Skocz do zawartości

Astronomiczne Wiadomości z Internetu


Rekomendowane odpowiedzi

Technologia w obronności – startuj w EUDIS Hackathon
2024-05-24. Redakcja
Zaproszenie na EUDIS Hackathon, który odbędzie się w dniach 31 maja – 2 czerwca w Krakowskim Parku Technologicznym.
Trzy dni prawdziwej burzy mózgów i szansa na stworzenie unikatowego rozwiązania w oparciu o technologie podwójnego zastosowania. Tak w skrócie wygląda EUDIS Hackathon, który odbędzie się w dniach 31 maja – 2 czerwca 2024 r. w Krakowskim Parku Technologicznym. Podczas wydarzenia uczestnicy będą poszukiwać najbardziej wartościowych pomysłów rozwiązania wyzwań stojących przed sektorem obronnym.
EUDIS Hackathon odbędzie się równolegle w sześciu europejskich krajach. Wszystkich chętnych do wzięcia udziału w wydarzeniu zapraszamy do rejestracji na stronie https://new.ultrahack.org/hackathons/eudis-hackathon-2024-poland. Osoby zarejestrowane otrzymają pełne informacje i pomoc w tym, by przez 48 godzin efektywnie pracować nad pomysłem, który może stać się inspiracją do rozwiązania problemów i wyzwań stojących przed sektorem obronnym. Tematem hackathonu jest „Digital in Defence” rozbity na obszary: świadomość sytuacyjna, bezpieczeństwo cyfrowe, bezpieczeństwo infrastruktury podmorskiej.
„To będzie świetna okazja dla osób i zespołów, które od dawna mają pomysły, ale jakoś brakuje czasu i energii, żeby pomysły zamienić w produkty. To też bardzo dobra okazja, żeby zrobić pierwszy krok i spotkać się z ekspertami z branży obronnej. Jeśli jesteś pasjonatem technologii, który potrafi myśleć nieszablonowo i lubi rozwiązywać problemy, możesz wykorzystać swoje umiejętności podczas EUDIS Hackathon. Zadbamy o Ciebie, jeśli trzeba znajdziemy Ci zespół” – wyjaśnia Bartosz Józefowski, pełnomocnik zarządu ds. technologii podwójnego zastosowania w Krakowskim Parku Technologicznym.
Krakowski Park Technologiczny czeka na zgłoszenia do udziału w hackathonie do 19 maja 2024r. Rejestrować się powinny całe zespoły, składające się z 2-5 osób, lub też pojedyncze osoby, które stworzą zespół na miejscu. Co ważne – aby wziąć udział w hackathonie, nie trzeba być specjalistą od tematów związanych z obronnością! Szukamy ludzi, którzy potrafią rozwiązywać problemy i chcą spróbować swoich sił w pracy nad wyzwaniami stojącymi przed sektorem obronnym.
EUDIS Hackathon to nie tylko szansa na wypracowanie ciekawego pomysłu biznesowego i rywalizacja, ale przede wszystkim okazja do nawiązania trwałych relacji, czy spędzenia czasu w kreatywnym gronie. Zwycięskie zespoły powalczą o nagrody, których pula wynosi 20 000 zł, dostęp do programu mentoringowego, który pomoże w dalszym rozwoju rozwiązań, a najlepsi mogą liczyć na dalsze wsparcie europejskiej inicjatywy EUDIS.
„Hackathon został objęty Patronatem Honorowym Ministra Obrony Narodowej, więc nasi uczestnicy mogą liczyć na poważne potraktowanie ich talentu i czasu, który poświęcą na hackathon. Jednocześnie zapewniamy, że to będzie bardzo przyjemnie spędzony długi weekend w gronie ludzi z pasją, który zaczniemy od wojskowej kuchni polowej” – podkreśla Maria Zakrzewska, jedna z organizatorek EUDIS Hackathon.
Rejestracja i więcej informacji: https://new.ultrahack.org/hackathons/eudis-hackathon-2024-poland
(KPT)
https://kosmonauta.net/2024/05/technologia-w-obronnosci-startuj-w-eudis-hackathon/

Technologia w obronności – startuj w EUDIS Hackathon.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Chińczycy wysłali satelitę na BARDZO niską orbitę okołoziemską
2024-05-24. Radek Kosarzycki
We wtorek 21 maja z Centrum Startów Satelitarnych Jiuquan na Pustyni Gobi wystartowała rakieta Kuaizhou-11. Był to dopiero trzeci w historii start tej rakiety na paliwo stałe. Na pokładzie satelity znalazły się cztery satelity, których zadaniem jest testowanie nowych technologii kosmicznych.
Do startu rakiety doszło o godzinie 6:15 polskiego czasu (00:15 czasu lokalnego). Wkrótce potem w mediach chińskie przedsiębiorstwo kosmiczne China Aerospace Science and Industry Corporation (CASIC) poinformowało, że start przebiegł prawidłowo.
Zgodnie z informacjami przekazanymi przez chińskie media, w przestrzeń kosmiczną poleciały satelity Wuhan-1 oraz Chutian-001. Ten drugi satelita jest szczególnie interesujący. Jego zadaniem jest bowiem przetestowanie technologii teledetekcji z bardzo niskiej orbity okołoziemskiej. Jeżeli testy przebiegną prawidłowo, wkrótce na bardzo niskiej orbicie (VLEO) Chiny planują umieścić 300 takich satelitów.
Dotychczas satelity na niskiej orbicie okołoziemskiej krążyły na wysokości około 300 kilometrów nad powierzchnią Ziemi. Satelity, o których tutaj mowa będą rozmieszczane na wysokości 150-300 kilometrów nad powierzchnią Ziemi.
Z jednej strony tak niska (bardzo niska) orbita ma swoje niezaprzeczalne zalety: sygnał między satelitą a odbiornikami na Ziemi podróżuje krócej, jest on silniejszy, dzięki czemu satelita ma mniejsze zapotrzebowanie na energię. Z drugiej jednak strony na tak niskiej wysokości satelity muszą mierzyć się ze znacznie większą gęstością atmosfery przez co, aby utrzymać się na orbicie, częściej muszą korzystać z silników na pokładzie. To z kolei oznacza, że czas ich życia na orbicie jest znacznie krótszy i trzeba je częściej wymieniać. Coś za coś — ta zasada obowiązuje zatem także w przestrzeni kosmicznej.
Pozostałe dwa satelity, które wyleciały we wtorek, to Tianyan-22, satelita do badania atmosfery, i Lingque-3 (01), satelita teledetekcyjny firmy ZeroG Lab.
Choć był to dopiero trzeci start zupełnie nowej rakiety, to był to jednocześnie 24 start chińskiej rakiety w tym roku. Do końca roku liczba chińskich startów powinna osiągnąć liczbę sto. Większość z tych startów będzie obsługiwana przez rakiety Długi Marsz.
https://www.pulskosmosu.pl/2024/05/chiny-satelita-bardzo-niska-orbita-okoloziemska/
Astronomowie po raz pierwszy bezpośrednio obserwują powstawanie pierwszych galaktyk we wszechświecie
2024-05-24. Radek Kosarzycki
Korzystając z Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba, badacze z Uniwersytetu w Kopenhadze jako pierwsi zaobserwowali powstawanie trzech najwcześniejszych galaktyk we wszechświecie ponad 13 miliardów lat temu. To naprawdę sensacyjne odkrycie dla całego świata kosmologii.
Okazuje się, że to astronomowie z Instytutu Nielsa Bohra dostrzegli na granicach obserwowalnego wszechświata proces narodzin trzech absolutnie najwcześniejszych galaktyk we wszechświecie. Procesy w nich zachodzące zostały zaobserwowane jakieś 13,3-13,4 miliarda lat temu. Jak się można spodziewać, tak odległe obserwacje były możliwe dzięki Kosmicznemu Teleskopowi Jamesa Webba, który jako pierwszy umożliwia obserwacje procesu formowania się pierwszych galaktyk we wszechświecie.
To za pomocą Teleskopu Jamesa Webba badacze byli w stanie dostrzec promieniowanie emitowane przez olbrzymie ilości gazów gromadzących się w dopiero powstającej minigalaktyce. Owszem, już wcześniej dostepna wiedza teoretyczna oraz symulacje komputerowe wskazywały, że właśnie w taki sposób powstają galaktyki, jednak nigdy dotąd nie obserwowano takiego zjawiska bezpośrednio.
Badacze podkreślają, że dotychczas JWST pokazywał nam galaktyki na początkowych etapach ewolucji. Teraz jednak po raz pierwszy udało się zobaczyć prawdziwe powstawanie pierwszych galaktyk, czyli de facto pierwszych skupisk gwiazd we wszechświecie.
Warto tutaj wspomnieć, że mówimy tutaj o procesach powstawania trzech różnych galaktyk, które zachodziły 400-600 milionów lat po Wielkim Wybuchu.
Może się wydawać, że 400 milionów lat to szmat czasu, ale w rzeczywistości młody wszechświat składał się głównie z nieprzezroczystego gazu pełnego atomów wodoru. Potrzeba było trochę czasu, aby najpierw powstały pierwsze gwiazdy. Dopiero potem gaz i gwiazdy zaczęły łączyć się w pierwsze galaktyki we wszechświecie i to właśnie ten proces naukowcy zaobserwowali za pomocą Jamesa Webba. Wyniki obserwacji opublikowano w periodyku naukowym Science.
Narodziny galaktyk miały miejsce w okresie historii wszechświata znanym jako epoka rejonizacji, kiedy energia i światło niektórych z pierwszych galaktyk zaczęły przedzierać się przez obłoki gazu wodorowego.
To właśnie te duże ilości wodoru naukowcy uchwycili w zakresie podczerwieni za pomocą instrumentów zainstalowanych na pokładzie Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba. Jest to najodleglejszy pomiar zimnego, obojętnego gazu wodorowego, będącego budulcem gwiazd i galaktyk, odkryty dotychczas przez astronomów.
To jednak jeszcze nie koniec procesu badawczego. Można nawet powiedzieć, że to dopiero początek. Astronomowie już teraz złożyli wniosek o dodatkowy czas obserwacyjny na JWST. Dalsze obserwacje tego obszaru pozwolą nam znacznie lepiej poznać ten kluczowy dla rozwoju wszechświata etap historii.
https://www.pulskosmosu.pl/2024/05/powstawanie-pierwszych-galaktyk-jwst/

 

Chińczycy wysłali satelitę na BARDZO niską orbitę okołoziemską.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Pierwsze dane z teleskopu Euclid. Nowe spojrzenie na historię wszechświata
2024-05-24. Radek Kosarzycki
Trzeba było trochę poczekać, ale w końcu to mamy. Naukowcy opublikowali właśnie pierwszy, obszerny zestaw danych obserwacyjnych z kosmicznego teleskopu Euclid.
Euclid został wyniesiony na orbitę w lipcu 2023 roku. Od tego czasu jego podstawowym zadaniem jest tworzenie mapy ciemnej części wszechświata, tj. ciemnej materii i ciemnej energii, które stanowią przeważającą część materii i energii we wszechświecie.
Pierwsze publikacje naukowe opisujące pierwsze obserwacje przeprowadzone za pomocą teleskopu zawierają pięć nigdy wcześniej niewidzianych obrazów różnych fragmentów wszechświata.
Warto tutaj podkreślić, że oprócz badania ciemnej materii i ciemnej energii teleskop kosmiczny Euclid zidentyfikował także młode planety swobodne, wcześniej niewidziane pozagalaktyczne gromady gwiazd, nowe galaktyki karłowate w pobliskiej gromadzie galaktyk oraz niezwykle jasne galaktyki istniejące w pierwszym miliardzie lat po Wielkim Wybuchu. Badacze przyznają jednak, że to dopiero wierzchołek góry lodowej i Euclid dopiero się rozkręca w swoich obserwacjach.
Opisywane w artykułach naukowych obserwacje zostały zrealizowane w ramach programu Early Release Observations, który był realizowany w pierwszych miesiącach po wystrzeleniu Euclida w przestrzeń kosmiczną. W tym czasie naukowcy spędzili 24 godziny na obserwacjach 17 konkretnych obiektów astronomicznych, pośród których znajdowały się pobliskie obłoki gazu i pyłu oraz odległe gromady galaktyk.
W ten sposób dało się ustalić zakres możliwości obserwacyjnych nowego teleskopu. O możliwościach instrumentu może świadczyć fakt, że w ciągu jednego dnia obserwacji Euclid stworzył katalog ponad 11 milionów obiektów w zakresie optycznym i pięciu milionów obiektów w zakresie podczerwieni.
Zaprezentowane teraz zdjęcia zostały wykonane w listopadzie 2023 roku.
Czerwone galaktyki na zdjęciu pokazują gromadę, która działa jak szkło powiększające, ukazując znajdujące się za nią bardziej odległe obiekty. W ten sposób odkryto 29 galaktyk, które dostarczają zupełnie nowych informacji o wszechświecie w pierwszym miliardzie lat jego istnienia.
Tutaj jednak warto zwrócić uwagę na fakt, że zdjęcia te przedstawiają zaledwie mniej niż 1 proc. obserwowanego obszaru. Oznacza to, że w danych już teraz znajdują się tysiące wczesnych galaktyk, których jak dotąd jeszcze nie widzieliśmy. W ciągu najbliższych kilku lat nasza wiedza o wczesnym wszechświecie ulegnie prawdziwej zmianie i to właśnie dzięki obserwacjom prowadzonym za pomocą teleskopu Euclid.
Już teraz wiadomo, że podczas kolejnej konferencji konsorcjum zarządzającego teleskopem Euclid poznamy pierwsze wyniki obserwacji głównych celów naukowych teleskopu Euclid. Taka konferencja zaplanowana jest na marzec 2025 roku, a wyniki pełnych obserwacji na czerwiec 2026 roku. Ostatnie dane z Euclida powinny dotrzeć na Ziemię w 2031 roku.
ESA's Euclid celebrates first science with sparkling cosmic views
https://www.youtube.com/watch?v=vwwZ0bjORI4

https://www.pulskosmosu.pl/2024/05/euclid-pierwsze-wyniki-obserwacji/

Pierwsze dane z teleskopu Euclid. Nowe spojrzenie na historię wszechświata.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Eksplozja w SpaceX. Silnik Raptor wybuchł podczas testów
2024-05-24. Radek Kosarzycki
Kolejny, czwarty już testowy lot Starshipa na orbitę zbliża się wielkimi krokami. Po raz kolejny będziemy mieli okazję obserwować, jak 120-metrowy kolos napędzany kilkudziesięcioma silnikami Raptor startuje w podróż na orbitę. Jak na razie nie wiadomo, czy tym razem rakieta dokona czegoś więcej, niż podczas ostatniego, względnie udanego lotu.
Jak zwykle w przypadku SpaceX nigdy do końca nie wiadomo, kiedy dojdzie do kolejnego lotu z bazy Starbase w Teksasie, gdzie budowane i testowane są rakiety Starship i Super Heavy. Elon Musk jednak już kilka dni temu przekonywał, że od czwartego lotu Starshipa dzielą nas dni, a nie tygodnie.
Nie wszystko jednak da się przewidzieć. Oto podczas testów silnika Raptor doszło w bazie McGregor do stosunkowo dużej eksplozji.
Jak na razie nie ma jeszcze żadnych szczegółowych informacji o samej eksplozji, ani o tym, czy wpłynie ona na termin kolejnego lotu testowego Starhipa.
Na kanale NASASpaceflight, który bezustannie śledzi aktywność w bazie SpaceX pojawiło się nagranie, na którym widać moment testu i eksplozji. Do zdarzenia doszło o godzinie 16:12 czasu lokalnego.
Silnik zainstalowany na stanowisku testowym został uruchomiony i 14 sekund później został wyłączony. Niestety opary otaczające całą wieżę testową rozproszyły się, pojawił się pożar, a chwilę później doszło do silniejszej eksplozji, która objęła całą wieżę testową.
Z jednej strony wygląda to niepokojąco. Z drugiej jednak trzeba zauważyć, że właśnie o to w tych testach chodzi. Wszystkie silniki przechodzą testy kwalifikacyjne tego typu po to, aby nie doszło eksplozji podczas samego lotu, gdy będą one już zainstalowane na rakiecie.
Silników firmie z pewnością nie zabraknie. Jakby nie patrzeć, na spodzie każdego startującego Starshipa, a właściwie pierwszego stopnia rakiety (Super Heavy) znajdują się 33 takie silniki. Firma ma ich zapewne spory zapas.
Eksplozja tego typu sprawia jednak, że oglądanie kolejnej próby startu Starshipa będzie bardziej ekscytujące. Oprócz zastanawiania się, czy Starship dotrze na orbitę, siłą rzeczy będziemy zastanawiać się, czy czasem nie eksploduje podczas startu.
https://www.pulskosmosu.pl/2024/05/eksplozja-silnika-raptor-w-boca-chica-spacex/

Eksplozja w SpaceX. Silnik Raptor wybuchł podczas testów.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nowa data startu Starlinera. Boeing w opałach

2024-05-24. Marcin Jabłoński
Po kolejnej awarii NASA, Boeing i United Launch Alliance zapowiedzieli nową datę pierwszego załogowego lotu statku kosmicznego Boeing Starliner. Start może się odbyć na samym początek czerwca.

Boeing Starliner z datą startu
Boeing od dłuższego czasu zmaga się z problemami swojej kapsuły kosmicznej Starliner. Już 6 maja miał odbyć się jej pierwszy lot z załogą na pokładzie, gdzie celem będzie Międzynarodowa Stacja Kosmiczna. Jednak do tej pory liczne problemy umożliwiły ten debiut.
Pierwsza data startu została porzucona już w momencie, gdy astronauci byli w kapsule. Wtedy wykryto niesprawny zawór tlenu w górnym stopniu rakiety nośnej. Następnie znaleziono problem z wyciekiem helu w kapsule, który początkowo przełożył termin startu na 21, a potem na 25.
Usterka sprawia problemy do dziś, jednak Boeing zapewnia, że już niedługo uda się ją naprawić. Dlatego firma wraz z NASA i United Launch Alliance zapowiadają, że jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Starliner zabierze astronomów na ISS już 1 czerwca o godz. 12.35 czasu wschodniego (18.35 czasu polskiego).

Ze względu na historię możliwych opóźnień założono już kolejne zapasowe terminy. To 2, 5 i 6 czerwca. Obecnie inżynierzy Boeinga, NASA i ULA kończą ocenę systemu napędowego. Jak podał Boeing w oficjalnym oświadczeniu, prace mają na celu zrozumieć "potencjalny wpływ systemu helowego na niektóre scenariusze powrotu Starlinera".

Nie ma co ukrywać, że wykonanie lotu załogowego może być kluczowe dla przyszłości programu kapsuły Starliner. Ciągłe wyzwania w tak krótkim czasie dla wielu stawiają pod znakiem zapytania, czy projekt Boeinga dalej ma sens. Szczególnie że miał pokazać, iż firma może być silnym graczem na rynku komercyjnych lotów w kosmos, rywalizując m.in. ze SpaceX.
Nie można się jednak też dziwić, że Boeing stara się przekuć start Starlinera w sukces. Wobec obecnie złej passy w przypadku samolotów pasażerskich firmy, sukces w przemyśle kosmicznym może być niezwykle ważny. Jeśli faktycznie wystartuje.
Kolejne przesunięcie daty startu kapsuły Starliner /NASA

https://geekweek.interia.pl/astronomia/news-nowa-data-startu-starlinera-boeing-w-opalach,nId,7531517

Nowa data startu Starlinera. Boeing w opałach.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Wojna w kosmosie. Siły Kosmiczne przygotowują się do konfliktu
2024-05-24. Mateusz Mitkow
Amerykańskie siły kosmiczne (U.S. Space Force; USSF) wybrały sześć firm, które opracują projekty poligonu szkoleniowego, symulującego wojnę w przestrzeni okołoziemskiej. Wojsko podkreśla, że w obecnych czasach należy być przygotowanym na każdy konflikt, również ten, który mógłby rozegrać się w kosmosie.
22 maja br. Siły Kosmiczne Stanów Zjednoczonych poinformowały w oficjalnym oświadczeniu o wytypowaniu sześciu podmiotów, których zadaniem będzie opracowanie poligonu doświadczalnego do walki elektromagnetycznej. Ma on symulować scenariusze konfliktu w kosmosie, czyli przestrzeni, która od 2019 r. jest uznawana przez NATO jako piąta domena prowadzenia operacji militarnych.
Wybrane firmy to Nou Systems, ExoAnalytic Solutions, TMC Design, HII Mission Technologies Corp, Parsons Government Services Inc i Lockheed Martin. Spółki dostały od USSF półroczne kontrakty na opracowanie koncepcji wyspecjalizowanego środowiska szkoleniowego, dzięki któremu żołnierze Sił Kosmicznych (nazywani także Strażnikami) będą w stanie się przygotować do obrony kluczowych systemów satelitarnych przed wrogimi działaniami, w tym m.in. przed cyberatakami.
Siły Kosmiczne nie ujawniły wartości kontraktów ani harmonogramu wyboru ostatecznego projektu. Planowany poligon doświadczalny jest częścią programu tworzenia infrastruktury testów operacyjnych i szkoleniowych (OTTI), który jest prowadzony przez Dowództwo Szkolenia i Gotowości Kosmicznej (STARCOM) oraz Dowództwo Systemów Kosmicznych (SSC). Obejmuje on wysokiej jakości symulatory, odpowiednie obiekty do testowania określonego sprzętu i taktyk, a także narzędzia rzeczywistości wirtualnej i rozszerzonej.
Szef operacji kosmicznych US Space Force, gen. Chance Saltzman skomentował opisywane plany, podkreślając, że wojskowi potrzebują takich miejsc szkoleniowych, gdyż muszą być przygotowani na potencjalny konflikt również w tej domenie. Z każdym kolejnym rokiem zagrożeń dla infrastruktury kosmicznej USA przybywa, dlatego USSF rozwija zdolności w kierunku obrony swoich technologii.
Odpowiednie przygotowanie amerykańskich Sił Kosmicznych jest jedną z podstawowych kwestii, która była wielokrotnie poruszana przez przedstawicieli najwyższego szczebla. Tego typu wnioski zostały wyciągnięte m. in. na podstawie trwającej wojny na Ukrainie. Wydarzenia ostatnich lat uświadamiają nas, jak istotnym elementem są technologie kosmiczne, zapewniające wojsku m.in. łączność czy nawigację. Zastosowanie satelitów podczas konfliktu zbrojnego powoduje, że stają się one także celem ataku wroga.
Od wielu lat wojskowi podkreślają także tempo rozwoju militarnych zdolności kosmicznych Chin oraz Rosji. Szczególnie ważne jest zatem, aby przygotować personel do odparcia wrogich działań ze strony tych państw. Jednym z przykładów szkolenia w tym zakresie jest ćwiczenie „Red Skies”, które zostało zorganizowane pod koniec 2023 r. W ramach szkolenia personel USSF pozyskał umiejętności niezbędne do reagowania na potencjalne ataki wymierzone w amerykańskie systemy satelitarne.
Źródło: USSF/Space News/Space24.pl

Autor. Space Systems Command

SPACE24
https://space24.pl/bezpieczenstwo/technologie-wojskowe/wojna-w-kosmosie-sily-kosmiczne-przygotowuja-sie-do-konfliktu

Wojna w kosmosie. Siły Kosmiczne przygotowują się do konfliktu.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Wspólna walka na rzecz bezpiecznej orbity. Polska podpisała deklarację
2024-05-24. Mateusz Mitkow
22 maja br. prezes Polskiej Agencji Kosmicznej (POLSA) prof. Grzegorz Wrochna podczas szczytu ESA-EU Space Summit, podpisał deklarację „Zero Debris Charter. Towards a safe and sustainable space environment”. Na deklaracji złożyły podpis również min.: ESA, Wielka Brytania, Austria, Portugalia, Litwa, Niemcy, Rumunia, Szwecja, Słowacja, Cypr.
W komunikacie Polskiej Agencji Kosmicznej czytamy, że zgodnie z zapisami dokumentu, do 2030 r. powstanie mapa drogowa w zakresie standardów, technologii oraz rozwiązań technicznych mających na celu zmniejszenie liczby śmieci kosmicznych w kosmosie. Kraje, które podpisały porozumienie, zadeklarowały, że będą podejmowały działania informacyjno-promocyjne na rzecz zwiększania świadomości o problemie śmieci kosmicznych i potrzebie ich ograniczenia w przyszłości.
POLSA zaznacza, że Polska już odgrywa ważną rolę w europejskim systemie monitorowania orbity okołoziemskiej. Polska Agencja Kosmiczna wykorzystuje dane z polskich teleskopów naukowych, komercyjnych i własnych, rozmieszczonych na wszystkich kontynentach, by w ramach unijnego partnerstwa ostrzegać przed możliwymi zderzeniami i upadkami na Ziemię satelitów i części rakiet.
Wdrażanie założeń podpisanej deklaracji ma stworzyć też szanse dla krajowego sektora kosmicznego na dostarczanie technologii do diagnozowania, naprawy i tankowania satelitów na orbicie, a także deorbitacji po zakończeniu misji. Deklaracja jest zgodna z ogólnymi założeniami „Statement for a Responsible Space Sector”, który został podpisany przez Polskę 23 maja 2023 r. podczas konferencji GLOC 2023 (Global Space Conference on climate change).
Problematyka kosmicznych śmieci jest poruszana w debacie publicznej już od lat, a naukowcy z całego świata pracują nad nowymi technologiami, które byłyby w stanie oczyszczać środowisko kosmiczne z gruzu lub niedziałających już satelitów. ESA szacuje, że obecnie na orbicie okołoziemskiej znajduje się ponad milion takich obiektów (większych niż jeden cm) uznawanych za kosmiczne śmieci. Każdy z nich może spowodować znaczne szkody w zasobach kosmicznych.
ESA podkreśla, że jeżeli nie zostaną podjęte szybkie i zdecydowane działania w zakresie „czyszczenia” przestrzeni okołoziemskiej, wzrost liczby kosmicznych śmieci będzie stanowić stale rosnące zagrożenie nie tylko dla satelitów, ale też astronautów. Może również sprawić, że niektóre orbity staną się całkowicie bezużyteczne.
Źródło: POLSA/ESA
Autor. POLSA

Prezes Polskiej Agencji Kosmicznej prof Grzegorz Wrochna podpisujący deklarację Zero Debris
Autor. POLSA

SPACE24
https://space24.pl/bezpieczenstwo/zagrozenia-kosmiczne/wspolna-walka-na-rzecz-bezpiecznej-orbity-polska-podpisala-deklaracje

 

Wspólna walka na rzecz bezpiecznej orbity. Polska podpisała deklarację.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kamień milowy dla Niemców. Test statyczny rakiety RFA ONE
2024-05-24. Wojciech Kaczanowski
Rocket Factory Augsburg (RFA) przeprowadziła udany test statyczny dolnego stopnia rakiety nośnej RFA ONE, który przybliża niemiecką firmę do przeprowadzenia debiutanckiego lotu. Amerykańskie źródła powołujące się na przedstawiciela RFA podają, że docelowa konstrukcja może zostać ustawiona na platformie startowej już w sierpniu br.
Europejskie zdolności pod względem rakiet nośnych są w dużej mierze ograniczone. Na Starym Kontynencie działa kilka firm, które pracują nad własnym systemem nośnym, czego dobrym przykładem jest niemiecki Rocket Factory Augsburg (RFA) oraz rakieta RFA ONE. W ostatnich dniach firma przeprowadziła udany test statyczny silników w dolnym stopniu, co stanowi kamień milowy w przygotowaniach do kolejnego lotu.
Docelowo w dolnym stopniu rakiety RFA ONE znajdzie się 9 silników Helix. Z informacji podanych na platformie X wynika, że w ramach opisywanego testu statycznego inżynierowie niemieckiej firmy zintegrowali łącznie 5 jednostek napędowych. Próba polegała na uruchomieniu 4 Helixów z odstępem 4 sekund każdy. Silniki pracowały równocześnie przez 8 sekund, a cały test trwał łącznie 20 sekund.
Próba odbyła się na platformie w ośrodku startowym SaxaVord na Szetlandach (Wielka Brytania). „Test przebiegł bezbłędnie podczas uruchamiania, utrzymywania stanu ustalonego i wyłączania.” - napisała RFA na platformie X. „Dzięki tej próbie byliśmy w stanie zademonstrować, że nominalnie potrafimy obsługiwać i kontrolować nasz pierwszy stopień i wszystkie jego systemy, a także zespół silników Helix.” - dodała firma.
Kolejnym krokiem Rocket Factory Augsburg będzie zamontowanie reszty silników Helix do pierwszego stopnia systemu nośnego oraz przeprowadzenie kolejnego testu statycznego. Firma podejmie się również podobnej próby z górnym segmentem rakiety. Jako możliwy termin ustawienia konstrukcji na platformie startowej wskazuje się sierpień br.
Rakieta RFA ONE
RFA ONE to trzystopniowy system nośny o wysokości 30 m i średnicy 2 m. W pierwszym stopniu znajduje się 9 silników Helix zasilanych mieszanką kerazyny RP-1 oraz ciekłego tlenu. Drugi stopień rakiety napędzany jest natomiast pojedynczą jednostką przystosowaną do działania w próżni kosmicznej.
Za trzeci stopień uznawany jest segment transportowy Redshift, który umieszcza ładunek na docelowej orbicie z możliwością kontynuowania misji, np. poprzez wykonywanie działań serwisowych, zmianę wysokości orbity lub inklinacji. Według informacji podanych przez producenta, RFA ONE będzie w stanie wynieść na orbitę synchroniczną ze Słońcem (SSO) do 1300 kg ładunku oraz 150 kg na orbitę geostacjonarną (GEO).
Źródło: Rocket Factory Augsburg / Nasaspaceflight.com
Screen z filmu opublikowanego przez RFA.
Autor. Rocket Factory Augsburg via X
SPACE24
https://space24.pl/pojazdy-kosmiczne/systemy-nosne/kamien-milowy-dla-niemcow-test-statyczny-rakiety-rfa-one

Kamień milowy dla Niemców. Test statyczny rakiety RFA ONE.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ziemia 2 w "zasięgu ręki"? Nieopodal nas odkryto podobną planetę

2024-05-24. Dawid Długosz
Gliese 12 b to kolejna planeta, która nadaje się wstępnie do roli kandydatki na Ziemię 2. Egzoplaneta jest całkiem blisko, bo dzieli nas od niej około 40 lat świetlnych. Świat ten jest zbliżony wielkością do naszego i znajduje się w strefie, która stwarza warunki do rozwoju życia.

Ziemia 2 jest poszukiwana przez badaczy od dawna. Do tej pory odkryto już pewne egzoplanety, który potencjalnie mogą mieć warunki podobne do naszego świata. Przykładem jest LHS 1140b. Niektóre z nich są jednak bardzo daleko. Tymczasem znaleziono planetę, która jest całkiem niedaleko nas.
Nowa "Ziemia 2" znaleziona przez teleskop TESS
Odkrycia dokonano z wykorzystaniem teleskopu kosmicznego TESS należącego do NASA. Nie bez powodu określa się go "łowcą egzoplanet". W danych dostarczonych przez to obserwatorium udało się znaleźć tysiące potencjalnych kandydatek na planety spoza Układu Słonecznego.
Nowa kandydatka na Ziemię 2 to egzoplaneta nazwana Gliese 12 b, która znajduje się zaledwie 40 lat świetlnych od nas i jest zlokalizowana w systemie położonym w gwiazdozbiorze Ryb. To nadal daleko, ale w przypadku kosmicznych odległości można to nazwać naszym podwórkiem. Planeta orbituje wokoło gwiazdy typu czerwony karzeł, który jest znacznie mniejszy od Słońca.
Nowa planeta jest podobna do Ziemi
Naukowcy szacują, że Gliese 12 b ma średnicę około 10 proc. większą od Ziemi i znajduje się znacznie bliżej gwiazdy niż nasz świat. To około 7 proc. odległości dzielącej nas od Słońca. Dlatego jeden "rok" trwa tam tylko 12,8 ziemskich dni. Gwiazdą jest jednak czerwony karzeł, który jest chłodniejszy i stąd też strefa sprzyjająca warunkom do życia jest tam znacznie bliżej centrum układu.

Gliese 12 b to planeta skalista, która rzeczywiście znajduje się w strefie, która sprzyja warunkom do istnienia życia. Czy jest to poszukiwana przez naukowców Ziemia 2? Na udzielenie takiej odpowiedzi potrzeba kolejnych badań. W tym związanych z ustaleniem, czy egzoplaneta ma w ogóle atmosferę, bo tego na razie nie wiadomo.

40 lat świetlnych to oczywiście odległość, która przy obecnych technologiach jest nie do osiągnięcia i dlatego ludzkość nie jest w stanie wysłać tam sondy, która dokładniej przebada planetę. Co nie zmienia faktu, że świat ten z pewnością przyciągnie uwagę naukowców, którzy będą chcieli dowiedzieć się o nim jak najwięcej. Planeta ma potencjał pod względem badań, który nie zdarza się często.

Ziemia 2 w "zasięgu ręki"? Nieopodal nas odkryto podobną planetę. /NASA's Goddard Space Flight Center Conceptual Image Lab /materiały prasowe

Wizja artystyczna z porównaniem planety Gliese 12 b do Ziemi. /NASA/JPL-Caltech/R. Hurt (Caltech-IPAC) /materiał zewnętrzny

https://geekweek.interia.pl/astronomia/news-ziemia-2-w-zasiegu-reki-nieopodal-nas-odkryto-podobna-planet,nId,7530974

Ziemia 2 w zasięgu ręki Nieopodal nas odkryto podobną planetę.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jasne punkty na niebie. To nie gwiazdy, a rzadka koniunkcja planet

2024-05-24. Dawid Długosz
Na początku czerwca dojdzie do rzadkiej koniunkcji planet Układu Słonecznego. Tym razem aż sześć obiektów ustawi się w prostej linii. Jasne punkty będą przypominać gwiazdy, ale tak naprawdę to Merkury, Mars, Jowisz, Saturn, Uran i Neptun. Z pewnością będzie na co rzucić okiem.

Jasne punkty widoczne na niebie to zazwyczaj gwiazdy. Nierzadko mamy jednak możliwość zobaczenia pozostałych planet Układu Słonecznego. Czasem wybrane z nich zbliżają się do siebie. Takie zjawisko nazywamy koniunkcją planet i na początku przyszłego miesiąca będzie można oglądać bardzo rzadkie wydarzenie tego typu.
Koniunkcja aż sześciu planet Układu Słonecznego
Poszczególne planety Układu Słonecznego znajdują się daleko od siebie. Jednak czasem ustawiają się w takim widoku z Ziemi, jakby do siebie się zbliżały, co oczywiście jest złudzeniem optycznym. Zjawisko to nazywamy koniunkcją. Do nietypowego zdarzenia dojdzie 3 czerwca, kiedy to z naszego świata na niebie będzie można dostrzec aż sześć jasnych punktów ustawionych w linii.
Zjawisko to nazywamy "paradą planet" i zaobserwowanie aż sześciu obiektów w jednym czasie jest rzadkością. Tym razem udział w "spektaklu" wezmą Merkury, Mars, Jowisz, Saturn, Uran i Neptun. Wenus nie będzie wtedy widać. Jeśli warunki atmosferyczne będą sprzyjać, to zapowiada się naprawdę ciekawe widowisko.

Gołym okiem będzie można wtedy dostrzec Merkurego, Jowisza (oba w gwiazdozbiorze Byka), Marsa (w gwiazdozbiorze Ryb) i Saturna (w Wodniku). Natomiast Uran i Neptun będą wymagały oglądania przez lornetkę lub teleskop, gdyż będą świeciły zbyt słabo dla ludzkiego wzroku.

Wyrównanie planet będzie widoczne z półkuli północnej na wschodnim i południowo-wschodnim niebie. Najlepsze warunki do obserwacji wystąpią około godziny przed wschodem Słońca. O lewej strony (niżej linii horyzontu) najpierw wyłoni się Merkury, potem (coraz wyżej) po linii przekątnej będzie można dostrzec pozostałe planety - w kolejności będą to: Jowisz, Uran, Mars, Neptun oraz Saturn.

Najbardziej wyczekiwane wyrównanie planet w 2025 roku
Do najbardziej wyczekiwanego wyrównania planet dojdzie dopiero w przyszłym roku. Dokładnie 25 lutego 2025 r., kiedy to będzie można zobaczyć wszystkie siedem pozostałych (poza Ziemią) planet Układu Słonecznego. W tym również nieobecną w nadchodzącej koniunkcji Wenus. Coś podobnego będzie można później dostrzec również 19 maja... 2161 r.

Jasne punkty na niebie. To nie gwiazdy, a rzadka koniunkcja planet. /123RF/PICSEL

https://geekweek.interia.pl/astronomia/news-jasne-punkty-na-niebie-to-nie-gwiazdy-a-rzadka-koniunkcja-pl,nId,7531155

Jasne punkty na niebie. To nie gwiazdy, a rzadka koniunkcja planet.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Fobos może być kometą. Nowa teoria tłumacząca pochodzenie księżyca Marsa
2024-05-24. Radek Kosarzycki
Mars jest zdecydowanie najlepiej zbadaną planetą skalistą poza Ziemią. Jednak o jego księżycach słyszy się znacznie rzadziej niż o księżycach Jowisza czy Saturna. Być może wynika to z faktu, że tak naprawdę nikt nie postrzega ich jako pełnoprawne księżyce. Zarówno Fobos, jak i Deimos to tylko niewielkie skały krążące wokół Marsa.
Nie ma się tutaj tak naprawdę czemu dziwić. Fobos i Deimos to jedynie niewielkie ziemniaki o rozmiarach rzędu kilku i kilkudziesięciu kilometrów, które po kołowej orbicie krążą wokół Czerwonej Planety.
Więcej, oba księżyce tak bardzo nie przypominają księżyców, że naukowcy od dawna podejrzewają, że nie są to prawdziwe księżyce, a jedynie planetoidy z sąsiadującego z Marsem Pasa Planetoid, które zabłąkały się gdzieś na swojej drodze wokół Słońca i zostały przechwycone przez Czerwoną Planetę.
Z jednej strony to kusząca teoria, a z drugiej, mimo wielu wysiłków naukowcom nigdy nie udało się odtworzyć w symulacjach procesu przechwycania planetoidy przez Marsa tak, aby ostatecznie skończyła ona na takiej orbicie, na jakiej znajduje się Fobos i Deimos.
Alternatywnie można założyć, że oba księżyce powstały tak, jak nasz Księżyc. Czyli w wyniku kosmicznej kolizji część materii młodego Marsa została wyrwana i następnie skonsolidowała się w księżyce na orbicie wokół Marsa. Niestety i ta teoria ma swoje braki. Okazuje się bowiem, że oba księżyce mają inny skład chemiczny niż Mars, a więc raczej się z niego nie oderwały?
Powstaje zatem pytanie: skąd się wzięły Fobos i Deimos?
Odpowiedź na to pytanie z pewnością najłatwiej byłoby znaleźć, wysyłając na Fobosa sondę kosmiczną. Jeszcze lepiej byłoby przywieźć z niego część próbek. Misje na Fobosa były planowane już od dawna, ale jak dotąd żadnej nie udało się z powodzeniem zrealizować.
Teraz jednak sytuacja się zmienia. Japońska agencja kosmiczna JAXA planuje wystrzelić w 2026 roku sondę MMX (Martian Moons eXplorer), której celem będzie właśnie Fobos.
Czytaj także: NASA też chce kawałek Fobosa. Dołącza do japońskiej misji MMX
Od dłuższego już czasu z jednej strony powstaje sprzęt, z drugiej naukowcy już planują trajektorię lotu sondy i instrumenty badawcze. Przygotowując się do tej niezwykle trudnej misji — musimy wylądować na obiekcie o średnicy dwudziestu kilku kilometrów, w bezpośrednim otoczeniu Marsa — naukowcy analizują wszystkie dostępne dane z wcześniejszych obserwacji.
W danych z sondy kosmicznej. Mars Express naukowcy natknęli się na ponad 300 wcześniej nieanalizowanych zdjęć Fobosa. Ich szczegółowa analiza pozwoliła ustalić coś niezwykle ciekawego. Sposób, w jaki Fobos odbija światło, przypomina pod wieloma względami komety z rodziny Jowisza, takie jak chociażby słynna kometa 67P/Czuriumow-Gerasimienko, której badania prowadzone przez sondę Rosetta były relacjonowane na łamach Pulsu Kosmosu przez wiele miesięcy.
Naukowcy postawili zatem tezę, że Fobos może być przechwyconą przez Marsa kometą, a nie planetoidą. Mało tego! Jak przypomnimy sobie, jak wyglądała kometa 67P, to pojawia się jeszcze jedna interesująca teoria. 67P była kometą składającą się tak naprawdę z dwóch części. Możliwe zatem, że i kometa przechwycona przez Marsa wyglądała podobnie. To intrygujące, bowiem grawitacja Marsa mogłaby oderwać od siebie dwa składniki komety i w ten sposób mógłby powstać zarówno Fobos, jak i Deimos.
Teraz zatem wystarczy poczekać na dolot sondy MMX do Fobosa, aby na miejscu sprawdzić, czy ta teoria ma rację bytu.
The Moons of Mars Explained -- Phobos & Deimos MM#2
https://www.youtube.com/watch?v=Pw0IZg7_4mo

Animated view of comet 67P/Churyumov–Gerasimenko
https://www.youtube.com/watch?v=IPU-PVKJc7s

https://www.pulskosmosu.pl/2024/05/fobos-moze-byc-kometa/

Fobos może być kometą. Nowa teoria tłumacząca pochodzenie księżyca Marsa.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ocean we wnętrzu Plutona? Trudno byłoby w nim zanurkować
2024-05-24. Radek Kosarzycki
Do 2006 roku Pluton był ostatnią planetą Układu Słonecznego. Zważając na to, że jego odległość od Słońca to ponad 5 miliardów kilometrów, nie ma nic dziwnego w tym, że na jego powierzchni panuje temperatura rzędu -220 stopni Celsjusza. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja jednak pod jego powierzchnią.
Powierzchnię Plutona pokrywa skorupa lodu azotowego. Wszystko jednak wskazuje na to, że pod tą skorupą znajduje się ocean ciekłej wody. Najnowsze badania wskazują, że ocean ten może być ciekawszy, niż nam się dotychczas wydawało.
Wstępne informacje wskazują, że ów hipotetyczny ocean może być grubszy od skorupy ziemskiej, a wypełniająca go woda może być znacznie gęstsza od wody morskiej na Ziemi.
Dane z sondy New Horizons, która przeleciała między Plutonem a jego księżycem Charonem 14 lipca 2015 roku, pozwoliły naukowcom znaleźć w danych informacje wskazujące na to, że pod powierzchnią Plutona może znajdować się warstwa ciekłej wody.
Naukowcy zwracają uwagę na fakt, że Pluton nie ma wybrzuszenia na równiku, a jest to cecha, która jest mniej prawdopodobna, jeśli ciało ma płynne wnętrze. Po drugie, lodowa powierzchnia Plutona wydaje się pękać w wyniku rozciągania. To z kolei może wskazywać na powolne zamarzanie wody w stanie ciekłym znajdującej się pod skorupą lodu azotowego.
Dodatkowym czynnikiem wskazującym na istnienie oceanu są kriowulkany widoczne na powierzchni i sfotografowane przez sondę New Horizons. Dane wskazują, że z wulkanów tych wydostaje się zarówno para wodna, jak i lód wodny. Siłą rzeczy, skądś ta woda musi się tam brać, a ocean podpowierzchniowy mógłby być jej źródłem.
Jaki ocean mógłby doprowadzić do powstania Plutona takiego, jakim go znamy?
Naukowcy z Uniwersytetu Waszyngtońskiego w St. Louis postanowili stworzyć model, który mógłby wyjaśniać obserwowaną na zdjęciach powierzchnię Plutona. W tym celu naukowcy postanowili stworzyć taki model wnętrza planety, który umożliwiałby powstanie charakterystycznego „serca” na powierzchni planety, czyli lodowego regionu nizinnego Sputnik Planitia.
W toku badań naukowcom udało się stworzyć model składający się ze skorupy oraz oceanu, który faktycznie pozwalałby na powstanie obszaru Sputnik Planitia. Najbardziej pasujący model zakłada ocean o grubości/głębokości 40-80 kilometrów. Znajdująca się w nim woda byłaby 8 proc. gęstsza od wody morskiej na Ziemi. Można zatem powiedzieć, że gdyby nie lodowa skorupa na powierzchni, człowiek na tej wodzie swobodnie by się unosił.
Jest tylko jedno ale. Naukowcy wskazują, że wciąż za mało wiemy o samym Plutonie, aby móc ustalić, czy ocean pod jego powierzchnią faktycznie istnieje. Co gorsza, stan naszej wiedzy w najbliższym czasie nie ulegnie zmianie. Żadna agencja nie planuje jak na razie wysłania kolejnej sondy do Plutona. Nawet gdyby teraz ogłoszono finansowanie takiej misji to przygotowanie sondy, wystrzelenie jej w kierunku Plutona, dolot i lądowanie zajęłyby więcej czasu, niż większości czytelników tego portalu pozostało do końca życia. Niestety, Pluton jest daleko, a żeby na nim wylądować, trzeba dolecieć do niego odpowiednio wolno i tego za bardzo nie da się przeskoczyć. Chociaż… kto wie.
Źródło: Washington University in St. Louis
New Horizons’ Best View of Pluto’s Craters, Mountains and Icy Plains
https://www.youtube.com/watch?v=B0xkupKwjfM
The Pluto System As Seen By New Horizons Spacecraft
https://www.youtube.com/watch?v=ds_OlZnV9qk

https://www.pulskosmosu.pl/2024/05/ocean-we-wnetrzu-plutona/

Ocean we wnętrzu Plutona Trudno byłoby w nim zanurkować.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Szybciej dowiemy się o wybuchach na Słońcu i zorzy. Pomoże Vigil

2024-05-24. Paula Drechsler
Vigil to pierwszy europejski satelita, który przez 24 godziny na dobę będzie monitorował pogodę kosmiczną, co wpłynie na szybsze ostrzeganie o zbliżających się burzach słonecznych.

Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) wyłoniła spółkę Airbus UK do zaprojektowania i budowy satelity Vigil. Urządzenie służyć będzie do prognozowania pogody kosmicznej.
Dzięki temu narzędziu naukowcy będą w stanie dowiedzieć się o nadchodzących burzach słonecznych kilka dni wcześniej niż dotychczas. To pomoże w przygotowywaniu ostrzeżeń związanych z burzami magnetycznymi, a co za tym idzie, także informacji na temat możliwego wystąpienia zorzy.
Ostrzeżenie o burzy magnetycznej będzie można nadać szybciej
Dzięki satelicie Vigil na Ziemię szybciej dotrą dodatkowe ostrzeżenie o nadchodzących burzach słonecznych i koronalnych wyrzutach masy (CME), które znane są z tego, że mogą nie tylko wpłynąć na pojawienie się zorzy, ale i zakłócić działanie satelitów na orbicie, oraz systemów elektronicznych i dystrybucji energii na Ziemi.
- Damy sobie w ten sposób dodatkowy czas na ostrzeżenie, od trzech do czterech dni - powiedział dr Mark Gibbs, kierownik działu prognoz pogody kosmicznej w brytyjskim Met Office. - Nie chodzi tu tylko o dodatkową informację. Da nam to też więcej czasu na śledzenie aktywnych regionów i zobaczenie, jak dokładnie się rozwijają, a to powinno zwiększyć naszą pewność w przewidywaniu ich zdolności do wytwarzania rozbłysków słonecznych i koronalnych wyrzutów masy.
Airbus UK współpracuje z ESA. Vigil pomoże prognozować pogodę kosmiczną
Airbus UK ma zaprojektować, zbudować, a następnie przygotować Vigil do startu. Kontrakt przemysłowy o wartości 340 mln euro na rozpoczęcie budowy został podpisany podczas posiedzenia rady kosmicznej ESA i Unii Europejskiej odbywającej się w Brukseli. Vigil zostanie umieszczony w punkcie Lagrange'a L5, ok. 150 milionów km od Ziemi i ustawiony tak, aby mógł łatwiej oceniać siłę i prędkość wiatru słonecznego pędzącego w stronę naszej planety.
Satelita ma zostać zaopatrzony przez USA w kompaktowy koronograf, który podpowie, jak CME rozwija się w pobliżu powierzchni Słońca. Poza tym satelita będzie wyposażony w kamerę ekstremalnego ultrafioletu, kamerę heliograficzną Leonardo i kamerę pola fotomagnetosferycznego z niemieckiego Instytutu Maxa Plancka. Vigil, który ma zostać wystrzelony w kosmos w 2031 r., zostanie pierwszym statkiem ESA, który będzie umieszczony na L5.
Źródła: Altair, ESA, BBC.
Satelita Vigil pomoże lepiej monitorować aktywność Słońca. /123RF/PICSEL

https://geekweek.interia.pl/technologia/news-szybciej-dowiemy-sie-o-wybuchach-na-sloncu-i-zorzy-pomoze-vi,nId,7531491

Szybciej dowiemy się o wybuchach na Słońcu i zorzy. Pomoże Vigil.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

EagleEye dotarł do USA
2024-05-25. Krzysztof Kanawka
Największy polski satelita w USA, trwają przygotowania do startu.
Polski satelita EagleEye dotarł do USA, gdzie zostanie zintegrowany z rakietą nośną Falcon 9, a następnie wyniesiony na orbitę.
Siódmego maja 2024 firma Creotech Instruments poinformowała o wyborze rakiety Falcon 9 do wyniesienia EagleEye. Satelita zostanie wyniesiony w ramach startu Transporter-11. Start aktualnie jest planowany na lipiec 2024. Miejscem startu będzie baza Vandenberg w Kalifornii.
Dwudziestego drugiego maja pojawiła się informacja, że satelita EagleEye dotarł do USA. Satelita, w “spakowanej” formie, dotarł do USA za pomocą rejsowego samolotu Polskich Linii Lotniczych LOT.
Zakończył się transport satelity do USA. Muszę przyznać, że nauczyliśmy się w między czasie bardzo dużo. W szczególności jak współpracować z administracją w USA, z administracją Polską, z firmami spedycyjnymi przy transporcie cennych i wrażliwych materiałów. Polecieliśmy na pokładzie LOT Polish Airlines, naszego narodowego przewoźnika, co szczególnie cieszy. LOT chyba po raz pierwszy miał okazję przewozić coś co docelowo poleci wyżej niż jego samoloty. Teraz wszyscy czekamy na wyznaczenie daty startu. Brawo Creotech Instruments SA, Scanway, Centrum Badań Kosmicznych PAN / Space Research Centre PAS.
Grzegorz Brona, CEO firmy Creotech Instruments
EagleEye to pierwszy zaprojektowany i zbudowany w Polsce satelita o masie większej niż 50 kg. Zadaniem tego satelity będą obserwacje Ziemi o rozdzielczości rzędu ok. 1 m z bardzo niskiej orbity na wysokości ok. 350 km.
Ten satelita oparty na platformie mikrosatelitarnej HyperSat, która opracowywana jest przez inżynierów Creotech Instruments od 2017 roku. EagleEye został opracowany przez firmę Creotech Instruments, Scanway oraz Centrum Badań Kosmicznych PAN.
(CTI)
“Spakowany” satelita EagleEye podczas transportu / Credits – Creotech Instruments
https://kosmonauta.net/2024/05/eagleeye-dotarl-do-usa/

 

EagleEye dotarł do USA.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

USA przegrywają z Chinami. Wyścig na Księżyc w nowej odsłonie
2024-05-25. Aleksander Kowal
Za sprawą dekad amerykańskiej dominacji w kosmosie przyzwyczailiśmy się do hegemonii Stanów Zjednoczonych w dziedzinie lotów poza Ziemię. Ostatnimi czasy coraz śmielej poczynają sobie Chińczycy, którzy rozpoczęli historyczną misję skierowaną na Srebrny Glob.
Chodzi o Chang’e 6, czyli przedsięwzięcie, w ramach którego na Ziemię zostaną dostarczone próbki pochodzące z niewidocznej strony Księżyca. Ta ostatnia stanowi regularny obiekt zainteresowania fanów teorii spiskowych. Ze względu na obrót synchroniczny, w jakim nasz naturalny satelita pozostaje z naszą planetą, zawsze oglądamy tę samą stronę Księżyca.
Ta odwrócona od Ziemi, nazywana z tego względu niewidoczną, jest natomiast źródłem licznych zagadek. I choć ludzkość wysyłała już różnego rodzaju instrument w ten obszar Srebrnego Globu, to nigdy przedtem nie udało się zebrać na miejscu próbek, które trafiłyby następnie do ziemskich laboratoriów. Wkrótce się to zmieni, o ile misja Chang’e 6 zostanie zrealizowana bez nieprzewidzianych komplikacji.
Start całego przedsięwzięcia miał miejsce zaledwie kilka dni temu, 3 maja. Celem jest zgromadzenie około 2 kilogramów próbek, a następnie dostarczenie ich na Ziemię. Wszystko to w ciągu 53 dni. A tak się składa, że Chińczycy mają już całkiem spore doświadczenie w starciach ze Srebrnym Globem. Wystarczy wspomnieć, iż w 2019 roku zapisali się w historii jako pierwsza i jedyna nacja mająca na koncie udanego lądowanie po niewidocznej stronie Księżyca.
Chang’e 6 ma być pierwszą w historii misją, która dostarczy na Ziemię próbki zebrane po niewidocznej stronie Księżyca
Stało się tak w ramach misji Chang’e 4, której zwieńczeniem było osadzenie lądownika w kraterze Von Kármána o średnicy 180 kilometrów. W przypadku Chang’e 6 cel jest nawet większa, ponieważ chodzi o krater Apollo mający trzykrotnie większą średnicę. Na wyposażeniu misji znajduje się między innymi łyżkę do zbierania gleby i skał oraz wiertło przystosowane do pobierania próbek podpowierzchniowych.
Kiedy ta część misji, polegająca na gromadzeniu materiałów, zostanie zrealizowana, za kolejną będzie odpowiedzialny pojazd oddelegowany do wyniesienia próbek na orbitę. Tam dojdzie do spotkania z orbiterem i rozpoczęcia lotu powrotnego na Ziemię. Istotne wydarzenia powinny odbywać się także na miejscu, gdzie zostaną przeprowadzone badania pozwalające na lepsze zrozumienie pyłu i utraty gazu na Księżycu oraz tamtejszego magnetyzmu.
Wyścig o kosmiczny prym, w którym najbardziej liczą się Stany Zjednoczone i Chiny zdecydowanie nabiera tempa. Nie wygląda na to, by Państwo Środka jako pierwsze w XXI wieku umieściło człowieka na Srebrnym Globie, choć nie da się nie zauważyć, że Amerykanie mają problem z przesunięciami terminów. Pierwotnie załogowa misja na powierzchnię naszego naturalnego satelity – pierwsza od czasów programu Apollo – miała zostać zrealizowana w tym roku. Wiemy jednak, iż nie uda się dotrzymać planowanego terminu.
https://www.chip.pl/2024/05/teleskop-euclid-kolorowe-zdjecia-esa

USA przegrywają z Chinami. Wyścig na Księżyc w nowej odsłonie.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Cząstki przekroczyły prędkość światła. Zjawisko tunelowe w akcji
2024-05-25. Aleksander Kowal
Już na początkowych etapach edukacji uczono nas, że nic nie jest w stanie przemieszczać się szybciej, niż światło. Świat fizyki kwantowej może więc nieźle namieszać w głowach, ponieważ pewne zjawisko sprawia, iż cząstki wydają się poruszać szybciej od światła.
Chodzi o efekt tunelowy, za sprawą którego cząstka przechodzi przez barierę potencjału o wysokości większej niż energia cząstki. Autorzy publikacji zamieszczonej w Science Advances twierdzą, że obserwacje wskazujące na przekroczenie prędkości światła wynikały z błędnie prowadzonych pomiarów.
Sugestie, w myśl których tunelowanie cząstek wyprzedzało prędkość światła, pojawiły się już przed laty. Naukowcy mieli jednak wątpliwości, a jedno ze stawianych pytań dotyczyło tego, czy w eksperymentach prawidłowo zatrzymywano czas. Szukając rozwiązania zagadki, przedstawiciele Technische Universität Darmstadt przeprowadzili własne badania i niedawno podzielili się ich wynikami.
Kluczowym aspektem ich eksperymentów było opracowanie nowej metody pomiaru czasu. W myśl założeń fizyki kwantowej na przykład atomy mogą zachowywać się jak fale bądź cząstki. Za sprawą zjawiska tunelowego podkreślana jest falowa natura cząstek, a wysokość fali określa prawdopodobieństwo, z jakim cząstka zmaterializowałaby się w tym miejscu, gdyby zmierzono jej położenie. Przy uderzeniu fal w barierę energetyczną, część przez nią przejdzie, ale istnieje szansa, iż cząstka pojawi się też po drugiej stronie.
Sugestie, że prędkość światła może zostać przekroczona pojawiły się po przeprowadzeniu eksperymentów wykorzystujących zjawisko tunelowe
W ramach wcześniejszych eksperymentów naukowcy uznali, że cząstka przechodząca przez barierę przebyła dłuższą trasę w tym samym czasie, co foton poruszający się prostą ścieżką. Pozwalało to sądzić, iż przemieszczała się szybciej niż wynosi prędkość światła, lecz sprawa była wyjątkowo skomplikowana, między innymi ze względu na fakt, iż nie dało się określić, jak wyglądała trasa od punktu A do punktu B.
Niemieccy naukowcy sugerują, iż do rozwikłania zagadki potrzebne jest użycie atomów w formie zegarów. Poziomy energii atomów oscylują z pewnymi częstotliwościami, dlatego skierowanie wiązki lasera na atom sprawi, że jego poziomy początkowo oscylują synchronicznie. W czasie tunelowania rytm może się zmienić, ponieważ drugi impuls laserowy warunkuje interakcję dwóch wewnętrznych fal atomu.
Skupiając się na interferencji naukowcy mogą zmierzyć odległość między dwiema falami poziomów energii, mierząc w ten sposób upływający czas. Punktem odniesienia jest atom numer dwa, który nie został poddany zjawisku tunelowemu. Wychodząc z takiego założenia, autorzy dowiedli, iż pierwsza cząstka poruszała się wolniej. Obalili więc sugestie, w myśl których zjawisko tunelowe miało prowadzić do przekroczenia prędkości światła.
https://www.chip.pl/2024/05/teleskop-euclid-kolorowe-zdjecia-esa

 

Cząstki przekroczyły prędkość światła. Zjawisko tunelowe w akcji.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Sonda Mars Reconnaissance Orbiter sfotografowała lądownik InSight na powierzchni Marsa
2024-05-25. Radek Kosarzycki
Można powiedzieć, że do stworzenia widocznego poniżej zdjęcia niezbędne było spotkanie dwóch legendarnych już misji marsjańskich.
Fotografowany jest tutaj bowiem lądownik InSight, który został wystrzelony w kierunku Marsa w 2018 roku. Przez cztery lata po lądowaniu InSight wyposażony w niezwykle czujny sejsmometr mierzył wszelkie wstrząsy sejsmiczne we wnętrzu Czerwonej Planety, przyglądając się w ten sposób jej budowie wewnętrznej.
Fotografem natomiast była sonda Mars Reconnaissance Orbiter, która krąży wokół Marsa już od 10 marca 2006 roku, kiedy to po trwającej siedem miesięcy podróży weszła na orbitę wokół Marsa.
Zdjęcie jest na swój sposób przejmujące, bowiem doskonale pokazuje, że nasze wszelkie działania w przestrzeni kosmicznej pozostawiają po sobie ślad tylko na chwilę. Już teraz, dwa lata po zakończeniu misji lądownika InSight, instrument ten stopniowo zasypywany jest przez marsjański pył.
Warto jednak pamiętać, że gdy działał, InSight był w stanie zarejestrować ponad 1300 mniejszych i większych wstrząsów sejsmicznych na Marsie, dzięki czemu naukowcy po raz pierwszy uzyskali wgląd w to, co się dzieje w skorupie, płaszczu i jądrze Marsa. Bez tego lądownika i z orbity byłoby to absolutnie niemożliwe do ustalenia.
No dobrze, to gdzie jest ten lądownik?
InSight w przeciwieństwie do łazików Curiosity i Perseverance zasilany był energią słoneczną. Łaziki mają tymczasem napęd nuklearny.
Problem jednak w tym, że nawet w marsjańskiej, niezwykle rzadkiej atmosferze wieją wiatry, które przenoszą ze sobą pył poderwany z powierzchni. Z czasem pył ten stopniowo pokrywał panele słoneczne, redukując ilość energii dostępnej dla lądownika. Choć ów pył ostatecznie doprowadził do zakończenia misji InSight, to jednocześnie pokazał naukowcom, jak szybko pył przemieszcza się po powierzchni planety. To niezwykle cenna informacja dla badaczy analizujących kształt i zmiany różnych struktur naturalnych na Marsie.
Instrumenty lądownika InSight zaglądały pod powierzchnię Marsa, szukając śladów procesów, które ponad cztery miliardy lat temu ukształtowały skaliste planety wewnętrznego Układu Słonecznego.
Według planetologów pracujących w NASA, informacje przesłane na Ziemię przez lądownik InSight rzucają nowe światło na ewolucję Marsa, Ziemi, a nawet skalistych planet krążących wokół innych gwiazd niż Słońce.
Zbudowane w oparciu o projekt lądownika Mars Phoenix, czujniki InSight zarejestrowały również niepokojące, niskie dudnienie spowodowane wibracjami marsjańskiego wiatru, który, jak szacowano, wiał z prędkością od 15 do 40 km/h.
https://www.pulskosmosu.pl/2024/05/insight-na-zdjeciu-z-mro/
Mars nie jest bezpiecznym miejscem. Ryzyko uderzenia planetoidy znacznie wyższe niż na Ziemi
2024-05-25. Radek Kosarzycki
Jeżeli boisz się, że w trakcie twojego życia na Ziemię spadnie niebezpieczna planetoida, która doprowadzi do zagłady ludzkości, nie powinieneś myśleć o ucieczce na Marsa. Byłaby to ucieczka z deszczu pod rynnę.
Naukowcy z Uniwersytetu w Nanjing opublikowali niedawno pracę, według której Mars znacznie bardziej niż Ziemia narażony jest na spotkanie z potencjalnie niebezpiecznymi planetoidami.
W artykule opublikowanym jak na razie na serwerze preprintów naukowych arXiv badacze zbadali prawdopodobieństwo uderzenia potencjalnie niebezpiecznych planetoid w powierzchnię Marsa, a następnie tak ustaloną wartość porównali z wartością oszacowaną w ten sam sposób dla Ziemi.
Na Ziemi od lat prowadzi się obserwacje małych ciał Układu Słonecznego, które mogą zbliżać się do Ziemi i potencjalnie jej zagrozić w przyszłości. Im szybciej odkryjemy, że jakiś obiekt znajduje się na kursie kolizyjnym z naszą planetą, tym więcej będziemy mieli czasu na reakcję i próbę zmiany trajektorii lotu takiego obiektu, zanim uderzy w Ziemię.
Naukowcy postanowili zatem sprawdzić, czy na Marsie ryzyko uderzenia dużej planetoidy jest mniejsze, czy też większe niż na Ziemi.
W swojej pracy naukowcy przyjrzeli się grupie obiektów klasyfikowanych jako potencjalnie niebezpieczne planetoidy (PHA). Należą do niej obiekty, które są na tyle duże, aby powodować poważne problemy, jeżeli uderzą w powierzchnię Marsa.
Analizując dane z poprzednich uderzeń planetoid w Marsa, w tym dane dotyczące planetoid znajdujących się na ścieżce przecinającej orbitę Marsa oraz uwzględniając bliskość Marsa do Pasa Planetoid, naukowcy stworzyli symulacje, która wskazuje, jak często Mars musi się mierzyć z takimi zderzeniami.
Wyniki badań nie są optymistyczne dla przyszłych kolonizatorów Marsa. Wszystko bowiem wskazuje na to, że prawdopodobieństwo uderzenia PHA w Marsa jest 2,5-3 razy większe niż w przypadku Ziemi. Badaczom udało się ustalić 17 000 obiektów, które mogą zagrażać Marsowi. Dla porównania aktualnie znamy 4700 takich obiektów dla Ziemi.
Co więcej, naukowcy zidentyfikowali 52 planetoidy, które zdają się znajdować na kursie kolizyjnym z Marsem. Gdyby udało się ustalić moment zderzenia, moglibyśmy z komfortu naszej błękitnej planety obserwować to zderzenie na żywo.
https://www.pulskosmosu.pl/2024/05/zderzenie-marsa-z-planetoida-prawdopodobienstwo/

Sonda Mars Reconnaissance Orbiter sfotografowała lądownik InSight na powierzchni Marsa.jpg

Sonda Mars Reconnaissance Orbiter sfotografowała lądownik InSight na powierzchni Marsa2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kosmiczny Teleskop Hubble’a: rewelacyjne zdjęcie trzech młodych gwiazd układu HP Tau
2024-05-25. Radek Kosarzycki
Jeżeli komukolwiek przyszło do głowy, że pora wysłać Kosmiczny Teleskop Hubble’a na emeryturę, to zdjęcie powinno zmienić ich podejście. Owszem, teleskop Jamesa Webba już obserwuje wszechświat i ściągnął trochę ciężaru z barków Hubble’a, ale legendarny teleskop na emeryturę się nie wybiera.
Na opublikowanym właśnie zdjęciu możemy zobaczyć trzy gwiazdy tworzące układ skatalogowany jako HP Tau. Należące do niego gwiazdy to odpowiednio HP Tau, HP Tau G2 i HP Tau G3.
Cały widoczny na zdjęciach z Hubble’a układ ma zaledwie 10 milionów lat, a gwiazdy go tworzące są tak młode, że jeszcze nie rozpoczęła się w nich synteza wodoru w hel.
2,4-metrowej średnicy zwierciadło teleskopu Hubble’a krążącego wokół Ziemi na wysokości 547 km sfotografowało fragment mgławicy refleksyjnej znajdującej się 550 lat świetlnych od nas w kierunku Gwiazdozbioru Byka. Takie mgławice składają się z pyłu międzygwiezdnego, który odbija światło znajdujących się w pobliżu gwiazd. Mgławica refleksyjna, w przeciwieństwie do emisyjnych, sama nie emituje żadnego promieniowania.
Mają charakterystyczny niebieski odcień ze względu na odblaskowe właściwości pyłu. Patrząc na zdjęcie, łatwo można sobie wyobrazić wydrążoną wnękę w mgławicy, wyrzeźbioną przez młode gwiazdy.
W centrum zdjęcia widzimy trzy gwiazdy: HP Tau, HP Tau G2 i HP Tau G3. HP Tau to rodzaj gwiazdy zmiennej typu T Tau. Są to typy gwiazd mające mniej niż 10 milionów lat i nazwane na cześć pierwszej takiej gwiazdy odkrytej właśnie w gwiazdozbiorze Byka.
https://www.pulskosmosu.pl/2024/05/hubble-gwiazdy-hp-tau/

Kosmiczny Teleskop Hubble’a rewelacyjne zdjęcie trzech młodych gwiazd układu HP Tau.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Masywne gwiazdy znikają bez śladu. Fascynujący przypadek VFTS 243 w Wielkim Obłoku Magellana
2024-05-25.
Jeżeli gwiazda jest masywna, osiem razy masywniejsza od Słońca, koniec jej życia jest zawsze spektakularny. Masywne gwiazdy w ostatnich tchnieniu życia eksplodują jako supernowe. W tym jednym momencie nierzadko świecą przez chwilę jaśniej, niż cała galaktyka, w której się znajdują. Okazuje się jednak, że przynajmniej część masywnych gwiazd nie ma takich inklinacji gwiazdorskich i woli odchodzić w całkowitej ciszy.
Skąd o tym wiadomo? Otóż naukowcy ze zdumieniem odkryli, że masywne gwiazdy widoczne w obserwacjach archiwalnych nie występują już na nowych zdjęciach. Po prostu zniknęły tak, jakby ich nigdy nie było.
Międzynarodowy zespół naukowców pracujący pod kierownictwem Alejandro Vigna-Gómeza z Instytutu Nielsa Bohra w Danii i Instytutu Astrofizyki Maxa Plancka w Niemczech ustalił, że część gwiazd znika z wszechświata w całkowitej ciszy. Powstaje zatem pytanie o to, co się dzieje z całą tworzącą je materią.
Dowody na to nietypowe zachowanie znaleziono w Wielkim Obłoku Magellana
Badacze skupili swoją uwagę na układzie podwójnym VFTS 243 w Wielkim Obłoku Magellana, galaktyce karłowatej krążącej wokół naszej Drogi Mlecznej.
Układ ten, jak wiele innych, składa się z gwiazdy i towarzyszącej jej czarnej dziury. Co jednak ciekawe, w układzie tym nie widać żadnych śladów eksplozji supernowej, która mogłaby doprowadzić do powstania tejże czarnej dziury. Kiedy gwiazda o masie większej niż około 8 mas Słońca eksploduje jako supernowa, robi straszny bałagan. Zewnętrzne warstwy – większość masy gwiazdy – są wyrzucane w sposób wybuchowy w przestrzeń wokół gwiazdy, gdzie tworzą ogromną, rozszerzającą się chmurę pyłu i gazu, która utrzymuje się przez setki tysięcy do milionów lat. Jądro gwiazdy, niepodparte już ciśnieniem termojądrowym, zapada się pod wpływem grawitacji, tworząc gwiazdę neutronową lub czarną dziurę. Tutaj jednak jest tylko czarna dziura, a nie ma szczątków zewnętrznych warstw gwiazdy.
Pojawia się tutaj zatem koncepcja całkowitego kolapsu. Zamiast eksplodować pod koniec swojego życia w spektakularnej supernowej, gwiazda po prostu zapada się pod wpływem własnej grawitacji bezpośrednio w czarną dziurę. W ten sposób obserwator znajdujący się w bezpiecznej odległości mógłby zobaczyć bardzo niespektakularne gaśnięcie i zniknięcie gwiazdy.
Taki proces może tłumaczyć znikanie masywnych gwiazd z nocnego nieba.
VFTS 243 to bardzo ciekawy układ. Składa się z masywnej gwiazdy mającej około 7,4 miliona lat i około 25 mas Słońca oraz czarnej dziury o masie około 10 mas Słońca.
Chociaż nie możemy bezpośrednio zobaczyć czarnej dziury, jej istnienie możemy wydedukować na podstawie ruchu orbitalnego gwiazdy jej towarzyszącej.
Istnieje coraz więcej dowodów sugerujących, że czasami masywne gwiazdy mogą zapadać się bezpośrednio w czarne dziury, bez konieczności przechodzenia przez supernową. VFTS 243 stanowi najlepszy dowód na poparcie tego scenariusza, jaki mamy do tej pory.
„Nasze wyniki podkreślają VFTS 243 jako najlepszy jak dotąd obserwowalny przypadek teorii powstawania gwiezdnych czarnych dziur w wyniku całkowitego zapadnięcia się, w przypadku którego nie dochodzi do wybuchu supernowej i który, jak wykazały nasze modele, jest możliwy”
– mówi astrofizyczka Irene Tamborra z Instytutu Nielsa Bohra .
Możemy być zatem pewni, że ten układ gwiazd posłuży jeszcze wielokrotnie jako punkt wyjścia dla badań podobnych układów.
Artist’s animation of VFTS 243
https://www.youtube.com/watch?v=DPsKvxV8Lj4

https://www.pulskosmosu.pl/2024/05/vfts-243-masywne-gwiazdy/

Masywne gwiazdy znikają bez śladu. Fascynujący przypadek VFTS 243 w Wielkim Obłoku Magellana.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Związany z życiem składnik na obrzeżach Układu Słonecznego. Niesamowite odkrycie
2024-05-25. Aleksander Kowal
Prowadząc badania poświęcone tzw. obiektom transneptunowym, czyli krążącym wokół Słońca poza ścieżką orbitalną Neptuna, naukowcy zebrali przełomowe dowody. Dotyczą one obecności dwutlenku węgla i tlenku węgla.
Te zostały zidentyfikowane w lodowej formie i wiążą się z historycznym wyczynem, ponieważ nigdy przedtem astronomowie nie zidentyfikowali wspomnianych związków na obrzeżach naszego układu. I choć w przypadku Ziemi dwutlenek węgla jest powszechnie związany z obecnością życia, to trudno sobie wyobrazić, by w tych mroźnych i ciemnych okolicach jego źródło było podobne.
Naukowcy stojący za tym wyczynem skorzystali z obserwacji prowadzonych z udziałem Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba. Na ich podstawie zorganizowali szczegółowe analizy poświęcone 59 obiektom transneptunowym oraz tzw. centaurom, które poruszają się wokół Słońca po orbitach pomiędzy ścieżkami zajmowanymi przez Jowisza i Neptuna. W centrum zainteresowania badaczy znalazł się skład chemiczny tych ciał.
O szczegółowych wnioskach wyciągniętych w tej sprawie badacze piszą w Nature Astronomy. Zdaniem autorów publikacji zebrane dowody świadczą o tym, że lodowy dwutlenek węgla występował w dużych ilościach w zimnych zewnętrznych obszarach dysku protoplanetarnego. To właśnie z niego utworzył się przed miliardami lat Układ Słoneczny. W przypadku tlenku węgla sprawy są nieco bardziej skomplikowane i naukowcy będą potrzebowali dodatkowych ekspertyz,
Składniki w postaci dwutlenku i tlenku węgla zostały znalezione na licznych obiektach transneptunowych
W gronie 59 obiektów aż 56 okazało się zawierać ślady dwutlenku węgla, a 28 – tlenku węgla. Co ciekawe, ten drugi związek występował głównie w ciałach wykazujących wysokie stężenia pierwszego. Jak przyznają uczestnicy przedsięwzięcia, nie spodziewali się, że dwutlenek węgla będzie tak powszechny na obiektach transneptunowych. Jeszcze większym zaskoczeniem była obecność tlenku węgla.
Wyciągnięte wnioski powinny mieć duży wpływ na kompletowanie historii Układu Słonecznego, ponieważ na ich podstawie naukowcy będą mogli odtworzyć migracje ciał niebieskich przed milionami bądź miliardami lat. O ile lód z tlenkiem węgla w składzie udało się dostrzec na Plutonie za pomocą sondy New Horizons, tak znacznie mniejsze ciała wymagały bardziej zaawansowanych instrumentów. Takich, jakie znajdują się na wyposażeniu Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba.
I choć obecność dwutlenku węgla w dysku protoplanetarnym wydaje się prawdopodobna, to tlenek węgla najwyraźniej powstał dopiero później. Do tworzenia tego związku może prowadzić na przykład ostrzeliwanie jonami pochodzącymi ze Słońca. Chcąc zrozumieć tę kwestię, astronomowie porównują wyniki obserwacji z eksperymentami opartymi na napromieniowaniu jonowym prowadzone w celu odtworzenia warunków panujących na obiektach transneptunowych.
https://www.chip.pl/2024/05/teleskop-euclid-kolorowe-zdjecia-esa

Związany z życiem składnik na obrzeżach Układu Słonecznego. Niesamowite odkrycie.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Satelita zbada polarne rejony Ziemi. NASA ujawnia cel
2024-05-25.ŁZ.
NASA wystrzeliła w sobotę pierwszego z dwóch satelitów, które będą badać ilość ciepła, emitowanego w przestrzeń kosmiczną z obszarów Arktyki i Antarktydy. Agencja nie podała daty wystrzelenia drugiego satelity.
Satelita wielkości pudełka po butach wystartował na pokładzie rakiety Rocket Lab Electron z bazy w Mahia w Nowej Zelandii. NASA potwierdziła pomyślne umieszczenie satelity na orbicie.
Dzięki misji naukowej PREFIRE (Polar Radiant Energy in the Far-InfraRed Experiment) badacze będą mogli lepiej zrozumieć efekt cieplarniany, występujący w rejonach polarnych, a w szczególności w jaki sposób chmury, para wodna i inne elementy atmosfery ziemskiej zatrzymują ciepło i powstrzymują je przed promieniowaniem w przestrzeń kosmiczną.
Zebrane przez bliźniacze satelity dane posłużą do stworzenia modeli klimatycznych. Naukowcy z NASA mają nadzieję, że dzięki tym informacjom w przyszłości możliwe będzie precyzyjne przewidywanie, w jaki sposób kryzys klimatyczny ma wpływ na poziom mórz, zmienność pogody czy grubość pokrywy śnieżnej i lodowej. Jest to o tyle ważne, że temperatura na Arktyce wzrosła ponad 2,5 razy szybciej niż reszta planety, licząc od lat 70. XX wieku.
Jak tłumaczą badacze, obszary tropikalne Ziemi pochłaniają dużo energii ze Słońca. Prądy powietrzne i oceaniczne przenoszą ją w stronę biegunów, skąd ciepło promieniuje w przestrzeń kosmiczną. NASA poinformowała, że znaczna część tego ciepła pochodzi z fal dalekiej podczerwieni, które nigdy nie były systematycznie mierzone.
Oba obiekty będą znajdować się na asynchronicznych orbitach okołobiegunowych. Będą zbierać informacje z określonych obszarów w odstępie kilku godzin. Każdy z nich wyposażony jest w termiczny spektrometr do pomiaru ciepła w postaci energii dalekiej podczerwieni, która promieniuje w przestrzeń kosmiczną przez powierzchnię Ziemi i atmosferę.
NASA potwierdziła pomyślne umieszczenie satelity na orbicie (fot. X/@NASA)

źródło: PAP
https://www.tvp.info/77731779/satelita-zbada-polarne-rejony-ziemi-celem-wyjasnienie-efektu-cieplarnianego-nasa

Satelita zbada polarne rejony Ziemi. NASA ujawnia cel.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Wyścig o kosmiczne surowce nabiera tempa

2024-05-25. Filip Koziarek
Kosmos kryje w sobie ogromne bogactwa w postaci asteroid obfitych w metale szlachetne i inne cenne surowce. Nic dziwnego, że coraz więcej firm chce się zaangażować w wydobycie tych zasobów. Nowe technologie sprawiają, że kosmiczne górnictwo staje się coraz bardziej realne, a pierwsze misje na asteroidy już się odbyły.

Nowa fala firm mających w przyszłości zajmować się astrogórnictwem już powstała. Wiele z nich czyni już pierwsze poważne kroki, aby w przyszłości zdjąć ciężar z ziemskich zasobów naturalnych i zarobić kolosalne pieniądze na wydobyciu rzadkich metali z asteroid. Przykładem takiej firmy jest AstroForge z Huntington Beach w Kalifornii, która w zeszłym roku wysłała w kosmos satelitę wielkości mikrofalówki.
Co cennego mogą nam dać asteroidy?
Kosmiczne skały zawierają bardzo szerokie spektrum surowców, które mogłyby przydać się naszej cywilizacji. Jako jedne z najbardziej przydatnych podaje się platynę oraz kobalt. Te dwa materiały wykorzystywane są między innymi w elektronice, medycynie, bateriach o dużych pojemnościach i motoryzacji. Oczywiście znajdują się one na Ziemi, jednak badania pokazują, że na asteroidach ich koncentracja może być o wiele większa. Dzięki temu, wydobycie miałoby być szybsze i wydajniejsze niż tradycyjne ziemskie kopalnie. Z czasem najpewniej to ten rodzaj pozyskiwania surowców będzie najbardziej opłacalny.

Zwolennicy astrogórnictwa wspominają, że wykorzystanie asteroid jako źródła surowców naturalnych zniwelowałoby destrukcję środowiska naszej planety spowodowanego intensywnym wydobyciem. Trwają także badania nad wykorzystaniem przemysłowym innych substancji obecnych na asteroidach.
Optymizm - idea stojąca za nowymi firmami z branży górnictwa kosmicznego
Około 5 lat temu nastąpił gwałtowny krach na rynku firm z branży górnictwa kosmicznego. Zainteresowanie tematem opadło, a technologia nie dawała nadziei na szybką zmianę sytuacji.

Od tego czasu obserwujemy jednak ponowny boom na wydobycie surowców z asteroid
Angel Abbud-Madrid, dyrektor Centrum Kosmicznych Zasobów w Szkole Górniczej w Kolorado
Większość uwagi przeszła na Księżyc, gdyż wiele państw planuje założenie tam baz w przyszłej dekadzie. Rynek postanowił więc skupić się na kwestiach zaopatrywania baz księżycowych w niezbędne zasoby.
Niezależnie od tego trendu powstały jednak nowe firmy, które źródło zarobku widzą w bogatych w zasoby asteroidach. Koszty lotów w kosmos przez ostatnie kilka lat spadły, podobnie zmniejszono restrykcje wobec komercyjnych misji kosmicznych. Powoduje to, że firmy takie jak AstroForge widzą przyszłość w bardzo optymistycznych barwach.
Pierwsza misja AstroForge nie zakończyła się powodzeniem - panele słoneczne niewielkiego satelity nie rozłożyły się, a planowana symulacja wydobycia materiału z asteroidy nie doszła do skutku z powodu problemów z komunikacją. Z pewnością nie zadowoliło to inwestorów, którzy oczekiwali realnych rezultatów i możliwie najszybszego rozpoczęcia wydobycia. Mimo tego, firma nie poddaje się i planuje już lot kolejnego satelity, który ma docelowo wykonać zdjęcie asteroidy w celu określenia dostępnych na niej zasobów.
Głównym problemem firm takich jak AstroForge jest czas. Podobnie jak w przypadku przedsiębiorstw z czasów pierwszej mody na kosmiczne górnictwo, cierpliwość inwestorów jest ograniczona, a kryteria sukcesu wydają się bardzo odległe. Niektóre z firm z branży, aby zwiększyć swoje szanse na przetrwanie, planuje zająć się także świadczeniem dodatkowych usług dla branży kosmicznej. Z pewnością jest to wyjście, które pozwoli na stabilniejsze finansowanie rozwoju. AstroForge jednak zgodnie ze swoją ideą optymizmu nie zamierza rozmieniać się na drobne.
Jeśli pomysły nowych firm sprawdzą się, to prawdopodobnie w perspektywie kilkunastu lat czeka nas rewolucja w dostępie do rzadkich materiałów. W takiej sytuacji rozwój technologiczny ludzkości mógłby znacząco przyspieszyć, a dostępność bardzo wydajnej elektroniki stałaby się czymś o wiele powszechniejszym.
***
Na świecie powstają kolejne firmy chcące zajmować się górnictwem kosmicznym /123RF/PICSEL

https://geekweek.interia.pl/astronomia/news-wyscig-o-kosmiczne-surowce-nabiera-tempa,nId,7507750

Wyścig o kosmiczne surowce nabiera tempa.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

WASP-107 b. Planeta rozdęta do granic możliwości
2024-05-26. Radek Kosarzycki
Egzoplaneta WASP-107 b to jedna z najrzadszych egzoplanet, jakie kiedykolwiek odkryto. Nie, nie, nie unikalnych, ale najrzadszych — przeciwieństwo najgęstszych. Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba właśnie zabrał się za wyjaśnienie jej zaskakująco niskiej gęstości.
Wszystko wskazuje na to, że do powstania rozdętej planety wcale nie trzeba żadnych wyrafinowanych i skomplikowanych teorii ewolucji planet. Dane obserwacyjne z Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba wskazują, że po prostu wyjątkowo niska zawartość metanu może odpowiadać za niską gęstość tej planety. W jaki sposób? Co ma piernik do wiatraka?
Naukowcy z Arizona State University wskazują, że do stworzenia takiej planety wystarczy typowa planeta przypominająca Neptuna, składająca się z dużej ilości skał i mniejszej ilości gazu, a następnie zwiększyć w jej otoczeniu temperaturę. W ten sposób powstanie planeta taka, jak ta.
Opisywana tutaj WASP-107 b została odkryta w 2017 roku jakieś 200 lat świetlnych od Ziemi w kierunku gwiazdozbioru Panny. Planeta przyciągnęła uwagę naukowców głównie tym, że ma rozmiary Jowisza, ale masę równą zaledwie 12 proc. masy Jowisza, czyli jakieś 30 mas Ziemi. Dla porównania Jowisz ma masę 318 mas Ziemi. Mamy tutaj zatem do czynienia z planetą o gęstości pianki podgrzanej w mikrofali.
Pierwsze obserwacje planety sprawiły, że naukowcy uznali, że jest to planeta zawierająca małe, skaliste jądro i rozległą otoczkę z gazowego wodoru i helu. Problemem jednak okazało się ustalenie wyjaśnienia dla rozmiarów całej planety. Owszem, planeta okrąża swoją gwiazdę w odległości zaledwie 1/7 odległości Słońce-Merkury, ale wciąż nie otrzymuje ona wystarczająco dużo energii, aby aż tak się rozdąć. Odwrotna opcja, w której planeta ma duże jądro, a cienką atmosferę, też niczego nie wyjaśniała. W tym przypadku wraz ze schładzaniem się planety kurczyłaby się i atmosfera i planeta także nie mogłaby być aż tak duża.
Jest jednak inne wyjaśnienie. Odkrył je zespół Hubble’a i Jamesa Webba
Naukowcy obserwujący planetę za pomocą flagowych teleskopów kosmicznych ustalili, że ilość metanu w atmosferze planety jest tysiąckrotnie niższa, niż wszyscy się tego spodziewali. Ponieważ metan jest niestabilny w wysokich temperaturach, astronomowie uznali, że mała jego ilość jest dowodem na to, że gaz z głębszych warstw planety intensywnie miesza się z chłodniejszymi warstwami wyżej. To z kolei oznacza, że wnętrze planety musi być znacznie gorętsze, niż się dotychczas wydawało.
Naukowcy twierdzą, że dodatkowe ciepło prawdopodobnie wynika z faktu, że WASP-107 b okrąża swoją gwiazdę macierzystą raz na 5,7 dnia i to jeszcze po eliptycznej orbicie. Ciągłe przyciąganie grawitacyjne gwiazdy na WASP-107 b, której odległość od gwiazdy stale się zmienia, rozciągając i kurcząc planetę, skutecznie rozgrzewa jej wnętrze. Na Ziemi podobna siła wywierana przez Księżyc powoduje przypływy i odpływy.
Gorące jądro planety w połączeniu z ogrzewaniem pływowym emitowanym przez jej gwiazdę zmienia także skład chemiczny gazów w głębi planety. Badacze zakładają, że to ciepło powoduje zmianę składu chemicznego gazów, w szczególności niszczenie metanu i wytwarzanie zwiększonych ilości dwutlenku i tlenku węgla.
W 2020 roku zespół astronomów odkrył hel w atmosferze WASP-107 b. Był to pierwszy przypadek odkrycia tego gazu na jakiejkolwiek egzoplanecie. Pierwiastek, który został wstępnie dostrzeżony na Ziemi w 2018 roku, a jego istnienie zostało potwierdzone dwa lata później, był widziany rozciągający się daleko w przestrzeń kosmiczną w postaci cienkiej chmury. Astronomowie twierdzą, że ponieważ atmosfera tej planety jest tak bardzo rozległa, promieniowanie ultrafioletowe gwiazdy WASP-107 powoli pozbawia planetę jej atmosfery w tempie od 0,1% do 4% masy atmosfery na miliard lat, co skutkuje powstaniem swoistego ogona kometarnego.
Dzięki wyjątkowo puszystej naturze planety astronomowie mogą zajrzeć w jej atmosferę około 50 razy głębiej niż w przypadku świata takiego jak Jowisz.
Źródło: 1
https://www.pulskosmosu.pl/2024/05/wasp-107-b-rozdeta-egzoplaneta/

WASP-107 b. Planeta rozdęta do granic możliwości.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Lot New Shepard NS-25
2024-05-26 Krzysztof Kanawka
Powrót do załogowych lotów pojazdu New Shepard.
Dziewiętnastego maja doszło do załogowego lotu suborbitalnego New Shepard NS-25. Był to pierwszy lot załogowy tego pojazdu od 2022 roku. Choć lot zakończył się sukcesem, drobne elementy nie funkcjonowały prawidłowo.
Dwunastego września 2022 doszło do startu misji bezzałogowej NS-23 pojazdu New Shepard firmy Blue Origin. Lot zakończył się awarią rakiety nośnej oraz ucieczką kapsuły. Kapsuła z eksperymentami wylądowała na spadochronach. Wyniki dochodzenia poznaliśmy 24 marca 2023. Blue Origin, dość enigmatycznie poinformował, że przyczyną nieudanego lotu była “awaria termostrukturalna dyszy silnika”. Za tym (dość enigmatycznym) pojęciem kryje się zmęczenie strukturalne dyszy silnika BE-3PM podczas lotu pod napędem. To zmęczenie nastąpiło wskutek wyższych temperatur w dyszy silnika, co w konsekwencji przekroczyło możliwości materiału dyszy.
Przed misją NS-23 ostatnim załogowym lotem New Shepard był start o oznaczeniu NS-22 z 4 sierpnia 2022. Tamten lot zakończył się pełnym sukcesem. Z uwagi na awarię NS-23 i konieczność przeprowadzenia poprawek w New Shepard lot NS-24 (bezzałogowy) nastąpił dopiero 19 grudnia 2023.
Misja NS-25
W dniu 19 maja doszło do pierwszego załogowego lotu New Shepard od czasu misji NS-22. Start nastąpił tego dnia o godzinie 16:35 CEST. Lot trwał 10 minut. Kapsuła New Shepard osiągnęła pułap 107 km nad poziom morza. W trakcie lotu osiągnięto maksymalną prędkość 3,600 km/h.
Start, separacja od rakiety oraz początek opadania kapsuły przebiegły prawidłowo. Lądowanie rakiety przebiegło także prawidłowo. Podczas powrotu nastąpił problem z rozłożeniem jednego ze spadochronów. Kapsuła z uczestnikami lotu lądowała na dwóch w pełni rozłożonych spadochronach. Nie była to sytuacja zagrażająca zdrowiu czy życiu załogantów – kapsułę zaprojektowano do prawidłowego lądowania na dwóch spadochronach.
Ponadto, w trakcie lotu dane telemetryczne pokazywane na stream firmy Blue Origin nie były prawidłowe. Jest to prawdopodobnie błąd po stronie naziemnej.
W misji udział wzięli:
•    Kenneth Hess (USA)
•    Sylvain Chiron (Francja)
•    Mason Angel (USA)
•    Ed Dwight (USA)
•    Carol Schaller (USA)
•    Gopi Thotakura (Indie)
Na uwagę zwraca Ed Dwight. Urodzony w 1933 był jednym z pierwszych Afro-Amerykanów, którzy uczestniczyli w programie treningowym pilotów amerykańskich sił powietrznych (w 1961 roku), z którego wybrano astronautów NASA. Ed Dwight nie został jednak wybrany do dalszego treningu i jego pierwszy lot w kosmos odbył się właśnie 19 maja 2024 w ramach misji NS-25. W momencie lotu Ed Dwight miał 90 lat, 8 miesięcy i 10 dni, co czyni go aktualnie najstarszą osobą, która “sięgnęła kosmosu” (poprzedni rekord należał do “Kapitana Kirka” – Williama Shatnera, misja NS-18 z 13 października 2021).
Firma Blue Origin w najbliższych miesiącach powinna wrócić do regularnych załogowych i bezzałogowych lotów New Shepard. Prawdopodobnie kolejny lot, NS-26, odbędzie się przed końcem lipca 2024.
(BO)
Replay: New Shepard Mission NS-25 Webcast
https://www.youtube.com/watch?v=y0H-I-jMhoA

Zapis lotu NS-25 / Credits – Blue Origin
https://kosmonauta.net/2024/05/lot-new-shepard-ns-25/

Lot New Shepard NS-25.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Europa chce własnego kosmicznego statku transportowego. Miałyby rozpocząć pracę już za 4 lata
2024-05-26.
Europejska Agencja Kosmiczna ogłosiła w środę, że wybrała dwie firmy, które opracują projekt statku transportowego, który od 2028 roku będzie transportował ładunki z Ziemi na Międzynarodową Stację Kosmiczną.
ESA nie ma zamiaru wymyślać koła od nowa, więc korzystając z najlepszych wzorców, także stara się zaangażować sektor prywatny w swoją działalność. Zamiast tworzyć nowy statek od podstaw, ESA chce zlecić jego budowę sektorowi prywatnemu, a następnie jedynie wynajmować gotowe statki do wysyłania ładunków na orbitę.
W listopadzie ESA ogłosiła konkurs, w którym zaoferowała maksymalnie trzem firmom kwotę do 75 mln euro na zbudowanie pojazdu, który będzie w stanie transportować ładunki między powierzchnią Ziemi a stacją kosmiczną.
Spośród siedmiu propozycji ESA wybrała te od francusko-niemieckiej firmy The Exploration Company i francusko-włoskiej firmy Thales Alenia Space, z których każda otrzyma 25 milionów euro.
„Ocena trzeciej opcji nadal trwa” – dodaje Josef Asbacher, szef Europejskiej Agencji Kosmicznej.
Teraz firmy, które otrzymały finansowanie, mają czas do czerwca 2026 roku na opracowanie technologii i konstrukcji statków kosmicznych. Natomiast już w przyszłym roku państwa członkowskie ESA muszą zatwierdzić kolejne fundusze na dalszą realizację projektu europejskich statków kosmicznych.
Obejmowałoby to zaplanowaną do końca 2028 roku misję mającą na celu dostarczenie ładunku na ISS i zapewnienie jego bezpiecznego powrotu na Ziemię.
Warto tutaj zauważyć, że jest to już drugi duży kontrakt ESA dla The Exploration Company – start-upu uruchomionego dopiero w 2021 roku – po tym, jak wygrał on również przetarg na dostawę ładunku do planowanej komercyjnej stacji kosmicznej budowanej przez Axiom Space.
ESA stoi w obliczu rosnącej konkurencji w sektorze kosmicznym, zarówno ze strony prywatnych firm, jak i państw takich jak Indie, czy Chiny.
https://www.pulskosmosu.pl/2024/05/esa-kosmiczny-statek-transportowy/

Europa chce własnego kosmicznego statku transportowego. Miałyby rozpocząć pracę już za 4 lata.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

NASA chce zbudować kolej na Księżycu

2024-05-26. Filip Koziarek
Amerykańska narodowa agencja kosmiczna ogłosiła plany budowy kolei na Księżycu. Ta ambitna inicjatywa ma na celu zrewolucjonizowanie transportu na Srebrnym Globie ułatwiając poruszanie się i stanowiąc zaplecze logistyczne dla stałych baz.

W ramach ambitnych planów przyszłego stałego osadnictwa na Księżycu, NASA poszukuje nowatorskich rozwiązań infrastrukturalnych. Zapewnienie sprawnego transportu ładunków po pokrytej księżycowym pyłem i kraterami powierzchni jest jedną z kluczowych kwestii. NASA rozważa zastosowanie w tym celu systemu kolei magnetycznej, podobnego do ziemskiego Maglev.

Nowy system to jeden z sześciu innowacyjnych programów NASA
Agencja kosmiczna NASA ogłosiła wyniki programu NIAC (NASA's Innovative Advanced Concepts). Wyłoniono tym samym sześć obiecujących projektów, które przechodzą do drugiej fazy rozwoju. Oznacza to dla nich dodatkowe dofinansowanie i wsparcie ze strony agencji. Jedną z tych futurystycznych koncepcji jest FLOAT, czyli system transportu ładunków wykorzystujący technologię lewitacji magnetycznej na specjalnej drodze, w swojej konstrukcji przypomina on ziemską kolej magnetyczną.
System FLOAT składa się z robota poruszającego się po 3-warstwowym elastycznym torze. Pierwszą z warstw toru jest grafit, który umożliwia robotowi całkowicie pasywnie lewitować nad trasą. Druga warstwa wykorzystuje elastyczne obwody elektryczne do generowania pola elektromagnetycznego napędzającego pojazd. Dodatkowo można dołączyć do toru także trzecią warstwę - panele fotowoltaiczne zapewniające trasie własne źródło zasilania. Z pewnością jest to rozwiązanie bardzo wygodne i ekonomiczne, gdyż eliminuje konieczność przeciągania przewodów elektrycznych po powierzchni Księżyca.
Kolej księżycowa ma służyć przede wszystkim do logistyki przy budowie baz
Roboty poruszające się po torze będą wyposażone w wózki zdolne przewieźć do 33 kilogramów ładunku. Maksymalna prędkość maszyn niestety nie będzie zbyt imponująca i wyniesie niecałe 2 kilometry na godzinę. Głównym zadaniem systemu FLOAT ma być dostarczanie materiałów budowlanych astronautom pracującym przy budowie baz księżycowych. Nie będzie on przystosowany do przewozów pasażerskich.
FLOAT ma być bardzo prosty w obsłudze
Konstruktorzy podkreślają prostotę użytkowania FLOAT-u. Elastyczne tory mają formę rulonów, które można błyskawicznie rozwijać bezpośrednio na księżycowej powierzchni, bez konieczności wcześniejszego przygotowania gruntu. To ogromna zaleta w porównaniu z tradycyjnymi konstrukcjami kolejowymi, wymagającymi rozbudowanych prac ziemnych.
Dodatkowo lekka konstrukcja FLOAT-u ułatwia transport i montaż systemu, co jest kluczowe w warunkach księżycowych. Modułowy charakter projektu umożliwia stopniową rozbudowę sieci torów, dopasowując ją do aktualnych potrzeb osadnictwa lunarnego.
FLOAT to najnowszy projekt pociągu księżycowego od NASA /Ethan Schaler /NASA

https://geekweek.interia.pl/astronomia/news-nasa-chce-zbudowac-kolej-na-ksiezycu,nId,7528936

NASA chce zbudować kolej na Księżycu.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Pogoda kosmiczna - czym jest i jak wpływa na Ziemię? [ANALIZA]
2024-05-26. Aleksandra Radomska
Wskutek aktywności Słońca w 2024 r. wystąpiły dwie burze magnetyczne. Pierwsza z nich miała miejsce pod koniec marca, a druga w maju. Takie zjawiska spowodowane są gwałtownymi zmianami zachodzącymi w magnetosferze Ziemi, wywołanymi poprzez podmuch wiatru słonecznego zainicjowanego przez koronalne wyrzuty masy na Słońcu. Burze magnetyczne sprzyjają również tworzeniu spektakularnych zorzy polarnych. Jednak w jaki sposób powstaje i przebiega pogoda kosmiczna, a także jakie konsekwencje niesie dla infrastruktury kosmicznej oraz naziemnej?
Czym jest pogoda kosmiczna?
Pogoda kosmiczna obejmuje katalog zjawisk występujących na obszarze zawartym pomiędzy Słońcem a ziemską magnetosferą, kształtowaną przez zmiany zachodzące w intensywności wiatru słonecznego. Chcąc zrozumieć relacje zachodzące pomiędzy pogodą kosmiczną a jej wpływem na infrastrukturę naziemną oraz kosmiczną, niezbędne jest przeanalizowanie budowy dwóch ciał niebieskich – Ziemi i Słońca – jak również związanych z nimi procesów.
Ziemia, jako planeta, ma wiele naturalnych mechanizmów ochronnych (np. przed nadmiernym promieniowaniem słonecznym) oraz tych zapewniających przetrwanie na jej powierzchni (np. względnie stałe wartości ciśnienia atmosferycznego i temperatura powietrza).
Atmosfera Ziemi – budowa, specyfika i typologia zachodzących zjawisk
W pierwszej kolejności można wyróżnić dwie główne warstwy atmosfery ziemskiej w klasyfikacji poziomej – homosferę oraz heterosferę. Homosfera rozciąga się od poziomu Ziemi do około 100 km ponad nią i charakteryzuje się względnie stałą mieszanką gazów (w tym w największym stopniu azotu oraz tlenu), a także związkami śladowymi. Wskutek występowania procesów mieszania gazów w homosferze mogą powstawać m. in. turbulencje.
Rozciągająca się powyżej 100 km heterosfera wyróżnia się innymi cechami; jej skład chemiczny zmienia się wraz z wysokością. Cząsteczki cięższych gazów zalegają przy jej dolnej granicy, lżejsze zaś w górnych. Szczegółowe właściwości gazów homosfery oraz heterosfery opisują równania hydrostatyczne.
Przyjęty pionowy podział atmosfery (w ramach dolnej i górnej warstwy) jest znacznie bardziej złożony. Na ogół wyróżnia się w niej pięć warstw: troposferę, stratosferę (z ozonosferą), mezosferę (z jonosferą), termosferę i egzosferę wraz z warstwami przejściowymi. Istnieje jeszcze magnetosfera, rozciągająca się ponad egzosferą, ale najczęściej jest ona pomijana z uwagi na bardzo duże wysokości, na których występuje i nie jest zaliczana do atmosfery ziemskiej (za jej górną granicę uznaje się egzopauzę).
Atmosfera Ziemi to złożony, wielowarstwowy mechanizm zapewniający nie tylko warunki pozwalające na przeżycie różnorodnym organizmom, lecz także ochrania przed destrukcyjnym, w nadmiarze, promieniowaniem słonecznym oraz rentgenowskim. Barierę ochronną pełni przede wszystkim warstwa ozonowa, nazywana ozonosferą. Ponadto, można wyróżnić inne warstwy, które mają szczególny wpływ na łączność krótkiego i dalekiego zasięgu. Są to troposfera oraz jonosfera.
Atmosfera Słońca – budowa, specyfika i typologia zachodzących zjawisk
W przeciwieństwie do Ziemi budowa atmosfery gwiazdy macierzystej, od której uzależniona jest pogoda kosmiczna – Słońca – to aspekt mniej skomplikowany. Żeby rozróżnić i przeanalizować poszczególne elementy wchodzące w skład atmosfery Słońca, należy najpierw skupić się na jego całościowej budowie, ponieważ każda z warstw jest ściśle ze sobą powiązana (w przypadku Ziemi nie było to niezbędne).
Jako gwiazda jest ona gazową kulą o niejednorodnym kształcie, w której można wyróżnić trzy podstawowe sfery tworzące jej budowę strukturalną, takie jak: jądro, otoczkę oraz atmosferę. Jądro oraz otoczka nie są obszarami podlegającymi bezpośrednim obserwacjom, ponieważ fotony, które przemieszczają się w tych warstwach od wewnątrz do zewnątrz Słońca, nie opuszczają ich z niezmienionym składem. W związku z tym wyniki badań nie byłyby rzetelne.
W oparciu o teorię ewolucji gwiazd stwarzane są modele matematyczne zakładające nie tylko aktualną budowę gwiazdy macierzystej, która podczas jej życia może ulegać zmianie, lecz także obecnie zachodzące na niej procesy. Współcześnie, w jądrze panuje wysoka temperatura, która pozwala na reakcje termojądrowe. Polegają one na ciągłej i wydajnej przemianie wodoru w hel, a w efekcie produkcji energii.
Największa gęstość wytworzonego helu znajduje się blisko jądra. Wraz z oddaleniem od niego oraz spadkiem temperatury związanej z nabieraniem wysokości zawartość tego pierwiastka spada. Przenoszona energia ma postać wysokoenergetycznych cząstek fotonów i zawiera się w zakresie promieniowania gamma. Fotony są jednak pochłaniane przez gęstą materię plazmy i dopiero po jej opuszczeniu mogą poruszać się swobodnie.
Ponad jądrem Słońca rozciąga się otoczka, w której można wyróżnić dwie podstawowe warstwy różniące się sposobem transportowania w nich energii. Niższą warstwą i jednocześnie bliższą jądru gwiazdy jest obszar promienisty otoczki. Przenoszenie energii na zewnątrz odbywa się w niej za pomocą promieniowania cieplnego, a fotony ulegają wielokrotnym procesom rozpraszania, reemisji i absorpcji dzięki czemu umożliwiają tego rodzaju transport. Drugą warstwą jest sfera konwekcyjna. Jej nazwa pochodzi od występujących w niej ruchów materii: wstępujących i zstępujących, czyli konwekcji. To właśnie ona powoduje, że obraz powierzchni Słońca nie jest jednorodny i wyraźny.
Wskutek konwencji powstają turbulencje, które mogą towarzyszyć wynurzaniu się oraz ponownemu zanurzaniu granulom plazmy o średnicy 1000–2000 kilometrów. Wzrost i spadek temperatury w tej warstwie sprzyja powstawaniu jaśniejszych oraz ciemniejszych terenów na powierzchni Słońca. Omawiana sfera konwekcyjna w sposób nierozgraniczony żadnymi warstwami przejściowymi przechodzi płynnie w atmosferę. Jest to jedyny obszar gwiazdy poddawany bezpośrednim obserwacjom i skupiają się one wokół prowadzonych analiz emitowanego promieniowania.
Nie ma jednoznacznie stwierdzonej granicy pomiędzy końcem atmosfery Słońca a gazem międzyplanetarnym, ponieważ ich zasięg zmienia się od narodzin gwiazdy i podczas jej życia, a wysokie warstwy wykazują właściwości niejednorodne. Pomimo to umownie wyróżnia się trzy sfery w atmosferze. Zaczynając od wewnętrznej do zewnętrznej warstwy są to: fotosfera, chromosfera i korona. W fotosferze także zachodzi ruch konwekcyjny, a wynurzające się z powierzchni Słońca granule plazmy, z towarzyszącymi im turbulencjami, wstępują w tę sferę, powodując wypromieniowanie energii.
Im większą średnicę mają granule, tym z głębszych obszarów jądra pochodzą i dłużej pozbywają się przenoszonej energii cieplnej. Jest ona przekazywana do kolejnej warstwy, chociaż część z niej może ulegać rozproszeniu i kierować się w próżnię, ze względu na niską gęstość panującą w górnej części tej sfery. To w fotosferze zachodzi wypromieniowanie i ujście energii słonecznej na największą skalę. Jest to również obszar powstawania plam słonecznych wskutek nieregularnych właściwości pola magnetycznego. Jego największe skupiska wizualnie przypominają ciemne tereny, bez trudu zauważalne podczas specjalistycznych obserwacji.
Powstawanie plam słonecznych, poprzez dużą koncentrację niejednorodnego pola magnetycznego fotosfery, powoduje zatrzymanie transportu przez nie energii cieplnej z wnętrza gwiazdy, w którym jest produkowana. Bieżące obserwacje Słońca skupiają się przede wszystkim właśnie na ciemnych plamach.
Ponad fotosferą rozciąga się chromosfera, w której panuje stosunkowo niska temperatura ok. 4000 Kelwinów [K]. Jest ona generowana dzięki turbulencjom towarzyszącym wynurzaniu się granul w fotosferze. To właśnie energia owych turbulencji powoduje, że część z niej zostaje przemieniona na energię fal mechanicznych oraz hydromagnetycznych i podgrzewa chromosferę.
W efekcie w jej górnej granicy temperatura sukcesywnie wzrasta do 25 000 K. W chromosferze odbywa się dalszy transport energii cieplnej. Powyżej tej sfery znajduje się ostatni element atmosfery Słońca – korona słoneczna. Jest to najważniejsza warstwa, z punktu widzenia wpływu pogody kosmicznej na inne ciała niebieskie. Przede wszystkim korona słoneczna jest oddzielona od chromosfery cienką warstwą przejściową, w której panuje temperatura rzędu 1 miliona K.
Jest to najbardziej oddalony od gwiazdy obszar atmosfery, gdzie względnie swobodnie przepływają fale hydromagnetyczne będące głównym powodem tak wysokich wartości temperatur. Sama korona jest bardzo rozległa, a jej rozmiary są uzależnione od aktywności Słońca. Można stwierdzić, że stanowi ona dosyć chaotyczną sferę, ponieważ nie wyróżnia się panującą w niej równowagą hydrostatyczną.
Pogoda kosmiczna – inicjacja i przebieg
Mając na uwadze powyższe, trzeba zauważyć, że nie istnieje żadna siła, która powstrzymywałaby cząstki materii (plazmy) przed swobodnym przedostawaniem się do przestrzeni kosmicznej. Wyrzut strumieni plazmy na Słońcu nazywany jest wiatrem słonecznym. Oprócz wiatru słonecznego w koronie zachodzi także zjawisko nazywane koronalnym wyrzutem masy (ang. Coronal Mass Ejection – CME). Polega ono na rozbłyskach w koronie słonecznej, podczas których dochodzi do uwolnienia obłoków plazmy o bardzo silnym polu magnetycznym.
Zarówno wiatr słoneczny, jak i koronalny wyrzut masy to główne zjawiska związane bezpośrednio z kształtowaniem się pogody kosmicznej. Jego podmuchy przemierzają Układ Słoneczny nacierając na znajdujące się w nim planety. W przypadku Ziemi naturalnym mechanizmem ochronnym przed jej destrukcyjnym wpływem jest magnetosfera. Można zatem uznać, że najbardziej zewnętrzne warstwy zarówno atmosfery Słońca, jak i Ziemi kolejno przyczyniają się w decydującym stopniu do emitowania plazmy oraz rozbłysków będących czynnikami powstawania pogody kosmicznej, a także ochrony przed jej niekorzystnym wpływem.
Chociaż magnetosfera jest warstwą atmosfery ziemskiej, która w pierwszej fazie przyjmuje największą dawkę promieniowania pochodzenia słonecznego, nie jest w stanie całkowicie go zatrzymać przed dotarciem do niższych sfer. W efekcie powstaje wiele zagrożeń powodowany negatywnym wpływem ponadprzeciętnej aktywności Słońca.
Konsekwencje pogody kosmicznej dla infrastruktury naziemnej oraz kosmicznej
Fala uderzeniowa, która powstaje w związku z kierunkiem napływu strumieni wiatru słonecznego w stronę ziemskich warstw atmosfery, ma w swoim składzie cząsteczki jonizujące, które tworzą niebezpieczne promieniowanie. Jego duże i długotrwałe natężenie może powodować m. in. zakłócenie pracy satelitów. Strugi wiatru słonecznego sprawiają, że magnetosfera ulega odkształceniu. Oznacza to, że od strony Słońca jest ona bardziej spłaszczona niż po stronie przeciwnej. Pod wpływem docierającego do niej promieniowania jonizującego powstają burze magnetyczne. Ich występowanie również sprzyja nieprawidłowemu trybowi nadawania sygnałów przez satelity.
Promieniowanie pochodzące z przestrzeni kosmicznej może powodować uszkodzenia elementów elektronicznych oraz baterii słonecznych wchodzących w skład budowy technicznej tych satelitów. Ponadto, wiatr słoneczny wywiera negatywny wpływ na organizmy żywe. Za przykład mogą posłużyć astronauci przebywający w Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ang. International Space Station – ISS). Gdy znajdują się w niej zbyt długo i są narażeni na promieniowanie, wzrasta prawdopodobieństwo narażenia ich życia i zdrowia.
Pogoda kosmiczna jest naturalnym zjawiskiem, którego oddziaływania nie sposób uniknąć. Promieniowanie jonizujące może docierać nawet do powierzchni Ziemi i powodować uszkodzenia infrastruktury naziemnej, w szczególności elementów infrastruktury krytycznej danego państwa, którego przerwanie ciągłości pracy może mieć katastrofalne skutki (np. sektor energetyczny).
Z tego powodu Europejska Agencja Kosmiczna (ang. European Space Agency – ESA) we współpracy z należącą do niej Space Weather Service Network wprowadziły w 2016 r. specjalne usługi przeznaczone dla europejskich instytucji, rządów i firm prywatnych w zakresie prognozowania pogody kosmicznej. Wśród nich znajdują się producenci oraz operatorzy satelitów segmentu kosmicznego, podmioty odpowiedzialne za załogowe loty kosmiczne, a także te odpowiedzialne za zapewnienie komunikacji oraz nawigacji.
Usługi te wykorzystują zaawansowane oprogramowanie, wsparcie techniczne ekspertów oraz sporządzane raporty w celu zapewnienia określonemu klientowi jak najbardziej aktualnych danych na temat aktywności Słońca. Pod oficjalnym zwierzchnictwem ESA powstało pięć centrów eksperckich utworzonych do prowadzenia regularnych badań i analiz dotyczących fizycznych aspektów pogody kosmicznej, które następnie są udostępniane w witrynie internetowej kierowanej do wyżej wymienionych odbiorców.

Autor. NASA
SPACE24
https://space24.pl/bezpieczenstwo/zagrozenia-kosmiczne/pogoda-kosmiczna-czym-jest-i-jak-wplywa-na-ziemie-analiza

Pogoda kosmiczna - czym jest i jak wpływa na Ziemię [ANALIZA].jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W centrum Drogi Mlecznej latają prawdziwe gwiezdne zombie.
2024-05-26. Radek Kosarzycki
Kiedy przyjrzymy się uważnie gwiazdom znajdującym się w samym centrum naszej galaktyki, odkryjemy, że wiele z nich jest zaskakująco młodych, a na dodatek brakuje wśród nich czerwonych olbrzymów. Naukowcy postanowili sprawdzić, z czego wynika taka aberracja. Wyniki ich badań są zaskakujące.
Bezpośrednie otoczenie supermasywnej czarnej dziury to środowisko niezwykle gęste. Mamy tam zarówno mnóstwo obłoków gazowo-pyłowych, ale także mnóstwo gwiazd, które z ogromnymi prędkościami przemykają po swoich wydłużonych orbitach w pobliżu supermasywnej czarnej dziury. W tak tłocznym środowisku jednak gwiazdy bezustannie ze sobą oddziałują. Nawet jeżeli się ze sobą nie zderzają, to oddziałują na siebie grawitacyjnie.
Gdy w takim środowisku dochodzi do zderzenia i połączenia dwóch gwiazd, powstały w takim zderzeniu obiekt zyskuje nowe zapasy wodoru, które teoretycznie go odmładzają, oddalając w czasie moment, w którym zapasy wodoru się wyczerpią i gwiazda będzie musiała przejść w stadium czerwonego olbrzyma.
Jak wskazują badacze, jeżeli wokół supermasywnej czarnej dziury krąży mnóstwo gwiazd, to bezustannie się one o siebie obijają niczym ludzie na stacji metra w Nowym Jorku w godzinach szczytu. To w sumie dobre porównanie, bo nawet jeżeli nie dochodzi do zderzenia, to bezustannie w takim miejscu obijamy się o ludzi przechodzących w naszym bezpośrednim otoczeniu.
W celu zbadania interakcji zachodzących między gwiazdami naukowcy stworzyli model centrum galaktyki zawierający wszystko to, co się tam znajduje, a następnie wprawili gwiazdy w ruch i zaczęli obserwować ich wzajemne interakcje zachodzące między nimi.
Zaskoczenie to mało powiedziane
Okazało się, że interakcje zależą w dużym stopniu od odległości od czarnej dziury. W odległości mniejszej niż 1/30 roku świetlnego gwiazdy mkną tak szybko, że nie zwracają przesadnej uwagi na gwiazdy w ich otoczeniu. Nawet jeżeli dwie gwiazdy przelecą obok siebie, w dużej mierze pozostają nienaruszone i na swojej orbicie. W najgorszym stopniu stracą część materii tworzącej ich zewnętrzne warstwy.
Sytuacja zmienia się jednak w większych odległościach od czarnej dziury. Tam już gwiazdy poruszają się znacznie wolniej, moment pędu jest także znacznie mniejszy, a tym samym gwiazda przelatująca w pobliżu innej gwiazdy może nie mieć już na tyle impetu, aby niewzruszenie kontynuować lot po wcześniejszej trajektorii. W takiej sytuacji oddziaływania gwiazd mogą prowadzić do powstania układów podwójnych, które z czasem prowadzą do zderzenia obu składników i połączenia w jedną masywniejszą gwiazdę.
Tutaj właśnie mamy do czynienia z procesem odmładzania gwiazdy, która w wyniku takiego zderzenia otrzymuje nowe zapasy wodoru. We wszechświecie nie ma jednak nic za darmo. Owszem, gwiazda otrzymuje więcej wodoru, który sprawia, że wygląda ona młodziej, ale jednocześnie zwiększa się jej masa, a jak powszechnie wiadomo: im wyższa masa, tym krótszy czas życia gwiazdy.
Powyższy proces może tłumaczyć właśnie brak starych czerwonych olbrzymów w centrum naszej galaktyki. Utrata masy w wyniku kolizji, powstawanie masywnych, krótkotrwałych gwiazd to procesy, które skutecznie zmniejszają liczbę czerwonych olbrzymów w tej populacji.
Wyniki obserwacji zostały opublikowane na serwerze preprintów naukowych arXiv.
Źródło: 1, 2
https://www.pulskosmosu.pl/2024/05/gwiazdy-w-centrum-galaktyki/

W centrum Drogi Mlecznej latają prawdziwe gwiezdne zombie..jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Tych małych czarnych dziur jeszcze nie widzieliśmy. Wkrótce to się może zmienić
2024-05-26. Radek Kosarzycki
Czarnych dziur w przestrzeni kosmicznej znamy wiele. Są wśród nich supermasywne czarne dziury o masie milionów, a nawet miliardów mas Słońca, ale są też czarne dziury o masie gwiazdowej. Niedawno naukowcom udało się odkryć pierwsze obiekty, które mogą się okazać czarnymi dziurami o masie pośredniej. Teraz jednak wszystko wskazuje na to, że już wkrótce Kosmiczny Teleskop Nancy Grace Roman może ukazać nam zupełnie nową klasę czarnych dziur, których jak dotąd nie widzieliśmy.
O powstawaniu czarnych dziur wiemy całkiem sporo. Te lżejsze powstają w eksplozjach kończących życie masywnych gwiazd, a te masywniejsze głównie w procesach łączenia mniej masywnych obiektów. Nie zmienia to jednak faktu, że na bardzo wczesnych etapach istnienia wszechświata mogła powstać cała klasa tzw. pierwotnych czarnych dziur o znacznie mniejszej masie, porównywalnych nawet z masą Ziemi. Jak dotąd takich obiektów nie dostrzeżono, ale czy to oznacza, że ich nie ma?
Naukowcy zgodnie przyznają, że odkrycie takich pierwotnych czarnych dziur stanowiłoby gigantyczny krok w odkrywaniu tajemnic wszechświata. Poznalibyśmy zupełnie nową kategorię obiektów, która mogłaby wpłynąć na naszą wiedzę o wszechświecie jako całości, o jego ewolucji, ale także o cząstkach elementarnych. Jakby nie patrzeć obiekty te nie są w stanie powstać w żadnym znanym procesie fizycznym.
W najnowszym artykule naukowym opublikowanym w periodyku Physical Review D naukowcy wskazują, że odkrycie choćby jednej takiej pierwotnej czarnej dziury wstrząsnęłoby posadami fizyki teoretycznej.
Tak małe czarne dziury nie są w stanie powstać w eksplozji supernowej pod koniec życia masywnej gwiazdy. Aby bowiem doszło do takiej eksplozji, gwiazda musi posiadać masę co najmniej osiem razy większą od Słońca. Mniejsze gwiazdy (w tym nasze Słońce) zamieniają się w białe karły lub gwiazdy neutronowe. Zatem czarne dziury o masie gwiazdowej także mają swoją minimalną masę.
Tutaj jednak mowa o czarnych dziurach znacznie lżejszych. Musimy przy tym pamiętać, jak bardzo skoncentrowana jest masa w czarnych dziurach. Jeżeli przyjmiemy, że czarna dziura ma masę Ziemi, to jej horyzont zdarzeń jest wielkości monety 1 PLN.
Jak na razie nie ma jasnej odpowiedzi na pytanie o to, w jaki sposób taki obiekt mógłby powstać. Badacze podejrzewają jednak, że w fazie inflacji, krótko po Wielkim Wybuchu, przestrzeń rozszerzała się szybciej niż prędkość światła. To właśnie wtedy niejednorodności gęstości materii mogły doprowadzić do sytuacji, w której lokalne zagęszczenia materii mogły zapaść się pod własną masą i stworzyć właśnie takie małe, niepozorne czarne dziury.
Tutaj pojawia się jeszcze jeden istotny element. Teoria mówi, że najmniejsze czarne dziury powinny już dawno wyparować. Badacze jednak wskazują, że te, które miały masę porównywalną z masą naszej fantastycznej planety, mogłyby przetrwać.
To zbyt kusząca teoria, aby jej nie sprawdzić. Astronomowie zgodnie przyznają, że istnienie takich obiektów sprawiłoby, iż musielibyśmy je uwzględnić w opisie procesów powstawania galaktyk, ciemnej materii itp. itd.
Co ciekawe, naukowcy przyznają, że choć samych czarnych dziur tego typu jeszcze nie zaobserwowali, to jednak fale grawitacyjne wskazują, że mogą one istnieć. Wiemy nawet, w którym rejonie naszej galaktyki powinniśmy ich szukać. Co więcej, badacze analizujące obserwacje zjawisk mikrosoczewkowania grawitacyjnego także wskazują na podejrzanie dużą liczbę ukrytych w przestrzeni obiektów o masie Ziemi. Być może część z nich to czarne dziury. Owszem, część z nich to mogą być tzw. planety swobodne, które przemierzają przestrzeń międzygwiezdną bez żadnej gwiazdy. Problem w tym, że takich źródeł wydaje się być więcej, niż wskazują modele starające się oszacować liczebność planet swobodnych.
Pozostaje zatem czekać na Kosmiczny Teleskop Nancy Grace Roman. Wszystko bowiem wskazuje na to, że będzie on w stanie dostrzec zarówno planety swobodne, jak i pierwotne czarne dziury. Oczywiście o ile te drugie w ogóle istnieją.
Źródło: 1
https://www.pulskosmosu.pl/2024/05/pierwotne-czarne-dziury-nancy-grace-roman/

Tych małych czarnych dziur jeszcze nie widzieliśmy. Wkrótce to się może zmienić.jpg

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Przebili jonosferę i obserwują wszechświat w nowym wymiarze. Padła kolejna bariera!
2024-05-27. Aleksander Kowal
Wyjątkowe niskie częstotliwości radiowe, które do tej pory pozostawały poza zasięgiem astronomów próbujących zbierać dane na temat wszechświata, niedawno zostały zdobyte. Wszystko to dzięki nowej technice kalibracji.
O kulisach tego ambitnego przedsięwzięcia oraz możliwościach wynikających z poczynionych postępów naukowcy piszą teraz na łamach Nature Astronomy. Przeprowadzone obrazowanie obejmowało zakres częstotliwości wynoszący od 16 do 30 megaherców. Przez długi czas wydawało się, że nigdy nie uda się osiągnąć tego pułapu. Źródłem komplikacji były zakłócenia generowane przez ziemską jonosferę.
Teraz wiemy, iż obawy były bezpodstawne, a świat nauki poradził sobie z przeciwnościami losu. Na czele zespołu badawczego stanął Christian Groeneveld z Uniwersytetu w Lejdzie. Wraz ze współpracownikami próbował znaleźć sposób na to, aby śledzić. Jako że na najniższym końcu spektrum elektromagnetycznego zakres radiowy składa się z najdłuższych fal, to mogą one przechodzić przez atmosferę naszej planety. Niestety, do wykrywania takich sygnałów potrzeba relatywnie dużych anten.
Komplikacje potęguje jonosfera, która rozprasza fale o niskiej częstotliwości. Dodajmy do tego zmieniającą się liczbę elektronów w jonosferze, co przekłada się na zmienne opóźnienia fazowe. Z kolei interakcje zachodzące między elektronami i polami magnetycznymi w jonosferze mogą rzutować na rotację fal radiowych. Powstałe w takich okolicznościach obrazy są dalekie od ideału.
Dzięki dokonanym postępom naukowcy mogą obserwować wszechświat na częstotliwościach, które do tej pory pozostawały poza ich zasięgiem
Kiedy mowa o pułapie poniżej 30 megaherców, sytuacja robi się szczególnie nieprzyjemna. Nawet tak zaawansowany technologicznie sprzęt jak długo wyczekiwany LOFAR nie jest w stanie poradzić sobie z najniższymi częstotliwościami oraz wpływem jonosfery. A mówimy przecież o największym radioteleskopie, jaki istnieje na Ziemi. Naukowcy musieli więc spojrzeć na tę kwestię z punktu widzenia potencjalnej korekcji błędów, a nie usprawniania samych instrumentów.
Przełom nastąpił po tym, jak naukowcy wykorzystali źródła radiowe jako cele kalibracyjne. Co istotne, czułość i rozdzielczość tych obserwacji były o rząd wielkości wyższe niż w przypadku wcześniejszych. Mimo to nie można jeszcze ogłosić pełnego sukcesu, ponieważ przeprowadzona kalibracja – choć wskazuje źródło sygnału z większą precyzją – wciąż zmaga się z obecnością zniekształceń powstających na skutek wpływu jonosfery.
Naukowcy pozostają jednak optymistyczni i przekonują, że uda im się zminimalizować ten negatywny wpływ za sprawą dalszych usprawnień. Dotychczasowe postępy są niezwykle obiecujące, ponieważ pozwalają wierzyć, że możliwe stanie się zbieranie informacji na temat “niewidzialnych” do tej pory źródeł. Mogą to być na przykład gromady galaktyk czy czarne dziury powstałe na pierwszych etapach istnienia wszechświata. Wiedząc, iż proponowane podejście działa, pozostaje nam uzbroić się w cierpliwość w oczekiwaniu na dalsze postępy.
https://www.chip.pl/2024/05/usa-japonia-wyjatkowy-pocisk-gpi

Przebili jonosferę i obserwują wszechświat w nowym wymiarze. Padła kolejna bariera!.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić obrazków. Dodaj lub załącz obrazki z adresu URL.

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal 2010-2024