Skocz do zawartości
Paweł Baran

Astronomiczne Wiadomości z Internetu

Rekomendowane odpowiedzi

Oto oficjalne nazwy kraterów na Charonie. Jest też polski akcent
2018-04-16. Filip Geekowski
W końcu doczekaliśmy się oficjalnych nazw dla najbardziej charakterystycznych struktur na największym księżycu Plutona, Charonie. Sonda New Horizont przesłała na Ziemię rewelacyjne zdjęcia tego obiektu w 2016 roku, zupełnie zmieniając nasze o nim pojęcie.
Międzynarodowa Unia Astronomiczna (IAU) postanowiła ukoronować nazwami wielkich podróżników ze światowej literatury. Znalazło się tam też miejsce dla twórczości Stanisława Lema. Jeden z kraterów otrzymał nazwę Pirx na cześć słynnego pilota pojawiającego się w literaturze wielkiego polskiego pisarza.
Nazwy kraterów:
Krater Pirx - Pilota Pirxa na pewno znacie, jeśli czytaliście literaturę naszego wielkiego pisarza Science-fiction, Stanisława Lema. Pirx podróżował pomiędzy Ziemią, Księżycem i Marsem.
Krater Nemo - Nemo nikomu przedstawiać nie trzeba, przecież to postać wszystkim świetnie znana z literatury science-fiction Julusza Verne'a pod tytułem: "Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi".
Krater Revati - Tyczy się hinduskiego epickiego poematu Mahabharata, w którym występuje Rewati. Opowieść ta jest uznawana za pierwszą w historii (około 400 roku p.n.e.), w której zawarto koncepcję podróży w czasie.
Krater Sadko - To imię poszukiwacza przygód z tradycyjnych średniowiecznych pieśni, który podróżował do dna morskiego.
Krater Dorothy - Na cześć Dorothy Gale, która jest bohaterką serii powieści dla dzieci o podróżach do magicznego świata Oz. Autorem powieści jest oczywiście L. Frank Baum.
Krater Nasreddin - Podróżnik Hodża Nasreddin pojawia się w wielu baśniach rozpowszechnionych na Bliskim Wschodzie, w Południowej Europie i części Azji.

Nazwy kanionów:

Kanion Caleuche - To nazwa mitycznego statku-widmo, który pływa po morzach wokół małej wyspy Chiloé, w pobliżu wybrzeży Chile, zbierając martwych, którzy na jego pokładzie żyją wiecznie.
Kanion Argo - Argo to oczywiście nazwa statku, którym podróżowali Jazon i Argonauci w wyprawie po Złote Runo.
Kanion Mandjet - Nawiązuje do nazwy łodzi z egipskiej mitologii, którą codziennie podróżował po niebie Ra (Re) - bóg słońca. mandjet jest uznawany za jeden z najwcześniejszych mitologicznych przykładów statków kosmicznych.
Nazwy Gór:

Góry Clarke'a - Sir Arthur C. Clarke to jeden z najsłynniejszych na świecie pisarzy science-fiction i futurystów. Jest on twórcą m.in. powieści "2001: Odyseja kosmiczna".
Góra Butler - To ukłon w stronę pisarki Octavii E. Butler, znanej nam z trylogii Xenogenesis, a opowiadającej o odejściu ludzkości z Ziemi i powtórnym na nią powrocie. Jako pierwsza spośród pisarzy science-fiction otrzymała ona nagrodę MacArthur Fellowship.
Góra Kubricka - Oczywiście na cześć Stanleya Kubricka, reżysera filmu "2001: Odyseja kosmiczna", przedstawiającego ewolucję ludzkości od hominidów do eksploratorów kosmosu.
Źródło: GeekWeek.pl/IAU / Fot. NASA/IAU
http://www.geekweek.pl/aktualnosci/32632/oto-oficjalne-nazwy-kraterow-na-charonie-jest-tez-polski-akcent

Oto oficjalne nazwy kraterów na Charonie. Jest też polski akcent.jpg

Oto oficjalne nazwy kraterów na Charonie. Jest też polski akcent2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Odkrywanie tajemnic ciemnej materii
Napisany przez Radosław Kosarzycki dnia 17/04/2018
Astronom Nico Cappelluti z Uniwersytetu Miami na co dzień bada niebo. Jako profesor na Wydziale Fizyki Cappelluti w swojej pracy bada supermasywne czarne dziury, naturę ciemnej materii oraz aktywne jądra galaktyczne (AGN).
Niedawno Cappelluti opublikował wyniki swoich badań, które mogą dać naukowcom i astrofizykom wskazówki, których poszukują od całych dziesięcioleci starając się odkryć czym jest ciemna materia i skąd się ona bierze?
Według Esry Bulbul, astrofizyczki z  Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics i współautorki artykułu Cappellutiego nawet 95 % masy wszechświata składa się z ciemnej materii.
Artykuł Cappellutiego opublikowany w periodyku  The Astrophysical Journal i zatytułowany „Searching for the 3.5 keV line in the deep fields with Chandra: the 10 MS observations,” skupia się na interesującym źródle promieniowania dostrzeżonym przez cztery różne teleskopy, które skierowane były w cztery różne fragmenty nieba. Źródło tego promieniowania jak na razie jest nieznane naukowcom i spowodowało sporo zamieszania w świecie astrofizyki. Bulbul odkryła także linię emisyjną podczas badania gromad galaktyk w 2014 roku.
„Aby obserwować promieniowanie rentgenowskie na niebie wykorzystujemy specjalnie do tego zaprojektowane teleskopy. Poszukując tego promieniowania, nasze teleskopy zauważyły nieoczekiwaną cechę i zarejestrowały widmo promieniowania, które nie pochodzi z żadnej znanej emisji atomowej” mówi Cappelluti. „Obecnie ta linia emisyjna znana jest jako linia na 3.5 kiloelektronowoltach (3.5 keV). Nasza interpretacja mówi, że linia ta powstaje wskutek rozpadu ciemnej materii.”
Cztery teleskopy, które zarejestrowały emisję na 3.5 keV to: NuSTAR, XMM-Newton, Chandra oraz Suzaku.
„Owa linia emisyjna na 3.5 keV pozostaje niezidentyfikowana. Naprawdę nie wiemy co to jest,” mówi Bulbul. „Ale jedna z teorii mówi, że może to być sterylne neutrino, które także znane jest jako ulegająca rozpadowi ciemna materia. Szczególnie ciekawy jest fakt, że dr Cappelliti odkrył emisję na 3.5 keV w naszej własnej galaktyce.”
„Jeżeli okaże się, że mamy  rację, dowiemy się czym jest ciemna materia, a to może być jedno z większych odkryć w fizyce,” mówi Cappelluti. „Wiemy, że Droga Mleczna otoczona jest ciemną materią. Można nawet wyobrazić sobie, że żyjemy w bąblu  ciemnej materii. Ale chcemy także uzyskać statystyczną pewność naszej detekcji, dlatego tworzymy właśnie grupę zadaniową, która skupi się na sterylnych neutrinach.”
Jesienią tego roku, kilkoro naukowców z całego świata planuje zebrać się na Uniwersytecie Miami i zorganizować projekt analizowania masywnych ilości danych, które mogłyby przybliżyć nas do rozwiązania zagadki linii emisyjnej 3.5 keV.
„Naszym celem teraz jest ciągłe obserwowanie nieba i oczekiwanie na silniejsze teleskopy charakteryzujące się lepszą rozdzielczością, a które będą gotowe dopiero w 2021 roku oraz wymiana i analiza danych z innymi naukowcami, którzy próbują rozwiązać zagadkę ciemnej materii” dodaje Bulbul.
http://www.pulskosmosu.pl/2018/04/17/odkrywanie-tajemnic-ciemnej-materii/

Odkrywanie tajemnic ciemnej materii.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Pierwszy lot załogowy lot Oriona w 2025 roku?
2018-04-17. Michał Moroz
Na konferencji Space Symposium pojawiła się informacja, że pierwszy załogowy lot kapsuły Orion może być opóźniony aż do 2025 roku.
Kapsuła MPCV Orion jest konstruowana przez firmę Lockheed Martin (LM) na zlecenie NASA od połowy zeszłej dekady. W tym czasie w programie nowego amerykańskiego pojazdu załogowego nastąpiło wiele zmian, w tym anulowanie, a następnie przywrócenie prac nad kapsułą w okrojonej formie, zmiana rakiety nośnej (Ares I/IV/V na SLS). W efekcie finalna wersja kapsuły budowana jest pod akronimem MPCV – Multi-Purpose Crew Vehicle.
Szereg zmian wymuszał przeprojektowanie kapsuły, co znacznie opóźniło budowę oraz testy. W konsekwencji pierwotny harmonogram mocno się opóźnił. Pierwszy testowy lot został zrealizowany w 2014 podczas bezzałogowej misji EFT-1. Test „pełnowymiarowowego” wariantu kapsuły MPCV Orion, wyposażonej w europejski moduł serwisowy, zaplanowano na 2019 rok. Pierwszy lot załogowy Oriona miał nastąpić nie wcześniej niż w 2021 roku, choć możliwe jest opóźnienie nawet do 2023 roku.
Nowe informacje dotyczące rozkładu lotów pojawiły się na tegorocznej konferencji Space Symposium, która odbywa się właśnie w Colorado Springs. Zaskakującą informację podał Todd May, dyrektor ośrodka NASA Marshall Space Flight Center (MSFC). Powiedział, że w NASA omawiany jest plan znacznego opóźnienia pierwszej misji załogowej nowej kapsuły.
W nowym planie pierwsze cztery misje rakiety SLS oraz kapsuły MPCV Orion były by bezzałogowe. Pierwszy start (misja EM-1) odbyłby się w 2021 roku. Natomiast pierwszy start misji załogowej nastąpiłby dopiero podczas misji EM-5, aktualnie planowanej na 2025 lub 2026 rok. Loty odbywały by się w słabszej konfiguracji rakiety SLS, o nazwie Block 1, która jest w stanie wynieść 70 ton na niską orbitę okołoziemską.
Co ciekawe wypowiedź została zdementowana przez biuro prasowe NASA, twierdzące, że Todd May nigdy nie mówił o lotach bez załogi w tym kontekście. W ostatnich tygodniach doszło do znacznych zmian wpływających na rozwój amerykańskich lotów załogowych. Przede wszystkim zwiększony został budżet agencji pozwalający na budowę drugiej mobilnej platformy startowej (tzw. mobile launcher) dla rakiety SLS. Pozwoli to na przeprowadzenie większej ilości startów SLS, ponieważ NASA nie będzie musiała modyfikować platformy na potrzeby zwiększonej rakiety SLS (wariant Block 2).
Według nowego planu w wersji Block 1 ma zostać przeprowadzona misja EM-2 (pierwotnie zakładano użycie Block 2) jak i wyniesienie sondy Europa Orbiter. Z drugiej strony niektóre źródła (Ars Technica) sugerują, że górny stopień SLS do Block 2, czyli Exploration Upper Stage (EUS) ma bardzo duże opóźnienia w budowie, grożące nawet skasowaniem cięższego wariantu SLS.
Oznacza to, że w NASA obecnie rozważane jest bardzo wiele scenariuszy i dopiero w najbliższych miesiącach wyklaruje się sytuacja. Trzeba pamiętać, ze SLS w wariancie Block 1 nie miał być przeznaczony do lotów załogowych i przystosowanie rakiety do tego celu (tzw man rating) może wpłynąć na konieczność przeprowadzenia dodatkowych lotów bezzałogowych.
(NW, AT, Twitter)
http://kosmonauta.net/2018/04/pierwszy-lot-zalogowy-lot-oriona-w-2025-roku/

Pierwszy lot załogowy lot Oriona w 2025 roku.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Fizycy rozpoczęli poszukiwania aksjonów mogących wyjaśnić ciemną materię
2018-04-17.
Dzięki nowym niskoszumowym nadprzewodzącym wzmacniaczom kwantowym fizycy mogą rozpocząć eksperymentalne poszukiwania aksjonów - hipotetycznych cząstek rozważanych jako jedna z możliwości wyjaśniających istnienie ciemnej materii – poinformowały amerykańskie ośrodki naukowe.
Informację przekazały University of California w Berkeley oraz University of Washington w Seattle.
Eksperymentalne poszukiwania aksjonów będą prowadzone w ramach projektu Axion Dark Matter Experiment (ADMX) w laboratoriach University of Washington w Seattle, który w ostatnich dniach zaprezentował wyniki świadczące o tym, że uzyskał na tyle dużą czułość, by "usłyszeć" potencjalne oznaki istnienia aksjonów ciemnej materii.
Ciemna materia to tajemniczy składnik Wszechświata, którego jest wielokrotnie więcej, niż zwykłej materii. Ciemnej materii nie widzimy; o jej istnieniu wnioskujemy na podstawie oddziaływań grawitacyjnych, jakie wywiera ona na zwykłą materię w kosmosie, a także na podstawie jej wpływu na ruch obiektów i normalnej materii we Wszechświecie. Od wielu lat trwają poszukiwania wyjaśnienia, co może stanowić ciemną materię. Rozważano np. masywne obiekty w halo galaktyk (tzw. MACHO), albo słabo oddziałujące masywne cząstki (tzw. WIMP), ale także właśnie aksjony.
Gdyby udało się potwierdzić istnienie aksjonów - miałoby to wpływ nie tylko na badania ciemnej materii, ale także rozwiązałoby problemy, z którymi boryka się tzw. model standardowy cząstek elementarnych. Chodzi m.in. o problem, że neutrony powinny mieć dipolowy moment elektryczny, a go nie posiadają. Aksjony zostały zaproponowane w 1977 właśnie po to, aby wyjaśnić brak obserwacji tej cechy u neutronów.
Aksjony - jeśli istnieją - oddziałują ze zwykłą materią niezwykle rzadko, więc bardzo trudno je wykryć. Mogą przelecieć nawet przez całą Ziemię bez "dotknięcia" cząstki zwykłej materii. Fizycy próbuję wykryć aksjony w eksperymencie ADMX poprzez wytworzenie silnego pola magnetycznego i użycie specjalnej tuby odbijającej, aby zmusić aksjony do zmiany na fotony o częstotliwości mikrofalowej, a następnie przy pomocy wzmacniaczy kwantowych "usłyszeć" je. Wszystko to musi się odbywać w najniższej możliwej temperaturze, aby obniżyć szumy tła.
O ile obniżenie szumu termicznego jest względnie proste (wystarczy obniżyć temperaturę detektora do 0,1 kelwina), o tyle eliminacja szumu od standardowych wzmacniaczy z tranzystorów półprzewodnikowych wciąż napotyka trudności. I właśnie tutaj zastosowanie znalazły specjalne detektory magnetyczne: nadprzewodzące urządzenia kwantowej interferencji (ang. SQUIDs – superconducting quantum interference devices). Wzmacniacz stosujący tę technologię opracował dwie dekady lat temu John Clarke, profesor na University of California w Berkeley. Początkowo wzmacniacze SQUID pracowały z częstotliwościami do 100 MHz, ale potrzebne były urządzenia o większych częstotliwościach, które w kolejnych latach udało się opracować.
Teraz udało się zastosować nowe urządzenia do aparatury eksperymentu ADMX i wykazać, że działają one prawidłowo. Nowa technologia pozwala zredukować szum o czynnik 30 na częstotliwości 600 MHz. Jeśli wystąpi sygnał od aksjonów, będzie go można wyraźnie wykryć. Fizycy planują starannie sprawdzić miliony częstotliwości w nadziei na detekcję sygnału od fotonów wyprodukowanych przy rozpadzie aksjonów. (PAP)
cza/ zan/
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C29136%2Cfizycy-rozpoczeli-poszukiwania-aksjonow-mogacych-wyjasnic-ciemna-materie

Fizycy rozpoczęli poszukiwania aksjonów mogących wyjaśnić ciemną materię.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

„Kosmiczna” oczyszczalnia pomoże w uprawach
Wysłane przez grochowalski w 2018-04-17
Opracowanie systemu oczyszczania wody, który pomoże w uprawach prowadzonych w pozaziemskich koloniach, to temat pracy doktorskiej realizowanej przez Annę Jurgę z Wydziału Inżynierii Środowiska Politechniki Wrocławskiej
Podróże na Marsa i założenie tam stałej kolonii przestają być już tylko tematami filmów i powieści science-fiction, ale powoli przechodzą w fazę faktycznej realizacji. Pytanie o lot na czwartą planetę Układu Słonecznego coraz częściej brzmi „kiedy tam dotrzemy?”.
Lecz jak już będziemy na Czerwonej Planecie, kolejnym krokiem bedzie powstanie pozaziemskiej, w dużym stopniu samowystarczalnej, kolonii, co wiąże się z opracowaniem nowych technologii związanych m.in. z zamknięciem obiegu wody np. poprzez wykorzystanie oczyszczonych ścieków do  uprawy żywności. To właśnie tego tematu dotyczy praca doktorska Anny Jurgi, którą pisze pod kierunkiem dr. hab. inż. Ryszarda Szeteli i z pomocą dr. Kamila Janiaka z Wydziału Inżynierii Środowiska PWr.
Ideą projektu jest opracowanie działającego w warunkach obniżonej grawitacji systemu oczyszczania ścieków wytwarzającego i dostarczającego składniki niezbędne do wzrostu roślin na uprawach aeroponicznych. Pomysł na temat pracy doktorskiej wziął się z zainteresowania naszej doktorantki kosmosem oraz pracy naukowej dr. Janiaka, który zajmuje się m.in. zwiększeniem efektywności oczyszczania ścieków poprzez zastosowanie bakterii anammox.
Aeroponika to jeden z systemów uprawy bezglebowej roślin. Rośliny są umieszczone na wiszących płytach, ich korzenie znajdują się w powietrzu, a wodę i składniki mineralne otrzymują w postaci mgiełki rozpylanej bezpośrednio na korzenie. Obecnie prowadzone badania pokazują, że dzięki tej metodzie rośliny rosną i rozwijają się dużo szybciej niż przy zastosowaniu tradycyjnych technik. Tego typu uprawy mogą być w przyszłości wykorzystywane w koloniach pozaziemskich do produkcji żywności.
– Celem projektu jest opracowanie reaktora biologicznego, w którym przy zastosowaniu bakterii ścieki byłyby oczyszczane, czego  efektem będzie otrzymanie odżywki, wykorzystywanej do nawożenia upraw aeroponicznych. Pozwoli to na pierwszy krok w kierunku zamknięcia całego obiegu wody na kolonii pozaziemskiej – tłumaczy doktorantka.
Koncepcja zakłada wykorzystanie moczu oraz tzw. wody szarej, a więc wody użytej wcześniej przez kolonistów np. do kąpieli i mycia. W pierwszym etapie ścieki są transportowane do reaktora biologicznego, w którym – przy zastosowaniu procesu nitryfikacji, czyli utleniania amoniaku i soli amonowych do azotynów i azotanów – zostaną przerobione na pożywkę zasilającą następnie rośliny na uprawach aeroponicznych.
– Wytworzenie nawozu o odpowiednich dla roślin parametrach jest trudnym zadaniem, ale reakcje zachodzące w reaktorze biologicznym pozwalają na otrzymanie potrzebnych związków. Chodzi o to, żeby procesy normalnie zachodzące w glebie przenieść do reaktora – mówi Anna Jurga.
Przy projekcie nasi naukowcy współpracują z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu, gdzie prowadzone są badania m.in. nad uprawami aeroponicznymi pomidorów i ziemniaków.  – Wiadomo, że dieta kolonistów powinna być zróżnicowana, dlatego w kolonii pozaziemskiej docelowo uprawianych musi być ok. 15 gatunków roślin. My w naszym projekcie skupimy się na początku na pojedynczych gatunkach roślin i w miarę upływu czasu będziemy się starali stworzyć bardziej skomplikowane moduły. Trzeba pamiętać, że każda roślina ma określony wymogi i osobną kwestią jest to, czy za pomocą jednej odżywki otrzymanej w naszym reaktorze biologicznym da się odżywić kilkanaście różnych gatunków roślin – dodaje dr Kamil Janiak.
Reaktor biologiczny oczyszczający wodę będzie miał ok. 2 m szesc. objętości, a pojedynczy układ wystarczy dla ośmioosobowej załogi. Przygotowując instalację nasi naukowcy są jednak ograniczeni m.in. tym, ile ścieków będzie produkowane w habitacie.
– O ile w przypadku uryny jesteśmy w stanie to określić, to niestety trudno oszacować, ile wody będzie wykorzystywane przez pojedynczego kolonistę np. do kąpieli. W tym wypadku musimy się opierać na raportach NASA, które zakładają, że pobór wody w zaawansowanej kolonii pozaziemskiej będzie zdecydowanie niższy niż np. w krajach Trzeciego Świata. Dzienne zużycie wody ma wynieść ok. 30-40 litrów na osobę, a trzeba pamiętać, że część, której nie pobiorą rośliny, będzie oczyszczona w układzie membranowym i skierowana do ponownego użytku – wyjaśnia Anna Jurga.
Kolejnym problemem jest oszacowanie wpływu obniżonej grawitacji na procesy oczyszczania biologicznego ścieków. – Niestety nie da się tego długotrwale zasymulować, ale przy projektowaniu współpracujemy z osobami, które prowadzą badania nad modelowaniem wpływu obniżonej grawitacji. Trzeba przyjąć, że przy wprowadzeniu odpowiednich danych nasza koncepcja sprawdzi się w tych nietypowych warunkach, ale oczywiście najlepiej byłoby to przetestować np. na międzynarodowej stacji kosmicznej – dodaje doktorantka.
Co ciekawe, cała instalacja ma powstać w technologii druku 3D. To rozwiązanie bardzo praktyczne i łatwe do zastosowania, bowiem w wypadku uszkodzenia jakiegoś elementu, nowe części będzie można w dość szybkim czasie uzyskać na miejscu.
– O ile opanowanie samego procesu biologicznego nie stanowi wielkiego problemu, to sporym wyzwaniem będzie takie przygotowanie reaktora, żeby był szczelny i żeby te procesy w nim zachodziły. Do rozwiązania mamy więc sporo kwestii technicznych – przyznaje dr Kamil Janiak.
Problemu nie będzie natomiast z energią, bowiem biologiczne procesy oczyszczania wody są dużo bardziej energooszczędne niż techniki fizyko-chemiczne, co oznacza, że przy długotrwałym pobycie w kolonii pozaziemskiej, także bardziej efektywne.
– Ważne jest również, że nasz projekt może mieć zastosowanie na Ziemi. Bowiem jest wiele miejsc, które obecnie borykają się z deficytem wody, a zastosowanie zamkniętego obiegu oraz wtórne wykorzystanie ścieków znacząco ogranicza zużycie zasobów – podkreśla naukowiec.
Obecnie nasi badacze poszukują źródeł finansowania dla projektu. Anna Jurga ma także nadzieję, że jej praca zainteresuje Europejską Agencję Kosmiczną (ESA). – Pod koniec kwietnia lecę na tygodniowy kurs do placówki ESA w Belgii i chciałabym poruszyć ten temat. Jest bowiem szansa, że pracę doktorską mogłabym napisać we współpracy z agencją – dodaje doktorantka.
Źródło: mic/Politechnika Wrocławska
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/kosmiczna-oczyszczalnia-pomoze-uprawach-4294.html

Kosmiczna oczyszczalnia pomoże w uprawach.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Olbrzymi "kosmiczny śmieć" zostanie uprzątnięty przy pomocy mechanizmu zaciskowego SENER Polska
2018-04-17.
Mechanizm zaprojektowany przez SENER Polska w fazie B1 misji e.Deorbit wygrał z konkurencyjnym rozwiązaniem i został wybrany przez Europejską Agencję Kosmiczną do dalszego rozwoju. SENER działa w ramach konsorcjum kierowanego przez firmę Airbus, w którym uczestniczą jeszcze dwa inne podmioty z naszego kraju. Z każdym rokiem ruch na orbicie okołoziemskiej się zwiększa, ale coraz większe zagrożenie dla satelitów i załóg pojazdów kosmicznych stanowią kosmiczne
ESA chce walczyć z tym problemem, dlatego w ramach inicjatywy „Czysta przestrzeń kosmiczna” organizuje misję e.Deorbit, której celem jest usunięcie z orbity nieaktywnego satelity Envisat. To najcięższy cywilny satelita bezzałogowy, waży aż 8,2 tony i wraz z panelem słonecznym mierzy ponad 25 metrów długości.

Zaprojektowany przez SENER Polska mechanizm zaciskowy posłuży do uchwycenia Envisata po tym, jak tzw. satelita pościgowy przyciągnie go do siebie przy pomocy robotycznego ramienia. Następnie uruchomione zostaną silniki i satelity zostaną skierowane do ziemskiej atmosfery, gdzie ulegną częściowemu spaleniu, a ich pozostałości spadną do Oceanu Spokojnego.
Misja e.Deorbit stanowi duże wyzwanie technologiczne, wynikające rozmiarów i nieznanej rotacji Envisata. Z tego powodu ESA oraz agencje narodowe prowadzą liczne projekty badawczo-rozwojowe. W latach 2016-2017 prace były realizowane równolegle przez dwa konkurencyjne, międzynarodowe konsorcja, na czele których stały OHB i Airbus. Do kolejnego etapu misji ESA wybrała już tylko jedną grupę, tę kierowaną przez Airbus. Należą do niej aż trzy podmioty z naszego kraju – SENER Polska, Centrum Badań Kosmicznych PAN oraz GMV.

- W projektowaniu mechanizmu zaciskowego dla misji e.Deorbit wyzwanie stanowiły znaczne siły działające na urządzenie podczas manewrów oraz wymóg dużej sztywności połączenia z Envisatem. Nie mniej ważna jest precyzja – mechanizm musi bowiem złapać nieaktywnego satelitę za pierścień, który łączył go niegdyś z rakietą wynoszącą – mówi Aleksandra Bukała, dyrektor generalna SENER Polska.
O kosmicznych śmieciach

Szacuje się, że wokół Ziemi krąży kilkadziesiąt tysięcy obiektów większych niż 10 cm, mogących zagrozić bezpieczeństwu misji kosmicznych, w tym załogowych. Mniejszych śmieci jest wielokrotnie więcej. Największe obiekty to przede wszystkim nieaktywne satelity oraz górne człony rakiet nośnych. Agencje kosmiczne dopiero niedawno postanowiły walczyć z problemem krążących na orbicie śmieci. Przykładowo, wszystkie nowe satelity ESA muszą mieć systemy pozwalające na deorbitację albo odlecenie na „orbitę cmentarną”. Najpoważniejszym problemem pozostają jednak obiekty wyniesione nad Ziemię w przeszłości.


Informacja prasowa: planetpr.pl, SENER Polska
http://www.astronomia24.com/news.php?readmore=773

Olbrzymi kosmiczny śmieć  zostanie uprzątnięty przy pomocy mechanizmu zaciskowego SENER Polska.jpg

Olbrzymi kosmiczny śmieć  zostanie uprzątnięty przy pomocy mechanizmu zaciskowego SENER Polska2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Bliskie przeloty 2018 GY3 (10.04.2018) i 2018 GE3 (15.04.2018)
2018-04-17. Krzysztof Kanawka
Piętnastego kwietnia doszło do przelotu stosunkowo dużej planetoidy w pobliżu Ziemi. Obiekt znalazł się w odległości około 192 tysięcy kilometrów.
Stosunkowo duża planetoida 2018 GY3 przeleciała w pobliżu Ziemi 15 kwietnia 2018. Moment minimalnego zbliżenia nastąpił około godziny 08:40 CEST w odległości około 192 tysięcy kilometrów. Odpowiada to połowie dystansu do Księżyca. Średnicę tej planetoidy wyznaczono na 50-110 metrów – prawdopodobnie obiekt ma średnicę około 70 metrów. Jest to drugi co do wielkości obiekt (po 2018 AH), który w tym roku znalazł się bliżej naszej planety niż Księżyc. 2018 GY3 została wykryta na około 22 godziny przed maksymalnym zbliżeniem do Ziemi.
Uderzenie 2018 GY3 w Ziemię potencjalnie mogłoby wyrządzić duże szkody na skalę lokalną. Ten obiekt ma większą średnicę od tego, który stworzył słynny “Krater Meteor” w USA o średnicy 1,1 km (aczkolwiek obiekt, który stworzył ten krater składał się głównie z metalu i miał dużą gęstość). Różne wyliczenia, w zależności od składu i gęstości 2018 GY3 sugerują powstanie krateru do 2 km średnicy, choć możliwe jest także rozerwanie planetoidy jeszcze w atmosferze i wytworzenie serii mniejszych kraterów.
Ponadto, 10 kwietnia o godzinie 06:20 CEST nastąpił moment maksymalnego zbliżenia planetoidy 2018 GE3. Średnicę tego obiektu wyznaczono na około 10 metrów. 2018 GE3 znalazła się w odległości około 300 tysięcy kilometrów od Ziemi, co odpowiada 0,78 średniego dystansu do Srebrnego Globu. Co ciekawe, 12 kwietnia doszło do przelotu meteoroidu 2018 GD2. Łącznie zatem na przestrzeni jednego tygodnia doszło do (wykrytych) przelotów trzech małych “intruzów”.
Jest to dwudziesty piąty i dwudziesty szósty wykryty bliski przelot planetoidy lub meteoroidu w 2018 roku. W 2017 roku takich wykrytych przelotów było 53. W 2016 roku wykryto przynajmniej 45 bliskich przelotów, w 2015 roku takich odkryć było 24, a w 2014 roku 31. Z roku na rok ilość odkryć rośnie, co jest dowodem na postęp w technikach obserwacyjnych oraz w ilości programów poszukiwawczych, które niezależnie od siebie każdej pogodnej nocy “przeczesują” niebo. Pracy jest dużo, gdyż prawdopodobnie planetoid o średnicy mniejszej od 20 metrów może krążyć w pobliżu Ziemi nawet kilkanaście milionów.
Warto tu dodać, że pierwszym bliskim przelotem w 2018 roku było zbliżenie dużej planetoidy 2018 AH. Ten obiekt ma średnicę około stu metrów, a jego wykrycie nastąpiło dopiero po przelocie obok Ziemi.
(HT)
http://kosmonauta.net/2018/04/bliskie-przeloty-2018-gy3-10-04-2018-i-2018-ge3-15-04-2018/

Bliskie przeloty 2018 GY3 (10.04.2018) i 2018 GE3 (15.04.2018).jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Astrohunters.pl
Zapraszamy całymi rodzinami na wyjątkowy wieczór do Obserwatorium Astronomicznego AstroLab! Z nami wybierzecie się w kosmiczną przygodę i poznacie nowe, fascynujące światy Kosmosu!
Wspólnie z Wami, będziemy przemierzać przestrzeń Układu Słonecznego. Zbliżymy się do gorącej słonecznej atmosfery, dotkniemy pozostałości z warkocza komety i zanurzymy się w lodowych pierścieniach Saturna.
W programie m.in.:
- wirtualna podróż po Układzie Słonecznym z przewodnikiem,
- zwiedzanie obserwatorium,
- wizualizacja nieba nad Polską w formie planetarium,
- jak działa teleskop? - zapoznanie ze sprzętem wykorzystywanym w obserwatorium,
Po spotkaniu będzie możliwość zakupienia astropamiątek z Obserwatorium!
Zapraszamy!

Rodzinne Spotkanie z Astronomią.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

W Utah utworzono sanktuarium ciemnego nieba
Wysłane przez iwanicki w 2018-04-17
Święte miejsce z niezapomnianymi widokami, pod bardzo ciemnym niebem, z dala od osiedli ludzkich? Takie atrakcje zapewnia Rainbow Bridge Monument - świeżo utworzony międzynarodowy obszar ochrony ciemnego nieba.
Na terenie Rainbow Bridge Monument, w amerykańskim stanie Utah, znajduje się charakterystyczna formacja skalna w kształcie mostu. Jest to jeden z największych tego typu naturalnych tworów na naszej planecie. Przez setki lat budził podziw wśród autochtonów i do dziś dnia traktowany jest przez plemienia Hopi, Zuni, Navajo, San Juan Southern Paiute, Kaibab Paiute oraz Mountain Ute jako święte miejsce.
Mimo, że od dawna znany wśród miejscowych Indian, obszar wchodzący w skład Rainbow Bridge Monument odkryty został przez Amerykanów dopiero w 1909 r. Wpływ na to miało znaczne oddalenie "skalnego mostu" od osiedli ludzkich oraz lokalizacja na trudno dostępnym terenie. Do dzisiaj dotrzeć tam można jedynie po dwugodzinnym rejsie łodzią po Jeziorze Powell lub po wielogodzinnym marszu górskimi szlakami (dla mniej wytrwałych funkcjonuje połączenie lotnicze). Mimo pewnych trudności komunikacyjnych okoliczne cuda natury odwiedza rocznie 85 tys. turystów.
Znaczna izolacja od zamieszkanych obszarów powoduje brak zjawisk związanych z zanieczyszczeniem sztucznym światłem. Pomiary prowadzone miernikiem SQM wykazały średnią jasność nocnego nieba powyżej 22 mag/arcsec2, a więc obszar ten należy do najciemniejszych w całych Stanach Zjednoczonych. Tak ciemne niebo z pewnością jeszcze długo będzie rozpościerać się na tym terenem, ponieważ w najbliższej okolicy panuje całkowity zakaz wznoszenia jakichkolwiek budowli, a sam pobyt, w tym np. nocne kempingi, muszą zostać zaakceptowane przez radę plemienia Navajo.
Utrzymaniu warunków naturalnej ciemności sprzyja brak jakichkolwiek źródeł sztucznego światła na obszarze Rainbow Bridge Monument oraz w bezpośredniej okolicy. Najbliższa, niewielka osada licząca 350 mieszkańców, znajduje się w odległości ok. 10 kilometrów. Następnym, pod względem odległości, jest 7 tysięczne miasteczko Page położone niemal 30 kilometrów na południowy zachód. Mimo sporych odległości od najbliższych źródeł sztucznego światła, władze Rainbow Bridge Monument, w porozumieniu z przedstawicielami okolicznych miasteczek, opracowali projekty modernizacji sieci oświetlenia publicznego.
Utworzenie obszaru ochrony ciemnego nieba na opisywanym terenie nieprzypadkowo zbiegło się z obchodami Międzynarodowego Tygodnia Ciemnego Nieba, który rozpoczął się 15 kwietnia. Na 21 kwietnia, tj. w finałowy dzień obchodów, na brzegu Jeziora Powell zaplanowano oficjalne uroczystości z okazji przyznania Rainbow Bridge Monument statusu międzynarodowego sanktuarium ciemnego nieba. W ramach uroczystości przeprowadzone zostaną wydarzenia o charakterze astronomicznym, które mają być organizowane również w innych porach roku.
Rainbow Brigde Monument jest dopiero czwartym międzynarodowym sanktuarium ciemnego nieba certyfikowanym przez Międzynarodowy Związek Ciemnego Nieba (IDA). Pozostałe trzy znajdują się na nowozelandzkiej wyspie Aotea, na chilijskim płaskowyżu oraz na terenie amerykańskiego stanu Nowy Meksyk.
Więcej informacji:
•    Artykuł w IDA
•    Strona Rainbow Bridge Monument
•    Sanktuaria ciemnego nieba IDA
 
Źródło: IDA
Na ilustracji: Rozgwieżdżone niebo nad skalnym mostem w Utah. Źródło: Brent and Dawn Davis (www.brentdavisphotography.com)

http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/utah-utworzono-sanktuarium-ciemnego-nieba-4296.html

W Utah utworzono sanktuarium ciemnego nieba.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Słysząc kosmiczny szum zderzających się czarnych dziur
2018-04-17. Autor: Agnieszka Nowak
Co kilka minut para czarnych dziur zderza się ze sobą, wytwarzając słabe, ale równomierne bębnienie fal grawitacyjnych. Dzięki nowej technice, naukowcy będą w stanie je usłyszeć.
Głęboka przestrzeń kosmiczna nie jest tak cicha, jakby nam się wydawało. Co kilka minut para czarnych dziur rozbija się o siebie nawzajem. Kataklizmy te uwalniają zmarszczki w czasoprzestrzeni, znane jako fale grawitacyjne. Obecnie naukowcy opracowali sposób na usłyszenie tych zdarzeń. Fale grawitacyjne powstałe w wyniku łączenia się czarnych dziur powodują charakterystyczny dźwięk w danych zbieranych przez detektory fal grawitacyjnych. Jak się okazało, nowa technika ujawniła obecność tysięcy wcześniej ukrytych czarnych dziur.

Do chwili obecnej naukowcy zarejestrowali sześć potwierdzonych zdarzeń związanych z falami grawitacyjnymi, które zostały ogłoszone przez współpracowników LIGO i Virgo. Jednak według dr. Erica Thrane'a z ARC Centre of Excellence for Gravitational Wave Discovery (OzGrav) i Monash University, każdego roku ponad 100 000 zdarzeń emitujących fale grawitacyjne jest zbyt słabych, aby detektory mogły je jednoznacznie wykryć. Fale grawitacyjne z tych zderzeń łączą się, tworząc tło fal grawitacyjnych. Podczas, gdy poszczególne zdarzenia, które się do nich przyczyniają nie mogą być rozstrzygnięte indywidualnie, naukowcy od lat próbują wykryć ten cichy szum fali grawitacyjnej.

Pomiary tła fal grawitacyjnych pomogą naukowcom badać populacje czarnych dziur na dużych odległościach, a kiedyś być może ta technika da możliwość zobaczenia fal grawitacyjnych pochodzących od Wielkiego Wybuchu, które są ukryte za falami grawitacyjnymi z czarnych dziur i gwiazd neutronowych.

Naukowcy opracowali komputerowe symulacje słabych sygnałów czarnych dziur, zbierając masy danych do momentu, aż nie byli przekonani, że – w ramach symulowanych danych – były to słabe, ale jednoznaczne dowody na połączenie się czarnych dziur. Dr Rory Smith z ARC jest optymistą, że metoda ta w zastosowaniu do rzeczywistych danych przyniesie detekcję. Według doktora Smitha, ostatnie ulepszenia w analizie danych pozwolą na wykrycie „tego, czego przez dziesięciolecia ludzie szukali”. Szacuje się, że nowa metoda jest tysiące razy bardziej czuła, co powinno doprowadzić do osiągnięcia długo poszukiwanego celu.

Warto nadmienić, że naukowcy będą mieli dostęp do nowego superkomputera uruchomionego w marcu b.r. w Swinburne University of Technology. Komputer, o nazwie OzSTAR, będzie używany przez naukowców do wyszukiwania fal grawitacyjnych spośród danych z LIGO.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
EurekAlert!

Urania
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2018/04/syszac-kosmiczny-szum-zderzajacych-sie.html

Słysząc kosmiczny szum zderzających się czarnych dziur.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Zagadkowy sygnał z głębi kosmosu pomoże odkryć tajemnice ciemnej materii
2018-04-18

. Świat astronomii ostatnimi czasy inwestuje niebotyczne zasoby badawcze w projekty, które pomogą nam odkryć tajemnice ciemnej materii. Wszystko wskazuje na to, że już w przyszłym roku może nastąpić w tej kwestii ogromny przełom, a to za sprawą wykrycia zagadkowego, niezwykle intensywnego źródła promieniowania pochodzącego z głębi kosmosu.
Zjawisko jest znane jest jako linia emisyjna na 3.5 kiloelektronowoltach (3.5 keV) i zostało zarejestrowane w 2014 roku przez cztery teleskopy obserwujące różne części ziemskiego nieba, a mianowicie NuSTAR, XMM-Newton, Chandra i Suzaku.
Jest to jeden z najbardziej tajemniczych sygnałów, jaki próbuje rozwikłać nauka. Od tamtego czasu nie udało się odkryć, jaki obiekt odpowiada za tę emisję.
Astronom Nico Cappelluti z Uniwersytetu Miami i Esry Bulbul, astrofizyczka z Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics opublikowali w periodyku The Astrophysical Journal i zatytułowany "Searching for the 3.5 keV line in the deep fields with Chandra: the 10 MS observations".
"Podczas poszukiwań źródła tego zjawiska, nasze teleskopy zarejestrowały widmo promieniowania, które nie pochodzi z żadnej znanej emisji atomowej. Nasza interpretacja mówi, że linia ta powstaje wskutek rozpadu ciemnej materii" - powiedział Nico Cappelluti, autor badań nad linią 3.5 keV.
Naukowcy uważają, że źródłem promieniowania rentgenowskiego są sterylne neutrina, czyli rozpadająca się ciemna materia, która otacza naszą galaktykę, tworząc bańkę.
Jesienią bieżącego roku, astronomowie z całego świata zbiorą się na Uniwersytecie Miami i podejmą próbę szybkiej analizy ogromnych ilości danych zebranych w czasie ostatnich obserwacji.
"Jeśli okaże się, że mamy rację, dowiemy się czym jest ciemna materia, a to może być jedno z większych odkryć w fizyce" - dodał Cappelluti.
Trzymamy za to kciuki, bo jak twierdzi Nico Cappelluti i Esry Bulbul, zagadkowa ciemna materia stanowi aż 95 procent masy całego Wszechświata. Jeśli więc zdobędziemy o niej więcej informacji, to otworzą się przed nami drzwi do poznania wielu innych fascynujących zjawisk.
Źródło: GeekWeek.pl/Phys.org / Fot. NASA/Twitter
http://www.geekweek.pl/aktualnosci/32641/zagadkowy-sygnal-z-glebi-kosmosu-pomoze-odkryc-tajemnice-ciemnej-materii

Zagadkowy sygnał z głębi kosmosu pomoże odkryć tajemnice ciemnej materii.jpg

Zagadkowy sygnał z głębi kosmosu pomoże odkryć tajemnice ciemnej materii.2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dlaczego kosmiczna elektronika jest tak droga?
2018-04-18. Redakcja
To, co odróżnia specyfikę urządzeń przeznaczonych do misji kosmicznych od elektroniki komercyjnej to przede wszystkim inne, ekstremalnie nieprzyjazne środowisko.

Każdy start nowej misji kosmicznej wywołuje na świecie wiele emocji. Często w tym kontekście mówi się o kosztach, które najczęściej są wielokrotnie wyższe, niż podobne rozwiązania dedykowane do użytku na Ziemi. Przeciętni odbiorcy nie wiedzą zazwyczaj o trudnościach związanych z projektowaniem nawet najprostszej misji kosmicznej.
Przestrzeń kosmiczna ma ogromny wpływ na pracujące w nim urządzenia. Powoduje wiele problemów, których nie spotyka się w urządzeniach komercyjnych czy przemysłowych. Na szczęście niektóre z tych czynników, bądź ich brak, można próbować odtworzyć w laboratorium.
Duże trudności sprawia próżnia, „wysysająca” mikropęcherzyki powietrza, co może prowadzić do pękania elementów. Innym problemem jest brak możliwości chłodzenia elementów poprzez konwekcję. Ciepło można tylko wypromieniować w kosmos.
Kolejnym problemem są zmieniające się temperatury. Dla obiektów na niskiej orbicie okołoziemskiej wahają się one pomiędzy +150°C, a -100°C. W ciągu doby ma miejsce nawet kilkanaście cykli nagrzewania i chłodzenia. W przypadku misji bliżej Słońca temperatury będą jeszcze bardziej ekstremalne np. dla Misji BepiColmbo, temperatury mogą sięgnąć 400°C, a misji Parker Solar Probe aż 1500°C.
Należy pamiętać też, że w zdecydowanej większości przypadków poza Ziemią nie ma opcji serwisowania. W przypadku sondy komicznej udającej się do innego celu w Układzie Słonecznym nie ma żadnej możliwości interwencji w wypadku uszkodzenia choćby jednego z kilkunastu tysięcy elementów. Przez kilka-kilkanaście lat sprzęt ma po prostu działać.
Do tego dochodzi jeszcze starzenie się elementów wskutek radiacji czy promieniowania np. ultrafioletowego czy podczerwonego. Można to sobie łatwo wyobrazić: komputer pokładowy wysyła informacje do silnika hamującego lądownik (np. na Księżycu) na podstawie informacji zawartych w pamięci danych. Decyzja o uruchomieniu silnika jest podejmowana na podstawie tego czy zmienna ma przykładowo wartość 0101010101010101 lub 1101010101010101. Wystarczy jeden przelatujący ciężki jon lub neutrino -przenikające przez wszystko na swojej drodze – aby wybić bądź przesunąć elektron w strukturze tranzystora, powodując jego aktywację, lub zmianę zawartości pamięci. Takie zjawiska się zdarzają w kosmosie i trzeba im umiejętnie zaradzić projektując urządzenie. Stosuje się do tego zaawansowane metody sprzętowe jak i programowe metody detekcji.
Kolejna kwestią jest zużycie sprzętu. Przez starzenie się materiałów panele słoneczne pod koniec misji potrafią obniżyć swoją wydajność nawet o 60% (zależnie od technologii wykonania i orbity po jakiej porusza się satelita). Te wszystkie czynniki należy brać pod uwagę już na samym początku projektowania urządzenia, aby pod koniec misji po prostu nie „zabrakło prądu”.
W celu maksymalnego zabezpieczenia misji kosmicznej, w projektowaniu stosowane jest podejście typu Single Point Failure Free. Oznacza to, że układ musi być tak zaprojektowany, aby wskutek awarii jednego z elementów działanie całego układu nie zostało zakłócone, a błąd nie rozpropagował się na pozostałe elementy systemu. Gdy zaś chodzi o życie ludzkie, w przypadku misji załogowych obowiązuje podejście Double Point Failure Free. Wówczas nawet uszkodzenie dwóch podzespołów w urządzeniu nie może stanowić zagrożenia dla życia załogi i przebiegu misji.
Z tego powodu podzespoły przeznaczone do użytku w przestrzeni kosmicznej są wykonywane w innym procesie technologicznym, nierzadko z wykorzystaniem specjalnych materiałów. Są to elementy, które kosztują wielokrotnie więcej od komercyjnych odpowiedników. Przykładowo jeden tranzystor MOSFET średniej mocy, który znajdziemy w zasilaczu telewizora LCD kosztuje ok 1 euro. Jego kosmiczny odpowiednik w wersji RadHard, gwarantujący pracę przez 10 lat na orbicie, kosztuje zaś 1000 euro za sztukę. Specjalnie do zastosowań kosmicznych powstały też elementy samoregenerujące się. Takie elementy projektuje się w ten sposób, aby zjawisko występujące podczas procesu destrukcji jednocześnie aktywowało dodatkowy mechanizm hamujący proces uszkadzania. Prostym przykładem takiego rozwiązania jest autonomiczne wypełnianie kół rowerowych czynnikiem, który w kontakcie z powietrzem pęcznieje. Rowerzyści i kolarze doceniają, kiedy pomimo widocznych gwoździ czy kolców w oponie, nadal mogą kontynuować jazdę.
W misjach mniej profesjonalnych lub o krótszym zakładanym czasie życia satelity, jak np. w studenckich CubeSatach, stosuje się elementy komercyjne najwyższej klasy, które są jednak dużo tańsze od RadHardowych. Dzięki temu prawie każda uczelnia czy ośrodek badawczy może pokusić się o wystrzelenie swojego nanosatelity i przeprowadzenie eksperymentów lub pomiarów na orbicie.
Dziękujemy panu Krzysztofowi Krawczykowi za przesłanie tekstu.
Krzysztof Krawczyk – założyciel firmy ASED Advanced Space Electronic Devices. Swoja przygodę z kosmosem zaczął jako stażysta ESA w programie YGT w dziale Power and Energy Conversion, gdzie pracował m.in. przy analizie wpływu efektu Beam-out na system zasilania Misji BepiColombo.
http://kosmonauta.net/2018/04/dlaczego-kosmiczny-sprzet-jest-drogi/

Dlaczego kosmiczna elektronika jest tak droga.jpg

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Drugie Sympozjum dot. Edukacji Kosmicznej w Budapeszcie
2018-04-18. Adam Dąbrowski
W dniach 11-13 kwietnia w Budapeszcie odbyło się Drugie Sympozjum dot. Edukacji Kosmicznej (2nd SSEA). Była to już druga edycja tego wydarzenia (po pierwszej w Padwie w 2015 r.) współorganizowanego przez Europejską Agencję Kosmiczną.
W ciągu trzech dni wygłoszono 50 referatów o bardzo szerokiej tematyce. Wśród prezenterów byli przedstawiciele agencji kosmicznych (Europejskiej, Węgierskiej i Rumuńskiej), organizacji pozarządowych, studenci i wykładowcy europejskich uczelni technicznych zaangażowanych w działalność kosmiczną, przedsiębiorcy oraz nauczyciele. Wszyscy przedstawiali swoje osiągnięcia w popularyzacji nauk STEM a zwłaszcza w edukacji kosmicznej.
Dużym zainteresowaniem cieszyły się prezentacje zespołów startujących w programie REXUS/BEXUS. Wśród prelegentów i autorów plakatów byli zarówno absolwenci programu, uczestnicy ostatniej kampanii lotnej (o której problemach pisaliśmy tutaj), jak również zespoły, które dopiero przygotowują swoje eksperymenty.
W Budapeszcie zjawiła się duża reprezentacja z Polski. Projekt FREDE z Wrocławia (badanie rozpadu freonów) przedstawił Jędrzej Górski, a projekt HEDGEHOG z Gdańska (badanie drgań i przepływu ciepła na rakiecie sondażowej) zaprezentowali Adam Dąbrowski, Agnieszka Elwertowska, Karol Pelzner oraz Szymon Krawczuk. Wykładowcy z Politechniki Gdańskiej, dr inż. Marek Chodnicki oraz dr hab. inż. Zbigniew Łubniewski opowiedzieli o międzywydziałowym kierunku Technologie Kosmiczne i Satelitarne. Ponadto, Łukasz Wilczyński, organizator European Rover Challenge zaprosił wszystkie chętne zespoły na tegoroczną edycję zawodów.
Największe stanowiska na konferencji należały do Akademii Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA Academy) i Centrum Stosowanych Technologii Kosmicznych i Mikrograwitacji (ZARM) w Bremie. Można było się tam dowiedzieć o obecnych i przyszłych możliwościach testowania eksperymentów w warunkach mikro- i hipergrawitacji. Studenci otrzymali również zaproszenia na kursy organizowane w ESEC w Redu.
Organizatorzy z Uniwersytetu Techniczno-Ekonomicznego w Budapeszcie (BME) przygotowali bardzo interesujące wydarzenie, które na pewno zostanie mile zapamiętane przez uczestników i umocni rozwój węgierskiego sektora kosmicznego. Konferencję podsumował rejs statkiem po Dunaju, który był okazją do rozmowy o przyszłych projektach kosmicznych w pięknym otoczeniu węgierskiej stolicy.
(AD)
http://kosmonauta.net/2018/04/drugie-sympozjum-nt-edukacji-kosmicznej-w-budapeszcie/

Drugie Sympozjum dot. Edukacji Kosmicznej w Budapeszcie.jpg

Drugie Sympozjum dot. Edukacji Kosmicznej w Budapeszcie.2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Maksimum meteorów z roju Lirydów - 21/22 kwietnia 2018
2018-04-18
W najbliższy weekend, a więc w nocy z 21 na 22 kwietnia na nocne niebo zawita pierwszy większy rój meteorów tej wiosny. Będzie to jeden z najstarszych rojów meteorów, który wśród miłośników astronomii znany jest z nazwy - Lirydy. Teoretycznie jedynym warunkiem jaki musi zostać spełniony, by obserwacje przyniosły pozytywny rezultat jest bezchmurne niebo. Największy szczyt aktywności tego roju będzie miał miejsce w drugiej połowie nocy.
Rój Lirydów jest jednym z najstarszych znanych rojów meteorów, który obserwowany jest niemalże od 2600 lat. Radiantu czyli miejsca, z którego "rozbiegają się" meteory musimy szukać w okolicach gwiazdy Wegi w gwiazdozbiorze Lutni na północno-wschodnim horyzoncie nieba. Podczas tegorocznego maksimum w nocy z 21 na 22 kwietnia możemy spodziewać się około 15-20 meteorów na godzinę.

Lirydy związane są z Kometą Thatchera (C/1861 G1), której orbita zbliża się do orbity Ziemi. Jest to kometa długookresowa odkryta w 1861 roku przez A. E. Thatchera. Najlepsze warunki do obserwacji roju panują w drugiej połowie nocy, gdy radiant znajduje się w okolicach zenitu (punkt na niebie dokładnie ponad pozycją obserwatora). Aktywność Lirydów na nocnym niebie potrwa do 25 kwietnia. Przypominamy również aby nie patrzeć bezpośrednio w środek radiantu lecz kilkanaście stopni od niego, ponieważ najlepiej widoczne i jasne meteory znajdują się właśnie w tym rejonie.

Symbol IMO: 006 LYR
Gwiazdozbiór: Lutnia
Prędkość w atmosferze: 49 km/s
Okres występowania: 16 kwietnia - 25 kwietnia
Maksimum: 22 kwietnia
Aktywność: wysoka
ZHR: 18
Obiekt macierzysty: kometa Thatchera

Zachęcamy również wszystkich obserwatorów nieba do wysyłania własnych fotografii wykonanych podczas samodzielnych obserwacji. Za pomocą formularza (Wymaga rejestracji) zamieszczonego na naszej platformie możecie w łatwy sposób załadować dowolny plik z własnego komputera. Przed wysłaniem zalecamy podpisanie zdjęcia (data, miejsce, konfiguracja sprzętu, nazwa uwiecznionego obiektu). Każde oczywiście docenimy i zamieścimy na łamach naszego serwisu.
http://www.astronomia24.com/news.php?readmore=774

Maksimum meteorów z roju Lirydów - 21 22 kwietnia 2018.jpg

Maksimum meteorów z roju Lirydów - 21 22 kwietnia 2018.2.jpg

Maksimum meteorów z roju Lirydów - 21 22 kwietnia 2018.3.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

CHIME - całkiem inny radioteleskop!
Wysłane przez kuligowska w 2018-04-18
Prototyp CHIME (Canadian Hydrogen Intensity Mapping Experiment) już zaczął działać. Otwarto go we wrześniu ubiegłego roku w górzystej, południowej Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie. To kolejny wielki przełom w radioastronomii!
CHIME to radioteleskop cyfrowy. Oznacza to, że cały proces tworzenia obrazu nieba zachodzi za pośrednictwem jego oprogramowania. Jest to możliwe dzięki jego wyspecjalizowanym komponentom, w tym wzmacniaczom dla telefonów komórkowych i kartom graficznym opracowanych dla systemów związanych z grami wideo. Ten uniwersalny, programowalny sprzęt komputerowy pozwoli teleskopowi lepiej niż dotąd badać trzy ważne aspekty współczesnej astronomii: ciemną materie i energię, promieniowanie pulsarów, oraz szybkie błyski radiowe (FRB).
CHIME skanuje niebo nie posiadając przy tym żadnych ruchomych części. Porusza się wraz z ruchem obrotowym Ziemi, widząc całą północną półkulę. Jego czujniki składają się z mierzących 20 na 100 metrów reflektorów siatkowych, przy czym oś ogniskowa każdego takiego odbłyśnika jest wyłożona 256 antenami o podwójnej polaryzacji. Wejścia wszystkich tych anten są połączone, dzięki czemu CHIME jest największym niestandardowym korelatorem na świecie (korelatory łączą i wzmacniają słabe sygnały radiowe, aby zapobiec ich zagubieniu w szumach tła i zakłóceniach instrumentalnych). Lokalizacja CHIME również sprzyja jego dużej wydajności. Kanadyjskie obserwatorium DRAO (Dominion Radio Astrophysical Observatory) jest dobrze chronione przed zakłóceniami powodowanymi przez sztuczne, ziemskie fale radiowe.
Teleskop przetwarza dane w dwóch etapach. Sygnały analogowe są najpierw digitalizowane przez aparaturę "F-Engine". Informacje te są następnie przesyłane do "X-Engine" w celu wykonania ich analizy przestrzennej, dzięki czemu ma już miejsce odtworzenie rzeczywistego obrazu nieba. F-Engine musi przy tym przetwarzać 13 do 14 terabajtów na sekundę. To mniej więcej tyle, co cały światowy ruch danych w sieci komórkowej!
Modele ciemnej energii
CHIME był pierwotnie zaprojektowany właśnie do badań ciemną materią i energią. Astronomowie sądzą, że to ciemna energia jest siłą odpowiedzialną za zwiększającą się szybkość ekspansji Wszechświata. Naukowcy pracujący w tym projekcie będą używać teleskopu do mapowania największej objętości kosmosu, jaką kiedykolwiek zbadano, co ma pozwolić na lepsze zobrazowanie rozszerzania się Kosmosu i modelowanie efektów działania ciemnej energii. Naukowcy będą badać rozkład neutralnego wodoru, na który wpływają barionowe oscylacje akustyczne (BAO), czyli sferyczne otoczki materii o większej gęstości niż całe ich otoczenie. Stanowią one efekt związany z falami akustycznymi, jakie rozchodziły się we wczesnym Wszechświecie przez kilkaset tysięcy lat, zostawiając po sobie kuliste powłoki o średnicy około czterystu milionów lat świetlnych. To wielkość, jaką znamy i rozumiemy - a struktury te mogą zapewnić astronomom standardową linijkę do pomiaru kosmicznych odległości.
Neutralny wodów emituje fale radiowe na częstotliwości 21 centymetrów (1420 MHz). Ale ekspansja Wszechświata rozciąga silnie tę falę ku większym długościom, więc CHIME jest zoptymalizowany do obserwacji w zakresie od 400 do 800 MHz (co odpowiada długości fali od 75 do 38 cm), pozwalając na poszukiwanie tej emisji na bardzo dużych odległościach kosmologicznych. Dzięki temu aparatura może mapować gęstość wodoru dla wartości przesunięcia ku czerwieni z zakresu nawet 0,8 do 2,5, czyli dla czasu, gdy Wszechświat miał 2,5 do 7 miliardów lat. Naukowcy sądzą, że to właśnie wtedy ciemna energia zaczęła odgrywać ważną rolę. Dlatego chcą porównywać typowe wielkości sfer BAO i ich zmienność wraz z odległością (szacowaną zależność pomiędzy tymi wartościami) z ich odległościami mierzonymi wprost z prędkości wynikających z przesunięcia ku czerwieni. To ma nam dać pełniejszy obraz historii ekspansji kosmosu. Dla przykładu - jeśli Wszechświat "przyspiesza" płynnie, można spodziewać się wykresu o określonym kształcie, ale inne modele przyspieszenia jego ekspansji dadzą w efekcie całkiem inne kształty.
Podobne badania BAO przeprowadzano już wcześniej, ale poprzez pośrednie pomiary rozkładów odległych galaktyk, co było trudnym i żmudnym procesem. Metoda badania rozkładu wodoru związana z CHIME będzie szybsza i ma szansę zapewnić wyższą rozdzielczość.
Szybkie błyski radiowe
Temat ten stał się w nauce głośny w zasadzie w czasach wczesnego planowania konstrukcji CHIME. Zdecydowano się wówczas na usprawnienia, które pozwolą teleskopowi aktywnie włączyć się w badania tych niezwykle ciekawych zdarzeń na niebie. Szybkie błyski radiowe trwają tylko przez kilka milisekund. Astronomowie teoretyzują, że są one wywoływane przez szybko obracające się gwiazdy neutronowe lub czarne dziury, ale dotychczas wiemy o nich bardzo niewiele. A choć do tej pory odkryto tylko kilkadziesiąt zjawisk FRB (w tym jeden powtarzający się błysk), niektórzy uważają, że każdego dnia może występować ich nawet do 10 000 na całym niebie. Niestety, żaden współczesny teleskop nie jest w stanie śledzić na bieżąco tak szerokiego obszaru. CHIME może jednak zapewnić ciągłe obserwacje niezbędnego do scharakteryzowania rozkładów i zachowań FRB.
Fale grawitacyjne i pulsary
Przy okazji CHIME może przyczynić się do detekcji fal grawitacyjnych. Pulsary to szybko obracające się, silnie namagnesowane gwiazdy neutronowe, które emitują energię radiową z obszarów swych biegunów magnetycznych. Działają przy tym jak niezwykle precyzyjne zegary kosmiczne. Radioteleskopy z całego świata monitorują dużą liczbę pulsarów i katalogują ich zmienność w czasie  w ramach projektu Pulsar Timing Array (PTA), Zmienność w czasach rotacji pulsarów może być użyta jako wskaźnik przejścia fal grawitacyjnych przez dany obszar czasoprzestrzeni. A CHIME będzie w stanie dokładnie obserwować pulsary widoczne z półkuli północnej, dostarczając tym samym dane zwiększające precyzję i czułość badań PTA.
Zdaniem kanadyjskich astronomów CHIME może więc w dużej mierze zrewolucjonizować radioastronomię. Instrument jest nowatorski zarówno pod względem koncepcji, jak i technologii, co oznacza, że przejdzie on przez rozbudowany program uruchamiania, zanim zostanie w pełni  wykorzystany w praktyce. Pierwszy rok swojej pracy spędzi niemal wyłącznie na testach i kalibracji. To całkiem nowa technika obserwacji nieba, która wymaga ostrożnego podejścia - sposób, w jaki każdy kanał widzi niebo, czy sposób, w jaki dany kanał “widzi” swojego sąsiada, bardzo różni się od konwencjonalnych radioteleskopów.
Czytaj więcej:
•    Oryginalny artykuł
•    CHIME na filmie video
 
Źródło: astronomy.com
Zdjęcie na górze strony: prototyp CHIME na tle rozgwieżdżonego nieba.
Źródło: Keith Vanderlinde; Dunlap Institute
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/chime-calkiem-inny-radioteleskop-4281.html

CHIME - całkiem inny radioteleskop.jpg

CHIME - całkiem inny radioteleskop2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

DNA 350 000 gwiazd przeanalizowane w poszukiwaniu zaginionego rodzeństwa Słońca
Napisany przez Radosław Kosarzycki dnia 18/04/2018
Kierowana przez Australijczyków grupa astronomów pracująca także z europejskimi badaczami przeanalizowała „DNA” ponad 340 000 gwiazd w Drodze Mlecznej w poszukiwaniu rodzeństwa naszej gwiazdy dziennej, obecnie rozproszonego po całym niebie.
To jedno z ważniejszych oświadczeń w ramach ambitnego przeglądu Galactic Archaeology (GALAH), który ruszył pod koniec 2013 roku jako element odkrywania procesów formowania i ewolucji galaktyk. W momencie zakończenia projektu, naukowcy z zespołu GALAH przeanalizują już ponad milion gwiazd.
W ramach projektu GALAH naukowcy wykorzystali spektrograf HERMES zainstalowany na 3,9-metrowym Anglo-Australian Telescope w pobliżu Coonabarabran w Nowej Południowej Walli w Australii do zbierania widm 340 000 gwiazd.
W dniu dzisiejszym naukowcy po raz pierwszy udostępnili duży zestaw danych obserwacyjnych zebranych w ramach projektu.
Zebrane „DNA” pozwala prześledzić pochodzenie gwiazd, dzięki czemu naukowcy są w stanie obserwować jak Wszechświat zmieniał się z wypełnionego jedynie wodorem i helem – tuż po Wielkim Wybuchu – do obecnego wypełnionego wszystkimi pierwiastkami, które znamy na Ziemi, a które niezbędne są do powstania życia.
„Żaden inny przegląd nieba nie był w stanie badać tak wielu pierwiastków dla tak wielu gwiazd co GALAH” mówi dr Gayandhi De Silva z Uniwersytetu w Sydney, naukowiec instrumentu HERMES, który nadzorował grupy pracujące nad dzisiaj opublikowanym zestawem danych.
„Te dane umożliwią odkryć pierwotnych gromad gwiazd naszej Galaktyki, włącznie z gromadą, w której powstało Słońce oraz odkrycie jego rodzeństwa – jak dotąd jeszcze nikt na świecie nie zebrał takich danych jak naukowcy z projektu GALAH” dodaje de Silva.
Dr Sarah Martell z UNSW w Sydney, która kieruje obserwacjami prowadzonymi w ramach przeglądu GALAH dodaje także, że Słońce, tak jak i wszystkie gwiazdy, powstało w grupie lub gromadzie składającej się z tysięcy gwiazd.
„Każda gwiazda w tej gromadzie będzie miała taki sam skład chemiczny, DNA. Gromady takie szybko rozrywane są przez Drogę Mleczną i początkowo znajdujące się w niej gwiazdy rozpraszają się po całej galaktyce” mówi dr Martell.
„Celem zespołu GALAH jest szukanie związków DNA różnych gwiazd i znajdowanie rodzeństwa tych gwiazd, które z czasem oddaliło się od gromad macierzystych”.
Na DNA każdej gwiazdy składa się obfitość kilkudziesięciu pierwiastków chemicznych takich jak tlen, glin czy żelazo w jej składzie chemicznym.
Niestety astronomowie nie mogą pobrać DNA gwiazdy za pomocą patyczka, a muszą badać je obserwując emitowane przez nie światło. Zbierane przez teleskopy fotony wyemitowane przez gwiazdę przepuszczane są przez spektrograf, który rozszczepia wiązkę światła tworząc jej widmo.
Prof. Daniel Zucker z Uniwersytetu Macquarie oraz AAO przypomina, że astronomowie mierzą położenie i rozmiary ciemnych linii w widmie gwiazdy i na tej podstawie szacują ilość każdego pierwiastku w składzie chemicznym gwiazdy.
„Każdy pierwiastek chemiczny tworzy unikalny wzór ciemnych linii na określonych długościach fali promieniowania”.
Dr Jeffrey Simpson z AAO przyznaje, że aby zebrać wystarczającą ilość fotonów z każdej gwiazdy trzeba ją obserwować przez pół godziny. Na szczęści „możemy obserwować nawet 360 gwiazd jednocześnie dzięki zastosowaniu światłowodów”.
Aby zebrać opublikowane dzisiaj dane, badacze z zespołu GALAH spędzili przy teleskopie ponad 280 nocy zaczynając obserwacje w 2014 roku.
Pomiar obfitości każdego pierwiastka chemicznego w tak wielu gwiazdach stanowi nie lada wyzwanie. W tym celu naukowcy z projektu GALAH opracowali wyrafinowane techniki analizy danych.
Sven Burden z Instytutu Maxa Plancka mówi „Szkolimy nasz kod komputerowy The Cannon w rozpoznawaniu schematów w widmach podzbioru gwiazd, który przeanalizowaliśmy bardzo dokładnie, a następnie wykorzystujemy algorytmy uczenia maszynowego do określenia ilości każdego pierwiastka we wszystkich 340 000 gwiazd”. Duong dodaje „The Cannon nazwaliśmy tak na cześć Annie Jump Cannon, amerykańskiej astronomki, która sklasyfikowała widma około 340 000 gwiazd na przestrzeni kilkudziesięciu lat sto lat temu – nasz kod analizuje tyle gwiazd dużo dokładniej w niecały dzień”.
Opublikowanie zestawu danych z przeglądu GALAH zbiega się w czasie z publikacją olbrzymiego zestawu danych z europejskiego satelity Gaia, który stworzył mapę ponad 1,6 miliarda gwiazd w Drodze Mlecznej tworząc jak dotąd największy i najdokładniejszy atlas nieba.
W połączeniu z prędkościami ustalonymi w ramach przeglądu GALAH, dane z sondy  Gaia dostarczą nam nie tylko położenia i odległości do gwiazd, ale także informacji o ruchu gwiazd w galaktyce.
Źródło: University of Sydney
http://www.pulskosmosu.pl/2018/04/18/dna-350-000-gwiazd-przeanalizowane-w-poszukiwaniu-zaginionego-rodzenstwa-slonca/

DNA 350 000 gwiazd przeanalizowane w poszukiwaniu zaginionego rodzeństwa Słońca.jpg

DNA 350 000 gwiazd przeanalizowane w poszukiwaniu zaginionego rodzeństwa Słońca2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Diament z nieba może pochodzić z nieistniejącej już planety
Napisany przez Radosław Kosarzycki dnia 18/04/2018
Fragmenty meteorytu, który spadł na Ziemię jakieś dziesięć lat temu dostarczają przekonujących dowodów na to, że w naszym układzie planetarnym kiedyś istniała planeta, której obecnie już nie ma, wskazują wyniki badań opublikowane w dniu wczorajszym.
Badacze ze Szwajcarii, Francji i Niemiec zbadali diamenty odkryte wewnątrz meteorytu Almahata Sitta i doszli do wniosku, że najprawdopodobniej powstały one wewnątrz protoplanety co najmniej 4,55 miliarda lat temu.
Diamenty w meteorycie, który spadł na pustyni nubijskiej w Sudanie w październiku 2008 roku posiadają wewnątrz niewielkie kryształy, które do powstania wymagają potężnego ciśnienia – mówi jeden ze współautorów opracowania, Philippe Gillet.
„Dowiedliśmy, że te duże diamenty musiały powstawać w procesie narastania wewnątrz planety” mówił Gillet w rozmowie telefonicznej z przedstawicielem agencji informacyjnej AP.
Gillet, planetolog z Federal Institute of Technology w Lozannie powiedział, że badacze obliczyli, że do powstania takich diamentów potrzebne było ciśnienie rzędu 200 000 bar. Oznacza to, że tajemnicza planeta macierzysta musiała mieć rozmiary co najmniej Merkurego, a być może nawet Marsa.
Naukowcy od dawna przypuszczają, że we wczesnym Układzie Słonecznym kiedyś było dużo więcej planet – niektóre z nich były czymś więcej niż tylko masą stopionej magmy. Jeden z tych embrionów planetarnych – nazwany Teia – najprawdopodobniej zderzył się z młodą Ziemią, wyrzucając w przestrzeń olbrzymie ilości odłamków, z których z czasem uformował się Księżyc.
„Twierdzimy zatem” mówi Gillet, „że oto mamy w dłoniach pozostałość tej pierwszej generacji planet, których już dzisiaj nie ma, bo uległy zniszczeniu albo stały się częścią innej, większej planety”.
Addi Bischoff, ekspert zajmujący się meteorytami na Uniwersytecie w Muenster w Niemczech stwierdził, że w badaniach wykorzystano odpowiednio metody i wnioski wyciągnięte na ich podstawie są wiarygodne. Aczkolwiek w następnym etapie badań należy poszukać dowodów na długotrwałe oddziaływanie wysokiego ciśnienia także na minerały otaczające diamenty.
Wyniki badań opublikowano w periodyku Nature Communications.
Źródło:AP
http://www.pulskosmosu.pl/2018/04/18/diament-z-nieba-moze-pochodzic-z-nieistniejacej-juz-planety/

Diament z nieba może pochodzić z nieistniejącej już planety.jpg

Diament z nieba może pochodzić z nieistniejącej już planety.jp2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Wszystkich Czytelników Astronomicznych Wiadomości z Internetu chciałem Was poinformować, że są dodawane jak mam wolny czas z powodu ciężkiej pracy, jaką wykonuje przy drzewie, praca przy drzewie potrwa jeszcze cały ten tydzień, dlatego nie ma mnie rano, jedynie jak mam czas to koło wieczora siadam przed komputerem, ale dodaję je będąc zmęczony, myślę, że nie macie mi za złe, za to Was bardzo przepraszam, miejcie wyrozumiałość dla mnie. Serdecznie Was pozdrawiam. Paweł.:)

  • Sad 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Samotna gwiazda pod lupą
2018-04-18. Laura Meissner
Wykorzystując należący do ESO zespół teleskopów optycznych VLT (ang. Very Large Telescope) w Chile, udało się znaleźć bogaty w gwiazdy i chmury gazu krajobraz w sąsiadującej z nami galaktyce karłowatej o nazwie Mały Obłok Magellana. Wykonane przez urządzenie zdjęcia pozwoliły naukowcom zidentyfikować obiekt ukryty za skupiskami gazu, które powstały w wyniku wybuchu supernowej 2000 lat temu.
Dane z instrumentu MUSE (ang. Multi-Unit Spectroscopic Explorer) pokazały widoczny pierścień gazu w strukturze o nazwie 1E 0102.2-7219, który rozszerza się powoli, w porównaniu z otaczającym go szybko ekspandującym gazem i pyłem pozostałym po supernowej. Astronomowie zauważyli, że otacza on źródło promieniowania rentgenowskiego, które zauważone zostało już kilka lat temu. Cechy tego źródła pozostawały dotychczas zagadką, gdyż naukowcy nie mieli pewności, czy obiekt wysyłający promieniowanie X znajduje się wewnątrz obłoków gazu, czy za nimi. Gdy spostrzegli jednak pierścień, który idealnie otaczał obiekt, doszli do wniosku, że nie jest to jedynie zbieg okoliczności i tajemnicze źródło promieniowania położone jest w samym środku otoczki gazowej. Po ustaleniu jego lokalizacji, na podstawie danych z Teleskopu Kosmicznego Chandra sprecyzowano, że jest to osamotniona gwiazda neutronowa o słabym polu magnetycznym. Takie ciała niebieskie są niezwykle trudne do wykrycia, gdyż świecą jedynie w zakresie fal rentgenowskich.  Jest to pierwsza odkryta gwiazda tego typu i naukowcy liczą na to, że w przyszłości zobaczymy ich dużo więcej.
Jak twierdzą astronomowie, najłatwiej znaleźć punktowe źródło promieniowania, gdy wszechświat postanowi zakreślić wokół niego świetlisty krąg.
https://news.astronet.pl/index.php/2018/04/18/samotna-gwiazda-pod-lupa/

Samotna gwiazda pod lupą.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

OmegA – rakieta firmy Orbital ATK
2018-04-19. Krzysztof Kanawka
Firma Orbital ATK zaprezentowała projekt nowej rakiety nośnej o nazwie OmegA.
Informacje o rakiecie o nazwie OmegA zostały zaprezentowane przez Orbital ATK 16 kwietnia 2018. Nowa rakieta ma być gotowa do służby w 2021 roku.
OmegA będzie konstrukcją trzystopniową dostępną w dwóch wersjach: dla lotów na orbitę geostacjonarną transferową (GTO) oraz do wynoszenia satelitów bezpośrednio na orbitę geostacjonarną (GEO). Oba warianty rakiety będą wyposażone w napęd na paliwo stałe w dwóch pierwszych stopniach. Górne stopnie będą zasilane ciekłym wodorem.
Nośność wariantu na GTO ma się zawierać w zakresie od 4900 do 10100 kg, zaś wariant lotu bezpośrednio na GEO ma wynosić ładunki od 5250 do 7800 kg. Rakieta ma być gotowa do pierwszego startu w 2021 roku. Z dostępnych informacji wynika, że Orbital ATK nie planuje odzyskiwania jej elementów.
Warto dodać, że firma Orbital ATK została przejęta przez Northrop Grumman (NG) – wydarzenie to było szeroko komentowane, i to nie tylko w mediach kosmicznych w połowie września 2017. Wartość przejęcia to 7,8 miliarda dolarów. Było to największe przejęcie w sektorze kosmicznym w zeszłym roku.
Firma Orbital Sciences Corporation, założona w 1982 roku, w 2015 roku połączyła się ze spółką ATK. Przez lata, aby się rozwijać, Orbital korzystała ze wszystkich możliwych opcji finansowania: inwestorzy, granty, pozyskanie innych spółek, emisja akcji, wejście na giełdę i wreszcie połączenie z innym podmiotem. Wiele z tych opcji nie było tak “prostych” do przeprowadzenia dla spółki sektora kosmicznego w latach 80. i 90. XX wieku jak dziś. Dzięki tym działaniom udało się jednak pozyskać fundusze do dalszego rozwoju.
(Orbital ATK, PFA)
http://kosmonauta.net/2018/04/omega-rakieta-firmy-orbital-atk/

OmegA – rakieta firmy Orbital ATK.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Srebrna poświata uzupełniła tarczę sierpa Księżyca
2018-04-19
Szczęście mieli ci, którzy spojrzeli na niebo ostatnimi wieczorami. Mogliśmy zaobserwować wtedy dwa zjawiska - Księżyc z towarzyszącym światłem popielatym oraz koniunkcję Srebrnego Globu z Wenus. Zdjęcia dostaliśmy na Kontakt 24.
W środę wieczorem oraz nocy z wtorku na środę Księżyc prezentował się w osobliwy sposób. Tarczę ledwie widocznego Srebrnego Globu uzupełniała delikatna poświata, czyli światło popielate. Zjawisko zaobserwowali Reporterzy 24. Zdjęcia otrzymaliśmy na Kontakt 24.
Reporter vitoos tłumaczył, że jego fotografia powstała w środę, dwa dni po nowiu, kiedy to było widać zaledwie 9,2 procent tarczy Księżyca. Światło popielate obserwujemy, kiedy światło słoneczne odbija się od Ziemi, oświetlając "nocną część" ziemskiego satelity. Zjawisko jest najlepiej widoczne właśnie wtedy, kiedy Księżyc widoczny na niebie jest zaledwie cienkim sierpem.
Księżyc z towarzystwem
Widok Srebrnego Globu z poświatą towarzyszył koniunkcji Wenus z Księżycem, która nastąpiła w nocy z wtorku na środę. Sierpowi Księżyca, widzianemu nisko nad horyzontem, towarzyszyła zawieszona dużo wyżej planeta. Na Kontakt 24 dostaliśmy od was zdjęcia również tego zjawiska.
Źródło: TVN Meteo, Kontakt 24, eso.org
Autor: ao/ak
https://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/polska,28/srebrna-poswiata-uzupelnila-tarcze-sierpa-ksiezyca,258016,1,0.html

Srebrna poświata uzupełniła tarczę sierpa Księżyca.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Wenus stała się królową wieczornego nieba. Sprawdź, jak ją obserwować i zobacz niesamowite zdjęcia
2018-04-19
Wiosenne wieczory, gdy tylko są pogodne, warto spędzać na podziwianiu Wenus, planety, która jest obecnie najjaśniejszą planetą ziemskiego nieba. Zobaczcie jej spotkanie z Księżycem na zdjęciach od naszych czytelników.
O Wenus mówi się, że jest bliźniaczką Ziemi, ponieważ ma niemal identyczne rozmiary, a więc około 12 tysięcy kilometrów szerokości na równiku. Mówi się też, że wygląda tak, jak Błękitna Planeta będzie, gdy nie zatrzymamy globalnego ocieplenia, bo jest niezwykle gorąca.
Wenus jest zwykle najjaśniejszą planetą ziemskiego nieba, jest też trzecim po Słońcu i Księżycu najjaśniejszym obiektem. Gdy wznosi się wysoko nad horyzont, ukazuje pełnię swojego majestatu, który potwierdza, że imię bogini piękna nadano jej nieprzypadkowo.
Nazywana też gwiazdą poranną lub jutrzenką, potrafi zachwycić każdego. Tym razem możemy ją podziwiać wieczorami, tuż po zachodzie Słońca. Wystarczy tylko spojrzeć o zmierzchu na niebo między zachodem a północnym zachodem.
Raz na miesiąc Wenus spotyka się z Księżycem. Jako że planeta nie oddala się zbytnio od Słońca, Księżyc zbliża się do niej w postaci wąskiego sierpa. Zaciemniony fragment jego powierzchni, oświetlany światłem popielatym, jest widoczny gołym okiem.
Nasi czytelnicy nie mogli sobie odmówić tego widoku, który uwiecznili i teraz dzielą się nim z wami na zdjęciach. W miniony wtorek (17.04) młodziutki Księżyc i Wenus zbliżyły się do siebie na odległość 6 stopni kątowych. Dzień później Srebrny Glob pięknie prezentował się na tle konstelacji Byka, w towarzystwie Hiadów i Plejad.
Kolejna szansa na ujrzenie spotkania Księżyca z Wenus za niecały miesiąc, 17 maja. Trzymajmy kciuki, aby pogoda dopisała tak samo, jak ostatnio. W tym czasie Wenus będzie na wieczornym niebie górowała, z każdy kolejnym tygodniem nad horyzontem będzie jaśnieć coraz to niżej.
To zdecydowanie najlepszy okres na jej obserwacje, bo nie dość, że Wenus jest bardzo jasna i nie można jej pomylić z żadnym innym obiektem, to jeszcze wznosi się najwyżej nad horyzont. Pamiętajmy, że planety, w przeciwieństwie do gwiazd, nie migocą.
Tajemnice Wenus
Wenus jest drugą planetą według odległości od Słońca. Jest ona oddalona od Ziemi o około 40 milionów kilometrów. Wenus zaraz po Marsie jest najlepiej zbadaną planetą. Poznajemy ją dzięki sondom kosmicznym już od 1962 roku.
Dotychczas zdjęcia i pomiary planety przesłało nam około 25 sond. Jednak zdecydowanie najwięcej danych posiadamy z najnowszej sondy o nazwie Venus Express, która należała do Europejskiej Agencji Kosmicznej i badała planetę między 2006 a 2015 rokiem.
Między innymi dzięki niej dowiedzieliśmy się, że Wenus posiada bardzo gęstą atmosferę spowitą chmurami pełnymi kwasu siarkowego barwiącego ją na jasnożółty kolor. Ciśnienie przy powierzchni jest 93 razy większe niż na Ziemi.
Temperatura na powierzchni globu oscyluje w granicach 400-500 stopni. Wenus jest najgorętszą planetą w Układzie Słonecznym, gorętszą nawet od Merkurego, który znajduje się bliżej Słońca.
Tak wysoka temperatura jest spowodowana przez efekt cieplarniany, który powstaje, ponieważ związki chemiczne atmosfery Wenus blokują emisję promieniowania na długości fal podczerwonych.
Niektórzy naukowcy są zdania, że to co ma miejsce obecnie na Wenus, to przyszłość naszej planety, gdyż podobnie jak nasza siostra mamy poważny problem z gazami cieplarnianymi, powodującymi globalne ocieplenie. Powierzchnię planety stanowią przeważnie obszary równinne pełne wulkanów i wszechobecnej lawy.
Sonda Venus Express zaobserwowała ciekawe zjawisko, a mianowicie ciemne wiry utworzone z chmur wokół biegunów Wenus. Na razie nie jest pewne z czego się składają i jak powstają. Pierwszy raz Wenus została określona planetą przez Michaiła Łomonosowa, który zaobserwował przejście Wenus przed tarczą Słońca w dniu 26 maja 1761 roku, wówczas było już pewne, że Wenus to nie gwiazda.
Źródło: TwojaPogoda.pl / NASA.
http://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2018-04-19/wenus-stala-sie-krolowa-wieczornego-nieba-sprawdz-jak-ja-obserwowac-i-zobacz-niesamowite-zdjecia/

Wenus stała się królową wieczornego nieba. Sprawdź, jak ją obserwować i zobacz niesamowite zdjęcia.jpg

Wenus stała się królową wieczornego nieba. Sprawdź, jak ją obserwować i zobacz niesamowite zdjęcia2.jpg

Wenus stała się królową wieczornego nieba. Sprawdź, jak ją obserwować i zobacz niesamowite zdjęcia3.jpg

Wenus stała się królową wieczornego nieba. Sprawdź, jak ją obserwować i zobacz niesamowite zdjęcia4.jpg

Wenus stała się królową wieczornego nieba. Sprawdź, jak ją obserwować i zobacz niesamowite zdjęcia5.jpg

Wenus stała się królową wieczornego nieba. Sprawdź, jak ją obserwować i zobacz niesamowite zdjęcia6.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Nocny maraton idei Zawartości: 60% mieszkańców Europy nie widzi Drogi Mlecznej
2018-04-19.
Kosmos jest dla wielu źródłem inspiracji. Choć niektórzy widzą przyszłość społeczeństwa właśnie w eksploracji przestrzeni kosmicznej, to scenariusz ten wcale nie musi się wydarzyć. Podczas pierwszego nocnego maratonu idei Zawartości: think about the future, Jack! eksperci ze świata nauki, literatury science-fiction, astrofotografii i technologii dyskutowali o różnych wizjach Wszechświata. Jakie są scenariusze przyszłości dla Kosmosu?
Noc rozświetlona

– Od niepamiętnych czasów człowiek wznosił nocą głowę do góry i patrzył w rozgwieżdżone niebo. Ten widok inspirował nas do zastanowienia się nad granicami Wszechświata, sensem naszej egzystencji lub, po prostu, zachwycał i pozwalał przystanąć na chwilę i zapomnieć o wszystkich troskach. Współcześnie eksplorujemy Kosmos na wiele sposobów. Poszukujemy w nim nowych planet, takich, na których mogło rozwinąć się życie. Wysyłamy zdalnie sterowane lub działające autonomicznie łaziki, które badają różne ciała Układu Słonecznego. Budujemy wyrafinowane instrumenty obserwacyjne pozwalające na wykradanie coraz to nowych tajemnic Wszechświata. Eksploatujemy także Kosmos w naszej wyobraźni, tworząc niezliczoną liczbę książek i filmów, rozgrywających się gdzieś w odległych galaktykach. Współcześni amatorzy astrofotografii, malarze nieba, używają wyrafinowanych instrumentów, którymi potrafią uchwycić zapierające dech obrazy mgławic, galaktyk, gromad gwiazd. W naszej eksploatacji zapomnieliśmy jednak o tym, że dążąc do wszystkich wspaniałych celów stojących przed naszą cywilizacją, rozświetliliśmy noc niezliczoną ilością źródeł światła oświetlających nasze ulice, parkingi, zabytki architektury i podwórka – przestrzega dr Tomasz Mrozek, astronom i prowadzący panel Kosmos.

Czy będziemy jeszcze pytać: jest tam kto?

Dr Mrozek jest współtwórcą inicjatywy Izerskiego Parku Nocnego Nieba. Jak dodaje, światła, zwykle źle zaprojektowane i świecące wszędzie, nie tylko w miejsca, które mają być oświetlone, spowodowały, że borykamy się współcześnie z problemem zanieczyszczenia świetlnego. Noc zamieniliśmy w dzień. Jest to problem, który dotyka całe ekosystemy, ale także ludzi, bo wyewoluowaliśmy jako organizmy żyjące w zgodzie z rytmem dobowym. Do prawidłowego funkcjonowania potrzebujemy dnia, a do odpoczynku niezbędna nam jest noc. Niejako przy okazji pozbawiliśmy się widoku pięknego, nocnego, rozgwieżdżonego nieba. Na początku XXI wieku w Europie już 60% mieszkańców żyje w miejscach, w których nie da się zobaczyć nocą Drogi Mlecznej. Jeśli przyszłość ma oznaczać życie w wiecznej jasności, to czy Kosmos będzie dla nas równie ważny jak dzisiaj? Gdzie podzieje się nasza ciekawość, jeśli nie będziemy mogli nocą zobaczyć bezkresu Wszechświata? Gdzie podzieje się najważniejsze pytanie ludzkości „Czy jest tam kto?”, jeśli przestaniemy widzieć „tam”, a nasz świat zostanie ograniczony do rozświetlonego „tutaj”? Kiedy myślimy o przyszłości oraz wspaniałych odkryciach i zdobyczach, jakie stoją przed naszą cywilizacją, warto, choćby nieraz, zatrzymać się na chwilę, spojrzeć w nocne niebo i zdobyć na odrobinę refleksji. Na pewno Kosmos odwdzięczy się nam za to.

Konfrontacja czterech wizji przyszłości Kosmosu

Konferencja Zawartości. Think about the future, Jack! była podzielona na cztery bloki tematyczne, w ramach których odbywały się dyskusje i prelekcje. W panelu Kosmos uczestnicy mieli okazję wziąć udział w przeglądzie najciekawszych wizji Kosmosu z perspektywy naukowej, technologicznej, literackiej i fotograficznej. Wśród prelegentów znaleźli się dr Tomasz Mrozek z Instytutu Astronomicznego Uniwersytetu Wrocławskiego, dr Łukasz Śmigiel z Zakładu Form Literackich i Dziennikarskich Uniwersytetu Wrocławskiego , Justyna Pelc - wice prezes Koła Naukowego Pojazdów Niekonwencjonalnych OFF-ROAD oraz Jacek Bobowik - astrofotograf. Organizatorem Zawartości. Think about the future, Jack! był Uniwersytet SWPS we Wrocławiu, a także Agencja PR Publicon.

Możliwości stale rosną

Uczestnicy konferencji wzięli także udział w pokazie astrofotografii autorstwa Jacka Bobowika, obrazującej odległości w Kosmosie. Fotograf zainicjował dyskusję o tym, czy jesteśmy sami we wszechświecie. – Astrofotografia staje się coraz bardziej powszechna i dostępna dla amatorów poznawania oraz odkrywania Kosmosu dla siebie. Rozwój techniki cyfrowej w fotografii spowodował, że już dzisiaj niedrogim sprzętem jesteśmy w stanie robić zdjęcia Kosmosu w jakości, która jeszcze kilkanaście lat temu była możliwa do osiągnięcia tylko za pośrednictwem profesjonalnych ośrodków naukowych – opowiada Jacek Bobowik, astrofotograf.

Dziś już nie tak łatwo fantazjować o Kosmosie

Wraz z kolejnymi odkryciami coraz wyżej stawia się poprzeczkę tym, którzy zajmują się tworzeniem autorskich wizji. – Kosmos od zawsze inspirował twórców literatury science-fiction. Na początku ich wyobraźnia nie znała granic. Pierwsze obserwacje powierzchni Marsa zainspirowały Herberta George'a Wellsa do napisania słynnej "Wojny światów". Kto wie jak wyglądałyby dziś stacje orbitalne, gdyby nie wyobraźnia Arthura C Clarke'a, twórcy literackiego pierwowzoru "Odysei kosmicznej". Robert Heinlein mógł pisać bez przeszkód o insektoidalnych obcych w "Kawalerii kosmosu", dając początek gatunkowi militarnej SF. Dziś jednak nie jest już tak łatwo puszczać wodze fantazji. W końcu science-fiction to także "science", a nauka daje nam obecnie możliwość bliższego, niż kiedykolwiek wcześniej kontaktu z kosmosem. Człowiek stanie się wkrótce gatunkiem międzyplanetarnym i wyląduje na czerwonej planecie. Także zagospodarowanie księżyca wydaje się już tylko kwestią czasu. Każdego dnia aplikacje na telefony informują nas o nowych odkryciach, które zmieniają nasz sposób patrzenia na kosmos. To z kolei sprawia, że czytelnika nie da się już porwać wizją zielonych ludzików, a fantazja pisarzy musi szukać nowych wyzwań i pytać o to, co w kosmosie wciąż jeszcze nieodkryte – opowiada dr Łukasz Śmigiel, autor książek i opowiadań z pogranicza fantasy.

To, jak wiele wiemy dziś na temat Wszechświata, stwarza szansę dla komercyjnych firm. – Kosmos nigdy nie był tak blisko zwykłego człowieka. Jeszcze nie tak dawno cały postęp w naszym poznaniu Kosmosu generowany był przez konkurencję rządowych podmiotów ze sobą. Ogromny postęp technologiczny w ostatnich latach sprawił, że ludzkość przeszła już do etapu, w którym coraz większe znaczenie mają komercyjne firmy. Pokazują one nie tylko, że się da, ale również, że da się lepiej i taniej – podsumowuje Justyna Pelc, prelegentka i wiceprezes Koła Naukowego Pojazdów Niekonwencjonalnych OFF-ROAD.
Informacja prasowa: PR Executive, publicon.pl
http://www.astronomia24.com/news.php?readmore=775

Nocny maraton idei Zawartości 60 mieszkańców Europy nie widzi Drogi Mlecznej.jpg

Nocny maraton idei Zawartości 60 mieszkańców Europy nie widzi Drogi Mlecznej2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Falcon 9 wysyła nowy teleskop NASA do poszukiwań egzoplanet
Wysłane przez grabianski w 2018-04-19
Kolejny poszukiwacz planet pozasłonecznych NASA wystartował tej nocy z Cape Canaveral na Florydzie. Rakieta Falcon 9 z powodzeniem wyniosła na orbitę teleskop TESS, który spojrzy na gwiazdy w naszym bliskim sąsiedztwie w poszukiwaniu obcych światów.
Rakieta wzbiła się w powietrze o 0:51 czasu polskiego w czwartek. Pierwszy stopień pracował przez 151 sekund, po czym powrócił na Ziemię i wylądował na barce. W tym czasie do pracy zabrał się górny stopień rakiety, który przez ponad 5 minut rozpędzał siebie z ładunkiem do prędkości pozwalającej osiągnięcie wstępnej orbity.
Rakieta przeleciała nad Oceanem Atlantyckim i Afryką, by potem jeszcze raz odpalić silnik na 53 sekundy. To drugie odpalenie ustawiło rakietę i ładunek na docelowej orbicie. Udana separacja rakiety i statku nastąpiła około 50 minut od startu. Teraz teleskop TESS będzie podróżował przez najbliższe dwa miesiące, modyfikując swoją orbitę i przygotowując się do dwuletniej misji.
O ładunku

TESS to ważący 360 kg statek, wyposażony w cztery szerokokątne kamery CCD. Teleskop będzie poruszał się na bardzo eliptycznej orbicie okołoziemskiej o apogeum wynoszącym 270 000 km, czyli sięgającym niemal orbity Księżyca.
Na tej nietypowej orbicie rezonansowej, teleskop będzie wykonywał dwa obiegi Ziemi wraz z jednym obiegiem Księżyca. Takie usytuowanie statku będzie sprzyjać obserwacjom teleskopu, które dzięki temu będą pozbawione zakłóceń z naszej planety.
Już teraz naukowcy szacują, że dzięki obserwacjom teleskopu TESS, uda się odkryć tysiące nowych egzoplanet. TESS w ciągu dwuletniej misji zasadniczej spojrzy na najbliższe nam gwiazdy, pokrywając 85% nieba wokół siebie. Profil misji różni się znacząco od działającego jeszcze Kosmicznego Teleskopu Keplera, który patrzy na niewielki fragment nieba.
Teleskop TESS będzie przeszukiwał prawie całe niebo, monitorując jasność ponad 200 000 gwiazd w naszej galaktyce. Egzoplanety będą znajdowane, podobnie jak w przypadku teleskopu Keplera, techniką fotometryczną. Polega ona na poszukiwaniu periodycznych spadków jasności dochodzącej z gwiazd, które wskazywać będą na przejście potencjalnej egzoplanety przed gwiazdą (jej bardzo niewielkie zaćmienie). Już teraz szacuje się, że dzięki misji TESS katalog egzoplanet powiększy się o tysiące nowych obiektów.
Teleskop Jamesa Webb’a, który wystartuje w 2020 roku będzie świetnym uzupełnieniem misji egzoplanetarnej TESS’a. Następca teleskopu Hubble’a będzie kierował swoją optykę na ciekawsze egzoplanety odkryte przez misję TESS. Naukowcy tym samym będą mogli badać atmosfery odległych światów, a w niektórych przypadkach znajdować warunki sprzyjające podtrzymaniu życia.
Więcej o misji na naszej specjalnej stronie
Podsumowanie

Teraz inżynierowie misji przetestują systemy teleskopu i przygotują się do pierwszego odpalenia głównego orbitalnego silnika statku. W najwyższym punkcie orbity zostanie on odpalony po raz pierwszy, by podnieść perygeum obecnej orbity. Następnie odbędzie się drugie odpalenie w perygeum orbity, które przygotuje statek do bliskiego przelotu obok Księżyca, które nastąpi 18 maja.
Źródło: NASA/SF101
WIęcej informacji:
•    oficjalna strona misji (NASA)
•    strona misji TESS przygotowana przez MIT, uczelnie realizującą misję
Na zdjęciu: Rakieta Falcon 9 startująca ze stanowiska SLC-40 w Cape Canaveral na Florydzie, z teleskopem TESS, który poszuka planet poza Układem Słonecznym. Źródło: NASA TV.
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/falcon-9-wysyla-teleskop-nasa-poszukiwan-egzoplanet-4297.html

Falcon 9 wysyła nowy teleskop NASA do poszukiwań egzoplanet.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Czarna dziura i wiatr gwiazdowy tworzą ogromnego motyla i wyłączają proces powstawania gwiazd w galaktyce
2018-04-19. , Autor: Agnieszka Nowak
Nowe badania eksplorują galaktykę NGC 6240. Podczas, gdy większość galaktyk posiada w swoim centrum jedną supermasywną czarną dziurę, NGC 6240 ma dwie, które przy okazji okrążają się wzajemnie jednocześnie pozostając blisko zderzenia się.
Badanie ukazuje, w jaki sposób gazy wyrzucane przez te czarne dziury, w połączeniu z gazami wyrzucanymi przez gwiazdy w galaktyce, mogły rozpocząć proces zmniejszania tworzenia się nowych gwiazd w NGC 6240. Naukowcy pokazują także, jak te „wiatry” pomogły stworzyć najbardziej charakterystyczną cechę NGC 6240: ogromny obłok gazu o kształcie motyla.

Galaktyki, takie jak NGC 6240, w których występują dwie dobrze odżywione supermasywne czarne dziury klasy aktywnych jąder galaktycznych (ANG), są dość rzadko spotykanymi. Przyciągają jednak wiele uwagi, gdyż dostarczają spojrzenia na ważny etap ewolucji galaktyk, takich jak na przykład Droga Mleczna. Naukowcy uważają, że tego typu galaktyki powstają z połączenia się dwóch galaktyk macierzystych.

Jednak NGC 6240 jest dziwaczna pod innym względem. W przeciwieństwie do Drogi Mlecznej – która tworzy względnie schludny dysk – bąble  i dżety gazu wyrzucane z NGC 5240 rozciągają się na około 30 000 lat świetlnych w przestrzeń kosmiczną i przypominają motyla w locie. Naukowcy podejrzewali, że motyl ten może być bliźniaczymi sercami galaktyki.

Aby zbadać ten pomysł, naukowcy połączyli obserwacje z trzech różnych teleskopów: Kosmicznego Teleskopu Hubble’a, Bardzo Dużego Teleskopu (VLT) w Chile oraz Apache Point Observatory w Nowym Meksyku.

W badaniach opublikowanych w Nature, zespół odkrywa, że mgławicy dały początek dwie różne siły. Na przykład północno-wschodni róg motyla jest tworem gazów emitowanych przez gwiazdy w różnych procesach, natomiast północno-zachodni róg jest zdominowany przez pojedynczy stożek gazu, który został wyrzucony przez parę czarnych dziur.

Dane z trzech teleskopów pozwoliły badaczom na określenie położenia oraz prędkości różnych rodzajów gazu w galaktyce. Dzięki temu odkryli dwa wiatry – jeden napędzany supermasywnymi czarnymi dziurami, i drugi, napędzany poprzez formowanie się gwiazd.

Tego rodzaju wypływ może mieć duże następstwa dla samej galaktyki. Gdy dwie galaktyki się łączą, rozpoczynają nagły wybuch nowej generacji gwiazd. Czarna dziura i wiatry gwiazdowe mogą jednak spowolnić ten proces, usuwając gazy, które tworzą świeże gwiazdy.

NGC 6249 jest w wyjątkowej fazie ewolucji. Teraz intensywnie tworzy gwiazdy, więc potrzebuje dodatkowego, silnego uderzenia dwóch wiatrów, aby spowolnić ten proces i przekształcić ją w mniej aktywną galaktykę.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
Uniwersytet Kolorado

Urania
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2018/04/czarna-dziura-i-wiatr-gwiazdowy-tworza.html

Czarna dziura i wiatr gwiazdowy tworzą ogromnego motyla i wyłączają proces powstawania gwiazd w galaktyce.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Czy księżyce Marsa jednak nie są przechwyconymi planetoidami?

Napisany przez Radosław Kosarzycki dnia 19/04/2018

Naukowcy z Southwest Research Institute postulują gwałtowne narodziny małych księżyców marsjańskich – Fobosa i Deimosa, aczkolwiek na dużo mniejszą skalą niż zderzenie które oprowadziło do powstania układu Ziemia-Księżyc. W artykule opublikowanym wczoraj w Science Advances wskazują, że do powstania obu księżyców doprowadzić mogło zderzenie proto-Marsa z obiektem o rozmiarach planety karłowatej.

Od dziesięcioleci naukowcy rozważają różne mechanizmy powstania małych księżyców Czerwonej Planety. Pytanie czy są one planetoidami przechwyconymi przez grawitację Marsa czy też powstały one z równikowego dysku odłamków, co najbardziej zgadzałoby się z niemal kołowymi i współplanarnymi orbitami. Powstanie takie dysku wskutek zderzenia z Marsem wydawało się obiecującym pomysłem, ale wcześniejsze modele tego procesu ograniczone były przez niską rozdzielczość numeryczną i zbytnio uproszczone techniki modelowania.

„Nasz model jest pierwszym modelem, który był w stanie zidentyfikować typ zderzenia niezbędny do uformowania się dwóch małych księżyców Marsa” mówi główny autor artykułu dr Robin Canup z SwRI. Canup jest jednym z wiodących naukowców wykorzystujących wielkoskalowe symulacje hydrodynamiczne do modelowania zderzeń o skali planetarnej, włącznie z obecnie uznawanym modelem powstania układu Ziemia-Księżyc.

„Najważniejszym wynikiem nowych badań jest określenie rozmiaru impaktora. Okazało się bowiem, że w tym przypadku nie jest potrzebny jakiś gigantyczny impaktor, a jedynie duży, tzn. o rozmiarach zbliżonych do rozmiarów Westy czy Ceres. Model przewiduje także, że oba księżyce powstały głównie z materii pochodzenia marsjańskiego, zatem materia na ich powierzchni w dużym stopniu powinna być taka sama co na Marsie. Niemniej jednak ogrzewanie wyrzuconego w eksplozji materii oraz niska prędkość ucieczki z Marsa wskazują, że para wodna uciekła w przestrzeń kosmiczną, co oznacza, że księżyce są całkowicie suche jeżeli powstały w takim zderzeniu”.

Najnowszy model Marsa wskazuje na dużo mniejszy impaktor niż rozważano wcześniej. Nasz Księżyc mógł powstać gdy w młodą Ziemię uderzył obiekt o rozmiarach Marsa jakieś 4.5 miliarda lat temu. Średnica Ziemi to ponad 12 756 kilometrów, podczas gdy średnica Marsa to 6749 km. Średnica Księżyca wynosi 3476 km czyli około 1/4 rozmiarów Ziemi.

Choć powstały mniej więcej w tym samym czasie, Deimos i Fobos są bardzo małe – ich średnice to odpowiednio zaledwie 14 i 21 km i krążą one bardzo blisko powierzchni Marsa. Proponowany impaktor, który mógł doprowadzić do powstania  Fobosa i Deimosa mógł mieć rozmiary znajdujące się między średnicą planetoidy Westa – 460 km a średnicą planety karłowatej Ceres – 950 km.

„Wykorzystaliśmy najnowocześniejsze modele do wykazania, że impaktor o rozmiarach między Ceres a Westą może prowadzić do powstania dysku niezbędnego do powstania małych księżyców Marsa” mówi drugi autor artykułu dr Julien Salmon, badacz z SwRI. „Zewnętrzne części dysku połączyły się w Fobosa i Deimosa, a wewnętrzne części połączyły się w większe księżyce, które z czasem po spirali opadły na Marsa. Większe impaktory proponowane wcześniej prowadziły do powstania masywnych dysków i masywniejszych księżyców wewnętrznych, które nie pozwoliłyby na przetrwanie takich małych księżyców jak Fobos i Deimos”.

Wyniki badań są niezwykle istotne dla naukowców z japońskiej agencji JAXA pracujących nad misją Mars Moons eXploration (MMX), której start planowany jest na 2024 roku. Sonda MMX odwiedzi oba księżyce marsjańskie, wyląduje na powierzchni Fobosa, zbierze próbki gruntu i przywiezie je na Ziemię w 2029 roku.

„Głównym celem misji MMX jest określenie pochodzenia księżyców Marsa, a model przewidujący ich skład chemiczny w przypadku ich powstania z dysku odłamków jest istotną wskazówką do osiągnięcia tego celu” dodaje Canup.

Źródło: SwRI

http://www.pulskosmosu.pl/2018/04/19/czy-ksiezyce-marsa-jednak-nie-sa-przechwyconymi-planetoidami/

Czy księżyce Marsa jednak nie są przechwyconymi planetoidami.jpg

Czy księżyce Marsa jednak nie są przechwyconymi planetoidami2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Astronarium nr 58 o kosmicznych dżetach
Wysłane przez czart w 2018-04-19
Już dzisiaj premiera nowego odcinka Astronarium. Tym razem będzie o kosmicznych dżetach - strugach materii pędzących z prędkością bliską prędkości światła. Oglądajcie o godz. 17:00 i 20:30 w TVP 3, a potem na YouTube.
Potężne strumienie materii wyrzucane w przestrzeń kosmiczną. Ogromne strugi cząstek pędzących z prędkością bliską prędkości światła. Zobacz jak powstają kosmiczne dżety. W "Astronarium" wyjaśnią to astronomowie badający te niezwykłe struktury: prof. Krzysztof Katarzyński (Centrum Astronomii UMK w Toruniu), dr Marcin Gawroński (Centrum Astronomii UMK w Toruniu), prof. Marek Sikora (CAMK PAN w Warszawie), prof. Andrzej Zdziarski (CAMK PAN w Warszawie).
„Astronarium” to seria popularnonaukowych programów o astronomii i kosmosie realizowanych we współpracy Polskiego Towarzystwa Astronomicznego i Telewizji Polskiej, przy wsparciu finansowym od Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Partnerem medialnym programu jest czasopismo i portal „Urania – Postępy Astronomii”. Zdjęcia realizowane są przez ekipę telewizyjną z TVP 3 Bydgoszcz.
Więcej informacji:
•    Witryna internetowa „Astronarium”
•    „Astronarium” na Facebooku
•    "Astronarium" na Instagramie
•    „Astronarium” na Twitterze
•    Odcinki „Astronarium” na YouTube
•    Oficjalny gadżet z logo programu: czapka z latarką
•    Ściereczka z mikrofibry z logo Astronarium
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/astronarium-nr-58-kosmiczne-dzety-4298.html

 

Astronarium nr 58 o kosmicznych dżetach.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Polak odkrył na Słońcu nietypową plamę. Mamy już 25. cykl słoneczny
2018-04-19. Filip Geekowski
Nasza dzienna gwiazda znajduje się obecnie w minimum aktywności w swoim 11-letnim cyklu. Na powierzchni Słońca ostatnimi czasy pojawiało się bardzo mało plam. Teraz dochodzą do nas wieści, że staliśmy się świadkami rozpoczęcia nowego, 25. cyklu słonecznego.
Zapoczątkowała go bardzo mała plama dostrzeżona na obrazach gwiazdy przez Polaka, Tomasza Mrozka, który na co dzień pracuje w Instytucie Astronomicznym Uniwersytetu Wrocławskiego i Zakładu Fizyki Słońca Centrum Badań Kosmicznych PAN
"To bardzo, bardzo mała plamka w obszarze w którym pole magnetyczne ma taki charakterystyczny układ jednoznacznie pokazujący, że jest to plama nowego cyklu aktywności. Zaskoczony byłem tym, że nikt o tym jeszcze nie napisał. Ta plama pewnie była na Słońcu od dosłownie paru godzin" - powiedział dr Mrozek w wywiadzie dla Radia Wrocław.
Dostrzeżona mała plamka na powierzchni Słońca nie jest taką zwykłą plamką, bo pole magnetyczne w jej okolicy ma pewien charakterystyczny rozkład. Otóż zawsze wykazują one dwubiegunowość. Nowa plama ma więc bieguny odwrócone względem plam z poprzedniego cyklu.
Według najnowszych obliczeń naukowców z NASA, minimum aktywności naszej dziennej gwiazdy prognozuje się na rok 2023. Badacze uważają, że nowy, 25. cykl słoneczny może być jednym z najmniej aktywnych w historii naszej obserwacji Słońca.
Czy mała aktywność Słońca ma wpływ na klimat na naszej planecie, jak twierdzi wielu astronomów i meteorologów? Wciąż nie wiadomo, ale być może przekonamy się o tym w najbliższych latach.
Źródło: GeekWeek.pl/Berkeley News / Fot. Tomasz Mrozek/PAN/NASA
http://www.geekweek.pl/aktualnosci/32644/polak-odkryl-na-sloncu-nietypowa-plame-mamy-juz-25-cykl-sloneczny

Polak odkrył na Słońcu nietypową plamę. Mamy już 25. cykl słoneczny.jpg

Polak odkrył na Słońcu nietypową plamę. Mamy już 25. cykl słoneczny2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Rosyjska rakieta Proton-M wynosi satelitę telekomunikacyjnego dla wojska
Wysłane przez grabianski w 2018-04-19
Z kosmodromu w Bajkonurze po raz pierwszy od siedmiu miesięcy wystartowała ciężka rosyjska rakieta nośna Proton-M. W swoim pierwszym locie w 2018 roku wyniosła na orbitę drugiego wojskowego satelitę telekomunikacyjnego serii Blagovest.
Rakieta wzniosła się w powietrze o 0:12 czasu polskiego w czwartek. Z uwagi na wojskowy charakter misji niewiele wiadomo o profilu lotu. Wiemy jedynie, że był to bezpośredni lot na orbitę geostacjonarną, a po pracy trzech dolnych stopni, górny stopień Briz-M musiał wykonać 4 odpalenia na przestrzeni 9 godzin. Agencja Roskosmos potwierdziła udane umieszczenie ładunku o 10:05 czasu polskiego.
Statek oznaczany jako Blagovest 12L dołączył do wysłanego w 2017 roku satelity tej samej serii, która ma docelowo składać się z czterech statków. Sieć satelitów ma służyć szyfrowanej komunikacji rządowej i wojskowej Federacji Rosyjskiej jak również wysokoprzepustowym połączeniom w sieci Internet i dystrybucji sygnału telewizyjnego dla potrzeb cywilnych.
Satelita został w całości zbudowany przez zakłady ISS im. Reszetniewa, bazując na wykorzystywanej często przez tą firmę platformie Express 2000. Na jej pokładzie zamontowano sprzęt do komunikacji w pasmach Ka i Q. Docelowo sieć Blagovest będzie składać się z co najmniej czterech satelitów na dwóch pozycjach: 45 E oraz 128 E.
Podsumowanie

Czwartkowy start był pierwszym dla rakiety Proton-M od wrześniowej misji z satelitą AsiaSat-9. System bardzo powoli odbudowuje zaufanie klientów po serii wpadek i nieudanych lotów w ostatnich latach.
Przeczytaj więcej: Udany powrót do służby rakiety Proton
Niewiele wiadomo o tym ile startów będzie w stanie ten typ rakiety przeprowadzić w tym roku. Wydaje się, że mogą to być co najwyżej jeszcze dwie misje rządowe: satelita pogodowy Elektro-L Nr 3 w październiku i misja militarna pod koniec roku
Źródło: ILS/SF101
Więcej informacji:
•    informacja prasowa o udanej misji rakiety Proton-M z satelitą Blagovest 12L
•    relacja z misji portalu Spaceflight101.com
 
Na zdjęciu: Rakieta Proton-M opuszczająca stanowisko startowe w kosmodromie Bajkonur z satelitą Blagovest 12L na pokładzie. Źródło: ILS.
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/rosyjska-rakieta-proton-m-wynosi-satelite-komunikacyjnego-dla-wojska-4301.html

Rosyjska rakieta Proton-M wynosi satelitę telekomunikacyjnego dla wojska.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Prelekcja Uranii na spotkaniu PTMA w Poznaniu
Wysłane przez czart w 2018-04-19

W piątek o godzinie 18:30 zapraszamy na spotkanie zorganizowane przez poznański oddział PTMA. Będzie mowa o różnych ciekawych działaniach Uranii i paru wartych uwagi inicjatywach ogólnoświatowych na przyszły rok.
Polskie Towarzystwo Miłośników Astronomii (PTMA) posiada oddziały w różnych miastach, które często organizują prelekcje popularnonaukowe dotyczące astronomii. Na najbliższym takim spotkaniu w ramach cyklu realizowanego przez PTMA O/Poznań będzie okazja poznać lepiej działalność Uranii. Zaprezentuje ją dr Krzysztof Czart z redakcji czasopisma i portalu "Urania - Postępy Astronomii". Prelekcja odbędzie się w sali wykładowej Obserwatorium UAM w Poznaniu przy ul. Słonecznej.
Zachęcamy także inne odziały PTMA do zapraszania redakcji Uranii na spotkania z członkami PTMA.
Tytuł prelekcji: Urania jako czasopismo i portal wydawane przez PTMA
Opis prelekcji: Jednym z dwóch wydawców "Uranii" jest Polskie Towarzystwo Miłośników Astronomii (PTMA). Podczas prelekcji zaprezentowana będzie różnorodna działalność Uranii, nie tylko na polu wydawniczym. Będą też pokazane możliwości włączenia się we współpracę z Uranią lub w jej różne projekty. Drugim z wydawców "Uranii" jest Polskie Towarzystwo Astronomiczne, które również prowadzi kilka ciekawych działań skierowanych do miłośników astronomii - zobaczymy kilka przykładów. A przechodząc do skali globalnej, dowiemy się co Międzynarodowa Unia Astronomiczna (IAU) szykuje na rok 2019. A będzie tego bardzo dużo, bowiem IAU obchodzi w przyszłym roku swoje stulecie, podobnie jak PTMA.
Więcej informacji:
•    PTMA O/Poznań
•    PTMA Poznań na Facebooku
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/prelekcja-uranii-na-spotkaniu-ptma-poznan-4299.html

Prelekcja Uranii na spotkaniu PTMA w Poznaniu.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2018)