Skocz do zawartości

Astronomiczne Wiadomości z Internetu


Paweł Baran

Rekomendowane odpowiedzi

Astronomowie badają wpływ satelitów Starlink na obserwacje kosmosu
2022-01-18.
Amerykańska firma SpaceX planuje umieszczenie na orbicie wokółziemskiej 42 tysięcy satelitów telekomunikacyjnych. Międzynarodowy zespół astronomów kierowany przez dr. Przemysława Mroza z Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego zbadał, jak rosnąca liczba satelitów wpłynie na prowadzenie obserwacji astronomicznych z powierzchni Ziemi.
Od kilku lat amerykańska firma SpaceX umieszcza na orbicie wokółziemskiej coraz więcej satelitów telekomunikacyjnych o nazwie Starlink. Obecnie sieć Starlink składa się z prawie 1800 satelitów, krążących na wysokości 550 kilometrów nad powierzchnią Ziemi, a docelowo ma składać się z aż 42 tysięcy satelitów. Projekt SpaceX budzi duże kontrowersje, między innymi w społeczności naukowej: wielu astronomów obawia się, że satelity, które na obrazach teleskopowych wyglądają jak długie smugi, mogą utrudniać, a nawet uniemożliwiać prowadzenie obserwacji astronomicznych wykonywanych z powierzchni Ziemi.
W celu zbadania wpływu satelitów Starlink na prowadzenie obserwacji kosmosu międzynarodowy zespół naukowców kierowany przez dr. Przemysława Mroza z Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego przeanalizował archiwalne obrazy nieba wykonane przez przegląd nieba ZTF (ang. Zwicky Transient Facility), projekt realizowany za pomocą teleskopu znajdującego się w amerykańskim Obserwatorium Palomar w Kalifornii. Projekt ZTF wykonuje regularnie (co dwa dni) zdjęcia całego dostępnego nieba w poszukiwaniu kosmicznych obiektów, które zmieniają jasność, poruszają się lub w jakikolwiek inny sposób zmieniają w czasie. Są to między innymi asteroidy bliskie Ziemi czy wybuchy gwiazd supernowych.
Wyniki badań zostały opublikowane w styczniowym numerze prestiżowego czasopisma Astrophysical Journal Letters wydawanego przez Amerykańskie Towarzystwo Astronomiczne. Dane zebrane przez ZTF pomiędzy listopadem 2019 a wrześniem 2021 pozwoliły na wykrycie 5301 smug wywołanych przez satelity Starlink. Większość z nich została znaleziona na obrazach wykonanych w trakcie zmierzchu lub świtu, czyli tuż po zachodzie Słońca lub przed jego wschodem, kiedy światło słoneczne odbija się od powierzchni satelitów. Obserwacje wykonywane w trakcie zmierzchu lub świtu są niezwykle istotne w identyfikacji potencjalnego ryzyka – znajdowaniu asteroid, które mogą zbliżyć się do Ziemi i które znajdują się na niebie w pobliżu Słońca. Do tej pory projekt ZTF odkrył kilkanaście takich obiektów, między innymi 2020 AV2, pierwszą planetoidę, której orbita mieści się w całości wewnątrz orbity Wenus.
W 2019 roku obserwowaliśmy satelity Starlink na zaledwie 0,5% spośród wszystkich obrazów wykonanych podczas zmierzchu lub świtu. Teraz to prawie 20% – mówi dr Mróz.
Naukowcy szacują, że w przyszłości, kiedy sieć Starlink będzie składać się z około 10 tysięcy satelitów (cel, który SpaceX ma nadzieję spełnić przed 2027 rokiem), co najmniej jedna smuga będzie widoczna na praktycznie wszystkich obrazach zebranych w trakcie zmierzchu lub świtu. Obserwacje wykonane w trakcie pozostałych części nocy są mniej podatne na wpływ satelitów Starlink, które chowają się wtedy w cieniu Ziemi – mówi dr Mróz. Nie możemy jednak wykluczyć, że w przyszłości inne firmy umieszczą swoje satelity na wyższych orbitach – mogłyby być one widoczne przez całą noc.
Pomimo wzrostu liczby obserwowanych satelitów badania wskazują, że projekty naukowe prowadzone przez przegląd ZTF nie są jeszcze dotknięte w znaczący sposób. Współautor publikacji Tom Prince, profesor fizyki w California Institute of Technology, zauważa, że pojedyncza smuga zajmuje mniej niż 0,1% całego obrazu nieba wykonywanego przez ZTF. Możemy przegapić asteroidę lub inny obiekt znajdujący się za smugą satelity, ale w porównaniu do innych czynników, takich jak zła pogoda, to niewielki efekt dla ZTF – mówi. Z drugiej strony rosnąca liczba satelitów powoduje, że analiza danych staje się coraz bardziej skomplikowana i konieczne jest tworzenie specjalnego oprogramowanie służącego do łagodzenia negatywnego wpływu smug na obserwacje astronomiczne. Niektóre obserwacje mogą zostać bezpowrotnie utracone.
Naukowcy sprawdzili również, jak specjalne osłony, zaprojektowane przez SpaceX i montowane w ich satelitach od 2020 roku w celu zapobiegania odbiciu światła, wpływają na jasność smug na obrazach nieba. Według przeprowadzonych badań osłony powodują, że satelity są prawie pięciokrotnie słabsze i mają jasność ok. 6,8 magnitudo (najjaśniejsze gwiazdy na niebie mają jasność ok. 1 magnitudo, a najsłabsze gwiazdy widoczne gołym okiem – ok. 6 magnitudo). Satelity Starlink są jednak wciąż zbyt jasne, żeby spełnić wymagania postawione podczas konferencji Satellite Constellations 1 (SATCON1), która odbyła się w 2020 roku i na której naukowcy i przedstawiciele firm sektora kosmicznego debatowali nad wpływem konstelacji satelitów na badania astronomiczne i środowisko. Eksperci zaproponowali wtedy, żeby wszystkie satelity wynoszone na orbitę wokół Ziemi były słabsze niż 7 magnitudo, co znacznie zmniejszyłoby ich negatywny wpływ na obserwacje astronomiczne.
Autorzy badań podkreślają, że odnoszą się one głównie do stosunkowo niewielkich teleskopów, takich jak teleskop projektu ZTF, o średnicy lustra rzędu 1 m. Obserwacje prowadzone za pomocą większych i bardziej czułych teleskopów, na przykład Obserwatorium im. Very Rubin o średnicy ponad 8 m (budowane obecnie w Chile), mogą być znacznie bardziej dotknięte przez smugi satelitów. Obserwatorium im. Very Rubin również będzie obserwowało całe dostępne niebo w poszukiwaniu zmiennych i poruszających się obiektów, między innymi asteroid bliskich Ziemi.
 
Czytaj więcej:
•    Wyniki badań zostały przedstawione w pracy: Impact of the SpaceX Starlink Satellites on the Zwicky Transient Facility Survey Observations, Przemysław Mróz, Angel Otarola, Thomas A. Prince, Richard Dekany, Dmitry A. Duev, Matthew J. Graham, Steven L. Groom, Frank J. Masci, Michael S. Medford, 2022, Astrophysical Journal Letters.
•    Nagroda F. Wilczka FAIS UJ dla dr. Przemysława Mroza: Nowa kategoria planet pozasłonecznych – planety swobodne
 
Źródło: Obserwatorium Astronomiczne Uniwersytetu Warszawskiego
Na zdjęciu: Satelita Starlink poruszający się na tle Galaktyki Andromedy. Fragment zdjęcia wykonanego przez teleskop projektu Zwicky Transient Facility (ZTF) 19 maja 2021. Pole widzenia teleskopu jest 16 razy większe niż rozmiar przedstawionego rysunku. Autor: Robert Hurt (IPAC/Caltech).
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/astronomowie-badaja-wplyw-satelitow-starlink-na-obserwacje-kosmosu

Astronomowie badają wpływ satelitów Starlink na obserwacje kosmosu.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Modelowanie struktury i dynamiki żelazowych wnętrz egzoplanet
2022-01-18.
Odkrycie ponad 4500 egzoplanet stworzyło potrzebę modelowania struktury i dynamiki ich wnętrza. Jak się okazało, kluczową rolę odgrywa w tym żelazo.
Zespół naukowców wykorzystał lasery w National Ignition Facility do eksperymentalnego określenia krzywej topnienia pod wysokim ciśnieniem i właściwości strukturalnych czystego żelaza do 1000 GPa (prawie 10 000 000 atmosfer), czyli trzy raz większego ciśnienia niż panuje w wewnętrznym jądrze Ziemi i prawie cztery razy większego, niż jakiekolwiek wcześniejsze eksperymenty.

Naukowcy przeprowadzili serię eksperymentów, które naśladują warunki obserwowane przez działkę żelaza opadającą w kierunku centrum jądra superziemi.

Samo bogactwo żelaza we wnętrzach planet skalistych sprawia, że konieczne jest zrozumienie właściwości i reakcji żelaza w ekstremalnych warunkach panujących głęboko w jądrach masywnych planet podobnych do Ziemi – powiedział Rick Kraus, fizyk Lawrence Livermore National Laboratory (LLNL) i główny autor pracy. Krzywa topnienia żelaza jest krytyczna dla zrozumienia wewnętrznej struktury, ewolucji termicznej, jak również potencjału dynamicznie generowanych magnetosfer.

Uważa się, że magnetosfera jest ważnym składnikiem zdatnych do zamieszkania planet skalistych, tak jak to jest na Ziemi. Ziemskie dynamo magnetyczne jest generowane w zewnętrznym jądrze konwekcyjnym ciekłym żelaznym otaczającym wewnętrzne jądro z litego żelaza i jest zasilane przez ciepło utajone uwalniane podczas krzepnięcia żelaza.

Ze względu na duże znaczenie żelaza w planetach typu ziemskiego, dokładne i precyzyjne właściwości fizyczne w ekstremalnych ciśnieniach i temperaturach są niezbędne do przewidywania tego, co dzieje się w ich wnętrzach. Pierwszorzędną właściwością żelaza jest temperatura topnienia, która wciąż podlega dyskusji w odniesieniu do warunków panujących we wnętrzu Ziemi. Krzywa topnienia jest największym przejściem reologicznym, jakiemu może ulec materiał, od materiału o dużej wytrzymałości do takiego, który jej nie posiada. W tym miejscu ciało stałe zamienia się w ciecz, a temperatura jest zależna od ciśnienia żelaza.

Dzięki eksperymentom, zespół określił długość działania dynamo podczas krzepnięcia jądra do sześciokątnej, ciasno upakowanej struktury w egzoplanetach typu superziemia.

Stwierdziliśmy, że ziemskie egzoplanety o masie 4-6 razy większej od ziemskiej, będą miały najdłuższe dynama, które zapewniają ważną osłonę przed promieniowaniem kosmicznym – powiedział Kraus.

I dodaje: Poza naszym zainteresowaniem w zrozumieniu możliwości zdatności do zamieszkania egzoplanet, technika, którą opracowaliśmy dla żelaza będzie w przyszłości stosowana do materiałów o większym znaczeniu programowym, w tym do programu Stockpile Stewardship Program.

Krzywa topnienia jest niezwykle czułym ograniczeniem dla modelu równania stanu.

Zespół uzyskał również dowody na to, że kinetyka krzepnięcia w tak ekstremalnych warunkach jest szybka – przejście z cieczy w ciało stałe zajmuje zaledwie nanosekundy, co pozwoliło zespołowi obserwować równowagową granicę faz. Ten eksperymentalny wgląd poprawia nasze modelowanie zależnej od czasu reakcji materiału dla wszystkich materiałów – powiedział Kraus.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
LLNL

Urania
Wizualizacja przekroju poprzecznego superziemi z komorą National Ignition Facility nałożoną na płaszcz, patrząc w głąb jądra. Źródło: Johna Jetta/LLNL.

https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2022/01/modelowanie-struktury-i-dynamiki.html

Modelowanie struktury i dynamiki żelazowych wnętrz egzoplanet.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Księżyc powstał z magmy? Tajemnice Srebrnego Globu
2022-01-18.
Zamarzanie półpłynnej magmy mogło spowodować uformowanie się skorupy Księżyca - dowodzą naukowcy z Uniwersytetu Cambridge.
Ponad 50 lat temu astronauci z misji Apollo-11 pobrali próbki z wyżyn Księżyca. Blade, duże obszary są widoczne z Ziemi gołym okiem. Te rejony są zbudowane ze względnie lekkich skał zwanych antrozytami. Antrozyty uformowały się 4,3 – 4,5 miliarda lat temu. Tak duże ilości antrozytów obecne na Księżycu wymagały ogromnej ilości magmy. Podobne skały uformowane wskutek krystalizacji magmy można znaleźć na Ziemi, ale występują bardzo rzadko.
Skąd wzięły się księżycowe skały?
Brytyjscy badacze zaproponowali nowy model krystalizacji magmy, w którym kryształy zostały “zawieszone” w półpłynnej skale setki milionów lat temu. W pewnym momencie półpłynna konsystencja zamarzła i stała się stałą skorupą Księżyca. Wpłynęły na to ruchy konwekcyjne, czyli proces przekazywania ciepła związany z ruchem materii.
Jak powstała skorupa Księżyca?
Stygnięcie magmy wywołało silne ruchy konwekcyjne, które spowodowały zawieszenie kryształów w magmie. Potem lżejszy, stopiony materiał wzbogacony w antrotyt (minerał niektórych skał magmowych) przesączył się poniżej. Tak mógł powstać skład skorupy Księżyca. Wcześniej sądzono, że pokrywa powstała z lekkich kryształów anortytu unoszących się na powierzchni oceanu magmy. Cięższe kryształy miały zestalać się na dnie oceanu.
,, Ochładzanie się magmy wywołało silne ruchy konwekcyjne, tak, że kryształy pozostały zawieszone w magmie.
prof. Jerome Neufeld, Uniwersytet Cambridge
Co więcej, naukowcy uważają, że Księżyc uformował się po zderzeniu ze sobą dwóch protoplastów planet. Większa z nich utworzyła Ziemię, mniejsza - Księżyc. Jednym ze skutków pradawnego zderzenia było to, że Księżyc był bardzo gorący. Tak bardzo, że całość płaszcza Srebrnego Globu tworzyła roztopiona magma.
źródło: Cambridge University
Na Księżycu widać blade obszary. Fot. Shutterstock
https://nauka.tvp.pl/58007244/ksiezyc-powstal-z-magmy-tajemnice-srebrnego-globu

Księżyc powstał z magmy Tajemnice Srebrnego Globu.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jerzy Kukuczka w kosmosie. Himalaista upamiętniony planetoidą
2022-01-18.
Planetoida odkryta przez Polaków w 2013 roku otrzymała nazwę na cześć polskiego himalaisty Jerzego Kukuczki.
Kosmiczny głaz początkowo oznaczony numerem 2013 PV10 ma średnicę 1,5-2 kilometrów. Na okrążenie Słońca potrzebuje 4,39 roku. Planetoidę odkryli w obserwatorium Rantiga dwaj polscy poszukiwacze takich obiektów - Michał Kusiak i Michał Żołnowski.
Kim był Jerzy Kukuczka?
Jerzy Kukuczka to polski himalaista, zdobywca najwyższych szczytów górskich świata. Jako drugi w historii zdobył Koronę Himalajów i Karakorum, czyli 14 szczytów powyżej 8 tysięcy metrów leżących w Himalajach i Karakorum.
Kim są odkrywcy planetoidy?
Michał Kusiak i Michał Żołnowski to odkrywcy blisko 1,8 tysiąca kandydatów na nieznane planetoidy, z czego ponad 350 uzyskało nowe oznaczenia.
Wcześniej, pod koniec 2021 roku, polscy odkrywcy poinformowali, że dwie odnalezione przez nich planetoidy otrzymają imiona Kamila Stocha oraz Adama Małysza, utytułowanych skoczków narciarskich.
Jerzy Kukuczka ma swoja planetoidę. Fot. Shutterstock
https://nauka.tvp.pl/58012441/jerzy-kukuczka-w-kosmosie-himalaista-upamietniony-planetoida

Jerzy Kukuczka ma swoja planetoidę. Fot. Shutterstock.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kepler-1708 b-i – kandydat na egzoksiężyc
2021-01-19. Krzysztof Kanawka
Nowy kandydat na egzoksiężyc.
Kepler-1708 b-i nowym kandydatem na egzoksiężyc.
Gdy odkryto pierwsze planety pozasłoneczne, pojawiło się pytanie – co z księżycami takich obiektów? Ponieważ w naszym Układzie Słonecznym występuje wiele różnej wielkości księżyców, było pewne, że dookoła sporej części planet pozasłonecznych krążą egzoksiężyce. Co więcej, postulowano nawet, że niektóre z tych „księżyców obcych światów” mogą być większe od naszej Ziemi. Przykładowo, potężne gazowe giganty przynajmniej teoretycznie mogą utrzymywać masywne egzoksiężyce na swoich orbitach.
Jak na razie jednak nie udało się wykryć i zweryfikować istnienie żadnego egzoksiężyca. Ma to związek z faktem, że nawet masywne egzoksiężyce (np. wielkości Ziemi) wciąż są bardzo małe jak na możliwości współczesnej technologii. Ponadto, prawdopodobnie większość egzoksiężyców krąży stosunkowo blisko swoich planet, co dodatkowo utrudnia detekcję.
Aktualnie znamy kilkunastu kandydatów na egzoksiężyce. Niektóre z tych obiektów są nawet wielkości Neptuna, co oznacza małego gazowego giganta krążącego wokół większego gazowego giganta. Kilka obiektów jest znacznie mniejszych, o masach rzędu kilku procent masy Ziemi – niektóre z nich mogą być odpowiednikami księżyca Io, krążącego wokół Jowisza.
Nowym kandydatem na egzoksiężyc jest Kepler-1708 b-i. Ten obiekt krąży wokół znanej egzoplanety Kepler-1708 b – obiektu o masie około 4,5 masy Jowisza. Masa tego egzoksiężyca szacowana jest na mniej niż 37 mas Ziemi, jednakże prawdopodobnie jest to obiekt podobny do Neptuna. Średnica tego księżyca szacowana jest na około 2,6 średnicy Ziemi. Ten egzoksiężyc krąży w odległości około 12 promieni Keplera-1708 b.
Obiekt wykryto za pomocą metody tranzytów, czyli tej samej, która pozwoliła na wykrycie Keplera-1708 b. Oczywiście, Kepler-1708 b-i nadal jest kandydatem – wymaga dalszych obserwacji dla potwierdzenia.
(Arxiv)
Księżyc Io w podczerwieni / Credits – NASA / JPL-Caltech / SwRI / ASI / INAF /JIRAM / Roman Tkachenko

https://kosmonauta.net/2022/01/kepler-1708-b-i-kandydat-na-egzoksiezyc/

Kepler-1708 b-i – kandydat na egzoksiężyc.jpg

Kepler-1708 b-i – kandydat na egzoksiężyc2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Popiół z erupcji wulkanu Tonga osiąga rekordową wysokość
2022-01-18.
Erupcja wulkanu Tonga była najpotężniejszą, jakiej nasza planeta doświadczyła od 30 lat. Satelity pogodowe wykryły chmurę popiołu, która rozprzestrzeniła się nad Australią, na wysokości ponad 39 kilometrów nad powierzchnią Ziemi. To pierwszy przypadek wykrycia pyłu wulkanicznego tak wysoko w atmosferze.
Zdaniem ekspertów erupcja wulkanu, która zniszczyła małą wyspę w Polinezji 15 stycznia 2022 r., wyrzuciła ogromną ilość popiołu na rekordową wysokość, ale nie spowoduje to żadnych poważnych zmian w klimacie Ziemi. Pomimo ogromnych rozmiarów wybuchu, który był dokumentowany w czasie rzeczywistym przez kilka satelitów, ilość wyrzuconego w nim popiołu była stosunkowo niewielka w porównaniu do innych kataklizmicznych erupcji wulkanicznych z poprzednich stuleci.
Superwulkany takie jak Tonga, które wyrzucają ogromne ilości dwutlenku siarki do wyższych warstw ziemskiej atmosfery, mogą niekiedy powodować wymierny efekt ochłodzenia klimatu naszej planety. Efekt ten został wykryty na przykład po erupcji Mount Pinatubo na Filipinach w 1991 roku. Erupcja ta, będąca drugą najpotężniejszą erupcją wulkaniczną XX wieku, ochłodziła planetę w sposób mierzalny jeszcze przez około dwa lata. Jednak zgodnie z dostępnymi danymi Tonga wdmuchnęła teraz do atmosfery tylko 400 000 ton dwutlenku siarki, czyli jedynie około 2% tej ilości co wcześniej Mount Pinatubo, zatem specjaliści nie spodziewają się znaczącej zmiany globalnej temperatury powierzchni Ziemi.
Pióropusz po wybuchu szybko rozprzestrzenił się nad Australią, ponad 4000 km na zachód od Tonga, powodując rekordowe stężenie dwutlenku siarki nad Oceanem Spokojnym. Dane te przekazał 17 stycznia Nowozelandzki Narodowy Instytut Badań Wody i Atmosfery (NIWA). Dwutlenek siarki jest szkodliwy dla zdrowia ludzkiego, powoduje podrażnienie dróg oddechowych i pogarsza stany chorobowe takie jak astma. Gaz ten może również reagować z wodą w atmosferze i powodować kwaśne deszcze, które szkodzą roślinności.
Erupcja mająca miejsce w odległej części południowego Pacyfiku została już dobrze udokumentowana dzięki satelitom krążącym wokół Ziemi. Moment samego wybuchu, który wytworzył szybko rozszerzającą się bańkę pyłu i odłamków skalnych, został uchwycony przez trzy satelity meteorologiczne znajdujące się na orbitach geostacjonarnym, na wysokości około 36 000 km, gdzie satelity te wydają się zawieszone nad określonym miejscem na Ziemi.
Satelity europejskiego programu monitorowania Ziemi Copernicus sfotografowały wyspę Hunga Tonga-Hunga Ha'apai na krótko przed i już po niszczycielskiej erupcji. Wyspa była na szczęście niezamieszkana. Co więcej, uformowała się dopiero w 2009 roku podczas poprzedniej erupcji wulkanicznej w tym miejscu, która połączyła dwie wcześniej oddzielone od siebie wyspy Hunga Tonga i Hunga Ha'apai w jedną. Pozostałości po tych dwóch wyspach teraz znów pojedynczo wystają z oceanu.
Lokalne służby odpowiedzialne za reagowanie w przypadku katastrof obawiają się wpływu tsunami wywołanego erupcją na inne wyspy Królestwa Tonga. To składające się z około 170 wysp na południowym Pacyfiku, polinezyjskie państwo leży na tektonicznie niestabilnej granicy między płytą pacyficzną a australijską. Główna wyspa królestwa, Tongatapu, znajduje się zaledwie 65 kilometrów na południe od wulkanu. Gęsta chmura wulkaniczna powstała w wyniku erupcji ogarnęła cały region natychmiast po wybuchu, ale szkody spowodowane przez następujące po niej tsunami są nadal oceniane, ponieważ katastrofa zakłóciła lokalne sieci komunikacyjne. Obrazy przechwycone przez satelity firmy Maxar Technologies sugerują jednak, że zniszczenia mogą nie być aż tak ekstremalne, jak mogłaby sugerować skala wybuchu.
Wulkanolog z Uniwersytetu w Auckland, Shane Cronin, twierdzi, że erupcja Tonga mogła być najpotężniejszą, jakiej Ziemia doświadczyła od czasu wybuchu Mount Pinatubo w 1991 roku. Była to również najpotężniejsza erupcja na Hunga Tonga od około 1100 roku n.e..
Fala uderzeniowa utworzona w wyniku erupcji przemieszczała się przez ziemską atmosferę z prędkością 1100 km/h, czyli prawie z prędkością dźwięku, okrążając planetę dwukrotnie w ciągu jednego dnia. Według Światowej Organizacji Meteorologicznej barometry wykryły w całej Europie zmiany ciśnienia o 2 do 3 milibarów związane z przechodzącą falą uderzeniową. Emily Lane, ekspert w dziedzinie hydrodynamiki z nowozelandzkiego Narodowego Instytutu Badań Wody i Atmosfery, powiedziała nowozelandzkiemu Science Media Center, że sam grzmot soniczny wytworzony przez erupcję był słyszalny aż w Nowej Zelandii, w odległości około 1900 km od samego wulkanu.
Tsunami wygenerowane przez erupcję dotarło aż do wybrzeży Japonii, Alaski i Ameryki Południowej.

Czytaj więcej:
•    Cały artykuł
•    Wybuch wulkanu na Pacyfiku – fala uderzeniowa zarejestrowana w Polsce przez IMGW
 
Źródło: Space.com
Opracowanie: Elżbieta Kuligowska
Na zdjęciu: Trzy satelity meteorologiczne obserwowały w czasie rzeczywistym kataklizmiczną erupcję wulkanu, która rozerwała wyspę Hunga Tonga-Hunga Ha'apai na Pacyfiku. Źródło obrazu: Simon Proud
Na zdjęciu: Pozostałości wyspy Hunga Tonga-Hunga Ha'apai, która została rozsadzona przez potężną erupcję wulkanu 15 stycznia. Źródło: Copernicus/Sentinel Hub
Shockwaves of the Submarine Volcano in Tonga
https://www.youtube.com/watch?v=zMgvibBP710

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/popiol-z-erupcji-wulkanu-tonga-osiaga-rekordowa-wysokosc

Popiół z erupcji wulkanu Tonga osiąga rekordową wysokość.jpg

Popiół z erupcji wulkanu Tonga osiąga rekordową wysokość2.jpg

Popiół z erupcji wulkanu Tonga osiąga rekordową wysokość3.gif

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Czy satelity Starlink przeszkadzają w obserwacjach kosmosu?
2022-01-19.
Międzynarodowy zespół z polskim naukowcem na czele zbadał wpływ obecności satelitów komunikacyjnych Starlink na jakość obserwacji astronomicznych.
Obecnie 550 kilometrów nad Ziemią krąży 1,8 tys. satelitów komunikacyjnych Starlink umieszczonych przez amerykańską firmę SpaceX. Docelowa liczba tych obiektów ma wynieść nawet 42 tys. Rozbudowa sieci satelitów budzi jednak kontrowersje. Członkowie społeczności naukowych mają obawy, że utrudnią one obserwacje astronomiczne.
Już dziś obecność satelitów Starlink na orbicie Ziemi wpływa na jakość badań kosmosu. Międzynarodowy zespół astronomów sprawdził skalę tego efektu w praktyce. Projektem kierował dr Przemysław Mróz z Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego.
Jak rozpoznać satelity na niebie?
Na zdjęciach nocnego nieba wykonywanych przez teleskopy astronomiczne satelity wyglądają jak długie, jasne smugi. Znacznie utrudnia to analizę danych, a czasami może ją wręcz uniemożliwić. Aby zbadać wpływ satelitów Starlink na prowadzenie obserwacji kosmosu, naukowcy przeanalizowali archiwalne obrazy wykonane przez przegląd nieba ZTF (ang. Zwicky Transient Facility). Celem projektu jest poszukiwanie kosmicznych obiektów, które zmieniają jasność, poruszają się lub ulegają zmianom w czasie - na przykład planetoid czy wybuchów supernowych.
Na niebie będzie coraz więcej smug
Od listopada 2019 roku do września 2021 wykryto 5031 smug od satelitów komunikacyjnych. Światło słoneczne odbija się od satelitów Starlink. Z tego powodu większość ze smug była widoczna tuż po zachodzie Słońca lub tuż przed jego wschodem.
W 2019 roku satelity Starlink obserwowano jedynie na 0,5 proc. wszystkich obrazów nieba z okresów zmierzchu i świtu. Natomiast obecnie już prawie 20 proc. zdjęć jest zaburzonych w ten sposób. Według szacunków badaczy, do 2027 roku co najmniej jedna smuga będzie widoczna na praktycznie każdym zdjęciu nieba z okresu zmierzchu lub świtu.
,, Obserwacje wykonane w trakcie pozostałych części nocy są mniej podatne na wpływ satelitów Starlink, które chowają się wtedy w cieniu Ziemi.
dr Przemysław Mróz, Obserwatorium Astronomiczne Uniwersytetu Warszawskiego
- Nie możemy jednak wykluczyć, że w przyszłości inne firmy umieszczą swoje satelity na wyższych orbitach – mogłyby być one widoczne przez całą noc – dodaje dr Mróz.
Czy satelity zaburzą obserwacje astronomiczne?
Pojedyncza smuga zajmuje mniej niż 0,1 proc. obszaru całego zdjęcia i może sobą zasłonić planetoidę lub inny obiekt. Naukowcy podkreślają jednak, że złe warunki atmosferyczne mogą zaburzyć obserwacje w takim samym stopniu. Problem pojawi się w momencie, kiedy satelitów na orbicie zacznie przybywać. Ich większa ilość spowoduje, że analiza danych będzie trudniejsza. Przez to możliwość wykrycia nowych, interesujących obiektów może być znacznie ograniczona.
W badaniu przeanalizowano także wpływ specjalnych osłon, które firma SpaceX zaczęła montować na swoich satelitach od 2020 roku. Dzięki nim satelity są prawie pięciokrotnie słabsze i mają jasność około 6,8 magnitudo (czyli mniej, niż najsłabsze gwiazdy widoczne gołym okiem).
Jak rozwiązać problem utrudnionych obserwacji astronomicznych?
Specjalne osłony zaczęto instalować dopiero po tym, jak Międzynarodowa Unia Astronomiczną oraz inne organizacje i instytucje astronomiczne zwróciły firmie SpaceX uwagę na problem, który tworzą jej urządzenia. Zdaniem ekspertów, prawo kosmiczne na poziomie ogólnoświatowym nie nadąża za rozwojem technologii satelitarnych i ich coraz większej powszechności. Jedyną możliwością ochrony nocnego nieba jest dobra wola ze strony firm sektora kosmicznego i porozumienie pomiędzy naukowcami i biznesmenami. Wspólnie wypracowane stanowisko może skutkować rozwiązaniami pozwalającymi w jak najmniejszym stopniu zaburzyć prowadzenie badań Wszechświata z powierzchni Ziemi.
Zobacz także: Zaśmiecone niebo, czyli tłok na orbicie.
źródło: PAP
Obecność satelitów Starlink na orbicie Ziemi już dziś wpływa na jakość obserwacji astronomicznych. Fot. Shutterstock
https://nauka.tvp.pl/58035655/czy-satelity-starlink-przeszkadzaja-w-obserwacjach-kosmosu

 

Czy satelity Starlink przeszkadzają w obserwacjach kosmosu.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ewolucja galaktyki: kosmiczny romans zapisany w gwiazdach
2022-01-19.
Międzynarodowy zespół astronomów wykonał krok naprzód w zrozumieniu ewolucji galaktyk, a tym samym opowiedział historię zapisaną w niebie.

Przez długi czas pozostawało tajemnicą, w jaki sposób niektóre galaktyki spiralne pozyskały swoją centralną czarną dziurę. Dzięki połączeniu obserwacji w zakresie promieniowania widzialnego i rentgenowskiego, astronomowie odkryli ślady tego, co prawdopodobnie było kiedyś małą galaktyką w kształcie kuli, która wpadła do galaktyki spiralnej i dostarczyła czarną dziurę mającą rozmiar uważany za odpowiedni.

Podobieństwo to nie umknęło uwadze głównego autora nowych badań, profesora Alistera Grahama z Centrum Astrofizyki i Superkomputerów w Swinburne.

Galaktyki mogą się wzajemne (grawitacyjnie) do siebie przyciągać. Ciało mniejszej galaktyki może z czasem zanikać, ale jej serce pozostaje nienaruszone, gdy wpada do większej galaktyki i staje się jej partnerem.

W tym przypadku sercem jest licząca milion gwiazd gromada, widziana dzięki Kosmicznemu Teleskopowi Hubble’a w pobliżu centrum galaktyki spiralnej NGC 4424.

Już wcześniej wiadomo było, że NGC 4424 wykazuje oznaki aktywności związane z minionym zdarzeniem połączenia. Mniej niż 500 milionów lat temu miało tam miejsce zdarzenie formowania się gwiazd. Wydaje się to być ważnym odkryciem dla zrozumienia wspólnej ewolucji czarnych dziur i galaktyk.

Jest to pierwsza galaktyka spiralna, w której znaleziono masywną czarną dziurę. Odkrycie to przyczynia się do lepszego zrozumienia, w jaki sposób czarne dziury powstają wewnątrz galaktyk spiralnych.

Astronomowie nieformalnie nazwali tę gromadę gwiazd „Nikhuli”. Słowo to pochodzi od plemienia Sumi z indyjskiego stanu Nagaland i oznacza okres świąteczny, w którym potomkowie łowców głów świętują i życzą sobie obfitych zbiorów. Słowo to wydało się astronomom odpowiednie, gdyż przestrzeń kosmiczną nazywają „polem” a ich odkrycie skupia się na tym, jak większa galaktyka zebrała plony z mniejszej galaktyki.

Co pokazują nam zdjęcia rentgenowskie
Profesor Roberto Soria z Chińskiej Akademii Nauk i współautor pracy, uzyskał zdjęcie z teleskopu Chandra pokazujące wysokoenergetyczne źródło promieniowania rentgenowskiego emanujące z rozciągniętej gromady gwiazd widocznej na zdjęciu z HST.

Prawdopodobnie obserwujemy aktywność wokół czarnej dziury w tym, co było centralnie położoną gromadą gwiazd w zapadającej się galaktyce – mówi Soria.

Chociaż znajduje się w odległości 50 milionów lat świetlnych, każdy metr kwadratowy Ziemi skąpany jest w promieniach rentgenowskich pochodzących z tej aktywnej czarnej dziury mniej więcej co 80 sekund. Gorący punkt promieniowania X znajduje się zaledwie 1300 lat świetlnych od centrum NGC 4424, galaktyki o średnicy około 60 000 lat świetlnych.

Główne ciało mniejszej galaktyki, w którym kiedyś znajdowała się gromada gwiazd, teraz przyczynia się do powstania wewnętrznego „zgrubienia” gwiazd powyżej i poniżej dysku galaktyki spiralnej, które zawiera poprzeczkę i spiralny wzór.

Rozszerzanie naszej wiedzy o Wszechświecie
Według najlepszych szacunków zespołu, masa czarnej dziury jest siedemdziesiąt tysięcy razy większa od masy naszego Słońca. Taka masa czyni z niej kandydatkę do w dużej mierze brakującej populacji czarnych dziur o masie pośredniej, czyli takich, które mają masy większe niż gwiazdy i mniejsze niż supermasywne czarne dziury znane z rezydowania w centrach olbrzymich galaktyk, takich jak M87, słynącej jako pierwsze w historii zdjęcie czarnej dziury, wykonane przez Teleskop Horyzontu Zdarzeń.

To samo w sobie jest ekscytujące – mówi Graham. Co więcej, ta masa jest na równi z tą, której można się spodziewać w centrum NGC 4424.

Być może jesteśmy świadkami mechanizmu dostarczania czarnych dziur do galaktyk spiralnych – mówi dr Ben Davis, współautor pracy z kampusu New York University w Abu Dhabi.

Co więcej, potencjalne kolizje z innymi czarnymi dziurami sprawiają, że jest to idealne miejsce do emisji fal grawitacyjnych o dużej długości, falujących w przestrzeni kosmicznej – mówi Davis.

Następny krok
Profesor Graham, profesor Soria i dr Davis są zdeterminowani, aby znaleźć więcej galaktyk zapadających się, które zawierają w swoim wnętrzu czarne dziury, by mogli odpowiedzieć na pytanie, jak czarne dziury powstają w galaktykach spiralnych.

Profesor Graham i dr Ben Davis są również członkami konsorcjum LISA (Laser Interferometer Space Antenna), którego anteny, wraz z chińską misją kosmiczną TianQin (天琴计划) pracują nad odkryciem zdarzeń związanych ze zderzeniami dużych czarnych dziur.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
Swinburne University

Urania
Obraz galaktyki spiralnej NGC 4424 z zaznaczoną gromadą Nikhuli.
Źródło: NASA/ESA, Or Graur (University of Portsmouth), Adam Riess (Johns Hopkins University), Lisa Frattare (Space Telescope Science Institute)/NASA/ESA, Bogdan Ciambur (Paris Observatory), Alister Graham (Swinburne University of Technology).
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2022/01/ewolucja-galaktyki-kosmiczny-romans.html

Ewolucja galaktyki kosmiczny romans zapisany w gwiazdach.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zaskakujące odkrycie na Marsie. Fala spekulacji
2022-01-19. Joanna Potocka
Amerykański łazik Curiosity, przebywający na powierzchni Marsa, natrafił na specyficzną mieszankę izotopów węgla - taką, jaka na Ziemi związana jest z obecnością procesów biologicznych – informuje NASA.
Odniesienie się do procesów biologicznych jest jednym z trzech możliwych hipotez, na jakie wskazują eksperci, aby wyjaśnić fakt wytworzenia zaobserwowanych izotopów węgla.
Łazik znalazł je w osadach krateru Gale, w próbkach pobranych z wierceń w marsjańskich skałach.
Naukowcy tonują jednak sensacyjne domysły. "Znajdujemy na Marsie rzeczy, które są kusząco interesujące. Ale żeby stwierdzić, iż zidentyfikowaliśmy życie, potrzeba więcej dowodów" - wskazuje Paul Mahaffy, który był kierownikiem naukowym automatycznego laboratorium na pokładzie Curiosity, badającego próbki.
Próbki zbierane były w okresie od sierpnia 2012 r. do lipca 2021 r. Łącznie zbadano 24 próbki, które Curiosity podgrzał, aby oddzielić poszczególne związki chemiczne. Dzięki temu udało się stwierdzić zróżnicowanie pod względem mieszanki izotopów węgla C12 i C13.
Obecność tych dwóch stabilnych izotopów węgla może powiedzieć naukowcom, w jaki sposób obieg węgla, zachodzący w danym miejscu, mógł się zmieniać w czasie.
Okazało się, że część próbek zawiera bardzo dużo izotopu węgla C13, zaś inne mają go w sobie niewiele. Takie zróżnicowanie nie jest jednak standardowe dla procesów, wpływających na cykl węgla współcześnie na Ziemi - zauważają badacze.
Jak tłumaczą naukowcy, w początkach formowania się Układu Słonecznego istniały w nim pewne ilości węgla C12 i węgla C13. Ponieważ C12 reaguje szybciej, niż C13 - to sprawdzając względne ilości obu izotopów, można zbadać obieg węgla w środowisku.
Uzyskane wyniki z Marsa można wyjaśniać na kilka sposobów - twierdzą naukowcy.
Jedno z wyjaśnień ma związek z wielkim, molekularnym obłokiem w kosmosie, bogatym w węgiel tego rodzaju, jaki wykryto właśnie dzięki badaniom Curiosity. Układ Słoneczny przechodzi przez takie obłoki co kilkaset milionów lat, a około 1 proc. zawartości takiej chmury stanowi pył. Przejście danego obiektu niebieskiego przez obłok może pozostawiać nietypowe osady węgla (np. na podstawie wcześniejszych badań meteorytu Allende określono, że zawartości węgla C13 w pyle międzygwiazdowym mogą być bardzo niskie). Naukowcy uważają, że to najbardziej prawdopodobny scenariusz.
Drugim scenariuszem może być konwersja dwutlenku węgla do składników organicznych (np. do formaldehydów) w efekcie procesów niebiologicznych. W takim wypadku w grę może wchodzić oddziaływanie promieniowania ultrafioletowego, które wzbudzałoby takie procesy.
Inspiracją dla trzeciej opcji są procesy, towarzyszące życiu na Ziemi. Być może na powierzchni Marsa istniały kiedyś bakterie, które produkowały metan, uwalniając go do atmosfery - spekulują naukowcy. Już w atmosferze tej planety, na skutek oddziaływania promieniowania ultrafioletowego gaz ten mógł być przekształcany w większe, bardziej złożone cząsteczki, które następnie opadały na powierzchnię, a efekty tego widzimy w nietypowych sygnaturach węgla w marsjańskich skałach. W tym scenariuszu w próbkach zbadanych przez Curiosity byłby więc obecny węgiel wytworzony w efekcie istnienia jakiejś formy życia - dawno temu.
Co ciekawe, próbki zawierające ekstremalnie małą zawartość C13 są nieco podobne do próbek pochodzących z Australii, z osadów mających 2,7 mld lat. W przypadku Australii ich obecność jest związana z pradawną aktywnością biologiczną (kiedy metan był konsumowany przez żyjące tam wówczas mikroorganizmy). Takiego wyjaśnienia nie można jednak w prosty sposób przenieść do nowego odkrycia z Marsa, gdyż planeta ta mogła uformować się z nieco innego materiału i w nieco innych procesach niż Ziemia.
Krater Gale na Marsie – mozaika ze zdjęć zrobionych przez kamerę na łaziku Curiosity /NASA /
https://www.rmf24.pl/nauka/news-zaskakujace-odkrycie-na-marsie-fala-spekulacji,nId,5779479#crp_state=1

Zaskakujące odkrycie na Marsie. Fala spekulacji.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Planetoida może uderzyć w Ziemię w przyszłoroczne wakacje. „Powtórka z katastrofy tunguskiej”
2022-01-20.
Olbrzymia planetoida w przyszłoroczne wakacje może uderzyć w Ziemię doprowadzając do katastrofy porównywalnej z tą sprzed 114 lat nad syberyjską Tunguską. Naukowcy wyliczyli dzień i godzinę potencjalnego upadku kosmicznej skały.
Każdego dnia ziemską atmosferę bombarduje setki ton kosmicznego gruzu. Zazwyczaj są to niewielkie skały, które spalają się w całości zanim dotrą do powierzchni ziemi. Raz na wiele lat obiekt jest na tyle duży, aby doprowadzić do poważnych zniszczeń.
W lutym 2013 roku po raz pierwszy dowiedzieliśmy się, jak duże zagrożenie stanowią dla nas kamienie przedzierające się przez atmosferę. 20-metrowa planetoida eksplodowała wtedy nad Czelabińskiem w Rosji. Rannych zostało ponad 100 osób, a uszkodzeniu uległo ponad 7,5 tysiąca budynków, z których wypadły szyby.
Niewiele brakowało, aby doszło do większej katastrofy. Ta czai się dosłownie za rogiem, ponieważ naukowcy wciąż badają kolejne skały krążące po naszym Układzie Słonecznym, a które przecinają ziemską orbitę.
Najnowszym odkryciem jest obiekt o kryptonimie 2022 AE1, który po raz pierwszy zaobserwowany został 6 stycznia z odległości 13 milionów kilometrów. Kilkudniowe pomiary wykazały, że planetoida o średnicy między 54 a 120 metrów przeleci blisko Ziemi, a w najgorszym wypadku w nas uderzy.
Mimo, że 13 stycznia Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) przypisała planetoidzie pierwszy stopień w skali Torino, który oznacza, że obiekt nie stanowi większego zagrożenia, to jednak badacze pokusili się o dokładniejsze symulacje.
Wynika z nich, że gdyby spełnił się czarny scenariusz, to kosmiczna skała mogłaby uderzyć w Ziemię 4 lipca 2023 roku o godzinie 18:28 czasu polskiego. Zakres błędu jest dość spory i wynosi ± 4 dni licząc od 2 lipca 2023 roku.
W przeszłości podobne obiekty, wstępnie uważane za niebezpieczne przestawały być takie na skutek dalszych obserwacji. Obecnie są one utrudnione, ponieważ planetoida znajduje się w pobliżu Księżyca, który ją przysłania swoim blaskiem.
Statystyka mówi, że obiekt o średnicy 50 metrów uderza w Ziemię raz na 2 tysiące lat, zaś wielkości 140 metrów raz na 30 tysięcy lat. Skała mogłaby poczynić zniszczenia o skali miasta lub nawet województwa. Jej siła może być porównywalna do wybuchu bomby wodorowej.
Gdyby spadła do oceanu wyzwoliłaby olbrzymie fale tsunami o wysokości nawet setek metrów, które obiegłyby całą kulę ziemską czyniąc zniszczenia w nadmorskich miejscowościach. W przypadku uderzenia w ląd wybuchłyby rozległe pożary, doszłoby też do wstrząsów ziemi.
Planetoida 2022 AE1 jest porównywalna rozmiarami z obiektem, który eksplodował na wysokości 10 kilometrów nad rzeką Podkamienna Tunguska na Syberii w czerwcu 1908 roku. Fala uderzeniowa na niezamieszkanym obszarze powaliła drzewa w promieniu 50 kilometrów. Kulę ognia można było ujrzeć z odległości 650 km, a grom dźwiękowy usłyszeć z aż tysiąca kilometrów.
Pozostaje mieć nadzieję, że dalsze obserwacje 2022 AE1 będą bardziej pomyślne i obiekt przestanie być niebezpieczny. I chociaż kolejna kosmiczna kolizja jest nieunikniona, to jednak dojdzie do niej później, gdy będziemy o wiele lepiej przygotowani.
Źródło: TwojaPogoda.pl / ESA / NASA.
Planetoida może uderzyć w Ziemię. Fot. Pixabay.

Meteorite falling over Russia AMAZING New HQ Footage Compilation Челябинск метеорит
https://www.youtube.com/watch?v=f4guQa54iCU&t=5s

Skała mogłaby uderzyć w Ziemię 4 lipca 2023 roku o godzinie 18:28 czasu polskiego. Fot. Pixabay.

Planetoida ma średnicę między 54 a 120 metrów. Fot. Pixabay.

https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2022-01-20/planetoida-moze-uderzyc-w-ziemie-w-przyszloroczne-wakacje-powtorka-z-katastrofy-tunguskiej/

Planetoida może uderzyć w Ziemię w przyszłoroczne wakacje. Powtórka z katastrofy tunguskiej.jpg

Planetoida może uderzyć w Ziemię w przyszłoroczne wakacje. Powtórka z katastrofy tunguskiej2.jpg

Planetoida może uderzyć w Ziemię w przyszłoroczne wakacje. Powtórka z katastrofy tunguskiej3.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Chiński satelita prawie zderzył się z rosyjskim obiektem. "Skrajnie niebezpieczne zbliżenie"
2022-01-20. Justyna Lasota-Krawczyk
Jeden z chińskich satelitów badawczych prawie zderzył się z pozostającym na orbicie rosyjskim "odpadem kosmicznym". Obiekt przeleciał w odległości zaledwie 14,5 metra od niego - podały w czwartek media, cytując komunikat chińskiej agencji kosmicznej CNSA.
Do "skrajnie niebezpiecznego zbliżenia" pomiędzy chińskim satelitą badawczym Tsinghua a obiektem powstałym prawdopodobnie w wyniku przeprowadzonej w listopadzie przez Rosję próby rakietowej doszło we wtorek - ogłosiło w środę wieczorem centrum ds. kosmicznych odpadów w CNSA.

W ramach listopadowej próby wystrzelony przez Rosję pocisk systemu S-500 zniszczył starego, nieużywanego od lat radzieckiego satelitę szpiegowskiego, pozostawiając na orbicie około 1500 jego fragmentów - podał hongkoński dziennik "South China Morning Post". Test skrytykowały Stany Zjednoczone.

Chiński ekspert ds. odpadów kosmicznych Liu Jing powiedział dziennikowi "Global Times", że zwykle, gdy mówi się o zbliżeniach na orbicie, odległość pomiędzy statkami kosmicznymi a odpadami wynosi kilka kilometrów. Uniknięcie zderzenia zaledwie o kilkanaście metrów określił jako zjawisko "bardzo rzadkie".

Obecnie odległość pomiędzy Tsinghua a fragmentem sowieckiego satelity wzrosła do kilku kilometrów, ale "nie możemy wykluczyć, że w przyszłości znów się do siebie zbliżą" - dodał Liu.

W grudniu chińskie MSZ zarzuciło Stanom Zjednoczonym, że wystawiły chińskich kosmonautów na niebezpieczeństwo, ponieważ budowana przez nich stacja kosmiczna Tiangong dwukrotnie musiała wykonywać specjalne manewry, by uniknąć zderzeń z satelitami amerykańskiej firmy SpaceX.
Według niektórych szacunków na orbicie Ziemi krąży 30 tys. satelitów i innych obiektów wytworzonych przez człowieka. Naukowcy wzywali rządy państw do dzielenia się danymi, by uniknąć ryzyka katastrofalnych w skutkach kolizji.

Źródło: PAP


Zdj. ilustracyjne /Shutterstock
https://www.rmf24.pl/nauka/news-chinski-satelita-prawie-zderzyl-sie-z-rosyjskim-obiektem-skr,nId,5781961#crp_state=1

Chiński satelita prawie zderzył się z rosyjskim obiektem. Skrajnie niebezpieczne zbliżenie.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Rosyjski spacer VKD-51
2022-01-20. y Krzysztof Kanawka
Pierwszy spacer kosmiczny w 2022 roku.
Dziewiętnastego stycznia odbył się rosyjski spacer kosmiczny VKD-51. Na zewnątrz ISS pracowali kosmonauci Anton Szkaplerow oraz Piotr Dubrow.
Spacer o oznaczeniu VKD-51 rozpoczął się 19 stycznia 2022 o godzinie 13:17 CET z modułu Poisk. Spacer trwał 7 godzin i 11 minut. Celem tego spaceru było wykonanie prac przygotowawczych na modułach Priczał i MLM Nauka. Oba te moduły dotarły do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) w drugiej połowie zeszłego roku.
Ten spacer był “wyprawą na koniec” Stacji – z niesamowitymi ujęciami modułów MLM Nauka i Priczał. Oba te moduły są ustawione w kierunku Ziemi względem reszty Stacji, zatem prace były wykonywane na tle naszej planety.
W tym roku odbędą się przynajmniej dwa kolejne rosyjskie spacery kosmiczne. Te spacery będą związane także z przygotowaniem MLM Nauki i Priczała do działań orbitalnych, w tym przyjmowania nowych pojazdów załogowych.
Działania na pokładzie ISS są komentowane w wątku na Polskim Forum Astronautycznym.
(PFA, NASA)
LIVE: Russian Spacewalk to Outfit Nauka Module outside International Space Station
https://www.youtube.com/watch?v=gyYrC1Qwuk4
Zapis spaceru VKD-51 / Credits – NASA TV

https://kosmonauta.net/2022/01/rosyjski-spacer-vkd-51/

Rosyjski spacer VKD-51.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

"Powitalne" zdjęcie z orbity. Satelita polskiej firmy daje o sobie znać
2022-01-20.
Na profilu polskiej spółki SatRevolution w mediach społecznościowych pojawił się interesujący materiał zdjęciowy - przedstawiony jako kadr wykonany w przestrzeni kosmicznej przez jeden z najnowszych, niedawno wystrzelonych satelitów stworzonych przez lub przy zaangażowaniu firmy.
Spółka SatRevolution opublikowała wspomniane nowe zdjęcie popołudniem 20 stycznia br. Ukazuje ono Ziemię widzianą z przestrzeni kosmicznej, a wykonano je - według zapewnień firmy - z pokładu jednego z niedawno rozmieszczonych satelitów. Nie wskazano przy tym, czy chodzi o któryś z trzech wysłanych niedawno satelitów konstelacji nanosatelitarnej STORK (-1,-2 oraz -3), czy jednak o wystrzelony wraz z nimi obiekt SW1FT lub jakikolwiek inny. Warto tutaj przypomnieć, że w ramach zrealizowanych z 13 na 14 stycznia br. dwóch wystrzeleń (misje SpaceX "Transporter-3" oraz Virgin Orbit "Above the Clouds") poleciały również satelity LabSat oraz SteamSat, stworzone dla klientów zewnętrznych w oparciu o platformy nanosatelitarne SatRevolution.
Przedstawiony przez SatRevolution kadr nie jest przy tym specjalistycznym zobrazowaniem satelitarnym, a zdjęciem zakwalifikowanym jako wstępne ujęcie kalibracyjne wykonane z użyciem pobocznej kamery układu orientacji sytuacyjnej (situational awareness camera). Sama jakość i wypozycjonowanie zdjęcia sugeruje, że zostało ono wykonane układem optycznym o wyraźnie niższych niż operacyjne parametrach rozdzielczości matrycy (lub w obniżonych ustawieniach roboczych).
Jak wyjaśnia SatRevolution w załączonym opisie zdjęcia, kamera orientacji sytuacyjnej służy satelicie do wspomagania kontroli ustawienia systemu na orbicie. Jak dotąd, inżynierowie firmy mieli już pozyskać co najmniej kilka takich zdjęć - na potrzeby konfiguracji przebiegającej w ramach procesu rozruchu satelitów.
We wcześniejszych zapowiedziach SatRevolution zapowiadało, że w najbliższym czasie dojdzie do wyniesienia kolejnych 9 satelitów konstelacji STORK). Dotychczas na orbicie znalazło się pięć pierwszych instrumentów tej sieci (jako pierwsze rozmieszczono - pod konec czerwca 2021 r. - nanosatelity STORK-4 i -5).
Satelity konstelacji STORK mają umożliwiać pozyskiwanie multispektralnych danych obrazowych średniej rozdzielczości dla klientów z branży rolnej i energetycznej (z zakresu energetyki odnawialnej) w Polsce oraz Stanach Zjednoczonych. Dane dostarczane z orbity przez wrocławskie przedsiębiorstwo mają być pomocne w ocenie stanu upraw, nawodnienia gruntów oraz zdatności gleby pod kątem upraw. Zapowiadane zastosowanie dotyczy także lokalizowania nielegalnych wycinek, oceny drzewostanu i ewentualnych zdarzeń kryzysowych. System ma być pomocny również w określeniu poziomu eksploatacji złóż w kopalniach, szacowaniu wielkości urobku czy w ocenie jakości inwestycji drogowych i zarządzaniu projektami budowy sieci światłowodowych.
Fot. SatRevolution
SPACE24

https://space24.pl/satelity/obserwacja-ziemi/powitalne-zdjecie-z-orbity-satelita-polskiej-firmy-daje-o-sobie-znac

Powitalne zdjęcie z orbity. Satelita polskiej firmy daje o sobie znać.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

40 kwintylionów - tyle jest czarnych dziur we Wszechświecie

2022-01-20. Marcin Powęska

We Wszechświecie jest 40 miliardów miliardów, czyli 40 kwintylionów, czarnych dziur. Co więcej, jest w nich uwięziony 1 procent materii barionowej (zwykłej), co wykazały symulacje włoskich uczonych.

Ponieważ nie możemy "zobaczyć" czarnych dziur, ich wykrycie jest trudne. Podobnie zresztą jak oszacowanie, ile jest tego typu obiektów w znanym nam Wszechświecie. Naukowcy z Scuola Internazionale Superiore di Studi Avanzati (SISSA) podali liczbę: 40 kwintylionów, czyli 40 000 000 000 000 000 000 000 czarnych dziur. To w przybliżeniu 1 proc. całej zwykłej materii obserwowalnego Wszechświata.
- Innowacyjny charakter tej pracy polega na sprzężeniu szczegółowego modelu ewolucji gwiazd i układów podwójnych z zaawansowanymi receptami na formowanie się gwiazd i wzbogacanie w metale w poszczególnych galaktykach. Jest to jedno z pierwszych, i jedno z najbardziej solidnych, obliczeń ab initio funkcji masy gwiezdnej czarnej dziury w całej historii kosmosu - powiedział Alex Sicilia z SISSA.
Włoscy naukowcy wykoncypowali, że znając historię masywnych gwiazd we Wszechświecie, będzie można przewidzieć, ile z nich skończyło swój żywot jako czarne dziury. Wiedza ta może dostarczyć ważnych wskazówek na temat wzrostu i ewolucji supermasywnych czarnych dziur o masach miliony lub miliardy razy większych od masy Słońca.

Zespół Aleksa Sicillii uwzględnił tylko czarne dziury, które powstają w wyniku ewolucji pojedynczych lub podwójnych gwiazd. Pozwoliło im to obliczyć współczynnik narodzin czarnych dziur o masach gwiazdowych, od 5 do 160 razy większych od masy Słońca.

Badanie sugeruje, że w znanym nam Wszechświecie powinno być ok. 40 kwintylionów czarnych dziur o masie gwiazdowej. Są one rozrzucone po całej obserwowalnej przestrzeni, nie mają skupisk i miejsc, w których nie występują. Nowe badania zgadzają się z liczbami zaproponowanymi jakiś czas temu na podstawie badań fal grawitacyjnych.

- Nasza praca dostarcza solidnej teorii na temat generowania lekkich nasion dla supermasywnych czarnych dziur przy dużym przesunięciu ku czerwieni i może stanowić punkt wyjścia do badań nad pochodzeniem ciężkich nasion, które będziemy kontynuować w przyszłej pracy - dodał Lumen Boco z SISSA.


Już wiemy, ile jest czarnych dziur w obserwowalnym Wszechświecie? /materiały prasowe
INTERIA


https://geekweek.interia.pl/nauka/news-40-kwintylionow-tyle-jest-czarnych-dziur-we-wszechswiecie,nId,5779248

40 kwintylionów - tyle jest czarnych dziur we Wszechświecie.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

"Elon Musk zaśmieca orbitę". Astronomom puszczają już nerwy

2022-01-20. Filip Mielczarek
Kosmiczny internet o nazwie Starlink od Elona Muska bardzo mocno drażni astronomów. Zaczynają im puszczać nerwy, ponieważ za kilka lat ich obserwacje otchłani Wszechświata mogą być bardzo utrudnione, a nawet niemożliwe.

 Międzynarodowa Unia Astronomiczna, która zrzesza niemal 14 tysięcy członków, jakiś czas temu zaapelowała do firmy SpaceX o debatę na temat problemu w obserwacjach nieba prowadzonych przez najróżniejszy sprzęt astronomiczny. Sprawa jest poważna, ponieważ mikrosatelity kosmicznego internetu mogą zaburzać nawet 30 procent wszystkich prowadzonych obserwacji.
Astronomowie mówią bez ogródek, że "Elon Musk zaśmieca orbitę". Przeraża ich fakt, że do końca obecnej dekady w najbliższej nam przestrzeni kosmicznej ma znaleźć się 40 tysięcy takich urządzeń. Naukowcy wystosowali kolejny list do firmy Muska, w którym piszą, że jego konstelacja kosmicznego Internetu jest już na tyle jasna, że utrudnia obserwacje nieba, a przecież urządzeń będzie przybywało.
Obecnie nad naszymi głowami, na wysokości ok. 550 kilometrów, przemieszcza się już 2000 satelitów sieci Starlink. W tym roku może dołączyć do nich grubo ponad 1000 nowych urządzeń. Pojazd Starship pozwoli wynosić kilka razy więcej satelitów od obecnych rakiet Falcon-9.
Starlinki uniemożliwiają obserwacje astronomiczne
Najlepszym przykładem problemu, jaki czeka świat astronomii, może być projekt Teleskopu Samuela Oschina w obserwatorium Mount Palomar. Co dwie doby skanuje on nocne niebo w poszukiwaniu supernowych i planetoid, które mogą zagrozić naszej planecie. Okazuje się, że wykonując takie skany między listopadem 2019 roku a wrześniem 2021 roku, system zarejestrował na obrazach aż 5301 jasnych smug pozostawionych przez satelity Starlink. Astronomowie podkreślają, że smugi były widoczne na 20 procentach fotografii.
Według obliczeń naukowców, już w 2027 roku prawie wszystkie obrazy nocnego nieba wykonywane w ramach projektu ZTF będą zawierać przynajmniej jedną satelitarną smugę. Do tego czasu SpaceX zamierza umieścić na ziemskiej orbicie przynajmniej 10 tysięcy satelitów Starlink. Co się stanie, gdy trafi tam ponad 40 tysięcy urządzeń?
Astronomów przeraża taka wizja. SpaceX po prośbach naukowców udoskonaliło urządzenia, wyposażając je w osłony przeciwsłoneczne, ale wygląda na to, że nie jest to wystarczające rozwiązanie. Firma Elona Muska powiedziała astronomom, że w przyszłości na pewno powstaną algorytmy, które w szybki i skuteczny sposób usuną smugi na obrazach nocnego nieba i będzie można normalnie prowadzić obserwacje.

 Satelitów kosmicznego internetu będzie o wiele więcej

 Astronomów takie tłumaczenie nie uspokaja. Najgorszy jest w tym wszystkim fakt, że nie tylko SpaceX rozbudowuje lub zacznie budować swoją konstelację kosmicznego internetu. Do gry o nową komunikację włączył się OneWeb, Amazon czy Boeing. Mówimy tutaj tylko o USA, a podobne plany ma też Rosja i Chiny.

Nie zapominajmy też, że satelity Starlink kilka razy o mały włos nie zderzyły się z satelitami, a nawet Międzynarodową Stacją Kosmiczną i Chińską Stacją Kosmiczną. To pokazuje, jak niebezpieczne mogą to być urządzenia dla całego przemysłu kosmicznego i jak wielopłaszczyznowy jest z nimi problem.


 Eksperci uważają, że kosmiczny internet to przyszłość globalnej komunikacji. Dzięki niemu będziemy mogli mieć kontakt z całym światem na najdalszych i najbardziej dzikich obszarach naszej planety. Orbitalne konstelacje pozwolą też zlikwidować miliony naziemnych stacji bazowych, przez co będzie można te tereny oddać przyrodzie. Czy to jednak usprawiedliwia pogorszenie jakości obserwacji otchłani kosmosu?

 Satelity Starlink od SpaceX zakłócają obserwacje astronomiczne /Twitter

INTERIA

 
https://geekweek.interia.pl/astronomia/news-elon-musk-zasmieca-orbite-astronomom-puszczaja-juz-nerwy,nId,5779823

Elon Musk zaśmieca orbitę  Astronomom puszczają już nerwy.jpg

Elon Musk zaśmieca orbitę  Astronomom puszczają już nerwy2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Naukowcy ruszają w pościg. Cel: dogonić Oumuamua za 30 lat
2022-01-20. Radek Kosarzycki
Naukowcy nie chcą odpuścić. Cztery lata po słynnym odkryciu przelatującego przez Układ Słoneczny przybysza z gwiazd, grupa badaczy chce rozpocząć pościg za tajemniczą planetoidą 'Oumuamua. Łatwo nie będzie.
W 2017 roku Robert Weryk analizujący dane obserwacyjne z programu Pan-STARRS odkrył 30 mln km od Ziemi nietypowy obiekt - Oumuamua. Początkowo uznany za kometę obiekt miał kilka nietypowych cech, z czego najbardziej intrygującą było jego niegrawitacyjne przyspieszenie i zaskakująco wysoka prędkość. Szczegółowa analiza wykazała, że nie jest to obiekt należący do Układu Słonecznego, a jedynie przez niego przelatujący. Późniejsze obserwacje potwierdziły, że po raz pierwszy udało nam się odkryć planetoidę, która przyleciała do nas z innego układu planetarnego, przeleciała w pobliżu Słońca i właśnie się od nas oddala. Prędkość zatem udało się wyjaśnić, jednak niegrawitacyjne przyspieszenie obiektu do dzisiaj pozostaje tajemnicą.
Od tego czasu powstało wiele teorii dotyczących natury Oumuamua. Część badaczy przypuszcza, że mogła to być planetoida, inni z kolei przekonani są, że jest to bryła zestalonego wodoru, która wskutek ogrzewania przez Słońce odparowuje wodór. W tym wypadku nie widzielibyśmy żadnego ogona materii jak w przypadku komety. Odparowywanie wodoru mogłoby zatem tłumaczyć przyspieszenie planetoidy. Problem jednak w tym, że takiej bryły zestalonego wodoru jak dotąd nigdzie nie widziano.
Bardziej oryginalną teorię proponuje z kolei prof. Avi Loeb, który uważa, że 'Oumuamua może być pozostałością po statku obcej cywilizacji lub też satelitą/sondą wysłaną przez przedstawicieli obcej cywilizacji. Jak sam zresztą przekonuje w swojej książce pt. Pozaziemskie, aby rozwiać wszelkie wątpliwości, należałoby po prostu planetoidę dogonić za pomocą jakiejś sondy i obejrzeć ją z bliska. Jeżeli nie jest to obiekt naturalny, to będzie to od razu widać.
Pościg za międzygwiezdną planetoidą Oumuamua
Nawet największe teleskopy nie są już w stanie dostrzec kształtu 'Oumuamua, bowiem obiekt ten jest już za daleko. Z tego też powodu zespół Initiative for Interstellar Studies przekonuje w najnowszym artykule, że wciąż mamy szansę dowiedzieć się, co nas odwiedziło ponad cztery lata temu.
Badacze proponują wysłanie żagla słonecznego, który po wystrzeleniu z Ziemi i skorzystaniu z asysty grawitacyjnej ze strony Jowisza, byłby w stanie dogonić sondę i rozwiać nasze wątpliwości.
Wyliczenia wskazują, że sonda, która wystartowałaby na początku 2028 roku, musiałaby najpierw dwukrotnie przelecieć w pobliżu Ziemi, raz w pobliżu Wenus i raz w pobliżu Jowisza, a następnie skierować się w pościg. Rozłożony żagiel wspomagany wiązką laserową emitowaną z Ziemi byłby w stanie dogonić 'Oumuamua w okolicach 2050-2054 roku. Nie jest to najszybciej, ale lepiej później niż wcale.
Tego typu misja miałaby jeszcze jedną istotną zaletę. W ramach projektu Breakthrough Starshot naukowcy i inżynierowie intensywnie pracują nad opracowaniem technologii
niezbędnych do wysłania żagla słonecznego, który w ciągu 20 lat byłby w stanie dotrzeć do najbliższej nam gwiazdy - Proximy Centauri.
Misja do 'Oumuamua byłaby zatem doskonałą okazją do przetestowania przynajmniej części technologii niezbędnych do realizacji głównego celu programu Breakthrough Starshot. Przyznacie, że misja do planetoidy wydaje się drobnostką w porównaniu do misji, która miałaby polecieć do gwiazd, prawda? Może zatem warto spróbować.
https://spidersweb.pl/2022/01/poscig-za-oumuamua-sonda.html

Naukowcy ruszają w pościg. Cel dogonić Oumuamua za 30 lat.jpg

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Badanie magnetosferycznego pochodzenia szybkich błysków radiowych
2022-01-20.
Astronomowie zaczynają docierać do źródeł szybkich błysków radiowych – potężnych, ulotnych błysków fal radiowych obserwowanych w odległościach pozagalaktycznych. Silnie namagnesowane gwiazdy neutronowe, zwane magnetarami, mogą być odpowiedzialne za wiele z tych odległych zdarzeń, ale jak dokładnie te ekstremalne obiekty generują szybkie błyski radiowe?
Kosmiczna zagadka
Zagadka, skąd pochodzą szybkie błyski radiowe (FRB), w każdym razie niektóre z nich, wydawała się być rozwiązana, gdy okazało się, że pierwszy rozbłysk radiowy w Drodze Mlecznej pochodzi od magnetara – skrajnie gęstej pozostałości gwiazdowej o polu magnetycznym około 100 miliardów do 10 bilionów razy silniejszym niż typowy magnes na lodówce. Ale jak to często bywa w astrofizyce, rozwiązanie tej zagadki pociągnęło za sobą wiele innych: w jaki sposób magnetary generują te silne, krótkie wybuchy fal radiowych i czy powstają one w pobliżu powierzchni magnetara, czy z otaczającej go materii?

W artykule opublikowanym 19 stycznia 2022 roku Andriej Beloborodov (Uniwersytet Columbia i Instytut Astrofizyki Maxa Plancka, Niemcy) badał, czy FRB wygenerowany blisko powierzchni magnetara może wydostać się z jego magnetosfery – obszaru przestrzeni, w którym naładowane cząsteczki uginają się pod wpływem intensywnego pola magnetycznego magnetara.

Modele magnetara
Magnetosfery mają olbrzymie znaczenie w naszym Układzie Słonecznym – magnetosfera Ziemi chroni nas przez energetycznymi cząstkami generowanymi przez Słońce, a magnetosfera Jowisza zdominowałaby niebo, gdyby nasz wzrok był przystosowany do widzenia fal radiowych. Magnetosfera magnetara jest jednak o wiele dziwniejsza niż te pobliskie przykłady; namagnesowana gwiazda neutronowa w centrum generuje plazmę elektronów i ich dodatnio naładowanych odpowiedników, pozytonów, które wypełniają magnetosferę i mogą zapobiec ucieczce w przestrzeń kosmiczną błysków radiowych generowanych w pobliżu powierzchni magnetara.

Beloborodov wykorzystał równania fizyki plazmy, aby zrozumieć, jak błysk radiowy może oddziaływać z naładowanymi cząstkami i polami magnetycznymi w magnetosferze magnetara. Gdy błysk radiowy przemieszcza się na zewnątrz, ściska magnetosferę, przenosząc swój pęd na pola magnetyczne i plazmę. Oscylujące elektrony i pozytony emitują promienie gamma, które mogą się zderzyć i wytworzyć jeszcze więcej elektronów i pozytonów – tworząc kaskadę cząstek i promieni gamma, które rozpraszają falę radiową i pozbawiają ją energii. Dla fali radiowej nie ma ucieczki; Beloborodov odkrył, że jest bardzo mało prawdopodobne, aby szybki błysk radiowy mógł uciec przed magnetosferą, gdyby została wygenerowana w odległości 100 000 km od powierzchni magnetara.

Więcej do nauczenia się
Podczas gdy wyniki badań Beloborodova wykluczają możliwość powstania szybkich błysków radiowych w wewnętrznej magnetosferze, istnieją inne sposoby, na jakie magnetary mogą być źródłem takich zjawisk. Inna możliwość jest taka, że FRB powstają znacznie dalej od magnetara, gdzie błyski magnetosferyczne zdarzają się z wiatrem wypływającym z magnetara.

Na szczęście kanadyjski eksperyment CHIME (Canadian Hydrogen Intensity Mapping Experiment) jest gotowy, aby dodać nowe obserwacje do istniejącego katalogu setek szybkich błysków radiowych, co pomoże nam zrozumieć źródła tych tajemniczych zdarzeń i skomplikowaną fizykę, która za nimi stoi.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
AAS

Urania
Wizja artystyczna magnetara, gwiazdy neutronowej z silnym polem magnetycznym. Źródło: ESA.

https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2022/01/badanie-magnetosferycznego-pochodzenia.html

 

Badanie magnetosferycznego pochodzenia szybkich błysków radiowych.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Czarna dziura zainicjowała proces narodzin gwiazd w galaktyce karłowatej Henize 2-10
2022-01-21.
Czarne dziury zwykle są opisywane jako kosmiczne potwory, które rozrywają gwiazdy, pochłaniają wszystko co zbliży się za bardzo i zatrzymują światło pod horyzontem zdarzeń. Jednak Kosmicznym Teleskopem Hubble’a uzyskano przekonujące dowody, które prezentują czarne dziury w nowym świetle – inicjują powstawanie nowych gromad gwiazdowych. Na zdjęciach i widmach galaktyki karłowatej Henize 2-10 wyraźnie widać wypływ materii, który - niczym pępowina, łączy czarną dziurę z jasnym obszarem gwiazdotwórczym, zmieniając gęste obłoki gazowe w rodzące się gromady gwiazdowe.
Galaktyka karłowata Henize 2-10 znajduje się w odległości około 30 milionów lat świetlnych w konstelacji Kompasu na południowej półkuli nieba. Około 10 lat temu ta galaktyka wywołała dyskusję w świecie astronomów (szczegóły: [1], [2], [3]), czy w galaktykach karłowatych rezydują czarne dziury o masach proporcjonalnie mniejszych niż w supermasywnych czarnych dziurach, które znajduje się w centralnych obszarach większych galaktyk.
Jako absolwent 10 lat temu uważałem, że mógłbym poświęcić całą moją karierę na badania narodzin gwiazd. Jednak spojrzałem na dane Henize 2-10 i wszystko zmieniło się - powiedział Amy Reines, który opublikował w 2011 roku pierwsze dowody na istnienie czarnej dziury w galaktyce karłowatej Henize 2-10. Jest on również kierownikiem zespołu astronomów, który właśnie opublikował w prestiżowym Nature analizę najnowszych obserwacji Henize 2-10 z Kosmicznego Teleskopu Hubble’a.
Od początku wiedziałem, że coś niezwykłego i wyjątkowego dzieje się w Henize 2-10, a teraz Hubble dostarczył bardzo wyraźny obraz połączenia pomiędzy czarną dziurą i sąsiadującym obszarem powstawania gwiazd, znajdujących w odległości 230 lat świetlnych od czarnej dziury - powiedział Reines.

To połączenie jest wypływem gazu rozciągającym się w przestrzeni niczym pępowina do widocznego żłobka gwiezdnego. W tym obszarze już znajdował się gęsty kokon gazowy, gdy zderzył się z wypływem materii o małej prędkości. Dzięki widmom Henize 2-10 uzyskanym przez Kosmiczny Teleskop Hubble’a astronomowie oszacowali, że wypływ poruszał się z prędkością około 1,6 miliona km/godz. (~450 km/sek), gdy zderzył się z gęstym gazem – podobnie jak woda z węża ogrodowego, która uderza w kupkę ziemi i ją rozrzuca. Nowe gromady gwiazdowe z młodymi gwiazdami znaczą ścieżkę tego procesu. Dane z Hubble’a pozwoliły również wyznaczyć wiek tych gromad.
Jest to zjawisko odwrotne do tego, co obserwujemy w większych galaktykach, gdzie materia opadająca na czarną dziurę jest szybko zabierana przez otaczające pole magnetyczne i powstaje ekstremalny dżet plazmowy, który rozpędza zjonizowaną materię do prędkości bliskiej prędkości światła. Obłoki gazowe „trafione” przez taki relatywistyczny dżet są rozgrzewane poza zakres temperatur, gdy po schłodzeniu jeszcze będą w stanie uformować gwiazdy. Natomiast wolniejsze wypływy materii z mniej masywnej czarnej dziury w Henize 2-10 wystarczająco zagęszczają gaz, aby przyspieszyć proces powstawania gwiazd.
Przy odległości zaledwie 30 milionów lat świetlnych, Henize 2-10 jest wystarczająco bliska, aby Kosmiczny Teleskop Hubble’a był w stanie bardzo wyraźnie zarejestrować zarówno dowody fotograficzne jak i spektroskopowe wypływu materii z czarnej dziury. Dodatkową niespodzianką jest to, że raczej zamiast blokowania procesu powstawania gwiazd, ten wypływ uruchomił mechanizm formowania się nowych gwiazd - powiedział główny autor publikacji Zachary Schutte, a zarazem student Amy Reines.
Od odkrycia w Henize 2-10 wyraźnych emisji w zakresie promieniowania radiowego i rentgenowskiego (szczegóły: [1], [2], [3]), Reines uważał, że najprawdopodobniej pochodzą one od masywnej czarnej dziury, ale nie od supermasywnej – jak obserwuje się w większych galaktykach. Inni astronomowie uważali, że bardziej prawdopodobne wydaje się pochodzenie tego promieniowania z pozostałości po wybuchu supernowej.
Dzięki niezwykłej rozdzielczości Hubble’a, wyraźnie widać spiralną strukturę prędkości gazu, którą możemy dopasować do modelu wypływu z czarnej dziury z precesją lub drganiami. Pozostałości po wybuchu supernowej nie mają takiej struktury, więc faktycznie jest to dowód rozstrzygający, że jest to czarna dziura - powiedział Reines.
Reines oczekuje większej liczby badań naukowych ukierunkowanych na czarne dziury w galaktykach karłowatych, które mogą dostarczyć wskazówek do wyjaśnienia tego, jak powstały supermasywne czarne dziury we wczesnym Wszechświecie. Dla astronomów jest to nierozwiązana zagadka. Takie wskazówki może zapewnić relacja pomiędzy masą galaktyki, a rezydującą w niej czarną dziurą. Czarna dziura w Henize 2-10 posiada masę ~1 000 000 Mʘ. W większych galaktykach czarne dziury mogą osiągać masy rzędu miliardów mas Słońca. Im bardziej masywna jest galaktyka macierzysta, tym bardziej masywna czarna dziura rezyduje w jej centrum.
Współczesne teorie pochodzenia supermasywnych czarnych dziur dzieli się na następujące trzy kategorie:
    (1) Powstały one jak zwykłe, gwiazdowe czarne dziury, podczas kolapsu jądra gwiazdy masywnej i w jakiś sposób zebrały wystarczającą ilość materii, aby stać się supermasywnymi.
    (2) Istniały specjalne warunki we wczesnym Wszechświecie, które pozwoliły na powstanie supermasywnych gwiazd, które zapadły się i od razu powstały „zalążki” masywnych czarnych dziur.
    (3) Zalążki przyszłych supermasywnych czarnych dziur powstały w gęstych gromadach gwiazdowych, w których całkowita masa gromady była wystarczająca, aby w jakiś sposób one powstały w wyniku kolapsu grawitacyjnego.
Na razie żadna z teorii powstawania zalążków tych czarnych dziur nie jest wiodąca. Galaktyki karłowate takie jak Henize 2-10 dostarczają potencjalnie obiecujące wskazówki, ponieważ raczej przez cały czas pozostają małe, niż rosną i łączą się w większe galaktyki, jak nasza Droga Mleczna. Astronomowie uważają, że czarne dziury w galaktykach karłowatych są odpowiednikami czarnych dziur we wczesnym Wszechświecie, gdy właśnie zaczynały się tworzyć i rosnąć.
Epoka pierwszych czarnych dziur nie jest możliwa do zobaczenia, więc zostało sformułowane ważne pytanie – skąd one pochodzą? Galaktyki karłowate mogą zachować pewne ślady scenariusza powstania zalążków tych czarnych dziur, które w przeciwnym razie są stracone dla czasu i przestrzeni - powiedział Reines.

Opracowanie: Ryszard Biernikowicz

Więcej informacji:

Publikacja naukowa w Nature (dostęp zamknięty): Black-hole-triggered star formation in the dwarf galaxy Henize 2-10
Wersja ogólnodostępna publikacji naukowej na portalu STScI: Black-hole-triggered star formation in the dwarf galaxy Henize 2-10
Film na YouTube: Hubble finds a Black Hole Igniting Star Formation in a Dwarf Galaxy
Hubble Finds a Black Hole Igniting Star Formation in a Dwarf Galaxy

Podobny temat na portalu Urania: „Mała” supermasywna czarna dziura może zawierać wskazówki dotyczące tego, jak te olbrzymy powstają

Źródło: STScI

Na ilustracji: zdjęcie zrobione przez Kosmiczny Teleskop Hubble’a w zakresie optycznym galaktyki karłowatej Henize 2-10 mieniącej się młodymi gwiazdami. Jasny obszar w centrum otoczony przez różowe obłoki i pasy ciemnego pyłu wskazują na położenie masywnej czarnej dziury i aktywnych obszarów tworzenia się gwiazd. Źródło: NASA, ESA, Zachary Schutte (XGI), Amy Reines (XGI), Alyssa Pagan (STScI)
Powiększony fragment centralnego obszaru galaktyki karłowatej Henize 2-10 prezentuje ślady wypływu (ang. outflow) materii. Jest to swego rodzaju most o długości około 230 lat świetlnych składający się z gorącego gazu, który łączy masywną czarną dziurę o masie ~1 000 000 Mʘ z obszarem powstawania gwiazd. Uzyskane z Hubble’a prędkości wypływu z czarnej dziury oraz wiek młodych gwiazd, wskazuje na związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy tymi strukturami. Kilka milionów lat temu, strumień gorącego gazu zderzył się z gęstym obłokiem i go rozpłaszczył - niczym woda z węża ogrodowego zderzająca się z kupką ziemi. Obecnie gromady młodych gwiazd są rozłożone prostopadle do kierunku tego wypływu. Źródło: NASA, ESA, Zachary Schutte (XGI), Amy Reines (XGI), Alyssa Pagan (STScI)

Gwiazdotwórcza galaktyka karłowata Henize 2-10 z oznaczeniami. Źródło: NASA, ESA, Zachary Schutte (XGI), Amy Reines (XGI), Alyssa Pagan (STScI)

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/czarna-dziura-zainicjowala-proces-narodzin-gwiazd-w-galaktyce-karlowatej-henize-2-10

Czarna dziura zainicjowała proces narodzin gwiazd w galaktyce karłowatej Henize 2-10.3.png

Czarna dziura zainicjowała proces narodzin gwiazd w galaktyce karłowatej Henize 2-10.2.jpg

Czarna dziura zainicjowała proces narodzin gwiazd w galaktyce karłowatej Henize 2-10.3.png

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

AGU 2021: badania naukowe misji Juno
2022-01-21. Krzysztof Kanawka
Ciekawe podsumowanie badań orbitera Jowisza.
Na konferencji AGU Fall Meeting 2021 przedstawiono ciekawe wyniki badań z misji Juno – orbitera Jowisza.
Misja Juno (JUpiter Near-polar Orbiter) jest drugą sondą w historii, która weszła na orbitę największej planety naszego Układu Słonecznego. Start z Ziemi nastąpił w 2011 roku, a po trwającym pięć lat locie, w 2016 Juno weszła na orbitę Jowisza. Juno krąży po eliptycznej orbicie polarnej wokół Jowisza, zbliżając się raz na 53 dni do szczytów chmur tego gazowego giganta. Podczas każdego z przelotów minimalna wysokość nad chmurami wynosi zaledwie kilka tysięcy kilometrów.
Początkowo NASA planowała zakończenie misji Juno jeszcze w 2018 roku. Miało to związek z dużą dawką promieniowania, jaką orbiter miał otrzymać krążąc wokół Jowisza po 14 dniowej orbicie. Ta orbita nie została jednak osiągnięta i Juno krąży po bardziej eliptycznej orbicie o czasie obiegu wynoszącym 53 dni. Taka orbita znacznie zmniejsza dawkę promieniowania, przez co stan techniczny orbitera jest lepszy, niż to wcześniej zakładano.
W zeszłym roku NASA zadecydowała o przedłużeniu misji Juno. Sonda jest w świetnym stanie technicznym.
Najnowsze wyniki badań misji Juno
Na konferencji AGU 2021 Fall Meeting, która odbyła się w dniach 13-17 grudnia 2021, przedstawiono wyniki badań naukowych misji Juno. Oprócz badań Jowisza, wykonano m.in. obserwacje górnych warstw atmosfery Jowisza, pomiary magnetosfery księżyca Ganimedesa czy obserwacje optyczne księżyców Jowisza.
Zaprezentowano także plany na kolejne obserwacje, m.in. bliski przelot nad Europą.
Misja Juno jest komentowana w wątku na Polskim Forum Astronautycznym.
(NASA)
#AGU21 Press briefing: Latest science from NASA’s Juno mission to Jupiter
https://www.youtube.com/watch?v=Q5CXAqtwaUM
Najnowsze wyniki badań naukowych misji Juno / Credits – AGU

https://kosmonauta.net/2022/01/agu-2021-badania-naukowe-misji-juno/

AGU 2021 badania naukowe misji Juno.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Sukces miłośników astronomii. Znaleźli egzoplanetę podobną do Jowisza
2022-01-21. Nicole Makarewicz
Grupa miłośników astronomii pomogła w odkryciu planety pozasłonecznej (egzoplanety), analizując dane z kosmicznego obserwatorium TESS – poinformowała NASA.
Współpraca nie-naukowców z profesjonalnymi astronomami przynosić czasami nowe odkrycia dotyczące naszej wiedzy o kosmosie. Tak stało się w przypadku najnowszej detekcji planety pozasłonecznej TOI-2180 b.
Angielskie określenie "citizen science" można tłumaczyć jako nauka obywatelska albo nauka społecznościowa. Dotyczy zaangażowania osób, które nie są naukowcami, ale które pomagają w badaniach naukowych, np. udostępniając codziennie ułamek mocy obliczeniowej swoich komputerów na potrzeby analizy danych obserwacyjnych, albo przeglądając tysiące zdjęć kosmosu. Dzięki tysiącom takich osób naukowcy są w stanie wykryć np. obiekty, które umknęły algorytmom przetwarzającym wielkie ilości danych z teleskopów.
Właśnie do takich osób należy były oficer Marynarki Wojennej Tom Jacobs z Bellevue (Waszyngton, USA) i grupa miłośników astronomii Visual Survey Group (złożona z dwóch zawodowych astronomów i grupy miłośników astronomii), którzy zostali współodkrywcami planety pozasłonecznej. Planeta TOI-2180 b jest odległa od nas o 379 lat świetlnych i okrąża gwiazdę o masie podobnej do Słońca.
Obiekt jest podobny do Jowisza - największej planety Układu Słonecznego. Ma masę 2,8 mas Jowisza, okrąża swoją gwiazdę co 261 dni, a więc jego orbita przebiega nieco dalej niż orbita Wenus wokół Słońca. Według obliczeń na planecie panuje średnia temperatura 77 stopni Celsjusza.
Jak doszło do odkrycia?
Tom Jacobs wraz z innymi osobami z grupy nazwanej Visual Survey Group przeglądał wykresy z danych teleskopu TESS pokazujące, jak zmienia się jasność gwiazd wraz z upływem czasu. Taki wykres nazywany jest przez astronomów krzywą zmian blasku. Dane z teleskopu TESS są udostępnione przy pomocy specjalnego programu LcTools, który pozwala na ich "naoczne" przeglądanie przez człowieka.
1 lutego 2020 r. Jacobs zauważył, że wykres krzywej zmian blasku dla gwiazdy TOI-2180 pokazuje osłabienie blasku o mniej, niż pół procenta, a potem - po 24 godzinach - powrót do normalnej jasności. Wśród danych było tylko jedno takie zdarzenie dla gwiazdy TOI-2180. Algorytmy projektu TESS nie wychwyciły tego zdarzenia, gdyż są nastawione na poszukiwanie powtarzających się osłabień blasku, które mogą być spowodowane przejściem planety przed gwiazdą na naszej linii widzenia (tzw. tranzytem).
"Na tym obszarze człowiek sprawuje się lepiej od komputera"
Włożony wysiłek ludzki jest bardzo ważny i naprawdę imponujący, ponieważ bardzo trudno jest napisać kod, który przeglądałby miliony krzywych zmian blasku i w wiarygodny sposób identyfikował zjawiska pojedynczych tranzytów. Na tym obszarze człowiek sprawuje się lepiej od komputera - wskazał Paul Dalba, astronom z University of California w Riverside (USA), kierujący badaniami oraz zespołem Visual Survey Group.
Grupa zaalarmowała astronomów, którzy sprawdzili tę anomalię i potwierdzili, że jej powodem jest planeta krążąca wokół gwiazdy. Udało się przeprowadzić obserwacje spektroskopowe przy pomocy Automated Planet Finder Telescope w Lick Observatory (USA), dzięki czemu określono okres obiegu i wyznaczono masę planety. W sierpniu 2020 roku zorganizowano też kampanię obserwacyjną, do której dołączyły teleskopy z 14 obserwatoriów profesjonalnych i amatorskich. W ten sposób udało się zebrać 55 zestawów danych obserwacyjnych w ciągu 11 dni. Nadal jednak nie udało się wykryć kolejnego tranzytu z odpowiednim poziomem pewności. Uzyskano jednak w ten sposób ograniczenia pozwalające na uściślenie okresu obiegu planety, który wynosi 261 dni. Według przewidywań kosmiczny teleskop TESS będzie w stanie zaobserwować drugi tranzyt w lutym 2022 roku.
W naszej grupie kochamy dokładać swoją cegiełkę do nauki, a ja uwielbiam tego typu przeglądy, wiedząc, że działamy na nieodkrytym terytorium, nigdy wcześniej nie obserwowanym przez człowieka powiedział Tom Jacobs.
Wyniki badań opublikowano w czasopiśmie naukowym "Astronomical Journal", zostały też zaprezentowane przez Amerykańskie Towarzystwo Astronomiczne.
Wkład nie-naukowców do odkryć astronomicznych może być jeszcze ważniejszy w przyszłości, gdyż budowane nowe teleskopy będą wkrótce generować gigantyczne ilości danych obserwacyjnych, niemożliwe do przeanalizowania w szybkim czasie przez ograniczone liczbowo grono zawodowych astronomów.
TESS to teleskop wysłany przez NASA w kosmos w 2018 roku. Jego zadaniem jest obserwowanie bardzo wielu gwiazd w celu odkrywania planet pozasłonecznych metodą tranzytów. Obecnie trwa przedłużona faza misji, przewidziana do września 2022 roku.
Źródło: PAP

https://www.rmf24.pl/nauka/news-sukces-milosnikow-astronomii-znalezli-egzoplanete-podobna-do,nId,5783441#crp_state=1

 

Sukces miłośników astronomii. Znaleźli egzoplanetę podobną do Jowisza.jpg

Sukces miłośników astronomii. Znaleźli egzoplanetę podobną do Jowisza2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

 USA: dane radarowe z satelitów ICEYE w próbnym użytku Narodowego Biura Rozpoznania
2022-01-21.
W czwartek 20 stycznia br. przedsiębiorstwo ICEYE US poinformowało o otrzymaniu kontraktu od amerykańskiego Narodowego Biura Rozpoznania (NRO). Na mocy umowy dane satelitarne ICEYE zostaną poddane ocenie NRO pod kątem ich przydatności dla realizacji celów tej agencji związanych z zapewnieniem szeroko rozumianego bezpieczeństwa narodowego USA. Porozumienie ewaluacyjne jest jednym z kilku zawartych ostatnio przez NRO z szeregiem komercyjnych dostawców zobrazowań radarowych działających na rynku amerykańskim.
ICEYE US jest amerykańską spółką zależną międzynarodowego koncernu ICEYE, specjalizującego się w produkcji i eksploatacji niedużych satelitów do radarowej obserwacji Ziemi z wykorzystaniem technologii SAR. Polski oddział firmy ma siedzibę w Warszawie i to właśnie z tego miejsca sprawowana jest kontrola nad prawidłowym działaniem na orbicie większości urządzeń wywodzącego się z Finlandii operatora.
Ocena przydatności danych ICEYE pod kątem misji NRO będzie się odbywać w ramach programu Strategic Commercial Enhancements Broad Agency Announcement, zwanego w skrócie BAA. Jak wynika z oficjalnej narracji Biura, celem BAA jest "zapewnienie rządowi USA dostępu do najlepszych komercyjnie dostępnych możliwości w zakresie teledetekcji". Oprócz ogłoszonego kontraktu z ICEYE US, podobne umowy zawarto w tym wątku ze spółkami Airbus U.S., Capella Space, PredaSAR oraz Umbra.
Współpracujący z NRO specjaliści z ICEYE US będą wspomagać rządowych ekspertów ds. wywiadu geoprzestrzennego, jeśli chodzi o szczegółową ocenę: trybów zobrazowania, jakości zobrazowań, dokładności geolokalizacji, skali pokrycia obszaru oraz innych istotnych parametrów technicznych.
Bycie postrzeganym jako partner wspierający misję NRO to dla nas zaszczyt" - tłumaczy Jerry Welsh, CEO ICEYE US. "Przyczyniamy się do rozwoju najnowocześniejszych komercyjnych możliwości teledetekcji dla rządu USA oraz do radykalnej poprawy dostępu NRO do sprawdzonych satelitów, które zbierają wysokorozdzielcze obrazy radarowe dla dowolnego miejsca na Ziemi" - dodał.
Realizacja podpisanego kontraktu będzie też stanowić ważny krok dla samego NRO. Wpisuje się bowiem w plan tego podmiotu na rzecz wykorzystania danych radarowych nowej generacji od komercyjnych dostawców dla zapewniania innowacyjnych i godnych zaufania zobrazowań satelitarnych na potrzeby wywiadu, obrony i działań humanitarnych. "Wykorzystując możliwości komercyjne w maksymalnym dostępnym stopniu, zapewniamy zwiększoną elastyczność i przepustowość, większą responsywność i lepszą zastępowalność" - tłumaczy Pete Muend, dyrektor Commercial Systems Program Office w NRO. Wtóruje mu Eric Jensen, prezes ICEYE US: "cieszymy się, że możemy współpracować z NRO, aby wyposażyć odbiorców w najistotniejsze, wysokiej jakości dane potrzebne do wspierania podejmowania krytycznych decyzji".
ICEYE US ma swoją siedzibę w Irvine, w stanie Kalifornia, i to właśnie tam spółka buduje satelity na rynek amerykański. Tamtejsza filia jest również odpowiedzialna za licencjonowanie swoich satelitów SAR w USA. Pierwszy satelita, za którego powstanie i wystrzelenie w pełni odpowiadało przedsiębiorstwo ICEYE US, poleciał w przestrzeń kosmiczną w styczniu 2022 r.
W kontekście uczestnictwa firmy w programie ewaluacyjnym National Reconnaissance Office Jensen stawia sprawę jasno: "naszym celem (...) jest pokazanie, w jaki sposób satelity ICEYE zapewniają globalną świadomość sytuacyjną i uzupełniają istniejące systemy rządowe, aby NRO mogło jak najlepiej zaspokajać przyszłe wymagania rządu USA w zakresie rozpoznania geoprzestrzennego".
Źródło: Materiały prasowe ICEYE
Radarowe zdjęcie satelitarne Waszyngtonu, wykonane z użyciem satelity ICEYE SAR.
Fot. ICEYE
SPACE24
https://space24.pl/satelity/obserwacja-ziemi/usa-dane-radarowe-z-satelitow-iceye-w-probnym-uzytku-narodowego-biura-rozpoznania

USA dane radarowe z satelitów ICEYE w próbnym użytku Narodowego Biura Rozpoznania.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

SpaceX wyniósł już ponad 2000 satelitów Starlink. Udana misja Starlink 4-6
2022-01-21.
19 stycznia z kosmodromu Kennedy Space Center na Florydzie wystartowała rakieta Falcon 9 firmy SpaceX. W udanej misji wyniosła na orbitę 49 satelitów telekomunikacyjnych Starlink. Była to już druga misja poświęcona budowie tej sieci w tym roku.
Start został przeprowadzony 19 stycznia 2022 r. o 3:02 w nocy czasu polskiego (w miejscu startu był jeszcze 18 stycznia). Rakieta Falcon 9 wystartowała ze stanowiska SLC-39A. Lot przebiegł pomyślnie i po około 15 minutach drugi stopień rakiety wypuścił cały zestaw satelitów na wstępnej orbicie.
W misji wykorzystano dolny stopień rakiety Falcon 9 o oznaczeniu B1060, który brał udział wcześniej już w dziewięciu misjach kosmicznych: GPS III SV-03, Starlink L11, Starlink L14, TurkSat 5A, Starlink L18, Starlink L22, Starlink L24, Transporter-2 oraz Starlink 4-3. I tym razem po wykonanej pracy oddzielił się od górnego stopnia rakiety i powrócił na Ziemię. Wylądował o własnym napędzie na barce autonomicznej ASOG na Oceanie Atlantyckim.

O misji
W udanym locie oznaczonym jako Starlink 4-6 na wstępną orbitę trafiło 49 satelitów sieci Starlink. Starlink to sieć satelitów na niskiej orbicie okołoziemskiej, która ma zapewnić tani dostęp do sieci Internet w miejscach, gdzie naziemne usługi są zawodne bądź w ogóle niedostępne.
Obecnie wysyłane są satelity Starlink wersji V1.5. Każdy z nich ma masę powyżej 260 kg. Ich ładunek telekomunikacyjny składa się z anten obsługujących pasma radiowe Ka i Ku oraz laserów i systemów odbiorczych do międzysatelitarnej komunikacji laserowej. Statki mają też zamontowane specjalne osłony zmniejszające odbijanie promieni słonecznych od nich. Po wypuszczeniu na orbicie rozkładają swoje pojedyncze panele słoneczne i po testach działania każde z urządzeń odpala silniki jonowe Halla, by trafić na docelową orbitę kołową.
W 2021 roku SpaceX zakończył budowę pierwszej powłoki orbitalnej sieci satelitów Starlink. Teraz przyszedł czas na intensywne obsadzanie kolejnych powłok. Misja Starlink 4-6 wysłała statki Starlink V1.5 na powłokę nr 4: orbitę o wysokości 540 km i inklinacji 53,2 stopni. W ramach sieci Starlink aktywnych jest około 1800 satelitów. Pierwsza powłoka (nr 1) o wysokości 550 km i inklinacji 53 stopni mieści już docelową liczbę ponad 1500 statków. Na powłokę nr 4 wysłano już 5 misji, licząc omawiany tutaj start. Satelity Starlink wysłano też na powłokę nr 2 o inklinacji 70 stopni i polarną nr 3 (w obu przypadkach przeprowadzono na razie 1 misję).
Obecnie trwają testy beta usługi dostępu do Internetu z satelitów Starlink. Wśród prawie 30 państw, w których można się na takie testy zapisać znajduje się od września 2021 r. Polska.

Podsumowanie
Był to już drugi lot orbitalny poświęcony budowie sieci Starlink w 2022 roku. Firma SpaceX wykonała już w tym roku 3 misje. Oprócz Starlinków rakieta Falcon 9 przeprowadziła też współdzielony lot z wieloma satelitami od różnych dostawców Transporter-3. Na świecie przeprowadzono już w tym roku (stan na 21 stycznia) 6 lotów rakiet orbitalnych.
 Opracował: Rafał Grabiański
Na podstawie: SpaceX/NS
 Na zdjęciu: Rakieta Falcon 9 startująca w misji Starlink 4-6. Źródło: SpaceX.
Starlink Mission
https://www.youtube.com/watch?v=Yov854ZT1lg
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/spacex-wyniosl-juz-ponad-2000-satelitow-starlink-udana-misja-starlink-4-6

SpaceX wyniósł już ponad 2000 satelitów Starlink. Udana misja Starlink 4-6.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Astronomowie znajdują paliwo gwiazdowe otaczające galaktyki
2022-01-21.
Większość galaktyk, w tym nasza własna, rośnie poprzez gromadzenie nowej materii i przekształcanie jej w gwiazdy – tyle wiemy. Nie wiadomo natomiast, skąd pochodzi ta nowa materia i w jaki sposób wpływa do galaktyk, tworząc gwiazdy.
W niedawno opublikowanych badaniach, astronom z Arizona State University Sanchayeeta Borthakur zidentyfikowała słabe zbiorniki paliwa, które otaczają galaktyki, oraz to, w jaki sposób to paliwo może wpadać do galaktyk, pozwalając im na formowanie nowych gwiazd i układów planetarnych. Jej badania zostały opublikowane w „Astrophysical Journal” Amerykańskiego Towarzystwa Astronomicznego.

Wcześniejsze badania w dziedzinie formowania się gwiazd sugerowały, że niektóre galaktyki produkują więcej gwiazd niż pozwala na to zapas gazu gwiazdotwórczego. Dla Borthakur sugerowało to, że nowy gaz musi napływać do galaktyk i wspierać formowanie się nowych gwiazd i planet.

Aby określić, skąd może pochodzić gaz, Borthakur wykorzystała metodę statystyczną zwaną korelacją krzyżową (do pomiaru związków pomiędzy dwiema wielkościami) oraz dane z dwóch publicznie dostępnych katalogów astronomicznych: ALFALFA z teleskopu Arecibo oraz Survey of the Low-Redshift Intergalactic Medium z Cosmic Origins Spectrograph Kosmicznego Teleskopu Hubble'a. Dzięki tym danym była w stanie określić, w jaki sposób galaktyki bogate w gaz są powiązane z obłokami widocznymi w ośrodku międzygalaktycznym.

W kolejnych krokach Borthakur ma nadzieję zidentyfikować drogi, którymi te obłoki gazu mogą dotrzeć do wewnętrznych obszarów galaktyk, gdzie powstają gwiazdy.

Galaktyki takie jak nasza będą nadal rosły tworząc wiele więcej układów słonecznych w miarę napływu nowej materii – mówi Borthakur. Zrozumienie źródła paliwa gwiazdowego pozwala nam przewidzieć, czy w przyszłości będą powstawały nowe gwiazdy.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
ASU

Urania
Ilustracja słabych zbiorników paliwa, które otaczają galaktyki, umożliwiając im formowanie nowych gwiazd i układów planetarnych.
Obraz autorstwa Shireen Dooling/ASU.

https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2022/01/astronomowie-znajduja-paliwo-gwiazdowe.html

 

Astronomowie znajdują paliwo gwiazdowe otaczające galaktyki.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Gwiazda śmierci może skrywać podziemny ocean i... życie?

2022-01-21. Daniel Górecki

Astronomowie poinformowali, że słynna "Gwiazda Śmierci", jak nazywany bywa jeden z księżyców Saturna ze względu na podobieństwo do kultowej stacji z Gwiezdnych wojen, może skrywać bardzo interesującą tajemnicę.

Według znanej nam wiedzy Saturn ma 82 księżyce, z czego aż 53 mają nadane nazwy, ale jeden z nich zwraca na siebie ostatnio szczególną uwagę. A mowa o Mimasie, zwanym też Gwiazdą śmierci - w czasie misji, której celem było sprawdzenie, czy księżyc ten jest geologicznie martwy, naukowcy odkryli coś bardzo zaskakującego, a mianowicie bardzo przekonujący dowód obecności podziemnego oceanu.
Jeśli odkrycie uda się potwierdzić, liczba miejsc potencjalnie nadających się do zamieszkania w naszym układzie słonecznym się powiększy. Księżyce lodowe ze śladami podziemnych oceanów to zresztą ostatnio obiekt zainteresowania naukowców, a dwa najlepsze przykłady to Europa, czyli księżyc Jowisza oraz inny z księżyców Saturna, a mianowicie Enceladus.
Gwiazda śmierci - księżyc Mimas - może mieć podziemny ocean
Ten ostatni został odkryty razem z Mimasem w 1789 roku przez Williama Herschela i zdaje się mieć wszystko, czego potrzeba do podtrzymania życia - analiza danych ze spektrometru masowego Cosmic Dust Analyzer, zainstalowanego na pokładzie sondy Cassini, wskazuje, że w gejzerach tryskających z powierzchni księżyca znajdują się związki organiczne tworzące aminokwasy.
Tyle że powierzchnia Mimasa, w odróżnieniu od tych wyżej wymienionych, nie wykazuje śladów aktywności geologicznej, czyli wewnętrznego źródła ciepła pozwalającego na utrzymanie wody w stanie ciekłym.

 Dotąd uważaliśmy więc, że ten jest raczej zamarzniętym blokiem lodu, ale... nowe analizy pokazują, że obecność podziemnego oceanu jest jednak możliwa.
Naukowcy wskazują w nich, że delikatną librację orbity księżyca, uchwyconą przez sondę Cassini, można wyjaśnić grawitacyjną interakcją z Saturnem, która produkuje wystarczająco ciepła, by pod lodową pokrywą utrzymać wodę w stanie ciekłym.
Co prawda warstwa lodu ma być gruba na 22 do 32 kilometrów, ale odkrycie jest na tyle przekonujące, że warto przeprowadzić dalsze badania.
Gwiazda śmierci, czyli księżyc Saturna Mimas, może kryć podziemny ocean /123RF/PICSEL

 Księżyce Saturna - z prawej Enceladus, a z lewej Mimas /NASA / JPL-Caltech / Space Science Institute /materiały prasowe

 INTERIA

https://geekweek.interia.pl/astronomia/news-gwiazda-smierci-moze-skrywac-podziemny-ocean-i-zycie,nId,5783718

Gwiazda śmierci może skrywać podziemny ocean i... życie.jpg

Gwiazda śmierci może skrywać podziemny ocean i... życie2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Pierwsze potwierdzenie połączenia czarnych dziur o wysoce ekscentrycznych orbitach
2022-01-22.
Po raz pierwszy naukowcy uważają, że udało im się wykryć połączenie dwóch czarnych dziur o ekscentrycznych orbitach. Według pracy opublikowanej w Nature Astronomy przez naukowców z Rochester Institute of Technology's Center for Computational Relativity and Gravitation (CCRG) oraz University of Florida, może to pomóc wyjaśnić, dlaczego niektóre połączone czarne dziury wykryte przez LIGO Scientific Collaboration i Virgo Collaboration, są znacznie cięższe niż wcześniej sądzono.
Ekscentryczne orbity są oznaką, że czarne dziury mogą wielokrotnie pochłaniać inne podczas przypadkowych spotkań w obszarach gęsto zaludnionych czarnymi dziurami, takich jak centra galaktyk. Naukowcy zbadali najmasywniejszą zaobserwowaną do tej pory falę grawitacyjną, od podwójnej czarnej dziury, GW190521, aby określić, czy miały one ekscentryczne orbity.

Ocenia się, że każda z tych czarnych dziur ma masy ponad 70 razy większe od naszego Słońca, co stawia je znacznie powyżej szacowanej maksymalnej masy przewidywanej obecnie przez teorię ewolucji gwiazd – powiedział Carlos Lousto, profesor w School of Mathematical Sciences i członek CCRG. To czyni interesujący przypadek do badania jako układ podwójnych czarnych dziur drugiej generacji i otwiera na nowo możliwości scenariuszy formowania się czarnych dziur w gęstych gromadach gwiazd.

Zespół naukowców z RIT przejrzał dane, aby sprawdzić, czy czarne dziury miały bardzo ekscentryczne orbity zanim się połączyły. Odkryli, że połączenie to jest najlepiej wyjaśnione przez model precesji o wysokiej ekscentryczności. Aby to osiągnąć, zespół przeprowadził setki nowych, pełnych symulacji numerycznych na lokalnych i krajowych superkomputerach laboratoryjnych, co zajęło prawie rok.

Stanowi to duży postęp w naszym rozumieniu tego, jak czarne dziury łączą się ze sobą – powiedziała Manuela Campanelli, profesor i dyrektor CCRG. Dzięki naszym wyrafinowanym symulacjom na superkomputerach i bogactwu nowych danych dostarczanych przez LIGO i szybko rozwijające się detektory Virgo, dokonujemy nowych odkryć na temat Wszechświata w zdumiewającym tempie.

Rozszerzenie tej analizy przez ten sam zespół wykorzystywało możliwy elektromagnetyczny odpowiednik obserwowany przez Zwicky Transient Facility do niezależnego obliczenia kosmologicznej stałej Hubble’a dla GW190521 jako połączenia dwóch czarnych dziur o ekscentrycznych orbitach. Wykazali oni doskonałą zgodność z oczekiwanymi wartościami i niedawno opublikowali swoją pracę w Astrophysical Journal.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
RIT

Urania
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2022/01/pierwsze-potwierdzenie-poaczenia.html

Pierwsze potwierdzenie połączenia czarnych dziur o wysoce ekscentrycznych orbitach.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Suborbitalny przerzut cargo "na poważnie". Pentagon zleca SpaceX demonstrację potencjału
2022-01-22. Kacper Bakuła
W ciągu pięciu najbliższych lat spółka SpaceX zademonstruje Siłom Zbrojnym USA sposób suborbitalnego transportowania ładunków pomiędzy dwoma punktami na Ziemi. Air Force Research Laboratory przyznało w tym celu firmie Elona Muska kontrakt o wartości 102 mln USD. Jego celem jest przygotowanie praktycznych założeń i instrumentów potwierdzających zdatność rakiet wielokrotnego użytku do bezpiecznego dostarczania wojskowego zaopatrzenia w dowolnie odległe miejsce na kuli ziemskiej.
Komunikat o zamówieniu udzielonym wkrótce SpaceX pojawił się w bazie SAM.gov (System for Award Management, czyli amerykańskim biuletynie rządowym publikującym informacje o przetargach) - jako gestora wskazano w niej komórkę badawczo-rozwojową działającą w strukturach US Air Force (Air Force Research Laboratory). Kontrakt opiewający na 102 mln USD przyznano prawdopodobnie przed 14 stycznia br., choć informacja pojawiła się jakiś czas po faktycznej finalizacji procedury. Umowa ma być realizowana w trakcie najbliższych 5 lat w ramach wojskowego projektu Rocket Cargo, stanowiącego część ścieżki realizacyjnej w nowej odsłonie programu technologicznego Vanguard.
Uściślając, program zakłada pozyskanie zdolności transportu ładunków o masie do 100 ton za pomocą komercyjnej rakiety wielokrotnego użytku - jego przerzut ma być możliwy pomiędzy dwoma dowolnie oddalonymi punktami na ziemskim globie w czasie nie dłuższym niż godzina. Specyfika tego transportu już na dość wczesnym etapie koncepcyjnym może sugerować uważnym obserwatorom mechanizm działania aktualnie rozwijanej przez firmę SpaceX rakiety Starship, która w zaawansowanej fazie rozwojowej mogłaby relatywnie szybko zostać przystosowana do wypełniania zadań stawianych przez siły zbrojne w aspekcie transportu suborbitalnego. Zresztą, możliwości takiego zastosowania systemu Starship sygnalizował podczas swoich prezentacji  sam Elon Musk
Niemniej w najnowszym kontrakcie nie ma jeszcze mowy o konkretnym rozwiązaniu, a zwraca się raczej uwagę na badanie potencjału oraz pierwszych praktycznie dostosowanych zdolności. AFRL będzie zatem bacznie przyglądało się dotychczasowej sztandarowej konstrukcji SpaceX, czyli rakiecie Falcon 9 i jej orbitalnym lotom (wraz z powrotami segmentu głównego). Na zasadzie partnerstwa publiczno-prywatnego, ma być prowadzony dokładny przegląd zdolności i opcji tego, co rakieta wielokrotnego użytku może zapewnić w kwestii wokółziemskiego transportu ładunków - jaka jest rzeczywista ładowność, szybkość przerzutu (wraz z załadunkiem i rozładunkiem) oraz koszt zintegrowanego systemu. Zdaniem serwisu Space News, wojskowa instytucja będzie zbierała wszelką telemetrię ze startów i lądowań, tak aby ocenić możliwość szybkich operacji z ładunkami tam, gdzie wymagany byłby krótki czas na ich dostarczenie np. pomocy humanitarnej do rejonów ciężko dostępnych, oddalonych o tysiące kilometrów od najbliższego kosmodromu.
Zgodnie z informacjami przekazanymi przez US Space Force, system Rocket Cargo miałby w stanie przemieścić nawet 100 ton użytecznego ładunku w dowolne miejsce na kuli ziemskiej, w czasie nie dłuższym niż godzina. Co prawda, dowództwo AFRL podkreślało, że podobny udźwig posiadają samoloty takie jak Boeing C-17 Globemaster, aczkolwiek w tym wypadku istotny jest niezwykle krótki czas realizacji dostawy, począwszy od załadunku i skończywszy na rozładunku bądź zrzucie kontenerów, oraz rokrocznie zmniejszające się ceny startów systemów nośnych, co dodatkowo wpływa na atrakcyjność transportu suborbitalnego.
Amerykańskie siły zbrojne rozwijają równolegle kilka ścieżek prowadzących do opracowania rakietowego systemu transportowego "ziemia-ziemia". Przykładowo w ubiegłym roku US Space Force ogłosiło konkurs ofert w ramach programu Hyperspace Challenge 2021. Poszukiwane były innowacyjne koncepcje użytkowego wykorzystania zdolności kosmicznych, możliwe do zaadaptowania na potrzeby amerykańskich sił kosmicznych. Wybrano 13 startupów i 11 zespołów z ośrodków akademickich, a ich projekty otrzymały dofinansowanie w wysokości 100 tysięcy USD.
Spośród nich Knight Aerospace zaprezentowało koncepcję statku, który zezwalałby na spaletyzowany transport rakietowy (bezpieczny zrzut kontenera, po ponownym wejściu pojazdu kosmicznego w ziemską atmosferę). Zdaniem przedstawicieli sił kosmicznych to rozwiązanie miałoby być panaceum na wszelkie bolączki logistyki militarnej w warunkach szybkiego reagowania.
Idea wykorzystania rakiet do dostarczania wojskowych ładunków na tej zasadzie nie jest jednak nowa. Od co najmniej początku rozwoju systemów nośnych wojsko miało w planach wykorzystać je do celów cargo, niemniej przez ostatnie dziesięciolecia istniał jeden główny problem z tym związany, czyli zaporowa cena za każdy kilogram wynoszonego ładunku. Na przeszkodzie stały przy tym też pomniejsze problemy, czyli niewystarczające zaawansowanie technologiczne ówczesnych rakiet jak na konkretne zapotrzebowania ekspedycyjne Stanów Zjednoczonych.
Ilustracja: SpaceX [spacex.com]
SPACE24

https://space24.pl/bezpieczenstwo/technologie-wojskowe/suborbitalny-przerzut-cargo-na-powaznie-pentagon-zleca-spacex-demonstracje-potencjalu

Suborbitalny przerzut cargo na poważnie Pentagon zleca SpaceX demonstrację potencjału.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Komu przypadnie rola pierwszego astronauty spoza USA na Księżycu?
2022-01-22. Mateusz Mitkow
Premier Japonii ogłosił ambitny rządowy plan zakładający wysłanie japońskiego astronauty na Srebrny Glob w ramach krajowego wkładu w realizację amerykańskiego programu księżycowego Artemis. Japońskie władze mają nadzieję, że to właśnie ich obywatel będzie pierwszym nieamerykańskim członkiem załogi, który wyląduje na Srebrnym Globie.
Amerykańska agencja kosmiczna NASA zamierza w ciagu trwającej dekady wysłać ponownie człowieka na powierzchnię naturalnego satelity Ziemi. Jednak zanim dojdzie do pierwszego (od czasu misji Apollo) załogowego lądowania, agencja musi najpierw dobrze sprawdzić działanie rakiety Space Launch System (SLS) oraz kapsuły złogowej Orion w trakcie bezzałogowej misji Artemis-1 oraz testowego załogowego przelotu wokół Księżyca (Artemis-2). Jeżeli misje się powiodą, w następnej kolejności wyruszy już wyprawa z obsadzonym lądownikiem, który dostarczyć ma firma SpaceX.
Tymczasem jeszcze w grudniu 2021 r. NASA potwierdziła nieuchronne opóźnienie startu misji Artemis 1, wskazując na termin nie wcześniejszy niż w marcu 2022 roku - ostatecznym powodem okazały się kłopoty z silnikiem RS-25 znajdującym się w centralnym stopniu rakiety. Wraz z postępem trwających prac nad misją, pojawiły się także pytania co do tego, w jakim składzie będą leciały kolejne załogi na statkach kosmicznych przyszłych misji Artemis.
Kanadyjska Agencja Kosmiczna (CSA), która także jest partnerem programu Artemis, już w grudniu ubiegłego roku podpisała umowę z NASA, dzięki której kanadyjski astronauta dołączy do załogi okołoksiężycowej misji Artemis-2 (trzy pozostałe miejsca zajmą amerykańscy astronauci). Wiadomo też, że w misji Artemis-3, zakładającej pierwsze od 1972 r. lądowanie człowieka na Księżycu, weźmie udział co najmniej dwóch amerykańskich astronautów. To natomiast, kiedy odbędą się kolejne lądowania i jaki skład astronautów weźmie w nich udział - pozostaje nadal kwestią do ustalenia.
Tutaj pojawił się ostatnio szerzej komentowany wątek współpracy NASA z japońską agencją kosmiczną (JAXA), która może niebawem doprowadzić do udziału astronautów z Japonii w późniejszych lądowaniach na Srebrnym Globie. Niedawno wybrany premier Japonii, Fumio Kishida oznajmił, że zatwierdził cel na koniec trwającej dekady, jakim jest wysłanie japońskich astronautów na Księżyc w ramach omawianego programu. "Będziemy promować projekt Artemis, aby przeprowadzić działania załogowe na Księżycu, a pod koniec późnych lat 2020 spróbujemy zrealizować lądowanie japońskich astronautów na Księżycu" - powiedział Kishida.
Po zawarciu dwustronnego porozumienia z NASA (Artemis Accords), Japońska Agencja Eksploracji Kosmosu zadeklarowała się z podjęciem konkretnych kroków w celu wyselekcjonowania i wyszkolenia japońskich astronautów do księżycowej misji. Nabór wniosków rozpoczął się już 20 grudnia i zakończy się 4 marca. Porozumienie mówi też o współpracy z japońskim sektorem prywatnym w celu opracowania łazików księżycowych i innych systemów, które są niezbędne dla ludzkiej działalności na Księżycu.
Jedną z przeszkód do pokonania jest zabezpieczenie środków budżetowych na realizację projektu. Niemniej wiele wskazuje na to, że mając przed sobą możliwość zapisania się na kartach historii, japońskie władze będą konsekwentnie dążyć do tego, aby ich astronauta trafił na powierzchnie Srebrnego Globu.
Fot. NASA

SPACE24

https://space24.pl/pojazdy-kosmiczne/statki-kosmiczne/komu-przypadnie-rola-pierwszego-astronauty-spoza-usa-na-ksiezycu

Komu przypadnie rola pierwszego astronauty spoza USA na Księżycu.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Raport Interstellar Probe
2022-01-22. Krzysztof Kanawka
Ciekawy raport dla koncepcji misji Interstellar Probe.
W Jet Propulsion Laboratory (JPL) trwają prace koncepcyjne nad misją, która w ciągu kilkudziesięciu lat dotarłaby do przestrzeni międzygwiezdnej. Start misji może nastąpić w przyszłej dekadzie. Koncepcja tworzona jest w międzynarodowym zespole naukowców.
“Sięgnąć gwiazd” – pojęcie, które często towarzyszy ludzkości i ambitnym wyzwaniom wielu z nas. Można powiedzieć, że od zarania ery kosmicznej to pojęcie coraz bardziej “oddala się” od Ziemi. Świetnym przykładem są misje sond Voyager 1 (start 5 września 1977) i Voyager 2 (start 20 sierpnia 1977).
Obie sondy przemierzały Układ Słoneczny względnie blisko siebie aż do Saturna. Od przelotu obok tej planety (listopad 1980 i sierpień 1981) kosmiczne drogi Voyagerów rozeszły się. Voyager 1, po wykonaniu obserwacji Tytana podążył po trajektorii z dala od planet. Z kolei Voyager 2 został skierowany ku dwóm ostatnim gazowym gigantom Układu Słonecznego – przelot obok Urana (1986) i Neptuna (1989).
W ostatnich latach obie sondy przekroczyły heliopauzę – “granicę” Układu Słonecznego. Sonda Voyager 1 przekroczyła heliopauzę w sierpniu 2012 roku. Z kolei sonda Voyager 2 przekroczyła heliopauzę na początku grudnia 2018 roku.
Tak długie działanie sond Voyager jest swoistą nagrodą, gdyż sondy nie były projektowane na dekady pracy w otchłani dalekiego Układu Słonecznego. W ciągu kilku najbliższych lat prawdopodobnie obie sondy zakończą swoje misje, z uwagi na coraz słabsze źródło zasilania RTG.
Co dalej? W 2019 roku pojawiła się chińska propozycja misji do granicy Układu Słonecznego. Tymczasem w JPL trwają prace koncepcyjne nad następcą misji Voyager – z głównym celem w postaci badania przestrzeni poza heliopauzą. Koncepcja misji nosi nazwę Interstellar Probe. Prace koordynuje JPL, ale w zespole naukowców i inżynierów są także przedstawiciele z Europy.
Celem jest możliwość komunikacji sondy z Ziemią nawet z odległości rzędu 1000 jednostek astronomicznych. Dla porównania: obecnie (styczeń 2022) sondy Voyager znajdują się w odległości odpowiednio 155,8 i 129,9 jednostek astronomicznych.
Misja Interstellar Probe jest nieco żartobliwie nazywana “Voyagerem na sterydach”. Nie ma się co temu dziwić – najbardziej widocznym elementem jest duża antena, zdolna do komunikacji z Ziemią. Oprócz tego proponuje się różnego typu instrumenty pomiarowe. Aktualnie proponuje się użycie rakiety SLS do wystrzelenia sondy, wraz ze stopniem Centaur i górnym stopniem Star48. Oczywiście, z czasem ta koncepcja może się zmienić, być może nawet nastąpi zmiana rakiety nośnej.
W podstawowej koncepcji misji start miałby nastąpić w 2036 roku. Sonda, o masie startowej około 860 kg (i masie ładunku naukowego do 90 kg), powinna wykonać asystę grawitacyjną w pobliżu Jowisza. Maksymalna przewidywana prędkość to około 7 jednostek astronomicznych na rok – mniej więcej 2 razy szybciej od Voyagera 1. Inne koncepcje misji, w tym bliski przelot w pobliżu Słońca, są także analizowane.
W grudniu 2021, na konferencji AGU Fall Meeting nastąpiła dyskusja na temat tej koncepcji misji. Zbiegło się to z publikacją dużego raportu na temat tej misji.
Misja Interstellar Probe trwałaby nawet ponad 50 lat. Oznacza to wielopokoleniową współpracę przy kontroli sondy, wyznaczaniu celów do ewentualnych przelotów (nieco podobnie do przelotu New Horizons w pobliżu 2014 MU69) czy też analizie danych.
Raport można pobrać ze strony projektu Interstellar Probe.
(AGU, JPL)
Podstawowa wizja sondy Interstellar Probe / Credits – AGU Fall Meeting
#AGU21 Press roundtable: Interstellar Probe: A bold idea to explore the space between the stars
https://www.youtube.com/watch?v=2Q-ToXt9cWM
Dyskusja o misji Interstellar Probe na konferencji AGU 2021 Fall Meeting / Credits – AGU

https://kosmonauta.net/2022/01/raport-interstellar-probe/

Raport Interstellar Probe.jpg

Raport Interstellar Probe2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Astronomowie dostrzegają młode dwubiegunowe strumienie gwiazdowe
2022-01-23.
Astronomowie zaobserwowali meandrujące dwubiegunowe strumienie gwiazdowe z młodych gwiazd, wykorzystując do tego optykę adaptatywną.

Faliste strumienie gwiazdowe leniwie wiją się przez pole gwiazd na nowych zdjęciach uchwyconych z Chile przez Obserwatorium Gemini. Delikatnie zakrzywiające się gwiazdowe strumienie są wypływem z młodych gwiazd, a astronomowie podejrzewają, że ich wygląd wywołany jest przyciąganiem grawitacyjnym towarzyszących im gwiazd. Te doskonałe obrazy zostały wykonane przy użyciu systemu optyki adaptacyjnej teleskopu Gemini South, który pomaga astronomom przeciwdziałać efektom rozmycia spowodowanym przez turbulencje atmosferyczne.

Strumienie młodych gwiazd są powszechnym produktem ubocznym formowania się gwiazd i uważa się, że powstają w wyniku wzajemnego oddziaływania pomiędzy polami magnetycznymi rotujących młodych gwiazd, a otaczającymi je dyskami gazu. Oddziaływania te powodują wyrzucanie podwójnych strumieni zjonizowanego gazu w przeciwnych kierunkach, tak jak widać na zdjęciach wykonanych przez teleskop Gemini.

Jeden ze strumieni, nazwany MHO 2147, znajduje się około 10 000 lat świetlnych od Ziemi i leży w płaszczyźnie galaktycznej Drogi Mlecznej, blisko granicy pomiędzy gwiazdozbiorami Strzelca i Wężownika. Na zdjęciu MHO 2147 wije się w poprzek gwiezdnego tła – ma odpowiednio wężowaty wygląd dla obiektu znajdującego się blisko Wężownika. Jak wiele z 88 współczesnych gwiazdozbiorów, Wężownik ma mitologiczne korzenie – w starożytnej Grecji przedstawiał on różnych bogów i bohaterów zmagających się z wężem. Drugi strumień, MHO 1502, znajduje się w gwiazdozbiorze Żagla, w odległości około 2000 lat świetlnych.

Większość strumieni gwiazdowych jest prosta, ale niektóre mogą być kręte lub splątane. Uważa się, że kształt niektórych strumieni jest związany z cechą obiektu lub obiektów, które je utworzyły. W przypadku dwóch dwubiegunowych strumieni MHO 2147 i MHO 1502, gwiazdy, które je utworzyły, są niewidoczne.

W przypadku MHO 2147, ta młoda gwiazda centralna, zwana IRAS 17527-2439, jest osadzona w ciemnym obłoku w podczerwieni – zimnym, gęstym regionie gazu, który jest nieprzeźroczysty w zakresie długości fal podczerwieni. Sinusoidalny kształt MHO 2147 jest spowodowany tym, że kierunek strumieni zmienił się w czasie, kreśląc łagodne krzywe po obu stronach gwiazdy centralnej. Te prawie nieprzerywane krzywe sugerują, że MHO 2147 została wyrzeźbiona przez ciągłą emisję z jej centralnego źródła. Astronomowie odkryli, że zmieniający się kierunek (precesja) strumienia może być wywołana grawitacyjnym wpływem pobliskich gwiazd oddziałujących na gwiazdę centralną. Ich obserwacje sugerują, że IRAS 17527-2439 może należeć do układu podwójnego gwiazd, oddzielonego od siebie o ponad 300 miliardów kilometrów.

MHO 1502 jest osadzony w zupełnie innym środowisku – obszarze formowania się gwiazd, znanym jako obszar H II. Dwubiegunowy strumień składa się z łańcucha węzłów, co sugeruje, że jego źródło, uważane za dwie gwiazdy, emitowało materię w sposób przerywany.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
NOIRLab
Astronomy&Astrophysics

Urania
Wijący się strumień młodej gwiazdy, MHO 2147.
Źródło: International Gemini Observatory/NOIRLab/NSF/AURA.

https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2022/01/astronomowie-dostrzegaja-mode.html

Astronomowie dostrzegają młode dwubiegunowe strumienie gwiazdowe.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nowa mapa ciemnej energii ujawni los Wszechświata
2022-01-23.
Teleskop z Arizony umożliwił stworzenie mapy, która już teraz jest największą trójwymiarową mapą Wszechświata, jaką posiadamy. A przegląd nieba ma potrwać pięć lat i dopiero się rozpoczął.
DESI, czyli Instrument Spektroskopowy Ciemnej Energii, efekt współpracy Lawrence Berkeley National Laboratory w Kalifornii z naukowcami z całego świata, w latach 2015-2019 został zainstalowany na teleskopie Mayalla w Narodowym Obserwatorium Kitt Peak na Pustyni Sonoran, 88 kilometrów na zachód od Tucson. Instrument ten prowadzi badania od mniej niż roku. Jego głównym zadaniem jest stworzenie największej dotychczas trójwymiarowej mapy Wszechświata, co z kolei ma pozwolić na lepsze zrozumienie ciemnej energii, tajemniczej siły, która przyspiesza ekspansję kosmosu.
Ta największa dotąd, choć jedynie wstępna taka mapa Wszechświata w 3D powstała już teraz, krótko po rozpoczęciu projektu. Nowa mapa wyznacza położenia ponad 7,5 miliona galaktyk, znacznie przekraczając poprzedni rekord, który wynosił około 930 000 galaktyk i został ustanowiony przez przegląd Sloan Digital Sky Survey w 2008 roku.
Mapa prezentuje największe struktury kosmiczne. W ich obrębie można znaleźć dawne odciski (ślady) bardzo wczesnego Wszechświata i historię jego ekspansji. Dotyczy to także ciemnej materii i energii. Naukowcy mają nadzieję, że zrozumienie działania ciemnej energii może im pomóc w ustaleniu ostatecznego losu Wszechświata.
Jest w tym sporo piękna – mówi Julien Guy, fizyk z Berkeley Lab pracujący nad projektem. W rozkładzie galaktyk na mapie 3D są ogromne skupiska, włókna i puste przestrzenie.
Projekt DESI gromadzi spektroskopowe obrazy milionów galaktyk rozmieszczonych na około jednej trzeciej nieba. Badając widmo barwne światła dla każdej z tych galaktyki, uczeni mogą określić, jak bardzo światło to zostało przesunięte ku czerwieni – czyli przesunięte w kierunku czerwonego końca widma elektromagnetycznego światła na skutek efektu Dopplera spowodowanego rozszerzaniem się Wszechświata. Ogólnie rzecz biorąc, im większy jest taki redshift danej galaktyki, tym szybciej się ona od nas oddala i tym dalej znajduje się od obserwatorów na Ziemi.
Obecnie Wszechświat jest bardzo duży. Rozciąga się na co najmniej 92 miliardy lat świetlnych. A to z kolei więcej niż najdalsze odległości, które jesteśmy dziś w stanie zaobserwować. Naukowcy biorący udział w projekcie DESI mają jednak nadzieję, że ich trójwymiarowa mapa ujawni „głębię” nieba i pomoże w ustaleniu lokalizacji gromad i supergromad galaktyk. Z uwagi na to, że struktury te noszą w sobie echa początków swojego formowania się, zapisane na kształt zmarszczek w bardzo młodym kosmosie, badacze zamierzają wykorzystać te dane do określenia historii ekspansji Wszechświata oraz jego ostatecznego przeznaczenia.
Naszym celem jest zmierzenie śladu takich fal pojawiających się w pierwotnej plazmie – dodaje Guy. To zdumiewające, że możemy faktycznie wykrywać efekt tych fal miliardy lat później, i to tak szybko w toku naszych badań.
Obliczenia sugerują obecnie, że ciemna energia stanowi około 70% całkowitej energii w obserwowalnym kosmosie. Efekty oddziaływania materii z ciemną energią są dziś uznawane za stałą kosmologiczną, którą Albert Einstein zawarł w swojej Ogólnej Teorii Względności. Zrozumienie ciemnej energii jest zatem jednym z najważniejszych celów naukowych współczesnej fizyki.
Co więcej, wiele wskazuje na to, że w miarę rozszerzania się Wszechświata powstaje coraz więcej ciemnej energii, co przyspiesza jego dalszą ekspansję. I ostatecznie to właśnie wpływ ciemnej energii określi przyszłość kosmosu: czy będzie się on rozszerzał w nieskończoność, czy też zapadnie się ponownie w czymś w rodzaju odwróconej wersji Wielkiego Wybuchu.
DESI kataloguje obecnie przesunięcia ku czerwieni dla około 2,5 miliona galaktyk na miesiąc. Zespół planuje zakończyć tworzenie dużej mapy przeglądowej 3D w 2026 roku, a do tego czasu teleskop zaobserwuje około 35 milionów galaktyk.

Czytaj więcej:
•    Cały artykuł
•    Strona projektu DESI
•    Pierwsze światło DESI

Źródło: Space.com
Opracowanie: Elżbieta Kuligowska
Na ilustracji: Na tym trójwymiarowym skanie Wszechświata rozmiar Ziemi jest pokazany w lewym dolnym rogu. Patrzymy w kierunku gwiazdozbiorów Panny, Węża i Herkulesa, na odległość ponad 5 miliardów lat świetlnych. Każdy kolorowy punkt reprezentuje galaktykę, która składa się ze 100 miliardów do biliona gwiazd. Grawitacja łączy te galaktyki w struktury zwane kosmiczną siecią, z gęstymi skupiskami, włóknami i pustymi przestrzeniami. Źródło: D. Schlegel / Berkeley Lab / DESI
Na zdjęciu: Widok Obserwatorium Kitt Peak w 1988 roku z kopuły 4-metrowego teleskopu Nicholasa U. Mayalla (Wikipedia/Happa - Praca własna)

Na zdjęciu: Ślady gwiazd widoczne nad 4-metrowym teleskopem Nicholasa U. Mayalla w Kitt Peak National Observatory w Arizonie. Źródło: KPNO/NOIRLab/NSF/AURA/P. Marenfeld

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/nowa-mapa-ciemnej-energii-ujawni-los-wszechswiata

Nowa mapa ciemnej energii ujawni los Wszechświata.jpg

Nowa mapa ciemnej energii ujawni los Wszechświata2.png

Nowa mapa ciemnej energii ujawni los Wszechświata3.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić obrazków. Dodaj lub załącz obrazki z adresu URL.

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)