Skocz do zawartości

Astronomiczne Wiadomości z Internetu


Paweł Baran

Rekomendowane odpowiedzi

Nowe tony w "muzyce Słońca"
2021-08-03.
Dziesięcioletnia seria danych obserwacyjnych z sondy SDO (Obserwatorium Dynamiki Słonecznej, ang. Solar Dynamics Observatory) i nowoczesny model numeryczny ujawniły istnienie głębokich, niskich tonów w muzyce Słońca.
Zespół fizyków słonecznych kierowany przez Laurenta Gizona z Instytutu Badań Układu Słonecznego im. Maxa Plancka i Uniwersytetu w Getyndze w Niemczech informuje o odkryciu globalnych oscylacji Słońca o bardzo długich okresach, porównywalnych z 27-dniowym okresem jego rotacji, czyli obrotu Słońca wokół jego własnej osi. Tego rodzaju oscylacje objawiają się na powierzchni Słońca jako ruchy wirowe o prędkościach rzędu 5 kilometrów na godzinę. Ruchy te zostały niedawno dokładnie zmierzone po przeanalizowaniu 10-letnich już serii obserwacyjnych z Obserwatorium Dynamiki Słonecznej NASA.
Wspomagający się dodatkowo modelowaniem komputerowym zespół naukowy wykazał,  że owe nowo odkryte oscylacje są modami rezonansowymi, które zawdzięczają swoje istnienie znanemu zjawisku różnicowej rotacji Słońca. Wiedza ta może pomóc w opracowaniu nowych sposobów pośredniego badania wnętrza Słońca i uzyskiwania informacji o jego strukturze i dynamice.
Jeszcze w latach sześćdziesiątych odkryto wysokie nuty (mody) Słońca: oznaczało to, że Słońce czasem "dzwoni" niczym dzwon. Miliony modów oscylacji akustycznych o krótkich okresach rzędu 5 minut wzbudzane są przez turbulentne ruchy konwekcyjne, zachodzące w pobliżu powierzchni Słońca i uwięzione w jego wnętrzu. Te około 5-minutowe oscylacje były nieprzerwanie obserwowane przez teleskopy naziemne i obserwatoria kosmiczne od połowy lat dziewięćdziesiątych Jednocześnie z powodzeniem wykorzystywane były one przez heliosejsmologów do poznawania wewnętrznej struktury i dynamiki naszej dziennej gwiazdy. W bardzo podobny sposób "klasyczni" sejsmolodzy zdobywają informacje o tym, co dzieje się we wnętrzu Ziemi, badając między innymi po prostu trzęsienia ziemi. Jednym z najważniejszych osiągnięć heliosejsmologii było odwzorowanie rotacji Słońca w funkcji głębokości i szerokości heliograficznej, prowadzące do lepszego zrozumienia procesu różnicowej rotacji Słońca.
Oprócz oscylacji 5-minutowych przewidziano już ponad 40 lat temu istnienie oscylacji gwiazdowych o znacznie dłuższych okresach, ale do tej pory nie zostały one zidentyfikowane dla Słońca. Takie długookresowe oscylacje zależą w znacznym stopniu od rotacji gwiazdy i nie mają charakteru akustycznego. Ich ewentualna detekcja wymaga wieloletnich, szczegółowych pomiarów poziomych ruchów materii przy powierzchni Słońca. Ciągłe obserwacje prowadzone od lat przez sondę SDO są jednak idealne do takich badań.
Zespół zaobserwował wiele różnych, niezależnych od siebie trybów oscylacji. Niektóre z nich miały maksymalną prędkość na biegunach Słońca (film 1), inne na średnich szerokościach heliograficznych, a jeszcze inne w pobliżu równika (film 2). Tryby oscylacji o maksymalnej prędkości w pobliżu równika to tak zwane mody Rossby'ego, które zespół zidentyfikował już w 2018 roku.
-Długookresowe oscylacje objawiają się bardzo wolnymi ruchami wirowymi na powierzchni Słońca, z prędkościami rzędu 5 kilometrów na godzinę, czyli mniej więcej tyle, ile wynosi prędkość pieszego - wyjaśnia Zhi-Chao Liang z MPS.
Naukowcy potwierdzili te wyniki danymi obserwacyjnymi z instrumentu Global Oscillation Network Group (GONG), czyli wielkiej sieci sześciu niezależnych obserwatoriów słonecznych zlokalizowanych w Stanach Zjednoczonych, Australii, Indiach, Hiszpanii i Chile. Ale w celu pełnej identyfikacji natury wykrytych oscylacji słonecznych zespół porównał też uzyskane wyniki obserwacji z przewidywaniami modeli komputerowych. Modele te niemal dosłownie pozwalają zajrzeć wgłąb Słońca i określić propagowanie się oscylacji w trzech wymiarach. By uzyskać te modelowe oscylacje, opracowano najpierw na gruncie wcześniejszych badań z zakresu heliosejsmologii dokładny model struktury Słońca i jego rotacji różnicowej. Dodatkowo uwzględniono w nim siłę konwekcji i amplitudę ruchów turbulentnych w górnych warstwach Słońca. Swobodne oscylacje w takim modelu są otrzymywane poprzez uwzględnienie w nim zaburzeń o niewielkiej amplitudzie. Okazało się, że odpowiadające im prędkości na powierzchni Słońca w modelu dobrze pasują do obserwowanych oscylacji, co umożliwiło zespołowi precyzyjną identyfikację dostrzeżonych modów oscylacyjnych.
Zespół podkreśla, że wszystkie nowo wykryte oscylacje są silnie uzależnione od różnicowej rotacji Słońca. Zależność rotacji Słońca od szerokości heliograficznej determinuje zatem obszar, w którym poszczególne mody oscylacji mają maksymalne amplitudy. -Oscylacje są również wrażliwe na właściwości wnętrza Słońca, a w szczególności na siłę turbulentnych ruchów i związaną z nimi lepkość ośrodka słonecznego, a także siłę konwekcji – mówi Robert Cameron z MPS. Ta wrażliwość jest silna u podstawy strefy konwekcji, czyli na głębokości około dwustu tysięcy kilometrów pod powierzchnią Słońca. -Z pomocą metod heliosejsmologii wykorzystujemy drgania akustyczne do poznania prędkości dźwięku we wnętrzu słonecznym, natomiast oscylacje długookresowe możemy wykorzystać do lepszego poznania procesów turbulentnych w Słońcu – dodaje naukowiec.
-Odkrycie nowego typu oscylacji słonecznych jest bardzo ciekawe, gdyż pozwala nam wnioskować o wartości innych parametrów słonecznych, takie jak siła napędu konwekcyjnego, która w decydujący sposób kontroluje dynamo słoneczne - podsumowuje Laurent Gizon. Ten nowo odkryty potencjał naukowy oscylacji długookresowych zostanie w pełni wykorzystany zapewne dopiero w nadchodzących latach, przy użyciu nowego modelu komputerowego opracowywanego obecnie w ramach projektu WHOLESUN wspieranego z grantu synergicznego Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych.
 
Czytaj więcej:
•    Cały artykuł
•    "Astronarium" nr 13 o asterosejsmologii
•    Sztuczna inteligencja wspomaga Solar Dynamics Observatory
 

Źródło: MPG.de
Opracowanie: Elżbieta Kuligowska
Na zdjęciu: Słońce w pojedynczej barwie światła - H-alfa, zarejestrowano tu ogromną ilość szczegółów gotującej się powierzchni gwiazdy. Stopniowe pociemnienie w kierunku krawędzi, zwane pociemnieniem brzegowym, powodowane jest przez wzrastającą absorpcję stosunkowo chłodnego słonecznego gazu. Dalej ponad krawędzią, widoczna jest wielka protuberancja, a zarys innej protuberancji można dostrzec jako ciemną smugę w pobliżu środka zdjęcia. Dwa obszary aktywne na Słońcu wyznaczają jasne pochodnie. To amatorskie zdjęcie Słońca wykonano małym teleskopem i standardową kamerą cyfrową. Źródło: APOD.pl/Ralph Encarnacion
Solar inertial mode (high-latitude, m=1)
https://www.youtube.com/watch?v=g9OLEnrT71U

Solar inertial mode (Rossby mode, m=3)
https://www.youtube.com/watch?v=1ih2rXdlYnA

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/nowe-tony-w-muzyce-slonca

Nowe tony w muzyce Słońca.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

CBK PAN będzie nadzorować przeprowadzenie drugiej kampanii porównawczej predykcji parametrów orientacji Ziemi
2021-08-03.
Prof. Jolanta Nastula z Centrum Badań Kosmicznych PAN jest liderem specjalnej grupy roboczej dedykowanej przeprowadzeniu kolejnej kampanii porównawczej predykcji parametrów orientacji Ziemi (ang. IERS Working Group on the 2nd Earth Orientation Parameter Prediction Comparison Campaign). Grupa została powołana przez IERS (International Earth Rotation and Reference Systems Service – Międzynarodowa Służba Ruchu Obrotowego Ziemi i Systemów Odniesienia) w marcu 2021.
Znajomość parametrów orientacji Ziemi (ang. Earth Orientation Parameters, EOP), w skład których wchodzą składowe nutacji, ruchu bieguna oraz zmiany długości doby, jest niezbędna to przeprowadzenia transformacji współrzędnych punktu z niebieskiego układu odniesienia do ziemskiego układu odniesienia i odwrotnie. Dokładna transformacja jest kluczową operacją w wielu zagadnieniach współczesnej geodezji czy astronomii m.in. w precyzyjnym pozycjonowaniu i nawigacji na powierzchni Ziemi i w przestrzeni kosmicznej.
Dokładnych obserwacji parametrów EOP dostarczają współczesne geodezyjne techniki pomiarowe, takie jak globalne systemy nawigacji satelitarnej (ang. Global Navigation Satellite Systems, GNSS), satelitarne pomiary laserowe (ang. Satellite Laser Ranging, SLR), czy też interferometria bardzo długich baz (ang. Very Long Baseline Interferometry). Obserwacje ruchu obrotowego wykonywane przez kilkaset ośrodków obserwacyjnych na całym świecie są gromadzone i przetwarzane przez wiele centrów badań, w tym głównie przez Międzynarodową Służbę Ruchu Obrotowego Ziemi i Systemów Odniesienia (ang. International Earth Rotation and Reference System Service, IERS), który, stosując międzynarodowe standardy, wyznacza parametry EOP z wysoką dokładnością i udostępnia je dla środowiska międzynarodowego.
Wiele zastosowań EOP, w tym pozycjonowanie, wymaga ich znajomości w czasie rzeczywistym. Jednakże ze względu na opóźnienia spowodowane przetwarzaniem danych obserwacyjnych i złożonymi obliczeniami, parametry EOP są dostępne z pewnymi opóźnieniami. Dlatego w wielu zagadnieniach współczesnej geodezji, a zwłaszcza  nawigacji, znajomość możliwie dokładnej predykcji ruchu obrotowego Ziemi jest kluczowym problemem.
W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat problem predykcji stał się przedmiotem zainteresowania międzynarodowego środowiska geodezyjnego, a wiele ośrodków badawczych z całego świata opracowało własne metody prognozowania parametrów orientacji Ziemi. Nie jest zaskakujące, że te metody i predykcje różniły się między sobą zarówno dokładnością, długością okresu, na który prognozowane są parametry oraz rodzajem prognozowanych parametrów.
Stało się jasne, że niezbędne jest podjęcie wspólnych działań celem porównania oraz walidacji wykonywanych predykcji pod kątem znalezienia możliwie optymalnej metody prognozowania. Pierwszym takim przedsięwzięciem była kampania porównawcza predykcji parametrów orientacji Ziemi (ang. Earth Orientation Parameters Prediction Comparison Campaign, EOP PCC), przeprowadzona w latach 2006-2008 przez Politechnikę Wiedeńską, w ścisłej współpracy z Centrum Badań Kosmicznych PAN. Jednakże w ciągu ponad dziesięciu lat, które upłynęły od ostatniej kampanii porównawczej, dokonano znacznego postępu w metodach przetwarzania obserwacji geodezyjnych. Zmniejszaniu uległy również opóźnienia w dostarczaniu tych danych oraz zwiększyła się wiedza na temat roli geofizycznych ośrodków ciekłych w zaburzeniach ruchu i  w opracowaniu  predykcji EOP. Liczba grup badawczych, które czynnie pracują nad opracowywaniem nowych metod prognozowania również uległa zwiększeniu.
Koniecznym stało się przeprowadzenie ponownej oceny możliwości poszczególnych metod predykcji. Potrzeba taka została podniesiona przez międzynarodową grupę roboczą zajmującą się sygnałami klimatycznymi w parametrach orientacji Ziemi (ang. Joint Working Group C.1: Climate Signatures in Earth Orientation Parameters), która powołana została przez Międzynarodową Asocjację Geodezji (ang. International Association of Geodesy, IAG) w 2019 roku i działa jako podgrupa Międzykomisyjnego Komitetu ds. Geodezji w badaniach klimatu (ang. Inter-Commission Committee on „Geodesy for Climate Research”, ICCC). Ważność tego zagadnienia dla środowiska międzynarodowego potwierdził IERS, który w marcu 2021 utworzył specjalną grupę roboczą dedykowaną przeprowadzeniu kolejnej kampanii porównawczej predykcji parametrów orientacji Ziemi (ang. IERS Working Group on the 2nd Earth Orientation Parameter Prediction Comparison Campaign).
Prof. Jolanta Nastula z Centrum Badań Kosmicznych PAN została poproszona do liderowania tej ważnej międzynarodowej aktywności we współpracy z IERS oraz GFZ (Deutsche GeoForschungsZentrum). Nadzorowana przez nią grupa w CBK PAN, w skład której wchodzą mgr inż. Justyna Śliwińska, mgr inż. Tomasz Kur, mgr inż. Aleksander Partyka, Danuta Śleszyńska, Konrad Kowalski, a także dr Małgorzata Wińska z Politechniki Warszawskiej, poczyniła przygotowania do rozpoczęcia kampanii. Wraz z początkiem czerwca otworzono stronę internetową kampanii, udostępniono serwer do przechowywania danych, a także uruchomiono rejestrację kandydatów chcących przesyłać swoje prognozy parametrów EOP w celu poddania ich wspólnej walidacji przez zespół w CBK. Aktualnie trwa przedoperacyjna faza kampanii, której celem jest przetestowanie zaplecza technicznego kampanii i zapoznanie uczestników z wymaganiami dotyczącymi przesyłanych plików. Wraz z końcem wstępnej fazy kampanii uruchomiona zostanie faza operacyjna, podczas której predykcje parametrów EOP przesyłane co tydzień przez zarejestrowanych uczestników będą zbieranie i regularnie poddawane ewaluacji. Kampania potrwa prawdopodobnie do końca 2023 roku.
CBK PAN zachęca do odwiedzenia strony internetowej kampanii, gdzie znajdują się szczegółowe informacje dotyczące tego przedsięwzięcia.
Źródło: CBK PAN
Oprac. Paweł Z. Grochowalski
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/cbk-pan-bedzie-nadzorowac-przeprowadzenie-drugiej-kampanii-porownawczej-predykcji

CBK PAN będzie nadzorować przeprowadzenie drugiej kampanii porównawczej predykcji parametrów orientacji Ziemi.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Mity wśród gwiazd: Gwiazdozbiór Bliźniąt
2021-08-03. Matylda Kołomyjec
Gwiazdozbiór bliźniąt przypomina nieco swoim wyglądem dwa ludziki-patyczaki. Jako pierwszy skatalogował gwiazdozbiór Ptolemeusz w II wieku naszej ery, ale Bliźnięta były znane ludzkości już dużo wcześniej.
Według mitu greckiego obecnie najbardziej rozpowszechnionego Bliźnięta to bracia Kastor i Polluks. Określani również jako Dioskurowie, co oznacza „synów Zeusa”, choć według wielu wersji mitu tylko Polluks był rzeczywiście synem Zeusa, a Kastor – króla Sparty Tyndareosa. Jako bliźniacy, prawie wszystko robili razem. Różniły ich umiejętności – Kastor świetnie jeździł konno i walczył mieczem, czego później nauczył Heraklesa. Natomiast Polluks celował w walce wręcz.
Jako znani wojownicy, zostali poproszeni przez Jazona do udziału w jego wyprawie po złote runo, tak zwanej Wyprawie Argonautów (od nazwy statku, którym płynęli, Argo). Wielokrotnie wybawili drużynę z trudnych sytuacji. Na przykład, kiedy Argonauci chcieli odpłynąć z krainy Bebryków, ich król Amykus nie zgodził się i nie chciał ich wypuścić, dopóki jeden z nich nie pokona go w walce na pięści. Polluks przyjął wyzwanie i zwyciężył z łatwością.
Jednym z ostatnich czynów braci było porwanie córek króla Leukipposa, Fojbe i Hilajry. Były one narzeczonymi innej pary braci, Idasa i Linkeusa, którzy, chcąc odzyskać królewny, zaatakowali Dioskurów. W walce, zabity przez Idasa, zginął Kastor, a potem Polluks zabił Linkeusa. Walka została natychmiast zakończona przez Zeusa, który nie chciał patrzeć, jak umiera jego syn. Jednak Polluks rozpaczał po stracie brata, aż w końcu poprosił swojego boskiego ojca, by mógł podzielić się z Kastorem nieśmiertelnością. Zeus zgodził się, umieszczając ich obu na niebie w postaci gwiazdozbioru.
Dioskurowie byli czczeni, najpierw w Sparcie, a potem z całej Grecji, jako patroni żeglarzy. Mieli ratować rozbitków i jeździć na białych rumakach, które dostali od samego Posejdona. Mity łączyły ich też z ogniami świętego Elma – miały być znakiem dla żeglarzy, że nie muszą się niczego obawiać, gdyż Kastor i Polluks czuwają w pobliżu.
Jednak nie wszyscy Grecy widzieli w gwiazdozbiorze Bliźniąt właśnie Kastora i Polluksa. Według, między innymi, Ptolemeusza konstelacja przedstawia Apolla i Heraklesa.
Chronologicznie, mity o Bliźniętach powstały najpierw w Babilonii. Gwiazdozbiór został utożsamiony z parą bogów podziemia, świata umarłych – braćmi o imionach Lugalirra i Meslamtaea. Według mitu siedzieli oni po dwóch stronach bramy prowadzącej do podziemia i cięli na kawałki wszystkich, którzy chcieli przejść, bądź – w innej wersji – wyrywali serce i nerki. Ich figurki, jako strażników przejść, były zakopywane pod drzwiami i bramami.
Gwiazdozbiór Bliźniąt pojawia się również w „Panu Tadeuszu” Mickiewicza. Poeta, oprócz wymienienia greckich imion nadanych gwiazdozbiorowi, wspomina, jakoby gwiazdowi bliźniacy byli czczeni w Polsce. Mieli nosić imiona Lel i Polel – poza tym nie podaje żadnych szczegółów. Nic dziwnego, bo dowodów na istnienie takiego kultu dotychczas nie znaleziono.
Konstelacja zawiera aż 10 gwiazd, które mają własne nazwy, najczęściej oznaczające części ciała. Najjaśniejsze z nich to oczywiście Kastor (α Gem) i Polluks (β Gem). Pierwsza z nich to gwiazda spektroskopowo podwójna, a każda z gwiazd składających się na tę parę również jest podwójna, tworzą zespół czterech gwiazd. Druga – najjaśniejsza wśród wszystkich składających się na całą konstelację – to pomarańczowy olbrzym, wokół którego krąży planeta nazwana Thestias. Inną z ciekawszych gwiazd w Bliźniętach jest Geminga – pierwsza gwiazda neutronowa nieaktywna w zakresie fal radiowych, jaką odkryliśmy.
W obrębie gwiazdozbioru znajduje się wiele obiektów głębokiego nieba. Jednym z nich jest M35, gromada otwarta, która gdyby była widziana w całości z Ziemi, miałaby wielkość Księżyca. Można też tam znaleźć wiele ciekawych mgławic, w tym mgławicę planetarną Eskimos (NGC 2392, Caldwell 39), mgławicę IC 443 (Jellyfish Nebula), która jest pozostałością po supernowej i wreszcie Mgławicę Meduza.
Źródła:
Lugalirra and Meslamtaea (a pair of gods), Constellation Guide, „Origins of the ancient constellations” ~ John H. Rogers

Powyższy fragment mapy nieba przedstawia gwiazdozbiór Bliźniąt w towarzystwie otaczających go konstelacji. Źródło: Wikimedia Commons

Powyższa ilustracja pochodzi z dzieła Jana Heweliusza pod tytułem “Uranographia” i przedstawia rysunek bliźniąt na tle tworzących je gwiazd. Źródło: Wikimedia Commons

Na wykonanym przez Teleskop Hubble’a zdjęciu widoczna jest mgławica planetarna NGC 2392. Inna nazwa tej mgławicy to Mgławica Eskimos. Nazwa związana jest z wyglądem obiektu widzianego przez teleskopy naziemne. Zdjęcie wykonane przez Telekop Kosmiczny ukazało więcej szczegółów “twarzy” i “kaptura” Eskimosa. “Kaptur” tworzą węzły przypominające komety z ogonami uciekającymi od centralnej gwiazdy. Mgławica znajduje się w odległości 5000 lat świetlnych od nas, w gwiazdozbiorze Bliźniąt. Kolory na fotografii odpowiadają pierwiastkom występującym w mgławicy: azotowi (czerwony), wodorowi (zielony), tlenowi (niebieski) i helowi (fioletowy). Źródło: STScI (HST)

https://astronet.pl/autorskie/mity-wsrod-gwiazd/mity-wsrod-gwiazd-gwiazdozbior-blizniat/

Mity wśród gwiazd Gwiazdozbiór Bliźniąt.jpg

Mity wśród gwiazd Gwiazdozbiór Bliźniąt2.jpg

Mity wśród gwiazd Gwiazdozbiór Bliźniąt3.jpg

Mity wśród gwiazd Gwiazdozbiór Bliźniąt4.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Optoelektronicy współtworzą fotometr do badań heliosfery w eksperymencie NASA
2021-08-03.
W pomiarach niezbędnych do zaprojektowania fotometru GLOWS – instrumentu do badań m.in. wiatru słonecznego - połączą siły naukowcy z Centrum Badań Kosmicznych PAN i Instytutu Optoelektroniki Wojskowej Akademii Technicznej, gdzie przeprowadzone zostaną testy w zakresie promieniowania ultrafioletowego.
Optoelektronicy zbadają interferencyjne filtry EUV (ang. extreme ultraviolet – skrajny nadfiolet) oraz pokrycia powierzchni optycznych przyrządu tworzonego w ramach misji NASA. Wstępne pomiary przeprowadzili w 2020 r. płk. prof. dr hab. inż. Przemysław Wachulak (rektor-komendant WAT), dr. hab. inż. Andrzej Bartnik oraz Tomasz Fok z zespołu prof. dr. hab. Henryka Fiedorowicza.
Jak podkreśla dr hab. Maciej Bzowski, szef zespołu eksperymentu GLOWS z Zakładu Fizyki Układu Słonecznego i Astrofizyki CBK PAN, badania przeprowadzone w laboratoriach WAT były niezbędne do pomyślnego zakończenia faz opracowania eksperymentu GLOWS, zakończonych odbiorem prac przez stronę amerykańską.
DETEKTORY DO BADAŃ WIATRU SŁONECZNEGO
GLOWS, czyli czyli GLObal solar Wind Structure to fotometr do obserwacji fluorescencyjnej poświaty heliosferycznej wodoru w Układzie Słonecznym. Dane uzyskane dzięki fotometrowi umożliwią zbadanie zależności strumienia wiatru słonecznego od szerokości heliograficznej oraz rozkładu w przestrzeni międzyplanetarnej wodoru międzygwiazdowego.
Eksperyment GLOWS stanowi część misji badawczej NASA dotyczącej heliosfery. Misja o akronimie IMAP - Interstellar Mapping and Acceleration Probe zakłada, że w 2025 r. rakieta firmy SpaceX wyniesie na orbitę satelitę badawczego IMAP. Zostanie on wyposażony w dziesięć instrumentów naukowych, z których jeden – właśnie GLOWS - powstaje w CBK PAN we współpracy m.in. z WAT.
Sonda ta będzie działać ok. 1,5 mln km od Ziemi w pobliżu tzw. punktu Lagrange’a L1. Jest to wyimaginowany punkt w przestrzeni, gdzie równoważą się potencjały grawitacyjne Ziemi i Słońca. Dzięki temu umieszczony w jego pobliżu statek kosmiczny łatwiej jest utrzymać stałym położeniu względem Ziemi i Słońca.
TRUDNE NAZIEMNE POMIARY W PRÓŻNI
W laboratoriach WAT wykonane zostaną pomiary parametrów niezbędnych do zaprojektowania fotometru GLOWS i sprawdzenia, jak on działa. Jednym z takich parametrów jest tzw. dwukierunkowa funkcja odbicia i rozpraszania promieniowania Lyman-alfa. Promieniowanie to odbija się od powierzchni optycznych fotometru, pokrytych specjalnym, bardzo czarnym materiałem, który silnie absorbuje promieniowanie. Naukowcy zbadają również charakterystyki przepuszczalności spektralnej filtrów optycznych, które zostaną użyte w tym przyrządzie.
W 2020 roku płk. prof. Przemysław Wachulak, dr. hab. inż. Andrzej Bartnik oraz mgr. inż. Tomasz Fok zmierzyli promieniowane transmitowane przez filtr przeznaczony do selekcji promieniowania elektromagnetycznego w pobliżu Lyman–alfa, na długości fali ok 120 nm, rozpraszanego pod różnymi kątami, na dostarczonym, specjalnie poczernionym materiale.
Jak wyjaśnia dr hab. Maciej Bzowski, laboratoryjne pomiary w bardzo dalekim, tak zwanym próżniowym ultrafiolecie są trudne. Wymagają one wygenerowania samego promieniowania, co można uzyskać na przykład poprzez impulsowe wytwarzanie plazmy laserem o ogromnej mocy, która emituje następnie to promieniowanie. Sam pomiar musi się odbywać w wysokiej próżni.
„Wojskowa Akademia Techniczna, jako jedna z nielicznych instytucji w Polsce, dysponuje tego typu technologią oraz doświadczeniem laboratoryjnym pozwalającym z niej korzystać” – ocenił szef zespołu eksperymentu GLOWS.
Więcej na ten temat w serwisie Nauka w Polsce – tutaj.
PAP – Nauka w Polsce, Karolina Duszczyk
kol/ ekr/
fot. Uniwersytet Princeton/CBK PAN
https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C88682%2Coptoelektronicy-wspoltworza-fotometr-do-badan-heliosfery-w-eksperymencie

Optoelektronicy współtworzą fotometr do badań heliosfery w eksperymencie NASA.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Perseidy 2021 - kiedy obserwować "spadające gwiazdy"?

2021-08-03.

Perseidy możemy obserwować co roku na niebie na przełomie lipca i sierpnia. Nie inaczej jest teraz. Kiedy dokładnie poszukiwać "spadających gwiazd"?

Perseidy to jeden z najbardziej regularnych rojów meteorów, którego orbita przecina się co roku z ziemską między 17 lipca a 24 sierpnia, z maksimum przypadającym na 12-13 sierpnia. Perseidy są obserwowane od 2000 lat, można je oglądać na całym niebie.
Apogeum Perseid, powszechnie znane jako "noc spadających gwiazd", przypada na noc z 12 na 13 sierpnia. To wtedy na niebie można dostrzec najwięcej meteorów - nawet 100 ciał niebieskich na godzinę. Cały spektakl powinien rozpocząć się ok. godziny 21.

Aby oglądać Perseidy, należy spoglądać w kierunku północno-wschodnim. Do obserwacji wcale nie trzeba wspinać się na żaden szczyt, ważne, by znaleźć miejsce odpowiednio zaciemnione, z dala od miejskich świateł. Nie potrzeba żadnego specjalistycznego sprzętu, Perseidy można obserwować gołym okiem. Trzeba pamiętać, by podczas polowania na spadające gwiazdy jak najmniej korzystać z urządzeń elektronicznych (smartfony, tablety), by oczy zdążyły się przyzwyczaić do ciemności (może to potrwać nawet kilkadziesiąt minut).

Największe szanse na wypatrzenie Perseid jest w przypadku obserwacji gwiazdozbioru Perseusza (stamtąd Perseidy pochodzą). Można go dość łatwo odnaleźć dzięki mapom nieba lub aplikacjom mobilnym dla amatorów astronomii.
Noc spadających gwiazd już 12 sierpnia /123RF/PIKSEL
Źródło:INTERIA.Tech/


https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/informacje/news-perseidy-2021-kiedy-obserwowac-spadajace-gwiazdy,nId,5397987

Perseidy 2021 - kiedy obserwować spadające gwiazdy.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Apollo 15 – 50 lat temu
2021-08-04. Krzysztof Kanawka
50 rocznica księżycowej misji.
Mija właśnie 50 lat od misji Apollo 15 – załogowej wyprawy księżycowej. W tej misji astronauci zbadali okolicę kanionu Hadley.
Start misji Apollo 15 nastąpił 26 lipca 1971 roku. Lądowanie na Srebrnym Globie nastąpiło 30 lipca. Astronauci spędzili blisko 2 dni i 19 godzin na powierzchni naszego Księżyca. Powrót na Ziemię nastąpił 7 sierpnia 1971 roku.
Załogę misji Apollo 15 stanowili:
•    David Scott, dowódca misji, trzecia i ostatnia wyprawa w kosmos
•    Alfred Worden, pilot modułu dowodzenia, pierwsza i jedyna misja
•    James Irwin, pilot modułu księżycowego, pierwsza i jedyna misja
Apollo 15 była pierwszą z misji typu “J”. Była to bardzo ambitna załogowa wyprawa księżycowa, w której zmodernizowano sprzęt oraz wykorzystano nowe typy sprzętu. Jednym z nich był pojazd księżycowy (Lunar Roving Vehicle, LRV).
Dzięki pojazdowi LRV astronauci (Scott i Irwin) byli w stanie przemierzyć większą odległość niż podczas wcześniejszych wypraw programu Apollo. Łącznie astronauci przejechali 27,8 km.
Na Ziemię astronauci sprowadzili 77 kg próbek.
Ciekawostką jest także wykonanie spaceru kosmicznego w przestrzeni pomiędzy Ziemią a Księżycem. Alfred Worden wykonał spacer w “głębokiej przestrzeni” – pierwszy tego typu w historii astronautyki.
Polecamy wątek na Polskim Forum Astronautycznym dotyczący misji Apollo 15.
(PFA, NASA)
David Scott podczas testowych przejazdów podczas EVA-2. W oddali widać rozstawioną poprzedniego dnia stację ALSEP. Na pojeździe LRV widoczne są: mapa obszaru badań, kamery, a także Buddy Secondary Life Support System (BSLSS), który zawieszony jest za fotelem astronauty. BSLSS zawiera system węży, które umożliwiają współdzielenie zasobów wody i tlenu przez astronautów. (NASA)

Apollo 15 Remastered (50th Anniversary) [4K]
Podsumowanie misji Apollo 15 / Credits – Homemade Documentaries (na bazie materiałów NASA)
https://www.youtube.com/watch?v=HPGsPlB1MDw

Apollo 15 in 60fps: Rover Traverse To Station 4
Misja Apollo 15 – jazda łazikiem LRV / Credits – NASA, Dutchsteammachine
https://www.youtube.com/watch?v=boFZ3cAws20

Apollo 15 CMP Al Worden Deep Space EVA
Spacer “w głębokiej przestrzeni” – misja Apollo 15 / Credits – NASA
https://www.youtube.com/watch?v=LMa_ckwfiVk

https://kosmonauta.net/2021/08/apollo-15-50-lat-temu/

Apollo 15 – 50 lat temu.jpg

Apollo 15 – 50 lat temu2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Gdyby nie było Księżyca, nie byłoby i nas. To on odpowiada za tlen w atmosferze Ziemi
2021-08-04. Radek Kosarzycki
Przez pierwsze dwa miliardy lat atmosfera Ziemi sprzyjała powstawaniu życia beztlenowego. Dopiero 2,4 mld lat temu w atmosferze pojawiło się znacznie więcej tego pierwiastka. Skąd on się wziął?
O tym, że tlenu w atmosferze Ziemi nie zawsze było tak dużo jak teraz wiemy już dawno. Czego naukowcy jednak nie wiedzieli to to, co odpowiada za tę fundamentalną (szczególnie z naszej perspektywy) zmianę.
W najnowszym opracowaniu opublikowanym na łamach periodyku Nature Geoscience naukowcy wskazują, że za pojawienie się większych ilości tlenu w atmosferze Ziemi może odpowiadać spowolnienie tempa rotacji naszej planety, do którego doszło ponad 2 mld lat temu. Wcześniej Ziemia mogła wykonywać pełny obrót wokół własnej osi w ciągu zaledwie 6 godzin, obecnie są to już 24 godziny. Nie był to bynajmniej proces nagły, a trwający setki miliony lat. Jednak, jak przekonują naukowcy, dłuższa ekspozycja na światło słoneczne pozwoliła matom mikrobialnym uwalniać więcej tlenu do atmosfery. Więcej światła oznaczało dłuższe okresy uwalniania tlenu przez cyjanobakterie fotosyntetyczne.
Do takiego wniosku doszli naukowcy, którzy badają współczesne maty mikrobialne żyjące w studniach krasowych znajdujących się kilkadziesiąt metrów pod powierzchnią Jeziora Huron w Stanach Zjednoczonych. Naukowcy przekonani są, że znajdujące się tam wielobarwne maty mikrobialne przypominają pierwsze jednokomórkowe organizmy, które istniały na Ziemi miliardy lat temu i pokrywały zarówno lądy jak i dna oceaniczne.
W trakcie obserwacji naukowcy dostrzegli wyraźną zależność między rosnącą długością dnia a ilością uwalnianego przez mikroorganizmy tlenu.
W studni krasowej Middle Island Sinkhole na dnie jeziora Huron, o miejsce na górze walczą cyjanobakterie fotosyntetyzujące oraz bakterie siarkowe. Te drugie wykorzystują siarkę jako źródło energii. Obserwacje prowadzone w ciągu doby wskazują, że bakterie siarkowe fizycznie pokrywają cyjanobakterie rano i wieczorem, blokując im dostęp do światła słonecznego. Im dłuższy jednak jest dzień, tym bardziej bakterie siarkowe migrują w dół i na powierzchni maty pojawiają się cyjanobakterie, które w procesie fotosyntezy zaczynają uwalniać tlen.
Tak też mogło być ponad 2 miliardy lat temu. Gdy dzień był krótki, przez większą część czasu to inne bakterie, np. siarkowe, mogły znajdować się na powierzchni mat mikrobialnych. Gdy jednak Ziemia zwalniała stopniowo, a dzień się wydłużał, w końcu cyjanobakterie fotosyntetyzujące zaczęły pojawiać się w wierzchniej warstwie maty i uwalniać tlen.
Co więcej, spowalniająca rotacja Ziemi mogła doprowadzić - tak przynajmniej wskazują modele - do dwóch charakterystycznych okresów, tzw. katastrof tlenowych, w których ilość tlenu w atmosferze drastycznie wzrosła, a które miały miejsce 2,4 i 2 mld lat temu.
Tlen na Ziemi a Księżyc
W tym kontekście warto zauważyć, że tempo rotacji Ziemi zmniejsza się wskutek oddziaływań pływowych ze strony krążącego wokół Ziemi Księżyca. Możliwe zatem, że gdyby Księżyca nie było, to i nie miałby kto pisać/czytać tego artykułu. Fascynujące.
Zdjęcie główne: Phil Hartmeyer, NOAA Thunder Bay National Marine Sanctuary
Nurek obserwujący wielobarwne maty mikrobialne na dnie jeziora Huron. Źródło: Phil Hartmeyer, NOAA Thunder Bay National Marine Sanctuary

Lake Huron Sinkhole gives Clues to Oxygen Production on Early Earth
https://www.youtube.com/watch?v=93sBj0CMuRA

https://spidersweb.pl/2021/08/ksiezyc-tlen-atmosfera-katastrofa-tlenowa.html

Gdyby nie było Księżyca, nie byłoby i nas. To on odpowiada za tlen w atmosferze Ziemi.jpg

Gdyby nie było Księżyca, nie byłoby i nas. To on odpowiada za tlen w atmosferze Ziemi2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Lądownik Orzeł z misji Apollo 11 do dziś może orbitować wokół Księżyca
2021-08-04.
Wygląda na to, że pojazd, dzięki któremu załodze Apollo 11 udało się zdobyć Księżyc, po wykonaniu zadania wcale nie rozbił się o powierzchnię, tylko wciąż może orbitować wokół Srebrnego Globu.
Ten kultowy pojazd może być teraz celem poszukiwań naukowców z NASA i pierwszych kolonizatorów. Jeden z astronomów postanowił bowiem sprawdzić, gdzie naprawdę znajduje się lądownik Eagle. Wyliczenia wskazują, że nie rozbił się o powierzchnię.
Przypominamy, że załoga Apollo 11 wylądowała w nim na powierzchni Księżyca, a później poderwała go z powierzchni i udała się na orbitę, skąd odlecieli ku Ziemi na pokładzie kapsuły. Tymczasem Orzeł oddalił się w siną dal. Dotychczas naukowcy uważali, że jakiś czas później zaczął obniżać orbitę i ostatecznie rozbił się o powierzchnię.
James Meador z Kalifornijskiego Instytutu Technologii uważa, że tak się nie stało, i ma na to kilka dowodów. Po pierwsze, nie ma żadnych wskazówek świadczących o tym, że robił się o powierzchnię, ponieważ NASA miała za mało danych na temat jego późniejszej pozycji, by mieć pewność, co do tego.
Po drugie, NASA nie dysponuje żadnymi zdjęciami z powierzchni, na których możemy zobaczyć zniszczonego Eagle. Meador wyliczył, że Orzeł na orbicie, wysokości 125 kilometrów od powierzchni Księżyca, z taką masą i prędkością lotu bez problemu mógłby na niej pozostać. To stabilna orbita.
Być może naukowcy z NASA o tym wiedzieli, ale chcieli pozostawić tę niespodziankę do czasu powrotu ludzi na Księżyc. Swoją drogą, to taki księżycowy Titanic, od ponad pół wieku krążący po orbicie, byłby rewelacyjną atrakcją turystyczną i celem podróży dla kosmicznych turystów, którzy polecą w kosmos na pokładzie statku Starship od SpaceX.
Źródło: GeekWeek.pl/Smithsonian Magazine / Fot. NASA
https://www.geekweek.pl/news/2021-08-04/ladownik-orzel-z-misji-apollo-11-do-dzis-moze-orbitowac-wokol-ksiezyca/

Lądownik Orzeł z misji Apollo 11 do dziś może orbitować wokół Księżyca.jpg

Lądownik Orzeł z misji Apollo 11 do dziś może orbitować wokół Księżyca2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zdjęcie Apollo 17 sprzed lat zdradza jeden z największych sekretów Księżyca

2021-08-04.

Pochodzące sprzed dekad zdjęcia z misji Apollo rzuciły nowe światło na poszukiwania wody na Księżycu. To potencjalnie toruje drogę astronautom misji Artemis do większej autonomii w przyszłej bazie księżycowej.

Mimo, że Księżyc jest zwykle postrzegany jako suchy i opustoszały, uważa się, że na jego biegunach znajdują się spore ilości lodu wodnego. Nowe badania wskazują jednak, że lód może być jeszcze bardziej rozpowszechniony.
Lód na biegunach znajduje się w kraterach, które nigdy nie doświadczają światła słonecznego. Jednym z celów projektu Artemis jest znalezienie sposobu na wykorzystanie tej wody do stworzenia bardziej zrównoważonej bazy księżycowej, gdy astronauci powrócą na Srebrny Glob.

Ostatnio zaobserwowano dowody na istnienie lodu wodnego na powierzchni Księżyca w znacznie większych ilościach - także tam, gdzie promienie słoneczne mogą powodować niemal natychmiastowe jego odparowanie.

- Obserwacje te były początkowo sprzeczne z intuicją: woda nie powinna przetrwać w tak surowym środowisku. To rzuca wyzwanie naszemu zrozumieniu powierzchni Księżyca i rodzi intrygujące pytania o to, jak substancje lotne, takie jak lód wodny, mogą przetrwać na ciałach pozbawionych powietrza - powiedział Björn Davidsson z Jet Propulsion Laboratory NASA.

Uczeni z JPL opublikowali nową pracę, potencjalnie wyjaśniającą, jak lód może przetrwać na Księżycu. Powierzchnia Srebrnego Globu nie jest regularna i płaska. Zamiast tego, jej skalista struktura - w połączeniu z bardzo cienką atmosferą - może tworzyć "kieszenie", w których lód jest trwały.

Dzięki uwzględnieniu zdjęć z misji Apollo w latach 1969-1972, kiedy to NASA wysłała misje załogowe na Księżyc, naukowcy mogli włączyć głazy i kratery do komputerowego modelu tworzenia się i topnienia lodu. Rezultatem jest sieć wcześniej przeoczonych zacienionych obszarów.

"Poprzez uwzględnienie tej chropowatości powierzchni w swoich modelach komputerowych zespół Davidssona wyjaśnia, jak to możliwe, że szron tworzy się w małych cieniach i dlaczego rozkład wody zmienia się w ciągu dnia" - czytamy w komunikacie NASA.

Nagrzane obszary Księżyca mogą osiągnąć temperaturę ok. 120oC. Ponieważ jednak atmosfera jest tak cienka, ciepło ma tendencję do nierozprzestrzeniania się nawet do pobliskich obszarów ekstremalnego chłodu. Dlatego w cieniu temperatura może spaść nawet do -210oC.

 W miarę jak Słońce oświetla Księżyc, powierzchniowy szron, który może gromadzić się w tych zimnych, zacienionych obszarach, jest powoli wystawiany na działanie promieni słonecznych i kierowany do egzosfery Księżyca. Cząsteczki wody następnie ponownie zamarzają na powierzchni, ponownie gromadząc się jako szron w innych zimnych, zacienionych miejscach.

Nowe badanie opiera się na wcześniejszych pracach, które próbowały zintegrować dane dotyczące chropowatości powierzchni. Jednak uwzględnia również to, w jaki sposób cząsteczki wody mogą pozostać na powierzchni Księżyca w postaci szronu. Implikacje są więcej niż tylko teoretyczne.

- Jeśli woda jest dostępna w postaci szronu w oświetlonych Słońcem regionach Księżyca, przyszli odkrywcy mogą wykorzystać ją jako źródło paliwa i wody pitnej - podsumował Hosseini.

W następnej kolejności prowadzone będą dalsze badania nad tym, jak dużo może być lodu wodnego, jak bardzo jest on dostępny i jak może przemieszczać się po powierzchni Księżyca w czasie. Opracowywane są nowe czujniki - m.in. Heterodyne OH Lunar Miniaturized Spectrometer (HOLMS) - które w przyszłych misjach będą mierzyć poziom grup hydroksylowych, które mogą być wskaźnikiem obecności wody.
Zdjęcie Apollo 17 z 1972 roku. Cienie mogą powodować gromadzenie się szronu nawet w ciągu dnia /NASA

 Proces powstawania szronu /NASA

Źródło:INTERIA.Tech
 
https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/misje/news-zdjecie-apollo-17-sprzed-lat-zdradza-jeden-z-najwiekszych-se,nId,5397935

Zdjęcie Apollo 17 sprzed lat zdradza jeden z największych sekretów Księżyca.jpg

Zdjęcie Apollo 17 sprzed lat zdradza jeden z największych sekretów Księżyca2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Lot Starlinera na ISS opóźnia się. Po incydencie z modułem Nauka, usterka kapsuły
2021-08-04.
Z uwagi na serię niekorzystnych zdarzeń, amerykańska agencja NASA, firma Boeing oraz konsorcjum United Launch Alliance były zmuszone ponownie przełożyć (planowany domyślnie na schyłek lipca br.) start rakiety Atlas V z testową kapsułą Boeing CST-100 Starliner. Po incydencie z rosyjskim modułem Nauka (29 lipca br. - tuż po jego przyłączeniu do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej), misja została przesunięta początkowo na 3 sierpnia, lecz i ten termin okazał się nieosiągalny - start uniemożliwiła usterka zaworów systemu napędowego samej kapsuły Boeinga, wykryta na kilkadziesiąt minut przed planowanym odpaleniem z wyrzutni na Cape Canaveral.
Kapsuła Starliner kontynuuje przedłużone oczekiwanie na swoje ponowne podejście do bezzałogowego lotu na ISS, w ramach testowej misji Orbital Flight Test 2. Rakietą, której powierzono zadanie wyniesienia statku kosmicznego, jest system nośny Atlas V umieszczony na wyrzutni na przylądku Canaveral.
Start rakiety z kapsułą Boeinga został przesunięty najpierw z powodu problemów na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS), które pojawiły się zaledwie kilka godzin po przyłączeniu rosyjskiego modułu laboratoryjnego Nauka, dostarczonego tam przez Roskosmos. W pewnym momencie system napędowy Nauki samoczynnie odpalił, powodując, że cała stacja obróciła się o co najmniej 45 stopni w stosunku do zakładanej pozycji na orbicie.
Kierownik amerykańskiego programu ISS Joel Montalbano informował wówczas, że "utrata kontroli lotu" stacji kosmicznej, z siedmioma członkami załogi na pokładzie, trwała nieco ponad 45 minut. W tym czasie obsługa naziemna ISS przywracała jej odpowiednią orientację na orbicie za pomocą silników manewrowych.
Według NASA, w krytycznym momencie stacja przechylała się z prędkością około pół stopnia na sekundę, a komunikacja z załogą, składającą się z dwóch rosyjskich kosmonautów, trzech astronautów NASA oraz astronautów z Japonii i Francji, została dwukrotnie na krótko utracona. Montalbano zapewnił przy tym, że "załoga w żadnym momencie nie znalazła się w bezpośrednim zagrożeniu". Dodał, że nie ma oznak uszkodzenia stacji kosmicznej w wyniku tego zdarzenia.
To pozwoliło NASA nieznacznie tylko odłożyć następną próbę dotarcia Starlinera na Międzynarodową Stację Kosmiczną do 3 sierpnia. "Chcieliśmy mieć pewność, że mamy chwilę wytchnienia, aby w pełni ocenić sytuację na stacji przed dodaniem kolejnego obiektu do konfiguracji ISS" – tłumaczyła Kathy Lueders, kierownik lotów kosmicznych NASA, odnosząc się do przesunięcia startu rakiety Atlas V z kapsułą CST-100. Lueders powiedziała również, że w czasie incydentu statek kosmiczny SpaceX Crew Dragon, który obecnie przyłączony jest do ISS, został postawiony w stan gotowości i był przygotowany do ewakuacji załogi, gdyby zaszła taka potrzeba.
Moduł Nauka wystartował 21 lipca br. z pomocą rakiety Proton-M - z rosyjskiego kosmodromu Bajkonur w Kazachstanie. Po ośmiu dniach lotu w kosmosie, moduł zadokował do rosyjskiego segmentu ISS, Zwiezda. Było to pierwsze od 11 lat przyłączenie rosyjskiego modułu stacyjnego.
W przypadku Starlinera, to już drugie podejście do bezzałogowego lotu na ISS. Pierwsza próba połączenia statku ze stacją w grudniu 2019 r. zakończyła się niepowodzeniem - podczas wyprawy nieprawidłowo zadziałał system sekwencjonowania zadań (w złym momencie rozpoczął się automatyczny cykl podnoszenia orbity) i kapsuła musiała powrócić na Ziemię. Oznaczało to dodatkową poważną stratę Boeinga względem konkurencyjnego SpaceX, które wysłało swojego pierwszego Crew Dragona w udaną bezzałogową misję testową w marcu 2019 roku. Od tamtego czasu firma Elona Muska przewiozła już na ISS trzy osobne załogi, z czego dwie czteroosobowe w misjach użytkowych.
Tymczasem w końcowych godzinach oczekiwania na aktualnie przekładany start Starlinera (3 sierpnia br.), Boeing ogłosił jednak (około trzy godziny przed odpaleniem zaplanowanym na 19:20 czasu polskiego), że wystrzelenia tego dnia nie będzie. W oświadczeniu wydanym niedługo później firma stwierdziła, że inżynierowie wykryli „nieoczekiwane wskazania dotyczące ustawienia zaworu w układzie napędowym” statku kosmicznego.
Problem miał zostać wstępnie zauważony podczas przeglądu systemów kapsuły po wyładowaniu atmosferycznym, do jakiego doszło w pobliżu wyrzutni w Cape Canaveral dzień wcześniej. Statek kosmiczny umieszczony już na szczycie rakiety Atlas 5 został wyprowadzony na platformę startową wcześniej tego dnia.
Firma nie wyjaśniła szczegółów wystąpienia problemu, ani nie zgłosiła żadnych innych usterek mogących być powodem decyzji o przerwaniu odliczania. Lot 3 sierpnia pozostawał jednak pod znakiem zapytania także z powodu niezbyt korzystnych prognoz pogody (z 50% szansą na akceptowalne warunki podczas startu).
Termin kolejnego podejścia ma być niebawem wskazany - obecnie podkreśla się, że nie nastąpi to podczas okna startowego 4 sierpnia. Kolejna okazja w takiej sytuacji to 7 sierpnia - pod warunkiem, że Boeing zdoła do tego czasu wykryć powód usterki w systemie sterowania ustawieniami zaworów.
Fot. Boeing [boeing.com]

Fot. Boeing [boeing.com]

Źródło:SPACE24.

https://www.space24.pl/lot-starlinera-na-iss-opoznia-sie-po-incydencie-z-modulem-nauka-nowa-usterka-kapsuly

Lot Starlinera na ISS opóźnia się. Po incydencie z modułem Nauka, usterka kapsuły.jpg

Lot Starlinera na ISS opóźnia się. Po incydencie z modułem Nauka, usterka kapsuły2.jpg

Lot Starlinera na ISS opóźnia się. Po incydencie z modułem Nauka, usterka kapsuły3.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zła passa lekkiej chińskiej rakiety. Hyperbola-1 ponownie nieskuteczna
2021-08-04.
Zainicjowany 3 sierpnia br. start lekkiej rakiety nośnej opracowanej przez chińską firmę iSpace zakończył się niepowodzeniem. Była to już druga nieudana próba wystrzelenia tego systemu nośnego w ciągu ostatnich sześciu miesięcy.
Firma iSpace, przedstawiana jako największe prywatne przedsiębiorstwo chińskiego przemysłu kosmicznego w segmencie rakiet nośnych, podjęła 3 sierpnia próbę wyniesienia na orbitę misji pod nazwą RTF, czyli Return to Flight. W roli systemu nośnego użyto – po raz drugi w tym roku – rakiety Hyperbola-1 (Shian Quxian-1).
Wystrzelenie przeprowadzono z państwowego ośrodka startowego Jiuquan na terenie pustynnym w północno-zachodnich Chinach. Oczekiwania chińskiej firmy co do pomyślności misji prawdopodobnie szybko zostały rozwiane, gdyż zgodnie z komunikatem postartowym, rakieta nie zdołała umieścić przewożonego ładunku satelitarnego na wyznaczonej orbicie. W skład tegoż wchodził co najmniej jeden wskazany z nazwy instrument orbitalny - Jilin-1 Mofang-01A (pierwszy z nowej serii komercyjnych satelitów obserwacji Ziemi). O ewentualnych pozostałych składnikach ładunku bliżej nie informowano.
Zazwyczaj rząd Chińskiej Republiki Ludowej komunikuje loty rakiet kosmicznych wraz z zamknięciem przestrzeni powietrznej wokół różnych platform startowych i raczej nie podaje do publicznej wiadomości wielu szczegółów dotyczących misji, tym bardziej tych, które kończą się niepowodzeniem. W tym przypadku było podobnie. Firma iSpace oraz chińskie agencje informacyjne początkowo zwlekały z podaniem informacji o przebiegu lotu. W końcu, media państwowe potwierdziły, że satelita "nie wszedł na orbitę zgodnie z planem".
Następnego dnia firma iSpace podała już przyczynę niepowodzenia, wskazując na nieprawidłowe oddzielenie osłony ładunku, co miało spowodować, że satelita nie był w stanie osiągnąć zamierzonej orbity. Zapowiedziano też dochodzenie w celu ustalenia, co dokładnie spowodowało awarię, a chińscy inżynierowie od razu podejmą się wprowadzenia zmian, aby uniknąć problemów przy kolejnych misjach.
Nieudany lot z 3 sierpnia to drugie z rzędu niepowodzenie spółki iSpace, która jest jedną z najbardziej wspieranych finansowo komercyjnych firm branży kosmicznej w Chinach. Poprzedni nieudany start przeprowadzono w lutym 2021 roku, a zakończył się niepowodzeniem z powodu odpadającej izolacji piankowej.
Pomyślnym wynikiem zakończył się zatem tylko pierwszy lot rakiety Hyperbola-1, który dostarczył ładunek na orbitę w lipcu 2019 roku. Dzięki temu iSpace została pierwszą prywatną chińską firmą, której system rakietowy osiągnął skutecznie tor orbitalny.
Hiperbola-1 to lekka, czterostopniowa rakieta na stały materiał pędny, której konstrukcja budzi skojarzenia z chińskimi rakietami balistycznymi Dong Feng. Wskazuje się, że system nośny firmy iSpace zdolny jest do dostarczenia ładunku o masie 300 kg na orbitę heliosynchroniczną (o wysokości rzędu 550 km).
Młode chińskie firmy prywatne z sektora kosmicznego rozwijają się szybciej po zmianach w polityce technologicznej, jakie zaszły w Państwie Środka począwszy od 2014 roku. W ich wyniku umożliwiono udział i przepływ prywatnego kapitału w chińskim przemyśle systemów nośnych oraz zwiększono możliwości uzyskiwania wkładu z budżetu centralnego. Firmy takie jak iSpace, założone w ciągu ostatnich kilku lat, szybko wprowadziły na rynek małe rakiety nośne napędzane stałym materiałem pędnym – uzyskując setki milionów USD w kolejnych rundach finansowania i wiele technologii wykazujących duże podobieństwo do tych opracowanych wcześniej w państwowych, nierzadko militarnych ośrodkach. Ruch ten jest postrzegany jako reakcja na bujny rozwój prywatnych firm kosmicznych w USA i Europie.
Dotychczas jednak chińskie firmy prywatne nie były zbyt skuteczne w swoich zamiarach zdobycia rynku lekkich systemów nośnych. Spółki takie jak Landspace oraz Onespace doświadczyły awarii podczas swoich prób w październiku 2018 r. i marcu 2019 r. Podobnym negatywnym wynikiem zakończyły się oba starty zorganizowane przez firmę ExPace w 2020 r. (rakiet Kuaizhou-1A oraz Kuaizhou-11).
Sukces w swojej pierwszej próbie odniosła natomiast ostatnio spółka Galactic Energy z Pekinu. Firma ta stała się drugim chińskim startupem, zarządzanym z założenia niezależnie od państwowych wykonawców, który wystrzelił rakietę na orbitę okołoziemską. Uczyniono to z wykorzystaniem rakiety CERES-1, którą odbyła dziewiczy lot w listopadzie 2020 r., wzlatując z kosmodromu Jiuquan. W swoim debiucie system wyniósł na orbitę eksperymentalnego satelitę telekomunikacyjnego Tianqi-11.
Warto odnotować, że wcześniej (krótko po pierwszym udanym locie systemu Hyperbola-1) orbitę osiągnęła jeszcze inna chińska lekka rakieta komercyjna (jednak stworzona przez spółkę zależną dużego państwowego wykonawcy) - Jielong-1. Jej stworzenie przypisuje się firmie China Rocket Co. Ltd., przynależącej do państwowego przedsiębiorstwa technologicznego CALT (China Academy of Launch Vehicle Technology). Ten rozległy ośrodek przemysłowy jest dostawcą podstawowych chińskich systemów nośnych z serii Chang Zheng (pol. Długi Marsz).
Opracowanie: Mateusz Mitkow/MK

Fot. iSpace [i-space.com.cn]

Fot. iSpace [i-space.com.cn]
Źródło:SPACE24

https://www.space24.pl/zla-passa-lekkiej-chinskiej-rakiety-hyperbola-1-ponownie-nieskuteczna

Zła passa lekkiej chińskiej rakiety. Hyperbola-1 ponownie nieskuteczna.jpg

Zła passa lekkiej chińskiej rakiety. Hyperbola-1 ponownie nieskuteczna2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Statek Starliner niczym moduł Nauka. Nie zazdroszczę astronautom, którzy nim polecą
2021-08-04. Radek Kosarzycki
Załogowy statek CST-100 Starliner nie poleciał ostatecznie na orbitę w dniu wczorajszym. Wbrew zapowiedziom nie poleci także i dzisiaj.
Boeing CST-100 Starliner, tak brzmi pełna nazwa statku załogowego, który miał być alternatywą dla Crew Dragona zbudowanego przez SpaceX. Oba statki opracowane w ramach programu Commercial Crew miały wozić amerykańskich astronautów na pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.
O ile Crew Dragon wozi astronautów na pokład orbitalnego laboratorium już od maja 2020 r. tak Starliner wciąż nie wykonał nawet jednego udanego lotu testowego.
Podczas pierwszego lotu testowego Starliner nie dotarł do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Nieprawidłowa praca silników sprawiła, że nie był w stanie dotrzeć na odpowiednią orbitę. Co więcej, podczas schodzenia z orbity w atmosferę ziemską pojawiły się kolejne problemy i o mały włos statek nie dotarłby na Ziemię w całości. Nie była to z pewnością dobra wiadomość dla astronautów, którzy już powoli szykowali się do pierwszej misji załogowej Starlinera. Okazało się, że będą musieli jeszcze trochę poczekać.
Raport po nieudanym locie testowym wskazywał na ponad 60 usterek, które należało
wyeliminować przed drugim lotem testowym.
Minęły blisko dwa lata…
W końcu pod koniec lipca 2021 r. Starliner zainstalowany na szczycie rakiety Atlas V wyjechał już na stanowisko startowe w oczekiwaniu na drugi lot testowy zaplanowany na 30 lipca. Do lotu jednak nie doszło z uwagi na problemy związane z modułem Nauka, który zaczął obracać całą stacją kosmiczną na orbicie dzień wcześniej. Lot przełożono na 3 sierpnia, aby upewnić się, że odzyskano już pełną kontrolę nad stacją kosmiczną.
Jeżeli jednak ktoś się spodziewał startu, to się wczoraj srogo zawiódł. Zaledwie kilka minut po rozpoczęciu odliczania do startu (na 4 godziny przed lotem), lot przesunięto o 24 godziny, bowiem dostrzeżono nieprawidłowy odczyt jednego z zaworów.
Po kilkunastu godzinach prób rozwiązania problemu, w nocy z wtorku na środę Boeing poinformował, że przełożony na dzisiaj (środa) lot także się nie odbędzie, bowiem usterka nie została jak na razie rozwiązana. Początkowo inżynierowie podejrzewali, że za błędnymi odczytami stoi błąd oprogramowania, jednak tę możliwość już wykluczono, a więc konieczne będzie sprawdzenie samego sprzętu.
Jak na razie nie wiadomo kiedy Boeing podejmie kolejną próbę wysłania Starlinera na orbitę. Z jednej strony dobrze to świadczy o firmie, która nie chce drugi raz zaliczyć wpadki i sprawdza każdą usterkę i każdy błąd tak, aby statek wystartował kiedy będzie działał w pełni prawidłowo. Z drugiej strony problemy trapiące Starlinera - szczególnie w przeciwieństwie do tego, jak działa Crew Dragon - sprawiają, że współczuję astronautom, którzy jako pierwsi polecą nim w przestrzeń kosmiczną. Historia licznych usterek i opóźnień z pewnością nie zagwarantuje im komfortu psychicznego.
https://spidersweb.pl/2021/08/starliner-znowu-nie-polecial-na-orbite.html

Statek Starliner niczym moduł Nauka. Nie zazdroszczę astronautom, którzy nim polecą.jpg

Statek Starliner niczym moduł Nauka. Nie zazdroszczę astronautom, którzy nim polecą2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

„Bezmózgi kleks” poleci w kosmos. Zostanie poddany kluczowym testom
2021-08-04.ŁZ,MNIE
Naturalnie występujący jednokomórkowy śluzowiec nazwany przez naukowców Blob (Physarum polycephalum) zostanie poddany na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ważnym testom. Naukowcy chcą zbadać wpływ mikrograwitacji na jego zachowanie oraz sprawdzić czy promieniowanie będzie miało wpływ na jego ewolucję.
„Składający się tylko z jednej komórki, bezmózgi kleks wciąż jest w stanie się poruszać, żywić, organizować się, a nawet przekazywać wiedzę podobnie myślącym, śluzowatym pleśniom” – wskazuje Europejska Agencja Kosmiczna.
Blob wyleci na Międzynarodową Stację Kosmiczną 10 sierpnia podczas 16. komercyjnej misji zaopatrzeniowej NASA Northrop Grumman. Na miejscu astronauci dodadzą do niego wody, która go obudzi.
Naukowcy będą badać, jak dwa Bloby reagują na siebie w środowisku bez jedzenia oraz w sytuacji, gdy żywność jest dostępna. Cały czas będą im robione zdjęcia.
Eksperyment dla uczniów
Co ciekawe, uczniowie szkół na Ziemi przeprowadzą podobne eksperymenty i będą porównywać wyniki z filmem poklatkowym z kosmosu. Będą obserwować różnice w prędkości, kształcie i rozwoju Bloba w obu przypadkach. Celem jest zaciekawienie dzieci we Francji i innych państwach członkowskich ESA naukami biologicznymi.
Blob to wyjątkowe doświadczenie, które pobudza ciekawość uczniów takimi tematami, jak wpływ środowiska na organizmy i rozwój żywych organizmów – powiedziała w oświadczeniu Evelyne Cortiade-Marché, szefowa działu edukacji CNES.
Eksperyment potrwa siedem dni, a Blob będzie automatycznie nagrywany co 10 minut w czterosekundowych sekwencjach.
źródło: Spider's Web, CNES

Blob poleci na ISS 10 sierpnia (fot. ESA/CNES)

https://www.tvp.info/55205403/esa-blob-physarum-polycephalum-poleci-w-kosmos-na-miedzynarodowa-stacje-kosmiczna

Bezmózgi kleks poleci w kosmos. Zostanie poddany kluczowym testom.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Przygotowanie do Olimpiady Astronomicznej
2021-08-04. Michał Stefanik
Fotometria to dział optyki zajmujący się badaniem cech charakterystycznych dla światła dostrzeganych przez ludzkie oko. Istotne jest tu wrażenie, jakie odnosimy. Dla astronomów fotometria to między innymi porównywanie jasności czy widm gwiazd. W tym artykule przedstawione zostaną elementarne własności światła i zjawiska z nimi związane.
Czym jest światło?
Dla ścisłości na początku powiemy sobie, czym światło w ogóle jest. W naszych rozważaniach będzie ono pewnym rodzajem promieniowania elektromagnetycznego. Sama nazwa światło jest zarezerwowana dla fal elektromagnetycznych o długości fal z zakresu około 400 nm (kolor fioletowy) – 700 nm (kolor czerwony). Niemniej jednak jeśli będziemy mówić o własnościach światła, to zazwyczaj będą one dotyczyć promieniowania z całego zakresu.
Czasami piszemy o falach, czasem o promieniowaniu, a czasem o strumieniu fotonów. Cały czas odnosimy się jednak do tego samego zjawiska, które czasem lepiej potraktować z konkretnej perspektywy, mianowicie jako falę lub jako strumień cząstek. Te dość odmienne sposoby patrzenia na światło nie przeczą sobie. W pewnych warunkach lepiej jest nam modelować światło jako falę, a w innych jako strumień cząstek. Są to równie ważne modele.

Więcej na Stronie:
https://astronet.pl/autorskie/oa/fotometria-3-podstawowe-wlasnosci-swiatla-i-efekt-dopplera/

Przygotowanie do Olimpiady Astronomicznej.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Naukowcy wiedzą jak zbadać wnętrze Księżyca. Nie potrzeba do tego kolejnego kreta
2021-08-04. Radek Kosarzycki
Gdyby tak ktoś chciał zbadać, co znajduje się pod skorupą Księżyca, to musiałby głęboko kopać. Naukowcy przekonują, że jest jednak inna droga.
Na krótko po uformowaniu się Księżyca, jego powierzchnia była pokryta głównie magmą. Stopniowo stygnąc, jego struktura zaczęła się komplikować. Cięższe pierwiastki i minerały zaczęły opadać do wnętrza globu, a płynna magma na powierzchni zaczęła się zestalać, tworząc widoczną obecnie skorupę. Wiedza o tym, z czego składa się skrywany pod skorupą płaszcz, mogłaby geologom powiedzieć mnóstwo o procesie formowania się nie tylko samego Księżyca, ale także planet skalistych naszego układu planetarnego. Także na Ziemi procesy te wyglądały dokładnie tak samo.
Już po tym, jak uformował się Księżyc, nadszedł okres Wielkiego Bombardowania, kiedy to mnóstwo kosmicznych pozostałości po dysku protoplanetarnym bezustannie bombardowało powierzchnię Ziemi, Marsa, czy właśnie Księżyca.
Tu i ówdzie fragmenty płaszcza są na powierzchni
Naukowcy przekonują jednak, że niektóre silniejsze uderzenia były w stanie przebić się przez skorupę naszego satelity i dotrzeć aż do jego płaszcza. W efekcie płynne wnętrze miało okazję wydostać się na powierzchnię Księżyca.
Badania, w których naukowcy analizowali historię powierzchni Księżyca, pozwoliły ustalić, w którym miejscu na jego powierzchni można znaleźć fragmenty skał, które właśnie w ten sposób wydostały się z płaszcza Księżyca. To niezwykle kusząca informacja, bowiem - jakby nie patrzeć - zarówno Amerykanie jak i Rosjanie czy Chińczycy posiadają już możliwość wysłania sondy kosmicznej, która takie skały zbierze i dostarczy na powierzchnię Ziemi. Z pewnością niejedno laboratorium na naszym globie zainteresowałoby się fragmentami płaszcza Księżyca.
Naukowcy z NASA, którzy na podstawie analizy próbek gruntu przywiezionych z Księżyca stworzyli modele geofizyczne i geochemiczne, starają się zrozumieć procesy zachodzące w formującym się płaszczu Księżyca i ich wpływ na obecną powierzchnię globu. Uzbrojeni w tę wiedzę przyjrzeli się powierzchni Księżyca za pomocą orbiterów Lunar Prospector i Lunar Reconnaissance Orbiter. W ten sposób powstała mapa, na której zaznaczono miejsca, w których na powierzchni mogą znajdować się fragmenty skał pochodzących z płaszcza Księżyca. Najbardziej atrakcyjnym miejscem do pobrania takich próbek wydaje się północno-zachodni fragment Basenu Biegun Południowy-Aitken, aczkolwiek równie ciekawe mogą być rejony samego bieguna, w które będą celowali astronauci w ramach załogowych misji Artemis.
Możliwe zatem, że już za kilka lat na Ziemię trafią próbki skał, które miliardy lat temu znajdowały się głęboko we wnętrzu Księżyca.
https://spidersweb.pl/2021/08/naukowcy-wiedza-jak-zbadac-wnetrze-ksiezyca-nie-potrzeba-do-tego-kolejnego-kreta.html

Naukowcy wiedzą jak zbadać wnętrze Księżyca. Nie potrzeba do tego kolejnego kreta.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Gdzie te eksplozje z tych dawnych lat? Spitzer spojrzał w kosmos i już wie
2021-08-04. Radek Kosarzycki
Masywne gwiazdy żyją stosunkowo krótko (im masywniejsze, tym krócej), a swoje życie kończą w spektakularnych eksplozjach supernowych. Liczba takich eksplozji we wszechświecie zgadza się z przewidywaniami teoretycznymi. Problem jednak w tym, że bardzo daleko we wczesnym wszechświecie jest ich zaskakująco mało. Teraz naukowcy odkryli, dlaczego tak mogło nam się wydawać.
Jakby nie patrzeć supernowe w danych astronomicznych stosunkowo łatwo dostrzec. Przez ten jeden moment, w maksimum eksplozji umierająca gwiazda świeci jaśniej niż cała galaktyka, w której się znajduje. Dlatego też, jako jedne z najjaśniejszych eksplozji we wszechświecie, są stosunkowo łatwe do dostrzeżenia.
A co się działo w przeszłości?
Masywne gwiazdy żyją bardzo krótko, niektóre zaledwie po kilkadziesiąt milionów gwiazd, a więc do takich samych eksplozji powinno w przeszłości dochodzić równie często co obecnie. Dane obserwacyjne wskazują jednak coś innego. Liczba supernowych obserwowanych współcześnie zgadza się z teorią, ale już we wczesnym wszechświecie astronomowie obserwowali ich znacznie mniej, niż się spodziewali.
W ramach najnowszych badań jednak naukowcy postanowili sprawdzić, jak wyglądają odległe galaktyki w danych z teleskopu kosmicznego Spitzer. Spitzer był teleskopem, który obserwował wszechświat w podczerwieni. To właśnie ten zakres promieniowania pozwolił rozwiązać zagadkę brakujących supernowych.
Spitzer rozwiązuje zagadkę
Kiedy teleskopy badające wszechświat w zakresie widzialnym patrzą na gęste obłoki pyłowo-gazowe, widzą fantazyjne kłęby gazu i pyłu, skrywające w swoich wnętrzach np. formujące się dopiero gwiazdy. Samych gwiazd jednak w zakresie widzialnym nie widać, bo przesłania je nieprzezroczysty pył i gaz. W takich sytuacjach korzysta się właśnie z teleskopów podczerwonych. W tym zakresie promieniowania pył staje się przezroczysty, dzięki czemu astronomowie mogą zaglądać do środka takich obłoków protogwiazdowych i badać znajdujące się w nich obiekty.
Tak samo dane ze Spitzera pozwoliły ustalić, że we wczesnym wszechświecie supernowych było dokładnie tyle, ile przewidzieli naukowcy. Problem polegał jednak na tym, że we wczesnym wszechświecie galaktyki pełne były gazu i pyłu, z którego dopiero formowały się gwiazdy w procesach gwiazdotwórczych. I to właśnie w tych kłębach pyłu i gazu eksplodowały supernowe, których dotychczas nie widzieliśmy. Okazało się, że poszukując supernowych w dawnych galaktykach, astronomowie odkrywali jedynie połowę. Druga połowa skrywała się skutecznie w gęstym pyle i gazie.
Wkrótce będziemy mieli nowe podczerwone oczy na wszechświat
Można się zatem spodziewać, że już za kilka lat naukowcy będą odkrywać te supernowe, o których do teraz nie wiedzieliśmy, w zastraszającym tempie. Jakby nie patrzeć bowiem, już za kilka miesięcy na orbitę trafi Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba oraz Kosmiczny Teleskop Nancy Grace Roman. Oba te instrumenty będą obserwowały wszechświat w podczerwieni. Czy zatem za kolejne 10 lat astronomia będzie wyglądała zupełnie inaczej niż obecnie? Tego nie wiadomo, ale będziemy was o tym na bieżąco informować.
https://spidersweb.pl/2021/08/supernowe-we-wczesnym-wszechswiecie-znalezione.html

Gdzie te eksplozje z tych dawnych lat Spitzer spojrzał w kosmos i już wie.jpg

Gdzie te eksplozje z tych dawnych lat Spitzer spojrzał w kosmos i już wie.dib

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Fabryka Elona Muska to istne cacko. Blednie przy niej kino science-fiction
2021-08-05. Radek Kosarzycki
Już od dłuższego czasu wieści z frontu rozwoju Starshipa przycichły. Nie ma żadnych kolejnych startów, lądowań czy eksplozji. Jeżeli jednak myślicie, że SpaceX wyhamował, to jesteście w ogromnym błędzie.
Przez pierwszą połowę roku mogliśmy się co chwilę cieszyć kolejnymi próbami startu i lądowania podejmowanymi przez kolejne prototypy Starshipa — nowej, wielkiej rakiety rozwijanej przez SpaceX. Wszystko skończyło się, jak ręką odjął, 6 maja 2021 r., kiedy prototyp o oznaczeniu SN15 wystartował, wzbił się na 10 km, a następnie bezpiecznie wylądował. Początkowo byłem przekonany, że po takim sukcesie częstotliwość startów wzrośnie i Starship będzie osiągał tylko coraz to większe wysokości. Tymczasem od tego lądowania startu nie było żadnego.
Elon Musk chce Starshipa na orbitę
Jak się okazało w kolejnych tygodniach, firma zdecydowała, że skoro udało się wylądować, to znaczy, że najwyższa pora przejść do kolejnego zadania. Teraz trzeba zrobić wszystko, aby Starship trafił na orbitę.
Sama pięćdziesięciometrowa rakieta jednak na orbitę się nie wyniesie, bo potrzebuje do tego pierwszego stopnia rakiety. W tym przypadku pierwszym stopniem będzie siedemdziesięciometrowy Super Heavy, który jest większą wersją Falcona 9 - rakiety, która wynosi satelity na orbitę i astronautów na pokład stacji kosmicznej.
Aby jednak skorzystać z Super Heavy, Elon Musk musiał wybudować najpierw potężną wieżę, przy której na wysokim na 70 m silosie, będzie mógł za pomocą dźwigów stawiać 50-metrowego Starshipa. Wieża powstawała w iście kosmicznym tempie, co zresztą było bezustannie relacjonowane przez wielu jutuberów, którzy prowadzą kanały zasadniczo poświęcone tylko śledzeniu postępów prac w należącym do SpaceX kompleksie Boca Chica.
Montujemy silniki
Pierwsze dni sierpnia to już jednak istny galop w wykonaniu SpaceX. Inżynierowie pracują zasadniczo 24 godziny na dobę, jakby starali się jak najszybciej wysłać Starshipa na orbitę. Dwa dni temu, w ciągu zaledwie 24 godzin do kompleksu dotarło 29 silników Raptor, które będą odpowiadały za wyniesienie zestawu Starship Super Heavy w pierwszej części lotu na orbitę. Co więcej, w tym samym czasie wszystkie silniki niemalże na bieżąco zainstalowano na Super Heavy.
Dzisiaj natomiast Elon Musk opublikował w sieci zdjęcie pokazujące, że także sześć silników, które po odłączeniu Super Heavy pozwolą Starshipowi dotrzeć na orbitę okołoziemską, jest już na swoim miejscu.
O Elonie Musku i SpaceX można mieć bardzo różne zdanie, bowiem jest to firma i postać bardzo polaryzująca. Jednak trzeba przyznać, że absolutnie żadna firma nie jest w stanie działać w takim tempie i osiągać takie spektakularne rezultaty.
Warto także już przy okazji obejrzeć pierwszą część relacji wycieczki po kompleksie Boca Chica z Elonem Muskiem, zrealizowanej przez amerykańskiego jutubera Everyday Astronaut.
Pomijając już fakt, że na nagraniu można zobaczyć prawdziwą skalę komponentów Super Heavy czy Starshipa, to można też zobaczyć, w jaki sposób działa Elon Musk. Jeżeli podczas oprowadzania jutubera po swojej fabryce, Elon jest w stanie wpaść na pomysł jakiejś modyfikacji, którą warto wprowadzić w powstającej już rakiecie… naprawdę robi wrażenie.
Warto jednak pamiętać, że zanim Starship wzniesie się w powietrze, Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) musi wydać na to zezwolenie, a to raczej szybko się nie stanie. Z drugiej strony, już kilka miesięcy temu Gwynne Shotwell, prezes SpaceX przekonywała, że Starship trafi na orbitę jeszcze w tym roku, a być może w sierpniu. Cóż, nie dałbym sobie ręki uciąć, że SpaceX nie dopnie swego.
Zdjęcie główne: Elon Musk/Twitter
Starship | SN15 | High-Altitude Flight Test
https://www.youtube.com/watch?v=z9eoubnO-pE

Super Heavy + Starship

Starbase Factory Tour with Elon Musk [Part 1]
https://www.youtube.com/watch?v=t705r8ICkRw

https://spidersweb.pl/2021/08/spacex-starship-boca-chica.html

Fabryka Elona Muska to istne cacko. Blednie przy niej kino science-fiction.jpg

Fabryka Elona Muska to istne cacko. Blednie przy niej kino science-fiction2.jpg

Fabryka Elona Muska to istne cacko. Blednie przy niej kino science-fiction3.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Rządowa ofensywa kosmiczna
2021-08-05. Maciej Blacha
Rok 2021 obfituje w nowości, jakie serwuje nam rząd w związku z planami rozwoju rodzimego sektora kosmicznego. Zmiany, jakie zachodzą pozwalają nawet optymistycznie założyć, że rządzący dostrzegli, że kosmos jest bliżej niż do tej pory myśleli.
Satelitarny System Obserwacji Ziemi
27 stycznia w Jasionce na Podkarpaciu przedstawiciele Samorządu Województwa Podkarpackiego, polskiego operatora telekomunikacyjnego EXATEL, Politechniki Rzeszowskiej oraz Państwowej Wyższej Szkoły Techniczno-Ekonomicznej w Jarosławiu podpisali list intencyjny w sprawie powołania klastra kosmicznego. W wydarzeniu brali także udział przedstawiciele Ministerstwa Obrony Narodowej (MON) oraz Ministerstwa Aktywów Państwowych. W trakcie wydarzenia ogłoszono również rozpoczęcie prac nad Satelitarnym Systemem Obserwacji Ziemi. Swoje zaangażowanie zapowiedział MON, jako jednej z głównych beneficjentów technologii. Projekt finansowany miałby być w głównej mierze ze środków pochodzących z Krajowego Programu Odbudowy (KPO).
W maju kierownictwo spółki Exatel, w całości kontrolowanej przez Skarb Państwa, podczas ogłaszania wyników finansowych za poprzedni rok, zapowiedziało utworzenie do 2026 roku konstelacji 6 mikrosatelitów (masa do 100 kg). Pierwszy obiekt miałby być umieszczony na orbicie już w 2023 roku. Instrumenty mają zapewnić obraz zarówno w paśmie widzialnym, podczerwieni, jak i w radarowym (SAR). Cały projekt ma kosztować prawie 700 mld PLN i ma być finansowany głównie ze środków KPO.
Za cel długoterminowy, Exatel wyznaczył sobie umieszczenie swojego satelity telekomunikacyjnego na orbicie geostacjonarnej.
Polsa – Nowe logo, prezes i statut
Polska Agencja Kosmiczna przyzwyczaiła nas do ciągłych zmian. Ten rok nie należał do wyjątkowych. Najpierw 18 lutego po trzech miesiącach bezkrólewia na prezesa POLSA powołany został prof. dr hab. Grzegorz Wrochna. Kilka tygodni później stare logo agencji zastąpiony nowym. Bez oceniania estetyki nowego znaku, zdaniem autora można przyjąć, że ostatecznie była to dobra decyzja biorąc pod uwagę kontrowersje jakie narosły przy wyborze poprzedniego.
To nie był jednak koniec nowości. 21 lipca opublikowano projekt rozporządzenia Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii (MRPiT) w sprawie statusu POLSA. Zmiany motywowane zostały niedostosowaniem statutu do nowelizowanej ustawy o POLSA, której przepisy weszły w życie w 2020 roku.
Zgodnie z projektem prezes PAK, kieruje agencją przy pomocy nie więcej niż dwóch wiceprezesów. W przeciwieństwie do wcześniejszych przepisów nie będą oni mieli przypisanych kompetencji ani podporządkowanych sobie struktur wewnątrz agencji.
W projekcie statutu na nowo określona została struktura organizacyjna PAK. Wydzielone zostały następujące komórki organizacyjne:
• Departament Strategii i Współpracy Międzynarodowej;
• Departament Badań i Innowacji;
• Departament Bezpieczeństwa Kosmicznego;
• Departament Obserwacji Ziemi;
• Departament Telekomunikacji i Nawigacji Satelitarnej;
• Departament Informacji i Promocji;
• Biuro Organizacyjne.
Departament Bezpieczeństwa Kosmicznego, Departament Obserwacji Ziemi i Departament Telekomunikacji i Nawigacji Satelitarnej mają realizować zadania związane m.in. z potrzebami administracji publicznej w zakresie technologii satelitarnych oraz zwiększenia konkurencyjności polskiego przemysłu i rozwinięcia jego kompetencji.
Nowy statut zakłada również możliwość powoływania zespołów zadaniowych oraz tworzenia zakładów i laboratoriów.
Rozporządzenie o statusie POLSA należy rozpatrywać w powiązaniu z dokumentem, który ujrzał światło dzienne następnego dnia.
Krajowy Program Kosmiczny (wersja 0.8)
Próby uchwalenia KPK trwają od 2017 roku. Wszystkie kolejne wersje były odrzucane w trakcie procedowania. Ostatnia wersja stworzona przez PAK odrzucona została przez Ministerstwo Rozwoju w zeszłym roku. I to właśnie ta instytucja wzięła na siebie odpowiedzialność za dalsze prace nad projektem.
Projekt Krajowego Programu Kosmicznego, jeśli zostanie uchwalony stanie się rządowym programem wieloletnim. Oznacza to w skrócie, możliwość finansowanie jego zadań bezpośrednio z budżetu państwa i środków UE.
Wersja 0.8 stawia przed sobą takie cele jak:
1) rozbudowa kompetencji i zwiększenie konkurencyjności polskiego sektora kosmicznego;
2) zwiększenie wykorzystania danych satelitarnych przez administrację, naukę, przemysł
i społeczeństwo;
3) wykorzystanie technologii satelitarnych do zwiększenia bezpieczeństwa i obronności kraju.
Cele mają zostać osiągnięte przez interwencje w obszarach określonych jako priorytetowe.
Priorytet I: Budowa zdolności konstruowania i wynoszenia obiektów kosmicznych (realizacja celu 1)
Priorytet II: Budowa Systemu Satelitarnej Obserwacji Ziemi MikroGlob (realizacja celu 2 i 3 KPK)
Priorytet III: Budowa Narodowego Systemu Informacji Satelitarnej (NSIS) (realizacja celu 2 KPK)
Priorytet IV: Rozbudowa Narodowego System Bezpieczeństwa Kosmicznego (cel 3 KPK)
Koordynacją „potrzeb i planów” resortów, środowisk akademickich i przedsiębiorców, ma zająć się PAK. Zmiana statusu agencji wydaje się bezpośrednio wynikać z potrzeb realizacji priorytetów zawartych w KPK. Nowo powstałe departamenty odpowiadają obszarom, na które projekt stawia szczególny nacisk. W projekcie zawarto również bardzo interesujące ogólne informacje o polskim sektorze kosmicznym z perspektywy programu Polish Industry Incentive Scheme (link).
Zgodnie z planami Ministerstwa Rozwoju w ramach realizacji Priorytetu I, środki przeznaczone będą na wsparcie badań naukowych, kształcenie kadry, inkubacje startupów, umieszczenie polskiego transpondera na orbicie geostacjonarnej, rozwój technologii rakietowych, a także co ciekawe przeprowadzenie narodowej badawczej misji kosmicznej. W ramach realizacji priorytetu planowane jest zwiększenie składki na programy opcjonalne ESA. Budżet na jego realizacje opiewa na kwotę 983 mln PLN.
Priorytet II zakłada utworzenie systemu obserwacji satelitarnej MikroGlob. Zadania postawione w KPK zasadniczo pokrywają się z planami, jakie w maju ogłosił Exatel. Obejmują utworzenie konstelacji mikrosatelitów obserwacyjnych, w tym jednego w technologii SAR. Nowością jest opcjonalne wyniesienie satelity z ładunkiem naukowym lub środowiskowym. Środki w wysokości 1 032,15 mln PLN mają pochodzić z KPO i budżetu państwa
W Priorytecie III KPK skupia się na stworzeniu systemu obsługi danych satelitarnych. Celem jest dostarczenie serwisów monitoringowych, informacji, narzędzi analitycznych i usług dla administracji publicznej i podmiotów prywatnych. Dane satelitarne pozyskiwane mają być w ramach programu Copernicus, a po rozwinięciu zdolności z priorytetu II, również za pomocą własnych instrumentów. Budżet na realizacje wynosi 281,36 mln PLN
Priorytet IV skupia się na bezpieczeństwie. W jego ramach przewiduje się rozwój: Sieci naziemnych i kosmicznych sensorów optycznych obserwacji przestrzeni kosmicznej w tym sensorów laserowych; komponentów sensorycznych pogody kosmicznej; komponentów naziemnej radarowej sieci sensorycznej w tym radaru. Planowany budżet to 272 mln PLN.
Projekt KPK do 16 sierpnia pozostaje w konsultacjach społecznych.
Podsumowanie
W ostatnich działaniach strony rządowej można doszukiwać się oznak pewnej zmiany mentalnej jaka zaszła u naszych decydentów. Podpisania listu intencyjnego w obecności przedstawicieli rządowych, jak i późniejsze plany rozwoju konstelacji Exatela we współpracy z MON, czy ostatecznie zmiana statusu POLSA i projekt nowego KPK, sprawiają wrażenie, że rządzący zaczynają dostrzegać, potencjał drzemiący w tym sektorze. Z informacji otrzymanych od Ministerstwa Rozwoju wynika, że prowadzone są również prace na ustawą regulującą działalność kosmiczną, która ma także zawierać przepisy dotyczące rejestracji obiektów kosmicznych. Projekt ma zostać opublikowany jesienią bieżącego roku.
Zmiany prawne to jedno inną kwestią jest już sama ich ocena. W KPK możemy znaleźć kilka zapisów, które mogą rodzić pytania, co najmniej o ich sensowność. Choćby plany rozwijania zdolności wynoszenia rakiet suborbitalnych z terytorium Polski. Miejscem wynoszenie najprawdopodobniej byłby poligon wojskowym w Ustce. Abstrahując od aspektów technicznych takiego przedsięwzięcia, jednym z powodów rozwinięcia tych zdolności ma być aspekt ekologiczny, ponieważ „umożliwienie lotów z Polski wyeliminuje ślad węglowy związany z transportem systemów rakietowych np. do Skandynawii”. Jako alternatywne rozwiązanie zaproponowano Airlaunch, czyli technologie startu rakiety przytwierdzonej wcześniej do samolotu. Nie podano jednak budżetu, jaki miałby zostać na to przeznaczony.
Pytań jest oczywiście więcej, a projekt KPK nie został jeszcze przyjęty i przechodzi przez etap konsultacji społecznych. W obliczu zmian prawnych i w odpowiedzi na potrzeby, przed jakimi stoi sektor kosmiczny w Polsce, redakcja Kosmonauty przygotowała ankietę zaadresowaną do podmiotów zainteresowanych rozwojem tego sektora. Zebrane wnioski z przeprowadzonego badania zostaną opublikowane na portalu. (Link do ankiety)
(MB)
Grzegorz Wrochna prezes POLSA – Credits – Ministerstwo Rozwoju

https://kosmonauta.net/2021/08/rzadowa-ofensywa-kosmiczna/

Rządowa ofensywa kosmiczna.jpg

Rządowa ofensywa kosmiczna2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kosmiczna relacja na żywo
2021-08-05. Redakcja

Co się dzieje w branży kosmicznej? Relacja 24/7!
Zapraszamy do naszej wakacyjnej relacji “na żywo” z branży kosmicznej.
(Poczekaj na załadowanie relacji. Jeśli “nie działa” – odśwież stronę). Jeśli masz “news” – wyślij email na kontakt (at) kosmonauta.net.
https://kosmonauta.net/2021/08/kosmiczna-relacja-na-zywo/

 

Kosmiczna relacja na żywo.jpg

Kosmiczna relacja na żywo2.jpg

Kosmiczna relacja na żywo3.jpg

Kosmiczna relacja na żywo4.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Gwałtowne tempo ubywania lodu w arktycznych rejonach Rosji
2021-08-05.
Pomiary satelitarne wskazują, że pokrywa lodowa dwóch arktycznych archipelagów w granicach Rosji traci konsekwentnie i znacząco na swojej objętości. Jak wyliczyli na tej podstawie brytyjscy naukowcy, roztopy w latach 2010-2018 uwolniły ilość wody zdolną do zalania obszaru odpowiadającego całemu terytorium Niderlandów na głębokość ponad dwóch metrów.
Naukowcy z Uniwersytetu w Edynburgu (Wielka Brytania) twierdzą, że co roku dwa archipelagi w rejonie rosyjskiej Arktyki tracą tyle lodu, że powstająca woda zapełniłaby prawie 5 mln olimpijskich basenów. Mowa o Nowej Ziemi i Ziemi Północnej, wchodzących administracyjnie w skład Federacji Rosyjskiej.
Według tych wyliczeń, w latach 2010-2018 wyspy zajmujące ok. 130 tys. km kwadratowych traciły rocznie 14 mld ton lodu. Oszacowania oparte na danych satelitarnych wskazały, że skala roztopów zachodzących w tym czasie przełożyłaby się na zalanie ponad dwumetrową warstwą wody obszaru odpowiadającego powierzchni Niderlandów.
Przyczyna, zdaniem naukowców, leży w ocieplaniu się Oceanu Arktycznego. Badacze przeanalizowali dane pochodzące z satelity ESA CryoSat-2 (wystrzelony na potrzeby Europejskiej Agencji Kosmicznej w kwietniu 2010 roku), monitorującego charakterystykę rozlokowania i masę ziemskiej pokrywy lodowej (z zastosowaniem wysokościomierza radarowego). Porównanie z danymi na temat klimatu pokazało bezpośredni związek między statystykami zmian klimatycznych a rejestrowanymi roztopami. Opisana utrata lodu ma wpływać jednocześnie na inne pokłady lodu w rejonie, potencjalnie przyspieszając ich topnienie.
Badania przynoszą kolejne dowody na to, że warunki w regionie coraz bardziej przypominają panujące w dużo cieplejszym rejonie na północy Atlantyku - podkreślają naukowcy. Zebrane tutaj informacje i dane satelitarne mają kluczowe znaczenie także dla przewidywania skali przyszłej utraty lodu - również w innych rejonach o podobnych zmianach temperatury. W powiązaniu z tymi wynikami realizowane są dalsze prognozy wzrostu poziomu mórz.
Dostarczający dane do tych badań system naukowy CryoSat-2 został przystosowany do wykonywania dokładnych pomiarów grubości lodu oceanicznego i morskiego oraz obszarów lądolodu i lodowców górskich. Założeniem wyliczonej początkowo na 3,5 roku misji satelity było przede wszystkim określenie rocznych wahań nagromadzenia pokrywy lodowej.
W tym celu zastosowano wysokościomierze wykorzystujące radar o syntetycznej aperturze (instrumenty SIRAL-2). Urządzenia pozwoliły na ocenę rozmiarów kry i części gór lodowych wystających ponad wodę (podobnie jak wcześniej satelita ERS-1, przy czym CryoSat-2 zapewnił 20 razy większą rozdzielczość przestrzenną: 250 metrów, wobec 5000 m ERS-1).
Zakładana dokładność aparatury satelitarnej CryoSat-2 w pomiarach zmian grubości lodu dla arktycznej pokrywy morskiej to 1,6 cm/rok. Z kolei dla regionalnej pokrywy lodowej na lądzie jest to 3,3 cm/rok, a w przypadku lądolodu na Antarktydzie - 0,17 cm/rok.
Źródło: PAP/ESA

Źródło: SPACE24.
Archipelag Nowej Ziemi na Oceanie Arktycznym (Rosja) - widok z satelity Envisat. Fot. ESA (CC BY-SA 3.0 IGO)

https://www.space24.pl/gwaltowne-tempo-ubywania-lodu-w-arktycznych-rejonach-rosji

Gwałtowne tempo ubywania lodu w arktycznych rejonach Rosji.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ognisty kataklizm w Turcji. Satelity wsparciem w akcji antykryzysowej
2021-08-05.
Turcja zmaga się z najgorszymi pożarami od lat. Najnowsze zobrazowania z amerykańskich i europejskich satelitów obserwacji Ziemi dają szerszy wgląd w sytuację, ukazując rozległą skalę problemu i pomagając w działaniach przeciwkryzysowych.
Na przestrzeni jednego tylko tygodnia u schyłku lipca i początku sierpnia, w Turcji odnotowano ponad 130 pożarów, obejmujących swym zasięgiem w sumie aż 30 różnych prowincji. Ich występowanie jest w dużej mierze konsekwencją najbardziej dotkliwej od lat 80. XX wieku fali upałów, jaka przetoczyła się właśnie przez tamten region. Główna seria pożarów pojawiła się wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego i Egejskiego, oraz w kurortach wypoczynkowych w okolicach Antalyi, Mugli i Marmaris.
W opinii licznych komentatorów, turecka klęska żywiołowa jest sygnałem, że świat coraz głębiej brnie w erę kryzysu klimatycznego, a Turcja bynajmniej nie jest na to przygotowana.  W Antalyi, gdzie o tej porze roku temperatura wynosi średnio około 30 stopni Celsjusza, w minionym tygodniu odnotowano niejednokrotnie ponad 40 stopni. Jeszcze wcześniej, bo 20 lipca padła zresztą rekordowo wysoka temperatura, najwyższa w historii tureckich pomiarów – na poziomie 49,1 stopni Celsjusza, na południowo-wschodnim obszarze kraju. Temperatury nie były zresztą problemem tylko Turcji – ich gwałtowny wzrost zanotowano także na południu Europy, gdzie także zaczęły szaleć niszczycielskie pożary: w Grecji, Hiszpanii czy we Włoszech.
W niedzielę 31 lipca 2021 roku satelitarna kamera OLI (Operational Land Imager), umieszczona na satelicie Landsat 8, zebrała wielozakresowe zobrazowania miejsc dotkniętych najbardziej dolegliwymi pożarami, w obszarze tureckich nadmorskich miast Alanya i Manavgat. Dane te ukazały wielką skalę problemu.
W tym roku spłonęło w Turcji już 136 000 hektarów lasów i obszarów do nich przylegających, co jest wynikiem trzy razy wyższym niż norma roczna dla tego kraju. Do 3 sierpnia w Turcji płonęło jeszcze co najmniej dziewięć pożarów. Spektroradiometr obrazujący (MODIS) na satelicie NASA Aqua uchwycił szerszy obraz skutków działania ognia na terenach w pobliżu Antalyi i Marmaris.
Kolejne partie istotnych zobrazowań dostarczono na potrzeby działań przeciwkryzysowych także z wykorzystaniem satelitów Sentinel-2 oraz Sentinel-3 z zasobów europejskiego programu Copernicus, wspólnej inicjatywy Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) oraz Komisji Europejskiej. Dane zebrane dzięki systemowi Copernicus i satelicie Sentinel-3 ukazały m.in. rozległy pas dymu unoszącego się 30 lipca br. z kilku pożarów wzdłuż południowego wybrzeża Turcji. W ubiegły weekend turyści i mieszkańcy musieli zostać ewakuowani z Bodrum i Marmaris, a niektórzy z nich uciekali łodziami, gdy płomienie zbliżały się do wybrzeża.
W obliczu klęski żywiołowej w Turcji, skorzystano na szerszą skalę ze specjalnych funkcji systemu Copernicus, aby wesprzeć operacje reagowania na wystąpienie niebezpiecznej sytuacji. Pożarom w wielu miejscach Turcji nadal sprzyjają silne wiatry, temperatury powietrza powyżej 40 stopni Celsjusza i niska wilgotność powietrza.
Opracowanie: Mateusz Mitkow/MK

Źródło:SPACE24.

Pożary szalejące w Turcji - zobrazowanie wykonane 3 sierpnia br. kamerą satelity Aqua (MODIS). Fot. NASA [landsat.visibleearth.nasa.gov]

Pożary szalejące w Turcji - zobrazowanie wykonane 31 lipca br. kamerą satelity Landsat-8 (OLI). Fot. NASA [landsat.visibleearth.nasa.gov]

Pożary szalejące w Turcji - wycinek zobrazowania wykonanego 31 lipca br. kamerą satelity Landsat-8 (OLI). Fot. NASA [landsat.visibleearth.nasa.gov]

Pożary szalejące w Turcji - zobrazowanie wykonane 3 sierpnia br. kamerą satelity Aqua (MODIS). Fot. NASA [landsat.visibleearth.nasa.gov]

https://www.space24.pl/ognisty-kataklizm-w-turcji-satelity-wsparciem-w-akcji-antykryzysowej

Ognisty kataklizm w Turcji. Satelity wsparciem w akcji antykryzysowej.jpg

Ognisty kataklizm w Turcji. Satelity wsparciem w akcji antykryzysowej2.jpg

Ognisty kataklizm w Turcji. Satelity wsparciem w akcji antykryzysowej3.jpg

Ognisty kataklizm w Turcji. Satelity wsparciem w akcji antykryzysowej4.jpg

Ognisty kataklizm w Turcji. Satelity wsparciem w akcji antykryzysowej5.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Co dzieje się w pobliżu młodej protogwiazdy
2021-08-05.
Jakie siły działają w ukrytych centrach obłoków, które tworzą masywne gwiazdy? Nowe obrazy pokazują rolę, jaką odgrywa grawitacja i wirujące pole magnetyczne.
Aby stworzyć masywną gwiazdę
Gwiazdy o wysokich masach do 120 mas Słońca są kluczowym czynnikiem ewolucji galaktyk: pompują energię w swoje otoczenie i wzbogacają galaktyki w ciężkie pierwiastki, które nie mogą być wytworzone gdzie indziej. Jednak masywne gwiazdy są owiane tajemnicą – w rzeczywistości wciąż w pełni nie rozumiemy, jak te potwory się rodzą.

Co wiemy? Miejscem narodzin masywnych gwiazd są obłoki molekularne, które zapadając się pod wpływem własnej grawitacji, rozpadają się na kępy. Gorące rdzenie tworzą się w centrach tych kęp w miarę dalszego zapadania się. Wokół tych jąder molekularnych tworzą się dyski akrecyjne dostarczające materię z zapadającego się obłoku do przyszłej gwiazdy i pomagające jej urosnąć do punktu, w którym może dojść do zapłonu fuzji jądrowej.

Obserwacje sugerują, że w skalach ~2000 do ~20 000 jednostek astronomicznych (j.a.) pola magnetyczne odgrywają ważną rolę w kierowaniu materii do wewnątrz, aby pomóc wzrastać nowej gwieździe. Obserwacje stają się jednak trudniejsze do przeprowadzenia w mniejszych skalach – dlatego wciąż nie wiemy, co dzieje się w najbardziej wewnętrznych obszarach ~1000 j.a., na styku jądra molekularnego i dysku akrecyjnego. Czy pola magnetyczne zapewniają użyteczne wsparcie w tak małych skalach? Czy też dominuje grawitacja, ostatecznie zgniatając wszystko do środka?

Zaglądając w pył
W nowych badaniach przeprowadzonych przez Patricio Sanhueza (National Astronomical Observatory of Japan; SOKENDAI, Japonia), zespół naukowców zajął się tymi pytaniami. Wykorzystując niesamowitą zdolność rozdzielczą Atacama Large Millimeter/submillimeter Array (ALMA), Sanhuez i jego współpracownicy zbadali gaz i pył w skali ~1000 j.a. wokół gorącego jądra molekularnego osadzonego w wysokomasywnym regionie gwiazdotwórczym IRAS 18089–1732.

Obserwacje ALMA o wysokiej rozdzielczości ukazują spiralne cechy zarówno w rozkładzie pyłu, jak i gazu w tym najbardziej wewnętrznym regionie – tworząc pozorny wir materii opadającej do wewnątrz na młodą gwiazdę. Wykorzystując pomiary polaryzacji pyłu, autorzy modelują pole magnetyczne, aby potwierdzić, że linie pola zostały przeciągnięte wraz z gazem, tworząc konfigurację zawierającą składnik toroidalny owijający się równikowo wokół protogwiazdy.

Grawitacja jest królem
Co to wszystko mówi nam o procesach fizycznych zachodzących w obszarze 1000 j.a. wokół nowo formującej się młodej gwiazdy? Analizując bilans energetyczny układu, zespół Sanhueza pokazuje, że grawitacja przeważa nad innymi procesami zachodzącymi w tym regionie - w tym turbulencją, rotacją i polem magnetycznym, które odgrywają mniej więcej równe role, próbując uchronić IRAS 18089–1732 przed zapadnięciem się.

Chociaż pola magnetyczne wywierają istotny wpływ w większych skalach, w tym najbardziej wewnętrznym regionie, gdzie króluje grawitacja, schodzą na dalszy plan. Tak więc w gorących, spowitych centrach zapadających się obłoków molekularnych, nawet wiry magnetyczne w końcu poddają się zgniataniu grawitacyjnemu i pomagają w formowaniu się młodych gwiazd.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
AAS

Urania

Wizja artystyczna dysku gazowego i powłoki otaczającej masywną protogwiazdę.
Źródło: National Astronomical Observatory of Japan
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2021/08/co-dzieje-sie-w-poblizu-modej.html

Co dzieje się w pobliżu młodej protogwiazdy.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Lemowska wizja przyszłości - konkurs plastyczno-graficzny
2021-08-05.
Stowarzyszenie WroSpace ogłosiło w mediach społecznościowych konkurs plastyczno-graficzny pt. „Lemowska wizja przyszłości”.  Konkurs związany jest ze stuleciem urodzin Stanisława Lema - polskiego pisarza science-fiction. Celem konkursu jest m.in. popularyzacja technologii kosmicznych, nauk ścisłych i dorobku polskiej literatury science-fiction. Organizatorzy konkursu czekają na wizje lemowskiego Golema - superkomputera przyszłości do 30 września 2021 r.
W 2021 r. obchodzimy Rok Stanisława Lema – pisarza science-fiction, który swoimi powieściami, esejami i felietonami podbił świat. Stowarzyszenie WroSpace zaprasza do uczczenia setnej rocznicy urodzin wybitnego Polaka i udziału w konkursie plastyczno-graficznym „Lemowska wizja przyszłości”.
Konkurs „Lemowska wizja przyszłości” polega na indywidualnym wykonaniu pracy plastycznej lub graficznej przedstawiającej wizję Golema – superkomputera przyszłości i przesłaniu jej drogą mailową do 30 września 2021 r. na adres [email protected]
Stowarzyszenie WroSpace  przeprowadza Konkurs przy wykorzystaniu strony internetowej oraz swoich fanpage’ach w mediach społecznościowych na Facebooku
oraz na Instagramie. Komunikaty oraz informacje dotyczące Konkursu publikowane będą na stronie internetowej Stowarzyszenia. Można też śledzić profil Konkursu na Facebooku.
Praca konkursowa może zostać wykonana w dowolnej technice, dozwolone są zarówno prace manualne jak i grafika komputerowa stworzona za pomocą programów graficznych 2D lub 3D; może być wykonana w dowolnym formacie arkusza papieru, na powierzchni płaskiej (malarstwo, rysunek, grafika i in.). Prace będą oceniane ze względu na oryginalne podejście do tematu, spójność z tematem i walory artystyczne.
Nagrodą główną w Konkursie jest wydruk Pracy Konkursowej na gadżetach promocyjnych Stowarzyszenia WroSpace (np. koszulce, kubku, naklejkach, plakacie). Pozostałe nagrody, w zależności od kategorii wiekowej, to książki, filmy edukacyjne i zestawy gadżetów. Wszyscy uczestnicy otrzymają dyplomy w wersji elektronicznej.
Konkurs skierowany jest do wszystkich osób na całym Świecie zainteresowanych twórczością Stanisława Lema. Rozstrzygnięcie nastąpi w dwóch kategoriach – praca plastyczna i praca graficzna (stworzona w programie graficznym) oraz w trzech kategoriach wiekowych:
•    Kategoria I – do lat 10,
•    Kategoria II – 11-16 lat,
•    Kategoria III – powyżej 16 lat.
 
Ogłoszenie zwycięzców nastąpi podczas World Space Week Wrocław, który odbędzie się w dniach 06-07.11.2021 r. we Wrocławiu.
Szczegółowe informacje, w tym regulamin i zgody na przetwarzanie danych osobowych, znajdują się na stronie konkursu
Konkurs został zorganizowany w ramach projektu „Technologie przyszłością naszej planety” finansowanego przez Narodowy Instytut Wolności - Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego ze środków Programu NOWEFIO 2021.
Źródło: Stowarzyszenie WroSpace
Oprac. Paweł Z. Grochowalski
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/lemowska-wizja-przyszlosci-konkurs-plastyczno-graficzny

Lemowska wizja przyszłości - konkurs plastyczno-graficzny.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Tuż obok astronomowie odkryli gwiazdę przypominającą Słońce sprzed kilku miliardów lat
2021-08-05. Radek Kosarzycki
Heliofizycy, którzy bezustannie badają Słońce ze swoich obserwacji dowiadują się wiele o jego teraźniejszości i na tej podstawie wnioskują jak Słońce wyglądało w przeszłości i jak będzie zachowywać się w przyszłości.
Wiadomo, lepiej byłoby po prostu przewinąć kilka miliardów lat wstecz i zobaczyć jak Słońce wyglądało wtedy i jak wpływało na Ziemię, a nawet na powstające na niej życie. Być może jest na to okazja.
Nie, nie. Nie znaleźliśmy sposobu na stworzenie kosmicznego wehikułu czasu. Nie jesteśmy się w stanie cofnąć w czasie i zobaczyć młodego Słońca, choć byłoby to najlepsze rozwiązanie. Gdyby jednak dało się znaleźć bliźniaczkę Słońca, ale dużo młodszą? O! To by było coś.
I tu wchodzi Kappa 1 Ceti, cała na… żółto
Kappa 1 Ceti to gwiazda oddalona od nas o około 30 lat świetlnych. Można zatem powiedzieć, że choć 1 rok świetlny to ok. 10 bilionów kilometrów, to w skali wszechświata jest to nasze gwiezdne podwórko. Jakby nie patrzeć, najbliższa nam gwiazda - Proxima Centauri - znajduje się nieco ponad 4 lata świetlne od Ziemi, a średnica naszej galaktyki, Drogi Mlecznej, wynosi 100 000 lat świetlnych. W tym kontekście 30 lat świetlnych to naprawdę niewiele.
W najnowszym artykule naukowym astrofizyk Władimir Airapetian z Centrum Lotów Kosmicznych im. Goddarda wskazuje, że Kappa 1 Ceti ma około 600-750 mln lat i przypomina Słońce pod względem masy i temperatury na powierzchni. Warto zauważyć, że gdy na Ziemi powstawało życie Słońce było w tym samym wieku co teraz Kappa 1 Ceti.
To istna skarbnica wiedzy
Analizując tę gwiazdę oraz jej aktywność, np. ilość emitowanych wiatrów gwiezdnych, możemy sprawdzić jaka pogoda kosmiczna panowała w otoczeniu Ziemi. Naukowcy chcą sprawdzić jaka aktywność słoneczna wspomogła czy też umożliwiła powstanie życia na Ziemi.
Informacje tego typu będą przydatne nie tylko dla naukowców badających ewolucję życia na Ziemi czy ewolucję samego Słońca, ale także dla tysięcy astronomów poszukujących śladów życia we wszechświecie, w innych układach planetarnych. Dzięki nowej wiedzy będzie można ustalić, wokół których gwiazd nie tylko może teraz istnieć, ale może w przyszłości powstać życie podobne do naszego. Dzięki temu będzie można zwiększyć naszą szansę na odkrycie życia we wszechświecie poprzez skupianie się na najbardziej obiecujących gwiazdach.
https://spidersweb.pl/2021/08/kappa-1-ceti-blizniaczka-ziemi.html

Tuż obok astronomowie odkryli gwiazdę przypominającą Słońce sprzed kilku miliardów lat.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dr inż. Adam Okniński w gronie ekspertów Międzynarodowej Akademii Astronautyki
2021-08-05.
Kierownik Działu Technologii Kosmicznych w Łukasiewicz-Instytucie Lotnictwa, dr inż. Adam Okniński, został wybrany na członka-korespondenta Międzynarodowej Akademii Astronautyki (International Academy of Astronautics - IAA) z siedzibą w Paryżu. "To prestiżowe wyróżnienie" - podkreśla w okolicznościowym komunikacie Sieć Badawcza Łukasiewicz-Instytut Lotnictwa. "To szansa dla Instytutu na wzmocnienie jego roli w procesie kształtowania sektora kosmicznego na świecie" - czytamy dalej.
Międzynarodowa Akademia Astronautyki (IAA) skupia światowych ekspertów w dziedzinie astronautyki, którzy zajmują się najnowszymi zagadnieniami w badaniach kosmicznych, w tym z obszaru pozamilitarnego wykorzystania przestrzeni kosmicznej oraz eksploracji Układu Słonecznego. Członkowie organizacji biorą udział w otwartych posiedzeniach komisji oraz komitetach programowych konferencji IAA. Są skupieni także w około 40 grupach roboczych zaangażowanych w przygotowanie i przegląd badań kosmicznych Akademii. Swoją działalność naukową członkowie IAA prezentowali dotychczas w ramach trzydziestu sympozjów oraz artykułów publikowanych w jednym z najbardziej uznanych periodyków w dziedzinie astronautyki: Acta Astronautica.
Dr inż. Adam Okniński będzie uczestniczył w IAA w pracach sekcji drugiej "Nauki inżynieryjne". Warto przy tym dodać, że członkiem rzeczywistym Międzynarodowej Akademii Astronautycznej jest również drugi przedstawiciel Łukasiewicz - Instytutu Lotnictwa, prof. dr hab. inż. Piotr Wolański, który od 1996 r. bierze udział w pracach pierwszej sekcji „Nauki podstawowe”. Przedstawicielami Polski w IAA są także: profesorowie Zbigniew Kłos i Janusz Zieliński z Centrum Badań Kosmicznych PAN.
Międzynarodowa Akademia Astronautyki (IAA) została założona w Sztokholmie 16 sierpnia 1960 roku. Pierwszym prezesem organizacji był dr Theodore von Kármán, słynny ekspert w dziedzinie technologii rakietowych, od którego nazwiska określana jest obecnie umowna granica pomiędzy atmosferą ziemską a przestrzenią kosmiczną (na wysokości 100 km).
IAA jest organizacją pozarządową oficjalnie uznaną przez ONZ w 1996 roku. Członkowie IAA pochodzą z 88 krajów całego świata.
Źródło: Łukasiewicz-Instytut Lotnictwa
Źródło:SPACE24.
Dr inż. Adam Okniński. Fot. Łukasiewicz - Instytut Lotnictwa [ilot.lukasiewicz.gov.pl]

https://www.space24.pl/dr-inz-adam-okninski-w-gronie-ekspertow-miedzynarodowej-akademii-astronautyki

Dr inż. Adam Okniński w gronie ekspertów Międzynarodowej Akademii Astronautyki.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Moduł Nauka - incydent na ISS znacznie poważniejszy niż sądzono

2021-08-05.

Incydent z rosyjskim modułem Nauka był niebezpieczniejszy, niż pierwotnie się wydawało. Jak doszło do incydentu, w wyniku którego Międzynarodowa Stacja Kosmiczna obróciła się o 540 stopni?


29 lipca rosyjski moduł Nauka z powodzeniem zadokował do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS), a po kilku godzinach jego silniki automatycznie się odpaliły. NASA podała wtedy, że incydent ten spowodował obrót Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) o 45o. Dokładniejsze badania wskazały, że incydent był znacznie poważniejszy.
W rozmowie z "New York Times", Zebulon Scoville - dyrektor operacyjny lotu, który był odpowiedzialny za całą sytuację, opowiedział o dniu, w którym musiał ogłosić "stan awaryjny statku kosmicznego". Gdyby sytuacja nie została opanowana, istniało poważne ryzyko, że statek kosmiczny zostałby utracony na zawsze. Jednak szybka reakcja zespołu sprawiła, że najgorszy scenariusz nie ziścił się, a załodze ISS nie groziło żadne niebezpieczeństwo.   

Scoville otrzymał dwie wiadomości, które wskazywały, że ISS straciła "kontrolę nad położeniem". Obraz wideo z ISS pomógł im rozpoznać, że silniki manewrowe Nauki uruchomiły się po udanym dokowaniu. Zespół Scoville'a skontaktował się z zespołem Nauki, aby wyłączyć silniki, ale powiedziano im, że mogą to zrobić dopiero po 70 minutach, kiedy ISS znajdzie się nad rosyjską przestrzenią powietrzną.

Po uruchomieniu silników Nauki, stacja zaczęła się kręcić z prędkością 0,56 stopni na sekundę - na tyle wolno, że astronauci tego nie odczuli. Kontrola misji NASA zaalarmowała astronautów ogłaszając stan zagrożenia, a następnie współpracowała z rosyjską kontrolą misji, aby odpalić silniki odrzutowe na dwóch innych statkach kosmicznych, które były zadokowane na przeciwległym końcu Nauki.
Silniki manewrowe Nauki wyłączyły się i ISS została obrócona do właściwej orientacji. Cała sytuacja trwała godzinę. Podczas incydentu ISS obróciła o 540o, a nawet "przewróciła się na plecy".

Pomimo incydentu, Scoville o swoich rosyjskich kolegach wypowiadał się w samych superlatywach i nazwał ich "fantastycznymi partnerami".

 
Sytuacja na ISS po zadokowaniu Nauki była poważna /123RF/PICSEL

Źródło:INTERIA.Tech.
 
https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/misje/news-modul-nauka-incydent-na-iss-znacznie-powazniejszy-niz-sadzon,nId,5402211

Moduł Nauka - incydent na ISS znacznie poważniejszy niż sądzono.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Międzynarodowa Stacja Kosmiczna spłonie w atmosferze szybciej, niż oczekiwano?
2021-08-05.
Dramat na orbicie, jaki rozegrał się w związku z awarią rosyjskiego modułu Nauka, chociaż bezpośrednio nie zagroził astronautom, to jednak NASA i Roskosmos boją się, że Stacja uległa poważnym uszkodzeniom.
Kilka dni temu, do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej został podłączony rosyjski moduł Nauka. Nie obyło się bez problemów, gdyż tuż po podłączeniu go do Stacji, nastąpiła awaria komputera pokładowego, który włączył silniki. W rezultacie tego, moduł obrócił kosmiczny dom o aż 540 stopni.
Początkowo uważano, że było to tylko 45 stopni, ale jednak najdroższa i największa instalacja kosmiczna zbudowana w historii ludzkości wykonała jeden pełny obrót i jeszcze trochę. ISS wirowała z prędkością 0,5 stopnia na sekundę. NASA podała że taka rotacja znajduje się w górnych granicach projektowych systemów Stacji. Agencja poinformowała, że na razie nie wykryto uszkodzeń, ale mogą być one ukryte.
Sprawa jest bardzo poważna. Obrót stacji o 540 stopni, przy prędkości 28 tysięcy km/h, sprawił, że moduły i panele solarne doznały ogromnych przeciążeń. Pomimo faktu, że na pierwszy rzut oka uszkodzenia mogą nie być widoczne, to jednak ich żywot może być teraz mocno skrócony.
NASA i Roskosmos zarządziły dokładną akcję serwisową wszystkich modułów i instalacji zewnętrznych kosmicznego domu. Nie będzie to proste zadanie, ale agencje nie mają wyjścia. Stacja i tak już boryka się z awariami, ale najgorsze może dopiero nadejść.
Eksperci ze świata przemysłu kosmicznego uważają, że to wydarzenie może przyspieszyć moment zakończenia misji do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej i jej rychłą deorbitację. Jeśli tak się stanie, to może to być ogromny cios dla firm takich jak SpaceX, Sierra Nevada Corporation czy Boeing, które budują swoje pojazdy z przeznaczeniem realizowania misji właśnie na ISS.
Źródło: GeekWeek.pl/NASA/Roskosmos / Fot. NASA/Roskosmos
https://www.geekweek.pl/news/2021-08-05/miedzynarodowa-stacja-kosmiczna-splonie-w-atmosferze-szybciej-niz-oczekiwano/

Międzynarodowa Stacja Kosmiczna spłonie w atmosferze szybciej, niż oczekiwano.jpg

Międzynarodowa Stacja Kosmiczna spłonie w atmosferze szybciej, niż oczekiwano2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Wodny świat! Fascynująca planeta skalista w pobliskim układzie planetarnym
2021-08-06. Radek Kosarzycki
W niezbyt odległym układzie planetarnym naukowcy odkryli właśnie niezwykle małą wodną planetę oraz inną, która może być jedną z planet najbardziej sprzyjających powstaniu życia.
Trzydzieści lat temu pierwsi poszukiwacze planet pozasłonecznych najpierw odkrywali gazowe olbrzymy większe od Jowisza. Potem wraz z rozwojem technik obserwacyjnych i powstawaniem coraz precyzyjniejszych instrumentów astronomicznych dostrzegali także mniejsze planety. Teraz astronomom pracującym na Bardzo Dużym Teleskopie w Chile udało się dostrzec jedną z najmniejszych, ale jednocześnie jedną z najbardziej interesujących planet w naszym bezpośrednim otoczeniu.
Rzut beretem od Układu Słonecznego
35 lat świetlnych od Układu Słonecznego znajduje się gwiazda L 98-59. W jej bezpośrednim otoczeniu naukowcy odkryli planetę o masie dwa razy mniejszej od masy Wenus. Planeta ta jest jak dotąd najlżejszą planetą odkrytą za pomocą pomiaru prędkości radialnych gwiazdy. Choć wszystkie teleskopy na Ziemi są wciąż za małe, aby dostrzec i zbadać atmosferę takiej planety w poszukiwaniu biosygnatur, z pewnością wkrótce teleskopy nowych generacji będą zdolne tego dokonać.
Naukowcy odkryli, że co najmniej trzy z pięciu planet krążących wokół tej gwiazdy okrążają ją w takiej odległości, że mogą teoretycznie zawierać wodę w swoim wnętrzu lub w atmosferze. Dwie z nich mogą zawierać co najwyżej niewielkie ilości wody w stanie ciekłym, ale już trzecia może w ogóle w trzydziestu procentach składać się z wody, co może oznaczać, że jest pokryta globalnym oceanem.
Precyzja instrumentów obserwacyjnych przekracza nowe granice
Jak zauważają naukowcy, odkrycie stanowi jeszcze jeden istotny przełom. Pierwsze trzy planety układu zostały odkryte za pomocą metody tranzytów, w których planeta, przechodząc na tle tarczy swojej gwiazdy, zasłania jej fragment, powodując spadek jasności gwiazdy w teleskopach na Ziemi. W ten sposób udało się zmierzyć nawet rozmiary planety.
Jednak do wykrycia ich mas, niezbędne było wykorzystanie metody prędkości radialnych. W tej metodzie naukowcy precyzyjnie ustalają prędkość gwiazdy w kierunku od-do Ziemi, zakładając, że okrążająca gwiazdę planeta zawsze przyciąga ją nieco do siebie. Do niedawna astronomowie nie mieli na tyle dokładnych instrumentów, aby wykryć wahania gwiazdy wywołane przez planetę o masie zaledwie połowy masy Wenus. Spektrograf ESPRESSO zainstalowany na Bardzo Dużym Teleskopie w Chile właśnie sobie z tym poradził.
Łącząc pomiary masy z rozmiarami planety, astronomowie byli w stanie ustalić, z czego mogą składać się planety. Stąd i informacja, że jedna z planet może w 30 proc. składać się z wody w stanie ciekłym. Czy tak faktycznie jest? Jak na razie nie wiadomo, ale kiedy do służby wejdzie Ekstremalnie Wielki Teleskop (ELT) oraz Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba (JWST), ustalenie tego powinno stać się możliwe. Poczekamy, zobaczymy.
A “fly-to” the L 98-59 planetary system
https://www.youtube.com/watch?v=mJpA6zMR1lc

Artist’s impression of L 98-59b
https://www.youtube.com/watch?v=_yDMU8LO27M

https://spidersweb.pl/2021/08/l-98-59-planeta-wodna.html

Wodny świat! Fascynująca planeta skalista w pobliskim układzie planetarnym.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Astronautka sfotografowała pająki na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej
2021-08-06.
Wielu ludzi cierpi na arachnofobię, czyli odczuwa paniczny lęk przed pająkami. Może wydawać się, że załoga kosmicznego domu nie ma z nimi problemu, bo to w końcu kosmos, a jednak jest zupełnie inaczej.
Uspokajamy, na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej nie występują pająki-uciekinierzy z naszej planety. Jednak te stworzenia w 2011 roku przebywały w kosmosie za sprawą misji STS-134. Astronauci wykonywali na nich eksperymenty, które organizowane były przez Amerykańską i Europejską Agencję Kosmiczną.
Sfotografowane pająki skomentowała astronautka Katherine Megan McArthur, która znalazła się w załodze misji STS-125 do kosmicznego domu. Teraz znowu tam zawitała, tym razem wraz z załogą SpaceX Crew-2. Obecnie odpowiada ona za kilka eksperymentów. Część z nich związanych z jej pasją, czyli oceanografią, ale nie zabrakło też doglądania przedstawicieli świata fauny. Na jej szczęście, nie ma tam pająków.
Co ciekawe, eksperymenty z pająkami pokazały, że te niezwykłe stworzenia bardzo szybko zaaklimatyzowały się w przestrzeni kosmicznej. Mało tego, nie była straszna im nawet mikrograwitacja. Pająki potrafiły stworzyć pajęczyny niemal identyczne, jak te budowane na powierzchni Ziemi.
Skoro tak świetnie sobie radzą w kosmosie, czy takie stworzenia mogą zatem żyć na Księżycu czy Marsie? Astrobiolodzy uważają, że raczej nie jest to możliwe. Wszyscy cierpiący na arachnofobię mogą spać spokojnie, pająki nie pojawią się w bazach na obcych światach, chyba, że ktoś je tam specjalnie zawiezie.
Źródło: GeekWeek.pl/NASA/ESA / Fot. Twitter/Katherine Megan McArthur.

https://www.geekweek.pl/news/2021-08-06/astronautka-sfotografowala-pajaki-na-pokladzie-miedzynarodowej-stacji-kosmicznej/

Astronautka sfotografowała pająki na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.jpg

Astronautka sfotografowała pająki na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

SatRevolution łączy się z giełdową spółką. New Connect w przyspieszonym trybie
2021-08-06.
Działająca w sektorze kosmicznym polska firma SatRevolution łączy się z notowaną na giełdowym rynku NewConnect spółką easyCALL.pl S.A. (ECL). Umowę w sprawie odwróconego przejęcia podpisano w piątek, 6 sierpnia br. SatRevolution zapowiada przy tej okazji szereg działań mających zwiększyć skalę i rozmach swojej sektorowej działalności - w tym, spodziewane dwukrotne powiększenie zespołu i budowę trzech nowych mikrosatelitów, ze zdolnościami pozyskiwania zobrazowań w wysokiej rozdzielczości przestrzennej.
Spółki SatRevolution oraz EasyCall (ECL), wraz głównymi akcjonariuszami SatRevolution, tj. Radosławem Łapczyńskim, Grzegorzem Zwolińskim i Damianem Fijałkowskim, a także głównymi akcjonariuszami ECL, tj. Januarym Ciszewskim i Arturem Błasikiem, zawarły umowę połączeniową, której przedmiotem jest zobowiązanie się do przeprowadzenia transakcji wymiany akcji SatRevolution na akcje ECL. Ściślej - na mocy uzgodnień dojdzie z jednej strony do objęcia akcji ECL przez będących stroną Umowy akcjonariuszy SatRevolution (w liczbie zapewniającej większość głosów na Walnym Zgromadzeniu), z drugiej natomiast nastąpi nabycie przez ECL od tych akcjonariuszy wszystkich posiadanych przez nich akcji SatRevolution (ponownie, w liczbie zapewniającej większość głosów na Walnym Zgromadzeniu).
Jak wskazano w oficjalnym komunikacie, ostateczna relacja wymiany akcji, tj. liczba oferowanych do objęcia akcji ECL oraz zbywanych tytułem wkładu niepieniężnego akcji SatRevolution, zostanie ustalona na podstawie wyceny godziwej akcji SatRevolution, sporządzonej przez biegłego rewidenta. Strony zobowiązały się zrealizować transakcję do 28 stycznia 2022 r., przy czym termin ten jest uzależniony od wpisania do rejestru przedsiębiorców (Krajowego Rejestru Sądowego) zmian statutu SatRevolution - w tym podwyższenia kapitału zakładowego tej spółki, co z przyczyn formalnych musi nastąpić przed realizacją transakcji.
W szerszym kontekście opisana umowa zakłada przyspieszone wprowadzenie firmy SatRevolution na warszawską giełdę papierów wartościowych (parkiet New Connect), na zasadzie mechanizmu "odwróconego przejęcia". Porozumienie umożliwia również wrocławskiej spółce szybsze i bardziej elastyczne pozyskanie kapitału. W świetle podpisanej w piątek 6 sierpnia umowy, przed przejęciem kapitał zakładowy SatRevolution zostanie podwyższony - w wyniku emisji akcji serii J, N, P, R i S, w liczbie 654 151 (o wartości nominalnej 0,1 zł każda). Jak deklarują przedstawiciele SatRevolution, emisja jest kierowana zarówno do nowych inwestorów, jak i kluczowej kadry zarządzającej spółki. Uruchomiony miał zostać też program dystrybucji akcji pracowniczych.
W ogólnym rozrachunku, wynikiem porozumienia będzie wniesienie składników działalności SatRevolution do spółki easyCALL.pl, w zamian za emisję nowych akcji, które obejmą obecni akcjonariusze SatRevolution S.A. W wyniku przejęcia, dotychczas notowane na rynku giełdowym EasyCALL.pl będzie występować pod nazwą SatRevolution.
Pozyskane fundusze mają zostać przeznaczone na rozwój działalności trzonowej wrocławskiej spółki satelitarnej. "W ciągu najbliższych miesięcy planujemy podwojenie zespołu z 50 do 100 osób" - podkreślił w okolicznościowej wypowiedzi prezes SatRevolution, Grzegorz Zwoliński. "Poszukujemy osób na kluczowe stanowiska, w tym programistów, mechaników, elektroników, inżynierów. Wkrótce rozpoczniemy kolejną rundę finansową celem zebrania środków na sfinansowanie całej konstelacji Stork" - zapewnił.
Planujemy również rozpoczęcie budowy trzech mikrosatelitów ze zdolnościami pozyskiwania zdjęć wysokorozdzielczych. Podpisaliśmy kontrakty o wartości 2 milionów dolarów na najbliższe trzy lata. Ponadto, jesteśmy na etapie negocjacji kolejnych kontraktów na łączną kwotę ponad 20 mln dolarów, w tym finalizujemy kontrakt wysokorozdzielczy na 10 mln dolarów. Obecnie realizujemy także trzy projekty badawczo-rozwojowe na łączną kwotę dofinansowania ok. 12 mln dolarów, z której ok. 30 proc. zostało do tej pory wykorzystane.
Grzegorz Zwoliński, prezes SatRevolution
SatRevolution niedawno wysłała na orbitę dwa pierwsze lekkie satelity swojej przewidywanej konstelacji obserwacji Ziemi. Instrumenty STORK-4 oraz STORK-5 zostały skutecznie rozmieszczone na orbicie okołoziemskiej w środę 30 czerwca br., przy czym na komunikat o zadeklarowanym przez polską firmę nawiązaniu komunikacji z obiektami trzeba było czekać aż do 14 lipca br. Krótko potem SatRevolution podało, że rozpoczęto fazę aktywacji nanosatelitów, która ma potrwać kilka tygodni. "Przewidujemy, że pierwsze zobrazowania trafią do naszych klientów pod koniec września" - wskazali przedstawiciele wrocławskiej spółki, mówiąc już o finalnej gotowości użytkowej. Zanim to nastąpi, spodziewana jest jeszcze faza kalibracji i testów funkcyjnych, która powinna nastąpić odpowiednio wcześniej.
SatRevolution deklaruje, że dzięki zastosowaniu technologii Space Edge Zero (SEZ), dane obserwacyjne z konstelacji STORK będą przetwarzane jeszcze na orbicie, a na Ziemię trafi już gotowy produkt, co ułatwi szybką komercjalizację prowadzonych obserwacji. W tym roku firma ma umieścić na orbicie jeszcze 9 satelitów (spośród 14 traktowanych jako seria zalążkowa konstelacji). Z kolei plan na 2022 r. zakłada wyniesienia kolejnych sześćdziesięciu obiektów.
Źródło: SatRevolution/PAP

Źródło:SPACE24.

Ilustracja: SatRevolution [satrevolution.com]

Fot. SatRevolution [satrevolution.com]

https://www.space24.pl/satrevolution-laczy-sie-z-gieldowa-spolka-easycall-new-connect-w-przyspieszonym-trybie

SatRevolution łączy się z giełdową spółką. New Connect w przyspieszonym trybie.jpg

SatRevolution łączy się z giełdową spółką. New Connect w przyspieszonym trybie2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić obrazków. Dodaj lub załącz obrazki z adresu URL.

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)