Skocz do zawartości

Astronomiczne Wiadomości z Internetu


Rekomendowane odpowiedzi

Potwierdzono, że pod powierzchnią Ceres znajduje się ocean

Autor: M[email protected] (14 Wrzesień, 2020)

Planeta karłowata Ceres, a więc największy obiekt znajdującym się w pasie asteroid między Marsem a Jowiszem, ponownie zaskoczył astronomów. Opierając się na zmianach grawitacyjnych określonych za pomocą sondy Dawn, pod lodem planety karłowatej Ceres może znajdować się zbiornik ze słoną wodą rozciągający się na setki kilometrów.

W wywiadzie dla Astronomy Maria Cristina De Sanctis, pochodząca z Narodowego Instytutu Astrofizyki w Rzymie, a także członek zespołu Dawn i współautorka badania, wypowiedziała się w tej kwestii:

„Wcześniejsze badania ujawniły, że Ceres ma globalny ocean. Ocean, który nie miał powodu, by istnieć [nadal] i powinien być zamarznięty”

„ Najnowsze odkrycia wykazały, że część tego oceanu mogła przetrwać i znajduje się pod powierzchnią planety.”

Jeśli uda im się potwierdzić, że ta ciekła woda nadal istnieje na Ceres, oznaczałoby to, że słona, błotnista ciecz w przybliżeniu wielkości Wielkiego Jeziora Słonego w Utah (120 km długości i 45 km szerokości) pokryłaby planetę karłowatą o średnicy zaledwie 949 km. Słony ocean nie jest jedyną dziwną cechą na Ceres.

Warte przypomnienia są tu słynne świetliste punkty odkryte na powierzchni Ceres wewnątrz krateru Occator. Obszary te, odbijały aż do 40% światła słonecznego, które do nich docierało. Niemal natychmiast zasugerowano, że wyraźnie jaśniejsze plamy to jakiś rodzaj wulkanizmu, na przykład w formie lodowego wulkanu. Ostateczna teoria w tej sprawie została opisana w siedmiu badaniach naukowych.

Naukowcy przeprowadzili szeroko zakrojone badania nad kraterem Occator i uważają, że kawałek skały kosmicznej uderzył w planetę karłowatą około 20 milionów lat temu. Uderzenie przełamało lodową skorupę, ujawniając słoną wodę pod spodem. Wszystko zamarzłoby ponownie w ciągu kilku godzin, ale pozostawiłoby to płynną wodę pod kraterem. Woda mogła następnie eksplodować ze środka krateru co spowodowało tajemnicze białe plamy. Europejska Agencja Kosmiczna kilkukrotnie zaobserwowała już podobne zjawiska w tym obszarze korzystając z Teleskopu Hershela.

Źródło: NASA

NASA

NASA

https://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/potwierdzono-ze-pod-powierzchnia-ceres-znajduje-sie-ocean

Potwierdzono, że pod powierzchnią Ceres znajduje się ocean.jpg

Potwierdzono, że pod powierzchnią Ceres znajduje się ocean2.jpg

Potwierdzono, że pod powierzchnią Ceres znajduje się ocean3.jpg

  • Like 1
Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • Odpowiedzi 18,7 tyś
  • Utworzony
  • Ostatnia odpowiedź

Najczęściej odpowiadający w tym temacie

Najczęściej odpowiadający w tym temacie

Popularne odpowiedzi

Astronomiczna wiadomość z internetu.   Kochani. Jako, że jakoś tak lubię liczby czy statystyki oświadczam, że kolega Paweł zapisał już 200 stron informacji o Wszechświecie. Myślę, że należą się mu p

Hiperolbrzym UY Scuti jest największą znaną człowiekowi gwiazdą. Wszechświat jest niesamowicie wielki i niezwykle trudno jest pojąć jego rozmiary, zakładając że posiada on w ogóle jakieś granice. Pod

Jak wyglądałaby Droga Mleczna nad wygaszonymi Warszawą, Gdańskiem i Krakowem [ZOBACZ] Gdyby na jedną noc wyłączyć wszystkie światła na świecie, niebo nad głowami mogłoby nas mocno zaskoczyć. Rozpocz

Dodane obrazy

Niespodziewany przeciek! Odkryto ślady życia na Wenus
Autor: [email protected] (2020-09-14)
Znana maksyma mówi, że w internecie nic nie ginie. Jeszcze przedwczoraj przekonał się o tym jeden z administratorów portalu EarthSky. Zgodnie z opublikowanym na tej stronie artykułem, astronomowie z MIT i oraz uniwersytetów w Cardiff i w Manchesterze natrafili na oznaki życia na planecie Wenus.
Artykuł został szybko usunięty ze strony, ponieważ odnosił się do badania naukowego, które wciąż nie zostało opublikowane. Oficjalnie wyniki miały zostać upublicznione podczas dzisiejszej konferencji prasowej Royal Astronomical Society. Badanie na ten temat ma pojawić się dzisiaj w czasopiśmie Nature Astronomy.
Wyciek, został dostrzeżony przez użytkowników reddita, którzy zapisali stronę i umożliwili jej lekturę już po cofnięciu artykułu przez administrację portalu oraz sam reddit. Trudno rozprawiać na temat samych odkryć bez jakichkolwiek źródeł (które narazie czekają na publikację), dlatego kwestie szczegółowych wyników badań omówimy w osobnym tekście.
Kluczowe w całej tej sprawie jest to, że naukowcy natrafili na istotne poszlaki, które mogą wskazywać na to, że nawet skrajnie nieprzyjazna planeta taka jak Wenus może być domem dla jakiejś formy życia. Badacze już od dawna sugerowali, iż życie może znajdować się w atmosferze planety. Jak się okazuje to właśnie ten obszar okazał się kluczem do nowego odkrycia.
Badacze natrafili tam na ślady gazu, który nie powinien się tam znajdować i który stanowi powszechnie uznawaną biosygnaturę. Mowa tu o fosforowodorze, a więc związku uzyskiwanym albo w warunkach laboratoryjnych, albo wytwarzanym pzez bakterie beztlenowe. To mogłoby sugerować, iż atmosfera Wenus faktycznie jest w stanie utrzymać życie. Odkrycia dokonano przy wykorzystaniu teleskopu James Clerk Maxwell oraz obserwatorium ALMA.
Badacze analizowali wszelkie możliwe scenariusze produkcji tego gazu bez udziału życia, jednak ostatecznie zaakceptowali iż odnaleźli potencjalny dowód na pozaziemskie życie. Nie jest to oczywiście równoznaczne z odkryciem istot pozaziemskich. Daje to jednak badaczom faktyczny dowód wskazujący no to, iż życie jest o wiele bardziej odporne na wrogie warunki niż wydaje się ludziom.
Źródło: Własne
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/niespodziewany-przeciek-odkryto-slady-zycia-na-wenus

 

Niespodziewany przeciek! Odkryto ślady życia na Wenus.jpg

Niespodziewany przeciek! Odkryto ślady życia na Wenus2.jpg

Niespodziewany przeciek! Odkryto ślady życia na Wenus3.jpg

Niespodziewany przeciek! Odkryto ślady życia na Wenus4.jpg

  • Like 1
Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Grupa badawcza z udziałem Polaka dokonała odkrycia w chmurach Wenus

2020-09-14. MD.WM

Międzynarodowa grupa badawcza, z udziałem Polaka, ogłosiła wykrycie w chmurach na Wenus rzadkiej cząsteczki fosforowodoru (fosfiny). Zaobserwowana ilość raczej wyklucza jako źródło tej substancji procesy niebiologiczne. Być może źródłem mogą być organizmy biologiczne występujące w chmurach.

Wyniki badań opublikowano w czasopiśmie naukowym „Nature Astronomy”, poinformowało o nich także Europejskie Obserwatorium Południowe (ESO). Dodatkowa publikacja ukaże się wkrótce na łamach „Astrobiology”.

W pracach zespołu badawczego brał udział polski naukowiec pracujący w Stanach Zjednoczonych – dr Janusz Pętkowski z Massachusetts Institute of Technology (MIT).

Polak, który jest astrobiologiem, był odpowiedzialny (wspólnie z Williamem Bainsem, biochemikiem z MIT) za analizę wszystkich możliwych procesów fizycznych i chemicznych, które mogłyby potencjalnie prowadzić do produkcji fosforowodoru na Wenus. Takich procesów mogących produkować fosforowodór na Wenus nie znaleziono.

Fosforowodór występuje w wenusjańskich chmurach w koncentracji około 20 cząsteczek na miliard. Po wykonaniu obserwacji naukowcy przeprowadzili obliczenia, aby sprawdzić, czy takie ilości mogą pochodzić z naturalnych niebiologicznych procesów na planecie.

Potencjalne możliwości obejmowały światło słoneczne, minerały wyrzucane w górę z powierzchni, wulkany lub błyskawice, ale żadna z tych opcji nie jest w stanie wytworzyć wystarczająco dużo fosforowodoru. Ustalono, iż procesy niebiologiczne mogą być odpowiedzialne za najwyżej jedną tysięczną ilości fosforowodoru dostrzeżonej przez teleskopy.

I właśnie to rodzi sensacyjną możliwość: czy źródłem fosforowodoru mogą być jakieś organizmy biologiczne występujące w chmurach na Wenus? Na Ziemi gaz ten jest wytwarzany jedynie przemysłowo oraz przez mikroby, które rozwijają się w środowisku beztlenowym.

Aby wytworzyć zaobserwowaną na Wenus ilość fosforowodoru, ziemskie organizmy wytwarzające ten związek musiałyby pracować na około 10 proc. swojej maksymalnej wydajności.

„Gdy uzyskaliśmy pierwsze wskazówki dotyczące fosforowodoru w widmie Wenus, było to szokiem!” – powiedziała kierująca zespołem Jane Greaves z Cardiff University w Wielkiej Brytanii, która pierwsza dostrzegła oznaki fosforowodoru w obserwacjach prowadzonych przy pomocy James Clerk Maxwell Telescope (JCMT).

Jednak – jak podkreślają naukowcy – odkrycie nie oznacza automatycznie, że znaleziono obce życie na planecie Wenus.

„Odkrycie śladów fosforowodoru nie jest ostatecznym dowodem na istnienie życia pozaziemskiego. Taki dowód uzyskamy, gdy wyślemy statek kosmiczny na Wenus, ‘złapiemy’ życie, a następnie zobaczymy je gołym okiem lub pod mikroskopem. Niezależnie jednak od tego, czy fosforowodór jest sygnałem życia czy nie, wykrycie tego gazu na Wenus jest odkryciem niezwykłym i oznacza przełom w badaniach nad planetami skalistymi typu ziemskiego, które znajdują się w naszym Układzie Słonecznym” – wyjaśnia dr Pętkowski.

Badacze są pewni swoich rezultatów. Do potwierdzenia wyników wykorzystano sieć radioteleskopów Atacama Large Millimeter/submillimeter Array (ALMA) w Chile, której europejskim partnerem jest Europejskie Obserwatorium Południowe (ESO), do którego z kolei należy Polska.

W obserwacjach uczestniczyło 45 anten ALMA, analizowano fale o długości około 1 milimetra. W trakcie obserwacji warunki pogodowe były bardzo dobre, a Wenus była usytuowana pod odpowiednim kątem.

Chociaż analiza danych była pewnym wyzwaniem – ALMA zazwyczaj nie szuka tak subtelnych sygnałów w aż tak jasnych obiektach jak Wenus – ale ostatecznie udało się potwierdzić, że zarówno JCMT, jak i ALMA widzą to samo: słabą absorpcję od fosforowodoru w formie gazowej.

Jeżeli w chmurach Wenus faktycznie żyją jakieś drobnoustroje, rodzi to pytanie, w jaki sposób są zdolne tam przetrwać. O ile w wysokich chmurach w atmosferze Wenus panuje temperatura około 30 stopni Celsjusza, to ich skład chemiczny jest zupełnie inny niż chmur ziemskich.

Na Wenus chmury nie składają się z kropelek ciekłej wody, lecz z kropel ciekłego stężonego kwasu siarkowego z bardzo niewielkimi śladami wody. Otoczenie jest niesamowicie kwaśne, w około 90 proc. jest to kwas siarkowy. Dla porównania, na Ziemi znamy mikroby radzące sobie z około 5 proc. zawartością kwasu w otoczeniu.

Agencje kosmiczne rozważają od jakiegoś czasu nowe misje bezzałogowych sond do Wenus. Na przykład NASA ma dwie takie propozycje: Deep Atmosphere Venus Investigation of Noble gas, Chemistry, Imaging Plus (DAVINCI+) oraz Venus Emissivity, Radio Science, InSAR, Topography, and Spectroscopy (VERITAS). Jednak, jak tłumaczy dr Pętkowski, do bezpośredniego szukania życia w chmurach Wenus potrzeba by było raczej dedykowanej misji, specjalnie zaprojektowanej do tego celu.

źródło: PAP

W pracach zespołu badawczego brał udział polski naukowiec (fot. MPI/Getty Images)

https://www.tvp.info/49860669/naukowcy-z-udzialem-polaka-dokonali-odkrycia-w-chmurach-wenus-wieszwiecej

 

Grupa badawcza z udziałem Polaka dokonała odkrycia w chmurach Wenus.jpg

  • Like 1
Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Meteo IMGW Prognoza dla Polski – oficjalna aplikacja mobilna IMGW-PIB

2020-09-14.

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej przygotował czytelną i łatwą w nawigacji aplikację, w której użytkownicy znajdą wyniki wszystkich dostępnych modeli numerycznych, ostrzeżenia, obrazy radarowe i mapę wyładowań atmosferycznych. To najbardziej wiarygodne źródło aktualnej i prognozowanej pogody dla Polski. Aplikacja może być bardzo przydatna dla miłośników obserwacji nieba.

Aplikację można personalizować, dostosować ustawienia powiadomień (alertów) z prognozą i ostrzeżeniami. Jest przejrzysta, nowoczesna i łatwa w nawigacji dla każdego. Opracowana została w Instytucie przez zespół informatyków, analityków meteorologii i specjalistów komunikacji. Liderami projektu są D. Majchrzak i Paweł Kustroń.

Aplikacja dostępna jest w Google Play na telefony z systemem Android od 4 sierpnia br. Użytkownicy systemu Apple muszą uzbroić się w chwilę cierpliwości. Aplikacja na iOS dostępna będzie wczesną jesienią.

Warto wspomnieć, że w czerwcu zadebiutował nowoczesny serwis pogodowy IMGW-PIB –  meteo.imgw.pl, gdzie oprócz prognoz numerycznych, synoptycznych, znajdują się serwisy tematyczne. Ponadto jako jedyni ze wszystkich służb meteorologicznych na świecie, Polacy przygotowali zestaw map dynamicznych z najważniejszymi danymi pogodowymi, aktualnymi meteogramami i monitorowaniem aktualnej prognozy w czasie rzeczywistym.

Najważniejsze informacje na temat aplikacji:

·     Lokalizacja: W aplikacji można wskazać dowolną lokalizację, dla której chcemy poznać prognozę pogody, ale umożliwia też szybki podgląd na skróconą prognozę dla wybranych miejscowości.

·     Pogoda. W głównym oknie, w formie horyzontalnego slajdu, prezentowana jest prognoza na najbliższe godziny. W menu istnieje możliwość wybrania modelu pogodowego. Znajduje się tu również uproszczona prognoza na najbliższe dni - jej zakres jest zależny od wybranego modelu. Jeśli dla wybranej lokalizacji obowiązuje właśnie wydane przez IMGW-PIB ostrzeżenie, pokaże się ono w pasku na górze, w kolorze właściwym dla stopnia ostrzeżenia.

·     Ostrzeżenia. Znajdują się tu szczegółowo opisane ostrzeżenia: stopień 1 – kolor żółty, stopień 2 – kolor pomarańczowy, stopień 3 – kolor czerwony oraz komunikaty IMGW-PIB wydane dla wybranej aktualnie i ulubionych lokalizacji. Aplikacja umożliwia udostępnienie treści komunikatu poprzez naciśnięcie linku Udostępnij.

·     Radary. Podgląd na obrazy radarowe natężenia opadów na terenie Polski. Umożliwia prześledzenie sytuacji pogodowej do 7h wstecz.

·     Wyładowania. Podgląd na mapę wyładowań atmosferycznych na terenie Polski. Prezentowane są one w formie ikon w kolorach dopasowanych do natężenia wyładowania. Podgląd umożliwia prześledzenie wyładowań do 7h wstecz.

·     Powiadomienia. Aplikacja umożliwia ustawienie powiadomień dla ulubionych lokalizacji. Dostępne są dwa typy powiadomień: Prognoza – zawiera skróconą prognozę na dany dzień takich parametrów jak temperatura minimalna i maksymalna, opad, prędkość wiatru oraz ciśnienie; Ostrzeżenia – aplikacja wysyła komunikat w momencie wydania ostrzeżenia przez IMGW-PIB. Powiadomienia są wysyłane tylko dla lokalizacji dodanych wcześniej do Ulubionych.

·     Moje lokalizacje. Lista ulubionych lokalizacji i ostatnio szukane.

·     Ustawienia aplikacji. W ustawieniach aplikacji można zmienić: model pogodowy (6 modeli), jednostki wiatru, szybkość odtwarzania animacji na mapie oraz ustawić lokalizację GPS.

Źródłu: IMGW-PIB

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/meteo-imgw-prognoza-dla-polski-oficjalna-aplikacja-mobilna-imgw-pib

Meteo IMGW Prognoza dla Polski – oficjalna aplikacja mobilna IMGW-PIB.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Astronomowie użyli sztucznej inteligencji do odkrycia wielu nowych planet
Autor: [email protected] (14 Wrzesień, 2020)
Sztuczna inteligencja może zrewolucjonizować badania kosmosu. Przekonali się o tym astronomowie z Departamentu Fizyki na Uniwersytecie Warwick, którzy we współpracy z Instytutem Alana Turinga stworzyli algorytm uczenia maszynowego. Z jego pomocą po raz pierwszy odkryto 50 nowych egzoplanet.
Poszukiwania planet pozasłonecznych trwają od bardzo dawna, lecz dopiero w 1995 roku, astronomowie odkryli pierwszą egzoplanetę - gorącego jowisza 51 Pegasi b, znanego również pod nazwą Dimidium. Od tego czasu, naukowcy bardzo aktywnie poszukują kolejnych światów. Na dzień dzisiejszy odkryliśmy ponad 4 200 planet pozasłonecznych i ponad 5 tysięcy kandydatów na planety.
Potencjalne egzoplanety wymagają dalszej obserwacji, aby upewnić się, że wykryte przez teleskopy kosmiczne spadki światła odległych gwiazd faktycznie świadczą o obecności planet, a nie są efektem jakiegoś innego zjawiska lub błędu. Aby ułatwić swoją pracę, astronomowie postanowili skorzystać ze sztucznej inteligencji.
Algorytmy uczenia maszynowego mogą uczyć się na podstawie wcześniejszych doświadczeń i stopniowo zwiększać swoją dokładność. Brytyjscy naukowcy stworzyli taki algorytm i wyszkolili go, udostępniając mu dwa duże zestawy danych, pozyskanych dzięki Kosmicznemu Teleskopowi Keplera. Jeden zestaw zawierał dane dotyczące potwierdzonych egzoplanet, natomiast w drugim umieszczono „fałszywie dodatnie” przypadki.
Wytrenowany algorytm został następnie wykorzystany do analizy danych z niepotwierdzonymi kandydatami na egzoplanety. Rezultatem tego eksperymentu było potwierdzenie istnienia 50 nieznanych wcześniej planet pozasłonecznych, w tym niewielkich planet mniejszych od Ziemi, a także gazowych olbrzymów wielkości Neptuna.
Jest to pierwsze wykorzystanie algorytmu uczenia maszynowego do poszukiwań egzoplanet. Naukowcy wskazują na szereg korzyści, wynikający z zastosowania nowej techniki – algorytm przede wszystkim znacznie szybciej analizuje dane, jest precyzyjny i pracuje automatycznie. Badacze zamierzają ulepszać i trenować algorytm, aby wykorzystać go do przeszukania większych zestawów danych.
Źródło: NASA
Źródło:
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/astronomowie-uzyli-sztucznej-inteligencji-do-…
https://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/astronomowie-uzyli-sztucznej-inteligencji-do-odkrycia-wielu-nowych-planet

 

Astronomowie użyli sztucznej inteligencji do odkrycia wielu nowych planet.jpg

Astronomowie użyli sztucznej inteligencji do odkrycia wielu nowych planet2.jpg

  • Like 1
Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy planeta X może być czarną dziurą?
Autor: [email protected] (2020-09-14)
Już jakiś czas temu stało się jasne, że orbity tak zwanych obiektów transneptunowych, są na tyle dziwne, że jedynym ich wytłumaczeniem jest obecność silnego źródła grawitacji, która na nie oddziałuje. Szacowano iż znajduje się ona gdzieś w Pasie Kuipera i może być nawet nową planetą zwaną potocznie planetą X.
Środowisko naukowe podzieliło się zakresie interpretacji anomalii orbit obiektów TNO. Nie wszyscy przyjęli teorię wedle której to oddziaływanie grawitacyjne nieznane dotychczas planety odpowiada za obserwowane z ziemi orbity tych ciał niebieskich. Sformułowano liczne teorię, takie jak ta, że za anomalie grawitacyjne odpowiadają grupy obiektów, których skumulowana siła grawitacji jest porównywalna z planetą.
W 1971 roku Stephen Hawking, opierając się na pomyśle zasugerowanym wcześniej w 1966 roku przez rosyjskich fizyków Jakowa Borysowicza Zeldowicza i Igora Dmitrijewicza Nowikowa , wysunął teorię, że potężne ciśnienie podczas Wielkiego Wybuchu mogło spowodować pzeistoczenie się materii bezpośrednio w czarne dziury. Te pierwotne czarne dziury mogą mieć dowolne rozmiary i znajdować się wszędzie. Czarna dziura tak masywna jak Ziemia byłaby mniej więcej wielkości piłki do ping-ponga i byłaby wyjątkowo trudna do zobaczenia.
Nie wykryto jeszcze takich pierwotnych czarnych dziur, ale ich istnienie nie zostało również wykluczone. Jest to o tyle istotne, że w niedawnym eksperymencie OGLE, przeprowadzonym na Uniwersytecie Warszawskim w ramach eksperymentu Optical Gravitational Lensing Experiment, wykryto obecność pół tuzina ciemnych obiektów zlokalizowanych w okolicy w kierunku środka naszej galaktyki. Ich pola grawitacyjne działały jak soczewki, na krótko wzmacniając światło odległych gwiazd, przed którymi dryfowały.
Autorzy twierdzą, że obiektami tymi mogą być swobodnie pływające planety o masach od połowy do około 20 razy większej od masy Ziemi. Ale równie łatwo mogłyby być pierwotnymi czarnymi dziurami unoszącymi się wokół galaktyki, sugerowali astronomowie. Gdyby tak było, domniemana Planeta Dziewiąta mogłaby być również czarną dziurą na odległej orbicie wokół Słońca.
Dziewiąta byłaby wówczas najbliższą Ziemi czarną dziurą umiejscowioną tak blisko, że ludzie mogliby pomyśleć o wysłaniu tam sondy badawczej. Oczywiście, najpierw należałoby ją znaleźć. Badacze zaproponowali wysłanie setek małych sond we wszystkich kierunkach Układu Słonecznego. Śledząc sygnały przychodzące z sond, naukowcy na Ziemi byliby w stanie stwierdzić, czy i kiedy każda z nich przyspieszyła lub zwolniła, co mogłoby sugerować, że napotkała pole grawitacyjne Planety Dziewiątej lub czegokolwiek innego.
Warto przypomnieć, że jeszcze w lipcu pojawiła się inna koncepcja która zakładała, że Planeta X może być rzeczywiście małą czarną dziurą. W pracy naukowcy prowadzonej pod kierunkiem Amira Siraja, studenta Harvardu, opracowano nową metodę wyszukiwania czarnych dziur w zewnętrznej części Układu Słonecznego, opartą na obserwacjach rozbłysków, które pojawiają się, gdy czarną dziurę mija kometa.
W pobliżu takiego obiektu kosmicznego, wszystkie zbliżające się do niego małe ciała niebieskie topią się w wyniku nagrzania z powodu energii uwalnianej, gdy czarna dziura absorbuje materię z otaczającej ją przestrzeni międzygwiezdnej. Po stopieniu te małe ciała ulegają pęknięciu, a ich resztki spadają na czarną dziurę, powodując rozbłyski, które można wykryć dzięki nowoczesnej technologii stosowanej w astrofizyce.
Jednak nawet nowoczesna technologia nie pozwala na wykrycie rozbłysków akrecyjnych bez wcześniejszych wskazówek, ale badanie nieba za pomocą LSST będzie w stanie łatwo wykryć takie miejsca. Obserwacje te sprawdzą również hipotezę, czy hipotetyczna Planeta X, na której istnienie wskazują niezwykłe orbity obiektów treansneptunowych i z pasa Kuipera znajdujących się w zewnętrznej części Układu Słonecznego, może okazać się pierwotną czarną dziurą.
Źródło: pixabay.com
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/czy-planeta-x-moze-byc-czarna-dziura

Czy planeta X może być czarną dziurą.jpg

Czy planeta X może być czarną dziurą2.jpg

Czy planeta X może być czarną dziurą3.jpg

Czy planeta X może być czarną dziurą4.jpg

Czy planeta X może być czarną dziurą5.jpg

  • Like 1
Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Silos SpaceX podskoczy na 20 km. Starship SN8 ma pobić rekord poprzedników
2020-09-14. Radek Kosarzycki
Najprawdopodobniej już za kilka dni czeka nas kolejny etap rozwoju rakiety Starship firmy SpaceX. Prototyp o oznaczeniu SN8 zamierza pobić rekord dwóch poprzednich Starshipów, którym udało się wzbić na 150 metrów i bezpiecznie wylądować.
SpaceX nie można odmówić jednego. W przeciwieństwie do innych producentów rakiet, ale także w przeciwieństwie do innych firm z większości sektorów gospodarki, firma Elona Muska biegnie tempem sprintera cały maraton. Firma nie zwalnia obrotów, goni od jednego prototypu do drugiego, bezustannie wprowadzając poprawki i udoskonalenia i natychmiast je testując.
Dopiero co, prototypy SN5 i SN6 jako pierwsze prototypy potężnej rakiety Starship wzniosły się w powietrze w kompleksie Boca Chica w Teksasie.
Starship SN8 podskoczy znacznie wyżej
Ewidentnie inżynierowie zaangażowani w projekt budowy rakiety uznali, że podskakiwanie na 150 m było ważne kilka tygodni temu, teraz trzeba wykonać kolejny krok do przodu. A właściwie w górę.
Prototyp SN8 z klapami i stożkiem powinien być gotowy za około tydzień. Wtedy czeka nas test statyczny, kontrola, test statyczny, podskok na 18 300 m i z powrotem
- napisał w sobotę na Twitterze Elon Musk.
Tym razem podczas testów statycznych prototyp będzie wyposażony najprawdopodobniej w trzy silniki Raptor nowej generacji.
Starshipy SN5 i SN6 do podskoku na 150 m potrzebowały po jednym Raptorze. Teraz będą trzy, a docelowo Starship zostanie wyposażony w sześć silników Raptor, które - przynajmniej teoretycznie - będą w stanie dostarczyć za jednym razem nawet 100 osób na Księżyc, Marsa itd.
Sam Starship to tylko element większej całości
Wysoka na 50 m rakieta Starship będzie startowała z Ziemi na szczycie gigantycznej rakiety Super Heavy, do której będzie przymocowane aż trzydzieści Raptorów. W całości zestaw Super Heavy Starship będzie charakteryzował się wystarczającą mocą, aby dotrzeć na powierzchnię Marsa.
Według planów SpaceX, zarówno Starship jak i Super Heavy będą w przyszłości elementami wielokrotnego użytku.
Starship SN6 150m Flight Test
https://www.youtube.com/watch?v=MdAKrzOLQTg&feature=emb_logo
https://spidersweb.pl/2020/09/starship-sn8-lot-20-km.html

Silos SpaceX podskoczy na 20 km. Starship SN8 ma pobić rekord poprzedników.jpg

  • Like 1
Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Konkurs MON na najlepszą pracę dyplomową
2020-09-15. Redakcja
Interesujesz się inżynierią kosmiczną i satelitarną lub systemami autonomicznymi oraz obroniłeś pracę związaną z tą tematyką? Weź udział w konkursie Ministra Obrony Narodowej na najlepszą pracę z zakresu technologii, technik oraz inżynierii kosmicznej i satelitarnej oraz systemów autonomicznych.
Konkurs zostanie przeprowadzony w dwóch obszarach:
I. wykorzystania technologii, technik i inżynierii kosmicznej i satelitarnej w obszarze obserwacji Ziemi, budowy świadomości sytuacyjnej w przestrzeni kosmicznej, telekomunikacji i nawigacji satelitarnej oraz wynoszenia obiektów na orbity okołoziemskie – w dwóch kategoriach na najlepszą pracę inżynierską, licencjacką, magisterską oraz na najlepszą pracę doktorską.
II. systemów autonomicznych pozwalającymi optymalizować zaangażowanie personelu w niebezpiecznych warunkach – w dwóch kategoriach na najlepszą pracę inżynierską, licencjacką, magisterską oraz na najlepszą pracę doktorską.
 
Łączna pula nagród wynosi 86 000 zł.
Poprzez ten konkurs chcemy popularyzować wiedzę i inspirować środowiska akademickie do prowadzenia badań i poszukiwania innowacyjnych rozwiązań.
Do udziału w konkursie zapraszamy absolwentów uczelni polskich, którzy obronili prace nie wcześniej niż 1 października 2017 r. Prace muszą być napisane w języku polskim i można je zgłaszać do 2 października 2020 r. Szczegółowe informacje znajdują się w Regulaminie dostępnym na stronie https://www.gov.pl/web/obrona-narodowa/konkurs-kosmos-autonomia
(Informacje prasowe MON)
https://kosmonauta.net/2020/09/konkurs-mon-na-najlepsza-prace-z-zakresu-technologii-technik-i-inzynierii-kosmicznej-i-satelitarnej-oraz-systemow-autonomicznych/

Konkurs MON na najlepszą pracę dyplomową.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najnowsze odkrycie komplikuje badania nad ciemną materią
Autor: John Moll (2020-09-15)
Jak wynika z najnowszych obserwacji astronomicznych, w teoriach opisujących zachowania ciemnej materii brakuje jednego kluczowego elementu, który może wyjaśniać, dlaczego naukowcy odkryli nieoczekiwaną rozbieżność między obserwacjami stężenia ciemnej materii w masywnych gromadach galaktyk, a teoretycznymi symulacjami komputerowymi, dotyczącymi jej rozkładu. Najnowsze odkrycie wskazuje, że niektóre niewielkie koncentracje ciemnej materii wywołują efekt soczewkowania, który jest aż 10 razy silniejszy niż oczekiwano.
Ciemna materia jest jak niewidzialny klej, który utrzymuje razem gwiazdy, pył i gaz w galaktyce. Ta tajemnicza substancja stanowi większość masy galaktyki, a także podstawę wielkoskalowej struktury Wszechświata. Jednak ciemna materia nie emituje, nie pochłania, ani nie odbija światła, dlatego też nie potrafimy jej bezpośrednio zaobserwować. Jej obecność zdradza jedynie grawitacyjne przyciąganie widzialnej materii w przestrzeni kosmicznej.
Gromady galaktyk, najbardziej masywne struktury we Wszechświecie, są również największymi skupiskami ciemnej materii. Gromady składają się z pojedynczych galaktyk, które utrzymywane są razem w dużej mierze przez grawitację ciemnej materii. Naukowcy sprawdzają na nich, czy symulacje numeryczne Wszechświata dobrze odtwarzają to, co możemy wywnioskować z soczewkowania grawitacyjnego.
Rozkład ciemnej materii w gromadach galaktyk jest odwzorowywany poprzez pomiar wyginania światła. Grawitacja ciemnej materii skupiona w gromadach powiększa i zakrzywia światło z odległych obiektów w tle. Efekt ten powoduje zniekształcenia kształtów odległych galaktyk, które pojawiają się na obrazach gromad. Soczewkowanie grawitacyjne często może dawać wiele obrazów tej samej odległej galaktyki.
Im większe stężenie ciemnej materii w gromadzie, tym większy jest efekt załamywania światła. Obecność mniejszych skupisk ciemnej materii, związanych z poszczególnymi gromadami galaktyk zwiększa poziom zniekształceń. Gromada galaktyk działa w pewnym sensie jak soczewka, w której osadzonych jest wiele mniejszych soczewek.
Massimo Meneghetti z Obserwatorium Astrofizyki i Badań Kosmicznych oraz jego zespół wykorzystał Kosmiczny Teleskop Hubble'a i Bardzo Duży Teleskop (VLT) Europejskiego Obserwatorium Południowego w Chile do stworzenia dokładnej mapy ciemnej materii. Mierząc zniekształcenia soczewkowania, astronomowie mogli prześledzić ilość i rozkład ciemnej materii. Badaniami objęto trzy gromady galaktyk: MACS J1206.2-0847, MACS J0416.1-2403 i Abell S1063.
Zespół badawczy z zaskoczeniem odkrył, że oprócz wielkich łuków i wydłużonych cech odległych galaktyk, wytworzonych przez soczewkowanie grawitacyjne każdej gromady, obrazy Kosmicznego Teleskopu Hubble'a ujawniły również nieoczekiwaną liczbę mniejszych łuków i zniekształconych obrazów, zagnieżdżonych w pobliżu jądra każdej gromady. Naukowcy są przekonani, że zagnieżdżone soczewki powstają przez grawitację gęstych koncentracji materii wewnątrz poszczególnych galaktyk w gromadzie.
Łącząc obrazowanie Hubble'a i spektroskopię VLT, astronomowie zidentyfikowali dziesiątki wielokrotnie zobrazowanych, soczewkowanych galaktyk tła. Na tej podstawie opracowano dobrze skalibrowaną mapę wysokiej rozdzielczości, przedstawiającą rozkład masy ciemnej materii w każdej gromadzie. Zespół porównał mapy ciemnej materii z próbkami symulowanych gromad galaktyk o podobnych masach, znajdujących się mniej więcej w takich samych odległościach. Gromady w modelu komputerowym nie wykazały takiego samego poziomu koncentracji ciemnej materii w najmniejszych skalach.
 
Badanie wskazuje, że w symulacjach lub w naszym zrozumieniu natury ciemnej materii brakuje jakiegoś elementu fizycznego. Po prostu istnieje pewna cecha Wszechświata, której nie uwzględniono w obecnych modelach teoretycznych. Naukowcy chcą prowadzić dalsze badania, aby wyjaśnić ten problem.
Źródło: NASA/ESA/G. Caminha (University of Groningen)/M. Meneghetti (Observatory of Astrophysics and Space Science of Bologna)/P. Natarajan (Yale University)/CLASH/M. Kornmesser (ESA/Hubble)
Gromada galaktyk MACSJ 1206
Gromada galaktyk MACS J0416.1–2403
Gromada galaktyk Abell S1063
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/najnowsze-odkrycie-komplikuje-badania-nad-ciemna-materia

 

Najnowsze odkrycie komplikuje badania nad ciemną materią.jpg

Najnowsze odkrycie komplikuje badania nad ciemną materią2.jpg

Najnowsze odkrycie komplikuje badania nad ciemną materią3.jpg

Najnowsze odkrycie komplikuje badania nad ciemną materią4.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kolejna asteroida w tym roku znalazła się niebezpiecznie blisko Ziemi
Autor: [email protected] (2020-09-15)
Nowo odkryta asteroida oznaczona jako 2020 RF3 przeleciała wczoraj w pobliżu Ziemi w odległości 94 246 km co stanowi 1/4 odległości z Ziemi na Księżyc. Jest to 61 znany obiekt klasy NEO, który zbliżył się do Ziemi na tak niewielką odległość od początku roku i drugi w tym miesiącu.
Obiekt został po raz pierwszy zaobserwowany w PAN-STARRS, Haleakala na Hawajach 12 września 2020 roku. Astronomowie uważają iż najprawdopodobniej należy on do grupy Ateny i mierzył od 5,3 do 12 metrów średnicy.
Źródło: pixabay.com
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/kolejna-asteroida-w-tym-roku-znalazla-sie-niebezpiecznie-blisko-ziemi

Kolejna asteroida w tym roku znalazła się niebezpiecznie blisko Ziemi.jpg

Kolejna asteroida w tym roku znalazła się niebezpiecznie blisko Ziemi2.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fosforowodór w chmurach Wenus.
"Do życia jest jeszcze długa droga"

2020-09-15.
Naukowcy odkryli w atmosferze Wenus fosforowodór, który ich zdaniem może świadczyć o istnieniu życia na tej planecie. - Nie lubimy być sami. Bardzo lubimy się rozglądać, czy są inne formy życia w Układzie Słonecznym - mówił w programie "Wstajesz i wiesz" Jerzy Rafalski z Planetarium w Toruniu.
Istnieją wstępne, ale bardzo obiecujące dowody na istnienie życia na Wenus - ogłosił w poniedziałek międzynarodowy zespół astronomów. W chmurach na Wenus wykryto fosforowodór.
To, że znaleźliśmy fosforowodór, nie oznacza, że mamy życie na Wenus, poczekajmy jeszcze chwilę - mówił we "Wstajesz i wiesz" Jerzy Rafalski z Planetarium w Toruniu. - Wenus to bardzo ciekawa planeta, ale to chyba najgorsze miejsce na znalezienie życia. Dlaczego? Bo temperatura sięga plus 460 stopni Celsjusza, atmosfera złożona jest głównie z dwutlenku węgla, a ciśnienie sto razy wyższe niż ziemskie. Dodatkowo mamy wyładowania atmosferyczne - tłumaczył. Dodał, że na wysokości kilkudziesięciu kilometrów znajdują się chmury utworzone głównie ze stężonego kwasu siarkowego. - Nie ma chyba gorszego miejsca na znalezienie życia - mówił.
Poszukiwania życia
Rafalski przypomniał poprzednie odkrycia dotyczące potencjalnego życia poza Ziemią. W przypadku Marsa - jak mówił - uważano, że na pewno jest tam życie, bo temperatura umożliwia jego rozwój.
Kolejnym przykładem było odnalezienie metanu na Marsie i księżycu Saturna - Tytanie. - A metan to przecież efekt życia, no bo przecież żywe organizmy produkują metan, na przykład krowy. Ale okazało się, że metan jest tam produkowany zupełnie naturalnie - tłumaczył naukowiec. - Teraz mamy kolejną informację: na Wenus mamy gaz, który mógłby być produkowany przez życie. Mógłby, ale do tego życia jest jeszcze długa droga - dodał.
- Lubimy informacje o tym, że niewykluczone, że gdzieś mamy życie. Nie lubimy być sami. Bardzo lubimy się rozglądać, czy są inne formy życia w Układzie Słonecznym - mówił Rafalski. - Teraz są takie czasy, im ciekawszą mamy informację, tym łatwiej można zdobyć środki, pozyskać fundusze na rozwój badań - dodał.
A może baza na Wenus?
Rafalski podkreślił, że może okazać się, iż na Wenus znaleźliśmy naturalne źródło fosforowodoru. - Być może za rok powiemy, że to było nowe zjawisko, którego wcześniej nie znaleźliśmy, zupełnie naturalne - podkreślił.
Jakie będą kolejne kroki w badaniach? - Chcielibyśmy wysłać kolejną sondę na powierzchnię Wenus. Wylądować tam jest bardzo trudno, udało się to tylko Rosjanom, i to tylko na chwilę. Amerykanie też wysłali sondę Magellan, która krążyła wokół Wenus i z pomocą radaru prześwietlała chmury. Okazało się, że tak naprawdę Wenus to jedna wielka pustynia, z wieloma stożkami wulkanicznymi i rozlewiskami lawy. Jest to świat bardzo nieprzyjazny - mówił.
Zdaniem naukowca wybudowanie bazy na Wenus i wizja mieszkania na niej jest realna, ale wymaga ogromnych nakładów. - Najpierw zabierzmy się za inne ciała niebieskie Układu Słonecznego - podkreślił.
Posłuchaj całej rozmowy z Jerzym Rafalskim:
Źródło: tvn24
Autor: anw/aw
Artystyczna wizja powierzchni Wenus (ESO/M. Kornmesser)

Wszystko, co trzeba wiedzieć o Wenus (Maciej Zieliński, Adam Ziemienowicz/PAP)

Posłuchaj całej rozmowy z Jerzym Rafalskim:

https://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/nauka,2191/fosforowodor-w-chmurach-wenus-do-zycia-jest-jeszcze-dluga-droga,326783,1,0.html

Fosforowodór w chmurach Wenus..jpg

Fosforowodór w chmurach Wenus2.jpg

Fosforowodór w chmurach Wenus3.jpg

Fosforowodór w chmurach Wenus4.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

GJ 887 - czerwony karzeł nie taki spokojny

2020-09-15.
Astronomom wydawało się, że czerwone karły typu M to spokojne gwiazdy. Nowe obserwacje pokazują, że byli w błędzie.

 W ostatniej dekadzie poszukiwania planet pozasłonecznych przyspieszyły. Obecnie poza Układem Słonecznym potwierdzono istnienie ponad 4200 planet, a kolejnych 5500 czeka na weryfikację.

 Najbardziej prawdopodobnymi gwiazdami, wokół których krążą skaliste egzoplanety, są czerwone karły typu M. Nie oznacza to jednak, że owe planety nadają się do zamieszkania. Dobrym przykładem jest GJ 887, jeden z najjaśniejszych czerwonych karłów typu M na niebie, który okrążają dwie lub trzy planety.

W przeszłości uważano, że gwiazda ta jest spokojna i stabilna, ale nowe badania przeprowadzone przez astronomów z Uniwersytetu Stanowego Arizony pokazały, że GJ 887 może nie być tak spokojna, jak wcześniej sądzono. To niedobra wiadomość, bo niedawno potwierdzono, że wokół GJ 887 krążą dwie superziemie, których orbity mogą znajdować się w ekosferze, czyli strefie od gwiazdy, w której może istnieć życie.

Naukowcy przeanalizowali zdjęcia archiwalne wykonane w ultrafiolecie przez Kosmiczny Teleskop Hubble'a, by zweryfikować naturę GJ 887. Stwierdzono, że gwiazda jaśnienie co godzinę, co zaprzeczało wcześniejszym ustaleniom dotyczącym jej "spokojnej" natury.

- Fascynujące jest to, że obserwowanie gwiazd w normalnym świetle optycznym (jak to robi TESS) nie ukazuje pełnej natury obiektu. Niszczące środowisko promieniowania tych planet może być w pełni zrozumiałe tylko dzięki obserwacjom ultrafioletowym, takim jak te z Kosmicznego Teleskopu Hubble'a" - powiedziała Evgenya L. Shkolnik, szefowa zespołu badawczego.

Nowe odkrycia potwierdzają, że czerwone karły, które są najczęstszymi gwiazdami we Wszechświecie (stanowią 75 proc. gwiazd w Drodze Mlecznej) mają tendencję do emitowania dawek szkodliwego promieniowania i sterylizowania planet.

 Wizja artystyczna GJ 887 /materiały prasowe

Źródło: INTERIA
 
https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/astronomia/news-gj-887-czerwony-karzel-nie-taki-spokojny,nId,4730917

GJ 887 - czerwony karzeł nie taki spokojny.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dr Pętkowski: pojawia się nowa tajemnica związana z tym, czy istnieje życie na Wenus
2020-09-15. Ludwika Tomala
Naukowcy odkryli w chmurach Wenus fosforowodór. "Albo nie rozumiemy chemii planet skalistych, albo mamy pierwszą potencjalną sugestię, że w chmurach Wenus istnieje życie" - mówi PAP współautor badań dr Janusz Pętkowski z MIT. I dodaje, że to kolejna tajemnica związana z tym, czy na Wenus życie jest możliwe.
PAP: Co państwo właśnie ogłaszają światu?
Dr Janusz Pętkowski, astrobiolog z grupy badawczej prof. Sary Seager w Massachusetts Institute of Technology: Zespół naukowców pod przewodnictwem Jane Greaves z Uniwersytetu w Cardiff - w tym również ja - odkryliśmy obecność fosforowodoru, zwanego też fosfiną, w atmosferze planety Wenus. A dokładniej w chmurach, na wysokości ok 55 km nad powierzchnią tej planety. Badania ukazały się w Nature Astronomy.
PAP: Co to jest fosforowodór?
JP: To gaz, w którego skład wchodzi atom fosforu i trzy atomy wodoru (PH3). Odkrycie tego związku w chmurach Wenus jest o tyle nieoczekiwane, że na chwilę obecną nie znamy procesów, które by wytwarzały ten gaz - np. w procesach geologicznych albo w atmosferze - na planetach skalistych takich jak Wenus czy Ziemia. Wiadomo za to, że na Ziemi fosforowodór jest produkowany wyłącznie przez życie lub jest wytwarzany w procesach przemysłowych.
PAP: Gdzie na Ziemi powstaje fosforowodór?
JP: Wytwarzają go beztlenowe organizmy, które żyją w środowisku całkowicie pozbawionym tlenu: na bagnach, mokradłach, czy nawet we wnętrzu naszego układu pokarmowego. Fosforowodór jest również produktem procesów przemysłowych.
PAP: Co więc oznacza odkrycie fosforowodoru na Wenus?
JP: Są dwie możliwości. Albo na Wenus dochodzi do produkcji fosforowodoru w wyniku kompletnie nieznanych nam procesów fizycznych, chemicznych, geologicznych czy fotochemicznych. Albo mamy do czynienia z tym, że ewentualnie w chmurach Wenus istnieje jakieś życie. Oba te warianty są nieprawdopodobne! Albo nie rozumiemy chemii planet skalistych, albo mamy pierwszą potencjalną sugestię, że na tej sąsiadującej z Ziemią planecie możliwe jest życie.
PAP: Czy to znaczy, że odkryli państwo życie w chmurach Wenus?
JP: Nie, to nie jest ostateczny dowód na istnienie życia. Ale to sugestia, że w atmosferze naszej sąsiedniej planety istnieją procesy, których nie rozumiemy. Jedną z możliwych hipotez na wyjaśnienie tych procesów jest życie.
PAP: Co właściwie zakłada hipoteza, którą państwo prezentujecie? Że w chmurach Wenus unoszą się jakieś mikoorganizmy?
JP: Jeśli nawet założymy, że fosforowodór ma związek z obecnością życia, to na razie i tak nie moglibyśmy powiedzieć, jak to życie wygląda i czym ono jest. Wykryliśmy tylko ewentualny produkt metabolizmu organizmów żywych. Jeśli okaże się, że to życie, to ono musi funkcjonować w wyłącznie w atmosferze, w chmurach, pewnie bez kontaktu z powierzchnią planety, która jest za gorąca. Temperatura powierzchni planety to ok. 465 stopni Celsjusza. Ale jak miałoby funkcjonować takie życie i czy to są mikroorganizmy - nie wiadomo. Jedyną możliwością, żeby to sprawdzić, jest polecieć na Wenus i zbadać próbki z chmur.
PAP: Niech pan opowie o tych wenusjańskich chmurach!
JP: Na Ziemi chmury składają się z wody. A skład chmur na Wenus to w 85 proc. kwas siarkowy i w 15 proc. woda.
PAP: Stężony kwas siarkowy? Oj!
JP: Tak, dla nas, Ziemian, to nie do pomyślenia. Nawet najbardziej ekstremofilne bakterie żyjące na Ziemi by sobie w takim środowisku nie poradziły. Kwas siarkowy to jednak rozpuszczalnik, ciecz. A obecność jakiejś cieczy jest niezbędna do tego, by życie mogło funkcjonować. Nie wiemy, czy jakieś życie jest w stanie funkcjonować w tak dużym stężeniu kwasu siarkowego.
PAP: Jeśli życie istnieje na Wenus, to biedne jest to życie…
JP: Jeżeli okaże się, że w chmurach Wenus jest życie, to musiałoby być życie kompletnie inne niż to, które znamy. W teorii jednak można by było zbudować biochemię kompatybilną z kwasem siarkowym. Można przecież sobie wyobrazić, że dla innych form życia nie do pomyślenia jest życie na Ziemi - przy tak dużej obecności tlenu, który wszystko utlenia. My się jednak dostosowaliśmy. Tlen nie jest naszym wrogiem, jakim był jeszcze 3 mld lat temu. A stał się dla nas koniecznością. Czy analogiczna sytuacja mogła mieć miejsce na Wenus, gdzie kwas siarkowy stał się niezbędny do życia? Nie wiadomo. Ale możemy się nad tym zastanawiać.
PAP: Ale skąd by się - hipotetycznie - miało wziąć życie w chmurach Wenus?
JP: Są modelowania klimatu Wenus, które sugerują, że Wenus przez miliardy lat wyglądała jak Ziemia. Miała np. oceany ciekłej wody, rzeki, jeziora. Ok 700 mln lat temu doszło tam jednak do kataklizmu, który sprawił że Wenus zmieniła się w “piekielną planetę”, jaką teraz znamy. Jest pytanie, czy jakieś życie mogło przetrwać ten kataklizm. A akurat w chmurach - przynajmniej pod względem temperatury - życie mogłoby sobie poradzić. W chmurach Wenus - na wysokości 55 km - temperatury wynoszą między 20 a 60 stopni C, a więc o wiele łatwiej tam byłoby przetrwać.
PAP: Może zatem fosforowodór to ślady po życiu, które istniało na Wenus miliony lat temu?
JP: Nie, fosforowodór jest reaktywnym gazem, jest niszczony fotochemiczne w atmosferze. Fakt, że on tam istnieje, oznacza, że teraz musi zachodzić tam proces, który ciągle go produkuje. Fosforowodór musi być więc stale uzupełniany w atmosferze planety.
PAP: Czy fosforowodór jest równomiernie rozłożony w atmosferze? Czy może znaleziono go w jakimś konkretnym obszarze Wenus?
JP: Obecność fosforowodoru potwierdziły obserwacje dwóch teleskopów: teleskopu JCMT na Hawajach i teleskopu ALMA w Chile. JCMT był w stanie określić, na jakiej wysokości w chmurach występował gaz, a ALMA dodatkowo określiła, że fosfina jest obecna w pasie geograficznie analogicznym do naszych szerokości geograficznych klimatu umiarkowanego. Gaz więc nie powstaje na biegunach Wenus. Nie znamy powodów takiego rozłożenia fosfiny w atmosferze Wenus. Można więc sobie wyobrazić, że jeśli w tamtejszych chmurach jest życie, to preferuje ono z jakiegoś powodu funkcjonowanie w umiarkowanych szerokościach geograficznych.
PAP: Fosforowodór ma prosty wzór chemiczny PH3… To nie brzmi jak skomplikowany w produkcji związek chemiczny.
JP: Tylko na pierwszy rzut oka. Ten gaz był już wcześniej odkryty na Jowiszu i Saturnie. To jednak olbrzymie gazowe planety. I są tam są trzy warunki, które ułatwiają powstawanie fosfiny: wysokie ciśnienie, wysoka temperatura i bardzo duże ilości wodoru. A to warunki, które nie występują jednocześnie na planetach takich jak Wenus i Ziemia. Nie mamy pojęcia jak fosforowodór mógłby na takich planetach skalistych powstać. Na Ziemi jest on produkowany przez życie. Czy jest tak też na Wenus? Nie wiemy.
PAP: Specjalnie szukali państwo fosforowodoru, czy przypadkiem go państwo znaleźli?
JP: My na MIT zajmowaliśmy się fosforowodorem od kilku lat. Badaliśmy jego właściwości i zastanawialiśmy się, jak go wykrywać na planetach daleko od nas. Nawet nie przypuszczaliśmy, że gaz ten może być tak blisko nas - na sąsiedniej planecie. A z kolei Jane Greaves szukała w obiektach Układu Słonecznego gazów, które nie pasowałyby do tamtejszej chemii i mogłyby być sygnałem życia. Jednym z nich był właśnie fosforowodór. Jane Greaves wycelowała teleskop w Wenus i okazało się, fosfina tam jest. Nasze grupy połączyły siły i dzięki temu mogliśmy przedstawić hipotezy dotyczące obecności fosforowodoru.
PAP: Czy już wcześniej pojawiały się przypuszczenia, że na Wenus może być życie?
JP: Odkrycie fosfiny dodaje kolejną tajemnicę do listy tajemnic tej planety. Pierwsza tajemnica jest taka, że być może planeta ta przez miliardy lat wyglądała kiedyś jak Ziemia. Drugą tajemnicą jest to, co wiadomo od lat - że w chmurach Wenus jest związek chemiczny, który pochłania 50 proc. promieniowania UV, które pada na planetę. Nikt nie wie, co to za związek blokuje światło. Ludzie zaczęli nawet spekulować, że to może jakiś pigment potrzebny do prowadzenia fotosyntezy w chmurach. Tego ciągle nie wiadomo. A teraz do listy tajemnic Wenus dochodzi jeszcze tajemnica pochodzenia fosforowodoru (to nie on pochłania promieniowanie UV). To lista tajemnic, które sugerują, że Wenus może być ciągle siedliskiem życia.
PAP: No to chyba warto będzie wysłać sondę, która zbada możliwość życia w superkwaśnych chmurach Wenus.
JP: To konieczne. Bez tego nie będziemy w stanie potwierdzić, skąd fosforowodór bierze się w atmosferze Wenus. Czy to geologia, czy to może życie. Jeśli jednak chcemy badać Wenus, ważna jest ochrona planetarna. Nie chcemy przy okazji badań zawlec na Wenus życia z Ziemi. Ani przypadkiem przewieźć na Ziemię życia z Wenus. (PAP)
Rozmawiała: Ludwika Tomala
lt/ ekr/
fot: Janusz Pętkowski, materiały prasowe
https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C83840%2Cdr-petkowski-pojawia-sie-nowa-tajemnica-zwiazana-z-tym-czy-istnieje-zycie-na

Dr Pętkowski pojawia się nowa tajemnica związana z tym, czy istnieje życie na Wenus.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Loty Rakiet Eksperymentalnych – Jesień 2020
2020-09-15.
Polskie Towarzystwo Rakietowe ogłosiło jesienny termin Lotów Rakiet Eksperymentalnych. Wydarzenie odbędzie się w weekend z 10 na 11 października 2020 r. Starty, jak co roku będą, odbywały się na poligonie w Drawsku Pomorskim.
Polskie Towarzystwo Rakietowe ogłosiło 10 lipca br. na swoim profilu na Facebooku, że tegoroczne  Loty Rakiet Eksperymentalnych (LRE) wystartują 10 października o godz. 08:00, a zakończa się 11 października o godz. 16:00. Miejsce wydarzenia to poligon wojskowy w Drawsku Pomorskim. W razie, gdyby nie dopisała pogoda zapasowy termin wydarzenia został przewidziany na 17-18 października 2020 r..
Loty Rakiet Eksperymentalnych (LRE) to wydarzenie, podczas którego testowane są rakiety eksperymentalne i odbywają się loty badawcze z ładunkiem użytecznym. LRE zazwyczaj odbywa się 2 razy w roku (wiosną i jesienią) na poligonie wojskowym w Drawsku Pomorskim, gdzie maksymalny pułap wynosi 15 km. Impreza ma charakter zamknięty. Uczestniczenie w niej  jest możliwe po wcześniejszym wypełnieniu zgłoszenia. Wstęp jest darmowy dla członów PTR. Osoby niezrzeszone obowiązuje opłata za uczestnictwo w wysokości 20zł/osoba. Goście z zagranicy obciążeni są opłatą 25 euro i wymagają zgłoszenia minimum 1 miesiąc przed terminem imprezy w celu weryfikacji przez kontrwywiad.
Zespoły, które chciałyby wziąć udział w testowaniu swoich konstrukcji proszone są o wypełnienie formularzy dostępnych na stronie PTR.
Ze względów bezpieczeństwa wszystkie starty powinny odbywać się pod kątem minimum 3 stopnie od pionu w kierunku centralnej części poligonu.
Dla lotów powyżej pułapu 3 km należy przesłać planowany profil lotu z odległością miejsca lądowania od startu w przypadku zadziałania i nie zadziałania systemu odzysku.
W przypadku rakiet napędzanych silnikami własnej konstrukcji wymagamy również przesłania wykresu ciągu z hamowni.
Oprac. Paweł Z. Grochowalski
Źródło: PTR
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/loty-rakiet-eksperymentalnych-jesien-2020

Loty Rakiet Eksperymentalnych – Jesień 2020.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nieudane starty rakiet Astra i Kuaizhou 1A. Druga udana misja rakiety Długi Marsz 11 z platformy morskiej
2020-09-15.
W ostatnich dniach przeprowadzono na świecie trzy starty rakiet. Tylko jednej z nich udało się wynieść satelity na orbitę.

Drugi nieudany lot rakiety firmy Astra
Z kosmodromu Pacific Spaceport Complex w Kodiak na Alasce wystartowała w swojej pierwszej orbitalnej misji rakieta Rocket 3.1 amerykańskiej firmy Astra. Rakieta wzniosła się w powietrze 12 września o 5:20 czasu polskiego.
Niestety problem pojawił się już w początkowej fazie lotu. Podczas wznoszenia wyłączono silniki dolnego stopnia z powodu błędu w systemie nawigacji, przez który rakieta zaczęła zbaczać z kursu. Po wyłączeniu stopnia rakieta runęła z powrotem na ziemię. Na rakiecie nie było żadnego ładunku.
Była to druga próba orbitalna tego systemu. Firma Astra komunikowała, że jej celem jest osiągnięcie orbity w maksymalnie trzech próbach.
Poprzednia próba odbyła się w marcu 2020 r. Wtedy firma uczestniczyła w konkursie agencji DARPA (Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych w Obszarze Obronności) na wyniesienie ładunków na orbitę w określonym czasie. Problemy techniczne opóźniły jednak ten start. Rakieta miała startować w tym samym miesiącu poza konkursem, jednak w wyniku awarii na stanowisku startowym utracono ją podczas tankowania.
Rocket 3.1 to dwustopniowa konstrukcja. Jej dolny stopień zasila pięć silników Delphin na kerozynę RP-1 i ciekły tlen. Górny stopień używa pojedynczego silnika Aether, nieznana jest jednak mieszanka paliwowa, na której działa.
Rocket 3.1 ma cechować się responsywnymi zdolnościami startowymi (krótki czas przygotowania rakiety) i ma oferować wynoszenie do 130 kg ładunku na heliosynchroniczną niską orbitę okołoziemską.

Pierwsza nieudana misja chińskiej rakiety Kuaizhou 1A
12 września o 7:02 z kosmodromu Jiuquan wystartowała rakieta Kuaizhou 1A. Na jej szczycie znalazł się satelita optycznej obserwacji Jilin-1 Gaofen 02C.
Satelity serii Gaofen 02 dysponują optyką umożliwiającą obrazowanie Ziemi w świetle widzialnym z rozdzielczością 0,75 m/px. Dane z satelitów są wykorzystywane do celów komercyjnych.
Rakieta nie dostarczyła jednak satelity na docelową orbitę. Kilka godzin po starcie oficjalnie poinformowano o awarii, nie podając jednak szczegółów, na którym etapie lotu wystąpiły problemy.
Była to pierwsza awaria tej rakiety, po jej udanych 9 lotach. Dla Chin jest to już w tym roku 4. nieudany start. W debiucie zawiodły: Długi Marsz 7A, Kuaizhou 11. Awarii uległa też szeroko wykorzystywana rakieta Długi Marsz 3B.

Drugi lot Chin z Oceanu
15 września Chiny przeprowadziły start rakiety Długi Marsz 11 ze specjalnej platformy morskiej na Morzu Żółtym. Rakieta wystartowała o 3:23 czasu polskiego.
Celem misji było wyniesienie 9 satelitów serii Jilin-1 Gaofen 03B (6 satelitów) i 03C (3 satelity) na niską orbitę okołziemską. Są to niewielkie ładunki dysponujące aparaturą optyczną zdolną obrazować z rozdzielczością 1 m/px. Seria 03B to satelity wykonujące zdjęcia, a 03C to statki ze zdolnościami rejestrowania filmów z orbity.
Był to drugi chiński start z platformy morskiej. Chiny wykonały pierwszy taki lot w 2019 r. z użyciem tego samego typu rakiety. Po raz pierwszy do przeprowadzenia startu użyto nowowybudowanego ośrodka w Haiyang na wybrzeżu. Mają być tam produkowane rakiety i obsługiwane ich starty.
 
Na podstawie: Space.com/NSF/SpaceNews/Xinhua/Astra
Opracował: Rafał Grabiański
 
Więcej informacji:
•    informacja prasowa o udanym starcie rakiety Długi Marsz 11 (Xinhua)
•    relacja ze startu rakiety Rocket 3.1 (Space.com)
•    relacja ze startu rakiety Kuaizhou 1A (SpaceNews)
 
Na zdjęciu: Rakieta Długi Marsz 11 startująca z platformy morskiej. Źródło: Xinhua/Cai Yang.
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/nieudane-starty-rakiet-astra-i-kuaizhou-1a-druga-udana-misja-rakiety-dlugi-marsz-11-z

 

Nieudane starty rakiet Astra i Kuaizhou 1A. Druga udana misja rakiety Długi Marsz 11 z platformy morskiej.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teoria kontra obserwacje rozbłysków gamma: narodziny nowych świec standardowych
2020-09-16.
Przedstawiona przez uczonych nowa, trójwymiarowa analiza precyzuje związek pomiędzy różnymi skorelowanymi ze sobą obserwowanymi parametrami rozbłysków gamma (Gamma-Ray Bursts, GRB) a tym, jak są one naturalnie związane z fizycznymi cechami tych zjawisk – bez zakładania ich podczas analizy. To ogromny krok naprzód w torowaniu nowej drogi dla rozbłysków gamma rozumianych jako świece standardowe – uniwersalne wyznaczniki odległości we Wszechświecie – w oparciu o dogłębnie przestudiowane mechanizmy ich fizycznej emisji.
W pracy przeanalizowano 455 rozbłysków gamma wykrytych przez satelitę Swift, zarówno z czysto astrofizycznego punktu widzenia, czyli pod względem mechanizmów ich emisji i pochodzenia (obiektów będących ich źródłami), jak i z perspektywy kosmologicznej. Badania takie znacznie przyśpieszają proces przekształcania GRB w astronomiczne świece standardowe, będące obiektami o znanych jasnościach absolutnych, które można obliczyć na podstawie poznanych wcześniej, dobrze ugruntowanych relacji między ich jasnościami i innymi właściwościami niezależnymi od odległości. Zależności te pozwalają w efekcie na niezależne wyznaczanie odległości dzielących nas od różnych obiektów astronomicznych. Najdalsze znane (i naukowo uznane) na dzień dzisiejszy świece standardowe to supernowe typu Ia, jednak rozbłyski gamma mają tę znaczącą większą użyteczność nad nimi, że można je obserwować także na znacznie większych odległościach (13,2 miliarda lat świetlnych) niż supernowe Ia (do 11 miliardów lat świetlnych).
GRB mają ogromne znaczenie astrofizyczne, ponieważ wiążą się z najpotężniejszymi we Wszechświecie zdarzeniami prowadzącymi do uwalniania się wysokich energii. W ciągu zaledwie kilku sekund, podczas początkowej fazy wyrzutu fotonów promieniowania gamma zwanej też fazą emisji natychmiastowej, emitują ilości energii porównywalne z tymi, jakie nasze Słońce może wyzwalać przez cały okres swojego istnienia. Właśnie ze względu na te ekstremalnie wysokie energie, GRB są możliwe do wykrywania nawet na bardzo dużych odległościach kosmologicznych. Najdalsze z nich obserwuje się na dystansach odpowiadających czasom bardzo bliskim samym początkom Wszechświata – do zdarzeń tych doszło zatem krótko po Wielkim Wybuchu, co pozwala nam zaglądnąć z ich użyciem w najmłodsze czasy istnienia wszechświata i lepsze tego okresu. Teoria zakłada, że GRB powstają w wyniku łączenia się ze sobą dwóch gwiazd neutronowych lub gwiazdy neutronowej i czarnej dziury, lub też jako następstwo grawitacyjnego kolapsu „ciężkiej” gwiazdy o masie minimum 20 razy większej niż masa Słońca.
GRB są interesujące zarówno w kontekście badań pojedynczych zdarzeń gamma, jak i większych oszacowań statystycznych. Te drugie są głównym tematem omawianego artykułu. Faza szczytowej emisji natychmiastowej GRB (zwykle obserwowanej w formie fotonów gamma) trwa zwykle od kilku do kilku tysięcy sekund. Faza poświaty (ang. afterglow) następująca tuż po tej fazie może liczyć  zarówno kilka sekund jak i godzin,  dni, tygodni,  miesięcy a nawet  lat. Poświata ta jest wówczas najczęściej obserwowana w promieniach rentgenowskich oraz przez większość tego czasu w świetle widzialnym, a w przypadku niewielkiej liczby rozbłysków gamma także na znacznie mniej energetycznych falach radiowych.
GRB różnią się przy tym znacznie pod względem fizycznego pochodzenia i środowiska, w którym znajduje się źródło, co sprawia, że proces mający na celu ich wykorzystanie w charakterze nowych świec standardowych jest znacznie utrudniony. W rzeczywistości naukowcy wciąż pracują nad znalezieniem pewnych wspólnych cech wyróżniających się w ich rozlicznych właściwościach. Wykazano natomiast, że około 50% GRB obserwowanych przez satelitę Swift ma płaską fazę emisji plateau w swoich rentgenowskich krzywych zmian blasku. Opublikowane teraz wyniki skupiają się właśnie na tych GRB, które wykazują owe charakterystyczne plateau (pokazane na poniższym wykresie).
Wyniki te prezentują nową metodę standaryzacji GRB, opartą na dobrze ugruntowanych podstawach fizycznych dotyczących środowisk ich pierwotnych źródeł. Zespół przetestował zestaw zależności teoretycznych określających, czy dane zdarzenie GRB mogło być z dużym prawdopodobieństwem zapoczątkowane w środowisku ośrodka międzygwiazdowego (ISM) o stałej gęstości, czy środowisku wiatru gwiezdnego z gęstością malejącą przy większych odległościach od źródła, i czy dany GRB związany jest z reżimem szybkiego, czy też powolnego schładzania (reżimami nazywamy obszary, w których elektrony są szybko lub wolno schładzane do określonych energii). Naukowcom udało się określić te środowiska i reżimy chłodzenia dla znaczącej większości GRB z próbki, a następnie przetestować zależność trójwymiarowej relacji GRB będącą funkcją czasu pojawiania się początku i końca fazy plateau, szczytowej jasności szczytu emisji natychmiastowej, oraz jasności na końcu fazy plateau dla tych środowisk.
Odkryto, że rozbłyski gamma podlegające reżimowi szybkiego chłodzenia (wykres 2) wykazują najmniejszą odległość w odniesieniu do relacji opisanej płaszczyzną fundamentalną 3D, jaką kiedykolwiek wcześniej opisano w literaturze naukowej. W ten sposób zespół dowiódł, że ta nowa metoda klasyfikacji zdarzeń GRB w oparciu o znajomość ich macierzystych astrofizycznych środowisk i reżimów chłodzenia faktycznie może być kluczem do przekształcenia rozbłysków gamma w kosmologiczne świece standardowe.
Badania opisujące najbardziej kompleksową analizę rozbłysków gamma wykrytych do tej pory z udziałem kosmicznego obserwatorium Neils Gehrels Swift Observatory (Swift) zostały przedstawione w najnowszym artykule zaakceptowanym do publikacji przez Astrophysical Journal Suplements Series. Analiza została przeprowadzona przez międzynarodowy zespół kierowany przez dr. hab. Marię Giovannę Dainotti, adiunkta na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, naukowca w Space Science Institute w Colorado i mentorkę programu Science Undergraduate Laboratory Internships (SULI) na uniwersytecie w Stanford. Główni autorzy to Maria Dainotti i Gokul Srinivasaragavan, student CalTech (California Institute of Technology). Współautorem pracy jest też Aleksander Lenart, student astronomii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Opisywane badania naukowe otrzymały znaczące wsparcie ze strony SULI (SLAC, Kalifornia, USA).
 
Czytaj więcej:
•    Oryginalna publikacja: On the investigation of the closure relations for Gamma-Ray Bursts observed by Swift in the post-plateau phase and the GRB fundamental plane, Gokul Prem Srinivasaragavan, Maria Giovanna Dainotti, Nissim Fraija, Xavier Hernandez, Shigehiro Nagataki, Luke Bowden, Robert Wagner, Aleksander Lenart, September 2020, Accepted in ApJ Supplements
•    Różnorodność rozbłysków gamma w trzech wymiarach
•    Swift gamma-ray bursts—a 3D step toward standard candles
 
Źródło: OAUJ/Swift Observatory
Opracowanie: Elżbieta Kuligowska, Aleksander Lenart
Na ilustracji: Rozbłysk gamma GRB 111209A z 9 grudnia 2011 roku. Związany był z emisją wysokoenergetycznego promieniowania gamma, które trwało rekordowo długo – przez siedem godzin. Ten obraz przedstawiony w sztucznych barwach pokazuje zdarzenie gamma zarejestrowane przez teleskop rentgenowski pracujący na pokładzie satelity Swift.
Źródło: NASA/Swift/B. Gendre (ASDC/INAF-OAR/ARTEMIS).
Na wykresie: Krzywa zmian blasku GRB 090510 z naniesioną funkcją Willingale (Willingale et al. 2007, kolor niebieski) i zaznaczonymi obszarami natychmiastowej emisji, fazy plateau i poświaty.
Źródło: Publikacja zespołu.


Na wykresie: Zależność (Lx-T)*(x-Lpeak) dla próbki obiektów z szybkim chłodzeniem – najlepsze dopasowanie do trójwymiarowej płaszczyzny fundamentalnej.
Źródło: Publikacja zespołu.

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/teoria-kontra-obserwacje-rozblyskow-gamma-narodziny-nowych-swiec-standardowych

Teoria kontra obserwacje rozbłysków gamma narodziny nowych świec standardowych.jpg

Teoria kontra obserwacje rozbłysków gamma narodziny nowych świec standardowych2.jpg

Teoria kontra obserwacje rozbłysków gamma narodziny nowych świec standardowych3.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Konkurs POLSA na najlepsze prace dyplomowe
2020-09-16. Redakcja
Już po raz trzeci Polska Agencja Kosmiczna zaprasza absolwentki i absolwentów wszystkich polskich uczelni wyższych do udziału w konkursie o Nagrodę Naukową Prezesa POLSA. Celem konkursu jest promowanie indywidualnych oraz zespołowych osiągnięć  studentów z zakresu inżynierii kosmicznej, badań i użytkowania przestrzeni kosmicznej. Na zgłoszenia czekamy do 2 października br.
Pierwsze dwie edycje konkursu koncentrowały się na inżynierii, tym razem tematyka została zdefiniowana znacznie szerzej jako „badania kosmiczne”.
– Sektor kosmiczny to dużo więcej niż obliczanie trajektorii lotu, konstrukcja silnika, czy rozwiązania dotyczące systemu łączności – tłumaczy Michał Szaniawski, Prezes Polskiej Agencji Kosmicznej. –To długofalowe, skomplikowane przedsięwzięcia, angażujące specjalistów z różnych dziedzin: IT, zarządzanie projektami, prawo, medycyna, czy PR. Chcemy docenić osiągnięcia i potencjał młodych ludzi w tych rozmaitych dziedzinach, które wykorzystywane są przez sektor kosmiczny – dodaje prezes Szaniawski.
Pula nagród wynosi 24 tys. złotych. Prace, obronione w ostatnim roku akademickim, oceniane będą w następujących kategoriach: prace magisterskie, inżynierskie i licencjackie. Oprócz nagrody finansowej, zwycięzcy zaprezentują swoje prace podczas zbliżającej się Studenckiej Konferencji Kosmicznej w Gdańsku w dnia 27-28 listopada br. Tegoroczna edycja konferencji będzie dotyczyła badań kosmicznych. Szczegóły konkursu znajdują się w regulaminie dostępnym na stronie internetowej Polskiej Agencji Kosmicznej.
Polska Agencja Kosmiczna POLSA powstała na mocy ustawy z 26 września 2014 r. Jej zadaniem jest wspieranie polskiego przemysłu kosmicznego oraz środowiska naukowego poprzez łączenie świata biznesu i nauki. Polska Agencja Kosmiczna współpracuje z międzynarodowymi agencjami oraz administracją państwową, w zakresie badania i użytkowania przestrzeni kosmicznej. POLSA prowadzi projekty, zgodnie z Polską Strategią Kosmiczną, min. Krajowy system świadomości sytuacyjnej w przestrzeni komiczniej, program zamawianych aplikacji dla administracji publicznej. Działa także na rzecz rozwoju technik satelitarnych w codziennym życiu, min. w komunikacji, monitoringu środowiska czy prognozowaniu pogody.
(Informacje prasowe POLSA)
https://kosmonauta.net/2020/09/konkurs-polsa-na-najlepsze-prace-dyplomowe/

Konkurs POLSA na najlepsze prace dyplomowe.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zdaniem eksperta wszechświat może być wielką siecią neuronową
Autor: [email protected] (2020-09-16)
Profesor fizyki z University of Minnesota Witalij Vanchurin zasłynął niedawno w świecie astrofizyki swoją nową pracą naukową. Zaproponował w niej, że cały wszechświat może być w rzeczywistości olbrzymią siecią neuronową.
Zgodnie z jego słowami:
Wiemy, że mechanika kwantowa działa całkiem dobrze w małych skalach, a ogólna teoria względności działa całkiem dobrze w dużych skalach, ale jak dotąd nie byliśmy w stanie pogodzić tych dwóch teorii w ujednoliconej strukturze. Nazywa się to problemem grawitacji kwantowej. Oczywiście brakuje nam czegoś dużego, ale co gorsza, nie wiemy nawet, jak postępować z obserwatorami. Jest to znane jako problem pomiaru w kontekście mechaniki kwantowej i problem pomiaru w kontekście kosmologii.
Wtedy można by argumentować, że nie istnieją dwa, ale trzy zjawiska, które należy ujednolicić: mechanika kwantowa, ogólna teoria względności i obserwatorzy. 99% fizyków powiedziałoby ci, że mechanika kwantowa jest najważniejsza i wszystko inne powinno jakoś się z niej wyłonić, ale nikt nie wie dokładnie, jak można to zrobić. W tym artykule rozważam inną możliwość, że mikroskopijna sieć neuronowa jest strukturą podstawową i wszystko inne, tj. Mechanika kwantowa, ogólna teoria względności i makroskopowi obserwatorzy, wyłania się z niej.
Koncepcja jest dość odważna i nie zyskała sobie wielkiego entuzjazmu wśród społeczności naukowej. Jest to zresztą zrozumiałe podejście biorąc pod uwage z jak ważnym odkryciem mamy teoretycznie doczynienia. Warto jednak nadmienić, że sam autor zaprzecza jakoby fakt iż cały nasz świat stanowi sieć neuronową oznaczał, iż otaczająca nas rzeczywistość to hologram. Cytując jego słowa:
Nie, żyjemy w sieci neuronowej, ale możemy nigdy nie zauważyć różnicy.
Źródło: pixabay.com
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/zdaniem-eksperta-wszechswiat-moze-byc-wielka-siecia-neuronowa

Zdaniem eksperta wszechświat może być wielką siecią neuronową.jpg

Zdaniem eksperta wszechświat może być wielką siecią neuronową2.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niektóre planety mogą być zbudowane z diamentów

2020-09-16.

We Wszechświecie może być całkiem sporo planet składających się z diamentów. Czy może istnieć na nich życie?


Najnowsze badania naukowców z Uniwersytetu Stanowego Arizona i Uniwersytetu w Chicago wskazują, że niektóre egzoplanety bogate w węgiel, mogą być zbudowane z diamentów i krzemionki. To sprawia, że są niepodobne do niczego, co znamy we Wszechświecie.


Gwiazdy i planety powstają z tego samego obłoku gazu, co oznacza, że ich budowa musi być podobna. Gwiazdy o niższym stosunku węgla do tlenu tworzą planety takie jak Ziemia, składające się z krzemianów i tlenków z minimalną zawartością diamentów. Szacuje się, że zawartość diamentów w strukturze Ziemi to ok. 0,001 proc.

Są jednak egzoplanety, które powstają wokół gwiazd o wyższym stosunku węgla do tlenu niż Słońce. To sprawia, że są podatne na wzbogacenie węglem. Naukowcy opracowali hipotezę, która zakłada, że niektóre planety pozasłoneczne mogą przekształcać węgiel w diamenty w odpowiednich warunkach.


Uczeni odtworzyli procesy zachodzące w egzoplanetach w warunkach laboratoryjnych. Zanurzyli węglik krzemu w wodzie i poddali go działaniu wysokiego ciśnienia. Zgodnie z oczekiwaniami, węglik krzemu zareagował z wodą i zamienił się w diamenty oraz krzemionkę. Podobnie może być w kosmosie.

Planety bogate w diamenty prawdopodobnie nie mają właściwości niezbędnych do podtrzymania życia. Są jednak miejscem, w którym chciałoby znaleźć się wiele osób, choćby dzisiaj.

Źródło: INTERIA

Planety zbudowane z diamentów mogą być powszechne we Wszechświecie /materiały prasowe


https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/astronomia/news-niektore-planety-moga-byc-zbudowane-z-diamentow,nId,4733038

Niektóre planety mogą być zbudowane z diamentów.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wenusjańskie fosfiny
2020-09-16. Krzysztof Kanawka
W wenusjańskich chmurach wykryto fosfiny. Czy może to być ślad bakteryjnego życia w chmurach Wenus?
Choć Wenus krąży “nieopodal” Ziemi w naszym Układzie Słonecznym, do dziś bardzo mało wiemy o tej planecie. Częściowo ma to związek z grubą pokrywą chmur, która uniemożliwia badania powierzchni Wenus z orbity. Częściowo ma to związek z wysokim ciśnieniem oraz temperaturami, jakie panują na powierzchni Wenus – specjalnie skonstruowane lądowniki były zdolne przetrwać nie dłużej niż 2 godziny.
Przeszłość Wenus jest jeszcze większą zagadką – do dziś naukowcy się spierają, czy ta planeta “zawsze” była pozbawionym życia jałowym globem, czy też znajdowały się tam oceany ciekłej wody. Problemem jest tutaj stosunkowo młody wiek powierzchni Wenus – nie więcej niż 300-700 milionów lat, gdy nastąpiły potężne wylewy lawy. Wydaje się, że wszelkie ślady wcześniejszej Wenus zostały zatarte.
Naukowcy od kilku dekad jednak sugerują, że na pewnej wysokości ponad powierzchnią Wenus mogą występować warunki odpowiednie do utrzymania prostego życia. Do 2020 roku nie znaliśmy jednak żadnych śladów, które mogłyby sugerować taką możliwość.
Czternastego września 2020 na łamach czasopisma Nature Astronomy pojawiła się publikacja międzynarodowego zespołu pod przewodnictwem Jane Greaves z uniwersytetu w Cambridge. Ten zespół skupił się na fosfinie – związku chemicznym, który na planetach skalistych w większych ilościach występuje w wyniku działania bakterii beztlenowych.
Fosfiny (fosfowodór, PH3) w przypadku Wenus wykryto w chmurach, w wartościach rzędu 20 części na miliard. Na tym etapie naukowcy nie są w stanie jednoznacznie wskazać źródło fosfin, jednak jest prawdopodobne, że jest ono pochodzenia organicznego. Naukowcy uważają, że niebiologiczne źródła fosfin na Wenus są o cztery rzędy wielkości za małe, by być w stanie wyprodukować taką ilość tego związku chemicznego.
Życie w wenusjańskich chmurach wydaje się być ciekawą niszą dla prostego życia. Możliwe, że to tam “uciekły” bakterie, gdy warunki na powierzchni Wenus przestały być odpowiednie dla jakiegokolwiek życia.
Przyszłe misje do Wenus powinny skupić się na wyjaśnieniu zagadki źródła fosfin. Możliwe, że trzeba będzie zastosować mały balon lub sterowiec, który będzie poruszać się na odpowiedniej wysokości i zbierze próbki atmosfery.
Oczywiście, odkrycie życia poza Ziemią – tuż obok nas – byłoby mocnym sygnałem, że we Wszechświecie proste życie może powstać wszędzie. W naszym Układzie Słonecznym naukowcy podejrzewają, że proste życie może skrywać się przede wszystkim na Marsie, Europie (księżycu Jowisza), Enceladusie oraz Tytanie (księżyce Saturna).
W badaniach uczestniczył Polak – Janusz Petkowski (naukowiec na Massachusetts Institute of Technology). Publikację można zobaczyć na stronie Nature Astronomy.
(MIT, NA)
Ślady życia na Wenus? Skąd pochodzą fosiny? / Credits – Massachusetts Institute of Technology (MIT)
Possible signs of life on Venus
https://www.youtube.com/watch?v=dCXF8FUux74&feature=emb_logo

https://kosmonauta.net/2020/09/wenusjanskie-fosfiny/

 

Wenusjańskie fosfiny.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Od gwiazdy do układu planetarnego. Jak powstają pierścienie protoplanetarne w obłokach gazowych
2020-09-16. Radek Kosarzycki
Czterysta pięćdziesiąt lat świetlnych od Ziemi, w centrum układu koncentrycznych pierścieni gazu i pyłu rośnie nowa gwiazda. W jej otoczeniu powstają nowe planety, po jednej w każdej luce między pierścieniami.
Odkrycie tej gwiazdy porządnie wstrząsnęło wszystkimi teoriami powstania układu słonecznego. Mayer Humi, naukowiec z Worcester Polytechnic Instittute uważa, że układ ten stanowi doskonały obiekt do testowania teorii opisujących pierścienie protoplanetarne otaczające młode gwiazdy. Wyniki swoich badań opublikował właśnie w periodyku Journal of Mathematical Physics.
Gwiazda HL Tauri znajduje się w gwiazdozbiorze Byka. Jej zdjęcie wykonane w 2014 r. za pomocą radioteleskopu ALMA (Atacama Large Milimeter Array) stanowi pierwsze zdjęcie pierścieni protoplanetarnych, które niejako potwierdzają teorię opracowaną w 1796 r. przez Pierre-Simona Laplace’a, mówiącą, że pył i gaz wokół młodych gwiazd formują się najpierw w dysk i pierścienie, a z czasem powstają z nich planety.
We wszechświecie obserwujemy wiele obłoków gazowych, które mogą wyewoluować w układy planetarne. Najnowsze dane obserwacyjne wskazują, że układy planetarne są czymś powszechnym we wszechświecie
– mówi Humi.
Podstawowym pytaniem od zawsze jest jak obłok gazu jest w stanie pod wpływem własnej grawitacji zamienić się w układ planetarny
– dodaje.
W swojej pracy Humi wykorzystał równania Eulera-Poissona, które opisują ewolucję obłoków gazowych i zredukował je z 6 do 3 równań, które następnie zastosował do rotujących obłoków gazu.
Analizując obłok gazu jako nieściśliwy, warstwowo ułożony płun, Humi wyprowadza rozwiązania (zależne od czasu), które pozwalają badać ewolucję gęstości i oscylacji w obłoku.
W swojej pracy Humi wykazuje, że przy odpowiednich okolicznościach, pierścienie mogą powstawać w obłokach gazu i dysku, co jedynie potwierdza hipotezę Laplace’a sprzed ponad 200 lat, że nasz układ planetarny powstał z podobnego obłoku gazu i pyłu otaczającego nasze słońce.
Udało mi się wykazać trzy analityczne rozwiązania, które wskazują, że pierścienie faktycznie mogą tak powstawać. Pierwotny zestaw sześciu równań nie pozwalał na dojście do takich wniosków. Teraz kolejnym krokiem będzie wykazanie, że z czasem pierścienie mogą ewoluować w planety
– podsumowuje Humi.
https://www.pulskosmosu.pl/2020/09/16/obloki-protoplanetarne-a-uklady-planetarne/

Od gwiazdy do układu planetarnego. Jak powstają pierścienie protoplanetarne w obłokach gazowych.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Poszukiwanie dowodów życia na Marsie jest naprawdę trudne
2020-09-16. Radek Kosarzycki
Za nieco ponad dekadę, próbki gruntu pobrane z powierzchni Marsa wystartują w drogę na Ziemię.
Choć naukowcy bardzo palą się do badania próbek skał marsjańskich w poszukiwaniu oznak życia, to muszą jednak wziąć pod uwagę nowe wyzwanie: kwaśne płyny – które kiedyś spływały po powierzchni Marsa – mogły zniszczyć wszystkie dowody biologiczne skrywające się w bogatych w żelazo glinach Czerwonej Planety – wskazują badacze z Uniwersytetu Cornell oraz hiszpańskiego Centro de Astrobiologia.
Badacze przeprowadzili symulacje zawierające glinę oraz aminokwasy, sprawdzając w ten sposób prawdopodobieństwo degradacji materii biologicznej na Marsie. Wyniki swoich badań opublikowali wczoraj w periodyku Nature Scientific Reports.
30 lipca w stronę Marsa wystartował łazik Perseverance, który w lutym 2021 r. wyląduje w kraterze Jezero. Europejski łazik Rosalind Franklin natomiast wystartuje w swoją podróż pod koniec 2022 r.
W ramach swojej misji Perseverance będzie zbierał próbki gruntu marsjańskiego, które w latach trzydziestach zostaną zabrane z powierzchni Marsa i przesłane na Ziemię. Rosalind Franklin natomiast będzie wwiercał się w powierzchnię Marsa, zbierał próbki materii spod powierzchni i analizował je na miejscu.
Naukowcy, którzy planują poszukiwać śladów przeszłego życia na Marsie skupiają się na glinach występujących na powierzchni, bowiem są one zdolne utrzymać w swoim wnętrzu materię organiczną. Niemniej jednak, obecność kwasów na powierzchni planety mogła znacznie utrudnić glinom ochronę dowodów na istnienie życia w przeszłości.
Wiemy, że kwaśne płyny przemierzały powierzchnię Marsa w przeszłości, zmieniając przy tym grunt i jego możliwość ochrony wszelkie materii organicznej – mówi Fairen.
Według Fairena wewnętrzna struktura gliny zorganizowana jest w warstwy, w których przy odrobinie szczęścia mogą skrywać się dowody na życie biologiczne – tłuszcze, kwasy nukleinowe, peptydy oraz biopolimery.
W ramach prac laboratoryjnym, naukowcy symulowali warunki panujące na powierzchni Marsa, próbując przechować w glinie jeden z aminokwasów – glicynę, która wcześniej została wystawiona na działanie kwaśnych płynów.
Skupiliśmy się na glicynie ponieważ może ona ulegać szybkiej degradacji pod wpływem panujących na Marsie warunków środowiskowych
– mówi Fairen.
Po długim wystawieniu na działanie promieniowania ultrafioletowego, eksperymenty wykazały fotodegradację cząsteczek glicyny skrywających się w glinie.
Gdy glinę wystawimy na działanie kwaśnych płynów, jej warstwy rozpadają się, przez co nie może ona skutecznie chronić materii organicznej, która ulega wtedy degradacji. Nasze wyniki wyjaśniają zatem dlaczego poszukiwanie związków organicznych na Marsie jak na razie do niczego ciekawego nie doprowadziło
– podsumowuje Fairen.

https://www.pulskosmosu.pl/2020/09/16/poszukiwanie-dowodow-zycia-na-marsie-jest-naprawde-trudne/

Poszukiwanie dowodów życia na Marsie jest naprawdę trudne.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nowe obserwatorium fal grawitacyjnych już “wkrótce”
2020-09-16. Radek Kosarzycki
Postępy na drodze do budowy nowego flagowego obserwatorium fal grawitacyjnych w Europie sprawiają, że stopniowo zbliżamy się do punktu, w którym badacze będą w stanie wykrywać więcej procesów łączenia czarnych dziur i gwiazd neutronowych.
Naukowcy właśnie zaproponowali wprowadzenie Teleskopu Einsteina (ET) na mapę drogową Europejskiego Forum Strategicznego Infrastruktur Badawczych.
ET to proponowany naziemny detektor fal grawitacyjnych, który będzie w stanie testować ogólną teorię względności Einsteina i wykonywać precyzyjne pomiary fal grawitacyjnych.
Przyszłe obserwatoria fal grawitacyjnych, takie jak chociażby proponowany ET, oznaczają, że badacze będą w stanie rejestrować więcej procesów łączenia czarnych dziur i gwiazd neutronowych, pozwolą nam tworzyć mapy tempa rozszerzania wszechświata oraz obserwować zupełnie nowe zjawiska. Unikalny trójkątny kształt pozwoli wyciągać więcej informacji z sygnałów astrofizycznych, lepiej lokalizować źródła sygnałów na niebie, a tym samym pozwoli nam lepiej zrozumieć zachowanie materii i grawitacji w silnych polach grawitacyjnych.
– mówi prof. Stuart Reid.
Projekt budowy ET wspierany jest przez granty Komisji Europejskiej oraz konsorcjum składających się z około 40 instytucji badawczych i uniwersytetów w całej Europie.
Teleskop Einsteina
Obserwatorium będzie wymagało 30 km podziemnych tuneli ułożonych w kształt trójkąta. Podobnie do detektorów LIGO, ET będzie wykorzystywał lasery do pomiarów odkształceń czasoprzestrzeni.
Projekt ET bazuje na osiągnięciach naukowych zebranych na przestrzeni ostatnich pięciu lat przez detektory Virgo oraz LIGO. To LIGO jako pierwsze we wrześniu 2015 r. zarejestrowało pierwsze fale grawitacyjne. W sierpniu 2017 r. zarejestrowano natomiast pierwsze fale grawitacyjne wyemitowane przez dwie łączące się ze sobą gwiazdy neutronowe.
Drugiego września 2020 r. naukowcy z obu detektorów poinformowali o odkryciu fal grawitacyjnych wyemitowanych w procesie łączenia dwóch czarnych dziur, którego wynikiem było powstanie jednej czarnej dziury o masie 142 mas Słońca. To wyjątkowe odkrycie, bowiem jak dotąd naukowcom nigdy nie udało się zaobserwować takiej czarnej dziury o masie pośredniej. Teraz, dzięki LIGO i Virgo wiemy, że one faktycznie gdzieś tam istnieją.

Aby w pełni wykorzystać możliwości astronomii fal grawitacyjnych, potrzebne są obserwatoria fal grawitacyjnych nowej generacji. Teleskop Einsteina, przynajmniej w teorii, umożliwi badaczom odkrycie sygnałów emitowanych w procesach łączenia dwóch czarnych dziur o masie pośredniej.
Teleskop Einsteina, który według planów mógłby wejść do użytku w połowie lat trzydziestych, może powstać albo na granicy Belgii, Niemiec i Holandii, albo na Sardynii – decyzja w tym zakresie zostanie podjęta w ciągu nadchodzących pięciu lat.
Detektor LIGO
https://www.pulskosmosu.pl/2020/09/16/nowe-obserwatorium-fal-grawitacyjnych-juz-wkrotce/

Nowe obserwatorium fal grawitacyjnych już wkrótce.jpg

Nowe obserwatorium fal grawitacyjnych już wkrótce2.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Śladami Messiera: M77
2020-09-16. Krystyna Syty
O obiekcie:
M77 to galaktyka spiralna z poprzeczką należąca do gwiazdozbioru Wieloryba. Obiekt jest oddalony od Ziemi o 47 mln lat świetlnych, a jego jasność obserwowana to +8,9m. Jest to jedna z największych galaktyk należących do katalogu Messiera. Jej rozmiar kątowy to 7,1′ x 6,0′, co odpowiada średnicy rzeczywistej około 120000 lat świetlnych. Szacuje się, że nachylenie galaktyki wynosi 40°. Czarna dziura będąca centrum tej galaktyki spiralnej ma masę 15 mln mas Słońca i średnicę 12 lat świetlnych. Całkowita masa galaktyki to około miliarda mas Słońca.
Galaktyka M77 należy do galaktyk Seyferta typu 2 i jest najjaśniejsza na niebie, najbliższą Ziemi i najlepiej zbadaną galaktyką tego typu. Galaktyki Seyferta charakteryzują się jasnym jądrem otoczonym przez silnie zjonizowany gaz. Wykazują one silną emisję promieniowania w zakresie fal radiowych, podczerwonych, widzialnych, ultrafioletowych oraz promieniowania rentgenowskiego. W widmach galaktyk typu pierwszego obserwuje się szerokie pasma promieniowania. Jądra galaktyk typu 2 są przysłonięte przez pył, dlatego w ich widmie widoczne są przede wszystkim wąskie linie. Ten efekt został zaobserwowany po raz pierwszy w galaktyce M77.
Galaktyka M77 jest centralnym członkiem grupy M77, małej grupy powiązanych ze sobą galaktyk. Należą do niej także galaktyki: NGC 1055, NGC 1073, UGC 2161, UGC 2275, UGC 2302, UGCA 44 i Markarian 600. W tym samym regionie można obserwować także galaktyki NGC 1087, NGC 1090, NGC 1094, są one oddalone od grupy M77 i do niej nie należą.
Podstawowe informacje:
•    Typ obiektu: galaktyka spiralna
•    Numer w katalogu NGC: NGC 1068
•    Jasność: 8,9m
•    Gwiazdozbiór: Wieloryb
•    Deklinacja: -00°00’48”
•    Rektascensja: 02h 42m 40,7s
•    Rozmiar kątowy: 7′,1 x 6′,0
Jak obserwować:
M77 można leży około 1° na południowy wschód od δ Ceti, nadolbrzyma o jasności obserwowanej +4,08m. Galaktyka znajduje się bardzo blisko Miry ο Ceti, słynnej czerwonej gwiazdy zmiennej długookresowej. Obiekt można łatwo znaleźć, prowadząc prostą między gwiazdami Wieloryba: Menkar (α Ceti) i Mira (ο Ceti). Obiekt znajduje się mniej więcej w połowie odległości między gwiazdami/
Przy dobrych obiekt można zobaczyć przez lornetkę, wyraźnie widać jasny rdzeń galaktyki. W małych teleskopach M77 widać jako rozmytą kulę światła z jasnym środkiem, a w 4-calowych instrumentach widoczne jest owalne halo galaktyki. Używając instrumentów 8-calowych i większych można zobaczyć szczegóły struktury galaktyki. Najlepszą porą na obserwacje galaktyki M77 jest jesień.
Zdjęcie w tle: NASA, ESA & A. van der Hoeven

Obraz przedstawia wgląd w centralny region aktywnej galaktyki M77 przy rosnącym powiększeniu. Zdjęcie po lewej zostało wykonane za pomocą Kosmicznego Teleskopu Hubble’a. Światło gwiazdowe widzimy na niebiesko, zjonizowany przez aktywne jądro tlen na żółto i zjonizowany wodór na czerwono. Zdjęcie środkowe zostało wykonane przy przez instrument MIDI przy teleskopie VLT przy długości fali 8,7 µm. Przedstawia ono chmurę pyłu i pokazuje bardzo szczegółowo centralne struktury. Obraz po prawej to szkic struktury pyłu w najbardziej wewnętrznym regionie. ESO

Zdjęcie galaktyki M77 w świetle widzialnym i w zakresie promieniowania rentgenowskiego. Na czerwono zaznaczono promieniowanie rentgenowskie zaobserwowane przez Obserwatorium Rentgenowskie Chandra, a na zielono dane optyczne zebrane przez Kosmiczny Teleskop Hubble’a. NASA

Położenie galaktyki M77 na niebie. IAU and Sky & Telescope magazine

Źródła:
Messier 77
https://news.astronet.pl/index.php/2020/09/16/sladami-messiera-m77/

Śladami Messiera M77.jpg

Śladami Messiera M77.2.jpg

Śladami Messiera M77.3.jpg

Śladami Messiera M77.4.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wietrzny dzień w Drodze Mlecznej
2020-09-16.
Turbulencje, czyli chaotyczne zmiany ciśnienia i prędkości pyłu, to jedna z największych tajemnic fizyki klasycznej. Wiadomo, że duża część gazu w galaktykach jest burzliwa, ale mechanizmy, które rozwinęły i utrzymują tę turbulencję, nadal są poznawane. Chociaż nadal nie znamy wszystkich fizycznych szczegółów stojących za turbulencjami, dużo czasu i wysiłku poświęcono na zidentyfikowanie statystyk, które mogą nam powiedzieć, czy gaz jest burzliwy czy nie. Innymi słowy, wiemy, jak wyglądają turbulencje, nawet jeżeli nie znamy wszystkich szczegółów ich działania. W nowej pracy naukowcy badają, w jaki sposób wiatry gwiazdowe z gromad gwiazd mogą wywoływać takie turbulencje.
Wiatry gwiazdowe, szczególnie te pochodzące od masywnych gwiazd np. typu O lub B, wydmuchują bąble w otaczający go zimny gaz, wypychając go na zewnątrz i pozostawiając pustkę. Są one podobne do bąbli, które obserwujemy na Ziemi, stworzone przez powietrze wepchnięte do innego ośrodka. W przypadku pęcherzy wiatru gwiazdowego „powietrze” jest materią gorącego wiatru gwiazdowego. Gdy w gromadzie gwiazd znajdują się masywne gwiazdy, ich bąble mają tendencję do nakładania się na siebie i tworzenia „superbąbla”. Jednym z niesamowitych jego przykładów jest Gromada Mgławicy w Orionie. Autorzy artykułu przeprowadzają symulacje, które z grubsza naśladują gwiezdny profil Gromady Mgławicy w Orionie i oni także odkrywają, że powstał duży superbąbel.

W tych symulacjach najmasywniejsze gwiazdy z dużą prędkością wyrzucają gorący gaz, który wypełnia superbąbel, i wypychają go na zewnątrz do chłodniejszego gazu. Ta ekspansja tworzy grubą powłokę o średniej temperaturze. Ponieważ powłoka ta jest gęstsza niż centralny gorący gaz, jest w stanie ochłodzić się szybciej i pozostać znacznie chłodniejsza niż wnętrze superbąbla. W miarę jak symulacja postępuje, w gorącym gazie wewnątrz powłoki pojawiają się turbulentne niestabilności.

Ciekawym wynikiem tych symulacji jest różnorodność prędkości, z jakimi porusza się gaz. Okazuje się, że powłoka bąbla porusza się z prędkością większą niż jeden Mach jako szok naddźwiękowy, który wciska się w otaczającą materię. Jednak gaz wewnętrzny jest praktycznie całkowicie poddźwiękowy i podlega silnym fluktuacjom prędkości w całym bąblu. Innymi słowy, chociaż wiatry wywołują naddźwiękowy szok, powodują poddźwiękowe turbulencje wewnątrz bąbla.

Aby upewnić się, że gorący gaz wewnątrz bąbla jest rzeczywiście burzliwy, autorzy wybrali statystykę znaną jako widmo mocy, która pozwala im zobaczyć, jak energia przechodzi od dużych do małych skal w symulacjach. Typowe oczekiwane widmo mocy dla turbulencji poddźwiękowych to prawo mocy o nachyleniu -5/3 (znane jako turbulencja Kołmogorowa). Autorzy odkryli, że w miarę upływu czasu ich symulacja z grubsza zbliża się do tego, co wskazuje, że w rzeczywistości wiatry gwiazdowe powodują głównie turbulencje poddźwiękowe.

Jest to ekscytujący wynik, który wskazuje, że gromady gwiazd mogą odgrywać znaczącą rolę w napędzaniu i utrzymywaniu turbulencji w galaktykach. Modelowanie turbulencji ma kluczowe znaczenie dla zrozumienia wielu procesów w ewolucji galaktyk, takich jak np. powstawanie gwiazd. Dzięki takim symulacjom astronomowie mogą lepiej zrozumieć, dlaczego gaz w galaktykach zachowuje się tak, jak się zachowuje i jak może tworzyć nowe gwiazdy, układy słoneczne, a nawet nas samych.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
AAS

Urania
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2020/09/wietrzny-dzien-w-drodze-mlecznej.html

 

Wietrzny dzień w Drodze Mlecznej.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rozpoczął się nowy, 25 cykl słoneczny!
2020-09-16.
Rozpoczął się 25 cykl słoneczny. Na wtorkowej konferencji z udziałem mediów eksperci z NASA i amerykańskiej organizacji pogodowej NOAA omówili swoje analizy i prognozy dotyczące nowego cyklu słonecznego - oraz tego, jak nadchodzący wzrost zjawisk związanych z pogodą kosmiczną wpłynie na nasze życie, technologię na Ziemi i pracę astronautów w Kosmosie.
Solar Cycle 25 Prediction Panel, międzynarodowa grupa naukowców sponsorowana przez NASA i NOAA, ogłosiła, że obecne, najbardziej niedawne minimum słoneczne wystąpiło w grudniu 2019 r. Data ta wyznacza jednocześnie początek nowego cyklu słonecznego. Ze względu na dużą zmienność, a czasem i pewną nieprzewidywalność naszego Słońca wyznaczenie tej daty w każdym kolejnym cyklu może zająć naukowcom całe miesiące. W celu śledzenia postępu nowego cyklu używają oni plam słonecznych - nieco ciemniejszych i chłodniejszych plam obserwowanych na tarczy Słońca, związanych z jego aktywnością, która często manifestuje się też w postaci olbrzymich eksplozji - rozbłysków słonecznych lub koronalnych wyrzutów masy. Wybuchy te mogą wyrzucać plazmę słoneczną daleko w przestrzeń kosmiczną - także w okolice Ziemi, zagrażając m. in. sztucznym satelitom i liniom energetycznym.
Aktywność Słońca w rzeczywistości nigdy jednak się nie kończy, natomiast wyraźnie waha się okresowo, w cyklu (w przybliżeniu) jedenastoletnim. Mniej więcej co jedenaście lat aktywność znacząco wzrasta na kilka lat, a wówczas wszystkie burzliwe zjawiska słoneczne, w tym wyrzuty masy i rozbłyski, obserwujemy znacznie częściej, podobnie jak plamy słoneczne.
Agencje NASA i NOAA (National Oceanic and Atmospheric Administration) wraz z Federalną Agencją Zarządzania Kryzysowego USA współpracują nad Narodową Strategią Pogody Kosmicznej i Planem Działania, mającymi zwiększyć gotowość do radzenia sobie ze zmieniającą się pogodą kosmiczną tu na Ziemi i lepiej chronić ludność przed związanymi z nią zagrożeniami. NOAA zapewnia przy tym prognozy pogody kosmicznej i satelity do jej monitorowania w czasie rzeczywistym, podczas gdy NASA pełni głównie rolę ośrodka badawczego, pomagającego w lepszym zrozumieniu zjawisk kosmicznych zachodzących w pobliżu Ziemi.
Prognozy pogody kosmicznej mają również kluczowe znaczenie dla wspierania kosmicznych lotów załogowych, w tym statków należących do programu Artemis oraz astronautów zamieszkujących pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Badanie tej pogody jest zatem pierwszym krokiem na drodze do zrozumienia i ograniczenia podatności astronautów na promieniowanie kosmiczne oraz eliminacji związanych z nią zagrożeń. Naukowcy pracują też intensywnie nad modelami prognostycznymi dla pogody kosmicznej, aby pewnego dnia po prostu dało się ją szybko i dokładnie prognozować, podobnie jak meteorolodzy prognozują już dziś pogodę na Ziemi. Wówczas do pewnych ekstremalnych warunków wiążących się ze wzmożona aktywnością Słońca można będzie się po prostu lepiej - i wcześniej - przygotować.
Zrozumienie cykli aktywności Słońca jest istotną częścią tego przygotowania. Aby określić początek nowego cyklu, panel prognostyczny zapoznawał się długo z miesięcznymi danymi na temat ilości obserwowanych plam słonecznych, pochodzącymi ze Światowego Centrum Danych Wskaźnika Plam Słońca i Długoterminowych Obserwacji Słońca (ang. World Data Center for the Sunspot Index and Long-term Solar Observations) zlokalizowanego w Królewskim Obserwatorium Belgijskim w Brukseli.
- Prowadzimy szczegółowy rejestr kilku maleńkich plam słonecznych, które wyznaczają początek każdego nowego cyklu - mówi Frédéric Clette, dyrektor Centrum i jeden z panelistów. - To bardzo drobne zwiastuny przyszłych, ogromnych słonecznych fajerwerków. Ale tylko w ten sposób możemy określić punkt krytyczny pomiędzy dwoma cyklami - śledząc ten ogólny trend przez wiele miesięcy.
Naukowcy spodziewają się, że aktywność Słońca będzie teraz stopniowo wzrastała, aż do następnego przewidywanego przez nich maksimum aktywności, które przypada na lipiec 2025 r. Doug Biesecker, współprzewodniczący panelu i fizyk słoneczny z Centrum Prognozowania Pogody Kosmicznej (SWPC) NOAA w Boulder w Kolorado, prognozuje przy tym, że nowy, 25 cykl będzie tak samo intensywny jak ostatni cykl słoneczny, który był pod tym względem cyklem "nieco poniżej średniej".
- To, że mamy do czynienia z cyklem słonecznym poniżej średniej, nie oznacza jeszcze, że nie ma ryzyka występowania w nim ekstremalnej pogody kosmicznej - wyjaśnia naukowiec. - Wpływ Słońca na nasze codzienne życie jest wyraźny i bez wątpienia istnieje. Ośrodek SWPC pracuje nad jego badaniem i prognozowaniem 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku, ponieważ Słońce zawsze może nas czymś zaskoczyć.
Na zdjęciu: Wnętrze laboratorium Space Weather Prediction Center (SWPC) NOAA w stanie Kolorado.
Źródło: NOAA.

Na zdjęciu: Zorza polarna sfotografowana z pokładu ISS przelatującej ponad Oceanem Indyjskim 17 września 2011 roku. Zorze są również jednym z przejawów wzmożonej aktywności Słońca.
Źródło: NASA.
Czytaj więcej:
•    Cały artykuł
•    The sun has begun a new solar weather cycle. It should be pretty quiet, scientists say
•    Najsilniejszy rozbłysk słoneczny od kilku lat. Czy nasza gwiazda się budzi?
•    Koronalne wyrzuty masy i strumienie energetycznych cząstek słonecznych w pobliżu kwadraturowej konfiguracji sond STEREO
•    Oszacowanie czasów przybywania koronalnych wyrzutów masy w okolice Ziemi
 
Źródło: NASA/NOAA
Opracowanie: Elżbieta Kuligowska
Na zdjęciu: Ten podzielony na dwie części obraz Słońca pokazuje różnicę między aktywnym Słońcem podczas maksimum słonecznego (po lewej, uchwycone w kwietniu 2014 r.), a cichym Słońcem podczas minimum słonecznego (po prawej, uchwycone w grudniu 2019 r.). W grudniu 2019 r. rozpoczął się nowy, 25 cykl słoneczny.
Źródło: NASA / SDO.
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/rozpoczal-sie-nowy-25-cykl-sloneczn

Rozpoczął się nowy, 25 cykl słoneczny.jpg

Rozpoczął się nowy, 25 cykl słoneczny2.jpg

Rozpoczął się nowy, 25 cykl słoneczny3.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kolejny postęp w komunikacji kwantowej za pomocą chińskiego satelity
2020-09-16.
Chiny zademonstrowały kolejny postęp w rozwoju bezpiecznej komunikacji przy użyciu techniki kwantowej dystrybucji klucza. Za pomocą działającego od 2016 roku satelity Micius udało się dokonać dystrybucji klucza kwantowego między stacjami naziemnymi oddalonymi od siebie o ponad 1100 km. Komunikacja została przeprowadzona 4 razy bardziej efektywnie niż podczas pierwszej próby opisywanej w 2017 r.
W społeczeństwie ściśle opartym na wymianie informacji, przekazywanie danych w bezpieczny sposób niesie za sobą bardzo dużą wartość. Obecnie, aby zaszyfrować przekazywaną informację korzysta się z tradycyjnych protokołów dystrybucji kluczy szyfrujących, opierających się na złożoności obliczeniowej funkcji matematycznych. Ten sposób sprawia, że nawet przy podsłuchiwaniu informacji, podsłuchujący nie ma praktycznej możliwości na jej odczytanie z powodu wysokiej złożoności obliczeniowej tego zadania. Komunikujące się strony nie wiedzą czy ktoś podsłuchał ich wiadomość, ale wiedzą, że minęłoby niepraktycznie dużo czasu, by taką wiadomość rozkodować przy zastosowaniu tradycyjnych technik komputerowych.
Narastające możliwości tradycyjnych komputerów, a przede wszystkim groźba powstania dostatecznie zaawansowanych komputerów kwantowych zagraża obecnym protokołom bezpiecznej komunikacji. Dlatego tak zachęcające jest wykorzystanie praw mechaniki kwantowej w komunikacji.
Satelita Micius wysłany przez Chiny w 2016 r. demonstruje od kilku lat technikę kwantowej dystrybucji klucza przy użyciu splątania kwantowego. Już w 2017 r. na łamach czasopisma Science naukowcy pochwalili się osiągniętym przesyłem splątanych fotonów do stacji Delingha i Lijian, oddalonych od siebie o 1200 km. Choć wtedy osiągnięcie to było przełomem, to efektywność transmisji była zbyt niska do praktycznego zastosowania.
Yin i koledzy udoskonalili komunikację, instalując bardziej zaawansowane teleskopy w stacjach naziemnych i optymalizując działanie sprzętu służącego do komunikacji na każdym etapie drogi wiązki fotonów. Dzięki temu udało się uzyskać 4 razy większą efektywność i dostatecznie niski współczynnik błędu, by strony komunikujące się mogły odczytać wysyłany przez satelitę klucz szyfrujący.
W przypadku dystrybucji klucza kwantowego ważne jest też zapewnienie odpowiedniego bezpieczeństwa stacji odbiorczych. Pewne założenia muszą być poczynione dla wewnętrznego działania stacji. Chiński zespół zastosował dwa zabezpieczenia mające minimalizować ryzyko złamania tych założeń: systematyczne podejście do wyłapywania nieperfekcyjności układu, które mogłyby spowodować wyciek informacji oraz na wiele różnych sposobów aktywnie kontrolowano właściwości fotonów, które przenosiły informacje.
Do poprawionego eksperymentu użyto dwóch stacji naziemnych w Nanshan i Delingha, które są oddalone od siebie o 1120 km. W obu miejscach zbudowano nowe teleskopy zbudowane tylko z myślą o eksperymentach dystrybucji splątanych par fotonów. Oba teleskopy mają średnicę 1,2 m.
Satelita Micius z ładunkiem o wadze 23,8 kg generującym splątane pary fotonów o długości fali 810 nm jest w stanie wysyłać prawie 6 mln par na sekundę. Satelita okrąża Ziemię na orbicie heliosynchronicznej i pojawia się na widoku obu stacji odbiorczych codziennie około 2:00 w nocy czasu pekińskiego. Stacje odbiorcze odfiltrowują światło, pozostawiając tylko to w zakresie eksperymentu. Systemy naziemne są w stanie śledzić satelitę z dokładnością do 0,4 urad. Synchronizacja czasowa jest uzyskiwana za pomocą lasera-latarni zainstalowanego na satelicie. Dokładność synchronizacji czasowej wynosi 0,77 ns (1 odchylenie standardowe).
W poprawionym eksperymencie uzyskano odbiór splątanych fotonów na poziomie 2,2 Hz. Współczynnik sygnału do szumu wyniósł 15:1. To dało wynik kwantowego współczynnika błędu na poziomie 4,5% (w porównaniu z 8,1% uzyskanym w poprzednim eksperymencie).
Kwantowa dystrybucja klucza przy użyciu satelity Micius to do tej pory najbardziej zaawansowany eksperyment tego typu na świecie. Do praktycznego zastosowania takiej komunikacji potrzeba będzie jeszcze jednak pokonać wiele problemów. Uzyskana przepustowość przesyłu klucza to na razie tylko 0,12 b/s. Poza tym eksperyment mógł być wykonywany tylko w nocy przy użyciu dość krótkiej fali światła, niekompatybilnej z obecnymi naziemnymi sieciami światłowodowymi.
Dodatkowo niedojrzała jest jeszcze technologia urządzeń przedłużających sygnał w bezpieczny sposób na Ziemi (repeatery). Przez to zademonstrowana komunikacja ma zastosowanie tylko w przypadku stacji naziemnych które są widoczne jednocześnie przez satelitę wysyłającego klucz.
 
Opracował: Rafał Grabiański
Na podstawie: Nature
 
Więcej informacji:
•    Entanglement-based secure quantum cryptography over 1,120 kilometres
•    artykuł popularnonaukowy w Nature opisujący ostatnie osiągnięcie
 
 
Na zdjęciu: Wizualizacja pracy satelity kwantowej komunikacji Micius. Źródło: CCTV.
Odcinek programu Astronarium o komunikacji kwantowej.

Komunikacja kwantowa - Astronarium odc. 83

https://www.youtube.com/watch?v=ne5B9muUKgg&feature=emb_logo

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/kolejny-postep-w-komunikacji-kwantowej-za-pomoca-chinskiego-satelity

Kolejny postęp w komunikacji kwantowej za pomocą chińskiego satelity.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znamy zwycięzcę I edycji „Cosmic Challenge”!
2020-09-16.
W dniu 15 września 2020 r., na Wydziale Matematyki, Fizyki i Informatyki UMCS w Lublinie, odbył się finał I edycji programu „Cosmic Challenge”. Wzięło w nim udział 18 uczniów ze szkół podstawowych z całej Polski. Młodzi uczestnicy konkursu mieli przedstawić rozwiązanie problemów związane z założeniem pierwszej osady ludzkiej np. na Marsie lub na Księżycu.
Finalistą pierwszej edycji został uczeń szkoły podstawowej z Konina – Mikołaj Błaszczyk,  który w nagrodę wraz z rodzicem poleci do obserwatorium astronomicznego Gran Telescopio CANARIAS na wyspie La Palma (archipelag Wysp Kanaryjskich). Zwycięzca będzie miał możliwość wybrania fragmentu nieba, na który zostanie skierowany teleskop. Nagrodę wręczył Marcin Giza, prezes Fundacji SpaceShip.
Drugie miejsce zajęła Anna Konieczna, a miejsce trzecie Filip Warda. Nagrodą za 2 i 3 miejsce jest wyjazd do Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk.
W skład Jury weszły następujące osoby:
•    Anna Bukowska (UMCS/ Uniwersytet Dziecięcy UMCS);
•    Marzena Strok – Sadło (Klaster Lubelska Medycyna/ Miasto Lublin);
•    Izabela Leszczyńska (Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademi Nauk);
•    Michał Pilecki (Polska Agencja Kosmiczna);
•    Robert Lubański (MARS Society Polska).
Organizatorzy składają gratulacje zwycięzcom konkursu. I obiecują, że wszyscy Finaliści w niedługim czasie otrzymają małą przesyłkę z Polskiej Agencji Kosmicznej.
Rozmowy z finalistami konkursu można przeczytać na stronie Radia Lublin.
Projekt realizowany był przez Fundację SpaceShip w partnerstwie z Polską Agencją Kosmiczną, Centrum Badań Kosmicznych PAN, MARS Society Polska, UMCS i Klastrem Lubelska Medycyna.
Kolejne przedsięwzięcie, do którego zaprasza Fundacja SpaceShip, to pierwszy w Polsce Finał World Robot Olympiad, który odbędzie się w listopadzie Lublinie. Obecnie trwa rejestracja drużyn do turnieju poprzez stronę wropolska.pl/.
Oprac. Paweł Z. Grochowalski
Źródło: Fundacja SpaceShip, Radio Lublin
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/znamy-zwyciezce-i-edycji-cosmic-challenge

Znamy zwycięzcę I edycji Cosmic Challenge.jpg

Znamy zwycięzcę I edycji Cosmic Challenge2.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zderzenia galaktyk w rzeczywistych i symulowanych wszechświatach
2020-09-16.
Po raz pierwszy udało się znaleźć zlewające się pary galaktyk przy użyciu identycznej metody zarówno w symulacjach, jak i obserwacjach prawdziwego Wszechświata, wykorzystując do tego sztuczną inteligencję. Współautorem pionierskiej pracy jest badacz z NCBJ.
W badaniach prowadzonych przez Lingyu Wang (Holenderski Instytut Badań Kosmicznych, SRON), Vicente Rodriguez-Gomez (Instytut Radioastronomii i Astrofizyki, IRyA) oraz Williama J. Pearsona (Narodowe Centrum Badań Jądrowych, NCBJ) zastosowano pionierską metodę identyfikacji zderzających się galaktyk zarówno w symulacjach, jak i w obserwacjach rzeczywistego Wszechświata. O badaniach poinformowało NCBJ w przesłanym PAP komunikacie.
Od początku powstania Wszechświata galaktyki zderzają się ze sobą, często łącząc się w jedną większą galaktykę. Wiadomo, że większość znanych nam galaktyk uczestniczyła w co najmniej kilku takich zderzeniach w ciągu swojego życia. Proces zderzania się galaktyk trwa zwykle setki milionów lat. To ważny aspekt historii naszego Wszechświata, który możemy zobaczyć też na własne oczy np. dzięki zdjęciom z teleskopu Hubble'a.
Identyfikacja zderzających się galaktyk nie jest jednak prosta. Proces ten możemy badać albo symulując całe wydarzenie i analizując jego przebieg, albo obserwując je w realnym świecie. W przypadku symulacji jest to proste: wystarczy śledzić losy konkretnej galaktyki i sprawdzać, czy i kiedy łączy się z inną galaktyką. W prawdziwym Wszechświecie sprawa jest trudniejsza. Ponieważ zderzenia galaktyk są rzadkie i trwają miliardy lat, w praktyce widzimy tylko jeden "moment" z całego długiego procesu zderzenia. Astronomowie muszą dokładnie zbadać obrazy galaktyk, aby ocenić, czy znajdujące się na nich obiekty wyglądają tak, jakby się zderzały lub niedawno połączyły.
Symulacje można porównać z prowadzeniem kontrolowanych eksperymentów laboratoryjnych. Dlatego są potężnym i użytecznym narzędziem do zrozumienia procesów zachodzących w galaktykach. Dużo więcej wiemy na temat zderzeń symulowanych niż zderzeń zachodzących w prawdziwym Wszechświecie, ponieważ w przypadku symulacji możemy prześledzić cały długotrwały proces zlewania się konkretnej pary galaktyk. W prawdziwym świecie widzimy tylko jeden etap całego zderzenia.
"Wykorzystując obrazy z symulacji, jesteśmy w stanie wskazać przypadki zderzeń, a następnie wytrenować sztuczną inteligencję (AI), aby była w stanie zidentyfikować galaktyki w trakcie takich zderzeń – wyjaśnia dr William J. Pearson z Zakładu Astrofizyki NCBJ, współautor badań. - Aby sztuczna inteligencja mogła spełnić swoje zadanie, obrazy symulowanych galaktyk przetworzyliśmy tak, żeby wyglądały, jakby były obserwowane przez teleskop. Naszą AI przetestowaliśmy na innych obrazach z symulacji, a potem zastosowaliśmy ją do analizy obrazów prawdziwego Wszechświata w celu wyszukiwania przypadków łączenia się galaktyk."
W badaniach sprawdzono, jak szanse na prawidłową identyfikację zderzającej się pary galaktyk zależą m.in. od masy galaktyk. Porównywano wyniki oparte na symulacjach i rzeczywistych danych. W przypadku mniejszych galaktyk AI poradziła sobie równie dobrze w przypadku obrazów symulowanych i rzeczywistych. W przypadku większych galaktyk pojawiły się rozbieżności, co pokazuje, że symulacje zderzeń masywnych galaktyk nie są wystarczająco realistyczne i wymagają dopracowania.
Artykuł zatytułowany został przyjęty do publikacji w czasopiśmie Astronomy & Astrophysics. Można go znaleźć pod adresem: https://www.aanda.org/component/article?access=doi&doi=10.1051/0004-6361/202038084.
PAP - Nauka w Polsce
lt/ agt/
Fot. Fotolia
https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C83851%2Czderzenia-galaktyk-w-rzeczywistych-i-symulowanych-wszechswiatach.html

Zderzenia galaktyk w rzeczywistych i symulowanych wszechświatach.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ESA oficjalnie ogłosiła swoją pierwszą kosmiczną misję ratowania Ziemi [FILM]
2020-09-16
Europejska Agencja Kosmiczna rozpoczęła przygotowania do realizacji misji, w ramach której naukowcy przetestują technologie stworzone na potrzeby uratowania ludzkości przed kosmiczną zagładą.
Misja o nazwie HERA pochłonie 153 miliony dolarów, ale to niewielkie koszta, jeśli w grę wchodzi opracowanie skutecznej metody na neutralizację kosmicznych skał, które znajdą się na kolizyjnej orbicie z Ziemią. Start historycznej misji ma mieć miejsce w 2024 roku, a sonda ma dotrzeć do pary planetoid w 2026 roku. Chodzi tutaj o podwójną planetoidę Didymos i Dimorphos.
Główna planetoida ma 780 metrów średnicy, a także posiada satelitę o średnicy 160 metrów. Didymos w październiku 2022 roku znajdzie się ok. 11 milionów kilometrów od Ziemi. Zadaniem amerykańskiego urządzenia o nazwie DART będzie uderzenie w planetoidę i zmiana jej trajektorii lotu, by nie uderzyła ona w naszą planetę.
Tymczasem misją europejskiej sondy HERA będzie zbliżenie się do planetoid i dokładne ich zbadanie. Z pokładu HERA zostanie wypuszczone w przestrzeń kosmiczną też kilka mikrosatelitów typu CubeSat, które zmapują obiekty i zarejestrują przebieg całego wydarzenia. ESA chce też przetestować autonomiczną nawigację mikrourządzeń. Ta technologia może być później wykorzystana w misjach kosmicznego górnictwa na planetoidach.
Według planu, sonda DART o wadze 300 kilogramów uderzy w mniejszą planetoidę z prędkością 6 km/s (22 tysiące km/h). Będzie to pierwsza w historii ludzkości misja testująca tzw. technologię uderzenia kinetycznego w kosmiczną skałę. Didymos należy do grupy Amora, czyli obiektów potencjalnie zagrażających naszej planecie, dlatego jest dla astronomów tak świetnym obiektem do badań nad tworzeniem systemu ochrony Ziemi. Uderzenie ma zmienić orbitę planetoidy o kilka milimetrów. Wydaje się to mało, ale w zupełności wystarczy, by na dystansie milionów kilometrów jej lotu, trajektoria zmieniła się tak bardzo, że obiekt ominie Ziemię.
The Planetary Science Journal informuje, że w trakcie uderzenia sondy w powierzchnię planetoidy, w przestrzeń kosmiczną zostanie wyrzucony materiał skalny, którego strumień skieruje się w stronę naszej planety. Meteoroidy wpadające w atmosferę mogą stworzyć zapierający dech w piersi spektakl spadających gwiazd. Miejmy tylko nadzieję, żeby na Ziemię nie spadły duże skały, bo jeśli to nastąpi nad metropoliami, to mogą doprowadzić do kataklizmu.
Misja DART i HERA niewątpliwie będą jednymi z najbardziej karkołomnych misji w historii ludzkości. Co ciekawe, w projekt włączy się również SpaceX. Firma Elona Muska będzie odpowiadała za wystrzelenie pojazdu DART w kosmos za pomocą rakiety Falcon-9. Start ma nastąpić w czerwcu 2021 roku z Bazy Sił Powietrznych Vandenberg w Kalifornii. Trzymajmy kciuki, aby misje HERA/AIDA i DART powiodły się, a naukowcom udało się osiągnąć zakładane cele. Od tego bowiem będzie zależała spokojna przyszłość naszej egzystencji na Błękitnej Planecie.
Źródło: GeekWeek.pl/ESA/NASA / Fot. ESA
Hera: Our planetary defence mission
https://www.youtube.com/watch?time_continue=85&v=8PIwxKma1tw&feature=emb_logo

https://www.geekweek.pl/news/2020-09-16/esa-oficjalnie-oglosila-swoja-pierwsza-kosmiczna-misje-ratowania-ziemi-film/

ESA oficjalnie ogłosiła swoją pierwszą kosmiczną misję ratowania Ziemi [FILM].jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić obrazków. Dodaj lub załącz obrazki z adresu URL.

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.