Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Napisano

Webb dostrzega ślady czarnej dziury w sercu pobliskiej galaktyki M83
2025-05-11.
Astronomowie korzystający z JWST odkryli dowody sugerujące obecność długo poszukiwanej supermasywnej czarnej dziury w sercu galaktyki spiralnej M83.
To zaskakujące odkrycie, możliwe dzięki instrumentowi Mid-Infrared Instrument (MIRI) Webba, ujawnia wysoce zjonizowany gaz neonowy, który może być charakterystyczną sygnaturą aktywnego jądra galaktycznego (AGN), rosnącej czarnej dziury w centrum galaktyki.
M83, znana również jako Galaktyka Południowy Wiatraczek, od dawna stanowi zagadkę. Podczas gdy masywne galaktyki spiralne często goszczą AGN-y, astronomowie od dziesięcioleci zmagają się z potwierdzeniem istnienia jednej z nich w M83. Wcześniejsze obserwacje wskazywały, że jeśli istnieje tam supermasywna czarna dziura, to musi być ona uśpiona lub ukryta za gęstym pyłem. Teraz bezprecedensowa czułość i rozdzielczość przestrzenna Webba ujawniły oznaki sugerujące, że jest inaczej.
Nasze odkrycie emisji wysoko zjonizowanego neonu w jądrze M83 było nieoczekiwane – powiedziała Svea Hernandez, główna autorka nowej pracy z AURA dla Europejskiej Agencji Kosmicznej w Space Telescope Science Institute w Baltimore w USA. Sygnatury te wymagają do wytworzenia dużych ilości energii – większych niż te, które są w stanie wygenerować zwykłe gwiazdy. To silnie sugeruje obecność AGN, która do tej pory była nieuchwytna.
Przed Webbem po prostu nie mieliśmy narzędzi do wykrywania tak słabych i silnie zjonizowanych sygnatur gazu w jądrze M83 – dodała Hernandez. Teraz, dzięki niesamowitej czułości w średniej podczerwieni, jesteśmy wreszcie w stanie zbadać te ukryte głębiny galaktyki i odkryć to, co kiedyś było niewidoczne.
Obserwacje Webba w średniej podczerwieni pozwoliły astronomom zajrzeć przez pył i wykryć charakterystyczne oznaki wysoko zjonizowanego gazu w małych skupiskach w pobliżu jądra galaktyki. Energia potrzebna do wytworzenia tych śladów jest znacznie większa niż ta, którą mogą dostarczyć supernowe lub inne procesy gwiazdowe, co czyni AGN najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem. Jednak alternatywne scenariusze, takie jak ekstremalne fale uderzeniowe w ośrodku międzygwiazdowym, są nadal badane.
Webb zrewolucjonizował nasze rozumienie galaktyk – powiedziała współautorka Linda Smith ze Space Telescope Science Institute. Przez lata astronomowie bezskutecznie poszukiwali czarnej dziury w M83. Teraz mamy wreszcie przekonującą wskazówkę, która sugeruje, że może ona tam być.
To odkrycie pokazuje, jak Webb dokonuje nieoczekiwanych przełomów – dodała Smith. Astronomowie myśleli, że wykluczyli istnienie AGN w M83, ale teraz mamy nowe dowody, które podważają wcześniejsze założenia i otwierają nowe możliwości badań.
Zespół planuje dalsze badania przy użyciu innych obserwatoriów takich jak Kosmiczny Teleskop Hubble’a, Atacama Large Millimeter/submillimeter Array (ALMA) i Very Large Telescope (VLT), w celu dalszego zbadania natury gazu i potwierdzenia obecności supermasywnej czarnej dziury w M83. Te dodatkowe obserwacje pomogą ustalić, czy nowo odkryta emisja definitywnie pochodzi z AGN, czy też w grę wchodzą inne procesy wysokoenergetyczne.
Badania te demonstrują zdolność Webba do odkrywania ukrytych struktur w galaktykach i otwierają drzwi do kolejnych odkryć w dziedzinie astrofizyki czarnych dziur. W miarę jak astronomowie przesuwają granice możliwości Webba, najbardziej nieuchwytne tajemnice Wszechświata stają się coraz wyraźniejsze.
Opracowanie:
Agnieszka Nowak
Więcej informacji:
•    Webb uncovers possible hidden supermassive black hole in nearby spiral galaxy M83
•    JWST/MIRI Detection of [Ne v] and [Ne vi] in M83: Evidence for the Long Sought-after Active Galactic Nucleus?
Źródło: ESA
Na ilustracji: Zbliżenie na poprzeczkę galaktyki spiralnej. Dwa ramiona spiralne rozciągają się poziomo od jądra w centrum, łącząc się w szeroką sieć gazu i pyłu, która wypełnia obraz. Materiał ten świeci najjaśniej na pomarańczowo wzdłuż drogi ramion i jest ciemniejszy na czerwono w całej reszcie galaktyki. Przez wiele szczelin w pyle można zobaczyć niezliczone maleńkie gwiazdy, najgęściej rozmieszczone wokół jądra. Źródło: ESA/Webb, NASA & CSA, A. Adamo (Stockholm University) oraz zespół FEAST JWST
URANIA
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/webb-dostrzega-slady-czarnej-dziury-w-sercu-pobliskiej-galaktyki-m83

Webb dostrzega ślady czarnej dziury w sercu pobliskiej galaktyki M83.jpg

Napisano

Planeta na prostopadłej orbicie wokół układu podwójnego
2025-05-11.
Astronomowie odkryli egzoplanetę na dziwacznej orbicie - biegnącej prostopadle do płaszczyzny układu dwóch gwiazd, a w zasadzie brązowych karłów. O tym sensacyjnym przypadku poinformowało Europejskie Obserwatorium Południowe (ESO).
Planety krążące wokół pary gwiazd, niczym fikcyjna Tatooine w "Gwiezdnych wojnach", to już nie nowość. Znamy trochę takich przypadków z ostatnich lat (łącznie 16 egzoplanet). Jednak wszystkie znane planety tego rodzaju krążą po orbitach, które mniej więcej pokrywają się z płaszczyzną, w której ich macierzyste gwiazdy okrążają się nawzajem.
Obliczenia teoretyczne przewidywały, iż mogłyby istnieć planety na orbitach prostopadłych (polarnych) wokół układu podwójnego gwiazd. Takie konfiguracje mogłyby być stabilne, a nawet wykryto dyski protoplanetarne na orbitach polarnych wokół par gwiazd. Brakowało jednak obserwacyjnego dowodu, że taka "planeta polarna" faktycznie istnieje.
Nowe odkrycie dostarcza brakującego dowodu. Egzoplaneta o nazwie 2M1510 (AB) b, okrąża parę młodych brązowych karłów, czyli "nieudanych gwiazd", obiektów pośrednich pomiędzy planetami, a prawdziwymi gwiazdami. Kąt nachylenia płaszczyzny orbity planety to prawie 90 stopni.
Brązowe karły 2M1510 (pełna nazwa: 2MASS J15104761–2818234) są układem podwójnym zaćmieniowym, z Ziemi możemy obserwować ich wzajemne przesłanianie się. Para została po raz pierwszy wykryta w 2018 roku przez Amaury'ego Triauda i współpracowników przy pomocy Search for habitable Planets EClipsing ULtra-cOOl Stars (SPECULOOS), w Obserwatorium Paranal, należącym do ESO. To dopiero drugi znany układ podwójny zaćmieniowy brązowych karłów. Wiek szacowany jest na 45 milionów lat. Oba składniki mają zbliżoną masę po około 40 mas Jowisza i obiegają się z okresem 21 dni.
Planetę wykryto przypadkowo, podczas dopracowywania parametrów orbitalnych i fizycznych dwóch brązowych karłów. Obserwacje prowadzono instrumentem Ultraviolet and Visual Echelle Spectrograph (UVES) na teleskopie VLT w Obserwatorium Paranal. Jej rozmiary albo masa nie są znane. Jeśli miałaby masę 10 razy większą niż Ziemia, to okres orbitalny wynosi około 100 dni, a w przypadku gdyby masa stukrotnie przekraczała masę Ziemi, pełen obieg orbity zajmowałby około 400 dni. Potrzebne są dalsze obserwacje dla uściślenia tych parametrów.
Astronomowie zauważyli, że trajektorie orbitalne dwóch brązowych karłów w 2M1510 były odpychane i przyciągane w nietypowy sposób, co doprowadziło do wniosku o istnieniu egzoplanety o dziwnym kącie nachylenia orbity. Sprawdzono różne możliwe scenariusze i planeta na orbicie polarnej wydaje się jedynym wytłumaczeniem. Obok pary brązowych karłów M1510 A i 2M1510 B znajduje się trzecia gwiazda 2M1510 C. Jeśli jest grawitacyjnie związana z tym układem, to znajduje się w odległości 250 jednostek astronomicznych i ma okres orbitalny około 11 tysięcy lat, a więc jest zbyt daleko, aby wywoływać obserwowane zaburzenia orbitalne.
Wyniki badań opublikowano w "Science Advances". Pierwszym autorem pracy jest Thomas Baycroft, doktorant na University of Birmingham w Wielkiej Brytanii.
Więcej informacji:
•    Komunikat ESO: „Wielkie zaskoczenie”: astronomowie znaleźli planetę na prostopadłej orbicie wokół pary gwiazd
•    Publikacja naukowa: Evidence for a polar circumbinary exoplanet orbiting a pair of eclipsing brown dwarfs
 
Opracowanie: Krzysztof Czart
Źródło: ESO
 
Na ilustracji:
Planeta 2M1510 (AB) b na prostopadłej orbicie wokół pary brązowych karłów. Wizja artystyczna prezentująca konfigurację układu i przebieg orbit. Źródło: ESO/L. Calçada.
Zdjęcie pokazuje parę brązowych karłów 2M1510 AB. Są one widoczne na fotografii jako jedno źródło. Wskazano tez potencjalny trzeci składnik układu 2M1510 C. Planeta nie jest widoczna na zdjęciu. Źródło: DESI Legacy Survey/D. Lang (Perimeter Institute).

URANIA
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/planeta-na-prostopadlej-orbicie-wokol-ukladu-podwojnego

Planeta na prostopadłej orbicie wokół układu podwójnego.jpg

Napisano

Odkrywanie egzoplanet za pomocą mikrosoczewkowania grawitacyjnego – wywiad z Dr Radosławem Poleskim
2025-05-11. Danuta Wroniszewska

Cześć, dziś mamy przyjemność przeprowadzić wywiad z dr. hab. Radosławem Poleskim, który znany jest z pracy nad projektem OGLE, czyli badaniu naukowym mającym na celu obserwację i analizę zmian jasności milionów gwiazd w Drodze Mlecznej oraz w pobliskich galaktykach. Profesor Poleski zajmował się analizą tych zebranych danych pod kątem poszukiwań planet pozasłonecznych i nie tylko.
Wracając jednak do naszego gościa, chcielibyśmy Pana gorąco powitać.
Dr Radosław Poleski: Dzień dobry.
Zacznijmy od czegoś łatwego. Czy mógłby Pan Profesor opowiedzieć nam co nieco o sobie? Co Pana interesuje? Czym się Pan obecnie zajmuje?
Interesuje mnie wiele różnych działów astronomii, przez długi czas planety pozasłoneczne były tym, co zajmowało mi większość czasu i tutaj w szczególności interesowały mnie planety pozasłoneczne, które są na szerokich orbitach, czyli takich podobnych do Urana i Neptuna, ale także planety swobodne. Dalej ta tematyka mnie interesuje, choć w tej chwili więcej czasu poświęcam układom podwójnym, szczególnie takim, gdzie mamy dwie gwiazdy o małych masach i taki układ jest daleko od nas. Daleko to znaczy 20 000 lat świetlnych powiedzmy. Tego typu odległości. Wcześniej zajmowałem się też gwiazdami zmiennymi, ekstynkcją, astrometrią, także różne tematy się przewinęły w mojej karierze.
Czy mógłby Pan przybliżyć nam bardziej historię projektu OGLE? W jaki sposób i kiedy rozpoczął Pan nad nim pracę?
Historia projektu OGLE zaczęła się w roku 1992. To jest mniej więcej wtedy, kiedy ja uczyłem się literek, czytania, pisania, cyfr też, także dość dawno. Wtedy moi starsi koledzy zaczęli obserwacje na teleskopie, który nosi imię Henrietty Swope i znajduje się w Las Campanas Observatory w Chile. To jest teleskop o średnicy jednego metra i tam zaczęli obserwacje w celu detekcji takich zjawisk, które nazywamy mikrosoczewkowaniem grawitacyjnym. Te zjawiska wtedy jeszcze nie były znane. Były podstawy teoretyczne, żeby twierdzić, że będą zobaczone, ale nikt wcześniej takich zjawisk nie widział. Projekt okazał się sukcesem i równolegle koledzy zaczęli bardzo intensywne starania, żeby mieć teleskop, który będzie dedykowany do tego projektu, to znaczy, żeby nie aplikować o czas na jakimś istniejącym teleskopie, tylko żeby powiedzmy, mieć na wyłączność teleskop. W 1997 roku projekt zaczął właśnie działać na nowym teleskopie o średnicy 1,3 metra w tym samym obserwatorium i w ten sposób zaczęła się druga faza projektu OGLE. W roku 2001 zaczęła się trzecia faza projektu OGLE, wtedy zainstalowano większą kamerę na teleskopie. Ja dołączyłem do projektu w roku 2008 jako magistrant Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego i też to jest instytucja, która prowadzi ten projekt od samego początku. W roku 2010 kamera została wymieniona ponownie na większą, teraz mamy taką, która ma pole widzenia 1,4 stopnia kwadratowego, to jest sześć razy więcej niż tarcza księżyca w pełni, więc naprawdę bardzo duży obszar nieba obejmujemy jednym zdjęciem. To jest historia projektu OGLE w dużym skrócie. Pamiętam, że w roku 2012 w czasopiśmie Urania Postępy Astronomii publikowałem artykuł na temat historii tego projektu, także zachęcam do lektury, można znaleźć za darmo w internecie.
Na czym polega konkretnie Pańska praca nad projektem?
Na czym konkretnie? Oj, dużo różnych rzeczy robię. Od czasu do czasu obserwuję – jest nas grupa osób, które właśnie latają do Chile i prowadzą obserwacje na teleskopie. W różnym stopniu też bierzemy udział w planowaniu tych obserwacji. W tak długim projekcie staramy się mieć jakąś taktykę obserwacyjną, ale ona podlega zmianom powolnym. Chociażby przez to, że na przykład są obserwacje satelitarne i chcemy w tym samym czasie z Ziemi obserwować te same zjawiska jak najdokładniej. Wtedy się skupiamy na tych polach, które właśnie satelita obserwuje. Także biorę udział w różnych takich konsultacjach dotyczących strategii obserwacyjnej i realizuję też projekty naukowe. Teraz moim głównym zadaniem jest wyszukiwanie zjawisk mikrosoczewkowania grawitacyjnego spowodowanych przez układy podwójne. Mam też doktorantów, jeden z doktorantów zajmuje się planetami pozasłonecznymi, więc wciąż tą tematyką badawczą się zajmuję. Mam też magistrantów i licencjuszy i z nimi też różne drobne projekty naukowe robię, nawet zdarzyło się, że z pracy magisterskiej potem była publikowana publikacja w takim recenzowanym czasopiśmie typowo naukowym.
Co się dzieje teraz z projektem OGLE?
Projekt OGLE nadal zbiera dane, co znaczy, że co noc ktoś z Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego jest w Chile, zbiera kolejne dane. Mamy styczeń, w styczniu obserwujemy Obłoki Magellana. Mały i Wielki Obłok Magellana to są takie galaktyki, które są w pobliżu Drogi Mlecznej. Z południowej półkuli widać je gołym okiem, bardzo ładny widok, polecam, jeśli ktoś ma taką możliwość. Obłoki Magellana to była taka pierwsza koncepcja, która doprowadziła do projektu OGLE. Tu może wrócę do historii, była taka idea, że ciemna materia, której ślady obserwujemy, sygnały, że ciemna materia istnieje, obserwujemy, ale nie wiemy, czym jest i w latach osiemdziesiątych myślano, że ciemną materię budują obiekty o masach podobnych do mas brązowych karłów. Jeśliby tak było, to w kierunku tych Obłoków Magellana byśmy widzieli znaczącą liczbę zjawisk mikrosoczewkowania grawitacyjnego. Widzimy ich bardzo mało. Stąd wniosek, że te obiekty nie są głównym składnikiem ciemnej materii. Koledzy fizycy mogą budować duże akceleratory, zderzać cząstki i w ten sposób próbować wyjaśnić czym ciemna materia jest, właśnie dzięki temu między innymi, że takie duże obiekty jak brązowe karły zostały wykluczone przez projekt OGLE. Ponieważ w projekcie OGLE jest kilkanaście osób, no to każda z nich zajmuje się swoją tematyką badawczą. Współpracujemy ze sobą, ale koledzy i koleżanki różne badania prowadzą, także wychodzące poza to co same dane z projektu OGLE nam dają. Może dodam, może to nie było takie oczywiste w projekcie OGLE dość nudną rzecz, znaczy, mierzymy jasności gwiazd. W kółko tych samych gwiazd. Tych gwiazd obserwujemy około dwóch miliardów. Te, które obserwujemy najczęściej, to mamy dla nich ponad dwadzieścia tysięcy pomiarów jasności, także bardzo duże zbiory danych. To jest oddzielny problem jak takie zbiory danych utrzymywać, mieć do nich wygodny dostęp i tak dalej.
Bardzo dziękujemy. Zostawmy na razie jednak temat projektu OGLE i przejdźmy może do innych Pańskich działań. Na czym polega Pańskie oprogramowanie Mullins Model? Kiedy powstał pomysł na jego utworzenie?
Tak. Jestem jednym z dwóch głównych autorów, obok Jennifer Yee z Harvardu, oprogramowania, które nazywa się Mullins Model. To jest pakiet oprogramowania służący do analizy zjawisk mikrosoczewkowania grawitacyjnego. Idea powstania tego pakietu sięga 2015, może 2016 roku. Na pewno w 2016 roku zaczęliśmy pisać ten kod, ojej to już prawie 10 lat. Jakoś mi umknęło, że to już tak szybko. Problem jest taki, że analiza zjawisk mikrosoczewkowania grawitacyjnego jest skomplikowana. Często było tak, że kiedy doktorant przychodził do zespołu i dostawał jakieś pierwsze dane do analizy, to na przykład pół roku zajmowało, zanim doktorant się wdrożył w istniejące oprogramowanie i mógł faktycznie zacząć pracować naukowo. W tym samym czasie, kiedy my zaczynaliśmy, było już pewne praktycznie, że powstanie kolejny duży teleskop NASA. On wtedy nazywał się WFIRST, a teraz nazywa się na cześć imienia Nancy Grace Roman – Roman Space Telescope po angielsku. To jest teleskop rozmiarów teleskopu Hubble’a, ma praktycznie takie samo zwierciadło, ale ma kamerę widzenia, która ma sto razy większe pole widzenia i to jest następna duża misja kosmiczna tworzona przez NASA po Jamesie Webbie. Jest w tej samej klasie satelitów właśnie co James Webb, choć to jest mniejszy teleskop, i z niego wszystkie dane będą publicznie dostępne zaraz po zebraniu. NASA ma tutaj taką otwartą politykę, że każdy powinien być w stanie takie dane przeanalizować. Brakowało takiego oprogramowania, które byłoby właśnie dokładne na takim poziomie naukowym, ale też stosunkowo łatwe w obsłudze i do tego publicznie dostępne. Nie było takiego pakietu, który spełniałby te trzy warunki. Ja i Jennifer Yee byliśmy zaangażowani wtedy w ten projekt WFIRST i uznaliśmy, że to jest moment, kiedy naszą wiedzę przelejemy w kody źródłowe i podzielimy się z resztą społeczności astronomicznej. I rzeczywiście ten pakiet został szybko upubliczniony, jest cały czas rozwijany i używany też przez inne osoby, także ja się z tego cieszę i też przez te lata dużo się nauczyłem o tworzeniu publicznego oprogramowania.
Czy mógłby Pan teraz opowiedzieć o swojej współpracy z NASA i na czym ona polegała i też może, dlaczego Pan nie został w NASA?
Nigdy nie pracowałem w NASA, więc ciężko by mi było tam zostać, więc zacznę od końca. Z NASA współpracowałem na kilku, bym powiedział platformach, czy też poziomach.Więc ten teleskop WFIRST, czy też Roman, o którym przed chwilą mówiłem – mój poprzedni szef był w niego mocno zaangażowany. Przez siedem lat pracowałem w Stanach na Uniwersytecie Stanowym Stanu Ochio. Moim szefem był Scott Goudi i on właśnie był włączony w ten projekt Roman. Stąd ja też różne rzeczy, które robiłem, robiłem tak powoli, żeby przygotowywać ten projekt Roman. Teraz też jestem w grupie naukowców, którzy przygotowują obserwacje tego satelity, więc ja nie przykręcam śrubek, nie mogę dotknąć satelity, chociaż go widziałem, miałem taką przyjemność, ale jestem w grupie, która doradza. Na przykład jak najlepiej prowadzić obserwacje, po to, żeby jak najwięcej planet pozasłonecznych móc odkryć z tych przyszłych danych. Na przykład taki prosty dylemat jest, czy chcemy obserwować więcej pól, czy też mniej pól, ale za to z większą częstością zbierać dane. Ten dylemat nie ma prostego rozwiązania, ale to jest taka rzecz, w którą ja też jestem jakoś włączony. Moja współpraca była też wcześniej, był taki satelita, który nazywał się Kepler. On odkrył większość znanych planet pozasłonecznych. Uległ awarii częściowej i wtedy NASA wymyśliła, że można zrobić Keplera 2, czy też K2 – w skrócie, taką misję. Okazało się w którymś momencie, że można tę misję K2 wykorzystać do obserwacji mikrosoczewkowych. Ja wtedy pracowałem w Stanach, byłem jedną z osób, które znały się na mikrosoczewkowaniu, także byłem też wciągnięty w przygotowanie tej misji. Potem zająłem się analizą tych danych i okazało się,  (wszyscy to wiedzieli wcześniej, ale na koniec okazało się to jeszcze dosadniej niż przewidywaliśmy), że analiza tych danych była bardzo trudna. Problem był w tym, że Kepler miał duże piksele. Te piksele zajmowały cztery sekundy na cztery sekundy na niebie. Dla porównania teleskop OGLE ma piksele, które mają rozmiar ćwierć na ćwierć sekundy łuku, czyli naprawdę dużo mniejsze i ten teleskop był skierowany w najgęstsze rejony nieba, czyli centralne zgrubienie galaktyki, tam jest bardzo dużo gwiazd i ciężko mierzyło się jasności tych gwiazd kiedy kilka ich wpadało w jeden piksel dosłownie. Także to był mój wkład w badania NASA. Byłem też na przykład recenzentem wniosków o obserwacje na teleskopach, które NASA posiada, także na różnych etapach współpracowałem z NASA i rzeczywiście nie mam takich bezpośrednich związków jak zatrudnienie.
W takim razie przejdźmy może do najbardziej aktualnych działań Pana Profesora, realizuje Pan grant „Gwiazdowe układy podwójne jako klucz do zrozumienia początkowej funkcji mas w centralnym zgrubieniu galaktyki”, jeżeli nic nie przekręciłam.
Chyba tak, ja przyznam, że nie pamiętam tytułu grantu tak naprawdę.
Czy mógłby Pan, proszę objaśnić, na czym polega?
Oczywiście. Wyszukujemy zjawiska mikrosoczewkowania, które są powodowane przez układy podwójne. Może wyjaśnię czym jest mikrosoczewkowanie: to jest takie zjawisko, którego nie obserwujemy na co dzień w naszym życiu. Ono jest przewidziane przez Ogólną Teorię Względności Einsteina, wtedy kiedy odległe źródło światła świeci, światło biegnie do nas po linii prostej, ale jeżeli przechodzi blisko masywnego obiektu, (masywnego, czyli brązowego karła lub gwiazdy, może czarnej dziury) to jest uginane przez pole grawitacyjne tego obiektu. Przestrzeń jest zakrzywiona i, pomimo że fotonowi wydaje się, że cały czas biegnie do przodu, to ten foton jest uginany. Dzięki temu możemy obserwować pojaśnienie gwiazdy tej świecącej na niebie. Taką gwiazdę nazywamy źródłem. Ten obiekt, który ugina światło, nazywamy soczewką, więc mamy źródło i soczewkę. Wyszukujemy (mówię „wyszukujemy”, bo to nie tylko ja – jest grupa osób, która to robi) zjawiska w których albo źródło, albo soczewka jest podwójna i na tej podstawie chcemy zbudować bazę danych takich obiektów, pomierzyć ich parametry. Jak będziemy mieli parametry wszystkich tych obiektów, to określimy ich statystykę – jak często gwiazdy w dużych odległościach od Ziemi są w układach podwójnych. I to jest informacja, która jest nam potrzebna po to, żeby zmierzyć, jak dużo jest gwiazd o różnych masach w okolicach centrum galaktyki. Także to jest projekt, który ma kilka takich etapów i to jest to czym się teraz głównie zajmuję. Jeszcze może dodam jedno wyjaśnienie, mówiłem o odkrywaniu planet pozasłonecznych tą metodą, takie planety odkrywamy wokół soczewki, czyli tego obiektu, który znajduje się między nami, a źródłem, nie wokół źródła.
Czy Pańskie obecne badania działają na podobnej zasadzie, co te w przeszłości? Czy pojawiają się te same trudności?
Gdyby pojawiały się tylko te same trudności, czy też problemy badawcze, to nie byłaby nauka, trochę to byłoby rzemiosło już, także niewątpliwie zawsze wyzwania są nowe. Jak wszystko jest dobrze opracowane, to nie mamy do czynienia z nauką, tak ja to postrzegam. Więc rzeczywiście są nowe wyzwania, nowe problemy do rozwiązania, choć korzystam z narzędzi, metod, podejść, które kiedyś wykorzystywałem lub o których przeczytałem. To nie jest tak, że oczywiście znikąd wymyśla się różne rzeczy, czasem tak się zdarza, ale jednak większość tego co robią naukowcy bazuje na tym co już gdzieś widzieli, zrobili i usłyszeli.
Na koniec jeszcze pytanie, przez niektórych kochane, innych znienawidzone, pytanie o przyszłość. Jak widzi Pan swoją w obszarze mikrosoczewkowania grawitacyjnego oraz w poszukiwaniu planet pozasłonecznych? Czy jest Pan nadal zainteresowany prowadzeniem w tym zakresie badań, czy może chciałby się Pan przenieść do jakiś innych działów astronomii?
Przyszłość widzę jasną. Widzę dużo pojaśnień. Dużym pojaśnieniem na pewno będzie teleskop Roman. To jest planowane na koniec przyszłego roku. Wszystko idzie zgodnie z planem, więc jest duża szansa, że niedługo teleskop Roman zacznie zbierać dane i przesyłać je na Ziemię. Mam nadzieję, że ich jakość będzie tak dobra jak planujemy – bardzo dobra. To jest to, co widzę w takiej perspektywie trochę ponad roku, w perspektywie paru lat widzę szansę na to, że teleskop Roman pozwoli nam odkryć pierwsze egzoksiężyce. Do tej pory znamy koło 6000 egzoplanet, ale wokół żadnej z nich nie znamy księżyca, więc mam nadzieję, że odkrywanie egzoksiężyców to będzie coś, co uda się zrobić dzięki teleskopowi Roman. Chciałbym też w tym uczestniczyć.
W takim razie dziękujemy i oczywiście życzymy, żeby wszystko się powiodło i również wyczekujemy wystrzelenia teleskopu. Jeszcze raz dziękujemy za tę możliwość i oczekujemy kolejnych Pańskich badań.
Ja również dziękuję. Do widzenia.
Do widzenia.
Wywiad został przeprowadzony przez Marcelinę Berhel i Danutę Wroniszewską.
Korekta – Zofia Lamęcka
Teleskop projektu OGLE. Źródło: K.Ulaczyk and L.Wyrzykowski w Microlensing by single black-holes in the Galaxy
Zjawisko mikrosoczewkowania grawitacyjnego. Źródło: ESA/Hubble and NASA


https://astronet.pl/astronomia-w-polsce/odkrywanie-egzoplanet-za-pomoca-mikrosoczewkowania-grawitacyjnego-wywiad-z-dr-radoslawem-poleskim/

Odkrywanie egzoplanet za pomocą mikrosoczewkowania grawitacyjnego – wywiad z Dr Radosławem Poleskim.jpg

Odkrywanie egzoplanet za pomocą mikrosoczewkowania grawitacyjnego – wywiad z Dr Radosławem Poleskim2.jpg

Napisano

Astronom twierdzi, że Słońce może „usmażyć” Ziemię za pomocą superrozbłysku
2025-05-11. Admin.
Potężne słoneczne superrozbłyski zagrażają ziemskiej technologii częściej niż sądziliśmy. Słońce jest znane z tego, że wywołuje potężne burze słoneczne – ogromne eksplozje energii i cząstek subatomowych. Jeśli wszystko to będzie skierowane na Ziemię, może to doprowadzić do zorzy polarnej, zakłóceń w działaniu systemów energetycznych oraz chaosu w satelitach na orbicie.
Burze słoneczne mają naturę magnetyczną. Zgodnie z podstawową zasadą fizyki, naładowane cząstki, poruszając się, wytwarzają wokół siebie pole magnetyczne. Słońce wypełnione jest naładowanymi cząsteczkami, ponieważ jego wnętrze jest tak gorące, że atomy tracą jeden lub więcej elektronów, tworząc plazmę. Bardzo gorąca plazma bliżej jądra unosi się, natomiast chłodniejsza plazma przy powierzchni opada. W ten sposób powstają wysokie kolumny konwekcyjnego materiału, z których każda ma własne pole magnetyczne. Nagły błysk światła, któremu towarzyszy kolosalne uwolnienie cząstek subatomowych, nazywa się rozbłyskiem słonecznym.
Najpotężniejszy rozbłysk, jaki kiedykolwiek zmierzono, miał miejsce w 2003 roku. W jego wyniku w ciągu kilku godzin uwolniło się około 7×10²⁵ dżuli energii. Jest to mniej więcej tyle, ile Słońce emituje w ciągu jednej piątej sekundy.
Są powody, by podejrzewać, że Słońce może wyzwolić jeszcze większe rozbłyski. W przypadku niektórych gwiazd dochodzi do tzw. superrozbłysków. Całkowita ilość energii uwalnianej w tym procesie wynosi 10²⁹ dżuli, co odpowiada energii emitowanej przez Słońce w ciągu 20 minut.
W badaniu opublikowanym pod koniec 2024 r. w czasopiśmie Science naukowcy odkryli 2889 prawdopodobnych superrozbłysków na 2527 gwiazdach podobnych do Słońca. Oznacza to, że taki wybuch epidemii zdarza się średnio raz na stulecie. To rewelacyjna zmiana w stosunku do wcześniejszych badań, które sugerowały, że superrozbłyski zdarzają się raz na tysiąc, a nawet dziesięć tysięcy lat.
Astronomowie ustalili, że gwiazdy podobne do Słońce mogą emitować potencjalnie katastrofalne w skutkach rozbłyski mniej więcej raz na sto lat. Międzynarodowy zespół badaczy pod przewodnictwem uczonych z Instytutu Maxa Plancka ds. Badań Układu Słonecznego w Niemczech przeanalizował ponad 50 tysięcy gwiazd, uzyskując najbardziej precyzyjne dotąd wyniki w tej dziedzinie.
Superrozbłyski są uważane za średnio 10 tys. razy silniejsze od zdarzenia z 1859 r. To znacząco więcej niż najsilniejsza burza słoneczna w nowożytnej historii – wydarzenia Carringtona, które zniszczyło światową sieć telegraficzną i doprowadziło do pojawienia się zórz polarnych na całym świecie, nawet w tropikach.
Nawet jeśli na Słońcu dojdzie do superrozbłysku, konsekwencje dla życia na Ziemi będą minimalne. Chodzi o to, że pole magnetyczne naszej planety działa jak tarcza chroniąca przed cząstkami subatomowymi, a atmosfera pochłaniałaby większość związanego z tym wysokoenergetycznego promieniowania elektromagnetycznego.
Kolejną sprawą są nasze technologie. Potężny rozbłysk może uszkodzić urządzenia elektroniczne na wszystkich satelitach, oprócz najbardziej odpornych, oraz zakłócić działanie sieci energetycznych, powodując rozległe i długotrwałe przerwy w dostawie prądu. Skutkiem superrozbłysku mogłyby być przerwy w dostawie prądu trwające tygodnie, a nawet miesiące.
Takie zjawisko mogłoby jednak poważnie uszkodzić ziemską infrastrukturę oraz satelity, a także zablokować komunikację radiową i zmienić sygnały GPS. Systemy komunikacji radiowej wysokiej częstotliwości są szczególnie narażone na zakłócenia przez nagły wzrost promieniowania, co może wpłynąć na działanie systemów używanych przez lotnictwo, wojsko czy służby ratunkowe.
Jednocześnie warto zauważyć, że znajdujemy się obecnie w okresie maksimum aktywności 11-letniego cyklu słonecznego. Z analizy badaczy wynika, że maksimum 25. cyklu słonecznego najprawdopodobniej nastąpi na początku 2024 roku, nie później niż do września tego roku. To sprawia, że rozbłyski słoneczne są obecnie szczególnie częste, chociaż superrozbłysk pozostaje zjawiskiem rzadkim.
 Naukowcy sugerują, że najlepszym sposobem przygotowania się na silne burze słoneczne jest ich niezawodne i terminowe prognozowanie. Od 2031 roku pomoże w tym sonda ESA Vigil. Ma ona zająć taką pozycję w kosmosie, aby mogła „patrzeć" na Słońce z boku. Dzięki temu zauważy niebezpieczne procesy wcześniej niż inne sondy znajdujące się na Ziemi.
Źródło: zmianynaziemi.pl
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/astronom-twierdzi-ze-slonce-moze-usmazyc-ziemie-za-pomoca-superrozblysku

Astronom twierdzi, że Słońce może usmażyć Ziemię za pomocą superrozbłysku.jpg

Astronom twierdzi, że Słońce może usmażyć Ziemię za pomocą superrozbłysku2.jpg

Napisano

Szok! Chiny rozbudują swoją stację kosmiczną. Tiangong urośnie
2025-05-11. Radek Kosarzycki
Przez ponad dwie dekady ludzie bezustannie mieli swoich przedstawicieli na orbicie okołoziemskiej. Międzynarodowa Stacja Kosmiczna, której budowę rozpoczęto pod koniec XX wieku do dzisiaj jest bezustannie zamieszkana przez kolejne załogi astronautów z całego świata. Sytuacja zmieniła się istotnie zaledwie kilka lat temu, kiedy to bez większego ostrzeżenia chińscy naukowcy ogłosili plany budowy własnej stacji kosmicznej na orbicie. Choć początkowo podchodzono do tego pomysłu ze sceptycyzmem, to okazało się, że wciągu zaledwie 1,5 roku naukowcom z Państwa Środka udało się ukończyć budowę Tiangong.
Od 2022 roku chińscy astronauci bezustannie latają na pokład własnej stacji kosmicznej i wykonują tam eksperymenty. Zaledwie kilka tygodni temu przedstawicieli chińskiej administracji kosmicznej ogłosili, że wkrótce na pokład stacji Tiangong polecą pierwsi astronauci z innego kraju niż Chiny. Państwo Środka chce bowiem rozwinąć alternatywny dla zachodniego system współpracy międzynarodowej w przemyśle kosmicznym. Choć obecnie wiadomo tylko o tym, że pierwszymi astronautami zagranicznymi na pokładzie stacji będą Pakistańczycy, to już teraz wiadomo, że liczba państw zainteresowanych taką współpracą jest bardzo długa. Podczas gdy Zachód przygotowuje się do zakończenia programu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, Chiny dopiero rozwijają kosmiczne skrzydła.
Jak się okazuje, to jeszcze nie koniec. Przedstawiciele chińskiej administracji kosmicznej poinformowali właśnie o planach rozbudowy swojej stacji kosmicznej. Uzasadnienie takiego ruchu jest proste: rośnie zapotrzebowanie na miejsce na pokładzie stacji, zarówno do przeprowadzania dodatkowych eksperymentów, jak i dla dodatkowych astronautów z zagranicy.
Wbrew pozorom nie jest to tylko jakiś wstępny plan. Inżynierowie z CASC poinformowali już, że kolejne moduły stacji zostaną wyniesione na orbitę za pomocą rakiety Długi Marsz 5B, największej rakiety w chińskim parku kosmicznym.
Nie ma jeszcze konkretnych dat planowanych startów, ale pewne jest, że stacja Tiangong, która obecnie składa się z trzech modułów wyniesionych na orbitę w latach 2021-2022, wkrótce zmieni swój kształt.
Jak się można spodziewać, pierwszym z nowych modułów, będzie moduł wielofunkcyjny z sześcioma portami dokowania, do których następnie dołączane będą nowe moduły. Dodatkowo część włazów będzie wykorzystywana do cumowania statków, którymi na pokład stacji będą przylatywać astronauci z innych krajów niż Chiny, którzy zapewnie będą realizowali krótsze misje od tradycyjnych sześciomiesięcznych realizowanych przez chińskich astronautów.
Warto tutaj podkreślić, że chińscy naukowcy już teraz pracują nad zupełnie nowym statkiem kosmicznym, który ostatecznie powstanie w dwóch wersjach: pierwsza będzie wykorzystywana do transportowania astronautów na niską orbitę okołoziemską, druga będzie służyła do realizacji załogowych misji księżycowych. Statek ten będzie w stanie zabrać na pokład nawet siedmiu astronautów jednocześnie i będzie wynoszony na orbitę za pomocą przygotowywanej obecnie nowej rakiety Długi Marsz 10. Pierwszy start nowej rakiety planowany jest obecnie na 2026 roku. To zresztą ona będzie wynosiła astronautów także w podróż kosmiczną.
https://www.focus.pl/artykul/chiny-rozbudowa-stacja-kosmiczna-tiangong

Szok! Chiny rozbudują swoją stację kosmiczną. Tiangong urośnie.jpg

Napisano

Zupełnie nowy proces? Neutrina mogą powstawać w nieznany dotąd sposób
2025-05-11. Radek Kosarzycki
Na południowym biegunie Ziemi znajduje się jedno z najbardziej fascynujących obserwatoriów na Ziemi. Zamiast teleskopu, naukowcy wykorzystują tam lód do rejestrowania sygnałów z odległego kosmosu. Owo obserwatorium zwane IceCube nie rejestruje jednak promieni świetlnych, a wysokoenergetyczne cząstki subatomowe, jakimi są neutrina. Ponad 5000 czujników umieszczonych w czystym lodzie o objętości 1 kilometra sześciennego rejestrują delikatne promieniowanie emitowane w momencie zderzenia neutrina z cząsteczkami lodu. Czy taki „teleskop” jest w stanie zarejestrować coś konkretnego?
W danych z tego nietypowego obserwatorium naukowcy znaleźli ostatnio bardzo silny strumień neutrin z galaktyki skatalogowanej pod numerem NGC 1068, znanej także jako Galaktyka Kałamarnica. Najciekawszy jednak nie był tutaj sam strumień tych ulotnych cząstek, a fakt, że nie towarzyszył mu równie silny strumień promieniowania gamma, jaki zwykle towarzyszy neutrinom. Powstało zatem pytanie o to, w jaki sposób owe cząstki powstały.
Problem polega bowiem na tym, że według tradycyjnych modeli astrofizycznych, wysokoenergetyczne neutrina i promienie gamma powstają jednocześnie, na przykład w wyniku zderzeń protonów z fotonami w aktywnych jądrach galaktycznych. Jednak obserwacje NGC 1068 wyraźnie odbiegają od tego schematu: naukowcy zarejestrowali silny strumień neutrin, ale towarzyszące mu promieniowanie gamma okazało się zaskakująco słabe i miało odmienną charakterystykę widmową.
W odpowiedzi na tę anomalię, zespół fizyków z UCLA, Uniwersytetu w Osace oraz Instytutu Kavliego w Tokio zaproponował nową hipotezę, opublikowaną na łamach Physical Review Letters. Według badaczy źródłem neutrin mogą być nie zderzenia protonów i fotonów, lecz rozpad jąder helu w relatywistycznych dżetach emitowanych przez supermasywną czarną dziurę w centrum galaktyki.
Jak tłumaczą naukowcy, jądra helu, poruszające się z ogromną prędkością w strumieniach materii wyrzucanych z otoczenia czarnej dziury, mogą zderzać się z fotonami ultrafioletowymi w jej pobliżu. W wyniku tych zderzeń dochodzi do rozpadu jąder, co prowadzi do uwolnienia neutronów. Ponieważ neutrony są nietrwałe poza jądrem atomowym, szybko rozpadają się na protony, elektrony i neutrina — ale bez towarzyszącej emisji promieniowania gamma. Taki proces tłumaczy zarówno energię zaobserwowanych neutrin, jak i słaby sygnał promieniowania gamma.
Dodatkowo, elektrony powstające podczas takiego rozpadu jądra helu mogą oddziaływać z otaczającym promieniowaniem, generując słaby sygnał gamma, dokładnie taki jak zarejestrowany wraz ze strumieniem promieniowania gamma.
To przełomowe odkrycie dostarcza cennych informacji o ekstremalnych warunkach panujących w otoczeniu supermasywnych czarnych dziur, w tym tej znajdującej się w centrum naszej Galaktyki. Zrozumienie tych środowisk może pomóc w rozwikłaniu zagadki najbardziej energetycznych zjawisk we Wszechświecie.
Naukowcy podkreślają, że może to być początek nowej ery w astronomii neutrin. Jeśli podobne mechanizmy zostaną potwierdzone w innych galaktykach, zyskamy nowe narzędzie do badania najbardziej tajemniczych cząstek we Wszechświecie i poznawania procesów napędzających jego najbardziej energetyczne struktury.

https://www.focus.pl/artykul/indie-bron-laserowa-mk-iia

Zupełnie nowy proces Neutrina mogą powstawać w nieznany dotąd sposób.jpg

Napisano

Skorupa Wenus jest zaskakująco cienka.
2025-05-12 Radek Kosarzycki
Najnowsze badania znacząco zmieniają nasze rozumienie geologii Wenus, ujawniając nieoczekiwaną dynamikę w jej skorupie. Choć często nazywana „gorącą bliźniaczką Ziemi”, Wenus wykazuje zupełnie odmienne zachowanie swojej zewnętrznej warstwy – wynika z analizy opublikowanej w periodyku Nature Communications.
W odróżnieniu od Ziemi, której skorupa składa się z ruchomych płyt tektonicznych, które powoli przemieszczają się, zderzają i zanurzają w płaszczu, Wenus posiada jednolitą, pozornie nieruchomą litosferę. Przez długi czas sądzono, że w takich warunkach skorupa tej planety powinna systematycznie się pogrubiać. Tymczasem nowe modele wskazują, że Wenus doświadcza procesów przypominających metamorfizm, które nie tylko ograniczają grubość skorupy, ale mogą też napędzać aktywność wulkaniczną.
Na Ziemi subdukcja – czyli proces, w którym jedna płyta tektoniczna wsuwa się pod drugą – reguluje grubość skorupy i generuje warunki (wysokie ciśnienie i temperaturę), które prowadzą do przekształcania skał, tzw. metamorfizmu płyty ulegającej wsunięciu pod inną płytę. Te przemiany sprzyjają erupcjom wulkanicznym i recyklingowi materiału skalnego we wnętrzu planety. Wenus, pozbawiona tektoniki płyt, do tej pory nie wykazywała wyraźnych oznak podobnych mechanizmów wewnętrznych.
Wykorzystując zaawansowane symulacje, badacze oszacowali, że skorupa Wenus ma średnio około 40 kilometrów grubości, osiągając maksymalnie do 65 kilometrów. Te wartości zaskoczyły naukowców, biorąc pod uwagę ekstremalne warunki panujące na powierzchni planety – wysokie ciśnienie i temperaturę przekraczającą 460°C. Kluczowym odkryciem jest to, że wraz z pogrubianiem się skorupy, gęste skały u jej podstawy osiągają stan krytyczny – albo oddzielają się i opadają do płaszcza, albo nagrzewają się do punktu, w którym zaczynają się topić. W obu przypadkach materia skalna może powrócić do wnętrza planety, co stanowi alternatywny mechanizm recyklingu bez udziału tektoniki płyt.
Ten proces głębokiego metamorfizmu może tłumaczyć obserwowaną aktywność geologiczną Wenus, w tym liczne erupcje wulkaniczne. Kiedy gęsty materiał dolnej części skorupy odrywa się lub topi, może transportować wodę i inne pierwiastki z powrotem do płaszcza, uruchamiając procesy, które prowadzą do wulkanizmu. Odkrycie to oferuje nową perspektywę na to, w jaki sposób Wenus przetwarza składniki swojej skorupy i zachowuje wewnętrzną aktywność.
Wnioski te mają istotne znaczenie nie tylko dla zrozumienia geologii Wenus, ale również jej atmosfery i historii powierzchni. Naukowcy zyskują nowe narzędzie do badania planet skalistych pozbawionych tektoniki płyt – model, który może zmienić sposób interpretowania wnętrz takich obiektów w całym Układzie Słonecznym i poza nim.
Kolejnym krokiem będzie przetestowanie tych hipotez za pomocą danych obserwacyjnych. Nadchodzące misje NASA – DAVINCI i VERITAS – oraz europejska sonda EnVision, mają na celu dostarczenie szczegółowych informacji o powierzchni i atmosferze Wenus. Ich wyniki mogą okazać się kluczowe w potwierdzeniu, czy procesy takie jak głęboki metamorfizm i wewnętrzny recykling rzeczywiście wciąż kształtują tę tajemniczą planetę.
Chociaż przypuszcza się, że Wenus jest obecnie geologicznie aktywna, rzeczywisty zakres tej aktywności pozostaje nieznany. Obecne badania wskazują na dynamiczny system wewnętrzny, ale aby w pełni zrozumieć, jak skorupa, płaszcz i atmosfera oddziałują na siebie, konieczne są dalsze obserwacje i analizy.
Źródło: Nature Communications
https://www.pulskosmosu.pl/2025/05/skorupa-wenus-jest-zaskakujaco-cienka/

Skorupa Wenus jest zaskakująco cienka..jpg

Napisano

Chiny planują ambitną misję na Wenus: próbki z atmosfery mają wrócić na Ziemię
2025-05-12. Radek Kosarzycki
Chiny przygotowują jedną z najbardziej ambitnych misji kosmicznych w historii: planują przeniknąć przez toksyczną atmosferę Wenus i sprowadzić na Ziemię pobrane z niej próbki — czego dotąd nie dokonało żadne inne państwo. Za przedsięwzięciem stoją wspólnie Chińska Akademia Nauk (CAS), Chińska Narodowa Agencja Kosmiczna (CNSA) oraz Chińskie Biuro Inżynierii Lotów Załogowych (CMSEO). Start misji planowany jest na lata 2028–2035.
Wenus to jedno z najbardziej nieprzyjaznych miejsc w Układzie Słonecznym. Jej powierzchnię cechują ekstremalne temperatury, sięgające 460°C, miażdżące ciśnienie atmosferyczne oraz gęsta atmosfera zdominowana przez dwutlenek węgla i chmury kwasu siarkowego. Mimo tych skrajnych warunków naukowcy coraz poważniej rozważają możliwość istnienia mikroorganizmów w wyższych warstwach chmur Wenus — hipoteza ta ponownie zyskała na popularności po niedawnych badaniach sugerujących potencjalne oznaki aktywności biologicznej. Kto wszak nie pamięta fosfin, prawda?
Potencjalna chińska misja ma na celu bezpośrednie zbadanie tej możliwości. Niedawno w mediach społecznościowych pojawił się slajd z wewnętrznych dokumentów projektowych, rzucający nieco światła na założenia przedsięwzięcia. Wśród celów misji znajdują się: poszukiwanie oznak życia, zbadanie ewolucji atmosfery planety oraz wyjaśnienie zagadki pochłaniania przez Wenus promieniowania ultrafioletowego — zjawiska od lat intrygującego planetologów.
Plan zakłada wykorzystanie co najmniej dwóch sond kosmicznych. Jedna z nich pozostanie na orbicie Wenus, pełniąc funkcję platformy komunikacyjnej i powrotnej. Druga — moduł atmosferyczny — zanurzy się w gęstej, burzliwej atmosferze planety, by pobrać próbki gazów i aerozoli. Następnie próbki zostaną przesłane z powrotem na pokład orbitera, który podejmie się zadania powrotu na Ziemię.
Sprowadzenie próbek na Ziemię umożliwiłoby naukowcom przeprowadzenie analiz znacznie dokładniejszych niż te, które można wykonać za pomocą instrumentów pracujących w ekstremalnych warunkach Wenus. Trzeba jednak pamiętać transport materiału na odległość dziesiątek milionów kilometrów to ogromne wyzwanie inżynieryjne.
Ludzkość już wcześniej badała Wenus — głównie w czasach radzieckich. Misje Związku Radzieckiego w drugiej połowie XX wieku zdołały przesłać dane i zdjęcia z powierzchni planety, zanim lądowniki uległy zniszczeniu wskutek oddziaływania ekstremalnych warunków. Jednak były to misje jednokierunkowe — żaden statek nigdy nie wrócił z Wenus ani z jej atmosfery.
Nawet niewielka ilość materii atmosferycznej, przywieziona na Ziemię, mogłaby znacząco poszerzyć naszą wiedzę o tej tajemniczej planecie. Odpowiedzi na pytania o jej klimat, chemię i potencjał do podtrzymywania życia mogą rzucić nowe światło na procesy ewolucji planet — zarówno w naszym Układzie Słonecznym, jak i w odległych układach planetarnych.
https://www.pulskosmosu.pl/2025/05/chiny-probki-atmosfery-z-wenus/?fbclid=IwY2xjawKOjK5leHRuA2FlbQIxMABicmlkETA0T0hrajV2NnZHakpadldOAR4wjqVhpu3JQY8YQEhROxHCZRApSzl9CMW7TDRHBVAu_sWgi60GsDaMZqWY9g_aem_gZS_SyXDN-qO4RdpRFkrsA

Chiny planują ambitną misję na Wenus próbki z atmosfery mają wrócić na Ziemię.jpg

Napisano

Kosmiczne Klify nabrały głębi. Fenomenalny widok z teleskopu Jamesa Webba właśnie ożył
2025-05-12. Radek Kosarzycki
W 2022 roku to było jedno z najbardziej spektakularnych zdjęć stworzonych przez nowo wystrzelony w przestrzeń kosmiczną Teleskop Jamesa Webba. Teraz obraz ten powraca w zupełnie nowej i znacznie bardziej imponującej wersji. Obraz tzw. Kosmicznych klifów został bowiem ożywiony i otrzymał prawdziwą głębię w nowej, trójwymiarowej wizualizacji zatytułowanej „Exploring the Cosmic Cliffs in 3D”. Po raz pierwszy w historii możemy zobaczyć fenomenalne klify w trzech wymiarach.
Wizualizacja została po raz pierwszy zaprezentowana podczas specjalnego wydarzenia organizowanego przez Międzynarodowe Towarzystwo Planetariów (International Planetarium Society), z okazji setnej rocznicy powstania pierwszego publicznego planetarium, otwartego w Monachium w 1923 roku.
Kosmiczne Klify, po raz pierwszy pokazane światu w lipcu 2022 roku jako część inauguracyjnej serii zdjęć z Webba. Zdjęcie przedstawia fragment mgławicy Gum 31, znajdującej się w odległości około 7600 lat świetlnych od Ziemi. Gum 31 wraz z młodą gromadą gwiazd NGC 3324 należy do znacznie większego kompleksu Mgławicy Carina – jednego z najbardziej aktywnych obszarów narodzin gwiazd w Drodze Mlecznej. Ten kosmiczny żłobek, aż kipi od intensywnych procesów fizycznych i chemicznych, których skutkiem jest powstawanie nowych słońc, a z czasem także planet, które będą krążyć wokół nich, tworząc nowe układy planetarne.
Choć widok na zdjęciu na pierwszy rzut oka przypomina skalisty krajobraz z monumentalnymi klifami i dolinami, to w rzeczywistości mamy tutaj do czynienia ze strukturami uformowanymi z gorącego gazu i pyłu. Za ich powstanie odpowiadają oddziaływania potężnych wiatrów gwiazdowych i promieniowania ultrafioletowego emitowanego przez młode, masywne gwiazdy w NGC 3324. Energia tych gwiazd „wydrążyła” w mgławicy ogromną jamę – część jej ściany widoczna jest jako dramatyczna krawędź Kosmicznych Klifów. Co ciekawe, fragment tej kosmicznej bańki rozciąga się także ponad klifami.
W animacji widać także delikatne smugi, przypominające parę wodną unoszącą się z górskich szczytów. Jak można się jednak domyślić, to wcale nie jest para wodna, a jedynie zjonizowany, gorący gaz i liczne ziarna pyłu wypychane z mgławicy przez silne promieniowanie. Ta „mgiełka” odpowiada za eteryczny, niemal malarski wygląd całej sceny, który poruszył wyobraźnię ludzi na całym świecie.
Jeszcze większe wrażenie robią jasnożółte łuki i smugi: tutaj mamy natomiast do czynienia z silnymi strumieniami materii emitowanymi z otoczenia bardzo młodych protogwiazd, które na tym etapie dopiero formują się w lokalnych zagęszczeniach pyłu. Takie wypływy – tzw. dżety protogwiazdowe – są nieodłącznym elementem wczesnego etapu życia gwiazd. Ich obecność jest dowodem na to, że w tym regionie wciąż aktywnie rodzą się nowe gwiazdy. Animacja kończy się dramatycznym przelotem w pobliżu jednego z takich dżetów, widocznego w prawym górnym rogu kadru – to wąska wiązka materii, wyrzucana z biegunów protogwiazdy z ogromną prędkością.
Myliłby się jednak ten, kto by pomyślał, że wizualizacja ta ma wartość jedynie estetyczną. To, co widać na płaskich, dwuwymiarowych zdjęciach przestrzeni kosmicznej jest tak bardzo różne, od tego, z czym mamy do czynienia na co dzień, że spoglądając nawet na najbardziej wyraźne zdjęcia, tak naprawdę nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić tego, na co patrzymy. Wizualizacja 3D pełni zatem swoistą funkcję edukacyjną i dodaje nam odpowiedniej perspektywy do interpretacji tak fenomenalnego widoku. Struktury gazowe i pyłowe dzięki niej nabierają prawdziwego kształtu i przedstawiają przestrzeń taką, jaką ona jest w trzech wymiarach.
Exploring the Cosmic Cliffs in 3D
https://www.youtube.com/watch?v=UFaZeXHBpsA

https://www.focus.pl/artykul/kosmiczne-klify-teleskop-jamesa-webba-3d

Kosmiczne Klify nabrały głębi. Fenomenalny widok z teleskopu Jamesa Webba właśnie ożył.jpg

Napisano

Galaktyka Bodego na fenomenalnym zdjęciu. Wykonał je amator
2025-05-12. Radek Kosarzycki
Gdy spoglądamy na nocne niebo, w zależności od warunków pogodowych zobaczymy przede wszystkim mnóstwo gwiazd. Pech jednak chce, że znajdujemy się w takim miejscu przestrzeni kosmicznej, że wszystkie otaczające nas galaktyki są albo całkowicie niewidoczne gołym okiem, albo – jak M31 (Galaktyka Andromedy) – znajdują się dosłownie na granicy widzialności. Zachwyt nocnym niebem byłby całkowicie naturalny, gdyby choć kilka galaktyk było widocznych wyraźnie gołym okiem. Od czego jednak są lornetki, lunety, teleskopy i aparaty fotograficzne?
Joel Martin, amator astrofotografii wykorzystał swój sprzęt podczas odbywającego się w lutym Festiwalu Ciemnego Nieba w kalifornijskim Parku Narodowym Doliny Śmierci, do uchwycenia spektakularnego zdjęcia tzw. Galaktyki Bodego skatalogowanej pod numerem Messier 81 (M81). Zdjęcie zrobione nocą 21 lutego 2025 roku ukazuje majestatyczną galaktykę spiralną w niezwykłych szczegółach.
Używając teleskopu Newtona o ogniskowej 150 mm f/4, do którego podłączono kolorową kamerę ASI533, Martin wykonał 18 zdjęć o czasie naświetlanie 300 sekund każda, które następnie zostały na siebie nałożone, aby uzyskać efekt finalny. Warto tu podkreślić, że wykorzystana przez niego kamera umożliwiała uchwycenie pełnej palety kolorów, dzięki czemu nie było konieczności stosowania dodatkowych filtrów. Wynik? Fenomenalne zdjęcie przedstawiające galaktykę oddaloną od nas o 11,6 miliona lat świetlnych.
Na zdjęciu widoczne są delikatne szczegóły rozległych ramion spiralnych M81, gdzie jasne, niebieskawe obszary świadczą o wciąż aktywnym procesie formowania się gwiazd. Jądro galaktyki świeci natomiast połączonym światłem starszych, czerwonych gwiazd krążących wokół ogromnej centralnej czarnej dziury. Warto tutaj podkreślić, że supermasywna czarna dziura w centrum tej konkretnej galaktyki jest aż 15 razy masywniejsza od supermasywnej czarnej dziury w centrum naszej Drogi Mlecznej.
Galaktyka Bodego, nazwana na cześć niemieckiego astronoma Johanna Elerta Bodego, który odkrył ją w 1774 roku, znajduje się w gwiazdozbiorze Wielkiej Niedźwiedzicy. Jej obserwowana wielkość gwiazdowa wynosi +6,94, co czyni ją zarazem jedną z najjaśniejszych galaktyk widocznych z półkuli północnej oraz wciąż niewidoczną dla nieuzbrojonego ludzkiego oka. Nie zmienia to faktu, że wystarczy nawet nieznacznie „uzbroić” to oko, np. w lornetkę, czy też niewielki teleskop, aby dostrzec już jej jądro i delikatną spiralną strukturę.
Aby znaleźć Galaktykę Bodego na nocnym niebie, najpierw należy znaleźć Wielki Wóz, asteryzm będący częścią gwiazdozbioru Wielkiej Niedźwiedzicy. Następnie należy zlokalizować gwiazdę Phecda znajdująca się w dolnej części „wozu” od strony dyszla, a następnie po przekątnej przeciągnąć linię ku górnej gwieździe „wozu” zwanej Dubhe. Jeżeli przedłużymy tę linię dwukrotnie poza Dubhe, dotrzemy do lokalizacji galaktyki M81. Gołym okiem jej nie zobaczycie, ale wystarczy w to samo miejsce skierować lornetkę, aby dostrzec, że ona faktycznie tam jest.

Galaktyka Bodego. Źródło: Joel Martin

https://www.focus.pl/artykul/galaktyka-bodego-m81

Galaktyka Bodego na fenomenalnym zdjęciu. Wykonał je amator.jpg

Napisano

Czarna dziura rozerwała gwiazdę. Doszło do tego w zaskakującym miejscu
2025-05-12. Radek Kosarzycki
W ramach przełomowych obserwacji astronomowie korzystający z Kosmicznego Teleskopu Hubble’a zaobserwowali supermasywną czarną dziurę znajdującą się daleko od centrum swojej galaktyki, która dosłownie rozerwała gwiazdę na strzępy.
To niezwykle rzadkie zjawisko, oznaczone jako AT2024tvd, miało miejsce około 600 milionów lat świetlnych od Ziemi i stanowi pierwsze potwierdzone obserwacyjnie pozacentralne zdarzenie rozerwania pływowego (ang. TDE, tidal disruption event). Do takiego zdarzenia dochodzi, gdy gwiazda zbliży się zbyt blisko czarnej dziury i zostaje brutalnie rozciągnięta, a następnie rozerwana przez jej potężne siły grawitacyjne — proces określany przez naukowców jako „spaghetyfikacja”.
Zazwyczaj supermasywne czarne dziury — o masach miliony, a nawet miliardy razy większych od masy Słońca — rezydują w gęstych, centralnych rejonach galaktyk. Tymczasem czarna dziura odpowiedzialna za AT2024tvd, której masę oszacowano na około milion mas Słońca, znajdowała się aż 2600 lat świetlnych od jądra swojej galaktyki. Tak znaczne oddalenie od centrum czyni to odkrycie wyjątkowym — dostarcza bowiem pierwszego bezpośredniego dowodu na to, że tzw. „swobodna” czarna dziura może aktywnie pochłaniać gwiazdy.
Zdarzenie zostało po raz pierwszy zarejestrowane przez Zwicky Transient Facility jako nagły, jasny rozbłysk na niebie, charakterystyczny dla TDE. Późniejsze obserwacje przeprowadzone przez teleskop Hubble’a potwierdziły, że źródło rozbłysku znajduje się nie w centrum galaktyki, lecz daleko poza nim. Dalsza analiza wykazała również, że w jądrze tej samej galaktyki znajduje się druga, znacznie masywniejsza czarna dziura, o masie około 100 milionów mas Słońca.
Obecność dwóch supermasywnych czarnych dziur w jednej galaktyce nie jest zaskakująca. Wiadomo, że galaktyki często łączą się ze sobą, a podczas takich procesów czarne dziury pochodzące z kolidujących układów mogą zostać czasowo wypchnięte z centrum nowo powstałej galaktyki. Astronomowie od dawna podejrzewali istnienie takich wędrujących czarnych dziur, ale dotychczas brakowało jednoznacznych dowodów obserwacyjnych — aż do teraz.
Na ogół czarne dziury pozostają niewidoczne, chyba że oddziałują z otoczeniem, na przykład z pobliskimi gwiazdami czy obłokami gazu. W takich przypadkach emitują potężne wybuchy promieniowania, które można wykryć za pomocą teleskopów. Zdarzenia takie jak AT2024tvd są jednak skrajnie rzadkie — szacuje się, że w jednej galaktyce dochodzi do nich średnio raz na 30 tysięcy lat.
Odkrycie nie tylko potwierdza istnienie supermasywnych czarnych dziur poza centrami galaktyk, ale również wskazuje nową metodę ich wykrywania. Tego typu rozerwania pływowe stają się „kosmicznymi latarniami”, pozwalając astronomom śledzić te nieuchwytne obiekty i badać ich historię oraz ewolucję.
Jedna z wiodących hipotez sugeruje, że obserwowana czarna dziura mogła zostać wyrzucona ze środka galaktyki w wyniku gwałtownej interakcji z inną czarną dziurą lub jest pozostałością po mniejszej galaktyce, która zderzyła się z większą ponad miliard lat temu. Jeśli tak, w przyszłości może ona spiralnie opaść w kierunku centrum galaktyki i ostatecznie połączyć się z centralną czarną dziurą.
To przełomowe odkrycie przybliża nas do zrozumienia nie tylko życia czarnych dziur, ale również złożonej dynamiki ewolucji galaktyk.
https://www.pulskosmosu.pl/2025/05/czarna-dziura-rozerwala-gwiazde-nie-w-centrum-galaktyki/

Czarna dziura rozerwała gwiazdę. Doszło do tego w zaskakującym miejscu.jpg

Napisano

Wszechświat rozpadnie się szybciej, niż nam się wydawało. Nowe obliczenia zaskakują
2025-05-12. Radek Kosarzycki
Najnowsze badania przeprowadzone przez zespół holenderskich naukowców wskazują, że kres wszechświata może nadejść znacznie szybciej, niż dotychczas zakładano. Podczas gdy wcześniejsze szacunki sugerowały, że koniec kosmosu nastąpi za niewyobrażalne 10^1100 lat, nowe obliczenia skracają ten czas do (nie oszukujmy się, także niewyobrażalnych) około 10^78 lat. Ta istotna korekta wynika z nowej analizy promieniowania Hawkinga i jego potencjalnych konsekwencji dla losu najbardziej trwałych obiektów we wszechświecie.
Wyniki badań opublikowano w periodyku Journal of Cosmology and Astroparticle Physics. Ich autorami są fizycy i matematyk z Uniwersytetu Radboud w Nijmegen. Już w 2023 roku ten sam zespół wywołał poruszenie w środowisku naukowym, sugerując, że parowanie – zjawisko wcześniej przypisywane wyłącznie czarnym dziurom – może dotyczyć również innych gęstych, kompaktowych pozostałości po gwiazdach, takich jak gwiazdy neutronowe.
Zainspirowani pytaniami, jakie pojawiły się po ich wcześniejszej publikacji, badacze postanowili dokładniej oszacować, jak długo może potrwać proces rozpadu wszystkich obiektów tego typu we wszechświecie. Najnowsze wyniki wskazują, że białe karły – powoli stygnące, żarzące się resztki gwiazd, uważane za jedne z najbardziej długowiecznych obiektów we wszechświecie – również mogą z czasem wyparować, i to w znacznie krótszym czasie niż dotąd sądzono. Według nowego modelu znikną one w ciągu 10^78 lat, co stawia pod znakiem zapytania wcześniejsze prognozy zakładające ich istnienie przez nawet 10^1100 lat.
Podstawą tej analizy jest reinterpretacja promieniowania Hawkinga – przełomowej koncepcji zaproponowanej przez Stephena Hawkinga w 1975 roku. Według niej, w pobliżu horyzontu zdarzeń czarnej dziury mogą powstawać pary wirtualnych cząstek. Jedna z nich zostaje pochłonięta przez czarną dziurę, druga natomiast ucieka w przestrzeń kosmiczną, prowadząc do stopniowej utraty masy przez czarną dziurę. Była to rewolucyjna idea, stojąca w sprzeczności z ogólną teorią względności Einsteina, która zakładała, że czarne dziury mogą jedynie rosnąć, pochłaniając materię i energię.
Naukowcy z Radboud poszli o krok dalej i wykazali, że każdy obiekt posiadający pole grawitacyjne – nie tylko czarne dziury – może teoretycznie emitować promieniowanie Hawkinga i z czasem wyparować. Ich obliczenia sugerują, że czas potrzebny do całkowitego parowania zależy wyłącznie od gęstości obiektu. Co zaskakujące, przewidują oni, że gwiazdy neutronowe i czarne dziury o masie gwiazdowej wyparują w zbliżonym czasie – około 10^67 lat. Ta pozorna sprzeczność tłumaczona jest tym, że czarne dziury, jako obiekty bez stałej powierzchni, pochłaniają część własnego promieniowania, co spowalnia proces ich zaniku.
Walter van Suijlekom podkreśla, że kluczem do tych odkryć było interdyscyplinarne podejście, łączące astrofizykę, mechanikę kwantową i matematykę. Naukowcy traktują swoje badania nie tylko jako nową próbę oszacowania przyszłości wszechświata, ale przede wszystkim jako krok w stronę głębszego zrozumienia natury grawitacji kwantowej. Poszerzając granice obowiązujących teorii, mają nadzieję zbliżyć się do pełnego wyjaśnienia fenomenu promieniowania Hawkinga.
https://www.pulskosmosu.pl/2025/05/koniec-wszechswiata-szybciej/

Wszechświat rozpadnie się szybciej, niż nam się wydawało. Nowe obliczenia zaskakują.jpg

Napisano

Polak potrafi. I sprawdzi, jak kopać koparką na księżycu
2025-05-12.PK.
Polscy naukowcy wezmą udział w eksperymencie polegającym na przetestowaniu kosmicznej koparki w warunkach lotu parabolicznego. Imituje on warunki księżycowej grawitacji. Testowane będzie zachowanie maszyny przy kopaniu księżycowego regolitu.
Testy przeprowadzą polscy naukowcy i inżynierowie z Centrum Badań Kosmicznych PAN, Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, Uniwersytetu Warmińskiego-Mazurskiego w Olsztynie oraz firmy Spacive. Wezmą oni udział w 88. kampanii lotów parabolicznych Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), realizowanej we współpracy z firmą Novespace z Francji – poinformowała rzeczniczka CBK PAN Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka.
Regolit ważny dla przyszłych misji

– Kampania, prowadzona w unikatowych warunkach lotu parabolicznego, czyli imitującego warunki zmniejszonej grawitacji, umożliwi przeprowadzenie unikatowych eksperymentów w warunkach analogicznych do księżycowej grawitacji. Testowane będą interakcje pomiędzy urządzeniami mechanicznymi a regolitem księżycowym – podała rzeczniczka. Kampania zaplanowana jest na listopad. Lot odbędzie się nad Atlantykiem.
Głównym celem testów jest weryfikacja technologii wydobycia księżycowego regolitu – elementu niezbędnego dla misji kosmicznych opartych na koncepcji In-Situ Resource Utilization (ISRU), obejmującej pozyskiwanie, przetwarzanie i wykorzystanie surowców bezpośrednio w przestrzeni kosmicznej. Regolit to wierzchnia pylasta warstwa księżyca, która może być ważnym elementem dla przyszłych misji załogowych na Srebrnym Globie. Pył ten składa się głównie z tlenu, krzemu, żelaza, wapnia, tytanu, glinu i magnezu.
Polacy rozwijają technologię wydobycia
Technologie wydobycia regolitu rozwijają również polskie instytucje naukowe. Jedną z nich jest projekt DIGGER realizowany przez Centrum Badań Kosmicznych PAN we współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA).
W ramach projektu opracowano urządzenie Rotary Clamshell Excavator (RCE) – mechaniczny próbnik regolitu, który uzyskał poziom gotowości technologicznej TRL 6.
Oznacza to, że urządzenie jest funkcjonalnym prototypem, który przeszedł testy środowiskowe (np. drgania startowe, pył, temperatura), ale jeszcze nie zostało przetestowane w warunkach rzeczywistej grawitacji księżycowej — stąd potrzeba eksperymentów w locie parabolicznym – wyjaśniła Zambrzycka-Kościelnicka.
Na potrzeby lotów parabolicznych naukowcy opracowali zestaw eksperymentalny PETER (Planetary Excavation Technology vERification system).

Zastosowanie w misjach załogowych

– Regolit zostanie umieszczony w transparentnych pojemnikach i posłuży do przeprowadzenia eksperymentów. Zbadamy pobieranie próbek regolitu, testy ścinania płytowego i kąta usypu. Każdego dnia testów będziemy pracowali na innymi regolicie. Dodatkowo w każdej paraboli regolit będzie resetowany do swoich nominalnych parametrów geotechnicznych – tłumaczył dr hab. inż. Karol Seweryn z Centrum Badań Kosmicznych PAN.
Dodał, że zestaw umożliwia przeprowadzenie czterech głównych eksperymentów: oceny wydajności urządzenia w warunkach niższej grawitacji; pomiaru właściwości mechanicznych regolitu (kąt zsypu, płaszczyzna zniszczenia) w zależności od jego gęstości, analizy ruchu ziaren regolitu zarejestrowanego kamerami w trakcie interakcji z urządzeniami oraz porównania wpływu różnych symulantów regolitu na mechanikę cięcia.
Zebrane wyniki – obejmujące blisko 100 eksperymentów – mają być udostępnione społeczności naukowej. Ponadto, w ocenie Karola Seweryna, będą miały „bezpośrednie zastosowanie w planowaniu przyszłych misji załogowych, wydobywczych i budowlanych na Księżycu i innych ciałach Układu Słonecznego”.
Ważne eksperymenty polskich naukowców (fot. Shutterstock).
źródło: PAP
https://www.tvp.info/86669316/ksiezyc-polacy-rozwijaja-technologie-kopania-regolitu-na-powierzchni-srebrnego-globu

Polak potrafi. I sprawdzi, jak kopać koparką na księżycu.jpg

Napisano

Międzynarodowa Stacja Kosmiczna przeleci nad Polską aż dwa razy jednej nocy
2025-05-12. Admin.
Poniedziałek 12 maja zapowiada się wyjątkowo dla miłośników astronomii. Tego wieczoru Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS) wykona nad Polską dwa spektakularne przeloty, z których drugi będzie należał do najlepszych w całym sezonie majowym. Stacja osiągnie rekordową wysokość nad horyzontem, niemal pionowo nad głowami obserwatorów, dając rzadką okazję do zobaczenia najjaśniejszego sztucznego obiektu na niebie w optymalnych warunkach.
Międzynarodowa Stacja Kosmiczna to największy sztuczny satelita Ziemi o wymiarach około 100 na 110 metrów. Krąży na wysokości około 400-430 kilometrów z prędkością przekraczającą 27 700 km/h. Jasność ISS podczas najlepszych przelotów może sięgnąć nawet -3,9 magnitudo, co czyni ją obiektem jaśniejszym niż wszystkie gwiazdy na niebie z wyjątkiem Słońca, a nawet jaśniejszym od Wenus czy Jowisza.
Eksperci podkreślają, że maj to wyjątkowy czas dla obserwacji ISS. Okres białych nocy, gdy Słońce znajduje się płytko pod horyzontem, powoduje, że stacja jest oświetlona przez znacznie większą część swojej orbity, co przekłada się na większą liczbę widocznych przelotów oraz ich wyjątkową jasność. Dodatkowo przeloty mogą trwać dłużej niż zwykle, ponieważ stacja często nie zdąży wejść w noc orbitalną, będąc cały czas oświetloną przez Słońce.
Pierwszy przelot rozpocznie się o godzinie 21:26. Stacja pojawi się nad południowo-zachodnim horyzontem (SW) i będzie stopniowo wznosić się na niebie. Maksymalną wysokość 35 stopni nad horyzontem osiągnie o godzinie 21:29 nad południowo-wschodnim kierunkiem (SSE). Cały przelot potrwa około 6 minut i zakończy się o 21:32, gdy stacja zniknie nad wschodnim horyzontem. Podczas tego przelotu ISS osiągnie jasność -3,1 magnitudo, co czyni ją niezwykle wyraźnym obiektem, łatwym do zauważenia nawet w miejskich warunkach.
Drugi przelot, który rozpocznie się o godzinie 23:03, będzie jeszcze bardziej spektakularny. Stacja pojawi się nad zachodnim horyzontem i w ciągu zaledwie trzech minut wzleci na zawrotną wysokość 76 stopni, co oznacza pozycję niemal pionowo nad głowami obserwatorów. Ta maksymalna elewacja nastąpi około godziny 23:06. Przelot zakończy się o 23:09, gdy ISS zniknie nad wschodnim horyzontem. Co najważniejsze, podczas tego drugiego przelotu stacja osiągnie wyjątkową jasność -3,9 magnitudo, co uczyni ją najjaśniejszym obiektem nocnego nieba po Księżycu.
ISS można obserwować gołym okiem, bez potrzeby używania teleskopu czy lornetki. Stacja wygląda jak jasna, nieruchomo świecąca "gwiazda", która płynnie przemieszcza się po niebie. W przeciwieństwie do samolotów, ISS nie miga i nie zmienia kolorów. Na tle innych ciał niebieskich wyróżnia się jednostajnym, szybkim ruchem - przemierza całe niebo w zaledwie kilka minut.
Dla uzyskania najlepszych wrażeń, warto znaleźć miejsce z dobrym widokiem na horyzont i minimalnym zanieczyszczeniem światłem. W przypadku drugiego przelotu należy pamiętać, że stacja wzleci niemal na zenit, warto więc stanąć w miejscu z szerokim polem widzenia, gdzie będzie można śledzić jej ruch od zachodniego do wschodniego horyzontu.
Osoby zainteresowane fotografią nieba mogą spróbować uchwycić przelot, używając aparatu z długim czasem naświetlania (15-30 sekund). Przy takiej ekspozycji stacja zostawia na zdjęciu charakterystyczną świetlną linię przecinającą niebo.
Majowy okres obserwacji ISS, który rozpoczął się w drugiej połowie kwietnia, potrwa do końca maja, oferując wiele okazji do obserwacji. Jednak przeloty z 12 maja, zwłaszcza ten drugi, należą do najlepszych w całym sezonie ze względu na kombinację wysokiego położenia nad horyzontem i wyjątkowej jasności.
W przypadku niepogody, kolejne dobre okazje do obserwacji ISS pojawią się w następnych dniach maja, choć nie wszystkie będą oferować tak spektakularne warunki jak przeloty 12 maja.

Źródło: zmianynaziemi

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/miedzynarodowa-stacja-kosmiczna-przeleci-nad-polska-az-dwa-razy-jednej-nocy

Międzynarodowa Stacja Kosmiczna przeleci nad Polską aż dwa razy jednej nocy.jpg

Napisano

Wszystkie tajemnice rakiety od SpaceX. Polak poleci nią na ISS
2025-05-12. Dawid Długosz
SpaceX to firma, która z pewnością w ostatnich latach dokonała rewolucji w lotach w kosmos. Rakieta Falcon 9 oraz kapsuła załogowa Crew Dragon to tandem, który obecnie regularnie lata na Międzynarodową Stację Kosmiczną i nie tylko. SpaceX realizuje tym pojazdem także prywatne misje kosmiczne z astronautami.
Elon Musk powołał do życia SpaceX ponad dwie dekady temu. Przedsiębiorstwo założono w maju 2002 r. Od tego czasu firma wyrosła na giganta prywatnego sektora kosmicznego, który nie ma sobie równych, a przy okazji dokonał rewolucji w całej branży, poprzez obniżenie kosztów lotów w kosmos.
Rakieta Falcon 9 pozwoliła SpaceX obniżyć loty w kosmos
Sztandarowym produktem SpaceX jest rakieta Falcon 9 , której starty odbywają się już średnio co kilka dni. Dwustopniowa konstrukcja powstawała przez lata i pozwoliła firmie znacząco obniżyć koszty misji kosmicznych. Głównie za sprawą możliwości odzyskiwania boostera , który jest bardzo kosztowny.
Rakieta Falcon 9 składa się z dwóch stopni. W obecnej postaci jest to konstrukcja o nazwie Block 5, w której wprowadzono liczne udoskonalenia względem poprzednich wersji. Jej pierwszy lot odbył się 11 maja 2018 r. i jest ona wykorzystywana w misjach w kosmos do dziś.
Pierwszy stopień rakiety Falcon 9 to booster wyposażony w dziewięć zmodernizowanych silników Merlin 1D. Zapewniają one ciąg początkowy na poziomie 8200 kN. Konstrukcja jest w stanie wynosić na niską orbitę okołoziemską ładunki o masie do 22,8 t. W przypadku GTO jest to 8,3 t (bez odzysku) lub 5,5 t (z odzyskiem).
Rakieta ma wysokość 70 metrów. Po około 2,5 minuty od startu dochodzi do separacji stopni. Później booster wraca na Ziemię i następnie ląduje na jednej z barek morskich SpaceX lub specjalnie do tego przygotowanych stanowiskach.
Drugi stopień, który służy do wynoszenia ładunku na właściwą orbitę, ma jeden silnik Merlin 1D. Jest on uruchamiany po separacji z boosterem. Ten element rakiety Falcon 9 nie jest odzyskiwany.
Dzięki możliwości odzyskiwania boostera SpaceX dokonało rewolucji. Dziś Falcon 9 jest wykorzystywany w trakcie różnych misji. Nie tylko towarowych, ale również z ludźmi. Wynika to z faktu, że na szczycie konstrukcji można umieszczać ładownie lub też kapsuły załogowe Crew Dragon, którymi latają astronauci.
Do tej pory odbyło się już kilkaset startów z użyciem rakiet Falcon 9, które w większości zakończyły się z sukcesem. Konstrukcja SpaceX jest obecnie najczęściej używaną w trakcie różnorodnych misji w kosmos. Ponadto może pochwalić się statusem najczęściej użytkowanej rakiety suborbitalnej w historii Ameryki. Prace nad pojazdem były częściowo finansowane z budżetu NASA.
Kapsuła załogowa Crew Dragon
Crew Dragon to jedna z dwóch kapsuł z serii Dragon 2. W tym przypadku jest to statek załogowy, który umożliwia astronautom loty w kosmos. Istnieje również wariant bezzałogowy Cargo Dragon, który jest używany w trakcie realizacji misji zaopatrzeniowych na Międzynarodową Stację Kosmiczną .
Kapsuła załogowa Crew Dragon powstała w ścisłej współpracy między SpaceX a NASA i jest częścią programu Commercial Crew Program, którego celem było opracowanie pojazdów kosmicznych umożliwiających loty astronautów z amerykańskiej ziemi. Wcześniej agencja polegała na współpracy z Rosją, która zabierała członków załogi na ISS statkami Sojuz.
paceX jest najbardziej dominującą firmą nowej, komercyjnej ery kosmicznej. Działa bardzo kompleksowo, od budowy rakiet wielokrotnego użytku, przez statki kosmiczne, satelity, internet satelitarny. Należy jednak pamiętać, że SpaceX nie dokonał tego samodzielnie. Rozwinął się dzięki kontraktom z NASA i wykorzystał dziedzictwo agencji
komentuje nasza rozmówczyni Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka, rzeczniczka prasowa CBK PAN
Crew Dragon to bardzo nowoczesny pojazd kosmiczny, co podkreśla jego futurystyczne wnętrze. Przestarzałe wyposażenie zastąpiono wygodnymi fotelami oraz dużymi ekranami. Design jest bardzo nowoczesny. Pierwszy lot testowy tej kapsuły odbył się na ISS z załogą w 2020 r . Pozwoliło to na ukończenie procesu certyfikacji i dopuszczenie statku do komercyjnego użytku.
SpaceX stworzyło tandem idealny
Do tej pory Crew Dragon poleciał na Międzynarodową Stację Kosmiczną już kilkanaście razy. NASA twierdzi, że kapsuły Dragon 2 to najbardziej opłacalne pojazdy kosmiczne w całej historii agencji. Koszty lotów w kosmos nie były jeszcze nigdy tak niskie, choć nie jest to autorskie rozwiązanie, a dostarczone przez prywatne przedsiębiorstwo.
W połączeniu z rakietą Falcon 9, której booster jest wielokrotnego użytku, SpaceX stworzyło połączenie, jakiego sektor kosmiczny wcześniej nie miał. Pamiętajmy, że kapsuła załogowa Crew Dragon również jest odzyskiwana i te same statki brały już udział w kilku misjach.
To pozwoliło również na rozruszanie sektora kosmicznej turystyki. SpaceX zrealizowało już kilka prywatnych misji załogowych. Wśród nich są spektakularne przedsięwzięcia, jak na przykład Polaris Dawn , gdzie odbył się pierwszy komercyjny spacer kosmiczny czy Fram2 , gdy astronauci przelecieli nad biegunami polarnymi Ziemi.
Z mojego punktu widzenia największym przełomem, jakiego dokonał SpaceX, jest zbudowanie i dopracowanie rakiet wielokrotnego użytku. Do12 maja tego roku rakiety Falcon 9 wykonały łącznie 483 startów, z czego 480 zakończyło się pełnym sukcesem. To naprawdę imponującą skuteczność. Sam pierwszy stopień odzyskano 440 razy. Dla porównania w całych latach 90. ubiegłego wieku wszystkie agencje kosmiczne wystrzeliły łącznie nieco ponad 850 rakiet jednokrotnego użytku
dodaje Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka
Rakieta Falcon 9 i kapsuła Crew Dragon zostaną wykorzystane również podczas misji polskiego astronauty na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Mowa o Ax-4, podczas której Sławosz Uznański-Wiśniewski uda się na dwutygodniową wyprawę na ISS .
SpaceX pracuje nad ogromną rakietą Starship
Rakieta Falcon 9 i kapsuły Dragon 2 dokonały rewolucji w prywatnym sektorze kosmicznym, ale na tym SpaceX nie poprzestanie. Firma Elona Muska pracuje nad jeszcze większą konstrukcją, która ma pozwolić na kolejne obniżenie kosztów podczas wynoszenia ładunków w kosmos. Mowa o ogromnej rakiecie Starship .
Starship to prawdziwy kolos, który wraz z pierwszym stopniem ma ponad 120 metrów wysokości. Oba elementy rakiety będą odzyskiwane i to sprawi, że misje w kosmos staną się jeszcze tańsze. Ponadto wzrosną możliwości, bo konstrukcja będzie w stanie wynosić na orbitę ładunki nawet o masie 150 ton.
Obecnie Starship znajduje się na etapie testów i odbył osiem prób lotów orbitalnych . SpaceX w tym czasie poczyniło duże postępy, bo firma już kilka razy odzyskała ogromny booster Super Heavy o wysokości ponad 70 metrów, który jest łapany specjalnym ramieniem na wieży. Drugiego stopnia na razie nie udało się odzyskać, ale spodziewamy się, że prace nad rakietą przyspieszą i uda się tego dokonać jeszcze w tym roku.
Crew Dragon i Falcon 9. Jak SpaceX zrewolucjonizowało loty w kosmos? SpaceX materiały prasowe
Rakieta Falcon 9, która wyniosła kapsułę Dragon firmy SpaceX z misją Polaris Dawn. SpaceX materiały prasowe
Falcon 9 firmy SpaceX w trakcie startu w styczniu 2024 r. SpaceX materiały prasowe

Kapsuła Crew Dragon na szczycie rakiety Falcon 9 firmy SpaceX. SpaceX materiały prasowe

Wnętrze kapsuły załogowej Crew Dragon jest bardzo nowoczesne. materiały prasowe


Starship to największa rakieta świata, którą buduje SpaceX. SpaceX materiały prasowe
https://geekweek.interia.pl/technologia/news-wszystkie-tajemnice-rakiety-od-spacex-polak-poleci-nia-na-is,nId,21399540

Wszystkie tajemnice rakiety od SpaceX. Polak poleci nią na ISS.jpg

Wszystkie tajemnice rakiety od SpaceX. Polak poleci nią na ISS2.jpg

Napisano

Udany test polskiej rakiety suborbitalnej od WITU
2025-05-12.
15 kwietnia br. odbył się udany start jednostopniowej wersji rakiety opracowanej w ramach współpracy konsorcjum Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 1 S.A. (lider), Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia i Zakładu Produkcji Specjalnej „GAMRAT” Sp. z o.o.
Start miał miejsce na Centralnym Poligonie Siły Powietrznych w Ustce, gdzie rakieta pomyślnie osiągnęła zakładane parametry lotu, potwierdzając skuteczność zastosowanych krajowych technologii oraz rosnący potencjał projektowo-produkcyjny zespołu. Prace prowadzone są w ramach projektu „Opracowanie trójstopniowego suborbitalnego systemu rakietowego do wynoszenia ładunków badawczych”, dofinansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.
„Projekt rakiety to owoc ścisłej współpracy partnerów konsorcjum, którzy połączyli swoje doświadczenie, wiedzę i zasoby w celu opracowania zalążka polskiej rakiety nośnej. Rakieta o średnicy ∅300 mm posiadała ekwiwalent 40 kg ładunku użytecznego przy wadze 280 kg brutto. Osiągnęła prędkość ponad 620 m/s.” - opisał Wojskowy Instytut Techniczny Uzbrojenia.
W oficjalnym komunikacie dodano również, że kluczowe cele misji, w tym weryfikacja działania układów pokładowych, nawigacji i sterowania, pracy silnika w warunkach lotu, układu terminacji lotu, systemów telemetrii oraz efektywność aerodynamiki, zostały w pełni zrealizowane.
Start stanowi ważny krok w dalszym rozwoju technologii rakietowych w Polsce i otwiera drogę do kolejnych testów oraz przyszłego rozwoju i implementacji technologii w sektorze kosmicznym i obronnym.
Wojskowy Instytut Techniczny Uzbrojenia odpowiada za projekt koncepcyjny, obliczenia, wybór i konsultacje implementacji technologii u partnerów, produkcję napędów, logikę układów, sterowanie i badania. Natomiast konsorcjanci odpowiadają za technologię wykonania elementów strukturalnych, w tym z kompozytów i materiałów ablacyjnych oraz za produkcję paliwa rakietowego na utworzonej w ramach projektu linii do zalewania ładunków do ∅650 mm średnicy.
Efekty prac będą zalążkiem do rozwoju polskiego systemu nośnego, rakiet przeciwlotniczych i rakiet taktycznych. „Obecnie zespół analizuje dane zebrane podczas lotu, które posłużą do dalszej optymalizacji systemu i dłuższych lotów z wykorzystaniem kolejnych stopni rakiety.” - podsumowało WITU.
Źródło: Wojskowy Instytut Techniczny Uzbrojenia
Autor. WiTU
SPACE24
Badania Poligonowe
https://www.youtube.com/watch?v=qriGm602_Ns&t=6s
https://space24.pl/pojazdy-kosmiczne/systemy-nosne/udany-test-polskiej-rakiety-suborbitalnej-od-witu

Udany test polskiej rakiety suborbitalnej od WITU.jpg

Napisano

Nowe badania wykazały, że superziemie są powszechne poza Układem Słonecznym
2025-05-12.
Nowe badania pokazują, że planety większe od Ziemi i mniejsze od Neptuna są powszechne poza Układem Słonecznym.
Ten sam międzynarodowy zespół ogłosił również odkrycie planety około dwa razy większej od Ziemi, krążącej wokół swojej gwiazdy dalej niż Saturn od Słońca.
Wyniki te są kolejnym przykładem na to, że układy planetarne mogą różnić się od naszego Układu Słonecznego.
Znaleźliśmy superziemię – co oznacza, że jest ona większa od naszej planety macierzystej, ale mniejsza od Neptuna – w miejscu, w którym wcześniej znajdowano tylko planety tysiące lub setki razy masywniejsze od Ziemi – powiedział Weicheng Zang, stypendysta CfA. Jest on głównym autorem artykułu opisującego te wyniki w najnowszym wydaniu czasopisma Science.
Odkrycie tej nowej, bardziej odległej superziemi jest tym bardziej znaczące, że jest ono częścią większego badania. Mierząc masy wielu egzoplanet w stosunku do gwiazd, wokół których krążą, zespół odkrył nowe informacje na temat populacji planet w Drodze Mlecznej.
W badaniach wykorzystano zjawisko mikrosoczewkowania, czyli efekt, w którym światło z odległych obiektów jest wzmacniane przez ciało pośredniczące, takie jak planeta. Mikrosoczewkowanie jest szczególnie skuteczne w znajdowaniu planet w dużych odległościach – w przybliżeniu tak jak w Układzie Słonecznym między orbitami Ziemi i Saturna – od ich gwiazd macierzystych. Te największe badania tego rodzaju, obejmujące około trzy razy więcej planet i zawierające planety, które są około osiem razy mniejsze niż poprzednie próbki planet znalezione przy użyciu techniki mikrosoczewkowania.
Naukowcy wykorzystali dane z Korea Microlensing Telescope Network (KMTNet). Sieć ta składa się z trzech teleskopów w Chile, RPA i Australii, co pozwala na nieprzerwane monitorowanie nocnego nieba.
Aktualne dane dostarczyły wskazówek na temat formowania się zimnych planet – powiedział prof. Shude Mao z Tsinghua University i Westlake University w Chinach. W ciągu najbliższych kilku lat próbka będzie czterokrotnie większa, a zatem będziemy mogli jeszcze bardziej rygorystycznie ograniczyć sposób formowania się i ewolucji tych planet za pomocą danych KMTNet.
Nasz Układ Słoneczny składa się z czterech małych, skalistych planet wewnętrznych (Merkury, Wenus, Ziemia i Mars) oraz z czterech dużych, gazowych planet zewnętrznych (Jowisz, Saturn, Uran i Neptun). Dotychczasowe poszukiwania egzoplanet przy użyciu innych technik, tj. tranzytów planet z teleskopów takich jak Kepler i TESS oraz pomiarów prędkości radialnej, wykazały, że inne układy mogą zawierać wiele małych, średnich i dużych planet na orbitach zbliżonych do orbity Ziemi wokół Słońca.
Najnowsza praca zespołu kierowanego przez CfA pokazuje, że takie superziemie są również powszechne w zewnętrznych regionach innych układów planetarnych. Ten pomiar populacji planet od planet nieco większych od Ziemi aż do wielkości Jowisza i dalej pokazuje nam, że planety, a zwłaszcza superziemie, na orbitach poza orbitą Ziemi są obfite w Galaktyce – powiedziała współautorka Jennifer Yee ze Smithsonian Astrophysical Observatory.
Wyniki te wskazują, że na orbitach podobnych do orbity Jowisza większość układów planetarnych może nie odzwierciedlać naszego Układu Słonecznego – powiedział współautor Youn Kil Jung z Korea Astronomy and Space Science Institute, który obsługuje KMTNet.
Naukowcy starają się również określić, ile istnieje superziem w porównaniu z liczbą planet wielkości Neptuna. Badania te pokazują, że istnieje co najmniej tyle superziem, co planet wielkości Neptuna.
Oprócz KMTNet, danych do charakterystyki planet dostarczyły także grupy badawcze Optical Gravitational Lens Experiment (OGLE) i Microlensing Observations in Astrophysics (MOA).
Opracowanie:
Agnieszka Nowak
Więcej informacji:
•    Astronomers Find Far-flung “Super Earths” Are Not Farfetched
•    Microlensing events indicate that super-Earth exoplanets are common in Jupiter-like orbits
Źródło: CfA
Na ilustracji: Wizja artystyczna ilustrująca wyniki nowych badań, które zmierzyło masy wielu planet w stosunku do gwiazd, które je krążą, co doprowadziło do nowych informacji o populacjach planet w kierunku wybrzuszenia Drogi Mlecznej. Źródło: Westlake University
URANIA
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/nowe-badania-wykazaly-ze-superziemie-sa-powszechne-poza-ukladem-slonecznym

Nowe badania wykazały, że superziemie są powszechne poza Układem Słonecznym.jpg

Napisano

Mars ma ukrytą wodę. Może być płycej niż sądzono
2025-05-12. Dawid Długosz
Mars nie ma obecnie na powierzchni zbiorników z wodą, ale badania sugerują, że pod skorupą Czerwonej Planety znajduje się duży ocean. Zdają się to potwierdzać nowe badania przeprowadzone na danych z lądownika InSight. Co ciekawe, woda na Marsie może znajdować się płycej niż wcześniej sądzono.
Mars to suchy i jałowy świat, który jednak kilka mld lat temu miał na powierzchni sporo wody. Potem została ona utracona, ale czy Czerwona Planeta straciła ją bezpowrotnie i w całości? Niekoniecznie, co potwierdzają nowe badania przeprowadzone przez naukowców.
Pod powierzchnią planety Mars jest woda
Naukowcy przebadali dane zebrane przez lądownik InSight należący do NASA , który przez kilka lat zbierał informacje o procesach zachodzących pod powierzchnią Marsa. Latem zeszłego roku zrobiło się głośno za sprawą podpowierzchniowego oceanu , który skrywa się pod skorupą Czerwonej Planety.
Wcześniejsze badania wykazały, że taki ocean może znajdować się na Marsie pod powierzchnią na głębokości od około 11 do 20 kilometrów. Nowe analizy wykazały, że podobny zbiornik może być płycej.
Naukowcy zauważyli w danych zebranych w trakcie misji lądownika InSight, że fale sejsmiczne zwalniają w warstwie od 5,4 do 8 kilometrów pod powierzchnią. Jedną z sugestii wyjaśniających zjawisko jest występowanie na tej głębokości wody.
Uczeni sądzą, że jest to zasób porowatej skały wypełnionej wodą. Może to przypominać warstwy wodonośne występujące na Ziemi. Jakby tego było mało, to ilość wody ukryta pod powierzchnią Czerwonej Planety może być naprawdę duża. Do tego stopnia, że mogłaby ona pokryć ten świat oceanem o głębokości co najmniej 700 metrów.
Mars w przeszłości miał więcej wody
Kilka mld lat temu Mars mógł bardziej przypominać Ziemię, czego dowodzą liczne odkrycia na powierzchni. Z czasem Czerwona Planeta straciła pole magnetyczne i to sprawiło, że ciecz zaczęła znikać. Modele naukowe wskazują na część utraty w przestrzeń kosmiczną, ale zachowała się ona także na biegunach, związała w minerałach, a co z resztą?
Uczeni twierdzą, że część wody na Marsie musiała przeciec pod powierzchnię i mogło to zostać m.in. spowodowane przez liczne uderzenia meteorytów. Oczywiście nie można tego na razie w 100 proc. potwierdzić. To stanie się możliwe dopiero po wykonaniu kilkukilometrowego odwiertu na Czerwonej Planecie, a to zadanie, które na razie jest poza naszym zasięgiem, choć wraz z rozwojem technologii pewnie ulegnie to zmianie.
Mars ma ukrytą wodę. Może być płycej niż sądzono. Aynur_zakirov Pixabay.com

Lądownik InSight, który przez kilka lat badał wnętrze Marsa .NASA
Procesy związane z wodą, które zachodziły na Marsie przez kilka mld lat. NASA materiały prasowe
https://geekweek.interia.pl/nauka/news-mars-ma-ukryta-wode-moze-byc-plycej-niz-sadzono,nId,21400525

Mars ma ukrytą wodę. Może być płycej niż sądzono.jpg

Mars ma ukrytą wodę. Może być płycej niż sądzono2.jpg

Napisano

Eksploracja z głową: jak nie zanieczyścić przyszłości
2025-05-12. Nina Mazurewicz
Raport ESA – czy jesteśmy jeszcze w stanie zadbać o zrównoważony podbój kosmosu?
Postępująca eksploracja kosmosu i rozwijająca się branża turystyki kosmicznej prowokują pytania o wpływ działalności człowieka na środowisko kosmiczne i o ochronę środowisk pozaziemskich. Z raportów takich jak raport Europejskiej Agencji Kosmicznej z 2025 roku (ESA) wynika, że w tym momencie nasz wpływ jest raczej destrukcyjny, a ochrona – wciąż niewystarczająca. Czy jesteśmy jeszcze w stanie zadbać o zrównoważony podbój kosmosu?
W ciągu ostatnich lat ludzkość zrobiła niebywały wręcz postęp w eksploracji kosmosu, wiążący się oczywiście z rozwojem technologii kosmicznych, w które zaangażowane były organizacje rządowe, ale również firmy z sektora prywatnego. Udział tych drugich z każdym rokiem jest coraz większy i spodziewamy się utrzymania tego trendu komercjalizacji. Z perspektywy eksploratora wiąże się to bezsprzecznie z korzyściami, takimi jak niższe koszty oraz szybsze wdrażanie innowacji, ale wymusza też na nas pewne obowiązki.
Zważając na szerokozakrojone i bardzo śmiałe plany związane z obecnością człowieka na Księżycu czy Marsie, wydobyciem zasobów kosmicznych i zwiększającą się liczbą satelitów, naszym obowiązkiem jest na pewno międzynarodowa współpraca na rzecz ochrony środowisk pozaziemskich. Starajmy się nie powielać błędów, które zostały już popełnione na Ziemi.
Wychodząc naprzeciw tematom, takim jak zanieczyszczenie, skażenie czy zmiana klimatu środowisk pozaziemskich, powinniśmy również czuć się zobligowani do wypracowywania aktów prawnych w tym zakresie. Co więcej, ich wypracowanie powinno być priorytetem – nie mamy przecież odpowiednich ustaleń w kontekście ochrony już eksplorowanych środowisk. Zegar tyka. Nasze działania mogą prowadzić do nieodwracalnych zanieczyszczeń, które uniemożliwią dalszą eksplorację lub będą stanowić zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa.
Środowiska zwane aktualnie „eksplorowanymi” stają się z każdym rokiem coraz bardziej środowiskami ludzkimi, na które mamy bezpośredni wpływ. I za które bierzemy odpowiedzialność. Uwzględnienie kosmosu jako środowiska ludzkiego pozwoli lepiej zarządzać jego ochroną i – mam nadzieję – ułatwi wdrożenie koniecznych aktów prawnych.
Space junk (kosmiczne śmieci) to nieaktywnie funkcjonujące obiekty krążące wokół Ziemi. Według przedstawionego w kwietniu raportu Europejskiej Agencji Kosmicznej liczba komercyjnych konstelacji satelitarnych rośnie z roku na rok. Orbity okołoziemskie stają się więc coraz bardziej zatłoczone. Satelity, które pozostają na swoich orbitach operacyjnych po zakończonych misjach, mogą się po prostu rozpaść, tworząc niebezpieczne chmury odłamków.
Tylko w 2024 roku doszło do kilku poważnych i kilku mniejszych zdarzeń rozpadu, które doprowadziły do znacznego wzrostu liczby śmieci – przybyło ich przynajmniej 3000. Co próbujemy z tym zrobić? Na pewno bezpiecznie deorbitować nieużywane już sprzęty. I chociaż obecnie ponad trzy razy dziennie nienaruszone satelity lub człony rakiet wchodzą ponownie w atmosferę Ziemi, wciąż jest to za mało.
Ilość kosmicznych śmieci cały czas rośnie. Zebrane dane napawają jednak nadzieją na lepszą przyszłość. Zwiększająca się liczba wracających do atmosfery członów rakiet i satelitów to wynik, między innymi, zwiększonych wysiłków na rzecz przestrzegania wytycznych dotyczących ograniczania śmieci kosmicznych. Około 90% członów rakiet na niskiej orbicie okołoziemskiej opuszcza je obecnie zgodnie ze standardem ponownego wejścia w atmosferę w ciągu 25 lat, obowiązującym przed 2023 rokiem. Około 80% spełnia też nowe, zaostrzone wymagania opuszczania orbity w ciągu 5 lat, które ESA przyjęła dla swoich działań w 2023 roku. Z raportu wynika jednak, że liczba obiektów stanowiących śmieci kosmiczne o rozmiarze większym niż 1 cm szacowana jest na ponad 1,2 miliona, z czego ponad 50 000 ma więcej niż 10 cm. Co więcej, na niskich orbitach okołoziemskich liczba stanowiących zagrożenie śmieci jest tego samego rzędu wielkości co liczba aktywnych satelitów. I, jak już wspomniałam, spodziewamy się, że będzie ich tylko coraz więcej.
Jeśli te trendy się utrzymają, liczba katastrofalnych kolizji może się zwiększyć. Z powodu zjawiska nazywanego syndromem Kesslera spodziewamy się, że nawet bez dodatkowych startów liczba śmieci kosmicznych nadal będzie rosła – ten kaskadowy efekt sprawia, że zdarzenia rozpadu generują nowe obiekty szybciej, niż są one w stanie naturalnie wejść w atmosferę. Samo niegenerowanie nowych śmieci nie wystarcza. Uwagę powinniśmy skupić na aktywnym oczyszczaniu orbit.
Nasze ambicje eksploracji kosmosu wymuszają dbanie o bezpieczeństwo niskich orbit okołoziemskich dla przyszłych misji załogowych. W ramach tzw. Zero Debris Approach ESA postanowiła ograniczyć generowanie kosmicznych śmieci we wszystkich przyszłych misjach do 2030 roku. Te surowsze wytyczne inspirują kolejne oddolne inicjatywy. W 2023 roku powstało Zero Debris Charter opracowane przez europejską społeczność Zero Debris. Kartę podpisało już 19 krajów oraz ponad 150 komercyjnych i niekomercyjnych podmiotów. W Europie pracujemy też nad technologiami przeciwdziałającymi generowaniu śmieci i podejmujemy próby deorbitacji satelitów zaprojektowanych i zbudowanych na długo przed wprowadzeniem powyższych norm. O tym, jakie efekty przyniosą te działania, dowiemy się z przyszłych raportów, takich jak ten przygotowany przez ESA.
Ogromną rolę w procesie ochrony kosmosu odgrywa środowisko naukowe, które może wyznaczać standardy także dla działań komercyjnych. Nie jest tajemnicą, że raporty i oceny misji pod względem ich wpływu na środowisko wywołują presję konieczną do przyspieszenia wprowadzenia potrzebnych regulacji. Tylko skumulowany, międzynarodowy wysiłek i inkluzywność prowadzonego dialogu mogą przynieść oczekiwany rezultat, którym jest zrównoważona eksploracja środowisk pozaziemskich.
(ESA)
https://kosmonauta.net/2025/05/eksploracja-z-glowa-jak-nie-zanieczyscic-przyszlosci/

Eksploracja z głową jak nie zanieczyścić przyszłości.jpg

Napisano

Za nami mikropełnia Księżyca
2025-05-13. Źródło: timeanddate.com, "Z głową w gwiazdach", tvnmeteo.pl

Tej nocy niebo rozświetliła Pełnia Kwiatowego Księżyca. Na Kontakt24 otrzymaliśmy zdjęcia na których widać, jak prezentowało się to zjawisko. Nasz naturalny satelita mógł wydawać się odrobinę mniejszy i ciemniejszy niż zwykle.
Moment pełni przypadł dokładnie na poniedziałek na godzinę 18.55. Tarcza naszego naturalnego satelity prezentowała się szczególnie efektownie minionej nocy. Obserwacje nieba umożliwiła przeważnie pogodna, acz chłodna aura.
umożliwiła przeważnie pogodna, acz chłodna aura.
Zwyczajowe nazwy pełni pochodzą z wierzeń i tradycji rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. Majowy księżyc wziął swoją od rozkwitających roślin. Inne określenia dla tej pełni to Księżyc Kukurydzy, ponieważ w tym miesiącu się ją wysiewa, oraz Mleczny Księżyc, gdyż na ten okres przypadał czas zwiększonej mleczności krów. Plemiona celtyckie nazywały go także Jasnym Księżycem i Matczynym Księżycem.
To, jak efektowny był Księżyc minionej nocy widać na zdjęciach, które otrzymaliśmy od Was na Kontakt24:

Jedna z najmniejszych pełni w roku
W tym miesiącu pełnia była wyjątkowa za sprawą odległości Księżyca od Ziemi. Nasz naturalny satelita znalazł się wczoraj niemal w apogeum, blisko najdalszego Ziemi punktu na orbicie.
Jak podał Karol Wójcicki z bloga "Z głową w gwiazdach", popularyzator astronomii, odległość Księżyca od naszej planety wyniosła 405 278 kilometrów. Takie pełnie nazywane są "mikropełniami". Dodał też, że jasność Księżyca była niższa nawet o 20-30 procent w porównaniu z popularnymi superpełniami.
Autorka/Autor:ast,dd
Źródło: timeanddate.com, "Z głową w gwiazdach", tvnmeteo.pl
Źródło zdjęcia głównego: Włodzimierz/Kontakt24
Pełnia Księżyca 12/13 maj 2025
Autor: Włodzimierz

Mikropełnia Kukurydzianego Księżyca
Autor: Jaga

Fazy Księżyca NASA/Bill Dunford

https://tvn24.pl/tvnmeteo/ciekawostki/kwiatowa-pelnia-ksiezyca-czym-jest-mikropelnia-st8456530

Za nami mikropełnia Księżyca.jpg

Za nami mikropełnia Księżyca2.jpg

Napisano

Wymiar 126 zawiera kształty, które posłużyły naukowcom do rozwikłania wielkiej zagadki. Na przełom czekaliśmy 65 lat
2025-05-12. Aleksander Kowal
Wymiar 126 bez wątpienia zasługuje na miano specjalnego. Nic więc dziwnego, że matematycy zajmujący się jego tajemnicami poświęcili mu tak wiele uwagi. Naukowcy z Chin próbowali rozwiązać problem tzw. niezmiennika Kervaire’a i niedawno podzielili się wnioskami płynącymi z przeprowadzonych badań.
Zagadka związana z tym problemem stanowiła obiekt zainteresowania świata nauki od ponad sześćdziesięciu lat. Do przełomu w tej sprawie doprowadziło trzech chińskich naukowców, którzy jasno pokazali, że rozmaitości niezmiennika Kervaire’a faktycznie występują w wymiarze 126.
Za ustaleniami na ten temat stoją Wang Guozhen i Lin Weinan z Uniwersytetu w Fudan oraz Xu Zhouli z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles. Przygotowany przez nich artykuł ma jak na razie formę preprintu, lecz warto zapoznać się z dotychczasowymi ustaleniami. Wynika z nich, że autorom udało się dokonać przełomu w ostatnim nierozwiązanym przypadku.
Wymiar 126 stanowił swego rodzaju ostatnią przeszkodę dla matematyków zajmującym się problemem tzw. niezmiennika Kervaire’a
Niezmiennik Kervaire’a stanowi narzędzie matematyczne, z wykorzystaniem którego można stwierdzić, czy zakrzywione kształty – znane jako rozmaitości ramowe – można przekształcić w kule. Celem zastosowanej metody jest uproszczenie kształtu matematycznego bądź rozmaitości, tak, aby przekształcić ją w kulę egzotyczną. Jeśli rezultat wyniesie zero, to będzie to oznaczało, że jest to możliwe. Z kolei wartość jeden będzie stanowiła potwierdzenie tego, że nie da się tego zrobić. Niezmiennik Kervaire’a pozwala więc określić, w jakich wymiarach istnieją tak niezwykłe kształty. Autorem tej koncepcji był w latach 60. francuski matematyk Michel Kervaire.
W pewnym momencie udało się potwierdzić istnienie tych poskręcanych kształtów w wymiarach 2, 6, 14, 30 i 62. Zarazem wydawało się, że nie będzie to możliwe w żadnym innym wymiarze, poza tym, któremu dzisiaj poświęcamy najwięcej uwagi, czyli wymiarem 126. Po wielu latach przyszła pora na wielki przełom. Chińscy matematycy zaprezentowali wyjaśnienie, w myśl którego rozmaitości istnieją w wymiarze 126. Kluczowym narzędziem okazała się sekwencja widmowa Adamsa, dzięki której – wraz z innymi metodami – uzyskali ostateczną odpowiedź na pytanie o problem niezmiennika Kervaire’a. Początkowo wyznaczono bowiem 105 różnych hipotetycznych sposobów, z których 101 wykluczono niemal od razu. Na powtórzenie tego wyczynu w odniesieniu do czterech ostatnich trzeba było nieco poczekać, lecz ostatecznie matematycy dokonali przełomu.
https://www.chip.pl/2025/05/wielka-brytania-drony-wykrywajace-wrogie-okrety-podwodne

Wymiar 126 zawiera kształty, które posłużyły naukowcom do rozwikłania wielkiej zagadki. Na przełom czekaliśmy 65 lat.jpg

Napisano

Lustro nie działa. Przełomowe odkrycie asymetrii w świecie kwantów
2025-05-12. Radek Kosarzycki
Symetria jest jedną z fundamentalnych zasad rządzących przyrodą — od kształtu płatków śniegu po prawa fizyki opisujące ruch planet. Jednak równie fascynujące, co porządek we wszechświecie, są momenty załamania tego porządku: tam, gdzie symetria ulega zaburzeniu, naukowcy zwykle odkrywają złożone struktury i zupełnie nowe zjawiska. W świecie kwantowym takie „pęknięcia w lustrze” mogą skrywać klucz do rewolucyjnych odkryć.
W ramach najnowszych badań naukowcom udało się ujawnić istnienie ukrytego stanu kwantowego w nietypowym materiale, który wykazuje rzadką formę łamania symetrii, znaną jako chiralność — wewnętrzną asymetrię uniemożliwiającą nałożenie obiektu na jego lustrzane odbicie. To odkrycie, możliwe dzięki wykorzystaniu nowatorskiego mikroskopu o niezwykłej czułości, otwiera nowy rozdział w fizyce materii skondensowanej.
Chiralność, znana m.in. z chemii i biologii, odnosi się do cechy obiektów, które – podobnie jak lewa i prawa ręka – nie są identyczne ze swoimi odbiciami lustrzanymi. Choć powszechna w strukturach cząsteczkowych, jej obecność w materiałach kwantowych jest niezwykle rzadka i intrygująca. Bohaterem opisywanych badań jest związek chemiczny KV₃Sb₅ (potas-wanad-antymon), posiadający specyficzną strukturę krystaliczną typu Kagome – układ przypominający sieć trójkątów i sześciokątów, który może sprzyjać powstawaniu złożonych stanów kwantowych. Dotychczas nie wykazywano w tym materiale właściwości chiralnych.
Od pewnego czasu naukowcy podejrzewali, że w odpowiednich warunkach w KV₃Sb₅ może pojawić się chiralny stan kwantowy indukowany przez falę gęstości ładunku (CDW – charge density wave) — czyli periodyczne rozkłady gęstości elektronów w materiale. Najnowsze badania potwierdzają te przewidywania. Zespół naukowców z Uniwersytetu Princeton w końcu bezpośrednio zaobserwował złamanie symetrii inwersyjnej i lustrzanej, udowadniając, że porządek elektronów w tym materiale ma rzeczywiście charakter chiralny. To pierwsze jednoznaczne potwierdzenie tego typu zjawiska w materiale topologicznym.
Choć samo zjawisko zostało potwierdzone eksperymentalnie, nie wiadomo skąd ono się bierze.
Badacze przyznają, że teoria stojąca za pojawieniem się chiralności w KV₃Sb₅ wciąż wymaga dopracowania. Niemniej jednak konsekwencje tego odkrycia mogą być daleko idące. Lepsze zrozumienie, jak łamanie symetrii zachodzi na poziomie kwantowym, może przybliżyć nas do odkrycia fundamentalnych zasad rządzących światem przyrody, a stąd już tylko krok do rozwoju nowych technologii.
Powyższe odkrycie nie byłoby możliwe, gdyby nie nowatorskie narzędzie badawcze: skaningowy mikroskop fotoprądowy (SPCM – scanning photocurrent microscope). To zaawansowane urządzenie pozwoliło wykryć subtelne efekty kwantowe, które wcześniej pozostawały poza zasięgiem dostępnych metod pomiarowych. Dzięki niemu udało się po raz pierwszy bezpośrednio zaobserwować chiralny stan kwantowy w materiale stałym.
Warto tutaj podkreślić, że już w 2021 roku po raz pierwszy zauważono potencjalne oznaki chiralności w KV₃Sb₅. Jednak ówczesne ograniczenia technologiczne uniemożliwiły jednoznaczną interpretację wyników. Teraz, dzięki postępowi w aparaturze badawczej, udało się te ograniczenia pokonać.
Znaczenie tego odkrycia wykracza daleko poza samą fizykę materiałów. Wszechświat, w którym żyjemy, jest z natury asymetryczny, a zrozumienie, w jaki sposób i dlaczego dochodzi do łamania symetrii, może dostarczyć cennych wskazówek na temat fundamentów rzeczywistości.
https://www.chip.pl/2025/05/wielka-brytania-drony-wykrywajace-wrogie-okrety-podwodne

Lustro nie działa. Przełomowe odkrycie asymetrii w świecie kwantów.jpg

Napisano

Ogromna kosmiczna kość złamała się przez pędzący obiekt. Wszystko widać na zdjęciach
2025-05-12. Aleksander Kowal
Zdjęcia rentgenowskie zapewniają wgląd między innymi w strukturę szkieletową i to bez konieczności ingerencji w tkanki miękkie. Te same sygnały wykorzystuje teleskop kosmiczny Chandra, który dzięki promieniom rentgenowskim był w stanie uwiecznić coś, co przypomina złamaną kość.
Astronomowie próbujący ją zobrazować wykorzystali w tym celu również inny instrument, czyli radioteleskop MeerKAT. Celem obserwacji była struktura znajdująca się w centrum naszej galaktyki. Zlokalizowane w sercu Drogi Mlecznej włókno ma około 230 lat świetlnych długości i wyraźnie zmieniła się na skutek przelotu rozpędzonego pulsara.
Takim mianem określa się szybko obracające się gwiazdy neutronowe o wyjątkowo silnych polach magnetycznych. W tym konkretnym przypadku pulsar przeleciał przez wspomniane włókno poruszając się z prędkością od 500 do 1000 kilometrów na sekundę. Zachodząca wtedy interakcja doprowadziła do powstania zmiany przywodzącej na myśl złamanie kości widoczne na zdjęciu rentgenowskim. A nawet dwa takie uszkodzenia.
Pulsary to oczywiście wyjątkowo ekstremalne obiekty i sam fakt, że jeden z nich przemieszczał się w tak błyskawicznym tempie wcale nie musi szokować. Powstają na skutek zapadania jąder masywnych gwiazd po tym, jak znalazły się one na ostatnim etapie istnienia i zrzuciły zewnętrzne warstwy. Ze względu na charakterystyczne emisje pochodzące z tego rodzaju obiektów określa się je mianem pulsarów.
Kosmiczna kość: takim mianem można określić strukturę w centrum Drogi Mlecznej, która doświadczyła zmian na skutek przelotu rozpędzonego pulsara
Jeśli wybuch w formie supernowej jest odpowiednio asymetryczny, to biorący w nim udział obiekt może zostać wystrzelony niczym z procy. Taki kosmiczny pocisk zaczął więc przemierzać naszą galaktykę, poruszając się przy tym z ogromną prędkością. Nie wiadomo, skąd dokładnie się wziął, lecz jest jasne, iż trafił w sporych rozmiarów włókno. Zmiany widoczne w miejscu zderzenia stanowią pokłosie wpływu na tamtejsze pola magnetyczne.
Takie anomalie można wykryć przy udziale specjalistycznego sprzętu śledzącego sygnały radiowe. Poza tym naukowcy zwrócili uwagę na wzmocnienie promieni rentgenowskich w pobliżu pulsara, które jest zgodne z przyspieszonymi elektronami i pozytonami. Nie wiadomo natomiast, co stało za drugą z widocznych zmian. Sam pulsar pewnego dnia może opuścić Drogę Mleczną, o ile nie straci pędu, jaki obecnie wykazuje.
Quick Look: Mysterious X-ray Signal in Dying Star Points to Destroyed Planet
https://www.youtube.com/watch?v=exBUDe4YNcs
https://www.chip.pl/2025/05/wielka-brytania-drony-wykrywajace-wrogie-okrety-podwodne

Ogromna kosmiczna kość złamała się przez pędzący obiekt. Wszystko widać na zdjęciach.jpg

Napisano

Odkrywanie tajemnic narodzin masywnych gwiazd za pomocą matrycy NSF
2025-05-13.
Astronomowie rozwiązują zagadkę powstawania masywnych gwiazd przy użyciu międzygwiazdowego amoniaku.
Korzystając z National Radio Astronomy Observatory, astronomowie po raz pierwszy ujawnili ogromny przepływ gazu w pobliżu powstającej masywnej gwiazdy, który umożliwia jej szybki wzrost. Obserwując młodą gwiazdę HW2 w Cefeuszu A, znajdującą się 2300 lat świetlnych od Ziemi, naukowcy rozwinęli strukturę i dynamikę dysku akrecyjnego dostarczającego materię do tej masywnej gwiazdy. Odkrycie to rzuca światło na centralne pytanie w astrofizyce: w jaki sposób masywne gwiazdy, które często kończą swoje życie jako supernowe, gromadzą swoją ogromną masę?

Cefeusz A jest drugim najbliższym Ziemi miejscem formowania się masywnych gwiazd, co czyni go idealnym laboratorium do badania tych trudnych procesów. Zespół badawczy wykorzystał amoniak (NH3), cząsteczkę powszechnie występującą w obłokach gazu międzygwiazdowego i szeroko stosowaną przemysłowo na Ziemi, jako znacznik do mapowania dynamiki gazu wokół gwiazdy. Obserwacje ujawniły gęsty pierścień gorącego gazu amonowego o promieniu od 200 do 700 jednostek astronomicznych wokół HW2. Struktura ta została zidentyfikowana jako część dysku akrecyjnego – kluczowej właściwości w teoriach powstawania gwiazd.

Badania wykazały, że gaz w tym dysku zarówno zapada się do wewnątrz, jak i wiruje wokół młodej gwiazdy. Co ciekawe, tempo opadania materii na HW2 zostało zmierzone na poziomie dwóch tysięcznych masy słonecznej rocznie – jest to jedno z najwyższych zaobserwowanych kiedykolwiek dla formującej się masywnej gwiazdy. Odkrycia te potwierdzają, że dyski akrecyjne mogą utrzymać tak ekstremalne tempo transferu masy, nawet gdy centralna gwiazda urosła już do masy 16 razy większej niż masa naszego Słońca.

Nasze obserwacje dostarczają bezpośrednich dowodów na to, że masywne gwiazdy mogą powstawać poprzez akrecję dysku do dziesiątek mas Słońca – powiedział dr Alberto Sanna, główny autor artykułu. Niezrównana czułość radiowa Very Large Array pozwoliła nam dostrzec cechy skali rzędu 100 j.a., oferując bezprecedensowy wgląd w ten proces.

Zespół porównał również swoje obserwacje z najnowocześniejszymi symulacjami powstawania masywnych gwiazd. Wyniki były zgodne z przewidywaniami teoretycznymi, pokazując, że gaz amonowy w pobliżu HW2 zapada się prawie z prędkościami pod-keplerowskimi – równowaga podyktowana grawitacją i siłami odśrodkowymi – powiedział prof. André Oliva, który przeprowadził szczegółowe symulacje.

Co ciekawe, badania ujawniły asymetrie w strukturze dysku i turbulencje, co sugeruje, że zewnętrzne strumienie gazu – znane jako serpentyny – mogą dostarczać świeżą materię na jedną stronę dysku. Takie serpentyny zaobserwowano w innych regionach gwiazdotwórczych i mogą one odgrywać kluczową rolę w uzupełnianiu dysków akrecyjnych wokół masywnych gwiazd. Odkrycie to rozwiązuje trwającą od dziesięcioleci debatę na temat tego, czy HW2, podobnie jak protogwiazdy, mogą tworzyć dyski akrecyjne zdolne do podtrzymania ich szybkiego wzrostu. Wzmacnia ono również koncepcję, że podobne mechanizmy fizyczne rządzą formowaniem się gwiazd w szerokim zakresie mas gwiazdowych.

HW2 jest znana już od ponad 40 lat i wciąż inspiruje nowe pokolenie astronomów – powiedział prof. José María Torrelles, który pod koniec lat 90. przeprowadził kluczowe obserwacje HW2. Odkrycia były możliwe dzięki wysokoczułym obserwacjom VLA przeprowadzonym na centymetrowych długościach fal w 2019 roku. Naukowcy skupili się na specyficznych przejściach amoniaku, które są wzbudzane w temperaturach powyżej 100 kelwinów, umożliwiając im śledzenie gęstego i ciepłego gazu w pobliżu HW2.

Wyniki te podkreślają moc interferometrii radiowej do badania ukrytych procesów stojących za powstawaniem najbardziej wpływowych obiektów w naszej Galaktyce – powiedział dr Todd Hunter z NRAO, a za dziesięć lat kolejna zmodernizowana wersja VLA umożliwi badanie amoniaku okołogwiazdowego w skali naszego Układu Słonecznego.

Praca ta nie tylko pogłębia nasze zrozumienie tego, jak powstają masywne gwiazdy, ale także ma wpływ na szersze pytania dotyczące ewolucji galaktyk i wzbogacania chemicznego we Wszechświecie. Masywne gwiazdy odgrywają kluczową rolę jako kosmiczne silniki, napędzając wiatry i eksplozje, które zasiewają galaktyki ciężkimi pierwiastkami.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
•    NRAO
•    Urania
Gaz amonowy wpadający do dysku akrecyjnego zasilającego gwiazdę Cep A HW2. Źródło: NSF/AUI/NSF NRAO/B. Saxton
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2025/05/odkrywanie-tajemnic-narodzin-masywnych.html

Odkrywanie tajemnic narodzin masywnych gwiazd za pomocą matrycy NSF.jpg

Napisano

Jowisz zachwycił... zorzami polarnymi
2025-05-13.ŁZ.
Nowe zdjęcia z Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba ujawniły superjasne zorze polarne Jowisza, które świecą z dużo większą intensywnością niż te na Ziemi. NASA opublikowała wyjątkowe nagrania, a naukowcy drapią się po głowach.
Zapierające dech w piersiach zdjęcia wykonano w Boże Narodzenie w 2023 roku. Ukazują tańczące zorze, które jako pierwsza wykryła sonda kosmiczna Voyager 2, przelatując nad największą planetą Układu Słonecznego wiosną 1979 roku.
„Jaki to był prezent świąteczny – po prostu mnie powalił!” – przyznał astronom Jonathan Nichols z University of Leicester w Wielkiej Brytanii. „Chcieliśmy zobaczyć, jak szybko zmieniają się zorze, spodziewając się, że będą się pojawiać i znikać powoli, być może w ciągu kwadransa lub dłużej. Zamiast tego obserwowaliśmy, jak cały obszar zorzy migotał i pękał światłem, czasami zmieniającym się co sekundę” – opisywał.
Zdjęcia wykonane za pomocą Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba ujawniają, że olśniewające zorze polarne na Jowiszu są setki razy jaśniejsze od tych widzianych na Ziemi.
Kosmiczna kolizja cząsteczek

Powstają, gdy wysokoenergetyczne cząsteczki z kosmosu zderzają się z atomami gazu w atmosferze w pobliżu biegunów magnetycznych planety. Podobnie zjawisko obserwujemy także na Ziemi.

Kosmiczny teleskop już wcześniej uchwycił jasne zorze polarne na Neptunie, również wiele dekad po tym, jak po raz pierwszy zostały słabo wykryte podczas przelotu sondy Voyager 2.
Jowisz ujawnił również tajemniczą właściwość. „Zrobiliśmy zdjęcia jednocześnie w ultrafiolecie za pomocą Kosmicznego Teleskopu Hubble'a NASA” – wskazał Nichols. „Co dziwne, najjaśniejsze światło zaobserwowane przez Webba nie miało rzeczywistego odpowiednika na zdjęciach z Teleskopu Hubble'a. Aby uzyskać kombinację jasności widzianą zarówno przez Webba, jak i Hubble'a, musimy mieć kombinację dużych ilości bardzo niskoenergetycznych cząstek uderzających w atmosferę, co wcześniej uważano za niemożliwe. Nadal nie rozumiemy, dlaczego tak się dzieje” – stwierdził badacz.
Jowisz odkrywa tajemnice i tworzy nowe (fot. NASA)
Webb Captures Jupiter’s Aurora
https://www.youtube.com/watch?v=U2T8LpD4IiI
źródło: NASA, portal TVP.Info
https://www.tvp.info/86683183/jowisz-zorze-polarne-jasniejsze-niz-na-ziemi-kosmiczny-teleskop-jamesa-webba-przyznal-zdjecia-nasa-analizuje

 

Jowisz zachwycił... zorzami polarnymi.jpg

Napisano

NASA odkryła nowe gatunki mikroorganizmów. Mają unikalne cechy
2025-05-13. Paula Drechsler
Naukowcy z NASA oraz instytutów partnerskich odkryli 26 nowych gatunków drobnoustrojów. Rozwinęły się one w pomieszczeniach czystych, gdzie m.in. montowane są statki kosmiczne. Nieznane dotąd bakterie kryją wskazówki dotyczące przetrwania w kosmosie. Odkrycie może zrewolucjonizować m.in. eksplorację międzyplanetarną.
Odkrycie nowych gatunków bakterii w kompleksie NASA
Naukowcy z NASA Jet Propulsion Laboratory oraz z kilku instytutów w Indiach i Arabii Saudyjskiej odkryli 26 nowych gatunków bakterii w pomieszczeniach czystych (cleanroomach) związanych z misjami kosmicznymi NASA. Cleanroomy to rodzaj pomieszczeń o kontrolowanych parametrach środowiskowych. Te nieznane wcześniej gatunki mikroorganizmów posiadają cechy genetyczne związane z odpornością na ekstremalne warunki, takie jak te występujące w przestrzeni kosmicznej.
Specjalistyczne pomieszczenia zaprojektowane do utrzymania wyjątkowo niskiego poziomu kurzu i mikroorganizmów mają ściśle regulowany przepływ powietrza, temperaturę i wilgotność, co utrudnia przeżycie mikroorganizmów. A jednak, jak wykazali badacze, w pomieszczeniach czystych NASA, gdzie m.in. montowane są statki kosmiczne, drobnoustroje sobie poradziły. Niektóre mikroorganizmy, zwane ekstremofilami, rzeczywiście potrafią przetrwać w takich warunkach.
Pomieszczenia czyste mogą być pełne życia. Ważne ustalenia
Nowo opisane gatunki okazały się być bardzo ciekawym obiektem badań. Naukowcy wysnuli wiele wniosków na temat obecności tych bakterii w cleanroomie. Monitorowanie ryzyka zanieczyszczenia mikrobiologicznego to jedna ważna kwestia, a inną jest zapobieganie przypadkowej kolonizacji badanych ciał niebieskich.
- Nasze badanie miało na celu zrozumienie ryzyka przenoszenia ekstremofilów w misjach kosmicznych i zidentyfikowanie mikroorganizmów, które mogą przetrwać trudne warunki panujące w kosmosie. To działanie ma kluczowe znaczenie dla monitorowania ryzyka skażenia mikrobiologicznego i ochrony przed niezamierzoną kolonizacją eksplorowanych planet - wyjaśnił profesor Alexandre Rosado z Uniwersytetu Nauki i Technologii im. Króla Abdullaha (KAUST), główny badacz KAUST w projekcie i współpracownik kilku grup roboczych NASA ds. ochrony planet i mikrobiologii kosmicznej.
Odkrycie otwiera wiele drzwi. Innowacje w zasięgu ręki?
Odkrycie, że wiele z tych bakterii wykazuje odporność na dekontaminację i promieniowanie, ma tu ogromne znaczenie. Nowe gatunki bakterii posiadają bowiem geny związane z naprawą DNA, detoksykacją szkodliwych cząsteczek oraz poprawionym metabolizmem, co zwiększa ich przeżywalność. Badania tych nowych mikroorganizmów kryją bowiem wspomniane wskazówki dotyczące przetrwania w kosmosie i pomagają NASA przewidywać, jakie bakterie mogą napotkać astronauci podczas misji kosmicznych oraz opracowywać strategie ograniczania zanieczyszczeń mikrobiologicznych w cleanroomach.
- Te odkrycia nie tylko poruszają ważne kwestie związane z ochroną planet, ale także otwierają drzwi innowacjom biotechnologicznym - zaznaczyła Junia Schultz, adiunkt w KAUST i pierwsza autorka badania.
Odkrycia te mogą zrewolucjonizować nauki przyrodnicze, bioinżynierię i eksplorację międzyplanetarną. Mogą być użyteczne m.in. w konserwacji żywności i medycynie. Wyniki badań zostały opublikowane na łamach "Microbiome".
W pomieszczeniu czystym pracownicy NASA pracują m.in. nad komponentami statków kosmicznych. Obecność drobnoustrojów nie jest tu mile widziana. NASA/JPL-Caltech/Tyvak/Cal Poly SLO. materiał zewnętrzny
https://geekweek.interia.pl/nauka/news-nasa-odkryla-nowe-gatunki-mikroorganizmow-maja-unikalne-cech,nId,21400919

NASA odkryła nowe gatunki mikroorganizmów. Mają unikalne cechy.jpg

Napisano

Japoński lądownik Resilience okrąża Księżyc – pierwszy krok do udanego lądowania
2025-05-13.Admin.
Japońska firma kosmiczna ispace osiągnęła kolejny znaczący kamień milowy w swojej drugiej misji księżycowej. 7 maja 2025 roku o godzinie 05:41 czasu tokijskiego (20:41 UTC, 6 maja) lądownik księżycowy Resilience pomyślnie wszedł na orbitę wokół Księżyca, co stanowi kluczowy etap przed planowanym lądowaniem na powierzchni naszego naturalnego satelity
Manewr wejścia na orbitę został przeprowadzony przez inżynierów z Centrum Kontroli Misji w tokijskiej dzielnicy Nihonbashi. Wymagał on uruchomienia głównego silnika lądownika na około 9 minut, co było najdłuższym okresem pracy silnika podczas całej misji. Obecnie Resilience utrzymuje stabilną pozycję na zaplanowanej orbicie, a specjaliści przygotowują się do ostatnich manewrów przed lądowaniem, które zaplanowano najwcześniej na 5 czerwca 2025 roku.
Manewr ten stanowi ogromny sukces dla japońskiej firmy, zwłaszcza po wcześniejszej nieudanej próbie lądowania podczas pierwszej misji. Wejście na orbitę księżycową to przedostatni etap przed najtrudniejszym zadaniem, jakim będzie bezpieczne lądowanie na powierzchni Srebrnego Globu.
Resilience został wystrzelony w kosmos 15 stycznia 2025 roku na pokładzie rakiety Falcon 9 firmy SpaceX w ramach misji SMBC x HAKUTO-R Venture Moon. Od tego czasu pokonał imponującą trasę, która obejmowała lot po orbicie okołoziemskiej, przelot obok Księżyca, dwumiesięczny lot po trajektorii niskoenergetycznej oraz manewry w głębokiej przestrzeni kosmicznej. Na swojej najdalszej pozycji lądownik znajdował się w odległości 1,1 miliona kilometrów od Ziemi.
Misja Resilience ma szczególne znaczenie dla japońskiej firmy ispace, która podczas pierwszej próby w kwietniu 2023 roku nie zdołała pomyślnie wylądować na Księżycu – sonda rozbiła się o powierzchnię. Obecna misja ma udowodnić skuteczność technologii ispace i utorować drogę do przyszłych komercyjnych operacji na Księżycu.
Na pokładzie lądownika znajduje się szereg komercyjnych ładunków. Wśród nich są: sprzęt do elektrolizy wody dostarczony przez Takasago Thermal Engineering Co., eksperyment dotyczący produkcji żywności w postaci samodzielnego modułu od Euglena Co., sonda badająca promieniowanie kosmiczne opracowana przez Wydział Nauki i Inżynierii Kosmicznej Narodowego Uniwersytetu Centralnego w Tajwanie, tablica pamiątkowa nawiązująca do anime Mobile Suit Gundam oraz mikrołazik Tenacious opracowany przez europejski oddział
Szczególnie interesującym elementem ładunku jest dysk pamięci UNESCO, który ma na celu zachowanie różnorodności językowej i kulturowej ludzkości. Według ispace, Resilience ma pełnić rolę artefaktu kulturowego, a celem UNESCO jest zabezpieczenie tych informacji na wypadek, gdyby w przyszłości zagrożone było istnienie ludzkości na Ziemi.
Ispace planuje już kolejne misje księżycowe. Misja 3, która ma zadebiutować z lądownikiem APEX 1.0, jest prowadzona przez amerykański oddział ispace i ma wystartować w 2026 roku. Natomiast czwarta misja, wykorzystująca lądownik Series 3, obecnie projektowany w Japonii, ma zostać wystrzelona do 2027 roku.
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Resilience już wkrótce dołączy do elitarnego grona pojazdów, które pomyślnie wylądowały na powierzchni Księżyca, a ispace stanie się pierwszą prywatną japońską firmą, która tego dokona.
 Źródło: iSpace
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/japonski-ladownik-resilience-okraza-ksiezyc-pierwszy-krok-do-udanego-ladowania

Japoński lądownik Resilience okrąża Księżyc – pierwszy krok do udanego lądowania.jpg

Napisano

Nowe plany ISRO
2025-05-13. Krzysztof Kanawka
Automatyczne cumowanie, statek załogowy Gaganyaan, stacja orbitalna BAS.
W maju 2025 agencja ISRO zaprezentowała najbliższe plany w swoich flagowych programach. Pojawiły się daty i zapowiedzi ciekawych lotów!
Przed 2020 rokiem i problemami związanymi z pandemią COVID-19 Indie planowały wykonać pierwszą misję załogową pojazdu o nazwie Gaganyaan jeszcze w 2020 roku. Pandemia opóźniła wiele spraw, jednakże indyjska agencja kosmiczna ISRO nadal planuje przygotowanie misji testowej Gaganyaan.
Prace jednak postępują – 21 października 2023 przeprowadzono test ucieczkowy dla Gaganyaan. Test wykonano przy prędkości 1,2 Mach, w pobliżu największych obciążeń aerodynamicznych. Test przebiegł prawidłowo. Wówczas też wydawało się, że pierwszy załogowy lot pojazdu Gaganyaan może nastąpić już w 2025 roku. W międzyczasie pojawiły się pierwsze zapowiedzi budowy indyjskiej stacji kosmicznej.
Aktualizacja planów ISRO
Na początku maja 2025 roku nastąpiła prezentacja zaktualizowanych planów rozwoju indyjskiej agencji kosmicznej ISRO. W ciągu kilku najbliższych lat ta agencja, dziś zatrudniająca około 20 tysięcy pracowników, ma być w stanie osiągnąć kilka bardzo ambitnych celów.
Te cele są następujące:
Zakończenie prac nad pojazdem Gaganyaan i jego pierwsze loty. W maju 2025 zakładano, że pierwszy bezzałogowy lot tego pojazdu nastąpi w czwartym kwartale 2025. Wcześniej, jeszcze w drugim i trzecim kwartale 2025 roku nastąpią końcowe testy systemu ratunkowego oraz systemu wodowania i systemu spadochronów. Pojazd Gagamyaan będzie wynoszony na niską orbitę okołoziemską (LEO) za pomocą rakiety Launch Vehicle Mark-3 (GLSV-Mk3).
Przygotowania do pierwszego lotu załogowego Gaganyaan. W maju 2025 planowano pierwszy lot załogowy na początek 2027 toku. Przed tym lotem dojdzie łącznie do trzech testowych misji załogowych.
Początek prac nad stacją orbitalną. Ta indyjska załogowa stacja orbitalna ma nosić nazwę “Bharatiya Antariksh Station” (BAS) i ma być w całości gotowa w 2035 roku (pięć modułów). Wcześniej, w 2028 roku na orbicie ma się znaleźć pierwszy moduł stacji BAS. Co ciekawe, ISRO planuje lot bezzałogowej wersji Gaganyaan do “istniejącej stacji orbitalnej”, wraz z cumowaniem. Nie podano dokładnie, która to stacja orbitalna, ale przed 2028 rokiem prawdopodobnie jedynym logicznym celem jest Międzynarodowa Stacja Kosmiczna ISS.
Prace nad technologiami automatycznego cumowania. Indie uważają prace nad własnymi możliwościami automatycznego cumowania na orbicie. Pierwszy krok został już osiągnięty – w grudniu 2024 na orbicie znalazła się misja SPADEX, której celem jest demonstracja zestawu technologii potrzebnych do cumowania na orbicie pomiędzy dwoma małymi satelitami (dwa razy po 220 kg). Po cumowaniu zademonstrowano także m.in. możliwość transferu energii pomiędzy satelitami oraz wzajemnego poruszania się na orbicie.
Udział astronauty z Indii w misji AX-4, która ma być zrealizowana w tym roku. W tej misji załogowej uczestniczy także astronauta z Polski. Astronauta z Indii, Shubhanshu Shukla, w misji AX-4 pełni rolę pilota.
Misja typu sample return z Księżyca – na 2027 lub 2028 rok zaplanowano misje Chandrayaan-4, składającą się z dwóch pojazdów i dwóch startów rakiet. Celem jest sprowadzenie próbek materii z Księżyca, ale także – kolejna demonstracja automatycznego cumowania.
Załogowa misja księżycowa, która ma nastąpić przed 2040 rokiem. Dwa pojazdy księżycowe mają być wyniesione w przestrzeń kosmiczną przez dwie rakiety.
Indie w ciągu najbliższych lat mogą wyrosnąć na poważnego gracza w wielu dziedzinach sektora kosmicznego. Co ciekawe, oprócz udziału w misji AX-4 oraz jednego lotu bezzałogowego Gaganyaan działania Indii wydają się być samodzielne, bez bliższej współpracy z innymi ważnymi organizacjami aktywnymi w sektorze kosmicznym.
(ISRO)
Indyjskie plany do 2040 roku – stan na maj 2025 / Credits – ISRO
https://kosmonauta.net/2025/05/nowe-plany-isro/

Nowe plany ISRO.jpg

Napisano

Przyszłość programu Artemis. Jak zareaguje Europa?
2025-05-13. Wojciech Kaczanowski
Informacje o możliwych cięciach w budżecie NASA oraz fundamentalnych zmianach w księżycowym programie Artemis dotarły już do partnerów agencji. Nowa sytuacja skłania ich do poszukiwania alternatywnych form współpracy, które pozwolą utrzymać konkurencyjność w globalnym wyścigu kosmicznym.
Chociaż o zmianach w kształcie międzynarodowego programu Artemis mówi się od miesięcy, prawdziwie gorący okres przypadł na maj 2025 r. Burzę wywołał dokument opublikowany przez Biuro Zarządzanie i Budżetu (ang. Office of Management and Budget) Białego Domu, obejmujący rekomendacje prezydenta Trumpa w kontekście finansowania poszczególnych agencji federalnych.
NASA z mniejszym budżetem?
Chociaż raport nie zawiera dokładnych propozycji budżetu agencji kosmicznej, wskazuje kierunki, w stronę których skieruje się administracja Trumpa. Z dokumentu wynika, że NASA może otrzymać blisko 19 mld USD. Dla porównania w 2025 r. agencja dysponuje około 25 mld USD - redukcja o 25%. Bardziej szczegółowy i precyzyjny dokument powinien pojawić się pod koniec maja.
Biały Dom wykazał fundamentalne zmiany w kształcie Artemis, którego celem jest przywrócenie obecności człowieka na Srebrnym Globie. Nowy budżet byłby początkiem do wycofywania rakiety nośnej SLS oraz kapsuły załogowej Orion. Po misji Artemis 3 (lądowanie astronautów na Księżycu) większość zadań przypadłoby podmiotom komercyjnym, tj. system Starship/Super Heavy od SpaceX.
Przewiduje się również zakończenie prac nad stacją Gateway, która znalazłaby się na orbicie naturalnego satelity Ziemi. W powyższe projekty zaangażowani są partnerzy NASA z różnych zakątków świata.
Partnerzy NASA w kropce
Możliwe zmiany w programie Artemis i ich skutki były dyskutowane podczas konferencji GLEX 2025 (7-9 maja) w Indiach. Cytowany przez portal Spacenews.com Walther Pelzer, dyrektor generalny Niemieckiej Agencji Kosmicznej, stwierdził, że propozycja budżetu wywołała wiele pytań, na które trudno znaleźć odpowiedź.
Przykład - co jeśli prace nad Starshipem opóźnią się o kolejne lata? „Nie wyobrażam sobie, aby Stany Zjednoczone miały tak dużą lukę między Artemis 3 a faktycznym dotarciem na Marsa (…)” - skomentował Pelzer.
Podobne stanowisko wyraził Salem Al Marri, dyrektor generalny Centrum Kosmicznego im. Mohammeda Bin Rashida w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, które odpowiadają za dostawę śluzy powietrznej (zaprojektowanie i budowa została zlecona europejskiemu Thales Alenia Space w lutym 2025 r.). Al Marri dodał, że strony muszą być elastyczne na nowe warunki współpracy.
W którym kierunku pójdzie Europa?
Jeszcze przed konferencją do sprawy odniósł się Josef Aschbacher, dyrektor generalny Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), zapewniając o trwających rozmowach i chęci dalszej współpracy. Na podstawie pozyskanych informacji i konsultacjach z państwami członkowskimi ESA podejmie dalsze kroki dotyczące jej projektów i zaangażowania w program Artemis.
Kluczową dla przyszłości Starego Kontynentu będzie tegoroczna Rada Ministerialna ESA, podczas której zapadną decyzje dotyczące składek alokowanych przez poszczególne kraje. To szansa dla Polski, która jako aktywny członek ESA od 2012 r., może zaznaczyć swoją pozycję na płaszczyźnie technologicznej i politycznej poprzez zwiększenie inwestycji w programy ESA.
W ostatnich latach polski sektor kosmiczny odnotował znaczący wzrost, a technologia naszych inżynierów i naukowców bierze udział w wymagających misjach nie tylko na orbitach okołoziemskich, ale i na Księżycu lub Marsie. Rok 2025 będzie przełomowy z uwagi na lot polskiego astronauty dr Sławosze Uznańskiego-Wiśniewskiego na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Misja ma stanowić inspirację do zwiększenia dynamiki rozwoju polskiego sektora.
W nowym rozdaniu ESA i państwa członkowskie będą musiał wykazać się elastycznością i zdolnością do adaptacji. To z kolei okazja do wzmocnienia swojej pozycji. Dla Polski podstawowym zadaniem (de facto niezależnie od przyszłości Artemis) powinno być zwiększenie składki członkowskiej w ESA, przy jednoczesnym poszukiwaniu obszarów współpracy z partnerami ze Stanów Zjednoczonych, Indii lub Japonii.
Realizacja wymagających misji kosmicznych w pojedynkę jest zbyt kosztowną opcją, dlatego konieczne pozostaje włączenie polskiego przemysłu oraz instytucji naukowych w międzynarodowy łańcuch dostaw. Owocem tego będą miejsca pracy dla wykwalifikowanych kadr oraz wzrost innowacyjności gospodarki. Polska może odgrywać nową rolę w europejskim sektorze kosmicznym i mieć realny wpływ na kierunek jego rozwoju.
Zmiany w księżycowym programie Artemis wymuszą na partnerach NASA poszukiwania nowych kierunków współpracy.
Autor. NASA
SPACE24
https://space24.pl/polityka-kosmiczna/swiat/przyszlosc-programu-artemis-jak-zareaguje-europa

Przyszłość programu Artemis. Jak zareaguje Europa.jpg

Napisano

Co się dzieje na tym Słońcu? Dzisiejsza eksplozja miała milion kilometrów długości
2025-05-13. Radek Kosarzycki
Słońce, nasza najbliższa gwiazda, nieustannie emituje energię, a jego powierzchnia aż wrze od aktywności. Jednym z najbardziej widowiskowych przejawów tej aktywności są włókna słoneczne — rozległe struktury zbudowane z chłodniejszej, gęstszej plazmy, utrzymywane nad fotosferą przez potężne siły pola magnetycznego. Gdy patrzymy na nie na tle jasnej tarczy Słońca, przypominają ciemne, nitkowate smugi. Choć przez wiele dni mogą pozostawać stabilne, w pewnym momencie mogą nagle ulec destabilizacji i eksplodować, wyrzucając materię w przestrzeń kosmiczną w koronalnym wyrzucie masy. Właśnie z takim zdarzeniem mieliśmy do czynienia na Słońcu kilkanaście godzin temu.
Takie erupcje to nie tylko fascynujące zjawiska astrofizyczne. Z uwagi na to, że dochodzi do nich na Słońcu, mogą one bezpośrednio wpływać na Ziemię, powodując burze geomagnetyczne, które zakłócają pracę satelitów, sieci energetycznych i systemów komunikacyjnych. Skala tych burz, klasyfikowana przez NOAA od G1 do G5, może wskazywać na bardzo poważne konsekwencje, jeśli koronalny wyrzut masy skierowany jest w stronę naszej planety.
W nocy z 12 na 13 maja 2025 roku około godziny 2:00 polskiego czasu na Słońcu doszło do wyjątkowo efektownej erupcji. Ogromne włókno słoneczne, rozciągające się na niemal milion kilometrów, oderwało się od powierzchni Słońca, uwalniając potężny pióropusz plazmy. To wydarzenie, uchwycone na fenomenalnych zdjęciach przez obserwatorów pogody kosmicznej, uznawane jest za jedno z najbardziej imponujących zjawisk słonecznych ostatnich miesięcy — zarówno pod względem rozmiarów, jak i wizualnego efektu.
Aby uzmysłowić sobie skalę tej erupcji: średnica Słońca wynosi około 1,4 miliona kilometrów, a samo włókno miało długość odpowiadającą ponad 70% tej wartości. Rozciągało się ono na dystans ponad dwukrotnie większy niż odległość między Ziemią a Księżycem. W porównaniu z naszą planetą, której średnica wynosi zaledwie 12 700 kilometrów, ta erupcja obejmowała obszar niemal 80 razy większy od Ziemi. Warto przy tym pamiętać, że mówimy o zdarzeniu, które trwały zaledwie chwilę.
Rozmiary rozmiarami, jednak wstępne modele wskazują, że wyrzucona ze Słońca materia nie zmierza w kierunku naszej planety. Koronalny wyrzut masy przemieszcza się na północ od płaszczyzny ekliptyki, co oznacza, że Ziemia uniknie jego bezpośredniego wpływu.
Widok był iście spektakularny. Obserwatorzy Słońca na całym świecie porównywali rozległy kształt erupcji do rozpostartych skrzydeł, zwracając uwagę na jej symetryczną i efektowną strukturę. Wielu komentatorów uznało to za najbardziej spektakularne wydarzenie na Słońcu od wielu miesięcy.
To widowiskowe zjawisko przypomina o tym, że aktywność słoneczna jest obecnie na najwyższym poziomie. Jak by nie patrzeć, Słońce właśnie minęło maksimum aktywności w ramach swojego 11-letniego cyklu słonecznego. Nie powinno zatem dziwić, że naukowcy nieustannie monitorują naszą gwiazdę, nie tylko z ciekawości naukowej, ale także w trosce o bezpieczeństwo technologicznej infrastruktury na powierzchni i w otoczeniu Ziemi.
Źródło: X
https://www.chip.pl/2025/05/wielka-brytania-drony-wykrywajace-wrogie-okrety-podwodne

Co się dzieje na tym Słońcu Dzisiejsza eksplozja miała milion kilometrów długości.jpg

Co się dzieje na tym Słońcu Dzisiejsza eksplozja miała milion kilometrów długości2.jpg

Co się dzieje na tym Słońcu Dzisiejsza eksplozja miała milion kilometrów długości3.jpg

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.