zachodnią Veila. Przyszedł czas na mgławicowy finał tej nocy - Ameryka Północna. Jeśli poprzednie widoki wieczoru wprawiały mnie w zachwyt, to widok NGC 7000 po prostu spowodował tzw. opad szczęki. Całe pole widzenia w lornetce było wypełnione jaśniejszymi i ciemniejszymi obszarami - mgławica aż kipiała swoim blaskiem, jej zarys był widoczny nie tylko w okolicy tzw. zatoki, ale także w innych miejscach. Dopiero położenie tego obiektu w okolicy zenitu dodało potężnego kopa jeśli chodzi o jakość obrazu i detal, ale nie bez znaczenia były tutaj też panujące tej nocy warunki. Muszę mocno zaktualizować swoją wizualizację dotyczącą tego obiektu w lornetce - to już nie jest zwykłe pojaśnienie tła. Pod koniec sesji spojrzałem jeszcze na Alpha Persei Cluster, gromadę Sól i Pieprz (czyli M52), a wisienką na torcie były Plejady, które każdej nocy nabierają rozpędu wznosząc się na nocnym niebie coraz wyżej i wyżej. Aby dodać nieco klimatu do kadru podszedłem pod rosnące wzdłuż drogi drzewa - w polu widzenia widziałem teraz nie tylko siedem sióstr, lecz także znajdujące się na pierwszym planie nietuzinkowe gałęzie, które w sposób wręcz epicki dodały estetyki do całej kompozycji powodując jeszcze większe wzmocnienie efektu 3D - takie widoki to ja po prostu uwielbiam. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  20. 03.09.2021, Folwark Sulejewo Druga pogodna noc z rzędu, do tego w piątek. Nawet się nie zastanawiałem czy jechać - po prostu spakowałem sprzęt i czym prędzej udałem się na pobliski Folwark. Na miejscu był już Polaris, który swoimi 8 calami rozkładał na czynniki pierwsze Jowisza i Saturna. Ten drugi wyglądał jak z obrazka - detal aż wylewał się z okularu. Razem ze mną przyjechał jeszcze Maciej. Zgodnie stwierdziliśmy, że poprzednia noc była lepsza jeśli chodzi o przejrzystość, ale mimo wszystko Droga Mleczna i tak prezentowała się bardzo dobrze. Po jakimś czasie dojechał jeszcze Wojtek z refraktorem uzbrojonym w nasadkę bino. Obserwacje zacząłem od południowego nieba, tam czekały znów gromady otwarte w okolicy Woźnicy, a zaraz poniżej Orła ?Dzika Kaczka?, czyli M11. W pobliżu zerknąłem jeszcze na gromadę kulistą NGC 6712, jednak była ona tylko delikatnym pojaśnieniem. Potem była m. in. M71 w Strzale i słynna Mgławica Hantle M27, która jeszcze lepiej wyglądała, gdy założyłem do lornetki 15x70 filtry Orion UltraBlock. Następnie odbiłem do Mgławicy Pierścień w Lutni, ale zanim tam dotarłem zahaczyłem o M56. ?Pierścionek?, czyli M57 to obiekt raczej mały zachwycający w niewielkiej lornetce, jednak bez problemu do dostrzeżenia. Wystarczy zestawić gwiazdy widoczne w polu wiedzenia z atlasem i z łatwością zlokalizujemy ten niewielki krążek unoszący się w przestrzeni. Potem odbiłem do M15 i M2 po wschodniej stronie nieba, aż dotarłem do obiektu westchnień każdej osoby zaczynającej przygodę z astronomią - Galaktyki Andromedy. Myślę, że chyba większość z nas poczuła to ?wow?, gdy zobaczyła M31 po raz pierwszy. Teraz już tak nie zachwyca, ale od czasu do czasu warto wrócić na stare podwórko i przypomnieć sobie dawne widoki. Bez problemu mogłem dostrzec M110, ale jeśli chodzi o M32 to szczerze powiem, że nie wiem - po prostu o niej zapomniałem. Po Andromedzie skierowałem się w stronę Galaktyki Trójkąta. M33 oczywiście widoczna, ale przez swoją powierzchnię łatwiej ?wyciąć? ją z tła w 10x50 niż w 15x70. Nim się obejrzałem cała lorneta pływała w wilgoci i zamiast soczystych chichotek widziałem dwie rozbryzgane plamy mleka. Czas 15x70 tej nocy już minął. Wyciągnąłem 10x50 po czym od razu wkręciłem do niej dwa filtry Orion UltraBlock. W międzyczasie myśliwi dali znać, że rykowisko rozpoczęte, a ja po raz enty zastanawiałem się, czy na pewno wiedzą o naszej obecności w pobliżu. Wycelowałem w NGC 281. Mgławica Pacman w Kasjopei była bez problemu widoczna. Zarys samej mgławicy był oczywisty i dość spory. Na pewno trudno przy takiej skali dostrzec kształt przypominający potworka, ale kontrastowy obszar był niepodważalny. Mgławica Serce i Dusza. Para, która tliła się w mojej głowie już od dawna, jednak dopiero tej nocy warunki i sprzęt były takie, aby móc naprawdę spróbować. Wiedziałem, że potrzeba szerokiego pola. Wiedziałem, że potrzeba filtrów. Wiedziałem, że potrzeba dobrego nieba. To wszystko chyba udało zgrać właśnie tej nocy. W końcu stanąłem ?oko w oko? z tym nietuzinkowym obiektem, a w zasadzie to dwoma - IC 1805 i IC 1848. O ile Serce było praktycznie na skraju dostrzeżenia w formie niewielkiego pojaśnienia w okolicy centrum, tak Dusza była widoczna poniżej jako delikatny, lecz wyraźny kształt odcinający się od reszty tła. Wymagało to odpowiedniej adaptacji wzroku, a aby nabrać przekonania, że to nie złudzenia to spojrzałem na ten sam obszar jeszcze bez filtrów. Wtedy już wiedziałem, że to co widzę to właśnie Serce i Dusza, a ?rozciągliwość? obiektu i porównanie z atlasem tylko dodało pewności. Nad ?głównym? Sercem można było dostrzec jeszcze jeden widoczny z filtrami obszar - NGC 896, który jest jaśniejszym składnikiem całej mgławicy. Na lepszy widok trzeba będzie jeszcze poczekać aż okolice Kasjopei sięgną prawie zenitu. Nie mniej jednak już ten obraz zapewnił sporo pozytywnych emocji. W ten oto sposób znów pojawiło się to fajne uczucie, gdy światło danego obiektu trafia do naszych oczu po raz pierwszy. To jak spojrzenie kilka lat temu na Andromedę i obcowanie z nią sam na sam bez obecności świadków. Choć obraz nie taki jak ze zdjęcia, to właśnie wtedy można sobie uzmysłowić, że właśnie wyciągamy rękę w stronę kosmosu i praktycznie go dotykamy. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  21. 02.09.2021, Folwark Sulejewo Niż i deszczowa aura w końcu odpuściły, na mapach zaczął coraz śmielej zaglądać wyż co skutkowało pogodnym niebem i to w dodatku bez Księżyca. Na miejscu jako pierwszy pojawił się Piotr, który przygotowywał sprzęt do łapania fotonów Galaktyki Trójkąta. Po krótkiej rozmowie rozstawiłem statyw z lornetką 15x70, a w międzyczasie Maciej spoglądał już na Gromadę Podwójną w Perseuszu przez swojego SkyGuide. Na wstępie skupiłem się na rejonach Wężownika. Miałem dość sporą ochotę na cztery obiekty z tego obszaru. Pierwszy rzut to spojrzenie na IC 4665. Obiekt zwany The Summer Beehive, czyli Gromada Letni Ul. Bardzo rozległa, wyraźna, wypełniająca spory obszar pola widzenia gromada otwarta. Nieco podobna do M44 w Raku, ale nie aż tak zwarta. Pod ciemnym niebem widoczna jako pojaśnienie, wystarczy wiedzieć gdzie spojrzeć. Potem przyszła pora na IC 4756 i NGC 6633. Dwie typowo lornetkowe gromady. W moim przekonaniu najlepiej wyglądają właśnie w powiększeniu 15x. Pierwsza z nich bardzo delikatna, składająca się z niezliczonej ilości drobnych jak pył gwiazd. W obserwacjach wizualnych przypominają bardzo subtelne iskrzące ziarenka piasku. Należy już do gwiazdozbioru Węża. Kierując lornetkę nieco na zachód dostrzeżemy drugą z gromad. Przy odpowiednim ułożeniu znajdą się one obydwie w jednym polu widzenia, co jest obrazem wręcz spektakularnym. NGC 6633 to obiekt zdecydowanie lepiej widoczny, lecz nieco mniejszy, a jego główne składniki tworzą razem podłużny pionowy kształt niczym nieśmiały rzeczny meander. Jeśli spojrzymy dokładnie na atlas i rozmieszczenie poszczególnych gwiazd to z lornetką 15x70 bez problemu zobaczymy także znajdującą się tuż obok mgławicę planetarną NGC 6572. Unosi się ona w przestrzeni jako wyraźny punkt o turkusowym delikatnym zafarbie. Dość łatwo ją przeoczyć, gdyż na pierwszy rzut oka wygląda po prostu jak gwiazda. Dopełnieniem sesji było uchwycenie gwiazdy 18 Scorpii, zlokalizowanej tuż pod Wężownikiem, ale należącej już do konstelacji Strzelca. Ta niby niczym nie wyróżniającą się gwiazda to pewnego rodzaju bliźniak naszego rodzimego Słońca. Jest bardzo podobna pod względem rozmiaru, koloru i wieku, a jej odległość to około 45 lat świetlnych. Teraz wyobraźcie sobie, że patrzycie z tamtych rejonów na Słońce - dla obserwatora będzie to widok praktycznie taki sam. Czyż to nie fascynujące? Jakbyśmy spoglądali na własne lustrzane odbicie w bezkresnym kosmosie. Tej nocy padło jeszcze sporo klasyków, w tym asteryzm Wieszak, M27, czy też wznosząca się M33. Wilgoć jednak dość mocno pochłaniała każdy milimetr obiektywów, w związku z czym nie pozostało nic innego jak zakończyć obserwacje. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  22. 19.08.2021, Mosina Tego dnia pogoda była dość kapryśna, ale na wieczornym niebie pomiędzy pędzącymi chmurami pojawiały się co chwilę skrawki przyzwoitego nieba. Zachęcony przepięknym widokiem Księżyca i planet wystawiłem na taras lornetę APM 28x110. Na DSy nie liczyłem, Księżyc wystarczająco rozświetlał niebo, a do tego lokalizacja obserwacji raczej typowo pod obiekty US. Wycelowałem w ?łysego?. Mieścił się cały przepięknie w polu widzenia. Wzdłuż linii terminatora niezliczone formacje, do tego kratery, a dalej pasma górskie - można było studiować najróżniejsze detale. Księżyc w lornecie 28x110 to prawdziwa poezja, trójwymiar jakiego nie można doświadczyć przy obserwacjach jednym okiem w okularze teleskopu. Silny wiatr i mknące przez niebo chmury dodawały klimatu i dramaturgii. Niewielka lornetka to nie jest sprzęt do obserwacji planet, co innego lorneta o parametrach 28x110. Choć daleko jej do wyłuskania detali jakie możemy ujrzeć przy teleskopowych powiększeniach rzędu x200, to zastany tej nocy widok zapamiętam na całe życie. Wycelowałem w Saturna. Widoczny w centrum jako przestrzenna kula, z wyraźnymi pierścieniami, a tuż obok jego księżyc Tytan. Widok, który widziałem niejednokrotnie, ale nigdy w takim kadrze. ?Gwiezdny? wszechświat na około, a do tego przelatujące gęste chmury - raz z jednej raz z drugiej strony, które od czasu do czasu muskały i przysłaniały delikatnie Saturna. Księżyc oświetlał je od dołu dodając niesamowitego efektu, jakby ktoś oświetlał całą scenerię reflektorem. Wyglądało to bajecznie - jakbym spoglądał na planetę zza kurtyny, wśród gór które stanowiły Cumulusy. Czułem się jak w scenie z filmu science-fiction. Niestety trudno jest odzwierciedlić zapamiętany widok, nie mniej jednak niech poniższa wizualizacja odda choć ułamek tamtego klimatu. Potem był jeszcze Jowisz. Kolejny gazowy olbrzym, zdecydowanie bardziej majestatyczny wraz ze swoimi czterema księżycami galileuszowymi. Tej nocy seeing był naprawdę przyzwoity. Patrząc idealnie osiowo byłem w stanie wyłuskać przez lornetę przynajmniej dwa wyraźne pasy. Gdyby zastosować jakiś rodzaj przysłony na obiektywy to efekt byłby jeszcze lepszy - powiększenie 28x było już wystarczające, żeby ucieszyć wzrok. Podobnie jak w przypadku Saturna tak i tutaj widoki były niesamowite. Zupełnie jakbym odbywał lot w kierunku Jowisza, niczym David Bowman na pokładzie statku Discovery jak to przedstawił A. C. Clarke w swojej powieści Odyseja Kosmiczna. Sytuacja losowa sprawiła, że były to moje ostatnie obserwacje z APM 28x110. Po długim namyśle lorneta trafiła do nowego właściciela zostawiając dobre wspomnienia na lata. Dawanymi obrazami udowodniła, że można przy jej użyciu zaliczyć także ciekawe obserwacje obiektów z Układu Słonecznego. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  23. 11.08.2021, Mosina Druga obserwacyjna noc z rzędu to rarytas jakich mało. W jedną rękę zabrałem walizkę z lornetką 15x70, a w drugą statyw. Przeszedłem tak bez zmęczenia niecały kilometr, aż w końcu znalazłem się na pobliskim polu, gdzie pas Drogi Mlecznej rozciągał się przepięknie przez znaczny obszar nocnego nieba. Z teleskopem taki spacer byłby raczej niemożliwy i to właśnie cenię najbardziej w lornetkach - mobilność i obserwacje na zasadzie ?grab & go?. Na miejscu był jeszcze ze mną kolega, który zabrał ze sobą lornetkę o takich samych parametrach, ale w innym ?opakowaniu? - u mnie był to model DO Extreme ED, natomiast u znajomego DO SkyGuide. Porównywaliśmy przez chwilę widoki z obu lornetek - SkyGuide dawał w obrazach m. in. dość sporą aberrację chromatyczną, co najlepiej było widać na jasnych obiektach. I tak np. kiedy w modelu Extreme udawało się wyłuskać od czasu do czasu pierścienie na ostrym jak brzytwa owalnym punkcie będącym Saturnem, tak w SkyGuide był to po prostu placek z fioletowym zafarbem. Przejrzystość tej nocy była bardzo dobra, więc wycelowałem od razu w część wschodnią Mgławicy Veil. Nie miałem ze sobą żadnych filtrów, a mimo to podłużna wstęga była bez problemu widoczna jako delikatne pojaśnienie rozciągające się przez spory obszar dostępnego pola widzenia. Po raz kolejny przekonałem się, że obiekt ten można zobaczyć bez filtrów. Z drugiej strony zauważyłem też, że w dużej mierze jest to kwestia doświadczenia i umiejętności obserwacji, a w zasadzie świadomości tego co i jak jest widoczne - kolega obok tkwił w przekonaniu, że nic tam nie ma. Veila widziałem już wielokrotnie, także subtelne pojaśnienie było tym razem dla mnie kwestią bezdyskusyjną. Lato w pełni, więc zajrzałem do Wężownika. Gromada kulista M107 widoczna, lecz bez rewelacji. Natomiast M10 i M12 to już obiekty, przy których warto zatrzymać się na dłużej. Przy odpowiednim ustawieniu lornetki obydwie gromady kuliste mieszczą się przepięknie w jednym polu widzenia. Obiekty wyraźne, na pograniczu rozbicia przy krawędziach. Warto zajrzeć też na wschodnie obszary ogromnej konstelacji jaką jest Wężownik. Dostrzeżemy tam gromadę M14, a nieco wyżej nad gwiazdą ? Oph urokliwą gromadę otwartą IC 4665. Obiekt ten wypełnia sporą część pola widzenia i stanowi dość łatwy cel nawet dla osób początkujących. Nieco dalej na wschód na pograniczu konstelacji jest jeszcze NGC 6633, a dalej IC 4756. Z tego miejsca w zasadzie można odbić do Dzikiej Kaczki, a dalej do skarbów w Strzelcu. Światło DSów wręcz samo wskakiwało co chwilę przez obiektywy - gdzie się nie spojrzało, tam skradał się kolejny obiekt. Ta noc ponownie potwierdziła, że obserwacje lornetką 15x70 to czysta finezja i rekreacja. Trudności w odnajdywaniu obiektów w zasadzie nie istnieją, po prostu spoglądamy na atlas, celujemy i jest! Bez zbędnego nawigowania po gwiazdach, czy też star hoppingu. Jeśli dodamy to tego niewielkie rozmiary obserwacyjnego zestawu jakim jest lornetka 15x70 i statyw to otrzymujemy idealne kompaktowe połączenie, które uchyli już spory rąbek tajemnic nocnego nieba, a do tego jest w pełni ?mobilne?. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  24. 10.08.2021, Folwark Sulejewo W końcu się pojawiła, długo wyczekiwana bezchmurna noc bez oślepiającego Księżyca. Co prawda przypadła w środku tygodnia, ale na astronomicznym głodzie nie miało to większego znaczenia. Wakacyjne rozjazdy dobiegły już końca, więc można było na spokojnie wybrać się na letnie obserwacje. Na miejscu było już kilka osób, rozstawiłem statyw Slik Pro 700 DX, a na nim osadziłem lornetę APM 28x110 MS. Rzutem na taśmę w tym sezonie udało mi się końcu zobaczyć gromadę M7 i M6. Niestety położone były już bardzo nisko, przez co jakość obrazu pozostawiała wiele do życzenia. Nie mniej jednak obiekty były widoczne, przynajmniej ich najjaśniejsze składniki. Pierwsza z gromad wypełniała dość spory kawałek pola widzenia, ale gdyby znajdowała się nieco wyżej to widok byłby naprawdę spektakularny. Mimo wszystko i tak się cieszę ze zdobyczy, gdyż w tym sezonie te obiekty ujrzałem po raz pierwszy i zapewne ostatni. Następnie skakałem trochę po nocnych klasykach. Były obiekty w Strzelcu, gromady w Wężowniku, a potem wyłonił się Perseusz ze swoimi skarbami. Od razu skierowałem lornetę w kierunku Gromady Podwójnej. Widok ?chichot? przy takim powiększeniu to po prostu westchnienie z podziwu, gromada jest wręcz trójwymiarowa. Gwiazdy wylewały się z każdej strony, lśniły i błyszczały niczym diamenty. Mogę śmiało napisać, że ten obiekt jest wręcz stworzony dla lornetek. Potem przez dłuższy czas delektowałem się niebem bez żadnego sprzętu, a jako że byliśmy w okolicy maksimum Perseidów to udało mi się dostrzec około dziesięciu ?spadających gwiazd?. W międzyczasie w stojącym obok Newtonie 10? na Dobsonie zobaczyłem Trójkąt Pickeringa w Mgławicy Welon, a Polaris przejął na chwilę lornetę i wycelował w galaktykę spiralną NGC 6946 zlokalizowaną w Cefeuszu. Mieści się ona w jednym polu widzenia razem z gromadą NGC 6939, która znajduje się już w naszej galaktyce - kiedy uzmysłowimy sobie takie zestawienie to głowa zaczyna naprawdę mocniej pracować. Przecież patrzymy na obiekty oddalone względem siebie o niewyobrażalne odległości i mamy możliwość spoglądania na oba z nich w tej samej chwili. Niestety z każdą minutą sprzęt pochłaniała coraz bardziej wilgoć i nadszedł czas powrotu. Obserwacyjna noc udana, a kolejne widoki dodane do bagażu doświadczeń. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  25. 11.06.2021 (godz. 00:20), Folwark Sulejewo Tej nocy po udanej obserwacji rejonów Strzelca i Skorpiona postanowiłem przyjrzeć się widoczności obiektu Eastern Veil Nebula w niewielkiej lornetce Delta Optical Extreme 10x50 ED. Pamiętam jak jeszcze rok temu podczas jednej z wrześniowych sesji obserwacyjnych byłem zauroczony jej widokiem w tej samej lornetce, ale z użyciem filtrów Baader UHC-S. Tym razem już ich nie miałem, ale na miejscu był do dyspozycji jeden filtr UHC Explore Scientific, którego mogłem użyć chociaż na jeden obiektyw. Wycelowałem w gwiazdozbiór Łabędzia, a po chwili odnalazłem kilka gwiazd obok których zlokalizowany jest Veil. Z założonym filtrem UHC na lewy obiektyw spoglądałem raz jednym, raz drugim okiem. Różnica była znacząca. Obiekt był od razu widoczny z użyciem filtra na wprost bez konieczności zerkania. Bez niego niestety nic nie dostrzegłem. Widoczność potwierdziła na miejscu jeszcze jedna osoba, która swoją drogą posiadała identyczną lornetkę. O ile mgławica Eastern Veil Nebula była widoczna, tak ?Miotła Wiedźmy?, czyli Western Veil Nebula pozostawał tym razem poza zasięgiem. Minęło jakieś 30 minut, niebo zrobiło się naprawdę przyzwoicie ciemnie. Znów spojrzałem w tą samą okolicę, ale już bez żadnego filtra i ku mojemu zdziwieniu wyłapałem metodą zerkania delikatne pojaśnienie tła. Trochę nie wiedząc, czy to moja wyobraźnia, czy też faktyczna widoczność mgławicy poprosiłem o spojrzenie przez kolegę obok - po chwili potwierdził, że Veil Wschodni jest widoczny bez filtrów. Co więcej, udało się także wyłapać zatokę w obiekcie Ameryka Północna w pobliżu. To tylko dało nam do zrozumienia, że tej nocy mieliśmy znakomitą przejrzystość powietrza. Takie warunki zdarzają się naprawdę rzadko, tym bardziej podczas czerwcowych, jasnych nocy. Następnego dnia stało się to czego się obawiałem. Zacząłem szukać filtrów. W planie było kupno ?sezonowych? tanich filtrów UHC Svbony od sprzedawcy z dalekiego wschodu, a skończyło się na dwóch sztukach Orion UltraBlock, które czekają teraz na dogodne warunki do obserwacji. Co więcej pokusiłem się o ?nakładkę? Bino Bandit odcinającą poboczne światła. Tak naprawdę to zwykły kawałek materiału, ale potrafi zwiększyć mocno komfort obserwacji, gdy w pobliżu znajduje się jakieś dodatkowe źródło światła. Podsumowując - Veil wschodni w 10x50 bez filtrów zaliczony. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.