Skocz do zawartości
Paweł Baran

Astronomiczne Wiadomości z Internetu

Rekomendowane odpowiedzi

Archinaut testuje druk 3D w warunkach kosmicznych
2017-09-14. Adam Dąbrowski
Zespół projektu Archinaut opracował i przetestował metodę wytwarzania druku 3D w warunkach termicznych i próżniowych jakie panują w przestrzeni kosmicznej.
Projekt Archinaut
Testy przeprowadzono w komorze próżniowo-termicznej (TVAC) należącej do Engineering Evaluation Laboratory w należącym do NASA Ames Research Center w Moffet Field, w Kaliforni. Jak podkreśla manager projektu z firmy Made in Space, Eric Joyce, był to pierwszy raz gdy z sukcesem udało się doprowadzić do wydruku w takich warunkach.
Przedmiotem wydruku były duże fragmenty belek, podobne do takich, z których wykonuje się przeróżne konstrukcje, jak na przykład wsporniki czy fragmenty anten. Podczas drukowania, zarówno drukarka jak i sam wytwarzany przedmiot musiały wytrzymać warunki panujące w przestrzeni kosmicznej. Co ciekawe, technologia pozwala na ciągły wydruk, dzięki czemu mogą powstawać przedmioty o dowolnej długości.
Przedstawiciele NASA wyrażając zadowolenie z pozytywnego przebiegu testu podkreślają, że w przyszłości może to być podstawowy sposób wytwarzania części maszyn w kosmosie, co znacznie przyspieszy tempo misji eksploracyjnych.
Druk 3d w kosmosie
Technologia wytwarzania addytywnego ma umożliwić zdalne wytwarzanie tak złożonych konstrukcji jak habitaty. Obecnie, rozmiar elementów znajdujących się w przestrzeni kosmicznej ograniczany jest możliwościami systemów wyniesienia. W przypadku tej nowej technologii, wystarczy wysłać na orbitę sam materiał, co uczyni rakiety znacznie bardziej efektywnymi.
Naturalnym kolejnym krokiem, po rozszerzonych testach na początku roku 2018, jest test technologii w przestrzeni kosmicznej. Już rozważane są pierwsze wydruki: ogromna antena satelitarna lub bardzo długa kratownica umożliwiająca robotyczne rozkładanie paneli słonecznych. Docelowo, Archinaut mogłoby stać się platformą konstrukcyjną umożliwiającą zadokowanym statkom na stworzenie dodatkowego wyposażenia.
Więcej informacji o projekcie Archinaut można znaleźć pod tym adresem.
(PA)
http://kosmonauta.net/2017/09/archinaut-testuje-druk-3d-w-warunkach-kosmicznych/

 

Archinaut testuje druk 3D w warunkach kosmicznych.jpg

Archinaut testuje druk 3D w warunkach kosmicznych2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Masz ochotę na wyprawę na księżyc?


Cześć, nazywam się Christophe Galfard i zabiorę cię w niezwykłą podróż po wszechświecie, by pomóc ci zrozumieć go trochę lepiej. Gotowy?
Przystanek Księżyc.
Wyobraź sobie, że spacerujesz po jego powierzchni. Ziemia zniknęła za księżycowym horyzontem. Znajdujesz się po tak zwanej ciemnej stronie Księżyca.
Nie ma tu ani błękitnego nieba, ani wiatru, a nad głową widzisz o wiele więcej gwiazd, niż ujrzałbyś z jakiegokolwiek miejsca na Ziemi. Tutaj jednak nie migocą, bo na Księżycu nie ma atmosfery. Przestrzeń kosmiczna zaczyna się tuż nad jego powierzchnią o rzeźbie niewygładzonej przez żadne zjawiska meteorologiczne. Kratery są wszędzie. To zamarznięte pozostałości po czymś, co uderzało kiedyś w tę jałową glebę.
Gdy wędrujesz w kierunku tej strony Księżyca, która zwraca się ku naszej planecie, w głodnym wiedzy umyśle w magiczny sposób zarysowuje się historia jego narodzin. Wstrząśnięty wpatrujesz się w grunt pod swoimi stopami.
Co tu się stało?!
Mniej więcej 4 miliardy lat temu w naszą młodą planetę uderzyła inna, wielkości Marsa, odrywając ogromną część Ziemi. Przez kolejne tysiąclecia wszystkie odłamki skalne powstałe w rezultacie tej kolizji zbiły się w olbrzymią kulę, ta zaś znalazła się na orbicie naszej planety. W ten sposób narodził się Księżyc, na którego powierzchni w tej chwili stoisz.
Gdyby coś takiego zdarzyło się obecnie, wszystkie formy życia zniknęłyby z Ziemi. Jednak w owych czasach nasza planeta była naga. Na ironię zakrawa, że bez tego katastrofalnego w skutkach zderzenia Księżyc nie rozświetlałby naszych nocy, na oceanach i morzach nie byłoby większych pływów, a życie w znanej nam obecnie formie zapewne nigdy by tu nie zaistniało. Twoja ojczysta planeta widziana z tego miejsca ma rozmiar czterech Księżyców w pełni.
Co jest z drugiej strony?
Idziesz dalej, obserwując Ziemię wznoszącą się na księżycowym niebie, i chociaż otoczenie wydaje się ciche i bezpieczne, dobrze wiesz, że to tylko pozorny spokój. Czas płynie tutaj inaczej, a w ciągu eonów, które nadejdą, gwałtowne zdarzenia będą nieuniknione. Świadczą o tym kratery znaczące powierzchnię Księżyca. Setki tysięcy głazów - każdy o rozmiarach góry - dryfujących w przestrzeni kosmicznej, musiały przez wieki bombardować satelitę Ziemi. Uderzały także z pewnością w naszą planetę, lecz ziemskie rany się zagoiły, nasz świat istnieje i skrywa swoją przeszłość głęboko pod ulegającą nieustannym przemianom warstwą gleby.
Nagle zdajesz sobie sprawę, że w takim wszechświecie twoja ojczysta planeta - mimo jej zdolności do regeneracji - jest krucha, prawie bezbronna...
Prawie.
Jednak niezupełnie. Teraz ma nas.
Kolizje podobne do tej, która doprowadziła do narodzin Księżyca, zasadniczo należą już do przeszłości. Obecnie naszemu światu nie zagrażają raczej zbłąkane planety, lecz tylko pojedyncze planetoidy i komety - a Księżyc częściowo chroni i osłania nas przed takimi zagrożeniami. Wszędzie jednak czają się inne niebezpieczeństwa. Gdy obserwujesz zawieszoną na ciemnym niebie błękitną Ziemię, za tobą pojawia się nagle niezwykle jasna kula światła.
Odwracasz się i widzisz przed sobą gwiazdę - najjaśniejszy i najbardziej agresywny spośród obiektów położonych w pobliżu naszej planety.
Nazwaliśmy ją Słońcem.
Masz ochotę na dalszą podróż po wszechświecie? Koniecznie sięgnij po "Wszechświat w twojej dłoni". Wspólnie z autorem zbadasz wnętrze Słońca, zagniesz czasoprzestrzeń, a nawet odkryjesz podstawy fizyki kwantowej.

Autor
Christophe Galfard zdobył tytuł doktora fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Cambridge w Wielkiej Brytanii, gdzie był uczniem profesora Stephena Hawkinga. Przez wiele lat wspólnie pracowali nad zagadnieniem czarnych dziur oraz zastanawiali się nad początkiem Wszechświata.
Obecnie Galfard zajmuje się popularyzowaniem nauki w możliwie najciekawszy i... najzabawniejszy sposób. Ma bujną wyobraźnię i potrafi opowiadać z takim zaangażowaniem, że najtrudniejsze teorie z dziedziny astrofizyki stają się zrozumiałe dla każdego i interesują nawet opornych.


materiały promocyjne


 
http://nt.interia.pl/artykuly-sponsorowane/news-masz-ochote-na-wyprawe-na-ksiezyc,nId,2437074

Masz ochotę na wyprawę na księżyc.jpg

Masz ochotę na wyprawę na księżyc2.jpg

Masz ochotę na wyprawę na księżyc3.jpg

Masz ochotę na wyprawę na księżyc4.jpg

Masz ochotę na wyprawę na księżyc5.gif

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Hubble obserwuje całkowicie czarną planetę
Napisany przez Radosław Kosarzycki dnia 14/09/2017
Astronomowie odkryli, że dobrze zbadana egzoplaneta WASP-12b niemal nie odbija żadnego światła, co oznacza, że jest ona praktycznie czarna. Odkrycie to rzuca nowe światło na skład chemiczny atmosfery tej planety i odrzuca wcześniejsze hipotezy dotyczące atmosfery WASP-12b. Co więcej wyniki badań zupełnie nie przypominają innej egzoplanety o podobnych rozmiarach.
Wykorzystując spektrograf STIS zainstalowany na pokładzie Kosmicznego Teleskopu Hubble, międzynarodowy zespół badaczy kierowany przez astronomów z Uniwersytetu McGill w Kanadzie oraz Uniwersytetu Exeter w Wielkiej Brytanii zmierzył albedo planety w celu dokładniejszego zbadania składu chemicznego jej atmosfery.
Wyniki badań były dużym zaskoczeniem – mówi główny autor opracowania Tylor Bell, student astronomii na Uniwersytecie McGill: „Zmierzone albedo WASP-12b wynosi maksymalnie 0,064. To ekstremalnie niska wartość, która sprawia, że ta planeta jest ciemniejsza od świeżego asfaltu”! Oznacza to, że WASP-12b odbja dwa razy mniej światła niż Księżyc, którego albedo wynosi 0,12. Bell dodaje: „Niskie albedo wskazuje, że musimy się jeszcze dużo dowiedzieć o WASP-12b i podobnych do niej planet”.
WASP-12b okrąża podobną do Słońca gwiazdę WASP-12A odległą od nas o 1400 lat świetlnych, a od czasu jej odkrycia w 2008 roku jest ona jedno z najlepiej zbadanych egzoplanet. Przy promieniu prawie dwa razy większym od promienia Jowisza i okresie orbitalnym niewiele dłuższym od ziemskiego dnia, WASP-12b uważana jest za gorącego jowisza. Z uwagi na niewielką odległość między oboma obiektami, przyciąganie grawitacyjne ze strony gwiazdy rozciąga WASP-12b w kształt jajka, a temperatura powierzchni po jej dziennej stronie wynosi 2600 stopni Celsjusza.
Wysoka temperatura jest jednym z najbardziej prawdopodobnych wytłumaczeń stojących za jej niskim albedo. „Znamy także inne gorące jowisze, które okazały się zaskakująco czarne, ale są one dużo chłodniejsze od WASP-12b. W przypadku tych planet, sugeruje się, że chmury oraz alkaliczne metale stoją za absorpcją światła – jednak nie mogą one tłumaczyć niskiego albedo planety tak gorącej jak WASP-12b”, mówi Bell.
Dzienna strona WASP-12b jest na tyle gorąca, że nie mogą na niej powstawać chmury, a metale alkaliczne są w niej zjonizowane. De facto jest tam na tyle gorąco, że rozbiciu ulega wodór cząsteczkowy na atomowy, dzięki czemu atmosfera planety zachowuje się bardziej jak atmosfera mało-masywnej gwiazdy niż jak atmosfera planety. To wszystko odpowiada za niskie albedo tej egzoplanety.
Aby zmierzyć albedo WASP-12b naukowcy obserwowali tę egzoplanetę w październiku 2016 roku podczas zaćmienia, kiedy planeta była niemal w pełni i chowała się za swoją gwiazdą macierzystą. To najlepsza metoda pomiaru albedo egzoplanety, bowiem w takiej konfiguracji możliwy jest bezpośredni pomiar ilości odbitego światła. Niemniej jednak technika ta wymaga precyzji dziesięciokrotnie większej od tradycyjnego tranzytu. Wykorzystując w swojej pracy spektrograf zainstalowany na pokładzie Kosmicznego Teleskopu Hubble’a naukowcy byli w stanie zmierzyć albedo WASP-12b na kilku różnych długościach fali.
„Po zmierzeniu albedo porównaliśmy nasze wyniki z widmowymi modelami wcześniej sugerowanych modeli atmosfery WASP-12b”, tłumaczy Nikolay Nikolov z Uniwersytetu w Exeter. „Okazało się, że dane nie pokrywają się z żadnym z obu proponowanych modeli”. Nowe dane wskazują, że atmosfera WASP-12b składa się z wodoru atomowego i helu.
Źródło: Hubble/STScI
http://www.pulskosmosu.pl/2017/09/14/hubble-obserwuje-calkowicie-czarna-planete/

 

Hubble obserwuje całkowicie czarną planetę.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

SpaceX: pierwsze prywatne loty do stacji kosmicznej
2017-09-14. Artykuł napisał Michał Nedza. Redakcja AstroNETu
SpaceX jest pierwszą prywatną firmą dostarczającą ładunek do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, używającą swojej własnej rakiety Falcon 9 i statku kosmicznego Dragon. Ta urzędująca w Kalifornii firma ma podpisane kontrakty z NASA, ale w przerwach między dostawami na ISS wykonuje również zlecania od innych prywatnych przedsiębiorstw z całego świata. Nieważne, czy nie słyszeliście o SpaceX, czy może interesujecie się lotami kosmicznymi, ten artykuł jest dla Was.
Tytułowa firma współpracuje z klientami z prywatnego sektora, jednostek militarnych i pozarządowych w celu wynoszenia ładunków w przestrzeń kosmiczną. Przedsiębiorstwo, którego CEO (dyrektorem generalnym) jest popularny wizjoner Elon Musk, to młoda, zaledwie kilkunastoletnia inicjatywa mocno skoncentrowana na rozwijaniu technologii służącej przyszłym badaniom przestrzeni kosmicznej. Firma pracuje nad najpotężniejszą na świecie rakietą o nazwie Falcon Heavy, która już pod koniec tego roku może wykonać swój pierwszy lot. Dodatkowo założyciel firmy publicznie spekulował na temat możliwości stworzenia kolonii na Marsie. W latach 2016 i 2017 opublikował plany dotyczące Międzyplanetarnego Systemu Transportowego, mając na celu zbudowanie na Marsie miasta liczącego milion obywateli.
Fortuna Muska
Musk stał się bogaty już we wczesnym etapie swojego życia. Na początku tysiąclecia, mając 30 lat zgromadził 300 milionów dolarów i szukał kolejnego dużego przedsięwzięcia. Według magazynu „The New York Times” pieniądze zawdzięcza dwóm firmom: Zip2, sprzedaną za 307 milionów dolarów w 1999 roku oraz PayPal, którą Ebay kupił za 1,5 miliarda dolarów w 2002 roku.
Początkowo Musk miał zamiar wysłać szklarnię na Czerwoną Planetę, która pod nazwą „Mars Oasis” miała stać się pierwszą uprawą roślin poza Ziemią. Miało to na celu zdobycie publicznego zainteresowania badaniami i podróżą na Marsa, a jednocześnie służyć jako baza naukowa. Koszt był ostatecznie zbyt wysoki, dlatego zamiast tego postanowił on założyć firmę SpaceX, która do Marsa zmierza drobnymi kroczkami.
Elon wydał jedną trzecią swojego majątku – 100 milionów dolarów – aby rozpocząć działalność SpaceX. W tamtym czasie, w mediach i branży kosmicznej panował sceptycyzm na temat tego, czy kiedykolwiek odniesie sukces. Lecz po 18 miesiącach ciężkiej pracy nad statkiem kosmicznym, projekt ujrzał światło dzienne w 2006 roku, objawiając się publiczności pod nazwą „Dragon”. Musk rzekomo nazwał ten statek wzorując się na piosence „Puff, the Magic Dragon” pochodzącej z roku 1960 od zespołu ludowego. Wybrał to imię, ponieważ krytycy uważali jego cele kosmiczne za nieosiągalne.
Lot Falcona 1
Jednak Musk miał już wiele planów biznesowych. Chciał nawiązać współpracę z NASA, która mogłaby mu udostępnić fundusze na wstępne opracowanie rakiety. Następnie wysyłał oferty do firm z różnych branż, aby zróżnicować swoją bazę klientów. Elon mocno wierzył, że częstsze i mniej zawodne loty mogłyby spowodować obniżenie kosztów badań. Jego pierwszym celem dla firmy SpaceX było opracowanie rakiety Falcon 1.
To ambitne przedsięwzięcie było kamieniem milowym, ponieważ byłaby to pierwsza prywatnie zbudowana rakieta z napędzanym cieczą silnikiem rakietowym, która mogłaby trafić na orbitę. Po wcześniejszych próbach zakłóconych przez wycieki paliwa i kolizje poziomów rakiety, Falcon w końcu zaczął latać. „Jak to się mówi, do czterech razy sztuka” – powiedział Musk w towarzystwie 500 pracowników firmy 28 września 2008 roku. „To jeden z najlepszych dni w moim życiu.”
W tym momencie technologia SpaceX była już w centrum zainteresowania NASA. W 2006 roku firma podpisała umowę o wartości 278 milionów dolarów w celu wysyłania i odebrania ładunku ze stacji kosmicznej. Cztery miesiące po pierwszym udanym locie Falcon 1, NASA podpisała ze SpaceX kolejną umowę na 12 lotów na potrzeby stacji.
Wejście „Smoka”
Wyniesienie na orbitę statku Dragon wraz z ładunkiem wymagało więcej mocy, dlatego też SpaceX zaproponował opracowanie rakiety Falcon 9. Firma początkowo miała nadzieję, iż lot odbędzie się do roku 2008 lub 2009, jednak proces trwał o wiele dłużej, niż zakładano. Zarówno statek kosmiczny, jak i rakieta były gotowe w 2010 roku. W czerwcu Falcon wystartował z symulowanym ładunkiem, następnie w grudniu tego samego roku Dragon odbył swój pierwszy zakontraktowany lot.
Kolejnym i najważniejszym etapem było dostarczenie ładunku na stację kosmiczną. W maju 2012 roku Dragon dostarczył swoje pierwsze ładunki do stacji podczas lotu testowego. Start został przesunięty o kilka dni po wystąpieniu awarii silników, ale ostatecznie problemy zostały rozwiązanie. Regularne loty towarowe rozpoczęły się misją w październiku 2012 roku, która osiągnęła większość swoich celów, jednak doświadczono wtedy częściowej awarii napędu podczas startu rakiety, wynoszącej dodatkowo satelitę.
Podczas gdy loty transportowe były wciąż kontynuowane, firma rozpoczęła także wypuszczanie rakiet Falcon 9 w nowej wersji, w celu lądowania i ponownego ich wykorzystywania. Po kilku awariach podczas poprzednich lądowań i po czterech pomyślnych testach lądowania na oceanie, rakieta Falcon 9 z powodzeniem wylądowała na barce 21 grudnia 2015 roku.
Od tego czasu SpaceX regularnie prowadzi loty do ISS, ale nie bez problemów. Niektórzy krytycy zaapelowali, że firma nie wysyła rakiet tak regularnie, jak to obiecała. Zarzucają jej również, że w latach 2015 i 2016 doznała poważnych problemów w zaopatrywaniu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.
Ale co dalej?
Kolejnym głównym celem programowym firmy jest transport ludzi w przestrzeń kosmiczną. Przedsiębiorstwo jest jednym z dwóch programów finansowanych przez NASA Commercial Crew, czyli program mający przenieść ciężar wynoszenia ludzi na orbitę na prywatne firmy. Oczekuje się, że SpaceX i jego konkurent, Boeing, powinni dostarczyć astronautów do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej około 2018 lub 2019 roku.
Ale we wszystkich tych latach marzenia Muska o lataniu na Marsa pozostały niedocenione. W 2011 roku powiedział on delegatom w Amerykańskim Instytucie Aeronautyki i Astronautyki (AIAA) w San Diego, że planuje zabrać ludzi na Marsa w ciągu 10 do 15 lat. Trzy lata później, podczas Międzynarodowej Konferencji Rozwoju Kosmicznego, powiedział, że wieloczłonowa rakieta byłaby krokiem na przód w drodze do Czerwonej Planety. „Powodem stworzenia SpaceX było przyspieszenie rozwoju technologii rakietowych, w tym celu, aby stworzyć samowystarczalną, trwałą bazę na Marsie” powiedział wówczas Musk. „I myślę, że osiągamy jakiś postęp w tym kierunku – choć nie tak szybko jak chciałbym”.
W 2016 roku Elon Musk przedstawił techniczny plan systemu transportowego mającego dostarczyć ludzi na Marsa, który stanowi część jego planu na stworzenie samodzielnej kolonii na Czerwonej Planecie w ciągu następnych 50-100 lat. Międzyplanetarny System Transportowy, jak nazywany jest statek, rakieta i dodatki, jest właściwie większą wersją dotychczasowych rozwiązań. Statek kosmiczny będzie jednak przystosowany do zabrania około 100 osób w trakcie jednego lotu. (Przewiduje się, że załogowa wersja Dragona na Międzynarodową Stację Kosmiczną będzie mieściła średnio cztery osoby).
Podążając za swoim artykułem z 2017 r. (dostępnym tutaj w wersji anglojęzycznej), w którym zaprezentował przyszłe miasto milionów mieszkańców Czerwonej Planety, Musk zapewnia, że wkrótce przekaże więcej informacji na temat tego, w jaki sposób ITS transportowałby tam ludzi i ładunki
http://news.astronet.pl/index.php/2017/09/14/spacex-pierwsze-prywatne-loty-do-stacji-kosmicznej/

SpaceX pierwsze prywatne loty do stacji kosmicznej.jpg

SpaceX pierwsze prywatne loty do stacji kosmicznej2.jpg

SpaceX pierwsze prywatne loty do stacji kosmicznej3.jpg

SpaceX pierwsze prywatne loty do stacji kosmicznej4.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Czy uda Ci się dostrzec Curiosity?
2017-09-14. Maria Puciata-Mroczynska
Łazik Curiosity należący do NASA przesyła nam naprawdę wiele niezwykłych zdjęć Marsa. Łatwo jednak zapomnieć, że ten niestrudzony, nieprzejmujący się trudami drogi pojazd, odwiedza wiele miejsc ważnych dla poznania Marsa. Przemierza powierzchnię naszego czerwonego sąsiada, zwiedzając nigdy wcześniej niewidziane szczyty i doliny. Na początku tego roku NASA ukazała zdjęcie, które idealnie podsumowuje męczącą wyprawę dzielnego badacza. Nie jest jednak tak łatwo dostrzec go na pierwszy rzut oka.
Zdjęcie zrobione przez Marsjański Orbiter Rozpoznawczy, przedstawia łazika odbywającego podróż przez niezmierzony obszar pokryty skałami. Obraz został tak podkolorowany, byśmy mieli możliwość uchwycić wzrokiem Curiosity, ukrytego w tumanach pyłu i kurzu.
Może ciężko to sobie wyobrazić, ale ta niebieska plamka widoczna na środku fotografii to łazik wielkości fortepianu, posuwający się w górę po zboczu Góry Sharp, w kierunku przełęczy Vera Rubin, gdzie później badał formacje skalne.
Łazik Curiosity odkrywa tajemnice Czerwonej Planety już od pięciu lat i jeśli tak dalej pójdzie, będzie mógł wykonywać swoją powinność przez dobrą część następnego dziesięciolecia. Oby dalej dzielnie wysyłał nam przepiękne zdjęcia i sondował Marsa.
http://news.astronet.pl/index.php/2017/09/14/czy-uda-ci-sie-dostrzec-curiosity/

Czy uda Ci się dostrzec Curiosity.jpg

Czy uda Ci się dostrzec Curiosity2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Naukowcy badają spektakularne nowe
2017-09-14. Laura Meissner
W ciągu roku obserwujemy w naszej galaktyce około 50 nowych, czyli wybuchów jądrowych na powierzchni białych karłów. Niektóre z nich są tak potężne, że astronomowie dotychczas nie byli w stanie wytłumaczyć ich powstawania.
Korzystając z dwóch teleskopów, naukowcy z uniwersytetu w stanie Michigan potwierdzili teorię, która wyjaśnia, w jaki sposób dochodzi do wybuchów niezwykle jasnych nowych. Wyniki tych badań wskazują na to, że eksplozje wzmacniane są przez fale uderzeniowe.
„Astronomowie przez długi czas myśleli, że energia wyzwalana podczas wybuchu nowej pochodzi głównie z białego karła i to on decyduje o sile tej eksplozji. Nasze badania przeczą jednak wcześniejszym przypuszczeniom, bo okazało się, że dużo ważniejszym źródłem energii mogą być fale uderzeniowe i to one zasilają wybuchy.” stwierdziła Laura Chomiuk z Michigan State University, która jest jedną z autorek pracy na temat tego odkrycia.
Fale uderzeniowe
W początkowej fazie eksplozji z powierzchni gwiazdy wyrzucana jest chłodna fala gazu poruszająca się z małą prędkością. Tuż za nią pojawia się szybka i gorąca fala, która po zderzeniu z chłodniejszą warstwą wywołuje spektakularny wybuch. Według naukowców szybkość drugiej fali wpływa na ilość wyemitowanej podczas niego energii.
Występowanie fal uderzeniowych podczas takich wydarzeń było zrozumiałe dla badaczy już od dłuższego czasu, sądzili jednak, że odgrywają one jedynie poboczną rolę w tych wydarzeniach. Najnowsze badania potwierdziły jednak teorię astronoma Briana Metzgera, który twierdził, że fale uderzeniowe są kluczowe dla przebiegu tych procesów.
Przełomowa obserwacja
Za pomocą teleskopów należących do projektu All Sky Automated Survey for SuperNovae (ASAS-SN), który prowadzony jest przez uniwersytet w Ohio, została w październiku 2016. roku odkryta nowa o nazwie ASASSN-16ma. Następnie Kwan-Lok Li oraz Laura Chomiuk zlecili wykonanie obserwacji tej eksplozji przez kosmiczne obserwatorium Fermi w zakresie promieniowania gamma, które bezpośrednio pokazuje fale uderzeniowe. W badania została również zaangażowana organizacja American Association of Variable Star Observers, która zrzesza obserwatorów gwiazd zmiennych z całego świata i dostarczyła wizualnych danych użytych w badaniach.
Uzyskane przez naukowców wyniki są jednoznaczne. Informacje, które naukowcy uzyskali z analizy emisji promieniowania gamma, pokrywają się z tymi, które pochodzą z obserwacji światła widzialnego, przez co możemy być pewni, że obydwa rodzaje promieniowania pochodzą z tego same źródła. Jest to dowód na to, że fale uderzeniowe dominują podczas wybuchów nowych.
Astronomowie mogą korzystać z potwierdzonej wiedzy na temat nowych, aby lepiej zrozumieć inne eksplozje, które mają miejsce we wszechświecie, takie jak supernowe.
Laura Chomiuk porównuje nowe do małych doświadczeń przeprowadzanych w naszym kosmicznym sąsiedztwie, na podstawie których możemy badać te większe wybuchy w odległych zakątkach wszechświata. Twierdzi ona, że w przyszłości naukowcy bardziej skupią się na obserwacji nowych i może w ten sposób dowiedzą się dokładnie jaką energię niosą ze sobą fale uderzeniowe.
http://news.astronet.pl/index.php/2017/09/14/naukowcy-badaja-spektakularne-nowe/

Naukowcy badają spektakularne nowe.jpg

Naukowcy badają spektakularne nowe2.jpg

Naukowcy badają spektakularne nowe3.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Skąd widać tranzyty Ziemi?
2017-09-14. Krzysztof Kanawka

 Dziewięć ze znanych egzoplanet jest idealnie umiejscowiona, by obserwować tranzyty Ziemi na tle naszego Słońca.
Współczesna astronomia jest zdolna do wykrywania obcych planet za pomocą różnych technik obserwacyjnych lub pomiarowych. Aktualnie najwięcej egzoplanet zostało odkrytych dzięki metodzie tranzytów. Ta metoda polega na detekcji niewielkiego spadku jasności gwiazdy, gdy planeta przechodzi przez nią, nieco ją przesłaniając.
Oczywiście, w ten sposób można wykryć tylko niewielki procent wszystkich egzoplanet, jednak dzięki kosmicznemu teleskopowi Kepler oraz programom obserwacyjnym takim jak SuperWASP czy OGLE do dziś udało się wykryć kilka tysięcy egzoplanet, z których część już potwierdzono a część wciąż czeka na weryfikację. Tak duża ilość odkrytych egzoplanet tą metodą wyraźnie sugeruje, że Wszechświat jest wypełniony obiektami planetarnymi różnej wielkości.
Tranzyty planet Układu Słonecznego
Skoro z perspektywy naszego Układu Słonecznego widać inne tranzytujące egzoplanety, to skąd można zobaczyć tranzyty “naszych” planet? Na to pytanie odpowiedzieli astronomowie z Queen’s University w Belfaście oraz niemieckiego Instytutu Maxa Plancka. Rezultaty obliczeń opublikowano na łamach czasopisma Monthly Notices of the Royal Astronomical Society.
Zespół naukowców wyznaczył strefy, z których widać tranzyty planet naszego Układu Słonecznego. Te strefy nieco się różnią, gdyż orbita każdej z planet Układu Słonecznego ma nieco inne nachylenie. Co ciekawe, okazuje się, że łatwiej wykryć nie duże gazowe giganty (Jowisz, Saturn, Uran i Neptun), które leżą stosunkowo daleko od Słońca, ale właśnie małe skaliste planety wewnętrznego Układu Słonecznego – w tym także naszą Ziemię.
Skąd można zobaczyć tranzyt Ziemi?
Co więcej, astronomom udało się ustalić, że z 68 znanych dziś egzoplanet da się zaobserwować tranzyty przynajmniej jednej planety w naszym Układzie Słonecznym. Dziewięć z tych egzoplanet jest idealnie umiejscowiona, aby obserwować z nich tranzyty Ziemi. Żadna z nich nie krąży blisko ekosfery swoich gwiazd, co oznacza, że szanse na powstanie i utrzymanie się życia na nich są praktycznie zerowe. Wśród nich jak na razie najciekawszym obiektem jest EPIC211913977 b – egzoplaneta, która może być albo super-Ziemią albo mini-Neptunem.
Wyliczenia jednoznacznie sugerują, że w naszej Drodze Mlecznej są z pewnością setki egzoplanet, z których możliwe jest obserwowanie tranzytów Ziemi. Dalsze odkrycia egzoplanet w naszej Galaktyce pozwolą także na lepsze zrozumienie możliwości detekcji – oraz “unikalności”  – naszego Układu Słonecznego.
(P.R, RAS)

http://kosmonauta.net/2017/09/skad-widac-tranzyty-ziemi/

Skąd widać tranzyty Ziemi.jpg

Skąd widać tranzyty Ziemi2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Bardzo jasne bolidy rozświetliły noc w wielu regionach świata (wideo)
2017-09-14.
W wielu zakątkach naszej planety mroki ostatnich kilku nocy rozświetliły bardzo jasne bolidy, które sprawiły, że rozdzwoniły się telefony u służb alarmowych. Meteory widziano nad Hiszpanią, Islandią i Rosją. Zobaczcie nagrania z tego niecodziennego zjawiska.
Meteor powstaje, gdy kosmiczna skała wlatuje do ziemskiej atmosfery z prędkością kilkudziesięciu tysięcy kilometrów na godzinę i rozgrzewa się do temperatury tysięcy stopni, co jest efektem silnego sprężenia powietrza przed czołem skały. W następstwie tego zaczyna eksplodować.
W nocy z niedzieli na poniedziałek (10/11.09) jasny bolid pojawił się na niebie nad południową Hiszpanią. Najwięcej zgłoszeń od mieszkańców o obserwacji zagadkowego obiektu służby alarmowe otrzymały z miasta Ciudad Real. Astronomowie wyliczyli, że bolid zaczął się spalać na wysokości 80 kilometrów, a ostatecznie zanikł 30 kilometrów nad Ciudad Real. Mieszkańcy tego miasta mogli podziwiać spektakl w zenicie, nad swoją głową.
Następnej nocy, z poniedziałku na wtorek (11/12.09) inny bolid był widoczny nad rejonem Petersburga w północno-zachodniej Rosji. Obiekt rozpadał się przez około 7 sekund, kilkukrotnie wybuchając. Według naukowców kosmiczna skała całkowicie rozpadła się w atmosferze i nie należy oczekiwać, aby na ziemię spadł meteoryt. Rosyjscy kierowcy, znani ze swoich samochodowych kamerek, uwiecznili ów obiekt na niebie.
W tym samym czasie kolejny meteor był widoczny po raz drugi nad Hiszpanią, tym razem nad środkową i zachodnią. Najwięcej zgłoszeń astronomowie otrzymali z miast Cáceres i Toledo, gdzie spalanie się bolidu było widoczne najlepiej. Obliczono, że skała zaczęła płonąć na wysokości 84 kilometrów, a ostatecznie spłonęła na 31 kilometrach.
Następna noc też okazała się widowiskowa, tym razem dla mieszkańców Islandii. Między innymi nad Reykjavikiem widoczny był jasny bolid, który poruszał się z prędkością 20-30 kilometrów na sekundę i uległ dezintegracji na wysokości około 25 kilometrów nad powierzchnią ziemi.
Szacuje się, że każdego miesiąca na całym świecie pojawia się średnio 14 większych skał, których zanikanie w atmosferze jest widoczne gołym okiem. Zdecydowana większość materiału to dosłownie pyłek wielkości kilku milimetrów. Czasem jednak zdarzają się większe bryłki, a im mają one większe rozmiary, tym bardziej spektakularnie prezentują się na niebie.
Źródło: TwojaPogoda.pl / The Watchers.
http://www.twojapogoda.pl/wiadomosci/117393,bardzo-jasne-bolidy-rozswietlily-noc-w-wielu-regionach-swiata-wideo

Bardzo jasne bolidy rozświetliły noc w wielu regionach świata wideo.jpg

Bardzo jasne bolidy rozświetliły noc w wielu regionach świata 2.jpg

Bardzo jasne bolidy rozświetliły noc w wielu regionach świata 3.jpg

Bardzo jasne bolidy rozświetliły noc w wielu regionach świata 4.jpg

Bardzo jasne bolidy rozświetliły noc w wielu regionach świata 5.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

W kosmicznym obiektywie: Najlepsze zdjęcia sondy Cassini
2017-09-15. Julia Liszniańska
Aż do 2004 roku, ludzkość nigdy nie oglądała Saturna z tak bliska. Wtedy to sonda Cassini, po 7 latach lotu, dotarła do celu swojej podróży. Przez ten czas dostarczyła 453 tysiące zdjęć planety, jej pierścieni i księżyców. Niestety, spektakularna misja eksploracyjna zakończy się dziś dramatyczną śmiercią. Cassini wejdzie w atmosferę gazowego olbrzyma i ulegnie zniszczeniu. Nurkowanie sondy będzie zakończeniem niemal trzydziestoletniej współpracy między NASA, Europejską Agencją Kosmiczną, a Włoską Agencją Kosmiczną.
Kilka godzin przed swoim ognistym zakończeniem, zanim spłonie jak meteor na niebie Saturna, sonda wykonała swoje ostatnie zdjęcia. Są jak krótki rzut oka na dom lub mieszkanie tuż przed wyjazdem, ponieważ podczas wejścia w atmosferę gazowego olbrzyma sonda Cassini nie będzie wykonywała zdjęć. Prędkość przesyłu danych wymagana do przesłania zdjęć byłaby zbyt duża i wysyłanie zdjęć uniemożliwiłoby przesłanie na Ziemię innych wartościowych danych naukowych.
Sonda NASA przez 13 lat okrążała Saturna. Jej odkrycia na zawsze zmieniły nasz punkt widzenia na tę planetę, a sama misja przekroczyła najśmielsze oczekiwania. Cassini nie tylko dostarczył ogromnej wiedzy, ale i wykonał mnóstwo unikalnych zdjęć. Poniżej przedstawiamy te z nich, które najbardziej wstrząsnęły ludźmi na całym świecie.
http://news.astronet.pl/index.php/2017/09/15/w-kosmicznym-obiektywie-najlepsze-zdjecia-sondy-cassini/

W kosmicznym obiektywie Najlepsze zdjęcia sondy Cassini.jpg

W kosmicznym obiektywie Najlepsze zdjęcia sondy Cassini2.jpg

W kosmicznym obiektywie Najlepsze zdjęcia sondy Cassini3.jpg

W kosmicznym obiektywie Najlepsze zdjęcia sondy Cassini4.jpg

W kosmicznym obiektywie Najlepsze zdjęcia sondy Cassini5.jpg

W kosmicznym obiektywie Najlepsze zdjęcia sondy Cassini6.jpg

W kosmicznym obiektywie Najlepsze zdjęcia sondy Cassini7.jpg

W kosmicznym obiektywie Najlepsze zdjęcia sondy Cassini8.jpg

W kosmicznym obiektywie Najlepsze zdjęcia sondy Cassini9.jpg

W kosmicznym obiektywie Najlepsze zdjęcia sondy Cassini10.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dziś NASA rozbije sondę Cassini o Saturna. Dla dobra kosmitów
Aleksandra Stanisławska15/09/2017
Wielka szkoda, że to już koniec wspaniałej misji Cassini. Około 13:55 polskiego czasu sonda zostanie rozerwana i spalona przez atmosferę Saturna. To celowy manewr, który ma zniszczyć wraz ze statkiem ziemskie formy życia, jakie mogły się na nim przechować.
Sonda Cassini jest z nami od tak dawna, że zdążyłam się do niej zwyczajnie przyzwyczaić. Obłędne zdjęcia Saturna, jego księżyców i “anatomiczne” zbliżenia jego pierścieni przestały być dla nas, obserwatorów, czymś niezwykłym, a przecież, żeby do nas dotrzeć, pokonały odległość niemal 1,5 miliona km, a to, co ukazują, dosłownie zapiera dech w piersi. Jestem fanką misji Cassini i naprawdę żal mi, że dziś się ona zakończy, choć to będzie piękny i godny tego statku koniec.
Kilka minut przed godz. 14 czasu polskiego odbędzie się zwieńczenie Wielkiego Finału, jak nazwano ostatnie miesiące życia sondy Cassini. Ryzykowne przeloty między Saturnem a jego pierścieniami, bliskie spotkania z księżycami i tysiące niezwykłych zdjęć – takie zakończenie kariery jest godne jednej z najważniejszych misji kosmicznych, jakie wysłała ludzkość.
Misja Cassini-Huygens wystartowała z Ziemi w 1997 roku. W 2004 roku dotarła do Saturna, stając się jego pierwszym sztucznym satelitą. Wspólna inicjatywa NASA, ESA i włoskiej agencji kosmicznej ASI od początku była bardzo ambitna. ESA odpowiadała za zbudowanie Huygensa – lądownika, który w styczniu 2005 roku wykonał udane lądowanie na powierzchni Tytana, największego z księżyców Saturna i jedynego księżyca w Układzie Słonecznym, który posiada gęstą atmosferę.
Huygens wylądował na Tytanie i w ciągu ponad 3 godzin przesłał 130 Mbit danych – zdjęć i pomiarów atmosfery i powierzchni księżyca. Odkryto m.in. jeziora ciekłych węglowodorów i morze Ligeia Mare głębokie na 170 m, liczące setki kilometrów piaszczyste wydmy i… zaskakująco podobne do ziemskich widoki z powierzchni.
W budowę Huygensa mieli swój wkład Polacy z Centrum Badań Kosmicznych, którzy wykonali czujnik temperatury i przewodnictwa cieplnego oraz zaprojektowali elektronikę obsługującą pięć innych czujników.
Ale Huygens był tylko jednym z elementów tej wyjątkowej misji, podczas której sonda Cassini okrążyła Saturna 294 razy. Znakomita kondycja urządzenia pozwoliła dwukrotnie wydłużać misję i zebrać gigantyczne ilości danych. Cassini zdobył informacje między innymi nt. składu atmosfery Saturna, panujących na tym globie ciśnieniu, temperaturze i wiejących tam wiatrach.
Gruntownie przebadał hipnotyzujące pierścienie planety, dzięki czemu wreszcie dowiedzieliśmy się, że składają się z cząstek lodu i skał i że mają zaledwie 10 metrów grubości, co stanowiło niemałe zaskoczenie. Badania prowadzone przez sondę pozwoliły stwierdzić, które konkretnie pierścienie są zasilane z jakich księżyców.  
Skoro już mowa o księżycach, to Cassini zbadał też największe z nich, przelatując w pobliżu kilkunastu (w sumie planecie towarzyszy ponad 60 księżyców). Sonda odkryła aż sześć nowych księżyców (Methone, Pallene, Polideukes, Daphnis, Anthe i Aegaeon) i przebadała te już znane.
W tym wypadku największym zaskoczeniem okazało się odkrycie czynnych (!) gejzerów na Enceladusie, szóstym pod względem wielkości księżycu Saturna. Cassini zanurkował w wyrzucanej z tych gejzerów chmurze materii i okazało się, że składa się ona z pary wodnej i kryształków lodu wodnego, co pozwoliło na ukucie tezy, iż pod powierzchnią księżyca kryje się ocean złożony z wody w stanie ciekłym (podobne oceany mogą kryć się pod powierzchnią Tytana i Dione). Dane przesłane przez sondę pozwoliły wywnioskować, że w oceanie Enceladusa mogą istnieć kominy hydrotermalne – formacje, które na Ziemi mogły przyczynić się do powstania życia.
Cassini określił też, że pod wpływem grawitacji Saturna materia z gejzerów na Enceladusie wystrzeliwuje na wysokość aż 1500 km, zasilając pierścienie Saturna (dlatego są tak jasne i tak dobrze odbijają światło) i górne warstwy jego atmosfery.  
22 kwietnia 2017 roku, wykorzystując wspomaganie grawitacyjne po przelocie w pobliżu Tytana, sonda Cassini rozpoczęła Wielki Finał, czyli 22 przeloty POMIĘDZY pierścieniami Saturna. Pierwszy z tych spektakularnych przelotów odbył się 26 kwietnia, dzięki czemu mogliśmy się cieszyć pierwszymi tak wielkimi zbliżeniami pierścieni widzianych z nieznanej dotąd perspektywy i pod niezwykłymi kątami.
W trakcie przelotów aparatura sondy wykonała całą masę zdjęć pierścieni i chmur spowijających planetę, a także zebrała dane na temat grawitacji gazowego giganta i jego pola magnetycznego. Ocierając się o drobiny materii, z której złożone są pierścienie, pobrała próbki, dzięki czemu dokładniej poznaliśmy skład i proporcje pyłu i lodu, z których są zbudowane.
Na zakończenie misji naukowcy zaplanowali spektakularne samobójstwo, czyli zanurzenie lecącej z wielką prędkością sondy w atmosferę Saturna, co spowoduje spłonięcie urządzenia. Prowadząca do tego sekwencja manewrów rozpoczęła się dziś o 10.37 polskiego czasu, kiedy to Cassini zwrócił ku Ziemi swoją antenę nadawczą. Wskutek tego nie zrobi ostatnich zdjęć planety, natomiast prześle do centrum dowodzenia całą masę supercennych danych, dotyczących głównie składu atmosfery Saturna.
O 13.52 sonda lecąca z zawrotną prędkością 113 tys. km na godz zanurzy się w atmosferę planety. Około minuty później, gdzieś około 1500 km nad najwyższymi wierzchołkami chmur, NASA utraci kontakt ze statkiem, który w ciągu kilkudziesięciu sekund rozpadnie się na kawałki i stanie się częścią Saturna. I to będzie w zasadzie jego koniec, choć na przesłanie ostatnich danych trzeba będzie jeszcze poczekać kilkadziesiąt minut.
Taki los sondy jest najlepszym sposobem na to, by nie zanieczyściła ona drobnoustrojami przywiezionymi z Ziemi któregoś z księżyców Saturna, które być może kryją w sobie pozaziemskie życie. Jest to zarazem piękny koniec dla jednego z najbardziej zasłużonych urządzeń w Układzie Słonecznym.
Cassini, będzie mi Cię brakować!
Strona NASA poświęcona Wielkiemu Finałowi sondy Cassini
https://www.crazynauka.pl/dzis-nasa-rozbije-sonde-cassini-o-saturna-dla-dobra-kosmitow/

https://saturn.jpl.nasa.gov/the-journey/grand-finale-feature/

Dziś NASA rozbije sondę Cassini o Saturna. Dla dobra kosmitów.jpg

Dziś NASA rozbije sondę Cassini o Saturna. Dla dobra kosmitów2.jpg

Dziś NASA rozbije sondę Cassini o Saturna. Dla dobra kosmitów3.jpg

Dziś NASA rozbije sondę Cassini o Saturna. Dla dobra kosmitów4.jpg

Dziś NASA rozbije sondę Cassini o Saturna. Dla dobra kosmitów5.jpg

Dziś NASA rozbije sondę Cassini o Saturna. Dla dobra kosmitów6.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

 ESNC 2017 – spotkanie polskich ekspertów
2017-09-15. Krzysztof Kanawka
Zespół polskich ekspertów wybrał zwycięzcę polskiej edycji konkursu ESNC. Oficjalne ogłoszenie zwycięzcy nastąpi na początku listopada w Tallinnie.
European Satellite Navigation Competition (ESNC) to największy międzynarodowy konkurs na rzecz komercyjnego wykorzystania nawigacji satelitarnej. W tym roku pula wynosi ponad 1 milion EUR, a zgłaszający projekt mają szansę na zdobycie nagród w ponad 20 kategoriach. Jest to konkurs wyróżniający się swoją elitarnością, którego efektem są nowo powstałe firmy oraz patenty opierające się o sygnał nawigacji satelitarnej.
W tym roku do polskiej edycji ESNC zgłoszono 25 wniosków, co tym samym – tuż za edycją azjatycką i brytyjską – stawia nasz kraj na trzecim miejscu w ilości zgłoszeń. Tyle samo zgłoszeń co Polska otrzymał także region Bawarii. Ten wynik pokazuje, że Polska jest miejscem, w którym istnieje ogromny potencjał dotyczący tworzenia rozwiązań wykorzystujących nawigację satelitarną – z pewnością na wyższym poziomie niż średnia europejska.
Eksperci wybierają zwycięzcę polskiej edycji
Na przełomie sierpnia i września zespół polskich ekspertów podjął decyzję dotyczącą wyboru zwycięzcy. Nie było to łatwe zadanie – kilkanaście wniosków było bardzo wysokiej jakości i selekcja okazała się niezwykle trudna. Eksperci skupili się na takich elementach wniosku jak: relacja do wykorzystania nawigacji satelitarnej, stopień zaawansowania projektu, praktyczność i potrzeba rozwiązania oraz szansa na sukces rynkowy.
Zwycięzca polskiej edycji ESNC 2017 został wybrany 13 września. Oficjalne ogłoszenie wyników nastąpi jednak w dniach 7-9 listopada podczas konferencji „Satellite Masters Conference”, która odbędzie się w Tallinnie w Estonii. Z tego też powodu nie możemy jeszcze napisać o zwycięzcy polskiej edycji konkursu ESNC.
Oprócz wyboru zwycięzcy, eksperci polskiej edycji ESNC sporządzili także listę potencjalnych finalistów konkursu. Ostateczne wyłonienie drugiego, trzeciego oraz dalszych miejsc nastąpi w późniejszym terminie.
Nagrody polskiej edycji ESNC 2017
W tym roku w ramach polskiej edycji konkursu ESNC na zwycięzców i finalistów czekają następujące nagrody:
•    Nagrody finansowe: 6000 PLN dla zwycięzcy, 2000 PLN dla drugiego miejsca i 1000 PLN dla trzeciego miejsca,
•    Możliwość ubiegania się o inwestycję dla swojego projektu. Wartość inwestycji do ok. 2 milionów PLN,
•    Uproszczona ścieżka aplikacji do akceleratora Space3ac, z możliwością otrzymania do 200 tysięcy PLN na dalszy rozwój prac,
•    Sześć miesięcy przestrzeni biurowej dla dwóch osób,
•    Możliwość odbycia staży i praktyk w firmach związanych z obróbką danych satelitarnych,
•    Doradztwo biznesowe, techniczne, naukowe i geo-polityczne, o wartości do 20 tysięcy PLN.
Należy wspomnieć, że wielu absolwentów poprzednich edycji Galileo Masters wykorzystało konkurs do dalszego rozwoju swoich projektów. Powstało wiele nowych firm oferujących na rynku nowe produkty wykorzystujących nawigację satelitarną, a szereg nowatorskich polskich koncepcji otrzymało dalsze wsparcie chociażby w ramach programu SME Instrument Komisji Europejskiej.
Akcelerator E-GNSS
Tegoroczny Europejski Konkurs Nawigacji Satelitarnej (ESNC) po raz pierwszy został powiększony o akcelerator E-GNSS. Nowy program jest wyjątkową okazją dla przedsiębiorców i firm do akceleracji biznesu na szerszą skalę i szybszego wprowadzania na rynek swoich produktów i usług. Akcelerator E-GNSS, który został zaplanowany na trzy lata, będzie również stanowił bezpośrednie wsparcie dla laureatów ESNC 2017, 2018 i 2019 – tym samym na uczestników konkursu czekać będą dodatkowe nagrody, usługi inkubacji warte 500 000 EUR.
Konkurs ENSC

Od 2004 roku konkurs Galileo Masters promuje przekształcanie przełomowych pomysłów biznesowych w produkty i usługi gotowe do wejścia na rynek. W ciągu ostatnich lat konkurs wyróżnił ponad 300 projektów, co stanowi zaledwie ułamek kilku tysięcy koncepcji przedłożonych przez pomysłodawców. Dzięki sieci centrów inkubacji przedsiębiorczości Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA BIC) oraz nowo powstałemu akceleratorowi E-GNSS, ESNC (ang. European Satellite Navigation Competition) odgrywa znaczącą rolę w przekształcaniu projektów w poważne przedsięwzięcia rynkowe.
Partnerzy ESNC
Międzynarodową edycję ESNC 2017 wspiera m.in. Europejska Agencja Kosmiczna (ESA), Agencja Europejskiego GNSS (GSA). Organizatorem polskiej edycji konkursu jest gdańska spółka Blue Dot Solutions a Partnerami są: Agencja Rozwoju Przemysłu, Polska Agencja Kosmiczna, Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna, Black Pearls VC.
(ESNC)

http://kosmonauta.net/2017/09/esnc-2017-spotkanie-polskich-ekspertow/

ESNC 2017 – spotkanie polskich ekspertów.jpg

ESNC 2017 – spotkanie polskich ekspertów2.jpg

ESNC 2017 – spotkanie polskich ekspertów3.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Kształt galaktyk zależny od ich prędkości obrotu
Wysłane przez musiuk w 2017-09-15
Najnowsze badanie przeprowadzone przez doktor Caroline Foster z University of Sydney po raz pierwszy potwierdza, że prędkość obrotu galaktyk ma wpływ na ich kształt. Wyniki wykazują, że galaktyki, które obracają się szybciej są bardziej płaskie niż ich wolniej obracające się odpowiedniki.
Najpopularniejszym obowiązującym podziałem galaktyk jest klasyfikacja galaktyk Hubble’a, która została zaproponowana przez Edwina Hubble’a w 1926 roku. Według niej ze względu na kształt rozróżnia się 4 główne typy galaktyk – eliptyczne, spiralne, soczewkowate oraz nieregularne. Kształt galaktyki może powiedzieć dużo o jej przeszłości oraz wydarzeniach, które na nią wpłynęły, jak na przykład kolizja z inną galaktyką.
“To pierwszy raz kiedy byliśmy w stanie precyzyjnie zmierzyć w jaki sposób kształt galaktyk zależy od którejś z jej cech – w tym przypadku wzięliśmy pod uwagę jej szybkość obrotu” – mówi doktor Foster.
Badania doktor Foster wykazały, że im szybciej galaktyka się obraca, tym jej kształt jest bardziej płaski. “Wśród galaktyk spiralnych, które mają postać dysku z gwiazdami, te szybciej obracające się mają również bardziej okrągłe dyski” – wyjaśnia profesor Scott Croom z University of Sydney, który jest współautorem badań.
Do przeprowadzenia analizy astronomowie wykorzystali urządzenie SAMI (ang. Sydney Australian Astronomical Observatory Multi-object Integral Field Spectrograph) znajdujące się w Siding Spring Observatory przy Coonabarabran w australijskim stanie Nowej Południowej Walii.
“Nowe rozwiązanie technologiczne w SAMI nazywane ‘sześciowiązkami’ (ang. ‘hexabundles’) pozwala nam zobaczyć galaktyki w 3D” – dodaje doktor Julia Bryant, również z University of Sydney. “Dzięki tym obrazom w 3D jesteśmy w stanie nie tylko zobaczyć jak wyglądają poszczególne z tysięcy galaktyk, ale także szczegółowo przyjrzeć się w jaki sposób porusza się w nich gaz i gwiazdy”.
“SAMI może badać jednocześnie 13 różnych galaktyk, więc zebraliśmy dane o ich bardzo dużej liczbie” – mówią naukowcy. Przedmiotem ich badań był zbiór 845 galaktyk, prawie 3-krotnie więcej niż największe badanie przeprowadzone do tej pory.
Wyniki badań naukowców z University of Sydney zostaną opublikowane 21 listopada 2017 roku w czasopiśmie Monthly Notices of the Royal Astronomical Society.
 
Źródło:  Monthly Notices of the Royal Astronomical Society
Więcej informacji:
•    The SAMI Galaxy Survey: the intrinsic shape of kinematically selected galaxies
•    Astronomers Measure How Galaxy’s Spin Affects Its Shape
Na zdjęciu: obrazy kilku galaktyk obserwowanych przez SAMI zrobione przez teleskop NAOJ Subaru. Źródło: National Astronomical Observatory of Japan, Caroline Foster, University of Sydney, Dan Taranu, University of Western Australia.
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/ksztalt-galaktyk-zalezny-ich-predkosci-obrotu-3581.html

Kształt galaktyk zależny od ich prędkości obrotu.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Tak sobie zobaczyłem, że to już 300 strona!!!

Wielkie uznanie dla Twojej pracy i gorące podziękowania Pawle. Tak trzymaj.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Boeing zbuduje dla SES siedem kolejnych satelitów komunikacyjnych
2017-09-15. Julia Wajoras
Boeing zaprojektuje i zbuduje siedem satelitów dla firmy SES, która z średniej orbity okołoziemskiej (MEO) dostarcza satelitarne usługi telekomunikacyjne do klientów na całym świecie.
Nowe satelity będą obsługiwać O3b mPOWER, innowacyjny system spółki SES zapewniający wysokiej wydajności usługi komunikacyjne na całym świecie. Firma zapewnia nieprzerwane działanie usług o wysokiej przepustowości w dowolnej lokalizacji na Ziemi. Satelity O3b mPOWER będą w pełni kompatybilne z dotychczasową flotą satelitów spółki już znajdujących się na MEO.
Boeing użyje zmodyfikowanej elektroniki z platformy satelitarnej Boeing-702, na której bazują też inne satelity budowane dla SES.
“Dzięki wykorzystaniu nowych technologii i sposobów projektowania Boeing jest w stanie wydajniej konstruować satelity. Jednocześnie zachowana jest wysoka jakość, której od satelitów Boeinga bazujących na systemach cyfrowych oczekują klienci.” mówi Paul Rusnock, prezes i CEO Boeing Satellite Systems International, Inc. “Najnowszy design systemów cyfrowych Boeinga cechuje się wysoką integracją technologiczną i wbudowanymi podsystemami testującymi, poza tym jest modułowy i można go łatwo dostosować do potrzeb różnych orbit.”
“System SES O3b mPOWER to początek nowej ery łączności, która fundamentalnie zmienia rolę i możliwości komunikacyjne satelitów.” mówi Karim Michel Sabbagh, prezes i CEO SES. “O3b mPOWER jest unikalnym systemem z większymi możliwościami, większą mocą i elastycznością, co stawia tę technologię na najwyższym możliwym poziomie i otwiera drogę w kierunku rozwijania technologii kolejnych generacji.”
Satelity są projektowane by zostać wyniesione na orbitę w konfiguracjach po cztery naraz, w zależności od wybranej rakiety nośnej. Konstelacja O3b mPOWER ma rozpocząć działanie w 2021 roku. Od 1990 roku Boeing zbudował już 12 satelitów dla SES. Najnowszy, SES-15 został wyniesiony na orbitę wcześniej w tym roku.
(PA)
http://kosmonauta.net/2017/09/boeing-zbuduje-dla-ses-siedem-kolejnych-satelitow-komunikacyjnych/

Boeing zbuduje dla SES siedem kolejnych satelitów komunikacyjnych.jpg

Boeing zbuduje dla SES siedem kolejnych satelitów komunikacyjnych2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Astronarium nr 43 o popularyzacji astronomii
Wysłane przez czart w 2017-09-15
Odkrycia naukowe nie trafiają do świadomości społeczeństwa bezpośrednio z prac naukowych. W tym zadaniu rolę do spełnienia ma popularyzacja nauki, w tym popularyzacja astronomii. W nowym odcinku "Astronarium" pokazane zostaną różne sposoby popularyzacji, np. czasopismo "Urania", kanał "Astrofaza" na YouTube, Centrum Nauki Kopernik, czy jeden z astropikników. Premiera w sobotę 16 września o godz. 8:05 w TVP 3, powtórki w środy o 15:35 i 00:40.
 
W odcinku wystąpi m.in. Andrzej Kajetan Wróblewski, jeden z najstarszych redaktorów naczelnych "Uranii". Opowie o tym jak różni się popularyzacja dawniej i obecnie. Fani YouTube'a zapewne znają kanał Astrofaza. Jego autor - Piotr Kosek - również pojawi się w tym odcinku Astronarium. Z kolei o Planetarium Niebo Kopernika w Warszawie, które odwiedza 200 tysięcy osób rocznie opowie dr Weronika Śliwa. Na koniec zobaczy Astroshow, jeden z większym astropikników w Polsce. Opowie o nim jego organizator, Dariusz Mazek.
 
Widzowie w średnim i starszym wieku zapewne skojarzą tytuł odcinka "Astronomia popularna" z jedną z książek sprzed około 30-50 lat (miała kilka wydań).

„Astronarium” to seria popularnonaukowych programów o astronomii i kosmosie realizowanych we współpracy Polskiego Towarzystwa Astronomicznego i Telewizji Polskiej, przy wsparciu finansowym od Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Partnerem medialnym programu jest czasopismo i portal „Urania – Postępy Astronomii”. Zdjęcia realizowane są przez ekipę telewizyjną z TVP 3 Bydgoszcz.
Zwiastun "Astronarium" nr 43
Więcej informacji:
•    Witryna internetowa „Astronarium”
•    „Astronarium” na Facebooku
•    "Astronarium" na Instagramie
•    „Astronarium” na Twitterze
•    Odcinki „Astronarium” na YouTube
•    Oficjalny gadżet z logo programu: czapka z latarką
•    Ściereczka z mikrofibry z logo Astronarium
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/astronarium-nr-43-popularyzacji-astronomii-3583.html

Astronarium nr 43 o popularyzacji astronomii.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Nieoczekiwane wyniki badań chmur po nocnej stronie Wenus
Napisany przez Radosław Kosarzycki dnia 15/09/2017
Naukowcy wykorzystali sondę Venus Express do pierwszych historii badań wiatru i górnych warstw chmur na nocnej stronie Wenus – wyniki okazały się zaskakujące.
Okazało się bowiem, że atmosfera na nocnej stronie Wenus zachowuje się zupełnie inaczej niż na stronie zwróconej ku Słońcu (na stronie dziennej) i charakteryzuje się nieoczekiwanymi i wcześniej nieobserwowanymi typami, morfologią i dynamiką chmur – za niektóre z nich może odpowiadać ukształtowanie powierzchni planety.
„Po raz pierwszy w historii udało nam się scharakteryzować w jaki sposób atmosfera przemieszcza się w skali globalnej nad nocną stroną Wenus”, mówi Javier Peralta z japońskiej agencji badania przestrzeni kosmicznej JAXA oraz główny autor nowego opracowania opublikowanego dzisiaj w periodyku Nature Astronomy. „Podczas gdy cyrkulacja atmosfery na dziennej stronie planety została zbadana dość dokładnie, wciąż niewiele wiedzieliśmy o nocnej stronie planety. Odkryliśmy, że skrywające ją chmury tworzą inne kształty niż po stronie dziennej, a topografia planety ma na nie istotny wpływ”.
Atmosfera Wenus zdominowana jest przez silne wiatry które okrążają planetę szybciej niż sama planeta obraca się wokół własnej osi. Zjawisko to zwane „super-rotacją” sprawia, że wiary na Wenus okrążają planetę nawet 60 razy szybciej niż powierzchnia planety poniżej, ciągnąc za sobą chmury. Chmury te przemieszczają się najszybciej w górnej warstwie chmur na wysokości 65-72 km nad powierzchnią.
„Spędziliśmy całe dekady na badaniu tych super-rotujących wiatrów i śledzeniu ruchu górnej warstwy chmur po dziennej stronie – widać je bardzo wyraźnie na zdjęciach wykonanych w zakresie ultrafiolettowym”, mówi Peralta. „Jednak nasze modele Wenus nie są w stanie odtworzyć tej super-rotacji, co wskazuje, że wciąż brakuje nam kilku elementów tej układanki”.
„Skupiliśmy się na nocnej stronie, ponieważ była ona stosunkowo słabo badana; obserwujemy górne warstwy chmur na ciemnej stronie planety dzięki emisji termicznej. Obserwowanie ich jest dość trudne, ponieważ kontrast na naszych zdjęciach w podczerwieni jest za niski, aby wyłuskać wystarczająco dużo szczegółów”.
Zespół badaczy wykorzystał instrument VIRTIS (Visible and Infrared Thermal Imaging Spectrometer) zainstalowany na pokładzie sondy Venus Express do obserwowania chmur w podczerwieni. „VIRTIS pozwolił nam w końcu dokładnie przyjrzeć się tym chmurom i zobaczyć to czego nie widziały wcześniejsze zespoły badawcze. Wyniki tych obserwacji okazały się naprawdę zaskakujące”, mówi Peralta.
Zamiast wykonywać pojedyncze zdjęcia VIRTIS zbierał kostki złożone z setek zdjęć Wenus wykonanych jednocześnie w różnych zakresach promieniowania. Dzięki temu zespół był w stanie połączyć liczne zdjęcia tym samym poprawiając widoczność chmur w niespotykanej dotąd jakości. Zdjęcia wykonane za pomocą VIRTIS odkrywają przed nami zjawiska zachodzące w atmosferze po nocnej stronie Wenus, zjawiska nigdy nie obserwowane po dziennej stronie tej planety.
Najlepsze modele zachowania i cyrkulacji atmosfery Wenus, znane pod nazwą Global Circulation Models (GCM) przewidują, że super-rotacja jest jednorodna po obu stronach planety. Jednak najnowsze badania przeprowadzone przez Peralta i jego współpracowników przeczą tym modelom.
Super-rotacja okazała się bowiem bardziej nieregularna i chaotyczna po nocnej stronie planety.
Chmury wysokie po nocnej stronie planety tworzą kształty, których nie obserwowano nigdzie indziej – duże, falujące, nieregularne i włókniste, z których wiele nigdy nie pojawiało się na zdjęciach dziennej strony – a które zdominowane są przez stacjonarne fale.
Trójwymiarowe właściwości tych stacjonarnych fal zostały określone w procesie łączenia danych z VIRTIS z danymi radiowymi zebranymi za pomocą eksperymentu VeRa (Venus Radio Science experiment) także na pokładzie Venus Express.
Związek między ruchem atmosfery a topografią powierzchni obserwowano już wcześniej po dziennej stronie; w jednym z badań z ubiegłego roku badacze odkryli, że wzory pogodowe i wznoszące się fale po dziennej stronie Wenus bezpośrednio są związane z kształtem powierzchni planety.
„To było ekscytujące, gdy uświadomiliśmy sobie, że niektóre cechy chmur na zdjęciach VIRTIS nie poruszały się razem z atmosferą”, mówi Peralta. „Bardzo długo debatowaliśmy czy te wyniki są prawdziwe – do czasu gdy zorientowaliśmy się, że inny zespół kierowany przez dr Kouyama także odkrył sacjonarne chmury po nocnej stronie wykorzystując do tego teleskop podczerwony IRTF na Hawajach! Nasze wyniki zostały potwierdzone po wejściu sondy Akatsuki na orbitę wokół Wenus, kiedy to sonda natychmiast zauważyła największe fale stacjonarne obserwowane w Układzie Słonecznym na dziennej stronie Wenus”.
To odkrycie stanowi nie lada wyzwanie dla istniejących modeli fal stacjonarnych. Oczekiwano, że za takie fale odpowiedzialne są wiatry powierzchniowe oddziałujące z przeszkodami na powierzchni takimi jak chociażby góry. Chociaż tutaj należy zaznaczyć, że wcześniejsze misje rosyjskie obejmujące lądowniki zmierzyły siłę wiatrów powierzchniowych na Wenus, i mogą one być zbyt słabe, aby generować taki efekt.
Południowa półkula planety (oberwowana przez VIRTIS) charakteryzuje się niską elewacją i co ciekawe fale stacjonarne nie występują w średniej i niskiej warstwie chmur (do około 50 km nad powierzchnią).
„Wydawało nam się, że znajdziemy te fale w niższych warstwach ponieważ obserwujemy je w wyższych i myśleliśmy, że wznoszą się one od powierzchni ku górze”, mówi współautor opracowana Ricardo Hueso z Uniwersytetu Kraju Basków w Bilbao. „To zupełnie nieoczekiwany wynik i musimy przeanalizować nasze modele, aby zrozumieć co on oznacza”.
Wpływ topografii na cyrkulację atmosfery pozostaje zatem niejasny; wiele modeli wskazuje, że włączenie czy pominięcie topografii powierzchni wpływa na zachowanie atmosfery, ale nie wykazuje dużego wpływu topografii na kształt chmur.
„Te badania stanowią nie lada wyzwanie dla naszej obecnej wiedzy o modelowaniu klimatu i o super-rotacji, która jest kluczowym zjawiskiem na Wenus”, mówi Håkan Svedhem, naukowiec misji Venus Express w ESA.
Źródło: ESA
http://www.pulskosmosu.pl/2017/09/15/nieoczekiwane-wyniki-badan-chmur-po-nocnej-stronie-wenus/

Nieoczekiwane wyniki badań chmur po nocnej stronie Wenus.jpg

Nieoczekiwane wyniki badań chmur po nocnej stronie Wenus2.jpg

Nieoczekiwane wyniki badań chmur po nocnej stronie Wenus3.jpg

Nieoczekiwane wyniki badań chmur po nocnej stronie Wenus4.jpg

Nieoczekiwane wyniki badań chmur po nocnej stronie Wenus5.jpg

Nieoczekiwane wyniki badań chmur po nocnej stronie Wenus6.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Sonda Cassini rozbiła się o Saturna - koniec wielkiej misji naukowej!
autor: admin (15 Wrzesień 2017)
Wielki finał misji kosmicznej sondy Cassini dobiegł końca. Trzy dni temu sonda zbliżyła się do Tytana i tym samym zakończyła swoją ostatnią asystę grawitacyjną. Ziemski pojazd badawczy wyruszył wtedy w kierunku powierzchni gazowego giganta. Przed chwilą doszło do oczekiwanej kolizji z Saturnem więc sonda Cassini oficjalnie przeszła do historii.
Naukowcy z NASA twierdzą, że mają mieszane uczucia, bo oznacza to koniec pewnego etapu w badaniach Układu Słonecznego, a w szczególności układu księżyców wokół Saturna. Tytan, największy z nich wielokrotnie służył ziemskiej sondzie do dokonywania manewrów z wykorzystaniem siły grawitacji. Specjaliści twierdzą, że Cassini spotykał się z Tytanem średnio raz w miesiącu i teraz, gdy doszło do ostatniego zbliżenia czują się nieswojo zdając sobie sprawę, że to już koniec.
Sonda Cassini-Huygens, znana też pod skrótową nazwą Cassini, została wyniesiona na orbitę w 1997 roku. W lipcu 2004 roku stała się pierwszym sztucznym satelitą Saturna. W styczniu 2005 roku odłączył się od niej europejski lądownik Huygens, który wylądował na powierzchni największego księżyca Saturna, Tytana. Jest to jedyny księżyc w Układzie Słonecznym, który posiada gęstą atmosferę, tak jak Ziemia.
Oprócz tego, w trakcie lat pracy, Cassini pomógł też w przełomowych badania gejzerów lodowych na Enceladusie, których skład został ustalony podczas kilku celowych przelotów sondy w jego pobliżu.
Życie "Cassiniego" zakończyło się bardzo szybko. Sonda NASA weszła w gęste warstwy atmosfery Saturna i spłonęła, przekazując do końca na Ziemię bezcenne informacje o strukturze atmosfery gazowego giganta. Niektóre instrumenty Cassiniego zaczną działać w taki sposób, że gromadzone przez nie informacje przekazywały dane na Ziemię w czasie rzeczywistym, co pozwoliło na prowadzenie przez sondę obserwacji naukowych praktycznie do chwili jej unicestwienia.
Niestety sam moment kolizji nie mógł być obserwowany przez kosmiczny teleskop Hubble'a ponieważ ten znajduje się dzisiaj nad anomalią magnetyczną SAA nad południowym Atlantykiem. Oznacza to, że teleskop HST będzie działał w trybie awaryjnym. Jedyna szansa na to, że zostanie zaobserwowany moment zderzenia, w obserwatoriach astronomicznych na półkuli południowej. Sonda Cassini-Huygens przestała nadawać o 11:55:46 UTC.
http://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/sonda-cassini-rozbila-sie-o-saturna-koniec-wielkiej-misji-naukowej

Sonda Cassini rozbiła się o Saturna - koniec wielkiej misji naukowej!.jpg

Sonda Cassini rozbiła się o Saturna - koniec wielkiej misji naukowej!2.jpg

Sonda Cassini rozbiła się o Saturna - koniec wielkiej misji naukowej!3.jpg

Sonda Cassini rozbiła się o Saturna - koniec wielkiej misji naukowej!4.jpg

Sonda Cassini rozbiła się o Saturna - koniec wielkiej misji naukowej!5.jpg

Sonda Cassini rozbiła się o Saturna - koniec wielkiej misji naukowej!6.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Koniec 20-letniej misji. Sonda Cassini przed zniszczeniem przesłała unikatowe dane

2017-09-15.
 
Wejście w atmosferę Saturna było ostatnim, "samobójczym" etapem misji sondy Cassini. Sonda, która przez kilkanaście lat badała Saturna, jego księżyce i system pierścieni, uległa zniszczeniu w atmosferze planety - poinformowała NASA.

Podczas konferencji prasowej amerykańska agencja kosmiczna NASA ogłosiła, że zgodnie z planem sonda Cassini przesłała w piątek ostatnie zdjęcia i dane zebrane podczas zbliżania się do Saturna. Telemetria otrzymana podczas lotu w stronę Saturna, potwierdziła, że pojazd kosmiczny wszedł w atmosferę z włączonymi silnikami w celu stabilizacji lotu. Utrata kontaktu z sondą Cassini nastąpiła o godzinie 13:55 polskiego czasu. Wejście w atmosferę rozpoczęło się około minuty przed utratą sygnału.
Ostatni sygnał odebrała antena działająca w ramach NASA Deep Space Network w Canberrze w Australii. Dystans około 1,4 miliarda kilometrów od Saturna sygnał ten pokonał w 83 minuty.
Sonda kosmiczna przesyłała dane naukowe prawie w czasie rzeczywistym, aż do momentu, gdy jej główna antena nie była w stanie być dłużej wycelowana w Ziemię. Z kolei ostatnie zdjęcia zostały przesłane dzień wcześniej. Podczas finalnego manewru uzyskano najgłębsze w historii badań Saturna pomiary gęstości plazmy, pola magnetycznego, temperatury i warunków atmosferycznych. Dane z ośmiu instrumentów naukowych sondy zostały przesłane na Ziemię. NASA zapowiedziała, że naukowcy przeanalizują je w najbliższych tygodniach.
NASA zdecydowała się na taki destrukcyjny finał misji, aby chronić lodowe księżyce planety, a w szczególności Enceladusa, "podejrzewanego" o posiadanie podpowierzchniowego oceanu, przed ryzykiem upadku sondy na któryś z tych obiektów. Nie można wykluczyć, że na pokładzie sondy pozostały jakieś ziemskie mikroby, a dla przyszłych badań i eksploracji tych księżyców lepiej, aby nie zostały one skażone.

"Ostatni rozdział niesamowitej misji"

 To ostatni rozdział niesamowitej misji, ale także nowy początek. Odkrycie przez sondę Cassini oceanicznych światów na Tytanie i Enceladusie zmieniło wszystko, przekształcając nasze wyobrażenia na temat zaskakujących miejsc do poszukiwania potencjalnego życia poza Ziemią - powiedział Thomas Zurbuchen z NASA Science Mission Directorate w Centrali NASA w Waszyngtonie.
Ostatnie "nurkowanie" sondy było końcowym manewrem podczas "Grand Finale", czyli wielkiego finału całej misji, kiedy w ciągu ostatnich pięciu miesięcy sonda 22 razy przelatywała pomiędzy Saturnem, a jego pierścieniami. W poniedziałek sonda minęła Tytana - największy księżyc planety, wykorzystując jego pole grawitacyjne do ustalenia ostatecznej trajektorii w kierunku Saturna. W odbiorze sygnałów podczas tych ostatnich tygodni, sieć anten NASA była wspierana także przez odbiorcze stacje naziemne ESA.
Misja sondy Cassini zakończyła się, ale praca nad jej naukowym bogactwem będzie trwać jeszcze wiele lat. Jak dotąd, dotknęliśmy zaledwie wierzchołka góry informacji, które możemy poznać z danych przesyłanych przez czas trwania misji -  powiedziała Linda Spilker z NASA JPL, naukowiec z projektu Cassini.
Z kolei dyrektor naukowy ESA - Alvaro Giménez powiedział, iż misja Cassini rewolucjonizowała naszą wiedzę o systemie Saturna od momentu dotarcia do niego sondy, przez kolejne 13 lat.
Sonda została wystrzelona 20 lat temu
Sonda Cassini została wystrzelona 15 października 1997 roku z Przylądka Canaveral na Florydzie. Do Saturna dotarła 30 czerwca 2004 roku i od tamtej pory, aż do poniedziałku 15 września b.r., krążyła wokół planety, zbierając olbrzymią ilość danych o tym gazowym olbrzymie, jego magnetosferze, pierścieniach i księżycach. Wypuściła także próbnik Huygens, który 14 stycznia 2005 roku wylądował na powierzchni Tytana, największego księżyca Saturna.
Cassini-Huygens to projekt, który był prowadzony przez amerykańską agencję kosmiczną NASA, we współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA) i Włoską Agencją Kosmiczną. Udział w projektowaniu i budowie dwóch elementów do lądownika Huygens miało także Centrum Badań Kosmicznych PAN w Warszawie.

(ł)

http://www.rmf24.pl/nauka/news-koniec-20-letniej-misji-sonda-cassini-przed-zniszczeniem-prz,nId,2441146

Koniec 20-letniej misji. Sonda Cassini przed zniszczeniem przesłała unikatowe dane.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Westa - najmasywniejsza planetoida pod Słońcem - zostawia nas na lodzie
2017-09-15.
Pod częścią powierzchni Westy - najbardziej masywnej planetoidy w Układzie Słonecznym - kryje się lód - wynika z nowych badań. A lód ten sprawia, że powierzchnia tego ciała niebieskiego jest nierównomiernie poorana śladami kosmicznych zderzeń. Warto to wiedzieć, jeśli chce się liczyć wiek powierzchni ciał niebieskich.
Astronomowie obliczając wiek powierzchni ciał niebieskich biorą pod uwagę to, jak jest ona "szorstka" w różnych skalach (od centymetrów do setek kilometrów). A więc to, jak poorana jest kraterami i mniejszymi śladami uderzeń planetoid. Im więcej takich świadectw po kosmicznych zderzeniach, tym - jak można przypuszczać – powierzchnia jest starsza i ciało niebieskie dłużej dryfowało w przestrzeni kosmicznej. Takie szacowanie wieku nie spisuje się może dobrze na ciałach takich jak Ziemia - które mają nie tylko atmosferę, ale i są aktywne tektonicznie. Ale już np. wiek powierzchni Księżyca czy Marsa można całkiem nieźle oszacować analizując jego kratery i ślady po kosmicznych okruchach.
 
WODA WYGŁADZA ZMARSZCZKI
 
Okazuje się jednak, że przy szacowaniu wieku trzeba być ostrożnym. Przykładem jest Westa - planetoida, której różne części są różnie poorane. Część planetoidy jest bardziej gładka - chodzi tu o szorstkość rzędu centymetrów i decymetrów. Badania pokazały, że może to mieć związek z lodem, który prawdopodobnie znajduje się pod częścią powierzchni planetoidy. Zapewne to właśnie lód sprawia, że ślady po kosmicznych zderzeniach wyglądają inaczej. Badania pokazały, że obecność wody (w tym przypadku zamarzniętej) na asteroidach nie musi być czymś wyjątkowym. To wnioski z badań Elizabeth Palmer i zespołu. Wyniki ukazały się w "Nature Communications" (http://nature.com/articles/doi:10.1038/s41467-017-00434-6). Współautorem publikacji jest prof. Włodek Kofman z francuskiego instytutu IPAG (CNRS) oraz warszawskiego Centrum Badań Kosmicznych PAN.
 
WIEŚCI Z WESTY
 
Westa jest najbardziej masywną planetoidą z pasa pomiędzy Marsem a Jowiszem. Jej średnia średnica (Westa nie ma kształtu kulistego, ale raczej elipsoidalny) to ok. 525 km (czyli 6 razy mniej niż średnica Księżyca). Jądro planetoidy zbudowane jest z żelaza i niklu, a na powierzchni jest bazaltowy regolit (luźna, zwietrzała skała). Westę nieźle udało się poznać dzięki misji NASA Dawn, która orbitowała wokół Westy w latach 2011-2012. Z danych tych korzystali właśnie autorzy publikacji w "Nature Communications".
 
SIĘGAJ, GDZIE WZROK NIE SIĘGA
 
Prof. Włodek Kofman opowiada w rozmowie z PAP, że dzięki spektrometrii neutronowej i gamma udało się poznać skład pierwiastkowy planetoidy do głębokości metra. Wykazano, że pod powierzchnią części planetoidy jest obecny wodór. "Najprawdopodobniej jest to lód" - powiedział prof. Kofman. Z opublikowanych teraz badań wynika, że bardziej gładka powierzchnia wiązała się z obecnością większej ilości wodoru. "Obecność lodu mogła przekształcić powierzchnię ciała niebieskiego" - skomentował badacz. Wyjaśnił, że pod wpływem zderzeń z innymi asteroidami lub okruchami kosmicznymi, lód spod powierzchni topnieje. Wypływa zmieniając wygląd powierzchni planetoidy (czyni ją bardziej gładką). Następnie woda znów się krystalizuje pod powierzchnią albo też zmienia się w parę wodną i ucieka z Westy.
 
KOSMICZNA WODA?
 
Prof. Kofman tłumaczy, że badania planetoid być może pozwolą odpowiedzieć na pytanie, skąd jest woda na Ziemi. "Bo są hipotezy, że woda - nasze źródło życia - wzięła się z bombardowania asteroidami" - mówi naukowiec. Dodaje, że badania planetoid mogą też pomóc zrozumieć, jak powstał Układ Słoneczny i jak będzie się zmieniał. Naukowcy chcą też poznać skład mineralogiczny planetoid, by w przyszłości móc z ich zasobów korzystać. Naukowcy mogą też - na podstawie badań - przygotowywać lepsze symulacje ruchu planetoid. Chcą też więcej nauczyć się o tym, jak w przyszłości chronić Ziemię przed przypadkowymi zderzeniami z planetoidami.
 
WESTA W KONTEKŚCIE
 
Westa aspiruje do miana największej asteroidy w Układzie Słonecznym. Jest jednak kilka "ale". Największym i najbardziej masywnym obiektem w pasie planetoid jest Ceres (średnica 950 km). Ona jednak - formalnie - nie jest planetoidą, a planetą karłowatą. Jednak wśród planetoid Układu Słonecznego to Westa niewątpliwie ma największą masę (ok. 2,5x10^20 kg). Mniej masywna jest planetoida Pallas. Jeśli zaś chodzi o rozmiary, oba te ciała niebieskie idą ramię. Mają jednak dosyć nieregularne kształty, więc odpowiedź na pytanie, która z nich jest większa, nie jest taka oczywista.
 
Nauka w Polsce - Ludwika Tomala
 
lt/ ekr/
Tagi: kosmos , westa
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,459676,westa---najmasywniejsza-planetoida-pod-sloncem---zostawia-nas-na-lodzie.html

Westa - najmasywniejsza planetoida pod Słońcem - zostawia nas na lodzie.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Koniec misji Cassini! Sonda zniszczona w atmosferze Saturna
Wysłane przez grabianski w 2017-09-15
Wejście w atmosferę Saturna zakończyło dziś trwającą prawie 20 lat i owocną w wiele odkryć misję sondy Cassini. Ze statkiem utracono kontakt o godzinie 13:55 czasu polskiego. Niemal do końca jednak pracowało 10 z 12 instrumentów naukowych na sondzie. W ostatnich chwilach życia Cassini próbkował więc atmosferę planety, zmierzył jej temperaturę i po raz ostatni zaobserwował zorza polarne i burze w okolicach biegunowych. Dane te zostały odebrane przez stację odbiorczą w Canberze i będą w najbliższym czasie analizowane.
Sonda rozpoczęła swoje ostatnie manewry o 9:14. Sygnał na Ziemię docierał z opóźnieniem 86 minut. Przez wcześniejszy czas Cassini przesyłał dane zebrane w ostatnich tygodniach, by wyczyścić swoją pamięć i przygotować się do wysyłania danych z ostatniego przelotu w atmosferze w czasie rzeczywistym. Gdy sonda zanurkowała w atmosferze, jej anteny były skierowane w Ziemię, a silniki odpalone z największym możliwym ciągiem, by utrzymać statek na niezachwianej trajektorii.
13 września 2017 sonda wykonała tą fotografię, po raz ostatni spoglądając na Tytana - największego księżyca Saturna. Misja Voyagerów w latach 80. i przelot jej sond w pobliżu tego księżyca zmotywowały naukowców do wysłania sondy w pobliże Saturna. Wysłane do Saturna Cassini i Huygens potwierdziły, że Tytan jest tak fascynujący jak sądzono. Jest to jedno z ostatnich zdjęć wykonanych przez sondę. Źródło: NASA/JPL-Caltech/Space Science Institute
“Nic już nie będzie teraz tak jak dawniej dla tych, którzy pracowali w zespole sondy Cassini, bo nasz statek już nie lata. - powiedziała podczas zakończenia misji Linda Spilker, naukowiec projektu Cassini z Jet Propulsion Laboratory - Pocieszamy się jednak tym, że za każdym razem gdy spojrzymy na Saturna, część sondy także tam będzie.
Zniszczenie Cassiniego w atmosferze Saturna wieńczy 7-letni okres przedłużonej misji sondy. Cassini wykonał łącznie prawie 300 orbit wokół tego gazowego olbrzyma. Do największych odkryć statku należą zaobserwowanie wyprysków z podpowierzchniowego oceanu na Enceladusie i mórz metanowych na Tytanie.
Od 22 kwietnia trwała ostatnia kampania sondy, zwana przez naukowców pracujących przy projekcie “Wielkim Finałem”. Statek skorzystał wtedy z grawitacyjnego pociągnięcia od Tytana i rozpoczął pierwszą z planowanych 22 orbit wokół Saturna. Podczas nich dotykał on górnej atmosfery planety i z każdym obiegiem przelatywał przez niezbadany obszar pomiędzy pierścieniami a powierzchnią planety.
Saturn ciągle zaskakuje sondę Cassini
Ostatnie chwile misji Cassini
Sonda pożegnała się z Tytanem podczas swojej ostatniej orbity we wtorek. Potężny księżyc Saturna skierował wtedy statek na bezpowrotny kurs kolizyjny z planetą. Sonda wysłała dane z ostatniego zbliżenia z Tytanem, a naukowcy mogli potwierdzić, że Cassini na pewno wpadnie w atmosferę Saturna i nie będzie trzeba wykonywać dużych korekcyjnych manewrów.
Kontrolowane zniszczenie w atmosferze Saturna miało na celu uniknięcie ryzyka związanego z pozostawieniem niedającej się kontrolować sondy w układzie Saturn - jego księżyce. W przyszłości pozostawiony sam sobie statek mógłby wpaść i zanieczyścić, któryś z księżyców (np. Encdeladusa), co mogłoby wypaczyć wyniki jego przyszłego badania pod kątem potencjalnego istnienia tam życia.
Źródło: NASA
Więcej informacji:
•    oficjalna strona misji
•    opracowana galeria ostatnich zdjęć z sondy
•    ostatnie dni sondy Cassini w fotografiach (opracowanie Uranii)
Na zdjęciu tytułowym: Widok na zachodzącego za Saturna Enceladusa, wykonany 13 września 2017 roku. Źródło: NASA/JPL-Caltech/Space Science Institute.
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/koniec-misji-cassini-sonda-zniszczona-atmosferze-saturna-3582.html

Koniec misji Cassini! Sonda zniszczona w atmosferze Saturna.jpg

Koniec misji Cassini! Sonda zniszczona w atmosferze Saturna2.jpg

Koniec misji Cassini! Sonda zniszczona w atmosferze Saturna3.jpg

Koniec misji Cassini! Sonda zniszczona w atmosferze Saturna4.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Spłonęła w atmosferze Saturna.
Misja sondy Cassini dobiegła końca

2017-09-15.
Dzięki niej mogliśmy przeprowadzać badania Saturna. W piątek po południu czasu polskiego sonda Cassini weszła w atmosferę planety, ulegając całkowitemu zniszczeniu.
Misja Cassini-Huygens dobiegła końca. Sonda, dostarczająca nam danych na temat Saturna i okolic (np. jego satelity - Tytana) spłonęła w atmosferze planety. Weszła w nią z prędkością 123 kilometrów na godzinę. Sygnał łączący satelitę z Ziemią został utracony na poziomie około 1500 metrów nad powierzchnią górnej warstwy chmur Saturna. Dzięki tak bliskiej odległości, na jaką udało się dotrzeć Cassiniemu, otrzymaliśmy unikalne dane, dostarczające wiedzy nie tylko o samej badanej planecie.
Przyniosła wiele odpowiedzi
Misję prowadziły wspólnie NASA, Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) oraz Włoska Agencja Kosmiczna.
Dzięki niej naukowcy m.in. odkryli aktywne gejzery na Eceladusie (księżycu Saturna), a w latach 2010-2011 mogli obserwować gigantyczną burzę na półkuli północnej, która w ciągu miesięcy okrążyła całą planetę. Ponadto dokładnie zbadali pierścienie planety i udało im się sfotografować pionową strukturę pierścieni. Dane z sondy pozwoliły też rozwiązać zagadkę podwójnej ciemno-jasnej powierzchni Japetusa, kolejnego z księżyców Saturna - okazało się, że po jego jednej stronie lodowa warstwa uległa sublimacji, pozostawiając ciemną bogatą w węgiel powierzchnię, a po drugiej stronie zestalony lód powoduje, że jest ona jaśniejsza. Poza tym sonda sfotografowała także pełną panoramę wiru wokół bieguna północnego i odkryła gigantyczne huragany wiejące wokół obu biegunów.
Tak wygląda ostatnie zdjęcie, które zrobiła Cassini
Jednym z głównych obiektów badanych podczas misji był największy księżyc Saturna - Tytan. W ciągu 13 lat sonda Cassini przeleciała 127 razy obok Tytana, a także dokonała wielu kolejnych obserwacji z dalszej odległości. Dzięki temu wiadomo, że na Tytanie są deszcze, rzeki, jeziora i morza (z ciekłego metanu), a jego gruba atmosfera może być podobna do atmosfery Ziemi w dawnym okresie ewolucji naszej planety.
W sumie sonda przesłała na Ziemię setki gigabajtów danych, na podstawie których opublikowano kilka tysięcy artykułów naukowych.
Ekscytujący początek na Przylądku Canaveral
Cassini to największa międzyplanetarna sonda kosmiczna skonstruowana przez NASA. Jej podróż do Saturna rozpoczęła się 15 października 1997 r. na Przylądku Canaveral na Florydzie i trwała siedem lat. Po drodze sonda uzyskała kilka asyst grawitacyjnych podczas przelotów obok kilku planet po odpowiednich trajektoriach: dwa razy od Wenus, jeden raz od Ziemi i jeden raz od Jowisza. Do Saturna sonda dotarła 30 czerwca 2004 roku, wchodząc na orbitę wokół planety. Przeleciała wtedy pomiędzy pierścieniami F i G, pozwalając polu grawitacyjnemu planety na przechwycenie i wejście w rolę sztucznego satelity Saturna.
24 grudnia 2004 r. sonda wypuściła próbnik Huygens, który skierował się w stronę Tytana, największego księżyca Saturna. 14 stycznia 2015 r. Huygens wszedł w atmosferę Tytana i wylądował na jego powierzchni, przesyłają zdjęcia. Było to pierwsze w historii lądowanie na księżycu w zewnętrznym Układzie Słonecznym.
Misja dłuższa niż zakładano
Misja Cassini-Huygens był zaplanowana na cztery lata podstawowej misji wokół Saturna, do czerwca 2008 r. Pierwsze przedłużenie misji otrzymało nazwę Cassini Equinox Mission i trwało do września 2010 r. Potem misję ponownie przedłużono na kolejne siedem lat jako Cassini Solstice Mission.
W kwietniu br. rozpoczęła się ostatnia faza misji, tzw. Wielki Finał (Grand Finale). W jego trakcie zaplanowano ryzykowne manewry - 22 nurkowania pomiędzy Saturnem, a jego pierścieniami, z których do wykonania zostało już tylko kilka. W piątek, 15 września, sonda ostatecznie skierowała się w stronę Saturna, by spłonąć w jego atmosferze. Taki finał to okazja do uzyskania danych naukowych, których nie da się uzyskać w trakcie wieloletniej misji (bowiem wiąże się to ze zniszczeniem sondy). Naukowcy mieli nadzieję, że zanim Cassini uległaby zniszczeniu, prześle jak najwięcej danych. Takie zakończenie misji wybrano również dlatego, by uniknąć sytuacji, w której pozostawiona sonda rozbiłaby się kiedyś o powierzchnię jednego z księżyców Saturna.
Podczas swoich ostatnich chwil sonda używała silników do utrzymania nakierowania anteny nadawczej w stronę Ziemi tak długo, jak to było możliwe. Naukowcy dzięki temu mogli uzyskać wiele unikatowych danych o atmosferze Saturna.
Źródło: PAP
Autor: map
http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/nauka,2191/splonela-w-atmosferze-saturna-misja-sondy-cassini-dobiegla-konca,240413,1,0.html

Misja sondy Cassini dobiegła końca.jpg

Misja sondy Cassini dobiegła końca2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Łazik Curiosity wspina się na szczyt grzbietu Toward Ridge
Wysłane przez grabianski w 2017-09-16
Łazik Curiosity rozpoczął wspinaczkę po stromym wzniesieniu do bogatej w tlenki żelaza granii, która przykuła uwagę naukowców już w 2012 roku.
Vera Rubin Ridge - tak został nieoficjalnie nazwany ten obiekt (od znanej astrofizyk Very Rubin) - znajduje się po północno-zachodniej stronie góry Mount Sharp. Ta część góry jest mniej podatna na erozję niż mniej strome porcje poniżej i powyżej.
“Kiedy oglądaliśmy podstawę tej granii tego lata, mieliśmy okazję zaobserwować dużą pionową ekspozycję warstw skalnych ją tworzących - wyjaśnia Abigail Fraeman, członek zespołu naukowego łazika - te strome sekcje świetnie pokazują uwarstwowienie skalne, ale nie są już tak łatwe do wspinania się dla łazika”.
Wspinaczka umiejscowi łazik 65 metrów wyżej niż w miejscu, gdzie znajdował się będąc u podstawy grzbietu. Żeby pokonać tę wysokość Curiosity będzie musiał przejechać około 570 m. Do tej pory od lądowania łazik pokonał 17,32 km i łącznie 300 m przewyższeń.
“Używając danych z naszych marsjańskich orbiterów i zdjęć z samego łazika, zespół mógł wybrać miejsca, w których Curiosity zatrzyma się, by wykonać dokładniejsze obserwacje. W szczególności miejsca, gdzie wyraźnie zmienia się wygląd i kompozycja skał. Plan tej kampanii będzie się jednak zmieniał z czasem, kiedy będziemy już oglądać te skały z bliska - tłumaczył Ashwin Vasavada, naukowiec projektu.
W obserwacjach spektrometrycznych łazika widać było, że hematyt - minerał tlenku żelaza (III) cechuje się większym występowaniem na szczycie grzbietu Vera Rubin Ridge niż wszędzie indziej u podstawy góry Mount Sharp. Badacze będą chcieli na pewno zrozumieć czemu grań wytrzymuje erozję lepiej i co zgromadziło tyle minerału w jednym miejscu. Być może przybliżymy się też do odpowiedzi na pytanie jak wyglądały dawne warunki środowiska na Marsie.
Źródło: NASA
Więcej informacji:
•    artykuł NASA o wspinaczce łazika na Toward Ridge
•    oficjalna strona misji
Na zdjęciu: Widok na Vera Rubin Ridge wykonany przez instrument ChemCam. Widać wyraźnie depozyty minerałów i warstwy sedymentacyjne. Źródło: NASA/JPL-Caltech/CNES/CNRS/LANL/IRAP/IAS/LPGN.
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/lazik-curiosity-wspina-sie-na-szczyt-grzbietu-toward-ridge-3584.html

Łazik Curiosity wspina się na szczyt grzbietu Toward Ridge.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Nieudane lądowania SpaceX
2017-09-16. Krzysztof Kanawka
Firma SpaceX opublikowała niesamowite ujęcia ze swoich nieudanych (lub nie do końca udanych) prób lądowania pierwszego stopnia Falcona 9R.
Przez dekady większość, a raczej prawie wszystkie urządzenia, które były wynoszone w przestrzeń kosmiczną lub brały udział w wynoszeniu i nie wykonywały “lądowań”. W zasadzie takie “lądowania” były jedynie zarezerwowane dla misji załogowych oraz dla prób osiągnięcia powierzchni innych ciał niebieskich – Księżyca, innych planet czy też mniejszych ciał Układu Słonecznego. Pewnym wyjątkiem był tutaj prom kosmiczny: rakiety pomocnicze SRB oraz same wahadłowe były wielokrotnie używane, choć nie przyniosło to spodziewanego spadku kosztu dotarcia do niskiej orbity okołoziemskiej (LEO).
To podejście wyraźnie zmieniło się w obecnej dekadzie dzięki firmie SpaceX. Pierwsze udane lądowanie dolnego stopnia Falcona 9R nastąpiło 22 grudnia 2015 roku. Do dziś (16 września 2017) SpaceX łącznie przeprowadził 16 udanych lądowań, z których siedem nastąpiło na lądzie (Landing Zone – 1, LZ-1), a dziewięć na dwóch platformach morskich.
Zanim jednak doszło do pierwszego udanego lądowania SpaceX przeszedł przez serie nieudanych prób. Wiele z tych prób zakończyło się spektakularną eksplozją. Firma SpaceX niedawno opublikowała nagrania tych lądowań, które prezentujemy poniżej. Nagrania prezentują próby do czerwca 2016 roku, do ostatniego nieudanego lądowania pierwszego stopnia Falcona 9R. Poniższe nagranie zawiera także nieopublikowane wcześniej ujęcia.
Za każdą z tych nieudanych prób kryje się niesamowita ilość danych, które przyniosły końcowy sukces – regularne i precyzyjne lądowania pierwszych stopni Falconów 9R. Lądowania są na tyle dobre, że możliwe jest ponowne wykorzystanie pierwszych stopni bez potrzeby długich i żmudnych napraw, co już zresztą następuje.
Można wręcz powiedzieć, że ze SpaceX pojawił się pewien znak czasów, który możemy nazwać początkiem “ery kosmicznych lądowań”.
(PFA, SpaceX)
http://kosmonauta.net/2017/09/nieudane-ladowania-spacex/

Nieudane lądowania SpaceX.jpg

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Polacy chcą udowodnić, że Ziemia jest płaska. Jak tego dokonają?
2017-09-16.
Na Ziemi żyje wielu ludzi, którzy uważają, że nasza planeta jest płaska. Są nimi m.in. przedstawiciele Towarzystwa Płaskiej Ziemi. Teraz postanowili oni zorganizować wielką zbiórkę pieniędzy, aby potwierdzić swoje niesamowite teorie. W jaki sposób?
W serwisie crowdfundingowym, Pomagam.pl, ruszyła kampania, której celem jest uzbieranie funduszy na zakup bezzałogowego drona badawczego. Maszyna będzie mierzyć ok. 35 metrów rozpiętości skrzydła głównego i jej zadaniem będzie wznieść się na 16-26 kilometrów.
Pomysłodawcy chcą wyposażyć maszynę w specjalistyczne urządzenia pomiarowe oraz kamery wideo, oczywiście bez obiektywów typu rybie oko, które mogą dawać fałszywy obraz Ziemi. Dzięki badaniom, członkowie Towarzystwa Płaskiej Ziemi chcą sprawdzić, czy mają rację.
"Głównym zadaniem Drona będzie dokładna analiza ruchu słońca oraz księżyca nad Płaską Ziemią, ich wpływ na pory dnia i roku. Najważniejszym elementem misji jest zgromadzenie niepodważalnych dowodów na Płaski Kształt Ziemi, analiza wielu teorii krążących w sieci i przede wszystkim rzetelne podejście do tematu. Materiały dostępne na internetowych kanałach często budzą mnóstwo wątpliwości, kończą się w nieodpowiednim momencie, obrazy z balonów meteorologicznych kręcone są w nieodpowiednich porach, a przede wszystkim trwają zbyt krótko. Jeżeli jesteś zwolennikiem dokładnej analizy faktów, faktów "namacalnych", dowodów w postaci materiałów wideo, które każdy może obejrzeć i ocenić - WESPRZYJ NASZ PROJEKT. Każda kwota przybliży nas do poznania i przedstawienia światu prawdy o Naszym Świecie" - napisali o swoim projekcie członkowie Towarzystwa Płaskiej Ziemi.
Do momentu publikacji artykułu zebrano już ponad 300 złotych. Potrzeba jednak dużo więcej, bo aż 1,5 miliona złotych. Jeśli chcecie wesprzeć projekt to możecie to zrobić na serwisie pomagam.pl (zobaczcie tutaj). Tymczasem przyjrzyjmy się bliżej historii całej tej teorii płaskiej Ziemi.
Co ciekawe, dla najstarszych ludów Mezopotamii świat był płaskim dyskiem otoczonym przez ocean. Jeszcze bardziej pomysłowi byli Egipcjanie, którzy byli przekonani, że świat jest kwadratowy. Chińczycy myśleli podobnie z tą różnicą, że dla nich okrągłe niebo było nasadzone na Ziemi za pomocą filarów. Jednak w "płaskim" świecie pojawiali się tacy, którzy mieli swoje własne poglądy, tępione na każdym kroku przez ogół społeczności.
Najwcześniejsze sugestie o kulistości Ziemi odnotowano około 600 lat przed Chrystusem i były one rozpowszechniane przez wyznawców doktryny Pitagorasa. Poszli oni jeszcze dalej i sądzili, że Ziemia wcale nie stanowi centrum Wszechświata, co do czasów Kopernika było nie do pomyślenia.
300 lat przed naszą erą pogląd, że Ziemia jest okrągła wyznawali już wszyscy Grecy i Rzymianie. Najważniejszym wydarzeniem związanym z kulistością Ziemi było obliczenie przez Eratostenesa obwodu naszej planety. Mimo powszechnego przekonania o kulistości Ziemi w kolejnych stuleciach nie można było zdobyć żelaznego dowodu z prostej przyczyny.
Ludzkość ostatecznie przekonała się o tym, że Ziemia nie jest płaska dopiero w 1959 roku, kiedy pierwsze zdjęcie błękitnej bańki (choć wtedy jeszcze w kolorze prawie czarno-białym) wykonał satelita Explorer-6. Pierwszym człowiekiem, który na własne oczy potwierdził kulistość Ziemi był z kolei rosyjski astronauta Jurij Gagarin w 1961 roku.
Aż trudno uwierzyć, że po upływie półwiecza nadal są wśród nas tacy, którzy uważają, że Ziemia jest płaska. To członkowie Towarzystwa Płaskiej Ziemi, które założone zostało w dziewiętnastym wieku przez angielskiego wynalazcę Samuela Birley'a Rowbothama.
Według niego biblijne opisy należy rozumieć dosłownie, a więc Ziemia jest dyskiem otoczonym ścianą lodu. Nawet po pierwszych zdjęciach satelitarnych do stowarzyszenia należało około 3 tysięcy członków, nie tylko z Anglii i Stanów Zjednoczonych, lecz również z Indii, Iranu i Arabii Saudyjskiej.
Dziś towarzystwo ma się tak samo dobrze, jak wieki temu, a od 2004 roku prowadzone jest przez Daniela Shentona. Członkowie mają zróżnicowane wizje płaskości Ziemi. Według niektórych Ziemia jest dyskiem o skończonym obszarze, otoczonym Antarktydą.
Antarktyda posiada krawędź, z której można spaść w przestrzeń kosmiczną. Grawitacja nie istnieje, a iluzja przyciągania ziemskiego powodowana jest przez jednostajny ruch Ziemi w górę. Inni uważają z kolei, że Ziemia jest dyskiem o nieskończonym obszarze. Okazuje się, że tak niemal niezaprzeczalna rzecz, jak kulistość Ziemi, również może być brana za spiskową teorię dziejów.
Źródło: TwojaPogoda.pl / Pomagam.pl
http://www.twojapogoda.pl/wiadomosci/117396,polacy-chca-udowodnic-ze-ziemia-jest-plaska-jak-tego-dokonaja

Polacy chcą udowodnić, że Ziemia jest płaska. Jak tego dokonają.jpg

Polacy chcą udowodnić, że Ziemia jest płaska. Jak tego dokonają2.jpg

Polacy chcą udowodnić, że Ziemia jest płaska. Jak tego dokonają3.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Co po 2014 MU69?
2017-09-17. Krzysztof Kanawka
Jest możliwe, że sonda New Horizons odwiedzi kolejne cele po przelocie obok planetoidy 2014 MU69.
Czternastego lipca 2015 roku sonda New Horizons (NH) przeleciała w pobliżu planety karłowatej Pluton. Był to pierwszy przelot obok tego obiektu i symboliczny koniec pierwszej fazy eksploracji Układu Słonecznego. Oczom naukowców ukazał się niespodziewany widok: ślady ciągłej aktywności i w wielu miejscach młoda (w geologicznym sensie) powierzchnia Plutona. Przesył danych z tego przelot zakończył się dopiero pod koniec października 2016.
Po przelocie obok Plutona sonda NH została skierowana ku planetoidzie 2014 MU69. Jest to bardzo ciekawy obiekt. 2014 MU69 może być podwójną planetoidą. Przelot nastąpi 1 stycznia 2019, w minimalnej odległości albo ok. 3500 km (wariant podstawowy) albo ok. 10000 km (trajektoria alternatywna, na wypadek wcześniejszego wykrycia potencjalnego niebezpieczeństwa). Naukowcy przewidują, że maksymalna rozdzielczość zdjęć podczas tego przelotu może sięgnąć 35 metrów na piksel.
Czy New Horizons odwiedzi kolejne cele?
Jest możliwe, że po przelocie obok 2014 MU69 sonda NH zostanie skierowana ku kolejnej planetoidzie. Na początku września odbyło się spotkanie grupy Outer Planets Assessment Group (OPAG), na którym omówiono m.in. możliwości dalszych badań przy wykorzystaniu sondy NH.
Aktualnie misja NH jest zatwierdzona do 2021 roku. Sonda jest w świetnym stanie i jest gotowa do przeprowadzenia przelotu obok 2014 MU69. Oprócz tego (poza okresami hibernacji) trwają obserwacje innych obiektów. Do 2020 roku sonda przeprowadzi do 30 obserwacji innych planetoid z Pasa Kuipera (KBO). Możliwe są także inne obserwacje, w tym potencjalne przesłonięcia gwiazd przez KBO z perspektywy sondy.
Jeśli pod koniec 2020 roku sonda będzie nadal w dobrym stanie, prawdopodobnie nie będzie problemów by przekonać NASA do dalszego finansowania misji. Po 2021 roku możliwe są takie badania jak:
•    przelot obok kolejnej planetoidy KBO – trwają obecnie poszukiwania potencjalnych celów,
•    obserwacje różnych obiektów, w tym KBO,
•    obserwacje gazowych gigantów naszego Układu Słonecznego z innej perspektywy niż ziemska,
•    badania heliosfery,
•    wykonanie zdjęcia Układu Słonecznego, w tym “błękitnej kropki”, czyli Ziemi.
Jak na razie nie wykryto żadnego celu, który by leżał “idealnie” na trajektorii sondy NH. Trwają jednak poszukiwania, które powinny przynieść kilka odkryć. Możliwe jest także wykorzystanie kosmicznego teleskopu Hubble (HST). NH ma wystarczająco paliwa oraz zasilania ze źródła RTG, by funkcjonować aż do 2035 roku. Zespół naukowy misji NH zbierze się po raz kolejny w styczniu 2018 roku. Do tego czasu mogą powstać bardziej szczegółowe plany dalszych badań zewnętrznego Układu Słonecznego przy wykorzystaniu sondy New Horizons.
Misja rozszerzona New Horizons jest komentowana w wątku na Polskim Forum Astronautycznym.
(NASA, OPAG)
http://kosmonauta.net/2017/09/co-po-2014-mu69/

Co po 2014 MU69.jpg

Co po 2014 MU69.2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Co satelity mogą powiedzieć o migracji zwierząt?
2017-09-17. Dominika Piskosz
Satelity są szczególnie dobrze przystosowane do obserwacji transformacji siedlisk i pomagają naukowcom przewidzieć wpływ na rozkład, obfitość i migrację zwierząt.
 
Od Arktyki po Pustynię Mojave, siedliska lądowe i morskie szybko się zmieniają. Zmiany te wpływają na zwierzęta, które są dostosowane do specyficznych nisz ekologicznych, zmuszając je do przemieszczania się lub zmniejszając ich liczby. Podczas konferencji prasowej Amerykańskiej Unii Geofizyków, która odbyła się w grudniu 2016 San Francisco, naukowcy dyskutowali o tym jak szczegółowe obserwacje satelitarne ułatwiły ekologiczne badania zmian w czasie. Przykładowo zmiany w pokrywie lodowcowej w Arktyce pomogły naukowcom przewidzieć 30 procentowy spadek globalnej populacji niedźwiedzi polarnych w ciągu najbliższych 35 lat. Poniżej przedstawiamy trzy przykłady, gdzie obserwacje satelitarne zostały zastosowane do obserwacji różnych gatunków zwierząt.
Zmniejszająca się liczba niedźwiedzi
Niedźwiedzie polarne są zależne od lodu morskiego niemal we wszystkich aspektach swojego życia, w tym w polowaniach, podróżowaniu i hodowli. Satelity NASA i innych agencji śledziły zmiany lodu na lądzie od 1979 roku. Dane wskazują, że w okresie 1979-2015 arktyczny lód morski topił się w średnim tempie około 53100 kilometrów kwadratowych rocznie. Obecnie stan subpopulacji niedźwiedzia polarnego jest zmienny. W niektórych rejonach Arktyki ilość niedźwiedzi polarnych prawdopodobnie spada, a w innych wydaje się być stabilna lub nawet może rosnąć.
Kristin Laidre z Centrum Studiów Polarnych na uniwersytecie w Waszyngtonie, współautorka badania nad prognozami globalnej populacji niedźwiedzia polarnego stwierdziła, że modele klimatyczne na najbliższe kilkadziesiąt lat mówiące o dużej utracie lodu morskiego w Arktyce, niewątpliwie negatywnie wpłyną na liczebność niedźwiedzi polarnych w większości obszarów.
Natomiast Eric Regehr z amerykańskiej służby rybackiej i przyrodniczej w Anchorage na Alasce poprowadził badanie opublikowane 7 grudnia w czasopiśmie Biology Letters. Według niego mogą być różne reakcje subpopulacji niedźwiedzi polarnych na zmniejszenie się ilości lodu morskiego. Przykładem tego jest fakt, że w niektórych częściach Arktyki, między innymi na morzu Czukockim niedźwiedzie polarne wydają się zdrowe, a ich poziom reprodukcji jest właściwy. Być może dzieje się tak dlatego, że obszar ten jest bardzo wydajny ekologicznie, więc może minąć trochę czasu zanim ujrzymy negatywne skutki zmniejszenia się ilości lodu. W innych częściach Arktyki, podobnie jak w zachodniej Zatoce Hudsona, badania wykazały, że przeżycie i rozmnażanie spadły wraz ze spadkiem dostępności lodu morskiego.
W celu określenia poziomu zagrożenia gatunku, Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody poprosiła naukowców, aby przewidzieć jaka będzie liczebność gatunków w kolejnych trzech pokoleniach. Używając danych zebranych odnośnie samic w 11 subpopulacjach niedźwiedzi polarnych w Arktyce, zespół obliczył średni wiek ich reprodukcji wynoszący 11,5 roku. Następnie przy użyciu pomiarów satelitarnych oceanu Arktycznego, obliczono ubytki lodu i przeprowadzono przyszłe symulacje szacujące jak dużo pokrywy lodowej może ubyć w ciągu trzech populacji niedźwiedzi polarnych.
Wreszcie, naukowcy ocenili różne scenariusze dla związków między występowaniem niedźwiedzia polarnego a lodu morskiego. W jednym z nich liczba niedźwiedzi spadła bezpośrednio proporcjonalnie do lodu morskiego. W innych scenariuszach naukowcy wykorzystywali dane o tym jak zmieniło się występowanie niedźwiedzia polarnego w odniesieniu do utraty lodu na morzu przy użyciu wszystkich dostępnych informacji dotyczących subpopulacji niedźwiedzia polarnego w czterech istniejących ekoregionach polarnych. Rezultatem tego było prognozowanie obserwowanych trendów. Doszli do wniosku, że na podstawie średniej wartości we wszystkich scenariuszach istnieje duże prawdopodobieństwo 30-procentowego spadku globalnej populacji niedźwiedzi polarnych w ciągu najbliższych trzech lub czterech dekad, co potwierdza listę gatunków zagrożonych w Czerwonej Księdze IUCN.
Susza i pumy
Za to południowo-zachodnie Stany Zjednoczone mają stać się bardziej podatne na suszę ze względu na zmiany klimatyczne. Postępujący ubytek roślinności nie tylko wpłynie na liczebność roślinożerców, takich jak jelenie, ale może także dotknąć głównego drapieżnika, pumy.
Do oszacowania liczby oraz rozproszenia populacji mulaków oraz pum w Utah, Nevadzie i Arizonie, David Stoner – ekolog w Uniwersytecie Stanowym Utah – użył zdjęć dostarczonych przez spektroradiometr satelitów Terra oraz Aqua. Oba satelity działają w ramach programu NASA o nazwie System Obserwacji Ziemi (Earth Observation System, EOS). Jego celem jest monitorowanie globalnych procesów środowiska zachodzących na lądzie i oceanach, a także tworzenie na podstawie codziennych obserwacji ziemskich modeli i prognoz zjawisk przyrodniczych. Dodatkowo użyte zostały radio-telemetryczne pomiary gęstości populacji zwierząt oraz ich poruszania się. Uczony odkrył, że istnieje bardzo silny związek między wydajnością roślinną a gęstością występowania mulaków oraz pum.
“Pomiar gęstości występowania mulaków czarnoogonowych w zachodnich Stanach Zjednoczonych jest logistycznie trudny, niebezpieczny i bardzo kosztowny. W przypadku pum proces ten jest jeszcze bardziej skomplikowany”, powiedział Stoner. “Pomiar zmian w roślinności jest stosunkowo łatwy i przystępny. Dzięki tym badaniom przedstawiliśmy model, który zarządzający dzikimi zwierzętami mogą wykorzystać do oszacowania gęstości mulaków i pum, dwóch gatunków, mających wielkie znaczenie gospodarcze.”
Wykorzystując mapy produktywności roślinności w czasie silnej suszy, która miała miejsce w południowo-zachodnich Stanach Zjednoczonych w 2002 r., Stoner modelował, jaka byłaby dystrybucja i obfitość mulaków i pum, gdyby skrajne susze stały się normą.
Mulaki są zwierzętami dzięki którym obszary wiejskie mogą pozyskiwać setki milionów dolarów poprzez rekreacyjne polowania i turystykę. Ale mogą też powodować niekorzystne skutki gospodarcze – powodują kolizje pojazdów, niszczą uprawy i ogrody.
“Susze powodują, że tereny zagospodarowane przez ludzi są bardziej atrakcyjne dla jeleni, ponieważ farmy i obszary podmiejskie są nawadniane i pozostają zielone” – powiedział Stoner. “Pumy podążają za jeleniami. W niedalekiej przyszłości możemy stracić nieco na podłożu ekonomicznym w perspektywie posiadania tych zwierząt. Koszta szkód jakie mogą wyrządzić zwierzęta mogą być znaczące, szczególnie w kontekście ich migracji do miast i farm.”
Dłuższe podróże dzikich reniferów
Stado reniferów na Tajmyrze, najbardziej na północ wysuniętym regionie Rosji, jest największym dzikim stadem reniferów na świecie oraz źródłem żywności dla miejscowej ludności.
“Populacja reniferów spada na całym świecie, w niektórych miejscach wręcz katastrofalnie. W Tajmyrze od 2000 roku nastąpił spadek rzędu 40%, a stado to obecnie 600 000 zwierząt”, powiedział Andrey Petrov, profesor nadzwyczajny University of Northern Iowa w Cedar Falls.
Petrov przeanalizował dane historyczne pochodzące z 1969 roku i stwierdził, że trwają zmiany w strukturze dystrybucji i migracji dzikiego renifera ze względu na zmiany klimatyczne i antropopresję. Jeleń przemieszczał się na wschód, z dala od miejsc powiązanych z ludzką aktywnością. Jednocześnie stado przemieszczało się w kierunku północnym, w kierunku wyższych partii. Spowodowane mogło to być potrzebą uniknięcia wzrastających temperatur oraz komarów.
“Renifer musi obecnie pokonywać obecnie większe odległości pomiędzy ich terenami zimowymi a letnimi, co powoduje wyższą śmiertelność cieląt” – powiedział Petrov. “Inne czynniki wpływające na wyższą śmiertelność to zwiększone nękanie przez komary.”
Petrov wykorzystał również zdjęcia z satelitów Landsat programu NASA oraz United States Geological Survey w celu określenia w jaki sposób obecność reniferów w ich letnim terenie wpływa na roślinność. Odkrył, że zgodnie z oczekiwaniami biomasa roślin zmniejszyła się, podczas gdy renifer wypasał się, ale wróciła do poprzedniego stanu kilka tygodni po opuszczeniu terenu przez zwierzęta.
(NASA)
http://kosmonauta.net/2017/09/co-satelity-moga-powiedziec-o-migracji-zwierzat/

Co satelity mogą powiedzieć o migracji zwierząt.jpg

Co satelity mogą powiedzieć o migracji zwierząt2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Juno: zagadka zórz na Jowiszu
Wysłane przez kuligowska w 2017-09-17
Misja Cassini dobiegła właśnie końca. Ale to nie koniec spektakularnych badań planet naszego układu! Naukowcy zajmujący się misją Juno zaobserwowali silną emisję energii ponad biegunowymi obszarami Jowisza. Zjawisko to wiąże się z jasnymi zorzami, które rozwijają się ponad gazowym olbrzymem.
Zespół kierowany przez Barry'ego Mauka z Uniwersytetu Johna Hopkinsa w Maryland zajmował się danymi zbieranymi przez dwa instrumenty znajdujące się na pokładzie okrążającej Jowisza sondy Juno: spektrograf pracujący w zakresie ultrafioletu oraz detektor wysokoenergetycznych cząstek. Zaobserwowano w ten sposób wzorce świadczące o obecności silnych potencjałów elektrycznych ulokowanych wzdłuż pola magnetycznego planety. Przyśpieszają one elektrony znajdujące się w atmosferze Jowisza do energii rzędu 400 000 elektronowoltów. To 10 do 30 razy większe energie niż w przypadku najsilniejszych zórz spotykanych na Ziemi. W przypadku naszej planety nawet najbardziej intensywne zorze związane są z potencjałami o wartościach "zaledwie" kilku tysięcy woltów.
Okazuje się, że to właśnie na Jowiszu mają miejsce najsilniejsze zorze w całym naszym Układzie Słonecznym. Naukowców nie dziwi fakt, że do ich powstania przyczynia się duży potencjał elektryczny. Zaskakujące jest natomiast coś innego: związane z nim jowiszowe zorze występują rzadko -  tylko od czasu do czasu - i nie są wcale najjaśniejsze. Oprócz nich obserwuje się tam także inne, bardziej efektowne zorze. Zdaniem Mauka mogą one być efektem występowania pewnych procesów turbulentnego przyśpieszania cząstek, które są jeszcze słabo zbadane.
Dla naukowców planetarnych Jowisz stanowi idealne labolatorium badań zórz i pokrewnych zjawisk. W jego atmosferze cząstki mogą nabierać ogromnych z naszego punktu widzenia energii. Wszystko to ma wpływ na całe środowisko związne z polem magnetycznym Jowisza. Ale własną magnetosferę posiada także nasza Ziemia. Sondy NASA takie jak Próbniki Van Allena czy MMS (Magnetospheric Multiscale mission) mają za zadanie podobne badania ziemskiej magnetosfery. Obserwuję one m. in. słynne pasy radiacyjne (obszary intensywnego promieniowania otaczającego Ziemię i złożonego z naładowanych cząstek schwytanych w pułapkę przez jej pole magnetyczne). Zbierane przez nie dane mówią nam wiele o pogodzie kosmicznej, pomagają też ochraniać satelity i astronautów przed szkodliwym wpływem promieniowania.
Misja Juno daje nam z kolei całkiem nową skalę porównania tych procesów dla Ziemi i dla dużo masywniejszgo od niej Jowisza. Jednak same zorze na Jowiszu wciąż w dużej mierze stanowią dla świata nauki zagadkę.
 
Czytaj więcej:
•    Cały artykuł
•    Więcej na temat misji Juno (NASA)
•    Misja Juno na Twitterze
•    Więcej o nowych badaniach Jowisza

Źródło: NASA
Na zdjęciu: obraz skomponowany z danych zebranych przez ważny instrument Juno - Ultraviolet Imaging Spectrograph. Widać tu obszary występowania zórz na Jowiszu. Uwydatniono elektrony poruszające się w procesie tak zwanej dyskretnej akceleracji (ang. discrete auroral acceleration.
Źródło: NASA/JPL-Caltech/SwRI/Randy Gladstone
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/juno-zagadka-zorz-na-jowiszu-3586.html

Juno zagadka zórz na Jowiszu.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Wywiad Pulsu – Stanley Chan
Napisany przez Maciej Tadaszak dnia 17/09/2017
Zapewne są wśród Was osoby, które miały okazję przeczytać Problem Trzech Ciał, autorstwa Cixin Liu. Realia i historia Państwa Środka, ukazane w tej książce na pewno wpłyną na zainteresowanie zarówno Chinami, jak i chińskim science-fiction. Przez kilka miesięcy próbowałem dotrzeć do Liu, po dziesiątkach mejli okazało się, że jest on obecnie zbyt zajęty. Temat chińskiego science-fiction jest jednak zbyt interesujący, bo go tak pozostawić. W końcu to w tym kraju obserwujemy to, co działo się z science-fiction w USA w latach czterdziestych, pięćdziesiątych. Wielki boom, moda i nowe, świeże otwarcie.
Stanley Chan, czyli Chen Quifan, jest jednym z ciekawszych młodych autorów w Chinach. Urodzony w 1981 roku Stan niedługo zadebiutuje w USA, gdzie jego powieść „The Waste Tide” wejdzie na rynek nakładem wydawnictwa Tor, które wydało też Cixin Liu, czy Kena Liu. Liczymy oczywiście, że na fali popularności Problemu Trzech Ciał i jemu uda się zadebiutować w naszym kraju. Trochę o sobie, trochę o literaturze, zdecydowanie o Chinach: Stanley Chan.
Maciej Tadaszak (Puls Kosmosu): Jesteś jednym z najważniejszych współczesnych chińskich pisarzy science-fiction. Polscy czytelnicy mogli przeczytać Twoje opowiadania na łamach „Nowej Fantastyki”. Pisanie jest dla Ciebie sposobem na życie, czy po prostu pracą? Niedawno pracowałeś w Google China.
Stanley Chan: Będąc szczerym, pisanie w Chinach nie zapewnia przyzwoitego życia, tylko dzięki publikacjom. Obecnie pracuję jako konsultant w firmach związanych z technologiami. Robię także inwestycje i adaptacje filmowe własnych powieści. Opuściłem Google cztery lata temu. Połowę czasu zajmuje mi pisanie istotnych prac i pism.
MT: Twoja powieść „The Waste Tide” zadebiutuje za kilka miesięcy w USA. Opowiedz nam kilka słów na temat tej książki.
SC: Właściwie to moja debiutancka powieść. Nie mam żadnych oczekiwań. Czuję się bardzo szczęśliwy, że moja książka została przetłumaczona na inny język przez niesamowitego Kena Liu. Jeśli ktoś przeczyta tę bardzo lokalną chińską historię science-fiction i czuje, że jest tego godna… Będę tak bardzo wdzięczny.
Powieść opisuje bliską przyszłość w trzeciej dekadzie tego stulecia. Na wyspie Silicon, w południowych Chinach, która została zbudowana na bazie recyklingu odpadów elektronicznych, zanieczyszczenie spowodowało, że miejsce to nie nadaje się do zamieszkania. Występuje tam nieustanny konflikt, walka, w której potężne rodzime klany, migrujący robotnicy z innych części Chin i elity reprezentujące międzynarodowy kapitalizm walczą o dominację. Mimi, młody robotnik imigrant i „dziewczyna odpadowa” zamieniają się w coś bardzo dziwnego po wielu cierpieniach i zmieniają całą sytuację.

Wpadłem na ten pomysł dzięki mojemu przyjacielowi z mojego rodzinnego miasta – Shantou, które jest małym miasteczkiem w specjalnej strefie ekonomicznej w południowych Chinach. (zaiste małe, około półtora miliona mieszkańców – przyp. autora) Prowadził on wtedy działalność w zakresie recyklingu odpadów elektronicznych. Opowiedział mi o mieście Guiyu, które może być największym centrum recyklingu śmieci na świecie i które znajduje się bardzo blisko mojego rodzinnego miasta. Zrobiłem kilka badań terenowych i byłem zszokowany nędzną sytuacją życiową pracowników i tamtejszych mieszkańców. To był zapalnik do napisania tej powieści. Chcę wprowadzić pewne zmiany z moją niewielką siłą. Chciałabym zrobić więcej.
MT: To pytanie zapewne usłyszałeś milion razy. Dlaczego science-fiction?
SC: Moje pierwsze spotkanie z science-fiction było jeszcze w przedszkolu. Mój tata przynosił mi kilka popularnych czasopism naukowych, takich jak Science Illustrated i Knowledge is Power. W niektórych znajdowały się bardzo klasyczne opowiadania science-fiction, jak „Zaginiony Świat” Arthura Conan Doyle’a. W ten sposób zacząłem czytać science-fiction.
Moimi ulubionymi pisarzami byli Jules Verne, H.G. Wells i Arthur C. Clarke, a moja ulubiona franczyza to Star Trek (Spock rządzi!) mimo, iż kocham oryginalną trylogię Gwiezdnych wojen. Zacząłem pisać opowiadania, gdy byłam w szkole podstawowej, jakoś w pierwszej klasie. Napisałem trochę space opery i dziecinne imitacje Gwiezdnych wojen.
Zachęcała mnie moja rodzina. Najlepszą rzeczą, jaką otrzymałem od niej jest to, że nigdy nie ograniczała mnie w niczym. Poszedłem do biblioteki miejskiej w wieku sześciu lat i przeczytałem wszystko, co mogłem znaleźć. Nie mam prawdziwego mentora i jestem głównie samoukiem w pisaniu. Wydaje się, że moi rodzice nie mieli pojęcia kim mogę zostać, co nie jest podobne do większości innych chińskich rodziców.
MT: Jesteś uważany za reprezentanta „realistycznego” nurtu, trochę mrocznego, trochę cyber-punkowego. Czy to wspólna cecha młodego pokolenia pisarzy?
SC: Młodsze pokolenie chińskich pisarzy science-fiction jest bardzo różnorodne i każdy ma swój własny styl. Tak jak na przykład Feidao skupia się na historycznych alegoriach, Baoshu na podróżach w czasie, Xiajia na feminizmie, a Jiangbo na space operze.
Nigdy nie próbowałem umieścić określonej etykiety lub kategorii w moich pracach. „Realizm science fiction” jest w rzeczywistości kawałkiem kiepskiej frazy. Pomaga mediom interpretować treść, którą próbujemy wyrazić. W porównaniu z tradycyjnym „realizmem”, który wydaje się być źle przystosowany, lub wręcz znieczulony do naszego życia przepełnionego technologią, „realizm science fiction” jest bardziej krytyczny od rzeczywistości i bardziej zdolny do ujawnienia złożonych związków między technologią a współczesnym życiem, a także transformacji indywidualnej i ludzkiej oraz konsekwencji takiej transformacji.
To był stały temat, który ciągle mam na myśli w moich pracach. Na przykład w „Smogu”, który napisałem w 2006 roku, przewidziałam, że Pekin ucierpi z powodu bardzo poważnego zanieczyszczenia powietrza, oraz opisałem efekty na życie ludzi i ich psychologię. Nie chcę jednak nazywać się „pisarzem realistycznym science fiction”. Chciałbym tylko pisać dobre historie, które poruszą czytelników, niezależnie od tego, czy są to „science fiction” czy „realistyczne”.
Etykiety są bardzo ważne dla wydawców, mediów i krytyków, ponieważ działają jak łóżko Prokrusta. Zmuszają pisarzy do szufladkowania tak, że można ich umieścić na półkach w celu ustalenia oczekiwań czytelników. Moim celem zawsze było zaskoczenie czytelnika, nieważne, czy lubi książkę, czy nie.
MT: Gatunek science-fiction jest traktowany w Chinach na poważnie zaledwie od trzech dekad. Wcześniej były to po prostu „opowieści dla dzieci”, które miały pobudzać wyobraźnię i motywować do osiągania sukcesu. Czytałeś tego typu powieści w dzieciństwie?
SC: Tak, dzieła Julesa Verne’a i Arthura C. Clarke miały duży wpływ na mnie, gdy byłem młody. Jak również bardzo znana chińska powieść science-fiction o nazwie „Little Smart Roaming the Future” (小灵通 漫游 未来) opublikowana w 1978 roku. Opisuje optymistyczną przyszłość Chin w 2000 roku z dużą ilością fantazyjnych technologii, utopii pełnej latających samochodów, genetycznej inżynierii roślin i zwierząt, super wydajne życie miejskie. Oczywiście, po latach wiele się sprawdziło. Ale nadal nam to poczucie optymizmu i technologii, które społeczeństwo naprawdę chce, aby dzieci mogły się uczyć.
MT: Pesymizm w science-fiction to właściwie trend globalny. Jak przedstawia się to w Twoim kraju? Co z pisarzami, którzy nie pamiętają już w żaden sposób np. Rewolucji Kulturalnej?
SC: W moich pracach nigdy nie próbowałem świadomie myśleć o politycznych lub społecznych metaforach. Piszę o aspektach życia w Chinach, których doświadczam i które obserwuję Niektóre z nich są dobre, niektóre złe. Często jestem zaskoczony tym, jak krytycy potrafią czytać więcej słów w moich opowieściach. Słów, o których nawet nie myślałem. Od czytelników często dostaję przekaz zwrotny na podstawie ich uczuć. Na przykład, po opublikowaniu „Roku Szczura” wielu studentów wysłało w Internecie mówiąc, że uważają tę książkę za moją najlepszą, bo wyrażała rodzaj bezradności i zmieszania na temat przyszłości, którą odczuwali.
Myślę, że jedną z najważniejszych cech pisarza jest wrażliwość: zdolność wychwytywania dziwności w życiu codziennym. Jest to szczególnie ważne we współczesnych Chinach, gdzie łatwo można zgubić w kalejdoskopie, ciągle zmieniającym się zgiełku życia i ostatecznie stracić tę wrażliwość.

MT: Spekulacje na temat historii, jej zagrożeń i szans jest rdzeniem science-fiction. Jak więc widzisz przyszłość Chin? To kraj sukcesu ekonomicznego, okupionego jednak wieloma ofiarami.
SC: Ostatnio przeczytałem książkę  Yuvala Noah Harariego  ” Homo Deus – krótka historia jutra”. Z perspektywy pisarza science fiction nie wnosi wiele nowego, ale cały materiał był bardzo dobrze przygotowany, aby wspierać jego punkt wyjścia, czyli tezę, że nasza przyszłość to „de-antropocentryzm”. Bez względu na to, czy mówimy o cyborgach czy AI, musimy nauczyć się przyzwyczajać do świata, w którym ludzie nie są już bohaterami, ale odgrywają rolę wspierającą. Właśnie o tym dużo myślę.
Jeśli chodzi o Chiny, tempo chińskiego społeczeństwa przyspieszyło w ciągu ostatnich dziesięcioleci, wydaje się, że ostatnio trochę spowolniło, ale nadal jest imponujące. W ciągu naszego życia zobaczymy wiele zmian: technologia, gospodarka, kultura, struktura społeczna i etyka. Ludzie czują się zaniepokojeni tym zmianom, trudno za nimi nadążyć. Jako pisarze science-fiction i i innowatorzy, jesteśmy dobrzy w symulacji różnych scenariuszy w kontekście „co jeśli” i spekulacjami nimi. Czujemy się czasem zdrętwiali, gdy stajemy wobec zmian, których wielokrotnie doświadczyliśmy  w świecie fikcyjnym.
Tak trudno podsumować przyszłe Chiny jednym prostym założeniem. Chiny są zbyt duże i niezrównoważone we wszystkich dziedzinach. Z najbardziej rozwiniętych mega-miast, takich jak Pekin, Szanghaj czy Shenzhen, do bardziej wiejskich prowincji północno-zachodnich, to jak inne planety. Jednej rzeczy możemy być pewni, Chińczycy bardzo dobrze przystosowują się do nowych technologii, bez względu na to, czy to Internet, smartfony czy VR, AR, AI, mogą bez problemu używać ich wszystkich do prowadzenia działalności gospodarczej lub by poprawiać jakość życia. Ale nastąpią konflikty między państwem totalitarnym, a samorealizacją jednostek, a napięcie zostanie zbudowane i unicestwione na platformie aplikacji technologicznych.
MT: Cóż, mówiąc o kapitalizmie. Do czego może nas doprowadzić jego skrajna forma, która ujawnia się w wielu częściach świata? Mając mnóstwo jedzenia wokół, nie trzeba budować elektrowni jądrowych.
SC: Cóż, już to robimy. W Shenzen mamy ogromny kompleks elektrowni jądrowych.
MT: Polscy czytelnicy mieli okazję przeczytać Problem Trzech Ciał, Cixin Liu. Czy uważasz to za naprawdę dobrą powieść? Mnie przypominała współczesną wersję Wojny Światów, z dodatkiem problemów współczesnej fizyki.
SC: Problem Trzech Ciał jest najlepszym chińskim science-fiction, nawet najlepszym światowym od lat. Jest to rezonacja złotego wieku. Pasja i heroiczny duch odkrywania głębokiej przestrzeni i wyprawy na dalekie granice kosmosu. Gorąco polecam każdemu czytelnikowi, jeśli masz szansę ją przeczytać.
MT: Gdy czytałem Problem Trzech Ciał czułem inny punkt widzenia, swego rodzaju świeżość, głównie właśnie z powodu Chin. Jakie są jednak podstawowe różnice między chińską, a zachodnią literaturą?
SC: Literatura science-fiction każdej kultury musi mieć własne cechy, odzwierciedlające jego język i kulturę. Największą cechą charakterystyczną Chin jest drastyczna transformacja i pęknięcia między różnymi formami społecznymi. Przez sto lat Chiny doświadczyły postępów, które na Zachodzie trwały przez wiele wieków. Od końca dynastii Qing do Republiki Chin, do założenia Chińskiej Republiki Ludowej, nauki z Związku Radzieckiego, reformy i otwarcia, każdy ten etap trwał zaledwie około kilku dekad. Jest coś bardzo z science-fiction i bardzo fantastycznego w tej bardzo drastycznej transformacji społecznej. W podstawowej warstwie, gleba wiejskich Chin nadal tam jest, a nie dokładnie zmyta. Doprowadziło to do współistnienia wielu różnych warstw społeczeństwa, które najlepiej nadają się na przestawienie w science-fiction.

Mówi się, że jest to złoty wiek chińskiego science-fiction. Odpowiedź brzmi tak i nie.
Z jednej strony mamy zwycięzców Nagrody Hugo i ogromny kapitał poszukujący dobrego science-fiction dla adaptacji filmowych. Najwyraźniej możemy dotrzeć do szerszego rynku i być bardziej wpływowym nie tylko w Chinach, ale na arenie międzynarodowej. Rząd uważa, że science-fiction jest wartościowym eksportem kulturalnym.

Myślę, że szerszym tłem jest wzrost Chin jako całości, polityki, gospodarki i kultury; odgrywa ona coraz ważniejszą rolę. Kiedy ogólna siła polityczna i gospodarcza osiągnie pewien poziom, naród będzie zazwyczaj poszukiwał eksportu kulturowego. W przeszłości deficyt w handlu kulturowym Chin był dość oczywisty; mieliśmy bardzo mało eksportu kulturowego. Ma to również związek z ryzykiem i szczęściem. Ken Liu odgrywał kluczową rolę. Mieliśmy szczęście mieć tłumacza takiego jak on, który posiada znajomość języka angielskiego i chińskiego, a który nie tylko zna, ale także interesuje się science-fiction.

Z drugiej strony nie mamy solidnej bazy pisarskiej w porównaniu z Ameryką czy Europą. Nasi czytelnicy mają wąskie gusta i umysły, jeśli chodzi o science-fiction. Nasz przemysł filmowy nie jest gotowy do produkcji tego typu filmów. Pieniądze mogą zwiększyć przemysł, ale może w końcu zniszczyć pasję. Ponieważ jesteśmy jeszcze młodzi, droga przed nami jest jeszcze długa.

MT: Socjalizm w Chinach istnieje obecnie tylko na papierze. Czy to, jak ten system wygląda, a jak nazywa go rząd, nie tworzy jakiejś dziwnej hybrydy? Wiesz, podział świata na kapitalistyczny, socjalistyczny i system chiński?
SC: Można nazwać to socjalizmem z chińskimi cechami, czy typowym kapitalizmem; ale myślę, że każdy wie, co to jest w rzeczywistości. Jeśli chodzi o przyszłość, to naprawdę trudno powiedzieć. Nie będzie prawdopodobnie sansary, gdzie wracamy do czasów planowanej gospodarki, co pociąga za sobą redystrybucję mienia. W tym procesie osoby znajdujące się na dnie społecznej kasty prawdopodobnie odczują korzyści, uzyskując pewien stopień zabezpieczenia społecznego. Ale klasa średnia będzie czuć się eksploatowana i nie ma poczucia bezpieczeństwa. Byłby to proces ponownego przetasowania.
MT: Jakie są Twoje plany wydawnicze? Czy słyszałeś może o zainteresowaniu ze strony naszych rodzimych wydawców?
SC: Piszę sequel do „The Waste Tide”, a także kilka opowiadań i powieści. Od wyspy do miasta, sequel ten pokaże pojęcie eskalacji. Hongkong może być jego bazą, gdyż jest bardzo interesujący, jako typowe miejsce postkolonialne. Ale muszę to przemyśleć, ponieważ już było wiele powieści, które wykorzystywały Hongkong jako tło. Muszę wypracować, jak produkować coś nowego. Jeszcze nie słyszałem o żadnych wiadomościach od polskiego wydawnictwa, ale teraz mamy wydawców z USA, Wielkiej Brytanii, Niemiec, a hiszpański wydawca jest już w drodze. Byłoby wspaniale, gdybyśmy mieli polskie wydanie.
http://www.pulskosmosu.pl/2017/09/17/wywiad-pulsu-stanley-chan/

 

Wywiad Pulsu – Stanley Chan.jpg

Wywiad Pulsu – Stanley Chan2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Niebo w trzecim tygodniu września 2017 roku
2017-09-17. Ariel Majcher
W piątek 22 września o godzinie 22:01 naszego czasu Słońce przetnie równik niebieski w drodze na południe i tym samym na północnej półkuli Ziemi zacznie się astronomiczna jesień, zaś na półkuli południowej – astronomiczna wiosna. Tego samego dnia na półmetku znajdzie się proces skracania się dnia na naszej półkuli, który potrwa jeszcze trzy miesiące, do przesilenia zimowego 21 grudnia. Pierwszy dzień jesieni/wiosny zwany jest równonocą, jednak ze względu na refrakcję atmosferyczną, powodującą pozorne podniesienie ciał niebieskich, znajdujących się blisko linii horyzontu, prawdziwe zrównanie dnia z nocą będzie miało miejsce dopiero w przyszłym tygodniu, w poniedziałek 25 września. Z tego samego powodu na południowej półkuli faktyczna równonoc zdarzy się 19 września.
Dwa dni przed pierwszym dniem jesieni Księżyc przejdzie przez nów, mijając wcześniej widoczne rano trzy planety grupy ziemskiej oraz najjaśniejszą gwiazdę Lwa, Regulusa. Wszystkie te ciała na kilkadziesiąt minut znikną za tarczą Srebrnego Globu, lecz żadne z tych zakryć nie będzie widoczne z Polski. Najbliżej będziemy mieli do zakrycia Regulusa, którego północna granica przetnie Turcję, Grecję i Sycylię, przechodząc tuż na południe od koniuszka włoskiego buta, z brzegówką m.in. w stolicy Tunezji. W drugiej części tygodnia Księżyc pojawi się na niebie wieczornym, na którym zbliży się dość mocno do Saturna. Przez całą noc można obserwować dwa ostatnie gazowe olbrzymy Układu Słonecznego, a także wciąż jaśniejącą mirydę χ Cygni.
Koniec drugiej dekady września będzie atrakcyjny dla osób, które zdecydują się/muszą wstawać rano, zanim jeszcze na nieboskłonie pojawi się Słońce. A w tym tygodniu szczególnie warto wstać przed świtem, gdyż wtedy niezbyt wysoko nad wschodnim widnokręgiem widoczne są wszystkie planety grupy ziemskiej, a niedaleko nich przejdzie Księżyc w fazie bardzo cienkiego sierpa. Zatem warto szykować aparaty i wyczekiwać dobrej pogody.
Pierwsza nad widnokręgiem pojawia się planeta Wenus, która wyłania się spod horyzontu przed godziną 4 i półtorej godziny później wznosi się na wysokość prawie 15°. W poniedziałek 18 września minie ją naturalny satelita Ziemi, w fazie 5%. Około godz. 5:20 oba ciała Układu Słonecznego oddzieli dystans 2,5 stopnia. Wcześniej dojdzie do zakrycia planety przez Księżyc, a będzie to można zobaczyć m.in. z: Australii, Nowej Zelandii, Nowej Kaledonii, prawie całej Nowej Gwinei i Indonezji (zakrycie dzienne) oraz z Sumatry i oceanu na zachód od niej (zakrycie przed wschodem Słońca). Obserwując Księżyc w tym samym momencie, co Wenus, jeszcze bliżej niego znajdzie się gwiazda Regulus (północna krawędź Księżyca znajdzie się mniej niż 14 minut kątowych na południe od niej). Jak już pisałem najjaśniejsza gwiazda Lwa również zniknie za tarczą Srebrnego Globu. Tym razem zjawisko będzie można obserwować m.in. z: południowo-zachodniej Azji – zakrycie dzienne – oraz północno-wschodniej Afryki i południowo-wschodnich krańców Europy – zakrycie przed świtem). Wenus świeci obecnie blaskiem -3,9 wielkości gwiazdowej, przy tarczy o średnicy 11″ i fazie 89%.
O tej samej porze nieco ponad 8° na wschód od Księżyca znajdzie się para planet Merkury-Mars. Te planety Srebrny Glob minie kilkanaście godzin później, a gdy pojawi się on nad widnokręgiem po godzinie 5 już we wtorek 19 września (planety pojawią się nad nim odpowiednio 15, Mars i 25, Merkury, minut wcześniej) minie już obie planety i ujrzymy go odpowiednio 3° oraz 5° od Merkurego i Marsa. Zakrycie obu planet będzie widoczne z północnej części Pacyfiku, z tym, że zakrycie Marsa praktycznie niewidoczne z obszarów zamieszkanych przez ludzi (zakrycie dzienne widoczne w Ekwadorze, Kolumbii, Peru, na Wyspach Galapagos i na Hawajach), natomiast zakrycie Merkurego widoczne będzie z Filipin, Tajwanu i wschodnich Chin. Mars wciąż świeci słabo, jego jasność, to +1,8 magnitudo, przy tarczy o średnicy niecałych 4″ i fazie 99%. Merkury jest znacznie jaśniejszy. Do końca tygodnia jasność planety urośnie do -1,2 wielkości gwiazdowej, przy tarczy wielkości 5,5 sekundy kątowej i fazie 88%. Szczegóły w poniższej tabeli:
Prawie dokładnie w środku tygodnia, w środę 20 września o godz. 7:30 Księżyc przejdzie przez nów, a ponieważ o tej porze doby nachylenie ekliptyki do widnokręgu jest niekorzystne, to na niebie wieczornym Srebrny Glob pojawi się dopiero 2,5 dnia później, w piątek 22 września. Tego wieczora godzinę po zachodzie Słońca tarcza Księżyca zajmie pozycję na wysokości niecałych 2°, przy tarczy oświetlonej w 7%.
Weekend Księżyc spędzi w gwiazdozbiorze Wagi. W sobotę 23 września o tej samej porze Księżyc wzniesie się na wysokość 5°, a jego sierp urośnie do 13%. Tego wieczora Księżyc odwiedzi gwiazdozbiór Wagi i w odległości 5° na godzinie 8 względem niego ujrzeć będzie można gwiazdę Zuben Elgenubi. Dobę później Srebrny Glob znajdzie się 3° wyżej i nieco bardziej na wschód. Jego faza urośnie do 20%, a znajdzie się on na linii, łączącej gwiazdę Zuben Eschamali, czyli gwiazdę Wagi, oznaczaną na mapach nieba grecką literą β z Dschubbą, czyli gwiazdą Skorpiona, oznaczanej na mapach nieba grecką literą δ. Do pierwszej z wymienionych gwiazd Księżycowi zabraknie ponad 6°, zaś do drugiej – 4° więcej.
W niedzielę 24 września nieco mniej niż 30° na wschód od Księżyca widoczna będzie planeta Saturn, która w zeszły piątek pochłonęła badającą ją ponad 13 lat sondę Cassini. Niestety wszystko działo się za daleko od Ziemi, a rozmiary sondy były zbyt małe na to, żeby coś było widać z naszej planety. Saturn coraz bardziej oddala się od Ziemi i jego jasność spadła do +0,5 wielkości gwiazdowej, natomiast średnica tarczy planety zmniejszyła się do 16″. Maksymalna elongacja Tytana (tym razem zachodnia) przypada w sobotę 23 września.
Miryda χ Cygni najwyżej nad widnokręgiem – na wysokości ponad 70° – znajduje się około godziny 20:30, czyli tuż po rozpoczęciu się nocy astronomicznej. Do jej końca – około godz. 4:30 – gwiazda przesunie się prawie dokładnie nad punkt NW widnokręgu, jednocześnie obniżając się na wysokość 10°. Zatem przez jest dostępna obserwacjom przez 8 godzin, a nawet więcej, gdyż widno nie robi się u nas zbyt szybko. Jasność gwiazdy urosła już do +5,5 magnitudo, a więc jest ona jaśniejsza od Urana, a w tym tygodniu w jej obserwacjach nie będzie przeszkadzał bliski nowiu Księżyc.
Przez całą noc astronomiczną oprócz mirydy χ Cygni można obserwować planety Neptun i Uran. Pierwsza z planet oddala się od opozycji, ale wciąż jest widoczna bardzo dobrze na tle gwiazdozbioru Wodnika. Do końca tygodnia Neptun zbliży się do gwiazdy λ Aquarii na 46 minut kątowych i jednocześnie do gwiazdy 78 Aquarii na dwie minuty mniej. Neptun wędruje obecnie tuż na południe od podstawy trójkąta, mającego wierzchołki w dwóch już wymienionych gwiazdach (wierzchołek zachodni i północny) oraz w gwieździe HIP113231 (wierzchołek wschodni). Neptun świeci blaskiem +7,8 magnitudo, a na bokach wspomnianego trójkąta znajdują się jeszcze dwie gwiazdy o porównywalnej z nim jasności.
Druga z planet świeci na tle gwiazdozbioru Ryb, niedaleko granicy z gwiazdozbiorem Barana. Uran powoli oddala się od gwiazdy o Psc. Do końca tygodnia dystans między tymi ciałami niebieskimi urośnie do 67′. Blask siódmej planety Układu Słonecznego jest większy o 2 magnitudo od jasności Neptuna i wynosi +5,7 wielkości gwiazdowej.
http://news.astronet.pl/index.php/2017/09/17/niebo-w-trzecim-tygodniu-wrzesnia-2017-roku/

Niebo w trzecim tygodniu września 2017 roku.jpg

Niebo w trzecim tygodniu września 2017 roku2.jpg

Niebo w trzecim tygodniu września 2017 roku3.jpg

Niebo w trzecim tygodniu września 2017 roku4.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Koniec misji CRS-12
2017-09-18. Krzysztof Kanawka
Zakończyła się misja CRS-12. Kapsuła Dragon bezpiecznie wodowała u wybrzeży Kalifornii.
Bezzałogowa misja zaopatrzeniowa CRS-12 rozpoczęła się 14 sierpnia o godzinie 18:31 CEST. Po 9 minutach i 14 sekundach lotu kapsuła Dragon znalazła się na orbicie. Po tym locie firmie SpaceX udało się również odzyskać pierwszy stopień, który wylądował na stanowisku Landing Zone-1 w odległości 15 kilometrów od platformy startowej LC-39A.
Półtora dnia po starcie kapsuła Dragon została przyłączona do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Dragon dostarczył 2910 kg ładunku do Stacji, z czego 1652 kg umieszczono w sekcji hermetycznej kapsuły, a 1258 kg w “bagażniku” pojazdu. Oprócz żywności i innych zapasów dla załogi ISS Dragon dostarczył także kilka różnych eksperymentów naukowych.
Miesiąc później, siedemnastego września zamknięto włazy pomiędzy Dragonem a Stacją. Na pokładzie Dragona umieszczono ponad 1720 kg próbek naukowych, zużytych części zamiennych oraz innych niepotrzebnych przedmiotów. Wodowanie u wybrzeży Kalifornii nastąpiło o godzinie 16:14 CEST.
Kolejna misja kapsuły Dragon jest planowana na koniec grudnia 2017. W misji CRS-13 zostanie wykorzystana kapsuła Dragon, która już wcześniej wykonała na orbitę. Misja tej kapsuły jest zaplanowana na około 30 dni.
(PFA, NSF)
http://kosmonauta.net/2017/09/koniec-misji-crs-12/

Koniec misji CRS-12.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×
© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2017)