Skocz do zawartości

Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'ds' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • Obserwujemy Wszechświat
    • Astronomia dla początkujących
    • Co obserwujemy?
    • Czym obserwujemy?
  • Utrwalamy Wszechświat
    • Astrofotografia
    • Astroszkice
  • Zaplecze sprzętowe
    • ATM
    • Sprzęt do foto
    • Testy i recenzje
    • Moje domowe obserwatorium
  • Astronomia teoretyczna i badanie kosmosu
    • Astronomia ogólna
    • Astriculus
    • Astronautyka
  • Astrospołeczność
    • Konkursy FA
    • Sprawy techniczne F.A.
    • Zloty astromiłośnicze
    • Astro-giełda
    • Serwisy i media partnerskie

Znajdź wyniki...

Znajdź wyniki które...


Data utworzenia

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Grupa podstawowa


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Zamieszkały


Interests


Miejsce zamieszkania

Znaleziono 12 wyników

  1. Korzystając z pobytu na Podlasiu wybrałem się z kolegą w bardzo ciemne okolice Biebrzańskiego Parku Narodowego. Biorąc pod uwagę ogromną wilgotność na rozlewiskach rzeki wybraliśmy miejsce nieco od niej oddalone, ale wciąż bardzo ciemne – poniżej dane miejscówki wg. lightpollutionmap.info: SQM 21.75 mag./arc sec2 Brightness 0.216 mcd/m2 Artif. bright. 44.5 μcd/m2 Ratio 0.260 Bortle class 3 Elevation 131 meters Rozstawiliśmy się na rozległym polu otoczonym ze wszystkich stron lasem. Zaczęliśmy około 20 od obserwacji Jowisza na jasnym jeszcze niebie. Pierwsze spojrzenie w okular spowodowało opad kapci, seeing petarda! Tarcza planety przy 250x w GSO 10 była bardzo stabilna. Bardzo łatwo można było dostrzec pasy zwrotnikowe oraz struktury w pasach równikowych. Szkoda, że akurat nie było tranzytu ani WCP, taki seeing nie trafia się często. Również w moim 120/600 przy powiększeniu 150x Jowisz prezentował się lepiej, niż zwykle. Ponadto dzięki jasnemu niebu aberracja chromatyczna była dość przytłumiona. Saturn również prezentował się świetnie, nawet w moim achromacie – przerwa Cassiniego, wyraźna granica między tarczą planety a pierścieniem schowanym za nią czy ciemny pas w okolicy równika były widoczne na wprost, bez robienia zeza czy innych zerkań. Oczywiście w 10” władca pierścieni nabrał rozmiarów, detalu.. najlepsze planety jakie widziałem w tym roku. Ciemniejące niebo i perspektywa dość wczesnego wschodu łysego ułatwiły nieco odessanie się od okularu, powrót do refraktora i rozpoczęcie planowanych obserwacji DSów. Na południowym wschodzie widoczna była łuna od Białegostoku, na zachodzie od Łomży, obie były jednak dość słabe. Spojrzałem na południowy horyzont, tuż nad drzewami wisiało zdecydowanie więcej gwiazd niż na innych, gorszych miejscówkach. Założyłem więc filtr UHC i wycelowałem w Lagunę (M8). Kolejny opad szczęki, mgławica wręcz waliła po oczach. Chyba pierwszy raz zauważyłem w niej jakiś detal i wyraźne kontury, przynajmniej od dołu mgławicy. Przy ponad 3-stopniowym rzeczywistym polu widzenia nieco powyżej wisiała niewielka i niezbyt wyraźna owalna mgiełka M20. Zacząłem wspinać się do góry, M21, M24, M18 i tak dotarłem do Omegi (M17) która widoczna była bardzo wyraźnie. Szybko przeszedłem jednak jeszcze wyżej, do Mgławicy Orzeł która do tej pory skutecznie stawiała mi opór. Podchodziłem do niej nie raz, zawsze kończyło się tylko na gromadzie NGC 6611. Tym razem jednak wokół gromady unosiła się subtelna mgiełka, w końcu M16 uległa mojemu maluchowi. W tak dobrych warunkach i z założonym już filtrem musiałem powędrować do Łabędzia i sprawdzić, czy Veil wciąż jest tam gdzie poprzednio. Części wschodnia i zachodnia od razu wyskakiwały z tła – szczególnie wschodnia prezentowała się okazale, dostrzec można było pewien zarys struktury, czy też raczej kontury mgławicy. Wlepiłem oko w okular w poszukiwaniu trójkąta Pickeringa (NGC 6974), który dotychczas widziałem swoim telepem tylko raz. Tym razem jednak poszukiwania zakończyły się porażką. Skoro Veil odhaczony to trzeba zajrzeć również do Ameryki (NGC 7000) i Pelikana (IC 5070). Ten wypełniający całe pole widzenia oraz okolice kompleks to jest zdecydowanie to, co tygryski lubią najbardziej. Pod tak dobrym niebem Zatoka Meksykańska była oczywista i widoczna na wprost. Ciemny pas pyłowy oddzielający wschodnie wybrzeże od Pelikana ciągnął się daleko w górę zakręcając na końcu prawo (obraz odwrócony prawo-lewo przez nasadkę lustrzaną). Pelikan nie był widoczny zbyt dobrze, raczej zerkaniem jako duże i rozmyte pojaśnienie. Jakiś czas temu Wessel opublikował zdjęcia tego rejonu pokazujące, że tak naprawdę nie jest to mgławica a dziura w ciemnej mgławicy przez którą widać część obszaru zjonizowanego gazu i pyłu. Wiedza ta pozwala spojrzeć na ten obiekt nieco inaczej – zacząłem przyglądać się ilości gwiazd w poszczególnych częściach kompleksu. Wyróżniający się ciemny pas po środku był niemal pusty, podczas gdy tuż obok, na jaśniejszym tle można było dostrzec całe mrowie odległych słońc. Kapitalny widok. Zachęcony tymi widokami podjąłem dość absurdalną próbę wyłuskania vdB 142 czyli popularnej wśród fociarzy Trąby Słonia. Dostrzegłem tylko szlak z gwiazd rozciągający się na miejscu Trąby na jakieś 1,5 stopnia. Czy ktoś w ogóle widział ten obiekt wizualnie? Może jakiś wielki Newton albo lorneta kątowa dałyby radę? Następnie przyszła kolej na Pacmana (NGC 281). Pojaśnienie wyskoczyło od razu tam gdzie trzeba, ale próżno szukać tu było jakiegoś detalu. Nie ta apertura. Obok stało co prawda 10 cali ale właściciel uparł się na inne obiekty. Przeskoczyłem więc w okolice gwiazdy Navi z nadzieją, że coś tam zobaczę. Nic z tych rzeczy, IC 59 i IC 63 nie miały zamiaru się ujawniać – i tu ponawiam pytanie, czy ktoś je widział? Niby jasność tylko 10 mag, ale rozmiary niezbyt duże. Skoro już porywamy się na takie rzeczy, to może Serce i Dusza (IC 1805 i 1848)? Próbowałem już raz czy dwa, jak dotąd bez skutku. Ciąg gromad, które im towarzyszą bardzo chętnie pokazał się w okularze. Nawet w pewnym momencie miałem wrażenie, że jest tam coś jeszcze. Gdy jednak zauważyłem, że gwiazdy w pozostałej części pola widzenia również są przymglone zorientowałem się, że soczewka właśnie ulega bardzo dużej tej nocy wilgoci. Nad okolicznymi polami już od dłuższego czasu unosiły się mgły. Na szczęście kwadransik w aucie uratował sytuację i szkło odparowało. W trakcie obserwacji kilka razy odrywałem się od okularu i dłuższą chwilę wpatrywałem się w zalane gwiazdami niebo. Droga Mleczna była bardzo jasna, zerkaniem wyglądała jak jakiś wielki neon. Odnoga w okolicach Wielkiej Szczeliny schodziła aż do Wężownika. W oczy rzucał się również fragment w okolicach Cefeusza, był bardzo jasny i mocno rozlany na boki. Nad lasem powoli wstawała łuna od łysola, po wyjęciu teleskopu z auta odpuściłem więc rozlane słabizny i wykręciłem filtr. No dobra, nie do końca odpuściłem. Gdy w okularze pojawiła się Mirach zacząłem wpatrywać się w zalany blaskiem fragment nieba tuż nad gwiazdą. O dziwo NGC 404 nazywana Duchem Mirach wyskoczyła dość szybko jako małe, widoczne tylko momentami pojaśnienie. Nazwa obiektu jest tu bardzo trafna. Po chwili skręciłem na lewo, minąłem rozległą NGC 752 i skierowałem się w stronę NGC 891. Galaktyka ta jakoś nie padła dotąd moim łupem. Patrząc na jej rozmiary i jasność (13.0 x 3.0 min łuku, 9.80 mag) spodziewałem się, że w tych warunkach nie sprawi mi problemu. Przy powiększeniu 40x i źw 3mm powinna wyskoczyć od razu, jednak trochę się namęczyłem zanim ją odnalazłem. Widoczna była tylko zerkaniem jako podłużne pojaśnienie bez wyraźnych konturów. Znowu ta apertura, chyba pora na duże lustro. Po chwili pojechałem w górę, w stronę Małych Hantli (M76). Mgławica wyskoczyła od razu, choć nie pokazała zbyt wiele. Mówi się, że to najtrudniejszy Messier i chyba coś w tym jest. Jako że lubię kosmiczne pary, odbiłem znowu w dół, minąłem Trójkąt i skierowałem się na Collinder 21 oraz pobliską NGC 672 – spodziewałem się pary nieco podobnej do NGC 6939 i NGC 6946 w Cefeuszu jednak tutaj parka okazała się zdecydowanie mniej atrakcyjna. Gromada była mała i niezbyt zasobna w gwiazdy, choć nadrabiała nieco ciekawym kształtem, coś a la miniaturowa Korona Północna. Galaktyka z kolei wyskakiwała tylko momentami i nie była zbyt okazała. Wyłażący nieśmiało zza drzew świecący rożek oraz nagły atak mgły zasygnalizowały, że pora się zbierać. Obserwacje trwały raptem ze 3 godziny, ale były dość owocne przez co rozbudziły tylko głód na kolejny wypad najszybciej jak się tylko da. Dobrze, że to nie hazard, bo już bym pewnie mieszkał pod mostem 😊
  2. Kwietniowy nów to idealny okres na obserwacje astronomiczne. Noc jest jeszcze długa, z reguły bywa cieplej niż zimą zaś do dyspozycji mamy resztki zimowego nieba wieczorem, Pannę i Lwa przez całą noc, Wielką Niedźwiedzicę w zenicie a dla wytrwałych czeka nagroda w postaci letniego nieba nad ranem. Dlatego też postanowiliśmy z kolegą z sąsiedniego forum wybrać się na astro wyprawę. Początkowo celowaliśmy w Bieszczady jednak niekorzystne prognozy i grafik w robocie zmusił nas do zmiany planów. Ostatecznie jednak muszę przyznać, że wyszliśmy na tym bardzo dobrze 😊 Jeśli nie Bieszczady to gdzie? Może okolice Siemiatycz? Będzie dużo bliżej a niebo wg map LP niewiele ustępuje temu bieszczadzkiemu. Wystarczyło ledwie kilka minut buszowania po google maps bym znalazł pierwszy nocleg pod ciemnym niebem. Na dodatek tuż obok była polna droga którą można było wjechać jakiś kilometr w głąb pól. Okazało się jednak, że miejscówka nie funkcjonuje – remont. Na szczęście kolega znalazł inny nocleg kilka km dalej, w Gołubowszczyźnie i tam też się udaliśmy. A propos map LP, dane dla naszej miejscówki: SQM 21.85 mag./arc sec2 Brightness 0.197 mcd/m2 Artif. bright. 25.9 μcd/m2 Ratio 0.151 Bortle class 3 Elevation 168 meters Na miejsce dotarliśmy w Poniedziałek po 22. W około zero świateł, wszystkie latarnie pogaszone, krótko mówiąc istny raj. Mimo zapalonej (jeszcze) lampy przed naszym domkiem pierwsze zadarcie głowy w górę utwierdziło nas w przekonaniu, że trafiliśmy pod dobry adres. Gospodarz powitał nas ciepłą kawą, po krótkiej pogawędce zabraliśmy się za rozpakowanie auta i rozstawianie sprzętu – do dyspozycji mieliśmy achromat 120/600, Dobsona 8 i lornetki. W raz z postępującą adaptacją przybywało gwiazd, te jaśniejsze dosłownie dawały po oczach. Próbny strzał w Tryplet Lwa ukazał trzy piękne i jasne galaktyki. Również grupa M96 wyglądała lepiej, niż zwykle. Potem odpaliliśmy kilka klasyków dla gospodarza, który był wyraźnie zaciekawiony tematem – M13, M44 czy Gromada Podwójna chyba jednak nie zrobiły na nim piorunującego wrażenia. Za to mnie z nóg zwaliła tutejsza M81 i M82. Tak ogromnej Galaktyki Bodego chyba jeszcze nie widziałem, była gdzieś o połowę większa niż na naszych mazowieckich miejscówkach (SQM z reguły ok 21.30-21.50). W Dobsonie 8 z okularem 28mm była wręcz ogromna, wyglądała jak na sterydach, po prostu odlot. Gdy gospodarz poszedł, zabrałem się za coś nieco ambitniejszego – pierwsze podejście do M83. Z racji bardzo niskiego położenia nad horyzontem nie spodziewałem się fajerwerków, ale Messier to Messier, musi być odhaczony. Po dłuższej chwili odnalazłem subtelne pojaśnienie o owalnym kształcie. Szybki check w Sky Safari potwierdził, że to właśnie poszukiwana emka. Dłuższe przyglądanie się nie ujawniło żadnych szczegółów, ot taki rozmazany, niewyraźny placek z nieco jaśniejszym środkiem. Za to gdzieś w Grecji czy na Teide galaktyka musi wyglądać rewelacyjnie. Następnie odświeżyłem sobie parkę, którą bardzo lubię a na obserwacje której w Polsce nie ma zbyt wielu okazji. Chodzi o Antaresa i M4. Przy zestawie 120/600 + okular 23mm oba obiekty z dużym zapasem mieszczą się w polu widzenia. Chyba jeszcze lepiej wyglądało to jednak w dobsie z okularem 28mm – w M4 wyraźnie widać było wewnętrzny „słupek” gwiazd, który wyglądał jakby jakaś kolumna podtrzymująca całą konstrukcję. Z kolei na drugim krańcu pola widzenia intensywnie świecił pomarańczowy Antares, gwiazda tak ogromna, że gdyby umieścić ją na miejscu Słońca to pochłonęła by Jowisza. W międzyczasie warunki zaczęły dawać się nam we znaki, było z 7 czy 8 stopni na minusie zaś wilgotność wg ICM była na poziomie ok 85%. Kapitulacja optyki była więc tylko kwestią czasu. W zasadzie moim głównym celem tego wyjazdu było porządne czesanie galaktycznych pól w Pannie i okolicach, skierowałem więc teleskop w stronę słynnego Łańcucha Markariana. Pierwsze spojrzenie w okular 23mm (rzeczywiste pole widzenia 3,15 stopnia) przyprawiło mnie o lekkie palpitacje. Początkowo nie byłem pewien, czego jest więcej – gwiazd czy galaktyk. Ok, tylko spokojnie. Szybki check w Sky Safari i już wiemy co się dzieje – trafiłem od razu w sam środek łańcucha. Na pierwszy plan wybijały się jasne M84 i M86, dość dobrze widoczne były także pobliskie NGC 4388 i NGC 4438. Dalej rozciągał się cały łańcuch subtelnych mgiełek prowadzący do jasnych M88 i M91, zaś nieco w bok od najciekawszej części łańcucha bardzo łatwo można było namierzyć Virgo A czyli M87. Niestety nie zdążyłem policzyć wszystkich widocznych galaktyk – soczewka teleskopu w końcu powiedziała dość, zaś próby ratowania jej w domku tylko pogorszyły sprawę. Na szczęście Dobson kolegi dzielnie opierał się wilgoci. Trzęsąc się z zimna spojrzałem jeszcze na NGC 4565 – Igła jak to Igła, zawsze robi wrażenie. Tym razem dość wyraźnie widać było pas pyłowy, który sprawiał że galaktyka wyglądała jak przecięta na pół. Potem szybki strzał w Czarooką czyli M64, ukazałą nam się duża, jasna galaktyka z ciemnymi kłaczkami wokół centrum, bardzo fajny obiekt tym bardziej na tak ciemnym niebie. Następnie kolega wycelował jeszcze w Bliźnięta Syjamskie (NGC 4576 i 4568), jednak w tym momencie zimno i zmęczenie brały już górę nad ciekawością i na tym zakończyłem pierwszą, bardzo udaną noc. Jak miało się okazać kolejna miała być jeszcze lepsza. Druga część relacji już niedługo 😊
  3. Coś na forum mało relacji czy choćby relacyjek z obserwacji to opiszę krótko com ostatnio widział Otóż 14-tego stycznia była szansa na pogodę a ja miałem świeżo odebranego niutka 13''.. Musiałem spróbować, a że szczęście sprzyja wariatom to trafiłem w okienko pogodowe. Wiało mocno, warunki były ogólnie słabe, ale gwiazdy było widać więc nie tak źle. Po początkowej szamotaninie wokół telepa - przez dwa lata odwykłem od montowania dobsona na kratownicy - rzuciłem się na DSy. Padały same klasyki nad czym nie ma za bardzo potrzeby się rozwodzić. Przed wyjazdem przygotowałem sobie ambitną listę z Abellami, Hicksonami itp. Warunki jednak nie pozwalały na bardzo wiele. Ale.. dwa nowe dla mnie cele złowiłem: Abell 21 i Abell 31. Abell 21 okazał się wręcz banalny przy niewielkim powiększeniu i z filtrem OIII. Ogromna poświata wypełniła większość pola widzenia, można było spokonie obserwować różnice w jasności poszczególnych części mgławicy. 21-ki nie udało mi się złowić lornetą 100mm ale gdybym miał filtry OIII myślę że nie byłoby problemu. Rozochocony zabrałem się za Abella 31 kawałek dalej. Tu było już sporo trudniej ale za to trasa obfitowała w perełki typu M67. Mgławica nie chciała się pokazać ale po czasie jednak coś tam zaczęło migotać. Dałem sobie czas, zlokalizowałem obszar gdzie mgławica powinna być i spoglądałem raz po raz. Nie dostrzegłem całej powierzchni mgławicy ale najjaśniejsza część zdecydowanie była widoczna. Wrócę tu jeszcze przy lepszych warunkach, liczę że i ciemniejsze części będą dostrzegalne. Spojrzałem też na grupę galaktyk Hickson 44 wokół NGC 3190. Najsłabszy składnik - NGC 3187 - nie chciał się pokazać także tym razem widoku z lornety 100mm nie pobiłem. 3 najjaśniejsze składnik grupy przy dobrych warunkach padają w 100mm. I tyle, czekam na więcej.. Pogodnych nocy!
  4. Posolona i popieprzona Bańka z Trójcy z ostatnich pogodnych nocy.
  5. Przedwczoraj, wraz z trzema kolegami, odwiedziliśmy naszą miejscówkę z TAKIM niebem. Do dyspozycji mieliśmy ogromną lornetę 20x100, teleskop 8 i 10" i niezmierzone pokłady zapału do koszenia DSów. Pogoda dopisała, warunki były dobre, pomimo kilku chmurek, które chwilowo zasłoniły zachodnią część nieba. Zaczęliśmy od Saturna, który prezentował się niezwykle w lornecie a w teleskopach z użyciem okularów ES 6,7 mm oraz ortho 6 mm pokazał przerwę Cassiniego i ... dwa pasy na powierzchni! Później była M57 w Lutni, choć urokliwa, niestety czarno biała Strzelec pokazał nam mgławicę Trójlistną Koniczynę, ogromną Lagunę, oraz gromady M18, M22. Zabraliśmy się później za Veila, jak zwykle piękny. W lornecie, po użyciu filtra, mgławica Ameryka Północna prezentowała się lepiej niż w telepie. Była też widziana parka M81 i M82, rozczarowała nas nieco M101 ale za to M51 już zachwycała. M31 w Andromedzie to kolejny nokaut, brak słów by opisywać jej piękno. Hihoty a później Plejady widziane w jednym polu Luminosa 23 mm, czy Meada 26 mm to wisienka na torcie. W międzyczasie, przemykały niedobitki Perseidów. Księżyc zakończył nasze łowy po północy, w czasie wschodu falując niemiłosiernie, jakby go gotowali.
  6. Witam, zgodnie z działem mam dylemat okularowy i chciałem poprosić Was o poradę. Obserwuje głównie DS-y a konkretnie galaktyki. Na szersze DS-y też popatrzę jaki i na planety. W tej chwili mam Newtona 200/1000 a do niego SW SWA 17 mm i 8 mm (stara wersja). Do tego moim zdaniem wyśmienitego barlowa GSO 2" 2x ED. W przyszłości bardzo prawdopodobne, że kupie Newtona 12-16", również około f/5. Teraz mam taką sytuacje, że w 17 mm brakuje mi powiększenia a w 8mm obraz jest już za ciemny do galaktyk. Pomyślałem sobie, że sprzedał bym 17 i 8mm i "wymienił" je na coś dłuższego + barlow. Ze sprzedaży okularów i czegoś jeszcze miał bym około 700 zł. Tak jak pisałem, chce ten okular połączyć z barlowem 2x. Testowałem go na DS-ach - 17mm + 2x vs 8mm - i moim daniem różnic nie ma. Zastanawiam po pierwsze nad ogniskową. Jaką Wy proponujecie ? Myślałem już nad wieloma okularami - Maxvision 28 mm lub 24 mm 82*, SWAN 25/33mm, MEADE QX Wide Angle 26mm i wieloma innymi. Dość poważnie myślę o MV 24 mm 82* jednak on dał by mi z barlowem 12 mm i nie wiem czy to już nie za krótko do galaktyki. Można ponoć skrócić tego barlowa i otrzyma się krotność 1,8x czyli już ~13mm. Co o tym myślicie ? O tym połączeniu i okularze ? Zależy mi na DS-ach a naczytałem się że np. SWAN ma bardzo dobrą transmisje i kontrast - czy taki MV ustępuje mu ? Zapewne MV będzie lepiej skorygowany, choć za bardzo mi na tym nie zależy, bo prawie nie zauważam wad np. nieostrości na brzegach pola. Tylko aby środek był dobry. A może MV 28 mm ? A żeby na planetki czasem też zerknąć i nie czuły się samotne kupił bym chyba HR Planetery 7 lub 6 mm. Pozdrawiam, Karol
  7. Cześć Mocno zainteresował mnie temat poruszany tez przez Łukasza w prelekcji na zlocie, dotyczący m/in nowego podejścia do fotografii DS - tzn krótko-czasowe za to w dużej ilości. Czy Ktoś już może ma jakieś osobiste doświadczenia w tej materii? Z początkiem maja miały być dostępne nowe kamery ASI np ASI 1600MC o bardzo małych szumach i nie tylko https://astronomy-imaging-camera.com/products/asi-cooled-cameras/asi1600mc-cool/ Czy może Ktoś z naszych zacnych forumowiczów już widział zdjęcia tymi kamerami? A może Ktoś już wypróbował je osobiście? Sprawa wydaje się ciekawa i rozwojowa. Krótkie czasy - to mały wpływ niedoskonałości montażu i ograniczenie wpływu seeingu.
  8. Dzisiaj postanowiłem spróbować zaprząc mojego Chameleona 3 do walki z DSami Widziałem jak inni użytkownicy kamerek planetarnych (co prawda ASI) z sukcesem rejestrowali np.: M51 stosując techniki planetarnego stackowania materiału więc pomyślałem, że może kamerka od Point Grey też da radę. Oto efekt: 1. M57 - stack 200 x 2 sekundy. Newton 16'' na platformie + Chameleon 3 + filtr L. Stackowane w AutoStakkert2. Obróbka w ImPPG. 2. M13 - stack 75 x 0,5 sekundy. Newton 16'' na platformie + Chameleon 3 + filtr L. Stackowane w AutoStakkert2. Obróbka w ImPPG. Wiem, że gwiazdy jajowate i że jest sporo szumu. Ale traktuję to jako test. Następnym razem ustawię platformę dokładniej i zarejestruję co najmniej po 500 klatek żeby stacki były gładsze. Zobaczymy jak wyjdzie wtedy. No a docelowo do tego typu zabawy planuję zakupić to :) : http://astronomy-imaging-camera.com/products/usb-3-0/asi224mc/
  9. Cześć, jakie warunki muszą być spełnione by zobaczyć IC 5070 w lornetce 10x50 ? Czy wystarczy jasna i oczywista Ameryka w tejże lornetce ? A może minimum to NGC 7000 widoczna gołym okiem ? Jeśli tak to jak gołym okiem ona wygląda bo próbowałem i nic ? Może macie/znacie jakieś szkice ? Czy w ogóle to możliwe ?
  10. Od Autora: Relację z sesji obserwacyjnej z piątku 10 kwietnia postanowiłem napisać nieco inaczej - w formie astro-noweli okraszonej fotkami i szkicami. Tak dla odmiany. Być może taki sposób relacjonowania przypadnie do gustu pewnej grupie czytelników. Nie jestem zawodowym pisarzem ani tym bardziej poetą więc z góry proszę o wybaczenie przy wszelkich błędach składniowych i tym podobnych. Ortografii starałem się trzymać :) Od razu uprzedzam, że tekstu jest sporo. Więc trzeba trochę wytrwałości, żeby się przekopać przez całość. Relacja opisuje nocne obserwacje DS połączone z wcześniejszym polowaniem na ISS. Zapraszam do lektury i dyskusji. „Brunet wieczorową porą” Ciepłe wiosenne popołudnie. Piękna słoneczna pogoda i błękitne niebo na zewnątrz. Brunet siedział przy biurku odliczając czas do końca pracy. Oczami wyobraźni widział siebie przy swoim teleskopie H-alpha nagrywającego i składającego kolejną animację. Dzień nie był dobry. Wszyscy coś chcieli, ktoś ciągle miał pretensje. Brunet oparł się o krzesło, przeciągnął i pomyślał: - Dobra, koniec tego. Wszyscy już się zwinęli więc pora też na mnie. Ale najpierw, plan na wieczór… Rozejrzał się niespiesznie wokoło i złapał leżący na biurku smartfon. Prześlizgnął palcem po ekranie uruchamiając SkySafari. - Co by tu dzisiaj poobserwować – mruknął pod nosem. Po głowie chodziły mu galaktyki, w końcu była wiosna i najlepszy okres na tego typu obiekty. - EEE, pewnie znowu będzie wisiał jakiś syf w powietrzu, chyba odpuszczę – pomyślał Wtedy nagle przypomniał sobie o zdjęciu Jacka Bobowika które widział ostatnio na forum astronomicznym. Przedstawiało ono galaktykę karłowatą Leo I w gwiazdozbiorze Lwa, w bezpośrednim sąsiedztwie oślepiającego Regulusa. Szybko odpalił przeglądarkę aby sprawdzić czy taki plan ma w ogóle sens. - Zerknijmy, Leo I w szesnastu calach, może poszukam szkicu – mruczał pod nosem przeglądając czeluści sieci. Po paru minutach poszukiwań trafił na kilka relacji potwierdzających, że takie obserwacje są możliwe ale bardzo trudne. - Trudne, trudne – mruknął pod nosem. – Przecież to jest właśnie to co tygryski lubią najbardziej – uśmiechnął się do siebie. Wiedział już co będzie jego celem na ten wieczór. Do głowy wpadł mu jeszcze jeden pomysł. Skoro Leo I jest w zasięgu, to czemu nie ugryźć też Leo II – pomyślał brunet i szybko wyklikał informacje dotyczące tego galaktycznego karła. Tu było nieco gorzej, ale znowu nikła szansa na powodzenie skutecznie przekonała go do podjęcia próby obserwacji. - No dobra, to mamy danie główne – powiedział do siebie brunet. – Trzeba jeszcze przygotować plan „B” na wypadek gdyby z galaktyk wyszły nici. Do głowy przyszły mu planetarki. Małe ale za to skondensowane i jasne, a przez to dające możliwości dużego powerowania. Przejrzał więc kilka stron w poszukiwaniu jasnych i prostych obiektów. Po kilku minutach do listy dopisał NGC6543 czyli Mgławicę Kocie Oko. Zdecydował się też na NGC2264 czyli Gromadę Choinka wraz z Mgławicą Stożek ale tylko w przypadku gdyby udało się zacząć obserwacje wystarczająco wcześnie. Plan miał więc, gotowy. Niezbyt obszerny, ale za to konkretny i ambitny. Pozostało go tylko zrealizować. Zamknął laptopa, spakował swoje rzeczy i wyszedł z biura. Było już po godzinie 17. Brunet wskoczył do samochodu. Silnik zamruczał niskim basem, a klima doprowadziła temperaturę do przyjemnych 20 stopni. Z głośników sączyło się ‘Wish You Were Here’ Pink Floydów. Brunet cieszył się, że to już koniec ciężkiego dnia, ciężkiego tygodnia. Teraz mogło być tylko lepiej. Nawet pogoda nie mogła się popsuć, no chyba że nagle sat24 zaczęłoby kłamać i zamieszczać jakieś ‘fejki’ zamiast prawdziwych zdjęć meteo. Około 18 był już u siebie. Zjadł obiad i późne popołudnie spędził z rodziną na małym spacerze i zabawie w ogrodzie. Słońce zaczęło niebezpiecznie zbliżać się do linii horyzontu. Brunet zrozumiał, że nadszedł najwyższy czas na rozstawienie sprzętu. - Kochanie, wychodzę na zewnątrz rozstawić graty. Wrócę za parę minut. – rzucił śpiesznie. W tym momencie telefon w jego kieszeni wesoło zawibrował. - Byle nie z pracy, bo się zastrzelę – pomyślał. Na szczęście był to tylko alarm z ISS Detectora informujący, że parę minut po 20 będzie widoczny całkiem niezły i jasny przelot ISS nad Polską. Prognoza mówiła o jasności około -3 mag i locie od jednego horyzontu do drugiego. - Kurczę, a może by tak spróbować to nagrać. Jeszcze nie miałem okazji a efekt może być fajny – pomyślał brunet. Wskoczył szybko do swojego pokoju który brunetka uroczo nazywała mordorem i narzucił kurtkę. Wytargał na zewnątrz platformę paralaktyczną a potem wyniósł i poskręcał pozostałe części szesnastocalowego Dobsona. Później stanął obok i patrząc na teleskop pokiwał z uznaniem głową. - Nice, niezły kawał sprzętu – pomyślał Teraz wystarczyło tylko dokonać kolimacji sprzętu. Ale nie laserem, nie, nie. Brunet wiedział, że do avikowania kolimacja musi być tip top więc użył starego sprawdzonego kolimatora chesire. Po 5 minutach wszystko było gotowe. Brunet wiedział jednak, że trzeba jeszcze położyć dzieci spać. A jak zwykło to bywać czas ten zazwyczaj koliduje z wszelkimi ciekawymi a jednocześnie krótkotrwałymi zjawiskami astronomicznymi. Swoją drogą ktoś powinien wymyślić jakiś specjalny zegar do tego typu eventów. - „Kiedy wypada dziś przelot ISS ?” - „Jakieś 5 minut przed kąpielą dzieci i 10 minut po zmianie pieluchy” - „ Aha, a o której będzie ta flara Iridium -9mag, ta najjaśniejsza od 5 lat?” - „Wypadnie jakoś za 5 wpół do mycia zębów”… No dobra, dość tych żali, brunet wpadł do domu i rzucił do brunetki. - Dasz sobie radę z dziećmi Słonko? Ja bym spróbował złapać ISS. - Tak, dam sobie radę. Idź bo Ci ucieknie – uśmiechnęła się brunetka. - Taka kobieta to skarb – pomyślał brunet i wybiegł na zewnątrz. Dochodziła 20:24. ISS Detector pokazywał 2 minuty do przelotu. Brunet odpalił FireCapture i wycelował w Wenus. Na ekranie zamigotała biała plama. Ustawił więc ostrość i wyregulował ekspozycję. - Tak powinno być ok – mruknął Pozostało czekać. Na ekranie smartfona cyferki przy czasie do przelotu systematycznie malały: 11, 10, 9, 8, 7 ,6, 5, 4, 3, 2, 1… Brunet nerwowo rozejrzał się po niebie. - Gdzie jesteś mała, no gdzie – powtarzał do siebie W tym momencie ją zauważył, czerwoną kropkę sunącą nieśpiesznie około 15 stopni nad horyzontem. Szybko kliknął w przycisk nagrywania na laptopie i złapał za teleskop. Naprowadził go na stację i rozpoczął gonitwę. Stacja przeskakiwała mu w polu widzenia szukacza i jednocześnie cały czas jaśniała. Teleskop wędrował ku zenitowi a potem z powrotem w dół w miarę zmierzania obiektu na wschód. Kamerka cały czas rejestrowała. Po 6 minutach stacja znikła w cieniu Ziemi. Brunet wyłączył nagrywanie, szybko otworzył avika w Autostakkercie i zaczął przewijać klatki w poszukiwaniu obrazu stacji. Jego uśmiech rozszerzał się bardziej i bardziej kiedy na kolejnych ujęciach pojawiał się malutki ale wyjątkowo ostry i nieprześwietlony obraz ISS. - Będzie z tego niezła fotka – pomyślał i przystąpił do zwijania laptopa i kamerki. Przed 21 brunet wrócił do domu. Ale to jeszcze nie był koniec. Najlepsze miało nadejść po 23. Położył się na kanapie przy brunetce i otworzył butelkę z bursztynowym niskoprocentowym napojem. I tak spędził kolejne 1,5 godziny dyskutując o minionym dniu oraz innych mniej lub bardziej ciekawych sprawach. W tym czasie teleskop stał osamotniony na podwórku. Stał i stygnął czekając na światło odległych galaktyk które wkrótce miało się odbić od jego aluminiowych powłok. Brunetka już zasnęła. Bruneta też dopadła senność. Czuł jak jego powieki stają się cięższe i zmierzają nieuchronnie w dół. Ten browarek to chyba był dość kiepski pomysł – pomyślał i wpadł w objęcia Morfeusza. Po dłuższej chwili usłyszał chrapanie. Swoje własne chrapanie… i to go obudziło. Zerknął wystraszonym wzrokiem na zegarek. Była 23:15. Uff, nie ma tragedii. Nie przespałem tematu – odetchnął z ulgą i poczłapał do łazienki przemyć twarz. Zszedł po schodach i wyszedł na podwórko. Wzdłuż ulicy zgasły latarnie i cała wioska pogrążyła się w ciemności. Tylko na horyzoncie świeciła jedna pionowa smuga z pobliskiego kościoła. Brunet naszykował szkicownik oraz ołówki i podszedł do teleskopu. W wyciągu wylądował Nagler 22mm. - No to zaczynamy od Leo I – powiedział do siebie i skierował teleskop w stronę Regulusa. Ależ tam było jasno. W 16’’ alfa Lwa zalewała blaskiem całe pobliskie otoczenie gwiazdowe. Brunet sięgnął do smartfona i uruchomił SkySafari. Przeskoczył do obszaru Regulusa aby znaleźć miejsce w którym należało szukać tego galaktycznego karzełka. Nie było to trudne, łatwo wyszukał charakterystyczny układ gwiazd między którymi powinna znajdować się galaktyka. Ale nic tam nie było widać. - Spoko – pomyślał. – Na początku przeważnie nic widać. Odsunął Regulusa poza brzeg pola widzenia i rozpoczął, jak to zwykł mawiać, „grzebanie w smarkach”. Po paru minutach wpatrywania się ciągle był daleki od sukcesu. Za jasno. W wyciąg wpadł Antares Speers Waler 14mm z 82 stopniowym polem widzenia. Lepiej, dużo lepiej bo ciemniej. Skierował się w miejsce gdzie miała się znajdować Leo I i zaczął się wpatrywać. Patrzył, zerkał i po kilku minutach pojawiła się. Delikatna subtelna poświata minimalnie odcinająca się od otoczenia. Brunet dla pewności szturchnął kilkukrotnie teleskop, żeby upewnić, że rzeczywiście patrzy na galaktykę – subtelna plamka światła również zareagowała na ruch teleskopu. - Bingo – pomyślał. Zamknął prawe oko, którym prowadził obserwacje, zapalił czerwoną latarkę wziął szkicownik i ponownie spojrzał w okular kreśląc jednocześnie układ gwiazd wokół galaktyki oraz rozmazując delikatną mgiełkę obrazującą najdalszego poznanego satelitę naszej Drogi Mlecznej. Po kilkunastu minutach szkic był gotowy. Po Leo I przyszedł czas na Leo II, kolejną galaktykę karłowatą odległą o 690 tysięcy lat świetlnych od Ziemi będącą również jednym z satelitów Drogi Mlecznej. I tu zadanie nie było proste ponieważ galaktyka ta ma jeszcze niższą jasność powierzchniową niż Leo I ale za to nie żadnego upierdliwego sąsiada w postaci bardzo jasnej gwiazdy. - No to jedziemy z koksem – powiedział do siebie brunet, wkładając do wyciągu Naglera 22mm. Wiedział, że w tym wypadku będzie konieczne mniejsze powiększenie żeby nie zabić subtelnej poświaty galaktyki na tle ciemnego nieba. Nie mylił się, delikatna mgiełka pojawiła się już po kilku minutach obserwacji. Ale była widoczna jedynie zerkaniem. Brunet potwierdził, tak samo jak w przypadku Leo I, że patrzy na galaktykę i sięgnął po szkicownik. Brunet był zadowolony, udało mu się zrejestrować piękny przelot ISS oraz dwie bardzo słabe towarzyszki Drogi Mlecznej. Do zwieńczenia udanych obserwacji potrzebował jeszcze jakiegoś spektakularnego obiektu. Coś co w 16’’ teleskopie wygląda naprawdę wybitnie a jednocześnie nie jest obiektem oklepanym i oczywistym. Takie kryteria spełniała mgławica planetarna Kocie Oko w Smoku oznaczona łatwym do zapamiętania numerem NGC6543. Wschodni horyzont zaczęła już rozświetlać łuna wschodzącego Księżyca kiedy brunet skierował teleskop w stronę Smoka. Drogę do celu wskazały mu gwiazdy Aldhibah i BatentabanB. tworzące wraz z tą mgławicą swoisty trójkąt równoramienny. Brunet zobaczył jasną, rozmytą gwiazdopodobną plamę w rejonie czubka tego trójkąta. Wiedział już, że to Kocie Oko. W tym momencie rozpoczął się festiwal powerowania: - 128x – bardzo jasna bezkształtna plamka, lekko owalna - 225x – wyraźny owal z poszarpanym wnętrzem jednak bez wyraźnych szczegółów … seeing ciągle pozwalał na więcej…. - 360x – owal większy, wydaje się, że widać zarys oka, a może to złudzenie Brunet poszedł na całość – do wyciągu wsadził barlowa Imagemate 4x z okularem 14mm co dało powiększenie rzędu 514x - Jak szaleć to szaleć, po co się ograniczać – szepnął z uśmiechem i zerknął w okular. Wstrzymał oddech. Widok urywał głowę. Piękna podwójna pętla mgławicy świeciła w delikatnym otoczonym je halo. W środku pobłyskiwała gwiazda centralna o jasności około 11 magnitudo. Brunet wyjął okular z wyciągu i dokręcił do niego filtr OIII po czym ponownie umieścił w wyciągu. Filtr dosłownie wyrwał mgławicę z otoczenia gasząc praktycznie wszystko wokół i pozostawiające piękne oko święcące na czarnym tle. Brunet po raz ostatni tego wieczoru sięgnął po szkicownik aby wykonać rysunek – tym razem patrzył uważnie w okular aby jak najlepiej odwzorować wszystkie detale. Dochodziła już godzina druga. Wschodni horyzont pojaśniał i wkrótce zza drzew leniwie wyłonił się Księżyc nadgryziony przez cień tuż przed ostatnią kwadrą. Brunet zwinął sprzęt i poszedł do domu. To w sumie nie był taki zły dzień. - Bo w sumie nie jest ważne jak zaczynasz, ale jak kończysz – pomyślał. KONIEC
  11. Witam Wszystkich Chcę zacząć przygodę z obserwacjami astronomicznymi, a co za tym idzie zakupić teleskop. Mieszkam w 150 tyś mieście, ale obserwacje chcę głównie prowadzić poza miastem (może czasem z balkonu) ;) . Nie posiadam za dużo miejsca na przechowywanie sprzętu, więc jego rozmiary też biorę pod uwagę. Głównym celem obserwacji będą mgławice, galaktyki, gromady, ale nie omieszkam celować w US. Docelowo chcę się zająć astrofoto, ale najpierw chcę się napawać urokami nieba "na żywo" Mój budżet to około 3000 zł (tyle mogę zainwestować w pierwszy sprzęt o sensownych parametrach) Ważne dla mnie jest też to żeby kupić sprzęt, który będę mógł sukcesywnie wraz ze wzrostem umiejętności i potrzeb rozwijać/rozbudowywać (napęd, binokular, może w przyszłości GOTO). Mam na oku 2 konkretne sprzęty i proszę o Waszą opinię : http://teleskopy.pl/product_info.php?cPath=21_34&products_id=1801&lunety=Teleskop_Messier_NT-203_203/1000_EXOS_EQ-5 http://www.astroshop.pl/bresser-teleskop-maksutova-mc-127-1900-messier-mon-2-maksutov-telescope/p,44000 Do teleskopu chcę dokupić jeszcze okular i soczewkę barlowa - tu proszę o sugestie co kupić nie wydając kroci. O0 Z góry dzięki za opinie i pomoc
  12. Przedwczoraj (3/4 II 2014) wybrałem się z Grzegorzem Guzikiem z tego forum i Kraterem z astromaniaka w znaną mi od jakiegoś czasu miejscówkę w miejscowości Dosłońce, kilkanaście km na wschód od Miechowa. Na miejscu byliśmy po 23. Niebo było całkiem ładne, choć niestety, łuny od pobliskich miast (mam tu na myśli m.in. odległy o 40 km Kraków) wydawały mi się być jaśniejsze niż w lecie lub jesieni (prawdopodobnie kwestia śniegu). Nisko nad horyzontem niebo było lekko zamglone, ale wyżej było bardzo dobre. Zasięg gołego oka musiał sięgać 7 mag, bo w świecącej niezbyt wysoko nad horyzontem głowie Smoka bez wielkiego trudu widziałem gwiazdę o jasności 6.6 mag. Ze względu na awarię mojego Taurusa, mieliśmy ze sobą Syntę 8", którą Grzegorz kupił kilka tygodni temu oraz 75 mm refraktor Kratera. Obserwacje zaczęliśmy od mgławicy M 42 w Orionie, która całkiem ładnie prezentowała się w obydwu teleskopach, choć niestety, świeciła na lekko rozjaśnionej przez Kraków części nieba. Następnie skierowaliśmy teleskop na Jowisza. Niestety, seeing był dość słaby i nawet w powiększeniu 85x Jowisz "pływał". Po Jowiszu przyszła kolej na galaktyki. Oczywiście zaczęliśmy od M 82 ze świecącą w niej supernową SN 2014J. Supernowa była widoczna bardzo wyraźnie, błyszcząc dość głęboko w dysku galaktyki. Jasność supernowej oceniłem tej nocy na 10.6 mag. Sama galaktyka też prezentowała się fantastycznie - chyba jeszcze nigdy nie widziałem jej tak dobrze w 20 cm teleskopie. Najpierw oglądaliśmy ją w powiększeniu 85x, później wsadziliśmy w wyciąg okular 4.7 mm, z którym Synta dawała już powiększenie 255x. Co prawda seeing był słaby, jednak pomimo tego galaktyka w tym powiększeniu wyglądała fantastycznie z kilkoma nieregularnymi ciemnymi pasmami przecinającymi jej dysk i jasną supernową świecącą niedaleko jednego z takich pasm. Na koniec przyjrzeliśmy się temu obszarowi w powiększeniu 50x, tak aby wraz z M 82 w jednym polu widzenia zmieściła się też sąsiednia M 81. Myślę, że każdy kto choć raz tam spojrzał lubi ten widok. Bez trudu odnaleźliśmy też pobliską NGC 3077, która oczywiście była znacznie słabsza od swoich jasnych i znanych sąsiadek, jednakże i tę galaktykę było widać całkiem nieźle. Kolejnym obserwowanym przez nas obiektem była galaktyka M 51 z towarzyszącą jej NGC 5195. W powiększeniu 85x galaktyka M 51 była jasna i dość duża, a NGC 5195 była do niej niemal "doklejona". Kiedy zmieniliśmy powiększenie na 255x z M 51 zostało jedynie jasne jądro, które wyglądało podobnie jak NGC 5195 i było od tej galaktyki dość mocno oddalone. Trzeba się było dość długo wpatrywać, żeby zobaczyć zarys ramion (które jednak w tym powiększniu były bardzo ulotne). Nie pamiętam już dokładnie kolejności, w jakiej obserwowaliśmy kolejne obiekty. Największe wrażenie wywarła na nas m.in. piękna, a chyba niezbyt często obserwowana Zmienna Mgławica Hubble'a - NGC 2261. Jak zwykle wyglądała ona jak jakaś nierzeczywista kometa, o szerokim, wachlarzowatym, wygiętym warkoczu, którego jasność powierzchniowa była niemal dokładnie jednorodna i tak samo duża jak jasność "głowy". Zarówno w powiększeniu 85x jak i w 255x słabo widoczna była gwiazda oświetlająca tę mgławicę, a świecąca na jej "szczycie" (w powiększeniu 255x była ona trochę bardziej oczywista). Także gromady kuliste - M 3, M 5, M 13 i M 92 prezentowały się fantastycznie. Ze względu, że po północy wysoko świecą już gwiazdozbiory wiosenne, nie mogło zabraknąć galaktyk. Złapaliśmy m.in. galaktyki M 84, M 86, NGC 4435, NGC 4438 i NGC 4388, które pięknie prezentowały się w jednym polu widzenia teleskopu. Przyjrzeliśmy się także słynnej galaktyce Sombrero - M 104. Później długo podziwialiśmy galaktykę Igłe - NGC 4565, triplet Lwa (M 65, M 66 i NGC 3628) oraz jasną, ale chyba mało znaną NGC 2683. Nad ranem przypomniałem sobie też o bardzo jasnej i bliskiej nam NGC 2403 w Żyrafie. Było ją widać bardzo wyraźnie w szukaczu, a w teleskopie w powiększeniu 50x wyglądała całkiem ładnie. Oprócz galaktyk zapolowaliśmy też na kilka jasnych mgławic planetarnych. Korzystając z tego, że świeciła wysoko, odnaleźliśmy mgławicę Duch Jowisza - NGC 3242. Kształtem i wielkością rzeczywiście przypomina Jowisza, jednak seledynowo-szary kolor zdecydowanie do tej planety nie pasuje. Odnaleźliśmy też Eskimosa - NGC 2392, Sowę - M 97 ze świecącą w jej pobliżu galaktyką M 108, mgławicę Kocie Oko - NGC 6543, Znikającą Mgławicę - NGC 6826, która jak zwykle sprawiła mi sporo problemów przy poszukiwaniach, choć szukam jej bardzo często (zawsze jednak na jej odnalezienie muszę poświęcić kilkanaście razy więcej czasu niż na większość znajomych obiektów), piękne jak zawsze mgławicę Pierścień - M 57, i Hantle - M 27 a także (niedługo po przybyciu na miejsce) ukrytą w gromadzie otwartej M 46 ulotną mgławicę planetarną NGC 2438. Już w powiększeniu 85x mgławica ta wydawała się być dziurawa w środku. W powiększeniu 255x było to już dość oczywiste, choć sama mgławica stała się zauważalnie gorzej widoczna. W międzyczasie zerkaliśmy na Marsa i Saturna, jednak ze względu na słaby seeing planety nie pokazały zbyt wiele. Nad ranem postanowiłem w końcu zapolować na komety. Na pierwszy ogień poszła znajdująca się najwyżej z zaplanowanej na tę noc trójki kometa C/2012 K1 (PANSTARRS). Kometa ta za kilka miesięcy może być dość ładnym obiektem lornetkowym. Na razie jednak jest jeszcze dość słaba. Tej nocy oceniłem jej jasność na 12.0 mag, przy średnicy głowy 1'. Kometa była za to obiektem mocno skondensowanym, dzięki czemu była widoczna bez trudu, jako mały, okrągły obiekt. Trochę później na rozsądną wysokość wzniosły się dwie najjaśniejsze obecnie komety - gasnąca powoli C/2013 R1 (Lovejoy) i znajdująca się około maksimum blasku C/2012 X1 (LINEAR). Obydwie komety były bez trudu widoczne w lornetce, mieszcząc się z dużym zapasem w jednym polu widzenia - tej nocy dzieliło je niewiele ponad 2.5 stopnia. Obydwie posiadały krótkie, i dość słabe warkocze. Kometa C/2013 R1 (Lovejoy) była nieco jaśniejsza (oceniłem ją tej nocy na 7.6 mag) i nieznacznie większa od C/2012 X1 (LINEAR), której jasność oceniłem na 8.3 mag. Obydwie wyglądały całkiem ładnie w teleskopie i co ciekawe, obydwie były bardzo podobne - C/2012 X1 wygladała jak C/2013 R1 oglądana z większej odległości. Co ciekawe, zaledwie 40' od komety C/2013 R1 (Lovejoy) świeciła jasna (ale malutka) mgławica planetarna NGC 6572. Próbuję sobie przypomnieć ile razy zdarzyło mi się widzieć dwie komety w jednym polu widzenia lornetki i o ile o czymś nie zapomniałem, to wcześniej przydarzyło mi się to tylko 1 raz - 22 V 2006 roku o świcie obserwowałem nisko nad horyzontem dwa składniki komety 73P/Schwassmann-Wachmann, które znajdowały się niecałe 5 stopni od siebie i przy jasności około 6 mag i bardzo przejrzystym niebie obydwie było widoczne w lornetce, choć świeciły na rozjaśniającym się niebie. Dość dawno już nie miałem tak udanej nocy obserwacyjnej...
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)