Skocz do zawartości

Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'obserwacje' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • Obserwujemy Wszechświat
    • Astronomia dla początkujących
    • Co obserwujemy?
    • Czym obserwujemy?
  • Utrwalamy Wszechświat
    • Astrofotografia
    • Astroszkice
  • Zaplecze sprzętowe
    • ATM
    • Sprzęt do foto
    • Testy i recenzje
    • Moje domowe obserwatorium
  • Astronomia teoretyczna i badanie kosmosu
    • Astronomia ogólna
    • Astriculus
    • Astronautyka
  • Astrospołeczność
    • Konkursy FA
    • Sprawy techniczne F.A.
    • Zloty astromiłośnicze
    • Astro-giełda
    • Serwisy i media partnerskie

Znajdź wyniki...

Znajdź wyniki które...


Data utworzenia

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Grupa podstawowa


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Zamieszkały


Interests


Miejsce zamieszkania

Znaleziono 53 wyników

  1. W tym miejscu piszemy o najbliższych spotkaniach w lokalizacji Folwark Sulejewo Spotykamy się zawsze naprzeciwko "kapliczki" (punkt oznaczony numerem 2 na mapie poglądowej na samym dole) Zapraszamy wszystkich chętnych Lokalizacja: 52°09'42.5"N 16°52'21.2"E 52.161800, 16.872541 Google Maps: https://goo.gl/maps/61sNUjAhucgJ9jmb8 Prognozy:https://pl.sat24.com/pl/pl/visualhttp://www.meteo.pl/um/php/meteorogram_id_um.php?ntype=0u&id=2675http://clearoutside.com/forecast/52.14/16.89 Kilka zdjęć miejscówki: Do zobaczenia! ps. znalazłem też takie info odnośnie "kapliczki", jako ciekawostka "Figura Krzyża Świętego mieści się w Sulejewie, w części zwanej Sulejewo Folwark, która znajduje się po lewej stronie drogi głównej Brodnica–Żabno. Pierwszym elementem obiektu jest dość wysoka kwadratowa baza z zamieszczoną w jej górnej części blendą przedstawiającą datę: „1945”. Na bazie tej oparty jest średniej wysokości filar zakończony gzymsem i połączoną z nim dwuschodkową głowicą. Całość wieńczy duży metalowy krucyfiks z ozdobnie zakończonymi ramionami. Data widniejącą na figurze prawdopodobnie wskazuje na rok jej powstania. Nie ustalono czy figura stała przed wojną. Pewne jest jednak, że w latach przedwojennych stał we wsi krzyż, który w czasie okupacji został zniszczony i nigdy nie postawiono go ponownie. Być może właśnie ta figura zastąpiła poprzednią Bożą Mękę."
  2. Jeszcze w marcu przeszła mi przez głowę myśl, że kurczę, dawno żadnej relacji nie pisałam. Może i ostatnia miała 17 stron, ale to było w sierpniu… A nawet wrześniu. A teraz siedzę w domu, więc niebo o jakości 4 w skali Bortle’a mam każdej nocy – not great, not terrible. I niby trzeba się uczyć, ale wstawać za wcześnie nie muszę, bo tak szczęśliwie się złożyło, że większość zajęć wypada w godzinach późniejszych niż 12 w południe. No i nawet już trochę obserwowałam, więc jest co opisywać. Nooo, tyle, że trzeba jeszcze to ubrać w słowa, a ponieważ nie wiadomo ile będziemy wszyscy siedzieć w zamknięciu, na końcu może się okazać, że pobiję swój poprzedni rekord długości teksu. A potem przypomniał mi się świetny opis Damiana P. Po północy i jego genialna formuła. Nie no, aż tak streścić się chyba nie potrafię, za bardzo lubię gadanie i zdania po kilka linijek, ale to jest jakaś myśl, żeby nie upychać na siłę wszystkich obiektów. Może coś z tego będzie. A potem przyszedł maj, a ja po namalowaniu kolejnego obrazu, zrobieniu jakiegoś zadania i braku chęci na kolejne, przypomniałam sobie, że chyba nie wpisałam wszystkiego w notatki obserwacyjne. I tak mi się jakoś przypomniało… *W tym miejscu możecie podziękować Orange i beznadziejnemu internetowi u Filipa w domu, gdyż gdyby ten jakkolwiek działał, grałabym właśnie z nim w Minecrafta, a nie pisała wstęp do relacji.* (audycja zawierała lokowanie produktu) (Drobna uwaga co do numeracji – 11/12 marca 2020 r. była pierwszą nocą po zamknięciu AGH i jednocześnie moją pierwszą spędzoną w domu) 13/14 marca 2020 r. – noc trzecia Lorneta została zniesiona z mojej szafy do pokoju gościnnego. Wieczorem chwilę zerknęłam z kuchni przez okno, widziałam Duch Jowisz, nie jestem pewna czy wyzerkałam NGC 3115. Pokazałam trochę gwiazd siostrze, podobały jej się, mimo że nie oglądała żadnego konkretnego obiektu. 14/15 marca 2020 r. – noc czwarta Odsłaniając okno, w pierwszej chwili ujrzałam błysk. To chyba nie Iridium, może jakiś meteor stacjonarny. Jest około godziny dwudziestej pierwszej. Od alergii spuchły mi oczy, a mama przyszła właśnie do mojego ciepłego, domowego stanowiska obserwacyjnego, czyli kuchni, i zaświeciła światło. Super. Trochę jej pojęczałam. Poszła. Nie zdążyłam jeszcze całkiem przystosować wzroku do ciemności po tym niespodziewanym incydencie, gdy przyszła znowu. A potem jeszcze tata. Idę na pole. Swoją drogą to pierwsze konkretniejsze obserwacje w tym roku kalendarzowym (sic!). Pierwsze jakiekolwiek były wczoraj… Wybornie. Te dzisiejsze, nie licząc zaokiennej rozgrzewki w postaci Tripletu Lwa, rozpoczęły się od porażki w postaci NGC 3596, na szczęście jednak kolejne galaktyki - NGC 3593, 3640 i 3521 okazały się łatwiejsze do odnalezienia. Szczególnie ta ostatnia raczej sama zdążyła mnie znaleźć i wskoczyła w pole widzenia nieźle mnie zaskakując. Piękna, jasna, wyraźna. Owalna mniej więcej w osi N-S, z zaznaczonym jądrem. W ładnym otoczeniu gwiazdowym, starhopping banalny. Normalnie obiekt tygodnia jak się patrzy, szkoda tylko, ze Panasmaras ubiegł mnie z tym o jakieś trzy lata. Cel naprawdę przepiękny, obiekt sesji! Spojrzałam jeszcze na kilka galaktyk jak NGC 3115 czy Sombrero, przegrałam z IC 651 o ciekawym otoczeniu przywodzącym na myśl miniaturkę gwiazdozbioru Skorpiona. A potem musiałam przerwać, bo okulary lornety za każdym przyłożeniem oczu parowały, a w dodatku chyba odmroziłam sobie palce. 15/16 marca 2020 r. – noc piąta Kolejna noc, kolejne obserwacje. Dziś wkraczam w prawdziwy świat galaktyk. Zaczynam delikatnie – NGC 3810 we Lwie poddaje się dość łatwo, co do NGC 3872 mam 70% pewności. NGC 4168 pozostaje schowana wobec APM 25x100, co jednak wynagradza mi rzucająca się w oczy, jasna i długa NGC 4216 (the Silver Streak Galaxy). Kilka następnych kosmicznych wysp znów mi umyka, dostrzegłam za to trzy eMki (98, 99 i 100) oraz dwie eNGieeCki – 4379 i delikatną 4262. Czas na Łańcuch Markariana. Witają mnie M 88 i 91 wiszące u jego bram, wyzerkuję NGC 4474, choć nie NGC 4459. Numery 4477 i 4473 same wpadają mi oczy, podobnie, nomen omen, Galaktyki Oczy (NGC 4458 i 4461). Są też 4458 i 4461, potężne M 86 i 84 oraz podłużna, okupująca pod nimi niebo NGC 4388. Odbijam chwilę po NGC 4267 i już mam rezygnować, ale wyskakuje! Jest! Wracam. M 87 sama wpada w pole widzenia, a wcześniej… NGC 4371 też wyskakuje sama, tak o, od niechcenia. Rewelacja! Przy wspomnianej M 87 łapię NGC 4478 – po chwili czekania, ale dość wyraźna, lepiej widoczna przy wodzeniu wzrokiem po polu widzenia. Idę dalej… No i ściana. Ale za to jakie mam przystosowanie wzroku do ciemności. – szybka, losowa myśl w głowie. Więc w lewo. Prócz oczywistej M 58 prędko znajduję NGC 4564 i Bliźnięta Syjamskie (NGC 4567 i 4568). Mam eMki o kolejnych dwóch numerach. Niżej. W mapkach szczegółowych w Interstellarum przechodzę z D2 na D3. Mam NGC 4608 i 4596 – ta druga jest trochę wyraźniejsza. Jest NGC 4578. Uhu! Piękna M 49, jakie z niej jest bydle! Dalej szybko wpadające w oczy moje przyszłe Obiekty Tygodnia. Ała. Kręgosłup coraz bardziej boli od tego wyginania się (klęczę w kuchni przy lornetce i wyginam się z tych kolan na ile okno pozwoli wypatrzeć). Jestem już na dość wysokiej deklinacji i rezygnuję z dalszego wspinania się po siatce współrzędnych –zamiast tego zdobywam NGC 4365. I NGC 4339. W prawo. Ściana. W lewo. Jest NGC 4570. No dobra, to było minimalnie wyżej, ale teraz już w dół. Charakterystyczny heksagon z gwiazd… I NGC 4580 zaskakująco szybko wyskakuje z tła nieba. I niżej. Jeden trójkąt z gwiazd, dwie gwiazdki blisko siebie. Nad nimi – NGC 4527. Pod nimi – NGC 4536. Plecy dalej bolą. Pomijam znów tę samą deklinację. W dół. Teraz zaczynam od Spiki – ale daje po oczach. Mam NGC 4856, 4727, ale nie 4902 i 4728. Już prawie nic nie dostrzegam, a tu się okazuje, że Księżyc właśnie wschodzi… Ale i tak było pięknie, jak to ktoś kiedyś ujął, pogalaktyczyłam! 18/19 marca 2020 r. – noc ósma Jakoś tak już po pierwszej naszło mnie, by sprawdzić jak z pogodą – wcześniej niebo było dosyć mętne, ale okazało się, że teraz jest już cacy, więc rozsiadłam się wygodnie w swoim miejscu w kuchni. Za oknem królowały już okolice Wagi i nawet Antares zaczął wychylać się akurat zza Ostrego Wierchu. Na początek, żeby stopniowo przystosować się do ciemności, wcelowałam lornetą losowo w niebo, jak się okazało w okolice pięknie lśniącej Zubenelgenubi (α1 i α2 Lib). Pokrążyłam trochę po okolicy i już zaczęłam buszować w dół, kiedy przypomniałam sobie o Galaktyce Południowy Wiatraczek – Messier 83 – jednej z kilku eMek, których po 7 latach obserwacji wciąż mi jakimś cudem brakuje. Szybko udałam się w jej kierunku, aż trafiam na jakąś ciemną sylwetkę. Cyprys. Samiutki jego czubek, a za nim – mój cel. Uparłam się. Podniosłam lornetę do pozycji stojącej – hmm, wciąż trochę brakuje. Dobra, to inaczej. Przesunęłam statyw w lewo, najbardziej jak się da, aż do stojącej w tym miejscu rogówki. Sama wtuliłam się tuż obok. Patrzę - jest! Widzę rejon galaktyki. Chwila zerkania i mam ją! Ginąca w ekstynkcji atmosferycznej i łunie od latarni ulicznej przy drodze krajowej, ale jest! Mgiełka, widzę ją! Dobra, ale wróćmy do czegoś normalnego, tzn. do czegoś w dogodniejszym miejscu niż ekstynkcja, łuna i krzaki. Już zaczęłam kierować się z powrotem do Wagi, ale jakoś tak w ostatnim momencie zmieniłam zdanie względem napisanego wyżej stwierdzenia i pomyślałam, że zahaczę o Centaura. Trochę pooglądałam szorującego tuż nad pasmem Beskidu Małego gwiazdowia i w końcu udałam się na spotkanie wyżej położonym regionom nieboskłonu. Mini Sombrero już ostatnio wpadło mi w oko na kartach Interstellarum, a teraz stało się to też w rzeczywistości. Urocza galaktyczka przytulała się do jednej z gwiazdek w sąsiedztwie 108 Vir – ta druga troszkę przeszkadzała swym blaskiem, ale nie obdzierała z uroku jawiącego się jako skoncentrowana pionowa kreseczka obiektu. Godzina 3:32! Właśnie próbowałam wypatrzeć NGC 5713 i 5691, kiedy w pole widzenia lornety wpadł meteor – powolny, z kierunku NE na SW, skrzył lekko zielonym odcieniem, zostawiając za sobą lśniącą niczym brokat smużkę, po czym zgasł. Całość trwała ok. 1 sekundy. Cudeńko! Hmm, ale eNGieeCek chyba nie wypatrzyłam… Upolowałam jeszcze kilka galaktyk kierując się w prawo, aż natrafiłam na ścianę. Zawróciłam w przeciwnym kierunku i nagle – FRU! Znowu jasny meteor w polu widzenia, ze wschodu na zachód. Po obejrzeniu jeszcze kilku kosmicznych wysp posnułam się po okolicy Węża, zachwycając się pięknie skrzącymi słońcami. Szczególnie urzekł mnie sznureczek gwiazd między ε Ser a NGC 6017, nadawałby się na obiekt tygodnia… Może kiedyś. Wyżej trafiłam na IC 4593 (Białooki Groszek, nawiasem mówiąc, przeurocza nazwa) – mimo braku charakterystycznego dla planetarek zabarwienia, łatwo rozpoznać naturę tego obiektu – zachowuje się trochę jak Mgławica Mrugająca. Nieopodal znajduje się równie urocza gromada otwarta Hrr 7, w dodatku całkiem spora – zajmuje większość pola widzenia APM 25x100, a wygląda niczym powyginany łańcuszek z gwiazd. Spojrzałam jeszcze na M 107 i zaczęłam zbierać się do spania – wszakże była prawie 4, a i niebo wydawało się już jakieś takie nijakie. 27/28 marca 2020 r. – noc szesnasta Wieczorem ładnie był widoczny Księżyc ze światłem popielatym, a niedaleko także Wenus, Plejady, do tego leciała ISS. Jakiś czas później obejrzałam też przelot starlinków, pierwszy raz od maja zeszłego roku. Po całkowitym zapadnięciu zmroku zdecydowałam się na obserwacje pozakuchenne – przed domem. Moim głównym celem było dalsze nadrabianie zaległości – tym razem padło na M 52. Tak wiem. W.S.T.Y.D. Znaczy, ja ją pewnie widziałam, problem polega na tym, że nie mam tego nigdzie zanotowanego w swoim obserwacyjnym notesie, więc nie mogę oficjalnie uznać, że ją zobaczyłam. Dlatego właśnie skierowałam dwururkę do przyczajonej nisko nad północnym horyzontem Kasjopei. I pyk. Oficjalnie zaliczona. Piękny maczek o wyraźnych granicach z jedną szczególnie wybijającą się gwiazdką. Kolejne kilka eMek miałam do zaliczenia w Wielkiej Niedźwiedzicy, ale ta obecnie okupowała zenit – dziękuję takie akrobacje przy lornetce, zaczekam na okazję, gdy ta będzie niżej. Podregulowałam statyw, wzięłam krzesło z garażu i rozsiadając się wygodnie najpierw zaliczyłam kilka klasyków pokroju Tripletu Lwa, zatrzymałam się na Vindemiatrix i odbiłam w prawo do naszyjnika z gwiazd, pod którym skryła się NGC 4698. Powyżej mimowolnie z tła wyskoczyły M 60 i NGC 4638, trochę bardziej pomęczyłam się z NGC 4660, ale w końcu i ona wylazła. Zdawało mi się też, że obok eMki wylazła NGC 4647. Wyżej zachwyciła mnie podwójna Σ1678 – łatwa do rozdzielenia z wrażeniem zielonkawości, zwłaszcza jaśniejszego składnika. W jednym polu widzenia zmieściła się jeszcze NGC 4689, którą wreszcie wyzerkałam. Akompaniują jej stosunkowo jasne gwiazdy swoją drogą, bardzo ładna okolica. Niedaleko jest jeszcze kilka galaktyk, w tym wąska NGC 4710, która mignęła mi tylko przez chwilę, ale jestem tego pewna na 100 procent! Udałam się ku Wolarzowi, jednak z trudem cokolwiek wyzerkiwałam. Po odsunięciu się od okularów zreflektowałam się, że to na południową część nieba coraz odważniej zaczęły wkraczać cirrusy. Było kilkanaście minut po północy. Potem jeszcze telefonem zrobiłam kilka zdjęć malowanych światłem, które mogliście zobaczyć tutaj. _____________________ W dzień naszło mnie jeszcze na dzienne obserwacje Wenus z tatą, o czym pisałam tutaj. 3/4 kwietnia 2020 r. – noc dwudziesta trzecia Przejście Wenus na tle Plejad – piękna sprawa, którą postanowiłam utrwalić na szkicu, o czym też pisałam już na forum. 11/12 kwietnia 2020 r. – noc trzydziesta pierwsza Miałam troszkę poobserwować, ale skończyło się na tym, że wyszłam na pole i gołym okiem podziwiałam niebo, wspomagając się czasem maleńką BGSZ 2.3x40. Uspokajające. Moją obecność na zewnątrz domu szybko wyczuł krążący w okolicy Kiwi, który postanowił mi towarzyszyć, goniąc po pobliskiej tui. Około pierwszej, już z domu, zerkając przez okno trafiłam akurat na wschód Księżyca. Wzięłam szybko lornetkę, by spojrzeć, jak jego tarcza wysuwa się powoli spomiędzy drzew porastających Beskidy. Jeszcze bardziej uspokajający widok. 9/10 maja 2020 r. – noc pięćdziesiąta dziewiąta Tym razem jestem jakieś 2 stopnie bardziej na północ. Kalisz. Tata zlitował się i w dobie pandemii i siedzenia w domach zawiózł mnie i doręczył do rąk własnych Filipa. Już pierwszego wieczoru udało się trochę razem poobserwować Wenus – rozstawiliśmy moją APM 25x100 i filipową Syntę 6” (konkretnie SW 150/750) z kitowymi okularami 10 mm i 25 mm. Bardzo ładny sierpik, wciąż jeszcze widoczny niedługo po zachodzie Słońca, nawet bez filtra polaryzacyjnego i nawet w lornecie. Podzieliliśmy się tym widokiem z rodzicami i siostrą Filipa. 12/13 maja 2020 r. – noc sześćdziesiąta druga W nocy na chwilę wyszliśmy na obserwacje – na chwilę, ponieważ szybko naprostowało nas lecące z północnego zachodu mleko. Chyba jedynie M 101 udało się nam zobaczyć, swoją drogą – kolejny obiekt z serii W.S.T.Y.D. w moim wydaniu. Nie wiem jak mogłam jej wcześniej nie upolować. W 6 calach i w tych warunkach pogodowych (+na obrzeżach Kalisza, więc mimo wszystko z większym zaświetleniem niż u mnie) jawiła się jako rozległa, blada paćka. Oprócz tego widzieliśmy kilka ładnych satek lecących po niebie, bardzo ładne (!) chmury – zacnie wyglądały te sunące cirrusy w łunie od miasta, trochę taka zorza dla ubogich (a może syndrom sztokholmski). No i spojrzeliśmy też na Jowisza i Saturna, seeing zabijał, ale momentami na tym pierwszym nawet dwa pasy szło wypatrzeć. A, może jeszcze dodam, że to wszystko na oko, bo Filip nie ma szukacza w teleskopie. 17/18 maja 2020 r. – noc sześćdziesiąta siódma Tym razem wyposażyliśmy się w szukacz, a konkretniej szukacz laserowy, a konkretniej – Filip wydrukował na Prusie uchwyt, do którego przytwierdziliśmy mój zielony laser. Na polu (albo raczej na dworze, to już nie Małopolska) zainicjowałam protokół W.S.T.Y.D. Pora to wreszcie zakończyć. Na rozgrzewkę - powtórka z wczoraj - M 101. Muszę przyznać, że mimo posiadania szukacza, dziś miałam z nią o wiele większy problem niż ostatnim razem. W ogóle wyszłam chyba z wprawy operowania teleskopem - 1.5 roku lornetkowania robi swoje… A pomyśleć, że kiedyś umiałam śledzić Dobsonem 10” Międzynarodową Stację Kosmiczną, i to nawet gnającą w okolicach zenitu… I jeszcze rok temu nazywali mnie na zlocie “żywe go to”... W każdym razie kolejnym obiektem na liście wstydu była M 40. Przy niej także początkowo nie mogłam się zorientować, ale w końcu ją znaleźliśmy, nawiasem mówiąc, Filip oficjalnie został moim stojaczkiem na Interstellarum. Dobra, został jeszcze jeden, a może raczej jedna, M 102. Powolutku, gwiazdka po gwiazdce, ale w końcu dotarliśmy do igłowatej i bardzo wyraźnej galaktyki - z racji na ten drugi epitet bardzo spodobała się Filipowi. A ja? Właśnie oficjalnie, z dokumentacją, dobiłam wszystkich eMek, po prawie 7 latach od rozpoczęcia regularnych obserwacji i od założenia notatnika na zapiski z tychże (w którym swoją drogą już się kończy miejsce). Stojaczkowi na atlas pokazałam jeszcze M 81 i M 82, M 51, M 57, M 27, no i M 13, ta ostatnia to dopiero się mu spodobała. Ale najlepsza i tak była ISS, którą oglądaliśmy w teleskopie zmieniając się co chwilę i pomagając sobie w celowaniem w jej kierunku. Piękna! Ładnie widoczne panele, obrót, zmiana odległości. Cudeńko! O, i jeszcze Filip zobaczyć przypadkiem jedno z ostatnich Iridium z piękną flarą, co mi nie było dane od dobrych paru lat. Ale było fajnie! 21/22 maja 2020 r. – noc siedemdziesiąta pierwsza Nie ma to jak romantyczne kolimowanie razem teleskopu i wymienianie silnika w Prusie (drukarka 3D) - pierwsze robiłam ja, drugie Filip, tuż obok. A potem oglądanie koniunkcji Wenus i Merkurego - o obu planet udało się dostrzec fazę, choć w przypadku tej najbliższej Słońcu potrzebny był okular 10 mm. Mieliśmy jeszcze trochę poobserwować w nocy, ale niebo zasnuło się cienką kurtyną, a my… otworzyliśmy wino.
  3. W związku z ciągłym brakiem czasu szukałem małego instrumentu obserwacyjnego ale wygodniejszego od lornetki. Tym sposobem narodziła się idea małego ATM na bazie obiektywu z szukacza GSO 8x50 i kątówki 90*. Każdy powie, że przecież jest lornetka. Ale mnie denerwuje podnoszenie rąk i wyginanie pleców. A dodatkowo w mojej lunetce mam możliwość tasowania okularami. Przedstawiam tutaj pierwszy prototyp gdzie tubus wykonany jest z rury pcv. Docelowo będzie to przycięta oryginalna rura szukacza. Jako montaż kątówki użyłem redukcji okularowej 2" - 1,25". Z resztą wszystko widać na zdjęciach. I czas na relacje z obserwacji. Do obserwacji używam okularów Plossla: Bresser 26mm, GSO 20 i 15mm oraz WA 9mm 66*. Jestem pod wielkim wrażeniem jakości otrzymywanych obrazów i wygody prowadzenia obserwacji. Z okularem 26mm otrzymujemy pole rzędu 7,5*. W polu widzenia mieści się cała Strzała. Jednak w moich warunkach dużego LP najlepiej sprawuje się Plossl 20mm. Gwiazdki ostre prawie po samą diafragmę. No i daje ciemniejsze tło. M13, M92, M5 i M3 pięknie się prezentują w szerokim kadrze. Mam wrażenie centrycznego gradientu jasności na tych gromadach. Tak jakbym patrzył na zdjęcie w szerokim kadrze. Dzisiaj warunki były wyśmienite. Dech zapiera widok maleńkiej M27 w mrowiu gwiazd. Pięknie prezentują się też gromady otwarte Orła i Wężownika. Niebo jest dzisiaj krystalicznie czyste aż po horyzont więc wziąłem się za Tarczę i Strzelca. M16 i M17 w jednym kadrze, super widok. M8 Laguna i M20 pomimo miasta bardzo wyraźne. Pełno gwiazd i gromad. Gdyby tak mieć więcej czasu... W piątek nad ranem obserwowałem kometę Neowise, wspaniała. Teraz czas na przemyślenie zakupu okularu. ES 20mm 68* chyba będzie najodpowiednieszy. Dla jeszcze szerszych pól byłby chyba najlepszy ES 24mm 68*. Dałby pole ok 9*. Proszę o Wasze zdanie w tej sprawie. Jak takie ES-y pracują z aż tak szybkim obiektywem. No ale zakupy zostawiam na później.
  4. Witam, Na wieczornym niebie coraz lepiej widoczna Wenus skusiła mnie w piątek do zrobienia jej jakiejś fotki. Rozstawiłem więc mojego Celestrona, podłączyłem kamerkę ASI 224 MC i przez różne filtry zrobiłem 13 avi po 3 minuty każdy. Ponieważ planeta chowa się szybko za dach sąsiedniego budynku, to zmuszony byłem filmować ją na dziennym niebie. Warunki były jednak tak tragiczne z powodu silnego wiatru, że tylko trzy zdjęcia nadają się do pokazania. W świetle widzialnym tylko z jednego avi wyszło w miarę dobre zdjęcie, w podczerwieni z dwóch, a w fiolecie ... poszły do kosza. Po zachodzie Słońca Wenus wyszła z za budynku i założyłem do teleskopu okular WO 15 mm i... nic, tylko rozmyta plama. Zmieniłem na 30 mm, to samo tylko mniejsze, nawet nie widać krawędzi planety, a tym bardziej jej fazy. Wenus była już nisko, na wysokości 7* . Sprzęt : teleskop SCT 8", kamera ASI 224 MC, ZWO ADC, filtry Baader IRcut, ZWO 850 nm, EQ5. Teraz muszę poczekać na lepsze warunki i dalej próbować Pozdrawiam Paweł.
  5. KILKA SŁÓW NA POCZĄTEK Postanowiłem podzielić się z Wami moimi wrażeniami z tygodniowego wyjazdu na jedną z Wysp Kanaryjskich. Co skłoniło mnie do napisania tej relacji? No cóż, po bardzo długiej przerwie znowu zobaczyłem gwieździste niebo i mogłem cieszyć się nim choć przez chwilę. Przeprowadziłem dwie krótkie sesje obserwacyjne i pomimo, że obiekty jakie udało mi się zobaczyć można chyba zaliczyć do klasyki klasyk, to jeszcze raz okazało się, że wystarczy lornetka w ręku, mapa i czyste niebo. WOW!! - CZYLI JADĘ NA WYSPY KANARYJSKIE. Wiadomość o wyjeździe spadła na mnie nagle. Potem wszystko potoczyło się tak szybko, że chciałoby się powiedzieć - Jeszcze nie zdążyłem się spakować a już wróciłem. Zaraz po świętach znajomi zaproponowali mi i mojej żonie wspólny wypoczynek na Lanzarote. Termin nieodległy. Trzeba było szybko się decydować bo wylot miał być już 5 stycznia. To zaledwie 10 dni na przygotowania i ogarnięcie wszystkich spraw w domu i w pracy. Nie muszę chyba Wam mówić, że to dość niewiele czasu a jeszcze po drodze był przecież Sylwester. To miał być pierwszy od dłuższego czasu wyjazd zorganizowany całkowicie na luzie. Co to znaczy? To znaczy bez dźwigania ciężkiego plecaka, łażenia po górach tam i z powrotem w górę i w dół oraz wczesnego wstawania. Mieliśmy spać na plaży w namiotach, kolega miał łowić ryby w oceanie, ja wieczorami obserwować niebo a za dnia mieliśmy zwiedzać wyspę. Tak ... to ma sens! Jedziemy! MAŁA REFLEKSJA Jeszcze przed odlotem sprawdziłem jak wyglądała sytuacja z Łysym tzn. Księżycem. Cudownie. Nów wypadał 6 stycznia, czyli prawie ideał. My wylatywaliśmy 5-tego w nocy a więc praktycznie cały okres urlopu był czarny. Przy sprzyjającej pogodzie mogę prowadzić obserwację co wieczór. No dobra, to jeszcze rzut oka na "Light Pollution Map". Konsternacja. Ta mała wyspa wyglądała jak rozświetlona choinka. To nie wróżyło zbyt dobrze, przynajmniej pod względem obserwacyjnym. Trudno, biorę co jest, przecież to nie jest wyjazd stricte astronomiczny, więc czym tu się przejmować? Doświadczenie mówiło mi, że właśnie podczas takich wypadów zaliczałem najlepsze sesje. Cholera! tym razem też tak było. DROGA NA LOTNISKO Dojazd do Pyrzowic zajął nam jakieś 4h. Wylot miał być o 2.45 ale na lotnisku trzeba było się zameldować jakieś 2h wcześniej. Droga obfitowała w całe spektrum jakie może zaoferować zepsuta pogoda. Deszcz ze śniegiem, wiatr a miejscami nawet bardzo śliską nawierzchnię. Dodatkowo jeszcze było ciemno. W głowie krążyły gdzieś myśli o całym tygodniu spędzonym w namiocie z powodu deszczu i złej aury. Nic nie zobaczę i jeszcze zmoknę. Ech.. to chyba standard każdego podróżnika. Na szczęście się myliłem. WYSPA Czyli de facto miejsce obserwacji. Dolecieliśmy szczęśliwie i co Was będę kłamał przywitało nas słońce, bezchmurne niebo i temperatura pow. 20 st. Najlepsze, że to Styczeń!! Lanzarote, bo właśnie tam się wybraliśmy, jest najbardziej wysuniętą wyspą na Pn-Wsch w archipelagu Wysp Kanaryjskich. Jej długość tak na oko to około 60 km a szer. może około 20km. Położenie geograficzne - ( 29°N; 13° 40min. W ). Zamieszczam orientacyjną mapkę poniżej oraz kilka zdjęć. Teren bardzo surowy, miejscami iście marsjański. Dominują stożki wulkaniczne o wys. 100 - 600m i skaliste wybrzeża. Roślinność bardzo uboga i zlokalizowana raczej w terenach zaludnionych. Palmy, winnice, niskie krzaczki i trochę trawy. Co taki kawałek lądu ma do zaoferowania miłośnikowi astronomii przybywającemu w ten rejon świata? Na pewno w pierwszej kolejności wymieniłbym szer. geograficzną. To ponad 22° więcej nieba na Pd niż mamy w kraju. Druga rzecz to oczywiście widoczność aż po horyzont z każdej strony. Trzecia to brak łuny nad oceanem od wielkich miast co skutkuje idealnym odcięciem czerni przy widnokręgu. Czwarta to brak wielkich aglomeracji emitujących zanieczyszczenia i smog do atmosfery. Czyli powietrze powinno być znacznie czystsze. No i na koniec. Możliwość dojazdu praktycznie w każde miejsce. Czy jest to jednak mekka obserwatora tudzież astro-fotografa? No niestety nie. Domyślacie się na pewno co psuje cały efekt? Tak, to rejon typowo turystyczny upchnięty na małej powierzchni. Jest bardzo dużo ośrodków wczasowych a co za tym idzie sporo światła. Łuny widać z każdego miejsca. Nie da się odjechać na tyle daleko żeby to zgubić bo wyspa jest po prostu za mała.Startujące samoloty z włączonymi reflektorami generują dodatkowe lumeny w postaci smug. Wszędzie są jakieś drogi i ścieżki po których kręcą się auta. Wieją tam dość silne wiatry, co też może utrudniać obserwacje. Skąd w takim razie najlepiej patrzeć na gwiazdy? Moim skromnym zdaniem z odległych małych plaż zlokalizowanych z dala od świateł i osłoniętych od wiatru. My właśnie tak wybraliśmy. Wszystkie miejscówki położone wyżej na pewno mają lepszą widoczność, jednak wieje tam mocniej, trudniej się do nich dostać no i widać lepiej wszystkie światła. Orientacyjne położenie Lanzarote. POGODA Nie jestem fachowcem w tym temacie i byłem tam tylko 8 dni. Moja ocena będzie mocno subiektywna. Przez wszystkie dni nie spadła na nas kropla deszczu. Mieliśmy słońce i małe zachmurzenie za dnia. W nocy średnie lub większe zachmurzenie, które wyeskalowało wcześniej. Około 3-4 w nocy niebo potrafi się oczyścić. Nie jest to jednak regułą. Wiatr to ciągły towarzysz ale raczej o średnim nasileniu. Mówię tu oczywiście o miejscach osłoniętych bo są i takie, gdzie zrywa czapki z głów. Szczególnie na wzniesieniach. Temp. w dzień 21°-23° a w nocy 15°-18°. Tak to wyglądało przez cały czas. Nie wiem jak jest w innych miesiącach niż styczeń, ale biorąc pod uwagę że jest to wyspa położona w określonej strefie geograficznej pewne tendencje mogą się stale utrzymywać. PO ZMROKU No i powoli dochodzimy do momentu, w którym należałoby opisać jakość nieba po zmroku. Niestety to chyba jedyny punkt z całego wyjazdu który mnie rozczarował. Spodziewałem się czegoś więcej a dostałem trochę mniej. Ale do rzeczy. Zaliczyłem tylko dwie pogodne sesje z czego tylko jedna z widocznością aż po horyzont. Zasięg gwiazdowy wg. mojej oceny nie przekraczał 5,0 wlk. gw. w zenicie i spadał do 4,5 na wys. około 45° nad horyzontem. M31 widoczna gołym okiem, ale raczej kątem niż na wprost. M33 nie było szans wypatrzeć. Droga mleczna widoczna w postaci jasnej smugi bez wyraźnych granic między obszarami ciemnymi i jasnymi. Tło nieba w najciemniejszych miejscach mocno szare. Po adaptacji oka otoczenie dookoła dość dobrze widoczne. Powiem tak. Niebo nad Lanzarote to praktycznie ta sama jakość czerni co w Polsce na terenach oddalonych o około 30km od średnich miast. Wiem, bo trochę już jeżdżę po świecie i mogłem się przyjrzeć temu zjawisku. Mam możliwość porównania tego w tzw. "realu" a wierzcie mi różnica potrafi być ogromna. Niecałe dwa lata temu widziałem naprawdę czarne niebo na Kaukazie wysoko w górach. Tam jak w środku nocy wyjdziesz na sikanko to nie daj Bóg zgubić latarkę bo do namiotu już nie wracasz. Wszyscy, którzy byli kiedyś na pustyni, w górach albo w innych mocno odludnych miejscach wiedzą o czym mówię. LIGHT POLLUTION MAP - refleksja Po powrocie do kraju z ciekawości zrobiłem sobie małe porównanie w kontekście tego co widziałem a co pokazuje mapa zaświetlenia. Generalnie muszę powiedzieć, że mniej więcej się to zgadza, jednak biorąc pod uwagę zasięg gwiazdowy dwie pierwsze miejscówki powinny odpowiadać raczej klasie 6 wg. skali Bortlea a nie 4 jak podaje LPM. Miejscówka na Kaukazie to prawie klasa 1 bo wynosi 21.98 mag./arc sec2 co dość dobrze oddaje to co widziałem. Zastanawia mnie co może być przyczyną tej rozbieżności? Niestety wydaje mi się, że w pierwszej kolejności to mój wzrok a potem dokładność samej mapy. Dla zainteresowanych zamieszczam mapki. Opisy dotyczą mojej oceny. 1. Park Krajobrazowy Chełmy koło Legnicy. Polska 1. Droga Mleczna widoczna jako jasna smuga bez wyraźnych struktur. Znika jakieś 30°nad horyzontem. 2. Tło nieba ciemnoszare. 3. Otoczenie dość dobrze widoczne. Szczególnie duże kształty. 4. LP - dobrze widoczne nad horyzontem. 5. Zasięg gwiazdowy max. 5,45mag. 2. Lanzarote. Wyspy Kanaryjskie. Pn-Zch. wybrzeże. 1. Droga Mleczna widoczna jako jasna smuga bez wyraźnych struktur. Znika jakieś 30°nad horyzontem od strony zabudowań. 2. Tło nieba ciemnoszare. 3. Otoczenie dość dobrze widoczne. Szczególnie duże kształty. 4. LP - od strony zabudowań dobrze widoczne nad horyzontem. Od strony oceanu brak. 5. Zasięg gwiazdowy max. 5,0 mag. 3. Góry Kaukaz. Okolice Przełęczy Latphari. Ok. 2830 mnpm. 1. Droga Mleczna widoczna bardzo wyraźnie. Widać poszarpane struktury z ciemnymi szczelinami. Wyraźnie się odcina od ciemnych obszarów nieba. Widoczność 180°. 2. Tło nieba smolisto - czarne. 3. Otoczenie ledwo widoczne i wydaje się być oświetlone przez światło z gwiazd. 4. LP - brak. 5. Zasięg gwiazdowy - jeszcze nie sprawdzony. SPRZĘT OBSERWACYJNY Od jakiegoś czasu jestem posiadaczem dwóch lornetek: - Kowa - 8x32 BD - XD Prominar - 7,5° - Fujinon - 10x50 - FMT-SX-2 - 6,5°. OBSERWACJE Obserwacje, jak pisałem, wcześniej, przeprowadziłem podczas 2 sesji, bo tylko tyle miałem pogodnego nieba. Prowadziłem je z wolnej ręki, dwoma lornetkami - j.w., siedząc na kamieniu lub stojąc a czasem nawet popijając miejscową Sangrię. Wszystkie uwagi i spostrzeżenia notowała moja żona, która była ze mną przez cały czas. Dzięki Kochanie. Jako mapy nieba używałem starego atlasu 2000.0 wydanego w 1991r. Było to bardzo sentymentalne przeżycie, bo to opracowanie towarzyszyło mi ponad 20 lat temu kiedy zaczynałem swoją przygoda z astronomią. Wiele obiektów tam zawartych jest niedostępnych do obserwacji lornetkowych, ale ja nie miałem nic innego pod ręką i nie zdążyłem lepiej się przygotować przed wyjazdem. Postanowiłem skupić się na gromadach otwartych, które są dość prostym celem i mimo, że odławiałem łatwiejsze sztuki to przyjemność ich obserwowania w szerokim polu była ogromna. Wpadały w moje sieci jedna po drugiej. Jest godz. 20.30 czasu miejscowego. Niebo tej nocy nad Lanzarote wygląda mocno inaczej niż u nas o tej porze. Orion przewrócony na prawy bok wygląda jakby chciał zamachnąć się na Byka, który leci na niego z góry. Betelgeza i Rigiel są ustawione prawie na jednej linii poziomej. Prostują sie dopiero koło północy. Wielka Niedźwiedzica schowana do połowy w oceanie macha łapą znad horyzontu od Pn-Wsch. Po przeciwnej stronie widać ogon Łabędzia z Denebem. Ptak nurkuje w wodzie. Gwiazdy tych konstelacji u nas świecą sporo jaśniej, tu są jakby przygaszone. Centralnie nad głową mam Andromedę oraz Perseusza i muszę nieźle się wyginać żeby spojrzeć im w oczy. Stoję, patrzę na to i nie wierzę. Jak to się wszystko poobracało! He..he.. jak tak dalej pójdzie to nawet Plejad nie znajdę. Nic nie zobaczę i głodny się położę. Musiałem trochę się przestawić. Tylko 22° na południe i od razu widać że Ziemia jest kulą. 46P/Wirtanen - Znalazłem ją dość szybko chociaż celowałem trochę na czuja. Siedziała kilka stopni na Pd-Zach. od gwiazdy Muscida w Wielkiej Niedźwiedzicy. Lornetka 10x50 pokazała słabą mgiełkę bez konkretnego jądra, jednolitą i pozbawioną jakiegokolwiek halo czy ogona. Jasność całkowitą ocieniłem na słabszą niż M31 i trochę jaśniejszą niż M33 czyli jakieś 4,7mag. Widok nie powalał, ale znowu naszły mnie wspomnienia. Dwadzieścia dwa lata temu obserwowałem kometę Hale¢a-Boppa z okolic podmiejskich. Zdjęcia które wtedy wykonałem z przyjacielem pokazały piękny ogon pyłowy koloru białego i ogon gazowy koloru niebieskiego. Coś fantastycznego. M41 - Okolice Syriusza w Wielkim Psie tego wieczoru nie wyglądały zbyt okazale. Konstelacja była jeszcze stosunkowo nisko nad horyzontem i akurat w pobliżu świateł. Wiedziałem, że gromada jest jakieś 4° na Pd od najjaśniejszej gwiazdy nieba. Lekki ruch ręki w prawo i jest! Naprawdę piękny widok. Miałem możliwość obserwowania gwiazdy i gromady nieomal w jednym polu widzenia, ale nawet w mniejszej lornetce trochę zabrakło. Poszczególne gwiazdy widoczne jako drobniutkie punkciki w kolorze ciepłym, pomarańczowo-żółtym. Jasność całk. odczytana z atlasu to 5,0 mag a średnica 38 min, Obiekt górował około 00.30 czasu miejscowego na wys. 40°. Pomyślałem, że fajnie by było mieć trochę większą lornetkę żeby przyjrzeć mu się lepiej bo jest naprawdę jasny. M38, M36, M37 - Kiedy spojrzałem na Woźnicę zobaczyłem jego wielobok zawieszony około 60° nad Pn-Wsch horyzontem. Kapella była nieco po lewej a Menkalinan i Mahasim były ustawione poziomo obok siebie. Gromady wbijają się lekkim łukiem prawie w środek układu niejako celując w stronę najjaśniejszej Kapelli lecz trochę ją mijając z prawej. Skierowałem tam mniejszą lornetkę i nie miałem żadnego problemu ze stwierdzeniem na co patrzę. Wszystkie trzy wyskakują z tłumu słabszych gwiazd i teoretycznie mieszczą się w 7° polu widzenia. Nie jest to jednak komfortowe patrzenie, bardziej gimnastyka obserwacyjna, ale dwie na raz to już zupełnie inna bajka. Ogólnie rzecz ujmując wyglądają jak drobniutkie ziarnka jasnego pyłu skoncentrowane wokół swoich środków. Nie muszę chyba dodawać, że stałem tak dobrych kilka minut gapiąc się urzeczony ich widokiem. Dopiero po chwili przeanalizowałem sytuację. Pierwsza z nich M38 wydała mi się największa a poszczególne gwiazdy tylko lekko widoczne. Środkową M36 oceniłem na najmniejszą, bardziej zwartą i jaśniejszą niż poprzednia. Ostatnia w kolejności M37 była jak dla mnie większa niż M36 i mniejsza niż M38. Miała najbardziej zwarte jądro oraz składniki najtrudniej dostrzegalne. Kolorystyka wszystkich gromad zdawała się być taka sama. Jasno-biała i raczej bez konkretnego zafarbu. Rano zerknąłem do atlasu na informacje w tabelach. M38 - jas. całk 7.0mag , śred. 21min. M36 - jas. całk 6.5mag , śred. 12min. M37 - jas. całk 6.0mag , śred. ? - Wikipedia podaje 24min. NGC 1647 i NGC 1746 - Między rogami Byka znajdują się następne dwie ciekawe gromady, które bardzo łatwo można namierzyć przez lornetkę. Pierwsza leży trochę na lewo od Aldebarana tzn. jakieś 3° na Pn-Wsch. a druga nieco dalej w kierunku gwiazdy Elnath. Mój atlas podaje jas. całk. 6.8 mag. i 45min. dla NGC 1647 oraz jas. całk. 6.0 mag. i 42min. dla NGC 1746. Obydwie są bardzo rozległe, co faktycznie dobrze widać, słabo skupione oraz mają dobrze widoczne składniki. Mimo to muszę powiedzieć, że co do ich średnicy to zdawało mi się, że to NGC 1746 jest bardziej rozległa. Udało mi się także zauważyć trzy jaśniejsze gwiazdy wyróżniające się dość mocno na tle NGC 1647, ale nie mam pojęcia czy należą do gromady, czy są tylko optyczną zmyłką. Reasumując piękny widok. M35 i NGC 2174/2175 - Obszar gdzie znajdują się te "maleństwa" to prawie trójstyk trzech konstelacji. Bliźniąt, Oriona i Byka. Znajdują się dość blisko siebie tworząc trójkąt równoboczny wraz z gwiazdą Tejat (Gem). Żeby namierzyć M35 wystarczy tylko lekko przesunąć wzrok od w/w gwiazdy w kier. Pn-Zach. Dotarcie do drugiego obszaru od gromady to już prosta sprawa, gdyż leży on około 4° w kier Pd. M35 - Pierwsze wrażenie jakie mnie ogarnęło po spojrzeniu na jedną z najpiękniejszych gromad na naszym niebie to, że widzę mały trójkącik zbudowany z drobniutkich punktów. Konfrontacja ze zdjęciem wyjaśniła to zjawisko. Widziałem tylko najjaśniejszą część która akurat może przypominać taki kształt. Reasumując. Mocne skupisko gwiazd o centralnym charakterze a sama struktura wyraźna i lekko trójkątna. Nie udało mi się zauważyć żadnej dominanty kolorystycznej. Zanotowałem to co podał atlas tzn. - jas. całk 5.6mag , śred. 28min. NGC 2174/2175 - Przesunąłem lornetkę lekko w prawo i od razu ją dostrzegłem. Małe skupisko zanurzone w lekkiej mgiełce. Poszczególne składniki praktycznie niedostrzegalne. Kształt jakiś taki nieregularny. To tyle i aż tyle. Dane odczytane z tab. w atlasie odnoszące się do gromady: jas. całk. 6.8 mag. a śred. 18min. Akurat tutaj żałuję, że nie miałem pod ręką jakiejś większej lufy może udałoby się coś więcej wyłuskać. Pozostało mi cieszyć się z widoku w szerokim polu, skądinąd, bardzo ładnego. M50 - Znalazłem ją jakieś 9°na lewo od Syriusza. Generalnie znajduje się na obszarze konstelacji Jednorożca, jednak tym razem było mi łatwiej nawigować od najjaśniejszej na niebie. Sama gromada była w moim odczuciu średniej wielkości a jej składniki raczej słabo widoczne. Mniejsza, słabsza i nie taka okazała jak M41. Barwa obiektu bez dostrzegalnych zafarbów. Obiekt jednak z obszaru, na który w kraju raczej rzadko się zapuszczam, tak więc cenna zdobycz. Jej jasność odczytana z atlasu to 6,4 mag. a śred. 16.5 min. M34 - Bardzo ładny obiekt do obserwacji lornetkowych i łatwy do znalezienia. Udało mi się to wręcz od niechcenia kiedy popijałem już chyba czwarty kubek sangri. Właściwie było to już na drugi dzień kiedy niebo prześwitywało przez mnóstwo chmur odsłaniając od czasu do czasu pewne obszary. Perseusz, bo tam znajduje się ta gromada był prawie w zenicie. Celowanie jakbym pił kolejny kubek do dna. Dojazd od najsłynniejszej gwiazdy zmiennej zaćmieniowej czyli Algola. Należy kierować się jakieś 5° na Pn-Zach. w kierunku gwiazdy Almach w konstelacji Andromedy. Lornetka 8x32 pokazała ładną średniej wielkości plamkę z dobrze widocznymi składnikami. Regularny kształt i dobrze widoczne gwiazdy czynią z niej obiekt o wysokich walorach estetycznych. Świetnie prezentuje się w małym powiększeniu. A jakie informacje podał atlas? Ano takie: jas. całk 5.8mag , śred. 35min. KILKA SŁÓW NA KONIEC Obszar obejmujący konstelacje Wielkiego Psa i Rufy dość mocno obfituje w gromady otwarte. Dostrzegłem to dopiero po powrocie do domu kiedy zerknąłem do Stellarium. Byłoby cudownie zaznajomić się z tamtym rejonem. U nas mogę o tym tylko pomarzyć, jest dużo gorzej. Niestety nie było mi to dane. Miałem po temu sposobność, ale zabrakło możliwości. Po części to moja wina a po części warunków jakie zastałem. Nie wróciłem jednak z pustymi rękami. Wyjazd w ten rejon świata połączony z uprawianiem hobby, które tak bardzo nas rozpala to nie lada gradka. Chcę też powiedzieć, że po raz pierwszy od bardzo dawna moje obserwacje były tak bardzo swobodne i na luzie. Bez napinania i bez stresu spokojnie przeszukiwałem kolejne obszary nieba. Miałem z tego powodu ogromną przyjemność. Szerokie pole lornetki nadaje się do tego wręcz wyśmienicie. To zupełnie inny od teleskopowych rodzaj obserwacji. Wiem, że piszę wielokrotnie powtarzane frazesy, ale dopiero teraz odczułem to na własnej skórze i jestem pod ogromnym wrażeniem. Kiedy kupowałem kilka lat temu swój 152mm refraktor nie miałem pojęcia, że może pójść to w tą stronę. Lornetka była dla mnie tylko narzędziem uzupełniającym. Tymczasem....? Mogłem te wszystkie drobinki wszechświata zobaczyć z innej perspektywy. A najlepsze....Najlepsze, że widziałem je po raz pierwszy.
  6. Dziwna ta zima, podczas której śnieg widzieliśmy tylko przez godzinę, a mrozów nie było praktycznie wcale. Jedynie w pogodne noce niestrudzony Myśliwy, wraz z wiernymi psami powtarza mantrę o porze roku, której nie ma. Gdy we wtorkowy wieczór łowca znów się zjawił, jego psy zawyły głośniej niż zwykle, a ja zebrałem się błyskawicznie. Czasu miałem niewiele - okno pogodowe dawało mi maksymalnie półtorej godziny obserwacji. Ale nie chodziło przecież o długi maraton, a raczej o chwilę spokoju i sprawdzenie, czy wszystkie messiery świecą na swoich miejscach. Po dwudziestu paru kilometrach jazdy odbijam w lewo, w błotnistą drogę po lasem - auto zaczyna tańczyć, koła buksują raz po raz, ale ten nieco stresujący, trzystumetrowy poślizg doprowadza mnie w końcu do trawiastej zatoczki pod lasem. Tu się stoi niemal pod drzewami, których gałęzie zabierają kawał wschodu i zachodu, za to mniej dokucza wiatr i nie trzeba brodzić w błocie. Temperatura jest znośna, a ziemia i trawy są przesiąknięte wonią przedwiośnia. Toczący się nisko nad zachodnim horyzontem wał chmur każe się spieszyć, więc nie tracę czasu na wyjmowanie atlasu, a od razu wieszam Tereskę na Sliku, a Fujinona na szyi. Parę głębokich wdechów i szybkie spojrzenie w niebo, by wiedzieć czego szukać, a co odpuścić. Klepsydra Oriona wyraźnie się już przechyla w prawo, Zając zagrzebuje łapy w ciemnych zabudowaniach na horyzoncie, a Byk kładzie pokornie głowę. Od wschodu, tam gdzie Spica ledwo wystaje ponad linię drzew, słychać głośno krzyczące żurawie. Pod Lwem zieje pustka ledwo zaznaczona grzbietem Hydry, ginącym w coraz wyższych łunach nieodległych miejscowości. Pierwsze spojrzenie na M 42 rozczarowuje. Może to brak adaptacji, a może warunki nie są najlepsze. Przeskakuję na Chichoty, ale coś je odziera z blichtru. Myślę, że to trójmiejska łuna, ale szybko okazuje się, że w ciągu paru chwil nadciągnęła forpoczta zachmurzenia. Jakieś drobne, ledwo widoczne włókna wyraźnie przygaszają nawet najjaśniejsze obiekty głębokiego nieba. Wycelowuję w piętę Kastora, Messier 35 nie powala. Podobnie jest ze słabą w tych warunkach M 41. Chyba długo nie zabawię, ale głód każe mi jeszcze zostać. Zostawiam Tereskę, i skaczę sobie beztrosko po klasykach z Kową 12x56. Chwilę później zamieniam ją na Fujinona 10x50. Cóż, zawsze się to tak kończy - chyba, że w pobliżu jest Nikon WX. Gołym okiem wyłapuję asteryzm Kij Lacrosse, chwilę później jestem tam już z Fujinonem. Cała menażeria wokół Kota z Cheshire jest wyraźna i przestrzenna. Kawałek w lewo kipi jasna M36. Przypominam sobie o Barnardzie 34 i LDN 1550, ale tego pierwszego nie widzę, a położenia drugiej nie pamiętam dość dokładnie. Muszę się więc zadowolić ledwo widoczną lub wyobrażoną smugą LDN 1555 i 1557. Chyba jednak wyobrażoną. Wracam do Koźląt - tutaj wyobraźnia nie musi nic dodawać, widzę ślad wachlarza LDN 1477, a na prawo jakieś dalsze pociemnienia. Notuję jeszcze w pamięci wyciągnięty romb wokół Collindera 62 i odwiedzam Perseusza, tu i ówdzie okraszonego przepływającymi, rdzawymi od lamp chmurami. Miejscami daje to niesamowity efekt, jakby ktoś wyciął ze zdjęć dobry tuzin barnardów i nałożył je na widoczny w lornetce kadr. Rzeczywiste ciemnotki są znacznie skromniejsze - ślad Tokyo 994 jest nikły, choć pobliskie Melotte 20 i NGC 1528 mają swoje lepsze momenty. Przeskakuję na wschód, gdzie niebo jest chyba mniej zapaskudzone. Galaktyki są skromne, a przepływające chmury zabierają nawet te, które zwykle są nietrudne do wyłapania. W Lwie dostrzegam tylko M 66, NGC 2903 gdzieś mi się gubi. Odwracam się ku Niedźwiedzicy przebijającej przez gałęzie. Jest coś urzekającego w parce messierowych smug nad Dubhe. Messier 51 również daje się łatwo złapać, lecz Sowa jest już nieco wątpliwa. Wpadam jeszcze nad ogon Niedźwiedzicy po Messiera 101, wyłuskuję Słonecznik (M 63) i małą krągłą M 94 nad Sercem Karola. Ponownie odwiedzam M 42 i tym razem jest nadspodziewanie pięknie. Wracam do Tereski, a ta potwierdza, że niebo się przeczyściło. Wielka Mgławica rozpościera zachodnie ramię na ponad 20 minut łuku. Nie przypominam sobie, żeby tak daleko sięgał jej płaszcz. Wschodnie ramię jak zwykle - bardziej wyraziste, lecz wąskie i krótkie. Nic się nie zmienia od lat, ale oko wciąż nie może się napatrzeć. Rybi Pysk wżera się mocno i wyraziście, a tuż pod Trapezem laserunek mgławicy przechodzi w mocny impast. Przechodzę wyżej, przez wyraźne M 43 i NGC 1981 do M 78. Zachodnia krawędź jest mocno odcięta za sprawą LDN 1627, wschodnia rozlewa się wachlarzem i urywa szybko. Bez trudu łapię najjaśniejszy fragment Pętli Barnarda i wiszącą obok NGC 2112. Jeszcze raz odwiedzam piękną już M 35 z towarzyszkami (NGC 2158 i 2129), lecz moją uwagę najskuteczniej przyciąga Collinder 89. To chyba jeden z moich najulubieńszych kadrów zimowych, w którego przestrzeni, kolorystyce i asteryzmach zatapiam się przez dłuższą chwilę. Robię się zmęczony, więc lista klasyków gwałtownie się kurczy. Łapię w Teresce cały Triplet Lwa, jeszcze raz odwiedzam M 51 z jej magellanem, chwilę męczę kark na trójcy M 81 - M 82 - NGC 3077 i wracam do Fujinona. Zatrzymuję się na obu messierach w Raku, ale moją uwagę dłużej przykuwa sześćdziesiąty siódmy. Dostrzegam wyraźny pierścień Rozety, a kawałek nad Betelgezą - uroczą plamkę NGC 2194. Tej ostatniej poświęcam parę minut, próbując dostrzec ślad ziarnistości, ale tu nawet 22x85 się poddaje. Chwilę jeszcze wpatruję się w tę gromadę przez Fujinona, odcinając wszelkie myśli. Ale w końcu przychodzi ta, która każe się zwijać. Na parkingu pod domem Lew wisi zaskakująco wysoko, a ja dobrą chwilę się zastanawiam, czy w Blizinach był niżej nad horyzontem, czy po prostu bliżej.
  7. Zainspirowany zainspirowaniem @Przemek_K, który inspirował się relacją Łukasza opisuję swoją obserwacje z 07.11.2019 roku ... "Obserwacje słynnego krateru Plato" -pierwsze przymiarki O obiektach głębokiego nieba mogę zapomnieć zapewne aż do wiosny. Jak nie chmury to mgła, jak nie mgła to dym z kominów a jak pogoda to świeci Księżyc. A jak już nasz naturalny satelita jest to czemu by i nie popatrzeć na niego ? Szczególnie, że ostatnio stał się bardzo modny krater Plato i jego mali bracia i siostry w środku. Tego dnia widząc prognozy pogody myślałem, że po godzinie 1 w nocy wyniosę Newtona 14" "na" zimowe DSy ale coś mi jednak mówiło, że będzie jak zawsze. Przyjdzie mgła i skończy się jedynie na pobudce, zerknięciu przez okno i powrocie do łóżka. W tej sytuacji zacząłem przygotowania do obserwacji Księżyca. Przez chwilę wahałem się co wynieść - ciężkiego Newtona 14" czy PZO 64/400 na płynnie chodzącym lecz trzęsącym się montażu ale po chwili przypomniało mi się, że przecież mam jeszcze Newtona 8" F/5. LG wraz z celą i oprawą leżało w szafie ale mimo to decyzja zapadła. Przegoniłem z tuby pająka, przykręciłem LG, zerkam w kolimator i byłem nieco w szoku bo do poprawki było tylko LG o 1/2 obrotu. Dobson ATM stał w komórce. Wszystko wyciągałem na podwórko, ustawiłem i mogłem zaczynać. Do siedzenia wziąłem obrotowy fotel (taki jak do komputera) i było mi mega wygodnie. Najpierw sprawdziłem czy nadal teleskop działa. Włożyłem MV 24 mm 82°, ustawiłem ostrość i ujrzałem dawno nie widziany obraz. Piękny widok mnóstwa kraterów to jest coś na co można patrzeć i patrzeć ... A trzeba brać się do roboty. Wkładam NLV 5mm, który daje mi równe 200x powiększenia i namierzam Plato. W pierwszej chwili nic nie widzę. Tylko płaska, równomierna zastygła magma. Mija kilka sekund i zaczynają mi na jej powierzchni wyskakiwać plamki. "Jest dobrze" - pomyślałem. To próbuje dać barlowa 2x. Czekam trochę czy fale powietrza zatrzymają się i pozwolą na obserwacje. Nic z tego. Próbuje jeszcze w ten sam sposób z powiększeniem 250x i 222x. Nic z tego. Obraz cały czas zamazany. Jakby tej nocy był jakiś "mur" seeingu i 200x to było max co dało radę. Jak już to ustaliłem zacząłem konkretne zerkanie. Kraterki w Plato są dużo bardziej ulotne niż myślałem. Potrzeba sporo skupienia. Bardzo trudno też je zidentyfikować. Niestety na 100% nie jestem pewien, które konkretnie widziałem. Było ich tam na pewno kilka. Na pewno wdziałem 3. Jednak momentami wyskakiwały kolejne. Patrzyłem też na wąwóz z trzema kraterami na zachód od Plato (patrz zdjęcie). Nie znalazłem nigdzie jego nazwy. Widziałem na pewno fragment zaznaczony na zdjęciu (patrz kreski). Widziałem jego początek (patrz kółko). Tuż nad nim są trzy kratery. Największy (patrz 1) widziałem na pewno. Dwa obok siebie (patrz 2) na 90% mignęły mi w czasie dobrego seeingu. I to tyle w sumie. Zacząłem około 19.30 a skończyłem o 20.40 z powodu nadejścia mgły. Seeing dla powiększenia 200x tej nocy był 8 na 10. Dość często pojawiały się "dobre fale". Małe szczegóły były widoczne przez większość czasu obserwacji. Jednak na takie obiekty w powiększeniu "tylko" 200x godzina to zdecydowanie za mało czasu. Tu trzeba naprawdę dobrego skupienia. Przydał by się też montaż z prowadzeniem. Mój Dobson ATM działa bardzo, bardzo dobrze ale to jednak tylko montaż azymutalny. Jestem ogólnie zadowolony z obserwacji. Mam pewne podejrzenia co do relacji seeing-apertura-powiększenie ale potwierdzę lub obalę to przy kolejnej okazji wyciągając wszystkie trzy teleskopy (2,5",8",14"). Ja również przekonałem się kolejny raz, że Newton jest dla mnie stworzony. Teraz przydała by się pogoda na DSy https://solarsystem.nasa.gov/resources/2300/ancient-volcanic-vent-near-the-moons-plato-crater/
  8. Pierwszym moim obiektem tygodnia, a w zasadzie obiektami będzie coś co trzy lata temu bardzo mnie zafascynowało i zmieniło w pewnym stopniu mój kierunek obserwacji. Krótko i zwięźle – proponuje Wam gromady kuliste M31. Na samym początku uspokajam – małe apertury też mają dużo tu do powiedzenia ! Najjaśniejsza i najłatwiejsza gromada kulista M31 to G1 (inne nazwa: Mayall II). Jasność: 13,8 mag (wg Simbad) O rozmiarze, jasności powierzchniowej i innych ciekawych danych odsyłam do tej strony: https://academic.oup.com/mnras/article/376/4/1621/1014745 Cytuje tylko małą część, która zawiera mnóstwo szczegółów tylko o dwóch parametrach: „Based on these accurate photometric data, we redetermine the structural parameters of G1 by fitting a single-mass isotropic King model. We derive a core radius, rc= 0.21 ± 0.01 arcsec (= 0.78 ± 0.04 pc), a tidal radius, rt= 21.8 ± 1.1 arcsec (= 80.7 ± 3.9 pc), and a concentration index c= log (rt/rc) = 2.01 ± 0.02. The central surface brightness is 13.510 mag arcsec−2. We also calculate the half-light radius, at rh= 1.73 ± 0.07 arcsec (= 6.5 ± 0.3 pc).” Mapa dojścia, która mi w zupełności wystarczyła: https://deepsky.astronomie.info/And/g1/index.en.php Obserwacje: W internecie można znaleźć opis już od 63 mm ... "I've seen G1 three times with a 63mm Zeiss Telemator." https://www.cloudynights.com/topic/484810-challenging-challenge-objects/ ED 100: "I was hunting once for this cluster in ED100 under not so good conditions and I was able to glimpse it occasionally. The two close 14th magnitude stars are of course helping to pass the threshold for the detection." https://www.cloudynights.com/topic/484810-challenging-challenge-objects/ Newton 6": "Over the course of a half hour, I watched the soft, barely condensed mist of light around G1 as it drifted through the field. At odd intervals, the seeing would dial in enough to give me a glimpse of the southern star. It lined up rather nicely with the soft patch of G1 and a brighter star to the northeast. This alignment appeared regularly enough that I feel confident with the visual separation of that star. Glimpses of the northern involved star were much less forthcoming. However, on several occasions, this portion of the blob of light condensed briefly enough to perceive an alignment between it and the combined light of G1 and the southern star. This alignment pointed northwest at an angle steeper than that formed by the bright single & double-star pair to the north. This sighting is marginal." http://www.perezmedia.net/beltofvenus/archives/000512.html Newton 12" "Compared to closer magnificent globular clusters this extragalactic one appears poor, small, and cannot be resolved into single stars. But imagine what you are looking at: this is one of the most distant globular clusters visible in amateur telescopes12 Therefore it is always a fascinating object. Using magnifications over 100 times and averted vision, G1 appears as a smooth, round and diffuse nebula with two hardly perceptible dim stars at the edge. At 300x these two stars can clearly be resolved and G1 shows a stellar core (compare to the HST image). The two dim stars at the southern side of the triangle, which are shown well in Stefan Meister's CCD image, can be imagined more than seen under moderate conditions. The cluster itself cannot be resolved." https://deepsky.astronomie.info/And/g1/index.en.php Newton (?) 18" "18" (10/13/07): viewed at 450x and easily resolved the tight triple "star" that contains G1. The mag 13.5-14 globular was clearly nonstellar, though very small, ~8" diameter with a bright, quasi-stellar center and fainter halo. With direct vision the brighter center dominates and the halo fades. The globular forms the east vertex of a tiny equilateral triangle with two mag 14.5/15 stars 8" NW and SW." https://www.astronomy-mall.com/Adventures.In.Deep.Space/gcm31.htm I coś od Nas, Newton 8" "Niebo mam raczej dobre (ok. 6 mag.), pas pyłowy w M31 dostrzegalny jest bez większego problemu. Z G1 było trochę trudniej, bo przeszukując niebo ciężko ją dostrzec. Dopiero wydrukowanie, lub narysowanie sobie w miarę dokładnej mapki nieba ułatwiło sprawę. Po znalezieniu i chwilowym zerkaniu była już w miarę dobrze widoczna (w miarę dobrze jak na tak słaby obiekt oczywiście)." http://www.astromaniak.pl/viewtopic.php?f=19&t=18131 Newton 12" (jeśli dobrze zrozumiałem z opisu): "G1 - V = 13.8 Położona między dwiema trochę słabszymi gwiazdami, bez problemu widoczna bezpośrednio. Wygląda jak typowa gromada kulista." https://astropolis.pl/topic/36851-gromady-kuliste-w-m31/ Newton 13" "Kolejny punkt programu - G1/Mayall II. Z odpowiednimi mapkami odnalezienie tej globulki (13.7 mag) w 13" teleskopie jest łatwiutkie. Widziałem ją już przy 100x. Przy powiększeniu 214x widać wyraźnie, że to obiekt rozciągły. Dostrzegłem również dwie sąsiednie gwiazdki, "uszy myszki Miki"." http://astromaniak.pl/viewtopic.php?f=3&t=17761 A tu szkic i zdjęcie: http://www.perezmedia.net/beltofvenus/archives/000512.html https://pl.wikipedia.org/wiki/Mayall_II Już Was pewnie zanudziłem albo nawet wystraszyłem a to dopiero początek ! Gromad kulistych dostępnych wizualnie w galaktyce Andromedy jest mnóstwo. Może oszczędzę Wam stresu i odeślę Was do opisów jeszcze tylko kilku gromad w wykonaniu Polaka: "G2 - V = 15.8 Mimo, że druga to jest bardzo trudna, prawie punktowa, widoczna chwilami zerkaniem, obok UGC 330. G35 - V = 15.5; 2.9" Słaba, w dobrym do szukania miejscu, tylko chwilami widoczna zerkaniem, widać wyraźnie, że to nie gwiazda. G52 - V = 15.7 Słabsza od G35, trochę mniejsza, jasne tło też nie ułatwia sprawy. G58 - V = 15.5; 2.3" Bardzo słaba, tylko kilka razy zerkaniem się na nią nadziałem. Podobnej jasności co G73 i wielkości jak G64. G64 - V = 15.1; 2.3" Sporo większa od G73, ale sporo słabsza, wygląda jak gromada kulista, dość trudna ale w x87 da się ją dostrzec bezpośrednio G70 - Słaba, widoczna chwilami zerkaniem, podobna do G64, może odrobinę jaśniejsza. G72 - V = 14.9; 2.2" Prawie wskazują ją dwie pobliskie gwiazdy, wystarczyło skupić na nich wzrok i się pojawiła. G73 - V = 14.9 Najjaśniejsza gromada należąca do M110, zarazem jedna z najjaśniejszych, niezbyt trudna, wygląda jak mała tarczka blisko gwiazdy 9 mag. G76 - V = 14.3; 3.6" Na pierwszy rzut oka, jedna z najjaśniejszych, śliczna, trochę większa niż G78." A reszta tu: https://astropolis.pl/topic/36851-gromady-kuliste-w-m31/ I coś z zagranicy: "M31-G002 = Mayall III 00 33 33.9 +39 31 20 V = 15.8 18" (12/8/07): at 300x as a very faint mag 15.5-15.8 "star (perhaps slightly easier than listed V mag of 15.8). Located just 2' SW of UGC 330 and 10' ESE of M31-G1. M31-G035 = Bol 312 00 39 40.3 +40 57 03 V = 15.5; Size 2.9" 18" (9/20/03): at 323x this stellar M31 globular appeared mag 15.5 or fainter, though could almost hold continuously with averted vision. Located 16' NW of the starcloud NGC 206 and 1.8' E of a mag 14.5 star. Two mag 10.5 stars lie 3' and 4' SE. M31-G052 = Bol 005 00 40 20.3 +40 43 59 V = 15.7 18" (12/8/07): extremely faint M31 gc, stellar at 300x. Located just 2' WSW of the center of the large starcloud NGC 206 near the SW end of M31. Required averted vision to pick up but identification confirmed using a photographic finder chart. M31-G058 = Bol 006 00 40 26.7 +41 27 28 V = 15.5; Size 2.3" 18" (9/20/03): extremely faint stellar object at 323x requiring averted to identify with certainty, estimate mag 15.5-16. Located 3.5' NE of a mag 10.5 star and 14' due south of the center of M110." A reszta tu: https://www.astronomy-mall.com/Adventures.In.Deep.Space/gcm31.htm A teraz coś od siebie. To pierwszy mój "oficjalny" opis obserwacji z przed 3 lat do którego zabierałem się jak pies do jeża. To było w roku o ile pamiętam dobrze 2015 r., jesienią: Newton 8" okular do lokalizacji - hymm, nie pamiętam. Był to SW SWA 17 mm lub Maxvision 24 mm 82° (sprawdzę kiedy go kupiłem) okular do obserwacji SW SWA 8 mm i barlow GSO 2" 2x ED - powiększenie 125x (źw. 1,6mm), 250x (źw.0,8mm) zasięg około 6 mag (wg. mapy LP - 20,6 mag/arcsec^2) Andromeda w zenicie godzina 23.00-01.00 G1 (13.8 mag) - co tu dużo mówić. Po zlokalizowaniu po prostu oczywista. Nie miałem z nią najmniejszego problemu. Przy "obserwowalnym" powiększeniu czyli 250x widoczna jako plamka. Nie pamiętam jednak już - ale raczej tak - było widać "myszkę Mike" czyli dwie gwiazdy obok gromady. Oddzielone od G1. Przy 125x nie próbowałem. G 76 (14.2 mag) - jakie było moje zaskoczenie gdy po potwierdzeniu miejsca gdzie powinna się znajdować po prostu ją zobaczyłem !!! Łatwa ! Gwiazdopodobna. Widoczna ! Tak o ! "Jak" M13 z lornetki. G280 (14.2 mag) i G78 (14.3 mag) - przy tych dwóch spędziłem najwięcej czasu. Nie były widoczne z "przyłożenia". Dużo się napociłem, nakręciłem okiem by mieć pewność. Bardzo trudne na moim niebie !! To raczej granica obserwacji z podwórka. Naprawdę trudne. Oj trudne ! Myślę, że pod lepszym niebem (wg. mapy LP 21.7 mag) dostępne powinny być jeszcze G213, 272 i być może G72. Kilka dni temu: Newton 14" okular SW SWA 8 mm, barlow 2x zasięg 5 mag, słabe warunki (syf, kiła i mogiła) G1 - wyraźnie widać, że to gromada kulista. Koniec. Niestety jak do tej pory nie miałem możliwości siąść na spokojnie w dobrym warunkach z nowo nabytym Newtonem 14" by sprawdzić jak głęboko sięgnę. Korzystałem z tego zdjęcia (odwróciłem sobie kolory): https://www.cloudynights.com/images/SWandromedaglobs/m31globs.jpg (nie wiem dlaczego nie działa jako obrazek). http://www.astronoce.pl/artykuly.php?id=51 A tu tabelka pomocnicza: http://www.astronoce.pl/artykuly.php?id=51 Obserwacje wymagają spokoju, cierpliwości, dokładnych map lub zdjęć. Można zaliczyć takie obserwacje do ekstremum - jeśli się mylę, to poprawcie mnie. I na tym bym zakończył. Informacji o gromadach kulistych M31 w internecie jest jeszcze dużo dużo więcej. To co Wam dziś zaproponowałem to zadanie na wiele wiele nocy. Wiele krwi i potu z oka (oczu bo w końcu drugie tez się męczy) i sprzętu ten obiekt tygodnia wymaga. Niebo też musi być nie byle jakie. To fascynujące bo to tylko M31 ! Takie obiekty są też dostępne w innych galaktykach ! Choć M31 jest najbardziej bogata w te obiekty dostępne wizualnie. Wiem, że wymagam wiele więc podzielę moją prośbę na dwie części: G1 i kilka jaśniejszych - daj znać jak poszło ! G ... czyli cała reszta dłubaniny - daj znać jak poszło ! To jest zachęta ! Wrzucajcie ciekawe linki, zdjęcia, informacje ! Moje opisy będą raczej "techniczne" i jeśli podoba Wam się taka forma postaram się co jakiś czas coś wrzucić. Może następny OT nie będzie już tak długi ... Ale nie obiecuje
  9. Czy ktoś w Grudziądzu "organizuje się" na astroobserwacyjne wypady za miasto? Pozdrawiam wszystkich!!!
  10. Witam, zastanawiam się dlaczego niektóre mgławice widzę a niektórych w ogóle nie widać tylko same gwiazdy w ich okolicy. Np. Widzę bez problemu mgławice Hantle, Omega, Pierścień, a takie mgławice jak Kokon, Orzeł, Laguna, Trójlistna koniczyna już nie no i z galaktykami spiralnymi też jest problem a szczególnie z galaktyką w Trójkącie. Patrzę dokładnie w kierunku jej dookoła gwiazdy się zgadzają a jej nie widać nawet żadnej chmurki słabej. A za to M32 widać a jest ciemniejsza. Używam programu Stellarium na smartfonie i szukam obiektów dokładnie podążając za gwiazdami tak jak w programie wiec znajduję obiekty, ale niektórych jaśniejszych nie widać, a ciemniejsze niektóre już tak. Mam teleskop PowerSeeker 114EQ używam 45x powiększenia do obserwacji i mieszkam prawie na obrzeżach Szczecina. Teraz pytanie od czego to zależy?
  11. Zatom 22/23.09.2012, 21:30-03:30 Sprzęt zaczęliśmy rozstawiać około 21:30, kiedy na niebie zauważyliśmy wyraźne oznaki nadciągającej pogody. Druga część soboty minęła pod znakiem ulew, burz i wichrów, ale wszystkie prognozy wskazywały na przejście frontu po godzinie 22 i przewidywały całkowicie czyste niebo do rana. Obawialiśmy się jedynie wilgoci, ale obecny całą noc wiaterek, mimo obniżania temperatury odczuwalnej, był zbawienny dla optyki która praktycznie, przy zachowaniu podstawowych zasad ochrony przed wilgocią, nie "rosiła". Jeszcze przez niknące chmury udało nam się popatrzeć na nisko zawieszony nad drzewami Księżyc w pierwszej kwadrze, a po godzinie wyczyściło się całkowicie, i oprócz ostatnich niegroźnych obłoków, do rana mieliśmy do dyspozycji piękne, klarowne i przejrzyste niebo. Nie wspomniałem jeszcze z czym przyjechałem do Zatomia. Jako podstawowy sprzęt wziąłem swój nowy nabytek - lornetkę Vixen Giant Ark 16x80, oraz dodatkowo Nikona EX 10x50. Okazało się, że całą noc przesiedziałem przy Vixenie, a Nikona wziąłem tylko na dzienną wycieczkę po lesie. Co więcej, ani razu w czasie sesji nie podszedłem do innych teleskopów, a obok stały 8-, 10-, a nawet 16-calowce. Słyszałem rozmowy "Mam Sowę!", "Jest Veil!", a ja spokojnie to samo miałem w lornetce :) Jedynie pod sam koniec obserwacji zerknąłem przez 10" Marka z Gdańska z nasadką bino na Jowisza, oraz przez 16" Heńka na Koński Łeb w paśmie Hβ. Warunki, jak już wspomniałem, były bliskie ideału (wioska przeżyła zaciemnienie z okazji zlotu!). Powietrze było przewiane, nic nie "wisiało", wiatr zapobiegał osiadaniu wilgoci, jedynie temperatura mogłaby być wyższa. Między 3 a 4 nad ranem zanotowaliśmy +4°C, a odczuwalną oceniliśmy na od 1°C do 2°C. Całą niedzielę odczuwałem skutki bliskiego kontaktu dłoni z zimnymi elementami statywu. A trzeba było wziąć rękawiczki. Thomas by powiedział: "Lepiej nosić niż się prosić". Jak tylko zaszedł Księżyc, zabrałem się za obiekty głębokiego nieba. To była, po pewnej pięknej nocy w Zwoli, dopiero moja druga sesja pod ciemnym niebem z Vixenem, więc chciałem ją w pełni wykorzystać na wyciśnięcie z lornetki całej mocy apertury 2x80 mm. Zacząłem nietypowo, bo od nisko wiszącej Wielkiej Niedźwiedzicy (do której zresztą wróciłem w drugiej połowie nocy). Oczywiście zaliczyłem standardy, czyli M51 z NGC 5195 - widoczne jako wyraźne dwie plamki, M101, M81/M82 wraz z towarzyszkami NGC 3077 oraz NGC 2976. Dużo niżej wyłapałem też parkę M108 i M97 (Sowa). M108 była dość wyraźną podłużną smużką, a M97 jeszcze wyraźniejszą, sporą okrągłą plamką. Następnie przesunąłem się na wstęgę letniej Drogi Mlecznej, w okolice gwiazdozbiorów w okolicy równika niebieskiego, stopniowo idąc na północ. W Orle wypatrzyłem mój osobisty hit tego gwiazdozbioru - kompleks ciemnych mgławic Barnard 142 i 143 czyli "E Barnarda", gromadę kulistą NGC 6760 (z pomocą Panasamarasa), oraz gromadę otwartą NGC 6755. Niestety, nie udało mi się wypatrzeć pobliskiej NGC 6756, ale pamiętając ile mi to maleństwo napsuło krwi w 8", nie spodziewałem się tu zwycięstwa. Oczywiście, nie odmówiłem sobie przyjemności spojrzenia na parkę jakże różnych gromad otwartych na pograniczu Wężownika i Ogona Węża - mniejszej i jaśniejszej NGC 6633 oraz większej i bardziej eterycznej IC 4756. Pobliski Delfin kusił aby powtórzyć podejście do jego dwóch małych kulistych. Leżąca niecałe 4° na południe od gwiazdy ε Del NGC 6934 jest nieco jaśniejsza. Leży pół stopnia na północ od parki gwiazd o jasnościach 6,5 mag i 7mag (BD+06 4584 i BD+06 4576) i była widoczna w Vixenie jako składnik dwóch ciasnych parek słabych gwi azd (ok. 9-10 magnitudo). Przy dokładnym przyjrzeniu się parce wschodniej widać było, że wschodnia "gwiazdka" jest nieco rozmyta, a zerkanie jeszcze pogłębiało to wrażenie. Słabsza z kulistych Delfina - NGC 7006 - jest bardzo trudnym celem dla lornetki. Mała i słaba, leży w dość nieciekawym polu gwiazdowym, choć przy odrobinie wyobraźni można tu zastosować starhopping. Około 3,5° dokładnie na wschód od gwiazdy γ Del natkniemy się na spory trójkąt równoramienny, który z nieco słabszą gwiazdką na południowym wschodzie tworzy bardzo pochylony romb. Jeśli wrócimy od tej gwiazdki pół stopnia w kierunku trójkąta, natkniemy się na słabiutkie, niemal gwiazdowe, pojaśnienie. Leży ono na przedłużeniu linii w kierunku północnego wschodu tworzonej przez dwie gwiazdki. To będzie NGC 7006. Należy uważać aby nie pomylić jej z pobliską słabą gwiazdką (jedną z dwóch tworzących linię na północny wschód). Gromadka widoczna była zerkaniem, wyskakując raz po raz z tła. W Lisku padł oczywiście Wieszak czyli Cr 399, a także, ku mojej radości, wypatrzyłem w końcu słabą, podłużną gromadkę otwartą NGC 6802. W lornetce pokazała swój charakterystyczny kształt rozciągnięty w linii północ-południe. Z luźnych, rozległych gromad otwartych warto wspomnieć NGC 752 w Andromedzie oraz NGC 1647 i NGC 1746 w Byku, które tej jesieni rozdzielone są jasnym Jowiszem. Kiedy niebo letnie przesunęło się ku zachodowi, a na południowym wschodzie zaczęły piąć się gwiazdozbiory jesienne, skierowałem się najpierw ku Łabędziowi, a następnie w rejony na południowy wschód od Pegaza. W Łabędziu odwiedziłem rejon Sadra gdzie padły gromady otwarte: NGC 6910 (którą uwielbiam w teleskopie), Cr 421, oraz najprawdopodobniej Dolidze 6. Po drugiej stronie Sadra zwróciła moją uwagę M29 - malutka gromada otwarta. Pokazała ona wyraźny czworoboczny kształt z ładnie rozdzielonymi głównymi gwiazdkami gromady. Ze szlagierów, oczywiście Ameryka Północna czyli NGC 7000, która w polu 4° po prostu fenomenalnie odcinała się od tła pokazując kształt znany z fotografii. Obszar na wschód od niej również nie był całkowicie ciemny - widać było, że tam również rozlega się spory, ale bardzo słaby, obszar mgławicowy. Dał się też wyzerkać kształt pobliskiego Pelikana (IC 5070). Na pograniczu Łabędzia i Cefeusza odwiedziłem znaną parkę NGC 6946 (galaktyka) i NGC 6939 (gromada otwarta), a po drugiej stronie Łabędzia wspaniałą lornetkową M39 z ciągnącym się od niej ciemnym, nieregularnym pasem ciemnej mgławicy Barnard 168. Muszę tu wspomnieć o wspaniałej widoczności gołym okiem detali pasa Drogi Mlecznej, wraz z potężnymi "dziurami" i "pasmami" ciemnych mgławic przecinających go na północ od Deneba. Nie sposób było pominąć kompleksu Veila. W polu 4° mieścił się cały, choć nie tak komfortowo abym mógł się tym widokiem delektować. Wolałem osobno centrować w polu widzenia najpierw jaśniejsze NGC 6992/5, a potem słabszą NGC 6960 przechodzącą przez gwiazdkę 52 Cyg. Pomiędzy dało się dostrzec pojaśnienie przypominające o obecności Trójkąta Pickeringa. Pod Veilem zahaczyłem jeszcze gromadę otwartą NGC 6940. Wcześniej z przyjemnością odwiedzałem ją w lornetce 10x50. W większej 16x80 wygląda ona tak różnie, że z łatwością można ją pomylić, a nawet przeoczyć! Jest to świetny przykład obiektu który zupełnie inaczej wygląda w różnych konfiguracjach sprzętowych. Przesuwając się na wschód, trafiłem do Pegaza. Oczywiście, w teleskopach szlagierem jest tu NGC 7331 z pobliskim Kwintetem Stephana. Równie oczywiste jest to, że Kwintetu w lornetce nie upoluję, ale galaktykę NGC 7331 i owszem. Dojście do tego obszaru jest dość łatwe, chociaż pierwszy skok musimy wykonać nieco "na oko". Mając w polu widzenia dwie jasne gwiazdy β i η Peg (odległe od siebie o 5°, więc mając lornetkę o polu mniejszym, musimy to zrobić "skanując" tę odległość), przesuwamy się o kolejne 5° na północ, z lekkim odchyleniem na zachód, aż do granicy z Jaszczurką, gdzie w polu widzenia pojawią się dwie gwiazdki o jasności ok. 6mag (HR 8609 i HR 8604). Wtedy wracamy pół stopnia na południe do dwóch gwiazdek o jasności ok. 8,5mag położonych w linii naszego przesuwania (południe z lekkim wychyleniem na wschód). Od nich, kolejne pół stopnia na południe, powinniśmy dostrzec słabą, podłużną smużkę wyskakującą z tła przy zerkaniu. W nacelowaniu pomocna może być parka słabych gwiazdek ok. 9mag będąca miniaturką parki na granicy z Jaszczurką, leżąca nieco na północny zachód od galaktyki. Wszystkie opisywane gwiazdy starhoppingu z łatwością mieszczą się w polu widzenia nawet większych lornetek, więc nie powinniśmy mieć trudności z celowaniem nie tracąc żadnego z punktów odniesienia z pola. W tej okolicy Panasmaras naprowadził mnie na jeszcze jedną galaktykę - NGC 7217. Jest ona mniejsza i słabsza od NGC 7331, ale mając wyższą jasność powierzchniową, daje się wyzerkać w lornetce. Rozochocony zwycięstwami przygotowałem się na porażkę w starciu ze słabiutką galaktyką w Andromedzie - NGC 891. Dojście do niej nie jest trudne. Startując od gwiazdy γ And skierowałem się na wschód, w kierunku gromady otwartej M34. Nieco wcześniej niż w połowie drogi (trochę więcej niż 2° od γ) znajduje się specyficzny asteryzm złożony z 6 gwiazd w kształcie drabinki - dwa rzędy po trzy gwiazdki. Środkowa para celuje niemal dokładnie w galaktykę. Wystarczy przedłużyć linię wyznaczoną przez dwie środkowe gwiazdki drabinki o dwie odległości na wschód z lekkim przesunięciem na południe (nieco dalej na tej linii leży gwiazda 6,7mag BD+41 453). Wcześniej powinienem dostrzec zerkaniem lekkie, podłużne pojaśnienie tła poprzeczne do wspomnianej linii. JEST! Uważne, dłuższe wpatrywanie się zerkaniem ujawniło, że smużka lekko się wydłuża, a część centralna jest dobrze widoczna. Ten obiekt również dobrze znam z 8" - nie jest łatwy ze względu na niską jasność powierzchniową. Kluczowe są tu warunki, a przede wszystkim przejrzystość atmosfery. Po dłuższym badaniu NGC 891, przeszedłem przez M34, aby trafić w rejon mgławicy Kalifornia (NGC 1499). Jest to duży obszar mgławicowy który nie sposób zmieścić w polu okularu teleskopu. Pamiętam, jak zeszłej jesieni w Jeziorach Wielkich złapaliśmy Kalifornię w ED80 z okularem Nagler 31mm i filtrem UltraBlock. Było to po prostu pojaśnienie tła widoczne tylko jako kontrast do ciemniejszego tła poza mgławicą. W lornetce widać było podłużne, ulotne pojaśnienie tła bez szczegółów. Od Kalifornii jest już tylko jeden krok do Plejad - pięknie skadrowane w polu 4° z widocznymi mgławicami, szczególnie Merope (NGC 1435) rozciągającą się na południowy wschód od "swojej" gwiazdy. Z nieba zimowego wróciłem jeszcze na jesienne. Korzystając z ciemnego południowo-wschodniego widnokręgu postanowiłem zapolować na mało popularne u nas trio: galaktykę NGC 247 w Wielorybie oraz galaktykę NGC 253 i gromadę kulistą NGC 288 w Rzeźbiarzu. Z tego co pamiętam, NGC 253 (Galaktyka Rzeźbiarza) oraz mętne przebłyski kulistej NGC 288 widziałem już w Zwoli, ale chciałem wyłuskać całe trio pod naprawdę ciemnym niebem. I udało się. Wyraźne mgiełki NGC 253 i NGC 288 w jednym polu, z charakterystycznymi pobliskimi układami gwiazd wraz z widocznymi też w lornetce wierzchołkami drzew nad którymi wschodziła ta parka to widok jak z obrazka. Niezapomniane połączenie widoku pobliskich drzew z odległymi obiektami głębokiego nieba - gromady kulistej leżącej 30 tysięcy lat świetlnych i galaktyki leżącej ponad 11 milionów lat świetlnych od nas. Udało mi się też w końcu wyłuskać z tła podłużną smugę galaktyki NGC 247, która "rosła" przy zerkaniu o jakieś 30%. Leży ona w charakterystycznym miejscu, jedynie 3° pod gwiazdą β Cet, nad północno-wschodnim wierzchołkiem trójkąta prostokątnego z dość jasnych gwiazd. Jej południowy koniec dotyka gwiazdki 9,5mag. W Wielorybie zaliczyłem również galaktykę M77 i pobliską NGC 1055 (z pomocą Panasamarasa), która tworzy ładny trójkącik z dwiema gwiazdkami w pobliżu δ Cet, oraz jasną i sporą mgławicę planetarną NGC 246 w zachodniej części gwiazdozbioru. W Wodniku odwiedziłem Ślimaka - NGC 7293. Pod koniec sesji skierowałem się ponownie na niebo zimowe. Na wschodzie królował już Orion, więc po nasyceniu wzroku okolicami M42, podszedłem do mgławicy Płomień, czyli NGC 2024. Po namierzeniu ciemnej szczeliny na wschód od Alnitaka, wyzerkałem też lekkie pojaśnienia po obu jej stronach. W Woźnicy wyłuskaliśmy z Panasemmarasem gromadę otwartą NGC 1893. Wspomnę też nasze zmagania z Barnardem 33 czyli słynnym Końskim Łbem. Ta ciemna mgławica leży na tle "jasnej" mgławicy IC 434. Ze względu na specyfikę IC, zalecanym filtrem do wydobycia na jej tle B33 jest Hβ, który szczęśliwie mieliśmy na podorędziu. W 16", okularem ES 24 mm oraz filtrem, po dłuższym wpatrywaniu się w końcu dostrzegłem ciemniejsze, spore wcięcie w bladej poświacie IC 434. Ponieważ znałem już ten rejon po zmaganiach w 12", łatwiej mi było zorientować się w układzie słabych gwiazdek przy których widać Łeb. Po nakierowaniu kolegów, każdy potwierdził widoczność Barnarda 33. W sieci znalazłem zdjęcie, które nieco przerobiłem na użytek wizualizacji widoku w okularze, choć ostrzegam, że i tak odbiega ona od rzeczywistości. W okularze całość jest ulotna i dużo ciemniejsza niż na zdjęciu. Oprócz ciemnego nieba, B33 i IC 434 wymagają cierpliwości i dobrze opanowanej techniki zerkania. Ale jeśli wiemy czego możemy się spodziewać, obiekt jest spokojnie do wyłapania. Jak już wycelujemy w ten region, kluczowe jest zorientowanie się w okolicy i odnalezienie dwóch gwiazdek (w tym górna jest podwójna, ale tego raczej nie dostrzeżemy) leżących na południowy-wschód od nasady szyi Łba. Wiele obiektów w powyższym opisie pominąłem, jako standardy których nie trzeba przedstawiać (np. potężne pole z gromadami na pograniczu Perseusza i Kasjopei, M31 i M33, region M42...), ale mimo wszystko zachęcam do podejścia do nich w tak z pozoru banalnym sprzęcie jak lornetka. W szerszym polu przedstawiają się one zupełnie inaczej niż w okularze teleskopu. Niektóre z nich w ogóle nie nadają się do obserwacji w wąskim polu teleskopu, a część z nich niemal lub wręcz całkowicie "ginie" w powiększeniach rzędu 30x i wyższych. Sporo powyższych opisów jest też dość chaotycznych (za co przepraszam), ale w tym szaleństwie po prostu nie robiłem notatek... Wybaczcie staremu zgredzie ;) Na koniec przytoczę opinię Panasamarasa wyrażoną na prelekcji o lornetkach, a którą w pełni popieram: "Nie docenimy walorów i wartości obserwacyjnych lornetki, dopóki będzie ona tylko dodatkiem do stojącego obok teleskopu. Musimy wybrać się pod rozgwieżdżone niebo tylko z lornetką - wtedy okaże się, że wcale nie tęsknimy za teleskopem".
  12. Hej, piszę z dość nietypową sprawą Chcemy sobie ze znajomymi z OMSA zorganizować we wakacje coś w rodzaju mini zlotu. Z racji tego, że pochodzimy z różnych części kraju, ustaliliśmy, by spotkać się po środku, czyli w Polsce centralnej. Nie mamy jednak zbyt dużej wiedzy na temat jakichś fajnych miejscówek w tamtych rejonach. Szukamy czegoś z fajnymi warunkami obserwacyjnymi, ale też z możliwością kilkudniowego noclegu. Dlatego jeśli znajdzie się ktoś, kto ogarnia tamte tereny, zna jakieś fajne miejsca, będę bardzo wdzięczna za pomoc. Myśleliśmy o tych okolicach, jednak nie jesteśmy z nich zbytnio zorientowani Z góry dzięki
  13. Poszukuję kogoś z Legnicy do wspólnych wyjazdów na obserwacje. Mój email: [email protected]
  14. Witajcie Chcę was zaprosić na kolejny odcinek serii "Poznajemy gwiazdozbiory" na kanale AstroLife. Tym razem pod lupę wziąłem Byka widocznego dobrze akurat teraz - na przełomie jesieni i zimy. Może kogoś zachęci do obserwacji akurat tej konstelacji przy najbliższej okazji Odwiedzimy ogromne, gorące, niebieskie gwiazdy a także potężne, stygnące, pomarańczowe i czerwone olbrzymy Zajrzymy w głąb kilku pięknych gromad otwartych jak również przyjrzymy się niezwykle ciekawym obiektom - pozostałości po wybuchu supernowej sprzed 7 tysięcy lat a także umierającym gwiazdom odrzucającym w przestrzeń własną materię tworzącym mgławicę planetarną :)
  15. Listopad stawia ostatnie kroki... i dobrze, lepiej taki miesiąc puścić w niepamięć Grudzień na niebie zapowiada się bardzo interesująco i mam nadzieję, że film który dla was przygotowałem nie będzie listą wydarzeń astronomicznych które z powodu pogody przegapimy Przed nami zakrycia dwóch jasnych gwiazd Regulusa i Aldebarana. Szczególnie to pierwsze zasługuje na uwagę gdyż jest zjawiskiem bardzo rzadko obserwowanym z Polski! Ostatni raz miało miejsce w styczniu 2007 roku a poprzednio w 1988 roku. Ponadto czeka nas przelot planetoidy Phaethon (nazwanej od imienia syna boga Słońca - Heliosa, z powodu piekielnie blisko położonego punktu peryhelium - 0.14 j.a.), na niebie szaleć będzie powiązany z nią rój Geminidów, coraz jaśniej świeci Mars a wyżej ponad horyzont wzbija się Jowisz, pod koniec miesiąca znad południowo wschodniego horyzontu przed wschodem Słońca wyłoni nam się Merkury w towarzystwie czerwonego Antaresa
  16. Witajcie Kochani. Pragnę się przywitać i na wstępie opowiedzieć w skrócie co mi się dzisiaj przytrafiło. Kupiłem swój pierwszy teleskop Newtona itd itp podszkoliłem się z ustawienia tego ustrojstwa oraz ochoczo zniosłem sprzęt na podwórze wykręcając żarówkę z jednej z pobliskich latarni(niesamowicie wkurzała). Astronomią interesuję się od około 10 lat wszelkie zagadnienia od nazewnictwa umarłych gwiazd po galaktyki mgławice itp już od jakiegoś czasu były mi znane ale nigdy nie było okazji kupić sprzętu. Padło na Sky-watchera 150750 EQ 3-2 z wszystkim co w standardzie plus pokrowce napęd i soczewkę 4mm. po ciężkim dniu niesprzątaniu w domu(bla bla przewińmy niepotrzebne gadanie p/s sprzedam Opla...) po rozłożeniu sprzętu w mieście w dość ciemnym miejscu zacząłem robić swoje pierwsze amatorskie fotki pierwsza padła Wega potem gwiazdy Kasjopei by na koniec dobić się mgławicą pierścień oraz galaktyką andromedy. dodam, że moje zdjęcia nie są zbyt "kozackie" ponieważ północ była za blokiem i nie miałem ani okazji podszkolić się z ustawienia statywu jak i kalibracji lunetki biegunowej. ale jedno co dziś wyjątkowo przykuło mą uwagę to dość znaczna ilość bolidów mknąca po niebie niezbyt szybko (2-3sec na 3/4 nieba) od mniej więcej między Kasjopeą a Galaktyką Andromedy w stronę zachodu a konkretnie gwiazdozbioru Orła. Stąd moje pytanie czy dziś ktoś zauważył podobne zjawisko tych obiektów? Czy to zjawisko jest Normalne o tej prze roku? wkrótce dodam swoje pierwsze amatorskie zdjęcia tak więc trzymajcie kciuki za kolejne bezchmurne dni Pozdrawiam Łukasz
  17. Na tegoroczny urlop w Bieszczadach jechałem ze sporymi nadziejami. Liczyłem oczywiście na dobrą pogodę, lepszą niż w ubiegłym roku (gdy właściwie tylko jeden wieczór był „bieszczadzki”) a zwłaszcza na zażegnanie astro-kryzysu, który dopadł mnie jakoś rok temu i nie chciał za żadne skarby odpuścić. Nie będę was trzymał w niepewności i od razu zdradzę, że oba cele udało się osiągnąć. Chcecie wiedzieć jak do tego doszło? Przełęcz Wyżna – 14/15.08 i 15/16.08 Pierwsza okazja do spojrzenia w niebo nadarzyła się w poniedziałek, 14 sierpnia. Księżyc wschodził koło 23, więc czasu na obserwacje było prawie dwie godziny (nazajutrz oczywiście trochę więcej, ale summa summarum zwinąłem się o podobnej godzinie). Jako miejscówkę wybrałem parking na Przełęczy Wyżnej. Co tu wiele mówić – tamtejsze niebo zapiera dech w piersiach. Droga Mleczna rozciąga się od horyzontu do horyzontu, wręcz razi w oczy swoją jasnością. Gdyby jeszcze ktoś wstrzymał ruch drogowy, tudzież zabrał turystom schodzącym po zmroku z Połoniny Wetlińskiej białe latarki byłoby perfekcyjnie Ciemniejące niebo nad Połoniną Wetlińską Warunki podczas obu nocy były bardzo dobre, choć pierwszej przejrzystość powietrza była troszeczkę lepsza, momentami podwiewał też wiatr ze wschodu. Co ważne, nie było absolutnie żadnych problemów z wilgocią (wysokość 872 m.n.p.m. robi jednak swoje). Obserwowałem przez lornetę Leidory 22x100. Co zatem udało mi się zobaczyć podczas tych dwóch nocek? Zacznijmy od północy. Leżąca blisko Polaris stara gromada NGC 188 (C1) zaprezentowała się całkiem przyjemnie – duży, blady placek, z którego wybijały się nieśmiało pojedyncze gwiazdki. Będąc w Cefeuszu nie sposób nie zajrzeć do parki NGC 6939 - NGC 6946. Gromada i galaktyka wyglądały pięknie, NGC 6939 była jasna i wyraźnie mrowiła, leżąca obok Galaktyka Fajerwerk pozostała okrągłą mgiełką. Spojrzałem też na leżącą niedaleko Mgławicę Irys (NGC 7023, C4). Tutaj była widoczna jedynie blada, ulotna poświata dookoła gwiazdki centralnej na prawie bezgwiezdnym tle. Na gorszym niebie może być to dość problematyczny cel. Pogranicze Łabędzia i Cefeusza Prawdziwy opad szczeny powodowały Chichoty, kipiące jasnymi gwiazdkami, do tego na niespotykanie ciemnym tle (cóż, to w końcu Bieszczady). Bardzo ładnie wyglądała też M51 z NGC 5195, zerkaniem dostrzegalny był nawet zarys południowego ramiona eMki i „mostu” łączącego obie galaktyki. Obejrzałem oczywiście także gromady w Kasjopei (tutaj najładniej wyglądała NGC 7789), ogromną M31 z sąsiadkami i M33. Operowanie dużą lornetką na statywie w okolicach zenitu nie należy do przyjemności, dlatego obserwacje w tym rejonie ograniczyłem w zasadzie do wyłapania M57 z majaczącym pociemnieniem centralnym oraz bardzo jasnego i mięsistego wschodniego Veila. Schodząc niżej upolowałem niezbyt efektowną gromadę NGC 6802 (niewielkie pojaśnienie migoczące słabymi gwiazdkami), leżącą przy wschodnim ramieniu widocznego bezproblemowo gołym okiem Wieszaka. Lekki szok przeżyłem kierując lornetkę w stronę „E” Barnarda w Orle (Barnard 142 – 143). Pod tak świetnym niebem w pierwszej chwili nie da się dostrzec znanego kształtu, zamiast tego wychodzi bardzo rozbudowana plątanina ciemnych pasm, najbardziej po północnej, niesamowicie gęstej stronie mgławicy. Coś pięknego! Kilka ciemnotek wyłapałem także w okolicy M11. Od północy bez problemu widoczny był olbrzymi (3 – stopniowe pole widzenia było stanowczo za małe) Barnard 111, centralnie pod gromadą łatwo dało się zauważyć ciemniejszy kleks Barnarda 112. Nieco na lewo od niej świetnie widoczna była pionowa szrama, najwyraźniejsza w północnej części (B115 – B114). Pod charakterystycznym czworobokiem, do którego lewej strony przylega gromada majaczyła dość ulotna pozioma smuga, którą zidentyfikowałem jako B318. źr: Aladin Lite Zjeżdżając niżej wpadały ułożone niemal w rządku: otwarta M26 i nieco mniejsza kulista NGC 6812, dalej mgławicowata M16, następnie ogromna M17 (z dostrzegalnym bez problemu kształtem łabędzia) i prawdziwy hit – M24. Muszę przyznać, że widok gwiezdnej chmury zwalił mnie z nóg, wyglądała całkiem inaczej niż widywałem ją do tej pory. Niesamowicie jasny i rozległy obłok od południa ostro graniczył z ciemnym obszarem, dwa Barnardy tworzące „oczy” (B92 i B92) były bardzo wyraźne, wręcz czarne. Leżący po lewej większy Barnard 307 był nieco bardziej szarawy, świetnie wyglądał też długi i wąski Barnard 304. Wspaniały widok! źr: Aladin Lite Trio M8-M20-M21 było równie fantastyczne. W centrum gigantycznej Laguny świeciła urocza gromada NGC 6530, Trójlistna, już przy patrzeniu na wprost, ukazywała słabszy obłoczek nad główną częścią, jasna gromada M21 pięknie wybijała się z końca łańcuszka kilku gwiazdek. Kontynuowanie jazdy w dół uniemożliwiły rosnące blisko drzewa, ale spokojnie – te rejony też doczekały się na swoją kolej (o czym za chwilę). Kolejna noc również była bezchmurna, jednak zmęczony i lekko przeziębiony zdecydowałem się ją przespać – zwłaszcza, że nazajutrz rozpoczynał się zlot w Roztokach. Roztoki Górne – 17/18.08 i 18/19.08 Czwartkowy wieczór od początku był pogodny, uzasadnione były zatem moje nadzieje, że warunki będą równie dobre jak podczas dwóch pierwszych nocy obserwacyjnych. Jak się jednak okazało masakryczna wilgoć trochę ubiła przejrzystość powietrza (szczególnie w drugiej części nocy), mimo to nie można było za bardzo narzekać – bieszczadzkie niebo i tak zachwycało, nie było to jednak maksimum. Większość wizualowców rozstawiła się przy drodze prowadzącej do ośrodka, na początku padały głównie letnie klasyki (choć wynalazki w stylu Palomara 9 też się pojawiały). Dość szybko problemy zaczęła stwarzać wspomniana już wilgoć, po jakiejś godzinie obiektywy mojej setki był kompletnie zaparowane (później, po odparowaniu w samochodzie, podały się już po… 10 minutach). Nie pozostawało więc nic innego jak tylko przyjęcie taktyki „na sępa”, zwłaszcza że tuż obok stały świetne lornety: TS Marine 22x85 Grześka i Argus 25x100 Łukasza. Niebo nad Cichą Doliną Hitem nocy były zdecydowanie widoki przez nasadkę bino od Denkmeiera (należącą do Dominika) w Taurusie 12”. Trochę zostało już na jej temat powiedziane, więc ograniczę się do stwierdzenia, że na temat widoków M27 czy Dzikiej Kaczki powinno się pisać poematy, okraszone obowiązkowo podwórkowymi zwrotami wyrażającymi zachwyt Kto nie widział – niech żałuje. Ogólnie padało trochę planetarek (mi najbardziej do gustu przypadła NGC 246, bez problemu pokazująca tarczkę w powiększeniu 20x z hakiem), jesienne klasyki w stylu Galaktyki Rzeźbiarza (NGC 253, spaskudzonej jednak nieco przez warunki nisko nad horyzontem), udało mi się także omieść gromady we wschodzącym Woźnicy (wykorzystując chwilę po odparowaniu lornetki). Z czasem z pola walki odchodziło coraz więcej zlotowiczów, najwytrwalsi zwinęli się razem z astrofociarzami koło 3:00, wtedy też i ja odjechałem do Cisnej. ---- Pogoda w piątek była dobra – przez większość czasu było słonecznie, choć po niebie snuło się momentami sporo chmur, głównie cirrusów. Lekki niepokój wzbudzał fakt, że późnym popołudniem i wieczorem niebo było nadal w większości zasnute białym pierzem. Gdy jechałem do Cichej Doliny (koło 19:40) zanosiło się jeszcze na kompletną porażkę. Na szczęście gdy się ściemniło chmury odeszły odsłaniając piękne niebo, dużo bardziej przejrzyste niż w czwartek. Arktur podświetlający rozchodzące się cirrusy Zniechęcony problemami, jakie stwarzała wilgoć poprzedniej nocy, postanowiłem nie wyciągać z samochodu nic poza lustrzanką. Wieczorem koło ośrodka kręciło się naprawdę bardzo dużo postronnych osób, toteż obserwowaliśmy z nieco bardziej ustronnego miejsca, po drugiej stronie budynku. Przez większość czasu spoglądaliśmy przez 13-calowego Taurusa Mirka, o tym co obserwowaliśmy możecie przeczytać w jego relacji. Ze swojej strony dodam, że Veil nokautował każdego kto zbliżył się do okularu, pocętkowana M82 również wyglądała świetnie. Korzystając z Nikonów 10x50 i 8x42 (bardzo fajne powiększenie do długich obserwacji z ręki) omiataliśmy wiele gromad otwartych, zaczynając od wiszących w rejonie Trójkąta Letniego, poprzez bardziej jesienne (NGC 457 czy NGC 7789), na Woźnicy (urocza NGC 1893 pod „drabinką”) i Hiadach kończąc. Bieszczadzkie niebo zachwycało także bez użycia żadnego sprzętu. Wiele Deesów było bez najmniejszego problemu widocznych gołym okiem (np. NGC 7000), jednak bank rozbiła M31, której dysk rozciągał się chyba na ponad dwa stopnie (ciągle mówimy o obserwacjach gołoocznych) – coś fenomenalnego! Przez obie noce pojawiały się także jasne Perseidy (niektóre zostawiały wyraźne ślady). Kolejne dwie noce były pochmurne – w sobotę w ciągu dnia było co prawda bardzo ładnie (prawie bezchmurnie), ale front atmosferyczny, który nadszedł wieczorem pogrzebał wszelkie plany. Pogoda w niedzielę była już fatalna, tak samo noc. Poniedziałek przyniósł znaczącą poprawę – zachmurzenie ciągle spadało, wieczorem było już czysto. Warunki zapowiadały się świetnie, więc koło 20:00 ruszyłem do Roztok, zwłaszcza że zaplanowaliśmy wcześniej z Mateuszem i Przemkiem obserwacje na przełęczy. Przełęcz nad Roztokami – 21/22.08 Nie będę ukrywał, że ostrzyłem sobie zęby na tę miejscówkę od kiedy pierwszy raz o niej usłyszałem. Południowy horyzont z przełęczy (801 m.n.p.m.) jest całkowicie otwarty i zupełnie pozbawiony jakichkolwiek łun, większa wysokość oznacza też lepszą przejrzystość i mniejsze problemy z wilgocią. Przełęcz nad Roztokami - widok na południe Jak wspomniał w swojej relacji Mateusz, oprócz 22x100 zabrałem także SkyMastera 20x80 (jako rodzaj zabezpieczenia gdyby większa lornetka znów zaparowała). Obserwacje zaczęliśmy od Saturna, wiszącego na jeszcze dość jasnym niebie. Stosunkowo mały kontrast między planeta i tłem umożliwił dostrzeżenie przerwy między pierścieniami a tarczą, widoczny był także pomarańczowy Tytan. Po chwili w okulary lornetek wpadły M7 i M6, które najładniej prezentowały się w APMie 16x70 (wysoka jakość obrazu i pasujące jak ulał pole widzenia). Gdy ściemniło się do reszty postanowiłem wyłapać trochę kulek w Strzelcu. Najpierw obejrzałem jasne i przyjemne: M54, M55, M70 i M75. Później złapałem dużo mniejszą, ale również jasną NGC 6522 (trochę podobna do NGC 6812 w Tarczy), koło olbrzymiej M22 wpadła natomiast niepozorna NGC 6642, mocno kontrastująca ze swoją potężną sąsiadką. W międzyczasie wilgoć pokryła obiektywy setki, więc przeładowałem statyw sadzając na nim 20x80. W druga noc zlotową planowaliśmy popatrzeć na Sowę (M97) w dużym Newtonie, ale finalnie jakoś do tego nie doszło (gdy sobie przypomnieliśmy była już za nisko), postanowiłem zatem odwiedzić ten rejon. Planetarka pokazała bez problemu wyraźną, szarą tarczkę, blisko widać też było lekko podłużną galaktykę M108. źr: Aladin Lite Po drugiej stronie Wozu złapałem ulotną i trudniejszą M109, później rzuciliśmy okiem na M51, która pokazała ewidentnie podwójną strukturę już w 10x50. Później wpadły jeszcze kuliste: NGC 6229 w Herkulesie i NGC 6934 (C47) w Delfinie, fenomenalnie prezentowała się M31, której dysk rozciągał się na calutkie pole widzenia lornetki. Wyłaniające się zza drzew Chichoty czy M39 w jednym polu z B168 zapierały dech w piersiach. Gdy centrum Drogi Mlecznej schowało się za pobliski grzbiet górski spakowaliśmy się i zjechaliśmy do Cichej Doliny. W powietrzu wisiały dosłownie hektolitry wody, doskonale dało się to odczuć w oddechu zaraz po wyjściu z samochodu. Obejrzeliśmy w 11-calowym SCT z nasadką Denkmeiera kilka klasyków, później, właściwie na sam koniec, podczas omiatania nieba lornetami, wpadła bardzo wyraźna Mgławica Merope (NGC 1435). ----- Wypadałoby napisać jakieś słowo podsumowania, ale jak sklecić coś sensownego, gdy w głowie wciąż kłębi się tyle myśli, emocji, wciąż świeżych obrazów? Jak wrócić do rzeczywistości, gdzie nocne niebo nie jest czarne tylko szare? Jak wrócić do swoich codziennych zajęć gdy jeszcze tydzień temu było się w tak niesamowitym miejscu? To było pięć wspaniałych nocy. Jeśli jeszcze nie byłeś w Bieszczadach – przyjedź koniecznie. Nie będziesz żałować. Wszystkie zdjęcia: 25s, ISO 3200.
  18. Przedwczoraj, wraz z trzema kolegami, odwiedziliśmy naszą miejscówkę z TAKIM niebem. Do dyspozycji mieliśmy ogromną lornetę 20x100, teleskop 8 i 10" i niezmierzone pokłady zapału do koszenia DSów. Pogoda dopisała, warunki były dobre, pomimo kilku chmurek, które chwilowo zasłoniły zachodnią część nieba. Zaczęliśmy od Saturna, który prezentował się niezwykle w lornecie a w teleskopach z użyciem okularów ES 6,7 mm oraz ortho 6 mm pokazał przerwę Cassiniego i ... dwa pasy na powierzchni! Później była M57 w Lutni, choć urokliwa, niestety czarno biała Strzelec pokazał nam mgławicę Trójlistną Koniczynę, ogromną Lagunę, oraz gromady M18, M22. Zabraliśmy się później za Veila, jak zwykle piękny. W lornecie, po użyciu filtra, mgławica Ameryka Północna prezentowała się lepiej niż w telepie. Była też widziana parka M81 i M82, rozczarowała nas nieco M101 ale za to M51 już zachwycała. M31 w Andromedzie to kolejny nokaut, brak słów by opisywać jej piękno. Hihoty a później Plejady widziane w jednym polu Luminosa 23 mm, czy Meada 26 mm to wisienka na torcie. W międzyczasie, przemykały niedobitki Perseidów. Księżyc zakończył nasze łowy po północy, w czasie wschodu falując niemiłosiernie, jakby go gotowali.
  19. Tradycyjnie organizujemy pokazy nieba z okazji maksimum aktywności roju meteorów Perseidy. Spotkania obserwacyjne odbędą się w dwóch terminach z racji rozłożonego tegorocznego maksimum. Pierwsze spotkanie w nocy 11/12 sierpnia od godz. 19:00 Drugie spotkanie w nocy z 12/13 sierpnia od godziny 19:00 Miejsce spotkania: boisko przy Muzeum Obozów Jenieckich w Żaganiu, ul. Lotników Alianckich - mapka orientacyjna na miejsce obserwacji poniżej
  20. Nigdy nie widziałam naprawdę ciemnego nieba. –powyższe zdanie było prawdziwe… aż do wczoraj. Jako dla osoby trochę już zaznajomionej z astronomią amatorską, dla mnie było to dość wstydliwym faktem, no ale jednak… Wiadomo – Małopolska Zachodnia nie rozpieszcza pod tym względem, wyjechać gdzieś trochę dalej nie mam zbytnio możliwości, a nawet na zlocie w Zatomiu jesienią 2015 r. pogoda łaski specjalnie mi nie okazała powodując, że niebo nie było wtedy szczególnie lepsze od tego mojego, inwałdzkiego. Oczywiście na swoje przydomowe warunki aż tak narzekać nie mogę. Drogę Mleczną widać. Inna sprawa to jak widać. No nieźle. Nieźle. No właśnie. To co zobaczyłam tej nocy całkowicie zresetowało moje wyobrażenie o tzw. ciemnym niebie i o dobrych warunkach do obserwacji. Bo oto w końcu, po tylu latach, na własne oczy mogłam ujrzeć obraz cudu niebiańskiego. Prawdziwie rozgwieżdżone niebo. Cały wieczór był pochmurny i nic nie zapowiadało, iż stan ten mógłby ulec zmianie, stąd też moje zdziwienie było jeszcze większe, gdy przed północą zobaczyłam przez okno jakieś świecące punkciki na niebie. Wyszłam z domku i stanęłam. I patrzyłam. Po prostu. W zasadzie na tym mogłabym zakończyć mój opis, ale rozwińmy go troszkę bardziej… Pobiegłam zaraz po lornetkę i udałam się na krótki obchód wśród drzew i innych domków. Cel miałam jasno określony - Chcę spojrzeć w kierunku centrum Galaktyki. Jakieś 20 metrów dalej zatrzymałam się, bo oto przede mną znajdował się Strzelec. Podniosłam lornetkę do oczu i zaczęłam identyfikować usytuowane tam obiekty. Laguna, Koniczyna, Orzeł, Omega… wszystkie o wiele wyraźniejsze od tego, co pamiętałam z Inwałdu, wręcz bijące po oczach. Przesuwając między nimi pole widzenia Nikona, przestało mnie obchodzić gdzie co jak się nazywa. Teraz wędrowałam przez niebo odnajdując kolejne gromady kuliste, otwarte tudzież inne skupiska gwiazd, natrafiając czasem na jakąś mgiełkę. Nie mogę pominąć też ciemnych mgławic, które jawiły się dosłownie wszędzie, nadając niebu mozaikowy wygląd. Pierwszy raz miałam okazję zobaczyć je tak wyraźne i zdecydowane. Tajemnicze ciemne wyrwy pośród kosmicznych łańcuchów gwiazd. Odsunęłam lornetkę od oczu. Ktoś mi kiedyś powiedział, że niebo w Bieszczadach wygląda, jak cukier wysypany na kartkę czarnego papieru. Teraz doskonale zrozumiałam co miał na myśli. Gwiazdy, kosmiczne diamenty, gwiezdny pył, cała materia naszej Galaktyki wręcz wołała do mnie z firmamentu. Ona wyskakiwała ze sfery nieba, wszystkie te struktury były tak trójwymiarowe, przestrzenne, jakby miały się na mnie wysypać. I z każdą chwilą, sekundą, coraz lepszym przystosowaniem wzroku do ciemności, wszystkie te wrażenia stawały się wyraźniejsze i pewniejsze. Nie analizowałam gdzie co było na niebie. Ja je chłonęłam. Stapiałam się z nim. Tylko ja i ciemność, a w niej ogrom Wszechświata. Nie wiem ile czasu tak stałam gapiąc się w górę… Nagle zobaczyłam, jak okolice Wielkiej Niedźwiedzicy przecina meteor. Długi i jasny z delikatnym zielonym odcieniem. Wisienka na torcie. Uśmiechnęłam się do siebie jeszcze bardziej. W domku okazało się, że spędziłam tak około półtorej godziny, bo potem znad Jeziora Solińskiego uniosła się mgła, gęstniejąc coraz bardziej. Tak zakończyło się moje pierwsze spotkanie z niebem bieszczadzkim. Krótkie, ale i tak było niesamowicie… Z natury jestem człowiekiem, który zachwyca się praktycznie wszystkim, co go otacza. Chmurki, ptaszki, drzewka, różne widoczki, nawet stare wioski gdzieś na tzw. zadupiu. Ale niebo zawsze robi na mnie największe wrażenie. Zawsze, gdy widzę gwiazdki odczuwam wewnętrzną potrzebę zatrzymania się i patrzenia w nie. Do tego stopnia, że gdy mam wstać rano do szkoły (przez ostatnie dwa tygodnie także pracy), a jest powiedzmy po północy, wolałabym żeby nagle przyszły chmury. Dlaczego? Mam wyrzuty sumienia, że pójdę spać i nie będę mogła obserwować. A takie sytuacje w ostatnim roku szkolnym zdarzały mi się niestety dość często. Myślę, że ostatnia noc w znacznym stopniu mi to wynagrodziła. Mam nadzieję, że jeszcze przynajmniej parę razy będę mogła popatrzeć na tutejsze niebo, do soboty jakaś pogodna noc powinna się trafić I wtedy pokażę to wszystko rodzicom i siostrze, bo dziś nie chciałam ich już budzić. Może wtedy spojrzę na jakieś konkretne obiekty, w końcu po coś wzięłam ze sobą Interstellarum. Chyba, że ten widok znów mnie obezwładni na tyle, by tylko stać i patrzeć ze szczęką leżącą gdzieś w trawie
  21. Niektórzy z Was (ja też) obserwując komety oceniają ich jasność, średnicę głowy itp., zgodnie z wytycznymi ICQ (International Comet Quarterly). Zastanawiacie się pewnie też, co z tymi obserwacjami dalej robić. Niektórzy wysyłają je do COKu, inni do SOKu, jeszcze inni trzymają je w swoich prywatnych archiwach. W internecie jest też kilka stron, które gromadzą obserwacje, jednak strony te mają to do siebie, że ich czas życia w internecie jest zwykle ograniczony przez możliwości jednej jedynej osoby, która daną stronę prowadzi. Jedynym centralnym organem, który zbiera (zbierał?) obserwacje komet z całego świata jest International Comet Quartetly. Niestety, obserwacje te pojawiały się później jedynie w publikowanym raz na kwartał ICQ (którego prenumerata jest zresztą dość droga). Nie ma dostępu do tych obserwacji w formie elektronicznej. Tymczasem nieco ponad dwa lata temu pojawiło się nowe przedsięwzięcie, któremu powinien przyjrzeć się każdy obserwator komet, który chciałby, aby jego obserwacje zgromadzone były w dużej bazie, do której zresztą każdy może mieć łatwy dostęp. Przedsięwzięcie to to Comet Observation Database: http://www.cobs.si/ W bazie tej zgromadzono już ponad 20 tysięcy obserwacji, w tym ponad 13 tysięcy obserwacji wizualnych. Obserwacje te każdy (chyba po zarejestrowaniu) może przeglądać, pobrać, a także pobieżnie przeanalizować. Dużą zaletą jest to, że jeśli ktoś (jak np. ja) gromadzi swoje obserwacje w formacie ICQ, może je hurtowo przesłać do tej bazy. Oczywiście, można też obserwacje dodawać pojedynczo, wypełniając odpowiedni formularz. W ostatnich miesiącach baza rozwija się dość szybko - co kilka, kilkanaście dni pojawiają się tam nowe funkcje. Myślę, że każdy, kto aktywnie obserwuje komety, powinien zwrócić uwagę na tę bazę - nie zdziwiłbym się, gdyby za kilka lat zastąpiła ICQ w kwestii gromadzenia obserwacji komet z całego świata. Pozdrawiam Piotrek Guzik
  22. Pamięć jest ulotna, ale czasem jeden jej skrawek pozwala trafić na drugi, a potem na trzeci. Czasem tych skrawków starcza na zszycie kawałka materiału, a jeśli jest kawałek materiału, powinna być i relacja. Jeśli coś pamiętam, to z pewnością to, że 26 stycznia 2017 niebo w Odernem było pocięte przesmużeniami i zauważalnie rozświetlone. Miało być zupełnie czysto, więc liczyliśmy, że do wieczora się wyklaruje. Byłem zmęczony, choć zmęczenie nocną jazdą na zlot zwykle mam w standardzie. Co innego jedenastogodzinny dzień pracy tuż przed wyruszeniem w siedemsetkilometrową podróż. Pierwsze kwadranse mijały na powitaniach - cudownie zobaczyć się po raz kolejny. Potem chwila śnieżnego szaleństwa i krótki spacer. Ale ja nie o tym. ... Zapada zmierzch, a Wenus świeci coraz mocniej. Rozstawiamy się dość prowizorycznie na drodze dojazdowej - chyba tylko Grzędziel z Duserem zdążyli się okopać na poboczu. Niebo dość szybko robi się klarowne. Wycelowuję w M42. Zaskakująco często ją odwiedzam tej zimy, praktycznie na każdej sesji poświęcam ładnych parę minut spokojnego wpatrywania się. Chyba na jesieni przegiąłem z Barnardami w Byku, teraz skupiam się więc na łatwej i okazałej zdobyczy. Widok w lornecie 85-milimetrowej jest niesamowity i hipnotyzujący, a mgławica pokazuje naprawdę sporo detalu. Jeśli jej zwiewną poświatę widoczną w lornetce 10x50 porównamy do lekkiej akwareli, widok w TS Marine 22x85 (zwanej Tereską) porównałbym do malarstwa olejnego, tu i ówdzie doprawionego soczystym impastem. Widać charakterystyczną, kanciastą granicę najjaśniejszej partii wokół czteroskładnikowego Trapezu, a pod nim kilka jaśniejszych łat. Od góry mocno wbija się Rybi Pysk, bardziej mięsisty niż zwykle. Szerzej na lewo zdecydowane pociągnięcie wodorowego pędzla zakreśla wschodnie ramię mgławicy, a szerokie, choć delikatniejsze zachodnie skrzydło, opada zanikającym gradientem ku południu. Powyżej Wielkiej Mgławicy miga zerkaniem poświata Messiera 43 i NGC 1977 - Biegacza (Running Man Nebula). Przeskakuję do kolejnej łatwizny, Messiera 41. Łapię diamentowy pył wiszący w dobrze widocznej poświacie Syriusza, wiszącego dziwnie wysoko nad horyzontem. Ktoś powie, że odległość Pruszcz Gdański - Oderne to tylko różnica zaledwie 5° szerokości geograficznej, ale na niebie to naprawdę doskonale widać (vivat rotunditas!). Kolejne cele również nie są wymagające - chwytam Messiery 47 i 46, ledwie siląc się na dostrzeżenie pobliskiej NGC 2423. Zarówno NGC 2438 (planetarka na tle M46), jak łatwą przecież Melotte 71 zwyczajnie odpuszczam. Nie wytrzymuję w swoim postanowieniu i przez następny kwadrans próbuję siłować się z ciemnotami w Byku, lecz bez większej satysfakcji. Niedbale ogarniam najwyraźniejsze partie TMC-1 (a więc Barnardy o numerach 219, 221, 22 i 209), poświęcam krótką chwilę na cholernie ulotną smugę zlanych w jedno B213 i B216, po czym stwierdzam, że klarowność dopisuje, więc warto pomocować się z Barnardem 207 vel LBN 777 alias Mgławica Orlątko (primo voto Baby Eagle Nebula). Wydaje mi się przez moment, że łapię pociemnienie we właściwym miejscu, ale na potwierdzenie brakuje mi sił i koncentracji, zaś w kolejne noce - przejrzystości. Zdjęcie Marcina Paciorka http://www.forumastronomiczne.pl/index.php?/topic/11670-byk-na-szeroko/ Jest też kolejny, bardziej lokalny problem: cyklicznie zapalająca się lampa przed drugim domkiem nie pozwala na pełną adaptację i wyzwala w nas kolejne dawki niepotrzebnej adrenaliny (Komu dać w mordę?! No, komu?!). Dalsze tkwienie na mrozie przestaje powoli mieć sens. Łapię jeszcze trzy łatwe i bardzo wdzięczne obiekty - gromady otwarte na pograniczu Hydry, Jednorożca i Rufy. Pierwszą z nich jest oczywiście M48. Przejrzystość zaczyna siadać, więc gromada nie wybija się bardzo mocno z tła. Zarys serducha, wykreślany przez jaśniejsze gwiazdy na obrzeżach i pionową kolumnę słońc w centrum klastra, sam narzuca się coraz mocniej sklejającym się oczom. Po minucie czy dwóch, przeskakuję do NGC 2506 w Jednorożcu, której delikatna ziarnistość jest dość łatwo wyłapywalna. Ostatnim obiektem tego wieczora jest NGC 2539 - cudowny, ziarnisty kleks doklejony do 19 Puppis. Zmęczenie zaczyna brać górę. Chwilę potem zwijam zabawki i idę spać. ... Dzień drugi zlotu mija mi na stresie preprelekcyjnym, doczytywaniu rzeczy, które powinienem już dawno wiedzieć, spacerowym wietrzeniu czachy, znów na przygotowaniach, a następnie na zazdrości, że taki Karol Wójcicki wychodzi i gada tak wspaniale, że mógłby opowiadać o ściegach krawieckich, a wciąż byłoby ciekawie. Potem już tylko moja nieskładna gadanina, poprelekcyjne wietrzenie czaszki i próba obserwacji. Dość marna, przyznam. Za to towarzysko - wyborna. Obok moich statywów rozłożył się Paweł Trybus i przez najbliższe kilkanaście minut będziemy biegać między jego Miyauczkami - setką i sto-czterdzieści-jedynką. Szczególnie ta pierwsza dostarcza nam wielu pięknych wrażeń. Przy BR-141 wydaje się być maleńka i poręczna, choć to wciąż dwa stumilimetrowe obiektywy! Najwięcej czasu poświęcamy Wielkiej Mgławicy w Orionie, nie żałując lornetom (i sobie) najprzeróżniejszych konfiguracji filtrowo-okularowych, lecz obiektem, który najbardziej zapada mi w pamięć jest M1 - Krab, który w lornecie jest wyraźnie mięsisty. Nie widać w nim żadnego z włókien, niemniej - nie jest to płaski, blady duszek, a wyraźnie “wypukły” (czytaj: jaśniejszy wewnątrz) obiekt. Podchodzi Magda z Olą (“Pokaż coś ciemnego”). Szkoda, że Barnard 361 zdążył już zanurkować w przyhoryzontalne zamglenie i jest cieniem samego siebie (czyli cieniem cienia na niebie). Tokyo 994 również nie pokazuje się z najlepszej strony, ale i tak jest pozytywne zaskoczenie, że “coś widać”. Mogło być gorzej. Dziewczyny, wróćcie na wiosnę. Będzie co oglądać. W międzyczasie Paweł znika, a ja przeskakuję do Jednorożca. Łapię mocno skrzącą Choinkę (NGC 2264), a pod nią - Rozetę (NGC 2237), którą widzę tak wyrazistą chyba po raz pierwszy. Najmocniej wybija się północno-zachodni płatek wodorowego kwiatu, poniżej którego mgławica jest wyraźnie przyćmiona - to tam jest największa wżerka ciemnotek doskonale widocznych na zdjęciach (samych ciemnych pasm nie widzę). Jankowe filtry UHC-E sprawdzają się na tym obiekcie wyśmienicie. Zdjęcie Marcina Paciorka. http://www.forumastronomiczne.pl/index.php?/topic/11783-wodorowy-jednorożec-z-dslra/ Postanawiam zażyć nieco wiosny. Na pierwszy ogień idą M81 i M82, które wiszą już niemal w zenicie. Obie przepiękne i przewyraźne. Próbuję - z sukcesem - wyłapać możliwie szerokie halo ramion większej z galaktyk (nauczyły mnie tego widoki z Argusa, w którym M81 była nieproporcjonalnie przerośnięta). Gdyby mieć jeszcze żurawia… Sprawdzam jeszcze, o ile łatwiej (w porównaniu do 16x70) jest zaobserwować NGC 3077 i 2976 (o wiele łatwiej), a następnie ulegam cichej prośbie własnego karku i wybieram przyjaźniej usytuowany cel. Muskam szybko wzrokiem sporą M101, a następnie zatrzymuję się przy M51 - i chyba jest to najbardziej niesamowity widok tej nocy. Widać dwa wyraźne jądra (M51 i NGC 5195), a kształtne halo messierowych ramion zdaje się nabierać nieznacznych pojaśnień. Czy to autosugestia, czy naprawdę było widać ślad struktury spiralnej? Nie mam pojęcia. Gapię się jak zaczarowany, bo i widok jest magiczny. Po obskoczeniu kilku kolejnych klasyków, wobec znów siadającej przejrzystości nieba, przechodzimy do kiełbasianego bufetu, który w zasadzie kończy obserwacje. Umawiamy się z Pawłem na kolejną noc, ale ilość wiszącej tej nocy wilgoci chyba skutecznie zniechęca Pawła do pojawienia się wieczór później. Szkoda. ... W sobotę zgodnie stwierdzamy z Lukostem, że dość tego nieogarniętego podglądactwa. Czas na choćby mały konkret. Plan wygląda następująco: NGC 1360, 1999, 2371-2, 2022, Trumpler 5 wraz z Barnardem 37-38. A jeśli starczy sił - poprzepychać się z Pętlą Barnarda, Głową Wiedźmy i Mewą. Zaczynamy od planetarki w Piecu (NGC 1360), gdyż ta wisi nisko i najszybciej ucieknie. Choć określana jako lornetkowa z racji jasności i sporych rozmiarów kątowych, dostarcza pewnych trudności. Nie obserwowałem jej dwa sezony i zdążyło mi umknąć, jak niemałego pojaśnienia powinienem szukać. Na całe szczęście łapanką zawiaduje Lukost, który bezbłędnie ustawia mgławicę zarówno w swoim newtonie, jak i w lornecie 22x85. W obu instrumentach pojaśnienie jest spore i mdłe, jednak po chwili zerkania i oswajania kadru - staje się całkiem wyraźne. Przypominam sobie o NGC 1999 - Mgławicy Dziurka od Klucza (Keyhole Nebula). Pamiętam, że to maleństwo jest całkiem jasne i byłoby łatwe, gdyby nie to, że… to prawdziwe maleństwo. Kilka skoków między okularami i atlasem - i Tereska jest przynajmniej teoretycznie wycelowana. Powiększenie 22x, choć skromne dla kolegów cyklopów, okazuje się wystarczające, by szybko zauważyć, że jeden z punktów jest nieco rozciągnięty. Ostatnio polowałem na ten obiekt ładnych parę lat temu i nie wracałem - a jest do czego. Punkcik jak punkcik, sam w sobie niezwykły nie jest. Niezwykły jest kontekst. Drobna, ledwo rozciągnięta plamka zagubiona pośród niezbyt licznych, lecz pięknie skrzących niebieskobiałych gwiazd na czarnym, aksamitnym tle, wisi gdzieś w kadrze zamkniętym u góry majestatycznym wachlarzem M42. Z pewnością jest to najbardziej satysfakcjonujący widok tej części sesji, a ja nie spieszę się ze zmianą kadru. Wycelowuję Fujinona 10x50 w to samo miejsce i z niewielkimi problemami również namierzam NGC 1999. Jednak w tamtym momencie, Tereska rządzi niepodzielnie. Źródło: Aladin Po paru minutach postanawiam posiłować się z innym niewielkim obiektem, lecz znacznie słabszym - usytuowaną nieopodal Lambdy Orionis mgławicą planetarną NGC 2022 (11,5mag). Pamiętam, że udało mi się ją wyłapać późną jesienią w Borach Tucholskich w lornecie 25x100. Mgławiczka stawia dzielnie opór, ale z każdą dłuższą chwilą przybywa gwiazd w kadrze. Nie mając do końca pewności, korzystam z chwilowo opuszczonego Taurusa 12” i wycelowuję w okolice głowy Oriona. Zapamiętuję układ - mgławica jest północno-zachodnim wierzchołkiem trójkąta równoramiennego odwróconego podstawą do góry, tuż na wschód od pary umiarkowanie jasnych gwiazd. Po chwili mam kompletny trójkąt w lornetce, próbuję się więc dopatrzeć jakichkolwiek oznak “niegwiazdowości” NGC 2022. Nie dopatruję się ich, poza większą podatnością na zerkanie. Niemniej, sam obiekt jest złowiony bez cienia wątpliwości. Przychodzi czas na coś jeszcze trudniejszego - Mgławicę Cukierek o podwójnym numerze w Nowym Katalogu Generalnym (NGC 2371-2). Są tylko trzy trudności lornetkowe w łowieniu tej planetarki - jasność, rozmiar i położenie. Cała reszta to łatwizna. Wycelowuję we właściwy obszar i zaczyna się zabawa w oswajanie bardzo słabych gwiazd i łowieniu tej najsłabszej, za to nieznacznie większej. Nie będąc pewnym, uzbrajam Tereskę w filtry UHC-E Astronomika i łapię wyraźnie jaśniejszy punkt. Aby potwierdzić, zahaczam kolegę numer 83. - Jest! Łukasz, widzisz? - To słabe w centrum? Widzę. Podnosimy poprzeczkę i postanawiamy posiłować się z Głową Wiedźmy. Ustawiam lornetę tak, by poświata Rigela przeszkadzała jak najmniej, usuwam też Cursę z pola widzenia. Intensywne zerkanie przynosi parę pojaśnień, lecz jak się potem okaże - nie tam, gdzie być powinny. Wiedźma znów ucieka, choć o tym dowiem się dopiero za pół godziny, jak Łukasz skonfrontuje swoją świeżą pamięć ze zdjęciami z internetu. Pada prośba o Płomień, więc grzecznie wycelowuję, niegrzecznie jednak komentując zbliżające się białe światło, zza którego słychać przepraszający głos Bodiego. NGC 2024 jest ustawiona, Łukasz się wpatruje, a ja szukam adaptacji. Nie spieszy mi się, więc i Bodiego przepuszczam. Po nim ustawiam się sam, łapiąc piękne, wyraziste pojaśnienie przy Alnitaku, rozcięte w połowie ciemnym pasmem. Próbuję doszukać się jakichś nieregularności, ale bez powodzenia. Odbijam do góry, w kierunku Pętli Barnarda i niechcący wpadam na dawno nie widzianą M78. Cóż, Tereska po raz kolejny pokazuje ile jest warta. Mgławica - niewielka, choć i tak zaskakująco spora w powiększeniu dwudziestodwukrotnym - pięknie odchodzi gasnącym wachlarzem od najjaśniejszego, północno-zachodniego cypla, który urywa się dość nagle po prawej. Wisząca nieco powyżej NGC 2071 jest raczej mdłym, jednak oczywistym obiektem o niezapomnianym uroku lekko zaparowanej optyki. Znów dopada mnie lekkie zmęczenie i zaczynam się kręcić bez składu i ładu. Na Pętlę Barnarda nie mam jednak sił (nie chce mi się nawet sprawdzić jej dokładnego położenia w atlasie), na Barnardy 37-38 brakuje powoli przejrzystości, podobnie jest z wiecznie niezaliczonym, pobliskim Trumplerem 5. Zbieram się jednak na tyle, by spróbować tego, co odwlekam od paru lat - wyznaczania jasności gwiazd zmiennych. Decyduję się na U Monocerotis i R Coronae Borealis. Jasność U Mon wyznaczam metodą Pickeringa, R CrB, hmm… chyba w bezwartościowy sposób, bo porównując ją z inną gwiazdą stwierdzam, że jest absolutnie identycznej jasności (7,4mag). Kolor i bardzo bliskie położenie gwiazdy referencyjne sprawia, że nie widzę sensu szukać dalej. Czy taka obserwacja jest wartościowa? Pojęcia nie mam. Chwilę potem czerwonawy blask zza półprzezroczystych ścianek wiaty grillowej informuje o roznieceniu paleniska, nad dachem pojawia się biały dym (habemus salsiciam!), a wraz z zapalonym mocnym światłem kończy się nie tylko chwilowy sens obserwacji, ale i pomysły. Czas na kiełbachę. ... Po przerwie Krzysiek (Starczek) podprowadza grupę świeżynek i prosi o mały Tour de Classiques - lecą więc najwdzięczniejsze łatwizny. Pokazuję Plejady, w których nikt (prócz zabłąkanego Dusera) nie widzi Mgławicy Merope, M47 i M46 ilustrujące różnice między gromadą młodą a nieco wiekową, Żłóbek (M44), który taki do końca młody nie jest i M42, która owszem, młoda jest. Dalej już tylko Chochoty plus karawana Messierów w Woźnicy i Bliźniętach - i w podziękowaniu dostaję butelkę Wysowianki, najprawdziwszej oranżady o smaku i kolorze PRL-owskiej czerwonej landrynki. A więc było warto. Wracam do obu zmiennych i proszę Krzyśka o jego ocenę U Monocerotis. Osiem do dwóch, mówi. A więc widzi identycznie. W przeliczeniu, zgodnie wyznaczamy jasność gwiazdy na 5,9mag. Tymczasem NGC 2371-2 nie daje mi spokoju. Wracam więc do Bliźniąt - adaptacja jest niezła, więc i w kadrze widać więcej gwiazdek. Punkt uprzednio wzięty za światło martwej planetarki z pewnością jest żywą gwiazdą, za to w pobliżu pojawia się małe i niezwykle mdłe pojaśnienie, pojawiające się w tylko jednym ustawieniu oka, najprawdopodobniej umożliwiając marnej szczypcie fotonów wystrzelonych z odległej mgławicy trafić w najbardziej upręcikowione miejsce na siatkówce. Wpatrując się uważnie, przypominam sobie jesienną walkę z tym obiektem i utwierdzam się w przekonaniu, że to jest to, co widziałem podczas listopadowej sesji w Borach. Obiekt uznaję za zaliczony. Niemniej, na następny sezon trzeba uzbroić się w porządne UltraBlocki (lub O-trójki). Kolejna godzina lub dwie mijają mi na części integracyjnej. Wykruszają się ludziska na polu - Kraterowi powoli kończą się siły lub pomysły na tę noc i nawet Grzędziel z Duserem, dwaj najwytrwalsi z wytrwałych, powoli przebąkują o odwrocie. W końcu również Pod Złotą Wiechą pustoszeją korytarze. Zostajemy tylko z Markiem-Gryfem i Krzyśkiem-Starczkiem w kuchni o zapachu popłuczyn po piwie, stawiając krzesła na gdzieniegdzie chrupiącej po chipsach i paluszkach podłodze. Nocne Polaków rozmowy przyjemne są jak zawsze, ale dobre niebo nie daje mi spokoju. Wychodzę więc jeszcze raz, bez latarki i atlasu (z premedytacją, żeby nie tracić adaptacji) - biorę tylko statyw i Tereskę. Ustawiam się w dziwnie pustym okopie Grzędziela (wygodnie tu, dziękuję). Na pierwszy strzał idzie Galaktyka Sombrero. Jeśli niedawne posiadanie lornety 25x100 czegoś mnie nauczyło, to intensywniejszego zerkania na galaktyki, które wydają się być opatrzone. Tak więc staram się jak najuważniej obzerkać M104, której mglisty, wrzecionowaty kształt po paru chwilach rośnie wszerz niemal dwukrotnie, choć krańcowe fragmenty dysku galaktycznego są bardzo ulotne (jednak bez wątpienia są). Pogrubienie Sombrera jest dość symetryczne (w pionie), ale po kolejnej chwili zerkania południowa granica pojaśnienia nabiera nieco konkretniejszego kształtu. Nie do końca ufam temu, co zdaję się widzieć - ślad pasu pyłowego widoczny w lornetce? A jednak! Czas na kolejne klasyki. Celuję niemal z biodra na zachód od Vindemiatrix i od razu łapię charakterystyczną mgiełkę przy trójkącie dość jasnych słońc. Witaj, Messierze 87. Chwilę potem jestem przy numerach 84 i 86. Ustawiam je nieco powyżej centrum, by złapać wyciągniętą NGC 4388, a potem wracam do Łańcucha Markariana, chwytając po kolei Oczy (NGC 4435 i 4438), jaśniejszą z kolejnej pary - NGC 4461 (bez mapy nie mam szans na NGC 4458), a następnie na zamykające łuk, dość łatwe NGC 4473 i 4477. Gromada w Pannie na stronie Pocket Sky Atlas Po tej porcji zagramanicznych wysp, przychodzi czas na coś bardziej lokalnego - ustawiam dwururkę na M3, łapiąc jej spore halo, które przy uważnym zerkaniu nabiera lekkiej ziarnistości. Następnie przestawiam kadr w lewo, łapiąc nietrudną, wizualną sąsiadkę, NGC 5466. Później chwytam kolejne wiosenne gromady kuliste - M13, M92, M5 - poświęcając każdej z nich tyle czasu, żeby dostrzec ich ziarnistą naturę. Przeskakuję na chwilę do Messierów 51 i 101, ale bliskość zenitu w połączeniu z brakiem siedziska skutecznie zniechęca do dłuższego wpatrywania się w te galaktyki. Jako kolejny cel wybieram więc Mgławicę Pierścieniową (M57), która wisi w miejscu, które znów doceniają kręgi szyjne. Bez trudu łapię wyraźną tarczkę planetarki z niewyraźnym pociemnieniem w środku, na tle bogatego gwiezdnego pola. Czuję, że czas się zbierać. Celuję jeszcze raz w M3, na pożegnanie. Odchodzę z pola z pewnym niedosytem, ale nie mogę sobie pozwolić na kolejną godzinę obserwacji, mając w perspektywie kilkunastogodzinną podróż do domu. Lorneta ląduje w walizce, statyw na ramieniu - i schodzę. ... Wyściskujemy się z każdym na pożegnanie. Akumulatory naładowane, szpej zapakowany do auta. Czas ruszać. - Może ty podjedź pod górkę, a ja dalej pokieruję do Warszawy? Ty się jeszcze dziś nakierujesz. Przytakuję. ... Wracamy z nierealnego, wydłużonego weekendu. Inni ludzie, inna okolica, a nocami - niezliczone gwiazdy nad głową. Czy to się naprawdę wydarzyło? Po drodze dwukrotnie spotykamy Grzędziela na stacjach benzynowych między Tarnowem a Warszawą. A więc się wydarzyło.
  23. Hej, temat głównie założyłem dla osób, które zastanawiają się czy kupić większy teleskop lub po prostu co widać przez teleskop takiej wielkości. 12.02.2016 Miejsce: pola koło Damitzow (Niemcy) Godz: około 19:00 Warunki: około 80% nieba w chmurach, seeing średni. Czym obserwowałem: 14" + Meade 32mm 2" Obiekty: Księżyc - wyraźny, szczegółowy, mieścił się cały z zapasem. W porównaniu do Synty 8" z kitowymi 25 zdecydowanie lepiej tutaj wypada. M42 - Obiekt wyraźny, koloru zielonego z miejscowymi pociemnieniami. W środku widoczny b. dobrze trapez oraz coś w stylu "żył", poszarpanych fragmentów mgławicy. "Wąsy" m42 rozpościerają się praktycznie w całym okularze. Widok zdecydowanie fenomenalny, pomimo słabych warunków. Zdecydowanie dużo więcej szczegółów niż w syncie 8 + 25 mm kitowe okulary, zupełnie tak jakby to były inne mgławice. Będą przy m42 postarałem się zobaczyć koński łeb. Niestety nic z tego nie wyszło. Co chwilę oriona przykrywały chmury, więc nie mogłem się nad tym obiektem zbytnio skupić. Zapamiętałem tylko, że przy Alnitaku zdecydowanie było widać słabą dosyć sporą mgiełkę. Zero szczegółów, taka o po prostu mgiełka. M45 - niestety nie mieściły się w całym polu. Widok pomimo tego super. Bardzo jasne, kontrastowe gwiazdy. Czy to możliwe, że wokół niektórych mogłem widzieć jakieś mgiełki?(przy innych gwiazdach nie zarejestrowałem tego). Plejady chyba lepiej ogląda się w czymś małym. Czekam na mojego nikona 7x35. Catalina - zwykła mgiełka, z jądrem. Nic poza tym być może tak jakby na lewą albo prawą stronę przekrzywiona (nie zapamiętałem tego dobrze) M81, M82 - Zacznę od tego że tą część nieba mam zaświeconą lekko przez Szczecin. M82 - widoczna w poziomie, na jej środku widać coś w stylu pionowego pociemnienia, które wychodziło jakby do góry od galaktyki (to widoczne zerkaniem - nie byłem pewny czy to jakieś moje domysły, ale po przyjechaniu do domu i spojrzeniu w stellarium faktycznie coś takiego tam jest). Zdecydowanie przydałby się większy power. M81 - plamka, mgiełka z wyraźnym jądrem. Widać zdecydowanie więcej niż w syncie 8" przez okular 10mm (kitowy jakiś) Gromada podwójna: mnóstwo, setki gwiazdek, zdecydowanie widać tak jakby dwa większe skupiska ich. Widok porównywalny z tym który można zobaczyć w syncie 8" 25 mm. Po jakiś 30 minutach obserwacji chmury zasłoniły dosłownie całe niebo... Pozdro
  24. Wreszcie chmury się rozchodzą i naszym oczom ukazuje się ... olbrzymi jak na ostatnie czasy rejon aktywny 2546. Dzisiaj niebo z dziurami w chmurach, ale jutro i to w czasie naszych zajęć Sekcji Astronomicznej, jest już szansa na ciągłość obserwacji i poszukiwanie rozbłysków. Słońce w pełnym kadrze pochodzi z SDO ale daje nam pojęcie jak ów obszar jest duży.
  25. Jeziory Wielkie 10/11.04.2015 21:30-00:30 Ucio - Meade LB 12" Acidtea - Synta 10" Dob Jules - lornetka 22x85 Polaris - lornetka 12x50 Po wielu dniach załamania pogody i niemal obserwacyjnego załamania psychicznego, nadszedł wyż, który przyniósł prawdziwie letnie temperatury, niską wilgotność i ciepłe noce. Tak jak przewidziały serwisy pogodowe, noc z piątku na sobotę okazała się bezchmurna. Na wykresach meteo warunki zbliżały się do idealnych, ale jak się okazało, nasz wspaniały klimat jeziorski zaserwował nam powtórkę z rozrywki w postaci mocno rozproszonej wilgoci, która trzymała się dość wysoko nad gruntem. Sprzęt nie parował, optyka sucha, jednak niebo szare, bez kontrastu. Mimo tego, zaliczyliśmy udaną sesję obserwacyjną, choćby w części nawiązującą do tych sprzed 2-3 lat. Za oborą pierwszy zameldował się Acidtea, po chwili dotarłem ja. Za kilkanaście minut przyjechał Ucio, a za nim Jules. Korzystając z okazji, ustawiłem Nikonka na Wenus w towarzystwie Plejad. Piękny widok. Płaskie pole widzenia lornetki wspaniale pokazało idealnie skadrowaną parkę. W miarę upływ czasu parka była coraz niżej i nie mogłem przegapić okazji do podziwiania widoku, jaki uwielbiam - obiekty na niebie widoczne z elementami krajobrazu. W tym przypadku była to Wenus przedzierająca się przez korony pobliskich drzew, a nad nią pięknie widoczne Plejady. Pamiętałem też o niedawnym przeboju - komecie C/2014 Q2 (Lovejoy), która obecnie przemierza powoli gwiazdozbiór Kasjopei. Nie miałem żadnej aktualnej mapki, ale pamiętałem gdzie była podczas ostatnich obserwacji, więc znając jej tempo i kierunek ruchu wśród gwiazd, po chwili miałem ją w polu widzenia lornetki. Była świetnie widoczna, jako mocno skondensowany, niewielki obiekt mgławicowy nieco na północny zachód od gwiazdy psi Cas (4,7mag). Była zaskakująco jasna, jaśniejsza niż przypuszczałem. Jej szarość była nieco inna niż szarość typowych obiektów głębokiego nieba. Czy to złudzenie, czy obecnie można jeszcze wychwycić jej subtelną, kometarną kolorystykę? Oprócz lornetkowych szlagierów, warte wymienienia obiekty, które dostrzegłem w lornetce 12x50 (a pamiętajmy, że warunki były dalekie od idealnych), to: NGC 4631 (9,1/13,0 mag) - galaktyka Wieloryb. Mam ten rejon nieba obcykany teleskopowo, więc dotarcie do niej to łatwizna. Wieloryb widoczny na wprost, ale lepiej zerkaniem, bo mocniej wyskakiwał z tła i "rósł". Takie poziome, szare maźnięcie pędzla na tle nieba. M108 i M97 - galaktyka i mgławica planetarna Sowa. Wyraźnie widoczne w jednym polu widzenia, Sowa nieco wyraźniejsza. Doświadczenie karkołomne, bo obiekty były niemal w zenicie. NGC 4565 (9,5/13,2 mag) - galaktyka Igła. Było ciężko ze względu na małą szerokość kątową obiektu. Ale po dłuższym wpatrywaniu się wyskoczyła z tła jako słaba, wąziutka kreseczka. NGC 4559 (9,8/13,9 mag) - klasyczna galaktyka w Warkoczu Bereniki. Standard dla średnich i dużych teleskopów. Ładnie widoczna szara poświata, podświetlona gwiazdkami na jej tle. NGC 3184 (9,9/14,1 mag) - galaktyka w Wielkiej Niedźwiedzicy, w bardzo łatwym miejscu. Widoczna zerkaniem (najjaśniejsza część centralna) jako bardzo słaba poświata przy dość jasnej gwiazdce. W sumie do poprawki w lepszych warunkach. NGC 5466 (9,2mag) - gromada kulista w Wolarzu. Muszę tu przyznać się do błędu, bo skojarzyłem ją z Międzygalaktycznym Wędrowcem, którym okazała się inna kulka (NGC 2419 w Rysiu). Dość wyraźnie widoczna okrągła plamka, spora kątowo. Na NGC 5466 zerknęliśmy też przez 12" - zaprezentowała się wspaniale rozbita na całej swojej szerokości. Mnogość szpileczek gwiezdnych tworzących gromadę robiła wrażenie. Przez całą sesję dzieliliśmy sprzęt między siebie podziwiając znalezione obiekty i wymyślając kolejne. Okulary krążyły między 10" a 12" i co pewien czas padały pytania w stylu: "Gdzie jest czternastka?" lub "Masz może siódemkę?". A co udało się złapać w teleskopach? W 12" wycelowałem we wspomnianą już NGC 2419 (10,3mag). Kulka już chyliła się ku zachodowi, ale była bez problemu widoczna jako mglista, okrągła plamka. Wprawne oko jest wstanie wychwycić pewne rozbicie na obrzeżach halo gromady. Przy okazji trafiliśmy również w ulotną NGC 5053 (9,0mag) w Warkoczu Bereniki. Ucio nie mógł na nią trafić, ale mi udało się wypatrzeć słabe kaszkowanie blisko gwiazdy 9,7mag. To był oczywisty znak, że w polu widzenia jest NGC 5053. Muszę też pochwalić Acidtea. Przez swoje 10" zaczyna wymiatać coraz słabsze kłaczki. Dzięki niemu miałem okazję podziwiać tej nocy wspaniały kwintet w Małym Lwie, nieco na południe od gwiazdy 46 LMi. Na pierwszy rzut oka widać było NGC 3430 (11,6/13,8 mag) i NGC 3424 (12,6/13,3 mag), a nieco dalej parkę NGC 3395-6 (12,0/12,9 mag i 12,2/13,4 mag). Faktycznie, po bliższym przyjrzeniu się całkiem wyraźnie widać było dwa osobne, jaśniejsze rdzenie centralne i słabsze poświaty galaktyk zlewające się ze sobą. Przy NGC 3430 i 3424 dało się jeszcze dostrzec małą NGC 3413 (12,2/12,8 mag). Piękny widok! Na poniższym obrazie DSS galaktyki 3430 i 3424 przypominają mniejszą wersję parki M81/82: Również w 10" udało nam się ustrzelić małą galaktyczkę NGC 5263 (13,4/12,8 mag). Do jej odnalezienia zainspirowało mnie jedno ze zdjęć gromady kulistej M3, zamieszczone na forum przez Antoniego. Atrakcyjność tej galaktyki polega przede wszystkim na bliskości pięknej M3. Miałem wydruk negatywu zdjęcia, więc wycelowanie było banalnie proste. W okularze 14 mm była widoczna zerkaniem, a chwilami na wprost jako jednorodne, podłużne pojaśnienie blisko gwiazdki 9,6mag. W okularze 7 mm kontrastowe tło pozwoliło na uzyskanie jeszcze wyraźniejszego obrazu. Poniżej zdjęcie oryginalne, obrócone o 90° by odpowiadało kierunkom NSEW. Jak widać, dojście do galaktyki jest banalne, nawet bez mapy... Gromada kulista M3 i galaktyka NGC 5263. Fot. Antoni Chrapek Ta sesja była dla mnie ważna również z innych względów. Po dłuższej przerwie w obserwacjach teleskopowych miałem okazję przysiąść się do dużego Dobsona i stwierdziłem, że pewnych rzeczy się nie zapomina! Z pewnością nie wymieniłem wszystkich wspaniałości z tej sesji, ale o tym dopowiedzą pewnie koledzy, być może w osobnych relacjach. Dość powiedzieć (poetycko), że Triplety i Łańcuchy padały jak muchy :) Pierwszy uciekł z pola Ucio, ale krótko po nim stwierdziliśmy, że na nas też już czas. Paradoksalnie, Acidtea spakował się najszybciej z naszej trójki i pożegnawszy się, pojechał. Jules i ja jeszcze trochę postaliśmy pod gwiazdami, spasowaliśmy moją głowicę statywową z lornetą 22x85 (combo pracowało pięknie!), po czym zaczęliśmy się żegnać. Jakimś cudem mój wzrok padł na ziemię i dostrzegłem coś błyszczącego na srebrno. Jestem przeczulony na tle ewentualnych strat w sprzęcie na miejscówce obserwacyjnej, więc schyliłem się i okazało się, że to... śrubka statywowa Manfrotto 3/8"! Szybko sprawdziliśmy z której odpadła głowicy i okazało się, że z mojej. Zwykle śrubka spoczywa wkręcona od spodu w głowicę (w specjalnie przeznaczonym na to miejscu), ale w końcu się odkręciła. Co za wstyd. A jeszcze większe szczęście, że ją zauważyłem. O 1.05 byłem w domu. http://www.astronoce.pl/obserwacje.php?id=192
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)