Skocz do zawartości
Paweł Baran

Astronomiczne Wiadomości z Internetu

Rekomendowane odpowiedzi

Spektakularne i historyczne obrazy Słońca z sondy Parker Solar Probe
2019-08-05.
Astronomowie z NASA są bardzo zadowoleni z realizacji jednej z najbardziej karkołomnych misji kosmicznych w historii. Sonda Parker Solar Probe pozyskała niezwykle cenne dla nauki dane o naszej dziennej gwieździe.
Zadaniem urządzenia zbudowanego ze specjalnych karbonowych materiałów kompozytowych, które wytrzymają temperaturę niemal 2000 stopni Celsjusza, ma być rozwikłanie zagadek, jakie od dziesiątek lat spędzają sen z powiek astronomów. Po pierwsze, dlaczego korona słoneczna jest o wiele gorętsza niż powierzchnia. Ma ona temperaturę ok. 5,5 tysiąca stopni Celsjusza, natomiast atmosfera osiąga aż 2 miliony stopni Celsjusza.
Po drugie, co nadaje tak wielkie prędkości i siłę wiatru słonecznemu, który jest też odpowiedzialny za powstawanie zorzy polarnej na Ziemi. I trzecie, misja powinna pozwolić na ustalenie mechanizmów związanych z emitowaniem przez Słońce cząstek o wysokiej energii, które stanowią poważne zagrożenie dla astronautów przebywających na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, w statkach kosmicznych czy na spacerach, a w przyszłości na powierzchni Księżyca.
Naukowcy z NASA poinformowali, że sonda kończy przesyłanie na Ziemię łącznie 25 GB danych naukowych z dwóch bliskich przelotów wokół Słońca. Transmisja danych odbywa się znacznie lepiej, niż wcześniej oczekiwali, dzięki czemu udało się otrzymać o 50 procent więcej danych w zakładanym wcześniej czasie. Astronomowie sądzą, że pierwsze wyniki badań zostaną opublikowane jeszcze w tym roku. Oznacza to, że wówczas będziemy mogli liczyć na nie tylko spektakularne obrazy naszej dziennej gwiazdy, jakich jeszcze ludzkości nie było dane zobaczyć, ale również rozwikłamy kilka wielkich tajemnic skrywanych przez ten obiekt.
Sonda, w trakcie swoich bliskich przelotów, zbliża się na rekordową odległość zaledwie 6 milionów kilometrów od Słońca, gdzie panuje temperatura od 1500 do 2000 stopni Celsjusza. Przypomnijmy, że średnia odległość naszej planety od Słońca to 149,6 milionów kilometrów. Urządzenie osiąga przy swoich bliskich przelotach też rekordową prędkość, bo aż 200 kilometrów na sekundę.
W tej chwili sonda jest już po kolejnym na swojej orbicie zbliżeniu się do Słońca i niebawem odbędzie się trzecie zbliżenie. Widoczny powyżej obraz został wykonany z rekordowej odległości zaledwie 16,9 miliona kilometrów od gwiazdy. Patrząc na obraz, możemy poczuć się, jakbyśmy zanurzyli się w strumieniach rozgrzanej do tysięcy stopni słonecznej plaźmie, która płynie po potężnych liniach pola magnetycznego.
W obrazie korony naszej dziennej gwiazdy możecie zobaczyć też jasną kropkę. Nie, to nie jest błąd. To Jowisz, największa planeta Układu Słonecznego, która świetnie widoczna jest z tej perspektywy. Tymczasem czarne punkty to efekt korekcji tła. Naukowcy wciąż kalibrują urządzenia obrazujące znajdujące się na pokładzie sondy, aby uzyskać jak najlepsze obrazy tego giganta i zjawisk na nim zachodzących. Obraz został wykonany przez instrument o nazwie Wide-field Imager for Solar Probe (WISPR), będącym jedynym zainstalowanym narzędziem do obrazowania przestrzeni znajdujący się na pokładzie Parker Solar Probe.
Jedna z najbardziej niezwykłych misji w historii podboju kosmosu, początkowo nosiła nazwę Solar Probe Plus, została jednak zmieniona na Parker Solar Probe na cześć astrofizyka Eugene’a Parkera. Zmianę ogłoszono podczas specjalnej ceremonii. Miała ona miejsce na Uniwersytecie w Chicago, gdzie Parker jest emerytowanym profesorem astronomii i astrofizyki.
Parker w 1958 roku, w trakcie swojej pracy w Instytucie Enrico Fermiego, opublikował na łamach Astrophysical Journal artykuł pt. Dynamics of the interplanetary gas and magnetic fields. Parker zasugerował w nim, że ze Słońca bezustannie z dużą prędkością ucieka mnóstwo materii, która ma niebagatelny wpływ na planety i przestrzeń kosmiczną wewnątrz Układu Słonecznego. Dziś to zjawisko znane jest jako wiatr słoneczny.
Praca Parkera stanowi dla NASA niejako podstawę naszej wiedzy o interakcjach zachodzących między gwiazdami, a krążącymi wokół nich planetami. Dlatego rada zdecydowała się nazwać sondę jego imieniem. Co ciekawe, to pierwszy raz w historii, kiedy agencja nazwała sondę na część żyjącego naukowca. To świadectwo tego, jak istotne są jego badania, które stanowią fundament nowej dziedziny badań.
Źródło: GeekWeek.pl/NASA / Fot. NASA/ESA
https://www.geekweek.pl/news/2019-08-05/spektakularne-i-historyczne-obrazy-slonca-z-sondy-parker-solar-probe/

Spektakularne i historyczne obrazy Słońca z sondy Parker Solar Probe.jpg

Spektakularne i historyczne obrazy Słońca z sondy Parker Solar Probe2.jpg

Spektakularne i historyczne obrazy Słońca z sondy Parker Solar Probe3.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

CZ-5 – kiedy wznowienie lotów?
2019-08-05, Krzysztof Kanawka
Trwają prace nad chińską rakietą CZ-5, która w swoim drugim locie doświadczyła awarii. Być może jeszcze w tym roku dojdzie do trzeciego startu.
Rakieta CZ-5 wystartowała po raz pierwszy trzeciego listopada 2016 roku. Pierwszy start był udany. W lipcu 2017 roku został przeprowadzony drugi start tej dużej chińskiej rakiety. Ten drugi lot zakończył się niepowodzeniem. Od tego czasu rakieta CZ-5 już nie wystartowała.
W lipcu 2019 pojawił się artykuł, który podsumowuje prace nad CZ-5 i przygotowaniem tej konstrukcji do wznowienia lotów. Prace m.in. skupiły się na przeprojektowaniu turbiny w silniku rakietowym YF-77, napędzającym pierwszy stopień CZ-5. Z dostępnych informacji wynika, że prace nad tą turbiną wymagały zastosowania innych technik obróbki oraz zastosowanie bardziej “egzotycznych” stopów zamiast stali.
Pojawił się też nieoficjalny harmonogram lotów CZ-5. Starty tej rakiety doświadczą pewnych opóźnień i najbliższy lot powinien nastąpić pomiędzy listopadem 2019 a lutym 2020. W tym locie prawdopodobnie zostanie wyniesiony satelita telekomunikacyjny. Następnie, w kwietniu 2020 powinno dojść do testowego lotu wersji CZ-5B, zdolnej do wyniesienia około 25 ton na niską orbitę okołoziemską (LEO).
W przyszłym roku, pod koniec lipca, rakieta CZ-5 powinna wynieść chińską misję marsjańską (orbiter, lądownik oraz mały łazik). Przed końcem 2020 roku powinny nastąpić jeszcze dwa kolejne starty CZ-5 – test nowego chińskiego pojazdu załogowego oraz start misji księżycowej Change’5.
Oczywiście, te opóźnienia nie są bez wpływu na inne ambitne chińskie projekty. Pierwszy moduł chińskiej stacji orbitalnej (Tianhe-1) znajdzie się na orbicie nie wcześniej niż w 2021 roku. Oznacza to, że pomiędzy ostatnią chińską misją załogową Shenzhou-11 (listopad 2016) a kolejną Shenzhou-12, której start nastąpi dopiero po umieszczeniu Tianhe na orbicie, może upłynąć nawet pięć lat.
Pięć lotów rakiety CZ-5 w ciągu 12-13 miesięcy wydaje się być ambitnym planem. Wydaje się być dość prawdopodobne, że i tym razem dojdzie do pewnych opóźnień – nawet jeśli wszystkie loty przebiegną prawidłowo.
(PFA)
https://kosmonauta.net/2019/08/cz-5-kiedy-wznowienie-lotow/

CZ-5 – kiedy wznowienie lotów.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Start CZ-2C – test kontrolowanego powrotu
2019-08-05. Krzysztof Kanawka
Pierwszy stopień rakiety CZ-2C ze startu z 26 lipca 2019 roku posłużył także do testu kontrolowanego powrotu po wykonanej pracy.
Start rakiety CZ-2C nastąpił 26 lipca 2019 o godzinie 05:57 CEST z kosmodromu Xichang. Na pokładzie tej rakiety znalazły się trzy satelity o oznaczeniu “piąta grupa Yaogan-30”. Satelity zostały umieszczone na orbicie o wysokości 589 x 604 km i nachyleniu 35 stopni. Lot przebiegł prawidłowo.
Po zakończonej pracy pierwszy stopień rozpoczął kontrolowany powrót do strefy upadku. Chińska telewizja CCTV opublikowała kilka dni później nagranie z pokładu pierwszego stopnia, które prezentujemy poniżej. Nagranie prezentuje jedynie małe fragmenty lotu CZ-2C (oraz powrotu) i prezentuje przede wszystkim pracę lotek zainstalowanych na tej rakiecie. Warto tu zauważyć, że proces powrotu jest dość niekontrolowany, gdyż można zauważyć obrót rakiety.
Uwagę zwracają rozkładane lotki. Ich kształt oraz struktura są bardzo podobne do tych stosowanych w pierwszym stopniu rakiety Falcon 9 używanej przez SpaceX. Z pewnością jest to przynajmniej “inspiracja” tą konstrukcją amerykańskiej firmy.
Chiny borykają się z ważnym problemem podczas startów swoich rakiet: pierwsze stopnie często spadają na tereny zamieszkałe. Nie raz zdarzało się, że upadki zużytych pierwszych stopni doprowadzały do zniszczeń w infrastrukturze, w tym budynków, dróg czy systemów przesyłu energii elektrycznej. Ponadto, jest możliwe, że upadki rakiet prowadziły także do śmierci okolicznej ludności. Wiele chińskich rakiet używa toksycznego paliwa, co także ma negatywny wpływ na otoczenie nawet po uprzątnięciu sprzętu. Dlatego też kierowanie zużytych pierwszych stopni rakiet do wyznaczonych stref spadku może ograniczyć wiele problemów i tym samym pomóc w dalszym rozwoju chińskiej branży rakietowej. Oczywiście, docelowo prawdopodobnie także Chiny planują wprowadzenie rakiet wielokrotnego użytku.
(PFA)
https://kosmonauta.net/2019/08/start-cz-2c-test-kontrolowanego-powrotu/

Start CZ-2C – test kontrolowanego powrotu.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Trwa burza geomagnetyczna o sile G2, możliwa obserwacja zorzy polarnej
Autor: Anakin23 (2019-08-05 )
Słońce przez ostatni miesiąc wciąż pozostawało spokojne i wszystko wskazuje na to, że na silne rozbłyski będziemy musieli poczekać jeszcze jakiś czas. To jednak nie oznacza, że mamy ciszę w naszej magnetosferze, wręcz przeciwnie dzisiaj dotarł do nas wiatr z dziury koronalnej i spowodował burzę geomagnetyczną na poziomie G2
Burza zaczęła się dzisiaj rano i potrwa przynajmniej do jutra, w tym momencie indeks planetarny Kp wynosi 6 co odpowiada burzy o sile G2. Inne wskaźniki również zaczynają być korzystne do możliwości obserwowania zorzy polarnej dzisiaj w nocy na terenie naszego kraju.
Burza jest skutkiem dotarcia do naszej magnetosfery wiatru słonecznego z dziury koronalnej, która kilka dni temu pojawiła się na środku tarczy słonecznej. Aktualnie jego prędkość jest bliska 700 m/s.
Jeżeli wskaźniki utrzymają się na podobnym bądź wyższym poziomie w nocy w naszym kraju, w niektórych miejscach może pojawić się zorza polarna.
Źródło:
http://zmianysolarne.pl/wiadomosc/aktualizacja-sytuacji-na-sloncu-burza-geomagne...

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/trwa-burza-geomagnetyczna-o-sile-g2-mozliwa-obserwacja-zorzy-polarnej

Trwa burza geomagnetyczna o sile G2, możliwa obserwacja zorzy polarnej.jpg

Trwa burza geomagnetyczna o sile G2, możliwa obserwacja zorzy polarnej2.jpg

Trwa burza geomagnetyczna o sile G2, możliwa obserwacja zorzy polarnej3.jpg

Trwa burza geomagnetyczna o sile G2, możliwa obserwacja zorzy polarnej4.jpg

Trwa burza geomagnetyczna o sile G2, możliwa obserwacja zorzy polarnej5.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Astronomowie namierzyli gwiazdę starą jak Wszechświat
Autor: John Moll (5 Sierpień, 2019)
W odległości około 35 tysięcy lat świetlnych od Ziemi odkryto wyjątkowego czerwonego olbrzyma. Z przeprowadzonych analiz wynika, że jest to jedna z najstarszych gwiazd we Wszechświecie.
Obiekt o nazwie SMSS J160540.18–144323.1, odkryty przez Dr Thomasa Nordlandera i jego zespół z ARC Centre of Excellence for All Sky Astrophysics in 3 Dimensions (ASTRO 3D), ma najniższy poziom żelaza spośród wszystkich przebadanych dotąd gwiazd w Drodze Mlecznej. Ten czerwony olbrzym został zaliczony do drugiej generacji gwiazd i szacuje się, że ma zaledwie kilkaset milionów lat po Wielkim Wybuchu, który nastąpił 13,8 miliarda lat temu.
Wiek gwiazdy można ustalić na podstawie zawartości żelaza, ponieważ bardzo wczesny Wszechświat w ogóle go nie miał. Pierwsze gwiazdy składały się głównie z wodoru i helu. Przypuszcza się, że były bardzo masywne i gorące, ale zarazem miały krótką żywotność. Zaliczane są do III populacji najstarszych gwiazd i nigdy nie mieliśmy okazji ich zaobserwować.
Pomiary spektroskopowe wskazują, że poziom żelaza w czerwonym olbrzymie SMSS J160540.18–144323.1, który został właśnie odkryty, jest około 1,5 miliona niższy niż w przypadku Słońca. Dlatego naukowcy zakładają, że jest to bardzo stara gwiazda, lecz niewiele młodsza od samego Wszechświata i można ją zaliczyć do tzw. II populacji gwiazd.
Astronomowie zakładają, że gwiazdy III populacji nie zdołały przetrwać, więc nie będziemy w stanie zbadać tego typu obiektów. Jedyną możliwością jest badanie gwiazd II populacji i wyciąganie wniosków, które pozwolą zrozumieć charakterystykę i historię gwiazd III populacji.
Źródło:
https://astro3d.org.au/anaemic-star-carries-the-mark-of-its-ancient-ancestor/
https://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/astronomowie-namierzyli-gwiazde-stara-jak-wszechswiat

Astronomowie namierzyli gwiazdę starą jak Wszechświat.jpg

Astronomowie namierzyli gwiazdę starą jak Wszechświat2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Miejsce lądowania Apollo 11 z orbity
2019-08-06. Krzysztof Kanawka
Jak wygląda miejsce lądowania misji Apollo 11 z orbity księżycowej?
Lądowanie misji Apollo 11 na powierzchni Srebrnego Globu nastąpiło 20 lipca 1969 roku o godzinie 21:17 CET. Proces lądowania nie był prosty – lądownik poruszał się nieco szybciej niż w planowanej trajektorii. Pojawiły się także m.in. informacja o trudnościach w przetwarzaniu danych w czasie rzeczywistym przez komputer pokładowy oraz ostrzeżenie o kończącym się paliwie. Pomimo tych trudności lądowanie zakończyło się powodzeniem. Tuż po lądowaniu Armstrong przekazał do kontroli lotu: “Houston, Tranquility Base here. The Eagle has landed.”
Wskutek nieco innej trajektorii lądownik misji Apollo 11 osiadł na granicy wyznaczonej wcześniej elipsy lądowania. (Elipsa lądowania w przypadku tej misji miała około 18,5 na 4,8 km). W ostatniej chwili było potrzebne także pewne manewrowanie lądownikiem. Niemniej jednak lądowanie przebiegło pomyślnie i kilka godzin później Armstrong i Aldrin stanęli na powierzchni Księżyca.
Od kilkunastu lat wokół Księżyca krążą różne orbitery. Te sondy zostały wysłane nie tylko przez NASA, ale także przez Japonię, Indie oraz Chiny. Oprócz tego nastąpiły także misje na powierzchnię Księżyca – z Chin, Izraela oraz Indii.
Nowe misje pozwoliły na lepsze spojrzenie także na miejsca lądowania z czasów misji Apollo. Aktualnie najlepszymi możliwościami obserwacyjnymi dysponuje Lunar Reconnaissance Orbiter (LRO), krążąca wokół Księżyca od 2009 roku. Rozdzielczość najlepszych ujęć sięga 0,5 metra na piksel. Poniżej prezentujemy dwa przykłady serii spojrzeń na obszar lądowania misji Apollo 11.
Jest możliwe, że w przyszłej dekadzie człowiek ponownie stanie na powierzchni Księżyca. Tym razem będzie to nie tylko amerykańska inicjatywa. Co więcej, znacznie wyraźniejszy w tym “powrocie na Księżyc” będzie udział firm prywatnych.
(NASA, PFA)
https://kosmonauta.net/2019/08/miejsce-ladowania-apollo-11-z-orbity/

Miejsce lądowania Apollo 11 z orbity.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Polska badaczka na śladach dzieciństwa Wszechświata
2019-08-06. Katarzyna Florencka
Poszukiwanie fal grawitacyjnych będących pozostałością po zachodzącym na początku istnienia Wszechświata procesie, który mógł przypominać... wrzenie wody - to cel badań, w które angażuje się polska fizyczka teoretyczna, dr Bogumiła Świeżewska.
Tuż po Wielkim Wybuchu, na samym początku istnienia, Wszechświat nie przypominał miejsca, które znamy z naszego doświadczenia. Nie było tam gwiazd, planet czy jakichkolwiek innych skupisk materii: zamiast tego, wypełniała go gorąca plazma złożona z cząstek elementarnych. Nawet światło nie mogło wówczas podróżować na duże odległości, ponieważ swobodne elektrony mogły oddziaływać z fotonami - a w szczególności je rozpraszać.
Stan ten uległ zmianie dopiero około 379 tys. lat po Wielkim Wybuchu. Elektrony i protony połączyły się wówczas w tzw. procesie rekombinacji, tworząc atomy wodoru. Dowodem na to jest zaobserwowane jeszcze w latach 50. mikrofalowe promieniowanie tła - czyli promieniowanie elektromagnetyczne będące pozostałością po wczesnych etapach ewolucji Wszechświata. Ten moment to równocześnie granica możliwości obserwacyjnych tradycyjnych radioteleskopów.
Od pewnego czasu dysponujemy jednak innym, zupełnie dla nas nowym oknem na Wszechświat - mowa tutaj o możliwości wykrywania fal grawitacyjnych. Możliwe, że dzięki temu już za kilkanaście lat naukowcy zdołają wykryć fale grawitacyjne powstałe w pierwszych chwilach istnienia Wszechświata. Poszukiwania te mają być prowadzone od ok. 2034 r. przez umieszczony w przestrzeni kosmicznej detektor LISA (Laser Interferometer Space Antenna).
"Mamy nadzieję, że będzie to przełom, który pozwoli nam +usłyszeć+, co wydarzyło się za zasłoną mikrofalowego promieniowania tła" - tłumaczy w rozmowie z PAP dr Bogumiła Świeżewska, fizyczka teoretyczna zajmująca się - jak to sama określa - "dzieciństwem Wszechświata".
Spośród wielu wydarzeń, które w tymże dzieciństwie miały miejsce, polską badaczkę szczególnie zainteresował proces pozyskania masy przez cząstki elementarne. "Z naszego aktualnego stanu wiedzy wynika, że większość obserwowanych przez nas cząstek elementarnych masę nabywa poprzez wejście w oddziaływanie z tzw. polem Higgsa" - tłumaczy dr Świeżewska.
"Istniejące dzisiaj pole Higgsa można sobie wyobrazić jako gęsty kisiel, który spowalnia poruszające się w nim cząstki - dzięki temu zachowują się one, jakby były ciężkie, miały dużą masę. Jeśli natomiast z jakiegoś powodu to pole miałoby stać się rzadkie, to cząstki te zaczęłyby się swobodnie poruszać - zupełnie jakby nie ograniczała ich żadna masa" - opowiada badaczka.
Według przewidywań teoretycznych, w bardzo wczesnym Wszechświecie pole Higgsa miało zupełnie inne niż dzisiaj właściwości i nie było w stanie "dać masy" znajdującym się w nim cząstkom. Dopiero po pewnym czasie, kiedy Wszechświat zaczął rozszerzać się i stopniowo stygnąć, właściwości tego pola uległy zmianie. W pewnym momencie (fizycy oceniają, że miało to miejsce ok. 9 pikosekund po Wielkim Wybuchu) pole Higgsa ostatecznie zgęstniało, a cząstki zaczęły zachowywać się, jakby miały masę.
Kluczowe jest jednak pytanie, jak ten proces wyglądał - może to być bowiem kolejny dowód braków Modelu Standardowego, podstawowej teorii opisującej cząstki elementarne i oddziaływania między nimi.
Według przewidywań Modelu Standardowego, przemiana ta zaszła "gładko": rzadkie pole po prostu stopniowo zgęstniało. Zupełne inna jest jednak wizja wyłaniająca się z niektórych teorii rozszerzających Model Standardowy.
"Przewidują one, że właściwości pola Higgsa zmieniały się skokowo. W niektórych rejonach Wszechświata cząstki już miały masę, w innych jeszcze nie" - mówi dr Świeżewska. "Możemy to porównać do wrzenia wody: w pojemniku wypełnionym gotującą się wodą występuje w tej samej chwili woda o bardzo różnych właściwościach: w stanie ciekłym i gazowym. W miarę upływu czasu pojawia się coraz więcej bąbli wypełnionych gazem - aż do momentu, kiedy cała woda wyparuje".
Według założeń naukowców, tak właśnie mógł wyglądać proces gęstnienia pola Higgsa we wczesnym Wszechświecie. Główna różnica pomiędzy tym procesem a jego analogią polega jednak na tym, że aby doprowadzić wodę do wrzenia, trzeba ją podgrzać, czyli dodać energię. Proces gęstnienia pola Higgsa miałby działać odwrotnie: wraz z rozszerzaniem się bąbli energia byłaby uwalniana.
Pozostałością po tak gwałtownie uwalnianej energii miałyby być właśnie fale grawitacyjne. Jak tłumaczy dr Świeżewska, od fal obserwowanych dotychczas powinna je różnić przede wszystkim częstotliwość - dlatego też niezbędne są dokładne przewidywania teoretyczne, pozwalające jak najlepiej interpretować dane eksperymentalne.
Jeśli przewidywania się potwierdzą i uda się takie fale grawitacyjne zaobserwować, będzie to dla fizyków bardzo ważny trop. "Dostalibyśmy do ręki kolejny dowód na to, że +czysty+ Model Standardowy nie jest poprawny oraz otrzymalibyśmy wskazówkę, w którym kierunku szukać fundamentalnej teorii" - podkreśla badaczka.
Równocześnie przyznaje, że fascynujący dla niej byłby też sam fakt zaobserwowania czegoś, co wydarzyło się na samym początku istnienia Wszechświata. "Wspaniale byłoby uzyskać konkretną odpowiedź na pytanie, co się wtedy działo!" - podkreśla.
PAP - Nauka w Polsce, Katarzyna Florencka
kflo/ ekr/
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C78150%2Cpolska-badaczka-na-sladach-dziecinstwa-wszechswiata.html

Polska badaczka na śladach dzieciństwa Wszechświata.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Zagadka zacienionych kraterów. „Pomoże w długofalowej eksploracji Księżyca”
2019-08-06. ŁZ.MNIE
Najbliższa Słońcu planeta – Merkury oraz Księżyc, w pobliżu biegunów mogą mieć więcej wodnego lodu niż wcześniej zakładano. Specjaliści z NASA uważają, że znajdować się on może w permanentnie zacienionych kraterach.
Wcześniejsze badania teleskopowe i prowadzone za pomocą sond wskazały na istnienie przypominających lodowce formacji lodowych na Merkurym, jednak nie odkryto ich dotąd na Księżycu.
Autorzy nowej pracy opublikowanej w piśmie „Nature Geoscience” przeanalizowali dane pochodzące z sond Lunar Reconnaissance Orbiter (LRO) i MErcury Surface, Space ENvironment, GEochemistry and Ranging (MESSENGER) na temat 15 tys. kraterów o średnicy od 2,5 do 15 km znajdujących się na powierzchni Księżyca i Merkurego. Odkryli, że w pobliżu północnego bieguna Merkurego i południowego bieguna Księżyca są one o 10 proc. płytsze.
Zauważyliśmy, że płytkie kratery ulokowane są głównie w pobliżu miejsc, niedaleko południowego bieguna Księżyca, gdzie wykryto wcześniej powierzchniowy lód. Nasze wyniki wskazują, że to spłycenie jest najprawdopodobniej spowodowane obecnością przysypanych, grubych złóż lodu – tłumaczy Lior Rubanenko z University of California, Los Angeles.
Zanieczyszczony lód

Księżycowy lód, w przeciwieństwie do znajdującego się na Merkurym, jest w dużej mierze zanieczyszczony – głównie wymieszany z regolitem. Prawdopodobnie do zanieczyszczenia dochodziło w długim przedziale czasu.
Odkrycie może rozwiązać zagadkę mniejszej ilości lodu obserwowanego dotąd na Księżycu niż na Merkurym. Jednocześnie stanowi ważną informację dla planów eksploracji ziemskiego satelity.

– Jeśli zostanie to potwierdzone, potencjalny rezerwuar zamrożonej wody może być wystarczająco masywny, aby podtrzymać długofalową eksplorację Księżyca – ocenia dr Noah Petro z NASA's Goddard Space Flight Center, badacz uczestniczący w projekcie LRO.
Tymczasem na Merkurym sonda MESSENGER wykonała zdjęcia lodowych złóż.

– Pokazaliśmy, że polarne złoża lodowe Merkurego w przeważającej części złożone są z lodu wodnego i są powszechne w obu rejonach polarnych planety – wskazuje Nancy Chabot, członkini programu MESSENGER.

– Złoża lodowe Merkurego wydają się dużo bardziej jednolite niż księżycowe, a przy tym stosunkowo młode. Być może pojawiły się lub uległy odnowieniu w ciągu ostatnich kilkudziesięciu milionów lat – dodaje.

Bieguny Merkurego i Księżyca należą do najzimniejszych miejsc w Układzie Słonecznym. To dlatego, że w przeciwieństwie do Ziemi oś ich obrotu jest tak ustawiona, że w regionach biegunowych Słońce nigdy nie wschodzi wysoko nad horyzont.
źródło: PAP
https://www.tvp.info/43814542/nasa-na-ksiezycu-i-marsu-moze-znajdowac-sie-wiecej-lodu

Zagadka zacienionych kraterów. Pomoże w długofalowej eksploracji Księżyca.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeszcze w sierpniu Starhopper skoczy na 200 m, a później zobaczymy coś większego
2019-08-05.
Już 12 sierpnia ma odbyć się kolejny skok prototypu statku Starship. Przewidywana wysokość lotu to ok. 200 metrów. Nie jest to wysoko, ale w ramach testów w zupełności wystarczy. Później nastąpi coś ciekawszego.
Mały prototyp nazywany Starhopper aktualnie wyposażony jest w jeden silnik Raptor, ale kolejna, duża wersja prototypu powinna zaowocować zwiększeniem ich liczby do 3 sztuk. Chociaż silniki są potężne, to jednak 3 nie pozwolą na lot na ziemską orbitę. Ostatecznie ma być ich 7. Wówczas statek bez problemu uda się w przestrzeń kosmiczną, daleko poza umowną granicę 100 kilometrów ponad powierzchnię naszej planety.
W najbliższych tygodniach inżynierowie ze SpaceX złożą większy prototyp z dwóch części, które są budowane w ośrodku testowym firmy w teksańskim Boca Chica. Najprawdopodobniej większy prototyp początkowo również będzie wyposażony w trzy silniki Raptor, a ostatecznie w 7. Wówczas dojdzie do lotu na granicę kosmosu, czyli na wysokość ok. 100 kilometrów. Nie spodziewajmy się, że lot daleki lot orbitalny nastąpi jeszcze w tym roku. Do tego będzie potrzebna rakieta SuperHeavy, która ma posiadać aż 31 silników Raptor.
Elon Musk zapowiedział również konferencję, na której ujawni nowe szczegóły dotyczące planów firmy na testy prototypu statku i już te związane z gotowym pojazdem oraz rakietą SuperHeavy. Podobno konferencja będzie dotyczyła też planowanego lotu wokół Księżyca i lądowania na nim. Możemy też liczyć na nowe informacje o pierwszej misji na Marsa i planów budowy tam kolonii.
Źródło: GeekWeek.pl/SpaceX/Elon Musk/Twitter / Fot. NASASpaceFlight
https://www.geekweek.pl/news/2019-08-05/jeszcze-w-sierpniu-starhopper-skoczy-na-200-m-a-pozniej-zobaczymy-cos-wiekszego/

 

Jeszcze w sierpniu Starhopper skoczy na 200 m, a później zobaczymy coś większego.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Duchy starożytnych eksplozji żyją dzisiaj w gwiazdach
2019-08-06. Autor. Vega
Skład chemiczny niektórych gwiazd daje wskazówki dotyczące ich poprzedników, gwiazd, które już dawno wybuchły i wyblakły.
Kiedy wybuchają małe, gęste gwiazdy zwane białymi karłami, wytwarzają jasne, krótkotrwałe rozbłyski – supernowe typu Ia. Te supernowe są pouczającymi kosmologicznymi markerami dla astronomów – na przykład zostały wykorzystane do udowodnienia, że Wszechświat przyspiesza w swojej ekspansji.

Białe karły nie są takie same. Wahają się od połowy masy Słońca do rozmiarów 50% większych od naszej dziennej gwiazdy. Niektóre wybuchają w postaci supernowych typu Ia, inne po prostu umierają w ciszy. Teraz, badając „skamieliny” długo eksplodujących białych karłów, astronomowie z Caltech odkryli, że we wczesnym Wszechświecie białe karły często eksplodowały przy mniejszych masach niż obecnie. Odkrycie to wskazuje, że biały karzeł może eksplodować z różnych przyczyn i niekoniecznie musi osiągnąć masę krytyczną przed wybuchem.

Pod koniec swojego życia większość gwiazd takich jak nasze Słońce zmniejsza się do postaci ciemnych, gęstych białych karłów, a ich masa jest upakowana w przestrzeni rozmiarów Ziemi. Czasami białe karły wybuchają w postaci tzw. supernowej typu Ia.

Nie jest pewne, dlaczego niektóre białe karły wybuchają, a inne nie. Na początku XX wieku astrofizyk o nazwisku Subrahmanyan Chandrasekhar obliczył, że jeżeli biały karzeł miałby masę większą, niż 1,4 masy Słońca, wybuchłby jako supernowa typu Ia. Masę tę nazwano masą Chandrasekhara. Chociaż obliczenia Chandrasekhara dały jedno wyjaśnienie, dlaczego eksplodują niektóre bardziej masywne białe karły, nie wyjaśniły jednak, dlaczego eksplodują również inne białe karły, mniej masywne niż 1,4 masy Słońca.

Badanie supernowych typu Ia jest procesem wrażliwym czasowo; zaczynają istnieć i znikają w ciemności w ciągu kilku miesięcy. Aby zbadać dawno minione supernowe i białe karły, które je wytworzyły, Evan Kirby, adiunkt astronomii i prowadzący zespół badawczy, wraz ze swoim zespołem używają techniki zwanej potocznie archeologią galaktyczną.

Archeologia galaktyczna to proces poszukiwania chemicznych sygnatur dawnych wybuchów w innych gwiazdach. Kiedy biały karzeł eksploduje jako supernowa typu Ia, zanieczyszcza swoje galaktyczne środowisko pierwiastkami wykutymi w wybuchu – pierwiastkami ciężkimi, takimi jak nikiel i żelazo. Im bardziej masywna jest gwiazda podczas wybuchu, tym więcej ciężkich pierwiastków powstanie w supernowej. Następnie pierwiastki te zostają włączone do wszystkich nowo tworzących się gwiazd w tym regionie. Tak jak dzisiaj skamieliny dają wskazówki na temat zwierząt, które już dawno przestały istnieć, tak ilość niklu w gwiazdach pokazuje, jak masywne były ich poprzedniczki.

Korzystając z teleskopu Keck II, Kirby i jego zespół najpierw przyjrzeli się pewnym starożytnym galaktykom, którym zabrakło materii, by uformowały  gwiazdy w pierwszych miliardach lat życia Wszechświata. Zespół odkrył, że większość gwiazd w tych galaktykach ma stosunkowo niską zawartość niklu. Oznaczało to, że eksplodujące białe karły, które dały im nikiel, musiały mieć stosunkowo małą masę – mniej więcej taką, jak Słońce, niższą, niż masa Chandrasekhara.

Jednak naukowcy odkryli, że zawartość niklu była wyższa w nowo powstałych galaktykach, co oznacza, że wraz z upływem czasu od Wielkiego Wybuchu białe karły zaczęły wybuchać przy wyższych masach.

Zrozumienie procesów, w wyniku których powstają supernowe typu Ia, jest ważne, ponieważ same eksplozje są przydatnymi narzędziami do dokonywania pomiarów Wszechświata. Niezależnie od tego, jak wybuchły, większość supernowych typu Ia zachowuje dobrze scharakteryzowany związek między swoją jasnością a czasem potrzebnym do zniknięcia.

Następnym krokiem będzie badanie pierwiastków innych niż nikiel, w szczególności mangan. Produkcja manganu jest bardzo czuła na masę supernowej, która ją wytwarza, i dlatego daje precyzyjny sposób na zweryfikowanie wniosków wyciągniętych z zawartości niklu.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
Caltech

Urania
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2019/08/duchy-starozytnych-eksplozji-zyja.html

Duchy starożytnych eksplozji żyją dzisiaj w gwiazdach.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Rakieta Proton-M umieszcza na orbicie rosyjskiego satelitę telekomunikacyjnego Blagovest
2019-08-06.
Rosyjska rakieta Proton-M wystartowała z kosmodromu Bajkonur w Kazachstanie, wynosząc do orbity geostacjonarnej wojskowego satelitę telekomunikacyjnego sieci Blagovest.
Start nastąpił w poniedziałek, 5 sierpnia o 23:56 czasu polskiego (o 2:56 we wtorek czasu lokalnego). Lot był udany i około 9 godzin po starcie satelita został wypuszczony na orbicie geostacjonarnej.
Był to czwarty i ostatni statek flotylli telekomunikacyjnej Blagovest. Satelity tej sieci były wysyłane wcześniej w 2017 i 2018 roku. Niewiele wiadomo o ich przeznaczeniu. Wiemy, że satelity zostały zbudowane przez państwowe zakłady Informacyjne Systemy Satelitarne imienia akademika M. F. Reszetniewa. Każdy z satelitów bazuje na platformie Express-2000 i jest najprawdopodobniej wyposażony w kilkadziesiąt transponderów telekomunikacyjnych pasm Ka/Q i C.
Sieć satelitów Blagovest ma mieć zastosowanie wojskowe i cywilne. Satelity mają umożliwiać szerokopasmowy dostęp do Internetu, pośredniczyć w przekazie danych, wysyłać sygnał telewizyjny i radiowy oraz umożliwiać wykonywanie usług telefonii i wideokonferencji.
Był to już 3. start rakiety Proton-M w 2019 roku. Jednocześnie był to 48. udany start rakiety orbitalnej w tym roku i 14. wykonany przez rakietę rosyjską.
Na podstawie: Roskosmos/RussianSpaceWeb/SN
Więcej informacji:
•    informacja prasowa agencji Roskosmos o udanym starcie

Na zdjęciu: Rakieta Proton-M startująca z satelitą sieci Blagovest. Źródło: Roskosmos.
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/rakieta-proton-m-umieszcza-na-orbicie-rosyjskiego-satelite-telekomunikacyjnego-blagovest

 

Rakieta Proton-M umieszcza na orbicie rosyjskiego satelitę telekomunikacyjnego Blagovest.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Śladami dzieciństwa Wszechświata
2019-08-06. Katarzyna Florencka
Poszukiwanie fal grawitacyjnych będących pozostałością po zachodzącym na początku istnienia Wszechświata procesie, który mógł przypominać... wrzenie wody - to cel badań, w które angażuje się polska fizyczka teoretyczna, dr Bogumiła Świeżewska.
Tuż po Wielkim Wybuchu, na samym początku istnienia, Wszechświat nie przypominał miejsca, które znamy z naszego doświadczenia. Nie było tam gwiazd, planet czy jakichkolwiek innych skupisk materii: zamiast tego, wypełniała go gorąca plazma złożona z cząstek elementarnych. Nawet światło nie mogło wówczas podróżować na duże odległości, ponieważ swobodne elektrony mogły oddziaływać z fotonami - a w szczególności je rozpraszać.
Stan ten uległ zmianie dopiero około 379 tys. lat po Wielkim Wybuchu. Elektrony i protony połączyły się wówczas w tzw. procesie rekombinacji, tworząc atomy wodoru. Dowodem na to jest zaobserwowane jeszcze w latach 50. mikrofalowe promieniowanie tła - czyli promieniowanie elektromagnetyczne będące pozostałością po wczesnych etapach ewolucji Wszechświata. Ten moment to równocześnie granica możliwości obserwacyjnych tradycyjnych radioteleskopów.
Od pewnego czasu dysponujemy jednak innym, zupełnie dla nas nowym oknem na Wszechświat - mowa tutaj o możliwości wykrywania fal grawitacyjnych. Możliwe, że dzięki temu już za kilkanaście lat naukowcy zdołają wykryć fale grawitacyjne powstałe w pierwszych chwilach istnienia Wszechświata. Poszukiwania te mają być prowadzone od ok. 2034 r. przez umieszczony w przestrzeni kosmicznej detektor LISA (Laser Interferometer Space Antenna).
"Mamy nadzieję, że będzie to przełom, który pozwoli nam +usłyszeć+, co wydarzyło się za zasłoną mikrofalowego promieniowania tła" - tłumaczy w rozmowie z PAP dr Bogumiła Świeżewska, fizyczka teoretyczna zajmująca się - jak to sama określa - "dzieciństwem Wszechświata".
Spośród wielu wydarzeń, które w tymże dzieciństwie miały miejsce, polską badaczkę szczególnie zainteresował proces pozyskania masy przez cząstki elementarne. "Z naszego aktualnego stanu wiedzy wynika, że większość obserwowanych przez nas cząstek elementarnych masę nabywa poprzez wejście w oddziaływanie z tzw. polem Higgsa" - tłumaczy dr Świeżewska.
"Istniejące dzisiaj pole Higgsa można sobie wyobrazić jako gęsty kisiel, który spowalnia poruszające się w nim cząstki - dzięki temu zachowują się one, jakby były ciężkie, miały dużą masę. Jeśli natomiast z jakiegoś powodu to pole miałoby stać się rzadkie, to cząstki te zaczęłyby się swobodnie poruszać - zupełnie jakby nie ograniczała ich żadna masa" - opowiada badaczka.
Według przewidywań teoretycznych, w bardzo wczesnym Wszechświecie pole Higgsa miało zupełnie inne niż dzisiaj właściwości i nie było w stanie "dać masy" znajdującym się w nim cząstkom. Dopiero po pewnym czasie, kiedy Wszechświat zaczął rozszerzać się i stopniowo stygnąć, właściwości tego pola uległy zmianie. W pewnym momencie (fizycy oceniają, że miało to miejsce ok. 9 pikosekund po Wielkim Wybuchu) pole Higgsa ostatecznie zgęstniało, a cząstki zaczęły zachowywać się, jakby miały masę.
Kluczowe jest jednak pytanie, jak ten proces wyglądał - może to być bowiem kolejny dowód braków Modelu Standardowego, podstawowej teorii opisującej cząstki elementarne i oddziaływania między nimi.
Według przewidywań Modelu Standardowego, przemiana ta zaszła "gładko": rzadkie pole po prostu stopniowo zgęstniało. Zupełne inna jest jednak wizja wyłaniająca się z niektórych teorii rozszerzających Model Standardowy.
"Przewidują one, że właściwości pola Higgsa zmieniały się skokowo. W niektórych rejonach Wszechświata cząstki już miały masę, w innych jeszcze nie" - mówi dr Świeżewska. "Możemy to porównać do wrzenia wody: w pojemniku wypełnionym gotującą się wodą występuje w tej samej chwili woda o bardzo różnych właściwościach: w stanie ciekłym i gazowym. W miarę upływu czasu pojawia się coraz więcej bąbli wypełnionych gazem - aż do momentu, kiedy cała woda wyparuje".
Według założeń naukowców, tak właśnie mógł wyglądać proces gęstnienia pola Higgsa we wczesnym Wszechświecie. Główna różnica pomiędzy tym procesem a jego analogią polega jednak na tym, że aby doprowadzić wodę do wrzenia, trzeba ją podgrzać, czyli dodać energię. Proces gęstnienia pola Higgsa miałby działać odwrotnie: wraz z rozszerzaniem się bąbli energia byłaby uwalniana.
Pozostałością po tak gwałtownie uwalnianej energii miałyby być właśnie fale grawitacyjne. Jak tłumaczy dr Świeżewska, od fal obserwowanych dotychczas powinna je różnić przede wszystkim częstotliwość - dlatego też niezbędne są dokładne przewidywania teoretyczne, pozwalające jak najlepiej interpretować dane eksperymentalne.
Jeśli przewidywania się potwierdzą i uda się takie fale grawitacyjne zaobserwować, będzie to dla fizyków bardzo ważny trop. "Dostalibyśmy do ręki kolejny dowód na to, że +czysty+ Model Standardowy nie jest poprawny oraz otrzymalibyśmy wskazówkę, w którym kierunku szukać fundamentalnej teorii" - podkreśla badaczka.
Równocześnie przyznaje, że fascynujący dla niej byłby też sam fakt zaobserwowania czegoś, co wydarzyło się na samym początku istnienia Wszechświata. "Wspaniale byłoby uzyskać konkretną odpowiedź na pytanie, co się wtedy działo!" - podkreśla.
PAP - Nauka w Polsce, Katarzyna Florencka
kflo/ ekr/
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C78150%2Csladami-dziecinstwa-wszechswiata.html

Śladami dzieciństwa Wszechświata.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Trwa aktywność Perseidów! Maksimum meteorów w nocy z 12 na 13 sierpnia.
2019-08-06. •  Piotr
Od kilkunastu dni trwa aktywność jednego z najbardziej wyczekiwanych w tym roku rojów meteorów. Mowa oczywiście o popularnych i lubianych przez miłośników astronomii Perseidach. Aktywność tego roju na nocnym niebie rozpoczyna się 17 lipca i trwa aż do 24 sierpnia. Warto jednak zaznaczyć, że prawdziwy spektakl rozpoczyna się dopiero w dniach od 10 do 14 sierpnia gdy przypada szczyt aktywności tego roju. Podczas maksimum będziemy mogli zaobserwować nawet 100 obiektów w ciągu godziny.
Maksimum, a więc największa aktywność Perseidów przypada w tym roku na noc z 12 na 13 sierpnia. Warto jednak swoje obserwacje prowadzić również w nocy z 11 na 12 i z 13 na 14 sierpnia. W tych dniach czekają nas wyjątkowe i największe spektakle spadających obiektów rozświetlających niebo, które jak co roku wyczekiwane są przez liczne grono miłośników astronomii na całym świecie.

Perseidy należą do najbardziej znanych rojów. Ich obserwacja trwa od niemal 2000 lat. Taką sławę zawdzięczają sobie między innymi za sprawą wysokiej aktywności oraz dobrych warunków do ich obserwacji. Deszcz meteorów z roju Perseidów pochodzi od komety Swift-Tuttle należącej do grupy komet typu Halleya, której okres obiegu wynosi 133 lata. Kometa ta została po raz pierwszy zaobserwowana w 1862 roku.

Co roku Ziemia w swej okołosłonecznej wędrówce przecina się z orbitą roju, powodując że małe cząsteczki pochodzące od wspomnianej komety wchodzą w Ziemską atmosferę. W rezultacie, spalając się tworzą wspaniałe widowisko na nocnym niebie.

Gdzie szukać Perseidów? Meteorów z tego roju możemy wypatrywać wieczorową porą na północno-wschodnim horyzoncie. Radiant (miejsce, z którego rozbiegają się meteory) znajduje się w gwiazdozbiorze Perseusza. Na chwilę obecną ilość możliwych do zaobserwowania meteorów jest stosunkowo mała. Jednak każdego dnia warunki do obserwacji będą się poprawiały - aż do nocy z 12 na 13 sierpnia. Wtedy też przewidziane jest największe maksimum związane z tym rojem.

UWAGA. Podczas obserwacji maksimum będzie przeszkadzał nam Księżyc znajdujący się zaledwie 3 dni przed pełnią, uniemożliwiając tym samym dostrzeżenie najsłabszych obiektów.

Pozostaje nam liczyć na to, że pogoda dopisze i będzie piękne bezchmurne niebo. Przypominamy również aby nie patrzeć bezpośrednio w środek radiantu lecz kilkanaście stopni od niego, ponieważ najlepiej widoczne i jasne meteory znajdują się właśnie w tym rejonie.

Zachęcamy również wszystkich obserwatorów nieba do wysyłania własnych fotografii wykonanych podczas samodzielnych obserwacji. Za pomocą formularza (Wymaga rejestracji) zamieszczonego na naszej platformie możecie w łatwy sposób załadować dowolny plik z własnego komputera. Przed wysłaniem zalecamy podpisanie zdjęcia (data, miejsce, konfiguracja sprzętu, nazwa uwiecznionego obiektu). Każde oczywiście docenimy i zamieścimy na łamach naszego serwisu. Wiemy, że możemy na Was liczyć! Do naszej galerii wysłaliście już ponad 2300 astronomicznych zdjęć. Dziękujemy!

Gwiazdozbiór: Perseusz
Prędkość w atmosferze: 59 km/s
Okres występowania: 17 lipca - 24 sierpnia
Maksimum: Noc z 12 na 13 sierpnia
Aktywność: wysoka
ZHR: ~100
Widoczność w Polsce: tak
Obiekt macierzysty: kometa Swift-Tuttle

Zobacz też:

- Galeria zdjęć: Astrofotografia
- Sprawdź aktualne zachmurzenie
- Kalendarz zjawisk astronomicznych w 2019 roku
- Maksimum meteorów z roju Perseidów 2011
- Maksimum meteorów z roju Perseidów 2012
- Maksimum meteorów z roju Perseidów 2013
- Maksimum meteorów z roju Perseidów 2014
- Maksimum meteorów z roju Perseidów 2015
- Maksimum meteorów z roju Perseidów 2016
- Maksimum meteorów z roju Perseidów 2017
- Maksimum meteorów z roju Perseidów 2018


Źródło: astronomia24.com. imo.net

https://www.astronomia24.com/news.php?readmore=935

Trwa aktywność Perseidów! Maksimum meteorów w nocy z 12 na 13 sierpnia..jpg

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Konkurs na stanowisko Prezesa Polskiej Agencji Kosmiczne
2019-08-06. Redakcja
Tegoroczny konkurs na prezesa POLSA zakończył się bez rozstrzygnięcia. Na stronach Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii ogłoszono nowy konkurs.
Do 16 maja 2019 trwał nabór na Prezesa POLSA. Z dostępnych informacji wynika, że zgłosiło się kilka osób, każda z nich w pewien sposób związana z polskim sektorem kosmicznym. Z dostępnych informacji wynika także, że jednym z kandydatów na Prezesa był Pan Michał Szaniawski.
Piętnastego lipca 2019 na stronie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów pojawił się dokument o wynikach naboru. W tym naborze wybrano dwoje kandydatów:
•    Panią Izabelę Erecińską
•    Pana Jacka Borkowskiego
Informacja była podobna do kilku wcześniejszych naborów na Prezesa tej Agencji. Informacja oznacza, że wybrano dwóch “finalistów”, spośród których nie wybrano nowego Prezesa. Co ciekawe, jednym z tych “finalistów” nie okazał się być Pan Michał Szaniawski.
Pod koniec czerwca Kancelaria Rady Ministrów poinformowała o przedłużeniu okresu pełnienia obowiązków Prezesa POLSA o kolejne trzy miesiące. W międzyczasie został otwarty nowy konkurs na Prezesa tej Agencji.
Zmiana organu nadzorującego PAK
Z dniem 19 lipca 2019 weszła w życie nowa ustawa o Polskiej Agencji Kosmicznej. Na mocy tej ustawy zmienił się organ nadzorujący POLSA. Nowym organem jest Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii (MPiT). Doprecyzowaniu uległy także zapisy o kompetencjach Prezesa i Wiceprezesa tej Agencji oraz powoływaniu i odwoływaniu tych osób. Zmienione zostały także zasady zatrudniania pracowników POLSA i zasady funkcjonowania Rady tej Agencji.
W związku z tym, rozpisany został nowy konkurs, ogłoszony przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii.
Do naboru na stanowisko Prezesa Polskiej Agencji Kosmicznej może przystąpić osoba, która:
1.    jest obywatelem polskim;
2.    korzysta z pełni praw publicznych;
3.    nie była skazana prawomocnym wyrokiem za umyślne przestępstwo lub umyślne przestępstwo skarbowe;
4.    posiada co najmniej: tytuł zawodowy magistra lub równorzędny, 2-letnią praktykę na stanowisku kierowniczym oraz 4-letni staż pracy w sektorze naukowym, przemysłowym lub administracji publicznej związany z zakresem spraw należących do zadań Polskiej Agencji Kosmicznej;
5.    posiada wiedzę z zakresu spraw należących do właściwości Prezesa PAK;
6.    zna język angielski w stopniu pozwalającym na swobodne porozumiewanie się.
7.    posiada autorytet dający rękojmię prawidłowej realizacji zadań PAK
Dodatkowym wymaganiem pożądanym jest doświadczenie w kierowaniu złożoną, wielozespołową organizacją.
Dokumenty należy składać lub przesyłać do dnia 16 sierpnia 2019 r. (decyduje data wpływu do Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii), w zamkniętej kopercie na adres:
MINISTERSTWO PRZEDSIĘBIORCZOŚCI I TECHNOLOGII
Departament Jednostek Nadzorowanych i Podległych
ul. Plac Trzech Krzyży 3/5, 00-507 Warszawa
(Kancelaria czynna w godz. 8:15-16:15)
z dopiskiem „Nabór na stanowisko Prezesa Polskiej Agencji Kosmicznej – PAK_1_2019 / nie otwierać”.
(POLSA)
https://kosmonauta.net/2019/08/konkurs-na-stanowisko-prezesa-polskiej-agencji-kosmicznej/

Konkurs na stanowisko Prezesa Polskiej Agencji Kosmicznej.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Kolejny bliski przelot potencjalnie niebezpiecznej asteroidy

2019-08-06.
 
Asteroida dwa razy większa od Wieży Eiffla minie Ziemię 10 sierpnia.

Obiekt oznaczony jako 2006 QQ23 ma średnicę 570 m i porusza się z prędkością 16 740 km/h. Będzie wystarczająco blisko, by sklasyfikować go jako obiekt "potencjalnie niebezpieczny", ale naukowcy przekonują, że nie ma powodów do obaw.

Aby zyskać status obiektu potencjalnie niebezpiecznego, asteroida musi minąć Ziemię w odległości 0,05 j.a. Asteroida 2006 QQ23 minie naszą planetę w odległości 0,04977 j.a., więc spełnia te kryteria. Odległość 0,049 j.a. to 7,48 mln km.

Naukowcy uspokajają, że nie ma powodów do obaw. Lindley Johnson z NASA powiedział, że około sześciu obiektów tej wielkości zbliża się do Ziemi co roku. Wizyta 2006 QQ23 nie jest niczym niezwykłym. Kolizje z tego typu obiektami są jednak rzadkie i zdarzają się tylko raz na 2-3 stulecia.

NASA szacuje, że istnieje ok. 900 obiektów znajdujących się w pobliżu Ziemi o średnicy ponad 1000 m, które w przypadku kolizji mogłyby wyrządzić spore szkody na naszej planecie. Przeprowadzona symulacja uderzenia asteroidy o średnicy 50-80 m wykazała, że Nowy Jork zostałby przez nią doszczętnie zniszczony.

Mimo że obiekt NEO 2006 QQ23 został zaklasyfikowany jako obiekt "potencjalnie niebezpieczny", to naukowcy przekonują, że z jego strony nic nam nie grozi.

 
https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/ziemia/news-kolejny-bliski-przelot-potencjalnie-niebezpiecznej-asteroidy,nId,3134295

Kolejny bliski przelot potencjalnie niebezpiecznej asteroidy.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Chyba kolejni kandydaci na prezesów nie za bardzo są zadowolone z tego czym maja się zajmować w tej agencji skoro taka szybka roszada tam następuje. Co chwila zmiana.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Odkryto ślady ogromnego tsunami na Marsie

2019-08-07.
 
Trzy i pół miliarda lat temu na Marsie była jeszcze woda. Znajdowały się tam oceany głębokie przynajmniej na kilkaset metrów. Wiadomo to na pewno, ponieważ odkryto ślady starożytnego tsunami, do którego doszło na Czerwonej Planecie.

W 2016 roku dwie niezależne grupy astronomów uznały, że specyficzne formacje odkryte na Marsie dowodzą, że tamtejszy krajobraz został doświadczony ekstremalnie dużą falą tsunami. Stwierdzono, że marsjański krater Łomonosowa (ok. 150 km średnicy) może być pozostałością po upadku asteroidy, która wpadła do jednego z mórz, wywołując wielką falę tsunami.

 Naukowcy uważają, że fala tsunami, jaka rozeszła się po tym zderzeniu mogła mieć nawet 300 metrów wysokości! Mimo erozji do dzisiaj istnieją ślady dewastacji, jakich dokonały fale.
Pierwszym, który zaproponował teorię, wedle której na Marsie doszło do megatsunami był francuski astronom Francois Costard z instytutu naukowego CNRS. To on jako pierwszy odnalazł charakterystyczne ślady destrukcji widoczne na marsjańskiej powierzchni.
Gdzie się podziały oceany?

Jak wiadomo, Mars nie posiada obecnie stałego dipolowego pola magnetycznego. Prawdopodobnie jednak planeta miała kiedyś pole magnetyczne podobnie jak Ziemia. Według przypuszczeń naukowców, mechanizm dynama magnetohydrodynamicznego, znajdującego się w jądrze planety, zatrzymał się na skutek licznych kolizji Marsa z dużymi obiektami, które spowodowały stopienie części powierzchni planety i wstrzymały ruch ciekłego żelaza w jej wnętrzu.
Według tej teorii, na skutek utraty pola magnetycznego Mars przeobraził się z planety podobnej do Ziemi (z oceanami i gęstszą atmosferą) do postaci czerwonej pustyni, jaką znamy z czasów dzisiejszych. Problem w tym, że  naukowcy sądzili, że 3,5 miliarda lat temu na Marsie nie było już oceanów, bo zdążyły wyparować lub skryć się pod powierzchnią planety.
Skoro zatem uzyskano dowód na tsunami, oznacza to, że oceany istniały na Marsie długo potem, gdy został pozbawiony pola magnetycznego. To nowa koncepcja, bo nikt nie spodziewał się, że woda w stanie ciekłym mogła przetrwać bez pola magnetycznego tak długi okres czasu.
Zmianynaziemi.pl

 
https://nt.interia.pl/news-odkryto-slady-ogromnego-tsunami-na-marsie,nId,3135900

Odkryto ślady ogromnego tsunami na Marsie.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Planeta podobna do piłki futbolowej

2019-08-07.
Naukowcy odkryli planetę, która pod względem kształtu przypomina piłkę do futbolu amerykańskiego.

 
WASP-121b to niezwykła planeta. Jest to tzw. gorący jowisz, czyli gazowy olbrzym nieco większy od Jowisza w Układzie Słonecznym. Jest tak blisko gwiazdy, że temperatura na powierzchni wynosi 1000oC. Jest to pierwsza odkryta egzoplaneta z własną stratosferą, w której zamiast warstwy ozonu znajduje się warstwa złożona z tlenku tytanu.

Górna atmosfera WASP-121b jest znacznie cieplejsza niż dolne warstwy, przekraczając 2500oC. Egzoplaneta jest tak blisko gwiazdy macierzystej, że w atmosferze nie ma wodoru i helu, czyli najlżejszych pierwiastków. Gdy gazy te są wychwytywane przez gwiazdę, uciekają także inne pierwiastki, w tym żelazo i magnez w postaci gazowej.

- Metale ciężkie były wcześniej obserwowane na innych gorących jowiszach, ale tylko w niższej atmosferze. Nie da się jednoznacznie określić, czy uciekają z atmosfery, czy nie. Dzięki WASP-121b widzimy magnez i żelazo tak dalego od planety, że nie są związane grawitacyjnie - powiedział David Sing z Johns Hopkins University.

Planeta znajduje się zaledwie 3,8 mln km od gwiazdy, co stanowi 2,5 proc. odległości między ziemią a Słońcem. Wysoka temperatura sprawia, że planeta jest napuchnięta, a wpołączeniu z silnym przyciąganiem ze strony gwiazdy jej kształt uległ deformacji. Zamiast być sferycznym obiektem, wygląda bardziej jak piłka do futbolu amerykańskiego.

Obserwacje były częścią badania Panchromatic Comparative Exoplanet Treasury (PanCET). Astronomowie skupili się na 20 egzoplanetach, które obserwowali je w ultrafiolecie, świetle widzialnym i podczerwieni w celu poszerzenia naszej wiedzy i zrozumienia ich. System WASP-121 znajduje się około 900 lat świetlnych od Ziemi.

 
https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/astronomia/news-planeta-podobna-do-pilki-futbolowej,nId,3132724

 

Planeta podobna do piłki futbolowej.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Zaobserwowano, jak w ekstremalnych warunkach cząstki zmieniają masę
2019-08-07. Ludwika Tomala
Masa cząstek wcale nie jest dana raz na zawsze! Zależy od otoczenia i może się zmieniać – i to nawet w takich warunkach, jakie panują przy zderzeniach gwiazd neutronowych - potwierdziły badania w eksperymencie HADES. Badania te rzucają nowe światło na to, skąd cząstki biorą masę.
Alchemicy próbowali za pomocą kamienia filozoficznego wyprodukować złoto. A międzynarodowy zespół naukowców - w tym Polaków - w eksperymencie HADES (High Acceptance Di-Electron Spectrometer) robi coś wręcz przeciwnego: złoto zmienia w inną materię... Jądra atomów złota naukowcy rozpędzają do niewyobrażalnych prędkości - ok. 89 proc. prędkości światła i zderzają je z innymi atomami złota. Energia takiego zderzenia jest tak duża, że jądra rozpadają się na cały zestaw innych cząstek. Złoto wprawdzie na zawsze już tracimy (na szczęście to tylko śladowe ilości), ale dzięki temu naukowcy są w stanie zbadać, co się dzieje z cząstkami wewnątrz egzotycznej, wytworzonej na bardzo krótki moment, formy materii jądrowej o ekstremalnych gęstościach i temperaturach.
Teraz fizycy pokazują coś niewiarygodnego: masa cząstek w ekstremalnych warunkach się zmienia! Wartość jej nie jest więc tak bardzo stała, jak to wynika z tabel i podręczników, ale zależna jest od własności otoczenia określonego przez gęstość i temperaturę! Udało się to sprawdzić dzięki badaniu widm rozkładów tzw. wirtualnych fotonów, czyli fotonów, które mają ... masę. Fotony te pochodzą z rozpadu cząstki zwanej mezonem rho.
Wcześniej takie pomiary wykonano już w CERN i na akceleratorze RHIC w USA. Teraz jednak naukowcy w ośrodku badań ciężkojonowych GSI/FAIR w niemieckim Darmstadt (k. Frankfurtu) pokazali, że do podobnego efektu dochodzi nie tylko w warunkach tak ekstremalnych, jakie pojawiły się tuż po Wielkim Wybuchu, ale również i obecnie - np. w zderzeniach gwiazd neutronowych. Publikacja ukazała się w "Nature Physics" .
WŁAŚCIWOŚCI ZŁOTEJ OGNISTEJ KULI
Uczestnik eksperymentu HADES prof. Piotr Salabura z Instytutu Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego mówi PAP, co się dzieje, kiedy materia jednego jądra przenika się z materią jądra drugiego. Opowiada, że w czasie 1022 razy krótszym niż sekunda powstaje tam "ognista kula", w której gęstość materii rośnie nawet 4-krotnie (gęstość normalnej materii jądrowej jest i tak ogromna: to około 1018 kg/m3).
Naukowiec mówi, że w ramach eksperymentu udało się zmierzyć temperaturę tej "ognistej kuli”. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu, żeby sprawdzić, czy człowiek ma gorączkę, trzeba było trzymać termometr pod pachą przez 10 minut... A teraz naukowcom udało się dokładnie zmierzyć bardzo wysoką temperaturę w czasie 1022 razy krótszym niż sekunda. I to w miejscu nie większym niż jądro atomu! Dla naukowców nie było oczywiste, że w tak krótkim czasie jakaś konkretna temperatura zdąży się ustalić.
Z badań wynikło, że uśredniona temperatura takiego "złotego" zderzenia wynosi ok. 70 MeV (megaelektronowoltów) to znaczy około 10 tryliardów (10 do 22) stopni Kelwina! "Materia jądrowa o podobnych własnościach powstaje w czasie zderzania się gwiazd neutronowych, a więc gigantycznych wydarzeń, które co jakiś czas obserwujemy we wszechświecie" - porównuje.
FOTONY NABIERAJĄ MASY
Informacji o temperaturze materii dostarczają wirtualne fotony, na podobnej zasadzie jak rozkład energii promieniowania rzeczywistych fotonów pochodzących ze Słońca mówi nam o temperaturze naszej gwiazdy. Z ta różnicą, że mierzone w eksperymencie fotony są wirtualne i pochodzą z rozpadu mezonu rho, cząstki produkowanej wewnątrz „ognistej kuli”.
"Wirtualne fotony różnią się od zwykłych fotonów tylko tym, że mają masę - przez ekstremalnie krótki odcinek czasu. A wtedy - zgodnie z zasadą nieoznaczoności Heisenberga i teorią Einsteina - zmiana energii na masę jest możliwa i fotony obserwujemy w detektorze HADES w postaci par pozyton-elektron, które powstają z ich rozpadu" - mówi naukowiec.
JAKĄ MASZ MASĘ? TO ZALEŻY OD OTOCZENIA...
Druga sprawa, którą odkrył zespół eksperymentu HADES to to, że własności mezonu rho w tej "ognistej kuli" mają trochę inne właściwości niż w próżni. "W eksperymencie zdołaliśmy wykazać, że masa mezonu rho - cząstki wytwarzanej w zderzeniach - ulega modyfikacji - jest inna niż w innych w pomiarach rozpadu mezonu w próżni" - mówi naukowiec.
Wyjaśnia, że średnia masa mezonu rho w próżni jest dobrze znana i znajduje się w podręcznikach - to ok. 770 MeV. Jego masa ma pewien rozkład (o szerokości około 120 MeV) odpowiadający jego czasowi życia około 10-23 s. "Tę samą cząstkę wytworzyliśmy w gorącej materii jądrowej. Okazuje się, że ona ma tu już zupełnie inny rozkład masy" - mówi. Zaznacza, że jej rozkład masy "rozmywa się" i ten stan przestaje być dobrze określony.
DLACZEGO CZĄSTKI MAJĄ MASĘ
Prof. Salabura pytany, dlaczego cząstki mają masę, odpowiada: "mechanizm wytwarzania masy nie jest dotąd znany". Wiadomo jednak, jakie siły są w to zaangażowane. Fizyk z UJ przypomina, że tworzące jądro atomu protony i neutrony zbudowane są z kwarków lekkich. A masa tych kwarków powstaje z oddziaływania z cząstką Higgsa odkrytą w eksperymentach na Wielkim Zderzaczu Hadronów (LHC) w CERN.
Sama jednak masa kwarków dawana przez oddziaływanie Higgsa odpowiada masie swobodnego kwarku i wcale nie sumuje się do masy protonu czy neutronu! Stanowi ona zaledwie 2 proc. jego masy! Cała reszta masy ukryta jest więc gdzieś "pomiędzy kwarkami", a dokładniej w siłach, które je ze sobą "sklejają", a które są przekazywane przez gluony – cząstki pośredniczące w oddziaływaniach silnych. "To właśnie oddziaływania silne, a w szczególności oddziaływania wzajemne gluonów, mają spektakularną własność tworzenia efektywnej masy protonu" - mówi prof. Salabura.
A jaki to ma związek z eksperymentem HADES? W "ognistej kuli" materia jądrowa jest tak supergęsta, że zmienia się charakter oddziaływania silnego wiążącego kwarki. A to z kolei sprawia, że dochodzi do zmiany masy powstających tam cząstek. Dało się to zaobserwować dla krótkożyciowego mezonu rho.
W prace w ramach eksperymentu HADES zaangażowane są zespoły z Polski: nie tylko z UJ, ale i z Instytutu Fizyki Jądrowej PAN. Do zespołu dołączają obecnie naukowcy z Politechniki Warszawskiej i Uniwersytetu Warszawskiego. "W eksperymencie wykonaliśmy i wykonujemy elementy, z których składa się urządzenie badawcze HADES, nadzorujemy ich pracę, a potem analizujemy dane, w tym te, których wyniki zostały zamieszczone w artykule w Nature Physics" - streszcza fizyk udział Polaków w tym projekcie.
PAP - Nauka w Polsce, Ludwika Tomala
lt/ ekr/
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C78113%2Czaobserwowano-jak-w-ekstremalnych-warunkach-czastki-zmieniaja-mase.html

 

Zaobserwowano, jak w ekstremalnych warunkach cząstki zmieniają masę.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Harvard buduje "tarczę ochronną" dla Ziemi. Mają plan na zatrzymanie kryzysu klimatycznego
2019-08-07.
oprac. Arkadiusz Stando

Jeśli nie jesteśmy w stanie zatrzymać kryzysu klimatycznego ograniczając ludzkie przyzwyczajenia, pozostaje nam tylko jedno. Ochłodzić Ziemię poprzez zmniejszenie ilości promieni Słonecznych docierających do atmosfery. To ryzykowny plan, ale naukowcy z Harvardu muszą spróbować.
Plany przetestowania techniki ochłodzenia planety poprzez blokowanie światła słonecznego, są o krok bliżej rzeczywistości. Uniwersytet Harvarda w Cambridge w stanie Massachusetts informuje o stworzeniu panelu doradczego. Jego celem będzie przebadanie potencjalnych skutków środowiskowych i geopolitycznych projektu.
Projekt Stratospheric Controlled Perturbation Experiment (SCoPEx)
Naukowcy z Uniwersytetu Harvarda opracowali projekt ochłodzenia Ziemi. Miałby polegać na stworzeniu dodatkowej powłoki tuż ponad chmurami. I nie chodzi tu o żadną monstrualną konstrukcję. Chodzi o uwalnianie cząstek węglanu wapnia ze zdalnie sterowanego balonu, około 20 kilometrów nad Ziemią.
Rolę królika doświadczalnego przypisano już rejonowi południowo-zachodnich Stanów Zjednoczonych. Jednak zanim do tego dojdzie, naukowcy muszą przeanalizować, co właściwie może się stać. Nie można pozwolić na dojście do ewentualnej katastrofy.
Panel doradczy zostanie przeprowadzony pod kierownictwem Louise Bedsworth, dyrektor wykonawczej California Stratategic Growth Council. Pozostałych siedmiu członków rady to znani i szanowani eksperci zajmujący się nauką o Ziemi, środowisku, klimacie ale także w zakresie prawa i polityki.
Natomiast sam projekt SCoPEx będzie prowadzony pod przewodnictwem badacza atmosfery Franka Keutscha oraz fizyka Davida Keitha. Naukowcy będą obserwować zmiany w składzie chemicznym warstwy gazowej około 20 kma nad Ziemią. Wedle wstępnego planu, do górnej części atmosfery mają być wysyłane małe balony stratosferyczne, zawierające około 100 gramów węglanu wapnia.
SCoPEx już w ubiegłym roku zapowiedział gotowość na drugi kwartał 2019 roku. Jednakże bez odpowiedniej analizy badawczej i panelu doradczego nie może zostać uruchomiony. Nikt w historii ludzkości nie próbował jeszcze manipulować promieniami słonecznymi i atmosferą na taką skalę.
Źrodło: Nature
https://tech.wp.pl/harvard-buduje-tarcze-ochronna-dla-ziemi-maja-plan-na-zatrzymanie-kryzysu-klimatycznego-6410564676212353a

Harvard buduje tarczę ochronną dla Ziemi. Mają plan na zatrzymanie kryzysu klimatycznego.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dla miłośników Paleoastronomii fajny artykuł popularnonaukowy

Jeśli to się potwierdzi będziemy mieli najstarszą udokumentowaną, obserwację astronomiczną.

Data 10 950 rok p.n.e. normalnie wbija w siedzenie :)

 

 

Archeolodzy, astronomowie i geolodzy razem badają najstarszą znaną nam świątynię – Göbekli Tepe w Turcji. Ostatnie odkrycia pokazują, że było to również obserwatorium astronomiczne i rodzaj kamiennej kroniki. Na jednej z kolumn prawdopodobnie zakodowano ślad obserwacji grupy ruchomych ciał niebieskich i niewyjaśnione „ważne wydarzenie”. Czy jest to dowód na uderzenie meteorytu, które mogło spowodować zlodowacenie rozpoczynające ludzką cywilizację? Dla badaczy z Edynburga kluczowa jest kolumna zwana Kamieniem Sępa. Stawiają oni tezę, że w dolnej części tej kolumny znajduje się płaskorzeźba, której funkcję określają jako „pieczęć z datą”. Na podstawie rekonstrukcji astronomicznych, układu gwiazd i zachodzącego słońca oraz zestawienia tego z danymi archeologicznymi z nieodległych stanowisk ustalono nawet konkretną datę – 10 950 rok p.n.e. (±250 lat). Tymczasem geolodzy uznają, że początek zlodowacenia młodszego driasu w Europie i Ameryce przypada mniej więcej na rok 10 890 p.n.e.

 http://przystaneknauka.us.edu.pl/artykul/gobekli-tepe-meteoryt-zlodowacenie-i-poczatki-ludzkiej-cywilizacji

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Na dnie Morza Śródziemnego powstanie specjalny teleskop neutrinowy
Autor: admin (2019-08-07)
Naukowcy budują ogromny teleskop nowej generacji w osobliwej lokalizacji – na dnie Morza Śródziemnego. Niezwykły teleskop ma służyć wyszukiwaniu sygnałów specjalnych cząstek kosmicznych.
Teleskop będzie badać neutrina – maleńkie neutralne cząsteczki, które mogą przemieszczać się przez różne środowiska bez wchodzenia w interakcje z nimi. Z tego powodu cząstki te są niezwykle trudne do wychwycenia. Naukowcy pracowali nad stworzeniem niezwykle czułych detektorów, a wynikiem tych działań jest The Cubic Kilometre Neutrino Telescope (KM3NeT).
„Neutrina bardzo rzadko wchodzą w interakcje, jednak gdy cząsteczka uderza w wodę, generuje światło, które teleskop KM3NeT jest w stanie wykryć.” – powiedział dr Clancy James z Curtin Institute of Radio Astronomy i International Center for Radio Astronomy Research (ICRAR) w Australii.
KM3NeT jest obecnie budowany w dwóch lokalizacjach. Pierwszy zostanie umieszczony u wybrzeży Riwiery Francuskiej i będzie badać „lokalne” neutrina. Drugi powstanie u wybrzeży Sycylii i skupi się na wysokoenergetycznych neutrinach, które pochodzą z wybuchów supernowych, fuzji gwiazd neutronowych i wielu innych zjawisk astrofizycznych.
„Ten projekt pomoże nam odpowiedzieć na najważniejsze pytania dotyczące fizyki cząstek i natury naszego wszechświata, a nawet potencjalnie zapoczątkowując nową erę w badaniu neutrin” – kontynuował dr James.
Pierwsza faza budowy teleskopu będzie polegać na umieszczeniu 30 modułów detekcyjnych na dnie morza. Każdy z modułów będzie składał się z 18 detektorów. W ciemnościach głębinowych instrumenty te mogą rejestrować błyski światła wytwarzane przez neutrina zderzające się z wodą morską. Pomimo wciąż trwającej budowy obie lokalizacje posiadają już pierwsze jednostki detekcyjne, które zbierają dane.
KM3NeT nie jest jedynym teleskopem neutrinowym na świecie. Podobną technologię wykorzystuje teleskop IceCube znajdujący się na Antarktydzie. Wykorzystuje on zamarznięty lód zamiast wody morskiej do wykrycia neutrin. Dane zebrane przez trzy teleskopy pozwolą na kontynuowanie badań nad kosmicznymi cząsteczkami.
 
Źródło:
https://tylkonauka.pl/wiadomosc/teleskopy-neutrinowe-powstana-na-dnie-morza-srod...

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/na-dnie-morza-srodziemnego-powstanie-specjalny-teleskop-neutrinowy

Na dnie Morza Śródziemnego powstanie specjalny teleskop neutrinowy.jpg

Na dnie Morza Śródziemnego powstanie specjalny teleskop neutrinowy2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Wylądują na niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca, bo jest nietypowo biała i skrywa dziwne obiekty
2019-08-07.

Jedna z największych zagadek ludzkości zostanie raz na zawsze rozwiązana. Mowa o niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca, która od zawsze pobudza naszą wyobraźnię. Niebawem odwiedzą ją pierwsi ludzie. Zanim to jednak nastąpi, poznajcie jej sekret i zobaczcie zdjęcie.
Ludzkość wciąż odkrywa kolejne sekrety Księżyca, który choć jest najbliższym nam ciałem niebieskim, a jego widok towarzyszy nam od narodzin, to jednak wciąż jest dla nas zagadką. Badamy go już od półwiecza i z całą pewnością szybko nie skończymy.
Podróżujący do odległych krajów na południowej półkuli Ziemi zastanawiają się, jak będzie tam wyglądać nasz naturalny satelita. Okazuje się, że nie zobaczymy nic nowego, poza tym iż Księżyc będzie „wywrócony do góry nogami”.
Gdzie więc na Ziemi możemy zobaczyć inną stronę Księżyca niż w Polsce? Nigdzie! Ze względu na to, że Księżyc obiega Ziemię i obraca się wokół własnej osi w niemal tym samym czasie, a więc w ciągu około 27 dni, z powierzchni naszej planety możemy zobaczyć tylko jedną stronę księżycowej tarczy, a druga, nazywana „niewidoczną”, pozostaje dla nas ukryta.
Nic więc dziwnego, że przez lata narosły na jej temat najróżniejsze mity, m.in o wznoszących się tam gigantycznych budowlach obcej cywilizacji. Jednak wiemy dokładnie, co znajduje się z drugiej strony Księżyca. A to dlatego, że w 1959 roku zdjęcie „niewidocznej” strony przesłała nam po raz pierwszy rosyjska sonda Łuna 3. Do dziś zdjęć z wielu kolejnych sond napłynęło znacznie więcej.
Jak się możemy przekonać spoglądając na poniższe zdjęcie obu półkul Księżyca, strona „niewidoczna” jest znacznie bielsza od tej widocznej z Ziemi. Praktycznie nie występują tam księżycowe „morza”, czyli ciemne obszary. Zajmują one tylko 2 proc. powierzchni, podczas, gdy po stronie widocznej aż 31 proc.
„Morza” to nic innego jak tereny występowania bazaltu, a więc ciemnej skały wulkanicznej. Bazalt na Księżycu to efekt uderzeń olbrzymich meteorytów, które spowodowały wgłębienia w księżycowej glebie.
Jaśniejsze obszary nazywane są wyżynami i górami, ponieważ wznoszą się ponad ciemnymi „morzami”. Głównym elementem jasnych obszarów są olbrzymie kratery uderzeniowe. Jeden z nich o nazwie Arystoteles znajduje się w pobliżu górnego brzegu tarczy Księżyca.
Jednak najlepiej widoczny z Ziemi jest krater Tycho, wznoszący się w dolnej części tarczy. Gołym okiem możemy zobaczyć system promieni wokół krateru, którego wiek szacuje się na ponad 100 milionów lat.
Zagadkę białej strony Księżyca przebada pierwsza w historii misja załogowa planowana przez Chińczyków. Wiemy, że w południowej części półkuli znajduje się największy w Układzie Słonecznym krater uderzeniowy Aitken. Na jego obszarze występuje anomalia magnetyczna.
Amerykanie i Chińczycy wskazują, że jest to część żelazowo-niklowej planetoidy. Co najciekawsze, tajemniczy obiekt znajduje się w płaszczu i jest na tyle wielki i ciężki, że zmienia pole grawitacyjne Księżyca.
Chiński rząd nie ukrywa, że bardzo interesują go zasoby skrywane przez Aitken. Naukowcy szacują, że pozostałość kosmicznej skały może ważyć 2 kwintyliony kilogramów. Oczywiście dobranie się do tych zasobów nie będzie łatwym zadaniem, bo trzeba będzie rozwinąć technologie kosmicznego górnictwa, które aktualnie znajdują się w powijakach, ale Chińczycy liczą na eksplorację skrywających się płytko pod powierzchnią metali ziem rzadkich.
Ziemskie surowce szybko się kurczą, dlatego kraje już teraz muszą zadbać o swoją przyszłość. Szczególnie jest to istotne dla Chin, które dysponują największa populacją ludzką na świecie. Plan jest taki, że już za kilka dekad, a powszechnie do końca obecnego wielu, największe mocarstwa świata będą już na poważnie eksplorować Srebrny Glob i zasoby wykorzystywać pod budowę baz oraz kolonii np. na Marsie.
Najwięcej informacji o Księżycu zebrała amerykańska sonda Lunar Reconnaissance Orbiter (LRO) i chińska Change-3. Ta pierwsza przez ostatnie lata wykonała tysiące rewelacyjnej jakości zdjęć Srebrnego Globu, które naukowcy z NASA złożyli w całość, tworząc najdokładniejszą mapę Księżyca w historii naszej cywilizacji. Dzięki dużej rozdzielczości zdjęć, teraz możemy poszukać dziwnych obiektów na niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca.
NASA planuje na lata 20. załogową misję, przy pomocy zbudowanego przez koncern Lockheed Martin, najnowszego statku kosmicznego, który nosi nazwę Orion. Jakby tego było mało, podczas misji, przez 2 tygodnie, astronauci znajdą się w punkcie libracyjnym L2, czyli około 60 tysięcy kilometrów nad niewidoczną z Ziemi stroną Księżyca.
Źródło: TwojaPogoda.pl
https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2019-08-07/dlaczego-niewidoczna-z-ziemi-strona-ksiezyca-jest-niemal-zupelnie-biala-bez-ciemnych-plam/

 

Wylądują na niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca, bo jest nietypowo biała i skrywa dziwne obiekty.jpg

Wylądują na niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca, bo jest nietypowo biała i skrywa dziwne obiekty2.jpg

Wylądują na niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca, bo jest nietypowo biała i skrywa dziwne obiekty3.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dzieci urodzone w kosmosie będą inne od ziemskich

2019-08-07.

Kiedyś dzieci będą rodziły się w kosmosie. Jak będzie to wyglądać?

Naukowcy badali ciążę wielu zwierząt w kosmosie, w tym salamander, ryb i szczurów. Do tej pory nie udało się jednak przeprowadzić eksperymentów z udziałem ludzi. Ponad 60 kobiet odbyło podróż poza Ziemię, ale żadna z nich nie była w tym czasie w ciąży, nie mówiąc już o porodzie w warunkach zerowej grawitacji.

 Ale plany dotyczące kolonii na Marsie i podróży w odległe części kosmosu sugerują, że pewnego dnia ludzie będą rodzić się poza Ziemią. To generuje wiele interesujących pytań. Jak będzie przebiegał poród i same dzieci?

Najbardziej oczywistą różnicą dotyczącą porodu w kosmosie jest środowisko zerowej grawitacji, co może stanowić duże utrudnienie dla matki wypychającej dziecko. Oczywiście, tyczy się to jedynie porodów naturalnych, choć większość rozwiązań ciąży prawdopodobnie i tak kończyłaby się cięciem cesarskim. Ponadto, gdyby kobiety żyły na stałe poza Ziemią, istniałoby większe ryzyko ciąży podwyższonego ryzyka niż na naszej planecie. Dlaczego?

Po pierwsze, bez przyciągania ziemskiego, kości tracą gęstość. Badania pokazują, że astronauci tracą 1-2 proc. gęstości kości przez każdy miesiąc spędzony w przestrzeni kosmicznej. To mogłoby stanowić poważne zagrożenie podczas porodu, bo miednica mogłaby po prostu pęknąć.

Wiemy też, że sposób, w jaki się rodzimy, wpływa na naszą anatomię. Rozmiary naszych głów są ograniczone rozmiarami kanałów rodnych matek. Im więcej przeprowadza się cięć cesarskich, tym większe głowy w populacji dzieci. To nie wszystko. Dzieci urodzone w kosmosie prawdopodobnie miałyby także inny kolor skóry, bo byłoby w niej więcej melaniny do ochrony przed promieniowaniem kosmicznym. Im więcej melaniny, tym ciemniejsza skóra, więc dzieci urodzone w kosmosie mogłyby być ciemnoskóre.

Zmiany w ludzkiej anatomii mogą potrwać całe wieki, a ludzie żyjący w kosmosie mogą różnić się od tych rodzących się na Ziemi.

 
https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/astronomia/news-dzieci-urodzone-w-kosmosie-beda-inne-od-ziemskich,nId,3132835

 

Dzieci urodzone w kosmosie będą inne od ziemskich.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Zobacz, jak SpaceX łapie w locie osłonę ładunku wartą 3 miliony dolarów
2019-08-07.
Elon Musk pochwalił się na swoim profilu na Twitterze fajnym materiałem filmowym, na którym możemy zobaczyć spektakularnie wyglądający moment złapania w sieci osłony ładunku z rakiety Falcon 9 z misji AMOS-17.
Start misji z satelitą zbudowanym przez Boeinga dla izraelskiej firmy Spacecom nastąpił z platformy startowej SLC-40, znajdującej się na przylądku Canaveral. Co ciekawe, pierwszy stopień wcześniej brał udział w misjach z satelitami Telstar 19 VANTAGE i Es'hail-2. W misji AMOS-17, inżynierowie ze SpaceX postanowili spróbować odzyskać jedną z owiewek.
Odzyskiwanie tych elementów rakiet, pozwoli jeszcze bardziej obniżyć koszty misji kosmicznych. Wydawałoby się, że owiewki to tanie konstrukcje, a jednak produkcja dwóch sztuk to koszt ok. 5-6 milionów dolarów. Stożek ochronny rakiet ma długość 13 metrów, a jego średnica wynosi 5 metrów. Do tej pory były one odrzucane tuż przed odłączeniem ładunku w przestrzeni kosmicznej i swobodnie spadały do wód Atlantyku i Pacyfiku.
Problem w tym, że zanurzone w słonej morskiej wodzie nie nadają się do ponownego wykorzystania. SpaceX jakiś czas temu kupiło duży statek, który następnie zmodyfikowano, właśnie z myślą o łapaniu owiewek. Na pokładzie Mr Tree (wcześniej Mr Steven) zainstalowano duże i szerokie ramiona, a pomiędzy nimi znalazła się wytrzymała siatka. Ma ona powierzchnię aż 3700 metrów kwadratowych, a jej zadaniem jest wyłapywanie lądujących na spadochronach osłon.
Za pomocą statku Mr Tree udało się zeszłej nocy (07.08) złapać jedną z owiewek.  Co prawda nie jest pewne, którą - pasywną czy aktywną, ale ważne, że się udało odzyskać 3 miliony dolarów. Pierwszy raz Mr Steven, całkiem przypadkowo, pomyślnie wykonał ten manewr w styczniu bieżącego roku. Jest szansa, że teraz będzie to już rutyną.
Źródło: GeekWeek.pl/SpaceX/Twitter/Elon Musk / Fot. SpaceX/Twitter/Elon Musk
https://www.geekweek.pl/news/2019-08-07/zobacz-jak-spacex-lapie-w-locie-oslone-ladunku-warta-3-miliony-dolarow/

 

 

Zobacz, jak SpaceX łapie w locie osłonę ładunku wartą 3 miliony dolarów.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Udane starty rakiet Falcon 9 i Ariane 5 z satelitami telekomunikacyjnymi
2019-08-07.
W nocy z wtorku na środę przeprowadzono na świecie dwa starty rakiet orbitalnych. Rakieta Ariane 5 wystartowała z Kourou wynosząc na orbitę parę satelitów telekomunikacyjnych, a rakieta Falcon 9 po starcie z Cape Canaveral umieściła wokół Ziemi satelitę telekomunikacyjnego AMOS-17.
Start Ariane 5
W europejskim porcie kosmicznym Kourou w Gujanie Francuskiej miał miejsce start rakiety Ariane 5 z parą satelitów telekomunikacyjnych. W ładowni rakiety umieszczono komercyjnego satelitę Intelsat 39 oraz pośredniczącego w komunikacji EDRS-C - drugiego satelitę budowanej przez Europejską Agencję Kosmiczną i firmę Airbus Defence and Space sieci przekaźnikowej SpaceDataHighway, która ma służyć satelitom na niskiej orbicie okołoziemskiej w komunikacji z Ziemią.
Intelsat 39
Intelsat 39 to bazujący na platformie Maxar-1300 satelita telekomunikacyjny, który ma świadczyć usługi szerokopasmowego dostępu do sieci oraz dystrybucji telewizji na obszar Afryki, Europy, Bliskiego Wschodu oraz Azji. Satelita został wyposażony w transpondery pasm Ku i C. Zastąpi wysłużonego na pozycji 62 E satelitę Intelsat 902, który został umieszczony na orbicie w 2001 roku. Intelsat 39 ma projektowany czas pracy wynoszący 15 lat.
EDRS-C
EDRS-C to drugi satelita europejskiej sieci SpaceDataHighway mającej pośredniczyć w komunikacji z satelitami na niskiej orbicie i stacjami naziemnymi. Satelita trafi na orbitę geostacjonarną, na pozycję 31 E. To drugi i ostatni ładunek EDRS potrzebny do operacyjności sieci. Pierwszy został wysłany w 2016 roku. Oprócz terminali komunikacji laserowej do potrzeb sieci EDRS, na pokładzie satelity umieszczono komercyjny ładunek HYLAS 3 dla firmy Avanti, oferujący pasmo komunikacyjne o szerokości 4 GHz dla klientów, głównie z Afryki Północnej.
Start Falcon 9
W środę o 0:53 czasu polskiego ze stanowiska SLC-40 w Cape Canaveral na Florydzie wystartowała rakieta Falcon 9 w wersji nieodzyskiwalnej, z satelitą AMOS-17 izraelskiej firmy telekomunikacyjnej Spacecom. Lot przebiegł pomyślnie, a firmie SpaceX udało się z powodzeniem odzyskać jedną połówkę owiewki chroniącej ładunek podczas startu.
AMOS-17 to w pewnym sensie następca zniszczonego podczas wybuchu rakiety na stanowisku startowym satelity AMOS-6 w 2016 roku. AMOS-17 jest wyposażony w transpondery komunikacyjne pasma Ka, Ku i C wysokiej przepustowości. Satelita bazuje na platformie BSS-702MP i o własnym napędzie wejdzie na orbitę geostacjonarną, na pozycję 17 E, skąd będzie dostarczał usług komunikacyjnych dla obszaru Afryki, Bliskiego Wschodu i Europy.
Podsumowanie
W tym roku przeprowadzono już 50 udanych startów rakiet orbitalnych. Do tej pory najwięcej zostało wykonanych za pomocą rosyjskich rakiet (14). Na drugim miejscu plasują się Stany Zjednoczone (13 udanych lotów), a na trzecim Chiny (10).
Kolejny planowany start powinien zostać przeprowadzony już 8 sierpnia. Rakieta Atlas V wystartuje z Cape Canaveral, wynosząc wojskowego satelitę telekomunikacyjnego dla Stanów Zjednoczonych AEHF 5.
Na podstawie: SpaceX/Arianespace/NS/SN
Więcej informacji:
•    informacja prasowa SpaceX o udanej misji z satelitą AMOS-17
•    informacja prasowa Arianespace o udanej misji Intelsat/EDRS
 
Na zdjęciu: Start rakiety Falcon 9 z satelitą AMOS-17. Źródło: SpaceX.
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/udane-starty-rakiet-falcon-9-i-ariane-5-z-satelitami-telekomunikacyjnymi

Udane starty rakiet Falcon 9 i Ariane 5 z satelitami telekomunikacyjnymi.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

ALMA zagląda w sferę wpływu czarnej dziury
2019-08-07. Radek Kosarzycki
To co się dzieje w czarnej dziurze, zostaje w czarnej dziurze, ale to co się dzieje w “sferze wpływu” czarnej dziury – najbardziej wewnętrznym regionie galaktyki, w którym grawitacja czarnej dziury jest dominującą siły – jest niezwykle interesujące dla astronomów i może pomóc nam określić masę czarnej dziury oraz jej wpływ na galaktyczne otoczenie.
Nowe obserwacje przeprowadzone za pomocą Atacama Large Milimeter/submilimeter Array (ALMA) dostarczają niespotykanego zbliżenia na wirujący dysk zimnego gazu międzygwiezdnego, krążący wokół supermasywnej czarnej dziury. Rzeczony dysk znajduje się w centrum NGC 3258, masywnej galaktyki eliptycznej oddalonej od nas o jakieś 100 milionów lat świetlnych. W oparciu o te obserwacje, zespół kierowany przez astronomów z Texas A&M University oraz University of California Irvine określił, że owa czarna dziura ma masę około 2,25 miliarda mas słońca – i jest najmasywniejszą czarną dziurą zmierzoną jak dotąd za pomocą obserwatorium ALMA.
Choć supermasywne czarne dziury mogą mieć masy miliony lub miliardy razy większe od masy słońca, to stanowią one tylko niewielki wycinek masy całej galaktyki. Oddzielenie wpływu grawitacji czarnej dziury od gwiazd, gazu międzygwiezdnego i ciemnej materii w centrum galaktyk jest dużym wyzwaniem i wymaga bardzo dokładnych obserwacji w fenomenalnie małej skali.
“Obserwowanie ruchu orbitalnego materii znajdującej się możliwie najbliżej czarnej dziury jest kluczowe, gdy staramy się precyzyjnie określić masę czarnej dziury” mówi Benjamin Boizelle, postdoc na Texas A&M University oraz główny autor opracowania opublikowanego w periodyku Astrophysical Journal. “Te nowe obserwacje NGC 3258 potwierdzają niesamowite możliwości ALMA w zakresie mapowania rotacji dysków gazowych wokół supermasywnych czarnych dziur”.
Astronomowie wykorzystują różne metody do mierzenia mas czarnych dziur. W olbrzymich eliptycznych galaktykach, większość pomiarów opiera się na obserwacjach ruchu orbitalnego gwiazd wokół czarnej dziury, wykonywanych w zakresie widzialnym i podczerwonym. Inna technika wykorzystuje naturalnie występujące masery wody w obłokach gazowych krążących wokół czarnych dziur dostarczając bardziej precyzyjnych pomiarów. Niestety takie masery należą do rzadkości i występują zazwyczaj niemal wyłącznie w galaktykach spiralnych o mniejszych czarnych dziurach.
W ciągu ostatnich kilku lat, ALMA zaczęła korzystać z nowej metody badania czarnych dziur w olbrzymich galaktykach eliptycznych. Około 10 procent galaktyk eliptycznych zawiera regularnie rotujące dyski zimnego, gęstego gazu. Owe dyski zawierają gazowy tlenek węgla (CO), który można obserwować za pomocą radioteleskopów na falach milimetrowych.
Wykorzystując przesunięcie dopplerowskie emisji cząsteczek CO, astronomowie mogą mierzyć prędkości orbitujących obłoków gazowych, a ALMA pozwala w ten sposób obserwować same centrum galaktyk, w których te prędkości są największe.
“Nasz zespół badał pobliskie galaktyki eliptyczne za pomocą ALMA od kilku lat, poszukując i badając dyski gazu cząsteczkowego krążące wokół gigantycznych czarnych dziur” mówi Aaron Barth z UC Irvine, współautor opracowania. “NGC 3258 jest najlepszym okazem, bowiem jesteśmy w stanie zajrzeć w niej w rejony znajdujące się najbliżej samej czarnej dziury”.
Tak samo jak Ziemia okrąża Słońce szybciej niż Pluton ponieważ doświadcza silniej grawitacji słońca, tak wewnętrzne regiony dysku NGC 3258 krążą szybciej wokół czarnej dziury niż zewnętrzne jego obszary. Dane z ALMA wskazują, że prędkość rotacji dysku rośnie od 1 miliona kilometrów na godzinę na zewnętrznej krawędzi dysku, jakieś 500 lat świetlnych od czarnej dziury, do ponad 3 milionów kilometrów na godzinę blisko centrum dysku, w odległości zaledwie 65 lat świetlnych od czarnej dziury.
Źródło: NRAO
https://www.pulskosmosu.pl/2019/08/07/alma-zaglada-w-sfere-wplywu-czarnej-dziury/

ALMA zagląda w sferę wpływu czarnej dziury.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Astronomowie odkrywają prawdziwe kolory ewoluujących galaktyk
2019-08-07. Radek Kosarzycki
Astronomowie zidentyfikowali rzadki moment w życiu jednych z najbardziej energetycznych obiektów we wszechświecie. Kwazary po raz pierwszy zaobserwowano 60 lat temu, ale ich pochodzenie wciąż pozostaje zagadką. Teraz naukowcy z Durham University w Wielkiej Brytanii dostrzegli coś, co według nich jest “krótką przejściową fazą” w rozwoju tych galaktycznych gigantów, a co może rzucić nowe światło na ewolucję kwazarów i ich galaktyk macierzystych. Wyniki badań opublikowano w periodyku Monthly Notices of the Royal Astronomical Society.
Kwazary zasilane są energią supermasywnych czarnych dziur znajdujących się w ich centrach, a pożerających ogromne ilości gazu z otoczenia. Są one tysiące razy jaśniejsze od galaktyk takich jak Droga Mleczna, a większość z nich przyjmuje niebieski kolor. Niemniej jednak, znacząca część obserwowanych kwazarów jest czerwona, bowiem obserwujemy je przez ogromne obłoki gazu i pyłu, które nam je przesłaniają.
Konwencjonalna teoria mówi, że czerwone kwazary to w rzeczywistości niebieskie kwazary, które są odwrócone do nas pod kątem. Jednak zespół z Durham wykluczył ten model i wykazał, że czerwone kwazary stanowią prawdopodobnie wynik krótkiej, aczkolwiek gwałtownej, fazy ewolucji galaktyk, w której czarna dziura wyrzuca ogromne ilości energii w otaczające ją obłoki gazu i pyłu. Taki strumień energii wywiewa gaz i pył z otoczenia supermasywnej czarnej dziury, odsłaniając przed nami niebieski kwazar.
Obserwacje wykonywane za pomocą radioteleskopów wspierają tę teorię wskazując, że czarne dziury w centrum czerwonych kwazarów emitują więcej promieniowania radiowego niż te znajdujące się w centrum niebieskich kwazarów.
“Nasze wyniki wskazują, że kwazary przechodzą przez krótką fazę przejściową, w której zmieniają kolor czerwony na niebieski wychodząc zza zasłony otaczającego je pyłu i gazu. Jesteśmy przekonani, że obserwujemy rzadki, ale ważny krok w życiu tych galaktycznych bestii, w którym ich czarne dziury zaczynają kształtować swoje otoczenie”.
Badacze przeanalizowali 10 000 czerwonych i niebieskich kwazarów takich jakie były siedem do 11 miliardów lat temu gdy wszechświat był stosunkowo młody. Dane obserwacyjne pochodziły z przeglądu Sloan Digital Sky Survery oraz z obserwatorium radioastronomicznego Very Large Array.
Badacze przyznają, że opisywane badania mogą nam także powiedzieć więcej o ewolucji galaktyk. Współautor opracowania, prof. David Alexander z Durham University mówi: “Spodziewamy się, że w tej fazie przejściowej energia z supermasywnej czarnej dziury wypala gaz niezbędny d formowania gwiazd”.
“Bez gazu galaktyka przestaje rosnąć, więc być może obserwujemy jak kwazar ostatecznie kończy życie galaktyki niszcząc to, czym ona się karmi”.
Źródło: RAS
https://www.pulskosmosu.pl/2019/08/07/astronomowie-odkrywaja-prawdziwe-kolory-ewoluujacych-galaktyk/

Astronomowie odkrywają prawdziwe kolory ewoluujących galaktyk.jpg

Astronomowie odkrywają prawdziwe kolory ewoluujących galaktyk2.jpg

Astronomowie odkrywają prawdziwe kolory ewoluujących galaktyk3.jpg

Astronomowie odkrywają prawdziwe kolory ewoluujących galaktyk4.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Nowe odkrycia marsjańskiego łazika, który od 7 lat przemierza Marsa
2019-08-07. Radek Kosarzycki
Od wylądowania na Marsie siedem lat temu łazik Curiosity przeżył już wiele. Przemierzył ponad 21 kilometrów i wspiął się na 368 metrów nad miejsce lądowania. Po drodze, Curiosity odkrył m.in. że kiedyś na Marsie panowały warunki sprzyjające powstaniu życia.
A to jeszcze nie koniec jego misji. Dopiero co łazik w odwiercie pozyskał 22. próbkę materii pokrywającej powierzchnię Marsa. Zapasy paliwa jądrowego na jego pokładzie wystarczą jeszcze na kilka lat pracy bez ograniczania jego możliwości.
Aktualnie łazik znajduje się na zboczu Aeolis Mons wewnątrz Krateru Gale. Miliardy lat temu krater wypełniały strumienie i jeziora. Woda zmieniła skały osadowe w jeziorach pozostawiając po sobie wiele minerałów ilastych. Owe minerały po raz pierwszy dostrzeżono w danych z sondy Mars Reconnaissance Orbiter (MRO) kilka lat przed lądowaniem Curiosity.
“Właśnie ten obszar minerałów ilastych jest jednym z powodów, dla których na miejsce lądowania łazika wybrano Krater Gale” mówi Kristen Bennett z US Geological Survey. “Badamy wykonane z orbity zdjęcia tego obszaru od 10 lat i w końcu możemy się im przyjrzeć z bliska”.
Próbki skał, w które wwiercił się łazik pozwoliły nam zarejestrować największe ilości minerałów ilastych w trakcie całej misji. Jednak Curiosity odkrył równie wysokie ilości w innych miejscach na zboczach Aeolis Mons, także tam gdzie MRO ich nie dostrzegało. Z tego też powodu naukowcy zaczęli zastanawiać się co sprawia, że dane z orbity i z powierzchni różnią się od siebie.
Zespół naukowy misji rozważa różne powody, dla których akurat te minerały były widoczne dla MRO. Gdy łazik wjechał na ten obszar, odkrył pole żwiru i kamyków, mówi Valerie Fox z Caltech. Być może właśnie to kamienie są kluczem do odpowiedzi: choć pjedyncze kamienie są za małe, aby mogła je dostrzec MRO z orbity, to razem wyglądają dla niej jak jedno łączne źródło sygnału minerałów. Pył także łatwiej przykrywa płaskie powierzchnie, niż małe kamienie, a taki pył może stłumić sygnał, gdy poszukuje go sonda znajdująca się na orbicie. Niestety same kamienie są za małe, aby łazik Curiosity mógł się w nie wwiercić.
Curiosity opuścił pole kamieni w czerwcu i skierował się ku bardziej złożonym formacjom geologicznym. Łazik zatrzymał się, aby wykonać panoramę 360 wychodni Teal Ridge. Następnie łazik wykonał szczegółowe zdjęcia Strathdon, skały zbudowanej z wielu warstw osadowych, które połączyły się w jedną, falistą formację. W przeciwieństwie do cienkich, płaskich warstw związanych z osadami badanymi przez Curiosity, faliste warstwy w tych formacjach wskazują na bardziej dynamiczne środowisko. Obszar ten musiał być kształtowany przez wiatr, płynącą wodę lub oba te czynniki.
Zarówno Teal Ridge jak i Strathdon ukazują zmiany krajobrazu. “W tych skałach obserwujemy ewolucję miejsca, w którym kiedyś istniało jezioro” mówi Fox. “Nie było to tylko statyczne jezioro. Dzięki temu odchodzimy od uproszczonego obrazu Marsa, który z wilgotnego stał się suchy. Okazuje się, że nie był to proces liniowy, a historia wody na Marsie jest bardziej skomplikowana”.
https://www.pulskosmosu.pl/2019/08/07/nowe-odkrycia-marsjanskiego-lazika-ktory-od-7-lat-przemierza-marsa/

Nowe odkrycia marsjańskiego łazika, który od 7 lat przemierza Marsa.jpg

Nowe odkrycia marsjańskiego łazika, który od 7 lat przemierza Marsa2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Nowe odkrycia w GJ 357
2019-08-08. Krzysztof Kanawka
Dane z kosmicznego teleskopu TESS pozwoliły na odkrycie dodatkowych planet krążących w układzie GJ 357. Jedna z planet zdaje się krążyć w ekosferze tej gwiazdy.
W lipcu 2019 minął pierwszy rok badań teleskopu TESS (Transiting Exoplanet Survey Satellite). Do tego czasu udało się potwierdzić istnienie 21 planet pozasłonecznych – a setki czekają na potwierdzenie (np. za pomocą naziemnych obserwatoriów).
Jedno z ciekawych TESS odkryć to nowe egzoplanety w układzie GJ 357. Łącznie w tym układzie krążą przynajmniej trzy egzoplanety: GJ 357b, GJ 357c i GJ 357d. Dwie pierwsze to stosunkowo małe obiekty skaliste krążące blisko swej gwiazdy – najmniejsza w tym układzie GJ 357b jest o około 20% większa od Ziemi.
Najdalsza ze znanych planet w tym układzie, GJ 357d, ma masę minimalną około 6,1 masy Ziemi. Jest to zatem obiekt typu “super-Ziemia” – typ planety, który nie występuje w naszym Układzie Słonecznym. Może to być planeta otoczona bardzo głębokim oceanem oraz grubą atmosferą.
Co ciekawe, GJ 357d krąży wewnątrz ekosfery swojej gwiazdy. Jeśli rzeczywiście na GJ 357d istnieją warunki do powstania i utrzymania wody, wówczas jest możliwe, że ten obiekt mógłby utrzymać także i życie. Czy to życie mogłoby dotrzeć do poziomu cywilizacji technicznej? Niektóre publikacje sugerują, że super-Ziemie nie są dobrym miejscem dla cywilizacji.
Gwiazda GJ 357 świeci słabiej od naszego Słońca, co oznacza, ze ten układ planetarny jest mniejszy. GJ 357d krąży wokół swej gwiazdy z czasem krótszym od 58 dni. Z kolei bliższe GJ 357b i GJ 357c krążą wokół swej gwiazdy z czasem odpowiednio mniej niż 4 i nieco ponad 9 dni. GJ 357b nie została odkryta za pomocą tzw. metody tranzytów, co oznacza, że nachylenie orbity tej planety jest nieco inne niż dwóch pozostałych planet w tym układzie.
Układ GJ 357 znajduje się zaledwie 31 lat świetlnych od Układu Słonecznego, co czyni go świetnym celem dla przyszłych obserwatoriów, takich jak JWST i E-ELT.
(NASA)
https://kosmonauta.net/2019/08/nowe-odkrycia-w-gj-357/

Nowe odkrycia w GJ 357.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)