Skocz do zawartości

Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'recenzja' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • Obserwujemy Wszechświat
    • Astronomia dla początkujących
    • Co obserwujemy?
    • Czym obserwujemy?
  • Utrwalamy Wszechświat
    • Astrofotografia
    • Astroszkice
  • Zaplecze sprzętowe
    • ATM
    • Sprzęt do foto
    • Testy i recenzje
    • Moje domowe obserwatorium
  • Astronomia teoretyczna i badanie kosmosu
    • Astronomia ogólna
    • Astriculus
    • Astronautyka
  • Astrospołeczność
    • Konkursy FA
    • Sprawy techniczne F.A.
    • Zloty astromiłośnicze
    • Astro-giełda
    • Serwisy i media partnerskie
  • Klub testowy witajcie w klubie tu was poskubie
  • Podbeskidzka zbieranina miłośników DS-ów Wyjazdowe obserwacje DS-ów

Kalendarze

Marker Groups

  • Userzy FA

Znaleziono 7 wyników

  1. Steve O’Meara’s Herschel 400 Observing Guide Cambridge University Press New York 2007 Format 22cm x 28 cm, 378 str. Druk dwukolumnowy, ilustracje czarno-białe, oprawa twarda Książka dostępna w księgarniach internetowych i na rynku wtórnym. W 2013 r. wydana została także wersja w miękkiej oprawie. Podtytuł: How to find and explore 400 star clusters, nebulae, and galaxies discovered by William and Caroline Herschel Już ten podtytuł mówi o książce bardzo wiele. Lista obiektów Herschel 400 została utworzona w Stanach Zjednoczonych jako cel obserwacyjny dla astroamatorów pragnących osiągnąć wyższy stopień zaawansowania. Spośród 2500 obiektów opisanych przez Williama i Karolinę Herschelów wybrano 400 o zróżnicowanym stopniu trudności, jednak możliwych do zobaczenia przez amatorski sprzęt umiarkowanej wielkości z podmiejskich miejscówek. Lista zyskała znaczną popularność wśród amerykańskich astroamatorów i Liga Astronomiczna (AL) zrzeszająca tamtejsze organizacje amatorskie przyznaje obecnie dyplomy za osiągnięcie wszystkich jej celów. Steve O’Meara, astroamator, współwydawca miesięcznika Sky and Telescope i autor licznych przewodników obserwacyjnych, przygotował także ten przewodnik ułatwiający obserwacje obiektów z listy Herschel 400. Po dwustronicowej Przedmowie (Preface) następuje na 15 stronicach Wprowadzenie (Introduction). Najpierw autor zaznajamia czytelnika pokrótce z postaciami Herschelów i sposobami klasyfikowania obiektów w tworzonych przez nich katalogach. Przypomnę tutaj, że herschelowski General Catalogue of Nebulae and Clusters (GC) stał się podstawą późniejszego, używanego do dzisiaj katalogu obiektów głębokiego nieba autorstwa Dreyera – NGC (New General Catalogue). Następnie O’Meara objaśnia, jak przygotowywał swoje opisy – skąd i przez jaki sprzęt sam obserwował wszystkie obiekty, oraz jak można odnieść jego obserwacje zarówno do warunków współczesnych jak i tych z czasów Herschela. W dalszej części mamy objaśnienia, jak korzystać z tej książki. Zdefiniowane są używane terminy, poszczególne klasy obiektów, wymienione nazwy gwiazdozbiorów, wyjaśnione pojęcia współrzędnych, wielkości gwiazdowej (jasności), rozmiarów kątowych i zastosowanej pięciostopniowej skali trudności – od bardzo trudnych (1) do łatwych (5). Zamieszczono też 20 szkiców gromad gwiazd, mgławic i galaktyk, by poglądowo przedstawić skalę trudności. Objaśnienia sposobu korzystania z książki, użycia mapek i odnajdywania celu poszukiwań są zwięzłe i jednoznaczne. Po ich przeczytaniu wydaje się, jakby odnalezienie było najprostszą sprawą. Właściwa treść podręcznika podzielona jest zgodnie z porami roku, każda pora – na 3 miesiące, zaś w miesiącu opisano po 7 nocy obserwacyjnych. Każda noc opatrzona jest mapką orientacyjną i kilkoma mapkami szczegółowymi. Podczas jednej nocy autor proponuje obserwacje 3 do 7 obiektów. Każdy opis zaczyna się od tabelki właściwości, zawierającej typ obiektu, gwiazdozbiór, rektascencję, deklinację, jasność, rozmiary kątowe i ocenę punktową. Dalej następuje fotografia wykonana przez duży teleskop, pochodząca z Digitized Sky Survey (DSS). Ogólny opis (General Description) przedstawia główne cechy obiektu, widzialność przez lornetkę 7x50 i ogólne wrażenie z obrazu teleskopowego. Wskazówki (Directions) omawiają sposób odnalezienia obiektu z użyciem zamieszczonych mapek. Przegląd (Quick Vue) opisuje obraz widziany przez autora z użyciem czterocalowego refraktora w bardzo dobrych warunkach (Hawaje), przy powiększeniach 23x i 72x. Ten sam schemat dotyczy wszystkich 400 obiektów – miesiąc po miesiącu, noc po nocy. Dodatek A to tabelaryczne zestawienie obiektów z listy Herschel 400 wraz z właściwościami. Dodatek B - Herschel 400 Checklist - to lista obiektów z wolnymi rubrykami do wypełnienia po zaobserwowaniu każdego z nich. Zawiera rubryki na daty obserwacji, teleskop i powiększenie oraz uwagi. Wydrukowano także wzór dyplomu wydawanego po zamknięciu listy. Książkę kończy bardzo staranny skorowidz (Index) obejmujący około 2000 haseł. Skorowidz jest krzyżowy – zawiera oznakowanie obiektów według Herschela oraz z katalogów Messiera i NGC a także nazwy potoczne utarte wśród astroamatorów. Cała publikacja jest przygotowana równie dokładnie jak skorowidz. Zarówno we wstępie jak i we wskazówkach obserwacyjnych czytelnik czuje się wręcz „prowadzony za rękę”. Z pewnością książka jest pomocą umożliwiającą w prosty sposób osiągnięcie celu – zaobserwowanie wszystkich obiektów z listy. Po lekturze pozostaje jednak pewien niepokój.. Czy w astrohobby naprawdę tylko o to chodzi? Czy na pewno takie „podanie na widelcu” każdemu będzie odpowiadać? Są to pytania retoryczne. Nawet mając do dyspozycji tę piękną, starannie przygotowaną książkę nie musimy przecież postępować krok po kroku jak zaleca autor. Niektórym wystarczy lektura a poszukiwania i tak będą prowadzić zgodnie z własnymi upodobaniami. Tak jak będą chcieli i wtedy, gdy będą chcieli, oraz gdy im pozwoli nasza kapryśna aura.
  2. Ponieważ na "Astronocach" Polaris publikuje tłumaczenie kolejnych odcinków "Kosmicznego wyzwania" Phila Harringtona, co i u nas znalazło odzew w tym wątku, postanowiłem zamieścić recenzję książki-pierwowzoru tego cyklu, popełnioną kiedyś dla miesięcznika Astronomia. Recenzja nietypowa Philip S. Harrington Cosmic Challenge. The Ultimate Observing List for Amateurs Cambridge University Press 2011 Opowiadają, że gdy żyjący na przełomie XIX i XX wieku malarz Jan Styka otrzymał zamówienie na święty obraz, jako człowiek niezwykle pobożny postanowił malować go klęcząc. Jednak gdy zabierał się do pracy, usłyszał głos z nieba - „Nie maluj mnie na klęczkach, maluj mnie dobrze”. Mam podobne odczucia jak ów znany ongiś malarz. Dostałem do recenzji książkę profesora astronomii, znakomitego popularyzatora obserwacji lornetkowych, mojego mistrza – samego Phila Harringtona. Nie mnie sądzić, czy jest on świętym, jednak papieżem astronomii amatorskiej na pewno można go nazwać Zapewne nie życzyłby sobie recenzji pisanej na klęczkach. Jak jednak pisać inaczej o dziełach Harringtona? Świadomie użyłem słowa „dzieła”. Przestudiowałem wielokrotnie i ciągle wracam do „Touring the Universe through Binoculars”. Teraz mam przed sobą „Cosmic Challenge”. I tu i tam czytając te poradniki dla astroamatorów rozpoznaję w nich prawdziwą literaturę. Barwnym a jednocześnie prostym językiem, dalekim od sztucznej egzaltacji często spotykanej w takich opracowaniach, Phil przekazuje nam nie tylko swą wiedzę i umiejętności obserwacyjne, lecz także ów zapał i – niech padnie to słowo – umiłowanie obserwacji astronomicznych. Zaś prawdziwe uczucia zawsze wywołują u odbiorcy oddźwięk, pewien rodzaj rezonansu. Można to także nazwać magią. Gdy czytam o kolejnym wyzwaniu, natychmiast chciałbym znaleźć się pod czarnym niebem z teleskopem, lornetką a nawet bez żadnego sprzętu i odkryć dla siebie to, co Phil widział i poleca innym. Tak więc, uwaga! Harrington nie tylko uczy i instruuje, lecz także czaruje i porywa. Czyżbym przesadzał? Przeczytajmy zdanie we wstępie. „Shhh, did you hear that? That is the universe calling you” (Szzz, czy słyszysz? To wszechświat cię wzywa). Cokolwiek bym dalej napisał o tej książce, najważniejsze już zostało powiedziane. Sam tytuł intryguje. „Kosmiczne wyzwanie” a może lepiej „wyzwania”? Rozumiem to dwojako. Po pierwsze – wyzwanie, jakie stawia astronomia człowiekowi lub szerzej wszechświat ludzkości. Drugie znaczenie – „wyzwania” w liczbie mnogiej oznaczają intrygujące obiekty na nieboskłonie, z których każdy wymaga od obserwatora wysiłku celem odnalezienia, dostrzeżenia lub rozpoznania, stanowi więc pewien rodzaj wyzwania. Obwoluta z kolorowym zdjęciem mgławicy Stożek celującej w gwiazdę kryje spory tom (18x25 cm) w czarnej oprawie, zawierający XI + 469 stron. Druk jest dwukolumnowy, papier półmatowy wysokiej jakości, wszystkie mapy i ilustracje czarno-białe. Podkreślić należy jakość ilustracji – są stosunkowo niewielkie, lecz w sposób bardzo realistyczny oddają to, co rzeczywiście widać przez teleskop czy lornetkę. Świetna jakość druku pomogła ukazać na czarnym tle nieznacznie jaśniejsze mgiełki słabych obiektów. Jedynie ciemne mgławice trzeba było dodatkowo uwypuklić poprzez obrysowanie przerywaną linią (Barnard 168) lub, najwyraźniej - pociągnięciem flamastra (Triple Cave – Barnard 142 + 143). Książka dedykowana jest żonie autora: „For my wife Wendy, the center of my universe”. Strony numerowane liczbami rzymskimi zawierają spis treści, wstęp, podziękowania i spis autorów zdjęć. Poza dwudziestoma fotografiami, autorem wszystkich ilustracji i map jest Harrington. Imponująca praca, tym bardziej, że ilustracje oddają rzeczywisty wygląd obiektów w różnych klasach sprzętu. Rozdział 1 stanowi wprowadzenie do kolejnych sześciu, opisujących wyzwania dla różnych rodzajów sprzętu. Jest on krótkim kompendium wiedzy o sprzęcie, jego optymalizacji i użyciu. Mówi o budowie oka, widzeniu w ciemności i sposobach jego poprawy, podsumowuje wiedzę o budowie i użyciu lornetek, pokrótce omawia kolimację teleskopów Newtona i Schmidta-Cassergreina, bafle i wyczernianie, zasięg gwiazdowy teleskopów i ich zdolność rozdzielczą. Doradza jak dobierać okulary, filtry i miejsca obserwacji, jak wychładzać teleskop i chronić lustra przed rosą. Znajdziemy tu także skale seengu Pickeringa i Antoniadiego oraz skalę ciemności nieba Bortle’a. Mała mapa zaświetlenia nieba zawiera w podpisie „potknięcie” – jest czarno-biała a podpis mówi o kolorowej. Te wszystkie informacje mieszczą się na 26 stronach i stanowią rzetelne wprowadzenie do poruszanej tematyki. Wreszcie tytułowe wyzwania. Autor uszeregował je zgodnie z rodzajem użytego sprzętu obserwacyjnego – od gołego oka, poprzez lornetki, lornety i teleskopy 3 do 5 cali, średnie teleskopy 6 do 9,25 cala, duże - 10 do 14 cali i teleskopy-potwory (monster telescopes) – 15 cali i ponad. Wyzwań jest 185. Stopień trudności oznaczono gwiazdkami, od jednej do czterech. Jednak nie dajmy się zmylić. Pod jednym tytułem kryje się niemal zawsze kilka obiektów. W sumie obiektów jest ponad 500, opisane są ich fragmenty i otoczenie. Autor zastrzega się kilkakrotnie, że dobór jest całkowicie subiektywny i ktoś inny mógłby dokonać całkowicie odmiennego wyboru. Podobnie jest ze skalą trudności. Dla jednego obserwatora pewne obiekty będą wyzwaniem trudnym, dla innego, z innym doświadczeniem, sprzętem czy niebem – mogą być stosunkowo łatwe. Zawsze są to jednak obiekty z pewnych względów interesujące. Znajdziemy historię ich odkrycia, umiejscowienie na nieboskłonie, sposób odnalezienia, ciekawostki z nimi związane. Harrington opowiada o własnych doświadczeniach związanych z danym obiektem, skąd i kiedy go widział, jak prezentował się on w różnych kategoriach sprzętu. Zawsze z tekstu przebija osobisty stosunek autora do opisywanego obiektu, własne spostrzeżenia czy porady. Dlatego nawet jeśli dobrze znamy opisywaną gromadę czy galaktykę, czytamy z zainteresowaniem, jak przysłowiowy kryminał. Wyzwania są różnorodne. Zobaczenie najodleglejszego obiektu dostępnego dla nieuzbrojonego oka może być największym wyzwaniem z całej książki. Czy ktoś wiedział, że jest to M81 – Galaktyka Bodego, odległa o 12 milionów lat świetlnych a jednak obserwowana gołym okiem w idealnych warunkach pod czarnym niebem północnej Szwecji? Z kolei przez niewielki teleskop można dostrzec obiekt odległy o 2 miliardy lat świetlnych. Jest to kwazar 3C 273 w gwiazdozbiorze Panny. Jednak wyzwania znajdziemy także pod niebem miejskim. Dla lornet i niewielkich teleskopów takim wyzwaniem może być Grzbiet Wężowy (Serpentine Ridge) – system wałów i skarp wzdłuż wschodniego skraju księżycowego Morza Jasności. W średnim teleskopie będą to np. szczegóły powierzchni Merkurego. Harringtom zabiera czytelnika na poszukiwanie gołym okiem pozostałości po supernowej w Orionie (system mgławic Pętla Barnarda) oraz, przez wielki teleskop, zwielokrotnionego soczewkowaniem grawitacyjnym obrazu kwazara wraz z soczewkującą galaktyką (Krzyż Einsteina). Możemy szukać gromad kulistych w Galaktyce Andromedy, szczegółów struktury M33, M51 czy M101, bardzo młodego i bardzo starego Księżyca, światła popielatego Wenus, odległych gromad galaktyk. Za każdym razem cieszymy się na podróż, którą nasz przewodnik okrasza swą głęboką wiedzą, poczuciem humoru i umiejętnościami dydaktycznymi. Tak, dydaktycznymi, bo w każdym rozdziale przemycana jest głębsza wiedza astronomiczna związana z omawianymi obiektami i zjawiskami. Niby przy okazji poznajemy klasyfikację gromad i galaktyk, typy widmowe i skład chemiczny gwiazd, procesy fizyczne zachodzące w głębokim kosmosie. Jakaż to przyjemna nauka, uczymy się i bawimy jednocześnie. Znalazłem jednak pewną rzecz wcale dla nas nie zabawną.* Pisząc o rzekomej mgławicy M40 (w rzeczywistości para gwiazd) zauważonej przez Heweliusza, autor użył słów „Johann Hevelius, a noted observer from Dantzing, Germany”. Przypisanie Gdańska Niemcom sugeruje także niemieckość samego Heweliusza. To, co ktoś mógłby nazwać największym błędem i oburzać się na autora z jego powodu, ja widzę następująco: to jest nasza wina. Widać polskie środowisko nie potrafiło rozpowszechnić na świecie wiedzy o naszym drugim po Koperniku najwybitniejszym astronomie a Harrington stał się ofiarą powszechnej ignorancji. I rzeczywiście, nawet w 49-tomowej encyklopedii Britannica Edycja Polska w ogóle brak jest hasła Heweliusz, gdy obok Gauguin i de Gaulle mają po dwie wielkoformatowe, trójkolumnowe stronice. W haśle "Gdańsk" informacja o nim zawiera się w zdaniu „W mieście pracowało wielu architektów, malarzy, poetów oraz uczonych, m.in. astronom Jan Heweliusz...”. Tymczasem Jarosław Włodarczyk** pisze o osobistej znajomości astronoma z Janem Sobieskim, zanim jeszcze został on wybrany królem Polski. Później król odwiedził uczonego w Gdańsku (1677 r.) a także przyznał mu stałą pensję i zwolnił z podatku od browarów rodzinnych (Heweliusz był właścicielem dwóch browarów, stąd zapewne wywodzi się tradycyjne zamiłowanie wielu polskich astroamatorów do chmielowego napoju). Myślę, że redakcja Astronomii Amatorskiej, zamieszczająca reklamy i recenzje książek Phila Harringtona, uświadomi mu zaistniały błąd, tak, by nie był powielany w kolejnych wydaniach. Może także udałoby się dodać do obecnego wydania erratę na dołączanej do tomu kartce***, podobnie jak errata dotycząca błędnego przypisania autorstwa zdjęcia Merkurego w wyzwaniu nr 129. Po tej przydługiej lecz chyba uzasadnionej dygresji wróćmy do epilogu książki. Harrington zatytułował go „The edge of imagination”. Znów można to przetłumaczyć dwojako: „skraj wyobraźni”, ale także „ostrze wyobraźni”. Nasza wyobraźnia pozwala ciągle przesuwać granice widzenia i poznawania. Obiekty, które kiedyś były wyzwaniem, stają się łatwo osiągalne a my powinniśmy sięgać po nowe, dalsze, trudniejsze. Twórzmy własne listy wyzwań – obiektów do poszukiwań, sięgajmy do opracowań innych autorów i organizacji astroamatorskich. Autor poleca „Lunar 100 List of Targets” magazynu Sky and Telescope”, “Deep Sky Challenging Objects” Królewskiego Towarzystwa Kanadyjskiego (Royal Society of Canada), “Adventures in Deep Space Challenging Observing Projects for Astronomers of All Ages” (Astronomy-mall.com.) czy AINTO 100 (Association of Invisible Nebulae and Things Nobody Observes, czyli Zestawienie Niewidzialnych Mgławic i Rzeczy, Których Nikt Nie Obserwuje ;-). W Dodatku C zamieszcza także listę 100 gwiazd podwójnych będących wyzwaniem dla teleskopów. Dodatek A stanowi lista wszystkich wyzwań opisanych w książce. Dodatek B to zalecane lektury – zarówno książki jak i programy czy strony internetowe. Książkę zamyka 21/4 –stronicowy indeks zawierający ok. 350 pozycji, nieco krótki jak na ponad 500 obiektów deklarowanych w opisie książki poprzedzającym tekst. Cóż może dodać recenzent, by nie kończyć swej recenzji nudno i bezosobowo? Otóż dla polskiego obserwatora, niezależnie od posiadanego sprzętu, jest jeszcze jeden rodzaj wyzwania. Czytajmy Harringtona w oryginale, po angielsku. Za trudne? Nieprawda! Dawno się przekonałem, że język fachowy jest dla specjalisty łatwiejszy niż ogólny język literacki czy potoczny. Ty zaś Czytelniku jesteś przecież specjalistą-astroamatorem. Podejmij także i to wyzwanie. Czy słyszysz? To Harrington Cię wzywa: „Trying to see unseeble not only improves your skills as an observer, it also unlocs a part of universe that most amateurs ignore”. * Niniejsza uwaga odniosła skutek - Phil zamieścił stosowną erratę. ** Jarosław Włodarczyk: Dodatek Astronomia w Polsce, w: Historia astronomii, red. Michael Hoskin, ... *** Proponuję wysłanie Philowi Harringtonowi egzemplarza polskiego wydania powyższej książki. Będzie się musiał tylko podszkolić w języku, co przy jego erudycji jest całkiem realne.
  3. Lornetka Delta Optical

    Cześć. Chcę kupić lornetkę https://deltaoptical.pl/lornetka-delta-optical-voyager-ii-10x50-wa,d2002.html Co możecie mi o niej powiedzieć?
  4. Ogólny widok zestawu Po kilkuletniej przygodzie z różnymi rodzajami teleskopów, postanowiłem na jakiś czas przerzucić się na lornetki, a tym samym wrócić do korzeni – wszakże przygodę z astronomią zaczynałem właśnie z lornetką. Jednak po początkowej fascynacji szerokimi polami lornetek o powiększeniach 7-12 razy, poczułem pewien niedosyt związany z chęcią sięgnięcia nieco głębiej i pewną tęsknotą do powiększeń choćby zbliżonych do teleskopowych. Po wypróbowaniu wielu większych lornetek i perypetiach z tym związanych, ostateczny wybór padł na lornetkę, która łączy stosunkowo niską wagę, poręczność, wygodę obserwacji w okularach korekcyjnych i bardzo dobrą optykę, a jednocześnie zapewnia spore powiększenie i namiastkę wrażeń obserwacji teleskopowych. Jest to lornetka Pentax 20x60 PCF WP II. Seria PCF WP II zbiera bardzo pochlebne opinie, a jednym z nielicznych powodów do narzekań, który wymieniany jest najczęściej, jest wąskie pole widzenia tych lornetek. Warto wspomnieć, że niedawno firma Ricoh, która przejęła markę Pentax, wprowadziła nowe oznaczenia serii lornetek Pentax, a model 20x60 PCF WP II stał się SP 20x60 WP serii S. Wrażenia ogólne Opakowanie lornetki jest dość standardowe, ale solidne. W kartonie z cienkiej tektury znajdziemy grubszą tekturową wkładkę kartonową, w której spoczywa lornetka w miękkim futerale. Opisy na kartonie informują nas, że lornetka objęta jest 30-letnią gwarancją europejską i została wyprodukowana w Chinach. W zestawie znajdują się zatyczki na obiektywy, które całkiem dobrze trzymają się na tubusach (choć zatyczki są dość płytkie), deszczochron na okulary oraz wygodny pasek na szyję z miękką wyściółką w części szyjnej. Praktycznie każdy z tych elementów, włącznie z lornetką, posiada permanentne oznaczenie logiem Pentax. Futerał nie należy do tych najtańszych, ale miękki materiał chroni lornetkę jedynie przed lekkimi obiciami. Nie ma on też możliwości zawieszenia na pasku. Z papierkologii otrzymujemy dokumenty gwarancyjne i instrukcję obsługi będącą również ulotką ze specyfikacją wszystkich modeli serii PCF WP II, czyli: 8x40, 10x50, 12x50 i 20x60. Niestety, nie ma tam wyszczególnionego modelu 16x60, który nie jest już produkowany. Korpus i mechanika Lornetka już na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie bardzo solidnej i świetnie wykonanej. Widać tu dbałość o estetykę i szczegóły. Od razu też widać, że nie jest to klasyczna konstrukcja, do jakiej przyzwyczaiło nas większość modeli porropryzmatycznych. Pentax nie ma typowego mostka okularowego, a mechanizm ogniskowania znajduje się wewnątrz korpusu. Sam korpus wykonany jest z odlewanego ciśnieniowo aluminium i w całości pokryty jest czarną gumą, która, choć nie jest specjalnie antypoślizgowa, to jednak daje poczucie pewnego chwytu. Jedynymi barwnymi wstawkami są napisy: złoty, na tylnym kółku osi mostka: PENTAX 20x60 2.2° oraz, również złoty: PENTAX 20x60 PCF WP II, na zielonej płytce wtopionej w ogumowanie na lewej części korpusu pryzmatowego. Część kryjąca pryzmaty jest dobrze wyprofilowana i posiada żłobienia na kciuki oraz opuszki palców dłoni przy pokrętle ostrości, które jest łatwo dostępne. Solidna konstrukcja lornetki i dość długie tubusy obiektywów sprawiają, że trzymając lornetkę w standardowy sposób wyczuwamy brak idealnego balansu. Wygodnym sposobem na trzymanie Pentaksa jest przesunięcie dłoni w przód tak, by na części pryzmatowej zostały tylko palce wskazujące obsługujące pokrętło ostrości i kciuki od dołu. Dolna część korpusu ze żłobieniami na kciuki Lornetka spełnia wymogi standardu JIS Class 6, co oznacza wodoodporność do głębokości 1 metra i możliwość użytkowania w ekstremalnych warunkach pogodowych. Korpus jest wypełniony azotem. Pentax posiada gniazdo adaptera statywowego we frontowej części osi mostka. Wykręcana zaślepka gniazda jest duża i karbowana, co sprawia, że operowanie nią jest łatwe nawet w rękawiczkach. Szerokie pokrętło ostrości posiada bardzo wygodne karbowanie i pracuje płynnie w całym zakresie obrotu, który wynosi około 530 stopni (prawie półtora obrotu). Podczas ostrzenia można usłyszeć bardzo słabe, wręcz subtelne, mlaskanie smaru. Ciekawą funkcją jest możliwość blokady ustawienia pokrętła poprzez przesunięcie go w przód (w stronę obiektywów). Słychać plastikowe „klik” i pokrętło jest zablokowane. Odblokowanie następuje poprzez przesunięcie pokrętła do tyłu. Operację tę można wykonać jednym palcem. Górna część korpusu z pokrętłem ostrości Sztywność mostka, a raczej tulei okularowych, które wychodzą bezpośrednio z korpusu, jest zadowalająca, choć przy mocniejszym nacisku daje się wyczuć ugięcie. Rozstaw okularów pracuje płynnie i nie rozregulowuje się. Zakres rozstawu to 57-74 mm, ale lornetka nie posiada skali rozstawu, co uniemożliwia szybką regulację w przypadku obserwacji wieloosobowych. Jako ciekawostkę, warto tu wspomnieć, że specyficzna konstrukcja korpusu wpływa na wygląd lornetki. Pentax wygląda jak „rasowe” porro tylko przy maksymalnym rozstawie okularów. Średnie i małe zakresy rozstawu czynią go nieproporcjonalnie wąskim, co przy masywnej konstrukcji i szerokich tubusach upodabnia go do lornetek dachopryzmatycznych. Lornetka w skrajnych ustawieniach rozstawu okularów Pokrętło wyrównania dioptrii w prawym okularze jest sprzężone z całą obudową okularu. Nie działa ono płynnie, lecz skokowo. Co ciekawe, regulacja w górę (+) posiada 9 skoków, a w dół (-) 10. Na okularze i pokrętle nie ma skali dioptrii, a jedynie zaznaczone punkty zerowe, co może być uznane przez niektórych za wadę. Producent podaje zakres regulacji +/- 4D. Pokrętło ma dwie wygodne, karbowane wypustki na palce, które ułatwiają regulację. Muszle oczne są plastikowe, obłożone gumą. Ich regulacja następuje przez obrót, z blokadą w dwóch położeniach skrajnych i środkowym. 3 pozycje to trochę mało jak na odstęp źrenicy wyjściowej 21 mm. Przydałyby się jeszcze dwie pośrednie. Skok regulacji wynosi 6 mm. Muszle są masywne i szerokie, ale dobrze leżą w oczodołach, za to ich szerokość może poważnie utrudnić obserwacje osobom o wąskim rozstawie oczu, ponieważ między muszlami ocznymi może nie starczyć miejsca na… nos. Kompaktowe wymiary, jak na parametry 20x60, oraz waga jedynie 1380 gramów, pozwalają na krótkotrwałe obserwacje „z ręki”, szczególnie w pozycji leżącej, np. na leżaku. Optyka Optyka obiektywów i okularów posiada powłoki FMC mieniące się zielenią i fioletem, natomiast pryzmaty wykazują zielone powłoki MC. Wnętrze tubusów jest bardzo starannie zmatowione i przyzwoicie wyczernione. Okolice mocowania pryzmatów są nieco jaśniejsze i mniej matowe, natomiast klej widoczny przy pryzmatach jest czarny, ale połyskliwy. Całość sprawia bardzo dobre wrażenie i naprawdę działa. Okolice źrenic wyjściowych są ciemne, a odblaski całkiem dobrze kontrolowane, zarówno w przypadku jasnego obiektu w centrum pola, jak i poza polem widzenia. Jednak nie mogę pominąć tu odblasków, które widoczne są w przypadku obserwacji Księżyca w okolicy pełni, kiedy jest on poza polem widzenia. W niektórych kombinacjach jego odległości od diafragmy i kąta pozycyjnego odblaski potrafią być denerwująco jasne. Widok od strony obiektywów Widok od strony okularów Duże soczewki oczne okularów o średnicy 19 mm zapewniają komfort obserwacji, a odsunięcie źrenicy wyjściowej (eye-relief) 21 mm pozwala na bezproblemowe obserwacje w okularach korekcyjnych nawet o grubych szkłach. Przykładając szkła okularowe do muszli ocznych obejmujemy całe pole widzenia mając nawet nieco „zapasu” poza diafragmą. Po prostu nie ma się do czego przyczepić. Nie ma jednak róży bez kolców. Świetnej jakości optyka Pentaksa ma pewną wadę – bardzo wąskie pole widzenia. Przy powiększeniu 20x pole wynosi 2,2°, co oznacza, że rzeczywiste pole widzenia okularów to… 44°. To gdzieś pomiędzy polem okularu ortoskopowego a polem okularu Plössl. Przecież firmę Pentax stać na okulary z polem co najmniej 60°, co dawałoby nam przyzwoite 3° pola widzenia. Niestety, faktów nie zmienimy. Patrząc przez Pentaksa mamy wrażenie obserwacji przez „dziurkę od klucza”. Sytuację ratuje nieco to, co i jak widzimy w tym polu. Diafragma jest ostra jak przysłowiowa żyleta i wolna od przebarwień. Estetyka pola widzenia jest na bardzo wysokim poziomie. Specyfikacja podaje, że minimalna odległość ostrzenia to 8 metrów, co jest zgodne z rzeczywistością. To świetny wynik jak na lornetkę o powiększeniu 20x, jednak obserwacje bliskich obiektów cierpią na pewną przypadłość – zjawisko podwójnego pola widzenia. Pola widzenia z obu tubusów nie pokrywają się w jedno i oglądamy obraz złożony z dwóch częściowo nakładających się kół. Zjawisko zanika przy ustawieniu ostrości na obiekty odległe o około 30 metrów i dalsze. Odległość podaję oczywiście w przybliżeniu. Kolimacja mojego egzemplarza lornetki jest prawidłowa. Wrażenia obserwacyjne Pentax 20x60, dzięki źrenicy wyjściowej 3 mm, bardzo dobrze sprawdza się w warunkach średniego zaświetlenia (LP). 3 mm to mniej więcej wartość źrenicy jaką często wykorzystywałem w Syncie 8” f/6 z okularem 20 mm. Nomen omen, był to okular Pentax serii XW o polu własnym 70°, co dawało pole 1,2° przy powiększeniu 60x. W lornetce mamy trzy razy mniejsze powiększenie przy polu jedynie niecałe 2 razy szerszym. Jeśli chodzi o obserwacje dzienne, to wysokie powiększenie umożliwia obserwacje bardzo odległych obiektów, ale puryści mogą narzekać na widoczną aberrację chromatyczną. Niewprawione oko może ocenić aberrację chromatyczną w środku pola widzenia na szczątkową, jednak uważny obserwator wychwyci jej obecność w postaci wąskich obwódek na kontrastowych krawędziach. Mimo tego, można ocenić, że w centrum pola jest dobrze. Niestety, im bliżej diafragmy, tym bardziej rzucające się w oczy kolorowe obwódki. Gdyby wynikowe pole widzenia miało średnicę 3-3,5 stopnia, nie byłoby źle, ale przy polu 2,2 stopnia trudno wręcz mówić o „środku” czy „peryferiach” pola, którego skromne 44° traktowane są przez nasze oczy w całości jako ergonomiczny „środek”. Sprawia to, że aberracja chromatyczna poza umownym centrum jest doskonale widoczna. Lornetka nadaje się do niezobowiązującego przeglądu okolicy, do śledzenia samolotów na wysokościach przelotowych, czy ptaków (zdecydowanie na statywie!), jednak w przypadku tych ostatnich może przeszkadzać wąskie pole widzenia. Podczas bardziej szczegółowych obserwacji wymagających wysokiego kontrastu i kolorystyki bez wpływu aberracji chromatycznej, Pentax może nie być optymalnym wyborem. Do tego dochodzi płytka głębia ostrości. Poza tymi uwagami są już tylko zalety: pole widzenia jest płaskie, świetnie skorygowane pod względem ostrości, a niewielka dystorsja poduszkowa nie razi. Obrazy są jasne, a odwzorowanie bieli dobre. Aby w pełni docenić optykę tej lornetki, należy pamiętać o jej czułości na osiowe ustawienie oczu przy okularach. Im częściej będziemy obserwować, tym szybciej „wyczujemy” to ustawienie i przestanie być to jakimkolwiek problemem. W warunkach równomiernego oświetlenia, przy obserwacjach ciemniejszych obszarów w pozycji „przed siebie”, widać niewielkie łukowate pojaśnienie w dolnej części pola widzenia będące odblaskiem od jasnego tła nieba. Obserwacje Słońca z filtrami aperturowymi ND5 z folii Baadera wywołały u mnie mieszane uczucia, ze względu na wyraźną kolorową otoczkę tarczy słonecznej powodującą wrażenie pewnej „miękkości” obrazu. Jednak skala obrazu, która sprzyja obserwacjom mniejszych plam i szczegółów w grupach plam oraz detekcji pochodni fotosferycznych, połączona z obserwacjami obuocznymi rekompensuje wpływ aberracji chromatycznej na obraz. Jednak miłośnika astronomii interesują przede wszystkim obserwacje nocne, a są one tym, do czego został stworzony Pentax 20x60. Dzięki źrenicy wyjściowej 3 mm otrzymujemy kontrastowe obrazy z ciemnym tłem. Oczywiście, słabych warunków miejskich nie oszukamy, ale dzięki sporemu powiększeniu zyskujemy na zasięgu. Tu jednak czai się pułapka, bo jednocześnie tracimy możliwość wyłapywania rozległych obiektów mgławicowych o niskiej jasności powierzchniowej. Za to, obiekty zwarte lub jasne są świetnie widoczne, dobrze odcinając się od tła pokazując swe piękno, a ich obrazy dają namiastkę obserwacji teleskopowych. Co zatem wywrze na nas największe wrażenie? Zdecydowanie najlepszymi obiektami dla Pentaksa są gromady otwarte, jaśniejsze mgławice, zwarte, jasne galaktyki oraz kolorowe gwiazdy podwójne. Miłośnicy obserwacji lornetkowych docenią widoki rozbitych na pojedyncze gwiazdy gromad otwartych, które w mniejszych lornetkach są jedynie mglistymi plamkami z, co najwyżej, pojedynczymi gwiazdkami wyskakującymi z poświaty słabszych, nierozdzielonych. Widok takich perełek jak gromady Messiera w Woźnicy, Gromady Podwójnej w Perseuszu, NGC 7789 w Kasjopei, NGC 457 czy M103, potrafi oczarować. A to tylko niewielki promil tego, co czeka na nas na nocnym niebie. Wysokie powiększenie to również większa skala obrazu, co pozwala na wyłapywanie małych kątowo celów, które w niższych powiększeniach mogą umknąć wzrokowi – większy kątowo obszar obiektu lepiej odcina się od tła nieba. Aby dać przykład skali powiększenia 20x i kontrastu źrenicy 3 mm, wspomnę, że dość łatwo wyłuskałem z tła trzy obiekty nieba południowego, które w Polsce widoczne są bardzo nisko nad horyzontem – galaktykę NGC 247 (wysokość 17°), galaktykę NGC 253 (wysokość 12°) oraz gromadę kulistą NGC 288 (wysokość 11°). Warunki obserwacji nie były najlepsze, a jasność nieba oceniłbym jako średniej jakości wiejskie. W takich warunkach, w świetnym Nikonie 12x50 SE widoczna była jedynie NGC 253. Wysokie powiększenie może również kusić obserwatorów Księżyca. Tak jak w przypadku obserwacji Słońca, rozdzielczość i skala obrazu robią wrażenie, również oddanie różnic w odcieniach formacji księżycowych, także tych subtelniejszych, jest na dobrym poziomie. Jednak do głosu dochodzi wspomniana już wcześniej aberracja chromatyczna, która wprowadza zabarwienie na granicach światło-cień, co niekorzystnie wpływa na obserwacje delikatnych detali przy terminatorze. Osobiście wolę widoki Księżyca w lornetce Nikon 12x50 SE, gdzie aberracja chromatyczna jest pomijalna, a mniejszą skalę odwzorowania rekompensuje wybitny kontrast i ostrość obrazu. Podsumowanie Trudno nie zauważyć, że parametry 20x60 nie są zbyt popularne wśród lornetek. Spośród modeli, które warte są uwagi, jest klasyczny Kronos BPC, opisywany tu Pentax oraz nieprzyzwoicie wręcz drogi Zeiss ze stabilizacją obrazu. Modele Bresser czy Galileo to raczej niska półka jakościowa. Lornetki o powiększeniach wyższych niż 15-16 razy startują od apertur 80 mm, co oznacza znacznie większą masę oraz rozmiary i najczęściej wymagają zastosowania drążka centralnego ze zintegrowanym adapterem statywowym, który poprawia osiowość torów optycznych i pozwala utrzymać kolimację. Wśród tych olbrzymów, Pentax 20x60 to maluch, któremu bliżej do rodziny lornetek 50 mm. To jego niezaprzeczalna zaleta – jest wciąż klasyczną lornetką, mimo sporego powiększenia. W recenzji wspomniałem o wąskim polu widzenia. Oczywiście, jest ono sporym ograniczeniem tej lornetki, i może ono zniechęcić do zakupu wielu obserwatorów. Jednak przy założeniu, że nie polecamy tej lornetki początkującym miłośnikom astronomii, lub jako pierwszą (lub/i jedyną) lornetkę, wąskie pole nie powinno być demonizowane. Do wrażenia „studni” można się przyzwyczaić, a średnio zaawansowany obserwator, szczególnie, jeśli ma doświadczenie w obserwacjach lornetkowych, nie powinien mieć większych problemów w wyszukiwaniu obiektów i celowaniu w nie. Jeśli znamy zgrubne położenie danego obiektu, wycelowanie w dany region i posiłkowanie się starhoppingiem po jasnych gwiazdach jest intuicyjne i przychodzi z naturalną łatwością, nawet podczas obserwacji „z ręki”. Do trudniejszych celów zdecydowanie warto podchodzić z lornetką podłączoną do solidnego statywu fotograficznego. Obserwatorom ceniącym wygodę celowania, można też zasugerować adapter Farpoint FAR-Sight, który pozwala na sparowanie lornetki z szukaczem Red Dot. Nie mogę nie wspomnieć też o komforcie obserwacji obuocznych, przy których wąskie pole okularów mniej razi niż w przypadku obserwacji teleskopowych. Pentaksa trudno nazwać lornetką uniwersalną czy lornetką dla każdego, jednak znając jej mocne i słabe strony oraz zakres zastosowania, jej świadomy zakup nie powinien być chybiony. Oryginalny tekst ukazał się w miesięczniku Astronomia w lipcu 2015 (wersję on-line znajdziesz również na stronie www.astronoce.pl)
  5. Być może przyda się poniższy link z recenzją: http://www.pulskosmosu.pl/recenzje/literatura/item/288-atlas-ksiezyca-autor-sylwia-substyk-2015
  6. Zabierałem się do napisania tych kilku zdań o moim Zequsiu od maja, kilka razy to na jesiennym zlocie obiecywałem - ale zawsze coś przeszkadzało, niemniej szkoda aby o nim czegoś nie napisać, zwłaszcza że odwrotnie niż na forach zagranicznych u nas o nim cicho. Zacznę od oficjalnych parametrów technicznych, a później skreślę kilka zdań z własnego doświadczenia od kwietnia tego roku. Jego oficjalna nazwa to: montaż paralaktyczny ZEQ25GT, amerykańskiej firmy iOptron. http://www.ioptron.com/product-p/7100.htm Jego oficjalne dane ze strony producenta: Innowacyjny montaż paralaktyczny ZEQ25GT ze stajni iOptron reprezentuje osobny, nowy gatunek montaży paralaktycznych do astrofotografii i obserwacji. Nie jest to klasyczny montaż "pralaktyczny niemiecki" a odrębny typ: "paralaktyczny chiński". Zapewnia najnowszą mechanikę i doskonałe oprogramowanie od iOptron zachowując niewielkie rozmiary i wagę. Montaż idealny dla osób, które prowadzą sesje astrofotograficzne i obserwacyjne głównie na wyjazdach, ze względu na bardzo szybkie postawienie w gotowości. Środek ciężkości i nowoczesna konstrukcja głowicy zapewnia bardzo stabilną pracę i bardzo dobry współczynnik wagi własnej do nośności. Specyficzna konstrukcja "Z" ułatwia też ustawienie montażu na Gwiazdę Polarną - lunetka nie jest zasłaniana przez wał osi deklinacji. Montaż ZEQ25GT jest wyposażony w najnowszy sterownik i oprogramowanie GOTONOVA z bazą ponad 59000 obiektów (aktualizacja oprogramowania – ostatnie z 17.03.2015r.) - typ montażu: "Z" (paralaktyczny chiński) - ładowność: 12,3kg (wyłączając przeciwwagi) - waga: 4,7kg - ślimacznica osi RA: 88mm, 144 zęby, aluminiowa - ślimacznica osi DEC: 88mm, 144 zęby, aluminiowa - wał osi RA: 35mm, stalowy - wał osi DEC: 35mm, stalowy - łożyska osi RA: 55mm, kulowe - łożyska osi DEC: 55mm, kulowe - ślimaki: mosiężne - napęd: servo-silniki DC z enkoderami - rozdzielczość: 0,14 arc-sek. - przełożenie: pasy synchroniczne i koła zębate - zakres ustawienia wysokości: 0º ~ 60º - zakres ustawienia azymutu: ± 10º - lunetka polarna: podświetlana, AccuAligningTM - wskaźnik poziomu: poziomica "z bąbelkiem" - prędkości przesuwu: 1×,2×,8×,16×,64×,128×,256×,512×,MAX(~4.5º/sec) - pręt przeciwwagi: Φ20mm x 300mm (0.7 kg) - przeciwwaga: 4,7kg - siodełko: styl Vixen - pobór prądu: 0.25A(Tracking), 0.75A(GOTO) - zasilanie: 12V DC(9 ~ 15V), 1.5Amp - port szeregowy (serial): tak - port autoguidera: tak - możliwość upgrade'u oprogramowania: tak - kontrola z poziomu komputera: tak (ASCOM) - optymalna temperatura pracy: -10ºC ~ 40ºC - gwarancja: 2 lata Montaż zakupiłem w teleskopy.pl. sprowadzony z TS – cena za wielką wodą wynosiła 890 $ w TS 1140 Oiro, a w naszych sklepach na zamówienie i można było troszkę utargować. Drogo ??? Myślę, że dla astrofotografii można go porównać do HEQ5.. z tym że on już ma Serwo silniczki na enkoderkach, paski, dociski i inne bajerki. Po przyjechaniu kuriera 02.04 AD 2015r. - doznałem szoku.. jak wiedzą znajomi moim poprzednim ,,koniem pociągowym” był celestronowski CGEM - wielkość i waga robiła wrażenie a tu…. Przyjechały 2 pudełeczka, które wiozłem do domciu pod pachę. Po rozpakowaniu kolejny szok – jakie to wszystko MALUTKIE !!!!, głowiczka w jednej ręce, wyglądało to jak na poniższym filmiku: https://youtu.be/7ee8ecMY_60 Po obejrzeniu instruktażowego filmiku ;) złożyłem toto i odpaliłem – działa :) Trzeba by mu jeszcze powiedzieć gdzie jest (pogody oczywiście nie było – norma), fiksa GPSu nie mogła sobie bidula złapać w chałupce L powklepywałem potrzebne mu dane aleeeee… miałem wątpliwości – czas letni… daylight saving time, a tu cholera – Y albo N ??? Telefon do przyjaciela, no i wyszło że Y. Co do pilota – bardzo poręczny i czytelny z regulowanym podświetleniem i ewentualnie wydający dźwięki (można wyłączyć), niemniej troszkę bym go zmienił, mianowicie pierwsza potrzebna funkcja po info to powinien być aling i tak miałem w CGEMku a tu jest na samym dole przewijanej listy… no cóż nie wszystko jest doskonałe ;) Kolejny film jaki oglądałem przed przyjściem Zequsia (trochę ich było) to ustawienie pozycji zerowej. Prawidłowe jej wyznaczenie zaowocuje miedzy innymi idealnym trafianiem w obiekty. Czynność jeśli mamy dobrą poziomniczkę i taśmę lub pisak aby krechy na ośkach narysować przeprowadza się bardzo prosto. Szkoda, że nie pomyślano o tym fabryczne. Jak to się robi - pokazuje poniższy filmik; https://youtu.be/K9Gb3dmjqhk Po tych czynnościach pozostało tylko, a właściwe AŻ oczekiwać na pogodę aby maleństwo sprawdzić pod niebem. W międzyczasie włączając, wyłączając skumałem go sobie ze swoim setupem, nie obyło się bez małych problemów bo akurat padł mi mój ukochany Win XP i cały swój system musiałem stawiać na nowo. Po reanimacji i wgraniu zeqsiowego sterownika ASCOMowego montaż natychmiast został ,,kupiony” przez moje oprogramowanie. Ale.. zawsze jakieś ale – w CGEMie po odpaleniu np. w CdC pokazywał się mały pilocik do kadrowania, a tu nima :( Jak tu teraz zrobić 2 – 3 sekundy ,,w lewo, prawo, góra, dół” ??? No ale od czego jest FA i między innymi artykuł Jolo pt. POTH w natarciu http://www.forumastronomiczne.pl/index.php?/topic/7235-poth-hub-w-natarciu/#comment-97553 i jest pilocik. (teraz w Maximie już nie potrzebny, ale informacja się zapewne przyda). Dalej czekając na pogodę, dowiedziałem się o nowym cieplutkim oprogramowaniu. Pobrałem ze strony wraz z instrukcją – bardzo dokładną i poszło bez problemów. ALE !!! – tu proszę przeczytać uważnie; Zequś przy ubgrejcie pilota i głowicy toleruje tylko oryginalny kabelek RS232/USB (żadne np.. FDI) wetknięty w gniazdo pilota i do laptoczka (przypominam - laptoczka z naładowaną bakterią) to na wypadek gdyby nagle energetyka sprawiła nam psikusa w postaci wyłączenia energii elektrycznej (tyczy się to wszystkich montaży). Ubgrejcik idzie stosunkowo szybko i sprawnie – oczywiście stres występuje ;) Oprogramowanie i sterowniki http://www.ioptron.com/Articles.asp?ID=263 Nadarzyła się wreszcie długo oczekiwana pogoda – wystawiłem montażyk na balkon, załadowałem czym się dało i odpaliłem. Dość szybko złapał fiksa co zakomunikował dźwiękiem i komunikatem na wyświetlaczu pilota GPS OK i do dzieła.. W pilocie jest funkcja aby pokazał gdzie w lunetce powinna znajdować się Polarna (taki zegareczek się wyświetla z kropką) luknąłem w lunetkę pokręciłem dwiema i jedną śrubką i to wszystko, bardzo wygodne te śrubki. Na miejscu twórców troszkę bym wydłużył okular lunetki biegunowej, głowiczka to maleństwo i trudno oko przyłożyć (są takie do kupienia – może sam coś wymyślę…) Na forach jest napisane i na filmikach pokazują, że wystarczy aling na 1 gwiazdkę – tak też zrobiłem. Zaproponował dyszel Wielkiego Wozu ??? CGEM proponował zawsze pierwszą gwiazdkę aktualnie ,,najwyższą” – no ale chcesz to masz – enter i pojechał, patrzę w szukacz.. jest Alkaid. Minimalna korekta i był w środeczku krzyża szukacza. Odpaliłem oprogramowanie kamerek i CdC – został natychmiast kupiony, zsynchronizowany i poleciałem byle gdzie aby zobaczyć prowadzenie. Troszkę się obawiałem takiej próby, bo raz że robiłem to na balkonie (drgania), a dwa troszkę podwiewało. Zapuściłem PHD – zrobił kalibrację i zapuściłem sesję… chwila na ustabilizowanie guidu i na wykresie pokazał się piękny (jak dla mnie) wykresik – prowadzenie OK., a za 5 minut potwierdziła to pierwsza klatka :) Jeszcze troszkę się pobawiłem z różnymi stronami nieba i wyszło, że pieniążki nie poleciały w błoto. Wszystkie czynności wykonuje bardzo sprawnie i cicho. Jeśli zapytają mnie zawodowcy o PECe i inne logi z prowadzenia – informuję uprzejmie, że nie posiadam – dla takiego amatora domowych kolekcji złapanych obiektów nie jest to potrzebne. Jeśli ktoś by chciał zapisy logów – udostępnię bez problemu, muszę wiedzieć o tym wcześniej i stanąć z Zequsiem na twardym gruncie z dobrym niebem - włączę, zarejestruję, skopiuję i wyślę :) Co Zequś na sobie u mnie dźwiga ?? Tripletowy apuś karbonowy 90/600 ważący 3,5 kg, kamerkę QHY5 w szukaczo-guiderku 60/230 i SBIGa ST2000XCM, no i astro-stero-pierdołki w pudełku na tubie ze sterownikiem do focusera, HUBem i kabelkami oraz silnikiem krokowym na wyciągu. Dzięki fikuśnej konstrukcji wszystko to wyważam jedną przeciwwagą, która waży troszkę ponad 4,5 kg. Na CGEMku musiałem na pręcie wieszać 7,5 kilograma…. Tak jak sobie zakładałem, na mój wiek i zdrówko, muszę mieć zestaw lekki, szybko się rozkładający i zajmujący w autku mało miejsca.. i tak właśnie jest - z czego jestem bardzo zadowolony. Cały zawieszony setup wraz z montażem gdy załamuje się pogoda, bez problemu, po wypięciu 3 kabelków biorę pod pachę i przez drzwi balkonowe bez wysiłku wnoszę do domu. Co by tu jeszcze napisać…. O ! pochwalę iOptrona – po tygodniu użytkowania zauważyłem, że zaczyna mi się wsuwać jedna noga.. Okazało się, że gwint pod śrubę zaciskową do wydłużania nóg jest do d….y zepsuty. Mail do iOptron z fotografią wadliwego gwintu – po godzinie odpowiedź i w tym samym dniu wysyłka nowej nogi z przeprosinami i na koszt firmy – była u mnie za 6 dni. Kolejna sprawa to problem w zenicie… Zapewne nie wystąpi jeśli mamy małą kamerkę ale SBIGuś jest duży, prostokątny i jeszcze gniazda zasilania, USB i guide ma z boku no i problem wystąpił na zlocie – Kokonek, kamerka wylądowała na nodze :( iOptron to przewidział i sprzedaje mini pierek – ale niech ich cholerka… cena samego pierka to 89$, a przesyłka niemal drugie tyle :( No ale podobno Polak potrafi i mój Pan tokarz potrafi, za znikomą część wartości amerykańskiego pierka po 3 dniach mogłem się cieszyć pierkiem w połowie mojego w połowie Pana tokarza pomysłu i zenit dla Zeqsia już nie straszny :) Tak jak napisałem wcześniej – sterownik ASCOMowski montażu jest kupowany natychmiast przez programy astro i nie wymaga żadnych dodatkowych zabiegów - łącznie z próbowanym ostatnio (chyba z dobrym skutkiem) Maximem. Producent podaje wagę wieszanego – dopuszczalnego zestawu na ponad 12 kg… czy to prawda ??? Ja bym maleństwu takiego świństwa nie zrobił, ale myślę że powieszenie na nim jakiegoś astro-foto apusia w okolicach do 100 paru milimetrów apertury i długości nie przekraczającej metra czy Newtonka 150/750 mu nie zaszkodzi i spełni dzielnie swoje zadanie. Na forach napisali i pokazali go z SCT8”. To już chyba wszystko…. Jeśli były by jakieś pytania to w ramach swoich skromnych możliwości postaram się na nie odpowiedzieć. A na samym dole moich wypocin jeszcze dwa filmiki o podstawach – myślę warte obejrzenia. Koledzy Jolo i Wessel – Bardzo dziękuję Wam za pomoc w rozwikłaniu moich wątpliwości w czasie pierwszych prób z Zequsiem :) https://www.youtube.com/watch?v=u-kN_FFjxMA&feature=player_embedded https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=ey50RMnwEj4
  7. SW 80/400 - pierwsze testy

    Refraktorek zakupiłem ponad 2 tygodnie temu, nie było jednak do wczoraj okazji przeprowadzenia pierwszych testów. Pogoda była dobra, a mnie udało się wygospodarować wolną chwilę ;) Choć nie jest to sprzęt planetarny ani nie zabrałem ze sobą odpowiedniego osprzętowania, obserwacje zacząłem od szybkiego luknięcia na Marsa i Jowisza. Mars – w okularze 6mm (67x) widoczna bardzo jasna, mała tarcza. W sumie tego się właśnie spodziewałem. Jowisz – w tym samym powiększeniu widoczne oczywiście 4 księżyce, sporych rozmiarów tarczka. Mimo jej dużej jasności bez problemów dostrzegłem 2 blade pasy równikowe. Następnie rzuciłem okiem na kilka znanych DSów. M13 (NGC 6205) – byłem bardzo mile zaskoczony widokiem tej kulki. Bardzo jasna, z otaczającymi gwiazdkami była super widokiem w pow. 16x i polu ponad 3*. Po założeniu okularu 6mm nie było już tak dobrze. Stała się bardziej blada, z brzegami minimalnie ciemniejszymi od środka. M81 (NGC 3031) i M82 (NGC 3034) – galaktyki ładnie prezentują się w szerokim polu, choć wodotrysków nie ma (głównie z powodu małych rozmiarów). Bez problemu dostrzegalny owalny kształt M81 i podłużność M82. M63 (NGC 5055) – podobny widok jak w przypadku M82. Niepozorna głównie z powodu wielkości kątowej, pod względem jasności bez problemów. W ogródku dawało o sobie znać LP, które zdecydowanie psuło jakość obserwacji. Na kolejny wypad wybiorę się na lepszą miejscówkę, wtedy też powinna ukazać się kolejna część testów. Pozdrawiam! :)
×
© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2017)