Skocz do zawartości

Astronomiczne Wiadomości z Internetu


Paweł Baran

Rekomendowane odpowiedzi

MSPO 2021: rozwój rakiety suborbitalnej BURSZTYN 2K [RELACJA]
2021-09-13.Kacper Bakuła.
Podczas XXIX MSPO w Kielcach, ośrodek Łukasiewicz - Instytut Lotnictwa zorganizował spotkanie dotyczące rozwoju rakiety ILR-33 BURSZTYN 2K, przedstawianej jako pierwszy na świecie tego typu system suborbitalny wykorzystujący nadtlenek wodoru w ponad 98-procentowym stężeniu (w roli utleniacza).
Powrót polskiego systemu rakietowego na krawędź kosmosu?
Podczas seminarium, które odbyło się 8 września 2021 r. na terenie Targów Kielce, miała miejsce prezentacja kierunku rozwoju odzyskiwalnej rakiety ILR-33 BURSZTYN, zaprezentowanej na MSPO w wariancie 2K. System jest demonstratorem lotnej platformy suborbitalnej, która została zaprojektowana samodzielnie przez Łukasiewicz - Instytut Lotnictwa. Charakterystyką rozwiązania jest zastosowanie nadtlenku wodoru o wysokim stężeniu, wynoszącym więcej niż 98 procent.
Temat w trakcie spotkania przedstawił dr inż. Adam Okniński, kierownik Zakładu Technologii Kosmicznych w Sieci Badawczej Łukasiewicz - Instytucie Lotnictwa. Jak podkreślił, nazwa najnowszej rakiety nawiązuje do historycznego Meteora 2K, będącego w swoim czasie najbardziej zaawansowanym modelem w rodzinie polskich rakiet sondujących i meteorologicznych Meteor. Był to system zdolny do wykonywania lotów na wysokość niemal równą linii Kármána - czyli umownej granicy kosmosu (100 km).
BURSZTYN 2K to rakieta o długości 4,6 m, zdolna do osiągania prędkości 1,3 km/s. Zgodnie z zapowiedziami, ma być zdolna do wynoszenia na wysokość blisko 100 km ładunków o masie do 10 kg (przy tym, ma być możliwe do osiągnięcia wyższe apogeum, z odpowiednio mniejszym ładunkiem). BURSZTYN 2K składa się z trzech silników: jednego głównego oraz dwóch rakiet pomocniczych. Silniki boczne przygotowano do pracy trwającej co najmniej 6 sekund - wykorzystując w tym celu stały materiał pędny, generują sumaryczny ciąg 32 kN. Z kolei hybrydowy silnik główny napędzany jest polietylenem spalanym w obecności wspomnianego nadtlenkiem wodoru o ponad 98-procentowym stężeniu. Generuje 4 kN ciągu przez 40 sekund pracy.
Jak zaakcentowano, to właśnie wykorzystanie mocno stężonego nadtlenku wodoru jako utleniacza czyni projekt wyjątkowym. H2O2 jest substancją ekologiczną, strukturalnie przypominającą wodę. Jest on utleniaczem o właściwościach podobnych do ciekłego tlenu, aczkolwiek w odróżnieniu od niego, może być przechowywany w stanie ciekłym w temperaturze pokojowej oraz charakteryzuje się lepszymi parametrami pod względem osiągów w locie. Ze względu na te swoje właściwości, H2O2 może być przechowywany w zbiorniku przez dłuższy okres.
Do tej pory rakieta (w pierwszym wariancie) została z pełnym sukcesem trzykrotnie przetestowana w ramach wystrzeleń wykonywanych z poligonu przynależącego do Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych w Drawsku Pomorskim - raz w 2017 i dwukrotnie w 2019 roku. Wszystkie loty odbywały się na stosunkowo niewielką wysokość (od 10 do 23 km). Planowane są kolejne misje testowe, które jeszcze nie będą przekraczały 100 km, aczkolwiek w niedalekiej przyszłości się to powinno zmienić.
Walor technologiczny i kompetencyjny
Jak zaakcentowano w kontekście szerszego wydźwięku realizacji, program BURSZTYN ma na celu rozwinięcie polskich kompetencji w zakresie produkcji suborbitalnych rakiet nowej generacji oraz testowania w locie kolejnych technologii, np. komputerów pokładowych, układów telemetrycznych, inercyjnych układów nawigacji, naziemnych urządzeń monitorowania czy aerodynamicznych oraz gazodynamicznych układów wykonawczych sterowania. Sam system ma umożliwić również realizowanie badań w warunkach mikrograwitacji - dla pięciokilogramowego ładunku taki eksperyment trwałby przez 150 sekund.
Co tutaj podkreślane, jednym z przeznaczeń rakiety BURSZTYN 2K ma być demonstrowanie technologii łączności dla zastosowań kosmicznych i rakietowych. W tym celu Łukasiewicz - Instytut Lotnictwa nawiązał współpracę z firmą Thorium Space, specjalizującą się w produkowaniu modułów retransmisyjnych i komponentów komunikacyjnych. Założeniem w ramach projektu jest wyniesienie na krawędź kosmosu do trzech nanourządzeń, które z pomocą rakiety BURSZTYN 2K będą przesyłały dane do stacji odbiorczej. Działanie demonstracyjne miałoby na celu wzmocnienia pozycji polskich komercyjnych podmiotów i podnoszenia ich gotowości technologicznej.
Współpraca z krajowymi podmiotami była jednym z punktów przebiegu seminarium. Jak powiedział dr Okniński, kluczem do zapewnienia dalszego rozwoju programu jest rozbudowa potencjału badawczego poprzez pozyskiwanie partnerów przemysłowych w kraju i zagranicą. Wśród krajowych współpracowników przedstawiciel Łukasiewicz - Instytutu Lotnictwa wymienił Polską Agencję Kosmiczną, jak również Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.
Jak podkreślono, rakieta BURSZTYN 2K mogłaby mieć zastosowania również na polu obronnościowym. Po pierwsze mógłby pełnić rolę imitatora balistycznego celu powietrznego podczas testów radiolokacyjnego systemu obrony przeciwrakietowej. Dzięki zastosowaniu napędu hybrydowego możliwym byłoby w takim scenariuszu dostosowanie trajektorii rakiety do wymagań ćwiczenia, w zależności od profilu misji. Jednakowo, podczas opadania głowicy byłoby możliwe uwolnienie wielu ładunków w celu weryfikacji rozdzielczości radaru.
Nie tylko BURSZTYN
Wychodząc nieco poza samą rakietę BURSZTYN, aczkolwiek zostając w tematyce silników wykorzystujących wysoko stężony nadtlenek wodoru, warto przypomnieć słowa dr. Oknińskiego o tym, że można byłoby wyposażać satelity w polskie rozwiązania napędowe bazujące na H2O2. Dzięki temu znajdujące się na orbicie urządzenia miałyby zyskać na żywotności, stosując wydajniejszy układ napędowy bez stałych produktów spalania, ograniczając zarazem ilość kosmicznych śmieci. Te same silniki mogłyby bowiem zapewnić możliwość deorbitacji, dzięki dość dużemu impulsowi właściwemu (300 sekund).
Przewiduje się, że pierwszymi polskimi satelitami, wykorzystującymi silnik wykorzystujący nadtlenek wodoru, byłyby nanosatelity rozpoznania obrazowego PIAST (Polish ImAging SATelites), których odbiorcą mają być Siły Zbrojne RP. Sam rozwój silnika pozostaje przedmiotem realizacji osobnego projektu - POLON (Polski Moduł Napędowy), rozwijanego wspólnie ze spółką Creotech Instruments, odpowiedzialną z kolei za rozwój platformy Hypersat.
Warto jeszcze na koniec wspomnieć o roli, jaką rozwiązania Łukasiewicz - Instytutu Lotnictwa (we współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną) mają pełnić w koordynowanym przez Polską Agencję Kosmiczną obszarze realizacji celu strategicznego. Jest nim deklarowane dążenie do pozyskania możliwości wynoszenia ładunków o masie do 200 kg na niską orbitę okołoziemską.
Według ILOT, Polska może wziąć udział w budowie tego typu rakiety, a nawet własnymi siłami ją opracować. Z założenia, wzmocniłoby to bezpieczeństwo narodowe, pozwalając zarazem na świadczenie usług wynoszenia ładunków na LEO, jak również zwiększyłoby bezpośredni udział polskich przedsiębiorstw sektora kosmicznego w eksploracji przestrzeni kosmicznej.
Źródło:SPACE24.

Fot. Łukasiewicz - Instytut Lotnictwa/Błażej Marciniak [ilot.lukasiewicz.gov.pl]

Fot. Kacper Bakuła/Space24.pl

Fot. Sieć Badawcza Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa [ilot.edu.pl]

https://www.space24.pl/mspo-2021-rozwoj-rakiety-suborbitalnej-bursztyn-2k

MSPO 2021 rozwój rakiety suborbitalnej BURSZTYN 2K [RELACJA].jpg

MSPO 2021 rozwój rakiety suborbitalnej BURSZTYN 2K [RELACJA]2.jpg

MSPO 2021 rozwój rakiety suborbitalnej BURSZTYN 2K [RELACJA]3.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Internet Starlink działa już w Polsce. Cena jest bardzo wysoka
2021-09-13. Maciej Gajewski
Starlink, czyli usługa dostępu do internetu satelitarnego od firmy SpaceX, jest już możliwy do zamówienia w Polsce. Ceny, niestety, nie uległy zmianie. To usługa tylko dla tych, którzy nie mają innego wyjścia.
Dla większości czytelników Spider’s Web dostęp do internetu to prawdopodobnie coś oczywistego. Łączność światłowodowa (i inne formy tak zwanego stałego łącza) i komórkowa są na dziś powszechne i niedrogie. Istnieją jednak sytuacje, w których nie można skorzystać z powyższych możliwości. Najczęściej z powodów geograficznych, a więc u klientów mieszkających na odludziu i w zbyt małej liczbie, by tradycyjnemu dostawcy opłacało się w ten region inwestować.
Odpowiedzią na takie zapotrzebowanie jest SpaceX Starlink. Usługa dostępu do internetu działająca niemalże na całym świecie. Od dziś można już zamawiać Starlinka. Ceny są niezmiennie bardzo wysokie. Choć prawdopodobnie osoby pozbawione innego wyboru cieszą się, że w ogóle zyskały możliwość łączności z cyfrowym światem.
Internet Starlink już działa w Polsce. Znamy ceny.
Sam sprzęt służący do odbioru sygnału internetowego ze Starlinka kosztuje 2270 zł. W tej cenie nie zawierają się koszty dostawy sprzętu, za co trzeba zapłacić dodatkowe 276 zł. Elon Musk spełnił tym samym swoją obietnicę i ustalił te same ceny dla wszystkich regionów na świecie – ewentualne różnice wynikają wyłącznie z różnej stawki opodatkowania. Abonament miesięczny za dostęp do internetu to koszt 450 zł.
Według zapewnień SpaceX, opóźnienia sieciowe w Starlinku są w zasadzie pomijalne i pozwalają na – tu cytat – zabawę w nawet najszybsze gry multiplayer. Przepływność łącza internetowego jest utrzymywana ponoć na poziomie wyższym niż 100 Mb/s, co pozwala bez problemu na korzystanie z usług VOD, nawet w jakości Ultra HD – z dużym zapasem możliwego transferu.
System internetu satelitarnego od SpaceX ma docelowo składać się z około 12 tys. satelitów umieszczonych na niskiej orbicie okołoziemskiej. Pierwsze satelity zostały umieszczone na orbicie w maju ubiegłego roku. System ma być w pełni operacyjny dopiero w 2027 r.
https://spidersweb.pl/2021/09/starlink-internet-polska-cena-dostepnosc.html

Internet Starlink działa już w Polsce. Cena jest bardzo wysoka.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nietypowa konstrukcja od SpaceX w Boca Chica. Czy to macki do łapania rakiet spadających z nieba?
2021-09-13. Radek Kosarzycki
Kompleks Boca Chica w Teksasie to miejsce, w którym fantastyczne pomysły rodem z filmów science-fiction bardzo często stają się rzeczywistością. Tak jakby nie obowiązywał tam zdrowy rozsądek albo konserwatyzm technologiczny. Nic więc dziwnego, że nowa konstrukcja, która się tam pojawiła, wzbudza zainteresowanie i domysły.
W kompleksie należącym do SpaceX, w którym powstają rakiety Starship oraz Super Heavy, pojawiła się nowa nietypowa konstrukcja. Na pierwszy rzut oka przypomina ona potężne obcęgi, które po zamocowaniu na jakiejś innej konstrukcji mogłyby coś łapać.
Tak się dobrze składa, że wszyscy uważni obserwatorzy poczynań Elona Muska i jego firmy wiedzą, że coś takiego miało się pojawić w kompleksie. Po co? Przypomnijmy.
Jak łapać rakiety spadające z kosmosu
W ciągu kilku ostatnich miesięcy w Boca Chica powstała wysoka, ponadstumetrowa wieża, przy której 50-metrowy Starship będzie montowany na szczycie 70-metrowej rakiety Super Heavy. To właśnie Super Heavy będzie stanowił pierwszy człon umożliwiający wynoszenie Starshipa na orbitę okołoziemską. Pierwszy start takiego zestawu jak na razie przesuwa się w czasie, ale wciąż istnieje szansa, że dojdzie do niego jeszcze w tym roku.
Zanim SpaceX opanuje odzyskiwanie obu członów rakiety - o ile w ogóle będzie to możliwe - czeka nas zapewne kilka eksplozji i nieudanych startów i nieudanych lądowań. Nie zmienia to jednak faktu, że docelowo firma chciałaby odzyskiwać obydwa człony rakiety tak, aby po krótkim serwisie można byłoby je wykorzystywać po raz kolejny.
Jednym z elementów tego planu jest przechwytywanie wracającego na Ziemię po starcie pierwszego członu rakiety. W przeciwieństwie do Falcona 9 Super Heavy miałby nie lądować samodzielnie na lądzie ani na barce oceanicznej.
Zamiast tego firma skłania się ku precyzyjnemu lądowaniu przy wieży startowej. Opadająca w końcowej fazie lądowania z niewielką prędkością rakieta miałaby być przechwytywana tuż przed samym lądowaniem przez swego rodzaju macki/wsporniki/obcęgi/wysięgniki.
Możliwe zatem, że konstrukcja sfotografowana przez Nica Ansuini, fotografa portalu NASASpaceflight jest właśnie pierwszą wersją takich macek. Istnieje co prawda możliwość, że jest to tylko obejma, którą tuż przed startem będą prowadzone do rakiety, chociażby przewody paliwowe. ale skoro nie jesteśmy tego pewni, załóżmy, że pierwsze wytłumaczenie jest prawdziwe. Biorąc pod uwagę typowe tempo prac w SpaceX wkrótce i tak się dowiemy, z czym mamy do czynienia.

Starship Launch Animation
https://www.youtube.com/watch?v=C8JyvzU0CXU
How SpaceX might catch their Super Heavy booster (Animation) [Concept]
https://www.youtube.com/watch?v=TqcDCSOGCMs

https://spidersweb.pl/2021/09/spacex-boca-chica-mechazilla-super-heavy.html

Nietypowa konstrukcja od SpaceX w Boca Chica. Czy to macki do łapania rakiet spadających z nieba.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kielecki IMPULS i indyjski DJS Antariksh wygrywają zawody robotów marsjańskich European Rover Challenge 2021
2021-09-13.
W dniach 10 - 12 września 2021 r. na terenie Politechniki Świętokrzyskiej w Kielcach odbywały się międzynarodowe zawody robotyczne European Rover Challenge 2021. 7. edycję konkursu w formule stacjonarnej wygrał kielecki zespół IMPULS, a w formule zdalnej triumfował indyjski DJS Antariksh.
Była to już 7. odsłona zawodów robotycznych European Rover Challenge. Co roku do Polski przyjeżdzają drużyny z całego świata, aby testować swoje konstrukcje łazików w wielu robotycznych zadaniach, które symulują kosmiczną misję naukową na powierzchni Marsa.
Zawody odbywały się na największym na świecie sztucznym torze marsjańskim tzw. Mars Yardzie, który odwzorowuje cechy powierzchni Czerwonej Planety. W tym roku powierzchnia toru inspirowana była równiną wulkaniczną Elysium Planitia.
Zespoły mogły uczestniczyć w jednej z dwóch formuł: stacjonarnej, w której drużyny przyjechały do Kielc i rywalizowały przy użyciu swoich konstrukcji na miejscu oraz zdalnej, gdzie zadaniem drużyn było stworzenie odpowiednich algorytmów i programów, które sterowały za pośrednictwem Internetu dedykowanymi urządzeniami na miejscu.
W formule stacjonarnej najlepszy okazał się zespół Politechniki Świętokrzyskiej IMPULS - gospodarzy wydarzenia. Drugie miejsce zajął turecki ITU Rover Team, a trzecie szwajcarski EPFL Explore.
Formułę zdalną wygrał DJS Antariksh z Indii. Na drugim stopniu podium znaleźli się studenci z niemieckiego zespołu ERIG. Trzecie miejsce zajęła brytyjska drużyna RoboClyde.
Pełna lista nagrodzonych (łącznie z dodatkowymi wyróżnieniami) dostępna jest pod adresem: https://roverchallenge.eu/polska-i-indie-triumfuja-podczas-erc2021/
Główne nagrody w konkursie ufundowały firmy Astronika oraz GMV.
Oprócz konkursu robotycznego, European Rover Challenge już od wielu lat jest też okazją do bliższego zapoznania się z tematyką badań kosmosu i nowych technologii dla szerokiej publiczności.
Zarówno online jak i bezpośrednio odwiedzając kampus Politechniki Świętokrzyskiej można było wziąć udział w prezentacjach i debatach poruszających tematy związane z nauką i technologią. Na miejscu czekały także stoiska firm i instytucji prezentujących swoje działania m.in. w branży kosmicznej. Odwiedzający mogli wziąć udział nie tylko w wykładach, ale też warsztatach i interaktywnych pokazach naukowych.
European Rover Challenge jest też od paru lat miejscem spotkań przedstawicieli europejskiego i światowego sektora kosmicznego oraz biznesu korzystającego z technologii kosmicznych i robotycznych. W tegorocznej edycji zdalnie wystąpił m.in. wiceszef amerykańskiej agencji NASA Robert Cabana czy przedstawiciele największych firm i instytucji kosmicznych: Aerojet Rocketdyne, NASA Goddard Space Center, Thales Alenia Space oraz wiele innych.
Partnerem honorowym wydarzenia była Europejska Agencja Kosmiczna, Ministerstwo Edukacji i Nauki, Ministerstwo Rozwoju i Technologii, Minister Spraw Zagranicznych, EURISY oraz Związek Pracodawców Sektora Kosmicznego. Kielce pełniły rolę Miasta Gospodarza wydarzenia.
European Rover Challenge w 2021 roku był zorganizowany przez Europejską Fundację Kosmiczną, Specjalną Strefę Ekonomiczną „Starachowice” S.A., Politechnikę Świętokrzyską oraz Województwo Świętokrzyskie.
 
 
Na podstawie: ERC
Opracował: Rafał Grabiański
 
Na zdjęciu: Tor marsjański podczas zmagań European Rover Challenge 2021.
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/kielecki-impuls-i-indyjski-djs-antariksh-wygrywaja-zawody-robotow-marsjanskich-european

Kielecki IMPULS i indyjski DJS Antariksh wygrywają zawody robotów marsjańskich European Rover Challenge 2021.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

20 lat radioteleskopów GMRT
2021-09-13.
Sieć GMRT została formalnie zainaugurowana i otwarta dla światowej społeczności astronomicznej 4 października 2001 roku. W tym roku mija 20 lat pracy tego wyjątkowego obiektu. Aby upamiętnić tę okazję, uczeni planują uroczyste świętowanie jubileuszu 20-lecia GMRT w październiku 2021.
Gdy myślimy o radioteleskopach, często sięgamy pamięcią do dobrze znanej z filmów sieci VLA w Nowym Meksyku. Choć te anteny są malownicze i niesłychanie ważne dla nauki, to nie jedyna taka sieć anten na świecie. Podobna konstrukcja znajduje się na przykład w Indiach.
Giant Metrewave Radio Telescope (GMRT) to sieć (interferometr) anten parabolicznych znajdująca się w pobliżu miasta Pune w Indiach. Układ złożony jest z trzydziestu w pełni sterowanych radioteleskopów o średnicy 45 metrów każdy i obserwuje niebo na metrowych długościach fal. Jest obsługiwany przez Narodowe Centrum Radioastrofizyki (NCRA) należące do Instytutu Badań Podstawowych im. Tata w Bombaju. Interferometr GMRT został opracowany i zbudowany pod kierunkiem prof. Govinda Swarupa w latach 1984-1996.
Bazy interferometryczne mają długość do 25 kilometrów. Sieć została niedawno zmodernizowana, dodano do niej nowe odbiorniki radiowe. Znana jest od tego czasu również jako uGMRT – Upgraded Giant Metrewave Radio Telescope. W 2020 roku GMRT została trzecią indyjską placówką naukową nagrodzoną przez Instytut Inżynierów Elektryków i Elektroników (IEEE) za nowatorską inżynierię, zaawansowaną technologię i unikalny wkład naukowy w dziedzinie radioastronomii. To ważne wyróżnienie dla tego wyjątkowego teleskopu, zaprojektowanego, zbudowanego i obsługiwanego przez indyjskich naukowców i inżynierów. Warto jednak dodać, że obecnie GMRT używany jest przez radioastronomów z całego świata, w tym odnoszące sukcesy grupy badawcze z Polski.
GMRT został zaprojektowany w dużej mierze jako nowatorskie narzędzie do badania wczesnego Wszechświata. Jednym z celów budowy teleskopu było poszukiwanie silnie przesuniętych ku czerwieni linii promieniowania neutralnego wodoru na fali 21 cm, pochodzących z pierwotnych kosmicznych zagęszczeń tego gazu. Takie badania pomagają nam zrozumieć dawną epokę formowania się galaktyk we wszechświecie. Jednak to jeszcze nie wszystko – astronomowie wciąż używają anten GMRT do obserwacji wielu różnych obiektów astronomicznych, takich jak obszary HII, galaktyki, pulsary, supernowe czy wiatr słoneczny. W sierpniu 2018 roku z pomocą GMRT odkryto najdalszą ze znanych wówczas galaktyk, znajdującą się w odległości 12 miliardów lat świetlnych stąd.
I choć rozwój radioastronomii jest imponująco szybki, a anteny GMRT mogą być stopniowo zastępowane przez bardzo nowoczesne instrumenty takie jak LOFAR czy ALMA, indyjski interferometr wciąż odnosi spektakularne sukcesy naukowe, a korzystający z niego uczeni nie powiedzieli jeszcze zapewne ostatniego słowa.
 
Czytaj więcej:
•    Strona GMRT
•    GMRT - film video
•    Projekt LOFAR — nowe okno na Wszechświat
•    Obrazy kosmosu uzyskane siecią anten radiowych LOFAR
 
Źródło: NCRA/GMRT
Opracowanie: Elżbieta Kuligowska
Na zdjęciu: Radioteleskopy GMRT. Źródło: NCRA
Źródło: NCRA

GMRT, NCRA. Image Credit: National Centre for Radio Astrophysics/TIFR

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/20-lat-radioteleskopow-gmrt

20 lat radioteleskopów GMRT.jpg

20 lat radioteleskopów GMRT2.jpg

20 lat radioteleskopów GMRT3.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Astronomowie sfotografowali planetoidę o nietypowym kształcie psiej kości
2021-09-14.
Przy pomocy teleskopu VLT międzynarodowy zespół naukowców uzyskał zdjęcia planetoidy Kleopatra, co pozwoliło na dokładne ustalenie parametrów obiektu przypominającego kształtem psią kość. Udział w badaniach mają polscy astronomowie z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Europejskie Obserwatorium Południowe (ESO) poinformowało o nowych wynikach badań uzyskanych przy pomocy teleskopu VLT pracującego na pustyni Atakama w Chile. Naukowcy z zespołu, którym kierował Franck Marchis, astronom z SETI Institute w Mountain View (USA) i Laboratoire d'Astrophysique de Marseille (Francja), postanowili zbadać dokładnie planetoidę (216) Kleopatra.
Obiekt krąży wokół Słońca w głównym pasie planetoid pomiędzy orbitami Marsa i Jowisza. Jest jednak nietypowy. Od momentu pierwszych radarowych obserwacji około 20 lat temu, pozwalających oszacować kształt, uzyskał przezwisko „planetoidy psiej kości” od kształtu, w którym widoczne są dwa płaty połączone „szyją”, podobnego do kości dla psa. W 2008 roku Marchis wraz ze współpracownikami odkrył, że Kleopatra ma dwa księżyce, które nazwano AlexHelios and CleoSelene, od imion dzieci słynnej egipskiej królowej Kleopatry.
„Nauka dokonuje znacznego postępu dzięki badaniom wartości odstających od normy. Sądzę, że Kleopatra jest jednym z takich przypadków i zrozumienie tego skomplikowanego, wielokrotnego systemu asteroidalnego może nam pomóc w dowiedzeniu się czegoś więcej o Układzie Słonecznym” - mówi Franck Marchis.
Najnowsze badania obiektu obejmują analizę zdjęć wykonanych w różnych momentach w latach 2017-2019 przy pomocy instrumentu SPHERE na teleskopie VLT. Odkryto, że jeden z płatów jest większy od drugiego, a długość planetoidy (asteroidy) oszacowano na około 270 kilometrów. Udało się też lepiej określić orbity księżyców asteroidy oraz wyznaczyć na nowo masę (wyszła o 35 proc. mniejsza niż wcześniejsze szacunki). Z kolei znając objętość i masę można określić średnią gęstość planetoidy, która również okazała się mniejsza niż uważano dotychczas.
Gęstość odpowiada mniej więcej połowie gęstości żelaza. Astronomowie przypuszczają, że planetoida Kleopatra ma skład metaliczny, więc mała gęstość sugeruje strukturę porowatą i obiekt może być po prostu „stertą gruzu”. Mógł powstać, gdy ponownie zakumulował się materiał z wielkiego uderzenia.
Gruzowa struktura oraz sposób, w jaki się obraca planetoida, pozwalają też wysnuć hipotezy na temat powstania księżyców. Planetoida obraca się z prędkością bliską krytycznej, czyli takiej, przy której zaczęłaby się rozpadać. Zatem nawet niewielkie uderzenia mogły wybić kamienie z jej powierzchni. Te kamienie mogły następnie uformować księżyce AlexHelios i CleoSelene, co oznacza, że naprawdę Kleopatra „urodziła” swoje satelity.
W badaniach uczestniczyli polscy astronomowie z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wśród nich była dr Edyta Podlewska-Gaca, która zbierała obserwacje fotometryczne wykonane na małych teleskopach (krzywe zmian blasku), które razem z obrazami z instrumentu SPHERE zamontowanego na teleskopie VLT służą do modelowania kształtów planetoid, wyznaczania parametrów fizycznych i określania ich historii dynamicznej.
Poznańscy astronomowie specjalizują się w badaniach planetoid. Opracowali i wykorzystują unikalną metodę wyznaczania kształtu planetoid opartą na algorytmach genetycznych.
„Metoda ta bardzo dobrze sprawdza się w modelowaniu obiektów niewypukłych, dzięki czemu pozwala odwzorować wgłębienia lub duże kratery na powierzchni planetoid. Dzięki tej metodzie można zweryfikować i udokładnić modele otrzymane przy użyciu innych technik”- wskazuje dr Podlewska-Gaca. Jak tłumaczy, kształty planetoid wyznacza się najczęściej z krzywych zmian jasności uzyskanych dla różnych położeń osi obrotu obiektu względem obserwatora. Wówczas daje się obserwować planetoidę pod różnymi kątami, co daje nieco inny kształt krzywej zmian blasku. Właśnie te zmiany niosą cenne informacje o kształcie obiektów.
„Wyznaczone w ten sposób modele planetoid można zweryfikować za pomocą obserwacji zakryć gwiazd przez planetoidy lub poprzez obrazowanie przy dużej rozdzielczości przy użyciu optyki adaptacyjnej, jak to zrobiliśmy w przypadku planetoidy Kleopatra” - kontynuuje badaczka.
Pozostali polscy autorzy publikacji to prof. UAM dr hab. Przemysław Bartczak, dr Grzegorz Dudziński, prof. dr hab. Agnieszka Kryszczyńska, prof. UAM dr hab. Anna Marciniak, prof. dr hab. Tadeusz Michałowski.
Wyniki opisano w dwóch artykułach, które ukazały się w czasopiśmie „Astronomy & Astrophysics”.(PAP)
cza/ agt/
11 zdjęć planetoidy Kleopatra widzianej pod różnymi kątami w trakcie jej rotacji. Fotografie zostały uzyskane w różnych momentach czasu od 2017 do 2019 roku przy pomocy instrumentu Spectro-Polarimetric High-contrast Exoplanet REsearch (SPHERE) na teleskopie VLT należącym do ESO. Źródło: ESO/Vernazza, Marchis et al./MISTRAL algorithm (ONERA/CNRS).

11 zdjęć planetoidy Kleopatra widzianej pod różnymi kątami w trakcie jej rotacji. Fotografie zostały uzyskane w różnych momentach czasu od 2017 do 2019 roku przy pomocy instrumentu Spectro-Polarimetric High-contrast Exoplanet REsearch (SPHERE) na teleskopie VLT należącym do ESO. Źródło: ESO/Vernazza, Marchis et al./MISTRAL algorithm (ONERA/CNRS).

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C89222%2Castronomowie-sfotografowali-planetoide-o-nietypowym-ksztalcie-psiej-kosci

Astronomowie sfotografowali planetoidę o nietypowym kształcie psiej kości.jpg

Astronomowie sfotografowali planetoidę o nietypowym kształcie psiej kości2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Stonehenge w remoncie. Pierwszym od 60 lat
2021-09-14. Bogdan Frymorgen
Rozpoczynają się największe od 60 lat prace renowacyjne w Stonehenge. Mają na celu zabezpieczanie neolitycznego kręgu dla przyszłych pokoleń.
Imponujący krąg stoi od 4 tysięcy lat i sprawia wrażenie, że będzie stał wiecznie. Jednak tworzące go głazy ulęgają erozji, a co szczególnie niepokojące, niszczeje materiał, którego ponad 60 lat temu zastosowano do spojenia potężnych, poziomych granitowych głazów z pionowymi.
Podniesiono je dźwigiem i użyto w tym celu zwykłego betonu. Najnowsze badania wykazały liczne pęknięcia i rysy w spoiwie, co ostatecznie grozi zawaleniem się konstrukcji.
Eksperci już zbudowali odpowiednie rusztowanie. Ich uwaga skupi się szczególnie na jednym zagrożonym głazie, oznaczonym numerem 122. Zostanie on ponownie zespojony z podstawą, na której spoczywa, bardziej odpornym na działanie pogody materiałem.
Natura
Potężne głazy, jakich użyto przy budowie Stonehenge, nie są jednolite. W ich naturalnej strukturze jest wiele pęknięć i otworów. Deszcz potrafi wedrzeć się w głąb kamienia bardzo głęboko. Tam powstają mikroskopijne pokłady wody, która bardzo wolno paruje, a w zimie zamarza, tworząc największe zniszczenia. Tak samo zachowywałby się kamień, gdyby tysiące lat temu nie odłupano go od większej skały i nie przetransportowano do Stonehenge.
Niektórym zjawiskom konserwatorzy mogą zapobiec, ale wobec niektórych są bezradni. Rozpoczynające się właśnie prace renowacyjne mają na celu naprawienie głównie interwencji człowieka, co także jest niezwykle ważne dla bezpieczeństwa i przyszłości całej konstrukcji.
Ważna tradycja
Dokładnie w 1958 roku kilkuletni syn jednego z architektów, którzy wykonywali prace konserwatorskie, zostawił pod opuszczonym ponownie głazem jednofuntową monetę. Richard Woodman-Bailey ma dziś 71 lat i po zakończeniu rozpoczynjących się właśnie prac konserwatorskich zrobi dokładnie to samo.
Tym razem pod potężnym saracenem spocznie dwufuntowa moneta, wybita specjalnie na tę okoliczność przez brytyjską mennicę. Tradycji musi stać się zadość.
Zobacz również:
•    Astronauci-amatorzy polecą na orbitę. Na Ziemię wrócą po 3 dniach
•    Naukowcy chcą odtworzyć mamuty. To realne?
•    Wirusolog z Oxfordu: Płatne szczepienia przeciw Covid-19 to błąd
•    Naukowcy podważają sens trzeciej dawki. Akcje koncernów lecą w dół

Opracowanie:
Joanna Potocka

Źródło>RMF.


Stonehenge - Imponujący krąg stoi od 4 tysięcy lat /pixabay.com /

https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-stonehenge-w-remoncie-pierwszym-od-60-lat,nId,5481632#crp_state=1

Stonehenge w remoncie. Pierwszym od 60 lat.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Co zebrał chiński łowca ciemnej materii?

2021-09-14.
 Naukowcy opublikowali pierwszy zestaw danych dotyczących fotonów gamma zebranych przez Dark Matter Particle Explorer (DAMPE).

 Dark Matter Particle Explorer (DAMPE), znany także jako eksplorator cząstek ciemnej materii, to satelita Chińskiej Akademii Nauk, który został wystrzelony w grudniu 2015 r. W maju 2021 r. DAMPE po raz pierwszy w historii zaobserwował jądra helu przy energii ok. 34 TeV. Teraz z kolei spłynęła pierwsza partia danych z DAMPE, które pomogą w poszukiwaniach ciemnej materii. Zarejestrowane dane obejmują 99 864 fotonów gamma z lat 2016-2018.
Fotony gamma nie niosą ładunku elektrycznego jak protony czy elektrony. To czyni je mniej podatnymi na wpływ pola magnetycznego innych ciał niebieskich i zdarzeń kosmicznych. Mogą także przenosić dokładniejsze informacje o ciemnej materii i pochodzeniu promieni kosmicznych.

Przypuszcza się, że DAMPE od momentu uruchomienia w 2015 r. zebrał dane na temat około 10,7 mld wysokoenergetycznych promieni kosmicznych.

DAMPE został uruchomiony 17 grudnia 2015 roku i jest wynikiem współpracy instytucji badawczych i uniwersytetów we Włoszech, Szwajcarii i Chinach. Narzędzie zostało zaprojektowane w szczególności do poszukiwania pośredniego sygnału rozpadu hipotetycznego kandydata na ciemną materię, zwanego słabo oddziałującymi masywnymi cząstkami.


Źródło>INTERIA.Tech

 DAMPE /materiały prasowe
https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/misje/news-co-zebral-chinski-lowca-ciemnej-materii,nId,5479673

Co zebrał chiński łowca ciemnej materii.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Robotyka kosmiczna i śledzenie satelitów w projektach Politechniki Poznańskiej
2021-09-14.
Na Politechnice Poznańskiej będą realizowane nowe sektorowe projekty badawczo-rozwojowe, wsparte kwotą ponad 19 mln PLN unijnego dofinansowania. Ich przebieg dotyczyć będzie m.in. segmentu obserwacji, nadzoru i śledzenia obiektów satelitarnych, robotyki kosmicznej, a także wykorzystania sztucznej inteligencji w analizie danych.
Umowę na dofinasowanie czterech projektów badawczych z Wielkopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2014-2020 (WRPO 2014+) podpisał w ubiegłym tygodniu w Poznaniu marszałek województwa wielkopolskiego, Marek Woźniak - wraz z rektorem Politechniki Poznańskiej prof. dr. hab. inż. Teofilem Jesionowskim. W ten sposób na realizację inicjatyw zatwierdzono ponad 19 mln PLN dofinansowania, które Politechnika Poznańska wykorzystać ma w realizacji m.in. projekty dotyczące sfery kosmicznej, w tym projektów o nazwie „AEROSFERA 2.0. Stanowisko obserwacji, nadzoru i śledzenia obiektów satelitarnych Politechniki Poznańskiej (SONSOS)” oraz „Ośrodek Testowania Robotów Kosmicznych (OTRK)”. Jeden z projektów poświęcony będzie także wykorzystaniu sztucznej inteligencji w analizie i modelowaniu dużych zbiorów danych medycznych oraz w diagnostyce i terapeutyce medycznej.
„To wydarzenie bez precedensu, bo nigdy się nie zdarzyło, byśmy w jednym czasie podpisywali cztery umowy z jednym beneficjentem o znaczącej wartości - 19 mln zł dofinansowania, a sama wartość projektów jest dużo większa” – podkreślił w okolicznościowej wypowiedzi marszałek Woźniak. Dodał, że projekty realizowane będą w większości na terenie lotniska w Kąkolewie, które uczelnia pozyskała z zasobów powojskowych.
Wśród tych projektów trzy dotyczą właśnie Kąkolewa i wysoko zaawansowanych technologii, które "sięgają kosmosu". Natomiast jeden z nich dotyczy przetwarzania danych medycznych; to projekt, który będzie realizowany w kampusie Politechniki w Poznaniu – też wysoce technologiczne zaawansowany, jak wszystkie z tych projektów.
Marek Woźniak, marszałek województwa wielkopolskiego

Rektor Politechniki Poznańskiej wskazał z kolei, że projekty, które będę realizowane dzięki dofinansowaniu, mają charakter stosowany, rozwojowy i mają wprowadzać nowe rozwiązania, innowacje i konkurencyjność do gospodarki. „Są trochę nakierowane na efekt gospodarczy, albo właściwie całkowicie na efekt komercjalizacji, ale przy okazji włączamy do tego procesu również doktorantów i pracowników uczelni” – stwierdził. Rektor zaznaczył przy tym, że uczelnie wyższe – w tym poznańska Politechnika – odpowiadają za kształcenie przyszłych elit, które mogą wprowadzać do gospodarki innowacje i rozwijać zaawansowane technologie.
Na projekty i programy naukowe, a co za tym idzie rozwój jednostek naukowych, Unia Europejska w minionej perspektywie finansowej przeznaczyła miliardy euro. Z tej puli zarząd Województwa Wielkopolskiego przyznał blisko 125 mln PLN unijnego dofinansowania - z Wielkopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2014-2020, na działania z obszaru wsparcia infrastruktury B+R w sektorze nauki. Beneficjenci tych środków, którymi są wielkopolskie uczelnie, zrealizują projekty o łącznej wartości prawie 225 mln PLN.
Źródło: Politechnika Poznańska/PAP

Ilustracja: ESA-P. Carril [esa.int]

https://www.space24.pl/robotyka-kosmiczna-i-sledzenie-satelitow-w-projektach-politechniki-poznanskiej

Robotyka kosmiczna i śledzenie satelitów w projektach Politechniki Poznańskiej.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Mity wśród gwiazd: Gwiazdozbiór Wielkiej Niedźwiedzicy
2021-09-14. Matylda Kołomyjec
Trzeci największy gwiazdozbiór nocnego nieba, Wielka Niedźwiedzica, został skatalogowany w II wieku przez Ptolemeusza, ale znany był od znacznie dawniejszych czasów. Po dzień dzisiejszy jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych gwiazdozbiorów, gdyż jego część stanowi asteryzm Wielkiego Wozu. Składając się z jasnych gwiazd, jest on widoczny nawet w dużych miastach. Towarzyszą mu na niebie między innymi Smok, Mała Niedźwiedzica, Psy Gończe i Wolarz.
Konstelacja Wielkiej Niedźwiedzicy znana była wielu kulturom i opisana została w dziełach Homera, Biblii a także występuje w licznych mitach i kilku różnych mitologiach. Według starożytnych Greków gwiazdozbiór przedstawia nimfę Kallisto. Należała ona do orszaku bogini Artemidy i przysięgała jej posłuszeństwo. Miała również wyznawać te same co Artemida wartości, co oznaczało między innymi zachowanie dziewictwa; to właśnie tę obietnicę złamała. Kiedy Artemida odkryła, że Kallisto jest w ciąży, wpadła w furię. Tutaj wersje historii się rozchodzą. Według jednej z nich to sama Artemida zamieniła nimfę w niedźwiedzicę. Kilkanaście lat później Kallisto i jej syn, Arkas, zostali pojmani i podarowani w prezencie królowi Arkadii Likaonowi. Uciekli jednak i schronili się w świątyni Zeusa, ojca Arkasa, a bóg uratował ich, umieszczając na niebie jako gwiazdozbiór Wielkiej Niedźwiedzicy i jej strażnika, gwiazdę Arktur.
Według innej wersji Kallisto stała się niedźwiedziem za sprawą Hery – żony Zeusa, która była o nią zazdrosna. Nimfa miała żyć jeszcze wiele lat, błąkając się po lasach, póki nie spotkała swojego syna Arkasa. Młodzieniec nie poznał matki i rozpoczął pościg za uciekającą niedźwiedzicą. Ta schowała się przed nim w świętym gaju. Ktokolwiek postawił stopę między rosnącymi w nim drzewami musiał umrzeć, ale Zeus zlitował się nad nimi i umieścił ich na niebie.
W tej samej mitologii istnieje jeszcze jedno wyjaśnienie, skąd Wielka Niedźwiedzica pojawiła się na niebie. W tym micie nimfy Adrastea i Ida – strzegące małego Zeusa przed jego ojcem, Kronosem – zostały zmienione w gwiazdozbiory Wielkiej i Małej Niedźwiedzicy.
W innych częściach świata Wielka Niedźwiedzica również była rozpoznawana – ale nie zawsze jako niedźwiedź. Te same gwiazdy w Starożytnym Rzymie reprezentowały woła ciągnącego wóz, a w Indiach siedem najjaśniejszych gwiazd konstelacji nosiło imiona Siedmiu Mędrców. W innych miejscach gwiazdozbiór był widziany jako wielbłąd, skunks lub rekin. Natomiast w Ameryce, jak w Grecji, widziano w nim niedźwiedzia, choć zwierzę było reprezentowane tylko przez gwiazdy wyznaczające kształt Wielkiego Wozu, a te, które znajdują się w jego dyszlu, miały być ścigającymi go łowcami. Według mitologii ten nisko widoczny nad horyzontem gwiazdozbiór był związany z nadchodzącą jesienią – liście zmieniające kolor jesienią były barwione na czerwono krwią zranionego niedźwiedzia.
Asteryzm Wielkiego Wozu to najbardziej rozpoznawalna grupa gwiazd – może z wyjątkiem Pasa Oriona. Był przy tym przydatny w nawigacji, ponieważ przedłużając linię wyznaczoną przez bok wozu obserwator natrafi na Gwiazdę Polarną. Z drugiej strony, przedłużając dyszel Wozu można znaleźć gwiazdę Arktur, której nazwa oznacza „strażnika niedźwiedzia”, a dalej na tej samej linii znajduje się Spica, jedna z najjaśniejszych gwiazd na niebie.
W 1869 roku Richard A. Proctor, angielski astronom, odkrył, że wiele gwiazd Wielkiej Niedźwiedzicy porusza się w z podobną prędkością w kierunkach, które sugerują, że ich ruch zaczął się w tym samym punkcie, w tym samym czasie. Grupa tych gwiazd została nazwana Collinder 285 (albo również, w języku angielskim, Ursa Major Moving Group). Należy do niej większość gwiazd Wielkiego Wozu, w tym Alioth (ε UMa), najjaśniejsza gwiazda Wielkiej Niedźwiedzicy. Oddalony od nas o 81 lat świetlnych, jest częścią ogona Niedźwiedzicy – lub dyszla Wozu – a jego nazwa oznacza „gruby ogon owcy”.
Druga co do jasności gwiazda konstelacji – Dubhe (α UMa), nazwa pochodząca od arabskiego słowa „niedźwiedź” – nie należy do grupy Collinder 285. Jest natomiast olbrzymem i gwiazdą spektroskopowo podwójną. Niewiele dalej niż rok świetlny od niej znajduje się druga gwiazda podwójna, co czyni α UMa systemem złożonym z czterech gwiazd.
W środku dyszla Wielkiego Wozu znajdują się kolejne ciekawe gwiazdy, Mizar i Alkor, obie pod nazwą Zeta Ursea Majoris. Mizar, gwiazda jaśniejsza, oddalona od nas o niewiele więcej, niż 82 lata świetlne, to pierwsza gwiazda podwójna, jaka została sfotografowana (John A. Whipple, George P. Bond, 1857). Alkor, o którym od 2009 roku wiadomo, że również jest gwiazdą podwójną, znany jest również pod nazwami Saidak czy Suha. Obie gwiazdy – Alkor i Mizar –należą do grupy Collinder 285.
Jednak chyba najwięcej uwagi może zwrócić gwiazda niewidoczna gołym okiem: czerwony karzeł z własnym układem planetarnym, oddalony od Słońca o 8,3 roku świetlnego. Poświęcono jej wiele lat badań, dopiero niedawno potwierdzając istnienie drugiej z krążących wokół niej planet. Ta gwiazda to Lalande 21185 – inspiracja powieści Janusza Zajdla z 1966 roku właśnie pod takim tytułem.
Nie są to jedyne ciekawe – ani jedyne podwójne! – gwiazdy Wielkiej Niedźwiedzicy. Ale prócz gwiazd w obrębie gwiazdozbioru znajdują się również obiekty głębokiego nieba, na przykład Galaktyka Bodego (M81). Niedaleko niej można zobaczyć przepiękną Galaktykę Cygaro (M82), w której centrum gwiazdy powstają dziesięć razy szybciej niż w naszej Drodze Mlecznej. Natomiast tuż pod Wielkim Wozem na nocnym niebie świeci Mgławica Sowa.
lustracja pochodzi z dzieła Jana Heweliusza pod tytułem “Uranographia” i przedstawia rysunek Wielkiej Niedźwiedzicy na tle gwiazd tworzących jej konstelację. Źródło: Wikimedia Commons

Powyższy fragment mapy nieba przedstawia gwiazdozbiór Wielkiej Niedźwiedzicy w towarzystwie otaczających go konstelacji. Białymi okręgami zaznaczone zostały obiekty katalogu Messiera. Źródło: Wikimedia Commons


https://astronet.pl/autorskie/mity-wsrod-gwiazd/mity-wsrod-gwiazd-gwiazdozbior-wielkiej-niedzwiedzicy/

Mity wśród gwiazd Gwiazdozbiór Wielkiej Niedźwiedzicy.jpg

Mity wśród gwiazd Gwiazdozbiór Wielkiej Niedźwiedzicy2.jpg

Mity wśród gwiazd Gwiazdozbiór Wielkiej Niedźwiedzicy3.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kosmonauci Nowicki i Dubrow podczas spaceru VKD-50 wykonali kolejne połączenia modułu Nauka z resztą ISS
2021-09-14.
Rosyjscy astronauci Oleg Nowicki i Piotr Dubrow wyszli drugi raz w przeciągu 6 dni na zewnątrz Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, aby wykonać kolejne prace poświęcone integracji modułu badawczego MLM-U Nauka z resztą stacji.
Spacer o oznaczeniu VKD-50 został przeprowadzony 9 września 2021 r. Kosmonauci otworzyli właz z modułu Poisk o 16:51 czasu polskiego, oficjalnie rozpoczynając wyjście.
Głównymi zadaniami spaceru było dokończenie podłączenia linii komunikacyjnej Ethernet do modułu oraz instalacja kolejnych okablowań: systemów telewizyjnych, systemu dokowania Kurs-P, a także instalacja poręczy spacerowych na nowym module i płyt zewnętrznych eksperymentu Biorisk.
Spacer był kontynuacją poprzedniego wyjścia VKD-49, podczas którego udało się podłączyć Naukę do amerykańskiego systemu zasilania stacji z dużych paneli słonecznych oraz rozpoczęto wykonywanie połączeń Ethernet.
Na samym początku spaceru kosmonauci wykonali zdjęcia statku towarowego Progress MS-17. Rosyjscy inżynierowie chcieli zobaczyć czy anteny systemu dokowania nie zostały w nim uszkodzone. Wcześniejsze starty Progressów cechowały bowiem problemy z dokowaniem, których powodem było mechaniczne uszkodzenie anten podczas lotu rakietowego. Chciano sprawdzić czy wprowadzone poprawki w technice odrzucenia osłony aerodynamicznej rakiety przyniosły oczekiwany skutek.
Potem Nowicki przystąpił do usunięcia niepotrzebnej już rolki na kabel Ethernet z modułu Poisk. Dubrow w tym czasie instalował poręcze na jednej ze ścian modułu MLM-U Nauka. Następnie obaj astronauci przystąpili do wykonania połączeń kablowych. Należało dokończyć połączenie Ethernet między amerykańskim segmentem ISS a Nauką. Prace nad tym połączeniem zostały rozpoczęte podczas poprzedniego wyjścia.
Następnie Nowicki z Dubrowem wykonali połączenia między modułem Zwiezda i Nauką. W zestawach kabli znajdowały się połączenia Ethernet, para kabli z systemów telewizyjnych, oraz połączenie antenowe między modułami systemu dokowania Kurs-P.
Około godziny 22:00 czyli ponad 5 godzin od początku spaceru astronauci zakończyli wykonywanie wszystkich połączeń. Początkowo pojawiły się problemy z połączeniem Ethernet, ale po rozłączeniu i podłączeniu ponownym wtyczki połączenie zaczęło działać.
Nowicki wrócił do śluzy Poisk, aby zabrać przygotowaną platformę biologiczną Biorisk do badania zachowania bakterii wystawionych na środowisko kosmiczne. Początkowo pojemniki tego eksperymentu miały być zamontowane na module Nauka. Opóźnienia w montażu odpowiednich elementów dostępowych zmusiły zespół misji do wybrania tymczasowego miejsca tego eksperymentu na module Poisk.
Ostatnim zadaniem wyjścia okazało się być wyrzucenie rolki na kable Ethernet, która została zdemontowana na samym początku spaceru oraz innych niepotrzebnych elementów. Nowicki ustawił się w odpowiednim miejscu i ręcznie odrzucił zbędny sprzęt w kierunku przeciwnym do ruchu stacji. Rolka i pozostałe rzeczy spłoną w przyszłości w atmosferze.
Astronauci następnie wrócili do Poisk, zamykając za sobą właz o 0:16 w nocy czasu polskiego. Spacer trwał łącznie 7 godzin i 25 minut. Dla pary kosmonautów był to trzeci wspólny spacer kosmiczny i również dla każdego trzeci w karierze. Na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej przeprowadzono łącznie 243 spacery kosmiczne. W 2021 roku na świecie wykonano 13 spacerów kosmicznych - 11 na ISS i 2 na Chińskiej Stacji Kosmicznej.
 
 
Więcej informacji:
•    Informacja prasowa agencji Roskosmos o przeprowadzonym spacerze (w jęz. rosyjskim)
 
Na podstawie: Russianspaceweb/Roskosmos/NASA
Opracował: Rafał Grabiański
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/kosmonauci-nowicki-i-dubrow-podczas-spaceru-vkd-50-wykonali-kolejne-polaczenia-modulu

Kosmonauci Nowicki i Dubrow podczas spaceru VKD-50 wykonali kolejne połączenia modułu Nauka z resztą ISS.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

SpaceX zaczyna budowę drugiej powłoki satelitów Starlink
2021-09-14.
Z kosmodromu Vandenberg w Kalifornii wystartowała rakieta Falcon 9 firmy SpaceX, wynosząc na orbitę zestaw 51 satelitów Starlink wersji V1.5. Był to pierwszy start poświęcony budowie drugiej powłoki orbitalnej tej sieci.
Misję przeprowadzono 15 września 2021 r. Rakieta Falcon 9 wystartowała ze stanowiska SLC-4E w Vandenberg o 5:55 rano czasu polskiego. Lot przebiegł pomyślnie. Po ponad 15 minutach od startu górny stopień rakiety wypuścił wszystkie 51 satelitów. Z każdym z nich stacje naziemne nawiązały później kontakt.
W locie o oznaczeniu Starlink 2-1 wykorzystano dolny stopień rakiety Falcon 9 o numerze B1049. Był to już 10. start tego członu. Poprzednio za jego pomocą wykonano misje: Telstar 18 VANTAGE, Iridium-NEXT 8, Starlink V0.9, Starlink L2, Starlink L7, Starlink L10, Starlink L15, Starlink L17 oraz Starlink L25.
Po raz dziesiąty również dolny stopień powrócił na Ziemię. Po wykonanej pracy odłączył się od reszty rakiety i wylądował o własnym napędzie na barce OCISLY położonej na Oceanie Spokojnym.

Nowe satelity Starlink, nowa powłoka orbitalna
Starlink to – budowana przez firmę SpaceX – sieć satelitów telekomunikacyjnych na niskiej orbicie okołoziemskiej, która ma zapewnić tani dostęp do sieci Internet w miejscach, gdzie naziemne usługi są zawodne bądź w ogóle niedostępne.
Do tej pory wysłano za pomocą ponad 30 misji 1740 satelitów tej sieci. Firma SpaceX potrzebowała 1584 działających statków, aby zakończyć budowę pierwszej powłoki orbitalnej o wysokości 550 km i inklinacji 53 stopni. Ostatni start poświęcony temu celowi wykonano w maju 2021 r.
Dzisiejszy start to pierwszy, w którym satelity Starlink wysłano na powłokę o wysokości 570 km i inklinacji 70 stopni. Docelowo ma się na niej znaleźć 720 satelitów. Na innych orbitach polarnych o wysokości 560 km i inklinacji 98 stopni ma zostać wysłanych ponad 500 satelitów. Na razie na tej powłoce znajduje się 13 aktywnych statków.
W misji Starlink 2-1 zadebiutowała kolejna generacja satelitów, oznaczana przez SpaceX jako V1.5. Statki posiadają ulepszone systemy międzysatelitarnej komunikacji laserowej.
Każdy z satelitów Starlink poprzedniej generacji (V1) ma masę około 260 kg i jest wyposażony w anteny obsługujące pasma radiowe Ka i Ku. Statki mają zamontowane specjalne osłony zmniejszające odbijanie promieni słonecznych od anten. Po wypuszczeniu na orbicie rozkładają swoje pojedyncze panele słoneczne i po testach działania każde z urządzeń odpala silniki jonowe Halla, by trafić na docelową orbitę kołową.
W ramach testowej usługi beta z dostępu do Internetu przez satelity Starlink korzysta już kilkanaście tysięcy użytkowników. Internet z satelitów można testować poza Stanami Zjednoczonymi w Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Australii, Nowej Zelandii, Francji, Austrii, Holandii, Belgii, Irlandii, Danii, Portugalii, Szwajcarii, Chile, a od września 2021 r. również w Polsce.

Podsumowanie
Był to 22. start rakiety Falcon 9 w 2021 roku. Firma SpaceX dominuje rynek startów orbitalnych, z czego zdecydowana większość lotów poświęcona jest budowie własnej sieci telekomunikacyjnej Starlink. Już w środę planowany jest następny lot tej rakiety, tym razem jednak załogowy.
Z kosmodromu Cape Canaveral na Florydzie ma wystartować 15 września misja Inspiration4. W statku Crew Dragon na niską orbitę wyniesiona zostanie 4-osobowa załoga. Będzie to pierwsza prywatna misja załogowa SpaceX i pierwszy załogowy lot statku Dragon, którego celem nie będzie Międzynarodowa Stacja Kosmiczna.
Na świecie przeprowadzono już 81 udanych lotów orbitalnych w tym roku.
 
 
Więcej informacji:
•    Oficjalna strona sieci Starlink
 
Na podstawie: NSF/SpaceX
Opracował: Rafał Grabiański
 
Na zdjęciu: Rakieta Falcon 9 startująca z misją Starlink L27 z przylądka Cape Canaveral 9 maja 2021 r. Źródło: SpaceX.
Starlink Mission
https://www.youtube.com/watch?v=4372QYiPZB4&t=1106s

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/spacex-zaczyna-budowe-drugiej-powloki-satelitow-starlink

SpaceX zaczyna budowę drugiej powłoki satelitów Starlink.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nowe badania przybliżają nas do poznania supermasywnych czarnych dziur
2021-09-14.
Galaktyki są siedliskiem supermasywnych czarnych dziur, które mają masy od milionów do miliardów razy większe niż nasze Słońce. Kiedy galaktyki się zderzają, pary supermasywnych czarnych dziur w ich centrach również znajdują się na kursie kolizyjnym. Zanim dwie czarne dziury zderzą się ze sobą, mogą minąć miliony lat. Kiedy odległość między nimi jest wystarczająco mała, podwójne czarne dziury zaczynają wytwarzać falowanie czasoprzestrzeni, które nazywamy falami grawitacyjnymi.
Fale grawitacyjne po raz pierwszy zaobserwowano w 2015 roku, ale wykryto je z dużo mniejszych czarnych dziur, które mają masy dziesiątek mas Słońca. Fale grawitacyjne z supermasywnych czarnych dziur stanowią zagadkę dla naukowców. Ich odkrycie byłoby nieocenione dla zrozumienia, w jaki sposób tworzą się i ewoluują galaktyki i gwiazdy, a także odkrycie pochodzenia ciemnej materii.

Najnowsze badania prowadzone przez dr Borisa Goncharova i prof. Ryana Shannona – obaj z OzGrav – próbowały rozwiązać tę zagadkę. Wykorzystując najnowsze dane z australijskiego eksperymentu znanego jako Parkes Pulsar Timing Array, zespół naukowców poszukiwał tych tajemniczych fal grawitacyjnych pochodzących od supermasywnych czarnych dziur.

W eksperymencie zaobserwowano pulsary radiowe: niezwykle gęste zapadnięte jądra masywnych nadolbrzymów, (zwanych gwiazdami neutronowymi), które emitują fale radiowe. Czas nadejścia tych impulsów jest niezwykle precyzyjny, podczas gdy tło fal grawitacyjnych spowalnia i przyspiesza czas nadejścia impulsów w przewidywalny sposób na całym niebie, mniej więcej o tę samą wartość we wszystkich pulsarach. Naukowcy odkryli, że czasy dotarcia tych fal radiowych wykazują odchylenia o podobnych właściwościach, jakich oczekujemy od fal grawitacyjnych. Potrzeba jednak więcej danych, aby stwierdzić, czy czasy dotarcia fal radiowych są skorelowane we wszystkich pulsarach na całym niebie. Podobne wyniki zostały uzyskane przez zespoły a Ameryki Północnej i Europy. Ta współpraca, wraz z grupami z Indii, Chin i Ameryki Południowej, aktywnie łączy zbiory danych w ramach International Pulsar Timing Array, aby poprawić pokrycie nieba.

Odkrycie to jest uważane za prekursora w wykrywaniu fal grawitacyjnych z supermasywnych czarnych dziur. Jednak dr Goncharov i jego współpracownicy zwrócili uwagę, że obserwowane zmiany w czasach dotarcia fal radiowych mogą być również spowodowane szumem wewnętrznym pulsara. Dr Goncharov powiedział: Aby dowiedzieć się, czy obserwowany „wspólny” dryf ma pochodzenie fal grawitacyjnych, czy też sygnał fal grawitacyjnych znajduje się głębiej w szumie, musimy kontynuować pracę z nowymi danymi z rosnącej liczby matryc czasowych pulsarów na całym świecie.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
OzGrav

Urania

Symulacja zderzających się dwóch czarnych dziur. Źródło: NASA

https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2021/09/nowe-badania-przyblizaja-nas-do.html

Nowe badania przybliżają nas do poznania supermasywnych czarnych dziur.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Znamy laureatów nagród Polskiego Towarzystwa Astronomicznego
2021-09-14.
Prof. Romuald Tylenda został laureatem Medalu Bohdana Paczyńskiego. Z kolei Nagrodę i Medal im. Włodzimierza Zonna otrzymały dwie organizacje: Pałucko-Pomorskie Stowarzyszenie Astronomiczno-Ekologiczne oraz Polskie Towarzystwo Miłośników Astronomii (nagroda specjalna), a Nagrodę Młodych PTA – dr Joanna Drążkowska.
Polskie Towarzystwo Astronomiczne (PTA) zrzesza zawodowych astronomów. Pełni rolę reprezentacji środowiska astronomicznego i od wielu lat przyznaje trzy prestiżowe nagrody. Najważniejszą jest Medal Bohdana Paczyńskiego przyznawany za wybitny dorobek naukowy. Jest to najwyższe odznaczenie PTA, po raz pierwszy przyznane w 2013 roku. Drugą z nagród jest Medal im. Włodzimierza Zonna za popularyzację wiedzy o Wszechświecie. To wyróżnienie jest jednym z najstarszych w Polsce dotyczących popularyzacji nauki. PTA przyznaje je od 1983 roku. Trzecim wyrazem uznania jest Nagroda Młodych PTA dla astronomów w wieku do 35 lat, z wyróżniającym dorobkiem naukowym, przyznawana od 1970 roku. Wszystkie trzy nagrody przyznawane są obecnie co dwa lata i ogłaszane podczas Zjazdów Polskiego Towarzystwa Astronomicznego.
W tym roku w dniach 13-17 września 2021 r. odbywa się 40. Zjazd Polskiego Towarzystwa Astronomicznego, którego wirtualnym gospodarzem jest Szczecin. Konferencja prowadzona jest wyjątkowo w formie hybrydowej (dzień otwarcia) i online (pozostałe dni).
 
Medal Bohdana Paczyńskiego
Patronem tej nagrody jest prof. Bohdan Paczyński (1940-2007), jeden z najwybitniejszych polskich astronomów, który wniósł znaczący wkład w wiele dziedzin astrofizyki, m.in. w teorię ewolucji gwiazd, badania dysków akrecyjnych, mikrosoczewkowania grawitacyjnego i rozbłysków gamma.
Kapituła Medalu Bohdana Paczyńskiego postanowiła wyróżnić prof. Romuald Tylendę za pierwsze potwierdzenie obserwacyjne zderzeń pomiędzy dwoma gwiazdami.
Romuald Tylenda urodził się 10 kwietnia 1948 roku w Suwałkach. Swoją przygodę z astronomią rozpoczął w 1965 roku od studiów na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Zainspirowały go do tego zajęcia z astronomii prowadzonego przez nauczyciela geografii w liceum. Praca magisterska Tylendy dotyczyła radiowych obserwacji Słońca, obronił ją w 1970 roku. Następnie rozpoczął dwuletnie asystenckie studia przygotowawcze, po których uzyskał zatrudnienie jako asystent. Pracę doktorską obronił w 1976 roku, badając w niej Nową Delfina 1967 na podstawie widm uzyskanych przez promotora prof. Andrzej Woszczyka i publikując cykl prac w „Acta Astronomica” na temat modeli fotojonizacyjnych otoczki powstałej po wybuchu nowej. W 1978 roku wyjechał na stypendium w Oksfordzie, a po powrocie rozpoczął pracę w Centrum Astronomicznym im. Mikołaja Kopernika PAN (w 1979 roku). Jego zainteresowania naukowe skupiały się na dyskach akrecyjnych i mgławicach planetarnych, m.in. opracował katalog galaktycznych mgławic planetarnych, cytowany około 500 razy, z kolei jedna z prac na temat analizy promieniowania z optycznie cienkich dysków akrecyjnych ma około 200 cytowań.
W styczniu 2002 roku Profesor Tylenda zainteresował się naturą rozbłysków nowych czerwonych, po wybuchu V838 Monocerotis. Po kilku latach badań, w 2006 roku, jako wytłumaczenie zaproponował, że źródłem wybuchu V838 Monocerotis była koalescencja dwóch gwiazd. Hipoteza ta wyjaśnia wszystkie główne aspekty obserwacyjne tego obiektu, jak i innych czerwonych nowych.
Dowód obserwacyjny Profesor przedstawił w 2011 roku, po analizie archiwalnych danych obserwacyjnych dla V1309, czerwonej nowej obserwowanej w gwiazdozbiorze Skorpiona w 2008 roku. Okazało się, że obiekt ten był systematycznie monitorowany w ramach polskiego projektu OGLE od 2001 roku. Profesor Tylenda przeprowadził analizę danych fotometrycznych zebranych przez OGLE. Warto dodać, iż projekt OGLE został zainicjowany m.in. przez prof. Bohdana Paczyńskiego.
Badania koalescencji (zderzania się) czarnych dziur, gwiazd neutronowych oraz gwiazd normalnych to jedna z najdynamiczniejszych rozwijających się obecnie gałęzi astrofizyki. Wyjaśnienie natury czerwonych nowych jest spektakularnym zwieńczeniem długoletniej kariery naukowej prof. Romualda Tylendy.
 
Medal i Nagroda im. Włodzimierza Zonna
Nagroda ta nawiązuje do prof. Włodzimierza Zonna (1905-1975), który miał wybitny talent popularyzatorski. Jego wykłady cieszyły się popularnością porównywalną z koncertami rockowymi, a książki rozchodziły się w wielotysięcznych nakładach. Miał też duże zasługi dla upowszechniania wiedzy o Wszechświecie podczas obchodów 500-lecia urodzin Mikołaja Kopernika (w 1973 roku).
Medal i Nagrodę im. Włodzimierza Zonna otrzymały w tym roku dwie organizacje zajmujące się popularyzacją astronomii. Pierwszą jest Pałucko-Pomorskie Stowarzyszenie Astronomiczno-Ekologiczne (PPSAE).
Organizacja ta ma swoje początki 20 lat temu w wyniku połączenia kilku nieformalnych klubów i kół miłośników astronomii Szubińskiego Koła Przyjaciół Astronomii „SzKaPA”, Bydgoskiego Klubu Astronomicznego „Antares” oraz Szkolnego Koła Astronomicznego „Milky Way” z Borówna. PPSAE zajmuje się popularyzacją astronomii. Co roku organizuje Ogólnopolski Zlot Miłośników Astronomii (OZMA), który jest najstarszą tego rodzaju inicjatywą w Polsce.
We wsi Niedźwiady niedaleko Szubina stowarzyszenie wybudowało największe amatorskie obserwatorium astronomiczne w naszym kraju. Znajduje się w nim kilka samodzielnie zbudowanych teleskopów i pawilonów obserwacyjnych, w tym teleskop o średnicy 60 cm, nazwany Roland.
Po zdobyciu przez stowarzyszenie środków na remont budynku szkoły znajdującej się na terenie obserwatorium, w 2020 roku powstało Centrum Astronomiczno-Kulturalne w Niedźwiadach.
Drugą nagrodzoną organizacją jest Polskie Towarzystwo Miłośników Astronomii (PTMA). W tym przypadku jest to nagroda specjalna w związku ze zbliżającym się stuleciem PTMA. Jest ono niejako bliźniaczą organizacją w stosunku do PTA – PTMA zrzesza miłośników astronomii, a PTA astronomów zawodowych. Polskie Towarzystwo Miłośników Astronomii ma bardzo duże zasługi dla popularyzacji astronomii w społeczeństwie. Wiele polskich planetariów powstało z inicjatywy PTMA. Organizacja budowała też własne teleskopy i obserwatoria astronomiczne. PTMA jest również współwydawcą (razem z PTA) czasopisma „Urania – Postępy Astronomii” (przy czym dawniejsza historia i początki „Uranii” są związane właśnie z PTMA).

Nagroda Młodych PTA
Nagrodę Młodych PTA otrzymała dr Joanna Drążkowska. Laureatka ukończyła studia magisterskie na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu w 2011 roku. Doktorat obroniła w 2014 roku na Uniwersytecie Ruprechta i Karola w Heidelbergu (Niemcy). Obecnie pracuje na Uniwersytecie Ludwika i Maksymiliana w Monachium (Niemcy). W swojej pracy naukowej analizuje formowanie się układów planetarnych, a w szczególności procesy ewolucji składowej stałej dysków protoplanetarnych, począwszy od koagulacji pyłu, poprzez tzw. niestabilność strumieniową, kolaps wskutek samograwitacji zgęstek ciał o rozmiarach centymetrowych, a skończywszy na formowaniu się planetozymali.
Dr Drążkowska jest autorką lub współautorką 19 artykułów naukowych publikowanych w czołowych astronomicznych czasopismach naukowych (np. „Astronomy & Astrophysics”, „The Astrophysical Journal”), a także jednej publikacji w „Science”. O znaczeniu jej prac świadczy wskaźnik Hirscha równy 12, oraz 563 cytowania. Laureatka jest także recenzentką w kilku czasopismach naukowych (m.in. „Nature Astronomy”). W 2021 roku otrzymała wyróżnienie „Astronomy & Astrophysics Early Career Award” za jedną z prac opublikowanych na łamach „Astronomy & Astrophysics”.

Więcej informacji:
•    Polskie Towarzystwo Astronomiczne
•    Lista wszystkich laureatów nagród
 
(jest to treść komunikatu prasowego Polskiego Towarzystwa Astronomicznego)
 
Na zdjęciu:
Prof. Romuald Tylenda - laureat Medalu Bohdana Paczyńskiego. Fot.: PTA.
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/znamy-laureatow-nagrod-polskiego-towarzystwa-astronomicznego

Znamy laureatów nagród Polskiego Towarzystwa Astronomicznego.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Potencjalny impakt w Jowisza
2021-09-15. Krzysztof Kanawka
Astronom amator zaobserwował potencjalny impakt planetoidy lub komety w Jowisza.
W nocy z 13 na 14 września 2021 brazylijski astronom amator José Luis Pereira zaobserwował nagłe i krótkotrwałe pojaśnienie na tarczy Jowisza. Zjawisko można zobaczyć na poniższym nagraniu. Moment zjawiska nastąpił o 01:39 CEST.
Jest to prawdopodobnie uderzenie małej komety lub planetoidy w atmosferze zjawiska. Obiekt prawdopodobnie miał średnicę kilkudziesięciu metrów (lub nieco więcej) – gdyby był większy (rzędu kilometrów), wówczas mógłby już figurować na liście znanych planetoid lub komet.
Jowisz w naszym Układzie Słonecznym działa niczym “tarcza”, często przyciągając małe obiekty, takie jak planetoidy czy komety. Od kilku lat niektóre z takich impaktów są obserwowane “na żywo” przez astronomów amatorów. Poprzedni raz o podobnym uderzeniu pisaliśmy w 2019 roku, wcześniej w 2016 roku, a wcześniej w 2012 roku i jeszcze o dwóch impaktach w 2010 roku. Pewnym jest, że uchwycone zjawiska to ledwie ułamek wszystkich uderzeń w największą planetę naszego Układu Słonecznego.
(FA)
Impact on the planet Jupiter.
Potencjalne uderzenie małego obiektu w Jowisza – 13/14.09.2021 / Credits – Jose Luis Pereira
https://www.youtube.com/watch?v=hVSU_TJlSjY

https://kosmonauta.net/2021/09/potencjalny-impakt-w-jowisza/

Potencjalny impakt w Jowisza.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Astronauci-amatorzy polecą na orbitę. Na Ziemię wrócą po 3 dniach
2021-09-15. Joanna Potocka
W nocy planowany jest start misji firmy SpaceX Inspiration 4 na orbitę okołoziemską. To pierwsza tego typu prywatna misja złożona w pełni z amatorów. Czworo członków załogi ma spędzić na orbicie trzy dni.
Start należącej do SpaceX rakiety Falcon 9 z kapsułą Crew Dragon z kosmodromu NASA na Florydzie planowany jest na godzinę 2:0 w nocy czasu polskiego (20 czasu lokalnego).
Statek ma zostać wyniesiony na tzw. niską orbitę okołoziemską (LEO) i wrócić na Ziemię po trzech dniach.
Na pokładzie Dragona będzie czwórka astronautów-amatorów. Szefem misji jest biznesmen-miliarder oraz pilot-kaskader Jared Isaacman, który wykupił też miejsca na pokładzie dla trzech pozostałych członków załogi: lekarki Hayley Arceneaux, geologa Siana Proctora, który ma pełnić rolę pilota, oraz informatyka Chrisa Sembroskiego.
Będzie to pierwsza misja na orbitę bez udziału zawodowych astronautów z NASA lub innych agencji kosmicznych. Wszyscy członkowie załogi przeszli jednak sześciomiesięczne szkolenie, mające przygotować ich na wymogi podróży.
Turystyka kosmiczna (nie) dla każdego
Cel misji - a przynajmniej jeden z nich - jest charytatywny: zebranie od darczyńców 200 mln dolarów dla szpitala St. Jude Children's Research Hospital, gdzie pracuje trójka uczestników lotu.
To także kolejny krok ku rozwojowi turystyki kosmicznej i debiut pod tym względem firmy SpaceX Elona Muska. Choć płacący klienci wyruszali już kilkukrotnie na orbitę za pomocą rosyjskiej rakiety Sojuz na Międzynarodową Stację Kosmiczną, były to rzadkie przypadki, a loty odbywały się w towarzystwie zawodowych astronautów lub kosmonautów.
prywatna misja złożona w pełni z amatorów. Czworo członków załogi ma spędzić na orbicie trzy dni.
Start należącej do SpaceX rakiety Falcon 9 z kapsułą Crew Dragon z kosmodromu NASA na Florydzie planowany jest na godzinę 2:0 w nocy czasu polskiego (20 czasu lokalnego).
Statek ma zostać wyniesiony na tzw. niską orbitę okołoziemską (LEO) i wrócić na Ziemię po trzech dniach.
Na pokładzie Dragona będzie czwórka astronautów-amatorów. Szefem misji jest biznesmen-miliarder oraz pilot-kaskader Jared Isaacman, który wykupił też miejsca na pokładzie dla trzech pozostałych członków załogi: lekarki Hayley Arceneaux, geologa Siana Proctora, który ma pełnić rolę pilota, oraz informatyka Chrisa Sembroskiego.
Będzie to pierwsza misja na orbitę bez udziału zawodowych astronautów z NASA lub innych agencji kosmicznych. Wszyscy członkowie załogi przeszli jednak sześciomiesięczne szkolenie, mające przygotować ich na wymogi podróży.
Turystyka kosmiczna (nie) dla każdego
Cel misji - a przynajmniej jeden z nich - jest charytatywny: zebranie od darczyńców 200 mln dolarów dla szpitala St. Jude Children's Research Hospital, gdzie pracuje trójka uczestników lotu.
To także kolejny krok ku rozwojowi turystyki kosmicznej i debiut pod tym względem firmy SpaceX Elona Muska. Choć płacący klienci wyruszali już kilkukrotnie na orbitę za pomocą rosyjskiej rakiety Sojuz na Międzynarodową Stację Kosmiczną, były to rzadkie przypadki, a loty odbywały się w towarzystwie zawodowych astronautów lub kosmonautów.

Z kolei pierwsze komercyjne loty rywali SpaceX - Blue Origin i Virgin Galactic - docierały jedynie na granicę przestrzeni kosmicznej, spędzając w stanie nieważkości tylko kilka minut.
Po Inspiration 4 w planach są już teraz cztery kolejne prywatne loty cywilów, z czego pierwszy planowany jest na styczeń 2022 r. Ambicje SpaceX sięgają jeszcze dalej - Musk chce w ciągu najbliższych lat wysłać prywatny lot w orbitę wokół Księżyca. Do tego potrzebne będzie ukończenie prac nad statkiem Starship, który docelowo ma służyć też w załogowych lotach na Marsa.
Poza SpaceX, w tym roku planowane są dwa inne prywatne loty na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS) - w październiku przyleci tam rosyjska ekipa mająca nakręcić tam film fabularny, a w grudniu na pokładzie Sojuza wyruszy tam japoński miliarder Yusaku Maezawa.
Źródło:PAP
https://www.rmf24.pl/nauka/news-astronauci-amatorzy-poleca-na-orbite-na-ziemie-wroca-po-3-dn,nId,5483661#crp_state=1

Astronauci-amatorzy polecą na orbitę. Na Ziemię wrócą po 3 dniach.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Czwarty obraz wybuchu tej samej supernowej pojawi się na niebie w 2037 roku. Jak to możliwe?
2021-09-15..

Radek Kosarzycki

Trzy obrazy wybuchu supernowej Requiem dotarły do Ziemi już kilka lat temu. Czwarty leci okrężną drogą, więc jeszcze trochę mu to zajmie. Poczekamy.
Momentu, w którym dojdzie do wybuchu supernowej, nie da się przewidzieć. Wiemy o tym np. z badań nad Betelgezą, pobliską gwiazdą, która zbliża się do końca swojego życia. Jedyne, co można o niej powiedzieć, to że eksploduje ona jako supernowa w ciągu najbliższego miliona lat. Może jutro, a może dopiero za 475 392 lata. Nie da się tego niestety dokładnie ustalić.
Jest jednak jedna wyjątkowa sytuacja, w której da się mniej więcej ustalić, kiedy zobaczymy wybuch supernowej na niebie.
W 2016 r. Kosmiczny Teleskop Hubble’a wykonał zdjęcie gromady galaktyk odległej od nas o 4 miliardy lat świetlnych. Na zdjęciu tym jeden z badaczy dostrzegł nietypowy obiekt. Na pierwszy rzut oka wyglądał on jak odległa galaktyka, znajdująca się jeszcze dalej niż badana gromada. Ku zaskoczeniu badaczy na zdjęciach tego samego regionu nieba wykonanych 3 lata później obiektu już nie było. Nie mogła to zatem być galaktyka.
Dokładniejsza analiza zdjęcia wykazała, że ów obiekt w rzeczywistości był wybuchem supernowej, ale co ciekawe - tę samą supernową widać w trzech różnych miejscach na zdjęciu gromady galaktyk.
Okazało się, że do wybuchu supernowej doszło w galaktyce znajdującej się aż 10 miliardów lat świetlnych od Ziemi, daleko za obserwowaną przez naukowców gromadą galaktyk. Dzięki zjawisku soczewkowania grawitacyjnego potężna masa gromady galaktyk zakrzywiała jednak promienie biegnące od odległej galaktyki tak, że wokół niej powstały trzy obrazy tej samej eksplozji. Każdy z tych obrazów charakteryzuje się nieco inną jasnością i barwą, co z kolei wskazuje na to, że każdy z nich przedstawia nieco inny etap eksplozji supernowej.
Co więcej, w oparciu o model rozkładu ciemnej materii w gromadzie galaktyk oddalonej od nas o 4 mld lat świetlnych, badacze oszacowali, że czwarty obraz wybuchu tej samej supernowej - którą nazwano Requiem - powinien stać się widoczny w okolicach 2037 r. Dlaczego akurat wtedy? Każdy z tych obrazów ma swoje źródło 10 mld lat temu w odległej galaktyce. W toku podróży przez przestrzeń każdy z nich pokonuje jednak inną drogę. Jeżeli droga jest dłuższa, to nawet jeżeli obraz leci z tą samą prędkością (z prędkością światła), to dotrze nieco później niż ten, który ma do przebycia krótszą drogę.
Stąd też naukowcy zaznaczają, że 2037 r. to data szacunkowa i obraz wybuchu supernowej może się pojawić kilka lat przed lub po tym czasie. Wszystko zależy od tego jak dobrze model odwzorował rozkład ciemnej materii w gromadzie galaktyk MACS J0138.0-2155. Z drugiej strony, kiedy naukowcy dostrzegą już opóźniony obraz supernowej, bazując na opóźnieniu, będą w stanie dużo dokładniej ustalić rozkład ciemnej materii w gromadzie. Pozostaje jedynie poczekać kilkanaście lat i wszystko będziemy wiedzieć.
https://spidersweb.pl/2021/09/wybuch-supernowej-requiem-czwarty-obraz.html

Czwarty obraz wybuchu tej samej supernowej pojawi się na niebie w 2037 roku. Jak to możliwe.jpg

Czwarty obraz wybuchu tej samej supernowej pojawi się na niebie w 2037 roku. Jak to możliwe2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Łukasiewicz-ILOT: umowa rozbudowy centrum napędów rakietowych i satelitarnych
2021-09-15.
Łukasiewicz - Instytut Lotnictwa zakomunikował podpisanie umowy na rozbudowę gmachu Centrum Laboratoryjnego Napędów Rakietowych i Satelitarnych. Ośrodek ma być ważnym punktem na technologicznej mapie Polski w obszarze kosmicznym oraz szansą na wzrost innowacyjności i konkurencyjności regionu.
Ogłoszoną umowę rozbudowy budynku biurowo-laboratoryjnego na terenie Instytutu (w ramach trwającego projektu: „Centrum Laboratoryjne Napędów Rakietowych i Satelitarnych”) zawarto uroczyście 12 sierpnia br. - jej wykonawcą jest Przedsiębiorstwo Budownictwa Ogólnego „KARTEL” S.A. z siedzibą w Jędrzejowie. Podpis pod kontraktem ze strony Łukasiewicz - ILOT złożył dr inż. Paweł Stężycki, dyrektor ośrodka.
Zamówienie wchodzi w zakres projektu kontynuowanego od 2020 roku, w ramach którego Łukasiewicz - Instytut Lotnictwa otrzymał dofinansowanie unijne w wysokości ponad 25,63 mln PLN z Regionalnego Programu Województwa Mazowieckiego na lata 2014-2020. Projekt ten objął właśnie utworzenie nowoczesnego Centrum Laboratoryjnego Napędów Rakietowych i Satelitarnych. Umowę dofinansowania podpisali 29 grudnia 2020 roku marszałek województwa mazowieckiego - Adam Struzik, wicemarszałek Wiesław Raboszuk oraz dyrektor Instytutu, dr inż. Paweł Stężycki.
Rozwijany budynek laboratoryjny ma być wykorzystywany w Łukasiewicz - Instytucie Lotnictwa przez Zakład Technologii Kosmicznych. Dotychczasowe założenia projektu obejmowały również wyposażenie go w aparaturę naukowo-badawczą.
Utworzenie Centrum Laboratoryjnego Napędów Rakietowych i Satelitarnych jest ważnym krokiem w rozwoju infrastruktury naukowo-badawczej instytutu i całej Sieci Badawczej Łukasiewicz w obszarze nowoczesnych technologii napędów kosmicznych. Dzięki tej inwestycji mamy szansę stać się liderem jeśli chodzi o ekologiczne napędy małych rakiet i satelitów.
Dr inż. Paweł Stężycki, dyrektor Łukasiewicz - Instytutu Lotnictwa

Zaplanowany w ramach projektu ośrodek to trzykondygnacyjny budynek o powierzchni ok. 1200 m kw. Działać w nim ma szereg laboratoriów, w tym m.in. hamownia silników rakietowych, laboratorium podsystemów rakietowych, laboratorium satelitarnych napędów korekcyjnych oraz laboratorium materiałów pędnych. Na wyposażeniu centrum ma być m.in.: stanowisko próżniowe z oprzyrządowaniem, aparatura do analizy instrumentalnej oraz aparatura do badań termicznych.
Infrastruktura ta będzie przeznaczona do prowadzenia prac B+R obejmujących m.in.: rozwój silników rakietowych na materiały pędne o obniżonej toksyczności, głównie z nadtlenkiem wodoru jako utleniaczem; rozwój rakiet do zastosowań kosmicznych; preparatykę małosmugowych stałych materiałów pędnych; preparatykę oraz testy złóż katalitycznych do rozkładu stężonego nadtlenku wodoru oraz nowych, jednoskładnikowych materiałów pędnych z grupy tzw. HPGP; rozwój technologii silników hybrydowych z nadtlenkiem wodoru oraz paliwem stałym; rozwój napędów do deorbitacji satelitów; rozwój komponentów pirotechnicznych.
Ze wsparciem nowej infrastruktury Instytut ma nadzieję stać się jedną z wiodących jednostek badawczych w Europie, na rynku badań nad napędami rakietowymi i satelitarnymi. Rezultatem ma być znaczący wzrost kompetencji, przekładający się na wzrost zaufania europejskich partnerów przemysłowych oraz Europejskiej Agencji Kosmicznej.
Z nowej infrastruktury będą korzystać badacze ILOT, jednostek z nim współpracujących oraz konsorcjanci realizowanych projektów badawczych. Będzie ona też wykorzystywana przez Instytut do realizacji komercyjnych usług badawczych na rzecz przedsiębiorców i innych podmiotów zewnętrznych.
Realizowany projekt ma pozwolić także na rozwój współpracy programowej z uczelniami technicznymi. Z nowoczesnej bazy laboratoryjnej będą bowiem mogli korzystać studenci odbywający w instytucie staże naukowe.
Fot. Łukasiewicz - Instytut Lotnictwa [ilot.lukasiewicz.gov.pl]

https://www.space24.pl/lukasiewicz-ilot-umowa-rozbudowy-centrum-napedow-rakietowych-i-satelitarnych

Łukasiewicz-ILOT umowa rozbudowy centrum napędów rakietowych i satelitarnych.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Gdyby było więcej białych chmur, to na Ziemi zrobiłoby się chłodniej. Jest to jakiś pomysł
2021-09-15.

Radek Kosarzycki
 Jak powstrzymać wzrost średnich temperatur na powierzchni Ziemi? Wiadomo. Drastycznie ograniczyć emisję gazów cieplarnianych. Problem w tym, że szanse na to są niewielkie. Od wielu lat ekolodzy przekonują, że trzeba podjąć drastyczne działania, a przemysł jak emitował tak emituje.
Nic dziwnego zatem, że powstają alternatywne rozwiązania, które, choć na chwilę, spowolniłyby wzrost temperatur na Ziemi, abyśmy mieli nieco więcej czasu na to, aby zabrać się do pracy.
Najnowszym pomysłem na chwilowe zahamowanie wzrostu temperatur jest tworzenie większej ilości gęstych, białych chmur. Co to daje? Białe chmury odbijają więcej światła słonecznego z powrotem w przestrzeń kosmiczną. Oznacza to, że mniej światła i ciepła dociera do powierzchni Ziemi, a to z kolei powoduje spadek temperatur.
Rozjaśnianie chmur
Naukowcy zajmujący się atmosferą w kilku amerykańskich instytucjach naukowych utworzyli właśnie Marine Cloub Brightening Project. W ramach projektu naukowcy planują przeanalizować dokładnie potencjalne korzyści płynące z rozjaśniania chmur w celu ochłodzenia powierzchni planety.
Naukowcy planują opracować technologię rozpraszania mikroskopijnych cząstek wody morskiej w celu rozjaśnienia chmur. Zważając jednak na fakt, że jest to jednak z technik geoinżynierii, to przed wdrożeniem takiego projektu na większą skalę, dane uzyskane w ramach eksperymentu będą szczegółowo analizowane przez niezależne gremia, które będą sprawdzały czy działania takie nie mają jakiegoś negatywnego wpływu na atmosferę.
Warto jednak pamiętać, że projekty tego typu spotykają się bardzo często z ostrą krytyką społeczeństwa. Wystarczy wspomnieć firmowany przez Billa Gatesa projekt ScopeX, w ramach którego w górnych warstwach atmosfery chciano rozpylić obłok cząstek odbijających światło i tym samym nieco „przyciemnić Słońce”. Ostatecznie wskutek protestów, zrezygnowano z realizacji projektu. Jak będzie tym razem? Zobaczymy.
https://spidersweb.pl/2021/09/jak-powstrzymac-wzrost-temperatury-na-ziemi-rozjasnianie-chmur-geoinzynieria.html

Gdyby było więcej białych chmur, to na Ziemi zrobiłoby się chłodniej. Jest to jakiś pomysł.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Oglądaj pierwszą prywatną misję kosmiczną SpaceX na żywo
2021-09-15.
W nocy z 15 na 16 września startuje pierwsza w pełni prywatna kosmiczna misja orbitalna. Tutaj sprawdzisz gdzie możesz obejrzeć ten start.
Rakieta Falcon 9 wyniesie na niską orbitę okołoziemską statek Crew Dragon z czteroosobową załogą. W misji Inspiration4 biorą udział "cywile" - osoby które nie przeszły tradycyjnego, kilkuletniego szkolenia na astronautę. Lot został sfinansowany przez miliardera Jareda Isaacmana, a towarzysze jego misji wybrani przez Jareda na podstawie różnych kryteriów. Głównym celem misji jest zbieranie funduszy na Szpital Dziecięcy St. Jude w Memphis oraz podnoszenie świadomości społecznej w zakresie chorób nowotworowych.
Oficjalna anglojęzyczna transmisja ze startu dostępna jest poniżej:
W języku polskim start będzie komentowany na kanale To Jakiś Kosmos:

Własną transmisję będzie też prowadził Everyday Astronaut:

Polecamy też transmisję z komentarzem kanału NASASpaceflight:

Więcej o samej misji przeczytasz w artykule: Misja Inspiration4: 4 osoby z minimalnym przeszkoleniem na orbicie.
 
Więcej informacji:
•    Strona Inspiration4
 
Opracował: Rafał Grabiański
Inspiration4 | Launch
https://www.youtube.com/watch?v=3pv01sSq44w

1/2 Relacja LIVE: Start misji Inspiration4 od SpaceX
https://www.youtube.com/watch?v=bltRz39IKk8

[LIVE 3 MILES AWAY!!!] Watch SpaceX launch 4 civilians into orbit for Inspiration 4!!!
https://www.youtube.com/watch?v=iLVfdGO7tHw

LIVE: SpaceX Inspiration4 Launch
https://www.youtube.com/watch?v=RuNLtRR1heU

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/ogladaj-pierwsza-prywatna-misje-kosmiczna-spacex-na-zywo

Oglądaj pierwszą prywatną misję kosmiczną SpaceX na żywo.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Misja Inspiration: 4 osoby z minimalnym przeszkoleniem na orbicie
2021-09-15.
W ramach misji SpaceX Inspiration4 czterech kosmicznych „cywilów” ma tej nocy polecieć na orbitę Ziemi.
Nocą z 15 na 16 września 2021 roku – to już dziś! – kolejni turyści mają polecieć w kosmos na pokładzie rakiety SpaceX Elona Muska. Zorganizowana i finansowana przez przedsiębiorcę Jareda Isaacmana misja Inspiration4 reklamowana jest jako pierwsza całkowicie cywilna misja na orbitę i reprezentuje nowy rodzaj turystyki kosmicznej.
Czterech członków załogi to oczywiście nie pierwsi kosmiczni turyści. W ostatnich miesiącach byliśmy świadkami krótkich podróży suborbitalnych w wykonaniu miliarderów Richarda Bransona i Jeffa Bezosa oraz skompletowanych przez nich załóg. Jednak są istotne różnice między tymi a nową misją. Nacisk misji Inspiration4 położony został na zaangażowanie społeczne, dobroczynność oraz fakt, że tym razem na orbitę ma lecieć czwórka zupełnie zwykłych, częściowo losowo dobranych osób, i to na kilka dni.
Największą różnicą między Inspiration4 a lotami wykonanymi na początku tego roku jest jednak... miejsce docelowe. Blue Origin i Virgin Galactic zabrały (i zapewne w przyszłości zabiorą) pasażerów na wysokości suborbitalne. Rakiety te docierały jedynie na tyle wysoko, by znaleźć się na (szeroko rozumianej) granicy kosmosu, po czym już kilka minut później ich pasażerowie wracali na Ziemię. Tymczasem rakieta Falcon 9 i statek Dragon SpaceX są wystarczająco potężne, by zabrać załogę Inspiration4 na nieco dalszą orbitę, gdzie będzie ona okrążać Ziemię przez całe trzy dni.
Ciekawa jest i ta załoga. Składa się z dwóch mężczyzn i dwóch kobiet. Jedna z nich, Dr Sian Proctor, wygrała swój „kosmiczny bilet” w loterii przeprowadzonej wśród osób korzystających z usług Shift4 Payments, firmy finansowej należącej do Isaacmana. Wyjątkowym aspektem misji jest również to, że jednym z jej głównych celów jest podnoszenie świadomości społecznej i zbieranie funduszy na Szpital Dziecięcy St. Jude w Memphis. W związku z tym Isaacman wybrał jako kolejnego członka załogi Hayley Arceneaux, medyczkę zatrudnioną w St. Jude i zarazem osobę z tytanową protezą nogi, która w dzieciństwie pokonała chorobę nowotworową. Ostatni kosmiczny turysta, inżynier Lockheed Martin Christopher Sembroski, także w pewien sposób wygrał swoje miejsce – gdy jego przyjaciel wygrał „wejściówkę” w konkursie charytatywnym na rzecz szpitala St. Jude, po czym... zaoferował swoje miejsce Sembroskiemu.
Żadna z tych czterech osób nie przeszła wcześniej formalnego szkolenia na astronautę. Choć zarówno rakieta, jak i kapsuła załogowa są w pełni zautomatyzowane – dzięki czemu nikt z obecnych na pokładzie nie będzie najprawdopodobniej musiał kontrolować żadnego etapu startu ani lądowania – czterej członkowie odbyli znacznie więcej szkoleń niż pasażerowie lotów suborbitalnych. W niecałe pół roku załoga przeszła godziny szkoleń na symulatorze, liczne lekcje latania samolotem odrzutowym oraz długi czas spędzony w tak zwanej wirówce, aby jak najlepiej przygotować się do czekających ich podczas startu przeciążeń.
Okno startowe misji ma otworzyć się dziś (15/16 września) po północy naszego czasu. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, kapsuła załogowa trafi na wysokość około 575 km ponad Ziemią. Przygotowania do lotu można śledzić m.in. tutaj.
Czytaj więcej:
•    Oryginalna informacja prasowa
•    Strona Inspiration4
 

Źródło: Astronomy.com, SpaceX
Opracowanie: Elżbieta Kuligowska
Na zdjęciu: Członkowie załogi Inspiration4: lekarz-asystent, inżynier danych, doktor geologii i miliarder Jared Isaacman. Źródło: Inspiration4/John Kraus via Flickr
Countdown: Inspiration4 Mission to Space Live Launch | Netflix
https://www.youtube.com/watch?v=tBVqsqqm9AM

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/misja-inspiration-4-osoby-z-minimalnym-przeszkoleniem-na-orbicie

Misja Inspiration 4 osoby z minimalnym przeszkoleniem na orbicie.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Creotech wystrzeli w kosmos 40-kilogramowego satelitę UVSat
2021-09-15.
Creotech Instruments pracuje nad satelitą ultrafioletowym UVSat. Ma on być gotowy do wystrzelenia na orbitę już za 3 lata. Jego masa osiągnie wartość około 40 kilogramów – to 5 razy więcej niż w przypadku poprzednich polskich satelitarnych misji naukowych LEM i HEWELIUSZ.
UVSat ma dostarczać dane, z których będą korzystać zarówno polscy, jak i zagraniczni astronomowie – przez około 5 lat. Stanie się najprawdopodobniej jednym z najważniejszych narzędzi polskiej astronomii obserwacyjnej w latach 20-tych XXI wieku. Dla Creotech Instruments S.A. budowa UVSat to kolejny krok we wdrożeniu autorskiej platformy mikrosatelitarnej HyperSat, opracowywanej przez tę spółkę.
29 sierpnia 2021 roku Creotech Instruments S.A., Centrum Badań Kosmicznych PAN oraz Centrum Astronomiczne Mikołaja Kopernika podpisały umowę konsorcjum. Jej celem jest współpraca przy opracowaniu dokumentacji projektowej, budowa, wystrzelenie i eksploatacja polskiego systemu satelitarnego przeznaczonego do obserwacji w zakresie ultrafioletu (UV).
Misja satelity UVSat narodziła się już 5 lat temu, kiedy przeprowadzono pierwsze prace studyjne nad koncepcją tej misji kosmicznej. Satelita dostarczy polskiemu środowisku astronomów możliwości realizacji niezależnej, krajowej misji kosmicznej o dużym potencjale badawczym. Jego celem jest obserwacja Galaktyki w widmie nadfioletowym. Pozwoli to na dokładniejsze zbadanie gwiazd zmiennych i innych obiektów, takich jak egzoplanety czy zjawisk towarzyszących aktywności czarnych dziur.
Na początku 2020 roku koncepcja realizacji misji UVSat-a uzyskała pozytywną rekomendację zespołu doradczego powołanego zarządzeniem Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Tym samym została wpisana na Polską Mapę Infrastruktury Badawczej (znalazło się na niej 70 projektów z różnych dziedzin, a UVSat jest jedynym satelitą umieszczonym na tej mapie). W lipcu 2021 roku ruszyły konsultacje publiczne Krajowego Programu Kosmicznego, który jest przygotowywany przez Polską Agencję Kosmiczną. Wśród wymienionych w programie działań znajduje się m.in. budowa mikrosatelity przeznaczonego do celów naukowych.
Celem zawiązanego konsorcjum jest stworzenie ram do realizacji misji UVSat, która może być objęta finansowaniem pochodzącym z Krajowego Programu Kosmicznego. Wchodzące w skład porozumienia podmioty wyznaczyły jasny podział kompetencji w planowanym projekcie. Centrum Astronomiczne Mikołaja Kopernika odpowiedzialne jest za cześć naukową projektu, Centrum Badań Kosmicznych PAN odpowiada za opracowanie i wyprodukowanie instrumentu naukowego dla satelity, a Creotech Instruments S.A. – za dostarczenie platformy satelitarnej dla misji. Jest ona zgodna ze standardem HyperSat, nad którym firma pracuje od 4 lat.
Ambicje spółki Creotech sięgają znacznie dalej: – W perspektywie kolejnej dekady nastąpi gwałtowny wzrost liczby satelitów operujących na ziemskiej orbicie. Do roku 2025, w ramach kilkudziesięciu konstelacji satelitarnych, działać ma ich nawet przeszło 10 000. Większość z nich stanowić będą satelity klasy mikro, o masie nieprzekraczającej kilkudziesięciu kilogramów. – mówi Grzegorz Brona, prezes Creotech Instruments S.A.
 
Czytaj więcej:
•    Creotech pracuje nad satelitą UVSat. Będzie obserwował galaktykę i dostarczy danych naukowcom
•    Creotech zrealizuje pierwsze komercyjne zlecenie na platformę satelitarną HyperSat
 
Źródło: Creotech Instruments S. A.
Opracowanie: Elżbieta Kuligowska
Na ilustracji: Wizualizacja satelity UVSat na orbicie. Źródło: Creotech Instruments
Na zdjęciu: Galaktyka M31 w ultrafiolecie. Źródło: svs.gsfc.nasa.gov

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/creotech-wystrzeli-40-kilogramowego-satelite-uvsat-w-kosmos

Creotech wystrzeli w kosmos 40-kilogramowego satelitę UVSat.jpg

Creotech wystrzeli w kosmos 40-kilogramowego satelitę UVSat2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Stanisław Lem uhonorowany na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej [WIDEO]
2021-09-15.ŁZ.KF
Z okazji setnej rocznicy urodzin Stanisława Lema francuski astronauta Thomas Pesquet upamiętnił polskiego pisarza na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, przypominając światu o jego wpływie na kulturę oraz naukę. Było to wydarzenie bez precedensu, gdyż nigdy dotąd żaden Polak nie został wyróżniony w tak wyjątkowy sposób. Możliwe stało się to dzięki współpracy pomiędzy Polską Fundacją Fantastyki Naukowej a Europejską Agencją Kosmiczną (ESA).
„Realizując to przedsięwzięcie przez cały czas czuliśmy ogromne wsparcie i zaangażowanie ESA. Astronauci na stacji kosmicznej są zapracowani, ich czas jest bardzo cenny. Podobnie jak cenne są zasoby komunikacyjne, potrzebne do transmisji danych z orbity. Tym bardziej pokazuje to skalę zaangażowania Europejskiej Agencji Kosmicznej w nasz projekt” – przekazała fundacja w oświadczeniu.
PFFN przyznała, że wsparcie udzielone przez ESA, której celem jest eksploracja i wykorzystanie przestrzeni kosmicznej, wynikało między innymi stąd, że Stanisław Lem jest jednym z tych światowych klasyków fantastyki naukowej, których twórczość nie tylko dawała rozrywkę wielbicielom kosmicznych przygód, ale także inspirowała młodych ludzi do zainteresowania się nauką.
Impuls dla ludzi nauki

„Wielu naukowców, także tych, którzy dziś tworzą ESA, nie rozwinęłoby swoich karier, gdyby nie impuls, który niegdyś dała im literatura science fiction: marzenie, aby poznawać świat aż do jego najdalszych granic. A poznając świat – poznawać samego siebie” – zwrócono uwagę.

„Oczywiście, sama wartość naukowa, sama futurologia, nie wystarczają, aby czyjaś twórczość stała się inspirująca. Stanisław Lem był pisarzem, który nie tylko tworzył prognozy futurologiczne, ale także starał się określić miejsce człowieka w świecie, opisać jego ambicje i dążenia do poznawania rzeczywistości. Zaś projektując wizje przyszłości zawsze wpisywał w nie ludzkiego ducha, ponieważ doskonale rozumiał jego istotę. Stąd ponadczasowa wartość jego prozy, i stąd także siła jej oddziaływania: czytając o możliwych przyszłościach, czytamy także o naszym największym pragnieniu, które żywimy jako gatunek” – podkreślono.
Fundacja opublikowała nagranie w postaci zmontowanego filmu z wypowiedzią astronauty Thomasa Pesqueta oraz widokiem Ziemi z orbity. Obraz został zilustrowany utworem „Powrót z gwiazd” dr. Norberta Paleja, urodzonego w Krakowie profesora kompozycji i kuratora Festiwalu Nowej Muzyki Uniwersytetu w Toronto, przygotowanym przez Fundację Ars Activa. Autorami ujęć są astronauci z pokładu ISS.
Film miał premierowe odtworzenie podczas otwarcia Festiwalu Bomba Megabitowa w Centrum Kongresowym ICE w Krakowie 12 września.

Stanisław Lem był jednym z ojców światowej literatury science fiction. Urodził się 12 września 1921 roku we Lwowie. Był pisarzem, filozofem i futurologiem, który reprezentował nurt fantastyki naukowej. Książki Lema, takie jak „Powrót z gwiazd”, „Solaris”, „Opowieści o pilocie Pirxie”, „Dzienniki Gwiazdowe” czy „Cyberiada” weszły do kanonu najsłynniejszych dzieł science fiction XX wieku. Jego książki zostały przetłumaczone na 41 języków i przekroczyły nakład 30 milionów egzemplarzy. Zmarł 27 marca 2006 roku w Krakowie. Pisarz został uhonorowany między innymi medalem „Gloria Artis” oraz Orderem Orła Białego. Imieniem Lema nazwano planetoidę (3836 Lem) oraz pierwszego polskiego satelitę naukowego.
źródło: PFFN
ESA przypomniała o wpływie Stanisława Lema na kulturę oraz naukę (fot. ESA/Wiki 3.0)
Uhonorowanie Stanisława Lema na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej
https://www.youtube.com/watch?v=sZzyGCtS8Vc

https://www.tvp.info/55876172/stanislaw-lem-uhonorowany-na-pokladzie-miedzynarodowej-stacji-kosmicznej-iss-esa

Stanisław Lem uhonorowany na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej [WIDEO].jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Badanie odległości w kosmosie bardziej precyzyjne. Dzięki polskim naukowcom
2021-09-15.ŁZ.KF
Dzięki naukowcom z Instytutu Geodezji i Geoinformatyki laserowe pomiary odległości do satelitów i Księżyca będą jeszcze dokładniejsze. Dotychczasowe podejście do korygowania błędów wynikających z opóźnienia wiązki laserowej w atmosferze było wadliwe według najnowszego odkrycia badaczy. Jednocześnie proponują oni zupełnie nowe rozwiązanie oparte o pomiary meteorologiczne i grubość atmosfery, jaką musi pokonać laser w kierunku do satelity.
Najdokładniejsze pomiary odległości ze stacji naziemnych do sztucznych satelitów i Księżyca wykonywane są za pomocą laserów generujących krótkie impulsy. Na sztucznych satelitach instaluje się tak zwane retroreflektory zbudowane z pryzmatów, które odbijają impuls laserowy w tym samym kierunku co kierunek padania wiązki. Retroreflektory instalowane są na wszystkich misjach satelitarnych, które wymagają dokładnej znajomości pozycji satelity, na przykład w misjach altimetrycznych służących do pomiaru zmian poziomu mórz i oceanów wynoszących średnio 3,6 mm rocznie.

Techniki pomiarowe muszą gwarantować wysoką dokładność wyznaczenia pozycji satelity, żeby umożliwić monitorowanie nawet milimetrowych zjawisk na Ziemi. Podobne urządzenia zainstalowali ponad 50 lat temu na Księżycu astronauci misji Apollo 11, a później Apollo 14 i 15. Reflektory znalazły się również na autonomicznych łazikach księżycowych, a detektory wiązki lasera uwzględniono na pokładzie satelity LRO krążącego wokół srebrnego globu.

Wrocławscy badacze wyjaśnili, dlaczego mierzymy odległości do satelitów. Dzięki pomiarom laserowym do sztucznych i naturalnego satelity Ziemi dowiedzieliśmy się, ile wynosi stała grawitacji i masa Ziemi, o ile zmienia się spłaszczenie Ziemi w czasie, możemy korygować i wyliczać poprawki pozycji satelitów Galileo i GLONASS oraz zidentyfikowaliśmy, gdzie znajduje się środek masy Ziemi i jak przemieszcza się w czasie za sprawą topniejących lodowców na Grenlandii – wskazali. Pomiary laserowe do Księżyca pozwoliły odkryć, że Księżyc oddala się od Ziemi o 3,8 cm rocznie. Ponadto pozwoliły na dokładny opis wahań w ruchu Księżyca, czyli tak zwanej libracji oraz zrewidować pochodzenie srebrnego globu.

Pomiary laserowe opierają się na rejestracji różnicy czasu pomiędzy momentem wysłania impulsu laserowego na stacji a momentem powrotu tego samego impulsu po tym, gdy zostanie on odbity przez retroreflektor na satelicie lub Księżycu. Podczas pomiaru wiązka laserowa przechodzi dwukrotnie przez atmosferę ziemską, gdzie ulega ugięciu i opóźnieniu. Technologia detektorów laserowych pozwala na uzyskanie dokładności submilimerowych. Jednakże błędy wyznaczenia opóźnienia wiązki laserowej w atmosferze są wielokrotnie większe i stanowią główne źródło błędów w pomiarach laserowych do satelitów i Księżyca.
Opóźnienie wiązki laserowej w kierunku do satelity jest wyliczane na podstawie wartości ciśnienia atmosferycznego, temperatury i wilgotności powietrza mierzonych na stacji laserowej. Zauważono jednak, że niektóre sensory podają błędne wartości meteorologiczne, ze względu na błędy w kalibracji albo degradację sensorów w czasie. Koszt budowy stacji laserowej wykonującej pomiary do satelitów to kilkanaście milionów dolarów, natomiast koszt stacji meteorologicznej wspomagającej pomiary, to zaledwie kilka tysięcy – wyjaśnili badacze.
Błędy w liczeniu

Jednakże nie wszystkie stacje posiadają odpowiednie stacje meteorologiczne gwarantujące najwyższe dokładnościowo pomiary. Błąd barometru o wielkości 5 hPa przekłada się na błąd wyznaczenia opóźnienia wiązki laserowej w zenicie równej 12 mm, co może się przełożyć na błąd wyznaczenia wysokości stacji na poziomie 30 mm. Tak duże błędy nie pozwalają na monitorowanie na przykład zmian wysokości poziomu mórz i oceanów, gdyż przekraczają wielkość mierzoną.
Grupa badawcza kierowana przez profesora Krzysztofa Sośnicę wskazała, jak można zwiększyć dokładność badań. Metodą stosowaną dotychczas do eliminacji błędów w pomiarach laserowy było wyliczane tak zwanych opóźnień sprzętowych. Opóźnienia te są niezależne od kierunku pomiaru do satelity – stanowią stałą wartość, o którą trzeba poprawić każdy pomiar laserowy, niezależnie od wysokości satelity nad horyzontem, aby uzyskać rzeczywistą odległość pomiędzy stacją a satelitą. Opóźnienia sprzętowe wynikają nie tylko z atmosfery ziemskiej, ale także z opóźnień na obwodach i detektorach stacji laserowej oraz wadliwej kalibracji. W najnowszym artykule opublikowanym w „Journal of Geodesy”, naukowcy z Polski udowadniają, że podejście zakładające stałość błędów systematycznych w pomiarach laserowych w każdym kierunku jest błędne i zwiększa błąd pomiaru odległości i wyznaczenia wysokości stacji, a także rozmiaru Ziemi (skali) i współrzędnych środka masy Ziemi.

Naukowcy z IGiG zaproponowali innowacyjne podejście do korygowania opóźnienia wiązki laserowej w atmosferze. Podejście opiera się na uwzględnieniu grubości warstw atmosfery, przez które przechodzi laser. Do wyznaczenia wartości opóźnienia lasera wykorzystuje się odczyty meteorologiczne na stacji, do których wyliczana jest poprawka zależna od wysokości satelity nad horyzontem oraz od początkowej wartości opóźnienia wiązki lasera. W zaproponowanej metodzie analizuje się wszystkie pomierzone odległości na wszystkich stacjach i wylicza się dla każdej stacji poprawki, które są wprost proporcjonalne do opóźnienia wiązki lasera wynikającego z bezpośrednich pomiarów meteorologicznych i grubości atmosfery, którą musi pokonać laser.
Poprawkę meteorologiczną wystarczy wyliczać raz na tydzień dla każdej stacji laserowej, dzięki czemu obliczenia pozostają stabilne nawet dla stacji z niewielką liczbą zarejestrowanych pomiarów laserowych do satelitów, a zarazem błąd wynikający z opóźnienia atmosferycznego zostaje prawie całkowicie usunięty. Metoda opracowana przez polski zespół pozwala na skuteczną eliminację od 75 do 90 proc. błędów systematycznych w pomiarach laserowych wynikających z błędów opóźnienia atmosferycznego.

Sposób redukcji błędów meteorologicznych już niedługo ma szansę stać się standardem w laserowych pomiarach odległości do satelitów zwiększając dokładność nawet historycznych obserwacji Księżyca i satelitów, dzięki swojej prostocie i uniwersalności. Pozwala również na wykrycie błędnych odczytów z barometrów, które wcześniej negatywnie wpływały na satelitarne obserwacje Ziemi i Księżyca. Przełoży się to na poprawę przyszłych oraz wcześniejszych obserwacji kształtu Ziemi, tak zwanej geoidy, zmiany centrum masy Ziemi i obserwacji nieregularności w ruchu obrotowym, obserwacji topniejących lodowców oraz zmian poziomu wód oceanicznych.
źródło: Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu
Dzięki pomiarom laserowym do sztucznych i naturalnego satelity Ziemi dowiedzieliśmy się, ile wynosi stała grawitacji i masa Ziemi (fot. ESA)

https://www.tvp.info/55874362/badanie-odleglosci-w-kosmosie-jeszcze-dokladniejsze-prace-igig-uniwersytetu-przyrodniczego-we-wroclawiu

Badanie odległości w kosmosie bardziej precyzyjne. Dzięki polskim naukowcom.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Coś dziwnego uderzyło w Jowisza. Z 700 mln km patrzyła na to ludzkość
2021-09-15. Radek Kosarzycki
Sześćdziesiąt pięć milionów lat temu w Ziemię uderzyła planetoida. Uderzenie to sprzątnęło z powierzchni Ziemi chodzące po niej od 135 mln lat dinozaury. Od tego czasu już nic takiego dużego w Ziemię nie trafiło. Można zatem założyć, że takie rzeczy praktycznie się nie zdarzają. Tyle że dwa dni temu takim kamieniem oberwał Jowisz.
To było całkowite zaskoczenie. Wielu miłośników astronomii spoglądało 13 września na Jowisza, bowiem akurat była okazja zobaczyć przejście cienia wulkanicznego księżyca Io na tle tarczy największej planety Układu Słonecznego.
Tak się doskonale składało, że właśnie w trakcie tego tranzytu na tarczy Jowisza pojawiło się coś jeszcze. Nie, nie był to kolejny cień innego księżyca, to akurat nie byłoby takie wyjątkowe (aczkolwiek gdyby na raz na tarczy znalazły się trzy to już byłoby wyjątkowe). Najprawdopodobniej w chmury Jowisza weszła duża planetoida, pozostawiając po sobie jedynie białą plamę, która była widoczna przez zaledwie dwie sekundy. Jeżeli planetoida faktycznie była duża, istnieje szansa, że w chmurach Jowisza pojawią się jeszcze wtórne ślady zderzenia.
W ciągu kilku minut w sieci pojawiło się wiele doniesień o zaobserwowaniu rozbłysku na Jowiszu. Zdarzenie potwierdzili także zawodowi astronomowie.
Coś dużego lub szybkiego uderzyło w Jowisza
Nie wiadomo jak duży był to obiekt. Wiadomo jednak, że aby doprowadzić do takiego rozbłysku musiał być albo duży, albo bardzo szybki. Jeżeli zastanawiacie się, co by było gdyby taki obiekt uderzył w Ziemię, to lepiej przestańcie.
Średnica Jowisza to aż 139 820 km. Wyobraźcie sobie zatem jakich rozmiarów jest ta plama po uderzeniu. Już? To teraz dodatkowa informacja: planetoida, która zabiła dinozaury miała zaledwie 10 km średnicy. Resztę pozostawiam waszej wyobraźni.
Tutaj należy jednak przypomnieć, że Jowisz jest największą planetą Układu Słonecznego i to ona zbiera najwięcej takich zbłąkanych obiektów. Astronomowie często podkreślają, że w Ziemię uderzałoby znacznie więcej dużych obiektów, gdyby nie było Jowisza, więc pełni on rolę swoistego obrońcy wewnętrznej części Układu Słonecznego i sądząc po tym jak rzadko w Ziemię uderzają masywne obiekty, dobrze mu to wychodzi.
https://spidersweb.pl/2021/09/cos-uderzylo-w-jowisza.html

Coś dziwnego uderzyło w Jowisza. Z 700 mln km patrzyła na to ludzkość.jpg

Coś dziwnego uderzyło w Jowisza. Z 700 mln km patrzyła na to ludzkość2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Pierwszy dzień jesieni 2021 - kiedy kończy się lato
2021-09-16.
Jesień zbliża się nieubłaganie. W przyszłym tygodniu powitamy nową porę roku. Kiedy rozpocznie się jesień kalendarzowa, a kiedy jesień astronomiczna? Sprawdź dokładne daty.
Jesień kojarzy nam się z tym, że dni są krótsze, a noce coraz dłuższe. Dzieje się tak, bo Słońce zachodzi coraz wcześniej i wschodzi coraz później.
Pory roku. Z czego wynikają
Z czego wynikają pory roku na Ziemi? Nie ze zmian odległości naszej planety od Słońca, która zmienia się w niewielkim stopniu, ale z połączenia dwóch czynników: nachylenia osi obrotu Ziemi względem płaszczyzny orbity oraz ruchu obiegowego wokół Słońca. Dlatego w różnych okresach roku na danej półkuli zmieniają się warunki oświetlenia.
Równonoc jesienna 2021. Jesień astronomiczna. Data
Kiedy w tym roku wypada pierwszy dzień jesieni astronomicznej? Za astronomiczną jesień na naszej półkuli uznaje się okres trwający od momentu równonocy jesiennej do przesilenia zimowego. Równonoc jesienna następuje, gdy Słońce przechodzi przez punkt Wagi. Ziemia przekracza wtedy punkt na swojej orbicie, w którym promienie słoneczne padają prostopadle na równik i są jednocześnie styczne do jej powierzchni przy biegunach.
Moment równonocy jesiennej przypada zwykle na 22 lub 23 września. W 2021 roku będzie to dokładnie środa 22 września o godzinie 21.21.
Jesień kalendarzowa 2021. Data
Początek kalendarzowych pór roku zawsze wypada w jednym konkretnym dniu. Pierwszy dzień jesieni kalendarzowej jesieni 2021 przypada na 23 września. Potrwa do 21 grudnia - wtedy rozpocznie się kalendarzowa zima.
Jesień meteorologiczna 2021
Oprócz jesieni kalendarzowej i astronomicznej, znamy też pojęcie jesieni meteorologicznej. Jesień meteorologiczna przypada zawsze na ten sam okres. Rozpoczyna się 1 września i kończy 30 listopada. To pojęcie wprowadzono na potrzeby meteorologów i klimatologów. Służy, by przy porównywaniu danych statystycznych bądź klimatycznych odwoływać się zawsze do tego samego okresu, bo pory astronomiczne i termiczne mają daty "ruchome".
Jesienne wędrówki ptakówMaria Samczuk/Adam Ziemienowicz/PAP
Autor:dd
Źródło: tvnmeteo.pl
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock
https://tvn24.pl/tvnmeteo/najnowsze/pierwszy-dzien-jesieni-2021-kiedy-konczy-sie-lato-termin-5414605

Pierwszy dzień jesieni 2021 - kiedy kończy się lato.jpg

Pierwszy dzień jesieni 2021 - kiedy kończy się lato2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jest księżyc, może być życie. Naukowcy mają pomysł jak szukać księżyców pozasłonecznych
2021-09-16.

Radek Kosarzycki
 Pierwszą planetę pozasłoneczną krążącą wokół gwiazdy podobnej do Słońca odkryto w 1995 r., w tym samym roku, w którym do kin weszło Toy Story, Desperado, Apollo 13 czy Wodny Świat. Od tego czasu naukowcy dzięki rozwojowi techniki naukowcy odkryli ponad 4000 kolejnych egzoplanet. Jak dotąd jednak nie udało się odkryć ani jednego egzoksiężyca.
Już samo poszukiwanie planet pozasłonecznych jest niewiarygodnie trudnym zadaniem. Rzadko która planeta odbija na tyle dużo światła swojej gwiazdy, aby dało się ją dostrzec bezpośrednio na zdjęciach. Większość planet natomiast odkryto pośrednio, rejestrując niewielkie spadki jasności poszczególnych gwiazd. Jeżeli gwiazd w regularnych odstępach traci nieznacznie na jasności, po czym wraca do poprzedniego poziomu na dłuższy czas, oznaczać to może, że okrążająca ją planeta właśnie przechodzi między nami a gwiazdą i przesłania część jej tarczy.
Takie tranzyty powodują mikroskopijne spadki jasności gwiazdy, ale są one na tyle duże, że specjalistyczne teleskopy są w stanie je dostrzec. Można zatem powiedzieć, że większości odkrytych planet nigdy nie wdzieliśmy. Widzieliśmy tylko ich wpływ na jasność ich gwiazd macierzystych.
Księżyców musi być mnóstwo
Nic więc zatem dziwnego, że szansa na dostrzeżenie dużo mniejszego od planety księżyca jest wielokrotnie mniejsza. Nie zmienia to jednak faktu, że księżyców w samej Drodze Mlecznej powinny być miliardy. Wystarczy spojrzeć na liczy. W Układzie Słonecznym jest osiem planet, z których sześć posiada księżyce, z czego tylko Ziemia posiada tylko jeden, Mars - dwa, a reszta planet po kilkadziesiąt. W naszej galaktyce - Drodze Mlecznej - może znajdować się nawet 100 miliardów planet. Oznacza to, że księżyców może być kilkaset miliardów jeżeli statystyka w jakikolwiek sposób odzwierciedla Układ Słoneczny.
Życie lubi księżyce
Co ważne, naukowcy powinni skupić się na znalezieniu skutecznych sposobów poszukiwania egzoksiężyców z co najmniej dwóch względów. Po pierwsze: planety z księżycami mają dużo większą szansę na powstanie życia. Obecność księżyca znajdującego się na orbicie wokół planety nie tylko powoduje oddziaływania pływowe, ale pozwala także utrzymać jakieś nachylenie osi obrotu planety względem płaszczyzny orbity. To z kolei gwarantuje powstawanie pór roku na jej powierzchni, co według wielu naukowców poważnie sprzyja powstawaniu życia. Po drugie, wiele gazowych olbrzymów, nawet większych od Jowisza, może posiadać księżyce skaliste podobne do Ziemi. Taki księżyc mógłby z wielu względów stanowić idealne miejsce do powstania życia.
To jak szukać księżyców?
W najnowszym artykule naukowym międzynarodowy zespół naukowców przekonuje, że poszukiwanie księżyców powinno się zacząć od układów podwójnych, w których dwie gwiazdy krążą wokół wspólnego środka masy. Badacze wskazują, że gdyby w takim układzie pojawiła się planeta z księżycem, to część wywoływanych przez nią efektów można by było wytłumaczyć tylko jako potwierdzenie obecności księżyca. Co ciekawe, te same efekty w układach planetarnych z jedną gwiazdą byłyby niejednoznaczne i mogłyby być skutkiem innych cech układu.
Wbrew pozorom to wcale nie jest zła wiadomość. Statystyki wskazują, że większość gwiazd powstaje w grupach dwóch lub więcej. To gwiazdy pojedyncze, takie jak Słońce, stanowią mniejszość w Drodze Mlecznej. Miejsca do poszukiwań jest zatem sporo. W Drodze Mlecznej jest ponad 200 mld gwiazd, a więc ponad 100 mld z nich to układy podwójne, w których możemy zacząć szukać planet z księżycami.
Jeżeli już przywykliście do tych liczb, które występują w tym artykule, to przypominam tylko, że te wszystkie setki miliardów gwiazd, planet i księżyców odnoszą się tylko do naszej galaktyki. Takich galaktyk jak nasza jest… a jakże, kilkaset miliardów.
A ile w nich jest gwiazd? Spójrzcie na najlepszą animację przedstawiającą jedynie niewielki fragment pobliskiej Galaktyki Andromedy. Koniecznie ustawcie najwyższą rozdzielczość filmu, bo gwiazd jest tam naprawdę dużo.

Detecting exoplanets with the transit method
https://www.youtube.com/watch?v=xNeRqbw18Jk

Gigapixels of Andromeda [4K]
https://www.youtube.com/watch?v=udAL48P5NJU

https://spidersweb.pl/2021/09/gdzie-sa-egzoksiezyce.html

Jest księżyc, może być życie. Naukowcy mają pomysł jak szukać księżyców pozasłonecznych.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Przygotowanie do Olimpiady Astronomicznej
2021-09-16. Laura Meissner
Astronomia sferyczna 5: trójkąt paralaktyczny
Poruszając się po powierzchni niebieskiej planety określamy nasze położenie przy użyciu dwóch współrzędnych – szerokości oraz długości geograficznej. Jest to uniwersalny sposób by poinformować kogoś o tym, gdzie na Ziemi się znajdujemy. Zastanówmy się jednak nad tym, w jaki sposób przekazać komuś informację o położeniu pewnego obiektu na sferze niebieskiej. Zilustrujemy ten problem następującym przykładem: dwóch przyjaciół amatorów Franek i Stasiu prowadzą obserwacje ze swoich domów, które zlokalizowane są w dość odległych od siebie zakątkach świata. Franek dostrzegł przez swój teleskop pewien interesujący obiekt, którego współrzędne azymutalne odczytał z tego odpowiednio skalibrowanego przyrządu. Chciałby podzielić się ze Stasiem odkryciem, jednak współrzędne azymutalne na nic się zdadzą w tym wypadku, z racji tego że Stasiu znajduje się w innym miejscu i w dodatku korzysta z teleskopu na montażu paralaktycznym. Jak widać, posługiwanie się wieloma różnymi układami współrzędnych sferycznych, choć pozwala na dostosowanie używanego układu do konkretnych potrzeb, stawia nas przed problemem, by systematycznie zmieniać koordynaty z jednego układu na drugi.
Trójkąty paralaktyczne
Dążąc do rozwiązania tego problemu, zacząć należy od skonstruowania pewnego szczególnego trójkąta sferycznego. Stawiając Franka w centrum naszych układów sferycznych, wybieramy trzy najważniejsze punkty – zenit, północny biegun niebieski oraz docelowy obiekt na niebie. Jak łatwo dostrzec, wszystkie boki tak zbudowanego trójkąta są fragmentami okręgów wielkich sfery. Trójkąt o takiej własności nazywamy paralaktycznym. Bok zawarty między zenitem a biegunem niebieskim należy do południka lokalnego i rozpina kąt będący dopełnieniem szerokości geograficznej do  . Biegun niebieski oraz wybrany obiekt znajdują się na krawędzi koła godzinnego i spoglądając na nie w układzie współrzędnych równikowych, kąt wyznaczony przez te dwa punkty jest dopełnieniem deklinacji obiektu do  . Ostatnim bokiem trójkąta paralaktycznego jest fragment wertykału zawierającego obiekt, o mierze kątowej  w układzie horyzontalnym.
 Więcej na stronie:
https://astronet.pl/autorskie/oa/astronomia-sferyczna-5-trojkat-paralaktyczny/

Przygotowanie do Olimpiady Astronomicznej.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Przełom w fizyce - jesteśmy o krok od wykrycia ciemnej energii

2021-09-16.

Być może jesteśmy o krok od przełomu w fizyce. Podczas eksperymentu XENON1T zebrano niezwykłe dane, które mogą potwierdzać istnienie ciemnej energii, na którą naukowcy polują już od 20 lat.


Uczeni z Uniwersytetu w Cambridge opracowali model fizyczny, który wyjaśnia wyniki zebrane przez eksperyment XENON1T. Pierwotnie miał on wykrywać ciemną materię, ale uzyskane dane dotyczące ciemnej energii mogą mieć jeszcze większe znaczenie dla nauki.


Tajemnicza strona Wszechświata
Wszystko, co jesteśmy w stanie dostrzec wokół - od biedronek po gromady galaktyk - stanowi zaledwie mniej niż 5 proc. Wszechświata. Ok. 27 proc. stanowi ciemna materia - niewidzialna siła utrzymująca galaktyki razem - a 68 proc. należy do ciemnej energii, która sprawia, że Wszechświat rozszerza się coraz szybciej.

- Pomimo tego, że oba składniki są niewidoczne, wiemy o wiele więcej o ciemnej materii, ponieważ jej istnienie sugerowano już w latach dwudziestych XX wieku, podczas gdy ciemna energia została odkryta dopiero w 1998 roku. Wielkoskalowe eksperymenty, takie jak XENON1T, zostały zaprojektowane do bezpośredniego wykrywania ciemnej materii, poprzez poszukiwanie oznak ciemnej materii "uderzającej" w zwykłą materię, ale ciemna energia jest jeszcze bardziej nieuchwytna - powiedział dr Sunny Vagnozzi z Instytutu Kavli'ego w Cambridge, główny autor badań.

Do wykrycia śladów ciemnej energii konieczne jest namierzenie oddziaływań grawitacyjnych, czyli sposobu, w jaki grawitacja przyciąga obiekty do siebie. W skali kosmicznej efekt grawitacyjny jest odwrotny - odpycha obiekty od siebie i sprawia, że ekspansja Wszechświata przyspiesza.


Rok temu, eksperyment XENON1T odkrył coś niezwykłego. Naukowcy początkowo nie zdawali sobie znaczenia ze znaczenia detekcji, ale zaczęli badać odebrany sygnał pod kątem ciemnej energii.

Pierwszy trop padł na aksjony - hipotetyczne, lekkie cząstki elementarne produkowane przez Słońce. Wkrótce jednak je wykluczono, bo ilość aksjonów, które byłyby potrzebne do wygenerowania sygnału XENON1T nie pasowała do charakterystyki Słońca. Stąd sugestia, że sygnał może pochodzić od ciemnej energii.

Czym jest ciemna energia?
Naukowcy wciąż nie wiedzą, czym dokładnie jest ciemna energia, ale większość modeli fizycznych łączy ją z istnieniem tzw. piątej siły. Zgodnie z obowiązującym stanem wiedzy, istnieją cztery podstawowe siły: oddziaływania słabe (bozony), oddziaływania silne (gluony), oddziaływania elektromagnetyczne (fotony) i oddziaływania grawitacyjne (grawitony). Fizycy od dawna postulują istnienie piątego rodzaju oddziaływań, choć póki co nie ma żadnych wskazówek, czym może ono być.

Jeżeli piąta siła jest związana z ciemną energią, to musi być "ukryta" lub "ekranowana" w małych skalach i ujawniać się tylko w największych (kosmicznych), gdzie teoria grawitacji Einsteina nie wyjaśnia ekspansji Wszechświata. Wiele modeli ciemnej materii ma tzw. mechanizmy ekranujące, które ukrywają potencjalną piątą siłę.

Zespół Vagnozziego opracował model fizyczny wykorzystujący tzw. ekranowanie kameleonowe, aby udowodnić, że cząstki ciemnej materii produkowane w polu magnetycznym Słońca wyjaśniają sygnały XENON1T.

- Nasze ekranowanie kameleonowe wyłącza produkcję cząstek ciemnej energii w bardzo gęstych obiektach, unikając problemów, z jakimi borykają się aksjony. Pozwala nam również oddzielić to, co dzieje się w lokalnym bardzo gęstym Wszechświecie od tego, co dzieje się w największych skalach, gdzie gęstość jest ekstremalnie niska - dodał Vangnozzi.

Naukowcy zaprezentowali, co zostałoby wykryte w detektorze, gdyby cząstki ciemnej energii powstały w regionie Słońca zwanym tachokliną, gdzie występuje szczególnie silne pole magnetyczne. Zasugerowano, że nadmiar wykrytych cząstek może pochodzić od ciemnej energii.

To zaskakujące, ale okazuje się, że eksperymenty takie jak XENON1T, pierwotnie stworzone do wykrywania ciemnej materii, mogą służyć również do wykrywania ciemnej energii. Teraz fizycy muszą jeszcze potwierdzić, że odebrany sygnał nie był zwykłym przypadkiem. Jeżeli faktycznie coś wykryto, można się spodziewać, że przyszłe eksperymenty (LUX-Zeplin czy PandaX-xT) wykryją podobny nadmiar. To by oznaczało, że jesteśmy o krok od bezpośredniej detekcji ciemnej energii.

Źródło:INTERIA.Tech

 Jesteśmy coraz bliżej wykrycia ciemnej energii /123RF/PICSEL

 Zdjęcie ilustracyjne /123RF/PICSEL

 
https://nt.interia.pl/technauka/news-przelom-w-fizyce-jestesmy-o-krok-od-wykrycia-ciemnej-energii,nId,5485996

Przełom w fizyce - jesteśmy o krok od wykrycia ciemnej energii.jpg

Przełom w fizyce - jesteśmy o krok od wykrycia ciemnej energii2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Coś uderzyło w Jowisza
2021-09-16
Obserwatorzy z całego świata byli zaskoczeni, gdy dostrzegli, jak coś uderza w Jowisza. Jasny błysk odwrócił uwagę od prawdziwego celu obserwacji - tranzytu księżyca Io, którego cień jest rzucany na gazowego olbrzyma.


Moment ten udało się uchwycić podczas obserwacji planety przez astronomów z całego świata.
Harald Paleske obserwował ciemny cień Io rzucany na powierzchnię Jowisza, gdy zaskoczył go błysk światła. Trwał dwie sekundy. Jego zdaniem "to mogło być tylko uderzenie".
Paleske nagrywał wideo z tranzytu Io, gdy nastąpiło to zdarzenie. Przejrzał klatki wideo, szukając satelity lub samolotu, który mógł pojawić się jako jasna plama. Nie znalazł jednak żadnych dowodów na to, że zdarzenie miało miejsce blisko Ziemi, ani na to, że był świadkiem ziemskiego wydarzenia z Jowiszem jako tłem.
Inny astronom, José Luis Pereira z Brazylii, również uchwycił błysk z uderzenia. Podobnie francuski astrofotograf J.P. Arnould.

Co uderzyło w Jowisza? Jest za wcześnie, aby to stwierdzić, ale najbardziej prawdopodobnym sprawcą jest kometa lub asteroida o średnicy co najmniej 100 m. Teraz naukowcy chcą poszukać na tarczy Jowisza śladów po uderzeniu lub tymczasowej blizny, która powstała w wyniku uderzenia. Tak właśnie było podczas najbardziej znanej kolizji, czyli uderzenia komety Shoemaker-Levy 9, która w 1994 r. trafiła w Jowisza.


W Jowisza uderzyła kometa lub asteroida /materiały prasowe

Impact on the planet Jupiter.

https://youtu.be/hVSU_TJlSjY

Źródło:INTERIA.Tech
https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/astronomia/news-cos-uderzylo-w-jowisza,nId,5486101

Coś uderzyło w Jowisza.jpg

Coś uderzyło w Jowisza2.jpg

Coś uderzyło w Jowisza3.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić obrazków. Dodaj lub załącz obrazki z adresu URL.

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)