Skocz do zawartości

Astronomiczne Wiadomości z Internetu


Paweł Baran

Rekomendowane odpowiedzi

Trzy zaskakująco suche egzoplanety

Podczas badań mających na celu wykrycie pary wodnej w atmosferach trzech planet orbitujących wokół gwiazd podobnych do Słońca okazało się, że są one praktycznie suche. Te trzy planety – HD 189733b, HD 209458b i WASP-12b – znajdują się w odległości 60-900 lat świetlnych od nas. Ich temperatura wahająca się od 1000 do 2500 Kelwinów czyni z nich idealne kandydatki na obiekty, w których atmosferach powinna występować para wodna. Jednak, ku zaskoczeniu astronomów, badane planety miały tylko jedną dziesiątą do jednej tysięcznej ilości pary wodnej przewidzianej przez standardowe teorie dotyczące formowania się planet. Pomiary wody na HD 209458b są najdokładniejszymi pomiarami jakiegokolwiek związku chemicznego jakich dokonano na planecie poza Układem Słonecznym. Jednak małe zasoby wody są dość zdumiewające.

Artykuł napisała Weronika Łajewska.

Badania te rzucają pewne wyzwanie dla teorii powstawania egzoplanet. Oczekiwano, że wszystkie te badane planety będą bogate w zasoby wodne. Teraz musimy zweryfikować modele formowania i wędrówki planet olbrzymów (w szczególności gorących jowiszów) i odkryć jak są zbudowane.

Wyniki badań, pomimo tego, że gorące gazowe olbrzymy znajdują się blisko gwiazd, mogą mieć znaczący wpływ na poszukiwanie wody na egzoplanetach, na których może występować życie. Możliwe, że narzędzia na przyszłych teleskopach kosmicznych będą musiały być zaprojektowane ze zwiększoną dokładnością, jeśli docelowe planety okażą się bardziej suche niż oczekiwano. Jest bardzo prawdopodobne, że zasoby wody będą znacznie mniejsze niż przypuszczano podczas badań superziem – skalistych planet o masie kilka razy większej od masy Ziemi.

Ilość pary wodnej w atmosferach planet oszacowano używając obserwacji w bliskiej podczerwieni wykonanych przez Kosmiczny Teleskop Hubble'a oraz skomplikowanych modeli komputerowych i technik statystycznych do interpretacji danych. Do badań wybrano planety, które orbitują wokół gwiazd na tyle jasnych, że możliwe jest otrzymanie wystarczającej ilości promieniowania w zakresie światła widzialnego. Właściwości absorpcyjne pary wodnej w atmosferach tych planet wpływają na małą ilość światła gwiazdy, które przedziera się przez atmosferę planety. Wykrywanie wody z powierzchni Ziemi jest praktycznie niemożliwe dla planet w trakcie tranzytu, ponieważ ziemska atmosfera ma w sobie dużo wody, co zakłóca obserwacje. Jest do nich potrzebny Kosmiczny Teleskop Hubble’a.

Obecnie przyjęta teoria dotycząca formowania się planet olbrzymów w naszym Układzie Słonecznym przewiduje, że planeta tworzy się wokół młodej gwiazdy w dysku protoplanetarnym składającym się głównie z wodoru, helu oraz drobin lodu i pyłu złożonego z innych pierwiastków chemicznych. Cząsteczki pyłu łączą się ze sobą tworząc coraz większe struktury. Siły grawitacji dysku działają na nie tak długo, aż uformuje się stałe jądro. Następnie ma miejsce nagromadzenie cząstek stałych i gazów, co ostatecznie daję nam planetę olbrzyma.

Teoria ta przewiduje, że stosunek występowania różnych elementów w planecie jest większy niż w przypadku gwiazdy, w szczególności tyczy się to tlenu, którego ilość powinna być stosunkowo największa. Kiedy tworzy się planeta olbrzym, tlen zawarty w jej atmosferze w większości powinien znajdować się w cząsteczkach wody. Bardzo mała zawartość pary wodnej odkryta podczas ostatnich badań nasuwa wiele pytań dotyczących związków chemicznych związanych z formowaniem się planet olbrzymów.

Tak wiele pytań dotyczących egzoplanet pozostaje wciąż bez odpowiedzi, że otwiera nam to nowy rozdział w odkrywaniu, jak tak naprawdę zbudowane są układy planetarne. Problem w tym, że zakładamy, iż woda musi występować obficie, tak jak w naszym Układzie Słonecznym. Natomiast ostatnie badania pokazały, że woda nie odgrywa tak znaczącej roli jak się spodziewaliśmy.

Dodała: Redakcja AstroNETu - 2014-09-06 21:32:20+02

Źródło: NASA/ESA Hubble Space Telescope Home Page

http://news.astronet.pl/7492

Artystyczna wizja gazowego olbrzyma HD 209458b położonego w odległości 150 lat świetlnych w gwiazdozbiorze Pegaza.

post-31-0-98242200-1410073990.jpg

  • Like 2
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Prosto z niebaSpotkania z wybitnymi naukowcami

Chciałbyś zostać wyniesiony na orbitę okołoziemską w statku pilotowanym przez znakomitych astronomów, astrofizyków i innych badaczy przestrzeni kosmicznej? Teraz masz taką możliwość! Zapraszamy na niezwykłe spotkania z wybitnymi specjalistami połączone z multimedialnymi pokazami w planetarium. W ich trakcie dowiesz się więcej o najnowszych osiągnięciach nauki, badaniach kosmosu i gwiezdnych ciekawostkach. Spotkaniom towarzyszyć będą wycieczki po kosmosie, a Ty będziesz mógł podyskutować z prawdziwymi naukowcami.

W tym roku odwiedzili nas m.in.: prof. Małgorzata Królikowska-Sołtan, która opowiadała o spotkaniu sondy Rosetta z kometą 67P/Czuriumow-Gierasimienko, a także Mark McCaughrean, doradca naukowy z Europejskiej Agencji Kosmicznej oraz dr Natalia Zalewska z Centrum Badań Kosmicznych PAN »

Kolejne spotkanie odbędzie się we wrześniu.

• 11 września, godz. 19.00

GAIA – KARTOGRAF DROGI MLECZNEJ

prof. Gerry Gilmore – kierownik naukowy misji Gaia

Wykład tłumaczony na język polski

Sonda astronomiczna Gaia to największa kamera obserwująca kosmos. Została zbudowana przez Europejską Agencję Kosmiczną i wystrzelona w kosmos w grudniu 2013 roku. Jej zadaniem jest wyznaczenie odległości do około miliarda gwiazd i wykonanie pierwszego spisu gwiazd w naszej Galaktyce. Gaia mierzy nie tylko odległości ale również prędkości gwiazd, ich temperaturę, skład chemiczny i rozmiary. Dlatego dzięki tej misji będziemy mogli dowiedzieć się więcej o tym, jak powstawała i zmieniała się Droga Mleczna.

• 2 października, godz. 19.00

PIERWSZY POLSKI SATELITA NAUKOWY

Tomasz Zawistowski, koordynator projektu BRITE-PL

Od listopada 2013 roku na orbicie ziemskiej znajduje się pierwszy polski satelita naukowy BRITE „Lem”. Jak powstawał i w jaki sposób bada najjaśniejsze gwiazdy w naszej Galaktyce? Jakie korzyści dało Polsce zaangażowanie w budowę nano-satelitów (czyli takich, których waga nie przekracza 10 kg)?

W jakich okolicznościach logo planetarium Niebo Kopernika poleciało w kosmos?

Tomasz Zawistowski – (Laboratorium Satelitarnych Aplikacji Układów FPGA, Centrum Badań Kosmicznych PAN) jest koordynatorem projektu pierwszych polskich satelitów naukowych (BRITE-PL). Pracował także w NASA Goddard Space Flight Center i prowadził polskie biura uznanych firm inżynierskich takich jak Exponent oraz MSC.Software.

Cena biletu: 18 zł normalny / 13 zł ulgowy

http://www.kopernik.org.pl/planetarium/prosto-z-nieba/

Prof. Gerry Gilmore – pracuje w Instytucie Astronomicznym Uniwersytetu w Cambrige, jest także członkiem Królewskiego Towarzystwa Naukowego oraz kierownikiem naukowym misji Gaia.

Zapraszamy!

 

post-31-0-99653800-1410074766_thumb.jpg

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kosmiczny teleskop zaobserwował efekt zderzenia planetoid

Kosmiczny Teleskop Spitzera dostrzegł wybuch pyłu wokół młodej gwiazdy. Naukowcy przypuszczają, że może to być efekt zderzenia pomiędzy dużymi planetoidami i element procesu powstawania planet skalistych w pobliżu gwiazdy - informuje NASA.

Naukowcy zbadali gwiazdę o oznaczeniu NGC 2547-ID8. W okresie od sierpnia 2012 roku do stycznia 2013 roku zaobserwowano w jej pobliżu dużą ilość świeżego pyłu. Jak wyjaśnił Huan Meng z University of Arizona w Tucson (USA), kierujący zespołem badawczym, naukowcy przypuszczają, że pył jest efektem zderzenia pomiędzy dwoma dużymi planetoidami.

O ile pyłowe efekty kolizji pomiędzy planetoidami były już obserwowane za pomocą Spitzera, to tym razem dostępne są dane zarówno sprzed zdarzenia, jak i po. Daje to unikalny wgląd w cały proces.

Gwiazda NGC 2547-ID8 ma około 35 milionów lat i znajduje się 1200 lat świetlnych od Słońca. Widać ja na niebie w gwiazdozbiorze Żagla. Wcześniejsze obserwacje odnotowały zmiany w ilości pyłu wokół gwiazdy, dlatego astronomowie skierowali na nią teleskop Spitzera, pracujący w podczerwieni, mając nadzieję, że staną się świadkami większej kolizji. Gwiazdę obserwowano regularnie od maja 2012 roku, czasami nawet codziennie.

 

Gdy zaczęło się "coś dziać", teleskop musiał niestety zaprzestać obserwacji z powodu zbyt bliskiego położenia NGC 2547-ID8 na niebie w stosunku do Słońca. Po pięciu miesiącach można było ponownie bezpiecznie skierować Spitzera na gwiazdę i wtedy naukowcy uzyskali bardzo ciekawe dane.

 

- Nie tylko byliśmy świadkami obecności materiału pozostałego po dużej kolizji, ale mogliśmy śledzić zachodzące zmiany "sygnał słabł w miarę jak chmura pyłu ulegała samozniszczeniu" - tłumaczy Kate Su z University of Arizona, współautorka publikacji, która ukazała się w internetowym wydaniu czasopisma "Science".

 

Obecnie sytuacja w układzie NGC 2547-ID8 wygląda następująco: gruby obłok pyłu i "kosmicznego gruzu" okrąża gwiazdę w strefie, w której mogą powstawać planety skaliste. Sygnał pochodzący od obłoku zmienia się w zależności warunków jego usytuowania względem Ziemi. Badacze są ciekawi jak długo obłok będzie istniał w obecnej formie, co pozwoli na oszacowanie częstotliwości tego typu zdarzeń w pobliżu innych gwiazd. Mają też nadzieję na zaobserwowanie kolejnej kolizji.

 

- Patrzymy na powstawanie planet skalistych, które dzieje się na naszych oczach! - ekscytuje się George Rieke z University of Arizona.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,18032,title,Kosmiczny-teleskop-zaobserwowal-efekt-zderzenia-planetoid,wid,16859398,wiadomosc.html

post-31-0-23614800-1410119313.jpeg

  • Like 3
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ostatni superksiężyc z triady będzie już 8 września

W czasie minionych wakacji aż dwukrotnie mogliśmy obserwować tak zwany superksiężyc. Jutro będziemy mieli okazje do tego, aby zobaczyć to zjawsko po raz trzeci w tym roku, dlatego nazywa się to triadą.

Z superksiężycem mamy do czynienia wtedy gdy Księżyc w perygeum znajduje się w linii ze Słońcem i Ziemią. Gdy w takim ustawieniu jest on w pełni możemy podziwiać zdecydowanie większą tarczę księżycową.

Moment największego zbliżenia ziemskiego satelity wystąpi dzisiaj wieczorem o 19:38 czasu uniwersalnego. Księżyc znajdzie się wówczas w odległosci 356 896 kilometrów. W okresie gdy dochodzi do takiego zbliżenia jego tarcza świeci 15% jaśniej i jest około 7% większa niż przy normalnej pełni.

http://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/ostatni-superksiezyc-triady-bedzie-juz-8-wrzesnia

 

Zmierzyli odległość do Plejad za pomocą radioteleskopów i... wyszła inna niż zmierzona za pomocą satelitów

Astronomowie użyli światowej sieci teleskopów, aby rozwiązać spór o odległość do słynnej gromady otwartej, Plejad. Wyniki pokazują, że wcześniejszy rezultat uzyskany za pomocą satelity Hipparcos był nieprawidłowy.

 

Artykuł napisała Katarzyna Mikulska.

 

Plejady to najbardziej znana gromada otwarta, zawdzięczająca swą nazwę siedmiu mitycznym siostrom. Znajduje się w gwiazdozbiorze Byka i jest widoczna nawet gołym okiem, a z obszaru Polski można ją obserwować od października do marca. Gromada obejmuje setki młodych, gorących gwiazd, uformowanych około 100 mln lat temu (czyli około 50 razy młodszych od Słońca). Plejady, jako przykład młodej gromady gwiazd, znajdującej się w stosunkowo niewielkiej odległości od Ziemi, ułatwiają astronomom oszacowanie odległości do bardziej oddalonych gromad oraz pomagają zrozumieć proces formowania takich skupisk.

 

Do 1990 roku przyjmowano, że Plejady są od nas oddalone o około 430 lat świetlnych. Jednak pomiary przeprowadzone wówczas za pomocą satelity Hipparcos dały zaskakująco niski wynik, zaledwie 390 lat świetlnych. Ta różnica, choć nie wydaje się aż tak duża, stanowiła duże wyzwanie dla naukowców. Rezultat otrzymany przez Hipparcosa, w połączeniu z fizyczną charakterystyką gwiazd tej gromady, nie zgadzał się ze standardowym modelem formowania i ewolucji gwiazd oraz skłaniał do przeanalizowania na nowo tego procesu. Na podstawie takich wyników niektórzy astronomowie sugerowali nawet, że w młodych gwiazdach dzieją się zjawiska do tej pory niepoznane.

 

Aby rozwiązać spór, użyto światowej sieci radioteleskopów, która pozwoliła dokonać możliwie najdokładniejszego pomiaru. W jej skład weszła sieć VLBA (Very Long Baseline Array, system 10 radioteleskopów), oraz rekordziści: radioteleskop Green Bank (największy na świecie sterowalny radioteleskop), radioteleskop Obserwatorium Arecibo (o największej pojedynczej czaszy na świecie, średnica 305 metrów) oraz radioteleskop Effelsberg (największy w Europie).

 

Za pomocą tych teleskopów astronomowie przez ponad 1,5 roku obserwowali pozorne przemieszczanie gwiazd Plejad, spowodowane ruchem Ziemi wokół Słońca. Niedaleki obiekt obserwowany z przeciwnych stron ziemskiej orbity zdaje się przesuwać na tle bardziej odległych obiektów. Mierząc kąt takiego przemieszczenia można w prosty sposób wyliczyć odległość obserwowanego obiektu. Ta metoda, nazywana paralaksą, jest dla astronomów najbardziej precyzyjną techniką pomiaru odległości, choć opiera się na prostej trygonometrii.

Z przeprowadzonych pomiarów wynika, że Plejady są od nas oddalone o 443 lata świetlne, z dokładnością do 1%. Jest to rezultat bardzo zbliżony do tych sprzed pomiaru Hipparcosa, naukowcy mogą więc odetchnąć z ulgą.

Pojawia się za to pytanie, co było nie tak z Hipparcosem. Przez ponad cztery lata swojej pracy zmierzył on odległość do 118 tys. gwiazd, jednak z nieznanych przyczyn przy ocenie odległości do Plejad otrzymał błędny wynik. Następczynią Hipparcosa jest sonda kosmiczna Gaia, wyniesiona na orbitę w grudniu 2013 roku. Jej zadaniem będzie m.in. zmierzenie odległości do około miliarda gwiazd, a wiarygodność i precyzja pomiarów sondy zostanie zweryfikowana za pomocą wypróbowanych już systemów radioteleskopów.

http://news.astronet.pl/7493

Zjawisko paralaksy heliocentrycznej. Obserwując obiekt z różnych stron ziemskiej orbity można wyznaczyć odległość do tego obiektu.

  • Like 3
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W galaktyce Cygaro odkryto czarną dziurę, która udaje polski pączek. Zdradziła ją muzyczna kwinta

 

To brzmi jak żart, ale zdarzyło się naprawdę. Dzięki zagadkowym wibracjom astrofizycy odkryli bowiem niezwykłą czarną dziurę. To pierwsza potwierdzona czarna dziura "wagi średniej" - o masie 400 słońc.

 

Dotychczas istnienie takich pośrednich dziur - dużo większych niż pojedyncza gwiazda, ale wciąż maciupkich wobec olbrzymich behemotów drzemiących w centrach galaktyk - nie było pewne.

 

Kiedy jednak trzy tygodnie temu naukowcy z Uniwersytetu Maryland napisali o tym odkryciu w wydaniu internetowym pisma "Nature", mało kto zwrócił na to uwagę. W tamtym czasie większe zainteresowanie budziły doniesienia o znalezieniu życia w jeziorze ukrytym pod lodem Antarktydy, nowych hipotezach na temat neandertalczyków czy też o szansach na leczenie zakażonych wirusem ebola.

 

Praca trzech amerykańskich astrofizyków zatytułowana "Czarna dziura o masie 400 słońc w galaktyce M82" przeszła prawie niezauważona, zwłaszcza w Polsce.

 

Tymczasem to bardzo smaczna historia, w której pojawiają się nie tylko tajemnicze wibracje i nie mniej intrygujące czarne dziury, lecz także swojsko brzmiące... polskie pączki. Oczywiście chodzi o kosmiczne pączki, których nadzieniem zamiast marmolady jest niewielka czarna dziura.

 

Kto pali to cygaro?

 

Galaktyka M82 nazywana jest Cygarem, bo w teleskopie wygląda właśnie jak cygaro, które się w dodatku żarzy (to blask bardzo aktywnego rejonu, w którym się rodzą nowe gwiazdy):

 

Dzieli nas od Cygara 12 mln lat świetlnych. W 2004 roku odkryto w tej galaktyce silne źródło promieniowania rentgenowskiego. Podejrzenie padło na czarną dziurę.

 

Można by spytać: dlaczego? Na zdrowy rozum czarne dziury nie powinny wysyłać żadnych sygnałów. One przecież, jak wiadomo, pochłaniają wszystko, co tylko do nich wpadnie, także światło, a tego, co zjadły, już nigdy nie wypuszczają na zewnątrz swego horyzontu. Ten horyzont jest granicą, którą można pokonać tylko w jedną stronę i już na zawsze.

 

To wszystko prawda. Jednak myli się ten, kto sądzi, że z tego powodu czarne dziury nie świecą. Jest wręcz przeciwnie - często świecą jaśniej niż gwiazdy, a czasem przyćmiewają swym blaskiem całe galaktyki.

 

Mają bowiem sporą masę, działają więc z dużą siłą grawitacji na wszystko, co je otacza. Ściągają z sąsiedztwa materię, która wpada do ich wnętrza, ale zanim zniknie za horyzontem, to rozkręca się wokół niego, tworząc gigantyczny wir. Mniej więcej taki jak w wannie z wodą, z której wyciągnie się korek z odpływu. Astrofizycy nazywają ten wir dyskiem akrecyjnym, bo zwykle jest spłaszczony, jak to dysk.

 

W tym wirze materia trze i rozgrzewa się do milionów stopni, emitując wszystkie możliwe typy promieniowania - radiowe, podczerwone, widzialne, ultrafioletowe, ale przede wszystkim - bardzo energetyczne i przenikliwe fale rentgenowskie. Promieniowaniu udaje się uciec dosłownie w ostatnim momencie, zanim jeszcze materia przestąpi granice czeluści bez powrotu.

 

Podejrzany: pączek z Polski

 

Nic dziwnego, że gdy 10 lat temu satelita Chandra odkrył w galaktyce M82 bardzo jasne, punktowe i pulsujące źródło promieniowania rentgenowskiego (w literaturze fachowej znane pod kryptonimem ULX), to od razu zaczęto podejrzewać czarną dziurę. I to nie byle jaką. Jej masę szacowano na pomiędzy 100 i 1000 słońc.

 

Byłaby to więc dziura o masie pośredniej - dużo większa niż dziura, która powstaje w wyniku śmierci gwiazdy, ale też znacznie mniejsza niż monstra rezydujące w środku większości, a może nawet we wszystkich bez wyjątku galaktykach, które mają w sobie miliony i miliardy słońc. Małe dziury i wielkie monstra znano od dawna. Dowód na istnienie także pośrednich dziur byłby niemałą sensacją, gdyż wciąż nie wiemy, jak się takie rodzą.

 

Pewności jednak nie było, bo istniała możliwość, że jest to... polski pączek. Cóż to takiego? To maleńka czarna dziura, którą otacza bardzo gruby i gęsty obłok spadającej materii. Promieniowanie rentgenowskie przedziera się przez ten obłok tylko dwoma wąskimi strumieniami wzdłuż osi rotacji czarnej dziury. Jeśli jednak taki skoncentrowany strumień przez przypadek celuje w Ziemię, to może nas zmylić. Będziemy podejrzewać, że to silne promieniowanie ogromnej czarnej dziury o masie setek lub tysiąca słońc.

 

Nazwę "polski pączek" (Polish Doughnut) dla grubych dysków akrecyjnych wprowadził sir Martin Rees z Cambridge (dziś nosi tytuł królewskiego astronoma), bo taki scenariusz opracowali teoretycznie w latach 80. w Warszawie prof. Bohdan Paczyński i kilku jego współpracowników - Michał Jaroszyński, Marek Sikora, Maciek Kozłowski i Marek Abramowicz.

 

Dziury grają kwintę

 

Zagadkę mógłby rozstrzygnąć tylko pomiar masy czarnej dziury. Niestety, zmierzenie masy obiektu w galaktyce odległej o 12 mln lat świetlnych, który daje o sobie znać tylko za pomocą promieniowania rentgenowskiego, wydawało się marzeniem ściętej głowy. I pozostałoby w sferze marzeń, gdyby nie pomysł, na jaki wpadło dwóch polskich astrofizyków - prof. Marek Abramowicz (Uniwersytet w Goeteborgu i Centrum Astronomiczne im. Mikołaja Kopernika w Warszawie) i Włodek Kluźniak (Centrum Astronomiczne PAN im. Mikołaja Kopernika w Warszawie) - oraz ich amerykańscy koledzy Jeffrey McClintock z Harvardu i Ronald Remillard z MIT.

 

Pomysł opierał się na tym, że kilku czarnym dziurom znacznie nam bliższym, znajdującym się w naszej Drodze Mlecznej, w sposób bezsporny zmierzono masę. Co więcej, astrofizycy zauważyli, że promieniowanie emitowane przez te czarne dziury pulsuje z charakterystyczną częstotliwością. Gdyby to były fale akustyczne, to te czarne dziury wygrywałyby dwa tony - nieprzypadkowe, bo we wszystkich analizowanych przypadkach współbrzmiały one w konsonansie zwanym w muzyce kwintą, tj. stosunek ich częstości był równy 3:2.

Co istotne, częstotliwość tych tonów była odwrotnie proporcjonalna do masy czarnej dziury. Im więc dziura większa, tym niższe tony.

Z tego faktu właśnie zrodził się następujący zamysł: gdyby udało się w przyszłości odkryć pulsujące promieniowanie rentgenowskie, w którym są dwa tony współbrzmiące jak kwinta, to by znaczyło, że trafiliśmy na czarną dziurę, a co więcej - z pomiaru częstotliwości moglibyśmy określić jej masę.

- Każdy dzień zaczynam od sprawdzenia na internetowym portalu http://arxiv.org, czy ktoś nie donosi o takim właśnie odkryciu - mówił nam 10 lat temu prof. Abramowicz.

Trzy tygodnie temu jego cierpliwość została wreszcie nagrodzona - Amerykanie przeanalizowali dane z satelity RXTE i odkryli "kwintę" w promieniowaniu dobiegającym z galaktyki Cygaro.

Prof. Abramowicz napisał do mnie wtedy podekscytowany z konferencji w Pekinie: "Czy wie Pan, że dostęp do Wyborczej w chińskim internecie jest zablokowany?", zaraz potem dodając: "Wygląda na to, że udało się zrobić to, co sugerowaliśmy przed laty, i znaleźć czarną dziurę o pośredniej masie 400 mas Słońca".

Czarna dziura na bas i perkusję

Pozostaje pytanie: co takiego drga i oscyluje w tej czarnej dziurze? Co jest źródłem kwinty?

Prof. Włodek Kluźniak nie ma wątpliwości, że to są tzw. drgania własne "dysku" akrecyjnego. Jak napisał nam w e-mailu: "Nie ma powszechnie przyjętej teorii, choć my mamy swój model, uważamy, że stosunek 3:2 jest wynikiem (nieliniowego) rezonansu".

Mniej pewny jest prof. Abramowicz. W naszym najnowszym "Magazynie Świątecznym" wspomniał o tym w swoim pięknym eseju, inspirowanym filmem "Wielkie piękno" Paola Sorrentino:

"Od z górą dekady próbuję wyjaśnić zagadkowe obserwacje szybkich i regularnych wibracji promieniowania rentgenowskiego pochodzącego z bezpośredniego otoczenia masywnych czarnych dziur. Wibracje rejestrują teleskopy umieszczone na sztucznych satelitach krążących ponad atmosferą Ziemi. Nie potrafię pokonać matematycznych trudności (nikt na razie nie potrafi), aby odpowiedzieć na najbardziej oczywiste pytanie: co właściwie tam wibruje?"

Tak czy inaczej, niezależnie od tego, co wibruje, wiemy, jaki jest tego efekt - a dzięki zespołowi rockowemu BETATEST z Zielonej Góry możemy to nawet usłyszeć! Muzycy zabawili się bowiem z tymi kosmicznymi dźwiękami i zrobili utwór muzyczny na bas i perkusję, dostrajając (a raczej odstrajając) bas do odpowiednich częstotliwości czarnych dziur:

klip muzyczny poprzedzony jest krótkim wstępem prof. Janusza Gila, dyrektora Centrum Astronomii Uniwersytetu Zielonogórskiego

http://wyborcza.pl/1,75476,16601124,W_galaktyce_Cygaro_odkryto_czarna_dziure__ktora_udaje.html

 

post-31-0-61764500-1410157478_thumb.jpg

post-31-0-30473100-1410157491_thumb.jpg

  • Like 2
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nazywana Pitbullem asteroida 2014 RC minęła Ziemię

 

W niedzielę około godziny 16.15 w odległości "zaledwie" 40 tys. kilometrów naszą planetę minęła 20-metrowa asteroida 2014 RC. Kosmiczna skała była kilkukrotnie bliżej niż nasz własny satelita, Księżyc, oddalony o ponad 300 tys. kilometrów. O asteroidzie, nazywanej przez badaczy Pitbullem opowiada dr Kamil Złoczewski.

Dziś około godzinie 16.15 czasu polskiego wyjątkowo blisko Ziemi przeleciał meteor - 20-metrowa asteroida 2014 RC. Skała bywa nazywana w środowisku naukowców Pitbullem.

- Czterdzieści tysięcy kilometrów to bardzo blisko, o włos od Ziemi. Odległość Ziemi od Księżyca wynosi około 360 tys. km, wiec to zaledwie jedna dziesiąta drogi do Księżyca - powiedział dr Kamil Złoczewski z Planetarium Niebo Kopernika.

2014 RC nie była widoczna gołym okiem - trzeba było użyć średniego rozmiaru teleskopu, kierując go w stronę gwiazdozbioru Ryb. Planetoida przelatywała najbliżej Nowej Zelandii.

Częste bliskie spotkania

Planetoidy przelatujące blisko Ziemi zdarzają się dość często. Ostatni taki przelot był odnotowany 15 lutego 2013, kiedy meteor 2013 DA 2014 w podobnej odległości minął naszą planetę.

Wykrycie 2014 RC nastąpiło zaledwie tydzień temu. Ta planetoida jest małym ciałem niebieskim, dlatego tak w późnym czasie badacze ją zaobserwowali. Naukowcy są w stanie wyliczyć trajektorię lotu planetoidy, z dużą pewnością są w stanie stwierdzić czy grozi ciałom niebieskim kolizja. Trasę większych obiektów można przewidzieć dużo wcześniej.

Każda taka skała kosmiczna, która przelatuje w pobliżu Ziemi może wrócić. Planetoidy, które zbliżyły się do Ziemi należy śledzić, kolejny przelot potencjalnie może być kolizyjny.

- Na szczęście rzadko zdarzają się uderzenia w Ziemię - powiedział Złoczewski.

Deszcz meteorów

Zderzenie jakie miało miejsce w pobliżu miasta Czelabińsk w Rosji bardzo rzadko się zdarza, ostatnio sto lat temu w 1908 roku. Na dalekiej Syberii obiekt eksplodował w atmosferze i zniszczył wielkie połacie lasu.

Prędkość z jaką porusza się meteor wynosi kilkanaście, kilkadziesiąt kilometrów na sekundę, czyli tysiące kilometrów na godzinę.

- Gdy przelatuje w pobliżu Ziemi to są prędkości rzędu 30 km/s, bo z taką prędkością Ziemia obiega słońce - wyjaśnia Złoczewski.

 

Gdyby taka planetoida uderzyła w Ziemię czekałby nas podobny scenariusz jak w przypadku meteorytu w Czelabińsku. Mocno świecąca asteroida w atmosferze prawdopodobnie wyparowałaby lub eksplodowała powodując deszcz meteorytów.

http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/prognoza,45/nazywana-pitbullem-asteroida-2014-rc-minela-ziemie,141511,1,0.html

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Niebo w drugim tygodniu września 2014 roku

We wtorek 9 września Księżyc przejdzie przez pełnię, zatem początek tygodnia będzie silnie zaświetlony jego blaskiem. W środku tygodnia Księżyc w bliskiej odległości minie Urana i zakryje dość jasną gwiazdę ο Psc, a następnie powędruje w kierunku gwiazdozbioru Byka. Wieczorem słabo widoczne są planety Mars i Saturn, natomiast nad ranem dość wysoko jest już Jowisz, zaś Wenus szybko zbliża się do widnokręgu i w praktyce przestaje być widoczna. Przez całą noc można obserwować Kometę Jacquesa, ale w tym tygodniu będzie ona trudna do dostrzeżenia ze względu na przeszkadzający Księżyc.

W najbliższych dniach Księżyc odwiedzi gwiazdozbiory Wodnika, Ryb, Barana i Byka. Dwa pierwsze gwiazdozbiory nie zawierają jasnych gwiazd, a dodatkowo we wtorek o godzinie 3:38 naszego czasu Srebrny Glob przejdzie przez pełnię, stąd należące do tych konstelacji gwiazdy będą bardzo trudne do dostrzeżenia gołym okiem. Pomoże w tym zasłonięcie Księżyca ręką, lub jakąś przeszkodą terenową.

Pierwsze ciekawe spotkanie Księżyca z innym ciałem niebieskim będzie miało miejsce w nocy ze środy 10 na czwartek 11 września, gdy naturalny satelita Ziemi zbliży się do Urana. Tej nocy Księżyc będzie miał fazę 95% i o godzinie podanej na mapce oba ciała niebieskie będą oddalone od siebie o 2,5 stopnia. Jednocześnie 25' na północ od Księżyca znajdowała się będzie świecąca z jasnością +5,7 wielkości gwiazdowej gwiazda 96 Psc, ale ze względu na wciąż silne światło Srebrnego Globu do jej odnalezienia potrzebny będzie teleskop. Niecałe 5 godzin później Księżyc minie Urana w odległości niecałe 0,5 stopnia (brzeg księżycowej tarczy będzie oddalony o zaledwie 10 minut kątowych).

Kolejnej nocy Księżyc przesunie się kilkanaście stopni na wschód, docierając na wschodni kraniec głównej figury konstelacji Ryb. Do tego czasu jego faza zmniejszy się do 88%. Na sam koniec czwartku 11 września, około godziny 23:00 Księżyc zakryje jedną z gwiazd tej konstelacji, o Psc. Świeci ona z jasnością +4,3 wielkości gwiazdowej i będzie ginąć w powodowanej przez Księżyc poświacie, jednak w teleskopach będzie ona widoczna. Zakrycie zajdzie przy jasnym brzegu i będzie mniej atrakcyjne od odkrycia. W Polsce zakrycie będzie prawie centralne, a więc Księżyc zakryje gwiazdę prawie środkiem swojej tarczy. Poza Polską zjawisko będzie widoczne m.in. w całej Europie, ale na Półwyspie Iberyjskim tuż po wchodzie obu ciał niebieskich. W Polsce zakrycie zajdzie od mniej więcej godz. 22:50 w Bieszczadach, do ok. godz. 23:00 na Mazurach, zaś odkrycie - od godz. 23:54 w Polsce południowej, do 0:02 w Polsce północnej.

Przez weekend (a nawet jeszcze w poniedziałek 15 września) naturalny Satelita Ziemi będzie gościł w konstelacji Byka. W nocy z soboty 13 września na niedzielę 14 września Księżyc będzie miał fazę 72% i będzie wędrował ponad 9° na południe od Plejad. Dobę później faza Srebrnego Globu zmaleje już do 62%, a wieczorem będzie się on znajdował wewnątrz Hiad. Niestety Księżyc nie zakryje jednej z jasnych gwiazd tej gromady, ale o godzinie podanej na mapce będzie się on znajdował mniej więcej 1° na południe od grupy gwiazd δ 1, 2 i Tauri i na północ od gwiazd θ1 i 2 Tauri. Jednocześnie trochę ponad 2° na południowy wschód od Księżyca będzie się znajdował Aldebaran, czyli najjaśniejsza gwiazda Byka. Srebrny Glob minie go około godziny 2 w nocy, już w poniedziałek 15 września w odległości około 40 minut kątowych.

Po obserwacjach Księżyca można poczekać na pojawienie się Jowisza i Wenus. Pierwsza z planet pokazuje się nad widnokręgiem już przed godziną 3:00 i świeci na tle gwiazdozbioru Raka z jasnością -1,8 wielkości gwiazdowej, a przez teleskopy można obserwować jej tarczę o średnicy 33". 45 minut przed świtem Jowisz znajduje się już na wysokości ponad 25° i wyraźnie przewyższa blaskiem wszystkie okoliczne gwiazdy, zatem nie powinno być kłopotów z jego identyfikacją.

 

W układzie księżyców galileuszowych będzie można dostrzec następujące zjawiska:

• 9 września, godz. 2:52 - Io chowa się za tarczę Jowisza (początek zakrycia),

• 9 września, godz. 5:56 - wyjście Io zza tarczy Jowisza (koniec zakrycia),

• 10 września, godz. 2:48 - od wschodu Jowisza Io na tarczy planety,

• 10 września, godz. 3:18 - zejście Io z tarczy Jowisza,

• 12 września, godz. 3:44 - wejście cienia Ganimedesa na tarczę Jowisza,

• 12 września, godz. 5:26 - wejście cienia Kalisto na tarczę Jowisza.

 

Szczególnie ciekawie zapowiada się piątek 12 września, gdy po jowiszowej tarczy będą wędrować cienie dwóch największych księżyców planety.

Natomiast druga planeta wschodzi już zaledwie na godzinę przez wschodem Słońca i szybko zbliża się do niego. Na początku tygodnia o godzinie podanej na mapce Wenus znajdowała się niecałe 4° nad wschodnim widnokręgiem, natomiast w niedzielę 14 września będzie to już niecałe 2,5 stopnia. Zatem Wenus, mimo dużej jasności -3,9 wielkości gwiazdowej dostrzec będzie bardzo trudno, a w przyszłym tygodniu będzie to już praktycznie niemożliwe. W jej szukaniu na pewno przyda się lornetka. Pod koniec tygodnia planeta oddali się już od Regulusa na ponad 10°.

Wieczorem, jeszcze zanim blask Księżyca zacznie bardzo przeszkadzać, bo jeszcze zanim zrobi się ciemno, można próbować dostrzec przebywające na tle gwiazdozbioru Wagi planety Saturn i Mars. Godzinę po zmierzchu obie planety znajdują się około 7° nad południowo-zachodnim widnokręgiem, zatem nie można liczyć na wiele, nawet obserwując je przez teleskop. Obecnie Mars ma już mniejszą jasność od Saturna (odpowiednio 0,7 i 0,6 magnitudo) i z biegiem czasu ta różnica będzie się pogłębiać. Tarcza Saturna ma średnicę 16", natomiast tarcza Marsa jest o 10" mniejsza, jednak obie planety są tak nisko, że nawet dostrzeżenie pierścieni Saturna jest wyzwaniem.

 

Czerwona Planeta pod koniec tygodnia przejdzie już do sąsiedniego Skorpiona, zbliżając się do charakterystycznego łuku gwiazd w północno-zachodniej części tego gwiazdozbioru. W niedzielę 14 września Mars będzie zajmował pozycję nieco ponad 2° od Dschubby. Natomiast Saturn oddalił się już do linii łączącej gwiazdy Zuben Elgenubi i Zuben Eschamali na 2,5 stopnia, a od pierwszej z wymienionych gwiazd - już na ponad 4°.

 

W tym tygodniu niedaleko Saturna przejdzie planetoida Westa, o której pisałem wiosną. Pod koniec tygodnia oba ciała niebieskie będzie dzielił dystans nieco ponad 1° (dokładnie 72 minuty kątowe). Ale ze względu na mały już blask planetoidy (+6,9 magnitudo) na próby jej odnalezienia trzeba poczekać, aż się dość mocno ściemni, czyli tuż przed zachodem obu ciał niebieskich. Co jeszcze utrudni ich obserwacje.

Przez całą noc można obserwować wciąż dość jasną kometę Jacquesa (C/2014 E2), która w tym tygodniu będzie wędrowała wzdłuż szyi gwiazdozbioru Łabędzia, mijając w małej odległości sporo ciekawych obiektów z tego bogatego gwiazdozbioru. Jednak w tym tygodniu jej obserwacje będą mocno utrudnione przez będący w pobliżu pełni Księżyc, mimo tego, że naturalny satelita Ziemi będzie daleko od niej (w poniedziałek 8 września w odległości prawie 60°, w następnych dniach - jeszcze dalej). Trochę to osłabi jego wpływ na widoczność komety, ale i tak nie będzie ją łatwo wyłowić z jasnego tła nieba.

Kometa Jacquesa świeci obecnie z jasnością około 7 magnitudo, a jej odnalezienie może ułatwić jej bliskie sąsiedztwo z innymi ciałami niebieskimi. Kometa góruje na niebie około godziny 21:20. Na początku tygodnia będzie ona przechodziła wtedy prawie przez zenit, w następnych dniach - nieco na południe od niego. W poniedziałek 8 września kometa będzie zajmowała pozycję prawie 5° na południowy zachód od gwiazdy Sadr i jednocześnie około 2° od znanej astrofotografom Mgławicy Półksiężyc.

Dobę później o godzinie podanej na mapce kometa będzie się znajdowała nieco ponad 2° na północny zachód od świecącej z jasnością +3,9 magnitudo gwiazdy η Cygni. Około godziny 4 rano kometa minie tę gwiazdę w odległości mniejszej, niż 1°. Natomiast w niedzielę 14 września kometa minie znaną gwiazdę podwójną Albireo w odległości mniejszej, niż 1°, wkrótce potem opuszczając gwiazdozbiór Łabędzia. Dokładniejsza mapka z położeniem Komety Jacquesa pośród gwiazd jest dostępna tutaj.

http://news.astronet.pl/7494

Mapka pokazuje położenie Księżyca i Urana w drugim tygodniu września 2014 roku.

Animacja pokazuje położenie Jowisza i Wenus w drugim tygodniu września 2014 roku.

Mapka pokazuje położenie Marsa i Saturna w drugim tygodniu września 2014 roku.

Animacja pokazuje położenie Komety Jacquesa (C/2014 E2) w drugim tygodniu września 2014 roku.

 

post-31-0-60508600-1410191662_thumb.jpg

post-31-0-87444000-1410191700.gif

post-31-0-96603500-1410191722.jpg

post-31-0-16880300-1410191750.gif

  • Like 2
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Eksperyment pokaże, czy nasz wszechświat jest holgramem

Wszyscy, których trapi pytanie, czy żyjemy w Matriksie, będą mogli wkrótce dostać odpowiedź. Naukowcy z Fermi National Accelarator Lab w Chicago postanowili to sprawdzić eksperymentalnie.

Koncepcja holograficznego Wszechświata pojawiła się w 1997 roku. Fizyk Juan Maldacena przedstawił wtedy teorię mówiącą, że nasza rzeczywistość przypomina trójwymiarowy obraz, zakodowany na dwuwymiarowej przestrzeni, czyli hologram.

Jeśli tak jest, to powinniśmy móc odnaleźć podstawowe jednostki, z których nasz obraz został wykonany. Koncepcję można porównać do oglądania ekranu telewizora. Kiedy patrzymy z odpowiedniej odległości obrazy wydają się żywe i naturalne. Kiedy jednak zaczniemy się do ekranu zbliżać i patrzeć uważnie, dostrzegamy pojedyncze piksele. Naukowcy z Chicago chcą sprawdzić, czy w czasoprzestrzeni uda się takie piksele odnaleźć.

Stoi przed nimi nie lada zadanie, bo wedle teorii piksele musiałyby być biliony razy mniejsze od atomu, czyli funkcjonować w tzw. skali Plancka opisującej najkrótszy możliwy okres czasu i najkrótszą możliwą odległość w fizyce.

Zespół z Fermilab do polowania na ewentualne piksele wykorzysta urządzenie zwane holometrem. Składa się z ono dwóch laserów. Wiązka każdego z nich jest rozdzielana na dwie, które pokonują nieco inne drogi, odbijając się od systemu umieszczonych w tunelach luster. Następnie obie wiązki ponownie łączą się w jedną i trafiają do czujnika, który mierzy ich właściwości, takie jak czas dotarcia i wszelkiego rodzaju zakłócenia. Występowanie specyficznych rodzajów takich zakłóceń może, zdaniem badaczy, być spowodowane kwantowymi drganiami pikseli, z których zbudowana jest nasza rzeczywistość.

- Powtarzające się zakłócenia, których nie będzie można w żaden sposób wyeliminować mogą dać nam fundamentalną prawdę o naturze, o czymś co jest wbudowane w czasoprzestrzeń - mówi Aaron Chou, szef pracującego nad projektem zespołu.

Rezultaty eksperymentu powinniśmy poznać do końca przyszłego roku. Więcej na jego temat można dowiedzieć się tutaj

http://wyborcza.pl/1,75476,16607474,Eksperyment_pokaze__czy_nasz_wszechswiat_jest_holgramem.html

  • Like 2
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Drużyna z Wrocławia zwyciężyła w międzynarodowych zawodach łazików

Zespół z Politechniki Wrocławskiej z łazikiem Scorpio zwyciężył w rozgrywanych po raz pierwszy, międzynarodowych zawodach łazików marsjańskich European Rover Challenge.

European Rover Challenge (ERC) to konkurs skierowany do studentów, absolwentów oraz pracowników uczelni. Uczestniczące w nim drużyny muszą zaprojektować i zbudować łazik marsjański. Trwające dwa dni zawody przeprowadzono w Podzamczu Chęcińskim koło Kielc. Rywalizowało w nim dziesięć drużyn z Polski, Egiptu, Indii i Kolumbii.

 

Zwyciężył zespół z Politechniki Wrocławskiej z robotem Scorpio. W nagrodę laureaci otrzymali m.in. czek na tysiąc dolarów.

 

Zespół ma już sporo doświadczenia, bo w konkursach łazików marsjańskich m.in. w amerykańskich zawodach University Rover Challenge, startował już czterokrotnie. Droga do niedzielnej wygranej wcale nie była jednak łatwa.

 

Choć w konkursie startowali jako pierwsi, to pierwsza konkurencja nie przyniosła im punktów m.in. z powodu problemów z kompasem i łącznością. Złożyli jednak odwołanie, które sędziowie uznali. Ponowny zakończony sukcesem przejazd, dodał im tyle pewności siebie, że szybko wyrośli na faworytów zawodów. W kolejnych konkurencjach radzili sobie już bez problemów.

 

„Cały rok ciężkiej pracy wreszcie mógł się zrealizować. Musimy teraz ulepszać naszego łazika. Te zawody ujawniły kilka niedociągnięć. Będziemy angażować nowych członków zespołu, aby pokazać kilka jego nowych zastosowań” - powiedział PAP po ogłoszeniu wyników członek drużyny Jędrzej Górski.

 

Podkreślił, że elementem zapewniającym sukces w zawodach jest zgrany zespół, który przeszedł kilka ciężkich prób. „Nasza efektywność nie wynika z tego, że jesteśmy geniuszami, tylko zgranym zespołem” - wyjaśnił Górski.

 

Drugie miejsce w konkursie zajęła drużyna „Impuls” z Politechniki Świętokrzyskiej. Na trzeciej pozycji uplasował się zespół z Uniwersytetu Kairskiego „Lunar and Mars Rover Team”.

 

Dla łazików, które uczestniczą w rozgrywanym po raz pierwszy konkursie, przygotowano specjalny tor, przypominający powierzchnię Marsa. Roboty brały udział w trzech widowiskowych konkurencjach terenowych musiały m.in. dojechać jedynie z pomocą GPS i kompasu do wyznaczonego miejsca, przejechać tor na czas, pobrać próbkę gruntu.

 

Członkowie drużyn podczas wykonywania zadań nie widzą swoich łazików i sterują nimi zdalnie. Zupełnie jak prawdziwymi łazikami na Marsie. Na każdej z maszyn znajduje się kamera, dzięki której zawodnicy mogli wszystko zobaczyć i odpowiednio pokierować łazikiem.

 

W 2015 roku, kolejna edycja European Rover Challenge, również odbędzie się w Polsce w tym samym miejscu. Organizatorem wydarzenia jest Mars Society Polska we współpracy z agencją Planet PR, Urzędem Marszałkowskim Województwa Świętokrzyskiego oraz Regionalnym Centrum Naukowo-Technologicznym w Podzamczu k. Chęcin.

 

Konkurs jest europejską wersją prestiżowych zawodów University Rover Challenge (URC), które corocznie odbywają się na pustyni Utah w Stanach Zjednoczonych. Od dwóch lat pierwsze miejsca w tym konkursie zajmuje drużyna z Politechniki Białostockiej z łazikiem Hyperion i Hyperion 2. Studenci z Białegostoku wygrali zawody również w 2011 roku z łazikiem Magma2.

 

PAP - Nauka w Polsce

 

http://www.naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,401763,druzyna-z-wroclawia-zwyciezyla-w-miedzynarodowych-zawodach-lazikow.html

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Aparatura m.in. z Polski trafi na Międzynarodową Stację Kosmiczną

Aparaturę badawczą do badania promieniowania kosmicznego najwyższych energii - w tym elementy z Polski - pomyślnie przetestowano w balonie stratosferycznym na wysokości ponad 38 km. Wkrótce urządzenia te zostaną zamontowane na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS).

Testy z wykorzystaniem balona stratosferycznego to część projektu EUSO (Extreme Universe Space Obserwatory), w ramach którego badane ma być promieniowania kosmicznego najwyższych energii. W międzynarodowym zespole naukowców aktywnie biorą udział fizycy z Narodowego Centrum Badań Jądrowych (NCBJ), którzy wykonali układy zasilania wysokiego napięcia detektorów. Poinformował o tym rzecznik NCBJ Marek Sieczkowski w przesłanym PAP komunikacie.

W Timmins, w Kanadzie na wysokość ponad 38 km wysłano stratosferyczny balon z modułem detektora EUSO. Naukowcy testowali dzięki niemu skomplikowaną aparaturę składającą się z 36 fotopowielaczy, tj. 2304 pikseli oraz specjalnie dostosowanego układu soczewek Fresnela. Badano nie tylko elementy detektora UV, telemetrię układu optycznego (błyski UV pochodziły z lecącego równolegle helikoptera), kamerę na podczerwień, ale również wykonano pomiar tła UV, które jest ważne w pomiarach Wielkich Pęków Atmosferycznych. Układy zasilania wysokiego napięcia, niezbędne dla prawidłowego działania aparatury zaprojektowano i wykonano w łódzkim Zakładzie Fizyki Promieniowania Kosmicznego (obecnie część Zakładu Astrofizyki) NCBJ.

140 takich jak przebadany w Kanadzie modułów zostanie zamontowanych w niedalekiej przyszłości na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ISS. Wtedy to eksperyment EUSO rozpocznie właściwe prace nad badaniem promieniowania kosmicznego najwyższych energii.

„Celem satelitarnej misji EUSO jest pomiar energii i kierunków promieniowania kosmicznego najwyższych energii, tzn. powyżej 3x10^19eV (30 miliardów miliardów elektronowoltów - PAP) – zaznacza dr Jacek Szabelski z Zakładu Astrofizyki NCBJ – choć sami umiemy już w CERN rozpędzić cząstki do energii 7x10^12eV (7 tysięcy miliardów elektronowoltów - PAP), to jednak wciąż nie potrafimy wyjaśnić w jaki sposób cząstki promieniowania kosmicznego uzyskują energie i to milion razy większe. Mamy nadzieję, że przez trzy lata obserwacji naszej aparatury w kosmosie znajdziemy odpowiedź na to pytanie nurtujące fizyków na całym świecie”.

Ultrafioletowy teleskop z bardzo szybką kamerą będzie zamontowany do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) i skierowany w kierunku Ziemi. Pomiary z kosmosu pozwolą na równoczesne monitorowanie wielkiego obszaru atmosfery, porównywalnego z powierzchnią Polski. Cząstki promieniowania kosmicznego wielkich energii w wyniku oddziaływań tworzą kaskady cząstek zwane Wielkimi Pękami Atmosferycznymi (WPA).

Największe zaobserwowane WPA miały ponad 100 milionów cząstek (materii i antymaterii). Obserwacje będą mogły być prowadzone tylko nocą (po ciemnej stronie Ziemi). Detektor jest bardzo szybki (obserwowane zjawisko trwa mniej niż 1/10 milisekundy) i ma wielką czułość, żeby zobaczyć słabe poruszające się źródło światła UV powstające w wyniku oddziaływania milionów cząstek WPA z atmosferą (wzbudzone cząsteczki azotu w atmosferze emitują światło ultrafioletowe).

Eksperyment EUSO pozwoli na pomiar około tysiąca kaskad o najwyższych energiach w czasie trzech lat pracy teleskopu. Pomiary będą polegały więc na mierzeniu strumieni fotonów ultrafioletowych i zliczaniu pojedynczych fotonów w każdym pikselu (400 tys. razy na sekundę). Dodatkowym utrudnieniem będzie tło świateł z powierzchni Ziemi i odbitego od atmosfery (w tym chmur) promieniowania nieba. Fizycy chcą również poznać źródła powstawania cząstek promieniowania kosmicznego wysokich energii, jak również zbadać inne zjawiska atmosferyczne, np. pioruny czy TLE (Transient Luminous Events – wyładowania na zewnątrz atmosfery – mało zbadane i najbardziej energetyczne zjawiska w atmosferze).

Lot balonu zorganizował Instytut Astrofizyki i Planetologii (IRAP) oraz Francuska Agencja Kosmiczna (CNES) z bazy balonowej Kanadyjskiej Agencji Kosmicznej w Timmins (Ontario, Kanada). We współpracy EUSO-Balloon biorą udział naukowcy z Francji, Włoch, Japonii, Niemiec, USA, Hiszpanii, Korei, Meksyku i Polski.

PAP - Nauka w Polsce

http://www.naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,401757,aparatura-min-z-polski-trafi-na-miedzynarodowa-stacje-kosmiczna.html

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Sieradzka Konferencja Kosmiczna już w październiku

V Sieradzka Konferencja Kosmiczna odbędzie się w dniach 8 i 9 października 2014 r. w Muzeum Okręgowym w Sieradzu pod hasłem "Astronomia z Kosmosu". Jej celem jest spopularyzowanie informacji na temat postaci urodzonego w Sieradzu 14 maja 1905 r. twórcy podstaw kosmonautyki, światowej sławy uczonego, Arego Szternfelda oraz polskich dokonań w dziedzinie kosmonautyki. "Sieradzkie Konferencje Kosmiczne" są elementem programu pod hasłem "Dziedzictwo Arego Szternfelda".

Na konferencji spodziewani są liczni goście z kraju i z zagranicy, m.in. córki Arego Szternfelda i Honorowy Obywatel Sieradza gen. Mirosław Hermaszewski.

Wśród prelegentów i gości konferencji obecne będą także władze i pracownicy naukowi Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika PAN i Centrum Badań Kosmicznych PAN, które jest współorganizatorem konferencji. Prof. Zbigniew Kłos z CBK PAN będzie przewodniczył jednej z części konferencji.

Więcej informacji, w tym program konferencji, przekażemy niebawem.

Zapraszamy na strony Muzeum Okręgowego:

http://muzeum-sieradz.com.pl/?page_id=1061

http://orion.pta.edu.pl/sieradzka-konferencja-kosmiczna-juz-w-pazdzierniku

Ary Szternfeld (1905 - 1980)

Źródło: Wikipedia

 

post-31-0-10646800-1410193123.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W nocy pełnia Księżyca żniwiarzy

Dzisiejszego wieczora Księżyc wzejdzie w pełni, która we wrześniu nazywana jest w tradycji ludowej Księżycem żniwiarzy. Źródła tego określenia pochodzą jeszcze z czasów starożytnego Egiptu i były związane z wylewami Nilu. Dowiedzmy się o nich czegoś więcej.

Księżyc znajdujący się we wrześniowej pełni bywał w tradycji ludowej nazywany Księżycem żniwiarzy. Przez kilka dni przed i po pełni wschodzi bowiem tradycyjnie już wraz z zachodzącym słońcem, co w dawnych czasach pozwalało kończyć zbieranie plonów przy księżycowym świetle.

Wschodzący w najbliższych dniach po zachodzie Słońca nisko nad horyzontem Księżyc, będzie się wydawał większy niż wysoko na niebie, ale to tylko złudzenie optyczne związane z refrakcją promieni słonecznych w niskich warstwach atmosfery.

Nasz naturalny satelita wejdzie w pełnię najbliższej nocy z poniedziałku na wtorek (8/9.09). Znajdzie się na jednej linii z Ziemią i Słońcem dokładnie o godzinie 3:38 nad ranem, jeszcze przed świtem i wschodem Słońca, który będzie miał miejsce około godziny 6:00.

Księżyc żniwiarzy był jednym z elementów kultury Egipcjan. Wrześniowa pełnia była oznaką zbliżania się pory deszczowej, która kończyła półroczną porę suszy i pustynnych upałów. Wskazówką była również gwiazda Syriusz, świecąca przed świtem wysoko na południowym niebie.

Egipcjanie zawsze o tej porze przygotowywali się do pierwszych jesiennych wylewów Nilu, które były niezbędne do uprawy tropikalnych roślin na polach, w ogrodach i sadach nad brzegami tej jednej z najdłuższych na Ziemi rzeki.

W dzisiejszych czasach się to zmieniło, ponieważ po wzniesieniu tamy w Asuanie, do niekontrolowanych wylewów Nilu już nie dochodzi. Kultura dawnych Egipcjan zaczęła się więc zacierać. Nie jest też już zagadką dlaczego Nil wylewa.

We wrześniu, znad krajów środkowej Afryki, na północ, zaczynają się przemieszczać chmury burzowe, związane z mokrym monsunem. Obecnie dotarły znad Kenii, Tanzanii i Etiopii nad Sudan, który od południa graniczy z Egiptem.

To właśnie tam pierwszy raz pojawiają się powodzie, gdy ulewne deszcze spadają na dorzecze górnego Nilu. Fala wezbraniowa wolno przesuwa się na północ w kierunku Egiptu, aby ostatecznie ujść, znacznie spłaszczona, rozległą deltą do Morza Śródziemnego.

http://www.twojapogoda.pl/wiadomosci/114007,w-nocy-pelnia-ksiezyca-zniwiarzy

  • Like 2
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W Nikaragui spadł meteoryt. Pozostawił 12-metrowy krater

Meteoryt spowodował wybuch koło lotniska w Managui, stolicy Nikaragui, i pozostawił po sobie spory krater - poinformowały nikaraguańskie władze.

Rzecznik rządu Rosario Murillo podał, że władze powołały specjalną komisję, mającą zająć się zjawiskiem określanym jako "relatywnie niewielki" meteoryt, który "najprawdopodobniej odpadł od asteroidy przelatującej w pobliżu Ziemi".

Jest krater

Krater, który pozostał po nocnej eksplozji, ma średnicę 12 i głębokość 5 metrów - relacjonował przywoływany przez AP wulkanolog, Humberto Saballos. Dodał, że nie wiadomo jeszcze, czy meteoryt uległ spaleniu, czy też jest zakopany.

 

- Musimy to lepiej przebadać, gdyż mógł to być lód, albo skała - powiedział. W celu wyjaśnienia tego, co zaszło, Nikaragua zwróci się o pomoc do międzynarodowych ekspertów.

Nikt nie widział?

Zaskakujące jest to, że nikt nie zgłaszał "smugi świetlnej" - mówił członek komisji ds. badania zjawiska, Wilfied Strauch. - Musimy zapytać, czy ktoś ma jakieś zdjęcie, albo coś innego - zauważył.

 

Mieszkańcy okolicy w nocy z soboty na niedzielę poinformowali o głośnej eksplozji, ale nikt nie widział nic niezwykłego na niebie.

http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/ciekawostki,49/w-nikaragui-spadl-meteoryt-pozostawil-12-metrowy-krater,141582,1,0.html

 

post-31-0-73083600-1410193328.jpg

  • Like 2
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dlaczego gwiazdy świecą

Wreszcie jesteśmy pewni, co się dzieje we wnętrzu Słońca. I skąd się wziął węgiel, podstawowy budulec życia. Ostatnie eksperymenty postawiły kropkę nad i.

 

W ostatnie letnie wieczory często spoglądamy w gwiazdy, być może nawet potrafimy rozpoznać niektóre gwiazdozbiory - teraz doskonale widać Łabędzia, Wielką i Małą Niedźwiedzicę, Kasjopeję, Cefeusza. Pomimo gigantycznej odległości, która nas od nich dzieli, świecą dość wyraźnie. A właśnie - świecą. Skąd to światło?

 

Tylko ja wiem, dlaczego świecą

 

Pierwszym, który zbliżył się do rozwiązania tej zagadki, był brytyjski fizyk Artur Eddington.

 

Odgadł on, że każda gwiazda jest olbrzymim reaktorem jądrowym, w którym w sposób ciągły spalany jest wodór - podstawowy budulec Wszechświata.

 

Nie jest to spalanie, jakie znamy z kuchni czy ogniska. Proces ten to synteza jądrowa, w której z jąder wodoru powstają jądra helu. Wydziela się przy tym olbrzymia ilość energii, która między innymi dociera do nas jako światło.

 

Legenda głosi, że wieczorem tego dnia, gdy Eddington skończył prace nad procesem syntezy helu z wodorem w gwiazdach, poszedł na randkę. Usiadł z dziewczyną na ławce pod rozgwieżdżonym niebem, a na jej uwagę: "Popatrz, jak pięknie świecą gwiazdy", pochwalił się: "Tak, a ja jestem teraz jedynym człowiekiem na świecie, który wie, dlaczego one w ogóle świecą".

 

Ale tak naprawdę Eddington nie miał pewności, czy w jądrze Słońca zachodzą takie reakcje. Ich bezpośrednim i ubocznym efektem powinny być neutrina, niezwykle lekkie i przenikliwe cząstki elementarne, które natychmiast uciekają ze Słońca w przestrzeń kosmiczną. Jak wynika z rachunków, w każdej sekundzie każdy centymetr kwadratowy naszego ciała przeszywa około stu miliardów słonecznych neutrin! Nie widzimy ich ani nie czujemy.

 

Fizycy wprawdzie umieją już zarejestrować neutrina ze Słońca, ale nie były to te cząstki, które pochodzą z kluczowych i podstawowych reakcji syntezy wodoru (tzw. reakcji p-p).

 

Dopiero kilka dni temu w "Nature" naukowcy przeprowadzający eksperyment Borexino w laboratorium w masywie Gran Sasso we włoskich Apeninach poinformowali, że udało im się złapać te cząstki. Ich wykrycie to wspaniałe potwierdzenie tego, że Eddington i jego następcy mieli rację.

 

Skąd w kosmosie tyle węgla?

 

Jednak reakcje w gwiazdach na helu się nie kończą. Badając widmo światła gwiazd, stwierdzono, że są tam także obecne cięższe pierwiastki - lit, beryl, bor, węgiel. W latach 30. XX wieku Hans Bethe uzupełnił ideę Eddingtona o kolejne reakcje, które zachodzą w gwiazdach, szczególnie tych znacznie cięższych od Słońca. Proces ten, nazwany cyklem C-N-O (węglowo-azotowo-tlenowym), znany jest dziś jako cykl Bethego.

 

Wszystko wydawało się poukładane, ale dokładniejsze obliczenia pokazały, że w bilansie energetycznym tego cyklu coś się nie zgadza. Jedną z przemian, którym podlegają jądra helu, nazywane cząstkami alfa, jest tzw. proces 3-alfa. Dwie cząstki alfa łączą się w nietrwałe jądro berylu-8, a jeśli takie jądro zderzy się z kolejną cząstką alfa, to powstanie jądro węgla-12 (zbudowane z sześciu protonów i sześciu neutronów). Problem w tym, że ten ostatni proces wydawał się za mało wydajny, aby wyjaśnić istnienie sporej ilości węgla we Wszechświecie.

 

Problem rozwiązał Fred Hoyle, z wykształcenia matematyk, z zawodu astrofizyk i kosmolog, który był wielkim przeciwnikiem teorii Wielkiego Wybuchu. To właśnie Hoyle wymyślił jej nazwę, która miała być ironiczno-prześmiewcza, ale dziś stała się uznanym pojęciem kosmologicznym.

 

W 1954 roku Hoyle doszedł do wniosku, że jądro węgla-12 musi mieć pewną nadwyżkę energii. Mówiąc bardziej fachowym językiem, musi być we względnie trwałym stanie wzbudzonym. W innym wypadku zawartość tego budulca życia w kosmosie byłaby zdecydowanie mniejsza, a nasze istnienie - jako pewnej formy związków węgla - zagrożone.

 

Istnienie takiego stanu rezonansowego węgla-12 zostało dość szybko potwierdzone doświadczalnie, ale do niedawna nie było jasne, jaka jest struktura geometryczna tego jądra.

 

Część fizyków uważała, że 12 oddziałujących na siebie nukleonów (taką nazwę noszą cząstki składowe jądra - protony i neutrony) jest po prostu wymieszanych, ale inni twierdzili, że jądro węgla to tak naprawdę trzy związane z sobą cząstki alfa, które znajdują się w wierzchołkach trójkąta równobocznego. Ba, rozważania teoretyczne ostatnich lat przyniosły jeszcze inny model, w którym jądro zbudowane jest na schemacie trójkąta rozwartokątnego.

 

Jak jest naprawdę, mogło rozstrzygnąć tylko doświadczenie. I właśnie przed miesiącem zespół fizyków z Birmingham, pracujący pod kierunkiem Martina Freera, ogłosił wyniki eksperymentu, w którym bombardowano strumieniem cząstek alfa tarczę wykonaną z węgla-12. Badania dowiodły, że struktura jądra jest całkowicie symetryczna, a więc przypomina idealny trójkąt równoboczny.

 

Po 60 latach można więc powiedzieć, że teoretyczne rozważania Freda Hoyle'a znalazły ostateczne potwierdzenie.

 

Dlaczego nie ma tyle tlenu

 

Warto jeszcze dopowiedzieć kilka słów do tej całej historii. Wydawałoby się logiczne, że skoro istnieje proces łączenia trzech cząstek alfa w jądro węgla, to może warto pójść dalej i zastanowić się, czy przypadkiem nie da się dołożyć jeszcze jednej. Powstałoby wtedy znane nam (i obecne na Ziemi) jądro tlenu.

 

Hoyle jako wytrwały tropiciel zaraz poszedł tą ścieżką. Ale pomimo tego, że próbował dopasować elementy tej nowej układanki, nic nie pasowało. Nie dało się postulować istnienia wysokoenergetycznego atomu tlenu, choć wydawało się, że jest to logiczna konsekwencja.

 

Czy powinno nas to martwić? Wprost przeciwnie! Gdyby to było możliwe, Wszechświat byłby pełen tlenu, ale byłoby w nim za mało węgla, aby powstało życie w takiej formie, jaką znamy. Inaczej mówiąc - byłoby czym oddychać, ale nie byłoby oddychających.

 

Proces opisany przez Hoyle'a i potwierdzony doświadczalnie przez innych fizyków jest czasami też wykorzystywany jako jeden z argumentów w dyskusji o tzw. zasadzie antropicznej. W uproszczeniu mówi ona o tym, że Wszechświat jest tak skonstruowany, aby umożliwić powstanie życia. Gdyby bowiem nie istniał stan energetyczny węgla-12 mający konkretną wartość energii, to w procesie syntezy pierwiastków zabrakłoby węgla w takiej ilości, która pozwala na to, żeby istniało życie organiczne. No a w efekcie nie byłoby ani Hoyle'a, ani autora tego tekstu. Ale o tym wy, drodzy Czytelnicy, też byście się nie dowiedzieli, ponieważ was też by nie było.

 

http://wyborcza.pl/1,75476,16609060,Dlaczego_gwiazdy_swieca.html

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Na niebie zalśnił superksiężyc. To ostatnia szansa na zobaczenie go w tym roku

To była wyjątkowa noc. Tam, gdzie niebo było pogodne, po raz kolejny zobaczyliśmy superksiężyc. Nasz satelita osiągnął perygeum, czyli pozycję na orbicie okołoziemskiej najbliższą Ziemi. Jego tarcza była optycznie większa i jaśniejsza. To była ostatnia taka pełnia w tym roku.

Już po godzinie 20.00  Księżyc pojawił się nad południowo-wschodnim horyzontem. Z biegiem godzin wędrował coraz wyżej po sklepieniu niebieskim. Pozycję perygeum nasz satelita osiągnął jeszcze 8 września o godz. 21.38. Natomiast pełnia przypadła na godzinę 3.38 we wtorek.

Otrzymujemy od Was zdjęcia

Poprzednie pełnie superksiężyca zachwycały internautów. Na Kontakt Meteo otrzymywaliśmy zdjęcia naszego satelity, który lśnił na lipcowym i sierpniowym niebie.

Najbliżej nas

O superksiężycu mówimy, kiedy nasz satelita znajdzie się w perygeum, czyli najbliższej możliwej odległości od Ziemi na swojej orbicie. Wynosi ona około 358 tys. kilometrów, podczas gdy średni dystans między tymi obiektami to 384 tys. kilometrów.

W perygeum Srebrny Glob jest o 50 tys. km bliżej nas niż podczas przechodzenia przez przez apogeum, czyli najbardziej oddalony punkt swojej orbity.

Trzy razy z rzędu

W tym roku superksiężyc pojawił się w trzech następujących po sobie pełniach. Mieliśmy okazję obserwować go w już lipcu i sierpniu. Dziś była ostatnia taka pełnia.

- Ogólnie rzecz biorąc, pełnie Księżyca w pobliżu jego perygeum występują co 13 miesięcy i 18 dni, więc to nie jest aż tak niezwykłe. W zeszłym roku również księżyc w perygeum mieliśmy trzy razy z rzędu, ale tylko jeden z tych przypadków był powszechnie oglądany - powiedział Geoff Chester z US Naval Observatory.

http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/ciekawostki,49/na-niebie-zalsnil-superksiezyc-to-ostatnia-szansa-na-zobaczenie-go-w-tym-roku,141735,1,0.html

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Gejzery na Europie zniknęły?  
 
Dzisiaj, 9 września (05:29)

Niedawno odkryte gejzery wodne na księżycu Jowisza – Europie – zniknęły. Naukowcy nie do końca wiedzą co jest przyczyną tej zmiany.

 
0003I00DIGRJC6RD-C116-F4.jpg
Wizja gejzeru na Europie.
/NASA
 
 
   
 
 
 
 
 

Co ciekawe, kolejne obserwacje Europy, wykonane w styczniu i lutym tego roku nie wykryły obecności żadnych gejzerów. Najprawdopodobniej gejzery tego księżyca uaktywniają się bardzo sporadycznie. Są także i inne możliwości: oddziaływanie wyrzuconej wody lokalnym otoczeniem Jowisza, gdzie jest obecna plazma oraz silne pole magnetyczne. W odpowiednich warunkach może dojść do jonizacji cząsteczek, co może doprowadzić do emisji promieniowania, które HST zaobserwował. Wreszcie, istnieje niezerowe ryzyko, że gejzery nie istnieją, a jedynie zaobserwowano artefakty w obrazach HST. Uważa się jednak, że jest to bardzo nieprawdopodobne.
 
Na ostateczne potwierdzenie obecności gejzerów możemy czekać aż do lat trzydziestych tego wieku, gdyeuropejskasonda JUICE wejdzie do układu Jowisza. JUICE dokona kilka bliskich przelotów obok Europy, w trakcie których sonda będzie obserwować wybrane obszary tego księżyca.


Czytaj więcej na http://nt.interia.pl/technauka/news-gejzery-na-europie-zniknely,nId,1496903#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome
  • Like 3

GSO 8" DeLuxe, Nikon 10x50 EX,

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

NASA przedłuża 7 misji planetarnych
 
Dzisiaj, 9 września (05:17)

NASA wstępnie przedłużyła sześć misji planetarnych na kolejne 2 lata, a misję Cassini wyjątkowo o 3 lata. Misji MSL zarzucono “spoczywanie na laurach”.

 
0003HZX03DKTEHC6-C116-F4.jpg
  •  
Wizualizacja sondy Cassini w systemie Saturna.
/NASA
 
 
 
 
 

Pionnaukplanetarnych NASA - Planetary Science Division (PSD) postanowił wstępnie przedłużyć o kolejne 2 lata siedem misji planetarnych prowadzonych obecnie przez Agencję. Wyjątkiem jest tu misja Cassini, która z uwagi na planowane zakończenie w 2017 roku, została przedłużona od razu o 3 lata. PSD przyjął w większości rekomendacje przeglądu seniorów. Formalne zatwierdzenie przedłużenia misji nastąpi po przedstawieniu dokładniejszychbudżetówmisji i ustaleniu budżetu agencji na rok 2015 i 2016..
 

 
 
Co ciekawe, że panel oceniający ostro skrytykował wniosek zespołu Mars Science Laboratory (MSL), czyli “Curiosity” – chyba najbardziej znanej misji planetarnej na świecie. Panel odniósł wrażenie, że zespół misji nie sformułował dobrego wniosku, sądząc, że misja jest zbyt ważna, aby nie otrzymać przedłużenia. Panel ocenił, że wnioskowi “brakuje szczegółowości i koncentracji na nauce”.

NASA organizuje okresowe przeglądy misji pod kątem możliwości ich należytej kontynuacji i oceny opłacalności misji pod względem możliwych do uzyskania efektów naukowych. Zespół prowadzący misje składa zwykle wniosek o jej przedłużenie na kolejne dwa lata, wskazując jakie badania mogą zostać przeprowadzone, ile będzie kosztowało przedłużenie misji, i jakie są spodziewane “zyski” dla nauki. W tym roku przyjrzano się siedmiu misjom:
 
- Cassini - sonda okrążająca Saturna od 2004 roku, z planowanym kontrolowanym zniszczeniem statku w 2017 roku
- Lunar Reconnaissance Orbiter (LRO) – sztuczny satelita Księżyca od 2009 roku
- Mars Exploration Rover “Opportunity” – od 10 lat eksplorujący powierzchnię Marsa
- Mars Express (MEX) – europejski orbiter krążący od 2003 roku wokół Marsa, z amerykańskimiinstrumentaminaukowymi
- Mars Odyssey – orbiter Marsa, najdłużej trwająca misja marsjańska (od 2001)
- Mars Reconnaissance Orbiter (MRO) – orbiter Marsa krążący wokół niego od 2006 roku
- Mars Science Laboratory (MSL) “Curiosity” – łazik, który wylądował na Marsie w 2012 roku
 
Wspomnianym już wyjątkiem jest misja Cassini, której koniec z góry zaplanowano na 2017 rok. Z tego względu, aby uniknąć kolejnej ewaluacji, przedłużono ją od razu do 2017 roku. Sonda zakończy istnienie w górnych warstwach atmosfery Saturna.
 
Panel seniorów dyrektoriatu misji naukowych (Science Mission Directoriate) ocenił, że wszystkie siedem misji posiada wysoką wartość dla NASA i amerykańskich podatników, gdyż “są to względnie nowe misje, nieobciążone kosztami opracowania i wystrzelenia”. Najwyżej oceniono wniosek dotyczący sondy Cassini. Panel zalecił zmiany w propozycjach dotyczących misji LRO, MEX i MSL. Dla misji LRO panel ocenił, że trzy instrumenty sondy są u kresu swojej przydatności naukowej, ale PSD zgodziła się na wyłączenie tylko jednego z nich (Mini-RF). Pozostałe dwa uznano za przydatne w innych sferach działalności NASA.
 
W przypadku misji Mars Express PSD zgodziło się na praktyczne zawieszenie działalności zespołu kalibracji i walidacji kamery HRSC i dofinansowanie wspólnych badań jonosferycznych sond Mars Express i MAVEN. Ta ostatnia dotrze do Marsa 22 września.
 
Największą krytykę panelu zebrała misja MSL “Curiosity”. Panel był rozczarowany, że główny naukowiec misji był dostępny podczas przeglądu jedynie telefonicznie, a w trakcie serii pytań dodatkowych nie był dostępny w ogóle. Panel zarzucił też zespołowi zaplanowanie jedynie 8 wierceń w celu pobraniu próbek. Oznacza to, że podczas głównej i pierwszej rozszerzonej misji łazika (Extended Mission 1) zebranych poprzez wiercenie zostanie tylko 13 próbek.Paneluznał to za słaby zwrot naukowy jak na tak kosztowną, w dodatku flagową, misję Agencji. Zasugerowano, aby łazik przebył dystans krótszy niż zaproponowane 8 kilometrów, i aby zmniejszyć z 4 do 3 liczbę miejsc jakie ma zbadać, a za to zbadał je dokładniej. Panel wezwał też centralę NASA, aby zmotywowała zespół Curiosity do skupienia się na najważniejszych i najcenniejszych badaniach naukowych, bo właśnie one usprawiedliwiają wysoki koszt misji. Misja została więc przedłużona, ale zespół został poproszony o opracowanie jej nowego planu.
 
Kierownik programu PSD Bill Knopf powiedział, że PSD wydała już swoje decyzje, ale NASA nadal oczekuje na oficjalne potwierdzenie finansowania w roku budżetowym 2015 i sformułowanie budżetu na rok budżetowy 2016.

 

Artykuł pochodzi z kategorii:Technauka

Źródło informacji

0001VJ1T3TW2LTB6-C108.jpg

Czytaj więcej na http://nt.interia.pl/technauka/news-nasa-przedluza-7-misji-planetarnych,nId,1496887#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

  • Like 1

GSO 8" DeLuxe, Nikon 10x50 EX,

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Meteoryt czy wybuch? Zagadka krateru w Nikaragui

W poniedziałek władze Nikaragui podały informację o kraterze, jaki powstał po przeleceniu wcześniejszej nocy asteroidy w bliskiej odległości od Ziemi. Specjaliści jednak nie są pewni czy dół, jaki został znaleziony, na pewno stworzył kosmiczny odłamek meteorytu. Nikt niczego nie zauważył. Brak materialnych dowodów.

Na pierwszy rzut oka, dziura w ziemi powstała w Nikaragui pochodzi od upadku kosmicznej skały. Dziura jest o dziwnym regularnym kształcie i ma średnicę 12 i głębokość 5 metrów. Zaczęto, więc szukać dowodu na to, że to faktycznie jest krater po meteorycie.

Związek z asteroidą

W niedzielę po południu w odległości "zaledwie" 40 tys. kilometrów naszą planetę minęła 20-metrowa asteroida 2014 RC. W poniedziałek rano znaleziono w okolicach lotniska w Managui, stolicy Nikaragui, dziurę w ziemi o dziwnie regularnych kształtach. Okrągła wyrwa od razu wszystkim skojarzyła się z meteorytem, który spadł na ziemię.

Wątpliwa teoria

- Coś, co stworzyło krater o takich rozmiarach powinien również wytworzyć niezwykle jasną kulę ognia na niebie. Ciemne i pogodne niebo koło północy ułatwiło obserwację - tłumaczy Bill Cooke, szef Centrum Lotów Kosmicznych imienia George’a C. Marshalla w Alabamie (USA).

Managua jest dużym miastem, dlatego liczba potencjalnych świadków smugi świetlnej jest duża. Mimo tego, nikt nic nie widział. Świadkowie jedynie potwierdzają, że słychać było duży huk. Jak się okazuje, to nie jest jedyny fakt, mówiący o tym, że tajemnicza dziura w ziemi ma genezę kosmiczną.

Brak śladów

- Uderzenie meteorytu powinno zostawić również poczerniałe ślady na ziemi - informuje Cooke.

Niepodważalnym dowodem okazałby się kawałek kosmicznej skały. Jednak, żaden taki obiekt nie został znaleziony w zagadkowym dole, jaki i w jego okolicy. Meteor musiałby mieć około metra długości, żeby stworzyć taki krater.

- Wszystkie fakty sugerują, że dziura w ziemi nie została stworzona przez spadający meteoryt, a wcześniejszy przelot asteroidy koło Ziemi jest po prostu zbiegiem okoliczności - podsumowuje Cooke. Wątpliwości pozostały, miejscowi eksperci badają sprawę.

http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/swiat,27/meteoryt-czy-wybuch-zagadka-krateru-w-nikaragui,141779,1,0.html

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Europejska premiera łazików za nami

 

Entuzjastyczni Egipcjanie, robiący furorę wrocławski Scorpio, wypełnione czerwonym - zwietrzałym dolomitem "marsjańskie pole" z widokiem na Chęciński zamek i komórki na cenzurowanym. Za nami pierwsza edycja europejskich zawodów łazików marsjańskich - European Rover Challenge.

W USA takie zawody to coroczny rytuał. Na pustynię w stanie Utah zjeżdżają studenckie drużyny z całego świata, których łaziki rywalizują w zawodach University Rover Challenge. W Europie międzynarodowe zawody łazików marsjańskich - European Rover Challenge - odbyły się po raz pierwszy.

Choć na początku drużyn miało być 17, to jednak - jak wyjaśniał PAP Łukasz Wilczyński z organizującego zawody Mars Society Polska - z powodów wizowych kilka na zawody nie dojechało. W efekcie większość drużyn stanowili Polacy, zagraniczne zespoły były tylko trzy - z Kolumbii, Indii i Egiptu. Choć nie było ich wielu to dodawali konkursowi kolorytu. Najwięcej emocji - zarówno organizatorom i widzom - dostarczył egipski zespół z Uniwersytetu Kairskiego. Do wykonywanych zadań podchodzili z wielkim zaangażowaniem i entuzjazmem, nieskrępowanie gestykulując i głośno rozmawiając w swoim języku. Jeśli ktoś z hukiem wbiegał na pole marsjańskie z nasypu dla ekip i publiczności, to wiadomo było, że to właśnie Egipcjanie biegną na kolejną konkurencję ze swoim łazikiem. Dla kierującego ich drużyną taki rajd z wysokiego nasypu skończył się kontuzją ręki.

Egipski łazik, choć wyglądał niepozornie i od czasu do czasu gubił koło albo dwa, ostatecznie zajął w zawodach trzecie miejsce. Zawodnicy przewieźli go do Polski rozkręconego w zwykłych bagażach. Potem zabrakło im kilku części, w związku z czym nie używał manipulatora, był za to niezwykle lekki, co przyniosło mu sporo punków w klasyfikacji. Egipcjanie, choć organizatorom spędzali sen z powiek, po ceremonii wręczenia nagród biegali radośnie po usypanym specjalnie "marsjańskim polu". Wzbudzili ogromną sympatię wśród publiczności niczym uroczy urwis, który choć trochę narozrabia, to i tak wszyscy go lubią, bo nie pozwoli się sobą znudzić.

Na "marsjańskim polu" wyróżniała się też drużyna Robocol z kolumbijskiej Bogoty. Zarówno ich samych w żółtych koszulkach, jak i niebieskiego łazika nie można było nie rozpoznać na marsjańskim polu. Łazik Deimos, nazwany tak jak jeden z księżyców Marsa, radził sobie całkiem nieźle w rozgrywanych konkurencjach. Ostatecznie zawodnicy zdobyli nagrodę specjalną od konkursowego jury, choć wyglądali na nieco niepocieszonych. Wszak - jak mówił PAP jeden z kolumbijskich zawodników Hayden Liu - do Polski przyjechali po zwycięstwo.

Zwycięzca konkursu - wrocławski łazik Scorpio - też nie miał w konkursie łatwo. Wszystko zaczęło się dla niego bardzo nieszczęśliwie. Pech polegał na tym, że zespół rozpoczynał całe zawody. "Na nas były testowane wszelkie niedogodności tego terenu. Mieliśmy więc problem z długim oczekiwaniem na start. Kiedy już byliśmy gotowi, okazało się, że bateria potrzebuje świeżego ładowania. Poprosiliśmy organizatorów, by wzięli pod uwagę, że na nas były testowane pewne niedociągnięcia związane z pierwszą edycją imprezy. Uwzględniono naszą reklamację" - mówił PAP po ceremonii wręczenia nagród członek drużyny z Politechniki Wrocławskiej Jędrzej Górski. Po wieczornej powtórce pierwszego pechowego przejazdu pozostałe konkurencje Scorpio wykonywał już jak z nut i dumnie jeździł pod opieką drużyny między konkursowymi namiotami.

Wrocławski zespół ma już spore doświadczenie, bo w konkursach łazików marsjańskich - m.in. w amerykańskich University Rover Challenge - startował już czterokrotnie. Jędrzej Górski podkreślił, że elementem zapewniającym sukces w zawodach jest właśnie zgrany zespół, który przeszedł kilka ciężkich prób. „Nasza efektywność nie wynika z tego, że jesteśmy geniuszami, tylko zgranym zespołem” - wyjaśnił Górski.

Łaziki rywalizowały na polu wysypanym zwietrzałym dolomitem, który bardzo dobrze oddaje czerwoną barwę i fakturę powierzchni Marsa. Na miejsce zwoziło ją około 80 ciężarówek. "Teraz jest chyba nawet bardziej czerwona niż na samym Marsie” - mówił PAP Łukasz Wilczyński. Jednak, aby dokładniej oddać marsjańską powierzchnię, należałoby jeszcze usypać kilkumetrowe wydmy i pokryć teren pustynnym piaskiem. Pole ogrzane święcącym nieustannie słońcem, przypominało zresztą bardziej pustynię niż Marsa, na którym w rzeczywistości panują temperatury sięgające średnio - 55 st. Celsjusza.

Zmaganiom łazików mogła przyglądać się publiczność, która - w przeciwieństwie do amerykańskiej edycji zawodów - miała wstęp na teren wydarzenia. Widzowie, choć oklaskiwali zawodników i niejednokrotnie dodawali im animuszu, przysporzyli też sporo problemów. Telefony komórkowe zakłócały komunikację i między sterowanym zdalnie łazikiem a kierującymi nim członkami drużyny. W efekcie czasami łazik stał nieruchomo na polu czekając, aż otrzyma komendę. W tym czasie cenne minuty przeznaczone na rozegranie konkurencji uciekały, a szanse na zwycięstwo malały... W efekcie na "marsjańskim polu" nieustannie ponawiano prośby o wyłączenie... telefonów komórkowych.

PAP - Nauka w Polsce, Ewelina Krajczyńska

http://www.naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,401773,europejska-premiera-lazikow-za-nami.html

European Rover Challenge. Łazik drużyny z Kolumbii. Fot. Ewelina Krajczyńska/PAP

post-31-0-17694000-1410281478.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

A na niebie już zima

Jeśli w ostatnich dniach odnieśliście wrażenie, że nadciąga jesień, to macie rację. Jednak nocne niebo pozwala nam spojrzeć jeszcze dalej, bo nad ranem mamy tam piękną zimę. Wakacje się skończyły. Jest czego żałować?

Każdego roku pod koniec sierpnia zdarza mi się ta sama historia. Około 4 rano budzę się i idąc do kuchni po szklankę wody, zatrzymuję się na chwilę przy drzwiach balkonowych. Przecierając oczy, mamroczę pod nosem - cytując Neda Starka z serialu "Gra o tron" - "Zima nadciąga".

 

A wszystko przez Oriona. Nawet ja mam w głowie zakorzenione, że to zimowy gwiazdozbiór, więc jego widok nad domami w sierpniowy poranek robi na mnie wrażenie. Orion zwiastuje rychłe nadejście jesieni.

 

Letnie niebo jest z pewnością niezwykłe - zwłaszcza dla osób, które swoją przygodę z gwiazdami dopiero zaczynają. Ciepłe noce, widok drogi mlecznej i deszcz spadających gwiazd są świetnym magnesem. Ale prawdziwa frajda zaczyna się właśnie we wrześniu. Zbliżając się do równonocy, mamy coraz więcej ciemności, a pogodę nadal stosunkowo dobrą. Atmosfera jest stabilna kosztem spadającej temperatury powietrza.

 

A na niebie bogactwo jesiennych gwiazdozbiorów rok w rok opisujących piękną historię miłości Perseusza i Andromedy. Do tego klejnot jesiennego nieba, jakim jest Wielka Galaktyka Andromedy, (prawie) najdalszy obiekt widoczny z Ziemi gołym okiem. Po północy nad wschodnim horyzontem zobaczymy już Byka z przepiękną gromadą gwiazd Plejady - porównajcie ją z logo jednej z marek japońskich samochodów! A nad ranem wspomniany już łowca Orion - nie ma na niebie piękniejszego gwiazdozbioru.

 

To nie koniec! Chwilę po łowcy pojawia się jego towarzysz Syriusz - najjaśniejsza gwiazda nocnego nieba. I jeszcze jedno. Niebo zimowe widoczne o poranku jest bardzo rozgwieżdżone. Gwiazd co prawda nie ma więcej niż latem, ale z pewnością jest więcej tych jasnych.

 

Na zimowe niebo trzeba poczekać do drugiej połowy nocy. Wieczorem jednak nie brakuje atrakcji. Przez cały tydzień nad południowo-zachodnim horyzontem tuż po zachodzie Słońca widać koniunkcję Marsa i Saturna. Obie planety towarzyszyły nam wiosną i latem. Z każdym dniem pogarszają się warunki do ich obserwacji - jeśli chcecie je zobaczyć, to koniecznie teraz.

 

Nad ranem nadal możemy podziwiać dwie jasne planety - Jowisza i Wenus. Wypatrywać ich należy nad wschodnim horyzontem około 5 rano. Wyżej wypatrzymy Jowisza. Nisko nad horyzontem "stoi" Wenus.

 

Przez cały tydzień w nocy towarzyszyć nam będzie Księżyc. Dziś mamy bowiem jego pełnię. To Księżyc żniwiarzy - tak nazywa się pełnia, która zdarza się najbliżej jesiennego zrównania dnia z nocą. To dlatego, że dawniej światło pełnej tarczy Księżyca pomagało rolnikom w końcówce zbiorów.

 

Brrr! Od tego wyliczania zrobiło mi się już zimno. Wykorzystajcie więc ostatnie dni wakacji i w miarę ciepłe noce do zobaczenia bez szalika skarbów nieba zimowego. Z każdym dniem będzie coraz trudniej.

 

http://wyborcza.pl/1,75476,16609061,A_na_niebie_juz_zima.html

 

Karol Wójcicki

 

post-31-0-53303300-1410281735.jpg

  • Like 3
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Podwójna asteroida 2002 CE26 minie dzisiaj Ziemię

Kolejna asteroida przeleci w okolicy Ziemi. Tym razem mamy do czynienia z ciekawym obiektem, a właściwie dwoma obiektami, ponieważ oficjalnie jest to asteroida binarna.

Ciało niebieskie oznaczone jako 2002 CE26 zbliży się dzisiaj na odległość 0,123 AU, co odpowiada dystansowi wyrażonemu w postaci 18,4 miliona km. To znacznie dalej niż 40 tysięcy kilometrów, w jakiej to odległości przeleciał w niedzielę asteroida 2014 RC, ale w skali kosmicznej to jednak stosunkowo bliski przelot.

2002 CE26 został odkryty 10 lutego 2002 roku. Udało się tego dokonać dzięki programowi Lincoln Near-Earth Asteroid Research (LINEAR). Obecnie astronomowie z NASA już od 5 września wykorzystują swój radar Goldstone umiejscowiony na pustyni Mojave, dzięki czemu ma się udać dokonanie dokładnego mapowania powierzchni obu powiązanych grawitacyjnie ciał niebieskich.

Do tej pory ustalono, że większa z kosmicznych skał ma 3,5 km średnicy, a mniejsza mniej więcej 300 metrów. Wstępne dane radarowe wskazują na to, że ta mniejsza asteroida może mieć dodatkowo swój własny księżyc, co spowodowałoby, że z binarnego, układ ten zostałby uznany za potrójny. Szczytowa jasność, jaką powinien osiągnąć obiekt 2002 CE26 jest szacowana na magnitudo +14.

http://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/podwojna-asteroida-2002-ce26-minie-dzisiaj-ziemie

Dodaj ten artykuł do społeczności

 

post-31-0-73042000-1410281928_thumb.jpg

post-31-0-19650500-1410281940.jpg

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Stephen Hawking ostrzega: bozon Higgsa przyniesie nam zagładę

Jeśli jego proroctwo się spełni, to nastąpi katastrofa niemająca sobie równych. Całkowita destrukcja czasoprzestrzeni, z której nasz Wszechświat i my sami cało z pewnością nie wyjdziemy.

 

Taki hipotetyczny czarny scenariusz przedstawił słynny brytyjski astrofizyk Stephen Hawking we wstępie do książki, która jest zbiorem wykładów oraz artykułów znanych fizyków wydanych z okazji odbywającego się pod koniec września na Teneryfie astronomicznego festiwalu "Starmus".

 

Trzy dni temu o grobowej zapowiedzi Hawkinga napisał "The Sunday Times", a po nim inne media na całym świecie. Czy powinniśmy się tym martwić?

 

Cóż, nie bardziej niż cztery dni temu. W naszym obrazie świata od tego czasu nie zmieniło się nic istotnego. Prof. Hawking wspomniał jedynie o możliwości, która od dawna brana jest pod uwagę przez fizyków. Miejmy jednak na uwadze, że fizycy rozważają dziś wiele najróżniejszych hipotetycznych teorii, bo taką po prostu mają pracę. Nie wszystkie - ba, tylko bardzo nieliczne - z tych teorii mają szansę zostać doświadczalnie potwierdzone. A to eksperyment jest ostatecznym i bezwzględnym sędzią, który w fizyce teoretycznej oddziela ziarna od plew.

 

Tymczasem nikt nie wykonał eksperymentu, który by potwierdzał katastroficzną przepowiednię Hawkinga. Na razie nie da się jej także wykluczyć. Podobnie zresztą jak nie można wykluczyć tego, że sterują nami małe zielone ludziki z układu Erydana.

 

No dobrze, ale na czym polega ten zgubny scenariusz?

 

Jest mianowicie ryzyko, że kosmiczna próżnia, która nas otacza, nie jest stanem o najmniejszej energii. Jednym słowem - jak czasami mówią fizycy - jest fałszywą próżnią.

 

Zwykły zjadacz chleba pod pojęciem "próżnia" rozumie stan nicości, w którym absolutnie niczego nie ma, ale zgodnie z prawami fizyki kwantowej taki "pusty" stan jest niemożliwy. Nawet jak odpompujemy wszystkie cząstki, to przestrzeń pozostanie wypełniona różnymi "polami oddziaływań" i będzie aż kipieć od cząstek wirtualnych, które pojawiają się znikąd i po chwili (10-23 sekundy) bezpowrotnie znikają.

 

Jednym z takich pól jest pole Higgsa, którego cząstkami - porcjami czy też kwantami - są bozony Higgsa. Zostały one wykryte w 2012 roku w Wielkim Zderzaczu Hadronów pod Genewą. Pole Higgsa sprawia, że inne cząstki elementarne uzyskują masę, dzięki czemu istnieją masywne atomy i cały świat, który znamy.

 

http://wyborcza.pl/1,75476,16615299,Stephen_Hawking_ostrzega__bozon_Higgsa_przyniesie.html

 

Stephen Hawking w ''Last Week Tonight with John Oliver'' (fot. kadr/youtube.com)

 

post-31-0-16410000-1410344471.jpg

  • Like 2
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Astronomia i badania kosmiczne w edukacji

CBK PAN, Fundacja Edukacji Astronomicznej i PTMA zaprasza 8 listopada br. na  konferencję   "Astronomia i badania kosmiczne w edukacji"

Jest to konferencja dla astronomów i popularyzatorów astronomii, nauczycieli przedmiotów ścisłych, edukatorów i wszystkich entuzjastów Kosmosu.

Wśród prelegentów będzie m.in. dr Krzysztof Ziołkowski, dr Tomasz Rożek, dr Sylwester Kołomański, Karol Wójcicki i inni.

Miejsce:

Centrum Badań Kosmicznych PAN

ul. Bartycka 18 A, Warszawa.

Tematyka konferencji

• metody popularyzacji astronomii i badań kosmicznych

• problematyka pozyskiwania funduszy

• udział w projektach międzynarodowych

• nowe formy edukacji

• wymiana doświadczeń

Więcej informacji na stronie

http://astroedu.pl/index.html#

 

Orion  jest patronem medialnym konferencji.

http://orion.pta.edu.pl/astronomia-i-badania-kosmiczne-w-edukacji

post-31-0-82830600-1410344560.png

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Wesprzyj Mars One i leć na Czerwoną Planetę

Marzy się Wam podróż z ukochaną osobą na Marsa? Jeśli odpowiedź brzmi tak, a nie macie wolnych 250 tysięcy dolarów, to nic straconego, jest bowiem olbrzymia szansa, że Wasze stopy jednak dotkną marsjańskiego gruntu. Pewnie pytacie, jak to możliwe?

Otóż sprawa jest bardzo prosta, wystarczy, że wesprzecie słynny projekt Mars One. Możecie to zrobić zarówno finansowo, jak i promować go na wszelakich serwisach społecznościowych, czym więcej tym lepiej.

Za tym fantastycznym projektem stoi organizacja non-profit, której celem jest coś, co teraz wydaje się nam czymś ko(s)micznym, ale za kilkanaście lat będzie realnością, a mianowicie założenie pierwszej kolonii na Czerwonej Planecie.

Jeśli chcecie skorzystać z tej niebywałej szansy odbycia podróży w obie strony na Marsa, to musicie się spieszyć. Wejdźcie zatem na stronę akcji Ticket to Rise, która realizowana jest za pośrednictwem platformy Urgency Network, a za "chwilę" znajdziecie się na pokładzie statku XCOR Lynx Mark II, który budowany jest przez amerykańską firmę XCOR Aerospace.

Cała akcja ma na celu tworzenie świadomości i poparcia dla komercyjnych podróży kosmicznych, które otworzą przed naszą cywilizacją zupełnie nowe możliwości zwiedzania naszego, wciąż poszerzającego się pięknego świata.

http://www.geekweek.pl/aktualnosci/20353/wesprzyj-mars-one-i-lec-na-czerwona-planete

 

 

post-31-0-93698500-1410344678.jpg

post-31-0-31968000-1410344699.jpg

  • Like 2
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

"Dookoła świata" w niecałą minutę. Zobacz, jak wygląda Ziemia z wysokości 400 km

Jak wygląda Ziemia z wysokości ponad 400 kilometrów? Naukowcy z ESA odpowiedzieli na to pytanie niezwykłym filmem, w którym wykorzystali zdjęcia astronauty Alexandra Gersta, przebywającego obecnie na ISS. Zorza polarna, miliony świateł i białe obłoki nad kontynentami - to niezwykła podróż dookoła świata w niecałą minutę.

• Orbitując na wysokości 400 km nad Ziemią z prędkością około 28 tys. km/h można podziwiać niesamowite widoki. Przeciętnemu człowiekowi trudno wyobrazić sobie, że jednym spojrzeniem mógłby ogarnąć prawie cały kontynent.

Są jednak i tacy, dla których codzienna obserwacja Błękitnego Globu z kilkuset kilometrów wysokości jest rutyną. To astronauci przebywający na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Co pewien czas przesyłają do siedziby Europejskiej Agencji Kosmicznej zdjęcia i filmy, które udaje się im wykonać.

25 razy szybciej niż w rzeczywistości

Od pewnego czasu swoje zdjęcia z pokładu ISS przesyłał również Alexander Gerst. Udało mu się uwiecznić przelot stacji nad Ziemią zarówno w nocy, jak i za dnia. Sfotografował także zorzę polarną. Naukowcy z ESA zebrali materiał i stworzyli z niego zapierający dech w piersiach film.

9 września ESA pochwaliła się filmem na swojej stronie internetowej. Eksperci zaznaczyli przy tym, że na jedną sekundę materiału wideo wykorzystali 25 zdjęć, a ujęty na filmie przelot nad Ziemią trwa aż 25 razy szybciej niż w rzeczywistości.

Źródło: ESA

Autor: kt/mk

http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/ciekawostki,49/dookola-swiata-w-niecala-minute-zobacz-jak-wyglada-ziemia-z-wysokosci-400-km,141897,1,0.html

 

post-31-0-69973800-1410344878_thumb.jpg

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Astronomiczna wiadomość z internetu.

 

Kochani. Jako, że jakoś tak lubię liczby czy statystyki oświadczam, że kolega Paweł zapisał już 200 stron informacji o Wszechświecie. Myślę, że należą się mu podziękowania za pracę, którą  wykonuje.

 

Pawle - w imieniu społeczności FA oraz własnym gratuluję wytrwałości i życzę powodzenia w dalszym prowadzeniu tego działu.

 

post-604-0-44783600-1410356549.jpg

 

pzdr

Szymon

 

 

  • Like 8

Baner III.jpg

Wizual: Skymaster 15x70, SYNTA 10"
Foto: SW 150/750+ATIK 383l, guide: SW 80/400+QHY5, na montażu: HEQ5

 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nie jestem pewien czy nie dostanę op... od Pawła (,,nie komentować w tym wątku") ;) ale raz kozie śmierć :D

Przyłączam się do gratulacji - oświecaj nas newsami Pawle jak najczęściej :)

  • Like 3

Serdecznie pozdrawiam i kryształowego nieba życzę - Jacek  🙂
TS T APO 90/600 z TSFLAT2 + Samyang 135 f2 ED z QHY183C + AS 60/240 z RC IMX290M + Canon 550D - sadzane na ZEQ25GT + Nikon 12x50 EX do podglądania.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kula ognia na niebie nad USA. Spłonął rosyjski satelita szpiegowski?

Rosyjski satelita Kosmos-2495 spłonął w atmosferze nad USA. Kulę ognia widać było 2 września z terenu kilku stanów - podają astronomowie z American Meteor Society.

Urządzenie prawdopodobnie uległo awarii. Ani Rosja ani USA nie komentują sprawy. Podejrzewa się, że satelita miał robić zdjęcia szpiegowskie.

Eksperci sądzą, że Kosmos-2495 miał awarię systemu hamowniczego, wskutek której zaczął opadać na powierzchnię Ziemi.

Przypuszcza się, że Kosmos-2495 był satelitą szpiegowskim, wyniesionym na orbitę w maju z kosmodromu Plesieck. Start zlecony był przez ministerstwo obrony Federacji Rosyjskiej i - jak podawano - przebiegł bez zakłóceń.

 

Kontrolę nad satelitą miało Główne Centrum Testowe i Kontroli Systemów Kosmicznych im. Titowa, położone 40 km na południowy zachód od Moskwy.

 

Satelita mógł wykonywać zdjęcia wysokiej rozdzielczości na tradycyjnych kliszach fotograficznych. Ta technika pozwala na rozpoznawanie obiektów na powierzchni planety o wymiarach do 300-500 mm. W czasie trwania misji fotografie są przekazywane na Ziemię w kapsułach.

 

Kosmos-2495 kosztuje ok. 1 mld rubli.

 

Dotąd wyniesiono na orbitę osiem podobnych urządzeń.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1017099,title,Kula-ognia-na-niebie-nad-USA-Splonal-rosyjski-satelita-szpiegowski,wid,16875806,wiadomosc.html?ticaid=1136c3

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nie jestem pewien czy nie dostanę op... od Pawła (,,nie komentować w tym wątku") ;) ale raz kozie śmierć :D

Przyłączam się do gratulacji - oświecaj nas newsami Pawle jak najczęściej :)

O kurde...a ja tu też zamieściłem posty....sorrki Paweł nie wiedziałem że ten topic masz na wyłączność :D... Gratki i Pozdrówki

GSO 8" DeLuxe, Nikon 10x50 EX,

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Gromada gwiazd nie jest taka, jakby się wydawało

Na nowym zdjęciu z teleskopu VST (VLT Survey Telescope) w Obserwatorium Paranal w północnym Chile widać wielki zbiór gwiazd – gromadę kulistą Messier 54. Gromada wygląda bardzo podobnie do wielu innych, ale skrywa pewien sekret. Messier 54 nie należy do Drogi Mlecznej, jest natomiast częścią małej satelitarnej Galaktyki Karłowatej w Strzelcu. To nietypowe umiejscowienie pozwoliło astronomom wykorzystać teleskop VLT (Very Large Telescope – Bardzo Duży Teleskop) do sprawdzenia czy w gwiazdach poza Drogą Mleczną także występują nieoczekiwanie małe poziomy pierwiastka litu.

Drogę Mleczną okrąża około 150 gromad kulistych gwiazd, które są kulami złożonymi z setek tysięcy starych gwiazd z czasów początków powstawania galaktyki. Jedna z gromad została dostrzeżona wraz z kilkoma innymi w konstelacji Strzelca pod koniec osiemnastego wieku przez francuskiego łowcę komet Charlesa Messiera. Obiekt otrzymał oznaczenie Messier 54.

Przez ponad dwieście lat od odkrycia uważano, że gromada Messier 54 jest podobna do innych gromad kulistych w Drodze Mlecznej. Ale w 1994 roku odkryto, że w rzeczywistości jest powiązana z inną galaktyką – Galaktyką Karłowatą w Strzelcu. Dystans do gromady wynosi 90 000 lat świetlnych, czyli ponad trzy razy dalej niż z Ziemi do centrum Galaktyki.

Astronomowie zaobserwowali niedawno gromadę Messier 54 za pomocą VLT, aby sprawdzić jedną z zagadek współczesnej astronomii – problem litu.

Większość lekkiego pierwiastka litu obecnie występująca we Wszechświecie została wyprodukowana podczas Wielkiego Wybuchu. Podobnie jak wodór i hel, tylko w znacznie mniejszych ilościach. Astronomowie potrafią całkiem dokładnie obliczyć ile litu powinno występować we wczesnym Wszechświecie, a na tej podstawie określić ile powinno go być w starych gwiazdach. Ale liczby się nie zgadzają – w gwiazdach występuje około trzy razy mniej litu niż powinno. Ta zagadka nadal jest nierozwiązana pomimo kilkudziesięciu lat badań [1].

Do tej pory można było mierzyć lit w gwiazdach tylko w Drodze Mlecznej. Niedawno zespół astronomów kierowany przez Alessio Mucciarelliego (University of Bologna, Włochy) wykorzystał teleskop VLT do zmierzenia ilości litu w wybranych gwiazdach gromady Messier 54. Okazało się, ze poziomy litu są bliskie tym w Drodze Mlecznej. Zatem cokolwiek spowodowało małą zawartość litu, nie jest to cecha specyficzna dla naszej Galaktyki.

Nowe zdjęcie gromady zostało utworzone zdanych zebranych za pomocą teleskopu VST (VLT Survey Telescope) w Obserwatorium Paranal. Oprócz samej gromady widać na pierwszym planie bardzo gęsty las znacznie bliższych gwiazd Drogi Mlecznej.

Uwagi

[1] Istnieje kilka możliwych propozycji rozwiązań zagadki. Pierwsze rozwiązanie – obliczenia ilości litu wytworzonego podczas Wielkiego Wybuchu są błędne, jednak najnowsze testy sugerują, że to nie jest właściwe wytłumaczenie. Druga propozycja – lit był w jakiś sposób niszczony w najwcześniejszych gwiazdach, zanim powstała Droga Mleczna. Trzecia koncepcja – jakiś proces w gwiazdach stopniowo niszczy lit.

Więcej informacji

Wyniki badań zaprezentowano w artykule pt. “The cosmological Lithium problem outside the Galaxy: the Sagittarius globular cluster M54”, A. Mucciarelli et al., który ukaże się w Monthly Notices of the Royal Astronomical Society (Oxford University Press).

Skład zespołu badawczego: A. Mucciarelli (University of Bologna, Włochy), M. Salaris (Liverpool John Moores University, Liverpool, Wielka Brytania), P. Bonifacio (Observatoire de Paris, Francja), L. Monaco (ESO, Santiago, Chile) oraz S. Villanova (Universidad de Concepcion, Concepcion, Chile).

Źródło: ESO | Tłumaczenie: Krzysztof Czart

http://orion.pta.edu.pl/gromada-gwiazd-nie-jest-taka-jakby-sie-wydawalo

Gromada kulista Messier 54.

ESO

 

post-31-0-01955300-1410371522.jpg

  • Like 3
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić obrazków. Dodaj lub załącz obrazki z adresu URL.

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)