Skocz do zawartości

Astronomiczne Wiadomości z Internetu


Rekomendowane odpowiedzi

Pomyślne testy spadochronów łazika Rosalind Franklin
2021-01-10.
W 2020 r. po raz pierwszy ukończono pomyślnie pełny test wysokościowy spadochronów, które mają pomóc w lądowaniu na Marsie europejskiego łazika Rosalind Franklin. Zmodyfikowany system po dwóch nieudanych testach w 2019 r. zdaje się już działać poprawnie.
W 2020 r. w kierunku Marsa poleciały trzy misje: kolejny amerykański łazik Perseverance, pierwszy chiński pojazd Tianwen-1 wraz z orbiterem oraz pierwszy arabski orbiter marsjański Al Amal. W tym gronie miał znaleźć się też europejski łazik Rosalind Franklin wysłany w ramach misji ExoMars. Niestety, problemy techniczne m.in. ze spadochronami i pandemia koronawirusa, która opóźniła ich testy, wymusiła opóźnienie lotu do 2022 r.

Pierwszy udany test spadochronów
Po miesiącach opóźnień i sytuacji związanej z pandemią dopiero w listopadzie 2020 r. udało się zorganizować pełnoskalowy test wysokościowy spadochronów misji w Oregon w Stanach Zjednoczonych. Zestaw spadochronów z symulatorem masy zostały podniesione na wysokość 29 km za pomocą balonu stratosferycznego. Z tej pozycji zostały zrzucone i przeprowadzono testową procedurę ich otwarcia.
Czas i sposób otwarcia dwóch głównych spadochronów przebiegł poprawnie. Oba spadochrony zwalniały zestaw w prawidłowy sposób. Po odzyskaniu spadochronów po teście okazało się, że czasza pierwszego głównego spadochronu została lekko uszkodzona (cztery niewielkie rozdarcia) i drugi także miał niewielkie rozdarcie. Uszkodzenia powstały prawdopodobnie na wczesnym etapie otwarcia obu spadochronów. Inżynierowie będą analizować dane z testu, by wprowadzić kolejne ulepszenia.

Koniec problemów ze spadochronami?
System spadochronowy misji ExoMars składa się z dwóch głównych spadochronów, a każdy z nich jest otwierany przez spadochrony pilotujące. Pierwszy spadochron otworzy się w atmosferze Marsa przy prędkości 1700 km/h, a około 20 sekund później drugi, gdy cały moduł lądownika będzie podróżował z prędkością 400 km/h. Na wysokości 1 km ostatnią fazę opadania kontrolować będą silniki rakietowe rosyjskiej platformy Kazachok, która sprowadzi łazik na powierzchnię.
Był to pierwszy udany test zestawu po dwóch wysokościowych testach w 2019 r., w których materiał z którego skonstruowane są spadochrony uległ dużym zniszczeniom. Spadochrony do zeszłorocznego testu znacznie usprawniono: poprawiono torbę na pierwszy główny spadochron, wzmocniono też kevlarem rejon w okolicy otworu wentylującego na środku czaszy. W drugim głównym spadochronie również poprawiono torbę oraz dodano wzmacniające strukturę pierścienie kevlarowe na czaszy.
Przeczytaj też: Inżynier ESA dla Uranii o możliwościach pierwszego europejskiego łazika marsjańskiego
Następne testy spadochronów zostaną przeprowadzone na poligonie w Kirunie w Szwecji w pierwszej połowie 2021 r. Na te testy planowane jest wprowadzenie kolejnych ulepszeń. Wzmocnione zostaną na pewno linki drugiego spadochronu. Cały system musi zostać zakwalifikowany do lotu we wrześniu 2022 r.

Podsumowanie
ExoMars to wspólny projekt ESA i Roskosmosu. W 2016 r. na orbitę wokół Marsa trafiła pierwsza sonda tej serii – Trace Gas Orbiter. Statek działa do dzisiaj i dostarcza cennych danych naukowych na temat marsjańskiej atmosfery. Pełni też rolę pośrednika w komunikacji z amerykańskimi misjami InSight i łazika Curiosity. Europa wysłała też w 2016 r. testowy lądownik Schiaparelli, który jednak rozbił się na powierzchni z powodu błędu systemu nawigacyjnego, który spowodował przedwczesne odrzucenie spadochronów i wyłączenie silników rakietowych platformy lądownika.
Za testy odpowiada zespół złożony z przedstawicieli Europejskiej Agencji Kosmicznej, firm TASinl, TASinF, Vorticity i Arescosmo. Infrastrukturę do testów balonowych zapewniła Near Space Corporation.
Łazik Rosalind Franklin wyląduje w 2023 r. na równinie Oxia Planum na północnej półkuli Marsa.
 
 
Opracował: Rafał Grabiański
Więcej informacji:
•    Informacja ESA o testach spadochronów misji ExoMars
 
 
Na zdjęciu: Grafika prezentująca profil otwierania spadochronów podczas lądowania łazika Rosalind Franklin. Źródło: ESA.
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/pomyslne-testy-spadochronow-lazika-rosalind-franklin

Pomyślne testy spadochronów łazika Rosalind Franklin.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • Odpowiedzi 20 tyś
  • Utworzony
  • Ostatnia odpowiedź

Najczęściej odpowiadający w tym temacie

Najczęściej odpowiadający w tym temacie

Popularne odpowiedzi

Astronomiczna wiadomość z internetu.   Kochani. Jako, że jakoś tak lubię liczby czy statystyki oświadczam, że kolega Paweł zapisał już 200 stron informacji o Wszechświecie. Myślę, że należą się mu p

Hiperolbrzym UY Scuti jest największą znaną człowiekowi gwiazdą. Wszechświat jest niesamowicie wielki i niezwykle trudno jest pojąć jego rozmiary, zakładając że posiada on w ogóle jakieś granice. Pod

Naukowcy nadal nie wiedzą skąd wzięły się dziwne światła na powierzchni Ceresa admin Należąca do NASA sonda kosmiczna Dawn nadal zbliża się do planety karłowatej Ceres, znajdującej się w Pasie Aster

Dodane obrazy

Atmosfera na Marsie zniknęła z powodu wiatru słonecznego
Autor: admin (2021-01-10)
Około cztery miliardy lat temu Mars posiadał atmosferę i prawdopodobnie był bardzo podobny do Ziemi. Na jego powierzchni znajdowału się liczne rzeki i jeziora skąpane w promieniach Słońca. Być może stwarzały nawet warunki niezbędne do powstania życia. Ale potem coś się wydarzyło i izolująca atmosfera Marsa praktycznie zniknęła.
Narażona na wpływ kosmicznego pierwiastka Czerwona Planeta z czasem zamieniła się w suche, zamarznięte pustkowie, jakie znamy dzisiaj. Do niedawna naukowcy zastanawiali się, co faktycznie stało się z marsjańską atmosferą, ale dane uzyskane za pomocą misji NASA MAVEN nie są jednoznaczne. Naukowcy pracujący nad projektem szacują, że znaczna część atmosfery Marsa została zdmuchnięta przez wiatr słoneczny, czyli strumienie naładowanych cząstek, które nieustannie emitowane są z naszej gwiazdy. Ciekawe jest również to, że Czerwona Planeta nadal traci w ten sposób część swojej rzadkiej atmosfery.
Naukowcy od dłuższego czasu wiedzą o tym, że Mars wciąż traci resztki swojej atmosfery. Jednak dane z misji MAVEN wskazały, jak ważny był ten proces w całej historii planety. Naukowcy z Goddard Space Flight Center NASA doszli do wniosku, że znaczna część atmosfery Marsa została utracona w kosmosie, a nie tak jak sugerują inni eksperci, uwięziona na planecie. Kluczem do rozwiązania zagadki był pomiar gazu szlachetnego - argonu.
Przypomnijmy, że gazy szlachetne to grupa pierwiastków chemicznych o podobnych właściwościach takie jak hel, neon, argon, krypton, ksenon i radioaktywny radon. W normalnych warunkach są to bezbarwne, bezwonne i pozbawione smaku gazy jednoatomowe o bardzo niskiej reaktywności chemicznej.
Autorzy badania zwrócili szczególną uwagę na wiatr słoneczny, naładowane cząsteczki emitowane ze Słońca, które uderzają w cząsteczki w atmosferze, tworząc nowe naładowane cząstki - jony. Wiatr słoneczny łatwo zbiera jony i przenosi je w kosmos. Co ciekawe, podczas tego procesu lżejsze cząsteczki znikają z atmosfery. Dzieje się tak, ponieważ takie cząsteczki z większym prawdopodobieństwem wzniosą się wysoko w atmosferę, w którą uderza wiatr słoneczny.
Dzięki pomiarom z sondy MAVEN, naukowcy porównali stężenia argonu-36 i argonu-38 na różnych wysokościach w atmosferze Marsa i określili, o ile lżejszy argon-36 zniknął z atmosfery w czasie. Następnie wykorzystali te informacje do symulacji wpływu wiatru słonecznego na inne typy cząsteczek w atmosferze Marsa i doszli do wniosku, że około 66% atmosfery Marsa uciekło w kosmos w ciągu ostatnich czterech miliardów lat.
Naukowcy zauważają, że tajemnica zniknięcia atmosfery na Marsie została tylko częściowo rozwiązana. Chociaż większość z niej ginie w kosmosie, wiele innych procesów na planecie mogło również odegrać jakąś rolę w zanikaniu atmosfery.
 Źródło: NASA
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/atmosfera-na-marsie-zniknela-z-powodu-wiatru-slonecznego

Atmosfera na Marsie zniknęła z powodu wiatru słonecznego.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Brązowy karzeł Luhman 16B doskonale udaje Jowisza. Kolorowe chmury, potężne cyklony
2021-01-10. Radek Kosarzycki
Między rodziną planet a rodziną gwiazd znajduje się pokaźna grupa obiektów pośrednich: brązowych karłów, tzw. nieudanych gwiazd. Astronomowie postanowili sprawdzić jak wyglądają ich atmosfery: czy przypominają gwiazdy, czy jednak planety.
Brązowe karły to obiekty masywniejsze od planet, które na etapie powstawania nie przyciągnęły wystarczająco wysokiej masy, aby w ich wnętrzu pojawiło się na tyle wysokie ciśnienie, aby rozpocząć procesy fuzji wodoru charakterystyczne dla gwiazd. Taki obiekt, choć gorący na początku swojej ewolucji, nie produkuje w swoim jądrze żadnej energii, a jedynie przez miliardy lat emituje w przestrzeń już posiadane ciepło, stopniowo ochładzając się i ciemniejąc.
Rozmiarami przeciętny brązowy karzeł przypomina Jowisza, największą planetę Układu Słonecznego, ale jednocześnie jest on dużo gęstszy, jego masa jest zazwyczaj kilkadziesiąt razy wyższa od masy Jowisza. Jednocześnie ostatnie lata przyniosły badaczom wiele dowodów na to, że brązowe karły, podobnie do planet posiadają własne atmosfery. Powstało zatem pytanie, czy na zewnątrz brązowy karzeł także przypomina Jowisza, z jego barwnymi pasami i wirami. Taka informacja mogłaby wiele powiedzieć o procesach zachodzących bezpośrednio na powierzchni brązowego karła, o wiejących na niej wiatrach czy o dystrybucji ciepła na całym globie.
Badacze z Uniwersytetu Arizony, którzy mają już spore doświadczenie w mapowaniu atmosfer brązowych karłów przyjrzeli się za pomocą kosmicznego teleskopu TESS dwóm najbliższym (jak dotąd odkrytym) brązowym karłom. Owszem, teleskop taki wciąż nie jest w stanie po prostu wykonać zdjęcia tarczy brązowego karła, ale jest w stanie bardzo precyzyjnie mierzyć jasność jego powierzchni. Zmiany jasności zarejestrowane w trakcie rotacji brązowego karła wokół własnej osi, we współpracy z modelami astrofizycznymi, pozwalają badaczom odtworzyć wygląd atmosfery.
Brązowe karły Luhman 16A oraz 16B znajdują się zaledwie 6,5 roku świetlnego od Ziemi. Zważając na to, że najbliższa jakakolwiek gwiazda – Proxima Centauri – znajduje się 4,26 lat świetlnych od Ziemi, to jest to naprawdę blisko. Oba karły rozmiarami zbliżone są do Jowisza, a ich masy to odpowiednio 34 i 28 mas Jowisza.
Dzięki temu, że obserwacje prowadzone z przestrzeni kosmicznej nie są przerywane przez cykl dnia i nocy na Ziemi, astronomowie mogli zaobserwować wiele następujących po sobie obrotów karła i tym samym stworzyć szczegółowy model jego atmosfery.
Okazało się, że atmosfera brązowego karła Luhman 16B pod wieloma względami przypomina atmosferę Jowisza. Owszem, jest ona 1000 stopni gorętsza od jowiszowej, ale występują w niej równoległe do równika jaśniejsze i ciemniejsze pasy, charakteryzujące się różną prędkością wiejących w nich wiatrów. Takie wiatry rozprowadzają po atmosferze ciepło uciekające z wnętrza brązowego karła. Co więcej, w regionach okołobiegunowych można zaobserwować wiry przypominające te na Jowiszu.
Badacze zauważają, że wnioski płynące z ich badań będzie można zastosować do analizowania atmosfer planet pozasłonecznych. Jeżeli atmosfera brązowego karła o masie kilkadziesiąt razy większej od masy największej planety w Układzie Słonecznym nie różni się znacząco od masy Jowisza, to można zakładać, ze odkrywane planety pozasłoneczne, także będą wykazywały się podobnymi cechami atmosferycznymi.
Chasing Storms in Brown Dwarfs with NASA’s TESS Exoplanet Hunter Telescope
https://www.youtube.com/watch?v=-Td_efOMIBY&feature=emb_logo

https://spidersweb.pl/2021/01/brazowy-karzel-luhman-16b-atmosfera.html

Brązowy karzeł Luhman 16B doskonale udaje Jowisza. Kolorowe chmury, potężne cyklony.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pierwszy start orbitalny w 2021 roku
2021-01-11. Krzysztof Kanawka
Ósmego stycznia rakieta Falcon 9 wyniosła satelitę telekomunikacyjnego Türksat 5A. Był to pierwszy start rakiety orbitalnej w 2021 roku – a zarazem pierwsze lądowanie dolnego stopnia.
Rakieta Falcon 9 wystartowała 8 stycznia 2021 o godzinie 03:15 CET z wyrzutni LC-40 na Florydzie. Lot przebiegł prawidłowo i satelita Türksat 5A został uwolniony na prawidłowej orbicie transferowej, skąd “o własnych siłach” dotrze do wyznaczonego punktu na orbicie geostacjonarnej.
Po zakończeniu pracy pierwszy stopień rakiety Falcon 9 skierował się ku platformie Just Read The Instructions. Udane lądowanie nastąpiło około 8 minut i 30 sekund po starcie. Było to pierwsze “kosmiczne lądowanie” w 2021 roku.
Türksat 5A to turecki cywilno-wojskowy satelita telekomunikacyjny. Został on zbudowany na bazie platformy Eurostar E3000EOR firmy Airbus D&S. Jest to całkowicie elektryczny wariant popularnej platformy satelitarnej Eurostar E3000. Satelita został wyposażony w 42 transpondery na paśmie Ku. Pewna część instrumentów została zbudowana w Turcji.
Kolejny turecki satelita – Türksat 5B – ma być wyniesiony na orbitę w tym roku. Ten satelita będzie wyposażony w transpondery na paśmie Ka. Wraz z Türksat 5A, Türksat 5B znacząco podniosą możliwości telekomunikacyjne Turcji w regionie od Morza Czarnego aż do krańców Zatoki Perskiej.
Ciekawy 2021 rok dla rakiet?
Był to pierwszy start rakiety orbitalnej w 2021 roku. Prawdopodobnie ten rok będzie bardzo intensywny dla branży kosmicznej – można się spodziewać około stu startów, jeśli nie więcej. Dla porównania – w 2020 roku doszło do 104 udanych startów rakiet orbitalnych, a dziesięć było nieudanych. Ponadto, jeden start w 2020 roku celowo zakończył się zniszczeniem rakiety nośnej – nie był to jednak lot orbitalny.
W tym roku powinno dojść do debiutów kilku nowych rakiet nośnych. Prawdopodobnie najpopularniejszą rakietą nośną w 2021 roku będzie Falcon 9. Ponadto, możemy spodziewać się także testów prototypów rakiety Starship – czy także ponad granicę kosmosu?
Ten start jest komentowany w wątku na Polskim Forum Astronautycznym.
(S-X, PFA)
Turksat 5A Mission
Zapis misji wyniesienia satelity Türksat 5A / Credits – SpaceX
https://www.youtube.com/watch?v=9I0UYXVqIn8&feature=emb_logo

Tuż po lądowaniu pierwszego stopnia Falcona 9 – 08.01.2021 / Credits – SpaceX
https://kosmonauta.net/2021/01/pierwszy-start-orbitalny-w-2021-roku/

Pierwszy start orbitalny w 2021 roku.jpg

Pierwszy start orbitalny w 2021 roku2.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wybitny astrofizyk o tym, co Elon Musk może zrobić z Marsem

2021-01-11.

Michio Kaku, wybitny astrofizyk, powiedział, że jego zdaniem Elon Musk może doprowadzić do kolonizacji Marsa przy pomocy samoreplikujących się robotów. Zdaniem Kaku, plan Muska jest spuścizną wizji Carla Sagana, znanego popularyzatora nauki.

Dekady temu, znany astrofizyk Carl Sagan, podkreślił, że jego zdaniem człowiek musi stać się gatunkiem międzyplanetarnym, gdyż pewnego dnia Ziemi może zagrozić zbłąkana asteroida. Sagan już nie żyje, ale zdaniem Michio Kaku, jego wizję kontynuuje właśnie Musk.

 Ziemia doświadczyła co najmniej pięci okresów wymierania i jest wielce prawdopodobne, że doświadczy także szóstego. Może ono zostać zainicjowane przez miany klimatyczne albo uderzenie asteroidy.

- Prawdopodobieństwo, że Ziemia zostanie uderzona przez zagrażającą cywilizacji asteroidę w następnym stuleciu jest nieco mniejsze niż jeden na tysiąc. Prawdopodobieństwo śmierci w wyniku katastrofy lotniczej wynosi jeden na dwa miliony - powiedział kiedyś Carl Sagan.

Kolonizacja Marsa wydaje się być zatem priorytetem. Zdaniem Michio Kaku, Elon Musk może zrealizować ten plan, ale będzie potrzebował armii samoreplikujących się robotów.


 Jako polisa ubezpieczeniowa, musimy się upewnić, że ludzie staną się dwuplanetowym gatunkiem. To są wytyczne Carla Sagana. A teraz Elon Musk ożywił tę wizję, mówiąc o międzyplanetarnym gatunku. Chce wysłać nawet milion kolonistów na Marsa przez swoje rakiety - powiedział Michio Kaku.
Kaku nie ignoruje jednak kolosalnych wyzwań, przed jakimi stanie ludzkość na drodze do osiedlenia się na Marsie. Jedną z głównych przeszkód jest gigantyczny projekt ustawy o podróży na Marsa. Nawet dla Elona Muska podróż na Marsa jest poważnym przedsięwzięciem finansowym, do którego należy dążyć.

Aby złagodzić ten finansowy cios, Kaku uważa, że bardziej efektywną drogą jest wysłanie robotów na Czerwoną Planetę, gdzie będą mogły budować lokalne siedliska dla przyszłych astronautów.

- Z jednym samoreplikującym się robotem, dostajemy dwa, potem cztery, potem osiem, 16, 32, 64, aż otrzymamy armię tych robotów, które mogą budować miasta na Marsie. To może być dobry pomysł - dodał Kaku.

Żyjemy w czasach pandemii COVID-19, ale zdaniem Kaku, projekt Muska powinien być realizowany pomimo zagrożenia wirusowego. Daje bowiem nadzieje na lepszą przyszłość - całego gatunku ludzkiego.

 Michio Kaku - urodzony w 1947 roku Amerykanin japońskiego pochodzenia,  fizyk teoretyk i profesor, znany badacz teorii strun, ma na swoim koncie ponad 70 prac i kilkanaście ksiażek

 
Michio Kaku o tym, jak możemy skolonizować Marsa /AFP

Kolonizacja Marsa wcześniej czy później powinna stać się faktem /123RF/PICSEL

Źródło: INTERIA
 
https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/misje/news-wybitny-astrofizyk-o-tym-co-elon-musk-moze-zrobic-z-marsem,nId,4976642

Wybitny astrofizyk o tym, co Elon Musk może zrobić z Marsem.jpg

Wybitny astrofizyk o tym, co Elon Musk może zrobić z Marsem2.jpg

Wybitny astrofizyk o tym, co Elon Musk może zrobić z Marsem3.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Elon Musk sprzeda cały swój majątek i wyda około 188 miliardów dolarów na kolonizację Marsa
Autor: tallinn (2021-01-11)
Szef SpaceX i Tesla Inc, Elon Musk, nie przejmuje się tym, że stał się najbogatszym człowiekiem na świecie. Jego głównym celem nie są pieniądze, ale kolonizacja Marsa. Wcześniej mówił o tym, że wszystkie jego biznesy dążą do tego celu. Teraz wydaje się, że jest to najlepszy czas na realizację tych planów.
Musk ogłosił, że w najbliższej przyszłości sprzeda cały swój majątek, zamieniając go na pieniądze, aby przyspieszyć przygotowania do lotu na Marsa wraz z dalszą kolonizacją Czerwonej Planety. Mówi, że nie potrzebuje nieruchomości. Twierdzi, że może spać w biurze w fabryce Tesli. Jego dzieci potrzebują domu, ale on może go wynająć bez konieczności bycia właścicielem.
Posiada sporo nieruchomości, ich łączna wartość sięga 100 mln dol. W 2020 roku Musk sprzedał już kilka domów. Teraz zrobi to samo z resztą majątku. Cóż, oprócz wszystkich swoich funduszy, jest również gotowy zainwestować w rozwój Marsa.
„Uważam, że bardzo ważne jest, aby ludzkość stała się cywilizacją kosmiczną, gatunkiem międzyplanetarnym. Mam zamiar wydać dużo środków, aby stworzyć miasto na Marsie. Chcę zainwestować jak najwięcej. Mówiąc to wszystko, mówię poważnie. Nie zamierzam już korzystać z mojej nieruchomości. Ludzie mówią, że mam tego dużo, ale OK, teraz nie będę miał nic ”.
Przedsiębiorca rozumie, że lot na Marsa jest dla wielu osób niedostępny ze względu na bardzo wysoki koszt wyprawy. Dlatego na kolonizację Marsa przekaże fundusze tym, którzy ich nie mają. Ponadto wszyscy ci ludzie znajdą pracę na innej planecie.
Sam Mars Elon Musk planuje ogłosić niezależność od Ziemi. Wcześniej stwierdził już, że prawa Ziemi nie będą miały zastosowania na Czerwonej Planecie. Nie zostało wypowiedziano podczas występu. Odpowiednie postanowienia są zamieszczone w Umowie użytkownika Starlink, sieci i usługach Internetu satelitarnego.
Wszystko to zostało opisane w podrozdziale „Obowiązujące prawa”, który mówi, że SpaceX nie będzie przestrzegać praw międzynarodowych poza Ziemią. Zamiast tego firma ustanowi zasady samorządności i wykorzysta je dla dobra ludzkości.
Przedsiębiorca ogłasza Marsa „wolną planetą”, na której będą działać jego własne prawa. Sekcja warunków mówi, że na Ziemi i Księżycu firma przestrzega praw ziemskich, ale na Marsie to już inna sprawa, tu będą „ustalone zasady samorządności ukierunkowane na pomyślność przyszłej kolonii”. Wszystko zacznie działać dopiero wtedy, gdy na Marsie pojawi się kolonia.
Wcześniej Musk wielokrotnie powtarzał, że zamierza zbudować na Marsie osadę, która nie będzie zależała od dostaw surowców z Ziemi. Będzie to całkowicie autonomiczna osada, a teraz stało się jasne, że przez „autonomię” szef SpaceX rozumie nie tylko żywność, wodę, odzież, sprzęt, paliwo, ale także ustawodawstwo.
Dlaczego trzeba kolonizować Marsa? Po to, aby ludzkość miała „kopię zapasową”, która może zostać wykorzystana w przypadku globalnych problemów, które doprowadzą do jej zagłady. Mowa o trzeciej wojnie światowej, infekcjach czy czymś podobnym. Musk wielokrotnie twierdził, że bez założenia kolonii na innej planecie w Układzie Słonecznym ludzkość jest skazana na zagładę.
„Jeśli zbudujemy tyle statków kosmicznych, ile mamy rakiet Falcon, czyli około stu i każda z nich dostarczy na orbitę sto ton ładunku, to pojemność osiągnie 10 milionów ton ładunku rocznie” - napisał szef SpaceX.
Musk naprawdę zwykle robi to, co mówi. Obecnie aktywnie rozwija program marsjański i finalizuje pojazd startowy zdolny do wysłania ładunku i kolonistów na Marsa. Jednocześnie przedsiębiorca rozumie, że najprawdopodobniej będzie to bilet w jedną stronę, przynajmniej dla pierwszych kolonistów, ale nawet w takich warunkach wolontariuszy jest więcej niż trzeba.
Elon Musk Interview on AI, Mars, and Business | SpaceX
https://www.youtube.com/watch?v=GKGHMBf8wwc&feature=emb_logo
Źródło: youtube.com
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/elon-musk-sprzeda-caly-swoj-majatek-i-wyda-okolo-188-miliardow-dolarow-na-kolonizacje

Elon Musk sprzeda cały swój majątek i wyda około 188 miliardów dolarów na kolonizację Marsa.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Potężne gwiezdne rozbłyski mogą nie zakłócać życia na egzoplanetach, a wręcz ułatwiają jego wykrycie
Autor: Zmrozik (11 Styczeń, 2021)
Według nowych badań, choć gwałtowne i nieprzewidywalne, gwiezdne rozbłyski niekoniecznie kolidują z formowaniem się życia. Rozbłyski gwiazd emitowane przez gwiazdy to nagłe emisje naładowanych cząstek, które podróżują przez przestrzeń. Na Ziemi rozbłyski słoneczne czasami uszkadzają satelity i zakłócają komunikację radiową.  Bywa jednak tak, że rozbłysk jest tak potęzny, że może nawet zdziesiątkować żywe organizmy.
Potężne rozbłyski gwiezdne są również zdolne do niszczenia gazów atmosferycznych, takich jak ozon. Bez ozonu szkodliwe poziomy promieniowania ultrafioletowego mogą przenikać do atmosfery planety, zmniejszając w ten sposób szanse na schronienie się jakiegoś życia na powierzchni.
Łącząc chemię atmosferyczną i modelowanie klimatu 3D z danymi z obserwowanych rozbłysków w odległych gwiazdach, zespół kierowany przez Northwestern University odkrył, że rozbłyski gwiazd mogą odgrywać ważną rolę w długoterminowej ewolucji atmosfery planety i jej zdolności do zamieszkania.
Porównano skład chemiczny atmosfery planet doświadczających częstych rozbłysków z planetami bez rozbłysków. Długoterminowy skład chemiczny atmosfery okazał się bardzo różny. Ciągłe rozbłyski w rzeczywistości wprowadzają skład atmosfery takiej planety w nowy stan równowagi chemicznej.
To prowadzi do konkluzji, że gwiezdne rozbłyski nie zakłócają życia, tak jak przypuszczano. W niektórych przypadkach wybuchy gwiazdy nie niszczą całego ozonu atmosferycznego dlatego życie na powierzchni wciąż ma szansę przetrwać. Wszystkie gwiazdy, w tym nasze Słońce, okresowo doświadczają erupcji uwalniając zmagazynowaną energię. Na szczęście dla ziemskich organizmów żywych rozbłyski słoneczne mają zwykle minimalny wpływ na planetę.
Niestety, większość egzoplanet potencjalnie nadających się do zamieszkania ma mniej szczęścia. Aby planety były zdolne do życia, muszą znajdować się wystarczająco blisko gwiazdy, aby woda nie zamarzła, ale nie na tyle blisko, aby mogła wyparować. Badano planety krążące w strefach nadających się do zamieszkania w okolicach karłów klasy M i K - najbardziej często występujących gwiazd we Wszechświecie. Nadające się do zamieszkania strefy wokół tych gwiazd są węższe, ponieważ gwiazdy te są mniejsze i słabsze niż gwiazdy takie jak Słońce. Z drugiej strony uważa się, że karły M i K emitują częstsze rozbłyski niż Słońce, a ich planety są zsynchronizowane z pływami gwiazdy i prawdopodobnie nie mają pól magnetycznych, które pomagałyby odchylać wiatr gwiezdny jak to ma miejsce w przypadku Ziemi.
Długoterminowe badania układów gwiezdnych karłowatych typu M wskazują, że wybuchy zachodzą tam co kilka godzin lub dni. Chociaż te krótkie ramy czasowe są trudne do modelowania, uwzględnienie efektów rozbłysków jest ważne, aby stworzyć pełniejszy obraz atmosfer egzoplanet. Naukowcy osiągnęli to, włączając dane dotyczące rozbłysków z badania TESS przeprowadzonego przez NASA, rozpoczętego w 2018 roku, do swoich modeli.
Jeśli na egzoplanetach karłowatych klasy M i K występuje życie, to wcześniejsze badania sugerują, że rozbłyski gwiazd mogą ułatwić jego wykrycie. Na przykład gwiezdne rozbłyski mogą zwiększyć ilość gazów wskazujących na życie (takich jak dwutlenek azotu, podtlenek azotu i kwas azotowy) z poziomu subtelnego do wykrywalnego. Zjawiska pogody kosmicznej są zwykle postrzegane jako uszkodzenie siedlisk jednak te badania pozwalają oszacować, że niektóre aspekty pogody kosmicznej mogą faktycznie pomóc nam w wykryciu oznak obecności ważnych gazów, które mogą wskazywać na istnienie procesów biologicznych.
W analizach tego zagasnienia wzięli udział naukowcy posiadający szeroką wiedzę i doświadczenie, w tym klimatolodzy, naukowcy zajmujący się egzoplanetami i astronomowie. Wyniki badania zostało opublikowane 21 grudnia w czasopiśmie Nature Astronomy.
Źródło: 123rf.com
https://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/potezne-gwiezdne-rozblyski-moga-nie-zaklocac-zycia-na-egzoplanetach-wrecz-ulatwiaja-jego

Potężne gwiezdne rozbłyski mogą nie zakłócać życia na egzoplanetach, a wręcz ułatwiają jego wykrycie.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

NASA ogłosiła cztery małe misje do badania kosmosu
2021-01-11.
Czy niewielkie satelity i balony będą skuteczne w odkrywaniu zagadek Wszechświata? NASA chce to sprawdzić i wybrała cztery małe misje astrofizyczne do dalszych prac w ramach projektu Pioneers.
Mają badać ewolucję galaktyk, planety pozasłoneczne, neutrina wysokich energii i łączenie się gwiazd neutronowych.
Jak wskazał 7 stycznia Thomas H. Zurbuchen z Dyrekcji Misji Naukowych NASA, założenia naukowe wybranych misji stosują nieszablonowe podejścia do problemu wykonywania eksperymentów astrofizycznych o dużym wpływie naukowym, ale z małym budżetem. Każdy z eksperymentów zrobi coś, czego żadna inna obecna misja NASA nie wykonuje, tym samym wypełniając istotne braki w naszym zrozumieniu Wszechświata.
NASA wybrała do dalszych prac cztery projekty spośród około dwudziestu pomysłów. Pomysłodawcy musieli wykazać się kreatywnością w projektowaniu misji, aby utrzymać niski (jak na misje kosmiczne) poziom wydatków. Limit kosztów dla pojedynczego projektu to 20 milionów dolarów.
Wśród wybranych projektów są Aspera, Pandora, StarBurst i PUEO.
Pierwszy z nich, Aspera, to mały satelita, który będzie prowadził obserwacje w ultrafiolecie w celu badania ewolucji galaktyk. Ma badać zimny gaz w przestrzeni pomiędzy galaktykami (tzw. ośrodek międzygalaktyczny) oraz napływanie i wypływanie gazu z galaktyk. Projekt ten prowadzi University of Arizona.
Pandora to również mały satelita, który będzie miał za zadanie zbadanie20 gwiazd i ich 39 planet w zakresie widzialnym i podczerwonym. Ma być w stanie rozróżnić sygnały od gwiazdy i atmosfer planet, co pomoże w zrozumieniu, w jaki sposób światło gwiazd wpływa na pomiary planet pozasłonecznych. Tutaj główną instytucją prowadząca projekt jest NASA Goddard Space Flight Center.
Trzecią misją małych satelitów będzie StarBurst do wykrywania wysokoenergetycznego promieniowania gamma od zdarzeń takich, jak łączenie się gwiazd neutronowych. Da to naukowcom dodatkowe dane dotyczące tych procesów, które poznajemy także dzięki obserwatoriom fal grawitacyjnych. W trakcie połączenia gwiazd neutronowych powstaje większość ciężkich pierwiastków we Wszechświecie, takich jak złoto czy platyna. Do tej pory jedynie jedno takie zdarzenie udało się zaobserwować jednocześnie na falach grawitacyjnych i w promieniowaniu gamma. StarBurst ma wykrywać ich 10 rocznie. Misję prowadzi NASA Marshall Space Flight Center.
Czwartym z projektów jest PUEO, misja balonowa, która ma wystartować z Antarktydy. Jej zadaniem będzie wykrywanie sygnałów od niezwykle wysokoenergetycznych neutrin. Cząstki te mogą dać naukowcom cenne informacje na temat najbardziej energetycznych procesów astrofizycznych, takich jak tworzenie się czarnych dziur i łączenie się gwiazd neutronowych. Neutrina potrafią podróżować przez kosmos w sposób niezaburzony, przynosząc informacje o zdarzeniach, które nastąpiły miliardy lat świetlnych od nas. PUEO ma być najbardziej czułym przeglądem wysokoenergetycznych neutrin z kosmosu. Projekt poprowadzi University of Chicago. (PAP)
cza/ agt/
Gdy zderzają się gwiazdy neutronowe, powstaje dżet z cząstkami poruszającymi się prawie z prędkością światła, wytwarzając krótki błysk promieniowania gamma. Źródło: NASA Goddard Space Flight Center/CI Lab.

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C85765%2Cnasa-oglosila-cztery-male-misje-do-badania-kosmosu.html

NASA ogłosiła cztery małe misje do badania kosmosu.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dokonano pomiaru masy masywnej młodej gromady galaktyk
2021+01-11.
Astronomowie przeprowadzili najbardziej szczegółowe jak dotąd badanie niezwykle masywnej, młodej gromady galaktyk. Obraz wykonany na wielu długościach fali pokazuje tę gromadę galaktyk, noszącą nazwę IDCS J1426.5+3508 (w skrócie IDCS J1426), w promieniach rentgenowskich z obserwatorium Chandra, świetle widzialnym z HST i w podczerwieni ze Spitzera.

Ta rzadka gromada galaktyk, znajdująca się w odległości 10 mld lat świetlnych od Ziemi, waży prawie 500 bilionów Słońc. Obiekt ten ma ważne implikacje dla zrozumienia, w jaki sposób te megastruktury tworzyły się i ewoluowały we wczesnym Wszechświecie. Astronomowie zaobserwowali IDCS J1426, gdy Wszechświat miał mniej niż ⅓ obecnego wieku. Jest to najmasywniejsza wykryta gromada galaktyk w tak wczesnym okresie.

Po raz pierwszy odkryta przez teleskop Spitzera w 2012 roku, IDCS J1426 została następnie zaobserwowana przy pomocy teleskopu Hubble’a i Obserwatorium Kecka, aby określić jej odległości. Obserwacje z Combined Array for Millimeter Wave Astronomy (CARMA) wykazały, że była ona niezwykle masywna. Nowe dane z Chandra potwierdzają masę gromady i pokazują, że około 90% jej masy jest w postaci ciemnej materii, tajemniczej substancji, która do tej pory była wykrywana tylko przez jej przyciąganie grawitacyjne normalnej materii złożonej z atomów.

W pobliżu środka gromady, ale nie dokładnie w środku, znajduje się obszar jasnej emisji promieniowania X. Lokalizacja tego „jądra” gazu sugeruje, że gromada stosunkowo niedawno, być może w ciągu ostatnich 500 mln lat, doświadczyła kolizji lub interakcji z innym masywnym układem galaktyk. Spowodowałoby to, że jądro „rozchlapałoby się” jak wino w ruchomym kieliszku i zostałoby przesunięte, jak to wynika z danych Chandra. Taka kolizja nie byłaby zaskakująca, zważywszy na to, że astronomowie obserwują IDCS J1426, gdy Wszechświat miał zaledwie 3,8 mld lat. Naukowcy uważają, że aby ogromna struktura mogła powstać tak szybko, zderzenia z mniejszymi gromadami prawdopodobnie odegrałyby rolę w rozwoju dużej gromady.

Jądro to, chociaż wciąż bardzo gorące, zawiera gaz chłodniejszy niż jego otoczenie. To najodleglejsza gromada galaktyk, w której zaobserwowano takie „chłodne jądro” gazu. Astronomowie uważają, że te chłodne rdzenie są ważne dla zrozumienia tego, jak szybko gorący gaz ochładza się w gromadach, wpływając na tempo narodzin gwiazd. To tempo stygnięcia może zostać spowolnione przez wybuchy znajdującej się w centrum gromady supermasywnej czarnej dziury. Oprócz chłodnego jądra gorący gaz w gromadzie jest niezwykle symetryczny i gładki. Jest to kolejny dowód na to, że IDCS J1426 powstała bardzo szybko we wczesnym Wszechświecie. Pomimo dużej masy i gwałtownej ewolucji tej gromady, jej istnienie stanowi zagrożenie dla standardowego modelu kosmologicznego.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
Chandra

Urania
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2021/01/dokonano-pomiaru-masy-masywnej-modej.html

Dokonano pomiaru masy masywnej młodej gromady galaktyk.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ALMA uchwyciła odległą galaktykę w trakcie kolizji, która umiera, gdyż traci zdolność tworzenia gwiazd
2021-01-11.
Galaktyki zaczynają „umierać”, gdy przestają formować gwiazdy. Jednak do tej pory astronomowie nigdy nie dostrzegli wyraźnie momentu rozpoczęcia tego procesu w odległej galaktyce. Dzięki Atacama Large Millimeter/submillimeter Array (ALMA), której partnerem jest Europejskie Obserwatorium Południowe (ESO), astronomowie dostrzegli galaktykę wyrzucającą prawie połowę swojego gwiazdotwórczego gazu. Dzieje się to w zaskakującym tempie odpowiadającym 10 000 mas Słońca rocznie — galaktyka gwałtownie traci swoje paliwo do tworzenia nowych gwiazd. Badacze przypuszczają, że to spektakularne wydarzenie zostało zainicjowane przez kolizję z inną galaktyką, co może prowadzić do przemyślenia teorii na temat tego, w jaki sposób galaktyki przestają powoływać do życia nowe gwiazdy.
„Po raz pierwszy zaobserwowaliśmy typową masywną galaktykę gwiazdotwórczą w odległych Wszechświecie będącą blisko ‘śmierci’ z powodu masywnego wyrzutu zimnego gazu”
– mówi Annagrazia Puglisi z Durham University w Wielkiej Brytanii i Saclay Nuclear Research Centre (CEA-Saclay) we Francji, kierująca nowymi badaniami.
Galaktyka ta, oznaczona jako ID2299, jest na tyle odległa, że jej światło potrzebuje 9 miliardów lat, aby do nas dotrzeć, widzimy ją w stanie, gdy Wszechświat miał 4,5 miliarda lat.
Wyrzut gazu następuje w tempie odpowiadającym 10 000 masom Słońca rocznie i usunie aż 46% całkowitej masy zimnego gazu z ID2299. Ponieważ jednocześnie galaktyka tworzy gwiazdy bardzo gwałtownie, setki razy szybciej niż nasza Droga Mleczna, pozostały gaz zostanie szybko skonsumowany, „wyłączając” ID2299 w zaledwie kilkadziesiąt milionów lat.
Zespół podejrzewa, że wydarzeniem odpowiedzialnym za tak spektakularną utratę gazu, jest kolizja pomiędzy dwoma galaktykami, które połączyły się, formując ID2299. Wskazówką, która podsunęła naukowcom ten scenariusz, jest powiązanie wyrzucanego gazu z „ogonem pływowym”. Ogony pływowe to wydłużone strumienie gwiazd i gazu rozciągające się w przestrzeń międzygwiazdową, które są wynikiem połączenia dwóch galaktyk. Zwykle są zbyt słabe, aby zobaczyć je w odległych galaktykach. Jednak badaczom udało się zaobserwować względnie jasną „cechę” w chwili, gdy zaczęła swoją podróż w kosmos, a następnie zidentyfikować ją jako ogon pływowy.
Większość astronomów sądzi, że wiatry generowane przez powstawanie gwiazd i aktywność czarnych dziur w centrach masywnych galaktyk są odpowiedzialne za wyrzucanie materiału gwiazdotwórczego w przestrzeń kosmiczną, kończąc zdolność galaktyk do wytwarzania nowych gwiazd. Jednak nowe badanie opublikowane dzisiaj w Nature Astronomy sugeruje, że połączenia galaktyk (merdżery) również mogą być odpowiedzialne za wyrzucanie paliwa gwiazdotwórczego w kosmos.
„Nasze badanie sugeruje, że wyrzuty gazu mogą być wywoływane przez merdżery i że wiatry oraz ogony pływowe mogą wyglądać bardzo podobnie”
– mówi współautor Emanuele Daddi z CEA-Saclay.
Z tego powodu niektóre grupy badawcze, które wcześniej identyfikowały wiatry z odległych galaktyk, w rzeczywistości mogły obserwować ogony pływowe wyrzucające gaz.
„Może to doprowadzić nas do zrewidowania naszej wiedzy na temat tego, jak ‘umierają’ galaktyki”
– mówi Emanuele Daddi.
To zaskakujące odkrycie zostało dokonane przypadkiem, podczas gdy zespół analizował przegląd galaktyk wykonany przez ALMA, przeznaczony do badań własności zimnego gazu w ponad 100 dalekich galaktykach. ID2299 była obserwowana przez ALMA zaledwie przez kilka minut, ale potężne obserwatorium, zlokalizowane w północnym Chile, pozwoliło naukowcom zebrać wystarczającą ilość danych, aby wykryć galaktykę i wyrzucany przez nią ogon.
„ALMA rzuciła nowe światło na mechanizmy, które mogą zatrzymać formowanie gwiazd w odległych galaktykach. Bycie świadkiem tak wielkiego zakłócenia dodaje ważny element do skomplikowanej układanki galaktycznej ewolucji”
– mówi Chiara Circosta, badaczka na University College London w Wielkiej Brytania, która również wniosła wkład w badania.
W przyszłości zespół może wykorzystać ALMA do wykonania dla tej galaktyki głębszych obserwacji w większej rozdzielczości, co powinno pozwolić lepiej zrozumieć dynamikę wyrzucanego gazu. Obserwacje przy pomocy przyszłego Ekstremalnie Wielkiego Teleskopu, budowanego przez ESO, również mogą pomóc w analizie związków pomiędzy gwiazdami i gazem w ID2299, rzucając nowe światło na to, w jaki sposób ewoluują galaktyki.
Źródła:
European Southern Observatory, www.eso.org
Galaktyka ID2299, produkt zderzenia dwóch mniejszych galaktyk i część jej gazu wyrzucana przez „ogon pływowy” w wyniku połączenia. Nowe obserwacje wykonane z ALMA uchwyciły najwcześniejsze etapy tego wyrzutu, zanim smuga gazu osiągnęła bardzo dużą skalę przedstawioną przez artystę. Źródło: ESO/M. Kornmesser
https://news.astronet.pl/index.php/2021/01/11/alma-uchwycila-odlegla-galaktyke-w-trakcie-kolizji-ktora-umiera-gdyz-traci-zdolnosc-tworzenia-gwiazd/

ALMA uchwyciła odległą galaktykę w trakcie kolizji, która umiera, gdyż traci zdolność tworzenia gwiazd.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Historia badań czarnych dziur
2021-01-11.
Historia koncepcji istnienia obiektów, które obecnie nazywamy czarnymi dziurami, sięga XVIII wieku. Wówczas to angielski fizyk, astronom i geolog zasugerował, że skoro grawitacja jest siłą powszechną, to powinno podlegać jej także światło. Niedługo później francuski fizyk, matematyk i astronom Pierre Simon de Laplace wykazał, korzystając z teorii grawitacji Newtona, że jeśli tak rzeczywiście jest, to mogą istnieć obiekty tak masywne i jednocześnie na tyle małe, że światło nie może opuścić ich powierzchni, w wyniku czego nie da się ich zobaczyć. Ta koncepcja uważana jest za najwcześniejszą sugestię istnienia obiektów przypominających dzisiejsze czarne dziury, choć istnieją między nimi pewne znaczące różnice.
Początek XX wieku
W 1915 r. Albert Einstein ogłosił Ogólną Teorię Względności, a już miesiąc (!) później, w grudniu tego samego roku niemiecki fizyk i astronom Karl Schwarzschild podał pierwsze rozwiązanie jej równań pola grawitacyjnego. Rozwiązanie to opisywało pole grawitacyjne wokół i wewnątrz sferycznie symetrycznego, nierotującego ciała. Ze względu na zawiłość owych równań, zadziwiło to samego Einsteina, który nie spodziewał się, że ktoś policzy to tak szybko.
Jeszcze bardziej zadziwiły fizyków właściwości rozwiązania Schwarzschilda. Otóż dla odpowiednio małego i masywnego ciała (zwanego dziś czarną dziurą Schwarzschilda) w pewnej odległości od jego środka ciężkości, a konkretnie w odległości tzw. promienia Schwarzschilda czas… ulega „zamrożeniu”. Ponadto, równie dobrze można pominąć samo ciało niebieskie, zostawiając jedynie jego masę. W efekcie zostaje jedynie niezwykle zakrzywiony, pusty obszar czasoprzestrzeni. Na dodatek, w samym środku owego obszaru znajduje się osobliwość, czyli punkt, w którym prawa fizyki ulegają załamaniu, a krzywizna czasoprzestrzeni staje się nieskończona.
„Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem Pański artykuł. Nie sądziłem, że można otrzymać dokładne rozwiązanie tego problemu w tak prosty sposób. Bardzo spodobało mi się twoje matematyczne podejście do tematu. W najbliższy czwartek przedstawię tę pracę Akademii z kilkoma słowami wyjaśnienia.”
– Albert Einstein do Karla Schwarzschilda
Schwarzschild podał też wzór na promień Schwarzschilda: 2GM/c², gdzie G jest stałą grawitacji, M masą ciała, a c – prędkością światła. Promień Schwarzschilda jest wielkością bardzo małą. Dla ciała o masie Ziemi wynosi niecały 1 cm (rzeczywisty promień Ziemi to ponad 6300 km), a dla ciała o masie Słońca około 3 km (rzeczywisty promień Słońca wynosi prawie 700 000 km). Nie znano i nie wyobrażano sobie wówczas żadnych procesów mogących skompresować materię do tak niewyobrażalnej gęstości. Dlatego przez długi czas większość czołowych naukowców uważała czarne dziury jedynie za matematyczną ciekawostkę, nie zaś za fizycznie istniejące obiekty. Sam Einstein był sceptyczny w tym temacie i przez wiele lat próbował udowodnić, że jego teoria wyklucza istnienie czarnych dziur, oczywiście bez powodzenia. Sam Schwarzschild zmarł pół roku później, w maju 1916 roku.
Na początku XX wieku za stadium końcowe ewolucji wszystkich gwiazd uważane były białe karły, stygnące powoli obiekty o masie Słońca i rozmiarach Ziemi, które własną grawitację równoważyły ciśnieniem gazu elektronowego. Pogląd ten podważył w roku 1930 Subrahmanyan Chandrasekhar, młody indyjski astrofizyk. Podróżując na studia do Anglii, wykorzystując teorię względności, wykonał on obliczenia sugerujące, że istnieje pewna graniczna masa białych karłów, powyżej której ciśnienie gazu elektronowego nie jest w stanie zrównoważyć grawitacji i biały karzeł ulega zapadnięciu grawitacyjnemu. Oszacował tę granicę na 1,4 masy Słońca (obecnie przyjmujemy wartość tylko nieznacznie większą, 1,44 masy Słońca).
Jego obliczenia zostały jednak ostro skrytykowane przez Arthura Eddingtona, najsłynniejszego wówczas astrofizyka, który był zdecydowanie przeciwny możliwości zapadnięcia się jakiegokolwiek ciała do punktu. Eddington miał olbrzymi wpływ na ówczesną astrofizykę, przez jego krytykę obliczenia Chandrasekhara zostały na wiele lat odrzucone i zapomniane. Dopiero ponad 50 lat po swym odkryciu, w 1983 r. Chandrasekhar otrzymał za owe obliczenia Nagrodę Nobla.
Dopiero w latach 30. ubiegłego wieku zrozumiano, że jądra bardzo masywnych gwiazd wybuchających w supernowych mogą przetrwać eksplozję i w dalszym ciągu zapadać się grawitacyjnie. W 1939 roku amerykański fizyk Robert Oppenheimer oraz jego doktorant George Volkoff, bazując na wcześniejszych pracach Richarda Tolmana wykazali, że powyżej pewnej granicy masy, zwanej dziś granicą Tolmana-Oppenheimera-Volkoffa lub po prostu granicą TOV nie istnieje już żadna siła, która mogłaby powstrzymać całkowitą zapaść grawitacyjną obiektu. Ich wynik, 0,7 masy Słońca, był daleki od rzeczywistości, niemniej taka granica rzeczywiście istnieje. Bardziej aktualne szacunki dotyczące granicy TOV wyznaczają ją na około 2,5 masy Słońca, aczkolwiek dokładne wyznaczenie tej granicy jest nadal bardzo problematyczne. Niestety, jeszcze w tym samym roku wybuchła druga wojna światowa i Oppenheimer porzucił astrofizykę.
Lata 60.
Jeszcze na początku lat 60. XX wieku większość naukowców uważała czarne dziury (choć ta nazwa powstała dopiero kilka lat później) za obiekty niemogące istnieć w rzeczywistości. Wprawdzie znano już procesy mogące skompresować materię do olbrzymich gęstości, jednak wątpliwości budził fakt, iż rozwiązanie Schwarzschilda obejmowało jedynie obiekty nierotujące i sferycznie symetryczne. To właśnie budziło wątpliwości fizyków, ponieważ wszystkie znane nam ciała niebieskie rotują, nie są też idealnie sferyczne, rozwiązanie Schwarzschilda wymagało więc głębokiej idealizacji.
Jednak w roku 1963 nowozelandzki matematyk Roy Kerr znalazł nowe rozwiązanie równań Einsteina, które uogólniało rozwiązanie Schwarzschilda na obiekty rotujące. Dzieła dopełnił już 2 lata później brytyjski fizyk i matematyk Roger Penrose. Z pomocą samodzielnie stworzonych narzędzi matematycznych wykazał on, że także obiekty, które nie są idealnie sferyczne, będą zapadać się grawitacyjnie. W połączeniu z wcześniejszymi obliczeniami Chandrasekhara, Oppenheimera i Volkoffa stanowi to najmocniejszy teoretyczny dowód na istnienie czarnych dziur, jakim dysponujemy. To właśnie za to dokonanie zeszłoroczny komitet noblowski postanowił uhonorować Penrose’a Nagrodą Nobla z fizyki.
Lata 90.
Jak wiadomo, każdą teorię astronomiczną należy poprzeć obserwacjami. Pierwsze obserwacyjne dowody na istnienie czarnych dziur nadeszły dopiero w latach 90. XX wieku. Wówczas to dwa niezależne zespoły astronomów: europejski pod wodzą Niemca Reinharda Genzela i amerykański kierowany przez Andreę Ghez przyjrzały się orbitom gwiazd krążących wokół centrum naszej galaktyki w niewielkiej odległości od niego i doszły do wniosku, że w centrum Drogi Mlecznej znajduje się „coś” o rozmiarach Układu Słonecznego i masie… 4 milionów Słońc. W związku z tym, że żaden inny obiekt nie mógł mieć podobnych gabarytów, uważa się, że musi to być czarna dziura. To właśnie za to odkrycie Ghez i Genzel zostali przez zeszłoroczny komitet noblowski uhonorowani Nagrodą Nobla z fizyki.
2015
Obserwacje zespołów Genzela i Ghez nie są jedynymi, które potwierdzają istnienie czarnych dziur. Spośród wielu innych wyróżnić należy wykrycie fal grawitacyjnych. Fale grawitacyjne to rozchodzące się z prędkością światła w próżni „zmarszczki” czasoprzestrzeni. Są wprawdzie produkowane przez każde ciało poruszające się z przyspieszeniem, jednakże nasze obecne możliwości pozwalają na wykrywanie jedynie tych najsilniejszych, produkowanych przez ciasne układy podwójne 2 ciał zwartych (2 czarne dziury, czarna dziura i gwiazda neutronowa lub 2 gwiazdy neutronowe), które stopniowo zacieśniają swoje orbity i zderzają się, tworząc jedno masywniejsze ciało. Pierwsza detekcja fal grawitacyjnych nastąpiła w 2015 roku, gdy udało się wykryć zderzenie 2 czarnych dziur o masach odpowiednio 29 i 36 mas Słońca.
Porównanie wynikającego z teorii Chandrasekhara związku masy z promieniem białego karła ze współczesnymi obserwacjami. Przybliżona zgodność obliczeń z obserwacjami jest mocnym argumentem na poprawność teorii.

Jeden z dwóch detektorów LIGO, które wykryły pierwsze zarejestrowane fale grawitacyjne. Kilkukilometrowe tunele próżniowe, przez które stale przepuszczane są wiązki światła laserowego, ulegają niezauważalnemu wydłużeniu lub skróceniu na skutek przejścia fali grawitacyjnej. Dzięki temu czas ich przebycie przez fotony minimalnie się wydłuża lub skraca, co jest rejestrowane przez superdokładne zegary atomowe. Źródło: The Virgo Collaboration

https://news.astronet.pl/index.php/2021/01/11/poczatki-badan-nad-czarnymi-dziurami/

Historia badań czarnych dziur.jpg

Historia badań czarnych dziur2.jpg

Historia badań czarnych dziur3.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Potencjalnie niebezpieczna asteroida zbliża się do Ziemi
Autor: admin (2021-01-11)
Astronomowie informują, że w ciągu najbliższych dni, w odległości około ośmiu milionów kilometrów od Ziemi, przeleci potencjalnie niebezpieczna asteroida 2020 WU5. Trajektoria jego orbity została opublikowanana stronie internetowej NASA Jet Propulsion Laboratory.
Asteroida 2020 WU5 została odkryta 29 listopada 2020 roku na zdjęciach wykonanych przez teleskop kosmiczny NEOWISE (Wide-Field Infrared Survey Explorer), a 4 grudnia została włączona do Electronic Minor Planet Circular Międzynarodowej Unii Astronomicznej (IAU).
Asteroida należy do grupy obiektów Apolla - zwyczajowo bliskich Ziemi, których orbity często przecinają się z ziemską. Według naukowców średnica tej kosmicznej skały waha się od 500 metrów do 1,1 km. 2020 WU5 porusza się po niebie w konstelacjach Rufy, Jednorożca, Małego Psa, Bliźniąt i Woźnicy.
Najbliższe zbliżenie tego ciała niebieskiego do Ziemi spodziewane jest w nocy z 13 na 14 stycznia. Zgodnie z obliczonymi danymi, jego jasność wyniesie 12,9 magnitudo. Na środkowych szerokościach geograficznych półkuli północnej będą dobre warunki do jej obserwacji.
Asteroidę będzie można zobaczyć przez teleskopy o średnicy 200 mm lub większej. Pomimo tego, że asteroida przeleci wystarczająco daleko od Ziemi - według różnych szacunków od 8,1 do 7,5 miliona kilometrów - jest klasyfikowana jako potencjalnie niebezpieczna.
Źródło: 123rf.com
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/potencjalnie-niebezpieczna-asteroida-zbliza-sie-do-ziemi

Potencjalnie niebezpieczna asteroida zbliża się do Ziemi.jpg

Potencjalnie niebezpieczna asteroida zbliża się do Ziemi2.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bliskie przeloty 2021 AC4 i 2021 AZ3
2021-01-11. Krzysztof Kanawka
Siódmego i dziewiątego stycznia przestrzeń w pobliżu Ziemi naruszyły dwa meteoroidy o oznaczeniach 2021 AC4 i 2021 AZ3.
Przeloty 2021 AC4 i 2021 AZ3 to czwarty i piąty przelot małych obiektów w 2021 roku.
Meteoroid o oznaczeniu 2021 AZ3 zbliżył się do Ziemi 7 stycznia na minimalną odległość około 396 tysięcy kilometrów. Odpowiada to ok. 1,03 średniego dystansu do Księżyca. Moment największego zbliżenia nastąpił 7 stycznia około 09:15 CET. Średnica 2021 AZ3 szacowana jest na około 6 metrów.
Dwa dni później doszło do kolejnego przelotu. Meteoroid o oznaczeniu 2021 AC4 zbliżył się do Ziemi 9 stycznia na minimalną odległość około 384 tysięcy kilometrów. Odpowiada to ok. 1,00 średniego dystansu do Księżyca. Moment największego zbliżenia nastąpił 9 stycznia około 04:10 CET. Średnica 2021 AC4 szacowana jest na około 8 metrów.
Jest to czwarty i piąty (wykryty) bliski przelot planetoidy lub meteoroidu w 2021 roku. W ostatnich latach ilość odkryć znacznie wzrosła:
•    w 2020 roku odkryć było 108,
•    w 2019 roku – 80,
•    w 2018 roku – 73,
•    w 2017 roku – 53,
•    w 2016 roku – 45,
•    w 2015 roku – 24,
•    w 2014 roku – 31.
W ostatnich latach coraz częściej następuje wykrywanie bardzo małych obiektów, o średnicy zaledwie kilku metrów – co jeszcze pięć-sześć lat temu było bardzo rzadkie. Ilość odkryć jest ma także związek z rosnącą ilością programów poszukiwawczych, które niezależnie od siebie każdej pogodnej nocy “przeczesują” niebo. Pracy jest dużo, gdyż prawdopodobnie planetoid o średnicy mniejszej od 20 metrów może krążyć w pobliżu Ziemi nawet kilkanaście milionów.
(HT, W)
Orbita 2021 AC4 / Credits – JPL, NASA

https://kosmonauta.net/2021/01/bliskie-przeloty-2021-ac4-i-2021-az3/

Bliskie przeloty 2021 AC4 i 2021 AZ3.jpg

Bliskie przeloty 2021 AC4 i 2021 AZ3.2.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tajemnica Planety X
Wydarzenie Astrohunters.pl
Piątek o 18:00 UTC+01 – 19:30 UTC+01
Bilety
app.evenea.pl/event/wyslijdzieciwkosmosplanetax
Publiczne  • Każdy na Facebooku lub poza nim
Zapraszamy wszystkie dzieci powyżej 4 roku życia na kosmiczną transmisję video!
Na pewno słyszeliście o tajemniczej planecie X. Pewna teoria głosi, że daleko na krańcach Układu Słonecznego krąży planeta, która cały czas skutecznie wymyka się naszym oczom. Choć wydaje się niemal pewne, że powinna krążyć daleko za orbitą Plutona, nic takiego w tamtych rejonach do tej pory nikt nie zaobserwował. Chcąc rozwiązać zagadkę planety X, ruszamy naszym statkiem Arhadionem 5 w podróż do najdalszych, nieznanych zakamarków naszego systemu planetarnego, by odnaleźć to ,czego jeszcze nikt dotąd nie widział. Lecicie z nami?
Chcecie lecieć z nami?
Zapraszamy na pokład Arhadiona 5!
Zobacz tutaj jak wyglądają nasze loty: https://www.youtube.com/watch?v=QSgtxHmcTVY
Zapraszamy na pokład Arhadiona 5!
W programie:
- projekcja filmu "Tajemnica planety X" w formie interaktywnej transmisji internetowej na żywo - wirtualna podróż po przestrzeni kosmicznej z przewodnikiem,
- Q&A - sesja, podczas której odpowiadamy na żywo na pytania dzieci podczas dalszej części transmisji internetowej.
Łączny czas trwania transmisji około 90 minut (około 45 minut lotu + Q&A - odpowiadania na pytania dzieci związane z Kosmosem).
Podczas każdego lotu wyświetlamy zdjęcia dzieci (lub też ich prac) biorących udział w wydarzeniu. Prosimy je umieszczać w komentarzu, w specjalnym poście z aparatem foto, na zamkniętej grupie, w której odbędzie się lot (link na bilecie lub w wydarzeniu). Na zdjęcia czekamy zawsze do czwartku (dzień przed lotem) do godziny 12:00, zdjęcia przysłane po tym terminie nie zostaną wyświetlone.
UWAGA! Po premierze zaplanowanej na 18.01.2021r. na godzinę 18:00, transmisja będzie nadal dostępna w tym samym miejscu w grupie przez 7 dni, w związku z tym, będzie można ją odtworzyć w tym czasie dowolną ilość razy.
Zapraszamy!
Bilety:
- promocyjny - 10 zł - dostępny do 14.01.2021 do godziny 23:59:59
- normalny - 12 zł - dostępny do 15.01 do godziny 14:59:59
Jedyne, co trzeba zrobić to:
kliknąć wezmę udział w tym wydarzeniu
udostępnić to wydarzenie i kupić bilet
UWAGA!!! Jeden bilet na rodzinę wystarczy, chyba że chcecie Państwo wspomóc naszą działalność, aby kolejne transmisje były bardziej atrakcyjne, to można zakupić więcej.
Link do biletów
https://app.evenea.pl/event/wyslijdzieciwkosmosplanetax/
Kliknąć "Dołącz do grupy"

https://www.facebook.com/groups/tajemnicaplanetyx

W okienku, które się pojawi wpisać swój NUMER BILETU!
Uwaga!!! Brak okienka do wpisania numeru oznacza błąd aplikacji mobilnej i trzeba dołączyć do grupy z komputera/laptopa.
ZAPRASZAMY!!!
Bilety dostępne do piątku 15.01.2021 do godziny 15:00.
WAŻNE!!! TYLKO osoby, które ZAKUPIĄ BILET I DOŁĄCZĄ DO GRUPY NA FACEBOOKU "Tajemnica planety X" będą mogły zobaczyć seans.
Prosimy o cierpliwość i wyrozumiałość podczas oczekiwania na dodanie do grupy, kolejka oczekujących zwiększa się, a Państwa prośby o dołączenie weryfikujemy fizycznie, nie wykonuje tego za nas żaden automat. Osoby, które zwlekają z dołączeniem do grupy na ostatni moment informujemy, że możliwe będą sytuacje, w których dołączymy Was po transmisji online. Czas akceptacji: do 12 godzin od czasu podania numeru biletu.
Seans rozpocznie się w piątek 08.01.2021 o godzinie 18:00 bezpośrednio w grupie.
SERDECZNIE ZAPRASZAMY.

Tajemnica Planety X.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W zderzeniu dwóch białych karłów powstała gwiazda zombie. Jakby tego było mało, świeci na zielono
2021-01-12. Radek Kosarzycki
Astronomowie  z Europejskiej Agencji Kosmicznej opublikowali właśnie zdjęcie bardzo ciekawej i bardzo nietypowej gwiazdy. Czegoś takiego jak dotąd jeszcze nigdy nie obserwowano.
Początkowo, w momencie odkrycia gwiazdy w 2019 roku astronomowie nie za bardzo wiedzieli, na co właściwie patrzą. Obiekt, choć przypominał białego karła pod wieloma względami, to jednak był na niego zbyt jasny, a na jego powierzchni wiały zbyt sile wiatry. Powstało zatem pytanie: co to właściwie jest?
Czym jest biały karzeł?
Najlepiej wyjaśnić to na przykładzie Słońca. W toku ewolucji, po około 8-9 miliardach lat istnienia i wyczerpania całych zapasów wodoru w jądrze, przechodzą w stadium czerwonego olbrzyma. Gwiazda znacząco zwiększa swoje rozmiary, przez co zewnętrzne jej warstwy stają się rzadkie, a oddalone od jądra gwiazdy stają się także słabo z nim związane grawitacyjnie. Intensywne promieniowanie z wnętrza gwiazdy z czasem powoduje odrzucenie jej zewnętrznych warstw, które odpływając w przestrzeń tworzą istniejącą przez chwilę (kosmiczną chwilę) mgławice planetarną. Po gwieździe pozostaje jedynie jej jądro, w którym już nie zachodzą żadne procesy termojądrowe. Rozpalone do białości jądro emituje energię cieplną w przestrzeń przez kolejne miliardy lat. Takie jądro po zapadnięciu się w kulę o rozmiarach porównywalnych z rozmiarami Ziemi, złożoną ze zdegenerowanej materii o bardzo wysokiej gęstości jest właśnie białym karłem, który z czasem po wielu miliardach lat zamieni się w czarnego karła. Chyba że…
J005311 – gwiazda zombie
Przedstawiona na zdjęciu gwiazda jest jednak czymś nietypowym. Naukowcy z Uniwersytetu w Poczdamie, który przyjrzeli się jej za pomocą teleskopu rentgenowskiego XMM-Newton dostrzegli, że w zakresie rentgenowskim gwiazda intensywnie świeci i jest zanurzona w gęstej, zielonej mgławicy gazu neonowego.
Najprawdopodobniej jest to obiekt, który powstał w wyniku zderzenia dwóch białych karłów, które ku zaskoczeniu naukowców nie doprowadziło do zniszczenia obu elementów, a powstania nowego, masywniejszego.
Dokładniejsze pomiary wskazują jednak, że gwiazda jest bardzo niestabilna i w ciągu kolejnych zaledwie 10 000 lat wyczerpie swoje zapasy paliwa i zapadnie się w gwiazdę neutronową. Można zatem powiedzieć, że dwie martwe już gwiazdy łącząc się ze sobą, zmartwychwstały na chwilę, aby jeszcze raz zapłonąć przed ostatecznym końcem życia. Lepiej tak, niż po cichu, niezauważenie.
https://spidersweb.pl/2021/01/j005311-gwiazda-zombie.html

W zderzeniu dwóch białych karłów powstała gwiazda zombie. Jakby tego było mało, świeci na zielono.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Możliwe występowanie życia na jednym z księżyców Urana
Autor: robertAnd (2021-01-12)
Zespół naukowców z Massachusetts Institute of Technology twierdzi, iż księżyce Urana posiadają na swojej powierzchni słoną wodę, co oznacza, że mogą tam występować jakieś formy życia.
Do takich wniosków doszli astronomowie, po tym jak zbadali układ słoneczny za pomocą potężnych teleskopów oraz dzięki danym zebranym od sondy kosmicznej Voyager 2. Uran posiada 27 naturalnych satelitów, jednak naukowców interesuje tylko kilka z nich.
Podczas analizy zdjęć z 1986 roku, które zrobiła sonda Voyager 2, badacze zauważyli, że spośród wszystkich, 5 księżyców jest zbudowana w podobny sposób. Składają się z równych części lodu i skał, a na ich powierzchni występują liczne kratery. To może sugerować, że w głębi tych ciał niebieskich może znajdować się woda.
Możliwe, że może ona być naturalnym środowiskiem dla żyjących organizmów, które jednak mogą różnić się od tych, które znamy, które zamieszkują naszą planetę. Nawet najbardziej zaawansowane obecnie ludzkości teleskopy nie są w stanie potwierdzić przypuszczeń naukowców. Jedynie wysłanie sond badawczych na Uran i jego satelity może odpowiedzieć na pytanie, czy faktycznie może się tam znajdować życie.
Źródło: pixabay.com
Źródło:
https://earth-chronicles.com/space/scientists-believe-that-there-may-be-life-on-…
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/mozliwe-wystepowanie-zycia-na-jednym-z-ksiezycow-urana

Możliwe występowanie życia na jednym z księżyców Urana.jpg

Możliwe występowanie życia na jednym z księżyców Urana2.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fiński badacz obliczył czas budowy bazy kosmicznej wokół planetoidy Ceres
Autor: [email protected] (2021-01-12)
Wydaje się, że ludzkość jest już bardzo blisko momentu, gdy rozpoczniemy ekspansję kosmiczną. Pierwsza pełnoprawna kolonia pozaziemska, może pojawić się w ciągu trzech dekad. Niedawno pojawiły się jednak opinie, iż nie znajdzie się ona na Księżycu ani na Marsie, lecz w pobliżu planety karłowatej Ceres.
Do takiego wniosku doszedł fiński astrofizyk, astrobiolog Pekka Janhunen. Szczegółowo opisał swoje wnioski w artykule opublikowanym w repozytorium arXiv.org. Badacz, pracuje dla Fińskiego Instytutu Meteorologicznego, Uniwersytetu w Tartu i fińskiej firmy Aurora Propulsion Technologies. Jak twierdzi, Ceres jest niemal idealnym kandydatem na pierwsze pozaziemskie siedlisko ludzkości. Czas budowy tak fantastycznej konstrukcji miałby wynosić "zaledwie" 22 lata.
Głównym atutem planety karłowatej Ceres jest fakt, że może ona stanowić źródło materiałów do budowy bazy orbitalnej. Znajduje się na niej wszystko czego potrzebuje ludzkie osiedle: wodę, azot, węglowodory i żelazo. Podczas gdy woda jest nam potrzebna do przeżycia, to o wiele ważniejsze jest to, że można z niej również uzyskać tlen oraz wodór. Azot jest gazem obojętnym, który uzupełnia tlen podczas tworzenia atmosfery, a ponadto na jego bazie produkowane są najlepsze nawozy. W międzyaczasie, węglowodory z żelazem posłużą jako materiały budowlane.
Dodatkowo, ze względu na małą grawitację na powierzchni Ceres, podnoszenie z niej ładunków wymaga niewielkiego nakładu energii. Pekka doszedł do wniosku, że nie będzie nawet potrzeby tworzenia ośrodków produkcji na Ceres. Zarówno podstawowe oczyszczanie rudy jak i wszystkie inne manipulacje materiałami, mogą zostać przeprowadzone bezpośrednio na orbicie. Pekka, opracował wiele innych aspektów: kwestię produkcji energii, oszczędzania zasobów i tego, co zrobić, jeśli Ceres nie będzie tak bogata w niezbędne związki.
Koszt tak fantastycznego projektu, jest niemożliwy do oszacowania. Jest to bezcelowe bez zrozumienia całego modelu biznesowego tego przedsięwzięcia. Jednak fizycy mają swoją, znacznie bardziej naukową miarę - wydatek energii. Dzięki nim wiemy, że podniesienie kilograma ładunku z powierzchni Ceres na orbitę o wysokości 100 000 kilometrów będzie wymagało jedynie około 134 kilodżuli energii. Na tak niski wydatek energetyczny, wystarczyłyby rakiety parowe wykorzystujące wodę z powierzchni Ceres.
Oczywiście Janhunen nie uwzględnił w swoim artykule wszystkich niuansów związanych z takim przedsięwzięciem. Jakby nie patrzeć, jego głównym celem, było zbadanie kwestii wykonalności budowy stacji. Naukowiec nie był zainteresowany zagadnieniami związanymi z utrzymaniem biosfery wewnątrz cylindrów, zapewnieniem budowniczym podstawowych zasobów i ustanowieniem komunikacji i transportu kolonii z Ziemią. Nawet w tej formie, publikacja Finna zasługuje jednak na uwagę.
Źródło: NASA
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/finski-badacz-obliczyl-czas-budowy-bazy-kosmicznej-wokol-planetoidy-ceres

Fiński badacz obliczył czas budowy bazy kosmicznej wokół planetoidy Ceres.jpg

Fiński badacz obliczył czas budowy bazy kosmicznej wokół planetoidy Ceres2.jpg

Fiński badacz obliczył czas budowy bazy kosmicznej wokół planetoidy Ceres3.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Metan w atmosferze egzoplanety będzie dowodem, że jest na niej życie
Autor: Zmrozik (12 Styczeń, 2021)
Naukowcy wykazali, że metan będzie najważniejszym wskaźnikiem aktywności biologicznej na odległych planetach. Autorzy nowego badania doszli do wniosku, że uwolnienie tego gazu w wyniku wulkanizmu jest niezwykle mało prawdopodobne.
Jak szukać życia na egzoplanecie? Na jakich sygnałach z organizmów biologicznych należy polegać? Badacze próbowali odpowiedzieć na to pytanie w nowej pracy. Pokazali, że metan byłby najlepszym wskaźnikiem aktywności biologicznej na odległej planecie. W przeszłości wydawało się przez chwilę, że biologicznego pochodzenia metan wykryto na Marsie, ale ostatecznie nie potwierdzono, że powstał on na skutek procesów życiowych.
W poszukiwaniu obcych pomocny będzie nowy teleskop kosmiczny Jamesa Webba, który zostanie wkrótce wystrzelony. Natychmiast po osiągnięciu punktu libracyjnego L2 Lagrange i uruchomieniu urządzenia rozpocznie się nowy etap w astronomii. Jednym z jego zadań jest badanie atmosfer egzoplanet i poszukiwanie w nich biosygnałów. Wcześniej uważano, że takim sygnałem jest tlen, ale badania wykazały, że gaz ten nie jest wiarygodnym wskaźnikiem obecności życia na planecie.
Metan jest znacznie bardziej atrakcyjny. Jest to jeden z najprostszych związków organicznych o wzorze CH4. Na Ziemi gaz ten jest najczęściej wytwarzany jest przez mikroorganizmy lub zostaje uwalniany w wyniku erupcji wulkanów. Do tej pory istniało sporo kontrowersji dotyczących tego, jak niezawodnym wskaźnikiem w poszukiwaniu życia pozaziemskiego, może być pewna ilość metanu. W nowej pracy naukowcy rozwiali wszelkie wątpliwości wykazując, że nie jest prawdopodobne, aby aktywność wulkaniczna na planetach skalistych,mogła dostarczyć do atmosfery wystarczająca ilość metanu, aby można było go wykryć. Oznacza to, że jeśli teleskop Jamesa Webba wykryje metan w atmosferze egzoplanety, najprawdopodobniej będzie on miał pochodzenie biologiczne.
Autorzy wykorzystali model termodynamiczny, aby dowiedzieć się, czy uwolnienie magmy wulkanicznej na planetach podobnych do Ziemi może spowodować uwolnienie CH4 i CO2 do atmosfery. Naukowcy odkryli, że jest mało prawdopodobne, aby wulkany wytwarzały taką samą ilość metanu, jak źródła biologiczne. Na końcu artykułu naukowcy zauważają, że wyniki ich pracy opierają się na wiedzy zdobytej podczas badania Ziemi i planet Układu Słonecznego, więc nie jest jasne, jak dobrze odzwierciedla to warunki jakie panują na odległych egzoplanetach.
Źródło: 123rf.com
https://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/metan-w-atmosferze-egzoplanety-bedzie-dowodem-ze-jest-na-niej-zycie

Metan w atmosferze egzoplanety będzie dowodem, że jest na niej życie.jpg

Metan w atmosferze egzoplanety będzie dowodem, że jest na niej życie2.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teleskop Hubble'a uwiecznił "pierścień Einsteina"
Autor: Zmrozik (12 Styczeń, 2021)
W ostatnim czasie miało miejsce wiele rzadkich zjawisk astronomicznych. Najnowsze, zostało dokonane przy wykorzystaniu Teleskopu Hubble'a. Dzięki temu narzędziu, astronomowie zdołali uwiecznić jedno z najrzadszych zjawisk astronomicznych we wszechświecie, a więc tak zwany „pierścień Einsteina”.
Ogólna teoria względności Alberta Einsteina (GTR), opublikowana w 1916 roku, przewidywała, że masywne obiekty, takie jak gwiazdy, mogą zakrzywiać promienie światła. Zaobserwowane niedawno zjawisko jest więc w rzeczywistości odległą galaktyką wijąca się przez gromadę galaktyk. Zdjęcie pierścienia Einsteina o nazwie GAL-CLUS-022058s, wykonano jeszcze wiosną 2018 roku jednak zostało ono przeanalizowane i upublicznione, dopiero pod koniec grudnia 2020 roku.
Pierścienie Einsteina, powstają wówczas, gdy światło z odległych obiektów(takich jak galaktyki), przechodzi przez niezwykle dużą masę (taką jak gromada galaktyk). Zdjęcie opublikowane na oficjalnej stronie NASA, pokazuje światło z galaktyki, które zakrzywia się i zniekształca wokół masywnej, gromady. W rezultacie czego, jest ono zmuszone do przemieszczania się różnymi drogami w kierynku Ziemi. To właśnie dlatego wydaje się, że galaktyka znajduje się w kilku miejscach jednocześnie. Opublikowana fotografia po raz kolejny potwierdza to słuszność hipotezy Alberta Einsteina.
Źródło: NASA
https://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/teleskop-hubblea-uwiecznil-pierscien-einsteina

Teleskop Hubble'a uwiecznił pierścień Einsteina.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lądownik marsjański InSight będzie działał do 2022 roku. Polski Kret jeszcze spróbuje się wbić pod powierzchnię
2021-01-12.
Już ponad dwa lata lądownik InSight bada wnętrze Marsa. Cały czas trwa też walka o wbicie się w marsjański regolit penetratora Kret polskiej produkcji. NASA przedłużyła finansowanie misji do końca 2022 r.
W listopadzie 2020 r. minęły dwa lata od wylądowania na powierzchni Marsa amerykańskiej sondy InSight. InSight to pierwsza misja w całości poświęcona badaniu wnętrza Czerwonej Planety. Na lądowniku umieszczono trzy główne zestawy instrumentów naukowych: sejsmometr SEIS do wykrywania wstrząsów, próbnik ciepła Heat Probe 3, który miał wbić się 5 m pod powierzchnię i badać transfer ciepła z planety oraz stację pogodową do prowadzenia ciągłych pomiarów meteorologicznych.
Więcej o misji InSight
Niezależny panel ekspertów zarekomendował agencji NASA przedłużenie działania dwóch misji międzyplanetarnych. Orbiter Jowisza Juno będzie pracował do września 2025 r., a lądownik InSight będzie działał na powierzchni Marsa do grudnia 2022 roku.

Dotychczasowe odkrycia misji
Misja dostarczyła wielu nowych informacji na temat Marsa. Udowodniła już wysoką aktywność sejsmiczną planety - zarejestrowała kilkaset sygnałów. Są to w większości wstrząsy o niskich magnitudach, gdzie fale rozprzestrzeniają się w obrębie skorupy planety i nie mówią nic o jej głębszych warstwach. Zagadkowe jest to, że największe magnitudy zarejestrowane nie przekraczają wartości 4.
Przeczytaj też: Rok badań wnętrza Marsa z lądownikiem InSight
Latem 2020 r., gdy Mars wchodził w najbardziej wietrzny okres, rejestracje wstrząsów ustały do niemal zerowego poziomu. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest generowanie przed podmuchy hałasu, z którego ciężko wyłuskać sygnał pochodzący ze wstrząsów sejsmicznych.
Inną ciekawą zagadką jest brak obserwacji fal powierzchniowych, które towarzyszą trzęsieniom ziemi na naszej planecie. Mimo kilkuset odebranych sygnałów, żaden nie charakteryzował się tymi falami. Naukowcy podejrzewają, że może to być spowodowane bardzo popękanymi warstwami skalnymi do 10 km pod sondą, a może źródło wszystkich zarejestrowanych wstrząsów jest tak głęboko pod powierzchnią Marsa, że takie fale nie są przez sejsmometr zauważalne.
Lądownik zarejestrował tysiące zdarzeń związanych z powstającymi wirami pyłowymi, odkryto również atmosferyczne fale grawitacyjne - zjawisko które na Ziemi tworzy charakterystyczne chmury falowe.
 
Ciąg dalszy problemów wbicia się w marsjański regolit
Ciągle trwają próby użycia penetratora geologicznego, który miał wprowadzić instrument badania przepływu ciepła HP3 w głąb planety. Niestety od lutego 2019 r. nie udaje się wprowadzić urządzenia głębiej niż kilkadziesiąt centymetrów pod powierzchnię.
Aby zwiększyć tarcie z podłożem inżynierowie próbowali pomóc penetratorowi dociskając go z boku specjalną łychą dostępną na ramieniu robotycznym lądownika. Gdy już wydawało się, że technika ta przynosi rezultaty, penetrator z powrotem wysunął się na powierzchnię.
W czerwcu 2020 r. spróbowano wbić się ponownie, przyciskając penetrator łychą od góry. I tym razem jednak na fotografiach widać, że po początkowym powodzeniu Kret znowu zaczął się odkopywać.
Instrument Heat Probe 3 zbudowała dla agencji NASA niemiecka agencja kosmiczna DLR. Kluczową część instrumentu - czyli penetrator geologiczny umożliwiający wbijanie się w powierzchnię - zbudowała dla DLR polska firma Astronika.
Niestety okazało się, że powierzchnia pod którą wylądował lądownik InSight zbudowana jest z niespotykanego w poprzednich misjach materiału, który skleja się podczas wbijania penetratora i przez to nie zasypuje utworzonej przez niego dziury. Gdy dziura wytworzona przez penetrator nie jest zasypana, nie wytwarza się wystarczające tarcie, by penetrator mógł wbić się głębiej.
Po próbie dociskania Kreta w czerwcu 2020 r. ramię robotyczne zostało od niego odsunięte i inżynierowie zaczęli je wykorzystywać do innych ważnych zadań misji. Za pomocą kamery umieszczonej na nim trzeba było ocenić zakurzenie paneli słonecznych oraz wznowić obserwację meteorów na niebie, których uderzenia w powierzchnię Marsa naukowcy chcą powiązać z sygnałami niektórych wykrytych wstrząsów.
Wreszcie w drugiej połowie 2020 r. po kolejnych próbach z użyciem łychy i jej późniejszym odsunięciu okazało się, że Kret wbił się w marsjański grunt na tyle, że regolit pokrywa go w całości. To daje nadzieję, że jednak uda się jeszcze wykorzystać ten instrument do badań.
Teraz inżynierowie planują użyć łychy do jeszcze większego zasypania dziury. Być może uda się dzięki temu osiągnąć wystarczające tarcie, by penetrator poszedł głębiej sam. Potrzeba wbić się na co najmniej 3 metry, by instrument dał naukowcom jakieś wartościowe dane. Kolejne próby wbijania się powinny nastąpić w najbliższych tygodniach.
 
Problemy stacji pogodowej
16 sierpnia 2020 r. lądownik InSight przestał rejestrować dane pogodowe. Z powodu problemów z elektroniką stacja weszła w tryb bezpieczny. Zespołowi misji nie udało się ustalić przyczyny problemu, ale 6 września zresetowano cały system i zaczął on ponownie rejestrować dane.
 
Podsumowanie
Do Marsa lecą w tej chwili trzy kolejne misje kosmiczne. Dwie z nich podejmą próbę wylądowania na powierzchni. Liczymy więc, że w 2021 roku będziemy mieli okazję relacjonować działanie aż czterech aktywnych sond: marsjańskich łazików amerykańskich Perseverance i Curiosity, amerykańskiego lądownika InSight oraz chińskiego łazika Tianwen-1.
InSight na pewno trafi na łamy naszego portalu, gdy tylko podjęta zostanie kolejna próba wbicia się polskiego Kreta pod marsjańską powierzchnię.
 
Opracował: Rafał Grabiański
Na podstawie: NASA
 
Więcej informacji:
•    oficjalna strona misji
 
 
Na zdjęciu: Ilustracja sondy InSight na powierzchni Marsa z rozłożonymi instrumentami naukowymi. Źródło: NASA/JPL-Caltech.
Chmury nad lądownikiem InSight podczas zachodu słońca. Serię zdjęć wykonała w 2019 r. kamera ICC położona pod pokładem sondy. Źródło: NASA/JPL-Caltech.

Próba wkopania się penetratora w marsjańską powierzchnię 20 czerwca 2020 r. Na łyżce dociskającej penetrator widać podnoszące się drobiny piasku, co wskazuje na to, że Kret nie chce iść głębiej. Źródło: NASA/JPL-Caltech.

Odsunięcie ramienia robotycznego od penetratora 3 października 2020 r. Widać, że Kret jest przykryty. Źródło: NASA/JPL-Caltech.

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/ladownik-marsjanski-insight-bedzie-dzialal-do-2022-roku-polski-kret-jeszcze-sprobuje-sie

Lądownik marsjański InSight będzie działał do 2022 roku. Polski Kret jeszcze spróbuje się wbić pod powierzchnię.jpg

Lądownik marsjański InSight będzie działał do 2022 roku. Polski Kret jeszcze spróbuje się wbić pod powierzchnię2.gif

Lądownik marsjański InSight będzie działał do 2022 roku. Polski Kret jeszcze spróbuje się wbić pod powierzchnię3.gif

Lądownik marsjański InSight będzie działał do 2022 roku. Polski Kret jeszcze spróbuje się wbić pod powierzchnię4.gif

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W pobliżu jednej z najstarszych gwiazd w naszej galaktyce odkryto „superziemię”
2021-01-12.
Gorąca, skalista „superziemia” w pobliżu jednej z najstarszych gwiazd w Galaktyce zaskoczyła zespół naukowców polujących na planety.

Planeta jest około połowę większa od Ziemi, ale na okrążenie swojej gwiazdy potrzebuje mniej niż pół ziemskiego dnia.

Jednym z powodów tak krótkiej orbity jest znaczna bliskość planety od gwiazdy, która również wytwarza niesamowite ciepło. Szacunkowa średnia temperatura na planecie wynosi ponad 2000 K – o wiele za dużo, aby gościć życie, jakie znamy dzisiaj, chociaż kiedyś mogło to być możliwe.

Ponadto, jak mówi Stephen Kane, astrofizyk planetarny z UC Riverside i członek zespołu, chociaż planeta ma mniej więcej trzy razy większą masę niż Ziemia, zespół obliczył, że jej gęstość jest taka sama, jak naszej planety.

Jak wyjaśnił Kane, im planeta jest starsza, tym mniej gęsta będzie, ponieważ kiedy się formowała nie było dostępnych tak wiele ciężkich pierwiastków. Ciężkie pierwiastki powstają w wyniku reakcji syntezy w gwiazdach w miarę ich starzenia się. W końcu gwiazdy eksplodują, rozpraszając te pierwiastki, z których powstaną nowe gwiazdy i planety.

Odkrycie planety TOI-561b i dalsze obserwacje zespołu na temat jej składu zostały przyjęte do publikacji w Astronomical Journal.

„TOI-561b to jedna z najstarszych planet skalistych, jakie dotąd odkryto. Jej istnienie pokazuje, że Wszechświat formował planety skaliste niemal od swojego powstania 14 miliardów lat temu” – powiedziała Lauren Weiss, doktorantka i kierownik zespołu na Uniwersytecie Hawajskim.

Jej macierzysta gwiazda, TOI-561, należy do rzadkiej populacji gwiazd zgrubienia galaktycznego. Gwiazdy w tym regionie są odrębne chemicznie i zawierają mniej ciężkich pierwiastków, takich jak żelazo lub magnez, które są powiązane z budową planet.

Zespół misji TESS wykorzystał dostęp Uniwersytetu Kalifornijskiego do Obserwatorium Kecka na Hawajach – gdzie znajdują się jedne z najbardziej wydajnych naukowo teleskopów na Ziemi – aby potwierdzić obecność planety TOI-561b. Wyposażenie Obserwatorium pomogło także zespołowi obliczyć masę, gęstość i promień planety.

Astronomowie nieustannie starają się zrozumieć związek między masą a promieniem odkrywanych planet. Informacje te dają wgląd w wewnętrzną strukturę planet, które dla dzisiejszej technologii są zbyt odległe, aby do nich polecieć i je zbadać.

„Informacja o wnętrzu planety pozwala nam zrozumieć, czy jej powierzchnia nadaje się do zamieszkania przez życie, jakie znamy. Chociaż jest mało prawdopodobne, aby ta konkretna planeta była dziś zamieszkana, może ona być zwiastunem wielu skalistych światów, które jeszcze nie zostały odkryte wokół najstarszych gwiazd naszej galaktyki” – powiedział Kane.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
UC Riverside

Urania
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/

W pobliżu jednej z najstarszych gwiazd w naszej galaktyce odkryto superziemię.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Już za kilka dni ostatni test potężnej rakiety SLS od NASA
2021-01-12. Szymon Ryszkowski  
Już 17 stycznia NASA planuje ósmy, ostatni test rakiety SLS. Space Launch System (SLS) to najpotężniejsza rakieta kosmiczna od NASA, która ma zaprowadzić człowieka ponownie na Księżyc, tym razem na dłużej. Mowa oczywiście o misji Artemis, której nazwa pochodzi od greckiej bogini, siostry-bliźniaczki Apollo. Seria testów nazwana Green Run składała się z ośmiu części, przedostatnia odbyła się 20 grudnia w Stennis Space Center i podczas niej po raz pierwszy do silników RS-25 podłączono kriogeniczne płynne paliwo. Sprawdzano również wytrzymałość rakiety i testowano oprogramowanie, a także wszystkie elementy systemu.
Ósmy, ostatni test, który odbędzie się w niedzielę, będzie polegał na odpaleniu wszystkich czterech silników RS-25 na maksymalnie 8 minut. Ma to zasymulować start rakiety SLS. Do próby dojdzie w Centrum Kosmicznym Stennisa w Missisipi. Jeśli test zakończy się powodzeniem, rakieta zostanie przetransportowana do Centrum Kosmicznego im. Kennedy’ego na Florydzie. Zostanie tam połączona ze statkiem kosmicznym Orion do misji Artemis I. Próba miała odbyć się już wcześniej, natomiast została przesunięta ze względu na problemy techniczne.
Siódmy test został automatycznie zatrzymany kilka minut przed czasem. Późniejsza analiza danych wykazała, że przewidywane zamknięcie zaworu było opóźnione o ułamek sekundy, a sprzęt, oprogramowanie i kontroler stopnia działały prawidłowo, aby zatrzymać test. Zespół poprawił synchronizację i jest gotowy do przeprowadzenia końcowego testu serii Green Run.
„Kolejne dni mają kluczowe znaczenie dla finału serii testów Green Run oraz przygotowania misji Artemis I. Nadchodzący test ogniowy Green Run jest kulminacją ciężkiej pracy całego zespołu”
– powiedział Barry Robinson, kierownik projektu
Misja Artemis I
Artemis I ma być bezzałogową misją, podczas której statek kosmiczny Orion zostanie wyniesiony na orbitę Księżyca za pomocą rakiety Space Launch System. Statek pozostanie na orbicie wokółksiężycowej przez 6 dni. W następnych misjach NASA pracuje nad wylądowaniem pierwszej kobiety na Księżycu do 2024 roku. SLS i Orion, wraz z Human Landing System i Gateway na orbicie wokół Księżyca, stanowić mają kręgosłup NASA do eksploracji kosmosu. SLS to jedyna rakieta, która może wysłać Oriona, astronautów i zaopatrzenie na Księżyc w jednej misji.
Najpotężniejsza rakieta w historii
NASA pracuje nad rakietą Space Launch System od blisko 10 lat. Będzie ona w stanie wynieść 130 ton na niską orbitę okołoziemską, nie wliczając swojej masy. Saturn V, rakieta wykorzystywana podczas misji Apollo, wynosiła do 118 ton. Sprawia to, że rakieta SLS stanie się najpotężniejszą rakietą w historii. Ma ona 65 metrów a koszt jednego wystrzelenia to około 500 milionów dolarów.
Źródła: spaceflightnow.com, www.nasa.gov
NASA SLS Core Stage Proceeds to Green Run Hot Fire

https://www.youtube.com/watch?v=UKgNlKFR9fg&feature=emb_logo

Żródło: spaceflightnow.com, NASA/SSC
Główna część SLS obracana w styczniu 2020 r. w celu instalacji na stanowisku testowym B-2 w Centrum Kosmicznym Stennis w południowym Mississippi.

https://news.astronet.pl/index.php/2021/01/12/juz-za-kilka-dni-ostatni-test-poteznej-rakiety-sls-od-nasa/

Już za kilka dni ostatni test potężnej rakiety SLS od NASA.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najjaśniejsza kometa 2021 roku zbliża się do Ziemi
Autor: [email protected] (2021-01-12)
Pierwsza kometa odkryta w 2021 roku, zapowiada się być również najjaśniejszą kometą tego roku. W grudniu zbliży się ona do Ziemi w takim stopniu, że zdaniem naukowców będzie widoczna nawet gołym okiem.
Kometę odkryto 3 stycznia na zdjęciach wykonanych przez Catalina Sky Survey w Arizonie w USA. Zgodnie z obliczeniami astronomów, 12 grudnia 2021 roku znajdzie się ona w odległości 0,233 jednostki astronomicznej od Ziemi. W całej historii obserwacji astronomicznych tylko pięć komet przeleciało bliżej Ziemi.
Zdjęcie komety, jest efektem połączenia czterech fotografii, wykonanych przez RAS Observatory w Nowym Meksyku. Na środkowych szerokościach geograficznych półkuli północnej, kometa będzie widoczna od końca września.
Źródło: pixabay.com
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/najjasniejsza-kometa-2021-roku-zbliza-sie-do-ziemi

Najjaśniejsza kometa 2021 roku zbliża się do Ziemi.jpg

Najjaśniejsza kometa 2021 roku zbliża się do Ziemi2.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3000 Soli MSL Curiosity
2021-01-13. Krzysztof Kanawka
Mija właśnie 3000 marsjańskich dni (“Soli”) misji łazika Curiosity po wnętrzu krateru Gale.
Łazik Mars Science Laboratory (MSL) „Curiosity” wylądował we wnętrzu krateru Gale 6 sierpnia 2012 roku o godzinie 07:17 CEST. Miejsce lądowania MSL nazwano „Bradbury Landing”.
Procedura lądowania MSL była bardzo skomplikowana i wymagała poprawnego przejścia wielu krytycznych etapów, zakończonych lądowaniem za pomocą platformy „sky-crane”. Co ciekawe, rok po lądowaniu MSL poinformowano, że wejście w atmosferę Marsa nie przebiegło całkowicie zgodnie z planem – łazik nie wysłał odpowiedniego tonu (radiowego). Kilka osób w kontroli lotu uznało, że łazik wchodzi pod złym kątem w atmosferę i zostanie utracony. Na szczęście, okazało się, że był to błąd w kalibracji, a MSL wylądował poprawnie. Było to najbardziej ambitne z dotychczasowych lądowań na Czerwonej Planecie.
Pierwsze działania na powierzchni Marsa
Przez kilka pierwszych marsjańskich dni (Soli) trwały testy najważniejszych systemów łazika. MSL przesłał pierwszą serię kolorowych zdjęć, a orbiter MRO przesłał zdjęcie z okolic lądowania Curiosity. Drugiego dnia misji łazik przesłał pierwszą panoramę z wnętrza krateru Gale.
Trzynaście (ziemskich) dni po lądowaniu NASA poinformowała o wyborze celu pośredniego misji – łazik miał się skierować ku obszarowi Glenelg, znajdującego się około 500 metrów na wschód od „Bradbury Landing”. Pierwszą jazdę łazik wykonał podczas Sol 16.
Miesiąc po lądowaniu łazik był już w trasie . To właśnie w drodze do Glenelg MSL dokonał swojego pierwszego ważnego odkrycia na powierzchni Czerwonej Planety – śladu po dawnym, dość wartkim strumieniu wody. Innym ciekawym odkryciem tej wstępnej eksploracji otoczenia miejsca laðowania była potencjalna detekcja chlorowych pochodnych najprostszych związków organicznych (np. CH3Cl, CH2Cl2, CHCl3). Do obszaru Glenelg łazik dotarł w grudniu 2012 roku. Co ciekawe, wówczas MSL jeszcze nie wykrył metanu (CH4) w atmosferze.
Główny cel misji – Mount Sharp
W lipcu 2013 roku MSL ruszył ku głównemu celu swej odysei – górze o nazwie Mt. Sharp, znajdującej się w centralnej części krateru Gale. Przez zbocze tej góry przebiega bardzo interesujący kanion, który odkrywa dużą ilość różnych warstw skalnych. Naukowcy uważają, że badając Mt. Sharp Curiosity będzie w stanie pogłębić naszą wiedzę o różnych okresach z przeszłości Marsa – aż do czasów obecnych.
Podróż łazika, wraz z przystankami na badania naukowe, trwała do września 2014 roku. W międzyczasie NASA ogłosiła kilka kolejnych odkryć. Dwa najciekawsze to dowód, że w dawnej przeszłości krater Gale był co pewien czas wypełniony w całości jeziorem oraz pierwsza detekcja metanu. Ta chwilowa wyższa zawartość metanu była wówczas zagadką dla naukowców.
2015 – 2019 – wspinaczka łazika, rekordowy poziom metanu
Pomiędzy 2015 a 2019 rokiem łazik MSL wspinał się po zboczu góry Mt Sharp, zbliżając się do głównego celu misji. W międzyczasie zaobserwowano coraz większe uszkodzenia kół łazika, które jednak do 2017 roku nie stały się na tyle poważne, by przeszkodzić w realizacji misji. Do połowy lipca 2017 roku łazik przemierzył łącznie 18835 metrów.
W 2016 roku wystąpił poważny problem z wiertłem łazika. Problem z wiertłem był bardziej skomplikowany. Mechanizm, który wprowadza wiertło głębiej podczas wwiercania się w skałę nie funkcjonuje. Inżynierowie NASA i Jet Propulsion Laboratory (JPL) pracowali nad tym problemem przez ponad rok. Rozwiązaniem problemu okazało się użycie ruchu całego ramienia łazika w trakcie wiercenia. W tej “konfiguracji” wiertło jest w pozycji wysuniętej, co prezentuje poniższe nagranie. MSL ponownie zaczął wiercić w lutym 2018 roku. Ciekawa seria wierceń została wykonana w kwietniu 2019 roku.
W 2019 roku MSL zanotował rekordowy poziom metanu. Tym razem zawartość metanu sięgnęła 21 części na miliard. Skok był tak znaczący, że NASA postanowiła przerwać dotychczasowe badania i skupić się na poszukiwaniu źródła metanu. NASA poinformowała także, że ten skok był chwilowy – zawartość metanu szybko spadła do poziomu poniżej 1 części na miliard.
Do 11 stycznia 2021 łazik przejechał łącznie 23,83 km.
Misja łazika Mars Science Laboratory jest daleka od zakończenia. Przez kolejne lata łazik będzie badać bardzo ciekawe obszary Mt Sharp, odkrywając ślady dawnej działalności wody na powierzchni Czerwonej Planety. Łazik będzie też badać, czy dawne warunki były wystarczające do powstania i utrzymania życia na Marsie. Zbocza Mt Sharp wydają się aktualnie jednym z najlepszych miejsc na Marsie do poszukiwania śladów życia.
Misja MSL jest komentowana w wątku na Polskim Forum Astronautycznym.
Klatka z animacji – lądowanie MSL na Marsie / Credits – NASA

Mapa granicy pomiędzy wnętrzem krateru Gale a podnóżem Mt Sharp / Credits – NASA/JPL-Caltech/Univ. of Arizona

Curiosity Mars Rover Snaps 1.8 Billion-Pixel Panorama
Przykładowa duża panorama ze zdjęć łazika MSL / Credits – NASA Jet Propulsion Laboratory
https://www.youtube.com/watch?v=X2UaFuJsqxk&feature=emb_logo

Przykłady wierceń wykonanych przez MSL Curiosity, ukazujących różne typy skał i podłoża na dnie krateru Gale / Credits – NASA, JPL, MISS

Łazik Curiosity badający formację Kimberley w kraterze Gale na Marsie. Przed łazikiem widoczne są dwa otwory wywiercone przez instrument do pobierania próbek i kilka ciemniejszych punktów, które zostały oczyszczone z pyłu. Źródło: MSSS/JPL/NASA

(NYT, PFA, NASA)
https://kosmonauta.net/2021/01/3000-soli-msl-curiosity/

3000 Soli MSL Curiosity.jpg

3000 Soli MSL Curiosity2.jpg

3000 Soli MSL Curiosity3.jpg

3000 Soli MSL Curiosity4.jpg

3000 Soli MSL Curiosity5.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kwazary – co o nich wiemy?
2021-01-13. Zuzanna Kawalec
Lingwistyczne wprowadzenie
Na samym początku przydałoby się wyjaśnić, czym dokładnie są kwazary. A w tym może nam pomóc analiza ich nazwy. Słowo kwazar, po angielsku quasar, to skrót od quasi-stellar radio source, co luźno można przetłumaczyć poniekąd jako gwiezdne źródło promieniowania radiowego. Dlaczego poniekąd? Obiekty emitujące promieniowanie radiowe o ponadprzeciętnie dużej mocy były skatalogowane już w latach 30. XX wieku, jednak udało się je zaobserwować za pomocą teleskopów optycznych po raz pierwszy dopiero w roku 1960. Co ciekawe, obiekt wydawał się na tyle mały, że wyglądem przypominał gwiazdę, jednak moc, z jaką promieniował, to wykluczała. Dodatkowo w badanych liniach emisyjnych, nie dało się zidentyfikować żadnych znanych pierwiastków. W końcu udało się zaobserwować w nim linie odpowiedzialne za obecność wodoru, jednak były one przesunięte ku czerwieni o współczynnik z = 0,16 co wskazywało na odległość obiektu od Ziemi około 2 mld lat świetlnych. Sam fakt, że był widoczny wyraźnie z tak potężnej odległości, przeczył założeniu, jakoby obiekt ten był gwiazdą.
Więc czym w końcu są te kwazary?
Długie lata zajęło naukowcom postawienie jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, jednak w czasach obecnych, gdy dzięki przeglądowi nieba Sloan Digital Sky Survey znamy ich już ponad milion, wiemy o nich całkiem dużo. Są one jednymi z wielu obiektów znanych jako AGN (Active Galactic Nuclei), czyli aktywnymi jądrami galaktyk. Za aktywność kwazarów są odpowiedzialne supermasywne czarne dziury, które stopniowo pochłaniają znajdującą się w centrach galaktyk materię międzygwiezdną, która wirując, tworzy rozgrzany do ogromnych temperatur dysk akrecyjny wokół czarnej dziury. Jeszcze gorętszy jest znajdujący się ponad dyskiem rzadki gaz, określany mianem korony. Osiąga miliarda stopni i to właśnie on jest źródłem obserwowanego charakterystycznego dla kwazarów promieniowania rentgenowskiego. Kolejnym ciekawym elementem budowy kwazaru jest znajdujący się na obrzeżach dysku akrecyjnego torus – gruby i chłodny pierścień względnie gęstego gazu świecącego głównie w zakresie podczerwieni. I wreszcie kwazary charakteryzuje jeden z najbardziej spektakularnych aspektów ich wyglądu – dżety. Są to strugi zjonizowanej materii „wytryskujące” znad powierzchni kwazara pędzące w przestrzeń z prędkością zbliżoną do prędkości światła.
Rola kwazarów we wczesnym Wszechświecie
Niedługo po wielkim wybuchu, czyli mniej więcej 380 tysięcy lat po tym jak miał miejsce, wypełniająca Wszechświat zjonizowana plazma znacząco się ochłodziła. Spowodowało to połączenie się elektronów i protonów w neutralny wodór. To z kolei umożliwiło uformowanie się obiektów emitujących promieniowanie takich jak gwiazdy i kwazary. I to właśnie promieniowanie spowodowało ponowną jonizację wodoru mającą miejsce w zaledwie miliardoletnim Wszechświecie. Przez to, że kwazary miały w tym procesie kluczową rolę, badanie ich może powiększyć naszą wiedzę na temat wydarzeń z czasów młodego Wszechświata. Co ciekawe, kwazary są jednymi z najjaśniejszych obiektów we Wszechświecie, co pozwala na ich obserwowanie nawet przy znaczących przesunięciach ku czerwieni z > 6.5 (jednak znaczna większość znanych kwazarów znajduje się bliżej).
Jak kwazary powstały?
Nadal nie jest to do końca jasne. Akreujące supermasywne czarne dziury zasilające kwazary z czasów epoki rejonizacji (kiedy Wszechświat liczył sobie dopiero około miliarda lat), nie miały wystarczająco dużo czasu, żeby urosnąć do mierzonych dzisiaj gigantycznych rozmiarów rzędu miliardów mas słońca. Aby zrozumieć fizykę stojącą za akrecją i tym samym za wzrostem supermasywnych czarnych dziur, analizowane są obserwacje w zakresie promieniowania rentgenowskiego i podczerwonego, co pozwala na badanie wewnętrznych rejonów odległych kwazarów.
Czy sposób akrecji supermasywnych dziur wewnątrz kwazarów zależy od przesunięcia ku czerwieni?
Przy znacznych przesunięciach ku czerwieni, jakie obserwujemy w przypadku odległych kwazarów, częstotliwość wydzielanego przez nie promieniowania ulega zmianie ze względu na efekt Dopplera. Promieniowanie rentgenowskie nadal pozostaje rentgenowskim dla urządzeń badawczych na pokładzie satelity Chandra, natomiast emisja ultrafioletu odbierana jest jako bliska podczerwień. Co ciekawe, pomiar natężenia promieniowania czarnej dziury dla długości fali 300 nm (3000 angstremów) pozwala oszacować jej masę i szybkość akrecji.
Niestety pomiar promieniowania UV jest bardzo utrudniony, ponieważ z odległych kwazarów dociera do nas niezwykle mała liczba fotonów. Dlatego naukowcy zamiast liczby będącej 1:1 liczbą fotonów promieniowania rentgenowskiego, wolą używać parametru Γ zwanego indeksem fotonów. Pomaga on oszacować jasność kwazara w zakresie emisji UV.
Na wykresie po lewej widać zależność między przesunięciem ku czerwieni kwazarów a indeksem fotonów. Prawdopodobne jest, że widoczny rosnący trend jest skutkiem większej akrecji supermasywnych czarnych dziur obserwowanych kwazarów. Na wykresie po prawej przedstawiona jest zależność pomiędzy indeksem fotonów a tempem akrecji (oś pozioma). Przy badaniach były rozważane jednak tylko najjaśniejsze kwazary, więc warto zauważyć, że wysnute wnioski odnoszą się tylko do tej grupy obiektów.
Początki kwazarów są nadal celem wielu badań. Kto wie, czego jeszcze się o nich dowiemy?
 
 
Źródła:
How Did Distant Quasars Grow?, Kwazary i mikokwazary
Na grafice będącej artystyczną wizją kwazara, wyraźnie widać otaczający czarną dziurę dysk akrecyjny powstały z wirującej rozgrzanej materii oraz prostopadłe do płaszczyzny dysku dżety. Źródło: ESA

Wykres Źródło: Gloria Fonseca Alvarez
https://news.astronet.pl/index.php/2021/01/13/kwazary-co-o-nich-wiemy/

Kwazary – co o nich wiemy.jpg

Kwazary – co o nich wiemy2.jpg

Kwazary – co o nich wiemy3.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Astronomowie dokonali pomiaru ogromnej planety czającej się z dala od swojej gwiazdy
2021-01-13.
Naukowcy zazwyczaj nie są w stanie zmierzyć rozmiaru olbrzymich planet, takich jak Jowisz czy Saturn, które krążą z dala od swoich gwiazd. Ale zespół astronomów z UC Riverside tego dokonał.
Planeta ta jest mniej więcej pięć razy cięższa od Jowisza. Chociaż znajduje się prawie 1300 lat świetlnych od Ziemi, Kepler-1514b nadal jest częścią tego, co astronomowie nazywają naszym „słonecznym sąsiedztwem”.

Kosmiczny Teleskop Keplera początkowo zidentyfikował obiekt, którym okazała się planeta Kepler-1514b, w 2010 roku. Następnie zauważono w danych z teleskopu okresowe spadki jasności gwiazdy, wskazówkę, że okrążające ją planety znajdują się w jej pobliżu.

Astronom UCR Paul Dalba, wraz ze swoim zespołem wykorzystali teleskopy Kecka, aby określić rozmiar i gęstość planety. Dalba dodał, że zaskakującym było odkrycie planety, takiej jak Kepler-1514b.

„Okres orbitalny planety wynoszący 218 dni jest o rząd wielkości dłuższy niż w przypadku większości mierzonych przez nas egzoplanet olbrzymów. Kepler odkrył tysiące planet, ale tylko kilkadziesiąt z nich ma orbity długości kilkuset dni lub dłuższe” – mówi Dalba.

Planety olbrzymie mają tendencje do tworzenia się w dużej odległości od swoich gwiazd, aby z czasem migrować w ich kierunku. Odkrycie takiej, która nie zbliżyła się do gwiazdy, może służyć jako odpowiednik, dostarczając nowego spojrzenia na nasz własny Układ Słoneczny.

Ziemia cieszy się dużą względną stabilnością, a astronomowie uważają, że Jowisz może chronić naszą planetę przed innymi obiektami w kosmosie, które mogłyby na nią wpłynąć. Jednak ponieważ planety, takie jak Jowisz są tak masywne, mogą potencjalnie zakłócać orbity, architekturę i rozwój innych pobliskich planet.

„Planety olbrzymy z dala od swoich gwiazd macierzystych mogą nam pomóc odpowiedzieć na odwieczne pytania o to, czy nasz Układ Słoneczny jest normalny, czy nie, jeżeli chodzi o jego stabilność i rozwój” – wyjaśnia astrofizyk planetarny UCR Stephen Kane, który uczestniczył w badaniach.

Dalba dodaje, że dane uzyskane z planet olbrzymów znajdujących się blisko swoich gwiazd są często trudniejsze do zinterpretowania, ponieważ promieniowanie pochodzące od gwiazdy nadmuchuje.

„Najpierw trzeba uwzględnić wzrost wielkości, zanim zbada się skład i inne aspekty planet w pobliżu gwiazd. W przypadku tej planety nie ma problemu z jej promieniem, więc łatwiej ją zbadać” – powiedział Dalba.

Z tych powodów odkrycie Kepler-1514b jest pomocne w przyszłych misjach NASA, takich jak Nancy Grace Roman Space Telescope, który podejmie próbę bezpośredniego zobrazowania planet olbrzymów.

Dalba ma również nadzieję dowiedzieć się, czy planeta ma księżyc, lub układ księżyców.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
UC Riverside

Urania
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2021/01/astronomowie-dokonali-pomiaru-ogromnej.html

Astronomowie dokonali pomiaru ogromnej planety czającej się z dala od swojej gwiazdy.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Roman Space Telescope, nowy teleskop kosmiczny NASA miażdży słynnego Hubble'a
2021-01-13.
Za 4 lata w przestrzeni kosmicznej pojawi się nowy kosmiczny teleskop, który pozwoli ludzkości poznać tajemnice otchłani Wszechświata. Kosmiczny Teleskop Hubble'a, nie ma z nim żadnych szans.
Według planu NASA, Nancy Grace Roman Space Telescope (WFIRST) będzie następcą nie tylko słynnego i zasłużonego dla nauki Hubble'a, ale również Spitzera. Agencja chce, aby pokazał nam Wszechświat takim, jakim go do tej pory jeszcze nie widzieliśmy. Urządzenia ma być gotowe do lotu w kosmos ok. roku 2025. Agencja opublikowała nowe filmy, na których możemy zobaczyć go w pełnej krasie oraz poznać jego cele naukowe.
Abyście zrozumieli, jak potężnymi możliwościami będzie dysponowało to urządzenie, wystarczy wspomnieć o jednym z najbardziej charakterystycznych zdjęć wykonanych przez Kosmiczny Teleskop Hubble'a. Jest nim Ultra Głębokie Pole Hubble'a, które odsłoniło niezliczone galaktyki we Wszechświecie, sięgające kilkuset milionów lat wstecz po Wielkim Wybuchu. Hubble przyglądał się pojedynczemu skrawkowi pozornie pustego nieba przez setki godzin, począwszy od września 2003 roku. Astronomowie po raz pierwszy odsłonili ten gobelin galaktyk w 2004 roku.
Nancy Grace Roman Space Telescope będzie w stanie sfotografować obszar nieba co najmniej 100 razy większy polu widzenia, niż teleskop Hubble'a. Oczywiście, z tą samą ostrością i to w takim samym czasie. Teleskop ma mieć średnicę 2,4 metra i pozwoli naukowcom bliżej poznać tajemnicę ciemnej materii. Będzie on badał rozległe obszary nieba w podczerwieni, poszukując odpowiedzi na fundamentalne pytania dotyczące struktury i ewolucji Wszechświata, a także da nam większą wiedzę na temat egzoplanet, na których może egzystować życie.
Agencja planuje wystrzelenie go w kosmos w połowie lat dwudziestych. Będzie to jedna z najważniejszych misji Agencji po wyniesieniu na orbitę Teleskopu Kosmicznego Jamesa Webba, co nastąpi w tym roku. Budowa WFIRST i umieszczenie go w punkcie libracyjnym L2, 1,5 miliona kilometrów od Ziemi, będzie kosztowało w sumie ok. 3,2 miliardy dolarów.
Co ciekawe, kolejny potężny teleskop, który niesamowicie rozszerzy naszą wiedzę o Wszechświecie będzie korzystał z jednego z dwóch luster otrzymanych od Narodowego Biura Rozpoznania, działającego w ramach Amerykańskiej Agencji Wywiadowczej (CIA). Wcześniej miało one służyć Agencji w misjach szpiegowania strategicznych instalacji militarnych różnych krajów świata, jednak ostatecznie program zamknięto, a niezwykle precyzyjne instalacje przekazano na potrzeby NASA.
Jeśli kilka lat temu CIA uznała, że takie lustra do szpiegowiskich systemów obserwacyjnych są już dla niej mocno przestarzałe, to możemy sobie tylko wyobrażać, jakimi futurystycznymi technologiami obecnie dysponuje amerykańska armia. Szkoda, że nie mogą one posłużyć do budowy nowych teleskopów, które pomocą nam badań przestrzeń kosmiczną, tylko używane są w celach szpiegowskich.
Agencja zastanawia się obecnie, z pomocą jakiej firmy wynieść WFIRST w kosmos. Tutaj rozważa się dwie opcje, SpaceX i rakietę Falcon Heavy lub United Launch Alliance i rakietę Delta IV Heavy. Chociaż NASA podejmie ostateczną decyzję dopiero za kilka lat, to jednak już teraz, patrząc z punktu widzenia ostatnich niesamowitych osiągnięć SpaceX na polu drastycznego obniżenia kosztów misji kosmicznych poprzez recykling rakiet, prawdopodobnie to właśnie firma Elona Muska wykona to karkołomne zadanie.
Źródło: GeekWeek.pl/NASA / Fot. NASA
NASA's Nancy Grace Roman Space Telescope: Broadening Our Cosmic Horizons
https://www.youtube.com/watch?time_continue=16&v=jPq2VVPjk_U&feature=emb_logo

One Image, One Million Galaxies
https://www.youtube.com/watch?v=u0ihatxXQFI&feature=emb_logo

https://www.geekweek.pl/news/2021-01-13/roman-space-telescope-nowy-teleskop-kosmiczny-nasa-po-prostu-miazdzy-slynnego-hubblea/

Roman Space Telescope, nowy teleskop kosmiczny NASA miażdży słynnego Hubble'a.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zidentyfikowano najdalszą znaną ludzkości galaktykę
Autor: robertAnd (2021-01-13)
Astronomowie zidentyfikowali galaktykę, która nie tylko jest najstarszą znaną nam we Wszechświecie, ale jednocześnie najbardziej od nas oddaloną.
Galaktyka GN-z11 jest tak daleko, że określa granicę obserwowalnego Wszechświata. Naukowcy mają nadzieję, że te badania rzucą światło na okres historii kosmosu, kiedy Wszechświat miał ledwie kilkaset milionów lat (jego obecny wiek to 13.82 mld lat).
Zespół pod przewodnictwem profesora Nobunari Kashikawa z Wydziału Astronomii na Uniwersytecie w Tokio oszacował, iż galaktyka GN-z11 znajduje się 13.4 miliardów lat świetlnych od nas. Pomiaru dokonano za pomocą Teleskopów Kecka w obserwatorium na Hawajach.
Źródło: pixabay.com
Źródło:
https://www.u-tokyo.ac.jp/focus/en/press/z0508_00153.html
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/zidentyfikowano-najdalsza-znana-ludzkosci-galaktyke

Zidentyfikowano najdalszą znaną ludzkości galaktykę.jpg

Zidentyfikowano najdalszą znaną ludzkości galaktykę2.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić obrazków. Dodaj lub załącz obrazki z adresu URL.

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)