Skocz do zawartości

Astronomiczne Wiadomości z Internetu


Rekomendowane odpowiedzi

Start najnowszej rakiety Europejskiej Agencji Kosmicznej. Można go oglądać na żywo
2024-07-09.AB.
We wtorek 9 lipca w godzinach wieczornych będzie można na żywo śledzić start najnowszej rakiety nośnej Europejskiej Agencji Kosmicznej – Ariane 6. Rakieta ma wystartować z centrum lotów kosmicznych ESA w Gujanie Francuskiej.
ESA podała, że transmisja ze startu będzie prowadzona we wtorek od godz. 20 do północy czasu polskiego.
Rakieta ma zapewnić Europie dalszy, niezależny dostęp do przestrzeni kosmicznej i możliwość wynoszenia różnorodnych ładunków na orbitę.
Lot będzie podzielony na trzy etapy. W pierwszej fazie rakieta osiągnie przestrzeń kosmiczną dzięki głównemu silnikowi Vulcain 2.1 i dwóm boosterom P120C (booster w wielostopniowej rakiecie nośnej zwiększa jej ciąg startowy i ładowność). W tej fazie nastąpi też odłączenie pierwszego stopnia i umieszczenie drugiego stopnia na eliptycznej orbicie znajdującej się od 300 do 700 km nad Ziemią. Odpowiadać będzie za to silnik Vinci, który ma być uruchomiony 18 minut po starcie.
Manewr trudny do wykonania
W fazie drugiej zostanie przetestowana nowa, wyjątkowa zdolność rakiety – ponowne uruchomienie silnika drugiego stopnia. Według ekspertów ESA jest to manewr trudny do wykonania, ponieważ paliwo będzie się znajdowało w warunkach mikrograwitacji. Aby przyjęło ono odpowiednie ułożenie w zbiorniku, wcześniej zostanie uruchomiony nieduży silnik pomocniczy, który zapewni niewielkie przyspieszenie pozwalające na właściwe ułożenie się paliwa. Po wykonaniu tych procedur drugi stopień ma znaleźć się na orbicie kołowej, na wysokości 580 km.
Następnie – również w drugiej fazie, w trzech turach – na orbicie zostanie umieszczonych osiem satelitów i uruchomione zostaną przewidziane dla nich eksperymenty. Na pokładzie jednego z nich pracowała będzie drukarka 3D, dzięki której ESA chce przetestować możliwość prowadzenia trójwymiarowego druku w otwartej przestrzeni kosmicznej.
Trzecia faza lotu to przede wszystkim powrót. Po długiej przerwie w działaniu ponownie zostanie uruchomiony silnik drugiego stopnia rakiety. Manewr ten rozpocznie proces deorbitacji. Po przekroczeniu przez drugi stopień punktu nazwanego „NEMO” nad Oceanem Spokojnym uwolnione zostaną dwie kapsuły, które samodzielnie wejdą w atmosferę. Drugi stopień ulegnie natomiast spaleniu w trakcie spadania.
Uniwersalna Ariane 6

Ariane 6 ma długość 63 m przy średnicy 5,4 m. Powstała w dwóch wariantach – wykorzystujących dwa lub cztery boostery rakietowe. W przypadku wariantu z dwoma boosterami jej masa całkowita wynosi 530 ton, natomiast w wariancie z czterema boosterami – 860 ton. Jej opracowanie kosztowało 3,6 mld euro.
Przestrzeń ładunkową Ariane 6 zaprojektowano tak, by rakieta była wysoce uniwersalna pod względem masy i rozmiaru wynoszonych ładunków. Ma poradzić sobie z satelitami obserwacyjnymi, naukowymi, meteorologicznymi, telekomunikacyjnymi czy nawigacyjnymi. Na przykład do głównego, dużego ładunku, dzięki specjalnym adapterom, będzie można dołączać mniejsze, np. niewielkie satelity, co ma wyraźnie zmniejszyć koszty.
Transmisja startu będzie dostępna z komentarzem w języku angielskim.
Ariane 6 ma długość 63 m przy średnicy 5,4 m (fot. Arianespace SA)
Ariane 6 first flight (Official broadcast)
https://www.youtube.com/watch?v=B0oFpOJaIYc
https://www.tvp.info/79201413/ariane-6-start-najnowszej-rakiety-esa-transmisja-na-zywo-jak-i-gdzie-ogladac

Start najnowszej rakiety Europejskiej Agencji Kosmicznej. Można go oglądać na żywo.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jasny punkt przeciął niebo. Przelot ISS
2024-07-09. Źródło: tvnmeteo.pl, isstracker.pl

Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS) przeleciała nad Polską. W nocy z poniedziałku na wtorek na niebie kilkukrotnie mogliśmy zaobserwować ruchomy, jasny punkt. Zdjęcie ISS otrzymaliśmy na Kontakt 24.
W nocy z poniedziałku na wtorek nad Polską mogliśmy zaobserwować trzy przelot Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Obserwacje tego jasnego punktu ułatwiło bezchmurne niebo. Pierwszy przelot nastąpił o godzinie 23.03, drugi o 00.39, a trzeci o godzinie 2.16.
Lipiec jest jednym z lepszych miesięcy do obserwacji ISS" - napisał w mediach społecznościowych portal ISS Tracker PL, który śledzi przeloty ISS i Starlinków.
Według ISS Tracker PL, dzisiejszej nocy również będzie szansa na zobaczenie przelatującej nad Polską ISS. Przeloty nastąpią w godzinach 22.15, 23.51, 1.28 i 3.05.
ISS w obiektywie Reportera 24
Zdjęcie charakterystycznego, jasnego punktu przecinającego niebo, czyli ISS, otrzymaliśmy na Kontakt 24. Zostało ono zrobione w okolicach Lubrańca w województwie kujawsko-pomorskim.
Ostatnie nagrania przelatującej nad krajem stacji zostały zrobione w maju bieżącego roku
Międzynarodowa Stacja Kosmiczna
Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS) to pierwsza stacja kosmiczna wybudowana przy współudziale wielu państw. Składa się z 16 głównych modułów. Krąży wokół Ziemi na wysokości około 400 kilometrów z prędkością blisko ośmiu kilometrów na sekundę.

Autorka/Autor:anw
Źródło: tvnmeteo.pl, isstracker.pl
Źródło zdjęcia głównego: Włodek / Kontakt 24
Przelot ISS, okolice Lubrańca (Kujawsko-Pomorskie), 8.07
Autor: Włodek

Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS)Maciej Zieliński, Adam Ziemienowicz/PAP
https://tvn24.pl/tvnmeteo/polska/jasny-punkt-przecial-niebo-przelot-iss-nad-polska-st7995398

Jasny punkt przeciął niebo. Przelot ISS.jpg

Jasny punkt przeciął niebo. Przelot ISS2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Technicznie o satelicie HyperSat
2024-07-09. Krzysztof Kanawka
Bardzo ciekawa rozmowa na temat satelity Hypersat, który niebawem znajdzie się na orbicie.
Wszystko co chcielibyście się dowiedzieć o satelicie HyperSat!
Celem projektu EagleEye jest opracowanie satelity obserwacyjnego Ziemi zdolnego do zapewnienia zobrazowań o rozdzielczości rzędu ok. 1 m z bardzo niskiej orbity na wysokości ok. 350 km. Wyniesienie satelity na orbitę nastąpi w lipcu 2024 roku przy udziale firmy Exolaunch, która jest odpowiedzialna za integrację satelity z rakietą Falcon 9 od SpaceX. Projekt EagleEye jest realizowany przez Scanway w konsorcjum z Creotech Instruments i Centrum Badań Kosmicznych PAN oraz jest współfinansowany ze środków NCBiR w ramach tzw. Szybkiej Ścieżki.
30 czerwca 2024 na kanale “Inżynieriada” pojawiło się bardzo długie nagranie dotyczące technicznych aspektów polskiego satelity EagleEye. Warto to zobaczyć!
Satelita dotarł w czerwcu 2024 do USA, do bazy Vandenberg, gdzie przeszedł końcowe testy oraz integrację z rakietą nośną. Aktualnie przewiduje się, że start rakiety Falcon 9 w ramach misji Transporter-11 nastąpi po 15 lipca 2024. Dokładna data startu zostanie ogłoszona w ciągu kilku najbliższych dni.
(Inż)
Technicznie o polskim satelicie EagleEye HyperSat – InzynierGadaRemaster #031 Inzynieriada #155
https://www.youtube.com/watch?v=h9YCd0MTha8

https://kosmonauta.net/2024/07/technicznie-o-satelicie-hypersat/

Technicznie o satelicie HyperSat.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

XXVIII Ogólnopolski Zlot Miłośników Astronomii OZMA 2024 - trwają zapisy!
2024-07-09. Astronomia24
W dniach 8-11 sierpnia (czwartek-niedziela) 2024 r. w Obserwatorium Astronomicznym w Niedźwiadach k.Szubina, woj. kuj-pom. odbędzie się  XXVIII Ogólnopolski Zlot Miłośników Astronomii OZMA 2024. Organizatorem OZMA tradycyjnie jest Pałucko-Pomorskie Stowarzyszenie Astronomiczno-Ekologiczne (PPSAE). Zlot będzie bogaty w ciekawe wydarzenia. Organizatorzy starają się łączyć szerokie spektrum tematów związanych z astronomią czy kosmosem.
W programie przewidziano obserwacje przez sprzęt znajdujący się na wyposażeniu obserwatorium, liczne wykłady, prelekcje, warsztaty, ciekawe wystawy i konkursy z nagrodami. To już po raz 27 miłośnicy gwiezdnych obserwacji spotkają się na tym najstarszym i najpopularniejszym w naszym kraju zlocie miłośników astronomii. OZMA nie jest typowym zlotem  astronomicznym, lecz ma raczej charakter "star party". Organizatorzy zapraszają do udziału w imprezie zarówno zawodowych  astronomów, zaawansowanych miłośników, jak i też zupełnie początkujących adeptów astronomii lub też po prostu ludzi, którzy w niebanalny sposób chcą spędzić kilka dni w ciekawym miejscu i z ciekawymi ludźmi. Nie ma żadnych ograniczeń wiekowych, mile widziane całe rodziny, ich przyjaciele, kluby i stowarzyszenia.
Organizator zachęca do zabrania ze sobą sprzętu obserwacyjnego, a także zdjęć, filmów celem pochwalenia się swoimi dokonaniami z zakresu astronomii. Każdy uczestnik otrzyma możliwość prezentacji swoich dokonań i osiągnięć. Dla najlepszych przewidziano nagrody oraz wyróżnienia. Teren zlotu położony jest wśród czystych lasów z dala od miejskich świateł i zgiełku. Miasteczko namiotowe znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie pola obserwacyjnego i wyremontowanej siedziby Stowarzyszenia, w której znajduje się zaplecze socjalne oraz klimatyzowana sala wykładowa. Wszyscy "ozmowicze" będą mogli korzystać przez cały okres trwania zlotu ze sprzętu, który jest na wyposażeniu obserwatorium oraz brać udział we wszystkich punktach programu.
Na wyposażeniu Obserwatorium są, m.in. teleskop słoneczny Coronado 90 mm, teleskop  Newtona 605/2820 mm oraz dwa teleskopy 400 mm.

Noclegi – tylko własne namioty lub przyczepy kempingowe. Kwatery lub hotele w pobliżu Niedźwiad - we własnym zakresie.
Liczba uczestników jest ograniczona, decyduje kolejność zgłoszeń.

Zapisy trwają do 31 lipca lub do wyczerpania miejsc.

Pytania i zapisy na zlot proszę kierować na adres poczty elektronicznej: [email protected] lub tel. 608 228 861

Jak zapisać się na zlot oraz więcej informacji o XXVIII OZMA na oficjalnej stronie organizatora:  ppsae.pl.

XXVIII Ogólnopolski Zlot Miłośników Astronomii OZMA 2024 - Trwają zapisy!
fot. Paweł Dobies
Obserwacje przez teleskop BAJ będący na wyposażeniu Obserwatorium w Niedźwiadach
fot. Paweł Dobies

Pod kopułą ROLANDA, największego teleskopu w Niedźwiadach
fot. Paweł Dobies

Przygotowania do obserwacji podczas OZMA XXVI
fot. Paweł Dobies

OZMA XX
fot. Piotr Wieczorek

Widok z lotu ptaka na obserwatorium w Niedźwiadach
fot. Piotr Wieczorek

Uczestnicy OZMA 2022
fot. PPSAE
Źródło: ppsae.pl
https://www.astronomia24.com/news.php?readmore=1404

 

XXVIII Ogólnopolski Zlot Miłośników Astronomii OZMA 2024 - trwają zapisy!.jpg

XXVIII Ogólnopolski Zlot Miłośników Astronomii OZMA 2024 - trwają zapisy!2.jpg

XXVIII Ogólnopolski Zlot Miłośników Astronomii OZMA 2024 - trwają zapisy!3.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Przed nami misja Polaris Dawn. Wskazano termin
2024-07-09. Mateusz Mitkow
Misja Polaris Dawn może wystartować już w najbliższych tygodniach. Przedstawiciele projektu oświadczyli, że rozpoczęcie tego historycznego wydarzenia planowane jest na koniec lipca br. Będzie to pierwszy w historii turystyczny lot w kosmos, który zakłada również spacer kosmiczny.
Amerykański miliarder Jared Isaacman we współpracy z firmą SpaceX planują przeprowadzić historyczną dla branży kosmicznej misję. W ramach Polaris Dawn, system nośny Falcon 9 wyniesie kapsułę Crew Dragon z 4-osobową załogą na niską orbitę okołoziemską (LEO), gdzie spędzą kilka dni. Członkowie załogi, którzy nie są na co dzień zawodowymi astronautami przeprowadzą na orbicie ponad 30 eksperymentów, a także wykonają pierwszy w historii turystyczny spacer kosmiczny.
Z najnowszych informacji wynika, że to niezwykłe wydarzenie rozpocznie się już w najbliższych tygodniach, bowiem przedstawiciele projektu ogłosili w mediach społecznościowych, że misja rozpocznie się nie wcześniej niż 31 lipca br. Firma SpaceX jeszcze nie potwierdziła oficjalnie tego terminu, natomiast już od pewnego czasu wskazywano, że może powinno do tego dojść latem 2024 r.
Załoga misji Polaris Dawn zostanie zabrana na wysokość ok. 700 km, co będzie jednocześnie najwyższym lotem załogowym od czasu misji księżycowych w ramach programu Apollo. Członkowie misji znajdują się również o 300 km wyżej niż orbitująca na wysokości 400 km Międzynarodowa Stacja Kosmiczna. Będzie to pierwsza z trzech zaplanowanych misji programu Polaris.
Pierwsza z misji programu Polaris ma na celu przeprowadzenie badań związanych z wpływem lotów kosmicznych i promieniowania kosmicznego na organizm człowieka. Natomiast druga misja zakładała podniesienie orbity i próbę modernizacji Kosmicznego Teleskopu Hubble’a. Ostania z nich miałaby być pierwszym załogowym lotem realizowanym na pokładzie Starshipa.
Warto zauważyć, że do spaceru kosmicznego zostaną wykorzystane specjalne skafandry od SpaceX, które zostały zaprezentowane w maju br. W niedalekiej przyszłości zastąpią one obecnie wykorzystywane kombinezony Intravehicular Activity (IVA), które są noszone przez członków załogi kapsuły Dragon w lotach na Międzynarodową Stację Kosmiczną.
Autor. Polaris Program on X

SPACE24
https://space24.pl/pojazdy-kosmiczne/statki-kosmiczne/przed-nami-misja-polaris-dawn-wskazano-termin

Przed nami misja Polaris Dawn. Wskazano termin.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Projekt muzyczno-literacki w hołdzie Jerzemu Żuławskiemu
2024-07-09.
Z okazji 150. rocznicy urodzin Jerzego Żuławskiego Polska Fundacja Fantastyki Naukowej oraz Wydawnictwo IX przygotowują projekt muzyczno-literacki: album „Commentarii Lunares: W hołdzie Jerzemu Żuławskiemu” oraz jubileuszową edycję księżycowej trylogii polskiego pisarza.
Projekt muzyczno-literacki w postaci albumu „Commentarii Lunares: W hołdzie Jerzemu Żuławskiemu” będzie składał się z trzech utworów, zatytułowanych od kolejnych części cyklu księżycowego, czyli „Na srebrnym globie”, „Zwycięzca” i „Stara Ziemia”. Każda z nich zostanie skomponowana przez innego kompozytora. Będą to w kolejności alfabetycznej: Roman Odoj – gitarzysta i matematyk, Norbert Palej – pianista, dyrygent, profesor kompozycji na Uniwersytecie w Toronto oraz Przemysław Rudź – twórca muzyki elektronicznej, inżynier dźwięku, autor książek popularnonaukowych z zakresu astronomii.
Kompozytorzy zostali wybrani z powodu tego, że każdy z nich tworzył już muzykę inspirowaną klasyką fantastyki naukowej. Kompozycja Norberta Paleja „Return from the stars” uświetniła obchody 100. rocznicy urodzin Stanisława Lema, Przemysław Rudź ma w swoim dorobku album „Summa Technologiae”, który jest dźwiękową ilustracją pracy Lema o tym samym tytule, natomiast Roman Odoj nagrał „Fiasco” – płytę inspirowaną Lemem.
Utwory będą muzycznym kalejdoskopem połączonym wspólnym tematem, jakim są najsłynniejsze dzieła literackie Jerzego Żuławskiego. I mają odzwierciedlać indywidualne style każdego z kompozytorów.
Kompozycje zostaną poprzedzone cytatami z książek Żuławskiego, które odczyta Wojciech Gunia, twórca literatury fantastycznej i laureat Nagrody im. Jerzego Żuławskiego za powieść „Dom Motta”.
Oprawę graficzną wydawnictwa przygotuje Michał Karcz, grafik koncepcyjny nominowany do HUGO AWARDS w 2016 r.. Jego prace zdobiły okładki książek m.in,  Ursuli K. LeGuin czy  Arthura C. Clarke'a.
Premiera albumu jest przewidziana w okolicy 14 lipca 2024 r., czyli w rocznicę urodzin Jerzego Żuławskiego.
Uzupełnieniem albumu będzie jubileuszowe wydanie „Trylogii Księżycowej” przez krakowskie Wydawnictwo IX. Książki zostaną opatrzone eksperckimi przedmowami badaczki twórczości Jerzego Żuławskiego, dr Emmanuelli Robak.
Pomysłodawcą i koordynatorem projektu jest Łukasz Marek Fiema. Natomiast jego realizacją zajmuje się Polska Fundacja Fantastyki Naukowej.
Źródło: Zupełnie Inna Opowieść
Opracował: Paweł Z. Grochowalski
URANIA
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/projekt-muzyczno-literacki-w-holdzie-jerzemu-zulawskiemu

Projekt muzyczno-literacki w hołdzie Jerzemu Żuławskiemu.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Pobliska egzoplaneta może zawierać śladowe ilości siarkowodoru
2024-07-09.
Jak wynika z nowych badań, egzoplaneta słynąca ze swojej zabójczej pogody ukrywa jeszcze jedną dziwną cechę.
Atmosfera HD 189733 b, gazowego olbrzyma wielkości Jowisza, zawiera śladowe ilości siarkowodoru, cząsteczki, która nie tylko wydziela smród, ale także dostarcza naukowcom nowych wskazówek na temat tego, jak siarka, budulec planet, może wpływać na wnętrza i atmosfery gazowych światów poza Układem Słonecznym.

Wyniki badań zostały opublikowane w czasopiśmie Nature.

Siarkowodór jest główną cząsteczką, o której istnieniu nie wiedzieliśmy. Przewidywaliśmy, że będzie i wiemy, że jest na Jowiszu, ale tak naprawdę nie wykryliśmy go poza Układem Słonecznym – powiedział Guangwei Fu, astrofizyk z Johns Hopkins, który kierował badaniami. Nie szukamy życia na tej planecie, ponieważ jest ona zbyt gorąca, ale znalezienie siarkowodoru jest kamieniem milowym do znalezienia tej cząsteczki na innych planetach i lepszego zrozumienia, w jaki sposób powstają różne rodzaje planet.

Oprócz wykrycia siarkowodoru i pomiaru ogólnej zawartości siarki w atmosferze HD 189733 b, zespół Fu precyzyjnie zmierzył główne źródła tlenu i węgla na planecie – wodę, dwutlenek węgla i tlenek węgla.

Siarka jest niezbędnym pierwiastkiem do budowy bardziej złożonych cząsteczek i – podobnie jak węgiel, azot, tlen i fosfor – naukowcy muszą ją dokładniej zbadać, aby w pełni zrozumieć, jak powstają planety i z czego są zbudowane – powiedział Fu.

Znajdujący się w odległości zaledwie 64 lat świetlnych od Ziemi HD 189733 b jest najbliższym „gorącym jowiszem”, którego astronomowie mogą obserwować przechodzącego przed swoją gwiazdą, co czyni go planetą wzorcową dla szczegółowych badań atmosfer egzoplanetarnych od czasu jego odkrycia w 2005 roku, powiedział Fu.

Planeta znajduje się około 13 razy bliżej swojej gwiazdy niż Merkury od Słońca i potrzebuje tylko około dwóch ziemskich dni, aby ją okrążyć. Panują na niej upalne temperatury rzędu 920 oC i słynie ze złośliwej pogody, w tym szklanego deszczu, który wieje na boki przy wietrze wiejącym z prędkością 8000 km/h.

Podobnie jak w przypadku wykrywania wody, dwutlenku węgla, metanu i innych krytycznych cząsteczek na innych egzoplanetach, Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba daje naukowcom kolejne nowe narzędzie do śledzenia siarkowodoru i pomiaru zawartości siarki na planetach gazowych poza Układem Słonecznym.

Nowe dane wykluczyły również obecność metanu w HD 189733 b dzięki bezprecedensowej precyzji i obserwacjom w podczerwieni z teleskopu Webba, podważając wcześniejsze twierdzenia o obfitości tej cząsteczki w atmosferze.

Zespół zmierzył również poziomy metali ciężkich, takich jak te na Jowiszu, co może pomóc naukowcom odpowiedzieć na pytania dotyczące tego, w jaki sposób metaliczność planety koreluje z jej masą.

Mniej masywne olbrzymie lodowe planety, takie jak Neptun i Uran, zawierają więcej metali niż te znalezione w gazowych olbrzymach, takich jak Jowisz czy Saturn, największe planety w Układzie Słonecznym. Wyższa metaliczność sugeruje, że Neptun i Uran zgromadziły więcej lodu, skał i innych ciężkich pierwiastków w stosunku do gazów takich jak wodór i hel we wczesnych okresach formowania. Naukowcy sprawdzają, czy ta korelacja dotyczy również planet pozasłonecznych.

Ta planeta o masie Jowisza znajduje się blisko Ziemi i została dobrze zbadana. Teraz mamy nowe pomiary, które pokazują, że rzeczywiście stężenie metali na tej planecie stanowi bardzo ważny punkt zaczepienia do badania, w jaki sposób skład planety zmienia się wraz z jej masą i promieniowaniem – powiedział Fu. Odkrycia te wspierają nasze zrozumienie tego, w jaki sposób planety formują się poprzez tworzenie bardziej stałego materiału po początkowym utworzeniu się jądra, a następnie są naturalnie wzbogacane metalami ciężkimi.

W nadchodzących miesiącach zespół Fu planuje śledzić siarkę na większej liczbie egzoplanet i dowiedzieć się, jak wysoki poziom tego związku może wpływać na to, jak blisko formują się one w pobliżu swoich gwiazd macierzystych.

Chcemy wiedzieć, jak tego rodzaju planety się tam znalazły, a zrozumienie ich składu atmosferycznego pomoże nam odpowiedzieć na to pytanie – powiedział Fu.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
•    Johns Hopkins University
•    Urania
Wizja artystyczna egzoplanety HD 189733 b.
Źródło: Roberto Molar Canndanosa/Johns Hopkins University
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2024/07/pobliska-egzoplaneta-moze-zawierac.html

Pobliska egzoplaneta może zawierać śladowe ilości siarkowodoru.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Padają tam szklane deszcze i śmierdzi zgniłymi jajami. Wyjątkowe odkrycie astronomów

2024-07-09. Daniel Górecki
Egzoplaneta wielkości Jowisza o nazwie HD 189733 b od dawna intryguje naukowców, a wszystko przez jej palące temperatury, wyjące wiatry i szklane deszcze. Teraz dane z Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba ujawniły jej kolejną intrygującą cechę... zapach.

Naukowcy odkryli HD 189733 b w 2005 roku i niedługo później nazwali "gorącym Jowiszem" - egzoplaneta ma bowiem skład chemiczny podobny do Jowisza, czyli największej planety w naszym Układzie Słonecznym, ale charakteryzuje się ekstremalnie wysokimi temperaturami. A że znajduje się ona zaledwie 64 lata świetlne od Ziemi, szybko stała się jedną z najlepiej zbadanych egzoplanet.
Dzięki temu wiemy, że planeta jest około 10 proc. większa od Jowisza, ale znacznie gorętsza, ponieważ znajduje się 13 razy bliżej swojej gwiazdy niż Merkury od naszego Słońca i potrzebuje tylko około dwóch ziemskich dni na jej pełne okrążenie. Ta bliskość gwiazdy powoduje, że na planecie panuje paląca średnia temperatura wynosząca 926 stopni Celsjusza, a obecne są także silne wiatry i szklane deszcze (gwałtowne wiry w atmosferze unoszą liczne cząstki krzemu, które rozwiane zaczynają ponownie opadać, tworząc wrażenie padającego szklanego deszczu).
HD 189733 b to nie tylko gazowy olbrzym, ale także "olbrzym" w dziedzinie egzoplanet, ponieważ jest jedną z pierwszych odkrytych egzoplanet tranzytowych. To punkt odniesienia dla wielu z nas rozumiejących chemię i fizykę atmosfery egzoplanet
wyjaśnia w wypowiedzi dla CNN Guangwei Fu, główny autor badania i astrofizyk z Johns Hopkins University.

Jak pachnie HD 189733b? Lepiej nie wiedzieć

Teraz za sprawą nowych danych z Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba poznaliśmy kolejną intrygującą cechę HD 189733 b, czyli jej wyjątkowy zapach. A mówiąc konkretniej... smród, bo egzoplaneta pachnieć ma zgniłymi jajami, o czym możemy przeczytać w publikacji na łamach Nature.  

Badacze wyjaśniają tam, że wykryli na planecie śladowe ilości siarkowodoru - bezbarwnego gazu wydzielającego silny smród, którego nigdy wcześniej nie zaobserwowano poza naszym Układem Słonecznym. Siarkowodór jest obecny na Jowiszu i naukowcy przewidywali, że będzie występował na gazowych olbrzymach, ale dowody na istnienie tej cząsteczki poza naszym Układem Słonecznym były nieuchwytne.

Siarkowodór jest jednym z głównych zbiorników siarki w atmosferach planetarnych. Wysoka precyzja i możliwości w zakresie podczerwieni (teleskopu Webba) pozwalają nam po raz pierwszy wykryć siarkowodór na egzoplanetach, co otwiera nowe okno spektralne w badaniu chemii siarki w atmosferze egzoplanet. Pomaga nam to zrozumieć, z czego zbudowane są egzoplanety i jak powstały
wyjaśnia autor badań.

Jest też woda!
Ponadto zespół zauważył wodę, dwutlenek węgla i tlenek węgla w atmosferze planety, co oznacza, że cząsteczki te mogą występować powszechnie także na innych podobnych egzoplanetach. I chociaż astronomowie nie spodziewają się istnienia życia na HD 189733b ze względu na panujące tam upalne temperatury, wykrycie elementu budulcowego, jak siarka, rzuca światło na powstawanie planet.
Warto zauważyć, że cząsteczki o wyraźnym zapachu, takie jak amoniak, wykryto już wcześniej w atmosferach innych egzoplanet, jednak możliwości Webba pozwalają naukowcom identyfikować określone substancje chemiczne bardziej szczegółowo niż dotychczas.

Siarka jest niezbędnym pierwiastkiem do budowy bardziej złożonych cząsteczek i - podobnie jak węgiel, azot, tlen i fosfor - naukowcy muszą ją dokładniej zbadać, aby w pełni zrozumieć, w jaki sposób i z czego zbudowane są planety
wyjaśniają badacze.

Wygląda jak niebo? Nie dajcie się oszukać - panują tam mordercze warunki i... śmierdzi /eyes.nasa.gov /domena publiczna

https://geekweek.interia.pl/nauka/news-padaja-tam-szklane-deszcze-i-smierdzi-zgnilymi-jajami-wyjatk,nId,7633607

Padają tam szklane deszcze i śmierdzi zgniłymi jajami. Wyjątkowe odkrycie astronomów.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Naukowcy odkryli, że głębiny Księżyca są nasycone kamieniami szlachetnymi
Autor: admin (2024-07-09)
Księżyc skrywa skarby - naukowcy odkryli, że jego głębiny są nasycone kamieniami szlachetnymi. Księżyc, nasz wierny towarzysz na nocnym niebie, okazuje się być skarbnicą cennych minerałów. Najnowsze badania przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Ehime w Japonii rzucają nowe światło na geologiczną budowę naszego naturalnego satelity.
Zespół badawczy, kierowany przez profesora Takashi Yoshizakiego, opublikował swoje ustalenia w prestiżowym czasopiśmie naukowym "Earth and Planetary Science Letters". Wyniki tych eksperymentalnych prac dostarczają fascynujących informacji na temat wnętrza Księżyca, które do tej pory pozostawało w dużej mierze niezbadane.
Dotychczasowe modele geologiczne Księżyca zakładały, że jego budowa składa się z centralnego metalicznego jądra, otoczonego płaszczem zbudowanym z oliwinu i piroksenu. Naukowcy podejrzewali również istnienie bogatej w granat warstwy skał księżycowych, jednak nie mogli tego jednoznacznie potwierdzić.
Aby rozwiązać tę zagadkę, zespół Yoshizakiego postanowił przeprowadzić serię eksperymentów w laboratorium. Zsyntetyzowali oni próbkę skały bogatej w granat, a następnie poddali ją działaniu wysokiego ciśnienia i temperatury, aby odtworzyć warunki panujące w głębinach Księżyca. Równocześnie dokonywali pomiarów prędkości dźwięku w tej testowej próbce.
Analiza uzyskanych danych doprowadziła naukowców do zaskakujących wniosków. Okazało się, że prędkości dźwięku w formacjach księżycowych zawierających duże ilości granatu odpowiadają profilom sejsmicznym i gęstościowym głębokiego wnętrza Księżyca, na głębokościach od 740 do 1260 kilometrów.
Co więcej, skały zawierające niewielką ilość granatu lub go w ogóle nie posiadające nie wyjaśniają obserwowanych prędkości sejsmicznych i gęstości płaszcza Księżyca na tych głębokościach. Oznacza to, że granat musi odgrywać kluczową rolę w budowie geologicznej naszego naturalnego satelity.
Granat to cenny kamień szlachetny, który na Ziemi występuje w różnych odmianach, takich jak rubin, szafir czy grossular. Jego obecność w głębinach Księżyca sugeruje, że ten niebiański obiekt może być prawdziwą kopalnią cennych minerałów.
Odkrycie to ma ogromne znaczenie dla naszego zrozumienia ewolucji i budowy Księżyca. Dotychczas naukowcy nie byli w stanie w pełni wyjaśnić obserwowanych właściwości sejsmicznych i gęstościowych jego wnętrza. Teraz, dzięki badaniom zespołu Yoshizakiego, możemy lepiej zrozumieć, jak kształtowała się geologia Księżyca na przestrzeni milionów lat.
Ponadto, informacje te mogą mieć praktyczne zastosowanie w przyszłości. Jeśli okaże się, że Księżyc rzeczywiście zawiera bogate złoża cennych minerałów, może to otworzyć nowe perspektywy dla przyszłych misji księżycowych i eksploracji kosmicznej. Możliwość pozyskiwania surowców z naturalnego satelity Ziemi mogłaby znacząco wpłynąć na rozwój technologii kosmicznych i gospodarki opartej na zasobach pozaziemskich.
Choć na razie są to jedynie wstępne ustalenia, badania prowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Ehime stanowią ważny krok w kierunku lepszego zrozumienia budowy geologicznej Księżyca. Być może w niedalekiej przyszłości odkryjemy, że nasz wierny towarzysz na nocnym niebie skrywa jeszcze więcej cennych niespodzianek.

Źródło: pixabay.com
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/naukowcy-odkryli-ze-glebiny-ksiezyca-sa-nasycone-kamieniami-szlachetnymi

Naukowcy odkryli, że głębiny Księżyca są nasycone kamieniami szlachetnymi.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Wielki kosmiczny wybuch. Będzie można obserwować go z Polski gołym okiem
2024-07-09.
Spektakularne zjawisko astronomiczne na wyciągnięcie ręki! Już wkrótce będziemy świadkami niezwykłego wydarzenia: wybuchu gwiazdy T Coronae Borealis, zwanej „Płonącą Gwiazdą”. To rzadkie zjawisko, występujące raz na 80 lat, będzie widoczne gołym okiem z terenu Polski.
Czym jest T Coronae Borealis i dlaczego wybuchnie?
T Coronae Borealis to fascynujący układ podwójny gwiazd, znajdujący się w gwiazdozbiorze Korony Północnej, oddalony od Ziemi o około 3000 lat świetlnych. Ten niezwykły duet składa się z białego karła: gęstej pozostałości po dawnej gwieździe o masie zbliżonej do Słońca, ale rozmiarach porównywalnych z Ziemią - oraz czerwonego olbrzyma, gwiazdy w schyłkowej fazie swojego życia.
Mechanizm wybuchu T Coronae Borealis jest fascynujący. Biały karzeł, dzięki swojej ogromnej sile grawitacji, nieustannie przyciąga materię z zewnętrznych warstw swojego towarzysza - czerwonego olbrzyma. Ten proces powolnego „podjadania” sąsiada trwa latami, aż do momentu, gdy na powierzchni białego karła zgromadzi się krytyczna ilość wodoru. Wtedy dochodzi do gwałtownej reakcji termojądrowej, która objawia się jako spektakularny wybuch.
Co ciekawe, T Coronae Borealis należy do rzadkiej kategorii gwiazd zwanych nowymi powrotnymi. Oznacza to, że wybuchy te powtarzają się cyklicznie, mniej więcej co 80 lat. Ostatni taki wybuch zaobserwowano w 1946 roku. Naukowcy szacują, że eksplozję będziemy mogli podziwiać jeszcze w lipcu, być może w sierpniu tego roku!
Jak obserwować wybuch T Coronae Borealis?
Wybuch T Coronae Borealis będzie niezwykłym spektaklem astronomicznym, dostępnym dla każdego miłośnika nocnego nieba. W momencie eksplozji jasność gwiazdy gwałtownie wzrośnie, osiągając magnitudę +2, co uczyni ją porównywalną z jasnością Gwiazdy Polarnej.
Aby zlokalizować ten obiekt na niebie, należy skierować wzrok w stronę gwiazdozbioru Korony Północnej. Znajduje się on pomiędzy jasnymi gwiazdami Arkturem a Wegą. Najlepszy czas na obserwacje to godziny nocne, gdy gwiazdozbiór jest wysoko nad horyzontem. Warto przygotować się wcześniej, zapoznając się z mapą nieba i lokalizacją T Coronae Borealis jeszcze przed wybuchem. Dzięki temu, gdy nastąpi eksplozja, bez trudu odnajdziemy nowy jasny punkt na niebie.
Pamiętajmy, że szczytowa jasność gwiazdy utrzyma się tylko przez kilka dni. Przez około tydzień będzie ona widoczna gołym okiem, a przez nieco dłuższy czas - za pomocą lornetki.
Znaczenie wybuchu T Coronae Borealis dla nauki i społeczeństwa
Wybuch T Coronae Borealis to nie tylko fascynujące widowisko dla miłośników astronomii, ale również niezwykle cenne wydarzenie z naukowego punktu widzenia. Wykorzystane zostaną zarówno naziemne teleskopy, jak i zaawansowane instrumenty kosmiczne, takie jak Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba.
Badacze mają nadzieję, że dokładna analiza wybuchu T Coronae Borealis pozwoli lepiej zrozumieć procesy zachodzące w ciasnych układach podwójnych.
Warto również zauważyć, że wybuch T Coronae Borealis to przykład zjawiska, które łączy zawodowych astronomów z amatorskimi obserwatorami nieba. Dane zbierane przez pasjonatów astronomii mogą okazać się niezwykle cenne dla naukowców, co podkreśla znaczenie współpracy między tymi dwoma środowiskami.
Źródło: theguardian.com / nasa.gov / space.com / opracowanie własne.
Zaznaczona na czerwono lokalizacja T Corona Borealis w gwiazdozbiorze Korony Północnej. Fot. PopePompus, CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons

https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2024-07-08/wielki-kosmiczny-wybuch-bedzie-mozna-obserwowac-go-z-polski-golym-okiem/

Wielki kosmiczny wybuch. Będzie można obserwować go z Polski gołym okiem.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Najnowsza rakieta ESA poleciała w kosmos [WIDEO]
2024-07-09. ŁZ.
Nowa rakieta Europejskiej Agencji Kosmicznej Ariane 6 wystartowała z europejskiego kosmodromu w Kourou w Gujanie Francuskiej. Rakieta zastąpi Ariane 5, która zostanie wycofana po 117 lotach w ciągu ostatnich 30 lat.
Prace nad Ariane 6 trwały niemal dekadę. Pierwotnie rakieta miała zadebiutować w 2020 roku, ale problemy techniczne i zewnętrzne, takie jak pandemia i inwazja Rosji na Ukrainę, kilkakrotnie opóźniły termin.
Nowa rakieta Europejskiej Agencji Kosmicznej ma zagwarantować „autonomiczny dostęp do kosmosu – i całej nauki, obserwacji Ziemi, rozwoju technologii i możliwości komercyjnych, które się z tym wiążą”.
Trzy etapy lotu

Lot został podzielony na trzy etapy. W pierwszej fazie rakieta osiągnie przestrzeń kosmiczną dzięki głównemu silnikowi Vulcain 2.1 i dwóm boosterom P120C (booster w wielostopniowej rakiecie nośnej zwiększa jej ciąg startowy i ładowność). W tej fazie nastąpi też odłączenie pierwszego stopnia i umieszczenie drugiego stopnia na eliptycznej orbicie znajdującej się od 300 do 700 km nad Ziemią. Odpowiadać będzie za to silnik Vinci, który ma być uruchomiony 18 minut po starcie.
W fazie drugiej jest testowana nowa, wyjątkowa zdolność rakiety – ponowne uruchomienie silnika drugiego stopnia. Według ekspertów ESA jest to manewr trudny do wykonania, ponieważ paliwo będzie się znajdowało w warunkach mikrograwitacji. Następnie – również w drugiej fazie, w trzech turach – na orbicie zostanie umieszczonych osiem satelitów i uruchomione zostaną przewidziane dla nich eksperymenty. Na pokładzie jednego z nich pracowała będzie drukarka 3D, dzięki której ESA chce przetestować możliwość prowadzenia trójwymiarowego druku w otwartej przestrzeni kosmicznej.
Trzecia faza lotu to przede wszystkim powrót. Po długiej przerwie w działaniu ponownie zostanie uruchomiony silnik drugiego stopnia rakiety. Manewr ten rozpocznie proces deorbitacji. Po przekroczeniu przez drugi stopień punktu nazwanego „NEMO” nad Oceanem Spokojnym uwolnione zostaną dwie kapsuły, które samodzielnie wejdą w atmosferę. Drugi stopień ulegnie natomiast spaleniu w trakcie spadania.
Ariane 6 ma długość 63 m przy średnicy 5,4 m. Powstała w dwóch wariantach – wykorzystujących dwa lub cztery boostery rakietowe. W przypadku wariantu z dwoma boosterami jej masa całkowita wynosi 530 ton, natomiast w wariancie z czterema boosterami – 860 ton. Jej opracowanie kosztowało 3,6 mld euro.
Przestrzeń ładunkową Ariane 6 zaprojektowano tak, by rakieta była wysoce uniwersalna pod względem masy i rozmiaru wynoszonych ładunków. Ma poradzić sobie z satelitami obserwacyjnymi, naukowymi, meteorologicznymi, telekomunikacyjnymi czy nawigacyjnymi. Na przykład do głównego, dużego ładunku, dzięki specjalnym adapterom, będzie można dołączać mniejsze, na przykład niewielkie satelity, co ma wyraźnie zmniejszyć koszty.

Ariane 6 powstawała przeszło dekadę (fot. ESA)
Ariane 6 first flight (Official broadcast)
https://www.youtube.com/watch?v=B0oFpOJaIYc

źródło: IAR, PAP
https://www.tvp.info/79224888/najnowsza-rakieta-esa-ariane-6-poleciala-w-kosmos-wideo

Najnowsza rakieta ESA poleciała w kosmos [WIDEO].jpg

Najnowsza rakieta ESA poleciała w kosmos [WIDEO]2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Pierwszy start Ariane 6 z anomalią
2024-07-10. Krzysztof Kanawka
Początek służby nowej największej europejskiej rakiety orbitalnej.
Dziewiątego lipca doszło do pierwszego startu największej europejskiej rakiety nośnej Ariane 6. Lot nie przebiegł w całości zgodnie z planem.
Po zakończeniu służby europejskiej rakiety Ariane 5 (ostatni start w nocy z 5 na 6 lipca 2023) Europa czekała na następczynię – Ariane 6. Prace nad tą rakietą, która ma przejąć obowiązki wynoszenia różnej wielkości europejskich i komercyjnych sond, satelitów i innych pojazdów na orbitę oraz w dalszą przestrzeń kosmiczną, trwają od początku poprzedniej dekady. W 2015 roku zaakceptowano kształt i paliwa dla tej rakiety: Ariane 6 ma korzystać z członów pobocznych na paliwo stałe oraz głównych stopni na ciekły wodór i ciekły tlen. Prace doświadczyły wielu opóźnień i z pierwotnej daty pierwszego startu w 2019 roku start opóźnił się aż do 2024 roku. W konsekwencji, ESA oraz Europa kilka razy musiała skorzystać z rakiet takich jak Falcon 9 dla wynoszenia swoich ważnych satelitów (m.in. dla konstelacji Galileo).
Na tegorocznej konferencji i targach ILA 2024 w Berlinie dyrektor generalny ESA Josef Aschbacher poinformował, że wyznaczono datę 9 lipca 2024 na pierwszy start rakiety Ariane 6. Termin został dotrzymany i 9 lipca rakieta Ariane 6 po raz pierwszy wystartowała.
W dniu 9 lipca 2024, o godzinie 21:00 CEST. Start nastąpił z europejskiej bazy w Kourou w Gujanie Francuskiej. Start, praca pierwszego stopnia, praca dwóch rakiet bocznych i ich separacja, odrzucenie owiewek, separacja stopni oraz praca drugiego stopnia przebiegła prawidłowo. Rakieta została skierowana na orbitę o wysokim nachyleniu, tak aby przelecieć nad Europą, Indiami oraz Australią, gdzie znajdują się stacje naziemne do komunikacji z rakietą do tego startu.
Na pokładzie Ariane 6 znalazł się zestaw zminiaturyzowanych satelitów typu CubeSat, dwie kapsuły oraz kilka eksperymentów. W ramach YPSat znalazły się kamery polskiej firmy Scanway.
Anomalia pod koniec lotu
W końcowej fazie lotu zanotowano “anomalię”. Od pewnego momentu lot górnego stopnia wyraźnie odbiegał od planowanej trajektorii. Nie doszło m.in. do zwiększenia ekscentryczności orbity. W konsekwencji nie doszło w planowanym momencie do deorbitacji górnego stopnia.
Ogólnie jednak lot można zaliczyć jako sukces. Anomalia nastąpiła w końcowej fazie lotu, gdy górny stopień Ariane 6 znajdował się już od długiego czasu na orbicie.
Poprzedniczka Ariane 6 – rakieta Ariane 5
Rok temu, w nocy z 5 na 6 lipca 2023, nastąpił ostatni start rakiety Ariane 5. Ta rakieta nośna, zaprojektowana na przełomie lat 80 i 90. XX wieku, rozpoczęła loty w czerwcu 1996 roku. Co ciekawe, pierwszy start zakończył się niepowodzeniem, a drugi start zakończył się tylko częściowym sukcesem.
Do 2023 roku, do końca służby, Ariane 5 wykonała łącznie 117 startów, z czego 2 zakończyły się pełną porażką, a 3 kolejne – częściowym niepowodzeniem. Z tych 111 startów 82 loty – pomiędzy 9 kwietnia 2003 a 12 grudnia 2017 – były w pełni udane.
Ostatni częściowo nieudany start tej rakiety nastąpił 25 stycznia 2018 roku. Od tego czasu Ariane 5 wykonywała swoje loty z sukcesem.
(PFA)
Tuż po separacji rakiet bocznych – pierwszy start Ariane 6 / Credits – ESA

Ładunek pierwszego lotu Ariane 6 / Credits – ESA

Pierwszy lot Ariane 6 – żółtym kolorem zaznaczono rzeczywistą trajektorię lotu, a zielonym – planowaną trajektorię dla tego startu / Credits – ESA

Pierwszy lot Ariane 6 – zapis / Credits – ESA
https://www.youtube.com/watch?v=B0oFpOJaIYc

https://kosmonauta.net/2024/07/pierwszy-start-ariane-6/

Pierwszy start Ariane 6 z anomalią.jpg

Pierwszy start Ariane 6 z anomalią2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Historyczny moment i poważna awaria widoczne na polskim niebie
2024-07-10. Źródło: Z głową w gwiazdach, Kontakt 24, tvnmeteo.pl

Pierwszy start rakiety Ariane 6 był widoczny na polskim niebie. Nietypowa smuga towarzysząca przelotowi okazała się efektem problemów technicznych, do których doszło podczas lotu. Materiały otrzymaliśmy na Kontakt 24.
We wtorek o godzinie 21 czasu polskiego z centrum lotów kosmicznych Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) w Gujanie Francuskiej wystartowała rakieta Ariane 6. Chociaż podczas lotu doszło do problemów technicznych i nie wszystkie etapy misji zostały zrealizowane, agencja uznała pierwszy start za zakończony sukcesem

W obiektywach Reporterów 24
Na Kontakt 24 otrzymaliśmy nagrania i zdjęcia wydarzenia. Reporterom 24 z całej Polski udało się uchwycić charakterystyczne smugi gazów wylotowych towarzyszące przelotowi Ariane 6.
Skąd taki widok?
Jak wyjaśnił Karol Wójcicki, popularyzator astronomii i autor bloga "Z głową w gwiazdach", nietypowy kształt smugi gazów wylotowych był efektem awarii silników korekcyjnych. Na skutek problemów technicznych drugi człon rakiety nie został ustabilizowany i nie uległ planowanej deorbitacji.
Autorka/Autor:as
Źródło: Z głową w gwiazdach, Kontakt 24, tvnmeteo.pl
Źródło zdjęcia głównego: Gregorek
Rakieta Ariane 6 nad Polską
Autor: Tomasz

Rakieta Ariane 6 nad Kobyłkami (Lubelskie)
Autor: Marcin

Rakieta Europejskiej Agencji Kosmicznej nad Złotnikami (Małopolskie)
Autor: Gregorek

Ariane 6 Wrocławiem
Autor: Tomek

Rakieta Ariane 6 nad Lublinem
Autor: Jacek

Ariane 6 nad Jelczem Laskowicami (Dolnośląskie)
Autor: KRISS

Przelot Ariane 6 nad Gdańskiem
Autor: Kovalsky666

Przelot Ariene 6 nad Pruszkowem
Autor: Wlazerski

Ariene 6 nad Toruniem
Autor: Aga

Widok Ariene 6 nad Bydgoszczą
Autor: Kamil

Przelot rakiety Ariane 6 nad Polską
Autor: Minister

https://tvn24.pl/tvnmeteo/polska/ariane-6-historyczny-start-byl-widoczny-na-polskim-niebie-st7996935

Historyczny moment i poważna awaria widoczne na polskim niebie.jpg

Historyczny moment i poważna awaria widoczne na polskim niebie2.jpg

Historyczny moment i poważna awaria widoczne na polskim niebie3.jpg

Historyczny moment i poważna awaria widoczne na polskim niebie4.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dziwna planeta wygląda jak ludzkie oko. Naukowcy twierdzą, że to druga Ziemia
2024-07-10. Aleksander Kowal
Co najmniej zagadkowo brzmią efekty ostatnich badań poświęconych LHS-1140b. Ta egzoplaneta jest zdaniem naukowców prawdopodobnie najlepszym miejscem do poszukiwania życia poza granicami Ziemi i całego naszego układu.
Odkryta w 2017 roku, znajduje się około 48 lat świetlnych od Ziemi. Krąży wokół czerwonego karła, ma masę około 5,6 razy większą od ziemskiej i o 70% większy promień. Z tego względu można zaliczyć ją do grona Superziemi, choć takie określenie wcale nie musi oznaczać, że dana planeta będzie siedliskiem życia. W przypadku LHS-1140b faktycznie może jednak tak być.
Nawet bez doniesień poświęconych obecności potencjalnego życia na powierzchni tego obiektu, okazuje się on wystarczająco dziwny. Dlaczego? Wszystko przez nietypowy wygląd, przywodzący na myśl gałkę oczną. Taka sytuacja miałaby być pokłosiem istnienia lodowej skorupy pokrywającej większą część LHS-1140b. Wyjątkiem od tej reguły może być niewielkich rozmiarów obszar, na którym woda nie zamarza.
Aby zrozumieć, dlaczego miałoby się tak dziać, należy zwrócić uwagę na zjawisko obrotu synchronicznego. Za jego sprawą ciało krążące wokół innego zawsze będzie ustawione w jego kierunku tą samą stroną. Przykładów tego fenomenu nie trzeba daleko szukać, wszak wystarczy spojrzeć na Księżyc. Właśnie dlatego Srebrny Glob przez długie lata wzbudzał wielkie zaciekawienie w związku z jego niewidoczną z powierzchni Ziemi stroną.
Egzoplaneta LHS-1140b znajduje się niecałe 50 lat świetlnych od Ziemi. Naukowcy sądzą, że pozostaje w obrocie synchronicznym ze swoją gwiazdą
Zjawisko obrotu synchronicznego okazuje się powszechne nie tylko w Układzie Słonecznym, ale i poza nim. Astronomowie sugerują, że LHS-1140b, krążąca wokół gwiazdy nazwanej LHS-1140, ma około 4000 kilometrów średnicy. Zawsze zwrócona w stronę swojego gospodarza tą samą stroną, otrzymuje wystarczającą ilość ciepła, aby na określonym obszarze nie dochodziło do zamarzania wody. Tym sposobem region ten jest wolny od lodu.
Warunki sprzyjające występowaniu wody w stanie ciekłym sprawiają, że naukowcy snują hipotezy poświęcone istnieniu życia na tym obiekcie. I choć czerwone karły takie jak LHS-1140 są chłodniejsze od gwiazd pokroju naszego Słońca, to w tym przypadku dystans dzielący oba obiekty jest relatywnie niewielki. Wystarczy wspomnieć, iż pokonanie pełnej orbity wokół tej gwiazdy zajmuje wspomnianej egzoplanecie 25 dni.
W takich okolicznościach mogłaby istnieć strefa zamieszkiwalna, której LHS-1140b byłaby częścią. Oczywiście nawet obecność ciekłej wody nie musi z automatu oznaczać występowania życia. Ale skoro jedyne miejsce, o którym wiemy, że jest siedliskiem żywych organizmów, zawiera duże ilości wody, to stanowi to najlepszy trop w całej sprawie. Astronomowie zamierzają przeprowadzić obserwacje atmosfery oddalonej o 48 lat świetlnych egzoplanety.
Na podstawie zgromadzonych danych mogliby określić jej skład, a być może nawet zidentyfikować związki kojarzone na Ziemi z życiem. Dotychczasowe ustalenia są bardzo intrygujące. Badacze nie bez powodu określają LHS-1140b mianem najbardziej obiecującej egzoplanety zawierającej życie. Pierwsze informacje na temat tamtejszej atmosfery wskazują na bogactwo azotu, ale potrzeba będzie dokładniejszych obserwacji, aby to potwierdzić. Wyniki dotychczasowych mają obecnie formę preprintu.
https://www.chip.pl/2024/07/apple-watch-series-10-apple-watch-ultra-3-ulepszenia

 

Dziwna planeta wygląda jak ludzkie oko. Naukowcy twierdzą, że to druga Ziemia.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

To, co widzisz, to nie pierścionek. To dowód, że Einstein miał rację
2024-07-10. Bogdan Stech
Nowe zdjęcie z Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba urzeka swoim delikatnym pięknem, choć przedstawia najpotężniejszą siłę we Wszechświecie.
To nie pierścionek zaręczynowy. Nowe zdjęcie z Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba NASA/ESA/CSA ukazuje soczewkowanie grawitacyjne kwazara znanego jako RX J1131-1231, znajdującego się około sześciu miliardów lat świetlnych od Ziemi w gwiazdozbiorze Krateru.
Soczewkowanie grawitacyjne, po raz pierwszy przewidziane przez Einsteina, oferuje rzadką okazję do badania obszarów blisko czarnej dziury w odległych kwazarach, działając jak naturalny teleskop i powiększając światło z tych źródeł.
Grawitacja jak szkło powiększające
Czym jest soczewkowanie grawitacyjne? Cała materia we Wszechświecie wypacza przestrzeń wokół siebie, przy czym większe masy powodują silniejszy efekt. Wyobraź sobie teraz ogromny, masywny obiekt. Światło, które wędruje przez kosmos, przelatuje obok tego giganta i zostaje lekko wygięte, jak promienie słoneczne przechodzące przez soczewkę.
To właśnie jest soczewkowanie grawitacyjne. Masywne obiekty, takie jak galaktyki czy czarne dziury, zakrzywiają czasoprzestrzeń wokół siebie, a światło, które obok nich przelatuje, zmienia swoją trasę.
Jedną z konsekwencji soczewkowania grawitacyjnego jest to, że może ono powiększać odległe obiekty astronomiczne, umożliwiając astronomom badanie obiektów, które w przeciwnym razie byłyby zbyt słabe lub oddalone.
Wyraźnie widać to na zdjęciach, na których światło jest tak zniekształcone, jakby oglądane przez soczewkę. Światło z odległych galaktyk może dzięki temu przyjmować różny kształt. Przykład zobaczycie niżej.
Jak urosła ta czarna dziura?
Pomiary emisji promieni rentgenowskich z kwazarów mogą dać wskazówkę, jak szybko wiruje centralna czarna dziura, co daje badaczom ważne wskazówki dotyczące tego, jak czarne dziury rosną w czasie.
Obserwacje wskazują, że czarna dziura w tym konkretnym kwazarze RX J1131-1231 wiruje z prędkością ponad połowy prędkości światła, co sugeruje, że ta czarna dziura rosła poprzez połączenie z innymi galaktykami.
Obraz ten został uchwycony przez instrument MIRI (Mid-Infrared Instrument) Webba w ramach programu obserwacyjnego mającego na celu badanie ciemnej materii. Ciemna materia to niewidzialna forma materii, która stanowi większość masy Wszechświata.
Głowna ilustracja: Obraz galaktyki zniekształconej przez soczewkowanie grawitacyjne. Na szczycie pierścienia znajdują się trzy bardzo jasne punkty z kolcami dyfrakcyjnymi, tuż obok siebie: są to kopie pojedynczego kwazara w soczewkowanej galaktyce, zduplikowane przez soczewkę grawitacyjną. W centrum pierścienia galaktyka eliptyczna dokonująca soczewkowania pojawia się jako mała niebieska kropka. Autor: ESA/Webb, NASA i CSA, A. Nierenberg, licencja: CC BY 4.0 INT
Gromada galaktyk (SDSS J1038+4849) i soczewkowanie grawitacyjne.

https://spidersweb.pl/2024/07/to-co-widzisz-to-nie-pierscionek.html

To, co widzisz, to nie pierścionek. To dowód, że Einstein miał rację.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dziwne zjawisko na polskim niebie. To rakieta, a nie UFO

2024-07-10. Dawid Długosz
We wtorek wieczorem na niebie pojawiło się spektakularne zjawisko, które przypominało ducha. Pojawiły się domysły, że może to być UFO. W rzeczywistości efekty dostarczył górny stopień nowej rakiety Ariane 6, która odbyła pierwszy lot. W trakcie próby deorbitacji doszło do pewnych anomalii.

Starty rakiet kosmicznych bywają spektakularne i czasem można podziwiać je również na niebie w Polsce. Tak było w przypadku pierwszego lotu Ariane 6, którą Europejska Agencja Kosmiczna wystrzeliła z Gujany Francuskiej. Efekty testu były później widoczne także w naszym kraju.
Dziwne zjawisko na niebie. To była rakieta Ariane 6, a nie UFO
We wtorek wieczorem w późnych godzinach na niebie w Polsce można było zobaczyć obłok, który przypominał ducha. Oczywiście ludzka wyobraźnia nie ma końca i dlatego pojawiły się przypuszczenia, że może to być nawet UFO. Tak naprawdę nie był to niezidentyfikowany obiekt latający, a górny stopień nowej rakiety Ariane 6, którą Europejska Agencja Kosmiczna wystrzeliła w kosmos o godzinie 21:00 naszego czasu.

Pierwsze etapy misji przebiegły bez zakłóceń. W końcowej fazie testu górny stopień rakiety powinien ulec deorbitacji. W tym celu uruchomiono ponownie silnik Vinci, który miał nakierować element pod odpowiednim kątem do wejścia w atmosferę Ziemi. To przy okazji powoduje wydzielanie gazów wylotowych, które tworzą na niebie niezwykłe efekty. Tak było w przypadku widocznego wczoraj zjawiska.
Wspomniane ślady przypominają te, które pozostawiają na niebie samoloty. Jednak często przyjmują inne kształty i mogą być intensywniejsze. Zjawisko spowodowane przez górny stopień Ariane 6 możecie obejrzeć na poniższym wideo.
Start rakiety Ariane 6 wielkim sukcesem agencji ESA
Prace nad rakietą Ariane 6 trwały latami i choć nie wszystko poszło idealnie, tak jej pierwszy lot z pewnością można uznać za wielki sukces. Start przebiegł bez problemów, choć początkowo przesunięto go o godzinę. Podobnie było na późniejszych etapach misji związanych m.in. z separacją czy uruchomieniem silnika Vinci w górnym stopniu. Pewne anomalie pojawiły się po kilku godzinach od wystrzelenia, przed procesem deorbitacji.


Mieliśmy anomalię, prawdopodobnie nie ukończymy tej części misji, na co liczyliśmy.
skomentowała Tina Buchner da Costa, architekt systemu startowego Ariane 6
Ariane 6 to rakieta, której stworzenie pochłonęło miliardy euro i powstała w celu zapewnienia Europie niezależności podczas realizowania misji kosmicznych. Pierwszy start był odwlekany w czasie przez kilka lat. 9 lipca 2024 r. konstrukcja poleciała w przestrzeń i był to bardzo udany lot.

UFO na niebie? Nie, to rakieta, która wywołała spektakularne zjawisko. /Nocne Niebo /materiał zewnętrzny

 Deorbitacja rakiety Ariane 6 - Obraz z teleskopu! Oglądaliśmy na żywo.
https://www.youtube.com/watch?v=EYAE8c9_kUo

https://geekweek.interia.pl/astronomia/news-dziwne-zjawisko-na-polskim-niebie-to-rakieta-a-nie-ufo,nId,7635583

 

Dziwne zjawisko na polskim niebie. To rakieta, a nie UFO.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zegary Wszechświata. Atom. Historia, jakiej nie znacie – recenzja
2024-07-10. Iga Świętorecka
Atomy, izotopy, promieniowanie – pojęcia te zazwyczaj kojarzą nam się z naukami ścisłymi, takimi jak fizyka czy chemia. Okazuje się jednak, że mogą być bardzo przydatne w poznawaniu… historii. To właśnie udowadnia nam autor książki „Zegary Wszechświata. Atom. Historia, jakiej nie znacie”.
David J. Helfand, bo o nim tu mowa, jest dziekanem Wydziału Astronomii na Uniwersytecie Columbia i byłym prezesem Amerykańskiego Towarzystwa Astronomicznego. Skąd zatem wzięło się jego zainteresowanie historią? Otóż, czytając czasopismo „The American Scientist”, autor natknął się na artykuł dotyczący odtwarzania historii na podstawie badań atomów. Postanowił zgłębić ten temat, a efektem tego jest powstanie całej książki.
Publikacja momentami swoją formą bardziej przypomina artykuł naukowy niż książkę popularnonaukową. Autor podaje nam konkretne dane i niejednokrotnie posługuje się żargonem naukowym. Na końcu książki znajduje się jednak słowniczek wyjaśniający wszystkie trudniejsze pojęcia. Opisywane zagadnienia bywają skomplikowane i ich zrozumienie wymaga skupienia, jednak jednocześnie są niezwykle fascynujące. Rozdziały są podzielone na mniejsze części, co zdecydowanie ułatwia ich czytanie – podobnie liczne grafiki i schematy, które dodatkowo upraszczają zrozumienie opisywanych zjawisk.
W swoim dziele Helfand zabiera nas w długą podróż po świecie atomów. Najpierw poznajemy historię ich odkrycia, a także własności i przemiany, którym ulegają. Następnie dowiadujemy się, w jaki sposób można wykorzystać tę wiedzę w praktyce poprzez datowanie izotopowe. Atomy umożliwiają nam poznanie diety pierwszych ludzi, odkrycie przyczyny wyginięcia dinozaurów, odtworzenie procesu powstawania Układu Słonecznego i wiele, wiele więcej. Autor prezentuje nam także historię powstania całego otaczającego nas świata, urozmaiconą przez historyjkę opowiedzianą z perspektywy kwarku górnego.
Ta wiedza pozwoliła nam spojrzeć w zupełnie nowy sposób na atomy […] i dostrzec w nich historyków, którzy mogą nam wiele powiedzieć na temat dziejów naszego świata.
David J. Helfand, Zegary Wszechświata. Atom. Historia, jakiej nie znacie, s. 370.
Z jednej strony książka Helfenda stanowi kompendium najważniejszej wiedzy o fizyce jądrowej, z drugiej zaś prezentuje zupełnie nowe spojrzenie na możliwości, jakie otwierają przed nami badania atomów. Dzięki nim można badać historię o wiele starszą, niż kiedykolwiek nam się marzyło – mowa tu nawet o miliardach lat wstecz. Autor przytacza dużą ilość konkretnych odkryć dokonanych za pomocą datowania izotopowego, które pokazują, jak ważna jest ta metoda badań.
Myślę, że warto przeczytać tę książkę przede wszystkim dlatego, iż prezentuje ona nietypowe, bardziej interdyscyplinarne spojrzenie na naukę. Pokazuje, że łączenie wiedzy z zupełnie różnych dziedzin może przynosić niespodziewanie dobre efekty. Warto wspomnieć też o tym, że autor zamieścił w swojej książce kilkudziesięciostronicową bibliografię, dzięki której osoby zainteresowane mogą znacznie bardziej zagłębić się w temat.
Tytuł oryginalny: The Universal Timekeepers: Reconstructing History Atom by Atom
Autor: David J. Helfand
Tłumaczenie: Bogumił Bieniok, Ewa L. Łokas
Wydawca: Copernicus Center PRESS
Liczba stron: 448
Data wydania: 26 czerwca 2024
Źródło: Copernicus Center PRESS
https://astronet.pl/recenzje/ksiazka/zegary-wszechswiata-atom-historia-jakiej-nie-znacie-recenzja/

Zegary Wszechświata. Atom. Historia, jakiej nie znacie – recenzja.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Indie chcą uczestniczyć w misji obrony planetarnej
2024-07-10. Wojciech Kaczanowski
Indyjska Organizacja Badań Kosmicznych (ISRO) jest poważnie zainteresowana udziałem w misji badania asteroidy, która pogłębi wiedzę na temat obiektów potencjalnie zagrażających naszej planecie. Zdobyte informacje pozwolą na lepsze przygotowania do ewentualnych misji obrony Ziemi.
”(…) asteroida w końcu w Ziemię uderzy, natomiast nie przypuszczamy, żeby wydarzyło się to w ciągu przynajmniej 100 lat.” - mówił w jednym z wywiadów dla portalu Space24.pl Artur Chmielewski - polski naukowiec pracujący w NASA Jet Propulsion Laboratory, gdzie zajmuje się m. in. misją na asteroidęApophis, która przeleci bardzo blisko naszej planety w piątek, 13 kwietnia 2029 r.
Indie chcą zbadać asteroidę
Asteroidy zagrażające Ziemi to scenariusz rodem z filmów science-ficton, natomiast okazuje się, że tego typu obawy mają pokrycie w rzeczywistości. Już teraz agencje państwowe przygotowują się do przyszłych misji obrony planetarnej. Indyjska Organizacja Badań Kosmicznych (ISRO) nie stanowi wyjątku, a w ostatnich dniach prezes agencji wyraził głębokie zainteresowanie udziałem w misji badania asteroidy, która pogłębi wiedzę na temat obiektów potencjalnie zagrażających naszej planecie.
Jak podaje serwis The Indian Express, indyjscy naukowcy są szczególnie zainteresowani wspomnianą misją badawczą asteroidy Apophis, natomiast dokładny plan działania nie został sprecyzowany.
”Może to obejmować umieszczenie instrumentu we wspólnej misji JAXA (Japan Aerospace Exploration Agency), ESA (European Space Agency) i NASA (National Aeronautics and Space Administration) na asteroidę Apophis lub możemy dołączyć, zapewniając wsparcie w jakiś sposób, lub możemy zrobić coś innego. Musimy zapewnić wszelkie możliwe wsparcie misji, aby móc w niej uczestniczyć i uczyć się. Jesteśmy chętni do szerzenia naszej wiedzy” - powiedział prezes ISRO.
Doświadczenie zaczerpnięte z misji badawczej byłoby niezbędne do ewentualnej misji obrony planetarnej przed asteroidą zagrażającą Ziemi. „Kiedy pojawi się informacja, że za kilka lat w Ziemię uderzy asteroida, wówczas nastąpi duża euforia i pojawi się potrzeba działania.” - twierdzi prezes ISRO. Jako przykład podaje misję DART z 2022 r.
Misja DART i planetoida Dimorphos
26 września 2022 roku nastąpiło zderzenie bezzałogowej sondy kosmicznej Double Asteroid Redirection Test (DART) z Dimorphos - księżycem planetoidy Didymos. Kolizja była celowo zaplanowana przez NASA w ramach testowania zdolności naszej cywilizacji do obrony przed potencjalnym zagrożeniem ze strony planetoid.
Plan zakłada, że gdyby Dimorphos leciał w kierunku Ziemi, to być może udałoby się zmienić jego orbitę na tyle, żeby minął naszą planetę, a nie uderzył w nią wywołując katastrofalne skutki. Jednym z możliwych rozwiązań jest uderzenie kinetyczne i właśnie taki test przeprowadzono, zderzając sondę DART z Dimorphos. Zdarzenie nastąpiło, gdy księżyc przelatywał 11 milionów kilometrów od Ziemi, aby można było obserwować efekty eksperymentu przez teleskopy naziemne.
Europejska misja HERA
Sonda DART wystartowała w 2021 roku i osiągnęła swój cel we wrześniu 2022 roku, natomiast wyniesienie misji HERA, której celem jest zbadanie skutków DART, planowane jest w październiku br. z przewidywanym dotarciem do Didymosa pod koniec 2026 roku. Pierwsza faza badania przez sondę HERA rozpocznie się z odległości od 20 do 30 km od powierzchni asteroidy w celu określenia kształtu i pola grawitacyjnego.
Faza szczegółowej charakterystyki skutków uderzenia zostanie przeprowadzona z odległości około 10-20 km od asteroidy, podczas tej fazy zostaną też wypuszczone nanosatelity Milani i Juventas wspomagające wykonywanie badań i pomiarów. Pod koniec misji przewidywane są przeloty bardzo blisko powierzchni Didymosa zakończone próbą lądowania cubesatów oraz samej sondy na jego powierzchni.

Wizualizacja europejskiej misji HERA.
Autor. ESA

Planetoida Dimorphos. Zdjęcie wykonane przez sondę DART w odległości 12 km od obiektu i na 2 sekundy przed zderzeniem.
Autor. NASA/Johns Hopkins APL

SPACE24

https://space24.pl/bezpieczenstwo/zagrozenia-kosmiczne/indie-chca-uczestniczyc-w-misji-obrony-planetarnej

Indie chcą uczestniczyć w misji obrony planetarnej.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Radar NASA zarejestrował dwie duże planetoidy przelatujące obok Ziemi
2024-07-10.
Radar planetarny Goldstone należący do Deep Space Network przez kilka dni intensywnie obserwował planetoidy 2024 MK i 2011 UL21, które bezpiecznie minęły Ziemię.
Naukowcy z Jet Propulsion Laboratory (JPL) NASA w południowej Kalifornii śledzili niedawno dwie planetoidy przelatujące obok naszej planety. Okazało się, że wokół jednej z nich krąży mały księżyc, podczas gdy drugą odkryto zaledwie 13 dni przed największym zbliżeniem się do Ziemi.
Chociaż nie było ryzyka, że którykolwiek z obiektów uderzy w naszą planetę, obserwacje radarowe przeprowadzone podczas tych dwóch bliskich podejść dostarczą cennych informacji w zakresie obrony planetarnej, a także informacji o rozmiarach, orbitach, rotacji, szczegółach powierzchni i wskazówek, jak do budowy i powstania tych planetoid.
Spotkanie z planetoidą 2011 UL21
Planetoida 2011 UL21 została odkryta w 2011 roku w ramach finansowanego przez NASA badania Catalina Sky Survey w Tucson w Arizonie. Przechodząc obok Ziemi 27 czerwca 2024 r. w odległości 6,6 miliona kilometrów, czyli około 17 razy większej odległości między Księżycem a Ziemią, po raz pierwszy zbliżyła się na tyle, że można ją było sfotografować za pomocą radaru.
Choć ta planetoida o szerokości 1,5 km jest klasyfikowana jako potencjalnie niebezpieczna, obliczenia jej przyszłych orbit pokazują, że w dającej się przewidzieć przyszłości nie będzie ona stanowić zagrożenia dla naszej planety.
Korzystając z 70-metrowego radaru Układu Słonecznego Goldstone należącego do Deep Space Network, zwanego Deep Space Station 14 (DSS-14), niedaleko Barstow w Kalifornii, naukowcy z JPL przesłali fale radiowe do planetoidy i odebrali odbite sygnały przez tę samą antenę. Oprócz ustalenia, że 2011 UL21 ma w przybliżeniu kulisty kształt, odkryli, że jest to układ podwójny: mniejsza planetoida, czyli księżyc, okrąża ją w odległości około 3 kilometrów.
„Uważa się, że około dwie trzecie planetoid tej wielkości to układy podwójne, a ich odkrycie jest szczególnie ważne, ponieważ możemy wykorzystać pomiary ich względnych pozycji do oszacowania ich wzajemnych orbit, mas i gęstości, co dostarcza kluczowych informacji o tym, jak mogły powstać” – powiedział Lance Benner, główny naukowiec w JPL, który brał udział w obserwacjach.
Drugie bliskie spotkanie z planetoidą
Dwa dni później, 29 czerwca, ten sam zespół zaobserwował, jak planetoida 2024 MK przeleciała nad naszą planetą z odległości zaledwie 295 000 kilometrów, czyli nieco ponad trzy czwarte odległości między Księżycem a Ziemią. Ta planetoida, szeroka na około 150 metrów, wydaje się wydłużona i kanciasta, z wyraźnymi płaskimi i zaokrąglonymi obszarami.
Ponieważ bliskie podejścia planetoid wielkości 2024 MK są stosunkowo rzadkie, zespół radarów planetarnych JPL zebrał jak najwięcej informacji o tym obiekcie. Do obserwacji naukowcy ponownie użyli radaru DSS-14, ale tym razem jedynie do wysłania fal radiowych. Do odbioru sygnału, który odbił się od planetoidy i wrócił na Ziemię, wykorzystali 34-metrową antenę DSS-13 Goldstone'a. Rezultatem tych obserwacji jest szczegółowy obraz powierzchni planetoidy, ukazujący znajdujące się tam wklęsłości, grzbiety i głazy o wielkości około 10 metrów.
Wkład w obronę planetarną
Planetoida 2024 MK została po raz pierwszy zarejestrowana 16 czerwca 2024 r. przez finansowany przez NASA system Asteroid Terrestrial-impact Last Alert System (ATLAS) w stacji obserwacyjnej Sutherland w Republice Południowej Afryki. Jej orbita została zmieniona pod wpływem grawitacji Ziemi podczas jej przelotu, skracając jej 3,3-letni okres obiegu wokół Słońca o około 24 dni. Choć zaliczana jest do potencjalnie niebezpiecznych planetoid, obliczenia jej przyszłego toru ruchu wskazują, że w dającej się przewidzieć przyszłości nie będzie ona stanowić zagrożenia dla naszej planety.
Grupa radarowa Układu Słonecznego Goldstone jest wspierana przez program obserwacji obiektów bliskich Ziemi NASA w ramach Biura Koordynacji Obrony Planetarnej w siedzibie agencji w Waszyngtonie. Zarządzana przez JPL sieć Deep Space Network podlega programowemu nadzorowi ze strony biura programu ds. komunikacji kosmicznej i nawigacji w Dyrekcji Misji Operacji Kosmicznych, również w siedzibie NASA.
 
Opracowanie: Joanna Molenda-Żakowicz
 
Ilustracja: Obserwacje radarowe planetoidy 2024 MK, która 29 czerwca 2024 r. zbliżyła się do Ziemi na odległość około 295 000 kilometrów. Źródło: NASA/ JPL-Caltec
Ilustracja: Radar Układu Słonecznego Goldstone (GSSR) to duży system radarowy używany do badania obiektów w Układzie Słonecznym. Znajduje się na pustyni w pobliżu Barstow w Kalifornii i składa się z nadajnika w paśmie X (8500 MHz) o mocy 500 kW i niskoszumnego odbiornika na 70-metrowej antenie DSS-14 w kompleksie Goldstone Deep Space Communications Complex. Źródło: NASA

Ilustracja: Siedem obserwacji radarowych wykonanych za pomocą radaru Goldstone Solar System Radar należącego do Deep Space Network pokazuje planetoidę 2011 UL21 podczas jej bliskiego podejścia do Ziemi w dniu 27 czerwca 2024 r. w odległości około 6 milionów mil. Planetoida i jej mały księżyc (jasna kropka na dole zdjęcia) są zaznaczone białym kółkiem. Źródło: NASA/JPL-Caltech

Ilustracja: Mozaika przedstawia rotującą planetoidę 2024 MK na zdjęciach wykonanych w odstępach jednominutowych, około 16 godzin po jej największym zbliżeniu do Ziemi. Źródło: NASA/JPL-Caltech

Animacja: Połączone w animację obserwacje z radaru Układu Słonecznego Goldstone należącego do NASA pokazują koziołkującą planetoidę 2024 MK wkrótce po tym, jak zbliżyła się do naszej planety 29 czerwca. Orbita tej planetoidy została nieznacznie zmieniona przez grawitację Ziemi podczas jej przelotu . Źródło: NASA/JPL-Caltech

URANIA
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/radar-nasa-zarejestrowal-dwie-duze-planetoidy-przelatujace-obok-ziemi

Radar NASA zarejestrował dwie duże planetoidy przelatujące obok Ziemi.jpg

Radar NASA zarejestrował dwie duże planetoidy przelatujące obok Ziemi2.jpg

Radar NASA zarejestrował dwie duże planetoidy przelatujące obok Ziemi3.jpg

Radar NASA zarejestrował dwie duże planetoidy przelatujące obok Ziemi4.jpg

Radar NASA zarejestrował dwie duże planetoidy przelatujące obok Ziemi5.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Astronauci NASA utknęli na orbicie. Kiedy powrót kapsuły Boeinga?
2024-07-11. Opracowanie:
Katarzyna Podraza
Przebywająca na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej dwójka astronautów NASA Suni Williams i Butch Wilmore jest przekonana, że kapsuła Boeinga Starliner, pomimo awarii, bezpiecznie powróci z nimi na Ziemię.
Z powodu problemów technicznych dwuosobowa załoga przebywa w kosmosie ponad miesiąc. Do tej pory nie podano żadnej planowanej daty lotu powrotnego - poinformowała w środę AP.
6 czerwca kapsuła Starliner w ramach pierwszego lotu załogowego dostarczyła astronautów na stację kosmiczną ISS i od tej pory pozostaje tam zadokowana. Astronauci mieli zgodnie z planem pozostawać na pokładzie ISS nie dłużej niż 8 dni.
Pierwsza orbitalna konferencja prasowa
Astronauci przekazali w środę, że liczą na powrót na Ziemię po zakończeniu trwających obecnie testów technicznych. Powiedzieli, że nie narzekają na dodatkowy czas spędzony na orbicie i cieszą się, że mogą pomóc załodze stacji.
Mam dobre przeczucie, że statek kosmiczny dowiezie nas do domu bez żadnych problemów - powiedziała Suni Williams dziennikarzom. W czasie lotu Starlinera wykryto szereg usterek, w tym wyciek helu i awarie 5 z 28 silników, co opóźniło proces dokowania.
Inżynierowie NASA i Boeinga zapewniają, że w przypadku nadzwyczajnej sytuacji Starliner może wykonać lot na Ziemię, ale "w warunkach normalnych" należy najpierw usunąć usterki.

Dotychczas udało się uruchomić cztery z pięciu uszkodzonych silników.

Zdaniem Butcha Wilmore'a, drugiego z przebywających na ISS astronautów, działające obecnie silniki powinny umożliwić lot powrotny. "Wierzymy, że testy, które przeprowadzamy, trzeba wykonać, by uzyskać właściwe odpowiedzi i dostarczyć nam danych potrzebnych, aby wrócić".
NASA zamówiła przed dekadą kapsuły Starliner i SpaceX Dragon, które mają przewozić astronautów z Ziemi na stację kosmiczną. SpaceX przewiózł po raz pierwszy astronautów w 2020 roku. Pierwszy lot załogowy Boeinga był wielokrotnie opóźniany.

Dwójka astronautów NASA Suni Williams i Butch Wilmore /Joe Marino /PAP

Źródło: RMF24/PAP
https://www.rmf24.pl/nauka/news-astronauci-nasa-utkneli-na-orbicie-kiedy-powrot-kapsuly-boei,nId,7644192#crp_state=1

Astronauci NASA utknęli na orbicie. Kiedy powrót kapsuły Boeinga.jpg

Astronauci NASA utknęli na orbicie. Kiedy powrót kapsuły Boeinga2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Astronika – rampa dla ExoMars
2024-07-11. Redakcja
Zastąpią Roskosmos. To m. in. polscy inżynierowie uratują historyczną misję Europejskiej Agencji Kosmicznej na Marsa.
Firma Astronika wykona ważny element misji ExoMars: rampę, po której zjedzie łazik na powierzchnię Czerwonej Planety.
Po ataku Rosji na Ukrainę dalsze losy historycznej misji ExoMars stanęły pod znakiem zapytania. Rosyjska Agencja Kosmiczna została wykluczona z projektu, a razem z nią cała konstrukcja lądownika marsjańskiego. Dzięki współpracy Włochów, Francuzów, Brytyjczyków i Polaków pierwszy europejski łazik prawdopodobnie jednak wyląduje na Marsie w 2028 roku. Inżynierom z polskiej firmy Astronika, w zastępstwie za wykluczony Roskosmos, powierzono bardzo odpowiedzialne zadanie, od którego zależy powodzenie całej misji – umożliwienie bezpiecznego zjazdu łazika z lądownika na powierzchnię Marsa.
Tego typu systemy nie były do tej pory realizowane w Europie. Obecnie trwają prace związane z Preliminary Design Review (PDR), jednym z dwóch kluczowych i kompleksowych przeglądów całej konfiguracji i konstrukcji urządzenia. To moment, w którym inżynierowie z czterech organizacji i kilku krajów wspólnie oceniają, czy postępy projektu spełniają oczekiwania, a konstrukcja spełnia krytyczne wymagania w tej pionierskiej misji.
Historia misji ExoMars (teraz RFM – „Rosalind Franklin Mission”) sięga aż 15 lat wstecz. Od tak dawna Europejska Agencja Kosmiczna, razem z Agencją Roskosmos pracowała nad wysłaniem pierwszego europejskiego łazika na Marsa. Atak Rosji na Ukrainę i zatrzymanie współpracy pomiędzy agencjami postawiły misję pod znakiem zapytania. Rosjanie mieli bowiem dostarczyć całą platformę do lądowania łazika oraz zająć się obsługą procesu lądowania.
Po miesiącach intensywnych prac można ogłosić, że rolę Rosjan przejęła częściowo firma Airbus. Dlaczego częściowo? Bo dużą część projektu realizuje polska spółka Astronika. Nasi inżynierowie otrzymali jedno z kluczowych zadań – są odpowiedzialni za budowę systemu, po którym łazik bezpiecznie zjedzie z lądownika na powierzchnię Marsa. System EGRESS składa się z czterech zmechanizowanych ramp, które muszą dokonać precyzyjnego otwarcia i zapewnić łazikowi Rosalind Franklin bezpieczny zjazd i rozpoczęcie eksploracji.
Inżynierowie z Astroniki zapytani o skalę odpowiedzialności mówią wprost: – Nasz system musi być absolutnie niezawodny. Od jego poprawnego działania zależy powodzenie całej misji. Bez nas łazik nie rozpocznie podróży po Czerwonej Planecie – mówi Maksymilian Gawin, kierownik projektu.
Czas bardzo nagli, bo żeby harmonogram misji został zachowany, już w te wakacje Polacy muszą przekazać gotowy model inżynieryjny, a na wiosnę przyszłego roku planowane są ostateczne testy urządzenia.
Główne wyzwania
Co stanowi największe wyzwania przy konstruowaniu mechanizmu zjazdowego dla łazika na misję ExoMars?
– Po pierwsze wiatr i pył marsjański. Musimy tak skonstruować nasze systemy, żeby były odporne na pogodę w miejscu lądowania. Po drugie oczywiście musimy się zmierzyć z tradycyjnym wyzwaniem – stabilność versus waga sprzętu. Nasza rampa nie może przekroczyć 59 kg, ale nie możemy pozwolić sobie na żadne uchybienie w kwestii stabilności – jak łazik spadnie i się przewróci, to misja za wiele milionów zakończy się porażką – wskazuje Maksymilian Gawin, kierownik projektu z Astroniki.
Jest jeszcze kwestia tzw. „planetary protection”. Każdy kawałek metalu, który leci w kosmos musi zachowywać bardzo wyśrubowane standardy czystości.
Jeżeli celem misji jest Czerwona Planeta to standardy te są jeszcze wyższe, a nasz zespół musi zagwarantować, że absolutnie żadne zanieczyszczenie biologiczne nie skazi powierzchni Marsa. Gdybyśmy zawieźli tam jakieś mikroorganizmy, to przecież kiedyś naukowcy mogliby je „odkryć” jako życie pozaziemskie – opowiada Maksymilian Gawin z Astroniki.
Cel misji
A właśnie poszukiwanie śladów życia na Marsie jest jednym z podstawowych celów misji. Jak mówi Benjamin Rasse, Team Leader projektu w ESA:
Łazik Rosalind Franklin może dokonać fundamentalnych odkryć w chemii organicznej, naukach o życiu i porównawczej planetologii, bo jako pierwszy zejdzie na głębokość do dwóch metrów pod powierzchnię planety, pobierając próbki chronione przed promieniowaniem powierzchniowym i ekstremalnymi temperaturami.
Wiertło pobierze glebę ze starożytnych części Marsa i przeanalizuje ją na miejscu za pomocą pokładowego laboratorium. Misja posłuży także do zademonstrowania kluczowych technologii, które Europa musi opanować na potrzeby przyszłych misji eksploracji planet. Obejmuje to możliwość bezpiecznego lądowania na planecie, samodzielnego poruszania się po powierzchni oraz automatycznego wykonywania wierceń, przetwarzania i analizy próbek.
Co to oznacza dla polskiego sektora kosmicznego?
Przede wszystkim budujemy polski łańcuch dostaw dla wielkich projektów kosmicznych. Wykonanie rampy zjazdowej dla łazika wymaga kooperacji wielu polskich podmiotów. Astronika współpracuje tutaj m. in. z Centrum Badań Kosmicznych PAN, Siecią Badawczą Łukasiewicz – Instytutem Lotnictwa, firmą Spaceive, Politechniką Warszawską oraz wieloma innymi polskimi firmami. Każdy z tych podmiotów uzyskuje unikalny know-how, który będzie wykorzystywać w przyszłych zleceniach.
Udział Astroniki w misji ExoMars jest dowodem na to, że wiedza pozyskiwana w ramach wcześniejszych kontraktów procentuje. Bez wcześniejszych sukcesów, chociażby przy misji JUICE (polskie instrumenty są w drodze do Jowisza), firma nie uzyskałaby pozycji jednego z liderów produkcji kosmicznych ultralekkich wysięgników i mechanizmów zwalniająco-trzymających.
Silne polskie firmy, które stały się na arenie międzynarodowej rozpoznawalną marką i symbolem jakości, stanowią bramę dla mniejszych podmiotów z naszego rynku i pomagają im także uzyskiwać coraz ciekawsze kontrakty.
Nie bez znaczenia jest wsparcie administracji publicznej: bez zwiększenia polskiej składki do ESA wiele projektów nigdy nie trafiłoby do polskich firm. To dobra inwestycja w przyszłość polskiego sektora kosmicznego. Know-how zostaje w Polsce, co zwiększa napływ zamówień i sprzyja specjalizacji oraz profesjonalizacji polskiej gospodarki.
(A.)
https://kosmonauta.net/2024/07/astronika-rampa-dla-exomars/

Astronika – rampa dla ExoMars.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Polskie piramidy. Tajemnicze budowle sprzed tysięcy lat, czy dzieło kosmitów?
2024-07-11.
Egipskie piramidy od wieków rozpalają wyobraźnię ludzi na całym świecie. Mało kto jednak wie, że również w Polsce znajdują się takie budowle, których historia sięga czasów starożytnych. Czy są to pozostałości po dawnych cywilizacjach, czy może dzieło kosmitów? Przyjrzyjmy się bliżej tym intrygującym konstrukcjom!
Kujawskie grobowce są starsze od egipskich piramid!
Na terenie Kujaw, w okolicach Izbicy, znajdują się najstarsze piramidalne konstrukcje w Polsce. Powstały ponad 5500 lat temu, wyprzedzając o tysiąc lat budowę słynnej piramidy Cheopsa. Te monumentalne budowle do dziś budzą podziw archeologów i historyków.
Kujawskie grobowce mają formę wydłużonych kopców o trójkątnym przekroju, osiągających długość nawet 150 metrów. Ich konstrukcja opierała się na ogromnych głazach narzutowych, tworzących ściany boczne, które następnie wypełniano ziemią i mniejszymi kamieniami. Wejście do komory grobowej znajdowało się od strony szerszego czoła grobowca.
Badania archeologiczne prowadzone w ostatnich latach rzuciły nowe światło na funkcjonowanie społeczności, które wznosiły te imponujące budowle. Zespół naukowców odkrył nawet ślady osad, w których mieszkali budowniczowie megalitów.
Choć kujawskie grobowce nie dorównują rozmiarami egipskim piramidom, ich znaczenie dla archeologii jest ogromne. Stanowią one świadectwo zaawansowanej organizacji społecznej i umiejętności inżynieryjnych naszych przodków, którzy bez dostępu do zaawansowanych narzędzi potrafili wznosić tak monumentalne konstrukcje.
Nowożytne piramidy, czyli inspiracje z Egiptu na polskiej ziemi
W czasach nowożytnych na terenie Polski powstało kilka budowli inspirowanych egipskimi piramidami. Jedną z najbardziej znanych jest piramida w Rapie, wzniesiona w 1811 roku jako grobowiec rodziny von Fahrenheid. Ta 16-metrowa konstrukcja, zbudowana na planie kwadratu o boku 10,4 metra, do dziś budzi zainteresowanie turystów odwiedzających Mazury.
Inna ciekawa budowla znajduje się w Krynicy koło Krasnegostawu. Tak zwana „wieża ariańska” to w rzeczywistości grobowiec w kształcie piramidy, wzniesiony na przełomie XVI i XVII wieku. Prawdopodobnie spoczywają w nim szczątki Pawła Orzechowskiego, właściciela pobliskiego zamku.
W Małopolsce, w miejscowości Rożnów, stoi kolejna piramida: mauzoleum rodziny Stadnickich z 1870 roku. Ta neoklasycystyczna budowla, choć nie dorównuje rozmiarami egipskim pierwowzorom, stanowi ciekawy przykład XIX-wiecznej architektury sepulkralnej inspirowanej starożytnymi wzorcami.
Kosmici czy sprawni inżynierowie? Co wiemy o polskich piramidach?
Obecność piramid na terenie Polski od lat rozpala wyobraźnię miłośników teorii spiskowych. Niektórzy twierdzą, że są one dowodem na istnienie zaawansowanych cywilizacji w prehistorycznej Polsce lub nawet na wizyty kosmitów w naszym kraju.
Badania prowadzone przez polskich archeologów nie pozostawiają wątpliwości co do pochodzenia i funkcji megalitycznych grobowców na Kujawach. Analiza szczątków ludzkich i artefaktów znalezionych w komorach grobowych wskazuje, że były one miejscem pochówku lokalnych elit. Zaawansowane techniki datowania pozwalają precyzyjnie określić czas powstania tych konstrukcji na okres neolitu i nic nie wskazuje na to, by nasi praprzodkowie korzystali ze wsparcia kosmicznych cywilizacji.
Naukowcy są zgodni: budowa megalitycznych grobowców nie wymagała technologii przewyższającej możliwości ówczesnych społeczeństw. Eksperymenty archeologiczne pokazują, że przy odpowiedniej organizacji pracy i wykorzystaniu prostych narzędzi, takich jak drewniane dźwignie i rolki, możliwe było przemieszczanie i układanie wielotonowych głazów.
Nowożytne piramidy w Polsce są z kolei dobrze udokumentowane historycznie. Ich powstanie wiąże się z modą na egipskie inspiracje w architekturze europejskiej, która nasiliła się po wyprawie Napoleona do Egiptu w 1798 roku. Nie ma więc podstaw, by doszukiwać się w nich śladów działalności istot pozaziemskich czy zaginionych cywilizacji.
Źródło: muzeumslaskie.pl / chillzet.pl / opracowanie własne.
Fot. Sławomir Milejski - Praca własna, CC BY 3.0, https_commons.wikimedia.org_w_index.php_curid=52511016.jpg
https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2024-07-11/polskie-piramidy-tajemnicze-budowle-sprzed-tysiecy-lat-czy-dzielo-kosmitow/

Polskie piramidy. Tajemnicze budowle sprzed tysięcy lat, czy dzieło kosmitów.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Wielkie wydarzenie tlenowe na Ziemi trwało aż 200 milionów lat?
Autor: admin (2024-07-11)
Naukowcy z Uniwersytetu Utah, we współpracy z badaczami z Uniwersytetu w Leeds i Uniwersytetu Kalifornijskiego w Riverside, dokonali przełomowego odkrycia na temat początków akumulacji tlenu na Ziemi. Opublikowane w czasopiśmie Nature badania rzucają nowe światło na przebieg Wielkiego Zdarzenia Utleniającego, zwanego również katastrofą tlenową, które zapoczątkowało pojawienie się złożonego życia na naszej planecie.
Według naukowców, proces ten nie przebiegał w sposób ciągły, jak dotychczas sądzono, ale miał charakter nieregularny, z okresami wzrostu i spadku zawartości tlenu w atmosferze i oceanach. Analiza składu izotopowego siarki i talu w starożytnych łupkach morskich z Basenu Transwalu w Południowej Afryce dostarczyła cennych informacji na temat dynamiki natlenienia oceanów.
Wielkie Zdarzenie Utleniające rozpoczęło się około 2,5 miliarda lat temu, kiedy wolny tlen O2 zaczął gromadzić się w znacznych ilościach w atmosferze ziemskiej. Ten przełomowy moment w historii Ziemi przygotował grunt pod pojawienie się złożonego życia, jednak do tej pory śledzenie akumulacji tlenu w oceanach było niezwykle trudne.
 Naukowcy przeanalizowali skład izotopowy siarki i talu w łupkach morskich pochodzących z supergrupy południowoafrykańskiej, która powstała w okresie 2,6-2 miliardów lat temu. Dzięki temu uzyskali wgląd w dynamikę natlenienia oceanów w tamtym czasie.
Badania wykazały, że początkowy wzrost zawartości O2 w atmosferze nie przebiegał w sposób ciągły, ale miał charakter nieregularny, z okresami wzrostu i spadku. Wzbogacanie izotopu talu (203 Tl) w łupkach morskich, związane z zakopywaniem tlenków manganu na dnie i obecnością tlenu w wodzie morskiej, zbiegało się z brakiem rzadkich izotopów siarki. Potwierdza to, że atmosfera była nasycona tlenem.
Jednak gdy zanikało wzbogacenie w 203 Tl, powracały sygnatury izotopów siarki, wskazujące na atmosferę beztlenową. Oznacza to, że poziom tlenu w oceanach zmieniał się jednocześnie ze zmianami atmosfery, co potwierdziło hipotezę, że wzrost zawartości O2 miał charakter nieciągły.
W pierwszej połowie historii Ziemi jej atmosfera i oceany były w dużej mierze pozbawione O2. Gaz ten był wprawdzie wytwarzany przez sinice w oceanie przed Wielkim Zdarzeniem Utleniającym, ale w tamtych wczesnych dniach wolny tlen był szybko niszczony w reakcjach z minerałami powierzchniowymi i gazami wulkanicznymi.
Aby zapewnić stałe natlenienie, Ziemia potrzebowała czasu na ewolucję biologiczną, geologiczną i chemiczną. Dopiero po 200 milionach lat nieregularnych zmian w zawartości tlenu, atmosfera i oceany osiągnęły stabilny poziom natlenienia, umożliwiając rozwój złożonego życia.
Odkrycie naukowców ma kluczowe znaczenie dla zrozumienia ewolucji życia na Ziemi. Dotychczas sądzono, że Wielkie Zdarzenie Utleniające przebiegało w sposób ciągły, jednak nowe badania pokazują, że był to proces znacznie bardziej złożony i dynamiczny.
Lepsze poznanie przebiegu tego przełomowego momentu w historii naszej planety pozwoli na lepsze zrozumienie warunków, które umożliwiły pojawienie się złożonych form życia. Badania te mają również istotne implikacje dla astrobiologii i poszukiwań śladów życia na innych planetach.
Źródło: zmianynaziemi
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/wielkie-wydarzenie-tlenowe-na-ziemi-trwalo-az-200-milionow-lat

 

Wielkie wydarzenie tlenowe na Ziemi trwało aż 200 milionów lat.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ekstremalne zjawiska słoneczne a bezpieczeństwo życia na Ziemi
Autor: admin (2024-07-11)
Choć Słońce jest źródłem życia na naszej planecie, jego aktywność może również stanowić poważne zagrożenie. Naukowcy właśnie odkryli, że ekstremalne wyrzuty cząstek słonecznych, połączone z osłabieniem pola magnetycznego Ziemi, mogą doprowadzić do niebezpiecznego wzrostu promieniowania UV, zagrażającego wszystkim formom życia.
Badania opublikowane w czasopiśmie Proceedings of the National Academy of Sciences (PNAS) pokazują, że takie zdarzenia kosmiczne mogą mieć katastrofalne skutki dla naszej planety. Naukowcy stworzyli model symulujący, co dzieje się podczas ekstremalnych emisji cząstek słonecznych, a wyniki są naprawdę niepokojące.
Okazuje się, że tego typu wydarzenia, występujące mniej więcej raz na tysiąc lat, mogą poważnie uszkodzić warstwę ozonową, chroniącą Ziemię przed szkodliwym promieniowaniem UV. W połączeniu z osłabieniem pola magnetycznego, ekspozycja na to promieniowanie może trwać nawet do sześciu lat, zwiększając uszkodzenia DNA nawet o 50 procent. Naukowcy podkreślają, że takie ekstremalne zjawiska słoneczne miały miejsce w przeszłości i mogły mieć wpływ na ważne wydarzenia ewolucyjne. Ostatni okres słabego pola magnetycznego Ziemi rozpoczął się około 42 tysięcy lat temu i trwał około tysiąca lat. Zbiegło się to w czasie z zanikiem neandertalczyków w Europie oraz wyginięciem megafauny w Australii.
Podobne korelacje można zaobserwować również w jeszcze odleglejszej przeszłości. Szybka ewolucja różnych grup zwierząt podczas eksplozji kambryjskiej (około 539 milionów lat temu) została powiązana z wysokim poziomem promieniowania UV, który mógł być spowodowany osłabieniem pola magnetycznego Ziemi.
Naukowcy ostrzegają, że w przyszłości tego typu ekstremalne zjawiska słoneczne mogą stanowić poważne zagrożenie dla życia na Ziemi. Osłabienie pola magnetycznego, które może nastąpić w ciągu najbliższych stuleci, może znacznie zwiększyć ryzyko katastrofalnych skutków takich zdarzeń kosmicznych.
Konieczne jest zatem lepsze zrozumienie mechanizmów rządzących aktywnością Słońca i jej wpływu na naszą planetę. Tylko wtedy będziemy mogli skutecznie przygotować się na nadchodzące wyzwania i zapewnić bezpieczeństwo wszystkim formom życia na Ziemi.
Źródło: zmianynaziemi
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/ekstremalne-zjawiska-sloneczne-bezpieczenstwo-zycia-na-ziemi

Ekstremalne zjawiska słoneczne a bezpieczeństwo życia na Ziemi.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Przełom w astronomii. Naukowcy odkryli coś, czego szukali w kosmosie od lat

2024-07-11. Dawid Długosz
Naukowcy dokonali przełomu i w Drodze Mlecznej, czyli naszej galaktyce, udało się odkryć jeden z najbardziej poszukiwanych obiektów w całym wszechświecie. Związany jest on z czarnymi dziurami, które przed naukowcami cały czas skrywają mnóstwo tajemnic.

Czarne dziury to obiekty, które ciągle skrywają przed naukowcami wiele tajemnic. Astronomowie już od dawna szukali we wszechświecie brakującego ogniwa, który stanowią tak zwane czarne dziury o masie pośredniej. Teraz udało im się na nią natrafić i dokonano tego na naszym "kosmicznym podwórku".
Czarna dziura o masie pośredniej odkryta w Drodze Mlecznej
Astronomowie odkryli pierwszą w historii czarną dziurę o masie pośredniej. Udało się tego dokonać w centrum ciasno upakowanej, sferycznej gromady gwiazd zwanej Omega Centauri, która jest od nas oddalona o około 17 tys. lat świetlnych.  Znajduje się ona w naszej galaktyce, czyli Drodze Mlecznej.

Prędkości szybko poruszających się gwiazd są znacznie wyższe niż oczekiwana centralna prędkość ucieczki z gromady gwiazd, więc ich obecność można wyjaśnić jedynie tym, że są związane z masywną czarną dziurą. Na podstawie samych prędkości możemy wywnioskować, że granica masy czarnej dziury wynosi około 8200 mas Słońca, co stanowi dobry dowód na istnienie czarnej dziury o masie pośredniej w lokalnym wszechświecie.
zespół astronomów pod kierownictwem Maximiliana Häberle z Instytutu Astronomii Maxa Plancka w Niemczech

Czarne dziury o masie pośredniej, czyli IMBH były poszukiwane przez astronomów od dawna. Znamy małe obiekty tego typu. Jak i również behemoty w postaci supermasywnych czarnych dziur, które mają miliardy mas Słońca. Dla przykładu do tych drugich zalicza się Sagittarius A* z centrum naszej galaktyki.
Gromady kuliste gwiazd dobrym miejscem dla poszukiwań
Astronomowie twierdzą, że w Drodze Mlecznej znajduje się około 150 gromad kulistych i są to dobre miejsca na poszukiwania tego typu czarnych dziur. Omega Centauri to pozbawiona rdzenia lub jądra dawna galaktyka karłowata nazywana Kiełbasą Gaia. Ma ona średnicę około 150 lat świetlnych i zawiera mniej więcej 10 mln gwiazd.
Według uczonych zachodzące tu procesy mogą być zbliżone do tych, które znamy z dużych galaktyk. Po prostu ich skala jest niższa, a co za tym idzie, również czarne dziury znajdujące się w ich centrach mają odpowiednio mniejsze "gabaryty".

Badania przeprowadzone przez zespół Maximiliana Häberle bazują na danych z Kosmicznego Teleskopu Hubble'a, które zbierano przez 20 lat. Wykorzystując ponad 500 zdjęć naukowcom udało się odwzorować katalog ruchu centralnego obszaru Omega Centauri. Gwiazdy poruszają się tam w taki sposób, jakby wpływ na nie miał ogromny obiekt, którego nie widać. Czarna dziura o masie pośredniej pasuje tu idealnie.

Czarna dziura o masie pośredniej odkryta w Drodze Mlecznej. /123RF/PICSEL

Gromada gwiazd Omega Centauri. /NASA, ESA, and the Digitized Sky Survey 2 /materiał zewnętrzny

https://geekweek.interia.pl/nauka/news-przelom-w-astronomii-naukowcy-odkryli-cos-czego-szukali-w-ko,nId,7645996

Przełom w astronomii. Naukowcy odkryli coś, czego szukali w kosmosie od lat.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nowa faza w gwiazdach neutronowych
2024-07-11.
Gwiazdy neutronowe to ekstremalne obiekty, których wewnętrzna materia może przybierać egzotyczne formy. Teraz naukowcy byli w stanie przewidzieć nową fazę, która sprzyja „nuklearnemu makaronowi”.
Gwiazdy neutronowe to ekstremalne i tajemnicze obiekty, których wnętrza astrofizycy nie mogą zobaczyć. Mając promień około dwunastu kilometrów, mogą mieć ponad dwukrotnie większą masę niż Słońce. Materia w nich jest upakowana do pięciu razy gęściej niż w jądrze atomowym; wraz z czarnymi dziurami są to najgęstsze obiekty we Wszechświecie. W ekstremalnych warunkach materia może przyjmować egzotyczne stany. Jedna z hipotez głosi, że elementy składowe jąder atomowych – protony i neutrony – odkształcają się w płytki i struny, podobnie do lasagne lub spaghetti, dlatego eksperci nazywają to „nuklearnym makaronem”.
Naukowcy z Wydziału Fizyki TU Darmstadt i Instytutu Nielsa Bohra w Kopenhadze przyjęli nowe podejście teoretyczne do badania stanu materii nuklearnej w wewnętrznej skorupie gwiazd neutronowych. Wykazali oni, że zarówno neutrony, jak i protony mogą „kapać” z jąder atomowych i stabilizować „nuklearny makaron”. Wyniki badań zostały opublikowane w czasopiśmie Physical Review Letters.
Formowanie się gwiazd neutronowych
Gwiazdy neutronowe powstają, gdy masywne gwiazdy eksplodują jako supernowe: podczas gdy zewnętrzne powłoki gwiazdy są wyrzucane w przestrzeń kosmiczną, jej wnętrze zapada się. Atomy są dosłownie miażdżone przez ogromną siłę grawitacji. Pomimo odpychania ujemnie naładowane elektrony są dociskane tak blisko dodatnio naładowanych protonów w jądrze atomowym, że są przekształcane w neutrony. Silne oddziaływanie jądrowe zapobiega dalszemu rozpadowi. W rezultacie powstaje obiekt składający się w 95% z neutronów i w 5% z protonów – gwiazda neutronowa.
Naukowcy z Darmstadt pod kierownictwem Achima Schwenka są ekspertami w dziedzinie teoretycznej fizyki jądrowej, a jednym z ich zainteresowań badawczych są gwiazdy neutronowe. W swojej obecnej pracy skupiają się na skorupie tych ekstremalnych obiektów. Materia w zewnętrznej skorupie nie jest tak gęsta jak w jej wnętrzu i nadal znajdują się tam jądra atomowe. Wraz ze wzrostem gęstości w jądrach atomowych powstaje nadmiar neutronów. Neutrony mogą następnie „kapać” z jąder, zjawisko zwane „kropla neutronowa”. Jądra atomowe „pływają” zatem w swego rodzaju neutronowym sosie.
Zadaliśmy sobie pytanie, czy protony mogą również kapać z jąder – powiedział Achim Schwenk. Literatura nie była jasna w tej kwestii – kontynuuje fizyk. Zespół z Jonasem Kellerem i Kaiem Hebelerem z TU Darmstadt oraz z Christopherem Pethickiem z Instytutu Nielsa Bohra w Kopenhadze obliczył stan materii nuklearnej w warunkach panujących w skorupie gwiazdy neutronowej. Inaczej niż wcześniej, bezpośrednio obliczyli jej energię jako funkcję frakcji protonów. Ponadto w swoich obliczeniach uwzględnili oddziaływania parami między cząstkami, a także oddziaływania między trzema nukleonami.
Dowód na istnienie „kropli protonowej”
Metoda okazała się skuteczna: Naukowcy byli w stanie wykazać, że protony w wewnętrznej skorupie również kapią z jąder. Tak więc „kropla protonowa” rzeczywiście istnieje. Ta faza składająca się z protonów współistnieje z neutronami. Udało nam się również wykazać, że faza ta sprzyja zjawisku nuklearnego makaronu – powiedział Schwenk. Dzięki protonom dodanym do „sosu”, nukleony mogą lepiej istnieć w kształtach spaghetti i lasagne. Umożliwiło to zespołowi udoskonalenie obrazu materii nuklearnej w skorupie gwiazd neutronowych.
Im lepiej potrafimy opisać gwiazdy neutronowe, tym lepiej możemy je porównać z obserwacjami astrofizycznymi – powiedział Schwenk. Gwiazdy neutronowe są trudne do zrozumienia z astrofizycznego punktu widzenia. Na przykład, ich promień znamy tylko pośrednio z oddziaływań grawitacyjnych na inną gwiazdę neutronową. Ponadto można zaobserwować inne zjawiska, takie jak pulsująca emisja radiowa z gwiazd neutronowych. Wyniki uzyskane przez zespół poprawiają teoretyczne zrozumienie gwiazd neutronowych i przyczyniają się do uzyskania nowego spojrzenia na tajemnice Wszechświata na podstawie pomiarów astrofizycznych.
Opracowanie:
Agnieszka Nowak
Więcej informacji:
•    New phase in neutron stars
•    Neutron Star Matter as a Dilute Solution of Protons in Neutrons
Źródło: TU Darmstadt
Na ilustracji: Wizja artystyczna gwiazdy neutronowej. Źródło: ESA
URANIA
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/nowa-faza-w-gwiazdach-neutronowych

Nowa faza w gwiazdach neutronowych.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Naukowcy stworzyli kryształ czasu
2024-07-11.
Kryształy czasu, pierwotnie zaproponowane przez laureata Nagrody Nobla Franka Wilczka w 2012 r., zostały stworzone przy użyciu atomów Rydberga i światła lasera. Ten nowy stan materii nie powtarza się w przestrzeni jak tradycyjne kryształy, ale w czasie, wykazując spontaniczne okresowe rytmy bez zewnętrznego bodźca, zjawisko znane jako spontaniczne łamanie symetrii.
Kryształ to układ atomów, który powtarza się w przestrzeni w regularnych odstępach czasu: w każdym punkcie kryształ wygląda dokładnie tak samo. W 2012 roku laureat Nagrody Nobla Frank Wilczek postawił pytanie: Czy może istnieć także kryształ czasu – obiekt, który powtarza się nie w przestrzeni, ale w czasie? I czy jest możliwe, że pojawi się rytm okresowy, mimo że na układ nie jest narzucony żaden konkretny rytm, a interakcja między cząsteczkami jest całkowicie niezależna od czasu?
Pomysł Franka Wilczka od lat budził wiele kontrowersji. Niektórzy uważali, że istnienie kryształów czasu jest w zasadzie niemożliwe, podczas gdy inni próbowali znaleźć sposoby, by takie krzyształy stworzyć. Obecnie na Uniwersytecie Tsinghua w Chinach, przy wsparciu TU Wien w Austrii, udało się stworzyć kryształ czasu, który może istnieć w pewnych specjalnych warunkach. Zespół wykorzystał światło lasera i specjalne typy atomów, a mianowicie atomy Rydberga, o średnicy kilkaset razy większej niż normalnie. Wyniki tego eksperymentu opublikowano w czasopiśmie Nature Physics.
Spontaniczne łamanie symetrii
Tykanie zegara jest również przykładem ruchu okresowego. Nie dzieje się to jednak samo z siebie: ktoś musi nakręcić zegar i uruchomić go o określonej godzinie. Ten czas rozpoczęcia określa następnie momenty tyknięć. Inaczej jest z kryształem czasu: zgodnie z koncepcją Wilczka okresowość powinna pojawiać się samoistnie, chociaż w rzeczywistości nie ma fizycznej różnicy pomiędzy różnymi punktami w czasie.
„Częstotliwość taktowania jest z góry określona przez właściwości fizyczne systemu, ale momenty, w których pojawia się takt, są całkowicie losowe; nazywa się to spontanicznym łamaniem symetrii” – wyjaśnia profesor Thomas Pohl z Instytutu Fizyki Teoretycznej TU Wien.
Thomas Pohl był odpowiedzialny za teoretyczną część prac badawczych, które obecnie doprowadziły do stworzenia kryształu czasu na Uniwersytecie Tsinghua w Chinach. W eksperymencie światło lasera skierowano do szklanego pojemnika wypełnionego gazem atomów rubidu i zmierzono siłę sygnału świetlnego docierającego na drugi koniec pojemnika.
„Jest to eksperyment statyczny, w którym na system nie narzuca się żadnego określonego rytmu” – mówi Thomas Pohl. „Interakcja między światłem a atomami jest zawsze taka sama, wiązka lasera ma stałą intensywność. Jednak, co zaskakujące, okazało się, że intensywność docierająca do drugiego końca szklanej komórki zaczyna oscylować według bardzo regularnych wzorów.”
Gigantyczne atomy
Kluczem do eksperymentu było specjalne przygotowanie atomów: elektrony atomu mogą krążyć wokół jądra na różnych orbitach, w zależności od tego, ile mają energii. Jeśli do najbardziej zewnętrznego elektronu atomu dodamy energię, jego odległość od jądra atomowego może stać się bardzo duża. W skrajnych przypadkach może znajdować się kilkaset razy dalej od jądra niż zwykle. W ten sposób powstają atomy z gigantyczną powłoką elektronową – tzw. atomy Rydberga.
„Jeśli atomy w naszym szklanym pojemniku zostaną przygotowane w takich stanach Rydberga, a ich średnica stanie się ogromna, to siły działające między tymi atomami również staną się bardzo duże” – wyjaśnia Thomas Pohl. „A to z kolei zmienia sposób, w jaki atomy wchodzą w interakcję z laserem. Jeśli dobierzemy światło lasera w taki sposób, aby mogło wzbudzić w każdym atomie jednocześnie dwa różne stany Rydberga, wówczas powstaje pętla sprzężenia zwrotnego, która powoduje spontaniczne oscylacje pomiędzy dwoma stanami atomowymi. To z kolei prowadzi również do oscylacyjnej absorpcji światła. Olbrzymie atomy same z siebie wpadają w regularny rytm, który przekłada się na rytm natężenia światła docierającego do końca szklanego pojemnika.
„Stworzyliśmy tutaj nowy system, który zapewnia potężną platformę do pogłębienia naszego zrozumienia zjawiska kryształu czasu w sposób bardzo zbliżony do pierwotnego pomysłu Franka Wilczka” – mówi Thomas Pohl. „Precyzyjne, samopodtrzymujące się oscylacje można zastosować na przykład w czujnikach. Gigantyczne atomy ze stanami Rydberga zostały już z powodzeniem wykorzystane w takich technikach w innych kontekstach.”
 
Więcej informacji: publikacja „Dissipative time crystal in a strongly interacting Rydberg gas" Xiaoling Wu i in., Nature Physics (20224). DOI: 10.1038/s41567-024-02542-9
 
Opracowanie: Joanna Molenda-Żakowicz
 
Ilustracja: Atom Rydberga z elektronem znajdującym się daleko od jądra. Źródło: TU Wien
Ilustracja: System statyczny z ciągłym dopływem światła prowadzi do powstania zależnych od czasu sygnałów okresowych. Źródło: TU Wien

URANIA
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/naukowcy-stworzyli-krysztal-czasu

Naukowcy stworzyli kryształ czasu.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Świadomość sytuacyjna w kosmosie kluczem do działań operacyjnych [ANALIZA]
2024-07-11. Aleksandra Radomska
Współczesne działania podejmowane w przestrzeni pozaziemskiej wymagają odpowiedniego kontrolowania i monitorowania ich przebiegu. W tym celu wystosowano termin „świadomości sytuacyjnej w przestrzeni kosmicznej”. Jednak różnorodność realizowanych przedsięwzięć, w tym operacji militarnych, spowodowało, że wykonywanie w praktyce założeń tego pojęcia zaczynało być niewystarczające. W odpowiedzi na pojawiające się potrzeby, zaledwie kilka lat temu sformułowano koncepcję świadomości sytuacyjnej działań w operacyjnej domenie kosmicznej (SDA). W jaki sposób SDA wspiera wojskowe komponenty kosmiczne w erze militaryzacji i zbrojenia?
Geneza powstania świadomości sytuacyjnej w przestrzeni kosmicznej (SSA)
Podejmując rozważania na temat świadomości sytuacyjnej działań militarnych w domenie kosmicznej (ang. Space Domain Awareness – SDA), w pierwszej kolejności należy przybliżyć istotę terminu świadomości sytuacyjnej w przestrzeni kosmicznej (ang. Space Situational Awareness – SSA), który stanowi jej podwaliny. Biorąc pod uwagę eksplorację przestrzeni kosmicznej powstał on stosunkowo wcześnie.
Po raz pierwszy użyto go w 1957 roku w ówczesnym Wspólnym Centrum Operacji Kosmicznych (ang. Joint Space Operations Center – JSpOC) powołanym w strukturze organizacyjnej Dowództwa Strategicznego Stanów Zjednoczonych Ameryki (ang. United States Strategic Command – USSTRATCOM). W tym samym czasie Związek Socjalistycznych Republik Radziecki wyniósł do przestrzeni pozaziemskiej pierwszego sztucznego satelitę – Sputnik 1. Przyjmuje się, że Stany Zjednoczone Ameryki były krajem, który rozpowszechnił pojęcie i znaczenie świadomości sytuacyjnej w przestrzeni kosmicznej.
Zainicjowanie wdrożenia SSA było związane z pierwszym wyścigiem kosmicznym trwającym w latach 1957–1975 oraz polegającym głównie na rywalizacji rozgrywającej się pomiędzy USA a ZSRR. Pierwotnie świadomość sytuacyjna w przestrzeni kosmicznej miała za zadanie ostrzegać przed działalnością realizowaną przez ZSRR oraz pasywne obserwowanie jej przebiegu.
W latach 70. XX wieku rozwinięto jej założenia, w ramach których zdecydowano o zasadności monitorowania funkcjonowania własnych aktywów kosmicznych i przestrzeni kosmicznej rozważanej w kategorii środowiska naturalnego. W praktyce oznaczało to, że kosmiczni gracze – wówczas były to Stany Zjednoczone Ameryki i Związek Socjalistycznych Republik Radziecki – zapewniali bezpieczeństwo swojej infrastrukturze kosmicznej poprzez zdolność do jej ciągłej obserwacji na wypadek wystąpienia dwóch rodzajów sytuacji – intencjonalnego przerwania pracy komponentów technicznych przez jeden z wymienionych podmiotów państwowych lub losowych czynników nieintencjonalnych dotyczących np. utraty łączności spowodowanej nadaktywnością słoneczną.
Współcześnie SSA jest interpretowana na różne sposoby w zależności od potrzeb zabezpieczenia operacji kosmicznych danego kraju. Uwzględniając ich odmienny charakter, a także relatywnie dużą częstotliwość realizacji misji kosmicznych, koncepcja świadomości sytuacyjnej musi być nieustannie rozwijana, a w niektórych przypadkach zastąpiona.
Podstawowe funkcje SSA
Zasadniczą funkcją SSA jest zagwarantowanie ochrony oraz bezpieczeństwa w kosmosie z zachowaniem świadomości unikatowych charakterystyk wyróżniających to środowisko naturalne, do których należy zaliczyć m. in. występowanie pogody kosmicznej, a także obecność naturalnych i sztucznych obiektów znajdujących się lub przemieszczających wokół Ziemi.
Nie mniej istotną kwestię stanowi zrozumienie wymiennych relacji zachodzących pomiędzy przestrzenią kosmiczną a powierzchnią Ziemi. Wynika to z faktu, iż społeczeństwa w znacznym stopniu są uzależnione od krytycznych zasobów kosmicznych oraz ich kompatybilnych segmentów naziemnych. Konieczne jest, aby tego rodzaju zasoby krytyczne podlegały ochronie przed negatywnym oddziaływaniem pochodzącym z przestrzeni kosmicznej. Wobec tego koncepcja SSA uwzględnia również możliwość pojawienia się nowych źródeł zagrożeń dla bezpieczeństwa wskutek działalności prowadzonej w kosmosie, którym należy zapobiegać.
Kosmos jest coraz intensywniej eksplorowany przez różnorodne sektory, w tym prywatne, komercyjne, badawcze. Stanowi dogodny obszar do prowadzenia defensywnych, a w przyszłości także ofensywnych, operacji militarnych. W związku z tym stopniowo staje się środowiskiem realizacji różnorodnych przedsięwzięć, a w efekcie wzrasta prawdopodobieństwo wystąpienia w niej kolizji przemieszczających się obiektów kosmicznych. W celu zapobiegania tego rodzaju incydentom, na potrzeby utrzymania co najmniej akceptowalnego poziomu bezpieczeństwa kosmicznego działań wykonywanych przez siły zbrojne pojęcie świadomości sytuacyjnej w przestrzeni kosmicznej jest nieustannie modyfikowane.
Aktualne możliwości wykorzystania SSA
Współcześnie niektóre kraje rozwijają własne koncepcje dotyczące świadomości sytuacyjnej w kosmosie. Wśród nich można wymienić m. in. Federację Rosyjską, Japonię, Australię i Francję. Natomiast przykładem międzynarodowej organizacji krajów europejskiej czynnie uczestniczącej w opracowaniu programu doskonalenia przesłanek świadomości sytuacyjnej jest Europejska Agencja Kosmiczna (ang. European Space Agency – ESA).
W 2009 roku ESA zainicjowała powstanie komponentów dedykowanych głównie cywilnej działalności w przestrzeni kosmicznej, ze szczególnym uwzględnieniem sekatora naukowo–rozwojowego. Efektem podjętych prac było ujednolicenie segmentów świadomości sytuacyjnej, do których zaliczono obserwację i śledzenie kosmosu (ang. Space Surveillance and Tracking – SST), pogodę kosmiczną (ang. Space Weather – SWE) oraz obiekty bliskie Ziemi (ang. Near–Earth Objects – NEO).
Z kolei w 2014 roku Komisja Europejska podjęła działania umożliwiające tworzenie wsparcia dla obserwacji i śledzenia kosmosu (ang. European Space Surveillance and Tracking – EU SST), za pośrednictwem których wykazano unijne zdolności do operacyjnego wykorzystania świadomości sytuacyjnej w przestrzeni kosmicznej.

W ujęciu czynnościowym, SSA koncentruje się na katalogu działań: zbieraniu danych, ich automatycznemu i systematycznemu porządkowaniu, osiągnięciu zdolności do przetwarzania informacji, a także prognozowaniu zdarzeń oraz zagrożeń, które mogą zaistnieć w przyszłości na bazie archiwizowanych danych.
Filary bezpieczeństwa kosmicznego dedykowane operacjom militarnym
Przestrzeń kosmiczna stała się środowiskiem, w którym prowadzenie operacji militarnych podejmują się siły zbrojne licznych państw. Fakt ten wymagał odmiennego podejścia od koncepcji sformułowanej przez ESA. Obecnie wyróżnia się pięć, zasadniczych filarów bezpieczeństwa kosmicznego opracowanego z myślą o realizacji działań militarnych. Należą do nich:
1.    Świadomość sytuacyjna w przestrzeni kosmicznej – stanowi podstawowy segment sprawowania kontroli kosmicznej. Pozwala ona na podjęcie i realizację wszelkich zadań o charakterze kontrolnym, jest gwarantem bezpieczeństwa operacji kosmicznych, gdyż umożliwia właściwe przygotowanie do nich infrastruktury kosmicznej, nadzoruje unikanie kolizji. Uszczegóławiając, odpowiada również za: wykrywanie, śledzenie oraz identyfikację obcych obiektów kosmicznych, ostrzeganie przed możliwością wystąpienia zagrożenia na trajektorii lotu, a także ocenę ryzyka prowadzonych przedsięwzięć.
2.    Zwiększanie siły w domenie kosmicznej (ang. Space Force Enhancement – SFE) – zalicza się do niej: obserwacja, wywiad, wystrzelenie i rozmieszczenie sztucznych satelitów, śledzenie trajektorii lotu rakiet uzależnione od precyzyjnego pomiaru pozycjonowania, nawigacji i synchronizacji czasu (ang. Positioning, Navigation and Timing – PNT).
3.    Wsparcie kosmiczne (ang. Space Support – SS) – angażuje i konsoliduje wymagane siły i środki kosmiczne, w tym sztuczne satelity dedykowane dostarczaniu określonego rodzaju ładunku do przestrzeni kosmicznej (ang.spacelift). Ich zadania najczęściej polegają na konfiguracji, manewrowaniu oraz operacjach zmierzających do pozostawienia ładunku na dedykowanej orbicie.
4.    Kontrola kosmiczna (ang. Space Control – SC) – obejmuje operacje militarne mające na celu wspomaganie działań prowadzonych w przestrzeni kosmicznej przez siły sojusznicze (np. zniszczenie sił przeciwnika, zakłócenie radioelektroniczne wrogiego potencjału militarnego, użycie broni precyzyjnego rażenia ogniowego).
5.    Użycie siły kosmicznej (ang. Space Force Application – SFA) – dotyczy wyłącznie zastosowania pojedynczych działań bojowych w domenie kosmicznej, które mogą stanowić ważny czynnik wpływający na końcowy wynik konfliktu pomiędzy dwoma lub więcej aktorami państwowymi.
Przełom w rozwoju świadomości sytuacyjnej w kosmosie – powołanie SDA
Sformułowanie filarów bezpieczeństwa dedykowanych kontrolowaniu działań militarnych w przestrzeni kosmicznej pokazuje, że SSA stanowi wyłącznie pierwszy etap w procesie realizacji tych przedsięwzięć. Co więcej, odnoszą się one do defensywnych i ofensywnych (obejmujących pojedyncze epizody o charakterze bojowym) operacji militarnych realizowanych w domenie kosmicznej przez siły zbrojne aktorów państwowych w warunkach pokojowych. Natomiast nie rozważano kosmosu jako środowiska stanowiącego pole walki, które można porównać do stanu wojny.
Z tego powodu, w Dowództwie Sił Kosmicznych Stanów Zjednoczonych Ameryki utworzonym w 2019 roku pojawiła się propozycja zaktualizowania założeń SSA i dostosowania ich również do ofensywnych operacji militarnych w sytuacji trwającego konfliktu zbrojnego w przestrzeni kosmicznej.
W tym celu, generał John Shaw w notatce służbowej z dnia 4 października 2019 roku Dowództwa Sił Powietrznych USA wystosował zalecenie wdrożenia pojęcia, które w wolnym tłumaczeniu określa się „świadomością sytuacyjną działań w operacyjnej domenie kosmicznej”. Uzasadnienie adekwatności wprowadzenia tego terminu bazuje na konieczności postrzegania kosmosu w kontekście wymiaru prowadzenia działań militarnych, w tym walki zbrojnej, wobec czego nie może być ona rozpatrywana w przyszłości jako środowisko przyjazne dla wszystkich aktorów państwowych. Generał John Shaw podkreślił, że akronim SDA odnosi się do rozwijania bojowej świadomości sytuacyjnej w kosmosie.
Podobne kierunki przyjęła również Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych, wypracowując bojową świadomość sytuacyjną na morzu (ang. Maritime Domain Awareness – MDA) i Siły Powietrzne USA odnosząc się do bojowej świadomości sytuacyjnej w przestrzeni powietrznej (ang. Air Domain Awareness – ADA). Stany Zjednoczone Ameryki jako pierwsze państwo przedstawiło propozycję usystematyzowania istoty SDA, pozostawiając swobodę do rozszerzenia jej założeń. Niezależnie od przebiegu jej dalszego kształtowania się w przyszłości, zaleca się wycofanie SSA w przypadku postrzegania domeny kosmicznej w kategorii perspektywistycznego pola walki.
Operacyjne możliwości wspierania wojskowych komponentów kosmicznych dzięki SDA
SDA to termin wojskowy, który oznacza zrozumienie zjawisk zachodzących w przestrzeni kosmicznej, odnoszących się zarówno do działających w niej sił naturalnych, jak i działalności podejmowanej przez człowieka. W tym celu wykorzystuje się różnorodne technologie, w tym dedykowane czujniki, do gromadzenia danych wywiadowych, pozwalających na zdobycie przewagi informacyjnej.
Stany Zjednoczone Ameryki postulują za wytworzeniem spójnego mechanizmu polegającego na monitorowaniu każdego obiektu znajdującego się w przestrzeni kosmicznej. Zdolności te pozwoliłyby na określenie jego parametrów technicznych lub taktyczno–technicznych, a także sprecyzowanie wpływu na bezpieczeństwo pozostałych zasobów kosmicznych. Kompleks czujników przeznaczonych do SDA umożliwia skonkretyzowanie typologii danego obiektu poprzez jego weryfikację. Umożliwiają one realizację działań w następujących obszarach:
1.    Obserwacja i śledzenie – obejmujące wykrywanie, katalogowanie, precyzowanie funkcji obiektów, dostarczanie alertów o możliwości wystąpienia kolizji oraz wyznaczanie nowej trajektorii w celu jej uniknięcia, identyfikowanie powstających śmieci kosmicznych, prognozowanie obszarów na orbicie, na których istnieje ryzyko kolizji pomiędzy aktywnymi obiektami i szczątkami.
2.    Pogoda kosmiczna – integrujące badanie aktywności Słońca wpływającej  na wydajność i niezawodność kosmicznych i naziemnych systemów technicznych.
3.    Wywiad kosmiczny (ang. Space Intelligence) – polegające na gromadzeniu danych, przeprowadzaniu analiz i stosowaniu ich w celu zidentyfikowania nieznanych satelitów, a także ustalenia ich możliwości operacyjnych.
Spekuluje się, że SDA powinna uwzględniać monitorowanie obiektów przemieszczających się z prędkościami hiperdźwiękowymi, do których należy zaliczyć m. in. rakietowe pociski przeciwsatelitarne (ang. Anti–satellite weapon – ASAT) oraz rakietowe pociski balistyczne (ang. Ballistic Missile – BM) osiągające pułap przestrzeni kosmicznej (powyżej 100 km nad powierzchnią Ziemi). Zastosowanie tych środków do niszczenia infrastruktury krytycznej oznaczałoby agresję militarną, podczas której z powodzeniem możliwe byłoby korzystanie z możliwości operacyjnych SDA.
Synergia pomiędzy SSA a SDA
Zasadnicza różnica pomiędzy świadomością sytuacyjną w przestrzeni kosmicznej a świadomością sytuacyjną działań w operacyjnej domenie kosmiczną dotyczy odmiennych możliwości operacyjnych. W ramach SSA prowadzone jest wykrywanie i śledzenie obiektów, natomiast SDA kładzie nacisk na te same aspekty dodatkowo rozwijając zdolności do określania charakterystyki tych obiektów, które pozwalają przewidzieć ich przeznaczenie.
Siły Kosmiczne USA uznały, że bardziej odpowiednim mechanizmem do opracowywania strategii prowadzenia operacji militarnych jest SDA, natomiast specyfika SSA w doskonalszym stopniu umożliwia monitorowanie środowiska kosmicznego w warunkach pokojowych.
Synergia między świadomością sytuacyjną w przestrzeni kosmicznej a świadomością sytuacyjną działań w operacyjnej domenie kosmiczną umożliwia holistyczne podejście do kontrolowania i zarządzania przestrzenią kosmiczną. Podczas gdy SSA dostarcza surowych danych niezbędnych dla SDA, SDA przewiduje przeznaczenie obserwowanych obiektów, zapobiegając możliwym atakom oraz zwiększając ogólne zrozumienie środowiska kosmicznego.
Łącząc doświadczenia pochodzące z SSA i SDA, operatorzy mogą podejmować świadome decyzje dotyczące zarządzania ruchem kosmicznym (ang. Space Traffic Management – STM), alokacji zasobów i planowania misji. Powiązanie to pozwala na bardziej wydajne i efektywne wykorzystanie zasobów kosmicznych, optymalizację operacji satelitarnych przy jednoczesnej minimalizacji ryzyka związanego z działalnością kosmiczną.
Ponadto, współpraca między SSA i SDA promuje odpowiedzialne zarządzanie przestrzenią kosmiczną. Oba te elementy mają kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa, ochrony i zrównoważonego rozwoju przestrzeni kosmicznej, a dzięki podejmowaniu wyzwań i wdrażaniu nowych technologii możemy poruszać się w złożoności domeny kosmicznej.
Konkluzje
1. Wprowadzenie SSA było inicjatywą amerykańską stanowiącą odpowiedź na konkurencyjną działalność prowadzoną przez ZSRR w trakcie trwania pierwszego wyścigu kosmicznego. Jej założenia były sukcesywnie rozwijane, lecz od momentu ogłoszenia kosmosu piątą domeną walki zbrojnej użyteczność SSA zaczęła być niewystarczająca na potrzeby sił zbrojnych.
2. SSA stanowi jeden z filarów bezpieczeństwa kosmicznego dedykowanego operacjom militarnym, który umożliwia sprawowania kontroli kosmicznej oraz realizację pozostałych działań przewidzianych w ramach tych filarów.
3. Implementowanie SDA zbiegało się w czasie z uznaniem przestrzeni kosmicznej za nowy wymiar działań militarnych w 2019 roku. Jej koncepcja miała zawierać rozszerzone zdolności gwarantowane przez SSA, lecz na potrzeby sił zbrojnych w warunkach pokojowych, a w przyszłości – bojowych, które mogą zaistnieć w przypadku dążenia państw do prób zawłaszczania kosmosu. W takiej sytuacji SSA powinna zostać wycofana w ramach działań militarnych.
4. Istnieje możliwość wzajemnego uzupełniania zdolności SSA i SDA. Dzięki wytworzonej synergii realne jest doskonalenie zarządzania przestrzenią kosmiczną, przekładającą się m.in. na planowanie misji, alokację zasobów kosmicznych oraz ich efektywne wykorzystywanie.
5. Kluczowym utrudnieniem wpływającym na dalszy rozwój bojowej świadomości sytuacyjnej w kosmosie jest mentalność społeczeństw, które posiadają wyobrażenie na temat przestrzeni pozaziemskiej jako przyjaznego środowiska, stanowiącego dobro międzynarodowe. Z tego powodu, typologia oraz założenia SDA powinny zostać implementowane do współczesnych strategii i doktryn militarnych.
Autor. SDA

SPACE24
https://space24.pl/bezpieczenstwo/technologie-wojskowe/swiadomosc-sytuacyjna-w-kosmosie-kluczem-do-dzialan-operacyjnych-analiza

Świadomość sytuacyjna w kosmosie kluczem do działań operacyjnych [ANALIZA].jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zaskakujące zachowanie neutronów pokazało coś istotnego o wszechświecie
2024-07-11. Aleksander Kowal
Fizycy przeprowadzili eksperyment poświęcony zachowaniu neutronów. Dzięki niemu przekonali się, że natura jest równie zaskakująca, jak wskazywałyby założenia mechaniki kwantowej.
Co dokładnie się wydarzyło? Możemy się tego dowiedzieć z publikacji zamieszczonej na łamach Physical Review Letters. Jej autorzy, których poczynaniami kierował Richard Wagner z Uniwersytetu Technicznego w Wiedniu, zorganizowali eksperyment wykorzystujący tzw. interferometr neutronowy. Takie urządzenie pozwala wystrzeliwać wiązkę neutronów w kierunku celu, co może dostarczać istotnych informacji.
Członkowie zespołu badawczego doprowadzili do sytuacji, w której wspomniana wiązka podzieliła się na dwie części. Dwie takie wiązki poruszają się osobnymi drogami, by w pewnym momencie ponownie się złączyć. W tym momencie należy wziąć pod uwagę coś, co naukowcy określają mianem twierdzenia Bella oraz nierówności Leggetta-Garga.
W myśl tej pierwszej zasady przewidywania mechaniki kwantowej miałyby różnić się od klasycznej intuicji. Druga odnosi się natomiast do zasady, w ramach której układ zawsze znajduje się w jednym lub drugim z dostępnych mu stanów. Rozważania prowadzone przez fizyków na przestrzeni lat wynikały z tego, że zastanawiali się oni, czy istnieje sposób, w jaki fizyka używana do opisywania doświadczeń makroskopowych mogłaby jednocześnie posłużyć do wyjaśnienia całej fizyki kwantowej.
W ramach eksperymentu austriaccy fizycy wykorzystali tzw. interferometr neutronowy. Ich celem było zbadanie założeń fizyki klasycznej i kwantowej
Dzięki przytoczonemu eksperymentowi naukowcy z Austrii bez cienia wątpliwości stwierdzili, że to niemożliwe. Ich badanie wykazało bowiem, że wystrzelone neutrony mogą istnieć w dwóch miejscach jednocześnie. Taka sytuacja byłaby niemożliwa w fizyce klasycznej. O ile w odniesienu do klasycznej fizyki nierówność Leggetta-Garga sugerowałaby, że pomiar w prostym układzie binarnym może dać dwa wyniki, które zostaną skorelowane w toku kolejnych pomiarów (ale tylko do pewnego stopnia), tak w przypadku układów kwantowych sytuacja będzie wyglądała zgoła odmiennie.

Innymi słowy, w takiej sytuacji twierdzenie sformułowane przez dwójkę naukowców nie będzie miało zastosowania. Korelacje faktycznie będą występowały i to nawet powyżej progu obowiązującego w fizyce klasycznej. Na potrzeby eksperymentu fizycy z Wiednia wdrożyli kilka różnych metod pomiarowych. Tym sposobem śledzili wiązki neutronów w różnym czasie.
Okazało się, że korelacja była zbyt bliska, tj. neutrony poruszały się jednocześnie po dwóch odrębnych torach, oddalonych od siebie o kilka centymetrów. Z tego względu autorzy nowych badań stwierdzili, iż bez względu na to, o jakiej klasycznej i makroskopowo realistycznej teorii mowa, nigdy nie będzie ona w stanie wyjaśnić rzeczywistości. Mówiąc krótko: bez fizyki kwantowej trudno będzie opisać prawa rządzące wszechświatem.
https://www.chip.pl/2024/07/silnik-pulsacyjny-j-1-wave-engine

Zaskakujące zachowanie neutronów pokazało coś istotnego o wszechświecie.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Planetoida Bennu może pochodzić z wodnego świata
2024-07-11.
Analiza próbki materiału pochodzącego z planetoidy Bennu pozwoliła odkryć ważne związki chemiczne, które stanowią budulce życia oraz uzyskać argumenty za tym, że Bennu mogła być częścią wodnego świata, dając wgląd w warunki, w jakich powstawał Układ Słoneczny oraz w jego chemię prebiotyczną.
•    Wstępna analiza próbki materiału pochodzącego z planetoidy Bennu dostarczonej przez misję NASA OSIRIS-REx ujawniła pył bogaty w węgiel, azot i związki organiczne, z których wszystkie są niezbędnymi składnikami życia, jakie znamy. Próbka, zdominowana przez minerały ilaste, zwłaszcza serpentyny, doskonale oddaje rodzaj skał występujących na ziemskich grzbietach śródoceanicznych.
•    Fosforan magnezu i sodu znaleziony w próbce wskazuje, że planetoida mogła odłamać się od dawnego, małego świata oceanicznego. Fosforan był zaskoczeniem dla zespołu, ponieważ minerał nie został wykryty przez sondę OSIRIS-REx podczas pobytu w Bennu.
•    O ile podobny fosforan odkryto w próbce planetoidy Ryugu dostarczonej przez misję Hayabusa2 JAXA (Japońskiej Agencji Badań Kosmicznych) w 2020 r., o tyle fosforan magnezu i sodu wykryty w próbce Bennu wyróżnia się czystością (tzn. brakiem innych zawartych w nim materiałów) i wielkością ziaren niespotykanej w żadnej innej próbce meteorytu.
Skład planetoidy Bennu
Naukowcy z niecierpliwością czekali na możliwość zbadania próbki materiału z planetoidy Bennu o masie 121,6 grama pobranej przez misję NASA OSIRIS-REx (Origins, Spectral Interpretation, Resource Identification, and Security – Regolith Explorer) od chwili jej dostarczenia na Ziemię. Mieli nadzieję, że materiał skrywa tajemnice przeszłości Układu Słonecznego i chemii prebiotycznej, która mogła doprowadzić do powstania życia na Ziemi. Wstępna analiza próbki Bennu, opublikowana niedawno w Meteoritics & Planetary Science, pokazuje, że ta ekscytacja była uzasadniona.
Zespół analizy próbek OSIRIS-REx odkrył, że Bennu zawiera oryginalne składniki, które utworzyły nasz Układ Słoneczny. Pył planetoidy jest bogaty w węgiel i azot, a także związki organiczne, które są niezbędnymi składnikami życia, jakie znamy. Próbka zawiera także fosforan magnezu i sodu, co było zaskoczeniem dla zespołu badawczego, ponieważ nie wykazano tego w danych teledetekcyjnych zebranych przez sondę kosmiczną w Bennu. Ich obecność w próbce wskazuje, że planetoida mogła odłamać się od dawnego, małego, prymitywnego świata oceanicznego.
Dowody na obecność wody w materii pochodzącej z planetoid
Analiza próbki Bennu ujawniła intrygujący wgląd w skład planetoidy. Próbka, zdominowana przez minerały ilaste, zwłaszcza serpentyny, odzwierciedla rodzaj skał występujących na grzbietach śródoceanicznych na Ziemi, gdzie materiał z płaszcza – warstwy pod skorupą ziemską – styka się z wodą.
Ta interakcja skutkuje nie tylko tworzeniem się gliny; powoduje również powstawanie różnych minerałów, takich jak węglany, tlenki żelaza i siarczki żelaza. Jednak najbardziej nieoczekiwanym odkryciem jest obecność rozpuszczalnych w wodzie fosforanów. Związki te są składnikami biochemii całego znanego obecnie życia na Ziemi.
Podczas gdy podobny fosforan odkryto w próbce planetoidy Ryugu dostarczonej przez misję Hayabusa2 JAXA (Japońskiej Agencji Badań Kosmicznych) w 2020 r., fosforan magnezu i sodu wykryty w próbce Bennu wyróżnia się czystością — to znaczy brakiem innych minerałów w badanym materiale — i wielkością jego ziaren niespotykana w żadnej próbce meteorytu.
Odkrycie fosforanów magnezu i sodu w próbce Bennu rodzi pytania dotyczące procesów geochemicznych, które doprowadziły do koncentracji tych składników i dostarcza cennych wskazówek na temat wcześniejszych warunków panujących na Bennu.
„Obecność i stan fosforanów, wraz z innymi pierwiastkami i związkami na Bennu, sugerują wodną przeszłość planetoidy” – powiedział Dante Lauretta, współautor artykułu i główny badacz OSIRIS-REx na Uniwersytecie w Arizonie, Tucson. „Bennu mogła kiedyś być częścią wodnego świata. Chociaż hipoteza ta wymaga dalszych badań.”
Warunki panujące w młodym Układzie Słonecznym
Pomimo możliwej dawnej interakcji z wodą, Bennu pozostaje chemicznie prymitywną planetoidą, której proporcje pierwiastków bardzo przypominają Słońce.
„Próbka, którą zwróciliśmy, jest obecnie największym zbiornikiem niezmienionego materiału znajdującego się planetoidalnego na Ziemi” – powiedział Lauretta.
Ta próbka daje wgląd w początki naszego Układu Słonecznego, ponad 4,5 miliarda lat temu. Skały pochodzące z Bennu zachowały swój pierwotny stan, nie stopiły się ani nie zestaliły od momentu powstania, co potwierdza ich odległe w czasie pochodzenie.
Składowe życia
Zespół potwierdził, że planetoida Bennu jest bogata w węgiel i azot. Pierwiastki te mają kluczowe znaczenie dla zrozumienia środowiska, z którego pochodzi materia Bennu oraz procesów chemicznych, które przekształciły proste pierwiastki w złożone cząsteczki, potencjalnie kładąc podwaliny pod życie na Ziemi.
„Te odkrycia podkreślają znaczenie zbierania i badania materiału z planetoid takich jak Bennu – zwłaszcza materiału o małej gęstości, który zazwyczaj spala się po wejściu w ziemską atmosferę” – powiedział Lauretta. „Materiał ten jest kluczem do rozwikłania zawiłych procesów powstawania Układu Słonecznego i chemii prebiotycznej, która mogła przyczynić się do powstania życia na Ziemi”.
Co dalej
W nadchodzących miesiącach dziesiątki kolejnych laboratoriów w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie otrzymają fragmenty próbki Bennu z należącego do NASA Johnson Space Center w Houston, a w ciągu najbliższych kilku lat spodziewanych jest znacznie więcej publikacji naukowych opisujących analizy próbki Bennu.
„Próbki Bennu to wspaniałe skały pozaziemskie” – powiedział Harold Connolly, współautor artykułu i naukowiec zajmujący się próbkami z misji OSIRIS-REx na Uniwersytecie Rowan w Glassboro w stanie New Jersey. „Co tydzień analiza przeprowadzana przez zespół analizy próbek OSIRIS-REx dostarcza nowych, a czasem zaskakujących odkryć, które pomagają nałożyć istotne ograniczenia na pochodzenie i ewolucję planet podobnych do Ziemi”.
Wystrzelona 8 września 2016 roku sonda kosmiczna OSIRIS-REx udała się do bliskiej Ziemi planetoidy Bennu i zebrała próbki skał i pyłu z powierzchni. OSIRIS-REx, pierwsza amerykańska misja, która pobrała próbkę z planetoidy, dostarczyła próbkę na Ziemię 24 września 2023 r.
 
Więcej informacji: publikacja „Asteroid (101955) Bennu in the laboratory: Properties of the sample collected by OSIRIS-REx”, Dante S. Lauretta, Harold C. Connolly i in., Meteoritics & Planetary Science (2024). DOI: 10.1111/maps.14227
 
Opracowanie: Joanna Molenda-Żakowicz
Na ilustracji: Obraz mikroskopowy ciemnej cząstki Bennu o długości około milimetra ze skorupą jasnego fosforanu. Po prawej stronie mniejszy fragment, który się ułamał. Źródło: Lauretta & Connolly i in. (2024) Meteorytyka i nauki planetarne, doi:10.1111/maps.14227

Na zdjęciu: mozaika przedstawiająca planetoidę Bennu utworzona na podstawie obserwacji przeprowadzonych przez należącą do NASA sondę kosmiczną OSIRIS-REx, która znajdowała się w pobliżu planetoidy przez ponad dwa lata. Źródło: NASA/Goddard/Uniwersytet Arizony

Na zdjęciu: widok ośmiu tacek na próbki zawierających materiał z planetoidy Bennu. Pył i kamienie wsypano na tace z górnej płyty głowicy mechanizmu pobierania próbek typu Touch-and-Go (TAGSAM). Z tej wylewki zebrano 51,2 grama, co dało końcową masę próbki planetoidy wynoszącą 121,6 grama. Źródło: NASA/Erika Blumenfeld i Joseph Aebersold

Na zdjęciu: niewielki ułamek próbki planetoidy Bennu zwróconej przez misję NASA OSIRIS-REx, pokazany na zdjęciach mikroskopowych. Lewy górny panel pokazuje ciemną cząsteczkę Bennu o długości około milimetra, z zewnętrzną skorupą jasnego fosforanu. Pozostałe trzy panele przedstawiają stopniowo powiększane widoki fragmentu cząstki, który oddzielił się wzdłuż jasnej żyły zawierającej fosforan, uchwycone przez skaningowy mikroskop elektronowy. Źródło: Lauretta & Connolly i in. (2024) Meteoritics & Planetary Science, doi:10.1111/maps.14227

Animacja pokazuje sondę kosmiczną OSIRIS-REx NASA, która opuszcza powierzchnię planetoidy Bennu po pobraniu próbki. Źródło: Centrum Lotów Kosmicznych Goddarda NASA/CI Lab/SVS

URANIA
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/planetoida-bennu-moze-pochodzic-z-wodnego-swiata

 

Planetoida Bennu może pochodzić z wodnego świata.jpg

Planetoida Bennu może pochodzić z wodnego świata2.jpg

Planetoida Bennu może pochodzić z wodnego świata3.jpg

Planetoida Bennu może pochodzić z wodnego świata4.gif

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić obrazków. Dodaj lub załącz obrazki z adresu URL.

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal 2010-2024