Skocz do zawartości
Paweł Baran

Astronomiczne Wiadomości z Internetu

Rekomendowane odpowiedzi

Domy na Marsie z drukarki 3D. Zamieszkają w nich astronauci
2019-05-11. ŁZ. MG
Nowojorska firma AI Space Factory wygrała zorganizowany przez NASA konkurs na projekt domów na Marsie. W przyszłości mają w nich zamieszkać astronauci przebywający na tej planecie.
W zmaganiach uczestniczyło osiem zespołów ze USA oraz jeden z Korei Południowej. Inżynierowie musieli wykazać się zdolnościami programistycznymi, ale też kreatywnością w doborze materiałów, z których zbudują dom odpowiedni do zamieszkania na Czerwonej Planecie. W tym celu musieli wykorzystać surowce wtórne i materiały, jakie są dostępne na Księżycu i Marsie.
Drużyny miały także stworzyć wirtualny model konstrukcji, jakie mogą powstać na Marsie. Musiały też wydrukować w 3D miniaturowe wersje swoich projektów. Sędziowie najlepiej ocenili habitat przedstawiony przez firmę AI Space Factory, która w nagrodę otrzymała 500 tys. dolarów.
„Architektura na Ziemi ma kluczowe znaczenie dla tego w jakich warunkach żyjemy. Na Marsie ta rola jest jeszcze większa, ponieważ architektura i maszyny są tym co mają zagwarantować ludziom przeżycie” – wskazała AI Space Factory w oświadczeniu. „W przypadku kosmicznej architektury każda decyzja na etapie projektowania będzie miała ogromne konsekwencje dla powodzenia misji” – dodano.

Naukowcy z NASA uważają, że technologia druku 3D będzie sposobem na rozwiązanie wielu problemów, z jakimi będą musieli zmierzyć się astronauci wykonujący długie misje pozaziemskie. Ostatnio Międzynarodowej Stacji Kosmicznej dostarczono refabrykator, czyli rodzaj drukarki 3D, która potrafi przetwarzać przedmioty na filament i produkować niezbędne części.
źródło: „Daily Star”, CHIP

https://www.tvp.info/42590276/konkurs-nasa-na-domy-na-marsie-z-drukarki-3d

Domy na Marsie z drukarki 3D. Zamieszkają w nich astronauci.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Metale ziem rzadkich w rozżarzonej atmosferze egzoplanety
2019-05-11. Autor. Vega
KELT-9b to najgorętsza znana nam egzoplaneta. Latem 2018 r. zespół astronomów znalazł sygnatury pary żelaza i tytanu w jej atmosferze. Teraz badacze byli w stanie również wykryć ślady pary sodu, magnezu, chromu oraz metale ziem rzadkich skandu i itru.
Egzoplanety są planetami spoza Układu Słonecznego, które krążą wokół gwiazd innych, niż Słońce. Od czasu odkrycia pierwszych egzoplanet w połowie lat 90. Znamy ich już ponad 3000. Wiele z tych planet jest ekstremalnych w porównaniu z planetami w Układzie Słonecznym: gorące gazowe olbrzymy, które krążą bardzo blisko swoich gwiazd macierzystych, nieraz w czasie krótszym, niż kilka dni. Takie planety nie występują w naszym Układzie Słonecznym a ich istnienie było niezgodne z przewidywaniami dotyczącymi tego, jak i dlaczego tworzą się planety. Przez ostatnie 20 lat astronomowie z całego świata starali się zrozumieć, skąd pochodzą te planety, z czego są zbudowane i jak wygląda ich klimat.

Niezwykle gorący gazowy olbrzym

KELT-9 to gwiazda znajdująca się 650 lat świetlnych od Ziemi w konstelacji Łabędzia. Jej egzoplaneta – KELT-9b – stanowi przykład najbardziej ekstremalnej z tych tak zwanych gorących Jowiszów, ponieważ krąży bardzo blisko swojej gwiazdy, która jest prawie dwukrotnie gorętsza od Słońca. Dlatego temperatura jej atmosfery sięga 4000 oC. W takim cieple wszystkie pierwiastki są prawie całkowicie w postaci pary a cząsteczki są rozbijane na atomy – podobnie jak ma to miejsce w przypadku warstw zewnętrznych gwiazd. Oznacza to, że atmosfera nie zawiera chmur ani aerozoli, a niebo jest czyste, przeważnie przezroczyste dla światła swojej gwiazdy.

Atomy, które tworzą gaz atmosfery, pochłaniają światło w bardzo specyficznych kolorach spektrum, a każdy atom ma unikalny „odcisk palca” barwy, którą absorbuje. Te odciski palców można zmierzyć za pomocą czułego spektrografu zamontowanego na dużym teleskopie, co pozwala astronomom określić skład chemiczny atmosfer planet odległych o wiele lat świetlnych od nas.

Egzoplaneta jak skarbnica

Zespół naukowców wykorzystał tę technikę i dokonał interesującego odkrycia: „Korzystając ze spektrografu HARPS-North zamontowanego na Italian National Telescope znajdującym się na wyspie La Palma, znaleźliśmy atomy żelaza i tytanu w gorącej atmosferze KELT-9b” – wyjaśnia Kevin Heng, dyrektor i profesor w Centre for Space and Habitabilty (CSH) na Uniwersytecie w Bernie i członek National Centre of Competence in Research PlanetS. Zespół obserwował układ KELT-9 drugi raz zeszłego lata, mając na celu potwierdzenie wcześniejszych detekcji, ale także kontynuowanie wyszukiwania dodatkowych pierwiastków, które również mogą być obecne w danych. Ich badanie obejmowało 73 atomy, w tym niektóre tzw. metale ziem rzadkich. Substancje te są mniej popularne na Ziemi, ale są stosowane w zaawansowanych materiałach i urządzeniach. Jens Hoeijmakers z CSH w Bernie i Obserwatorium Genewskiego, mówi: „Nasz zespół przewidział, że widmo tej planety może być skarbnicą, w której można wykryć wiele gatunków, których wcześniej nie zaobserwowano w atmosferze żadnej innej planety.”

Po wnikliwej analizie naukowcy rzeczywiście znaleźli w widmie planety sygnały pary sodu, magnezu, chromu i metali ziem rzadkich – skandu i itru. Ostatnie trzy z nich nigdy nie zostały wykryte w atmosferze egzoplanety. „Zespół rozwinął również interpretację tych danych i był w stanie wykorzystać te sygnały do oszacowania, na jakiej wysokości w atmosferze planety atomy te są absorbowane” – mówi Jens Hoeijmakers. Co więcej, naukowcy wiedzą również więcej o silnych globalnych wzorcach wiatru wysoko w atmosferze, które wydmuchują materię z jednej półkuli na drugą.

„Z dalszymi obserwacjami w przyszłości może zostać odkrytych wiele innych pierwiastków dzięki zastosowaniu tej samej techniki dla atmosfery tej planety, a być może także na innych planetach ogrzewanych do podobnych temperatur” – wyjaśnia Jens Hoeijmakers. Są duże szanse, że pewnego dnia znajdziemy tak zwane biosygnatury, czyli oznaki życia, na egzoplanecie, wykorzystując te same techniki, które stosujemy dzisiaj. Ostatecznie, chcemy wykorzystać nasze badania do zrozumienia pochodzenia i rozwoju Układu Słonecznego, a także pochodzenie życia” – dodaje Kevin Heng.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
University of Bern

Urania
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2019/05/metale-ziem-rzadkich-w-rozzarzonej.html

 

Metale ziem rzadkich w rozżarzonej atmosferze egzoplanety.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Bliski przelot 2019 JY2 (05.05.2019)
2019-05-11. Krzysztof Kanawka
Piątego maja nastąpił bliski przelot meteoroidu 2019 JY2 obok Ziemi. Obiekt przemknął w odległości 146 tysięcy kilometrów od naszej planety.
Moment przelotu meteoroidu 2019 JY2 nastąpił 5 maja z maksymalnym zbliżeniem około godziny 19:00 CEST. W tym momencie obiekt znalazł się w odległości około 146 tysięcy kilometrów od Ziemi. Odpowiada to 0,38 średniego dystansu do Księżyca. 2019 JY2 ma szacowaną średnicę około 6 metrów.
Jest to 24 bliski (wykryty) przelot planetoidy lub meteoroidu w 2019 roku. W 2018 roku wykryć bliskich przelotów było przynajmniej 73. Rok wcześniej takich wykrytych przelotów było 53. W 2016 roku wykryto przynajmniej 45 bliskich przelotów, w 2015 było ich 24, a w 2014 roku 31. Z roku na rok ilość odkryć rośnie, co jest dowodem na postęp w technikach obserwacyjnych oraz w ilości programów poszukiwawczych, które niezależnie od siebie każdej pogodnej nocy “przeczesują” niebo. Pracy jest dużo, gdyż prawdopodobnie planetoid o średnicy mniejszej od 20 metrów może krążyć w pobliżu Ziemi nawet kilkanaście milionów.
Zeszły rok obfitował w bliskie przeloty większych planetoid obok Ziemi. Pierwszym bliskim przelotem w 2018 roku było zbliżenie dużej planetoidy 2018 AH. Ten obiekt ma średnicę około stu metrów, a jego wykrycie nastąpiło dopiero po przelocie obok Ziemi. Z kolei 15 kwietnia 2018 doszło do przelotu planetoidy 2018 GE3 o średnicy około 70 metrów. Miesiąc później, 15 maja 2018 również doszło do bliskiego przelotu planetoidy 2010 WC9 o średnicy około 70 metrów. Na początku czerwca 2018 doszło do wykrycia meteoroidu 2018 LA, który zaledwie kilka godzin później wszedł w atmosferę.
(HT)
https://kosmonauta.net/2019/05/bliski-przelot-2019-jy2-05-05-2019/

 

Bliski przelot 2019 JY2 (05.05.2019).jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Udany lot MOMO-3
2019-05-11. Krzysztof Kanawka
Czwartego maja nastąpił pierwszy udany lot rakiety japońskiego startupu Interstellar Technology Inc. Choć to mała rakieta, jest ona zwiastunem zmian w japońskiej branży kosmicznej.
Interstellar Technologies to japoński start-up rozwijający rakiety suborbitalne. Grupa wywodzi się z założonego w 1997 roku klubu rakietowego, który w 2003 roku przekształcił się w spółkę. Zespół od wielu lat rozwijał rakietę MOMO, która ma wynosić 20 kg ładunku w locie suborbitalnym na wysokość ponad 100 kilometrów. Jest to pierwsza japońska rakieta w pełni rozwijana przez podmiot prywatny.
Podczas lotu ładunek mógłby wykonywać eksperymenty od 2 do 6 minut w mikrograwitacji. Na ostatnim etapie lotu byłby odzyskiwany przy pomocy spadochronu.
Przed 2019 rokiem nastąpiły dwa starty rakiety MOMO. Oba starty były nieudane. Podczas pierwszego lotu, w 2017 roku, kontrola nad rakietą została utracona po minucie od startu. Drugi lot, 30 czerwca 2018, również był nieudany. Podczas tego startu rakieta zaledwie 4 sekundy po zapłonie przestała się wznosić i upadła na wyrzutnię. Na szczęście nikt nie został ranny.
Trzeci lot rakiety MOMO zakończył się sukcesem. Do startu doszło 4 maja 2019. Ten lot zakończył się pełnym sukcesem – rakieta wzniosła się na wysokość ponad 100 km.
Choć rakieta MOMO jest mała, jej budowa jest przykładem zmian, jakie zachodzą w japońskim sektorze kosmicznym. Dotychczas przemysł kosmiczny tego państwa był zdominowany przez prace agencji kosmicznej JAXA oraz zleceń rządowych i wojskowych. Stosunkowo mało było zamówień komercyjnych oraz projektów, w których udział kapitału prywatnego był znaczny. Sytuacja jednak wyraźnie zmieniła się na przestrzeni zaledwie kilku lat.
Rakieta MOMO to jeden z kilku przykładów, w którym nowe japońskie spółki poszukują zleceń z dala od “głównego nurtu”. W najbliższych latach można się spodziewać szeregu japońskich spółek kosmicznych, realizujących swoje projekty. Kapitał w wielu przypadkach będzie pochodzić od inwestorów prywatnych lub też japońskich programów inwestycyjnych. Czy się uda? Z pewnością regionalnie Japonia będzie konkurować z Chinami i prężnie rozwijającymi się nowymi spółkami w tym państwie.
(PFA)
https://kosmonauta.net/2019/05/udany-lot-momo-3/

Udany lot MOMO-3.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Wielka Pustka z gwiazdozbioru Wolarza może być dowodem na istnienie obcej cywilizacji
Autor: admin (2019-05-11)
Pustka Wolarza zwana też Wielką Pustką to dość specyficzny region w obserwowalnym przez nas wszechświecie. Ten rozciągający się na przeszło 330 milionów lat świetlnych obszar kosmosu, jest domem dla zaledwie 60 galaktyk, kompletnie odseparowanych od siebie ogromem jego próżni. Naukowcy nie są do końca pewni co spowodowało powstanie tego niezwykłego tworu, ale zgodnie z jedną z teorii, udział w jego powstaniu mogła mieć na przykład supercywilizacja zdolna do asymilacji całych galaktyk.
Dla większości ludzi, objęcie umysłem tego z jak dużym pustym obszarem mamy tu doczynienia byłoby właściwie niemożliwe jeśli nie porównalibyśmy go z naszą rodzimą galaktyką Drogi Mlecznej. Zgodnie z wyliczeniami astronomów, w odległości 3 milionów lat świetlnych od naszej galaktyki znajduje się około 22 galaktyk. Tymczasem na obszarze 300 milionów lat świetlnych stanowiących Pustkę Wolarza znajduje się ich zaledwie 60. W ramach porównania, ten sam obszar w okolicy Drogi Mlecznej jest domem dla minimum 10 tysięcy galaktyk!
Co więcej, zdaniem badaczy, gdyby nasza galaktyka znajdowała się wewnątrz Wielkiej Pustki, przynajmniej do lat 60-tych nie wiedzielibyśmy o istnieniu innych galaktyk! Uważa się, że wnętrze tego kosmicznego regionu stanowi wprost idealną próżnie. Gdyby wewnątrz tej pustki umieścić astronautę, byłby on otoczony kompletnym mrokiem, w oddaleniu o setki milionów lat świetlnych od najbliższych źródeł światła lub jakichkolwiek materialnych obiektów.
Jest to o tyle przerażające, że pomimo faktu iż jesteśmy w stanie zaglądać do wnętrza tego obszaru, w dalszym ciągu nie mamy pewności co do genezy jego powstania. Na obecną chwilę, astronomowie posiłkują się trzema teoriami, które tłumaczą niektóre z anomalii tego regionu. Jedna z nich uznaje go poprostu za skupisko kilku mniejszych pustek, które złączyły się w całość podobnie jak bańki mydlane, z tym, że w skali wszechświata. Teoretycznie miałoby to wiązać się z przyciąganiem materii przez bardziej gęste obszary kosmosu co rzekomo wiąże się z powstawaniem tego typu fenomenów.
Inna teoria wiąże istnienie tej pustki z niezaobserwowaną do tej pory hipotetyczną formą ciemnej materii, która dosłownie rozpycha ten region od środka, wydalając z jego wnętrza galaktyki. Zdaniem badaczy, bardzo podobny proces powoduje obserwowaną obecnie ekspansję galaktyk i nie wykluczone iż mógłby on doprowadzić do powstawania takich regionów. Warto nadmienić iż w całym obserwowanym wszechświecie istnieje kilka podobnych pustych obszarów, z tym że żaden z nich nie dorównuje rozmiarowo pustce z gwiazdozbioru Wolarza.
Ostatnia i zdecydowanie najmniej wspierana teoria sugeruje iż obszar we wszechświecie znany jako Wielka Pustka nie jest pusty ze względu na procesy naturalne, a raczej działalność hiperrozwiniętej cywilizacji, która osiągnęła poziom III a nawet zbliżyły się do poziomu IV w skali Kardaszowa i posiada technologię zdolną do pobierania energii z całych galaktyk. Skala ta powstała w 1964 roku za sprawą rosyjskiego astrofizyka, Mikołaja Kardaszowa. Według jej założeń poziom rozwoju obcej cywilizacji zależy od tego ile energii jest w stanie zużyć.
Określa to jednocześnie jej rozprzestrzenianie we wszechświecie. Według Kardaszewa zdolność pozyskania energii i kroczący wraz z tym postęp technologiczny, są ze sobą nieodłącznie związane. Kierując się takim kryterium rosyjski uczony zaproponował następującą skalę rozwoju danej inteligentnej cywilizacji.
Typ 0: Kultura Subglobalna - Taka cywilizacja polega na spalaniu drewna,  wegla i innych paliw kopalnych, a rozwój technologii uzależniony jest od pozyskanych rud metali.
Typ I: Kultura Planetarna - To cywilizacja do której poziomu rozwoju dopiero aspirujemy. Osiągnięcie tego poziomu oznacza, że będziemy w stanie wykorzystać wszystkie zasoby naszej planety. Odpowiada to energii 10 do potęgi 15 watów.
Typ II: Kultura Gwiezdna - Taka cywilizacja jest na znacznie wyższym poziomie rozwoju niż nasza. Ziemianie mają szansę dorównać dopiero za 1000 do 2000 lat. W tym przypadku mówimy o zdolności do wykorzystania energii gwiazdy, na przykład za pomocą sfery Dysona . Umownie odpowiada to wielkości przynajmniej 10 do potęgi 26 watów.
Typ III: Kultura Galaktyczna - To już zupełnie inna liga. Cywilizacja taka jest w stanie pozyskać energię galaktyki, czyli jakieś 10 miliardów razy więcej niż cywilizacja typu II. Ziemianie mogą osiągnąć ten poziom za 100 tysięcy do miliona lat rozwoju. Taka cywilizacja jest w stanie samodzielnie kolonizować całą galaktykę i pozyskiwać energię z miliardów gwiazd.
Typ IV: Kultura Wszechświata -  Trudno pojąć ten poziom rozwoju. Cywilizacja tego typu jest w stanie poruszać się w calym wszechświecie pozyskując energię z trylionów gwiazd. Istoty te byłyby w stanie prowadzić projekty o iście gargantuicznej skali. Z naszego punktu widzenia posiedliby zdolności niemal boskie. Na przyklad, mogliby manipulować czasoprzestrzenią w tym spowolnić, a nawet odwrócić entropię, osiągając w ten sposób nieśmiertelność. Rozważa się też czy taka cywilizacja nie byłaby w stanie istnieć wewnątrz horyzontu zdarzeń w supermasywnych czarnych dziurach znajdujących się w centrum wielu galaktyk.
Zgodnie z tą teorią, pustka Wolarza, miałaby stanowić widoczny efekt ich działania dosłownego pożerania całych galaktyk. Tą teorię wspiera między innymi niemal sferyczny kształt tego regionu, odpowiadający teoretycznej ekspansji takiej cywilizacji w poszukiwaniu nowych źródeł energi. Niektórzy chylą się nawet ku twierdzeniu iż cywilizacja, która rozpoczęła swoją ekspansję dawno wymarła a jej rolę mogła przejąć stworzona w tym celu sztuczna inteligencja. W tej sytuacji, dalsze poszukiwania galaktyk do pochłonięcia trwałoby niemalże do końca istnienia wszechświata.
Potwierdzenie którejkolwiek z tych teorii, wymagałoby ogromu wiedzy i danych, którymi niestety nie dysponujemy. Z racji tego iż nie jesteśmy w stanie dostrzec niczego co kryje się wewnątrz tej Wielkiej Pustki, poza poszczególnymi i mocno odseparowanymi galaktykami, tajemnica tego miejsca pozostaje nieznana. Można tylko mnożyć spekulacje na temat tej anomalii, oraz naturalnych procesów, które mogły zachodzić w ciągu ostatnich miliardów lat, które doprowadziły do takiego deficytu materii w tej części Wszechświata.
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/wielka-pustka-z-gwiazdozbioru-wolarza-moze-byc-dowodem-na-istnienie-obcej-cywilizacji

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Badacze odkrywają nowy cykl wodny na Marsie
2019-05-12. Radek Kosarzycki
Średnio co dwa ziemskie lata, gdy na południowej półkuli Marsa trwa lato, otwiera się okno: tylko o tej porze roku para wodna może skutecznie unieść się z niższych do wyższych warstw atmosfery Marsa. Tam wiary przenoszą ten rzadki gaz na biegun północny. Choć część pary wodnej ulega hydrolizie i ucieka w przestrzeń kosmiczną, reszta opada na powierzchnię w pobliżu biegunów. Badacze z Moskiewskiego Instytutu Fizyki i Technologii oraz Instytutu Maa Plancka w Niemczech opisują ten nietypowy marsjański cykl wodny w najnowszym wydaniu periodyku Geophysical Research Letters. Opracowane przez nich symulacje komputerowe wskazują jak para wodna pokonuje barierę zimnego powietrza w środkowej warstwie atmosfery Marsa i dociera w jej wyższe warstwy. Może to tłumaczyć dlaczego Mars, w przeciwieństwie do Ziemi, utracił większość swojej wody.
Miliardy lat temu Mars był planetą pełną wody, która płynęła tam w rzekach, a nawet w oceanie. Od tego czasu, sąsiadująca z nami planeta uległa dramatycznym zmianom. Dzisiaj, tylko niewielkie ilości zamarzniętej wody istnieją pod powierzchnią planety; w atmosferze para wodna występuje w ilościach śladowych. Łącznie planeta mogła utracić co najmniej 80 procent swojej wody. W wyższych warstwach atmosfery Marsa, promieniowanie ultrafioletowe ze Słońca rozbija cząsteczki wody na wodór (H) oraz grupy hydroksylowe (OH). Wodór, jako najlżejszy pierwiastek, ucieka w przestrzeń międzyplanetarną. Pomiary wykonane przez sondy i teleskopy kosmiczne wskazują, że nawet dzisiaj, woda wciąż ucieka z Marsa w ten sam sposób. Ale jak to możliwe? Środkowa warstwa atmosfery Marsa, tak jak ziemska tropopauza, powinna zatrzymywać wznoszenie się pary wodnej. Jakby nie patrzeć, region ten jest zazwyczaj na tyle zimny, że para wodna powinna zamieniać się w lód. Jak zatem marsjańska para wodna przenika w górne warstwy atmosfery?
W swoich obecnych symulacjach, rosyjscy i niemieccy badacze odkryli wcześniej nieznany mechanizm przypominający swego rodzaju pompę. Opracowany przez nich model w pełni opisuje przepływy całej otoczki gazowej otaczającej Marsa od powierzchni po wysokość 160 kilometrów. Obliczenia wskazują, że zazwyczaj mroźna środkowa warstwa atmosfery może dwa razy dziennie stawać się przepuszczalna dla pary wodnej – ale tylko w określonym miejscu, w określonej porze roku.
Orbita Marsa odgrywa w tym procesie kluczową rolę. Trajektoria lotu Marsa wokół Słońca, którego okrążenie zajmuje około dwóch lat ziemskich, jest znacznie bardziej eliptyczna niż w przypadku naszej planety. W najbliższym słońcu punkcie orbity (który pokrywa się z latem na półkuli południowej), Mars znajduje się 42 miliony kilometrów bliżej Słońca niż w punkcie najodleglejszym. Lato na półkuli południowej jest zatem zauważalnie cieplejsze niż na półkuli północnej.
“Gdy na półkuli południowej trwa lato, w określonej porze dnia para wodna może lokalnie unosić się z ciepłymi masami powietrza i docierać do górnych warstw atmosfery” mówi Paul Hartogh z MPS podsumowując wyniki opisywanych badań. W górnych warstwach atmosfery ruchy powietrza przenoszą gaz w kierunku bieguna południowego, gdzie powietrze się ochładza i ponownie opada na powierzchnię. Niemniej jednak część pary wodnej tracona jest w trakcie tego cyklu: pod wpływem promieniowania słonecznego, cząsteczki wody ulegają rozbiciu i wodór ucieka w przestrzeń kosmiczną.
Jeszcze jedna osobliwość Marsa może intensyfikować ten nietypowy cykl hydrologiczny: potężne burze pyłowe, które pokrywają całą planetę i regularnie pojawiają się na Marsie w odstępach kilku lat. Ostatnie takie burze obserwowaliśmy w 2018 i 2007 roku, kiedy to zostały one dokładnie zbadane przez sondy krążące wokół Marsa. “Ilości pyłu wypełniające atmosferę w trakcie takiej burzy ułatwiają transport pary wodnej do górnych warstw atmosfery” mówi Aleksander Miedwiediew z MPS.
Badacze obliczyli, że w trakcie burzy pyłowej w 2007 roku, dwa razy więcej pary wodnej docierało w górne warstwy atmosfery w porównaniu z okresami letnimi na półkuli południowej gdy burz nie było. Skoro cząsteczki pyłu pochłaniają światło słoneczne i ogrzewają się, temperatury w całej atmosferze rosną nawet o 30 stopni. “Nasz model wskazuje z niespotykaną dokładnością jak pył w atmosferze wpływa na procesy mikrofizyczne biorące udział w transformacji lodu w parę wodną” tłumaczy Dmitrij Szaposznikow z Moskiewskiego Instytutu Fizyki i Technologii, główny autor opracowania.
“Widocznie marsjańska atmosfera jest bardziej przepuszczalna dla pary wodnej niż ziemska” podsumowuje Hartogh. “Odkryty przez nas nowy, sezonowy cykl wodny znacząco przyczynia się do ciągłej utraty wody przez Marsa”.
Źródło: MPS
Artykuł naukowy: http://dx.doi.org/10.1029/2019GL082839
https://www.pulskosmosu.pl/2019/05/12/badacze-odkrywaja-nowy-cykl-wodny-na-marsie/

Badacze odkrywają nowy cykl wodny na Marsie.jpg

Badacze odkrywają nowy cykl wodny na Marsie2.jpg

Badacze odkrywają nowy cykl wodny na Marsie3.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Fiasko “turystycznego” lotu dookoła Księżyca
2019-05-12. Krzysztof Kanawka
Zapowiadany “turystyczny” załogowy oblot wokół Srebrnego Globu zakończył się sprawą sądową.
W 2011 roku pojawiła się informacja, że firma Space Adventures zakontraktowała (lub “zarezerwowała”) lot kapsułą Sojuz dookoła Księżyca. Lot miał być wykonany z dwoma płacącymi “turystami kosmicznymi” i jednym “profesjonalnym” kosmonautą na pokładzie. Zapowiadano, że lot może się odbyć w ciągu 4 lat, to jest do końca 2015 roku.
Co więcej, już w 2011 roku firma Space Adventures poinformowała, że sprzedane zostało pierwsze miejsce na ten komercyjny lot wokółksiężycowy. Nazwisko klienta nie zostało ujawnione – koszt “biletu” wyniósł 150 milionów dolarów.
Ta księżycowa misja Sojuza, pilotowana przez rosyjskiego kosmonautę, wykonałaby lot ósemkowy wokół Księżyca. Pojazd Sojuz w tej trajektorii miał się zbliżyć na kilkadziesiąt km do powierzchni naszego satelity i następnie skierować w drogę powrotną ku Ziemi. Do wykonania takiego lotu konieczna jest modyfikacja systemów podtrzymywania życia oraz osłony ablacyjnej statku kosmicznego.
Niestety, w kolejnych latach nie pojawiły się dalsze doniesienia co do tej misji. Firma Space Adventures także nie pozyskała drugiego klienta do tego lotu. Wszystko zakończyło się w 2019 roku – w sądzie.
W kwietniu 2019 roku, po trwającym dwa lata postępowaniu, zakończył się spór pomiędzy klientem a firmą Space Adventures a jej niedoszłym klientem do tej misji księżycowej. Klientem okazał się być Harald McPike – australijski biznesmen.
Okazuje się, że Harald McPike zapłacił 7 milionów dolarów z całej kwoty 150 milionów. Była to wstępna opłata. Kolejna płatność – w wysokości 8 milionów – miała być wykonana w ciągu roku od podpisania umowy. Harald McPike postanowił opóźnić tę płatność, gdyż jego zdaniem były obawy co do postępu w pracach nad tą misją i brakiem informacji ze strony rosyjskiej. W odpowiedzi, w marcu 2015 roku firma Space Adventures zerwała umowę z Haraldem McPike i nie zwróciła pierwszej płatności.
Harald McPike skontaktował się z rosyjską agencją kosmiczną Roskosmos i ustalił, że nie ma żadnej formalnej umowy pomiędzy tą agencją a firmą Space Adventures w kwestii lotu okołoksiężycowego. Okazało się, że prace przy tej misji miały status “wstępnych”, podobnie jak kilka innych inicjatyw Space Adventures. Dlatego też Harald McPike postanowił pozwać firmę Space Adventures.
Po trwającym dwa lata procesie sprawa zakończyła się ugodą. Szczegóły ugody nie zostały podane do publicznej wiadomości. Firma Space Adventures nadal oferuje turystyczny lot załogowy dookoła Srebrnego Globu, jednakże bez szczegółów oraz dat.
Czy komercyjny załogowy lot w pobliże Księżyca jest możliwy w najbliższych latach? Już 2017 roku firma SpaceX ogłosiła, że wykona taki lot – początkowo miało to być na pokładzie kapsuły Dragon, zaś później (we wrześniu 2018) postawiono na rakietę/pojazd BFR/Starship. Ten lot z pewnością jest wykonalny w perspektywie kilku najbliższych lat. Czy jest natomiast możliwy lot zmodyfikowanym Sojuzem? Tutaj wydaje się, że raczej jest to mniej prawdopodobne.
(SA, SH, SN)
https://kosmonauta.net/2019/05/fiasko-turystycznego-lotu-dookola-ksiezyca/

Fiasko turystycznego lotu dookoła Księżyca.jpg

Fiasko turystycznego lotu dookoła Księżyca2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Niezwykłe zdarzenie sprzed 2-3 mld lat

2019-05-12

Około 2-3 mld lat temu w naszej galaktyce doszło do dramatycznego zdarzenia. Miał wtedy miejsce wybuch gwiazdotwórczy, który mógł zainicjować powstanie nawet połowy gwiazd obecnych w Drodze Mlecznej.
Naukowcy odkryli dowody na to, że od 6 do 10 mld lat temu ogólna szybkość formowania się gwiazd spadła, co zaobserwowano w całym wszechświecie. Ale mniej więcej 5 mld lat temu w Drodze Mlecznej procesy gwiazdotwórcze ponownie przyspieszyły.

 Przyczyną takiego obrotu wydarzeń była prawdopodobnie kanibalizacja galaktyki satelitarnej przez Drogę Mleczną. To wydarzenie dostarczyło nowej materii do naszej galaktyki, która została zainicjowana w procesie powstawania gwiazd. Nie był to pierwszy raz w historii naszej galaktyki.

Odkrycie, że 2-3 mld lat temu nastąpił wybuch gwiazdotwórczy w Drodze Mlecznej było możliwe dzięki obserwacjom przeprowadzonym przez satelitę Gaia.

Zrozumienie ewolucji Drogi Mlecznej ma wpływ na postrzeganie naszego miejsca we wszechświecie.

 
https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/astronomia/news-niezwykle-zdarzenie-sprzed-2-3-mld-lat,nId,2983185

Niezwykłe zdarzenie sprzed 2-3 mld lat.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Co zrobisz gdy twój świat przestanie działać…
Autor: Civil Ground (2019-05-12)
Wyobraź sobie taką sytuację. Pewnego dnia zabrakło prądu, wody, internetu, a telefony zamilkły. Nagle wszystkie sklepy zostały zamknięte, a cały ich asortyment został wykupiony wcześniej przez spanikowane tłumy. Banki zamroziły nasze pieniądze, a bankomaty przestały funkcjonować.
Mało wrażeń?
•    Ma miejsce atak terrorystyczny w jednym z większych polskich miast. Media donoszą o ofiarach śmiertelnych.
•    Nagle stajemy się ofiarą wojny hybrydowej - trwainwazja „zielonych ludzików” obcego mocarstwa.
•    Budzi nas wielka powódź albo trzęsienie ziemi.
•    Nad Europą unosi się radioaktywna chmura spowodowana wysadzeniem przez terrorystów elektrownii atomowej w jednym z zachodnich państw.
•    W ocean atlantycki uderza asteroida powodując 100-metrową falę tsunami, która zmiata wybrzeże Europy 100 km w głąb.
Nieprawdopodobne?
Brzmi to dla nas zbyt fantastycznie albo abstrakcyjnie, prawda? Niestety w dzisiejszych czasach takie przypadki są coraz bardziej realne. Przykłady takich wydarzeń można znaleźć zupełnie niedaleko. Kryzys bankowy w Grecji, wojna na Ukrainie, zamachy bombowe we Francji, zamachy w Niemczech i Brukseli, trzęsienie ziemi we Włoszech, wielka powódź w Polsce w 1997, globalny kryzys ekonomiczny w 2008, pociski Iskander w Kaliningradzie, ryzyko zamieszek i wojen domowych w zachodniej Europie, ryzyko uderzenia wielkiej asteroidy w Ziemię po 2020... A może trzęsienie ziemi w Polsce? Przecież zdarzają się takowe na terenach górniczych i osiągają nieraz 4.5 stopni w skali Richtera – jak ostatnimi laty w Polkowicach. Kto wie, jak mocniejsze trzęsienie może nam kiedyś zagrozić spowodowane wydobywaniem surowców albo czymś innym, jak np. odbiciem fali sejsmicznej?
 
Czujemy się bezpiecznie.
Przez ostatnie lata nabraliśmy pewności siebie, poczuliśmy się spełnieni i bezpieczni. Zajęliśmy się pogonią za życiem, doczesnymi problemami. Walka o przetrwanie weszła na wyższy poziom – cywilizacji, czyli najwyższy poziom hierarchii Maslova. Nauczyliśmy się korzystać z benefitów błogości oraz świętego spokoju. Czujemy się bezpieczni. Możemy pracować, albo być bezrobotnymi. Możemy brać kredyty, albo zasiłki. Już nie pamiętamy komitetów kolejkowych z PRL. Z drugiej strony, walki o promocje w hipermarketach o karpia albo torebki w dyskoncie (nie wspomnę o zaszczepianej nam histerii Black Friday) traktujemy jako wstydliwy sport narodowy, który dostarcza nam zapomnianej przez obecne pokolenie adrenaliny.
     
W im większym luksusie, komforcie oraz dostatku  żyjemy tym bardziej oddalamy się od umiejętności, które mogły zapewnić przetrwanie naszym przodkom. Jesteśmy uzależnieni od rzeczy, które ułatwiają nam oraz umilają życie. Nie twierdzę, że to złe, ponieważ jest to wyznacznik dobrobytu oraz rozwinięcia cywilizacji, aczkolwiek sprawia to, że jesteśmy rozleniwieni i tracimy instynkt samozachowawczy.
 
Na początek chciałbym zaprezentować kilka potencjalnych globalnych katastrof, które mogą mieć bezpośredni albo pośredni wpływ na nasze bezpieczeństwo. Musimy zdać sobię sprawę z tego, że świat jest globalną wioską i w dużej mierze jesteśmy uzależnieni od tego, co przydarzy się w USA albo w Zachodniej Europie. Jak mówi Teoria Chaosu, trzepot skrzydeł motyla w Tokio dzisiaj, jutro wywoła tornado w Argentynie. Świat to skomplikowana sieć układów i relacji gospodarczych, finansowych, militarnych oraz religijnych. Jeśli kataklizm nastąpi po drugiej stronie globu, jego skutki prędzej czy później dotrą do nas.
 
W przypadku wielkich kataklizmów naturalnych, oprócz skutków gospodarczych będziemy również narażeni na takie niebezpieczeństwa jak zima nuklearna, powodzie, masowe zniszczenia, powszechny chaos.
 
Uderzenie asteroidy
Załóżmy, ze w ocean Atlantycki uderza asteroida. Uderzenie wywołuje ogromną, kilkudziesięciometrową falę tsunami, która sunie w kierunku Europy. Większość nadmorskich miast znika z powierzchni ziemi, zaś woda wdziera się głęboko w ląd, siejąc dalsze spustoszenie. W przypadku Polski mogłyby być to tereny Pomorza oraz Mazur, które w kilka godzin stałyby się dnem morskim.
 
Gorzej, jeśli asteroida trafi w kontynent. Wówczas wyzwoli się ogromna fala sejsmiczna, która obiegnie całą planetę, powodując mnóstwo zniszczeń. Sam wybuch od uderzenia asteroidy poczyni ogromne zniszczenia w epicentrum. Gdy wygaśnie ogień pożogi i zaczną opadać pyły, Ziemię czeka wieloletnia „zima nuklearna”. Zanieczyszczona pyłem atmosfera blokuje promienie słoneczne. Na skutek ciemności obniża się temperatura. Rośliny nie mogą dokonywać fotosyntezy, przez co brakuje tlenu. Nastaje głód i wymieranie gatunków. Nie jest to zbyt optymistyczna wizja świata.
NASA ocenia, że po 2020 roku istnieje minimalne prawdopodobieństwo uderzenia w Ziemię kilku większych asteroid. Co gorsza, ludzkość nie jest do tego absolutnie przygotowana – jak przyznaje NASA. Są co prawda ambitne plany wysadzenia atomówkami takich ciał niebieskich, albo chociażby zmiany trajektorii ich lotu. Ale... są to póki co rozważania teoretyczne. Nie mamy aktualnie takiej technologii, a poza tym nie wiadomo, czy po próbie zmiany trasy asteroidy ta nie zachowa się odwrotnie do tego, jak byśmy planowali.
 
Wybuch superwulkanu
Wybuchy średniej wielkości wulkanów skutkują przede wszystkim zniszczeniami wokół stożka, ale także paraliżem komunikacji lotniczej w danym obszarze z uwagi na unoszący się w atmosferze pył wulkaniczny. Prawdziwym zagrożeniem są uśpione superwulkany, których eksplozja mogłaby być katastrofalna w skali globalnej. Głównie ze względu na potężne zniszczenia w obrębie kontynentu oraz gigantyczne ilości pyłu wyrzuconego do atmosfery, co mogłoby spowodować globalny paraliż lotniczy oraz mała wersję zimy nuklearnej.
Poniżej znajduje się lista znanych superwulkanów:
•    Aira (Japonia)
•    Aso (Japonia)
•    Bruneau-Jarbidge (USA)
•    Campi Flegrei (Włochy)
•    Yellowstone Caldera (USA)
•    Kikai (Japonia)
•    La Garita Caldera (USA)
•    Laacher See (Niemcy)
•    Valley Caldera (USA)
•    Taupo (Nowa Zelandia)
•    Toba (Indonezja)
•    Valle Grande (USA)          
Wybuchy superwulkanów zdarzają się średnio raz na 50-100 tysięcy lat. Ostatni taki wybuch miał miejsce około 25 tysięcy lat temu na terenie dzisiejszej Nowej Zelandii (wulkan Taupo). Naukowcy, w oparciu o obserwacje, statystyki oraz badania prognozują, że w najbliższym czasie możemy być świadkami gigantycznych erupcji superwulkanów w Yellowstone w USA oraz Campi Flegrei we Włoszech.
Nie jestem ekonomistą, ale zdaję sobie sprawę, że zarówno upadek strefy EURO, jak i Krach finansowy na światowych giełdach byłyby ogromnymi katastrofami finansowymi, których skutki szybko odczułyby inne segmenty systemu, takie jak gospodarka, polityka, bezpieczeństwo narodowe i socjalne. W pierwszej kolejności ucierpieliby wszyscy kredytobiorcy, ponieważ koszty kredytów mogłyby radykalnie wzrosnąć. Nie wiadomo, jak zareagowałby rynek nieruchomości - być może ceny domów i mieszkań spadłyby drastycznie? Na pewno pokrzywdzenie zostaliby ludzie trzymający oszczędności w bankach - nasza waluta mogłaby stracić dużo na wartości. Na skutek chaosu finansowego firmy zmuszone byłyby do redukcji etatów. W bankomatach mogłoby zabraknąć gotówki - w ten sposób banki broniłyby się przed nagłym odpływem kapitału. Zresztą, nie ukrywajmy, żaden bank nie ma tyle gotówki, aby móc oddać ją klientom. Pieniądz w dzisiejszych czasach jest w dużej mierze wirtualny i widnieje jako liczba na kontach bankowych.
Reasumując, nastaje wielki krach i recesja. Bezrobocie i brak pieniędzy wywołują niepokoje społeczne. Dochodzi do zamieszek, a w krajach dotkniętych kryzysem panuje chaos. Państwo traci kontrolę nad sytuacją. Jedno jest pewne – obronna ręką wyszliby na tym tylko spekulanci. Póki co, nie jesteśmy w strefie EURO, więc nie jesteśmy na pierwszej lini frontu skutków takiego kryzysu, ale biorąc pod uwagę globalny system zależności prędzej czy później złotówka też mogłaby dostać potężnym rykoszetem. Brzmi to jak scenariusz hollywoodzkiego filmu apokalipsy, prawda? Niestety podobne sytuacje, może nie tak drastyczne, widzieliśmy ostatnio w Grecji, kiedy ludzie nie mogli wypłacać swoich pieniędzy z banków i bankomatów.
           
Orkan pustoszący Europę
W związku z postępującymi zmianami klimatycznymi, nad Europą coraz częściej szaleją tzw. Orkany, czyli huragany atlantyckie. Silne wichury skutkują ogromnymi zniszczeniami budynków a także ofiarami śmiertelnymi. Następuje paraliż ruchu lotniczego, kolejowego. Zrywane są linie energetyczne, co prowadzi do braku dostaw energii elektrycznej. Pojawiają się zakłócenia sieci komórkowej i telefonicznej. Powalone drzewa utrudniają ruch na drogach, a nagłe porywy wiatru mogą zdmuchiwać rozpędzone samochody. Utrudniona jest żegluga morska. Ulewne deszcze zalewają ulice oraz powodują zalania piwnic i podtopienia domostw.
 
Na nasze szczęście, orkany nie mają swoich epicentrów na terenie naszego kraju. Niektóre nawet do nas nie docierają. Najbardziej cierpi zawsze północno-zachodnia Europa. Niemniej, takie orkany są szalenie niebezpieczne. Dla przykładu, w 2013 orkan „Ksawery” spowodował w Polsce śmierć 5 osób, podczas gdy 80 osób zostało rannych. Orkan „Kyrill” w 2007 zabił w Polsce 6 osób, raniąc 38. W obu przypadkach powstały ogromne szkody (zerwane dachy i kominy, połamane drzewa, powywracane samochody, brak prądu). Klimatolodzy wieszczą, że w ciągu następnych lat tego typu ekstremalne zjawiska będą się nasilać.
 
Wojna hybrydowa
Wojna hybrydowa to dość nowy wynalazek, jednak ze względu na swoją skuteczność oraz możliwość prowadzenia jej incognito, taka forma agresji będzie z pewnością wielokrotnie wykorzystywana w XXI wieku. Aby zrozumieć mechanizmy wojny hybrydowej, przedstawię hipotetyczny scenariusz, który zilustruje to w najprostszy sposób. Załóżmy, że są dwa kraje: Kraj Ogrów i Kraj Goblinów. Z uwagi na krwawy konflikt w kraju Goblinów, Kraj Ogrów zostaje zmuszony do przyjęcia setek tysięcy uciekinierów wojennych z Kraju Goblinów.
 
Nie ma możliwości ich weryfikacji personalnej, natomiast nacisk zewnętrznych krain na przyjęcie Goblinówi jest stanowczy. Budzi to poważny opór i niepokój wśród Ogrów. Jak wiadomo, z uwagi na zaszłości historyczne, Ogry i Gobliny nie przepadają za sobą, co nie wróży dobrze wzajemnej koegzystencji Uciekinierzy z Kraju Goblinów zostają rozlokowani na całym terytorium jednego z hrabstw Kraju Ogrów.
 
Po kilku latach wojna w Kraju Goblinów dobiegła końca i nastaje pokój. Jednak gobliny-uciekinierzy nadal pozostają w Kraju Ogrów i nawet nie myślą o powrocie, ponieważ widzą tutaj lepsze perspektywy i mają lepszy komfort materialny. Jednocześnie nie potrafią się zintegrować z Ogrami. Dochodzi do wielu przestępstw, konfliktów, aktów przemocy. Tworzą się oddolne ruchy społeczne. Nakręca się spirala nienawiści.
 
W pewnym momencie Kraj Goblinów ogłasza wszystkim krainom, że w kraju Ogrów dyskryminuje się i szykanuje mniejszość Goblinów. Kraj Goblinów uruchamia potężny globalny mechanizm propagandy i niejawnie dąży do konfrontacji zbrojnej z Krajem Ogrów. W zależności od posłuchu na arenie międzynarodowej oraz od możliwości zbrojnych, Kraj Goblinów ma dwa wyjścia: albo otwarcie zaatakują kraj Ogrów anektując hrabstwo, w którym mieszka mniejszość goblińska (np. na mocy ustawionego referendum) albo będzie szkolił i dozbrajał bojowników goblińskich na terenie Kraju Ogrów, którzy stworzą samozwańczy ruch separatystyczny i będą chcieli, aby zamieszkałe przez nich hrabstwo zostało wcielone do Kraju Goblinów, tudzież zostało np. nowym państwem - Republiką Zachodnich Goblinów.
Na wszystko się składa bezczelna propaganda, manipulacja, a w rezultacie chaos i destrukcja. Tak to wygląda w wielkim uproszczeniu. Niestety, tego typu scenariusze mogą się w przyszłości dziać coraz częściej, a nie wykluczone, że kiedyś nawet na naszym terytorium.
 
ENDTRO
Zagrożeń jest znacznie więcej. Przedstawiłem jedynie kilka, które mogłyby mieć na nas największy impakt. Na pewne kataklizmy nie mamy żadnego wpływu, na niektóre jak najbardziej. Póki co możemy cieszyć się, że żyjemy w miarę bezpiecznych czasach (jeśli chodzi o nasz kraj oczywiście) i bronić się przeciw wszelkim potencjalnym atakom hybrydowym - czy to ze Wschodu, czy to z Zachodu.
Szczególną uwagę powinniśmy zwrócić na:
•    Działalność "filantropów" takich jak Pan Wiadomo-Kto oraz jego namiestników.
•    Źródła finansowania organizacji pozarządowych (patrz wyżej).
•    Właścicieli mediów przekazujących informacje - kim są, skąd pochodzą i kogo aktualnie wspierają?
•    Zasadność potencjalnych roszczeń majątkowych wobec RP (np. ustawa 447).
•    Próby przekłamywania historii publikowane przez globalny mainstream ("Polskie obozy śmierci" itp).
•    Sytuację, w której skonfundowana (zindoktrynowana to na wyrost powiedziane) przez liberalną lewicę młodzież wstydzi się swojego polskiego pochodzenia (forsowanie tzw. "Europejskości").
•    Tzw „Europejskie wartości”, które w praktyce znaczą zupełnie coś innego, niż patetycznie na piśmie.
•    Bierność Rosji, która najwyraźniej obrała kurs „okulary 3D i popcorn”, aby zobaczyć, jak lewicowo-liberalna myśl niszczy UE od środka.
•    Motywy i czyny konkretnych partii politycznych - aby umieć im odpowiednio "podziękować" w czasie wyborów.

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/co-zrobisz-gdy-twoj-swiat-przestanie-dzialac

Co zrobisz gdy twój świat przestanie działać….jpg

Co zrobisz gdy twój świat przestanie działać… 2.jpg

Co zrobisz gdy twój świat przestanie działać… 3.jpg

Co zrobisz gdy twój świat przestanie działać… 4.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Blue Moon – zapis ogłoszenia
2019-05-12. Krzysztof Kanawka
Firma Blue Origin opublikowała nagranie z pierwszej prezentacji lądownika Blue Moon.
Jedna z najbardziej aktywnych “nowych” firm kosmicznych – Blue Origin – przedstawiła 9 maja propozycję swojego lądownika księżycowego. Ten lądownik otrzymał nazwę “Blue Moon”.
Blue Moon ma być zdolny dostarczać na powierzchnię Księżyca różnego rodzaju ładunki. Zaprezentowane grafiki przedstawiają m.in. łaziki księżycowe jako ładunek lądownika Blue Moon. Lądownik ma być w stanie dostarczać “kilowaty energii elektrycznej” dla ładunków – także w warunkach księżycowej nocy. W “podstawowej” wersji Blue Moon ma być w stanie dostarczyć do 3,6 tony ładunku na powierzchnię Księżyca. “Duża” wersja Blue Moon ma być zdolna sprowadzać ludzi na Srebrny Glob.
Lądownik zostanie wyposażony w nowy silnik BE-7. Ten silnik rakietowy został zaprojektowany przez Blue Origin specjalnie na potrzeby Blue Moon. Ciąg tego silnika ma wynieść 40 kN.
Prezentacja Blue Moon nie była transmitowana na żywo. Kilka godzin później firma Blue Origin opublikowała zapis tej prezentacji. Szef firmy Blue Origin – Jeff Bezos – zaprezentował ten lądownik.
Według zapowiedzi firmy Blue Origin lądownik Blue Moon ma być w stanie dostarczyć ładunek i ludzi na powierzchnię Srebrnego Globu w ciągu pięciu najbliższych lat – zgodnie z nową strategią NASA.
Polecamy wątek dotyczący Blue Moon na Polskim Forum Astronautycznym.
(BO)
https://kosmonauta.net/2019/05/blue-moon-zapis-ogloszenia/

Blue Moon – zapis ogłoszenia.jpg

Blue Moon – zapis ogłoszenia2.jpg

Blue Moon – zapis ogłoszenia3.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

ESA wykorzysta dane satelitarne do monitorowania sieci elektrycznych
2019-05-12.
W nowym projekcie wspieranym przez ESA dane satelitarne pomogą w zapewnieniu naziemnym sieciom energetycznym inteligentnego “wyczucia miejsca i czasu”. Umożliwi to odpowiednie wczesne ostrzeganie o potencjalnie niebezpiecznych awariach sieci elektrycznej.
Przed czterema laty ogień, który zdawał się pochodzić znikąd, zmusił do ewakuacji 5000 osób zamieszkujących centrum Londynu. Gęsty, czarny dym wydobywał się wówczas z pokryw studzienek chodnikowych, także już po odcięciu zasilania w całej dzielnicy Holborn. Lokalna stacja metra w Londynie musiała zostać zamknięta, podobnie jak okoliczne teatry i sądy.
Pożar trwał aż 36 godzin. Jego przyczyny zostały ostatecznie powiązane z obecnością wadliwych kabli elektrycznych w podziemnym tunelu, a także z wynikłym z tego uszkodzeniem sąsiedniej rury gazowej. Strażacy musieli pożyczyć specjalnego robota do usuwania bomb od Scotland Yardu, aby ustalić źródło ognia. “Sieci energetyczne nadal pracują w bardzo tradycyjny sposób” - skomentował David Brain z brytyjskiej firmy Powerline Technologies uczestniczącej w nowym projekcie ESA o nazwie Enersyn. -”W większości lokalnych podstacji niskiego napięcia nie ma dosłownie żadnego oprzyrządowania, a firma dostarczająca energię elektryczną dowiaduje się o niespodziewanym zaniku zasilania dopiero wtedy, gdy zadzwoni do niej klient. W samej Wielkiej Brytanii jest ponad milion takich podstacji.”
Ale już od pewnego czasu od profesjonalnych sieci energetycznych zaczyna się wymagać więcej. Tradycyjny, jednokierunkowy przepływ energii elektrycznej z elektrowni nie jest już wystarczający - propaguje się natomiast model tak zwanych inteligentnych sieci, w którym konsumenci mogą również wytwarzać energię elektryczną za pomocą paneli słonecznych lub turbin wiatrowych. Istnieją też specjalne wymagania związane z zasilaniem coraz bardziej popularnych pojazdów napędzanych energią elektryczną. Tradycyjny, używany dziś system dystrybucji energii nigdy nie został zbudowany z myślą o tych technologiach, co jest poważnym problemem firm elektrycznych.
Proponowany projekt Enersyn ma dostarczać znormalizowaną platformę monitorującą dla tych podsystemów i linii energetycznych. Będzie ona mogła monitorować wielkoskalowe przepływy prądu i zmiany napięcia do około stu razy na sekundę, a gdy pojawią się na przykład krótkie skoki napięcia - anomalie, które same w sobie mogą jeszcze nie stanowić problemu, ale mogą też być wczesnymi zwiastunami poważniejszych awarii - niezwłocznie powiadomić o tym dystrybutorów energii.
Projekt ten jest wspierany przez program ESA NAVISP (Navigation Innovation and Support Programme), w którym wykorzystuje się zdobytą przez ESA wiedzę ekspercką z misji Galileo i europejskiego systemu wspomagania satelitarnego EGNOS. Dane z satelity będą analizowane z wykorzystaniem technik uczenia maszynowego (ang. machine learning) i inteligentnego przetwarzania sygnałów. Pomysłodawcy projektu chcą zapewnić drobnoziarnisty obraz, który można następnie analizować na różne sposoby, wykorzystując model nowoczesnej platformy z wieloma aplikacjami.
Kluczem do działania Enersyn jest elastyczne źródło czasu, służące do monitorowania i dokładnego znakowania czasowego wszystkich danych gromadzonych przez system. Umożliwi to zbieranie dużych ilości danych do dalszej analizy. Czujniki wielkości pudełka pozwolą na zapisywanie danych z wykorzystaniem  wielu rozmaitych źródeł synchronizacji czasowej, w tym sygnałów nawigacji satelitarnej. Daje to łącznie precyzję rzędu kilku miliardowych części sekundy - w znacznej mierze właśnie dzięki zegarom atomowym pracującym kosmosie oraz rozbudowanemu segmentowi naziemnemu, służącemu do wykrywania i korygowania błędów sieci. System jest też wspierany sygnałami z brytyjskiego naziemnego systemu radiowego eLoran (Low-frequency,enhanced Long-Range Navigation), działającego również pod ziemią.
Prace już trwają. Po ukończeniu prototypowej jednostki przez konsorcjum Enersyn opracowane zostaną specjalne algorytmy uczenia maszynowego i same czujniki monitorujące.
 
Czytaj więcej:
•    Cały artykuł
•    ESA's NAVISP Programmes
 
Źródło: ESA
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/esa-wykorzysta-dane-satelitarne-do-monitorowania-sieci-elektrycznych

ESA wykorzysta dane satelitarne do monitorowania sieci elektrycznych.jpg

ESA wykorzysta dane satelitarne do monitorowania sieci elektrycznych2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Stłumiony proces formowania się gwiazd we wczesnym Wszechświecie
2019-05-12. Autor. Vega
Masywne gromady galaktyk, niektóre o masie większej, niż sto galaktyk Drogi Mlecznej, zostały wykryte w kosmicznych epokach już około 3 mld lat po Wielkim Wybuchu. Ich ciągłe procesy gwiazdotwórcze czynią je wystarczająco jasnymi, by mogły być wykryte na tak dużych odległościach. Tego rodzaju gromady były przewidywane w symulacjach ewolucji kosmologicznej, ale ich właściwości są bardzo niepewne. Astronomowie zajmujący się ewolucją gwiazd we Wszechświecie są szczególnie zainteresowani tymi gromadami ze względu na obfitość gwiazd znajdujących się w nich oraz na ich aktywność.
Wbrew pozorom tworzenie się gwiazd w galaktykach nie jest procesem stałym. Nie tylko może w nich dochodzić do aktywności wybuchowej, może pobudzanej zderzeniami w sąsiednich galaktykach, ale może także nastąpić odwrotna sytuacja. Tworzenie gwiazd może samo się ograniczać, ponieważ młode  masywne gwiazdy wytwarzają wiatry i supernowe, które mogą rozrywać rodzime obłoki molekularne, uniemożliwiający tym samym przyszłe formowanie się gwiazd. W połączeniu z zakłóceniami wywołanymi przez dżety z aktywnego jądra supermasywnej czarnej dziury, ten destrukcyjny proces nazywa się wygaszaniem i uważa się, że jest w stanie zatrzymać proces formowania się gwiazd. Czy miało to miejsce we wczesnym Wszechświecie oraz kiedy i jak postępuje, jest kluczowym obszarem kosmicznych badań.

Astronomowie CfA Matt Ashby i Esra Bulbul są członkami zespołu South Pole Telescope (SPT), który odkrył i bada masywne gromady galaktyk we wczesnym Wszechświecie. Niedawno ukończyli dalsze badania nad formowaniem się gwiazd i populacjami gwiazdowymi w najbardziej odległych gromadach znalezionych w badaniach SPT. Korzystając z kamery IRAC zamontowanej na teleskopie Spitzera oraz kamery szerokopasmowej na teleskopie Hubble’a, badali pięć gromad z epoki około 4,5 mld lat po Wielkim Wybuchu, w czasie, w którym galaktyki ogólnie były szczególnie aktywne w tworzenie nowych gwiazd. Gromady tej wielkości są niezwykle rzadkie na takich odległościach i jest to pierwsze tego typu badanie, jakie kiedykolwiek wykonano. Wykorzystując podczerwoną barwę galaktyk w wybranych gromadach SPT, naukowcy byli w stanie scharakteryzować gwiazdy i aktywność gwiazdotwórczą. Co ciekawe, naukowcy odkryli, że w tej epoce masywne gromady mają tendencję do przyjmowania mieszanki typów galaktyk z dość powszechnymi nieaktywnymi galaktykami. Najwyraźniej w tych spokojnych członkach gromady nastąpiło już wygaszanie procesu formowania się gwiazd. Astronomowie dochodzą do wniosku, że tworzenie się gwiazd może być skutecznie tłumione w centralnych regionach najbardziej masywnych gromad, nawet w tych wczesnych epokach kosmicznych, kiedy zachodzi najbardziej intensywne formowanie się gwiazd.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
CfA

Urania
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2019/05/stumiony-proces-formowania-sie-gwiazd.html

Stłumiony proces formowania się gwiazd we wczesnym Wszechświecie.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Indie ruszają na podbój kosmosu. We wrześniu wylądują na Księżycu
2019-05-13.
W inspiracji Chinami, drugi najliczniejszy pod względem populacji kraj świata rozwija swój program kosmiczny w niesłychanym tempie. Ambitne plany dotyczą nie tylko ziemskiej orbity, ale również Księżyca, Wenus i Marsa.
Indyjska Organizacja Badań Kosmicznych (ISRO) już w lipcu wyśle na Srebrny Glob misję Chandrayaana-2. Będzie ona składała się z orbitera, lądownika Vikram i łazika o nazwie Pragyan. Na ziemską orbitę urządzenia zostaną wyniesione za pomocą rakiety GSLV Mk III. Według planu, lądownik spocznie na powierzchni Księżyca 6 września i wraz z łazikiem, rozpoczną eksplorację tego obiektu.
ISRO podaje, że łazik Pragyan, podczas swojej 14-dniowej misji, przejedzie kilkaset metrów po powierzchni naturalnego satelity naszej planety. Naukowcy zamierzają za jego pomocą wykonać tysiące zdjęć Księżyca i wykonać ważne pomiary. Nie jest tajemnicą, że Indie w ten sposób przygotowują się na pierwszy lot załogowy, który może nastąpić w drugiej połowie lat 20. XXI wieku.
Zanim do tego dojdzie, ISRO planuje już w 2022 roku wysłać na ziemską orbitę pierwszych astronautów. Ten rok nie został wybrany przypadkowo. Wówczas będzie miała miejsce 75. rocznica odzyskania niepodległości przez Indie. Jeśli wszystko odbędzie się zgodnie z planem, kraj ten dołączy do elity krajów świata, które wysłały swoich obywateli w kosmos.
Indyjska Organizacja Badań Kosmicznych ma już gotowy plan pierwszego lotu. W trakcie jego trwania, troje astronautów, dwóch mężczyzn i jedna kobieta, odbędą lot na orbitę, na wysokość ok. 400 kilometrów, w ważącej 3,7 tony kapsule noszącej nazwę Gaganyaan. Kosmiczna przygoda będzie trwała 7 dni i ma być podwaliną do realizacji o wiele większych kosmicznych planów.
Astronauci nie będą wypoczywali i podziwiali widoczków rozpościerających się zza okien kapsuły. ISRO zapowiada, że będą mieli ręce pełne roboty. Każdy z nich ma już przydzielone bardzo ważne zadania dla pomyślnego przebiegu misji. Wspólnie sprawdzą systemy podtrzymania życia i sterowania oraz wykonają kilka zaplanowanych eksperymentów w warunkach mikrograwitacji.
Kapsuła zostanie wyniesiona na ziemską orbitę na szczycie rakiety GSLV, która napędzana będzie przez dwa silniki Vikas 2, zapewniające ciąg na poziomie ok. 1532 kilonewtonów. Indyjska Organizacja Badań Kosmicznych poinformowała, że w całym projekcie wartym 1,3 miliarda dolarów, udział weźmie 15 tysięcy specjalistów z branży przemysłu kosmicznego.
Trzeba tutaj podkreślić, że Indie chcą zrealizować swoje historyczne przedsięwzięcie za śmieszne pieniądze, ponieważ w przypadku Chińczyków taki lot, w ramach Shenzhou 5, kosztował 2,3 miliarda dolarów, a wykonali go oni i tak przy sporych oszczędnościach. ISRO już kilka lat temu pokazało światu, że można eksplorować kosmos przy wielokrotnie niższych funduszach od NASA i ESA.
Przypomnijmy, że pierwsza indyjska marsjańska sonda Mangalyaan, która wyruszyła na Czerwoną Planetę w 2013 roku, kosztowała zaledwie 60 milionów dolarów, czyli tyle, ile kosztował jeszcze niedawno lot rakiety SpaceX z ładunkiem tylko na ziemską orbitę.
Indie planują dalsze loty załogowe. Gdy uda się im opanować loty na orbitę, następnym krokiem będzie Księżyc i Mar, a nawet Wenus. Niedawno pojawiły się nawet informacje, że jest całkiem prawdopodobne, że Indie jako pierwsze wyślą astronautów na bliźniaczkę Ziemi i zbudują w jej gęstej atmosferze pierwszą bazę.
Źródło: GeekWeek.pl/ISRO / Fot. ISRO
https://www.geekweek.pl/news/2019-05-13/indie-ruszaja-na-podboj-kosmosu-we-wrzesniu-wyladuja-na-ksiezycu/

Indie ruszają na podbój kosmosu. We wrześniu wylądują na Księżycu.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

W czerwcu znowu zobaczymy na niebie potężnego Falcona Heavy
2019-05-13
Plany SpaceX przewidują, że trzeci start najpotężniejszej rakiety prywatnego przemysłu kosmicznego, w ramach misji STP-2 dla amerykańskiego Departamentu Obrony, będzie miał miejsce już 22 czerwca bieżącego roku.
Pentagon nie zdradza szczegółów misji Space Test Program 2, bo wiąże się ona z bezpieczeństwem narodowym, ale nie jest tajemnicą, że na orbitę trafi ok. 20 satelitów, w tym ładunki i eksperymenty najnowocześniejszych technologii, które pozwolą Stanom Zjednoczonym utrzymać przewagę militarną nad wszystkimi krajami świata.
Na pokładzie potężnego Falcona Heavy znajdzie się również eksperyment NASA o nazwie Green Propellant Infusion Mission. Jest to nowy rodzaj ekologicznego paliwa, które zastąpi toksyczną hydrazynę. Agencja planuje wykorzystanie go w niedalekiej przyszłości jako napęd nowych satelitów. W rakiecie od SpaceX swoje miejsce ma również wynalazek od The Planetary Society. Inżynierowie chcą przetestować na orbicie LightSail 2, czyli demonstrator technologii napędu słonecznego.
Co ciekawe, w ciągu 3 lat Falcona Heavy zobaczymy na niebie jeszcze kilka razy. W 2020 roku na orbitę ma trafić satelita należący do Air Force Space Command-52 (AFSPC-52), który wart jest 130 milionów dolarów. Nie są znane żadne szczegóły na temat orbity satelity, ale pewne jest, że będzie to urządzenie szpiegowskie.
Drugą misją w tym roku będzie satelita o nazwie Ovzon. Szwedzka firma o takiej samej nazwie chce umieścić na orbicie geostacjonarnej pierwsze swoje urządzenie telekomunikacyjne. Będzie ono pierwszym krokiem do zrewolucjonizowania mobilnych usług szerokopasmowego dostępu do Internetu za pomocą satelitów.
Tymczasem w 2021 roku może dojść do kolejnych przynajmniej dwóch misji dla Viasat-3 i Inmarsat. Na razie SpaceX jeszcze nie sfinalizowało umów z firmami na start urządzeń na pokładzie Falcona Heavy, ale to tylko kwestia czasu, bo tylko firma Elona Muska oferuje najtańsze usługi i najbardziej korzystne warunki do realizacji takich przedsięwzięć.
Eksperci uważają, że w kolejnych latach zainteresowanie firm Falconem Heavy będzie rosło, bo zaczną dostrzegać one możliwość projektowania większych i cięższych satelitów, które bez problemu dostarczy na orbitę najpotężniejsza w tej chwili na świecie rakieta. Tak więc w najbliższym czasie będzie działo się sporo ciekawych rzeczy na amerykańskim niebie.
Źródło: GeekWeek.pl/SpaceX/SpaceNews / Fot. SpaceX
https://www.geekweek.pl/news/2019-05-13/w-czerwcu-znowu-zobaczymy-na-niebie-poteznego-falcona-heavy/

W czerwcu znowu zobaczymy na niebie potężnego Falcona Heavy.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Rakieta Grot – pułap 18,5 km
2019-05-13. Krzysztof Kanawka
Rakieta zbudowana przez studentów SKA Politechniki Warszawskiej osiągnęła pułap 18,5 km. Jest to nowy rekord w wysokości lotu rakiety amatorskiej w Polsce.
Rakieta Grot wystartowała 27 kwietnia z poligonu w Drawsku Pomorskim. W trakcie lotu rakieta osiągnęła maksymalną prędkość 2,1 Mach oraz pułap 18,5 km. Cel lotu – osiągnięcie pułapu 15 km – został wykonany z dużym zapasem.
Jest to nowy amatorski rekord w wysokości lotu rakiety w Polsce. Ten rekord pobił wcześniejszy aż o 6,2 km. Poprzedni rekord należał do rakiety K-1 X, której lot odbył się w październiku 2016 roku.
Rakieta Grot została zbudowana przez studentów zrzeszonych w Studenckim Kole Astronautycznym przy Wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej.
(PW SKA)
https://kosmonauta.net/2019/05/rakieta-grot-pulap-185-km/

Rakieta Grot – pułap 18,5 km.jpg

Rakieta Grot – pułap 18,5 km2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Kolonizacja Marsa może oznaczać eksterminację marsjańskiego życia
Autor: admin (2019-05-13)
Mars jest najbliższą nam planetą, gdzie może istnieć życie pozaziemskie. W ciągu dekady, ludzie zamierzają skolonizować ten obcy świat. Gdy to nastąpi, dojdzie do zderzenia przywleczonego ziemskiego życia z tym hipotetycznym marsjańskim.
Jeśli Mars jest pozbawiony jakiegokolwiek życia, nic nie będzie stało na przeszkodzie ku kolonizacji. Jednak jeśli Czerwona Planeta skrywa życie bakteryjne, pojawienie się pierwszych ludzi może zagrozić jego istnieniu. Osiedlając się na Marsie możemy je zniszczyć, przez co nigdy nie dowiemy się, czy planeta kiedykolwiek posiadała rodzime życie.
David Weintraub, profesor astronomii na Uniwersytecie Vanderbilt twierdzi, że powinniśmy zrobić wszystko, aby nie doszło do zanieczyszczenia Czerwonej Planety ziemskimi bakteriami. Naukowiec zwrócił uwagę, że wszystkie sondy agencji NASA przechodzą przez sterylizację, zanim wyruszą w przestrzeń kosmiczną. Dotyczy to także marsjańskich łazików.
Dzięki sterylizacji, istnieje bardzo niewielkie prawdopodobieństwo zanieczyszczenia biologicznego Marsa. W trakcie długiej podróży na Czerwoną Planetę, wszelkie bakterie, które w jakiś sposób zdołałyby przetrwać proces sterylizacji, najprawdopodobniej wyginęłyby podczas ekspozycji na promieniowanie kosmiczne. Również po osiągnięciu celu, ziemskie bakterie nie przetrwałyby surowych warunków na powierzchni tej planety. Jeśli na Marsie w ogóle istnieje życie bakteryjne to zapewne skrywa się pod powierzchnią.
Astronom David Weintraub wskazuje, że zbudowanie ludzkich kolonii na Czerwonej Planecie będzie oznaczało zniszczenie marsjańskiego życia, dlatego zdecydowanie powinniśmy wstrzymać się z tym planem i skupić się na badaniu Marsa z pomocą zrobotyzowanych łazików do czasu, aż potwierdzimy obecność życia pozaziemskiego. Jeśli zanieczyścimy ten świat ziemskimi bakteriami, dalsze poszukiwania marsjańskiego życia mogą stracić sens.
Mamy więcej powodów, aby tymczasowo zrezygnować z podboju Marsa. Równie dobrze może się okazać, że to nie my możemy zagrozić życiu na Czerwonej Planecie, lecz tamtejsze życie może zagrozić ludzkości. Jeśli będziemy organizować regularne loty na obcą planetę, Ziemia może zostać zanieczyszczona bakteriami z Marsa. Kto wie, jak wielkie może to nieść ze sobą zagrożenia?
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/kolonizacja-marsa-moze-oznaczac-eksterminacje-marsjanskiego-zycia

Kolonizacja Marsa może oznaczać eksterminację marsjańskiego życia.jpg

Kolonizacja Marsa może oznaczać eksterminację marsjańskiego życia2.jpg

Kolonizacja Marsa może oznaczać eksterminację marsjańskiego życia3.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Księżyc się kurczy. I trzęsie...

2019-05-13.
Księżyc pozostaje tektonicznie aktywny, jego wstrząsy są wynikiem - i dowodem - kurczenia się naszego naturalnego satelity. Takie wnioski, na podstawie analizy wyników pomiarów instrumentów misji Apollo i Lunar Reconnaissance Orbiter (LRO), publikują na łamach czasopisma "Nature Geoscience" związani z NASA naukowcy. Nowoczesne metody analizy danych z dwóch różnych okresów badań Srebrnego Globu pokazały, że do trzęsień dochodzi w rejonach widocznych z orbity uskoków tektonicznych.

 
Autorzy pracy piszą, że Księżyc zachowuje się jak wysychający rodzynek, kurczy się i nieco marszczy na powierzchni. Owo kurczenie się jest wynikiem ochładzania się wnętrza Księżyca, towarzyszyło mu pojawienie się na powierzchni licznych uskoków tektonicznych. Uskoki te udało się w 2010 roku zidentyfikować dzięki zdjęciom wykonanym przez wysłaną przez NASA sondę Lunar Reconnaissance Orbiter. Najnowsze badania wskazują, że w rejonie takich uskoków do niedawna dochodziło i zapewne wciąż jeszcze dochodzi do nowych wstrząsów.
Zespół naukowców pod kierunkiem prof. Nicholasa Schmerra z University of Maryland opracował nowy algorytm do opracowania danych zebranych przez sejsmometry pozostawione na powierzchni Srebrnego Globu podczas misji Apollo. Astronauci ustawili na Księżycu w sumie 5 sejsmometrów podczas misji Apollo 11, 12, 14, 15 i 16. Pierwszy z nich działał tylko przez 3 tygodnie, pozostałe cztery znacznie dłużej. W latach 1969-77 instrumenty te zarejestrowały w sumie 28 płytkich trzęsień Księżyca o magnitudzie od 2 do 5. Nowe oprogramowanie pozwoliło dokładniej określić epicentrum każdego z nich.
Gdy miejsca tych trzęsień nałożono na opracowaną przez LRO mapę uskoków tektonicznych, okazało się, że przynajmniej 8 z nich musiało się bezpośrednio wiązać właśnie z ich aktywnością, nie z uderzeniami planetoid, czy procesami generowanymi w głębi Księżyca.  Choć najnowsze z tych wstrząsów rejestrowano jeszcze przed zakończeniem pracy sejsmometrów w 1977 roku, naukowcy są przekonani, że wstrząsy zdarzają się na Srebrnym Globie po dziś dzień. Pokazaliśmy, że do części trzęsień rejestrowanych przez aparaturę misji Apollo doszło w bezpośredniej bliskości uskoków tektonicznych, zarejestrowanych przez sondę LRO - mówi Schmerr. Zdjęcia pokazują tam ślady także niedawnych osunięć gruntu, czy ruchu głazów. To wygląda tak, jakby te rejony były wciąż tektonicznie aktywne - dodaje.
Autorzy pracy są przekonani, że dalsze badania z pomocą sondy LRO pomogą zaobserwować ewentualne ślady obecnej aktywności tektonicznej. Ale na tym nie koniec. Dla mnie, te odkrycia sugerują, że powinniśmy wrócić na Księżyc - dodaje Schmerr. Misje Apollo wiele nas nauczyły, ale na razie udało nam się zaledwie dotknąć powierzchni. Większa sieć nowoczesnych sejsmometrów mogłaby pomóc nam lepiej zrozumieć geologię Księżyca. To cel naukowy, który powinno się dać łatwo osiągnąć - podkreśla.
Autor:
Grzegorz Jasiński

RMF


https://www.rmf24.pl/nauka/news-ksiezyc-sie-kurczy-i-trzesie,nId,2988330

Księżyc się kurczy. I trzęsie....jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Życie na Marsie wciąż może istnieć, ale ukrywa się głęboko pod ziemią

2019-05-13.

Badania Czerwonej Planety prowadzone są już od blisko pół wieku, jednak do tej pory nie udało nam się odkryć tam jakiejkolwiek formy życia, ale to nie świadczy o tym, że planeta ta jest całkowicie jałowego i tam go nie ma.

Jednak astrobiolodzy nie tracą nadziei i wieszczą, że życie na Marsie istniało lub nadal istnieje, ale nie na powierzchni, a głęboko pod nią. Tak twierdzi m.in. Michael Finney, współzałożyciel The Genome Partnership i naukowiec pracujący dla NASA. Do tej pory wszystkie misje badawcze, realizowane za pomocą sond kosmicznych, łazików i próbników, były prowadzone na powierzchni planety. To wieki błąd, ponieważ na powierzchni panują bardzo niegościnne warunki do istnienia znanego nam życia.

Naukowiec twierdzi, że jeśli łaziki i sondy kosmiczne dostarczyły nam wiele przesłanek świadczących o tym, że kiedyś na planecie tej występowały dogodne warunki do rozkwitu życia, to naprawdę tak było. Później nastąpiły globalne zmiany, które sprawiły, że dziś Mars na pierwszy rzut oka jest jałową pustynią.

Finney uważa jednak, że jeśli jakieś formy życia kiedyś zamieszkiwały Czerwoną Planetę, to tak jest po dziś dzień. Co ciekawe, bez względu na aktualnie panujące tam warunki. Na Marsie występują ekstremalnie wysokie i niskie temperatury, a także posiada on szczątkową atmosferę, więc panuje tam wysokie promieniowanie.

Naukowcy sądzą, że proste formy życia skryły się na skałach, które zostały przykryte pyłem powstałym po uderzeniach meteorytów, a znajdziemy je głęboko pod ziemią, gdzie mogą stanowić wielkie oazy życia. Eksperci przeprowadzili nawet kilka eksperymentów, podczas których sprawdzili, czy związki biologiczne mogły przetrwać uderzenia meteorytów i promieniowanie kosmiczne. Okazało się, że tak.

Oczywiście długołańcuchowe węglowodory, występujące m.in. u glonów, uległy degradacji w takim stopniu, że nie udało się ich wykryć. Jednak już węglowodory aromatyczne, obecne choćby u roślin wyższych, przetrwały eksperyment niemal nietknięte.

Te badania sugerują więc, że powinniśmy zmienić nasze myślenie o potencjalnym życiu na Czerwonej Planecie, a plany przyszłych misji eksploracyjnych skierować na odwierty. Najnowsza sonda InSight, która obecnie bada Marsa, ma dostarczyć nam cennych informacji o aktywności geologicznej planety. Jeśli takowa wciąż występuje i wnętrze planety jest ciepłe, to możemy zakładać, że organizmy żywe wykorzystają ten fakt.

Wyobraźnię rozpalają również niedawne badania prowadzone przez naukowców z NASA. Okazuje się, że Czerwona Planeta jest przyjazna rozwojowi życia opartym na tlenie, jakie znamy na Ziemi. Odkryto tam bowiem ogromne pokłady tlenu zgromadzone w solankach pod powierzchnią planety. Jest to kolejna przesłanka sugerująca, że jeśli na Marsie wciąż znajdują się istoty żywe, to powinniśmy szukać ich właśnie pod powierzchnią, gdzie panują idealne dla nich warunki.

Czy na Marsie znajdują się ślady życia?. Nie wiemy, ale te wyniki mówią nam, że jesteśmy na dobrej drodze do poznania tej zagadki” - powiedział Michael Meyer, główny naukowiec w NASA Mars Exploration Program. Najbliższa misja łazika Mars Rover 2020, która rozpocznie się za dwa lata powinna zaowocować kolejnymi niezwykłymi odkryciami. Być może w końcu uda się ostatecznie potwierdzić powyższe przypuszczenia.

Źródło: GeekWeek.pl/Space.com / Fot. NASA

https://www.geekweek.pl/news/2019-05-13/zycie-na-marsie-wciaz-moze-istniec-ale-ukrywa-sie-gleboko-pod-ziemia/

Życie na Marsie wciąż może istnieć, ale ukrywa się głęboko pod ziemią.jpg

Życie na Marsie wciąż może istnieć, ale ukrywa się głęboko pod ziemią2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Wielka konferencja płaskoziemców na Sycylii. „Biegun Północny jest w środku Ziemi”
2019-05-13.
We włoskim Palermo doszło do kolejnego spotkania fanów teorii o płaskiej Ziemi. Wybitni badacze wspólnie starają się udowodnić, że wszyscy jesteśmy okłamywani przez agencje kosmiczne, organizacje astronomiczne i rządy krajów.
„Biegun Północny jest w środku Ziemi, a astronauci to tak naprawdę aktorzy. Żyjemy na płaskiej Ziemi i jesteśmy ofiarami wielkiej iluzji, wielkiej kpiny. Udowodnimy wielkie oszustwo, przeprowadzimy eksperymenty” - powiedział Albino Galuppini, jeden z organizatorów konferencji w Palermo.
Ostatnimi czasy w mediach jest coraz głośniej o płaskoziemcach, a to za sprawą wielkich kosmicznych planów największych mocarstw. Chcą one w najbliższych latach wysłać swoje misje na Księżyc i Marsa, a tymczasem fani teorii o płaskiej Ziemi uważają, że żaden człowiek i urządzenia nigdy nie opuściło naszej planety, a wszystkie informacje podawane w mediach to kłamstwa okraszone symulacjami i wizualizacjami.
Przypomnijmy, że jednym z najnowszych pomysłów płaskoziemców jest rejs na kraniec świata. Ma on odbyć się już w przyszłym roku. Podobno ma to być najlepsza i najodważniejsza przygoda w ich życiu. Są oni są coraz bardziej zdeterminowani w swoich dążeniach do obalenia faktu kulistości naszej planety. Media kpią, że entuzjaści tej niedorzecznej teorii spiskowej mogą zderzyć się z bolesną rzeczywistością, ale pomimo tego wciąż będą szli w zaparte, że Ziemia jest płaska. Powodem może być fakt, że statki, ich napędy i nawigacja zostały skonstruowane w oparciu o zasady determinowane przez kulistość Ziemi.
Oznacza to, że płaskoziemcy nie dopłyną do krańca świata, gdyż statki nie są do tego przystosowane i prędzej czy później wrócą w miejsce, z którego wypłynęły. Potrzeba będzie zaprojektowania i budowy nowego statku, który będzie zdolny do pływania po morzach i oceanach płaskiej Ziemi.
Henk Keijer, emerytowany kapitan statków pasażerskich, powiedział w rozmowie z gazetą The Guardian, że „Statki żeglują po świecie zgodnie z zasadą, że Ziemia jest okrągła. Morskie mapy również zostały opracowane w oparciu o ten fakt”. Ciekawe zatem, czy organizatorzy tego historycznego rejsu w ogóle są tego świadomi tego, czy też po prostu nie chcą tego dopuścić do siebie.
Płaskoziemcy jeszcze nie ujawnili większej ilości informacji na temat swojego dziewiczego rejsu na kraniec naszego świata i oficjalnej publikacji wyników swoich badań, tak przecież przełomowych dla ludzkości. Tak czy inaczej, trzymamy kciuki, by ten rejs stał się dla nich cudowną przygodą, po której wszyscy wrócą do swojej codzienności z pełnym przekonaniem, że Ziemia jednak jest okrągła.
Źródło: GeekWeek.pl/The Guardian / Fot. MaxPixel
https://www.geekweek.pl/news/2019-05-13/wielka-konferencja-plaskoziemcow-na-sycylii-biegun-polnocny-jest-w-srodku-ziemi/

Wielka konferencja płaskoziemców na Sycylii. Biegun Północny jest w środku Ziemi.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Trwa misja OTV-5
2019-05-13. Krzysztof Kanawka
Od początku września 2017 bezzałogowy prom X-37B krąży wokół Ziemi w misji OTV-5. Jak na razie nie wiadomo kiedy zakończy się ta misja.
Piąta orbitalna podróż X-37B rozpoczęła się 7 września 2017 roku o godzinie 17:00 CEST. Oznaczenie tej misji brzmi OTV-5. Do wyniesienia mini-promu X-37B zastosowano rakietę Falcon 9R. Nie tylko lot rakiety zakończył się pełnym sukcesem – udało się również lądowanie pierwszego stopnia na lądowisku o nazwie Landing Zone – 1 (LZ-1).
Przez wiele miesięcy od momentu startu nie udało się wykryć tego mini-promu na orbicie. Jest to dość zaskakujące, gdyż w poprzednich czterech lotach orbitalnych X-37B w ciągu miesiąca od startu udało się wykryć pojazd na orbicie. Wykrycia były wynikiem obserwacji zaawansowanych astronomów-amatorów. W przypadku poprzedniej misji OTV-4 do wykrycia doszło już po tygodniu od startu. Wówczas, pomimo braku dostępnych danych, amatorom udało się wykryć pojazd i następnie opisać jego orbitę.
Dopiero po ponad siedmiu miesiącach od startu, w kwietniu 2018, udało się wykryć X-37B w misji OTV-5 na orbicie. Pojazd w misji OTV-5 przebywał wówczas na orbicie o wysokości 353 x 354 km i nachyleniu aż 54,5 stopnia. Jest to zupełnie inna orbita niż wcześniejsze misje X-37B.
Jak na razie nie wiadomo, kiedy zakończy się misja OTV-5. Wydaje się, że prawdopodobnie nastąpi to przed początkiem misji OTV-6, aktualnie planowanej na grudzień 2019. Operator obu egzemplarzy X-37B – amerykańskie lotnictwo wojskowe (USAF) z reguły nie przekazuje żadnych informacji na temat stanu misji. Dopiero na 2-3 dni przed lądowaniem X-37B może pojawić się notka NOTAM, wydzielająca pewną przestrzeń powietrzną dla lądującego pojazdu.
(PFA)
https://kosmonauta.net/2019/05/trwa-misja-otv-5/

Trwa misja OTV-5.jpg

Trwa misja OTV-5.2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Lepsza identyfikacja kosmicznych śmieci
2019-05-13.
Rozwiązanie narastającego problemu kosmicznych śmieci wymagałoby od wszystkich, którzy zajmują się dziś rakietami i sztucznymi satelitami, przestrzegania zrównoważonych praktyk. W przypadku wielu krajów nie jest to niestety możliwe. Jednak już niebawem będziemy przynajmniej w stanie rozpoznać tych, którzy nie przestrzegają najważniejszych ustaleń.
Satelity są nam bez wątpienia potrzebne - pomagają w nawigacji, prognozowaniu pogody i telekomunikacji, a utrata tych usług kosmicznych miałaby poważny wpływ także na nasze życie codzienne. Jednak użycie sztucznych satelitów prowadzi do coraz większej ilości śmieci krążących na orbicie okołoziemskiej. Są to nie tylko szczątki starych satelitów, ale i górne stopnie rakiet służących do ich wystrzelenia w kosmos. Ilość tych obiektów wciąż - niestety - rośnie.
Jest dziś wiele wytycznych dotyczących redukcji tego typu zanieczyszczeń przestrzeni kosmicznej, jak i łagodzenia ich skutków. Można to robić już etapie projektowania i produkcji, ale także w czasie eksploatacji i podczas zakańczania misji danego satelity. Prawdziwym wyzwaniem okazuje się jednak nakłonienie społeczności globalnej (w tym państw dopiero wchodzących na rynek kosmiczny)  do stosowania tych zasad w spójny sposób w praktyce. Dzieje się tak, ponieważ zastosowanie się do proponowanych reguł mających zmniejszać ilość kosmicznych śmieci zazwyczaj zwiększa koszty i/lub skraca żywotność satelitów. A to powoduje pewne problemy z ich finansowaniem.
Problem ten próbuje się rozwiązać między innymi na Światowym Forum Ekonomicznym, gdzie naukowcy z MIT (Massachusetts Institute of Technology), Media Lab i ESA opracowują wprowadzenie nowej koncepcji systemu SSR („Space Sustainability Rating”). SSR ma na celu zapewnienie zrównoważonego rozwoju branży satelitarnej poprzez promowanie i nagradzanie odpowiedzialnych postaw i technologii wśród wszystkich podmiotów działających w przestrzeni kosmicznej, w tym projektantów i producentów satelitów, dostawców, operatorów statków kosmicznych, a nawet agencji rządowych. Ma on w dłuższym okresie czasu stymulować i napędzać innowacyjne rozwiązania w zakresie zrównoważonego projektowania w tej branży. Jego celem będzie też skierowanie uwagi na takie misje satelitarne, które pozytywnie wpływają na środowisko kosmiczne.
Nowy system oceny firm i agencji kosmicznych będzie wspierany przez firmę świadczącą usługi w zakresie strategii, analiz rynkowych oraz polityki przemysłu kosmicznego - Bryce Space and Technology, oraz specjalny zespół naukowy z Uniwersytetu w Teksasie.
„Globalna gospodarka zależy od naszej zdolności do bezpiecznego korzystania z satelitów - komunikacyjnych, pogodowych, telewizyjnych czy badających klimat” - podsumowuje Danielle Wood, założyciel i dyrektor grupy badawczej Space Enabled MIT Media Lab. “Jeśli mamy korzystać z satelitów na orbicie wokół Ziemi jeszcze przez wiele lat, musimy sprawić, by przestrzeń okołoziemska stała się wolna od śmieci po poprzednich misjach - w najwyższym możliwym stopniu”.
Dodajmy, że na dziś dzień znamy aż 22 000 kosmicznych śmieci, które są regularnie śledzone na orbicie okołoziemskiej z wykorzystaniem m. in. radarów. Każdy z nich może uszkodzić lub zniszczyć funkcjonującego, ważnego dla nas satelitę, jeśli dojdzie do kolizji. W samym tylko 2018 roku satelity obsługiwane przez ESA musiały przeprowadzić 27 manewrów unikowych, aby uniknąć takich kolizji. Liczby te z roku na rok rosną. Problem dotyczy także załogi Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.
Jeszcze w tym roku na posiedzeniu rady Space19+ państwa członkowskie ESA rozważą szereg nowych propozycji dotyczących śmieci kosmicznych. Obejmują one opracowanie i demonstrację zautomatyzowanego systemu unikania kolizji, bardzo ważnego w obliczu wielkich konstelacji coraz bardziej popularnych, małych satelitów, oraz rozwinięcie pomysłów w zakresie usuwania wprost z kosmosu niechcianych śmieci.
 
Czytaj więcej:
•    Raport: ESA’s 2019 Space Debris Environment
•    Cały artykuł
•    Chwytak PIAP pomoże usuwać kosmiczne śmieci
•    Distribution of space debris in orbit around Earth (film)
•    Copernicus Sentinel-1A satellite hit by a millimetre-size particle
•    Clean Space: how to build a satellite that won’t end up as dangerous debris (film)
 

Źródło: ESA
Na zdjęciu: Satelita Sentinel-1A - fragment panelu słonecznego, który został uszkodzony przez cząsteczkę pyłu kosmicznego o rozmiarze mniej więcej milimetra (przed i po zderzeniu). Uszkodzony obszar ma średnicę blisko 40 cm.
Źródło: ESA
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/lepsza-identyfikacja-kosmicznych-smieci

Lepsza identyfikacja kosmicznych śmieci.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Pierwiastki ziem rzadkich w atmosferze gorącej egzoplanety
2019-05-13. Radek Kosarzycki
KELT-9 b jest najgorętszą planetą spośród dotąd odkrytych. Latem 2018 roku zespół astronomów z uniwersytetów w Brnie i Genewie odkrył sygnatury gazowego żelaza i tytanu w jej atmosferze. Teraz badaczom udało się także odkryć ślady lotnego sodu, magnezu, chromu i metali ziem rzadkich takich jak skand i itr.
Egzoplanety to planety krążące wokół gwiazd spoza Układu Słonecznego. Od momentu odkrycia pierwszej egzoplanety w połowie lat dziewięćdziesiątych odkryto ponad 4000 egzoplanet. Wiele z tych planet zupełnie nie przypomina planet z naszego układu planetarnego: gorące gazowe olbrzymy krążące niewiarygodnie blisko swoich gwiazd macierzystych czasami w pełni okrążające je w ciągu kilku dni. Takie planety nie istnieją w naszym układzie planetarnym, a ich istnienie przeczyło naszej wiedzy o tym jak i dlaczego powstają planety. W ciągu ostatnich 20 lat, astronomowie z całego świata próbowali zrozumieć skąd się biorą takie planety, z czego się składają i jaki na ich powierzchni panuje klimat.
KELT-9 to gwiazda znajdująca się 650 lat świetlnych od Ziemi w gwiazdozbiorze Łabędzia. Krążąca wokół niej egzoplaneta KELT-9 b jest jedną z najbardziej ekstremalnych gorących jowiszów, bowiem krąży bardzo blisko swojej gwiazdy, która jest dwukrotnie gorętsza od Słońca. Tym samym, temperatura jej atmosfery sięga 4000 stopni Celsjusza. W takim ukropie wszystkie pierwiastki znajdują się w stanie lotnym, a cząsteczki rozbijane są na poszczególne atomy – tak jak w zewnętrznych warstwach atmosfery gwiazd. Oznacza to, że atmosfera nie zawiera żadnych chmury ani aerozoli, a niebo jest tam przejrzyste i przezroczyste dla promieniowania z gwiazdy macierzystej.
Atomy tworzące gazy w atmosferze pochłaniają promieniowanie na określonych długościach fali, a każdy atom pozostawia unikalny świat w pochłanianym przez siebie świetle. Te odciski można mierzyć za pomocą czułego spektrografu zainstalowanego na dużym teleskopie, dzięki czemu astronomowie mogą analizować skład chemiczny atmosfer planet znajdujących się lata świetlne od Ziemi.
Wykorzystując tę metodę, zespół badaczy z Uniwersytetów w Brnie i Genewie dokonał interesującego odkrycia: “Wykorzystując spektrograf HARPS-North zainstalowany na teleskopie Italian National Telescope na wyspie La Palma, odkryliśmy atomy żelaza i tytanu w gorącej atmosferze KELT-9 b” tłumaczy Kevin Heng, dyrektor i profesor Center for Space and Habitability (CSH) na Uniwersytecie w Brnie. Badacze obserwowali układ KELT-9 po raz kolejny ostatniego lata próbując potwierdzić wcześniejsze detekcje, ale także próbując szukać dodatkowych pierwiastków, które także mogłyby być widoczne w danych. Badacze poszukiwali 73 pierwiastków, w tym także pierwiastków ziem rzadkich.
Po dokładnej analizie, badacze faktycznie odkryli silne sygnały od gazowego sodu, magnezu, chromu, skandu i itru w widmie planety. Ostatnie trzy z tych planet nigdy wcześniej nie były widziane w dużej ilości w atmosferze żadnej egzoplanety. “Badacze posunęli także do przodu interpretację zebranych danych i udało im się wykorzystać zarejestrowane sygnały do oszacowania na jakiej wysokości w atmosferze planety te pierwiastki są pochłaniane” mówi Jens Hoeijmakers. Co więcej, badacze wiedzą teraz także więcej o silnych wiatrach w górnych warstwach atmosfery, wywiewających materię z jednej półkuli na drugą.
Źródło: University of Bern
https://www.pulskosmosu.pl/2019/05/13/pierwiastki-ziem-rzadkich-w-atmosferze-goracej-egzoplanety/

Pierwiastki ziem rzadkich w atmosferze gorącej egzoplanety.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

NASA ma już potężne źródło energii do zasilenia pierwszych baz na Księżycu
2019-05-14.
Amerykanie intensywnie przygotowują się do powrotu na Księżyc, który ma nastąpić w ciągu 5 lat. NASA ma już gotowe technologie do budowy pierwszych baz na tym obiekcie, a teraz również do produkcji energii elektrycznej.
NASA oświadczyła właśnie, że poczyniła ogromny krok ku realizacji wizji założenia pierwszej ludzkiej kolonii na Księżycu. Tym wielkim krokiem jest potężne źródło energii elektrycznej, które zapewni normalne egzystowanie ludzi w tamtejszym ekstremalnym środowisku.
Agencja zakończyła już prace nad projektem Space Technology Mission Directorate (STMD), w ramach którego powstał Kilopower, kompaktowy reaktor jądrowy. Urządzenie jest już gotowe do podboju Księżyca i Marsa. Kilka dni temu projekt otrzymał nagrodę Gears of Government President's Award Winners, czyli jedną z najważniejszych przyznawanych przez Prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Rolą Kilopower będzie zapewnienie energii elektrycznej do zasilania księżycowych lub marsjańskich baz i ich ogrzewania. Kosmiczny, mobilny reaktor jądrowy testowany był z powodzeniem przez ostatnie miesiące przez inżynierów z NASA Glenn Research Center i Los Alamos National Laboratory.
Reaktor jest bezobsługowy, dysponuje mocą 10 kilowatów i bez żadnych zabiegów serwisowych jest w stanie dostarczyć energii elektrycznej do dwóch domów przez 10 lat. W rdzeniu reaktora znajduje się uran-235. Otoczony jest powłoką tlenku berylu, która wychwytuje neutrony i odbija je z powrotem do rdzenia, poprawiając skuteczność samoregulującej reakcji rozszczepienia. Kontrola pracy reaktora odbywa się z pomocą pojedynczego pręta z węglikiem boru.
Ciepło z reaktora zbiera się i przenosi za pomocą pasywnych przewodów cieplnych wypełnionych sodem. Dostarczają one ciepło do zestawu wysokowydajnych silników Stirlinga. Są to silniki z zamkniętą pętlą i pracują na różnicach temperatur, które powodują ruch tłoka w przód i w tył, podobnie jak tłok w silniku spalinowym, choć z użyciem ściśliwego medium gazowego, zamiast wybuchającej mieszaniny benzyny i powietrza. Jednocześnie schładza on reaktor za pomocą radiatora (wyglądającego jak parasol), a także napędza turbinę w celu wytworzenia energii elektrycznej.
Konstrukcja reaktorów jest modułowa. Pozwala to połączyć kilka z nich w sieć i wytworzyć o wiele więcej potrzebnej energii elektrycznej dla dużej bazy. Tak więc pierwsi kolonizatorzy Księżyca i Marsa będą mieli do dyspozycji tyle energii, ile tylko będą potrzebowali.
Źródło: GeekWeek.pl/NASA / Fot. NASA
https://www.geekweek.pl/news/2019-05-14/nasa-ma-juz-potezne-zrodlo-energii-do-zasilenia-pierwszych-baz-na-ksiezycu/

NASA ma już potężne źródło energii do zasilenia pierwszych baz na Księżycu.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Przygotowania do nowych misji obserwacji Ziemi
2019-05-14. Krzysztof Kanawka
Przygotowanie do nowej misji satelitarnej wymaga etapu prac badawczych i rozwojowych na lata przed startem satelity.
Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) wraz z Unią Europejską (UE) realizuje bardzo ważny program Copernicus. W ramach tego programu szereg różnego typu satelitów już teraz wykonuje zaawansowane obserwacje Ziemi. W kolejnych latach nowe satelity zostaną dodane do tej konstelacji.
Zanim jednak zostanie zbudowany satelita, następuje długa kampania badawczo-rozwojowa dla poszczególnych instrumentów pokładowych. Poniższe nagranie prezentuje testy radiometru mikrofalowego, który był niedawno testowany podczas lotów w Arktyce.
Podczas przelotów zostały zebrane dane, które następnie będą analizowane. Zostanie m.in. określona użyteczność danych dla potrzeb obserwacji Ziemi oraz możliwość instalacji na pokładzie satelity. Potrzeba jest oczywista: dostarczanie wyższej jakości danych satelitarnych – szczególnie w regionach polarnych, już teraz wymagających stałego monitoringu.
(ESA)
https://kosmonauta.net/2019/05/przygotowania-do-nowych-misji-obserwacji-ziemi/

Przygotowania do nowych misji obserwacji Ziemi.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

NASA ogłosiła nazwę nowego programu załogowych lotów na Księżyc
2019-05-14. BG. AKUNE
Amerykańska Agencja Kosmiczna ogłosiła nazwę nowego programu załogowych lotów na Księżyc. Seria wypraw, które mają rozpocząć się w roku 2024, została nazwana Artemida – na cześć greckiej bogini, patronki Srebrnego Globu. Artemida była bliźniaczą siostrą Apolla, którego imię nosił pierwszy program, realizowany w latach 1969-1972.
Jim Bridenstein, administrator NASA, zapowiedział, że jednym z pierwszych uczestników wypraw na Księżyc będzie kobieta.

Podczas specjalnej konferencji prasowej przedstawiciel NASA zastrzegł, że planowany termin pierwszego lotu – rok 2024 – wciąż jest uzależniony od uzyskania dodatkowego źródła finansowania.

Na jego realizację agencji wciąż brakuje miliarda sześciuset milionów dolarów.

Roczny budżet NASA wynosi 21,5 mld dolarów, z czego w tym roku agencja wydała już 4,5 mld dolarów na budowę sondy kosmicznej Orion, dużej rakiety nośnej i małej stacji orbitalnej Księżyca, które są elementami programu Artemida.
Dodatkowym utrudnieniem są opóźnienia w budowie rakiety startowej, realizowanej przez koncern Boeinga.

Pytania dziennikarzy o całkowity koszt misji księżycowej Jim Bridenstein skwitował krótkim: „Sam chciałbym to wiedzieć”.

Podczas pierwszego programu księżycowego NASA w ciągu 4 lat wysłała na Księżyc 12 astronautów.
źródło: IAR
https://www.tvp.info/42619596/nasa-oglosila-nazwe-nowego-programu-zalogowych-lotow-na-ksiezyc

NASA ogłosiła nazwę nowego programu załogowych lotów na Księżyc.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Pierwsze supermasywne czarne dziury we Wszechświecie
2019-05-14. Autor. Vega
Uważa się, że powstawanie i wzrost większości galaktyk w historii Wszechświata był napędzany przez czarne dziury zagnieżdżone w ich sercach. Rosną one wraz ze swoimi galaktykami macierzystymi, kiedy gromadzą materię by osiągnąć miliony mas Słońca. Ściganie wczesnych etapów tych ekstremalnych obiektów należy do misji przyszłych potężnych teleskopów, ale jaka będzie nagroda w polowaniu?
W badaniu przeprowadzonym przez naukowców z Astrofísica e Ciências do Espaço (IA) zostało przedstawione nowe i wyczerpujące oszacowanie. Badania przewidują liczbę bardzo młodych galaktyk z aktywną supermasywną czarną dziurą w jądrze, które powinny istnieć, gdy Wszechświat miał mniej, niż 7% obecnego wieku, i które są w zasięgu przyszłych radioteleskopów i teleskopów promieniowania X.

Wyniki mogą wskazywać najskuteczniejsze plany obserwacyjne dla przyszłego radioteleskopu Square Kilometre Array (SKA) i obserwatorium kosmicznego promieniowania X – Athena. Obydwa obserwatoria zostaną wykorzystane do zagłębienia się w ten sam okres w historii Wszechświata studiowanego w tym badaniu.

Autorzy rozszerzają wcześniejszą pracę wykonaną przez innych, która dotyczyła promieniowania rentgenowskiego i części widzialnej, dodając prognozy dla obserwacji radiowych i rentgenowskich oraz dla bardziej odległego Wszechświata. W tym kontekście promieniowanie X jest wytwarzane przez bardzo gorącą materię, która porusza się niezwykle szybko, gdy opada na czarną dziurę, a sygnały galaktyczne są skierowane w stronę Ziemi. Z drugiej strony emisja radiowa często zwielokrotnia sygnały galaktyki obserwowanej na krawędzi, i jest produkowana przez potężne strumienie cząstek wyrzucane z dala od czarnej dziury i oddziałuje z gazem poza galaktyką.

Korzystając z ośmiu modeli obliczeniowych opracowanych przez inne zespoły i stosując to, co wiemy obecnie o ewolucji galaktyk, naukowcy przewidzieli na przykład, że na obszarze nieba wielkości Księżyca w pełni, Athena będzie w stanie wykryć promieniowanie X z około 2500 supermasywnych czarnych dziur w jądrach bardzo młodych galaktyk we wczesnym Wszechświecie. Wyniki sugerują, że emisja radiowa będzie mniej obfita w tych wczesnych wiekach, ale potężne teleskopy, takie jak SKA, nadal będą w stanie zidentyfikować dziesiątki tych źródeł na tych samym obszarze nieba.

Modele obliczeniowe zostały opracowane i dopracowane wykorzystując to, co obserwujemy w środowiskach, w których galaktyki ewoluują w pobliskim Wszechświecie. Jednym z ograniczeń modeli, o którym świadczy to badanie, jest ich słaba zdolność do przewidywania kilku, bardzo jasnych, aktywnych jąder galaktycznych, o których wiadomo, że istnieją w odległych epokach. Zwiększenie rozmiaru symulacji – i zasobów obliczeniowych – jest konieczne, aby przezwyciężyć to ograniczenie i właściwie zrozumieć, jak pojawiły się i ewoluowały pierwsze galaktyki i supermasywne czarne dziury.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
IA

Urania
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2019/05/pierwsze-supermasywne-czarne-dziury-we.html

Pierwsze supermasywne czarne dziury we Wszechświecie.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Prezydent Trump dorzuci Artemidzie 1,6 miliarda dolarów. Na bilet na Księżyc...

2019-05-14.

Prezydent Donald Trump poinformował na Twitterze, że zwrócił się do Kongresu Stanów Zjednoczonych o dorzucenie NASA... 1,6 miliarda dolarów na program Artemida, który ma ponownie zanieść ludzi na Księżyc. Nazwa programu nie jest przypadkowa, nawiazuje do greckiej bogini łowów i Księżyca, bliźniaczej siostry boga Apollo, którego imieniem nazwano program lotów na Księżyc w latach 60 i 70 ubiegłego wieku. Szef NASA, ujawniając nazwę nowego programu zapowiedział, że wśród astronautów, którzy polecą na Księżyc będzie pierwsza kobieta.


Budżetowa korekta zwiększa możliwości finansowe NASA w przyszłym roku do poziomu 22,6 miliardów dolarów. To konieczne, by podjąć prace nad realizacją zadania, które administracja prezydenta Trumpa postawiła przed agencją dwa miesiące temu, powrotu na Księżyc przed końcem 2024 roku. Nieprzypadkowo oznacza to, że kolejne lądowanie na Księżycu nastąpiłoby przed końcem ewentualnej drugiej kadencji obecnego prezydenta.

Szef NASA Jim Bridenstine określił dziś dodatkowe pieniądze zaliczką od Białego Domu i zapowiedział, że przyspieszenie planów powrotu na Księżyc oznacza równoczesne przyspieszenie planów pierwszego załogowego lotu na Marsa. NASA uznaje obie misje za połączone, powrót na Księżyc i pozostanie tam już na stałe ma być wstępem do podróży na Czerwoną Planetę. Pierwotne plany przewidywały, że w 2024 roku na orbitę Księżyca trafi stacja pośrednia Gateway, a samo lądowanie odbędzie się cztery lata później, NASA zapewnia teraz, że jest gotowa zrealizować misję szybciej.

Nie wszyscy podzielają ten optymizm. Phil Larson, doradca do spraw programu kosmicznego za czasów administracji prezydenta Baracka Obamy, w rozmowie z agencją Reuters wyraził wątpliwości, czy Kongres rzeczywiście zapewni NASA odpowiednio stabilne wsparcie. Jego zdaniem, bez takiego wsparcia nowy program może zakończyć się wyrzuceniem pieniędzy w błoto, a ryzykowny, politycznie motywowany plan, może w praktyce oddalić agencję od celu o całe lata.

Nowe fundusze mają wspomóc program budowy nowego, potężnego systemu rakietowego Space Launch System, opracowywanego wspólnie z koncernem Boeing od dekady i wciąż poważnie opóźnionego, a także pojazdu załogowego Orion. Równocześnie będą trwały prace nad projektem stacji Gateway, która będzie miała na stałe krążyć na orbicie Księżyca i znacznie ułatwić transport astronautów na powierzchnię Srebrnego Globu i z powrotem. NASA deklaruje przy tym wolę szerokiej współpracy zarówno z firmami komercyjnymi, jak i agencjami kosmicznymi innych krajów.
Autor:
Grzegorz Jasiński

Źródło: RMF.

https://www.rmf24.pl/nauka/news-prezydent-trump-dorzuci-artemidzie-1-6-miliarda-dolarow-na-b,nId,2990151

 

Prezydent Trump dorzuci Artemidzie 1,6 miliarda dolarów. Na bilet na Księżyc....jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Trwa silna burza geomagnetyczna na poziomie G3, czeka nas kolejna
Autor: Anakin23 (2019-05-14)
Trwa silna burza geomagnetyczna, która akutalnie osiągnęła poziom trzeci w pięciostopniowej skali, warto również zauważyć, że jest to pierwsza z dwóch burz które nas czekają w najbliższych dniach
Burza która zaczęła się dzisiaj jest wynikiem oderwania się od korony Słońca dużej ilości plazmy. W ciągu ostatnich dni miały miejsce dwa takie zdarzenia i właśnie odczuwamy skutki pierwszego z nich.
Trzeba przyznać, że jest to naprawdę silna burza i potrwa przynajmniej dwa dni, istnieje bardzo duża szansa na pojawienie się zorzy polarnej również na terenie naszego kraju, jednak prognozy pogody są pod tym względem dla Nas złe. Na niebie zalega duża warstwa chmur piętra niskiego a w wielu miejscach pada deszcz na południu intensywnie i już teraz powoduje lokalne podtopienia a padać będzie jeszcze przez kilka dni.
Źródło:
http://zmianysolarne.pl/wiadomosc/trwa-silna-burza-geomagnetyczna-na-poziomie-g3...

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/trwa-silna-burza-geomagnetyczna-na-poziomie-g3-czeka-nas-kolejna

Trwa silna burza geomagnetyczna na poziomie G3, czeka nas kolejna.jpg

Trwa silna burza geomagnetyczna na poziomie G3, czeka nas kolejna2.jpg

Trwa silna burza geomagnetyczna na poziomie G3, czeka nas kolejna3.jpg

Trwa silna burza geomagnetyczna na poziomie G3, czeka nas kolejna4.jpg

Trwa silna burza geomagnetyczna na poziomie G3, czeka nas kolejna5.jpg

Trwa silna burza geomagnetyczna na poziomie G3, czeka nas kolejna6.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Przekroczyć granicę kosmosu – projekt polskich studentów w finale konkursu Student Aerospace Challenge
2019-05-15. Radek Kosarzycki

Już 6 czerwca w Paryżu wrocławscy studenci zaprezentują swój projekt, w finale konkursu Student Aerospace Challenge, organizowanym przez The Astronaute Club Européen (ACE). Wrocławianie zaprezentują tam model 6-osobowej kabiny załogowej przystosowanej do lotów suborbitalnych.
Choć granicę kosmosu przekroczyło dotychczas tylko kilkaset osób, to kosmiczna turystyka staje się coraz bardziej popularnym tematem. Nie powinno więc dziwić rosnące zainteresowanie tematyką lotów suborbitalnych, które w przyszłości mogą zrewolucjonizować nasze myślenie o transporcie.
Co to takiego?
Lot suborbitalny jest jednym z rodzajów lotu kosmicznego, w którym wystrzelony pojazd (statek kosmiczny) osiąga przestrzeń kosmiczną, ale przez wzgląd na trajektorię nie jest on w stanie dokonać pełnego obrotu orbitalnego. W przypadku obiektu wystrzelonego z Ziemi, po przekroczeniu minimum 100 km n.p.m. (przyjętej linii Kármána) spada on z powrotem na Ziemię.
Loty suborbitalne są dużo prostsze do zrealizowania niż lot na Marsa czy na Księżyc, wymagają mniejszych nakładów i wiążą się z dużo mniejszym niebezpieczeństwem. Jednocześnie pozwalają  przekroczyć umowną granicę kosmosu, doświadczyć stanu nieważkości i spojrzeć z góry na naszą planetę.
Projekt kabiny załogowej
Do tegorocznej, trzynastej już edycji konkursu zgłosiło się 36 drużyn z całej Europy. Każdy zespół mógł wybrać do rozpatrzenia jedno z 10 zagadanień, związanych z lotami suborbitalnymi, obejmujących m.in. strukturę samolotu, napęd, a nawet aspekty prawne takich lotów. Wrocławska grupa, składająca się z 4 osób – Beaty Suścickiej, Magdaleny Kubajewskiej, Justyny Pelc i Piotra Torchały, zajęła się problemami związanymi z kabiną załogową i jej wyposażeniem.
“Kabina załogowa to według nas najciekawsze wyzwanie, gdyż wymaga kompleksowego podejścia. Z jednej strony musi zapewniać bezpieczeństwo, z drugiej strony pozwalać na pełne doświadczenie możliwości, jakie dają loty suborbitalne. Jeżeli dołożymy wymagania prawne, kwestie finansowe i do tego oczekiwania klientów, zadanie staje się bardzo trudne.” – mówi Piotr Torchała, konstruktor w zespole Innspace.
“Temat ten pozwolił nam na wykorzystanie wiedzy zdobytej przez nas w poprzednich projektach – łazika, lądownika, czy bazy marsjańskiej.” – dodaje Magdalena Kubajewska, odpowiedzialna za systemy pokładowe.
Grupa stworzyła model 3D kabiny, uwzględniający wszystkie aspekty oraz zaproponowała elementy systemów pokładowych (takich jak system podtrzymywania życia czy systemy rozrywki pokładowej).
Jak twierdzi Beata Suścicka, członek zespołu: “Postanowiliśmy też zająć się niektórymi szczegółami naszego projektu, takimi jak np. schowek czy mocowanie tabletu. Chcieliśmy pokazać, że rozpatrzyliśmy nie tylko ogólny model kabiny”.
Całość studenci zaprezentują 6 czerwca w Paryżu podczas The Suborbital Day.
“To nasz pierwszy projekt w ramach konkursu Student Areospace Challenge i nie wiemy, czego się spodziewać. Przygotowaliśmy projekt znacznie wykraczający poza założenia i mamy nadzieję, że sędziowie to docenią” – mówi lider projektu, Justyna Pelc.
O samych lotach suborbitalnych można przeczytać więcej w artykule stworzonym przez członków grupy:
Grupa Innspace
https://www.pulskosmosu.pl/2019/05/15/przekroczyc-granice-kosmosu-projekt-polskich-studentow-w-finale-konkursu-student-aerospace-challenge/

 

Przekroczyć granicę kosmosu – projekt polskich studentów w finale konkursu Student Aerospace Challenge.jpg

Przekroczyć granicę kosmosu – projekt polskich studentów w finale konkursu Student Aerospace Challenge2.jpg

Przekroczyć granicę kosmosu – projekt polskich studentów w finale konkursu Student Aerospace Challenge3.jpg

Przekroczyć granicę kosmosu – projekt polskich studentów w finale konkursu Student Aerospace Challenge4.jpg

Przekroczyć granicę kosmosu – projekt polskich studentów w finale konkursu Student Aerospace Challenge5.jpg

Przekroczyć granicę kosmosu – projekt polskich studentów w finale konkursu Student Aerospace Challenge6.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Małe, odporne planety, które najprawdopodobniej przetrwają śmierć swoich gwiazd
2019-05-15. Autor. Vega
Małe, odporne planety, mające jądro z gęsto upchanych pierwiastków, mają największe szanse na uniknięcie zmiażdżenia i połknięcia, gdy umiera ich gwiazda macierzysta. Badanie zostało opublikowane w dzienniku Monthly Notices of the Royal Astronomical Society.
Astrofizycy z Warwick Astronomy and Astrophysics Group modelowali szanse, jak różne planety zostaną zniszczone przez siły pływowe, gdy ich gwiazdy macierzyste staną się białymi karłami, i określili najważniejsze czynniki decydujące o tym, czy unikną zniszczenia.

Ich „przewodnik przetrwania” dla planet pozasłonecznych może pomóc astronomom zlokalizować potencjalne egzoplanety wokół białych karłów, ponieważ opracowywana jest nowa generacja jeszcze potężniejszych teleskopów w celu ich poszukiwania.

Większości gwiazd, takich jak nasze Słońce skończy się paliwo i kurczą się, stając się białymi karłami. Warstwy zewnętrzne gwiazdy zostaną poddane siłom pływowym, gdy gwiazda zapadnie się i stanie się bardzo gęsta. Siły grawitacyjne wywierane na dowolne okrążające je planety byłyby ogromne i potencjalnie przeciągałyby je na nowe orbity, wypychając nawet niektóre dalej w ich układy słoneczne.

Modelując efekty zmian grawitacyjnych białego karła na orbitujące ciała skaliste, naukowcy określili najbardziej prawdopodobne czynniki, które spowodują, że planeta przeniesie się w „promień zniszczenia” gwiazdy; odległość od gwiazdy, na jakiej obiekt trzymany tylko dzięki własnej grawitacji, rozpadnie się z powodu sił pływowych. W promieniu zniszczenia utworzy się dysk ze szczątków zniszczonych planet.

Chociaż to, czy planeta przetrwa zależy od wielu czynników, modele pokazują, że im bardziej masywna jest planeta, tym większe jest prawdopodobieństwo, że zostanie zniszczona przez oddziaływania pływowe.

Ale zniszczenie nie jest zależne tylko od samej masy ale częściowo też od lepkości, czyli miary odporności na odkształcenia: egzoplanety typu ziemskiego o niskiej lepkości mogą łatwo zostać pochłonięte, nawet jeżeli znajdują się w odległości pięciokrotnie większej, niż odległość od centrum białego karła do jego promienia zniszczenia. Księżyc Saturna, Enceladus – często określany jako „brudna kula śniegowa” – jest dobrym przykładem jednorodnej planety o bardzo niskiej lepkości.

Egzo-ziemie o wysokiej lepkości mogą być łatwo pochłonięte tylko wtedy, gdy znajdują się w odległości dwa razy większej, niż odległość od centrum białego karła do jego promienia zniszczenia. Planety te składałyby się w całości z gęstego rdzenia ciężkich pierwiastków o podobnym składzie do planety „heavy metal” odkrytej przez inny zespół astronomów z University of Warwick. Planeta ta uniknęła pochłonięcia, gdyż jest tak mała, jak planetoida.

Dr Dimitri Veras z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warwick powiedział: „Artykuł jest jednym z pierwszych w historii poświęconych badaniom efektów pływowych między białymi karłami i planetami. Ten typ modelowania będzie miał coraz większe znaczenie w nadchodzących latach, kiedy prawdopodobnie zostaną odkryte kolejne skaliste obiekty w pobliżu białych karłów.”

Odległość od gwiazdy, podobnie jak masa planety, ma silny związek z przetrwaniem lub pochłonięciem. Zawsze będzie bezpieczna odległość od gwiazdy, która zależy od wielu parametrów. Ogólnie rzecz biorąc, jednorodna skalista planeta, która znajduje się w odległości od białego karła wynoszącej ok. ⅓ dystansu dzielącego Merkurego od Słońca, gwarantuje, że nie zostanie pochłonięta przez siły pływowe.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
RAS

Urania
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2019/05/mae-odporne-planety-ktore.html

Małe, odporne planety, które najprawdopodobniej przetrwają śmierć swoich gwiazd.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)