Skocz do zawartości

Astronomiczne Wiadomości z Internetu


Paweł Baran

Rekomendowane odpowiedzi

O Chinach w kosmosie i ich nowej stacji kosmicznej [Kosmiczne Rozmowy #20]
2022-08-04.
Chiny wysłały niedawno kolejny moduł stacji kosmicznej Tiangong. To oznacza, że Państwo Środka będzie już stale miało astronautów na orbicie wokół Ziemi! O azjatyckiej potędze kosmicznej rozmawiamy w podcaście Uranii z dr. Michałem Morozem - ekspertem branży kosmicznej i orientalistą.
 
O Chinach w kosmosie i ich nowej stacji kosmicznej
 
Czego dowiesz się z tego odcinka?
•    Co wyniosła rakieta Długi Marsz 5B?
•    Dlaczego chińska rakieta spadała na Ziemię w niekontrolowany sposób?
•    Co się dzieje na chińskiej stacji kosmicznej Tiangong?
•    Jak wygląda i co daje Chinom nowy moduł ich stacji - Wentian?
•    Historia budowy chińskiej stacji kosmicznej
•    Czy Chiny zagrażają Ameryce w kosmosie?
•    Czy Rosja to nadal potęga kosmiczna?
•    Czy Rosja będzie współpracować z Chinami w domenie kosmicznej?

Posłuchaj w serwisie YouTube
Chiny rozbudowują swoją stację kosmiczną. Trwa nowy wyścig?
https://www.youtube.com/watch?v=teWG1AXCb6o

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/o-chinach-w-kosmosie-i-ich-nowej-stacji-kosmicznej-kosmiczne-rozmowy-20

O Chinach w kosmosie i ich nowej stacji kosmicznej [Kosmiczne Rozmowy 20].jpg

O Chinach w kosmosie i ich nowej stacji kosmicznej [Kosmiczne Rozmowy 20]2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dowody na istnienie ukrytej planety w dysku IM Lupi
2022-08-04.
Dysk otaczający gwiazdę IM Lupi stał się bardziej wyraźny w ciągu ostatnich kilku lat dzięki nowym obserwacjom, które ukazały spirale, załamania i inne ciekawe struktury. Czy przyczyną tych wszystkich właściwości może być ukryta planeta?
Szczegółowy dysk
IM Lupi to młoda gwiazda z intrygującym dyskiem protoplanetarnym. Obserwacje dysku IM Lupi w ciągu ostatnich kilku lat wykazały, że dysk nie rotuje równomiernie; istnieje kilkanaście „załamań”, w których gaz porusza się w innym tempie niż to, którego spodziewalibyśmy się w przypadku gładko rotującego dysku. Ponadto, na górnej powierzchni dysku odciśnięty jest spiralny wzór.

Poprzednie badania sugerowały, że właściwości te mogą sygnalizować, że rozbudowany dysk IM Lupi może zawierać planetę krążącą wokół gwiazdy w odległości 117 jednostek astronomicznych. W nowej publikacji zespół kierowany przez Harrisona Verriosa (Monash University, Australia) poddaje tę teorię próbie.

Na polowaniu na planety
Verrios i współpracownicy wykorzystali modelowanie hydrodynamiczne, aby zrozumieć, jak obecność planety wpłynęłaby na dysk IM Lupi. Oprócz modelowania dysku bez planety jako przypadku kontrolnego, zespół zbadał efekty obecności planety o masie 2, 3, 5 lub 7 razy większej od masy Jowisza, krążącej wokół gwiazdy centralnej w odległości 100-120 j.a.

W celu porównania z obserwacjami, zespół wygenerował obrazy ze swoich modeli hydrodynamicznych. W szczególności wymodelowali emisję z dysku na długości fali 1,25 mm (która śledzi ciepły pył) i 1,6 μ (która pokazuje spolaryzowane światło rozproszone na dysku). Zespół odkrył, że poprzez włączenie planety do symulacji, mógł odtworzyć wszystkie obserwowane załamania prędkości, jak również charakterystyczny wzór spiralny na powierzchni dysku. Modele zespołu przewidziały również, że ślad wytworzony przez ruch planety powinien być widoczny na mapach prędkości, a obserwacje ściśle pasują do tej prognozy. Ogólnie rzecz biorąc, autorzy stwierdzili, że planeta o masie 2-3 mas Jowisza krążąca w odległości 100 j.a. daje najlepsze dopasowanie do obserwacji.

Zaburzenia dyskowe – wyjaśnienie
Czy to badanie wyklucza możliwość, że struktury dysku MI Lupi mają inną przyczynę, taką jak niestabilność grawitacyjna? Dyski protoplanetarne są znane z posiadania właściwości naśladujących sygnały planet i potrzeba więcej pracy, aby potwierdzić planetę schowaną w dysku MI Lupi – ale symulacje autorów sugerują, że planeta może wyjaśnić wszystkie intrygujące właściwości dysku bez odwoływania się do innej przyczyny.

Wcześniej naukowcy wysnuli teorię, że planeta może zakłócać swój dysk tylko w małym regionie bezpośrednio otaczającym planetę, co sugerowałoby, że bardziej rozległe zaburzenia w dysku IM Lupi muszą mieć inną przyczynę. Jednakże Verrios i współautorzy odkryli, że w ich symulacjach pojawiły się rozległe właściwości, co sugeruje, że planety mogą mieć bardziej dalekosiężne skutki niż przewidywano.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
AAS

Urania
Obraz z VLT pokazujący pyłowy dysk otaczający młodą gwiazdę MI Lupi, której położenie zaznaczono szarym okręgiem.
Źródło: ESO/H. Avenhaus i inni./DARTT-S collaboration.
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2022/08/dowody-na-istnienie-ukrytej-planety-w.html

Dowody na istnienie ukrytej planety w dysku IM Lupi.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Potężna protuberancja na Słońcu
2022-08-04.
Na Słońcu powstała największa od kilku lat protuberancja. Smuga gorącej plazmy rozciąga się na setki tysięcy kilometrów nad powierzchnią Dziennej Gwiazdy.
Protuberancje powstają, kiedy rozgrzana słoneczna plazma odrywa się od powierzchni gwiazdy. Pole magnetyczne sprawia, że zjonizowany gaz tworzy zamknięte pętle. Protuberancje są najlepiej widoczne przy krawędzi tarczy Słońca. Wykorzystując teleskop słoneczny wyposażony w specjalne filtry, możliwe jest obserwowanie protuberancji. Te niezwykłe zjawiska możemy dostrzec gołym okiem tylko podczas całkowitych zaćmień Słońca.
Największa od wielu lat słoneczna protuberancja powstała 4 sierpnia 2022 roku. Złożona z niezwykle gorącej plazmy struktura rozciąga się na około 350 tysięcy kilometrów i jest ponad 3 razy większa od Jowisza, największej planety Układu Słonecznego. Rekordowa protuberancja może utrzymywać się na Słońcu przez kilka dni.
Aktywność Słońca rośnie
Do kilkunastu miesięcy na powierzchni Dziennej Gwiazdy pojawia się coraz więcej plam, a przy krawędzi widoczne są liczne protuberancje. We wrześniu 2020 roku, agencja NASA ogłosiła, że rozpoczął się 25 cykl słoneczny. Oznacza to, że od końca 2022 roku aktywność Słońca rośnie. Cykle słoneczne trwają około 11 lat, a największą aktywność naszej gwiazdy obserwujemy w połowie trwania cyklu.
,, Zbliża się kolejny okres dużej aktywności słonecznej.
Robert Szaj, Dyrektor TVP Nauka
- Astronomowie przez ostatnich kilka lat martwili się niską aktywnością Słońca, ale wydaje się, że ten okres mamy już za sobą - dodaje Robert Szaj.
W maksimum cyklu Słońce świeci jaśniej, a do Ziemi dociera więcej energii. Temperatura naszej planety wzrasta średnio o około 1 stopień Celsjusza, a na skutek rozbłysków słonecznych zmniejsza się stężenie ozonu w górnych warstwach naszej atmosfery.

Potężna protuberancja na Słońcu. Fot. Obserwatorium Astronomiczne w Truszczynach

Potężna protuberancja na Słońcu. Fot. Obserwatorium Astronomiczne w Truszczynach
https://nauka.tvp.pl/61658053/potezna-protuberancja-na-sloncu

 

Potężna protuberancja na Słońcu.jpg

Potężna protuberancja na Słońcu2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Powstanie Wielki Teleskop Magellana
2022-08-04.
Wielki Teleskop Magellana o powierzchni zbierającej światło 10 razy większej niż teleskop Jamesa Webba otrzyma dodatkowe fundusze.
Dodatkowe 200 milionów dolarów ma przyspieszyć prace nad teleskopem, które zaczęły się już w 2004 roku. Wielki Teleskop Magellana (GMT) powstaje w Chile w Obserwatorium Las Campanas. Będzie mieć średnicę 24,5 metra, na co złoży się siedem segmentów zwierciadła. Dla porównania, największe obecnie działające teleskopy optyczne mają średnice około 10 metrów. Są to SALT z rozmiarami 11,1 x 9,8 metra, Wielki Teleskop Kanaryjski (GTC) o średnicy 10,4 metra, oraz dwa Teleskopy Kecka po 10 metrów każdy.
Początki prac nad nowym teleskopem
Projekt koncepcyjny Wielkiego Teleskopu Magellana powstał w 2004 roku, a produkcja pierwszego z segmentów zwierciadła zaczęła się w lipcu 2005 roku. Potem w lutym 2009 roku utworzono międzynarodowe konsorcjum instytucji naukowych zajmujących się budową teleskopu. W lipcu 2011 roku zdecydowano o miejscu budowy, a prace konstrukcyjne w obserwatorium rozpoczęto w marcu 2012 roku. Do tej pory zaczęto odlewanie sześciu z siedmiu segmentów zwierciadła głównego, przy czym niektóre z nich są już gotowe. Proces wytworzenia tak dużego zwierciadła zajmuje kilka lat – jeden segment ma 8,4 metra średnicy.
Nowe finansowanie w wysokości 205 milionów dolarów zostanie przeznaczone na wyprodukowanie struktury teleskopu w Ingersoll Machine Tools w Illinois (USA), kontynuowanie prac nad segmentami zwierciadła w Richard F. Caris Mirror Lab należącym do University of Arizona (USA) oraz budowę zaawansowanych spektrografów w Teksasie (USA).
Kiedy nowy teleskop rozpocznie pracę?
W międzynarodowym konsorcjum budującym teleskop GMT, nazwanym GMTO Corporation, znajduje się szereg uniwersytetów i instytutów ze Stanów Zjednoczonych oraz partnerzy z Australii, Korei Południowej, Brazylii i Izraela.
Wielki Teleskop Magellana będzie mieć 10 razy większą powierzchnię zbierającą światło niż Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba, a także czterokrotnie lepszą przestrzenną zdolność rozdzielczą.
Oprócz Wielkiego Teleskopu Magellana, obecnie trwają budowy jeszcze dwóch gigantycznych teleskopów. Są to Ekstremalnie Wielki Teleskop (ELT) budowany przez Europejskie Obserwatorium Południowe (ESO), do którego należy Polska oraz Teleskop Trzydziestometrowy (TMT) budowany przez instytucje z USA, Indii, Chin, Japonii i Kanady. GMT ma mieć średnicę 24,5 metra, TMT średnicę 30 metrów, a ELT średnicę 39,3 metra. Mają one rozpocząć działanie za kilka lat.
źródło: PAP

Region formujących się gwiazd. Fot. Shutterstock
https://nauka.tvp.pl/61655413/powstanie-wielki-teleskop-magellana

Powstanie Wielki Teleskop Magellana.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Smog pod lupą naukowców z AGH
2022-08-05. Redakcja
Jakie czynniki meteorologiczne decydują o napływie i zatrzymaniu smogu w Krakowie? Jak wpływa na to rzeźba terenu? Czy zanieczyszczenia w sezonie grzewczym pochodzą w głównej mierze z Krakowa czy spoza miasta? To kluczowe pytania jakie postawili sobie naukowcy z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Odpowiedzi przynoszą ich badania przeprowadzone w trakcie pandemii COVID-19. Wyniki zostały opublikowane w jednym z najczęściej cytowanych czasopism na świecie Scientific Reports.
W ramach badań prowadzonych w trakcie pandemii naukowcy z Wydziału Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska gromadzili dane pochodzące z kilkudziesięciu czujników zlokalizowanych na terenie Krakowa i okolic. Najważniejsze wnioski płynące z badań dotyczą jednoznacznego powiązania położenia Krakowa i zanieczyszczeń powietrza, które w znacznym stopniu są transportowane z sąsiednich gmin.
– W badaniach zastosowaliśmy kompleksowe podejście geostatystyczne do czasoprzestrzennej analizy stężeń pyłu zawieszonego (PM). Dane pochodzą z gęstej sieci czujników firmy Airly i referencyjnych stacji pomiarowych Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Wyniki wskazują na związek między topografią, zmiennymi meteorologicznymi i stężeniami PM. Głównymi czynnikami są prędkość wiatru i ukształtowanie terenu. Badanie stosunku PM2,5/PM10 pozwoliło na szczegółową analizę przestrzennej migracji zanieczyszczeń, z uwzględnieniem zróżnicowania źródeł. Badania te wskazują, że niekorzystne położenie Krakowa sprawia, że jest on podatny na akumulację zanieczyszczeń z sąsiedztwa. Głównym źródłem zanieczyszczenia powietrza w badanym okresie było ogrzewanie paliwami stałymi poza miastem – podkreśla dr inż. Mateusz Zaręba z zespołu badające zanieczyszczenia. Okres pandemii zapewnił wyjątkowe warunki dla obserwacji wpływu ogrzewania paliwem stałym na stężenia PM ze względu na niski poziom zanieczyszczeń związanych z ograniczonym transportem samochodowym.
Badacze wykazują, że główne źródła zanieczyszczeń zmieniały się na przestrzeni lat. Na początku lat 70. głównym źródłem był przemysł metalurgiczny. Wraz ze wzrostem liczby ludności miasta, udział ogrzewania z paliw kopalnych jako źródła zanieczyszczeń zaczął wzrastać i jest obecnie dominującym źródłem w miesiącach zimowych. W Krakowie obowiązuje całkowity zakaz używania paliw stałych do ogrzewania, więc główne źródła zanieczyszczeń znajdują się poza miastem.
W okresie późnej jesieni, zimy i wczesnej wiosny głównym źródłem zanieczyszczeń pozostaje w Krakowie ogrzewanie paliwem stałym. Drugim głównym czynnikiem jest transport samochodowy, który również zmienia się w zależności od pory roku.
Obecny problem zanieczyszczenia powietrza w Krakowie związany jest z położeniem geograficznym tego miasta – wykazują naukowcy.  – Szczególne położenie Krakowa, ograniczonego od północy i południa wzniesieniami determinuje oś pradoliny Wisły jako główną drogę napływu zanieczyszczeń. Pomimo wielu przepisów zakazujących stosowania paliw kopalnych do ogrzewania, zanieczyszczenia nadal migrują do miasta z lokalizacji zewnętrznych, co w niektóre zimowe dni czyni je jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast na świecie – podkreśla prof. Tomasz Danek.
Celem pracy było szczegółowe zbadanie wpływu czynników meteorologicznych i morfologii terenu na zanieczyszczenie powietrza w Krakowie oraz migrację tych zanieczyszczeń metodami geostatystycznymi. Wyniki badań pokazują, że zanieczyszczenia powietrza w Krakowie w badanym okresie spowodowane było głównie migracją zanieczyszczeń z sąsiedztwa, gdzie dozwolone jest stosowanie paliw kopalnych do ogrzewania. – W badaniu przeanalizowaliśmy stężenia PM2.5 i PM10 w Krakowie i gminach ościennych. Ponadto pokazaliśmy główne kierunki migracji zanieczyszczeń powietrza w powiązaniu z kierunkiem wiatru. Zastosowaliśmy analizę statystyczną do zbadania zależności między stężeniami PM2.5 i PM10, a innymi właściwościami fizycznymi atmosfery. Pomiar obejmował ciśnienie atmosferyczne, temperaturę i wilgotność. Zbieraliśmy dane wczesną wiosną 2021 r., kiedy transport samochodowy był ograniczony z powodu częściowego lockdownu w trakcie COVID-19 w Polsce. Pozwoliło to na obserwację zanieczyszczeń powietrza z ogrzewania paliwem stałym przy znacznie obniżonym zanieczyszczeniu generowanym przez ruch drogowy- wyjaśnia prof. T. Danek.
Główne wnioski z badania są następujące:
•    Dominującymi czynnikami w badanym okresie sprzyjającymi migracji zanieczyszczeń do miasta były prędkość i azymut wiatru. Największą rolę
w zatrzymaniu zanieczyszczeń odgrywało ciśnienie atmosferyczne.
•    Dominującym czynnikiem wpływającym na generowanie zanieczyszczeń
z zewnątrz jest temperatura, a konkretnie subiektywne odczucie chłodu.
•    Skomplikowana morfologia terenu i usytuowanie miasta w dolinie jest kluczowym czynnikiem wpływającym na transport i zatrzymywanie zanieczyszczeń. Występująca w Krakowie tendencja do powstawania mgieł dodatkowo spowalnia odpływ zanieczyszczeń.
•    Potrzebne są skoordynowane działania pomiędzy Krakowem i ościennymi gminami w celu poprawy jakości powietrza w całej aglomeracji. Działania samego miasta Krakowa, choć istotne, to nigdy nie będą wystarczające.  
– Innymi wnioskami, które płyną z naszych badań jest z pewnością fakt, że badania wieloletnich trendów stężeń pyłów PM10 w Krakowie dowodzą, że kampanie informacyjne i edukacja są ważnymi czynnikami inicjującymi zmiany prowadzące do polepszenia jakości powietrza – podkreśla mgr inż. Elżbieta Węglińska
Badaniami, pod kierownikiem prof. Tomasza Danka z Wydziału Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska AGH w Krakowie, zajmował się zespół w składzie: dr inż. Mateusz Zaręba oraz doktorantka Elżbieta Węglińska z Katedry Geoinformatyki i Informatyki Stosowanej. Pełna treść artykułu dostępna jest na stronie:
https://www.nature.com/articles/s41598-022-15160-3
https://kosmonauta.net/2022/08/smog-pod-lupa-naukowcow-z-agh/

Smog pod lupą naukowców z AGH.jpg

Smog pod lupą naukowców z AGH2.jpg

Smog pod lupą naukowców z AGH3.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Powstaje napęd dla satelitów napędzanych wodą
2022-08-05.
Thales Alenia Space, spółka joint venture Thales (67%) i Leonardo (33%), oraz włoski startup MIPRONS podpisały umowę na opracowanie systemu napędowego dla satelitów, wykorzystującego wodę jako paliwo. Inicjatywa ma służyć zrównoważonemu i ekologicznemu wykorzystaniu przestrzeni kosmicznej.
W oparciu o zastrzeżoną technologię MIPRONS, której włoski patent został rozszerzony na 49 innych krajów, zminiaturyzowany pędnik o dużej sile ciągu będzie wykorzystywał bardzo ekologiczny, ekonomiczny materiał pędny – wodę. Proces elektrolizy rozkłada wodę na wodór i tlen, które są wprowadzane do komory spalania. Ładując tylko wodę, system pozwoli na szybsze wykonywanie manewrów, takich jak podnoszenie się na orbitę, deorbitacja i unikanie kolizji. System jest kompaktowy i skalowalny, dzięki czemu może być stosowany na satelitach różnych rozmiarów, od małych do dużych
Koncepcja MIPRONS wykorzystuje również druk 3D dla wielu komponentów. Wysokowydajny pędnik zaprojektowany dla satelitów Thales Alenia Space będzie charakteryzował się zmniejszoną wagą i objętością. Thales Alenia Space będzie rozwijał projekt pędnika, aby osiągnąć niezawodne, wysokowydajne rozwiązanie napędowe dla małych i średnich satelitów. Oddział firmy we Włoszech będzie wspierać testy środowiskowe modelu inżynieryjnego.
Cieszymy się, że łączymy siły z firmą MIPRONS, która zdobywa coraz większe międzynarodowe uznanie. Nasza współpraca może odmienić oblicze misji kosmicznych.
Massimo Claudio Comparini, dyrektor generalny Thales Alenia Space we Włoszech
Źródło: Thales Alenia Space
Fot. Thales Alenia Space
SPACE24
https://space24.pl/przemysl/rynek-globalny/powstaje-naped-dla-satelitow-napedzanych-woda

Powstaje napęd dla satelitów napędzanych wodą.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Trzeba będzie wymienić zegary. Ziemia przyspieszyła
2022-08-05.
Radek Kosarzycki
 Dopiero co wstałeś, zabrałeś się do pracy, a tu minuta, dwie, trzy spędzone na kilku losowych czynnościach i już koniec dnia. Mam złą wiadomość: to wcale nie musi być jedynie złudzenie, że czas szybko mija. Choć czas sam w sobie nie uległ zmianie, to już jednak długość dnia - jak najbardziej.
Jak donoszą naukowcy, 29 czerwca br. był najszybszym dniem w historii: czas płynął tak jak zawsze, ale za to Ziemia obracała się wokół własnej osi szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Oczywiście nie jest to jakaś kolosalna zmiana, bowiem wynosi ona jedynie 1,59 ms. Nie zmienia to jednak faktu, że tak dużej zmiany nie zarejestrowano odkąd mierzy się zmiany prędkości ruchu wirowego Ziemi.
Warto tutaj jednak podkreślić, że zmiana ta jest częścią trendu zapoczątkowanego już w 2016 r. To wtedy właśnie odnotowano pierwszą obserwację tego typu. Można zatem powiedzieć, że od sześciu lat dni stają się regularnie coraz krótsze.
Ziemia przyspieszyła, dzień staje się krótszy
Póki co nie będziemy musieli wymieniać naszych zwykłych zegarków na szybsze, ani tworzyć nowego wzorca sekundy, żeby nowa krótsza doba miała pełne 24 godziny. Zmiany milisekundowe pozostają nie do zauważenia dla zwykłego człowieka.
Naukowcy jednak przypominają, że tam, gdzie liczą się ultraprecyzyjne pomiary, realizowane np. przez zegary atomowe, zmiany te mogą być już zauważalne i być może trzeba będzie je do tych zmian dostosować. Część badaczy proponuje wprowadzenie jednej ujemnej sekundy przestępnej, która miałaby za zadanie załatwić problem na jakiś czas. Problem jednak w tym, że w dzisiejszym świecie, który opiera się na krzemie, tj. na internecie i komputerach, taka pozornie niewielka zmiana może wprowadzić kolosalne zamieszanie, a nawet doprowadzić do awarii sieci informatycznych na całym świecie. Nikt wszak tak istotnej zmiany nigdy nie testował na żywym organizmie.
Jakim cudem Ziemia przyspieszyła?
To akurat bardzo dobrze postawione pytanie. Na pierwszy rzut oka bowiem Ziemia jest ciałem stałym, planetą skalistą, która powinna pozostawać niezmienna w czasie. W takiej sytuacji nie powinna zmieniać się jej prędkość obrotu. To jednak nie do końca tak jest, wszak wnętrze Ziemi jest płynne i cały czas w nim zachodzą drobne zmiany dotyczące rozkładu masy. Naukowcy jednak podejrzewają, że zmiany zachodzące w ostatnich latach spowodowane są zmiany prądów oceanicznych, które z kolei napędzane są przez zmiany klimatyczne. A skoro to ludzkość bardzo intensywnie przyczynia się do zmian klimatycznych, to problemy z krótszym dniem po części sprowadziliśmy na siebie sami.
https://spidersweb.pl/2022/08/ziemia-kreci-sie-coraz-szybciej-2.html

Trzeba będzie wymienić zegary. Ziemia przyspieszyła.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Espresso odnalazło Proximę d. Brzmi kosmicznie? Joao Faria już tłumaczy
2022-08-05. Radosław Kosarzycki Jakub Wątor
- To, że udało się odkryć Proximę d, pokazuje, jak wielki postęp technologiczny robimy. Daje to nadzieję na kolejne odkrycia. I wiadomo, że dziś jeszcze nie możemy tam polecieć, ale... prawa fizyki tego nie zabraniają - puszcza oko Joao Faria, gdy pytamy o jego najnowsze odkrycie. Odkrycie, o którym jeszcze 6 lat temu... największym naukowcom się nie śniło.
Kiedy astronomowie wyglądają poza granice naszego układu planetarnego, Układu Słonecznego, widzą przede wszystkim przerażającą, potężną pustkę. Wtedy dopiero okazuje się, że wszystko jest "u nas" bardzo blisko siebie.
Dla perspektywy warto sobie przypomnieć, że odległość ze Słońca do Ziemi to 150 mln km. Dla wygody astronomowie wykorzystują tę odległość do mierzenia odległości między planetami. 150 mln km to 1 jednostka astronomiczna (AU).
Jak duży jest Układ Słoneczny? Ostatnia planeta - Neptun - znajduje się w odległości 30 AU od Słońca. Można zatem powiedzieć, że średnica Układu Słonecznego to 60 AU. W tym okręgu znajduje się Merkury, Wenus, Mars, Pas Planetoid, Jowisz, Saturn, Uran, Neptun i ich wszystkie księżyce.
Jeszcze kawałek dalej rozpościera się rozproszony Pas Kuipera składający się z gruzu kosmicznego (aczkolwiek krąży tam także Pluton, do niedawna uważany za ostatnią planetę Układu Słonecznego). Dalej jednak zaczyna się pustka.
Wylatując poza Układ Słoneczny, wkraczamy w zupełnie nową rzeczywistość: w przestrzeń międzygwiezdną. Oczywiście i tu znajdziemy pojedyncze komety, planetoidy mniejsze i większe. Jednak najbliższym ważnym obiektem jest gwiazda położona najbliżej Układu Słonecznego: niewielka i stosunkowo ciemna Proxima Centauri.
Gwiazda ta należy tak naprawdę do układu trzech związanych ze sobą grawitacyjnie gwiazd zwanego Alfa Centauri. Znajdują się w nim dwie jasne gwiazdy: Alfa Centauri A oraz Alfa Centauri B, które krążą bardzo blisko siebie po ciasnych orbitach. Ten układ podwójny w znacznej odległości okrąża jeszcze jeden składnik - czerwony karzeł, którym jest właśnie Proxima Centauri.
Aktualnie układ tych gwiazd jest taki, że najbliżej Ziemi znajduje się właśnie ta ostatnia. Jak daleko jest do Proximy Centauri? Przypomnijmy sobie: od Słońca do Neptuna jest 30 jednostek astronomicznych (AU). Do Proximy Centauri odległość od Słońca wynosi 266 871 AU. Między Słońcem a Proximą Centauri nie ma zasadniczo nic.
Naukowcy, którzy od zawsze marzyli o poszukiwaniu życia w kosmosie lub myśleli o podróżach międzygwiezdnych rodem ze Star Treka, od zawsze też darzyli Proximę Centauri szczególnymi względami. Jakby nie patrzeć, jest to najbliższa nam gwiazda, więc gdybyśmy w ogóle uzyskali kiedyś możliwość podróżowania między gwiazdami, to ta akurat gwiazda powinna być naszym pierwszym celem.
Gdy zatem rozpoczęły się poszukiwania planet pozasłonecznych krążących wokół innych gwiazd, pojawiło się pytanie o to, czy Proxima Centauri posiada własne planety. Oczywiście najlepiej, gdyby te planety były skaliste, dzięki czemu istniałby choć cień szansy na to, że istnieje tam życie.
W 2016 r. w ramach programu Pale Red Dot naukowcy obserwujący gwiazdę ogłosili sukces: udało się odkryć planetę krążącą wokół Proximy Centauri. Co więcej, wszystko wskazywało na to, że owa planeta jest planetą skalistą, która na dodatek znajduje się w takiej odległości od gwiazdy, że teoretycznie na jej powierzchni może istnieć woda w stanie ciekłym. Póki co wciąż tego nie wiadomo.
Naukowcy jednak od razu zaznaczyli, że istnieje możliwość, iż wokół gwiazdy krąży jeszcze jedna planeta. Poszukiwania trwały kolejne trzy lata. W 2019 r. ogłoszono, że Proxima Centauri ma jeszcze jedną planetę znajdującą się w takiej odległości od gwiazdy jak Mars od Słońca. I w końcu: w lutym 2022 roku zespół kierowany przez Joao Farię, badacza z Instytutu Astrofizyki i Nauk Kosmicznych w Portugalii, odkrył jeszcze jedną, trzecią już planetę. To właśnie z Farią rozmawiamy o odkrytej planecie i o całym, sąsiadującym z nami (w skali kosmicznej) układzie planetarnym.
Rozmowa z Joao Farią, odkrywcą trzeciej planety krążącej wokół Proxima Centauri
Radek Kosarzycki: Jeszcze 6 lat temu nie wiedzieliśmy, czy jakakolwiek planeta krąży wokół gwiazdy Proxima Centauri. Dziś znamy już trzy takie planety: Proxima b, Proxima c i Proxima d. Skąd one się nagle wzięły?
Joao Faria: Faktycznie jakimś cudem te planety wciąż nam wyskakują przed oczami. Odkrycie pierwszej z planet - Proximy b - sprawiło, że naukowcy ponownie zaczęli obserwować też gwiazdę Proximę Centauri. Efektem było odkrycie planety Proxima c, która znajduje się nieco dalej od gwiazdy niż Proxima b.
Jakim zatem cudem mamy kolejną planetę? Otóż postanowiliśmy skierować w stronę gwiazdy ESPRESSO nowy instrument obserwacyjny, który bardzo precyzyjnie mierzy prędkości gwiazd w kierunku do i od nas. Początkowo chcieliśmy sprawdzić, czy Proxima b odkryta w 2016 roku faktycznie istnieje. I nasze obserwacje to potwierdziły, co opisaliśmy w osobnym artykule naukowym opublikowanym w 2020 roku. Precyzja pomiarów wykonywanych przez ESPRESSO pozwoliła nam jednak dostrzec w danych, że całkiem możliwe jest, iż wokół gwiazdy krąży jeszcze jedna - trzecia już - planeta.
Czemu wcześniej jej nie było widać?
Bo jej sygnał jest dużo słabszy od sygnału, który generuje krążąca wokół gwiazdy Proxima b. Tym samym znacznie trudniej dostrzec go w szumie obserwacyjnym. Postanowiliśmy zatem znacznie dłużej obserwować gwiazdę Proxima Centauri, aby zobaczyć, czy ten sygnał nie jest w rzeczywistości jedynie jakimś złudzeniem. Im więcej jednak danych zdobywaliśmy, tym wyraźniej widzieliśmy, że mamy do czynienia z ruchami gwiazdy spowodowanymi przez krążącą wokół niej planetę. Właśnie tę trzecią.
Rozjaśnijmy trochę sytuację. Mówisz tutaj o sygnale. Jeżeli ktoś nie jest zorientowany w metodach poszukiwania planet pozasłonecznych, może pomyśleć, że z tych planet ktoś do nas coś emituje, a to nie do końca tak. Pytanie zatem: co tak naprawdę mierzymy, obserwując taką gwiazdę i poszukując krążących wokół niej planet?
Przede wszystkim jest to metoda pośrednia. Inaczej mówiąc, nie obserwujemy w tym przypadku samych planet, natomiast bardzo uważnie obserwujemy gwiazdę. W tym przypadku jest to Proxima Centauri oddalona od Układu Słonecznego o nieco ponad cztery lata świetlne i jednocześnie będąca najbliższą nam gwiazdą w przestrzeni kosmicznej.
Patrzymy na nią i na emitowane przez nią światło i widzimy, że jeżeli w jej otoczeniu istnieje planeta, to oba te obiekty wywierają na siebie wpływ grawitacyjny. Z jednej strony gwiazda przyciąga planetę, a z drugiej planeta przyciąga nieco gwiazdę. Oba takie obiekty wszak krążą wokół wspólnego środka masy.
Z naszego miejsca w przestrzeni samej planety nie widzimy, ale widzimy, że gwiazda delikatnie się przemieszcza. To zbliża się, to oddala od nas. Jeżeli zatem potencjalna planeta znajduje się akurat na swojej orbicie między Ziemią a Proximą Centauri, przyciąga ją do siebie i tym samym w naszym kierunku.
Kiedy znajdzie się po przeciwnej stronie gwiazdy, planeta będzie przyciągała gwiazdę do siebie, odciągając ją od nas.
Widzimy więc, że gwiazda to się do nas oddala, to przybliża w regularnych odstępach czasu wyznaczanych przez okres obiegu planety wokół gwiazdy. Dokładny pomiar tego czasu daje nam bezpośrednią informację o tym, jak szybko dana hipotetyczna planeta okrąża swoją gwiazdę.
Tutaj należy podkreślić jeszcze jeden istotny element. Nie wiemy, jak ten układ planetarny jest ułożony względem nas w przestrzeni. Jedyne co wiemy, to że nie patrzymy na niego od góry, bo wtedy planety oddziaływałyby na gwiazdę grawitacyjnie, ale nie przyciągałyby jej w naszą stronę, więc tego ruchu nie bylibyśmy w stanie zmierzyć. Jak na razie jednak nie wiemy, czy patrzymy na układ Proximy Centauri od strony krawędzi, czy pod kątem.
Czy z tak pozyskanych informacji jesteśmy w stanie jeszcze wyciągnąć jakieś informacje o obserwowanych planetach, których w rzeczywistości w ogóle nie obserwujemy?
Właśnie z tego powodu, że nie znamy kąta, pod jakim układ jest skierowany w naszą stronę, jesteśmy w stanie jedynie ustalić minimalną masę każdej z planet. Choć zawsze się to podaje jako masę minimalną, to jednak statystycznie jest ona zawsze zbliżona do masy rzeczywistej.
Nie jesteśmy natomiast w stanie ustalić rozmiarów planety, bo do tego musielibyśmy zaobserwować tranzyt, czyli przejście planety na tle tarczy gwiazdy. Wtedy widzielibyśmy, jak dużą część tarczy gwiazdy zasłania planeta i stąd moglibyśmy ustalić jej rozmiary.
No dobrze, to mamy w takim razie najbliższą nam gwiazdę w przestrzeni kosmicznej. Być może kiedyś wyślemy do niej sondę. Jak wygląda ten układ planetarny, czego możemy się tam spodziewać?
Tutaj jest pewne zamieszanie z nazwami planet, bo planety otrzymują swoje oznaczenia wraz z momentem odkrycia, przez co czasami wydają się nieco niepoukładane. Aktualnie wiemy o trzech potencjalnych planetach: Proxima b, Proxima c oraz najnowsza Proxima d.
Gdybyśmy jednak chcieli narysować sobie ten układ, to rysujemy najpierw gwiazdę w centrum - to jest nasza Proxima Centauri. Najbliższą jej planetą jest nowo odkryta Proxima d, która na okrążenie gwiazdy potrzebuje zaledwie 5 dni. Odległość od gwiazdy to 0,03 jednostki astronomicznej, czyli jakieś 4 mln km (dla porównania Ziemia oddalona jest od Słońca o 150 mln km).
W dwa razy większej odległości (ok. 8 mln km) od Proximy Centauri znajduje się Proxima b odkryta w 2016 roku. Na okrążenie gwiazdy ta planeta potrzebuje już 11 dni. Ona jest tutaj ciekawa z jeszcze jednego względu. Znajduje się w tak zwanej ekosferze wokół gwiazdy, czyli w takiej odległości, w jakiej teoretycznie na powierzchni planety może istnieć woda w stanie ciekłym.
Znacznie, znacznie dalej od gwiazdy znajduje się także Proxima c odkryta w 2019 r. Jeżeli chodzi o odległości, mówimy tu o 1,5 jednostki astronomicznej, czyli ponad 220 mln km od gwiazdy.
Musimy pamiętać, czym jest Proxima Centauri. Ta gwiazda to czerwony karzeł, którego masa to zaledwie 15 proc. masy Słońca. Co więcej, świeci ona dość słabo, stąd to nie jest tak, że Proxima d oraz Proxima b smażą się w jej świetle, a Proxima c znajduje się w „normalnej odległości”. To właśnie te dwie pierwsze znajdują się w normalnej odległości dla takiego układu, a ta trzecia jest zaskakująco daleko.
To może tam są jeszcze jakieś inne planety, które czekają na odkrycie?
Taka opcja zawsze istnieje, ale raczej takiej planety nie ma blisko gwiazdy, tam, gdzie przebywają Proxima d oraz Proxima b. W tych niewielkich odległościach nasz instrument jest już tak czuły i precyzyjny, że gdyby była tam planeta o jakiejś konkretnej masie, to byśmy już ją odkryli. Wraz ze wzrostem odległości od gwiazdy jednak nasza czułość spada. Możliwe zatem, że coś tam jeszcze krąży.
Kiedy zobaczymy zdjęcia tych planet? Wiadomo, że informacja o istnieniu jakiegoś obiektu w przestrzeni kosmicznej to jedno, ale zdjęcie ma wartość większą niż milion słów. Jakby nie patrzeć jest to najbliższa nam gwiazda, więc jeżeli tu nie uda się zrobić zdjęcia, to przy bardziej odległych gwiazdach też zapewne się nie uda.
Wydaje mi się, że w niedługim czasie będziemy mieli techniczne możliwości wykonania takiego zdjęcia, na którym nie tylko będzie widać planety, ale też nie będą one jedynie pojedynczymi pikselami, lecz niewielkimi tarczami.
Należy jednak pamiętać, że nie będzie to łatwe. Jakby nie patrzeć mówimy o planetach, które krążą wokół naprawdę małej gwiazdy emitującej niewiele światła. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że na czystym, bezksiężycowym nocnym niebie widzimy tysiące gwiazd, ale Proxima Centauri, która spośród nich wszystkich znajduje się najbliżej nas, jest tak mała i ciemna, że nie można jej dostrzec gołym okiem.
Trzydzieści lat temu nie wiedzieliśmy, jak często występują planety w przestrzeni kosmicznej. Teraz znamy ich z każdym miesiącem coraz więcej. Co więcej, okazuje się, że nawet najbliższa nam gwiazda ma co najmniej trzy planety. Czy możemy zatem stwierdzić, że planety tak naprawdę występują powszechnie we wszechświecie i krążą wokół większości gwiazd?
Wydaje mi się, że tak. Możemy dokonać takiej ekstrapolacji. Co więcej, wydaje nam się, że w naszej galaktyce planety o niskiej masie, takie jak Ziemia, Mars, czy Wenus występują bardzo licznie. Możemy zatem założyć, że większość gwiazd ma własne planety.
No to nie sposób zadać kolejnego pytania. Skoro większość gwiazd posiada planety, często więcej niż jedną, a w naszej galaktyce znajduje się 200-400 miliardów gwiazd, to możemy założyć, że planet może być na przykład 600 miliardów. Skoro większość z tych planet to planety o niskiej masie, podobne do Ziemi, to może być tak, że w naszej galaktyce takich Ziem jest kilkaset miliardów. Jeżeli założymy, że procesy chemiczne i fizyczne zachodzące na powierzchni tych planet są wszędzie takie same, to czy życia we wszechświecie też jest dużo? Czy w układzie Proxima Centauri możemy kogoś spotkać?
To z jednej strony jedno z najbardziej interesujących pytań, jakie możemy postawić. Niestety także jedno z najtrudniejszych. Najpierw musimy zdefiniować, czym jest życie, co mamy na myśli, mówiąc “życie”. Patrząc na liczby, które wymieniłeś, możemy przypuszczać, że mało prawdopodobne jest, aby w całym wszechświecie tylko na Ziemi powstało życie.
Z drugiej strony, nawet jeżeli życie nie jest tak unikalne, jak nam się wydaje, musimy wziąć pod uwagę wymiar czasowy istnienia wszechświata. Być może życie pojawia się i znika z poszczególnych punktów w przestrzeni kosmicznej. To może oznaczać, że nie jesteśmy pierwsi we wszechświecie, ale równie dobrze może być tak, że akurat teraz jesteśmy jedyni, a inni pojawią się dopiero za jakiś czas, zupełnie gdzie indziej.
Poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie jest niejako wszyte w to, co robimy jako poszukiwacze planet. Wszak poszukujemy ze szczególnym zapałem planet podobnych rozmiarami do Ziemi, a wśród nich tych znajdujących się w ekosferach swoich gwiazd. Owszem, cieszy nas odkrywanie kolejnych planet, ale podskórnie zawsze szukamy tych podobnych do naszej z nadzieją, że znajdziemy tam jakąś formę życia.
Co zatem zamierzacie robić teraz? Czy w planach jest poszukiwanie planet wokół innych pobliskich gwiazd, takich jak Alfa Centauri, czy chociażby Gwiazda Barnarda?
Zdecydowanie powinniśmy poszukiwać planet wokół tych gwiazd, ale jednocześnie mam wewnętrzne przekonanie, że nie powinniśmy w jakiś sposób preferować tych najbliższych. Szukajmy planet wokół wszystkich gwiazd, które się do tego nadają. Aktualnie znamy już ponad 5000 egzoplanet krążących wokół bliskich i odległych gwiazd. Liczę jednak na to, że nie tylko będziemy szukać kolejnych planet, ale przede wszystkim będziemy się o tych pojedynczych planetach dowiadywać więcej szczegółów. Raczej środowisko naukowe powinno się skupić na coraz dokładniejszej ich charakteryzacji. Główne wysiłki powinny zostać skierowane nie na same odkrycia, ale na opisy, analizy ich składu chemicznego, atmosfer czy klimatu.
Proxima d to planeta o najmniejszej masie, jaką dotąd dało się odkryć. Dlaczego to takie istotne?
Tak, Proxima d jest planetą o najmniejszej masie, jaką udało się odkryć za pomocą pomiaru prędkości radialnych jej gwiazdy macierzystej. To dokładnie pokazuje postęp. Kilka lat wcześniej nie bylibyśmy w stanie odkryć tak drobnej planety, Jeszcze w 2016 r. kiedy odkryto Proxima b, Proxima d leżała poza zasięgiem instrumentów obserwacyjnych. Ówczesne dane obserwacyjne nie były wystarczająco precyzyjne. Instrument ESPRESSO został zaprojektowany właśnie do tego, aby odkrywać takie małe planety. Jego głównym zadaniem ma być poszukiwanie planet o masie Ziemi, krążących wokół gwiazd podobnych do Słońca.
Gdy opowiadasz komuś o odkryciu Proximy d, a ten ktoś patrzy znudzony i pyta, co z tego mamy, to co odpowiadasz?
Na takie pytanie można odpowiedzieć na dwa sposoby. Pierwszy jest bardzo prosty: poszukując planet pozaziemskich, większą część czasu wykorzystujemy na tworzenie instrumentów do tego niezbędnych. Bezustannie zwiększamy precyzję czujników, sensorów i oprogramowania do obróbki danych. Początkowo takie instrumenty służą do poszukiwania planet, ale z czasem rozwiązania te schodzą pod strzechy i zanim się obejrzymy, będziemy chętnie korzystać z nich w swoich smartfonach.
Druga odpowiedź jest bardziej idealistyczna. Mówiąc najprościej to, czym się zajmujemy, to poszukiwanie wiedzy o wszechświecie. Korzystając z bardzo ograniczonego czasu, jaki możemy spędzić na powierzchni tej planety za swojego życia, po prostu chcemy jak najwięcej dowiedzieć się o wszechświecie, o naszym otoczeniu gwiezdnym. Owszem, aktualnie niemożliwe jest polecenie do Proximy Centauri, ale prawa fizyki tego nie zabraniają. To z kolei oznacza, że być może kiedyś będzie to możliwe. Dobrze być do tego przygotowanym.
João Faria - astrofizyk zajmujący się na co dzień poszukiwaniem planet pozasłonecznych metodą mierzenia prędkości radialnych gwiazd. Współautor 50 artykułów naukowych, kierownik zespołu odpowiedzialnego za odkrycie Proximy d, najmniej masywnej planety pozasłonecznej spośród dotąd odkrytych. Aktualnie wykłada na Uniwersytecie w Porto.

Grafika główna: Nowo odkryta planeta Proxima d (z lewej) aut. ESO/L. Calçada
TEKST PRZYGOTOWALI

Radosław Kosarzycki
 Jakub Wątor
https://spidersweb.pl/plus/2022/08/proximad-centauri-joao-faria

Espresso odnalazło Proximę d. Brzmi kosmicznie Joao Faria już tłumaczy.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Rosja wystrzeliła satelitę rozpoznawczego. W jakim celu?
2022-08-04.
Rosja umieściła na orbicie nowego satelitę. Czy jego zadaniem będzie śledzenie amerykańskiego odpowiednika?
Rosyjski satelita – Kosmos 2558 - został wyniesiony w przestrzeń kosmiczną 1 sierpnia 2022 roku na tę samą orbitę co amerykański satelita szpiegowski USA 326. Oba satelity znajdują się w stosunkowo bliskiej odległości od siebie - zauważają eksperci.
Kiedy satelity się do siebie zbliżą?
Przy obecnej orbicie, Kosmos 2558 zbliży się do amerykańskiego satelity 4 sierpnia o godzinie 16:47 czasu polskiego. Jak zauważa dr Marco Langbroek, badacz i astronom, dwa satelity rosyjskie znajdowały się w odległości około 160 km od amerykańskiego statku USA 245 na początku 2020 roku. Z tego powodu ekspert przypuszcza, że wystrzelony w pierwszy dzień sierpnia rosyjski satelita może okazać się szpiegowskim narzędziem.
,, Postrzegamy to zachowanie jako niepokojące.
Gen. John ,,Jay’’ Raymond, US Space Force
- Ma to potencjał na stworzenie niebezpiecznej sytuacji w kosmosie – dodaje Raymond.
Naukowcy planują dokładnie obserwować manewry satelity Kosmos 2558 przez najbliższe tygodnie.
źródło: Space.com
Naukowcy planują obserwować satelitę Kosmos 2558. Fot. Shutterstock
https://nauka.tvp.pl/61654064/rosja-wystrzelila-satelite-rozpoznawczego-w-jakim-celu

Rosja wystrzeliła satelitę rozpoznawczego. W jakim celu.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

NASA chce wysłać robota chirurgicznego w kosmos
2022-08-05.BJS.
Na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS), NASA chce przetestować zminiaturyzowanego robota chirurgicznego. Na razie będzie automatycznie przecinał gumową membranę, ale w przyszłości podobne roboty mogą wykonywać zabiegi na astronautach.
W ramach sponsorowanego przez NASA grantu University of Nebraska-Lincoln pracuje nad chirurgicznym robotem, który w 2024 roku ma trafić na ISS. – NASA od dawna wspierała te badania i w kulminacyjnym momencie naszych wysiłków robot będzie miał szansę polecieć na Międzynarodową Stację Kosmiczną – mówi prof. Shane Farritor, konstruktor robota o nazwie MIRA. To skrót od „miniaturized in vivo robotic assistant” czyli zminiaturyzowany, zrobotyzowany asystent zabiegów na żywym organizmie.
Prof. Farritor ze swoim współpracownikami konstruował go przez ostatnich 20 lat. Jest też współzałożycielem firmy Virtual Incision, która od 2006 roku przyciągnęła inwestycje warte łącznie 100 mln dol.
 Co może robić robot MIRA?
 
Teraz naukowcy planują stworzyć odpowiednie oprogramowanie i przystosować robota tak, aby zmieścił się w niewielkiej przestrzeni, w której prowadzone będą eksperymenty. Muszą też zapewnić mu odpowiednią wytrzymałość, aby bez uszkodzeń wytrzymał lot w kosmos.
Jak wymieniają jego twórcy, MIRA ma dwie główne zalety. Po pierwsze pozwala prowadzić wewnątrz ciała zabiegi przez niewielkie otwory w jamie brzusznej. Po drugie, urządzenie pozwala na prowadzenie zabiegów zdalnie.
 
Badacze podają przykłady wycinania wyrostka astronaucie w drodze na Marsa, czy usunięcie odłamka z ciała żołnierza na polu bitwy.
W jednym z eksperymentów emerytowany astronauta NASA Clayton Anderson z pomocą kontrolerów robota, przebywając w Johnson Space Center in Houston, prowadził symulowaną operację w laboratorium oddalonym o ponad 1500 km, mieszczącym się w University of Nebraska Medical Center w Omaha. Na orbicie MIRA będzie jednak działać automatycznie.
Astronauta wciśnie przełącznik, proces się rozpocznie i robot wszystko zrobi sam. Dwie godziny później astronauta ponownie naciśnie przycisk i eksperyment się zakończy – tłumaczy prof. Farritor.
Zabiegi w przestrzeni kosmicznej
 
W niedużym pomieszczeniu wielkości mikrofalówki robot będzie rozcinał naprężone gumowe pasy i przesuwał metalowe pierścienie wzdłuż drutu. Te proste manipulacje wymagają bowiem ruchów podobnych do tych, jakie są potrzebne w trakcie zabiegów.
 
– Symulacje te są bardzo ważne ze względu na wszystkie dane, jakie zbierzemy – podkreśla pracująca przy urządzenia Rachael Wagner.
Choć zdaniem naukowców chirurgiczne roboty takie jak MIRA za 50 lub 100 lat będą samodzielnie przeprowadzać operacje, to celem misji nie jest doskonalenie automatyki, a dopracowanie działania robota w mikrograwitacji.
Ludzie będą latać coraz dalej w przestrzeń i mogą kiedyś potrzebować chirurgicznych zabiegów. Pracujemy nad tym, aby to stało się możliwe – mówi prof. Farritor.
Robot chirurgiczny (fot. news.unl.edu)
Husker developed surgical robot readies for space station
https://www.youtube.com/watch?v=htjTan6ESbY
źródło: PAP
https://www.tvp.info/61670251/nasa-chce-wyslac-robota-chirurgicznego-na-iss-by-wykonywal-zabiegi-chirurgiczne

NASA chce wysłać robota chirurgicznego w kosmos.jpg

NASA chce wysłać robota chirurgicznego w kosmos2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Baranek Shaun leci w kosmos
2022-08-05.JG.
Nie, nie chodzi o kolejną animację z udziałem tego sprytnego i sympatycznego przedstawiciela zwierząt hodowlanych. Baranek został bowiem oficjalnie zaprezentowany w mundurku astronauty jako uczestnik najbliższej misji kosmicznej.
„Shaun the Sheep” (polski tytuł: „Baranek Shaun”) to przezabawny brytyjski serial animowany dla dzieci. Jest on spin-offem krótkometrażowego, kultowego już filmu z 1995 roku: „Wallace & Gromit in A Close Shave” („Wallace i Gromit: Golenie owiec”). Serial, w którym pocieszny przywódca stada jest głównym bohaterem doczekał się sześciu sezonów (170 siedmiominutowych odcinków).
Teraz Shauna czeka debiut w roli członka misji NASA Artemis 1, która ma wystartować 29 sierpnia. Łebski baranek, oddelegowany do tej misji przez ESA (Europejską Agencję Kosmiczną), okrąży Księżyc w bezzałogowym statku kosmicznym Orion i wróci na Ziemię – po miesiącu od startu.
Kopytka na Księżycu nie postawi, ale... – Rozumiemy, że chociaż to być mały krok dla człowieka, ogromny skok dla jagnięciny – oświadczył mimo to David Parker, dyrektor ds. eksploracji ludzi i robotów w ESA, który pierwszy ogłosił udział Shauna w nadchodzącej misji.

Podróż tę powinien baranek znieść dobrze, bo: po pierwsze wyposażony został w odpowiedni kombinezon, po drugie – wcześniej przeleciał się specjalnym samolotem Airbus „Zero G” A310, w którym odtwarzane są warunki nieważkości podobne do tych w kosmosie. I po trzecie: Shaun jest maskotką, symbolizującą specyficzne poczucie humoru Ziemian.
Statek Orion, wyposażony w europejski moduł serwisowy, zostanie wystrzelony z Centrum Kosmicznego im. Kennedy'ego na Florydzie. Przeleci obok Księżyca, wykorzystując jego grawitację, aby nabrać prędkości i polecieć jeszcze 70 000 km dalej. W sumie oddali się od Ziemi na odległość ok. pół miliona km. „Dalej niż jakikolwiek człowiek czy owca kiedykolwiek podróżowali” – można przeczytać w komunikacie ESA.
Baranka Shauna czeka debiut w roli członka misji NASA Artemis 1 (fot. Shutterstock;TT)
Źródło: PAP
https://www.tvp.info/61671131/baranek-shaun-leci-w-kosmos-w-misji-nasa-artemis-1

Baranek Shaun leci w kosmos.jpg

Baranek Shaun leci w kosmos2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Czy kosmiczne śmieci zagrażają ludziom na Ziemi?
2022-08-05.
Prawdopodobieństwo, że w wyniku opadnięcia śmieci kosmicznych na powierzchnię Ziemi, w ciągu najbliższej dekady zginie człowiek, wynosi ok. 10% - ostrzegają naukowcy. Wyniki badania zostały opublikowane w "Nature Astronomy".
W 2020 r. ponad 60% startów rakiet na niską orbitę okołoziemską (LEO) wiązało się z porzuceniem części rakiety na orbicie. Pozostawione tam przez dni, miesiące, a nawet lata, te duże obiekty stwarzają dla satelitów ryzyko kolizji. Jeśli zaś dojdzie do eksplozji obecnych tam pozostałości paliwa, każdy element może rozpaść się na tysiące mniejszych kawałków kosmicznych śmieci, które mogą stanowić jeszcze większe zagrożenie.
Niedawno naukowcy oszacowali prawdopodobieństwo wystąpienia wypadków, spowodowanych w ciągu najbliższych 10 lat przez spadające części np. rakiety. Stworzyli w tym celu model matematyczny, wyposażony w informacje o obecnie występujących śmieciach kosmicznych - jak i tych, które spadały na Ziemię w ciągu ostatnich 30 lat. Pozwoliło to ustalić, że szerokości geograficzne, na których znajdują się np. Dżakarta w Indonezji, Dhaka w Bangladeszu czy Lagos w Nigerii są około trzech razy bardziej narażone na lądowanie elementów rakiet, niż teren Nowego Jorku w USA, Pekinu w Chinach czy Moskwy w Rosji.
Autorzy obliczyli również, że istnieje ok. 10% prawdopodobieństwa, że w wyniku spadania śmieci kosmicznych w kierunku Ziemi, w ciągu najbliższej dekady, zginie człowiek. Do tej pory potencjał szkód, wyrządzony przez spadające odłamki satelitów i rakiet na Ziemię, był uważany za znikomy. Większość badań śmieci kosmicznych skupiała się na ryzyku generowanym na orbicie przez nieaktywne satelity, które mogą utrudniać bezpieczne działanie innych satelitów. Niewykorzystane paliwo i baterie mogą również prowadzić do wybuchów na orbicie i generować dodatkowe odpady.
Badacze przypominają, że każdej minuty każdego dnia z kosmosu spada na nas deszcz mniejszego i większego "gruzu". Jest to jednak zagrożenie, którego ludzie prawie nie są świadomi. Mikroskopijne cząsteczki z asteroid i komet przebijają się przez atmosferę, by niezauważenie osadzać się na powierzchni Ziemi. Naukowcy obliczają, że każdego roku na Ziemi osadza się ok. 40 000 t takiego pyłu.
Jednak wraz z rozwojem sektora kosmicznego jako biznesu, rośnie częstotliwość wystrzeliwania rakiet. W związku z tym rośnie też prawdopodobieństwo wypadków – zarówno w kosmosie, jak i na Ziemi. Naukowcy zastrzegają, że 10% prawdopodobieństwo wypadku, w którym zginie człowiek, jest ostrożnym szacunkiem.
Mają też optymistyczne wiadomości. Istnieją bowiem technologie, które umożliwiają kontrolowanie ponownego wchodzenia „gruzu" w atmosferę ziemską. Problemem wciąż pozostaje ich wysoka cena. Również wybór orbity dla satelity może zmniejszyć prawdopodobieństwo powstania szczątków. Satelitę można zaprogramować tak, aby znalazł się na niskiej orbicie okołoziemskiej, gdzie spłonie.
Wiele instytucji poważnie traktuje ryzyko wypadków. Europejska Agencja Kosmiczna planuje misję, której celem będzie próba przechwycenia i usunięcia kosmicznych śmieci za pomocą czteroramiennego robota. ONZ, za pośrednictwem swojego Biura ds. Przestrzeni Kosmicznej, wydała w 2010 r. zestaw wytycznych dotyczących minimalizowania niebezpieczeństwa związanego z kosmicznymi odpadami. Naukowcy jednak podkreślają, że dopóki wytyczne nie zostaną przekształcone w powszechnie obowiązujące prawo międzynarodowe, problem nie zostanie rozwiązany.
W maju 2020 r. 18-tonowy rdzeń chińskiej rakiety Long March 5B w niekontrolowany sposób wszedł w atmosferę z orbity po tym, jak został użyty do wystrzelenia bezzałogowej eksperymentalnej kapsuły. "Gruz" z korpusu rakiety uderzył w dwie wioski na Wybrzeżu Kości Słoniowej, powodując uszkodzenia kilku budynków. Rok później kolejny, 18-tonowy rdzeń rakiety Long March 5B wszedł w sposób niekontrolowany w atmosferę - po tym, jak został użyty do wystrzelenia części nowej chińskiej stacji kosmicznej Tiangong na niską orbitę okołoziemską. Tym razem szczątki uderzyły w Ocean Indyjski. Te dwie części rakiet były najcięższymi obiektami, które w niekontrolowany sposób ponownie wkroczyły do atmosfery – od czasu wypadku radzieckiej stacji kosmicznej Salut-7 w 1991 r., której części spadły na terenie Argentyny i Chile.

Źródło: PAP

Fot. Europejska Agencja Kosmiczna
SPACE24

https://space24.pl/bezpieczenstwo/kosmiczne-smieci/czy-kosmiczne-smieci-zagrazaja-ludziom-na-ziemi

Czy kosmiczne śmieci zagrażają ludziom na Ziemi.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

AU: trwa postępowanie ws. satelitów Mikroglob
2022-08-05.
Agencja Uzbrojenia na koniec lipca br. uruchomiła postępowanie w sprawie wykonania Przemysłowego Studium Wykonalności projektu konstelacji mikrosatelitów optoelektronicznej obserwacji Ziemi działającego pod kryptonimem Mikroglob. Składanie wniosków jest możliwe niemal do końca sierpnia.
Jak czytamy z ogłoszenia, przedmiotem zamówienia jest wykonanie badania naukowego - Przemysłowego Studium Wykonalności projektu konstelacji mikrosatelitów optoelektronicznej obserwacji Ziemi uwzględniającej maksymalne zaangażowanie podmiotów krajowych, zgodnie z Fazą 0 i Fazą A metodyki ECSS (European Cooperation for Space Standardization). Głównymi elementami systemu będzie segment kosmiczny i naziemny (obejmujący wszystkie systemy naziemne wykorzystywane do wsparcia działań przygotowawczych, prowadzących do operacji misji, prowadzenia operacji oraz wszelkich działań pooperacyjnych). Agencja Uzbrojenia zakłada, że segment kosmiczny będzie wyposażony w sensory multispektralne o wysokiej i bardzo wysokiej rozdzielczości przestrzennej.
Następnie w dokumentacji zauważamy, że celem realizacji Przemysłowego Studium Wykonalności jest:
•    przeprowadzenie analizy wymagań zdefiniowanych dla projektu konstelacji mikrosatelitów pod kątem ich wykonalności;
•    analiza dostępnych rozwiązań technicznych mogących spełnić wymagania;
•    ocena zdolności polskiego przemysłu w obszarze analizowanych technologii kosmicznych;
•    wskazanie technologii krytycznych oraz technologii, które wymagają transferu od podmiotów zagranicznych (jeżeli nie są możliwe do wykonania przez podmioty krajowe);
•    opis możliwych wariantów realizacji projektu;
•    oszacowanie nakładów inwestycyjnych, sporządzenie harmonogramu realizacji i finansowania inwestycji;
•    opracowanie analizy techniczno-ekonomicznej porównującej całkowite koszty posiadania konstelacji w zależności od czasu życia satelitów;
•    oszacowanie i scharakteryzowanie krytycznych aspektów techniczno-ekonomicznych projektu oraz propozycji koncepcji działania;
•    opracowanie sposobu realizacji projektu (drzewo funkcyjne);
•    opracowanie wstępnego planu zarządzania, planu prac inżynierskich oraz planu zabezpieczenia projektu (product assurance plan);
•    określenie aspektów organizacyjnych, potrzeb dotyczących infrastruktury, zasobów ludzkich oraz rozwiązań technicznych, w przyjętym modelu realizacji, które mogą zostać wykorzystane w fazie B projektu;
•    określenie optymalnych lokalizacji segmentu naziemnego (z uwzględnieniem lokalizacji segmentu użytkownika);
•    przeprowadzenie wstępnej oceny ryzyka;
•    określenie możliwości wykorzystania opracowanych koncepcji architektury systemu w kontekście planowanej budowy satelity VHR i SAR;
•  rekomendacja najkorzystniejszego wariantu realizacji projektu;
•  opracowanie wstępnej koncepcji operacji (tzw. High Level Concept Operations) przedstawiającej jak system spełnia wymagania z perspektywy celów użytkowników w architekturze dual-use;
•  analiza zgodności projektu konstelacji mikrosatelitów z zasadą „nie czyń znaczącej szkody" (DNSH), w rozumieniu art. 17 Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2020/852 z dnia 18 czerwca 2020 r. w sprawie ustanowienia ram ułatwiających zrównoważone inwestycje, zmieniające rozporządzenie (UE) 2019/2088 (Dz. Urz. UE L 198 z 22.6.2020, s. 13) oraz „Wytycznymi technicznymi dotyczącymi stosowania zasady „nie czyń znaczącej szkody" na podstawie rozporządzenia ustanawiającego Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności" zawartymi w Komunikacie KE (2021/C 58/01) z dnia 18.02.2021 r.
Wnioski o dopuszczenie do udziału w postępowaniu spełniające warunki wyszczególnione w ogłoszeniu podmioty mogą składać do 29 sierpnia br., do godziny 10:00. Zamawiający ogranicza liczbę wykonawców dopuszczonych do składania ofert do pięciu. Po dopuszczeniu Agencja Uzbrojenia wybierze maksymalnie dwie najlepsze propozycje na podstawie oceny trzech kryteriów: udziału kluczowego personelu, koncepcji realizacji zamówienia i ceny. Pożądany termin wykonania studium to 4 miesiące od momentu zawarcia umowy.
Jak czytamy w projekcie Krajowego Programu Kosmicznego, uruchomienie Systemu Satelitarnej Obserwacji Ziemi - MikroGlob ma na celu zapewnienie autonomicznej zdolność do dostarczania wysokorozdzielczych zobrazowań satelitarnych dla użytkowników związanych z sektorem bezpieczeństwa i obronności państwa (MON, MSWiA) oraz w celu zaspokojenia potrzeb w tym zakresie administracji publicznej (MRiT, MEiN, MRiRW, MKiDN, MKiŚ, MI). Parametry jakościowe i ilościowe pozyskiwanych danych szczególnie w zakresie rozdzielczości przestrzennej, spektralnej i czasowej będą stanowić uzupełnienie zobrazowań pochodzących z zasobów programu Copernicus.
System Satelitarnej Obserwacji Ziemi MikroGlob tak jak zostało powyżej wspomniane, ma składać się z dwóch podstawowych komponentów: kosmicznego i naziemnego (Centrum Zarządzania Misją, Ładunkiem i system komunikacji). Segment orbitalny złożony byłby z czterech satelitów optoelektronicznych (działających w trybach PAN, R, G, B, NIR), a w planach byłoby także rozszerzenie tej części o urządzenie SAR i naukowo/środowiskowego satelity. Projekt Krajowego Programu Kosmicznego zakłada budżet programu na ok. miliard złotych.
Ponadto poza programem Mikroglob rozwijane są inne inicjatywy powiązane z satelitarną obserwacją Ziemi takie jak projekt PIAST. Z kolei w marcu bieżącego roku minister Mariusz Błaszczak zapowiedział zakup dwóch francuskich satelitów IMINT, najpewniej optycznych.
Źródło: AU/KPK

Fot. ESA
SPACE24
https://space24.pl/satelity/obserwacja-ziemi/au-trwa-postepowanie-ws-satelitow-mikroglob

AU  trwa postępowanie ws. satelitów Mikroglob.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nowi turyści przekraczają granicę kosmosu w szóstym locie firmy Blue Origin
2022-08-05.
Rakieta New Shepard wysłała w misji NS-22 kolejnych 6 turystów do granicy kosmosu.
Szósty turystyczny lot w historii działania firmy Blue Origin został przeprowadzony 4 sierpnia 2022 r. z prywatnego kosmodromu w pobliżu miasteczka Van Horn w Teksasie. Jednostopniowa rakieta New Shepard o numerze seryjnym NS4 wystartowała o 15:57 czasu polskiego.
Lot przebiegł pomyślnie, i po niecałych 2,5 minutach napędzanego silnikiem BE-3 lotu, rakieta wraz z kapsułą zaczęła dryfować do pułapu trajektorii powyżej 100 km nad powierzchnią Ziemi. Po oddzieleniu kapsuły od rakiety sześcioosobowa załoga mogła przez kilka minut doświadczyć środowiska nieważkości i podziwiać z okna widoki planety.
Rakieta New Shepard NS4 wróciła na Ziemię i wylądowała pionowo o własnym napędzie na wyznaczonym lądowisku 7 minut i 20 sekund po starcie. Kapsuła z kosmicznymi turystami wylądowała na spadochronach niedaleko rakiety około 10 minut od startu.
W locie NS-22 wzięło udział sześć osób: Sara Sabry, Steve Young, Coby Cotton, Vanessa O’Brien, Clint Kelly III i Mario Ferreira. Sara Sabry stała się pierwszą osobą z Egiptu, która poleciała w kosmos, a Mario Ferreira pierwszym Portugalczykiem. Vanessa O’Brien dzięki tej misji jest pierwszą kobietą, która osiągnęła Explorers’ Extreme Trifecta - czyli osiągnięcie trzech ekstremów - zdobycie Mount Everest, dotarcie do największej głębi (Challenger Deep) oraz przekroczenie linii Kármána (100 km wysokości).
Była to już trzecia załogowa misja suborbitalna systemu New Shepard w 2022 roku i szósta w historii. Firma Blue Origin zaczęła świadczyć usługi turystyki kosmicznej w 2021 r. Rakieta New Shepard NS4 wykonała już do tej pory 8 udanych lotów i lądowań. Tyle samo misji wykonała kapsuła RSS First Step, w której podróżowali turyści także w tym locie. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami firmy jeszcze w tym roku powinny zostać przeprowadzone 4 takie misje.
Więcej informacji:
•    Informacja prasowa firmy Blue Origin o udanej misji NS-22
 
Na podstawie: Blue Origin/NSF
Opracował: Rafał Grabiański
 
Na zdjęciu: Rakieta New Shepard w locie misji NS-22. Źródło: Blue Origin
Portret załogi misji NS-22. Od lewej: Sara Sabry, Steve Young, Coby Cotton, Vanessa O'Brien, Clint Kelly III i Mário Ferreira. Źródło: Blue Origin.
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/nowi-turysci-przekraczaja-granice-kosmosu-w-szostym-locie-firmy-blue-origin

Nowi turyści przekraczają granicę kosmosu w szóstym locie firmy Blue Origin.jpg

Nowi turyści przekraczają granicę kosmosu w szóstym locie firmy Blue Origin2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Czy w 2014 na Ziemię spadł obiekt międzygwiezdny? To tajemnica wojskowa

2022-08-05. Michał Rolecki

Dane z amerykańskich satelitów szpiegowskich mogłyby jednoznacznie potwierdzić, że obiekt CNEOS 2014-01-08 pochodził spoza Układu Słonecznego. Departament Obrony nie chce jednak udostępnić ważnych informacji i trudno się temu dziwić.


W 2014 roku nieopodal wybrzeży Papui Nowej Gwinei do oceanu spadł obiekt z kosmosu. Astronomowie podejrzewali, że może pochodzić spoza Układu Słonecznego. Byłby to dopiero trzeci taki zaobserwowany obiekt w naszym układzie. I pierwszy, który spadł na Ziemię.
O tym, że pochodzi spoza naszego układu świadczyła jego orbita i prędkość. Zauważyli to Amir Siraj (wówczas student) i prof. Avi Loeb z Uniwersytetu Harvarda, przypomina portal Space.com.
Obiekt otrzymał oznaczenie CNEOS 2014-01-08. Jak szacują astronomowie, mierzył około pół metra. Większość musiała ulec spaleniu podczas przejścia przez atmosferę. Do oceanu spadły tylko niewielkie - ale bardzo cenne - fragmenty.
Sęk w tym, że dane dotyczące zderzenia obiektu z Ziemią pochodzą z amerykańskich satelitów szpiegowskich. Departament obrony je udostępnił, ale nie udostępnił jednej ważnej informacji.

Nie ma dokładnych danych. Jest oświadczenie szefa Space Force
Tą ważną informacją, która pomogłaby namierzyć CNEOS 2014-01-08 jest margines błędu pomiarów wykonywanych przez satelity. To, że Departament Obrony nie chce go ujawniać, jest zrozumiałe. Nie należy ujawniać potencjalnym przeciwnikom, czy satelita może namierzyć coś z dokładnością co do pół metra, czy pięciu metrów.
Niestety bez tej wiedzy naukowcy nie mają pewności, co do prędkości obiektu. Nikt nie spieszy się z oficjalnym ogłoszeniem, że pochodził spoza Układu Słonecznego. Praca obu naukowców nie może zostać zrecenzowana (co jest wymagane przed publikacją), bo nie zawiera istotnych statystycznie danych - właśnie marginesu błędu pomiarów.
Jedyne, czym dysponują naukowcy to oświadczenie wydane przez Joela Mozera (szefa zespołu naukowego amerykańskiej Space Force), który potwierdził, że “szacowana prędkość zgłoszona do NASA jest wystarczająco wysoka, by sugerowała międzygwiezdną trajektorię".

 Jak to wyciągnąć? Magnesem. To jedyna taka okazja
Dane, którymi dysponują naukowcy, pozwalają zawęzić poszukiwania szczątków CNEOS 2014-01-08 do obszaru o wielkości 10 na 10 kilometrów. Nie jest więc to rzecz niewykonalna. Zwłaszcza, że fragmenty powinny zawierać dużo magnetycznych minerałów. Z morskiego dna można będzie zebrać je magnesem.
Czy to się uda? Jak tylko naukowcy zdobędą na to pieniądze. Oceaniczna wyprawa i przeszukiwanie dna są kosztowne, a zebranie tak dużej kwoty potrwa.
Jeśli fragmenty zostaną znalezione, naukowcy zdobędą okazję, by po raz pierwszy zbadać dokładnie coś, co pochodzi z międzygwiezdnej przestrzeni. Pozostałe dwa takie obiekty, komety ‘Oumuamua i Borisov, przemknęły tylko przez Układ Słoneczny. Zbyt szybko, by móc wysłać w ich kierunku sondy.

 
Czy to możliwe, że środowisko naukowe się myli i Oumuamua nie jest pochodzenia naturalnego? /123RF/PICSEL

INTERIA


https://geekweek.interia.pl/astronomia/news-czy-w-2014-na-ziemie-spadl-obiekt-miedzygwiezdny-to-tajemnic,nId,6201665

Czy w 2014 na Ziemię spadł obiekt międzygwiezdnyTo tajemnica wojskowa.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Czy meteoryt sprzed tysięcy lat zrewolucjonizuje elektronikę?
2022-08-05.
Nowo odkryta struktura w próbce meteorytu sprzed 50 tysięcy lat może udoskonalić urządzenia wykorzystywane w medycynie i technologii laserowej.
Krater Meteorytowy znajduje się w stanie Arizona (USA) i jest uważany za jeden z najlepiej zachowanych kraterów na świecie. Dół o głębokości 170 metrów i średnicy 1,2 kilometra powstał na skutek uderzenia meteorytu żelaznego o masie 300 tys. ton w Ziemię. Szacuje się, że do tego wydarzenia doszło około 50 tys. lat temu.
Co kryje meteoryt sprzed 50 tys. lat?
Próbki z krateru są przedmiotem badań wielu naukowców. Uważa się, że podczas zderzenia z Ziemią, w ciele niebieskim utworzyły się specyficzne struktury przypominające właściwościami diament. Efektem wcześniejszych analiz próbek meteorytu było odkrycie lonsdaleitu – rodzaju diamentu występującego w meteorytach żelaznych. Powstaje w warunkach ekstremalnie wysokiej temperatury oraz wysokiego ciśnienia. Lonsdaleit uformował się w wyniku zderzenia meteorytu z Ziemią z ogromną prędkością.
Podczas badań lonsdaleitu w próbce meteorytu sprzed 50 tys. lat, naukowcy odkryli nieznaną im wcześniej strukturę. Diafit składa się z idealnie wyrównanych warstw grafenu i diamantu. Naukowcy twierdzą, że nowo opisany materiał może zrewolucjonizować świat elektroniki. Jak wykazały testy, unikalna struktura przewodzi prąd. Właściwości elektroniczne diafitu dają nadzieję na udoskonalenie baterii oraz innych urządzeń wykorzystywanych w medycynie, elektronice i technologii laserowej.
źródło: thenewdaily.com.au, pnas.org
Krater Meteorytowy, Arizona (USA). Fot. Shutterstock
https://nauka.tvp.pl/61676992/czy-meteoryt-sprzed-tysiecy-lat-zrewolucjonizuje-elektronike

Czy meteoryt sprzed tysięcy lat zrewolucjonizuje elektronikę.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Obserwuj na żywo noc spadających gwiazd. Noc Perseidów z TVP Nauka
2022-08-05.JMK.KF
„Noc Perseidów” – już 12 sierpnia o 20.00 na tvp.pl. Będzie to pierwsza transmisja programu TVP Nauka, kanału TVP popularyzującego wiedzę, który rozpocznie nadawanie 3 października 2022 r. Transmisję z Obserwatorium Astronomicznego w Truszczynach będzie można oglądać na stronie głównej Telewizji Polskiej.
TVP Nauka zaprasza do śledzenia na żywo nocy spadających gwiazd z pięknego rozgwieżdżonego nieba Mikołaja Kopernika. „Spadające gwiazdy” to potoczna nazwa zjawiska meteorów. To różnego rodzaju okruchy kosmicznej materii, które w przypadków Perseidów są najczęściej wielkości ziarenka piasku. Gdy taki okruch wejdzie w atmosferę ziemską, w wyniku tarcia z jej atomami rozgrzewa się i spala. A my widzimy przez krótką chwilę ślad po tym zjawisku w postaci błysku na ciemnym niebie – mówi Robert Szaj, dyrektor TVP Nauka, pomysłodawca odbywającej się od lat „Nocy Perseidów” w obserwatorium w Truszczynach, który wraz z ekspertami objaśni widzom pasjonujące zjawiska, które zaobserwować można w sierpniową noc na niebie

. Prof. Andrzej Niedzielski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, odkrywca planet poza Układem Słonecznym, przybliży widzom nierozwikłane zagadki odległych planet krążących wokół innych gwiazd i pasjonujące wyzwania czekające na naukowców badających Kosmos, prof. Łukasz Wyrzykowski z Uniwersytetu Warszawskiego ujawni tajniki misji Gaia – bezzałogowej sondy kosmicznej Europejskiej Agencji Kosmicznej, która dostarczyła informacji o ponad 1,8 mld gwiazd w Drodze Mlecznej.
Gośćmi w Truszczynach będą także: Magdalena Pilska-Piotrowska z Obserwatorium Astronomicznego w Olsztynie i Jacek Drążkowski z Gwiazdopatrzni w Lidzbarku Warmińskim. Oboje zaprezentują meteoryty, które dotarły na Ziemię z różnych części naszego Układu Słonecznego.
O ostatnich odkryciach naukowych będących m.in. wynikiem pracy najnowszego kosmicznego teleskopu opowie dr hab. Maciej Mikołajewski. W studiu gościć będą także popularyzatorzy nauki: Przemysław Rudź, który przedstawi najnowsze plany podboju Kosmosu przez człowieka i udziału w nim polskiego sektora kosmicznego, oraz Michał Juszczakiewicz – znawca życia Mikołaja Kopernika, który zaprezentuje nieznane powszechnie postulaty astronoma w zakresie ekonomii.
Nasza pierwsza transmisja pokaże charakter anteny, jaką staniemy się 3 października. To dzięki nam widzowie będą mogli na żywo uczestniczyć w ważnych wydarzeniach naukowych, prezentujących dorobek polskich i światowych naukowców. Na telewizyjnej antenie oraz na naszej stronie w internecie przybliżać będziemy także pasjonujące zagadnienia, z jakimi mierzą się badacze w dziedzinach nauk ścisłych, przyrodniczych, technicznych, technologii, ekologii, medycyny, nauk o ziemi i nauk społecznych. Będziemy także aktywnymi uczestnikami debaty naukowej. Na antenie TVP Nauka znajdą się filmy dokumentalne, programy popularyzujące wiedzę, będzie też emocjonujący teleturniej naukowy. Już dziś zapraszamy do naszego serwisu nauka.tvp .pl – mówi Robert Szaj dyrektor TVP Nauka.
Noc Perseidów to wyjątkowe wydarzenie nie tylko dla miłośników astronomii. Co roku na nocnym niebie mamy okazje obserwować deszcze meteorów. Kosmiczne okruchy skalne z wielką prędkością wpadają w ziemską atmosferę, zostawiając za sobą świetliste smugi. Najbardziej znanym deszczem meteorów są Perseidy. Możemy je obserwować zazwyczaj od połowy lipca aż do końca sierpnia. Największa aktywność Perseidów przypada między 9 a 14 sierpnia. To właśnie wtedy warto spojrzeć na nocne rozgwieżdżone niebo.
 
„Noc Perseidów”: tvp.pl 12.08.piątek godz. 20.00.
„Noc Perseidów”: tvp.pl 12.08.piątek godz. 20.00 (fot. TVP Nauka)
https://www.tvp.info/61677747/niezwykle-zjawiska-na-niebie-w-sierpniu-noc-perseidow-z-tvp-nauka

Obserwuj na żywo noc spadających gwiazd. Noc Perseidów z TVP Nauka.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Pierwsza koreańska misja księżycowa
2022-08-05.
Rozpoczęła się podróż południowokoreańskiego orbitera księżycowego. Urządzenie przetestuje technologie do wykorzystania w przyszłych misjach badawczych Srebrnego Globu.
Rakieta SpaceX Falcon 9 z koreańskim satelitą Korea Pathfinder Lunar Orbiter (KPLO) wystartowała 4 sierpnia 2022 roku. KPLO Danuri jest pierwszą misją Korei Południowej, która opuści orbitę okołoziemską. Nazwa Danuri w języku koreańskim nawiązuje do sformułowania „cieszyć się Księżycem”. Sonda dotrze na orbitę Srebrnego Globu za około 4,5 miesiąca.
Ważące ponad 670 kilogramów urządzenie posiada sześć instrumentów naukowych. Na pokładzie sondy znajduje się pięć koreańskich urządzeń oraz kamera ShadowCam dostarczona przez NASA.
Misja koreańskiej sondy KPLO potrwa rok. W czasie jej trwania urządzenie zbada pole magnetyczne Księżyca, a w szczególności miejsca, gdzie występują silne anomalie magnetyczne nieznanego pochodzenia. Obrazy dostarczone przez KPLO zostaną wykorzystane przy wyborze miejsca lądowania dla opracowywanej koreańskiej sondy, która zbada powierzchnię Księżyca.
źródło: Space.com
https://nauka.tvp.pl/61673122/pierwsza-koreanska-misja-ksiezycowa

Pierwsza koreańska misja księżycowa.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Start Statku New Sheppard w ramach misji NS-22. Fot. Blue Origin
2022-08-05.
Statek New Shepard wzniósł się na wysokość ponad 100 kilometrów. Szóstka kosmicznych turystów stała się tym samym astronautami.
Lot statku firmy Blue Origin należącej do Jeffa Bezosa trwał około 10 minut. Rakieta wyniosła pasażerów ponad umowną granicę przestrzeni kosmicznej, zwaną linią Kármána. Znajduje się ona na wysokości 100 kilometrów nad powierzchnią Ziemi. Kosmiczni turyści przez kilka minut doznali stanu nieważkości i swobodnie poruszali się we wnętrzu kabiny.
Kto znalazł się na pokładzie?
Załogę stanowili: Coby Cotton, jeden z założycieli popularnego kanału YouTube ,,Dude Perfect”, Mário Ferreira i Sara Sabry, którzy jako pierwsi ludzie z Portugalii i Egiptu znaleźli się w przestrzeni kosmicznej. Na pokładzie byli również inżynier Clint Kelly III, Steve Young i Vanessa O'Brien.
Misja NS-22 była szóstym załogowym lotem suborbitalnym firmy Blue Origin. Pierwszy lot, w lipcu 2021 roku, wysłał w kosmos założyciela firmy Jeffa Bezosa wraz z jego bratem Markiem, pionierem lotnictwa Wallym Funkiem i studentem Oliverem Daemenem.
New Shepard to w pełni zautomatyzowany pojazd rakietowy wielokrotnego użytku. Rakieta ląduje pionowo na Ziemi w pobliżu miejsca startu, a wkrótce potem załogowa kapsuła opada na spadochronach.
Zobacz także: Gwiazdor serialu „Star Trek” poleciał w kosmos, Jeff Bezos chce zbudować własną stację kosmiczną.
źródło: Blue Origin
Start Statku New Sheppard w ramach misji NS-22. Fot. Blue Origin
https://nauka.tvp.pl/61674098/szosta-turystyczna-misja-blue-origin

 

Szósta turystyczna misja Blue Origin.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Rakieta Długi Marsz 4B wyniosła chińskiego satelitę badań środowiska TECIS
2022-08-06.
4 sierpnia w Chinach przeprowadzono dwa starty rakiet orbitalnych. W jednym z nich wysłano tajny wojskowy miniwahadłowiec, a w drugim satelitę środowiskowego TECIS.
Pierwszy chiński lot rakietowy z 4 sierpnia 2022 r. został przeprowadzony z kosmodromu Taiyuan. O 5:08 rano czasu polskiego wystrzelono rakietę Długi Marsz 4B. Celem misji było wyniesienie na orbitę satelity TECIS (Terrestrial Ecosystem Carbon Monitoring Satellite).
TECIS to satelita, który za pomocą zestawu czterech instrumentów: wielowiązkowego laseru LIDAR, wielospektralnej kamery, kamery polaryzacyjnej i hiperspektralnego spektrometru fluorescencyjnego będzie wykonywał pomiary środowiskowe. Satelita pozwoli ocenić zalesienie, zmierzyć zawartość aerozoli w atmosferze i badać roślinność.
W locie wysłano też dwa dodatkowe satelity: mikrosatelitę HEAD 2G, który ma wejść w konstelację Skywalker monitorującą ruch morski i lotniczy oraz nanosatelitę Minhang Youth Satellite stworzonego przez uczniów szkół.
Start tajnego wahadłowca omówiliśmy w osobnym artykule.
Źródło: NSF/Xinhua
Więcej informacji:
•    Relacja agencji Xinhua ze startu misji TECIS
 
Opracowanie: Rafał Grabiański
 
Na zdjęciu: Rakieta Długi Marsz 4B startująca z satelitą TECIS. Źródło: Zheng Bin/Xinhua.
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/rakieta-dlugi-marsz-4b-wyniosla-chinskiego-satelite-badan-srodowiska-tecis

Rakieta Długi Marsz 4B wyniosła chińskiego satelitę badań środowiska TECIS.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Chiny wysłały na orbitę tajny wahadłowiec
2022-08-06.
4 sierpnia 2022 roku z kosmodromu Jiuquan wystartowała rakieta Długi Marsz 2F z tajnym chińskim rakietoplanem wielokrotnego użytku.
Sierpniowy start był już drugą misją tajnego chińskiego projektu wojskowego. Analitycy podejrzewają, że projekt ten to chiński rakietoplan, który startuje na orbitę dzięki rakiecie, a następnie wraca na Ziemię, lądując na pasie jak samolot. Ma on być podobny do amerykańskiego bezzałogowego miniwahadłowca X-37B, z którego korzystają Siły Kosmiczne USA.
Start był tak tajny, że nie podano nawet dokładnej godziny. W przybliżeniu można oszacować, że rakieta wystartowała z ładunkiem 4 sierpnia 2022 roku około 18:00 czasu polskiego. Pierwszy raz chiński rakietoplan trafił na orbitę w 2020 roku. Wtedy jego lot trwał dwa dni. Sam miniwahadłowiec pozostawił wtedy na niskiej orbicie nieznany obiekt – satelitę, fragment jakiegoś elementu serwisowego albo panel słoneczny.
Obiekt jest już śledzony na orbicie. 18. Eskadra Obrony Kosmicznej Sił Kosmicznych USA (18 SDS) poinformowała, że po starcie statek znalazł się na orbicie o wymiarach 346 kilometrów na 593 kilometry i inklinacji 50 stopni, a więc trochę wyżej niż w poprzedniej misji.
W przestrzeni kosmicznej mamy więc w tej chwili dwa tajne rakietoplany. Amerykański X-37B wykonuje w tej chwili swoją szóstą misję orbitalną, która trwa już ponad 800 dni.
 
Źródło: SpaceNews/NSF/Xinhua
Więcej informacji:
•    Informacja prasowa Xinhua o udanym starcie tajnego miniwahadłowca
 
Opracowanie: Rafał Grabiański
 
Na zdjęciu: Start rakiety Długi Marsz 2F z misją załogową Shenzhou 14 w czerwcu 2022 roku. Ta sama rakieta z tego samego kosmodromu wynosi chiński miniwahadłowiec. Źródło: Xinhua
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/chiny-wyslaly-na-orbite-tajny-wahadlowiec

Chiny wysłały na orbitę tajny wahadłowiec.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Korea Płd: orbiter Danuri zmierza w kierunku Księżyca
2022-08-06.
Korea Południowa rozpoczęła swoją pierwszą misję księżycową. Statek orbitalny Danuri, wyniesiony przez rakietę Falcon 9 firmy SpaceX, nawiązał komunikację ze stacją kontroli na Ziemi i wszedł na zakładaną trajektorię – ogłosiło w piątek ministerstwo nauki w Seulu.
Pierwszy w historii koreański orbiter księżycowy nawiązał połączenie z NASA ok. godz. 9:40 rano czasu południowokoreańskiego (godz. 2:40 w nocy czasu polskiego). Komunikacja nastąpiła około 90 min po starcie rakiety z przylądka Canaveral w amerykańskim stanie Floryda – podała agencja Yonhap. Południowokoreańskie ministerstwo nauki poinformowało następnie, że Danuri z powodzeniem wszedł na zakładaną trajektorię balistyczną. Jego podróż na Księżyc ma potrwać 4,5 miesiąca.
Wartość misji szacowana jest na 180 mln USD. Jej podstawowym założeniem jest zademonstrowanie koreańskiego rozwiązania technologicznego umożliwiające dotarcie na orbitę Srebrnego Globu i jego badanie. Orbiter ma zacząć pracować w grudniu i przez rok prowadzić między innymi pomiary terenu, sił magnetycznych i promieniowania gamma na powierzchni Księżyca. Ma również określić potencjalne miejsca lądowania dla przyszłych misji księżycowych.
Nazwa Danuri w języku koreańskim nawiązuje do sformułowania „cieszyć się Księżycem". To pierwsza misja w historii programu kosmicznego Korei Płd., w ramach której pojazd wysyłany jest poza orbitę Ziemi. Warto także przypomnieć, że Korea Południowa jest sygnatariuszem programu USA o nazwie Artemis Accords. Porozumienie dotyczy przyjęcia ram współpracy w obszarze cywilnej eksploracji oraz pokojowego wykorzystania Księżyca, Marsa i innych ciał niebieskich - ze szczególnym uwzględnieniem współdziałania na rzecz realizacji programu księżycowego Artemis.
Jak dotąd tylko sześciu państwom i blokom – USA, Chinom, Japonii, Indiom, UE i ZSRR – udało się przeprowadzić misje eksploracyjną na Księżyc przy pomocy lądowników lub orbiterów. Jeśli w grudniu Danuri dotrze na orbitę, Korea Płd. stanie się siódmym takim państwem – podkreśla Yonhap. Agencja przypomina, że w lipcu br. Korea Płd. wystrzeliła własnej produkcji rakietę kosmiczną Nuri i stała się tym samym siódmym państwem w historii, któremu udało się opracować rakietę zdolną do wyniesienia na orbitę satelity o masie powyżej 1 t.
Był to przy okazji już 94. lot orbitalny, jaki został przeprowadzony w obecnym roku, a także 168. w historii lotów systemu nośnego Falcon 9. Jego pierwszy segment po wykonanym zadaniu powrócił na powierzchnię, lądując na platformie morskiej firmy SpaceX o nazwie Of Course I Still Love You.
Fot. NASA
Źródło: PAP
SPACE24
https://space24.pl/pojazdy-kosmiczne/sondy/korea-pld-orbiter-danuri-zmierza-w-kierunku-ksiezyca

Korea Płd orbiter Danuri zmierza w kierunku Księżyca.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

O pierścieniopodobnych strukturach w Herkules A
2022-08-06. Andrzej Wiśniewski
Galaktyka Herkules A jest bardzo interesująca, ponieważ występują w niej charakterystyczne pierścienie we wschodnim płacie dżetu. Powstanie wspomnianych formacji stanowi dylemat dla naukowców od czasu zaobserwowania tego obiektu w 1948 roku.
Poznanie ich genezy dałoby nam furtkę do wglądu w dynamikę relatywistycznych dżetów, a także rolę fal uderzeniowych i przyśpieszenia cząstek w płatach radiowych AGN (Active Galactic Nuclei, aktywnych jądrach galaktyk). Herkules A uważany jest za wzorzec AGN, przede wszystkim z powodu swoich ogromnych rozmiarów, co przyczynia się do możliwości badania całego źródła, począwszy od świeżych dżetów, do starej plazmy w płatach dżetu.
Modele powstania pierścieni
Obecnie rozważa się dwa modele powstania pierścieni. Według pierwszego modelu za powstanie pierścieni miałyby być odpowiedzialne serie wstrząsów między starym płatem a wciąż napływającym materiałem z dżetu. W tej hipotezie dużą rolę miałyby odgrywać adiabatyczna kompresja i przyśpieszanie cząstek, które powinny tworzyć cienkie i zakrzywione regiony emisyjne, co zgadza się z obserwacjami.
Jednym z argumentów przemawiających za tym modelem jest to, że pierścienie kształtem przypominają wstrząsy rozprzestrzeniające się po materii otaczającej dżety gwiazdowe, spowodowane przejściem przez nierówności na ich powierzchni, w języku angielskim nazywane „side shocks”.
Z drugiej strony model ten ma pewne wady, przede wszystkim, nie jest on w stanie w przekonujący sposób wyjaśnić indeksu spektralnego w zachodnim płacie. Kolejną kwestią jest to, że indeks widmowy nie jest typowy dla fal uderzeniowych i byłby on w tym wypadku trudny do zinterpretowania. Problemem jest także to, że kolejne pierścienie licząc od jądra, wykazują coraz większą krzywiznę widma (patrz źródło [1]), pomimo tego, że przewidywania tej hipotezy prowadzą do wniosku, że widmo powinno mieć coraz mniejszą krzywiznę.
Według drugiego modelu pierścienie miałyby tworzyć swego rodzaju „wewnętrzne płaty” dżetu, powstałe z nowego materiału z dżetu i oddzielone od reszty materii.
Ta hipoteza jest sugerowana ze względu na zgodne z jej przewidywaniami podobieństwo indeksu spektralnego pierścieni do dżetów, co usuwa wszelkie problemy modelu wstrząsów w tym zakresie.
Istotną rolę miałyby mieć właściwości promieniowania synchrotronowego, które powinno przejawiać się w tym modelu. Co więcej, elektrony o wyższej energii powinny być wypromieniowywane jako pierwsze, tworząc przerwę w widmie synchrotronowym. Wraz ze starzeniem się plazmy, przerwa ta powinna się przesuwać ku niższym częstotliwościom, co prowadziłoby do coraz większej stromizny widmowej pierścieni, licząc od jądra. Model ten jednak ma problemy z wyjaśnieniem obserwowanego kształtu pierścieni.
Najnowsze badania
W niedawnej pracy R. Timmerman, et al. 2022 zbadano galaktykę Herkules A za pomocą teleskopów LOFAR i VLA, w częstotliwościach 144 MHz, 1,5 GHz i 7 GHz, pozwalając po raz pierwszy zbadać Herkules A z tak wysoką rozdzielczością kątową (poniżej jednej minuty kątowej). Badania te znacząco rozszerzyły obecne do tej pory obserwacje o duże niższe częstotliwości, zachowując przy tym wystarczająco wysoką rozdzielczość kątową, by rozróżnić pojedyncze pierścienie, co dostarczyło dużo większych możliwości stwierdzenia, który model pasuje do danych obserwacyjnych.
Pozwoliły one także na nie tylko bardzo dokładne zbadanie indeksu widmowego, ale także stromizny widmowej. Obserwacje pokazały, że kolejne pierścienie, licząc od jądra, mają coraz większą stromiznę widmową, co oznacza, że jest widoczna typowa przerwa w widmie synchrotronowym jako konsekwencja starzenia się.
To sugeruje, że pierścienie są obiektem działania starzenia synchrotronowego, co jest przewidywaniem modelu wewnętrznego płatu. Stąd, obserwacje R. Timmerman, et al. 2022 wskazują na większą zgodność obserwacji z modelem wewnętrznego płatu niż z modelem wstrząsów.
Niewykluczone jednak, że adiabatyczna kompresja i przyśpieszanie cząstek również mogą mieć wpływ na jasność pierścieni. Wciąż jednak nie zostały dostarczone ostateczne dowody rozstrzygające tę kwestię. Pomimo że obserwacje dostarczają dowody na korzyść modelu wewnętrznego płatu, wciąć ten model nie jest w stanie w pełni wyjaśnić kształtu pierścieni.
Dowody potwierdzające zgodność tej hipotezy z obserwowanym kształtem można by prawdopodobnie uzyskać dzięki szczegółowym symulacjom magnetohydrodynamicznym. Wyrzuty z dżetów mogłyby być zasymulowane, bazując na naszym obecnym zrozumieniu środowiska Herkules A, replikując obserwowane struktury pierścienio-podobne, dzięki czemu można by dokładnie potwierdzić ich naturę.
Źródła:
•    [1] Timmerman, R., et al. "Origin of the ring structures in Hercules A-Sub-arcsecond 144 MHz to 7 GHz observations." Astronomy & Astrophysics 658 (2022): A5.
6 sierpnia 2022

•    [2] Gizani, Nectaria AB, and J. P. Leahy. "A multiband study of Hercules A—II. Multifrequency Very Large Array imaging." Monthly Notices of the Royal Astronomical Society 342.2 (2003): 399-421.
6 sierpnia 2022
Obraz galaktyki aktywnej Herkules A w świetle widzialnym z teleskopu Hubble’a złożony z obrazem w widmie radiowym z VLA. Źródło: NASA, ESA, Hubble Team
https://astronet.pl/wszechswiat/o-pierscieniopodobnych-strukturach-w-herkules-a/

O pierścieniopodobnych strukturach w Herkules A.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Mikro-rozerwania pływowe w dyskach masywnych czarnych dziur
2022-08-06.
W sercach niektórych galaktyk wokół supermasywnej czarnej dziury wiruje dysk gazu. Najnowsza publikacja bada, co może się stać, gdy gwiazdy i czarne dziury o masie gwiazdowej spotkają się w dyskach wokół supermasywnych czarnych dziur.
Wsparcie od aktywnego jądra galaktyki
Dyski wokół supermasywnych czarnych dziur, które wspólnie zasilają świecące aktywne jądra galaktyk (AGN) w całym Wszechświecie, mogą umożliwiać ciekawe oddziaływania między gwiazdami a zwartymi obiektami. Gwiazdy okrążające centra tych galaktyk pod każdym kątem wielokrotnie przechodzą przez dysk, zbierając gaz i zyskując masę. Z czasem, tarcie wynikające z tych powtarzających się przejść zmienia orbity gwiazd i sprowadza niektóre z nich na nowe orbity, które leżą w samym dysku.

Gdy gwiazdy zostaną osadzone w dysku, migrują do wewnątrz i stają się podatne na grawitacyjne splątanie z innymi obiektami. Niektóre z tych gwiazd połączą się z czarnymi dziurami o masie gwiazdowej, tworząc układy podwójne. Astronomowie przewidują, że orbity tych układów podwójnych kurczą się do momentu, gdy siły pływowe czarnej dziury rozerwą gwiazdę, powodując w ten sposób małą wersję tego samego zjawiska, które występuje wokół supermasywnych czarnych dziur: rozerwanie pływowe (ang. tidal disruption event – TDE). Ale jak powszechne mogą być te mikro-TDE i jakie miałyby one sygnatury obserwacyjne?

Szacowanie zdarzeń
Zespół badawczy pod kierownictwem Yang Yang (Uniwersytet Floryda) oszacował częstotliwość tych zdarzeń, jak również rodzaje sygnałów elektromagnetycznych, które będą emitowane. Zespół rozpoczął od oszacowania, ile gwiazd i czarnych dziur znajdzie się na wyrównanych orbitach w obrębie dysku AGN. Następnie autorzy pracy zastosowali losowy rozkład mas gwiazd i czarnych dziur i obliczyli, jak szybko układy podwójne utworzone z tych populacji będą się łączyć, uzyskując wskaźnik jednego zdarzenia rocznie na gigaparsek sześcienny (1 gigaparsek sześcienny = 3,5˟1028 lat świetlnych; około 50 000 razy większa od Supergromady w Pannie).

Jeżeli chodzi o rodzaj sygnałów elektromagnetycznych, które mogą być wytwarzane przez te zdarzenia, Yang i współpracownicy sugerują, że będą one przypominać sygnały z TDE wokół supermasywnych czarnych dziur – ale z pewnymi kluczowymi różnicami. Strumień akrecji, który tworzy się wokół gwiazdowej czarnej dziury będzie gorętszy niż strumień, który tworzy się wokół supermasywnej czarnej dziury, powodując obfitą emisję promieniowania rentgenowskiego, a mikro-TDE mogą osiągnąć szczytową jasność później niż te pełnoskalowe TDE.

Wykrywanie zakłóceń
To wielki Wszechświat – gdzie powinniśmy szukać oznak mikro-TDE? Ponieważ mikro-TDE i pełnoskalowe TDE mają podobne sygnały elektromagnetyczne, zespół Yang sugeruje, że galaktyki, w których TDE są rzadkie, są pierwszymi miejscami, w których powinniśmy ich szukać. Na szczęście wiemy już, gdzie to może być: supermasywne czarne dziury o masie powyżej 100 milionów mas Słońca prawdopodobnie pochłaniają gwiazdy podobne do Słońca w całości, zamiast je rozrywać. Jeżeli obserwujemy sygnał podobny do TDE pochodzący z sąsiedztwa takiej czarnej dziury, może on być oznaką mikro-TDE.

Obecnie odkryto dwa zdarzenia kandydujące, choć autorzy nie mogą wykluczyć, że są to zwykłe TDE. Jak w przypadku każdego jeszcze nieobserwowanego zjawiska, potrzeba więcej pracy teoretycznej, aby mieć pewność, że będziemy w stanie zidentyfikować mikro-TDE, gdy je znajdziemy.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
AAS

Urania
Wizja artystyczna czarnej dziury o masie gwiazdowej.
Źródło: NASA E/PO, Sonoma State University, Aurore Simonnet.

https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2022/08/w-sercach-niektorych-galaktyk-woko.html

Mikro-rozerwania pływowe w dyskach masywnych czarnych dziur.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Olbrzymi pożar w Wielkopolsce był widoczny nawet z kosmosu. Uwieczniła go włoska astronautka
2022-08-06.
Włoska astronautka, mieszkająca na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, podczas przelotu nad Polską uwieczniła potężny pożar szalejący w Wielkopolsce. Zobacz zdjęcie.
Rolnicy z okolic Nowej Wsi Zbąskiej, malowniczo położonej nad jeziorami Nowowiejskim i Błędno, załamują ręce, ponieważ spotkała ich wyjątkowa tragedia. Stracili hektary zboża na pniu. To skutek olbrzymiego pożaru, który wybuchł na pograniczu woj. wielkopolskiego i lubuskiego.
Z żywiołem przez kilka godzin walczyło 30 zastępów straży pożarnej i samolot gaśniczy. Niestety, spłonęło 60 hektarów zboża na pniu i 5 hektarów pobliskich lasów. Jeden z rolników, który pomagał gasić ogień, stracił swój ciągnik. Nad regionem unosił się pióropusz dymu, który ciągnął się na dystansie kilkunastu kilometrów.
W tym czasie nad regionem przelatywała Międzynarodowa Stacja Kosmiczna. Na jej pokładzie, na wysokości 400 kilometrów nad ziemią, znajdowała się włoska astronautka Samantha Cristoforetti, która napisała na Twitterze, że łączy się myślami z mieszkańcami i rolnikami.
Wielu z nich straciło tegoroczne plony, a to oznacza, że ich sytuacja finansowa może być bardzo trudna. Wciąż nie wiadomo, z jakiego powodu wybuchł pożar. Jego rozprzestrzenianiu sprzyjała niezwykle sucha pogoda.
Cristoforetti jest pilotem Włoskich Sił Powietrznych. Zapisała się w historii astronautyki, ponieważ ustanowiła kobiecy rekord najdłuższego pojedynczego pobytu w przestrzeni kosmicznej. Należy do niej również rekord najdłuższego pojedynczego pobytu w kosmosie astronauty z Europejskiej Agencji Kosmicznej.
Źródło: TwojaPogoda.pl / ESA.
Włoska astronautka Samantha Cristoforetti uwieczniła z kosmosu wielki pożar w Wielkopolsce. Fot. ESA / Samantha Cristoforetti.
https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2022-08-06/wloska-astronautka-uwiecznila-z-kosmosu-olbrzymi-pozar-pol-i-lasow-szalejacy-w-wielkopolsce/

Olbrzymi pożar w Wielkopolsce był widoczny nawet z kosmosu. Uwieczniła go włoska astronautka.jpg

Olbrzymi pożar w Wielkopolsce był widoczny nawet z kosmosu. Uwieczniła go włoska astronautka2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Brak śladu po halo ciemnej materii
2022-08-07.
Oznaki zaburzeń w galaktykach karłowatych jednej z najbliższych Ziemi gromad galaktyk wskazują na alternatywną teorię grawitacji.

Zgodnie ze standardowym modelem kosmologicznym, zdecydowana większość galaktyk jest otoczona przez halo cząstek ciemnej materii. To halo jest niewidoczne, ale jego masa silnie przyciąga grawitacyjnie galaktyki znajdujące się w pobliżu. Nowe badanie  prowadzone przez naukowców z Uniwersytetu w Bonn i Uniwersytetu w Saint Andrews (Szkocja) podważa ten pogląd na Wszechświat. Wyniki sugerują, że galaktyki karłowate drugiej najbliższej Ziemi gromady galaktyk – znanej jako Gromada w Piecu – są wolne od takich halo ciemnej materii. Badanie ukazało się w czasopiśmie Monthly Notices of the Royal Astronomical Society.

Galaktyki karłowate to małe, słabe galaktyki, które zwykle można znaleźć w gromadach galaktyk lub w pobliżu większych galaktyk. Z tego powodu mogą być dotknięte efektami grawitacyjnymi swoich większych towarzyszy. Przedstawiamy innowacyjny sposób testowania modelu standardowego oparty na tym, jak bardzo odległe galaktyki karłowate są zaburzone przez grawitacyjne pływy z pobliskich większych galaktyk – powiedziała Elena Asencio, doktorantka na Uniwersytecie w Bonn i główna autorka artykułu. Pływy powstają, gdy grawitacja z jednego ciała przyciąga w różny sposób różne części innego ciała. Są one podobne do pływów na Ziemi powstających, gdy Księżyc silniej oddziałuje na tę stronę Ziemi, która jest zwrócona w jego kierunku.

Gromada w Piecu posiada bogatą populację galaktyk karłowatych. Ostatnie obserwacje pokazują, że niektóre z nich wydają się zniekształcone, tak jakby były zaburzane przez środowisko gromady. Takie zaburzenia w gromadach karłowatych Gromady w Piecu nie są oczekiwane wg. modelu standardowego – powiedział Pavel Kroupa, profesor Uniwersytetu w Bonn i Uniwersytetu Karola w Pradze. Dzieje się tak dlatego, że zgodnie z modelem standardowym, halo ciemnej materii tych galaktyk karłowatych powinno częściowo osłaniać je przed pływami unoszonymi przez gromadę.

Autorzy przeanalizowali oczekiwany poziom zaburzeń galaktyk karłowatych, który zależy od ich wewnętrznych właściwości oraz odległości od potężnego grawitacyjnego centrum gromady. Galaktyki o dużych rozmiarach, ale małych masach gwiazdowych oraz galaktyki znajdujące się blisko centrum gromady łatwiej ulegają zaburzeniom lub zniszczeniu. Wyniki porównali z obserwowanym przez siebie poziomem zaburzeń widocznym na zdjęciach wykonanych przez VLT Survey Telescope.

Porównanie pokazało, że jeżeli chce się wyjaśnić obserwacje w modelu standardowym, galaktyki karłowate z Gromady w Piecu powinny być już zniszczone przez grawitację z centrum gromady nawet wtedy, gdy pływy, które ona wywiera na nie są sześćdziesiąt cztery razy słabsze niż własna grawitacja galaktyk karłowatych – powiedziała Elena Asencio. Jest to nie tylko sprzeczne z intuicją, ale także z poprzednimi badaniami, które wykazały, że wewnętrzna siła potrzebna do zaburzenia galaktyki karłowatej jest mniej więcej taka sama jak własna grawitacja galaktyk karłowatych.

Sprzeczność z modelem standardowym
Na tej podstawie autorzy doszli do wniosku, że w modelu standardowym nie da się wyjaśnić obserwowanych morfologii galaktyk karłowatych Gromady w Piecu w sposób spójny. Powtórzyli analizę z wykorzystaniem zmodyfikowanej dynamiki newtonowskiej (MOND) Zamiast zakładać halo ciemnej materii otaczającej galaktyki, teoria MOND proponuje poprawkę do dynamiki newtonowskiej, dzięki której grawitacja doświadcza wzmocnienia w reżimach niskich przyspieszeń.

Nie byliśmy pewni, czy galaktyki karłowate będą w stanie przetrwać ekstremalne środowisko gromady galaktyk w MOND, ze względu na brak ochrony halo ciemnej materii w tym modelu – przyznał dr Indranil Banik z University of St Andrews. Nasze wyniki pokazują niezwykłą zgodność między obserwacjami a oczekiwaniami MOND co do poziomu zaburzeń galaktyk karłowatych Gromady w Piecu.

To ekscytujące, że dane, które uzyskaliśmy za pomocą przeglądu VLT, pozwoliły na tak dokładne przetestowanie modeli kosmologicznych – powiedzieli Aku Venhola z Uniwersytetu w Oulu (Finlandia) i Steffen Mieske z Europejskiego Obserwatorium Południowego, współautorzy pracy.

To nie pierwszy raz, gdy w badaniu sprawdzającym wpływ ciemnej materii na dynamikę i ewolucję galaktyk stwierdzono, że obserwacje są lepiej wyjaśnione, gdy nie otacza je halo ciemnej materii. Liczba publikacji pokazujących niezgodności między obserwacjami a paradygmatem ciemnej materii po prostu rośnie z każdym rokiem. Nadszedł czas, aby zacząć inwestować więcej środków w bardziej obiecujące teorie – powiedział Pavel Kroupa, członek Transdyscyplinarnych Obszarów Badawczych "Modelowanie" i "Materia" na Uniwersytecie w Bonn.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
Uniwersytet w Bonn

Urania
Galaktyka karłowata NGC 1427A przelatuje przez gromadę galaktyk w Piecu i ulega zaburzeniom, które nie byłyby możliwe, gdyby galaktyka ta była otoczona ciężkim i rozciągniętym halo z ciemnej materii, czego wymaga standardowa kosmologia. Źródło: ESO.
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2022/08/brak-sladu-po-halo-ciemnej-materii.html

Brak śladu po halo ciemnej materii.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jak duża może być zamieszkiwalna super-Ziemia?
2022-08-07.
Wśród kilku tysięcy odkrytych dotąd egzoplanet najbardziej powszechne są super-Ziemie – światy większe od Ziemi, ale mniejsze od Neptuna. Niektóre z nich leżą wewnątrz stref zamieszkiwalnych swoich macierzystych gwiazd, co oznacza, że warunki tam panujące mogą sprzyjać obecności ciekłej wody na ich powierzchni.
Super-Ziemie różnią się jednak wielkością. Czy także te największe, wciąż jeszcze skaliste egzoplanety mogą zapewnić warunki odpowiednie do powstania życia? A może życie ogranicza się jedynie do mniejszych planet, takich jak nasza? Tylko przyszłe obserwacje i badania mogą dać ostateczną odpowiedź. Jednak w międzyczasie pytanie to stwarza doskonałą okazję do zgłębienia granic naszego rozumienia tego, gdzie i jak powstaje życie – również na Ziemi.
Po pierwsze, trzeba jasno określić, co rozumiemy przez zamieszkiwalność. Niektóre z odległych globów w Układzie Słonecznym wykraczają daleko poza to, co my uważamy za normę. Żaden z nich nie jest tak naprawdę podobny do Ziemi. Małe planety naszego układu to albo jałowe pustkowia (Merkury i Mars), albo gorące piekła (Wenus). Gazowe olbrzymy, planety z głębokimi, miażdżącymi atmosferami, są tu całkowicie wykluczone. Niektóre z ich lodowych księżyców mają jednak dość bogate zasoby płynnej wody pod swoimi twardymi skorupami i teoretycznie mogą stanowić drugi sprzyjający dom dla życia na naszym kosmicznym podwórku.
Warto jednak ograniczyć te rozważania do planet, które faktycznie wyglądają jak Ziemia. Oznacza to, że w poszukiwaniach super-Ziemi musimy znaleźć planety, które wyglądają i funkcjonują jak nasza. Powinny znajdować się w strefie zamieszkiwalnej gwiazdy, aby zapewnić życiu odpowiednie temperatury, a także mieć stosunkowo gęstą, ale nie za gęstą atmosferę. Planety te powinny również posiadać płynną wodę na swojej powierzchni, nie uwięzioną pod zamarzniętą skorupą ani niewygotowaną do postaci pary. Na koniec, konieczne jest istnienie pola magnetycznego, aby ochronić atmosferę i płynną wodę przed ciągłym, bezwzględnym oddziaływaniem wiatru słonecznego. Z pewnością istnieje o wiele więcej kryteriów, jakie muszą być spełnione, aby dany świat mógł rzeczywiście gościć życie. Natomiast bez wyżej wymienionych, minimalnych warunków, szanse na to, że życie rozwinie się na danej planecie, są znikome, więc mamy dobry punkt wyjścia.
Co z wyborem planety odpowiedniej wielkości? Astronomowie definiują super-Ziemię jako każdą planetę o wielkości od masy Ziemi do dziesięciu razy większej masy. Planety większe od tej wartości nazywamy z kolei mini-Neptunami, ale to pozornie proste rozróżnienie skrywa wiele istotnych niuansów, które są ważne dla ustalenia możliwości zamieszkania. Obiekt o rozmiarach zbliżonych do Ziemi ma większe szanse na zamieszkiwalność, gdyż z założenia może być bardziej podobny do Ziemi. Z kolei coś o rozmiarach bliskich Neptunowi prawdopodobnie nie byłoby zbyt dobrym miejscem dla życia, bo Neptun ogólnie nie jest dla niego zbyt gościnny, przynajmniej zgodnie z powyższą definicją.
Gdy masa planety rośnie, jej skaliste jądro coraz lepiej radzi sobie z utrzymaniem gęstej, gazowej atmosfery – ze względu na zwiększoną grawitację. W końcu atmosfery tej jest tak dużo, że planeta może być już określona jako gazowy olbrzym, a nie skalisty glob. Niestety, brakuje wciąż wyraźnej linii podziału między tymi dwiema skrajnościami, a super-Ziemie zdają się wypełniać tę lukę.
Orbita też ma znaczenie. Jeśli planeta jest zbyt blisko macierzystej gwiazdy, niezależnie od jej rozmiaru, po prostu zostanie upieczona. Spójrzmy na 55 Cancri e, skalistą super-Ziemię oddaloną od nas o 55 lat świetlnych. Ma osiem razy większą masę niż Ziemia, ale krąży tak blisko swojej gwiazdy, że stała się po prostu kulą roztopionych skał. Natomiast planeta TOI 270c ma masę około siedem razy mniejszą niż Ziemia, jednak jest oddalona od swojej macierzystej gwiazdy tak bardzo, że niemal całkowicie składa się z gazu – co czyni ją bardziej podobną do mini-Neptunów.
Na koniec, nadająca się do zamieszkania super-Ziemia musi mieć odpowiednią gęstość, co oznacza, że nie jest ani zbyt skalista, ani zbyt gazowa. Jednak astronomowie mają zwykle niewiele takich informacji na temat poszczególnych egzoplanet. Przykładem może być Gliese 581c, znajdująca się w odległości zaledwie około 20 lat świetlnych stąd. Ta egzoplaneta ma masę około 5,5 razy większą od masy Ziemi i znajduje się w strefie zamieszkiwania swojej gwiazdy. Jednak astronomowie znają tylko jej masę, a nie promień, więc nie mogą określić gęstości planety. Przy tej orbicie i masie może to być typowo skalisty lub zbudowany z litego żelaza świat. Może ona być też maleńką planetą gazową, a nawet złożoną z... diamentu.
Jeśli chodzi o pola magnetyczne egzoplanet, jest to kwestia wyłącznie domysłów. Naukowcy sądzą, że planety większe od Ziemi mogą mieć dość silne pola magnetyczne, ale nie ma tu pewności. Na przykład Wenus i Ziemia są mniej więcej tej samej wielkości, ale tylko Ziemia ma takie pole magnetyczne.
Być może najlepszym kandydatem na nadającą się do zamieszkania super-Ziemię jest LHS 1140b, planeta krążąca wokół czerwonego karła oddalonego od Ziemi o około 49 lat świetlnych i o około 60% większa od naszej planety, ale 6,5 razy masywniejsza. Orbituje niezwykle blisko swojej macierzystej gwiazdy. Jej okres orbitalny to tylko 25 dni, ale ze względu na to, że gwiazda ta jest chłodnym czerwonym karłem, planeta znajduje się w jej strefie zamieszkiwalnej. Modele  klimatyczne opracowane dla LHS 1140b dopuszczają możliwość istnienia gęstej atmosfery otaczającej glob z oceanami ciekłej wody. Jednak dopiero szczegółowe obserwacje, być może wykonane z użyciem Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba, dadzą odpowiedź na pytanie o to, czy glob rzeczywiście nadaje się do zamieszkania.

Czytaj więcej:
•    Cały artykuł
•    Super-Ziemia może kryć w sobie życie
•    Poszukiwania drugiej Ziemi – Astronarium #89
 
Źródło: Space.com / Paul M. Sutter
Opracowanie: Elżbieta Kuligowska
Ilustracja: Wizualizacja artystyczna super-Ziemi. Źródło: NASA/JPL-Caltech
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/jak-duza-moze-byc-zamieszkiwalna-super-ziemia

Jak duża może być zamieszkiwalna super-Ziemia.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nieudany debiut nowej indyjskiej lekkiej rakiety nośnej
2022-08-07.
Z kosmodromu Satish Dhawan w Indiach debiutowała nowa rakieta SSLV przeznaczona dla lekkich ładunków. Start nie był jednak w pełni udany i wysłane satleity nie osiągnęły stabilnej orbity.
Start nowej rakiety został przeprowadzony 7 sierpnia 2022 r. Rakieta SSLV wystartowała o 5:48 rano czasu polskiego ze stanowiska nr 1. Praca pierwszych trzech stopni z czterech przebiegała poprawnie. Zawiódł ostatni człon. W transmisji na żywo ze startu można było zauważyć, że ostatni stopień pracował przez 0,1 s więc możliwe, że w ogóle się nie uruchomił. Było jednak widać, że satelity zostały wypuszczone przez rakietę.
W oficjalnej informacji prasowej przekazanej kilka godzin po starcie, indyjska agencja kosmiczna ISRO przekazała, że przyczyną niepowodzenia był błąd w oprogramowaniu, który nie rozpoznał błędnego odczytu jednego z czujników w ostatnim stopniu. To z kolei poskutkowało wprowadzeniem ładunku na nieprawidłową orbitę o wymiarach 76 km na 356 km. Jest to niestabilna orbita, zanurzona częściowo w szczątkowej atmosferze Ziemi. Przez to wypuszczone ładunki zostały wyhamowane i prawdopodobnie od razu wróciły na Ziemię. Większość spłonęła w atmosferze, a pozostałe szczątki spadły do Oceanu Spokojnego. W oficjalnym komunikacie nie zostało przekazane czy górny stopień w ogóle działał.
Głównym ładunkiem misji był ważący 145 kg satelita EOS-02 (Microsat-2A) wyposażony w kamery na podczerwień i przeznaczony do kartografii, urbanistyki, badań użycia gruntów i nauk środowiskowych. Dodatkowym ładunkiem utraconym w tej misji był nanosatelita standardu CubeSat 8U AzaadiSAT. Był to satelita edukacyjny zbudowany przez uczennice z 75 szkół w całych Indiach na 75. rocznice niepodległości Indii.
SSLV czyli Small Satellite Launch Vehicle to nowa rakieta Indii przeznaczona do wysyłania niewielkich ładunków, głównie krytycznych z punktu widzenia bezpieczeństwa Indii. Lekka rakieta została tak zaprojektowana, by koszty jej misji były mniejsze i częstość startów większa w porównaniu do większych rakiet PSLV i GSLV.
Rakieta składa się z czterech stopni i ma wysokość 34 m oraz masę startową 116 t. Pierwsze trzy stopnie działają na paliwo stałe, a ostatni górny stopień VTM używa hipergolicznej mieszanki ciekłem monometylohydrazyny i mieszanki tlenków azotu MON3. Rakieta ma być w stanie wynieść do 500 kg na niską orbitę okołoziemską.
 
Opracował: Rafał Grabiański
Na podstawie: ISRO/NSF/SpaceNews
 
Na zdjęciu: Startująca w pierwszym locie rakieta SSLV. Źródło: ISRO.
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/nieudany-debiut-nowej-indyjskiej-lekkiej-rakiety-nosnej

Nieudany debiut nowej indyjskiej lekkiej rakiety nośnej.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Chińczycy będą latali samolotem po orbicie. Właśnie rozpoczął się lot testowy
2022-08-07. Radek Kosarzycki
Myśląc o lotach kosmicznych w XXI wieku na myśl przychodzą wszelkiego rodzaju rakiety i statki kosmiczne. Przypominające samolot wahadłowce odeszły już lata temu do lamusa. Chińczycy tymczasem testują tajemniczy samolot kosmiczny wielokrotnego użytku.
W piątek z Centrum Kosmicznego Jiuquan w Chinach wystartowała rakieta Długi Marsz 2F. Można powiedzieć „dzień jak co dzień” zważając na tempo rozwoju chińskiego programu kosmicznego. Tym razem jednak był to nieco ciekawszy start niż zwykle.
Jedyne co wiadomo, to to, że Chiny wysłały na orbitę pojazd kosmiczny wielokrotnego użytku. Informacje o tym podały chińskie media rządowe. Wiadomo także, że pojazd ma pozostać na orbicie przez z góry określany czas, a następnie wrócić bezpiecznie na Ziemię. Po zakończeniu misji samolot zostanie gruntownie sprawdzony, a naukowcy sprawdzą, czy nadaje się on do kolejnego lotu. Nie zmienia to jednak faktu, że są to jedyne informacje o tym, co trafiło na orbitę. Nie wiadomo bowiem, czym tak naprawdę jest ów tajemniczy samolot.
Jedyną wskazówką, z jakiej można wyciągać jakiekolwiek wnioski są rozmiary oraz masa ładunku, jaką zazwyczaj na orbitę wynosi rakieta Długi Marsz 2F. Bazując na poprzednich lotach naukowcy podejrzewają, że ów tajemniczy samolot kosmiczny może przypominać amerykański samolot X-37B, który aktualnie już po raz szósty przebywa na orbicie okołoziemskiej realizując - a jakże - ściśle tajną misję
Warto tutaj jednak przypomnieć, że już dwa lata temu przedstawiciele chińskiego sektora kosmicznego wspominali tu i ówdzie, że mają w planach stworzenie samolotu kosmicznego, który będzie mógł wielokrotnie zabierać ludzi w przestrzeń kosmiczną. Wtedy też przetestowano samolot suborbitalny wielokrotnego użytku. Pytanie, czy tamte wypowiedzi i tamten test mają akurat jakikolwiek związek z realizowaną obecnie misją. To, co poleciało na orbitę samolotem załogowym raczej nie jest, ale być może jest to jakiś prototyp wykonany w skali.
Mimo tego, że informacji z Chin wycieka jak na lekarstwo, warto śledzić rozwój tego projektu. Nie ma wątpliwości, że gdy samolot zostanie dopracowany, Chiny nie omieszkają się nim pochwalić, szczególnie jeżeli będzie on bardziej zaawansowany od swojego amerykańskiego odpowiednika.
Gdyby się okazało, że Chiny byłyby w stanie stworzyć „skrzydlatą” alternatywę dla klasycznych statków kosmicznych takich jak Crew Dragon czy Starliner, Państwo Środka stałoby się automatycznie liderem w tej wąskiej niszy przemysłu kosmicznego, w której aktualnie żadna konkurencja nie istnieje.
Atlantis, ostatni amerykański załogowy wahadłowiec kosmiczny zakończył pracę 21 lipca 2011 r. lądując na Florydzie po zakończeniu misji STS-135 do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.
Czasami aż ciężko uwierzyć, że na przestrzeni trzech dekad (1981-2011) wahadłowce aż 135 razy startowały z Centrum Kosmicznego Johna F. Kennedy’ego na Florydzie, a teraz nie ma po nich śladu. Być może to w Chinach powstanie jego następca. Jak to mówił w kultowym filmie „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” Tadeusz Dudała: zmiany, zmiany, zmiany.
STS-135 - The last Space Shuttle launch and landing
https://www.youtube.com/watch?v=LEb_7e66rVM

Every Space Shuttle ever launched, in order
https://www.youtube.com/watch?v=II7QBLt36xo

https://spidersweb.pl/2022/08/chinski-prom-kosmiczny-samolot-kosmiczny.html

Chińczycy będą latali samolotem po orbicie. Właśnie rozpoczął się lot testowy.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zdjęcie "odległej gwiazdy" okazało się plasterkiem chorizo
2022-08-07. Justyna Lasota-Krawczyk
Francuski fizyk Etienne Klein opublikował na Twitterze zdjęcie wykonane rzekomo przez potężny teleskop Webba i przedstawiające gwiazdę Proxima Centauri. Później przyznał, że był to żart, a w rzeczywistości na fotografii jest plasterek kiełbasy chorizo.
Ten poziom szczegółowości... Nowy świat odsłania się przed nami dzień po dniu - napisał pod zdjęciem Klein, który jest dyrektorem badań we francuskim Komisariacie ds. Energii Atomowej i Alternatywnych Źródeł Energii (CEA). Jego tweeta polubiły i przekazywały dalej tysiące użytkowników.

Według opisu zdjęcie miało zostać wykonane przez Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba, najpotężniejszy teleskop kosmiczny, jaki kiedykolwiek zaprojektowano. Publikowane od lipca zdjęcia z teleskopu zdobyły olbrzymią popularność wśród internautów. NASA oceniała pierwszą z tych fotografii jako "najgłębsze i najbardziej szczegółowe zdjęcie Wszechświata".
Internauci rozczarowani
Po kilku dniach od oryginalnego tweeta Klein przyznał, że zamieszczone przez niego zdjęcie wcale nie pochodziło z Teleskopu Webba, a w rzeczywistości przedstawia plasterek hiszpańskiej kiełbasy chorizo.
Cóż, gdy przychodzi czas na aperitif, błędy poznawcze mają pole do popisu. Według współczesnej kosmologii żaden obiekt należący do hiszpańskiego wędliniarstwa nie istnieje poza Ziemią - drwił naukowiec.

Jak idiota, dałem się nabrać - napisał jeden z francuski użytkowników Twittera. Ja tak samo, źródło było tak wiarygodne... - dodał inny.

Klein przeprosił za publikację zdjęcia z mylącym podpisem i określił ją jako żart, który nie miał w sobie nic oryginalnego. Wyjaśnił, że jego celem było ostrzeżenie przed "obrazami, które zdają się przemawiać same za siebie".
Źródło: RMF/PAP
https://www.rmf24.pl/nauka/news-zdjecie-odleglej-gwiazdy-okazalo-sie-plasterkiem-chorizo,nId,6205497#crp_state=1

Zdjęcie odległej gwiazdy okazało się plasterkiem chorizo.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić obrazków. Dodaj lub załącz obrazki z adresu URL.

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)