Skocz do zawartości
Paweł Baran

Astronomiczne Wiadomości z Internetu

Rekomendowane odpowiedzi

Naukowcy chcą zbudować stację kosmiczną w środku planetoidy i nią podróżować
2019-02-10
Eksploracja kosmosu to wciąż bardzo mozolne i kosztowne przedsięwzięcie, na które stać niewiele krajów świata, ale niebawem może się to zmienić za sprawą ciekawej koncepcji na budowę stacji kosmicznych na planetoidach.
Pomysł na nową metodę badania komet, planetoid i innych obiektów znajdujących się w naszym Układzie Słonecznym, ale i nie tylko, ma NASA. Naukowcy z Cornell University opublikowali właśnie wyniki swoich badań, które pokazują, że możemy nie tylko szybko rozwinąć erę kosmicznego górnictwa, ale również zmienić planetoidy w stacje kosmiczne i wraz z nimi podróżować po całym Układzie Słonecznym.
W ten sposób można będzie stworzyć podstawy cywilizacji kosmicznej, poczynić ogromne oszczędności w programach misji badawczych, szybciej przemieszczać się po kosmosie oraz zbadać więcej tajemniczych obiektów, a takich w samym Układzie Słonecznym mamy wysyp. Najbardziej kuszą badania ciekawie zapowiadających się lodowych księżyców Jowisza i Saturna, pod względem możliwości istnienia tam dobrych warunków do powstania i rozwoju życia.
W tej chwili najwięcej problemu stwarzają różnice w prędkości sond i ciał niebieskich. Zbliżenie się lub lądowanie sondy na obiektach jest naprawdę karkołomnym zadaniem. Gdybyśmy wykorzystali harpuny i linki holujące, to zbliżenie sond i obiektów byłoby znacznie łatwiejszym przedsięwzięciem. Takie technologie już są rozwijane w ramach programów kosmicznego górnictwa. W takich projektach uczestniczą nawet polskie firmy działające w prywatnym sektorze przemysły kosmicznego.
Jak to będzie działać w praktyce? Naukowcy wyjaśniają, że w trakcie zbliżania się do np. planetoidy, sonda wyrzuciłaby w kierunku jej powierzchni linę z zamontowanym systemem mocującym. Następnie system wstrzeliwałby harpuny w materiał skalny ciała niebieskiego, a linka stopniowo byłaby rozwijana, w celu zmniejszenia naprężeń, a później zwijana, by sonda mogła spokojnie osiąść na obiekcie.
Następnie rozpoczną się prace drążenia w planetoidzie podziemnych tuneli, by przekształcić ten obiekt w stację kosmiczną. Naukowcy przygotowali nawet projekt stworzenia w kosmicznym domu sztucznej grawitacji, by jej mieszkańcy mogli poruszać się po niej tak łatwo, jak ma to miejsce na Ziemi. Tutaj będą potrzebne małe obiekty nie większe, niż 500 metrów, rotujące kilka razy a minutę. Pomysł naukowców z NASA pozwoli przemienić w stacje kosmiczne w szybki i dość prosty sposób wiele obiektów zbliżających się do naszej planety.
Źródło: GeekWeek.pl/Cornell University / Fot. NASA/Twitter
http://www.geekweek.pl/news/2019-02-10/naukowcy-chca-zbudowac-stacje-kosmiczna-w-srodku-planetoidy-i-nia-podrozowac/

 

Naukowcy chcą zbudować stację kosmiczną w środku planetoidy i nią podróżować.jpg

Naukowcy chcą zbudować stację kosmiczną w środku planetoidy i nią podróżować2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

SOFIA odkryła kosmiczny pył, który przetrwał wybuch supernowej 1987A
2019-02-10.Autor. Agnieszka Nowak
Zgodnie z nowymi badaniami z wykorzystaniem obserwatorium SOFIA (Stratospheric Observatory for Infrared Astronomy) kosmiczny pył, budulec gwiazd i planet, może powstawać w wyniku gwałtownej eksplozji gwiazdy zwanej supernową. Te zaskakujące obserwacje dostarczają wskazówek dotyczących astronomicznej tajemnicy otaczającej pył kosmiczny.
Cząsteczki pyłu tworzą się, gdy umierające czerwone olbrzymy wyrzucają materię i stają się częścią obłoków międzygwiazdowych o różnych rozmiarach, gęstościach i temperaturach. Ten kosmiczny pył jest następnie niszczony przez fale uderzeniowe supernowej, które rozchodzą się w przestrzeni kosmicznej z prędkością ponad 10 000 km/s!

Eksplozje supernowych należą do najpotężniejszych zdarzeń we Wszechświecie, których szczytowa jasność odpowiada światłu miliardów pojedynczych gwiazd. Wybuch powoduje również falę uderzeniową, która niszczy prawie wszystko na swojej drodze, w tym także pył w otaczającym gwiazdę ośrodku międzygwiazdowym. Obecne teorie przewidują, kiedy podmuch supernowej omiecie obszar przestrzeni kosmicznej i duża część pyłu zostanie zniszczona, więc powinno zostać go niewiele.

Jednak obserwacje z SOFIA mówią o innych, tajemniczych wynikach, które ukazują niemal 10-krotnie więcej pyłu, niż się spodziewano. Sugeruje to, że kosmiczny pył jest znacznie bardziej obfity w wyniku fali uderzeniowej, niż szacują teorie.

Nowe badanie opiera się na obserwacjach pozostałości po pobliskiej supernowej, znanej jako SN 1987A. Kiedy odkryto ją w 1987 roku, była to jedna z najjaśniejszych supernowych, jakie widziano w ciągu minionych 400 lat. Ze względu na jej bliskość, astronomowie byli w stanie monitorować nieprzerwanie przez ostatnie 30 lat jej wpływ na otaczające środowisko.

Obserwacje SOFIA kultowej supernowej sugerują, że pył może powstawać w wyniku potężnej fali uderzeniowej. Rezultaty te pomagają astronomom rozwiązać tajemnicę obfitości pyłu w naszej galaktyce.

„Wiedzieliśmy już o wolno poruszającym się pyle w sercu 1987A. Powstał z ciężkich pierwiastków stworzonych w jądrze martwej gwiazdy. Jednak obserwacje SOFIA mówią nam coś nowego o zupełnie nieoczekiwanej populacji pyłu” – powiedział Mikako Matsuura z Uniwersytetu Cardiff i główny autor artykułu.

Supernowa 1987A ma wyróżniający się zestaw pierścieni, które są częścią wydrążenia stworzonego we wczesnej fazie ewolucji gwiazdy sprzed eksplozji. Szybko rozchodząca się fala uderzeniowa przeszła przez te pierścieniowe struktury. Astronomowie uważali, że wszystkie cząsteczki pyłu w tych pierścieniach powinny zostać zniszczone, ale ostatnie obserwacje z SOFIA pokazują emisję zgodną z rosnącą populacją pyłu w pierścieniach. Wyniki wskazują, że cząsteczki pyłu ponownie mogą się szybko tworzyć lub rosnąć, nawet po katastrofalnym uszkodzeniu podczas przejścia fali uderzeniowej, co sugeruje, że chociaż może to być koniec rozdziału cyklu życia pyłu, nie wydaje się on być zakończeniem historii.

Pył wykryty przez SOFIA może być efektem albo znacznego wzrostu istniejących cząsteczek pyłu, albo tworzenia się nowej populacji pyłu. Obserwacje te zmuszają astronomów do rozważenia możliwości, że środowisko po wybuchu może być gotowe do stworzenia lub odtworzenia pyłu natychmiast po przejściu fali uderzeniowej – nowa wskazówka, która może być kluczowa w rozstrzygnięciu rozbieżności między modelami niszczenia pyłu i obserwacjami.

Z naziemnych teleskopów obserwacje cząsteczek pyłu w podczerwieni są trudne – lub niemożliwe – ze względu na silną absorpcję, głównie przez wodę i dwutlenek węgla, w ziemskiej atmosferze. Natomiast obserwatorium SOFIA zapewnia dostęp do części widma podczerwieni niedostępnych z Ziemi. Zwłaszcza kamera FORCAST SOFIA jest potężnym narzędziem pomagającym w zrozumieniu szczególnie ciepłego pyłu.

„FORCAST jest jedynym instrumentem, który może obserwować na tych krytycznych falach i wykrywać tę nowo tworzącą się populację ciepłego pyłu. Planujemy kontynuować monitorowanie za pomocą FORCAST, aby uzyskać lepszy wgląd w tworzenie się pyłu i ewolucję w pozostałościach po supernowych” – powiedział James De Buizer, kierownik USRA ds. operacji naukowych w Centrum Nauki SOFIA i współautor badania.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
SOFIA

Urania
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2019/02/sofia-odkrya-kosmiczny-py-ktory.html

SOFIA odkryła kosmiczny pył, który przetrwał wybuch supernowej 1987A.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Near Space Technologies dołączyło do konsorcjum Spartaqs Group
2019-02-10
1 lutego 2019 r. firma Near Space Technologies oficjalnie dołączyła do konsorcjum Spartaqs Group. W ramach konsorcjum realizowany będzie projekt ARL – Aerostatic Rocket Launcher czyli innowacyjna platforma do wynoszenia ładunków w przestrzeń kosmiczną autorstwa Sławomira Huczały, głównego konstruktora Spartaqs.
 
W ramach konsorcjum spółka Spartaqs opracuje hybrydową, aerostatyczną platformę dronową zdolną do wynoszenia i odpalania rakiet w stratosferze. Dodatkowo Spartaqs wykona podsystemy elektroniczne dla aerostatu oraz rakiety, w tym systemy łączności, telemetrii i kontroli lotu.
 
Natomiast Near Space Technologies opracuje rakietę suborbitalną wyposażoną w eksperymentalny silnik hybrydowy, która będzie wystrzeliwana ze stratosfery. Rakieta w swoich założeniach ma być zdolna do startu z platformy ARL. Częścią projektu jest również stworzenie innowacyjnego systemu precyzyjnego sprowadzania rakiety nośnej na ziemię, który umożliwi autonomiczne lądowanie rakiety w ustalonym obszarze.
 
W celu rozwoju platformy ARL firma Spartaqs podjęła również współpracę z firmą SpaceForest z Gdyni. Pozytywne wyniki testów rakietowych umożliwią start rakiety suborbitalnej, opracowanej w gdyńskiej firmie.
 
Firma Spatraqs mieści się na Śląsku w Katowicach i Mikołowie. Produkuje bezzałogowe systemy latające nazywamy dronoidami, czyli robotami do zadań specjalnych na lądzie, morzu i w powietrzu. Wpierają też rozwój rakiet suborbitalnych.
 
Dronoidy różnią się to sprzęt o zupełnie innym charakterze i wyposażeniu w znacznie bardziej wyrafinowane systemy tj. zabezpieczenia przed zakłócaniem i celowym przejęciem kontroli radiowej, algorytmy analizy obrazu z różnych kamer czy transponder ADS-B połączony z zaimplementowanym systemem antykolizyjnym. Są to jednostki znacznie większe od tych dostępnych na rynku komercyjnym, zaś poziom ich zautomatyzowania w działaniu robi wrażenie na najbardziej wymagających ekspertach.
 
Na zdjęciu: od lewej Damian Mayer (Near Space Technologies), Pani Aleksandra Borowska (Prezes Zarządu firmy Spartaqs), Pan Sławomir Huczała (właściciel i główny konstruktor Spartaqs)
 
Paweł Z. Grochowalski
 
Źródło: Spartaqs Group
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/near-space-technologies-dolaczylo-do-konsorcjum-spartaqs-group

Near Space Technologies dołączyło do konsorcjum Spartaqs Group.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Życie na Ziemi było powszechne 3,5 miliarda lat temu. Nowe badania zaskakują
2019-02-11
Błękitna Planeta jest jedynym znanym nam obecnie ciałem niebieskim przemierzającym otchłań kosmosu, który zamieszkują niezliczone gatunki fauny i flory. Teraz wiemy, że życie to pojawiło się znacznie szybciej, niż sądziliśmy.
Okazuje się, że nowe badania skupiające się na metabolizmie mikrobiologicznym w izotopach siarki pozwoliły nam odkryć powszechne istnienie różnych form życia w oceanach sprzed 3,5 miliarda lat, czyli obecne było już zaledwie miliard lat po powstaniu naszej planety. Takie wieści wzmacniają w nas przekonanie, że skoro życie uformowało się tak szybko, to może być powszechne w całym Wszechświecie.
Niestety, tego nie wiemy, ale pewne jest, że by mogło powstać i opanować całą planetę, potrzebne są sprzyjające ku temu warunki środowiskowe. Takie pojawiły się na Ziemi miliardy lat temu. Odkrycia dokonano analizując stabilne izotopy siarki. Metoda ta jest podobna do datowania na podstawie rozpadu węgla 12C i 13C. Tyle, że w przypadku izotopów siarki, można sięgnąć znacznie dalej w przeszłość.
W badaniu wykorzystano stabilne izotopy, 32S (z 16 neutronami), 33S (z 17 neutronami) i 34S (z 18 neutronami), które zostały pozostawione przez mikroorganizmy w procesie Siarczany były wykorzystywane przez bakterie jako paliwo. Efektem ubocznym procesu ich metabolizmu była produkcja siarczku. To właśnie on pozostaje w zapisach geologicznych, a jego zależności izotopowe zmierzyć można w minerałach siarczkowych żelaza: FeS2.
To wspaniałe wieści, że życie kwitło na Ziemi już 3,5 miliarda lat temu. Niedawno doszły do nas słuchy, że najprawdopodobniej miliardy lat temu jakieś formy życia mogły rozwijać się również na Marsie i Wenus, najbliższych nam planetach. Wówczas panowały tam idealne ku temu warunki. Dziś Czerwona Planeta jest jałową pustynią, a na Bliźniaczce Ziemi panuje efekt cieplarniany.
Źródło: GeekWeek.pl/Phys.org / Fot. Yuichiro Ueno/ELSI/MaxPixel
http://www.geekweek.pl/news/2019-02-11/zycie-na-ziemi-bylo-powszechne-35-miliarda-lat-temu-nowe-badania-zaskakuja/

Życie na Ziemi było powszechne 3,5 miliarda lat temu. Nowe badania zaskakują.jpg

Życie na Ziemi było powszechne 3,5 miliarda lat temu. Nowe badania zaskakują2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

„Świetlne echo” czarnej dziury
2019-02-11. Aleksandra Bochenek
Dzięki obserwacji zjawiska echa świetlnego pochodzącego z korony czarnej dziury MAXI J1820+070 – w skrócie 1820 – znajdującej się w gwiazdozbiorze Lwa, możemy lepiej poznać ewolucję mniej masywnych czarnych dziur.
Echa świetlne powstają, kiedy światło pochodzące z bardzo jasnego rozbłysku zostanie odbite od międzygwiezdnego gazu. Promieniowanie z oryginalnego rozbłysku dociera do obserwatora jako pierwsze, a światło odbite zaraz po nim, tworząc swego rodzaju echo. Co ciekawe, czasem „echa” sprawiają wrażenie, że poruszają się szybciej od prędkości światła. Dzieje się tak, ponieważ fotony mogą zostać spowolnione w trakcie pierwszych stadiów eksplozji, przez co docierają do obserwatora opóźnione, sugerując, że to „echa” poruszają się szybciej.
Wcześniej udało się zaobserwować tylko echa świetlne pochodzące z supermasywnych czarnych dziur, ale J1820 ma masę równą tylko dziesięciu masom Słońca. Dzięki temu obserwowane zmiany zachodzą dużo szybciej, dostarczając naukowcom dużych ilości danych. Wszystko zostało zarejestrowane dzięki instrumentowi NICER (Neutron star Interior Composition Explorer) znajdującego się na pokładzie ISS, który zwykle bada wnętrza gwiazd neutronowych.
Gwiazda towarzysząca J1820 została sklasyfikowana w przeglądzie nieba Europejskiej Agencji Kosmicznej, ale sama czarna dziura pozostała niezauważona. Odkryto ją dosyć niedawno, bo w marcu 2018, kiedy to nagle stała się jednym z najjaśniejszych źródeł promieniowania rentgenowskiego na niebie. Materiał otaczający czarną dziurę tworzy dysk akrecyjny, który w wyniku działania sił grawitacyjnych i magnetycznych bardzo się rozgrzewa. Rozbłyski mogą pojawić się, kiedy w takim dysku akrecyjnym pojawi się jakaś niestabilność, chociaż sam mechanizm takiego zdarzenia nie jest jeszcze dobrze zbadany.
Jednak w tym przypadku sytuacja jest trochę bardziej skomplikowana. J1820 ma jeszcze koronę, czyli region nad dyskiem akrecyjnym pełen cząstek subatomowych, które emitują wysokoenergetyczne promieniowanie rentgenowskie. Niektóre teorie mówią, że korony mogą być pierwszym stadium powstawania dżetów, które często towarzyszą czarnym dziurom. Promieniowanie X z korony odbijało się od dysku akrecyjnego, tworząc wyżej już opisane echa świetlne. Ich analiza pozwoliła na lepsze poznanie budowy obu struktur.
Okazało się, że granica dysku akrecyjnego J1820 znajduje się tuż przy horyzoncie zdarzeń; korona też jest bardziej zwarta i czasem nachodzi na dysk akrecyjny, zamiast znajdować się wysoko ponad nim. Nie pokrywa się to z obserwacjami innych czarnych dziur o podobnych rozmiarach, a bardziej pasuje do zachowań ich supermasywnych kuzynów. Naukowcy także obliczyli, że korona obserwowanej czarnej dziury się kurczy – wcześniej wysoka na ok. 150 km, teraz liczy sobie tylko 15 km. Wiadomo to dzięki temu, że zauważono lekką różnicę w odstępach czasowych pomiędzy poszczególnymi echami sugerującą, że dystans, które pokonały, jest mniejszy.
Obserwacje J1820 pozwoliły na lepsze poznanie ewolucji gwiazdowych czarnych dziur, a także na dogłębniejsze zrozumienie ich struktur. Ten obiekt udowodnił też, że mniej masywne czarne dziury mogą służyć jako modele dla tych znajdujących się w centrach galaktyk – naukowcy mają nadzieję, że zrozumienie, jak gwiazdowe czarne dziury wpływają na swoje otoczenie, pozwoli na stworzenie lepszych modeli ewolucji galaktyk.
https://news.astronet.pl/index.php/2019/02/10/swietlne-echo-czarnej-dziury/

Świetlne echo czarnej dziury.jpg

Świetlne echo czarnej dziury2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Oprogramowanie Astri Polska wdrożone przez ESA
2019-02-11
Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) wdrożyła polskie oprogramowanie w swoim centrum badawczym. Zatwierdzono właśnie finalną wersję systemu opracowanego przez Astri Polska, który posłuży do testowania odbiorników nawigacji satelitarnej GNSS, przeznaczonych do zastosowań kosmicznych. Testy pierwszego urządzenia tego typu już się rozpoczęły.
Zadaniem Astri Polska było zaprojektowanie uniwersalnego oprogramowania, które umożliwi integrację urządzeń testowych, tworząc kompleksowe środowisko do testowania odbiorników GNSS przeznaczonych do zastosowań kosmicznych. Tego typu odbiorniki będą instalowane na m.in. satelitach i rakietach nośnych. Software został opracowany w ramach projektu FLIGhT (FLexible envIronment for GNSS Testing) zleconego Astri Polska przez Europejską Agencję Kosmiczną w 2017 r.
 – Dotychczas, ESA musiała polegać na wynikach testów odbiorników przeprowadzonych przez ich producentów. Dzięki naszym rozwiązaniom, możliwe będzie prowadzenie niezależnych testów konkretnych parametrów danego odbiornika – powiedział Karol Brzostowski, Kierownik Działu Aplikacji i Usług Satelitarnych Astri Polska.
Oprogramowanie opracowane przez Astri Polska pełni rolę „serca” środowiska testowego. Pozwala  na sterowanie urządzeniami testowymi, komunikację z odbiornikiem, realizację scenariuszy testowych oraz generowanie raportów. Użytkownicy dysponują także bogatym interfejs graficznym, umożliwiającym sterowanie urządzeniami zewnętrznymi, takimi jak emulator sygnałów GNSS czy układ zasilania odbiornika. Niewątpliwą zaletą systemu jest także możliwość generowania raportów oraz prowadzenie analiz w czasie rzeczywistym.
– Projektując nasze środowisko testowe położyliśmy szczególny nacisk na to, by było ono jak najbardziej elastyczne, umożliwiając prowadzenie testów różnego typu odbiorników – powiedział Karol Brzostowski.
Testy pierwszego odbiornika z wykorzystaniem polskiego systemu już się rozpoczęły. W tym celu, jeden z inżynierów z Astri Polska został oddelegowany do ESA na okres 6 miesięcy, gdzie wspólnie z zespołem inżynierów z ESA testują kosmiczny odbiornik GNSS.
Astri Polska jest jedyną polską firmą posiadającą doświadczenie w testowaniu odbiorników GNSS przeznaczonych do zastosowań kosmicznych. Firma specjalizuje się w dostarczaniu dedykowanych produktów usług dla wiodących europejskich programów kosmicznych.
Astri Polska jest firmą badawczo-rozwojową działającą w branży technologii satelitarnych i kosmicznych. Firma specjalizuje się w projektach z dziedziny elektroniki, optoelektroniki, GNSS (Global Navigation Satellite System), obserwacji satelitarnych, telekomunikacji i robotyki.
Astri Polska jest partnerstwem powołanym do życia przez europejski koncern lotniczo-astronautyczny Astrium oraz Centrum Badań Kosmicznych PAN we wrześniu 2010 r.
Źródło: Astri Polska
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/oprogramowanie-astri-polska-wdrozone-przez-esa

Oprogramowanie Astri Polska wdrożone przez ESA.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Światowid i KRAKsat zostaną wyniesione na orbitę
2019-02-11
Światowid i KRAKsat - nanosatelity zaprojektowane i stworzone przez inżynierów z wrocławskiej spółki SatRevolution, zostaną przekazane amerykańskiej firmie Nanoracks - przewoźnikowi NASA. Tym samym rozpocznie się pierwszy etap prac poprzedzających wyniesienie ich na orbitę. Start bezzałogowego statku zaopatrzeniowego Cygnus NG-11, na pokładzie którego zamontowane zostaną Światowid i KRAKsat, zaplanowany jest na 17 kwietnia 2019 roku.
Polskie firmy, które jeszcze kilka lat temu występowały w roli podwykonawców, dzisiaj wspólnie z największymi agencjami kosmicznymi na świecie, realizują kolejne projekty. Ich znakiem rozpoznawczym stają się nanosatelity. Prekursorami kosmicznej transformacji są inżynierowie z wrocławskiej firmy SatRevolution, którzy przygotowują się do wyniesienia na orbitę Światowida i KRAKsata. Pierwszy z nich to autorski nanosatelita obserwacyjny, będący demonstratorem technologii SatRevolution. Drugi powstał we współpracy z Akademią Górniczo-Hutniczą i Uniwersytetem Jagiellońskim, a jego celem jest przetestowanie nowatorskiego rozwiązania koła zamachowego, opartego o ciecz magnetyczną.
W lutym specjaliści SatRevolution dostarczą satelity do Houston w USA, do firmy Nanoracks - przewoźnika NASA. Przez dwa najbliższe miesiące trwały będą prace związane z umieszczeniem nanosatelitów na rakiecie, której start zaplanowany jest na 17 kwietnia. Tego dnia z bazy Mid-Atlantic Regional Spaceport na wyspie Wallops w Virginii, wystartuje rakieta Antares, której częścią jest bezzałogowy statek zaopatrzeniowy Cygnus NG-11 firmy Northrop Grumman z polskimi nanosatelitami na pokładzie.
Światowid oraz KRAKsat dołączą tym samym do niemal 300 tego typu satelitów, dotychczas umieszczonych na orbicie. Szacuje się, że do 2023 roku będzie ich łącznie ponad 700, a to otwiera kolejne perspektywy przed inżynierami pracującymi nad technologiami kosmicznymi. Możliwości te wykorzystują specjaliści z SatRevolution, którzy w toku prac nad Światowidem opracowali skalowalną platformę NanoBus, stanowiącą podstawę nanosatelitów o dowolnym rozmiarze w standardzie CubeSat. Platforma NanoBus jest pierwszym produktem spółki, a z oferty jej zakupu skorzystały już Akademia Górniczo-Hutnicza i Uniwersytet Jagielloński, które wykorzystały platformę w swoim projekcie KRAKsat. NanoBus zakupiło również francusko-rosyjskie konsorcjum. W ramach tej współpracy, oprócz samej platformy wrocławscy inżynierowie dostarczą również usługę jej integracji z instrumentem naukowym, przeznaczonym do badań zorzy polarnej. Sponsorem misji AMICal Sat, podczas której zintegrowany w Moskwie satelita zostanie wyniesiony na orbitę, jest Agencja Kosmiczna Roskosmos.   
Komercjalizacja rozwiązań, nad którymi pracuje nasz zespół inżynierów to kolejny etap strategii rozwoju naszej firmy. Po zakończeniu prac projektowych oraz testowych, które pokazały, że oferowane przez nas rozwiązania są niezawodne, przeszliśmy do ofensywy i rozpoczęliśmy sprzedaż naszych produktów - mówi Grzegorz Zwoliński, Prezes Zarządu SatRevolution.  
 
Czytaj więcej:
•    SatRevolution S.A. – strona firmy
•    KRAKsat - projekt satelity badawczego

SatRevolution S.A. to innowacyjna polska firma z branży new space, której celem jest dostarczanie kompletnych rozwiązań satelitarnych. Przedsiębiorstwo specjalizuje się w projektowaniu i seryjnej produkcji nanosatelitów na potrzeby zarówno międzynarodowych agencji kosmicznych, jak i innych podmiotów: zarówno z sektora prywatnego, jak i publicznego. Pracujący w SatRevolution zespół badawczo-rozwojowy składa się z doświadczonych ekspertów technologicznych, którzy stworzyli już wiele innowacyjnych rozwiązań, takich jak m.in. bioniczna ręka sterowana za pomocą sygnałów z mózgu. Poza produkcją nanosatelitów, SatRevolution S.A. prowadzi również prace badawcze nad innymi rozwiązaniami z zakresu technologii kosmicznych.
 
Obecnie SatRevolution realizuje trzy projekty: Światowid – proof-of-concept pierwszego polskiego satelity obserwacyjnego Ziemi, który ma stanowić podwaliny pod konstelację nanosatelitów obrazowania Ziemi w czasie rzeczywistym; KRAKSat – nowatorski eksperyment ferrofluidowego koła zamachowego na niskiej orbicie okołoziemskiej (projekt realizowany z AGH w Krakowie) oraz AMICal Sat  – projekt satelity obserwacyjnego zórz polarnych w warunkach słabego oświetlenia (projekt realizowany we współpracy z Centrum Kosmicznym Uniwersytetu w Grenoble).
 
Źródło: SatRevolutions
Opracowanie: SatRevolutions, Elżbieta Kuligowska
Na zdjęciu powyżej: Nanosatelita Światowid. Źródło: SatRevolutions.
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/swiatowid-i-kraksat-zostana-wyniesione-na-orbite-0

Światowid i KRAKsat zostaną wyniesione na orbitę.jpg

Światowid i KRAKsat zostaną wyniesione na orbitę2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Niebo w lutym 2019 (odc. 2) - Alarm! Kometa na niebie!
2019-02-11
Alarm! Kometa na niebie! Nazywa się C/2018 Y1 Iwamoto i nieoczekiwanie znacząco pojaśniała. W dniach 10-15 lutego 2019 roku mamy szansę dostrzec ją nawet gołym okiem! Jak to zrobić? Zapraszamy do naszego filmowego poradnika.
Komety są jak koty - mają ogony i chadzają własnymi ścieżkami... Ta sentencja Davida Levy'ego powraca jako żywo, kiedy na niebie nieoczekiwanie rozbłyskuje kometa. Bohaterka naszej opowieści ogon ma niepozorny, ale osiąga blask godny uwagi naszych lornetek i aparatów. Nazywa się C/2018 Y1 Iwamoto - od nazwiska odkrywcy. Japoński astronom-amator Masayuki Iwamoto odkrył ją w grudniu 2018 roku. Po przejściu przez peryhelium 06 lutego 2019 roku obiekt pojaśniał do wartości granicznej dla zasięgu nieuzbrojonego oka!
Oczywiście potrzebujemy czystego i ciemnego nieba (z dala od sztucznych świateł), ale przez lornetkę kometę możemy dostrzec nawet z miasta. Gdzie patrzymy? Na wschód. Po godz. 20:00 wznosi się nad nim konstelacja Lwa. To właśnie tam wędruje C/2018 Y1 Iwamoto. Wyglądem bardzo przypomina kometę 46P/Wirtanen - świeci jako mglista plamka o wizualnym rozmiarze tarczy Księżyca. Najlepiej poczekać aż Lew wzniesie się wyżej nad horyzont, bo z wysokością obiektu poprawia się jakość obserwacji. Spróbujmy zrobić zdjęcie - wystarczy aparat unieruchomiony na statywie, światłosilny obiektyw i migawka wyzwolona na kilka- kilkanaście sekund.
Obecnie kometa z dużą prędkością przelatuje relatywnie blisko Ziemi, stąd bardzo szybko porusza się na tle gwiazd. Zaledwie pięć nocy wystarczy jej na przemierzenie całego gwiazdozbioru Lwa. 13 lutego obiekt przejdzie na tle galaktyki NGC 2903; jest to atrakcja głównie dla posiadaczy dużych teleskopów i zaawansowanych astrofotografów. 15 lutego kometa Iwamoto wkroczy do Raka i znajdzie się niedaleko gwiezdnego Żłóbka, ale wtedy nasze obserwacje najpewniej zrujnuje blask Księżyca zmierzającego do Superpełni. Śpieszmy się, czasu jest niewiele...
Na koniec ciekawostka: bohaterka naszej opowieści przyleciała do nas z odległości aż 5-krotnie dalszej niż Pluton. Jest obiektem okresowym, a obieg wokół Słońca zajmuje jej... 1371 lat! Jeżeli nie teraz, to nie zobaczymy jej już nigdy. Powodzenia w obserwacjach!
Piotr Majewski
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/niebo-w-lutym-2019-odc-2-alarm-kometa-na-niebie

Niebo w lutym 2019 (odc. 2) - Alarm! Kometa na niebie!.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Przemysł kosmiczny od dekad odmienia na lepsze codzienne życie milionów ludzi
2019-02-11
Przy okazji misji kosmicznych, wielu ludzi mówi, że na Ziemi panuje bieda, głód i choroby, a rządy krajów pozostają na to głuche i wolą inwestować miliony w eksplorację przestrzeni kosmicznej. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna.
NASA przygotowała fenomenalny serwis internetowy o nazwie Home & City (zobaczcie tutaj), dzięki któremu możemy dowiedzieć się, co ludzkość zawdzięcza przemysłowi kosmicznemu. Czy zastanawialiście się kiedyś, w jaki sposób eksploracja kosmosu i badania wpływają na Wasze codzienne życie? Jeśli należycie do grupy osób, które są sceptycznie nastawione do planów eksploracji kosmosu, to dziś diametralnie odmieni się Wasz punk widzenia w tej materii.
Przemysł kosmiczny od ponad 70 lat rozwija się w szybkim tempie, a dobrodziejstwa płynące z efektów eksploracji kosmosu ułatwiają codzienne życie milionów na całej planecie, i to bez względu na ich status społeczny. Na potrzeby załogowych misji na Księżyc, misji sond kosmicznych na Wenus, Marsa, Jowisza, planetoidy, a także życia astronautów na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej i badań prowadzonych na dżunglach tropikalnych, na Antarktydzie lub w głębi światowych oceanów, powstają technologie, na podstawie których tworzone są urządzenia znajdujące się w większości domów.
Nie sposób wymienić, ile ich jest, ale dzięki nim komfort naszego życia wzniósł się na przestrzeni ostatnich dekad na o wiele wyższy poziom. W większości tego nie dostrzegamy, dlatego przygotowaliśmy dla Was kilka produktów, którymi możemy się cieszyć właśnie dzięki naszym zapędom w chęci odkrywania tajemnic kosmosu. Jeśli to dla Was mało, to koniecznie wejdźcie na serwis NASA i zapoznajcie się ze wszystkimi technologiami (zobaczcie tutaj). Jeśli nie znacie jeżyka angielskiego, to naciśnijcie na tekście prawy klawisz myszki i wybierzcie opcję "przetłumacz na język polski".
Żarówki LED: Kilku naukowców i inżynierów, którzy wcześniej pracowali nad systemami oświetlenia LED dla NASA, zarówno w zakresie uprawy roślin, jak i dostarczania astronautom światła na stacji kosmicznej, przeniosło się do firm, które teraz sprzedają oświetlenie zarówno do zastosowań w rolnictwie, jak i do regulacji cykli snu ludzi. Stacja kosmiczna posiada moduł oświetleniowy, który jest zmienia barwę światła w określonych częściach dnia, by ustabilizować cykle aktywności i snu astronautów. Ta technologia staje się coraz powszechniejsza również w ziemskich domach.
Oczyszczacze powietrza: Często myślimy o zanieczyszczeniu powietrza jako problemie współczesnego świata. Powietrze w naszych domach może być jeszcze bardziej zanieczyszczone bakteriami, lotnymi związkami organicznymi i innymi zanieczyszczeniami. Opracowane przez NASA badania, mające na celu pomóc roślinom rozwijać się w kosmosie, sprawdziły się doskonale w oczyszczaniu z powietrza wszelkiego rodzaju toksyn i zostały zaadaptowane do filtrów, które znajdują się w klimatyzatorach, oczyszczaczach powietrza i odkurzaczach, wykorzystywanych masowo w domach i miejscach pracy.
Uzdatniacze wody: Inżynierowie NASA współpracują z prywatnymi firmami, by stworzyć lepsze systemy do uzyskiwania czystej, pitnej wody dla astronautów w kosmosie. Komercyjne wersje tych systemów, które szybko i tanio oczyszczają nawet najbardziej zanieczyszczoną wodę, polepszają jakość życia ludzi w najbiedniejszych krajach świata, gdzie świeża woda jest czymś na wagę złota.
Przenośne odkurzacze: Technologia bezprzewodowych ręcznych akumulatorowych odkurzaczy i niektórych elektronarzędzi, jakie znajdują się w coraz większej ilości domów, wywodzi się z przenośnych, zasilanych bateryjne wiertarek używanych do ekstrakcji próbek na powierzchni Księżyca oraz do prac na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Innowacje stosowane w sektorze prywatnym, funkcjonujące obecnie na bazie tej technologii, wynikały z prośby NASA o lekkie, energooszczędne i samozasilające się urządzenia, zapewniające większą mobilność i szybkość astronautom wykonującym czasowo krytyczne operacje w kosmosie. Dzięki NASA, spopularyzowały się one w naszym codziennym życiu.
Baterie i akumulatory: Akumulatory srebrowo-cynkowe należą do najpotężniejszych dostępnych na rynku, ale wyzwania związane z tą technologią utrudniają ich stosowanie na szeroką skalę. Firmy wykorzystały dziesięciolecia badań NASA nad bateriami srebrowo-cynkowymi, jako punkt wyjścia do własnych badań i rozwoju. Teraz lekarze mogą zaoferować osobom niesłyszącym lub niedosłyszącym zaawansowane i praktycznie bezobsługowe aparaty słuchowe, rozruszniki serca i specjalistyczne czujniki do monitorowania pracy serca i organów wewnętrznych.
Ochrona przez chłodem: Airgel jest niezwykle lekkim i skutecznym izolatorem, opracowanym po raz pierwszy ok. 1930 roku, ale był zbyt delikatny, by można go było wykorzystać w praktyce, dopóki NASA nie nawiązała współpracy z firmami badawczo-rozwojowymi, aby stworzyć elastyczną, trwałą i łatwą w użyciu wersję. Firmy wprowadziły na rynek materiały, które stosowane są w nowej generacji elastycznej odzieży, obuwiu i innych produktach, coraz popularniejszych wśród zwykłych ludzi.
Odzież termiczna: Zwykła odzież ma tendencję do zatrzymywania ciepła i potu podczas intensywnej aktywności w chłodzie. Wykorzystując technologię opracowaną dla skafandrów kosmicznych, NASA współpracowała z branżą odzieżową, aby stworzyć nowe materiały zmieniające fazę, które zwiększają komfort poprzez moderowanie temperatur między ciałem a środowiskiem. Tkaniny zmieniające fazę można znaleźć również w pościeli, kocach dziecięcych i innych.
Komfortowe łóżka, fotele, pościele i materace: Wynalezione podczas projektu badawczego NASA w celu zwiększenia komfortu i bezpieczeństwa komercyjnych foteli lotniczych, pianka uspokajająca - znana również jako pianka pamięciowa, pojawia się obecnie w produktach konsumenckich, od materaców i poduszek po łóżka szpitalne, obuwie, protezy i wiele innych.
Oczyszczanie ścieków: NASA od dawna pracuje nad autonomicznymi systemami podtrzymywania życia, w których rośliny żywią się i oczyszczają ścieki. Takie systemy działają na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Agencja pomogła w stworzeniu taniej, przyjaznej dla środowiska metody oczyszczania ścieków, z której korzysta obecnie wiele biednych społeczności w krajach trzeciego świata. Technika ta jest tańsza niż tradycyjne metody oczyszczania ścieków i może również przyczynić się do lepszego dbania o środowisko naturalne.
Okulary ochronne: Barwniki NASA filtrujące światło UV zwiększają ostrość widzenia, blokując błyski i odblaski. Ta sama technologia bezpieczeństwa stosowana od dawana przez NASA, która po raz pierwszy została użyta do ochrony oczu spawaczy przed niebieskimi promieniami ultrafioletowymi palników spawalniczych, znalazła odzwierciedlenie w trendach mody na okulary przeciwsłoneczne wśród ludzi mieszkających w najróżniejszych częściach świata.
Cyfrowe aparaty fotograficzne: Uzupełniający czujnik obrazu z półprzewodników z tlenku metalu (CMOS), opracowany przez inżyniera NASA i jego zespół, stał się jedną z najbardziej wszechobecnych technologii kosmicznych, dominującą w naszym życiu. Dzięki NASA możemy wykonywać setki zdjęć swoimi smartfonami i dzielić się nimi ze znajomymi, a także drukować je i pozostawić na pamiątkę dla przyszłych pokoleń. Czujniki obrazu CMOS umożliwiają powstanie znacznie mniejszych i bardziej energooszczędnych kamer.
Filtry oczyszczania wody: Oryginalnie zaprojektowana do oczyszczania wody dla astronautów Apollo, technologia jonów srebra NASA oczyszcza i zmiękcza wodę, jednocześnie hamując wzrost bakterii w jednostkach filtrujących. Obecnie producenci używają tej połączonej technologii do tworzenia domowych systemów filtrowania wody, które nie tylko oczyszczają i zmiękczają, ale także usuwają niepożądane smaki i zapachy.
Kosmetyki: Wykorzystując opatentowany przez NASA bioreaktor, jedna ze znanych firm wykorzystuje środki z ludzkich fibroblastów (komórki wytwarzające kolagen) na potrzeby stworzenia nowej linii produktów ochrony skóry. Testy laboratoryjne wykazały, że krem odmładzający zwiększa zawartość wilgoci w skórze o 76 procent oraz zmniejsza przebarwienia i zmarszczki o ponad 50 procent.
To tylko niektóre z technologii i gotowych produktów, jakie są dostępne na rynku dla każdego z nas. NASA pomaga również w programach ograniczenia problemu głodu na świecie, rozwijając projekty hydroponiczne i modyfikacji genetycznych roślin, a także uratowała życie niezliczonej ilości ludzi, poprzez wdrażanie technologii, które mają za zadanie monitorować życie miast i chronić konstrukcje domów/budynków przed powodziami lub trzęsieniami ziemi.
Źródło: GeekWeek.pl/NASA / Fot. NASA
http://www.geekweek.pl/news/2019-02-11/przemysl-kosmiczny-od-dekad-odmienia-na-lepsze-codzienne-zycie-milionow-ludzi/

Przemysł kosmiczny od dekad odmienia na lepsze codzienne życie milionów ludzi.jpg

Przemysł kosmiczny od dekad odmienia na lepsze codzienne życie milionów ludzi2.jpg

Przemysł kosmiczny od dekad odmienia na lepsze codzienne życie milionów ludzi3.jpg

Przemysł kosmiczny od dekad odmienia na lepsze codzienne życie milionów ludzi4.jpg

Przemysł kosmiczny od dekad odmienia na lepsze codzienne życie milionów ludzi5.jpg

Przemysł kosmiczny od dekad odmienia na lepsze codzienne życie milionów ludzi6.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Pierwsza rakieta z silnikiem z drukarki 3D

2019-02-11

Brytyjska firma kosmiczna Orbex zaprezentowała swoją nową rakietę. Prime ma największy na świecie silnik wykonany w technologii druku 3D i jest pierwszą komercyjną rakietą do zasilania biopropanem, redukując emisję dwutlenku węgla o 90 proc. w porównaniu z tradycyjnymi paliwami.

Orbex Prime to rakieta dwustopniowa. Firma zaprezentowała drugi stopień, podczas gdy pierwszy nie był jeszcze dokończony, chociaż oczekuje się, że będzie on wielokrotnego użytku. Drugi stopień jest wykonany ze specjalnie opracowanej mieszanki włókien węglowych i aluminiowych. Został wydrukowany w całości, więc nie ma żadnych połączeń ani spawów, które mogłyby osłabić rakietę przy ekstremalnych wahaniach temperatury i ciśnienia.

Rakieta ma być o 30 proc. lżejsza i 20 proc. wydajniejsza od konkurencyjnych rozwiązań. Tego typu rakiety idealnie nadają się do wystrzeliwania nanosatelitów na orbitę Ziemi. Mianem nanosatelitów nazywa się satelity ważące mniej niż 10 kg. Coraz więcej firm inwestuje w rozwój konstelacji mniejszych satelitów zamiast budować duże jednostki.

Orbex Prime będzie latał z planowanego kosmodromu Sunderland w szkockim regionie Highlands. Pierwszy start rakiety jest szacowany na 2021 r. Satelity wznoszone na orbitę na pokładzie Prime będą uwalniane 1250 km nad Ziemią.

 
https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/misje/news-pierwsza-rakieta-z-silnikiem-z-drukarki-3d,nId,2830627

 

Pierwsza rakieta z silnikiem z drukarki 3D.jpg

Pierwsza rakieta z silnikiem z drukarki 3D2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Zmiennokształtne roboty do badania Tytana i inne zwariowane pomysły NASA
2019-02-11. Małgorzata Bień

NASA ciągle szuka nowych pomysłów i innowacyjnych technologii mogących pomóc w eksploracji kosmosu. Futurystyczna propozycja eksploracji Tytana, księżyca Saturna, zakłada zbudowanie zmiennokształtnych robotów poruszających się po powierzchni, morzach lub w atmosferze tego niezwykłego ciała niebieskiego. A to tylko jeden z wielu genialnych pomysłów i projektów z NASA’s Innovative Advanced Concepts (NIAC).
Latający robot, zwany Shapeshifter, może być wykorzystany do rejsu w atmosferze Tytana, eksploracji jaskiń lub zanurzenia się w morzach księżyca. Shapeshifter może przekształcić się w kulę, która toczy się po powierzchni, utworzyć układ zdolny do lotu i unoszenia się nad powierzchnią, a nawet strukturę podobną do torpedy, aby efektywnie pływać w morzach i jeziorach Tytana. Ma też posiadać inne tryby mobilności. Brzmi jak prawdziwe science-fiction.

Shapeshifter to latający robot amfibia (FAR – flying amphibious robot). Składa się z mniejszych robotycznych jednostek (każda z nich nazywana jest „cobot”), które łączą się w celu przejścia do różnych trybów mobilności. Każdy cobot jest niezwykle prosty, a minimalna konstrukcja składa się z kilku śrub jako siłowników.
Oprócz wszechstronnego dostępu do różnych obszarów i zakresu mobilności, roboty mogą przekształcać się w różne systemy funkcjonalne, aby wykonać różnorodny zestaw zadań. Przykłady obejmują transport dużych i ciężkich przedmiotów, pokonywanie długich dystansów przy minimalnym zużyciu energii, tworzenie sieci łączności w celu komunikacji z trudno dostępnych obszarów.
Shapeshifter jest jedną z 25 propozycji na wczesnym etapie technologicznym, wybranych w ramach fazy pierwszej NASA’s Innovative Advanced Concepts (NIAC) – co po polsku oznacza „Innowacyjne koncepcje zaawansowane NASA”. Inne propozycje obejmują roje teleskopów kosmicznych i wykrywanie uderzeń meteoroidów. Każda z propozycji wyceniona jest na około 125 000 USD. Badacze mają dziewięć miesięcy na pracę nad definicją i analizą koncepcji.
Po zakończeniu procesu zespoły mogą ubiegać się o nagrody w ramach fazy drugiej. Są one wyceniane na 500 000 USD za dwa lata studiów. Tegoroczna selekcja NIAC obejmuje dziewięć propozycji fazy drugiej, które obejmują międzygwiezdne misje prekursorskie, ogromny teleskop kosmiczny, koncepcję eksploracji lodowatego księżyca Neptuna o nazwie Tryton.
Propozycje NIAC są uważane za bardzo wczesne stadium, lata lub dziesięciolecia przed startem misji. Ale praca nad nimi dostarcza biblioteki pomysłów, z których NASA może później czerpać.
„Program NIAC daje możliwość odkrywania wizjonerskich pomysłów, które mogą przekształcić przyszłe misje NASA, tworząc lepsze lub całkowicie nowe koncepcje, angażując jednocześnie amerykańskich innowatorów i przedsiębiorców jako partnerów w podróży. Koncepcje można następnie ocenić pod kątem potencjalnego włączenia do naszego portfolio technologicznego.”
– powiedział Jim Reuter, administrator NASA Space Technology Mission Directorate.
Pełna lista odbiorców fazy 1 NIAC:
•    Shapeshifter – zmiennokształtne roboty – z Science Fiction do Science Fakt
•    Biobot – Innowacyjny sposób na odciążanie skafandrów astronautów w celu bardziej efektywnej eksploracji, poprzez zastosowanie zaawansowanych systemów robotycznych do radzenia sobie z wymaganiami biologicznymi (tj. podtrzymywania życia)
•    LEAVES – Wysuwane czujniki środowiskowe i atmosferyczne do badania Wenus
•    MIDEA – Meteoroid Impact Detection do badania asteroid
•    Bezkolizyjne mapowanie małych zanieczyszczeń orbitalnych
•    Marsbee – rój statków do głębokiej eksploracji Marsa
•    R-MXAS – Obrotowa aparatura do obrazowania przestrzennego
•    PROCSIMA – Bezdyfrakcyjny napęd do przełomowych misji międzygwiezdnych (z eliminacją dyfrakcji i rozpraszania termicznego)
•    SPARROW – Robot napędzany parą napędów autonomicznych do badania oceanicznych światów
•    BALET – Lokomocja balonowa w ekstremalnym terenie
•    Myco-architecture off planet – Samoreplikujący się materiał do budowy różnych struktur na powierzchni obcych planet
•    Modułowe, samoskładające się roje kosmicznego teleskopu
•    Astrofizyka i badania techniczne statku kosmicznego Solar Neutrino
•    Advanced Diffractive MetaFilm Sailcraft – Żagle dyfrakcyjne do wynoszenia statków na orbitę
•    Spectrally-Resolved Synthetic Imaging Interferometer – Nowa architektura dla interferometrii o spektralnym rozkładzie
•    Radioisotope Positron Propulsion – Koncepcja napędu fuzyjnego z zastosowaniem pozytonu radioaktywnego
Pełna lista odbiorców fazy 2 NIAC
•    PuFF – Koncepcja napędowa typu Pulsed Fission-Fusion
•    Przełomowa architektura napędowa dla międzygwiezdnych misji prekursorskich
•    KST – Kilometrowy Kosmiczny Teleskop
•    AoES – Demontaż Asteroid przy pomocy Area-of-Effect Soft-bots
•    Triton Hopper: Eksplorowanie księżyca Neptuna
•    Magnetospheric Dipolar Torus (MDT) – Ochrona magnetosferyczna przed galaktycznym promieniowaniem kosmicznym
•    Bezpośrednie obrazowanie wielopłaszczyznowe i spektroskopia egzoplanety z misją soczewki słonecznej
•    NIMPH: Nano Icy Moons Propellant Harvester – system mikro-ISRU do produkcji LOx i LH2 dla paliwa powrotnego, pozwalający na tankowanie na księżycach lodowych.
•    Mach Effect for In Space Propulsion: Interstellar Mission – napęd kosmiczny Mach Effect Gravity Assist (MEGA) do podróży międzygwiezdnych
https://weneedmore.space/zmiennoksztaltne-roboty-do-badania-tytana-i-inne-zwariowane-pomysly-nasa/

Zmiennokształtne roboty do badania Tytana i inne zwariowane pomysły NASA.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

W Gliwicach powstanie obserwatorium astronomiczne
2019-02-11

Obserwatorium astronomiczne ma powstać do końca I kw. 2021 w gliwickim kompleksie naukowo-biznesowym Nowe Gliwice. Obiekt, który stanie na dachu nowej siedziby firmy pracującej nad satelitą Intuition-1, ma służyć m.in. do nawiązywania z nim dwustronnej łączności.
Jak poinformował gliwicki magistrat, chodzi o gliwicką firmę KP LABS, zajmującą się tworzeniem zaawansowanych rozwiązań dla przemysłu kosmicznego – uczestniczącą w konsorcjum FP Space.

Jednym z głównych projektów utworzonego przez śląskie spółki KP Labs, FP Instruments i Future Processing konsorcjum jest budowa komercyjnego satelity Intuition-1. Celem jego misji ma być prowadzenie obserwacji Ziemi z wykorzystaniem kamery hiperspektralnej i zaawansowanego przetwarzania danych na pokładzie.

Ma to być możliwe dzięki wyposażeniu satelity w niezwykle wydajny komputer, który dzięki sztucznej inteligencji i precyzyjnemu obrazowaniu będzie w stanie rejestrować obraz Ziemi z orbity, przetwarzać zebrane informacje o monitorowanych obszarach i zdarzeniach i wysyłać je do analizy.

Jak wyjaśniają uczestnicy przedsięwzięcia, przetwarzanie danych już na pokładzie to innowacyjny pomysł w porównaniu do obecnie istniejących i budowanych na świecie satelitów.

Pod kątem m.in.tego założenia przygotowano projekt nowej siedziby spółki KP LABS, założonej przez grupę inżynierów związanych z Politechniką Śląską. Spółka działa w Gliwicach od 2016 r.; jej zaprojektowana przez gliwicką pracownię MFA Studio nowa siedziba o powierzchni użytkowej ponad 2,3 tys. m kw. ma być gotowa do końca I kw. 2021 r.
Jak wynika z informacji w biuletynie gliwickiego magistratu, w nowym budynku oprócz klasycznych przestrzeni biurowych znajdą się specjalistyczne pomieszczenia i laboratoria, m.in. planowania i kontroli misji, uczenia maszynowego czy analizy zdjęć satelitarnych oraz cleanrooms, czyli pomieszczenia o kontrolowanych parametrach środowiskowych.

Na dachu tego budynku powstanie obserwatorium astronomiczne z kopułą o średnicy 5,5 m oraz zielony taras widokowy. Obserwatorium posłuży do obserwacji nieba oraz nawiązywania dwustronnej łączności laserowej z satelitą budowanym przez specjalistów z KP LABS w ramach projektu Intuition-1.

„Precyzyjną obserwację nieba umożliwi teleskop, który przy pomocy specjalnego modułu ma również pozwolić na nawiązanie komunikacji z satelitą” – wyjaśnił cytowany przez miasto Rafał Żogała z KP LABS.

Zgodnie z informacjami konsorcjum FP Labs sprzed ponad roku, dane z ważącego ok. 10 kg satelity Intuition-1, wyposażonego w zaawansowane przyrządy do obserwacji Ziemi, będą mogły być wykorzystane np. w rolnictwie (np. w klasyfikacji pokrycia gruntów, mapie upraw, mapie gleb czy prognozie plonów), leśnictwie (m.in. w klasyfikacji lasów czy określaniu stanu ich zdrowia) czy ochronie środowiska (np. mapach emisji zanieczyszczeń i analizie zagospodarowania gruntów).
Satelita ma dysponowować mocą przetwarzania
umożliwiającą segmentację obrazów hiperspektralnych na orbicie. Pozwoli to m.in. na skrócenie czasu reakcji na monitorowane zdarzenie (jeśli np. satelita „zauważy” pożar lasu, od razu będzie mógł wysłać informację alarmującą).

Satelita Intuition-1 ma trafić na niską orbitę okołoziemską; planowany czas jego wystrzelenia to 2022 r. Projekt ten (na lata 2018-23) realizują: KP Labs i FP Instruments; jest on dofinansowany ze środków Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.
Prowadzony przez konsorcjum FP Space program kosmiczny składa się jeszcze z trzech projektów. Realizowane na zlecenie Europejskiej Agencji Kosmicznej projekty AMMER i SISPARE zakładają wykorzystanie technologii satelitarnych do automatycznego określania jakości wody w zbiornikach wodnych oraz opracowanie rozwiązań algorytmicznych pozwalających na podnoszenie rozdzielczości obrazów satelitarnych.

Członkowie konsorcjum uczestniczyli też w projekcie Politechniki Warszawskiej budowy sztucznego satelity PW-Sat2, którego głównym zadaniem było przetestowanie innowacyjnego systemu deorbitacji w postaci żagla o powierzchni 4 m kw. Satelita został wyniesiony na orbitę na początku grudnia ub. roku na pokładzie rakiety Falcon 9; pod koniec grudnia rozwinął swój żagiel.
Konsorcjum FP Space składa się ze spółek: KP Labs – odpowiedzialnej za oprogramowanie lotne, big data i uczenie maszynowe; FP Instruments - odpowiedzialnej za projektowanie i produkcję urządzeń elektronicznych oraz Future Processing – odpowiedzialnej za rozwój aplikacji obserwacji Ziemi.
źródło: PAP
https://www.tvp.info/41265463/w-gliwicach-powstanie-obserwatorium-astronomiczne

W Gliwicach powstanie obserwatorium astronomiczne.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Chang’e-4 wyłącza się na kolejną noc
2019-02-11Radek Kosarzycki

Lądownik Chang’e-4 oraz łazik Yutu 2 przeszły dzisiaj w tryb uśpienia przygotowując się do drugiej księżycowej nocy po niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca.
Zasilany panelami słonecznymi lądownik, który wylądował we wschodniej części krateru Von Karmana 3 stycznia br, został wyłączony dzisiaj rano – poinformowali przedstawiciele Chińskiego Programu Eksploracji Księżyca, przygotowując się do zachodu Słońca, który nastąpi 24 godziny później.
Noc na Księżycu trwa około dwóch tygodni ziemskich.
Łazik Yutu-2 przejechał po powierzchni Księżyca już ponad 120 metrów, przebijając 114 metrów, które przejechał w 2013 roku łazik Yutu (w ramach misji Chang’e-3).
Łazik Yutu-2 zaprojektowano tak, aby działał przez trzy miesiące, po których wspólny holendersko-chiński instrument radioastronomiczny NCLE (Netherlands-China Low Frequency) zainstalowany na pokładzie satelity Queqiao rozpocznie swoją pracę.
Queqiao wystartował w maju 2018 roku do punktu Lagrange L2, jednak NCLE jak na razie nie został uruchomiono, aby nie wprowadzać interferencji w system komunikacji z łazikiem.
Łazik Yutu-2 wznowił pracę 29 stycznia br po pierwszej nocy spędzonej na Księżycu, a od 4 do 8 lutego został wprowadzony w stan czuwania gdy Słońce znajdowało się wysoko nad miejscem lądowania.
Łazik jak i lądownik wznowią pracę i badania naukowe odpowiednio 28 lutego i 1 marca.
W trakcie pierwszej nocy na Księżycu lądownik Chang’e-4 zarejestrował temperaturę -190 stopni Celsjusza na powierzchni.
Źródło: spacenews
https://www.pulskosmosu.pl/2019/02/11/change-4-wylacza-sie-na-kolejna-noc/

Chang’e-4 wyłącza się na kolejną noc.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Sonda MAVEN obniża orbitę przygotowując się na łazik Mars 2020
2019-02-11Radek Kosarzycki

Krążąca już od 4 lat wokół Marsa sonda MAVEN (Mars Atmosphere and Volatile Evolution) rozpoczyna dzisiaj nową kampanię zacieśniania swojej orbity wokół Marsa. W ramach tej operacji najwyższy punkt eliptycznej orbity sondy MAVEN zostanie obniżony z 6200 do 4500 kilometrów nad powierzchnią planety. MAVEN przejmie obowiązki satelity przesyłającego dane z łazika Mars 2020, który wystartuje w przyszłym roku.
“Sonda MAVEN doskonale się sprawdziła w badaniach atmosfery i dostarczając nam ważnych informacji o ewolucji klimatu Marsa” mówi Jim Watzin, dyrektor programu Mars Exploration. “Aktualnie przygotowujemy się do tego, aby mogła nam także pomagać w komunikacji z następnym jak i kolejnymi łazikami marsjańskimi”.
Choć nowa orbita MAVEN nie będzie znacznie ciaśniejsza od obecnej, to nawet ta niewielka zmiana znacząco poprawi jej możliwości komunikacyjne. “To tak jak z telefonami komórkowymi, im bliżej jesteś stacji nadawczej, tym lepszy sygnał” mówi Bruce Jakosky, główny badacz misji MAVEN z University of Colorado w Boulder.
Silny sygnał anteny telekomunikacyjnej to nie jedyna korzyść wynikająca z ciaśniejszej orbity. Zbliżenie się sondy o całe 1500 kilometrów do powierzchni pozwoli jej częściej szybciej i częściej okrążać Marsa – teraz będzie to 6,8 orbit na dobę ziemską względem dotychczasowych 5,3 – a tym samym częściej komunikować się z łazikami. Kiedy nie będzie przekazywała danych, MAVEN będzie dalej badała strukturę i skład chemiczny górnych warstw atmosfery Marsa. “Planujemy ożywioną misję naukową na całkiem długą przyszłość” mówi Jakosky.
Sonda MAVEN została zaprojektowana do tego, aby przetrwała 2 lata w przestrzeni kosmicznej, jednak jak na razie sonda działa prawidłowo. Dzięki temu, że paliwa na pokładzie sondy starczy jeszcze co najmniej do 2030 roku, NASA planuje wykorzystać MAVEN do przekazywania informacji z powierzchni tak długo jak to będzie możliwe. Na pokładzie sondy znajduje się przekaźnik radiowy UHF – podobny do przekaźników znajdujących się na innych sztucznych satelitach Marsa – który pozwoli przekazywać dane między łazikami marsjańskimi a Ziemią. Sonda MAVEN już kilkukrotnie przekazywała na Ziemię dane z łazika Curiosity.
W ciągu najbliższych kilku miesięcy, inżynierowie sondy MAVEN wykorzystają technikę aerohamowania, wykorzystując do stopniowego spowolnienia sondy opór górnych warstw atmosfery Czerwonej Planety. Działa to dokładnie tak samo jak wystawienie otwartej dłoni przez okno jadącego samochodu.
Bazując na informacjach przekazanych przez zespół nawigacyjny z JPL w Pasadenie oraz Lockheed Martin w Littleton w Kolorado, inżynierowie rozpoczną stopniowo obniżać najniższy punkt orbity sondy w górne warstwy atmosfery w ciągu najbliższych kilku dni kilkukrotnie uruchamiając jej silniki. Sonda przeleci przez ten najniższy punkt 360 razy w ciągu najbliższych 10 tygodni, stopniowo hamując za każdym przelotem przez atmosferę. Choć może się to wydawać żmudnym procesem, w rzeczywistości aerohamowanie jest najbardziej wydajnym sposobem na zmianę trajektorii lotu sondy.
Na szczęście zespół zarządzający sondą ma duże doświadczenie w nawigowaniu sondą na tych niższych wysokościach. Już dziewięciokrotnie inżynierowie sprowadzali sondę na tą samą wysokość, aby wykonać tam pomiary atmosfery Marsa. Dzięki tym przelotom naukowcy z NASA dowiedzieli się, że wiatr słoneczny oraz promieniowanie odarły Marsa z większości jego atmosfery, zamieniając jej wczesny klimat z ciepłego i wilgotnego w zimy i suchy jaki obserwujemy dzisiaj.
Źródło: NASA Goddard Space Flight Center
https://www.pulskosmosu.pl/2019/02/11/sonda-maven-obniza-orbite-przygotowujac-sie-na-lazik-mars-2020/

Sonda MAVEN obniża orbitę przygotowując się na łazik Mars 2020.jpg

Sonda MAVEN obniża orbitę przygotowując się na łazik Mars 20202.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Odkryto cząsteczki organiczne wokół wybuchającej gwiazdy

2019-02-12
 
Astronomowie odkryli, że wybuchy młodej gwiazdy uwalniają złożone cząsteczki organiczne do dysku protoplanetarnego. Cząsteczki obejmują metanol, mrówczan metylu, a nawet aceton. Jest to pierwsza znana nauce obserwacja acetonu w dysku protoplanetarnym.


Skład chemiczny dysku protoplanetarnego jest podobny do komet Układu Słonecznego i naukowcy mają nadzieję, że to badanie pomoże zrozumieć ewolucję związków organicznych wokół gwiazd oraz planet. Obserwowana gwiazda to V883 Ori, która znajduje się 1300 lat świetlnych od Ziemi. Jest idealnym obiektem do badań, ponieważ wybuchy, które przeżywa przesuwają jej linię śniegu, czyli region wokół protogwiazdy, poza którą dysk protoplanetarny jest w czasie formowania się planet na tyle chłodny, że następuje zestalenie wody, a także innych substancji lotnych.

Zwykle linia śniegu znajduje się w obrębie kilku j.a. (jednostka astronomiczna to odległość Ziemia-Słońce). W Układzie Słonecznym linia śniegu (wyznaczona przez kondensację wody) znajduje się w odległości ok. 5 j.a. od Słońca. Pierwszy i największy gazowy olbrzym, Jowisz znajduje się zaraz za nią (średnio ok. 5,2 j.a. od Słońca). Dla porównania, linia kondensacji tlenku węgla przebiega w pobliżu orbity Neptuna.

Zespół wykorzystał potężną macierz ALMA (Atimama Large Millimeter / submillimeter Array) i był w stanie śledzić rozkład metanolu. Cząsteczka tworzy pierścień wokół gwiazdy o promieniu 60 j.a., dwa razy większym od orbity Neptuna. Ważny jest sam kształt pierścienia. W jego wnętrzu cząsteczki organiczne są zasłonięte grubymi, zakurzonymi materiałami, które mogą prowadzić do tworzenia się planet. Na zewnątrz pozostają uwięzione w lodzie.

Naukowcy wciąż nie mają pewności jak powstało życie i czy główną rolę w jego transporcie odegrały komety zawierające cząsteczki organiczne. Odpowiedź może skrywać się wokół takich gwiazd jak V883 Ori.


https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/astronomia/news-odkryto-czasteczki-organiczne-wokol-wybuchajacej-gwiazdy,nId,2822126

Odkryto cząsteczki organiczne wokół wybuchającej gwiazdy.jpg

Odkryto cząsteczki organiczne wokół wybuchającej gwiazdy2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Nowe planety pozasłoneczne (luty 2019)
2019-02-12. Krzysztof Kanawka
Od początku roku doniesiono o istnieniu nieznanych wcześniej dziesięciu “obcych światów”.
Z uwagi na postęp w technikach detekcyjnych a także nowe misje kosmiczne, każdy rok przynosi dużą ilość odkryć planet pozasłonecznych. W ostatnich latach większość odkryć należała do kosmicznego teleskopu Kepler, który zakończył swoją misję 30 października 2018 roku. Pracował on blisko 10 lat. Misja przyniosła ponad 2660 potwierdzonych egzoplanet oraz kilka tysięcy kandydatów, czekających na potwierdzenie. Dane z misji Kepler to łącznie ponad 670 gigabajtów, które będą analizowane jeszcze przez kolejne lata.
W tym roku można się spodziewać dużej ilości odkryć z kosmicznego teleskopu TESS (Transiting Exoplanet Survey Satellite). W analizie danych TESS może uczestniczyć każdy internauta. Pierwsi kandydaci na egzoplanety z misji TESS zostali wykryci już we wrześniu 2018 roku. Oprócz TESS można spodziewać się także odkryć wykonanych przez ziemskie obserwatoria astronomiczne – np. w ramach programów OGLE (Optical Gravitational Lensing Experiment) i WASP (Wide Angle Search for Planets).
Do 9 lutego 2019 doniesiono łącznie o istnieniu dziesięciu nowych “obcych światów”. Odkrycie i już ogłoszone egzoplanety noszą następujące oznaczenia: K2-290 b, K2-290 c, TOI 172, TOI 125 b, TOI 125 c, OGLE-2012-BLG-0838 b, Gl 686 b, EPIC 247418783 b, EPIC 249624646 b i EPIC 249624646 c. W naszym pierwszym artykule o egzoplanetach 2019 roku opisaliśmy dwa ostatnie obiekty z tej listy.
Spośród pozostałych ośmiu odkryć na szczególną uwagę zasługuje Gl 686 b. Jest to obiekt o masie około 7 mas Ziemi, krążący bardzo blisko swej gwiazdy macierzystej  – w odległości zaledwie 13,5 miliona kilometrów z czasem 15,5 dnia. Gwiazda tego układu, Gliese 686, jest słabym czerwonym karłem świecącym z mocą mniejszą niż 3% mocy promieniowania naszego Słońca.
Ponadto, ciekawym obiektem jest OGLE-2012-BLG-0838 b. Ten obiekt krąży po szerokiej orbicie wokół swej gwiazdy – około 4,2 jednostki astronomicznej. Masa tej egzoplanety jest szacowana na 0,25 masy Jowisza. W odkryciu tej egzoplanety uczestniczyli polscy astronomowie.
Ciekawe są także dwie egzoplanety w układzie TOI 125 – obiekty otrzymały oznaczenia TOI 125 b i TOI 125 c. Masy tych obiektów to około 8 – 9 mas Ziemi. Są to prawdopodobnie “mini-Neptuny”, krążące blisko swojej gwiazdy macierzystej (z czasami około 4,6 i 9,1 dnia). Oba odkrycia są zasługą kosmicznego teleskopu TESS.
EPIC 247418783 b jest także małym obiektem – masa jest szacowana na około 6,5 masy Ziemi. Może to być obiekt typu “super-Ziemia”, z dużym udziałem skał w swej strukturze. Ta egzoplaneta krąży w odległości zaledwie 4,5 miliona kilometrów z czasem około 2 dni i 6 godzin.
Pozostałe egzoplanety z tego zestawienia to gazowe giganty, z których największy (TOI 172) ma szacowaną masę około 5,5 raza większą od masy Jowisza. Promień tej egzoplanety jest podobny do promienia największej planety naszego Układu Słonecznego.
Aktualnie katalog pozasłonecznych układów planetarnych obejmuje 3977 egzoplanet. Możliwe, że już niebawem zostanie odkryta egzoplaneta numer cztery tysiące!
(EPE)
https://kosmonauta.net/2019/02/nowe-planety-pozasloneczne-luty-2019/

Nowe planety pozasłoneczne (luty 2019).jpg

Nowe planety pozasłoneczne (luty 2019)2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Mur prezydenta Trumpa podzieli tereny testowe i platformy startowe firmy SpaceX?
2019-02-12
Do pomysłu budowy muru pomiędzy Meksykiem i Stanami Zjednoczonymi można mieć wiele zastrzeżeń, a teraz dochodzą do tego jeszcze gigantyczne problemy związane z nowym ośrodkiem SpaceX w Teksasie.
Jedne są bardziej istotne, a inne mniej i choć na pierwszy rzut oka nie wygląda to na nic poważnego, to wystarczy przytoczyć przykład kosmicznego przedsiębiorstwa SpaceX, żeby zmienić punkt widzenia. To, jak twierdzi Lucille Roybal-Allard z Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego Stanów Zjednoczonych, miałoby zaakceptować pomysł muru dzielącego jej testowe tereny w Teksasie.
Przeniesienie jednostki kosztowałoby 100 milionów dolarów i zajęło 5 lat, co oznaczałoby oczywiście nie tylko zrujnowanie lokalnej gospodarki, ale i fiasko najbliższych planów kosmicznych koncernu. Warto bowiem pamiętać, że SpaceX otrzymał 20 milionów dolarów na stworzenie platformy startowej w Boca Chica, niedaleko Brownsville, przez duże lokalne problemy z zatrudnieniem, a taki ruch pozwolił na stworzenie 500 miejsc pracy.
Jak sugeruje Filemon Vela reprezentujący Demokratów w rozmowie z Bloomberg, SpaceX nie jest zadowolony z takiego stanu rzeczy, ale nie wyraził jeszcze głośno sprzeciwu: - Nie wychylają się jeszcze z niczym, przyglądają się sprawie. Nie chcą w żaden sposób urazić Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego Stanów Zjednoczonych.
Jeżeli zaś zapytać firmę o komentarz, to można dowiedzieć się jedynie, że Departament Bezpieczeństwa Krajowego Stanów Zjednoczonych oraz U.S. Customs and Border Protection, czyli  federalna agencja rządowa zajmująca się cłem i przestrzeganiem praw związanych z handlem, cłami i przekraczaniem granic chcą uzyskać dostęp do tego miejsca, aby dokładnie się mu przyjrzeć.
Cała ta irracjonalna sytuacja budzi pytanie, jak daleko prezydent Trump ma zamiar się posunąć, jeśli chodzi o realizację swojego planu - czy faktycznie takie miejsca jak jedna z najważniejszych placówek kosmicznego giganta musi być niepokojona przez takie pomysły, choć to właśnie od niej w dużej mierze może zależeć powodzenie pierwszych załogowych lotów na Marsa? Czas pokaże…
Źródło: GeekWeek.pl/techspot
http://www.geekweek.pl/news/2019-02-11/mur-prezydenta-trumpa-podzieli-tereny-testowe-i-platformy-startowe-firmy-spacex/

Mur prezydenta Trumpa podzieli tereny testowe i platformy startowe firmy SpaceX.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Powstaje sonda kosmiczna napędzana parą. „Będzie mogła działać w nieskończoność”
2019-02-12
Przyszłość eksploracji kosmosu to projekty wydobywania cennych surowców z planetoid, takich jak: złoto, platyna, pallad, nikiel, kobalt i hel-3. Nie dziwi więc fakt, że coraz więcej firm zainteresowanych jest tym biznesem.
Eksperci szacują, że eksplorowana wspólnie przez Japońską i Europejską Agencję Kosmiczną planetoida Ryugu, która potencjalnie zagraża naszej planecie, zawiera w sobie surowce o wartości aż 83 miliardów dolarów. To pokazuje, o jakie pieniądze za kilka dekad będą się toczyły potyczki pomiędzy rządami krajów i prywatnymi koncernami.
Wiele firm od jakiegoś czasu prowadzi swoje projekt, które mają zaowocować powstaniem odpowiednich technologii, umożliwiających w szybki, dokładny i tani sposób eksplorować planetoidy oraz pozyskiwać z nich cenne surowce. Jedną z nich jest amerykańska Honeybee Robotics. Założona została ona przez Krisa Zacnego, inżyniera pochodzenia polskiego. Jego zespół jest w trakcie budowy innowacyjnego lądownika napędzanego parą wodną. Tak, steampunk dotarł do kosmosu!
Ideą projektu jest stworzenie napędu wykorzystującego powszechny surowiec do zapewnienia nieprzerywanej pracy urządzeniom badawczym na planetoidach. W tej chwili jest to największa zmora firm rozwijających się w świecie kosmicznego górnictwa. W przestrzeni kosmicznej nie ma bowiem stacji paliw, które pozwolą na uzupełnianie zbiorników i ciągłą pracę maszyn. Tymczasem Honeybee Robotics udało się odmienić tę smutną rzeczywistość w dość oczywisty sposób.
Jako że na większości kosmicznych skał występuje woda w postaci stałej, można ją wykorzystać do napędu, a następnie również na potrzeby systemów podtrzymania życia dla ludzkich kolonii. Budowany przez firmę lądownik/kret drążący o nazwie WINE (The World Is Not Enough), będzie wyposażony w panele solarne potrzebne do zasilania, sondy badawcze, LiDAR do zmapowania obiektu, wiertło drążące w gruncie i system podgrzewania wody.
Wydobyte bryły lodu będą podgrzewane, a uzyskana para wodna pod wysokim ciśnieniem będzie mogła zasilić silniki lądownika. Urządzenie będzie mogło również zamrozić ponownie wodę i przechować ją na wypadek problemów z jej pozyskaniem w przyszłości. Firma szacuje, że uda jej się rozpocząć testy w kosmosie w ciągu najbliższych 5 lat.
„Jeśli chcemy stać się gatunkiem kosmicznym, ludzkość musi nauczyć się żyć z dala od Ziemi. W szczególności oznacza to wykorzystywanie zasobów dostępnych w przestrzeni kosmicznej, zamiast wysyłania wszystkiego bezpośrednio z Ziemi” - powiedział Mason Peck, inżynier lotniczy z Cornell University i były główny technolog w NASA. Właśnie taka idea przyświeca Krisowi Zacnemu z Honeybee Robotics.
Źródło: GeekWeek.pl/Honeybee Robotics / Fot. Honeybee Robotics
http://www.geekweek.pl/news/2019-02-12/powstaje-sonda-kosmiczna-napedzana-para-bedzie-mogla-dzialac-w-nieskonczonosc/

Powstaje sonda kosmiczna napędzana parą. Będzie mogła działać w nieskończoność.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Pierwsza prywatna misja na Księżyc
2019-02-12. Aleksander Fiuk

Izraelska firma SpaceIL, która brała udział w konkursie Google Lunar X Prize, już w lutym ma wysłać swój lądownik na Srebrny Glob.
Start misji zaplanowano na 2:45 CET 22 lutego 2019 roku. Lądownik Beresheet ma zostać wyniesiony z Cape Canaveral na pokładzie rakiety Falcon 9. Lądowanie na powierzchni Księżyca, przewidywane na kwiecień tego roku, ma mieć miejsce na Morzu Jasności (Mare Serenitatis).
Mimo że konkurs GLXP, do którego startowała SpaceIL, zakończył się około roku temu bez ogłoszonego zwycięzcy, firma nadal była zdecydowana, aby dokończyć projekt i jako pierwszy podmiot z sektora prywatnego umieścić sondę na powierzchni Srebrnego Globu. SpaceIL należy do organizacji non-profit, której budżet wynosi około 95 mln USD. Jej działalność jest finansowana przede wszystkim z prywatnych dotacji, ale współpracuje ona również z Izraelską Agencją Kosmiczną.
Po wyniesieniu na orbitę okołoziemską i odłączeniu się od rakiety, lądownik rozpocznie powolne podnoszenie swojej orbity do momentu, aż znajdzie się w sferze wpływu grawitacyjnego Księżyca. Następnie, po wykonaniu serii manewrów, których celem będzie wejście na orbitę dookoła Księżyca, lądownik będzie przeprowadzał powolne obniżanie orbity i po około 2-3 miesiącach wyląduje.
Beresheet (w języku hebrajskim oznacza „na początku”, co nawiązuje do pierwszych słów Księgi Rodzaju) ma masę niecałych 600 kg (z czego 400 kg to materiał pędny), 1,5 m wysokości i 2 m średnicy. Wyposażony jest w magnetometr oraz lasery odblaskowe. Urządzenie nie posiada systemu regulacji termicznej, przez co przegrzanie się spodziewane jest w około 2 dni po lądowaniu. Beresheet ma również do wykonania dużo dłuższą misję – lądownik jest swoistą kapsułą czasu, wewnątrz której umieszczono w formie cyfrowej symbole narodowe Izraela, takie jak hymn, deklarację niepodległości czy flagę, kolekcję dzieł kultury (obrazów, książek, utworów muzycznych), jak również całą Wikipedię, wiele słowników i encyklopedii. Ten zbiór ma symbolicznie przechowywać wiedzę, którą ludzkość gromadziła przez wieki.
SpaceIL ze swoim projektem wiąże nadzieje na zachęcenie izraelskich podmiotów do kolejnych działań w sektorze kosmicznym. Misja Beresheet może i nie wygrała konkursu Google’a, ale z pewnością zapisze się złotymi zgłoskami na kartach historii podboju kosmosu.
(S, S-il)
https://kosmonauta.net/2019/02/pierwsza-prywatna-misja-na-ksiezyc/

Pierwsza prywatna misja na Księżyc.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Droga Mleczna i Galaktyka Andromedy zderzą się później, niż sądzono
2019-02-12
Galaktyka Andromedy zderzy się z Drogą Mleczną, ale nastąpi to później, niż sądzono, bo za 4,5 miliarda lat – wykazały dane zebrane przez satelitę Gaia. O wynikach obserwacji poinformowała Europejska Agencja Kosmiczna (ESA).
Droga Mleczna należy do zgrupowania kilkudziesięciu galaktyk zwanego Grupą Lokalną. Przy czym jest ona jednym z największych obiektów w zgrupowaniu. Razem z galaktykami M31 i M33, znanymi jako Galaktyka Andromedy i Galaktyka Trójkąta, stanowią większość masy Grupy Lokalnej. Galaktyki te znajdują się pomiędzy 2,5 milionami a 3 milionami lat świetlnych od nas. Są na tyle blisko siebie, że mogą ze sobą oddziaływać.
Wiadomo, iż M31 i Droga Mleczna zbliżają się od siebie i za jakiś czas się zderzą, ale aby dokładnie przewidzieć to zdarzenie, potrzebne są dane o ruchach w Grupie Lokalnej w trzech wymiarach. Najnowszy zestaw danych z misji Gaia, opublikowany w kwietniu 2018 r., umożliwia takie analizy.

Wcześniejsze badania tego, jak w czasie zmieniały się orbity M31 i M33, były oparte na obserwacjach m.in. z Kosmicznego Teleskopu Hubble'a oraz z naziemnej sieci radioteleskopów VLBI.
Istniały dwie możliwości: Galaktyka Trójkąta znajduje się na bardzo długiej orbicie wokół Galaktyki w Andromedzie, z okresem 6 miliardów lat i już spadała na nią, a drugi wariant – zachodzi dopiero pierwsze zderzenie obiektów. Scenariusze te oznaczają różne trajektorie orbitalne oraz różną historię i przyszłość obu galaktyk.
Zmierzone przez obserwatorium Gaia ruchy gwiazd pokazały nie tylko, w jaki sposób obie galaktyki poruszają się w przestrzeni kosmicznej, ale także jak obracają się dookoła swojej osi. Po raz pierwszy udało się zmierzyć rotację M31 i M33.
Łącząc dane z obserwatorium Gaia i istniejące obserwacje, naukowcy ustalili, w jaki sposób galaktyki te poruszają się na niebie, oraz obliczyli ich trajektorie na miliardy lat wstecz i w przyszłości. Okazało się, że M33 nie może znajdować się na długiej orbicie wokół M31, zamiast tego mamy do czynienia z pierwszym spadkiem M33 na M31.
W przypadku oczekiwanego zderzenia M31 i Drogi Mlecznej dane z obserwatorium Gaia potwierdzają, że ono nastąpi, ale będzie wyglądało inaczej, niż do tej pory sądzono. Będzie to raczej uderzenie bokiem, a nie czołowe, i nastąpi nie za 3,9 miliarda lat, a za 4,5 miliarda lat.
Dodatkowo astronomowie zwracają uwagę, że w M31 i M33 obserwowane są zakręcone strumienie gazu i gwiazd. A skoro obie galaktyki nie zderzyły się jeszcze ze sobą, to struktury te musiały powstać w inny sposób, być może na skutek oddziaływań z innymi galaktykami albo przez procesy zachodzące w ich wnętrzach.
Satelita Gaia został wystrzelony w 2013 roku. Jest misją Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). Podstawowym zadaniem projektu jest wyznaczenie odległości i wykonanie trójwymiarowej mapy rozmieszczenia miliarda gwiazd w Drodze Mlecznej. Jak dotąd opublikowano dwa zestawy danych - 14 września 2016 r. i 25 kwietnia 2018 r., a kolejne planowane są na najbliższe lata.
źródło: PAP
https://www.tvp.info/41271347/droga-mleczna-i-galaktyka-andromedy-zderza-sie-pozniej-niz-sadzono

Droga Mleczna i Galaktyka Andromedy zderzą się później, niż sądzono.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Chiny ujawniły, kiedy w Ziemię uderzy ich kolejna stacja kosmiczna, Tiangong-2
2019-02-12
Stacja kosmiczna Tiangong-2 będzie już drugą w ostatnich 1,5 roku, która spadnie na Ziemię. Chińczycy tym razem chcą w pełni kontrolować cały proces deorbitacji, by ludność świata nie patrzyła z przerażeniem w niebo.
Przypomnijmy, że nad Tiangong-1 inżynierowie z Państwa Środka utracili kontrolę, co wywołało na całym świecie obawy o możliwość doprowadzenia do kataklizmu na niewyobrażalną skalę, gdyby stacja spadła na miasto. Ostatecznie spadła ona jednak do wód Oceanu Spokojnego, nie wywołując żadnych szkód. Miało to miejsce w kwietniu ubiegłego roku.
W przypadku Tiangong-2 taka sytuacja ma się nie powtórzyć. Chińska Agencja Kosmiczna (CNSA) zamierza cały ten proces kontrolować od początku do końca. Naukowcy poinformowali, że moduł jest w dobrym stanie technicznym, a napędy pomocnicze mają wystarczającą ilość paliwa do bezpiecznego przeprowadzenia wszystkich manewrów.
Stacja została oddana do użytku dokładnie dwa i pół roku temu. Ostatni raz astronauci przebywali na jej pokładzie w październiku 2016 roku. Pobyt był realizowany w ramach misji Shenzhou-11. Tymczasem z ostatnim zaopatrzeniem był tam w kwietniu 2017 roku bezzałogowy pojazd Tianzhou-1 (TZ-1).
Deorbitacja Tiangong-2 zostanie przeprowadzona w lipcu 2019 roku. W 2020 roku Chińczycy planują wyniesienie na ziemską orbitę pierwszego większego modułu nowej, dużej stacji załogowej. Ma ona swoim wyglądem przypominać rosyjskiego Mira.
Państwo Środka planuje organizować tam częste misje załogowe. Astronauci będą prowadzili eksperymenty, które pozwolą w przyszłości szybciej i precyzyjniej eksplorować Księżyc i Marsa, a także wybudować tam pierwsze kolonie.
Jednocześnie Chiny będą realizowały bezzałogowe misje na Srebrny Glob w formie lądowników i łazików. Co ciekawe, jeszcze w tym roku chcą pobrać próbki z powierzchni i dostarczyć je na Ziemię w celu ich wnikliwszej analizy. Kolejne misje w ramach Chang'e-4 skupią się już na testach większych robotów, których przeznaczeniem będzie kosmiczne górnictwo i wydobywanie cennych surowców z księżycowego gruntu.
Źródło: GeekWeek.pl/CNSA / Fot. CNSA
http://www.geekweek.pl/news/2019-02-12/uderzenie-w-ziemie-kolejnej-chinskiej-stacji-kosmicznej-tiangong-2-nastapi-w-lipcu/

Chiny ujawniły, kiedy w Ziemię uderzy ich kolejna stacja kosmiczna, Tiangong-2.jpg

Chiny ujawniły, kiedy w Ziemię uderzy ich kolejna stacja kosmiczna, Tiangong-2.2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Zderzające się egzoplanety
2019-02-12
Obecnie istnieje około 2000 potwierdzonych egzoplanet o promieniu mniejszym, niż 3 promienie Ziemi, a pomiary ich gęstości wykazują zadziwiającą różnorodność. Niektóre mają gęstości niższe niż Neptun, który składa się głównie z substancji lotnych (materiałów mniej gęstych niż metal i skała, ale Neptun jest prawie cztery razy większy od Ziemi), podczas gdy inne wydają się mieć gęstości podobne do skał, tak wysokie jak ziemskie lub wyższe. Tak szeroka gama kompozycji może być efektem różnych warunków początkowych w procesie formowania planety, lub tego, że na planecie dzieje się coś dramatycznego, co w miarę ewolucji zmienia jej właściwości początkowe.
W nowym artykule astronomowie z Istituto Nazionale Di Astrofisica (INAF) – Aldo S. Bonomo i Mario Damasso – oraz astrofizyk z CfA – Li Zeng, wraz z dużym zespołem współpracowników ogłaszają, że w układzie egzoplanetarnym Kepler-107 musiała nastąpić gigantyczna kolizja. Chociaż istnieją pewne dowody obserwacyjne dla procesu kolizyjnego w Układzie Słonecznym, jak dotąd nie było jednoznacznego odkrycia popierającego scenariusz zderzeń wśród egzoplanet.
Astronomowie sądzili, że planety o niskiej gęstości, jak olbrzymy – Jowisz, Saturn, Uran i Neptun – powstają w zimnych lodowych i gazowych zewnętrznych obszarach dysków protoplanetarnych młodych gwiazd, natomiast wewnętrzna strefa tworzy planety z pierwiastków skalistych, takich jak krzemiany i żelazo, których cząsteczki mogą przetrwać w cieplejszym środowisku. Dzisiaj obraz ten stał się bardziej skomplikowany, gdy odkryto setki olbrzymich egzoplanet o małej gęstości, orbitujących wokół swoich gwiazd. W przypadku efektów ewolucyjnych uważa się, że na gęstość planety najprawdopodobniej wpływają dwa procesy: utrata masy z atmosfery i/lub powierzchni planety w skutek odparowania, do którego dochodzi przez promieniowanie gwiazdy macierzystej lub olbrzymie zderzenie między planetami.
Spośród czterech znanych egzoplanet w układzie Kepler-107, dwie najbardziej wewnętrzne mają prawie identyczne promienie – odpowiednio  1,536 i 1,597 promienia Ziemi (niepewność każdego z nich wynosi zaledwie 0,2%). Ich okresy również są podobne i wynoszą odpowiednio 3,18 i 4,9 dni, co oznacza, że krążą stosunkowo blisko siebie. Korzystając ze spektrografu HARPS-N zamontowanym na Telescopio Nazionale Galileo w La Palma, zespół określił masy planet, a więc i ich gęstość. Obserwacje są zaskakujące – ich gęstości są bardzo różne: odpowiednio 5,3 i 12,65 g/cm3. Dla porównania, gęstość wody wynosi 1 g/cm3, a Ziemia ma gęstość 5,5 g/cm3. Faktu, że jedna planeta ma gęstość ponad dwukrotnie większą, niż druga, nie daje się łatwo wytłumaczyć efektami promieniowania gwiazdy, które powinny wpłynąć na obydwa te czynniki w ten sam sposób. Co więcej, zewnętrzna planeta jest gęstsza od wewnętrznej. Astronomowie twierdzą, że zamiast tego, olbrzymie uderzenie w jedną z planet, Kepler-107c (gęstsza planeta), pozbawiło ją części początkowego krzemianowego płaszcza, pozostawiając ją zdominowaną przez gęste żelazne jądro. Wspierają tę hipotezę obliczeniami teoretycznymi.
Li Zeng zauważa: „To jeden z wielu interesujących układów pozasłonecznych, które odkrył i scharakteryzował teleskop Keplera. Odkrycie to potwierdziło wcześniejsze prace teoretyczne sugerujące, że olbrzymie zderzenie pomiędzy planetami odegrało rolę podczas formowania planet. Oczekuje się, że znajdzie więcej takich przykładów.”
Jeżeli w układach planetarnych często występują katastrofalne zakłócenia, astronomowie przewidują znalezienie wiele innych przykładów, takich jak Kepler-107, ponieważ coraz dokładniej określane są gęstości egzoplanet.
Opracowanie:
Agnieszka Nowak
Więcej:
Colliding Exoplanets
Źródło: CfA
Na zdjęciu: Klatka z symulacji szybkiego zderzenie czołowego pomiędzy dwiema planetami o masie Ziemi. Źródło: Zoe Leinhardt i Thomas Denman, University of Bristol
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/zderzajace-sie-egzoplanety

Zderzające się egzoplanety.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Naukowcy badają, czy Wszechświat może być hologramem
2019-02-12
Brzmi nieprawdopodobnie, ale to całkiem poważnie rozważana hipoteza. Fizycy z Wielkiej Brytanii, Kanady i Włoch donoszą o znalezieniu dowodów obserwacyjnych potwierdzających nie nową już teorię, według której cały znany nam kosmos może być wielkim i złożonym hologramem. Wnioski te oparte są na badaniach nieregularności w “poświacie” Wielkiego Wybuchu, czyli mikrofalowym promieniowaniu tła.
Naukowcy uważają, że znaleziono mocne dowody na rzecz koncepcji holograficznej Wszechświata. Co więcej - są one nie mniej przekonujące niż bardziej tradycyjne wyjaśnienie istnienia nieregularności w promieniowaniu tła na gruncie teorii kosmicznej inflacji.
Tak zwany Wszechświat holograficzny, zasugerowany po raz pierwszy jeszcze w latach 90, to model, w którym wszystkie informacje tworzące naszą trójwymiarową rzeczywistość (w tym także czas) są zawarte na pewnej powierzchni dwuwymiarowej. Professor Kostas Skenderis z Southampton wyjaśnia to tak: wszystko, co widzimy, czujemy i słyszymy w trzech wymiarach, łącznie z postrzeganiem upływu czasu - cała ta struktura informacyjna - w rzeczywistości pochodzi z płaskiego, dwuwymiarowego pola. Podobnie jak w klasycznym hologramie, gdzie każdy trójwymiarowy obraz jest kodowany na dwuwymiarowej powierzchni, na przykład na hologramowej na karcie kredytowej.
Dotyczy to dosłownie całego Wszechświata. To trochę jak oglądanie filmu trójwymiarowego w kinie - widzimy tam obrazy posiadające wysokość, szerokość i głębokość, ale w rzeczywistości wszystko to zawarte jest na płaskim, dwuwymiarowym ekranie.
W ostatnich latach rosnące wciąż możliwości obserwacyjne pozwoliły naukowcom na uzyskanie dostępu do niemożliwych  wcześniej do obserwacji danych tworzących tak zwany biały szum mikrofalowy - pozostałość po odległym Wielkim Wybuchu, który zapoczątkował rozszerzanie się Wszechświata. Korzystając z tych informacji zespół fizyków zdołał przeprowadzić złożone porównania pomiędzy pewnymi cechami zawartymi w tych danych i wynikami teoretycznymi dla kwantowej teorii pola. Okazało się, że niektóre z najprostszych teorii pól kwantowych mogą wyjaśniać niemal wszystkie rzeczywiste, kosmologiczne obserwacje wczesnego Wszechświata. "Holografia to ogromny krok naprzód w sposobie naszego myślenia o strukturze i powstaniu Wszechświata” - podsumowuje Profesor Skenderis.
Dlaczego jednak naukowcy tak bardzo interesują się dość egzotyczną przecież koncepcją Wszechświata holograficznego? Wynika to po części z naszego problemu ze zgrabnym połączeniem w jedną teorię mechaniki kwantowej i Teorii Względności Einsteina. Podczas gdy ta druga bardzo dobrze wyjaśnia niemal wszystko to, co widzimy we Wszechświecie w dużej skali, przestaje pracować dobrze, gdy zniżamy się do niewielkich rozmiarów i gdy chcemy badać jego pochodzenie i powstanie właśnie na poziomie kwantowym. Naukowcy pracują więc od dziesięcioleci nad właściwym - także z matematycznego punktu widzenia - połączeniu teorii grawitacji z teorią kwantową. Niektórzy uważają, że koncepcja holograficznego Wszechświata ma pod tym względem spory potencjał. Może także wyjaśniać, jak powstają czas i przestrzeń.
Wyniki badań zostały opublikowane w czasopiśmie Physical Review Letters.
Czytaj więcej:
•    Oryginalna publikacja: Niayesh Afshordi, Elizabeth Gould, Kostas Skenderis, Constraining holographic cosmology using Planck data (Phys. Rev. 2017)
•    Oryginalny artykuł
•    Kostas Skenderis - Our Universe as a Hologram (YouTube)
 
Źródło: The Space Academy
Grafika: The Space Academy
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/naukowcy-badaja-czy-wszechswiat-moze-byc-hologramem-0

Naukowcy badają, czy Wszechświat może być hologramem.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Mars One ogłasza upadłość
2019-02-12
Firma Mars One Ventures AG, odpowiedzialna za organizację projektu Mars One zbankrutowała. Informacje ze szwajcarskiego sądu, upublicznione za pośrednictwem for internetowych została później potwierdzona przez samego założyciela fundacji Basa Lansdorpa.
Mars One to prywatne przedsięwzięcie, które obiecywało utworzenie stałej kolonii na Marsie, wysyłając tam osoby w podróż w jedną stronę. W 2012 roku firma zapowiedziała, że pierwsi ludzie postawią stopę na Czerwonej Planecie w ramach ich projektu już w 2023 roku, później data ta była opóźniana do lat 30.
Firma swój model finansowania miała opierać na sprzedaży praw do transmisji misji. Od samego początku inicjatywa była krytykowana przez przemysł kosmiczny. Eksperci zarzucali fundacji, że zaniża koszty takiej misji, a przede wszystkim skupia się jedynie na wyborze przyszłych osadników, natomiast niewiele działa w kierunku przygotowania i budowy infrastruktury, która miałaby umożliwić taką misję.
Mars One zamówiła co prawda u firm SSTL i Lockheed Martin prace nad koncepcją orbitera komunikacyjnego i łazika, jednak po wstępnych opracowaniach firmy te nie dostały już dalszego dofinansowania.
Upadłość dotyczy komercyjnej odnogi przedsięwzięcia, jednak sam założyciel projektu nie chce komentować na razie działalności fundacji Mars One, która oficjalnie odpowiada za realizację pomysłu. W komunikacie prasowym opublikowanym 11 lutego na stronie fundacji możemy przeczytać, że fundacja będzie nadal kontynuować prace związane z projektem i szukać rozwiązania zaistniałej sytuacji.
Źródło: SpaceNews/MarsOne
Więcej informacji:
•    komunikat prasowy fundacji Mars One
•    najważniejsze informacje nt. bankructwa (SpaceNews)
 
Na zdjęciu: Jedna z niewielu grafik przedstawiających koncepcję kolonii marsjańskiej Mars One. Źródło: Mars One.
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/mars-one-oglasza-upadlosc

Mars One ogłasza upadłość.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Chwytak studentów z Wrocławia gotowy do testów w warunkach mikrograwitacji
2019-02-12
Studenci z Politechniki Wrocławskiej zakończyli prace nad innowacyjnym chwytakiem, którego działanie chcą sprawdzić w warunkach mikrograwitacji i próżni. W marcu zbudowane przez nich urządzenie zostanie wystrzelone na wysokość 80 km na pokładzie rakiety REXUS.
Program REXUS/BEXUS, do którego został zakwalifikowany projekt wrocławskich studentów, realizowany jest m.in. przez Europejską Agencją Kosmiczną. Zakłada on wyposażenie rakiety kosmicznej lub gondoli balonu w aparatury badawcze przygotowane przez wybrane studenckie zespoły z całej Europy - poinformował w wtorek PAP Michał Ciepielski z biura prasowego Politechniki Wrocławskiej.
Dzięki temu urządzenia te będą mogły być testowane na wysokościach około 30 km (w przypadku balonu) i ponad 80 km nad ziemią (w przypadku rakiety).
Projekt studentów Politechniki Wrocławskiej o nazwie TRACZ (Testing Robotic Application For Cathing in Zero-G) ma sprawdzić czy możliwe jest wykorzystanie chwytaka typu jamming gripper w mikrograwitacji i próżni. Chwytak jest dużo bardziej uniwersalny niż tradycyjne chwytaki. Napompowany dostosowuje bowiem swój kształt do przedmiotu, który ma być podniesiony. Składa się z membrany wypełnionej granulatem działającej na zasadzie manipulacji różnicą ciśnień. Po wyssaniu powietrza granulat twardnieje, membrana zacieśnia się na przedmiocie, dzięki temu można go przenieść.
„Studenci wypełnili membranę kawą, która – jak się okazało – w tego typu konstrukcjach sprawdza się najlepiej. Średnica urządzenia wynosi 348 mm, a jego wysokość to 270 mm. Dodatkowo wokół chwytaka zamontowane zostały jeszcze specjalne łączenia, które mają tłumić wibracje” – tłumaczył Ciepielski.
W trakcie prac studenci sprawdzali swoje urządzenie m.in. w komorze próżniowej. Musieli także sprostać testom przygotowanym przez Europejską Agencję Kosmiczną. Postęp prac studentów regularnie oceniali specjaliści z ESA. Doradzali też młodym konstruktorom, gdy pojawiały się jakieś problemy.
Jak podkreślił Aleksander Gorgolewski, student Wydziału Mechaniczno-Energetycznego PWr i członek zespołu projektowego „Space is More” studentom zorganizowano m.in. dwutygodniowy wyjazd, w trakcie którego mogli się uczyć od ponad dwudziestu specjalistów z różnych dziedzin. „Chociaż jesteśmy jeszcze studentami, to jednak mamy już ogromną wiedzę, której w żaden inny sposób nie bylibyśmy w stanie zdobyć” - powiedział Gorgolewski cytowany w przesłanym komunikacie.
Ciepielski poinformował, że chwytak został już przewieziony do jednego z ośrodków Niemieckiej Agencji Kosmicznej, gdzie przeprowadzane będą testy balansu członu rakiety. Swoje urządzenie studenci zobaczą dopiero w marcu w kosmodromie Esrange Space Center w szwedzkiej Kirunie. To właśnie stamtąd wystrzelone zostaną rakiety w ramach programu REXUS. Tzw. „kampania lotna”, na którą składają się przygotowania i starty, potrwa od 4 do 15 marca.
Realizację projektu wrocławskich studentów umożliwiło m.in. dofinansowanie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego w ramach grantu „Najlepsi z najlepszych 2.0” oraz pomoc sponsorów. (PAP)
autor: Agata Tomczyńska
ato/ ekr/

http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C32819%2Cchwytak-studentow-z-wroclawia-gotowy-do-testow-w-warunkach-mikrograwitacji

Chwytak studentów z Wrocławia gotowy do testów w warunkach mikrograwitacji.jpg

Chwytak studentów z Wrocławia gotowy do testów w warunkach mikrograwitacji2.jpg

Chwytak studentów z Wrocławia gotowy do testów w warunkach mikrograwitacji3.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Polski Kret ma dziś stanąć na powierzchni Marsa

2019-02-12

Dziś ważny dzień misji, ale jeszcze nie najważniejszy. Praca polskiego Kreta rozpocznie się kilka dni po ustawieniu instrumentu na powierzchni Czerwonej Planety, po sprawdzeniu stanu całej aparatury - mówi RMF FM dr Jerzy Grygorczuk z firmy Astronika, która zbudowała urządzenie do wbijania się w marsjański grunt. Operację przeniesienia sondy termicznej HP3 z Kretem na pokładzie zaplanowano na dziś rano czasu kalifornijskiego, około 19:30 czasu polskiego. NASA opublikowała dziś zdjęcie manipulatora sondy InSight, który złapał już uchwyt instrumentu HP3 i przygotowuje się do wykonania manewru. W rozmowie z Grzegorzem Jasińskim dr Grygorczuk tłumaczy, co nastąpi potem.


Grzegorz Jasiński: Panie doktorze, dziś bardzo ważny etap misji...
Dr Jerzy Grygorczuk: Tak, bardzo ważny, ale jeszcze nie ten najważniejszy. Dolecieliśmy już do Marsa, to była pierwsza, bardzo długa część podróży. Szczęśliwie wylądowano i tam już znajduje się nasze urządzenie. Natomiast dzisiaj nastąpi kolejny etap. Po tych milionach kilometrów teraz odbędziemy drogę tylko około 3 metrów, z pokładu lądownika na grunt Marsa.
Proszę powiedzieć, jak to dokładnie będzie się odbywało...
Na pokładzie lądownika zamontowany jest taki robot, manipulator, który ma specjalny uchwyt i do tego są interfejsy na każdym urządzeniu, które on przemieszcza z pokładu lądownika na grunt. Wcześniej to zostało dokonane z sejsmometrem a dzisiaj uchwyci za specjalny uchwyt właśnie nasze urządzenie i postawi na wcześniej wyznaczonym miejscu na powierzchni Marsa.
O której godzinie to jest planowane?
To jest planowane rano czasu kalifornijskiego. Czyli według naszego czasu, wieczorem...
Państwo bardzo długo czekaliście na ten moment. Trochę nawet dłużej, niż pierwotnie planowano, bo nieco dłużej trwało rozstawianie sejsmometru. Czy wiadomo, dlaczego to trwało dłużej? Czy to może mieć znaczenie dla procedury ustawiania sondy termicznej i Kreta?
Rzeczywiście procedura z sejsmometrem się mocno przeciągnęła. Po pierwsze, wylądowano nie na takim gruncie, na jakim się spodziewano. Mianowicie wybrano taką płaszczyznę Elysium Planitia, która jest pochodzenia wulkanicznego i charakteryzuje się odpowiednią twardością gruntu. Ten grunt jest wystarczająco sypki, żeby Kret się wbił, ale równocześnie miał być dostatecznie twardy, aby sejsmometr mógł dokonać swoich pomiarów. Okazało się jednak, że choć wylądowaliśmy na tej płaszczyźnie, to jednak w takim małym kraterze po meteorycie. On ma wielkość około 30 metrów i jest do głębokości mniej więcej 3 metrów zasypany piachem. Czyli my nie jesteśmy na takim typowym gruncie marsjańskim, tylko w piaskownicy. To dla wbijania Kreta może być bardzo fortunne, natomiast dla sejsmometru już nie.
Kiedy nastąpi ten najważniejszy dla państwa moment, kiedy urządzenie - jeśli wszystko zostanie poprawnie ustawione - zacznie pracować, zacznie się wbijać?
My jesteśmy bardzo optymistyczni, że ten system nas dziś posadowi na powierzchni. On był już podczas tych operacji na Marsie wielokrotnie sprawdzony i dotychczas nie zawiódł. Natomiast między chwilą, kiedy dotkniemy powierzchni Marsa, a rzeczywistym wbijaniem potrzeba jeszcze kilku dni czasu. Chodzi o to, by wszystkie systemy sprawdzić już na powierzchni, by to ustawienie było potwierdzone. Żeby na przykład nie było wątpliwości, że może byłoby lepiej ustawić się pół metra dalej lub bliżej, że w innym miejscu może byłaby lepsza pozycja do wbijania. Bo wtedy ten system robotyczny mógłby jeszcze tego dokonać. Tam się działa bardzo ostrożnie. Mogę dodać, dlaczego z tym sejsmometrem tak długo to trwało. Nie tylko z tego powodu, że on wylądował na znacznie bardziej miękkim gruncie. Aż około 10 dni - nawet nie wyobrażałem sobie, że to możliwe - trwała akcja związana z odpowiednim ułożeniem kabla łączącego sejsmometr z pokładem lądownika. Według Amerykanów ten kabel był za bardzo napięty i mógł przenosić drgania z lądownika na czuły sejsmometr. To jest niedopuszczalne. Chciano go ułożyć w sposób bardziej swobodny, ale też nie na tyle, by był wrażliwy na tamtejsze wiatry, na burze, które są na Marsie. Tylko bardzo specjalne rozłożenie tego kabla było najlepsze i to małymi kroczkami robiono przez 10 dni. Także z tego powodu, że sygnał długo leci z Marsa na Ziemię i z powrotem.
Ile to jest w tej chwili?
To są minuty, nie godziny, ale mimo wszystko to trwa. Tym bardziej, że przesłany obraz musi być potem analizowany na jakimś spotkaniu, bo wiele osób chce o tym decydować. Potem dopiero jest sygnał zwrotny, żeby coś w tym i w tym miejscu poprawić. Dlatego w tym przypadku wszystko tak długo trwało.
Czy w przypadku sondy termicznej i Kreta też będzie kabel, który będzie się musiał dobrze ułożyć?
Na pewno będzie kabel, bo my będziemy cały czas połączeni z pokładem, z zasilaniem i systemem kontroli tego naszego wbijania. Natomiast w naszym przypadku ułożenie tego kabla nie ma większego znaczenia i nie sądzę, żeby ta sytuacja się powtórzyła.
Czy jest już wybrane konkretne miejsce, gdzie sonda zostanie postawiona? Czy będzie to dokładnie oglądane jeszcze podczas samego manewru?
Ja jestem dość dobrze informowany, codziennie praktycznie przychodzą do mnie informacje o tym, co się dzieje, natomiast jeszcze nie widziałem zdjęcia z takim punktem. Bardzo możliwe, że już zdecydowano, które to miejsce, ale kamera z wysięgnika jeszcze je dokładnie sprawdzi.
Wiadomo było, że niekorzystne byłoby postawienie Kreta na jakimś kamyku, w miejscu gdzie trudno byłoby zacząć się wbijać. Ponieważ stoimy w piaskownicy wydaje się, że tego ryzyka nie ma...
Na powierzchni tam nie widać większych kamieni, natomiast nie wiemy, co jest pod spodem. Prawdopodobieństwo kamieni jest tam bardzo małe skoro ten piach został tam, do tego krateru, nawiany. Natomiast grubość tego piachu jest oceniana na około 3 metrów, my zaś mamy za zadanie wbić się na około 5 metrów. Problem zacznie się prawdopodobnie, gdy pokonamy już granicę 3 metrów i natrafimy na inną strukturę gruntu.
Rozmowa Grzegorza Jasińskiego - część 2
Proszę powiedzieć, jak to się będzie odbywało. Najpierw centrum kontroli misji i państwo dostaniecie informacje o stanie urządzenia, po sprawdzeniu stanu instrumentów, a potem ktoś podejmie decyzję: kopać.
Tak, taka komenda zostanie wydana. Jednak zanim zaczniemy się wbijać samodzielnie, przez pierwsze 20 centymetrów zagłębiania musimy otrzymać wsparcie. To tak zwany Support System, który zbudowali Niemcy. Kret sam by nie ustał pionowo na tym gruncie, tak jak rakieta jest na wyrzutni, tak Kret jest w specjalnej prowadnicy. Dzięki tej prowadnicy, dzięki odpowiedniemu elastycznemu zaciśnięciu, dzięki odpowiednio dużej masie tego Support Systemu, jest możliwe rozpoczęcie wbijania. Natomiast, jeśli wbijemy się już na około 20 centymetrów, to wtedy wszystko zależy od nas i od zasilania, jakie otrzymamy z pokładu.
To zasilanie nie jest bardzo mocne i dlatego potrzeba tej przemyślności państwa konstrukcji, żeby można było się wbijać wykorzystując stosunkowo niewielką moc. Jak to dokładnie będzie? Rozumiem, że silniczek będzie napinał, naciągał sprężynę, a potem ona będzie zwalniana i będzie dochodziło do uderzenia...
Dokładnie tak jest. Z tą mocą to też jest prawda. My tam otrzymaliśmy maksymalnie 2 waty, ale praktycznie, żeby system poprawnie działał potrzebujemy poniżej 1 wata. To zostało potwierdzone podczas rozlicznych testów. Jak sprężyna będzie już zwolniona, to następuje uderzenie. Młotek leci w kierunku uderzenia, uderza w obudowę, która się wbija. Tam jest jeszcze cała reszta, ten silnik i inne urządzenia, które są zamocowane na tak zwanej przeciwmasie. Jeden koniec sprężyny jest na młotku, drugi na przeciwmasie. Nie tylko młotek zacznie uderzać, ale i ta przeciwmasa nabierze przyspieszenia w odwrotną stronę, w górę. Ale tam ona jest amortyzowana sprężyną i ona nie powinna dać efektu wyrzucania tego Kreta z powrotem, w kierunku powierzchni. Ten efekt zostanie stłumiony i w praktyce będą się liczyły tylko uderzenia młotka w kierunku wbijania.
To wbijanie na głębokość 5 metrów, która jest celem misji, będzie się odbywało etapami. Istotne będzie też mierzenie temperatury na poszczególnych etapach. Z tego, co czytałem, to będzie prowadzone po pół metra...
Tak, to będzie 10 odcinków półmetrowych. Można byłoby sobie wyobrazić inną sekwencję, ale chodzi też o to, by ten Kret się zatrzymał, żeby to ciepło, które on emituje, bo przecież tam pracuje silnik, mogło się rozproszyć. I w takiej wyrównanej temperaturze, kiedy istotne będą już tylko sygnały cieplne z wnętrza Marsa, będą dokonywane pomiary.
Jak długo cała procedura będzie trwała?
To będą pojedyncze tygodnie. Na pewno nie kilka dni, ale pojedyncze tygodnie, sądzę, że poniżej miesiąca. O takich planach słyszałem, ale to może się zmieniać z dnia na dzień, choćby w zależności od tego, jakie pomiary zostaną uzyskane na kolejnych głębokościach. Naukowcy mogą zażyczyć sobie dodatkowych pomiarów, albo wybrać jeszcze jakąś inną opcję.
Sejsmometr będzie obserwował, co się podczas tego wbijania dzieje, na ile jego wskazania będą istotne dla wiedzy o prawidłowości działania państwa urządzenia?
Sejsmometr może tylko rejestrować, prowadzić detekcję. Gdyby były jakieś wątpliwości, czy nasze urządzenie działało, sądzę, że sejsmometr dostarczy dowody, że działało. Bo będą cykliczne, rytmiczne uderzenia, które on zarejestruje. Dla naszej informacji, na jaką głębokość się wbijemy, nie potrzebujemy wskazań sejsmometru, ponieważ my wciągamy taką taśmę, na której są sensory, ale też są znaczniki głębokości. Będziemy precyzyjnie wiedzieli, gdzie jesteśmy. A co do sejsmometru, to może pokazać się taki efekt, że dalej się nie zagłębiamy, a on rejestruje uderzenia. To by znaczyło, że dotarliśmy do jakiegoś kamienia, czy znacznie twardszej warstwy, przez którą nie możemy się przebić
A czy jest jeszcze jakiś inny sposób ustalenia, na jakiej głębokości Kret się znajduje, poza wysuwająca się taśmą?
Tak, tam będą mierzone dwa parametry. Po pierwsze, znaczniki na wysuwającej się taśmie, które z dokładnością do centymetra czy dwóch pokażą, jak głęboko została wciągnięta i gdzie znajduje się Kret. Na pokładzie jest też tak zwany inklinometr, który rejestruje pochylenie Kreta. Gdybyśmy rykoszetem się od jakiegoś kamienia odbijali i zmienili kierunek wbijania, to będzie uwzględnione, że nie wbijamy się pionowo lecz pod kątem.
Jak rozumiem, to wartości samego eksperymentu nie przekreśli, tylko zmniejszy ostateczną głębokość, na jaką będzie się można wbić?
Wartość eksperymentu trochę może obniżyć. To jednak ważne, byśmy wiedzieli, że ten Kret nie znajduje się na 5 metrach, tylko na 4,5, albo na 4 metrach, z tego powodu, że on od jakiegoś momentu skośnie się wbijał. To dobrze byłoby wiedzieć.
Dziękuję bardzo za wizytę w naszym studiu i... trzymamy kciuki.
Przydadzą się, dziękuję...
Autor:
Grzegorz Jasiński
Opracowanie:
Magdalena Partyła


 
https://www.rmf24.pl/nauka/news-polski-kret-ma-dzis-stanac-na-powierzchni-marsa,nId,2832382

Polski Kret ma dziś stanąć na powierzchni Marsa.jpg

Polski Kret ma dziś stanąć na powierzchni Marsa2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Raj zmienił się w piekło. Czegoś takiego na Hawajach jeszcze nie było. Spadł pierwszy w historii śnieg
2019-02-12
Turyści na Hawajach zamiast wylegiwać się na plaży w promieniach Słońca zmuszeni są oczekiwać w hotelach na poprawę pogody, która szaleje, jak nigdy. Rajskie wyspy smagane są huraganowym wiatrem, w dodatku spadł pierwszy śnieg w spisanej historii.
Meteorolodzy przecierają oczy ze zdumienia. Nad środkowym i północnym Pacyfikiem spotkały się aż cztery układy niskiego ciśnienia, które wspólnymi siłami z dalekiej północy sprowadziły nad zwykle bardzo ciepłe Hawaje, nadzwyczaj zimne powietrze.
Zbliżające się centrum jednego z niżów spowodowało gigantyczny spadek ciśnienia i gwałtowne nasilenie się wiatru, który spiętrzył fale sztormowe. W Zatoce Waimea, u północnych wybrzeży wyspy Oahu, fale miały wysokość aż 18 metrów, przy porywach wiatru do 110 km/h.
Surferzy, którzy uwielbiają skakać po falach sztormowych na swych deskach, tym razem musieli się obejść smakiem, ponieważ wiało zbyt mocno. Ratownicy zdecydowali się zamknąć wszystkie plaże dla turystów i wywiesić czerwone flagi oznaczające całkowity zakaz wchodzenia do wody.
O wiele mocniej wiało w wyższych partiach Hawajów, gdzie na szczycie Mauna Kea odnotowano najpotężniejszy wiatr w spisanej historii prowadzenia pomiarów meteorologicznych. Jego średnia prędkość dochodziła do 200 km/h, jednak pojedyncze porywy nawet do 305 km/h. Tak mocno wieje zwykle podczas tropikalnego huraganu najwyższej, piątej kategorii.
Na szczęście huraganowe podmuchy nie spowodowały żadnych poważniejszych szkód, ponieważ na szczycie wulkanu położone jest słynne obserwatorium astronomiczne, którego budynki są zbudowane tak, aby były odporne nawet na najbardziej skrajne oblicza aury.
Nie tylko nadzwyczaj silny wiatr zaskoczył meteorologów. Po nagłym spadku temperatury w okolice zera, zaczął prószyć śnieg. Chociaż szczyty wulkanów Mauna Kea i Mauna Loa są jednymi miejscami na Hawajach, gdzie zimą można spotkać śnieg, to jednak tym razem izoterma zera stopni obniżyła się tam bardzo, że zabieliło się w Parku Narodowym Wulkanów Hawaiʻi.
Nigdy wcześniej nie obserwowano tam opadów śniegu, nigdy też tamtejsze wulkany nie zostały okryte białym puchem, a przecież park oficjalnie otwarto w 1916 roku. Po informacjach podanych przez lokalne media, wielu mieszkańców i turystów wybrało się tam, aby na własne oczy zobaczyć ten fenomen, który może się już nie powtórzyć.
Niestety, skutki niepogody są tragiczne. We wzburzonym morzu na wysokości wyspy Maui utonął 66-letni turysta z Kalifornii. Jedna osoba została też poważnie ranna, gdy linia energetyczna zerwana przez złamaną przez wichurę gałąź, upadła na jej samochód.
Źródło: TwojaPogoda.pl / Hawaii News.
http://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2019-02-12/raj-zmienil-sie-w-pieklo-czegos-takiego-na-hawajach-jeszcze-nie-bylo-spadl-pierwszy-w-historii-snieg/

 

Raj zmienił się w piekło. Czegoś takiego na Hawajach jeszcze nie było. Spadł pierwszy w historii śnieg.jpg

Raj zmienił się w piekło. Czegoś takiego na Hawajach jeszcze nie było. Spadł pierwszy w historii śnieg2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Sondy Van Allena rozpoczynają ostatnią fazę swojej misji
2019-02-12. Radek Kosarzycki

Dwie niezwykle wytrzymałe sondy NASA krążące wokół Ziemi przez ostatnie sześć i pół roku, przelatują regularnie przez niebezpieczne obszary naładowanych cząstek wokół naszej planety, tzw. pasy radiacyjne Van Allena. Dwie sondy Van Allena, wyniesione w przestrzeń kosmiczną w sierpniu 2012 roku potwierdziły naukowe teorie i odsłoniły przed nami nowe struktury i procesy zachodzące w tych dynamicznych regionach. Teraz zaczynają nową i ostatnią fazę swojej misji.
12 lutego 2019 roku jedna z dwóch sond Van Allena rozpoczęła serię manewrów obniżania orbity, w ramach której obniży najniższy punkt swojej orbity, tzw. perygeum o niecałe 300 kilometrów. Dzięki temu sonda obniży wysokość perygeum z około 600 kilometrów do 300 kilometrów – to zmiana która umożliwi sondzie ponowne wejście w ziemską atmosferę za około 15 lat.
“Aby sondy Van Allena mogły w sposób kontrolowany wejść w ziemską atmosferę w rozsądnym czasie, musimy obniżyć perygeum ich orbity” mówi Nelli Mosavi, menedżerka projektu sond Van Allena z JHUAPL w Laurel w stanie Maryland. “Na nowej wysokości opór aerodynamiczny wyhamuje satelity i z czasem spłoną one w górnych warstwach atmosfery. Naszą misją jest uzyskanie rewelacyjnych danych naukowych oraz zapewnienie, że nie zostawimy na orbicie okołoziemskiej żadnych nowych śmieci kosmicznych, tak aby przyszłe pokolenia także miały możliwość bezpiecznego badania przestrzeni kosmicznej”.
Druga z pary sond podąży śladami pierwszej w marcu i także będzie prowadzona przez operatorów misji z APL, którzy zaprojektowali i zbudowali satelity.
Sondy Van Allena spędzają większość swojej orbity w pasach radiacyjnych Ziemi: przypominających donuta pasmach energetycznych cząstek – protonów i elektronów – uwięzionych w polu magnetycznym Ziemi. Te szybko poruszające się cząstki odpowiadają za promieniowanie, które może zakłócać pracę elektroniki satelitów a także może stanowić zagrożenie dla astronautów przelatujących przez nie podczas podróży międzyplanetarnych. Kształt, rozmiary i intensywność pasów radiacyjnych zmieniają się w reakcji na aktywność słoneczną, przez co przewidywanie ich stanu jest dość trudne.
Pierwotnie zaplanowane na dwuletnią misję – w oparciu o przewidywania, że żadna sonda nie wytrzyma dłużej w pasach radiacyjnych te dzielne sondy działają bez żadnych awarii od 2012 roku i wciąż dostarczają przełomowych odkryć dotyczących Pasów Van Allena.
“Misja sond Van Allena wykonała fantastyczną robotę charakteryzując pasy radiacyjne i dostarczając nam kompleksowych informacji niezbędnych do określenia co się w nich dzieje” mówi David Sibeck z Goddard Space Flight Center w Greenbelt w stanie Maryland. “Już samo przetrwanie tych sond i ich instrumentów, bez żadnej awarii, przez te wszystkie lata jest niesamowitym osiągnięciem”.
Każda sonda będzie przesuwana na nową, niższą orbitę, której perygeum wyniesie 300 kilometrów nad powierzchnią Ziemi za pomocą serii pięciu uruchomień silnika każdorazowo na dwie godziny. Ponieważ sondy Van Allena rotują w przestrzeni, daty tych uruchomień będą wybierane bardzo ostrożnie. Niezbędna geometria pojawia się jedynie dwa razy w roku: dla sondy B okres ten przypada na 12-22 lutego tego roku, a dla sondy A jest to 11-22 marca.
Uruchomienie silników za każdym razem będzie kosztowało około 2 kilogramów materiałów pędnych. Na sondzie pozostanie wystarczająco dużo paliwa, aby mogła nadal utrzymywać panele słoneczne skierowane na Słońce przez jeszcze jeden rok.
“Będziemy kontynuowali zbieranie nowych danych naukowych na nowej orbicie aż do wyczerpania zapasów paliwa. W pewnym momencie nie będziemy już mogli utrzymywać paneli słonecznych skierowanych na Słońce” mówi Mosavi.
W ciągu ostatniego roku działania, sondy Van Allena będą nadal zbierały dane o dynamicznych pasach radiacyjnych Ziemi. A w trakcie nowych, niższych przelotów przez ziemską atmosferę będziemy w stanie sprawdzić jak tlen w górnych warstwach atmosfery może degradować instrumenty satelity – to informacje, które w przyszłości pozwolą inżynierom projektować bardziej odporne satelity.
“Sonda i jej instrumenty dostarczyły nam niesamowitych informacji o działaniu sond w środowisku silnego promieniowania” mówi Mosavi. “Każdy członek zespołu misji odczuwa dumę z naszych osiągnięć i odkryć naukowych – nawet teraz kiedy zaczynamy sprowadzać sondy z powrotem w ziemską atmosferę”.
Źródło: Goddard Space Flight Center
https://www.pulskosmosu.pl/2019/02/12/sondy-van-allena-rozpoczynaja-ostatnia-faze-swojej-misji/

Sondy Van Allena rozpoczynają ostatnią fazę swojej misji.jpg

Sondy Van Allena rozpoczynają ostatnią fazę swojej misji2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Teleskop JCMT odkrywa rozbłysk 10 miliardów razy silniejszy od tych na Słońcu
2019-02-12. Radek Kosarzycki

Znajdujący się na Hawajach teleskop JCMT (James Clerk Maxwell Telescope) odkrył rozbłysk gwiezdny 10 miliardów razy silniejszy od rozbłysków obserwowanych na Słońcu, historyczne odkrycie, które może pomóc nam odpowiedzieć na wiekowe już pytania o pochodzenie naszego Słońca i planet i mówiąc nam wiele o tym jak powstały te ciała niebieskie.
“Odkrycie tej skali mogło się zdarzyć tylko na Hawajach” powiedział dr Steve Mairs, astronom i główny badacz zespołu, który odkrył rozbłysk. “Za pomocą JCMT badamy narodziny pobliskich gwiazd próbując zrozumieć przy tym historię naszego własnego układu planetarnego. Obserwowanie rozbłysków wokół najmłodszych gwiazd stanowi dla nas nowe terytorium i przynosi nam istotne informacje o warunkach fizycznych panujących w tych układach. To jeden ze sposobów, w jaki staramy się odpowiadać na najstarsze pytania dotyczące przestrzeni, czasu i otaczającego nas wszechświata”.
Zespół JCMT Transient Survey zarejestrował 1500-letni rozbłysk za pomocą najnowocześniejszych instrumentów radiowych wysokich częstotliwości oraz wyrafinowanych technik analizy zdjęć. Zidentyfikowane przez astronoma dr Steve’a Mairsa, oryginalne dane zostały zebrane za pomocą przechłodzonej kamery JCMT o nazwie “SCUBA-2”, która utrzymywana jest w temperaturze -273.05 stopni Celsjusza.
Naukowcy uważają, że rozbłysk został spowodowany przez zakłócenie intensywnego pola magnetycznego aktywnie dostarczającego materię do młodej, rosnącej gwiazdy zagarniającej masę ze swojego bezpośredniego otoczenia. Zdarzenie miało miejsce w jednym z najbliższych obszarów gwiazdotwórczych, w Mgławicy Oriona. Całe zdarzenie trwało zaledwie kilka godzin.
Umieszczony w pobliżu szczytu Maunakea, JCMT jest największym i jedynym teleskopem na półkuli północnej zdolnym do odkrycia takiego zjawiska. Obserwacje rozbłysku gwiezdnego stanowiło element miesięcznego programu śledzenia prowadzonego przez badaczy z całego świata, którzy wykorzystują JCMT do obserwowania niemal 1000 pobliskich gwiazd na najwcześniejszych etapach ich życia.
Źródło: JCMT
Artykuł naukowy: http://dx.doi.org/10.3847/1538-4357/aaf3b1
https://www.pulskosmosu.pl/2019/02/12/teleskop-jcmt-odkrywa-rozblysk-10-miliardow-razy-silniejszy-od-tych-na-sloncu/

Teleskop JCMT odkrywa rozbłysk 10 miliardów razy silniejszy od tych na Słońcu.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Czy pod powierzchnią Marsa wciąż zachodzą procesy wulkaniczne?
2019-02-12. Radek Kosarzycki

Artykuł naukowy opublikowany w ubiegłym roku w periodyku Science wskazywał istnienie wody w stanie ciekłym pod powierzchnią południowej czapy polarnej Marsa. Teraz, w nowym artykule opublikowanym w periodyku naukowym Geophysical Research Letters naukowcy dowodzą, że musi istnieć podpowierzchniowe źródło ciepła, aby woda w stanie ciekłym mogła istnieć pod czapą polarną na Marsie.
W swoim artykule naukowcy nie zajmują się tym czy faktycznie woda w stanie ciekłym istnieje czy nie. Zamiast tego autorzy wskazują, że aktywność magmowa – powstanie komory magmowej w ciągu ostatnich kilkuset tysięcy lat – musiała wystąpić pod powierzchnią Marsa, aby było wystarczająco dużo ciepła, aby pod półtora kilometrowej grubości czapą polarną wystąpiła woda w stanie ciekłym. Z drugiej strony, autorzy artykułu twierdzą, że jeżeli na Marsie nie wystąpiła podpowierzchniowa aktywność magmowa, to prawdopodobnie pod powierzchnią Marsa jednak nie ma wody w stanie ciekłym.
“Różni ludzie mogą wyciągnąć z tego różne wnioski i naprawdę jesteśmy szczerze zainteresowani jak na nasz artykuł zareaguje społeczność naukowa” mówi Michael Sori z Luar and Planetary Laboratory na University of Arizona oraz współautor nowego artykułu.
Potencjalna obecność niedawnej podpowierzchniowej aktywności magmowej na Marsie wskazywałaby na to, że Mars jest aktywną planetą pod względem geologicznym. Ten fakt pozwoliłby naukowcom lepiej zrozumieć ewolucję planet w czasie.
Nowe badania przeprowadzono, aby popchnąć do przodu debatę dotyczącą możliwości istnienia obecnie wody w stanie ciekłym na Marsie. Obecność wody w stanie ciekłym na Czerwonej Planecie ma także istotne znaczenie dla szans odkrycia życia poza Ziemią, a sama woda może także stanowić źródło wody dla przyszłych misji załogowych badających sąsiadującą z nami planetę.
“Uważamy, że jeżeli na Marsie istnieje jakieś życie, prawdopodobnie musi być chronione pod powierzchnią przed promieniowaniem” mówi Ali Bramson, badacz na LPI i współautor opracowania. “Jeżeli na Marsie wciąż aktywne są procesy magmowe, może występowały one powszechnie w niedawnej przeszłości i mogły odpowiadać za podstawowe topnienie. To z kolei mogło przyczyniać się do powstania środowiska przyjaznego ciekłej wodzie, a tym samym powstaniu życia”.
***
Mar posiada dwie gigantyczne pokrywy lodowe na swoich biegunach. Każda z nich ma kilka kilometrów grubości. Na Ziemi powszechne jest występowanie ciekłej wody pod grubymi pokrywami lodowymi bowiem ciepło planety sprawia, że lód topi się w miejscu styku ze skorupą Ziemi.
W artykule opublikowanym w ubiegłym roku w periodyku Science naukowcy poinformowali, że odkryli podobne zjawisko na Marsie. Badacze twierdzą, że obserwacje radarowe pozwoliły na odkrycie dowodów obecności wody w stanie ciekłym u podstaw południowej czapy polarnej. Niemniej jednak artykuł z Science nie informował w jaki sposób ta ciekła woda się tam znalazła.
Mars jest znacznie zimniejszy od Ziemi, zatem niejasne jakiego typu środowisko byłoby potrzebne, aby lód stopił się u podstawy czapy polarnej. Choć wcześniejsze badania analizowały czy woda w stanie ciekłym może występować u podstawy czap polarnych Marsa, nikt jeszcze nie przyglądał się tej konkretnej lokalizacji, w której – jak twierdzili autorzy artykułu w Science – wykryto dowody na obecność wody.
“Stwierdziliśmy, że jest sporo możliwości stwierdzenia czy [woda w stanie ciekłym] jest tak rzeczywistości, jakiego rodzaju środowisko byłoby niezbędne do stopienia lodu, jakiego rzędu temperatury są niezbędne, jakiego rodzaju procesy geologiczne. W normalnych warunkach, powinno być tam po prostu zbyt zimno” mówi Sori.
Autorzy nowego artykułu założyli najpierw, że wykrycie wody w stanie ciekłym pod czapą polarną jest prawidłowe i zajęli się opracowaniem parametrów niezbędnych do istnienia tam wody w stanie ciekły,. Badacze stworzyli fizyczny model Marsa, aby zrozumieć jak dużo ciepła pochodzi z wnętrza planety i czy może u podstaw czapy być wystarczająco dużo soli, aby stopić lód. Sól znacząco obniża punkt topnienia lodu, zatem założono, że sól mogła doprowadzić do stopienia podstawy czapy polarnej.
Model wskazał, że sama sól nie podniesie wystarczająco temperatury, aby móc doprowadzić do stopienia lodu. Zamiast tego autorzy proponują, że z wnętrza Marsa musi docierać więcej ciepła.
Jednym z możliwych źródeł ciepła byłaby aktywność wulkaniczna pod powierzchnią planety. Autorzy badania twierdzą, że magma z głębokiego wnętrza planety wzniosła się ku powierzchni niczym w erupcji wulkanicznej, ale utknęła w komorze magmowej pod powierzchnią. Gdy komora magmowa ochładzała się, uwalniała ciepło, które stopiło lód u podstawy pokrywy lodowej. Komora magmowa wciąż dostarcza ciepło do czapy polarnej utrzymując w ten sposób zbiornik wody ciekłej także i obecnie.
Kwestia aktywności wulkanicznej na Marsie nie jest niczym nowym – istnieje wiele dowodów na procesy wulkaniczne na powierzchni planety. Jednak większość z obiektów pochodzenia wulkanicznego na Marsie powstała miliony lat temu, przez co naukowcy uważają, że aktywność wulkaniczna pod i na powierzchni planety ustała dawno temu.
Nowe badania jednak zakładają, że pod powierzchnią aktywność wulkaniczna mogła zakończyć się stosunkowo niedawno. I jeżeli procesy wulkaniczne pod powierzchnia zachodziły jeszcze kilkaset tysięcy lat temu, istnieje możliwość, że zachodzą tam i teraz.
“To by wskazywało, że wciąż trwają procesy powstawania komór magmowych we wnętrzu Marsa i nie jest on takim zimnym i na swój sposób martwym miejscem, przynajmniej wewnętrznie” mówi Bramson.
Jack Holt, profesor w Lunar and Planetary Laboratory na University of Arizona mówi, że pytanie o to jak woda może istnieć pod południową czapą polarną na Marsie pojawiło się w jego głowie natychmiast po opublikowaniu artykułu Science, a nowy artykuł nakłada ważne ograniczenie na możliwość występowania tam wody.
“Wydaje mi się, że tego typu modelowanie i analiza to świetny pomysł, bo tę wodę trzeba jakoś wytłumaczyć, jeżeli ona tam faktycznie jest. Jest to zatem krytyczny element układanki” mówi Holt. “Artykuł z Science pozostawiał tę kwestię w zawieszeniu. Tam może być woda, ale należy wyjaśnić jej istnienie, a autorzy tego artykułu naprawdę wykonali dobrą robotę określając co jest konieczne, aby woda tam istniała oraz stwierdzając, że sama sól do tego nie wystarczy”.
Źródło: AGU
Artykuł naukowy: https://agupubs.onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1029/2018GL080985
https://www.pulskosmosu.pl/2019/02/12/czy-pod-powierzchnia-marsa-wciaz-zachodza-procesy-wulkaniczne/

 

Czy pod powierzchnią Marsa wciąż zachodzą procesy wulkaniczne.jpg

Czy pod powierzchnią Marsa wciąż zachodzą procesy wulkaniczne2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)