Skocz do zawartości
Paweł Baran

Astronomiczne Wiadomości z Internetu

Rekomendowane odpowiedzi

Vademecum Miłośnika Astronomii
Miło mi powiadomić, że 11 kwietnia ukazał się długo oczekiwany numer 4/18 "Vademecum Miłośnika Astronomii", który jest już w drodze do prenumeratorów (został wysłany w dniach 11-12 IV). Lada dzień trafi do Państwa skrzynek pocztowych, a w salonach EMPiK powinien się pojawić we wtorek 16 kwietnia.

Numer 4/2018 "Vademecum..." zawiera między innymi:

- szczegółowe opisy oraz ilustracje ciekawych zjawisk związanych z Księżycem i planetami, do których dojdzie na niebie w okresie od kwietnia aż do połowy lipca, w tym informacje o kolejnym zbliżającym się zaćmieniu Księżyca,

- prezentację gwiazdozbiorów Panny i Kruka oraz ich najciekawszych obiektów, zalecanych do obserwacji amatorskich (jak gwiazdy podwójne, galaktyki itp.),

- opis wykonania zegara słonecznego, który może być przydatną ozdobą działki lub przydomowego ogródka.

Pierwsza i ostatnia strona okładki przedstawiają widowiskowe obłoki srebrzyste w ujęciu Marka Nikodema.

Kwartalnik "Vademecum..." można zakupić drogą wysyłkową bezpośrednio u wydawcy. Cena jednego egz. z wysyłką wynosi 7,90 zł przy płatności przelewem na konto, a prenumerata na dalsze numery to 8,90 zł za każde kolejne wydanie (jest to najtańsze pismo astronomiczne w Polsce). Więcej informacji na temat czasopisma oraz szczegółów jego zakupu można pozyskać na stronie https://www.vademecum-astronomii.pl/kup-teraz.html . Strona udostępnia tylko informacje, lecz nie zobowiązuje do zakupu.

Zapraszam też do odwiedzenia firmowej strony https://www.vademecum-astronomii.pl/ksiazki.html, na której można się zapoznać z naszą pełną ofertą różnorodnych wydawnictw astronomicznych: książek, map nieba oraz archiwalnych wydań "Vademecum" w atrakcyjnych promocjach (nawet po 1,00 zł za egz.). Tam również można zamówić wybrane produkty przez formularz na stronie.

Kto jednak chciałby przed zakupem przejrzeć czasopismo, to może wybrać się do najbliższego EMPiK-u, gdzie od 16 kwietnia powinno być ono w sprzedaży, w cenie 7,90 zł.

Zachęcam do zakupu oraz prenumeraty kwartalnika
Mirosław Brzozowski
https://www.facebook.com/Vademecum.Milosnika.Astronomii/photos/a.1049689895113261/2194758457273060/?type=3&theater

VMA.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Niebo w trzecim tygodniu kwietnia 2019 roku
2019-04-15. Ariel Majcher
Powoli kończy się pierwszy miesiąc wiosny i Słońce w tym tygodniu osiągnie równoleżnik 10° deklinacji północnej (uczyni to we wtorek 16 kwietnia), a czas jego przebywania nad widnokręgiem zwiększył się do ponad 14 godzin. W piątek 19 kwietnia Słońce wejdzie do gwiazdozbioru Barana, zaś 4 dni później przejdzie nieco ponad 0,5 stopnia na północ od Urana. W najbliższych dniach warunki na nocnym niebie podyktuje zbliżający się do pełni Księżyc, który osiągnie tę fazę również w piątek 19 kwietnia. Srebrny Glob w tym tygodniu odwiedzi gwiazdozbiory Lwa, Panny, Wagi i Skorpiona, czyli obszar nieba, gdzie nie ma teraz planet Układu Słonecznego. Te napotka w przyszłym tygodniu, mijając na niebie porannym, jeszcze przed ostatnią kwadrą, Jowisza i Saturna. Wieczorem coraz słabiej świeci Mars, natomiast na przełomie tego i następnego tygodnia maksimum swojej aktywności mają meteory z corocznego roju Lirydów, lecz niestety Księżyc bliski pełni popsuje ich obserwacje tym razem.
Planeta Mars wędruje przez środek ekliptycznej części gwiazdozbioru Byka, ponad 6° na północ od Aldebarana, najjaśniejszej gwiazdy konstelacji. W czwartek 18 kwietnia Czerwona Planeta minie kolejną gwiazdę 4. wielkości. Będzie to τ Tauri, a Mars przejdzie około 20′ na północ od niej. Do końca tygodnia jasność Marsa spadnie do +1,6 wielkości gwiazdowej, przy tarczy o średnicy 4″ i zacznie on zachodzić przed północą.
Naturalny satelita Ziemi każdej kolejnej nocy coraz bardziej przeszkadza w obserwacjach innych ciał niebieskich, gdyż zacznie tydzień już w całkiem dużej fazie 83% 7° na wschód od Regulusa, najjaśniejszej gwiazdy Lwa. Duża faza księżycowej tarczy spowoduje, że oprócz Regulusa i jeszcze kilku jasnych gwiazd głównej figury Lwa niewiele więcej da się dostrzec w jego najbliższej okolicy. Kolejnej doby Księżyc przeniesie się na pogranicze gwiazdozbiorów Lwa i Panny, zwiększając fazę do 91%. Nieco ponad 8° nad nim da się dostrzec Denebolę, drugą co do jasności gwiazdę Lwa.
Kolejne trzy dni Księżyc spędzi w Pannie. W środę 17 kwietnia jego faza zwiększy się do 97%. Około 4° na południowy wschód od niego znajdzie się Porrima, jedna z jaśniejszych gwiazd konstelacji. Kolejnej nocy Srebrny Glob pokaże tarczę oświetloną w 99% (pełnia przypada w piątek 19 kwietnia o godzinie 13:12 naszego czasu), przechodząc 7° nad Spiką, najjaśniejszą gwiazdę Panny, zaś jeszcze kolejną noc oświetlony w 100% Księżyc spędzi jakieś 13° na wschód od Spiki.
Do soboty 20 kwietnia Księżyc dotrze do środka gwiazdozbioru Wagi, jednak jego faza — 97% — bardzo utrudni dostrzeżenie jej najjaśniejszych gwiazd, do których Księżycowi zabraknie po kilka stopni. Natomiast w nocy z niedzieli 21 kwietnia na poniedziałek 22 kwietnia Srebrny Glob odwiedzi gwiazdozbiór Skorpiona, zbliżając się dość mocno do łuku gwiazd w północno-zachodniej części konstelacji. Do tego czasu jego faza spadnie do 92%. Gwiazda Graffias znajdzie się 2° od Księżyca, Dschubba — w odległości 5°, najdalej położona i najsłabsza gwiazda łuku π Scorpii — w odległości 8°. Stopień dalej, ale prawie pod Srebrnym Globem przez jego łunę przebije się Antares, najjaśniejsza gwiazda Skorpiona.
W niedzielę 21 kwietnia Księżyc dotrze na 20° do Jowisza. Największa planeta Układu Słonecznego porusza się już ruchem wstecznym, szykując się do opozycji w pierwszej dekadzie czerwca. Jasność Jowisza urosła do -2,4 wielkości gwiazdowej, zaś jego tarcza — do 42″. Jowisz pojawia się na nieboskłonie około godziny 0:30, a 4 godziny później przecina południk lokalny.
W układzie księżyców galileuszowych planety w tym tygodniu będzie można dostrzec następujące zjawiska (na podstawie strony Sky and Telescope oraz programu Starry Night):
•    16 kwietnia, godz. 2:14 – wejście Ganimedesa na tarczę Jowisza,
•    16 kwietnia, godz. 4:30 – zejście Ganimedesa z tarczy Jowisza,
•    18 kwietnia, godz. 0:54 – minięcie się Io (N) i Europy w odległości 9″, 100″ na wschód od brzegu tarczy Jowisza,
•    19 kwietnia, godz. 4:52 – Io chowa się w cień Jowisza, 19″ na zachód od tarczy planety (początek zaćmienia),
•    20 kwietnia, godz. 2:08 – wejście cienia Io na tarczę Jowisza,
•    20 kwietnia, godz. 3:12 – wejście Io na tarczę Jowisza,
•    20 kwietnia, godz. 4:22 – zejście cienia Io z tarczy Jowisza,
•    20 kwietnia, godz. 5:24 – zejście Io z tarczy Jowisza,
•    21 kwietnia, godz. 1:44 – Europa chowa się w cień Jowisza, 31″ na zachód od tarczy planety (początek zaćmienia),
•    21 kwietnia, godz. 2:35 – wyjście Europy zza tarczy Jowisza (koniec zakrycia).
 
Planeta Saturn nadal porusza się ruchem prostym i do końca tygodnia zwiększy odległość do łuku gwiazd z północno-wschodniej części głównej figury Strzelca do ponad 5°. Jasność planety wynosi około +0,5 wielkości gwiazdowej, przy tarczy wielkości 17″. W tym tygodniu nie będzie maksymalnej elongacji Tytana. Na początku tygodnia największy księżyc Saturna pokazuje się na wschód od niego, w czwartek 18 kwietnia przejdzie mniej więcej 1′ na południe od swojej planety macierzystej, a następnie przeniesie się na zachód od niej, osiągając maksymalną elongację w poniedziałek 22 kwietnia.
Niecałe 60° nad Saturnem na niebie znajduje się radiant corocznego roju meteorów Lirydów. Maksimum ich aktywności przypada co roku około 22 kwietnia. W okolicach tej daty można spodziewać się nawet kilkadziesiąt meteorów na godzinę. Lirydy są u nas dobrze widoczne, gdyż na początku nocy astronomicznej (godzina 22), radiant roju zajmuje pozycję na wysokości około 20° nad północno-wschodnią częścią nieboskłonu i potem się wznosi, osiągając na końcu nocy astronomicznej wysokość 66°. Niestety w tym roku obserwacje roju zakłóci Księżyc w fazie ponad 85%. W nocy z 22 na 23 kwietnia Srebrny Glob wschodzi około godziny 23:30, a zatem na obserwacje Lirydów mamy tylko mniej więcej 2 godziny. Lirydy są całkiem szybkie, ich prędkość zderzenia z atmosferą wynosi 49 km/s.
https://news.astronet.pl/index.php/2019/04/15/niebo-w-trzecim-tygodniu-kwietnia-2019-roku/

Niebo w trzecim tygodniu kwietnia 2019 roku.jpg

Niebo w trzecim tygodniu kwietnia 2019 roku2.jpg

Niebo w trzecim tygodniu kwietnia 2019 roku3.jpg

Niebo w trzecim tygodniu kwietnia 2019 roku4.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Apollo 13 – co tam się naprawdę stało
2019-04-15. Aleksandra Stanisławska
13 kwietnia 1970 roku, w trzecim dniu misji na Księżyc, załoga Apollo 13 usłyszała głośny huk. To dało początek sekwencji zdarzeń, która omal nie doprowadziła do katastrofy. Ocalenie astronautów było prawdziwym majstersztykiem osiągniętym dzięki współpracy i ludzkiej inteligencji.
Misja Apollo 13 wystartowała 11 kwietnia o godz. 13.13. “Pechowa trzynastka” już przed lotem dała się we znaki załodze. Oprócz dowódcy Jamesa A. Lovella i pilota modułu księżycowego Freda W. Haise’a w locie wziął udział pilot modułu dowodzenia John L. „Jack” Swigert, który w ostatniej chwili zastąpił Thomasa K. „Kena” Mattingly‘ego uziemionego podejrzeniem o zarażenie się różyczką.
Kiedy 13 kwietnia astronauci usłyszeli huk, znajdowali się 320 tys. km od Ziemi, a więc już bliżej Księżyca niż domu. Początkowo myśleli, że to meteoroid uderzył w moduł księżycowy połączony z modułem dowodzenia. Prawda okazała się chyba jeszcze gorsza.
Dźwiękiem, który usłyszała załoga Apollo 13, był w rzeczywistości odgłos eksplozji zbiornika z płynnym tlenem. Spowodowało ją zwarcie wywołane przez uszkodzoną jeszcze na Ziemi izolację na kablu doprowadzającym zasilanie do mieszacza płynnego tlenu wewnątrz zbiornika. Kiedy astronauci wykonali standardową procedurę zmieszania tlenu, aby zapobiec jego uwarstwieniu, we wnętrzu zbiornika wzrosła temperatura i ciśnienie. Wskutek tego znajdujący się w module serwisowym zbiornik eksplodował.
Wybuch uszkodził też drugi zbiornik, z którego wyciekł zapas płynnego tlenu. Zniszczenia dotknęły też wnętrze modułu serwisowego, a z jego powierzchni została odrzucona pokrywa (co widać na zdjęciu powyżej). W efekcie misja została też w znacznym stopniu pozbawiona zasilania.
Tak pokazuje moment awarii film “Apollo 13” z Tomem Hanksem w roli głównej:
Astronauci nie wylądowali oczywiście na Księżycu, co było celem misji, ale musieli go okrążyć, by statek zyskał rozpęd do powrotu na Ziemię, korzystając z asysty grawitacyjnej.
Trzyosobowa załoga była zmuszona opuścić uszkodzony moduł serwisowy/dowodzenia i stłoczyć się w przeznaczonym na dwie osoby module księżycowym. Tam musiała zmierzyć się z niedoborem prądu, co poskutkowało ograniczeniem ogrzewania i zamieniło wnętrze statku w lodówkę. Astronautom brakowało też wody pitnej.
Kluczowym momentem podróży okazała się konieczność wymiany filtra dwutlenku węgla – filtr w module księżycowym uległ nasyceniu, co powodowało wzrost stężenia CO2 i zagrażało życiu załogi.
Wymiany dokonano 15 kwietnia 1970. Przełożenie filtra z modułu dowodzenia okazało się prawdziwym wyzwaniem, bo oba urządzenia różniły się kształtem: jedno było prostokątne, a drugie okrągłe. Niby głupota, a jaka groźna! Ostatecznie zespół naziemny w błyskawicznym tempie skonstruował adapter pozwalający na zamianę filtrów, a użył do tego ograniczonych zasobów, jakie astronauci mieli do dyspozycji, w tym przewodów ze skafandrów, skarpet i taśmy izolacyjnej. Astronauci skopiowali to rozwiązanie na statku. To było prawdziwe dzieło sztuki!
Zespół kontroli lotów NASA dowodzony przez Gene’a Kranza niemal cudem sprowadził załogę Apollo 13 na Ziemię 17 kwietnia 1970 roku. Kranz nazwał tę misję najszczęśliwszą w historii NASA.
https://www.crazynauka.pl/co-bylo-przyczyna-awarii-apollo-13/

Apollo 13 – co tam się naprawdę stało.jpg

Apollo 13 – co tam się naprawdę stało2.jpg

Apollo 13 – co tam się naprawdę stało3.jpg

Apollo 13 – co tam się naprawdę stało4.jpg

Apollo 13 – co tam się naprawdę stało5.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Lockheed Martin ujawnia koncept lądownika, który zabierze ludzi na Księżyc

2019-04-15. Aleksander Piskorz


Firma Lockheed Martin chce wesprzeć NASA w projekcie, który umożliwi astronautom powrót na powierzchnię Księżyca. Producent przedstawił koncepcję specjalnego lądownika – sprzęt ma zostać stworzony w przeciągu najbliższych pięciu lat.

Lockheed Martin to marka, która blisko współpracuje z NASA już od kilku dobrych lat. Tym razem Amerykanie chcą pomóc Agencji Kosmicznej w zrealizowaniu misji zakładającej powrót człowieka na powierzchnię Księżyca. Przedsiębiorstwo pokazało nowy koncept tego, jak dokładnie mógłby wyglądać oraz działać specjalny lądownik, który umożliwiłby opisywane wyżej przedsięwzięcie. Całość ma być gotowa do działania w przeciągu najbliższych pięciu lat - do 2024 roku.

 Pojazd składa się z dwóch elementów: części lądownika, która może stabilnie wylądować na podłożu oraz specjalnego pojazdu, który zabierze astronautów z powierzchni Księżyca. Lądownik od Lockheed Martin będzie częścią projektu "Gateway" - specjalnej stacji kosmicznej NASA orbitującej wokół Księżyca. Sama operacja miałaby przebiegać w prosty i logiczny sposób: astronauci udaliby się z Ziemi do bazy Gateway i stamtąd "złapali" lądownik na Księżyc. Druga część lądownika po wyznaczonym czasie na Księżycu zabrałaby ich ponownie na stację umieszczoną na orbicie.

Lisa Callahan, wiceprezes firmy Lockheed Martin zabrała głos w całej sprawie podczas konferencji prasowej w Space Symposium. Przedstawicielka amerykańskiego przedsiębiorstwa twierdzi, iż zrealizowanie planu na stworzenie lądownika będzie wymagało bardzo dużego nakładu finansowego oraz przebudowania logistyki powiązanej z samą pracą. Mimo wszystko Callahan jest bardzo podekscytowana wizją stworzenia tego typu sprzętu, a sama firma wie, że całe przedsięwzięcie jest jak najbardziej możliwe.

 Nowy koncept lądownika nie jest w żaden sposób zależny od poprzedniego pomysłu, który został zaprezentowany przez Lockheed Martin w 2018 roku na Międzynarodowym Kongresie Astronautycznym. Przesunięcie terminu misji załogowej na Księżyc do 2024 roku pozwoli jednak korporacji na opracowanie innego pomysłu, którego wdrożenie mogłoby zająć mniej czasu.
Największą zaletą nowego lądownika jest fakt, iż firma Lockheed Martin nie będzie musiała budować pojazdu całkowicie od podstaw. Wiele elementów konstrukcji zostało już stworzonych na potrzeby Oriona - innej, załogowej kapsuły, która jest opracowywana przez amerykańskiego giganta niemalże od dekady. Wybrane systemy oraz materiały użyte dotychczas w rozwoju Oriona można z powodzeniem włączyć do konceptu kolejnego, nowszego lądownika. Tyczy się to między innymi komputerów pokładowych, systemów podtrzymywania życia czy innych urządzeń wewnętrznych. Ograniczenie liczby elementów, to także skuteczne panowanie nad budżetem.
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to lądownik Orion będzie miał swoje pięć minut w przestrzeni kosmicznej jeszcze zanim kolejna wersja modułu zostanie w pełni wyprodukowana. Lockheed Martin ma nadzieję, że taki zabieg pozwoli NASA ocenić wydajność systemów zarówno w Orionie, jak i nowym modelu przed jego finalnym wdrożeniem oraz wysłaniem w kosmos. Wszystko zależy również od tego czy Amerykańska Agencja Kosmiczna będzie w stanie ukończyć projekt "Gateway" przed 2024 rokiem. Jim Bridenstine z NASA twierdzi jednak, że Agencja zrobi wszystko, aby jak najszybciej "postawić stopę" na Księżycu.

W planach NASA na przyszłość znajdują się już także kolejne, załogowe misje na Księżyc. Po udanym, pierwszym lądowaniu kapsuły inżynierowie będą dążyć do utrwalenia całego rozwiązania oraz możliwości swobodnego podróżowania na powierzchnię Księżyca. Amerykańska Agencja nie podjęła jednak jeszcze żadnych decyzji na temat tego, które firmy będą odpowiedzialne za konstrukcję i produkcję lądowników, a misja powrotu człowieka na Księżyc nie posiada nawet w pełni opracowanego budżetu.
Sytuacja powinna zmienić się na przestrzeni najbliższych miesięcy - Amerykanie sygnalizują bowiem, że jest to dla nich absolutny priorytet.

https://nt.interia.pl/news-lockheed-martin-ujawnia-koncept-ladownika-ktory-zabierze-lud,nId,2933878

Lockheed Martin ujawnia koncept lądownika, który zabierze ludzi na Księżyc .jpg

Lockheed Martin ujawnia koncept lądownika, który zabierze ludzi na Księżyc 2.jpg

Lockheed Martin ujawnia koncept lądownika, który zabierze ludzi na Księżyc 3.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jak nazwać czarną dziurę?
Na razie propozycje są dwie

2019-04-15

 Niecały tydzień temu świat obiegło pierwsze zdjęcie czarnej dziury. Teraz trwa dyskusja, jaki nadać jej pseudonim. Propozycje już padły, jednak może upłynąć jeszcze dużo czasu, zanim któraś zostanie oficjalnie zatwierdzona.

 Obraz uzyskano dzięki Teleskopowi Horyzontu Zdarzeń (Event Horizon Telescope - EHT). To sieć obejmująca osiem naziemnych radioteleskopów.
Galaktyka, w której centrum znajduje się znana dzięki zdjęciu supermasywna czarna dziura, nazywa się NGC 4486 lub Messier 87 (w skrócie M87). Czarna dziura oddalona jest o ponad 50 milionów lat świetlnych od Ziemi i ma masę 6,5 miliarda razy większą niż Słońce.
"Supermasywne czarne dziury to względnie niewielkie obiekty astronomiczne - co do tej pory czyniło je niemożliwymi do bezpośredniego zaobserwowania. Ponieważ rozmiar horyzontu zdarzeń czarnej dziury jest proporcjonalny do jej masy, więc im bardziej masywna czarna dziura, tym większy cień. Dzięki ogromnej masie i względnej bliskości oczekiwano, iż czarna dziura w M87 będzie jedną z największych obserwowalnych z Ziemi, co uczyniło ją idealnym celem dla EHT" - podaje Europejskie Obserwatorium Południowe (ESO).
>>CZYTAJ WIĘCEJ O PIERWSZYM ZDJĘCIU CZARNEJ DZIURY
Istotną rolę w stworzeniu pierwszego obrazu czarnej dziury odegrały dwa hawajskie teleskopy - James Clerk Maxwell Telescope i Submillimeter Array. We współpracy z astronomami profesor języka hawajskiego z Uniwersytetu Hawajskiego Larry Kimura nazwał czarną dziurę "Pōwehi". Nazwa ta pochodzi z Kumulipo, czyli hawajskiej pieśni o stworzeniu wszechświata. "Pō" oznacza głębokie, mroczne źródło niekończącego się stworzenia. Jest koncepcją podkreślaną i powtarzaną w Kumulipo. Natomiast "wehi" oznacza uhonorowane, wyróżnione zdobieniami i jest jednym z wielu opisów "pō".
- To niesamowite, że my, dzisiejsi Hawajczycy, jesteśmy w stanie połączyć się z duchem przeszłości, tak jak śpiewano w 2102 wersach Kumulipo i pokazać to cenne dziedzictwo w dzisiejszym życiu - mówił Kimura w komunikacie opublikowanym przez Uniwersytet Hawajski.

Przywilej nadania hawajskiej nazwy pierwszemu naukowemu potwierdzeniu czarnej dziury jest bardzo znaczący dla mnie i mojego hawajskiego rodowodu - podkreślił.
Proces nadawania nazwy
Nazwa "Pōwehi" nie została jeszcze oficjalnie potwierdzona. Tradycyjnie oficjalnym nazewnictwem obiektów we wszechświecie zajmuje się Międzynarodowa Unia Astronomiczna (IAU), która działa od 1919 roku.
Nazywanie obiektów jest czasem źródłem kontrowersji. Przykładem może być planeta karłowata Haumea, której nazwa przez lata była przedmiotem sporów. O miano jej odkrywców walczyły bowiem dwa zespoły badawcze.
- Przeważnie odkrywcy obiektów proponują nazwę grupie roboczej, która następnie ją weryfikuje i sprawdza, czy nie występują różne problemy - byłoby nim powielenie nazwy czy znaczenie polityczne - tłumaczy cytowany przez portal NewScientist Lars Christensen z IAU.
Czarne dziury nie mają jednej konwencji nazewnictwa, ale często otrzymują oznaczenie galaktyki, w której się znajdują. - W przypadku M87*, co jest oznaczeniem tej czarnej dziury, zaproponowano bardzo ładną nazwę (Pōwehi - red.), ale nie uzyskała ona jeszcze oficjalnego zatwierdzenia IAU - dodaje Christensen.

Jeden obiekt, wiele nazw
Nazwy M87* i Pōwehi są nieoficjalne. Nazwy nowych obiektów niebieskich może nadawać tylko IAU, jednak jej praca dotyczy głównie nazywania ciał Układu Słonecznego oraz gwiazd czy gwiazdozbiorów. Nigdy wcześniej nie musiała nazywać czarnej dziury. Nadawanie nazw nowym obiektom kosmicznym jest konieczne. Szczególnie kiedy pozornie niewiele znaczące ciało zyskuje ogromny rozgłos.
- Praktycznie każdy obiekt na niebie ma więcej niż jedno oznaczenie - stwierdził Rick Fienberg, astronom z American Astronomical Society, organizacji zajmującej się zrzeszaniem zawodowych astronomów oraz pasjonatów amatorów. Jak dodał, mimo funkcjonowania oficjalnych, nadanych przez IAU nazw w każdej kulturze różne obiekty niebieskie mają zupełnie różne nazwy.
Źródło: sciencealert.com, University of Hawaii, NewScientist, eso.org
Autor: kw/aw
https://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/nauka,2191/jak-nazwac-czarna-dziure-na-razie-propozycje-sa-dwie,288715,1,0.html

Jak nazwać czarną dziurę.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Księżyc traci tony wody przez roje meteoroidów
2019-04-15
Tony wody są rocznie uwalniane przez strumienie meteoroidów uderzających w powierzchnię Księżyca - donoszą naukowcy analizujący dane amerykańskiej sondy LADEE.
Od lat trwają debaty na temat tego skąd pochodzi woda na Księżycu i jak powszechna jest jej dystrybucja na powierzchni. Choć próbki przysłane przez astronautów z misji Apollo nie wskazały jej obecności, to kolejne misje orbiterów wykazywały jej śladową obecność - i to nie tylko na biegunach.
Mówiąc o wodzie naukowcy mają na myśli nie tylko związek chemiczny H2O, ale też inne związki posiadające grupę hydroksylową OH. Okazało się, że w trakcie, gdy Księżyc przelatywał przez roje meteoroidowe, instrument NMS (Neutral Mass Spectrometer) sondy LADEE wykrył obecność wody w szczątkowej atmosferze naszego naturalnego satelity. Po przelocie przez rój związki wodne znikały. Oprócz obserwowanych wzrostów zawartości wody podczas znanych rojów, sonda “przy okazji” zaobserwowała cztery nieznane dotąd strumienie.
Z wykonanych pomiarów zawartości wody w egzosferze wynika, że uwodniona warstwa regolitu leżąca pod cienką warstwą suchego pyłu księżycowego musi posiadać 200-500 cząsteczek wodnych na milion, czyli stanowić około 0,02-0,05% jej masy. To mało - znacznie mniej niż najbardziej sucha gleba na Ziemi. Wyniki te są w zgodzie z wcześniejszymi badaniami.
Nawet niewielki meteoroid (taki o średnicy 5 mm) jest w stanie wbić się na tyle w księżycowy grunt, by wypuścić wodę z otaczającego uderzenie rejonu. Kiedy rój takich meteoroidów zacznie spadać na Księżyc, efekt możemy zaobserwować instrumentami na orbicie. Około ⅔ uwolnionej w ten sposób wody ucieka z egzosfery w przestrzeń kosmiczną, a pozostała część wraca na powierzchnię.
Jest możliwe, że część z zaobserwowanej wody w atmosferze pochodzi z samych meteoroidów, ale badacze wykluczyli możliwość, by cała wykryta woda pochodziła z tych rojów. Analiza danych wykazała też, że meteoroidy szybciej uwalniają wodę z Księżyca niż reakcje występujące w momencie interakcji wiatru słonecznego i jego powierzchni.
Infografika prezentująca obieg wody w systemie Księżyca. Na żółto zaznaczono procesy opisane przez obserwacje sondy LADEE. Na niebiesko te już przyjęte w środowisku naukowym, na zielono sugerowane przez obserwacje LADEE, a na fioletowo hipotetyczne. Źródło: NASA Goddard/Mehdi Benna/Jay Friedlander.
Sonda LADEE, która dostarczyła danych do badania działała od października 2013 do kwietnia 2014 r. Jej zadaniem było badanie struktury oraz składu chemicznego egzosfery Księżyca - czyli bardzo cienkiej warstwy gazów nad jego powierzchnią. Naukowcy wyniki swoich badań opublikowali w czasopiśmie Nature Geosciences.
Źródło: NASA/Science
Opracował: Rafał Grabiański
Więcej informacji:
•    Lunar soil hydration constrained by exospheric water liberated by meteoroid impacts
•    informacja prasowa NASA dot. odkrycia
 
Na zdjęciu: Artystyczna wizja sondy LADEE krążącej nad Księżycem (po lewej). Uwalniana woda przed uderzenie meteoroidu (po prawej). Źródło: NASA/Goddard/Conceptual Image Lab.
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/ksiezyc-traci-tony-wody-przez-roje-meteoroidow

Księżyc traci tony wody przez roje meteoroidów.jpg

Księżyc traci tony wody przez roje meteoroidów2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Międzynarodowa Unia Astronomiczna świętuje 100 lat
2019-04-15
W tym rok mija 100 lat od założenia Międzynarodowej Unii Astronomicznej (IAU). Z tej okazji 11-13 kwietnia w Brukseli odbyła się uroczysta konferencja z udziałem astronomów z różnych krajów oraz miłośników astronomii.
Uroczystości odbywały się w Pałacu Akademii w Brukseli (Belgia). To w tym miejscu w 1919 roku zdecydowano o założeniu Międzynarodowej Unii Astronomicznej. Co ciekawe, dzień przed konferencją IAU ogłoszono przełomowe obserwacje cienia czarnej dziury - ogłoszenie to nastąpiło również w Brukseli (i w kilku innych miastach na świecie). To taki jakby nieplanowany, dodatkowy akcent na rocznicowe uroczystości.
O konferencji informowaliśmy na naszym Facebooku. Można ją było śledzić na żywo w internecie dzięki transmisji przygotowanej przez IAU. Wśród osób zaproszonych z całego świata było także dwóch redaktorów Uranii - polskie czasopismo również świętuje w tym roku swoje stulecie.
O roli astronomii na świecie
O czym była konferencja? Obejmowała zagadnienia takie, jak rola astronomii w dyplomacji, rozwoju, edukacji, popularyzacji, sztuce, rozwoju nowoczesnych technologii. Była okazja posłuchać m.in. prelekcji laureatów Nagrody Nobla - Briana Schmidta (Australian National University) i Bena Feringa (Center for Systems Chemistry, University of Groningen), a także dwojga astronautów - japońskiejastronautki Chiaki Mukai (JAXA oraz wicerektor Tokyo University of Science) i amerykańskiego astronauty Johna Grunsfelda (NASA).
Przez pierwsze dwa dni setną rocznicę IAU świętowali astronomowie zawodowi, natomiast na trzeci dzień przyjechali miłośnicy astronomii z całego świata.
100 lat pod wspólnym niebem (IAU100)
Warto tutaj dodać, że rocznicowa konferencja to tylko jedno z wielu wydarzeń z okazji setnej rocznicy Międzynarodowej Unii Astronomicznej. IAU zaplanowała szereg ciekawych projektów realizowanych przez cały rok pod nazwą IAU100 i hasłem "100 lat pod wspólnym niebem". Są one skierowane do różnych grup, np. uczniów, nauczycieli, miłośników astronomii i całego społeczeństwa.
Na przykład już za kilka tygodni rozpocznie się konkurs IAU100 NameExoWorlds, w ramach którego wyłonione zostaną nazwy dla planet pozasłonecznych. Każdy kraj otrzyma prawo nazwania jednej planety i jej gwiazdy. W tym celu będą przeprowadzone krajowe konkursy, a nazwę będzie mógł zgłosić każdy.
Innym interesującym projektem są ogólnoświatowe obserwacje Księżyca w lipcu. Tutaj okazją jest 50. rocznica pierwszego załogowego lądowania na Srebrnym Globie. Może warto pomyśleć o zorganizowaniu wtedy astronomicznych pikników w Waszych okolicach?
Więcej informacji na temat IAU100 można znaleźć na stronach internetowych www.iau-100.org oraz www.iau100.pl.
Międzynarodowa Unia Astronomiczna (IAU) liczy 13500 członków. Są to zawodowi astronomowie z ponad 100 krajów. Misją organizacji jest wspieranie i promowanie astronomii we wszelkich jej aspektach, a także wspomaganie międzynarodowej współpracy astronomicznej.
Więcej informacji:
•    Witryna Międzynarodowej Unii Astronomicznej
•    Strona projektu IAU100
•    Polska strona projektu IAU100
•    Komunikat IAU o rocznicowej konferencji
 
Autor: Krzysztof Czart
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/miedzynarodowa-unia-astronomiczna-swietuje-100-lat

 

Międzynarodowa Unia Astronomiczna świętuje 100 lat.jpg

Międzynarodowa Unia Astronomiczna świętuje 100 lat2.jpg

Międzynarodowa Unia Astronomiczna świętuje 100 lat3.jpg

Międzynarodowa Unia Astronomiczna świętuje 100 lat4.jpg

Międzynarodowa Unia Astronomiczna świętuje 100 lat5.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ile waży nasza galaktyka?
2019-04-15/Aleksandra Sztabkowska
Droga Mleczna to zupełnie zwyczajna spiralna galaktyka, na którą składa się od 200 do 400 miliardów gwiazd krążących wokół czarnej dziury o masie około 4 miliony razy większej od masy Słońca. Wszystkie te obiekty stanowią jednak zaledwie kilka procent masy całej galaktyki. Na resztę składa się międzygwiezdna ciemna materia odpowiadająca za siły grawitacji „sklejające” wszystkie elementy galaktyki w jedną całość.
Najnowszy i najdokładniejszy pomiar masy Drogi Mlecznej został wykonany przez bezzałogową sondę Gaia i Kosmiczny Teleskop Hubble’a. Wyznaczono ją na około 1,5 biliona (1012) mas Słońca. Dokładne poznanie tego parametru będzie wielce pomocne w badaniach przestrzeni kosmicznej. Lżejsze galaktyki mają masy ok. miliarda mas Słońca, a cięższe osiągają nawet do 30 bilionów mas naszej gwiazdy. Droga Mleczna waży tyle, ile inne galaktyki o podobnej jasności.
Aby uzyskać ten najnowszy pomiar masy Drogi Mlecznej, sonda Gaia przebadała obszar 34 gromad kulistych rozciągających się na dystansie 65 000 lat świetlnych, podczas gdy teleskop Hubble’a prześledził wiele innych gromad, odległych od nas nawet o 130 000 lat świetlnych. Na gromady kuliste składają się najstarsze znane gwiazdy, które powstały jeszcze zanim zaczął formować się spiralny dysk Drogi Mlecznej. Poprzez obserwację prędkości poruszania się gromad po niebie, astronomowie mogą ustalić, ile materii, ciemnej lub „zwykłej”, odpowiada za obserwowane przyspieszenie grawitacyjne.
Poprzednie badania nad masą naszej galaktyki również polegały na pomiarze prędkości poruszania się gromad na niebie, z tą różnicą, że wówczas brano pod uwagę tylko prędkość przybliżania się lub oddalania od Ziemi. Aktualnie „poszerzono” ją o ruchy boczne, co pozwoliło uzyskać obecny, dokładniejszy wynik.
https://news.astronet.pl/index.php/2019/04/15/ile-wazy-nasza-galaktyka/

 

Ile waży nasza galaktyka.jpg

Ile waży nasza galaktyka2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

W kosmicznym obiektywie: Na górze róże…
2019-04-15. Alicja Pietrzak
Widoczna na powyższym zdjęciu mgławica Rozeta, NGC 2237, jest jednym z najsłynniejszych takich obłoków pyłu i gazu. Na jego skraju, płatki kosmicznej róży skrywają gwiezdny żłóbek. Podziwiany przez nas symetryczny kształt ukształtowały wiatry i promieniowanie emitowane z gromady młodych, gorących gwiazd typu O. Ta gromada została skatalogowana jako NGC 2244 i znajduje się w centrum obłoku na obszarze o średnicy około 50 lat świetlnych.
Mgławicę NGC 2237 można obserwować za pomocą małego teleskopu skierowanego na gwiazdozbiór Jednorożca. Po nałożeniu odpowiednich kolorów w czasie obróbki na fragmenty odpowiadające danym elementom spektrum mgławica otrzymała piękny, czerwony kolor.
Source : NASA

https://news.astronet.pl/index.php/2019/04/15/w-kosmicznym-obiektywie-na-gorze-roze/

 

W kosmicznym obiektywie Na górze róże….jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Żydzi nie odpuszczają! Izrael podejmie drugą próbę wylądowania na Księżycu
Autor: ZychMan (2019-04-16 )
Pierwsza nieudana próba wylądowania na Księżycu zupełnie nie zraziła Żydów. Izrael ogłosił, że zamierza zrealizować kolejną misję kosmiczną. Będzie to możliwe dzięki funduszom pozyskanym od prywatnych darczyńców i społeczeństwa.
Misja kosmiczna Beresheet, zbudowana przez firmę SpaceIL i państwową agencję kosmiczną Israel Aerospace Industries, w czwartek 11 kwietnia spektakularnie rozbiła się podczas próby lądowania na Księżycu. Wydawało się, że incydent znacznie zmniejszy nadzieję Izraela na stanie się czwartym krajem w historii, który z powodzeniem zarządzał lądowaniem na satelicie Ziemi. Okazuje się jednak, że Żydzi tak łatwo nie dają za wygraną.
Miliarder i właściciel firmy SpaceIL, Morris Kahn, podczas rozmowy z izraelską telewizją przyznał, że otrzymał ogromne wsparcie ludzi z całego świata, w związku z czym ogłosił rozpoczęcie prac nad nową misją o nazwie Beresheet 2. Pierwsza kosmiczna wyprawa kosztowała około 100 milionów dolarów, a większość funduszy pochodziła od darczyńców. Kahn przyznał, że udział rządu Izraela w przedsięwzięciu wynosił jedynie około 3 milionów dolarów.
Właściciel SpaceIL dodał, że darczyńcy rozpoczęli już zrzutkę na start nowej misji, lecz jego zdaniem fundusze powinny pochodzić głównie od społeczeństwa Izraela, które musi być dumne z ambitnych planów eksploracji kosmosu przez rodzimą firmę. Jednocześnie Kahn zaznaczył, że nie chce opierać się na finansowaniu przez rząd.
Pierwsze obrady nad projektem Beresheet 2 odbyły się w niedzielę i wszyscy tryskali optymizmem, że tym razem uda się umieścić flagę Izraela na Księżycu. Jak dotąd tylko trzem narodom udała się taka sztuka. Chodzi oczywiście o Stany Zjednoczone, Związek Radziecki i Chiny. Zanim doszło do udanego lądowania, każda z tych potęg rozbiła o naszego satelite po kilka lądowników. Wszystko zatem jeszcze przed Izraelem.
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/zydzi-nie-odpuszczaja-izrael-podejmie-druga-probe-wyladowania-na-ksiezycu

Żydzi nie odpuszczają! Izrael podejmie drugą próbę wylądowania na Księżycu.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Awaria Intelsata 29E
2019-04-16. Krzysztof Kanawka
Siódmego kwietnia doszło do poważnej awarii satelity telekomunikacyjnego Intelsat 29E. W kolejnych dniach satelita stworzył zagrożenie dla innych satelitów.
Intelsat 29E znalazł się na orbicie w dniu 28 stycznia 2016. Tego dnia, o godzinie 00:20 CET z kosmodromu Kourou w Gujanie Francuskiej wystartowała rakieta Ariane 5 z Intelsatem 29E na pokładzie. Był to jeden z niewielu startów tej rakiety z pojedynczym “pasażerem”.
Przez kolejne trzy lata Intelsat 29E funkcjonował prawidłowo na orbicie geostacjonarnej (GEO). Zupełnie nieoczekiwanie, 7 kwietnia 2019 doszło do poważnej awarii Intelsata 29E. Poniższe nagranie prezentuje moment awarii – wyraźnie widoczne są bardzo dynamiczne “wydarzenia”, które mogą być wynikiem eksplozji na pokładzie satelity. Firma Intelsat potwierdziła, że wystąpił przeciek paliwa na pokładzie tego satelity. Dwa dni później ustała komunikacja z Intelsatem 29E.
Od momentu awarii zaczął się dryf Intelsata 29E w kierunku wschodnim. Jedenastego kwietnia doszło do zbliżenia tego satelity z satelitą telekomunikacyjnym NASA – TDRS-3. Prędkość względna podczas tego zbliżenia wyniosła około 1 km/s. W przypadku kolizji z tą prędkością doszłoby do całkowitego zniszczenia obu satelitów i wytworzenia potężnej chmury szczątków w otoczeniu GEO. Na szczęście do kolizji nie doszło, choć separacja mogła wynieść zaledwie kilkaset metrów.
W kolejnych dniach Intelsat 29E zbliżył się do SES-14 i ASTRA 3A. W tych obu przypadkach separacja była większa.
Intelsat 29E jest pierwszym satelitą telekomunikacyjnym o “wysokiej wydajności”. Masa tego satelity to 6552 kg – jest to jeden z najcięższych satelitów telekomunikacyjnych, jaki kiedykolwiek wyniesiono w przestrzeń kosmiczną. Ten satelita bazuje na platformie 702MP firmy Boeing. Łącznie na pokładzie Intelsata 29E znalazło się aż 71 transponderów, z czego 56 na paśmie Ku. Satelita jest w stanie retransmitować od około 25 do 30 gigabitów danych na sekundę. Panele słoneczne tego satelity mają dostarczać przynajmniej 15 kW.
(AT, IT)
https://kosmonauta.net/2019/04/awaria-intelsata-29e/

Awaria Intelsata 29E.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

II Konferencja Górnictwa Kosmicznego już za miesiąc w Krakowie
2019-04-16
16 maja na terenie Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie odbędzie się II Konferencja Górnictwa Kosmicznego. Wydarzenie będzie poświęcone tematom związanym z przyszłością górnictwa kosmicznego.
To już druga edycja pierwszej w Polsce konferencji poświęconej w całości tematyce górnictwa kosmicznego. Wystąpią na niej specjaliści związani z przemysłem kosmicznym oraz pasjonaci astronomii i astronautyki. Organizatorem wydarzenia jest ISME (Ideas for Space Mining Engineering) - organizacja zrzeszająca studentów, profesorów akademickich i naukowców zainteresowanych aspektami wydobycia surowców kosmicznych.
W ramach wydarzenia prowadzone będą trzy sekcje tematyczne: Inżynierii mechanicznej, Górnictwa i geologii oraz Prawa i ekonomii. Do 30 kwietnia można rejestrować zgłoszenia referatów. Trwa też już rejestracja dla słuchaczy.
II Konferencję Górnictwa Kosmicznego swoim patronatem medialnym objęły czasopismo i portal Urania - Postępy Astronomii.
Więcej informacji:
•    oficjalna strona konferencji
Na zdjeciu: Baner promocyjny konferencji. Źródło: ISME.
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/ii-konferencja-gornictwa-kosmicznego-juz-za-miesiac-w-krakowie

II Konferencja Górnictwa Kosmicznego już za miesiąc w Krakowie.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

TESS odkrywa swoją pierwszą planetę rozmiarów Ziemi
2019-04-16. Autor. Vega
W pobliskim układzie planetarnym znajduje się pierwsza planeta rozmiarów Ziemi odkryta przez satelitę TESS (Transiting Exoplanets Survey Satellite), oraz ciepły świat wielkości pod-Neptuna – poinformowano w nowym artykule zespołu astronomów opublikowanym w The Astrophysical Journal Letters.

Badania TESS są wspierane obserwacjami za pomocą naziemnych teleskopów i innych instrumentów. Jednym z takich narzędzi był Planet Finder Spectrograph zamontowany na teleskopie Magellan II w Obserwatorium Las Campanas w Chile. Pomógł on potwierdzić planetarną naturę sygnału TESS i zmierzyć masę nowo odkrytego pod-Neptuna.

PFS wykorzystuje technikę zwaną metodą prędkości radialnej, która jest obecnie jedynym sposobem dla astronomów na pomiar mas poszczególnych planet. Bez poznania masy bardzo trudno jest określić gęstość planety czy jej ogólny skład chemiczny.

Metoda ta wykorzystuje fakt, że grawitacja gwiazdy nie tylko wpływa na okrążającą ją planetę, ale również grawitacja planety wpływa na gwiazdę. Spektrograf umożliwia astronomom wykrycie tych drobnych wahań, które grawitacja planety wywołuje w orbicie gwiazdy.

Rok na pod-Neptunie HD 21749b trwa 36 dni i jest to najdłuższy okres obiegu spośród wszystkich odkrytych do tej pory przez TESS. Przewiduje się, że ze względu na technikę stosowaną przez TESS, większość planet, które odkrywa misja będzie miała okres obiegu mniejszy niż 10 dni, więc HD 21749b jest pod tym względem niezwykła.

Gwiazda-gospodarz ma ok. 80% masy Słońca i znajduje się w odległości 53 lat świetlnych od Ziemi. HD 21749b ma ok. 23 masy Ziemi i promień ok. 2,7 razy większy, niż nasza planeta. Jej gęstość wskazuje, że planeta ma pokaźną atmosferę, nie jest skalista, więc może potencjalnie pomóc astronomom zrozumieć skład i ewolucję chłodniejszych atmosfer planet typu pod-Neptun.

Co ciekawe, długookresowa planeta HD 21749b nie jest sama. Ma planetarne rodzeństwo – HD 21749c – której obieg wokół gwiazdy zajmuje ok. 8 dni i jest znacznie od niej mniejsza, zbliżona rozmiarem do Ziemi.

„Dokładny pomiar masy i składu takiej małej planety będzie trudny, ale ważny dla porównania HD 21749c z Ziemią. Zespół PFS z Carnegie kontynuuje gromadzenie danych dotyczących tego obiektu z myślą o tym celu” – mówi Sharon Wang.

Dzięki TESS astronomowie po raz pierwszy będą mogli dokonać pomiaru masy, składu atmosferycznego i innych właściwości wielu mniejszych egzoplanet. Chociaż małe egzoplanety są powszechne w naszej galaktyce, wciąż wiele musimy się dowiedzieć o ich różnorodności oraz o tym, jak wyglądają w porównaniu z planetami Układu Słonecznego.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
Carnegie Institution for Science

Urania
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2019/04/tess-odkrywa-swoja-pierwsza-planete.html

TESS odkrywa swoją pierwszą planetę rozmiarów Ziemi.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Trzecia planeta krążąca wokół układu podwójnego Kepler-47
2019-04-16. Radek Kosarzycki
Astronomowie odkryli trzecią planetę w układzie Kepler-47 i jest to najciekawsza spośród wszystkich planet tego układu. Wykorzystując dane z kosmicznego teleskopu Kepler, zespół badaczy kierowany przez naukowców z Uniwersytetu Stanowego w San Diego, wykrył nową planetę o rozmiarach między rozmiarami Neptuna a Saturna, krążącą między dwoma wcześniej odkrytymi planetami.
Dzięki trzem planetom krążącym wokół dwóch gwiazd, Kepler-47 jest jedynym jak dotąd znanym układem wielu planet krążących wokół układu podwójnego gwiazd.
Planety układu Kepler-47 zostały wykryte metodą tranzytu. Jeżeli płaszczyzna orbity planety jest ustawiona krawędzią do obserwatorów znajdujących się na Ziemi, planeta może przechodzić na tle tarczy swojej (swoich) gwiazdy macierzystej, co prowadzi do mierzalnego spadku jasności tejże/tychże gwiazd. Nowa planeta, nazwana Kepler-47d pozostała niewykryta z uwagi na słaby sygnał tranzytu.
Jak to często bywa w przypadku planet krążących wokół układów podwójnych, ułożenie płaszczyzn orbit planet zmienia się w czasie. W tym przypadku orbita środkowej planety zmieniła się tak, że otrzymaliśmy silniejszy sygnał tranzytu. Głębokość tranzytu zmieniła się z niewykrywalnej na początku misji teleskopu Kepler do najgłębszej spośród wszystkich trzech planet w ciągu zaledwie czterech lat.
Badacze z SDSU byli zaskoczeni zarówno rozmiarami jak i położeniem nowej planety. Kepler-47d jest największą spośród trzech planet tego układu planetarnego.
“Widzieliśmy ślad trzeciej planety w 2012 roku, ale przy zaledwie jednym tranzycie, mieliśmy za mało danych” mówi Jerome Orosz, astronom SDSU, główny autor artykułu. “Dzięki kolejnemu tranzytowi mogliśmy określić okres orbitalny planety, a następnie byliśmy w stanie odkryć inne tranzyty ukryte w szumie we wcześniejszych danych”.
William Welsh, astronom i współautor artykułu dodaje, że wraz z Orosz spodziewali się, że jakiekolwiek dodatkowe planety w układzie Kepler-47 będą znajdowały się poza orbitami wcześniej odkrytych planet. “Z pewnością nie spodziewaliśmy się, że będzie to największa planeta układu. To było niemal szokujące” dodaje Welsh. Wyniki badań zespołu opublikowano w periodyku Astronomical Journal.
Dzięki odkryciu nowej planety, możliwe jest znacznie lepsze poznanie tego układu. Dla przykładu, badacze teraz już wiedzą, że planety w tym układzie okołopodwójnym charakteryzują się bardzo niską gęstością – niższą od gęstości Saturna, najrzadszej planety w Układzie Słonecznym.
Choć niska gęstość nie jest nietypowa dla gorących jowiszów, rzadko dotyczy planet o łagodnych temperaturach. Temperatura równowagi Kepler-47d wynosi około 10 stopni Celsjusza, podczas gdy dla Kepler-47c to ok. -3 stopni Celsjusza. Najbardziej wewnętrzna planeta, jednocześnie najmniejsza ma temperaturę około 169 C.
Wewnętrzna, środkowa i zewnętrzna planeta odpowiednio mają rozmiary 3,1, 7,0 oraz 4,7 rozmiarów Ziemi i potrzebują 49, 87 i 303 dni na okrążenie swoich gwiazd macierzystych. Same gwiazdy okrążają wspólny środek masy w zaledwie 7,45 dni. Jedna z gwiazd jest podobna do Słońca, a druga ma masę około 1/3 masy Słońca. Cały system jest bardzo zwarty i zmieściłby się w orbicie Ziemi. Układ Kepler-47 znajduje się 3340 lat świetlnych od Ziemi w kierunku gwiazdozbioru Łabędzia.
Źródło: San Diego State University
https://www.pulskosmosu.pl/2019/04/16/trzecia-planeta-krazaca-wokol-ukladu-podwojnego-kepler-47/

Trzecia planeta krążąca wokół układu podwójnego Kepler-47.jpg

Trzecia planeta krążąca wokół układu podwójnego Kepler-47.2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jak chronić Ziemię przed planetoidami?
2019-04-16, Radek Kosarzycki
Przy rozmiarach zaledwie 17-20 metrów, meteor znad Czelabińska spowodował rozległe szkody i liczne zranienia eksplodując po wejściu w ziemską atmosferę w lutym 2013 roku.
Aby zapobiec kolejnym takim zdarzeniom Amy Mainzer wraz ze współpracownikami wykorzystuje prosty, a mimo to innowacyjny sposób dostrzegania tych niewielkich obiektów zbliżających się do Ziemi (NEO). Amy jest głównym badaczem misji poszukiwania planetoid w Jet Propulsion Laboratory w Pasadenie, a w przyszłym tygodniu przedstawi stosowaną przez swój zespół metodę rozpoznawania NEO podczas kwietniowego spotkania Amerykańskiego Towarzystwa Fizycznego w Denver.
“Jeżeli wykryjemy obiekt zaledwie na kilka dni przed uderzeniem w Ziemię, znacznie ograniczymy swoje możliwości, dlatego też w naszych poszukiwaniach skupiamy się na poszukiwaniu NEO jeszcze kiedy znajdują się daleko od Ziemi, dzięki czemu możemy mieć wystarczająco dużo czasu i więcej możliwości uniknięcia zderzenia” mówi Mainzer.
Jest to jednak trudne zadanie – przypomina poszukiwaniu węgla w czerni nocnego nieba. “NEO są niezwykle ciemne, ponieważ w większości są bardzo małe i znajdują się daleko od Ziemi w przestrzeni kosmicznej” dodaje. “Dodajmy do tego fakt, że niektóre z nich są tak ciemne jak toner do drukarki, i możemy poczuć jak trudno jest je dostrzec w czerni przestrzeni kosmicznej”.
Zamiast światła widzialnego, do poszukiwania zbliżających się obiektów zespół Mainzer z JPL/Caltech skupił się na charakterystycznej cesze NEO – ich cieple. Planetoidy i komety ogrzewane są przez Słońce dzięki czemu jasno świecą w zakresie promieniowania termicznego (podczerwień), dzięki czemu łatwiej je dostrzec za pomocą teleskopu Near-Earth Object Wide-field Infrared Survey Explorer (NEOWISE).
“W ramach misji NEOWISE możemy dostrzegać obiekty niezależnie od barwy ich powierzchni oraz mierzyć ich rozmiary i inne własności ich powierzchni” mówi Mainzer.
Badanie własności powierzchni NEO dostarcza Mainzer i jej współpracownikom informacji o rozmiarach i składzie chemicznym obiektów czyli kluczowych informacji przy przygotowywaniu potencjalnych strategii obrony przed zagrażającymi Ziemi obiektami NEO.
Dla przykładu, jedną ze strategii obronnych jest odchylenie trajektorii NEO tak, aby nie był dalej skierowany w stronę Ziemi. Jednak aby obliczyć energię niezbędną do odchylenia trajektorii obiektu, potrzebujemy informacji o jego masie, a tym samym o rozmiarach i składzie chemicznym.
Zupełnie inną kwestią jest to, że badanie składu chemicznego planetoid może dostarczyć nam nowych informacji o ewolucji i procesie formowania się naszego układu planetarnego.
“Te obiekty są niezwykle interesujące ponieważ niektóre z nich mogą być tak stare jak pierwotna materia, z której powstał Układ Słoneczny” dodaje Mainzer. “Ostatnimi czasy odkrywamy, że NEO wykazują całą paletę różnych składów chemicznych”.
“Aktualnie proponujemy NASA projekt stworzenia nowego teleskopu Near-Earth Object Camera (NEOCam), który mógłby pomóc nam stworzyć znacznie dokładniejszą mapę położenia i rozmiarów planetoid” dodaje.
NASA nie jest jedyną agencją kosmiczną zainteresowaną badaniem obiektów NEO. Japońska agencja kosmiczna JAXA realizuje aktualnie misję Hayabusa2, w ramach której sonda ma dostarczyć na Ziemię próbki materii z powierzchni planetoidy.
Źródło: APS
https://www.pulskosmosu.pl/2019/04/16/jak-chronic-ziemie-przed-planetoidami/

Jak chronić Ziemię przed planetoidami.jpg

Jak chronić Ziemię przed planetoidami2.jpg

Jak chronić Ziemię przed planetoidami3.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

DESI: ważny kamień milowy w badaniach nad ciemną energią
2019-04-17
Z początkiem kwietnia kopuła teleskopu Mayall w Tucson w Arizonie otworzyła się, a światło odległych obiektów kosmicznych trafiło do układu sześciu wielkich soczewek - precyzyjnie i uważnie dopasowanych do nowego instrumentu w astronomii, który ma być uruchomiony jeszcze w tym roku.
Kilka godzin później naukowcy odtworzyli pierwsze zogniskowane obrazy optyczne dzięki tym precyzyjnym soczewkom urządzenia, z których największa ma średnicę ponad metra. Stanowi to ważny kamień milowy i zarazem „pierwsze światło” instrumentu Dark Energy Spectroscopic Instrument - w skrócie DESI.
Ta pierwsza seria zdjęć przedstawia znaną i piękną galaktykę Wir - M51 (ang. Whirlpool). Miała ona na celu między innymi demonstrację uzyskanej jakości nowych soczewek DESI. Ale ta wstępna, testowa wciąż faza projektu będzie musiała potrwać jeszcze przez okres około sześć tygodni.
Po jej zakończeniu, jeszcze w tym roku, DESI najprawdopodobniej będzie widzieć i mierzyć światło nieba w całkiem inny sposób niż ten zrealizowany z pomocą aktualnego układu soczewek. Instrument został zaprojektowany do rejestrowania tysięcy niezależnych, punktowych źródeł światła zamiast pojedynczego, dużego obrazu. Ostatecznie ma zmierzyć jasności dziesiątek milionów galaktyk w całym Wszechświecie. Oczekuje się, że zapewni on dzięki temu najbardziej precyzyjny na dziś dzień pomiar tempa ekspansji Wszechświata i da nam przy tym nowy wgląd w ciemną energię - tajemniczą siłę, która zdaniem naukowców powoduje przyspieszenie tej ekspansji.
DESI składa się z sieci 5000 niezależnie obracających się, automatycznych pozycjonerów. Każdy jeden z nich posiada cienki kabel światłowodowy i może automatycznie przejść do ustalonej pozycji z dokładnością do kilku mikronów (milionowych części metra). Każdy pozycjoner jest zaprogramowany tak, aby dokładnie wycelować wylot światłowodu na dany obiekt kosmiczny, po czym precyzyjnie zebrać jego wyemitowane światło. Jest ono następnie kierowane do układu 10 urządzeń znanych jako spektrografy, których zadaniem jest rozdzielenie tego kosmicznego światła na tysiące poszczególnych barw, z jakich może się ono składać. Tego typu pomiary widmowe dostarczają naukowcom szczegółowych informacji o odległości zaobserwowanych obiektów (przesunięcie ku czerwieni) i szybkości, z jaką się one od nas oddalają, zapewniając przez to całkiem nowe możliwości w zakresie badań nad ciemną energią.
Soczewki DESI są umieszczone w beczkowatym urządzeniu znanym jako korektor i przymocowanym ponad głównym zwierciadłem teleskopu. Naukowcy z Fermi National Accelerator Laboratory (Fermilab) kierowali przez ostatnie lata projektem i budową oraz wstępnymi testami cylindra korektora jak i struktur nośnych, które utrzymują wszystkie soczewki w jednej linii.
„Cały nasz zespół cieszy się, że instrument ujrzał właśnie swe pierwsze światło” - powiedział Gaston Gutierrez, naukowiec z Fermilab, który zarządzał tą częścią projektu. „To wielkie wyzwanie: zbudować tak duże urządzenia z dokładnością do rozmiarów włosa. Cieszymy się, że te wszystkie systemy dobrze pracują razem. ”
Czytaj więcej:
•    Cały artykuł
•    DESI collaboration
•    Więcej na temat DESI
 
 
Źródło: Berkeley Lab
Opracowanie: Elżbieta Kuligowska
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/desi-wazny-kamien-milowy-w-badaniach-nad-ciemna-energia

DESI ważny kamień milowy w badaniach nad ciemną energią.jpg

DESI ważny kamień milowy w badaniach nad ciemną energią2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Już wiemy, jaką pierwszą kosmiczną reklamę ludzkość zobaczy na nocnym niebie
2019-04-17
Na początku roku świat obiegła wiadomość, że niebawem reklamy będą miały zasięg globalny, bo przeniosą się w kosmos i będą urozmaicały nocne niebo. Teraz już wiemy, produkt którego koncernu ujrzymy jako pierwszy.
Wielkie plany z zaśmieceniem orbity i zanieczyszczeniem świetlnym nieba ma rosyjska firma StartRocket. Jej twórcy wpadli na pomysł zaoferowania swoim klientom, największym koncernom świata, możliwość reklamowania się na billboardach latających po ziemskiej orbicie. Dzięki temu ze swoimi reklamami mogliby za jednym zamachem dotrzeć do setek milionów mieszkańców naszej pięknej planety.
Długo nie musieliśmy czekać na pierwszych chętnych. Jest nim rosyjski oddział PepsiCo, czyli firmy produkującej różniej maści znane nam wszystkim napoje. Firma pragnie urozmaicić nocne niebo banerem reklamowym napoju energetycznego Adrenaline Rush, który ma towarzyszyć kampanii przeciwko stereotypom i uprzedzeniom wobec graczy. Przedstawiciele koncernu twierdzą, że taka forma reklamy wpisuje się w nowoczesne podejście do życia jej pracowników i klientów, więc na pewno będzie to strzał w dziesiątkę.
Wielkie plany z zaśmieceniem orbity i zanieczyszczeniem świetlnym nieba ma rosyjska firma StartRocket. Jej twórcy wpadli na pomysł zaoferowania swoim klientom, największym koncernom świata, możliwość reklamowania się na billboardach latających po ziemskiej orbicie. Dzięki temu ze swoimi reklamami mogliby za jednym zamachem dotrzeć do setek milionów mieszkańców naszej pięknej planety.
Długo nie musieliśmy czekać na pierwszych chętnych. Jest nim rosyjski oddział PepsiCo, czyli firmy produkującej różniej maści znane nam wszystkim napoje. Firma pragnie urozmaicić nocne niebo banerem reklamowym napoju energetycznego Adrenaline Rush, który ma towarzyszyć kampanii przeciwko stereotypom i uprzedzeniom wobec graczy. Przedstawiciele koncernu twierdzą, że taka forma reklamy wpisuje się w nowoczesne podejście do życia jej pracowników i klientów, więc na pewno będzie to strzał w dziesiątkę.
Kosmiczne reklamy mają być oparte na technologiach mikrosatelitów CubeSat. Setki takich urządzeń będzie wyposażonych w folę odbijającą promienie słoneczne. Na orbicie będą one odpowiednio rozmieszczone i ustawione względem Słońca. Razem stworzą wielki i jasny obraz 300-400 kilometrów ponad powierzchnią Ziemi, który będzie widoczny dla ludzi w dużej części naszej planety. Na początek będą to proste loga, a docelowo nawet rozbudowane animacje. Efekt będzie przypomniał świecące drony Shooting Star od Intela (zobaczcie tutaj), które coraz częściej zwieńczają najróżniejsze doniosłe wydarzenia.
Rosjanie zamierzają wysłać w kosmos pierwsze urządzenia już za 2 lata, a według planu, mają one zacząć funkcjonować w 2022 roku. Jeśli inżynierom z firmy StartRocket uda się zrealizować swój plan, a wszystko na to wskazuje, to za kilka lat możecie zacząć przyzwyczajać się do rozświetlających nocne niebo reklam wielkich koncernów w tle z gwiazdami i Księżycem.
Źródło: GeekWeek.pl/StartRocket / Fot. StartRocket
http://www.geekweek.pl/news/2019-04-17/juz-wiemy-jaka-pierwsza-kosmiczna-reklame-ludzkosc-zobaczy-na-nocnym-niebie/

 

Już wiemy, jaką pierwszą kosmiczną reklamę ludzkość zobaczy na nocnym niebie.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Zawody łazików marsjańskich w USA z bardzo silną polską reprezentacją
2019-04-17
Niebawem w USA odbędą się zawody łazików marsjańskich, a mianowicie słynne University Rover Challenge, należące do Rover Challenge Series, czyli najbardziej prestiżowej ligi zawodów robotycznych na świecie.
Swoje osiągnięcia i umiejętności podczas tej prestiżowej imprezy, organizowanej na pustyni w okolicy bazy Mars Desert Research Station, zaprezentuje w sumie 36 ekip. Najwięcej z nich pochodzi ze USA, bo aż 11, ale drugą najliczniejszą reprezentacją jest Polska - wystawiamy aż 8 drużyn! Nie zabraknie również uczestników z Kandy i Indie (po pięć drużyn), Bangladeszu (2 zespoły), Egiptu, Meksyku, Australii, Turcji i Wielkiej Brytanii.
Jakie polskie ekipy są tak utalentowane, że mogą liczyć na udział w tych ważnych zawodach? Między innymi ubiegłoroczny zwycięzca URC, czyli PCz Rover Team z Politechniki Częstochowskiej, a także AGH Space Systems z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, Impuls z Politechniki Świętokrzyskiej, SKA Robotics i KNR Team z Politechniki Warszawskiej, Legendary Rover Team z Politechniki Rzeszowskiej, Projekt Scorpio z Politechniki Wrocławskiej i ARGO z Politechniki Białostockiej.
Jeżeli zaś chodzi o samą rywalizację, to uczestnicy muszą najpierw zbudować łazik zdolny do pokonywania dużych odległości w trudnym terenie i wykonywania zadań analogicznych do tych, jakie realizują roboty na innych planetach. Następnie łaziki wszystkich ekip będą miały do wykonania szereg zadań z dwóch kategorii - naukowej (np. badanie obszaru pod względem możliwości występowania życia) i konstrukcyjnej (np. zastępowanie ludzi przy konserwacji urządzeń).
Warto przy okazji wspomnieć, że polskie ekipy jak zawsze mają duże szanse na zwycięstwo, a sukcesy na tej imprezie odnoszą już od 2011 roku, kiedy to zwyciężył łazik Magma2 z Politechniki Białostockiej - ta swoją drogą najwyższe miejsce na podium zajmowała również w 2013 i 2014 roku. Kolejne dwa lata należały zaś do Legendary Rover Team z Politechniki Rzeszowskiej, która zajęła najwyższe miejsce na podium w latach 2015 i 2016. Mówiąc krótko, trzymamy kciuki za naszych :) Wszystkie szczegóły odnośnie nowej edycji University Rover Challenge znajdziecie na oficjalnej stronie zawodów - TUTAJ.
Źródło: GeekWeek.pl/Space24 / Fot. Planet PR/NASA
http://www.geekweek.pl/news/2019-04-17/zawody-lazikow-marsjanskich-w-usa-z-bardzo-silna-polska-reprezentacja/

Zawody łazików marsjańskich w USA z bardzo silną polską reprezentacją.jpg

Zawody łazików marsjańskich w USA z bardzo silną polską reprezentacją 2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Udany start Antares 230 z Cygnus NG-11 (17.04.2019)
2019-04-17. Krzysztof Kanawka
iedemnastego kwietnia rakieta Antares wyniosła na orbitę bezzałogowy pojazd Cygnus do ostatniej misji zaopatrzeniowej w ramach pierwszego kontraktu CRS.
Do startu rakiety Antares w wersji 230 doszło 17 kwietnia o godzinie 22:46 CEST. Start odbył się z wyrzutni 0A kosmodromu Wallops w stanie Wirginia. Lot przebiegł prawidłowo i bezzałogowy pojazd Cygnus został wprowadzony na odpowiednią orbitę wstępną. Misja nosi oznaczenie NG-11.
Celem misji NG-11 jest dostarczenie ładunku do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Na pokładzie Cygnusa zainstalowano 3434 kg ładunku, z czego 3095 kg w sekcji ciśnieniowej. Ładunkiem tego Cygnusa jest m.in. 895 kg zapasów dla załogi ISS, 24 kg sprzętu do spacerów kosmicznych, 1554 kg eksperymentów i części zamiennych, 11 kg nowych komputerów pokładowych i 576 kg sprzętu dla Stacji.
Oprócz ładunku dedykowanego ISS, wraz tą rakietą na orbitę zostało wyniesionych ponad 20 małych satelitów. Wśród nich są dwa z Polski – jednym jest KRAKsat – CubeSat, zbudowany przez studentów AGH i UJ, zaś drugim satelita o nazwie “Światowid”. Dwanaście z wyniesionych satelitów jest nowego formatu “ThinSat”.
Przez następne półtora dnia Cygnus będzie “doganiać” ISS. W piątek przed południem (czasu europejskiego) pojazd dotrze do Stacji, gdzie zostanie przechwycony przez ramię robotyczne SSRMS i przyłączone do tego kompleksu orbitalnego. Ten egzemplarz Cygnusa pozostanie przyłączony do ISS do końca lipca.
Był to ostatni start Cygnusa w ramach pierwszego kontraktu zaopatrzeniowego Commercial Resupply Services (CRS). Pierwszy lot Cygnusa w ramach tego kontraktu CRS odbył się w styczniu 2014 roku. Przed tym lotem odbyły się dwa loty testowe, w tym jeden z pojazdem Cygnus. Łącznie w ramach tego kontraktu CRS wykonano 11 misji, z których jedna (Orb-3 lub OA-3) w październiku 2014, zakończyła się niepowodzeniem z powodu niewłaściwej pracy rakiety Antares. Pozostałe misje zakończyły się sukcesem.
Po zakończeniu tego kontraktu, Cygnus będzie kontynuować loty zaopatrzeniowe na ISS w ramach kontraktu CRS 2.
(PFA, B-e)
https://kosmonauta.net/2019/04/udany-start-antares-230-z-cygnus-ng-11-17-04-2019/

Udany start Antares 230 z Cygnus NG-11 (17.04.2019).jpg

Udany start Antares 230 z Cygnus NG-11 (17.04.2019)2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Space3ac – rekrutacja do 30 kwietnia
2019-04-17. Wojciech Leonowicz
Do końca kwietnia trwa rekrutacja do akceleratora Space3ac Scale Up II.
30 kwietnia zakończy się nabór do akceleratora Space3ac Scale Up II. Zostały dwa tygodnie, żeby zgłosić się do programu i stanąć przed szansą na wdrożenie swojego rozwiązania w firmach takich jak: PKN Orlen, Zarząd Morskiego Portu Gdańsk, Olivia Business Centre, Orange Polska, Pekabex, Śląskie Centrum Naukowo-Technologiczne Przemysłu Lotniczego, Valmont Polska czy OT Logistics.
Strona akceleratora: www.space3.ac
W lutym rozpoczęła się rekrutacja do piątej rundy akceleratora. Na ambitne startupy czekają wyzwania technologiczne i biznesowe zaproponowane przez Odbiorców Technologii. Zakwalifikowane zespoły mogą liczyć na wsparcie o wartości nawet 250 000 PLN.
Space3ac to trwający sześć miesięcy stacjonarny program akceleracyjny dla firm pracujących w sektorze kosmicznym, smart city czy biogospodarki. Misją akceleratora jest rozwiązanie problemów dużych podmiotów branżowych poprzez dostarczenie im rozwiązań przygotowanych przez specjalistyczne i innowacyjne startupy. Oprócz wsparcia finansowego, akcelerator zapewnia wsparcie merytoryczne na najwyższym poziomie, angażując międzynarodowej klasy mentorów biznesowych oraz technologicznych. Dodatkowo, organizatorzy akceleratora zapewniają miejsce do pracy i dostęp do zaawansowanej infrastruktury, a także kontakt z potencjalnymi inwestorami.
Jak aplikować?
Aplikacje do akceleratora będzie można składać do końca kwietnia przez formularz na stronie www.space3.ac. Około 40 zespołów zostanie zaproszonych na Preparation Camp, który odbędzie się w dniach 16-17 maja w Gdańsku i Warszawie. Na tych spotkaniach nastąpi selekcja spółek do akceleracji.
Zjazdy techniczne i biznesowe, podczas których zespoły będą rozwijać swoje produkty i możliwości zostały będą odbywać się według poniższego harmonogramu:
•    16-17 maja: Preparation Camp (dokładna data i miejce zostanie przedstawiona na początku maja)
•    koniec maja – październik 2019: kurs akceleracyjny podzielony na zjazdy biznesowe i techniczne (średnio co dwa tygodnie, zwykle po 3 dni zajęć)
•    listopad 2019: Demo Day, koniec akceleracji
Do akceleratora można się zgłosić poprzez stronę www.space3.ac, na której również więcej informacji o programie, w tym pełna lista wyzwań.
Rozpoczynająca się właśnie, piąta już, edycja akceleratora Space3ac organizowana jest przez gdańską firmę  Blue Dot Solutions w ramach programu Scale Up Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. W trzech rundach do akceleratora zostanie przyjętych w sumie około 60 startupów z całej Polski.
https://kosmonauta.net/2019/04/space3ac-rekrutacja-do-30-kwietnia/

Space3ac – rekrutacja do 30 kwietnia.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Kolejna para polskich satelitów wysłana na orbitę
2019-04-17
W środę, 17 kwietnia z kosmodromu NASA Wallops Flight Facility w stanie Virginia wystartowała rakieta Antares ze statkiem towarowym Cygnus. Celem misji jest Międzynarodowa Stacja Kosmiczna. W ładunku statku znalazła się para polskich satelitów: KRAKSat zbudowany przez studentów krakowskich uczelni AGH i UJ oraz Światowid wrocławskiej firmy SatRevolution.
Rakieta wystartowała na początku krótkiego okna startowego, w środę o 22:46 czasu polskiego. Cały lot przebiegł pomyślnie i po 7 minutach i 6 sekundach od startu górny stopień rakiety wraz ze statkiem Cygnus znalazł się na niskiej orbicie okołoziemskiej. Kapsuła towarowa została wypuszczona przez rakietę 2 minuty później.
Teraz statek Cygnus przeprowadzi procedurę zbliżania do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, do której dotrze w piątek.
O ładunku
W ramach 11. misji zaopatrzeniowej statku Cygnus na pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej zostaną dostarczone prawie 3,5 t zaopatrzenia. Oprócz zaopatrzenia dla załogi i sprzętu na potrzeby utrzymania stacji w statku zostało wysłanych prawie 1,5 t eksperymentów naukowych oraz kilkadziesiąt nanosatelitów.
Wśród nich znalazła się kolejna para polskich ładunków. Z pokładu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej zostaną wypuszczone:
KRAKSat - nanosatelita standardu CubeSat 1U, zbudowany przez studentów Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica oraz Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Satelita bazuje na platformie SR-NANO-BUS, dostarczonej przez wrocławską firmę SatRevolution. W jego wnętrzu umieszczono eksperymentalne koło zamachowe, wykorzystujące rozpędzony w torusie ferrofluid do kontroli orientacji.
Światowid - pierwszy polski komercyjny nanosatelita, zbudowany przez SatRevolution. Firma przetestuje na tym statku własną platformę satelitarną standardu CubeSat 2U. Ładunkiem użytecznym satelity jest kamera, umożliwiająca wykonywanie obrazów Ziemi o rozdzielczości do 4 m/px w paśmie widzialnym.
Oba polskie satelity zostaną najpierw przetransportowane do wnętrza Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, skąd za kilka tygodni zostaną wypuszczone przez specjalne urządzenie firmy NanoRacks, zamontowane w japońskim module Kibo.
Oprócz polskich satelitów na pokładzie stacji w ramach usług NanoRacks leci 11 innych ładunków. Oprócz nich, po raz pierwszy rakieta Antares wykona bezpośrednie wypuszczenie na orbitę satelitów przy użyciu górnego stopnia Castor 30XL.
Poprzez stopień Castor 30XL na niską orbitę trafi 61 nanosatelitów: 60 satelitów ThinSat (projekt prostych satelitów składanych przez szkoły i uczelnie ze Stanów Zjednoczonych) oraz SASSI2 - satelita standardu CubeSat 2 Uniwersytetu w Illinois.
Podsumowanie
Był to 22. udany start rakiety orbitalnej w tym roku i pierwszy start dla rakiety Antares 230. System operowany przez firmę Northrop Grumman doczekał się też kilku nowości. Po raz pierwszy w statku Cygnus użyto nowoczesnych żyroskopów CGM oraz przygotowano awionikę do przedłużonych misji po wizycie na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Dzięki tym ulepszeniom statek będzie mógł wykonywać przez rok eksperymenty po odłączeniu od ISS.
Oprócz tego po raz pierwszy wykonano późny załadunek niektórych eksperymentów - inżynierowie pracujący przy statku umieścili dzięki mobilnej platformie i specjalnemu otwarciu na szczycie owiewki towary zaledwie na dobę przed startem. To umożliwiło na przykład po raz pierwszy wykorzystać statek Cygnus do transportu gryzoni na pokład ISS. Do tej pory takie usługi wykonywała tylko firma SpaceX ze statkiem Dragon.
Źródło: NASA/Northrop Grumman
Opracował: Rafał Grabiański
Więcej informacji:
•    oficjalna strona projektu studenckiego satelity KRAKSat
•    strona firmy SatRevolution - producenta platform satelitarnych obu wysłanych polskich ładunków w tej misji
•    blog NASA poświęcony Międzynarodowej Stacji Kosmicznej

Na zdjęciu: Rakieta Antares startująca z kosmodromu Wallops ze statkiem zaopatrzeniowym Cygnus do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Źródło: NASA.
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/kolejna-para-polskich-satelitow-wyslana-na-orbite

Kolejna para polskich satelitów wysłana na orbitę.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Pierwszy obraz w wysokiej rozdzielczości ogromnego regionu gwiazdotwórczego w Drodze Mlecznej
2019-04-17. Autor. Vega
Astronomowie ze Stanów Zjednoczonych i Korei Południowej dokonali pierwszych w wysokiej rozdzielczości obserwacji radiowych obłoków molekularnych w obrębie masywnego gwiazdotwórczego regionu zewnętrznego Drogi Mlecznej.
Badany region Drogi Mlecznej nosi nazwę CTB 102 i jest oddalony o około 14 000 lat świetlnych od Ziemi. Jest klasyfikowany jako region HII, co oznacza, że zawiera obłoki zjonizowanych – naładowanych – atomów wodoru. Ze względu na odległość od Ziemi oraz pył i gaz pomiędzy nimi, do tej pory trudno było go badać.

Astronomowie opisują swój pierwszy projekt nowej mapy wysokiej rozdzielczości tego regionu w pracy niedawno przyjętej do publikacji w Astrophysical Journal. Głównymi autorami są Sung-ju Kang, pracownik naukowy w Korea Astronomy and Space Science Institute oraz były student na Iowa State University a także Brandon Marshall, były absolwent Iowa State, który przyjął stanowisko wykładowcy na University of Nebraska w Kearney. Innymi współautorami są Kerton i Youngsik Kim, Minho Choi i Miju Kang, wszyscy z Korea Astronomy and Space Science Institute.

Kerton powiedział, że astronomowie użyli nowego teleskopu Obserwatorium Radioastronomicznego Taeduk w Korei Południowej, aby przeprowadzić obserwacje w wysokiej rozdzielczości tlenku węgla w obłoku molekularnym regionu galaktycznego.

Astronomowie porównali także swoje obserwacje radiowe z istniejącymi już danymi w podczerwieni pochodzącymi z przeglądów WISE oraz Two Micron All Sky Survey. Dane w podczerwieni pozwoliły im na klasyfikację młodych gwiazd tworzących się z regionalnych obłoków molekularnych.  

Astronomowie wykorzystali dane radiowe do opisania fizycznej struktury i charakterystyki nowo zmapowanych obłoków molekularnych regionu – są dość duże, ok. 180 lat świetlnych, o masie równej około 100 000 mas Słońca. Następnie wykorzystali dane w podczerwieni aby określić zawartość młodych gwiazd w obłokach. Wreszcie połączyli dwa strumienie danych, aby zbadać wydajność formowania się gwiazd w regionie galaktycznym.

Zespół donosi, że wydajność formowania się gwiazd w całym obszarze CTB 102 wynosi ok. 5% do 10%, podobnie jak w przypadku innych olbrzymich obłoków molekularnych w galaktyce. Ale znaleźli jeden podregion obłoków z wydajnością wynoszącą 17% do 37% (zależne od tego, w jaki sposób obliczana jest masa regionu). To znacznie więcej, niż można by oczekiwać od podregionu tej wielkości. Sugerują, że podregion jest miejscem dla masywnego obłoku młodych, rozwijających się gwiazd osadzonych w obłoku molekularnym.

Kreton stwierdził, że badanie obserwacji w wysokiej rozdzielczości są również dowodem na to, że teleskop jest idealny do badań podobnych regionów w naszej galaktyce – istnieje wiele innych potencjalnych regionów.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
Iowa State University

Urania
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2019/04/pierwszy-obraz-w-wysokiej.html

Pierwszy obraz w wysokiej rozdzielczości ogromnego regionu gwiazdotwórczego w Drodze Mlecznej.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Eksplozja gwiazdy o rozmiarach Jowisza dziesięciokrotnie silniejsza od rozbłysków na Słońcu
2019-04-17. Radek Kosarzycki

Do gwiezdnego rozbłysku dziesięciokrotnie silniejszego niż jakikolwiek obserwowany na Słońcu doszło na powierzchni ultra-chłodnej gwiazdy o rozmiarach Jowisza.
Obserwowana gwiazda jest najchłodniejszą i najmniejszą na jakiej dostrzeżono rzadki biały rozbłysk, a według niektórych definicji jest nawet za mała, aby nazywać ją gwiazdą.
Wyniki obserwacji, sfinansowanych przez Radę ds. Nauki i Technologii, zostały opublikowane w periodyku Monthly Notices of the Royal Astronomical Society: Letters i rzucają nowe światło na to jak małe mogą być gwiazdy, które wciąż generują rozbłyski w swoich atmosferach. Uważa się, że rozbłyski gwiezdne to nagłe uwolnienie energii magnetycznej powstającej we wnętrzu gwiazdy. Naładowane cząstki ogrzewają plazmę znajdującą się na powierzchni gwiazdy, uwalniając olbrzymie ilości promieniowania w zakresie optycznym, ultrafioletowym i rentgenowskim.
Główny autor opracowania James Jackman, doktorant na Wydziale Fizyki Uniwersytetu w Warwick powiedział: „Aktywność gwiazd o niskiej masie maleje, gdy przechodzisz do coraz niższych mas, a spodziewamy się, że chromosfera (region gwiazdy, który wspiera rozbłyski) będzie chłodniejsza lub słabsza. Fakt zaobserwowania tej niewiarygodnie małomasywnej gwiazdy, której chromosfera powinna być najsłabsza, a gdzie mamy ten silny rozbłysk białego światła wskazuje, że silna aktywność magnetyczna może utrzymywać się nawet na tym poziomie.
„Obiekt ten znajduje się dokładnie na granicy między gwiazdą i brązowym karłem, małomasywnym obiektem podgwiazdowym. Gdyby jego masa była choć odrobinę niższa, to z pewnością byłby to brązowy karzeł. Przesuwając granice w ten sposób możemy sprawdzić czy tego typu rozbłyski zarezerwowane są wyłącznie dla gwizd, a jeżeli tak to w którym momencie taka aktywność zanika?”.
Karzeł typu L znajduje się w odległości 250 lat świetlnych od Ziemi i nosi nazwę ULAS J224940.13-011236.9. Średnica tej gwiazdy to zaledwie 1/10 średnicy naszego Słońca, czyli rozmiarami przypomina Jowisza. Gwiazda jest zdecydowanie za ciemna, aby obserwować ją za pomocą większości teleskopów. Badacze z Uniwersytetu w Warwick dostrzegli masywny rozbłysk w jej chromosferze analizując dane z optycznego przeglądu gwiazd znajdujących się w jej bezpośrednim otoczeniu.
Korzystając z kompleksu Next Generation Transit Survey (NGTS) w Obserwatorium Paranal w Europejskim Obserwatorium Południowym, oraz dodatkowych danych z przeglądu Two Micron All Sky Survey (2MASS) i Wide-field Infrared Survey Explorer (WISE) badacze mierzyli jasność gwiazdy na przestrzeni 146 nocy.
Do rozbłysku doszło 13 sierpnia 2017 roku i wyzwolił on energię porównywalną z 80 miliardami megaton trotylu, czyli dziesięciokrotnie większą niż zjawisko Carringtona obserwowane w 1859 roku, najsilniejszy jak dotąd rozbłysk obserwowany na Słońcu. Do rozbłysków na Słońcu dochodzi dość często, ale gdyby na Słońcu doszło do tak silnego rozbłysku, systemy komunikacji i zasilania na Ziemi mogłyby ulec poważnej awarii.
To jeden z najsilniejszych rozbłysków kiedykolwiek obserwowanych na karle typu L, który sprawił, że gwiazda stała się 10 000 razy jaśniejsza niż normalnie.
James dodaje: “Na podstawie naszych przeglądów nieba wiedzieliśmy, że tego rodzaju gwiazdy istnieją i że może na nich dochodzić do silnych rozbłysków. Mimo to, ta konkretna gwiazda była zbyt ciemna, aby nasze teleskopy mogły ją dostrzec. Dopiero w trakcie rozbłysku stała się wystarczająco jasna, aby mogły dostrzec ją nasze teleskopy”.
Prof. Peter Wheatley, promotor doktoratu Jamesa dodaje: “Nasze dwanaście teleskopów NGTS zazwyczaj wykorzystujemy do poszukiwania planet krążących wokół jasnych gwiazd. Cieszy nas jednak, że możemy je wykorzystywać także do odkrywania potężnych eksplozji na małych, ciemnych gwiazdach”.
Karły typu L to jedne z najmniejszych obiektów, które można uważać za gwiazdy, znajdujące się w regionie przejściowym między gwiazdami a brązowymi karłami. Brązowe karły nie mają wystarczająco dużo masy, aby w ich wnętrzach dochodziło do fuzji wodoru w hel, tak jak ma to miejsce w gwiazdach. Karły typu L są także bardzo chłodne w porównaniu do powszechniejszych gwiazd ciągu głównego, takich jak czerwone karły, i emitują większość promieniowania w podczerwieni.
James dodaje: “Gorętsze gwiazdy emitują więcej promieniowania w widmie widzialnym, szczególnie w ultrafiolecie. Z uwagi na to, że ta gwiazda jest chłodniejsza – jej temperatura to około 2000 K – a większość promieniowania emituje w podczerwieni, gdy dochodzi do rozbłysku uwalniane jest mnóstwo promieniowania ultrafioletowego, którego nie da się obserwować”.
“Do tego aby na jakiejś planecie krążącej wokół takiej gwiazdy rozpoczęły się procesy formowania aminokwasów stanowiących podstawę życia, niezbędny jest pewien poziom promieniowania UV. Owe gwiazdy zazwyczaj go nie emitują, skupiając się na podczerwieni. Ale jeżeli w trakcie takich rozbłysków pojawia się promieniowanie UV, to może ono zapoczątkować takie reakcje”.
Źródło: University of Warwick
https://www.pulskosmosu.pl/2019/04/17/eksplozja-gwiazdy-o-rozmiarach-jowisza-dziesieciokrotnie-silniejsza-od-rozblyskow-na-sloncu/

Eksplozja gwiazdy o rozmiarach Jowisza dziesięciokrotnie silniejsza od rozbłysków na Słońcu.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Czyżby wokół Proxima Centauri krążyła jeszcze jedna planeta?
2019-04-17. Radek Kosarzycki

Zespół badaczy zajmujących się badaniem najbliższej nam gwiazdy – Proxima Centauri – odkrył potencjalne dowody na obecność drugiej planety w tym układzie. Fabio Del Sordo z Uniwersytetu na Krecie i Mario Damasso z Obserwatorium w Turynie przedstawili wyniki swoich badań podczas konferencji Breakthrough Discuss, która odbyła się na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley.
Proxima Centauri, czerwony karzeł, po raz pierwszy została dostrzeżona przez Roberta Innesa w 1915 roku. Gwiazda znajduje się około 4,2 lat świetlnych od Ziemi i jest najbliższą nam gwiazdą poza Słońcem. Trzy lata temu, zespół badaczy z Europejskiego Obserwatorium Południowego odkrył planetę krążącą wokół niej, która szybko została nazwana Proxima Centauri b. W ramach najnowszych badań badacze znaleźli dowody wskazujące, że wokół Proxima Centauri może krążyć jeszcze jedna planeta.
Proxima Centauri b została dostrzeżona w delikatnych wahaniach swojej gwiazdy macierzystej. Del Sordo i Damasso poinformowali, że ostatnio badali dane zarejestrowane przez instrument HARPS zainstalowany na teleskopie w Europejskim Obserwatorium Południowym w Chile. W danych obejmujących ostatnie 17 lat obserwacji dostrzeżono dodatkowe wahania, które wskazują na obecność jeszcze jednej planety. Naukowcy sugerują, że jeżeli ich odkrycie zostanie potwierdzone, to owa nowa egzoplaneta będzie miała masę około sześciu mas Ziemi, co pozwala na sklasyfikowanie jej jako superziemi, i będzie krążyła w odległości około 1,5 jednostki astronomicznej od swojej gwiazdy. Pełne okrążenie gwiazdy powinno zajmować planecie około pięciu lat. Badacze zauważają, że tak duża odległość od gwiazdy macierzystej oznacza bardzo niskie temperatury na powierzchni planety – sięgające -234 stopni Celsjusza.
Badacze dodają, że są pewni, iż udało im się odkryć nową planetę, ale pozostają ostrożni. Artykuł naukowy opisujący odkrycie został złożony do publikacji, ale proces recenzji jeszcze się nie zakończył. Możliwe także, że w najbliższym czasie będzie można potwierdzić obecność planety na podstawie danych zebranych przez obserwatorium Gaia, które powinno dostarczyć więcej dowodów na istnienie planety, jeżeli faktycznie ona istnieje.
Źródło: phys.org/Science X Network
Artykuł naukowy: https://breakthroughinitiatives.org/events/discussconference2019

https://www.pulskosmosu.pl/2019/04/17/czyzby-wokol-proxima-centauri-krazyla-jeszcze-jedna-planeta/

Czyżby wokół Proxima Centauri krążyła jeszcze jedna planeta.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Tunelami czasoprzestrzennymi można podróżować, ale się nie opłaca
2019-04-17.ŁZ. MNIE
Idea tuneli czasoprzestrzennych od dziesiątek lat fascynuje naukowców. Wierzą, że dzięki nim można szybciej podróżować w kosmosie. Najnowsze wyliczenia wskazują jednak, że taki sposób podróżowania – o ile w ogóle jest możliwy – byłby wolniejszy od standardowego.
Tunel czasoprzestrzenny to hipotetyczny rodzaj skrótu pomiędzy co najmniej dwoma obszarami Wszechświata lub rodzajem mostu łączącego wszechświaty. Dotąd nie zanotowano żadnych obserwacji wskazujących na ich istnienie, choć ogólna teoria względności Alberta Einsteina dopuszcza istnienie tuneli w niektórych modelach czasoprzestrzeni.
Osobliwość można sobie wyobrazić, rysując prostą kreskę na kartce papieru. Ma ona pewną długość i łączy dwa punkty. Jeżeli kartkę się zegnie albo złoży, te same punkty znajdą się znacznie bliżej siebie niż na wyprostowanej kartce.

Daniel Jafferis i Ping Gao z Uniwersytetu Harvarda oraz Aron Wall z Uniwersytetu Stanforda doszli do wniosku, że takie skróty faktycznie mogą istnieć we Wszechświecie. Fizycy poddali jednak w wątpliwość, czy faktycznie byłby sens nimi podróżować.

– Dłużej trwa podróż przez tunel czasoprzestrzenny niż gdyby odbywało się zwykłą podróż, nie są one zatem szczególnie użyteczne podczas pokonywania przestrzeni – przekonywał Jafferis, który spostrzeżenia swoje i kolegów przedstawił na spotkaniu Amerykańskiego Towarzystwa Fizycznego w Denver.
Teoria naukowców zakłada, że dwie połączone ze sobą na poziomie kwantowym czarne dziury mogą utworzyć tunel czasoprzestrzenny, którym może podróżować światło. To oznacza, że światło, a zatem cząstki czy informacja, mogą być odzyskane z czarnej dziury.

– Z zewnątrz podróżowanie tunelem czasoprzestrzennym to odpowiednik kwantowej teleportacji z wykorzystaniem sprzęgniętych czarnych dziur – tłumaczył Jafferis. Wskazywał, że takie tunele to bardziej byty mechaniki kwantowej, które mogą pomóc w zrozumieniu grawitacji kwantowej, niż praktyczna metoda podróżowania intergalaktycznego.
źródło: Sci-News.com
https://www.tvp.info/42245155/naukowcy-tunelem-czasoprzestrzennym-mozna-podrozowac

Tunelami czasoprzestrzennymi można podróżować, ale się nie opłaca.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

"Takie szybkie, takie piękne".
Jasny obiekt przeciął niebo

2019-04-17
Nad Wschodnim Wybrzeżem Stanów Zjednoczonych przeleciał jasny obiekt. Ponad 400 osób zgłosiło, że widziało kulę ognia z długim ogonem.
We wtorek przed godziną 23 czasu lokalnego nad Wschodnim Wybrzeżem przelatujący obiekt rozświetlił nocne niebo. Był na tyle jasny, że satelity pogodowe wykryły go, kiedy spalał się w ziemskiej atmosferze.
Amerykańskie towarzystwo zajmujące się meteorami (American Meteor Society) odnotowało ponad 400 zgłoszeń dotyczących bolidu z obszaru od Roanoke (Wirginia) do Bostonu (Massachusetts). Jeden z obserwatorów z Waszyngtonu opisywał przelatujący meteor słowami: "takie szybkie, takie piękne".
Vincent Mellor był akurat na campingu w Parku Narodowym Patapsco Valley, na zachód od Baltimore. - Początek pulsował na czerwono i biało, a koniec był niebieski. Ogon był bardzo długi. Powiedziałbym, że zjawisko było widoczne przez około osiem do dziesięciu sekund - opisywał.
American Meteor Society na podstawie zgłoszeń oceniło, że meteor leciał z północy na południe tuż przy Wschodnim Wybrzeżu.
Meteoroid, meteor, meteoryt
Meteoroidy (okruchy skalne mniejsze od planetoid, o średnicy 0,1 mm-10 m) znajdujące się w przestrzeni międzygwiezdnej zderzają się ze sobą, dzieląc się na mniejsze fragmenty i opuszczając swoje orbity. Ocenia się, że w ciągu doby do atmosfery ziemskiej wpada kilkaset milionów takich obiektów o masie 274 ton. Przeważnie jest to jednak materiał kosmiczny o najmniejszych rozmiarach.
Kiedy meteoroidy wpadną do atmosfery ziemskiej, z powodu oporu powietrza rozgrzewają się i nazywane są wtedy meteorami. Na skutek wzrastającej temperatury zazwyczaj całkowicie się spalają.
Czasami zdarza się, że pozostają po nich niewielkie fragmenty, które docierają na powierzchnię Ziemi. Wtedy nazywamy je meteorytami.
Źródło: Reueters, ENEX, the Washington Post
Autor: //aw
https://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/swiat,27/takie-szybkie-takie-piekne-jasny-obiekt-przecial-niebo,288991,1,0.html

Takie szybkie, takie piękne.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Nawet niewielka planetoida może zniszczyć warstwę ozonową Ziemi i zagrozić wszelkiemu życiu
2019-04-18
Z ostatnich badań naukowych wynika, że uderzenie nawet niewielkiej planetoidy w Ziemię mogłoby poważnie zniszczyć warstwę ozonową i narazić ludzi, zwierzęta i rośliny na zabójcze promieniowanie ultrafioletowe. Czy jest się czego bać?
Dotychczas naukowcy sądzili, że ziemską warstwę ozonową może poważnie nadszarpnąć jedynie planetoida, która miałaby więcej niż 1 kilometr średnicy. Wchodząc w atmosferę mogłaby powiększyć dziurę ozonową do rozmiarów z lat 90. ubiegłego wieku.
Jednak najnowsze badania przeprowadzone przez Elisabettę Pierazzo i jej zespół z Instytutu Nauk Planetarnych (PSI) w Tucson w Arizonie, wskazują na to, że nawet mniejsze planetoidy, o średnicy 500 metrów, wchodząc w atmosferę mogą zrujnować warstwę ozonową.
Naukowcy wprowadzili wszystkie kluczowe dane do komputera, który przeprowadził symulację zderzenia Ziemi z planetoidą o średnicy pół kilometra. Okazało się, że indeks promieniowania ultrafioletowego mógłby wzrosnąć nawet do 20 jednostek.
Dla porównania w Polsce pod koniec czerwca, gdy promieniowanie UV jest największe, przy bezchmurnym niebie nie przekracza ono na nizinach 6-7 jednostek, a w Tatrach 8-9 jednostek. W najbardziej wystawionych na promieniowanie UV regionach świata, na przykład w południowoamerykańskich Andach, indeks UV sięga 12-15 jednostek.
Po uderzeniu planetoidy 20 jednostek utrzymywałoby się nie przez kilka dni, lecz przez wiele miesięcy na znacznym obszarze Ziemi. Gdyby uderzyła w nas planetoida o średnicy 1 kilometra, to promieniowanie UV mogłoby dochodzić do nawet 50-55 jednostek.
Tak intensywne promieniowanie ultrafioletowe naraziłoby ludzkość na masowe choroby skóry, uszkodziłoby nasz wzrok i miało wpływ na strukturę DNA.
Ludzie mogliby funkcjonować na powierzchni ziemi tylko w nocy, gdy Słońce znajdowałoby się pod horyzontem, a indeks UV byłby niski. Trzeba byłoby też pomyśleć o zamieszkaniu pod powierzchnią ziemi, gdzie promieniowanie UV nie dociera.
Naukowcy sądzą, że do największych zmian w strukturze warstwy ozonowej doszło około 70 milionów lat temu, gdy zakończyła się era dinozaurów. W Ziemię uderzyła wówczas planetoida o średnicy 10 kilometrów. Regeneracja powłoki ozonowej trwała wiele wiele lat.
Źródło: TwojaPogoda.pl / NASA / PSI.
https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2019-04-18/nawet-niewielka-planetoida-moze-zniszczyc-warstwe-ozonowa-ziemi-i-zagrozic-wszelkiemu-zyciu/

Nawet niewielka planetoida może zniszczyć warstwę ozonową Ziemi i zagrozić wszelkiemu życiu.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Bliski przelot 2019 GN20 (12.04.2019)
2019-04-18. Krzysztof Kanawka
Dwunastego kwietnia nastąpił bliski przelot planetoidy 2019 GN20. Minimalny dystans do Ziemi wyniósł 377 tysięcy kilometrów.
Moment przelotu planetoidy 2019 GN20 nastąpił 12 kwietnia z maksymalnym zbliżeniem około godziny 09:00 CEST. W tym momencie obiekt znalazł się w odległości około 377 tysięcy kilometrów od Ziemi. Odpowiada to 0,98 średniego dystansu do Księżyca. 2019 GN20 ma szacowaną średnicę około 18 metrów – podobnie jak bolid czelabiński.
Jest to 19 bliski (wykryty) przelot planetoidy lub meteoroidu w 2019 roku. W 2018 roku wykryć bliskich przelotów było przynajmniej 73. Rok wcześniej takich wykrytych przelotów było 53. W 2016 roku wykryto przynajmniej 45 bliskich przelotów, w 2015 było ich 24, a w 2014 roku 31. Z roku na rok ilość odkryć rośnie, co jest dowodem na postęp w technikach obserwacyjnych oraz w ilości programów poszukiwawczych, które niezależnie od siebie każdej pogodnej nocy “przeczesują” niebo. Pracy jest dużo, gdyż prawdopodobnie planetoid o średnicy mniejszej od 20 metrów może krążyć w pobliżu Ziemi nawet kilkanaście milionów.
Zeszły rok obfitował w bliskie przeloty większych planetoid obok Ziemi. Pierwszym bliskim przelotem w 2018 roku było zbliżenie dużej planetoidy 2018 AH. Ten obiekt ma średnicę około stu metrów, a jego wykrycie nastąpiło dopiero po przelocie obok Ziemi. Z kolei 15 kwietnia 2018 doszło do przelotu planetoidy 2018 GE3 o średnicy około 70 metrów. Miesiąc później, 15 maja 2018 również doszło do bliskiego przelotu planetoidy 2010 WC9 o średnicy około 70 metrów. Na początku czerwca 2018 doszło do wykrycia meteoroidu 2018 LA, który zaledwie kilka godzin później wszedł w atmosferę.
(HT)
https://kosmonauta.net/2019/04/bliski-przelot-2019-gn20-12-04-2019/

Bliski przelot 2019 GN20 (12.04.2019).jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

PepsiCo rezygnuje z kosmicznej reklamy w obliczu fali oburzenia w Internecie
2019-04-18
Wczoraj informowaliśmy Was, że pierwszą kosmiczną reklamą, jaką ludzkość zobaczy na nocnym niebie, będzie zachęta do zakupu napoju energetycznego od PepsiCo, ale to już przeszłość, bo koncern zrezygnował z całej akcji.
Władze PepsiCo zdecydowały na wycofanie się z całego tego kontrowersyjnego projektu (zobacz tutaj) po fali oburzenia, jaka rozlała się po całej globalnej sieci. Internauci nie szczędzili gorzkich słów pod adresem władz i ich pomysłów na zupełnie nowe, innowacyjne podejście do reklamy i jej nieosiągalny dotąd globalny wymiar. Miliony ludzi na całym świecie, za pośrednictwem serwisów społecznościowych sygnalizowało, że nie zgadzają się na takie akcje i jeśli koncern zrealizuje swoje plany, to zaczną bojkotować produkty koncernu.
Oczywiście PepsiCo planowało wykorzystać potencjał kosmicznej reklamy, a teraz próbuje wszystko zamieść pod dywan. Na jaw wyszły bowiem informacje o przeprowadzonych jakiś czas temu testach stratosferycznych tej technologii przez właśnie PepsiCo i rosyjską firmę StartRocket, która takie systemy opracowała i chce zaoferować swoim klientom. Eksperymenty przebiegły pomyślnie i koncern chciał pójść o krok dalej. Jednak teraz to już nie nastąpi. I bardzo dobrze, ponieważ przekroczona byłaby wtedy pewna granica, która przekroczona być nie powinna. Niebo ma być wolne od natrętnych reklam i kosmicznych śmieci.
Miejmy wszyscy nadzieję, że nie tylko PepsiCo wybiło sobie z głowy takie beznadziejne pomysły, ale też sama firma StartRocket porzuci swój kontrowersyjny projekt na rzecz bardziej praktycznych pomysłów, które będą służyły ludzkości. Najprawdopodobniej, gdyby jednak Rosjanie uparli się na kontynuowanie swoich prac, to międzynarodowe organizacje powinny skutecznie zablokować takie fanaberie.
Przypomnijmy, że kosmiczne reklamy miały być oparte na technologiach mikrosatelitów CubeSat. Setki takich urządzeń byłoby wyposażonych w folę odbijającą promienie słoneczne oraz odpowiednio rozmieszczone i ustawione na orbicie względem Słońca. Razem miał tworzyć wielki i jasny obraz 300-400 kilometrów ponad powierzchnią Ziemi, który byłby widoczny dla ludzi w dużej części naszej planety. Na początek byłyby to proste loga, a docelowo nawet rozbudowane animacje. Efekt miał przypominać świecące drony Shooting Star od Intela (zobaczcie tutaj), które coraz częściej zwieńczają najróżniejsze doniosłe wydarzenia.
Źródło: GeekWeek.pl/Gizmodo / Fot. StartRocket
http://www.geekweek.pl/news/2019-04-18/pepsico-rezygnuje-z-kosmicznej-reklamy-w-obliczu-fali-oburzenia-w-internecie/

PepsiCo rezygnuje z kosmicznej reklamy w obliczu fali oburzenia w Internecie.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Christina Koch pobije kosmiczny rekord

2019-04-18
Zmiany planów nie są w przypadku lotów kosmicznych rzadkością. Misje orbitalne to wciąż przedsięwzięcia niezwykle skomplikowane i często trzeba dopasowywać plan do zmieniających się okoliczności. W sytuacji, kiedy jedynymi pojazdami załogowymi zapewniającymi komunikację z Międzynarodową Stacją Kosmiczną pozostają rosyjskie Sojuzy, wszelkie korekty uruchamiają kolejne zmiany, jak klocki domina. Czasem przyczyną tych korekt bywa awaria, jak w październiku ubiegłego roku, kiedy kosmonauta Aleksiej Owczinin i astronauta Nick Hague lądowali awaryjnie, krótko po starcie. NASA i agencja Roskosmos zapisali ich na kolejny start i w ten sposób wraz z Christiną Koch trafili na ISS 14 marca tego roku.
Koch miała zapisać się w historii wchodząc wraz z Anne McClain w skład pierwszej czysto kobiecej obsady spaceru kosmicznego. Do spaceru w tym składzie jednak nie doszło, bo gotowy do użycia był tylko jeden kombinezon w rozmiarze M, a McClain po spacerze w kombinezonie L uznała, że i ona woli mniejszy rozmiar. Teraz okazuje się, że Koch i tak się w historii zapisze, ustanawiając nowy kobiecy rekord długości kobiecego lotu. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z obecnym planem Koch spędzi na orbicie 328 dni, bijąc rekord Peggy Whitson z lat 2016-17 (288 dni) i spychając na trzecie miejsce włoską astronautkę Samanthę Cristoforetti (199 dni).
Załoga Międzynarodowej Stacji Kosmicznej liczy sześć osób. Składa się z trzyosobowych zespołów zmieniających się na zakładkę. Na pokładzie Sojuza mogą lecieć maksimum trzy osoby, w tym Rosjanin. Koch dzięki przedłużeniu misji stanie się członkiem trzech kolejnych załóg, 59., 60. i 61. Według ogłoszonych przez NASA najnowszych planów 24 czerwca wrócą na Ziemię członkowie aktualnej Załogi 59 Anne McClain z NASA, David Saint-Jacques z Canadian Space Agency i Oleg Kononenko z Roskosmosu. Koch wraz Nickiem Hague i Aleksiejem Owczininem pozostaną na orbicie jako pierwszy zespół Załogi 60.
20 lipca na orbitę wystartują Andrew Morgan z NASA, Luca Parmitano z Europejskiej Agencji Kosmicznej i Aleksander Skworcow z Roskosmosu. Oni uzupełnią Załogę 60. Parmitano i Skworcow wrócą na Ziemię w lutym 2020 roku razem z Koch, Morgan pozostanie na dłużej. 25 września na pokładzie Sojuza wystartują Jessica Meir z NASA, Oleg Skripoczka z Roskosmosu i Hazzaa Ali Almansoori ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Ali Almansoori nie wejdzie w skład załogi ISS, po ośmiu dniach zajmie w Sojuzie miejsce Koch i wróci na Ziemię razem z Owczininem i  Hague. Meir i Skripoczka jako członkowie Załogi 61 pozostaną z Morganem do wiosny 2020 roku.
Po tym, jak NASA oficjalnie ogłosiła tę zmianę, Koch przyznała, że wiedziała o tej możliwości już od dawna i jest zachwycona, że to się potwierdziło. Przedłużona misja Morgana i rekordowy lot Koch wpisują się prowadzone przez NASA przygotowania do dłuższych misji kosmicznych, w tym powrotu na Księżyc i ekspedycji na Marsa. W ubiegłym tygodniu NASA ujawniła wyniki eksperymentu z udziałem braci Marka i Scotta Kelly'ch. Obaj byli na orbicie w sumie cztery razy, przy czym Scott uczestniczył w misji przez blisko rok. Porównanie zachowania jego organizmu z organizmem brata, który został na Ziemi pokazało, że ciało człowieka dość dobrze sobie z warunkami na stacji kosmicznej radzi. Kolejne przedłużone misje mają dać odpowiedzi na dalsze pytania, w przypadku Koch zapewne także na temat wpływu długotrwałego lotu na organizm kobiety.

 


Autor:
Grzegorz Jasiński

Źródło:
RMF-FM


https://www.rmf24.pl/nauka/news-christina-koch-pobije-kosmiczny-rekord,nId,2944810

 

Christina Koch pobije kosmiczny rekord.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)