Skocz do zawartości

Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'obserwacje lornetkowe' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • Obserwujemy Wszechświat
    • Astronomia dla początkujących
    • Co obserwujemy?
    • Czym obserwujemy?
  • Utrwalamy Wszechświat
    • Astrofotografia
    • Astroszkice
  • Zaplecze sprzętowe
    • ATM
    • Sprzęt do foto
    • Testy i recenzje
    • Moje domowe obserwatorium
  • Astronomia teoretyczna i badanie kosmosu
    • Astronomia ogólna
    • Astriculus
    • Astronautyka
  • Astrospołeczność
    • Konkursy FA
    • Sprawy techniczne F.A.
    • Zloty astromiłośnicze
    • Astro-giełda
    • Serwisy i media partnerskie

Znajdź wyniki...

Znajdź wyniki które...


Data utworzenia

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Grupa podstawowa


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Zamieszkały


Interests


Miejsce zamieszkania

Znaleziono 17 wyników

  1. Ciekawska

    Na dwoje oczu

    Jest 14.10.2018 r., godz. 0:33. Siedzę teraz w kuchni, urządziłam sobie przerwę w obserwacjach, bo zimno się zrobiło bardzo. No więc pomyślałam, że skoro już się tu grzeję, to opiszę co zobaczyłam do tej pory i jakie są moje wrażenia. Ta lornetka jest wspaniała, to wiem na pewno. Ale jakby opisać te obserwacje? Hmm, one takie nietypowe jakieś… Znaczy, zaczęły się normalnie – wyszłam z garażu z lornetą (zaraz, czyli nie całkiem normalnie, bo zwykle to tata wynosił teleskop przed dom), skierowałam oczy ku niebu i, pomimo mgły, zaczęłam zachwycać się się tym, co widzę. Dobrze było zobaczyć tyle gwiazd po ostatnich kilkunastu dniach spędzonych w rozświetlonym Krakowie. Ustawiłam lornetę tam, gdzie kiedyś urzędował GSO i wycelowałam ją w wiszące na wschodzie Plejady, które pięknie wypełniły mi pole widzenia swym orzeźwiającym błękitnym blaskiem. Potem skierowałam się ku innym klasykom klasyków, to znaczy Chichotom, M57 (prawdę mówiąc nie spodziewałam się, że dostrzegę ją jako tarczkę), M81 i M82, M31 i tak dalej… Ale zaraz, czemu nie napiszę niczego więcej o tych obiektach? Przecież to byłoby wspaniałe porównanie z tym, co widywałam w teleskopie… Tyle że… Patrząc na nie czułam się jakoś nieswojo, nie wiem jak to opisać, miałam wrażenie ogromnego dyskomfortu. Stałam tak pośród ciemności nocy i w którymś momencie dotarła do mnie jedna rzecz. Czemu skaczę po niebie od obiektu od obiektu, co mi z tego? Przecież to lornetka, a nie teleskop, hej! Co ja robię?! Odsunęłam się na chwilę od okularów, rzuciłam spojrzenie w górę, a potem znów podeszłam do lornetki. Jeszcze raz skierowałam dwururkę na jedną z najbardziej znanych perełek. W M27 zawsze zachwycał mnie ten kontrast między delikatną, rozmytą i puszystą mgławicą a otaczającymi ją, ostrymi jak szkliste igiełki, gwiazdami. Tak było i tym razem. Ta napuchnięta mgiełka była niesamowita w tak szerokim kontekście otoczenia. Wokół niej z każdą chwilą pojawiało się coraz więcej gwiazd przyciągających moją uwagę bardziej i bardziej. Zaczęłam przesuwać powoli pole widzenia lornetki. Pośród ciemnego, lecz jednocześnie obficie urozmaiconego skrzącymi drobinkami tła nieba, poczęłam zauważać przeróżne skupiska tych błyskotek. Większe, mniejsze, jedne trochę rozmyte, inne zdecydowane i wyraźniejsze. Co jakiś czas zmieniałam odrobinę swoje położenie pośród gwiazd, odkrywając nowe obszary na nieboskłonie i znajdując w nich kolejne klastry. Obserwowałam je uważnie wyłapując kolejne świecące szpileczki pojawiające się czasem jakby znikąd. Nie mogłam się przy tym nadziwić trójwymiarowości tych wszystkich widoków. Część gwiazd wydawała się być tak bardzo bardzo daleko, jakby znajdowały się na samiutkim krańcu Wszechświata, a tuż obok nich lśniły inne, wyskakujące z przestrzeni, jak gdyby chciały wlecieć prosto do lornetki. To było takie cudowne! Dopatrywałam się w nich różnych kształtów i skojarzeń – odnalazłam między innymi sarenkę, sowę, okulary oraz literki „H” i „W”. Nie mam pojęcia, które z tych skupisk były gromadami gwiazd czy asteryzmami, a które tylko przypadkowo ułożyły się w taki sposób, by tej nocy przyciągnąć uwagę jednej istotki na jakiejś malutkiej planecie. W zasadzie nie obchodziło mnie to. Najważniejsze, że tam były. Tworzyły razem cudownie spójną całość. Dopełniały się wzajemnie, idealnie pasując każda do każdej. W ciągu jakichś dwóch godzin przeczesałam w ten sposób obszar od Liska do Cefeusza, a zakończyłam na Gwieździe Polarnej, kiedy to spostrzegłam jak bardzo zdrętwiały mi z zimna dłonie i postanowiłam o przerwie w kuchni. Jednak zanim przejdę dalej, muszę wspomnieć o jednej jeszcze rzeczy. Wędrując sobie przez niebo, trafiłam na omikron i omegę Łabędzia, i och, po prostu ja pierdziele! Wydawały się być tak blisko, jak gdyby zawisły gdzieś ponad Ziemią! Wokół nich z każdą chwilą wyskakiwały kolejne i kolejne drobniutkie gwiazdeczki. To dziwne, ale w tamtym momencie się wzruszyłam. Ze łzami w oczach stałam wpatrzona w te płonące wspaniałymi kolorami diamenty. W ten sposób upłynęło mi kilkanaście minut. Nie mam pojęcia z czego wynikała tak gwałtowna reakcja na ten widok, ale wiem, że chyba znalazłam jeden ze swoich ulubionych obiektów na niebie… Ale wracając. Opisywana na początku przerwa na ciepłą herbatkę zaskutkowała powyższym opisem, a zakończyła się o 1:06, kiedy to znowu wyszłam na pole. Tym razem swoją podróż rozpoczęłam od imponująco rozwijającej swoje ramiona M42, by potem uczynić podobnie jak w pierwszej części nocy. I tak sunąc między gwiazdami trafiałam czasem na znajome mi obiekty, jak M78, ale moją uwagę przyciągały głównie same otaczające je błyskotki. Analizując je powoli, dotarłam aż do Woźnicy, gdzie czekały na mnie jej jasne gromady. Każdej z nich przyglądałam się uważnie, rozkładając ją na czynniki pierwsze i starając się wyciągnąć z niej jak najwięcej. Przeczesując dalej nieboskłon kawałek po kawałeczku, zatrzymałam się na Kasjopei. To tam, pomimo przecierania co jakiś czas obiektywów szmatką, gwiazdy wciąż na nowo przywdziewały sukienki z rozmytego mgliście światła. Było po 3, kiedy zdecydowałam się wrócić do domu. Byłam przemarznięta i śpiąca, ale jakże szczęśliwa. Dziwne okazały się te obserwacje, jakieś takie inne. Ale cudowne. Dobranoc. [Wiem, że kilka osób bardzo czekało na tę relację, a ja nie wplotłam tu prawie żadnych opisów konkretnych obiektów. Musicie mi to wybaczyć, ale po prostu tym razem tak jakoś czułam to wszystko... inaczej. Myślę, że następnym razem będzie już bardziej szczegółowo. ]
  2. Janko

    Obserwacje 15.09.2018

    Zapowiedzi pogody jak zwykle były niejednoznaczne. Jednak sobotnie popołudnie z ciężkimi chmurami i mżawką nie pozostawiało złudzeń. Dobrze, że nie ciągnąłem się z moim kompletem lornetek – dwiema torbami zawierającymi lornetę kątową oraz trzy mniejsze. Ot tak na wszelki wypadek, zabrałem Vortexa 15x56. Statyw i fotelik z oporządzeniem i tak trzymam na wsi. Wkrótce mżawka zelżała na tyle, że mogłem poćwiczyć na świeżym powietrzu moim ulubionym odważnikiem. Strzelnicy łuczniczej nie rozkładam jednak. Szkoda moczyć siatkę chwytającą strzały i słomianą podkładkę pod tarczę. Niebo wciąż ponure. Tak więc program na wieczór to życie rodzinne. Trudno się czegoś więcej spodziewać. Tymczasem wyjście z domu o dziesiątej wywoduje szok. Całe niebo w gwiazdach! No, nie do wiary! Vortex leży jak zawsze w sionce obok drzwi, co ułatwia szybki podgląd. To nie złudzenie, niebo jest czyste, trochę oparów przy gruncie nie przeszkadza. Nawet najbliższa latarnia szczęśliwie zepsuta a i sąsiedzi nie świecą. Na wschodzie Perseusz z Andomedą, na północnym zachodzie Wielki Wóz jeszcze się nie schował za drzewa, wysoko Droga Mleczna w całej okazałości. Gołym okiem prześwitują Chichoty, ponad czerwoną beta And (Mirach) można dopatrzyć się mgiełki Wielkiej Galaktyki. Patrolowy ogląd przez lornetkę w garści i na stojąco wali przez łeb jak obuchem. Więc warto wyciągnąć Goliata z mojej zbrojowni, gdzie oprócz sprzętu łuczniczego trzymam także pomoce do astronomii. A może tym razem inaczej, lepiej? Na foteliku jest wygodniej a przystawka do mocowania lornetki zamontowana. Od wieków jej nie używałem a przecież to zestaw dopasowany do Vortexa. Kładę więc na trawie wielokątną „podłogę”, wyciągam i rozkładam fotelik. Z podwozia na kółkach rezygnuję. Za dużo komplikacji a fotel daje się suwać i obracać po gładkiej płycie siłą nóg. No i jeszcze delikatna operacja – odblokowanie gwintu do mocowania na lornetce i przykręcenie jej do głowicy przystawki. Wszystko po ciemku, bo szkoda adaptacji wzroku. Dobrze, że przemyślnie wydłużyłem główkę śruby na adapterze lornetkowym, by łatwiej było przykręcać po ciemku. Wreszcie siadam czy też układam się na fotelu, wślizgując pod wiszącą lornetkę, dopasowując jej odległość od twarzy i ustalając kąt oparcia fotela. Wymaga to trochę kombinacji, jednak wynik rekompensuje wszelkie wysiłki. Mam przed twarzą Galaktykę Andromedy, siedząc wygodnie i skupiając się tylko na patrzeniu. M31 jest tak rozległa, że wydaje się jakby wypełniała podczas zerkania niemal całe czterostopniowe pole widzenia. Oczywiście w poziomie, bo w pionie widać ponad nią także satelitarną galaktykę M110 zaś poniżej także M32, gwiazdopodobną przy powiększeniu 15 razy. Manewrując oparciem fotela i głowicą lornetki schodzę poniżej czerwonego Miracha i szybko namierzam Galaktykę Trójkąta – M33. Nie jest to może widok taki jak M31, jednak i tak imponuje. Szczególnie, że mogę napawać się nim siedząc sobie i patrząc, bez drgań sprzętu czy ciągłego poprawiania pozycji ścierpniętych nóg czy zadartej głowy. Galaktyka jest duża, bardzo duża, przy tym całkiem jasna i dość równomiernie rozświetlona. Warunki są naprawdę dobre, bo to przecież nie tak wysoko nad horyzontem. Jak galaktyki, to może też Galaktyka Bodego z Cygarem? Obracam moją maszynerię w samą porę by jeszcze uchwycić tył Wielkiego Wozu przed schowaniem się za drzewa. Odnalezienie M81 z M82 przychodzi tym razem dość łatwo. Galaktyki są wyraźne, jednak w powiększeniu 15 razy nie imponują. Więc szaleństw ciąg dalszy. Delikatna tym razem Galaktyka Wir (M51) odnaleziona już wśród gałązek wiśni. Potem gromady kuliste w Herkulesie. Wspaniała, jasna i duża M13, potem mniejsza choć całkiem intensywna M92. Z kulek wyszukuje jeszcze M15 w okolicach pegazowych nozdrzy – czerwonej gwiazdy Enif (epsilon Peg). To też nie jest najlepszy widok dla piętnastokrotnego powiększenia, choć kuleczka jest jasna i jakby puchata. Wracam do Perseusza. Wpatruję się w otaczające Mirfaka (alfa Per) kłęby jasnych gwiazd – asocjację Melotte 20. To jest obiekt imponujący nawet w najmniejszej lornetce. Wyżej, ponad głową mitycznego obrońcy królewny Andromedy namierzam jego koronę – Gromadę Podwójną. I to właśnie jest obiekt idealny dla mojego Vortexa. Gdy patrzę na wprost, gwiazd jest sporo. Jednak gdy zerkam, obie gromady wręcz wybuchają jak fajerwerki, sypiąc wokół iskrami gwiazdek. Krążę wokół Chichot, wyłapując kolejne obiekty, wznoszę się do Kasjopei, namierzając gromady otwarte poniżej lewego ramienia wielkiej litery W. Potem trafiam do Łabędzia, patroluję obszary wokół Sadra (gamma Cyg), podziwiam łabędzie serce, następnie dziób ptaka – najsławniejszą podwójną gwiazdę Albireo (beta Cyg). Zniżam się do Hantli (M27) – mgławicy planetarnej w Lisku. Jest imponująca w moim sprzęcie, tak jasna, że doszukuję się w niej znanego kształtu „ogryzka”. Czy go widzę – nie wiem, jednak z pewnością próbuję zobaczyć. Przeskakuję do Lutni poszukując drugiej planetarki – Pierścienia (M57). Tu jestem zaskoczony, bo pomimo niewielkiej jasności wyzerkuję obiekt stosunkowo duży, większy niż go pamiętam. Oj, dobre jest niebo. Było jeszcze wiele, wiele więcej. Szalałem po nieboskłonie w swoim stylu, bez ładu i składu, bez atlasu ani notatnika. Obiektywnie może nie trwało to aż tak długo, jednak głowę mam do dziś przepełnioną widokami. Do zobaczenia, wiejskie niebo! Będę tęsknił. http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/ciekawostki,49/nocne-niebo-w-swietle-galaktyki-andromedy,158072,1,0.html
  3. - A tobie nie jest zimno? Nie jest, przynajmniej nie na tyle, by w tak ciepły wieczór od razu wciskać się w polar. Krótki rękaw i sandały sa może nazbyt optymistyczne, ale skóra kończyn domaga się świeżego powietrza. Czwartkowy wieczór nie powala klarownością, ale urzeka ciepłem i bardzo komfortową temperaturą suchego powietrza. Ma to i swoje wady, gdyż początkowe strzały w leżące wyżej klasyki zimowe nie przynoszą wiele, poza szarymi plamkami na ciemnawogranatowym tle (i mówimy tu o M35!). Ale niespecjalnie mi na nich zależy. Niespiesznie rozstawiam lornety (Fuji 10x50 i TS Marine 22x85), bo i warunki niespiesznie się poprawiają. W międzyczasie bawię się w upierdliwca zasłaniającego rolety w witrynach salonowych Pyrlandii. O tak, rozstawianie się trzy metry od wejścia do własnego salonu nazywa się lenistwem, ale z drugiej strony - komfort bycia osłoniętym od wiatru jest po prostu przyjemny, nie wspominając o dobrodziejstwie szybkiego ogrzania optyki, jeśli ta złapie wilgoć. Kawał wieczoru zwyczajnie ucieka na kręceniu się a to między ludźmi, a to znów między DS-ami z doskoku. Kiedy warunki się poprawiają, pomagam Tomkowi (vel Thomson), jak znaleźć jakieś obiekty głębokiego nieba w jego Canonie IS 10x42. Odwiedzamy więc Żłóbek, Melotte 111 i Messiera 66. Jak na adepta, który próbuje wyłapać swoje pierwsze obiekty, Tomek jest niezwykle nieupierdliwy, więc mam i ja sporo czasu na złapanie czegoś dla siebie. Skierowane do samego siebie pytanie “na jaki obiekt masz ochotę?”, od razu nasuwa odpowiedź inspirowaną niedawnym statusem Lukosta: była tam mowa o ciekawej galaktyce, na północ od Mel 111. Interstellarum pokazuje kilka jasnych obiektów w okolicy, więc na dobry początek wycelowuję Tereskę w β Canum Venaticorum i przesuwam pole widzenia ku południu. Pierwszym obiektem, na który trafiam jest smukła smuga galaktyki NGC 4244. Chociaż nie widzę krzty detalu, wyciągnięta sylwetka obiektu przykuwa wzrok na długą chwilę. Niemal niewidoczna na wprost, niezawodnie wyskakuje zerkaniem, uparta jak powidok, którego nie można się pozbyć mimo pewności, że przy kolejnym spojrzeniu już go nie będzie. Ma franca urok na modłę tych przygaszonych, starych i bardziej odległych gromad otwartych, które uderzają nie efektownością, a swoistym wyciszeniem. NGC 4244 i 4214. Źródło: Aladin. Kolejną kandydatką na wyłowienie jest NGC 4214 - znajduję ją jedno pole widzenia niżej. Puchata, nieco wydłużona w osi SE-NW, z nieco jaśniejszym centrum, również jest bardzo wdzięcznym obiektem, choć przy NGC 4244 wydaje się aż nazbyt oczywista i dosłowna - na tyle, by być widoczna nawet w Fujinonie 10x50. Wracam do 22x85 i próbuję znaleźć kolejną wyspę Wszechświata, NGC 4395 (to o niej, jako o bardzo ciekawym obiekcie wspominał Łukasz). Jednak mimo intensywnego zerkania i szczerych chęci, łapię tylko “cień pojaśnienia”. Obiekt do powtórki. Wykorzystuję za to ustawienie lornety, korygując ją tak, by upolowała Wieloryba (NGC 4631). Jego łezkowaty kształt widoczny jest bez problemu, a poniżej nieśmiało pokazuje się kreseczka Kija Hokejowego (NGC 4656). Warunki jednak nie są najlepsze w tym momencie, obie galaktyki zwykle są wyraźniejsze. Odbijam w dół, do trójkąta gwiazd w południowo-wschodnim skraju Melotte 111 i przesuwam pole widzenia ku Igle (NGC 4565). Mimo mętnego tła, da się wyzerkać więcej światła w jej centrum, a to znaczy, że widzę w lornecie jądro galaktyki. Przesuwam pole widzenia na prawo, do niewielkiej, eliptycznej NGC 4494, a potem odbijam parę stopni w górę, gdzie parę chwil wcześniej sama wpadła mi w oczy NGC 4559. Widzę ją jako krągłą, lekko eliptyczną w kształcie plamkę z nieznacznie jaśniejszym jądrem. Jeszcze ciekawsza okazuje się inna optyczna sąsiadka Igły, leżąca parę stopni na wschód - NGC 4725. Ta jest wyraźniejsza, jaśniejsza od poprzedniej i w jakiś sposób bardzo intrygująca, jakby chciała podpowiedzieć coś o swej spiralnej naturze, mimo, że w lornecie nie widzę śladu wiru, a tylko kształtną plamkę z jaśniejszym, gwiazdopodobnym jądrem. Koledzy cyklopi - ktoś, coś? NGC 4725 - prawda, że piękna? Źródło: Aladin. Tomek w międzyczasie pyta, co jeszcze można złowić w jego 10x42. Podaję mu namiary na Galaktykę Bodego i Cygaro, a sam spieszę służyć widokiem referencyjnym w swoim Fujinonie. Nim zawołam Tomka, przez dłuższą chwilę gapię się jak zaczarowany - gwiazdy świecą mocno w całym kadrze, a ja mam wrażenie, jakbym spoglądał raczej w okolice pasa Drogi Mlecznej, niż bieguna galaktycznego. Żuraw oferuje mi cały zenit przy zachowaniu pełnego komfortu, a naturalne, dwuoczne patrzenie przez lornetkę daje niezwykłe poczucie, jakby wiszące nad głową tuziny słońc, z wciśniętymi gdzieś pomiędzy smużkami messierów, były na wyciągnięcie ręki. Wszystko jawi się niezwykle przestrzennie, lecz nie na tyle, bym umiał uzmysłowić sobie niewyobrażalny dystans do trzech widocznych mgiełek - bo i NGC 3077 udaje się wyzerkać - które leżą kilkanaście milionów lat świetlnych dalej... ... Piątkowa burza przychodzi zgodnie z planem. Rozpogodzenie po niej - wcześniej, przez co nie do końca się wysypiam. Miało być pogodnie od pierwszej w nocy, ale jeszcze przed północą spojrzenie przez okno dachowe ujawnia klarowność nieba, która wygania mnie przedwcześnie z łóżka. Półprzytomny ubieram się cieplej i idę szukać Polarisa. Po krótkich oględzinach dachówkowych, rozstawiamy się docelowo na wewnętrznym poletku Pyrlandii. Warunki są genialne - zgodnie stwierdzamy, że nie oglądaliśmy takiego nieba w Zatomiu od ładnych paru lat. - To jest właśnie niebo sześć i pół mag! - rzuca Krzysiek, który akurat nas mija. Mam jednak wrażenie że jest lepiej, choć sam nie wiem czemu. Może przez to, że gwiazdy są doskonale widoczne po sam horyzont? Zjeżdżam od Psów Gończych szlakiem poznanych wczoraj galaktyk do Warkocza. 22x85 pokazuje NGC 4244 znacznie wyraźniej niż dzień wcześniej - jest na tyle dobrze, by spróbować w 10x50. Ku memu zdziwieniu, Fujinon pokazuje mi niezwykle ulotną kreseczkę, którą obłapuję wzrokiem parę razy, by mieć pewność, że to nie złudzenie, a realna drzazga na firmamencie. Podchodzę również do NGC 4395 i tym razem Tereska ją pokazuje. Bardzo słabe, plackowate i nieco bezkształtne pojaśnienie jest na pograniczu percepcji, ale jednak pewne. Odwiedzam również NGC 4559 i 4725, momentami łapiąc kilka innych smużek, których nie identyfikuję. Przez chwilę skaczemy z Polarisem i Mateuszem (Alice) po klasykach wiosennych, z których najbardziej zapamiętamy sobie kamasutrę statywową podczas oglądania M51 w zenicie. Po tychże harcach, Polaris sugeruje złapanie Międzygalaktycznego Wędrowca (NGC 2419) w Rysiu. Kocia kita zanurkowała poniżej 40° nad horyzontem, chowając się przy okazji za pobliskimi drzewami. Przesuwamy więc stanowisko, a ja przez długą chwilę męczę się ze znalezieniem obiektu. Nie potrafiąc poprawnie skonfrontować widoku w lornecie z atlasem, przekazuję stery Polarisowi, który po chwili obwieszcza złowienie kulistej. Faktycznie: bardzo słaby, nieco rozmyty gwiazdopodobny obiekt jest w spodziewanym miejscu. Specjalnego wrażenia nie robi, ale zawsze miło dopisać do portfolio. NGC 2419 w Rysiu. Tak, Aladin. Nie dość, że uparty, to jeszcze oszalał na starość. Przecież NGC 5053 zwykle jest niełatwa w 22x85 i trudna w 15x70. Ale nie mając nic do stracenia, celuję w M53, koryguję ustawienie i ku swemu zaskoczeniu, łapię słabiutką plamkę dokładnie w tym miejscu, gdzie NGC 5053 być powinna. Polaris potwierdza widoczność, przy okazji nie chwaląc się złowieniem kulki w swojej 8x42. Chwilę potem, łapiemy dla kompletu NGC 5466, która zwyczajowo zaskakuje swoją rozległością, choć już nie blaskiem (w porównaniu do pobliskiej M3). Zabawę z mdłymi gromadami kulistymi kończę w Wadze, na NGC 5897. Mimo niewielkiego wzbicia się ponad horyzont, engiecka nie sprawia problemu w 22x85, a i w Fujinonie daje się złowić. Jedynie blask przechodzącego akurat Jowisza jest drobną przeszkodą. Z braku nowych pomysłów, reszta sesji mija nam głównie na gołoocznym gapieniu się w niebo, co przerywamy od czasu do czasu lornetkowym widokiem którejś z jasnych gromad kulistych czy ciemnotek, coraz wyraźniej zaznaczających swoją obecność na niebie. W tych warunkach szczególnie pięknie wygląda Messier 27, który pokazuje nie tylko wyraźne wcięcia ogryzka, ale i pojaśnienia słabszych części mgławicy na tle owych wcięć. Noc potrwa jeszcze przez godzinę, ale jesteśmy na tyle zmęczeni, by zwinąć się przed czasem, koło trzeciej. Było pięknie, treściwie, choć nie obficie. Może nazbyt skromnie, szczególnie w obliczu tak znakomitych warunków. Ale czy zawsze trzeba pędzić za obiektami? Może czasem wystarczy zwyczajnie spojrzeć w górę ku gwiazdom i stwierdzić, że jest pięknie? ...
  4. Kwietniowy wypad do Blizin odkładałem w nieskończoność. A to zmęczenie, a to przejrzystość niezadowalająca. Świetne wymówki, prawda? Jednak pewien niepokojący głos z tyłu głowy mocno zagnieździł myśl, że jeśli nie skorzystam choć raz z dobrej pogody, będę wkrótce żałował. Stanęło na nocy sobotnio-niedzielnej. Mimo znacznej niepełnoletności, Księżyc długo panoszył się na niebie, głaszcząc łydkę Polluksa złotym blaskiem. Srebrny Glob miał zachodzić dopiero koło drugiej, a to oznaczało ledwo godzinę ciemnego nieba, nim Słońce da znać, że jest płycej niż 17° pod horyzontem. Chcąc złapać coś nowego, musiałem zawęzić zarówno obszar, jak i rodzaj obiektów. Miało być wiosennie, więc padło na gromady kuliste z naciskiem na Wężownika. Zupełnie na rozgrzewkę poszła M13 w Herkulesie, ale mimo dobrej przejrzystości i niezłych szans na wyzerkanie rozbicia obrzeży gromady, odezwał się kark i kategorycznie stwierdził, że mierzę zbyt wysoko. Nie, żaden ból mi nie dokuczał - po prostu zrobiłem się wygodny. Opuściłem Tereskę dobrych kilkadziesiąt stopni w kierunku M19, lecz na tyle niespiesznie, by chwilę nacieszyć oko messierami o numerach pięć, dwanaście i dziesięć, z których jeden (M12) pokazał wątły (ale jednak!) ślad ziarnistości swojego halo. M14 z pobliską NGC 6366 odpuściłem kompletnie, bo wiedziałem, że z tą drugą musiałbym się chwilę pobawić, mnie zaś zależało bardziej na południowej części gwiazdozbioru. Idąc dalej w dół pozwoliłem sobie tylko zanotować w pamięci, że M107, którą bardzo lubię, tym razem nie zachwyciła - prawdopodobnie widziałem ją ostatnio w znacznie lepszych warunkach. Teraz wydała mi się mdła, przygaszona i jakby nieco nieregularna. Sprawnie przeszedłem do dania głównego - Messiera 19. Gromada leży w bardzo charakterystycznym miejscu, więc nawet pod niezbyt wybitnym, blizińskim niebem łatwo ją namierzyć i dostrzec, flankowaną od wschodu i północy przez trzy pary gwiazd. Wisząc nisko nad horyzontem, wyglądała dość skromnie. Była umiarkowanie miękko zatopiona w niezbyt bogate w gwiazdy tło, będąc jednak wystarczająco wyraźnym obiektem, by nie sprawić żadnej trudności w 10x50, o 22x85 nie wspominając. Zdawała mi się jednak w jakiś sposób piękniejsza, niż jej rzeczywisty obraz tej nocy, być może przez wspomnienie blasku gromady widzianego z okolic zwrotnika. Zerknąłem do Interstellarum, a ten podpowiedział, że w okolicy kręcą się dwie siostrzyczki - NGC 6293 i 6284. Pierwszą złapałem w Teresce z marszu - wystarczyło przesunąć pole widzenia nieznacznie w lewo, by subtelny, acz wyraźny i puchaty punkt zamajaczył pod trójkątem niewiele jaśniejszych odeń gwiazd. Fuji również nie miał większych problemów z pokazaniem obiektu, który nawet w dziesięciokrotnym powiększeniu był niegwiazdowy. Nieco bardziej wymagająca dla oczu okazała się NGC 6284, choć nawigacyjnie bardzo łatwa - wystarczy odskoczyć od M19 między dwie górne pary flankujących ją gwiazd i iść na północny wschód po lekko połamanym sznureczku słabych słońc do wieńczącej go parki, obok której szukana kulka próbuje zlać się z tłem. O ile gromada nie sprawiła problemów w 22x85, o tyle potrzebowałem kilku minut zerkania, by dostrzec ją w 10x50. Interstellarum i okolice M19. Kolejnym celem był Messier 62, na pograniczu Wężownika ze Skorpionem. Łapię się więc łańcuszka słabych gwiazd i schodzę do kolejnej parki słońc, pod którą powinna być kulka. Tymczasem zamiast niej widzę ciemny grzbiet lasu, leżącego sześć koma osiem kiloparseka bliżej (bez sześciuset metrów). Ale jest i wyrwa między drzewami, która zdaje się przykrywać ciut jaśniejszy kawałek tła. Czyżby sześćdziesiątkadwójka? Przesuwam stanowisko o kilka metrów w bok i łapię małą puchatą plamkę. Kwadrans z okładem później, kiedy Ziemia nieco się obróci, złapię ją i w Fujinonie. Wracam do okolic NGC 6293. Kiedy przesuwam pole widzenia w lewo, natrafiam na równoległobok słońc, który coś mi mówi, lecz nie od razu odgaduję, co. Olśnienie - tak, przecież tu kończy się Mgławica Fajka! Jednak przy tej wysokości nad horyzontem, nie łapię ani skrawka krawędzi jednej z najwyraźniejszych ciemnotek na niebie. Tylko skrajne zubożenie ilości gwiazd w polu widzenia podpowiada, że patrzę na ciemną mgławicę, jednak jej nie widząc. Próbuję złapać leżącą w połowie fajkowej rurki gromadę kulistą NGC 6355, lecz również nie dostrzegam niczego, prócz skąpo rzuconych gwiazd. Przechodzę do Skorpiona. Klasyk, jakim jest M4 przestaje być sztampą, kiedy mam tak niewiele okazji, by go podziwiać. Znów mam pewne rozdwojenie jaźni, patrząc na gromadę, bo warunki pozwalają jedynie na dostrzeżenie krągławego pojaśnienia, ale wspomnienie zdaje się podpowiadać swoje, że pojaśnienie jest ziarniste. Jak by nie było, jest to jeden z niewielu obiektów, który wciąż robił wrażenie po Omedze Centauri. Próbuję też sił z NGC 6144, ale blask Antaresa jest zbyt silny. W końcu i ta kulka prawdopodobnie padnie - tak przynajmniej wynika z konfrontacji tego, co zapamiętałem ze zdjęciami z DSS. Niemniej, w 10x50 jest daleko poza zasięgiem. Wpadam jeszcze na zaskakująco wyrazistą M80 i odbijam ku górze, do pary Messier 9 - NGC 6356. Tako rzecze Aladin: u góry NGC 6356, w środku Messier 9, na prawo od niego - Barnard 64. Na dole niewiele większa od gwiazd NGC 6342. Widok w Teresce przywodzi na myśl dwa słowa: puchate i aksamitne. Obie gromady są jasne (M9 jaśniejsza), obie dość duże (M9 większa), obie wtopione niezwykle miękkim gradientem w tło. Ciężko oderwać wzrok. Dopiero później, już po obserwacjach przypominam sobie nie dostrzeżonym tym razem o Barnardzie 64, wtulonym w zachodni skraj M9. Skupienie na jednym rodzaju obiektów, jak widać, działa w dwie strony. Trochę krwi postanawia mi napsuć NGC 6342, leżąca jakiś stopień na południe od emdziewiątki. Nie przypominam sobie, by była bardzo kłopotliwa, jednak tej nocy wymaga kilku powrotów i usilnych prób przypomnienia sobie, który to fragment siatkówki był najbujniej pokryty pręcikami. Udaje się przy którejś próbie, choć przez kilka godzin będę trwał w małej niepewności, dopóki nie sprawdzę czy liche pojaśnienie, które zdawałem się widzieć, pokrywa się z pozycją gromady kulistej na zdjęciach w Aladinie. W przerwach między łowieniem kulek odwiedzam z Fujinonem starych znajomych: E Barnarda, B138 i B140 w Orle. Na zachód od tej pierwszej zwraca uwagę wyraźnie odcięta krawędź Wielkiej Szczeliny, lecz w katalogach nie znajduję oznaczenia, które mogłoby za owe odcięcie odpowiadać. Dłuższą chwilę zatrzymuję się przy M27 - w końcu to jest jeden z tych widoków, które przekonują cię, że zakup lornety 22x85 był najlepszym możliwym wyborem. Koniec sesji to spacer po obłokach Tarczy i Małym Strzelca - oraz wszystkim pomiędzy, co samo wpadnie oko. Zaczynam więc od ziarnistej Dzikiej Kaczki (M11) z jej lucidą wybijającą się w nieprawdopodobnie ciasnym mrowiu gwiazd, łapię zawsze przepiękną plamę Barnarda 103, ucinającą przebogate pole gwiazdowe leżące na wschód odeń, łapię w tymże polu gwiazdowym niewielką, ale wyraźną gromadę kulistą NGC 6712. Odbijam dalej na południe do M16, która wygląda jak rozświetlony przez garść gwiazd portal, gasnący powoli ku południu. Dalej w dole wisi wyraźna M17 i niezwykle niepozorna M18. W tej drugiej dopatruję się ciasno upakowanej trójki gwiazd w północnej części oraz kilku skromnych punktowych światełek poniżej, co razem tworzy ładny asteryzm łapki. Niecały stopień na zachód zauważam jeszcze Westę, świecącą nieco słabiej niż pobliska gwiazda szóstej wielkości. Daję kolejny jednostopniowy krok w dół do Małego Obłoku Gwiezdnego Strzelca. Z całej ciemnej menażerii przesłaniającej Messiera 24, wyłuskuję parkę Barnardów 92-93 oraz dwoisty ślad Barnarda 304. Widok piękny, ale brakuje kontrastu. Zanim odbiję kilka stopni w prawo, odhaczam jako dostrzeżone dwie gromady na tle M24: NGC 6603 oraz Collindera 469. Wycieczkę kończę widokiem Messiera 23 wraz z ledwie dostrzegalnym czubkiem ciemnej maczugi Barnarda 84a. Kiedy odrywam wzrok od lornet, widzę, że poziomy wał obłoków Drogi Mlecznej, choć wzniósł się wyżej, stracił ten ułamek kontrastu, który decyduje o zamknięciu sesji. Postanawiam więc odpuścić, choć zdaję sobie sprawę, że za dwa miesiące będę marzył i o takich warunkach, i o Słońcu “aż” 16° pod horyzontem. Chwilę jeszcze skaczę po niebie, uzbrojony w Fujinona, lecz i te harce szybko się kończą. Rzucam jeszcze okiem na trójkę planet i zwijam się dotleniony, ale astronomicznie nienasycony, za to z mocnym postanowieniem jak najszybszego powrotu pod niebo - zaraz, gdy tylko Księżyc przestanie przeszkadzać. Mocne słowa, jak na emeryta.
  5. No to pogalaktyczyłem. A było to tak: Szykował się rodzinny wyjazd na wieś. Więc możliwe będą obserwacje. Ale czy na pewno? Według prognoz pogoda miała być niezła, lecz raczej taka dla wczasowiczów, niekoniecznie dla astroamatorów. Meteo.pl wręcz straszyło pochmurną nocą. Więc pokusa – wziąć tylko jedną poręczną Kowę Prominar 12x56 na ptaki i ewentualne gwiazdki wśród obłoków. Bagażu jest i tak cała góra do zabrania. Jednak nie – nie po to kupowałem dopasowane do sprzętu, wygodne torby fotograficzne, bym miał zostawiać je wraz z lornetkami w domu. Więc biorę komplet – kątową Miyauchi 20x77, Vortexa Kaibab 15x56, jasnego Fujinona HB 10x60 i rzeczoną Kowę. W sumie to i tak niewielki bagaż w porównaniu z całą resztą wyposażenia Babci-Teściowej, jadącej do swojego królestwa. A tam na miejscu klęska żywiołowa. Bobry podeszły rowem melioracyjnym i powaliły na rodzinnym terenie dwie potężne topole. Żeby powaliły! Kilkudziesięciometrowe drzewa wiszą oparte o inne, ponad ogrodzeniem oraz wodą. Zrobienie z tym porządku nie jest na moje siły, ani jak się wydaje kogokolwiek innego bez fachowej wiedzy i sprzętu. Jednak zjechało się nas kilkoro. Szwagier nie rezygnuje. Już szykuje piłę łańcuchową i drabinę. Przecież go nie zostawię samego z tym przedsięwzięciem godnym Wyrwidęba. Tak więc skończyłem dzień po przeciągnięciu, przeniesieniu lub przewiezieniu na taczkach poprzez kretowiska ładnych paru ton pni. Tymczasem wieczór robi się nadzwyczaj pogodny. Ja jednak padam z nóg, droga na miejscówkę nie obadana po zimie a wjazd pod górkę pomiędzy drzewami i krzakami to w najlepszym razie ryzyko podrapania karoserii. W gorszym razie można nie wrócić do domu. Z żalem odmawiam niezawodnemu koledze, który wyczuł moją obecność w okolicy i proponuje wspólny wyjazd. Więc pozostaje podwórko. Okolica nie jest zła, bo to Nadbużański Park Krajobrazowy, jednak we wsi są liczne latarnie a i z sąsiednich domów świecą okna. No ale działka jest spora i można się spróbować ukryć w cieniu budynków. Jak tylko zaczęło się ściemniać, zawiesiłem Miyauchi na statywie i spojrzałem na Żłóbek, gromadę M35 i dostępne jeszcze na zachodzie Plejady. Żłóbek w tych warunkach przecudny ze swoimi trójkami i parami gwiazdek, na M35 trochę jeszcze za wcześnie lecz i tak widać co najmniej tuzin ziarenek, zaś Plejady bladawe nisko na zachodnim niebie. Bliskie gromady otwarte prezentują się pięknie w powiększeniu 20 razy, pomimo, że jeszcze jest półwidno. Cóż jednak znaczy wiejskie niebo! A było ono w dodatku świetnej jakości, bo prognozy szczęśliwie zawiodły. Powietrze jak żyletka. Po przeczekaniu zmierzchu powtórnie ruszam do akcji. Udało się schować przed wszystkimi światłami wraz z lornetą na statywie. Więc adaptacja wzroku do ciemności. Namierzam M51, Galaktykę Wir, obok końcówki dyszla Wielkiego Wozu - eta UMa (Alkaid). To niezawodny cel. Będę do niego dzisiaj wracał wielokrotnie. Jak to M51 – widoczna jest od razu, jednak z czasem rośnie i pojawia się obok niej satelitarna galaktyka NGC 5195. Widok jest coraz lepszy, widać wyraźnie obok siebie dwa obiekty, nie jakiś tam krążek z wypustką. Poświęcam mu wiele czasu, dawno nic podobnego nie oglądałem. Kolejnym celem jest nieodległa galaktyka M101 (Wiatraczek), z drugiej strony dyszla Wielkiego Wozu. Nie zawsze jest oczywista, lecz tej nocy, w tym miejscu i przez ten sprzęt – jak najbardziej. Wyraźna, mleczna plama widziana na wprost, bez żadnych kombinacji, tak jak lubię. Też nie żałuję na nią czasu, choć wzywa mnie już Lew. Pamiętajmy, że obszar nieba mam ograniczony przez ten mój ciemny lecz ciasny schowek. Jednak do lwiej słabizny dobrać się mogę. Pod lwim podbrzuszem, gwiazdą theta Leo (Chertan) odnajduję przełamaną linijkę słabszych gwiazd i pod tą narożną od razu zauważam plamkę najjaśniejszej galaktyki ze sławnego Tripletu Lwa – M66 (9,66 mag). Niemal równocześnie wyskakuje słabsza M65 (10,25 mag). Walczę z najtrudniejszą z Tripletu NGC 3628 lecz do końca nie mam pewności, czy to, co mi momentami majaczy jest rzeczywiście szukanym obiektem a nie iluzją pamięci. Tu niestety potrzebna byłaby prawdziwa miejscówka, dalej od świateł wsi. Jednak z drugiej, zachodniej strony gwiazdozbioru Lwa, pod jego żuchwą (pomarańczowa gwiazda lambda Leo – Alterf) bez trudu zauważam obiekt pominięty przez Messiera – galaktykę NGC 2903). Nie jest imponująca, lecz też nie do przeoczenia. Porzucam Lwa lecz błądzę blisko poza nim. Na Łańcuch Markariana nie liczę, choć w Pannie majaczą jakieś plamki na skraju percepcji. Kieruję się do kity na lwim ogonie – oczywistej gromady Melotte 111 już w Warkoczu Bereniki. Przez parę chwil wpatruję się w miejsce, gdzie musi znajdować się Igła – subtelna i smukła galaktyka NGC 4565. Nie ma co się jednak łudzić, naprawdę widziałem ją tylko pod bieszczadzkim niebem w Stężnicy. Za to Galaktykę Czarnooką (M64) wyłapuję bez trudu błądząc nieco na oślep po Warkoczu. Jak zawsze niezawodna, choć struktury jakiejkolwiek oczywiście nie widzę. Znów robię przerwę. Powracam za pewien czas odświeżony (ha,ha!) napojem niskoprocentowym, na wszelki wypadek bez dużej lornety ani statywu, za to z fotelikiem postawionym na okrągłej płycie dla ułatwienia manewrowania. Wracam do galaktyk, z których większość wyłapuję w powiększeniach 15x i 12x choć niekoniecznie przy 10x, odnajduję Gromadę Podwójną i Perseusza poniżej niej. Bez tego nie ma obserwacji, Chichoty są tym, na co patrzy się zawsze. Znów oceniam, że jasna lornetka 10x60 już nie jest na moje oczy. Źrenica wyjściowa 6 mm to już nie moja bajka. Szkoda, bo Fujinonek zaczyna się u mnie marnować. Jednak Vortex i superwygodna Kowa pracują dzielnie. Pora kończyć. Czuję w kościach dzień a w głowie wieczór. Może przyśnią mi się gwiazdozbiory i wyspy Wszechświata? Po takim dniu nie mają wyjścia.
  6. Janko

    Galaktyki i co dalej?

    Pod koniec zimy pas Drogi Mlecznej odsuwa się na nieboskłonie ku zachodowi i pełną nocą praktycznie przestaje być widoczny. Coraz wcześniej górują gwiazdozbiory Wielkiej Niedźwiedzicy, Lwa i Panny. Ziemia swoją północną półkulą zwraca się ku biegunowi galaktycznemu. Materia międzygwiazdowa - gaz i pył wszechobecny w ramionach spiralnych płaszczyzny dysku przestaje zasłaniać głębię Wszechświata. Znikają z pola widzenia mgławice i gromady otwarte. Pojawia się za to coraz więcej subtelnych mgiełek, okrągłych lub owalnych, spłaszczonych lub zwiniętych spiralnie. Niecałe sto lat temu ich badania gwałtownie rozszerzyły Wszechświat. Ludzkość dowiedziała się wtedy, że nie tylko Ziemia nie stanowi jego centrum, lecz także nie jest nim Słońce ani nawet nie nasza „wyspa Wszechświata” – galaktyka zwana Drogą Mleczną. Stopniowo dotarło do nas, że takiego centrum w ogóle nie ma. W wielkich skalach Wszechświat jest jednorodny, brak w nim wyróżnionego punktu. Pogląd ten nazwano zasadą kosmologiczną lub kopernikańską. Źródło: http://cdn.sci-news.com/images/enlarge3/image_4192_2e-Gaia-Map.jpg Mnogość światełek odległych galaktyk w okolicach bieguna Drogi Mlecznej wynika częściowo z lepszej widoczności poprzecznie względem cienkiej warstwy galaktycznego dysku. Patrząc wzdłuż płaszczyzny dysku zobaczyć mogliśmy co najwyżej pobliskie galaktyki z Grupy Lokalnej i sąsiadujących grup, znajdujące się w odległości kilku milionów lat świetlnych. Galaktyki Andromedy i Trójkąta widać niemal na skraju Drogi Mlecznej, potężny blask IC 342 w gwiazdozbiorze Żyrafy przebija się nawet przez bogate w materię międzygwiazdową obszary Ramienia Perseusza. Jednak w gwiazdozbiorze Wielkiej Niedźwiedzicy zaczynają się coraz częściej pojawiać odleglejsze kuzynki naszej Galaktyki. Przy ruchu z północnego zachodu nieboskłonu na południowy wschód ich liczba szybko wzrasta. W gwiazdozbiorze Lwa na mapach nieba widać około dwudziestu obiektów z katalogu Messiera i NGC, w Psach Gończych, Warkoczu Bereniki i w Pannie dobrze ponad setkę. Dalej na południowy wschód, w gwiazdozbiorze Centaura ich liczba stopniowo maleje a w okolicach południowego bieguna niebieskiego nie widać ich wcale. Galaktyki leżą więc na nieboskłonie w pasie podobnym do Drogi Mlecznej, lecz rozciągającym się poprzecznie do niej. Ten pas to Supergromada Lokalna (Supergromada Virgo), widziana z peryferii na których znajduje się nasza Lokalna Grupa Galaktyk. Czy niewielka lornetka ma jakiekolwiek szanse by sięgnąć odleglejszych galaktyk i choć trochę poznać wielkoskalową strukturę Wszechświata? Spróbujmy kolejny raz. Tym razem za drogowskaz posłuży nam ogon Wielkiej Niedźwiedzicy, czy jak kto woli – dyszel Wielkiego Wozu. Jeśli końcowe gwiazdy dyszla, Alkaid (η UMa) i Mizar (ζ UMa) potraktujemy jako podstawę trójkąta równobocznego, to jego górnym, północno-wschodnim wierzchołkiem będzie galaktyka spiralna M101. Zaraz, zaraz - ktoś powie, przecież tam nic nie widać. I tak i nie – nie widać przy pierwszym spojrzeniu, nie widać na zaświetlonym niebie, nie widać, jak kto nie umie patrzeć. Jeśli jednak staranniej wpatrzymy się w ten rejon, rozpoznamy łańcuszek kilku słabych gwiazd na linii południowy zachód – północny wschód i będziemy poruszać lornetką wzdłuż niego, w polu widzenia pojawi się obiekt zaskakująco duży. Mgliste koło jest niewiele mniejsze od tarczy Księżyca, ma ok. 26 minut kątowych (‘) średnicy. Rozległość obiektu paradoksalnie utrudnia dostrzeżenie. Przy sporej jasności całkowitej (7,9 mag) ma on niską jasność powierzchniową. Sytuacja wygląda podobnie jak w przypadku M33 – galaktyki w Trójkącie, która identycznie jak M101 zwana bywa Wiatraczkiem (Pinwheel). Okazały i w sumie jasny obiekt wcale nie rzuca się w oczy. Jeśli jednak prawidłowo rozpoznamy jego lokalizację, nie oprze się średniej lornetce i raz dostrzeżony będzie stałym celem naszych obserwacji. Galaktyka znajduje się w odległości 21 milionów lat świetlnych (mln ly) a część źródeł mówi nawet o 27 milionach. M101 jest wielką galaktyką, rozleglejszą o 70-90% od Drogi Mlecznej i jaśniejszą od niej 2,5x, czyli o 1 mag (jasność absolutna). Stanowi centrum nielicznej grupy zawierającej dodatkowo 6-8 galaktyk, głównie spiralnych. Przynależność dwóch spośród nich do grupy M101 nie jest jeszcze pewna. Były kłopoty z dostrzeżeniem M101? Nie powinno ich być w przypadku Galaktyki Wirowej (Whirlpool) – M51. Jest wprawdzie nieco ciemniejsza (8,4 mag), jednak przy średnicy kątowej ok. 8’ ma wielokrotnie większą jasność powierzchniową. W zasadzie jest to obiekt podwójny, bo spiralnej galaktyce M51 towarzyszy nieregularna NGC 5195, określana niekiedy jako M51b. Oddziaływania między tak bliskimi galaktykami są bardzo silne, stąd osobliwości w ich strukturze: jasne ramiona spiralne M51 i całkowicie zniekształcona forma NGC 5195. Galaktyki nie tylko nawzajem wpływają na swoją budowę, lecz także ciążą ku sobie. NGC 5195 spadając na znacznie większą M51 przeszyła jej dysk, zawróciła ściągnięta grawitacją i ponownie go przeszyła, oddalając się następnie na 2 miliony ly. Widoczne na fotografiach wydłużone ramię M51 z pasmem pyłowym pozornie łączące galaktyki znajduje się bliżej nas niż NGC 5195. Jaki to wszystko wygląda przez lornetkę? Terytorialnie galaktyki należą do gwiazdozbioru Psów Gończych, jednak znów warto poszukiwać ich rozpoczynając od gwiazdy η UMa (Alkaid). Półtora stopnia na zachód od niej znajduje się dość jasna (ok. 4,5 mag), biała gwiazda 24 CVn a 0,5° ponad nią słabsza (6,5 mag), pomarańczowa. Na linii tej pary, około 2° na południe, widać trójkącik z gwiazd 7 mag na powierzchni 1°x1°. Przyglądając mu się starannie dostrzeżemy jednak, że nie jest to trójkąt, lecz foremny trapez równoramienny z jednym narożnikiem utworzonym przez całkiem wyraźną plamkę świetlną. Widać ją już w lornetce 8x42. W powiększeniu 10x trudno jeszcze cokolwiek wnioskować o jej kształcie. W większych lornetkach, przy powiększeniach 15-20x, plamka rozciąga się nieco na północ, ukazując rodzaj dziobka na owalu. Nie zawsze można to zauważyć, ponieważ jasność NGC 5195 jest mniejsza o 1 mag od M51, zaś odległość kątowa między ich środkami wynosi zaledwie 5’. Odległość do M51 określa się obecnie na 23 mln ly z dokładnością do 4 mln ly. Starsze źródła mówią o odległości większej, nawet ok. 37-40 mln ly, podobnie jak w przypadku innych galaktyk należących do grupy M51. Grupa M51 składa się z 7-9 galaktyk i zbliżona jest w przestrzeni do grupy M101. Z pewnością będziemy świadkami jeszcze wielu korekt zarówno odległości między galaktykami jak ich przynależności do grup czy gromad. Należącą do tej samej grupy galaktykę M63 znajdziemy 5° dalej na południe, w 2/3 odległości między Alkaid (η UMa) a najjaśniejszą gwiazdą Psów Gończych – α CVn (Cor Caroli). Ze względu na charakterystyczne ramiona spiralne zwana jest Słonecznikiem (Sunflower). Dodatkowym drogowskazem do niej jest asteryzm o kształcie fajki, złożony z czterech gwiazd ok. 5 mag. M63 leży 1,5° ponad cybuchem fajki, zaś 5° na północny wschód od Cor Caroli. Zobaczymy ją jako owalną plamkę świetlną bez wyróżniającego się jądra. Ma całkowitą jasność 8,6 mag i wymiary 12’x7’. Znajduje się od nas w podobnej odległości jak M51. Niedaleko na nieboskłonie i w charakterystycznym miejscu poszukajmy także galaktyki M94. Jest jeszcze jaśniejsza (8,2 mag), niemal okrągła (średnica ok. 10’) i znajduje się w połowie odległości między α i β CVn, najjaśniejszymi gwiazdami Psów Gończych, 1,5° ponad łączącą je linią. Galaktyka ma jasne jądro przypominające niewielką gromadę kulistą i przy powiększeniu 7x można pomylić ją z gwiazdą. Jest najjaśniejsza w grupie złożonej z kilkudziesięciu galaktyk znajdujących się średnio w odległości 13 mln ly. Gwiazdozbiory Psów Gończych i Wielkiej Niedźwiedzicy zawierają więcej galaktyk dostępnych pod odpowiednio ciemnym niebem dla lornetki min. 70 mm. Obu „kołom” Wielkiego Wozu towarzyszą obiekty z katalogu Messiera. Obok β UMa (Merak), 1,5° na południowy wschód znajduje się M108, obiekt trudny dla średniej lornetki, o jasności 10 mag i rozmiarach 8’x2’. Podobnie usytuowana względem γ UMa (Phecda) jest M109. Nieco jaśniejsza i bardziej zwarta od poprzedniej (9,8 mag, 7’x4’), ma jednak mniejszą jasność powierzchniową. Niemal dokładnie w połowie odległości pomiędzy γ UMa i β CVn znajduje się wyraźnie jaśniejsza (9 mag) i dość rozległa galaktyka M106. Z jej ukośnie usytuowanego dysku o rozmiarach kątowych 19’x8’ w lornetce dostrzeżemy najwyżej połowę. M106 znajduje się w odległości 23 mln ly. Dzięki wykryciu w niej źródeł spójnego promieniowania mikrofalowego (maserów) można było stosunkowo dokładnie określić odległość a także badać masywną czarną dziurę w centrum galaktyki. W tej okolicy gwiazdozbioru jest jeszcze kilkadziesiąt galaktyk dostępnych dla większego sprzętu. Jednak na jego południowym skraju, 6° pod Cor Caroli (na południe) a 2° na południowy wschód od pary niemal identycznych pomarańczowych gwiazd (5,5 mag i 6 mag, odstęp ok. 10’) znajdziemy wydłużone pasemko galaktyki NGC 4631, możliwe do wychwycenia także przez lornetkę 10x50 (jasność 9,2 mag). Dzięki charakterystycznemu wydłużonemu kształtowi nazwano ją Wieloryb. Wielorybowi towarzyszy maleńki Wielorybek, dostępny tylko dla dużych teleskopów, a w odległości niecałego stopnia na wschód równie sławna zlewająca się para galaktyk NGC 4656-4657 (Kij Golfowy), na którą zapolować mogą właściciele dużych lornet (jasność 10,5 mag). W gwiazdozbiorze Lwa, podobnie jak w Wielkiej Niedźwiedzicy, liczba galaktyk rośnie podczas wędrówki z zachodu na wschód. Podobnie także, jeden z najłatwiejszych obiektów – galaktyka NGC 2903 znajduje się w zachodniej części gwiazdozbioru. Dzięki jasności ok. 9 mag i rozmiarom 12’x6’ dość łatwo ją odnaleźć 1,5° pod pomarańczową gwiazdą λ Leo (Alterf), stanowiącą dolną szczękę w sylwetce Lwa. Galaktyka jest samotniczką, prawdopodobnie nie należy do żadnej z pobliskich gromad galaktyk. Dalej na wschód, pod lwim brzuchem, znajdziemy dwa skupiska galaktyk. Są to grupy M96 i M66, czasem klasyfikowane wspólnie jako Grupa Galaktyk Leo 1. Cała grupa jest w odległości 35-38 mln ly od Ziemi. Na południe od pomarańczowej gwiazdy 52 Leo (5,49 mag), na owalnym obszarze 3°x 2° znajduje się osiem galaktyk związanych z M96, spośród których trzy, nazywane niekiedy Drugim Trypletem, dostępne są dla lornetek. Dwie z nich - M105 i M96 mają jasność wystarczającą do zauważenia przez średnią lornetkę (9,3 mag i 9,2 mag), zaobserwowanie ciemniejszej M95 może wymagać większej lornety (9,7mag). Najbardziej znane ugrupowanie znajduje się jednak bliżej lwiego zadu, lub - używając słów mistrza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego - w partiach dolno-tylnych. Źródło: http://www.astronomy.com/observing/observing-podcasts/2016/05/cor-caroli-the-pearl-cluster-and-the-leo-triplet Grupa czy też podgrupa M66 składa się z trzech jasnych galaktyk spiralnych formujących sławny układ – Tryplet Lwa. Jest możliwe, choć nie do końca pewne, że należą do niej także dwie słabsze leżące w pobliżu. Poszukiwania rozpoczniemy od białej gwiazdy 3,3 mag θ Leo - Chertan. Dwa stopnie pod nią, tuż poniżej białej gwiazdy ok. 7 mag a 1° w lewo od pomarańczowej 73 Leo (5,5 mag), są dwie owalne plamki świetlne. Jaśniejsza i łatwiejsza do zauważenia jest M66 (jasność 9 mag, rozmiary 8,7’x4,4’). Znajdziemy ją ok. 20’ na południowy wschód (poniżej i w lewo) od wspomnianej gwiazdy 7 mag. Po prawo od sąsiadki a bezpośrednio pod gwiazdką-drogowskazem jest nieco słabsza i bardziej wydłużona galaktyka M65 (9,3 mag, 10’x3,3’). Większym wyzwaniem jest NGC 3628 znajdująca się 15’ powyżej naszego drogowskazu. Jest słabsza i bardzo wydłużona (9,5 mag, 15’x4’), częściowo przysłonięta własnym pasmem pyłowym. Pod wiejskim niebem cały Tryplet Lwa dostępny jest dla lornetki 15x70, choć z NGC 3628 nie każdy obserwator sobie poradzi. Największe zagęszczenie galaktyk napotkamy jednak na wschód od Lwa, zaś poniżej Psów Gończych. Zbliżamy się do wielkiej Gromady w Pannie (Virgo Cluster). W rzeczywistości jest to skraj gwiazdozbiorów Panny i Warkocza Bereniki. Źródło: http://www.nightskyinfo.com/archive/virgo_cluster/ Gromada stanowi centrum Lokalnej Supergromady, środek ciężkości i wybrzuszenie wieloramiennej gwiazdy czy dysku, w jaki układają się galaktyki i ich gromady w naszej części Kosmosu. Dysk ten rzutowany na nieboskłon daje właśnie owo pasmo – „drogę galaktyczną” obserwowaną z krańców supergromady, gdzie się znajdujemy. Nie jest to lokalizacja prestiżowa. Siedzimy na małej, skalistej planecie krążącej wokół żółtego karła szumnie nazywanego Słońcem. W dodatku owo Słońce leży gdzieś na skraju galaktycznego ramienia spiralnego (Ramię Oriona), daleko od centrum Galaktyki. Ta zaś znajduje się w małej Lokalnej Grupie Galaktyk na obrzeżach Supergromady Virgo. Krótko mówiąc – prowincja. Jednak może dlatego omijają nas potężne strumienie materii wysyłane przez jądra aktywnych galaktyk, fajerwerki supernowych i błyski promieniowania gamma generowane w magnetycznym piekle gwiazd neutronowych. Gromada w Pannie zawierać może nawet ponad 2000 galaktyk, w tym gigantyczne elipsy M87, M86 czy M49. Nic dziwnego, że nasza Grupa Lokalna odczuwa ich grawitację. Z czasem zapewne obie gromady zaczną się zbliżać i w końcu połączą. Odchylenia od przepływu Hubble’a, czyli od ruchu galaktyk związanego z rozszerzaniem się Wszechświata, obserwujemy także w większej skali. Cała Supergromada Lokalna „spada” w kierunku Supergromady w Hydrze i Centaurze. Znajdujące się tam masywne skupisko galaktyk i ciemnej materii nazwano Wielkim Atraktorem. Supergromady galaktyk grupują się w kompleksy, formując włókna i ściany - wielkie atraktory oddzielające puste obszary – wielkie pustki. Najbliższa z nich znajduje się w kierunku gwiazdozbiorów Oriona i Erydanu. W największej skali Wszechświat ma więc strukturę piany – baniek o ścianach z galaktyk i ich gromad, poprzedzielanych pustkami. Źródło: http://www.businessinsider.com/r-new-map-shows-milky-way-lives-in-laniakea-galaxy-complex-2014-9?IR=T Czy my, astroamatorzy z małym sprzętem, to widzimy? Oczywiście, że tak - Orion to galaktyczna pustynia, Erydan praktycznie też.* Za to w Warkoczu i w Pannie galaktyk dostępnych dla lornetki jest kilkanaście a dla solidnej lornety czy teleskopu – dziesiątki a nawet setki. Wymagać będą one lornetek co najmniej średnich, najlepiej ponad 50 mm i świetnych warunków obserwacyjnych (czyste, ciemne niebo wiejskie). Większość dostępnych dla nas galaktyk znajduje się w pasie szerokości 5° rozciągniętym poziomo na linii zachód-wschód między gwiazdami β Leo (Denebola) i ε Vir (Vindemiatrix). Cztery z nich mają jasność ok. 9 mag lub większą a dziewięć następnych – w okolicach 10 mag. Największa jest potężna galaktyka eliptyczna M87 o całkowitej masie nawet 200 razy przewyższającej Drogę Mleczną. Poruszając lornetką na wschód od Deneboli, po 6° natrafimy na tzw. asteryzm T, rozciągający się na 1,5° w kierunku północny i południowy wschód, po lewo od białej gwiazdy 6 Com (ok. 5 mag). Nieco koślawa litera T składa się z 6 gwiazd 5mag-7mag. Najbardziej charakterystyczny jest dolny fragment tego asteryzmu - smukły domek o rozmiarach 1,5°x0,5° złożony z 5 gwiazd, ze szpiczastym daszkiem celującym na południowy wschód. Tuż obok podstawy domku, od strony Deneboli, znajduje się galaktyka M98 (ok.10 mag) a wewnątrz domku nieznacznie jaśniejsza M99. Niedaleko ponad asteryzmem, 1° na północny wschód od jego podstawy (powyżej), a więc ciągle w polu widzenia każdej lornetki, jest jaśniejsza od nich i łatwiejsza do zauważenia M100 (9,3 mag). Nauczmy się rozpoznawać asteryzm T nawet jeśli nie dostrzegliśmy w nim galaktyk. Jak strzałka wskazuje on pobliskie jaśniejsze obiekty – galaktyki M84 (8,9 mag) i M86 (9,1 mag) oddalone o 20’ od siebie a 1,5° na południowy wschód od szpica daszku. Pod odpowiednim niebem lornetka 50 mm nie powinna mieć z nimi kłopotu. Galaktyki te leżą na dolnym, południowym skraju Łańcucha Markariana – rozciągniętego na 2° sierpa złożonego z 7 galaktyk o jasności w pobliżu 10 mag i kilku słabszych. Pół stopnia nad górnym, północnym skrajem Łańcucha jest galaktyka M88 (9,6 mag). Jeśli odnaleźliśmy M84 i M86 – dolne galaktyki Łańcucha Markariana, koniecznie próbujmy wypatrzyć jego górny skraj – M88. Gdy i to się uda, być może będziemy w stanie zauważyć pomiędzy nimi delikatne dodatkowe pojaśnienia – mgliste plamki innych galaktyk tego układu. Spróbujmy, jednak nie róbmy sobie jednak wyrzutów, jeśli ponad M84 i M86 będzie tylko pustka. Łańcuch Markariana jest obiektem niełatwym do obserwacji nawet przez spory teleskop. Źródło: http://www.astro-foto.pl/index.php/galeria/galaktyki/13-lancuch-markariana Średnia lornetka powinna jednak ukazać główną galaktykę Gromady w Pannie, czyli M87 (8,6 mag, ok. 7’ średnicy). Odległość do niej ocenia się na 53,5 mln ly Ma ona rzeczywistą jasność 129 miliardów Słońc. Jest silnym radioźródłem określanym jako Virgo A, świeci także w zakresie rentgenowskim. Na zdjęciach z wielkich teleskopów widać dżet, czyli wyrzut materii z centrum galaktyki. Przesuwając wzrok na wschód bez poruszania lornetką, cały czas na linii Denebola - Vindemiatrix, po 2° od M87 mamy szanse dostrzec galaktykę M58 (9,7 mag), ok. 1° dalej M59 (9,6 mag) a po dalszym 0,5° najjaśniejszą w szeregu M60 (8,8 mag). Z kolei nieznacznie na wschód i ponad M87 (ok.1°), możemy znaleźć M89 (9,8 mag), zaś 0,5° nad nią – M90 (9,5 mag). W rozciągającym się powyżej Warkoczu Bereniki najłatwiejszą do dostrzeżenia galaktyką jest M64 - Czarnooka lub Śpiąca Królewna (Sleeping Beauty). Jest jasna (8,5 mag) i średnio rozległa (9’x5’), co daje sporą jasność powierzchniową. Znaleźć ją można około 10° na północ od pomarańczowej gwiazdy ε Vir (Vindemiatrix), zaś w okolicach 35 Com (ok. 5 mag). Ta ostatnia leży w 1/3 odległości między najjaśniejszymi gwiazdami Warkocza – α Com i γ Com, 5° na północny zachód od α Com. Dysponując większym sprzętem można próbować dostrzec przyczynę nazwy galaktyki – czarny pas pyłu kontrastujący z jasnym rdzeniem. Na zdjęciach daje on efekt oka, oddzielając centralną „źrenicę”. M64 nie należy do Gromady Galaktyk w Pannie, znajduje się sporo bliżej. Niektóre źródła umieszczają ją w Grupie M94, razem z częścią galaktyk gwiazdozbioru Psów Gończych. Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Galaktyka_Czarne_Oko W Warkoczu Bereniki można także próbować odnaleźć obiekt trudny dla lornetki lecz bardzo ciekawy – NGC 4565, inaczej Igła (9,6 mag). Tę gigantyczną galaktykę spiralną obserwujemy dokładnie w płaszczyźnie jej równika. Widzimy więc, jak „cienki” jest jej dysk w porównaniu ze średnicą. Przez lornetkę o powiększeniu 10x lub większym szukajmy wąziutkiej smużki światła (16’x2’) ułożonej skośnie ok. 3° na wschód od centrum gromady Melotte 111, która jest rdzeniem gwiazdozbioru. Igła jest od nas bardziej oddalona niż Czarnooka, znajduje się w odległości 30-50 mln ly. W południowej, dolnej części messierowskiego „zagłębia galaktycznego” gwiazdozbioru Panny znajdują się dwie galaktyki dostępne dla niewielkich lornetek. Tylko 5° pod wielką M87 jest jej konkurentka – także eliptyczna galaktyka M49. Na nieboskłonie jest jaśniejsza i nieco rozleglejsza, ma jasność 8,4 mag i rozmiary 8’x7’. Jej masa jest jednak mniejsza niż M87. Galaktyka jest oddalona po 8° od dwóch pomarańczowych, jasnych gwiazd Panny – już wspomnianej ε Vir (Vindemiatrix) i leżącej 8° poniżej δ Vir (Minelauva lub Auva), tworząc z nimi trójkąt równoboczny. Znajdziemy ją w prawym, zachodnim wierzchołku trójkąta. Najjaśniejszą galaktyką w gwiazdozbiorze Panny jest jednak galaktyka spiralna M104 czyli Sombrero (8 mag, 9’x4’). Pomimo niskiego położenia na nieboskłonie widać ją już przez niewielką lornetkę jako owalną, jaśniejszą w środku plamkę światła. Znajduje się tuż ponad gwiazdozbiorem Kruka, na linii wskazywanej przez charakterystyczny asteryzm zwany Strzałką, 2° od jego szczytu. Charakterystyczną cechą M104 jest pasmo pyłowe przecinające owal i galaktyki i upodabniające ją do meksykańskiego kapelusza. W rzeczywistości jest to pierścień (torus) zawierający także wielkie ilości wodoru atomowego i molekularnego. Przynależność M104 do gromad galaktyk jest niepewna, być może tworzy własną Grupę M104 na skraju Gromady Virgo. Także dane na temat jej odległości są bardzo rozbieżne – od 29 do ponad 65 mln ly. Rozbieżnościom w ocenie odległości trudno się dziwić, występują także w piśmiennictwie dotyczącym innych galaktyk. Ostatnio odległości międzygalaktyczne korygowane są raczej w dół dzięki nowym, dokładniejszym pomiarom dystansu do kilku bliskich galaktyk. Czemu jednak ocena jasności wizualnej tego samego obiektu różni się często o ponad 1 mag, trudno dociec. Cytowałem tutaj głównie dość optymistyczne oceny jasności ze znanego amerykańskiego przewodnika The Night Sky Observer’s Guide, lecz wartości magnitudo podawane przez Wikipedię są z reguły wyższe, co oznacza mniejszą jasność. W dodatku, odpowiednie warunki do obserwacji galaktyk spotkamy rzadko a nasz sprzęt to nie teleskop Kecka czy Hubble’a. Nie dziwmy się więc, jeśli zamiast gromad i supergromad odnajdziemy tylko z trudem pojedyncze plamki galaktyk, albo nawet nic nie odnajdziemy. Nie szkodzi, one tam są. Za miesiąc czy za rok, z tego czy z innego miejsca ujrzymy je. W mglistym obrazie galaktyk znajdujemy obietnicę trwania. Gdy nasz gatunek już zniknie, gdy nie będzie Ziemi ani Słońca, one będą nadal istnieć. My zaś jesteśmy ich cząstką, składamy się z ich atomów a na niektórych spośród miliardów ich planet są zapewne istoty podobne do nas. Podobne jeśli nie ciałem, to umysłem, bo przecież widzą ten sam Wszechświat, podlegają tym samym prawom przyrody, poszukują odpowiedzi na te same pytania. Może właśnie dlatego obserwacje galaktyk, tych zwiewnych plamek widzianych w równym stopniu okiem wyobraźni, co przez lornetkę, są dla nas tak cenne, tak bardzo nas wciągają. Tony Hallas: NGC 1903. Źródło: http://apod.pl/apod/ap150410.html Źródło: http://www.dobresobie.pl/sztuka-i-architektura/233/jak-pierwotnie-nazwana-byla-rzezba-mysliciel * Dotyczy to okolic Erydanu na pograniczu z Orionem - patrz dalsza dyskusja.
  7. gruchalo

    M42 przez Nikon 10x50

    Właśnie skończyłem obróbkę jeszcze ciepłego szkicu Mgławicy w Orionie oglądanej dziś od 1840 do 1935. Warunki pogodowe raczej dobre: zimno i dość mocny wiatr. Czasem jego podmuchy wyrywały mi podkładkę ze szkicownikiem z ręki ale dało się przeżyć. Widoczność bardzo dobra: po 15 minutowej adaptacji oka do ciemności M31 widziałem gołym okiem patrząc bezpośrednio na nią. Obserwacje prowadzone z pola, poza granicami małej wsi. Najbliższe źródło światła oddalone o jakieś 500 metrów i to za plecami. Co do samej mgławicy to przez lornetkę centrum i ciut poniżej była najjaśniejsza i rozciągała się szczególnie w kierunku północno zachodnim (na szkicu północ na górze, zapomniałem dopisać znacznik północy), z tymże im dalej od centrum tym bledsza mgławica. Zerkaniem zajmuje naprawdę spory obszar ale z racji na niepewność czy aby nadto nie interpretuje tego cudeńka rysowałem tak jak widziałem ją na wprost. W samym centrum mgławicy widoczne trzy gwiazdki z tymże trzecia ledwo dostrzegalna. Obróbka w Gimpie to tylko desaturacja i inwersja plus mała korekta rozjechanych gwiazd i usunięcie tego co zbędne i przypadkowe. M42 w lornetce Nikon Action Ex 10x50 Dziękuję i pozdrawiam wszystkich astrozakręconych
  8. Panasmaras

    Grupa Lokalna w lornetkach

    Ten temat chodzi mi po głowie od jakiegoś roku, ale widzę, że zdecydowanie nie działam sam. Oczywiście tytuł wątku mówi wszystko lub prawie wszystko - chodzi więc o to, żeby wyłapać w lornetkach jak najwięcej galaktyk wchodzących w skład Grupy Lokalnej. Wobec świetnych prognoz na najbliższy weekend zachęcam do skierowania lornet na następujące obiekty: - M31, M32, M110 w Andromedzie; - M33 w Trójkącie; - NGC 185, NGC 147, IC 10 w Kasjopei - IC 1613 w Wielorybie - NGC 6822 w Strzelcu. (Jeśli przegapiłem jakieś potencjalne cele, koniecznie dajcie znać!) W celu zgrubnego zlokalizowania tych obiektów odsyłam do atlasu Andy'ego Johnsona (plansze 2b, 8b i 12a): http://www.forumastronomiczne.pl/index.php?/topic/2510-atlas-nieba-dla-poczatkujacych/ Do szukania bardziej konkretnego, odsyłam do atlasu Takiego (plansze 37, 60, 84-85 i 90): http://www.geocities.jp/toshimi_taki/atlas_85/atlas_85.htm Galaktyka Barnarda (NGC 6822) nie będzie dostępna najbliższej nocy, ale może za dwa tygodnie komuś uda się ją wyhaczyć jeszcze w tym sezonie obserwacyjnym. Trudność w łowieniu tej galaktyki bierze się głównie z jej niskiego położenia nad horyzontem. Jednak pod dobrym niebem można ją łowić już w 10x50. Czego się spodziewać? Dość sporego eliptycznego, rozmytego pojaśnienia. Jeśli uda się je dorwać, warto się upewnić poprzez trącenie lornetki czy statywu i sprawdzenie, czy złapane pojaśnienie "biega" razem z gwiazdami w kadrze. Tria M31-M32-M110 chyba nie trzeba przedstawiać. To wspaniały cel dla wszelkich apertur i całej rozpiętości doświadczenia obserwacyjnego. Nowicjusz ucieszy się z dostrzeżenia jasnego jądra M31, ciut bardziej opierzony obserwator wyłapie najbliższe sąsiadki - jasną i zwartą M32 oraz nieco większą ale bledszą M110, a w samej M31 także coś więcej - już nie tylko jądro, a wielki dysk galaktyczny, rozciągający się na jakieś 3°. Z kolei zachęcam bardziej doświadczonych obserwatorów do wyłapania w średnich i dużych lornetach dwóch pasów pyłowych. Pierwszy raz wyłapałem je dwa lata temu w 15x70 pod zatomskim niebem, przy dużej klarowności powietrza, z niemałym trudem. Opisałem je mniej więcej tak: Wczytując się w literaturę lornetkową natknąłem się na ciekawą wskazówkę dotyczącą pasów pyłowych w M31 - eliptyczne pojaśnienie dysku tej galaktyki wyraźniej się odcina od strony północno-zachodniej (czyli od strony M110, która na zatomiskim niebie jest łatwym celem w każdej lornetce) niż południowo-wschodniej. Dzieje się tak dlatego, że strona północno-zachodnia jest bliższa nam a jej granicę wyznacza właśnie jeden z pasów pyłowych. Podczas wcześniejszych obserwacji w Blizinach czasem miałem wrażenie, że między tą granicą a jądrem jest jeszcze jeden wyraźny "schodek" jasności - podejrzewałem, że pochodzi on od drugiego, bardziej wewnętrznego pasa pyłowego, choć samej ciemnej smugi nie udawało mi się wyłapać. Przywoławszy do siebie Grubą Tereskę (22x85), próbowałem w różnych konfiguracjach wyzerkać pas, i coś ciemnego zaczęło majaczyć, ale nie byłem pewien czy poprawnie identyfikuję swoją "zgubę". Spodziewałem się mniejszego pociemnienia bliżej jądra, tymczasem znalazłem sporej długości krechę w połowie drogi między jądrem a widoczną granica M31 - przez co nie byłem pewien czy to jakieś zmęczenie nie próbuje spłatać mi psikusa.. Na szczęście obok stał Marek ze swoją Syntą 10" i okazało się, że owa długa krecha była tym, na co polowałem od dłuższego czasu. Postanowiłem podnieść poprzeczkę i wyłapać pas pyłowy w Oberwerku - i tu też się udało (czytasz to, Pepinie? :)). Było oczywiście trochę trudniej, ale bez dwóch zdań wąska, ciemna, łukowata krecha widniała na tle dysku sąsiedniej kosmicznej wyspy. źródło: http://astronoce.pl/obserwacje.php?id=178 http://www.forumastronomiczne.pl/index.php?/topic/1820-zatomska-lupanina-dwururkami-na-statywach/ Nie udało mi się do tej pory wyłapać w lornecie gigantycznego obłoku gwiezdnego skatalogowanego jako NGC 206 i nie wiem, czy w 15x70 jest do wyłapania. Ale może w 28x110? Albo ktoś coś w jakiejś kątowej Miyauchi? ;) Kolejne galaktyki satelickie M31 będą już zauważalnie trudniejsze. źródło: Cartes du Ciel Pierwsza, na którą proponuję zapolować to NGC 185. Żeby ją znaleźć, najłatwiej zlokalizować trzy jasne gwiazdy ułożone w jednej, pionowej (przy górującej Kasjopei) linii: οCas, 68Cas i πCas (kolor czerwony na mapce). Od nich odchodzimy na zachód (w prawo) pod kątem prostym, wzdłuż sznureczka gwiazd. Druga i trzecia gwiazda ze sznureczka tworzą tu podstawę trójkąta, którego wierzchołek wyznacza 8,4-magowa gwiazda leżąca tuż poniżej. Galaktykę wypatrzymy jako dość zwarte, owalne pojaśnienie leżące w połowie wschodniego (lewego) boku trójkąta (kolor pomarańczowy na mapce). NGC 147 jest znacznie trudniejsza. W jej zlokalizowaniu pomoże nam kolejny trójkąt około 7,5-magowych gwiazd (kolor zielony na mapce). Tutaj warto dać sobie dobrych kilkanaście minut na wyłowienie bardzo słabego duszka. Sprawę dodatkowo utrudnia kilka małych węzłów gwiazd, które w pierwszej chwili można wziąć za pojaśnienie, którego szukamy. W moim przypadku sztuka wyłowienia tej galaktyki udała się za chyba piątym razem, pod świetnym niebem Borów Tucholskich, po wcześniejszym opatrzeniu się zdjęć i po zapamiętaniu kilku ważniejszych 10-magowych mikroasteryzmów wewnątrz jaśniejszego trójkąta z gwiazd. Satysfakcja ze złowienia takiej słabizny jest przeogromna! Kolejnym celem jest M33 - łatwa-niełatwa galaktyka. Pierwsze pięć razy wyłowić ją jest dość ciężko, ale potem większość zgodnie twierdzi, że obiekt wcale taki trudny nie jest. Posiadaczom średnich i dużych lornet polecam zajrzenie głębiej - pod dobrym niebem można łowić i strukturę spiralną i najjaśniejszy w tej galaktyce region H-II. We wspomnianej już relacji ująłem to tak: Kolejne porachunki miałem z M33. Harrington pisze, że znajdujący się na końcu jednego z ramion obszar H II, skatalogowany jako NGC 604 jest łatwym celem w lornetce. Owszem, w tym rejonie widziałem punktowe pojaśnienie, ale nigdy nie miałem pewności, czy nie biorę mgławicy za jedną z słabszych gwiazd Drogi Mlecznej. Ponownie posiłkując się tym, co zobaczyłem w markowej Syncie, udało mi się jednoznacznie zidentyfikować gwiazdową NGC 604. Co ciekawe, sama M33 pokazała coś więcej niż tylko nieco poszarpane pojaśnienie jądra, ale również rozleglejsze, słabsze pojasnienie. Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że owo słabsze pojaśnienie skręca na północ od jądra ku wschodowi, a na dole (na południe od jądra) ku zachodowi. Wcześniej, w Blizinach również zdarzało mi się odnieść podobne wrażenie - choć to zabrzmi ryzykownie, powiedziałbym, że to nic innego, jak widok subtelnej struktury spiralnej Galaktyki Trójkąta w lornetce. Największym wyzwaniem w zestawieniu jest IC 1613. Jej nie najmniejsza jasność (9,3mag) zachęca, ale spore rozmiary kątowe czynią z tego obiektu klasyczną psujkę krwi. Do niedawna byłem przekonany, że jest w zasięgu mojej 15x70, ale wobec jednej porażki pod zatomskim niebem (w zeszłym roku) i świeżych niepowodzeniach Łukasza (lukost) operującego gigantem 28x110 zaczynam mieć poważne wątpliwości co do ostatecznego rozrachunku... Niemniej, broni składać nie zamierzam. IC 10 jeszcze nie łapałem, ale wobec jej niewielkich rozmiarów kątowych powinno się udać w 15x70. Trudności jakiej się spodziewam, to bliskość jasnej Caph (βCas), którą z pewnością będę miał w kadrze i która będzie mi psuła kontrast. Zachęcam do skierowania także mniejszych lornet na podane cele - trio w Andromedzie, Galaktyka Trójkąta czy nawet Galaktyka Barnarda i NGC185 powinny być do złapania w 10x50. SPRÓBUJ I DAJ ZNAĆ JAK POSZŁO!
  9. Prawie kwartał minął już odkąd z rodziną pożegnałem wakacyjny domek, pomost, jezioro i to zniewalające mrowie gwiazd dostępnych obserwacjom każdej pogodnej nocy. Nigdzie nie miałem tak nieposkromionego apetytu na obserwacje jak tam... 25 sierpnia wracając z pracy po 22 dobrze wiedziałem gdzie spędzę tę noc. W każdym kierunku niebo rozświetlały setki jasnych kropek. Dojeżdżając na działkę za przednią szybą samochodu dumnie rysowała mi się królowa Kasjopea zapraszając na nocne swawole O 2300 rozstawiałem się już na pomoście. Wpierw zrealizowałem swoją niedawną obietnicę daną w innym wątku tegoż forum tj. naszkicowałem dwie urocze kuleczki skatalogowane przez Pana Messiera pod numerami 10 i 12. Obie mieszcząc się w jednym polu widzenia stanowią jeden z wielu cudów obserwacji lornetkowych. M10 (po lewej) oraz M12 ujęte w jednym polu widzenia lornetki. Na północny zachód od M10 jasno świeci gwiazda 30 Oph, bardzo pomocna w zlokalizowaniu obu eMek. Po wykonaniu szkicu Nikonka zabrała mnie w odwiedziny do ślicznej, niedawno odwiedzanej przeze mnie gromadki IC 4665 oraz Mel 186. Ta druga ledwo się mieści w polu widzenia. Jej gwiazdy składowe prezentują spory rozrzut po jasności lecz wszystkie posiadają podobne, zimne ubarwienie. Dalej przebiegłem wzrokiem przez obłok gwiazdowy w Tarczy i znów zadumałem się przy "Dzikiej Kaczce"... Następnie witając się z 26 sierpnia (wybiła północ) wzniosłem się wyżej ku gwiazdozbiorowi Strzały, by pierwszy raz spojrzeć na M71. Gromada ta jest raczej łatwa w zlokalizowaniu, znajduje się dokładnie pomiędzy gammą (γ) oraz deltą (δ) Strzały. No i jest, wpadła w pole widzenia jako mała, jednakowoż jasna i skoncentrowana kulka. Tuż obok eMki umiejscowiony jest charakterystyczny łańcuszek z trzech słabych gwiazd układających się w prostej linii w równiutkich odstępach. Opisując wrażenia z wpatrywania się w tę gromadę trzeba wspomnieć o tym jak piękna okolica trafiła się jej na nieboskłonie. Mrowie gwiezdnych punktów ogromnie dodaje jej uroku. Około godziny 130 zmieniłem nieco kierunek obserwacji na bardziej wschodni. Wzrok mój przykuł Aldebaran w otoczeniu pięknych Hiad, gołym okiem dostrzegam także dosyć słabo świecące gwiazdy Barana i Trojkąta. M33 a także Wielka Mgławica w Andromedzie jak zawsze cieszą oczy. Są rozochocone Chichotki, jest Stock 2. Niżej widać Mel 20 - Gromadę Alfa Perseusza z jasną świecącą alfą właśnie czyli Mirfakiem. Piękne dziś to niebo. Zniewala nawet, a może przede wszystkim oglądane nieuzbrojonym okiem. Bez użycia lornetki z łatwością widoczny jest "mały wóz" Plejad, na lewo i wyżej Chochotki wcześniej obserwowane przez Nikonkę teraz dostrzegam także bez pomocy optyki lornetki. Co jakiś czas przelatuje jeszcze jakiś zbłąkany Perseid. Dla takich chwil warto żyć... Dziękuję i pozdrawiam wszystkich astrozakręconych
  10. Zebrałem się wreszcie na opisanie wrażeń z obserwacji poczynionych w nocy z 15 na 16 lipca 2017r. Zwlekałem z tym opisem z racji na wakację spędzane w dziczy nad jeziorkiem, gdzie mogę się oddać bez reszty gonitwom za tymi wszyskimi eM-kami i CR-kami i NGC-kami, tak że na samo pisanie nie zostaje już wiele czasu W końcu doszedłem do wniosku, że jak nie teraz to nigdy, wszak opisywanie tego co się widziało jest dla mnie prawie tak samo wartościowe co same obserwacje. Więc jak to szło?... A jakoś tak, że o 2355 wylajzłem na szybki przegląd nieba (zakończony oczywiście nad ranem ). Konkretniej zależało mi na obserwacji obiektów z Tarczy i Strzelca. Na pierwszy ogień poszła "Dzika Kaczka" - M11 znajdująca się ciut poniżej i w lewo od β Scu. Poczyniłem też szkic tejże gromady lecz nie jestem w stanie pochwalić się nim w tej chwili, gdyż nad jeziorkiem nie mam skanera. Sama M11 jest bardzo wdzięcznym obiektem lornetkowym. Patrząc na nią po prawej stronie pola widzenia dostrzegłem ładny łańcuszek gwiazd (HIP 91880; HIP 91751 i HIP 91728), który zaprowadził mnie do gwiazd epsilon i delta Tarczy. Te zaś od następnego zaobserwowanego przez mnie obiektu dzieli tylko okruszek przestrzeni w polu widzenia Nikonki. Messier 26 widoczna była zerkaniem i zdaje mi się, że momentami widziałem ją także na wprost. Najpiękniejsze widoki czekały mnie troszeczkę niżej w Strzelcu. Widok chmury gwiazd, dosłownie tak jak piszę - CHMURY GWIAZD... urzeka jak nic a gdy dodać do tego, że w tejże chmurze co chwilę w polu widzenia wyskakuje jakaś gromada, nieważne eMka czy nie eMka to nie trzeba już chyba więcej, by wyrazić moje odczucia przy obserwacjach tego rejonu. Człowiek chciał już wyjmować szkicownik i przybory, które jeszcze nie zdążyły odsapnąć po uwiecznianiu Dzikiej Kaczki, ale jak? Jak się za to zabrać? Przecie zbyt wiele tych świetlnych punktów by je ot tak umieścić w szkicu. Całe wakacje by mi to chyba zajęło. Zresztą nie mogłem oderwać oczu od okularów Nikonki. Mógłbym tak tylko siedzieć i patrzeć aż po sam świt (a przynajmniej dopóty dopóki Strzelec nad horyzontem). Więc tak leciałem z lornetką przez to mrowie. M17 i w dół: M18, M24, M25, M23. Wszystkie wyskakiwały jak na zawołanie. Z M21 i M20 był mały problem i nie mogę z czystym sumieniem pochwalić się ich wyłuskaniem. Za to Messier 8 - mgławica Laguna sama wskoczyła w pole widzenia i doprawdy jest to jeden z ładniejszych obiektów, które dotąd przez lornetkę widziałem. Postanowiłem sobie, że w miarę możliwości będę się poświęcał szkicowaniu, ale serio. Będąc tutaj - w Tarczy i Strzelcu ciężko jest wyciągnąć ręce po sprzęt rysowniczy, kiedy lepiej zaangażować je do trzymania lornetki i łowienia kolejnych gromad gwiazd. Całkowicie poświęciłem się obserwacjom. Dosłownie wkleiłem się w Nikonkę i błogo dałem się ponieść prawie po sam świt... W międzyczasie spojrzałem też w stronę Księżyca, gdzie byłem w stanie wyłowić parę kraterów umiejscowionych wzdłuż linii terminatora. Właśnie w tamej chwili wpadłem na pomysł sprawdzenia ile jestem w stanie wyciągnąć z lornetki 10x50 przy obserwacjach Munia, co czynię w tej chwili i opisuję to w innym wątku naszego forum. Dziękuję i pozdrawiam wszystkich astrozakręconych.
  11. Przed balkonem mam teraz wieczorami białego Altaira (α Aql), najjaśniejszą gwiazdę Orła. Rzuca się w oczy na wieczornym niebie, tym bardziej, że towarzyszy mu czerwony Tarazed (γ Aql). Obie gwiazdy widać od razu po wyjściu na balkon, pomimo miejskich świateł. Jeśli jednak wyciągnę lornetkę, jakieś 20° pod nimi zobaczę ułożone ukośnie na jednej linii 4 gwiazdy. Okolice α1 i α2 Koziorożca. Źródło: Sky-map.org Obraz ich tchnie harmonią i jest dziwnie kojący. Pośrodku znajduje się pomarańczowożółta para α1 i α2 Koziorożca (inaczej Algiedi lub 5 i 6 Cap), po bokach niebieskobiała 3 Cap z prawej strony i jaśniejsza od niej choć podobnej barwy 8 Cap (ν Cap) z lewej. Wprawdzie gwiazdy te nie są ułożone symetrycznie, lecz mamy tu zapewne do czynienia ze złotym podziałem, wynalezionym już przez starożytnych. W naszym przypadku odległości kątowe na nieboskłonie między skrajnymi gwiazdami wynoszą około 60’ (minut), zaś między środkową parą a skrajnymi odpowiednio 30’ i 15’. Środkowa para to gwiazdy o zbliżonej jasności (4,3 mag i 3,6 mag) - α1 Cap (5 Cap) i α2 Cap (6 Cap). Mają także podobną barwę, dla mnie wyraźnie żółtopomarańczową, choć według ich typu widmowego (odpowiednio G3 Ib i G 8 IIIb) powinny być raczej żółte. Być może wpływ na postrzeganą barwę ma także dość niskie położenie na nieboskłonie i związane z nim poczerwienienie. Odległość kątowa między nimi także jest niewielka – niecałe 7’. Pomimo tego para jest wyłącznie optyczna. W rzeczywistości α1 Cap znajduje się w odległości ponad 5 razy większej niż α2 Cap – odpowiednio 570 lat świetlnych i 109 lat świetlnych. α1 Cap jest przy tym gwiazdą znacznie większą i jaśniejszą (nadolbrzym), choć dla nas wygląda nieznacznie słabiej i mniej pomarańczowo niż α2 Cap. Skrajne gwiazdy asteryzmu są słabsze i kontrastują niebieskobiałą barwą ze środkowymi. Ta z prawej, zachodniej strony (3 Cap) ma wielkość gwiazdową 6,3 mag, zaś 8 Cap (inaczej ν Cap) po lewo, na wschodzie, ma ok. 4,7 mag. Wszystkie one, poza 3 Cap, są w rzeczywistości układami wielokrotnymi, zawierającymi także bliskie, słabsze składniki. W jednym polu widzenia lornetki mieszczą się także z zapasem jeszcze dwie pary kontrastowo zabarwionych (pomarańczowa + niebieskobiała) gwiazd: 1 Cap + 2 Cap oraz β czyli 9 Cap (Dabih, β1 + β2 Cap). Dabih jest prawdziwą gwiazdą wielokrotną, składniki β1 oraz β2 są fizycznie związane. Przy starannym przyjrzeniu się tej parze wypatrzyć można jeszcze jedną, słabszą gwiazdkę po lewo, formującą z nimi wydłużony trójkącik rozwartokątny i równoramienny, coś nieco podobnego z kształtu do bardziej znanego układu ρ Oph, choć o bardziej zróżnicowanej jasności. John Chumack – zdjęcie beta Cap Źródło: https://www.flickr.com/photos/johnchumack/15275085457/in/photostream/ Wszystkie opisane obiekty mieszczą się już w polu widzenia 4° (Vortex Kaibab 15x56), choć najlepiej prezentują się na sześciostopniowym polu Fujinona 10x60 czy nieznacznie mniejszym Kowy 12x56. A teraz, skąd wziął się tytuł tego opowiadanka. Koziorożec, wbrew swej nazwie, niewiele wspólnego ma z wielkorogim mieszkańcem Alp i Pirenejów. Jest raczej stworem wodnym, pół-kozłem a pół-rybą. Koziorożec, gwiazdozbiór wg. Heweliusza Źródło: http://www.astrolabium.pl/czytelnia/galeria Według mitologii greckiej, zmienił się w niego koźlorogi bóg Pan, opiekun pasterzy, nieszczęśliwie zakochany w nimfach, gdy musiał uciekać do morza przed straszliwym potworem Tyfonem. Pan Patrz też: http://pl.mitologia.wikia.com/wiki/Pan Tyfona pokonał dopiero sam Zeus, rażąc piorunem i przywalając Etną. Potwór jednak żyje w głębinie, plując ogniem i lawą. Tak to już jest z potworami, że potrafią obudzić się łaknąc krwi. Odmienny mit głosi, że gwiazdozbiór Koziorożca to przeniesiona na nieboskłon koza Amaltea – ta, która wykarmiła maleńkiego Zeusa ukrytego przed okrutnym ojcem Kronosem (rzymskim Saturnem) w grocie na Krecie. W takim razie, opisany asteryzm byłby rogiem Amaltei, czyli mitycznym Rogiem Obfitości. Ta wersja bardziej mi przypadła do gustu - przecież opisany tutaj asteryzm kapie obfitością kolorowych, wielokrotnych gwiazd. Więc póki Koziorożec gości na jesiennym nieboskłonie, spróbuj odnaleźć jego róg. Możesz delektować się nim na każdym niebie – wiejskim a nawet miejskim, byle nie nadmiernie zachmurzonym. Potem zaś, jak zwykle – daj znać, jak poszło!
  12. Może działo się to pod koniec lutego, może pod koniec marca, a może to tylko zlepek z wielu obserwacji. Pamiętam jednak, że niezwykły widok rozchodzących się chmur przed zawieszonym niebotycznie daleko Messierem 35, wraz z wierną towarzyszką - NGC 2158, w trzystopniowym polu Tereski* czekał na mnie 27 lutego. Kiedy dość niespodziewanie okazuje się, że będzie kawał czystego nieba nad głową, próżno szukać lepszych kadrów do naładowania akumulatorów niż przy lewej stopie Kastora. Toteż niemal automatycznie wycelowałem lornety właśnie tam, jak tylko nieboskłon zaczął się klarować. Dziwny to zakątek Bliźniąt - choć sztandarowy, zupełnie niereprezentatywny. W porównaniu do reszty gwiazdozbioru jest jak wybitny, acz jednorazowy wyczyn przeciętnego sportowca. Choć w konstelacji ciekawych obiektów nie brakuje, największe wspaniałości - przynajmniej z punktu widzenia lorneciarza - zebrały się właśnie tutaj, na kilkunastu stopniach kwadratowych. Gapię się więc w Messiera 35, jakbym nigdy nie dał rady ogarnąć trzech tuzinów jego gwiazd, mimo odwiedzania gromady podczas każdej nocy, kiedy tylko jest widoczna. Nie przestaję się gapić, bo to obiekt doskonały - widać i zróżnicowanie jasności gwiazd, widać ich różne podgrupki, widać mnóstwo diamentowego pyłu w tle. Zdaje się to wszystko sugerować ogłupiałym oczom i mózgowi interpretującego jasne punkty na swój prostacki, ziemski sposób (jaśniejsze, więc bliższe, słabsze, więc dalsze), że gromada jest sferyczna, a poszczególne gwiazdy zdają się na tej mini-sferze leżeć. Mini w skali kosmicznej, oczywiście - 24 lata świetlne to nie byle jaki rozmiar. Mogłoby się wydawać, że do pełni szczęścia brakuje M-trzydziestce-piątce jakiegoś przejasnego giganta - ale to może właśnie dzięki brakowi takich fajerwerków, gromada jest jak lekki szkic na niebie, i choć wyrazista - jednak nieprzegadana. Stopa Kastora z jego bogactwem obiektów (źródło: Photopic Sky Survey) Ale być może wymienione zalety wizualne nie stanowiłyby o mocy oddziaływania M35, gdyby nie szerszy kontekst. Bez leżącej sześciokrotnie dalej NGC 2158, widok M35 byłby równie niekompletny, jak niegdyś uśmiech Pablita bez prawej górnej czwórki... NGC-ka zdaje się być karzełkiem przy gigancie, choć to tylko pozory. Gdyby obie gromady zamienić miejscami, różnice w jasności byłyby znacznie większe, niż obserwujemy obecnie: NGC 2158 świeciłaby blaskiem 3,8mag, zaś M35 byłaby obiektem o jasności ok. 10mag **. Oglądana z odległości 850 parseków, NGC 2158 byłaby też o wiele bardziej efektowna ze względu na znacznie większą ilość składników (dość powiedzieć, że NGC-ka była w latach 50-tych rozważana do przekatalogowania na gromadę kulistą; kto zaś obserwował zmagania w konkursie Robercia na ostatnim zlocie w Odernem, być może pamięta, że gromada ta została “okrzyknięta“ kulistą). Z dwóch leżących nieopodal - i w sumie nietrudnych - gromadek, czy raczej węzełków gwiazd, wyłapuję tego wieczoru tylko IC 2157, ale przyglądam się im podczas kolejnego okna pogodowego, miesiąc później. Oba IC-ki (tym drugim jest IC 2156) wyglądają na pierwszy rzut oka jak bliźniacze pojaśnienia, lecz po chwili widać zarówno większą jasność gromady “południowej” (IC 2157), jak i gwieździstą naturę obu obiektów. Potem przeskakuję na chwilę do NGC 2129, która zawsze była dla mnie fenomenem Tabeli Wimmera. Jak się tam znalazła, skoro wypadły inne, znacznie jaśniejsze i wyraźniejsze obiekty? W lornecie to przecież bardzo słabe pojaśnienie przy parce gwiazd. Cóż, wszystko rozbija się o użyty sprzęt. W pięciocalowym SCT-ku i przy powiększeniach powyżej 50x, NGC 2129 faktycznie może być całkiem urokliwa. Dla lorneciarza to jednak tylko mało znacząca ciekawostka. Co tu robią staroweneckie druki? Co innego taka mało znana gromada Collinder 89 - chyba najpiękniejsza towarzyszka M35, idealnie dopełniająca szeroki kadr lornetki 10x50. Na wciąż bogatym i jasnym tle, blisko północno-wschodniego brzegu Drogi Mlecznej, widać sześć jasnych gwiazd, układających się w przełamaną półnutę rodem ze staroweneckich druków. Do tego trochę drobnicy, którą można równie dobrze dopisać do klastra, co jego wizualnego otoczenia. Interstellarum mówi, że do gromady zalicza się południowy kwartet gwiazd (czyli dolna część półnuty) wraz z niewielkiem łukiem słabszych słońc tuż na południe od niego. Wzrok natomiast mówi swoje - że rdzeń gromady to cała szóstka 7- i 8-magowych słońc, łukowaty asteryzm na południu, plus cały szeroki, esowaty wzór (najlepiej widoczny w 22x85), który spina wszystkie grupy gwiazd. Aladin podpowiada, że może być coś w tym spojrzeniu, a ja niespecjalnie przejmuję się, czy grupa gwiazd, którą widzę jest grupą rzeczywistą czy tylko umowną. Widok wart jest dłuższego wpatrywania, a w tym wszystkim nie chodzi przecież o badania, a odzyskanie spokojniejszego, głębszego oddechu i dystansu do spraw bieżących. Podczas innego wieczoru, dopatruję się w tym wzorze widoku uroczej, cartoonowej kałamarnicy. Nie zapominam też o pyłowym otoczeniu Messiera 35. Wyłapuję flankujące gromadę od zachodu przepylenia mogące być peryferiami TMC-1, najbliższego nam dużego obłoku molekularnego. Udaje mi się też wyzerkać południowe rubieża sporej mgławicy LDN 1560, przesłaniające Drogę Mleczną tuż na wschód od M35. Owa ciemnotka jest częścią potężnej wstęgi pyłowej ciągnącej się na przestrzeni dobrych 10° - od M37 po IC443. Cała smuga jest najłatwiejsza do wyłapania w lornetkach szerokokątnych, a więc bardzo przydają się goszczące u mnie 7x50 i fenomenalna 8x42. Innego śladu tego regionu gwiazdotwórczego, przecinającego okolice stopy Kastora (a więc LDN-ów 1564-65-66, leżących w bezpośrednim sąsiedztwie Cr89 czy mgławicy IC 443), dostrzec się nie udało. ... Chwilę potem - a może miesiąc później? - przeskakuję do pozostałych gromad w konstelacji. Pierwszą w kolejce (z lenistwa pewnie) jest NGC 2420, której położenie jest łatwe do zapamiętania i nie wymaga posiłkowania się atlasem. Klaster jest ujęty między dwiema parami niezbyt wybitnych słońc (w 22x85 są one oczywiste, ale w 10x50 wyraźnie widzę tylko dwie gwiazdy, trzecią ledwo, a czwartą - z najwyższym trudem), przez co przypomina nieco miniaturkę Róży Karoliny. Tereska wydobywa najlepszy widok obiektu tej nocy - zresztą, tę gromadę zapamiętałem jako idealny cel dla dużych lornet. Powiększenie 20-krotne zdaje się tu być przyzwoitym minimum, a 30-krotne i większe są mile widziane. 22x85 pokazuje mglistą, choć i lekko ziarnistą zbitkę. Gromada nie powala jasnością, ale jest wystarczająco wyraźna, by prezentować się naprawdę pięknie. NGC 2420 (źródło: Aladin) Przeskakuję dobre 9° na północny zachód, do NGC 2331. Ten klaster, choć spory kątowo, składa się z bardzo słabych gwiazd. W 22x85 pokazuje się ich więcej, jednak wolę widok z 10x50, która nieco wyraźniej wycina gromadę z dość ubogiego w gwiazdy tła. Cóż, nie zawsze spory kątowo obiekt będzie efektowny i wyrazisty. Kompletnie inna okazuje się za to leżąca kolejne 5° na zachód NGC 2266. Pod tym bardzo niepozornie wyglądającym, żółtym kółeczkiem na mapie kryje się jeden z piękniejszych klejnotów Bliźniąt. Gromadka wizualnie styka się swoim południowym krańcem z 9-magową gwiazdą, tworząc uroczy, kometopodobny widok. Od gwiazdy-jądra blask rozszerza się wachlarzem ku górze, a jedna czy dwie gwiazdy w obrębie pojaśnienia sugerują momentami ziarnistość gromady (w 22x85). 10x50 pokazuje NGC 2266 jako jednorodną, trójkątną mgiełkę (obiekt, choć mały i nieprzesadnie jasny - 9,5mag - nie sprawia większych trudności małej lornetce). Obok cudowności przy stopie Kastora, widok tej gromady jest jednym z najpiękniejszych podczas tej sesji. NGC 2266 (źródło: Aladin) Nieco z kronikarskiego obowiązku, łapię, lub raczej - walczę dłuższą chwilę z NGC 2304. Gdyby ująć jej nielornetkowe piękno w dwóch słowach, byłyby nimi “diabelstwo” i “paskuda”. Małe to, niewyraźne, zmuszające obserwatora do bardzo uważnego zerkania. Czy ta gromada nie wie, że miałem ciężki dzień w pracy? Zdecydowanie łatwiejsza jest NGC 2395, która powinna chyba mieć przydomek “Nagroda pocieszenia” (i ma to zdecydowanie związek z pobliskim Abellem 21). Jak na nagrodę pocieszenia przystało, nie wpada w oko od razu (choć wyraźna) i niespecjalnie chce się do niej wracać. Pobliskiej NGC 2355 nie łapię - nie przez sklerozę, a błędne wzięcie węzełka gwiazd za ową gromadę. Obiekt ląduje więc na liście “do pilnego wyłapania”. ... Znów jest koniec lutego, a ja, zamknąwszy temat młodzieńczych gromad, przeskakuję na drugi biegun cyklu życia gwiazd - do mgławic planetarnych. Zaczynam od Eskimosa (NGC 2392), na którego nalot jest stosunkowo prosty: od jasnego Wasata (δ Geminorum), przez charakterystyczny łuk gwiazd przeskakuję do parki gwiazd, z których tylko jedna jeszcze żyje. W 22x85, NGC 2392 jest przewyraźna - pięknie widać jej bladoniebieski, niegwiazdowy kolor, a zerkaniem mgławica zdaje się nienaturalnie pęcznieć. Zdradza wszelkie cechy lornetkowej planetarki - zanika przy patrzeniu na wprost (mówiąc inaczej: mruga), pokazuje wyraźne rozmiary kątowe (już w powiększeniu 10-krotnym jest “rozmytą gwiazdką”) i kolor niepodobny do barw okolicznych gwiazd. Nie mam problemu z wyłapaniem słabej (10,5mag) gwiazdy centralnej. I znów gapię się jak nienormalny na zwykły, zdawałoby się, puchaty punkt na niebie, ba - nawet nie odczuwam niedosytu z powodu braku jakiegokolwiek detalu. Wystarczy piękny, szeroki kadr (cóż za marnotrawstwo - trzy stopnie pola dla obiektu o rozmiarze 45 sekund kątowych!). Pozostałe dwie planetarki są prawdziwym skaraniem boskim (ang: pain in the ass). Próbuję sił z Abellem 21 - pamiętam, że w 16x70 był trudnym obiektem, ale jednak potwierdzonym. Uważny star-hopping szybko przyprowadza mnie na właściwe miejsce, ale poza kilkoma zwidami, nie wyzerkuję niczego, co pozwoli mi powiedzieć, że widziałem Dwudziestkę-Jedynkę tej nocy. Umyka mi dobre dziesięć minut okna pogodowego, ale przynajmniej mam poczucie, że zrobiłem, co mogłem. Miesiąc później, podczas jednej z marcowych nocy jest niewiele lepiej - 22x85, wsparta parą filtrów UHC-E, pokazuje cholernie ulotne pojaśnienie widoczne przez 10% czasu, raz nawet miga mi niewielki łuk (we właściwej orientacji). Niemniej - całość bez satysfakcji. Po wyjęciu filtrów, widzę więcej gwiazd w kadrze, ale ani śladu pojaśnień. Gdzie ta nagroda pocieszenia? No tak, w kadrze, z prawej u góry... Chwilę po nierównej walce z Abellem, jedyne lutowe okno pogodowe się zamyka. Nie szkodzi, i tak nie miałbym już sił na zmagania z NGC 2371-2. Wystarczy mi wspomnienie z Odernego. Gdyby jednak ktoś pytał - tak, jest ona do wyłapania w 22x85, ale trzeba się zaopatrzyć w dobre mapki albo mieć pod ręką towarzysza-obserwatora z kilku(nasto)calowym teleskopem. Bliźnięta pod koniec sesji (źródło: Photopic Sky Survey + bazgroły własne) Odrywam się od lornet. Niebo w ciągu paru minut pokrywają smugi i kłęby chmur średniego piętra, a przebijające się przez nie konstelacje wyglądają szczególnie malowniczo. Lew wyszedł w końcu znad lasu, Niedźwiedzica wisi dokładnie w zenicie, a Byk chyli rogi coraz bardziej ku dołowi. Oddycham powoli, nie odrywając wzroku od świetlnych punkcików nad głową. Przykładam jeszcze na chwilę Fujinona do oczu. Ostatnią lukę w chmurach wykorzystuję na zerknięcie na Messiera 35 wraz z NGC 2158 i Collinderem 89. Mówiłem już, że to ładuje baterie? ----------------------- * TS Marine 22x85 ** jasność obserwowana M35 to 5,3mag , zaś w przypadku NGC 2158 - 8,6mag. Podane przybliżone wyliczenie uwzględnia też różnice w ekstynkcji międzygwiazdowej.
  13. Podczas tej wędrówki nasze spojrzenie będzie się oddalać od płaszczyzny dysku Drogi Mlecznej i równika galaktycznego w kierunku północnego bieguna galaktyki. Przejdziemy z obszaru, w którym widać wiele gromad otwartych, pojedynczych gwiazd i mgławic, w stronę odsłoniętych głębin wszechświata. Stopniowo coraz mniej będzie obiektów z naszej galaktyki a coraz więcej innych „wysp wszechświata”, jak kiedyś określano galaktyki. Zobaczymy także wiele kolorowych gwiazd, często w parach o kontrastowych odcieniach lub wewnątrz barwnych asteryzmów. Niebo wiosenne z obiektami Caldwella Źródło:http://astropixels.com/caldwell/spring.html Za Bliźniętami i Jednorożcem pełzną dwa wodne stwory. Zwarty, niemal kwadratowy Rak znajduje się na południowy wschód od mitycznych braci bliźniaków – jasnych gwiazd Kastora i Polluksa. Podłużna Hydra ma głowę leżącą jeszcze niżej na południu, pod Rakiem, a rozciąga się daleko na południowy wschód pod Lwem i Panną. W gwiazdozbiorze Raka znajduje się wymarzony obiekt do obserwacji przez każdą lornetkę. To gromada otwarta M44, znana jako Żłóbek (Praesepe) a u anglosasów jako Beehive (Ul). Pod wiejskim niebem zobaczymy M44 już gołym okiem, jednak bez rozdziału na poszczególne gwiazdy. Dopiero lornetka ukaże rozległą grupę gwiazd. Szukajmy jej przedłużając trzykrotnie odcinek łączący białego Kastora z pomarańczowym Polluksem na południowy wschód (w dół i w lewo). Ujrzymy gromadę gwiazd całkiem odmienną od innych. Na obszarze 1,5° średnia lornetka pozwoli zobaczyć nawet 70 gwiazd jaśniejszych niż 10mag. Są dość równomiernie rozłożone, mają zbliżoną jasność i wyraźnie „cieplejszą” barwę niż zimne, białe Plejady (M45). Wynika to z różnicy wieku obu gromad – Żłóbek jest dziesięć razy starszy od Plejad i liczy sobie 700 milionów lat. Część jego gwiazd zdążyła już przekształcić się w czerwone olbrzymy. M44 ma taki sam wiek i kierunek ruchu jak Hiady (Mel 25). Przypuszczalnie gromady te mają wspólne pochodzenie. Symetrycznie wokół Żłóbka rozmieszczone są 3 gwiazdy o jasności ok. 4-4,5mag. Dwie z nich, δ i η są czerwonymi olbrzymami typu widmowego K. Mieszczą się w polu widzenia każdej lornetki, gdyż leżą 2° od centrum M44 i 3° nawzajem od siebie. Najniżej, na południu, jest pomarańczowa gwiazda δ Cnc zwana Asellus Australis – Osioł Południowy. Powyżej gromady jest biały Osioł Północny (Asellus Borealis) – γ Cnc (typ widmowy A0 III). Pomarańczowa β Cnc nie ma nazwy własnej, chociaż ja bym ją nazwał Osłem Zachodnim. Na przedłużeniu linii łączącej Żłóbek z Osłem Południowym, 7° na południe, zobaczymy biało-pomarańczową parę α i 60 Cnc w odległości mniejszej niż 1° od siebie. Tuż obok 60 Cnc, 1° na zachód od niej leży gromada otwarta M67. Znacznie ustępuje Żłóbkowi wielkością i jasnością (ma ok. 7mag i 30’ średnicy), jednak w dużych lornetkach ukaże kilka najjaśniejszych gwiazd na tle świetlnej plamy. Przez teleskop można zobaczyć dziesiątki gęsto upakowanych gwiazd 9-12mag i poświatę setek słabszych. M67 jest jedną z najstarszych gromad otwartych. Jej wiek szacuje się obecnie na 4 miliardy lat, choć starsze źródła mówią nawet o 10 miliardach. Południowo-zachodnie „odnóże” Raka stanowi pomarańczowa gwiazda Altarf – β Cnc (3,50mag, typ widmowy K4 III). Mieści się w odległości 10° od M44 i tyleż samo od Procjona (α CMi), na wschód od niego. Jednak najbliżej od β Cnc jest do gwiazdozbioru Hydry. Głowa morskiego potwora rozmieszczona jest poniżej α i β Cnc na obszarze 3°x 5°. Znajdują się tam dwie gwiazdy o jasności ok. 3,5mag, trzy ok. 4,5mag i dodatkowe osiem powyżej 7mag. Razem tworzą owalny asteryzm najlepiej wyglądający w lornetce o niewielkim powiększeniu i szerokim polu widzenia, obejmującym wszystkie zgromadzone gwiazdy. Przez lornetkę o polu widzenia ponad 6° zauważymy jak głowa przechodzi na wschodnim skraju w szyję. Większość gwiazd tej grupy jest pomarańczowa lub czerwona, co dodaje urody widokowi. Jeśli powędrujemy na południowy wschód wzdłuż łańcucha tworzącego powyginane ciało Hydry, po 15° natrafimy na najjaśniejszą gwiazdę tego gwiazdozbioru – Alfard, α Hya. Jest ona jasna i wyraźnie pomarańczowa (1,99 mag, typ widmowy K3 III). Przy braku innych jasnych gwiazd w tej okolicy nieba wygląda bardzo intrygująco – wprost przyciąga wzrok, gdy wyłania się zza horyzontu poprzedzając Regulusa (α Leo). W poszukiwaniu kolorowych gwiazd przenieśmy się teraz na północ, ponad Raka i towarzyszącą mu od wschodu szyję Lwa. Jakieś 10° nad lwim karkiem i 20° nad Regulusem szukajmy dość jasnej (3,14mag i 3,82mag) pomarańczowo-białej pary gwiazd leżących 3° jedna nad drugą. Ta południowa, niższa, to najjaśniejsza gwiazda Rysia, α Lyn, czerwony olbrzym typu widmowego K6 III. Wyższa i nieco słabsza to 38 Lyn, typu A1 V. 10° na północny wschód od α Lyn a 15° pod „tylnym kołem” Wielkiego Wozu (Merak, β UMa) leży następna spektakularna, czerwono-biała para gwiazd odległych od siebie poniżej 2°. Należy do Wielkiej Niedźwiedzicy i stanowi stopę zachodniej z tylnych nóg zwierza. Dolna z pary, czyli południowa, intensywnie czerwona gwiazda nosi nazwę Tania Australis (μ UMa, 3,06mag, typ widmowy M0 III), zaś biała północna – Tania Borealis (λ UMa, 3,45mag, A1 V). Podobnie rozmieszczoną lecz pomarańczową parę znajdziemy pod „przednim kołem” Wielkiego Wozu (γ UMa, Phekda lub Phad) natomiast nieco ponad 10° nad „ledźwiami” Lwa (δ Leo, Zosma). Para ta jest tylną wschodnią „niedźwiedzią łapą”. Jej niższy, południowy składnik to Alula Australis (ξ UMa, 3,79mag, G0 V), zaś północny – Alula Borealis (3,49mag, K0 IV). Wymienione trzy pary zamykają między sobą niewielki gwiazdozbiór Małego Lwa. Znów znajdziemy w nim ciekawe, barwne asteryzmy. Charakterystyczny jest sierpowaty układ trzech pomarańczowych gwiazd znajdujący się 6° na zachód od Alula Borealis. Północna, najjaśniejsza z nich to 46 LMi – Praecipua (Główna lub Szczególna). Dwie pozostałe gwiazdy tego ciasnego (1°) asteryzmu należą do Wielkiej Niedźwiedzicy. Ciekawostką jest, że Praecipua nie nosi oznaczenia alfa Małego Lwa, choć gwiazda oznaczona jako beta występuje w tym gwiazdozbiorze. 6° na zachód od nich szukajmy trapezu z pięciu gwiazd (białej, pomarańczowej, kremowej, oraz ciasnej pary pomarańczowo-czerwonej) na powierzchni ok. 15’x20’. Intensywnie czerwona gwiazda to zmienna UU LMi typu widmowego M6 III, o niewielkiej amplitudzie zmienności (6,89-7,03mag). Na zachodnim skraju Małego Lwa, już w pobliżu Rysia – 3° na wschód od pary α i 38 Lyn – znów jest ciekawy asteryzm. To rozciągnięty na 3° łańcuch dziesięciu nierównomiernie rozłożonych gwiazd 5 do 7,5mag z których tylko jedna jest czysto biała a pozostałe pomarańczowe lub żółtawe. Tuż poniżej jest skraj gwiazdozbioru Lwa. Jego najłatwiej rozpoznawalny fragment to tzw. Sierp Lwa, rozpoczynający się najjaśniejszą gwiazdą α Leo – Regulus w południowej części (rękojeść Sierpa) i rozciągający na 15° w górę (na północ), gdzie tworzy charakterystyczny, głęboki półksiężyc. Regulus, niebieski podolbrzym o jasności 1,36mag, typu widmowego B8 IVn, leży niemal idealnie na ekliptyce. Dzięki temu często zdarzają się jego spektakularne zbliżenia (koniunkcje) z Księżycem i planetami wędrującymi wzdłuż ekliptyki. Z Regulusem pięknie kontrastuje barwą Algieba (γ Leo), podwójny układ pomarańczowych gwiazd typu widmowego K i G oddalonych od siebie tylko o 4,3”, posiadających łączną jasność 2,01mag. Algiebie towarzyszy w odległości 20’ kremowa 40 Leo (4,78mag, F6 IV). Leżąca 3,5° na północ Adhafera (ζ Leo, 3,43mag, F0 IIa) też nie jest samotna. Ma dwie towarzyszki ok. 6mag i trzecią 7,5mag w odległości do 0,5°. Wszystkie są żółtawe, typów widmowych F lub G. Zagięty na południowy zachód szpic sierpa stanowi ε Leo (Asad Australis). 3° na zachód od niego jest pomarańczowa λ Leo (4,32mag, K4,5 III). Pomimo stosunkowo niewielkiej jasności posiada nazwę własną Alterf. W zarysie sylwetki Lwa stanowi jego dolną szczękę lub bródkę. Warto ją rozpoznać, gdyż 1,5° na południe od niej znajduję się galaktyka NGC 2903. Jest to jeden z najjaśniejszych obiektów pominiętych przez Messiera w jego katalogu. Dzięki korzystnemu położeniu na nieboskłonie, jasności (9,0mag) i rozmiarom (12’x5,6’), dość łatwo jest dostrzec go przez lornetkę. Galaktykę widać jako owalną plamkę rozciągniętą w pionie. Pod wiejskim niebem zobaczenie jej przez lornetkę 10x50 mm nie powinno stanowić problemu. Przyjrzyjmy się teraz korpusowi Lwa rozciągniętemu 20° na wschód od Sierpa. Około 15° od Algieby (γ Leo) znajdziemy białą Zosmę (δ Leo, 2,56mag, typ widmowy A4 V), z pomarańczową 72 Leo 3° ponad nią. 5° poniżej czyli na południe od Zosmy widać θ Leo – Chertan lub Chort (3,33mag, A2 V). Pod tą białą gwiazdą rozciąga się na południe układ słabszych gwiazd stanowiących tylną łapę Lwa. Natomiast 5° na wschód od θ Leo odnajdziemy lwi ogon a właściwie jego nasadę – β Leo czyli Denebolę (2,14mag, A3 V), w parze ze słabszą (ok. 6mag) gwiazdą 20’ poniżej. Denebola jest ważnym punktem orientacyjnym dla obfitych w galaktyki obszarów gwiazdozbioru Panny i Warkocza Bereniki. Gromadę Melotte 111 stanowiącą rdzeń Warkocza można zresztą traktować jako kitę na lwim ogonie. Jednak drogowskazem do najciekawszego układu galaktyk w samym Lwie jest Chertan, θ Leo, czyli lwie podbrzusze. 2° poniżej niego, wokół gwiazdy ok. 7mag stanowiącej lewy dolny (południowy) narożnik małego prostokątnego trójkąta gwiezdnego znajduje się Tryplet Lwa – sławny układ 3 jasnych galaktyk. Dwie z nich noszą w katalogu Messiera numery 65 i 66, trzecia to NGC 3628. Najjaśniejsza i najłatwiejsza do zauważenia jest M66 (jasność 9mag, rozmiary 8,7’x4,4’). Znajdziemy ją niecałe 0,5° na południowy wschód (poniżej i w lewo) od wspomnianej centralnej gwiazdy. Pod wiejskim niebem dostrzeżenie jej nie stanowi specjalnej trudności. Po prawo od niej a bezpośrednio pod gwiazdką-drogowskazem jest nieco słabsza i bardziej wydłużona M65 (9,3mag, 10’x3,3’). Widywałem ją przez lornetkę 12x50. Prawdziwym wyzwaniem dla lornetkowego obserwatora jest NGC 3628 znajdująca się 0,5° powyżej. Tworzy ona z towarzyszkami trójkąt prostokątny na powierzchni nie większej niż tarcza Księżyca. Jest jeszcze słabsza i bardzo wydłużona (9,5mag, 15’x4’). Podane przeze mnie rozmiary są większe niż najjaśniejsze, środkowe części galaktyk widoczne w lornetce. Naprowadzajmy lornetkę wielokrotnie na podejrzany obszar starając się dostrzec niemal poziomą smużkę światła ponad i po lewo (północny wschód) od wiodącej gwiazdy. Dostrzeżenie tej galaktyki w lornetce 70 mm lub mniejszej wymaga naprawdę dobrych warunków – ciemnego miejsca z dala od miast oraz bardzo czystego nieba a także sporo cierpliwości. Jest jednak możliwe, o czym sam się przekonałem kilkakrotnie. Jeśli nie uda się jej zobaczyć – spróbujmy przy następnej okazji. Dostrzeżenie galaktyk odległych o 35 milionów lat świetlnych warte jest takiego wysiłku. We Lwie znajduję się jeszcze jeden układ jasnych galaktyk, nazywany niekiedy drugim trypletem: M95, M96 i M105. Jest nieco trudniejszy do odnalezienia, jednak jego dwie składowe galaktyki, choć kątowo mniejsze, mają jasność wystarczającą do zauważenia przez średnią lornetkę. Zaobserwowanie trzeciej wymaga dużej lornety. Punktem orientacyjnym dla układu jest pomarańczowa gwiazda 52 Leo (5,49mag, K0 III). Znajduje się ona w ¾ odległości pomiędzy Regulusem a θ Leo, czyli ok. 10° na wschód od Regulusa. Gdy namierzymy 52 Leo, wypatrzmy łańcuszek 4 słabszych gwiazd ciągnący się 1,5° w dół (na południe). 20’ po lewo od jego ostatniej gwiazdy jest niemal okrągła plamka galaktyki M105 (9,3mag, 5’x4’). Niecały stopień pod nią można wypatrzyć podobnie wyglądającą M96. Pół stopnia na zachód leży słabsza i kątowo nieco mniejsza galaktyka M95 (9,7mag). To już nie są żarty, dostrzeżenie jej i odróżnienie od słabej gwiazdy wymaga nie tylko sporej lornetki lecz także powiększenia ok. 15x. W otoczeniu M105 znajduje się szereg słabszych galaktyk będących w zasięgu lornet 100 mm i oczywiście średnich teleskopów. Cała grupa jest w odległości 38 milionów lat świetlnych od Ziemi. Wróćmy w to miejsce, gdy nabierzemy doświadczenia i będziemy dysponować większym sprzętem. Zdobyta orientacja na niebie pomoże nam wtedy sięgnąć po jeszcze odleglejsze „wyspy wszechświata”.
  14. Nie doceniamy Księżyca. Wydaje nam się pospolity, łatwo dostępny, nieciekawy. Wyobrażamy sobie, że tylko duży teleskop ukaże na nim interesujące szczegóły. Wystarczy jednak o zmierzchu wystawić lornetkę ze statywem na balkon lub podwórko by nagle zmienić zdanie. Zamiast świecącej tarczki widzimy pomarańczowy sierp lub kulę z plamami mórz i kraterów. Lornetka o powiększeniu 7-10x pokaże Księżyc wraz z otoczeniem w szerokim polu widzenia. Przy lekko zachmurzonym niebie widać jak bliskie, ziemskie obłoki przepływają przed odległym ciałem niebieskim zawieszonym w przestrzeni. Czasem tworzy się wokół niego tęczowo opalizujący wieniec. Czerwona barwa wschodzącej tarczy zmienia się stopniowo w żółtą, potem sinawo białą, taką „księżycową”. Powiększenie 12x ukazuje już nie tylko największe kratery, lecz sporo innych szczegółów. Wyłaniają się i rosną łańcuchy górskie. Przy powiększeniu 15x można poszukać trudniejszych obiektów. Powiększenie 20x wywoła okrzyk zachwytu u każdego patrzącego po raz pierwszy. Wielki glob usiany misami kraterów, graniami gór i płaszczyznami mórz wisi nad naszą głową a my nawet o tym nie wiedzieliśmy. Teminator – granica między częścią oświetloną a zacienioną wędruje poprzez tarczę. Dzięki bocznemu oświetleniu i cieniom rzucanym przez wzniesienia, teren w jego pobliżu jest najciekawszy do obserwacji. W kolejne wieczory w pobliżu terminatora pojawiają się nowe szczegóły a te obserwowane poprzednio spłaszczają się i znikają. Niekiedy poza terminatorem daje się dostrzec zarys zacienionej części tarczy. To światło popielate pochodzące od Ziemi. Czasem na popielatej części tarczy da się wypatrzyć zarysy mórz lub kraterów. Linia terminatora jest piłkowana. Nawet już poza nią świecą wierzchołki gór i skarpy kraterów. Na samych krańcach sierpa przybierają one postać łańcuszka świateł na czarnym tle. W okolicach pełni rzeźba terenu księżycowego ulega spłaszczeniu. Teraz główną rolę odgrywają barwy i odcienie powierzchni. Widać ciemne plamy mórz i jasne kratery z okalającymi układami promieni. Barwy wschodzącej tarczy są szczególnie wyraźne i szybko ewoluują w miarę wspinania się na nieboskłon. Pełnia jest okresem raczej wrażeń estetycznych niż obserwacji obiektów. W obserwacjach Księżyca potrzebna będzie czytelna mapa. Bardzo pomocne są także zestawienia obiektów widocznych w poszczególne noce cyklu księżycowego. Jakie obiekty zdołamy wypatrzyć, zależy od powiększenia lornetki, doświadczenia i cierpliwości obserwatora. Apertura sprzętu odgrywa mniejszą rolę, światła jest aż za dużo. Dobrze jest obserwować o zmierzchu lub o świcie, gdy kontrast jasności nie jest zbyt wielki i blask nie razi w oczy. Obserwacje w dzień są mniej skuteczne, bo rzeźba powierzchni jest zatarta i widać mało szczegółów. Jednak białawy, zwiewny obraz ma specyficzny urok i warto na niego od czasu do czasu popatrzeć na różnej wysokości nad horyzontem i w różne dni cyklu. Warto też próbować wychwycić podążający za zachodzącym Słońcem wąziutki rąbek sierpa w pierwszym i drugim dniu po nowiu. W późniejszych dniach najłatwiej rozpoznawać morza księżycowe. Trzeba je umieć nazwać, bo względem nich umiejscawia się mniejsze obiekty. Już wtedy pojawiają się pierwsze wyzwania – wychwycenie mórz znajdujących się na skraju tarczy, jak Morze Skrajne (Mare Marginis), M. Smytha (M. Smythii) czy M. Wschodnie (M. Orientale). Zatoki mórz bywają łatwe do rozpoznania, jak Zatoka Tęczy (Sinus Iridum). Inne jednak są mniej znane, niewielkie i możliwe do zauważenia tylko w pojedyncze dni cyklu, jak Z. Miłości (S. Amoris) czy Z. Sukcesu (S. Successus). Na pozornie gładkiej powierzchni księżycowych mórz da się wypatrzyć dość subtelne linie. Na początku II kwadry, gdy warunki oświetleniowe są najkorzystniejsze, na obszarze Morza Jasności (M. Serenitatis) delikatnie rysuje się Wężowy Grzbiet (Serpentine Ridge). To system skarp ułożonych na kształt niedoskonałej sinusoidy, Istnieją także nizinne obszary zwane jeziorami i bagnami, wszystkie w zasięgu średnich lornetek a jednak rzadko obserwowane. Warto je odnaleźć na mapie a potem poszukiwać podczas obserwacji. Tylko pozornie jest to takie proste. Największe wrażenie w lornetowym obrazie Księżyca robią jednak wielkie łańcuchy górskie. Gdy terminator je przekracza, widać piłę poszarpanych grani i szczyty rzucające długie cienia na przyległy teren. Wierzchołki poza terminatorem chwytają blask słoneczny i świecą zawieszone w ciemności. Nie wszystkie góry mają postać łańcuchów. Karpaty leżące na północny zachód od centralnego krateru Kopernik są widoczne jako masyw górski. Góry Teneryfa (Montes Teneriffe) to zbiorowisko szczytów wyrastających z dna na północy M. Deszczow (M. Imbrium). Bardziej na południowy wschód można wypatrzyć pojedyncze góry Pico i Piton. Między bardzo jasnym kraterem Arystach i towarzyszącym mu ciemnym Herodotem widać potężny wał wraz z enigmatyczną, zagiętą Doliną Schroetera. Doliny księżycowe są rzadkimi i niełatwymi obiektami. Oprócz wspomnianej powyżej Dol. Schroetera (Vallis Schröteri) poszukajmy po przeciwnej, południowo wschodniej stronie tarczy innej wielkiej doliny – Rheita. W rzeczywistości jest to łańcuch zlewających się kraterów. Trudniejszą doliną jest Dol. Alpejska (V. Alpes), wymagająca powiększenia przynajmniej 15x. Jej idealnie prosta kreska przecina poprzecznie łańcuch Alp niedaleko krateru Platon. To właśnie kratery są najliczniejszymi i najbardziej charakterystycznymi obiektami księżycowymi. Pochodzą z różnych okresów i znacznie różnią się od siebie. Te stare, często zatarte i zauważalne tylko w określone dni są też największymi. Tak naprawdę to księżycowe morza z otaczającymi górami też są zalanymi lawą superkraterami powstałymi w wyniku najstarszych gigantycznych katastrof. Popatrzmy na M. Wilgoci (M. Humorum) – okrągłe, z zachowanymi fragmentami skarp na obwodzie. Także półkolista Zatoka Tęczy z Górami Jura to przecież połówka gigantycznego krateru. Inne naprawdę wielkie kratery znajdziemy na obwodzie tarczy, zarówno na południowym zachodzie (Humboldt i Petavius) jak i wschodzie (Bailly i Schickard). Szukajmy ich wieczorem na początku pierwszej i pod koniec drugiej kwadry. Bardziej znane olbrzymy na południu, Clavius i Maginus, są od nich dwa razy mniejsze. Niektóre kratery mają podobnie jak morza ciemne, gładkie dno wylane lawą. Pokazowym przykładem jest Platon na samym północnym skraju Morza Deszczów. Jednak w większości kraterów dno nie było zalane lawą i w wielu zachowało się centralne wzniesienie – góra a niekiedy masyw złożony z kilku wierzchołków. Przy odpowiednim oświetleniu w pobliżu terminatora utwory te widać przez lornetkę w młodych dużych kraterach jak Kopernik, Tycho czy Theophillus. Niekiedy, gdy duży krater jest przecięty terminatorem, świecący wierzchołek i sierp krawędzi wiszą już poza oświetloną resztą tarczy. Większe lornetki pokażą, że wewnętrzne ściany kraterów nie są gładkie, lecz widać na nich karby tarasów. I wreszcie to, co intryguje najbardziej. W okolicach pełni widać biegun południowy Księżyca z siecią południków. Przynajmniej tak dla mnie wygląda krater Tycho ze swoimi promieniami obejmującymi pół tarczy. Znacznie krótsze promienie Kopernika i Keplera widać jako, zwężające się ku końcom wypustki, co przypomina ośmiornicę rozciągniętą na piasku lub mikroskopowe zdjęcie komórki nerwowej. Niezbyt duży krater Proclus na skraju Morza Przesileń widać przez wiele dni cyklu jako trójramienną gwiazdę. Z białego Arystacha wyrasta ku południowemu zachodowi pojedyncza biała linia promienia. Spośród wielkich uskoków księżycowego gruntu, średnie i duże lornetki ukażą Prostą Ścianę (Rupes Recta). Jeśli wyczekamy na odpowiedni dzień, zobaczymy linię oddzielającą powierzchnię jaśniejszą od ciemniejszej między niewielkimi kraterami Thebit i Birt na wschodnim skraju Morza Chmur (M. Nubium). Obiekt ten raz rozpoznany staje się łatwy do znalezienia, jednak pierwszy raz może nastręczać nieco trudności. Najbardziej chyba egzotyczny obiekt na Księżycu, Reiner Gamma, jest łatwy do znalezienia. Ta jasna plama leży na przedłużeniu linii Kopernik-Kepler, za niewielkim kraterem Reiner. Nie jest to ani krater ani inna formacja wypukła czy wklęsła. Od otoczenia różni się jasnością - zdolnością odbijania światła (albedo), dzięki czemu jest tak dobrze widoczna. Wykazuje ponadto wyraźne właściwości magnetyczne - wytwarza całkiem silne i rozległe pole, "rozganiające" wiatr słoneczny. Istnieją przypuszczenia, że obiekt ten, podobnie jak kilka zbliżonych, powstał w wyniku zaburzeń sejsmicznych wywołanych potężnym impaktem dokładnie po przeciwnej stronie księżycowego globu. W przypadku Reiner Gamma po przeciwnej stronie Księżyca znajduje się gigantyczny krater Ciołkowski. Gdy znajdziemy tę formację niedługo przed pełnią, pomyślmy, ile to jeszcze innych tajemniczych obiektów i krajobrazów godnych zobaczenia kryje ten nasz poczciwy satelita, często tak lekceważony a nawet przeklinany przez astroamatorów. A oto niedrogie, łatwo dostępne i godne polecenia „pomoce naukowe” do obserwacji naszego satelity: http://teleskopy.pl/product_info.php?products_id=2308&gclid=CNy05tyqk88CFWF5cgodX3kNvA https://sklep.pta.edu.pl/ksiazki/139-atlas-księżyca.html http://www.shopatsky.com/sky-and-telescope-field-map-of-the-moon Słowniczek łacińskich nazw formacji terenowych Dorsa - grzbiet Lactus – jezioro Mare – morze Mons (Montes) – góra (góry) Palus – bagno Rupes – ściana Rima – wąwóz, rów Sinus – zatoka Vallis - dolina
  15. Janko

    Sekrety sąsiadek

    Ogórków chcesz Waść? krzyknął, oto masz ogórki... Sezon ogórkowy w pełni. Oznacza to także brak nowych tematów na forum. Więc wzorem Księdza Robaka okładającego węzłowatym sznurem Hrabiego, który próbował zakraść się w celach - hm - obserwacyjnych do ogródka Zosi, ja także dokładam nadmiernie ciekawym: Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/Pan_Tadeusz?uselang=pl Obserwator z lornetką bywa posądzany o brzydki zwyczaj podglądania sąsiadek. Oszczercy mają trochę racji, chociaż zależy nam na odmiennych wdziękach, niż podpowiada ich bujna wyobraźnia. Jest coś takiego w naturze człowieka, że najbardziej pociągają go rzeczy trudno dostępne i tajemnicze. Dla astroamatora są to galaktyki – już nawet nie obce światy, lecz niemal wszechświaty a w każdym razie wyspy Wszechświata odległe o miliony lat świetlnych. Są tak daleko, że ludzkość nigdy ich nie osiągnie. Jednak wiedzę o nich można zdobywać dzięki informacjom, jakie niesie promieniowanie elektromagnetyczne a głównie światło. Czy lornetka jest wystarczającym instrumentem, by uszczknąć część sekretów, zebrać pradawne fotony nadlatujące z otchłani czasoprzestrzeni i przekształcić je w obraz? Może to wydawać się mało realne, ale spróbujmy. Zaczniemy oczywiście od sąsiadek. Wielka Galaktyka w Andromedzie (M31) znajduje się w odległości 2,52 miliona lat świetlnych. Ustalono to parę lat temu dzięki obserwacjom podwójnego układu zaćmieniowego gwiazd. Przedtem uważano, że odległość wynosi około 2,9 miliona lat świetlnych. Większość źródeł określa łączną jasność M31 na ok. 3,4 mag. Jednak starannie opracowana polska monografia w Wikipedii podaje wartość 4,36 mag, powołując się na Nasa/Impac-Extragalactic Database. Tak czy inaczej, M31 da się zobaczyć gołym okiem na wiejskim niebie. Ciekawe, co nam ukaże lornetka. Ukazać może całkiem sporo. Już z miasta, praktycznie przez każdą lornetkę zobaczymy mgliste, nieco owalne jądro galaktyki o średnicy kątowej ok. 0,5°. Jeśli dobrze osłonimy wzrok przed miejskimi światłami i pozwolimy mu przyzwyczaić się do ciemności, jądro urośnie i mamy szanse wypatrzyć ślady większej struktury na jego skrajach. Natomiast pod wiejskim niebem dobra lornetka ukaże oprócz jasnego jądra wielkości niemal 1° także słabsze obszary dysku galaktyki. Obraz może rozciągać się ukośnie nawet na ponad 3°. Zwróćmy uwagę na górny, północno-zachodni skraj dysku. Jest on wyraźniej odcięty od tła niż skraj dolny. To krawędź spiralnego ramienia galaktyki. Przez dużą lornetę i w dobrych warunkach obserwacyjnych możliwe jest wypatrzenie ponad ciemnym pasmem delikatnego pojaśnienia kolejnego ramienia spiralnego, bardziej oddalonego od jądra. Byłby to spory sukces obserwacyjny, dlatego warto próbować. Przecież każda noc jest inna a przejrzystość powietrza różnić się może bardzo znacznie. M31 w szkicu Krzysztofa Rajdy Żródło: http://astropolis.pl/topic/35198-szkicowy-katalog-messiera/ Łatwiej będzie dostrzec dwie eliptyczne galaktyki satelitarne. Nieco podłużnej plamki M110, czasem zaznaczanej na mapach nieba jako NGC 205 (jasność 8,1 mag, całkowite rozmiary kątowe 19’x12’), szukajmy 0,5° ponad jądrem M31. Galaktyka M32 (także 8,1 mag), położona przy dolnym, północnym skraju jądra, jest niemal okrągła i wyraźniejsza – ma większą jasność powierzchniową. Jest jednak mniejsza, ma wymiary 8’x6’ i przy powiększeniu 7-10x wymaga nieco wysiłku dla odróżnienia od słabej gwiazdy. Dysponując statywem lub innym sprzętem stabilizującym lornetkę z pewnością poradzimy sobie z tym, jeśli nie patrzeniem na wprost, to zerkaniem. Druga pod względem jasności i rozmiarów na nieboskłonie jest galaktyka M33 w gwiazdozbiorze Trójkąta. Tak jak M31 najłatwiej odszukać 7° ponad czerwoną gwiazdą Mirach (β And), na linii z białą μ And i tuż obok ν And, tak M33 znajdziemy w identycznej odległości lecz poniżej β And, 7° na południowy wschód od niej, zaś 4° na zachód od najjaśniejszej gwiazdy Trójkąta, białej α Tri (Metallah). Pomimo całkowitej jasności 5,7 mag galaktyka wcale nie jest taka łatwa do zobaczenia, chociaż pod naprawdę ciemnym niebem jest to jeszcze możliwe gołym okiem. Trudność wynika z dużej powierzchni obiektu, wyraźnie większej od tarczy Księżyca, oraz z braku wyodrębnionego jądra. Jasność powierzchniowa jest więc niewielka. Przez lornetkę można jednak zauważyć, że obraz rozciąga się nieco bardziej w pionie niż w poziomie. W ramionach spiralnych M33 występują wielkie obszary aktywności gwiazdotwórczej, w tym rozległe mgławice emisyjne. Dzięki temu w dużych lornetkach można doszukiwać się zarysu ramion. Może kiedyś zobaczymy je wyraźniej, gdy trafimy na wspaniałe miejsce obserwacyjne gdzieś w Bieszczadach czy na Mazurach i przydarzy się „noc cudów” z idealnie przejrzystym powietrzem. M33 także jest galaktyką z najbliższego kosmicznego sąsiedztwa – leży w odległości „zaledwie” 3 milionów lat świetlnych. Zbliża się do Galaktyki Andromedy, z którą łączy ją smuga wodoru. Zapewne galaktyki te już kiedyś mijały się w przestrzeni i nadal odbywają wspólny kosmiczny taniec. Z kolei M31 i Droga Mleczna wręcz spadają na siebie z prędkością 100 km/s. Jak się niedawno okazało, mają one zbliżoną masę, choć M31 zawiera więcej gwiazd (nawet bilion, czyli 10 do potęgi 12), zaś Droga Mleczna więcej ciemnej materii. M33 jest mniejsza i lżejsza, niejako zdominowana przez swe potężne towarzyszki, nie ma też galaktyk satelitarnych. M31 ma ich co najmniej 14, z których dwie wspomnieliśmy. Całe towarzystwo jest związane grawitacyjnie i nie rozbiega się wraz z ekspansją Wszechświata, tworząc niewielką gromadę galaktyk noszącą nazwę Grupy Lokalnej. Dotychczas poznano ponad pięćdziesiąt galaktyk, głównie karłowatych, wchodzących w jej skład. Gdy na początku XX wieku rozpoczęto spektroskopowe badanie światła galaktyk, czy jak wówczas mówiono – mgławic spiralnych, nasze najbliższe sąsiadki zacierały obraz rozbiegającego się Wszechświata. Amerykanin Vesto Slipher po raz pierwszy użył spektroskopii do pomiaru prędkości radialnej „mgławic spiralnych” i wykrył, że część z nich się oddala, w tym M104 (Sombrero), jednak niektóre zbliżają się do nas, np. M31. Dalszy ciąg tej historii związany jest z obserwatorium na Mount Wilson i budową teleskopów 60 cali (ważący 860 kg blank na zwierciadło zafundował synowi przemysłowiec William Hale) oraz 100 cali (głównym fundatorem był John D. Hooker), a przede wszystkim z siłą napędową tych przedsięwzięć, pomysłodawcą i dyrektorem obserwatorium, którym był George Ellery Hale. Transport lustra 100” Żródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Mount_Wilson_Observatory Jednym z pracowników został trzydziestoletni doktor z Chicago Edwin Hubble. Kontynuował on obserwacje odległych obiektów z użyciem największych ówczesnych teleskopów, prowadząc między innymi badania spektroskopowe. Szczególnie pomocna była w tym inna barwna postać – Milton Humason, człowiek bez wyższego wykształcenia, poganiacz mułów zatrudniony podczas budowy obserwatorium, później jego nocny dozorca, na koniec pracownik naukowy. Powszechnie lubiany, jedno zajęcie ponoć kontynuował cały czas – wytwarzał napój wyskokowy na potrzeby własne i kolegów. Nielegalna produkcja była całkiem bezpieczna, ponieważ w okolicznych lasach występowały kuguary (inaczej pumy). Obecność tych wielkich kotów skutecznie powstrzymywała stróżów prawa od nadgorliwości. Humason nazywał nawet swój wynalazek „panther juice”, czyli w wolnym tłumaczeniu „panterówka”. Nie gorszmy się, był to okres prohibicji a przesiadujący na odosobnionym szczycie górskim astronomowie musieli jakoś radzić sobie po godzinach pracy. Kuguar Żródło: http://animalwall.xyz/beautiful-big-cat-couguar-animals-puma-kuguar-gornyy-lev-koshka-7445-wallpapers/ Humason słynął z pracowitości i dokładności. Wyspecjalizował się w fotografii i rejestracji widm słabych obiektów. Sporządził 620 spektrogramów odległych galaktyk i określił ich prędkość radialną a ściślej przesunięcie światła ku czerwieni (poczerwienienie). Pozwoliło to Hubble’owi nie tylko potwierdzić przeczucia Sliphera co do natury „mgławic spiralnych”, lecz także postawić tezę o ekspansji Wszechświata. Trzeba było do tego fantazji oraz przebojowości sportowca i żołnierza – Hubble w młodości uprawiał boks i inne sporty a potem służył w wojsku podczas I Wojny Światowej. Samemu Albertowi Einsteinowi nie starczyło odwagi, chociaż równania jego ogólnej teorii względności wskazywały na ekspansję. Wielkie teleskopy na Mount Wilson sięgały oczywiście daleko poza Lokalną Grupę Galaktyk. Nasz skromny sprzęt też nie jest bez szans. Jeśli odnajdziemy na nieboskłonie Wielki Wóz i przedłużymy o drugie tyle, 10° na północny zachód linię łączącą gwiazdę γ UMa (Phecda) z α UMa (Dubhe), trafimy na „zagłębie galaktyczne” - grupę M81. Owalna tarcza głównej galaktyki w grupie (M81, Galaktyka Bodego) ma rozmiary 25’x10’ i jasność 6,9 mag. Część widoczna przez lornetkę jest zwarta, przypomina piłkę do rugby. Ramiona spiralne są jasne i ciasno zwinięte, powiększając obraz także jasnego jądra. Odległość do M81 szacowano na 11,8 miliona lat świetlnych. Jednak z badania gwiazdy supernowej, obserwowanej w 2003 r. wyliczono odległość mniejszą – 8,5 miliona lat świetlnych. Ocena odległości galaktyk jest obciążona znaczną niepewnością nawet w przypadku obiektów stosunkowo bliskich, nie mówiąc o tych naprawdę odległych. Ważnym krokiem w kierunku poprawienia pomiarów było niedawne (2013 r.) dokładne określenie odległości do Wielkiego Obłoku Magellana. W wyniku badań ośmiu gwiazd podwójnych zaćmieniowych określono tę odległość na 162 980 lat świetlnych, z dokładnością do 2%. Galaktyka M82, którą zobaczymy niecały stopień na północ, też jest dobrze widoczna przez większość lornetek. Ma wprawdzie mniejszą jasność (8,3 mag), jednak przy rozmiarach kątowych 9’x5’ jej jasność powierzchniowa jest znaczna. Ze względu na wydłużony kształt zwana jest Cygarem. Obserwujemy ją „z boku”, niemal w płaszczyźnie dysku. Określana jest jako galaktyka nieregularna, jednak niedawno wykryto w niej ślady zniekształconej struktury spiralnej. M81 i M82 oddziałują na siebie grawitacyjnie generując siły pływowe. Prowadzi to do zagęszczeń materii i wzmożonej aktywności gwiazdotwórczej oraz dużej jasności obu galaktyk wskutek obecności młodych gorących gwiazd. Także nieregularna budowa M82, dobrze widoczna na zdjęciach, jest skutkiem oddziaływania większej siostry. Najjaśniejszej parze towarzyszą słabsze galaktyki. Posiadacze dużych lornetek mogą próbować dostrzec NGC 3077 pół stopnia na wschód od M81. Dane na temat jej jasności różnią się znacznie - od 9,8 mag aż do 10,6 mag. Ta ostatnia wartość wydaje się jednak mało prawdopodobna, ponieważ galaktykę zobaczyć można przez lornetkę o średnicy obiektywów 70 mm. NGC 3077 ma wielkość kątową 5,5’x4,7’, jednak z powodu jasnego jądra może wydawać się mniejsza. Także jest zniekształcona przez siły pływowe sąsiadek. Z kolei NGC 2976 ma rozmiary 5’x2,8’ i nieznacznie mniejszą jasność całkowitą. Nie jest to zauważalne przy obserwacjach, galaktyka też daje się wyłowić przez lornetkę 15x70. Szukajmy niewielkiej plamki 1,5° na południowy zachód od Galaktyki Bodego. Kolejna galaktyka, NGC 2985, dostępna jedynie dla dużych lornet i trudna do odróżnienia od gwiazdy, znajduje się 3° ponad Galaktyką Bodego i 0,5° na wschód od ucha Wielkiej Niedźwiedzicy – białej gwiazdy 27 UMa o jasności 4,5 mag. Cała grupa M81 liczy przynajmniej 34 galaktyki i oddala się od Grupy Lokalnej, na co wskazują przesunięcia ku czerwieni w ich świetle i prędkości radialne względem centrum Drogi Mlecznej. Na peryferiach grupy M81 leży jeszcze jeden okazały obiekt. Tak jak poprzednio łaskotaliśmy Wielką Niedźwiedzicę za uszkiem, teraz odszukajmy jej nos – żółtawą gwiazdę o nazwie Muscida (ο UMa) i jasności ok. 3, 3 mag. Siedem stopni na północny zachód od Muscidy, w dość pustym obszarze znajdującym się już w gwiazdozbiorze Żyrafy znajdziemy grupę ośmiu gwiazd ok. 7 - 8 mag na powierzchni 1°x2°. Otoczona wianuszkiem gwiazd znajduje się tam galaktyka NGC 2403. Przez średnią lornetkę zobaczymy ją jako dość równomiernie świecącą owalną plamkę 10’x5’. Większy sprzęt ukaże obiekt o rozmiarach 20’x10’ a spory teleskop pozwoli nawet wyśledzić szczegóły struktury spiralnej. Także w gwiazdozbiorze Żyrafy mamy szanse znaleźć galaktykę IC 342, leżącą w podobnej odległości jak poprzednie, jednak należącą już do innej grupy. Edwin Hubble przypuszczał nawet, że jest ona naszą sąsiadką z Grupy Lokalnej, jednak obecnie zaliczana jest do grupy galaktyk określanych jako IC 342/Maffei. Szukajmy jej w zachodniej części gwiazdozbioru graniczącej z Kasjopeją, w połowie odległości między białą gwiazdą γ Cam i pomarańczową BE Cam, ok. 2,5° od każdej z nich. Galaktyka ma jasność widomą 9,1 mag i średnicę kątową ok. 20’. Przesłania ją gaz i pył galaktyczny, bo znajduje się na nieboskłonie blisko płaszczyzny dysku Drogo Mlecznej. Przez lornetkę 10x50 lub większą mamy jednak szanse dostrzec pod czystym, ciemnym niebem chociaż jej rdzeń a być może także kolisty zarys dysku. Lato nie jest dobrą porą na obserwacje kolejnej sąsiadki. Lepszy do tego byłby wrzesień lub październik. Poniżej kwadratu Pegaza widoczna będzie najjaśniejsza gwiazda w Wielorybie – β Cet czyli Deneb Kaitos a pod nią skraj gwiazdozbioru Rzeźbiarza. Trzy stopnie pod β Cet znajduje się trójkątny asteryzm na powierzchni jednego stopnia, 2° pod nim następny podobny trójkąt. Jeszcze 1° na południowy zachód (w dół i w prawo) świeci obiekt nie do przegapienia. To konkurentka Galaktyki Andromedy, czyli NGC 253, nazywana Galaktyką Rzeźbiarza lub Srebrną Monetą. Ze swą jasnością 7,1 mag, rozmiarami 22’x6’ lecz niskim dla nas położeniem na nieboskłonie jest równie ciekawa, co rzadko obserwowana. Widać ją nieźle nawet w lornetce 8x42. Lornetka 15x56 ukazuje ukośną, podłużną plamę, w dolnej, południowo-zachodniej części zwężoną przez pas pyłu. NGC 253 jest dominującą galaktyką w grupie galaktyk w Rzeźbiarzu. Do grupy tej należy także pobliska choć mniej okazała NGC 247. Różne źródła określają jej jasność na 9,2 do 9,9 mag. Przez większe lornetki można próbować dostrzec jej rdzeń 2° pod β Cet zaś 1° nad wspomnianymi trójkątami z gwiazd. Grupa w Rzeźbiarzu należy do najbliższych Drodze Mlecznej i wraz z grupami opisanymi poprzednio oraz Grupą Lokalną stanowiła kiedyś jedną większą gromadę galaktyk. Jak się okazuje, podglądanie sąsiadek może być zajęciem całkiem pouczającym. Ludzkość przekonała się o tym dopiero kilkadziesiąt lat temu. Jesteśmy w takiej szczęśliwej sytuacji, że już za kilkaset złotych możemy kupić sprzęt sięgający odległości milionów lat świetlnych. Jeśli trafi się pogodny wieczór, nie wahajmy się więc go użyć, by zobaczyć, jak wyglądały nasze piękne sąsiadki w czasach, gdy ludzi na Ziemi jeszcze nie było. Żródło: http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/ciekawostki,49/nocne-niebo-w-swietle-galaktyki-andromedy,158072,1,0.html
  16. Panasmaras

    Vulpecula cum Ansere

    Stary już jestem. Chęci nie te. Siły nie te. To skandal, żeby na sześć pogodnych nocy wykorzystać ledwie dwie, z czego jedną na macanie sprzętu. Ale powrót po białonocnej przerwie rządzi się w końcu swoimi prawami, parę pierwszych godzin trzeba przecież poświęcić na sprawdzenie, czy optyka wciąż przepuszcza światło, czy aby M39 nie przesunęła się trochę w bok, czy Plejady się nie rozpierzchły, czy Welon nie rozpłynął się ostatecznie w nicości... Sesja w nocy z 4/5 września była dość osobliwa - Księżyc zachodził po godzinie pierwszej, więc w zasadzie miałem do dyspozycji dwie godziny ciemnego nieba zanim Słońce miało zacząć dawać znać o swej obecności na wschodzie. W planach miałem Liska, a dokładniej kilka wyraźnych - przynajmniej na zdjęciach - ciemnych mgławic. Niestety, Lisek był już ledwie 40° nad horyzontem, więc można było zapomnieć o skutecznym łowieniu i identyfikowaniu ciemnotek. Kilka ciemniejszych obszarów bez wątpienia wypatrzyłem, ale poza tym niewielkim, choć w sumie dość ważnym rekonesansem, nic więcej nie ugrałem. Stwierdziłem natomiast, że mógłbym dla odmiany poszukać pojaśnień zamiast pociemnień. Uzbrojony w niepozorny zeszycik "Objects in the Heavens", zacząłem przeczesywanie gwiazdozbioru. Używałem głównie swojego Ultraska 15x70, głównie z potrzeby polepszenia zasięgu, gdyż - jak wspomniałem - Lisek był już niezbyt wysoko. Mapka części gwiazdozbioru Liska, na żółto zaznaczone obiekty wspomniane w relacji. Skoro przy okazji ciemnotek kręciłem się w okolicy Wieszaka (Cr 399), to i stamtąd zacząłem dalsze skakanie, w miarę upływu czasu kierując się na wschód. Warunki nie pozwalały na łapanie NGC 6802 przy wschodnim krańcu Cr 399, zresztą ta gromada padła już parę razy moim łupem, lecz w znacznie lepszych warunkach. W zasadzie miałem zacząć na spokojnie od duetu NGC 6820/6823, ale skoro kręciłem się przy alfie Vulpeculae, zadałem sobie niewielki trud, by wyzerkać kilka słońc uroczej NGC 6800, leżącej jakieś pół stopnia na północny zachód od gwiazdy. Gromada ta nie prezentowała się tak pięknie, jak potrafi, ale cieszyłem się, że w tych nie najlepszych warunkach cokolwiek raczyło wyskoczyć z tła. Natomiast pobliskiej gromadzie Stock 1 nie poświęciłem czasu praktycznie wcale - mam ten obiekt opatrzony, więc raczej był dla mnie jednym z drogowskazów w rekonesansie pyłowym niż celem na sesję. Przeskoczyłem więc parę stopni w lewo (na wschód), do gromady otwartej NGC 6823, leżącej na tle mgławicy NGC 6820. Kilka - kilkanaście gwiazd gromady nieśmiało wyszło z tła, mgławica w tych warunkach była chyba raczej złudzeniem (wspomagając się dwoma UltraBlockami coś niby wyszło, ale to nie jest to, co może być). Czasem zastanawiam się, czy gdyby tłem dla obu obiektów nie było tak bogate pole gwiazdowe, to czy ta parka nie byłaby znacznie chętniej odwiedzanym miejscem - w końcu jasna gromada z mgławica w tle zwykle generuje spory ruch. Kolejny mały skok na wschód i kolejny mały klejnocik - gromada otwarta NGC 6830. Mała, urocza, bardzo zwarta, o regularnym kształcie - i dość jasna. Jednak przez swoje położenie na bogatym w gwiazdy tle, można ją dość łatwo przeoczyć. Kolejny skok na wschód – i oczywiście w oko wpadły Hantle (M27) – obiekt, który cieszy oko w każdym powiększeniu (ostatnio najbardziej lubię go oglądać w 10-krotnym). Oczywiście ogryzkowaty kształt był wyraźny, nie mogłem też oprzeć się wrażeniu, że obiekt nie jest całkowicie szary, a ma delikatne zabarwienie niebieskawo-zielonkawe. Może to wyobraźnia dodawała ten kolorek (szczególnie w tych warunkach); miałem też wrażenie, że ów efekt jest ciut bardziej widoczny w lornetach o większej źrenicy wyjściowej. Niewielkie powiększenie w przypadku tego obiektu według mnie działa na jego korzyść – dzięki temu można łatwiej sobie wyobrazić, że w stosunkowo nieodległej przeszłości w tym miejscu była sobie zupełnie zwyczajna gwiazda. I tak samo oczyma wyobraźni czasem wodzę wzrokiem po okolicznych słońcach i zastanawiam się, które z nich odrzuci zewnętrzne fatałaszki jako kolejne, wzorem M27. Do tej pory atlas był w zasadzie zbędny. Ale przyszła kolej na parkę NGC 6882/6885, która miała być główną atrakcją wieczoru – w końcu ta całkiem jasna gromada jest jedną z tych, których do tej pory nie widziałem (choć coś mi świta, że na zlocie w Jodłowie w 2011 wyłapałem ją, podczas radosnego czesania lisiego futra). Polowaniu na tę parę obiektów towarzyszyła mała niepewność – czy w tych warunkach uda się dostrzec dwie gromady przyklejone do siebie i czy spora różnica w jasności obiektów pozwoli na oddzielne zidentyfikowanie obu gromad? Po podziwianiu Hantli w mniejszych powerach, przesiadłem się znów na dwururkę większego kalibru – kilka małych skoków i obiekty były w polu widzenia. Jaśniejsza z gromad (6885) od razu uderzyła po oczach. Grupa kilkunastu dość jasnych gwiazd, całkiem spora, z jedną wybijającą się (20 Vul). Gromada nie sprawia wrażenia tak jasnej, jak można się spodziewać po podawanej wartości - 6,0mag. Zdaje się, że 20 Vulpeculae zawyża znacząco jasność całości (lecz czegóż można spodziewać się po chytrym lisie, jeśli nie podstępu?). Niemniej, to skupisko gwiazd było bardzo łatwym i oczywistym celem, także w mniejszych lornetach trzymanych luzem w łapie. Natomiast okazało się, że NGC 6882 była również bardzo dobrze widoczna. Widać ją było jako małą (znacznie mniejszą od sąsiadki) grupkę kilku gwiazd o zbliżonej jasności, wklejoną w północno-zachodni kraniec większego klastra. Doczytałem, że nie jest do końca jasne, czy NGC 6882 jest częścią NGC 6885 czy też nie. W każdym razie, wizualnie nie miałem problemów z przypisaniem widocznych gwiazd do numeru katalogowego. W mniejszych lornetach widok nie był tak piękny jak w 15x70, ale również cieszył oczy. Mniejszy z klastrów nie dał się wyłapać od razu, ale po chwili jego obecność w 10x50 była ewidentna w postaci delikatnej, nie do końca jednorodnej mgiełki. Ostatnim nowym celem na liście była gromada otwarta Roslund 4. Wystartowałem od trójkąta gwiazd 18, 19 i 20 Vulpeculae. Właściwe namierzenie, która z okolicznych 5-magowych gwiazd jest tą, która wyznacza moją linię szukania gromady zajęło mi trochę czasu. Ostatecznie z pomocą przyszedł mi mały czworobok 7-8-magowych słońc leżący obok parki nieco jaśniejszych gwiazd, już chyba w gwiazdozbiorze Łabędzia. Upewniwszy się, że kadr jest właściwy, zacząłem zerkaniem szukać jakiegoś pojaśnienia. Po ledwie paru sekundach pojawiło się słabe maleństwo, jednolita plamka światła o rozmiarach około 4’. I nie wiem czemu, ale ten widok sprawił mi najwięcej chyba satysfakcji tej nocy. Chyba po prostu lubię takie ulotne duszki. Mniejszymi lornetami nie próbowałem niczego tam łapać, ale w dobrą noc ten obiekt z pewnością jest w zasięgu 10x50. Tradycyjnie też zerknąłem na przepiękną, kipiącą gwiazdami NGC 6940, którą chyba najłatwiej "odkryć" przy okazji szukania Veila. Jednak przy okazji tej sesji nie zatrzymałem się jakoś dłużej na tym widoku (jako, że go bardzo dobrze znam). Z pewnością przynajmniej tyle, co opisałem można wyciągnąć pod dobrym niebem przez 10x50 jeśli zaczniemy łapać Liska wyżej nad horyzontem. Nie mam wątpliwości, że wrócę do tego obszaru także pod lepszym niebem, żeby wycisnąć maksimum przy pomocy lornet, które mam – tylko czy znajdę w sobie chęć na łowienie pojaśnień, skoro tyle pięknych ciemnych chmur się tam kłębi? Autor zdjęcia: Loki. Źródło: http://astropolis.pl/topic/41900-vdb-126-wieszak-m27-ngc-6820-i-6823-i-czego-jeszcze-dusza-zapragnie/
  17. Panasmaras

    Czerwcowa impresja mazowiecka

    Jak to jest z tymi obserwacjami podczas białych nocy? Czy warto cisnąć ile się da, czy może jednak odpuścić wszystko? Nic nie musieć, nic nie planować i dać się porwać niebu, nie dbając o jakikolwiek plan, listę obiektów... i najzwyczajniej w świecie delektować się kosmosem. Po ostatniej relacji Janka nie mam wątpliwości, że to idealna taktyka na białe noce. Szczególnie łatwa do zrealizowania, jeśli masz przy oczach lornetkę, dwoje oczu naturalnie otwarte, głowę zwróconą w tym samym kierunku, gdzie leży obserwowany obiekt... Jak do tego dodać zestaw świetnych lornetek o tak bajecznej transmisji, że nie czuć i nie widać, że patrzysz przez ładnych parę warstw szkła, kosmos pochłania cię bez reszty. I czy nie o to właśnie chodzi? Zapraszam na Astronoce do pełnej lektury tej pięknej relacji - http://astronoce.pl/obserwacje.php?id=190
×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2018)