Skocz do zawartości
Paweł Baran

Astronomiczne Wiadomości z Internetu

Rekomendowane odpowiedzi

SatRevolution planuje starty dwóch satelitów komercyjnych
2020-02-13.
Polska spółka SatRevolution, specjalizująca się w projektowaniu i produkcji nanosatelitów, ogłosiła swoje plany na rok 2020 odnośnie wysłania w kosmos sztucznych satelitów. Firma zamierza starty czterech satelitów, w tym dwóch dla klientów komercyjnych.
Polska spółka SatRevolution do niedawna była jeszcze startupem. Teraz po przekształceniu się w firmę planuje działalność na rynku biznesowym i rozpoczęcie sprzedaży swoich produktów. Bazując na doświadczeniach z budowy satelity Światowid – demonstratora technologii spółki – zamierza w 2020 roku starty czterech satelitów, w tym dwóch dla klientów komercyjnych.
Pierwszym z projektów komercyjnych jest SteamSat – nanosatelita rozmiaru 1U, realizowany w ramach kontraktu dla brytyjskiego przedsiębiorstwa SteamJet Space Systems reklamującego się hasłem „A New Age of Steam – In Space”. Celem tego projektu jest demonstracja napędu zasilanego wodą, przeznaczonego dla małych satelitów w tym nanosatelitów standardu CubeSat. Start satelity planowany jest na III kwartał tego roku na pokładzie rakiety nośnej Soyuz.
W założeniu planowany „napęd parowy” ma być napędem ekologicznym, który wpisuje się w światowy trend paliw nietoksycznych. Firma deklaruje, że ma on rozszerzyć obecne możliwości misji kosmicznych, umożliwiając satelitom dłuższe przebywanie na właściwej orbicie. Ma to się odbywać dzięki dużej sile ciągu i niskiemu zużyciu energii, satelity mogą być szybciej uruchamiane i zużywać mniej mocy niż w przypadku tradycyjnego napędu elektrycznego. Niewielki rozmiar systemu napędowego, którego objętość jest porównywana z puszką tuńczyka, ma czynić satelitę lżejszym od typowych urządzeń, co z kolei ma przyczynić się do redukcji kosztów wyniesienia statku kosmicznego na orbitę. Do potencjalnych korzyści wynikających z użycia tego silnika można zaliczyć także optymalizację zatłoczenia orbity, działanie w konstelacjach oraz sprawną deorbitację. Więcej informacji na temat napędu parowego dla satelity można przeczytać na stronie brytyjskiej firmy SteamJet Space Systems.
Drugi z projektów komercyjnych jest satelita SW1FT (nie należy mylić z orbitalnym obserwatorium NASA – Swift), który ma polecieć w kosmos na przełomie 2020 i 2021 roku.  Wraz z jego startem SatRevolution zamierza rozpocząć realizację swojej wizji współdzielonych misji satelitarnych. SW1FT ma wykorzystywać autorską platformę NanoBus3U jako bazę do demonstracji kilku zewnętrznych ładunków użytecznych jednocześnie.
Współdzielenie platform satelitarnych, które można przyrównać do podróżowania minibusem, zamiast samochodem osobowym w pojedynkę, pozwala na umieszczenie na satelicie kilku innowacyjnych sensorów lub eksperymentów jednocześnie. Początki tego zjawiska miały miejsce, kiedy pierwsze satelity komercyjne zostały zaopatrzone w poboczne moduły nadawczo – odbiorcze innych dostawców. Dzięki obniżeniom kosztów zwiększyła się dostępność przestrzeni kosmicznej dla małych, nowych firm. Z takiego rozwiązania chętnie skorzystają również większe firmy i agencje rządowe, chcąc wypróbować daną funkcjonalność bez angażowania dużych zasobów technicznych i finansowych. Zarówno NASA, jak i ESA coraz częściej wchodzą w takie partnerstwa publiczno-komercyjne.
- Rynek nanosatelitów rośnie niezwykle dynamicznie – prognozy przewidują przeszło 2500 wyniesień w ciągu najbliższych 6 lat. Staje się on zarazem coraz bardziej zróżnicowany, co zmniejsza przewagę głównych graczy. Jako SatRevolution wspieramy naszych klientów holistycznie: od udostępnienia miejsca, poprzez montaż ładunku na platformie, integrację satelity oraz pełne testy funkcjonalne i kwalifikacyjne, po zorganizowanie niezbędnych pozwoleń oraz kampanii związanej z wyniesieniem satelity na orbitę i początkowe wsparcie operacji na orbicie - deklaruje Grzegorz Zwoliński.
SatRevolution oferuje swoim klientom również swój udział w procesie tworzenia instrumentu. Firma pracuje nad tym, by stopniowo zwiększać objętość swoich satelitów, tym samym zwiększając wielkość dostępną dla ładunków użytkowych, a już na 2021 rok planuje wystrzelenie kolejnych współdzielonych satelitów komercyjnych.
Odnośnie dwóch satelitów niekomercyjnych w komunikacie firmy nie było ani słowa. Informacje na ich temat mają pojawić się w późniejszych terminie.
Paweł Z. Grochowalski
Źródło: PlanetPartners
Foto: Satelita SteamSat
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/satrevolution-planuje-starty-dwoch-satelitow-komercyjnych

 

SatRevolution planuje starty dwóch satelitów komercyjnych.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Modelowanie wnętrza gwiazd neutronowych
2020-02-13.Autor. Vega
Ulepszenia modelu wnętrza gwiazdy neutronowej sprawiają, że ma on zastosowanie do łączących się gwiazd neutronowych.

Astrofizycy opracowali ulepszony model wewnętrznej struktury gwiazd neutronowych, który dobrze zgadza się z danymi obserwacyjnymi. W przeciwieństwie do poprzednich modeli można go rozszerzyć, aby rozważyć, co się stanie, gdy dwie gwiazdy neutronowe się połączą.

Zapadnięte pozostałości olbrzymich gwiazd – gwiazdy neutronowe – to fascynujące obiekty. Mają zaledwie 20-30 km średnicy ale są prawie 400 000 – 600 000 razy masywniejsze niż Ziemia, co czyni je niesamowicie gęstymi obiektami.

Gwiazdy neutronowe nie są jednorodnymi skupiskami neutronów, mają raczej cebulową strukturę. Teoretycy zajęli się modelowaniem tej wewnętrznej struktury w oparciu o mechanikę kwantową i dane obserwacyjne.

Wcześniej naukowcy opracowali model zawierający trzy warstwy: zewnętrzną warstwę zbudowaną głównie z neutronów, wewnętrzne jądro złożone z kwarków – budulców neutronów – i region przejściowy między tymi dwiema warstwami.

Teraz zespół posunął ten model o krok dalej, używając bardziej ogólnego równania do opisania warstwy zewnętrznej, która składa się z około 97% neutronów i 3% protonów i elektronów.

Ulepszony model dobrze zgadza się z uzyskanymi dotychczas danymi obserwacyjnymi. Na przykład przewiduje, że maksymalna masa gwiazdy neutronowej może wynieść 2,35 masy Słońca, co jest bliskie masie największej dotychczas obserwowanej gwiazdy neutronowej – powstałej z połączenia się dwóch gwiazd neutronowych, z których w 2017 r. zaobserwowano fale grawitacyjne.

Wkrótce przewidywany jest prawdziwy test modelu. Teleskop NICER wykonuje obserwacje rentgenowskie, aby zmierzyć rozmiary gwiazd neutronowych o znanych masach. Jego pomiary potwierdzą lub obalą model zespołu.

Ten ogólny charakter modelu sprawia, że ma on zastosowanie nie tylko do pojedynczych gwiazd neutronowych, ale także do dwóch połączonych obiektów tej klasy. Stare równanie stanu dotyczyło tylko temperatury zera absolutnego. Działa to jedynie dla pojedynczych gwiazd neutronowych, ponieważ są one bardzo zimne, ale fuzja pary gwiazd generuje dużo ciepła, dlatego naukowcy wprowadzili równanie stanu, które może poradzić sobie z różnymi temperaturami. Zespół używa go teraz do modelowania tych połączeń i do uzyskiwania prognoz dotyczących fal grawitacyjnych, które one wygenerują.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
RIKEN

Urania
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2020/02/modelowanie-wnetrza-gwiazd-neutronowych.html

Modelowanie wnętrza gwiazd neutronowych.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

30 lat od „Błękitnej Kropki”
2020-02-14. Krzysztof Kanawka
Mija właśnie 30 lat od momentu, gdy sonda Voyager 1 wykonała mozaikę zdjęć Układu Słonecznego, wraz z „Błękitną Kropką” – Ziemią.
W 1977 roku amerykańska agencja NASA wysłała ku zewnętrznemu Układowi Słonecznemu dwie sondy, które otrzymały nazwy Voyager 1 i Voyager 2. Obie sondy odwiedziły dwie największe planety Układu Słonecznego: Jowisza oraz Saturna. Po przelocie mniejszego z tych dwóch gazowych gigantów drogi sond się rozdzieliły: Voyager 1 nie zbliżył się już żadnej z planet, a Voyager 2 podążył ku Uranowi i Neptunowi. Tę ostatnią planetę Układu Słonecznego Voyager 2 odwiedził w 1989 roku.
Czternastego lutego 1990 roku uruchomiono po raz ostatni kamery na pokładzie sondy Voyager 1. Celem zdjęć miało być Słońce oraz nasz układ planetarny. Wówczas sonda znajdowała się ponad 40,4 jednostki astronomicznej od Ziemi. Jest to odległość około 5,5 godziny świetlnej od Słońca. Pomysłodawcą tej unikalnej sesji obserwacyjnej był astronom Carl Sagan.
Łącznie sonda Voyager 1 wykonała 60 ujęć Układu Słonecznego z użyciem trzech filtrów (niebieski, zielony i fioletowy). Z uwagi na dużą odległość od sondy, zdjęcia były przesyłane na Ziemię od marca do maja 1990 roku.
Na zdjęciach udało się uchwycić Jowisza, Saturna, Urana i Neptuna oraz dwie planety skaliste: Wenus i Ziemię. Nasza planeta jest ledwie zauważalna, mniejsza od piksela, o bladoniebieskim kolorze. Z tego powodu została nazwana „Błękitną Kropką”. Bardziej szczegółowa analiza ujęcia naszej planety pozwoliła także na wyłuskanie Księżyca.
Do dziś „Błękitna Kropka” jest najdalszym zdjęciem Ziemi. Obecnie nie planuje się wykonać zdjęć naszej planety z większej odległości niż to wykonał Voyager 1 w lutym 1990 roku. Aktualnie jedyna sonda, która znajduje się w zewnętrznym Układzie Słonecznym, poza orbitą Neptuna, to New Horizons. W lutym 2010 roku sonda New Horizons znajdowała się w odległości ponad 46,5 jednostki astronomicznej od Słońca i ponad 47,3 jednostki astronomicznej od Ziemi. Jak na razie nie zaplanowano jednak wykonania kolejnego zdjęcia “Błękitnej Kropki”.
„Błękitna Kropka” stała się jednym z najpopularniejszych obrazów z początku lat 90. XX wieku. Wówczas to zdjęcie stało się jednym z częstych tematów dyskusji naukowców i programów popularnonaukowych. Obraz planety zainspirował również Carla Sagana do napisania książki “Mała Błękitna Kropka”. Do dziś jest jedną z najpopularniejszych książek popularnonaukowych.
Karl Sagan zmarł w 1996 roku. Sonda Voyager 1 opuściła heliosferę w 2012 roku i nadal działa, lecz jej system obrazowania jest już niesprawny. Cztery sondy, które opuściły lub też opuszczają Układ Słoneczny przez kolejne dziesiątki i setki tysięcy lat będą podróżować po naszej Drodze Mlecznej – czasem zbliżając się do różnych gwiazd.
(NASA, PFA)
Pale Blue Dot [no music]

Carl Sagan o “Błękitnej Kropce”
https://kosmonauta.net/2020/02/30-lat-od-blekitnej-kropki/

 

30 lat od Błękitnej Kropki.jpg

30 lat od Błękitnej Kropki2.jpg

30 lat od Błękitnej Kropki3.jpg

30 lat od Błękitnej Kropki4.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

W tym roku spodziewanych jest najwięcej misji kosmicznych od lat 60. Przewiduje się także odkrycia nowych planet dzięki detektorowi fal grawitacyjnych

Zaplanowane na 2020 rok misje kosmiczne mogą przynieść przełomowe odkrycia. Od lat 60. nie było tak dużej aktywności w programach kosmicznych. Stany Zjednoczone zainaugurują program Artemis, który doprowadzi do serii załogowych misji kosmicznych. Europa wyśle swojego pierwszego łazika na Marsa również w 2020 roku. Duże programy zapowiadają też Chiny czy Japonia. Naukowcy największe nadzieje wiążą jednak z detektorami fal grawitacyjnych. Powstaje ich coraz więcej, a ogromny detektor orbitalny, który już niedługo ma zacząć działać w kosmosie, pomoże zgłębić tajemnice wszechświata.

– Rzeczy, które są źródłem wielkich medialnych odkryć, to są projekty, które przygotowuje się zazwyczaj latami – ocenia prof. dr hab. Maciej Konacki, astronom z Centrum Astronomicznego im. M. Kopernika PAN w Toruniu. – W 2020 roku nie należy się spodziewać czegoś bardzo konkretnego, natomiast jest kilka przedsięwzięć, jak detektor fal grawitacyjnych, które co jakiś czas dostarczają nam bardzo ciekawych odkryć.

Od pierwszego wykrycia fal grawitacyjnych w 2015 roku LIGO i jej europejski odpowiednik Virgo opublikowały odkrycie 10 połączonych plików binarnych czarnych dziur. W najnowszej kampanii odkryto już ponad 30 przypadków. Nowe badania pokazują, w jaki sposób powstają układy binarne czarnych dziur, jak długo były razem i co dokładnie się dzieje, kiedy dochodzi między nimi do zderzenia. Detekcja fal grawitacyjnych pomaga zrozumieć naturę czarnych dziur, ale też pozwala odkryć nowe planety.

Z falami grawitacyjnymi jako sondą będzie można zbadać obszary niedostępne dla światła. Sieć detektorów na całym świecie rośnie – powstają m.in. we Włoszech, Niemczech, wkrótce w Japonii i prawdopodobnie w Indiach. W przyszłości ma do nich dołączyć detektor działający w kosmosie, a wówczas badania kosmosu znacznie przyspieszą.

– W planach na 2020 rok jest misja na Marsa, latem tego roku ma tam zostać wysłany amerykański łazik marsjański to też jest ciekawa misja. Ja czekam z kolei na przedsięwzięcie prywatne, które wyśle łazika na Księżyc za pomocą rakiety SpaceX. Będzie przy tym wykorzystywana technika telefonii komórkowej do kontaktowania się łazika z lądownikiem – wskazuje prof. dr hab. Maciej Konacki.

W tym roku mają rozpocząć się misje o ogromnej różnorodności. Takiej aktywności – zarówno w przypadku projektów załogowych, jak i robotów – nie było od czasów wyścigu kosmicznego między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim w latach 60.

Misje na Księżyc, Marsa i asteroidy planują Indie, Japonia i Chiny. W tym samym czasie USA chcą zainaugurować program Artemis, który ma doprowadzić do serii załogowych misji kosmicznych i stacji kosmicznej, która w przyszłości okrąży Księżyc. Europa będzie także zaangażowana w Artemis, wyśle też pierwszego łazika-robota na Marsa w 2020 roku. Łazik Mars 2020 będzie szukał dowodów na to, że na tej planecie płynęła woda i mogło ewoluować życie. To początek programu, który będzie trwał dekadę i ma dostarczyć informacji o Czerwonej Planecie.

Elon Musk i SpaceX ma z kolei rozpocząć pierwszą załogową misję. Do marca Crew Dragon 2 po raz pierwszy przetransportuje amerykańskich astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Solar Orbiter (SolO), czyli satelita ESA, będzie podróżował po orbicie Merkurego, aby wykonywać wysokiej rozdzielczości zdjęcia Słońca i wewnętrznej heliosfery. Niedawno też Boeing wypuścił kapsułę Starliner w kosmos.

 Choć Polska jest w przestrzeni kosmicznej stosunkowo mało obecna, ma na swoim koncie kilka sukcesów.

– Polska astronomia jest bardzo silna, mimo że – powiedziałbym – stosunkowo nieliczna. Mamy systematycznie ciekawe wyniki, które są publikowane w czołowych periodykach. Polska jest np. zaangażowana w detekcję fal grawitacyjnych, w poszukiwania planet, w misje satelitarne. Jestem przekonany, że w 2020 roku będzie szereg ciekawych publikacji i odkryć w wykonaniu polskich astronomów – przekonuje prof. dr hab. Maciej Konacki.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Górskie serce Boliwii
2020-02-14. Redakcja
Z okazji Walentynek przedstawiamy obraz z satelity Sentinel-2, który uchwycił piękną formację w kształcie serca w krajobrazie południowych wyżyn Boliwii.
Wyżyny są częścią Altiplano, płaskowyżu śródgórskiego w Andach Środkowych, w Boliwii i Peru. Krajobraz składa się z szeregu dorzeczy leżących około 3500 m nad poziomem morza i poza Tybetem, jest najbardziej rozległym obszarem płaskowyżu na Ziemi.
Ten szczególny obszar to przejście między pustynią na zachodzie a lasem tropikalnym na wschodzie. Formacja w kształcie serca została uformowana z czasem przez wiele warstw różnych formacji geologicznych. Liczne strumienie i rzeki widoczne na tym obrazie również przyczyniły się do ukształtowania krajobrazu, jaki widzimy dzisiaj.
Obraz został przetworzony przez wybranie pasm spektralnych, które mogą być użyte do klasyfikacji cech geologicznych i nie przedstawia barw rzeczywistych.
Sucre, stolica regionu Chuquisaca, jest widoczna w lewym, górnym rogu zdjęcia w kolorze szarym. Miasto, wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, jest położone na wysokości około 2800 metrów nad poziomem morza. Po lewej stronie Sucre widać krater Maragua – popularny cel wycieczek pieszych.
Satelity, takie jak Copernicus Sentinel-2, pozwalają nam rejestrować piękne obrazy z kosmosu, takie jak te, ale także monitorować Ziemię. Orbitując 800 km nad naszymi głowami, satelity systematycznie obrazują i mierzą zachodzące zmiany, co jest szczególnie ważne w regionach, do których dostęp byłby trudny. Pozwala to na podejmowanie świadomych decyzji, które pomogą chronić nasz świat dla przyszłych pokoleń i wszystkich obywateli zamieszkujących Ziemię.
Obraz został uchwycony 26 stycznia 2020 r., Jest również dostępny w programie ESA Earth from Space.
Źródło: ESA.
Earth from space: Bolivian highland heart

https://kosmonauta.net/2020/02/gorskie-serce-boliwii/

 

 

Górskie serce Boliwii.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

NASA planuje kilka misji na Wenus. „W atmosferze może ukrywać się życie”
2020-02-14.
Agencja szykuje kolejne wielkie misje. Tym razem będą one związane z bliźniaczką naszej planety, czyli Wenus. Najnowsze jej badania wskazują, że mogły kiedyś, a nawet mogą i dziś, rozkwitać tam jakieś formy życia.
Na powierzchni Wenus nie przetrwa żadne biologiczne życie. Panują tam temperatury tak wysokie, że topi się ołów i padają ołowiane deszcze. Prawie cała powierzchnia planety skąpana jest w lawie, a atmosfera wypełniona toksycznymi gazami i dwutlenkiem węgla, który wzmaga efekt cieplarniany. Chociaż to wszystko brzmi złowieszczo, NASA szykuje tam misje badawcze. Specjalny pojazd zbada atmosferę i ujawni przed nami tajemnice tej planety.
Niedawno astronomowie odkryli ciemne obłoki w atmosferze planety. Do tej pory były one dla nich jedną, wielką tajemnicą. Jednak wnikliwsze badania pozwoliły ustalić, że są to tzw. pochłaniacze, czyli obszary, które absorbują najwięcej światła ultrafioletowego. Okazuje się, że te zagadkowe „cząstki” mają podobne zdolności do mikroorganizmów występujących w Ziemskiej atmosferze. Astrobiolodzy uważają, że pomimo piekła panującego na powierzchni i w atmosferze, możemy mieć do czynienia z powszechnie tam występującymi grupami mikroskopijnego życia, które rozwija się tam od miliardów lat.
Dwie nowe misje mają zostać zrealizowane w ramach Programu Discovery. Pierwsza z nich to VERITAS. Skupi się ona na mapowaniu powierzchni planety. Tymczasem druga, DAVINCI+ ma pozwolić na zbadania gazów otaczających planetę. To misja jest kluczowa dla NASA. Oprócz nich, agencja planuje jeszcze jedną o nazwie Ray for Extreme Environments and Zonal Explorations (Breeze) do programu agencji Innovative Advanced Concepts (NIAC). Chodzi tutaj o specjalny pojazd kosmiczny, który swoim wyglądem na myśl przywodzi płaszczki, czyli chrzęstnoszkieletowych ryb morskich o płaskim, dyskowatym kształcie ciała. Co ciekawe, pojazd naprawdę miałby być wyposażony w płetwy i dzięki nim sprawnie „pływać” w targanej silnymi wiatrami atmosferze Wenus.
Kilka miliardów lat temu atmosfera Wenus była bardziej podobna do ziemskiej, a na powierzchni prawdopodobnie występowały znaczne ilości wody w stanie ciekłym, ale odparowanie tych pierwotnych oceanów spowodowało lawinowo narastający efekt cieplarniany, aż do krytycznego poziomu gazów cieplarnianych w atmosferze. Astrobiolodzy uważają, że pomimo piekła panującego w atmosferze, możemy mieć do czynienia z powszechnie tam występującymi grupami mikroskopijnego życia, które spokojnie rozwija się tam od miliardów lat.
Najprawdopodobniej w wyniku miliardów lat gwałtownych przemian, życie przeniosło się tam z powierzchni do gęstej atmosfery, gdzie dostosowało się do panujących tam warunków. Jest też opcja, że dzięki kosmicznym skałom, organizmy z Wenus i Marsa mogły przedostać się na Ziemię i zapoczątkować życie, które tak dziś powszechnie występuje na naszej pięknej planecie.
NASA zamierza wszystkie misje przeprowadzić jeszcze w latach 20. XXI wieku. Jest całkiem prawdopodobnie, że jeszcze przed lądowaniem ludzi na Marsie, bliźniaczka Ziemi, jak mówi się o Wenus, będzie równie dobrze zbadana co Czerwona Planeta. Amerykanie i Rosjanie mają jednak o wiele ambitniejsze plany związane z Wenus. Rządy obu krajów chcą wysłać tam lądowniki i próbniki, a nawet myślą o budowie w atmosferze pierwszej bazy badawczej, która ma się stać oknem na ten fascynujący glob. Wszystko wskazuje na to, że lata 20. XXI wieku mogą wywrócić do góry nogami nasze pojęcie o otaczającej nas przestrzeni kosmicznej w kwestii istnienia pozaziemskiego życia.
Źródło: GeekWeek.pl/NASA / Fot. NASA
https://www.geekweek.pl/news/2020-02-14/nasa-planuje-kilka-misji-na-wenus-w-atmosferze-moze-ukrywac-sie-zycie/

NASA planuje kilka misji na Wenus. W atmosferze może ukrywać się życie.jpg

NASA planuje kilka misji na Wenus. W atmosferze może ukrywać się życie2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

ALMA uchwyciła piękny efekt gwiezdnej walki
2020-02-14. Autor. Vega
Astronomowie używający ALMA zauważyli osobliwy obłok gazowy, który powstał w wyniku konfrontacji pomiędzy dwiema gwiazdami. Jedna gwiazda urosła do tak dużych rozmiarów, że pochłonęła drugą, która z kolei opadła po spirali w kierunku partnera, powodując zrzucenie jej warstwy zewnętrznej.

Podobnie jak ludzie, gwiazdy zmieniają się z wiekiem i ostatecznie umierają. W przypadku Słońca i jemu podobnych gwiazd, ta zmiana wiedzie przez fazę, w której po spaleniu całego wodoru w swoim jądrze rozdyma się do postaci dużego i jasnego czerwonego olbrzyma. W końcu umierające Słońce straci swoje zewnętrzne warstwy, pozostawiając jądro: gorącą i gęstą gwiazdę zwaną białym karłem.

Układ HD101584, o którym mowa, jest wyjątkowy pod tym względem, że „proces śmierci” został zakończony przedwcześnie i dramatycznie, gdy olbrzym pochłonął pobliskiego małomasywnego towarzysza.

Dzięki nowym obserwacjom z ALMA, uzupełnionym danymi z APEX, Hans Olofsson z Chalmers University of Technology, Szwecja, który poprowadził ostatnie badanie, oraz jego zespół wiedzą teraz, że to, co wydarzyło się w układzie podwójnym HD101584, było podobne do gwiezdnej walki. Gdy główna gwiazda rozdęła się do postaci czerwonego olbrzyma, urosła na tyle, by połknąć swojego partnera o niższej masie. W odpowiedzi mniejsza gwiazda opadła po spirali w kierunku jądra olbrzyma, ale się z nim nie zderzyła. Manewr ten raczej doprowadził do wybuchu większej z gwiazd, pozostawiając jej gazowe warstwy dramatycznie rozproszone a rdzeń odsłonięty.

Zespół twierdzi, że złożona struktura gazu w mgławicy HD101584 jest spowodowana opadaniem po spirali mniejszej gwiazdy w kierunku czerwonego olbrzyma, a także strumieniami gazu, które powstały w tym procesie. Jak śmiertelny cios w już pokonane warstwy gazu, strumienie te przebiły się przez wyrzuconą wcześniej materię, tworząc pierścienie gazu oraz jasne niebieskie i czerwone kleksy widoczne w mgławicy.

„Obecnie możemy opisać procesy śmierci wspólne dla wielu gwiazd podobnych do Słońca, ale nie jesteśmy w stanie wyjaśnić, dlaczego, albo jak dokładnie one zachodzą. HD101584 daje nam ważne wskazówki do rozwiązania tej zagadki, ponieważ znajduje się ona obecnie w fazie przejściowej między lepiej zbadanymi etapami ewolucji. Dzięki szczegółowym obrazom środowiska HD101584 możemy uzyskać połączenie pomiędzy olbrzymią gwiazdą, jaką była wcześniej, a gwiezdną pozostałością, którą wkrótce się stanie” – mówi współautorka pracy Sofia Ramstedt z Uniwersytetu w Uppsali w Szwecji.

Współautorka pracy, Elizabeth Humphreys, kierownik Wydziału Operacji Naukowych w ALMA, podkreśliła, że ALMA i APEX miały kluczowe znaczenie w umożliwieniu zespołowi zbadania zarówno fizyki jak i chemii w akcji, w obłoku gazowym. Dodała: „Ten obraz środowiska około gwiazdowego HD101584 nie byłby możliwy bez wyjątkowej czułości i rozdzielczości kątowej zapewnianej przez ALMA.”

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
ALMA

Urania
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2020/02/alma-uchwycia-piekny-efekt-gwiezdnej.html

ALMA uchwyciła piękny efekt gwiezdnej walki.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Betelgeza w obiektywie VLT zmieniła swój kształt
2020-02-14. Dodał: Sławomir Matz

Od kilku miesięcy czerwony nadolbrzym, zdobiący jedno z ramion Gwiazdozbioru Oriona, traci na jasności. W grudniu 2019 roku jasność gwiazdy osiągnęła najniższą wartość w historii 100-letnich pomiarów prowadzonych za pomocą detektorów. Celem wyjaśnienia przyczyn tego zjawiska, wykonano jej bardzo dokładne zdjęcie za pomocą Very Large Telescope, należącego do ESO.
Jeszcze kilka miesięcy temu Betelgeza okupowała 9. miejsce w rankingu najjaśniejszych gwiazd ziemskiego nieboskłonu. Następnie zespół naukowców tworzony przez Richarda Wasatonica i Edwarda Guiniana odkrył, że blask Betelgezy spada. W grudniu 2019 roku status jasności czerwonego nadolbrzyma został zaktualizowany i okazało się, że Betelgeza świeci najsłabiej w 100-letniej historii pomiarów
 
Początkowo sądzono, że powodem takiego zachowania czerwonego nadolbrzyma jest nałożenie się dwóch okresów zmienności gwiazdy. Obecnie sądzi się, że za osłabienie blasku Betelgezy odpowiada spadek temperatury gwiazdy, wynikający z jej aktywności lub wyrzut masy w naszym kierunku. Takie stanowisko nasunęło się naukowcom po wykonaniu dokładnego zdjęcia Betelgezie, na którym wyraźnie widać, że gwiazda zmieniła swój kształt.
Do wykonania fotografii użyto VLT, który jest zlokalizowany w Chile i należy do ESO. Najnowsza fotografia Betelgezy, w zestawieniu z popularnym dotychczas jej obrazem, pokazuje znaczącą zmianę w wyglądzie czerwonego nadolbrzyma. Na razie nie wiadomo, o czym to świadczy. Naukowcy badają fotografię pod kątem wyżej wymienionych teorii.
 
Betelgeza wzbudza ogromny niepokój wśród osób interesujących się tematem kosmosu. Gwiazda w każdej chwili może eksplodować, jako supernowa. Choć naukowcy, jak zwykle, wykluczają taką możliwość w najbliższym czasie, to opinia publiczna zdaje się mieć własną teorię na ten temat. Dodatkowej oliwy do ognia dolano po opublikowaniu informacji o wykryciu fal grawitacyjnych pochodzących z obszaru Gwiazdozbioru Oriona, o którym informowaliśmy w poprzednim artykule.
 
Źródło: ESO
https://nauka.poinformowani.pl/artykul/19849-betelgeza-w-obiektywie-vlt-zmienila-swoj-ksztalt

Betelgeza w obiektywie VLT zmieniła swój kształt.jpg

Betelgeza w obiektywie VLT zmieniła swój kształt2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Bliski przelot asteroidy 2020 BX12

2020-02-14.

Blisko Ziemi przeleciała asteroida 2020 BX12. Okazuje się, że jest niezwykła, bo składa się nie z jednej, a z dwóch skał!

Jeden z najlepszych przyrządów do badania pobliskich asteroid wrócił do pracy. Mowa o planetarnym systemie radarowym w Obserwatorium Arecibo w Portoryko. Placówka była zamknięta przez większość stycznia z powodu serii trzęsień ziemi, które nawiedzały wyspę od 28 grudnia 2019 r. Obserwatorium zostało ponownie otwarte 29 stycznia. Tymczasem dwa dni wcześniej, astronomowie z Mauna Kea dostrzegli asteroidę, której nie widzieli wcześniej. Obiekt oznaczono jako 2020 BX12.

Ze względu na rozmiar 2020 BX12 i sposób, w jaki orbita asteroidy zbliża się do Ziemi, skała została oznaczona jako "potencjalnie niebezpieczna". Obiekt zbliżył się już do Ziemi na minimalną odległość (ok. 4,3 mln km), a kolejne podejście nastąpi w następnym wieku.

Przelot asteroidy nie stanowił żadnego zagrożenia dla życia na Ziemi, ale był szansą dla naukowców, aby się dowiedzieli więcej o kosmicznych skałach. Obserwatorium Arecibo skupiło się na 2020 BX12 w dniach 4 i 5 lutego. Wywnioskowano, że 2020 BX12 jest asteroidą binarną, z mniejszą skałą krążącą wokół większej. NASA przekonuje, że aż 15 proc. dużych asteroidy po dokładniejszym zbadaniu okazuje się obiektami binarnymi.

Większa skała ma prawdopodobnie co najmniej 165 m średnicy, a mniejsza ok. 70 m średnicy. Podczas obserwacji 5 lutego, wydawało się, że obie skały są od siebie oddalone o ok. 360 m. Prawdopodobnie okrążają się w ciągu 45-50 godzin. Mniejsza skała może być jaśniejsza od większej.

Obserwacje pobliskich asteroid i planetoid jest kluczowe, żeby być gotowym na obiekt, który kiedyś faktycznie będzie zagrażał naszej planecie.

Źródło: INTERIA
 
https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/ziemia/news-bliski-przelot-asteroidy-2020-bx12,nId,4326501

Bliski przelot asteroidy 2020 BX12.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Mars 2020 i Dragon 2 dotarły do KSC
2020-02-15. Krzysztof Kanawka
W ostatnich dniach do Kennedy Space Center dotarły dwa pojazdy: łazik Mars 2020 oraz kapsuła Dragon 2 do pierwszej misji załogowej.
Ośrodek Kennedy Space Center (KSC) znajduje się na Florydzie. To właśnie stamtąd startuje większość międzyplanetarnych misji NASA oraz wystartowały wszystkie amerykańskie misje załogowe. Ma to związek z położeniem geograficznym KSC i Florydy – ten stan jest na południu USA oraz po swojej wschodniej stronie ma Ocean Atlantycki, nad którym przebiegają trajektorie startujących rakiet.
W ostatnich dniach do KSC dotarły dwa pojazdy, które mają duże znaczenie dla amerykańskiego programu kosmicznego. Pierwszym z nich jest łazik Mars 2020, dotyhczas budowany w Jet Propulsion Laboratory w Kalifornii. Start Mars 2020 obecnie jest planowany na 17 lipca. Start tego łazika nastąpi za pomocą rakiety Atlas 5, która skieruje pojazd w kierunku Czerwonej Planety. Lądowanie łazika na Marsie jest planowane na 18 lutego 2021 roku.
Drugim pojazdem jest kapsuła Dragon 2 do pierwszego załogowego lotu. Ta misja nosi oznaczenie SpX-DM2. Niedawno pojawiła się informacja o dacie startu misji SpX-DM2 – aktualnie jest to 7 maja 2020. Co ciekawe, jest możliwe pewne przyśpieszenie tej misji – być może nawet do końca kwietnia. Prawdopodobnie pod koniec lutego lub na początku marca NASA określi precyzyjniej termin startu załogowej misji SpX-DM2.

Dotychczasowe budowa oraz testy łazika Mars 2020 / Credits – JPLraw

Łazik Mars 2020 po lądowaniu w KSC – 12 lutego 2020 / Credits – NASA

Crew Dragon Animation

Animacja misji pojazdu Dragon 2 / Credits – SpaceX
(Tw, PFA)
NASA Mars 2020 Media Reel

Dotychczasowe budowa oraz testy łazika Mars 2020 / Credits – JPLraw

https://kosmonauta.net/2020/02/mars-2020-i-dragon-2-dotarly-do-ksc/

 

Mars 2020 i Dragon 2 dotarły do KSC.jpg

Mars 2020 i Dragon 2 dotarły do KSC2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Co słychać u sondy OSIRIS-REx?
2020-02-15. Radek Kosarzycki
Sonda OSIRIS-REx z powodzeniem wykonała przelot nad Osprey zapasowym miejscem kontaktu, z którego możliwe jest pobranie próbki materii. W trakcie przelotu sonda znalazła się na wysokości 620 metrów nad Osprey. Wstępne dane telemetryczne wskazują jednak, że podczas trwającego 11 godzin przelotu, wysokościomierz laserowy (OLA) nie działał tak jak tego oczekiwano. Zgodnie z planem OLA miał dostarczyć do kamery PolyCam dane o odległości, które miały pomóc kamerze wyostrzenie obrazu podczas wykonywania zdjęć. Z tego też powodu, zdjęcia Osprey wykonane podczas przelotu są prawdopodobnie nieostre.
Pozostałe instrumenty naukowe: kamera MapCam, spektrometr OSIRIS-REx Thermal Emissions Spectrometer (OTES) oraz OSIRIS-REx Visual and InfraRed Spectrometer (OVIRS) działały zgodnie z planem podczas całej operacji.
Aktualnie zespół misji analizuje dane zebrane podczas przelotu, aby ustalić przyczyny awarii instrumentu OLA. Cały zestaw danych z przelotu, włącznie ze zdjęciami wykonanymi przez PolyCam, dotrze na Ziemię w przyszłym tygodniu i dostarczy nam dodatkowych danych o tym na co może wpłynąć utrata danych z OLA.
Warto tutaj zauważyć, że instrument OLA wykonał już wszystkie swoje najważniejsze zadania w ramach misji OSIRIS-REx. W ubiegłym roku skany powierzchni Bennu wykonane za pomocą OLA pozwoliły badaczom stworzyć wysokiej rozdzielczości, trójwymiarowe mapy topografii Bennu, które pozwoliły na wybór pierwszego i zapasowego miejsca pobrania próbki gruntu.
Źródło: NASA Goddard Space Flight Center
https://www.pulskosmosu.pl/2020/02/15/co-slychac-u-sondy-osiris-rex/

Co słychać u sondy OSIRIS-REx.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Deszcz meteorów w Indiach. Jeden z nich spadł i powstał krater o głębokości 6 metrów!
Autor: admin (2020-02-15)
Na indyjskie miasto Alwar znajdujące się w Radżasthanie, spadł duży meteor. Podczas wejścia w atmosferę ciało niebieskie rozjaśniło nocne niebo, co wyłapały liczne kamery telewizji przemysłowej.
Do zdarzenia doszło we wtorek nad ranem. Zdaniem lokalnych władz, szczątki meteoru dotarły do powierzchni Ziemi i wybiły krater o głębokości 6 metrów. Meteoryt wbił się w ziemię w jednej z okolicznych fabryk. Na szczęście nikt nie ucierpiał na skutek tego incydentu.
Do miasta Alwar przybyli już eksperci indyjskiej agencji kosmicznej, aby ocenić sytuację. Zespół badaczy starał się również już wcześniej zebrać jak najwięcej informacji o zdarzeniu za pomocą obrazów satelitarnych. Zdaniem ekspertów, wielkość meteoru mogła ulec znacznemu zmniejszeniu ze względu na wejście w ziemską atmosferę.
Rajsthan: Alwar में Meteorite गिरने का दावा, देखें CCTV वीडियो। वनइंडिया हिंदी

Meteorite falls in Alwar factory compound; locals claim 'celestial event'

Huge Meteorite Hits India, Leaves 20-ft Deep Crater and Turns Night into Day

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/deszcz-meteorow-w-indiach-jeden-z-nich-spadl-i-powstal-krater-o-glebokosci-6-metrow

 

Deszcz meteorów w Indiach. Jeden z nich spadł i powstał krater o głębokości 6 metrów!.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Powtarzalne błyski z kosmosu. "Wiemy, skąd pochodzą. Cała reszta to hipotezy"
2020-02-15.

Zespół kanadyjskich naukowców potwierdził odbiór szybkich błysków radiowych o powtarzalnej sekwencji. Wiadomo, z którego miejsca we Wszechświecie pochodzą, jednak wokół ich źródła powstało wiele hipotez. Popularyzator nauki Tomasz Rożek tłumaczył w programie "Wstajesz i weekend", czym są te tajemnicze błyski.
Szybkie błyski radiowe (FRB) nie są dla nauki niczym nowym. Odkryto je kilkanaście lat temu i do tej pory zarejestrowano ich kilkanaście. Są nieprzewidywalne, trudne do zarejestrowania, a w konsekwencji trudne do zbadania.
Gdyby sobie to tak wyobrazić, to jest sytuacja, w której jesteśmy przed dużą otwartą przestrzenią, ogromnym pustkowiem. Jest całkowicie ciemno, nie widać nic i w pewnym momencie ktoś gdzieś błyska lampą z aparatu. Zanim zdążymy się zorientować, nasze oko złapie ten błysk, ale kiedy odwrócimy się w tę stronę i zanim zdążymy dostosować nasze oko, aparat czy kamerę do tamtego miejsca, ten błysk znika i za chwilę pojawia się zupełnie gdzieś indziej. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia od wielu lat - opisał w programie "Wstajesz i weekend" dziennikarz naukowy, autor portalu "Nauka to lubię" i popularyzator nauki Tomasz Rożek.
Teraz jednak kanadyjscy naukowcy odkryli FRB o stałym i powtarzającym się cyklu. Podczas badań trwających ponad 400 dni stwierdzono, że błyski są emitowane przez cztery dni, średnio co godzinę. Potem następuje przerwa na około 12 dni. Po niej cykl się powtarza.
Znamy miejsce, a "cała reszta to hipotezy"
Według Rożka to ogromna szansa dla naukowców na zarejestrowanie błysków, a co za tym idzie pozyskanie większej ilości informacji o Wszechświecie. W błyskach najbardziej zastanawiająca jest ich powtarzalność.
Wiemy, skąd pochodzą - z obrzeży galaktyki, która znajduje się od nas 500 milionów lat świetlnych. Analizując te błyski wiemy, że źródło tych błysków jest otoczone potężnym polem magnetycznym. Cała reszta to są hipotezy. Jest ich kilka, w tym ta, która rozbudza największe emocje - że być może są tam kosmici - powiedział.
Gość dodał, że w skali całego Wszechświata błyski trafiły do nas z nieznacznej odległości. Współczesna nauka pozwala na rejestrowanie i badanie obiektów oddalonych o miliardy lat świetlnych. Wysłanie sondy na taką odległość nie jest jednak możliwe. Jak zauważył Rożek, sondy Voyager 1 i Voyager 2, przekroczyły co prawda granicę Układu Słonecznego, jednak dotarcie do granic galaktyki czy wykroczenie poza nią jest na ten moment niewykonalne.
Możemy nasłuchiwać i możemy w tamtą stronę kierować różne inne teleskopy. One już w dużej części zostały tam skierowane. Ciekawe jest to, że tak naprawdę w tym miejscu, z którego pochodzi ten sygnał radiowy, nie ma niczego ciekawego. Nie ma niczego, co jakoś byłoby oryginalne, inne. Wiemy, że tamten obszar to jest obszar, w którym powstaje dużo gwiazd, tak zwany obszar gwiazdotwórczy, natomiast to jest jeszcze mało - stwierdził.
Mnóstwo hipotez
Czy jest szansa, że sygnały wysyła nam obca cywilizacja? Według Rożka tak, chociaż niewielka.
- Jest kilka hipotez, które są całkiem sensowne i całkiem prawdopodobne, jak chociażby to, że ten sygnał pochodzi od jakiegoś układu podwójnego gwiazd neutronowych albo układu, gdzie jest czarna dziura i gwiazda, i jedna krąży wokół drugiej, w efekcie co prawda źródło emituje cały czas te błyski radiowe, natomiast przez część czasu te błyski są przysłonięte innym obiektem. To pierwsze z brzegu takich hipotez. Ja wiem, że one brzmią mniej atrakcyjnie niż obca cywilizacja, która próbuje albo chce się z nami skontaktować. Nie wykluczałbym tego, ale najpierw rozważyłbym inne opcje - powiedział Rożek.
Posłuchaj całej rozmowy z Tomaszem Rożkiem:
Wideo
Tomasz Rożek o tajemniczych sygnałach z kosmosu
Źródło: tvn24
Autor: kw/aw
https://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/nauka,2191/powtarzalne-blyski-z-kosmosu-wiemy-skad-pochodza-cala-reszta-to-hipotezy,315871,1,0.html

Powtarzalne błyski z kosmosu. Wiemy, skąd pochodzą. Cała reszta to hipotezy.jpg

Powtarzalne błyski z kosmosu. Wiemy, skąd pochodzą. Cała reszta to hipotezy2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

I edycja Nagrody im. Franka Wilczka za odkrycia w dziedzinie fizyki i astronomi
2020-02-15.
Uniwersytet Jagielloński w Krakowie wspólnie z nowojorską Fundacją Kościuszkowską zapraszają do nadsyłania zgłoszeń do I edycji konkursu o Nagrodę im. Franka Wilczka. W konkursie mogą wziąć udział polscy młodzi naukowcy, którzy dokonali znaczącego odkrycia w dziedzinie fizyki, astronomii lub nauk pokrewnych. Termin przysyłania zgłoszeń mija 29 lutego 2020 r.
Nagroda im. Franka Wilczka została ustanowiona w lutym 2019 r. Jej celem jest uhonorowanie młodych, wybitnych polskich naukowców, którzy mogą poszczycić się znaczącymi odkryciami w dziedzinie fizyki, astronomii lub pokrewnych dziedzin nauki. Przyznawana będzie co 2 lata.
Opiekunami Nagrody w wysokości 12 000 USD brutto są prof. Frank Wilczek oraz Dziekan Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Nagroda jest fundowana przez Wydział Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej Uniwersytetu Jagiellońskiego i Fundację Kościuszkowską.
Zgłoszenia nominacji do I edycji konkursu należy nadsyłać do 29 lutego 2020 r. na adres [email protected]
Nominowanym do Nagrody im. Franka Wilczka może być każdy kto posiada obywatelstwo polskie i zamieszkuje na stałe na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oraz dokonał znaczącego odkrycia w dziedzinie fizyki, astronomii lub im zbliżonych; nominacja następuje za jedno, znaczące osiągnięcie. Więcej informacji znajduje się w regulaminie konkursu.
Laureat oraz osoba go nominująca otrzymają pisemne zawiadomienie od JM Rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz od Profesora Franka Wilczka. Ogłoszenie Laureata Nagrody nastąpi do dnia 10 czerwca roku, w którym nagroda jest przyznawana.
Ceremonia wręczenia nagrody będzie odbywać się na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, we wrześniu każdego roku, w którym Nagroda im. Franka Wilczka jest przyznawana. W ceremonii Laureat bierze udział osobiście. Na zakończenie ceremonii wręczenia Nagrody im. Franka Wilczka, Laureat wygłosi wykład na temat związany z nagrodzonym osiągnięciem.
Krótka historia Nagrody im. Franka Wilczka
W lutym 2019 roku Senat UJ przyjął uchwałę w sprawie ustanowienia Nagrody im. Franka Wilczka. 13 września 2019 r. na Uniwersytecie Jagiellońskim gościł laureat Nagrody Nobla prof. Frank Wilczek. W trakcie spotkania z rektorem UJ prof. Wojciechem Nowakiem noblista podpisał zgodę na nadanie swojego imienia i nazwiska nagrodzie dla młodych fizyków.
W spotkaniu w gabinecie rektora uczestniczyli także prorektor UJ ds. badań naukowych i funduszy strukturalnych prof. Stanisław Kistryn, dziekan Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ prof. Ewa Gudowska-Nowak, prezes i dyrektor wykonawczy Fundacji Kościuszkowskiej Marek Skulimowski, członek Rady Uczelni UJ dr Zbigniew Inglot oraz dyrektor generalny MNiSW dr Anna Budzanowska.
Kilka słów o Franku Wilczku
Frank Wilczek jest amerykańskim fizykiem pochodzenia polsko-włoskiego, profesorem fizyki w MIT, laureatem wielu nagród, w tym Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki.
Urodził się w 1951 roku w Queens, dzielnicy Nowego Jorku. Jego dziadkowie ze strony ojca byli emigrantami z Polski, ze strony matki - z Włoch. W wieku 16 lat Frank Wilczek rozpoczął studia na uniwersytecie w Chicago, a zakończył w Princeton dwoma doktoratami, z matematyki i z fizyki. Od 2000 roku jest profesorem w Massachusetts Institute of Technology (MIT).
Razem z H. Davidem Politzerem i Davidem Grossem został w 2004 roku uhonorowany Nagrodą Nobla za pracę dotyczącą asymptotycznej swobody w teorii silnych oddziaływań między cząstkami elementarnymi.
Frank Wilczek wniósł także wkład do rozwoju innych aspektów teorii pola kwantowego, fizyki materii skondensowanej, astrofizyki i fizyki cząsteczkowej. Jest autorem ponad 300 prac naukowych.
20 września 2012 r. Frank Wilczek otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.
Strona internetowa Franka Wilczka
Biografia Franka Wilczka
Paweł Z. Grochowalski
Źródło: Uniwersytet Jagielloński
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/i-edycja-nagrody-im-franka-wilczka-za-odkrycia-w-dziedzinie-fizyki-i-astronomi-0

I edycja Nagrody im. Franka Wilczka za odkrycia w dziedzinie fizyki i astronomi.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Udany start rakiety PERUN
2020-02-15.
25 stycznia 2020 r. na poligonie wojskowym w Drawsku Pomorskim został przeprowadzony udany test pełnowymiarowej wersji rakiety suborbitalnej PERUN polskiej firmy SpaceForest. Rakieta osiągnęła pułap 9 750 metrów i zrealizowała wszystkie zamierzone cele.  
Styczniowy start odbył się w miesiąc po grudniowej (22.12.2019) próbie startu rakiety. Wtedy zawiodła kapryśna grudniowa pogoda. Najpierw okazało się, że wiatr na pułapie był zbyt silny i z tego powodu start mógł nie dojść do skutku. Ale ostatecznie SpaceForest dostało pozwolenie na lot na maksymalnie 3 km. Ponieważ mieli w planach kilka testów, postanowili, że lot się odbędzie.
Od samego rana padało bardzo mocno, co poważnie opóźniło rozstawianie stanowiska do startu. Około południa skończyło padać i wyszło wreszcie słońce. Ale procedura samego montażu na wyrzutni i skróconego tankowania skończyła się dopiero po godzinie 15 jak już słońce było tuż nad horyzontem. Ponieważ start w tych warunkach był zbyt ryzykowny, a dodatkowo byłby później problem ze znalezieniem rakiety nocą i do tego w gęstej mgle, start został przerwany.
Jednak ta próba, pomimo że przyniosła niedosyt, pozwoliła na sprawdzenie kilku nowych rzeczy, w tym m.in. procedury rozstawiania wyrzutni.
Kolejne okno startowe pojawiło się dopiero pod koniec stycznia 2020, podczas weekendu w dniach 24-25.01. Było to możliwe dzięki współpracy gdyńskiej firmy SpaceForest sp. z o.o. z Departamentem ds. Obronnych Polskiej Agencji Kosmicznej, który  był zaangażowany bezpośrednio w organizację testu na poligonie oraz z dowództwem poligonu w Drawsku Pomorskim.
Polska Agencja Kosmiczna, zgodnie z ustalonymi zadaniami i kierunkami interwencji wynikającymi z Polskiej Strategii Kosmicznej, wspiera rozwój technologii rakietowych w naszym kraju. W ramach tych działań ułatwia dostęp do poligonów, koordynuje wykorzystanie przestrzeni powietrznej nad nimi oraz tzw. okien czasowych.
- Z dużym optymizmem przyglądamy się rozwojowi tego typu projektów mając nadzieję, iż linia Karmana zostanie przekroczona z granic Polski, przez co nasz potencjał stanie się bardziej konkurencyjny na rynku światowym – podkreślił płk Marcin Górka, wiceprezes ds. obronnych Polskiej Agencji Kosmicznej.
- Dzięki wcześniejszemu zaangażowaniu Pionu Obronnego Polskiej Agencji Kosmicznej i bardzo dobrej  współpracy z Dowództwem Generalnym, ta ścieżka została przetarta już jakiś czas temu – ocenił ppłk Paweł Chodosiewicz również z PAK. – Nasza Agencja wspiera firmy zajmujące się rozwojem technologii istotnych z punktu widzenia Polskiej Strategii Kosmicznej, której jednym z kluczowych elementów jest rozwój technologii rakietowych zarówno dla sektora wojskowego, jak i cywilnego.
Model testowy (demonstrator) rakiety suborbitalnej PERUN ma długość 11,58 metra i średnicę 45 cm. Zastosowano w nim napęd hybrydowy SF200 zaprojektowany i wykonany przez SpaceForest. Ciąg silnika SF200 to 16 [kN]. Projektanci zadbali o to, by można było odzyskać elementy rakiety w celu ich ponownego użycia.
Lot demonstratora rakiety PERUN został przeprowadzony w ramach projektu SIR (Suborbital Inexpensive Rocket), polegającym na stworzeniu rakiety do misji suborbitalnych i wynoszenia ładunków do 50 kg na wysokość 150 km.
Paweł Z. Grochowalski
Źródło: POLSA, SpaceForest
Foto: Rakieta PERUN
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/udany-start-rakiety-perun

Udany start rakiety PERUN.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

W kosmicznym obiektywie: Pył Betelgezy
2020-02-16. Anna Wizerkaniuk
Wielu miłośników astronomii niecierpliwie wyczekuje wybuchu Betelgezy jako supernowej. Pojawiły się spekulacje, że może to się wydarzyć w niedługim czasie, ze względu na znaczne pociemnienie czerwonego olbrzyma. Obecnie jasność gwiazdy to około 36 % jej normalnej jasności. Jednakże pociemnienie może być spowodowane przez coś innego.
Na zdjęciu wykonanym przy pomocy instrumentu VISIR na teleskopie VLT widoczne są chmury pyłu otaczającego Betelgezę, emitujące światło podczerwone. Powstały one w wyniku wyrzucenia materii z powierzchni gwiazdy. Jest to jedna z dwóch hipotez, które przedstawili astronomowie z zespołu Miguela Montargèsa w celu wytłumaczenia pociemnienia czerwonego olbrzyma.
Sama gwiazda i jej najbliższe otoczenie były zbyt jasne, by móc wraz z nimi uchwycić dużo chłodniejsze obszary pyłu. Z tego powodu wykorzystano przesłonę, która ograniczyła światło pochodzące od gwiazdy. Pomarańczowa kropka na środku przesłony to zdjęcie powierzchni Betelgezy wykonane przy pomocy instrumentu SPHERE również zamontowanego VLT. Niech wielkość kropki nie będzie złudna! Gdybyśmy umieścili gwiazdę w Układzie Słonecznym na miejscu Słońca, jej powierzchnia znajdowałaby się na orbicie Jowisza.
Druga postawiona hipoteza wiąże pociemnienie gwiazdy z ochładzaniem się jej powierzchni w wyniku wzmożonej aktywności gwiazdowej.
Porównanie jasności Betelgezy na początku i końcu 2019 roku. Prócz jasności zmienił się także widoczny kształt gwiazdy.
Źródła:
ESO
https://news.astronet.pl/index.php/2020/02/16/w-kosmicznym-obiektywie-pyl-betelgezy/

W kosmicznym obiektywie Pył Betelgezy.jpg

W kosmicznym obiektywie Pył Betelgezy2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Zrozumienie wpływu konstelacji satelitów na badania astronomiczne
2020-02-15.
W czerwcu 2019 roku Międzynarodowa Unia Astronomiczna IAU wyraziła zaniepokojenie negatywnym wpływem, jaki planowane megakonstelacje satelitów komunikacyjnych mogą mieć na obserwacje astronomiczne i ogólny wygląd nocnego nieba obserwowanego z ciemnych obszarów Ziemi. Teraz publikuje podsumowanie obecnego stanu zrozumienia tego problemu.
Zgodnie z wydanym oświadczeniem komisje IAU B7: Protection of Existing and Potential Observatory Sites i Executive Committee Working Group Dark and Quiet Sky Protection zostały poproszone przez Komitet Wykonawczy IAU o ocenę sytuacji i rozpoczęcie dyskusji z firmami odpowiedzialnymi za uruchomienie i obsługę tych konstelacji. B7 zwróciła się następnie o pomoc i udział w badaniach astronomów z różnych organizacji, w tym Obserwatorium im. Very Rubin, CAHA i ESO, oraz specjalistów z Europejskiej Agencji Kosmicznej. Naukowcy ci mieli mieć z założenia stosowne doświadczenie w modelowaniu częstotliwości pojawiania się na niebie, lokalizacji i jasności megakonstelacji nowych sztucznych satelitów Ziemi.
Część wyników tych prac przedstawiono poniżej. Biorąc pod uwagę dużą liczbę badanych parametrów oraz związane z nimi założenia i niepewności należy uznać je jednak za wstępne.
•    Choć istnieje duża niepewność co do przyszłej liczby satelitów w konstelacjach, niektóre z symulacji już dziś przeprowadzono na bazie dużej próbki liczącej ponad 25000 satelitów,  reprezentujących konstelacje należące do różnych firm. Przy takiej próbce liczba satelitów nad horyzontem w danym momencie wynosiłaby od ~1500 do kilku tysięcy, w zależności od szerokości geograficznej. Większość z nich pojawia się bardzo blisko horyzontu, a tylko kilka z nich przechodzi bezpośrednio nad nimi - przykładowo, około 250 do 300 miałoby wysokość ponad 30 stopni ponad horyzontem (tj. taką, przy której nocne niebo jest już uznawane za "czyste" i gdzie przeprowadzana jest większość obserwacji astronomicznych. Zdecydowana większość z nich będzie przy tym zbyt słaba, aby dało się je jednak dostrzec gołym okiem.
•    Gdy Słońce znajdzie się 18 stopni poniżej horyzontu (tj. gdy nastaje ciemna noc), liczba oświetlonych satelitów nad horyzontem wynosiłaby około 1000 (z czego około 160 na wysokości powyżej 30 stopni). Ilość ta zmniejsza się w miarę zbliżania się środka nocy, gdy coraz więcej sztucznych satelitów znajduje się w cieniu Ziemi i nie odbijają one wówczas w ogóle światła słonecznego.
•    Na dziś dzień trudno jest przewidzieć, ile oświetlonych promieniami Słońca satelitów będzie widocznych gołym okiem - ze względu na niepewność ich rzeczywistego współczynnika odbicia. Wygląd nieskazitelnego nocnego nieba, szczególnie obserwowanego z ciemnych miejsc, tak czy inaczej ulegnie jednak zmianie, ponieważ nowe satelity mogą być znacznie jaśniejsze niż istniejące już obiekty orbitujące wokół Ziemi. Ingerencja w niezanieczyszczony światłem widok nocnego nieba będzie szczególnie poważna w obszarach nieba blisko horyzontu, a mniej widoczna na dużych wysokościach ponad nim.
•    Widoczne dziś pociągi satelitów („sznury pereł”), często pokazywane na zdjęciach i filmach, są znaczące i jasne natychmiast po ich wystrzeleniu i podczas fazy podnoszenia ich orbity, kiedy satelity te widzimy jako znacznie jaśniejsze niż później, na ich docelowych wysokościach operacyjnych. Globalny efekt zależy od tego, jak długo satelity znajdują się w fazie podnoszenia, oraz od częstotliwości ich startów.
•    Szacuje się, że oprócz widoczności gołym okiem konstelacji satelitów te same satelity będą też wystarczająco jasne, aby nasycać nowoczesne detektory dużych teleskopów optycznych. W ten sposób ich obecność poważnie wpłynie na obserwacje astronomiczne o charakterze naukowym. Na przykład w przypadku nowoczesnych, szybkich badań szerokiego pola, takich jak te przeprowadzanych w Obserwatorium Very Rubin (wcześniej znanym jako LSST), szacuje się, że nawet do 30% 30-sekundowych zdjęć w godzinach zmierzchu dotkną problemy i błędy związane z  takimi zakłóceniami. Instrumenty o mniejszym polu widzenia będą nieco mniej dotknięte tym problemem. Teoretycznie skutki wysyłania na orbitę nowych satelitów można złagodzić poprzez dokładne przewidywanie parametrów ich orbit i przerywanie obserwacji w razie potrzeby, podczas ich przejścia przez dane pole widzenia. Przetwarzanie danych może być następnie wykorzystane do dalszego „oczyszczania” powstałych w ten sposób obrazów. Jednak duża liczba satelitów może przynieść znaczne i skomplikowane wyzwania związane z planowaniem przyszłych obserwacji astronomicznych.
Podsumowanie ustaleń i dotychczasowych działań przedstawiono w specjalnym raporcie IAU.
W badaniach tych skupiono się na długościach światła widzialnego. Ale nie oznacza to braku wpływu konstelacji satelitów na obserwacje prowadzone w zakresie fal radiowych i submilimetrowych, które wciąż są przedmiotem badań. Międzynarodowa Unia Astronomiczna uważa, że konsekwencje wysyłania w kosmos licznych konstelacji satelitów są tak czy inaczej niepokojące. Będą miały one negatywny wpływ na postęp astronomii naziemnej - w dziedzinie radiowej, optycznej i w podczerwieni. Będą też wymagały przekierowania zasobów ludzkich i finansowych z badań podstawowych do badań specjalistycznych i wdrażania środków łagodzących te skutki.
Międzynarodowa Unia Astronomiczna sporo uwagi poświęca też ochronie niezanieczyszczonego widoku nocnego nieba, które należy uznać za niezbywalne światowe dziedzictwo ludzkości. Jest to jeden z głównych komunikatów przekazywanych na specjalnej stronie internetowej IAU-UNESCO w kwestii dziedzictwa astronomicznego. Aby złagodzić wpływ konstelacji satelitów, które mogą zakłócać profesjonalne i amatorskie obserwacje astronomiczne, IAU w ścisłej współpracy z American Astronomical Society będzie w dalszym ciągu inicjować dialog z agencjami kosmicznymi i firmami prywatnymi, które planują uruchomienie przyszłych konstelacji satelitarnych.
IAU zauważa również, że obecnie nie ma uzgodnionych na szczeblu międzynarodowym zasad ani wytycznych dotyczących jasności okrążających Ziemię sztucznych obiektów. I choć do tej pory nie był to temat priorytetowy, teraz staje się on coraz bardziej poważny.
Międzynarodowa Unia Astronomiczna podkreśla, że postęp technologiczny jest możliwy tylko dzięki równoległemu postępowi wiedzy naukowej. Satelity nie działałyby ani nie komunikowałyby się z nami bez wcześniejszego wkładu astronomii i fizyki w opracowanie związanych z nimi metodologii i technologii. W interesie wszystkich leży zatem zachowanie i wspieranie postępu nauk podstawowych takich jak astronomia, dynamika czy mechanika nieba.

Czytaj więcej:
•    Cały artykuł
•    International Dark Sky Association’s statement on Starlink
•    NRAO statement on Starlink
•    Seitzer, Pat (University of Michigan), 2020, Presentation to the US National Science Foundation Astronomy and Astrophysics Advisory Committee
•    Galadí-Enríquez, David (Calar Alto Observatory), 2020, Geometric simulation of the visibility of Starlink satellite constellation from ground-based optical observatories: LSST as a case study, progress report.
 
Źródło: IAU
Opracowanie: Elżbieta Kuligowska
Na zdjęciu: Sznur satelitów SpaceX Starlink na nocnym niebie sfotografowany 24 maja 2019 roku, dzień po wprowadzeniu na orbitę.
Źródło: Marco Langbroek via SatTrackBlog)

Na ilustracji: Tło nieba i ślady konstelacji sztucznych satelitów. Źródło: IAU
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/zrozumienie-wplywu-konstelacji-satelitow-na-badania-astronomiczne

Zrozumienie wpływu konstelacji satelitów na badania astronomiczne.jpg

Zrozumienie wpływu konstelacji satelitów na badania astronomiczne2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ale kosmos! – recenzja książki
2020-02-16. Kamil Serafin  
Wydany w 2015 roku The Unknown Universe autorstwa Stuarta Clarka zyskał ogromną popularność, aż do dnia dzisiejszego pozostając jedną z najlepiej ocenianych pozycji w kategorii popularnonaukowej astronomii. Opublikowana wreszcie w Polsce pod nieco infantylnym tytułem Ale kosmos! książka zadebiutowała na półkach w październiku zeszłego roku, przykuwając uwagę wszystkich domorosłych miłośników astrofizyki, zmęczonych już kolejnymi pozycjami autorstwa de Grasse Tysona. Nieco ponad 300 stron obiecywało przekrój przez wszystkie najbardziej istotne zagadnienia w historii badań kosmosu. Ambitny cel jak na tak skromną liczbę stron. Jak się jednak okazuje, udało się go zrealizować zaskakująco dobrze.
Punktem wyjścia dla całej opowieści jest opublikowana w 2013 roku mapa mikrofalowego promieniowania tła, sporządzona przez Europejską Agencję Kosmiczną na podstawie wielomiesięcznych obserwacji wykonanych przez teleskop Plancka. Widoczne na niej anomalie w postaci fluktuacji temperatury mikrofalowego promieniowania tła nie odpowiadały przewidywaniom naukowców, wysuniętym na podstawie wcześniejszych teorii. Jak się okazało, nie były one rozmieszczone równomiernie, co kazało ponownie przyjrzeć się naszym dotychczasowym wyobrażeniom na temat Wszechświata. Clark zabiera nas więc w podróż, podczas której pokaże nam narodziny współczesnej kosmologii i fizyki, poczynając od Edmunda Halleya, jego odwiedzin u zajmującego się wówczas próbami stworzenia kamienia filozoficznego Issaca Newtona aż do wspólnych dyskusji Kipa Thorne’a i Stephena Hawkinga na temat promieniowania czarnych dziur. Na szczęście autorowi udaje się wprowadzić równowagę, pomiędzy dziennikarskim reportażem historycznym a naukowym podejściem do tematu. Pozycja korespondenta dziennika The Guradian oraz jednoczesny tytuł doktora astrofizyki i członka Royal Astronomical Society pozwoliły mu opracować styl pisania, który jednocześnie wyłoży czytelnikowi niezbędną teorię i pozwoli mu się przy tym nie znudzić.
Całość podzielona została na dziesięć rozdziałów. W pierwszej połowie zaznajomieni zostajemy z odkryciami obserwacyjnymi, stopniowym odkrywaniem naszego Układu Słonecznego i galaktyki. Następnie przechodzimy już do fizyki cząstek, Einsteina oraz jego dziedzictwa. Każdego kolejnego naukowca, pioniera i odkrywcę Clark przedstawia nam z godną widowiska telewizyjnego finezją, wprowadzając ich niczym kolejnych aktorów na scenę teatralną. Przytacza liczne anegdoty i ciekawostki, dbając, by odbiorca, który już obeznany jest z poruszanym akurat zagadnieniem astronomicznym, również wyniósł z Ale kosmos! coś wartościowego.
Ciężko nie polecić tak dobrej i przyjemnej w odbiorze lektury. Bardzo przystępna forma, która zainteresuje każdego, czy to doświadczonego, czy też początkującego miłośnika nauk ścisłych jest gwarancją, że Stuart Clark nie zawiedzie Waszych oczekiwań.
Tytuł oryginalny: The Unknown Universe
Autor: Stuart Clark
Wydawca: Wydawnictwo Feeria Science
Stron: 338
Data wydania: 10 października 2019
Źródła:
ESA
https://news.astronet.pl/index.php/2020/02/16/ale-kosmos-recenzja-ksiazki/

Ale kosmos! – recenzja książki.jpg

Ale kosmos! – recenzja książki2.jpg

Ale kosmos! – recenzja książki3.png

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Kuzynki Ziemi: nadchodzące misje do poszukiwania „biosygnatur” w atmosferach pobliskich światów
2020-02-16.Autor. Vega
Naukowcy odkryli tysiące egzoplanet, w tym dziesiątki typu ziemskiego krążące strefie zdatnej do zamieszkania wokół swoich gwiazd macierzystych. Obiecującym podejściem do poszukiwania śladów życia na tych światach jest badanie atmosfer egzoplanet pod kątem biosygnatur – tego, co nietypowe w składzie chemicznym a jest charakterystyczne dla oznak życia. Na przykład dzięki fotosyntezie nasza planeta ma prawie 21% tlenu. Jest to znacznie wyższy poziom niż można by oczekiwać biorąc pod uwagę skład Ziemi, jej orbitę oraz gwiazdę macierzystą.


Znalezienie biosygnatur nie jest łatwym zadaniem. Naukowcy wykorzystują dane dotyczące tego, jak atmosfery egzoplanet oddziałują ze światłem swoich gwiazd macierzystych, aby dowiedzieć się czegoś na temat ich atmosfer. Jednak informacje (widma), które mogą gromadzić za pomocą dzisiejszych naziemnych i kosmicznych teleskopów, są zbyt ograniczone, aby dokonywać bezpośrednich pomiarów atmosfer czy wykrywać w nich biosygnatury.

W ciągu najbliższych 5-10 lat potencjalnie otrzymamy pierwszą szansę na obserwowanie atmosfer egzoplanet typu ziemskiego. Wynika to z faktu, że nowe obserwatoria zostaną udostępnione online, w tym takie, jak Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba (JWST) i obserwatoria naziemne, takie jak Ekstremalnie Duży Teleskop (ELT). Wiele ostatnich prac astronomów koncentrowało się na symulacji tego, jak egzoplanety typu ziemskiego będą „wyglądać” w JWST i teleskopach naziemnych. Pozwala im to zrozumieć widma, które te teleskopy wychwycą, oraz to, jakie te dane będą i czego nie powiedzą im o tych atmosferach egzoplanet.

Celem badaczy jest wybrana grupa egzoplanet, które znajdują się w pobliżu – do 40 lat świetlnych – i krążą wokół bardzo małych, chłodnych gwiazd. Dla porównania, misja Kepler zidentyfikowała egzoplanety wokół gwiazd oddalonych o ponad 1000 lat świetlnych. Mniejsze gwiazdy macierzyste pomogą im również uzyskać lepsze sygnały dotyczące tego, z czego są zbudowane atmosfery egzoplanet, ponieważ cienka warstwa atmosfery planetarnej może blokować więcej światła mniejszej gwiazdy.

Jest jeszcze kilka egzoplanet, na których skupia się zespół, aby szukać oznak zdatności do zamieszkania i życia. Wszystkie zostały określone w badaniach naziemnych, takich jak TRAPPIST i jego następca, SPECULOOS, a także w ramach projektu MEarth prowadzonego przez Harvard. Najbardziej znanymi egzoplanetami tej grupy jest prawdopodobnie siedem planet krążących wokół TRAPPIST-1. TRAPPIST-1 jest karłem typu M – jedną z najmniejszych, jakie mogą istnieć jako gwiazdy, a jej siedem egzoplanet znajduje się wewnątrz i poza strefą zdatną do zamieszkania, z czego trzy dokładnie wewnątrz ekosfery.

TRAPPIST-1 został zidentyfikowany jako najlepszy układ do badań, ponieważ ta gwiazda jest tak mała, że możemy uzyskać dość duże i niosące wiele informacji sygnały z atmosfer tych światów. Wszystkie są kuzynkami Ziemi, ale mają zupełnie inną gwiazdę macierzystą, więc bardzo interesującym będzie zobaczyć, jakie są ich atmosfery.

Karły typu M rozpoczynają swoje życie jako duże i jasne aż do momentu, gdy grawitacyjnie się zapadną do rozmiarów, które będą mieć już przez większość swojego życia. Tak więc planety karłów typu M mogą być poddawane przez długi okres czasu – być może nawet miliard lat – wysokiej intensywności promieniowania. Mogłoby to pozbawić planetę atmosfery, ale aktywność wulkaniczna również może uzupełniać atmosfery. W oparciu o ich gęstość wiemy, że wiele światów TRAPPIST-1 prawdopodobnie ma rezerwuary związków – na znacznie wyższych poziomach niż na Ziemi – które mogłyby uzupełnić atmosferę. Pierwszymi znaczącymi wynikami JWST dla TRAPPIST-1 będzie określenie, które światy zachowały atmosfery i jaki to jest rodzaj atmosfery.

Prawdopodobnie najłatwiejszym sygnałem do odnalezienia przez JWST będzie obecność dwutlenku węgla. Jednak CO2 nie musi jeszcze oznaczać obecności życia. Zarówno Wenus jak i Mars mają atmosfery o wysokiej zawartości CO2, ale nie posiadają życia.

W ziemskiej atmosferze poziomy CO2 dostosowują się do pór roku. Wiosną poziom się obniża, gdy rośliny rosną i usuwają CO2 z atmosfery. Jesienią rośliny się rozkładają i poziom CO2 wzrasta. Jednak sezonowe obserwacje w wykonaniu JWST są mało prawdopodobne.

Zamiast tego JWST może szukać innej biosygnatury, obecności metanu z CO2. Metan powinien zazwyczaj charakteryzować się krótkim czasem życia z CO2. Jeżeli więc wykryjemy obydwa razem, możliwe będzie, że coś wytwarza metan. Większość metanu w ziemskiej atmosferze jest wytwarzana przez życie.

Sam tlen nie jest jeszcze biosygnaturą. Wszystko zależy od jego poziomu i tego, co jeszcze znajduje się w atmosferze. Planeta może uzyskać atmosferę bogatą w tlen po utracie oceanu, na przykład: światło rozdziela cząsteczki wody na tlen i wodór. Wodór ucieka w kosmos, a tlen gromadzi się w atmosferze.

JWST prawdopodobnie nie będzie bezpośrednio wykrywać tlenu z fotosyntezy tlenowej – biosfery, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Ekstremalnie Duży Teleskop oraz powiązane obserwatoria mogą to zrobić, ponieważ będą obserwować na innych długościach fali niż JWST, gdzie będą mieć większą szansę zaobserwować tlen. JWST będzie lepszy do wykrywania biosfer podobnych do tych, jakie były na Ziemi miliardy lat temu, i do rozróżniania pomiędzy różnymi typami atmosfer.

Faza wysokiej jasności karła typu M może wywołać na planecie atmosferę z niekontrolowanym efektem cieplarnianym, taką jak ma Wenus. Planeta może także stracić ocean i mieć atmosferę bogatą w tlen. Trzecią możliwością jest posiadanie czegoś podobnego, co ma Ziemia.

Nauka o egzoplanetach jest dość interdyscyplinarna. Zrozumienie środowiska tych światów wymaga rozważenia orbity, składu, historii oraz gwiazdy gospodarza – to wymaga wielu astronomów, geologów, naukowców zajmujących się atmosferami i gwiazdami. Potrzeba dużego zespołu ludzi aby zrozumieć planetę.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
University of Washington

Urania

https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2020/02/kuzynki-ziemi-nadchodzace-misje-do.html

Kuzynki Ziemi nadchodzące misje do poszukiwania biosygnatur w atmosferach pobliskich światów.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Statek towarowy Cygnus NG-13 w drodze do ISS
2020-02-16.
Rakieta Antares firmy Northrop Grumman wysłała w sobotę w kierunku Międzynarodowej Stacji Kosmicznej swój statek zaopatrzeniowy Cygnus. Na stację trafi prawie 4 tony zaopatrzenia, w tym wiele nowych eksperymentów naukowych.
Start został przeprowadzony ze stanowiska 0A na kosmodromie Mid-Atlantic Regional Spaceport na wyspach Wallops. Rakieta wystartowała w sobotę 15 lutego o 15:43 czasu lokalnego. Cały lot przebiegł pomyślnie i kapsuła towarowa została wypuszczona na prawidłowej orbicie.
Statek zbliży się do stacji we wtorek. Wtedy też astronauta Drew Morgan przechwyci go za pomocą ramienia robotycznego i przycumuje do portu w module Unity.
Statek Cygnus NG-13 przywozi do stacji 3400 kg towaru, na który składa się zaopatrzenie dla załogi, sprzęt do utrzymania stacji i eksperymenty naukowe:
•    1588 kg sprzętu konserwacyjnego
•    966 kg eksperymentów naukowych
•    712 kg zaopatrzenia dla załogi
•    81 kg sprzętu na potrzeby spacerów kosmicznych
•    30 kg sprzętu komputerowego
Oto niektóre z instrumentów naukowych, które zostaną dostarczone przez statek Cygnus do stacji:
Mobile SpaceLab - laboratorium hodowli tkanek i komórek, do przeprowadzania biologicznych eksperymentów nad wpływem mikrograwitacji na ludzki organizm.
Mochii - miniaturowy skaningowy mikroskop elektronowy ze spektroskopem, którego użyteczność zostanie przetestowana w badaniach mikro- i nanostruktur na pokładzie ISS.
OsteoOmics - badanie mechanizmów molekularnych odpowiedzialnych za zanik kości, który zachodzi w warunkach mikrograwitacji. W eksperymencie sprawdzane będą właściwości osteoklastów czyli komórek kościogubnych i osteoblastów czyli komórek kościotwórczych.
Phage Evolution - eksperyment badający wpływ nieważkości i promieniowania kosmicznego na niskiej orbicie na bakteriofagi, czyli wirusy niszczące bakterie. Badanie pozwoli na rozwój biotechnologii związanej z tymi wirusami.
Saffire-IV - już czwarte badanie poświęcone badaniom zachowania ognia w zamkniętej przestrzeni z różnymi materiałami, w różnych warunkach. Eksperyment pomaga poprawiać bezpieczeństwo pożarowe także na Ziemi, w miejscach takich jak łodzie podwodne czy kopalnie.
Był to już 13. lot towarowy statku Cygnus i drugi wykorzystujący do wyniesienia rakietę Antares w odnowionej wersji 230+.
Na podstawie: NASA/NSF
Opracował: Rafał Grabiański
 
Więcej informacji:
•    informacja NASA o udanym starcie
•    blog NASA dot. działań na ISS
 
Na zdjęciu: Rakieta Antares 230+ wynosząca statek Cygnus NG-13 do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Źródło: NASA.
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/statek-towarowy-cygnus-ng-13-w-drodze-do-iss

Statek towarowy Cygnus NG-13 w drodze do ISS.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Łaziki marsjańskie kwestowały w finale 28. WOŚP
2020-02-16.
12 stycznia 2020 r. trzy łaziki marsjańskie (w Białymstoku, w Łodzi i w Rzeszowie) pomagały w kwestowaniu w czasie finału 28. Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Pieniądze były zbierane na zakup najnowocześniejszego sprzętu do ratowania życia i zdrowia dzieci, które potrzebują specjalistycznych operacji.
W niedzielę 12 stycznia br. w Białymstoku na Rynku Kościuszki (przed Archiwum Państwowym) zebrała się drużyna Politechniki Białostockiej. Wśród kwestujących był rektor prof. Lech Dzienis oraz pracownicy i studenci PB, uczniowie i nauczyciele LO PB, a także dziennikarze akademickiego Radia Akadera. Byli oni wspierani przez łazik marsjański Magma 2.
Przez 2 godziny (14:00-16:00) kwestowania na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy łazikowi i towarzyszącym mu opiekunom czyli studentom z Koła Naukowego Robotyków udało się zebrać blisko 5 tys. zł. Sekcję analogów marsjańskich KN Robotyków Politechniki Białostockiej reprezentowały cztery osoby: Julia Napora, Maria Skóra, Paweł Straszyński oraz Marek Demiańczuk. Łazik cieszył się dużą popularnością wśród uczestników finału. Akcję wspierał sam rektor PB, który wręczał orkiestrowe serduszko każdej osobie, która wrzuciła pieniądze do puszki trzymanej przez ramię łazika. Wiele osób przychodziło pod Archiwum Państwowe specjalnie po to, aby zobaczyć łazik w akcji.
Było to już 8 raz, kiedy drużyna Politechniki Białostockiej przy pomocy łazików marsjańskich kwestowała na rzecz WOŚP.
W 2013 r. (21 finał) brał udział łazik Hyperion. Rok później (22 finał) Hyperion 2. W 2015 r., w 23 finale WOŚP udział wzięły aż trzy łaziki marsjańskie zbudowane na Politechnice Białóstockiej, czyli Magma 2, Hyperion i Hyperion 2. Łazik Hyperion 2 miał swój własny prywatny identyfikator z nr 380/1544. W 24 finale (2016) wziął udział łazik #next, a rok później (25 finał) łaziki Magma 2 i RED. W 26 Finale w roku 2018 kwestował łazik Photon, a w 27 Finale (2019) jeździły z puszkami już 2 łaziki czyli Magma 2 i RED. Łazik Magma 2 ma za sobą najwięcej finałów Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Łazik Magma 2 zajął 1 miejsce na międzynarodowych zawodach URC w 2011 roku. Poza tym prezentowany jest na wielu eventach, m.in. występował na 70-leciu Politechniki Białostockiej.
W Łodzi 28. Finał WOŚP odbywał się w dwóch miejscach czyli na ulicy Piotrowskiej oraz na rynku Manufaktury. W Manufakturze byli przedstawiciele Politechniki Łódzkiej, którzy stawili się z bolidem solarnym oraz łazikiem marsjańskim Raptors. Do zdjęć z nietypowym wolontariuszem, który był obsługiwany przez bliźniaczki Ewelinę i Adriannę Rosiak, ustawiała się długa kolejka.
Drużyna Raptors to studenci czterech wydziałów Politechniki Łódzkiej, którzy działają w ramach Studenckiego Koła Naukowego Robotyki SKaNeR. Wśród osiągnięć łazika Raptors można wymienić m.in. 1 miejsce na zawodach European Rover Challenge 2016, 2 miejsce  na zawodach European Rover Challenge 2018 czy 4 miejsce na zawodach University Rover Challenge 2018 oraz 2 miejsce na World Robot Summit 2018.
W Rzeszowie w 28. finale WOŚP pomagali pracownicy i studenci Politechniki Rzeszowskiej. Ich stanowisko znajdowało się na rzeszowskim rynku, a właściwie pod rynkiem, gdyż w holu wejścia do podziemnej trasy turystycznej czyli zespołu dawnych miejskich piwnic (40 pomieszczeń), znajdujących się pod staromiejskim Rynkiem Rzeszowa na głębokości od 0,5 do 10 metrów o łącznej powierzchni 646 m kw.
Także tu łazik marsjański pomagał zbierać pieniądze na WOŚP.  Koło Naukowe Legendary Rover Team (Jakub Kędzierski, Yurii Kravets, Kamil Gołąb, Rafał Żytniak, Radosław Śnieżek, Marcin Stolarski, Kamil Ziółkowski ,Cyprian Rejmana i Bartek Kuzian) przez kilka godzin (obsługujący łazik zmieniali się) pomagało wolontariuszom, którzy udostępniali swoją puszkę i jeździli z nią po holu. Udało im się w ten sposób zebrać ok. 1,5 puszki. Niestety nie da się podać konkretnej kwoty, ponieważ zespół nie dysponował własną puszką.
Łazik Legendary Rover stanowił ogromną atrakcję. Wjeżdżał w tłum z puszką (sterowany zdalnie) i zaczepiał dzieciaki oraz dorosłych. Dla wszystkich było to spore przeżycie i ogromna frajda. Przy czym dobrze bawiły się nie tylko dzieci. I właśnie rodzice z dziećmi najchętniej wrzucali pieniądze do puszek podstawianych przez ramię robota.
To był już trzeci raz jak łazik Legendary Rover wziął udział w finale WOŚP.
Zespół Legendary Rover to 17-stka uzdolnionych studentów Politechniki Rzeszowskiej. Ich łazik zajmował wysokie miejsca w międzynarodowych zawodach łazików marsjańskich. Wśród osiągnięć warto wymienić 1 miejsce w zawodach University Rover Challenge 2016, 1 miejsce w University Rover Challenge 2015 oraz 3 miejsce w University Rover Challenge 2014.
Paweł Z. Grochowalski
Źródło: Politechnika Białostocka, Radio Akadera, Gazeta Wyborcza, RFM FM, TVP Łódź, Urząd Miasta Rzeszowa,  KN Legendary Rover Team
Foto: Łazik Legendary Rover z puszką WOŚP
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/laziki-marsjanskie-kwestowaly-w-finale-28-wosp

Łaziki marsjańskie kwestowały w finale 28. WOŚP.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Astronomowie boją się cyberataku wywołanego przez obcą cywilizację
2020-02-16.
Technologie internetowe rozwijają się na naszej planecie w niesłychanym tempie. Niestety, w związku z tym pojawiają się coraz to nowe, niezwykle groźne zagrożenia, związane ze złośliwym oprogramowaniem, wirusami i cyberatakami.
Celem ich wszystkich jest kradzież tajnych informacji lub sparaliżowanie funkcjonowania strategicznych ośrodków przemysłowych atakowanych firm czy nawet całych krajów. Najlepszym przykładem niech będzie słynny: Stuxnet, WannaCry czy NotPetya.
Astronomowie twierdzą jednak, że najpotężniejszy w historii ludzkości i najbardziej straszliwy cyberatak na globalną sieć może nastąpić z głębi kosmosu, a pochodzić od obcej cywilizacji. Naukowcy z Niemiec i Stanów Zjednoczonych opublikowali artykuł naukowy, w którym widzą źródło zagrożenia w ataku hakerskim, którego mogą dokonać na Ziemię obcy hakerzy za pośrednictwem ziemskich systemów komunikacji kosmicznej z urządzeniami przemierzającymi przestrzeń kosmiczną.
W tej chwili wiele instytutów odbiera sygnały z głębi kosmosu i analizuje ich istotę w poszukiwaniu śladów inteligentnych kombinacji. Tak czyni na przykład organizacja SETI. Problem w tym, że cała infrastruktura naukowa połączona jest z Internetem, aby pozyskane dane można było szybko przetwarzać i analizować w ośrodkach położonych w najróżniejszych częściach naszej planety.
Chociaż są one zabezpieczone hasłami i najnowszymi systemami szyfrowania, zwykli hakerzy mogą bez problemu je wykraść lub zniszczyć, co już wielokrotnie zdarzało się w historii. Nasze systemy bezpieczeństwa mogą być jednak czymś kompletnie żałosnym dla wysoko rozwiniętych, obcych cywilizacji.
Astronomowie z Sonneberg Observatory i University of Hawaii zauważają, że kosmici nie tylko mogą wysłać nam specjalnie spreparowanego trojana jako niezwykle ciekawą informację i zainfekować tysiące komputerów największych ośrodków badawczych na całym świecie, ale również uzyskać dostęp do systemów zarządzania infrastrukturą energetyczną i transportową krajów, bronią jądrową czy nawet zmusić roboty wpięte do sieci do ataku na nas.
Dobrą wiadomością może być tylko fakt, że gdyby obca cywilizacja zamieszkiwała egzoplanety, znajdujące się ponad 40 lat świetlnych od nas, czyli np. słynny ostatnio układ planetarny TRAPPIST-1, obserwując Ziemię nie będzie wiedziała, że ludzkość dysponuje zaawansowanymi komputerami, bo po prostu będą wiedzieli nasz obraz z przeszłości (sprzed 40 lat).
Również szybko rozwijane np. przez Chińczyków systemy niezwykle bezpiecznej komunikacji kwantowej powinny pomóc lepiej chronić globalną sieć i wpięte do niej urządzenia przed zagrożeniem, które może nadejść z głębi kosmosu. Dobrym pomysłem będzie również stworzenie małych, wewnętrznych sieci komputerowych/serwerowych, nie połączonych w żaden sposób z Internetem. Wówczas będzie można ograniczyć skutki ewentualnego cyberataku.
Tak czy inaczej, powinniśmy mieć na uwadze, że w erze Internetu Rzeczy, w której praktycznie wszystkie urządzenia elektroniczne wiążemy z Internetem, sami na siebie kręcimy bat zagłady. No cóż, takie to już są blaski i cienie postępu technologicznego.
Źródło: GeekWeek.pl/Arxiv / Fot. Pixabay
https://www.geekweek.pl/news/2020-02-16/astronomowie-boja-sie-cyberataku-wywolanego-przez-obca-cywilizacje/

Astronomowie boją się cyberataku wywołanego przez obcą cywilizację.jpg

Astronomowie boją się cyberataku wywołanego przez obcą cywilizację2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jak jasna może być supernowa Betelgezy?
2020-02-16. Krzysztof Kanawka
Gdy Betelgeza wejdzie w fazę supernowej, stanie się niewątpliwie jednym z najjaśniejszych obiektów na naszym niebie. Jakiej maksymalnej jasności możemy się spodziewać?
Betelgeza stanowi jedną z najjaśniejszych gwiazd w gwiazdozbiorze Oriona, który widoczny jest w czasie zimowych miesięcy z półkuli północnej. Ta gwiazda ma średnicę około tysiąckrotnie większą od naszego Słońca, a świeci od niego około 100 000 razy jaśniej. Nieunikniona jest śmierć tej gwiazdy w postaci spektakularnego wybuchu supernowej – wskazuje na to masa tego czerwonego nadolbrzyma (około 10-20 mas Słońca) oraz odrzucenie zewnętrznych warstw. “Wielki wybuch” Betelgezy spodziewany jest w przeciągu najbliższego miliona lat. Prawdopodobieństwo supernowej w tym wieku jest szacowane na nie więcej niż 0,1%. Betelgeza znajduje się około 650 lat świetlnych od Ziemi (nie udało się jeszcze precyzyjnie wyznaczyć odległości do tej gwiazdy).
Pod koniec 2019 roku Betelgeza straciła jasność z typowej +0,5 magnitudo do około +1,5 magnitudo. Na początku lutego jasność została określona na około +1,6 magnitudo – spadek jasności postępuje dalej. Jest to najniższa jasność tej gwiazdy od przynajmniej 125 lat, czyli przez całą erę współczesnej astronomii i (w miarę) regularnych pomiarów jasności najjaśniejszych gwiazd na nocnym niebie. Ten spadek jasności wywołał duże zainteresowanie na całym świecie. Pojawiło się pytanie – czy ten spadek jasności może być jednym z ostatnich etapów przed supernową?
Jak jasna może być supernowa Betelgezy? Dwóch studentów z amerykańskiego Uniwersytetu w Santa Barbara – Jared Goldberg i Evan Bauer – postanowiło zaprezentować możliwe jasności tej gwiazdy w trakcie i po supernowej. Wyliczenia, przedstawione w formie wykresu poniżej, prezentują różne dotychczas opracowane modele oraz dane historyczne z innych supernowych.
W fazie maksimum jasność supernowej Betelgezy może sięgnąć nawet -12,5 magnitudo – wartość bliska jasności Księżyca w pełni. Wysoka jasność Betelgezy byłaby utrzymana przez kilkadziesiąt dni (mniej więcej 3 miesiące), po czym rozpocząłby się spadek jasności. Po około 3 latach od supernowej Betelgeza przestałaby być widoczna gołym okiem, jednakże przez kolejne lata byłaby widoczna przez lornetki oraz małe i średnie teleskopy. Wokół dawnej Betelgezy pojawiłaby się nowa mgławica.
W kwestii obserwacji pobliskich supernowych współczesna astronomia wydaje się być bardzo pechowa – nowoczesne obserwatoria nie miały szansy obserwować żadnej supernowej w Drodze Mlecznej. Najbliższa współczesna supernowa to SN1987A, która w lutym 1987 roku pojawiła się w Wielkim Obłoku Magellana. Ostatnią supernową z naszej Galaktyki, obserwowaną gołym okiem, była SN 1604 z 1604 roku. Jej jasność w maksimum osiągnęła -2,5 magnitudo. SN 1604 znajdowała się około 20 tysięcy lat świetlnych od Układu Słonecznego.
(AAVSO, Tw)
Zakres jasności supernowej Betelguzy / Credits – UC Santa Barbara, Jared Goldberg, Evan Bajer

https://kosmonauta.net/2020/02/jak-jasna-moze-byc-supernowa-betelgezy/

Jak jasna może być supernowa Betelgezy.jpg

Jak jasna może być supernowa Betelgezy2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dlaczego teoria „Wielkiego Wybuchu” jest nielogiczna?
Autor: Marcin Kozera (2020-02-16)
Dominujący i głęboko ugruntowany kosmologiczny model Wszechświata mówi, że powstał on w wyniku Wielkiego Wybuchu, do którego doszło jakieś 13,8 miliarda lat temu. Tę datę uzyskano, cofając się w czasie przy użyciu równań, które miały rzekomo mierzyć tempo ekspansji Kosmosu. Dlaczego jednak cała ta koncepcja wydaje się pozbawiona spójności?
Według tej teorii nasze Uniwersum miało swój początek w jakimś mikroskopijnym punkcie, z którego gwałtownie eksplodowała czysta energia. Ona z kolei niemal natychmiast zmieniła się w cząsteczki, które stały się atomami; te zaś łącząc się ze sobą, zaczęły tworzyć pierwiastki, molekuły, gazy, gwiazdy i galaktyki. Wszechświat w tym scenariuszu stworzył sam siebie spontanicznie, z niczego.
 Niektóre warianty tej teorii, utrzymują, że punkt, z którego narodziła się czasoprzestrzeń nie miał wymiarów. Jeśli nie miał wymiarów, to w jaki sposób mógł istnieć? Jeśli byłoby możliwe zagęszczenie tak dużej ilości masy w tak małej przestrzeni jak ta, z której hipotetycznie powstał Kosmos, intensywna grawitacja sprawiłaby, że implodowałaby ona do środka, zamiast eksplodować na zewnątrz. Cała materia nie mogła raczej istnieć zanim powstał Wszechświat. Nie wydaje się, by coś mogło zagęścić wszelką materię przed powstaniem jakichkolwiek metod zagęszczenia.
Definiując Wszechświat jako „wszystko, co istnieje”, nie możemy uznawać słuszności teorii Wielkiego Wybuchu, bowiem zakłada ona, że coś, co stworzyło Kosmos, istniało przed zaistnieniem czegokolwiek. Coś, z czego powstał Wszechświat nie mogło być gdzieś zlokalizowane bez istnienia jakiejkolwiek lokalizacji. Teoria Wielkiego Wybuchu utrzymuje również istnienie takiego momentu w czasie, w którym powstał czas. Niektórzy orędownicy tej teorii sądzą ponadto, że eksplodował nie jeden punkt, lecz wszystkie punkty we Wszechświecie. Eksplozja miała więc nastąpić wszędzie jednocześnie, a nie w jakimś konkretnym miejscu.
Powyższe argumenty zdają się więc logicznie obalać teorię Wielkiego Wybuchu. Albo Wszechświat stworzyła jakaś osobliwość (ów wybuch), albo nie. Skoro Uniwersum nie zostało stworzone w jakimś momencie w czasie, to znaczy, że istniało od zawsze. Nie ma trzeciej możliwości, jeśli opieramy się na klasycznej logice.
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/dlaczego-teoria-wielkiego-wybuchu-jest-nielogiczna

Dlaczego teoria Wielkiego Wybuchu jest nielogiczna.jpg

Dlaczego teoria Wielkiego Wybuchu jest nielogiczna2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Czterech kandydatów na nowe misje klasy Discovery
2020-02-17. Krzysztof Kanawka
NASA ogłosiła selekcję czterech kandydatów na nowe misje klasy Discovery.
Discovery to stosunkowo mała klasa misji bezzałogowych NASA. W ramach tej klasy NASA może zbudować zarówno pełną wyprawę, jak i przygotować instrument dla misji realizowanej przez inną agencję, np. Europejską Agencję Kosmiczną. Koszt takiego projektu nie może przekroczyć 450-500 milionów dolarów. Kilka ciekawych misji tej klasy to NEAR Shoemaker, Mars Pathfinder, MESSENGER, Dawn, Kepler, InSight, Lucy oraz Psyche.
Aktualnie trwa konkurs na piętnastą i szesnastą misję klasy Discovery. Trzynastego lutego NASA poinformowała o selekcji czterech kandydatów na kolejne misje bezzałogowe. Każdy z proponowanych projektów otrzyma teraz finansowanie na dalsze prace koncepcyjne trwające do 9 miesięcy. Następnie NASA określi selekcję – może to być zarówno jedna jak i dwie misje.
Wybrani kandydaci to:
DAVINCI+ (Deep Atmosphere Venus Investigation of Noble gases, Chemistry, and Imaging Plus)
Celem tej misji będzie szczegółowa analiza atmosfery Wenus oraz ustalenie czy ta planeta kiedykolwiek mogła mieć oceany. Ta misja miałaby się składać z małego próbnika atmosferycznego. Byłby to pierwszy próbnik Wenus od lat 80. XX wieku. Ta misja była już wcześniej proponowana, jednak przegrała konkurencję z Lucy i Psyche.
Io Volcano Observer (IVO)
Celem tej misji byłaby wyprawa dona orbitę Jowisza. Sonda IVO wykonałaby przynajmniej 9-10 przelotów obok Io – najbardziej aktywnego wulkanicznie księżyca w Układzie Słonecznym. Misja IVO pozwoliłaby na określenie sił pływowych działających na Io, transferu ciepła na powierzchnię tego księżyca oraz ewolucję tego zagadkowego obiektu.
TRIDENT
Sonda TRIDENT wykonałaby przelot obok Neptuna oraz Trytona – aktywnego lodowego księżyca tej planety. Misja miałaby wystartować w 2026 roku, zaś przelot obok Neptuna nastąpiłby w 2038 roku. Wcześniej, w 2032 roku TRIDENT wykonałby przelot obok Jowisza. Przelot TRIDENT obok Neptuna nastąpiłby prawie pół wieku po przelocie Voyagera 2.
VERITAS (Venus Emissivity, Radio Science, InSAR, Topography, and Spectroscopy)
Misja VERITAS to orbiter Wenus, wyposażona w serię instrumentów pomiarowych. Ta misja stworzyłaby pierwszą globalną mapę powierzchni Wenus, w tym jej składu oraz miejsc deformacji. Misja VERITAS była już wcześniej proponowana, jednak przegrała z propozycjami Lucy i Psyche – niemniej jednak była bardzo wysoko oceniona. Jest zatem możliwe, że tym razem NASA zaakceptuje misję VERITAS.
Prawdopodobnie kolejne decyzje zapadną w 2021 roku. Akceptacja misji będzie oznaczać mniej więcej 3-6 lat prac nad sprzętem, po czym start oraz nawet do kilkunastu lat podróży po Układzie Słonecznym (misja TRIDENT).
(NASA)
https://kosmonauta.net/2020/02/czterech-kandydatow-na-nowe-misje-klasy-discovery/

Czterech kandydatów na nowe misje klasy Discovery.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

W Białymstoku powstaje pierwsze w regionie planetarium
2020-02-16. Białystok
Pierwsze planetarium w regionie powstaje w kampusie Uniwersytetu w Białymstoku. Prace budowlane zakończą się w maju, a pod koniec roku miłośnicy ciał niebieskich skorzystają z obserwatorium astronomicznego z planetarium.
Jedną z dwóch ponad 20-metrowych wież budynku obserwatorium astronomicznego z planetarium w Białymstoku pokryła otwierana i ruchoma kopuła. To ona przykryje nowoczesne obserwatorium z teleskopami do spoglądania w gwiazdy. Namiastkę takiego miejsca, wcześniej studenci i pracownicy uniwersytetu mieli przy ulicy Krakowskiej. Teraz planetarium z prawdziwego zdarzenia powstaje na kampusie Uniwersytetu w Białymstoku. Jak mówi Dominika Komarowska, kierownik robót budowlanych - W miejscu, które jest idealne pod tę inwestycję, ponieważ znajduje się w dobrej odległości od miasta. Nie ma tutaj przeszkody łuny świetlnej, która mogłaby zaburzać oglądanie gwiazd przez teleskop, a jest to bardzo ważne.

Budynek obserwatorium i planetarium ma sześć kondygnacji. Drugą zajmie pierwsze w regionie planetarium z nowoczesnym systemem projekcji obrazu z miejscami dla około trzydziestu osób. Na innych piętrach - sale dla studentów i pracownie. Oficjalne otwarcie - pod koniec roku. Jak powiedziała Katarzyna Dziedzik z Uniwersytetu w Białymstoku - Planetarium będzie taką atrakcją, z której będzie mógł korzystać każdy, wszyscy chętni. Będziemy zapraszać i zorganizowane grupy szkolne i nie tylko, ale też indywidualnych miłośników.

Budowla z zewnątrz, która stanęła wśród drzew na terenie kampusu, to dwie wysokie wieże. Większą pokryje zieleń. Mniejszą - przezroczysta szyba. Jak mówi Dominika Komarowska - Mniejsze koło, czyli klatka schodowa z zewnątrz, będzie wyglądała tak, jak elewacja, tak jak na kampusie przy ulicy Ciołkowskiego.  

Równolegle trwają prace przy budowie nowej siedziby biblioteki Uniwersytetu w Białymstoku. Powstaje tuż obok obserwatorium. W planach - na parterze magazyn książek. Oprócz niego - magazyn zbiorów specjalnych, sale i pracownie. Będzie tu też duża czytelnia z antresolą, dla około 150 osób. Powierzchnia budynku to ponad 3 tysiące metrów kwadratowych. Jak dodaje Katarzyna Dziedzik - Zmieści się w nim około 12 tysięcy metrów bieżących półek, co pokazuje skalę tej budowli. Szacujemy, że pomieści ona około miliona różnych woluminów. Budowa biblioteki ma zakończyć się za rok.

Wybudowanie biblioteki i obserwatorium z planetarium będzie kosztowało blisko trzydzieści osiem milionów złotych.
Źródło:
Obiektyw TVP3 Białystok
https://bialystok.tvp.pl/46621055/w-bialymstoku-powstaje-pierwsze-w-regionie-planetarium?fbclid=IwAR3gF_RJbo0YMujeV58HVu-y2uynO8J8wqCOB3sV_ek0LqKzS7_1FLYShJ8

W Białymstoku powstaje pierwsze w regionie planetarium.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jerzy Rafalski: w popularyzacji astronomii łączę rozum z sercem
2020-02-17.
Nie zawsze spoglądam na niebo naukowym szkiełkiem i okiem. Często robię to dla czystej przyjemności i poczucia obcowania z tajemnicą - mówi Nauce w Polsce astronom, popularyzator nauki i autor książek z toruńskiego Planetarium Jerzy Rafalski.
Jerzy Rafalski jest tegorocznym finalistą konkursu Popularyzator Nauki, organizowanego przez serwis PAP - Nauka w Polsce oraz Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w kategorii "Animator".
Rafalski jest bardzo aktywnym i uniwersalnym popularyzatorem nauki. Nie tylko prowadzi wykłady i pokazy z zakresu astronomii, ale sam przygotowuje astronomiczne animacje w toruńskim planetarium. To właśnie w tej instytucji pracuje od wielu lat. Udziela się również w mediach (zarówno w radiu, jak i telewizji), gdzie opowiada o zagadkach kosmosu. Jest też autorem kilku popularnonaukowych książek o astronomii. Kolejna jest w przygotowaniu.
Mimo że jest osobą zabieganą, zawsze znajduje czas na spojrzenie w niebo. "Rozgwieżdżone niebo jest dla mnie nieustająco piękne" - mówi Nauce w Polsce. Jednak dużą część czasu w swojej pracy poświęca przygotowaniu autorskich seansów astronomicznych, które potem są wyświetlane na kopule Planetarium w Toruniu. "Poszukiwanie obrazów w wyobraźni jest przyjemne" - mówi Rafalski. Schody zaczynają się później, kiedy należy te koncepcje wdrożyć w życie. Żmudna praca nad jedną wielkoformatową, 40-minutową animacją trwa wiele miesięcy.
"Jak się działa z pasją, to nie ma trudnych rzeczy - wszystko jest ciekawe. Ktoś kiedyś powiedział: jeśli połączysz pracę z pasją to nie będziesz czuł, że pracujesz. Tak jest u mnie. Czasem nawet nie wiem, że coś zajęło mi dużo czasu" - dodaje.
Jerzy Rafalski studiował astronomię w Toruniu. Tam też się urodził. Jak wspomina, po ukończeniu studiów miał wybór: ścieżka nauki albo popularyzacji. Akurat wtedy powstawało w Toruniu Planetarium, gdzie szybko znalazł zatrudnienie. Nie miał większych wątpliwości: chciał zająć się upowszechnianiem astronomii i tej decyzji nie żałuje.
"Niech naukowcy odkrywają planety. My o tym opowiemy i zwizualizujemy, jak te obce światy wyglądają. Nikt ich nigdy nie widział, więc nasza wyobraźnia (popularyzatorów - przyp. NwP) w tym pomoże" - podkreśla. Oczywiście - jak mówi - bliskie planety w naszym Układzie Słonecznym można zobaczyć. Dla niego jednak najciekawsze są te pozasłoneczne. Jak one wyglądają? Tego tak naprawdę nikt nie wie. Rafalski przygotowując animacje, korzysta z ustaleń naukowców, ale niezbędna jest też graficzna wyobraźnia. W animacjach, które przygotowuje jest też pewien ładunek emocji, by widza zaciekawić. Wygląda na to, że jego podejście jest właściwe, bo niektóre z seansów toruńskiego Planetarium obejrzało nawet kilkaset tysięcy widzów.
Co inspiruje Rafalskiego w codziennej pracy, co jest motorem jego działań? Popularyzator uważa, że jest to Toruń. Według niego czuć w tym mieście ducha astronomii. Niemal codziennie przechodzi pod pomnikiem najwybitniejszego mieszkańca tego miasta - Mikołaja Kopernika. Pod Toruniem, w Piwnicach, znajduje się też największe obserwatorium astronomiczne w Polsce. Wszystkie te elementy powodują, że w Toruniu są idealne warunki do przenikania się nauki i popularyzacji - ocenia Rafalski.
Największą radość i ciekawość budzi w nim kontakt z ludźmi. Po wielomiesięcznej pracy nad animacjami podgląda w Planetarium reakcje widzów. Niektóre elementy animacji koryguje, by były jeszcze lepsze. Lubi też rozmawiać z ludźmi w czasie pokazów nieba związanymi z różnymi ważnymi zjawiskami - na przykład zaćmieniami. Wtedy rozkłada lunetę, udostępnia ją osobom zainteresowanym i opowiada.
"Zdarza się, że zjawisko się dawno zakończyło, a ludzie dalej podchodzą i chcą rozmawiać o astronomii, mimo że nie ma już nic do pokazania" - podkreśla.
Festiwale nauki, w których również bierze udział, Rafalski określa jednym słowem: szaleństwo! Ale oczywiście za nimi przepada. Wtedy na dalszy plan odsuwa prace przy komputerze nad kolejnymi animacjami.
Pytany, czy zainteresowanie kosmosem się zmniejszyło, odparł, że z pewnością się zmieniło. Teraz popularyzacja astronomii przenika się czasem z astronautyką. Wspomina, że gdy był dzieckiem zagadki kosmosu poznawało się w czasie wyjazdów za miasto. Wówczas oglądał rozgwieżdżone niebo. Gwiazdy wydawały się dla niego odległe, nieosiągalne. Dziś dla dzieci kosmos jest trójwymiarowy i gdy o nim mówią, używają innego słownictwa: dolecimy tam, wylądujemy - uważa popularyzator.
"Kosmosu nie możemy dotknąć; jest nienamacalny. To taka dziedzina, która rozgrywa się w naszej wyobraźni. I to jest najciekawsze" - uważa Rafalski. Dlatego należy stymulować wyobraźnię i budować jak najciekawsze obrazy - dodaje.
PAP - Nauka w Polsce, Szymon Zdziebłowski
szz/ agt/
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,80563,jerzy-rafalski-w-popularyzacji-astronomii-lacze-rozum-z-sercem.html?fbclid=IwAR1dzfuuKtvPwDM_kw12SisAVCEt5-nvj7yMrvW8fNXwojRhh8HPrtomJLU

Jerzy Rafalski w popularyzacji astronomii łączę rozum z sercem.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Czego uczą nas płaskoziemcy homeopaci i różdżkarze? Recenzja książki „Światy równoległe”
2020-02-17.

Hubert Taler
Obrodziło ostatnio książkami popularyzującymi naukę, a przed wszystkim takimi, które próbują wziąć na warsztat twierdzenia pseudonaukowe i różnego rodzaje teorie spiskowe towarzyszące pseudonaukowcom.
Nie tak dawno miałem okazję recenzować książkę Aleksandry i Piotra Stanisławskich „Fakt, nie mit”, a dziś mam w ręku pozycję o podobnej tematyce. Pełny tytuł książki Łukasza Lamży to „Światy równoległe. Czego uczą nas płaskoziemcy, homeopaci i różdżkarze”.
Autor to doświadczony dziennikarz, autor i naukowiec. Autor kilku książek, pisuje dla Tygodnika Powszechnego i jest członkiem Centrum Badań Interdyscyplinarnych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wszystkie jego popularne publikacje i artykuły dotyczą popularyzacji nauki i walki z pseudonaukowymi bzdurami.
Każdy z trzynastu rozdziałów książki podejmuje inny temat, i ma podobną strukturę. Autor przedstawia twierdzenia danej grupy, następnie „poszukuje głębiej”, wskazując źródła konkretnego twierdzenia, próbując ustalić jakie są „mity założycielskie” grupy. Na końcu próbuje je zweryfikować naukowo, sprawdzając, czy wykonywano badania, które potwierdzą bądź obalą to, co przedstawiają np. antyszczepionkowcy, homeopaci czy inna omawiana w książce grupa.
Autor jest rzetelny – nie waha się przyznać, jeśli jakieś badania pozostawiają pole do powątpiewania – a może jednak coś w tym jest. Tak jest na przykład w przypadku jednego z tematów: powiększania piersi za pomocą hipnozy. Okazuje się, że sugestia hipnotyczna i jej podświadomy wpływ na napięcie mięśniowe i sylwetkę może mieć faktyczny wpływ na wyniki pomiaru biustu.
Jeden tylko z rozdziałów stanowi odstępstwo od reguły i wypracowanego schematu – gdy autor omawia usługi różdżkarskie i radiestezyjne, relacjonuje po prostu próbę umówienia się na „badanie działki pod kątem żył wodnych” i fakt, że każdy z radiestetów opowiadał zupełnie inną historię na temat podstaw badanego przez nich zjawiska.
O czym traktuje książka Światy równoległe. Czego uczą nas płaskoziemcy homeopaci i różdżkarze?
Wśród tematów poruszonych przez autora w krótkich rozdziałach (całość, łącznie z przypisami ma trochę ponad 200 stron i nadaje się na jedno popołudnie lub wieczór), znajdują się między innymi: wspomniana już homeopatia, audiofilia (tak, autor wziął na warsztat sprawę wygrzewanych nad wulkanem kabli za 20 tysięcy), chemtrails, histeria antyszczepionkową, irydologia, wiara z tzw. młodą Ziemię, czyli dosłowny opis biblijny, płaska Ziemia, radiestezja, pamięć wody i strukturyzację wody (to był pierwszy biznes Zięby!), powiększanie piersi w hipnozie (i hipnoza w ogólności), wiara w lecznicze właściwości witaminy C, zaprzeczanie globalnemu ociepleniu, oraz „surowa / żywa” wodę.
Myliłby się jednak czytelnik, spodziewając się jedynie omówienia i ewentualnie obalenia danych twierdzeń w poszczególnych rozdziałach (tego typu książek widzieliśmy już wiele, zrobił tak np. Brian Dunning w Conspiracies Declassified). Z przyjemnością muszę stwierdzić, że Lamża poszedł o krok dalej: za każdym razem wykorzystuje temat jako pretekst do przekazania jakiegoś fragmentu wiedzy o nauce lub procesie naukowym.
I tak, na przykład rozdział o globalnym ociepleniu jest dla autora sposobnością do opowiedzenia o tym, co oznacza „pewność” w nauce, i na czym polega tzw. konsensus naukowy. Z kolei rozdział o witaminie C daje możliwość „sprzedania” czytelnikowi informacji, na czym polega proces badania naukowego: od „opisu przypadku” do „przeglądu systematycznego” i meta-analizy.
Światy równoległe to świetna lektura zarówno dla tych „na krawędzi” (autor nie uraża, nie obraża nikogo i podchodzi z szacunkiem do każdego poglądu), jak i dla tych z nas, którzy czasami dyskutują tematy na granicy nauki i potrzebowaliby uporządkowania wiedzy i dobrych argumentów.
Łukasz Lamża. Światy równoległe. Czego uczą nas płaskoziemcy homeopaci i różdżkarze. Wyd. Czarne 2020.
https://www.spidersweb.pl/2020/02/swiaty-rownolegle-lamza-recenzja-ksiazki.html

 

Czego uczą nas płaskoziemcy homeopaci i różdżkarze Recenzja książki Światy równoległe.jpg

Czego uczą nas płaskoziemcy homeopaci i różdżkarze Recenzja książki Światy równoległe2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

W Kalifornii zaobserwowano niezwykłą chmurę
Autor: admin (2020-02-17)
Chmura w kształcie latającego spodka byla widziana nad górą Shasta. Unosiła się nad stożkiem tego wulkanu jakby coś ją tam utrzymywało.
Zdjęcia tej niezwykłej obserwacji poczynionej o wschodzie Słońca zostały udostępnione przez naocznych obserwatorów tego fenomenu w wielu serwisach społecznościowych. Wszędzie stały się niezwykke popularne.
Dziwny kształt chmury może być związany z samą górą, która będąc przeszkodą terenową, wpływa na zjawiska pogodowe kumulując prądy atmosferyczne przepływające nad okolicą. To wplywa na powstawanie tak niezwykłych formacji chmur.
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/w-kalifornii-zaobserwowano-niezwykla-chmure

W Kalifornii zaobserwowano niezwykłą chmurę.jpg

W Kalifornii zaobserwowano niezwykłą chmurę2.jpg

W Kalifornii zaobserwowano niezwykłą chmurę3.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Serce Plutona odgrywa kluczową rolę w cyrkulacji atmosferycznej
Autor: John Moll (17 luty, 2020)
Naukowcy z NASA dokonali zaskakującego odkrycia na Plutonie. Najnowsze badania wykazały, że wielkie lodowe serce, które znajduje się na powierzchni tej planety karłowatej, w istotny sposób wpływa na cyrkulację atmosferyczną. Struktura ta sprawia, że wiatry wieją w kierunku przeciwnym do obrotu Plutona.
Azotowe serce, znane jako Tombaugh Regio, zostało odkryte w 2015 roku dzięki misji sondy kosmicznej New Horizons. Obecność tej struktury traktowano raczej jako ciekawostkę – przynajmniej dotychczas. Najnowsze badania potwierdziły, że lodowe serce jednak nie jest wyłącznie ozdobą tej planety karłowatej.
Cienka atmosfera Plutona składa się w większości z azotu. Również struktura Tombaugh Regio jest częściowo pokrywa zamrożonym azotem. W ciągu dnia, cienka warstwa lodu z azotem ogrzewa się i przekształca w parę, natomiast w nocy skrapla się i ponownie tworzy lód. Ze względu na ten proces, tę charakterystyczną strukturę faktycznie można porównać do bijącego serca, które pompuje i rozprowadza po całej planecie karłowatej azotowe wiatry.
Jak wynika z najnowszych badań, przeprowadzonych przez zespół naukowców, którym kierował astrofizyk i planetolog Tanguy Bertrand z NASA Ames Research Center, opisany wyżej proces popycha atmosferę Plutona i powoduje, że krąży w kierunku przeciwnym do obrotu planety karłowatej. W ten sposób powstaje zjawisko, znane jako retro-rotacja. Gdy powietrze wieje blisko powierzchni Plutona, przenosi ciepło, ziarenka lodu i cząsteczki mgły, tworząc smugi i równiny ciemnego wiatru w północnych i północno-zachodnich obszarach planety karłowatej.
Większość lodu azotowego na Plutonie znajduje się właśnie w strukturze Tombaugh Regio. Co ciekawe, zanim sonda New Horizons odwiedziła ten obszar, naukowcy zakładali, że jest on niemal całkowicie płaski. Tymczasem jego lewa część to pokrywa lodowa o długości tysiąca kilometrów i położona jest w basenie Sputnik Planitia, którego głębokość wynosi około 3 km. Jest to obszar, który utrzymuje większość lodu azotowego Plutona z powodu niskiego wzniesienia. Natomiast prawa część serca składa się z wyżyn i bogatych w azot lodowców, które rozciągają się do basenu.
Aby zobrazować topografię Plutona i jego pokrywy lodu azotowego, skorzystano z danych misji New Horizons, a następnie wykonano symulację cyklu azotowego z pomocą modelu prognozy pogody i określono, jak powietrze wieje przy powierzchni. Okazało się, że na wysokości ponad 4 km, przez większą część roku, wiatr wieje w kierunku zachodnim, czyli w kierunku przeciwnym do obrotu planety karłowatej. Azot pochodzący ze struktury Tombaugh Regio paruje na północy i zamienia się w lód na południu, a jego ruch powoduje, że wiatr wieje na zachód.
Naukowcy odkryli również silny prąd szybko przemieszczającego się wiatru na powierzchni wzdłuż zachodniej granicy basenu Sputnik Planitia. Ten przepływ powietrza przypomina zjawiska obserwowane na Ziemi, np. prąd morski Kuro Siwo w północno-zachodniej części Oceanu Spokojnego. Azot atmosferyczny zamieniający się w lód napędza ten wzór wiatru. Wysokie klify Sputnik Planitia wychwytują ziemne powietrze w basenie, gdzie krąży i staje się silniejszy, gdy przechodzi przez zachodni region.
Te wzory wiatru, pochodzące z azotowego serca Plutona mogą wyjaśniać, dlaczego ciemne równiny i smugi wiatru powstają w zachodniej części basenu Sputnik Planitia. Wiatry mogą przenosić ciepło, ogrzewając powierzchnię, lub mogą erodować i przyciemniać lód, przenosząc i osadzając cząsteczki mgły. Gdyby wiatr na Plutonie wirował w innym kierunku, jego krajobraz mógłby wyglądać zupełnie inaczej. Zdaniem naukowców, basen Sputnik Planitia może mieć równie ważne znaczenie dla klimatu Plutona, co oceany dla klimatu na Ziemi.
https://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/serce-plutona-odgrywa-kluczowa-role-w-cyrkulacji-atmosferycznej

Serce Plutona odgrywa kluczową rolę w cyrkulacji atmosferycznej.jpg

Serce Plutona odgrywa kluczową rolę w cyrkulacji atmosferycznej2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)