Skocz do zawartości

Astronomiczne Wiadomości z Internetu


Paweł Baran

Rekomendowane odpowiedzi

Teleskop Hubble’a o krok bliżej naprawienia
2021-12-01.
Naukowcy uruchomili kolejny instrument teleskopu Hubble’a. Trwają prace nad przywróceniem pełnej sprawności kosmicznego obserwatorium.
Zespół Kosmicznego Teleskopu Hubble’a uruchomił spektrograf teleskopu. To urządzanie analizujące światło obiektów. Dostarcza danych m.in. o składzie chemicznym, temperaturze i stadium ewolucji gwiazd. Teleskop jest coraz bliżej odzyskania pełnej sprawności.
Naukowcy pracują nad rozwiązaniem problemu, który wprowadził teleskop w tryb awaryjny. Opracowywane są zmiany w oprogramowaniu, które mają umożliwić pracę urządzeń nawet w przypadku utraty wielu komunikatów synchronizacyjnych.
Pechowy rok dla teleskopu Hubble'a
To już druga awaria Kosmicznego Teleskopu Hubble'a w tym roku. Wcześniej zepsuła się jednostka odpowiedzialna za zasilanie. Udało się przywrócić sprawność teleskopu, uruchamiając moduł zapasowy.
źródło: NASA
https://nauka.tvp.pl/57220299/teleskop-hubblea-o-krok-blizej-naprawienia

Teleskop Hubble’a o krok bliżej naprawienia.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Symulacje komputerowe pokazują co może stać się z gwiazdą, która za bardzo zbliży się do czarnej dziury
2021-12-02.
Symulacje komputerowe pokazują, że nie każda „normalna” gwiazda (astronomowie nazywają tak gwiazdy ciągu głównego), która minie w odległości ~40 milionów km supermasywną czarną dziurę o masie 1 miliona mas Słońca zostanie rozproszona przez potworne siły pływowe. Ciekawe, że nie zależy to jednoznacznie od masy gwiazdy, ale od czegoś innego.
Co się stanie, gdy gwiazda zbliży się za bardzo do supermasywnej czarnej dziur?
Nastąpi wtedy zjawisko rozerwania pływowego TDE (skrót z j.ang.: Tidal Disruption Event). Astronomów zainteresowało, dlaczego niektóre gwiazdy są niszczone podczas, gdy inne potrafią przetrwać takie bliskie spotkanie z supermasywną czarną dziurą tylko nieco pokiereszowane.
Aby rozgryźć jego dynamikę, astronomowie stworzyli symulację, którą uruchomili na superkomputerze i testowali osiem gwiazd ciągu głównego o różnych masach. Te gwiazdy były wyrzucane w kierunku supermasywnej czarnej dziury o masie 1 miliona mas Słońca. Wyniki okazały się zaskakujące.
Wykorzystano modele gwiazd od 0.15 do 10 mas Słońca. Wszystkie gwiazdy zostały skierowane tak, aby supermasywną czarną dziurę minęła w odległości około 24 miliony mil (38.4 milionów km).
Dobrą wiadomością jest to, że gwiazda o masie Słońca (1 Mʘ) przetrwała takie bliskie spotkanie. Podobnie było z gwiazdami o masach 0.15 Mʘ, 0.3 Mʘ i 0.7 Mʘ. Natomiast gwiazdy o masach 0.4 Mʘ, 0.5 Mʘ, 3 Mʘ i 10 Mʘ uległy całkowitej dezintegracji – część stała się materią międzygwiazdową, a część została pochłonięta przez czarną dziurę.

Skąd wzięła się ta niezgodność ?
Badacze zdali sobie sprawę, że wielkość gwiazdy nie determinuje tego, czy gwiazda przetrwa spotkanie z czarną dziurą, ale jej gęstość wewnętrzna. Szczegóły widać na wideo przygotowanym przez NASA pt. Supercomputer Simulations Test Star-destroying Black Holes
W powyższej symulacji kolor żółty reprezentuje największe gęstości, a niebieski - najmniejsze.
Te symulacje zostały przygotowane przez Taeho Ryu (Max Planck Institute for Astrophysics, Garching, Niemcy). Są to pierwsze symulacje, które łączą Ogólną Teorię Względności Einsteina z realistycznymi modelami gęstości gwiazd.
Te symulacje pomogą astronomom oszacować jak często występuje pełna dezintegracja pływowa gwiazd we Wszechświecie i ich celem jest uzyskanie bardziej dokładnego obrazu przebiegu tego zjawiska.
Opracowanie: Ryszard Biernikowicz

Więcej informacji:

Publikacja naukowa: Tidal Disruptions of Main-sequence Stars. I. Observable Quantities and Their Dependence on Stellar and Black Hole Mass
ArXiv: Tidal Disruptions of Main Sequence Stars  I. Observable Quantities and their Dependence on Stellar and Black Hole Mass
Materiały popularnonaukowe:
Scientists Fling Model Stars at a Virtual Black Hole to See Who Survives
Supercomputer Simulations Test Star-destroying Black Holes
 
Źródło: NASA

Ilustracja przedstawia (od lewej do prawej) cztery migawki z symulacji, gdy wirtualny model Słońca zbliża się do czarnej dziury o masie 1 miliona mas Słońca. Gwiazda jest rozciągana, traci część masy i następnie zaczyna odzyskiwać sferyczny kształt, gdy oddala się od czarnej dziury. W tej symulacji kolor żółty reprezentuje największe gęstości, a niebieski – najmniejsze. Źródło: NASA's Goddard Space Flight Center/Taeho Ryu (MPA)
Parametry symulacji - gwiazdy ciągu głównego o różnych masach miją supermasywną czarną dziurę o masie 1 miliona mas Słońca w odległości 24 miliony mil (38.4 milionów km). Oprac. na podstawie: NASA's Goddard Space Flight Center/Taeho Ryu (MPA)

Trzy momenty w symulacji rozerwania pływowego ośmiu gwiazd ciągu głównego (masy gwiazd podane w górnym lewym rogu każdego kwadratu) przez supermasywną czarną dziurę o masie 1 miliona Mʘ. Biała strzałka wskazuje na „X”, czyli aktualną pozycję gwiazdy na orbicie zbliżeniowej. Dla gwiazd o masach 0.15 Mʘ, 0.3 Mʘ, 0.4 Mʘ każdy bok kwadratu odpowiada średnicy Słońca, dla 0.5 Mʘ, 0.7 Mʘ, 1 Mʘ – dwukrotnej średnicy Słońca, a dla 3 Mʘ, 10 Mʘ, - dziesięciokrotnej średnicy Słońca. Przetrwały gwiazdy o masach 0.15 Mʘ, 0.3 Mʘ, 0.7 Mʘ i 1 Mʘ. Zniszczeniu uległy gwiazdy o masach 0.4 Mʘ, 0.5 Mʘ, 3 Mʘ i 10 Mʘ. W tej symulacji kolor żółty reprezentuje największe gęstości, a niebieski – najmniejsze. Oprac. na podstawie: NASA's Goddard Space Flight Center/Taeho Ryu (MPA)

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/symulacje-komputerowe-pokazuja-co-moze-stac-sie-z-gwiazda-ktora-za-bardzo-zblizy-sie-do

Symulacje komputerowe pokazują co może stać się z gwiazdą, która za bardzo zbliży się do czarnej dziury.jpg

Symulacje komputerowe pokazują co może stać się z gwiazdą, która za bardzo zbliży się do czarnej dziury2.jpg

Symulacje komputerowe pokazują co może stać się z gwiazdą, która za bardzo zbliży się do czarnej dziury3.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ameryka przegrywa wyścig kosmiczny z Chinami i otwarcie to przyznaje
2021-12-02. Radek Kosarzycki
Pięćdziesiąt lat propagandy, intensywnego tworzenia legendy NASA, jako siedziby naukowców, którzy umieścili człowieka na Księżycu, właśnie rozmieniane jest na drobne. Amerykańska stacja kosmiczna się sypie, a powrót na Księżyc wydaje się coraz odleglejszy, a nie coraz bliższy. Tymczasem Chiny, kraj, który do niedawna nie istniał w przestrzeni kosmicznej już teraz ma technologie, o których Amerykanie mogą jedynie marzyć.
Gdyby tak dziesięć lat temu ktoś powiedział, że w ciągu dekady NASA będzie w stresie goniła Chiny jako lidera technologii kosmicznej, groziłoby to zgonem spowodowanym atakiem śmiechu. Dzisiaj z takiego stwierdzenia nikt już by się nie śmiał.
Amerykanie męczą się z dwudziestoletnią, starzejącą się stacją kosmiczną, Boeing mimo 10 lat prac wciąż nie jest w stanie nawet przetestować swojego załogowego statku kosmicznego, SpaceX ma poważne problemy z produkcją silników do rakiety Starship, a program powrotu astronautów na powierzchnię Księżyca boryka się z tyloma problemami, że pierwotnie planowana na 2024 r. pierwsza wizyta astronautów na Księżycu dosłownie z dnia na dzień opóźnia się o kolejne lata.
Tymczasem po drugiej stronie świata, Chiny realizują swój program kosmiczny precyzyjnie i bez opóźnień. W połowie roku pierwsza chińska sonda międzyplanetarna dotarła do Marsa - Tianwen 1 - prawidłowo weszła na orbitę, bezpiecznie dostarczyła lądownik na powierzchnię planety, a następnie rozpoczęła eksplorację planety za pomocą łazika. Tradycyjnie osiągnięcie tych wszystkich celów wymagało co najmniej trzech osobnych misji. Chiny poszły na skróty. Co więcej, w kwietniu na orbitę okołoziemską trafił pierwszy moduł chińskiej stacji kosmicznej Tiangong. Obecnie na pokładzie stacji znajduje się już druga załoga, która w najbliższych tygodniach będzie wspierała rozszerzanie stacji o kolejny moduł.
Kosmos jednak to nie tylko misje kosmiczne
Gen. David Thompson z Sił Kosmicznych USA przyznaje, że Chiny bardzo szybko rozwijają technologie, które mogą im posłużyć w zdobyciu całkowitej dominacji w przestrzeni kosmicznej. Jak przyznaje w rozmowie z Washington Post, chińskie i rosyjskie satelity nie próżnują na orbicie i bezustannie zakłócają pracę satelitów amerykańskich. Niemalże codziennie satelity są ofiarą cyber-ataków, wiązek laserowych, czy też instrumentów zagłuszających komunikację na falach radiowych.
Thompson przyznaje, że już wkrótce Chiny mogą wyprzedzić Stany Zjednoczone w rozwoju nowych technologii kosmicznych. Jeżeli Amerykanie nie przyspieszą tempa prac, do końca lat dwudziestych Chiny będą bezsprzecznym liderem w przestrzeni kosmicznej.
Oprócz utrudniania życia amerykańskim satelitom Chiny opracowują także przewagę w militarnym wykorzystaniu przestrzeni kosmicznej. W październiku br. chińska armia przeprowadziła udany test pocisku hipersonicznego, w ramach którego pocisk hipersoniczny okrążył Ziemię, a następnie uwolnił pocisk, który uderzył zaledwie 30 km od planowanego celu.
W najnowszym wydaniu magazynu Financial Times gen. Chance Saltzman z Sił Powietrznych USA przyznał, że pojazd hipersoniczny wykorzystywany przez Chińczyków jest bardziej zaawansowany niż sądzono. Najnowsze informacje wskazują na to, że pociski mogą pozostawać na orbicie przez całe miesiące, w gotowości oczekując na wystrzelenie w kierunku celu, odpowiedniego, niezwykle szybkiego pocisku. Stany Zjednoczone jak na razie nie mają nie tylko odpowiednika takiej broni, ale także systemów zdolnych obronić cele na terytorium kraju przed pociskami tego typu.
https://spidersweb.pl/2021/12/ameryka-przegrywa-wyscig-kosmiczny-z-chinami.html

Ameryka przegrywa wyścig kosmiczny z Chinami i otwarcie to przyznaje.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Z głową w gwiazdach

Dotarła do mnie przed chwilą szokująca i bardzo smutna informacja. Odszedł od nas Krzysztof Zbroszczyk. Miłośnik astronomii, fotograf, nasz kolega. Jeśli choć raz byliście na legendarnym, bieszczadzkim zlocie miłośników astronomii to Krzysiek na pewno zrobił wam przynajmniej jedno zdjęcie.

Zawsze uśmiechnięty, pełen energii, otwarty. Świetny gość!

Takim zawsze będziemy Cię pamiętali.

Za szybko, Krzysiek... ;(

Ogromne wyrazy współczucia dla rodziny Krzysztofa.

https://www.facebook.com/

 

262978465_4737013129690531_4088993178300986789_n.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Spotkanie z cyklu „Galaktyka kobiet”. Zachęta do podjęcia kariery w nauce i technice
2021-12-02.
Zespół ESERO Polska z Centrum Nauki Kopernik zaprasza 2 grudnia (czwartek) o godz. 18.00 na spotkanie z cyklu Galaktyka kobiet. Wydarzenie skierowane jest głównie do uczestniczek w wieku 15-19 lat, poszukujących niebanalnej ścieżki rozwoju zainteresowań i kariery zawodowej w powiązaniu z sektorami zaawansowanych technologii. Tematykę przedstawią uznane specjalistki z dużym dorobkiem naukowo-inżynieryjnym – wśród nich, prof. Iwona Stanisławska, dyrektor Centrum Badań Kosmicznych PAN.
Spotkania z cyklu Galaktyka kobiet mają stanowić zachętę do wybierania nauk ścisłych, studiowania inżynierii i planowania kariery w branżach zaawansowanych technologii, zwłaszcza w sektorze kosmicznym. Zaproszone na spotkanie trzy ekspertki odniosą się do kwestii związanych z podążaniem za pasją, wytrwałością w dążeniu do celu, a także kryteriami wyboru drogi życiowej. Porozmawiają o sukcesach i porażkach odnoszonych podczas pracy w zawodach, które niegdyś charakteryzowały się mniejszym udziałem kobiet.
Centrum Nauki Kopernik kieruje ofertę związaną z wydarzeniem do młodych uczestniczek stojących przed wyborem drogi życiowej - szczególnie do uczennic szkół średnich (liceum oraz technikum), interesujących się naukami ścisłymi, badaniami, projektowaniem, a także najnowszymi technologiami, motoryzacją bądź rozwojem branży kosmicznej.
W gronie prelegentek bieżącego wydarzenia są:
Dr Anna Łosiak - geolog planetarny, pracuje w Instytucie Nauk Geologicznych PAN - bada małe kratery uderzeniowe na Ziemi oraz powierzchnię Marsa. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, Michigan State University oraz Uniwersytetu w Wiedniu. Stypendystka Marie Sklodowska-Curie Actions Individual Fellowship, Fulbrighta i grantów NCN oraz Fundacji dla Nauki Polskiej. Pracowała naukowo w Lunar and Planetary Institute w Houston, gdzie miała dostęp do laboratoriów NASA. Prowadziła badania terenowe w kilkunastu kraterach uderzeniowych na całym świecie.
Dr Ewa Łabno-Falęcka - Dyrektor Komunikacji Korporacyjnej i Relacji Zewnętrznych w Mercedes-Benz Polska i Mercedes-Benz Manufacturing Poland. Absolwentka filologii niemieckiej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Obroniła doktorat z komparatystyki na Uniwersytecie w Tybindze. Pracowała naukowo na uczelniach w Polsce i w Niemczech. W latach 1993-1999 była radcą do spraw kultury w Ambasadzie RP w Bonn. Od 2000 roku jest odpowiedzialna za komunikację wewnętrzną i relacje zewnętrzne w Grupie Daimler AG w Polsce. Laureatka wielu nagród branżowych (m.in. „Golden Arrow”, „PRotony”, Dyrektor Marketingu Roku: „Thinking Outside of the Box” - dwukrotnie). "Businesswoman of the Year” (2016) w Konkursie Pisanym Szminką (w kategorii: Korporacja). Członkini Rady Marek Superbrands i Rady Programowej Kongresu Kobiet. Współzałożycielka i pierwsza prezes Stowarzyszenia Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego (2006-2010); współzałożycielka i pierwsza prezes Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie (2008-2012).
Prof. dr hab. Iwona Stanisławska - dyrektor Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk. Absolwentka Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Pracę z zespołem naukowców, którzy tworzyli CBK PAN, rozpoczęła już w trakcie studiów. Od 1979 roku do dzisiaj nieustannie związana z Instytutem. Przeszła drogę od asystentki, przez adiunkta, kierowniczkę serwisu heliograficznego, aż po stanowisko dyrektor CBK PAN. Staż naukowy odbyła na Uniwersytecie Fryderyka Wilhelma w Bonn. W 1992 roku jako jedna z pierwszych osób w krajach postkomunistycznych otrzymała stanowisko kierowniczki europejskiego grantu PECO. Opracowała drugi na świecie automatyczny system przetwarzania danych obserwacyjnych Słońca i przestrzeni okołoziemskiej. Była kierowniczką w grupie liderów siedmiu projektów europejskich COST (Cooperation in the Field of Scientific and Technical Research). Jest autorką ponad 200 artykułów naukowych publikowanych w najważniejszych czasopismach branżowych.

Spotkanie będzie odbywało się w formule zdalnej. „To unikatowa możliwość bliskiego, koleżeńskiego spotkania z kobietami, które już przetarły ścieżki kariery w sektorze kosmicznym, branży samochodów przyszłości czy naukowych badaniach kosmosu i dzięki własnej pracy odniosły sukces” – deklarują organizatorzy, zwracając również uwagę, że firmy oraz instytuty badawcze wciąż szukają młodych osób, które potrafią krytycznie myśleć, są kreatywne i nie boją się wyzwań. „Potrzebne są programistki, projektantki aplikacji w najnowszych technologiach, konstruktorki pojazdów autonomicznych w przemyśle samochodowym i inne specjalistki w różnych dziedzinach: psychologii, medycynie, geologii planetarnej, energetyce przyszłości” – czytamy w komunikacie ESERO.
W toku wydarzenia omawiane mają być tematy związane m.in. z badaniem skutków uderzeń asteroid, doborem kadr w projektach dotyczących wysyłania satelitów na orbity, a także obowiązkami dyrektor Centrum Badań Kosmicznych. Poruszana tematyka ma obejmować także zagadnienia z zakresu projektowania i produkcji autonomicznych pojazdów oraz planowania misji kosmicznych.
Więcej informacji na temat wydarzenia – na stronie internetowej ESERO.
Wydarzenie można śledzić za pośrednictwem mediów społecznościowych oraz serwisu YouTube.
„Galaktyka kobiet” to projekt realizowany przez Europejskie Biuro Edukacji Kosmicznej (ESERO-Polska) w Centrum Nauki Kopernik.
Ilustracja: ESERO/Galaktyka kobiet [esero.kopernik.org.pl]
SPACE24
https://www.space24.pl/spotkanie-z-cyklu-galaktyka-kobiet-zacheta-do-podjecia-kariery-w-nauce-i-technice

Spotkanie z cyklu Galaktyka kobiet. Zachęta do podjęcia kariery w nauce i technice.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Satelity USA "atakowane codziennie". Space Force o nasileniu rywalizacji z Chinami i Rosją
2021-12-02.
W wywiadzie udzielonym dziennikowi "The Washington Post", wiceszef operacji kosmicznych komponentu US Space Force, gen. David Thompson wskazał, że amerykańskie satelity na orbicie są celem codziennych ataków obezwładniających ze strony Chin i Rosji. Zdaniem wysokiego przedstawiciela amerykańskich sił kosmicznych, Państwo Środka poczyniło znaczące postępy na polu doskonalenia technik oddziaływania w kosmosie, wyprzedzając już pod tym względem Rosję. Co więcej, gen. Thompson zasugerował, że Chiny na tyle szybko zwiększają swoje możliwości obezwładniania satelitów (głównie z wykorzystaniem naziemnych systemów oddziaływania elektromagnetycznego), że mogą jeszcze w tej dekadzie dogonić pod tym względem USA.
Generał David Dean Thompson, wiceszef operacji kosmicznych US Space Force, udzielił wypowiedzi dziennikowi "The Washington Post" przy okazji konferencji Halifax International Security Forum, przebiegającej w dniach 19-21 listopada br. w kanadyjskiej Nowej Szkocji. Forum rozpoczęło się zaledwie cztery dni po szeroko komentowanym rosyjskim teście pocisku antysatelitarnego, który doprowadził do rozbicia na stosunkowo dużej wysokości orbitalnej (między 520 a 440 km nad Ziemią) nieczynnego, poradzieckiego satelity zwiadu elektronicznego (Kosmos-1408/Ikar-38) - na tysiące potencjalnie groźnych fragmentów. Jak wskazała wówczas amerykańska agencja kosmiczna (NASA), test sprowadził bezpośrednie niebezpieczeństwo dla funkcjonowania Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS).
Rosyjskie działanie spotkało się z szeroką międzynarodową krytyką, w tym ze strony rządów USA, Francji i Wielkiej Brytanii, jak również sekretariatu generalnego NATO na czele z jego szefem, Jensem Stoltenbergiem. Wydarzenie sprowokowało też ponowną dyskusję na temat skutków potencjalnych przyszłych konfliktów w kosmosie.
Wypowiadając się w tym kontekście, gen. Thompson podkreślił, że Chiny i Rosja regularnie atakują satelity USA z użyciem, jak to określił, "środków odwracalnych" - czyli takich, które nie powodują trwałego skutku w aparaturze satelitów. W zakresie tym mieszczą się metody niekinetyczne, obejmujące "oślepianie" promieniowaniem laserowym, zakłócanie elektromagnetyczne i cyberataki. Jednocześnie zaznaczył, że katalog i poziom skomplikowania tych ataków drastycznie rosną.
"Skala zagrożeń realnie wzrasta i poszerza się każdego dnia. I jest to postęp ewolucyjny, trwający od długiego czasu" - podkreślił gen. Thompson. "Jesteśmy już teraz w punkcie, w którym istnieje cały zestaw sposobów, za przyczyną których nasze systemy kosmiczne mogą być kontestowane" - dodał.
Jak przypominają komentatorzy m.in. serwisu The Drive, to nie pierwszy raz, kiedy amerykańscy wysocy przedstawiciele publicznie sugerują, że inne państwo dokonało niekinetycznego, obezwładniającego ataku na amerykańskiego satelitę. Co ciekawe, już w 2006 roku National Reconnaissance Office (NRO), główna agencja wywiadu satelitarnego rządu Stanów Zjednoczonych, przedstawiła stanowisko, zgodnie z którym amerykański satelita rozpoznawczy został „opromieniowany” wiązką pochodzącą z naziemnego chińskiego systemu laserowego. „To był test... To skłania nas do myślenia” – skomentował to wydarzenie ówczesny dyrektor NRO, Donald Kerr. W tamtych okolicznościach zwrócono jednak uwagę, że incydent "nie miał żadnego wpływu na możliwości zbierania danych wywiadowczych przez satelitę".
W kwestii obecnie rozpatrywanych zagrożeń, gen. Thompson był również pytany o to, czy poza przypadkami dotyczącymi ataków "czasowo obezwładniających" amerykańskie satelity, zdarzają się także ataki destruktywne. Thompson odmówił tutaj komentarza.
Nadmienił przy tym, że w 2019 roku Rosjanie kilkukrotnie stwarzali sytuacje niebezpieczne (grożące fizycznym zniszczeniem satelity), dokonując ryzykownych przelotów i manewrów na orbicie, w bezpośrednim otoczeniu amerykańskich systemów. Zwrócono też uwagę, że w 2020 roku Rosja przeprowadziła prawdopodobnie demonstrację kinetycznego systemu rażenia z wykorzystaniem przedmiotu-pocisku miotanego z wnętrza eksperymentalnego satelity.
Thompson ocenił, że pod względem zdolności w kosmosie, Chiny już dawno przegoniły Rosję i rozwijają się w tempie, które pozwoli również przeskoczyć USA w ciągu kilku lat. Dodał, że Pekin wysyła obecnie na orbitę dwukrotnie więcej satelitów niż USA. "Wciąż jesteśmy najlepsi na świecie jeśli chodzi o zdolności. Ale oni szybko nas doganiają. Jeśli nie zaadaptujemy swojego podejścia, powinniśmy być zaniepokojeni już pod koniec dekady" - powiedział.
"The Washington Post" notuje, że przedstawiciele amerykańskiej administracji zwrócili się do chińskich władz o rozpoczęcie rozmów na temat kontroli zbrojeń nuklearnych oraz zbrojeń w kosmosie, ale według strony amerykańskiej Chiny nie są tym zainteresowane. Z kolei Chiny i Rosja utrzymują, że USA blokują prawnomiędzynarodowe inicjatywy zakładające traktatowe unormowanie kwestii  kosmicznej rywalizacji.
Źródło: The Washington Post/The Drive/PAP
Ilustracja: Stéphane Courteau/Queen's University [gemini.edu]
Gen. David D. Thompson. Fot. US Space Force [spaceforce.mil]
SPACE24
https://www.space24.pl/satelity-usa-atakowane-codziennie-space-force-o-nasileniu-rywalizacji-z-chinami-i-rosja

Satelity USA atakowane codziennie  Space Force o nasileniu rywalizacji z Chinami i Rosją.jpg

Satelity USA atakowane codziennie  Space Force o nasileniu rywalizacji z Chinami i Rosją2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ktoś wywiercił otwór. „Amerykanka zrobiła dziurę w naszym statku kosmicznym” - mówią Rosjanie
2021-12-02. Radek Kosarzycki
Od kilkudziesięciu miesięcy trwa śledztwo mające wyjaśnić pochodzenie szczelin, które pojawiły się w poszyciu rosyjskiego statku kosmicznego Sojuz przycumowanego do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej w 2018 roku. To właśnie przez owe szczeliny powietrze z pokładu stacji kosmicznej stopniowo uciekało w przestrzeń.
Teraz jednak okazuje się, że śledztwo prowadzone przez Rosję zmierza w dość osobliwym kierunku. Rosjanie poinformowali właśnie, że w najbliższym czasie zamierzają oskarżyć jednego z amerykańskich astronautów za celowe uszkodzenie poszycia statku Sojuz w akcie swoistego kosmicznego sabotażu.
Ktoś wywiercił otwór
Warto tutaj przypomnieć, że w 2018 r. rosyjscy kosmonauci odkryli niewielki otwór wywiercony w poszyciu statku Sojuz MS-09. Sam otwór został bardzo szybko uszczelniony, a wyciek wyeliminowany. Jak jednak przekonywali kosmonauci, sytuacja była niezwykle poważna. Gdyby bowiem otworu nie dostrzeżono całe powietrze na pokładzie stacji kosmicznej mogłoby uciec z wnętrza w ciągu maksymalnie dwóch tygodni.

Na przestrzeni ostatnich trzech lat od czasu do czasu w rosyjskich mediach wspominających o tym incydencie przewijała się informacja o tym, że wykonania otworu dopuściła się jedna z amerykańskich astronautek Serena Auñón-Chancellor. Jak przekonywały media Auñón-Chancellor miała doświadczyć silnego stresu na pokładzie stacji i wykonać otwór w celu sprowokowania szybszego powrotu na Ziemię. Jak można się spodziewać, strona amerykańska odrzuca wszelkie zarzuty tego typu.
Kontekst
Kwestia tego kto tak naprawdę dokonał odwiertu pozostaje otwarta. Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie mówi, że otwór powstał w procesie produkcji lub testowania statku jeszcze na Ziemi.

Warto jednak zauważyć, że Rosja wraca do tego tematu po trzech latach od incydentu i to akurat wtedy, gdy sama jest oskarżana za wielokrotne sprowadzenie zagrożenia na astronautów znajdujących się na pokładzie stacji kosmicznej: najpierw poprzez nieprawidłowe działanie silników modułu Nauka, który kilka miesięcy temu obrócił stację kosmiczną o 540 stopni, następnie przez nieprawidłowe działanie silników statku Sojuz, który także obrócił stację kosmiczną, a w końcu przez test pocisku antysatelitarnego, który doprowadził do zniszczenia nieaktywnego satelity Kosmos 1408. Ten ostatni test doprowadził do powstania chmury tysięcy śmieci kosmicznych, które według ekspertów przez długie lata będą zagrażały zarówno satelitom znajdującym się na podobnej orbicie, ale także astronautom i kosmonautom znajdującym się na pokładzie stacji kosmicznej.
W ostatnich dniach NASA zmuszona była odwołać spacer kosmiczny dwójki astronautów ze względu na zagrożenie ze strony przelatujących w pobliżu śmieci kosmicznych. Elon Musk także przyznał, że w ostatnich dniach ze względu na odłamki z testu ASAT jego firma zmuszona była wykonać kilka manewrów zmiany orbity satelitów Starlink, aby utrzymać bezpieczną odległość od stacji kosmicznej.

Możliwe zatem, że Roskosmos chce odwrócić od siebie uwagę przypominając o domniemanych występkach strony przeciwnej. Szkoda tylko, że robi to w tak niepoważny sposób.
Soyuz MS-09 launch
https://www.youtube.com/watch?v=00uftjSjcnk
https://spidersweb.pl/2021/12/rosja-oskarza-amerykanska-astronautke-o-sabotaz-w-kosmosie.html

Ktoś wywiercił otwór. Amerykanka zrobiła dziurę w naszym statku kosmicznym - mówią Rosjanie.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Giewont, wielki Księżyc i helikopter. Autor zdradza nam, jak powstało to niezwykłe zdjęcie
2021-12-02. Krzysztof Basel
Petr Lukes zrobił coś więcej niż zwykłe zdjęcia z Tatr. Fotograf nie tylko dobrze się przygotował, by wykonać to zdjęcie. Już na miejscu stało się coś, co sprawiło, że jego fotografia zyskała ogromną popularność w sieci. Zapytałem autora o szczegóły.
Popularny serwis Tatromaniak opublikował ostatnio na Facebooku świetne i unikalne zdjęcie. Jego autor, czeski fotograf Petr Lukes, uchwycił Giewont z Księżycem w tle oraz nadlatujący helikopter TOPR-u.
Obraz szybko stał się bardzo popularny. Przez kilka dni od publikacji otrzymał ponad 10 tys. latków, 100 komentarzy i został udostępniony blisko 750 razy. Internauci zaczęli nawet robić swoje przeróbki tego zdjęcia, a także publikować w komentarzach ujęcia Giewontu z innej strony (chociaż bez helikoptera).
Większość osób wyraża zachwyt nad fotografią. Niektórzy mogą się jednak zastanawiać, jak udało się uchwycić taki moment oraz czy Księżyc w tle nie został wklejony.
Zdjęcie Giewontu wykonano z odległości niecałych 5 km
Jak zatem powstało to zdjęcie? Jego autor to doświadczony fotograf, który niejedną dobrą fotografię w górach wykonał. Opisywane zdjęcie nie powstało przypadkiem przy okazji zwykłej wycieczki w góry. Petr Lukes dokładnie wiedział, gdzie powinien się udać, aby uchwycić taki kadr. Autor zdjęcia przebywał wówczas na Kościelisku, skąd jego odległość od fotografowanego obiektu wynosiła niecałe 5 km. Miał też odpowiedni sprzęt. Nie planował jednak, że do jego zdjęcia dosłownie wleci helikopter.
Obliczyłem sobie, skąd będzie pochodził księżyc ze szczytu Giewontu. Jednak gdy w kadrze pojawił się śmigłowiec, było to duże zaskoczenie. Zdjęcie zostało wykonane na aparacie Sony A7 III i obiektywie Sigma 100-400 mm, przy ogniskowej 400 mm. I tak, to jest prawdziwe zdjęcie.
Petr Lukes dla Spider's Web
Na potwierdzenie twórca podesłał mi dwa zdjęcia wykonane tuż przed, gdzie widać nadlatujący helikopter.
Teleobiektywy pozwalają skompresować przestrzeń
Jak to zatem możliwe, że Księżyc jest tak wielki na zdjęciu? To wszystko kwestia perspektywy. Fotograf korzystał z długiego teleobiektywu, zdjęcie wykonał na ogniskowej 400 mm. Był daleko od obiektu. Tego typu obiektywy na zdjęciach kompresują przestrzeń, sprawiając, że obiekty wydają się większe i bliższe siebie niż normalnie. Tę kompresję przestrzenną można wykorzystać do spłaszczania obrazów i tworzenia abstrakcyjnych wzorów. Taki efekt jest celowo wybierany przez wielu fotografów krajobrazu, aby uzyskać ciekawe kadry.
Więcej prac Petra Lukesa można obejrzeć na jego stronie, Instagramie i Facebooku.
Giewont, fot. Petr Lukes.
Giewont, szersze ujęcie, fot. Petr Lukes.
Giewont, fot. Petr Lukes
https://spidersweb.pl/2021/12/giewont-ksiezyc-tatry-zdjecie.html

Giewont, wielki Księżyc i helikopter. Autor zdradza nam, jak powstało to niezwykłe zdjęcie.jpg

Giewont, wielki Księżyc i helikopter. Autor zdradza nam, jak powstało to niezwykłe zdjęcie2.jpg

Giewont, wielki Księżyc i helikopter. Autor zdradza nam, jak powstało to niezwykłe zdjęcie3.jpg

Giewont, wielki Księżyc i helikopter. Autor zdradza nam, jak powstało to niezwykłe zdjęcie4.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Amazon po cichu zastanawia się, jak zasłonić Słońce. Wszystko jednak dla naszego dobra
2021-12-02. Radek Kosarzycki
Amazon wpadł na pomysł, jak ukrócić globalne ocieplenie i ratować naszą planetę. Kryzys klimatyczny wszak pędzi i nawet kontrowersyjne pomysły nie są już tak kontrowersyjne w obliczu tragedii, jaka się szykuje. Dlatego uwaga: Amazon chce zasłonić Słońce.
Przyspieszające w ostatnich latach zmiany klimatu niebezpiecznie zbliżają nas do momentu, w którym cokolwiek byśmy zrobili, nie będziemy już w stanie zatrzymać wzrostu temperatur na odpowiednio niskim poziomie. Co będzie potem? Perspektywy są przejmujące: masowe migracje setek milionów ludzi uciekających z miejsc, w których będzie zbyt gorąco, by żyć, to tylko początek.
Stopniowe ogrzewanie klimatu sprawia, że na całym świecie geofizycy, fizycy, chemicy, klimatolodzy poszukują sposobów powstrzymania dalszych zmian. Jednym z proponowanych już wielokrotnie pomysłów jest zmniejszenie ilości światła słonecznego docierającego do powierzchni Ziemi. Gdyby ziemska atmosfera więcej światła odbijała z powrotem w przestrzeń kosmiczną, temperatury na Ziemi nie mogłyby już tak szybko rosnąć. Problem jednak w tym, jak ograniczyć ilość światła na Ziemi? Ilości emitowanego przez Słońce światła nie zmienimy. Jedyne zatem co możemy zrobić to zmienić naszą atmosferę tak, aby odbijała więcej światła w kosmos. W tym celu naukowcy wielokrotnie już proponowali, aby w górnych warstwach atmosfery rozpylić aerozole, których cząstki byłyby w stanie odbijać przynajmniej część światła z powrotem w przestrzeń kosmiczną.
Problem w tym, że tak naprawdę nie wiadomo, jaki byłby efekt uwolnienia potężnej ilości aerozoli do atmosfery, a ewentualne odwrócenie tak wprowadzonych zmian byłoby już niemożliwe. Z tego też powodu, nawet niewielkie eksperymenty, które miałyby sprawdzić wpływ aerozoli na atmosferę na niewielkim obszarze nad Ziemią proponowane w 2020 roku m.in. przez Billa Gatesa, ostatecznie na skutek protestów nie zostały zrealizowane.
Amazon ma sposób na globalne ocieplenie
Teraz jednak okazuje się, że firma innego miliardera, Jeffa Bezosa, także wspomaga prace nad takim rozwiązaniem. Tym razem jest to jednak bezpieczna praca. We współpracy z National Center for Atmospheric Research oraz z firmą SilverLining zajmującą się geoinżynierią, Amazon tworzy niezwykle wyrafinowane modele komputerowe, w których badany jest wpływ aerozoli na atmosferę i na klimat.
Stworzenie symulacji klimatu wymaga niewyobrażalnych mocy obliczeniowych. Tutaj jednak właśnie Amazon przychodzi naukowcom z pomocą, użyczając mocy swoich superkomputerów do wykonywania obliczeń.
Dzięki temu naukowcy planują w najbliższym czasie wykonać 30 różnych symulacji ewolucji klimatu po wprowadzeniu do atmosfery różnych ilości aerozoli, które miałyby ochłodzić naszą rozgrzaną planetę.
Niezależnie od wyniku symulacji, opory przed manipulowaniem klimatem z pewnością w najbliższych latach nie znikną. Z drugiej strony być może warto jednak wiedzieć, „co by było, gdyby”. Jeżeli bowiem walka ze zmianami klimatu będzie przez kilkadziesiąt kolejnych lat wyglądała tak samo jak dzisiaj, to za jakiś czas geoinżynieria może okazać się dla nas jedynym wyjściem i ostatnią szansą. Lepiej być na to przygotowanym.
https://spidersweb.pl/2021/12/amazon-geoinzynieria-klimatu.html

Amazon po cichu zastanawia się, jak zasłonić Słońce. Wszystko jednak dla naszego dobra.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Proxima Centauri: daleka bliska gwiazda
2021-12-02.
Proxima Centauri jest najsłabszą i najmniejszą z układu gwiazd Alfa Centauri, ale ma zaszczyt być najbliższą Słońcu ze wszystkich gwiazd we Wszechświecie, których są miliardy. To dość zwykły czerwony karzeł, mający około 14% średnicy Słońca. Niestety, widać go tylko na południowym niebie.
Sporo osób sądzi, że to Alfa Centauri jest najbliższą Słońcu gwiazdą, i jest to w zasadzie prawdą. Jest na tyle jasna, że łatwo znaleźć ją  na niebie. Znajduje się w odległości zaledwie 4,35 lat świetlnych stąd i rzeczywiście jest najbliższą z gwiezdnych sąsiadek Słońca, ale to nie wszystko. Choć wydaje się pojedynczą gwiazdą, bliższa inspekcja pokazuje, że jest tak naprawdę związanym grawitacyjnie układem trzech gwiazd. Dwie, Alfa Centauri A i B (oficjalnie nazwane Rigil Kentaurus i Toliman), to układ podwójny gwiazd, które są mniej więcej tej samej wielkości co Słońce. Gdy więc spoglądamy na Alfę Centauri, widzimy połączone światło tych dwóch jasnych gwiazd. Trzecim składnikiem układu, oddzielonym od pozostałych dwóch znacznie większą odległością, jest Alfa Centauri C – czyli właśnie Proxima Centauri. Proxima znajduje się w odległości około 4,24 lat świetlnych od nas, więc to ona ma obecnie przyznany (po precyzyjnych pomiarach) status gwiazdy najbliższej. Pomimo tej bliskości widać ją słabo, po części dlatego, że emituje większość energii w niewidocznej dla naszych oczu podczerwieni.
Nie należy też w tym przypadku traktować zbyt dosłownie słowa "blisko", gdyż odległości te są wciąż zdumiewające. Proxima znajduje się 40 208 000 000 000 000 km lub 268 770 jednostek astronomicznych (j.a.) od nas. Krąży z kolei w średniej odległości 13 000 j.a. od swoich towarzyszek, okrążając je co 550 000 lat na powolnej i bardzo rozległej orbicie. Dlaczego? Prawa mechaniki niebieskiej mówią, że obiekty krążące blisko swojej gwiazdy macierzystej (na przykład Merkury) poruszają się szybciej niż te krążące w dużej odległości od niej (tak jak Neptun), więc powolne tempo ruchu Proximy jest po prostu wynikiem jej ogromnej odległości od centrum mas układu.
Czerwone karły, do których należy Proxima Centauri, są najbardziej rozpowszechnionym typem gwiazd we Wszechświecie. Ta konkretna jest też podatna na okazjonalne wybuchy ognistych rozbłysków gwiazdowych, ale i tak jest gwiazdą dosyć trwałą, a nawet długowieczną. Ze względu na małe rozmiary czerwone karły są chłodniejsze i nie zużywają swojego paliwa nuklearnego tak szybko jak większe gwiazdy. W efekcie, choć teoretycznie mają sporo mniej atomów do przetworzenia w jądrze, tempo ich zużywania jest tak wolne, że gwiazdy mogą istnieć bardzo długo. Dłużej niż Słońce.
Żadna starożytna kultura nie mogła jednak wiedzieć o istnieniu Proximy Centauri, bo gwiazda ta jest po prostu zbyt słaba, by dało się ją dostrzec ją bez pomocy przyrządów optycznych. Jednak układ Alfa Centauri jako całość świeci z jasnością 0,28 magnitudo i jest głównym, wyraźnie widocznym składnikiem dużego gwiazdozbioru Centaura. Nie brakuje więc mitów i legend otaczających ten gwiazdozbior. Tradycje grecko-rzymskie są odpowiedzialne za współczesną nazwę kostelacji i jej kształt – mitologicznego pół konia – pół człowieka. Konkretne stworzenie, jakie widziano w tym gwieździstym konturze, to prawdopodobnie centaur o imieniu Chiron, mądry wychowawca legendarnych bohaterów, takich jak między innymi Herkules i Achilles.
Poza obszarem śródziemnomorskim Alfa Centauri pojawiała się także w innych konstelacjach i mitach. Inkowie z Ameryki Południowej łączyli niektóre z ciemnych regionów Wielkiego Ryfu Drogi Mlecznej w obraz matki lamy, z Alfą Centauri i Betą Centauri widzianymi jako oczy zwierzęcia. Niektóre australijskie plemiona Aborygenów widziały z kolei Alfę i Betę Centauri jako rekiny goniące płaszczkę, podczas gdy w niektórych tradycjach afrykańskich wyobrażano je sobie jako szyję żyrafy, z Krzyżem Południa jako jej głową. Rdzenni Hawajczycy nazywali Alfę Centauri Kamaile Hope i używali jej oraz gwiazdy Hadar jako niebiańskiego drogowskazu do Krzyża Południa. Korzysta się z niej zresztą w tym celu i dziś.
Sama nazwa Rigil Kentaurus to arabskie wyrażenie oznaczające stopę centaura, o etymologii podobnej do bardziej znanej nazwy gwiazdy Rigel, która wyznacza lewą stopę Oriona. Obecnie jest to oficjalna nazwa gwiazdy, uznana przez Międzynarodową Unię Astronomiczną.
Jak zobaczyć Proximę Centauri? Aby ją dostrzec, trzeba przede wszystkim znaleźć się na południe od około 30° równoleżnika szerokości geograficznej północnej. Im dalej na południe, tym wyżej ta niewyraźna gwiazda wznosi się ponad horyzontem i tym łatwiej ją zobaczyć. Można ją dobrze widzieć na przykład w części północnej Afryki, ale dla miłośników gwiazd znajdujących się w Australii, Afryce południowej czy Ameryce Środkowej i Południowej widok jest znacznie lepszy.
Proxima może nie wyglądać zbyt efektownie nawet przez teleskop, zwłaszcza w porównaniu z dużo jaśniejszymi składnikami A i B, ale warto mimo wszystko podczas podróży na dalekie południe odnaleźć na niebie jej słabe światło, świecące tak daleko – ale i nie aż tak daleko – od nas.
Na zdjęciu: Tak może wyglądać niebo nad Proximą Centauri b, o ile planeta ta ma powierzchnię i atmosferę. Źródło: ESO / M. Kornmesse Źródło: NASA/Roscosmos
Czytaj więcej:
•    Cały artykuł
 
Źródło: Skyandtelescope.org
Elżbieta Kuligowska
Na ilustracji: Względne rozmiary kilku gwiazd oraz Jowisza, w tym trzech gwiazd układu potrójnego Alfa Centauri. Słońce znajduje się tu pomiędzy gwiazdami Rigil Kentaurus a Toliman. Źródło: ESO
Na zdjęciu: Wizja potężnego rozbłysku gwiazdowego z Proximy Centauri i towarzyszącego mu, koronalnego wyrzutu masy, który wysyła plazmę gwiazdy w przestrzeń kosmiczną. Taki wyrzut cząstek prawdopodobnie towarzyszył rozbłyskowi zaobserwowanemu 1 maja 2019 roku. Źródło: S. Dagnello / NRAO / AUI / NS
Na zdjęciu: Alfa i Beta Centauri. Słabsza Proxima Centauri jest otoczona czerwonym kółkiem. Źródło: WikimediaCommons
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/proxima-centauri-daleka-bliska-gwiazda

Proxima Centauri daleka bliska gwiazda.jpg

Proxima Centauri daleka bliska gwiazda2.jpg

Proxima Centauri daleka bliska gwiazda3.jpg

Proxima Centauri daleka bliska gwiazda4.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

„Niebo z Balkonu” – śląski cykl o amatorskich obserwacjach nieba
2021-12-02.
„Niebo z Balkonu” to cykl krótkich artykułów poświęconych amatorskim obserwacjom nieba, który można śledzić na profilu Planetarium Śląskiego. Jego autorem jest Krzysztof Dwornik, pracownik planetarium, pasjonat lornetek oraz miłośnik amatorskich obserwacji nieba.  
Marzec 2020 roku. W Polsce zaczyna się pierwszy lockdown. Zamknięte są parki, nie można również pójść na spacer do lasu. W Planetarium Śląskim powstał pomysł, by rozpocząć cykl krótkich artykułów poświęconych amatorskim obserwacjom nieba. Tak narodziło się „Niebo z Balkonu”, publikowane na facebookowym profilu Planetarium Śląskiego w każdy czwartek. Autorem artykułów jest Krzysztof Dwornik – fizyk i dydaktyk astronomii pracujący w tej placówce od 2010 roku.
Krzysztof od lat zajmuje się także amatorskimi obserwacjami nieba i jest pasjonatem lornetek – mówi Jarosław Juszkiewicz – rzecznik Planetarium Śląskiego – pomyśleliśmy, że jego praktyczna wiedza może okazać się pomocna dla tych wszystkich, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę z amatorską astronomią.
„Niebo z Balkonu” szybko stało się przebojem. Kilkutysięczne zasięgi każdego tygodnia i dziesiątki komentarzy pod każdym tekstem potwierdziły, że krótkie artykuły opisujące zjawiska na niebie są interesujące dla zamkniętych w domach czytelników.
Lornetka to bardzo uniwersalny przyrząd obserwacyjny – mówi Krzysztof Dwornik – można ją mieć zawsze pod ręką i ma szerokie pole widzenia. Nie bez znaczenia jest fakt, że lornetka pozwala na widzenie obuoczne. Dzięki temu patrząc na Księżyc dostrzegamy jego trójwymiarowość.
Do końca listopada Planetarium Śląskie opublikowało 85 odcinków „Nieba z Balkonu”. Dzięki niemu stali czytelnicy cyklu Krzysztofa Dwornika poznali najważniejsze obiekty na nocnym niebie i powinni bez trudu znaleźć na nim opisywane w artykułach konstelacje, obiekty z Katalogu Messiera czy co ciekawsze asteryzmy.
Źródło: Planetarium Śląskie  
Oprac. Paweł Z. Grochowalski

Krzysztof od lat zajmuje się także amatorskimi obserwacjami nieba i jest pasjonatem lornetek – mówi Jarosław Juszkiewicz – rzecznik Planetarium Śląskiego – pomyśleliśmy, że jego praktyczna wiedza może okazać się pomocna dla tych wszystkich, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę z amatorską astronomią.
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/niebo-z-balkonu-slaski-cykl-o-amatorskich-obserwacjach-nieba

 

 

 

 

 

Niebo z Balkonu – śląski cykl o amatorskich obserwacjach nieba5.jpg

Niebo z Balkonu – śląski cykl o amatorskich obserwacjach nieba4.jpg

Niebo z Balkonu – śląski cykl o amatorskich obserwacjach nieba3.jpg

Niebo z Balkonu – śląski cykl o amatorskich obserwacjach nieba.jpg

Niebo z Balkonu – śląski cykl o amatorskich obserwacjach nieba2.jpg

Niebo z Balkonu – śląski cykl o amatorskich obserwacjach nieba6.jpg

Edytowane przez Paweł Baran
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ile waży proton? Udało się to zmierzyć
2021-12-02.

Dwóch fizyków oszacowało na nowo prawdopodobną masę protonu dzięki technice opracowanej już dwie dekady temu.
Proton to naładowana dodatnio cząstka, która wraz z neutronem wchodzi w skład jądra atomu. Naukowcy od lat próbują oszacować masę tej subatomowej cząstki z jak największą dokładnością.
Eksperyment naukowców z Florydy
Edmund Myers i David Fink, fizycy z Florida State University, postanowili na nowo zmierzyć stosunek mas jądra atomowego deuteru oraz zjonizowanej cząsteczki wodoru. Deuter to jeden z rodzajów izotopów wodoru, a jego jądro - deuteron - składa się z jednego protonu i neutronu. Zjonizowana cząsteczka wodoru ma za to w swoim składzie dwa protony i jeden elektron. To oznacza, że badane cząstki miały identyczne ładunki i niemal taką samą masę.
Wykorzystanie dwóch różnych cząstek do określenia masy protonu było celowe. Tak małe i niezwykle lekkie obiekty jak składniki jąder atomowych są porównywane do innych cząstek, aby uzyskać jak najbardziej precyzyjny pomiar.
Jak obliczyć masę protonu?
Aby określić masę protonu, należy ,,wystrzelić” naładowaną dodatnio cząstkę prostopadle do pola magnetycznego. W efekcie, linie pola magnetycznego rozpraszają się na boki, tworząc kolistą strukturę. Na podstawie częstotliwości ruchu cząstek po powstających okręgach określa się masę obiektów. W praktyce, fizycy porównali ze sobą częstotliwości zarówno deuteronu, jak i zjonizowanej cząsteczki wodoru. W wyniku tego zabiegu, otrzymali jak dotąd najbardziej precyzyjny wynik masy protonu.
 
Jak fizycy zmierzyli masę cząstek?
Myers i Fink umieścili na kilka tygodni deuteron i zjonizowany wodór w ,,pułapce” elektromagnetycznej, zapewniając cząstkom takie same warunki podczas eksperymentu. Jedna z nich znajdowała się w samym centrum pułapki i poruszała się na orbicie o średnicy 40 mikrometrów. Naukowcy dokonywali pomiarów, podczas gdy druga z cząstek umieszczona była na orbicie o średnicy 4 milimetrów. Fizycy zamieniali cząstki miejscami co 10 minut. Jednak nawet przy tak pracochłonnej technice trudno im było otrzymać porównywalne wyniki.
- W ciągu tych 10 minut pole magnetyczne może się zmienić – komentuje Myers.
Aby wyeliminować ten problem, Myers i Fink umieścili obie cząstki w centrum pułapki jednocześnie. Tym samym wykorzystali znaną wcześniej metodę, opracowaną 20 lat temu przez ekspertów w Massachusetts Institute of Technology. Deuteron i zjonizowana cząsteczka wodoru poruszały się w obrębie identycznego pola magnetycznego. To umożliwiło porównanie ich częstotliwości krążenia po orbicie z czterokrotnie większą precyzją. Korzystając z wcześniejszych wyników, naukowcy określili stosunek masy deuteronu do protonu na poziomie 4,5 części na bilion (4,5 ppt). Wyniki badania opisano w ,,Physical Review Letters ”.
,, Jest to jeden z najdokładniejszych dotychczas pomiarów stosunku masy.
Matthew Redshaw, fizyk, Central Michigan University
Aby oszacować samą masę protonu, fizycy zestawili swój wynik z jednym z najprecyzyjniejszych pomiarów masy deuteronu jaki istnieje. Dokonali go w 2020 roku naukowcy z Instytutu Fizyki Jądrowej im. Maxa Plancka. Na podstawie zebranych danych, Myers i Fink najdokładniej oszacowali masę jednego protonu: 1.007276466574 amu (z ang. atomic mass unit – jednostka masy atomowej).
Jednak zdaniem autorów, czas na zaktualizowanie wartości masy protonu jeszcze nie nadszedł.
Do czego służą pomiary mas cząstek?
Ultraprecyzyjne pomiary mas protonów i deuteronów mogą być wykorzystane do przewidywania różnych stanów cząstek elementarnych. Wszelkie anomalie pomiarów w fizyce kwantowej mogłyby świadczyć o nowych zjawiskach fizycznych. Być może dzięki temu w przyszłości zostanie odkryta nowa siła oddziaływania w przyrodzie, która na zawsze zmieniłaby fizykę jaką znamy.
źródło: "Science"
Proton to naładowana dodatnio cząstka, która wraz z neutronem wchodzi w skład jądra atomu. Fot. Shutterstock

Ruch cząstki może odbywać się w kierunku prostopadłym do linii pola magnetycznego. Fot. Shutterstock

https://nauka.tvp.pl/57244731/ile-wazy-proton-udalo-sie-to-zmierzyc

Ile waży proton Udało się to zmierzyć.jpg

Ile waży proton Udało się to zmierzyć2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kosmiczne śmieci stanęły im na drodze, ale w końcu się udało. Astronauci wymienili antenę na ISS
2021-12-03. Autor: PS. Źródło: PAP, tvnmeteo.pl


Dwoje astronautów, podczas kosmicznego spaceru, wymieniło w czwartek zepsutą antenę na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) - poinformowała NASA. Naprawa początkowo miała odbyć się we wtorek, jednak przełożono ją z powodu krążących w pobliżu śmieci.
Przeprowadzona na zewnątrz Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) naprawa trwała ponad sześć godzin. Amerykańscy astronauci Thomas Mashburn i Kayla Barron usunęli zepsutą antenę, liczącą sobie ponad 20 lat, i zamontowali nową.
Wadliwie działająca antena straciła zdolność do wysyłania sygnałów na Ziemię. Mimo, że inne urządzenia na stacji kosmicznej mogą pełnić tę samą funkcję, kierownictwo misji zdecydowało się na zainstalowanie nowego sprzętu.

Naprawę przesunięto z powodu kosmicznych śmieci
Pierwotnie kosmiczny spacer zaplanowano na wtorek, ale z powodu zagrożenia dryfującymi w przestrzeni odłamkami, tak zwanymi kosmicznymi śmieciami, amerykańska agencja kosmiczna zdecydowała się ją przesunąć. Okazało się, że istnieje ryzyko zetknięcia z odpadami. Nie podano, o jakie "śmieci" może chodzić, niewykluczone jednak, że chodzi o te, powstałe w wyniku testu rosyjskich rakiet.
W połowie listopada ze względu na niebezpieczeństwo kolizji z kosmicznymi odłamkami, załoga ISS była zmuszona szukać schronienia w dwóch kapsułach, które są przycumowane do stacji. Dzień po tym Rosja potwierdziła przeprowadzenie w kosmosie próby, podczas której dokonano zniszczenia starego satelity. Stany Zjednoczone uznały tę próbę za nieodpowiedzialną i zagrażającą bezpieczeństwu astronautów na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Według Waszyngtonu zniszczenie przez Rosję starego satelity pozostawiło na orbicie setki tysięcy niebezpiecznych odłamków.
Marshburn i Barron znajdują się na ISS od 11 listopada. Na stację dotarli wspólnie z Matthiasem Maurerem i Rają Charim w kapsule SpaceX Crew Dragon, wystrzelonej z Centrum Kosmicznego Kennedy'ego na Przylądku Canaveral na Florydzie. Od tego czasu na ISS przebywa siedmioro astronautów - oprócz wspomnianej czwórki są tam jeszcze Anton Szkaplerow, Piotr Dubrow (obaj z Roskosmosu) i Mark Vande Hei (NASA).
Autor:ps
Źródło: PAP, tvnmeteo.pl
Źródło zdjęcia głównego: Reuters
https://tvn24.pl/tvnmeteo/nauka/nasa-iss-astronauci-wymienili-zepsuta-antene-kosmiczny-spacer-przekladano-z-powodu-krazacych-odlamkow-5512094

Kosmiczne śmieci stanęły im na drodze, ale w końcu się udało. Astronauci wymienili antenę na ISS.jpg

Kosmiczne śmieci stanęły im na drodze, ale w końcu się udało. Astronauci wymienili antenę na ISS2.jpg

Kosmiczne śmieci stanęły im na drodze, ale w końcu się udało. Astronauci wymienili antenę na ISS3.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kłopoty SpaceX. Czy firmie grozi bankructwo?
2021-12-02.
Elon Musk poinformował pracowników swojej firmy o problemach przedsiębiorstwa. Jeśli rakiety nie będą startować co 2 tygodnie, firmie SpaceX grozi bankructwo.
Kłopoty SpaceX wiążą się z trudnościami przy produkcji silników rakietowych Raptor. Okazuje się, że są one znacznie poważniejsze niż zakładano jeszcze kilka tygodni temu. Chodzi między innymi liczne problemy techniczne. Nowo opracowywane statki kosmiczne pochłaniają więcej kosztów niż planowano. Problemem są również braki kadrowe oraz rezygnacja części kadry kierowniczej ze stanowiska.
,, Niestety, kryzys produkcyjny Raptora jest znacznie gorszy niż się wydawało kilka tygodni temu.
Elon Musk, dyrektor generalny i techniczny firmy SpaceX
- Zagłębiliśmy się w problemy po odejściu poprzedniego kierownictwa wyższego szczebla, niestety okazały się one znacznie poważniejsze niż zgłoszono - dodaje Elon Musk.
Elon Musk rezygnuje z wakacji
W emailu do pracowników Elon Musk informuje, że zrezygnował z planowanych wakacji, pierwszego wolnego od pracy od dłuższego czasu. Zachęca pracowników do maksymalizacji czasu pracy w fabryce w Hawthorne. Konieczne jest przyśpieszenie tempa budowy silników rakietowych.
,, O ile nie masz krytycznych spraw rodzinnych lub nie możesz wrócić do Hawthorne, będziemy potrzebować wszystkich rąk na pokładzie, aby odzyskać siły po tym, co jest, szczerze mówiąc, katastrofą.
Elon Musk, dyrektor generalny i techniczny firmy SpaceX
Elon Musk podkreśla, że kryzys w firmie SpaceX jest poważny.
,, Stoimy w obliczu realnego ryzyka bankructwa, jeśli nie uda nam się osiągnąć wskaźnika lotów statku kosmicznego przynajmniej raz na dwa tygodnie w przyszłym roku.
Elon Musk, dyrektor generalny i techniczny firmy SpaceX
Problemy nowych silników Raptor od SpaceX
Nowy silnik firmy Elona Muska zasilany jest paliwem o nazwie “methalox” opartym na ciekłym metanie. Waży 1,5 tony i mierzy ponad 3 metry długości. Ma mieć moc niemal czterokrotnie większą niż wykorzystywane obecnie przez firmę SpaceX silniki Merlin.
Silniki Raptor są wykorzystywane w rakiecie Starship. Pierwsze loty orbitalne ma ona odbyć w 2022 roku. Będzie to seria 12 lotów testowych. Ma zostać wykorzystana między innymi do załogowych misji na Księżyc w ramach programu Artemis oraz do rozbudowy sieci Starlink. W najpotężniejszej konfiguracji Starship napędzany jest ponad 30 silnikami Raptor.
Co dalej z siecią Starlink?
Bez nowej generacji rakiet kosmicznych Starship napędzanych silnikami Raptor nie będzie możliwy rozwój sieci Starlink. To planowana megakonstelacja satelitów, która ma dostarczać Internetu w każdym zakątku Ziemi. SpaceX zakłada rozbudowanie sieci do 42 tysięcy satelitów. Obecnie na orbicie znajduje się około 1600 urządzeń.
Pierwsza generacja satelitów Starlink nie przynosi wystarczających zysków dla firmy. Dopiero wyniesienie na orbitę Starlink drugiej generacji ma zapewnić wpływy odpowiednio wysokie dla funkcjonowania i rozwoju SpaceX.
Satelity Starlink drugiej generacji są jednak cięższe. Nie jest możliwy ich transport z dużą częstotliwością z wykorzystaniem obecnych rakiet. Konieczne jest dokończenie statku Starship. Kryzys produkcyjny silników może zatem zagrozić wizji rozwoju sieci Starlink.
Niezadowolenie klientów Starlink firmy SpaceX
Zainteresowanie Internetem dostarczanym przez sieć Starlink jest znacznie większe niż możliwości produkcyjne satelitów jak i urządzeń odbiorczych. Klienci zainteresowani zakupem opłacili depozyt w wysokości 100 dolarów. Niektórzy z nich będą zmuszeni czekać na odbiornik nawet 3 lata. Zostali zachęceni niską ceną i dobrymi parametrami łącza w porównaniu do rozwiązań konkurencji. Niektórzy klienci są niezadowoleni z czasu oczekiwania, postępów nad pracami i braku komunikacji z firmą SpaceX. Swoje problemy opisują na forach internetowych i grupach na portalach społecznościowych.
Jeśli kryzys przy produkcji silników rakietowych pogłębi problemy z rozwojem sieci Starlink dla Elona Muska i jego firmy może to oznaczać dalsze problemy.
źródło: CNBC
Czy firmie Elona Muska grozi bankructwo? Fot. Shutterstock

Artystyczna wizja rakiety Starship. Fot. Shutterstock
https://nauka.tvp.pl/57244681/klopoty-spacex-czy-firmie-grozi-bankructwo

Kłopoty SpaceX. Czy firmie grozi bankructwo.jpg

Kłopoty SpaceX. Czy firmie grozi bankructwo2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Krajobraz Marsa z niecodziennej perspektywy. Łazik Curiosity zrobił sobie selfie
2021-12-03.ŁZ.KF
Wypełniający misję na Marsie łazik Curiosity nadesłał najnowsze selfie składające się z aż 81 pojedynczych zdjęć. Fotografia dodatkowo została wykonana w technologii 360 stopni, dzięki czemu możemy na niej podziwiać krajobraz Czerwonej Planety z niecodziennej perspektywy – informuje NASA.
Łazik wykonał zdjęcia pod koniec listopada. Fotografie zostały zrobione za pomocą aparatu MAHLI umiejscowionego na przednim ramieniu łazika.

Nie jest to pierwsze tego typu dzieło nadesłane z Marsa, jednak to zawiera spektakularną perspektywa ukazująca krajobraz Czerwonej Planety. Na zdjęciu możemy wyróżnić kilka formacji – po prawej stronie znajdziemy „Górę Rafaela Navarro”, która została nazwana na cześć zmarłego w tym roku astrobiologa pracującego z Curiosity.

Po lewej stronie widać strukturę w kształcie litery „u”. Właśnie tam zmierza obecnie łazik. Można się spodziewać, że wkrótce nadeśle kolejne selfie, o jakim Kim Kardashian, znana z upodobania do tego typu zdjęć, mogłaby tylko pomarzyć.
źródło: NASA, GeekWeek
https://www.tvp.info/57270662/celebrytka-kim-kardashian-moze-sie-schowac-nasa-lazik-curiosity-zrobil-sobie-selfie-na-marsie

Krajobraz Marsa z niecodziennej perspektywy. Łazik Curiosity zrobił sobie selfie.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

SOFIA potwierdza niewidzialne przeciwramiona galaktyki spiralnej
2021-12-03.
NGC 7479, znana również jako Caldwell 44, to galaktyka spiralna z poprzeczką z ramionami spiralnymi w kształcie litery S, jak ma to miejsce w wielu tego typu galaktykach. Jednak przyjrzawszy się ukrytym przed nieuzbrojonym okiem szczegółom galaktyki, ukazuje się inna para ramion, zakrzywiających się w przeciwnym kierunku niż widzialna galaktyka. Stratosferyczne Obserwatorium Astronomii Podczerwonej (SOFIA) zaobserwowało emisję zjonizowanego węgla, aby pomóc potwierdzić te przeciwramiona. Wyniki zostały opublikowane w The Astrophysical Journal.
Emisja fal radiowych z tych małych, tak zwanych „przeciwramion” była obserwowana już wcześniej, ale z pomocą SOFIA – wraz z obserwacjami prowadzonymi przez ALMA i archiwalnymi danymi z wielu innych obserwatoriów – ich obecność została teraz potwierdzona również przez emisję promieniowania rentgenowskiego, zjonizowanego węgla i tlenku węgla. Nowe obserwacje z SOFIA dotyczące przeciwramion mogą pomóc w ujawnieniu ich pochodzenia.

Dario Fadda z Universities Space Research Association, główny autor pracy, zauważył: Naprawdę ważną rzeczą w tej galaktyce są dwa małe przeciwramiona, widoczne w paśmie radiowym, które idą w przeciwnym kierunku niż ramiona widziane w paśmie optycznym, ale nikt nie widział ich w promieniowaniu rentgenowskim. Dostrzeżenie ich w tym paśmie jest ważne, ponieważ pokazuje, że z jądra wydobywa się energia w postaci strumieni.

Fakt, że strumienie te powstają w centrum galaktyki sugeruje, że posiada ona aktywne jądro – supermasywną czarną dziurę.

Gdy strumień zbliża się do gęstych obłoków molekularnych wzdłuż poprzeczki, część poprzeczki jest pochłaniania przez obłoki, powodując zakrzywienie strumienia w kierunku przeciwnym do rotacji galaktyki. Proces ten jest odpowiedzialny za orientację przeciwramion.

Porównując emisję rentgenowską strumienia ze stosunkiem zjonizowanego węgla i dwutlenku węgla z tego samego obszaru – obydwa uważane za wskaźnik formowania się gwiazd – badacze odkryli anomalię. Niektóre gorące punkty w obrębie przeciwramion mają zbyt dużo zjonizowanego węgla, co oznacza, że emisja promieniowania rentgenowskiego nie może być całkowicie wyjaśniona przez procesy gwiazdotwórcze.

Wiedzieliśmy o tych przeciwramionach i próbowaliśmy zaobserwować za pomocą SOFIA, czy zjonizowany węgiel jest rzeczywiście produkowany w procesach gwiazdotwórczych, czy też istnieje jakiś dodatkowy składnik, który może pochodzić z energii wstrzykiwanej przez aktywne jądro galaktyki – powiedział Fadda.

Stawia to pod znakiem zapytania związek pomiędzy zjonizowanym węglem a powstawaniem gwiazd i może mieć wpływ na badanie galaktyk bardziej odległych niż NGC 7479.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
NASA

Urania
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2021/12/sofia-potwierdza-niewidzialne.html

SOFIA potwierdza niewidzialne przeciwramiona galaktyki spiralnej.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Misja ESA Comet Interceptor z szerszym polskim udziałem
2021-12-03.
Comet Interceptor to nazwa misji przygotowywanej przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA) we współpracy z Japońską Agencją Eksploracji Aerokosmicznej (JAXA), której celem jest wystrzelenie wieloczęściowej sondy badawczej w stronę komety pierwotnej przelatującej przez Układ Słoneczny. W ostatnim czasie swój wkład w przebieg inicjatywy zapowiedziała polska spółka Creotech Instruments.
Firma Creotech Instruments powiadomiła w drugiej połowie listopada br., że została zaproszona przez szwajcarski Uniwersytet w Bernie do uczestnictwa w misji Comet Interceptor, przygotowywanej pod kierownictwem Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). Zadaniem spółki ma być przygotowanie projektu i wykonanie komponentów do jednego z urządzeń badawczych sondy.
Statek kosmiczny misji ESA ma zostać wystrzelony w 2029 roku na odległość około 1,5 mln km od Ziemi. Po okresie oczekiwania na kometę, która dotrze w tym czasie do wnętrza Układu Słonecznego, sonda podzieli się na trzy mniejsze statki kosmiczne, z których każdy będzie posiadał inne instrumenty badawcze. Mniejsze sondy dotrą do warkocza komety i zmierzą: jego skład chemiczny, gęstość, pole magnetyczne i oddziaływanie z wiatrem słonecznym.
Głównym celem misji jest dogłębne poznanie struktury i charakterystyki kometarnej, również pod kątem przygotowania się do potencjalnych przyszłych misji, których zadaniem mogłaby być zmiana trajektorii komety.
Creotech Instruments zakończył niedawno negocjacje prowadzone bezpośrednio z ESA w sprawie warunków kontraktu na opracowanie składników inicjatywy Comet Interceptor. Projekt będzie prowadzony jako misja klasy "F" w ramach programu Cosmic Vision.
Całe przedsięwzięcie zostało podzielone na szereg faz. Pierwsza faza, będąca głównym przedmiotem zakończonych negocjacji, będzie zgodnie z ustaleniami realizowana przez Creotech do czerwca 2022 roku, a jej wartość wynosić ma ponad 700 tys. PLN. Podpisanie umowy na realizację kontraktu zapowiedziano na początek grudnia 2021 roku.
Z satysfakcją przyjęliśmy zaproszenie do uczestnictwa w kluczowej misji badania składu komet. Będziemy odpowiedzialni za zaprojektowanie, a następnie wykonanie podsystemu odczytu i przetwarzania sygnału dla jednego z urządzeń badawczych Comet Interceptor. Rolą urządzenia będzie zbadanie składu chemicznego komety. Nasza część prac wchodzących do I fazy projektu zakończy się do połowy 2022 roku.
Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.
Podsystem odczytu i przetwarzania sygnału (RoE - Readout Electronics) projektowany przez Creotech powstanie na potrzeby urządzenia MANIaC (Mass Analyzer for Neutrals and Ions at Comet). Jego zadaniem będzie przeprowadzenie pomiarów z zakresu tzw. spektroskopii masowej, która polega na pomiarze masy jąder atomowych gazów opuszczających kometę.
Pierwszą fazą projektu, w którą zaangażuje się zespół Creotech Instruments będzie zaprojektowanie i wyprodukowanie prototypu podsystemu RoE. Jego dostarczenie zaplanowane jest na mający odbyć się w czerwcu 2022 roku wstępny przegląd projektu urządzenia MANiaC. Wtedy ma nastąpić oficjalne zaakceptowanie misji przez ESA i podpisanie z Creotech kontraktu na dostarczenie modeli kwalifikacyjnych oraz lotnych podsystemu RoE.
Udział Creotech Instruments to nie jedyny polski akcent w ścisłej realizacji projektu Comet Interceptor. Oprócz komercyjnego wkładu, jest to również udział polskich naukowców i inżynierów z takich ośrodków, jak Centrum Badań Kosmicznych PAN (dr hab. Hanna Rothkaehl) oraz Uniwersytet Warszawski (dr hab. Konrad Kossacki).
Źródło: Creotech Instruments
Ilustracja: Thales Group [thalesgroup.com]
ŚPACE24
https://www.space24.pl/misja-esa-comet-interceptor-z-szerszym-polskim-udzialem

Misja ESA Comet Interceptor z szerszym polskim udziałem.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

NASA o zdarzeniu na kosmodromie w Gujanie: Teleskop Webba nie ucierpiał
2021-12-03.
Incydent, do którego doszło w trakcie przygotowań Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba do umieszczenia na rakiecie nośnej w centrum kosmicznym Kourou w Gujanie Francuskiej – okazał się być bez wpływu na kondycję cennego urządzenia. Stanowisko o takiej treści przedstawiła amerykańska agencja kosmiczna NASA, po przeznaczeniu dodatkowego czasu na przeprowadzenie kontrolnego przeglądu teleskopu i weryfikacji jego stanu.
Decyzja o przeprowadzeniu nieplanowanego testowania podzespołów Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba (JWST) zapadła po wydarzeniu, do jakiego doszło 9 listopada br. podczas scalania ładunku z adapterem utrzymującym transportowany instrument na szczycie rakiety.  O tym, że w ośrodku przynależącym do kosmodromu Kourou w Gujanie Francuskiej doszło do nagłego wyczepienia zacisku unieruchamiającego teleskop w bezpiecznej pozycji, powiadomiono publicznie dopiero po blisko dwóch tygodniach od incydentu – 22 listopada.
W świetle znanych NASA okoliczności zdarzenia, powołano zespół specjalistów mających za zadanie ocenić jego skutki i przeprowadzić dodatkowe testy JWST w celu sprawdzenia, czy parametry docelowe systemu nie zostały naruszone. Podano jednocześnie komunikat o wymuszonym przesunięciu terminu wystrzelenia tej ważnej, długoterminowej misji – pierwotnie zaplanowanym na 18 grudnia br. Przesunięcie to określono na poziomie 4 dni (ustalając nową datę startu na 22 grudnia br.).
Wkrótce jednak amerykańska agencja kosmiczna ogłosiła, że przeprowadzone testy nie ujawniły występowania żadnych oznak uszkodzenia podzespołów i układu elektrooptycznego JWST. Nie podano przy tym szczegółów dotyczących zakresu przeglądu i działań kontrolnych.
Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba uznano zatem za gotowy, aby przejść do kolejnego etapu przygotowań przedstartowych – napełniania niezbędnym paliwem, które przeprowadzono jeszcze w ostatnim tygodniu listopada. Po zatankowaniu, Webb trafił do hali montażu końcowego przy kosmodromie w Gujanie Francuskiej, oczekując na wprowadzenie dźwigiem na szczyt rakiety nośnej Ariane 5.
JWST znajduje się na miejscu swojego startu kosmicznego od 12 października br. Teleskop dotarł tam na pokładzie statku MN Colibri, płynącego do Gujany Francuskiej przez Kanał Panamski z laboratorium NASA w Kalifornii. Na czas długotrwałej i wymagającej podróży instrument starannie zabezpieczono w specjalnym kontenerze STTARS (Space Telescope Transporter for Air, Road and Sea).
Oczekiwania odnośnie misji Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba są bardzo duże. Naukowcy liczą na to, że instrument przyczyni się do przesunięcia kolejnych granic ludzkiego poznania w kwestii znajomości praw i historii rozwoju Wszechświata - stając się pod tym względem godnym "następcą" Teleskopu Hubble’a. Projekt realizowany jest przez NASA, ESA oraz Kanadyjską Agencję Kosmiczną (CSA).
Fot. NASA [nasa.gov]
SPACE24
https://www.space24.pl/nasa-o-zdarzeniu-na-kosmodromie-w-gujanie-teleskop-webba-nie-ucierpial

NASA o zdarzeniu na kosmodromie w Gujanie Teleskop Webba nie ucierpiał.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dwa spojrzenia na mgławicę refleksyjną IC 2631 okiem Hubble'a
2021-12-04.
NASA opublikowała dwa przepiękne zdjęcia fragmentów mgławicy refleksyjnej IC 2631 uzyskane Kosmicznym Teleskopem Hubble'a przedstawiające rodzące się gwiazdy (protogwiazda J1672 i HD 97300).

Wzajemne odziaływanie energii i materii tworzy przepiękne zjawiska. Tutaj na Ziemi wielką radość sprawia nam oglądanie tęczy, zórz polarnych, wschodów i zachodów Słońca. Natomiast we Wszechświecie natura tworzy niezwykłe, olśniewające struktury zwane mgławicami, które mogą rozciągać się na setki lat świetlnych. Mgławice są najprawdopodobniej najpiękniejszymi obiektami na niebie.
Mgławice są obłokami pyłu i gazu międzygwiazdowego. Jest wiele takich obłoków w przestrzeni kosmicznej, ale to w pobliżu gwiazdy mgławica ożywa – stając się mgławicą refleksyjną. Światło gwiazdy jest rozpraszane przez otaczający gaz i pył, podobnie jak światło latarki oświetla mgłę w ciemności. Takie mgławice często są niebieskawe ze względu na sposób rozpraszania światła na drobnym pyle w ośrodku międzygwiazdowym. Światło o barwie niebieskiej (mniejsza długość fali niż np. światło czerwone) łatwiej odbija się od ziaren pyłu.
W dawnych czasach astronomowie nie byli pewni co zaobserwowali, gdy patrzyli na mgławice. Słowo mgławica, czyli nebula oznacza po łacinie chmurę lub mgłę. Dlatego wtedy nazywali mgławicami wszystko, co było podobne do chmur lub obłoków - nawet galaktyki.
Z czasem, gdy pojawiły się teleskopy i udoskonaliły techniki obserwacyjne udało się to wyjaśnić. W 1912 roku amerykański astronom Vesto Sliper zrozumiał, że to raczej światło od pobliskich gwiazd rozjaśnia mgławice, niż jakieś wewnętrzne właściwości samych mgławic.
IC 2631 jest mgławicą refleksyjną odległą o około 500 lat świetlnych w rozległym obszarze powstawania gwiazd zwanym Kompleksem Kameleona znajduje się na południowym niebie w gwiazdozbiorze Kameleona.
Zdjęcia mgławicy IC 2631 zostały wykonane w ramach większego przeglądu obserwacyjnego realizowanego za pomocą Kosmicznego Teleskopu Hubble'a, którego celem jest zbadanie 312 protogwiazd wcześniej zidentyfikowanych w podczerwieni w obłokach molekularnych przez obserwatoria orbitalne Spitzer i Herschel. Wokół protogwiazd są poszukiwane dyski protoplanetarne. Takie dyski składają się z gazu i pyłu. Mogą powstać wokół młodych gwiazd z materii, która nie została pochłonięta przez rodzącą się gwiazdę. Ostatecznie z tych dysków mogą powstać planety, asteriody, komety.
Mgławicę refleksyjną IC 2631 oświetla gwiazda HD 97300. Jest ona młodą i masywną gwiazdą, która jeszcze nie osiągnęła ciągu głównego. Jako protogwiazda, jeszcze nie osiągnęła wystarczającej masy, by w jej obszarze centralnym rozpoczęły się reakcje syntezy jądrowej. Zamiast tego promieniowanie świetlne powstaje na powierzchni fali uderzeniowej, która tworzy się, gdy materia opada na młodą protogwiazdę i wypromieniowuje energię.
Wokół gwiazdy HD 97300 nie zaobserwowano dysków protoplanetarnych, ale na zdjęciu zauważono inną, ciekawą cechę. Powyżej mgławicy refleksyjnej są dwa ciemne obłoki zwane ciemnymi mgławicami. One są tak gęste, że nie może przeniknąć światło gwiazd. Te mgławice są wskazówką, co może stać się w przyszłości.
Mgławice nie istnieją wiecznie. Podczas procesu narodzin gwiazda pochłania coraz więcej materii, aż osiągnie ciąg główny i rozpocznie syntezę termojądrową w obszarach centralnych. Paradoksalnie wtedy gwiazda staje się mniejsza i nie taka jasna. W pewnym sensie, młoda gwiazda taka jak HD 97300 (astronomowie nazywają tą fazę narodzin gwiazdy obiektem typu Herbig Ae/Be) jest bardziej młodzieńcza i błyskotliwa niż jej wersja „dojrzała”. Więc ostatecznie gwiazda nie będzie oświetlała mgławicy tak intensywnie.
Możliwe, że jeszcze powstaną inne gwiazdy w tym obszarze mgławicy IC 2631, ponieważ jest tutaj bardzo dużo gazu i pyłu. Jeżeli tak się stanie, to ujrzymy inną mgławicę refleksyjną, gdy nowa gwiazda oświetli otaczającą ją materię. Jednak może to potrwać tak długo, że ludzkość tego nie doczeka. Dlatego cieszmy się tym przepięknym widokiem mgławicy, dopóki trwa.
Opracowanie: Ryszard Biernikowicz

Więcej informacji:

Reflected Starlight Bathes Forming Star in New Hubble Image
Hubble Spies Newly Forming Star Incubating in IC 2631
This is a Classic Example of a Reflection Nebula, Where the Reflected Light From Young Hot Stars Illuminates a Protostellar Cloud of Gas and Dust

Źródło: NASA

Na ilustracji: zdjęcie wykonane Kosmicznym Teleskopem Hubble'a małego fragmentu mgławicy refleksyjnej IC 2631. Mgławica jest oświetlana przez rodzącą się gwiazdę HD 97300 (obiekt typu Herbig Ae/Be), ale nie widać jej na zdjęciu – znajduje się poniżej dolnej linii kadru. Źródło: NASA, ESA, K. Stapelfeldt (Jet Propulsion Laboratory), and ESO; Processing; Gladys Kober (NASA/Catholic University of America)
 
Zdjęcie wykonane Kosmicznym Teleskopem Hubble'a przedstawia protogwiazdę oznaczoną jako J1672835.29-763111.64 (w skrócie J1672) w mgławicy refleksyjnej IC 2631. Źródło: NASA, ESA, T. Megeath (University of Toledo), K. Stapelfeldt (Jet Propulsion Laboratory), and ESO; Processing: Gladys Kober (NASA/Catholic University of America)

Zdjęcie małego fragmentu mgławicy refleksyjnej IC 2631 z przeglądu obserwacyjnego realizowanego za pomocą Kosmicznego Teleskopu Hubble'a, którego celem jest poszukiwanie dysków wokół rodzących się gwiazd. Mgławica jest oświetlana przez rodzącą się gwiazdę HD 97300 (obiekt typu Herbig Ae/Be), ale nie widać jej na zdjęciu wykonanym z kosmosu (HST ACS) – znajduje się poniżej dolnej linii kadru. Źródło: NASA, ESA, K. Stapelfeldt (Jet Propulsion Laboratory), and ESO; Processing; Gladys Kober (NASA/Catholic University of America)

Zdjęcie mgławicy refleksyjnej IC 2631, którą oświetla rodząca się gwiazda HD 97300 (obiekt typu Herbig Ae/Be). Jest ona najmłodszą, najbardziej masywną i najjaśniejszą gwiazdą w tej okolicy (jasność V~9m). Zdjęcie zostało wykonane 2.2 metrowym teleskopem MPG/ESO w La Silla (Chile).) Źródło: ESO
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/dwa-spojrzenia-na-mglawice-reflekcyjna-ic-2631-okiem-hubblea

Dwa spojrzenia na mgławicę refleksyjną IC 2631 okiem Hubble'a.jpg

Dwa spojrzenia na mgławicę refleksyjną IC 2631 okiem Hubble'a2.jpg

Dwa spojrzenia na mgławicę refleksyjną IC 2631 okiem Hubble'a3.jpg

Dwa spojrzenia na mgławicę refleksyjną IC 2631 okiem Hubble'a4.jpg

Dwa spojrzenia na mgławicę refleksyjną IC 2631 okiem Hubble'a5.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

SpaceX pobił rekord rocznej liczby startów. Kolejne satelity Starlink i BlackSky na orbicie
2021-12-04.
Rakieta Falcon 9 pobiła ustanowiony w poprzednim roku rekord liczby startów. W  27. w tym roku misji wyniosła kolejną grupę satelitów Starlink i parę satelitów obserwacyjnych firmy BlackSky.
Rakieta Falcon 9 wystartowała ze stanowiska SLC-40 na florydzkim kosmodromie Cape Canaveral 2 grudnia 2021 r. o 18:12 czasu lokalnego. Lot przebiegł prawidłowo. Rakieta wypuściła na orbicie serię kolejnych 48 satelitów systemu Starlink oraz parę satelitów obserwacyjnych dla firmy BlackSky Global.
W locie wykorzystano dolny egzemplarz rakiety Falcon 9 o oznaczeniu B1060. Brał on udział już wcześniej w ośmiu misjach: GPS III SV-03, Starlink L11, Starlink L14, TurkSat 5A, Starlink L18, Starlink L22, Starlink L24 oraz Transporter-2. Tym razem również z sukcesem powrócił na Ziemię po wykonanej pracy i odrzuceniu przez drugi stopień. Wylądował pionowo, zasilany własnym napędem na autonomicznej barce ASOG na Oceanie Atlantyckim.

Starlink 4-3
W misji tej wysłano kolejną grupę 48 satelitów Starlink wersji V1.5. Statki trafiły na nową powłokę orbitalną nr 4 o wysokości 540 km i inklinacji 53,2 stopni. SpaceX wysłał pierwszą grupę 53 satelitów na tą powłokę w listopadzie 2021 r. w misji Starlink 4-1.
Starlink to – budowana przez firmę SpaceX – sieć satelitów telekomunikacyjnych na niskiej orbicie okołoziemskiej, która ma zapewnić tani dostęp do sieci Internet w miejscach, gdzie naziemne usługi są zawodne bądź w ogóle niedostępne.
Na orbicie pracuje w tej chwili już ponad 1700 satelitów sieci. W maju 2021 r. SpaceX zakończył budowę pierwszej powłoki orbitalnej o wysokości 550 km i inklinacji 53 stopni. W ostatnich miesiącach rozpoczął wysyłanie statków na orbitę polarną oraz powłokę nr 2 (pierwszy start Starlink 2-1 miał miejsce 14 września 2021 r.).
Każdy z wysłanych satelitów Starlink pierwszej generacji (V1) miał masę około 260 kg. Ładunek telekomunikacyjny składa się z anten obsługujących pasma radiowe Ka i Ku. Statki mają zamontowane specjalne osłony zmniejszające odbijanie promieni słonecznych od nich. Po wypuszczeniu na orbicie rozkładają swoje pojedyncze panele słoneczne i po testach działania każde z urządzeń odpala silniki jonowe Halla, by trafić na docelową orbitę kołową.
Nowa seria V1.5 cechuje się trochę większą masą, głównie za sprawą systemu międzysatelitarnej komunikacji laserowej. Umożliwia on większy zasięg, gdyż eliminuje potrzebę pośrednictwa przez stacje naziemne. To wpłynie na większą dostępność usługi w rejonach polarnych Ziemi. Większa masa nowej gerenacji Starlinków sprawia, że niemożliwe jest wysyłanie 60 satelitów w jednym locie na niską orbitę jak to było w przypadku serii V1.
W 2021 r. SpaceX uruchomił oficjalne płatne testy beta swojej usługi internetu satelitarnego. Z flotylli satelitów Starlink mogą korzystać użytkownicy z m.in. Kanady, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Australii, Francji, Austrii, Danii, Portugalii, Polski, Włoch czy ostatnio też Meksyku. Trwają też prace nad uruchomieniem testów internetu Starlink w Indiach.
SpaceX pokłada dużą nadzieję w zyskowność swojej usługi. W wyciekniętej korespondencji mailowej Elona Muska do pracowników opublikowanej przez portal SpaceExplored.com, że firma inwestuje “bardzo duże środki” w usługę i wcześniejsze terminale dla użytkowników (V1) przynosiły straty. Dopiero nowa wersja satelitów i tańsze w produkcji terminale mają przynieść finansowy sukces przedsięwzięciu. Musk stwierdził też, że powodzenie zależy przede wszystkim od produkcji silników rakietowych Raptor v2 do budowanej przez firmę superciężkiej rakiety nośnej Starship.

BlackSky 12, 13
Oprócz Starlinków rakieta Falcon 9 wyniosła w tym locie też parę satelitów BlackSky 12 i BlackSky 13 dla firmy BlackSky Global. Satelity tego systemu wykonują obrazowania Ziemi w rozdzielczości dochodzącej do 1 m/px. Pierwszy satelita BlackSky trafił na orbitę w 2018 r. Do tej pory różne rakiety nośne wysłały łącznie 11 statków tego systemu (licząc z dzisiejszym startem). Ostatnią parę satelitów BlackSky wynosiła rakieta Electron firmy Rocket Lab 18 listopada 2021 r.

Podsumowanie
Był to 27. start rakiety Falcon 9 w 2021 r. To stanowi roczny rekord firmy SpaceX, ustanowiony w poprzednim roku (26 startów). To nadal jednak nie koniec. Firma chce jeszcze wykonać 4 starty orbitalne w grudniu.
Na świecie przeprowadzono w tym roku już 115. udanych startów orbitalnych.
 
Opracował: Rafał Grabiański
Na podstawie: SpaceX/SpaceNews/NSF
 
 
Na zdjęciu: Rakieta Falcon 9 startująca z poprzednią misją Starlink 4-1. Źródło: SpaceX.
Więcej o sieci Starlink

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/spacex-pobil-rekord-rocznej-liczby-startow-kolejne-satelity-starlink-i-blacksky-na

SpaceX pobił rekord rocznej liczby startów. Kolejne satelity Starlink i BlackSky na orbicie.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

NASA chce do końca dekady wybudować na Księżycu reaktor jądrowy
2021-12-04.
Agencja argumentuje, że jego obecność na Srebrnym Globie znacząco pomoże w realizacji przyszłych misji nie tylko na Księżyc, ale i na Marsa.
Jak wynika z oświadczenia Idaho National Laboratory (INL) Departamentu Energii Stanów Zjednoczonych, które zostało opublikowane 19 listopada 2021 r., laboratorium łączy siły z NASA i chce w ciągu najbliższych dziesięciu lat umieścić na Księżycu reaktor jądrowy, który będzie “trwały i wysokiej mocy”. Przede wszystkim jednak sprawi on, że przyszłe misje na Księżyc nie będą zależne od energii słonecznej.
Aktualnie obie instytucje poszukują zewnętrznych partnerów, którzy będą w stanie dostarczyć rozwiązania niezbędne do realizacji projektu. Termin składania wniosków mija 19 lutego 2022 roku.

Nuklearna baza na Księżycu
Umieszczony na Księżycu reaktor sprawiłby, że obecna tam baza byłaby idealnym miejscem do dalszej eksploracji Układu Słonecznego w tym planowanych załogowych misji na Marsa.
“Swobodny dostęp do energii elektrycznej będzie kluczem do przyszłej eksploracji kosmosu” - napisał w oświadczeniu Jim Reuter z NASA Space Technology Mission Directorate w Waszyngtonie. Jak napisał dalej Reuter: “systemy zasilania oparte o materiał rozszczepialny przyniosą znaczące korzyści nie tylko w budowie struktur na Księżycu, ale mogą przyczynić się do rozwoju innowacyjnych technologii, które będą wykorzystywane na Ziemi”.
Wobec przyszłego reaktora NASA ma bardzo konkretne oczekiwania. Przede wszystkim musi to być reaktor zasilany uranem, który będzie wykorzystywany jako materiał rozszczepialny, ważyć nie więcej niż 6000 kg i – co najważniejsze - mieścić się w rakiecie, która zdolna jest wynieść na Księżyc ładunek o podanej masie i zmieścić go wewnątrz owiewki. NASA precyzuje, że potrzebuje miejsca o wymiarach 4 na 6 metrów.
Reaktor zostanie zmontowany na Ziemi, następnie wystrzelony na Księżyc i zainstalowany w przyszłej bazie na Srebrnym Globie, gdzie ma wytwarzać 40 kilowatów energii przez okres minimum 10 lat. Co ważne, sprzęt musi być odporny na wahania temperatury, która na powierzchni wykazuje amplitudę od 110°C w środku dnia księżycowego do −180°C w środku nocy.
Budowa księżycowego reaktora jest częścią trwającego od lat programu Artemis, który zakłada powrót człowieka na Księżyc.
Szacuje się, że do tej pory program pochłonął 93 miliardy dolarów.
 
 
Więcej informacji: NASA wants to put a nuclear power plant on the moon by 2030 — and you can help
Opracował: Michał Lewandowski
Na zdjęciu: Ziemia widziana z orbity Księżyca. Źródło: NASA
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/nasa-chce-do-konca-dekady-wybudowac-na-ksiezycu-reaktor-jadrowy

NASA chce do końca dekady wybudować na Księżycu reaktor jądrowy.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dane satelitarne z obserwacji Ziemi motorem cyfrowej gospodarki
2021-12-04.
W poniedziałek 6 grudnia 2021 r., podczas szczytu cyfrowego ONZ IGF2021 w Katowicach, odbędzie się panel dyskusyjny organizowanym przez CloudFerro pt.:„Earth Observation satellite data to power digital economy”(Dane satelitarne z obserwacji Ziemi motorem cyfrowej gospodarki). Obowiązuje rejestracja.
W dniach 6-10 grudnia 2021 r. w Katowicach będzie miał miejsce szczyt cyfrowy ONZ IGF2021 (Internet Governance Forum Poland. Internet United). Polska po raz pierwszy jest gospodarzem tego szczytu i przez kilka dni będzie stolicą światowej dyskusji o przyszłości Internetu. Spotkania będą odbywały się w trybie hybrydowym, stacjonarnie w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach i online.
Jest to już 16. edycja IGF. W tym roku odbywa się ona pod hasłem Internet United, czyli otwarty, wolny i niepodzielony Internet, w którym użytkownicy mogą cieszyć się swoimi prawami. W Szczycie Cyfrowym może wziąć udział każdy, należy jednak się zarejestrować.Więcej informacji na stronie.
W dniu otwarcia szczytu, w poniedziałek 6 grudnia br. o godz. 12:00 rozpocznie się panel dyskusyjny organizowanym przez CloudFerro pt.: „Earth Observation satellite data to power digital economy” (Dane satelitarne z obserwacji Ziemi motorem cyfrowej gospodarki). Z racji ograniczeń epidemiologicznych organizatorzy zachęcają do udziału online.
W dyskusji udział wezmą:
•    Jędrzej Bojanowski, Instytut Geodezji i Kartografii
•    Krzysztof Stereńczak, Instytut Badawczy Leśnictwa
•    Alain Arnaud, Mercator Ocean
•    Oleg Dubovik, Generalized Retrieval of Atmosphere and Surface Properties
•    Stanisław Dałek, CloudFerro
Dyskusję moderowały będą: Kinga Gruszecka (POLSA) i Monika Krzyżanowska (CloudFerro).
Organizatorzy panelu dyskusyjnego gorąco zachęcają do zadawania pytań ekspertom uczestniczącym w dyskusji.
Uczestnictwo w wydarzeniu online możliwe jest po uprzednim zarejestrowaniu się na stronie.
Źródło: PlanetPartners, Serwis Rzeczpospolitej Polskiej, IGF
Foto: CloudFerro
Oprac. Paweł Z. Grochowalski
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/dane-satelitarne-z-obserwacji-ziemi-motorem-cyfrowej-gospodarki

Dane satelitarne z obserwacji Ziemi motorem cyfrowej gospodarki.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Przegląd filmów opartych na twórczości Stanisława Lema w Toruniu
2021-12-04.
To jeden z największych przeglądów filmowych w kraju zorganizowanych w związku z obchodami Roku Stanisława Lema. Wstęp wolny!
Z okazji setnej rocznicy urodzin Stanisława Lema Europejskie Centrum Filmowe Camerimage i Grupa Balzola zapraszają na przegląd filmów opartych na prozie najpopularniejszego polskiego twórcy literatury science-fiction. Od 10 do 30 grudnia na dużym ekranie Kina Camerimage, znajdującego się w Budynku Fundacji Tumult na Rynku Nowomiejskim 28 w Toruniu, zobaczyć można czternaście filmów, których twórcy czerpali inspiracje z dzieł Lema.
Lem swoją prozatorską działalność rozpoczął w latach pięćdziesiątych, a jego twórczość od początku inspirowała filmowców. Na podstawie jego dzieł powstało kilkadziesiąt filmów, których autorzy próbowali oddać niezwykłą atmosferę twórczości genialnego polskiego pisarza i futurologa. Na adaptację książek i opowiadań Lema decydowali się najwybitniejsi twórcy kina, wśród nich Andriej Tarkowski i Andrzej Wajda. Sam Lem z dużym dystansem podchodził do większości ekranizacji swoich dzieł, nie akceptując fabularnych zmian dokonywanych przez reżyserów i zarzucając filmom, że nie oddają głębi jego filozoficznych przemyśleń.
By samemu ocenić, jak twórcom kina udało się uporać z możliwie wiernym przedstawieniem światów tworzonych przez Lema, warto zatem skorzystać z oferty kina Camerimage. Na dużym ekranie zobaczyć będzie można między innymi pierwszą ekranizację dzieła Stanisława Lema – film „Milcząca Gwiazda” czy nagradzane „Solaris” i „Test Pilota Pirxa”. W ramach wydarzenia będziemy mieli okazję podziwiać zarówno filmy fabularne, dokumentalne („Autor Solaris”), jak i animowane („Doradcy Króla Hydropsa”). Kulminacją będzie weekend 18-19 grudnia. W ciągu dwóch dni będzie można zobaczyć wszystkie filmy wyświetlane w ramach przeglądu.
Wstęp na projekcje jest bezpłatny. Mecenasem wydarzenia jest Grupa Balzola.
Harmonogram projekcji
1.    10 grudnia,18:00 –Test Pilota Pirxa (1978) Polska/ZSRR 95 min.
2.    11 grudnia, 18:00 – Szpital Przemienienia (1978) Polska 90 min.
3.    12 grudnia,18:00 – Doradcy Króla Hydropsa (2016) Polska 20 min., Maska (2010) Polska/Wielka Brytania 23 min., Golem (2012) Niemcy 8 min., Autor Solaris (2016) Polska 56 min.
4.    13 grudnia, 18:00 – Głos Pana (2018) Fra/Kan/Szw/USA/Węg a 108 min.
5.    14 grudnia, 18:00 – Profesor Zazul (1965) Polska 22 min., Śledztwo (1973) Polska 54 min., Przekładaniec (1968) Polska 35 min.
6.    15 grudnia,18:00 – Kongres (2013) Bel/Fra/Luk/Nie/Pol/Izr 122 min.
7.    16 grudnia, 18:00 – Solaris (1971) ZSRR 167 min.
8.    17 grudnia,18:00 – Milcząca gwiazda (1959) NRD 93 min. 20:00 Ikaria XB 1 (1963) Czechosłowacja 81 min.
9.    18 grudnia, 12:00 – Doradcy Króla Hydropsa (2016) Polska 20 min., Maska (2010) Polska/Wielka Brytania 23 min., Golem (2012) Niemcy 8 min., Autor Solaris (2016) Polska 56 min. 14:00 Głos Pana (2018) Fra/Kan/Szw/USA/Węg 108 min. 17:00 Milcząca gwiazda (1959) NRD 93 min. 19:00 Szpital Przemienienia (1978) Polska 90 min. 21:00 Test Pilota Pirxa (1978) Polska/ZSRR 95 min.
10.    19 grudnia, 14:00 – Ikaria XB 1 (1963) Czechosłowacja 81 min. 16:00 Kongres (2013) Bel/Fra/Luk/Nie/Pol/Izr 122 min. 18:15 Solaris (1971) ZSRR 167 min. 21:15 Profesor Zazul (1965) Polska 22 min., Śledztwo (1973) Polska 54 min., Przekładaniec (1968) Polska 35 min.
11.    20 grudnia, 19:00 – Doradcy Króla Hydropsa (2016) Polska 20 min., Maska (2010) Polska/Wielka Brytania 23 min., Golem (2012) Niemcy 8 min., Autor Solaris (2016) Polska 56 min.
12.    21 grudnia, 19:00 – Milcząca gwiazda (1959) NRD 93 min. 20:45 Głos Pana (2018) Fra/Kan/Szw/USA/Węg a 108 min
13.    22 grudnia, 19:00 – Szpital Przemienienia (1978) Polska 90 min. 20:45 Ikaria XB 1 (1963) Czechosłowacja 81 min.
14.    23 grudnia, 19:00 – Profesor Zazul (1965) Polska 22 min., Śledztwo (1973) Polska 54 min., Przekładaniec (1968) Polska 35 min.
15.    28 grudnia, 19:00 – Kongres (2013) Bel/Fra/Luk/Nie/Pol/Izr 122 min.
16.    29 grudnia, 19:00 – Solaris (1971) ZSRR 167 min.
17.    30 grudnia, 19:00 – Test Pilota Pirxa (1978) Polska/ZSRR 95 min.

Czytaj więcej:
•    Więcej informacji
 

Źródło: Załoga Europejskiego Centrum Filmowego Camerimage
Opracowanie: Elżbieta Kuligowska
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/przeglad-filmow-opartych-na-tworczosci-stanislawa-lema-w-toruniu

Przegląd filmów opartych na twórczości Stanisława Lema w Toruniu.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Wreszcie zaobserwowano, jak układy kataklizmiczne stają się ELM WD
2021-12-04.
Wykorzystując teleskop Shane’a w Obserwatorium Lick'a w Kaliforni (USA) astronomowie zaobserwowali nowy typ gwiazd podwójnych o dość egzotycznie brzmiącej nazwie „przed-ekstremalnie małomasywne białe karły” (ang. pre-ELM WD – skrót od: pre-Extremely Low Mass White Dwarfs). Istnienie takich obiektów zostało przewidziane teoretycznie już około 50 lat temu, ale jeszcze nikt ich nie zaobserwował. To odkrycie jest pierwszym obserwacyjnym dowodem istnienia nowej populacji przejściowych układów podwójnych.

Nowy rodzaj gwiazdy
Gdy gwiazda umiera, to z prawdopodobieństwem 97% stanie się białym karłem - małym, gęstym obiektem, który skurczył się i bardzo stracił na jasności po wypaleniu paliwa jądrowego.
Jednak w rzadkich przypadkach może stać się białym karłem o ekstremalnie małej masie. Astronomowie oznaczają takie białe karły skrótem ELM (j.ang.: Extremely Low Mass). Obserwacje wskazują na istnienie białych karłów o masie mniejszej od 1/3 masy Słońca - co stanowi zagwozdkę dla teorii ewolucji tych obiektów. Teoretycznie białe karły o tak małych masach powinny powstać w trakcie ewolucji gwiazdy w czasie dłuższym od wieku Wszechświata, czyli 13,8 miliarda lat. Więc jest to fizycznie niemożliwe.
Na przestrzeni lat astronomowie doszli do wniosku, że jedyną ścieżką prowadzącą do powstania białych karłów typu ELM jest ewolucja w układzie podwójnym. Oddziaływanie grawitacyjne gwiezdnego towarzysza może „szybko” (przynajmniej w czasie krótszym od 13,8 miliardów lat) pozbawić gwiazdę masy, aż stanie się ELM.
Ale dowody obserwacyjne potwierdzające tą hipotezę nie były pewne. Owszem, astronomowie obserwowali jak białe karły akreują materię z normalnych gwiazd podobnych do naszego Słońca w układach podwójnych, które są nazywane układami kataklizmicznymi. Również znane były układy podwójne zawierające normalne i ekstremalnie małomasywne białe karły (ELM). Jednak jeszcze nie zaobserwowano przejściowej fazy ewolucyjnej - transformacji, gdy gwiazda utraciła większość swojej masy i już prawie uległa kontrakcji do stadium ekstremalnie małomasywnego białego karła.

Brakujące ogniwo ewolucyjne
Główny autor publikacji Kareem El-Badry porównuje astronomię gwiazd do zoologii w XIX wieku.
Wchodzisz do dżungli i znajdujesz jakiś organizm. Opisujesz jaki jest wielki, ile waży i następnie to samo robisz z kolejnym organizmem – wyjaśnia – widzisz wszystkie te różne typy obiektów i potrzebujesz poskładać to w całość.
Podobnie w 2020 roku K. El-Badry zdecydował się wrócić do „dżungli” w poszukiwaniu gwiazdy, która wymyka się naukowcom – obiektu w fazie przed-ekstremalnie małomasywnego białego karła (j.ang.: pre-ELM white dwarf), określanego również pojęciem zaawansowanej ewolucyjnie zmiennej kataklizmicznej (j.ang.: evolved cataclysmic variable)
K. El-Badry zawęził listę z 1 miliarda gwiazd do 50 potencjalnych kandydatów, wykorzystując dane obserwatorium satelitarnego GAIA i przeglądu nieba ZTF.
Astronom podkreśla ważność publicznie dostępnych danych z przeglądów obserwacyjnych nieba w swoich pracach – gdyby nie było takich projektów jak ZTF i GAIA, które reprezentują ogromną ilość pracy w tle setek ludzi – moje badania nie byłyby możliwe.
W kolejnym kroku zostało wybrane 21 gwiazd do weryfikacji obserwacyjnej. Kryteria selekcyjne zadziałały. 100 procent kandydatów okazało się tymi przed-ekstremalnie małomasywnymi białymi karłami, których szukaliśmy – powiedział K.El-Badry – Są one bardziej rozdęte i powiększone niż ekstremalnie małomasywne białe karły. Mają kształt podobny do jaja, ponieważ przyciąganie grawitacyjne drugiej gwiazdy zniekształca ich kształt sferyczny.
Znaleźliśmy brakujące ogniwo pomiędzy dwoma klasami gwiazd podwójnych – zmiennymi kataklizmicznymi i ekstremalnie małomasywnymi białymi karłami, i znaleźliśmy ich przyzwoitą ilość – dodał  K.El-Badry – trzynaście z tych gwiazd wykazuje nadal oznaki utraty masy na rzecz towarzysza; ale wydaje się, że z 8 gwiazd materia już nie ucieka. Każda z tych gwiazd ma również wyższą temperaturę niż do tej pory obserwowane gwiazdy kataklizmiczne.
K. El-Bandry zamierza kontynuować badania przed-ekstremalnie małomasywnych białych karłów i będzie kontynuował weryfikację obserwacyjną kolejnych 29 kandydatów, których wcześniej odkrył.

Opracowanie: Ryszard Biernikowicz

Więcej informacji:

Publikacja naukowa: Birth of the ELMs: a ZTF survey for evolved cataclysmic variables turning into extremely low-mass white dwarfs
Wersja darmowa arXiv: Birth of the ELMs: a ZTF survey for evolved cataclysmic variables turning into extremely low-mass white dwarfs
Astronomers Observe a New Type of Binary Star Long Predicted to Exist

Źródło: Center for Astrophysics | Harvard &
Smithsonian

Na ilustracji wizja artystyczna nowego typu gwiazd podwójnych, w którym większy, niebieskawy towarzysz jest na przejściowym etapie przed-ekstremalnie małomasywnego białego karła. Niebieska gwiazda traci materię, której większość poprzez dysk jest akreowana na „normalnego” białego karła. Większa gwiazda stopniowo staje się ekstremalnie małomasywnym białym karłem. Źródło: M.Weiss/Center for Astrophysics | Harvard & Smithsonian
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/wreszcie-zaobserwowano-jak-uklady-kataklizmiczne-staja-sie-elm-wd

Wreszcie zaobserwowano, jak układy kataklizmiczne stają się ELM WD.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Lubisz patrzeć w gwiazdy? Już niedługo co piętnasta gwiazda będzie sztuczna
2021-12-04. Malwina Kuśmierek
Jak dowodzą symulacje kanadyjskich astronomów, już niedługo gwiezdne konstelacje złożone ze sztucznych satelitów mogą stać się faktem. „Ja obserwuję Vegę czy kolejną własność Elona Muska?”.
Za każdym razem, gdy ktoś wspomni o problemach z obserwacją nocnego nieba, pierwszą myślą jest zwykle zanieczyszczenie świetlne. Teoretycznie, kiedy w bezchmurną noc opuścisz tereny miejskie, jesteś w stanie zobaczyć czyste niebo pełne gwiazd. Teoretycznie, bo w praktyce zaśmiecenie orbity okołoziemskiej jest tak duże, że już za kilka lat będziesz stawiał sobie pytanie: ja obserwuję Vegę czy kolejną własność Elona Muska?
Problem, który możesz zobaczyć
Problem kosmicznych śmieci jest tak stary, jak najstarszy Sputnik z roku 1957. Jednak dawniej liczba satelitów była o wiele mniejsza, gdyż służyły one przede wszystkim w celach badawczych, a wyniesienie obiektów na orbitę było skomplikowane i niesamowicie kosztowne. Jednakże sprowadzanie satelitów z powrotem na Ziemię jest nieopłacalne, a pozostawienie ich na orbicie w praktyce nie wiąże się z konsekwencjami. Problem zanieczyszczenia orbity ziemskiej zawsze pozostawał poza sferą zainteresowania miliardów ludzi, gdyż po prostu ich nie dotyczył. Śmieci nie widać, a gdy wchodzą w ziemską atmosferę, spalają się, zanim dotrą do powierzchni Ziemi, w najgorszym wypadku spadają gdzieś do oceanu lub lasów tajgi syberyjskiej. Rzeczywistych śmieci nie jest wystarczająco, aby je dostrzec, a właściwych sztucznych satelitów było za mało, żeby rzutowały negatywnie na obserwacje. Słowo klucz: było.
Kiedy hipotetyczny Kowalski stanie nocą pod bezchmurnym niebem ujrzy około dwóch tysięcy gwiazd. Obecnie, wodząc po sklepieniu niebieskim, szukając Aludry zobaczy jednego lub co najwyżej kilka satelitów z ponad 6542 satelitów obecnych na orbicie.
Zgodnie z wynikami symulacji przeprowadzonych przez kanadyjskich naukowców wkrótce - biorąc pod uwagę tempo, z jakim wynosimy na orbitę ziemską kolejne satelity - gołym okiem wśród 2000 gwiazd będzie widział już 133 satelity. A na niektórych szerokościach geograficznych nawet 160.
65 tysięcy satelitów
Wyniki komputerowych symulacji przeprowadzonych przez Samanthę Lawler, Hanno Rein i Aarona Boley zostały opublikowane po raz pierwszy we wrześniu 2021 roku w czasopiśmie Amerykańskiego Towarzystwa Astronomicznego. Do stworzenia prognozy jasności optycznych użyto danych dotyczących obiektów aktualnie znajdujących się na orbicie okołoziemskiej pochodzących z bazy danych ONZ, wniosków złożonych do Federalnej Komisji Łączności (Starlink, OneWeb i Kuiper) oraz Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego (StarNet/GW), które zawierają przewidywane pozycje ponad 65 tys. satelitów planowanych do wyniesienia na orbitę w ciągu najbliższych 4 lat.
Efekty symulacji nie są optymistyczne - zależnie od szerokości geograficznej, punktu odchylenia słońca od równika (pory roku) oraz pory dnia, przewidywany udział satelitów na nocnym niebie waha się od 6 do nawet 9 proc.
Ze względu na ilość zmiennych oraz ograniczoną możliwość zawarcia wszystkich wizualizacji w publikacji naukowej, kanadyjscy uczeni udostępnili symulator umożliwiający wprowadzanie własnych danych wraz z jego kodem źródłowym.
Cena postępu technologicznego
W podsumowaniu artykułu Visibility Predictions for Near-Future Satellite Megaconstellations: Latitudes near 50° will
Experience the Worst Light Pollution astronomowie wymieniają największe zagrożenia, które - z perspektywy badawczej - niesie (a właściwie już przyniosła) za sobą sukcesywnie zwiększająca się liczba satelitów na orbicie okołoziemskiej:
[...] Najbardziej oczywistym wpływem satelitów na optyczne badania astronomiczne jest zanieczyszczenie obserwacji śladami pozostawionymi przez satelity, które na zdjęciach widnieją jako linie przecinające całe pole widzenia w procesach badawczych lub obserwacjach astronomicznych [...]
Astronomowie opracowują algorytmy do przetwarzania tych smug - automatycznego identyfikowania, charakteryzowania i usuwania ich ze zdjęć. Te algorytmy pomogą złagodzić niektóre negatywne skutki obecności satelitów na orbicie okołoziemskiej, ale nie pozwolą odzyskać tego, co już zostało utracone […]
Nawet jeżeli satelity nie są oświetlone słońcem, nadal mogą zakłócać astronomiczne obserwacje. [Satelity] są zbyt szybkie by spowodować zauważalną zmianę w, na przykład, obserwacji przemieszczania się egzoplanet. Ale w eksperymentach wykorzystujących obserwacje małych ciał z dużą częstotliwością, satelity mogą być potencjalnym źródłem zakłóceń. […]
Visibility Predictions for Near-Future Satellite Megaconstellations: Latitudes near 50◦ will
Experience the Worst Light Pollution, s. 14 - 18
Zanieczyszczenie orbity i zniekształcenie obserwacji astronomicznych nie jest niczym nowym. Lecz dopiero w ostatnich latach zaczął eskalować na niespotykaną skalę za sprawą planów firm prywatnych, mogących pozwolić sobie na projekty budowy megakonstelacji, które jeszcze lata temu były poza ich zasięgiem. Koszty stworzenia megakonstelacji na orbicie okołoziemskiej były szeroko komentowane już w 2019 r. - gdy wyniesiono na orbitę pierwsze satelity Starlink - przez media i środowiska zajmujące się astrofizyką.
Konstelacje satelitów to zło konieczne
Niezależnie ile apeli zostanie wystosowanych do Amazonu, SpaceXa, OneWebu, StarNetu czy jakiegokolwiek innego koncernu, nie można usunąć satelitów z orbity okołoziemskiej. Satelity nawigacyjne, telekomunikacyjne, meteorologiczne - bez nich współczesny świat po prostu nie będzie w stanie funkcjonować.
Obecnie istnieją realne plany zredukowania negatywnych skutków obecności tysięcy satelitów w przestrzeni okołoziemskiej - zastosowanie materiałów redukujących odbicie światła, zmniejszenie liczby wystrzeliwanych satelitów, dostosowanie ich aktywności i pozycji. Aczkolwiek są to jedynie półśrodki, gdyż mogą za sobą przynieść większe koszty (a to potencjalnie mogłoby kolidować z kuszącą ideą Elona Muska, zapewniającą dostęp do internetu wszystkim mieszkańcom Ziemi), a także dysproporcję zanieczyszczenia, w której ucierpiałyby tereny rzadziej będące przedmiotem obserwacji.
Postęp technologiczny w ciągu ostatnich 70 lat był i jest niesamowity, internet to największy wynalazek od czasów druku, ale nasza orbita to śmietnik. Śmietnik, którego nie da się posprzątać. I choć projekt powszechnego dostępu do internetu oraz innych zdobyczy cywilizacyjnych dla każdego mieszkańca globu to piękne idee, to należy odpowiedzieć na pytanie, czy nie koszta one zbyt wiele.

Future satellite simulations from Canada/Europe (summer)
https://www.youtube.com/watch?v=UieVD0nuKkY

Symulacja jasności i liczby satelitów w ciągu nocy na szerokości geograficznej 50°00' N w czasie przesilenia letniego
https://spidersweb.pl/2021/12/obserwacja-nieba-sztuczne-gwiazdy.html

Lubisz patrzeć w gwiazdy Już niedługo co piętnasta gwiazda będzie sztuczna.jpg

Lubisz patrzeć w gwiazdy Już niedługo co piętnasta gwiazda będzie sztuczna2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Całkowite zaćmienie Słońca. Tak było je widać na Antarktydzie
2021-12-04. Autor: anw, ps Źródło: tvnmeteo.pl, timeanddate.com, space.com

4 grudnia nastąpiło całkowite zaćmienie Słońca. Tym razem w pełnej krasie było widoczne jedynie na Antarktydzie. Fotografię tego spektakularnego zjawiska pokazała chilijska stacja badawcza.
Zaćmienie Słońca występuje w momencie, gdy Księżyc znajdzie się pomiędzy Słońcem a Ziemią, przysłaniając światło słoneczne. Można wyróżnić się kilka rodzajów zaćmienia: całkowite, częściowe oraz obrączkowe. W sobotę 4 grudnia mieliśmy do czynienia z tym pierwszym.
Zaćmienie mogli podziwiać nieliczni. Faza całkowitego zaćmienia była widoczna tylko na Antarktydzie. Zjawisko rozpoczęło się o godzinie 6.29 polskiego czasu, a dobiegło końca o godz. 10.37.

Zdjęcie, na którym widać całkowite zaćmienie Słońca udostępniła zlokalizowana na Antarktydzie stacja polarna należąca do Chile:

Całkowite zaćmienie Słońca. Jak powstaje to zjawisko?
Do całkowitego zaćmienia Słońca dochodzi, kiedy Księżyc zakrywa całą tarczę Słońca. Tego typu zjawisko można obserwować zwykle na bardzo wąskim obszarze. Na początku i na końcu wokół centralnej gwiazdy Układu Słonecznego pojawia się diamentowy pierścień, czyli błyski promieni słonecznych.

Zaćmienie Słońca w Polsce
Najbliższe, częściowe zaćmienie Słońca widoczne z Polski będzie miało miejsce 25 października 2022 roku. Na całkowite zaćmienie będziemy musieli długo poczekać, bowiem z naszego kraju będzie je widać dopiero 7 października 2135 roku.
Jak obserwować zaćmienie Słońca?
Obserwując zaćmienie Słońca należy pamiętać o tym, aby nie patrzeć na nie bezpośrednio, grozi to bowiem trwałym uszkodzeniem wzroku. Najlepszymi narzędziami do obserwacji są specjalne okulary lub filtry słoneczne dla instrumentów optycznych. Co ważne, nie należy oglądać zaćmienia przez płytę CD, przydymione szkło czy kliszę rentgenowską. Nie stanowią one wystarczającej ochrony dla oczu.
Autor:anw, ps
Źródło: tvnmeteo.pl, timeanddate.com, space.com
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/FELIPE TRUEBA/MAGEN DE CHILE
Całkowite zaćmienie Słońca widziane z AntarktydyPAP/EPA/FELIPE TRUEBA/MAGEN DE CHILE
Zaćmienie SłońcaPAP/NASA

https://tvn24.pl/tvnmeteo/ciekawostki/calkowite-zacmienie-slonca-2021-tak-wygladalo-5512398

Całkowite zaćmienie Słońca. Tak było je widać na Antarktydzie.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Astronomowie odkryli małą i szybką egzoplanetę krążąca wokół pobliskiego czerwonego karła
2021-12-05.
Międzynarodowy zespół naukowców odkrył planetę pozasłoneczną o masie równej połowy masy Ziemi, która potrzebuje około ośmiu godzin, aby okrążyć swoją macierzystą gwiazdę, czerwonego karła znajdującego się niecałe 31 lat świetlnych od Ziemi. Nazwana GJ 367 b, jest jedną z najlżejszych spośród prawie 5000 znanych obecnie egzoplanet. Mając średnicę zaledwie 9000 km jest nieco większa od Marsa. Odkrycie to nie tylko dowodzi, że możliwe jest precyzyjne określenie istnienia najmniejszych, najmniej masywnych egzoplanet, ale także stanowi klucz do zrozumienia, jak formują się i ewoluują planety typu ziemskiego. Wyniki ukazały się w czasopiśmie Science.
Ćwierć wieku po odkryciu pierwszej planety pozasłonecznej, oprócz dokonywania nowych odkryć, główny nacisk został położony na dokładniejsze scharakteryzowanie tych planet. Obecnie możliwe jest skonstruowanie znacznie dokładniejszego profilu dla większości znanych egzoplanet. Wiele z nich zostało odkrytych z wykorzystaniem metody tranzytów – pomiaru niewielkich różnic w emitowanym świetle gwiazdy, gdy planeta przechodzi przed nią (w stosunku do obserwatora). GJ 367 b również została odkryta tą metodą, z wykorzystaniem satelity TESS.

Prędkość orbitalna GJ 367 b wynosi zaledwie 8 godzin. Na podstawie dokładnego określenia promienia i masy, GJ 367 b została sklasyfikowana jako planeta skalista – mówi Kristine Lam z Instytutu Badań Planetarnych w Niemieckim Centrum Lotnictwa i Kosmonautyki (Deutsches Zentrum für Luft- und Raumfahrt; DLR). To plasuje ją wśród planet ziemskich o rozmiarach mniejszych niż Ziemia i przesuwa badania o jeden krok do przodu w poszukiwaniu „drugiej Ziemi”.

GJ 367 b należy do grupy egzoplanet o skrajnie krótkim okresie orbitalnym, czyli takich, które okrążają swoją gwiazdę w czasie krótszym niż 24 godziny. Znamy już kilka z nich, ale ich pochodzenie jest obecnie nieznane – mówi Savita Mathur, badaczka z IAC i współautorka artykułu. Ponadto, z okresem rotacji gwiazdy wynoszącym 48 dni jest to bardzo interesujący układ do badania i zrozumienia dynamicznej ewolucji małych skalistych planet z taką orbitą, wyjaśnia badaczka.

Po odkryciu tej planety z wykorzystaniem TESS i metody tranzytowej, widmo tej gwiazdy zostało zbadane z Ziemi za pomocą metody pomiaru prędkości radialnej. Technika ta polega na pomiarze zmian w położeniu i prędkości gwiazdy, gdy ona i otaczająca ją planeta krążą wokół wspólnego środka masy. Zmiany spowodowane przez siłę grawitacji dwóch obiektów są odzwierciedlone w przesunięciu widma obserwowanej gwiazdy. W przypadku GJ 367 b masa została wyznaczona za pomocą instrumentu HARPS na 3,6-metrowym teleskopie Europejskiego Obserwatorium Południowego.

Dzięki skrupulatnym badaniom i połączeniu różnych metod oceny, udało się dokładnie określić promień i masę tej planety: jej promień wynosi 72% promienia Ziemi, a masa 55% masy Ziemi. Określając promień i masę z dokładnością odpowiednio 7 i 14%, naukowcy byli w stanie wyciągnąć wnioski na temat wewnętrznej struktury egzoplanety. Jest to planeta skalista o małej masie, ale o większej gęstości niż Ziemia.

Wysoka gęstość wskazuje na to, że planeta jest zdominowana przez żelazne jądro – wyjaśnia Szilárd Csizmadia współautor artykułu z DLR. Właściwości te są podobne do właściwości Merkurego, z jego nieproporcjonalnie dużym żelaznym i niklowym jądrem, które odróżnia go od innych ciał skalistych w Układzie Słonecznym.

Jednak bliskość planety od gwiazdy oznacza, że jest ona narażona na ekstremalnie wysoki poziom promieniowania, ponad 500 raz silniejsze niż to, którego doświadcza Ziemia. Temperatura na powierzchni może sięgać nawet 1500 oC – to temperatura, w której wszystkie skały i metale uległyby stopieniu. GJ 367 b nie może być zatem uznana za „drugą Ziemię” – zauważa Enric Pallé, badacz z IAC.

Gwiazda macierzysta tej nowo odkrytej egzoplanety, czerwony karzeł o nazwie GJ 367, jest tylko o połowę mniejsza od Słońca. Było to korzystne dla jej odkrycia, ponieważ sygnał tranzytu orbitującej planety jest szczególnie istotny. Czerwone karły są nie tylko mniejsze, ale także chłodniejsze od Słońca. To sprawia, że związane z nimi planety są łatwiejsze do znalezienia i scharakteryzowania – mówi mówi Felipe Murgas współautor artykułu z IAC.

Czerwone karły są jednymi z najbardziej powszechnych gwiazd w naszym kosmicznym sąsiedztwie i dlatego są odpowiednimi celami do badań egzoplanet. Naukowcy szacują, że czerwone karły, znane również jako gwiazdy klasy M, są okrążane przez średnio dwie do trzech planet, z których każda jest co najwyżej cztery razy większa od Ziemi.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
IAC

Urania
Wizja artystyczna egzoplanety GJ 367 b. Źródło: DLR
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2021/12/astronomowie-odkryli-maa-i-szybka.html

Astronomowie odkryli małą i szybką egzoplanetę krążąca wokół pobliskiego czerwonego karła.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Astronomowie wykryli najbliższą parę supermasywnych czarnych dziur
2021-12-05.
Astronomowie wykryli parę supermasywnych czarnych dziur, która znajduje się kilkakrotnie bliżej Ziemi niż dotychczasowe rekordzistki. O odkryciu poinformowało Europejskie Obserwatorium Południowe (ESO), którego teleskop posłużył do obserwacji.
Obserwacje dotyczyły galaktyki NGC 7727 z gwiazdozbioru Wodnika, do której odległość to 89 milionów lat świetlnych. W jej centrum wykryto parę supermasywnych czarnych dziur, która tym samym jest pięciokrotnie bliżej nas niż poprzedni rekord wynoszący 470 milionów lat świetlnych.
Wiadomo ich w centrach wielu galaktyk znajdują się supermasywne czarne dziury. Mowa tu o obiektach mających miliony, a czasem nawet setki milionów albo i więcej mas Słońca. Gdy dojdzie do kosmicznej katastrofy w postaci zderzenia dwóch galaktyk, ich supermasywne czarne dziury mogą trafić na kurs kolizyjny ze sobą i utworzyć parę, taką jak zaobserwowana w przypadku galaktyki NGC 7727.
Co więcej, czarne dziury ze wspomnianej galaktyki pobiły jeszcze jeden rekord, dotyczący minimalnej odległości pomiędzy składnikami takiego układu podwójnego. W tym przypadku dzieli je dystans zaledwie 1600 lat świetlnych, czy mniej niż połowę wcześniejszego rekordy. Całkiem prawdopodobne według badaczy jest połączenie się tych czarnych dziur w jedną w ciągu 250 milionów lat.
Karina Voggel ze Strasbourg Observatory we Francji, wraz ze swoim zespołem, ustaliła masy obydwu czarnych dziur. Jedna ma masę 6,4 miliona mas Słońca, czyli można powiedzieć, że dość podobną do masy supermasywnej czarnej dziury w centrum Drogi Mlecznej (4,3 mln mas Słońca). Z kolei druga jest zdecydowanie bardziej masywna -154 miliony mas Słońca. Te wielkości fizyczne określono analizując grawitacyjny wpływ czarnych dziur na sąsiednie obiekty.
Do obserwacji wykorzystano instrument Multi-Unit Spectroscopic Explorer (MUSE) na teleskopie VLT w Obserwatorium Paranal, należącym do Europejskiego Obserwatorium Południowego (ESO). Karina Voggel bardzo dobrze zna ten przyrząd, bowiem kiedyś uczyła się pracy na nim, kiedy była studentką w ESO.
Korzystna w tej sytuacji była także względna bliskość galaktyki NGC 7727. Gdy za kilka lat pracę zaczną wielkie teleskopy przyszłości, np. budowany przez ESO prawie 40-metrowy teleskop ELT, odkryć tego typu metodą (na podstawie analizy ruchu obiektów w okolicy czarnej dziury) może być więcej i na dalszych odległościach.
Jak wskazuje Voggel, odkrycie sugeruje, że takich ukrytych do tej pory pozostałości po łączeniu się galaktyk może być więcej, co może zwiększyć całkowitą liczbę supermasywnych czarnych dziur znanych w lokalnym Wszechświecie nawet o 30 procent.
Wyniki badań naukowych przedstawiono w czasopiśmie „Astronomy & Astrophysics”.
Więcej informacji:
•    Teleskop ESO znalazł najbliższą parę supermasywnych czarnych dziur
•    Publikacja naukowa
 
Opracowanie: Krzysztof Czart
Źródło: ESO
 
Na zdjęciu:
Po prawej zdjęcie galaktyki NGC 7727. Na powiększeniu po lewej widać centralny obszar galaktyki z dwoma jasnymi punktami, które są gęstymi zgrupowaniami gwiazd zawierającymi w środku supermasywne czarne dziury. Zdjęcie po prawej wykonano teleskopem VST, a po lewej teleskopem VLT. Źródło: ESO/Voggel et al.; ESO/VST ATLAS team. Acknowledgement: Durham University/CASU/WFAU.
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/astronomowie-wykryli-najblizsza-pare-supermasywnych-czarnych-dziur

Astronomowie wykryli najbliższą parę supermasywnych czarnych dziur.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Para satelitów europejskiej nawigacji Galileo wysłana po długiej przerwie
2021-12-05.
Z kosmodromu Kourou w Gujanie Francuskiej wystartowała europejska wersja rakiety Sojuz (ST-B). W udanym locie wyniosła na orbitę parę satelitów nawigacyjnej sieci Galileo.
Rakieta wystartowała 4 grudnia 2021 r. o 21:19 czasu lokalnego (w Polsce był już 5 grudnia). Wszystkie fazy lotu przebiegły pomyślnie. Najpierw pierwsze trzy stopnie osiągnęły z ładunkiem prawie prędkość orbitalną. Po nich po raz pierwszy odpalony został dodatkowy górny stopień Fregat, który umieścił siebie z satelitami na wstępnej orbicie. Po parugodzinnym dryfcie nastąpiło jego drugie odpalenie, które pozwoliło osiągnąć docelową orbitę. Satelity zostały wypuszczone przez człon Fregat 3 godziny i 52 minuty po starcie.
W misji została wysłana para satelitów nawigacyjnych Galileo FM23 i FM24 należących do operacyjnej serii FOC (Full Operational Capability). Seria FOC składa się z satelitów udostępniających już pełne planowane usługi nawigacyjne. Segment kosmiczny systemu ma docelowo składać się z 30 satelitów na trzech płaszczyznach orbitalnych średniej orbity okołoziemskiej (MEO).
Pierwsze satelity serii FOC zostały wysłane na rakiecie Sojuz ST-B w 2014 r. Start nie był jednak w pełni udany i ładunki umieszczono na złej orbicie. Dopiero w 2015 r. doczekaliśmy się pierwszej prawidłowo umieszczonej pary FM3 i FM4 (choć FM4 miał awarię zasilania i nie jest już użytkowany). Kolejne statki umieszczano w misjach Sojuza w 2015 r. i 2016 r. Od listopada 2016 r. wynoszeniem satelitów Galileo zajęła się rakieta Ariane 5, która w jednym starcie brała na pokład aż 4 statki. Ostatni do tej pory lot Galileo (FM 21-22) miał miejsce w lipcu 2018 r.
Licząc z wysłanymi teraz statkami sieć Galileo liczy już 28 satelitów. Ta misja otwiera serię ostatnich lotów satelitów Galileo 1. generacji. W najbliższych 3 latach wysłanych zostanie jeszcze 10 satelitów Galileo FOC. Będą wysyłane na rakietach Sojuz ST-B i Ariane 6. W 2024 r. mają zostać wysłane pierwsze satelity Galileo 2. generacji (G2G).

O sieci nawigacyjnej Galileo
Galileo to obecnie najbardziej precyzyjny system nawigacji satelitarnej. Program Galileo jest zarządzany i finansowany przez Unię Europejską i powstaje we współpracy Komisji Europejskiej, agencji kosmicznej ESA oraz agencji UE ds. programu kosmicznego EUSPA.
Satelity sieci są budowane przez firmę OHB w Bremie w Niemczech. Zegary umożliwiające prowadzenie usługi nawigacyjnych są dostarczane przez brytyjskie przedsiębiorstwo Surrey Satellite Technology Ltd. Całkowita masa jednego satelity z paliwem to 733 kg.
Każdy z satelitów konstelacji ma na pokładzie cztery zegary – dwa pasywne masery wodorowe oraz dwa rubidowe zegary atomowe. Oba rodzaje zegarów cechują się bardzo wysoką dokładnością (błąd masera wodorowego to 1 s na trzy miliony lat, a zegara rubidowego 3 s na milion lat!). Dokładność taka jest potrzebna do precyzyjnego obliczania położenia – błąd kilku nanosekund (1 ns = 0.000000001 s) powoduje nieakceptowalny błąd w pomiarze odległości wynoszący 1 m.
Ustalenie pozycji w systemach nawigacji satelitarnej polega na obliczeniu odległości odbiornika od co najmniej trzech satelitów. Do tego pomiaru potrzebne jest precyzyjne ustalenie czasu, jaki zajmuje sygnałowi dotarcie do odbiornika.
Idea własnego systemu w Europie powstała w 1999 roku, a program został oficjalnie rozpoczęty w 2003. Docelowa konstelacja będzie w strukturze i działaniu bardzo podobna do amerykańskiego GPS, rosyjskiego GLONASS czy też chińskiego Beidou.
System Galileo zapewni dokładność w pozycji poniżej jednego metra. Podstawowe, nieco mniej dokładne usługi będą dostępne bezpłatnie dla wszystkich użytkowników posiadających kompatybilny  odbiornik. Usługi z pełną zapewnianą dokładnością będą udostępnione dla użytkowników rządowych i wojskowych oraz komercyjnych klientów.
 
 
Opracował: Rafał Grabiański
Na podstawie: ESA/EO Portal
 
Więcej informacji:
•    informacja prasowa ESA nt. udanego lotu misji Galileo FM 23-24
 
Na zdjęciu: Rakieta Sojuz ST-B startująca z misją Galileo FM 23-24. Źródło: ESA/CNES/Arianespace/Optique Vidéo du CSG - S Martin.
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/para-satelitow-europejskiej-nawigacji-galileo-wyslana-po-dlugiej-przerwie

Para satelitów europejskiej nawigacji Galileo wysłana po długiej przerwie.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić obrazków. Dodaj lub załącz obrazki z adresu URL.

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)