Skocz do zawartości

Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'obiekt tygodnia' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • Obserwujemy Wszechświat
    • Astronomia dla początkujących
    • Co obserwujemy?
    • Czym obserwujemy?
  • Utrwalamy Wszechświat
    • Astrofotografia
    • Astroszkice
  • Zaplecze sprzętowe
    • ATM
    • Sprzęt do foto
    • Testy i recenzje
    • Moje domowe obserwatorium
  • Astronomia teoretyczna i badanie kosmosu
    • Astronomia ogólna
    • Astriculus
    • Astronautyka
  • Astrospołeczność
    • Konkursy FA
    • Sprawy techniczne F.A.
    • Zloty astromiłośnicze
    • Astro-giełda
    • Serwisy i media partnerskie

Znajdź wyniki...

Znajdź wyniki które...


Data utworzenia

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Grupa podstawowa


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Zamieszkały


Interests


Miejsce zamieszkania

Znaleziono 24 wyników

  1. Jeśli ktoś przebił się już przez moją ostatnią relację albo chociaż zerknął okiem na część trzecią, ten już wcześniej mógł spodziewać się, że następnym obiektem tygodnia będzie właśnie NGC 6441. NGC 6441 tudzież Dunlop 557, przez Interstellarum określana też jako Silver Nugget Cluster, to gromada kulista okupująca niebo tuż przy żądle Skorpiona. Została odkryta 13 maja 1826 r. przez szkockiego astronoma Jamesa Dunlopa. Znajduje się w zgrubieniu centralnym Drogi Mlecznej, ok. 13 tys. lat świetlnych od jej środka oraz ok. 40 tys. lat świetlnych od Ziemi i jest jedną z najbardziej masywnych oraz najjaśniejszych gromad kulistych w naszej Galaktyce. Należy do najbardziej metalicznych gromad kulistych (zawiera stosunkowo dużo pierwiastków cięższych od wodoru i helu), a wśród jej gwiazd znajdziemy nadzwyczaj dużo zmiennych, głównie typu RR Lyrae, oraz przynajmniej cztery pulsary milisekundowe, z których dwa tworzą układ binarny. W klasyfikacji Shapleya-Sawyer* określana jest jako typ III, z silnie zagęszczonym obszarem centralnym – przy średnicy 175 lat świetlnych połowa jej jasności zawiera się w piętnastu najbardziej wewnętrznych latach świetlnych gromady. Z obserwowalnym blaskiem 7.15 magnitudo i średnicą 9.6′, pod względem jasności wizualnej plasuje się w trzeciej, a według rozmiarów kątowych w piątej dziesiątce pośród obiektów tego typu. W porównaniu z jej niezwykłymi, astrofizycznymi cechami, pod względem aparycji nie prezentuje się szczególnie wyjątkowo, prawda? Ot zwykła gromada kulista jakich wiele. Ale jednak nie do końca. Czymś, co podczas obserwacji odróżnia nasz dzisiejszy obiekt spośród podobnych sobie nie jest wcale jej wygląd, ale otoczenie – NGC 6441 na niebie ulokowała się ok. 8 minut kątowych na wschód od pomarańczowego olbrzyma trzeciej wielkości (a dokładniej +3.21 mag) imieniem G Scorpii. Coś Wam to przypomina? -Tak, równie pomarańczowy Mirach wraz ze swoim Duchem NGC 404 to zdecydowanie dobre skojarzenie. Jednak w pobliżu znajdziemy coś jeszcze. Ok. 3.5′ ponad wspomnianą gwiazdą znajduje się tajemniczy obiekt o równie enigmatycznym oznaczeniu Haro 1-36. Początkowo uważany za mgławicę planetarną, a obecnie określany jako symbiotyczny układ podwójny, składa się z czerwonego olbrzyma i białego karła. W wyniku rozszerzania się tego pierwszego, jego najbardziej zewnętrzne warstwy przekroczyły granicę (tzw. powierzchnię Roche’a), powyżej której mogą opuścić macierzystą gwiazdę bez potrzeby uzyskania dodatkowej energii. Materiał ten opada na drugi składnik systemu, wywołując czasem rozbłysk – nową. Haro 1-36 ma jasność ok. 12.5 magnitudo oraz rozmiar 10". Ponadto sama NGC 6441 oferuje pewną niespodziankę – w jej wnętrzu skrywa się JaFu 2 – jedna z czterech znanych mgławic planetarnych powiązanych z gromadami kulistymi. Odkryta w 1997 r. ma rozmiar 4.9", niestety nigdzie nie znalazłam informacji na temat jej jasności obserwowalnej, chociaż nie wydaje mi się, by było możliwe dostrzeżenie jej wizualnie, a przynajmniej nie przez sprzęt dostępny dla większości śmiertelników. Są jednak śmiałkowie próbujący i z takimi paskudami, nie trafiłam jednak na pozytywny wynik takich zmagań. Po lewej: JaFu 2 sfotografowana w paśmie H-alpha. Po prawej: ta sama fotografia, ale z usuniętymi gwiazdkami i zwiększonym kontrastem w celu uwidocznienia mgławicy. Źródło: https://www.noao.edu/jacoby/ngc_6441.html No dobrze, poopowiadałam trochę o samej gromadzie oraz o jej sąsiedztwie, wspomniałam nawet co nieco o tym, czego raczej na pewno nie zobaczymy, ale co w końcu z obserwacjami NGC 6441? Przy deklinacji ponad -37°, nawet w najbardziej na południe wysuniętym punkcie naszego kraju, opisywana gromada kulista wznosi się na wysokość maksymalnie trzech stopni… Ale już z miejsc, które chętnie odwiedzamy w czasie urlopu, jak np. kraje śródziemnomorskie, a tym bardziej z okołorównikowych państw będących często celami wypraw astronomicznych, dostrzeżemy ją znacznie wyżej. Zaczynając od najmniejszego sprzętu potrzebnego do zobaczenia NGC 6441 oraz od bardziej przystępnych nam szerokości, na Cloudy Nights znalazłam wzmiankę o obserwacjach lornetką 10x70 „z ręki”, pod niebem 6 mag i na równoleżniku ok. 42° N – podobno gromada była ledwo dostrzegalna. Sama z 43° N widziałam ten obiekt przez APM 25x100, niestety nie miałam ze sobą Nikona 10x50 (rozkolimował się biedaczek ) Przy większych aperturach, rzędu 12 cali, możemy pokusić się nie tylko o parkę NGC 6441 – G Scorpii, ale także o dostrzeżenie Haro 1-36. Trafiłam na bardzo ładny opis tego obiektu z Dobsona 305/1500 z okolic hiszpańskiej Grenady, wzbogacony w dodatku pięknym szkicem: Źródło: https://elnidodelastronomo.com/2017/10/17/exotico-triplete-en-escorpio-ngc-6441-haro-1-36/ Z drugiej strony, pod afrykańskim niebem Lukost obserwował ją w Fujinonie 10x50 oraz 12-calowym newtonie, o czym opowie nam poniżej. Zatem jeśli następnym razem udasz się w podróż do ciepłych krajów, weź ze sobą choćby lornetkę, a potem spróbuj i daj znać jak poszło! *Dwunastostopniowy system klasyfikacji gromad kulistych powstały w oparciu o ich strukturę wewnętrzną i opisywany cyframi rzymskimi od I do XII, gdzie I oznacza największe zagęszczenie gwiazd w kierunku centrum, a XII niemal całkowity brak ich koncentracji.
  2. W tym poście znajdziecie linki do wszystkich dotychczas opublikowanych odcinków cyklu "Obiekt tygodnia". Będzie on na bieżąco aktualizowany - w miarę zamieszczania nowych postów z tej serii. Jeżeli ktoś ma jakieś specjalne życzenia (lub zastrzeżenia) co do "Obiektu", to niniejszy wątek jest właściwym miejscem, by je sformułować. 2013 Obiekt tygodnia 18.09.2013 NGC 457 (Gromada ET, Caldwell 13) Obiekt tygodnia 25.09.2013 NGC 7479 (Caldwell 44) Obiekt tygodnia 02.10.2013 Struve 2816 i 2819 Obiekt tygodnia 16.10.2013 NGC 7331 (Caldwell 30) Obiekt tygodnia 23.10.2013 M 76 (Mgławica Małe Hantle) Obiekt tygodnia 22.11.2013 Barnard 361 Obiekt tygodnia 02.12.2013 Messier 35 (NGC 2168) 2014 Obiekt tygodnia 24.05.2014 Porrima (gamma Vir) Obiekt tygodnia 09.10.2014 NGC 7293 (Mgławica Ślimak) Obiekt tygodnia 17.10.2014 „E” Barnarda (B142-3) Obiekt tygodnia 23.10.2014 NGC 281 (Pacman) Obiekt tygodnia 29.10.2014 NGC 253 (Galaktyka Rzeźbiarza, Srebrna Moneta, Caldwell 65) Obiekt tygodnia 09.11.2014 NGC 1 Obiekt tygodnia 13.11.2014 Smocze Trio (NGC 5981/5982/5985) Obiekt tygodnia 19.11.2014 M 33 Obiekt tygodnia 28.11.2014 NGC 752, Caldwell 28 Obiekt tygodnia 10.12.2014 Plejady Obiekt tygodnia 13.12.2014 NGC 1360 Obiekt tygodnia 19.12.2014 Kot z Cheshire Obiekt tygodnia 24.12.2014 NGC 2264 (Gromada Choinka, Collinder 112) Obiekt tygodnia 30.12.2014 Abell 21 2015 Obiekt tygodnia 6.01.2015 NGC 2261 (Zmienna Mgławica Hubble'a) Obiekt tygodnia 13.01.2015 Melotte 31 z otoczeniem Obiekt tygodnia 29.01.2015 Abell 12 Obiekt tygodnia 05.02.2015 Collinder 69 Obiekt tygodnia 18.02.2015 Tokyo 994 (Barnard 9-11-13) Obiekt tygodnia 26.02.2015 M67 Obiekt tygodnia 4.03.2015 NGC 2438 Obiekt tygodnia 12.03.2015 Collinder 65 Obiekt tygodnia 19.03.2015 M 53 i NGC 5053 Obiekt tygodnia 02.04.2015 Melotte 111 Obiekt tygodnia 17.04.2015 Septet Copelanda Obiekt tygodnia 27.04.2015 IC 2574 Mgławica Coddingtona Obiekt tygodnia 1.05.2015 NGC 4236 Obiekt tygodnia 7.05.2015 NGC 6210 Obiekt tygodnia 18.05.2015 NGC 6633 i IC 4765 Obiekt tygodnia 21.05.2015 M51 z NGC 5195 Obiekt tygodnia 29.05.2015 Sekstet Seyferta Obiekt tygodnia 10.06.2015 Izar (epsilon Bootis) Obiekt tygodnia 17.06.2015 IC 4665 Obiekt tygodnia 25.06.2015 NGC 6717 (Palomar 9) Obiekt tygodnia 17.07.2015 Barnard 168 Obiekt tygodnia 22.07.2015 omikron i omega Łabędzia Obiekt tygodnia 26.07.2015 IC 1296 Obiekt tygodnia 30.07.2015 STF 1897, STF 1905 i STF 1906 Obiekt tygodnia 15.08.2015 IC 5146 Obiekt tygodnia 22.08.2015 Kwintet Stephana Obiekt tygodnia 01.09.2015 Ruprecht 173 + 175 Obiekt tygodnia 15.09.2015 Gęś z bonusami (Stock 1) Obiekt tygodnia 22.09.2015 Jones 1 Obiekt tygodnia 07.10.2015 Barnard 138 Obiekt tygodnia 9.10.2015 NGC 246 Obiekt tygodnia 16.10.2015 NGC 6939 oraz NGC 6946 Obiekt tygodnia 23.10.2015 " Kocie Oko" i "Trzy Ptaszki" (NGC 6543 + WDS BRD3) Obiekt tygodnia 29.10.2015 Stock 23 (Gromada Pazmina) Obiekt tygodnia 6.11.2015 Wolf-Lundmark-Melotte (PGC 143) Obiekt tygodnia 18.11.2015 NGC 1647 Obiekt tygodnia 30.11.2015 NGC 1499 (Kalifornia) Obiekt tygodnia 8.12.2015 Collinder 62 Obiekt tygodnia 11.12.2015 NGC 2244 - Gromada Rozety Obiekt tygodnia 17.12.2015 Barnard 33 (mgławica Koński Łeb) Obiekt tygodnia 30.12.2015 NGC 869/884 (Gromada Podwójna) 2016 Obiekt tygodnia 17.01.2016 NGC 2024 (mgławica Płomień) Obiekt tygodnia 27.01.2016 NGC 2232 Obiekt tygodnia 14.02.2016 NGC 2359 Obiekt tygodnia 27.02.2016 NGC 2419 Obiekt tygodnia 6.03.2016 Jones Emberson 1 Obiekt tygodnia 11.03.2016 M48 i okolice Obiekt tygodnia 20.03.2016 NGC 5466 Obiekt tygodnia 09.04.2016 NGC 2903 Obiekt tygodnia 22.04.2016 Smocze tajemnice - κ Draconis i okolice Obiekt tygodnia 15.05.2016 Abell 39 Obiekt tygodnia 09.06.2016 NGC 6940 Obiekt tygodnia 20.06.2016 Sztylet Smoka Obiekt tygodnia 25.06.2016 NGC 6520 i Barnard 86 Obiekt tygodnia 15.08.2016 NGC 6822 (Galaktyka Barnarda) Obiekt tygodnia 13.09.2016 LDN 810 Obiekt tygodnia 28.09.2016 Róg Koziorożca Obiekt tygodnia 17.10.2016 Melotte 20 Obiekt tygodnia 21.10.2016 Collinder 463 Obiekt tygodnia 28.10.2016 TGUH 775 (LDN 1265, vdB 1, LkHα 198) Obiekt tygodnia 09.11.2016 NGC 891 Obiekt tygodnia 21.11.2016 Messier 103 Obiekt tygodnia 27.11.2016 NGC 1560 Obiekt tygodnia 4.12.2016 Koźlęta Obiekt tygodnia 15.12.2016 Ukryta galaktyka 2017 Obiekt tygodnia 6.01.2017 Simeis 147 Obiekt tygodnia 29.01.2017 145 CMa (zimowe Albireo) Obiekt tygodnia 17.02.2017 NGC 1514 Obiekt tygodnia 24.02.2017 M41 Obiekt tygodnia 03.03.2017 NGC 7789 Obiekt tygodnia 15.03.2017 NGC 2362 Obiekt tygodnia 7.04.2017 Leo I Obiekt tygodnia 25.04.2017 NGC 3521 Obiekt tygodnia 07.05.2017 NGC 5634 Obiekt tygodnia 28.05.2017 NGC 5746 Obiekt tygodnia 17.06.2017 Minkowski 1-64 Obiekt tygodnia 2.07.2017 IC 1295 Obiekt tygodnia 9.08.2017 IC 4617 Obiekt tygodnia 6.09.2017 NGC 6934 Obiekt tygodnia 26.09.2017 Wieniec Sadra Obiekt tygodnia 1.10.2017 NGC 147/185 Obiekt tygodnia 22.10.2017 Muchomor i NGC 7025 Obiekt tygodnia 29.10.2017 Maffei I Obiekt tygodnia 31.10.2017 Stephenson I Obiekt tygodnia 19.11.2017 Abell 4 2018 Obiekt tygodnia 21.01.2018 NGC 1999 Obiekt tygodnia 26.01.2018 NGC 2360 Obiekt tygodnia 17.02.2018 Melotte 71 Obiekt tygodnia 21.02.2018 Ogonek Małego Psa Obiekt tygodnia 9.03.2018 NGC 2539 Obiekt tygodnia 1.04.2018 HCG 44 Obiekt tygodnia 15.04.2018 NGC 4216 i okolice Obiekt tygodnia 22.04.2018 NGC 4217 (grupa M 106) Obiekt tygodnia 11.05.2018 r. Arp 199 Obiekt tygodnia 20.05.2018 NGC 5897 Obiekt tygodnia 4.06.2018 Rho Ophiuchi Obiekt tygodnia 24.06.2018 NGC 6453 Obiekt tygodnia 14.08.2018 NGC 6229 Obiekt tygodnia 18.10.2018 Pętla Barnarda Obiekt tygodnia 25.10.2018 NGC 404 Obiekt tygodnia 6.11.2018 NGC 6811 Obiekt tygodnia 14.11.2018 Gromady kuliste M31 Obiekt tygodnia 19.11.2018 Kaskada Kemble'a i NGC 1502 Obiekt tygodnia 30.11.2018 Achird Obiekt tygodnia 8.12.2018 Sh 2-308 2019 Obiekt tygodnia 6.02.2019 Messier 78 Obiekt tygodnia 10.02.2019 NGC 2467 Obiekt tygodnia 17.02.2019 Palomar 2 Obiekt tygodnia 03.03.2019 Galaktyka Ufo Obiekt tygodnia 24.03.2019 NGC 2301 Obiekt tygodnia 31.03.2019 Messier 83 Obiekt tygodnia 9.04.2019 NGC 2537 Obiekt tygodnia 17.04.2019 NGC 4565 Obiekt tygodnia 20.04.2019 LoTr 5 Obiekt tygodnia 26.04.2019 NGC 4527 i 4536 Obiekt tygodnia 2.05.2019 Messier 101 Obiekt tygodnia 11.05.2019 Arp 286 Obiekt tygodnia 20.05.2019 King 10 Obiekt tygodnia 28.05.2019 ζ UMa Koń z Jeźdźcem Obiekt tygodnia 1.07.2019 Palomar 7 Obiekt tygodnia 8.07.2019 NGC 7662 Obiekt tygodnia 15.07.2819 Mroczne okolice M 11 Obiekt tygodnia 25.07.2019 Minkowski's Butterfly Obiekt tygodnia 11.08.2019 NGC 7044 Obiekt tygodnia 9.09.2019 NGC 6441 Obiekt tygodnia 15.09.2019 IC 1287
  3. Czasami chyba sam nie wierzę, że lornety i galaktyki to połączenie wybitnie frajdogenne. Na szczęście, przypadki chodzą po obserwatorach, a pewnego razu pod dość ciemnym niebem zdarzyło mi się przypadkowo zerknąć na sam dół strony D3 w Interstellarum... Co tam znalazłem? Dwie czerwone elipsy, każda nachylona pod nieco innym kątem, czcionka przyjaźnie pogrubiona… Tak więc dziś chciałem zaproponować dwie bohaterki. Dwie z dość prostego powodu - do pewnych powiększeń, ciężko będzie ich nie zobaczyć w tym samym kadrze, gdyż ich odległość kątowa na niebie to zaledwie pół stopnia. Tytułowe NGC 4536 i NGC 4527 są galaktykami spiralnymi, należącymi do jednej z największych podgrup Gromady w Pannie - Obłoku S, zwanego czasami Grupą M 61. Odległość do obu? Dobre pytanie. Astronomowie proponują parę źródeł, a te zawierają spory rozrzut: - od 11.1 do 20.3 Mpc dla NGC 4527 - od 12.4 do 19.6 Mpc dla NGC 4536. Za duży rozrzut pomiarów odpowiada między innymi dynamika całej grupy, która jest w fazie kolapsu w większe kłębowisko. A skoro jest ruch, są i większe prędkości radialne. Dorzućmy do tego spore zróżnicowanie owych prędkości w grupie i dostajemy wartość przesunięcia ku czerwieni obarczoną większym błędem. W popularniejszych źródłach (Wiki, NASA/IPAC Extragalactic Database) podawane wartości to 14.09 Mpc (45.9 mln l.ś.) dla NGC 4527 i 15.03 Mpc (49 mln l.ś.) dla NGC 4536. Możemy więc dość bezpiecznie przyjąć, że w rzeczywistości obie galaktyki dzieli odległość nieco ponad trzech milionów lat świetlnych. Kto wie, może stamtąd Droga Mleczna i Galaktyka Andromedy wyglądałyby dziwnie znajomo... NGC 4527 (u góry) i 4536 (u dołu) w przepięknym ujęciu Łukasza Szczepańskiego. Źródło: KLIK W przeciwieństwie do serca Gromady w Pannie (Virgo I), na wspomniany Obłok S składają się głównie galaktyki spiralne. Obie nasze bohaterki mają dość rozbudowane oznaczenie morfologiczne: SAB(s)bc i SAB(rs)bc, czyli spiralne (S) z nieznacznie zaznaczonymi poprzeczkami (AB) i “umiarkowanie zluzowanymi” ramionami (bc). Klasyfikacja różni się tylko brakiem struktury pierścieniowej (s) w przypadku NGC 4527 i nieznacznie zauważalną taką strukturą w przypadku NGC 4536. Obie są zaliczane do galaktyk gwiazdotwórczych, przy czym Wiki podaje, że “młodsza numerantka” jest raczej w początkowej fazie swego zakwitania aktywnymi obszarami. A co się dzieje w południowej sąsiadce, pięknie widać na poniższym zdjęciu wykonanym przy pomocy pewnego emerytowanego teleskopu: Źródło: KLIK W NGC 4527 udało się zaobserwować trzy supernowe (w latach 1915, 1991 i 2004), a jedyna znana taka gwiazda w NGC 4536 dała o sobie znać w marcu 1981 roku. Jeśli chodzi o podawane wartości jasności obserwowanej, to znów mamy rozrzut: 10,5 - 11,4 magnitudo dla NGC 4527 oraz 10.3 - 11.1 magnitudo dla NGC 4536. Druga z galaktyk wydaje się być nieco trudniejsza do wyłowienia, ale tak czy siak, warto próbować już w kilkucentymetrowych aperturach (czytaj: lornetkach), szczególnie, że rozmiary kątowe obu są przyzwoite (6,2'×2,1' dla 4527 oraz 7,6'×3,2' dla 4536). Nalot nie jest specjalnie trudny, szczególnie dysponując polem widzenia rzędu 2-3 stopni. Standardowo startuję przy Vindemiatrix, potem przez Y[1] i łódź podwodną przy M49[2], dalej - spadek w dół przez czwórkę słońc w ławie[3] i przez ubogą omegę*[4] do trzech parek[5] - i już jesteśmy niemal na miejscu. Punktem docelowym jest kolejna parka gwiazd niespełna dziewiątej wielkości, którą to parkę nasze galaktyki flankują wizualnie od północy i południa. Strona D3 z Interstellarum. Co widać? Tereska (22x85) wyraźnie pokazuje kąt pozycyjny obu dysków. NGC 4527 leży sobie w osi dziesiąta-czwarta, a NGC 4637 w osi ósma-druga. Zupełnie przyjemny widok. 16x70 również powinna pokazać kąt pozycyjny północnej galaktyki, południowa zaś - to walka o dostrzeżenie w ogóle. W 10x50 nie dałem rady dostrzec żadnej z galaktyk, ale pod bardzo dobrym niebem takie zadanie powinno być wykonalne. Sporym zaskoczeniem był widok z dwudziestocalowca z Ethosem 21 na pokładzie. O ile NGC 4527 pozostała eliptyczną plamką, o tyle NGC 4536 pokazała wyraźną “eskę” wyciągniętych ramion. Pod zatomskim niebem ramiona te były na tyle wyraźne, że wyglądały na osiągalne do dostrzeżenia w 16-calowcach lub w jeszcze mniejszych instrumentach. Inne raporty obserwacyjne wspominają też o śladzie struktur pyłowych w NGC 4527. Jako kolejny bonus dla dużych luster, można dorzucić maleńką 13.8-magową galaktyczkę NGC 4533, widoczną na zdjęciu Łukasza pod środkową parką gwiazd. A jak jest w nie-zatomskiej rzeczywistości? Chętnie dowiem się od tych, którzy spróbują i dadzą znać, jak poszło! *nie mylić z Ubogim Ninją 😉
  4. Przygotowując się do kolejnej odsłony OT, wymyśliłam zacny obiekt do opisania. Tak zacny, że gdy miałam zacząć pisać tekst, sprawdziłam raz jeszcze czy aby na pewno nie pojawił się już wcześniej... I możecie zgadnąć… W zanadrzu miałam kilka alternatyw, ostatecznie jednak zdecydowałam się na coś zupełnie innego. Ktoś może mi teraz powiedzieć, że rzucam banałem, ale na swoje usprawiedliwienie przytoczę pewną sytuację, której wspomnienie zresztą zdecydowało o wyborze tego obiektu. Rzecz działa się na ostatnim zlocie w Zatomiu, kiedy to podczas jednej z rozmów o astrofotografii Kenny wspomniał o swoim zdjęciu M 78. W dalszym toku dyskusji kilka osób zaczęło zastanawiać się czy jest ona dostępna dla wizuala, czy stanowi duże wyzwanie. Szybko wytłumaczyłam, iż to naprawdę jasny i łatwy do odnalezienia obiekt, ale zdziwiło mnie, że nie jest to tak oczywiste jak mogłoby się wydawać… Zatem przechodząc do meritum: M 78 (NGC 2068) jest łatwa do zlokalizowania – świeci ok. 2,5° na północny wschód od ζ Ori (zeta Orionis, Alnitak) – najbardziej na wschód wysuniętej gwiazdy pasa Oriona. Została odkryta na początku 1780 r. przez Pierre’a Méchaina, a 17 grudnia tego samego roku Charles Messier dodał ją do swojego katalogu. Oddalona o ok. 1600 lat świetlnych należy do Obłoku Molekularnego w Orionie, podobnie jak pobliskie M 42, Płomień czy Koński Łeb. Nawiasem mówiąc, być może właśnie z powodu sąsiedztwa takich celebrytek wynika fakt, że częściej bywa pomijana i to mimo, że z jasnością aż 8,3 magnitudo jest najjaśniejszą mgławicą refleksyjną na niebie. Gdy dodamy do tego rozmiar ok 8’ x 6’ okaże się, że nasz cel jest do namierzenia już w lornetce 10x50. Natrafiłam nawet na informację, że pod ciemnym niebem da się ją wyłapać w maleństwie pokroju 5x30, chociaż podchodzę do tego trochę sceptycznie (z drugiej strony Panasmaras pewnie by potrafił ). W dużych lornetach bądź mniejszych teleskopach mgławica przypomina trochę kometę z podwójnym jądrem (dwie gwiazdy zanurzone w jej wnętrzu) i o kształcie zbliżonym do wachlarza – z jednej strony mocno odciętą od tła nieba, z drugiej zaś delikatnie rozmywającą się w otchłani Kosmosu. Kilkanaście minut kątowych na północ można dostrzec trochę mniejszą, choć podobnej jasności mgiełkę, która otula gwiazdę 10-tej wielkości – to NGC 2071. Teleskop 12 calowy (a w bardzo dobrych warunkach może nawet 8-10 calowy) pokaże nam, że M 78 nie rozmywa się tak regularnie w przestrzeni, lecz jest postrzępiona, a w jej skład wchodzą dwie kolejne mgławiczki refleksyjne, skatalogowane jako NGC 2064 i 2067, przy czym tę drugą od głównej części obiektu oddziela ciemne pasmo znane jako LDN 1627. Uważny obserwator patrząc już przez lornetkę z pewnością zwróci uwagę, że otoczenie naszego celu jest niezwykle ubogie w gwiazdy, a to za sprawą ciemnych pyłów zlokalizowanych w tamtym rejonie nieba. Dodam tu jeszcze, że ponieważ mamy do czynienia z mgławicami refleksyjnymi (świecącymi, dzięki odbijaniu światła pochodzącego z pobliskich gwiazd), na nic nie zdadzą się tu filtry mgławicowe. Po lewej: Jak na 15" szkic ten nie ukazuje zbyt wielu szczegółów, jednak urzekł mnie swoją "czystością" i estetyką. Źródło: https://astronomysketchoftheday.wordpress.com/2014/06/04/m78-a-profile-of-tropical-fish/ Po prawej: Takie widoki oferuje 20" teleskop, na żywo muszą być niesamowite! Źródło: http://www.chippingdaleobservatory.com/gallery/index.php?level=picture&id=358 Kilka minut kątowych na południe od Messier 78, 23 stycznia 2004 roku Jay McNeil odkrył nieznaną wcześniej mgławicę, robiąc zdjęcia za pomocą 3-calowego teleskopu. Analiza fotografii tego rejonu z poprzednich lat pokazała, że obiekt nie był widoczny ani w listopadzie 2003 r., ani wcześniej w 1988 czy 1951, widnieje natomiast na zdjęciu z roku 1966. Dalsze obserwacje i badania powiązały mgławicę z młodą rodzącą się dopiero gwiazdą, jednak wciąż nie jest pewna przyczyna zmian jasności nowo odkrytego obiektu. Gwiazda ta nosi oznaczenie V1647 Orionis, dla zainteresowanych wrzucam link do danych fotometrycznych i spektroskopowych zebranych w latach 2004-2006. Oprócz tego, w obrębie M 78 zlokalizowanych jest kilkanaście obiektów Herbriga-Haro, a także mgławica o numerze 106 w jakże egzotycznym katalogu Bernes. Po lewej - źródło: http://olegbr.astroclub.kiev.ua/?tag=bernes-106 Po prawej: Zmiany jasności mgławicy odkrytej przez McNeila. Źródło: https://news.astronet.pl/index.php/2004/02/22/n3955/ W prawdzie pogoda tej zimy nie rozpieszcza, jednak tym razem OT to nie lukostowa paskuda pokroju Sh 2-308 , lecz przyjemny i niezbyt wymagający cel warty przypomnienia. Dlatego, gdy tylko ujrzysz za oknem przebijające się gdzieniegdzie gwiazdy, nie pomijaj tej mgławicy na rzecz innych klasyków, ale spojrzyj na nią i daj znać jak poszło!
  5. Pierwszym moim obiektem tygodnia, a w zasadzie obiektami będzie coś co trzy lata temu bardzo mnie zafascynowało i zmieniło w pewnym stopniu mój kierunek obserwacji. Krótko i zwięźle – proponuje Wam gromady kuliste M31. Na samym początku uspokajam – małe apertury też mają dużo tu do powiedzenia ! Najjaśniejsza i najłatwiejsza gromada kulista M31 to G1 (inne nazwa: Mayall II). Jasność: 13,8 mag (wg Simbad) O rozmiarze, jasności powierzchniowej i innych ciekawych danych odsyłam do tej strony: https://academic.oup.com/mnras/article/376/4/1621/1014745 Cytuje tylko małą część, która zawiera mnóstwo szczegółów tylko o dwóch parametrach: „Based on these accurate photometric data, we redetermine the structural parameters of G1 by fitting a single-mass isotropic King model. We derive a core radius, rc= 0.21 ± 0.01 arcsec (= 0.78 ± 0.04 pc), a tidal radius, rt= 21.8 ± 1.1 arcsec (= 80.7 ± 3.9 pc), and a concentration index c= log (rt/rc) = 2.01 ± 0.02. The central surface brightness is 13.510 mag arcsec−2. We also calculate the half-light radius, at rh= 1.73 ± 0.07 arcsec (= 6.5 ± 0.3 pc).” Mapa dojścia, która mi w zupełności wystarczyła: https://deepsky.astronomie.info/And/g1/index.en.php Obserwacje: W internecie można znaleźć opis już od 63 mm ... "I've seen G1 three times with a 63mm Zeiss Telemator." https://www.cloudynights.com/topic/484810-challenging-challenge-objects/ ED 100: "I was hunting once for this cluster in ED100 under not so good conditions and I was able to glimpse it occasionally. The two close 14th magnitude stars are of course helping to pass the threshold for the detection." https://www.cloudynights.com/topic/484810-challenging-challenge-objects/ Newton 6": "Over the course of a half hour, I watched the soft, barely condensed mist of light around G1 as it drifted through the field. At odd intervals, the seeing would dial in enough to give me a glimpse of the southern star. It lined up rather nicely with the soft patch of G1 and a brighter star to the northeast. This alignment appeared regularly enough that I feel confident with the visual separation of that star. Glimpses of the northern involved star were much less forthcoming. However, on several occasions, this portion of the blob of light condensed briefly enough to perceive an alignment between it and the combined light of G1 and the southern star. This alignment pointed northwest at an angle steeper than that formed by the bright single & double-star pair to the north. This sighting is marginal." http://www.perezmedia.net/beltofvenus/archives/000512.html Newton 12" "Compared to closer magnificent globular clusters this extragalactic one appears poor, small, and cannot be resolved into single stars. But imagine what you are looking at: this is one of the most distant globular clusters visible in amateur telescopes12 Therefore it is always a fascinating object. Using magnifications over 100 times and averted vision, G1 appears as a smooth, round and diffuse nebula with two hardly perceptible dim stars at the edge. At 300x these two stars can clearly be resolved and G1 shows a stellar core (compare to the HST image). The two dim stars at the southern side of the triangle, which are shown well in Stefan Meister's CCD image, can be imagined more than seen under moderate conditions. The cluster itself cannot be resolved." https://deepsky.astronomie.info/And/g1/index.en.php Newton (?) 18" "18" (10/13/07): viewed at 450x and easily resolved the tight triple "star" that contains G1. The mag 13.5-14 globular was clearly nonstellar, though very small, ~8" diameter with a bright, quasi-stellar center and fainter halo. With direct vision the brighter center dominates and the halo fades. The globular forms the east vertex of a tiny equilateral triangle with two mag 14.5/15 stars 8" NW and SW." https://www.astronomy-mall.com/Adventures.In.Deep.Space/gcm31.htm I coś od Nas, Newton 8" "Niebo mam raczej dobre (ok. 6 mag.), pas pyłowy w M31 dostrzegalny jest bez większego problemu. Z G1 było trochę trudniej, bo przeszukując niebo ciężko ją dostrzec. Dopiero wydrukowanie, lub narysowanie sobie w miarę dokładnej mapki nieba ułatwiło sprawę. Po znalezieniu i chwilowym zerkaniu była już w miarę dobrze widoczna (w miarę dobrze jak na tak słaby obiekt oczywiście)." http://www.astromaniak.pl/viewtopic.php?f=19&t=18131 Newton 12" (jeśli dobrze zrozumiałem z opisu): "G1 - V = 13.8 Położona między dwiema trochę słabszymi gwiazdami, bez problemu widoczna bezpośrednio. Wygląda jak typowa gromada kulista." https://astropolis.pl/topic/36851-gromady-kuliste-w-m31/ Newton 13" "Kolejny punkt programu - G1/Mayall II. Z odpowiednimi mapkami odnalezienie tej globulki (13.7 mag) w 13" teleskopie jest łatwiutkie. Widziałem ją już przy 100x. Przy powiększeniu 214x widać wyraźnie, że to obiekt rozciągły. Dostrzegłem również dwie sąsiednie gwiazdki, "uszy myszki Miki"." http://astromaniak.pl/viewtopic.php?f=3&t=17761 A tu szkic i zdjęcie: http://www.perezmedia.net/beltofvenus/archives/000512.html https://pl.wikipedia.org/wiki/Mayall_II Już Was pewnie zanudziłem albo nawet wystraszyłem a to dopiero początek ! Gromad kulistych dostępnych wizualnie w galaktyce Andromedy jest mnóstwo. Może oszczędzę Wam stresu i odeślę Was do opisów jeszcze tylko kilku gromad w wykonaniu Polaka: "G2 - V = 15.8 Mimo, że druga to jest bardzo trudna, prawie punktowa, widoczna chwilami zerkaniem, obok UGC 330. G35 - V = 15.5; 2.9" Słaba, w dobrym do szukania miejscu, tylko chwilami widoczna zerkaniem, widać wyraźnie, że to nie gwiazda. G52 - V = 15.7 Słabsza od G35, trochę mniejsza, jasne tło też nie ułatwia sprawy. G58 - V = 15.5; 2.3" Bardzo słaba, tylko kilka razy zerkaniem się na nią nadziałem. Podobnej jasności co G73 i wielkości jak G64. G64 - V = 15.1; 2.3" Sporo większa od G73, ale sporo słabsza, wygląda jak gromada kulista, dość trudna ale w x87 da się ją dostrzec bezpośrednio G70 - Słaba, widoczna chwilami zerkaniem, podobna do G64, może odrobinę jaśniejsza. G72 - V = 14.9; 2.2" Prawie wskazują ją dwie pobliskie gwiazdy, wystarczyło skupić na nich wzrok i się pojawiła. G73 - V = 14.9 Najjaśniejsza gromada należąca do M110, zarazem jedna z najjaśniejszych, niezbyt trudna, wygląda jak mała tarczka blisko gwiazdy 9 mag. G76 - V = 14.3; 3.6" Na pierwszy rzut oka, jedna z najjaśniejszych, śliczna, trochę większa niż G78." A reszta tu: https://astropolis.pl/topic/36851-gromady-kuliste-w-m31/ I coś z zagranicy: "M31-G002 = Mayall III 00 33 33.9 +39 31 20 V = 15.8 18" (12/8/07): at 300x as a very faint mag 15.5-15.8 "star (perhaps slightly easier than listed V mag of 15.8). Located just 2' SW of UGC 330 and 10' ESE of M31-G1. M31-G035 = Bol 312 00 39 40.3 +40 57 03 V = 15.5; Size 2.9" 18" (9/20/03): at 323x this stellar M31 globular appeared mag 15.5 or fainter, though could almost hold continuously with averted vision. Located 16' NW of the starcloud NGC 206 and 1.8' E of a mag 14.5 star. Two mag 10.5 stars lie 3' and 4' SE. M31-G052 = Bol 005 00 40 20.3 +40 43 59 V = 15.7 18" (12/8/07): extremely faint M31 gc, stellar at 300x. Located just 2' WSW of the center of the large starcloud NGC 206 near the SW end of M31. Required averted vision to pick up but identification confirmed using a photographic finder chart. M31-G058 = Bol 006 00 40 26.7 +41 27 28 V = 15.5; Size 2.3" 18" (9/20/03): extremely faint stellar object at 323x requiring averted to identify with certainty, estimate mag 15.5-16. Located 3.5' NE of a mag 10.5 star and 14' due south of the center of M110." A reszta tu: https://www.astronomy-mall.com/Adventures.In.Deep.Space/gcm31.htm A teraz coś od siebie. To pierwszy mój "oficjalny" opis obserwacji z przed 3 lat do którego zabierałem się jak pies do jeża. To było w roku o ile pamiętam dobrze 2015 r., jesienią: Newton 8" okular do lokalizacji - hymm, nie pamiętam. Był to SW SWA 17 mm lub Maxvision 24 mm 82° (sprawdzę kiedy go kupiłem) okular do obserwacji SW SWA 8 mm i barlow GSO 2" 2x ED - powiększenie 125x (źw. 1,6mm), 250x (źw.0,8mm) zasięg około 6 mag (wg. mapy LP - 20,6 mag/arcsec^2) Andromeda w zenicie godzina 23.00-01.00 G1 (13.8 mag) - co tu dużo mówić. Po zlokalizowaniu po prostu oczywista. Nie miałem z nią najmniejszego problemu. Przy "obserwowalnym" powiększeniu czyli 250x widoczna jako plamka. Nie pamiętam jednak już - ale raczej tak - było widać "myszkę Mike" czyli dwie gwiazdy obok gromady. Oddzielone od G1. Przy 125x nie próbowałem. G 76 (14.2 mag) - jakie było moje zaskoczenie gdy po potwierdzeniu miejsca gdzie powinna się znajdować po prostu ją zobaczyłem !!! Łatwa ! Gwiazdopodobna. Widoczna ! Tak o ! "Jak" M13 z lornetki. G280 (14.2 mag) i G78 (14.3 mag) - przy tych dwóch spędziłem najwięcej czasu. Nie były widoczne z "przyłożenia". Dużo się napociłem, nakręciłem okiem by mieć pewność. Bardzo trudne na moim niebie !! To raczej granica obserwacji z podwórka. Naprawdę trudne. Oj trudne ! Myślę, że pod lepszym niebem (wg. mapy LP 21.7 mag) dostępne powinny być jeszcze G213, 272 i być może G72. Kilka dni temu: Newton 14" okular SW SWA 8 mm, barlow 2x zasięg 5 mag, słabe warunki (syf, kiła i mogiła) G1 - wyraźnie widać, że to gromada kulista. Koniec. Niestety jak do tej pory nie miałem możliwości siąść na spokojnie w dobrym warunkach z nowo nabytym Newtonem 14" by sprawdzić jak głęboko sięgnę. Korzystałem z tego zdjęcia (odwróciłem sobie kolory): https://www.cloudynights.com/images/SWandromedaglobs/m31globs.jpg (nie wiem dlaczego nie działa jako obrazek). http://www.astronoce.pl/artykuly.php?id=51 A tu tabelka pomocnicza: http://www.astronoce.pl/artykuly.php?id=51 Obserwacje wymagają spokoju, cierpliwości, dokładnych map lub zdjęć. Można zaliczyć takie obserwacje do ekstremum - jeśli się mylę, to poprawcie mnie. I na tym bym zakończył. Informacji o gromadach kulistych M31 w internecie jest jeszcze dużo dużo więcej. To co Wam dziś zaproponowałem to zadanie na wiele wiele nocy. Wiele krwi i potu z oka (oczu bo w końcu drugie tez się męczy) i sprzętu ten obiekt tygodnia wymaga. Niebo też musi być nie byle jakie. To fascynujące bo to tylko M31 ! Takie obiekty są też dostępne w innych galaktykach ! Choć M31 jest najbardziej bogata w te obiekty dostępne wizualnie. Wiem, że wymagam wiele więc podzielę moją prośbę na dwie części: G1 i kilka jaśniejszych - daj znać jak poszło ! G ... czyli cała reszta dłubaniny - daj znać jak poszło ! To jest zachęta ! Wrzucajcie ciekawe linki, zdjęcia, informacje ! Moje opisy będą raczej "techniczne" i jeśli podoba Wam się taka forma postaram się co jakiś czas coś wrzucić. Może następny OT nie będzie już tak długi ... Ale nie obiecuje
  6. Połowa stycznia za nami, a w temacie cisza. Czas już najwyższy, by zaprezentować nowy Obiekt Tygodnia. Pamiętacie Qnia? Nie mam ochoty wynurzać się z czeluści Obłoku Molekularnego Oriona, więc na warsztat trafia znany i lubiany (tak przez astrofociarzy, jak i wizualowców) Płomień, skatalogowany jako NGC 2024. To mgławica emisyjna, odległa od nas o ok. 1400-1500 lat świetlnych, spora (30'x30') i stosunkowo jasna. Ciekawe rzeczy dzieją się w jej wnętrzu; za pyłową zasłoną, całkiem niedawno (w kosmicznej skali, rzecz jasna) narodziły się nowe słońca. Warto zerknąć na poniższe zdjęcie, wykonane w paśmie promieniowania rentgenowskiego (z użyciem teleskopu Chandra, fiolet/purpura) oraz w podczerwieni (z pomocą - między innymi - teleskopu Spitzera, kolory czerwony, zielony i niebieski). źródło: http://www.nasa.gov/mission_pages/chandra/multimedia/flame-nebula.html Co ciekawe, badania dowiodły, że gwiazdy umiejscowione w zewnętrznych rejonach mgławicy są starsze niż te w jej centrum. O możliwych przyczynach tego stanu rzeczy można poczytać tutaj. A jak to wygląda w paśmie widzialnym? O tym opowie nam Jacek Bobowik i jego astrofota roku 2015: Opis starhoppingu ponownie pominę – drogowskazem jest jasna gwiazda ζ Ori, czyli Alnitak, do której Płomyk jest niemalże doklejony (choć w rzeczywistości oba obiekty nie są fizycznie powiązane). Bliskość Alnitaka – podobnie jak w przypadku IC 434 i Barnarda 33 – to sąsiedztwo problematyczne z punktu widzenia obserwatora. Blask gwiazdy mocno przeszkadza, szczególnie podczas paczania przez lornetkę. Jest jednak na to rada – lorneciarze powinni spróbować "schować" ζ Ori za jakąś przeszkodą terenową – drzewem czy słupem, względnie tak zwanym winklem. ;) Użytkownicy teleskopów mają łatwiej, bo wystarczy wywalić przeszkadzajkę poza krawędź pola widzenia okularu. Z jakim sprzętem można podchodzić do Płomienia, by się nie sparzyć? Niektórym może się to wydać zaskakujące, ale pod dobrym niebem w zupełności wystarczająca będzie lornetka 10-12x50. Z jej użyciem można wyzerkać całkiem spore, choć dość blade pojaśnienie, przylegające do gwiazdy od strony wschodniej, bez jakichkolwiek szczegółów. Detal w postaci ciemnego, grubego pasma, biegnącego na linii północ – południe i dzielącego mgławicę na jaśniejszą część wschodnią oraz nieco bardziej ulotną zachodnią, można łapać w większych lornetach. Pamiętam doskonale, że owo pociemnienie było oczywiste w TS Marine 28x110. Tak coś nieśmiało kojarzę, że i Delta Extreme 15x70 pozwoliła na jego wyłuskanie, ale pewności nie mam. Starość, kurna, starość i pamięć już nie ta.... Liczę jedak, że koledzy lorneciarze pomogą i rozstrzygną tę istotną kwestię. :) Gdyby nie Alnitak, cały kompleks (znaczy NGC 2024, IC 434, B 33 oraz NGC 2023) pięknie prezentowałby się w krótkoogniskowym teleskopie, wyposażonym w szerokokątny okular. Ale niestety, trzeba obejść się smakiem... Jak to często bywa, najfajniej jest w dużym niutku, przy czym warto skorzystać ze średnich powiększeń (u mnie najlepiej sprawdza się Nagler 12 mm, z którym uzyskuję pow. 125x i źrenicę wyjściową 2,4mm). W tej konfiguracji sprzętowej, po wywaleniu Alnitaka, całkiem wyraźnie widać, że "główne" ciemne pasmo nie ma ostro zarysowanych krawędzi, a czają się tam drobne, subtelne farfocle. W południowej części mgławicy (można rzec, że u jej nasady), wypatrzymy drugie z wyraźnych pociemnień, odbiegające od pasma centralnego w kierunku wschodnim. Jest jeszcze trzecie, biegnące w kierunku Alnitaka, ale nader ulotne; zazwyczaj bardziej domyślam się jego istnienia, niż faktycznie widzę. ;) Na tle obszaru mgławicowego świeci kilka bezładnie rozrzuconych, słabych gwiazdek (o jasności poniżej 10mag). Odnośnie przydatności filtrów powiem tylko tyle, że można próbować skorzystać z UHC, szczególnie pod lekko rozjaśnionym niebem. Moim zdaniem poprawa widoczności obiektu nie jest jednak znacząca i osobiście preferuję obserwacje bez filtrowych wspomagaczy. Zimno ci? Palce u nóg skostniały, a w zgrabiałej dłoni ledwo możesz utrzymać okular? Spróbuj zatem ogrzać się przy Płomieniu i koniecznie daj znać, jak poszło!
  7. Obserwacje przy użyciu lornetki, bez wątpienia sprzyjają szybkiemu przeskakiwaniu od jednego do drugiego kawałka nieba, a potem jeszcze jednego i kolejnego. Jeśli dodać do tego, że w polskich szerokościach geograficznych, nasz Obiekt Tygodnia nigdy nie chowa się za linią horyzontu, może wyjść na to, że Gromada Podwójna w Perseuszu jest tym co najczęściej „samo” wpada mi w obiektywy. Nie ma się jednak czemu dziwić, bo te dwa skupiska to obiekty wybitnie lornetkowe. I jeśli nawet, parafrazując klasyka: „Gromada Podwójna – jaka jest, każdy widzi”, to czy nie warto poświęcić jej choćby kilku chwil, zawsze gdy tylko jest taka możliwość? A nuż, może przypominając sobie kilka faktów na jej temat, odkryjesz ją na nowo? Zatem właściwie: Co? Gdzie? i Jak? Co? Opierając się na katalogu Caldwella – patrzymy na numer 14. W New General Catalogue są to pozycje 884 oraz 869, które to można również odnaleźć w innych spisach jako (na przykład i odpowiednio): Cr 25, Mel 14, Raab 10 oraz Cr 24, czy też Mel 13.[1] Powołując się zaś na powszechniej używane nazwy, mamy do czynienia z gromadami (NGC 884) oraz h (NGC 869) Persei, często nazywanymi po prostu „Chichotami”. Choć pierwsze wzmianki o gromadach pojawiły się już w pismach starożytnych Greków, to te dwa najbardziej znane oznaczenia literowe wywodzą się ponoć z map nieba epoki renesansu. Nigdzie natomiast nie odnalazłem odpowiedzi na pytanie o przyczynę ich braku na liście pana Messiera. NGC 869 oraz NGC 884.[2] Uważam za coś niesamowitego, że obydwie gromady nie istniały ani przed, ani jeszcze długo po zniknięciu dinozaurów z powierzchni Ziemi. Szacuje się nawet, że początek formowania się NGC 884/869 mógł przebiegać równolegle z kształtowaniem się pierwszych praludzi na naszej planecie! Wszak mamy do czynienia z wiekiem określonym na ok. 5,6 mln (NGC 869) i 3,2 mln lat (NGC 884).[3] Można to z kolei powiązać z niebieskim kolorem, młodych, bardzo gorących i jasnych gwiazd, które stanowią zdecydowaną większość składników obu skupisk. Tuzin najjaśniejszych słońc NGC 884 błyszczy jasnymi, „zimnymi” barwami. Wszystkie one są błękitnymi olbrzymami lub nadolbrzymami typu B. Natomiast 8 z 9 najjaśniejszych gwiazd jej starszej siostry to również święcące jasnym, niebieskawym światłem typy B lub A, ale też kilka czerwonych nadolbrzymów typu widmowego M.[4] Każda z gromad liczy po ok. 200-250 gwiazd, ale ich jasność mogłaby być zrównoważona dopiero przez ok. 160 000 naszych Słońc. Wszystko to sprawia, że z odległości ok. 7,3 tys. lat świetlnych, które nas dzielą, ich światło jest ciągle bardzo wyraźne i na podobnym poziomie percepcji dla obydwu gromad: 4,3-4,4mag, choć jeśli wierzyć źródłom, gdyby nie były one schowane za kurtyną pyłu, to wspomniana jasność byłaby większa o nawet 1,5mag. [3][5] Gdzie Patrząc z iście kosmicznej perspektywy, to oczywiście w naszej galaktyce. Ściślej rzecz ujmując, w jednym z jej ramion – dokładniej w Ramieniu Perseusza. Poniższy rysunek pokazuje wzajemne położenie kilku gromad otwartych widocznych w mniej więcej tym samym rejonie nieba. Czy wspomniana już odległość ok. 7,3 tys. lat świetlnych to daleko jak na gromadę otwartą? Raczej tak. Spośród 250 najbardziej znanych tego typu obiektów ok. 85% znajduje się jednak bliżej Ziemi. [6] Rysunek pokazujący położenie NGC 869/884 w obrębie Galaktyki. [5] Jeśli zaś chodzi o mniejszą skalę i nasz widok na nocne niebo, to bardzo prawdopodobne, że i tak prawie każdy doskonale wie jak odnaleźć ten klasyk, ale może ten tekst czyta też ktoś stawiający pierwsze kroki w astronomii amatorskiej? Jeśli więc chciałbyś, Drogi Czytelniku odnaleźć /h Persei po raz pierwszy, to proponowałbym zacząć od lokalizacji ogromnej litery „W” – czyli konstelacji Kasjopei. Następnie, lokalizując 2 bardzo jasne gwiazdy tego gwiazdozbioru – gamma oraz delta Cassiopeiae, utwórz na ich podstawie linię i idź w kierunku Perseusza. W odległości ok. 2 długości jakie dzielą te gwiazdy możesz spodziewać się dostrzec, nawet gołym okiem, mglistą plamkę światła o dużej wielkości – porównywalnej z tarczą Księżyca. To nasz cel. Położenie NGC 869/884 na nocnym niebie. [7] Jak? Moim zdaniem, najlepiej lornetką. Ale prawda jest taka, że „czymkolwiek”, też może być poprawną odpowiedzią. Przypominam bowiem, że mamy do czynienia z ogromnym (jak na DS-y) obiektem widocznym bez uciekania się do pomocy jakichkolwiek instrumentów optycznych. Nieuzbrojonym okiem, nawet na nienajlepszej jakości niebie, widać właśnie sporą mgiełkę. Jednak teraz, kiedy podczas zimowych wieczorów Perseusz znajduje się naprawdę wysoko, na wiejskim niebie widzę już nie jedną, a dwie wyspy światła. Pozostawiając jednak kwestię granic możliwości ludzkich gałek ocznych okulistom, sięgnijmy po lornetkę. Jeśli będzie to na przykład 10x50, dająca podgląd 6-7 stopni, to nasze bohaterki będziemy mogli wygodnie i bezpośrednio porównać jeszcze z trzema gromadami otwartymi (ech lornetka…)! Dostajemy bowiem gratis: Stock 2 – nieco ponad 2o na północ, NGC 957 – ok. 1,5o na wschód, a w kierunku południowym możemy jeszcze dostrzec gromadkę Trumpler 2. Bez dwóch zdań – ciężko skupić na nich wzrok mając Obiekt Tygodnia tuż obok. Obszar na pograniczu konstelacji Kasjopei i Perseusza wraz z kilkoma gromadami otwartymi. Czerwony okrąg ma średnicę ok. 6,5o. [8] W tym zestawieniu NGC 957 wydaje się być przecinkiem złożonym z kilku punktów. Tr 2 można uznać za układ kilku, mniej – lub bardziej przypadkowych gwiazdek, natomiast Stock, choć sporo większy (i ogólnie bardzo go lubię), sporo odstaje pod względem jasności maczku gwiezdnego jaki go tworzy. oraz h Persei świecą już wtedy wyraziście kilkunastoma gwiazdami każda. Słabsze składniki stanowią natomiast rozmyte w niektórych obszarach tło, tworząc przepiękną, zagadkową poświatę. Całość wygląda trochę jak dwa supły z których wychodzą łańcuchy co wyraźniejszych gwiazd. Zachęcam, w miarę możliwości, do zlokalizowania wszystkich tych gromad w szerokim, lornetkowym kadrze. Pamiętajmy przy tym, że Stock 2 oraz NGC 957 znajdują się bliżej nas – w obrębie ramienia galaktyki w którym jest też nasze Słońce i tworzą pierwszy plan, natomiast „Chichoty” oraz Tr 2 są już zlokalizowane w Ramieniu Perseusza. To może dać też jakiś pogląd na ogromne ilości światła emitowanego przez gwiazdy Gromady Podwójnej. Gdyby nasze Słońce znajdowało się w tym miejscu, byłoby widoczne jako gwiazda o wielkości zaledwie około 16mag. [5] NGC 869/884. Szkic ołówkiem. Widok przez lornetkę 8x56 (FOV : 5,9o). [5] Większa lornetka jest tym, co ja bym uznał za najlepszy instrument do podziwiania naszej uroczej parki. Widok w mojej 15x70 po prostu mnie hipnotyzuje. Pole widzenia w tym przypadku to 4,4o i świetnie wtedy widać, że otoczenie Gromady Podwójnej, na które jest jeszcze sporo zapasu w tego rozmiaru lornetce, też składa się z dość jasnych punktów – samych tylko gwiazd o jasności 5,2 – 8,2mag można naliczyć ok. 30. Nie ma jednak mowy o problemach z określeniem granic obu obiektów. Koncentracja gwiazd wokół środka – węzła, w obu gromadach jest oczywista. W tym wypadku ich widok zawsze przywodzi mi na myśl 2 kupki pokruszonego szkła. Niesamowicie, trochę na zasadzie kontrastu, wygląda wtedy tych kilka jasnych, pomarańczowych punktów. [4] Na koniec wyznanie: naprawdę nie jestem lornetkowym fetyszystą i widok z 10-calowego teleskopu, w szerokokątnym okularze i powiększeniu rzędu ok. 50x naprawdę może się podobać (i bardzo mi się podobał). Liczba „szpileczek” i ich wzorów robi wrażenie. NGC 869 jest przy tym bardziej upakowana. Wszystko to przepięknie, ale… Utarło się już określenie, że lornetka to kosmos w 3D. Cóż, ja oczywiście się z tym zgodzę i gdybym miał wybrać jakiś obiekt jako przykład dla różnicy w obrazie z jednego i obojga oczu (no może prócz Księżyca) - byłaby to właśnie para /h Persei. Jak na moje subiektywne odczucia, 10” lustra przegrywa tu rywalizację z dwiema soczewkami w D.O. Extreme 15x70. Czy więc będziesz zbierać światło za pomocą zwierciadła, soczewek, czy też własnych oczu – spojrzyj na Gromadę Podwójną i daj znać jak poszło! [1] http://www.ngcicproject.org [2] http://aladin.u-strasbg.fr/AladinLite/ [3] http://freestarcharts.com/messier-catalogue/21-guides/ngc/103-ngc-869-and-ngc-884-caldwell-14-the-double-cluster-open-clusters [4] Craig Crossen, Gerald Rhemann, „Sky Vistas. Astronomy for Binoculars and Richest-Field Telescopes”, Springer. [5] Rony De Laet, “The Casual Sky’s Observer’s Guide. Stargazing with Binoculars and Small Teleskopes”, Springer-Verlaq New York Inc. 2012 [6] http://www.atlasoftheuniverse.com/openclus.html [7] Stellarium. [8] Roger W. Sinnott, „Sky & Teleskope’s Pocket Sky Atlas” Cambridge, Massachusetts, USA.
  8. Wciągając się w ciemny światek mgławic pyłowych, trudno nie zauważyć pewnej rozbieżności między tym, co może zainteresować profesjonalistę, a co amatora. W kręgu badań pierwszej grupy są obszary, które dostarczają nam wiedzy, więc z pewnością najpilniej obserwowanymi obiektami będą globule Boka lub samograwitujące obłoki pyłu. Pod ostrzał długimi falami dostają się też wszelkie “węzły zapalne” w smugach pyłowych, dzięki którym możemy poznać najwcześniejsze etapy powstawania gwiazd. Sytuacja ma się nieco inaczej z amatorami - owszem, lubimy czytać doniesienia ze świata nauki i dowiadywać się, czym jest to, na co patrzymy (bądź co fotografujemy), lecz naszą uwagę przykuwają przede wszystkim obiekty wyraźne i piękne dla oka. Z tego też powodu, nietrudno jest mi wskazać obiekty, które nie zyskały atencji zawodowych astronomów, gdyż są zwykłymi, pospolitymi przepyleniami - choć wizualnie są przepiękne i dobrze widoczne. Jako, że ciemnych mgławic w okolicach równika galaktycznego nie brakuje, mniej gęstymi pasmami przechodzącymi na tle jasnych pól gwiezdnych naukowiec niekoniecznie musi się przejmować - zdarzy się więc, że poza ich obecnością, nie odnotuje nic. źródło zdjęcia: http://www.astrobin.com/188683/ Jednym z takich obiektów jest Barnard 138, określany mianem (amatorskim, oczywiście) Mgławicy Czarna Jaszczurka (Black Lizard Nebula) - z racji charakterystycznej, wygiętej sylwety. Znaleźć w Internecie choćby podstawowe informacje na temat tej ciemnotki - ciężko (przynajmniej dla mnie). Przyznam, że jedynym konkretem (?), do którego się dogrzebałem, był wpis na Cloudy Nights o tym, że ktoś gdzieś znalazł odległość do smugi, podając wartość 600 parseków (czyli około 2000 lś). Przyjmując tę - jak się zdaje, dość niepewną - wartość, długość pasma B138 należałoby szacować na co najmniej sto lat świetlnych (przy założeniu, że jej główna oś leży prostopadle do kierunku, z którego ją oglądamy). Choć chętnie opisuję swoje zmagania z ciemnymi mgławicami, w moich relacjach Barnard 138 pojawia się raczej jako bohater drugiego lub trzeciego planu. W rzeczywistości jednak odwiedzam to piękne pasmo pyłowe dosłownie przy każdej okazji, kiedy tylko mam konstelację Orła wystarczająco wysoko nad horyzontem. Jest ono dla mnie nie mniej obowiązkowe niż spojrzenie na M31 jesienią czy M42 zimą. Położenie naszej Czarnej Jaszczurki można zlokalizować bardzo łatwo, lecz do wyłowienia samego obiektu potrzebne jest niebo ciemne na tyle, by zaświeciło tło Drogi Mlecznej poniżej δ Aql, umożliwiając wydobycie wygiętej smugi ciemnotki. Zatem nalot zaczynamy od Delty Orła, a następnie przesuwamy pole widzenia o jakieś dwa stopnie ku południowemu zachodowi, gdzie natrafimy na pomarańczową 23 Aql, która wraz z parą 24 Aql - HD180973 tworzy układ gwiazd nieco przypominający Omikrony Łabędzia. Ślad ciemnego gadziego tułowia najłatwiej odnaleźć w ścisłych okolicach tych słońc i tuż poniżej nich. Początkowo zapewne nie dostrzeżecie nic prócz delikatnej wschodniej krawędzi pociemnienia na przestrzeni około półtora stopnia. Przyznam, że przez dość długi czas byłem przyzwyczajony do takiego właśnie oblicza B138. Jednak uparcie wracając w te okolice, w miarę nabierania doświadczenia (bądź przebywając pod ciemniejszym niż zwykle niebem) zacząłem odkrywać coraz więcej smaczków w tym obiekcie. Od czasu kiedy widziałem go po raz pierwszy, Barnard 138 rozrósł się zarówno ku północy, jak i ku południu, odkrył również swoją zachodnią krawędź. Smuga, której widomy rozmiar kątowy nieznacznie przekraczał jeden stopień, rozrosła mi się do widocznych na fotografiach trzech stopni. Czy nie przypomina Wam to waszych zmagań z M31, kiedy jako początkujący najpierw widzieliście niewiele więcej ponad jasne jądro, by z czasem delektować się kilkustopniowym dyskiem galaktycznym? Co zatem widzę obserwując B138? Wielki, zakrzywiony, częściowo pusty pas ponad 3° długości. Ów wielki, zakrzywiony “pas” rozciąga się od ok. a = 19h 12m, d = -1°.6, jest wklęsły od wschodu. Prawdopodobnie jego najbardziej uderzającą cechą jest wyrazistość jego wschodniej krawędzi. Od zachodu jest ona mniej wyraźna, a w południowej połowie składa się z rozgałęziających się struktur, które zlewają się ze stosunkowo ciemniejszą częścią Drogi Mlecznej niż ta na wschód [od obiektu]. Gwiazdy objęte łukiem na wschodzie są znacznie jaśniejsze lub bardziej wyraziste niż te po zachodniej stronie. Południowy kraniec kończy się małą, czarną plamą, B139. Moje wrażenia z oglądania B138 w lornetkach są bardzo zbieżne z powyższym wpisem katalogowym Barnarda. Faktycznie, nietrudno zauważyć, że znacznie wyraźniejsza jest wschodnia krawędź, choć jest ona bardziej oddalona od równika galaktycznego niż zachodnia. Zachodni (prawy) kontur rozpływa się w gradiencie ku mało wybitnemu fragmentowi Drogi Mlecznej, szczególnie w dolnej części, gdzie na zdjęciach widać rozgałęzienia. Bardziej wytrawnym obserwatorom polecam również wyłapanie południowo-wschodniego zwieńczenia - B139. Jest to możliwe już przy użyciu lornetki 15x70 (którą uważam za optymalny instrument do tego obiektu). Barnard 138 również całkiem chętnie poddaje się mniejszym lornetkom - mając dobre niebo i niezgorzej zaadoptowany wzrok do ciemności, bez problemu widywałem charakterystyczny ciemny łuk w 10x50, a nawet w 8x30. W przeciwieństwie do wspomnianej M31, podejście do B138 z średnim czy wielkim lustrem może okazać się daremne. Mgławica Czarna Jaszczurka po prostu wymaga sporego pola, na tle którego jej wielka, choć z pewnością nie uderzająca sylweta ma szanse wyjść z otoczenia i ukazać swoje piękno obserwatorowi. Nie znaczy to, że teleskopy są bezradne w przypadku tego obiektu - po prostu trzeba zastosować okular dający jak najmniejsze powiększenie (optymalny przedział to 10-20x) i możliwie dużą źrenicę wyjściową (najlepiej w okolicach 4-6 mm). Będąc w okolicy, warto również odszukać i inne obiekty z katalogów Barnarda czy LDN. Poniższa mapka powinna stanowić dobrą pomoc dla miłośników odnajdywania ciemnych mgławic w Drodze Mlecznej. Orzeł już się chowa, ale październikowe wieczory wciąż są dobrym czasem, by zmierzyć się z nieprzebranym bogactwem przepyleń Galaktyki na orlim odcinku - tak więc skieruj swe lornetki i teleskopy na δ Aql, odbij w dół do Barnarda 138 - i daj znać, jak poszło!
  9. (halo! jest tu kto jeszcze? chyba nie wszyscy w RPA?! ) Lisek, jako konstelacja dość mała i składająca się z niezbyt jasnych gwiazd raczej nie rzuca się w oczy – zwłaszcza pozostając w cieniu zachwycającego wielkością i bogactwem wszelkiej maści obiektów Łabędzia. Jednak, jeśli będziecie gdzieś na pograniczu tych dwóch gwiazdozbiorów, czy to szukając śladów Veila, czy też oglądając po raz tysięczny M27, zachęcam Was do odszukania również naszego Obiektu Tygodnia. Ja sam, dosłownie wpadłem na niego ostatnio przeczesując lornetką tamte rejony. Po chwili konsternacji i zerknięciu do atlasu, pamięć od razu powróciła – ten duży obłoczek z iskrzącymi gdzieniegdzie mocniej punktami to NGC 6940 – przepiękna gromada otwarta, będąca moim kolejnym przystankiem obowiązkowym na lornetkowym spacerze wzdłuż Drogi Mlecznej. Czy gromada jest trudna do odnalezienia – bynajmniej! Przecież leży tuż pod łabędzim skrzydłem. Proponuję zacząć od ε Cygni, aby następnie dojść do 52 Cygni i w kolejnym kroku, odkładając taki sam odcinek odnaleźć NGC 6940. Położenie NGC 6940. [1] Moim zdaniem, jest to jedna z ładniejszych gromad otwartych letniego nieba. Klaster ma naprawdę spore rozmiary: w okularze zobaczymy obiekt porównywalny wielkością do tarczy Księżyca. Początkowo w lornetce o parametrach ok. 10x50, powinniśmy zobaczyć sporych rozmiarów plamkę o trudnym do zdefiniowania kształcie – najbliższym skojarzeniem może być hak. Bez trudu dostrzeżemy też kilka jaśniejszych gwiazdek o wielkości ok. 7-8 mag na tle, które w zależności od warunków, będzie zdradzać mniej lub bardziej swoją ziarnistość. Większa lornetka, na przykład 15x70, już pięknie pokazuje jak duże są różnice jasności gwiazd w obszarze na który patrzymy. Jak gdyby coś nie pasowało w tym skądinąd pięknym obrazku, a do tego to jeden z lepszych efektów 3D. I rzeczywiście, należy podkreślić, że tak naprawdę na ten widok składa się więcej niż tylko sama gromada. Otóż składniki NGC 9640 to gwiazdki o wielkości 9 mag lub sporo słabsze. Zaś te jasne, nie tak bardzo liczne rodzynki tworzą pierwszy lub dalszy plan. Sama gromada leży w odległości ok. 2500 lat świetlnych i liczy sobie ok. 870 mln lat a jej najjaśniejszą gwiazdą jest czerwony olbrzym o jasności ok. 9 mag leżący w mniej-więcej w centrum skupiska. NGC 6940. [2] Z racji rozmiarów, warto podejść do naszego obiektu z czymś dającym sporo pola. Oglądałem ostatnio tę grupkę również przez 152mm soczewkę, która przy niemal lornetkowym powiększeniu 27x dawała 2,5 stopnia pola widzenia – piękna sprawa i te kolory… Przyglądając się jej w nieco większych powiększeniach (w moim przypadku było to ok.70x) mogłem naliczyć jakieś dwa tuziny naprawdę jasnych gwiazd, w otoczeniu niezliczonej ilości błyszczących drobinek, a wszystko to skąpane w jasnym obłoku ciągle nie rozbitych gwiazdek. Widok był bardzo zbliżony do tego ze szkicu poniżej. Naprawdę warto odszukać NGC 6940. NGC 6940 – szkic. [3] A jakie są Twoje wrażenia? Spróbuj i koniecznie daj znać jak poszło! [1] Rony De Laet, “The Casual Sky’s Observer’s Guide. Stargazing with Binoculars and Small Teleskopes”, Springer-Verlaq New York Inc. 2012 [2] http://bf-astro.com/ngc6940/ngc6940.htm [3] http://dibujodelcielonocturno.blogspot.com/2014/09/observacion-cumulo-abierto-ngc-6940.html
  10. Obserwując ostatnio niebo z balkonu i przy użyciu małej lornetki 10x42, doszedłem do wniosku, że (o zgrozo!) może to niebawem będzie jedyna słuszna droga wiodąca przez moje astro-hobby. Miałem zamiar jechać z teleskopem gdzieś w pola, bo pogoda była świetna, ale… przejrzystość żadna. A takich nocy było ostatnimi czasy stanowczo zbyt dużo. Stałem tak więc na balkonie i łapałem co tam tylko wpadło. I wiecie co? Było całkiem fajnie. Żadne Sharpless’y nie psuły już nerwów, słabe galaktyki z prefiksem IC nie wyskakiwały – bo i nie miały prawa. Chyba nigdy nie gapiłem się tak długo na Plejady, a przyglądając się skarbom Kasjopei, odkryłem na nowo obiekt o którym tu piszę. „Piękna gromada małych, gęsto upakowanych gwiazd, bardzo bogata, C.H. odkryła ją w 1783 .” W taki oto sposób William Herschel, ponad 200 lat temu opisał swoje wrażenia z obserwacji naszego OT z tego oto odcinka. W tym miejscu należałoby odpowiedzieć na pytanie: kto i co odkrył w 1783 roku? Otóż, inicjały C.H. trzeba odczytać jako Caroline Herschel, czyli pani, która była siostrą Williama. Sama jej postać jest niezmiernie interesująca i również jakby nie pasująca do ówczesnych kobiecych życiorysów. Caroline Lucretia Herschel, urodzona w połowie XVIII w. jako ósme z dziesięciorga dzieci niezamożnego muzyka, już od dzieciństwa była trapiona różnymi chorobami, dożyła jednak 97 lat, a jej astronomiczny dorobek jest nie mniej imponujący. Wspomnijmy tylko: łowczyni komet, pracowita mrówka katalogująca małe i wielkie odkrycia brata, a wreszcie odkrywczyni wielu obiektów głębokiego nieba, jeden z nich to NGC 7789 – nasz Obiekt Tygodnia. Zdjęcie NGC 7789. Autor: Maciej Kapkowski Przyjrzyjmy się najpierw jak odnaleźć tę gromadę otwartą. Najpierw ogromne „W” – czyli Kasjopeja. Wiem, że to nie najlepsza pora na łowienie tej gromadki, ale w gruncie rzeczy NGC 7789 jest dla nas obiektem będącym cały czas ponad horyzontem J. Mapka z zaznaczoną gromadą NGC 7789, na podstawie atlasu: http://www.deepskywatch.com/deep-sky-hunter-atlas.html Jeśli obserwujesz przez lornetkę, to najprawdopodobniej gromada pokaże się w tym samym kadrze razem z jasną β Cas – dzieli je mniej niż 3o . A czy komuś z Was udało się wypatrzeć NGC 7789 bez pomocy jakiejkolwiek optyki? W moich warunkach takie próby są skazane na niepowodzenie, ale z tak dużym i jasnym obiektem, pod naprawdę ciemnym niebem jest to wyzwanie do zrealizowania. Gromada mieni się jasnością 6,6mag i jest prawie tak duża jak Księżyc – ma rozmiar ok. 25’, a jej charakterystyczna lokalizacja powinna ułatwiać zadanie. Niewielka apertura i takież powiększenie - na przykład wspomniana już lornetka 10x42, mogą sprawiać wrażenie, że patrzymy na ogromną gromadę kulistą lub może nawet kometę. To duża plama światła jaśniejąca nieco ku centrum, ale też jakby trochę bardziej rozmyta z jednej strony. Czy Ty również widzisz w lornetce jej ostrzejszy zarys od strony zachodniej? Nie śpiesz się, poświęć jej co najmniej 5 minut, najlepiej z lornetką na statywie. Większa dwururka, na przykład 15x70 pozwala z przekonaniem wyłowić już jakieś pojedyncze gwiazdki. U mnie ten przecudny obraz wywołuje skojarzenie z okruchami rozbitego szkła migającymi to tu, to tam. Raczej nie popiszę się oryginalnym spostrzeżeniem, że w każdym powiększeniu ta gromadka wygląda inaczej, ale pewnie dlatego ma aż tyle różnych nazw: Róża Karoliny (lub też Biała Róża), Gromada Krab, a w języku angielskim można ją także odnaleźć jako: Herschel’s Spiral Cluster, lub Screaming Skull Cluster. Widok NGC 7789 w lornetce 15x70. Autor: Rony De Laet. Położenie gromady w szerszym, kosmicznym kontekście dobrze oddaje szkic poniżej. Biorąc pod uwagę jej odległość od nas – szacowaną na jakieś 6000 lat świetlnych i rozmiar kątowy, otrzymujemy jej fizyczny rozmiar jako ok. 44 lata świetlne. Obiekt składa się z około 580 gwiazd, z których najjaśniejsze świecą jasnością na poziomie 10 mag, zaś te najsłabsze ledwo osiągają 18 mag, a wszystkie one są naprawdę gęsto upakowane, czyniąc NGC 7789 jedną z najbogatszych i na pewno najpiękniejszych gromad otwartych nieba północnego. W okularze ogarniającym ponad 2,5 stopnia i dającym powiększenie 32X, z tła wybija się już kilkadziesiąt kolorowych gwiazdek, a powiększając obraz do ok. 70X, przez mój sześciocalowy refraktor rzeczywiście widzę jakieś wzory tworzone z ciągów jaśniejszych gwiazd, niektóre z nich układają się w spiralny kształt. Właśnie te sznury kilku lub kilkunastu punktów, wybijające się z tła mogą budzić skojarzenie z płatkami róży. Położenie NGC 7789 w kosmicznej skali, źródło: http://www.deepeye.hu/en/drawings/ngc7789.html Wiek skupiska szacuje się na jakieś 1,6 miliarda lat i wiele z tych słońc wypaliło już swoje paliwo, ewoluując w czerwone olbrzymy. A te niebieskie i jasne słońca na zdjęciach NGC 7789? Oczywiście część z nich nie jest w żaden sposób powiązana z gromadą i tu sprawa jest jasna, jednak niektóre z nich stanowią jej składniki, a więc również narodziły się w bardzo zbliżonym czasie. Jak więc zachowują swój „młody” błękitny kolor? Odpowiedź jest co najmniej dziwna; to prawdziwe gwiezdne wampiry! Obserwacje i teoria na ich temat zaczęły być zbieżne w 1953 roku, ale model fizyczny nie jest jeszcze w pełni zrozumiany. W każdym razie większość z nich występuje w układach podwójnych, a więc również jako gwiazdy zmienne. Tu wkład w ich badanie ma też polska astronomia i co najmniej 15 (innych informacji na ten temat nie znalazłem) odkrytych gwiazd zmiennych w NGC 7789 przez Polaków. Wróćmy jednak na chwilę do naszych wampirów, najczęściej jednak określanych jako Błękitni Maruderzy. Te kosmiczne osobliwości, jakby wyrzucone z ciągu głównego, i typowo gwiezdnego curriculum vitae, w zasadzie nie mają prawa mieć takiego koloru i jasności jakimi się charakteryzują, ponieważ wypaliły już swoje paliwo. Tymczasem, one błyszczą kolorami młodziutkich, Plejad, wysysając materię z sąsiadów. Nie chcąc rozpisywać się w tym artykuliku zbytnio na ten temat, sprawa może wyglądać mniej więcej tak: Wizja artystyczna powstawania Błękitnych Maruderów według 2 modeli; połączenie składników (wyżej) i grawitacyjne oddziaływanie prowadzące do przeniesienia materii, źródło: http://www.universetoday.com/102780/a-rare-oppurtunity-to-watch-a-blue-straggler-forming/ Ciekawe ile gwiazd widziała C.H. w swoim 4,2” reflektorze, którym dokonała odkrycia? Lustra teleskopu pewnie odbiegałyby jakością nawet od dzisiejszej masowej produkcji, a te nieco ponad 10 cm apertury, to też niewiele, ale pomyślcie tylko jakież to musiało być ciemne niebo 234 lata temu? NGC 7789 to obiekt dający się odnaleźć nawet przez niewielką lornetkę i będący jedną z najefektowniejszych gromad otwartych naszego nieba, z jednej strony jest dość popularnym celem dla tych którzy w ogóle wiedzą o jej istnieniu, z drugiej zaś, nie będąc na liście obiektów z literką „M”, i nie figurując w spisie Caldwella, jest też często pomijana, szczególnie przez początkujących obserwatorów. Spróbuj ją odnaleźć i koniecznie daj znać, jak poszło!
  11. Jeśli w danym obszarze występuje wpis katalogowy z numerkiem “1” - wiedz, że coś się dzieje. Jeśli rejon ma wpisy w pięciu różnych katalogach - wiedz, że coś się dzieje. Jeśli rejon zawiera cztery różne typy obiektów - wiedz, że coś się dzieje. I tylko na pierwszy rzut oka niczego nie widać... Caph i tytułowe obiekty. Żródło: Aladin Skanując okolice gwiazdy Caph (β Cas) przez małą bądź średnią lornetkę, uważny (lub spaczony kierunkowo) obserwator zauważy kilka szram w gwiezdnym polu - jak gdyby przeoranych miejsc, pozbawionych gwiazd. Te szramy są oczywiście śladem obecności pasm pyłowych. Te większe, rozciągnięte (i często dobrze widoczne) ciemnotki mają to do siebie, że rzadziej przykuwają uwagę astronomów - w końcu pył, jak pył, na cóż drążyć temat? Znacznie ciekawsze dla zawodowca będą globule, gdyż w nich można zaobserwować różne stadia procesu formowania się nowych gwiazd. W gęstej i długiej smudze obszary gwiazdotwórcze są dobrze ukryte przed obserwacjami w świetle widzialnym, ale od czego jest daleka podczerwień? Okazuje się, że szrama pod Caph jest bardzo ciekawym obiektem, przy okazji zahaczającym o parę katalogów. Najwcześniejszy wpis dotyczący tego rejonu “popełniła” Beverly Lynds, umieszczając niewielką, ciemną kropę w swoim katalogu ciemnych mgławic jako LDN 1265. Prace omawiające ten rejon często jednak (być może nieprecyzyjnie) rozszerzają to oznaczenie do całej ciemnej mgławicy okalającej β Cas. Kolejny wpis w tym rejonie również należy do Beverly Lynds - trzy lata później, w 1965 r. amerykańska astronom opublikowała swój katalog jasnych mgławic, umieszczając w nim LBN 578 - małe pojaśnienie w okolicy trzech gwiazd ósmej wielkości, blisko zachodniej krawędzi LDN 1265. Kolejny rok później, Sidney van den Bergh umieścił tę samą mgławicę refleksyjną w swoim katalogu - jako vdB 1. Nie muszę chyba dodawać, że LBN 578/vdB 1 jest podświetlonym fragmentem LDN 1265. Kolejne wpisy pochodzą z późniejszych lat. Najszerzej do całego kompleksu odnosi się wpis TGUH 775 (katalog Tokyo Gakugei University na podstawie Digitized Sky Survey), który obejmuje całe pasmo pyłowe. Natomiast najciekawsze są wpisy odnoszące się do drobin zagubionych w centrum ciemnotki - HH 161, HH 162 i HH 164. TGUH 775. Czerwoną kropką zaznaczona Caph. Źródło: http://darkclouds.u-gakugei.ac.jp/DSS/download.html HH jest akronimem katalogu obiektów Herbiga-Haro, czyli niejako ubocznych efektów formowania się gwiazd. Obiekt taki powstaje, kiedy dżet materii wyrzuconej przez protogwiazdę zderza się z ośrodkiem międzygwiazdowym, wywołując falę uderzeniową pobudzającą napotkane atomy (które możemy zaobserwować w świetle widzialnym). Obiekty H-H bardzo często przyjmują łukowe formy, ilustrując pojęcie fali uderzeniowej niemal w komiksowy sposób. Ich struktura - z łukami, dżetami czy “kleksami” i pustkami w ich pobliżu (np. za łukiem fali) sugeruje, że te wyrzuty masy mają raczej charakter epizodyczny, wynikający np. z niejednostajnej aktywności źródła dżetów. W skali kosmicznej, są to zjawiska krótkotrwałe, a ich czas życia nie przekracza kilku tysięcy lat. W przypadku opisywanego rejonu, najwięcej się dzieje wokół protogwiazdy typu HAeBe (Herbig Ae/Be) o oznaczeniu LkHα 198. Spytacie - cóż to za twór HAeBe? Jest to oznaczenie protogwiazdy o masie 2-8Mʘ, typu widmowego A lub B, która wciąż pobiera materię z otaczającego ją dysku protoplanetarnego. Co ciekawe, LkHα 198 jest układem binarnym, którego składniki są szacowane na 1,6 i 1Mʘ (na podstawie badań Hillenbranda) lub 4 i 2,5Mʘ (Natta i in.). W tym konkretnym przypadku, ów dysk pozostaje dla nas niewidoczny, gdyż prawdopodobnie patrzymy z kierunku niemal idealnie prostopadłego do jego płaszczyzny. V 376 Cas i LkHα 198 złapane przez Kosmiczny Teleskop Hubble'a. Źródło: https://www.spacetelescope.org/images/potw1350a/ Prawdziwą ozdobą rejonu LkHα 198 jest eliptyczna formacja mgławicowa, której fragmenty są skatalogowane jako HH 161 i HH 164. Koncentracje wymienionych obiektów Herbiga-Haro pozwalają wyznaczyć kierunki emisji dżetów wychodzących z protogwiazd. Pierwszą oś wyrysowują węzły A i B w HH 161, które leżą w jednej linii ze wspomnianym już drugim składnikiem układu, widocznym w podczerwieni LkHα 198B (lub LkHα 198-IR). Fragmenty HH 164 oznaczone literami C, D, E i F, wraz z pobliskim HH 461 (wykrytym w paśmie S II) wyznaczają kierunek dżetów wychodzących z LkHα 198. Dokładniejsze oględziny regionu ujawniły obecność trzech kolejnych obiektów Herbiga-Haro, skatalogowanych jako HH 800, HH 801 i HH 802. Drugi i trzeci z nich wpasowują się w linię wytyczoną przez węzły HH 164, a więc są śladem aktywności LkHα 198. Pochodzenie HH 800 nie jest natomiast jasne - jego odchylenie od osi dżetu LkHα 198 wynosi około 18°. Odległość najdalszego z obiektów (HH 802) od macierzystej protogwiazdy szacuje się na 1,4 pc (ok. 4,5 roku świetlnego). Źródło: http://www.aanda.org/articles/aa/pdf/2004/07/aa0202.pdf Dodatkowo sprawa nabiera rumieńców, jeśli obejrzymy region w zakresie promieniowania submilimetrowego. Okazuje się, że w dalekiej podczerwieni najjaśniejszym obiektem w rejonie jest kolejna protogwiazda, oddalona na niebie o 19” od LkHα 198. Poczekajcie jeszcze chwilę (w skali kosmicznej) - będzie się działo! Schematyczny rysunek rejonu. Źródło: http://iopscience.iop.org/article/10.1086/304415/pdf Dokładne zidentyfikowanie obiektów Herbiga-Haro wokół LkHα 198 również okazało się dość pokrętnym zadaniem - prawdę mówiąc, wciąż nie mam pewności, czy najjaśniejszy fragment regionu należy utoższamiać z HH 161A, czy też tym obiektem jest jedynie ostroga widoczna w centrum pojaśnienia. HH 161B jest mniej problematyczna - to oznaczenie odnosi się do zawirowań na południowo-wschodnim krańcu pętli. HH 164 znajdziemy w bezpośredniej bliskości LkHα 198 - o ile dobrze doczytałem, można ów obiekt utożsamiać z południowym “wyjściem” eliptycznej mgławicy. Znacznie łatwiej jest w przypadku HH 162 - to po prostu oznaczenie pojaśnienia w okolicy sąsiedniej protogwiazdy, V376 Cas. Wszystkie wymienione obiekty znajdują się w odległości ok. 600 pc (~2000 lś), zatem wielkość całego obłoku TGUH 775, który na niebie zajmuje 50’, można zgrubnie oszacować na co najmniej 28 lś. Nalotu objaśniać nie będę - trzeba znaleźć Caph i już. Resztę pokazuje mapka. Mapka na podstawie Cartes du Ciel A teraz czas na dwie wiadomości: dobrą i złą. Dobra wiadomość jest taka, że wszystkie trzy rodzaje obiektów są do wyłapania wizualnie. Zła - potrzeba do tego co najmniej dwóch instrumentów. TGUH 775 vel LDN 1265 jest raczej łatwym obiektem w małych i średnich lornetach. Chociaż blask Caph zepsuje nam trochę adaptację w kadrze, nie sposób przegapić ciemnej, nieco łukowatej pustki (szczególnie, kiedy się jej szuka) tuż na wschód od gwiazdy. Większe instrumenty zgubią kontekst tła, jednakże warty zanotowania będzie kompletny brak gwiazd w sporej części kadru. Do kolejnych obiektów trzeba podejść z lustrem wielkości 15-20 cm. W takim instrumencie, van den Bergh 1 jest równie łatwy (lub trudny) do złowienia, jak Mgławica Merope w małej lornetce. Wątpliwe szczęście posiadania teleskopu Newtona jakoś mnie omija, ale od czego są przyjaciele umartwiający się posiadaniem takiego właśnie sprzętu? Rok temu przekierowałem do Łukasza (Lukosta)* zadanie wyłapania pojaśnień w podbrzuszu Caph - a Łukasz pisze tak: Mgławica refleksyjna vdB 1 znajduje się niecałe pół stopnia na południowy wschód od jasnej bety Cas. Istotne, by usunąć ją z pola widzenia, czemu sprzyja użycie nieco większych powiększeń (u mnie było to 125x, wygenerowane przez Naglera 12 mm). Mgławica okazała się dość oczywista (ech, ten niepowtarzalny efekt zaparowanej optyki ), będąc widoczna jako delikatna, rozświetlona mgiełka, otulająca zwartą grupkę trzech gwiazdek o zbliżonej jasności (ok. 8 mag), układających się w kształt litery "L". Obszar mgławicowy był najwyraźniejszy wokół gwiazdki HD 627, wysuniętej w kierunku V 633 Cas**. VdB 1 i rejon LkHα 198. Źródło: APOD (https://apod.nasa.gov/apod/image/1210/vdb1Blockc.jpg) Spośród paru relacji, do których udało mi się dotrzeć, najmniejszym instrumentem, który pozwolił wyłowić vdB 1, był 5-calowy refraktor. Podejrzewam, że popularne Synty 8 bez większego problemu poradzą sobie z mgławicą, choć zapewne początkujący obserwatorzy będą się z nią trochę siłować. Lornety są tutaj raczej na straconej pozycji. Kilka razy podchodziłem do vdB 1 z lornetą 22x85 mm i za każdym razem mgławica mi umykała. Być może problemem jest nie apertura, a powiększenie - w “22 razach” trio błękitnych gwiazdek jest wciąż bardzo ciasne, do tego blask β Cas wyraźnie utrudnia zadanie. Być może lornety powiększające co najmniej 30-40x poradzą sobie z tym zadaniem (chętnie o tym przeczytam - Adam, do dzieła!). W całej tej wizualnej zabawie, wisienką na torcie są oczywiście ślady obiektów Herbiga-Haro. Ich wyłuskanie jest bez dwóch zdań domeną większych luster. Na miejscu był oczywiście nasz reporter: No i w tym momencie docieramy do obiektu HH 161/164 (wzajemna odległość gwiazdy HD 627 i HH to ok. 10'). V 633 Cas w zasadzie zlewa się z przylegającą doń mgiełką - niewielką, zwartą i zaskakująco wyraźnie zarysowaną. Mgiełka ta rozciągnięta jest w kierunku południowo - wschodnim (przeciwnym względem bety Cas). Żadnych śladów pierścieniowatej, widocznej na zdjęciach struktury nie wypatrzyłem - pojaśnienie wydawało się mieć jednolitą jasność. Tutaj w użyciu był Pentax XW7 (pow. 214x), ale to i tak było zbyt mało, by zidentyfikować pobliską V 376 Cas. Nie wziąłem, kurde, barlowa... Źródło: Aladin Parę tygodni później, również na jesieni 2015 r., miałem okazję spojrzeć przez 12-calowy teleskop na LkHα 198 - bez większego problemu dało się dostrzec obiekt jako rozmytą gwiazdkę otoczoną niesymetrycznym, słabym pojaśnieniem (HH 161A). V376 Cas i HH 162 były poza zasięgiem, ale być może lepsze warunki i nieco większe lustro (16 cali?) dałoby radę. Natomiast charakterystyczna pętla wyrzuconej materii w HH161/164 jest prawdopodobnie zadaniem dla największych newtonów w kraju - podejrzewam, że właściciele luster 20-calowych i większych mogą skutecznie spróbować swych sił z tym obiektem. Co więcej, jeśli czytają to osoby związane z astrofotografią - wydaje mi się, że cały kompleks może być dla Was bardzo atrakcyjnym i ambitnym wyzwaniem. Liczę na Was! Akapit obserwacyjny zakończę jednak lornetkowo - kręcąc się przy Caph, warto spróbować znaleźć i inną ciemną smugę, tym razem na zachód od gwiazdy. Pod dobrym niebem, w średnich lornetach dość wyraźnie ujawnia swą obecność ciąg ciemnych mgławic LDN 1256-1257-1258. Owe pasma pyłowe nie są związane z TGUH 775, leżą znacznie bliżej - odległość do najwyraźniejszej składowej smugi, LDN 1257 (alias TGUH 763), szacowana jest na 140 pc (ok. 450 lś). LDN 1256-8 jest widoczna jako wąska, ukośna krecha długości około 50’ biegnącą w linii SE-NW i - szczególnie w większych lornetach - ukazuje drobne nieregularności (ich ślad widać już w 10x50). Bez problemu widoczne jest również nieco szersze (choć mniej wycinające tło) przedłużenie LDN-owej trójcy w kierunku Caph - nosi ono oznaczenie TGUH 771. Ciąg TGUH 763-771 wizualnie rozciąga się na około 1,5°. Podejrzewam, że przy odrobinie cierpliwości możliwe jest wyodrębnienie poszczególnych składowych z katalogu Lynds. Z pewnością sam tego spróbuję przy najbliższej okazji, ale nie mam nic przeciwko, żeby ktoś mnie z tym ubiegł :-) Okolice Caph w ujęciu Marcina Paciorka. Widać również vdB 1 wraz z LkHα 198 i V 376 Cas. Zatem, niezależnie, czy dysponujesz małą lornetką czy wielkim newtonem, okolice Caph z pewnością pokażą Tobie przynajmniej jedną z twarzy kompleksu TGUH 775. Spróbuj - i daj znać, jak poszło! PS Nie mogę o tym nie wspomnieć - napisanie tego odcinka było zadaniem drużynowym. Gdyby nie Łukasz i jego obserwacja, obiekt nie byłby nawet półpełny. Natomiast nie śmiałbym opublikować tych wypocin bez językowej i merytorycznej korekty Janka i Piotra Guzika. I w tym miejscu chciałbym wszystkim wymienionym chłopakom serdecznie podziękować za współudział _________________________________________________________ * Łukasz przeprowadził obserwacje teleskopem Newtona 300 mm. ** LkHα 198 jest gwiazdą zmienną, stąd jej alternatywne oznaczenie - V 633 Cas.
  12. Autorami tego odcinka OT są Janko, Lukost, Marcin Paciorek i ja. Wkład poszczególnych autorów powinien być raczej rozpoznawalny, ale w razie czego zaznaczę, że zaczyna Janko. Miłej lektury Od południowego zachodu, na powierzchni ok. 3°x1°, najjaśniejszej gwieździe w Woźnicy - α Aur (Capella, czyli Koza) towarzyszy smukły trójkąt równoramienny ze słabszych gwiazd ε, η i ζ Aur. Przypomina mi ostry grot strzały. Asteryzm ten nazwano - jakże by inaczej - Koźlętami (łac. Haedi - dosł. Dzieci). W porównaniu z Kapellą (0,08mag) są to gwiazdy stosunkowo słabe (3-3,8mag), jednak to wystarcza, by były nieźle widoczne na pogodnym niebie podmiejskim a czasem nawet miejskim. Przez lornetkę, najlepiej o polu widzenia 6° i więcej, prezentują się całkiem okazale. Widać wtedy wyraźnie różnice ich barwy. ε Aur, ta najbliższa Kapelli, stanowiąca czubek grotu, jest dla mnie żółtokremowa, zbliżona odcieniem do samej Kapelli. Pozostałe dwie gwiazdy u wąskiej podstawy trójkąta ostro kontrastują ze sobą barwą. η Aur – ta od wschodu, jest zimnobiała, wręcz z odcieniem niebieskim. ζ Aur od strony zachodniej, ma barwę wyraźnie pomarańczową. Dzięki obecności w jednym polu widzenia, barwy te są świetnie widoczne i jakby nasilają się nawzajem. No dobrze, asteryzm miły, ale czy coś więcej? A i owszem, nawet sporo. Mapka gwiazdozbioru Woźnicy na podstawie Cartes du Ciel. Najciekawszą gwiazdą z całej trójki jest ε Aur, czyli Almaaz (Koźlętom nadano nawet nazwy własne). Już dawno zauważono, że zmienia ona jasność w zakresie 2,92 do 3,83mag. Jednak przyczyna zmian jasności ciągle nie jest do końca rozpoznana. Przede wszystkim wygląda na to, że Almaaz jest gwiazdą zaćmieniową. Składnik przysłaniany okresowo, Epsilon Aurigae A, sam jest jest nieregularnie pulsującym olbrzymem lub nadolbrzymem (klasa jasności III lub II) typu widmowego F0 lub A8. Znacznie bardziej tajemnicze jest to coś, co go przysłania co ok. 27 lat i to na okres dwóch lat. W środku tego okresu następuje jednak krótkotrwałe pojaśnienie. To „coś” nie zmienia widma zaćmiewanej gwiazdy, samo praktycznie nie świeci i musi mieć rozmiar rzędu 20 jednostek astronomicznych (ok. 3000 razy większy od Słońca). Jak na razie, najlepiej do tego obrazu pasuje ciasny układ 2 gwiazd (sic!) spowity gęstym, dyskowatym obłokiem pyłu, rozrzedzonym w środku. Wcześniej przypuszczano, że może to być nawet czarna dziura otoczona dyskiem materii. Odległość obiektu przesłaniającego od zaćmiewanej gwiazdy szacowana jest na 30 jednostek astronomicznych a odległość od Ziemi to gigantyczne 2000 l.ś. Układ jest więc kilkadziesiąt tysięcy razy jaśniejszy niż Słońce (spotykane w literaturze wielkości to od 40 00 do nawet 200 000 razy). η Aur (Haedus II, 3,18mag, odl. 243 l.ś.) to najnormalniejszą gwiazda z trójki. Tak jak Słońce, należy do ciągu głównego (karły, klasa jasności V), lecz jest od niego 3 razy większa i pięć razy cięższa. Jest także gorętsza, ma temperaturę ponad 17 000 K. Jej typ widmowy to B3, więc nic dziwnego, że widzimy ją jako niebieskawobiałą, zwłaszcza w kontraście z sąsiadką. Ta sąsiadka a raczej sąsiadki to ζ Aur (Haedus lub Sadatoni, odl. 790 l.ś.). Znów mamy tu do czynienia z układem zaćmieniowym (zakres zmian 3,75-3,99mag). Składnik główny jest pomarańczowym jasnym olbrzymem a może nawet nadolbrzymem (typ K5 II). Drugi, słabszy składnik jest karłem typu widmowego B5 –B7. Miałem to szczęście, że dwa wieczory charakteryzowały się w Warszawie nadzwyczaj jak na tę porę przejrzystym powietrzem. Dzięki temu mogłem odnowić znajomość z tymi pięknymi i niezwykle ciekawymi gwiazdkami. Spróbuj i Ty, a potem... ...barwne patrzenie na wprost zmień na zerkanie. Co widzisz? Szerokie spojrzenie na Koźlęta - dokonale widoczna jest granica pyłów w prawej części kadru. Zdjęcie Marcina Paciorka. W szerokim polu dość wyraźnie da się zauważyć, że rejon ε Aur jest granicą dość bogatego pola gwiezdnego. A to zwykle oznacza, że znów w pole widzenia wskakuje międzygwiezdny pył (i tak jest oczywiście i tym razem). Przyznam, że sam z siebie tak uważny pod ciemnym niebem nigdy jednak nie byłem. Po prostu swego czasu szukałem kolejnych celów ciemnotkowych na niebie zimowym - i szerokie kadry pokazały, że warto się przyjrzeć wschodniej granicy kompleksu pyłowego na pograniczu Woźnicy i Perseusza - ten zaś kończy się dość wyrazistym pasmem. Jest ono dość zwarte - wyodrębnienie poszczególnych LDN-ów w tym ciemnym kłębowisku jest raczej ciężkim zadaniem. Pozornie najprościej sprawa się ma z południowym kłębem - LDN 1480 - gdyż funkcję “separatora” pełni 7,5-magowa gwiazda HD 32328 leżąca prawdopodobnie na bliższym planie. Natomiast mgławice LDN 1475-77, choć bardzo wyraźne, są na tyle zbliżone do siebie, że nigdy nie udało mi się wyodrębnić poszczególnych składowych kompleksu. Cała trójca sprawia wrażenie bardziej zwartej w swojej południowej części, zaś na północy nieprzezroczystość mgławicy maleje przy jednoczesnym jej wachlarzowatym “rozlewaniu się” na niebie. Precyzyjne określenie północnej granicy jest mocno utrudnione przez blask Kapelli - szczególnie w szerokim polu małych lornetek. Mapka rejonu Koźląt na podstawie Cartes du Ciel. Szukałem informacji o tym kompleksie - i niczego nie znalazłem. Zebrałem jedynie małą garść poszlak: - kompleks mgławic jest oddalony od nas w przedziale 140-340 pc. W przypadku oddalenia o 140 pc, można by go powiązać z Kompleksem Molekularnym Byka (TMC-1), zwanego niekiedy Obłokiem Molekularnym Byka-Woźnicy. Wizualnie jednak, bardziej wygląda na odprysk kompleksu rozciągającego się na tle gwiazdozbiorów Perseusza i Żyrafy, zatem mógłby być częścią Pasa Goulda (podobnie jak TGUH 994). Gdyby ten strzał był celny, oznaczałoby to odległość ok. 200-220 pc. Możliwe też, że LDN 1475-7/80 jest wschodnim krańcem Obłoku Molekularnego Kalifornii, do którego wyznaczona odległość (w przypadku wschodniej granicy tegoż kompleksu) to 340 pc. Najbardziej przemawia do mnie założenie wyśrodkowane, czyli odległość około 200-220 pc. Dlaczego? Wizualna “przynależność” nie jest co prawda najbardziej miarodajna, ale ilość wycinanych gwiazd tła sugeruje, że ów kłąb pyłowy nie znajduje się aż tak daleko, jak Obłok Molekularny Kalifornii. Ponadto, oddalona od nas o ok. 535 l.ś. gwiazda HD 32328 świeci bezczelnie niebieskawo, jest więc dość prawdopodobne, że estynkcja międzygwiazdowa niespecjalnie ją dotyka. Jeśli te założenia odpowiadałyby rzeczywistości, rozpiętość obłoku możnaby z grubsza oszacować na 27 l.ś.; Zakres widzialny, głęboka podczarwień i katalog TGUH. W centrum kadru gromada otwarta Berkeley 15. Żródla: zdjęcie Marcina Paciorka, Aladin i katalog TGUH. - na pierwszy rzut podczerwonego oka, najciekawszym obiektem jest młody obiekt gwiazdowy na pograniczu LDN 1477 i 1476 (kółeczko poniżej centrum kadru). W zakresie widzialnym rejon ten daje o sobie znać poprzez ulotną mgławicę refleksyjną van den Bergh 32. Kolejny taki obiekt widoczny jest ok. 35' na północny wschód (kółeczko w lewej górnej części kadru), lecz tutaj zakres widzialny nie zdradza niczego szczególnego. Natomiast ciekawiej robi się, gdy zajrzymy do tokijskich katalogów - wtedy okaże się, że największe zagęszczenie pyłów znajduje się bliżej Epsilonu Aurigae. Niemniej, zdjęcia w podczerwieni nie pokazują, by ten region skrywał protogwiazdę, choć niewykluczone, że badanie w zakresie submilimetrowym powiedziałoby nam coś innego (patrz casus TGUH 775). TGUH 1105. Niebieskim okręgiem zaznaczony jest rejon vdB 32, natomiast biały okrąg pokazuje położenie ε Aurigae. Źródło: http://darkclouds.u-gakugei.ac.jp/DSS/download.html Co jest zatem szczególnego w kolejnym kłębku pyłowym? Wydaje mi się, że o tym, jak bardzo lubię ten kadr, decyduje dyskretny blask Kapelli. Nawet, gdy usuwam ją z pola widzenia, część kadru wciąż mam rozświetloną. Coś, co pozornie powinno przeszkadzać, przywodzi mi raczej na myśl niespodziewane rozpogodzenie, kiedy w mroźną, przejrzystą noc widzę skrzące gwiazdy przy świetle Księżyca (na pewno to znacie). Podobny efekt z pewnością znacie z obserwacji M41 w szerokim polu, gdzie część kadru psuje (?) blask Syriusza. Jak wspomniałem dwa akapity wcześniej, bliskość alfy Aurigae nie pozwala na zbyt precyzyjne określenie północnej granicy LDN 1475, ale z drugiej strony - kadr zdaje się wołać: wyluzuj! Spójrz na piękne barwy gwiazd, spójrz na niuanse tła - i ciesz się tym, co widzisz! W obrębie trójkąta Koźląt jest też pewien smaczek - znajdziemy tam kilka pociemnień, jakby ulotnych śladów delikatnych włókien pyłu, z czego jedno z nich kiedyś skojarzyło mi się ze znakiem tyldy ( ~ ). Zdjęcia nie zdradzają zbyt wiele, wciąż więc nie mam pewności, czy faktycznie jest tam delikatne przepylenie (paradoksalnie, czasami takie bywają nieźle widoczne), czy to tylko mała fluktuacja rozkładu gwiazd w tym kierunku. Niemniej, w okolicach południowej części pociemnienia zdjęcia w podczerwieni zdradzają obecność kolejnego dojrzewającego kokonu: Zakres widzialny i podczerwony. Czarne kropy wskazują położenie Koźląt. Jeśli jeszcze nie macie dość Koźląt, do kompletu dorzucimy dwie małe gromadki otwarte z katalogu Berkeley. Jako, że są one raczej celem dla większych apertur, oddaję głos Łukaszowi: Celem dla większego newtona wydawała się również mgławica refleksyjna van den Bergh 32, ale w jej przypadku Łukasz pisze: Prawdę mówiąc, trochę podpuściłem Łukasza. Szanse na wyłapanie vdB 32 są nikłe - bliskość stosunkowo jasnej gwiazdy w połączeniu z ulotnością mgławicy (vdB 1 przy “trzydziestcedwójce” to prawdziwa latarnia) najprawdopodobniej czyni zeń obiekt wyłącznie astrofotograficzny. Ostatecznie, chciałbym się oczywiście mylić. W końcu to właśnie vdB 32 jest “przebitką” protogwiazdy widocznej w podczerwieni. Przed sesją, warto być maksymalnie dobrze opatrzonym ze zdjęciem Marcina Paciorka, gdyż ono bardzo dobrze oddaje poszczególne proporcje jasności i ulotności obiektów, które czekają na wyłowienie. W zasadzie lepszej ściągi nie można sobie wymarzyć Dobrnęliście? Zatem - bierzcie swój sprzęt, od małego po wielki, oglądajcie barwy Koźląt, łapcie ciemnotki i gromady leżące za nimi - i dajcie znać, jak poszło! PS Przy okazji chciałbym podziękować serdecznie Marcinowi za poświęcenie kawałka nocy na sfotografowanie tego kadru, nie mówiąc o czasie potrzebnym na obróbkę “mojej zachcianki”. Strzelał kompletnie w ciemno, ufając mi, że coś tam jest
  13. Autorką dzisiejszego odcinka Obiektu Tygodnia jest Adela (Bellatrix) z sąsiedniego forum. Miłej lektury! Melotte 20, inaczej zwana Collinder 39 lub po prostu Gromadą Alfa Persei, to piękna, choć mniej słynna od Plejad gromada otwarta gwiazd. Jest to luźny układ powiązany wzajemnymi siłami grawitacji, znajdujący się blisko 580 lat świetlnych od Ziemi. Zawiera w dużej mierze błękitne, gorące gwiazdy typu widmowego B, należące do ciągu głównego. Tym większe wrażenie sprawia zatopiony pośród nich żółto-biały nadolbrzym, Mirfak, który również zalicza się do gromady Melotte 20. Co ciekawe, układ zawiera również sporo brązowych karłów. Gromada Alfa Persei jest młodsza od Plejad . Szacuje się, że ma zaledwie pięćdziesiąt milionów lat. Została dokładnie opisana w 1910r., a w 1915r. skatalogowana przez brytyjskiego astronoma, Philiberta Melotte. Jest widoczna gołym okiem. Jednak, by dostrzec większą ilość gwiazd, do obserwacji Collinder 39 obserwatorzy polecają lornetkę 10x50 lub niewielki teleskop. Optymalne powiększenie to 30-35x, wówczas można oglądać obiekt w jednym polu widzenia oraz wykonać szkic całej gromady. Przez lornetkę można dostrzec około czterdziestu gwiazd. Tworzą one słabo wyraźny zarys litery S. Gromada Alfa Persei (Alpha Persei Moving Cluster) zajmuje znaczny obszar w konstelacji Perseusza. Gwiazdy wchodzące w jej skład są silnie od siebie oddalone i rozproszone, jednak nadal znajdują się pod wpływem wzajemnych oddziaływań grawitacyjnych. Gromada jest obecna w pobliżu olbrzymiego pierścienia jasnych gwiazd, zwanego Pasem Goulda i uznaje się, że wchodzi w jego skład. Pas Goulda zawiera w znacznej części gorące gwiazdy typu widmowego B i O. Co ciekawe, podlega ciągłej ekspansji. Śledząc to rozszerzanie się, astronomowie obliczyli na jego podstawie wiek Gromady Melotte 20 i zauważyli, że powstała ona mniej więcej w tym samym czasie, co Pas Goulda. Przyjmując, że to nie jest zbieg okoliczności, można podejrzewać, że oba obiekty mają wspólną historię. Oprócz gorących gwiazd wczesnych typów widmowych, nierzadko o wysokich prędkościach rotacji, Gromada Alfa Perseusza zawiera również 11-12 gwiazd, które wykazują wzmożoną emisję promieniowania podczerwonego. Najbardziej niezwykły przykład z tej listy, to V488 Per. Jest to gwiazda typu widmowego K0 o intensywnym żółtym zabarwieniu (wskaźnik barwy B-V wynosi 1,00). Pył orbitujący wokół gwiazdy ma temperaturę 800K. Przyjmując, że cząsteczki pyłu promieniują jak ciało doskonale czarne, to z obliczeń wynika, że chmura pyłowa jest oddalona od gwiazdy V488 Per o zaledwie 0,06 jednostek astronomicznych. Co z tego wynika? Materia ta jest najprawdopodobniej pokłosiem kolizji pomiędzy dwiema egzoplanetami (lub protoplanetami) systemu gwiezdnego V488 Per. Naukowcy wnioskują tak, gdyż taki promień orbity, jaki posiada ów pierścień pyłowy jest zbliżony do promieni egzoplanet wykrytych metodą tranzytową przez satelitę Kepler. Rozkład gwiazd w gromadzie Melotte 20 pod względem ich masy: W monografii naukowej pt.: „The Binary Fraction and Mass Segregation in Alpha Persei Open Cluster” poddano analizie gwiazdy w promieniu ok. 3 stopni wokół środka gromady. Badania wykazują, że w miarę oddalania się od środka obiektu, średnie masy gwiazd składowych maleją. Zjawisko to w bardzo klarowny sposób ilustruje tabela. W promieniu do 1,10 stopnia od centrum gromady średnia masa gwiazdy to aż 0,95 masy Słońca. W obszarze między 1,10 a 2,20 stopniem, to już tylko 0,72 M ʘ, a od 2,20 stopnia do 3,30 zaledwie 0,57 M ʘ. Rozkład gwiazd podwójnych: W przedziale masowym 0,7 do 4,68 M ʘ, aż 34% to układy binarne. Z kolei w przedziale 0,10 do 4,68 M ʘ, to zaledwie 23%. We frakcji gwiazd, gdzie średnia masa jest wyższa, znajdziemy więcej gwiazd podwójnych. Biorąc pod uwagę poprzednio omówiony aspekt, czyli rozkład masowy, można przyjąć, że im bliżej środka gromady Melotte 20, tym wyższa średnia masa gwiazd, a tym samym więcej jest pośród nich przypadków gwiazd podwójnych. Praca badawcza pt.: „Membership and binarity of solar-type dwarfs in the nearby open cluster Alpha Persei Melotte 20” jest zbiorem badań wykonanych nad grupą sześćdziesięciu gwiazd zbliżonych masą do Słońca oraz czterdziestu czterech ciemniejszych gwiazd gromady, mieszczących się w przedziale jasności wizualnej 9,5 < V < 13,85m. Spośród gwiazd poddanych analizie, aż 32% z nich uznano za spektroskopowo podwójne. Czy należy do gromady? Aby sprawdzić, czy dana gwiazda zalicza się do gromady otwartej Melotte 20, astronomowie analizowali parametry kinetyczne poszczególnych gwiazd. A wśród nich przede wszystkim: ruch własny oraz prędkość kątową. Bywa, że np. jasność badanej gwiazdy jest znacznie niższa od jasności reszty gwiazd układu. Jeśli jednak pod względem wymienionych wyżej parametrów ruchu, nie odbiega od średnich wartości, wówczas ma szansę, by zostać uznana za należącą do gromady otwartej Collinder 39. Wybrane gwiazdy gromady otwartej Melotte 20: 1. Delta Persei - błękitny olbrzym, zmienna typu Gamma Cassiopeiae (GCAS). Silny emiter promieniowania rentgenowskiego. Jasność waha się w wąskim zakresie: 2,99 do 3,04m. Należy do typu widmowego B5 III i wykazuje wskaźnik barwy (B-V) = - 0,12. Delta Persei jest gwiazdą podwójną. Posiada słabszy, nieco ponad 6-magnitudowy komponent oddalony od składowej pierwotnej o dystans zaledwie 0,3’’. Składnik wtórny cechuje się intensywną czerwoną barwą. 2. Epsilon Persei - błękitny karzeł, gwiazda zmienna typu Beta Cephei. Jasność wizualna gwiazdy oscyluje w przedziale 2,88 do 3,00m. Niezwykle gorąca gwiazda o temperaturze powierzchni bliskiej 27.600K. Cechuje się silną labilnością widma spektroskopowego. Podlega kilku cyklom zmienności, zarówno w kwestii natężenia linii widma spektralnego, jak i jasności wizualnej. Epsilon Persei należy do typu widmowego B0,5 V i wykazuje wskaźnik barwy -0,18. 3. Psi Persei - gorąca gwiazda typu widmowego B5 Ve. Litera „e” oznacza obecność linii wodorowych w widmie spektroskopowym. Gwiazda jest zmienną typu GCAS. Wskaźnik barwy to -0,06, a więc jest błękitno-biała. Jasność wizualna gwiazdy jest zmienna i mieści się w przedziale 4,17 do 4,28m. 4. 29 Persei - błękitny karzeł typu widmowego B3 V. Jej jasność wynosi 5,15m. Jest gwiazdą pojedynczą. Wskaźnik barwy -0,07 sugeruje biało-błękitne zabarwienie. 5. 34 Persei- gwiazda podwójna o bardzo niskim stopniu separacji równym 0,6’’. Składowa macierzysta wykazuje jasność wizualną 4,70m, a składowa wtórna 7,30m. Wskaźniki barw obu gwiazd nieznacznie się od siebie różnią, ale różnica kolorów jest zauważalna, (B-V) = -0,12 oraz +0,16. Serdecznie zachęcam do obserwacji gwiazd konstelacji Perseusza, a szczególnie składowych przedziwnej, majestatycznej gromady Melotte 20. Cenne będą szkice oraz zdjęcia zarówno pojedynczych gwiazd, jak i całego układu. Nie zapomnijmy również przyjrzeć się żółtawemu zabarwieniu najjaśniejszej z gwiazd gromady, Mirfakowi. Jak byście opisali jego kolor? Spróbuj- i daj znać jak poszło! ------------------------------------------------------------------------------------ Źródło: 1. Internetowy katalog gwiazd podwójnych “Stelle Doppie”. 2. Ze strony Jima Kalera,, profesora astronomii z Uniwersytetu w Ilinois. 3. Strona internetowa „Deepsky Beauties”, November 2009. 4. Strona “Star Date”, artykuł: K. Croswell: “Alpha Persei Cluster”, 2011. 5. B. Zuckerman, C. Melis, J.H. Rhee, A. Schneider, I. Song: “Stellar Membership and Dusty Debris Disk in The Alpha Persei Cluster”, 2012. 6. N. Sheikhi, M.Hasheminia, P. Khalaj, H. Haghi, A.H. Zonoozi and H. Baumgardt: “The Binary Fraction and Mass Seggregation ih Alpha Persei Open Cluster”. 7. J.-C. Mermilliod, D. Queloz, M. Mayor: “Membership and binarity of solar-type ndwarfs in the nearby open cluster Alpha Persei Melotte 20”.
  14. Ależ się ostatnio namęczyłem ze „Ślimakiem” (NGC 7293). W końcu jednak padł w lornetce 15x70, bez żadnych filtrów czy innych „dopalaczy”, ale na swój sposób była to raczej masochistyczna przyjemność. Tak to już jest, gdy się nie chce, lub nie może, wyruszyć gdzieś dalej w poszukiwaniu wolnego od LP kawałka nieba nad południowym horyzontem. Na szczęście, im wyżej, tym znacznie lepiej i okolice zenitu to już zupełnie inna bajka… A niedawno przypomniał mi się jeden – choć nie! – bo w zasadzie, to dwa, bardzo ciekawe obiekty, które jesiennymi wieczorami znajdują się naprawdę wysoko. Jeśli więc, Drogi Czytelniku, masz – tak jak ja, już dość niskich deklinacji i takiej samej jakości nieba na tych wysokościach – głowa do góry! Proponuję Ci odwiedzić pogranicze Cefeusza i Łabędzia aby odnaleźć obiekty tego tygodnia. Choć Cefeusz nie składa się z bardzo jasnych gwiazd, to odnalezienie kilku najjaśniejszych punktów tej konstelacji nie powinno sprawić problemu i zakładam, że ten krok możemy pominąć. Po zlokalizowaniu alfa Cep (Alderamin), powinniśmy odnaleźć dwie kolejne, dość jasne gwiazdy oznaczone jako eta Cep oraz theta Cep. Te dwa drogowskazy o jasnościach odpowiednio 3,4mag oraz 4,2mag tworzą wraz z naszymi obiektami trójkąt równoboczny (no prawie…) o bokach, których długość wynosi nieco ponad 2°. Rys. 1 Mapka przedstawiająca mój sposób lokalizacji NGC 6939 oraz NGC 6946. (źródło: Stellarium) Upewniwszy się, że jesteśmy we właściwym miejscu, można już przy użyciu lornetki próbować dostrzec dwie, raczej nie trudne w percepcji, ale też niekłujące jasnością w oczy mgiełki, oddalone od siebie o zaledwie 40’. Średniej wielkości dwururka, za jaką jeszcze uznaję obiektyw 70mm i która jest obecnie moim głównym astro-sprzętem, pokaże mnóstwo takich smug na całym niebie. W czymże tkwi, w takim razie urok i wyjątkowość naszej parki? Choćby w tym, że jeden z obiektów leży 5000 razy dalej od drugiego i jest galaktyką, natomiast ten drugi to gromada otwarta. A wszystko to w jednym polu widzenia. A wszystko dostępne już przez lornetkę…Jak podają źródła[1],[2],[3],[4],NGC 6939 to gromada otwarta, odkryta przez F. W. Hershella w roku 1798, a jej jasność i rozmiar to: 7,8mag oraz ok. 7’. Można ją znaleźć również pod nazwami: Cr 423, Mel 231, czy Lund 930. Gromada, według systemu Trumplera, jest sklasyfikowana jako typ II1r, co oznacza, że powinna się charakteryzować niewielką koncentracją, dość jednorodnych pod względem jasności, gwiazd ku centrum, oraz posiadać dające się łatwo wyznaczyć granice. Jest ona bogata w gwiazdy i zawiera ich ponad 300, jednak najjaśniejsze z nich osiągają tylko ok. 12mag. Wiek tej gromady szacuje się na ponad miliard lat. Nasz drugi obiekt, który również został odkryty w tym samym czasie przez pana Hershella, to Galaktyka Fajerwerk, czyli NGC 6946 (Caldwell 12, Arp 29). Galaktyka zawdzięcza swoją wybuchową nazwę, nadzwyczajnej wręcz, aktywności rozbłysków supernowych w jej strukturze i może być bardzo wdzięcznym obiektem do obserwacji a także, jak pokazuje poniższe zdjęcie, świetnie pozuje astro-fotografom. Ze swoją jasnością 8,8mag i rozmiarem ok. 11’, mogłaby śmiało zająć kolejny numer w katalogu Messiera. [1], [2], [5] Fot. 1 Zdjęcie pary NGC6939 oraz NGC 6946. Autor: „maciekja” – Forum Astronomiczne. [6] Obserwowałem ostatnio nasze bohaterki lornetką 15x70 i na pewno nie był to wyczyn ekstremalny, a również w lornetce 10x50, pod naprawdę ciemnym niebem, widać je całkiem wyraźnie. Zatem, w zależności od warunków, są one do wyłuskania już w naprawdę niewielkich instrumentach. Z drugiej strony, ich widok przypomina mi nieco parę M81/M82 (tak, wiem, że to obiekty w 50% o innej naturze). Nie omieszkałem porównać obu tych duetów podczas bezpośredniej konfrontacji. Pomimo zdecydowanie niższego położenia Wielkiej Niedźwiedzicy tamtej nocy, to jednak „eMki” były wyraźniejsze. A co dokładnie widziałem w lornetce patrząc na 6939/6946? Na pierwszy rzut oka, dwie rozmyte plamki, które są prawie takie same pod względem jasności oraz rozciągłości. Po kilku chwilach, można dojść do wniosku, że jednak NGC 6939 jest trochę jaśniejsza, ale różnica nie jest rzucająca się w oczy i trochę się zdziwiłem, że galaktyka tak dobrze dotrzymuje kroku swojej towarzyszce pod tym względem. Po jeszcze wnikliwszym wpatrywaniu się w okulary, galaktyka ukazała pewien gradient jasności i można było zauważyć, że maleje ona z centrum ku brzegowi, który nie dał się już jednoznacznie oddzielić od tła nieba. Pamiętam, też kilka słabych gwiazdek „przeszkadzajek” bo nie należy ich łączyć z żadnym z naszych obiektów. Powodują one, że oko doszukuje się tam czegoś jeszcze. Widok z lornetki jest, moim skromnym zdaniem, bardzo wiernie przedstawiony na z szkicu Rony’ego De Laet’a i świetnie oddaje głębię kosmosu w szerokim - 4,4 stopniowym polu. Przy okazji warto się zastanowić, na co tak naprawdę patrzymy. Pojedyncze gwiazdy ze szkicu są oddalone o około 100-1000 lat świetlnych od nas. Gromada NGC 6939, znajdująca się na zewnętrznej krawędzi Ramienia Oriona i zarazem w odległości ok. 4000 lat świetlnych od Ziemi, to drugi plan. A najdalej wzrok sięga do świata galaktyki NGC 6946, której światło potrzebowało 20 000 000 lat aby trafić do ludzkiego oka. Rys. 2 Szkic ołówkiem: NGC 6939 oraz NGC 6946 widziane przez lornetkę 15x70 o polu 4,4o[7] Jak widać, nasza urocza parka może być już propozycją dla posiadaczy lornetek, a właściciele większych apertur, tym bardziej nie powinni być rozczarowani. No właśnie… A jakie są Twoje wrażenia obserwacji z tych odległych światów? Spróbuj i daj znać, jak poszło! [1] Rony De Laet, „The Casual Sky Observer’s Guide. Stargazing with Binoculars and Small teleskopes”, Springer-Verlaq New York Inc. 2012. [2] http://www.ngcicproject.org [3] Marek Substyk, „Atlas Nieba 2000.0” Astro CD, Sylwia Substyk, Chorzów 2012. [4] https://pl.wikipedia.org/wiki/NGC_6939 [5] https://pl.wikipedia.org/wiki/NGC_6946 [6] http://www.forumastronomiczne.pl/index.php?/topic/8743-ngc-6946-oraz-ngc-6939/#comment-117605 [7] http://rodelaet.xtreemhost.com/Sketch_ngc6939_6946_bino.html
  15. Odbić z utartych szlaków, piękna rzecz. Autem, rowerem, pieszo, lornetką po niebie - wszystko jedno jak. Ważne, żeby wziąć, co daje Szansa, dać się pozytywnie zaskoczyć tym, co przyniesie Nieznane. W dzisiejszej odsłonie cyklu proponuję odbić dobre 10° od autostrady Drogi Mlecznej w Kasjopei, i na chwilę odpocząć od Bąbli, Róż i Dusz. Słabizna lub ciemnotka? Nie tym razem. W północnej części konstelacji znajduje się duża, przeurocza i jasna gromada otwarta - Collinder 463. Katalog Pera Collindera nierzadko zawiera obiekty o dość dużych rozmiarach kątowych, tak też jest i tym razem - gromada na niebie ma 45’ rozpiętości*. Natomiast warto zauważyć, że jasność klastra wynosi aż 5,7mag, co czyni ją jedną z jaśniejszych gromad północnego nieba. Collinder 463 w otoczeniu biało-błękitnych 50, 48 i 42 Cas. Źródło: Aladin Cr 463 znajduje się w odległości około 2100 lś, a jej rozmiar jest szacowany na 7-9 pc. Podróżując przez Galaktykę, natkniemy się nań przy zewnętrznej krawędzi Ramienia Oriona, około 110 lś nad płaszczyzną dysku galaktycznego. Aparycja gromady - kilkadziesiąt gwiazd o mało zróżnicowanej jasności składników - i jej umiejscowienie składają się na dość znany scenariusz: podobnie jak Róża Karoliny czy M67, gromada będzie spokojnie dryfować w przestrzeni, nie narażona na przejścia blisko innych obiektów, mogących swym silnym oddziaływaniem grawitacyjnym rozerwać międzygwiezdne więzi członków gromady. Zatem Collinder 463 ma szansę spokojnie się zestarzeć, zdobiąc niebo jeszcze długi czas (o ile starczy paliwa w samych gwiazdach). Próbując łowić Cr 463 również nie musimy się spieszyć, gdyż przy deklinacji 72°N, gromada jest w zasadzie obiektem całorocznym. Jednak skoro najchętniej podglądamy Kasjopeję na jesieni, podejdźmy do niej przy najbliższym okienku obserwacyjnym. Dojazd do Cr 463, źródło: Cartes du Ciel Nalot jest prosty: przedłużamy linię od δCas do εCas dochodząc do dość jasnej ιCas (4,46mag), a następnie odbijamy ostro w prawo (tj. w kierunku bieguna) do 50 Cas, tworzącej ładny trójkąt z 48 i 42 Cas. Tylko ostatnia gwiazda jest nieznacznie słabsza niż 5mag, zatem wszystkie boje nawigacyjne powinny być widoczne gołym okiem (jeśli nie są - zmień miejscówkę ) Jeśli wycelujesz niewielką lornetkę we wspomniane trio 50-48-42 Cas, nie ma szans, żebyś nie dojrzał/-a Collindera 463. Trzy słońca “podpierają” kadr z klastrem, obramowując go od wschodu i południa. Gromada pięknie prezentuje się we wszelkich powiększeniach lornetkowych, zatem używaj do woli zakresu 7-25x i łap jak najwięcej diamentowego blasku jej składników. W zależności od apertury i powiększenia, nie tylko będzie zmieniać się liczba widocznych gwiazd, ale i wzór które tworzą. 10x50 pokaże około 15-20 składników układających się w charakterystycznym półkolistym lub fasolkowatym kształcie. Średnio-duże lornety pokażą pewne niejednorodności w rozkładzie gwiazd przy wschodniej krawędzi obiektu - i ten widok skojarzył mi się z lecąca jaskółką, z dziobem skierowanym ku zachodowi (ewentualnie z bumerangiem Batmana). Warto też spróbować zmierzyć się z obiektem w mniejszych instrumentach: zdobywające coraz większą popularność przeglądówki w rodzaju 2x40 pozwolą bez problemu wyłuskać obłoczek Czterysta-sześćdziesiąt-trójki, o ile tylko Droga Mleczna jest dobrze widoczna (jeśli nie jest - zmień miejscówkę ). Jeśli warunki są bardzo dobre, warto spróbować i gołym okiem (wersja dla geeków sprzętowych: użyj 7x1). Szkic Cr 463 autorstwa Rony'ego de Laeta. Widok moim zdaniem nieco "niedoszacowany", być może robiony pod przeciętnym niebem. Źródło: http://rodelaet.xtreemhost.com/Sketch_Cr463_bino.html Najjaśniejsza gwiazda w polu widzenia to TYC 4318-2469-1, pozorna lucida gromady, o jasności 8,2mag. W rzeczywistości ten pomarańczowy olbrzym leży ponad dwukrotnie dalej (ok. 5400 lś od Słońca), blisko wewnętrznej krawędzi Ramienia Perseusza. Jeśli jednak chcesz znaleźć giganta, który prawdopodobnie należy do gromady, przyjrzyj się TYC 4318-1935-1 (9,36mag). Jego wskażnik barwy (B-V) wynosi 1,73 a zatem w średnich i większych instrumentach powinien** pokazać pomarańczowo-czerwonawy odcień. Collinder 463. Źródło: Cartes du Ciel. Niestety, kolejne gwiazdy gromady, które opuszczają ciąg główny mają jasności poniżej 11mag, zatem trzeba cieszyć się tym, co jest - gromadą dość liczną, rozległą, ale i bez fajerwerków (wiek ok. 150 mln lat jest wystarczający, by jasne gwiazdy typów O i B zdążyły zakończyć swój żywot). Niemniej, dla wielu obserwatorów obecność “nowego” i tak jasnego klejnotu na niebie może być zaskoczeniem (dla mnie był!). Zatem - choć to obiekt całoroczny, już teraz daj się skusić na jedną z bocznych dróżek jesiennego nieba, wyceluj lornetę w Collindera 463 - i daj znać jak poszło! ___________________________________________________________________________ * wizualnie wygląda to na ok. 1°, ale być może oko “dokleja” mi gwiazdy tła do kupki Cr 463 ** tutaj przyznam, że niespecjalnie wpatrywałem się w barwy gwiazd Cr 463, ale też kolor żadnej nie krzyczał nigdy do mnie w rodzaju “spójrz, tu jestem!”
  16. Miałem w planach opisać w ramach tego cyklu przepiękną, galaktyczną igłę, czyli NGC 4244 w Psach Gończych (nie wiedzieć czemu pozostającą w cieniu bardziej znanej i lubianej NGC 4565); ba, nawet zaprezentowałem ją Jurkowi (Kraterowi) w moim Taurusie, z komentarzem, że będzie ona kolejnym Obiektem Tygodnia. Ostatnia sesja w Wilczycach zweryfikowała jednak moje zamiary, a engiec 4244 zaczeka pewnie do kolejnej wiosny... Hmm, a jaki obiekt jest sprawcą tego zamieszania? Odpowiedź jest prosta i kryje się w moim awatarze. Bohaterką dzisiejszego odcinka postanowiłem uczynić mgławicę, która na (w?) nim widnieje, czyli ulotne paskudztwo skatalogowane przez G. Abella pod numerem 39, zaś w katalogu panów Pereka i Kohoutka jako PK47+42.1. W naszych szerokościach geograficznych planetarka "wisi" sobie wysoko nad horyzontem, w gwiazdozbiorze Herkulesa, nieco na zachód od linii łączącej gwiazdy ζ i β Her. Ma jasność 13,7mag i rozmiar 3,9’. Wiki podpowiada mi, że jej średnica to ok. 6 lat świetlnych, a odległość od Ziemi szacowana jest na 7000 lat świetlnych. Gwiazda centralna jest oddalona o 0,1 roku świetlnego od centrum mgławicy. Abell 39 jest znany ze swego perfekcyjnego, idealnie okrągłego kształtu. W przeciętnych warunkach próby jego zaobserwowania można podjąć przy użyciu teleskopu dwunastocalowego, choć pod naprawdę ciemnym niebem (Bieszczady czy inny Zatom) Abellek z całą pewnością jest możliwy do wyłapania w mniejszych aperturach (10, a może i 8 cali). Całkiem niewykluczone, że dałoby się ją wyłuskać nawet w dużej lornecie (typu Miyauchi BR 141mm Pawła Trybusa czy nawet 28x110 serii BA8) - pod warunkiem zaopatrzenia jej w parkę dobrych filtrów OIII. Te spekulacje są oparte na solidnych podstawach, bowiem obiekt został dostrzeżony w Alpach sprzętem zaledwie czterocalowym. Kluczowe było tu zapewne położenie miejscówki obserwacyjnej, na wysokości – bagatela - 2500 m npm, a wyczynu tego dokonał oczywiście Uwe Glahn. źródło: http://www.caelumobservatory.com/mlsc/abell39.jpg Co do zasady, obiekt wymaga niewielkich powiększeń, generujących dużą źrenicę wyjściową. Przy nadmiernym powerku po prostu przestaje być widoczny. Nie próbowałem co prawda obserwacji bez użycia filtra OIII, ale myślę, że w polskich realiach pogodowo – oświetleniowych jest on nieodzowny. O właśnie - filtry OIII. Podczas wspomnianej na wstępie sesji w Wilczycach porównaliśmy wydajność mojego Astronomika i Oriona OIII, będącego własnością Piotrka Guzika. Szczerze mówiąc, po Orionie nie spodziewałem się wiele, mając na uwadze spotykane czasem na forach niezbyt pochlebne opinie na temat jego przydatności. Obiektami testowymi były klasyki: kompleks Veila i Crescent oraz Abell 39. Zaskoczenie było spore – oba filtry wygenerowały bardzo zbliżone obrazy; gdyby doszukiwać się "na siłę" jakichś różnic mógłbym co prawda powiedzieć, że subtelny detal i struktura mgławic nieco bardziej ochoczo wyłaziły w Astronomiku, ale owe różnice okazały się naprawdę minimalne, pomijalne wręcz. Żeby nie było – porównań dokonaliśmy z zachowaniem wszelkich reguł, znaczy z użyciem tego samego okularu (Piotrkowy ES 24 mm) i Taurusa 330. Co tam jeszcze? Aha, nie stwierdziłem większych rozbieżności w obrazie w moim dwunasto – i Piotrowym trzynastocalowcu. W obu sprzętach mgławica była wyraźna i nawet Jurek (znany z negatywnego nastawienia do takich słabizn ) stwierdził, że to obiekt dość oczywisty. Po dłuższej chwili paczania dało się dostrzec subtelne różnice jasności poszczególnych rejonów, w tym nieco ciemniejszy obszar bliżej centrum. Tak to wygląda na szkicu wykonanym z pomocą dużego lustra, na Cyprze (choć, sądząc po wskazaniach miernika, warunki idealne nie były) : źródło: http://www.deepskyforum.com/attachment.php?attachmentid=814&d=1376187463 Warto wykazać się odrobiną cierpliwości – nawet jeśli mgiełka nie jest widoczna od razu, to może wyskoczyć z tła po krótkiej chwili wpatrywania się. Czasem trzeba w tym celu poruszyć delikatnie tubusem teleskopu lub pozwolić oku odpocząć i spróbować raz jeszcze. Abell 39 został opisany w ramach "oryginalnego" cyklu Object of the Week na deepskyforum.com, a wątek zawiera nawet polski akcent. Zaintrygowany? Jeśli tak, to zanim nadejdą białe noce, koniecznie spróbuj i daj znać, jak poszło! PS Zapomniałbym o mapce dojścia – znajdziecie ją w pedeefku zamieszczonym TUTAJ.
  17. Pewne znaki na ziemi i wszystkie na niebie wskazują, że po zimie, która w moich stronach była nią tylko z nazwy, chyba naprawdę mamy już wiosnę. Bo choć ta pierwsza grupa śladów bywa zwodnicza, to górujący wieczorami Lew nie może pozostawiać wątpliwości. To może jakaś galaktyczka ? NGC 2903 [1] Spośród całego mnóstwa tych odległych, ale często widocznych już w małych aperturach, wysp światła, dziś chciałbym zaproponować przyjrzenie się NGC 2903. Jest to galaktyka spiralna z poprzeczką - podobna do naszej Drogi Mlecznej, choć około 2 razy od niej mniejsza. Odległość do NGC 2903 jest szacowana na 20-25 mln lat świetlnych.[2] A z ziemskiej perspektywy jest widoczna w okolicach lwiego pyska. Jest bardzo łatwa do odnalezienia. Ja zawsze odliczam 4 najjaśniejsze gwiazdy od Algieby i pod ostatnią, odnajdując jeszcze 2 słabsze, już mam nasz Obiekt Tygodnia. Poszukując NGC 2903, skierujmy wzrok ku paszczy Lwa…[3] …gdzie pod gwiazdą lambda Leonis i jeszcze dwiema słabszymi odnajdziemy nasz cel.[3] Sądzę, że bohaterka tego odcinka może być interesująca przynajmniej z dwóch powodów. Pierwszym z nich jest jasność i ogólna łatwość obserwacji tej galaktyki – potwierdzam jej obecność w 50mm lornetce. Jej rozmiar to ok. 13’x6’ i przy jasności powierzchniowej na poziomie 13,6 [mag/arcmin2] śmiało może walczyć o uwagę podczas wyłapywania pobliskich eMek, a moim subiektywnym zdaniem, jest nawet łatwiejsza do zaobserwowania od niektórych z nich (M95/M96).[4] Tym bardziej może dziwić fakt, że nie ma jej na liście francuskiego łowcy komet. To, co przeoczył, czy też z innych powodów nie uwzględnił monsieur Messier, odnalazł jednak w 1784 sir Hershell. Ten ostatni dostrzegł zresztą coś więcej, a było to na tyle dobrze widoczne, że stwierdzając podwójną naturę obiektu, nadał mu również 2 odrębne oznaczenia: H I 56 oraz H I 57. Tam gdzie Hershell widział 2 mgławicowe obiekty, dziś wyodrębniamy wspomnianą NGC 2903 oraz NGC 2905 – jako grupę młodych, jasnych gwiazd w ich macierzystej galaktyce. Mamy tu zatem możliwość zobaczenia w jednym obiekcie również jego część mającą swoje osobne oznaczenie, co nie zdarza się znów zbyt często. NGC 2905 należy wypatrywać w północnej części galaktyki NGC 2903. NGC 2903 oraz NGC 2905. [4] W lornecie 15x70, galaktyka bardzo chętnie zdradza swoje położenie oraz podłużny kształt. Jej środek jest wyraźnie jaśniejszy od obrzeży. Jeśli w danym instrumencie i warunkach jesteś w stanie dostrzec M65/M66, to NGC 2903 również musi być widoczna. Sześciocalowa soczewka achromatu, pokazuje wyraźnie eliptyczny kształt, przy czym światło wzdłuż dłuższej osi symetrii tej elipsy jest jaśniejsze. Nie było to dla mnie oczywiste, ani tym bardziej widoczne na wprost, ale każde nowe podejście i kilka chwil spędzonych nad okularem sugerują, że to poprzeczka, lub jak kto woli „belka” galaktyki subtelnie zdradza swoją obecność. Bardzo dobrze jest widoczne olbrzymie halo tej galaktyki. A czego, oprócz ciemnego nieba, potrzeba do zobaczenia NGC 2905? W internecie można znaleźć rożne informacje. Jeśli wierzyć Phillowi Harringtonowi (a jeśli nie jemu, to komu?), to 30 cm apertury powinno wystarczyć.[5] Korzystając z możliwości zerknięcia przez 14” lustro (dzięki Mateusz) mogę napisać, że to raczej prawda. A zarys ramion też nieśmiało się ujawniał. Wyłuskanie tego świetlnego punkciku nie był jednak bułką z masłem. Brnąc dalej w metafory; jest to raczej czerstwy razowiec - do nadgryzania uważnie i bez pośpiechu z różnych stron. Tamtej nocy, pomimo fantastycznego nieba, mieliśmy jednak olbrzymie problemy z wilgocią i nie wykluczam, że może lustra mogłyby być w lepszym stanie . Niemniej jednak widok był bardzo zbliżony do tego ze szkicu poniżej. NGC 2903 oraz NGC 2905 – poniżej jasnego centrum galaktyki. [6] A jakie są Twoje wrażenia z obserwacji NGC 2903? A może NGC 2905 również była widoczna? Lew będzie jeszcze przez jakiś czas królował na wieczornym niebie, a zatem: Spróbuj i koniecznie daj znać jak poszło! [1] http://www.caelumobservatory.com/gallery/n2903.shtml [2] http://www.theskyscrapers.org/ngc-2903-spiral-galaxy-in-leo [3] Atlas Nieba „Deep Sky Hunter” [4] http://www.ngcicproject.org [5] http://articles.adsabs.harvard.edu//full/1998JRASC..92...48W/0000049.000.html [6] https://stargazerslounge.com/topic/60653-ngc-2903/
  18. Dobra, skoro pozostała część załogi Obiektu milczy, najwidoczniej cierpiąc na twórczą niemoc, tymczasowo (mam nadzieję) jesteście skazani na mnie. Jeśli nie macie dość, po raz kolejny zapraszam na wiosenne niebo. Znacie mitologiczną opowieść o Kruku? Pewnie tak; kara, którą poniosło to sympatyczne skądinąd ptaszysko, jest jednak moim zdaniem zbyt okrutna – postawić tuż obok osobnika płci męskiej pełen kielich i nie pozwolić mu go wychylić? I tak przez całą wieczność? Cierpienia Prometeusza to przy tym pikuś... No i gdzie są obrońcy praw zwierząt, ja się pytam??? Kruk, choć to gwiazdozbiór pod względem powierzchni niewielki, jest zasobny w obiekty głębokiego nieba (głównie galaktyki); wśród nich zawieruszyła się jednak jedna z ładniejszych mgławic planetarnych widocznych na naszym niebie, skatalogowana jako NGC 4361. Trafić do celu łatwo, bo najjaśniejsze gwiazdy konstelacji tworzą na niebie dość charakterystyczny czworokąt. Resztę - tradycyjnie – wyjaśni nam kolega Rokita i jego mapka: Jako, że Kruk nie wznosi się specjalnie wysoko, warto znaleźć miejscówkę z przyzwoitym, wolnym od źródeł sztucznego zaświetlenia południowym horyzontem. Warunki też są ważne - pamiętam, że przy słabej przejrzystości nawet w szesnastocalowcu obiekt nie zaprezentował się specjalnie okazale. Jeszcze jedna sprawa - jak to z mgławicami planetarnymi bywa, podczas obserwacji zdecydowanie pomaga filtr OIII, względnie UHC. Pora na garść suchych faktów. Lektura Wiki po raz kolejny nie przyniosła zaskoczenia – obiekt został odkryty przez Williama Herschela, w nocy 7 lutego 1785 r. O ile jednak bycie odkrytym przez sir Williama to raczej norma wśród jaśniejszych obiektów DS widocznych z półkuli północnej, o tyle wewnętrzna struktura mgławicy jest już nietypowa i dość mocno różni się od innych planetarek – mianowicie widoczne są aż cztery płaty odrzuconego materiału, zamiast standardowych dwóch. Na tej podstawie wysnuto wniosek, że wewnątrz mgławicy mogą znajdować się dwie umierające gwiazdy, z których każda wytworzyła własne bipolarne, gazowe chmury; ów gwiezdny grobowiec jest odległy o około 5000 lat świetlnych od Ziemi. Położony w centrum biały karzeł (HD 107969) ma jasność ok. 13mag, zaś jasność samej mgławicy to 10.9mag, przy rozmiarze ok. 2' (choć obszar dostępny wizualnie jest mniejszy - "na oko" oceniłem, że to nieco ponad 1'). Widoczne na zdjęciu galaktyczne maleństwo skatalogowano jako PGC 864871. zdjęcie wygenerowano z użyciem strony www.sky-map.org Mgławica zaskakująco dobrze znosi duże powiększenia – podczas ostatniej sesji przywaliłem jej Morpheusem 4.5mm, który w tandemie z Taurusem 300/1500 wygenerował pow. ponad 300x, przy źrenicy wyjściowej nieco mniejszej niż 1 mm. Miałem pewne obawy, czy obraz nie będzie za ciemny, ale gdzie tam – było ok, a przy okazji wylazło sporo niejednorodności; najwyraźniej odznaczała się granica pomiędzy częścią wewnętrzną (która jest na tyle jasna, że dość mocno tłumi blask gwiazdy centralnej) a nieco słabszym zewnętrznym halo, rozciągającym się na odległość dwukrotnie większą. Mimo stosunkowo dużej jasności powierzchniowej, nigdy nie udało mi się dopatrzyć choćby śladu niebieskawego zabarwienia – mgławica nieodmiennie jawi się jako szarawa. Dobra, pora na zajawkę dla lorneciarzy (no, może nie wszystkich, lecz tych dysponujących nieco większymi sprzętami ). Po jednej z sesji z początku 2015 r. zanotowałem: kwestia widoczności niewielkich mgławic planetarnych w lornetce zaintrygowała mnie na tyle, że spróbowałem podejścia do NGC 4361 w konstelacji Kruka z użyciem "siedemdziesiątki". W jeden gwint filtrowy wkręciłem najzwyklejszy, tani filtr OIII marki TPL, a w drugim umieściłem baaderowskiego UHC-sa. Jak się okazało, taki zestaw pozwolił na wyłuskanie z tła niewielkiej, ulotnej plamki. Widziałem ją wyłącznie zerkaniem, ale bez cienia wątpliwości. A jeszcze kilka lat temu ten obiekt wydawał mi się wyzwaniem dla sześciocalowego lustra.... A propos sześciocalowców – poniżej szkic wykonany podczas obserwacji z użyciem niutka 150 mm: źródło: http://www.asod.info/wordpress/wp-content/2011/05/NGC-4361-Sketch.jpg O ile kwietniowy nów okaże się łaskawy, spróbuj i daj znać jak poszło!
  19. Gwiazdozbiory wprowadzone na niebo przez Jana Heweliusza mają jedną wspólną cechę – za cholerę nie da się zidentyfikować kształtu zwierzęcia czy rzeczy, jaką dana konstelacja ma symbolizować. Wyjątkiem jest jedynie Jaszczurka, którą - przy pewnej dozie dobrej woli - można sobie wyobrazić wśród zygzakowato ułożonych, słabych gwiazd. Ryś nie należy do wyjątków, a próby ustalenia "co autor miał na myśli?" prowadzą do wniosku, że trzeba mieć oczy jak ssak z rodziny kotowatych, by wypatrzeć gwiazdy zawarte w jego granicach. Swoją drogą, rysia równie trudno dostrzec w jego naturalnym środowisku, czyli dużych, zwartych kompleksach leśnych. Dotychczas nie widziałem tego kociaka, choć kilka lat temu natknęliśmy się ze znajomymi na jego ślady podczas zimowej włóczęgi po Magurskim Parku Narodowym. Po tym wstępie nietrudno domyślić się, że bohaterem niniejszego odcinka będzie chyba najbardziej rozpoznawalny z rysich "deesów", a mianowicie gromada kulista NGC 2419 (u sir Patricka Moore'a skatalogowana jako Caldwell 25). źródło: http://www.caelumobservatory.com Gromada została odkryta przez W. Herschela 31 grudnia 1788 roku i nazywana bywa Międzygalaktycznym Wędrowcem. Skąd wzięła się ta, jak się okazuje nieco myląca, nazwa? Otóż od Ziemi, jak i centrum Galaktyki, dzieli ją ogromny dystans, szacowany na 275-300 tys. lat świetlnych. To lokalizacja mocno nietypowa i odmienna od całej reszty kulistego towarzystwa, tworzącego galaktyczne halo. Z tego powodu w pierwszej połowie XX wieku przyjęto, iż nie jest obiektem powiązanym z Drogą Mleczną. Co ciekawe, mimo, że jest bardziej odległa od Obłoków Magellana, to dzięki dużej jasności absolutnej (-9.42mag) i ilości wchodzących w jej skład gwiazd (niemal 900 tysięcy, w tym żółte i czerwone olbrzymy) na naszym niebie ma jasność aż 10.3mag, przy rozmiarach kątowych 4.1' (dane zaczerpnięte z "The Night Sky Observer's Guide"). NGC 2419 może mieć podobne pochodzenia jak gromada omega Centauri i być jądrem odartej z gwiazd galaktyki karłowatej. Obecnie wiadomo już, że gromada, mimo swojego oddalenia od centrum Drogi Mlecznej, istotnie wokół niej krąży.* Wertując zasoby netu, natknąłem się na kolejną ciekawostkę- mianowicie Wędrowiec dla hipotetycznego obserwatora z galaktyki Andromedy prawdopodobnie jest najjaśniejszą spośród gromad kulistych powiązanych z naszą Galaktyką (czyli odpowiednikiem G1, przynależnej M31). źródło: www.irida-observatory.org Starhopping nie jest skomplikowany – odbijamy na północ od Kastora (α Gem), a resztę wyjaśni nam obraz wygenerowany z pomocą strony www.sky-map.org (cel oznaczono czerwonym kółkiem): W nocy z piątku na sobotę spróbowałem złapać kulkę w lornecie 15x70. Wiem, że się da (przedsięwzięcie powiodło się poprzedniej zimy i było dla mnie jednym z punktów przełomowych dla uznania lornetek za pełnoprawne i samodzielne przyrządy obserwacyjne), lecz tym razem nie mogłem jej wyzerkać. Przyznam jednak (nie bijcie), że obserwowałem bez statywu - choć łokcie podparłem o dach auta; druga rzecz to pozostawiające ostatnio sporo do życzenia niebo. Ech, gdyby coś wielkości meteoru czelabińskiego pierdyknęło w generującą wściekłe LP stację narciarską w Białce Tatrzańskiej.... Przywołanie na pomoc Leidory 22x100 pomogło – w jej przypadku już nie dało się obserwować "z ręki". ;) Po umieszczeniu lornety na statywie i chwili skupienia w polu widzenia pojawiła się dość ulotna, mglista plamka, doklejona niemal do dwóch położnych obok siebie gwiazdek o jasności 7mag (SAO 60232 i 60229). W lornecie 28x110 było jeszcze lepiej (choć to znów zapiski z ubiegłego roku); zanotowałem wówczas, że NGC 2419 od razu rzuciła się w oczy – jako mdło świecąca, lecz oczywista plamka, ułożona w jednej linii z dwiema stosunkowo jasnymi gwiazdkami. Nie dopatrzyłem się natomiast charakterystycznego dla gromad kulistych „mrowienia” na jej obrzeżach (w przypadku innych - jaśniejszych i większych - "kulek" duża lorneta pozwala wypatrzeć delikatne ślady rozbicia zewnętrznych ich części). W dwunastocalowym teleskopie obiekt zalicza się do łatwych, lekkich i przyjemnych. Niemniej, nawet przy pow. 214x gromada pozostaje nierozdzielona i jest widoczna jako spore, plackowate pojaśnienie, delikatnie jaśniejsze w centrum; momentami odnosiłem wrażenie, że na obrzeżach nieśmiało wyskakuje kilka ledwie uchwytnych gwiazd, ale między wrażeniem a pewnością jest spora różnica... ;) Z tego co wyczytałem, da się ją rozbić, ale to zabawa dla posiadaczy naprawdę dużych apertur, zdolnych do generowania powiększeń rzędu kilkuset razy, przy akceptowalnej jeszcze średnicy źrenicy wyjściowej. Kulka przypomina nieco głowę komety – takie skojarzenie nasunęło mi się po wczorajszej sesji, przeplatanej podziwianiem komety C/2014 S2 (PANSTARRS). W ośmiu calach obiekt wygląda tak: źródło: http://astrodibujo.blogspot.com Marcowy nów to dobry czas na polowanie na niebiańskiego Rysia (te ziemskie są pod ochroną), zatem spróbuj i daj znać, jak poszło! * - informacje zaczerpnięte Wikipedii
  20. Tak jakoś się przyjęło, że w ramach tego cyklu Panasmaras opisuje ciemne mgławice, a ja ulotne paskudztwa (w tym miejscu pozdrawiam Jurka ;) ). W niniejszym odcinku połączę obie te kategorie obiektów, czyniąc jego bohaterem ulotne, ciemne paskudztwo, które z bliżej nieznanych powodów stało się rasowym celebrytą. Panie i panowie, przez Wami Qń. Dlaczego ukradłem ciemną mgławicę Markowi? Czyżby nie dało się wyzerkać jej przez lornetkę? Nic z tych rzeczy, Amerykańce (niejako Harrington z kolegą) swego czasu to zrobili, z pomocą Fujonona 10x70 i parki filtrów H-beta. Podejrzewam, że gdyby dać Marasowi miejscówkę z porównywalnymi warunkami, dokonałby tego samego. Może kiedyś – na Teneryfie na przykład - spróbujesz i dasz znać jak poszło? Ok, przejdźmy do konkretów. Opis starhoppingu ograniczę do minimum – podłużna smuga mgławicy emisyjnej IC 434 (rozmiar ok. 60’x10’), stanowiącej tło dla B33, rozciąga się na obszarze ok. 1 stopnia na południe od gwiazdy ζ Ori, szerzej znanej jako Alnitak. Barnard 33 schował się tuż poniżej HD 37805 o jasności ok. 7.5mag - środkowej z trzech gwiazdek ułożonych w rządku, z których skrajna, najbardziej wysunięta na wschód jest otoczona mgławicą refleksyjną NGC 2023. Najwyraźniej zarysowana jest wschodnia krawędź IC-ka, podczas gdy cześć zachodnia stopniowo rozmywa się w tle. Skoro wiemy już, gdzie szukać, warto wspomnieć na co patrzymy – a widzimy część kompleksu Obłoku Molekularnego Oriona, położonego w odległości ok. 1500 lat świetlnych od Ziemi i rozciągniętego na obszarze setek lat świetlnych; ową chmurkę należy czynić odpowiedzialną za wszystkie zimowe skarby, zlokalizowane w obrębie Pasa Oriona. Konia widać, bo – jak już wspomniałem - w tle świeci zjonizowany przez gorącą gwiazdę σ Ori wodorowy obłok. To rejon gwiazdotwórczy – w rejonie Łba cały czas rodzą się nowe słońca. Barnard 33 nie został odkryty przez pana Edwarda Emersona Barnarda (jak można by przypuszczać), lecz panią Williaminę Fleming, na płycie fotograficznej naświetlonej w 1888 r. w Harvard College Observatory. Obiekt ma rozmiar ok. 6’x4’, a w skali nieprzezroczystości mgławicę oznaczono cyfrą 4 (gdzie 1 oznacza obiekt lekko nieprzezroczysty, a 6 - całkowicie nieprzezroczysty). Tak prezentuje się na płycie fotograficznej ;) naświetlonej przez Jacka Bobowika: źrodlo: www.astrofotki.pl W popularnym przewodniku obserwacyjnym The Night Sky Observer’s Guide opis Qnia rozpoczęto od apertury 12/14 cali, ale czy faktycznie potrzeba nastocalowego Newtona? Niekoniecznie. Przeglądając fora astronomiczne, natknąłem się na wiarygodną relację z obserwacji Konika popularnym ośmiocalowcem. Ja próbowałem następującymi przyrządami: - lornetą 15x70, zaopatrzoną w jeden filtr H-beta – mimo odsunięcia Alnitaka poza krawędź pola widzenia nie zobaczyłem nic, co mogłoby być IC-kiem 434, - refraktorem 80/400, również z habetą na pokładzie - rezultat jak wyżej, - lornetą 28x110 z parką filtrów UHC-s Baadera – w tej konfiguracji udało się już wyłapać bladą poświatę IC 434; podobny rezultat uzyskałem używszy achromatu 150/750, a po sesji zanotowałem: nie dysponowałem niestety filtrem H-beta, zaś wykorzystany jako zamiennik Ultrablock pozwolił jedynie na wyłapanie delikatnej, podłużnej poświaty wodorowej mgławicy, z jednej strony zdecydowanie wyraźniej odciętej od czerni nieba. Początkowo korzystałem z okularu 25 mm, lecz prędko okazało się, że blask Alnitaka przeszkadza zbyt mocno. Zastosowałem zatem barlowa o krotności 2x, podnosząc tym sposobem kontrast i zmniejszając pole widzenia, by usunąć "przeszkadzajkę". Ciemnego wcięcia Barnarda ostatecznie nie wyłapałem, choć nie powiem – było blisko. Z każdą minutą wpatrywania się mdły blask IC-ka stawał się bowiem coraz bardziej oczywisty... No i tym sposobem dotarliśmy do sedna, czyli teleskopów o aperturze 12-13 cali (i większych). Gdy prowadzimy obserwacje dużym niutkiem, a obserwator ma już pewne doświadczenie z tym obiektem i wie w jaki sposób patrzeć, Qń przestaje być wyzwaniem, stając się obiektem lekkim, łatwym i przyjemnym. Jak opisać widok w okularze? Hmm, B33 przypomina odcisk brudnego palucha na jaśniejszym tle, a przy dobrych warunkach i odrobinie cierpliwości można dopatrzeć się charakterystycznego kształtu końskiej głowy – rzecz jasna bez detalu znanego z astrofotek, a w formie uproszczonej (coś w rodzaju pochylonej litery L). Widać też doskonale różnice w jasności i strukturze mgławicy IC 434 – w pewnych partiach jest wyraźniejsza, a w innych słabsza i rozmyta (podobnie, jak to ma to miejsce w przypadku NGC 1499 – Kalifornii). Fitr H-beta jest oczywiście baaardzo przydatny, choć nie nieodzowny – obiekt da się dostrzec z pomocą dobrego filtra typu UHC (przerabialiśmy to we wrześniu z P. Guzikiem). Habeta, pomagając przy Koniu, gasi jednak pobliską mgławicę Płomień (NGC 2024) oraz wspomnianą już NGC 2023. Co tam jeszcze? No tak, nie przesadzamy z powiększeniem (źrenica wyjściowa 4-5 mm jest w sam raz) i koniecznie wywalamy Alnitaka z pola widzenia. W historii polskiej wojskowości kawaleria odegrała istotną, by nie rzec - pierwszoplanową rolę. Niewykluczone, że któryś z Twoich przodków, szanowny Czytelniku, z wyżyn końskiego siodła gromił Tatarzyna czy innego bolszewika. Co pozostaje nam? Ano, też możemy spróbować okiełznać Konia, a później trza koniecznie dać znać, jak poszło! :)
  21. Są na niebie miejsca, które zwyczajnie potrafią zaskoczyć. Kiedy parę lat temu, u początku mej przygody z obserwacjami wizualnymi, Don Pablito postanowił mnie zagiąć ze znajomości nieba, rzucił jedno słówko: pokaż coś w Żyrafie. Cóż, wtedy cuda w rodzaju Kaskady Kemble’a, kilku dość znanych żyrafich galaktyk czy nawet jej jasnych gromad otwartych były dla mnie jeszcze nieodkryte. Ale nawet po tym, jak w końcu zapoznałem się z tymi obiektami, Żyrafa miała dla mnie jeszcze jedną niebagatelną niespodziankę: ciemną mgławicę - i to jaką! Jedną z najwyraźniejszych na całym zimowym niebie. Ktoś może zapyta - ale jak to? Przecież aby ciemna mgławica była widoczna, musi za nią coś świecić w tle - jasna mgławica lub Droga Mleczna. Cóż, chociaż obserwator żadnej z nich się w Żyrafie nie spodziewa, ta druga zahacza dość jasnym obłokiem gwiezdnym o południowo-zachodni kraniec konstelacji, przy granicy z Perseuszem. Jeśli do tego dodamy jedną z gęstszych smug pyłowych na niebie, otrzymamy piękny i wyraźny obiekt. źródło: http://aam.8mag.net/coppermine/displayimage.php?pid=287 Obłoki molekularne znajdujące się w tym rejonie tworzą kilka nakładających się grup i planów, dość hojnie obdarowując ten fragment ramienia galaktycznego młodymi asocjacjami gwiazdowymi, z których najbardziej znaną jest Per OB3, znana także jako Gromada Alfy Persei lub Melotte 20. Bohaterka naszego Obiektu Tygodnia leży na jednym z bliższych planów, wchodząc w skład Pasa Goulda - pierścienia jasnych gwiazd dostrzeżonego i wyodrębnionego jeszcze w XIX wieku. Należą doń takie jasne słońca jak choćby Antares wraz z Asocjacją Skorpiona-Centaura, młode, niebieskie gwiazdy Oriona z lśniącym Rigelem na czele, wspomniana już Melotte 20, Asocjacja Wielkiego Psa z kolejnymi miriadami jasnych gwiazd w południowej części konstelacji, i dalsze młode słońca, zdobiące konstelacje Rufy, Żagla czy Kila. Mimo tylu diamentów na nocnym niebie, budulca w Pasie Goulda wciąż jest sporo, nic dziwnego zatem, że znaczna część galaktycznego kurzu zalega jeszcze w wielu miejscach - chociażby w letniej Drodze Mlecznej współtworzy on znaną i spektakularną Wielką Szczelinę, w jesienno-zimowej - między innymi Obłoki Molekularne Perseusza i Byka. Te ostatnie są stosunkowo mało znane, choć ich obecność może zauważyć każdy obserwator. Są one odpowiedzialne za odchudzenie zimowej wstęgi Drogi Mlecznej, za czarną pustkę ziejącą za Hiadami i za to, że smuga odległych gwiazd Galaktyki wygląda najskromniej na pograniczu Perseusza i Woźnicy, a nie w okolicach stóp Kastora, gdzie patrzymy w kierunku dokładnie przeciwnym do centrum Galaktyki. Autor zdjęcia: Robert Gudański, źródło: http://www.forumastronomiczne.pl/index.php?/topic/5410-c2014-q2-lovejoy/?p=90814 Skoncentrujmy się jednak na naszej bohaterce. Jej obecność jako pierwszy zanotował niezawodny w takich przypadkach Edward Emerson Barnard. Ów astronom, oprócz dostrzeżenia i opisania większej ciemnej smugi widocznej w tym miejscu, wyodrębnił kilka bardziej skondensowanych obiektów i nadał im numery 9, 11, i 13 w swoim katalogu. Beverly Lynds wyodrębnia kilkanaście obiektów w tym rejonie, natomiast jeden z najnowszych katalogów mgławic pyłowych autorstwa Kazuhito Dobashi’ego, umieszcza całą smugę pod jednym numerem 994 (Tokyo 994 lub TGU 994) - stąd odnoszę się do barnardziej trójcy jako do jednego obiektu. mapka na podstawie Cartes du Ciel Nalot na Tokyo 994 najłatwiej poprowadzić od prawego kolana Perseusza, czyli nieregularnego czworoboku znajdującego się na południowy wschód od Gromady Alfy Persei, będącego domem dla kilku pięknych gromad, w tym przecudnej urody NGC 1528. Najprościej rzecz ujmując, należy przedłużyć linię od gwiazdy 48 Persei (najbardziej południowej w czworoboku tworzącym kolano herosa) poprzez wspomnianą NGC 1528. Podobnej długości odcinek, jak ten dzielący gwiazdę od gromady doprowadza nas wprost na TGU 994. Po drodze warto zwrócić uwagę na jednostopniowej wielkości, dość charakterystyczny asteryzm - choć trudno mi opisać, czy raczej przypomina ostry grot czy zygzak (patrz: mapka). Bezpośrednio powyżej (na północ) przy dobrej przejrzystości powinniśmy zauważyć sporą, dość szeroką ciemną linię rozciągającą się na dobrych kilka stopni - Tokyo 994. Warto przywołać tutaj oryginalny wpis Edwarda E. Barnarda, widniejący co prawda pod numerem 9 w katalogu, lecz de facto odnoszący się do całego regionu: Ciemna, nieregularna pustka. Jest to środek większego, pustego obszaru rozciągającego się na wschód i zachód, którego nierozerwana część ma 2 1/2° długości i około 1/2° szerokości. W rzeczywistości rozciąga się w mniej lub bardziej złamanej formie na jakieś 6° (...). Na wschodzie rozpada się w mniej lub bardziej oddzielone plamy, po trochu przypominając te we wschodniej części wielkiej smugi odchodzącej od Rho Ophiuchi, ale w przeciwieństwie do owej smugi, nie bierze swego początku w większej pustej przestrzeni lub mgławicy. Jej granice nie są tak wyraźne jak w przypadku smugi Rho Ophiuchi. (...) mapka na podstawie Cartes du Ciel Uważniejsze przypatrzenie się pozwoli na wyłuskanie poszczególnych obiektów z katalogu Barnarda. Spośród owego zagęszczenia, z pewnością najbardziej wybija się podłużna sylweta Barnarda 11. Ułatwieniem w jego identyfikacji jest równoległe ułożenie względem najdłuższego boku trójkąta, wyznaczanego przez wyraźne, acz niezbyt jasne gwiazdy leżące tuż na północ. Na zdjęciach widać nieregularny kształt mgławicy, przez lornetkę - jedynie dość regularny, wydłużony, lecz wyraźny owal. W 16x70 B11 jest dość oczywisty, ale i 10x50 jest w stanie sobie z nim poradzić. Dwa okoliczne ciemne obłoki - B9 i B13 - są trudniejsze do jednoznacznego wyodrębnienia, chociaż ich układ nie pozostawia wątpliwości co do fizycznej ich przynależności do wspólnej smugi pyłowej. Łatwiejszy z nich jest Barnard 13, szczególnie w swej wschodniej części. Sprawia wrażenie niewiele mniejszego niż B11, lecz znacznie chudszego. Natomiast Barnarda 9 widywałem zwykle z zauważalnie większym trudem. Z całej trójki, to ten obiekt zdawał się najbardziej zatapiać w przepastnym tunelu TGU 994 . Jeśli dysponujemy kilkoma lornetkami lub okularami, warto przyjrzeć się całemu kompleksowi mgławic w różnych powiększeniach, lecz sugerowałbym trzymanie się zakresu 7-20x, ze względu na rozmiary obiektów. Większe apertury i powiększenia pięknie wyszczególnią nam owale Barnardów, podczas gdy te mniejsze - pokażą w szerszym polu całą smugę, w której bardziej skondensowane obłoki są zatopione. Poszczególne obiekty wyszczególnione przez Barnarda mogą nie być zbyt oczywiste, lecz cały kompleks Tokyo 994 jest tak wyraźny, że nawet początkujący obserwatorzy powinni dać sobie z nim radę - o ile tylko poradzą sobie w ogólnym nalocie na obiekt. Co ciekawe, obecności Tokyo 994 można się również dopatrzyć na mapach nieba w postaci podłużnej pustki między zaznaczonymi gwiazdami. Kręcąc się w tej okolicy, warto poszukać leżącego nieopodal Barnarda 12 (LDN 1407/Tokyo 1003), leżącego tuż na południe od B13. Jest to drugi pod względem wyrazistości i łatwości wyodrębnienia obiekt z katalogu Barnarda w tym rejonie. Szczególnie wyraźna jest jego południowo-wschodnia krawędź, lecz w dobrych warunkach lornetki są w stanie wyodrębnić cały owal tego obiektu. Również wart trudu jest Barnard 21. Jego sylweta - mała, podłużna, ułożona nieco ukośnie do osi TGU 994 - nie daje się tak łatwo wyłuskać z tłą, ale jest bardzo przyjemnym uzupełnieniem łowów w tej okolicy. Podobnie warta odwiedzenia jest leżąca nieopodal mało znana, lecz jasna i wyraźna (nawet w niewielkich lornetkach) gromada otwarta Alessi 2. Prawdę mówiąc, wiele razy sama wpadła mi w oko, na długo przed tym, jak w końcu wypatrzyłem ją w jednym z atlasów nieba. Na deser - wróćmy do Tokyo 994. Największą niespodzianką, jaką ten obiekt przynosi jest… jego widoczność gołym okiem! Wypatruj nad prawym kolanem Perseusza ukośnej, ciemnej drzazgi, ukośnie ułożonej do równika galaktycznego, wbijającej się śmiało w pojaśnienie Drogi Mlecznej. Cała smuga ma dobre 6 stopni długości, więc rozmiar nie stanowi najmniejszej przeszkody w dostrzeżeniu obiektu. Żyrafa wciąż wisi wysoko na niebie, więc i Tokyo 994 jeszcze dobry miesiąc będzie się znajdować w bardzo dogodnym położeniu. Wystaw więc nos na mróz, spróbuj i daj znać jak poszło!
  22. Istnieje wiele typów gwiazd podwójnych i wielokrotnych. Oczywiście najszerzej znane są te jasne i kolorowe, dlatego chciałbym zwrócić uwagę na nieco ciemniejsze i często pomijane, które jednak z równym powodzeniem można obserwować z miasta oraz przy świetle Księżyca. Odbiegnę nieco od standardowej konwencji cyklu O.T. i zaproponuję trzy układy o różnych stopniach trudności (oraz czwarty niewymieniony w tytule, lecz przydatny - o tym w swoim czasie). Jasności wszystkich składników zawierają się w przedziale od około 7.5 mag do 11.5 mag. Niestety ze świecą szukać o nich astrofizycznych ciekawostek, najprawdopodobniej też nie są ze sobą powiązane grawitacyjnie, skupimy się więc po prostu na własnych obserwacjach. Układy znajdują się w raczej zaniedbanym obserwacyjnie gwiazdozbiorze Małej Niedźwiedzicy. Najpierw jednak trzeba je odnaleźć, co nie jest trudne ze względu na bliskość od jednego ze Strażników Bieguna Północnego * - ciepłego olbrzyma o typie widmowym A2III, Pherkada (również gamma UMi, 13 UMi). Namierzywszy Pherkada, pobliska piękna pomarańczowa gwiazda 11 UMi wskaże nam oddaloną o 1.5° nieco ciemniejszą 9 UMi (niektórzy pewnie kojarzą położoną niedaleko niej galaktykę NGC 5832). Następnie od 9 UMi wystarczy skierować się na południe o około 40' do pięciokątnego asteryzmu, który wyrysowałem na mapie pomarańczowymi liniami. Jego dwie zachodnie gwiazdy to właśnie STF 1906 (na północy) i STF 1905 (na południu). Gwiazdy odwiedzimy w kolejności odwrotnej niż wymienionej w tytule, zaczynając od STF 1906 - moim zdaniem najłatwiejszej, a kończąc na STF 1897 - najtrudniejszej. Najpierw dwie pierwsze. Powyżej lewa ogólna mapa zawiera gwiazdy do 7.5 mag, prawa szczegółowa do 10 mag. Jeżeli nie macie atlasu z odpowiednim zasięgiem, to możecie skorzystać z darmowego TriAtlas, najlepiej z mapy nr 4 zestawu B. [oznaczenie układu i składniki: jasność; separacja; kąt pozycyjny - wszystkie dane z bazy WDS] STF 1906 AB: 8.48 + 10.18; 17.1"; 204° RA: 14 58 21.74; Dec: +71 08 26.8 STF 1906 AC: 8.48 + 11.47; 74.5"; 262° STF 1905 AB: 9.05 + 9.43; 2.8"; 160° RA: 14 56 47.88; Dec: +70 49 58.5 STF 1906 to luźny potrójny układ. Z danych WDS wynika, że dla bliższej pary AB różnica jasności wynosi 1.7 mag, a dla szerszej AC aż 3 mag, co oczywiście wpływa na trudność, ale w rzeczywistości różnice są mniejsze. Wartość Vmag z katalogu UCAC4 dla gwiazd A i C wynosi odpowiednio 8.7 oraz 11.24, różnica wynosi więc około 2.5 mag, co w połączeniu z bardzo dużą separacją znacznie ułatwia dostrzeżenie wszystkich gwiazd i naprawdę nie jest specjalnie trudne. Podczas poprzedniej pełni Księżyca na początku lipca, refraktorem ED 120mm nie miałem żadnych problemów z dostrzeżeniem wszystkich gwiazd. Były widoczne już w powiększeniu 26x przy źrenicy wyjściowej 4.7mm, jednak najładniej wyglądały w średnich powiększeniach 75-100x, kiedy można było w tym samym polu cieszyć się również rozbitą parą STF 1905. Układ STF 1905 może i jest ciasny, ale bardzo niewielka różnica jasności sprawia, że jest przyjazny dla niemal każdej apertury oraz dla refraktorów achromatycznych. Na przeszkodzie może stanąć tylko gorszy seeing oraz kiepska kolimacja. W refraktorze ED 120mm być może rozdzieliłem gwiazdy już w powiększeniu 50x, jedynie seeing nie pozwalał mi stwierdzić czy pomiędzy nimi była pełna przerwa czy tylko część. Kilka dni temu walczyłem chwilę refraktorem ED 80mm. Przeszkadzały mi ciągłe bardzo silne podmuchy wiatru i lekkie zachmurzenie, ale chwilami w powiększeniu 68x obie gwiazdy widziałem podobnie jak w większym teleskopie w 50x. 100x powinno wystarczyć do bezproblemowej separacji. Podczas obserwacji większym refraktorem składnik A wydał mi się nie do końca biały, miał jakby lekko cieplejszą barwę - jestem ciekaw czy ktoś to potwierdzi. Interesuje mnie też jak małym teleskopem da się je rozdzielić i w jakim powiększeniu. 70mm? 60mm? Mi osobiście, od jasnych i kolorowych par gwiazd, bardziej podobają się właśnie takie bliskie o jasnościach 8-10mag. Mają w sobie coś uspokajającego. Powyższe dwa układy należą do prostych, poniżej coś trudniejszego. Aczkolwiek jeżeli korzystasz z teleskopu o większej średnicy, sprawa może wyglądać odwrotnie: STF 1905 stanie się najtrudniejszy, a poniżej opisany STF 1897 łatwiejszy. Najłatwiejszym pozostanie STF 1906. By znaleźć STF 1897, należy od STF 1905 zejść na południe i ciut na zachód o 1° do jaśniejszej gwiazdy o jasności 7.6, która jest składnikiem A poszukiwanego układu podwójnego. Kierunek wskaże mniej więcej prosta poprowadzona od dwóch wcześniejszych systemów. Żeby być pewnym znalezienia właściwej gwiazdy, można spróbować dostrzec jeden z dwóch podobnych asteryzmów różniących się wielkością (w zależności od aktualnego powiększenia, pola widzenia i teleskopu, któryś będzie lepiej widoczny). Na swój użytek nazwałem je krótkim łukiem (niebieskie linie ciągłe na mapie) i długim łukiem (linie przerywane). STF 1897 jest ich północnym krańcem. Jedna ze środkowych gwiazd krótkiego łuku - ta naciągająca cięciwę - to szeroki układ podwójny o nazwie PRZ 12. Nie jest tutaj w naszym centrum zainteresowania (co oczywiście nie przeszkadza w cieszeniu się jego widokiem), ale może być pomocny przy odszukiwaniu składnika B STF 1897. STF 1897 AB: 7.61 + 10.99; 34.2"; 320° RA: 14 53 35.35; Dec: +69 45 46.1 PRZ 12 AB: 9.26 + 10.36; 35"; 202° RA: 14 53 22.39; Dec: +69 28 04.4 Jak już zapowiedziałem, STF 1897 jest najtrudniejszy, realna różnica jasności wynosząca prawie 4 mag oraz B o jasności 11.4 mag (Vmag wg UCAC4: 7.6 + 11.4) stanowią spore utrudnienie. Może być tutaj potrzebne wykazanie się cierpliwością. Poszukując towarzysza pamiętajcie o sporej separacji podobnej do Albireo. Czasami, kiedy ma się problemy ze znalezieniem ciemniejszej gwiazdy, mimowolnie szuka się jej coraz bliżej jaśniejszej. Tutaj właśnie pomocą służy PRZ 12, który mając niemal tę samą separację, przypomina nam o właściwej odległości. Nie zdradzę, co przyniosło mi sukces, jakie powiększenia i techniki obserwacyjne. To ma być dla Was małe wyzwanie. Powiem tylko, że ten układ podoba mi się najbardziej ze wszystkich tu wspomnianych. Poniżej dwa kolorowe zdjęcia DSS, które wyeksportowałem za pomocą programu Aladin, ukazujące omawiane obszary. Widać tutaj lepiej niż na mapie podobieństwo obu wyimaginowanych łuków. Koniecznie sprawdźcie jakie najmniejsze powiększenia wystarczą do dostrzeżenia lub rozdzielenia wszystkich poszukiwanych gwiazd, a w jakich wyglądają najprzyjemniej. No i oczywiście... ...dajcie znać jak poszło. Wojtek ----- * Po raz pierwszy zetknąłem się z nazwą The Guardians of the Pole przeglądając stronę Jamesa Kalera i czytając o Kochabie i Pherkadzie (czyli gwiazd, którym ta nazwa jest przypisana). Szukałem następnie czegoś podobnego po polsku, lecz niczego nie odnalazłem. Przy opisie bety Ursae Minoris w Burnham's Celestial Handbook Roberta Burnhama Jr. (tom 3, strona 2025), znalazłem informację, że nazwa jest w użyciu od stuleci. W wydanym w 1844 roku The Bedford Catalogue. From a Cycle of Celestial Object, William H. Smyth używa prostszego określenie Guards i powołując się na niejakiego Hooda (zapewne chodzi o Thomasa Hooda, angielskiego poetę żyjącego w pierwszej połowie XIX wieku) oraz utwór Safegard of Saylers, przytacza pochodzenie nazwy od hiszpańskiego słowa "guardare" i wyjaśnienie, że gwiazdy strzegły bezpieczeństwa żeglarzy, którzy dzięki nim określali swoje położenie na otwartych wodach (a więc miały inne znaczenie niż współcześnie). Dalej jest jeszcze odnotowanie nazwy Guardians obecnej w wydanym, czy też przetłumaczonym z hiszpańskiego na angielski przez Richarda Edena w 1561 roku Arte of Navigation - zainteresowani znajdą to na stronach 331-332 w przedruku pierwszego wydania dostępnego w wydawnictwie Willmann-Bell, lub na stronach 418-420 w drugim wydaniu z 1881 roku, które zostało zeskanowane i jest ogólnodostępne w Internecie na stronie archive.org.
  23. Patrząc na nocne niebo lubimy doszukiwać się znanych nam sylwetek - ludzi, zwierząt, roślin czy przedmiotów. Podziwiamy na zdjęciach fantastyczne kształty mgławic czy galaktyk, znajdując w ich wyglądzie ziemskie analogie, zaś w obserwacjach wizualnych najczęściej pożywki do skojarzeń dostarczają nam gromady gwiazd i asteryzmy. Tymczasem i mgławica potrafi zaskoczyć przy okularze/okularach. Chociaż najlepszy czas na obiekt, który chcę Wam zaproponować w zasadzie już minął, przy odrobinie szczęścia (czyt. czystego nieba) i grudniowy wieczór może okazać się dobrą porą. A jeśli nie uda Wam się zapolować na niego teraz, koniecznie pamiętajcie o nim w drugiej połowie lata i wczesną jesienią, kiedy Łabędź góruje w przejrzyste noce. Naszą bohaterkę znajdziemy parę stopni na północny wschód od mgławicy Ameryka Północna (NGC 7000). Chociaż nie raz widywałem ten obiekt (nie mówię teraz o Ameryce!) w tak skromnym sprzęcie jak lornetka 10x50, nie spodziewajcie się po nim dużej jasności. W zasadzie - jasności nie spodziewajcie się w ogóle, gdyż nasza bohaterka jest ciemną mgławicą. Została skatalogowana po raz pierwszy w 1927 r. przez Edwarda Emersona Barnarda pod odległym numerem 361 (na 370 obiektów). Znajdziemy ją także w katalogu ciemnych mgławic autorstwa Beverly Lynds (LDN) pod numerem 970, choć wpis ten dotyczy tylko części mgławicy (o czym później). Barnard 361 (LDN 970, LDN 967) Konstelacja: Łabędź RA 21h 12m 45s DEC +47° 25' 00” Średnica: 20' Nieprzezroczystość: 4 (LDN 970), 3 (LDN 967)* *parametr w skali 1-6 nadawany ciemnym mgławicom, gdzie 1 oznacza lekko nieprzezroczysty obiekt, a 6 - zupełnie nieprzezroczysty źródło: http://www.nightsky.at/Photo/GalClu/IC1369_WN.html Barnard 361 jest dość częstym obiektem badań astronomów – między innymi dzięki temu, że jesteśmy w stanie z dość dużą dokładnością określić odległość dzielącą nas od mgławicy. Niedawne szacunki mówiły o dystansie 700pc (około 2300 lat świetlnych), co - biorąc pod uwagę kierunek, w którym obserwujemy mgławicę - pozwala umieścić ją blisko zewnętrznej krawędzi Ramienia Oriona-Łabędzia, w którym to ramieniu znajduje się także Słońce. Przy obserwowanych rozmiarach kątowych 20' rzeczywisty rozmiar mgławicy można oszacować na ok. 13 lat świetlnych. Swój regularny kształt obiekt zawdzięcza najprawdopodobniej swej własnej grawitacji. I chociaż rozmiarami znacznie przekracza „klasyczne” globule Boka (te zazwyczaj mają rozmiar od 1 do 4 lat świetlnych), można sądzić, że obserwujemy tu jedno z najwcześniejszych stadiów procesu formowania się gwiazd. Tak więc Barnard 361 jest bacznie obserwowany przez astronomów, którzy na podstawie gęstości obłoku, jego temperatury czy rotacji są w stanie określić, czy proces kolapsu już się rozpoczął. Barnarda 361 jest łatwo znaleźć na niebie, ale najwcześniej za trzecim razem - chyba, że masz wprawę w łapaniu ciemnych mgławic. Zapewniam, że jak raz załapiesz o co chodzi, B361 będzie dla Ciebie łatwym i chętnie odwiedzanym obiektem. Jak do niego trafić? Początkującemu polecam po gwiazdach - wyceluj w Deneba, a następnie przesuń się ku 55 Cygni. Przedłuż dwukrotnie linię łączącą te słońca i zatrzymaj się na chwilę na pomarańczowej 63 Cygni (4,5mag). Następnie odbij pod kątem 40° na wschód (w lewo) o jeden stopień. Prawdopodobnie na środku pola widzenia widzisz uroczą parę 6-7-magowych gwiazd, niebieską i pomarańczową, oddalonych od siebie o nieco ponad 2' łuku. Do nich od wschodu przylega... no właśnie, co? Na pierwszy rzut oka - nic, przecież tam nawet nie ma gwiazd. Zaraz, czyżby ta dziura w niebie... Tak, to jest właśnie Barnard 361! źródło: Taki Star Atlas. Przyjrzyj się naszej bohaterce - czy widzisz coś oprócz jej regularnego, owalnego kształtu? Jeśli obserwujesz instrumentem większym niż lornetka 10x50 lub znajdujesz się pod dobrym niebem, bez większego problemu zauważysz wąskie, ciemne przedłużenie wijące się w kierunku zachodnim na długość około połowy stopnia. Czy nie kojarzy Ci się ten widok z kijanką? Ale to nie koniec skojarzeń - obserwując przez średnie i duże lornetki czy przez 100-milimetrowy refraktor, zauważysz, że kijanka jest co najmniej dziwna, bo ma wyraźne trzy ogony! W zasadzie większy sprzęt raczej pozwala szukać skojarzenia z kałamarnicą. W katalogu LDN kompleks ma sześć osobnych wpisów. LDN 970 to owalna część B361, a ogon kijanki - LDN 967 (obie mgławice stanowią B361). Dodatkowe ogony (a może kałamarnicowe macki? ;)) znajdziemy już tylko w Lynds Catalogue of Dark Nebulae, jako LDN 975 (ogon północny) i biegnący w dół ciąg trzech mgławic o numerach 964, 961 i 960, które zlewają się w ogon południowy. Dociekliwym polecam wyodrębnienie wyraźnie ciemniejszej plamy mniej więcej w połowie południowego ogona - będzie to LDN 964. Łapiąc B361 stosuj niewielkie powiększenia rzędu 20-30x, by móc cieszyć się widokiem mgławicy w szerszym polu. Najlepszy jej widok miałem tej jesieni w okolicy miejscowości Drynki, pod dobrym, warmińskim niebem. Skorzystałem z okazji, by spojrzeć przez apochromat Meade 102mm z Naglerem 26 w wyciągu. Przy powiększeniu 27x i polu około 3° widać było, jak pięknie cały kompleks odcina się od przebogatego pola gwiezdnego. W takim otoczeniu mgławica nie sprawiała wrażenia dziury w niebie, ale mięsistej, czarnej, aksamitnej chmury! Lornetka 15x70 dołożyła do tego jeszcze bardziej przestrzenny efekt, gdzie niemalże czuło się głębię w pozornie płaskiej sferze gwiazd. A całości przecudnie dodawała uroku niebiesko-pomarańczowa parka słońc. Na sam koniec jeszcze jedna wskazówka czy ciekawostka - do B361 łatwiej jest nawigować po innych mgławicach. Jak? Wyceluj w Amerykę Północną, a następnie wzdłuż ciemnego wschodniego (pacyficznego) brzegu kieruj się na północ do B361. Możesz też spróbować inaczej - na północnym krańcu NGC 7000 znajdź wcięcie - Zatokę Hudsona, w rzeczywistości będącą Barnardem 352 - a od niego podążaj za pasem pociemnień jakieś 3° na północny wschód. źródło: http://media.skysurvey.org/interactive360/index.html Prawdopodobnie najpierw użyjesz pierwszej metody (po gwiazdach), ale z czasem przerzucisz się na drugą - bo po co szukać w mrowiu gwiazd, skoro do Kijanki prowadzą wyraźne ciemne drogowskazy? No właśnie, Kijanki czy Kałamarnicy? SPRÓBUJ I DAJ ZNAĆ, JAK POSZŁO!
  24. Ciemne mgławice są dla mnie jednymi z najbardziej fascynujących obiektów, jakie możemy obserwować na nocnym niebie. Jest coś niezwykłego w uświadomieniu sobie i zobaczeniu na własne oczy, jaki ogrom materii wciąż czeka na swoje przepoczwarzenie w latarnie jądrowe, ile pyłowych chmur jest przewiewanych przez galaktyczne ramiona, ile gwiezdnych żłóbków czeka na swoje odsłonięcie. Choć ciemne mgławice są zwykle bardzo wymagającymi obiektami, jest wśród nich kilka, które są zarówno stosunkowo łatwe do namierzenia, jak i do zaobserwowania. W kategorii celów lekkich, łatwych i przyjemnych, z pewnością w pierwszym rzędzie należałoby postawić parę skatalogowaną jako Barnard 142-143. Barnard 142 (LDN 688), Barnard 143 (LDN 694) Konstelacja: Orzeł RA 19h 40m 42s DEC +10° 57′ Średnica: 30' Nieprzezroczystość: 5 (B142), 6 (B143)* *parametr w skali 1-6 nadawany ciemnym mgławicom, gdzie 1 oznacza lekko nieprzezroczysty obiekt, a 6 - zupełnie nieprzezroczysty źródło: http://mkonrad.privat.t-online.de/b142_143.jpg Czym jest nasz obiekt? Choć wizualnie wygląda jak dryfujący “odprysk” Wielkiej Szczeliny, w rzeczywistości jest obłokiem molekularnym leżącym sześć razy dalej. Podobnie jednak jak Wielka Szczelina, jego położenie z grubsza wyznacza wewnętrzną krawędź Ramienia Oriona. Dystans do B142-143 jest szacowany na dwa tysiące lat świetlnych, co przy rozmiarach kątowych obiektu (30’) pozwala estymować jego rzeczywisty rozmiar na około 17,5 roku świetlnego. Na zdjęciach widać, że oba obiekty wyraźnie układają się w literę “E”. Słusznie zauważa Jan Desselberger w swoim artykule “Ciemność widzę” (Astronomia 09/2014), że lepszy zbieg okoliczności nie mógł się trafić - jakby sama Droga Mleczna chciała uhonorować Edwarda Emersona Barnarda za jego wkład w poznanie materii międzygwiazdowej. Niezbędnym warunkiem skutecznej obserwacji jest znalezienie się w miejscu, gdzie Droga Mleczna jest naprawdę wyraźna. Samo namierzenie mgławicy jest proste - sądzę, że nawet dla mniej doświadczonego obserwatora. Jeśli kojarzysz alfę Orła, gwiazdę Altair, to praktycznie jesteś już w domu. Od Altaira przeskocz dwa stopnie na północny zachód (przy górującym Orle - w prawo do góry) do lśniącej pomarańczowym blaskiem jasnej gwiazdy Tarazed, gammy Orła. Z tego miejsca został już naprawdę niewielki kroczek - przesuń pole widzenia odrobinkę w prawo, tylko tyle, żeby jasny Tarazed zniknął z pola widzenia. Daj sobie chwilę na lepszą adaptację, a ciemne kontury obu Barnardów zaczną majaczyć przed twoimi oczami. W zależności od jakości nieba, być może zauważysz tylko fragment tego kompleksu mgławic. Do wychwycenia całego “E” potrzebne jest naprawdę dobre niebo. Najłatwiejszym chyba do zaobserwawania fragmentem jest południowa część B142, czyli okolice środkowej poprzeczki “E”. Jeśli jednak poświęcisz temu obiektowi dłuższą chwilę, nie powinieneś mieć problemu zarówno z zaobserwowaniem najwyraźniejszych fragmentów obu obiektów, jak i wyraźnym ich oddzieleniem. Północny fragment litery, czyli B142 układa się w półkole, w coś na kształt nieco poszerzonej litery “c”. B143 tworzy natomiast dolną poprzeczkę “E”. Warto wpatrzeć się w ten rejon trochę dłużej, dobra adaptacja pokaże nam kilka dodatkowych szczegółów. Na południe i wschód (w lewo i w dół) od B142-3 widać, że mgławice ciągną się dalej, choć ich wschodnie fragmenty charakteryzuje znacznie mniejsza gęstość (czyli blokują mniej światła obiektów leżących za nimi). Czasem udawało mi się dostrzec tam coś na kształt strzępków chmury. Daj więc sobie parę dobrych minut na wpatrywanie się w ten rejon, a z pewnością zauważysz, że południowo-wschodnia granica kompleksu jest bardziej rozmyta niż dość dobrze odcinające się kontury ciemnych obłoków na zachodzie “wielkiego E”. Widok przez lornetkę 15x70 - szkic Rony'ego de Laeta. żródło: http://rodelaet.xtreemhost.com/Sketch_B142_B143_bino.html Z racji sporych rozmiarów kątowych, najlepszymi instrumentami do obserwacji B142-143 będa lornetki i teleskopy o dużym polu widzenia. Warto zapewnić sobie zapas pola - pamiętajmy, że jeśli chcemy, by ciemna mgławica “wyszła z tła”, musi za nią coś świecić. B142-3 najbardziej lubię oglądać w powiększeniach 10-20x, takie też uważam za optymalne. Warto zapewnić sobie źrenicę wyjściową w okolicach 5 mm lub więcej, dzięki czemu zanadto nie zgasimy subtelnego pojaśnienia nie rozdzielonych gwiazd tła (ta partia Drogi Mlecznej bywa czasem zwana Obłokiem Gwiezdnym Gammy Orła). Posiadaczom średniej wielkości newtonów polecam przede wszystkim użycie okularów długoogniskowych, które oprócz dużej źrenicy dadzą około 2° pola. Oczywiście zachęcam też do skierowania na obiekt większych teleskopów - chętnie usłyszę o detalach czy włóknach mgławicy, jesli uda się takie wypatrzeć - choć moim zdaniem trudno o piękniejszy widok niż ten z lornet o powiększeniach 10-15x, w jednym kadrze z Obłokiem Gwiezdnym Gammy Orła i mocno odcinającą się krawędzią Wielkiej Szczeliny. "E" Barnarda w szerokim polu. źródło: http://astropolis.pl/topic/45658-konstelacja-orla/ W okolicy znajdują się też inne ciemne mgławice skatalogowane przez E.E. Barnarda, z którymi również polecam się zmierzyć. Jedną z nich jest spora B339, dość trudna ze względu na blask Altaira oraz niezbyt wyraźne krawędzie. Innym celem, nieco tylko trudniejszym od B142-3 jest kompaktowa, ale stosunkowo wyraźna trójca B334-336-337. Zapewniam, że pod dobrym niebem warto zadać sobie tę odrobinę dodatkowego trudu na odszukanie tych obiektów. Choć za nami już prawie miesiąc jesieni, Orzeł wieczorami wciąż jest wysoko - tak więc żeby zapolować na B142-3 nie musisz nawet zarywać nocy! SPRÓBUJ I DAJ ZNAĆ, JAK POSZŁO!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)