Skocz do zawartości
Paweł Baran

Astronomiczne Wiadomości z Internetu

Rekomendowane odpowiedzi

Metaliczność gwiazd a orbity ich planet
Napisany przez Radosław Kosarzycki dnia 10/01/2018
Astronomowie pracujący na danych SDSS (Sloan Digital Sky Survey) odkryli, że skład chemiczny gwiazdy może w nieoczekiwany sposób wpływać na jej układ planetarny – odkrycie było możliwe dzięki trwającemu przeglądowi SDSS gwiazd obserwowanych przez teleskop Kepler i może powiększyć zakres naszej wiedzy o formowaniu i ewolucji planet pozasłonecznych.
„Bez tych szczegółowych i precyzyjnych pomiarów zawartości żelaza w gwiazdach, nigdy byśmy tej zależności nie odkryli” mówi Robert Wilson, doktorant na Uniwersytecie Wirginii i główny autor artykułu opisującego wyniki badań.
Zespół badaczy zaprezentował dzisiaj swoje wyniki podczas spotkania AAS w National Harbor w stanie Maryland. Wykorzystując dane z przeglądu SDSS, badacze odkryli, że gwiazdy o wyższej zawartości żelaza zazwyczaj posiadają planety znajdujące się na orbitach stosunkowo bliskich gwiazdy macierzystej – często z okresem orbitalnym krótszym niż 8 dni – podczas gdy gwiazdy z mniejszą ilością żelaza zazwyczaj charakteryzują się planetami o dłuższym okresie obiegu. Dalsze badania tego efektu mogą pomóc nam zrozumieć różnorodność pozasłonecznych układów planetarnych w naszej galaktyce i rzucić nowe światło na to dlaczego znajdujemy planety tam gdzie je znajdujemy.
Historia planet krążących wokół gwiazd podobnych do Słońca zaczyna się w 1995 roku, kiedy to zespół astronomów odkrywa pojedynczą planetę krążącą wokół gwiazdy podobnej do Słońca, oddalonej od Ziemi o 50 lat świetlnych. Tempo odkryć wzrosło w 2009 roku, kiedy to NASA wyniosła w przestrzeń kosmiczną teleskop Kepler zaprojektowany właśnie do poszukiwania planet pozasłonecznych. W ciągu swojej czteroletniej misji głównej, kosmiczny teleskop Kepler monitorował tysiące gwiazd jednocześnie, rejestrując niewielkie spadki jasności gwiazd, które mogły wskazywać na przechodzenie planet na le tarczy swojej gwiazdy macierzystej. Dzięki temu, że Kepler patrzył na e same gwiazdy przez lata, widział jak wielokrotnie pojawiały się tam te same planety, tym samym był w stanie zmierzyć ich okresy orbitalne. Takie informacje pozwalają nam określić odległość między gwiazdą a planetą – planety krążące po ciasnych orbitach charakteryzują się krótszym okresem orbitalnym. Dzięki Keplerowi liczba egzoplanet o znanych okresach orbitalnych wzrosła znacząco – od 400 w 2009 roku do ponad 3000 obecnie.
Chociaż Kepler był doskonale przystosowany do odkrywania planet pozasłonecznych, nie był on przeznaczony do badania składu chemicznego gwiazd, wokół których te planety krążą. Tę wiedzę posiadamy dzięki eksperymentowi APOGEE (Apache Point Observatory Galactic Evolution Experiment), w ramach którego zbadano widma setek tysięcy gwiazd w całej Drodze Mlecznej.
„Wszystkie gwiazdy podobne do Słońca składają się głównie w samego wodoru, ale niektóre zawierające więcej żelaza niż inne” mówi Johaanna Teske z Carnegie Institution for Science, członkini zespołu badawczego. „Ilość żelaza w gwieździe  stanowi istotną wskazówkę co do tego jak ona powstała i jak będzie ewoluowała”.
Łącząc dane z tych dwóch źródeł – okresy orbit  z Keplera oraz skład chemiczny gwiazd z APOGEE – astronomowie odkryli związek między gwiazdami bogatymi w żelazo a ich układami planetarnymi.
„Wiedzieliśmy, że zawartość żelaza w gwieździe będzie istotna dla ewolucji gwiazdy” mówi Teske. „Ze zdumieniem odkryliśmy, że ma ona także wpływ na ewolucję jej układu planetarnego”.
Zaprezentowane dzisiaj prace bazują na wcześniejszych badaniach Gijsa Muldersa z Uniwersytetu w Arizonie, który wykorzystywał większą, ale mniej precyzyjną próbkę widm z projektu LAMOST-Kepler (LAMOST, Large-Area Multi-Object fiber Spectroscopic Telescope).  Mulders wraz ze współpracownikami odkrył podobny trend – bliższe planety krążyły wokół gwiazd o wyższej zawartości żelaza – jednak nie udało mu się ustalić krytycznego okresu o długości ośmiu dni.
„Dobrze jest zobaczyć niezależne potwierdzenie trendu, który odkryliśmy w 2016 roku” mówi Mulders. „Identyfikacja krytycznego okresu dowodzi tego, że teleskop Kepler jest prawdziwą skarbnicą wiedzy”.
Szczególnie zdumiewający w nowych wynikach jest fakt, że bogatsze w żelazo gwiazdy mają tylko około 25 procent więcej żelaza niż inne gwiazdy w próbce. „To tak jakby dodać 1/8 łyżeczki soli więcej do babeczek, które potrzebują według przepisu pół łyżeczki soli. Sam wciąż zjadłbym taką babeczkę” dodaje. „To doskonale pokazuje jak nawet niewielkie zmiany składu chemicznego gwiazd mogą mieć istotny wpływ na układy planetarne”.
Jednak nawet w świetle tego nowego odkrycia, astronomowie wciąż mają wiele odpowiedzi do odkrycia. Wciąż nie wiadomo w jaki sposób formują się i ewoluują planety o rozmiarach Ziemi lub niewiele większe. Czy gwiazdy bogate w żelazo umożliwiają powstawanie planet o krótszych orbitach czy też może wokół nich planety powstają dalej od gwiazdy, a z czasem zbliżają się do niej? Wilson wraz ze współpracownikami ma na dzieję na współpracę z innymi astronomami w zakresie tworzenia nowych modeli dysków protoplanetarnych, które mogłyby umożliwić przetestowanie tych dwóch teorii.
Źródło: SDSS
http://www.pulskosmosu.pl/2018/01/10/metalicznosc-gwiazd-a-orbity-ich-planet/

Metaliczność gwiazd a orbity ich planet.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Odlano pierwsze segmenty zwierciadła głównego ELT
2018-01-10. Redakcja AstroNETu
Sześć pierwszych heksagonalnych segmentów do głównego zwierciadła Ekstremalnie Wielkiego Teleskopu zostało odlanych przez niemiecką firmę SCHOTT w fabryce w Mainz. Będą stanowić część 39-metrowego zwierciadła głównego ELT składającego się z 798 elementów. ELT będzie największym teleskopem optycznym na świecie. Pierwsze światło uzyska w 2024 roku.
39-metrowe zwierciadło główne Ekstremalnie Wielkiego Teleskopu będzie zdecydowanie największym wykonanym kiedykolwiek dla teleskopu optycznego/podczerwonego. Taki gigant jest zbyt duży do wykonania z jednego fragmentu szkła, w związku z tym będzie  składać się z 798 sześciokątnych elementów mierzących po 1,4 metra i grubych na około 5 centymetrów. Segmenty będą działać razem jako jedno olbrzymie zwierciadło, aby zbierać dziesiątki milionów razy więcej światła niż ludzkie oko.
Marc Cayrel, kierownik optomechaniki ELT w ESO, był obecny podczas pierwszych odlewów: „To było cudowne uczucie widzieć, jak pierwsze segmenty zostały z sukcesem odlane. To ważny etap dla ELT!”
Podobnie jak blank zwierciadła wtórnego teleskopu, segmenty zwierciadła głównego ELT są wykonane z materiału ceramicznego Zerodur© o niskiej rozszerzalności przez firmę SCHOTT. ESO przyznało niemieckiej firmie kontrakty na wyprodukowanie blanków pierwszych czterech zwierciadeł ELT (znanych jako M1 do M4, przy czym M1 oznacza zwierciadło główne).
Odlanie pierwszych segmentów jest ważne, ponieważ pozwala inżynierom z firmy SCHOTT na sprawdzenie i zoptymalizowanie procesu produkcyjnego oraz związanych z tym narzędzi i procedur.
Odlanie pierwszych sześciu segmentów jest ważnym etapem, ale czeka nas jeszcze długa droga —łącznie potrzeba będzie odlać i wyszlifować ponad 900 segmentów (798 dla zwierciadła głównego plus 133 zapasowych). Po uzyskaniu pełnej prędkości produkcja będzie odbywać się w tempie jednego segmentu dziennie.
Po odlaniu, blanki segmentów zwierciadła przejdą proces powolnej sekwencji ochładzania i ogrzewania, a następnie zostanie im nadany właściwy kształt i będą wyszlifowane z precyzją 15 nanometrów na całej powierzchni optycznej. Nadawanie kształtu i szlifowanie zostaną wykonane przez francuską firmę Safran Reosc, która będzie odpowiedzialna także za dodatkowe testy.
https://news.astronet.pl/index.php/2018/01/10/odlano-pierwsze-segmenty-zwierciadla-glownego-elt/

Odlano pierwsze segmenty zwierciadła głównego ELT.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Otrzymaliśmy kolejne niezwykłe zdjęcia Jowisza
autor: John Moll (10 Styczeń, 2018)
Warta miliard dolarów sonda kosmiczna Juno dostarczyła nam fascynujące zdjęcia podczas kolejnego przelotu nad planetą Jowisz. Fotografie zostały wykonane ze stosunkowo niewielkiej odległości, dzięki czemu możemy się dokładnie przyjrzeć charakterystycznym chmurom, które posiadają nietypową barwę - począwszy od białej i brązowej aż po niebieski.
16 grudnia, sonda Juno wykonała 10. bliski przelot nad Jowiszem. Aparatura badawcza potrzebuje 53,5 dnia, aby wykonać pełen obieg wokół gazowego giganta. Z pomocą swojego instrumentu JunoCam, sonda zrobiła wiele zdjęć, które zostały przesłane na Ziemię i udostępnione w sieci. Część z nich została wykonana na wysokości kilkunastu tysięcy kilometrów nad powierzchnią atmosfery Jowisza.
Zdjęcia są przetwarzane pod względem kolorystycznym przez internautów, aby można było łatwiej dostrzec niezwykłe i bardzo różnorodne wzory w jowiszowej atmosferze. Co ciekawe, niektóre burze na Jowiszu posiadają większą średnicę od Ziemi. Powstała również ciekawa animacja składająca się z 20 fotografii, które obrazują lot sondy Juno nad gazową planetą.
Misja kosmiczna może dobiec końca w lipcu 2018 roku, gdy sonda wykona 12. przelot nad Jowiszem. Maszyna może wtedy skończyć dokładnie tak jak sonda Cassini, czyli poprzez wejście w atmosferę planety, gdzie ulegnie zniszczeniu. Jednak agencja NASA może również podjąć decyzję o przedłużeniu misji, jeśli uzna, że sonda Juno jest w dobrym stanie technicznym.
http://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/otrzymalismy-kolejne-niezwykle-zdjecia-jowisza

Otrzymaliśmy kolejne niezwykłe zdjęcia Jowisza.jpg

Otrzymaliśmy kolejne niezwykłe zdjęcia Jowisza 2.jpg

Otrzymaliśmy kolejne niezwykłe zdjęcia Jowisza 3.jpg

Otrzymaliśmy kolejne niezwykłe zdjęcia Jowisza 4.jpg

Otrzymaliśmy kolejne niezwykłe zdjęcia Jowisza 5.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dlaczego galaktyki przestają tworzyć nowe gwiazdy?
Wysłane przez nowak w 2018-01-10

Astronomowie z Sloan Digital Sky Survey (SDSS) przedstawiają zaskakującą nową odpowiedź na to ważne pytanie: informacje zwrotne od supermasywnych czarnych dziur wyjaśniają blokowanie tworzenia gwiazd, nawet w najmniejszych galaktykach.
Wyniki przedstawione na czwartkowym spotkaniu Amerykańskiego Towarzystwa Astronomicznego (AAS) w National Harbor w stanie Maryland, a wkrótce opublikowane w miesięczniku Royal Astronomical Society, stanowią duży krok naprzód w zrozumieniu tego, w jaki sposób galaktyki karłowate – jedne z najmniejszych we Wszechświecie – zapobiegają tworzeniu się gwiazd.
„Galaktyki karłowate przewyższają swoją liczebnością galaktyki, takie jak na przykład Droga Mleczna, w stosunku pięćdziesiąt do jednego. Jeżeli chcemy więc opowiedzieć całą historię galaktyk, musimy zrozumieć, jak działają galaktyki karłowate” – mówi Samantha Penny z Instytut Kosmologii i Grawitacji Uniwersytetu Portsmouth oraz główny autor badania.
W każdej galaktyce gwiazdy powstają, gdy obłoki gazu zapadają się pod wpływem siły grawitacji. Jednak nie dzieje się to wiecznie – w pewnym momencie formacja gwiazd w galaktyce zostaje zakończona. Powody tego mogą być różne w różnych galaktykach. Czasami galaktyka po prostu wyczerpuje się z gazu, zużywając swoje paliwo do wytwarzania gwiazd. Czasami gaz nagrzewa się tak bardzo, że wzbudzony zapada się w nowe gwiazdy. Czasami gaz jest wyciągany z galaktyki poprzez oddziaływanie grawitacyjne z pobliską galaktyką.
Czasami sprawcą jest czarna dziura. Większość galaktyk posiada supermasywną czarną dziurę w swoim centrum, a zrozumienie połączeń między nią a resztą galaktyki było od lat ważnym obszarem badań astronomów. Osiemnaście miesięcy temu astronomowie SDSS odkryli nowy sposób, w jaki galaktyczne czarne dziury mogą wyłączać tworzenie się gwiazd, który nazwali "czerwonym gejzerem”.
To odkrycie stało się możliwe dzięki przeglądowi SDSS Mapping Nearby Galaxies (MaNGA) w Apache Point Observatory. Podczas, gdy większość poprzednich przeglądów postrzegało każdą galaktykę jako pojedynczy byt, MaNGA tworzy szczegółowe mapy siedemnastu galaktyk jednocześnie, oglądając szczegółowo każdą galaktykę od jej centrum aż po brzegi. Taka strategia obserwacji umożliwia odkrycia, które łączą centralną czarną dziurę z resztą galaktyki.
Czerwony gejzer powstaje w wyniku opadania gazu do galaktycznej centralnej czarnej dziury. Gdy gaz opada, nagrzewa się do milionów stopni i jasno świeci. Gaz napędza również potężne wiatry, rozdmuchiwane wewnątrz reszty galaktyki z prędkością 1600 km/s. Kevin Bundy, główny badacz MaNGA z University of California Santa Cruz, wyjaśnia pochodzenie tego terminu: „nazwaliśmy te właściwości ‘czerwonymi gejzerami’, ponieważ sporadyczne wybuchy wiatru przypominają nam gejzer i dlatego, że koniec formowania się gwiazd pozostawił galaktykę tylko z czerwonymi gwiazdami”.
„Kiedy po raz pierwszy odkryliśmy czerwone gejzery, myśleliśmy, że można je znaleźć jedynie w większych galaktykach. Już wcześniej widzieliśmy aktywne czarne dziury w galaktykach karłowatych, ale nigdy nie byliśmy w stanie zobaczyć ich w akcji. Dzięki MaNGA możemy teraz zobaczyć ich efekty w całej galaktyce. I możemy to zrobić dla bardzo wielu galaktyk jednocześnie” – mówi Penny.
W ciągu prawie trzech lat działalności MaNGA widział galaktyki wszelkiego rodzaju, od karłowatych po olbrzymie, w tym ponad 300 galaktyk karłowatych. Ku wielkiemu zaskoczeniu, Penny i jej zespół znaleźli czerwone gejzery w około dziesięciu procentach galaktyk karłowatych.
Jak wyjaśnia Karen Masters, członek zespołu University of Portsmouth i Haverford College – odkrycie to pokazuje, że nawet pojedyncze galaktyki karłowate mogą przestać tworzyć gwiazdy, jeżeli zawierają aktywną supermasywną czarną dziurę.
Odkrycie to nie byłoby możliwe bez danych z przeglądu MaNGA, zarówno dzięki jego niewiarygodnym szczegółom jak i zdolności widzenia tak wielu galaktyk w tak krótkim czasie. Projekt MaNGA zaobserwował już więcej galaktyk karłowatych, niż jakikolwiek inny wcześniejszy przegląd z takim samym poziomem szczegółowości, i będzie kontynuowany przez następne dwa lata. Przegląd może ujawnić wiele więcej niespodzianek dotyczących naszego Wszechświata.
Opracowanie:
Agnieszka Nowak
Więcej:
Winds of change: Supermassive black holes can overpower even the smallest galaxies
Źródło: SDSS
Na zdjęciu: Jedna z galaktyk karłowatych, w której zespół SDSS znalazł czerwony gejzer. Jego czerwony kolor pokazuje, że nowe gwiazdy już nie są tworzone. Źródło: Samantha Penny (Institute of Cosmology and Gravitation, University of Portsmouth) i współpraca SDSS.
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/dlaczego-galaktyki-przestaja-tworzyc-nowe-gwiazdy-4036.html

Dlaczego galaktyki przestają tworzyć nowe gwiazdy.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Udany start CZ-2D (09.01.2018)
2018-01-10. Michał Moroz
Z kosmodromu Taiyuan wystartowała 9 stycznia rakieta nośna Długi Marsz 2D z dwoma satelitami teledetekcyjnymi: GaoJing-3 i GaoJing-4.
Do startu doszło 9 stycznia 2018 o godzinie 04:24 CET z kosmodromu Taiyuan. Rakieta Długi Marsz 2D (CZ-2D) wyniosła na orbitę dwa komercyjne satelity teledetekcyjne: GaoJing-3 i GaoJing-4. Lot przebiegł prawidłowo i oba satelity znalazły się na niskiej orbicie okołoziemskiej (LEO) o wysokości około 525 km i nachyleniu 97,58 stopnia.
GaoJing-3 i GaoJing-4 to cześć chińskiego komercyjnego systemu o nazwie SuperView-1. Dwa pierwsze satelity tego systemu zostały wyniesione na orbitę pod koniec grudnia 2016 roku. Wówczas lot rakiety CZ-2D nie był w pełni udany, jednak udało się doprowadzić satelity GaoJing na orbity o prawidłowej wysokości.
Był to drugi start orbitalny w 2018 roku. Pierwszy start należał do rakiety Falcon 9R, która wyniosła tajnego satelitę Zuma. Jest możliwe, że tamten satelita został utracony.
(CCTV, PFA)
http://kosmonauta.net/2018/01/udany-start-cz-2d/

Udany start CZ-2D (09.01.2018).jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Czy Google Lunar XPrize wyłoni zwycięzce?
2018-01-10. Michał Moroz
W ostatnich dniach pojawiły się sugestie, że trudno będzie wyłonić zwycięzce konkursu GLXP, ze względu na szereg problemów technicznych i finansowych.
Konkurs GLXP
W sierpniu zeszłego roku konkurs Google Lunar Xprize został przedłużony do 31 marca 2018 roku. Jest to konkurs, którego głównym celem jest wylądowanie oraz przejazd komercyjnego, bezzałogowego łazika po powierzchni Księżyca. Konkurs został ogłoszony we wrześniu 2007 roku, w czasach gdy wydawało się, że pod koniec obecnej dekady człowiek wyląduje na Księżycu w ramach programu Constellation. Głównym partnerem GLXP jest firma Google a główna nagroda wynosi 20 milionów dolarów amerykańskich. 5 milionów dolarów zostanie przyznanych dla drugiego zespołu.
Łącznie do konkursu zarejestrowało się ponad 30 zespołów z całego świata. Do końca 2016 roku wytrwało 16 zespołów, a w 2017 roku tyko pięć zespołów zostało jeszcze w grze. Do ostatniego etapu weszły tylko te grupy, którym udało się podpisać umowę na wyniesienie pojazdu księżycowego z operatorem rakietowym. Umowy musiały zostać zweryfikowane przez organizatora. Finalistami są kolejno:
•    SpaceIL – SpaceX (Falcon 9)
•    Moon Express – Rocket Lab (Electron)
•    Synergy Moon – Interorbital Systems (Neptune)
•    Hakuto – ISRO (PSLV)
•    Team Indus – ISRO (PSLV)
Najnowsze problemy
W ostatnich dniach głośno zrobiło się o zespole Team Indus, którego umowa na wyniesienie łazika z Antrix – komercyjnym ramieniem Indyjskiej Agencji Kosmicznej ISRO – została anulowana. Zespołowi nie udało się zebrać wystarczającego finansowania by opłacić rakietę PSLV. Tą samą rakietą w kierunku Księżyca miał udać się również drugi ładunek, łazik zbudowany przez japoński zespół Hakuto. W tej chwili nie wiadomo jeszcze, czy lot PSLV tylko z jednym płacącym klientem zostanie zrealizowany.
Na brak finansowania cierpi również izraelski SpaceIL, który do 20 grudnia musiał zebrać kwotę 7,5 miliona USD, aby nie zostać wykluczonym z przygotowań do lotów na rakiecie Falcon 9. Dotychczas nie zostało ogłoszone, jak sytuacja się zakończyła.
Pozostałe dwa zespoły mają lecieć na niesprawdzonych jeszcze rakietach nośnych. W przypadku Synergy Moon jest to rakieta Neptune, która nie wykonała jeszcze żadnego lotu orbitalnego. Zespół Moon Express czeka zaś na udany lot rakiety Electron, który odbędzie się nie wcześniej jak 15 stycznia, a został już przesunięty z października. Poprzedni, debiutancki lot Electrona zakończył się awarią. Dopiero po udanym debiucie Electrona będzie można przeprowadzić kolejną misję w kierunku Księżyca. Pytanie natomiast brzmi: czy uda się to zrealizować przed 31 marca 2018?
Inni uczestnicy
Lepsze szanse ma za to zespół Astrobotic, który planuje wysłać lądownik Peregrine wraz z łazikami do końca 2019 roku. Do tego czasu spółka, która wypadła z GLXP, zamierza w spokojniejszych warunkach pozyskać dodatkowe źródła finansowania – w tym momencie współpracuje już z Vodaphone oraz Audi.
Moon Express poza konkursem GLXP rozwija zaś własne komercyjne misje lądowników dla dedykowanych klientów. Jednym z nich ma być księżycowy teleskop ILO-1 zbudowany dla International Lunar Observatory Association.
(PA, Wd)
http://kosmonauta.net/2018/01/czy-google-lunar-xprize-wyloni-zwyciezce/

Czy Google Lunar XPrize wyłoni zwycięzce.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Creotech centrum kompetencyjnym CERN!
Wysłane przez kuligowska w 2018-01-11
Polska firma Creotech odniosła kolejny sukces na rynku międzynarodowym. Otrzymała właśnie warte ponad pół miliona złotych zlecenie na dostawę zaawansowanych systemów elektroniki pomiarowej dla Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN w Genewie. Kilka tygodni wcześniej spółka Croetech Instruments S.A. zawarła z CERN trzyletnią umowę dotyczącą projektowania elektroniki pomiarowej - zyskując, jako pierwsza firma w naszej części Europy, status centrum kompetencyjnego tej prestiżowej jednostki badawczej.
Creotech Instruments coraz silniej rozwija współpracę z wiodącymi jednostkami naukowymi na świecie. W 2017 roku firma zrealizowała ważną dostawę zaawansowanej elektroniki pomiarowej dla nowoczesnego centrum naukowego ELI w Republice Czeskiej. Odbiorcą sprzętu był Instytut Fizyki Czeskiej Akademii Nauk, który prowadzi projekt ELI: EXTREME LIGHT INFRASTRUCTURE, zwany też czeską Gwiazdą Śmierci. W tym roku technologiczna firma z Piaseczna dostarczyła także instrumenty pomiarowe do brazylijskiego synchrotronu Sirius. Wartość tego zlecenie wyniosła około 3 mln PLN i obejmowała kilkaset różnych modułów pomiarowych.
Pod koniec roku Creotech zanotował kolejny sukces w zakresie produkcji zaawansowanych systemów dla nauki. Wygrał przetarg na dostawę zaawansowanych systemów elektronicznych na potrzeby Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN. Wartość zamówienia, obejmującego około 250 elementów elektroniki pomiarowej, przekracza pół miliona złotych. Część produktów, które zostaną dostarczone do Szwajcarii, została opracowana w ramach projektu HETMAN realizowanego w Szybkiej Ścieżce NCBiR. Ale zlecenie to jest jedynie przykładem zacieśniania współpracy spółki z ośrodkiem CERN. W listopadzie Creotech wygrał otwarty konkurs i stał się jednym z czterech europejskich centrów wspierających laboratorium CERN w projektowaniu elektroniki dla przyszłych akceleratorów i eksperymentów fizyki wysokiej energii działających przy Wielkim Zderzaczu Hadronów.
W ramach konkursu Creotech musiał wykazać się posiadaniem odpowiedniego zaplecza technologicznego, obejmującego specjalistyczne oprogramowanie i urządzenia, sterylne zaplecze produkcyjne, kontrole wizyjną, systemy do naprawy zaawansowanej elektroniki, oraz komorę klimatyczna i dostęp do całego szeregu światowej klasy specjalistów zajmujących się elektroniką analogową i cyfrową - w tym pracowników legitymujących się doktoratem w obszarach związanych z wydajnymi pomiarami i specjalistów z certyfikatami niezależnych organizacji, takich jak ESA.
Umowa ramowa między CERN i Creotech podpisana została na 3 lata z możliwością przedłużenia. Władze firmy podkreślają, że w ramach otwartego konkursu CERN wybrał cztery różne firmy, ale Creotech jako jedyna z nich wywodzi się z Europy Wschodniej (pozostałe pochodzą z Danii i Hiszpanii). Warto dodać, że w 2017 roku Creotech po raz kolejny znalazł się w rankingu najszybciej rozwijających się firm technologicznych w Europie środkowo-wschodniej Deloitte Technology Fast 50. Firma zajęła 22 misjce, odnotowując najwyższy awans w rankingu wszystkich polskich spółek.
 
Czytaj więcej
•    Strona Creotech S.A.
•    Tarcza plazmowa i PROBA-3
•    Creotech zbuduje pierwszą polską platformę satelitarną
 
Źródło: Creotech S. A.
Zdjęcie: LHC (Large Hadron Collider) - Wielki Zderzacz Hadronów w CERN. Źródło: CERN
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/creotech-centrum-kompetencyjnym-cern-4025.html

Creotech centrum kompetencyjnym CERN.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Naukowcy zabierają nas do centrum Drogi Mlecznej
Napisany przez Radosław Kosarzycki dnia 11/01/2018
Nowa wizualizacja stanowi swego rodzaju wyjątkową wirtualną wycieczkę do centrum naszej własnej galaktyki – Drogi Mlecznej. W ramach tego projektu realizowanego na podstawie danych zebranych przez kosmiczne Obserwatorium Rentgenowskie Chandra i inne teleskopy, możemy sami kontrolować to co oglądamy podczas tej fascynującej podróży w środowisko gwiezdnych olbrzymów i silnej grawitacji potężnej czarnej dziury leżącej w samym centrum Drogi Mlecznej.
Ziemia znajduje się 26 000 lat świetlnych lub około 250 bilionów kilometrów od centrum Galaktyki. Choć ludzie nie są w stanie fizycznie się tam dostać, to naukowcy są w stanie badać ten region na podstawie danych z silnych teleskopów zdolnych rejestrować dochodzące do nich promieniowanie m.in. rentgenowskie czy podczerwone.
Powyższa wizualizacja bazuje na danych z zakresu podczerwonego zebranych przez Bardzo Duży Teleskop należący do Europejskiego Obserwatorium Południowego, a skupiających się na 30 masywnych gwiezdnych olbrzymach, tzw. gwiazdach Wolfa-Rayeta, które krążą w odległości około 1,5 roku świetlnego od centrum Galaktyki. Silne wiary gazu wypływającego z powierzchni tych gwiazd wywiewają ich zewnętrzne warstwy w przestrzeń międzygwiezdną.
Gdy uwalniany przez gwiazdy gaz zderza się z gazem wcześniej wyrzuconym z innych gwiazd, powstają fale uderzeniowe rozchodzące się następnie przez otoczenie. Owe fale uderzeniowe podgrzewają gaz do milionów stopni, co sprawia, że zaczyna on emitować promieniowanie rentgenowskie. Intensywne obserwacje centralnych regionów Drogi Mlecznej za pomocą Chandry dostarczyły krytycznych danych o temperaturze i rozkładzie tego gazu o temperaturze wielu milionów stopni.
Astronomowie zainteresowani są lepszym zrozumieniem roli, jaką takie gwiazdy Wolfa-Rayeta odgrywają w kosmicznym środowisku środka Drogi Mlecznej. W szczególności chcieliby się dowiedzieć jak owe gwiazdy oddziałują z najbardziej dominującym mieszkańcem tego obszaru: z supermasywną czarną dziurą Sagittarius A* o masie rzędu czterech milionów słońc.
W powyższej wizualizacji obserwator umieszczony zostaje w pobliżu Sgr A* i jest  w stanie obserwować około 2o gwiazd Wolfa-Rayeta (białe, mrugające obiekty) krążących wokół Sgr A* i bezustannie wyrzucających z siebie wiatry gwiezdne . Owe wiatry zderzają się ze sobą, a następnie część tej materii opada na Sgr A*.  Animacja, która zaczyna się jakieś 350 lat w przeszłości obejmuje około 500 lat.
Naukowcy wykorzystali wizualizację do zbadania wpływu jaki Sgr A* wywiera na swoje gwiezdne otoczenie. Gdy silna grawitacja Sgr A* przyciąga do siebie  zagęszczenia materii, to siły pływowe je rozciągają tym bardziej im bardziej zbliżają się one do czarnej dziury. Sgr A* wpływa także na swoje środowisko poprzez okazjonalne rozbłyski ze swojego bezpośredniego otoczenia, które odpowiadają za wyrzucanie materii w kierunku przeciwnym. Takie rozbłyski powodują uwalnianie części gazu wyprodukowanego przez wiatry Wolfa-Rayeta.
Badacze pracujący pod kierownictwem Christophera Rusella z Pontifical Catholic University of Chile wykorzystali wizualizację do zrozumienia obecności wcześniej wykrytych promieni rentgenowskich w kształcie dysku rozciągającego się na około 0,6 roku świetlnego od Sgr A*.  Ich prace wskazują, że ilość promieni gamma emitowanych przez te zderzające się ze sobą wiatry zależy od intensywności rozbłysków napędzanych przez Sgr A* oraz ilości czasu, który upłynął od erupcji. Silniejsze i najnowsze rozbłyski odpowiadają za słabszą emisję w zakresie rentgenowskim.
Informacje dostarczone przez wizualizację i modele teoretyczne pozwoliły Russellowi i jego współpracownikom na ustalenie, że Sgr A* doświadczyło stosunkowo silnego rozbłysku, który miał miejsce w ciągu ostatnich kilku stuleci. Co więcej, ich odkrycie wskazuje, że rozbłysk z supermasywnej czarnej dziury wciąż wpływa na obszar otaczający Sgr A* nawet mimo tego, że zakończył się około 100 lat temu. Poziom emisji rentgenowskiej jest nieco niższy niż szacowany prze modele.
Powyższe video 360 przedstawiające centrum Galaktyki idealnie ogląda się w goglach VR takich jak Samsung Gear VR czy Google Cardboard. Wideo można także oglądać na smartfonach z aplikacją YouTube – przesuwając telefon można oglądać różne fragmenty otoczenia Sgr A*
Christopher Russell zaprezentował nową wizualizację i związane z nią odkrycia naukowe podczas 231 spotkania American Astronomical Society w Waszyngtonie.
Źródło: NASA
http://www.pulskosmosu.pl/2018/01/11/naukowcy-zabieraja-nas-do-centrum-drogi-mlecznej/

 

Naukowcy zabierają nas do centrum Drogi Mlecznej.jpg

Naukowcy zabierają nas do centrum Drogi Mlecznej2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Sonda Swift śledzi spowalnianie rotacji komety
Napisany przez Radosław Kosarzycki dnia 11/01/2018
Obserwacje prowadzone za pomocą sondy Swift, która ostatnio zmieniła nazwę na Neil Gehrels Swift Observatory nazwaną tak na cześć zmarłego głównego badacza misji, odkryły nieobserwowaną wcześniej zmianę tempa rotacji komety. Zdjęcia wykonane w maju 2017 roku odkryły, że kometa 41P/Tuttle-Giacobini-Kresak rotowała trzykrotnie wolniej niż w marcu, kiedy obserwowano ją za pomocą teleskopu Discovery Channel Telescope w Obserwatorium Lowell w Arizonie.
Gwałtowne spowolnienie stanowi najbardziej dramatyczną zmianę tempa rotacji komety spośród dotychczas obserwowanych.
„Wcześniejszy rekord spowalniania tempa rotacji komety należał do 103P/Hartley 2, która wydłużyła okres rotacji z 17 d 19 godzin na przestrzeni ponad 90 dni” mówi Dennis Bodewits, badacz z Uniwersytetu stanu Maryland, który zaprezentował wyniki obserwacji w dniu wczorajszym podczas spotkania AAS w Waszyngtonie. „Teraz 41P spowolniła niemal dziesięciokrotnie w ciągu zaledwie 60 dni, tak więc zakres oraz tempo zmiany są absolutnie rekordowe”.
Obserwowana kometa okrąża Słońce co 5,4 lat oddalając się od niego na odległość sięgającą orbity Jowisza, którego wpływ grawitacyjny najprawdopodobniej umieścił ją na obecnej orbicie. 41P, której średnicę szacuje się na 1,4 km, jest jedną z najmniejszych spośród rodziny komet, których orbity kontrolowane są przez Jowisza. Takie małe rozmiary pozwalają wytłumaczyć jak dżety na powierzchni 41P były w stanie doprowadzić do tak dramatycznego spowolnienia rotacji komety.
Gdy kometa zbliża się do Słońca, wzrost intensywności ogrzewania powoduje zmianę lodu na powierzchni bezpośrednio w gaz, a tym samym emisję dżetów wyrzucających ziarna pyłu i lodu bezpośrednio w otoczenie. Taka materia tworzy rozszerzoną atmosferę komety, zwaną komą. Woda w komie szybko ulega rozbiciu na atomy wodoru i cząsteczki hydroksylowe pod wpływem promieniowania ultrafioletowego. Ponieważ instrument UVOT (Ultraviolet/Optical Telescope) zainstalowany na pokładzie Swift jest czuły na promieniowanie ultrafioletowe emitowane przez cząsteczki hydroksylowe, doskonale nadaje się do pomiarów ewolucji poziomów aktywności na całej orbicie wokół Słońca.
Prowadzone z Ziemi obserwacje ustaliły początkowy okres rotacji komety na 20 godzin na początku marca 2017 roku i odkryły jego spowolnienie pod koniec tego samego miesiąca. 1 kwietnia kometa przeleciała w odległości 21,2 milionów kilometrów od Ziemi, a osiem dni później przeleciała przez peryhelium swojej orbity maksymalnie zbliżając się do Słońca. Instrument UVOT fotografował kometę w okresie od 7 do 9 maja rejestrując zmiany blasku spowodowane przez materię ostatnio dostarczoną do komy. Te powolne zmiany wskazywały, że okres rotacji zwiększył się niemal dwukrotnie do 46-60 godzin.
Bazujące na UVO szacunki ilości produkowanej przez 41P wody, przy uwzględnieniu niewielkich rozmiarów komety, wskazują, że ponad połowa jej powierzchni zawiera dżety aktywowane promieniowaniem słonecznym. To znacznie większa część niż na większości innych komet, które posiadają dżety na zaledwie około 3 procentach powierzchni.
„Podejrzewamy, że dżety z aktywnych obszarów są tak skierowane, że wywarzają moment pędu, który umożliwia spowalnianie tempa obrotu 41P” mówi Tony Farnham, główny badacz z UMD. „Jeżeli taki moment pędu obecny był także po majowych obserwacjach, tempo rotacji komety mogło zmaleć do 100 lub więcej godzin”.
Takie wolne tempo rotacji może spowodować destabilizację rotacji, przez co kometa może zacząć się toczyć bez żadnej wyróżnionej osi rotacji. To z kolei doprowadziłoby do znaczącej zmiany w ogrzewaniu poszczególnych obszarów powierzchni. Bodewits ze współpracownikami zauważają, że ekstrapolacja wstecz wskazuje, że kometa rotowała dużo szybciej w przeszłości, być może na tyle szybko, aby indukować osuwiska lub częściową fragmentację obiektu, co mogło odsłaniać świeży lód na powierzchni. Silne wzrosty aktywności w 1973 i 2001 roku mogły mieć związek ze zmianami tempa rotacji 41P.
Mniej ekstremalny związek między kształtem, aktywnością i rotacją komety obserwowała sonda Rosetta Europejskiej Agencji Kosmicznej, która krążyła wokół jądra komety 67P/Czuriumow-Gierasimienko od 2014 roku. Tempo rotacji komety wzrosło o dwie minuty gdy kometa zbliżyła się do Słońca, a następnie spadło o 20 minut po tym jak zaczęła się od niego oddalać. W przypadku 41P naukowcy uważają, że zmiany spowodowane zostały przez oddziaływanie między kształtem komety a lokalizacją i aktywnością dżetów na jej powierzchni.
Artykuł naukowy szczegółowo opisujący obserwacje został opublikowany w periodyku Nature 11 stycznia br.
W trakcie 13 lat swojej pracy sonda Swift przeprowadziła szeroką paletę badań monitorując komety, badając gwiazdy z egzoplanetami i rejestrując rozbłyski supernowych, gwiazd neutronowych i czarnych dziur. W trakcie spotkania AAS w Waszyngtonie NASA poinformowała o uczczeniu pamięci Neila Gehrelsa poprzez dodanie jego nazwiska do nazwy sondy. Neil Gehrels pomagał opracować sondę Swift i był jej głównym badaczem aż do swojej śmierci 6 lutego 2017 roku.
http://www.pulskosmosu.pl/2018/01/11/sonda-swift-sledzi-spowalnianie-rotacji-komety/

 

Sonda Swift śledzi spowalnianie rotacji komety.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Astronomowie obserwują wirowy ruch najwcześniejszych galaktyk
Napisany przez Radosław Kosarzycki dnia 11/01/2018
Astronomowie przyglądający się Wszechświatowi w czasach wkrótce po Wielkim Wybuchu, odkryli wirujący gaz w niektórych z najwcześniejszych galaktyk jakie uformowały się we Wszechświecie. Owe „nowo powstałe” galaktyki – obserwowane takimi jakie były 13 miliardów lat temu – wirują podobnie do Drogi Mlecznej. To pierwszy przypadek w historii kiedy udało się wykryć ruch galaktyk na tak wczesnym etapie historii Wszechświata.
Międzynarodowy zespół kierowany przez dr Renske Smita z Kavli Institute of Cosmology na Uniwersytecie w Cambridge wykorzystał obserwatorium ALMA (Atacama Large Milimeter/submilimeter Array) w Chile do otwarcia nowego okna na odległy Wszechświat i jako pierwszy był w stanie zidentyfikować normalne galaktyki gwiazdotwórcze na bardzo wczesnych etapach historii kosmosu. Wyniki obserwacji przedstawiono w artykule naukowym opublikowanym w periodyku Nature i zaprezentowano podczas 231 spotkania AAS w Waszyngtonie.
Promieniowanie wyemitowane przez odległe obiekty potrzebuje dużo czasu, aby dotrzeć do Ziemi, dlatego też obserwowanie obiektów oddalonych od nas o miliardy lat świetlnych pozwala nam zajrzeć także w przeszłość Wszechświata i bezpośrednio obserwować formowanie się najwcześniejszych galaktyk. Wszechświat w tym czasie wypełniony był nieprzezroczystą „mgłą” z neutralnego gazu wodorowego, która utrudnia obserwowanie początków pierwszych galaktyk we Wszechświecie za pomocą teleskopów obserwujących w zakresie optycznym.
Smit wraz ze współpracownikami wykorzystał ALMA do obserwowania dwóch małych, nowo powstałych galaktyk, takimi jakie były zaledwie 800 milionów lat po Wielkim Wybuchu. Analizując widma w dalekiej podczerwieni zebrane przez ALMA, badacze byli w stanie ustalić odległość do tych galaktyk, a także – po raz pierwszy w historii – dostrzec ruch gazu napędzającego procesy gwiazdotwórcze w ich wnętrzach.
„Przed powstaniem obserwatorium ALMA nie byliśmy w stanie oglądać formowania się galaktyk w takich szczegółach i nigdy nie byliśmy w stanie mierzyć ruchu gaza w galaktykach tak bardzo od nas oddalonych” mówi współautor opracowania dr Stefano Carniani z Cavendish Laboratory i Kavli Institute of Cosmology.
Badacze odkryli, że gaz w tych nowo powstałych galaktykach wirował podobnie do gazu w naszej i innych dużo bardziej dojrzałych galaktykach późniejszego Wszechświata. Pomimo stosunkowo niewielkich rozmiarów – niemal pięć razy mniejszych od Drogi Mlecznej – galaktyki te formowały gwiazdy w wyższym tempie niż inne młode galaktyki, jednak badacze byli zaskoczeni odkryciem, że nie były one tak chaotyczne jak się tego spodziewano.
„We wczesnym Wszechświecie grawitacja sprawiała, że gaz obficie wpływał do wnętrza galaktyk prowokując powstawanie dużej ilości nowych gwiazd – gwałtowne eksplozje tych gwiazd jako supernowych także zaburzało przepływ gazu”  mówi Smit. „Spodziewaliśmy się, że młode galaktyki będą dynamicznie chaotyczne z uwagi na burzliwość eksplozji supernowych, ale okazuje się, że te mini-galaktyki są w stanie utrzymać porządek i wydają się dobrze wyregulowane. Pomimo swoich małych rozmiarów, galaktyki te intensywnie rosną, aby z czasem stać się dojrzałymi galaktykami takimi jak ta, w której obecnie żyjemy”.
Źródło: University of Cambridge
http://www.pulskosmosu.pl/2018/01/11/astronomowie-obserwuja-wirowy-ruch-najwczesniejszych-galaktyk/

 

Astronomowie obserwują wirowy ruch najwcześniejszych galaktyk.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

"Urosłem aż 9 centymetrów".
Astronauta przeprasza za fake newsa

2018-01-11.

 Japoński astronauta wzbudził ogromne zainteresowanie mediów po tym, jak poinformował, że przebywając przez trzy tygodnie na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej urósł aż dziewięć centymetrów.
"Zmierzyliśmy się i uwaga, uwaga, okazało się, że urosłem aż 9 centymetrów. To coś, czego nie doświadczyłem od czasów szkoły średniej. Martwię się, czy zmieszczę się w siedzeniu Sojuza" - napisał Nirishige Kanai na jednym ze swoich profili. Sojuz to kapsuła, którą astronauta ma wrócić z powrotem na Ziemię.
Informacja wzbudziła ogromne zainteresowanie, ale również zmartwienie. Jeżeli Kanai rzeczywiście urósłby tak dużo, mogłoby to stanowić poważne zagrożenie dla jego zdrowia. Co więcej do tej pory naukowcy z NASA byli pewni, że maksymalnie urosnąć można do pięciu centymetrów.
Zarządzono kolejne mierzenie. Okazało się, że Japończyk "trochę" przekłamał rzeczywistość. Musiał przeprosić i przyznać się do oszustwa - w rzeczywistości urósł o zaledwie dwa centymetry.
"Bardzo przepraszam za tweetowanie takich fałszywych wiadomości" - napisał po ujawnieniu prawdy.

 O ile można naprawdę urosnąć?

O wspomniane wcześniej pięć centymetrów stał się wyższy inny astronauta - Scott Kelly. Na ISS mieszkał przez rok. Właśnie na jego przykładzie naukowcy z NASA sprawdzali, jak zmienia się ludzkie ciało podczas przebywania w przestrzeni kosmicznej, czyli pod wpływem mikrograwitacji. Kelly ma bliźniaka, dzięki czemu można było porównać ze sobą dwie osoby o podobnych cechach biologicznych.
Należy zaznaczyć, że po powrocie z ISS sytuacja wróciła do normy - Kelly mierzył tyle, co przed lotem w kosmos.
Naukowcy chcieli sprawdzić między innymi jak maksymalnie może rozciągnąć się ludzki kręgosłup i kiedy nie jest to ryzykowne dla zdrowia i życia, jak może wyglądać ubytek tkanki mięśniowej i kostnej, a także wpływ mikrograwitacji na wzrok i układ krążenia.
Pomimo, że astronauci na pokładzie ISS mają do dyspozycji bieżnie i inne sprzęty sportowe, długie przebywanie w kosmosie jest obciążające dla organizmu. Przebywanie w warunkach mikrograwitacji jest zupełne inne dla układu kostnego. W sytuacji braku przyciągania ziemskiego krew pompowana do nóg ma dużo trudniej.
Uszkodzenia mózgów u myszy
Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego przeprowadzili również badania na myszach. W laboratorium NASA poddano gryzonie działaniu w pełni zjonizowanego tlenu oraz tytanu, które często można spotkać w promieniowaniu kosmicznym.
Po sześciu tygodniach wśród zwierząt zaszły wyraźne zmiany - w mózgach powstał stan zapalny zakłócający komunikację między neuronami. Cząstki promieniowania niszczyły struktury neuronowe. Takie uszkodzenia często wiąże się z zaburzeniami funkcji poznawczych czy chorobą Alzheimera. Zwierzęta wykazywały również zmniejszoną ciekawość i dezorientację.
Naukowcy z NASA kontynuują badania nad tym zagadnieniem. Mają one pomóc przy planowaniu przyszłych rejsów na Marsa.
Źródło: TVN BiŚ; źródło zdjęcia głównego: Norishige Kanai/twitter
Autor: ao
https://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/ciekawostki,49/uroslem-az-9-centymetrow-astronauta-przeprasza-za-fake-newsa,250334,1,0.html

Urosłem aż 9 centymetrów.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Kartka z historii: eksplozja rakiety Delta II (17.01.1997)
2018-01-11. Krzysztof Kanawka
Dwadzieścia jeden lat temu doszło do jednej z najbardziej spektakularnych eksplozji rakiety orbitalnej.
Rakieta Delta II była prawdziwym “koniem pociągowym” dla amerykańskiego przemysłu kosmicznego. Przykładowo, w latach 1990-1996 ta rakieta wystartowała ponad 50 razy, wynosząc różne ładunki po różnych trajektoriach: satelity na niską orbitę okołoziemską (LEO), satelity na średnią orbitę okołoziemską (MEO) i orbitę geostacjonarną (GEO), a także poza bezpośrednie otoczenie Ziemi. Tylko jeden z tych lotów zakończył się częściowym niepowodzeniem – wynikiem nie do końca udanego startu było znaczne skrócenie czasu życia wyniesionego satelity.
Najsłynniejsze dwa starty rakiety Delta II z lat 90. XX wieku to wyprawy marsjańskie: lądownik i łazik Mars Pathfinder (12 grudnia 1996) oraz orbiter Mars Global Surveyor (7 listopada 1996). Te starty przebiegły bez zakłóceń i na początku 1997 roku oba pojazdy były na prawidłowej drodze ku Czerwonej Planecie.
Z tej perspektywy można było założyć w drugiej połowie lat 90. XX wieku, że rakieta Delta II jest niezawodna i z niewielkim ryzykiem można przygotowywać kolejne starty. Ta “pewność” co do sprzętu zakończyła się 17 stycznia 1997 roku. Tego dnia doszło do eksplozji rakiety Delta II zaledwie kilkanaście sekund po starcie. W tym locie rakiety Delta II utracono jednego z satelitów drugiej generacji konstelacji GPS. Poniższe nagranie prezentuje tę eksplozję.

Skutek eksplozji był poważny dla Florydy. Na otoczenie Cape Canaveral spadły tony toksycznego i płonącego paliwa. Na szczęście nikt nie zginął ani nie został ranny, aczkolwiek doszło do uszkodzenia budynków, samochodów i innej infrastruktury. Przyczyną eksplozji okazała się być rakieta pomocnicza na paliwo stałe (SRB), która doświadczyła awarii swojej konstrukcji.
Kolejny start rakiety Delta II odbył się 5 maja 1997 roku. Kilka kolejnych startów Delty II zakończyło się sukcesem, jednak już w sierpniu 1998 została utracona kolejna rakieta. Następnie w maju 1999 roku źle zadziałał drugi stopień Delty II i satelita zamiast na trajektorię do GEO dotarł “tylko” do LEO.
Delta II, choć w latach 90. XX wieku już z pewnością była bardzo dobrze znaną konstrukcją, okazała się być zawodną rakietą. Potrzebne było wykonanie kolejnych prac modernizacyjnych oraz wprowadzenie dodatkowych procedur, dzięki którym niezawodność rakiety znów stała się wysoka. Przez kolejne dwie dekady rakiety Delta II nie doświadczyły już poważnych awarii.
Ostatnia rakieta rodziny Delta II wystartuje we wrześniu tego roku. W służbie nadal pozostanie znacznie większa Delta IV, która docelowo ma być zastąpiona nową konstrukcją – rakietą Vulcan.
(USAF, Y, W)
http://kosmonauta.net/2018/01/kartka-z-historii-eksplozja-rakiety-delta-ii-17-01-1997/

https://www.youtube.com/watch?v=z_aHEit-SqA

 

 

Kartka z historii eksplozja rakiety Delta.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

W meteorytach, które spadły na Ziemię, odkryto składniki potrzebne do życia

2018-01-11.

Meteoryty przyniosły na Ziemię składniki niezbędne do powstania życia - twierdzi miedzynarodowy zespół naukowców. Przy czym nie zdarzyło się to wcale przed miliardami lat, ale pod koniec... XX wieku. Dowody na to publikuje w najnowszym numerze czasopismo "Science Advances". Jeśli autorzy pracy na ten temat mają rację i jest to możliwe teraz, nie ma powodów, by nie mogło się wydarzyć już kiedyś. Być może więc meteoryty faktycznie mogły przynieść życie na Ziemię także przed miliardami lat.

Meteoryty, o których mowa trafiły na Ziemię w 1998 roku. Pierwszy spadł w marcu tamtego roku w Teksasie, drugi w sierpniu w Maroku. Przeprowadzone w laboratoriach w USA, Japonii i Wielkiej Brytanii badania pokazały teraz, że mają ze sobą wiele wspólnego, oba zawierają wodę i złożone składniki organiczne, potrzebne do powstania życia, mieszaninę węglowodorów i aminokwasów. To pierwsze meteoryty, w których równocześnie odkryto i jedno i drugie. Prawdopodobne jest, że planetoidy, z których obie pochodzą, mogły ulec wcześniej zderzeniu i wymienić się przynajmniej częścią materiału.
Praca, opublikowana w "Science Advances" to wynik pierwszych tak kompleksowych badań wody i substancji organicznych zawartych w kryształach soli znalezionych w meteorytach. Badania te prowadzono między innymi z wykorzystaniem promieniowania X z synchrotronu ALS (Advanced Light Source) w Berkeley National Laboratory. Wyniki wskazują na to, że meteoryty mogą mieć związek z obiektami pasa planetoid między orbitami Marsa i Jowisza, planetą karłowatą Ceres i planetoidą Hebe. To Ceres może być źródłem obecnych w nich substancji organicznych.

To dla nas coś porównywalnego z muchą zatopioną w bursztynie - mówi członek zespołu badawczego, David Kilcoyne z Berkeley Lab. Jego zdaniem, choć organiczne związki znalezione w meteorytach w żadnym stopniu nie dowodzą istnienia życia poza Ziemią, ich zatopienie w tych strukturach faktycznie przypomina zakonserwowanie prehistorycznego owada w kropli żywicy. Na tej podstawie można snuć nowe hipotezy, co do możliwości, że takie życie, gdzieś w naszym Układzie Słonecznym mogłoby się pojawić.
To pierwszy przypadek, kiedy w takich okolicznosciach udało nam się znaleźć substancje organiczne i wodę, niezbędne do powstania życia - dodaje dr Queenie Chan z Open University w Wielkiej Brytanii - Mamy tu organiczne składniki, które mogą przyczynić się do powstania życia, w tym aminokwasy, z których powstają białka.
Zdaniem autorów pracy, znalezione w meteorytach kryształy soli pokazują, że jeśli życie istniało już na wczesnym etapie rozwoju Układu Słonecznego, jego ślady mogły zostać w takich kryształach zatopione. To otwiera możliwość przenoszenia takich cząsteczek między różnymi środowiskami, w których życie mogłoby mieć odpowiednie do rozwoju warunki. Badania przeprowadzono z pomocą najnowszych obecnie dostępnych metod. Na swoją kolej czekają podobne kryształki pobrane z innych meteorytów.
W badaniach uczestniczyli jeszcze między innymi naukowcy z NASA Johnson Space Center, Kochi Institute for Core Sample Research w Japonii, Carnegie Institution of Washington, Hiroshima University, The University of Tokyo, a także High-Energy Accelerator Research Organization (KEK) i The Graduate University for Advanced Studies (SOKENDAI) w Japonii.

 

Grzegorz Jasiński


http://www.rmf24.pl/nauka/news-w-meteorytach-ktore-spadly-na-ziemie-odkryto-skladniki-potrz,nId,2507155

W meteorytach, które spadły na Ziemię, odkryto składniki potrzebne do życia.jpg

W meteorytach, które spadły na Ziemię, odkryto składniki potrzebne do życia2.jpg

W meteorytach, które spadły na Ziemię, odkryto składniki potrzebne do życia3.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

KIC 8462852 – pył coraz bardziej prawdopodobny

2018-01-12

Nowa publikacja naukowa dotycząca KIC 8462852 sugeruje, że pył jest najbardziej podobną przyczyną nietypowych spadków jasności tej gwiazdy.


W połowie października 2015 roku świat obiegła informacja o “dziwnej" charakterystyce zmian jasności gwiazdy KIC 8462852. Ich niezwykłość polega na nieregularności i dużej wartości spadków. Media z całego świata podchwyciły ten temat, często skupiając się na najmniej prawdopodobnej odpowiedzi na tę zagadkę - możliwości istnienia sztucznej struktury oplatającej gwiazdę, stworzonej przez obcą cywilizację.


Typowy tranzyt egzoplanety lub kilku egzoplanet wprowadza dość łatwo zauważalną regularność spadków jasności gwiazdy. Ta regularność ma związek z okresem orbitalnym egzoplanet. Ponadto spadki jasności podczas tranzytów trwają krótko, kilka lub kilkanaście godzin. W przypadku KIC 8462852 wykryto wiele nieregularnych spadków jasności. Niektóre z nich są duże, rzędu 15-20%, i trwają od 5 do nawet 80 dni. Są to bardzo zaskakujące parametry tranzytowe. Co ciekawe, oprócz takich dużych spadków jasności występują także mniejsze, rzędu 1-2 procent. Od maja 2017 roku obserwowano serię takich spadków. Otrzymały one nieoficjalne nazwy Elsie, Celeste, Skara Brae i Angkor - ostatni z nich zakończył się w połowie września 2017. Od tego czasu jasność KIC 8462852 jest zbliżona do typowego poziomu jasności tej gwiazdy.
Zespół ponad stu naukowców z całego świata, pod przewodnictwem astronom Tabetha Boyajian, opublikował właśnie bardzo ciekawą pracę naukową dotyczącą KIC 8462852. Dzięki akcji na portalu Kickstarter, w której zebrano ponad 100 tysięcy dolarów, udało się pozyskać dużą ilość czasu w dużych obserwatoriach astronomicznych. Pomiary spektrum i jasności  KIC 8462852 trwały od maja 2016 do grudnia 2017.
Podstawowy wynik tej pracy jest następujący: spadki jasności KIC 8462852 są różne na różnych długościach fal. W przypadku obiektu nieprzezroczystego, takiego jak duże planetoidy czy wspomniana sztuczna struktura, spadki jasności byłyby jednakowe na różnych długościach fal. Jest zatem jasne, że KIC 8462852 jest przesłaniany przez materiał podobny do pyłu. Naukowcy uważają, że poszczególne cząstki pyłu mają średnicę mniejszą od jednego mikrometra.
Jest możliwe, że przesłaniający pył nie krąży wokół KIC 8462852, a raczej pojawił się na linii pomiędzy Układem Słonecznym a tą gwiazdą. W tym przypadku pył mógłby pochodzić od egzokomet, które przemieszczają się przez przestrzeń międzygwiezdną.
Zagadka spadków jasności KIC 8462852 jeszcze nie jest rozwiązana, jednak już wiadomo, że odpowiada za nie bardzo drobny materiał. Dalsze badania są potrzebne, by określić relację tego pyłu względem gwiazdy KIC 8462852, w szczególności na pasmach podczerwieni.

Źródło informacji: Kosmonauta.net
http://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/informacje/news-kic-8462852-pyl-coraz-bardziej-prawdopodobny,nId,2505325

KIC 8462852 – pył coraz bardziej prawdopodobny.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Siódmy lot ślizgowy VSS Unity
2018-01-12. Krzysztof Kanawka

Jedenastego stycznia rakietoplan VSS Unity wykonał siódmy lot ślizgowy. To pierwszy lot tego pojazdu od sierpnia 2017.
Loty ślizgowe drugiego egzemplarza SpaceShipTwo (VSS Unity) trwają od grudnia 2016 roku. Do końca 2017 roku łącznie wykonano sześć lotów ślizgowych. Ostatni lot pojazdu wykonany został  4 sierpnia 2017 roku.
Jedenastego stycznia 2018 zostały wznowione loty ślizgowe VSS Unity. Tego dnia po godzinie 17:00 CET samolot WhiteKnightTwo (WK2) wyniósł VSS Unity z lotniska Mojave w Kalifornii na wysokość ponad 15 km. Po wyniesieniu tego pojazdu nastąpiło uwolnienie, a następnie lot ślizgowy, zakończony lądowaniem na tym samym lotnisku w Mojave. Podobnie jak w kilku ostatnich lotach, i tym razem zastosowano balast w formie zbiornika wody o masie 450 kilogramów. W porównaniu z “pustym” VSS Unity, ten zbiornik przesunął środek ciężkości pojazdu do pozycji z zainstalowanym silnikiem rakietowym. Woda była sukcesywnie zrzucana w trakcie lotu, zaś piloci obserwowali warunki pilotowania pojazdu. Symulowano w ten sposób lot z odpalonym silnikiem rakietowym.
Lot przebiegł prawidłowo. Za sterami VSS Unity zasiedli Mark Stucky oraz Michael Masucci. Łącznie był to siódmy lot ślizgowy VSS Unity oraz jedenasty w ogóle lot tego pojazdu. Był to także 242 lot samolotu WK2.
Prawdopodobnie w tym roku dojdzie do pierwszych lotów VSS Unity z uruchomionym napędem rakietowym. Trudno jednak ustalić, czy w tym roku uda się wykonać lot VSS Unity z pełnym czasem pracy silnika rakietowego i z osiągnięciem maksymalnego pułapu – około 80 km.
(Tw)
http://kosmonauta.net/2018/01/siodmy-lot-slizgowy-vss-unity/

Siódmy lot ślizgowy VSS Unity.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

ZAPROSZENIE

Gdyby ktoś był w okolicy,( Rymanów, zajazd "Jaś Wędrowniczek"), miał odrobinę czasu i był zainteresowany to zapraszam na autorski pokaz multimedialny o tematyce: astronomii, fotografii nocnego nieba i historii astronautyki.

Ps. Jeśli warunki meteo pozwolą, po pokazie będzie możliwość spojrzenia w Kosmos przez teleskop astronomiczny.

Mariusz Świętnicki - Fotografia do SPA PTMA

Zaproszenie.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Hubble analizuje początki Drogi Mlecznej badając dynamikę gwiazd w jej centrum
Napisany przez Radosław Kosarzycki dnia 12/01/2018
Przez wiele lat astronomowie mieli prosty obraz centralnego obszaru, centralnego zgrubienia Drogi Mlecznej, jako spokojnego miejsca pełnego starych gwiazd, pierwszych mieszkańców naszej Galaktyki.
Jednak z uwagi na fakt, że wnętrze Drogi Mlecznej jest tak pełne gwiazd, zawsze ciężko było odtworzyć ruchy poszczególnych gwiazd tak, aby można było zbadać zgrubienie bardziej szczegółowo.
Najnowsza analiza około 10 000 normalnych gwiazd podobnych do Słońca zamieszkujących ten rejon pozwoliła na stwierdzenie, że sam środek galaktyki jest dynamicznym środowiskiem pełnym gwiazd w różnym wieku przelatujących obok siebie z różnymi prędkościami niczym podróżnicy na zatłoczonym lotnisku. Wnioski te opierają się na archiwalnych danych zebranych przez Kosmiczny Teleskop Hubble’a na przestrzeni dziewięciu lat.
Badanie za pomocą Hubble’a tego skomplikowanego, chaotycznego serca Drogi Mlecznej może dostarczyć nam nowych informacji o ewolucji naszej galaktyki.
Zespół badawczy kierowany prze Willa Clarksona z University of Michigan-Dearborn odkrył, że ruchy gwiazd w zgrubieniu centralnym różnią się od siebie w zależności od składu chemicznego gwiazd. Gwiazdy bogatsze w pierwiastki cięższe od wodoru i helu poruszają się mniej chaotycznie, ale krążą wokół centrum galaktyki szybciej niż starsze gwiazdy bardziej ubogie w pierwiastki ciężkie.
„Istnieje wiele teorii opisujących formowanie się naszej galaktyki i jego zgrubienia centralnego” mówi Annalisa Calamida z STScI w Balttimore, członkini zespołu badawczego Hubble’a.  „Niektórzy mówią, że zgrubienie uformowało się tuż po uformowaniu się galaktyki 13 miliardów lat temu. W tym przypadku wszystkie gwiazdy zgrubienia powinny być stare i charakteryzować się uporządkowanym ruchem. Jednak cześć badaczy skłania się ku teorii mówiącej, że zgrubienie powstało się na późniejszym etapie życia galaktyki, stopniowo ewoluując po tym jak już powstały pierwsze generacje gwiazd. W tym scenariuszu niektóre gwiazdy zgrubienia mogą być młodsze, a ich skład chemiczny wzbogacony cięższymi pierwiastkami wyrzuconymi w momencie śmierci przez poprzednie generacje gwiazd. Ich ruch także mógłby się znacząco różnić od ruchu starszych gwiazd. Gwiazdy przeanalizowane przez nas wykazują cechy obu modeli, a tym samym nasza analiza może pomóc nam w poznaniu historii zgrubienia centralnego Drogi Mlecznej”.
Astronomowie podzielili gwiazdy pod względem ich składu chemicznego a następnie porównali ruchy każdej z tych grup. Skład chemiczny gwiazdy ustalono na podstawie analizy ich barw i podzielono je na dwie główne grupy względem obfitości żelaza. Okazało się, że chemicznie wzbogacone gwiazdy poruszają się dwukrotnie szybciej niż pozostałe.
„Analizując dziewięć lat danych archiwalnych i udoskonalając nasze techniki analizy udało nam się wyraźnie, obszernie opisać różnice ruchu między ubogimi w metale, a bogatymi w metale gwiazdami podobnymi do Słońca” mówi Clarkson. „Mamy nadzieję, że będziemy mogli kontynuować naszą analizę, która umożliwi nam wykonanie trójwymiarowej siatki bogatej chemicznej i dynamicznej złożoności różnych populacji gwiazd w zgrubieniu centralnym”.
Jak na razie tylko Hubble posiada wystarczająco wysoką rozdzielczość, aby móc jednocześnie mierzyć ruchy tysięcy gwiazd podobnych do Słońca w centrum naszej galaktyki, 26 000 lat świetlnych od Ziemi.
Źródło: ESA/Hubble
http://www.pulskosmosu.pl/2018/01/12/hubble-analizuje-poczatki-drogi-mlecznej-badajac-dynamike-gwiazd-w-jej-centrum/

Hubble analizuje początki Drogi Mlecznej badając dynamikę gwiazd w jej centrum.jpg

Hubble analizuje początki Drogi Mlecznej badając dynamikę gwiazd w jej centrum2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Wywiad Pulsu – Dr Patricia Fara
Napisany przez Maciej Tadaszak dnia 12/01/2018
Myśląc o wstępie do tego wywiadu zacząłem zastanawiać się, jak wśród ludzi rozkłada się niechęć do autorytetów. Niektórzy wpatrzeni są w ludzi sukcesu, osoby lepiej wykształcone, czy też bardziej majętne. Inni jednak podchodzą do tego sceptycznie, parafrazując trochę Feynmana: „co z tego, że powiedział to Konfucjusz? Mógł przecież się mylić”. Sam osobiście skłaniam się ku temu drugiemu sposobowi myślenia, jednak raz na jakiś czas pojawia się postać, obok której przejść obojętnie nie można i z pewnością należy do nich Isaac Newton. Napisano już o nim dziesiątki książek, każdy wie (bądź przynajmniej powinien) czym się zajmował i kim był. Nawiązując do poprzedniego tekstu postanowiłem kontynuować jeszcze przez chwilę jego temat. Na kilka moich pytań zgodziła się odpowiedzieć Dr Patricia Fara z Uniwersytetu w Cambridge. Brytyjska historyczka specjalizująca się w angielskiej nauce XVIII wieku i roli kobiet w historii nauki. Prezydent British Society for the History of Science.
Maciej Tadaszak: Isaac Newton znany jest wszystkim ze swoich osiągnięć w dziedzinie nauki. Jest on jednak postacią problematyczną ze względu na swój trudny charakter. Stephen Hawking w swojej „Krótkiej historii czasu” opowiada o jego przebiegłości, a nawet zawistności. Wielki wielbiciel Newtona, matematyk Vladimir Arnold, powiedział, że nie można mówić o tej postaci bez kontaktu z jego charakterem i przekonaniami. Skąd taka niejednoznaczna ocena Newtona jako człowieka?
Patricia Fara: Nawet kiedy żył, istniało wiele sprzecznych poglądów na temat osobowości Newtona. Od tego czasu różne ich wersje rozmnażały się, ponieważ ludzie wybierają opis przeszłości, który pasuje do obrazu, jaki chcą przekazać. W XIX wieku niektórzy pisarze podziwiali go jako cnotliwego, pracowitego i cierpliwego, podczas gdy inni rozpowiadali o jego roztargnieniu i skromności. Aż do połowy XX wieku naukowcy tłumili wszelkie wzmianki o jego alchemicznych zainteresowaniach, ale nowsze relacje podkreślają jego tajemniczość, a także sugerują, że był on na autystycznym spektrum osobowości. Diagnoza ta nie mogła wcześniej być możliwa.
MT: Chciałbym na chwilę pozostać przy micie Newtona. Upadające jablko na jego głowę jest wręcz symbolem kultury masowej. Skąd ta legenda pochodzi i co naprawdę znaczy? Koliduje ona z obrazem naukowca, który musi metodycznie sprawdzać, aby wyciągnąć wnioski. Wygląda na to, że prawo grawitacji Newtona przyszło instynktownie.
PF: Prawda o spadającym jabłku nie jest szczególnie ważna: liczy się jego symboliczne znaczenie jako momentu założycielskiego fizyki Newtona. Przypomina inne romantyczne epizody dramatycznych odkryć, takie jak okrzyk Archimedesa „Eureka” z jego kąpieli, czy dziecięca fascynacja Jamesa Wata z wrzącym czajnikiem. W tych wersjach historii teorie rodzą się w pełni rozwinięte w umyśle geniusza naukowego, w taki sam sposób, w jaki symfonia lub wiersz mogą niewytłumaczalnie powstać w mózgu muzyka lub pisarza. Quasi-historyczne detale zamieniają sławnych prawdziwych bohaterów w postacie mitologiczne, które wpływają na to, jak ludzie myślą o nauce. Pod koniec życia Newton opowiadał anegdotę o jabłku cztery razy, choć dopiero w XIX wieku stała się ona znana. A przy okazji – pomysł, że jabłko spadło mu na głowę, był późniejszym upiększeniem wprowadzonym przez ojca Benjamina Disraeli, premiera Wielkiej Brytanii. Najobszerniejszy opis pochodzi od jego przyjaciela Williama Stukeley’a (1687-1765), antykwariusza i eksperta od Stonehenge, który przypomniał sobie ich rozmowę we własnym ogrodzie. Newton, jak pisał Stukeley, wspominał wtedy wydarzenia sprzed sześćdziesięciu lat, kiedy jako student opuścił Cambridge chroniąc się przed epidemią w domu swojego urodzenia w Woolsthorpe, osadzie w Lincolnshire. Gdy siedział w sadzie, „pojęcie grawitacji … było spowodowane upadkiem jabłka, gdy siedział w kontemplacyjnym nastroju. Dlaczego to jabłko zawsze spadało prostopadle do ziemi, pomyślał sobie. Dlaczego kierunek nie powinien skierowany być w bok, lub w górę, ale stale do centrum ziemi? Z pewnością powodem jest to, że Ziemia rysuje ten kierunek… istnieje moc, jak to nazywamy tutaj grawitacją, która rozciąga się przez Wszechświat.” Ci, ze współczesnych Newtonowi, którzy usłyszeliby tę historię, zareagowaliby zupełnie inaczej niż ludzie dzisiaj. Po pierwsze, Biblia była tak ważna dla ich życia, że natychmiast pomyśleliby o upadku człowieka w ogrodzie Eden, kiedy wąż przekonał Ewę, by kusiła Adama owocem z zakazanego drzewa poznania dobra i zła. Owoc ten został zidentyfikowany jako jabłko prawdopodobnie dlatego, że łacińskie słowa „zło” i „jabłoń” są bardzo podobne – malum i malus. Średniowieczne i renesansowe obrazy niemowlęcia Chrystusa często pokazują, że trzyma jabłko symbolizujące fakt, że jest drugim Adamem, który odkupi upadłą, grzeszną ludzkość. Dla swoich zwolenników Newton stał się nowym Adamem, który odkryłby boskie matematyczne prawa natury. Co więcej, ze współczesnego punktu widzenia idea, że Księżyc i jabłko podlegają tym samym prawom, wydaje się oczywista. Ale w XVI i XVII wieku wielu ludzi wciąż wyobrażało sobie arystotelesowski wszechświat, z jego ostrym kontrastem między wieczną doskonałością niebios i niesfornym chaosem ziemskiej sfery. Rozwijając badania swoich poprzedników, Newton zjednoczył kosmos w jeden spójny byt, postulując siłę grawitacji, która działała na Ziemi, a także rozciągała się w obszarach niebieskich. Nagłe olśnienie Newtona pod jabłonią jest intelektualnym odpowiednikiem boskiego nawiedzenia, przypominającego natychmiastowe nawrócenie Pawła od sceptycyzmu, do wiary na drodze do Damaszku. Ideologicznie naukowcy powinni postępować metodycznie, podobnie jak sam Newton – cierpliwie gromadząc dowody i bezlitośnie testując hipotezy. Jabłko sprzeciwiło się idealnej wizji, zamiast tego pokładało nadzieję, że lata żmudnych badań mogą zostać zwarte przez oślepiający moment olśnienia.
MT: Młodość Newtona przypada na okres restauracji brytyjskiej monarchii. Nauka może wtedy cieszyć się wielką wolnością, a Karol II był nawet członkiem Towarzystwa. Czy w czasach Cromwella, jako twardy purytanin, miałby szansę rozwinąć swoje badania?
PF: Newton urodził się w 1642 roku, a Restauracja nastąpiła w 1660 roku, kiedy Karol II powrócił na tron. Jako dziecko Newton doświadczył reżimu purytańskiego: urodził się w Boże Narodzenie, ale obchody Bożego Narodzenia zostały zakazane. Chociaż jest to czysta spekulacja, wyobrażam sobie, że mógł on wykonywać swoją pracę na Uniwersytecie w Cambridge. Jednak założenie Towarzystwa Królewskiego było niezwykle ważnym projektem restauracji monarchii, który nie wydarzyłby się pod Cromwellem. Bez Towarzystwa Królewskiego idee Newtona prawdopodobnie nie zostałyby tak skutecznie upowszechnione i oczywiście nie cieszyłby się międzynarodową sławą, jaką zdobył będąc prezydentem Towarzystwa od 1703 r. Aż do śmierci w 1727 r.
MT: Podczas studiów Newton był sizarem (biedniejszy student utrzymujący się z pomocy, czy wręcz służenia innym – przyp. autora). Nie pochodził z biednej rodziny. Czy to była kwestia wyboru i skąd wzięła się jego rola w środowisku studenckim?
PF: Został zmuszony do bycia sizarem, ponieważ jego matka dała mu bardzo niewielkie „kieszonkowe”, ale właściwie nie ma jasnego wyjaśnienia, dlaczego tak właśnie było. Z pewnością mogła pozwolić sobie na więcej, a listy, które przetrwały sugerują, że był w dobrych stosunkach z matką, gdy był w Cambridge. Prawdopodobnie nie znosiła jego odmowy spełnienia jej oczekiwań, że będzie dbał o ich znaczną własność rolniczą.
MT: Jego religijność jest również niezwykła. Był oddanym, ale nie ortodoksyjnym chrześcijaninem. Odrzucił kilka ważnych dogmatów religii. Czy to podejście do religii było pomocne, czy może przeszkadzało mu to w karierze?
PF: Newton był głęboko religijny, ale podążał za herezją ariańską, która neguje boskość Chrystusa. Celowo milczał na temat tego niekonwencjonalnego przekonania, które doprowadziło innych (w szczególności Williama Whistona, jego następcę jako profesora katedry Lucasa) do wygnania z Cambridge. Wszyscy mieszkańcy Cambridge musieli przysięgać, że będą przestrzegać 39 artykułów, podstawowego dokumentu Kościoła anglikańskiego, który zawiera afirmację Trójcy Świętej. Bardzo nietypowe było zwolnienie go z obowiązku złożenia tego oświadczenia. Był szczególnie zaciekły wobec Papieża i rzymskich katolików. Z drugiej strony bardzo uważnie studiował Biblię, szczególnie Księgę Daniela. Dla niego cała praktyka filozofii naturalnej polegała na zbliżeniu się do Boga.
MT: Newton nienawidził krytyki, był bardzo kapryśny. Spowodowało to konflikt między innymi z Leibnizem. Czy był to jednak konflikt osobisty, czy był to po prostu konflikt typowej dla ówczesnej angielskiej i europejskiej nauki?
PF: W tym czasie nie istniały prawa autorskie, a kilka osób zawsze zaangażowanych było w walkę o miejsce w pierwszym rzędzie, chociaż Newton zdawał się być wyjątkowo nieprzejednany i zdecydowany ustanowić własną oryginalność. Jego walka z Gottfriedem Leibnizem zrodziła się osobiście, ale później stała się kwestią narodową. Kiedy hanowerski dwór odziedziczył brytyjski tron, Newton manewrował, by utrzymać Leibniza na zewnątrz, mimo że cieszył się patronatem księżnej Caroline z Ansbach. W osiemnastym wieku Newton był promowany nie jako geniusz naukowy, ale jako narodowy bohater na równi z Williamem Szekspirem i Johnem Miltonem. Gdy zwolennicy Newtona i Leibniza zajęli strony po tym, jak oboje zmarli, stało się to międzynarodowym konfliktem. Przyjęli różne zapisy, a ten, który jest obecnie najbardziej rozpowszechniony, został opracowany przez Leibniza, opracowany przez Leonharda Eulera i wprowadzony z Francji do Anglii w XIX wieku.
MT: Jego działania w dziedzinie alchemii są również szeroko znane. Ale czy badania te były bliższe współczesnej chemii, czy też były one poszukiwaniem magicznych właściwości rtęci, lub próbami przekształcania metali w złoto?
PF: Newton uważał, że jego alchemiczne badania nie są odstępstwem od poważniejszych badań, ale w pełni zajmującym zajęciem, wartym jego największej uwagi.
Naukowcy lekceważą alchemię jako tajemniczy nonsens, a jednak techniki i instrumenty alchemiczne miały kluczowe znaczenie dla rozwoju nowoczesnej chemii. Alchemia rozkwitała przez setki lat, ponieważ pomagała zrozumieć świat, w którym wszystko wydawało się być wzajemnie powiązane i ciągle się zmieniało. Słońce sprawia, że pszenica dojrzewa, brudne rudy dają błyszczące metale, czarny węgiel spala się w jasnym płomieniu: dlaczego więc nie spróbować zmienić ołowiu w złoto? A kiedy alchemik poświęcił się modlitwie, miał nadzieję przekształcić swoją podstawową, grzeszną duszę w czystszego ducha dążącego do Boga.
Niezainteresowany tworzeniem złota, Newton szukał w alchemii duchowego aspektu wszechświata, którego brakowało w ciężkich mechanistycznych modelach opartych na nieożywionych cząsteczkach. Opracowane w ciągu prawie trzech dekad w Cambridge, jego notatki z manuskryptów pokazują, że postrzegał świat przyrody jako żywy organizm, a nie martwy zbiór bezwładnej materii. Jak to ujął: „Ziemia ta przypomina wielkie zwierzęce lub raczej nieożywione warzywo, wciąga oddech z rąk do codziennego odświeżenia i życiodajnego fermentu, a następnie ponownie pojawia się z grubymi wydechami„.
Newton uważał, że gdyby mógł uzyskać dostęp do maleńkiej ilości „ducha roślinnego” na świecie, byłby w stanie go kontrolować. Ponieważ byłoby to równoznaczne z uzyskaniem boskiej mocy, musiał on zachować swoje odkrycia w tajemnicy, z wyjątkiem innych wtajemniczonych. Starannie skopiował nakaz, który znalazł w starym dokumencie: „Może być to zrobione w Twojej komnacie tak sekretnie, jak tylko potrafisz. I jest to wielki sekret. ”
Kompilując i analizując olbrzymią kolekcję rękopisów alchemicznych, Newton nauczył się rozszyfrowywać ich symbole i płynnie posługiwał się kodowanym językiem, którego słownictwo zawierało np. „krew zielonego Lyonu” i „trzech naczelnych Cerburusa”. Należał do małej grupy innych chemików działających w ukryciu, a do tej grupy należał przecież także wybitny Robert Boyle, który przyjmował pseudonimy, by wymieniać podręczniki i substancje chemiczne.
MT: John Maynard Keynes powiedział kiedyś, że Newton był „jednym z najwybitniejszych i najbardziej wydajnych naszych pracowników”,  a mowa tutaj o jego pracy w Mennicy Królewskie. Jak udało mu się odnaleźć w takim środowisku i jak wpłynęło to na jego status?
PF: W 1696 roku, gdy zamożny polityk Charles Montague zaproponował Newtonowi pracę w londyńskiej Mennicy Królewskiej, przyjął on ją z zapałem i rozpoczął nową karierę. Dawny samotny uczony, Newton przekształcił się w metropolitę dżentelmena i postać oświeceniową. Historycy często koloryzują ostatnie trzy dekady jego życia, mimo że nadal był aktywny naukowo. Jego działania w mennicy miały wielki wpływ na brytyjskie sprawy finansowe. Jego pierwszym zadaniem było nadzorowanie wielkiej reformy monetarnej Wilhelma III Orańskiego. Newton był odpowiedzialny za wdrożenie decyzji Parlamentu o ratowaniu gospodarki narodowej poprzez reformę waluty. Co do zasady, srebrne monety były równoważne z ich nominalną wartością, tak że po stopieniu suwerena (dawna brytyjska moneta o wartości jednego funta – przyp. autora) uzyskano wartość funta srebra. W rzeczywistości większość monet zawierała znacznie mniej srebra, ponieważ przestępcy wielokrotnie odcinali cienkie taśmy od krawędzi.
Aby naprawić sytuację, Newton zebrał wszystkie stare monety i przetopił je, aby wytworzyć nowe z frezowanymi krawędziami, co utrudniło ich zmianę. Ale kiedy ludzie wymieniali zdobyte monety, otrzymywali tylko swoją faktyczną wartość – odpowiadającą kwocie, którą zważyli – co oznaczało, że stracili dużo pieniędzy. Ale ci, którzy już byli bogaci zyskiwali, topiąc nowe monety i sprzedając je na międzynarodowym rynku srebra. Chociaż Newton przewidywał, że jego miara ustabilizuje cenę srebra, uległa ona znacznym wahaniom. Nieumyślne działania Newtona spowodowały, że Wielka Brytania była pierwszym krajem, który zastosował standard złota.
Newton przejawiał te same obsesyjne cechy w swoich projektach finansowych, tworząc długie, skrupulatne listy międzynarodowych danych walutowych i kursów walutowych. Zdeterminowany, by chronić narodową walutę, ścigał fałszerzy z okrutną wytrwałością, tworząc sieci szpiegowskie, aby mieć pewność, że zostaną wykryci, osądzeni i powieszeni. Aby produkcja monet była bardziej wydajna i bezpieczna, zmechanizował proces. Dużym kosztem energii (czyli koni, które ją zapewniały) były rachunki za oczyszczanie obornika.

MT: W 1705 Newton otrzymał tytuł szlachecki. Jego herb jest bardzo specyficzny, ale jeden fakt jest najbardziej interesujący. Skrzyżowane kości skrzyżowane są jak nożyce leworęczne. Co możesz przeczytać z tego heraldycznego symbolizmu?
PF: Newton został uhonorowany przez królową Annę w 1705 roku, najwyraźniej dzięki uprzejmości przyjaciela Charlesa Montague. Spędził dużo czasu badając swoje drzewo genealogiczne i znalazł daleką relację z sir Johnem Newtonem. Izaak Newton przyjął ten sam herb jak John.  Nie jestem więc przekonana, że interpretacja symboliki heraldycznej jest tutaj istotna.
MT: Według Newtona Bóg był immanentny i nieustannie interweniował. Trudno oczywiście porównywać Newtona z Bogiem, ale jak jego postać wpływa na obecną naukę? Jest obecnie tylko legendą, która ma fascynować i zachęcać do badań, czy możemy nauczyć się czegoś od niego bardziej „bezpośrednio”?
PF: Współcześni naukowcy często wskazują Newtona na najwyższego racjonalistę Oświecenia, pierwszego na świecie wielkiego fizyka, który wytępił biblijny przesąd i zastąpił go obiektywną prawdą. W rzeczywistości był człowiekiem głęboko religijnym, który poświęcił swoje życie interpretowaniu dwóch wielkich dzieł Boga: Biblii i Księgi Natury.
W wersji newtonowskiej Newtona Bóg jest immanentny w całym wszechświecie i nieustannie interweniuje w jego dobrobyt. Byłby zbulwersowany tym, co przypisano mu teraz deterministycznym poglądem, zgodnie z którym na zachowanie atomów nie ma wpływu boski mandat, lecz rządzą nim nieubłagane prawa naturalne. To pojęcie zostało wprowadzone pod koniec XVIII wieku przez Pierre-Simona Laplace’a (1749-1827), samozwańczego francuskiego Newtona (widzimy tutaj, że mamy do czynienia z historykiem brytyjskim – przyp. autora), który oświadczył, że jeśli w każdej chwili wie, gdzie jest każdy atom i jak szybko się porusza, może – w zasadzie, jeśli nie w praktyce – być pewnym jego miejsca pobytu w przyszłości. Ten francuski Newton zdobył swoją własną apokryficzną historię. „Gdzież, módlcie się, jest Bóg jest w waszej fizyce?” zapytał Napoleon (podobno). „Panie„, odpowiedział Laplace, „Nie potrzebuję tej hipotezy.” Newton również unikał hipotez, ale dla niego Bóg nie był przypuszczeniem, ale rzeczywistością.
Newton stał się międzynarodowym autorytetem rozumu naukowego, ale był filozofem przyrody, był to termin, który stanowczo nie był wczesnym odpowiednikiem naukowca. Dla naturalnych filozofów celem studiowania przyrody było odkrycie więcej o Bogu i jego roli jako boskiego architekta. Zamiast używać nauki do obalania świętych tekstów, zatwierdzili eksperymenty i teorie, godząc je z pismami świętymi. Zwracając się do Biblii po wskazówki, Newton sporządził plany Świątyni Króla Salomona, wierząc, że jej proporcje odzwierciedlają te same wymiary wszechświata. Przekazał potomnym tęczę o siedmiu kolorach nie dlatego, że liczył dokładniej niż jego poprzednicy, ale dlatego, że wierzył, że kosmiczne wymiary powinny być zgodne z zasadami muzycznej harmonii opartej na oktawach. Idąc za matematycznymi wskazówkami Pitagorasa, Newton szukał proporcji liczbowych wiążących boskie stworzenie razem w harmonijnej doskonałości.
Wielu naukowców upiera się przy utrzymywaniu, że Newton wyrzucił Boga z kosmosu. Ta świadoma ślepota pasuje do ich własnych interesów, umożliwiając im przedstawienie przeszłości naukowej jako nieuchronnego postępu w kierunku prawdy. W tej wypaczonej wizji historii nauka wyłania się olśniewająco jako poszukiwanie ostatecznej rzeczywistości opartej na rozumie, a nie na nieuzasadnionej wierze w nie dające się udowodnić byty. Wzmocnienie statusu wiedzy naukowej, jako niezaprzeczalnie poprawnej, wywołuje wrażenie, że praktykujący naukę są z natury istotami nadrzędnymi.
http://www.pulskosmosu.pl/2018/01/12/wywiad-pulsu-dr-patricia-fara/

Wywiad Pulsu – Dr Patricia Fara.jpg

Wywiad Pulsu – Dr Patricia Fara2.jpg

Wywiad Pulsu – Dr Patricia Fara3.jpg

Wywiad Pulsu – Dr Patricia Fara4.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

W kosmicznym obiektywie: Droga do gwiazd
2018-01-12. Redakcja AstroNETu
Kilka dni temu nad górą Cerro Amazones, należącą do nadmorskiego łańcucha Andów w Chile, można było zaobserwować dość powszechne zjawisko, jakim jest superksiężyc. Polega ono na osiągnięciu najmniejszej możliwej odległości Księżyca od Ziemi. To właśnie dzięki temu tarcza tej naturalnej ziemskiej satelity w pełni wydaje nam się w tym czasie być większa o około 14%.
Na zdjęciu, autorstwa Gerharda Hüdepohla, kręta droga wiodąca przez górę sprawia wrażenie prowadzącej wręcz do gwiazd. Nie jest to aż tak dalekie od prawdy, bowiem za kilka lat, a dokładniej w 2024 roku, na tym szczycie stanie Ekstremalnie Wielki Teleskop (ang. Extremely Large Telescope), który ma być największym na świecie teleskopem optycznym i na podczerwień opracowanym przez ESO. Wysokość 3046 metrów n.p.m. tej góry gwarantuje wyjątkowe środowisko do obserwacji astronomicznych, między innymi dlatego, że występuje tutaj 320 bezchmurnych nocy w roku.
https://news.astronet.pl/index.php/2018/01/12/w-kosmicznym-obiektywie-3/

W kosmicznym obiektywie Droga do gwiazd.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

ALMA: pradawne galaktyki wirowały niczym Droga Mleczna
Wysłane przez kuligowska w 2018-01-12
Astronomowie znów zajrzeli w przeszłość. Okazuje się, że już niedługo po Wielkim Wybuchu we Wszechświecie znajdował się wirujący gaz należący do pradawnych galaktyk. Te gwiezdne noworodki, powstałe blisko 13 miliardów lat temu, wirowały w sposób podobny do współczesnej Drogi Mlecznej.
Międzynarodowy zespół kierowany przez Renske Smita z Kavli Institute of Cosmology w Cambridge wykorzystał w swoich badanich sieć radioteleskopów ALMA (Atacama Large Millimeter/submillimeter Array). Dzięki temu po raz pierwszy udało się zidentyfikować zwykłe galaktyki gwiazdotwórcze, które pojawiły się w bardzo wczesnym etapie istnienia  Kosmosu. Wyniki badań zostały opublikowane w Nature.
Światło bardzo dalekich obiektów biegnie do Ziemi bardzo długo, więc obserwowanie galaktyk odległych o miliardy lat świetlnych pozwala nam spojrzeć wstecz w czasie i w tym konkretnym przypadku bezpośrednio zaobserwować powstawanie najwcześniejszych galaktyk. Wszechświat w tym okresie był jednak wypełniony nieprzejrzystą "mgiełką" obojętnego elektrycznie wodoru, co znacznie utrudnia obserwacje narodzin tych pierwszych galaktyk za pomocą teleskopów optycznych. Jednak ALMA pozwala na zobaczenie takich galaktycznych noworodków, i to takich, jakimi były one około 800 milionów lat po Wielkim Wybuchu. Analizując spektralny "odcisk palca" promieniowania w dalekiej podczerwieni zbieranego przez anteny ALMA naukowcy mogli też oszacować odległość do tych galaktyk i po raz pierwszy w historii zobaczyć wewnętrzny ruch gazu, który napędzał ich wzrost.
Naukowcy odkryli, że gaz w tych nowonarodzonych galaktykach poruszał się ruchem wirowym, podobnie jak w przypadku naszej Drogi Mlecznej i innych galaktyk znacznie późniejszego Wszechświata. Pomimo ich stosunkowo niewielkich rozmiarów - są one około pięć razy mniejsze niż nasza Galaktyka - galaktyki te tworzyły gwiazdy w większym tempie niż inne znane nam, młode galaktyki.
Naukowcy byli też zaskoczeni odkryciem, że galaktyki te nie były aż tak chaotyczne, jak oczekiwano. We wczesnym Wszechświecie grawitacja powodowała gwałtowny napływ gazu do galaktyk. Gaz ten łatwo podlegał wzajemnym oddziaływaniom, w wyniku czego masowo powstawały tam nowe gwiazdy. Dodatkowo procesy te napędzały nieco później wybuchy gwiazd supernowych. Astronomowie sądzili więc, że tak młode galaktyki będą wysoce nieuporządkowane ze względu na spustoszenia powodowane eksplozjami młodych gwiazd. Tymczasem z zebranych danych obserwacyjnych wynika, że musiały one być dość regularne pod względem budowy i struktury. Mimo swych niewielkich rozmiarów najprawdopodobniej też szybko urosły, stając się dużymi spiralami podobnymi do Drogi Mlecznej.
Czytaj więcej
•    Oryginalna publikacja naukowa: Renske Smit et al. ,Rotation in [C II] – emitting gas in two galaxies at a redshift of 6.8, Nature (2018)
•    Cały artykuł

Źródło: ALMA Observatory
Zdjęcie: zdjęcie wykonane z pomocą Kosmicznego Teleskopu Hubble'a, ukazujące wycinek nieba z wykrytymi galaktykami, oraz zbliżenia na dane pozyskane z pomocą sieci ALMA. Źródło: Hubble (NASA/ESA), ALMA (ESO/NAOJ/NRAO), P. Oesch (University of Geneva) and R. Smit (University of Cambridge).
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/alma-pradawne-galaktyki-wirowaly-niczym-droga-mleczna-4039.html

ALMA pradawne galaktyki wirowały niczym Droga Mleczna.jpg

ALMA pradawne galaktyki wirowały niczym Droga Mleczna2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Indie i Chiny wysyłają rakiety w piątkowych lotach
Wysłane przez grabianski w 2018-01-12
W nocy z czwartku na piątek miały miejsce dwa udane starty rakietowe. Chińska rakieta Długi Marsz 3B wyniosła kolejną parę satelitów nawigacji Beidou, która jest teraz w fazie budowy globalnej operacyjności. Z Indii natomiast do służby powróciła rakieta PSLV wynosząc teledetekcyjny ładunek Cartosat-2F i kilkadziesiąt mniejszych satelitów.
System Beidou prawie kompletny

Rakieta Długi Marsz 3B wystartowała z Centrum Startów Satelitarnych Xichang w piątek o 0:18 polskiego czasu. Wyniesione na starcie satelity to kolejna para floty systemu nawigacyjnego Beidou, która trafiła na średnią orbitę okołoziemską (MEO).
W 2018 roku powinno zostać wyniesionych co najmniej 10 satelitów chińskiego systemu nawigacyjnego. Władze chcą, by siatka satelitów umożliwiała do końca roku częściową globalną operacyjność, a w 2020 już pełne działanie systemu na całym świecie.
Budowany od kilkunastu lat program składa się z satelitów na trzech różnych typach orbit: średniej orbicie okołoziemskiej MEO, orbicie geostacjonarnej GEO i orbicie geosynchronicznej GSO.
Więcej o systemie Beidou w relacji z poprzedniego startu
Wyniesione w piątek satelity są wyposażone w usługę radiowej transmisji sygnału satelitarnego na częstotliwości 1575,42 Mhz. 3. generacja satelitów Beidou korzysta z terminali, które modulują sygnał w technice MBOC. Na orbitę trafiły w tym locie statki oznaczone desygnacją M7 i M8.
Po pierwszym udanym starcie w tym roku Chiny kontynuują realizację ambitnego harmonogramu lotów. W styczniu flota rakiet Długi Marsz może polecieć 5 razy. Już w sobotę ma zostać wyniesiony satelita rozpoznawczy LKW. 29 stycznia zostanie wyniesiona na orbitę kolejna trójka satelitów zwiadu elektronicznego Yaogan-30, a styczeń ma zostać zakończony lotem parą satelitów obrazujących. W sumie Chiny planują pobić swój rekord w liczbie startów i przeprowadzić około 40 misji w 2018 roku.
Udany powrót do lotów rakiety PSLV

Z indyjskiego portu kosmicznego Satish Dhawan wystartowała o 4:59 nad ranem polskiego czasu rakieta PSLV, wynosząc na orbitę 32 ładunków. Był to udany powrót do lotów 4-stopniowej rakiety, najczęściej wykorzystywanego przez Indie orbitalnego systemu rakietowego. Cztery miesiące temu, w ostatnim locie PSLV, nie otworzyła się owiewka chroniąca ładunek i satelita indyjskiej nawigacji IRNSS 1H utknął w niej i w rezultacie nigdy nie rozpoczął misji.
Głównym ładunkiem piątkowego lotu był najnowszy satelita systemu obserwacji Ziemi Cartosat 2F. To już 3. tego typu satelita wysłany przez Indie na przestrzeni jednego roku. Statek będzie działał na orbicie heliosynchronicznej, dostarczając czarno-białych i wielospektralnych obrazów naszej planety. Całość waży 710 kg i jest oparta na indyjskiej platformie IRS-2.
Oprócz dużego satelity teledetekcyjnego, na pokładzie rakiety znalazło się też miejsce dla 31 mniejszych ładunków z Kanady, Finlandii, Francji, Wielkiej Brytanii, Korei Południowej, Stanów Zjednoczonych i Indii. Wszystkie łącznie ważyły około 600 kg.
Wśród nich wymienić można indyjskiego nanosatelitę INS-1C, który będzie testował miniaturowe urządzenia obrazujące, Microsat-TD, który również sprawdzi działanie niewielkich urządzeń obserwujących Ziemię i modułową platformę satelitarną dla niewielkich satelitów.
Na orbitę trafiły też kolejne cztery satelity Dove standardu CubeSat, należące do firmy kalifornijskiej Planet, która operuje już setkami niewielkich satelitów dostarczających obrazy Ziemi. Firma Spire Global z USA także wyniosła kolejne cztery satelity swojego systemu. CubeSaty Lemur 2 są wyposażone w sprzęt umożliwiający przekazywanie danych do śledzenia statków na morzu oraz pomiary atmosfery ziemskiej przy użyciu zjawiska atmosferycznego zakrycia sygnału GPS.
Pozostałe satelity:
•    4 satelity SpaceBEE standardu CubeSat - bardzo małe (10 cm x 10 cm x 2,5 cm) satelity demonstrujące możliwości komunikacyjne
•    DemoSat 2 - CubeSat wielkości 3U do demonstracji technologii komunikacyjnej
•    LEO-1 Vantage - drugi satelita demonstracyjny kanadyjskiej firmy Telesat Canada, bazuje na platformie SSTL-42. Ma testować komunikację z orbity.
•    Carbonite 2 - również bazujący na platformie SSTL-42 prototypowy satelita obrazujący (waga około 100 kg)
•    CANYVAL-X - amerykańsko-koreański projekt dwóch satelitów CubeSat, które testować będą lot w formacji do przyszłych potencjalnych misji astronomicznych
•    Arkyd 6A - pierwszy z planowanych dwóch satelitów standardu CubeSat od firmy Planetary Resources. Ma testować technologie do przyszłego systemu satelitów Arkyd-100, które będą szukać asteroid z potencjałem górniczym
•    CICERO-7 - piąty satelita CubeSat systemu CICERO, który bada właściwości atmosfery przy użyciu sygnałów GPS
•    CNUSail-1 - południowokoreański satelita demonstrujący żaglową technologię deorbitacyjną
•    Corvus-BC 3 - CubeSat rozmiaru 6U z technologią obrazowania wielospektralnego, należący do amerykańskiej firmy Astro Digital
•    Fox-1D - amerykański satelita akademicki z przekaźnikiem radiowym, prostym miernikiem promieniowania wysokiej energii oraz systemem obrazującym
•    ICEYE-X1 - pierwszy satelita finlandzkiej firmy ICEYE, która chce zbudować sieć satelitów radarowych SAR, obrazujących Ziemię w czasie rzeczywistym
•    MicroMAS 2a - zbudowany przez Space Systems Laboratory na uniwersytecie w MIT satelita standardu CubeSat 3U testujący zminiaturyzowany spektrometr mikrofalowy i radiometr.
•    KAUSAT-5 - koreański satelita CubeSat 3U z obrazowaniem w podczerwieni i licznikiem Geigera.
•    PicSat - francuski satelita, który zademonstruje obserwację tranzytu egzoplanety Beta Pictoris b za pomocą systemu fotometrycznego z 5-cm teleskopem o bardzo niewielkim polu widzenia.
•    KHUSAT-3 - CubeSat rozmiaru 3U południowokoreańskiego uniwersytetu. Będzie mierzył pole magnetyczne Ziemi i promieniowanie na niskiej orbicie.
•    STEP Cube Lab - inny satelita uniwesytecki Korei Płd. o standardzie CubeSat 1U. Przetestuje działanie w kosmosie radiatora zmiennej emisji, materiału przemiany fazowej do kontroli termalnej statku, soczewki Fresnela do skupiania światła na panelach słonecznych, w celu generacji większej energii elektrycznej oraz mikroelektromechaniczny silnik na paliwo stałe z mechanizmem bezwybuchowego wstrzymania pracy
•    Tyvak-61C - satelita standardu CubeSat 3U firmy Tyvak Inc., który zmierzy zmienność jasności gwiazd
Podsumowanie

Był to 3. i 4. start rakiet orbitalnych w tym roku. Następna powinna być amerykańska Delta IV, która poleci z tajnym satelitą wywiadowczym NROL-47. Start przekładano już dwukrotnie z powodu pogody i problemów technicznych.
Źródło: NSF/SFN
Więcej informacji:
•    relacja portalu NSF z ostatniego startu chińskiego z satelitami Beidou 3
•    relacja portalu NSF ze startu indyjskiej rakiety PSLV z satelitami Cartosat-2F i ładunkami dodatkowymi
Na zdjęciu: Rakieta Długi Marsz 3B wysyłająca na orbitę MEO kolejną parę satelitów Beidou 3. Źródło: Xinhua/Liang Keyan.
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/indie-chiny-wysylaja-rakiety-piatkowych-lotach-4040.html

Indie i Chiny wysyłają rakiety w piątkowych lotach.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Astronarium nr 51 z podsumowaniem astronomicznych wydarzeń roku 2017
Wysłane przez czart w 2018-01-12
Jutro premiera nowego odcinka "Astronarium" nr 51. Będzie poświęcony podsumowaniu najciekawszych wydarzeń astronomicznych i kosmicznych w roku 2017. Premiera w sobotę o godz. 8:05 w TVP 3, powtórki w środę o 15:35 i 00:40 oraz na YouTube.
Oto jak reakcja Astronarium zapowiada ten odcinek: Każdy rok przynosi postępy w astronomii, ale dawno nie było ich tyle co w 2017. Nowe zjawiska i planety podobne do Ziemi, teleskopy przyszłości i misje, które na zawsze przejdą do historii. Przekonaj się jakie były najważniejsze astronomiczne wydarzenia 2017 roku.
„Astronarium” to seria popularnonaukowych programów o astronomii i kosmosie realizowanych we współpracy Polskiego Towarzystwa Astronomicznego i Telewizji Polskiej, przy wsparciu finansowym od Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Partnerem medialnym programu jest czasopismo i portal „Urania – Postępy Astronomii”. Zdjęcia realizowane są przez ekipę telewizyjną z TVP 3 Bydgoszcz.
Więcej informacji:
•    Witryna internetowa „Astronarium”
•    „Astronarium” na Facebooku
•    "Astronarium" na Instagramie
•    „Astronarium” na Twitterze
•    Odcinki „Astronarium” na YouTube
•    Oficjalny gadżet z logo programu: czapka z latarką
•    Ściereczka z mikrofibry z logo Astronarium
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/astronarium-nr-51-podsumowanie-astronomicznych-wydarzen-roku-2017-4041.html

 

Astronarium nr 51 z podsumowaniem astronomicznych wydarzeń roku 2017.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dwukrotna czkawka czarnej dziury
Wysłane przez nowak w 2018-01-12
Badana galaktyka, zwana SDSS J1354+1327 (w skrócie J1354), znajduje się w odległości około 800 milionów lat świetlnych od Ziemi. Do tego celu zespół astronomów wykorzystał obserwacje z kosmicznych obserwatoriów Chandra i Hubble a także z naziemnych obserwatoriów – Keck na Hawajach i Apache Point Observatory (APO) w pobliżu Sunspot w stanie Nowy Meksyk.
Chandra wykryła jasne, punktowe źródło emisji promieniowania rentgenowskiego z J1354, znak ostrzegawczy obecności supermasywnej czarnej dziury, miliony lub miliardy razy masywniejszej niż Słońce. Promienie rentgenowskie są wytwarzane przez gaz podgrzewany do milionów stopni ogromnymi siłami grawitacyjnymi i magnetycznymi w pobliżu czarnej dziury. Część tego gazu wpadnie potem do czarnej dziury, podczas gdy część zostanie wydalona w potężnym wycieku wysokoenergetycznych cząstek.
Porównując obrazy z Chandra i HST, zespół ustalił, że czarna dziura znajduje się w centrum galaktyki, czego można było się spodziewać. Dane rentgenowskie pokazują również, że supermasywna czarna dziura jest osadzona w ciężkiej zasłonie gazu.
Dane optyczne wskazują, że w przeszłości supermasywna czarna dziura strawiła duże ilości gazu podczas wycieku wysokoenergetycznych cząstek. Wyciek ostatecznie wyłączył się, a następnie powrócił około 100 000 lat później. Jest to mocny dowód, że akrecja czarnych dziur może zmieniać ich moc wyjściową wielokrotnie w skali czasowej, która jest dość krótka w porównaniu do 13,8 miliarda lat Wszechświata.
„Obserwujemy ucztujący obiekt, czkawkę i drzemkę a następnie znowu ucztę i czkawkę kolejny raz, co przewidziała teoria. Na szczęście zdarzyło nam się obserwować tę galaktykę w czasie, gdy mogliśmy dostrzec dowody na obydwa wydarzenia” – powiedziała Julie Comerford z Uniwersytetu Kolorado, z Wydziału Nauk Astrofizycznych i Kosmicznych Bouldera, która kierowała badaniem.
Dlaczego zatem czarna dziura miała dwa oddzielne posiłki? Odpowiedź leży w galaktyce towarzyszącej, która jest powiązana z J1354 strumieniami gwiazd i gazu wytwarzanym przez zderzenia pomiędzy dwiema galaktykami. Zespół doszedł do wniosku, że kępki materii z galaktyki towarzyszącej wirowały w kierunku środka J1354 a następnie zostały pochłonięte przez supermasywną czarną dziurę.
Zespół wykorzystał dane optyczne z HST, APO i Keck, aby pokazać, że atomy zostały pozbawione elektronów w stożku gazu rozciągającym się około 30 000 lat świetlnych na południe od centrum galaktyki. To odizolowanie spowodowane było prawdopodobnie wybuchem promieniowania z okolic czarnej dziury, wskazując, że uczta miała właśnie miejsce. Na północy znaleźli dowody na falę uderzeniową znajdującą się 3000 lat świetlnych od czarnej dziury. Sugeruje to, że czkawka nastąpiła po tym, jak inna kępka gazu została skonsumowana około 100 000 lat później.
„Ta galaktyka naprawdę nas zaskoczyła. Udało nam się pokazać, że gaz z północnej części galaktyki był zgodny z obecną falą uderzeniową, a gaz z południa był zgodny ze starszym wyciekiem z czarnej dziury” – powiedziała doktorantka Rebecca Nevin, współautorka badania, która wykorzystała dane z APO aby przyjrzeć się prędkościom i natężeniu światła z gazu i gwiazd w J1354.
Supermasywna czarna dziura w Galaktyce prawdopodobnie miała co najmniej jedną czkawkę w ciągu ostatnich kilku milionów lat. W 2010 roku inny zespół badaczy odkrył, za pomocą obserwacji z obserwatorium gamma Fermi, dowody na zderzenie Drogi Mlecznej, które miało za zadanie przyjrzeć się krawędzi galaktyki. Astronomowie widzieli wypływy gazu zwane „bąblami Fermiego”, które świecą w promieniach gamma, promieniach rentgenowskich i na falach radiowych widma elektromagnetycznego. Czkawka miałaby inną przyczynę, niż ta z J1354, ponieważ Droga Mleczna nie współdziała z pobliską galaktyką.
„Są to rodzaje bąbli, które widzimy po skończonym posiłku czarnej dziury. Supermasywna czarna dziura w naszej galaktyce drzemie po dużym posiłku, podobnie jak w przeszłości czarna dziura w J1354, więc oczekujemy, że także nasza masywna czarna dziura ponownie będzie świętować” – powiedział Scott Barrows, pracownik naukowy Uniwersytetu Kolorado.
Opracowanie:
Agnieszka Nowak
Więcej:
Researchers Catch Supermassive Black Hole Burping — Twice
Źródło: Chandra
Na zdjęciu: SDSS J1354+1327 w promieniach rentgenowskich i w świetle widzialnym. Źródło: NASA/CXC
O bąblach Fermiego pisaliśmy już na portalu Urania tutaj
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/dwukrotna-czkawka-czarnej-dziury-4042.html

Dwukrotna czkawka czarnej dziury.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Aktualności z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej #48
Wysłane przez grabianski w 2018-01-12
Zapraszamy do zapoznania się z pierwszym w tym roku odcinkiem Aktualności z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Piszemy o przygotowaniach do odlotu statku towarowego Dragon, pracy naukowej wykonywanej ostatnio w kompleksie i postępie w komercyjnych programach lotów do ISS.
Kontynuujemy nasz cykl informacji z pokładu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Zmieniona zostaje lekko formuła. Od tego roku informacje o działaniach ISS będą podawane co dwa tygodnie i ograniczać się będą tylko do programów bezpośrednio związanych z działaniem obiektu. Aktualności dotyczące innych aktywności załogowych będą podawane na portalu poza tą serią.
Poprzedni odcinek cyklu
Trwa 54. Ekspedycja na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Na początku stycznia astronautom udało się zakończyć transfer ładunku ze statku Dragon na pokład kompleksu. Kapsuła przybyła do ISS 17 grudnia zeszłego roku.
Oprócz zaopatrzenia dla załogi i na potrzeby konserwacji stacji przywiozła masę eksperymentów w tym dwa zewnętrzne ładunki: detektor napromieniowania słonecznego TSIS-1 oraz czujnik odłamków kosmicznych SDS. Oba urządzenia zostały już zainstalowane na zewnątrz obiektu. Astronauci trenowali już 10 stycznia zdalne wypuszczanie kapsuły Dragon przy pomocy ramienia robotycznego. Dziś (w piątek) powinien zostać zamknięty właz między statkiem i stacją, a w sobote zostanie wykonane odcumowanie.
Orbital ATK gotowy na nowe loty do stacji

Firma Orbital ATK, która od kilku lat realizuje podobnie jak SpaceX komercyjny kontrakt na dostawę towaru do ISS, planuje na ten rok dwa loty swojego statku Cygnus. Misje desygnowane oznaczeniami OA-9 i OA-10 polecą na firmowej rakiecie Antares 230.
Pierwszy z lotów zaopatrzeniowych odbędzie się prawdopodobnie na początku maja, a drugi w listopadzie. Statek na lot w pierwszej połowie roku jest już praktycznie gotowy. Pod koniec ubiegłego roku kończone były testy modułu serwisowego, a moduł towarowy statku już przebywa w obiektach firmy w Wallops, skąd wystartuje.
W 2019 roku powinny się natomiast rozpocząć loty firmy realizowane w ramach 2. kontraktu z NASA. Zakończył się już krytyczny przegląd projektu nowej wersji kapsuły. Pierwszy Cygnus, który poleci w misji OA-12 jest już w budowie. NASA będzie miała zwiększone możliwości wybrania odpowiednich zdolności nośnych. Firma planuje bowiem dawać agencji wybór czy chce wysłać więcej ładunku, który poleci w większym Cygnusie na rakiecie Atlas V czy wysłać standardową konfigurację nieco mniejszego statku lecącego na rakiecie Antares. Wiadomo, że pierwszy lot w ramach 2. kontraktu wykorzysta tę drugą opcję.
Atlas V gotowy do misji załogowych do ISS

United Launch Alliance - operator rakiety Atlas V - zakończył z powodzeniem przegląd certyfikacyjny przed misjami wykorzystującymi rakietę do lotów z załogową kapsułą Starliner. Boeing, który buduje statek Starliner i SpaceX, która rozwija załogową wersję kapsuły Dragon zamierzają przeprowadzić bezzałogowe loty demonstracyjne swoich systemów już w sierpniu tego roku.
Testy załogowe z dwójką astronautów w każdej z kapsuł miałyby się odbyć pod koniec roku, jednak bardziej prawdopodobny wydaje się termin pierwszej połowy 2019 roku. Jeżeli systemy zostaną pozytywnie zaopiniowane przez NASA po lotach testowych, już w drugiej połowie 2019 roku powinniśmy się spodziewać początku regularnej rotacji. W listopadzie 2019 roku, na pokład ISS poleciałaby pierwsza regularna załoga składająca się z trzech astronautów do amerykańskiej części kompleksu i jednego Rosjanina.
Według zamierzeń komercyjnego programu lotów rotacyjnych do ISS, USA będą wysyłały misje załogowe na przemiennie z Rosyjskimi lotami Sojuz, tak by obie nacje wykonywały po dwa loty rocznie.
Nauka na stacji

Na pokładzie ISS trwa eksperyment Radi-N2, który bada poziom promieniowania neutronowego wewnątrz stacji przy użyciu podręcznych detektorów bąbelkowych kanadyjskiej produkcji.
30% promieniowania, na które narażeni są astronauci na ISS to właśnie neutrony, które są wtórnym promieniowaniem, będącym wynikiem bombardowania ścian stacji protonami. Inżynierowie rozwijają technologię podręcznych detektorów, które mogłyby służyć na co dzień astronautom. Dzięki nim będzie można lepiej powiązać ten rodzaj promieniowania z uszkodzeniami DNA, częstością mutacji i innymi problemami zdrowotnymi astronautów.
Jeszcze przed końcem 2017 roku udało się ustawić 8 detektorów na pokładzie stacji, a na początku stycznia zostały one zebrane i odczytane przy użyciu specjalnego urządzenia.
Z niehermetyzowanej sekcji statku Dragon przeniesiono i zamontowano na zewnątrz modułu Columbus urządzenie SDS (Space Debris Sensor), które zajmie się monitorowaniem środowiska wokół stacji pod kątem niewielkich odłamków i śmieci kosmicznych (rozmiary od 0,05 mm do 0,5 mm).
Z zewnętrznej części Dragona na specjalny nośnik ExPRESS Logistics Carrier 3 trafił także czujnik TSIS-1 mierzący energetyczny wkład Słońca dla Ziemi. Urządzenie umożliwi naukowcom poznanie naturalnego wpływu Słońca na zmiany w warstwie ozonowej, cyrkulacji atmosferycznej, zachmurzeniu i ekosystemach.
Więcej o eksperymencie TSIS-1
Więcej o eksperymencie SDS
Źródło: NASA/NSF
Więcej informacji:
•    oficjalny blog NASA dot. działań na ISS
•    naukowe podsumowanie ostatnich działań na ISS
•    informacje o postępach w realizacji kontraktu zaopatrzeniowego do ISS firmy Orbital ATK
•    informacje o pozytywnym przejściu przeglądu certyfikacyjnego rakiety Atlas V
•    poprzedni odcinek cyklu
Na zdjęciu: Statek Dragon i przysłaniające go nieco ramię robotyczne Canadarm2 odpowiadające za przechwyt i dokowanie kapsuły. W tle Alaska. Źródło: NASA.
http://www.urania.edu.pl/iss/48

 

Aktualności z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Coraz bliżej odkrycia tajemnic szybkich błysków radiowych

2018-01-12.

Astronomowie są coraz bliżej rozwikłania zagadki szybkich rozbłysków radiowych (FRB).


Szybkie rozbłyski radiowe (FRB) to intensywne fale radiowe, które trwają milisekundy. Do tej pory zaobserwowano tylko 24 takie zdarzenia i tylko jeden - FRB 121102 - który się powtarza. Fakt ten pozwolił naukowcom lepiej przestudiować naturę tych niezwykłych zdarzeń. Astronomowie namierzyli jego pochodzenie - to galaktyka karłowata oddalona od Ziemi o 3 mld lat świetlnych.

FRB 121102 jest powodowany przez gwiazdę neutronową otoczoną silnym polem magnetycznym. Pole to może być albo stworzone przez masywną czarną dziurę albo przez namagnesowany wiatr w obrębie mgławicy lub pozostałości po supernowej. Hipoteza ta wynika z obserwacji sugerujących, że szybkie rozbłyski radiowe są spolaryzowane ze względu na pole magnetyczne. To z kolei może skręcać światło, a im silniejsze pole, tym większy skręt.

- Jedyne znane obiekty w Drodze Mlecznej, które są tak skręcone jak FRB 121102 znajdują się w centrum galaktyki, które jest dynamicznym regionem w pobliżu supermasywnej czarnej dziury. Być może FRB 121102 znajduje się w podobnym środowisku w macierzystej galaktyce. Jednak skręcenie fal radiowych można wyjaśnić, jeżeli źródło znajduje się w potężnej mgławicy lub pozostałości po supernowej - powiedział Danielle Michilli z ASTRON, główny autor badań.

Nowe rewelacje dotyczące FRB 121102 były możliwe dzięki obserwacjom prowadzonym przez Radioteleskop w Arecibo i Teleskop Green Bank działający w ramach projektu Breakthrough Listen.

 

http://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/astronomia/news-coraz-blizej-odkrycia-tajemnic-szybkich-blyskow-radiowych,nId,2507222

Coraz bliżej odkrycia tajemnic szybkich błysków radiowych.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Udane starty CZ-3B i PSLV-XL (12.01.2018
2018-01-12. Krzysztof Kanawka
Dwunastego stycznia doszło do startów dwóch rakiet orbitalnych: chińskiej CZ-3B i indyjskiej PSLV-XL. Łącznie na orbicie znalazło się ponad 30 satelitów.
CZ-3B wynosi dwa satelity Beidou
Do pierwszego startu doszło 12 stycznia o godzinie 00:18 CET. Rakieta CZ-3B wyniosła z kosmodromu Xichang dwa satelity konstelacji nawigacyjnej Beidou. Jest to 23 i 24 satelita tej chińskiej konstelacji. Oba satelity będą funkcjonować ze średniej orbity okołoziemskiej (MEO).
Tradycyjnie jak w przypadku wielu startów chińskich rakiet, stopnie spadły nie do morza, lecz na ląd. Kilka godzin po starcie rakiety CZ-3B pojawiły się także zdjęcia płonącego stopnia po uderzeniu w ziemię. Uderzenie na szczęście nie nastąpiło w zamieszkałym terenie, wciąż był to jednak obszar dostępny dla wielu osób. Na niektórych nagraniach można zobaczyć upadek tego stopnia w dość blisko budynków.
PSLV-XL – start 31 satelitów, polski akcent
Do drugiego startu w dniu 12 stycznia doszło o godzinie 04:59 CET. Indyjska rakieta PSLV-XL wyniosła z kosmodromu Sriharikota zestaw 32 satelitów. Lot przebiegł prawidłowo i satelity znalazły się na prawidłowej orbicie o wysokości około 505 km. Jeden z satelitów został umieszczony celowo na niższej orbicie o wysokości około 359 km (w wyniku dodatkowej pracy czwartego stopnia rakiety).
Głównym satelitą w tym locie był Cartosat-2F – najnowszy indyjski satelita dla potrzeb obserwacji Ziemi (EO). Ten satelita ma masę startową około 710 kg i możliwość generowania około 1 kWe z zainstalowanych paneli słonecznych. Satelita przez pięć lat ma obserwować Ziemię i wykonywać multispektralne obrazy naszej planety.
Oprócz Cartosat-2F na pokładzie tej rakiety znalazło się jeszcze 30 innych satelitów. Ich łączna masa to około 600 kg. Najmniejsze z nich były formatu CubeSat 1/4 U (jedna czwarta typowej wielkości CubeSata).
Wśród wyniesionych satelitów znalazł się także jeden, u którego zamontowano komponenty wyprodukowane w Polsce. Jest to satelita ICEYE-X1 (alternatywna nazwa to POC-1) dla fińskiej firmy ICEYE. Celem tej firmy jest budowa serii satelitów obrazowania radarowego SAR. Niektóre z komponentów tego satelity zostały zbudowane w firmie Creotech z Piaseczna.
(PFA, NSF)
http://kosmonauta.net/2018/01/udane-starty-cz-3b-i-pslv-xl-12-01-2018/

Udane starty CZ-3B i PSLV-XL (12.01.2018).jpg

Udane starty CZ-3B i PSLV-XL (12.01.2018)2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

NASA pokazuje zdjęcia powierzchni Marsa

Niesamowite zdjęcia NASA pokazują "podziemne lodowe klify" na Marsie. Odkrycie może zapewnić nieograniczoną ilość wody dla przyszłych astronautów. Erozja odsłoniła osiem miejsc. Eksperci twierdzą, że lód może sięgać nawet 100 metrów lub więcej poniżej powierzchni. "Podziemne klify" wydają się być niemal czystym lodem.
https://wp.tv/i,nasa-pokazuje-zdjecia-powierzchni-marsa,mid,2013180,cid,4051,klip.html

NASA pokazuje zdjęcia powierzchni Marsa.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach


Chang’e 3 wciąż działa
2018-01-13. Krzysztof Kanawka


Na początku 2018 roku kilku radioamatorom z całego świata udało się zarejestrować sygnał od chińskiego lądownika księżycowego Chang’e 3.
Lądownik Chang’e 3 osiadł na Księżycu 14 grudnia 2013 roku. Było to pierwsze miękkie lądowanie na Srebrnym Globie od 37 lat, od czasów radzieckiej misji Łuna 24.
Misja Chang’e 3 składała się z dwóch komponentów: lądownika oraz łazika Yutu. Łazik przemierzył kilkadziesiąt metrów po powierzchni Księżyca. Warunki na naszym naturalnym satelicie szybko unieruchomiły ten łazik, jednak elektronika pojazdu działała aż do października 2016 roku.
Chiny oficjalnie nie informują o statusie tej misji, jednak radioamatorzy z całego świata wciąż odbierają sygnały od lądownika Chang’e 3. Sygnał jest mocny i wyraźnie rozróżnialny od szumu tła. Oznacza to, że przynajmniej system zasilania, system komunikacji i komputer pokładowy nadal prawidłowo działają u lądownika Chang’e 3. Jest to duże osiągnięcie – ponad 4 lata pracy na powierzchni Srebrnego Globu.
Pod koniec 2018 roku w kierunku księżyca powinna wystartować kolejna chińska wyprawa bezzałogowa – Chang’e 4. Lądownik ma osiąść na powierzchni Srebrnego Globu po stronie niewidocznej z Ziemi, prawdopodobnie w rejonie Aitken. W czerwcu 2017 pojawiła się informacja, że na pokładzie Chang’e 4 znajdą się także próbki biologiczne, w tym ziemniaki i motyle.
(NSF)
http://kosmonauta.net/2018/01/change-3-wciaz-dziala/

Chang’e 3 wciąż działa.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

W 2018 roku naukowcy zaprezentują pierwsze zdjęcie czarnej dziury
autor: John Moll (2018-01-12 13:15)
Wielki projekt naukowy pod nazwą Event Horizon Telescope (EHT) wszedł niedawno w decydującą fazę. Naukowcy przetwarzają gigantyczne ilości danych pozyskanych przez sieć zsynchronizowanych radioteleskopów, które prowadziły obserwacje supermasywnej czarnej dziury. Program ten ma jeden konkretny cel - udowodnić ich istnienie.
W program EHT zaangażowano szereg radioteleskopów z całego świata, które pracowały w idealnej harmonii. Dzięki ich synchronizacji uzyskaliśmy jeden radioteleskop wielkości naszej planety, z pomocą którego mogliśmy obserwować czarną dziurę Sagittarius A* - obiekt o masie około 4 milionów Słońc, który znajduje się 26 tysięcy lat świetlnych od nas.
Badania trwały w dniach 4-9 kwietnia 2017 roku. Następnie naukowcy musieli dostarczyć twarde dyski wraz z danymi do sieci komputerowej w MIT Haystack Observatory. W połowie grudnia, ostatni dysk został przetransportowany samolotem z radioteleskopu South Pole Telescope. Teraz zespół naukowców pracujący nad projektem Event Horizon Telescope może zabrać się za ich analizę.
Lider programu Sheperd Doeleman zaznacza, że komputery muszą przetworzyć niewyobrażalnie wielkie ilości informacji i zajmie to sporo czasu. Istnieje możliwość, że już w tym roku prace dobiegną końca i ujrzymy pierwsze zdjęcie czarnej dziury. Według ogólnej teorii względności, horyzont czarnej dziury rzuca okrągły "cień" na otaczającą ją plazmę i to właśnie ten "cień" uwieczniony na wyprodukowanym zdjęciu będzie naszym pierwszym dowodem na istnienie czarnych dziur. Zatem na potwierdzenie tych kosmicznych potworów będziemy musieli poczekać miesiące, w najgorszym przypadku nawet kilka lat.
Źródło:
http://tylkonauka.pl/wiadomosc/w-2018-roku-zobaczymy-zdjecie-czarnej-dziury
http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/w-2018-roku-naukowcy-zaprezentuja-pierwsze-zdjecie-czarnej-dziury

W 2018 roku naukowcy zaprezentują pierwsze zdjęcie czarnej dziury.jpg

W 2018 roku naukowcy zaprezentują pierwsze zdjęcie czarnej dziury2.jpg

W 2018 roku naukowcy zaprezentują pierwsze zdjęcie czarnej dziury3.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Puls Kosmosu gra z WOŚP
Napisany przez Radosław Kosarzycki dnia 13/01/2018
ielkimi krokami zbliża się kolejny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W ramach aukcji charytatywnych allegro postanowiliśmy wystawić ciekawy okaz. Jest to stożek zderzeniowy z Ries – pamiątka po potężnym uderzeniu meteorytu. Z resztą przeczytajcie sami w linku do aukcji:
http://aukcje.wosp.org.pl/stozek-zderzeniowy-z-ries-i5985667
http://www.pulskosmosu.pl/2018/01/13/puls-kosmosu-gra-z-wosp/

http://aukcje.wosp.org.pl/stozek-zderzeniowy-z-ries-i5985667

Puls Kosmosu gra z WOŚP.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2018)