Skocz do zawartości
Paweł Baran

Astronomiczne Wiadomości z Internetu

Rekomendowane odpowiedzi

Deorbitacja Tiangong-2
2019-07-19.    Krzysztof Kanawka
Dziewiętnastego lipca 2019 roku chiński moduł orbitalny Tiangong-2 spłonął w atmosferze.
[drocap]C[/dropcap]hiński moduł orbitalny Tiangong-2 (TG-2) od września 2016 znajdował się na orbicie. W październiku 2016 roku przycumowała do niego chińska misja załogowa Shenzhou-11. Lot trwał miesiąc – najdłuższa dotychczasowa wyprawa załogowa w ramach programu Shenzhou.
Następnie, w kwietniu 2017 do TG-2 przycumował bezzałogowy pojazd zaopatrzeniowy Tianzhou-1 (TZ-1). Celem misji było przetestowanie procedur automatycznego cumowania, jako element przygotowań do prac przy chińskiej wielomodułowej stacji orbitalnej.
Chiny chciały uniknąć sytuacji, która nastąpiła w przypadku poprzedniego modułu, TG-1. Moduł spłonął w atmosferze 2 kwietnia 2018, nad Pacyfikiem, z dala od naziemnej infrastruktury. Proces deorbitacji TG-1 nie był kontrolowany, po tym jak Chiny w marcu 2016 utraciły nad nim kontrolę.
Po raz pierwszy we wrześniu 2018 roku Chiny ogłosiły kiedy dojdzie do deorbitacji TG-2. Wówczas informowano, że deorbitacja TG-2 nastąpi w lipcu 2019. Tak też się stało – TG-2 zszedł z orbity 19 lipca 2019. Poniższe nagranie prezentuje proces deorbitacji tego modułu orbitalnego. Deorbitacja nastąpiła po 15:00 CEST nad Pacyfikiem.
Kolejnym krokiem dla Chin będzie budowa wielomodułowej stacji orbitalnej. Chiny ogłosiły niedawno, że ta stacja ma być w całości gotowa do 2022 roku. Stacja ma nieco przypominać radziecką/rosyjską stację Mir i być w stanie przyjmować załogi pojazdów Shenzhou na wielomiesięczne pobyty. Jest możliwe, że do tej stacji zawitają także astronauci (lub też “tajkonauci”) z różnych państw.
(PFA, CCTV, NSF)
https://kosmonauta.net/2019/07/deorbitacja-tiangong-2/

Deorbitacja Tiangong-2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Człowiek – istota kosmiczna, czyli po ludzku o kosmosie
2019-07-20. Aleksandra Stanisławska
Jeśli chcielibyście dostać do rąk przystępne kompendium wiedzy o kosmosie, jego pełnej trudów eksploracji, o wybuchach supernowych i tajnikach ewolucji Wszechświata, a wreszcie o możliwościach podboju innych światów – to ta książka jest właśnie dla Was. Wszystko opowiedziane z werwą przez fizyka, a jednocześnie szefa jednej z największych polskich firm kosmicznych i byłego szefa Polskiej Agencji Kosmicznej. Czyta się to świetnie!
Są takie tematy, które przyciągają mnie jak magnes, a wśród nich kosmos zajmuje jedno z najważniejszych miejsc. Są tacy ludzie, którzy mają wiedzę i taki dar opowiadania, że dech zapiera. Na styku fascynującej tematyki i osobowości powstała książka „Człowiek – istota kosmiczna”, którą Wam gorąco polecam.
Kim jest dr Grzegorz Brona?
Na początek trochę historii, bo dzięki niej współtwórca tej książki, dr Grzegorz Brona, przestanie być „byłym szefem Polskiej Agencji Kosmicznej”, jak napisano na okładce, a stanie się postacią z krwi i kości. Dlaczego to właśnie z nim dziennikarka Ewelina Zambrzycka przeprowadziła wywiad-rzekę? Ostatecznie nie każdy były szef agencji kosmicznej ma do powiedzenia tyle, żeby warto było o tym pisać książkę. Ale ten ma. Na przykład to, że sprawdzał równania widoczne w tle w serialu „The Big Bang Theory” i okazało się, że są najzupełniej poprawne i zgodne ze współczesną wiedzą fizyczną. Albo to, że w 1969 roku, kiedy astronauci misjo Apollo 11 spacerowali po Księżycu, w Krakowie stanął pomnik Neila Armstronga ukazanego na Srebrnym Globie, a PRL-owskie władze natychmiast go zdemontowały.
Dr. Bronę, fizyka i przedsiębiorcę, poznałam kilka lat temu jako dziennikarka zajmująca się nowymi technologiami. Tworząc artykuł o polskim przemyśle kosmicznym, wprosiłam się do cleanroomu zarządzanej przez niego spółki Creotech Instruments. Siedziba firmy znajduje się niemal po sąsiedzku z moim domem, więc nie lada szokiem było dla mnie to, że w moim rodzinnym Piasecznie mieściło się jedyne wówczas w Polsce certyfikowane „czyste pomieszczenie”, w którym można składać satelity bądź wyposażenie dla Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS).
I faktycznie już wtedy, w 2015 roku, Creotech dostarczał komponenty elektroniczne do sprzętu, który rok później trafił na ISS. Warto pamiętać, że działo się to raptem niespełna trzy lata po przystąpieniu Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), dzięki czemu nasze rodzime firmy zyskały wreszcie szerszą możliwość zaistnienia w sektorze kosmicznym. Dziś trudno o ważny projekt z tej dziedziny realizowany w Polsce, w którym nie byłoby Creotechu. Nie zdziwiło mnie więc i to, że Grzegorz Brona został w ubiegłym roku prezesem Polskiej Agencji Kosmicznej, bo to był rzeczywiście właściwy człowiek na właściwym miejscu. Dlaczego zrezygnował z tej funkcji? Nie wiem i nie wnikam w politykę. Natomiast cieszę się, że dał radę odpowiedzieć na wnikliwe pytania Eweliny Zambrzyckiej, bo dzięki temu dowiedziałam się, że ma nie tylko wiedzę z zakresu astrofizyki, ale też o fascynującej mnie historii eksploracji kosmosu. A do tego umie o tym wciągająco opowiadać.
Wojna na błędy
Dzisiaj przypada 50. rocznica pierwszego lądowania na Księżycu i oczywiście to nie przypadek, że właśnie tuż przed tą datą została wydana ta książka. Lądowanie to było szczytowym osiągnięciem załogowych lotów kosmicznych i dziś tak mocno dominuje nasze wyobrażenie o tym, jak naprawdę zdobywano kosmos, że zapominamy o tym, iż poprzedziły je całe lata prób, błędów, a przede wszystkim – niepowodzeń. Warto sobie uświadomić, że były to czasy zażartego wyścigu między Stanami Zjednoczonymi a ZSRR i obaj przeciwnicy byli gotowi niemal na wszystko, aby osiągnąć dominację w kosmosie. To wyłącznie wskutek tej wytężonej rywalizacji w ogóle doszło do lądowania na Księżycu.
Namiętnie oglądam dokumentalne filmy o tym kosmicznym wyścigu zbrojeń, ale one ukazują tę historię niemal wyłącznie z punktu widzenia Amerykanów. Tyle że w tym czasie w przestrzeni pozaziemskiej pod niemal każdym względem prym wiedli Rosjanie. Oni umieścili na orbicie pierwsze sztuczne satelity – Ziemi i Księżyca, oni jako pierwsi wysłali na orbitę naszej planety żywe istoty (psy), a potem człowieka, jako pierwsi uderzyli bezzałogową sondą w Księżyc i jako pierwsi dokonali okrążenia Srebrnego Globu, po czym zaliczyli udane lądowanie z pasażerami – żółwiami, a one stały się pierwszymi żywymi istotami, które przetrwały lot z drugą prędkością kosmiczną.
Swoje sukcesy Rosjanie opłacili ogromnymi stratami. Przed 1969 rokiem, kiedy to Neil Armstrong i Buzz Aldrin stanęli w końcu na Księżycu, ponad 20 radzieckich misji księżycowych nie doszło do skutku w efekcie awarii rakiet nośnych, a w sześciu zawiodły sondy kosmiczne. W 1967 roku, podczas testów pierwszego Sojuza, będącego dziś najbardziej niezawodnym statkiem kosmicznym w historii, zginął Władimir Komarow, który nie poradził sobie z ogromną liczbę awarii na pokładzie i w efekcie kapsuła rozbiła się o ziemię.   
I u Amerykanów próby lotów bezzałogowych w stronę Srebrnego Globu nie wyglądały różowo. Przed lipcem 1969 roku w aż siedmiu przypadkach awarii ulegały rakiety nośne i tyle samo razy zawodziły sondy kosmiczne, które nie realizowały swoich zadań albo epicko roztrzaskiwały się o powierzchnię Księżyca. Kulminacją niepowodzeń był tragiczny wypadek, w którym podczas testów w 1967 roku zginęła cała trzyosobowa załoga misji Apollo 1: Gus Grissom, Edward White i Roger Chaffee.
Największy spektakl medialny
Te wszystkie niepowodzenia przyćmiło widowisko pierwszego udanego lądowania na Księżycu. Amerykanie je genialnie wyreżyserowali, a transmisja telewizyjna skupiła przed odbiornikami aż 530 milionów ludzi na całym świecie, czyli 18 proc. ówczesnej populacji. I tu w pełni sprawdziły się wypowiedziane w 1962 roku słowa prezydenta Johna Kennedy’ego, które pchnęły NASA do pracy na zwiększonych obrotach i zapewniły tym wysiłkom poparcie społeczne: „Wierzę, że nasz naród powinien zaangażować się w osiągnięcie celu, którym jest lądowanie człowieka na Księżycu i jego bezpieczny powrót na Ziemię jeszcze przed końcem tej dekady. Żadne przedsięwzięcie nie będzie równie imponujące i żadne nie wywrze większego wpływu na przyszłą eksplorację kosmosu; jednak żadne nie będzie również trudniejsze do realizacji ani bardziej kosztowne”.
Dokładnie tak było. Program kosmiczny Apollo kosztował ponad 25 mld dol., i to w czasach, kiedy dolar miał znacznie wyższą wartość niż obecnie (przy uwzględnieniu inflacji ta kwota dziś jest równoważna co najmniej 100 mld dol.). Z tych wypraw astronauci przywieźli 382 kg próbek księżycowego gruntu, co czyni z niego jeden z najdroższych surowców. Zanim człowiek postawił stopę na Srebrnym Globie, wykonano zaledwie sześć lotów próbnych.
Dzisiaj na Księżyc latają sondy bezzałogowe, które są dużo tańsze, dużo bardziej niezawodne i wszechstronne niż loty załogowe. Cóż z tego, skoro my i tak bardziej podziwiamy tych dzielnych 12 astronautów, którzy, kosztem ogromnego wysiłku tysięcy osób, dotarli na Srebrny Glob na statkach kontrolowanych przez komputery miliony razy wolniejsze niż dzisiejsze smartfony. My, ludzie, uwielbiamy dobre opowieści z happy endem, a do takich należy historia lądowania na Księżycu. Dobrych, mięsistych opowieści jest w książce „Człowiek – istota kosmiczna” jeszcze bardzo wiele. Sądzę, że im się nie oprzecie.
https://www.crazynauka.pl/czlowiek-istota-kosmiczna-czyli-po-ludzku-o-kosmosie/

Człowiek – istota kosmiczna, czyli po ludzku o kosmosie.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Znaczek pocztowy na 50 lat od lądowania na Księżycu
Dzisiaj do obiegu wszedł znaczek Poczty Polskiej upamiętniający 50. rocznicę pierwszego załogowego lądowania na Księżycu. W 1969 roku amerykański astronauta Neil Armstrong jako pierwszy człowiek postawił stopę na innym ciele niebieskim.
Znaczek ma nominał 8,40 zł i został wydanie w formie bloczka. Tytuł emisji to "50-lecie lądowania człowieka na Księżycu".
Na znaczku przedstawiony został Księżyc na symbolicznym tle gwieździstego nieba. W centralnej części Księżyca czerwoną strzałką  wskazano symbolicznie miejsce lądowania Apollo 11. Na dolnej krawędzi znaczka znajduje napis: 50-LECIE LĄDOWANIA CZŁOWIEKA NA KSIĘŻYCU oraz oznaczenie wartości, a wzdłuż lewej krawędzi - napis POLSKA.
Znaczek został wydrukowany techniką offsetową, na papierze fluorescencyjnym, w formacie: 31,25 x 43 mm, w bloku formatu 90 x 70 mm, w nakładzie 100 000 sztuk. Wydano również kopertę FDC. Autorem projektu jest Andrzej Gosik.
Warto dodać, iż Poczta Polska zdecydowała się na wyemitowanie rocznicowego znaczka m.in. dzięki sugestiom od Polskiego Towarzystwa Astronomicznego i innych ogólnokrajowych podmiotów astronomicznych i kosmicznych.
Źródło: Poczta Polska
Autor: Krzysztof Czart
 
Na zdjęciach:
Znaczek Poczty Polskiej z emisji "50-lecie lądowania człowieka na Księżycu" oraz koperta FDC. Źródło: Poczta Polska.
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/znaczek-pocztowy-na-50-lat-od-ladowania-na-ksiezycu

Znaczek pocztowy na 50 lat od lądowania na Księżycu.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Trump zapowiada nową erę eksploracji Kosmosu
2019-07-20 SJ. MG
Amerykański prezydent Donald Trump zapowiedział w sobotę „nową erę eksploracji” Kosmosu. Oświadczył, że pracowników NASA poinstruował, by wysłali na Księżyc kolejnych ludzi, w tym pierwszą kobietę, oraz by wysłali Amerykanów na Marsa.
„Aby uhonorować tych, którzy byli przed nami, oraz dla lepszej przyszłości całej ludzkości, zobowiązujemy się rozpocząć nową erę eksploracji, rozszerzając naszego pionierskiego ducha na najdalsze zakątki Kosmosu. (...) Poinstruowałem Narodową Agencję Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (NASA), by wysłała kolejnego mężczyznę i pierwszą kobietę na Księżyc oraz by dokonała kolejnego gigantycznego kroku – wysłania Amerykanów na Marsa” – czytamy w przesłaniu prezydenta Trumpa z okazji przypadającego na sobotę Dnia Eksploracji Kosmosu.

Szef państwa dodał, że jego administracja chciałaby przywrócić Stanom Zjednoczonym „dominację oraz przywództwo w przestrzeni kosmicznej na nadchodzące stulecia”.

Trump podkreślił, że lądowanie na Księżycu misji Apollo 11, którego 50. rocznica obchodzona jest w sobotę, było „spektakularnym pokazem amerykańskich zdolności technicznych i przywództwa w przestrzeni kosmicznej” oraz jest „trwałym przykładem tego, co może osiągnąć (...) amerykańskie serce, odwaga i determinacja”.

„W tym Dniu Eksploracji Kosmosu cieszymy się z naszych ogromnych technologicznych osiągnięć” i „oddajemy cześć tym, których straciliśmy w drodze do odkryć” – napisał amerykański prezydent.
Jak przypomina agencja EFE, w kwietniu 2017 roku, niedługo po wkroczeniu do Białego Domu, Trump polecił NASA przyspieszyć działania w zakresie eksploracji przestrzeni kosmicznej; rozważa się m.in. dotarcie człowieka na Marsa w latach 30. XXI wieku.

Amerykańska misja Apollo 11 wystartowała 16 lipca 1969 roku. Neil Armstrong i Buzz Aldrin wylądowali na powierzchni Srebrnego Globu modułem księżycowym cztery dni później, 20 lipca.
Źródło PAP
https://www.tvp.info/43589701/trump-zapowiada-nowa-ere-eksploracji-kosmosu

Trump zapowiada nową erę eksploracji Kosmosu.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Pierwsza tego typu obserwacja supernowej z wykorzystaniem satelity TESS
2019-07-20. Autor. Vega
Gdy w kwietniu 2018 r. NASA wystrzeliła w kosmos satelitę TESS, miał on ściśle określony cel: przeszukiwać Wszechświat w poszukiwaniu nowych planet.
Jednak w niedawno opublikowanym badaniu zespół astronomów z Uniwersytetu Stanowego Ohio wykazał, że TESS może być również wykorzystywany do monitorowania określonego typu supernowej, dając naukowcom więcej wskazówek na temat tego, co powoduje wybuchy białych karłów – i na temat pierwiastków, które z tych wybuchów powstają.

Ich badania przedstawiają pierwsze opublikowane odkrycia dotyczące supernowej obserwowanej przy użyciu TESS, i dodają nowe spojrzenia na temat długo utrzymywanych teorii o pierwiastkach pozostawionych po eksplozji białego karła w supernową.

Astronomowie uważają, że biały karzeł eksploduje w specyficzny rodzaj supernowej, typu Ia, po zgromadzeniu masy z pobliskiej gwiazdy towarzyszącej i rośnie zbyt duży, by pozostać stabilnym. Ale jeżeli to prawda, to eksplozja powinna zostawić śladowe ilości wodoru, kluczowy składnik gwiazd i całego Wszechświata. (Białe karły już ze swojej natury wypaliły cały swój wodór, a zatem nie byłby źródłem wodoru w supernowej.)

Jednak do czasu obserwacji supernowej opartych na TESS astronomowie nigdy nie widzieli śladów wodoru w następstwie eksplozji: ta supernowa jest pierwszą tego typu, w której astronomowie dokonali pomiarów wodoru. Ten wodór może zmienić naturę tego, co astronomowie wiedzą supernowych powstałych z białych karłów.

Wodór może oznaczać, że biały karzeł pochłonął pobliską gwiazdę. W tym scenariuszu druga gwiazda byłaby normalną gwiazdą w środku swojego życia – a nie drugim białym karłem. Ale kiedy astronomowie zmierzyli krzywą zmian blasku tej supernowej, wykazała ona, że druga gwiazda była w rzeczywistości także białym karłem. Skąd więc pochodzi wodór?

Krzysztof Stanek, profesor astronomii z Ohio University, współautor artykułu, powiedział, że jest możliwe, że wodór pochodzi od gwiazdy towarzyszącej – standardowej gwiazdy – ale uważa, że bardziej prawdopodobne jest, że pochodzi od trzeciej gwiazdy, która akurat znajdowała się w pobliżu eksplodującego białego karła i została przypadkowo pochłonięta przez supernową.

Dla swoich badań, Stanek i zespół astronomów z całego świata połączyli dane z TESS, 10-metrowego teleskopu SALT oraz z przeglądu ASAS-SN (All-Sky Automated Survey for Supernovae). ASAS-SN jest kierowany przez Ohio State i składa się z małych teleskopów rozmieszczonych na całym świecie, obserwujących niebo w poszukiwaniu supernowych w odległych galaktykach.

Dla porównania, TESS jest przeznaczony do poszukiwania planet w pobliskiej. Oznacza to, że zespół był w stanie wykorzystać dane z TESS, aby zobaczyć co dzieje się wokół supernowej w pierwszych chwilach po eksplozji – niespotykana okazja.

Zespół połączył dane z TESS i ASAS-SN z danymi pochodzącymi z SALT, aby ocenić pierwiastki pozostające w śladzie supernowej. Znaleziono tam zarówno wodór, jak i hel, dwa pierwiastki wskazujące, że eksplodująca gwiazda w jakiś sposób pochłonęła pobliskiego towarzysza.

Supernowa, którą zespół obserwował, była typu Ia, rodzajem supernowej, która może wystąpić, gdy dwie gwiazdy okrążają się nawzajem – co astronomowie nazywają układem podwójnym. W niektórych przypadkach supernowej typu I jedną z tych gwiazd jest biały karzeł.

Biały karzeł spalił całe paliwo jądrowe, pozostawiając jedynie bardzo gorące jądro. (Temperatura białego karła przekracza 100 000 K). Jeżeli gwiazda nie powiększyła się poprzez kradzież fragmentów energii i materii z pobliskiej gwiazdy, biały karzeł spędza następny miliard lat ochładzając się, zanim zmieni się w bryłę czarnego węgla.

Ale jeżeli biały karzeł i inna gwiazda są w układzie podwójnym, biały karzeł powoli przybiera masę od drugiej gwiazdy, aż w końcu eksploduje w postaci supernowej.

Supernowe typu Ia są ważne dla nauki o kosmosie – pomagają astronomom mierzyć odległości w kosmosie i pomagają im obliczyć, jak szybko Wszechświat się rozszerza (odkrycie tak ważne, że zdobyło Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki w 2011 r.)

„Jest to najsłynniejszy rodzaj supernowej – doprowadził do odkrycia ciemnej materii w latach ‘90. Są one odpowiedzialne za istnienie tak wielu pierwiastków we Wszechświecie. Ale tak naprawdę nie rozumiemy fizyki stojącej z nimi. I właśnie to naprawdę lubię w połączeniu danych TESS i ASAS-SN, że możemy wykorzystać je, aby dowiedzieć się trochę więcej o tych supernowych” – mówi Stanek.

Odkrycie to dostarcza pewnych dowodów, że gwiazda towarzysząca w tego typu supernowych jest prawdopodobnie drugim białym karłem.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
Ohio State University
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2019/07/pierwsza-tego-typu-obserwacja.html

Pierwsza tego typu obserwacja supernowej z wykorzystaniem satelity TESS.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jak wyglądało lądowanie astronautów na Księżycu? Przebieg misji Apollo 11 (część 2.)
2019-07-20.
Podczas 5. dnia misji Apollo 11 przeprowadzono pierwsze w historii lądowanie człowieka na powierzchni Księżyca. Jak przebiegało lądowanie i co robili astronauci 20 lipca 1969 roku?
Astronauci misji Apollo 11: Neil Armstrong, Edwin Aldrin i Michaels Collins obudzili się 5. dnia misji, gdy ich statek kończył 9. orbitę wokół Księżyca. Po szybkim śniadaniu Aldrin i Armstrong zaczęli przygotowywać lądownik Eagle i skafandry kosmiczne do późniejszych wydarzeń.
Specjalna strona Uranii poświęcona 50. rocznicy pierwszego lądowania na Księżycu
Podczas 13. orbity, gdy astronauci znajdowali się za Księżycem z punktu widzenia Ziemi, przeprowadzono odcumowanie lądownika. Od tego momentu Aldrin z Armstrongiem znajdowali się w lądowniku, a Collins obserwował ich z pokładu modułu serwisowego i dowodzenia.
Po odłączeniu lądownika Armstrong i Aldrin przystąpili do ostatnich przygotowań do lądowania. Podczas 13. orbity wokół Księżyca astronauci odpalili silnik DPS lądownika, aby zejść na ostatnią orbitę przed lądowaniem.
Podczas 14. orbity rozpoczęto procedurę lądowania. Uruchomiony został kolejny raz silnik DPS - tym razem zainicjował on zniżanie się do powierzchni Księżyca. DPS działał początkowo z ciągiem 10%, później zwiększył ciąg do maksimum. Armstrong obserwował cele na powierzchni, wyliczając na podstawie tego, że lądownik dotknie powierzchni ponad 4 km dalej niż planowano.
W dalszej fazie Armstrong obrócił lądownik, by skierować widok z okien w stronę miejsca lądowania i aktywować radar wysokościowy. Astronauci po krótkim czasie zobaczyli pierwszy alarm na komputerze pokładowym (kod 1202). Byli tym zaskoczeni, sami nie doświadczyli tego podczas symulacji. Centrum kontroli misji wiedziało jednak, że ten i kolejne alarmy 1202 i 1201 nie stanowią bezpośredniego zagrożenia jeżeli nie występują za często. Oznaczały bowiem one nadmierne przeciążenie komputera, który umiał sobie z tym radzić.
Na wysokości około 5 km Armstrong przejął kontrolę nad sterowaniem lądownikiem od autopilota. Gdy lądownik znalazł się na wysokości niecałych 200 m Armstrong zmienił nieco orientację lądownika, celem wyminięcia gęstych głazów występujących w rejonie krateru West. Krótko po tym Aldrin zaraportował pojawienie się cienia lądownika na powierzchni.
O 15:17:40 czasu w Houston Aldrin zakomunikował “Contact light”, co oznaczało, że próbnik na jednej z nóg lądownika dotknął powierzchni Księżyca. Parę sekund później Eagle znalazł się bezpiecznie na powierzchni.
Po krótkiej komunikacji związanej z procedurą wyłączenia i zabezpieczenia silnika DPS, Armstrong wypowiedział historyczne słowa: “Houston, Tranquility Base here. The Eagle has landed.”.
Kilka minut po wylądowaniu Aldrin zaczął opisywać rodzaj podłoża na jakim się znaleźli. Później załoga lądownika miała krótki odpoczynek, po którym zaczęły się przygotowania do pierwszego w historii ludzkości spaceru księżycowego. Astronauci musieli przygotować plecaki z systemami podtrzymywania życia, założyć skafandry i przygotować lądownik do dehermetyzacji.
W następnym artykule opiszemy jak przebiegał pierwszy spacer kosmiczny na powierzchni Księżyca.
Źródło: NASA
Więcej informacji:
•    opis wydarzeń podczas lądowania misji Apollo 11
Na zdjęciu: Moduł serwisowy i dowodzenia (CSM) widoczny z pokładu lądownika Eagle po oddokowaniu przed lądowaniem. Źródło: NASA.
 
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/jak-wygladalo-ladowanie-astronautow-na-ksiezycu-przebieg-misji-apollo-11-czesc-2

Jak wyglądało lądowanie astronautów na Księżycu Przebieg misji Apollo 11 (część 2.).jpg

Jak wyglądało lądowanie astronautów na Księżycu Przebieg misji Apollo 11 (część 2.)2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Eksperci: trudno określić dokładne terminy dalszej eksploracji kosmosu
2019-07-20. Katarzyna Florencka
Na Księżyc ludzie powrócą na pewno, ale trudno przewidzieć, kiedy zrealizowane zostaną plany dalszej eksploracji kosmosu. Kluczowe będzie obniżenie kosztów wynoszenia materiałów w przestrzeń kosmiczną - mówią PAP b. szef PAK Grzegorz Brona i dziennikarka Ewelina Zambrzycka.
Z zapowiedzi zarówno agencji kosmicznych, jak i prywatnych inwestorów, jednoznacznie wynika, że człowiek powróci na Księżyc - i to najprawdopodobniej jeszcze w nadchodzącej dekadzie: amerykańska NASA zapowiedziała niedawno wysłanie astronautów na południowy biegun Księżyca już w 2024 r.; do 2028 r. chce stworzyć tam stałą bazę.
Co dalej? Plany są ambitne: mowa o nowych stacjach kosmicznych, podróżach załogowych na Marsa czy nawet o ewentualnej kolonizacji tej planety. O historii - i przyszłości - eksploracji kosmosu opowiada książka "Człowiek - istota kosmiczna" - zapis rozmowy dziennikarki naukowej Eweliny Zambrzyckiej oraz fizyka, byłego szefa Polskiej Agencji Kosmicznej Grzegorza Brony.
ZA ILE NA ORBITĘ?
Jak podkreśla w rozmowie z PAP Zambrzycka, trudno jednak ocenić, czy człowiek zamieszka na innych światach jeszcze za naszego życia. "Chciałam zwrócić uwagę, że w 1969 roku - po tym, jak pierwsi ludzie wylądowali na Księżycu - media ogłosiły, że już za chwilę polecimy na Marsa i stworzymy tam kolonię. Minęło raptem 50 lat - i nic z tego. W międzyczasie pojawiło się tyle różnych problemów, że okazało się to w zasadzie niemożliwe. Trudno jest więc określić konkretne daty" - stwierdza.
"Kluczowa jest cena tej przyjemności" - dodaje Grzegorz Brona. Koszt wyniesienia w kosmos zaledwie jednego kilograma ładunku to wciąż kwota rzędu kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Cena jest niewiele lepsza przy wysyłce hurtowej: za kilogram płaci się wówczas ok. 5 tys. dolarów. "A tutaj nie wystarczy tylko wynieść człowieka w kosmos. Trzeba zapakować mu do pojazdu wszystko, co potrzebne do przeżycia: powietrze, pożywienie, wodę, sprzęty. Dopóki nie będziemy w stanie wynosić w kosmos tego wszystkiego, nie będziemy mogli kolonizować na stałe innych planet" - ocenia.
Jak dodaje były szef PAK, po obniżeniu kosztów transportu kolejnym krokiem będzie produkowanie wszystkich niezbędnych do życia substancji, przedmiotów czy narzędzi już poza Ziemią. Prowadzone są już prace w tym kierunku: planowana jest choćby europejska misja na Księżyc, której celem będzie przebadanie możliwości wytwarzania np. wody czy tlenu ze skał księżycowych.
PORTRET KOLONIZATORA
Nie oznacza to jednak, że po pokonaniu tych barier na innych planetach od razu zamieszkają zwykli ludzie. "Pierwszym krokiem do kolonizacji jest wysłanie pionierów" - mówi Brona. "To wciąż będą jeszcze bardzo dobrze wyszkoleni specjaliści z dziedzin związanych z inżynierią. Towarzyszyć im będą prawdopodobnie także żołnierze, którzy będą potrafili współpracować ze sobą w niewielkich grupach. To jest jednak daleki lot w kosmos, który wymaga odseparowania się od Ziemi na dobre kilkadziesiąt czy też kilkaset dni i nie zapewnia możliwości powrotu w jakimkolwiek szybszym terminie. To będzie musiała być bardzo zgrana ekipa, w której nie będą panować żadne konflikty" - mówi.
"Dopiero za nimi ruszą całe rzesze ludzi, którzy taką powstającą kolonię będą musieli utrzymać. Jedna rzecz to utworzyć zalążek kolonii, a druga - utworzyć samowystarczalną kolonię, w której mieszkańcy będą mogli po prostu przyjemnie żyć" - dodaje Brona.
NOWA ERA KOSMICZNA JUŻ TRWA
Rozmówcy PAP oceniają przy tym, że już rozpoczęła się nowa era kosmiczna, której ukoronowaniem może być właśnie kolonizacja innych światów. "Trwa już nowy wyścig kosmiczny pomiędzy supermocarstwami - Chinami, USA i innymi krajami. Mamy też coś, czego wcześniej nie było, czyli konkurencję między prywatnymi firmami w obrębie sektora kosmicznego" - stwierdza Brona. Dodaje przy tym, że przejawy nowej ery kosmicznej można dostrzec m.in. w korzystających z danych satelitarnych systemach - wszechobecnym GPS czy w telekomunikacji.
Na orbitę zaczynają również trafiać satelity dostarczające Internet. Pod koniec maja firma Elona Muska SpaceX umieściła na orbicie 60 z planowanych 12 tys. niewielkich satelitów, za pośrednictwem których świadczone będą usługi dostępu do szybkiego Internetu. "Niedawno natomiast (szef Amazona) Jeff Bezos ogłosił, że - śladem Muska - zamierza wysłać własną konstelację satelitów dostarczających Internet. Czyli istnieje szansa, że na niebie pojawią nam się dwie gigantyczne konstelacje mikrosatelitów!" - opowiada Ewelina Zambrzycka.
ORBITALNE WYSYPISKO
Z tymi liczbami wiąże się jednak duży problem. "Niedawno astronomowie wpadli w panikę, bo stwierdzili, że jeżeli kolejne firmy wyślą tyle satelitów, ile planują, to będziemy mieć na Ziemi problem z oglądaniem gwiazd" - mówi Zambrzycka. Jak dodaje, w planach jest wysłanie na orbitę dodatkowych 30 tys. nowych obiektów. Jest to gigantyczny przeskok: w tym momencie po orbicie krąży bowiem ok. 2,5 tys. satelitów działających oraz drugie tyle nieużywanych.
"Wszystko jest ok, jeżeli taki system wielu satelitów mamy pod kontrolą. Gorzej, jeśli on się spod tej kontroli wymknie; takie satelity będą stanowiły zagrożenie jeden dla drugiego" - zauważa z kolei Grzegorz Brona. Takie zderzenie może spowodować reakcję łańcuchową: powstać może z niego dużo dodatkowych, niebezpiecznych śmieci kosmicznych, które będą zderzać się z kolejnymi satelitami. "Scenariusz może wygenerować tyle śmieci kosmicznych, że w przyszłości rzeczywiście nie wydostaniemy się poza Ziemię, bo każda misja kosmiczna będzie zagrożona" - podkreśla.
W rzeczywistości jednak nie jest aż tak źle. "O tych kwestiach myślą na szczęście wszystkie firmy, które chcą dokonać wielkich inwestycji kosmicznych" - dodaje Brona. Wśród pomysłów na to, jak zapobiec zderzeniom orbitujących Ziemię satelitów prym wiedzie propozycja umieszczenia na nich silników - dzięki którym możliwe byłoby wykonywanie manewrów unikowych.
A GDZIE W TYM WSZYSTKIM POLACY?
Po wejściu do Unii Europejskiej polscy naukowcy i przedsiębiorcy zyskali możliwość udziału w programach realizowanych przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA). Aktualnie w Polsce działa kilkadziesiąt firm i instytutów naukowych, które realizują szereg programów m.in. dla ESA - w ciągu ostatnich 5 lat zrealizowały one ok. 300 projektów dla europejskiej agencji.
"Mamy własne programy rakietowe" - podkreśla Grzegorz Brona. Dodaje przy tym, że w latach 70. Polska była jednym z pierwszych krajów, które posiadały rakiety zdolne do wzniesienia się na wysokość większą niż 100 km - czyli ponad umowną granicę między atmosferą Ziemi a przestrzenią kosmiczną. "Teraz w pewnym sensie do tego programu wracamy. Mamy aktualnie dwa ośrodki - jeden w Gdańsku, drugi w Warszawie - które budują niewielkie rakiety suborbitalne" - opowiada.
"Zaczynamy też mieć ambicje związane z małymi satelitami, które dostarczają pewnych wycinków danych na potrzeby gospodarki. Mamy systemy przetwarzania danych satelitarnych w Polsce, jesteśmy ważnym partnerem dla ESA" - dodaje były szef PAK. "Wydaje się, że zaczynamy bardzo śmiało podążać tam, gdzie jeszcze żadnego Polaka nie było, czyli coraz dalej w przestrzeń kosmiczną" - podsumowuje.
PAP - Nauka w Polsce, Katarzyna Florencka
kflo/ ekr/
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C77961%2Ceksperci-trudno-okreslic-dokladne-terminy-dalszej-eksploracji-kosmosu.html

Eksperci trudno określić dokładne terminy dalszej eksploracji kosmosu.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

50. rocznica lądowania na Księżycu. „Meteoryt księżycowy jest najbardziej brzydki ze wszystkich"

2019-07-20.

Kawałek księżyca można oglądać w muzeum geologicznym Polskiej Akademii Nauk przy ulicy Senackiej 3 w Krakowie. To mały odłamek meteorytu który spadł na Saharze w 2017 roku.

Meteoryt księżycowy jest najbardziej brzydki ze wszystkich meteorytów, Księżyca nie chroni żadna atmosfera nie ma tam także żadnej tektoniki płyt. Tak naprawdę można go porównać  do samochodu osobowego który trafił pod pociąg a potem pod ciężarówkę, to zupełnie zmielona skała. Można tam rozpoznać jeden minerał, pozostałe to posklejane różne substancje. Stało się to tak, że w Księżyc najprawdopodobniej uderzyła bryła lodu, zmieliła ona część skał które wyleciały w kosmos a potem spadły na ziemie - mówi Marcin Banaś z muzeum geologicznego PAN w Krakowie.
Oprócz minerałów w muzeum można oglądać wystawę prezentującą całą historię drogi człowieka na księżyc. Zaczęło się od niemieckiego programu rakietowego, to naukowiec Von Braun zaczął tworzyć rakiety. Testowano rakiety A2 i A3, pierwsza w kosmos poleciała rakieta A4 którą my znamy jako rakietę V2 - opowiada Banaś.

Mniej znane fakty to takie że ogromny wpływ na budowę silnika rakietowego mieli Polacy - Nie byłoby silnika bez Łukasiewicza i Zacha, którzy pierwsi wydestylowali ropę naftową i wykonali benzynę. Absolutnie też nic by się nie dało zrobić bez krakowskich uczonych, czyli Wróblewskiego i Olszewskiego - to oni  wykonali pierwsze skraplanie tlenu. Ten wynalazek wykorzystują dziś wszystkie rakiety.  Najbardziej genialny był zaś Konstanty Ciołkowski, to on szkicował konstrukcje rakietowe, narysował on model rakiety trójstopniowej, zasilanej benzyną i ciekłym tlenem. To Ciołkowski powiedział w 1935, że,, człowiek który poleci w kosmos już się narodził" - było to 10 miesięcy przed narodzinami Jurija Gagarina.
Jest tu także mikroskop petrograficzny, dzięki niemu można zobaczyć skałę księżycową z bardzo bliska. Pod mikroskopem polaryzacyjnym ta skała budzi prawdziwy zachwyt - przekonuje Michał Banaś.
Autor:
Marek Wiosło
Opracowanie:
Sara Bounaou


https://www.rmf24.pl/nauka/news-50-rocznica-ladowania-na-ksiezycu-meteoryt-ksiezycowy-jest-n,nId,3103988

 

50. rocznica lądowania na Księżycu. Meteoryt księżycowy jest najbardziej brzydki ze wszystkich.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Nvidia sfałszowała moment lądowania na Księżycu za pomocą technologii RTX
2019-07-21.
Wielu entuzjastów teorii spiskowych uważa, że ludzie nigdy nie byli na Księżycu, bo nasza cywilizacja nie dysponuje technologią, która by na to pozwalała. Dowodem na to ma być brak jakiejkolwiek misji na ten obiekt od 50 lat.
NASA dysponuje setkami zdjęć i nagrań z misji Apollo na Srebrny Glob, które w swoim życiu na pewno widzieliście wielokrotnie. Fani teorii spiskowych uważają, że wszystkie filmy i zdjęcia zostały przygotowane w studiach w Hollywood. Nvidia, z okazji obchodzącej właśnie 50. rocznicy misji Apollo 11, postanowiła przygotować sfałszowane nagranie lądowania Orła i pierwsze kroki astronautów na Księżycu.
„Tegoroczna rocznica lądowania na Księżycu, jednego z największych osiągnięć ludzkości, zainspirowała nas do radykalnego przyspieszenia naszej pracy przy stworzeniu dema lądowania na Księżycu, wzbogacając je technologią RTX. Piękne, niemal kinowe przedstawienie jednego z najwspanialszych momentów w historii. To dzięki ray tracing, które obsługują procesory graficzne Nvidia RTX, nasz zespół demonstracyjny stworzył interaktywną wizualizację, przedstawiającą światło i cienie w sposób, w jaki faktycznie tam występują, dając scenie niesamowity realizm” - napisała Nvidia.
Firma zaprosiła do swojej siedziby drugiego człowieka na Srebrnym Globie, czyli Buzza Aldrina, by okrasił swoim komentarzem przygotowane dzieło i powiedział, co myśli o takich technikach. Celem inżynierów Nvidii było pokazanie najnowocześniejszych technik CGI i renderowania ich za pomocą technologi RTX. Efekt zapiera dech w piersi, ale nie trzeba być specjalistą, by dostrzec, że to jedynie wizualizacja, a nie prawdziwe nagranie.
Minie jeszcze wiele lat, zanim technologie CGI wspierane sztuczną inteligencją pozwolą generować tak realistyczną grafikę, że ciężko będzie nam rozróżnić fikcję od rzeczywistości i oszukać nas, że mamy do czynienia z prawdziwym nagraniem. Tak czy inaczej, cieszcie oczy dziełem Nvidii i fajnym komentarzem wielkiego astronauty, który teraz marzy o Marsie.
Źródło: GeekWeek.pl/Nvidia / Fot. Nvidia
https://www.geekweek.pl/news/2019-07-21/nvidia-sfalszowala-moment-ladowania-na-ksiezycu-za-pomoca-technologii-rtx/

 

 

Nvidia sfałszowała moment lądowania na Księżycu za pomocą technologii RTX.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Powitanie na ISS. Przylecieli nowi członkowie załogi [WIDEO]
2019-07-21. SJ. MG. TM
Rosyjski statek Sojuz MS-13 dotarł w niedzielę po północy czasu polskiego, po około sześciu godzinach lotu, na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS). Sojuz przywiózł trzech nowych członków załogi stacji.
Rosyjski statek zacumował do ISS w niedzielę o godz. 00.48 czasu polskiego, w 50. rocznicę lądowania na Księżycu załogi amerykańskiego statku Apollo 11.

Na pokładzie Sojuza MS-13 na ISS dotarło trzech nowych członków załogi stacji: 53-letni Rosjanin Aleksander Skworcow, 43-letni Amerykanin Andrew Morgan i 42-letni Włoch Luca Parmitano. Spośród nich tylko Morgan jest kosmicznym nowicjuszem - Skworcow bawił na ISS dwukrotnie, w roku 2010 i 2014, przez łącznie 345 dni, a Parmitano w roku 2013 przez 166 dni.
Skworcow i Parmitano powrócą na Ziemię w lutym 2020 roku statkiem Sojuz MS-13 wraz 40-letnią Amerykanką Christiną Koch, która obok 47-letniego Rosjanina Aleksieja Owczynina i swego 43-letniego rodaka Nicka Hague tworzy obecną załogę ISS. Natomiast Morgan opuści stację orbitalną dopiero wiosną 2020 roku na pokładzie statku Sojuz MS-15, który wyruszy w kosmos pod koniec września br.
Wraz z definitywnym wycofaniem w 2011 roku ze służby amerykańskich wahadłowców NASA została pozbawiona własnych środków transportowania astronautów i zaopatrzenia na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Wymiana członków załogi stacji następuje obecnie wyłącznie za pomocą rosyjskich statków Sojuz.

Zamiast podjąć kosztowny własny program budowy nowych pojazdów do współpracy z ISS, agencja postanowiła zwrócić się do amerykańskich partnerów prywatnych, co uznano za tańsze rozwiązanie. Dzięki temu Boeing udostępni NASA swe załogowe statki Starliner, wynoszone w kosmos przez rakiety Atlas, a w przypadku SpaceX będą to jego statki Dragon w wersji załogowej (Crew Dragon) i jego rakiety nośne Falcon-9. Rakiety Atlas wytwarza spółka United Launch Alliance, której udziałowcami są Boeing i Lockheed.

Statki Starliner i Crew Dragon mają po raz pierwszy dotrzeć z astronautami na ISS w listopadzie bieżącego roku.
źródło: PAP
https://www.tvp.info/43590119/powitanie-na-iss-przylecieli-nowi-czlonkowie-zalogi-wideo

Powitanie na ISS. Przylecieli nowi członkowie załogi [WIDEO].jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Pogoda na Księżycu jest zabójcza dla człowieka. Oto, dlaczego astronauci muszą mieć na sobie kombinezony
2019-07-21.
Dlaczego 50 lat temu, gdy na powierzchni Księżyca lądowali astronauci, musieli mieć na sobie specjalne kombinezony? Okazuje się, że pogoda panująca na naszym naturalnym satelicie jest zabójcza dla ludzkiego organizmu.
Dokładnie pół wieku temu lądownik statku kosmicznego Apollo 11, na którego pokładzie znajdowało dwoje astronautów: Neil Armstrong i Edwin Aldrin, osiadł na powierzchni Księżyca. To byli pierwsi ludzie, którzy postawili stopy na Srebrnym Globie.
Oczywiście zwykłe „ziemskie” ubranie im nie wystarczyło z powodu panujących na Księżycu ekstremalnych warunków. Odziani byli w specjalistyczne kombinezony. Bez nich zginęliby w kilka chwil. A to dlatego, że na Księżycu nie ma atmosfery, jak ma to miejsce na Ziemi.
To właśnie z tego powodu powierzchnia naszego satelity jest podziurawiona niezliczonymi kraterami. Ziemska atmosfera spala większość wchodzących w nią kosmicznych skał. Pozbawiony atmosfery Księżyc wygląda na zupełnie martwy.
Nie ma tam takich zjawisk pogodowych, jakie znamy z Ziemi, ale wcale nie oznacza to, że w ogóle ich tam nie ma. Mimo, że nie występują chmury i opady deszczu, to jednak kilku składników „ziemskiej” pogody można się tam doszukać.
Pierwszym jest temperatura, która niczym nie przypomina tej znanej nam nawet z najbardziej skrajnych regionów naszej planety. W ciągu dnia, gdy świeci Słońce, na powierzchni Księżyca temperatura wzrasta do nawet 130 stopni.
Nocą, gdy Słońca nie widać, temperatura potrafi się obniżyć do minus 190 stopni. Nawet jeśli inne czynniki byłyby korzystne, to jednak tak gigantyczne różnice temperatur w ciągu jednej doby nie pozwoliłyby na normalne życie.
Oprócz temperatury na Księżycu nie możemy liczyć na wiatr, nie ma go z powodu braku atmosfery. Tymczasem przyciąganie jest na tyle małe, że można spokojnie unosić się w powietrzu, skacząc niczym na sprężynkach. Zabójcze dla nieosłoniętego ludzkiego organizmu jest też promieniowanie kosmiczne.
Nawet podczas dnia Słońce oświetla powierzchnię Księżyca tak nieśmiało, że bardzo dobrze widoczne są wszelkie cienie na tle niemal czarno-białego krajobrazu. Powierzchnia Księżyca niemal nie zmieniła się przez ostatnich 50 lat. Odciski podeszew butów pozostawione przez astronautów w regolicie, czyli niezwykle drobnym pyle pokrywającym księżycowy grunt, są niczym zakonserwowane.
Źródło: TwojaPogoda.pl / NASA.
https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2019-07-21/pogoda-na-ksiezycu-jest-zabojcza-dla-czlowieka-oto-dlaczego-astronauci-musza-miec-na-sobie-kombinezony/

 

Pogoda na Księżycu jest zabójcza dla człowieka. Oto, dlaczego astronauci muszą mieć na sobie kombinezony.jpg

Pogoda na Księżycu jest zabójcza dla człowieka. Oto, dlaczego astronauci muszą mieć na sobie kombinezony2.jpg

Pogoda na Księżycu jest zabójcza dla człowieka. Oto, dlaczego astronauci muszą mieć na sobie kombinezony3.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

NASA w końcu ujawniła dokładną lokalizację Księżycowego Portu Kosmicznego
2019-07-21.
Następca Międzynarodowej Stacji Kosmicznej będzie kolejnym gigantycznym krokiem w historii ludzkości na jej drodze podboju kosmosu. Dzięki niemu bowiem łatwiej będzie nam pozostać na stałe na Księżycu i latać na Marsa.
Brama do eksploracji Srebrnego Globu, Czerwonej Planety i Wenus ma zacząć powstawać już za 3 lata, a być ukończona do końca lat 20. XXI wieku. Będzie ona wybudowana wspólnymi siłami Stanów Zjednoczonych, Rosji, Kanady, Japonii i krajów Unii Europejskiej. Ostatnie spotkanie rady nadzorczej Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) zaowocowało stworzeniem wytycznych dotyczących budowy i funkcjonowania następcy kosmicznego domu w postaci Księżycowego Portu Kosmicznego.
Władze chcą, by na jego pokładzie zamieszkiwali na stałe astronauci oraz towarzyszyły im zaawansowane roboty. Według planu, nowa instalacja kosmiczna ma znajdować się 1000 razy dalej w przestrzeni kosmicznej od ISS. Mają tam odbywać się badania, eksperymenty i być tworzone technologie, które pozwolą szybko, tanio i skutecznie jeszcze intensywniej eksplorować Układ Słoneczny.
Z okazji 50. rocznicy lądowania ludzi na Księżycu, Amerykańska Agencja Kosmiczna i Centrum Operacyjne Europejskiej Agencji Kosmiczne ujawniły lokalizację nowej stacji kosmicznej. Otóż będzie ona znajdowała się na orbicie Halo (NRHO), czyli w punkcie libracyjnym L2 dla układu Ziemia-Księżyc. EML-2 od Earth-Moon Libration znajduje się, patrząc z Ziemi, poza naszym satelitą, po jego ciemnej stronie. Stacja będzie okrążać Srebrny Glob regularnie co siedem dni od 3000 do 70000 kilometrów od niego, okrążając go po szerokiej elipsie.
Zdaniem przedstawicieli NASA, umieszczona tam nowa stacja kosmiczna ma pozwolić nie tylko pomóc w badaniu okolic Księżyca i wykonywać częste misje na jego powierzchnię, ale również pozyskać więcej energii słonecznej do funkcjonowania bazy, badać zbliżające się do Ziemi planetoidy, księżyce Marsa, planetę Wenus, ułatwi dotarcie człowieka na Czerwoną Planetę oraz będzie sprzyjała misjom towarowym.
Księżycowy Port Kosmiczny ma docelowo składać się z 10 elementów, które będą zaprojektowane, zbudowane i wyniesione na orbitę Księżyca przez różne kraje uczestniczące w tym historycznym projekcie. NASA ma zadbać o moduł: napędowy stacji, zasilający, składowania odpadów, ładunkowy i mieszkalny oraz zapewnić sprawną komunikację z Ziemią i Księżycem za pomocą kapsuły Orion. ESA zajmie się modułem serwisowym, mieszkalnym i jednym z najbardziej wszechstronnych o nazwie ESPRIT. Pozwoli on na komunikację, tankowanie stacji oraz zapewni przestrzeń do przesyłu ładunków naukowych i CubeSatów.
JAXA wspomoże ESA w budowie modułu mieszkalnego oraz NASA w przygotowaniu modułu logistycznego. Tymczasem Roskosmos zajmie się budową modułu o szerokim zastosowaniu badawczym, a CSA budową specjalistycznych robotów do obsługi najróżniejszych technologii. NASA i ESA przewidują, że na pokładzie nowej stacji astronauci będą mogli przebywać do ok. 60 dni. Obiekt ma być wyposażony w uniwersalne śluzy, które umożliwią zarówno udanie się załogi na spacery kosmiczne, jak i będą służyły dokowaniu prywatnych statków kosmicznych, biorących udział w misjach kosmicznego górnictwa.
Źródło: GeekWeek.pl/NASA/ESA / Fot. NASA/ESA
https://www.geekweek.pl/news/2019-07-21/nasa-w-koncu-ujawnila-dokladna-lokalizacje-ksiezycowego-portu-kosmicznego/

NASA w końcu ujawniła dokładną lokalizację Księżycowego Portu Kosmicznego.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Gwiazdozbiry #000: 50 lat temu ludzie wylądowali na Księżycu. I co z tego?

2019-07-22. Radek Kosarzycki

“Nadejszla wiekopomna chwiła…” jak mawiał Kazimierz Pawlak kilkadziesiąt lat temu.

Po wielu solo próbach i niepowodzeniach postanowiłem zewrzeć szeregi z Adamem Adamczykiem z portalu Kwantowo.pl i razem zdecydowaliśmy się na stworzenie nowego, niezależnego podcastu naukowego i okołonaukowego. Będzie dużo o kosmosie i fizyce, ale nie będziemy się ograniczać tylko do tego i od czasu do czasu zagoszczą u nas także inne nauki przyrodnicze.

Podcast przed chwilą pojawił się na portalu Spreaker oraz Spotify. W ciągu kilku godzin pewnie zindeksuje się na iTunes i Google Podcasts. Zachęcamy do subskrypcji podcastu, abyście otrzymali powiadomienie o każdym kolejnym odcinku gdziekolwiek najczęściej słuchacie podcastów.

O kolejnych odcinkach znajdziecie informacje także na Facebooku i Twitterze, do których linki znajdziecie poniżej. Jeżeli natomiast nie jesteście miłośnikami słuchania czegokolwiek na urządzeniach mobilnych – zachęcamy do subskrypcji kanału YouTube.

W międzyczasie zabieramy się za poprawę naszego warsztatu i szukanie materiału do kolejnego odcinka!

Zachęcamy do polubienia naszych profili na portalach Facebook oraz Twitter.

https://www.pulskosmosu.pl/2019/07/22/gwiazdozbiry-000-50-lat-temu-ludzie-wyladowali-na-ksiezycu-i-co-z-tego/

Gwiazdozbiry 00050 lat temu ludzie wylądowali na Księżycu. I co z tego.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Prezes POLSA nie został wybrany
2019-07-21. Redakcja
Tegoroczny konkurs na prezesa POLSA zakończył się bez rozstrzygnięcia. Jednocześnie w życie wchodzi nowa ustawa o Polskiej Agencji Kosmicznej.
Pemier Mateusz Morawiecki 29 marca 2019 r. powierzył panu Michałowi Szaniawskiemu pełnienie obowiązków Prezesa Polskiej Agencji Kosmicznej (POLSA). Decyzja związana była ze złożeniem rezygnacji przez dotychczasowego Prezesa PAK, dr hab. Grzegorza Bronę. Michał Szaniawski miał pełnić obowiązki Prezesa PAK przez okres 3 miesięcy, do czasu powołania prezesa agencji.
Do 16 maja 2019 trwał nabór na Prezesa POLSA. Z dostępnych informacji wynika, że zgłosiło się kilka osób, każda z nich w pewien sposób związana z polskim sektorem kosmicznym. Z dostępnych informacji wynika także, że jednym z kandydatów na Prezesa był Pan Michał Szaniawski.
Piętnastego lipca 2019 na stronie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów pojawił się dokument o wynikach naboru. W tym naborze wybrano dwoje kandydatów:
•    Panią Izabelę Erecińską
•    Pana Jacka Borkowskiego
Informacja jest podobna do kilku wcześniejszych naborów na Prezesa tej Agencji. Informacja oznacza, że wybrano dwóch “finalistów”, spośród których nie wybrano nowego Prezesa. Co ciekawe, jednym z tych “finalistów” nie okazał się być Pan Michał Szaniawski.
Pod koniec czerwca Kancelaria Rady Ministrów poinformowała o przedłużeniu okresu pełnienia obowiązków Prezesa POLSA o kolejne trzy miesiące. W tej chwili nie wiadomo, czy oznacza to możliwość ogłoszenia kolejnego naboru na Prezesa jeszcze latem tego roku.
Nowa ustawa wchodzi w życie
Z dniem 19 lipca 2019 wchodzi w życie nowa ustawa o Polskiej Agencji Kosmicznej. Na mocy tej ustawy zmienia się organ nadzorujący POLSA. Nowym organem będzie Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii (MPiT). Doprecyzowaniu uległy także zapisy o kompetencjach Prezesa i Wiceprezesa tej Agencji oraz powoływaniu i odwoływaniu tych osób. Zmienione zostaną także zasady zatrudniania pracowników POLSA i zasady funkcjonowania Rady tej Agencji.
(KPRM)
https://kosmonauta.net/2019/07/bez-wyboru-prezesa-polsa/

Prezes POLSA nie został wybrany.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Co robili astronauci na Księżycu? Przebieg misji Apollo 11 (część 3.)
2019-07-22.
Neil Armstrong i Buzz Aldrin spędzili na powierzchni Księżyca 21 godzin i 36 minut, z czego około 2 godziny poza lądownikiem Eagle. W trzeciej części artykułu o przebiegu misji Apollo 11 opisujemy co astronauci robili podczas historycznego spaceru księżycowego.
Po otwarciu włazu lądownika Eagle Armstrong rozłożył specjalne ramię z czarno-białą kamerą, która miała zarejestrować historyczny moment zejścia z lądownika na powierzchnię Księżyca. Po zejściu na ostatni dolny stopień drabiny na wszelki wypadek wykonał kilka skoków z nogi lądownika na pierwszy stopień. Następnie zaanonsował zejście z lądownika. Była wtedy 21:56 czasu Houston. Kiedy postawił lewą stopę na powierzchni powiedział słynne słowa: “Dla człowieka to jeden mały krok, dla ludzkości skok ogromny”.
Pierwszym zadaniem Armstronga na powierzchni było zarejestrowanie kamerą stanu lądownika - tego jak przetrwał lądowanie, jak głęboko zakopał się w księżycowym regolicie i jak wyrzut z silnika rakietowego wpłynął na otoczenie. Następnie zebrał niewielką próbkę materiału z powierzchni - na wypadek, gdyby należało awaryjnie wrócić do lądownika.
Po kilku minutach z lądownika Eagle wyszedł Aldrin. Astronauta przy wyjściu zażartował w swoim stylu: “Teraz zamknę częściowo właz. Dopilnuje, by nie zamknąć go całkowicie”. Armstrong zaśmiał się i natychmiast pochwalił zamiary Aldrina.
Armstrong później zdemontował kamerę rejestrującą wcześniej zejście i ustawił ją tak, by ludność na Ziemi mogła oglądać kolejne aktywności astronautów na żywo. Aldrin w tym czasie rozkładał w pobliżu lądownika eksperyment pomiaru jonów wiatru słonecznego.
Następnie dwójka astronautów wyjęła amerykańską flagę ze struktury pod drabiną i wbiła ją kilka metrów przed lądownikiem. Potem przez następne dwie minuty astronauci rozmawiali przed kamerą z prezydentem Nixonem.
Po rozmowie Aldrin przystąpił do eksperymentu pomiaru spoistości gruntu za pomocą kopania butem w regolit. Armstrong wrócił po “bardziej profesjonalny” sprzęt do lądownika, celem pobrania większej ilości próbek. Aldrin zrobił też wtedy zdjęciowe panoramy miejsca lądowania.
Następnie Aldrin przekazał kamerę Armstrongowi i sam poszedł do lądownika po dwa eksperymenty - pasywny sejsmometr i retroreflektor laserowy. Aldrin umieścił sejsmometr, natomiast Armstrong zamontował na powierzchni lustra retroreflektora.
Aldrin następnie zajął się zbieraniem próbek, Armstrong natomiast oddalił się 50 m do krateru Little West, gdzie wykonał fotografie panoramiczne. Następnie wrócił, by pomóc Aldrinowi w pracy z pobraniem gruntu.
Na koniec spaceru Aldrin złożył eksperyment pomiaru jonów wiatru słonecznego. Następnie obaj spakowali próbki i nagrane taśmy filmowe i wrócili z materiałami do lądownika. Jeszcze przed wejściem Armstronga, ten przypomniał sobie o konieczności pozostawienia pamiątkowych rzeczy wziętych na misję, Aldrin podał mu je z lądownika i Armstrong zostawił je na powierzchni. Były tam: płyta krzemowa z życzeniami od 73 światowych przywódców, emblemat misji Apollo 1, w której zginęła trójka astronautów, dwa medale radzieckie honorujące kosmonautów Komarowa, który zginął w statku Sojuz 1 oraz Gagarina - pierwszego człowieka w przestrzeni kosmicznej, który zginął w 1968 roku w katastrofie lotniczej.
Po powrocie do lądownika załoga zaczęła proces hermetyzacji i następnie zdejmowania skafandrów. Potem przyszedł czas na zasłużony obiad i sen po 21 godzinach aktywności.
Na podstawie: NASA
Więcej informacji:
•    strona NASA poświęcona 50. rocznicy lądowania Apollo 11
•    przebieg lądowania i operacji księżycowych misji Apollo 11 (NASA)
Na zdjęciu: Astronauci misji Apollo 11 wbijający flagę Stanów Zjednoczonych na powierzchni Księżyca. Źródło: NASA.
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/co-robili-astronauci-na-ksiezycu-przebieg-misji-apollo-11-czesc-3

Co robili astronauci na Księżycu Przebieg misji Apollo 11 (część 3.).jpg

Co robili astronauci na Księżycu Przebieg misji Apollo 11 (część 3.)2.jpg

Co robili astronauci na Księżycu Przebieg misji Apollo 11 (część 3.)3.jpg

Co robili astronauci na Księżycu Przebieg misji Apollo 11 (część 3.)4.jpg

Co robili astronauci na Księżycu Przebieg misji Apollo 11 (część 3.)5.jpg

Co robili astronauci na Księżycu Przebieg misji Apollo 11 (część 3.)6.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

We wrześniu w Ziemię może uderzyć wielka jak 10-piętrowy wieżowiec planetoida-widmo
2019-07-22.
Naukowcy zachodzą w głowę, co się stanie we wrześniu. W rejon Ziemi ma się wówczas zbliżyć planetoida, którą obserwowano ostatnio 13 lat temu, a której nie mogą teraz namierzyć. Jak się może skończyć uderzenie tak dużego obiektu w naszą planetę?
2006 QV89 to numer katalogowy planetoidy, którą 29 sierpnia 2006 roku odkryto w Obserwatorium Mount Lemmon w amerykańskim stanie Arizona. 30-metrowy obiekt obserwowany był przez teleskopy przez 10 dni. Na tej podstawie wyliczono jego przyszłą trajektorię.
Wówczas okazało się, że we wrześniu 2019 roku znajdzie się na tyle blisko Ziemi, że może w nią uderzyć. Przez kolejnych 13 lat planetoidy nie udało się już zaobserwować, a to oznacza, że dysponujemy jedynie niewielkim zestawem danych, z którego nie sposób w stu procentach stwierdzić, co się w rzeczywistości zdarzy.
Dane wprowadzone zostały do różnych modeli komputerowych, które podały najróżniejsze daty zbliżenia się obiektu do naszej planety, a także odległość. Według jednego z nich planetoida miałaby zbliżyć do Ziemi między 23 a 27 września. Inny model wskazuje na 29 września i odległość ponad 3 milionów kilometrów. Jeszcze inny na 23 września z progiem błędu 23 dni przed i po tej dacie.
To oczywiście zdecydowanie najkorzystniejsze wyliczenia, ponieważ odległość byłaby na tyle duża, że obiekt nie wyrządziłby nam żadnej krzywdy. Są jednak też takie scenariusze, które potrafią przerazić. Zgodnie z szacowaniem trajektorii metodą Monte Carlo, kosmiczna skała miałaby zbliżyć się na tyle blisko Ziemi, aby wejść w jej atmosferę.
Miałoby się to stać 9 września. Potencjalną ścieżkę przelotu obiektu wyliczono na tyle dokładnie, aby wskazać, że planetoida-widmo spadnie gdzieś w rejonie Antarktydy lub południowej Argentyny.
Sprawa ta tyle rozgrzewa media społecznościowe, że postanowiły się wypowiedzieć prestiżowe instytucje. Mimo, że trajektoria jest niepewna i w pełni nieznana, to jednak naukowcy tradycyjnie uspokajają, że nic się nie stanie. Według Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) ryzyko uderzenia 2006 QV89 w dniu 9 września wynosi 1 do 7300.
Gdyby obiekt rzeczywiście spadł na Ziemię, to mielibyśmy powtórkę z 15 lutego 2012 roku, gdy podobnych wielkości planetoida spadła na okolice Czelabińska w Rosji. Mimo, że w znacznej mierze rozpadła się ona i spaliła już na wysokości 30 kilometrów nad ziemią, to jednak fala uderzeniowa spowodowała zbicie szyb oraz uszkodzenia budynków w całym mieście. Rannych zostało 1,5 tysiąca osób.
Planetoida wielkości 10-piętrowego wieżowca jest zdolna zrównać z ziemią całe miasto. Oczywiście prawdopodobieństwo, że spadnie na obszar gęsto zaludniony jest bardzo niewielka mając na uwadze rozmiary naszej planety i fakt, że 80 procent powierzchni stanowią oceany.
Może jednak dojść do gigantycznych pożarów, wstrząsów ziemi i wyzwolenia wysokich fal tsunami, które mogą się okazać niszczycielskie i zabójcze w skutkach. Jeśli trajektoria przelotu skały nad Antarktydą by się potwierdziła, mogłoby dojść do nagłego stopienia się lądolodu znacznych rozmiarów, nawet kilku tysięcy kilometrów kwadratowych.
Oczywiście wszyscy mamy nadzieję, że planetoidę uda się ponownie namierzyć, gdy zacznie się ona zbliżać w rejon Słońca, co powinno nastąpić w ciągu najbliższych tygodni, a przy tym na tyle dokładnie wyliczyć trajektorię, aby nie było wątpliwości czy nam ona zagraża.
W ostatnich latach zbliżało się do nas sporo obiektów, które mogły stanowić zagrożenie. Tylko od początku roku planetoid, które znalazły się nie dalej od nas niż Księżyc, naliczono aż 30. W najbliższą środę (24.07) przemknie największy z nich, który ma średnicę między 52 a 102 metry.
Z kolei 19 maja nad środkową Australią eksplodowała planetoida o średnicy 1,2 metra. Zaś 22 czerwca obiekt o średnicy 4,5 metra wybuchł z mocą 2,5 tysiąca ton trotylu nad Morzem Karaibskim. Nikomu nic się nie stało.
Źródło: TwojaPogoda.pl / NASA / ESA.
https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2019-07-22/we-wrzesniu-w-ziemie-moze-uderzyc-wielka-jak-10-pietrowy-wiezowiec-planetoida-widmo/

 

We wrześniu w Ziemię może uderzyć wielka jak 10-piętrowy wieżowiec planetoida-widmo.jpg

We wrześniu w Ziemię może uderzyć wielka jak 10-piętrowy wieżowiec planetoida-widmo2.jpg

We wrześniu w Ziemię może uderzyć wielka jak 10-piętrowy wieżowiec planetoida-widmo3.jpg

We wrześniu w Ziemię może uderzyć wielka jak 10-piętrowy wieżowiec planetoida-widmo4.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Bliski przelot 2019 OD (24.07.2019)
2019-07-23. Krzysztof Kanawka
Dwudziestego czwartego lipca nastąpi bliski przelot planetoidy o oznaczeniu 2019 OD. Jest to największa planetoida, która w tym roku zbliżyła się do Ziemi.
Planetoida o oznaczeniu 2019 OD przemknie obok Ziemi 24 lipca, ze zbliżeniem około godziny 15:30 CEST.W tym momencie 2019 NF7 znajdzie się w odległości około 357 tysięcy kilometrów od Ziemi, co odpowiada 0,93 dystansu do Księżyca. 2019 NF7 ma szacowaną średnicę około 70 metrów.
Jest to największa planetoida, która w tym roku zbliżyła się do Ziemi. Ewentualne wtargnięcie obiektu tej wielkości w atmosferę naszej planety mogłoby przynieść pewne lokalne zniszczenia. Powstały krater byłby większy od słynnego krateru Meteor w Arizonie w USA, który powstał od uderzenia planetoidy o średnicy nie większej niż 50 metrów.
Jest to 34 bliski (wykryty) przelot planetoidy lub meteoroidu w 2019 roku. W 2018 roku wykryć bliskich przelotów było przynajmniej 73. Rok wcześniej takich wykrytych przelotów było 53. W2016 roku wykryto przynajmniej 45 bliskich przelotów, w 2015 było ich 24, a w 2014 roku 31. Z roku na rok ilość odkryć rośnie, co jest dowodem na postęp w technikach obserwacyjnych oraz w ilości programów poszukiwawczych, które niezależnie od siebie każdej pogodnej nocy “przeczesują” niebo. Pracy jest dużo, gdyż prawdopodobnie planetoid o średnicy mniejszej od 20 metrów może krążyć w pobliżu Ziemi nawet kilkanaście milionów.
Zeszły rok obfitował w bliskie przeloty większych planetoid obok Ziemi. Pierwszym bliskim przelotem w 2018 roku było zbliżenie dużej planetoidy 2018 AH. Ten obiekt ma średnicę około stu metrów, a jego wykrycie nastąpiło dopiero po przelocie obok Ziemi. Z kolei 15 kwietnia 2018 doszło do przelotu planetoidy 2018 GE3 o średnicy około 70 metrów. Miesiąc później, 15 maja 2018 również doszło do bliskiego przelotu planetoidy 2010 WC9 o średnicy około 70 metrów. Na początku czerwca 2018 doszło do wykrycia meteoroidu 2018 LA, który zaledwie kilka godzin później wszedł w atmosferę.
(HT)
https://kosmonauta.net/2019/07/bliski-przelot-2019-od-24-07-2019/

Bliski przelot 2019 OD (24.07.2019).jpg

Bliski przelot 2019 OD (24.07.2019)2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Kapsuła Orion od NASA już gotowa na pierwszy lot na orbitę i Księżyc
2019-07-23.
NASA z dumą poinformowała, że załogowa kapsuła Orion MPCV, która była dla niej budowana przez inżynierów z koncernu Lockheed Martin, właśnie została ukończona i jest w pełni gotowa do pierwszego lotu w kosmos.
Tym samym znaleźliśmy się o krok bliżej spełnienia pięknej wizji powrotu na Srebrny Glob do roku 2024 i pozostania tam na stałe. Ukończenie budowy pojazdu było możliwe dzięki przyspieszeniu prac związanemu z większym finansowaniem rządu. Administracja Donalda Trumpa poleciła NASA, by zwiększyć wysiłki mające na celu jak najszybsze przygotowanie do lotów zarówno kapsuły Orion, jak i najpotężniejszej rakiety w historii ludzkości, czyli Space Launch System (SLS).
Według najnowszych informacji podanych przez Amerykańską Agencję Kosmiczną, kapsuła w najbliższych miesiącach będzie testowana wraz z modułem serwisowym budowanym przez Europejską Agencję Kosmiczną. Pojazd odbędzie swój dziewiczy lot w połowie przyszłego roku. Co ciekawe, będzie to misja Artemida 1, w ramach której Orion obleci Księżyc i wróci na Ziemię. Później nastąpi już identyczna misja Artemida 2, tylko tyle, że na pokładzie znajdą się astronauci. Kolejna, Artemida 3, będzie już załogowym lotem na powierzchnię Srebrnego Globu.
Jeszcze kilka miesięcy temu wszyscy pukaliśmy się w głowę, gdy NASA i administracja Trumpa ogłosiła, że po 50 latach braku jakiejkolwiek załogowej misji pozaziemskiej, powrócimy na Księżyc do 2024 roku. Teraz jednak sprawa wygląda zupełnie inaczej i najbliższe lata rysują się pod względem eksploracji kosmosu w różowych barwach. Wbicie w powierzchnię Księżyca kolejnej amerykańskiej flagi może również pomóc Elon Musk i jego firma. SpaceX poinformowało, że już za 2-3 miesiące pełnowymiarowe prototypy statku Starship będą wzbijały się w atmosferę.
Musk przewiduje, że jego gwiezdny pojazd poleci w kosmos w 2021 roku. Najprawdopodobniej będzie to lot wokół Srebrnego Globu statku Starship, na pokładzie którego znajdzie się Yusaku Maezawa, japoński artysta i miliarder, a następną misją będzie już lądowanie na powierzchni pojazdu bez załogi na pokładzie. Szef SpaceX uważa, że załogowa misja na Księżyc jest możliwa w roku 2023, czyli na rok przed planowanym lądowaniem tam amerykańskich astronautów w ramach realizowanego przez NASA programu Artemida.
Źródło: GeekWeek.pl/NASA/Elon Musk/SpaceX / Fot. NASA
https://www.geekweek.pl/news/2019-07-23/kapsula-orion-od-nasa-juz-gotowa-na-pierwszy-lot-na-orbite-i-ksiezyc/

 

Kapsuła Orion od NASA już gotowa na pierwszy lot na orbitę i Księżyc.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Pierwsza analogowa misja kosmiczna w habitacie w Rzepienniku
2019-07-23. Redakcja
W nowym habitacie w Rzepienniku rozpoczęła się pierwsza analogowa misja kosmiczna. Symulacja będzie trwała 7 dni, podczas których uczestnicy będą żyć w całkowitej izolacji od świata zewnętrznego.
Czas trwania misji przypadł na 50 rocznicę pojawienia się pierwszego człowieka na Księżycu. W celu upamiętnienia misji Apollo 11, pierwszą organizowaną symulacją  jest symulacja misji księżycowej.
Cele misji
Lunar Expedition 10 to misja analogowa, która symuluje działanie bazy kosmicznej na Księżycu. Misja organizowana jest przez Analog Astronaut Training Center (AATC), a jej głównym koordynatorem jest dr Agata Kołodziejczyk. Podczas misji 4 astronautów przeprowadzać będzie wiele badań z zakresu biologii, psychologii i medycyny kosmicznej.
Najważniejszym doświadczeniem podczas symulacji będą badania nad subiektywnym postrzeganiem czasu i zegarem biologicznym. Eksperyment ten ma pokazać jak całkowite odizolowanie astronautów od światła słonecznego i świata zewnętrznego może wpłynąć na zaburzenie snu, rytmu dnia i nocy oraz koncentrację.
Kolejnym kluczowym eksperymentem przeprowadzonym podczas misji jest zbadanie biologicznych systemów podtrzymywania życia oraz gospodarowanie ograniczonymi zasobami. W tym celu w habitacie zostały wdrożone wielogatunkowe bioreaktory o powiązaniach ekologicznych, produkujące tlen, przetwarzające wodę i odpady.
Inne eksperymenty przeprowadzane w trakcie misji dotyczą preferencji żywieniowych podczas wykonywania ekstremalnych czynności w skrajnych warunkach oraz poziomu stresu w izolacji
Zespół
Załoga Lunar Expedition 10 składa się z 4 astronautów, z których większość to studenci z dziedzin inżynierii oraz medycyny, a także wyjątkowo pracownik Akademii Pedagogicznej w Krakowie z Wydziału Sztuki, dr Magdalena Lazar. Pozostali członkowie to Ignacy Górecki student drugiego roku medycyny oraz Udhaja Keerthika. Komandorem misji jest Agnieszka Elwertowska.
Habitat
Habitat w Rzepienniku został zbudowany w celu prowadzenia badań dotyczących załogowych lotów kosmicznych oraz uczynienia ich bardziej dostępnych dla ludzi. Baza powstała z inicjatywy dr Agaty Kołodziejczyk i Mateusza Harasymczuka i była całkowicie finansowana przez AATC.
Krok w przyszłość
W tym roku planowane są 3 misje analogowe: 2 księżycowe i jedna marsjańska, które są kontynuacją misji przeprowadzanych w bazie Lunares. Dodatkowo firma AATC dąży do budowy w Polsce i za granicą infrastruktury wyspecjalizowanej sieci laboratoriów przeznaczonych do badań kosmicznych i szkoleń przyszłych astronautów. Głównym celem przedsięwzięcia będzie uplasowanie Polski w czołówce państw zajmujących się badaniami kosmicznymi oraz zawiązaniu współpracy z partnerami żywo zainteresowanymi rozwojem załogowych programów kosmicznych i indywidualnymi podmiotami biorącymi udział w rozwoju astronautyki.
Więcej informacji: https://www.astronaut.center/
Redakcja serwisu Kosmonauta.net serdecznie dziękuje Pani Małgorzacie Kaczorowskiej za przesłany tekst.
https://kosmonauta.net/2019/07/pierwsza-analogowa-misja-kosmiczna-w-habitacie-w-rzepienniku/

 

Pierwsza analogowa misja kosmiczna w habitacie w Rzepienniku.jpg

Pierwsza analogowa misja kosmiczna w habitacie w Rzepienniku2.jpg

Pierwsza analogowa misja kosmiczna w habitacie w Rzepienniku3.jpg

Pierwsza analogowa misja kosmiczna w habitacie w Rzepienniku4.jpg

Pierwsza analogowa misja kosmiczna w habitacie w Rzepienniku5.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Polacy badają dziedzictwo zapomnianego brytyjskiego astrologa - Edwarda Greshama
2019-07-23. Szymon Zdziebłowski
Być może pierwsze obserwacje teleskopowe Księżyca wykonane przez Thomasa Harriota zostały zainspirowane przez Edwarda Greshema, zapomnianego brytyjskiego astrologa - uważa prof. Jarosław Włodarczyk, który analizuje jego zapomniany traktat astronomiczny.
Edward Gresham (1565-1613) był angielskim astrologiem i lekarzem. Zarabiał na życie publikując co roku almanachy astrologiczne i stawiając horoskopy. W tamtej epoce astrologia wciąż miała status nauki, choć byli i tacy, którzy ją krytykowali, a nawet całkowicie odrzucali.
"Jednocześnie Gresham interesował się fizycznymi podstawami astrologii - podobnie robił uznany badacz i astronom Johannes Kepler. Zastanawiał się, jaka jest natura oddziaływań ciał niebieskich na mieszkańców Ziemi - i uznał, że o +prawdziwej astrologii+ można mówić jedynie w kontekście kopernikańskiej astronomii heliocentrycznej" - opowiada PAP prof. Jarosław Włodarczyk z Instytutu Historii Nauki PAN.
Naukowiec, wspólnie z dr Barbarą Bienias (również z IHN PAN), przygotowuje krytyczne wydanie zapomnianego traktatu Greshama "Astrostereon".
Skąd zainteresowanie polskiego naukowca angielskim astrologiem? "Trafiłem na ten tekst (Astrostereon - przyp. PAP), kiedy prowadziłem kwerendy w British Library w Londynie i studiowałem historię badań Księżyca, którą opisałem w mojej książce +Księżyc w nauce i kulturze Zachodu+. Szybko zorientowałem się, że +Astrostereon+ skrywa ważne informacje o stanie astronomii u progu XVII wieku, tym ciekawsze, ze związane z wczesną recepcją teorii Kopernika" - wyjaśnia prof. Włodarczyk.
Gresham obserwował niebo bez żadnych przyrządów optycznych. Mimo to twierdził, że to wystarczy, by dowieść bliskiego pokrewieństwa między Księżycem i Ziemią.
"Przekonywał, że nawet gołym okiem można dostrzec na Księżycu, w pobliżu równika nierówności, które muszą być pasmami górskimi. Jedną z takich własnych obserwacji opisał szczegółowo, namawiając, by inni spróbowali ją potwierdzić" - wskazuje prof. Włodarczyk.
Polski badacz postawił hipotezę, że zainspirowało to Thomasa Harriota do wykonania pierwszych teleskopowych obserwacji Księżyca w sierpniu 1609 roku w Londynie, na cztery miesiące przed Galileuszem. W ten sposób zagadka, co skłoniło Harriota do skierowania teleskopu ku Księżycowi, znalazłaby wreszcie rozwiązanie. Hipoteza ta w szczegółach została właśnie opublikowana w czasopiśmie „Notes and Records: the Royal Society journal of the history of science”.
"Drugie zjawisko, które opisał Gresham, polega na zakryciu gwiazdy przez poruszającą się na jej tle planetę. Tego rodzaju zjawiska były znane od starożytności. Gresham zwrócił jednak uwagę, że jeśli światło gwiazdy niknie podczas zakrycia, oznacza to, że planeta nie jest zbudowana z idealnego, przezroczystego eteru, jak chciała fizyka Arystotelesa, lecz z nieprzezroczystej materii, takiej jak ziemska" - opowiada naukowiec.
Gresham zaobserwował to zjawisko i obliczył na podstawie tablic astronomicznych (kopernikańskich) kolejne planetarne zakrycia, zachęcając innych do ich obserwacji.
"Była to pierwsza w historii astronomii Zachodu taka próba i jednocześnie całkowicie oryginalne wykorzystanie zakryć do diagnozowania fizycznej natury planet" - podkreśla prof. Włodarczyk. Analizę tych pomysłów Greshama zawiera artykuł opublikowany w minionym roku w „Journal for the History of Astronomy”, razem z badaczami z Dartmouth College (USA).
Dlaczego do tej pory nikt z brytyjskich badaczy nie zwrócił uwagi na ważne astronomiczne spostrzeżenia Greshama? Trudno powiedzieć. Naukowiec wskazuje, że był co prawda wymieniany jako autor almanachów astrologicznych i zwolennik teorii heliocentrycznej Kopernika, ale nikt nie zadał sobie trudu przestudiowania jego, zachowanego tylko w kilku egzemplarzach, traktatu "Astrostereon".
PAP - Nauka w Polsce, Szymon Zdziebłowski
szz/ agt/
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C77936%2Cpolacy-badaja-dziedzictwo-zapomnianego-brytyjskiego-astrologa-edwarda

Polacy badają dziedzictwo zapomnianego brytyjskiego astrologa - Edwarda Greshama.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Modelowanie atmosfer egzoplanet
2019-07-23. Autor. Vega
Wszystkie atomy i cząsteczki emitują charakterystyczne linie widmowe w całym spektrum, których szczegóły zależą od wewnętrznych struktur gatunku (np. wibracje i właściwości rotacyjne cząstek) oraz od tego, jak są wzbudzane przez ich środowisko. Pomiary jasności, względnego natężenia i kształtów umożliwiają astronomom odtworzenie większości podstawowych właściwości tych środowisk, w tym liczebności gatunków, temperatur, gęstości oraz ruchów. Aby jednak odnieść sukces, naukowcy muszą znać dokładną wartość temperatury, gęstości itp. Wpływają na pobudzenie każdego atomu lub cząsteczki, a następnie, w jaki sposób każdy gatunek emituje światło w odpowiedzi. Na przykład zderzenie cząsteczek tlenu i azotu wpłynie na cząsteczkę tlenu inaczej, niż podczas zderzenia z wodorem.
Astronomowie CfA opracowują i utrzymują bazę danych HITRAN (High Resolution Transmission), kompilację diagnostycznych parametrów spektroskopowych, która jest światowym standardem obliczania atmosferycznego promieniowania molekularnego od mikrofal przez ultrafioletowy obszar widma. HITRAN zyskał szczególne znaczenie w ostatnich latach dzięki odkryciu tysięcy egzoplanet i stale ulepszanej technologii wykrywania ich atmosfer i pomiaru ich składu. Jest powszechnie używany do modelowania atmosfer egzoplanet. Uważa się na przykład, że molekularna absorpcja tlenu stymulowana przez zderzenia między cząsteczkami tlenu jest ważnym biomarkerem na potencjalnie nadające się do zamieszkania egzoplanety, ale wykrycie tej cechy absorpcji nie wystarczy: jest wymagana interpretacja.

Astrofizycy CfA Tijs Karman, Iouli Gordon, Bob Kurucz, Larry Rothman i Kang Sun poprowadzili zespół współpracowników w zakresie aktualizacji HITRAN z wieloma podstawowymi właściwościami absorpcyjnymi cząsteczek potrzebnych do modelowania atmosfery egzoplanet. Kluczowe gatunki molekuł zawierają azot, tlen, metan, dwutlenek węgla i wodór. Parametry liczbowe zebrano z szerokiej kolekcji najnowszych prac laboratoryjnych i teoretycznych i włączono do bazy danych HITRAN po ich potwierdzeniu. Zaktualizowana kompilacja znacznie przyczynia się do zaspokojenia bieżących potrzeb, ale autorzy zauważają, że potrzebne są dodatkowa prace laboratoryjne i teoretyczne, aby uwzględnić inne efekty, na przykład wodę, a także odmiany izotopowe aktualnie włączonych gatunków.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
CfA

Urania
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2019/07/modelowanie-atmosfer-egzoplanet.html

Modelowanie atmosfer egzoplanet.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Astronomowie mierzą rozległą pustkę obok Drogi Mlecznej
2019-07-23. Radek Kosarzycki
Astronomowie z Uniwersytetu Hawjskiego (IfA) wraz z międzynarodowym zespołem opublikował wyniki nowych badań, które rzucają nowe światło na rozległą kosmiczną strukturę otaczającą Drogę Mleczną.
Wszechświat utkany jest z zagęszczeń galaktyk i rozległych pustych przestrzeni. W ramach najnowszych badań, których wyniki opublikowano w periodyku The Astrophysical Journal, zespół kierowany przez Brenta Tully’ego określił rozmiary i kształt rozległego pustego obszaru Pustki Lokalnej, która graniczy z Drogą Mleczną. Wykorzystując obserwacje ruchu galaktyki, badacze oszacowali rozkład masy odpowiedzialny za ten ruch, do stworzenia trójwymiarowej mapy naszego lokalnego wszechświata.
Galaktyki poruszają się nie tylko w związku z ekspansją wszechświata, ale także reagują na grawitacyjne przyciąganie swoich sąsiadek i regionów zawierających dużą masę. W konsekwencji poruszają się one w kierunku gęstszych obszarów, oddalając się od obszarów o niższej masie – pustki.
Choć żyjemy w kosmicznej metropolii, w 1987 roku Tully oraz Richard Fisher zauważyli, że nasza Droga Mleczna znajduje się na krawędzi rozległego pustego obszaru, który nazwali Pustką Lokalną. Istnienie Pustki Lokalnej jest powszechnie uznawane, ale jest ona wciąż bardzo słabo zbadana, ponieważ znajduje się za centrum naszej galaktyki, a tym samym nie możemy dokładnie się jej przyjrzeć.
Teraz Tully wraz ze swoim zespołem zmierzył ruch 18 000 galaktyk w kompendium odległości galaktyk Cosmicflows-3, i stworzył kosmograficzną mapę, która uwypukla granicę między zbiorem materii i brakiem materii, która definiuje krawędzie Pustki Lokalnej. Badacze wykorzystali tę samą technikę w 2014 roku do zidentyfikowania granic naszej supergromady składającej się z ponad stu tysięcy galaktyk, której nadali nazwę Laniakea.
Przez 30 lat astronomowie starają się dowiedzieć dlaczego ruch Drogi Mlecznej, naszej najbliższej sąsiadki – Galaktyki Andromedy i ich mniejszych sąsiadów odchyla się od ogólnej ekspansji Wszechświata o 600 km/s. Najnowsze badania wskazują, że mniej więcej połowa tego ruchu generowana jest “lokalnie” poprzez połączenie przyciągania masywnej, pobliskiej Gromady w Pannie oraz nasz udział w ekspansji Pustki Lokalnej.
Źródło: University of Hawaii w Manoa
https://www.pulskosmosu.pl/2019/07/23/astronomowie-mierza-rozlegla-pustke-obok-drogi-mlecznej/

 

Astronomowie mierzą rozległą pustkę obok Drogi Mlecznej.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Pierwsze obliczenia aktywności magnetycznej gorących jowiszów
2019-07-23. Radek Kosarzycki
Gazowe olbrzymy krążące wokół innych gwiazd charakteryzują się silnymi polami magnetycznymi, wielokrotnie silniejszymi od pola magnetycznego Jowisza, wskazują najnowsze wyniki badań realizowanych przez zespół astrofizyków kierowany przez Wilsona Cauleya z Uniwersytetu w Kolorado. Po raz pierwszy udało się obliczyć natężenie tych pól na podstawie danych obserwacyjnych.
“Nasze badania stanowią pierwszą próbę wykorzystania obserwacji do opisania natężenia pola magnetycznego egzoplanety” mówi prof. Jewgienia Szkolnik z Arizona State University. “Obserwowane sygnały wydają się pochodzić z interakcji zachodzących między polami magnetycznymi gwiazdy i planety na bardzo ciasnej orbicie”.
Od 1988 roku odkryto ponad 3000 układów planetarnych, w których odkryto ponad 4000 planet. W wielu z tych układów znajdują się tak zwane “gorące jowisze”. To masywne, gazowe planety przypominające Jowisza, ale krążące wokół swoich gwiazd w niewielkiej odległości, zazwyczaj około pięciu średnic gwiazdy czyli 20-krotności odległości Księżyca od Ziemi.
Takie planety przemieszczają się zatem głęboko wewnątrz pola magnetycznego gwiazdy, gdzie interakcje między polem magnetycznym planety i gwiazdy mogą być ciągłe i silne.
We wcześniejszych badaniach górne ograniczenia na pole magnetyczne egzoplanet nakładano na podstawie obserwacji radiowych lub dedukcji czysto teoretycznej.
“Połączyliśmy pomiary wzmożonej emisji gwiezdnej z interakcji magnetycznych gwiazda-planeta z teoriami fizycznymi do obliczenia natężenia pola magnetycznego dla czterech gorących jowiszów” mówi Cauley.
Siłę pola magnetycznego określono na zakres od 20 o 120 gaussów. Dla porównania pole magnetyczne Jowisza to 4,3 gaussa, a pole magnetyczne Ziemi – 0,5, a mimo to jest to wartość wystarczająca do ustawiania igieł kompasów na całym świecie.
Astrofizycy wykorzystali teleskopy na Hawajach i we Francji do uzyskania wysokiej rozdzielczości obserwacji emisji zjonizowanego wapnia (Ca II) w gwiazdach macierzystych czterech gorących jowiszów. Emisja pochodzi z gorącej, magnetycznie ogrzanej chromosfery gwiazdy, cienkiej warstwy gazu znajdującej się nad chłodniejszą powierzchnią gwiazdy. Obserwacje pozwoliły badaczom obliczyć jak dużo energii uwalniane jest pod postacią emisji wapnia.
“Wykorzystaliśmy szacunki siły pola do obliczenia natężenia pola magnetycznego planet wykorzystując do tego teorię opisującą jak pola magnetyczne planet oddziałują z polami magnetycznymi gwiazd”, mówi Szkolnik.
“Pola magnetyczne lubią stan niskiej energii. Jeżeli rozciągniemy lub skręcimy pole niczym gumkę recepturkę, wzrośnie energia przechowywana w polu magnetycznym”. Gorące jowisze krążą bardzo blisko swoich gwiazd macierzystych, dzięki czemu pole magnetyczne planety może rozciągać i wykręcać linie pola magnetycznego gwiazdy.
“Gdy do tego dochodzi” kontynuuje Cauley, “energia uwalniana jest w rekoneksji dwóch pól, co z kolei ogrzewa atmosferę gwiazdy, prowadząc do intensyfikacji emisji wapnia”.
Astrofizycy podejrzewali, że gorące jowisze, tak jak nasz Jowisz, będą w swoich wnętrzach wytwarzały pole magnetyczne. Nowe obserwacje stanowią pierwszy wgląd w wewnętrzną dynamikę tych masywnych planet.
“To pierwsze próby oszacowania siły pola magnetycznego tych planet w oparciu o obserwacje, dlatego jest to ogromny skok w naszej wiedzy. Dzięki temu lepiej wiemy c się dzieje wewnątrz tych planet” mówi Szkolnik.
Natężenie pola okazało się znacznie większe od tego, jakiego można by oczekiwać biorąc pod uwagę tempo rotacji i wiek planety. Standardowa teoria dynama dla pola magnetycznego planety przewiduje znacznie słabsze pole magnetyczne dla takich planet.
Zamiast tego, obserwacje wspierają teorię mówiącą, że planetarne pola magnetyczne zależą od ilości ciepła przepływającego przez wnętrze planety. Ponieważ pochłaniają one dużo dodatkowej energii ze swoich gwiazd, gorące jowisze powinny mieć silniejsze pole magnetyczne niż planety o podobnej masie i tempie rotacji.
Źródło: Arizona State University
https://www.pulskosmosu.pl/2019/07/23/pierwsze-obliczenia-aktywnosci-magnetycznej-goracych-jowiszow/

Pierwsze obliczenia aktywności magnetycznej gorących jowiszów.jpg

Pierwsze obliczenia aktywności magnetycznej gorących jowiszów2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Astronomowie odkrywają burzliwe narodziny Drogi Mlecznej
2019-07-23. Radek Kosarzycki
Droga Mleczna pożarła galaktykę o masie 1/4 jej własnej masy jakieś 10 miliardów lat temu w “burzliwym zderzeniu”, które trwało całe eony – informują astronomowie w artykule naukowym opublikowanym w poniedziałek.
Wcześniejsze badania wskazywały, że nasza galaktyka macierzysta składa się z dwóch różnych zestawów gwiazd, jednak precyzyjna chronologia połączenia dwóch galaktyk długo się przed nami skrywała.
Badacze z Instituto de Astrofisica de Canarias (IAC) wykorzystali obserwacje wykonane przez kosmiczne obserwatorium Gaia do wykonania dokładnych pomiarów położenia, jasności i odległości około miliona gwiazd w Drodze Mlecznej w odległości do 6500 lat świetlnych od Słońca.
W tym zestawie gwiazd udało się zidentyfikować dwa różne zestawy gwiazd – jedne “bardziej błękitne” i zawierające mniej metali i drugie, “bardziej czerwone”, bardziej metaliczne.
 
Po przeanalizowaniu ich ruchu i składu chemicznego, badacze ustalili, że oba zestawy gwiazd są mniej więcej w tym samym wieku, ale te bardziej błękitne zostały wprowadzone w “chaotyczny ruch” – co może być dowodem na to, że w odległej przeszłości Droga Mleczna wchłonęła mniejszą galaktykę.
“Nowością w naszym projekcie jest to, że udało nam się ustalić precyzyjny wiek gwiazd należących do galaktyk, które się ze sobą połączyły, a badając ten wiek – ustalić okres, w którym doszło do połączenia” mówi Carme Gallart, główna autorka artykułu opublikowanego w Nature Astronomy.
Gallart dodaje, że zderzenie, do którego doszło około 10 miliardów lat temu, trwało wiele milionów lat.
“To bardzo stopniowy proces, który nie przypomina zderzenia samochodów. To proces wpływający na całą galaktykę”.
Badacze uważają, że pozostałości galaktyki karłowatej znanej pod nazwą Gaia-Enceladus, z czasem uformowały się w halo obecnej Drogi Mlecznej.
Oprócz tego udało się ustalić, że zderzenie przyczyniło się do gwałtownego wzrostu aktywności gwiazdotwórczej, która trwała kolejne cztery miliardy lat, po czym gaz pozostały z tych formacji zlokalizował się w cienkim dysku Drogi Mlecznej, przebiegającym przez centrum galaktyki.
Źródło: AFP
https://www.pulskosmosu.pl/2019/07/23/astronomowie-odkrywaja-burzliwe-narodziny-drogi-mlecznej/

 

Astronomowie odkrywają burzliwe narodziny Drogi Mlecznej.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Drugie lądowanie na asteroidzie sondy Hayabusa2
2019-07-23.
11 lipca br. japońska sonda Hayabusa2 wykonała drugie udane lądowanie na powierzchni asteroidy Ryugu. Tym razem statek pobrał próbki skalne z miejsca, uszkodzonego przez zrzucony wcześniej w tym roku ładunek wybuchowy.
Japońska sonda Hayabusa2 to następca wysłanej w 2003 roku sondy Hayabusa do asteroidy Itokawa. Statek dotarł do asteroidy Ryugu w czerwcu 2018 roku. Od tego czasu jego instrumenty przeprowadziły wiele obserwacji obiektu z bliska, na jego powierzchnię wypuszczono parę skoczków MINERVA-II i nieco większe urządzenie MASCOT, a w lutym br. wykonano pierwsze udane lądowanie na powierzchni, podczas którego pobrano próbki, które mają wrócić na Ziemię w powrotniku w 2020 roku.
Sonda wykonała 5 kwietnia zrzut niewielkiego pojemnika z materiałami wybuchowymi. Celem operacji było utworzenie sztucznego krateru na powierzchni. Podczas udanego 2. lądowania sondy pobrano kolejną porcję próbek - tym razem właśnie z rejonu utworzonego krateru.
Operacja rozpoczęła się 10 lipca zniżaniem z pozycji wyjściowej na wysokości 20 km. Początkowo statek zniżał się z prędkością 40 cm/s. Na wysokości 5 km sonda zaczęła opadać wolniej z prędkością 10 cm/s.
11 lipca o 2:40 czasu polskiego sonda znalazła się 30 m nad asteroidą. Wtedy rozpoczęła się operacja utrzymania wysokości i szukania jasnego wskaźnika pozostawionego wcześniej na powierzchni. Na jego podstawie Hayabusa2 była w stanie autonomicznie rozpocząć ostatnią fazę zniżania.
Do tego momentu sonda mierzyła wysokość nad asteroidą za pomocą wysokościomierza laserowego LIDAR, w ostatniej fazie statek korzystał z informacji podawanej przez instrument Laser Range Finder (LRF). Ta faza zniżania trwała do wysokości około 8,5 m.
Wtedy nastąpiła zmiana orientacji statku do pozycji lądowania, gdzie statek był prawie równoległy do powierzchni, ale lekko nachylony instrumentem do zbierania próbek. Po ostatnim zniżaniu sonda dotknęła o 3:05 powierzchni, mechanizm do pobrania próbek wystrzelił pocisk, który spowodował zebranie się materiału skalnego w próbniku sondy. Sonda natychmiast po wykonaniu lądowania zaczęła wznoszenie. Statek wrócił do pozycji wyjściowej na wysokości 20 km 12 lipca.
Miejsce lądowania
W ostatnich miesiącach załoga sondy wykonała kilka operacji obserwacyjnych i przeprowadziła analizy celem wyboru miejsca dla 2. lądowania. Kandydatami były miejsca w pobliżu utworzonego sztucznego krateru, które mają potencjał posiadania materiału skalnego odkrytego przez wybuch.
Łącznie między operacją utworzenia krateru SCI, a 2. lądowaniem, wykonano 4 operacje zniżania i obserwacji okolic.
Statek wykonał też 30 maja udane umieszczenie markera w rejonie zainteresowania, podczas prowadzonej wtedy operacji obserwacji na niskiej wysokości PPTD-TM1A. Błąd w planowanym zrzucie markera wyniósł jedynie 3 m (w zrzucie przed 1. lądowaniem błąd ten wyniósł 15 m).
Rejon zainteresowania C01-C znajdujący się blisko utworzonego wcześniej krateru został lekko zmodyfikowany, uwzględniając miejsce zrzucenia markera (tak zmodyfikowany region nazwano C01-Cb). W jego okolicy oznaczono zagrażające sondzie głazy, szczególnie badając te znajdujące się w obrębie owalu planowanej operacji lądowania - cztery znajdujące się tam skały oszacowano na sięgające wysokości od 39 cm do 65 cm.
To ostatecznie w pobliżu zrzuconego wskaźnika zdecydowano się wykonać lipcowe 2. lądowanie sondy.
Podsumowanie
Było to ostatnie lądowanie sondy Hayabusa2 na asteroidzie Ryugu. Statek był gotowy przeprowadzić trzy takie manewry, jednak inżynierowie postanowili nie ryzykować kolejnej próby, posiadając już próbki w dwóch komorach.
Hayabusa2 opuści asteroidę pod koniec 2019 roku, z próbkami wróci w pobliże Ziemi, zrzucając specjalną kapsułę powrotną, która ma wylądować na terenie Australii w grudniu 2020 roku.
Na podstawie: JAXA
Opracował: Rafał Grabiański
Więcej informacji:
•    obrazy z operacji 2. lądowania
•    oficjalna strona misji (wersja w jęz. angielskim)
Na zdjęciu tytułowym: Obszar lądowania sfotografowany kilka minut po pobraniu z niego próbek. Źródło: JAXA, University of Tokyo, Kochi University, Rikkyo University, Nagoya University, Chiba Institute of Technology, Meiji University, University of Aizu and AIST.
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/drugie-ladowania-na-asteroidzie-sondy-hayabusa2

 

Drugie lądowanie na asteroidzie sondy Hayabusa2.jpg

Drugie lądowanie na asteroidzie sondy Hayabusa2.2.jpg

Drugie lądowanie na asteroidzie sondy Hayabusa2.3.jpg

Drugie lądowanie na asteroidzie sondy Hayabusa2.4.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

"Poznańuniversity" - planetoida nazwana na cześć UAM
2019-07-23.
"Poznańuniversity" - taką nazwę będzie nosiła planetoida 96765, nazwana z okazji stulecia Uniwersytetu Poznańskiego, obecnie Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Nazwę wybrała społeczność UAM; musi ją jeszcze zatwierdzić Międzynarodowa Unia Astronomiczna.
W roku stulecia Uniwersytetu Poznańskiego, który od 1955 roku działa jako Uniwersytet im. A. Mickiewicza, poznańscy astronomowie postanowili umieścić swoją Alma Mater wśród gwiazd. Skontaktowali się z czeskimi kolegami, którzy mają na koncie odkrycia wielu planetoid – okruchów skalnych, krążących po orbitach wokół Słońca – prosząc o nazwanie jednej z nich nazwą związaną z UAM. Wybrano obiekt o numerze katalogowym 96765 - poinformowała uczelnia w przesłanej informacji prasowej.
W zakończonym głosowaniu na nazwę dla planetoidy społeczność Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu wybrała „Poznańuniversity”. Propozycja ta zebrała ponad połowę wszystkich głosów. Jej anglojęzyczna forma ułatwi posługiwanie się tym terminem na całym świecie.
W najbliższym czasie odkrywcy obiektu, astronomowie z Obserwatorium w Ondrzejowie w Czechach, zgłoszą „Poznańuniversity” do zespołu Międzynarodowej Unii Astronomicznej, zajmującego się nadawaniem oficjalnych nazw planetoidom i kometom w Układzie Słonecznym. Procedura „ochrzczenia” planetoidy 96765 może potrwać jeszcze około pół roku.
Planetoida, która miałaby nosić miano „Poznańuniversity” to obiekt skalny o średnicy ok. 3 km, w kształcie przypominającym klasyczną, poznańską „pyrę”. Doba na tej planetoidzie jest trochę krótsza niż na Ziemi i trwa około 20 godzin. Nie posiada ona atmosfery, a grawitacja jest tak znikoma, że astronauta stojący na jej powierzchni miałby trudności z poruszaniem się, gdyż każdy krok powodowałby odlecenie na orbitę okołosłoneczną.
PAP - Nauka w Polsce
ekr/ zan/
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C77999%2Cpoznanuniversity-planetoida-nazwana-na-czesc-uam.html

Poznańuniversity - planetoida nazwana na cześć UAM.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Niebo w czwartym tygodniu lipca 2019 roku
2019-07-24. Ariel Majcher
Słońce przekroczyło już równoleżnik 20° deklinacji w drodze na południe i skończył się w ten sposób okres najdłuższych dni i najkrótszych nocy. W następnych tygodniach Słońce podąży szybko na południe, zmniejszając wysokość górowania w tempie ponad 10° na miesiąc, by w trzeciej dekadzie listopada przechodzić przez południk centralny 40° niżej, niż obecnie. Kończy się też powoli sezon na obłoki srebrzyste i łuk okołohoryzontalny. Pierwsze zjawisko można obserwować już tylko w północnej części Polski, natomiast drugie — na krańcach południowych, gdzie Słońce w południe jest jeszcze odpowiednio wysoko (przypominam, co najmniej zjawisko może zajść, gdy Słońce znajduje się na wysokości co najmniej 58° nad widnokręgiem).
Po zachodzie Słońca na niebie wieczornym widoczne są planety Jowisz i Saturn, zaś w drugiej połowie nocy pokazują się planety Neptun i Uran, między którymi przejdzie Księżyc w okolicach ostatniej kwadry. O tej porze roku nachylenie ekliptyki do porannego nieboskłonu zaczyna być bardzo duże, stąd Księżyc oraz przebywające blisko Słońca i jednocześnie blisko ekliptyki ciała niebieskie są widoczne stosunkowo dobrze.
Pierwszym obiektem, wyłaniającym się z zorzy wieczornej po zachodzie Słońca jest planeta Jowisz, pokazująca się na wysokości mniej więcej 15° niewiele na wschód od południka centralnego. Jowisz góruje około godziny 21:30, a zatem mniej niż godzinę po zmierzchu i chowa się pod widnokrąg jakieś 4 godziny później. A zatem warunki obserwacyjne tej planety szybko się pogarszają, gdyż zanim zrobi się ciemno, planeta jeszcze bardziej zmniejsza i tak niezbyt dużą początkową wysokość, przez co na jej obraz bardzo duży wpływ ma stabilność ziemskiej atmosfery. Jasność Jowisza zmniejszyła się już do -2,5 magnitudo, zaś tarcza planety zmniejszyła średnicę do 43″.
W układzie księżyców galileuszowych planety w tym tygodniu będzie można dostrzec następujące zjawiska (na podstawie strony Sky and Telescope oraz programu Starry Night):
•    22 lipca, godz. 20:47 – o zmierzchu Io na tarczy Jowisza (w IV ćwiartce),
•    22 lipca, godz. 21:24 – wejście cienia Io na tarczę Jowisza,
•    22 lipca, godz. 22:40 – zejście Io z tarczy Jowisza,
•    22 lipca, godz. 23:38 – zejście cienia Io z tarczy Jowisza,
•    23 lipca, godz. 20:46 – wyjście Io z cienia Jowisza, 17″ na wschód od tarczy planety (koniec zaćmienia),
•    23 lipca, godz. 23:26 – minięcie się Europy (N) i Io w odległości 14″, 62″ na wschód od brzegu tarczy Jowisza,
•    25 lipca, godz. 22:58 – Europa chowa się za tarczę Jowisza (początek zakrycia),
•    27 lipca, godz. 20:40 – o zmierzchu cień Europy na tarczy Jowisza (w I ćwiartce),
•    27 lipca, godz. 21:38 – zejście cienia Europy z tarczy Jowisza,
•    28 lipca, godz. 22:04 – wyjście Ganimedesa z cienia Jowisza, 45″ na wschód od tarczy planety (koniec zaćmienia),
•    28 lipca, godz. 0:58 – Io chowa się za tarczę Jowisza (początek zakrycia).
 
Nieco później, jakieś 30° na wschód od Jowisza z zorzy wieczornej wyłania się planeta Saturn, przechodząca obecnie na południe od łuku gwiazd 3. i 4. wielkości w północno-wschodniej części głównej figury Strzelca. Do końca tygodnia Saturn zbliży się na mniej niż 50′ do najbardziej na południe wysuniętej z nich, gwiazdy o Sgr, świecącej z jasnością obserwowaną +3,8 wielkości gwiazdowej. Odległość 30° oznacza, że Saturn góruje i zachodzi 2 godziny po Jowiszu. Od opozycji Saturna nie minął jeszcze miesiąc i planeta świeci z jasnością +0,1 wielkości gwiazdowej, przy tarczy o średnicy 18″. Maksymalna elongacja Tytana, tym razem zachodnia, przypada w piątek 26 lipca.
Księżyc po pełni przeniósł się na niebo poranne. Prawie w środku tygodnia, dokładnie w czwartek 25 lipca o godzinie 3:18 naszego czasu, Srebrny Glob przejdzie przez ostatnią kwadrę, stąd znacznego osłabienia jego blasku należy się spodziewać dopiero w drugiej części tygodnia, gdy zacznie wschodzić sporo po północy i przyjmie kształt sierpa.
Naturalny satelita Ziemi zaczął tydzień na pograniczu gwiazdozbiorów Wodnika, Wieloryba i Ryb, niewiele ponad 8° na wschód od Neptuna, prezentując tarczę w fazie 78%. Oczywiście bliskość jasnej tarczy Księżyca powodowała, że dostrzeżenie ostatniej planety Układu Słonecznego było bardzo trudne, lub wręcz niemożliwe. Jednak w drugiej części tygodnia powinno się to udać już bez większego kłopotu, gdyż znaczną pomoc w odnalezieniu Neptuna stanowią gwiazdy φ i 96 Aquarii oraz kilka gwiazd widocznych dopiero w lornetce, niedaleko których Neptun obecnie wędruje. Wstawka pokazuje położenie Neptuna w momencie pokazanym na mapce, ale planeta porusza się niezbyt szybko i jej położenie względem gwiazd zmienia się niewiele. Choć aktualne położenie Neptuna ułatwia ocenę prędkości przesuwania się planety względem gwiazd tła.
W kolejnych dniach Księżyc przejdzie przez gwiazdozbiory Wieloryba i Ryb, w których zodiakalnej części nie ma zbyt jasnych gwiazd. W nocy z poniedziałku 22 lipca na wtorek 23 lipca tarcza Księżyca w fazie 69% przejdzie ponad 15° na północ od gwiazdy Deneb Kaitos, stanowiącej zachodni kraniec głównej figury Wieloryba i świecącej z jasnością obserwowaną +2 magnitudo.
W poranek czwartkowy Księżyc w ostatniej kwadrze zbliży się na 7° do Urana i jednocześnie przejdzie 17&deg na południe od Hamala, najjaśniejszej gwiazdy Barana, mającej jasność obserwowaną prawie dokładnie taką samą, jak Deneb Kaitos.
Dwa ostatnie poranki tego tygodnia Srebrny Glob spędzi w gwiazdozbiorze Byka, przyjmując już kształt całkiem cienkiego sierpa. W sobotę 27 lipca faza jego tarczy spadnie do 30%, a 10° nad nią znajdzie się znana gromada otwarta gwiazd Plejady. Dobę później sierp Księżyca zwęzi się do 21% i przejdzie 1,5 stopnia od Aldebarana, najjaśniejszej gwiazdy całej konstelacji.
W środku następnego tygodnia Księżyc przejdzie przez nów i ze względu na korzystne nachylenie ekliptyki rano i niekorzystne wieczorem będzie on całkiem dobrze widoczny w pierwszych dniach następnego tygodnia i praktycznie niewidoczny w drugiej jego części.
https://news.astronet.pl/index.php/2019/07/24/niebo-w-czwartym-tygodniu-lipca-2019-roku/

Niebo w czwartym tygodniu lipca 2019 roku.jpg

Niebo w czwartym tygodniu lipca 2019 roku2.jpg

Niebo w czwartym tygodniu lipca 2019 roku3.jpg

Niebo w czwartym tygodniu lipca 2019 roku4.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Po potężnym wstrząsie Kalifornia przesunęła się o 4 metry! Satelita ujawnił szokujące deformacje terenu
2019-07-24.

Trzęsienie ziemi, które ostatnio nawiedziło Kalifornię, było na tyle potężne, że nastąpiły duże deformacje terenu. Są one widoczne na zdjęciach satelitarnych, które robią piorunujące wrażenie nawet na naukowcach. Zobacz, do czego zdolne są siły natury.

4 lipca Kalifornię nawiedziło potężne trzęsienie ziemi o sile M7.1. Niecałe 2 dni później nastąpił bardzo silny wstrząs wtórny. Ich epicentra położone były w rejonie miasta Ridgecrest w Dolinie Searles na obszarze Parku Narodowego Doliny Śmierci, około 200 km na północny wschód od Los Angeles.
Ze względu na bardzo płytkie ognisko, wstrząsy były odczuwane w promieniu co najmniej 350 kilometrów, m.in. w Los Angeles, Las Vegas, a nawet w San Diego przy granicy z Meksykiem, w sumie przez nawet 30 milionów ludzi.
Doszło do pękania ziemi i zejść lawin kamiennych, które zatarasowały kilka dróg. Na zdjęciach widoczne były olbrzymie szczeliny w gruncie, które naukowcy postanowili przeanalizować. Grupy badawcze wybrały się w teren, aby przygotować dokumentację zdjęciową, pobrać próbki i wykonać pomiary.
Z kolei ich koledzy prześledzili zmiany, do których doszło na ziemi, za pośrednictwem satelitów meteorologicznych. To, co ujrzeli, wprawiło ich w osłupienie. Wiedzieli, że silne trzęsienie ziemi jest zdolne do dużych deformacji terenu, jednak animacje zdjęć satelitarnych wykonanych przed i po wstrząsach ujawniły zaskakującą skalę tego zjawiska.
Jak możecie zobaczyć na tych animacjach, doszło do oderwania się od siebie dwóch płyt. Jedna z nich przesunęła się na południowy wschód, a druga w przeciwnym kierunku, na północny zachód. W efekcie utworzyły się olbrzymie szczeliny, które mają od 91 do 396 centymetrów szerokości i ciągną się na dystansie aż 50 kilometrów.
Przecinają one biegnące przez obszary pustynne drogi. To właśnie na ich nawierzchni rozmiary tych szczelin są najlepiej widoczne. Pasy jezdni dosłownie się rozjechały. Robotnicy na bieżąco łatali te szczeliny betonem. Jednak w trakcie wstrząsów wtórnych szczeliny się ponownie uwidaczniały.
Po raz pierwszy naukowcom udało się pokazać na zdjęciach satelitarnych tak duże deformacje terenu w Kalifornii. Podczas poprzedniego wstrząsu sprzed 20 lat nie dysponowali oni obrazami satelitarnymi na tyle dużej rozdzielczości, aby było to możliwe.
Na szczęście największe wibracje pojawiły się na obszarze słabo zaludnionym. Gdyby wstrząs nastąpił w centrum dużej metropolii, to szkody byłyby bardzo poważne. Mimo to pękały ściany budynków i szyby w oknach, wybuchały pożary, doszło do uszkodzeń wodociągów i przerw w dostawach prądu. Rannych zostało kilkadziesiąt osób.
Źródło: TwojaPogoda.pl / USGS.
https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2019-07-24/po-poteznym-wstrzasie-kalifornia-przesunela-sie-o-4-metry-satelita-ujawnil-szokujace-deformacje-terenu/

Po potężnym wstrząsie Kalifornia przesunęła się o 4 metry! Satelita ujawnił szokujące deformacje terenu.jpg

Po potężnym wstrząsie Kalifornia przesunęła się o 4 metry! Satelita ujawnił szokujące deformacje terenu2.jpg

Po potężnym wstrząsie Kalifornia przesunęła się o 4 metry! Satelita ujawnił szokujące deformacje terenu3.jpg

Po potężnym wstrząsie Kalifornia przesunęła się o 4 metry! Satelita ujawnił szokujące deformacje terenu4.jpg

Po potężnym wstrząsie Kalifornia przesunęła się o 4 metry! Satelita ujawnił szokujące deformacje terenu5.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Tak wygląda Ziemia z rewolucyjnego żagla napędzanego promieniami Słońca
2019-07-24.
Najpotężniejsza rakieta wykorzystywana w przemyśle kosmicznym, czyli Falcon Heavy od SpaceX, wyniosła na orbitę LightSail 2, czyli demonstrator technologii napędu słonecznego, który pozwoli na prowadzenie tanich misji.
The Planetary Society poinformowało, że eksperyment przebiega po myśli jego organizatorów. Wczoraj (23.07) mikrosatelita ustawił się w kierunku Słońca i nastąpiło uwolnienie oraz rozłożenie żagla, a więc rozpoczęła się najbardziej karkołomna część całej misji. Organizacja opublikowała też obrazy naszej pięknej planety wykonane przez urządzenie. Płaskoziemcy będą zawiedzeni, ponieważ Ziemia jest na nich okrągła.
LightSail 2 składa się z czterech małych żagli wykonanych z materiału o nazwie Mylar. Łącznie mają one powierzchnię 32 metrów kwadratowych. Żagiel nie posiada własnego napędu. Według planu, ma podróżować po ziemskiej orbicie, pchany fotonami pochodzącymi z naszej dziennej gwiazdy.
Stowarzyszenie chce, by urządzenie obleciało naszą planetę dookoła. Jeśli się uda, będziemy mogli mówić o prawdziwej rewolucji w misjach drobnych instalacji kosmicznych. Brak potrzeby instalacji napędu w mikrosatelitach nie tylko drastycznie obniży koszta misji kosmicznych, ale również przyspieszy budowę urządzeń oraz wydłuży funkcjonowanie ich na orbicie.
Plany wykorzystania takiego napędu w statkach kosmicznych pojawiły się już w latach 30. ubiegłego wieku, lecz wtedy była to czysta fantastyka naukowa. The Planetary Society w 2015 roku przeprowadziło test pierwszego prototypu LightSail 1. Wówczas nie obyło się bez problemów, ale ostatecznie urządzenie zgodnie z planem weszło w atmosferę i spłonęło nad południowym Atlantykiem.
Naukowcy zebrali cenne dane, które pozwoliły im zbudować nowy prototyp. Teraz stowarzyszenie złożone w 1980 roku przez Carla Sagana, Bruce’a Murraya i Louisa Friedmana przeprowadzi kolejny eksperyment. Tym razem żagiel będzie bardziej zaawansowany. Start misji LightSail 2 odbył się 25 czerwca. Na orbitę urządzenie poleciało na pokładzie rakiety Falcon Heavy od SpaceX w ramach misji STP-2 dla amerykańskiego Departamentu Obrony.
Źródło: GeekWeek.pl/The Planetary Society / Fot. The Planetary Society
https://www.geekweek.pl/news/2019-07-24/tak-wyglada-ziemia-z-rewolucyjnego-zagla-napedzanego-promieniami-slonca/

Tak wygląda Ziemia z rewolucyjnego żagla napędzanego promieniami Słońca.jpg

Tak wygląda Ziemia z rewolucyjnego żagla napędzanego promieniami Słońca2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)